Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Adrem o Najazd Scytów
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Greg o Wolne tematy (54 – …
    Krzysztof M o Najazd Scytów
    Krzysztof M o Najazd Scytów
    Alina o Ambasador USA ustawia Polsce p…
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Troll Polonii o Wolne tematy (54 – …
    RomanK o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Sebastian o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Marucha o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Troll Polonii o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 496 obserwujących.

Zasadnicze przyczyny kryzysu gospodarczego w Polsce (1)

Posted by Marucha w dniu 2012-03-24 (Sobota)

Obserwując pogłębiający się kryzys gospodarczy w Polsce, wielu rodaków zadaje sobie pytania: Jak doszło do takiej sytuacji? Co jest przyczyną tego, że miliony kredytobiorców tracą z dnia na dzień zdolność do regulowania należności, tysiące pracowników traci pracę i zasila szeregi bezrobotnych, a wiele przedsiębiorstw wstrzymuje produkcję lub bankrutuje?

Dlaczego finanse publiczne są w opłakanym stanie, a rząd dokonuje nieprzemyślanych cięć budżetowych? Dlaczego wciąż rosną ceny paliwa, gazu, energii elektrycznej i żywności? Dlaczego nasza waluta jest w stanie zapaści? Wreszcie, jaki jest powód tego, że ubożejemy i w tak szybkim tempie powiększa się dystans cywilizacyjny dzielący nas od krajów zachodniej Europy?

Diagnoza

Nie ma tak naprawdę prostych i jednoznacznych odpowiedzi na te i wiele innych pytań dotyczących naszej mizernej kondycji ekonomicznej, ale można przynajmniej pokusić się o próbę zarysowania, choćby w przybliżeniu, prawdziwych powodów nękającego nas kryzysu. Zrozumienie tej kwestii będzie możliwe, gdy przyjrzymy się dokładniej pewnym fundamentalnym zagadnieniom, które mają ogromny wpływ na nasze życie społeczne. W mojej opinii, zasadniczych przyczyn złej sytuacji gospodarczej należy się doszukiwać przede wszystkim w fałszywej doktrynie ekonomicznej realizowanej od początku istnienia III Rzeczypospolitej, której towarzyszyły szkodliwe eksperymenty i rabunkowa prywatyzacja oraz nieracjonalne zarządzanie krajowym potencjałem gospodarczym. Wymienione czynniki, w połączeniu z utratą suwerenności i nieograniczoną ekspansją zagranicznego kapitału, w konsekwencji doprowadziły do głębokiego uzależnienia naszego państwa od obcych wpływów. Przyczyniły się także do zwiększenia długu publicznego i deficytu w handlu zagranicznym oraz wzrostu bezrobocia i emigracji zarobkowej Polaków.

Bezkrytyczna wiara w to, że rynek jest w stanie samodzielnie regulować procesy zachodzące w gospodarce, a także fałszywa doktryna ekonomiczna, której od początku tzw. transformacji ustrojowej hołdują kolejne rządy opanowane przez liberalnych polityków, wywarły ogromny wpływ na powstanie wielu szkodliwych patologii, które w niemałym stopniu przyczyniły się do obecnego kryzysu. Doprowadzono między innymi do ograniczenia roli państwa w gospodarce, po to tylko, aby poza jakąkolwiek kontrolą dobrać się do majątku publicznego, a najwymowniejszym tego przykładem było masowe uwłaszczenie się komunistycznej nomenklatury. Prowadzona w ten sposób od ponad dwudziestu lat rabunkowa prywatyzacja firm państwowych doprowadziła w końcu do rozbicia struktury gospodarczej naszego kraju. Zrujnowano przy tym ogromną liczbę zakładów produkcyjnych, zamiast zmodernizować je i czerpać z ich działalności dywidendy, które mogłyby stanowić podstawę do zrównoważenia budżetu. Spółki skarbu państwa od wielu lat są traktowane, jak lukratywne synekury i rozdzielane partyjnym prominentom za ich wierność dla władzy.

W wyniku takiego procederu wielkie sumy pieniędzy znikają w przepastnych kieszeniach aferzystów, zamiast służyć rozwiązywaniu problemów społecznych. Schładzanie gospodarki, „popiwki”, oscylatory i inne pomysły zaczerpnięte z podręcznika „małego kombinatora”, które w okresie dominacji „doktryny” Balcerowicza były testowane na krajowym „poligonie” gospodarczym, miały również zgubny wpływ na naszą kondycję ekonomiczną.

Ludziom z establishmentu, odpowiedzialnym za ruinę gospodarczą Polski, łatwo jest dzisiaj mówić o tym, że nie należy doszukiwać się przyczyn kryzysu w naszej przeszłości. Ich stanowisko jest absolutnie zrozumiałe, ponieważ analizując procesy przemian ustrojowych można odnaleźć wiele przykładów działań noszących znamię przestępstwa dokonanego na szkodę państwa. W dodatku, gdyby prokuratura zechciała „poszperać” w tym historycznym lamusie, to zapewne można by przygotować niejeden akt oskarżenia przeciwko rodzimym krezusom, którzy bogacąc się kosztem społeczeństwa wylansowali na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku popularne powiedzenie, że aby się w Polsce dorobić, to „pierwszy milion trzeba ukraść”[© Izaak Blumenfeld alias Jan Krzysztof Bielecki – admin]. Niestety niewiele z afer, które niegdyś bulwersowały polskie społeczeństwo, znalazło swój finał w sądzie, o co zadbał rządzący w danym czasie układ polityczny, „ukręcając łeb” większości tego typu spraw.

Polska jako łup

Polska jest dużym, prawie czterdziestomilionowym rynkiem konsumenckim, posiada tym samym znaczny potencjał nabywczy. Dlatego przedstawia sobą bardzo atrakcyjny dla zagranicznych koncernów teren penetracji ekonomicznej, przejawiającej się w ich konsekwentnym dążeniu do opanowania polskiego sektora finansowego i kluczowych gałęzi przemysłu oraz zmonopolizowania handlu, szczególnie na terenie dużych aglomeracji miejskich. Na nasze nieszczęście rządzący doprowadzili do całkowitego otwarcia krajowego rynku na nieograniczoną ekspansję obcego kapitału, który od wielu lat drenuje naszą gospodarkę i wyprowadza z Polski ogromne zyski, niszcząc przy okazji rodzime firmy i powiększając zadłużenie państwa wobec zagranicznych banków.

