Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Najbardziej kontrowersyjna książka x. Malachi Martina już w księgarniach.

Posted by Marucha w dniu 2012-04-03 (wtorek)

Malachi Martin – DOM SMAGANY WIATREM

Wydawnictwo ANTYK - Dybowski, Komorów 2012 ISBN: 978-83-89920-91-6 format b5 , ss. 766, oprawa: miękka, cena 96,00 zł do nabycia w księgarni patriotycznej ANTYK

Aby zrozumieć przesłanie tej książki należy wziąć pod uwagę, iż ks. Malachi Martin znał treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, że pod koniec życia zastanawiał się w jaki sposób, nie łamiąc wprost przysięgi milczenia, przekazać najistotniejsze informacje dotyczące ostrzeżeń Matki Boskiej z Fatimy. Ślady tego – z bardzo ważnym i zupełnie sensacyjnym wątkiem, pomijanym przez bada-czy Objawień Fatimskich – można odkryć w internecie, słuchając wywiadu jakiego ks. Malachit Martin udziela jednej z amerykańskich stacji radiowych.

Widząc w jaki sposób sprzysiężenie, by nie opublikować Tajemnicy lub by ją sfałszować, niszczy Kościół i cywilizację chrześcijańską, Autor spróbował jej istotne fragmenty i zasadnicze przesłanie wpleść w wątek powieści, tym bardziej, że zasłonić się mógł szczegółami dostępnymi z innych objawień i potwierdzającymi to, co sam znał z Fatimy (choćby intronizacja Szatana i upadek w Rzymie). Fabuła dotycząca Wschodu, kwestia poświęcenia Rosji i jej nawrócenia, które się nie dokonało, a które jest tak ważne dla Fatimy, olbrzymich i niespełnionych nadziei papieża związanych z polityką wschodnią, rozminięcia się jego oczekiwań z osiągniętym efektem, przyczyny tej sytuacji, wydają się tym w książce, co bierze się bezpośrednio z wiedzy ks. Malachiego Martina o Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej i jego przemyśleń na ten temat w konfrontacji z obserwowanym gwałtownym kryzysem Kościoła, wiary i władzy samego papiestwa.

KRÓTKA RECENZJA KSIĄŻKI ZNALEZIONA NA STRONIE MIESIĘCZNIKA
ZAWSZE WIERNI

Ostatnia książka ks. Martina, Windswept House „Dom smagany wiatrem” (1996), jest bodaj najważniejsza w całej jego działalności pisarskiej. Jest też chyba najbardziej szokująca: zaczyna się realistycznym opisem satanistycznego rytuału intronizacji Księcia Piekła, Lucyfera, który miał mieć miejsce w… kaplicy św. Pawła w Watykanie, 29 czerwca 1963 r., zaledwie tydzień po koronacji Pawła VI.

W licznych wywiadach ks. Martin z całą mocą powtarzał: „Tak, to prawda. Te rzeczy miały miejsce. Znam nazwiska, i wiele osób z Watykanu również je zna”. Po takich rewelacjach, choć podanych w formie beletrystycznej, trudno się właściwie dziwić, że Windswept House był przyjmowany z niedowierzaniem, a w USA, chociaż wydany przez znaną oficynę „Doubleday”, pominięty milczeniem przez oficjalne media. Ks. Fiore, pisząc dla „Catholic Family News” w czerwcu 1996 r. recenzję tej książki, wyraził się, że jest to „powieść, w której rzeczywiste osoby i wydarzenia są zamaskowane w postaci fikcji literackiej”.

Nawet niezwiązani z Kościołem krytycy zarzucali ks. Martinowi niekatolicki, czy wręcz antykatolicki wydźwięk jego powieści, zaludnionej cynicznymi dostojnikami, zupełnie nie po chrześcijańsku walczącymi o władzę, tajnymi lożami masońskimi, biskupami kontaktującymi się z mafią i wywiadami, kręgami satanistów i pedofilów otaczającymi Papieża. Odpowiadając na te zarzuty, w jednej z audycji radiowych Malachi Martin odparł: „Z teologicznego punktu widzenia (…), przybyliśmy do miejsca, kiedy musimy nazwać czarne czarnym, nawet jeśli jest to zgodne z opiniami, które zawsze wyrażali nasi krytycy i wrogowie”. Jego zamiarem było, aby Windswept House stał się orężem w rękach konserwatywnych katolików.

http://rzymski-katolik.blogspot.se/

Komentarzy 19 to “Najbardziej kontrowersyjna książka x. Malachi Martina już w księgarniach.”

  1. Należy się obawiać, że to jeszcze jedna książka z sensacyjnej serii:

    „Klucze Królestwa. Zmagania o zwierzchnictwo nad światem pomiędzy Janem Pawłem II, Michaiłem Gorbaczowem i kapitalistycznym Zachodem”, 2010, Warszawa, Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski, 932 strony.

    Była taka wersja, że Jan Paweł II w ścisłym sojuszu z Ronaldem Reaganem walczył z Gorbaczowem, a potem była wersja, że to jednak nieprawda, i że to Gorbaczow sprzymierzył się z Reaganem, bo był zwolennikiem NWO.

    Coś musi być na rzeczy, bo Gorbaczow po okresie pobierania profitów na Zachodzie (np. w 2007 r. został twarzą kampanii reklamowej ekskluzywnej marki toreb Louis Vuitton, a wcześniej występował w reklamach Pizza Hut) znów przystąpił do akcji w Rosji:

    Zob.: Michaił Gorbaczow odrodzi partię socjaldemokratyczną
    http://polish.ruvr.ru/2012_03_21/69141340/ (21.03.2012)

    zaś arcybiskup Głódź odciął się ostatnio od pomysłu wystawienia w Gdańsku wspólnego pomnika Janowi Pawłowi II i Reaganowi:

    „Jednym z najgłupszych „kultów”, jakie przyniosła ze sobą postsolidarność jest kult Ronalda Reagana. Ma on być, rzekomo, jednym z ojców naszej niepodległości, na równi z papieżem Janem Pawłem II. Co jakiś czas pojawiają się pomysły budowy pomników Reagana w Polsce. Jeden już stoi, w Warszawie, przed ambasadą USA. Ale to mało. Oto, jak czytamy na portalu fronda.pl, „byli działacze NSZZ Solidarność i byli więźniowie polityczni z lat 1980-89” wnioskują o pomnik Reagana idącego obok papieża Jana Pawła II. Miałby on stanąć w Gdańsku. Ponoć radni miejscy są za. Ale jest jeden problem, pomnika nie chce metropolita gdański, arcybiskup Leszek Sławoj Głódź. – Pierwsze słyszę o takim pomyśle. Nie bardzo widzę celowość zestawiania Jana Pawła II z Ronaldem Reaganem. Poza tym nie ma się co podpierać papieżem, a Reaganowi pomniki powinni stawiać Amerykanie – powiedział metropolita gdański portalowi trojmiasto.pl.
    (…)
    A co do Reagana. Przede wszystkim dbał on w tym czasie wyłącznie o interes USA, a Polska zajmowała go o tyle, na ile mogła napsuć krwi Moskwie. I tyle. W 1981 roku trzeźwi politycy amerykańscy musieli ukrywać przed Reaganem informacje o planie wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, bo bali się nieodpowiedzialnej reakcji tego w sumie ograniczonego polityka. Bo Reagan byłby gotów do walki z Moskwą do ostatniego Polaka. Dlatego dla mnie pomnik w Polsce należy się nie Reaganowi, ale sekretarzowi stanu Alexandrowi Haigowi, który powstrzymał szaleństwo pana prezydenta. Haig był politykiem odpowiedzialnym i uczciwym, ale nikt w Polsce o nim nie pamięta, a to on nas uratował. Bo gdyby Reagan sprowokował nas do walki z „Imperium Zła” (z wiadomym skutkiem), to dzisiaj i świat, i Polska byłyby w innym miejscu. Pomysły czczenia Reagana są więc nie tylko niesmaczne i głupie, ale w dodatku uwłaczające Polakom jako narodowi. Arcybiskup Głódź ma więc rację – niech pomniki Reaganowi stawiają Amerykanie.”

