Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

WO „Swoboda”. Nie odrobione lekcje historii (Część 2)

Posted by Marucha w dniu 2012-02-23 (czwartek)

Cześć 2 (zakończenie)2000.net.ua/2000/svoboda-slova/pamjat/75788
Ciąg dalszy ze strony https://marucha.wordpress.com/2012/02/22/wo-swoboda-nie-odrobione-lekcje-historii-czesc-1/

Studnia na terenie klasztoru Dermańskiego, w której znajdował się schron ounowców. W ścianach studni zostały wykopane ogromne tunele - tutaj mnisi pomagali ukrywać się bojownikom.

A.Denisenko pisał: „O bestialstwach ounowskich bandytów świadczą następujące fakty: wśród wydobytych ze studni szczątków ludzkich ujawniono czaszkę człowieka z wbitym w nią żelaznym zębem brony. Druga czaszka była przebita na wylot prętem. Znaleziono pętlę z kabla z zakrętką – narzędzie, którym bandyci dusili ludzi.

W szczątkach na podstawie znaków szczególnych i przedmiotów rozpoznano wielu mieszkańców wsi. Tak więc, HOŁOBURDA Nadija rozpoznała, że szczęka z dwoma stałymi zębami i złotą koronką należy do jej rodzonej siostry, zamęczonej przez bandytów w 1944 roku. LIS Olena rozpoznała wełniany sweter, w którym był schwytany jej mąż, także zamordowany w 1944 roku…

Pętla z kabla z zakrętką - narzędzie, którym bandyci dusili ludzi.

Ogółem w całej wsi w latach niemieckiej okupacji i w pierwszych latach po wyzwoleniu wsi przez Armię Sowiecką ounowscy bandyci zamęczyli i zamordowali ponad 450 ludzi”. [44]

Kołchoźnica Elena Arseniewna Łys i jej wnuk (z prawej), która rozpoznała męża przy wydobywaniu szczątków ze studni, i Uljana Siemienowna Dowbenko (po lewej), w rodzinie której z rąk bojówkarzy zginęło siedem osób.

To dokument miejscowego obwodowego komitetu partii. Następny jest jeszcze bardziej poważny: sprawozdanie Zarządu KGB obwodu Równieńskiego na temat reakcji miejscowej ludności na organizowane pogrzeby; został sporządzony na podstawie lustracji korespondencji prywatnej. Oczywiście, dzisiejsi „narodowi patrioci” podniosą krzyk o „nielegalności” tych działań, ale nie zapominajmy o głównym problemie niespokojnego regionu w latach 40-50-ych i o wciąż funkcjonującym ounowskim podziemiu. Dlatego w tym przypadku działania obwodowego KGB były całkowicie adekwatne i uzasadnione. Ale co najważniejsze, dzisiaj te listy pozwolą poznać prawdziwe, a nie wymyślone przez współczesnych propagandzistów nastroje mieszkańców Wołynia, a przynajmniej znacznej jego części.
Nie możemy sobie pozwolić, aby zacytować wszystko, ale przytoczymy najbardziej charakterystyczne.

Dom, w którym mieściła się "Służba Bezpieki" OUN. W tej studni również znaleziono szczątki ofiar.

Z listu mieszkańca wsi T.Hałaburdy do syna służącego w armii sowieckiej: „Mitia, odkąd nastał pokój, jak sądzę, nie było takiego pogrzebu jak dzisiaj, narodu było około 3 tysiące, ludzie przychodzili z innych wsi, aby zobaczyć takie pogrzeby i oddać cześć ojcom, matkom, siostrom i braciom.
… W Dermaniu Drugim ludzie postanowili oczyścić studnie, ale kiedy zaczęli czyszczenie, natknęli się na kości ludzi. Stali lekarze i określali po kościach, jacy to byli ludzie: dzieci czy osoby starsze. Ten, który oczyszczał studnię, co kilka minut dostawał zastrzyki, ponieważ była to ciężka praca, było ciężkie powietrze.
Wydobyli całych czaszek 16, było tak, że przez oko na drugą stronę głowy były przebite kołkiem. a zapleciony warkocz był wetknięty w usta kobiety, a między nogi był wbity kołek…
Synu drogi, straszne wydarzenie było w tych trudnych czasach, a teraz dopiero ich pochowali. Kołchoz zrobił trzy trumny, a następnie zebrali kości, włożyli w trumny i te zwłoki leżały w biurze w Dermaniu Drugim. W ciągu dnia ze wszystkich stron zeszli się ludzie, przybyła orkiestra i odprowadzili ich na cmentarz”.

Z listu mieszkańca wsi Buszcza J.Antoniuka: „Ja jeszcze raz powrócę do tych znalezionych w studni, oni mieli kołki w ustach, sznury na szyi. Ludzie rozpoznawali swoich braci i siostry po zębach, warkoczach. Także jedna dziewczyna miała zaplecione warkocze, a jeden mężczyzna stał na nogach, gdy tylko go dotknęli, po prostu się rozsypał”.

