Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Listwa o Traditionis Custodes
    Yagiel o Wolne tematy (54 – …
    lewarek.pl o Traditionis Custodes
    Listwa o List przełożonego generalnego…
    I*** o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    Boydar o Kościół w rękach predatora. Dr…
    baca o Białoruska biegaczka będzie si…
    Boydar o Traditionis Custodes
    Boydar o Jeszcze o Gierku…
    Listwa o Traditionis Custodes
    prostopopolsku o Obywatele w obronie radcy praw…
    lewarek.pl o List przełożonego generalnego…
    lewarek.pl o W obronie realizmu polity…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Archive for 23 lutego, 2012

Amnesty International szczegółowo o torturach i morderstwach w Libii

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Gajowy nie jest entuzjastą Amnesty International, zwłaszcza jej lewicowego przegięcia – ale poczytać warto.

Amnesty International details torture and murder in Libya
http://globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=29354
Autor: Patrick Martin, Global Research, 17 II 2012 r.; przekład: Ussus

Bojówki "libijskiej" Narodowej Rady Tymczasowej

Raport Amnesty International ukazuje rozprzestrzenianie tortur w więzieniach i prowizorycznych aresztach libijskiego reżimu założonego pod auspicjami USA – NATO, po wojnie w wyniku której obalono pułkownika Kadafiego. Co najmniej w dwunastu przypadkach więźniowie byli torturowani aż do śmierci – stwierdzają działacze organizacji.

Wstępne ustalenia Amnesty powstały pod koniec ostatniego miesiąca. Pracownicy organizacji rozmawiali z torturowanymi i przetrzymywanymi w więzieniach ofiarami w styczniu i na początku lutego; pierwsze rezultaty dochodzenia ujrzały światło dzienne 15 lutego.

Bestialskie praktyki udokumentowane przez śledczych z Amnesty uwzględniają biczowanie, bicie kablami, metalowymi łańcuchami, drewnianymi kijami, wstrząsy elektryczne, wyrywanie paznokci i gwałty. Milicyjni wojownicy popełniają bezczelnie te ataki, w wielu przypadkach łamiąc prawa człowieka, podczas gdy celem wojny była obrona praw humanitarnych.
Według raportu Amnesty, Narodowa Rada Tymczasowa zainstalowana przez imperialistów, nie przeprowadziła ani jednego śledztwa w sprawie tortur i prześladowania więźniów. Nikt nie został aresztowany ani skazany za zbrodnie wojenne, z wyjątkiem tych którzy stanęli po przegranej stronie w wojnie domowej walcząc ramię w ramię z pułkownikiem Kadafim. [To nie była żadna wojna domowa lecz obca inwazja! – Ussus]

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Polityka | 14 Komentarzy »

Odprawa posłów z białoruskiej granicy

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Polska edycja międzynarodowych mediów na wielu kanałach z oburzeniem donosi, iż sześciu polskich parlamentarzystów (m.in. Adam Lipiński i Artur Górski z PiS) nie zostało wpuszczonych na teren Białorusi, a do ich paszportów wstemplowano zakaz wjazdu. A przecież paszporty dyplomatyczne, jakimi dysponują, upoważniają do wjazdu na terytorium innego kraju – zatem Białorusini powinni w pokłonach i podskokach rozesłać im przed stopami czerwony dywanik.

Polska delegacja jechała celem spotkania się z nieuznawaną przez rząd Białorusi organizacją „Związek Polaków na Białorusi”, traktowaną – nie bez podstaw – jako Piąta Kolumna, której działalność ma na celu obalenie tzw. „reżymu” Łukaszenki i która jest sponsorowana przez polskojęzycznych rządzących w III RP.

Rzeczniczka białoruskiego MSZ Maria Wańszyna określiła wizytę polskich posłów jako konspiracyjną i zarzuciła im nieuzgodnienie wizyty z białoruskimi parlamentarzystami. Zdaniem polskojęzycznych Białorusini najwidoczniej powinni serdecznie powitać „gości” spiskujących przeciwko ich popularnemu prezydentowi. Tymczasem białoruska straż graniczna arogancko stwierdziła, że w ogóle nie musi podawać powodu nie wpuszczenia do kraju. Wydawało nam się, że taką praktykę stosowały i stosują wszystkie państwa, włącznie z USA – ale widocznie co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie.

Przypomnijmy, iż polskojęzyczne władze nagminnie nie wpuszczają do Polski ani białoruskich posłów, ani członków drugiego, legalnego, cieszącego się poparciem ogromnej większości, Związku Polaków. Więc skąd teraz takie oburzenie?

Gajowy Marucha

Posted in Polityka | 8 Komentarzy »

Nowe prawo FATCA. Amerykanie chcą mieć wgląd w konta Polaków.

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Na Prima Aprilis jeszcze za wcześnie… – admin

Nowe amerykańskie prawo FATCA nakłada obowiązek ujawnienia danych o rachunkach osób podlegających opodatkowaniu przez amerykańską skarbówkę. Dotyczy to także Polaków – informuje „Rzeczpospolita”.

Polskie banki alarmują, że przepisy, które zaczną obowiązywać od 2013 roku, są sprzeczne z naszym prawem i trudne do zastosowania, a jednocześnie ich nieprzestrzeganie będzie miało groźne konsekwencje dla sektora bankowego.

Ustawa o ujawnianiu informacji o rachunkach zagranicznych dla celów podatkowych (Foreign Account Tax Complience Act) ma ułatwić federalnemu urzędowi skarbowemu (IRS) walkę z uchylaniem się amerykańskich podatników od płacenia daniny od inwestycji dokonywanych za pośrednictwem zagranicznych instytucji finansowych. Nowe prawo nakłada na nie obowiązek wysyłania do IRS informacji o rachunkach prowadzonych przez podatników USA.

– Rodzi to wielopiętrowe problemy. Regulacje FATCA stoją w sprzeczności z ochroną tajemnicy bankowej oraz ochroną danych osobowych – mówi Mariusz Zygierewicz ze Związku Banków Polskich. W dodatku niejasne są kryteria tego, kto podpada pod nowe prawo. Chodzi nie tylko o obywateli USA, ale także osoby, które mają pośrednie powiązania ze Stanami Zjednoczonymi. Wystarczy np., że się tam urodziły, nawet jeśli mają obywatelstwo polskie, otrzymały zieloną kartę lub przebywały w USA choćby pół roku.

Ustawa przewiduje sankcję dla instytucji, które się do niej nie zastosują: przelewy do i z USA dokonywane za ich pośrednictwem będą pomniejszane o karę w wysokości 30 proc. – Każdy, kto chce wykonywać operacje finansowe na rynku amerykańskim, musi się zastosować do przepisów, w przeciwnym razie w praktyce zostanie wykluczony z tego rynku – ocenia Mariusz Zygierewicz.

