Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Traditionis Custodes
    Boydar o Jeszcze o Gierku…
    Listwa o Traditionis Custodes
    prostopopolsku o Obywatele w obronie radcy praw…
    lewarek.pl o List przełożonego generalnego…
    lewarek.pl o W obronie realizmu polity…
    Boydar o List przełożonego generalnego…
    wanderer o Traditionis Custodes
    wanderer o Białoruska biegaczka będzie si…
    bryś o Białoruska biegaczka będzie si…
    Boydar o Traditionis Custodes
    podczaszy o Kościół w rękach predatora. Dr…
    wanderer o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    Olo o Paradoks Pałacu Saskiego
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Archive for 14 lutego, 2012

Wałęsa wciąż ściga Wyszkowskiego

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

Lech Wałęsa domaga się 30 tys. zł [czyżby synalkowie już przepuścili jego majątek? – admin] i przeprosin od legendarnego działacza opozycji Krzysztofa Wyszkowskiego. O co chodzi? O to, że współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych nazwał byłego prezydenta „agentem”.

– Mam nadzieję, że sąd badając sprawę odnoszącą się do mojej wypowiedzi sprzed niemal sześciu lat, weźmie pod uwagę obecny stan wiedzy na temat relacji Wałęsy z komunistycznymi służbami. W ostatnich latach ukazały się nowe publikacje historyczne na ten temat, a w niedługim czasie pojawią się kolejne – mówi w rozmowie z „Codzienną” Krzysztof Wyszkowski. – No, chyba że będzie inaczej i sąd wyda wyrok, opierając się na poprzednich orzeczeniach – dodaje.

Sprawa ma już bardzo długą historię. Dotyczy wypowiedzi Wyszkowskiego z grudnia 2007 r. Wówczas powiedział on dziennikarzowi Polskiej Agencji Prasowej, że „Lech Wałęsa był agentem, brał za to duże wynagrodzenie”. Wypowiedź nagrała telewizja publiczna i wyemitowała na antenie.

Były prezydent – wierny przyrzeczeniu, że nie popuści Wyszkowskiemu – wytoczył mu proces. Został on jednak zawieszony. Przed gdańskim sądem toczyła się bowiem inna sprawa, w której Wałęsa występował przeciw działaczowi opozycji z Wybrzeża. Na początku stycznia tego roku Sąd Okręgowy w Gdańsku postanowił wznowić sprawę sprzed lat.

Co się stało, że wróciła ona na wokandę? Rzecznik sądu Tomasz Adamski wyjaśnia, że pod koniec ubiegłego roku Sąd Najwyższy odmówił Wyszkowskiemu przyjęcia skargi kasacyjnej. Tym samym podtrzymał wyrok, na którego mocy były związkowiec miał przeprosić byłego prezydenta za „Bolka”.

W odpowiedzi na pozew Krzysztof Wyszkowski podkreśla, że nie mógł naruszyć dóbr osobistych Wałęsy. „O naruszeniu takim można by ewentualnie mówić tylko wówczas, gdyby powód [Wałęsa – przyp. red.] konfidentem SB nigdy nie był”. Zamieszcza również obszerne fragmenty dokumentów, które mają świadczyć o współpracy byłego prezydenta ze Służbą Bezpieczeństwa.

W tej sytuacji Wyszkowski uważa, że sąd powinien w ogóle oddalić powództwo Wałęsy. Argumentuje, że były prezydent sam wielokrotnie miał się przyznawać do współpracy z SB.

W odpowiedzi na pozew pisze, że zrobił to np. 4 czerwca 1992 r., gdy minister spraw wewnętrznych przedstawił Sejmowi oficjalne dane o zwerbowaniu Lecha Wałęsy, jako tajnego współpracownika Służy Bezpieczeństwa o ps. Bolek. Cytuje fragment oświadczenia Wałęsy w tej sprawie dla PAP: „w grudniu 1970 r. podpisałem 3 albo 4 dokumenty”.

