Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Marek Lipski o Profesjonalizm propagandy PiS
    gd-ap o Wolne tematy (53 – …
    yattakaj o Wolne tematy (53 – …
    Niedźwiedź o Profesjonalizm propagandy PiS
    AniaK o Wolne tematy (53 – …
    Boydar o Zimowy sen Polski
    Kojak o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Boydar o Polskie elektrownie produkują…
    Boydar o Wolne tematy (53 – …
    Troll Polonii o Otyłość coraz większym problem…
    Birton o Rozstawiamy figury
    jasiek z toronto o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Birton o Rozstawiamy figury
    Troll Polonii o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Kwal o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 496 obserwujących.

Rzeczywistość i legenda – rzecz o Józefie Piłsudskim (1)

Posted by Marucha w dniu 2012-03-15 (Czwartek)

Od redakcji: Niniejszym zamieszczamy fragment wspomnień Zygmunta Wasilewskiego, wybitnego publicysty narodowego, poświęcony analizie legendy Józefa Piłsudskiego. Tekst opublikowano w londyńskiej „Myśli Polskiej”.

Ściągają to zagadnienie na grunt stosunków polskich, zdajemy sobie sprawę wszyscy, jakie doświadczenie przeżyliśmy w tych latach. Doświadczenie z socjalistami, którzy dostali się do rządu. Otóż oni, wierni swej manierze myślenia w tych możliwościach działania, jakie się nadarzyły, dostrzec dla siebie mogli tylko jedną rolę – mechaników. Pełne życie polityczne społeczeństwa polega na umiejętnym ustosunkowaniu czynnika mechanicznego, jakim jest państwowość, do czynnika organicznego, jakim jest naród. Całość zawdzięcza życie dziejowe żywej sile krwi narodu. Brak odpowiedniego wykształcenia i zajadłość koteryjna, pielęgnowana w konspiracjach, nie pozwoliły socjalistom zrozumieć tej prostej prawdy. Po krótkim oportunistycznym manewrowaniu ideą przedstawicielstwa narodowego, postanowiono w drodze zamachu uprościć zagadnienie. Postąpiono metodą „bezdańską”, zawładnąwszy maszyną w pociągu dziejów. Narodowi powiedziano: ręce do góry. Oni sami będą działać, mając w ręku maszynerię. Oczywiście na to potrzebny jest dyktator w roli naczelnego inżyniera. Zapanowała konspiracja, patenty bowiem zapewniają wynalazkom osobistym monopol i tajemnicę.

Eksperyment dokonany w Polsce tak wielkim jej kosztem nie powinien jako doświadczenie minąć bezowocnie. Chyba dziś dla wszystkich jest jasne, że do organizowania państwa i rządzenia nim nie wystarcza wiedza, czerpana z broszur socjalistycznych i z praktyk bojówkowych, że potrzebna jest wiedza gruntowna o istocie życia narodowego i jego twórczości cywilizacyjnej. W przeciwnym razie grożą katastrofalne koszta doświadczenia zarówno dla mechaników, jak i dla narodu. Życie nie wytrzymało tego mechanicznego systemu. Przy pewnym większym wstrząśnieniu w r. 1920, póki ten system nie był jeszcze sprecyzowany, udało się żywym siłom narodu (młodzież) przezwyciężyć trudności. W 20 lat potem, gdy naród v o l e n s n o l e n s zawierzył się tajnej organizacji, uderzenie z zewnątrz strąciło sztucznie dolepione wodzostwo i te żywe siły pomimo bohaterskich walk, prowadzonych na oślepnie mogły zapobiec już katastrofie.

Nie o rekryminację mi chodzi, lecz o naukę, a przede wszystkim o głębokie wejrzenie w podstawy myśli politycznej, niezależnie od tego, jakie by hasła ideologiczne co do ustroju państwa w głowie świtały. Pierwsze przykazanie nowoczesnej myśli politycznej — fundować rzecz na żywej sile narodu. A drugie równorzędne — tak ustosunkować do tych sił aparat mechaniczny, aby te oba czynniki sobie nie wadziły, ale owszem wzajemnie się dopełniały i wspomagały. Oto wielki — otwarty do rozwiązania — problemat .dla polskiej myśli twórczej.