Polscy bankowcy uważają, że najlepszym rozwiązaniem byłoby podpisanie porozumienia w sprawie FACTA przez Komisję Europejską, ale szanse na to są niewielkie. Pięć państw: Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania oraz Wielka Brytania, zawarło wstępne porozumienie, które zakłada, że wymagane informacje będą przekazywane do ich krajowych skarbówek, a dopiero stamtąd, na zasadzie wzajemności, do IRS.

Przedstawiciele naszych instytucji finansowych uważają, że zawarcie podobnego porozumienia przez Polskę ułatwiłoby stosowanie się do przepisów. Jeśli nie podpiszemy umowy, banki, aby nie płacić 30-proc. podatku od przelewów do USA, będą musiały zastosować regulacje na własne ryzyko, co narazi je na konflikt z polskim prawem.

http://janpinski.nowyekran.pl/

Posted in Gospodarka | 7 Komentarzy »

Wołyńskie Westerplatte

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Wydarzenia na Kresach mogłyby być scenariuszami wielu filmów i seriali, ale starsi twórcy boją się tej tematyki. Na szczęście nadchodzą młodzi

W ubiegłym tygodniu spotkałem się z trójką młodych filmowców. Podjęli realizację dokumentu o bohaterskiej samoobronie w Przebrażu na Wołyniu. W czasie II wojny światowej uratowano w ten sposób od zagłady tysiące Polaków z okolicznych wiosek oraz ukrywających się w nich Żydów. Planowane przedsięwzięcie jest cenne, ponieważ twórcy filmowi, będący pupilami obozu władzy, panicznie boją się wszystkiego, co jest związane z Kresami Wschodnimi. Ta tematyka praktycznie jest nieobecna również w nauczaniu szkolnym. Młode pokolenie choć uczy się o bohaterach Westerplatte czy Powstania Warszawskiego, to ze szkolnych podręczników nie dowie się niczego o polskich chłopcach i dziewczętach, którzy heroicznie bronili swoich miejscowości przed zbrodniarzami UPA i Bandery. Gdy wspomniany film będzie już gotowy, to napiszę jego recenzję i zajmę się jego promocją. Dziś natomiast przypomnę wydarzenia, które stały się jego kanwą.

Przede wszystkim polecam wspomnienia Henryka Cybulskiego pt. “Czerwone noce”. Ich autor był postacią niezwykłą – podoficer rezerwy WP, z zawodu leśnik, z zamiłowania sportowiec. W lutym 1940 r. został zesłany na Sybir, skąd uciekł i po dwóch miesiącach – uwaga! – pieszej wędrówki powrócił do rodzinnego Przebraża. Była to duża polska wieś, liczącą prawie tysiąc mieszkańców. Leżała 25 km od Łucka, który w okresie międzywojennym pełnił funkcję stolicy województwa i diecezji rzymskokatolickiej. Było to więc dokładnie centrum rozległej i ludnej krainy. Wokół były liczne osady, zamieszkałe także przez Polaków.

W maju 1943 r. zaczęły docierać tutaj pierwsze przerażające informacje o masowych mordach dokonywanych przez dopiero co powstałą UPA, która zamiast walczyć z Niemcami, zajęła się wyrzynaniem polskiej ludności. W miastach i miasteczkach stacjonowali Niemcy lub Węgrzy, co powstrzymywało banderowców przed atakami na nie. Natomiast wsie pozostały całkowicie bezbronne, bo AK na tym terenie była w powijakach. Brakowało nie tylko oddziałów partyzanckich, ale i struktur organizacyjnych. Wyjątek stanowiły tylko niektóre wsie, których mieszkańcy potrafili się zorganizować. Do nich należało Przebraże. Komendantem wojskowym został wspomniany Henryk Cybulski, który przyjął ps. Harry, a komendantem cywilnym Ludwik Malinowski, też barwna postać: ułan ochotnik spod Piotrkowa Trybunalskiego. Wraz z innymi zorganizowali oni zbrojne pododdziały. Broń kupowali od okupanta za bimber bądź zbierali ją w lesie po Rosjanach, którzy uciekali stąd w 1941 r. Założyli także własną rusznikarnię. Część obrońców była uzbrojona w kosy i pałki. Zbudowali też prowizoryczne fortyfikacje, co nie było łatwe, bo w skład systemu samoobrony wchodziły także okoliczne wioski i kolonie. Wszyscy byli zorganizowani na wzór wojskowy.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 14 Komentarzy »

Anna Katarzyna Emmerich o “nowym kościele”

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Anna Katarzyna Emmerich o „nowym kościele” [1]

Anna Katarzyna Emmerich (1774-1824), świętobliwa niemiecka mistyczka, miała wizje i mistyczne doznania, w których widziała narodziny tego co nazywa „mrocznym kościołem” oraz „czarnym, fałszerskim kościołem”.

Słowo fałszerski przywodzi na myśl coś więcej niż samo pojęcie fałszu (zawsze istniały fałszywe kościoły i fałszywe formy kultu); fałszerski sugeruje zamiar podawania się za autentyk, oryginał, oraz intencję imitowania rzeczy prawdziwej.

Nie rościmy sobie pretensji do posiadania zdolności interpretowania proroctwa z całkowitą trafnością, ani też nigdy nie opieraliśmy na proroctwach naszej argumentacji i sposobu przedstawiania poszczególnych zagadnień. Tym bardziej nie zamierzamy teraz „stwarzać precedensu” opartego na wizjach Anny Katarzyny Emmerich, gdyż próba zinterpretowania proroctwa zawsze wiąże się z ryzykiem całkowicie błędnego odczytania jego rzeczywistego znaczenia. Lecz z pewnością wolno nam zastanowić się czy siostra Emmerich przeczuwała powstanie współczesnego, ekumenicznego kościoła. Poniższe fragmenty pochodzą z drugiego tomu „Żywota Anny Katarzyny Emmerich” (The Life of Anne Catherine Emmerich) autorstwa wielebnego C. E. Schmoegera CSsR, który po raz pierwszy pojawił się w druku w 1867 roku.

