Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O ruchach hajdamackich (3)

Posted by Marucha w dniu 2012-04-07 (Sobota)

Nadesłał p. PiotrX.

Poprzednie części:
https://marucha.wordpress.com/2012/04/05/o-ruchach-hajdamackich/
https://marucha.wordpress.com/2012/04/06/o-ruchach-hajdamackich-2/

Franciszek Rawita Gawroński “Historia ruchów hajdamackich” – 1913 r.

Część 4 .

Bałamucenie się hajdamaków

Rozpatrzyliśmy wszystkie bliższe i dalsze przyczyny, wpływające na stopniowy rozwój hajdamaczyzny aż do wybuchu Koliszczyzny; teraz w samym fakcie, który uwieńczył długoletnie machinacje rozpatrzyć się musimy. Przede wszystkim tedy zwrócić należy uwagę na bałamucenie się hajdamaków, a raczej watażków hajdamackich. Błędny w założeniu, nie był on bezpośrednio materiałem wybuchowym, ale przyczynił się bardzo do rozszerzenia pożaru społecznego, gdyż dał ruchom ludowym ukraińskim podstawę i rację niejako do wystąpienia; nie usprawiedliwiał wprawdzie wybuchu wobec Rzeczypospolitej, ale nadał mu pewną sankcję wobec szerokich mas ludności.

Iwan Gonta

Mam tu na myśli ukazy, wrzekomo Katarzyny II, którymi niektórzy watażkowie zasłaniali się. Niektórzy historycy wprost twierdzą, że żadnej gramoty nie było. Najodważniejszy z nich, Rewa, w zadzierzystej swojej broszurce, a właściwie w niby krytycznym wstępiedo przekładu pamiętniczka Krebsowej, bez ogródek powiada: w żadnym z zeznań hajdamackich, ani w jednym z doszłych do nas aktów nie ma nawet śladu bodaj wzmianki o istnieniu jakiejkolwiek gramoty. Zapalony admirator hajdamaczyzny, który w krwawych, pełnych dzikości, bez celu politycznego swawolnych wybrykach widział jedynie możebną formę protestu przeciwko zupełnemu „zagarnięciu w niewolę słabych przez silnych” — nie bardzo się snadź rozpatrywał w źródłach dziejowych, bo inaczej byłby niezawodnie ślady podburzenia ludności za pośrednictwem „ukazów” znalazł. Nie tylko wszyscy współcześni pisarze wspominają o tym, ale są dowody i w zeznaniach watażków. Musimy szczegółowo rozpatrzyć się w tych głosach, ażeby wyciągnąć z nich takie wnioski, jakie jedynie możebne.

Zacznijmy od Lipomana, dlatego że jest najbliższym chwili dziejowej, która nas teraz zajmuje. Nie brał on wprawdzie w zawierusze hajdamackiej udziału bezpośredniego, z watahami i watażkami nie stykał się, ale znał ludzi, których świadectwo było, wiarogodne, między innymi Kwaśniewskiego, pułkownika smilańskiego. Według tych świadectw, Żeleźniak rozgłaszał, że poddaństwo zniesione, że Ukraina prawobrzeżna samą tylko kozacką służbę odbywać będzie, a kraj cały zwać się Hetmańszczyzną. Na dowód tego miał on „pokazywać jakieś fałszywe na pergaminie ze złoconemi literami pismo. Pismo to dało powód że istniała „hramota”, którą „złotą” nazwano. Wskazówkę, że jakiś ukaz istniał i na niego powoływano się, znajdujemy u naocznego świadka rzezi humańskiej Tuczapskiego. Opowiada on, że na przyrzeczone i wyproszone bezpieczeństwo, kilku z watahy Żeleźniaka podjechało pod bramę z oświadczeniem, że „temu wojsku bronić się nie można, gdyż jest gwarantki kraju, imperatorowej Katarzyny”. Po tych słowach kazał Gonta, na przekonanie Mładanowicza, rozwinąć chorągwie, na których z jednej strony był wyszyty portret Imperatorowej, na drugiej wypisany ukaz polecający szukanie i rozpędzanie konfederatów. Pomimo bardzo niesympatycznego usposobienia dla Rzeczypospolitej ówczesnego kresowego społeczeństwa, już wówczas budziła się wątpliwość co do prawdziwości owego stosunku z armią rosyjską i prawdziwości ukazu. Lenart, jeden z obecnych owej rozmowie Mładanowicza z watażkami, którą streściliśmy wyżej, bez ogródki powiedział: „Strzelić do szelmy! łże i zwodzi, jak już zwiódł”. — Nie doszło jednak do tego.

Rulhiere, bardzo bliski tej epoki, który nieraz przedstawiał fakty fałszywie, lecz nastrój współczesnej opinii publicznej malował dobrze, wprost obwinia Rosję o chęć wymordowania szlachty, która podpisała akt konfederacji barskiej. Powiada on że w tym celu carowa wydała ukaz (édit), w którym uskarżała się na prześladowanie religii greckiej, wtrącając tam i Żydów, ażeby i przeciwko nim zemstę wywołać. Ukaz ten miał być wydany dowódcy Zaporożców Żeleźniakowi, a watażkowie hajdamaccy w rabunku i morderstwie zasłaniali się owym ukazem przed ofiarami rosyjskimi. Istnienie ukazów, które większość ludu brała za rzeczywiste, pozostało we wspomnieniach starców. Jedno z takich opowiadań przywiązane jest do napadu hajdamaków na Czerkasy pod wodzą Maksyma Szyła. Watażka miał zawołać przed siebie gubernatora, a sam siedząc na koniu, „czytał mu ukaz Carowej, polecający wyrżnięcie wszystkich żydów i Lachów na Ukrainie — co do nogi”. Równie ciekawą wzmiankę o istnieniu złotej hramoty znajdujemy w opowiadaniu współczesnego świadka, spisanym przez Kulisza. Semen Neżywy, jeden z watażków Koliszczyzny, jeździł na Sicz i głosił że „otrzymał pozwolenie zbierania czaty (watahy, szajki, kupy), której ma zostać dowódcą i iść z nią do Polski na wyrżnięcie Lachów i Żydów”.

Pomnik bohatera Maksyma Żeleźniaka w Iwkiwcach koło Czehrynia.

W ten sposób przedstawiały się opowiadania współczesnych lub bardzo bliskich tej epoce ludzi o istnieniu ukazów i ich treści. Obaczmy teraz jak wygląda ten fakt według dokumentów. Głównym źródłem służą tutaj zeznania hajdamaków i watażków, działających często pod wpływem ukazu i zasłaniających się nim. Tak sobie postępował Sawa Saczek. Zbierał on w Bohusławiu w r. 1768 watahę, którą zaprowadził do Błoszczyniec do Szwaczki, a z nim wspólnie miał uderzyć na Białą Cerkiew. Zaszło tam jakieś nieporozumienie między watażkami, bo gdy do Błoszczyniec przybył, Szwaczka kazał go, jako nieposłusznego, rozstrzelać. Wyrok natychmiast wykonano. Saczek padł pod kulami hajdamackimi, ale że okazywał jeszcze znaki życia, kazano go więc wyspowiadać, po czym kilka dni przeleżał u popa błoszczynieckiego, a wreszcie odwieziony został do wsi Rokitny, do krewnych. Dalsze jego losy już nas nie interesują, gdyż z widowni działalności hajdamackiej usunął się. Chodzi nam tylko o jego działalność jako werbownika watahy. Szczegóły o tym opowiada na zeznaniu Wasyl Żurba, będący „na posłuszaniu” w KijowskoSofijskim monasterze. Poszedł on odwiedzić krewnych do Zaborza i w zaborskim lesie spotkał się z watahą, będącą pod dowództwem Sawy Saczka. Było to w jesieni 1768 r. — w „Pilipówkę” Saczek miał pod sobą stu hajdamaków i z nimi przekradał się koło posterunku w Motowidłówce do Polski dla rabunku, gdy się z Żurbą spotkał. Począł go namawiać aby z nim poszedł, mówiąc że „posiada ukaz, na mocy którego ma prawo Polaków i żydów wykorzeniać za co będą mieli nagrodę”. W tej kupie hajdamackiej był jakiś pisarz — włóczęga z Głuchowa, który prosił o pozwolenie przeczytania tego ukazu, a po przeczytaniu oświadczył Żurbie, że ów ukaz fałszywy. W tym czasie wpadł na nich podjazd polski, rozproszył i niektórych uwięził.