Charakterystycznym przejawem tej ekspansywnej polityki jest prawie zupełny brak większych inwestycji zagranicznych w działalność wytwórczą, generującą najwięcej nowych miejsc pracy, co przy stale utrzymującej się w kraju wysokiej stopie bezrobocia miałoby niebagatelne znaczenie dla poprawy warunków bytowych polskiego społeczeństwa. Dotychczas nie powstały żadne godne uwagi inwestycje, a nieliczne zakłady budowane przez obcy kapitał mają najczęściej charakter montowni, gdzie dokonuje się ostatecznego montażu produktów z importowanych podzespołów. Zakłady te zazwyczaj nie płacą podatków, pensje pracowników utrzymywane są na niskim poziomie, coraz częstsze są też przypadki sprowadzania zagranicznych robotników, a po tym, jak okres ulg podatkowych dobiegnie końca, właściciele najczęściej przenoszą produkcję do innego „raju podatkowego”.

Zagraniczne koncerny zamiast budować nowe zakłady przemysłowe przejmują najczęściej istniejące już polskie firmy. Wymuszają przy tej okazji na rządzie lub lokalnych samorządach, tak korzystne dla siebie warunki, że uwalniają się od wszelkich danin publicznych i swobodnie transferują zyski za granicę. Zdarza się też często, że po pewnym czasie doprowadzają do likwidacji przejętej firmy zarabiając na wyprzedaży jej majątku. Ponadto wypada nadmienić, że w obce ręce oddawane są tylko najlepsze przedsiębiorstwa i to zazwyczaj znacznie poniżej ich rzeczywistej wartości, ponieważ nikogo nie interesują upadające zakłady. Nierzadkie są też przypadki, że nabywca nie wywiązuje się z zobowiązań zaciągniętych w umowach sprzedaży, co wobec braku reakcji ze strony właściwych instytucji państwowych uchodzi tym hochsztaplerom bezkarnie. W ten sposób, przy minimalnym wkładzie własnym, wyciągają oni wielkie zyski oraz eliminują krajową konkurencję, a w miejsce towarów produkowanych dotychczas przez rodzime firmy pojawiają się produkty pochodzące z zagranicy.

Kliniczny przypadek – hipermarkety

Najbardziej widocznym przejawem polityki „neokolonialnej” prowadzonej na terenie Polski jest zmasowana ekspansja globalnych sieci handlowych, które dążą do całkowitego zmonopolizowania handlu wielkopowierzchniowego. Zewnętrznym symbolem tej ekspansji są powstające w naszym kraju – jak grzyby po deszczu – hipermarkety. W dodatku koncerny coraz częściej wykazują zainteresowanie mniejszymi miejscowościami budując tam swoje obiekty handlowe. Skanalizowanie przeważającej części handlu w ramach działalności prowadzonej przez wielkie zagraniczne sieci doprowadziło do powstania wielu groźnych patologii w naszym życiu społeczno-gospodarczym i wyeliminowało z rynku tysiące polskich sklepów. Powiększyło też rozmiary bezrobocia, utrwaliło tendencję do utrzymywania płac pracowników na niskim poziomie oraz uszczupliło wpływy podatkowe do budżetu państwa i samorządów.

Pamiętam dobrze jak obiecywano, że wraz z pojawieniem się w naszym kraju obcych kapitalistów zaczną również obowiązywać zachodnie standardy pracy i płacy, ale jak widać na pustych obietnicach się skończyło, bowiem zagraniczne koncerny kierujące się nieograniczoną żądzą zysków, zamiast lepszego życia zafundowały nam wyzysk ekonomiczny. Z punktu widzenia interesu państwa polskiego, taka aktywność obcego kapitału na naszym rynku pozbawiona jest jakiegokolwiek sensu. Pozostawia po sobie wyłącznie ruinę gospodarczą oraz znaczne problemy budżetowe związane z kosztami zabezpieczenia socjalnego dla ludzi pozbawionych pracy.

Dogmat monetaryzmu

Do kryzysu ekonomicznego przyczyniła się także polityka Narodowego Banku Polskiego i Rady Polityki Pieniężnej opanowanych przez partyjną nomenklaturę i postępujących tak, jakby nie były instytucjami powołanymi do służenia naszemu państwu. Instytucje te dbają jedynie o interesy zagranicznych rynków kapitałowych i nie troszczą się wcale o wspieranie polskiej gospodarki, a przy tym trwonią znaczne kwoty na swoje utrzymanie. Przykładem mogą tu być utrzymywane na zbyt wysokim poziomie stopy procentowe, które powodują, że przy inflacji wynoszącej w ubiegłym roku ok. 4,8% kredyty oprocentowane są po kilkanaście procent. Zbyt wysoki koszt kredytu jest, więc znaczącym hamulcem w rozwoju naszej gospodarki i zapewnieniu jej konkurencyjności.

Do Polski napływa w większości kapitał spekulacyjny, który zamiast inwestować i tworzyć nowe miejsca pracy przejmuje kontrolę nad naszym sektorem bankowym i zarabia ogromne sumy na obrocie obligacjami emitowanymi przez skarb państwa, a także na spekulacjach polską walutą. Zagraniczni bankierzy preferują przy tym udzielanie kredytów konsumpcyjnych dla ludności, które służą finansowaniu sprzedaży nadwyżek produkcyjnych pochodzących z innych państw Unii, zamiast bardzo pożądanego kredytowania działalności gospodarczej prowadzonej przez krajowe firmy. W konsekwencji doprowadza to do wyhamowania wzrostu gospodarczego i pogłębienia się zapaści ekonomicznej w Polsce, co jest tym groźniejsze, że zagraniczny kapitał posiada większość udziałów (ok. 70%) w naszym rynku finansowym.

Rezerwy walutowe państwa wynoszące na koniec grudnia ok. 75,7 mld euro, zamiast służyć rozwojowi gospodarczemu, ulokowane są na zagranicznych kontach bankowych. W dodatku, w ostatnim czasie na żądanie Niemiec i Francji, premier Tusk postanowił przekazać z naszych rezerw walutowych 6,27 mld euro do MFW, w ramach „pożyczki” przeznaczonej na ratowanie zadłużonych krajów eurolandu. Polski rząd zobowiązał się także do podpisania tzw. paktu fiskalnego, który zakłada, że „złota reguła” dotycząca nieprzekraczalnego deficytu 3% PKB i długu 60% PKB będzie wpisana do naszej konstytucji, a za jej złamanie będziemy ponosili sankcje finansowe.