Z listu mieszkańca Dermania A.Atomanca do M.Szawronskiej: „Tylu ludzi było na pogrzebie, że świat nigdy nie widział tak wielu, byli ze wszystkich wsi naszego rejonu i połowa rejonów Zdołbunowskiego i Ostrożskiego. 

Kości wieźli w 3 trumnach na 2 kołchozowych ciężarówkach, a za samochodami szła orkiestra dęta z Mizocza, za orkiestrą szkoła niosła wieńce, ozdobione czarnymi wstęgami z napisami, za szkołą szli ludzie
…Wystąpiło 18 mówców, w tym Żeńka SZEPIELCZUK… Kiedy Żeńka przemawiała, to ludzie tak krzyczeli, że w niebie było słychać, a ona też płakała, opowiadała o morderstwie naszego Koli i swoich sióstr…

Jeden mówca powiedział: „Rosja (tu chodzi o ZSRR – przypisek autorów) walczyła o to, aby ludzi byli wykształceni, zamożni, za ziemię, a o co wojowali ci, którzy powrzucali do studzien swoich synów, ojców? Ojcowie, jak to mówią, starali się, wydobywali wodę dla siebie i synów, a synowie ludzi tu powrzucali”. Nie mogę wszystkiego opisać, być może jeszcze raz będę u Was przed Wielkanocą, wtedy opowiem.

Z listu mieszkańca wsi A.Kowalczuka do swojej siostry I.Kowalczuk: „Wspominali też o tych mordercach, którzy do domów poprzychodzili i chowają się za węgłami, uważając się za wielkich bogów. Oczywiście, takim…. może się zdarzyć, że przyjdzie im opuścić dom, ponieważ sami ludzie zakłują ich jako niegodziwców”.[45]

A co ważne i godne podkreślenia, te słowa nie były pustymi groźbami. Wyniki obserwacji zachowania się mieszkańców Dermania po pogrzebie w pełni potwierdziły to, co oni pisali. Dziś „narodowi patrioci” niezdarnie próbują przepisać wszystkie grzechy osławionym „specbojówkom NKWD”, ale wtedy mieszkańcy Dermania dobrze wiedzieli, kto faktycznie stał za masakrę we wsi. Ponadto padały konkretne nazwiska szeregowych esbistów, którzy przetrwali czas wojny, a następnie legalizowali się po minimalnym okresie odbywania kary więzienia lub po amnestii.

Na przykład, mieszkaniec wsi E.Maciuk, któremu „esbiści” zamordowali córkę i jej męża, w rozmowie z operacyjnym źródłem stwierdził wprost: „Niechby tu przyszedł Szewczuk Wasyl i popatrzył na to wszystko, ponieważ zamordowanie tych ludzi – to dzieło jego rąk”.

Inny mieszkaniec, R.Bojko, któremu „esbista” Szewczuk w towarzystwie dwóch innych bojówkarzy – S.Dziubenki i R.Androszczuka – bestialsko zamordował ojca i matkę, otwarcie wyrażał rozdrażnienie z powodu amnestii dla Szewczuka od władzy sowieckiej i domagał się przyznania prawa do osobistej zemsty.

Kołchoźnica E.Krawczuk, po śmierci swoich dzieci samotnie wychowująca wnuczkę, krytykowała władze za to, że one nie stosują wobec byłych ounowców kar bardziej surowych: „Ci zbrodniarze, których ręce są we krwi… powinno się ich ciąć na kawałki za ich zbrodnie. Moja ręka nie zadrży, aby to zrobić tym, którzy są odpowiedzialni za nasze nieszczęścia”.

„Niektórzy obywatele – sygnalizowali pracownicy obwodowego KGB do Kijowa – wyrażają pragnienie, aby osobiście rozprawić się z Wasylem Sidorowiczem Szewczukiem – jednym z aktywnych uczestników bandy OUN, uwolnionym na mocy amnestii w lipcu 1947 roku”.

To samo potwierdzała obserwacja agenturalna. Tak więc agent UKGB, „Biedny”, 10 marca 1957 roku informował, że ludzie wprost wyrażają swoje żądania do władz sowieckich, aby usunąć ze wsi byłych bojówkarzy OUN, powracających z więzienia.
W rezultacie byli „esbiści”, gdy dowiedzieli się o nastrojach we wsi, walili masowo do biura kołchozu z prośbami o pozwolenie na wyjazd poza granice obwodu Równieńskiego, prosili też o podpowiedź, „w jaki sposób” to najlepiej zrobić. Jednocześnie „esbista” Szewczuk skarżył się przewodniczącemu kołchozu Liszczukowi i „ze łzami w oczach wyrażał obawę, że mieszkańcy wsi mogą go zabić”. [46]

*                       *                        *

Wracając do Wasyla Stepanowicza, zauważmy, że zebrane przez czekistów materiały, przede wszystkim o tragedii w Dermaniu, uzasadniały żądanie powtórnego otwarcia sprawy karnej przeciwko „Lemieszowi”. I choć bezpośrednich dowodów jego osobistego zaangażowania w esbistowskie bestialstwo nie znaleziono [47], już sam fakt kierowania podziemiem OUN na PZUZ i pobyt w Dermaniu w tym czasie, gdy esbiści na rzecz jego „bezpieczeństwa” wyszukiwali we wsi „podejrzanych” i posyłali ich w studnie, mówi sam za siebie. Dlatego liczyć na kolejną „amnestię” już nie mógł.