Śród wybitniejszych watażków Koliszczyzny istnieniem „ukazu” zasłaniał się bezustannie Semen Nieżywy. Czytał on go wobec ludu w Segedyńcach i w Kaniowie, a nawet przed oficerami rosyjskimi mówił wyraźnie, że carowa życzy sobie ażeby wyrżnięto na Ukrainie Lachów i Żydów. Pogłoskami takimi był mocno zaniepokojony hr. Rumiancew, który znalazł się w drażliwej pozycji, nie wiedząc na pewno czy za jego plecami nie wysłano jakich tajemnych instrukcji i poleceń. W jednem z doniesień Katarzynie II pisał z akcentem żalu, że „nie wie czy niewydane zostały wojskom zaporożskim, będącym pod jego dependencyą, jakie osobne polecenia”. Rad był widzieć i posiadać ową złotą gramotę, o której tyle mówiono. Dlatego też, wysyłając dowódcę pułku karabinerów, Protasjewa, przeciwko Nieżywemu pod Kaniów, polecił mu wyłapać hajdamaków i żądać od nich tego ukazu, o którym mówili. Gdyby się znalazł rzeczywiście, Protasjew miał go sztafetą wysłać przy raporcie do Rumiancewa, hajdamaków zatrzymać, a gdyby ów ukaz okazał się wątpliwym lub fałszywym — przysłać ze wszystkimi jeńcami. Zaniepokojenie Rumiancewa, wynikające z obawy ażeby ruch hajdamacki nie poszedł za Dniepr i nie ogarnął posiadłości rosyjskich, było tak wielkie, że na odgłos rozbojów Nieżywego w Kaniowie, gdzie on zasłaniał się ukazem carowej, wprost pisał do atamana koszowego Kalniszewskiego (Kałnysza) zapytując, czy wataha powyższa wyszła samowolnie czy też może było jakie pisemne rozporządzenie. Autor Krótkiego opisu rzezi w Humaniu utrzymuje, że Kozacy zaporoscy „zmyślonemi ukazami” bałamucili ludność wiejską. Moszczeński opowiada również o czytaniu przez Żeleźniaka „ukazu niby to Katarzyny Imperatorowej”. Nieznany autor Pamiętnika panowania Stanisława Augusta pisze, że hajdamacy pokazywali oficerom rosyjskim „ukaz imperatorowej”, dodając że nie jest rzeczą pewną czy był fałszowany czy prawdziwy, „to tylko wątpliwości niepodpada że był okazywany”.

Wobec tych faktów, któreśmy rozpatrzyli, nie da się zaprzeczyć, że jakiś dokument, noszący nazwę ukazu Katarzyny II, w ręku hajdamaków znajdował się, że w celu bałamucenia łatwowiernych bywał niejednokrotnie używany i że przyczyniał się w sposób nadzwyczajny do rozdmuchiwania zarzewia nienawiści i rozbojów, tym bardziej, że watażkowie umieli wmówić, jakoby to wszystko co robili było życzeniem carowej.

Teraz nasuwa się pytanie: co to był za dokument i jakiej treści?

Gramota, o której wspomnieliśmy niejednokrotnie, na którą powoływali się watażkowie, w oryginale lub opisie, nie doszła do nas — i nic dziwnego: ci, którzy nimi posługiwali się, przechowywali je i ukrywali, jako dokumenty wiarogodne mające im służyć niegdyś do usprawiedliwienia się. Co do jej treści, — na dwa punkty tylko musimy zwrócić uwagę, które wrzekomy ukaz obejmował:

1. obronę religii grecko-wschodniego obrządku i
2. potrzebę wyrżnięcia wszystkich Lachów i Żydów.

Żadnych innych zasadniczych motywów i myśli w ukazie nie było.
Tekst jego po raz pierwszy ukazał się w zbiorze państwowych dokumentów dotyczących Rzeczypospolitej w Paryżu, gdzie wszakże znajduje się oryginał, nie wiadomo. Ponieważ dokument ów wyszedł w przekładzie francuskim, a oryginału pod ręką nie posiadamy, nie możemy sprawdzić, o ile przekład jest dobrze zrobiony; umieszczamy zatem ów przekład w dosłownym brzmieniu:

(…)

Nie ulega żadnej wątpliwości, że ukaz powyższy jest fałszywy; nie potrzeba wcale wysilać się na dowody, aby podrobienie zrozumieć. Człowiek, który go układał, nie znał ani form państwowych, ani tytułów urzędowych — widocznie nie miał z tym do czynienia, a najpewniej nie chodziło mu ani o formy, ani o tytuły. Ale to jest rzeczą niezawodną, że znał on doskonale, że tak powiem, psychologię tłumów dzikich i skłonnych do swawoli. Ludzie, dla których ten ukaz był przeznaczony, nie pytali o formy i tytuły — nazwisko i treść wystarczało im zupełnie. Owe wyrazy „ziemia Tymoszewska” (terre de Tymoszew), gdy w istocie był tylko kureń Tymoszewski do którego Żeleźniak należał; „ziemia niższego Zaporoża” (nos terres du BasZaporogue), gdy używano tylko wyrazów Niż, albo Zaporoże — rażą niewątpliwie każdego niewłaściwością określenia, ale trzeba pamiętać o tym, że mamy do czynienia z przekładem tylko, nie wiadomo jak pod względem ścisłości dokonanym. Nie w tym zresztą rdzeń rzeczy spoczywa.

Równie niestosowny jest podpis, a raczej kontrasygnacja koszowego atamana „ze świadkami” (avec les témoins) zamiast, jakby być mogło w skróceniu „z towarzystwem”. Jest jeszcze jeden wzgląd uboczny, wskazujący falsyfikację ukazu, tj. data wydania go — w tej samej prawie chwili kiedy dokonywała się rzeź w Humaniu, ale oczywiście zarzut ten waży tylko wobec innych poważniejszych dowodów falsyfikacji, gdyż faktyczne wykonywanie ukazu rozpoczęło się już w maju. Ponieważ tekst żadnego innego ukazu nie doszedł nas, a czytanie jego przed ludnością i kupami hajdamackimi jest faktem dowiedzionym, przeto ukaz, przytoczony przez nas w całości, można uważać jako ten właśnie, którym posługiwali się Żeleźniak, Nieżywy, Saczek i zapewne inni także, tym bardziej, że zawiera on zasadnicze żądania, sformułowane wyżej, a nie pomijane nigdy przez watażków hajdamackich. Jeżeli ukaz, przytoczony przez nas w całości jest fałszywy, nasuwa się pytanie: kto go sfałszował? komu na istnieniu jego najwięcej zależało? komu on był potrzebny?