Polska ma partycypować w kosztach związanych z ratowaniem eurowaluty, pomimo tego, że zgodnie z postanowieniami brukselskiego szczytu z 30 stycznia bieżącego roku, kraje „wspólnoty” pozostające poza strefą euro nie będą miały nic do powiedzenia w sprawie jej funkcjonowania. Widać więc, że dzięki „szczodrobliwości” premiera Tuska za rozrzutność i życie ponad stan mieszkańców zachodniej Europy, zapłaci uboższy od nich polski podatnik. Postępowanie takie będzie miało negatywne konsekwencje dla gospodarki, a przede wszystkim zmniejszy skuteczność ewentualnych interwencji NBP na rzecz wzmocnienia kursu złotówki, co może zachwiać stabilnością naszej własnej waluty.

W tej sprawie najbardziej zdumiewająca jest hipokryzja rządzących, którzy na zgłaszane wcześniej postulaty wykorzystania części naszych rezerw walutowych dla zainicjowania „ożywienia” gospodarczego w kraju, odpowiadali zdecydowanym – nie. Podnosząc jednocześnie straszliwy lament i głosząc nieuzasadnione tezy o „zamachu” na niezależność NBP, co miałoby według nich katastrofalne skutki dla naszej ekonomii. Dzisiaj jednak pod dyktatem platformianego rządu i Komisji Europejskiej rzekomo „niezależny” polski bank centralny przeznacza miliardy euro na ratowanie z opresji pazernych bankierów z Zachodu i nikt jakoś nad tym nie rozpacza, a nawet można usłuszeć wyrazy uznania dla „mądrej” i „odważnej” decyzji. W takich okolicznościach rodzi się pytanie o to: czy NBP jest rzeczywiście niezależnym i pozostającym pod polską kontrolą bankiem centralnym oraz czy faktycznie sprawujemy pieczę nad naszymi rezerwami walutowymi?

Życie na kredyt

Kolejnym czynnikiem dławiącym polską gospodarkę jest ogromne zadłużenie sektora finansów publicznych, które według Ministerstwa Finansów na koniec września 2011 r. wyniosło (po konsolidacji) 798,8 mld zł. Dominujący udział w państwowym długu publicznym ma zadłużenie Skarbu Państwa (92,4% według stanu na koniec września 2011 r.), które wyniosło 762 mld zł. W porównaniu z końcem grudnia 2010 r. zadłużenie państwa wzrosło o 60,2 mld zł, tj. o 8,6%. Państwowy dług zagraniczny we wrześniu 2011 r. wynosił 235 mld 598 mln zł, gdy dla porównania na koniec 2010 r. był jeszcze na poziomie 194 mld 839 mln zł. Warto nadmienić, że rząd koalicji PO-PSL w latach 2007-2011 zadłużył nasze państwo na sumę ponad 260 mld zł, a minister Rostowski zapowiada zaciągnięcie w tym roku kolejnych wielomiliardowych pożyczek. Po analizie tych danych można się domyśleć, z jakiego źródła, oczywiście poza podwyżką podatków, premier Tusk finansuje „wzrost” gospodarczy w Polsce.

Na tak wysokie zadłużenie ma wpływ między innymi ogromny i wieloletni deficyt w handlu zagranicznym powodujący konieczność zaciągania nowych pożyczek wewnętrznych i zagranicznych. Deficyt handlowy za okres styczeń-listopad 2011 r. wyniósł 12 mld 926 mln euro. Wzrosła w tym czasie wartość eksportu, ale jednocześnie zwiększył się niepokojąco import, który był wyższy w stosunku do 2010 r. o 12,8%. Dla porównania bilans handlowy Niemiec, w tym samym czasie był na plusie o 146,4 mld euro, a niemiecki eksport wzrósł o 12,1%.

Do wzrostu zadłużenia przyczynił się także realizowany od ponad dwudziestu lat proces likwidacji przedsiębiorstw państwowych i wzrost udziału własności zagranicznej w polskiej gospodarce. Zmniejszeniu długów nie służą również zbyt duże wydatki publiczne, na które oprócz niegospodarności i rozrzutności, składają się ogromne koszty funkcjonowania przerośniętej administracji, a także rosnące wydatki związane z udziałem polskich kontyngentów wojskowych w egzotycznych wojnach. Z faktu wielkiego zadłużenia naszego kraju mogą być zadowoleni jedynie międzynarodowi lichwiarze, którzy już dawno przejęli kontrolę nad polskimi finansami publicznymi.

Stan zapaści naszej waluty powoduje nie tylko wzrost kosztów obsługi długów zagranicznych państwa oraz podwyższenie cen importowanych towarów i surowców, ale także wpędza w ogromne kłopoty finansowe kredytobiorców zadłużonych w obcych walutach. Na Węgrzech, gdzie duża część społeczeństwa znalazła się w podobnej sytuacji, tamtejsze władze znalazły sposób na udzielenie pomocy rządowej dla węgierskich rodzin, które nie mogły wyjść z pułapki kredytowej zachodnich banków. Jednak w naszym przypadku premier Tusk całkowicie ignoruje ten problem i dba jedynie o interesy międzynarodowych rynków finansowych, skazując tym samym setki tysięcy polskich rodzin na wyzysk ekonomiczny ze strony pazernych bankierów. Jest to zresztą dla obecnego rządu charakterystyczny przejaw lekceważenia potrzeb społeczeństwa i w szerszym zakresie interesów państwa. Dobitnym tego przykładem może być uporczywe dążenie do wprowadzenia eurowaluty w Polsce, pomimo oczywistych faktów świadczących o postępującym rozkładzie tzw. eurolandu. Ludzie pokroju Tuska, Sikorskiego czy Rostowskiego nie są w stanie (a raczej nie chcą) zrozumieć, że podstawą suwerenności politycznej i gospodarczej jest przecież „bicie” własnego pieniądza, a nie pogoń za niebezpiecznymi mrzonkami, takimi jak „dostatnie” życie w „krainie wiecznej szczęśliwości”, jaką według tych polityków jest upragniona przez nich strefa euro.