Mieszkańcy Dermania opłakują współmieszkańców zabitych przez ounowskich bojówkarzy.

Jednak i tym razem nie doszło do procesu. Współcześni autorzy [48] usiłują wyjaśnić, dlaczego „Lemiesz” uniknął „rozstrzelającego” artykułu kodeksu karnego, i bez wyjątku wskazują na niejasną sytuację polityczną. Mówią, że władze sowieckie nie chciały własnymi rękami kreować kolejnego męczennika w oczach Zachodu i bohatera dla „narodowo zorientowanej” części Ukraińców w kraju.

My zaś jesteśmy skłonni widzieć tu zupełnie inne wyjaśnienie. Biorąc pod uwagę skłonność do współpracy”Lemiesza” w trakcie poprzednich przesłuchań (w dokumentach skonstatowano: „W czasie dochodzenia jest spokojny, zeznania składa bez szczególnego zapierania się”); dobrowolne wydanie zakopanych w bidonach po mleku podziemnych archiwów Prowydu OUN z adresami, szyframi i kodami korespondencji z zagranicą; napisanie własnoręcznie „uwag” o neutralizacji resztek podziemia; wreszcie, transmitowany na antenie radia apel do Ukraińców w diasporze [49], czekiści nie zdecydowali się przypisać mu winy za terror „esbistowski” na Wołyniu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że pamiętali jego dziwną i bardzo kontrowersyjną rolę w likwidacji swojego poprzednika [50], obiektywnie przyczyniającą się do pomyślnego zakończenia przez organy bezpieczeństwa USRR długiej operacji poszukiwania Szuchewycza.

Jakkolwiek by tam nie było, zamiast „rozstrzelającego” artykułu kodeksu karnego ograniczyli się ze stosowaniem środków, znajdując „niewinną” wymówkę. Po otrzymaniu informacji, że „Lemiesz” aktywnie kontaktuje się z ruchem dysydenckim, w ramach operacyjnego rozpracowania „Blok” w 1972 roku, po prostu wyrzucili go z Instytutu Historii Akademii Nauk USRR, gdzie on w tym czasie pracował jako starszy pracownik naukowy historiografii i rejestracji źródeł dokumentalnych. Po tym Wasyl Stepanowicz urządził się jako zaopatrzeniowiec w kombinacie „Ukrbytreklama”, gdzie spokojnie przepracował aż do emerytury w 1986 r. [51]

Po odzyskaniu niepodległości Wasyl Kuk aktywnie właczył się do pracy, wydał kilka książek, został członkiem Głównej Buławy Wszechukraińskiego bractwa OUN-UPA i stanął na czele jego wydziału naukowego. Zmarł 9 września 2007 roku, nie dożył czterech miesięcy do swoich 95-tych urodzin.

*                       *                       *

I tu jest czas, aby przypomnieć czytelnikom oficjalną statystykę. Zgodnie z zarządzeniem przewodniczącego KGB USRR W.W. Fiedorczuka w 1973 roku 10-ty (archiwalno-rachunkowy) wydział przygotował dla Rady Najwyższej „Informację o liczbie poległych obywateli sowieckich z rąk bandytów OUN w latach 1944 -1953”. W lutym 1990 roku KGB opublikował te dane, i od tego czasu zostały przyjęte jako oficjalne dane: straty strony sowieckiej w konfrontacji zbrojnej z nacjonalistycznym podziemiem na Ukrainie Zachodniej w podanym okresie wyniosły30 676 osób. [52]

Tymczasem sami czekiści wielokrotnie podkreślali, że dane te nie mogą być uznane za ostateczne.
Na przykład, w informacji W.W. Fiedorczuka podano, że największe straty strony sowieckiej wystąpiły w roku 1945 – 3451 osób. Tymczasem w informacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych USRR z 28 maja 1946 roku, przygotowanej przez Ministra Spraw Wewnętrznych USRR T.A. Strokacza dla Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej (bolszewików) Ukrainy, podano, że straty strony sowieckiej za rok 1945 wyniosły 1072 osób przy prowadzeniu operacji przeciwko bandyckiemu podziemiu i 7395 osób – w wyniku aktywności terrorystycznej band.