Wojciech Kamiński
http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl

Komentarz internauty:
Wałęsa korzystając z zawiłości i niejednoznaczności prawa toczy swoją prywatną wojnę w sprawie w której już nigdy w oczach przyzwoitych ludzi się nie oczyści!

Dodajmy: i korzystając z totalnie zdemoralizowanego wymiaru sprawiedliwości. – admin

Posted in Różne | 23 Komentarze »

Potajemna antykoncepcja dla trzynastolatek

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

Nowa metoda brytyjskiego rządu na walkę z ciążami wśród uczennic. Trzynastoletnim uczennicom dziewięciu szkół w Southampton wszczepiono podskórne implanty hormonalne – donosi „The Daily Telegraph”. Zrobiono to bez wiedzy i zgody rodziców!

Prasę poinformowali zbulwersowani rodzice. Lekarze, bez ich wiedzy, zaszyli w ramionach ich córek trzycentymetrowe pręciki – implanty antykoncepcyjne. Zdaniem lekarzy jest to antykoncepcja wystarczająca na kilka lat.

Rodzice domagali się wyjaśnień, więc dyrekcje szkół potwierdziły, że implanty są formą antykoncepcji zalecaną przez władze. Jedyne co dziewczynki musiały zrobić by wszczepiono im pręciki, to wypełnić w szkole formularz dotyczący przebytych chorób.

Pilotażowy program masowej instalacji implantów ruszał w Wielkiej Brytanii 2009 roku, wówczas wszystkim rodzicom uczestniczących w nim dzieci władze listownie wysłały informacje. Informowanie kolejnych roczników pozostawiono dyrekcji szkół – przypomina „The Daily Telegraph”. Dyrekcja obowiązek zaniedbała. Ministerstwo zdrowia broni programu twierdząc, że dzięki implantom liczba ciąż u nastolatek z Southampton zmniejszyła się o jedną piątą.

Źródło: „The Daily Telegraph”

http://www.piotrskarga.pl

Posted in Kultura | 15 Komentarzy »

Renesans Broniewskiego

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

Władysław Broniewski w Armii Andersa, 1943

Któż nie pamięta wierszy Władysława Broniewskiego (1897-1962) ze szkoły? Jedni pamiętają „Bagnet na broń”, inni „Żołnierz polski”, jeszcze inni „Elegię o śmierci Ludwika Waryńskiego”. Po 1989 na temat Broniewskiego przestano mówić, zlikwidowano szereg szkół jego imienia, zagrożone były pomniki i ulice. Ale – jak pisze autor jego biografii Mariusz Urbanek – przetrwał, bo nawet najbardziej radykalni przywódcy „IV RP” nie ośmielili się podnieść na niego ręki.

W Muzeum Niepodległości, w ramach cyklu KLIOTEKA, odbyło się spotkanie na temat ostatnich publikacji na temat Władysława Broniewskiego – biografii Mariusza Urbanka „Broniewski – miłość, wódka, polityka”, tomu poezji Władysława Broniewskiego „Wierszem przez życie – poezje” (obie książki Wyd. ISKRY) oraz tomu wspomnień o poecie pt. „W słowach jestem wszędzie” (Wyd. PIW). Spotkanie prowadził red. Tadeusz Górny.

Dlaczego Broniewski się ostał? Z prostej przyczyny – bo był wielkim poetą. Tuż przed śmiercią prosił, żeby pamiętać, że najważniejsze są wiersze, które napisał. Cała reszta nie ma znaczenia. „Byłem zwykłym człowiekiem” – to jedno z jego ostatnich zdań. „Jego życie jest odzwierciedleniem skomplikowanych polskich losów w XX wieku” – mówił red. Górny. On, za młodu legionista, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, potem komunizujący poeta, więzień sanacyjnego więzienia, a po 1939 także sowieckiego łagru. Potem żołnierz Andersa, by po 1945 wrócić do Kraju i stać się poetą symbolem nowej epoki, autorem wierszy o rewolucji sowieckiej i Stalinie. Był uwielbiany przez zwykłych ludzi, jego wierszy słuchało na żywo po kilka tysięcy osób, znano je na pamięć. Jedni wzruszali się słuchając „Elegii o śmierci Ludwika Waryńskiego”, inni przy „Bagnecie na broń”. Docierał do serc i umysłów lewicy i prawicy, choć rzecz jasna był człowiekiem lewicy. Jego wiersz „Bagnet na broń” z wiosny 1939 roku przedrukowały wszystkie gazety, także narodowe. Długo nikt nie znał jego wierszy z okresu wojny, które można uznać za antysowieckie. Poruszający był wiersz „Targowisko” będący protestem przeciwko podejmowaniu decyzji przez wielkie mocarstwa bez udziału Polski. Nieznany był też jego wiersz o zbrodni katyńskiej.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kultura | 20 Komentarzy »