Do pogorszenia stanu polskiej gospodarki przyczyniła się również polityka ciągłych ustępstw wobec Unii Europejskiej realizowana przez wszystkie dotychczasowe rządy. Wcielenie Polski do „wspólnoty” zaostrzyło bowiem negatywne procesy w naszej gospodarce, a koncentrowanie się prawie wyłącznie na współpracy z krajami strefy euro i niezbyt energiczne poszukiwanie nowych rynków zbytu doprowadziło do wzrostu naszej zależności od największych europejskich „graczy”. Straciliśmy większość wpływów z ceł, a składki, które musimy wpłacać do unijnej kasy, ponad miarę obciążają krajowy budżet i wymuszają na rządzie drastyczne oszczędności kosztem szerokich rzesz Polaków. Za cenę ogromnego haraczu na rzecz UE otrzymujemy dotacje, które są formą redystrybucji środków wpłacanych przez nas do Brukseli. Obecnie występuje pewna nadwyżka w otrzymywanych środkach z Unii, jednak jest ona w znacznej mierze niwelowana kosztami funkcjonowania przerośniętego aparatu administracyjnego, co w konsekwencji prowadzi do zmniejszenia kwot dostępnych w ramach unijnych programów. Poza tym, aby cokolwiek uzyskać z unijnej kasy, trzeba spełnić mnóstwo biurokratycznych wymogów i wyłożyć ogromne sumy na współfinansowanie inwestycji. Należy również dodać, że Unia finansuje tylko te przedsięwzięcia, które są korzystne z punktu widzenia jej interesu, co niekoniecznie musi być zbieżne z naszymi potrzebami. Dotacje te są sukcesywnie ograniczane na rzecz nowych państw przyjmowanych do Unii, nie rekompensują też w pełni strat w gospodarce związanych z koniecznością udostępnienia wewnętrznego rynku dla swobodnej i nieograniczonej ekspansji zagranicznych koncernów.

Nie można też naiwnie wierzyć politykom PO, którzy w ostatniej kampanii wyborczej zaręczali, że w nowej perspektywie budżetowej na lata 2014-2020 Polska otrzyma z UE 300 mld zł. Jak na to bowiem wskazują dotychczasowe doświadczenia obietnice składane przez przedstawicieli obecnych władz nie są warte nawet „funta kłaków”, a dotychczasową politykę rządu można uznać za szkodliwą i krótkowzroczną, ponieważ zamiast poszukiwać nowych dróg rozwoju dla narodowej gospodarki koncentruje się on jedynie na dzieleniu unijnych dotacji i oczekiwaniu na „mannę z Brukseli”. Taka polityka skazuje nas na wieczną zależność od kaprysów unijnych biurokratów i można sobie łatwo wyobrazić, co się stanie, gdy Unia zdecyduje o ograniczeniu środków przekazywanych Polsce.

CDN

Wojciech Podjacki
http://sol.myslpolska.pl/

W telewizji czterej znawcy
od nawozów i od świata
orzekają, co się zdarzy
w Gwatemali za trzy lata:

Masy pracujące stracą
gdy realna płaca spadnie;
Gwatemala nie dostrzega
iż elita władzy kradnie

Admin

Komentarzy 18 to “Zasadnicze przyczyny kryzysu gospodarczego w Polsce (1)”

  1. kawador said

    „Bezkrytyczna wiara w to, że rynek jest w stanie samodzielnie regulować procesy zachodzące w gospodarce, a także fałszywa doktryna ekonomiczna, której od początku tzw. transformacji ustrojowej hołdują kolejne rządy opanowane przez liberalnych polityków, wywarły ogromny wpływ na powstanie wielu szkodliwych patologii, które w niemałym stopniu przyczyniły się do obecnego kryzysu.”

    hahaha, to jakiś żart. Ostatni raz liberalizm (w wersji wcale nie radykalnej) widzieli Rakowski i Wilczek. Niech autor tego artykułu zamiast teoretyzować jak jakiś lewak, posługa pana Kluski – o etyce w biznesie, wolnym rynku, regulacjach, patologiach władzy i wierze w Boga:

    https://libertarianizm.net/thread-2585.html

    A autorowi tego genialnego wpisu, dedukuję podobne kwiatki intelektualistów Krytyki Politycznej:

    „Po 1989 roku niekwestionowanym dogmatem stał się maksymalnie wolny rynek, tzn. rynek działający jedynie na zasadzie mechanizmu „niewidzialnej ręki”, jako jedyna możliwa droga przezwyciężenia gospodarczego niedorozwoju kraju.”

    – Karol Domański, „Przewodnik Lewicy”

  2. Pokręć said

    I bardzo, k…, dobrze. Ten pakt fiskalny to błogosławieństwo. Jak już usiądziemy na dnie, dojrzymy prawdę, taką, jaka jest a nie taką, jaka jest nam malowana przez machlojki jednego łysego gnojka – cwaniaczka. Choćbyśmy dostrzegli to na moment przed śmiercią. Lepiej jeszcze za zycia, na sekundę przed zgonem niż dopiero sekundę po śmierci. Dopóki jeszcze mozna jakąś dziurę w kadłubie zrobić – będzie ona zrobiona, byle statek nie zatonął do momentu przesiadki elit na okręŧ brukselski. Pomijając już fakt, że nikt z dziurawiących nie wie, czy zdąży wskoczyc do szalupy…
    Trudno, nikt nam tego nie narzucił, samiśmy sobie to zrobili. Tak, jak Żydzi w Sonderkommandach z uśmiechem na ustach, paląc papierosy i jedząc przy robocie – palili na stosach swoich bliskich. Tak samo my, wiedząc, czym to się skończy – głosujemy jak idioci na zlodziei. Tak, to my. I nic nie zmieni, że większośc czytelników tego bloga się na słowo „my” obruszy, i stwierdzi, że to „oni” głosowali. Nic to nie zmieni, ci, co głosowali na korowską „opozycję” w jej rozlicznych mutacjach są jak owi Żydzi z Sonderkommando – ich obchodzi „tu i teraz”, nie myślą, co będzie jutro, dla nich, siedzących na budżetowych posadach państwowych uczelni – w budżecie zawsze będą pieniądze na granty, badania i ich pensje. Nieważne, skąd one się tam wezmą i jakie księgowe machlojki trzeba będzie zrobić, ile kredytów zaciągnąć i ile obligacji po paskarskim procencie sprzedac na „rynkach finansowych” – on co miesiąc pobiera te 3500 zł i jest profesorem. Tyle go obchodzi. Nawet ci światlejsi wzdychają, że przeciez nie będa naprawiać świata, układ jest, jaki jest a rodzinę trzeba utrzymać za coś. No, ostatnio idzie utyskiwanie, że granty trudniej dostać, że rozliczają jakby skrupulatniej, ale to wina rządów PiS-owskich sprzed 6-ciu lat.
    Trudno, czasem łatwiej odbić się od dna niż ratować tonący okręt. Musi sie krew polać chyba a wszystkie publiczne pieniądze będa musiały iść na odsetki, tak, żeby nie zostało NIC do redystrybuowania, żeby ludzie zaczęli na świat patrzyć przez okulary prawdy realnej a nie stanu formalno-prawnego i zaczęli odbierać świat oczyma a nie telewizorem.
    Marks, ten cholerny komuch, miał jedną cholerna rację. Naprawdę, byt kształtuje świadomość. Możemy się obruszać i protestować, ale to nie jest cynizm. To jest fakt doświadczalny. Podobnie, jak Goebbelsowskie stwierdzenie o prawdzie, w jaką się przemienia uporczywie powtarzane kłamstwo.