Nie może być oczywiście dla nas wzorem ustrój dzisiejszy Rosji, ale nie może też być wzorem ideologia hitleryzmu. Obie te konstrukcje niebo obie są tylko maszynowe. Hitleryzm również ma w sobie zaród szkoły socjalistycznej, juz uwidoczniony nawet w nazwie: jest socjalizmem barwy narodowej. Za genialny wynalazek i wyłom w doktrynie tak schematycznej socjalizmu można uważać myśl potraktowania i duszy narodu jako maszyny. Tym genialniej wygląda ten pomysł, gdy go zestawimy z naiwnym poglądem naszych socjalistów, że narodu wcale nie ma, nawet z bolszewickim, że narodem, jest tylko proletariat w łachmanach. Ale co z tej genialności, gdy nie uwzględnia, że dusza narodu nie jest maszyną i że nie można z niej uczynić na dłuższą metę użytku czysto fizycznego, przez wyprucie z niej pierwiastka ludzkiego i Boskiego. Nacjonalizm polski jest dopiero w okresie dojrzewania, ale zda maturę dopiero wtedy, gdy rozejrzawszy się w dziejach lat ostatnich, wynajdzie syntezę, która by przywróciła życiu prawo dążenia do pełnego rozwoju.

Że Polska przez te dwadzieścia lat po odrodzeniu państwa pomimo lekkomyślnie sprawowanego zarządu nie zmarniała i nie ośmieszyła się, przypisuję to poczciwości natury polskiej ludności i zdrowym instynktom. Społeczeństwo polskie (można na to przytoczyć wiele faktów) korygowało krzywizny posunięć rządu. Tzw. „sanacja” rzucała się na rozmaite pomysły, jakby ten oporny charakter ogółu „uzdrowić”, świadomość jego pomylić, i to ja najbardziej irytowało, że istniał jakiś niewidzialny rząd dusz, regulujący opinię. Widziałem wyraźnie rezultaty pracy naszego obozu wszechpolskiego z lat pięćdziesięciu. Walka, jaką obóz sanacyjny z nami toczył, była dla nas zaszczytna. Walkę zaostrzał niepokój sumienia, widziano bowiem, że za nami stoi opinia kraju i że to właśnie daje nam niezależność stanowiska, gardzącą kompromisami. Szukano tedy porady u rozmaitych „interpretatorów” prawa i historii, jakby przeprowadzić ustawowo i publicystycznie tezę, że skoro jest państwo, to naród stał się pojęciem jedynie poetyckim, o którego sens pytać trzeba Mickiewicza, nie rządu (autentyczne).

Znajdzie się pewno historyk, który do okresu Polski 1919-1939 dolepi etykietę, że był to okres walki wewnętrznej mechaników z nacjonalizmem polskim. Istotnie to było ciężkie przesilenie w rozwoju polskiej osobowości narodowej, przesilenie tym groźniejsze dla schorowanego w długoletniej niewoli narodu, że na jego życie czyhały dwa sąsiednie imperializmy zmechanizowane psychicznie, a .nawet zmotoryzowane fizycznie. Społeczeństwo, mając 30% mniejszości, podatnej na tajną propagandę z obu stron mocarstw obcych, czuło dobrze, że zacząć trzeba od zapewnienia sobie bezpieczeństwa wewnętrznego przez obłaskawienie, spolszczenie lub sterroryzowanie różnych tej mniejszości odłamów. I to były pierwsze kroki nienawistnego dla mechaników nacjonalizmu. Ich regime hołdował wręcz przeciwnym zasadom. Mniejszości były im potrzebne do zwalczania nacjonalizmu polskiego, dążącego do unarodowienia państwa. W celu sponiewierania patriotyzmu polskiego na Pomorzu dawano tej krainie takich wojewodów, jak Kirtiklis, w celu zaś krzewienia idei ukrainizmu wojewoda Józewski tępił żywioł polski.

Tak wyglądała wolność i polska racja stanu w rękach mechaników ze szkoły socjalistycznej i kombinatorów. Polityka zagraniczna i sprawy armii okryte były zupełną tajemnicą. Poczciwość zaś społeczeństwa polskiego była tak bezgraniczna, że bez szemrania zastosowała się do nakazów milczenia z wiarą, że jednak ci u władzy są bądź co bądź patriotami i nie można im pracy niedyskrecją utrudniać. Z palcem na ustach przestrzegano lojalności. Przekonaliśmy się, że ta nasza lojalność była grzechem wobec ojczyzny. Usprawiedliwia okoliczność bardzo rzeczowa — obóz narodowy był bezbronny. Czynniki okupujące władzę miały w ręku armię. Naród był bezbronny i do tego systematycznie rozbrajany moralnie. Znaleźliśmy się pod władzą sił mechanicznych.