W 70. rocznicę powstania Armii Krajowej

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

Największa armia podziemna

Z prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym prakseologiem, żołnierzem Armii Krajowej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, więźniem łagrów sowieckich, rozmawia Agnieszka Żurek

14 lutego 1942 r. Związek Walki Zbrojnej przemianowano na Armię Krajową. Jakie znaczenie ma ta data w historii polskiego podziemia zbrojnego?
– Armia Krajowa powstała w wyniku zrealizowania koncepcji połączenia Związku Walki Zbrojnej – największej organizacji podziemnej, i szeregu innych grup funkcjonujących w konspiracji. Powołanie do życia AK miało na celu stworzenie polskiej armii podziemnej, która byłaby bezpośrednio podporządkowana dowództwu sił zbrojnych w Londynie. Miało to kolosalne znaczenie, ponieważ dzięki temu z dobrowolnego ruchu inicjatyw oddolnych stworzono podziemną jednostkę wojskową stanowiącą część polskiej armii. Akcja scaleniowa była ogromnie ważna, ponieważ wcześniej siły podziemne były rozbite i za słabe, aby móc podjąć działania na szerszą skalę. Skuteczne działanie umożliwiło połączenie różnych organizacji wojskowych. Było to wielkie osiągnięcie i dlatego też data 14 lutego ma takie ogromne znaczenie. Ten akt był tak ważny także dlatego, że doszło do połączenia organizacji zarówno lewicowych, jak i prawicowych. W skład Armii Krajowej weszła Socjalistyczna Organizacja Bojowa PPS, Narodowa Organizacja Wojskowa, Bataliony Chłopskie i oczywiście Związek Walki Zbrojnej. Wszystkie zostały połączone pod jednym dowództwem. Był to olbrzymi wyczyn.

Na czym polegała wyjątkowość Armii Krajowej?
– Armia Krajowa była zorganizowana bardzo sprawnie. Opierała się na dobrze przemyślanej wewnętrznej strukturze. W AK funkcjonował cały system szkolenia – począwszy od szkół podchorążych po stworzone później szkoły niższych i wyższych dowódców. W AK istniała dyscyplina wojskowa. Szkolenie było bardzo rzetelne. Muszę powiedzieć, że wiedza, którą zdobywaliśmy w szkole podchorążych czy też w szkole niższych dowódców, była poważną wiedzą wojskową. Moi koledzy, którzy dostali się do niewoli, a następnie do Armii Andersa, wchodzili w jej szeregi po przejściu jedynie uzupełniającego szkolenia. Nasza wiedza wyniesiona ze szkół była poważną wiedzą wojskową. Obowiązywała nas daleko idąca dyscyplina, działaliśmy w obrębie bardzo dobrze przemyślanych struktur. Było to możliwe dzięki odpowiedniemu kształceniu nas, to znaczy młodego pokolenia.