  3. Pokręć said

    No i jeszcze jedno – wolnego rynku w Polsce od czasów Wilczka nie widział nikt. U nas gospodarke i ekonomię cały czas kształtowała niewidzialna ręka urzędniczo – polityczno – lobbystyczna.

  4. Ad. 3

    „wolnego rynku w Polsce od czasów Wilczka nie widział nikt”

    – Wolny rynek Wilczka był dla wilków. Dla czerwonych wilków. Reszta miała na nich pracować. Za PRL-u wilki stać było na wille. Wg Wilczka wilki miało być stać też na wille. Tyle, że na Karaibach i Florydzie.

  5. konstanty said

    Opisujac pewne rzeczy,zjawiska zbyt latwo dajemy sobie narzucic slownictwo,pojecia,system rozumowania naszych wrogow Walczymy z nimi w oparciu o ich standardy. Stajemy sie czesto nieswiadomie ich niewolnikami Np. kryzys – w Polsce nie ma kryzysu ,Polska jest bankrutem. Ci panowie w tak prymitywny i prostacki sposob kradli, kombinowali , robili rozmaite wolty nie liczac sie z nikim i niczym,ze zaczynaja sie przewracac potykajac sie o wlasne nogi. Wymyslili sobie napredce korzystajac z zamieszania w swiatowych finansach slowo – kryzys Liberalizm – w Polsce nie ma i nie bylo zadnego liberalizmu. W Polsce jest jakas hybryda – system jakis esbecko-lajdacko-mafijny. itd

  6. zofia said

    Polacy ktorzy powinni byc w sejmie

  7. zofia said

  8. szperacz said

    Wiadomo, że koszty produkcji zależą od strefy klimatycznej i tak (podaję liczby z pamięci, więc mogą być drobne nieścisłości), aby wytworzyć produkt o wartości 100 w cenie globalnej trzeba zainwestować:

    Chiny – 69
    Singapur – 72(5)
    USA – 93
    Francja – 109
    Niemcy lub(i) Anglia – 120
    Polska – 140
    Białoruś – 169
    Rosja (średnio) – 250

    Proszę powiedzieć, kto z tzw. Zachodu u nas zainwestuje, już jak co to w sferę nieprodukcyjną (banki, supermarkety, bo można tu rozprowadzać łatwo towary z poza Polski).
    Zakłady przemysłowe kupuje się tylko po to by je rozebrać i przenieść (jeśli się do czegoś nadają lub na złom, chyba, że będziemy pracować w nich za pół darmo), a rynek na zbyt własnej produkcji się ma.
    W związku z tym potrzebna jest odpowiednia polityka celna państwa, ale to jest niezgodne z UE i w związku z tym w tej konfiguracji mamy szansę tylko na republikę bananową i nie ma się co czarować innego wyjścia nie ma trzeba stąd czym prędzej wiać. Ale nasze rządy-nierządy na to nie wpadną bo mają za mało oleju w głowach, a doradcy są stamtąd i tam biorą swoje podstawowe wynagrodzenie a u nas to tylko lobbyści (tu w łapkę, tam w łapkę) i przeciwko swoim nie będą doradzać.

    Jeżeli by Białoruś otworzyła swoje zachodnie granice to w przeciągu roku, dwóch stamtąd pod wiatr wszystko wywieje, no, ale wtedy mielibyśmy biedniejszych przy sobie i łatwiej było by nam udowadniać nasz dobrobyt.

    Z tych powodów uważam, że dla nas jedyną racją bytu jest współpraca ze Wschodem, oni u nas mogą zainwestować bo w porównaniu z nimi jest taniej ale skąd weźmiemy polskiego Putina, albo chociaż Orbana, a jakby się i pojawił, to z pewnością nie ustrzegł by się jakiegoś nieszczęśliwego wypadku.

    Przepraszam za pesymizm, ale też i czasy nie śmieszne.

  9. Re:8 Szperacz…

    Mysle, ze „Szperacz” pownien zmienic swoj swiatopoglad n/t pieniedzy, ktore sa „zrodlem” i zarazem „narzedziem” do tworzenia miejsc pracy lub tworzenia przedsiebiorstw i fabryk.

    Zasadznicze pytanie:
    Czy pieniadze tworza prace czy praca jest tworczynia pieniedzy???

    A prosciej:
    „Czy jajko jest tworzycielem kasy, czy kasa jest tworczynia jajka…???”…
    ===========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

    P.S. Spewnoscia, jesli obcy tzw., „kapital” nie zainwestuje na terenie Polski, to Polacy przezyja istny „armagedon”…
    I jeszcze jedno: pieniadze nie sa KAPITALEM!!! (i nigdy nie byly)…
    Tak wiec klamstwo powtorzone 100 razy ze pieniadze sa „kapitalem” odbija sie pietnem rowniez i w Gajowce…

  10. szperacz said

    re9 Jasiek (powoli piszę może się zmienić numer)

    „Mysle, ze “Szperacz” pownien zmienic swoj swiatopoglad n/t pieniedzy, ktore sa “zrodlem” i zarazem “narzedziem” do tworzenia miejsc pracy lub tworzenia przedsiebiorstw i fabryk.”