    Zob.: Jan Engelgard, Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź ma rację
    http://sol.myslpolska.pl/2012/04/arcybiskup-leszek-slawoj-glodz-ma-racje/

    * * *

    Najrozsądniej byłoby odciąć się na pewien czas od wszystkiego, co dociera do nas z Zachodu, a zwłaszcza z nieszczęsnych Stanów Zjednoczonych.

    Mojżesz by tak zrobił.

  2. Odsłonięcie pomnika Reagana w Budapeszcie:

    Premier Orban przemawiający na odsłonięciu pomnika Reagana w Budapeszcie:

    Węgrzy, jak zwykle, o krok za Polakami.

    Ale też przejrzą na oczy.

  3. aga said

    Czy ruski.blog jest „zakladnikiem diabla”?Rzeczywiscie sama „sensacja”:

    Zakładnicy diabła. – Malachi Martin

    Gdańk 1993 str. 19-21

    W przypadku planszy Ouija, seansów spirytystycznych, medytacji transcedentalnej lub metody Enneagram, osoby praktykujące muszą nastawić się na perspektywę otwarcia i zaakceptowania w swym pragnieniu wszystkiego, co może się zdarzyć.

    Samo okreslenie – Ouija – odnosi się do owego otwarcia, a termin skomponowany jest z dwóch słów – francuskiego i niemieckiego „Tak”, czyli „Oui” i „Ja”. Zatem stanowisko uczestnika jest jednoznaczne – ta, tak. Rozum ma być otwarty na wszystkie sugestie i koncepcje. Gdy i wola uczestnika zostaje dostosowana do tych koncepcji i zgodnie z nimi funkcjonuje, wówczas krąg predyspozycji zamyka się. Pełna aspiracji próżnia zaczyna działać, jest dość silna, by zalać umysł stosownymi koncepcjami, które są w stanie złożyć odpowiednią ofertę za zgodą woli.

    W świetle opętania rozum i wola otwierają się dokładnie w ten sposób.

    Wśród sprzyjających czynników, które z dużym prawdopodobieństwem doprowadzają do opętania, metoda Enneagram jest współcześnie bez porównania najpowszechniejsza i najbardziej szkodliwa.

    Uwzględniając ogólny stan religii, nie zdumiewa, iż na popularność tej metody wpłynął w dużej mierze fakt, że została ona tak entuzjastycznie przyjęta i propagowana nie tylko przez katolickich teologów i nauczycieli z czołowych zakonów – jezuitów, dominikanów i franciszkanów – ale także przez oficjalne organy kirowane przez biskupów USA i Kanady, które mają za zadania nauczanie doktryny religijnej zarówno wśród młodzieży katolickiej, jaki dorosłych.

    Co więcej, metoda Enneagram jest obecnie prezentowana jako zaaprobowana nauka Północnoamerkańskiego Forum Katechumenicznego – ciała, które dostarcza parafiom i diecezjom w USA i Kanadzie materiały, mające doprowadzać społeczności i jednostki do dojrzałej wiary. Metoda przenika całą strukturę przekonań religijnych dosłownie od kołyski do grobu.

    Metoda Enneagram jest tak skuteczna w tłumieniu oryginalnej wiary katolickiej , iż uznawana jest dziś za najniebezpieczniejsze zagrożenie w kampanii mającej na celu likwidację ortodoksyjnej wiary katolickiej.

    Zgodnie z nazwą – „enneagram” oznacza dziewięć punktów lub znaków. Enneagram jest dziewięciokotną figurą (typu mandali) wenątrz okręgu. Charakter w stylu mandali ma w Enneagramie przedstawiać lotos i jak to określlił szwajcarski psycholog, Carl Jung, „jest symbolem przedstawiającym dążenie do ponownego połączenia się jaźni”.

    Enneagram dotarł na Zachód dzięki dziś już nieżyjącemu azjatyckiemu duchowemu mistrzowi, Jurijowi Iwanowiczowi Gurdjieffowi. Gurdjieff z kolei utrzymywał, iż wywodzi się od islamskich mistrzów sufi. Symbol dotarł do USA poprzez „nauczycieli duchowych” z Chile. Boliwii i Peru i był po raz pierwszy proponowany we wczesnych latach siedemdziesiatych w Instytucie Big Sur w Esalen w Kalifonii oraz na Uniwersytecie Loyoli w Chicago. Dziś na każdym kroku dostępna jest obfita literatura na ten temat.

    Zgodnie z nauką Enneagramu istnieje dokładnie dziewięć typów ludzkiej osobowości, z których każdy reprezentowany jest przez jeden z kątów. Wszystkie istoty ludzkie są nierozłącznie przypisane do jednego, i tylko jednego typu, w granicach którego mogą się nieskończenie samodoskonalić.

    Dwie cechy metody Enneagram zawierają moralne nauki, które nie dają się pogodzić z podstawowymi moralnymi naukami w szczególności katolickimi, a generalnie chrześcijańskimi.

    Podstawowe założenie zaprezentowane naszemu rozumowi przez metodę Enneagram mówi, że każdy osobnik może samodoskonalić się, w kategoriach moralności, w ramach swego typu osobowości.

    Założenie to w rzeczywistości jest późnym wznowieniem dawnej herezji znanej jako pelagianizm, która zaprzecza podstawowej chrześcijańskiej nauce, głoszącej, że powinniśmy absolutnie polegać na akcie łaski Bożej. Sami w sobie bowiem jesteśmy bezsilni. Nie tylko nie jesteśmy nieskończenie samodoskonalący się, ale w pojedynkę też nie zdołamy wymknąć się z uścisku naszej grzesznej natury. Czyni to możliwym jedynie nadprzyrodzona łaska. A łaska ta jest dobrowolnym aktem Boga.

    Nauki głoszone przez metodę Enneagram usuwają z kontekstu Boga i jego łaskę. Praktycznie, nie ma tu już żadnego kontekstu. Człowiek zostaje odcięty od rzeczywistej wiary pokładającej nadzieję w Bogu i jego nadprzyrodzonej łasce i jest ograniczony do typu osobowości wyznaczonego przez mistrzów Enneagramu.

    Druga błędna moralnie cecha metody Enneagram dopełnia szkód wyrządzonych przez pierwszą. Po fatalistycznym zaakceptowaniu własnej kategorii człowiek uzależnia udoskonalenie siebie od „ćwiczeń” odpowiednich dla jego typu osobowości. Innymi słowy, dusza ucznia Enneagramu otwiera się i staje się chłonna, mając na celu uzyskanie obiecanego samopoznania zgodnego z danym typem. Dusza staje się chłonnym odbiorcą – pełną aspiracji próżnią – przygotowaną na przyjęcie tego, który sprowadza opętanie.