Wiadomo, że sprawa dyzunitów, podniesiona przez Rosję i ze względów politycznych tak wytrwale broniona, co do obrządku greckowschodniego, znalazła w ihumenie monasteru motroneńskiego Melchizedeku Znaczko-Jaworskim nader gorliwego, wytrwałego, bezwzględnego i fanatycznego obrońcę. Inspirowany przez Koniskiego, a z natury zdolny do intryg, zrozumiał doskonale zasadnicze motywy bieżącej polityki rosyjskiej i w myśl tej polityki działał. Jak to się często zdarza figurom drugorzędnym — w prowadzeniu akcji obrony swego obrządku, przesadzał. Widział on wszędzie prześladowanie, nawet tam gdzie śladów jego z punktu ani państwowego ani religijnego dopatrzyć nie można, a party ambicją odznaczenia się, przypodobania się, a niezawodnie także i wywyższenia się — gdyż miał przed oczyma doskonały przykład w Koniskim, nie posiadał przymiotu bardzo potrzebnego i pożądanego w takich razach — taktu i umiarkowania. Z tej też racji, w czynnościach swoich zarówno urzędowych jak i pozaurzędowych, przesadzał. Stąd też popieranie sprawy dyzunii na Ukrainie łączyło się u niego z drażnieniem wszystkich, z kim się tylko stykał. Nienawidzili go zarówno ci których bronił, jak i ci od których bronił. Zejście z drogi obranej, jako też zmiana sposobu postępowania nie leżały w jego mocy.

Przedstawiwszy przeto raz wobec Repnina sprawę dyzunii na kresach południowo-wschodnich jako rozpaczliwą, a zachęcony przez niego do zbierania faktów nadużyć i prześladowania, — oddał się tej pracy z gorliwością fanatyka, nie hamowanego ani względami, ani uczuciami etycznymi. Wszedłszy na tę drogę, znalazłszy poparcie w rządzącym Synodzie w Petersburgu, jako też u Repnina w Warszawie, stał się do pewnego stopnia maniakiem idei. Chodziło mu już nie o religię grecko-wschodniego obrządku, której Katarzyna i Repnin bronili na drodze politycznej świetnie i korzystnie, lecz o to że ona jest na Ukrainie prześladowana, że ludność pod wpływem tego prześladowania gotowa jest na jakiś akt rozpaczliwej samoobrony. Zapatrzony w tę swoją ideę, wybryki swawoli hajdamackiej łączył w umyśle, skoślawionym moralnie, z ideą obrony religii, gdy w samej rzeczy lud na punkcie religii widzi i rozumie tylko formy obrządku — nawet dotychczas.

Melchizedekowi zależało na tym, aby wykazać, że ludność ukraińska z powodu prześladowania religijnego porwała się do buntu, że nienawidzi Lachów i Żydów, jako wrzekomych swoich prześladowców, zawierucha więc w roku 1767 i 1768, popierana, jak widzieliśmy, nie tylko przez niego, jemu wszakże była najbardziej na rękę. Nie złagodzić ją, lecz rozdmuchać pragnął, byle dowieść Repninowi że wszystko to co pisał i mówił, było prawdą. Kto wie przeto, czy w mściwym a fanatycznym jego umyśle nie powstała myśl zwiększenia zawieruchy i nadania piętna religijnego za pomocą fałszywego ukazu. Opinia publiczna ludzi współczesnych obwiniała go o to. Jako dziecko ludu ukraińskiego, pod sukienką zakonną nie zmienił on ani charakteru, ani temperamentu, ani moralności — nawoływanie do zemsty, niemożność i niezdolność dopatrzenia się w hajdamaczyźnie wynaturzenia pierwiastku moralnego i chęć dowiedzenia coûte que coûte słuszności swoich poglądów, mogły go popchnąć łatwo na drogę tajemnej zbrodni. Rozpatrzmy się w tym fakcie. Jest on zupełnie zgodny z opinią publiczną, obwiniającą Melchizedeka o napisanie owej „złotej hramoty”. Moszczeński pisze: „Ihumen perejesławski (Melchizedek mieszkał od r. 1767. w Perejesławiu, stąd też może błędnie ihumenem perejesławskim nazwany w powyższym okresie) przez zemstę na Polaków za siostrzeńca swego na pal wbitego, namówił Żeleźniaka i jego kompanię żeby oni wojnę religijną w Polsce zaczęli, ponieważ Polacy zrobili konfederacyą w Barze przeciwko ich wierze, i na wielkim arkuszu pergaminowym napisał ukaz do tego stosowny imieniem Imperatorowej, zmyśliwszy jej podpis i pieczęć na laku czerwonym rublem wycisnął, pisząc tytuły Imperatorowej złotemi literami — skąd zapewne i hramota owa złotą nazywała się”. To pismo miał dać Żeleźniakowi, który wymawiał się, że posiada za mało siły i tak wielkiego przedsięwzięcia wykonać nie może. Nabożny ihumen miał zwrócić jego uwagę na to że jest gotowych do rozpoczęcia roboty tysiąc Kozaków, którzy uciekli przed konfederatami, chcącymi ich w pień wyciąć, — ci pójdą zaraz. Byli to niezawodnie owi Kozacy zbiegi spod Białej Cerkwi, których prowadził Tymberski. Żeleźniak usłuchał ihumena, poszedł do owych Kozaków, gramotę pokazał — i zaczął rżnąć Żydów i Lachów, utworzywszy z nadwornych Kozaków pierwsze kadry wojsk hajdamackich.

Lipoman, z opowiadań Kwaśniewskiego, utrzymywał że o „zrobienie tego pisma” mógł być podejrzany Melchizedek Znaczko Jaworski, trudniący się aptekarstwem, a apteczka przez niego założona istniała jeszcze w roku 1770. Z urządzeniem apteki przez Melchizedeka wiąże się jeszcze imię mnicha motroneńskiego monasteru Mołdowana, który w czasie ihumeństwa Jaworskiego pomagał mu w urządzeniu apteki a równocześnie był pisarzem „archijerejskim”. Maksymowicz „słyszał”, jakoby ów Mołdowan pisał złotą gramotę. To samo miał słyszeć chersoński „archijerej” Innocenty, w czasie wizytacji monasteru motroneńskiego. Nie chodzi tu wszakże bynajmniej o to, kto, że tak powiem, spełnił mechaniczną czynność, lecz kto był jej moralnym sprawcą. Za takiego możemy uznać Melchizedeka, dając wiarę nie tylko bliższym świadectwom, ale świadectwom ludzi, którzy bezpośrednio stykali się z hajdamaczyzną i z monasterem motroneńskim, tym bardziej, że udział w ułożeniu owej gramoty Melchizedeka da się poniekąd dowieść urzędownie. Skalkowski, który miał w ręku archiwum zaporoskie, utrzymuje, opierając się na dokumentach, że ową złotą gramotę przedłożył Melchizedek najprzód koszowemu atamanowi Piotrowi Kalniszewskiemu i że zawierała ona polecenie, ażeby wojsko zaporoskie wszelkimi środkami dopomagało do obrony prześladowanej cerkwi. Koszowy oddał ową gramotę do przeczytania pisarzowi wojskowemu Iwanowi Hłobie. Mądry Kozak przekonał się natychmiast, że jest to dokument fałszowany i doradzał jakoby koszowemu w tej całej sprawie udziału nie brać. Ihumenowi zaś odpowiedziano, że gdyby carowa w samej rzeczy żądała pomocy od Zaporożców, byłaby się niewątpliwie zwróciła do nich nie przez niego, ale przez osobnego posła — jak to bywało „od wieków”.