Porównajmy liczby 3451 i 8467 – różnica wynosi ponad 5000 osób! [53]

Dalej. Zgodnie z informacją Fiedorczuka straty w obwodzie Lwowskim i Drohobyckim razem wyniosły w latach 1944-1953 7968 poległych. A według danych z oddziału lwowskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (maj 1946), liczba poległych tylko w obwodzie lwowskim (bez Drohobyckiej, która stał się częścią Lwowskiej później) i tylko za dwa niepełne lata (sierpień 1944 – maj 1946) wyniosły 5088 osób. Wśród nich – 218 przewodniczących rad wsi i ich zastępców, 406 żołnierzy batalionów niszczycielskich, 44 nauczycieli, 3105 rolników (w tym 497 dzieci). [54]

Pomimo to liczba 30 tysięcy została oficjalnie przyjęta, uznana i pojawia się we wszystkich publikacjach naukowych i publicystycznych.

Jak emocjonalnie zauważył przy tej okazji nie żyjący profesor W.Masłowskij, który zginął w 1999 roku w bardzo «dziwnych» okolicznościach w podjeździe swego własnego domu po wydaniu książki „Z kim i przeciwko komu walczyli ukraińscy nacjonaliści w latach Drugiej Wojny Światowej”, „takie nieodpowiedzialne wypowiedzi są bluźniercze i niewybaczalne w stosunku do pamięci dziesiątków tysięcy zabitych, uduszonych, zarżniętych, zamęczonych! O jakich 30 tysiącach ludzi można mówić, kiedy w czasie krótszym niż dwa lata, w połowie obecnego obwodu lwowskiego zostało zamordowanych przez nacjonalistycznych morderców około czterech tysięcy ludzi!” (tutaj Masłowski celowo pominął ponad 1300 ludzi, którzy zaliczeni zostali do kategorii „enkawudzistów” i „bolszewików” – autorzy). A ten straszny rozlew krwi, jak wiadomo, trwał aż do początku lat 50-ych i objął siedem (!) zachodnich obwodów (z wyjątkiem obwodu Zakarpackiego, gdzie takie incydenty i zdarzenia były epizodyczne).

To zupełnie oczywiste, że w liczbie 30 tysięcy nie znalazło się miejsca dla tych, których banderowcy siłą zabierali do lasu i okrutnie mordowali, a także tych, których potajemnie wrzucali do studni lub zakopywali w lesie, jak również tych, których wrzucali z kamieniem u szyi w jeziora i rzeki. W oficjalnych doniesieniach nie wykazani są do tej pory i ci, którzy „zaginęli bez wieści”, wśród nich mieszkańcy odległych chutorów, o których w tych dramatycznych czasach zapomnieli nie tylko sekretarze rad wiejskich (żeby zaewidencjonować zniknięcie osoby), lecz i sam Bóg!”

I szczątki ludzi w dermańskich „krynicach” Zdołbunowskiego rejonu odnalezione w 1957 roku, i ofiary ze studni na podwórzu Kurowskiego w Równieńskim rejonie, odkryte w 1991 r., są wyraźnym tego potwierdzeniem. Oczywiście, w oficjalnych statystykach, ograniczonych do roku 1953, one nie zostały uwzględnione. Dlatego należy szczerze przyznać, że ujawnione w informacji Fiedorczuka dane o poległych nie są zgodne z rzeczywistością, a realnych danych o stratach osobowych na skutek działań ounowskiego podziemia według rejonów, obwodów i w ogóle na Ukrainie jako całości nadal brak.

Prawdą jest, że próby ustalenia rzeczywistej liczby ofiar były już podejmowane. W późnych latach 80-tych – na początku lat 90-tych, na fali masowej rehabilitacji uczestników nacjonalistycznego podziemia, którą aktywnie propagowali dochodzący do władzy w zachodnich regionach „narodowi patrioci” miejscowego pochodzenia i stojący za nimi lobbyści z diaspory, do redakcji zachodnioukraińskich gazet zaczęły napływać liczne listy z propozycją sporządzenia imiennego rejestru wszystkich ofiar banderowskiego terroru i na podstawie uzyskanych danych wydania „Księgi pamięci”. Niektóre gazety zareagowały na tę propozycję, i takie listy zaczęły być sporządzane.

Tak więc w gazecie „Czerwony Sztandar” („Червоний прапор”), wydawanej przez były obwodowy Równieński komitet Komunistycznej Partii Ukrainy i Równieńską Radę Obwodową, w 32 numerach gazety (od 20 grudnia 1990 roku do 8 czerwca 1991 roku) zostały opublikowane nazwiska ofiar, czas i miejsce ich śmierci. Imienny rejestr zmarłych był prowadzony na podstawie informacji uzyskanych od świadków zabójstwa, krewnych i współmieszkańców (sąsiadów). Jest zrozumiałe, że te spisy były sporządzane spontanicznie, a więc nie mogą pretendować do przymiotnika kompletnych, kompleksowych. Niemniej jednak są one bardzo interesujące, ponieważ pozwalają przedstawić wyraźny obraz masowości terroru i ustalić kategorie osób, przeciwko którym terror był skierowany w pierwszej kolejności. Należy dodać, że za cały okres czasu publikacji nazwisk i imion poległych nie nastąpiło ani jedno oficjalne zaprzeczenie prawdziwości tych danych, dlatego nie ma podstaw, aby kwestionować ich obiektywność.