Jak scharakteryzowałby Pan Profesor ówczesne młode pokolenie?
– Byliśmy zupełnie inni od tych młodych ludzi, którzy myślą jedynie o dobrej zabawie i o tym, żeby żyć możliwie jak najweselej. My pozostawaliśmy w strefie promieniowania jakiejś idei, ale co także jest ważne, działaliśmy w bardzo sprawnie i w surowo zorganizowanej strukturze. Przejawiało się to chociażby w punktualności – kiedy organizowaliśmy spotkania, trzeba było stawić się na czas, co do minuty. Jeśli powierzano nam jakieś zadanie, wykonywaliśmy je dokładnie. Kiedy meldowaliśmy: „Meldunek wykonany!”, oznaczało to, że wywiązaliśmy się z zadania w 100 procentach. Stworzenie zdyscyplinowanego społeczeństwa miało ogromne znaczenie. Armia Krajowa liczyła około 400 000 osób. To olbrzymia potęga. I gdyby o działaniach aliantów decydował Churchill, a nie Roosevelt, który współpracował ze Stalinem, przemaszerowaliby oni przez Grecję i w ciągu dwóch miesięcy znaleźliby się na polskiej granicy. Dzięki pomocy Armii Krajowej w krótkim czasie zdobyliby całą Polskę.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 28 Komentarzy »

Legutko: Wychowania w szkole już nie ma

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

– Wychowania w szkole już nie ma, i to nie ma go nawet w wersji śladowej odnoszącej się do prostych odruchów „proszę” czy „dziękuję”. Nauczyciele są coraz bardziej zastraszani – przez uczniów, przez rodziców, przez regulacje prawne. Zwykle w sporach między uczniem a nauczycielem przegrywa ten ostatni. Są prawa ucznia, rzecznicy do wszystkiego się wtrącający, a nauczyciel zostaje sam. Dyrektor nie stanie po jego stronie, koledzy nauczyciele prywatnie pewnie będą go pocieszać, ale publicznie nie będą się z nim solidaryzować, dziennikarze też w większości nie poprą, więc co ma robić? – mówi w wywiadzie dla „Uważam Rze” prof. Ryszard Legutko, były minister edukacji. – Można odnieść wrażenie, że ogromna część Polaków zgłupiała, uważając, że najlepsze wychowanie to brak wychowania – dodaje.

Legutko krytykuje minister edukacji z poprzedniego rządu Donalda Tuska – Katarzynę Hall.

– Pani minister pogłębiła proces degradacji polskiej oświaty, który trwa już od pewnego czasu. Duży ruch w dół dokonał się za sprawą ministra Handkego, który wprowadził niepotrzebną i szkodliwą reformę, a pani Hall to dzieło świadomie kontynuowała – mówi Legutko z rozmowie z Marzeną Nykiel.

Były minister edukacji tłumaczy, że Hall reprezentowała typowy obecnie sposób myślenia o oświacie.

– Szkoła uczy pod rozwiązywanie testów; kto lepiej je rozwiązuje, ten lepiej zdaje i ma większe szanse dostać się na studia – wyjaśnia.

Legutko uważa, że „mimo rosnącej umiejętności rozwiązywania testów uczniowie są coraz gorzej wykształceni i dramatycznie gorzej wychowani”.

– Dziś, żeby zdać maturę, nie trzeba wcale znać literatury polskiej, historii, a nawet posiadać orientacji w – przepraszam za wyrażenie – polskim kodzie kulturowym – przekonuje profesor.

– Powiedzmy wprost. Wychowania w szkole już nie ma, i to nie ma go nawet w wersji śladowej odnoszącej się do prostych odruchów „proszę” czy „dziękuję”. Nauczyciele są coraz bardziej zastraszani – przez uczniów, przez rodziców, przez regulacje prawne. Zwykle w sporach między uczniem a nauczycielem przegrywa ten ostatni. Są prawa ucznia, rzecznicy do wszystkiego się wtrącający, a nauczyciel zostaje sam. Dyrektor nie stanie po jego stronie, koledzy nauczyciele prywatnie pewnie będą go pocieszać, ale publicznie nie będą się z nim solidaryzować, dziennikarze też w większości nie poprą, więc co ma robić? – podkreśla były minister. – Można odnieść wrażenie, że ogromna część Polaków zgłupiała, uważając, że najlepsze wychowanie to brak wychowania – dodaje.

Według Legutki, fatalnym pomysłem było wprowadzenie gimnazjum, które „uruchomiło falę uczniowskiej nieodpowiedzialności”.