*                   *                 *

Polska rozpoczęła swój nowy żywot od legendy, tym różniącej się od legendy np. o Kraku, który zabił smoka i naród ocalił, że tamta dawna urosła w wyobraźni potomnych, ta zaś inscenizowana była w biały dzień współczesności, zaspanej jeszcze i nie umiejącej opanować nowej sytuacji dziejowej. Bohaterem legendy zrobiono Józefa Piłsudskiego, znanego już przed wojną z wyprawy na pociąg w Bezdanach, potem organizatora polskiej siły zbrojnej przy armii austriackiej w randze brygadiera. Źródła mitu o Piłsudskim, jako Salwatorze Polski i przyszłym jej władcy, umiejscowić trzeba co do na czasu w okresie wojny, a geograficznie gdzieś między Oleandrami krakowskimi, Magdeburgiem i biurem Rady Regencyjnej. O dekretach Rady Regencyjnej z dnia 2 i 14 listopada 1918 roku przekazujących władzę Piłsudskiemu, historyk roku 1918 Feliks Honowski pisze wiele. Wszystko w tym obszernym dziele oparte być miało na dokumentach oficjalnych i prasowej informacji. A jednak w tym najważniejszym bodaj punkcie autor rezygnuje z wszelkiego oparcia o fakty, biorąc mit za podstawę dogmatyczną i za punkt wyjścia całego dzieła. Oto jego słowa (podkreślenia moje):

„Czytając pierwsze słowa dekretu ma się wrażenie, jakby sam fakt zjawienia się Marszałka (brygadiera) w kraju był dostateczną i kompletną przyczyną, zawierającą w sobie wszystko to, co się samo przez się rozumie, co zostało upowszechnione w umysłach, stało się wszystkim wiadome i choćby nie zostało nigdzie na drodze oficjalnej ogłoszone, przez wyłączenie wszystkich innych w przeważającej części opinii publicznej, musiało się stać rzeczywistością, musiało się zrealizować w niezaprzeczalny tytuł do objęcia władzy w powstającej Polsce — dla przyczyn zupełnie realnych. Ma się wrażenie, jakby Piłsudski do czasu niewoli niemieckiej był już dzierżycielem władzy zwierzchniej w Polsce i tylko jakiś kataklizm wytrącił mu chwilowo berło z ręki” (s. 3).

W ten sposób prawnik, przyzwyczajony do ścisłego analizowania tytułów posiadania, zarejestrował w kronice historycznej zjawisko, które miało zadecydować o losach Polski na cały „sezon” jej państwowości. Zarejestrował po prostu jako mit według cech typowych legendy: „miało się wrażenie, jakby …”

Powstał niedawno w Warszawie kosztem skarbu Instytut do badań najnowszej historii polskiej, który wydał kilkadziesiąt tomów „Niepodległości”, mających wypełnić treścią i uzasadnić legendę. Prawda była inna. Im bardziej była tajona, tym dramatyczniejszy stawał się przedział między społeczeństwem a światem oficjalnej legendy. Rosła bowiem nieufność, bo tylko rząd skrępowany tajemnicą z zewnątrz, mógł być zmuszony do tak nieszczerego postępowania z własnym społeczeństwem.

W czyichś planach na Polskę zdecydowano, że Piłsudski ze swoją naturą i manierą polityczną może się okazać w Polsce człowiekiem misyjnym w takiej właśnie proporcji, w jakiej przydatnym był tym planom na Rosję — Uljanow (Lenin). Obaj ci ludzie niewątpliwie korzystali z koniunktury w tej rachubie wallenrodycznej, że zbawcami będą swych krain: jeden w oparciu o wiarę w moc wielkiej idei, drugi w oparciu o wiarę w swój geniusz. Niemniej nie obliczono się z tym, że co innego jest rozpętać żywioły wywrotowe w kraju niewolników, a co innego fascynować legendą personalną naród z usposobienia sceptyczny i mający bądź co bądź tradycje polityczne. W Polsce cała impreza inscenizowania dziejów legendarnych przybrać musiała charakter walki wewnętrznej. Opinia narodowa oparła się legendzie. Nazywano za to naród nasz „narodem idiotów”, ale tylko dzięki tej odporności ocalała moralna organizacja narodu. Katastrofa zniosła z powierzchni życia wszystko, co w nim było legendą.