Pamięć ludowa przechowała także wspomnienie o tym, że prawdziwym sprawcą fałszerstwa złotej gramoty był ihumen motroneński Melchizedek. Wobec tego zdaje się nie ulegać żadnej wątpliwości, że złota gramota, jako pomysł i wykonanie, była dziełem Melchizedeka. Odpowiadała ona w zupełności duchowi jego czynów i myśli.

Wprawdzie niektórzy pisarze, pragnąc ihumena motroneńskiego oczyścić z tego czynu, utrzymywali naiwnie że nie mógł on wziąść tej hramoty od Katarzyny, gdyż był w Petersburgu w r. 1765 (Szulgin i Lebiedincew); inni fałszywości jej dowodzili datą wydania i rzezi humańskiej — ale fałszywość dat nie zmienia jej doniosłości i nie usuwa winy ani współudziału Melchizedeka. Zrobiła ona swoje — dała nóż do ręki dzikim hajdamackim tłumom, przyniosła sankcję morderstwa i wniosła niepokój do obcego państwa. Jako następstwo zakulisowej intrygi i roboty, zgodnej z duchem polityki Repnina, w ostatecznym rezultacie nie różniła się ona niczym od prawdziwego ukazu — gdyby taki istniał. Życzenia zawarte w niej spełnione zostały, oprócz jednego: wojska rosyjskie nie przyszły z pomocą hajdamakom, bo pożar był zbyt groźny. Gdy się pali, nikt nie pyta na razie, czyja ręka ogień podłożyła, ale najprzód gaszą ogień, aby nie zapalił się dom sąsiada.

Taką akcję prowadziło wojsko rosyjskie. Współcześni byli z początku tego przekonania, że Rosja pomaga w dziele mordu. Było to wszakże nieprawdą. Rosja za pomocą agitacji przez urzędników swoich i osoby jej oddane, prowadzone świadomie lub nieświadomie w celu pozyskania jak największego wpływu na sprawy i rząd Rzeczypospolitej, przyczyniła się w wysokim stopniu do wywołania hajdamackiego wybuchu. Ani podniesienia ludności wiejskiej z nożem w ręku przeciwko szlachcie i państwu nie życzyła, ani przewidywała jak daleko agitacja Melchizedeka pójść może, bo to co się stało lub stać mogło, było zarówno groźne dla Rosji, jak i dla Polski. Wiemy już skądinąd, że w r. 1767 w całej Małorosji tj. tej części Ukrainy, która odeszła pod panowanie Moskwy, jako też w Siczy, rozpisane były wybory deputatów do komisji, mającej zająć się układem nowych praw. Cały przebieg tych wyborów, jako też treść podań, wniesionych w tej sprawie, dowodziły najlepiej o słusznym niezadowoleniu, panującym w lewobrzeżnej Ukrainie. Szlachta łubieńskiego pułku otwarcie oświadczyła, że ponieważ „Małorosya” w okresie przynależności swojej do Polski używała tych samych praw i przywilejów, jakich używała szlachta polska i Wielkiego Księstwa Litewskiego, żądała tych samych praw. Kozacy różnych pułków w podaniach swoich pisywali „o rzeczach zupełnie do nich nie należących”, a na Siczy, skąd podanie do komisji nie doszło do nas, mówiono głucho, że stosownie do zwyczaju miejscowego, Zaporożcy będą o potrzebach swoich i krzywdach radzić wspólnie i wyślą posła do Senatu. Ponieważ poprzednio już staraliśmy się scharakteryzować ogólne położenie ludności na Ukrainie lewobrzeżnej, przeto do tego przedmiotu wracać nie będziemy.

Najgroźniejsza jednak była Sicz, posiadająca tradycje wojskowe i organizację, a nie zadowolona bynajmniej z panującego stanu rzeczy. W r. 1768 po dwakroć porywała się ona do broni przeciwko starszyźnie i koszowemu. Osobliwie niepopularny był ataman koszowy Piotr Kalniszewski, zarówno skutkiem swojej surowości względem Kozaków, jak i powolności względem Moskwy, a powolność ta wyrażała się powstrzymywaniem Zaporoża od zbyt daleko idących wybryków. Do tego okresu historii Siczy posiadamy w niewielkiej ilości materiałów i źródeł. Wiemy jednak, że były usiłowania zamordowania Kalniszewskiego (Kałnysza), postawienia na czele Zaporoża Filipa Fiodorowa, wymordowania garnizonu rosyjskiego i szukania „nowych panów”. Ilu było spiskowców i w jakim stopniu wojsko podzielało te przekonania, nie wiemy, to jednak wątpliwości nie ulega, że niezadowolenie było wielkie.

Zamach wykryty został dzięki, jak zwykle, zdradzie. Jeden z mnichów monasteru w Medwedówce, Ambroży i Kozak jednego z kureni Grzegorz Krenicz, donieśli o tym. Rzecz działa się w pałance Protowczańskiej, w domu niegdyś wojskowego popa Cyryla Tarłowskiego. Kozacy Szczerbinowskiego kurenia, Klim, Cygan i Iwan Storożenko poczęli mówić: „Daj nam Boże tylko przedostać się wszystkim na tamtą stronę Dniepru i dojechać do Siczy a zaraz zwołamy Radę. Upatrzyliśmy już sobie od dawna koszowego Filipa (Fiodorowa), który porządek zrobi, nie taki jak u teraźniejszego Kałnysza. Wybrawszy nowego koszowego, teraźniejszego zamordujemy, bo do czegóż on? Nigdzie nie był, nic nie umie i źle panuje. Starszyznę wojskową, która z nim w zgodzie żyje, także wymordujemy i wybierzemy inną, a wydusiwszy wszystkich ponoć i o Moskalach nie zapomnimy”. Gdy Tarłowski zwrócił uwagę, że przecież przysięgano Moskwie, odpowiedziano mu że „znajdą sobie innych panów, a miejsce gotowe już mają”. Jednym słowem, na Siczy ruch był duży.

Pułkownik Bohogardowej pałanki Mojsiej Hołowko donosił starszyźnie 15 maja 1768, że znad Ingułu przeszło 30 ludzi wyszło nie wiadomo dokąd, a na zapytanie dokąd idą, odpowiedzieli: „Dokąd Bóg da, tam i pójdziemy”. Pułkownik Prognoińskiej pałanki Fiodor Wielki zawiadamiał, że na drugiej stronie Prognojów (jezior słonych koło Kinburnu) rybałki (robotnicy przy połowie ryb), porzuciwszy swoich gospodarzy, przechodzą na turecką stronę za Boh, do Kiślakowej i Hordijowej bałki na tureckiej stronie, i tam gromadzą duże watahy (czaty). Ludzie ci grożą pułkownikowi i starszyźnie — która żąda od kosza pomocy. Niezadowolenie trwało ustawicznie i wybuchło już w grudniu 1768 r. Kozacy, tak zwani siromachy, otworzyli więzienia i napadli na starszyznę, która zdołała umknąć. Skończyło się na zrabowaniu ich majątków. Wrzenie to uspokoił rosyjski kapitan Markowicz. Kalniszewski, powrócony znowu do władzy, prosił rząd rosyjski o stałą załogę moskiewską w Siczy „dla bezpieczeństwa”. Rosja tak była zaniepokojona ciągłymi awanturami w Siczy, jako też możnością rozszerzenia się ruchu hajdamackiego za Dniepr, że powstał projekt przesiedlenia ludności rolnej z prawobrzeżnych pałanek do Małorosji, który do skutku nie doszedł. Położenie rzeczy zaczynało być groźne i te okoliczności skłoniły rząd rosyjski do przedsięwzięcia stanowczych kroków w celu ugaszenia pożaru, wznieconego przez hajdamaków. Ruch stawał się tym roźniejszy, że zasłaniano się fałszywymi ukazami carowej, nawołującymi niejako do ruchu.