– Wśród dziewcząt poziom przemocy podniósł się przez ostatnie lata o 150 proc. Mamy tutaj całą skalę nagannych zachowań. Od drastycznych wydarzeń, zabójstw i gwałtu, przez poniżanie nauczycieli i rówieśników, aż po zwykłe, chciałoby się powiedzieć, codzienne chamstwo. Młody człowiek, który daje pierwszeństwo przejścia starszemu człowiekowi, to w dzisiejszej Polsce niezwykle rzadki przypadek – podkreśla profesor. – Zresztą zachowanie nie jest w szkołach traktowane poważnie, bo ocena nie stanowi już warunku promocji – dodaje.

– Szkoła ma uczyć i wychowywać. Powinno być tak, że jeżeli wysyłamy dziecko do szkoły, to otrzymujemy z powrotem kogoś, kto jest mądrzejszy i lepiej wychowany niż pierwszego dnia, gdy pojawił się w budynku szkolnym – mówi Ryszard Legutko. – Obecnie nastawienie jest inne. Dziecko ma wrócić ze szkoły z odpowiednimi ocenami, z dyplomem, bo to się przyda na studiach i na rynku pracy. Fakt, że nadal jest ono głupkiem i prymitywem, już nas nie obchodzi – dodaje.

Cała rozmowa w najnowszym numerze „Uważam Rze”.

http://www.fronda.pl

Posted in Kultura | 37 Komentarzy »

Polska finansowała zadymy na Białorusi?

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

Telewizja białoruska twierdzi, że to Polska finansowała zadymy w Mińsku po wyborach prezydenckich w 2010 roku. Jak podaje portal onet.pl:

Autorzy prawie półgodzinnego filmu zatytułowanego “Lekcje polskiego” twierdzą, że w ujawnionej dzięki Wikileaks korespondencji dyplomatycznej, która “wywołała wielki popłoch w polskim MSZ”, znajduje się dokument, gdzie “mowa jest wprost, że zamieszki na placu Niepodległości (po wyborach prezydenckich 19 grudnia 2010 r.) były opłacone z Warszawy”.

Dokumentem tym jest rzekoma depesza z polskiego MSW do ambasady w Mińsku nakazująca wypłacenie byłemu kandydatowi na prezydenta Uładzimirowi Niaklajeuowi 80 tys. euro z funduszy ambasady “na przygotowanie i przeprowadzenie akcji protestu 19 grudnia 2010″. – Ten sensacyjny dokument pozwala inaczej spojrzeć na to, co się stało wieczorem 19 grudnia i kto stał za zamieszkami przy gmachu rządu – komentuje dziennikarz.

Dodaje, że depesza ta pozwala zrozumieć, dlaczego po klęsce protestów w Mińsku minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski nieustannie krytykuje Białoruś. Według komentatora, jest to jakoby “próba zatarcia śladów, zagłuszenia głośnymi oświadczeniami prawdy o 19 grudnia”. W materiale pokazano również rzekomą depeszę dyplomatyczną wysłaną z ambasady w Mińsku 20 września 2011 r., w której ambasador Leszek Szerepka zdaje relację ze spotka się z Niaklajeuem. Jest w niej mowa o wsparciu wysokości 28 tys. euro.

W filmie zaprezentowano też nagranie przedstawiające innego byłego kandydata na prezydenta, Alesia Michalewicza, który uzyskał azyl polityczny w Czechach. Jak mówi dziennikarz, wykonano je podczas przesłuchania w KGB przed wyjazdem z kraju. Michalewicz opowiada w nim – jak twierdzą autorzy materiału – o finansowaniu białoruskiej opozycji przez Polskę”.

http://mercurius.myslpolska.pl/

Posted in Polityka | 8 Komentarzy »

Jaruzelski i przypadek w historii

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

Książka autorstwa Dariusza Wilczaka zatytułowana „Generalissimus” poświęcona jest osobie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, nie jest to jednak praca naukowa. Napisana jest w formie monologu, który czasami przechodzi w rozmowę z Generałem, prowadzoną przez narratora, którym jest wieloletni i bliski współpracownik – adiutant głównego bohatera. Lapidarny język pracy przypomina nieco poetykę w jakiej napisany został „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego.