    Nie wiem skąd pan wyciągnął taki wniosek, ja nigdzie nie wspominałem ani o pieniądzach ani o kapitale. Ja pisałem tylko o inwestycjach.

    1. Może z Rosji przyjechać cała załoga i wybudować nam fabrykę np.: kul bilardowych bo im to jest potrzebne i my to im tymi kulami spłacimy, a potem będziemy już zarabiać itd.
    2. Może z Rosji przyjechać kierownik robót z projektem i zapasem żywności (bo u nas nie ma) i niech już będzie rublami.
    Zbiera chłopaków i mówi:
    a) panowie budujemy fabrykę kul bilardowych, będę wam płacił tymi oto rublami. Co zrobią chłopaki, powiedzą spadaj frajerze po co nam te twoje ruble
    b) panowie budujemy fabrykę kul bilardowych, będę wam płacił tymi oto rublami. Za jednego rubla możecie kupić u mnie 1 chleb, 1 mleko i 1 konserwę. Co zrobią chłopaki, z chęcią zabiorą się do roboty.
    W przypadku a) rubel to bezwartościowy dla chłopaków papier, który do niczego im nie jest potrzebny (chyba, że ktoś zbiera to jeden egzemplarz mu się przyda, ale będzie musiał ze dwa razy łopatą grzebnąć)
    W przypadku b) ten papier zmienia nam się w pieniądz o ściśle określonej wartości i nie jest to żaden nowy towar, tylko równoważnik, ekwiwalent 1 chleba 1 mleka i 1 konserwy (bo tak się umówili).
    Powstaje zatem pytanie, czy pieniądz może być źródłem do tworzenia miejsc pracy.
    Moim zdaniem nie, może być tylko narzędziem (pośrednikiem) a źródłem wykonania fabryki przez chłopaków była praca ludzi wytwarzających te produkty-równoważniki tych pieniędzy. Jeżeli pieniądz miałby być źródłem to przy zapłacie za pracę bezpośrednio towarem fabryka by nie powstała bo zniknęło źródło. Czyż nie tak?

    No ale to tylko moje zdanie, być może coś przeoczyłem, powodzenia.

  11. […] Najbardziej widocznym przejawem polityki „neokolonialnej” prowadzonej na terenie Polski jest zmasowana ekspansja globalnych sieci handlowych, które dążą do całkowitego zmonopolizowania handlu wielkopowierzchniowego. Zewnętrznym symbolem tej ekspansji są powstające w naszym kraju – jak grzyby po deszczu – hipermarkety. W dodatku koncerny coraz częściej wykazują zainteresowanie mniejszymi miejscowościami budując tam swoje obiekty handlowe. Skanalizowanie przeważającej części handlu w ramach działalności prowadzonej przez wielkie zagraniczne sieci doprowadziło do powstania wielu groźnych patologii w naszym życiu społeczno-gospodarczym i wyeliminowało z rynku tysiące polskich sklepów. Powiększyło też rozmiary bezrobocia, utrwaliło tendencję do utrzymywania płac pracowników na niskim poziomie oraz uszczupliło wpływy podatkowe do budżetu państwa i samorządów.https://marucha.wordpress.com/2012/03/24/zasadnicze-przyczyny-kryzysu-gospodarczego-w-polsce-1/ […]

  12. Re: 10 Szperacz

    Chcialem byc pewien, ze Szperacz wie na czym polega „inwestowanie” obcych w naszym kraju i jak ono sie ma do samej rzeczy.
    W kazdym badz razie, kazde koncowe „inwestowanie” konczy sie „oprocentowaniem” konkretnej kwoty pienieznej z ktorej to „nasi” lichwiarze nic de facto nie robia, a najwiecej zarabiaja tylko dlatego, ze maja monopol na „tworzenie” gotowki z…”powietrza…”…
    ==============================
    jasiek z toronto
    http://polskawalczaca.com

    P.S. A tak na marginesie, to zyczylbym sobie, aby z obcymi przedsiebiorstwami wchodzic w barterowy uklad (bezposredniej wymianie), a Rosja czy Bialorus mysle, ze bylaby bardzo sklonna do takie wymiany w przeciwienstwie do „naszego rzondu”…

  13. MatkaPolka said

    Oni zadłużyli Polskę, która zapłaciła wysoką cenę wejściem do UE

    *1989 rok zadłużenie 35.0 mld $ Gen. Woj. Jaruzelski WRON
    *1995 rok zadłużenie 42.3 mld $ Józef Oleksy SLD
    *2000 rok zadłużenie 69.5 mld $ Jerzy Bużek AWS
    *2003 rok zadłużenie 106.9 mld $ Leszek Miller SLD
    *2005 rok zadłużenie 122.4 mld $ Marek Belka SLD
    *2006 rok zadłużenie 166.8 mld $ Jarosław Kaczyński PIS-
    *2007 rok zadłużenie na III kw. 205.0 mld $ Jarosław Kaczyński PIS
    *2008 rok zadłużenie około 500.0 mld $ Donald Tusk, PO (kiedyś Unia Wolności).

    Zapytajmy siebie samych? Jak to się stało? W ciągu 21 lat, zdrajcy, okupanci i wrogowie zdołali doprowadzić Polskę do śmiertelnej zapaści substancji materialnej Narodu.

    Wyróżniki tej zapaści:
    * Ponad 20 milionów Polaków żyje poniżej minimum socjalnego
    * Sześć milionów żyje w ubóstwie.
    * Osiem milionów żyje w nędzy.
    * Ponad 2 miliony jest bezrobotnych i pól miliona bezdomnych.

    Taki los zgotowano Narodowi Polskiemu.

    Oni wszyscy już byli i nadal są.
    Wyrzućmy ich na śmietnik historii. Dla Polski nic dobrego nie zrobili. Ponad 8400 polskich strategicznych zakładów zniszczyli. Obcym służyli. Polskę zdradzili. Oni przehandlowali nam Polskę: staliśmy się ofiarą spisku.