„Zobaczyłam dziwaczny, osobliwie wyglądający kościół będący w trakcie budowy. (…) Nie widziałam żadnego anioła pomagającego w budowie, lecz wielką liczbę najdzikszych duchów taszczących ku sklepieniu przedmioty najprzeróżniejszego rodzaju, gdzie osoby o krótkich kościelnych okryciach odbierały je i umieszczały w różnych miejscach. Nic nie było przyniesione z góry; wszystko pochodziło z ziemi i mrocznych rejonów, a cała konstrukcja była dziełem błędnych duchów. (…) Spostrzegłam, że wiele z narzędzi nowego kościoła, takich jak włócznie i strzały, miało zostać użyte przeciwko żywemu Kościołowi. (…) W jaskini poniżej (zakrystii) jacyś ludzie wyrabiali chleb, ale nic z tego nie wychodziło. (…) Wszystko w tym kościele należało do ziemi i do niej powracało; wszystko było martwe, wszystko było dziełem ludzkich umiejętności, był to kościół najnowszego formatu, kościół będący dziełem ludzkiej pomysłowości, jakby nowy innowierczy kościół w Rzymie” (ss. 282-3).

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kościół/religia | 26 Komentarzy »

Serbska Jerozolima

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Serbowie w ramach swojego obszaru zasiedlenia etnicznego w sposób szczególny wyróżniają trzy regiony, określając je za pomocą czytelnych porównań. To Serbska Sparta – Czarnogóra, Serbskie Ateny – Wojwodina, i najważniejsze – Kosowo, czyli Serbska Jerozolima.

Porównania te dobrze oddają rolę i charakter tych ziem. Czarnogórcy słyną ze szczególnej waleczności, ich ziemia nigdy nie uległa Turkom. Do Wojwodiny – by tam rozwijać się we względnej swobodzie – udała się z Kosowa serbska elita intelektualna, gdy turecki okupant życie Serbów czynił nie do zniesienia. Wreszcie Kosowo – niegdyś historyczne, a w szczególności religijne i wciąż duchowe serce Serbii, jej Jerozolima, Święta Ziemia. Ta nazwa pobrzmiewa jeszcze częściej.

Kosowo jest współcześnie symbolem kłamstwa wymierzonego w naród o bogatej, dumnej historii, który przez wieki ponosił ofiary wyjątkowe nawet w historii Europy, naród, który stworzył w średniowieczu nowoczesne państwo o bogatej kulturze i jako pierwszy stawił czoło nawale tureckiej, właśnie na tej ziemi stając się przedmurzem chrześcijaństwa. W czasie obu wojen światowych stał się celem ataku Niemiec i ich sojuszników, doświadczając ogromnych strat liczebnych (łącznie ok. jednej czwartej całej swej liczebności, co przerasta nawet straty polskie), a podczas II wojny światowej czystek etnicznych swym okrucieństwem równych doświadczeniu Polaków na Wołyniu.

Przewaga, którą Albańczycy osiągnęli na cudzej ziemi – w Kosowie mając za protektorów kolejno: Turcję, Austrię, Włochy, Niemcy, komunistów i USA z UE oraz światem islamu, wraz z klanowo-mafijnym modelem organizacji swej społeczności, doprowadziła w rezultacie do otwartego terroru wymierzonego w topniejącą społeczność niealbańską; terroru, który zostałby stłumiony, gdyby nie “humanitarne bombardowanie”, które doprowadziło do wycofania serbskich sił wojskowych i policyjnych i ustanowienia nad prowincją protektoratu międzynarodowego mimo formalnego uznania suwerenności Serbii.
Podstawą prawną stała się Rezolucja nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia, Polityka | 12 Komentarzy »

Władysław Bartoszewski – kontakt operacyjny ambasady Izraela!

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Pewien bywalec gajówki zwrócił nam uwagę na ciekawe, acz niezbyt zaskakujące materiały IPN, zamieszczone na portalu lustracja.net. Co ciekawsze fragmenty zamieszczamy poniżej

*                    *                   *

POLSKA RZECZYPOSPOLITA LUDOWA
MINISTERSTWO SPRAW WEWNĘTRZNYCH
Nr ODE-080/64
Warszawa, dn. 8 I 1964 r.
Egz. nr….

NACZELNIK WYDZIAŁU II DEP. IV
w miejscu

Posiadamy sprawdzone informacje, że Shavit Eliazer, pracownik izraelskiego MSZ będzie służbowo w ambasadzie Izraela w Warszawie, w dniu 23 XII 1963 roku wszedł w kontakt z Waszym figurantem Władysławem Bartoszewskim i jego przyjaciółką Anielą Mielec. Następnie Bartoszewski wraz z wymienionym Shavitem i II sekretarzem ambasady Baumanem odwiedził w mieszkaniu Shahama II sekretarza ambasady /zajmuje się wywiadem prasowym/, gdzie przebywał około czterech godzin.

W wypadku posiadania informacji o nieoficjalnym celu przyjazdu Shavita do Polski i charakterze spotkania z Waszym figurantem, prosimy nas poinformować.

/MJR – H. SZYSZKOWSKI/

Źródło: IPN BU 01236/592
Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia, Różne | 41 Komentarzy »

WO „Swoboda”. Nie odrobione lekcje historii (Część 2)

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (Czwartek)

Cześć 2 (zakończenie)2000.net.ua/2000/svoboda-slova/pamjat/75788
Ciąg dalszy ze strony https://marucha.wordpress.com/2012/02/22/wo-swoboda-nie-odrobione-lekcje-historii-czesc-1/

Studnia na terenie klasztoru Dermańskiego, w której znajdował się schron ounowców. W ścianach studni zostały wykopane ogromne tunele - tutaj mnisi pomagali ukrywać się bojownikom.

A.Denisenko pisał: „O bestialstwach ounowskich bandytów świadczą następujące fakty: wśród wydobytych ze studni szczątków ludzkich ujawniono czaszkę człowieka z wbitym w nią żelaznym zębem brony. Druga czaszka była przebita na wylot prętem. Znaleziono pętlę z kabla z zakrętką – narzędzie, którym bandyci dusili ludzi.

W szczątkach na podstawie znaków szczególnych i przedmiotów rozpoznano wielu mieszkańców wsi. Tak więc, HOŁOBURDA Nadija rozpoznała, że szczęka z dwoma stałymi zębami i złotą koronką należy do jej rodzonej siostry, zamęczonej przez bandytów w 1944 roku. LIS Olena rozpoznała wełniany sweter, w którym był schwytany jej mąż, także zamordowany w 1944 roku…

Pętla z kabla z zakrętką - narzędzie, którym bandyci dusili ludzi.

Ogółem w całej wsi w latach niemieckiej okupacji i w pierwszych latach po wyzwoleniu wsi przez Armię Sowiecką ounowscy bandyci zamęczyli i zamordowali ponad 450 ludzi”. [44]

Kołchoźnica Elena Arseniewna Łys i jej wnuk (z prawej), która rozpoznała męża przy wydobywaniu szczątków ze studni, i Uljana Siemienowna Dowbenko (po lewej), w rodzinie której z rąk bojówkarzy zginęło siedem osób.