Książka stanowi quasi spowiedź głównego bohatera, rozliczenie z własną biografią dokonane ustami współpracownika. Paweł Kowal na łamach „Rzeczpospolitej”, w tekście poświęconym książce. pisze, że „jest dwóch Jaruzelskich: jeden zdrajca, drugi antyteza zdrajcy: ulepiony skutecznie przez twórców propagandy” („Rzeczpospolita”, 13.12.2011). Sama zaś książka stanowi, zdaniem lidera PJN, udany zabieg marketingowy, w którym główny bohater „poskręcany z tragicznych polskich historii, Sybiru, munduru, walki o ziemie zachodnie i szkoły u ojców Marianów, skromny, po wileńsku zajadający na śniadanie razowca z miodem”, nie zostałby lepiej ukazany nawet przez Wiesława Górnickiego – „głównego propagandystę Jaruzelskiego”, jak Kowal określa popularnego dziennikarza doby PRL-u.

Książka Wilczaka, podobnie jak popularnonaukowe prace autorstwa Marcelego Kosmana „Los Generała. Wokół medialnego wizerunku Wojciecha Jaruzelskiego” (Toruń 2008) czy Petera Rainy „Jaruzelski. Młode lata 1923-1945” (Warszawa 1994), ukazuje zaiste inną prawdę o Generale, niż czynią to współcześni propagandyści z IPN.

U Ojców Marianów

Swój opis losów Generała autor rozpoczyna od okresu przedwojennego, sporo miejsca poświęcając latom szkolnym przyszłego Prezydenta: „rodzice wybrali dla mnie warszawskie gimnazjum ojców Marianów. Szkołę o tradycji endeckiej. Rzeczywiście w gimnazjum Marianów na Bielanach pracowało wielu nauczycieli, którym była bliska filozofia Narodowej Demokracji (…) Uczniowie gimnazjum ojców Marianów nosili w klapie marynarki mieczyki Chrobrego, endecki symbol. Ja też nosiłem, ale miecz zwykły, bez napisu ONR, choć niektórzy moi koledzy przypinali sobie właśnie ten drugi. W naszym gimnazjum tradycja Narodowej Demokracji nie była jednak oficjalnie głoszona. Oficjalnie, jak w każdej przedwojennej polskiej szkole, obowiązywał kult Marszałka Piłsudskiego (…) Uczyłem się w jednej klasie z Tadeuszem Gajcym (…) Lubiłem Tadeusza, on mnie chyba też. Obaj byliśmy najlepsi w klasie z przedmiotów humanistycznych – z języka polskiego i historii”.

W szkole panował porządek i dyscyplina, uczniom wpajano wartości, dzięki którym mogli być pożyteczni w pracy i służbie dla Polski. W szkolnym regulaminie, którego każdy uczeń uczył się na pamięć, podkreślano: „Masz się przygotowywać do wielkich zadań. Należeć masz do tych szeregów społeczeństwa, w których znajdą się chorążowie świetności historycznej Polski, jej kultury, jej najpiękniejszych tradycji, masz być spadkobiercą i budowniczym jej wielkości, godności, szczęścia, pokoju i bezpieczeństwa (…) Twój dorobek moralny i umysłowy, twoja tężyzna fizyczna, siła twojego charakteru stanie się puklerzem dla Ojczyzny i Państwa Polskiego najpierw przeciw złu i słabościom, które kryją się w tobie samym, potem przeciw wewnętrznym naszym wrogom w kraju oraz przeciw naporowi naszych wrogów zewnętrznych (…) Mały Wojtek, a potem coraz większy Wojciech przyswaja każde słowo. Zapamiętuje. Utożsamia się z każdym słowem. Bóg, honor i ojczyzna. Boga potem zabrakło…”.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 9 Komentarzy »

Albin Siwak rozmawia z Tadeuszem Bednarczykiem

Posted by Marucha w dniu 2012-02-14 (Wtorek)