Oprócz przeto akcji wojskowej, z którą zapoznamy się w toku dalszego opowiadania, Katarzyna II wydała ukaz contra hajdamakom. Był to manifest, wydany 9 lipca 1768, kiedy Ukraina była w płomieniach, a 2000 hajdamaków stało pod Humaniem. Carowa ubolewała nad tym, że mieszkańcy Ukrainy po wywalczeniu dla nich praw równości i swobodnego wyznawania religii prawosławnej, zamiast spokojnego korzystania z tych praw, uciekają się do gwałtów. W Petersburgu już wiedziano o tym, że hajdamacy nadużywają imienia „wiernego” wojska zaporoskiego, że kursują fałszywe ukazy, manifest przeto carowej usiłuje sprostować błędne pogłoski, szerzone po Ukrainie i poleca chwytać i karać hajdamaków. Manifest posiada charakter usprawiedliwiania się. Oświadcza on, że rząd rosyjski nikogo do Polski nie posyłał w celu zachęcania do buntów ludności prawosławnej przeciwko innym wyznaniom; że ci, którzy wydają siebie za oddział wojska zaporoskiego, są zwykłymi zbójami, będą zatem prześladowani i karani; że ci którzy im pomagają, tylko wówczas mogą liczyć na łaskę i miłosierdzie, jeżeli spokojnie powrócą do domów lub dopomogą do wyłapywania rozbójników. Manifest powyższy nie usunął podejrzenia współczesnych o współudziale Rosji w rzeziach hajdamackich, ale stał się punktem zwrotnym w ruchu hajdamackim, chwilą od której rozpoczęła się walka obcego państwa w obronie stanowiska państwowego Rzeczypospolitej wobec własnych poddanych.

Komentarzy 16 to “O ruchach hajdamackich (3)”

  1. Ad: https://marucha.wordpress.com/2012/04/06/o-ruchach-hajdamackich-2/#comment-155631

    Na przekór oczekiwaniom zachodnich planistów, my, Polacy, nie powinniśmy się kierować wyłącznie emocjami. Znając sposób wykorzystania rocznic zbrodni katyńskiej do nastawiania Polaków przeciwko dzisiejszej Rosji i narodowi rosyjskiemu, możemy śmiało się spodziewać, że prozachodni propagandyści nie przepuszczą okazji i cynicznie wykorzystają przypadającą w roku 2013 okrągłą 70. rocznicę rzezi wołyńskiej do utrwalania naszej niechęci do Ukraińców i Ukrainy.

    Kandydaci na antyukraińskich Katonów muszą jednak pamiętać, że:

    1. Polacy mają świadomość, iż we własnym interesie muszą skończyć z polityką wschodnią zaprojektowaną przez Giedroycia. Jej istota daje się streścić następująco: Polska musi współpracować przeciwko Rosji z Ukrainą, Litwą i Białorusią i wspólnie z tymi państwami umacniać swe związki z Zachodem.

    Jest dziś oczywiste, że współpracować ze wschodnimi (i południowymi) sąsiadami, czy nawet zawiązywać z nimi Konfederację Słowiańską powinniśmy po to, by wspólnie występować jako słowiańska strona sojuszu i współpracy z Rosją. Powinniśmy próbować stworzyć (za zgodą Rosji i Niemiec) trzeci człon polityki euroazjatyckiej – porozumienie suwerennych państw Europy środkowo-wschodniej.

    Alternatywą jest bowiem:
    a/ to, co jest (Polska w UE),
    b/ Wielkie Niemcy i Wielka Rosja, nie daj Boże z granicą na Wiśle,
    c/ federacja proamerykańska od Bałtyku do Morza Czarnego (minister Sikorski już zapowiedział powitanie stałych wojsk amerykańskich w Polsce „chlebem i solą”).

    Nie są to rozwiązania dobre dla Polski i polskości, dlatego należy zrealizować testament polityczny Dmowskiego i nawiązać współpracę ze światem słowiańskim, a przede wszystkim z Rosją. To zaś nie wymaga bynajmniej dzielenia i rozszarpywania Ukrainy, lecz zwycięstwa tendencji prosłowiańskich w Polsce i na Ukrainie.

    2. Przywoływany tutaj wielokrotnie w charakterze autorytetu, red. Jan Engelgard pisał w „Polityce Narodowej” nr 11/2011:

    „Dmowski dokonał wręcz rewolucyjnej zmiany w polskim myśleniu o Rosji, uznając na początku XX wieku, że musimy na nią patrzeć „normalnie” a nie emocjonalnie. Nie można bowiem prowadzić polityki narodowej, polityki wielkiego narodu, jakim jest naród polski – kierując się wyłącznie sentymentami, fobiami, poczuciem krzywdy i martyrologizmem. (…)

    (W 1917) zamiast „normalnej” Rosji powstała Rosja bolszewicka. Mimo to Dmowski i wtedy był zdecydowany, żeby to nowe państwo traktować w sensie geopolitycznym jako „państwo rosyjskie”. Ba, już pod koniec życia jasno stwierdzał, że ułożenie przyszłych stosunków Polski z Rosją będzie „najważniejszym zadaniem polityki polskiej”. I to właśnie wydaje mi się najbardziej znaczące w jego myśli wobec Rosji – to jest dla mnie owo „prawdziwe dziedzictwo” Narodowej Demokracji.
    (…)
    (Po 1989) W imię martwej od ponad dwóch wieków idei jagiellońskiej zafundowano nam jej karykaturę, co musiało zakończyć się tak, jak się zakończyło. Na Litwie Polacy są powszechnie uznawani za wroga nr 1, na Ukrainie Zachodniej dominują siły wprost odwołujące się do tradycji banderowskiej, skrajnie antypolskiej, na Białorusi rozbiliśmy polską społeczność w imię „walki o demokrację”. Poszukiwania sojuszników w walce o zepchnięcie Rosji w granice Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, połączone z jakimś nieprawdopodobnymi resentymentami i marzeniami o nowej Wielkiej Rzeczypospolitej, która odzyska straconą bezpowrotnie w wieku XVII pozycję na Wschodzie – zakończyły się nie tylko groteskowymi posunięciami w stylu wyprawa prezydenta RP do Tbilisi, ale zakończyły się też symbolicznie tragedią na lotnisku pod Smoleńskiem. Polityka nie oparta na realiach, motywowana obsesyjną rusofobią i megalomanią – musiała się tak skończyć. W pewnym momencie w Europie zaczęto nas postrzegać jako zagrożenie dla stabilności i pokoju. Dodatkowo te szaleństwa polityki wschodniej nie były, tak jak np. w przypadku Piłsudskiego, rezultatem rodzimych tylko koncepcji, lecz realizowane były przy czynnym wsparciu i inspiracji Wielkiego Brata zza Oceanu, a mówiąc precyzyjniej tzw. neokonserwatystów amerykańskich, których koncepcje są wyjątkowo dla Polski niebezpieczne. (…)