To dokument miejscowego obwodowego komitetu partii. Następny jest jeszcze bardziej poważny: sprawozdanie Zarządu KGB obwodu Równieńskiego na temat reakcji miejscowej ludności na organizowane pogrzeby; został sporządzony na podstawie lustracji korespondencji prywatnej. Oczywiście, dzisiejsi „narodowi patrioci” podniosą krzyk o „nielegalności” tych działań, ale nie zapominajmy o głównym problemie niespokojnego regionu w latach 40-50-ych i o wciąż funkcjonującym ounowskim podziemiu. Dlatego w tym przypadku działania obwodowego KGB były całkowicie adekwatne i uzasadnione. Ale co najważniejsze, dzisiaj te listy pozwolą poznać prawdziwe, a nie wymyślone przez współczesnych propagandzistów nastroje mieszkańców Wołynia, a przynajmniej znacznej jego części.
Nie możemy sobie pozwolić, aby zacytować wszystko, ale przytoczymy najbardziej charakterystyczne.

Dom, w którym mieściła się "Służba Bezpieki" OUN. W tej studni również znaleziono szczątki ofiar.

Z listu mieszkańca wsi T.Hałaburdy do syna służącego w armii sowieckiej: „Mitia, odkąd nastał pokój, jak sądzę, nie było takiego pogrzebu jak dzisiaj, narodu było około 3 tysiące, ludzie przychodzili z innych wsi, aby zobaczyć takie pogrzeby i oddać cześć ojcom, matkom, siostrom i braciom.
… W Dermaniu Drugim ludzie postanowili oczyścić studnie, ale kiedy zaczęli czyszczenie, natknęli się na kości ludzi. Stali lekarze i określali po kościach, jacy to byli ludzie: dzieci czy osoby starsze. Ten, który oczyszczał studnię, co kilka minut dostawał zastrzyki, ponieważ była to ciężka praca, było ciężkie powietrze.
Wydobyli całych czaszek 16, było tak, że przez oko na drugą stronę głowy były przebite kołkiem. a zapleciony warkocz był wetknięty w usta kobiety, a między nogi był wbity kołek…
Synu drogi, straszne wydarzenie było w tych trudnych czasach, a teraz dopiero ich pochowali. Kołchoz zrobił trzy trumny, a następnie zebrali kości, włożyli w trumny i te zwłoki leżały w biurze w Dermaniu Drugim. W ciągu dnia ze wszystkich stron zeszli się ludzie, przybyła orkiestra i odprowadzili ich na cmentarz”.

Z listu mieszkańca wsi Buszcza J.Antoniuka: „Ja jeszcze raz powrócę do tych znalezionych w studni, oni mieli kołki w ustach, sznury na szyi. Ludzie rozpoznawali swoich braci i siostry po zębach, warkoczach. Także jedna dziewczyna miała zaplecione warkocze, a jeden mężczyzna stał na nogach, gdy tylko go dotknęli, po prostu się rozsypał”.

Z listu mieszkańca Dermania A.Atomanca do M.Szawronskiej: „Tylu ludzi było na pogrzebie, że świat nigdy nie widział tak wielu, byli ze wszystkich wsi naszego rejonu i połowa rejonów Zdołbunowskiego i Ostrożskiego. 

Kości wieźli w 3 trumnach na 2 kołchozowych ciężarówkach, a za samochodami szła orkiestra dęta z Mizocza, za orkiestrą szkoła niosła wieńce, ozdobione czarnymi wstęgami z napisami, za szkołą szli ludzie
…Wystąpiło 18 mówców, w tym Żeńka SZEPIELCZUK… Kiedy Żeńka przemawiała, to ludzie tak krzyczeli, że w niebie było słychać, a ona też płakała, opowiadała o morderstwie naszego Koli i swoich sióstr…

Jeden mówca powiedział: „Rosja (tu chodzi o ZSRR – przypisek autorów) walczyła o to, aby ludzi byli wykształceni, zamożni, za ziemię, a o co wojowali ci, którzy powrzucali do studzien swoich synów, ojców? Ojcowie, jak to mówią, starali się, wydobywali wodę dla siebie i synów, a synowie ludzi tu powrzucali”. Nie mogę wszystkiego opisać, być może jeszcze raz będę u Was przed Wielkanocą, wtedy opowiem.

Z listu mieszkańca wsi A.Kowalczuka do swojej siostry I.Kowalczuk: „Wspominali też o tych mordercach, którzy do domów poprzychodzili i chowają się za węgłami, uważając się za wielkich bogów. Oczywiście, takim…. może się zdarzyć, że przyjdzie im opuścić dom, ponieważ sami ludzie zakłują ich jako niegodziwców”.[45]

A co ważne i godne podkreślenia, te słowa nie były pustymi groźbami. Wyniki obserwacji zachowania się mieszkańców Dermania po pogrzebie w pełni potwierdziły to, co oni pisali. Dziś „narodowi patrioci” niezdarnie próbują przepisać wszystkie grzechy osławionym „specbojówkom NKWD”, ale wtedy mieszkańcy Dermania dobrze wiedzieli, kto faktycznie stał za masakrę we wsi. Ponadto padały konkretne nazwiska szeregowych esbistów, którzy przetrwali czas wojny, a następnie legalizowali się po minimalnym okresie odbywania kary więzienia lub po amnestii.

Na przykład, mieszkaniec wsi E.Maciuk, któremu „esbiści” zamordowali córkę i jej męża, w rozmowie z operacyjnym źródłem stwierdził wprost: „Niechby tu przyszedł Szewczuk Wasyl i popatrzył na to wszystko, ponieważ zamordowanie tych ludzi – to dzieło jego rąk”.

Inny mieszkaniec, R.Bojko, któremu „esbista” Szewczuk w towarzystwie dwóch innych bojówkarzy – S.Dziubenki i R.Androszczuka – bestialsko zamordował ojca i matkę, otwarcie wyrażał rozdrażnienie z powodu amnestii dla Szewczuka od władzy sowieckiej i domagał się przyznania prawa do osobistej zemsty.

Kołchoźnica E.Krawczuk, po śmierci swoich dzieci samotnie wychowująca wnuczkę, krytykowała władze za to, że one nie stosują wobec byłych ounowców kar bardziej surowych: „Ci zbrodniarze, których ręce są we krwi… powinno się ich ciąć na kawałki za ich zbrodnie. Moja ręka nie zadrży, aby to zrobić tym, którzy są odpowiedzialni za nasze nieszczęścia”.

„Niektórzy obywatele – sygnalizowali pracownicy obwodowego KGB do Kijowa – wyrażają pragnienie, aby osobiście rozprawić się z Wasylem Sidorowiczem Szewczukiem – jednym z aktywnych uczestników bandy OUN, uwolnionym na mocy amnestii w lipcu 1947 roku”.