    *Rząd Mazowieckiego UW od 12.09.1989. Rządził 16 m-cy, przygotował zbrodniczą ustawę o tzw. restrukturyzacji i prywatyzacji, która od 21 lat zabija naród i gospodarkę Polską.
    *Rząd Bieleckiego KLD od 12.01.1991. Rrządził 11 m-cy i 11 dni. Sprzedał obcym 1208 zakładów.
    *Rząd Olszewskiego ROP od 23.12.1991. Rządził 6 m-cy i 18 dni. Sprzedał 1 zakład. Zatrzymał prywatyzację. Został odwołany.
    *Rząd Suchockiej UD od 11.07.1993. Rządził 15 m-cy i 14 dni. Sprzedał obcym 21 strategicznych zakładów.
    *Rząd Pawlaka PSL od 26.10.1993. Rządził 16 m-cy i 12 dni. Sprzedał obcym 2269 strategicznych zakładów.
    *Rząd Oleksego SLD od 7.03.1995. Rządził 14 miesięcy. Sprzedał 598 strategicznych zakładów.
    *Rząd Cimoszewicza SLD 7.02.1996. Rrządził 20 m-cy i 18 dni. Sprzedał 992 strategicznych zakładów.
    *Rząd Buzka AWS od 31.10.1997. Rządził 47 m-cy i 19 dni. Sprzedał 1311 strategicznych zakładów.
    *Rząd Milera SLD od 19.10.2001. Rządził 30 m-cy i 15 dni. Sprzedał 548 strategicznych zakładów.
    *Rząd Belki SLD od 2.04.2004. Rządził 17 m-cy i 29 dni. Sprzedał obcym 477 strategicznych zakładów.
    *Rzad Marcinkiewicza PIS 31.10.2005. Rządził 8 m-cy i 15 dni. Sprzedał 271 strategicznych zakładów
    *Rząd Kaczyńskiego PIS od 14.07.2006. Rządził 15 m-cy i 24 dni. Sprzedał 18 strategicznych zakładów.
    *Rząd Tuska PO rządzi od 7.11.2007. Sprzedał 724 zakłady. Pozostało jeszcze 16 strategicznych zakładów.

    Adam J.Sulkowski: KOMUNISTYCZNE SŁUŻBY SPECJALNE… ….. kontrolujac przeksztalcenia systemowe w Polsce w 1989 roku oraz w latach 1990-ych.
    http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?t=6201

  14. 166 bojkot TVN said

    Świetny komentarz dotyczący wielkiego kryzysu medialnego, który dzieje się ónolegle do wyszyskich innych kryzysów: gospodarczych, moralnych, kryzysu wymiaru sprawiedliwości

    http://wiadomosci.onet.pl/forum/katastrofa-smolenska-onet-wiadomosci,0,305445,82243648,czytaj.html
    LISTA HAŃBY – kłamstwa o Smoleńsku – niezależna.pl – cytat –

    ” Przez dwadzieścia jeden miesięcy na temat katastrofy smoleńskiej i jej przyczyn padło wiele kłamstw. Także wypowiedzianych lub napisanych przez dziennikarzy niektórych mediów. Poniżej publikujemy istną „listę hańby”.

    Równocześnie prosimy Czytelników portalu Niezależna.pl, aby w mailach do naszej redakcji p.luczuk@niezalezna.pl, czy też w komentarzach pod tekstem, podawali kolejne przykłady medialnych kłamstw i nadużyć. Należy wymienić nazwisko dziennikarza i cytat zawierający nieprawdziwe informacje.

    „To, że gen. Błasik był w kabinie, bardzo dziwi cywilnych pilotów. Pana nie dziwi?”.
    Pytanie Tomasza Machały („Wprost”) zadane gen. Waldemarowi Skrzypczakowi.

    „Jak udało się ustalić »Polsce«, na nagraniach z czarnych skrzynek jedno ze zdań miało brzmieć »To patrzcie, jak lądują debeściaki«”.
    Łukasz Słapek – „Polska The Times”

    „Z jakichś względów z samobójczą determinacją samolot pikował w stronę nieuchronnej tragedii. Tej tragedii udałoby się z łatwością uniknąć dzięki odrobinie ostrożności, odpowiedzialności, asertywności”.
    Tomasz Lis – „Wprost”

    „Jest świadek, który słyszał, jak tuż przed wylotem prezydenckiego Tu-154M dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik zwymyślał kapitana samolotu Arkadiusza Protasiuka”.
    Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski i Paweł Wroński – „Gazeta Wyborcza”

    „Generał Andrzej Błasik, czarna owca wśród pasażerów Tu-154″.
    Anita Czupryn – „Polska The Times”

    „»Jak nie wyląduję/wylądujemy, to mnie zabiją/zabije« – tak mają brzmieć słowa wypowiedziane przez kapitana Arkadiusza Protasiuka. Nie wiadomo, w jakim kontekście padły te słowa”.
    Joanna Komolka – TVN24

    „Latał Pan często rządowym samolotem. Czy to jest naturalne, że wysocy urzędnicy czy dowódcy wchodzą do kokpitu, są z pilotami?”.
    Dominika Wielowieyska („Gazeta Wyborcza”) w rozmowie z Radosławem Sikorskim

    „Panie premierze, ile razy jako szef rządu naciskał Pan na pilotów?”.
    Tomasz Sekielski (TVN24) w rozmowie z Leszkiem Millerem

    „0,6 promila we krwi dowódcy”.
    Piotr Machajski, Alicja Katarzyńska – „Gazeta Wyborcza”

    „Generał na autopilocie”.
    „Wprost”

    „Jest kwestia generała Błasika, który do ostatniej chwili siedzi w kabinie”.
    Andrzej Morozowski – TVN24

    „Męczennik czy sprawca?”.
    Tytuł na okładce ze zdjęciem Lecha Kaczyńskiego („Wprost” Tomasza Lisa)

    „Sądzi Pan, że Lech Kaczyński naciskał na pilotów »musicie lądować«?”.
    Piotr Marciniak (TVN24) w rozmowie z Lechem Wałęsą

    „Bo tak, on (kpt. Protasiuk) tylko znał rosyjski, on się tylko komunikował z wieżą kontrolną, wszystko było na jego barkach i jeszcze na plecach miał gen. Błasika”.
    Monika Olejnik – Radio Zet”