    W takim układzie może on przyjść zgodnie z pełnym dramatyzmu opisem św. Pawła – jako anioł światła. Niebezpieczeństwo jest tu o wiele bardziej podstępne, gdyż w takiej sytuacji może dojść do stanu powszechnie określanego jako „doskonałe opętanie”.

    Jak wskazuje sam termin, ofiara doskonałego opętania jest pod całkowitą kontrolą zła, nie wysyła na zewnątrz żadnych sygnałów, żadnych aluzji ani innych oznak, które mogłyby wskazywać na zamieszkującego w niej demona. On lub ona nie będzie kulić się, jak inni opętani, na widok takich symboli religijnych jak krucyfiks czy różaniec. Doskonale opętani nie będą wzdragać się pod dotknięciem wody święconej, pełni opanowania nie zawahają się przed dyskusją na tematy religijne.

    Ofiara tego typu oskarżona o naruszenie prawa często przyznaje się do „winy”, a nawet moralnego „zła” popełnionego przezeń czynu. Często będzie prosiła, by pozbawić ją życia fizycznego, ukarać śmiercią za jej zbrodnie. A zatem, na swój sposób uparcie wyraża satanistyczne pierwszeństwo śmierci wobec życia oraz niezmienną chęć połączenia się z księciem w jego królestwie.

    Ponieważ ofiara pozbawiona jest własnej woli – której część jest niezbędna do przeprowadzenia skutecznych egzorcyzmów – szansa na powodzenie jest niewielka, nawet jeśli w jakiś sposób udałoby się odkryć i potwierdzić przypadek doskonałego opętania.

  4. aga said

    Klucze Królestwa – Malachi Martin ks.

    Zmagania o zwierzchnictwo nad światem pomiędzy Janem Pawłem II, Michaiłem Gorbaczowem i kapitalistycznym Zachodem.

    To naprawdę ważna książka. Autor to jedna z najlepiej zorientowanych osób w sprawach Kościoła, jego polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Malachi Martin był również świetnie zorientowany w problematyce kryzysu Kościoła autor piszący o tym w kolejnych książkach na wiele lat przed innymi. Dla nas Polaków najważniejsze, iż Autor nie pisze o Papieżu Polaku z pozycji dewocyjnej (a w takim cukierkowo nieświadomym widzeniu tego pontyfikatu chcą nas utrzymać ci, którzy będą się roztkliwiać nad jakimiś drobiazgami np., czy miał udane wakacje w Dolomitach, pomijając wagę zagrożeń przed jakimi stanął i Kościół, i Piotr naszych czasów.). Co ciekawe ks. Malachi Martin wykazuje się niesamowitą nie tylko jak na człowieka Zachodu znajomością historii Polski ale i wskazuje na rolę jaką odgrywała w przeszłości i jaką ma jeszcze do odegrania w przyszłosci

    Spis treści

    Sługa Wielkiego Projektu
    I. Geopolityka Siły
    Część 1. Arena zmagań
    1. „Wszystko musi się zmienić!”
    2. Pasterz bez owiec
    3. Na polu bitwy: Polska
    4. Na świeczniku
    5. Klucze tej Krwi

    Część 2. Układ sił
    6. Moralność narodów: co się stało z „grzesznymi strukturami”?
    7. Moralność narodów: bogacz i biedak
    8. Moralność narodów: żebrak i złodziej

    Część 3. Szermierze sierpa i młota
    9. Panteon bohaterów
    10. Karol Marks
    11. W. I. Lenin
    12. Józef Stalin
    13. Antonio Gramsci oraz jego wpływ na Wschód i Zachód

    Część 4. Szermierze Globalizmu
    14. Współzależność i rozwój dla wszystkich
    15. Prowincjonalni Globaliści
    16. Globaliści-Przyssawki
    17. Prawdziwi Globaliści: od Alabamy po Zambię, niech żyją płatki kukurydziane!

    Część 5. Czas przemian
    18. Siły „Nowego Porządku”: sekularyzm
    19. Siły „Nowego Porządku”: dwa modele geopolitycznego domu
    20. Dyplomacja cichego przyzwolenia
    21. „Beznamiętnie kontempluję świat”
    22. „Nowe myślenie”
    23. Watykański szczyt
    24. „Nowa architektura”
    25. Końcowa gra tysiąclecia

    II. Geopolityka wiary
    Część 6. Wizja sługi
    26. Papiestwo i Polskość
    27. Pakty polskości
    28. Pakty Eksterminacji
    29. Papieski poligon: „Bóg zwyciężył!”
    30. Papieski trening: Pod znakiem Solidarności
    31. Polityka wiary
    32. Polityka papiestwa
    33. Ostateczne podsumowanie

    Koda: Protokół zbawienia
    34. Kompleks Judasza
    35. Potrójna słabość
    36. Scenariusz ratunkowy: konsystorz

    http://www.traditia.fora.pl/ciekawe-ksiazki-i-multimedia,9/klucze-krolestwa-malachi-martin-ks,4741.html#19691

  5. aga said

    Malachi Martin urodził się w Kerry w Irlandii 23 lipca 1921 roku. Kształcił się w Belvedere College i wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w 1939 r. Studiował na Uniwersytecie Narodowym, gdzie uzyskał dyplom z języków semickich i filozofii orientalnej, równolegle studiując asyriologię w Trinity College. Ma również dyplom z filozofii, teologii, języków semickich, asyriologii i historii orientalnej, uzyskany w Louva-in w Belgii. Dr Malachi Martin studiował też równolegle na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie i Uniwersytecie w Oxtbrdzie. Dodatkowe tematy studiów dr Malachi Martina objęły psychologię racjonalną, psychologię eksperymentalną, fizykę i antropologię.
    Dr M. Martin dość wcześnie napisał pracę na temat zwojów znad Morza Martwego. Opublikował szereg artykułów na temat paleografii semickiej, a jego pierwszą książką była dwutomowa praca „Kronikarski charakter zapisu zwojów znad Morza Martwego”.
    Od 1958 do 1964 roku M. Martin służył w Rzymie; był bliskim współpracownikiem kardynała Agustine Bea i papieża Jana XXIII. Był także profesorem Papieskiego Instytutu Biblijnego w Watykanie, gdzie nauczał hebrajskiego, aramejskiego, paleografii i biblistyki. Po 25 latach w Towarzystwie Jezusowym został zwolniony ze swych ślubów posłuszeństwa oraz ubóstwa i odszedł w 1964 roku z zakonu.
    Jest wybitnym teologiem. Znawcy tematu uważają go za eksperta od spraw katolickiego Kościoła i polityki Watykanu. Na to uznanie pracował latami, często spotykając się z niedowierzaniem lub nawet ironią.
    W 1973 roku, na długo przed oficjalnym podaniem tej wiadomości przez Watykan, Malachi Martin odkrył, że Paweł VI cierpiał na białacz-kę.
    W 1977 roku w swoim bestsellerze Tlte Final Conclave (Ostatnie konklawe) z wielką dokładnością przewidział, że konklawe zbierze się nie później niż pod koniec lata 1978 roku, pomimo iż nie było jeszcze wiadomo, że Paweł VI znajduje się w ostatnim stadium choroby.
    W sierpniu 1978 roku Malachi Martin był jedyną osobą, która publicznie przepowiedziała wybór kardynała Albino Luciani na następcę Pawła VI. To przewidywanie było tak niewiarygodne, że tylko jedna gazeta, niemiecki tygodnik Welt am Sontag ośmielił się je opublikować. W tym samym czasie amerykańskie agencje informacyjne, którym M. Martin również przekazał tę wiadomość, jawnie z niego kpiły. Nie dalej niż dwa miesiące później The Washington Post oddał hołd jego głębokiej wiedzy, przyzna jąć już po śmierci „wrześniowego papieża ” i niespodzie-wanym wyborze Karola Wojtyły, że: układy i sojusze, które doprowadziły do wybrania polskiego arcybiskupa zostały nad wyraz dokładnie przepowiedziane w książce zatytułowanej The Fina! Conclave.
    W1986 roku ukazała się powieść M. Martina – Yatican (Watykan), którą przyrównywano do Wichrów wojny Wovk., a samego autora do Michenera, Le Carre i Sinclair’a.
    W książce Jezuici Malachi Martin obnaża jeden z „najdziwniejszych i najbardziej śmiercionośnych podstępów od czasu konia trojańskiego… ukazuje budzący dreszcz i najbardziej kontrowersyjny obraz Towarzystwa Jezusowego na przestrzeni trzystu ostatnich lat”, jak pisał World Economic Review.