To samo potwierdzała obserwacja agenturalna. Tak więc agent UKGB, „Biedny”, 10 marca 1957 roku informował, że ludzie wprost wyrażają swoje żądania do władz sowieckich, aby usunąć ze wsi byłych bojówkarzy OUN, powracających z więzienia.
W rezultacie byli „esbiści”, gdy dowiedzieli się o nastrojach we wsi, walili masowo do biura kołchozu z prośbami o pozwolenie na wyjazd poza granice obwodu Równieńskiego, prosili też o podpowiedź, „w jaki sposób” to najlepiej zrobić. Jednocześnie „esbista” Szewczuk skarżył się przewodniczącemu kołchozu Liszczukowi i „ze łzami w oczach wyrażał obawę, że mieszkańcy wsi mogą go zabić”. [46]

*                       *                        *

Wracając do Wasyla Stepanowicza, zauważmy, że zebrane przez czekistów materiały, przede wszystkim o tragedii w Dermaniu, uzasadniały żądanie powtórnego otwarcia sprawy karnej przeciwko „Lemieszowi”. I choć bezpośrednich dowodów jego osobistego zaangażowania w esbistowskie bestialstwo nie znaleziono [47], już sam fakt kierowania podziemiem OUN na PZUZ i pobyt w Dermaniu w tym czasie, gdy esbiści na rzecz jego „bezpieczeństwa” wyszukiwali we wsi „podejrzanych” i posyłali ich w studnie, mówi sam za siebie. Dlatego liczyć na kolejną „amnestię” już nie mógł.

Mieszkańcy Dermania opłakują współmieszkańców zabitych przez ounowskich bojówkarzy.

Jednak i tym razem nie doszło do procesu. Współcześni autorzy [48] usiłują wyjaśnić, dlaczego „Lemiesz” uniknął „rozstrzelającego” artykułu kodeksu karnego, i bez wyjątku wskazują na niejasną sytuację polityczną. Mówią, że władze sowieckie nie chciały własnymi rękami kreować kolejnego męczennika w oczach Zachodu i bohatera dla „narodowo zorientowanej” części Ukraińców w kraju.

My zaś jesteśmy skłonni widzieć tu zupełnie inne wyjaśnienie. Biorąc pod uwagę skłonność do współpracy”Lemiesza” w trakcie poprzednich przesłuchań (w dokumentach skonstatowano: „W czasie dochodzenia jest spokojny, zeznania składa bez szczególnego zapierania się”); dobrowolne wydanie zakopanych w bidonach po mleku podziemnych archiwów Prowydu OUN z adresami, szyframi i kodami korespondencji z zagranicą; napisanie własnoręcznie „uwag” o neutralizacji resztek podziemia; wreszcie, transmitowany na antenie radia apel do Ukraińców w diasporze [49], czekiści nie zdecydowali się przypisać mu winy za terror „esbistowski” na Wołyniu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że pamiętali jego dziwną i bardzo kontrowersyjną rolę w likwidacji swojego poprzednika [50], obiektywnie przyczyniającą się do pomyślnego zakończenia przez organy bezpieczeństwa USRR długiej operacji poszukiwania Szuchewycza.

Jakkolwiek by tam nie było, zamiast „rozstrzelającego” artykułu kodeksu karnego ograniczyli się ze stosowaniem środków, znajdując „niewinną” wymówkę. Po otrzymaniu informacji, że „Lemiesz” aktywnie kontaktuje się z ruchem dysydenckim, w ramach operacyjnego rozpracowania „Blok” w 1972 roku, po prostu wyrzucili go z Instytutu Historii Akademii Nauk USRR, gdzie on w tym czasie pracował jako starszy pracownik naukowy historiografii i rejestracji źródeł dokumentalnych. Po tym Wasyl Stepanowicz urządził się jako zaopatrzeniowiec w kombinacie „Ukrbytreklama”, gdzie spokojnie przepracował aż do emerytury w 1986 r. [51]

Po odzyskaniu niepodległości Wasyl Kuk aktywnie właczył się do pracy, wydał kilka książek, został członkiem Głównej Buławy Wszechukraińskiego bractwa OUN-UPA i stanął na czele jego wydziału naukowego. Zmarł 9 września 2007 roku, nie dożył czterech miesięcy do swoich 95-tych urodzin.

*                       *                       *

I tu jest czas, aby przypomnieć czytelnikom oficjalną statystykę. Zgodnie z zarządzeniem przewodniczącego KGB USRR W.W. Fiedorczuka w 1973 roku 10-ty (archiwalno-rachunkowy) wydział przygotował dla Rady Najwyższej „Informację o liczbie poległych obywateli sowieckich z rąk bandytów OUN w latach 1944 -1953”. W lutym 1990 roku KGB opublikował te dane, i od tego czasu zostały przyjęte jako oficjalne dane: straty strony sowieckiej w konfrontacji zbrojnej z nacjonalistycznym podziemiem na Ukrainie Zachodniej w podanym okresie wyniosły30 676 osób. [52]

Tymczasem sami czekiści wielokrotnie podkreślali, że dane te nie mogą być uznane za ostateczne.
Na przykład, w informacji W.W. Fiedorczuka podano, że największe straty strony sowieckiej wystąpiły w roku 1945 – 3451 osób. Tymczasem w informacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych USRR z 28 maja 1946 roku, przygotowanej przez Ministra Spraw Wewnętrznych USRR T.A. Strokacza dla Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej (bolszewików) Ukrainy, podano, że straty strony sowieckiej za rok 1945 wyniosły 1072 osób przy prowadzeniu operacji przeciwko bandyckiemu podziemiu i 7395 osób – w wyniku aktywności terrorystycznej band.

Porównajmy liczby 3451 i 8467 – różnica wynosi ponad 5000 osób! [53]

Dalej. Zgodnie z informacją Fiedorczuka straty w obwodzie Lwowskim i Drohobyckim razem wyniosły w latach 1944-1953 7968 poległych. A według danych z oddziału lwowskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (maj 1946), liczba poległych tylko w obwodzie lwowskim (bez Drohobyckiej, która stał się częścią Lwowskiej później) i tylko za dwa niepełne lata (sierpień 1944 – maj 1946) wyniosły 5088 osób. Wśród nich – 218 przewodniczących rad wsi i ich zastępców, 406 żołnierzy batalionów niszczycielskich, 44 nauczycieli, 3105 rolników (w tym 497 dzieci). [54]

Pomimo to liczba 30 tysięcy została oficjalnie przyjęta, uznana i pojawia się we wszystkich publikacjach naukowych i publicystycznych.