Na co potrzebna była i komu legenda o posłannictwie męża opatrznościowego w duchu mesjanicznym według wzoru 44? Potrzebna była na to, aby Polakom łatwiej przełknąć było ideę permanentnej rewolucji. Tak złoczyńcy podrzucają psom truciznę w chleb owiniętą. Liczono przy tym na brak węchu politycznego w społeczeństwie schorowanym, robiono więc spisek na opinię dość jawnie. Hasła rewolucyjne były podówczas modne, oswojono się z nimi, nie brano ich na serio. Wszystko, co rewolucja pod firmą Piłsudskiego robiła, poczytywano za genialne posunięcia wodza, do tego stopnia, że uśmiechano się czytając „Głos Prawdy”, organ przewrotu majowego, w którym Wojciech Stpiczyński bez obsłonek program pogłębiania rewolucji głosił. A był to człowiek tak bliski władzy Piłsudskiego, że dano mu stanowisko kierownika „Biura Planowań” państwowych.

Nie była to jednak sprawa tak łatwa, jak to sobie ten dość już staroświecki rewolucjonista wyobrażał. Rewolucjoniści z rządu lubelskiego obrali sobie Piłsudskiego za wodza rewolucji, ale nie obliczyli się dobrze z naturą tego szlachcica litewskiego z XVII wieku. Piłsudski nie był wyłącznie własnością rewolucjonistów typu bojówek socjalistycznych. Trzeba pamiętać, że równie mu oddanym, jak „Głos Prawdy” — był organ konserwatystów „Czas” krakowski z p. Wojciechem Roztworowskim, doskonale się orientujący w intencjach polityki magdeburskiej. Piłsudski manewrował i kombinował. Piłsudski miał inne jeszcze poza Stpiczyńskim biuro planowań. Przy jego pomocy stał się wynalazcą nowego typu rewolucji — powiedzmy — syntetycznej, polegającej na szczepieniu. Na pniu starego drzewa szczepił jej owoc, tak jak się szczepi gruszki na wierzbie.

Wątpię, czy Piłsudski spodziewał się z tego słodkich owoców dla kraju, ale ryzykował, w każdym razie, nie tracąc tytułu „wiecznego rewolucjonisty”; zapewniał sobie władzę i panowanie. Wszystkie instytucje i funkcje państwowe przybrały podwójny charakter. Na oko wszystko było po staremu nominalnie i w hierarchii, ale treść była rewolucyjna, zawierająca działanie prawa, które miało być ich duszą. Tak się stało nawet z sądownictwem. Rzecz naturalna, miejsce prawa zajęła przemoc, jako istota władzy rewolucyjnej.

Oczywiście o wcieleniu w życie jakiejkolwiek idei nie może być w tym systemie mowy. Może być mowa tylko o wyniszczeniu sił moralnych narodu. Doskonale to jednak odpowiadało doraźnym interesom kombinatorów, i oportunistów, których rewolucja ku sobie pociągnęła, dając im nazwę obozu Sanacji, dogadzało też ambicjom Piłsudskiego, któremu wystarczała żądza władzy, nie dająca się nasycić. Była mu potrzebna władza dla władzy, dla zadowolenia, jakie daje technika władania bez względu na skutki. Jaki mu bowiem przyświecał cel, tego nikt nie doszedł, tego nie wyjaśniają jego pisma, owszem, one tylko zaciemniają kwestię, co by z Polską czy dla Polski chciał zrobić.

Piłsudski, obejmując pełnię władzy w państwie jeszcze nie urządzonym, znalazł się w lepszym położeniu, niż dawny król powołany na tron z elekcji, nie krępowały go bowiem od wewnątrz żadne pacta conventa. Opinia publiczna, oduczona polityki, oswojona w bierności swojej z fatalizmem faktów dokonanych, chętnie poddawała się sugestii i rada byłaby wierzyć w dobrą wolę Piłsudskiego. Zresztą nie miała sposobu wyrażenia swej woli i wpływania na fakty. Piłsudski miał otwarte pole dla swej inicjatywy. Jeżeli go mogły krępować jakie czynniki, to były one w najbliższym mu obozie rewolucyjnym. Zrazu Piłsudski nawet liczył na możliwość rządzenia w oparciu o dobrowolność obywateli. W tym kierunku, aż za daleko, poszła myśl sejmowładztwa. Szukał drogi, manewrował, kombinował. Był to eksperyment, któremu pilnie przypatrywały się obce potencje, nie tylko potencja opinii polskiej. Mam wrażenie, że doświadczeniom Piłsudskiego przypatrywał się bacznie nie tylko rząd państwa sąsiedniego, ale i przyszły jego władca Adolf Hitler, który wkrótce miał wziąć na siebie sukcesję polityki niemieckiej w Polsce. Z doświadczeń tych skorzystał, wzorując się na metodzie szczepionek rewolucyjnych. Poszedł jednak dalej, bo gdy Piłsudski zadowolił się posiadaniem mechanizmu państwowości, odrzucając naród poza nawias, tam dyktator włączył cały naród do maszyny państwowej i nazwał to nacjonalizmem. Mam to wrażenie, że w ostatnich latach w Polsce usiłowano naprawić błąd antypatii względem narodu przez wzorowanie się na doświadczeniach sąsiada, ale Ozon poradzić już temu nie zdołał. Ludzie z obozu Piłsudskiego, obarczeni jego testamentem, nie wiedzieli, co z narodem robić, którędy iść dalej. Wreszcie niespodzianie postawili na kartę los narodu — i zniknęli. Tyle ich widziano.