  15. 166 bojkot TVN said

    Sposoby na kryzys, czyli na latarnię z każdym, kto chce wprowadzić €!
    http://jar.nowyekran.pl/post/57220,4-sposoby-przejmowania-narodowej-wlasnosci-za-pomoca-kreacji-pieniedzy
    (….)
    Brytyjskie kolonie w Ameryce rozkwitały posługując się swoim własnym papierowym pieniądzem, „opartym na zaufaniu i wierze” i emitowanym równolegle do wzrostu gospodarczego. Przedstawiciele Banku Anglii zaniepokojeni brakiem kontroli finansowej nad koloniami, skłonili parlament brytyjski do uchwalenia Ustawy o Walutach (Currency Act z 1764 roku) zobowiązującej kolonie do posługiwania się pieniądzem o parytecie złota i srebra. Skutki tej ustawy opisał Benjamin Franklin w swojej autobiografii następująco: „W ciągu jednego roku warunki zmieniły się diametralnie. Okres prosperity przerodził się w depresję i to w takim rozmiarze, że ulice kolonii zapełniły się bezrobotnymi” Społeczne niezadowolenie ukształtowało tendencje wyzwoleńcze. Dolar kontynentalny posłużył jako pieniądz amerykańskiej rewolucji. Wyemitowano 12 milionów dolarów kontynentalnych, których „podstawą było zaufanie i wzajemna wiara w siebie Zjednoczonych Stanów”. Odmowa respektowania parytetu złota narzuconego przez ustawy brytyjskiego parlamentu w czasie wojny stała się oczywista. Nie mając możliwości prawnego kontrolowania waluty kolonii, „Brytyjczycy” z Bank of England, zaczęli u siebie fałszować dolary kontynentalne i wozić ten fałszywy pieniądz statkami przez ocean. (Potrzeby wojny także wpłynęły na zwiększenie rozmiaru rodzimej emisji). Pod koniec rewolucji było już w Ameryce 500 milionów dolarów kontynentalnych, co skutecznie zniszczyło tę walutę. Jej mała wartość (para butów kosztowała 5000 dolarów) stała się przysłowiowa. Powiedzenie „kontynentala nie warte” oznaczało tyle samo, co „nie warte złamanego grosza”. Prywatni bankierzy zwolennicy parytetu złota i kontroli pieniądza, wykorzystali niezadowolenie z inflacji, (wywołanej de facto przez fałszerstwo i wojnę), aby przejąć kontrolę nad pieniądzem wolnego już narodu amerykańskiego. Niestety starania te zakończyły się powodzeniem.
    (….)

    Dla niewidzących – nowe polskie banknoty, które weszły w obieg w 1.01.2005 roku (denominacja 1:10 000), były drukowane w LONDYNIE.
    Ciekawe czy PWPW, wielka fabryka pieniędzy, założona po odzyskaniu niepodległości, odzyskała prawo drukowania polskich złotych, czy utrzymuje się z drukowania innych papierów wartościowych?

  16. Re: artykul

    Tak mowiac szczerze, to lichwiarze wszystkich okradna i pozbawia ze wszystkiego, bez znaczenia, kto ile ma i jaki ma spoleczny status pod wzgledem posiadania. DO WSZYSTKICH SIE DOBIORA i jest to kwestia czasu. Wszyscy maja byc w Polsce zebrakami i glupim motlochem pozbawionym wszelkich praw i przywilejow z jakiegokolwiek tytulu z…przynaleznoscia wlacznie.
    Mysle, ze warto sie nad tym zastanowic i poki jeszcze „polnoc nie wybila” jak najszybciej sie dogadac i wspolnymi silami odzyskac wlasna Ojczyzne i niezbywalne prawo do Niej…
    ========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

    P.S. Jesli chodzi o dlugi finansowe wobec lichwiarzy w kwocie ponad 3000 milardow zlotych, to w ciagu jednej chwili mozna je najzwyczajniej ANULOWAC bez prawa odwolania, a zlodziei wsadzic do wiezienia.
    Tak zrobiono w Islandii, gdzie po raz pierwszy przed sadem staje byla „glowa panstwa”…

  17. Ad. 10

    Najpierw praca, a potem jej ekwiwalent pieniądz. Albo odwrotnie: najpierw pieniądz, a potem praca której ekwiwalentem jest tenże pieniądz. Proste jak budowa cepa.

  18. p.e.1984 said

    W tekście „Zasadnicze przyczyny …” czytamy:
    Polska ma partycypować w kosztach związanych z ratowaniem eurowaluty, pomimo tego, że zgodnie z postanowieniami brukselskiego szczytu z 30 stycznia bieżącego roku, kraje „wspólnoty” pozostające poza strefą euro nie będą miały nic do powiedzenia w sprawie jej funkcjonowania. Widać więc, że dzięki „szczodrobliwości” premiera Tuska za rozrzutność i życie ponad stan mieszkańców zachodniej Europy, zapłaci uboższy od nich polski podatnik. Postępowanie takie będzie miało negatywne konsekwencje dla gospodarki, a przede wszystkim zmniejszy skuteczność ewentualnych interwencji NBP na rzecz wzmocnienia kursu złotówki, co może zachwiać stabilnością naszej własnej waluty.
    Po pierwsze – to nie za „życie ponad stan” mieszkańców „zachodniej” Europy (czyli Grecji, Włoch Hiszpani, Irlandii i Portugalii) – tylko za poroniony pomysł unii walutowej, jeśli ktoś chce zrozumieć, dlaczego poroniony – dlaczego kryzys musiał nastąpić, zachęcam do lektury Standard złota i strefa euro jako czynnik kryzysogenny
    oraz Druk pieniądza, parytet złota i recesje.
    Po drugie – do stabilizacji kursu waluty nie są potrzebne rezerwy walutowe – międzynarodowi spekulanci potrafili pokonać Bank of England w pamiętnym ataku na Funta, Polska to dla nich małe piwo. Żadne rezerwy walutowe Polski nie uratują, kiedy przyjdzie jej „czas”. Państwo, które chce się obronić przed atakiem spekulacyjnym musi wprowadzić kontrolę przepływu kapitałów (tak jak – nieco za późno – Mahathir w czasie krysysu w Azji Południowo-Wschodniej). Kontrola przepływu kapitałów polega na tym, że transakcje na rynku dewizowym są dopuszczane wyłącznie jeśli dotyczą zakupu dóbr i usług bądź transferu zysków, nie zaś – gdy dotyczą hurtowego zakupu (sprzedaży) niewyobrażalnych ilości pieniądza krajowego w celach spekulacyjnych. Jeśli w historii kryzysów walutowych tylko jedno państwo miało dość odwagi, by uniemożliwić spekulantom zabawę- o czym to świadczy, niech każdy odpowie sobie sam.

Sorry, the comment form is closed at this time.