Jak emocjonalnie zauważył przy tej okazji nie żyjący profesor W.Masłowskij, który zginął w 1999 roku w bardzo «dziwnych» okolicznościach w podjeździe swego własnego domu po wydaniu książki „Z kim i przeciwko komu walczyli ukraińscy nacjonaliści w latach Drugiej Wojny Światowej”, „takie nieodpowiedzialne wypowiedzi są bluźniercze i niewybaczalne w stosunku do pamięci dziesiątków tysięcy zabitych, uduszonych, zarżniętych, zamęczonych! O jakich 30 tysiącach ludzi można mówić, kiedy w czasie krótszym niż dwa lata, w połowie obecnego obwodu lwowskiego zostało zamordowanych przez nacjonalistycznych morderców około czterech tysięcy ludzi!” (tutaj Masłowski celowo pominął ponad 1300 ludzi, którzy zaliczeni zostali do kategorii „enkawudzistów” i „bolszewików” – autorzy). A ten straszny rozlew krwi, jak wiadomo, trwał aż do początku lat 50-ych i objął siedem (!) zachodnich obwodów (z wyjątkiem obwodu Zakarpackiego, gdzie takie incydenty i zdarzenia były epizodyczne).

To zupełnie oczywiste, że w liczbie 30 tysięcy nie znalazło się miejsca dla tych, których banderowcy siłą zabierali do lasu i okrutnie mordowali, a także tych, których potajemnie wrzucali do studni lub zakopywali w lesie, jak również tych, których wrzucali z kamieniem u szyi w jeziora i rzeki. W oficjalnych doniesieniach nie wykazani są do tej pory i ci, którzy „zaginęli bez wieści”, wśród nich mieszkańcy odległych chutorów, o których w tych dramatycznych czasach zapomnieli nie tylko sekretarze rad wiejskich (żeby zaewidencjonować zniknięcie osoby), lecz i sam Bóg!”

I szczątki ludzi w dermańskich „krynicach” Zdołbunowskiego rejonu odnalezione w 1957 roku, i ofiary ze studni na podwórzu Kurowskiego w Równieńskim rejonie, odkryte w 1991 r., są wyraźnym tego potwierdzeniem. Oczywiście, w oficjalnych statystykach, ograniczonych do roku 1953, one nie zostały uwzględnione. Dlatego należy szczerze przyznać, że ujawnione w informacji Fiedorczuka dane o poległych nie są zgodne z rzeczywistością, a realnych danych o stratach osobowych na skutek działań ounowskiego podziemia według rejonów, obwodów i w ogóle na Ukrainie jako całości nadal brak.

Prawdą jest, że próby ustalenia rzeczywistej liczby ofiar były już podejmowane. W późnych latach 80-tych – na początku lat 90-tych, na fali masowej rehabilitacji uczestników nacjonalistycznego podziemia, którą aktywnie propagowali dochodzący do władzy w zachodnich regionach „narodowi patrioci” miejscowego pochodzenia i stojący za nimi lobbyści z diaspory, do redakcji zachodnioukraińskich gazet zaczęły napływać liczne listy z propozycją sporządzenia imiennego rejestru wszystkich ofiar banderowskiego terroru i na podstawie uzyskanych danych wydania „Księgi pamięci”. Niektóre gazety zareagowały na tę propozycję, i takie listy zaczęły być sporządzane.

Tak więc w gazecie „Czerwony Sztandar” („Червоний прапор”), wydawanej przez były obwodowy Równieński komitet Komunistycznej Partii Ukrainy i Równieńską Radę Obwodową, w 32 numerach gazety (od 20 grudnia 1990 roku do 8 czerwca 1991 roku) zostały opublikowane nazwiska ofiar, czas i miejsce ich śmierci. Imienny rejestr zmarłych był prowadzony na podstawie informacji uzyskanych od świadków zabójstwa, krewnych i współmieszkańców (sąsiadów). Jest zrozumiałe, że te spisy były sporządzane spontanicznie, a więc nie mogą pretendować do przymiotnika kompletnych, kompleksowych. Niemniej jednak są one bardzo interesujące, ponieważ pozwalają przedstawić wyraźny obraz masowości terroru i ustalić kategorie osób, przeciwko którym terror był skierowany w pierwszej kolejności. Należy dodać, że za cały okres czasu publikacji nazwisk i imion poległych nie nastąpiło ani jedno oficjalne zaprzeczenie prawdziwości tych danych, dlatego nie ma podstaw, aby kwestionować ich obiektywność.

Ogółem w tej księdze martyrologii znalazły się nazwiska 25 044 ofiar, wśród nich mężczyźni – 13108, kobiety – 6788, osoby w podeszłym wieku (starcy) – 3358, dzieci i młodzież (poniżej 18 lat) – 2962. A przecież Równieński obwód nie jest największym z siedmiu obwodów zachodnich. Najmniej ofiar odnotowano w obwodzie Zakarpackim, ale jeśli liczbę zabitych przez podziemie OUN w każdym z pozostałych obwodów oszacować na podstawie danych z obwodu Równieńskiego, to otrzymamy około 150 tysięcy osób.

*                     *                   *

Jarosław Melnyk

Jeśli z „Lemieszem” sytuacja jest zrozumiała, to ze śmiercią prowydnyka OUN „Roberta Melnyka”, którego pamięć każdego roku „czci” na Jaworzynie Oleh Tiahnybok, nie wszystko jest jasne.

Na początek sprecyzujmy, że jego imię to Jarosław, a „Robert” – to nie imię, lecz ounowskie „pseudo”.

Za okres kierowania Prowydem OUN kraju Karpackiego (w latach 1945-1946) na „powierzonym” mu terytorium zostało popełnionych 853 aktów bandytyzmu, w tym 66 aktów sabotażu i 252 ataków terrorystycznych.

W 1945 roku J.Melnyk brał udział w opracowywaniu jednej z taktycznych dyrektyw OUN – „Daźbog”, o której już pisał „2000”. Przypomnijmy, dyrektywa zakładała przejście do wojny prowadzonej z „bunkrów”, działań wojennych prowadzonych w małych grupach i przeniesienie głównego uderzenia z wojskowych i czekistów na ludność cywilną. [55]

Realizując dyrektywę, podwładni „Roberta” w regionie karpackim zabili 84 czekistów, 146 żołnierzy Armii Czerwonej, 122 żołnierzy istriebitelnych batalionów i 132 pracowników organów partyjnych i radzieckich. To znaczy tych, których w rozumieniu ounowców można przypisać do „okupantów”, zabito 484 ludzi. Ale oto tzw. „stalіnowskich popleczników” (w terminologii OUN, a mówiąc normalnym językiem, – zwolenników władzy sowieckiej i zwykłych obywateli) bojownicy „Roberta” zlikwidowali ponad 800 osób.