Ogółem w tej księdze martyrologii znalazły się nazwiska 25 044 ofiar, wśród nich mężczyźni – 13108, kobiety – 6788, osoby w podeszłym wieku (starcy) – 3358, dzieci i młodzież (poniżej 18 lat) – 2962. A przecież Równieński obwód nie jest największym z siedmiu obwodów zachodnich. Najmniej ofiar odnotowano w obwodzie Zakarpackim, ale jeśli liczbę zabitych przez podziemie OUN w każdym z pozostałych obwodów oszacować na podstawie danych z obwodu Równieńskiego, to otrzymamy około 150 tysięcy osób.

*                     *                   *

Jarosław Melnyk

Jeśli z „Lemieszem” sytuacja jest zrozumiała, to ze śmiercią prowydnyka OUN „Roberta Melnyka”, którego pamięć każdego roku „czci” na Jaworzynie Oleh Tiahnybok, nie wszystko jest jasne.

Na początek sprecyzujmy, że jego imię to Jarosław, a „Robert” – to nie imię, lecz ounowskie „pseudo”.

Za okres kierowania Prowydem OUN kraju Karpackiego (w latach 1945-1946) na „powierzonym” mu terytorium zostało popełnionych 853 aktów bandytyzmu, w tym 66 aktów sabotażu i 252 ataków terrorystycznych.

W 1945 roku J.Melnyk brał udział w opracowywaniu jednej z taktycznych dyrektyw OUN – „Daźbog”, o której już pisał „2000”. Przypomnijmy, dyrektywa zakładała przejście do wojny prowadzonej z „bunkrów”, działań wojennych prowadzonych w małych grupach i przeniesienie głównego uderzenia z wojskowych i czekistów na ludność cywilną. [55]

Realizując dyrektywę, podwładni „Roberta” w regionie karpackim zabili 84 czekistów, 146 żołnierzy Armii Czerwonej, 122 żołnierzy istriebitelnych batalionów i 132 pracowników organów partyjnych i radzieckich. To znaczy tych, których w rozumieniu ounowców można przypisać do „okupantów”, zabito 484 ludzi. Ale oto tzw. „stalіnowskich popleczników” (w terminologii OUN, a mówiąc normalnym językiem, – zwolenników władzy sowieckiej i zwykłych obywateli) bojownicy „Roberta” zlikwidowali ponad 800 osób.

Dla J.Melnyka, jego żony Antoniny (z d. Korol) i licznej ochrony osobistej na stromym zalesionym zboczu góry Jaworzyna w pobliżu wsi Lipa w rejonie Dolińskim (wtedy Bolechowskim) w obwodzie Iwano-Frankowskim został zbudowany kapitalny bunkier. To było Stałe Stanowisko Ogniowe (SSO). Ono składało się z dwóch przestronnych pokoi, przez które płynął strumień i korytarza wejściowego o długości około 150 m z wyjściem zapasowym. Kiedy bunkier był gotowy, „Robert” potajemnie nakazał zlikwidować wszystkich budowniczych tej „architektury oporu”. Z trzech stron bunkier był niedostępny i dodatkowo zabezpieczony minami o dużej mocy rażenia, a wejście do niego, które jednocześnie było także strzelnicą, zakrywała zamaskowana skrzynia z ziemią, wtopiona umiejętnie w krajobraz. [56]

Niemniej jednak wyeliminować „Roberta” w jego „cudo”-bunkrze czekistom udało się, a do tego przyczyniły się następujące okoliczności.

6 listopada 1946 roku sekretarz obwodowego komitetu Komunistycznej Partii Ukrainy w Stanisławowie, M.W. Słoń wysłał do Kijowa zawiadomienie, w którym informował: „Realizując postawione przez decyzję Biura Politycznego Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej (bolszewików) Ukrainy z 4 października 1946 roku zadanie intensyfikacji uderzeń w kierownicze ogniwa OUN-UPA, donosimy Wam o likwidacji krajowego prowydnyka prowydu „Karpaty”, „Roberta” i jego najbliższych współpracowników.

Przeprowadzonej z sukcesem…. operacji likwidacji „Roberta” sprzyjało schwytanie 21 października tego roku…. …rannego bandyty… o pseudonimie „Lyman”, okazało się, że jest to śledczy SB krajowego prowydu „Karpaty”…
Biorąc to pod uwagę, zdecydowano się natychmiast zorganizować operację wojskową, aby wyeliminować „Roberta”… Kierownictwo operacji powierzono naczelnikowi OBB Ukraińskiego Ministerstwa SprawWewnętrznych majorowi Kostenko”
. [57]