    Bardzo ciekawe informacje o ks.Malachi Martinie na stronie poświęconej jego pamięci:

    http://www.tradycjarzeszow.w8w.pl/strona12.html

    „Tradycjonalista

    Malachi Martin był bardzo ważną postacią w ruchu Tradycji. Akceptował jako swoje własne słynne Wyznanie wiary z Campos. Utrzymywał bliskie kontakty z wieloma księżmi i działaczami organizacji tradycjonalistycznych. Przez pewien czas był redaktorem religijnym konserwatywnego „National Review” Williama Buckleya. W latach 80-tych i wczesnych 90-tych miał stałą kolumnę w „The Remnant”, znanym piśmie katolickiej Tradycji. W 1997 r. założył stronę internetową i wydawał comiesięczny newsletter, rozsyłany pocztą elektroniczną, przynoszący zarówno najnowsze wiadomości prosto z Watykanu, jak i religijne rozważania, często w duchu Maryjnym. Na jednej ze swych stron internetowych ks. Martin zamieścił odpowiedzi na najczęściej zadawane mu pytania. Jego krótkie i treściwe odpowiedzi jednym mogą wydawać się zbyt łagodne, innym – zbyt konserwatywne; wybierzmy kilka przykładów.

    Czy Novus Ordo jest ważnym rytem?

    Novus Ordo może być sprawowany w sposób, który ważnie oddaje Ofiarę Chrystusa na Kalwarii. ( Podkreślmy, że chodzi tu o sakramentalną ważność Novus Ordo, nie zaś o jego godność. Ks. Martin codziennie odprawiał w swojej domowej kaplicy Mszę św. w klasycznym rycie rzymskim („trydencką”).

    Co sądzi Ojciec o ruchu sedewakantystycznym?

    Żeby osądzić, czy Tron Piotra jest pusty, trzeba mieć autorytet. Ja takiego autorytetu nie posiadam.

    Czy katolik może należeć do loży masońskiej? Jeśli nie, dlaczego?

    Katolik nie może należeć do masonerii, gdyż jest to organizacja, która stawia sobie za cel zniszczenie chrześcijaństwa.

    Czy to prawda, że Rosja nie została poświęcona Niepokalanemu Sercu NMP?

    Tak, to prawda.

    Czy pisze Ojciec kolejną część Windswept House?

    Tak, ale nie będzie to beletrystyka. Będzie to podręcznik dla tych, którzy przeżyją”.

    Zacytujmy jeszcze dwa pytania i dwie odpowiedzi ks. Martina:

    Należę do parafii Bractwa Św. Piusa X. Słyszałem, jak mówił Ojciec o „podziemnym Kościele” i zastanawiałem się, czy miał Ojciec na myśli FSSPX. Jestem pewien, że zna Ojciec sprawę oraz oskarżenia wysuwane pod adresem Bractwa. Co może Ojciec na ten temat powiedzieć?

    Uczestnictwo we Mszach św. w kaplicach FSSPX spełnia wszystkie obowiązki katolickie. Analogicznie, sakramenty udzielane przez kapłanów Bractwa są ważne.

    Jak Ojciec sądzi, dlaczego papież Jan Paweł II ekskomunikował świątobliwego arcybiskupa Marcela Lefebvre, a nie robi nic w sprawie biskupów takich jak Weakland, Gumbleton, Mahoney, Bernardin, Clark?

    W duchowej rzeczywistości Kościoła ani Marcel Lefebvre, ani jego biskupi i księża, ani wierni uczęszczający do kaplic Bractwa nie byli, ani nie są ekskomunikowani. Historia pokaże, że próba rzucenia takiej ekskomuniki była nieważna i nielegalna.

    Cały artykuł dostępny jest za Zawsze Wierni nr 5/1999

    Pamięci ks. Malachi Martina
    (…)
    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/230

  6. aga said

    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=category&sectionid=7&id=129&Itemid=46

  7. Niedaleko said

    Reagan to początek KOŃCA USA. Ten grafik to ładnie pokazuje jak dług narodowy rośnie od jego kadencji.

  8. wet3 said

    Poczatek konca USA zaczal sie od Johnsona, ktory odwrocil o 180 stopni polityke JFK i stal sie slepym narzedziem w reku pejsartych. Zaczela sie rownia pochyla, poczatkowo wolna. Wyrazne przyspieszenie jej dokladnie widac bylo za Reagana, ktory swoja glupota praktycznie polozyl na lopatki klase srednia. W czasie prezydencji tego pajaca liczba bezdomnych osiagnela okolo 6 milionow! Wyjatkiem, ale tylko pod wzgledem finansowym, byl Clinton, po ktorego rzadach jazda ku katastrofie idzie z paskudnym przyspieszeniem.

  9. Realista said

    Ja mam wielkie powazanie dla ojca Malachi Martin.

    Malachi Martin powiedzial i napisal o Satanic pedophilia w Watykanie:

    Besides, the incidence of Satanic pedophilia — rites and practices — was already documented among certain bishops and priests as widely dispersed as Turin, in Italy, and South Carolina, in the United States. The cultic acts of Satanic pedophilia are considered by professionals to be the culmination of the Fallen Archangel’s rites.
(p. 632. Emphasis added)

    These allegations have largely gone unnoticed, possibly because Martin was so crafty in his descriptions that he might even have been referring to the coronation of Pope Paul VI. But he revealed much more about this alleged ritual in one of his last works, Windswept House: A Vatican Novel (1996).
    In this story, he vividly described a diabolical ceremony called “The Enthronement of the Fallen Archangel Lucifer” supposedly held in St. Paul’s Chapel within the Vatican, but linked with concurrent satanic rites here in the US, on June 29, 1963, barely a week after the election of Paul VI. In this novel, before he dies, a pope leaves a secret account of the situation on his desk for the next occupant of the throne of Peter, a thinly-disguised John Paul II.
    According to The New American, Martin confirmed that the ceremony did indeed occur as he had described. “Oh yes, it is true; very much so,” the magazine reported he said. “But the only way I could put that down into print is in novelistic form.”

    Rowniez powinno sie wysluchac 2.5 godzinnego wywiadu z ojcem Malachi Martin na temat egzorcyzmow.