Dla J.Melnyka, jego żony Antoniny (z d. Korol) i licznej ochrony osobistej na stromym zalesionym zboczu góry Jaworzyna w pobliżu wsi Lipa w rejonie Dolińskim (wtedy Bolechowskim) w obwodzie Iwano-Frankowskim został zbudowany kapitalny bunkier. To było Stałe Stanowisko Ogniowe (SSO). Ono składało się z dwóch przestronnych pokoi, przez które płynął strumień i korytarza wejściowego o długości około 150 m z wyjściem zapasowym. Kiedy bunkier był gotowy, „Robert” potajemnie nakazał zlikwidować wszystkich budowniczych tej „architektury oporu”. Z trzech stron bunkier był niedostępny i dodatkowo zabezpieczony minami o dużej mocy rażenia, a wejście do niego, które jednocześnie było także strzelnicą, zakrywała zamaskowana skrzynia z ziemią, wtopiona umiejętnie w krajobraz. [56]

Niemniej jednak wyeliminować „Roberta” w jego „cudo”-bunkrze czekistom udało się, a do tego przyczyniły się następujące okoliczności.

6 listopada 1946 roku sekretarz obwodowego komitetu Komunistycznej Partii Ukrainy w Stanisławowie, M.W. Słoń wysłał do Kijowa zawiadomienie, w którym informował: „Realizując postawione przez decyzję Biura Politycznego Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej (bolszewików) Ukrainy z 4 października 1946 roku zadanie intensyfikacji uderzeń w kierownicze ogniwa OUN-UPA, donosimy Wam o likwidacji krajowego prowydnyka prowydu „Karpaty”, „Roberta” i jego najbliższych współpracowników.

Przeprowadzonej z sukcesem…. operacji likwidacji „Roberta” sprzyjało schwytanie 21 października tego roku…. …rannego bandyty… o pseudonimie „Lyman”, okazało się, że jest to śledczy SB krajowego prowydu „Karpaty”…
Biorąc to pod uwagę, zdecydowano się natychmiast zorganizować operację wojskową, aby wyeliminować „Roberta”… Kierownictwo operacji powierzono naczelnikowi OBB Ukraińskiego Ministerstwa SprawWewnętrznych majorowi Kostenko”
. [57]

Tutaj jest odpowiednie miejsce, aby na krótko przerwać relację, a przytoczyć opis tego wydarzenia w interpretacji „narodowo-patriotycznych” autorów. Tak więc, niejaki Mykoła Kohut w swojej książce „szkice artystyczno-dokumentalne” (sic! – autorzy) „Bohaterowie nie umierają” pisze o okolicznościach likwidacji Melnyka w następujący sposób:
„Cztery doby, metr po metrze, przemacywali czekiści górę… A powstańczej kryjówki nie było.
– Jeszcze raz, jeszcze raz… – do ochrypnięcia krzyczał major Kostenko. Sam, zachlapany błotem od stóp do głów, miotał się jak nawiedzony po górze. – Obiecałem towarzyszowi Słoniowi znaleźć bandytów i słowa dotrzymam. Szukać, szukać…

Dopiero pod sam wieczór 31 października 1946 roku kryjówka Roberta została odnaleziona… Robert nakazał przeciągać rozmowy, aby spalić ważne dokumenty… Tej pierwszej listopadowej nocy 1946 roku padli, jak bohaterowie – Jarosław Melnyk-„Robert”, krajowy prowydnyk OUN; Antonіna Korol – Melnyk, drukarka prowydu… i inni uczestnicy podziemia. Wieczna im chwała!”. [58]

Niektórzy „badacze” dodają do i bez tego bohaterskiego obrazu rozdzierające duszę szczegóły, które najwyraźniej miał na myśli Tiahnybok, gdy mówił o „zastrzelonych trzymiesięcznych córeczkach”. Oni precyzują, że w bunkrze zostało zabite tylko jedno dziecko „Roberta”, przy czym okresowo pojawiają się wątpliwości: jedni piszą, że zginął syn, drudzy, tak jak niedawno jeszcze twierdziła ukraińska „Wikipedia” – córka. Mogą uspokoić się jedni i drudzy: „Robertowi” w podziemiu w rzeczywistości urodziły się bliźnięta, ale syn wkrótce zmarł i został pochowany na cmentarzu we wsi Subotow, a córkę rodzice przekazali na wychowanie pani A.Buczko mieszkającej w miejscowości Swoboda Bolechowska. Wiera Melnyk-Tymczyszyn bezpiecznie żyje i cieszy się dobrym zdrowiem do dzisiaj w Kałuszu i od czasu do czasu odwiedza Jaworzynę, gdzie, nawiasem mówiąc, co roku pojawia się i Tiahnybok. [59]

Ale nawet bez tej niemożności dojścia do ładu z dzieci śmierć „Roberta” przedstawiona w ten sposób, na pierwszy rzut oka wygląda całkiem przyzwoicie. W zgodnym chórze z Mykołą Kohutem opowiada o tym bliska eks-prezydentowi Juszczence gazeta „Ukraina młoda”: „Do ostatniego naboju ostrzeliwali się powstańcy, pozostawiając dla siebie tylko po jednej kulі, aby żywymi nie poddać się wrogowi”. [60]

Tymczasem zachowane dokumenty w proch i pył burzą ten „heroiczny” obraz. I aby postawić ostatecznie wszystkie kropki nad „i” w tej brudnej historii, pozwolimy sobie zacytować obszerny fragment z doniesienia sekretarza Stanisławowskiego komitetu obwodowego Komunistycznej Partii Ukrainy, M.W. Słonia.

„Operacja rozpoczęła się 26 października … Dopiero siódmego dniu, o godzinie szesnastej, 31 października w przewidywanym miejscu, na górze Jaworzyna… został odkryty schron, w którym ukrywała się grupa bandytów. Przy zbliżaniu się do schronu dały się słyszeć wystrzały. Na propozycję kierownika operacji majora Kostenko, aby bandyci poddali się, ci odmówili, ale jednak przystąpili do rozmów z wyraźnym celu zyskania na czasie. Chcąc pochwycić „Roberta” i ludzi znajdujących się z nim żywymi, kierownicy operacji całą noc prowadzili negocjacje i wymianę ognia z bandytami zabarykadowanymi w bunkrze.