Tutaj jest odpowiednie miejsce, aby na krótko przerwać relację, a przytoczyć opis tego wydarzenia w interpretacji „narodowo-patriotycznych” autorów. Tak więc, niejaki Mykoła Kohut w swojej książce „szkice artystyczno-dokumentalne” (sic! – autorzy) „Bohaterowie nie umierają” pisze o okolicznościach likwidacji Melnyka w następujący sposób:
„Cztery doby, metr po metrze, przemacywali czekiści górę… A powstańczej kryjówki nie było.
– Jeszcze raz, jeszcze raz… – do ochrypnięcia krzyczał major Kostenko. Sam, zachlapany błotem od stóp do głów, miotał się jak nawiedzony po górze. – Obiecałem towarzyszowi Słoniowi znaleźć bandytów i słowa dotrzymam. Szukać, szukać…

Dopiero pod sam wieczór 31 października 1946 roku kryjówka Roberta została odnaleziona… Robert nakazał przeciągać rozmowy, aby spalić ważne dokumenty… Tej pierwszej listopadowej nocy 1946 roku padli, jak bohaterowie – Jarosław Melnyk-„Robert”, krajowy prowydnyk OUN; Antonіna Korol – Melnyk, drukarka prowydu… i inni uczestnicy podziemia. Wieczna im chwała!”. [58]

Niektórzy „badacze” dodają do i bez tego bohaterskiego obrazu rozdzierające duszę szczegóły, które najwyraźniej miał na myśli Tiahnybok, gdy mówił o „zastrzelonych trzymiesięcznych córeczkach”. Oni precyzują, że w bunkrze zostało zabite tylko jedno dziecko „Roberta”, przy czym okresowo pojawiają się wątpliwości: jedni piszą, że zginął syn, drudzy, tak jak niedawno jeszcze twierdziła ukraińska „Wikipedia” – córka. Mogą uspokoić się jedni i drudzy: „Robertowi” w podziemiu w rzeczywistości urodziły się bliźnięta, ale syn wkrótce zmarł i został pochowany na cmentarzu we wsi Subotow, a córkę rodzice przekazali na wychowanie pani A.Buczko mieszkającej w miejscowości Swoboda Bolechowska. Wiera Melnyk-Tymczyszyn bezpiecznie żyje i cieszy się dobrym zdrowiem do dzisiaj w Kałuszu i od czasu do czasu odwiedza Jaworzynę, gdzie, nawiasem mówiąc, co roku pojawia się i Tiahnybok. [59]

Ale nawet bez tej niemożności dojścia do ładu z dzieci śmierć „Roberta” przedstawiona w ten sposób, na pierwszy rzut oka wygląda całkiem przyzwoicie. W zgodnym chórze z Mykołą Kohutem opowiada o tym bliska eks-prezydentowi Juszczence gazeta „Ukraina młoda”: „Do ostatniego naboju ostrzeliwali się powstańcy, pozostawiając dla siebie tylko po jednej kulі, aby żywymi nie poddać się wrogowi”. [60]

Tymczasem zachowane dokumenty w proch i pył burzą ten „heroiczny” obraz. I aby postawić ostatecznie wszystkie kropki nad „i” w tej brudnej historii, pozwolimy sobie zacytować obszerny fragment z doniesienia sekretarza Stanisławowskiego komitetu obwodowego Komunistycznej Partii Ukrainy, M.W. Słonia.

„Operacja rozpoczęła się 26 października … Dopiero siódmego dniu, o godzinie szesnastej, 31 października w przewidywanym miejscu, na górze Jaworzyna… został odkryty schron, w którym ukrywała się grupa bandytów. Przy zbliżaniu się do schronu dały się słyszeć wystrzały. Na propozycję kierownika operacji majora Kostenko, aby bandyci poddali się, ci odmówili, ale jednak przystąpili do rozmów z wyraźnym celu zyskania na czasie. Chcąc pochwycić „Roberta” i ludzi znajdujących się z nim żywymi, kierownicy operacji całą noc prowadzili negocjacje i wymianę ognia z bandytami zabarykadowanymi w bunkrze.

O świcie w dniu 1 listopada wewnątrz bunkra słychać było wystrzały, a o 6 rano jeden z bandytów znajdujących się w bunkrze powiedział, że zastrzelił wszystkich swoich współtowarzyszy, i że sam chce poddać się żywym… Ten ostatni przedstawił się jako członek ochrony „Roberta” i ujawnił swój pseudonim „Jasny”… Z pomocą bandyty, który się poddał, ze schronu wydobyto 6 trupów, jednak „Roberta” wśród nich nie było. W czasie przesłuchania „Jasny” powiedział, że o godzinie pierwszej w nocy „Robert” zaproponował, aby zamurować jego wraz z żoną i technicznym referentem SB krajowego prowydu, o pseudonimie „Skała” w specjalnym tunelu, który miał odrębne wejście na powierzchnię ziemi…