  10. Kapsel said

    re 4
    Pani Ago bardzo dziękuję za ten komentarz i namiary na książkę.Idąc tym tropem znalazłem takie fragmenty

    …..Święty Paweł, gdy pisał do Tesaloniczan o wielkim odstępstwie,
    użył określenia „misterium nieprawości”, które poprzedzi
    nadejście Antychrysta w ostatnich dniach, nim czas
    ludzkości dobiegnie końca. Zanim owe straszne wydarzenia
    nadejdą – mówi św. Paweł do wiernych – staną oni przed faktem,
    że zamiast tego, czego się spodziewają, na wielką skalę
    będzie szerzyć się niesprawiedliwość – atak Lucyfera na wyznawców
    Jezusa. Sam Jezus, kiedy mówił o ostatnich dniach
    ludzkości, uderzał w ten sam ton, ostrzegając swych uczniów,
    że słudzy nieprawości uczynią względem nich to samo, co
    względem niego. Tak że nawet sprawiedliwi się poddadzą, jeśli
    Bóg nie skróci dni ich cierpienia. Kościół Chrystusa spotka
    taki sam los, jaki spotkał Syna Bożego z rąk jego wrogów.
    Nie dziwi więc, lecz przejmuje konstatacja, iż kompleks
    Judasza w duchowieństwie doprowadził już Kościół do stanu
    powielającego cierpienia, jakich zaznał Jezus na skutek zdrady
    Judasza.
    Męki zwątpienia i strachu, przez które przeszedł Chrystus
    w ogrodzie Getsemani, podobne są cierpieniom, zafundowanym
    Kościołowi przez dysydenckich teologów. Schemat Judasza
    profanującego swym udziałem święte wydarzenie, ja899
    kim była Ostatnia Wieczerza, powtarza się za każdym razem,
    gdy anty-Kościół umniejsza sakramentalne znaczenie Eucharystii
    jako Ciała i Krwi Chrystusa.
    Uwięzienie, tortury, chłosta i ukrzyżowanie Jezusa – bezpośredni
    rezultat zdrady Judasza – na nowo odżywają w milionach
    tych, których duchowieństwo wydało w ręce okrutnych
    rządów w Europie, Azji, Ameryce Łacińskiej i Afryce.
    Co znamienne, tamtejsi księża poddali się nieopisanym torturom
    właśnie ze względu na to, iż ucieleśniają Kościół Chrystusa
    i służą jego Ciału.
    Porzucenie Chrystusa przez apostołów po jego aresztowaniu
    również ma swoje podobieństwo we współczesnym
    duchowieństwie, które zaprzecza, iż jest on Synem Bożym.
    A nawet twierdzi, że nie zna go i za nim nie stoi; równolegle
    zaś wielu prawych duchownych o tradycyjnej wierze
    i czystym życiu, powstrzymuje się od jakiejkolwiek reakcji
    na niszczenie Kościoła Chrystusowego przez anty-Kościół..
    Tym samym przyjmują na siebie odpowiedzialność za szkody,
    którym mogli zapobiec, jeśliby tylko zrezygnowali z siebie
    i prywatnych interesów i stawili opór wewnętrznym wichrzycielom
    na poziomie lokalnych parafii i diecezji.
    Anty-kościół dodatkowo bezcześci Kościół Chrystusa,
    wspierając tendencje feministyczne w wierzących kobietach.
    Cierpiący Chrystus mógł być przynajmniej spokojny o niewiasty
    pośród swoich wyznawców, ufając, że nie rozpierzchną
    się one, niczym przestraszone króliki i nie zawiodą go.
    Trwały przy nim, aż do gorzkiego końca na górze Kalwarii.
    Dziś kościelny ruch kobiecy, dopuszczony do głosu, a czasem
    wręcz zachęcany przez anty-Kościół do działania, ma na
    celu zbezczeszczenie Ciała Kościoła w sakramencie Eucharystii,
    w świętych przykazaniach wiary, w drogocennej funkcji
    księdza, duszpasterza i nauczyciela. Wszystko to również ma
    swój początek w kompleksie Judasza i jest częścią misterium
    nieprawości, które szerzy się na coraz większą skalę, w rzymskokatolickiej
    organizacji instytucjonalnej.
    900
    Ta całościowa manifestacja, niegdyś ukrytej mocy nieprawości,
    szalejącej we współczesnym kościele i będącej
    bezpośrednim rezultatem działań anty-Kościoła, nieomylnie
    wskazuje na początki, o ile nie na właściwy początek owego
    powszechnego odstępstwa od wiary, które św. Paweł wyraźnie
    przepowiada. Twierdzi zarazem, iż jest to preludium do ostatecznego
    nadejścia Narzędzia Przeznaczenia – Antychrysta.
    901
    Wyniszczenie rzymskokatolickiej struktury instytucjonalnej
    jest już wysoce zaawansowane, (i z każdym kolejnym
    rokiem ulega powiększeniu). Natomiast Jan Paweł II i jego
    papieska biurokracja zostali zepchnięci w odosobnienie, które
    uniemożliwia skuteczne, codzienne kierowanie kościołem
    powszechnym. W związku z czym, całkiem prawdopodobne
    są teraz trzy przerażające scenariusze. Każdy z nich mógłby
    – i najprawdopodobniej tak się stanie – doprowadzić do ostatecznej
    dezintegracji rzymskokatolickiej organizacji instytucjonalnej,
    funkcjonującej dotychczas, w znanej nam przez
    ponad pięćset lat postaci.

    Fragment książki do przeczytanie tutaj http://ksiegarnia.antyk.org.pl

  11. 777 said

    Ks. Lenik w wykładzie na temat Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej powołuje się m.in. na ks. Martina.

    http://gloria.tv/?media=250156

  12. Joanna said

    M.Malachi ciekawie rozważa na temat kompleksu Judasza, którego istotą był kompromis z mentalnością przeciętnego człowieka, dopasowanie trybu myślenia i postępowania do życiowych potrzeb. Judasz chciał, by Jezus i apostołowie przystosowali się do panującej rzeczywistości politycznej i społecznej, aby w miejsce planu Chrystusa był realizowany jego plan; kompromis z sanhedrynem, pokonanie Rzymian, królowanie Jezusa i własne, zaszczytne miejsce przy Nim.
    Kompleks Judasza daje nam niezawodny probierz, dzięki któremu możemy zidentyfikować członków anty-Kościoła.
    Przepaść między Jezusem a sanhedrynem była rozczarowaniem dla Judasza, ale grupy nie opuścił. W Nowym Testamencie nie ma o tym mowy, ale w dniu zesłania Ducha Świętego -pisze Malachi- apostoł Piotr grzmiał: „był jednym z nas, a stał się przywódcą tych, którzy pojmali Jezusa. ma teraz to, o co prosił: pole upstrzone swymi wnętrznościami i specjalne katusze w ogniu piekielnym”. W tych słowach nie ma cienia wybaczenia ani żalu. Może dlatego, że Judasz popełnił jeden, jedyny grzech, o którym Jezus mówił, że jest on niewybaczalny- grzech przeciwko Duchowi Świętemu.