(c. d. n.)

„Myśl Polska”, 1 stycznia 1960, s. 2-3.

Nota biograficzna:

Zygmunt Wasilewski ur. 29 kwietnia 1865 we wsi Siekierno. Polityk Narodowej Demokracji, publicysta, senator III kadencji w II RP. W 1884 ukończył gimnazjum w Kielcach (do którego uczęszczał wraz ze Stefanem Żeromskim). Studiował prawo na uniwersytetach w Warszawie, Kijowie i Sankt Petersburgu. Studia ukończył w 1889. Od początku związany z powstającą Narodową Demokracją – od 1887 członek „Zetu”, od 1889 Ligi Narodowej. W latach 1892–1894 wraz ze Stefanem Żeromskim opiekował się biblioteką w Muzeum Polskim w Raperswilu.

W latach 1902–1915 był we Lwowie redaktorem naczelnym pisma „Słowo Polskie”. W czerwcu 1915 wyjechał wraz z rodziną do Kijowa. Wezwany przez Dmowskiego przeniósł się do Petersburga, gdzie do końca 1917 redagował tygodnik społeczno-polityczny „Sprawa Polska”. Od początku 1918 do września tegoż roku, po przewrocie bolszewickim, redagował w Kijowie dziennik „Przegląd Polski”. Od listopada 1918 redaktor naczelny „Gazety Warszawskiej”, którą kierował do marca 1925, następnie od 1925 do 1939 redaktor naczelny „Myśli Narodowej”. W latach 1930–1935 zasiadał w Senacie.

Po wojnie osiadł w Wiśle. Zmarł 25 października 1948 w Zakopanem.

http://sol.myslpolska.pl/

Komentarzy 15 to “Rzeczywistość i legenda – rzecz o Józefie Piłsudskim (1)”

  1. Zakłamana do cna historia zrobiła z masona bohatera narodowego, który opóści stolicę w najcięższym momencie, mszcząc się później na zwycizcy w tzw. Bitwie Warszawskiej.

  2. Zenio said

    Ziuk Selman, tfurca cudu nat Wisla wiecznie zywy – jak Lenin. Chala jego pamieci.

  3. lake of fire said

    Czy św. Faustyna oglądała śmierć marszałka Piłsudskiego?

    „Wtem ujrzałam pewną duszę, która się rozłączała od ciała w strasznych mękach. O Jezu, kiedy to mam pisać, drżę cała na widok okropności, które świadczą przeciw niemu… Widziałam, jak wychodziły z jakiejś otchłani błotnistej dusze małych dzieci i większych, jakie dziewięć lat; dusze te były wstrętne i obrzydliwe, podobne do najstraszniejszych potworów, do rozpadających się trupów, ale te trupy były żywe i głośno świadczyły przeciw duszy tej, którą widzę w skonaniu; a dusza, którą widzę w skonaniu, jest to dusza, która była pełna zaszczytów i oklasków światowych, a których końcem jest próżnia i grzech. Na koniec wyszła niewiasta, która trzymała jakby w fartuchu łzy i ta bardzo świadczyła przeciw niemu.
    O godzino straszna, w której widzieć trzeba wszystkie czyny swoje w całej nagości i [nędzy]; nie ginie z nich ani jeden, wiernie towarzyszyć nam będą na sąd Boży. Nie mam wyrazów, ani porównań na wypowiedzenie rzeczy tak strasznych, a chociaż zdaje mi się, że dusza ta nie jest potępiona, to jednak męki jej nie różnią się niczym od mąk piekielnych, tylko jest ta różnica, [że] się kiedyś skończą.” („Dzienniczek”, Zeszyt 1, nr 425-426)