Fragment książki: Albin Siwak – „Bez strachu” – tom II
Nadesłał p. PiotrX

(…) Ja do dziś, panie Albinie, mam gorycz w sercu, gdyż sam osobiście wyprowadzałem dużo Żydów i kierowałem do Polaków w przygotowane już kryjówki. I albo sami Żydzi wydali Polaków Niemcom jak ich Niemcy złapali, lub po wojnie zamiast podziękować ludziom za trud i narażanie się na śmierć, to oczernili ludzi, że rzekomo było im źle. Powyjeżdżali za granice i tam bezkarnie oczerniają ludzi. A w Polsce nawet nie można na te kłamstwa odpowiedzieć, bo cała prasa jest w ich rękach. Duża część tych żydowskich bajkopisarzy zawdzięcza życie Polakom i ich poświęceniu, gdyż mogli być zabici przez Niemców z całymi swoimi rodzinami.

Wyprowadziłem tego Kosińskiego (Lewinkopfa) z getta i uratowałem mu życie jak go Niemcy na ulicy złapali. Takiemu opluwającemu nas Józefowi Wolfowi polska nauczycielka, Kalitowa z Wiślicza, uratowała żonę i dziecko. Ja ich tam zawiozłem do pani Kalitowej. Lub takiemu polakożerczemu inż. Szymonowi Wiesenthalowi uratowałem na ulicy Topiel żonę, Cylę Wiesenthal. Ludzie moi znajomi przetrzymali ją przez całą wojnę do końca. Jerzego Kosińskiego vel Lewinkopf zawiozłem na wieś do znajomych chłopów, którzy również uratowali mu oboje rodziców i przetrzymali do końca wojny. A on, Jerzy Kosiński, ukończył za darmo Uniwersytet w Warszawie i wyjechał do USA, i tam dał pokaz fałszu, opluwając Polaków i Polskę. A jego ojciec też odpłacił się tym ludziom, co ich przechowywali. Po wojnie wydał ich radzieckiemu NKWD i gospodarz był dziesięć lat na Syberii, a wrócił bez zdrowia. Ojciec tego młodego Żyda nazywał się Mojżesz Lewinkopf-Kosiński i był w Jeleniej Górze dyrektorem dużej firmy.

Był taki szop drzewny Hallmana. I ten Hallman miał w tym szopie ochronę niemiecką, dobrze opłacaną. Ale pojechał na Pragę i tam go esesmani złapali. Wywieźli do Trawnik do obozu. Podjąłem starania i udało się go wykupić, i to już w lipcu 1943 roku. Ukryłem go na Grójeckiej i przeżył wojnę, a następnie wyjechał do USA. Jakie on pisał paszkwile o Polakach, to pan sobie nie wyobraża. Ani razu nie podziękował Polakowi, który go żywił i ukrywał przed Niemcami. Ukryłem słynnego naukowca Ringellbluma u swoich znajomych Marczaków i Wolskich. Ale błagał mnie, żebym wyprowadził z getta jego kochankę. Udało się i była razem z nim. Tylko, że baba nie umiała siedzieć cicho i na miejscu. Wychodziła na ulicę i wpadła. Złapali ją żydowscy policjanci i nie puścili, bo mieli za to pochwalę od Niemców. Na gestapo wydała obie polskie rodziny i swego kochanka Ringellbluma. Dwie polskie rodziny zapłaciły głowami za swą ofiarność i pomoc.

Często myślę, panie Albinie, że Cyganie, którzy tak samo byli prześladowani przez Niemców, wywożeni do obozów, byli traktowani zdecydowanie brutalniej niż Żydzi. Dlaczego oni nie obciążają Polakowi nie fałszują historii? Cyganie po prostu rozumieli i dziś rozumieją ówczesną nadzwyczajną sytuację. Nie zgłaszają do Polaków wyimaginowanych i absurdalnych pretensji.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | Możliwość komentowania Albin Siwak rozmawia z Tadeuszem Bednarczykiem została wyłączona