    Judasz nie brał udziału w Eucharystii Ciała i Krwi Jezusa. Wyszedł pod byle pretekstem. Antykościół wykazuje brak zainteresowania Eucharystią traktując ją jako wspólny posiłek. Św.Paweł pisząc do Tesaloniczan o wielkim odstępstwie użył określenia misterium nieprawości, które poprzedzi nadejście Antychrysta nim czas ludzkości dobiegnie końca.
    Po podpisaniu przez papieża Pawła VI 26.03.1970r.,rozporządzenia wprowadzającego Novus Ordo, rozpoczęła się w całym Kościele aktywna i brutalna polityka tłumiąca tradycyjny rzymski obrządek przy wykorzystaniu ogólnikowych i niejasnych stwierdzeń Soboru, M.Malachi pisze, że była to wręcz nienawiść antykościoła wobec tradycyjnego obrządku rzymskiego. Warto dodać, że Paweł VI zmodyfikował i tak w stosunku do planowanych zmian oryginalnego tekstu liturgii, a to pod wpływem kardynałów Ottavianiego i Bacci`ego, którzy jasno oświadczyli, że ogłosza go heretykiem.
    M.Malachi wskazuje na gorliwość antykościoła we wprowadzaniu deklaracji SVII- niezgodnie z tradycją Kościoła Rzymskokatolickiego. Dzięki zręcznemu lecz niewłaściwemu odczytaniu tekstów dokumentów księża i teologowie zaczęli żywić przekonanie, że pomiędzy biskupami w danym kraku istnieje druga forma kolegialności-konferencja biskupów w kraju może ustanawiać doktrynę i dyscyplinę niezależnie od papieża, co więcej-charakteryzuje ją nieomylność. Narodziła się więc idea narodowego kościoła katolickiego popierana przez niejednego teologa, a krajach latynoskich orędownicy marksizmu i katolicyzmu w jednym. Zwolennicy kościoła narodowego mają szacunek względem brata biskupa czcigodnej Stolicy Apostolskiej i nic poza tym. Wystarczy zdominowanie konklave przez zwolenników k.narodowego, by cała 2000-letnia tradycja prymatu papiestwa runęła w gruzach.
    Porzucenie Jezusa przez apostołów po Jego aresztowaniu jest odzwierciedlone we współczesnym duchowieństwie, które zaprzecza, że jest On Synem Bożym.
    Jan Paweł II i jego biurokracja zostali zepchnięci w odosobnienie uniemożliwiające skuteczne kierowanie Kościołem Chrystusowym…

    Tak sobie myślę o bł.Janie Pawle II, że pewnie dlatego uciekał z Watykanu podróżując po świecie.

    Aha i jeszcze ciekawy wątek: podczas konklave w 1903roku większością głosów został wybrany kardynał Mariano Rampolla del Tindaro z Włoch. Gdyby mu pozwolono wymówiłby Accepto i automatycznie został papieżem. W owych czasach cesarz Austrii Franciszek Józef miał nadany przez Watykan przywilej vetowania papieża-elekta, który nie spełniał jego oczekiwań. To zastosował w stosunku do Rampolla, większość kardynałów się nie dowiedziała dlaczego. podejrzewano, że dlatego, iż Rampolla był w opozycji wobec Austrii i wspierał Francję. Dopiero w następnych latach ujawniono prawdziwe motywy cesarza Franciszka Józefa: został on wtajemniczony w ściśle skrywany sekret, że kard.Rampolla był członkiem loży wolnomularskiej. Na tym konklave Accepto mógł bez sprzeciwu wymówić wybrany następnie Giussepe Melchiore Sarto (Pius X).
    Obecnie -mimo braku formalnych możliwości kwestionowania wybranego elekta- kardynałowie są świadomi, którzy z papieskich kandydatów są personą non grata dla zainteresowanych stron z zewnątrz.

  13. Kapsel said

    A mnie jak zawsze interesują buźki głównych bohaterów z tej książki.

    Oto możliwe klucz dotyczące fikcyjnych nazw używanych w ks.
    Malachi Martin Windswept Dom do rzeczywistych osób zaangażowanych.

    Jean-Marie Villot

    Agostino Casaroli
    http://www.google.pl/imgres?q=Agostino+Casaroli&hl=pl&client=firefox-a&sa=X&rls=org.mozilla:pl:official&channel=np&biw=1024&bih=647&tbm=isch&prmd=imvnso&tbnid=eP8otQy7qcX0NM:&imgrefurl=http://www.findagrave.com/cgi-bin/fg.cgi%3Fpage%3Dpv%26GRid%3D20921102%26PIpi%3D7140953&docid=qFVeWW4fFPSN5M&imgurl=http://image2.findagrave.com/photos/2007/223/20921102_118700070766.jpg&w=650&h=531&ei=6ll7T9zxJrTa4QTn4ZWHBA&zoom=1&iact=hc&vpx=105&vpy=159&dur=513&hovh=146&hovw=162&tx=134&ty=111&sig=106269195681650626600&page=1&tbnh=146&tbnw=162&start=0&ndsp=16&ved=1t:429,r:0,s:0

    Lepszy adres to po prostu:

    Admin

  14. Piotrx said

    Re 9:

    Zgadzam się, mam rownież duze poważanie dla ks. Malachi Martina.
    Oczywiscie nie znamy wszystkich motywów jakie nim kierowały, ale jestem skłonny widzieć w nim „współczesnego św. Pawła” który poczatkowo błądził ale w końcu „oślepiony okropieństwami, które widział z tak bliska – postanowił bronić Jednego i Świętego Kościoła” Być może początkowo służył nawet złu i był owym „szpiegiem w sutannie” działającym w imieniu kard Bea, a być może był podwójnym agentem działającym na rzecz Tradycji – jak sugerują w tym artykule. Tego już sie nie dowiemy

    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/230

    I ta jego tajemnicza smierć …

    „Stojąc w obliczu śmierci, ks. Martin wyjawił bliskiemu przyjacielowi, że czuł, iż został popchnięty: „Poczułem, że coś mnie popycha, ale… nikogo tam nie było”. Zwidy? Cóż, trzeba przyznać, że sam ks. Martin wierzył, iż ktoś czyha na jego życie; tym kimś miał być… diabeł. Od pewnego czasu ks. Martin obawiał się, że padnie ofiarą maleficium. Wiele wskazuje na to, że nieszczęśliwy upadek miał miejsce, kiedy śpieszył zorganizować kolejną sesję egzorcyzmów.”

    ******************************
    ks. Malachi Martin „Klucze królestwa” – wyd. ANTYK
    /fragmenty książki/

    Jest jeszcze jedna możliwość rozwoju wydarzeń, która, gdyby wymknęła się spod kontroli, również mogłaby rozbić jedność struktury rzymskokatolickiej. Mowa o sytuacji, kiedy papieskie konklawe wybiera kandydata, którego polityka dąży do rozmycia jedności i zmiany organizacji Kościoła przez zarzucenie piastowania funkcji namiestnika Chrystusowego – przywileju, w oparciu o który zbudowana jest struktu-ralna jedność katolicyzmu. Takie posunięcie oznaczałoby także pozbawienie czterech tysięcy biskupów kolegialnego po-słuszeństwa wobec papiestwa, na czym jak dotąd bazuje ich struktura. Wszystko to oznaczałoby nową funkcję dla biskupa Rzymu, z pewnością nie tę tradycyjną; pociąga to za sobą tak-że nowe stosunki pomiędzy biskupami (łącznie z biskupem Rzymu). Jeśli ktokolwiek wątpi, czy taka ewentualność może mieć miejsce, przypomnijmy, że w latach czterdziestych i pięćdziesiątych nikomu by się nawet nie śniło, że papież z lat sześćdziesiątych podejmie próbę całkowitego pozbycia się elementów, które gwarantują obecność centralnego wydarzenia mszy świętej; mianowicie, uosobienia Ofiary Krzyżo-wej Chrystusa. Jednak taka sytuacja, według wiarygodnych źródeł, miała miejsce.

    Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie powinno się sądzić, iż nakreślona powyżej trzecia możliwość jest mało prawdopodobna. Poważne, bezstronne spojrzenie na obecną sytuację, szybko ujawni ponurą rzeczywistość rzymskiego katolicyzmu: na lokalnym poziomie parafii i diecezji oraz na poziomie zwierzchnictwa – papiestwa i papieskiej posłu-gi – wszędzie tam obecne są wszystkie negatywne elementy, wystarczające, by owe przerażające wydarzenia ziściły się. W praktyce natomiast, okaże się, że wspomniane negatywne elementy są już bardzo aktywne, i to na wielką skalę. Wszędzie – w parafiach i diecezjach, pośród biskupów i księży, zakonników i laikatu – odnaleźć można niewzru-szone przekonanie, że przed II Soborem Watykańskim istniał jeden kościół rzymskokatolicki – kościół „przedsoborowy”; przestał on jednak istnieć, a jego miejsce zabrał kościół „so-, borowy”, ożywiany „duchem Watykanu II”, którego nie na-zywa się już „kościołem rzymskokatolickim”, lecz zamiast tego stosowane jest albo biblijne określenie „lud Boży”, albo zwyczajna, mało precyzyjna nazwa „Kościół”.

    Okazuje się, że w oczach biskupa, księdza, zakonnika i osoby świeckiej oba „Kościoły” drastycznie się od siebie różnią- w czterech ważnych kwestiach. „Kościół soborowy” nie rości już pretensji do wyłącznego posiadania środków do wiecznego zbawienia. Niekatolicy i niechrześcijanie mają równe prawo twierdzić, że posiadają takowe środki w ramach swej własnej religii – czy też „sposobu życia”, jeśli akurat nie zaliczają się do osób wierzących. Wszyscy bowiem – katoli-cy, niekatolicy i niechrześcijanie – jesteśmy tylko pielgrzy-mami dążącymi do tego samego celu, aczkolwiek różnymi drogami. Po drugie, w „kościele soborowym” źródłem reli-gijnego oświecenia, przewodnictwa i autorytetu jest lokalna „wspólnota wiary”. Poprawność wiary i poprawność pospowania moralnego już nie pochodzi od hierarchicznego ciała biskupów, podległych centralnej władzy jednego człowieka, biskupa Rzymu. Po trzecie, podstawową funkcją światowych skupisk „wspólnot wiary” jest współpraca z „ludzkością” w budowaniu i utrzymywaniu pokoju na świecie oraz pracy nad światową reformą wykorzystywania surowców natural-nych, tak by wyeliminować ucisk gospodarczy i imperializm polityczny. Po czwarte, dawne reguły kościoła rzymskoka-tolickiego dotyczące moralnego zachowania w życiowych sprawach – antykoncepcji, małżeństwie, śmierci, seksualno-ści – winny zostać po bratersku dostrojone do światopoglądu, praktyk i pragnień świata. W przeciwnym razie, jak człon-kowie Kościoła mogą twierdzić, że otworzyli się na swych ludzkich braci i siostry?

    Te radykalne różnice pomiędzy oboma „kościołami” są owocem II Soboru Watykańskiego, którego postanowienia nieustannie cytuje się, jako uzasadnienie zaistniałych róż-nic. Tak też jest w istocie. Z łatwością można powołać się na soborowe dokumenty, aby uargumentować swojej tezy. Są one ogólnikowo sformułowane, również w kwestiach wiary. A w przypadku co najmniej dwóch z nich, można odnaleźć stwierdzenia, które na pierwszy rzut oka zdają się być nie do pogodzenia zarówno z nauczaniem kościoła rzymskokatolic-kiego, jak i kolejnych papieży, aż do Jana XXIII.
    Na poziomie papiestwa i papieskiej organizacji duszpaster-skiej można odnaleźć elementy, które jednocześnie podsycają i chronią oraz pozostawiają pole do działania innowierczemu „duchowi Watykanu II”, który panoszy się w lokalnych die-cezjach i parafiach.

    Okazuje się, że dwóch papieży, Paweł VI i Jan Paweł II, nie użyli swego najwyższego autorytetu, aby zapobiec zrodzeniu się tego ducha. A gdy już tak się stało, nie stawili mu czoła, mimo że tylko oni mogli to zrobić. Katolicy już od dawna spragnieni byli oświadczenia, opartego na osobistym autorytecie Ojca Świętego oraz jego przywileju głoszenia ex cathedra. Oświadczenie to raz na zawsze i bez dwuznazności wyjasniłoby wszystkim katolikom , chrześcijanom i calemu swiatu który z tych dwóch „kosciołów” jest tym ortodoksyjnym, który reprezentuje kosciół rzymskokatolicki, jedyny prawdziwy Kosciół , za którym stoi tylu papieży. Innymi słowy konieczna jest autorytatywna interpretacja oficjalnych dokumentów II Soboru Watykańskiego.

    Jednak papieskie oświadczenie nie może sprowadzać się do samych słów. Kościół pełen jest słów, dokumentów, programów i raportów, odkąd skończył się II Sobór Watykański. Katolickie prawo powinno zostać ponownie wyegzekwowane przy pomocy dobrze nam znanych, tradycyjnych środków: ekskomuniki, odsunięcia od oficjalnych stanowisk, imiennego nazwania wszystkich – księży, teologów, zakonników, osób świeckich – którzy nie przyjęli papieskiego oświadczenia.

    Obaj papieże nie postąpili w ten sposób. Swe zaniechanie tłumaczyli pilniejszymi i ważniejszymi sprawami – takie były przynajmniej próby wyjaśnień. Jednak rozrastający się i rozprzestrzeniający coraz bardziej „duch Watykanu II” niesie ze sobą zgubne skutki, w postaci destrukcji rzymskokatolickiej organizacji instytucjonalnej. Jej ochrona jest kluczowym obowiązkiem, który obaj -jako zawiadujący Stolicą Apostolską namiestnicy Chrystusa na ziemi – przysięgali wypełniać.

    To dlatego Pawła VI i Jana XXIII oskarżano o nadużycia w ich urzędzie. Osądzano ich, że biorą udział w śmiertelnej grze prowadzonej przez ludzi, którzy dążą do zlikwidowania papiestwa i rzymskokatolickiej organizacji instytucjonalnej.

    O ile nic nie powstrzyma ani nie zakłóci biegu wydarzeń, będą one wyglądały następująco: „duch Watykanu II” będzie stopniowo przenikał biskupie umysły, i jeśli papiestwo nie przeciwstawi się temu i nie zajmie wyrazistego stanowiska, nieuniknione jest, iż negatywne trendy, które w chwili obecnej dotyczą ograniczonej liczby dostojników kościelnych, będą się rozprzestrzeniać coraz dalej.

    Nikt nie wątpi, że kardynałowie, tacy jak Joseph Bernardin z Chicago, Basil Hume z Westminsteru, Godfried Danneels z Belgii, Paulo Evanisto Arns z Sao Paulo czy Roger Etchegeray z Francji, są zwolennikami „ducha Watykanu II”.
    Oczywiście są dziś kardynałowie, którzy wraz z kolejnymi, jeszcze nie desygnowanymi przez Jana Pawła II, wybio-rą jego następcę. Przybędą oni na następne konklawe z ko-ścielnej struktury, w której funkcjonowali przez przynajmniej dwadzieścia pięć lat; i w tym czasie nie tylko nie próbowali ukrócić, walczyć czy choćby poprawić odchyleń wynikłych z „ducha Watykanu II”, lecz podsycali je pasywnie (poprzez swe zaniechanie), lub aktywnie (ponieważ podzielali tego sa-mego „ducha”). Przybędą z diecezji, gdzie większość bisku-pów nie chce i nie będzie chciała wiedzieć o niczym, co nie jest spójne z „duchem Watykanu II”, który na dobre krąży już w ich parafiach.