    Czy ten zapis dotyczy Józefa Piłsudskiego? Pewności nigdy nie zdobędziemy, ale wiele wskazuje, iż to właśnie o niego chodzi.
    O. Józef Warszawski SJ, autor monumentalnego dzieła „Studium nad wyznaniowością religijną marszałka Józefa Piłsudskiego” (Londyn 1978) napisał: Komentarz do powyższego „widzenia” staje się właściwie zbyteczny. Wszystko w nim wcale przejrzyste – i choć nazwisko: Piłsudskiego ani razu nie zostało wymienione, nikomu przecież, konfrontującemu opis i datę, nie przyjdzie istotniejsza wątpliwość, że „widzenie” tyczy się właśnie jego. (s.330). Książka ta zawiera również bardzo szczegółową analizę tegoż widzenia (s. 328-350).

  4. LL said

    „Poczciwość zaś społeczeństwa polskiego była tak bezgraniczna, że bez szemrania zastosowała się do nakazów milczenia z wiarą, że jednak ci u władzy są bądź co bądź patriotami i nie można im pracy niedyskrecją utrudniać.”

    To nie poczciwość, ale typowy tumiwisilizm, ogłupiająca propaganda i nieuświadomienie co jest widoczne również obecnie.

    Ciekawy i dobry artykuł lecz takie błędy rażą:
    „Obie te konstrukcje niebo obie są tylko maszynowe.”

  5. Guła said

    Czytać hadko. Ale jak mus to mus. Jakoś zmogłem.
    Napawajta się szanowni forumowicze.

  6. Krzysztof M said

    Polacy, wychowani w tradycji romantycznej, byli dobrymi odbiorcami tego, co reprezentował Józek. A co reprezentował? Jak się dobrze przyjrzeć, to NIC. Ale Polacy widzieli w nim zbawcę! Dlaczego? Bo się wspaniale na paradach prezentował!

    Tfu…

    Czy ktoś może mi pomóc? WordPress wymaga logowania. Próba odzyskania hasła kończy się komunikatem: „Sorry, that key does not appear to be valid”. To co mam robić?

    Czy ma Pan własną instalację oprogramowania WordPress, czy korzysta z hostingu na WordPress.com? – admin

  7. Krzysztof M said

    Oprogramowania nie mam. Wychodzi na to, że to hosting.

  8. Marucha said

    W takim razie niech Pan spróbuje:

    1. http://en.support.wordpress.com/contact/
    2. mailto: support@wordpress.com (mam nadzieję, że wciąż działa, adres trochę tajny)

  9. Guła said

    Krzysztofie, Krzysztofie
    Tfu … to żydowski nawyk.

  10. Aro said

    Nic a nic jak na razie mi to nie wyjaśniło, a przy okazji czyta się to straszliwie ciężko. Język jakiś taki mocno naciągany. Wolałbym by niósł on ze sobą więcej treści niż był tylko gimnastyką umysłową autora.

  11. Art said

    Ten artykul wyglada na przeklad z „polskiego na nasze” przez komputer : -(

  12. błysk said

    Niedawno wyczytałem w dość poczciwej książeczce Antoniego Położyńskiego ” Marszałek Piłsudski odbrązowiony” ,że w roku 1927 USA i Anglia przyznały Polsce dużą, jak na owe czasy pożyczkę 62 ml, dolarów USA i 30 mln w funtach angielskich .Pieniądze te w znacznym stopniu zostały zmarnowane na wybory i przez ministra Czechowicza . Świadczy to mzd. o tym,ze zamach majowy byl w interesie masonerii rządzącej USA i Anglią. Artykuł Z. Wasilewskiego jest nieco ciężkawy ,ale dość interesujący m.in po raz pierwszy wyczytałem,że na straży reżimu sanacyjnego stało wojsko, co by nie najlepiej swiadczyło o patriotyźmie kadry oficerskiej.

  13. revers said

    wspolczesna rzeczywistosc, w sluzbie USraela

  14. Kronikarz said

    Bohater Nieszczęście Polaków.

  15. dtzkyyy said

    Re. 6, 8.

    Mam ten samy problem,

    Musial zmienic emailu. bo ze starym wpisy nie przechodzily komore celna.

    Co do tekstu, to zgadzam, ze styl wykladu jst troche ociezaly, ale tresc ma nieprzemijajaca wartosc i jest przystosowany do rzeczywistosci rosyjskiej tez.

Sorry, the comment form is closed at this time.