    Obecnie, po upadku rządu PiS i śmierci Lecha Kaczyńskiego – odnotowujemy korektę polityki polskiej. Jest to korekta – jestem o tym przekonany – raczej słuszna. Minister Radosław Sikorski określił ją nawet powrotem do „koncepcji piastowskiej”, dając do zrozumienia, że bliższa jest mu tradycja endecka a nie jagiellońska. (…)Polityka rządu Donalda Tuska jest na pewno bardziej „europejska” niż „amerykańska”, nie jest jednak – jak to określają jego przeciwnicy – „prorosyjska”. Ona jest raczej dostosowaniem się do polityki Niemiec i Francji, a nie jest rezultatem suwerennej decyzji naszego państwa, które uznało, że dotychczasowa polityka była szkodliwa. Ośrodek polityczny Donalda Tuska jest uformowany na tych samych „naukach” i ideach, co obóz Jarosława Kaczyńskiego. Jest jednak bardziej ‘oportunistyczny” i w tym sensie „realistyczny”. To nie jest natomiast polityka nawiązująca do tradycji Narodowej Demokracji. (…)

    Co jest dla nas obecnie priorytetem? Na pewno nie budowanie zamków na piasku, czyli jakiegoś nowego mocarstwa, jesteśmy na to za słabi. To byłaby niepotrzebna utrata energii. Ekonomia jest dzisiaj najważniejsza. A kto jest obecnie naszym największym partnerem gospodarczym? Niemcy i Rosja. Polska od wieków leży między tymi państwami i będzie leżeć. To one są dla nas najważniejsze, a nie Ukraina, Gruzja czy Litwa. Wymiana gospodarcza z USA jest na tle tych obu państw śladowa. To mówi wiele. Jestem zdania, że Polska musi znaleźć swoje miejsce w trójkącie: Paryż-Berlin-Moskwa. To z tym państwami powinniśmy uzgadniać najważniejsze posunięcia. Np. na Wschodzie to Rosja musi być naszym głównym partnerem, a nie – tak jak dotychczas – głównym wrogiem czy przeciwnikiem. Musimy dążyć do tego, żeby Rosja zaczęła nas traktować jako partnera a nie chłopca na posyłki neokonserwatywnej frakcji w USA. Takie sygnały z Rosji płynęły – macie swoje interesy na dawnych obszarach Rzeczypospolitej, rozumiemy to, możemy je uwzględniać, ale na zasadzie wzajemności, tzn., że Polska uzna, że i Rosja ma tych terenach swoje interesy. To byłby prawdziwy przełom, Polska jako samodzielny podmiot w polityce wschodniej. Polityka nie przeciw Rosji, ale w dialogu z Rosją.”

    Zob.: Musimy skoczyć z megalomanią w polityce wschodniej
    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/1556/jan-engelgard-dla-polityki-narodowej-musimy-skoczyc-z-megalo

    3. Wynika stąd wniosek, że nie można widzieć wroga w dzisiejszej Ukrainie i w dzisiejszym narodzie ukraińskim, skoro – jak twierdził Dmowski – naszym wrogiem nie był niegdyś nawet popchnięty do walki z nami naród bolszewickiej Rosji.

    Również sami zwolennicy wymuszenia ukraińskiej ekspiacji i zadośćuczynienia przyznają, że „sprawa pojednania narodów Polski i Ukrainy nie istnieje, gdyż między (naszymi) narodami nie było i nie ma sporu, nigdy nie utożsamialiśmy OUN-UPA z Narodem Ukraińskim.” (M. Śladewska, Zawiedzione nadzieje „pojednania”, „Myśl Polska” nr 9-10/2012).

    Wydaje się to podejściem rozsądnym, tym bardziej, że dzisiejszy naród ukraiński też miał niewiele do powiedzenia po upadku Związku Radzieckiego, padając ofiarą pieriestrojki i sorosowej pomarańczowej rewolucji. Natomiast władze niepodległej Ukrainy w osobie prezydenta Krawczuka zaproponowały podczas rewizyty Wałęsy na Ukrainie w dniach 24-26.05.1993 r. powołanie struktury współpracy państw postkomunistycznych Europy Środkowo-Wschodniej oraz Austrii, przypominającej zgłoszoną rok wcześniej przez Wałęsę propozycję NATO-bis. Polska odrzuciła plan Krawczuka, który mógł przynieść normalizację wzajemnych stosunków i załatwienie kwestii historycznych, a potem podjęła integrację z Zachodem i wdrażanie antyrosyjskiej, proamerykańskiej „polityki wschodniej”, której fiasko tak podsumował prof. Wielomski:

    „Polityka międzynarodowa Prawa i Sprawiedliwości kompletnie zbankrutowała. Nie ma sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi; nie ma sojuszu z Ukrainą; nie mamy poważania nawet na Litwie. Międzymorze w roku 2010 jest taką samą mrzonką, jaką była idea federacyjna Józefa Piłsudskiego w roku 1920 i jak powstańcza idea restytucji przedrozbiorowych granic polskich w roku 1863. Dlaczego idea ta zbankrutowała? Dlatego, że prawa geopolityki są niezmienne, gdyż Polska leży dziś tak samo pomiędzy Niemcami i Rosją jak leżała w roku 1863 czy 1920. Realistyczne sojusze Polska może zawierać tylko z tymi dwoma mocarstwami, szukając w jednym z nich ochrony przed drugim. Nasza sytuacja jest – w stosunku do stanu w jakim byliśmy przez ostatnie 200 lat – i tak fantastyczna. Oto możemy dziś sami wybrać pomiędzy sojuszem z Rosją, a sojuszem z Niemcami. Dawno nie mieliśmy takiej możliwości!”

    Zob.: Koniec tragicznego lotu i tragicznej polityki
    http://www.bibula.com/?p=21213

    4. Kluczem do naprawienia stosunków polsko-ukraińskich jest zatem porozumienie i przyjazna współpraca zarówno Polski, jak i Ukrainy z Rosją. Pozostawanie Polski lub Ukrainy w orbicie antyrosyjskiej „polityki wschodniej” Zachodu, to kontynuacja nieporozumień pomiędzy naszymi narodami, natomiast tworzenie przez Polskę i Ukrainę wspólnego antyrosyjskiego sojuszu nie ma w dzisiejszej rzeczywistości żadnego sensu.

  2. Wandaluzja said

    Finansowanie hajdamaczynzy przez armię rosyjską nie ulega wątpliowści, gdzyż zanikała ona po odejściu Rosjan. Miał to być środek aneksji przez Rosję Kijowa, czemu zapobiegła polska lakarka w czasie II wojny śląskiej lecząc Fryderyka II z migreny w jego wrocławskim pałacu na pl. Wolności. Otóż przywiozła ona Fryderykowi 1.200.000 talarów w złocie za protektorat nad Kijowem. Gdy przy tłumieniu konfederacji barskej Rosjanie obsadzili cytadelę kijowska to 4 burmistrzów kijowskich pojechało do Berina. przyjął ich kronprinc na stojąco, który powiedział, że nic mu nie wiadomo, żeby celne prawa Kijowa zostały naruszone, ale jeśli do tego dojdzie to żeby powiadomić go jak najszybciej.
    Poniewaz potęga morska Turcji zależała od drewna litewskiego, którego dystrybutorem na Morzu Śródziemnym był sułtan, tak Prusy – przez protektorat nad Kijowem – były protektorem Turcji.
    Protektorat ten złamała Katarzyna, na której NIEZNANĄ gramotę powoływali się w sądach hajdemacy. Nie była ona daleka od tego, bo wykupiła władzę w Paryżu przez tajne konta szwajcarskie, żeby burżuazja francuska zaszachowała Prusaków nad Renem.
    Tak jak serbskie psy wojny poszły za wnioskiem uniwersytetu belgradzkiegi, że AUSTRIA WOJNY ŚWIATOWEJ NIE PRZEŻYJE.