Przed ukryciem się w tunelu „Robert” wydał polecenie znajdującemu się w schronie komendantowi swojej osobistej ochrony „Lewko”, aby po tym, jak on zostanie zamurowany, spowodować wybuch wcześniej zaminowanego bunkra i podejść do niego, jednocześnie wysadzić w powietrze wszystkich pozostałych pozostających w bunkrze i w ten sposób ukryć wszelkie ślady po nim, „Robercie”. Wydając to polecenie, „Robert” miał nadzieję, że po wybuchu, kiedy wojsko odejdzie, będzie mógł otworzyć wyjście z tunelu i uciec…
Na polecenie towarzysza Kostenko bunkier został wysadzony w powietrze, co pomogło znaleźć wejście do tunelu. Podczas przemieszczania się żołnierzy w tunelu rozległ się wystrzał. Jak się okazało, „Robert” i jego żona byli martwi, a „Skała” zastrzelił się przy zbliżaniu się żołnierzy”.
 [61]

Pozostaje dodać niewiele: kolejne wykopaliska wykazały, że Melnyk, który chciał przeczekać w zamurowanym tunelu, po eksplozji spowodowanej przez czekistów okazał się na śmierć przysypany ziemią. Homin („Skała”) próbował odkopać swego „zwierzchnika”, ale upewniwszy się, że to nie ma sensu, a wyjścia ze schronu są zablokowane, popełnił samobójstwo. [62]

Jak widać, bajki o odważnej śmierci kierownika OUN Karpackiego kraju nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – męstwem tu nawet nie pachnie. Nie będziemy zajmować się moralizatorstwem, zauważmy tylko, że zawsze uważano za heroizm, jeżeli dowódca, poświęcając siebie, starał się ratować podkomendnych, a nie odwrotnie, za cenę śmierci „towarzyszy walki”, ratował własną skórę.

Jeśli odrzucić słowa-łupinę „badaczy” na samym końcu otrzymamy następujące suche fakty: jeden „neskorenny” („Lyman”), zaledwie znalazł się w rękach czekistów, aby ratować swoją skórę, wydał miejsce ukrycia swojego dowódcy; drugi, sam dowódca, tak samo „neskorenny” (Jarosław Melnyk – „Robert”), również w celu ratowania własnej skóry, wysłał na śmierć swoich podwładnych (choć, jak szczur, udusił się pod zwałami); no i trzeci „neskorenny”, szeregowy bojownik („Jasny”), widząc taki „brak zasad moralnych” swojego „zwierzchnika”, aby nie wyjść nafrajera, także zapragnął ratować skórę i poddając się czekistom zdradził im tajemnicę tunelu.

*                  *                  *

George Bernard Shaw jest twórcą gorzkiego aforyzmu: „Co powie historia? – Historia, sir, skłamie, jak zawsze”. Życie pokazuje, że dzisiaj ta historia, którą w ciężkim znoju konstruuje „Swoboda”, rzeczywiście jest załgana. Wbijając w głowy podrastającego pokolenia bohaterskie obrazki o Melnyku-„Robercie” i na przykładzie „Roberta” zamierzając wychowywać młodych Ukraińców, ta partia polityczna ze wszystkich sił stara się narzucić i wpoić społeczeństwu lekcje „prawidłowej”, nacjonalistycznej, zweryfikowanej historii, ale sama niczego się nie nauczyła.

O tym właśnie wspomniał przywódca Komunistycznej Partii Ukrainy P.Simonenko w swoim przemówieniu w parlamencie w związku z lwowskimi wydarzeniami 9 maja: „Niestety, ale jestem zmuszony skonstatować, że, historia uczy tylko tyle, że niczego nie uczy. Mam na myśli 33-i rok ubiegłego stulecia, gdy na tle tak zwanej „demokratycznej” euforії, mіędzynarodowy i niemiecki kapitały doprowadziły do władzy Adolfa Hіtlera”. [63]

Życie nie tylko pokazuje, ale także na licznych przykładach na co dzień i jasno przekonuje: odrabianie lekcji z własnej przeszłości jest koniecznością.

Źródło:

44. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 3-5.
45. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 10-14.
46. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 14-17.
47. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 108.
48. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 171, 172, Mazurenko, W., Іszczuk O. Wasyl Kuk – Naczelny Dowódca UPA. – Równe: wydawca Oleh Zeń, 2008. – Str. 40.
49. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 165-167.
50. Rosow O. Polowania na „Wilka… – „2000”, № 42 (530) 22-28 października 2010 r.
51. Wedeniejew D. Odyseja… – Str. 172, 173.
52. OGA SBU, F. 13, D. 372, T. 103, Ł. 9-11.
53. CGAOOU, F. 1, Op. 23, D. 2967, Ł. 25.
54. Archiwum Państwowe Obwodu Lwowskiego (GAŁO), F. P-3, Op.6, D. 283, Ł. 32.
55. Rosow O. Mit o „przebranych enkawudzistach”. – „2000”, № 45 (389), 9 – 15 listopada 2007 r.
56. Budrin Ł. S., Hamazjuk I. W. i inni Wywrotowa działalność ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów przeciwko Związkowi Radzieckiemu i walka z nią organów bezpieczeństwa państwa (do użytku służbowego) – M: Dział Redakcyjno-Wydawniczy Wyższej Szkoły KGB przy Radzie Ministrów ZSRR, 1955. – Str. 118.
57. CGAOOU, F.1, Op. 23, D.2961, Ł. 139,140.
58. Kohut M. Bohaterowie nie umierają. – Drohobycz: Odrodzenie, 2001. – Str. 19, 20.
59. svoboda.org.ua/diyalnist/novyny/002846/
60. umoloda.kiev.ua/regions/72/163/0/10423/
61. CGAOOU, F.1, Op.23, D.2961, Ł.140-143.
62. Budrin Ł. S., Hamazjuk I. W. i inni Wywrotowa działalność nacjonalistów ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów… – Str. 118, 119.
63. Simonenko P. Przemówienie w Werchownej Radzie 11 maja 2011 r.;
kpu.ua/vistup-petra-simonenka-u-verhovnij-radi-ukraїni/