O świcie w dniu 1 listopada wewnątrz bunkra słychać było wystrzały, a o 6 rano jeden z bandytów znajdujących się w bunkrze powiedział, że zastrzelił wszystkich swoich współtowarzyszy, i że sam chce poddać się żywym… Ten ostatni przedstawił się jako członek ochrony „Roberta” i ujawnił swój pseudonim „Jasny”… Z pomocą bandyty, który się poddał, ze schronu wydobyto 6 trupów, jednak „Roberta” wśród nich nie było. W czasie przesłuchania „Jasny” powiedział, że o godzinie pierwszej w nocy „Robert” zaproponował, aby zamurować jego wraz z żoną i technicznym referentem SB krajowego prowydu, o pseudonimie „Skała” w specjalnym tunelu, który miał odrębne wejście na powierzchnię ziemi…

Przed ukryciem się w tunelu „Robert” wydał polecenie znajdującemu się w schronie komendantowi swojej osobistej ochrony „Lewko”, aby po tym, jak on zostanie zamurowany, spowodować wybuch wcześniej zaminowanego bunkra i podejść do niego, jednocześnie wysadzić w powietrze wszystkich pozostałych pozostających w bunkrze i w ten sposób ukryć wszelkie ślady po nim, „Robercie”. Wydając to polecenie, „Robert” miał nadzieję, że po wybuchu, kiedy wojsko odejdzie, będzie mógł otworzyć wyjście z tunelu i uciec…
Na polecenie towarzysza Kostenko bunkier został wysadzony w powietrze, co pomogło znaleźć wejście do tunelu. Podczas przemieszczania się żołnierzy w tunelu rozległ się wystrzał. Jak się okazało, „Robert” i jego żona byli martwi, a „Skała” zastrzelił się przy zbliżaniu się żołnierzy”.
 [61]

Pozostaje dodać niewiele: kolejne wykopaliska wykazały, że Melnyk, który chciał przeczekać w zamurowanym tunelu, po eksplozji spowodowanej przez czekistów okazał się na śmierć przysypany ziemią. Homin („Skała”) próbował odkopać swego „zwierzchnika”, ale upewniwszy się, że to nie ma sensu, a wyjścia ze schronu są zablokowane, popełnił samobójstwo. [62]

Jak widać, bajki o odważnej śmierci kierownika OUN Karpackiego kraju nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – męstwem tu nawet nie pachnie. Nie będziemy zajmować się moralizatorstwem, zauważmy tylko, że zawsze uważano za heroizm, jeżeli dowódca, poświęcając siebie, starał się ratować podkomendnych, a nie odwrotnie, za cenę śmierci „towarzyszy walki”, ratował własną skórę.

Jeśli odrzucić słowa-łupinę „badaczy” na samym końcu otrzymamy następujące suche fakty: jeden „neskorenny” („Lyman”), zaledwie znalazł się w rękach czekistów, aby ratować swoją skórę, wydał miejsce ukrycia swojego dowódcy; drugi, sam dowódca, tak samo „neskorenny” (Jarosław Melnyk – „Robert”), również w celu ratowania własnej skóry, wysłał na śmierć swoich podwładnych (choć, jak szczur, udusił się pod zwałami); no i trzeci „neskorenny”, szeregowy bojownik („Jasny”), widząc taki „brak zasad moralnych” swojego „zwierzchnika”, aby nie wyjść nafrajera, także zapragnął ratować skórę i poddając się czekistom zdradził im tajemnicę tunelu.

*                  *                  *

George Bernard Shaw jest twórcą gorzkiego aforyzmu: „Co powie historia? – Historia, sir, skłamie, jak zawsze”. Życie pokazuje, że dzisiaj ta historia, którą w ciężkim znoju konstruuje „Swoboda”, rzeczywiście jest załgana. Wbijając w głowy podrastającego pokolenia bohaterskie obrazki o Melnyku-„Robercie” i na przykładzie „Roberta” zamierzając wychowywać młodych Ukraińców, ta partia polityczna ze wszystkich sił stara się narzucić i wpoić społeczeństwu lekcje „prawidłowej”, nacjonalistycznej, zweryfikowanej historii, ale sama niczego się nie nauczyła.

O tym właśnie wspomniał przywódca Komunistycznej Partii Ukrainy P.Simonenko w swoim przemówieniu w parlamencie w związku z lwowskimi wydarzeniami 9 maja: „Niestety, ale jestem zmuszony skonstatować, że, historia uczy tylko tyle, że niczego nie uczy. Mam na myśli 33-i rok ubiegłego stulecia, gdy na tle tak zwanej „demokratycznej” euforії, mіędzynarodowy i niemiecki kapitały doprowadziły do władzy Adolfa Hіtlera”. [63]

Życie nie tylko pokazuje, ale także na licznych przykładach na co dzień i jasno przekonuje: odrabianie lekcji z własnej przeszłości jest koniecznością.

Źródło:

44. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 3-5.
45. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 10-14.
46. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 14-17.
47. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 108.
48. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 171, 172, Mazurenko, W., Іszczuk O. Wasyl Kuk – Naczelny Dowódca UPA. – Równe: wydawca Oleh Zeń, 2008. – Str. 40.
49. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 165-167.
50. Rosow O. Polowania na „Wilka… – „2000”, № 42 (530) 22-28 października 2010 r.
51. Wedeniejew D. Odyseja… – Str. 172, 173.
52. OGA SBU, F. 13, D. 372, T. 103, Ł. 9-11.
53. CGAOOU, F. 1, Op. 23, D. 2967, Ł. 25.
54. Archiwum Państwowe Obwodu Lwowskiego (GAŁO), F. P-3, Op.6, D. 283, Ł. 32.
55. Rosow O. Mit o „przebranych enkawudzistach”. – „2000”, № 45 (389), 9 – 15 listopada 2007 r.
56. Budrin Ł. S., Hamazjuk I. W. i inni Wywrotowa działalność ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów przeciwko Związkowi Radzieckiemu i walka z nią organów bezpieczeństwa państwa (do użytku służbowego) – M: Dział Redakcyjno-Wydawniczy Wyższej Szkoły KGB przy Radzie Ministrów ZSRR, 1955. – Str. 118.
57. CGAOOU, F.1, Op. 23, D.2961, Ł. 139,140.
58. Kohut M. Bohaterowie nie umierają. – Drohobycz: Odrodzenie, 2001. – Str. 19, 20.
59. svoboda.org.ua/diyalnist/novyny/002846/
60. umoloda.kiev.ua/regions/72/163/0/10423/
61. CGAOOU, F.1, Op.23, D.2961, Ł.140-143.
62. Budrin Ł. S., Hamazjuk I. W. i inni Wywrotowa działalność nacjonalistów ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów… – Str. 118, 119.
63. Simonenko P. Przemówienie w Werchownej Radzie 11 maja 2011 r.;
kpu.ua/vistup-petra-simonenka-u-verhovnij-radi-ukraїni/

Artykuł ukazał się w wydaniach: «2000», № 38 (574) 23 – 29 września 2011 r. i «2000», № 39 (575) 30 września – 06 października 2011 r.

Oleg Rosow, Władymir Woroncow.
http://szturman.salon24.pl/

Posted in Historia | 9 Komentarzy »