  3. Piotrx said

    A mnie interesuje prawda i polski interes narodowy a nie umizgi do naszych wrogów . Mozna i trzeba współpracować tylko w oparciu o pełną prawdę z ludzmi pokroju prawosławnego Ukraińca śp. Wiktora Poliszczuka a nie z postbanderowcami i chwalcami OUN-UPA i ukraińskiego „rizuństwa”.

    Niestety u wielu dzisiejszych Ukraińców (szczególnie zachodniej czesci) nie widać zadnej skruchy czy odciecia się od zbrodniczych ideologii , dalej hołubią riznuństwo OUN-UPA , czy hajdamaków, I dotyczy to także dużej czesci duchowieństwa grekokatolickiego (takze w Polsce).

    Mało tego ciągle zarzucają wszystkie winy tylko i wyłącznie stronie polskiej a nie dostrzegają wcale swoich – np “operacja Wisła” widziana tylko jako krzywda (zadanie potepienia przez parlament polski) a nie wyjasniają jej przyczyn. Sami uznają czlonków OUN-UPA za kombatantów. Swój punkt widzenie narzucają Polakom, przy wtórze polskojezycznych mediów, a kolejne “polskojęzyczne rządy” milczą w tej sprawie i robią ciągle umizgi do postbanderowców. Wystarczy poczytac sobie sponsorowane przez polskiego podatnika ukraińskie “Nasze Słowo”.

    A bazują czesto na niewiedzy historycznej wielu Polaków stąd chocby przypominanie takich wydarzen jak “ruchy hajdamackie”.

    Mało tego zakłamują historię, zacierają slady polskości i ukrainizują niemal wszystko na dzisiejszej Ukrainie. Bądąc we Lwowie miałem okazje sie o tym naocznie przekonać.

    Mało tego wchodzą do władz lokalnych, sejmu, senatu, archiwów, IPN, uczelni (np KUL w Lublinie) w Polsce i dzialają w nacjonalistycznym duchu ukraińskim. Np dzialalnosc posła PIS, potem PJN, Pawla.K., usunięcie pomnika ofiar OUN-UPA w Przemyślu – wiceprezydent Dariusz I., wicewojewoda podkarpacki Malgorzata Ch.
    czy zabiegi posła PiS Marka.K. (wczesniej protegowany Unii Wolności) przy pochówku członków OUN-UPA z Birczy na ukraińskim cmentarzu wojskowym w Pikulicach pod Przemyślem. Wczesniej jako wicewojewoda podkarpacki odmówił udziałowi przedstawicieli WP podczas uroczystości w Birczy – upamietnienie jej obrony przez zołnierzy polskich przed atakami OUN-UPA.

    Mało tego dzisiejsze ukraińskie srodowiska nacjonalistyczne nadal stoją na stanowisku że obecna Polska (a także Białoruś, Rosja, Słowacja, Rumunia) jest nadal “okupantem części ziem etnicznie ukraińskich” i że o te ziemie oni się w odpowiednim momencie jeszcze upomną.

    http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/problem.html

    Nie widzę więc powodu by milczeć w tych sprawach i udawać że nic się nie dzieje.

    Zainteresowanych poszerzeniem wiedzy w tym temacie odsyłam np. do bardzo wielu rzetelnych prac prawosławnego Ukraińca śp. Wiktora Poliszczuka np.

    Dowody zbrodni OUN i UPA
    http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_37.html

    O wszystkich tych zagrożeniach dla państwa polskiego byli wielokrotnie informowani przez różne organizacje kresowe i kombatanckie, jak też przedstawicieli polskich środowisk patriotycznych i przez samego Wiktora Poliszczuka zarówno prezydenci i premierzy Polski jak również przedstawiciele parlamentu. Niestety wszystko to pozostało praktycznie beż żadnego odzewu.

    http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/osad/listy.html

    To dziwne milczenie krajowych “elit” wynika chyba z faktu, że niektóre cele nacjonalizmu ukraińskiego, jak choćby osłabianie i rozbicie państwa i narodu polskiego, są całkowicie zbieżne z dążeniami innych wrogów Polski. O tym, że cele te były i są konsekwentnie realizowane w Polsce może świadczyć Uchwała Krajowego Prowidu OUN z 22 czerwca 1990 r. /niżej/

    FRAGMENTY UCHWAŁY KRAJOWEGO PROWIDU ORGANIZACJI UKRAIŃSKICH NACJONALISTÓW (OUN) podjętej 22.VI.1990.

    http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/osad/uchwala.html

    /hragment/
    „Problematyka rewolucyjnej OUN – awangardy narodu ukraińskiego – powinna być tam zawsze obecna. Głosić prawdę bardziej znanych wydarzeń dziejowych (Grunwald, Wiedeń, Warszawa 1920, Monte Cassino) podkreślając, że odniesione tam zwycięstwa były głównie dziełem Ukraińców, a nie Polaków. Polacy odegrali w nich rolę drugorzędną. Stanowczo rozprawiać się z antyukraińskimi poglądami na historię działaności UPA – E. Prusa, W. Hraniewskiegp, J. Sobiesiaka, H. Cybulskiego, kś. Kuczyńskiego, J. Jastrzębowskiego, W. Romanowskiego, J. Popiela, M. Fijałki, kś. Szetelnickiego, J. Gietrycha, Z. Alberta, A. Oliwy, W. Kalabińskiego, J. Węgierskiego, S. Myślińskiego, M. Juchniewicza, W. Szoty, J. Turowskiego, Siemaszki i j. Sereta. Najlepiej to robić piórem samych Polaków, wśród których znajdą się osoby sprzedajne (obiecać wysokie honoraria i stypednia zagraniczne). Wskazane jest opanowanie niektórych polskich pism, w tym „Semper Fidelis”, „Tak i nie” i in. Wejść do władz Archiwum wschodniego, infiltrować Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (GKBZHwP), przeszkadać w zbieraniu obciążających Ukraińców materiałów z wydarzeń drugiej wojny światowej, nie dopuszczać do publikowania materiałów obciążających ukraiński nacjonalizm rewolucyjny OUN. Zestawić ściśle poufne listy osób (nazwiska i adresy) nieprzychylnych ruchowi rewolucyjnemu. Zestawić także listę Polaków, którzy są przychylni rewolucyjnej OUN. Listy, jako dokumenty ważnej wagi państwowej dostarczyć Prowidowi Krajowemu
    (…)
    Dążyć wszelkimi środkami i sposobami do odbudowania ukraińskiego charakteru Zacurzonii podkreślając, że samostijna Ukraina nigdy z tych ziem nie zrezygnuje i w odpowiednim momencie o nie się upomni. Jeśli Polacy będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej. Doprowadzić do zwrotu przez Kościół Polski katedry ukraińskiej w książęcym grodzie Przemyślu. Tu powinno znaleźć się biskupstwo Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi oraz powinny osiedlić się ukraińskie zakony.
    (…)
    Nigdy nie zależało nam na sile Polski i teraz nie zależy, wręcz przeciwnie, na jej osłabieniu wewnętrznym i międzynarodowym. Zależy nam na tym, żeby w Polsce istniała słaba służba wewnętrzna (i kierowana przez ludzi nam życzyliwych) i słaba, nieliczna armia. Zależy nam także na rozbiciu narodu polskiego i osłabieniu Solidarności. Należy zatem podsycać w łonie narodu polskiego seperatyzmy regionalne: Górnoślązaków, Kaszubów, Górali.
    (…)
    To wszystko ma służyć osłabieniu Polski, a w przyszłości doprowadzić nawet do zupełnej dekompozycji państwa polskiego – co leży w interesie polityki Ukrainy, w której siłą awangardową jest i będzie rewolucyjna OUN. Obecna Polska nie powinna być zbyt silna, ale też nie może być zbyt słaba. Wobec zupełnego rozprężenia sieci polskiego kontrwywiadu, z którego solidarnościowy rząd wypędził wszystkich fachowców pochodzących z nomenklatury, odbudować tajną sieć OUN i zacząć kontrolować wszystkie dziedziny życia Rzeczypospolitej .”