    O ile w ostatniej minucie nie wydarzy się jakiś cud, pa-pieski kandydat, którego wybiorą, zostanie wyłoniony z ich grona; a celem jego polityki będzie oficjalne potwierdzenie i ostateczne ukoronowanie „ducha Watykanu II”. Podstawą działania takiego kardynała, który prawomocnie został papieżem, będzie to, co dla Pawła VI i Jana Pawła II było tylko tymczasowym wybiegiem; a więc nie będzie egze-kwował należnej mu z urzędu, przestarzałej władzy Piotrowej. Paweł VI publikował dokumenty II Soboru Watykańskiego i siedział z założonymi rękami, podczas gdy delegalizujące działania watykańskich dostojników i biskupów w różnych krajach dziesiątkowały jego Kościół. Jan Paweł II co i rusz sankcjonował soborowe postanowienia swymi zapewnienia-mi, iż ustalają one normy katolickiej wiary i postępowania.

    Taka będzie podstawowa różnica pomiędzy Pawłem VI i Janem Pawłem II, oraz papieżem wybranym po śmierci tego ostatniego. Ograniczoność funkcji nowego biskupa Rzy-mu będzie wynikała z przekonania, że oryginalne papiestwo w postaci, w jakiej krzewiono je przez setki lat i dwie trzecie dwudziestego wieku, było uwarunkowane panującymi czasami i wielusetletnią kulturą; teraz zaś czas już zmniejszyć jego znaczenie, by móc uwolnić „ducha Watykanu II”, który ukształtuje wizerunek Kościoła i dopasuje go do postępowe-go sposobu myślenia nowej, diametralnie innej epoki.
    Rzymscy katolicy będą świadkami spektaklu, w którym prawomocnie wybrany papież odetnie kościelną organizację od tradycyjnej jedności i zorientowanej na papiestwo apostol-skiej struktury, w którą Kościół jak dotąd nieprzerwanie wie-rzył i nauczał, iż ustanowił ją Bóg.

    W dniu, w którym to nastąpi, rzymskokatolicką organizacją wstrząsną śmiertelne drgawki. Ten ból zgotują Kościołowi jego właśni przywódcy i członkowie. Nie nastąpi on z ręki zewnętrznego wroga. Wielu wierzących zaakceptuje nowy ustrój; wielu nie. Wszyscy będą podzieleni. Nikt na ziemi nie będzie w stanie utrzymać ich razem w jednej, zwartej, rzymskokatolickiej organizacji. Po raz pierwszy człowiek bę-dzie mógł zadać sobie pytanie: gdzie się podziała widzialna struktura Kościoła założonego przez Chrystusa? Nie będzie można jej dostrzec. Kościół będzie w takim samym stanie, jak w dniu, w którym apostoł Filip spotkał na drodze z Jerozolimy do Gazy etiopskiego dworzanina i, gdy okazało się, że ten człowiek otrzymał łaskę wiary w Boga, ochrzcił go w źródle przy drodze. Potem odszedł, a Etiopczyk konty-nuował swą wędrówkę. Był już żywym członkiem Kościoła Chrystusowego, uczestnikiem mistycznego ciała Jezusa – tak samo jak którykolwiek chrześcijanin tysiąc lat później, ochrzczony w jednej z europejskich katedr i zapisany reje-strach jako członek widzialnej struktury kościelnej, skupionej wokół katedry. Jednak ów etiopski dworzanin nie miał żadnej takowej struktury. Właściwie poprzez ową prostą ceremonię, podczas której wraz z apostołem Filipem wkroczył do przydrożnego strumienia i przyjął chrzest w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, dołączył on do rodzącego się chrześcijańskiego podziemia, którego pogrom już organizowały lokalne władze żydowskie ….

  15. Kapsel said

    Lepszy adres to po prostu:

    Dziękuje.Próbowałem ale jakoś, mi nie wychodziło,następnym razem postaram sie lepiej bo mnie też sie nie podoba takie „linkowanie”

  16. Niedaleko said

    Ad. 9 – Ta książka bardzo dokładnie bada sprawę poruszana przez księdza,

    „Ritual Abuse in the Twenty-First Century: Psychological, Forensic, Social, and Political Considerations – Randy i Pamela Noblitt „

  17. revers said

  18. revers said

    http://www.tldm.org/news/martin.htm

  19. Czytając historię chrześcijaństwa, można spostrzec, że wielokrotnie dzieliło się ono i walczyło z samym sobą na skutek „dzielenia włosa na czworo” – na skutek sporów toczonych przez umiejących czytać i pisać interpretatorów.

    Spory te były również wykorzystywane politycznie, a udział państwa w tych sporach pogłębiał je i wydłużał.

    Sytuację ratował fakt, że przygniatająca większość wyznawców chrześcijaństwa była niepiśmienna i w tych sporach nie mogła aktywnie uczestniczyć.

    Dzisiaj jest, niestety, inaczej – nauczono pisać i czytać wszystkich ludzi, co przełożyło się na zalew publikacji przeróżnych „watykanistów”, „teologów” i „biblistów” (książki takiego na przykład Malachiasza Martina liczy się już – podobnie jak dzieła Lenina – na metry bieżące!), którzy robią szum informacyjny i wielki zamęt w głowach chrześcijan, występując zarówno „z lewa”, jak i „z prawa” (z pozycji proliberalnych/”oświeceniowych”, czyli proamerykańskich, albo z pozycji antyliberalnych, czyli antyamerykańskich).

    Tragizm tej sytuacji zwielokrotnia fakt, że dopuszczono do głosu kobiety: najpierw, sto lat temu, do życia politycznego, a potem do rozstrząsania spraw teologicznych i kościelnych. Siłą rzeczy musiało się to przyczynić do radykalnego obniżenia poziomu dyskursu.

    Jak się wydaje, powstał nawet cały dział literatury pisanej specjalnie pod kątem zdolności percepcyjnych tyleż bogobojnych, co naiwnych parafianek. Literatury, nazwijmy ją, religijno-politycznej.

    Dokąd to nas doprowadzi?

    „Ciekawe, że jezuita z sekcji niemieckiej Radia Watykańskiego Eberhard von Gemminger kilka lat temu w wywiadzie dla włoskiego dziennika rozmarzył się, iż może za kilkanaście lat Kościół dojrzeje do kolegium kardynalskiego złożonego w połowie z kobiet. Czemu nie? Przecież przed wiekami kardynałem mógł zostać każdy ochrzczony mężczyzna, niekoniecznie ksiądz. Tradycja, że papieża wybierają spośród siebie kardynałowie, jest młodsza niż Kościół: datuje się na wiek XIV. A papieżowi (ewentualnie papieżycy) kobiety służyłyby zapewne nie gorszą (może nawet lepszą, bardziej empatyczną) radą niż mężczyźni.”

    Zob.: Biorą birety
    http://www.polityka.pl/swiat/analizy/1524307,1,kardynalowie-watykanu—kto-nowym-papiezem-po-benedykcie-xvi.read

    Pamiętajmy, że religia, filozofia i państwo to sprawy męskie.

Sorry, the comment form is closed at this time.