Artykuł ukazał się w wydaniach: «2000», № 38 (574) 23 – 29 września 2011 r. i «2000», № 39 (575) 30 września – 06 października 2011 r.

Oleg Rosow, Władymir Woroncow.
http://szturman.salon24.pl/

Komentarzy 9 to “WO „Swoboda”. Nie odrobione lekcje historii (Część 2)”

  1. Boryna said

    Melnyk żyje i jest dyrektorem w urzędzie miejskim w Kielcach.

  2. aga said

    „Studnia na terenie klasztoru Dermańskiego, w której znajdował się schron ounowców. W ścianach studni zostały wykopane ogromne tunele – tutaj mnisi pomagali ukrywać się bojownikom.”
    Wlasnie pewien ” lefebrysta” wykłoca się,że ten cały artykuł to jest dezinformacja,bo nie było juz mnichów grekokatolickich.w tym czasie.I takie poglądy a nawet gorsze ,ze w ogóle nie było zbrodni OUN-UPA ani wsparcia ze strony grekokatolickich poow są mają bardzo często członkowie Bractwa Sw. Pusa X w Polsce.
    Może Pan JO tutaj poświęci trochę swojej niespożytej energii.

  3. Marucha said

    Re 2:
    Pani Ago, chce Pani dowalić „lefebrystom”?
    Skąd te rewelacyjne informacje? Kim jest ów „lefebrysta”?

  4. aga said

    Panie Marucha,

    nie mam zamiaru nikomu „dowalać” .
    Jesli chce Pan takie osoby poznać to proszę przyjechac do Polski ; chętnie przedstawię.Był tak pewny siebie,że nawet jakieś książki histor. posiada podobno, w którym stoi ,ze tam juz od dawna nie było mnichów i ,że to nieprawda,że niektorzy grekokatoliccy mnisi święcili kosy,widły i siekiery na Lachów!I w inny sposób wspierali bestie z OUN-UPA.
    Sa też osoby w kaplicach na Śląsku i w Szczecinie,które sa zadeklarowanymi autonomistami Śląska czyli żadąją oderwania tych ziem od Polski!

  5. Marucha said

    Re 4:
    W porządku, zapytam tylko, czy swoje doświadczenia uogólnia Pani na całe Bractwo?

  6. JO said

    Pani Ago – ja nie wierze temu co Pani Napisala

    Slazakiem jest Pan Mozgol – dytektor szkoly Bractwa… i zapewniam Pania, ze ten czlowiek nie ma separatystycznych pogladow a przeciwnie. Czy inni wspolpracujacy, czy zwiazani z Bractwem maja czy nie…..ja nie wiem, ale jak napisalem, ze nie wierze, ze ktos taki jest.

    Bractwo ma przede wszystkim role duszpasterska a nie polityczna tylko i nie moze wplywac na polityczne poglady swoich wiernych w temacie granic…jak sadze, ale chyba ma to Bractwo wyrobione zdanie i to tylko jedne, ze naszym Panstwem Jest Polska i to w Takich a nie innych granicach i o takie Panstwo nalezy walczyc….

    Przekonany jetsem, ze osoby, ktore chca rewizjonizmu granic sa w Bractwie niemile wiedziane….

    Dobrze by bylo gdyby Pani podawala w takich sprawach nazwiska …..

  7. JO said

    Pani Ago – „Panie Marucha,

    nie mam zamiaru nikomu “dowalać” .

    Pani Postawa , jezeli ma Pani niezbite dowody na zdrade – jest NIEDOPUSZCZALNA a „dowala” Pani Polsce nieujawnianiem tego kogos…

    TO SWIADCZY TYLKO O PANI ( z calym szacunkiem do Pani…)

  8. maran said

    Pan Jo zaraz powie, ze wsrod „lefebrystow” nie ma grzesznikow i klamczuchow ,bo lefebrysci sa zwiazani z KK ,a nie judeokosciolem.

  9. JO said

    ad.8. Czy Pani wie o czym pisze?

Sorry, the comment form is closed at this time.