  4. Piotrx said

    Wiktor Poliszczuk, Ph.D.

    Brampton, 9 grudnia 1996 r.

    Pan Prezydent RP

    Aleksander Kwaśniewski

    Warszawa

    Jako obywatel RP, jako Ukrainiec i wieloletni badacz nacjonalizmu ukraińskiego, zwracam uwagę Pana Prezydenta na następującą sprawę:

    W maju i czerwcu 1996 roku przebywałem w Polsce, usiłując między innymi uzyskać audiencję u Pana Prezydenta, aby wyłożyć Mu mój punkt widzenia na faszystowską istotę nacjonalizmu ukraińskiego, którego celem strategicznym jest zbudowanie nacjonalistycznego państwa ukraińskiego, obejmującego, między innymi, południowo-wschodnie obszary RP. Od tego zamiaru nacjonalizm ukraiński nigdy nie odstąpił. Obecnie nastąpiły zaszłości, które nie mogą być obojętne ani dla Pana, jako Prezydenta RP, ani dla narodu polskiego i ukraińskiego, ani dla mnie, dla którego dążenie do poszerzenia granic Ukrainy oznacza nową wojnę. Proszę zwrócić uwagę na następujące fakty:

    l. Z oświadczenia Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji melnykowskiej wynika, że nadal, na stan z listopada 1996 roku, stoi ona na stanowisku odebrania od sąsiadów Ukrainy terytoriów, wchodzących w skład, między innymi, Polski (informacja w załączeniu). Ta frakcja OUN wyrosła z pierwotnej, powstałej w 1929 roku OUN, która wzięła na swe ideologiczne uzbrojenie faszystowską doktrynę Dmytra Doncowa, która już wówczas określiła cel strategiczny nacjonalizmu ukraińskiego -zbudowanie nacjonalistycznego państwa ukraińskiego na wszystkich, arbitralnie przez ten ruch określonych, ukraińskich terytoriach etnograficznych, a więc też na obszarze Podlasia, Chełmszczyzny, Zamojszczyzny, Nadsania i Łemkowszczyzny. Po rozłamie w OUN ta frakcja była organizatorem finansowanego przez Abwehrę Ukraińskiego Centralnego Komitetu, była organizatorem dywizji SS-Galizien, do końca wojny stała ona boku Niemiec hitlerowskich. Do dnia dzisiejszego ta frakcja OUN nie odseparowała się od faszystowskiej ideologii, nie odeszła o swego celu strategicznego, sformułowanego w uchwałach] programowych.

    2. Przewodniczącego tej frakcji OUN w dniu 29 listopada 1996 r. Prezydent Ukrainy Leonid Kuczma udekorował orderem „Za zasługi”.

    3. Światowy Kongres Ukraińców z siedzibą w Toronto zorganizowany i całkowicie opanowany przez frakcje OUN, z którym oficjalne władze Ukrainy utrzymują stałe kontakty, wydał apel, w pierwszym zdaniu którego sformułowane jest twierdzenie iż Polska jest okupantem ziem ukraińskich. Sekretarza generalnego ŚKU, Jarosława Sokołyka, przyjmują ministrowie, posłowie na Sejm, senatorowie RP, prowadzą z nim rozmowy na temat żądań SKU w zakresie odszkodowania dla wysiedlonych w ramach operacji „Wisła” Ukraińców, przeproszenia ich itd.

    Przedstawiając powyższe Panu Prezydentowi spełniam obowiązek obywatela RP, Ukraińca oraz humanisty. Jako badać problemu nacjonalizmu ukraińskiego będę wdzięczny za potwierdzenie przez Kancelarię Pana Prezydenta otrzymania tego pisma, za reakcję na nie w odpowiednim kierunku – utrzymywaniu przyjaznych stosunków z Ukrainą z wyeliminowaniem z nich wpływów ukraińskich struktur nacjonalistycznych.

    Kopie nin. pisma przesyłam zainteresowanym: Min. Sprał Zagr., oraz Sejmowej Komisji Spraw Zagr.

    Pozostaję z szacunkiem

    Wiktor Poliszczuk

    LIST 2.

    list do prezydenta RP z 22.04.1997, na który również nie było odpowiedzi.

    /W.Poliszczuk -„Zginęli z rąk ukraińskich ?” – Toronto 1997. str. 113-115/

    Wiktor Poliszczuk, Ph.D.

    120Timberlane Dr.

    Brampton, Ont.

    L6Y 4V7

    Tel: 905-453-2987

    Brampton, 24.04.1997

    Pilne! Urgent! Pilne! Urgent!

    Pan Prezydent RP

    Aleksander Kwaśniewski

    Warszawa

    Szanowny Panie Prezydencie,

    Mimo, iż nie otrzymałem od Pana Prezydenta odpowiedzi na poprzednie moje pisma, niniejszym pragnę przestrzec Pana przed popełnieniem poważnej politycznej pomyłki. Z uzyskanych ze środków masowego przekazu informacji wynika, iż ma Pan zamiar podpisać z Prezydentem Leonidem Krawczukiem deklarację, w której potępiona byłaby również tzw. Akcja „Wisła”. Załączam przeto swoje opracowanie pt. Akcja „Wisła” – próba oceny, w którym przytaczam twierdzenie ukraińskiego nacjonalistycznego historyka i zarazem wysokiej rangi członka OUN frakcji Bandery, jak też „komandyra” UPA, Lewa Szankowśkiego, iż bez przesiedlenia ludności ukraińskiej z południowo-wschodnich terenów Polski w latach 1945-1947 nie byłoby możliwe pokonanie UPA. Takie kroki (przesiedlenia) podjąłby każdy, nie tylko komunistyczny, rząd państwa, będącego podmiotem prawa międzynarodowego.

    Między innymi na tej podstawie przeprowadzam wywód, iż zarządzenie akcji „Wisła” nie stanowiło odpowiedzialności zbiorowej wobec ludności ukraińskiej, akcja „Wisła” stanowiła działanie wywołane stanem wyższej konieczności, którego przyczyną były akcje OUN-UPA, mające na celu oderwanie (po wybuchu III wojny światowej, na którą te struktury czekały) od Polski jej południowo-wschodnich terenów.

    Akcja „Wisła” przeprowadzona została na terenie Państwa Polskiego w stosunku do jego obywateli, stąd też akcja „Wisła” stanowi stricte wewnętrzną sprawę Polski i jako taka nie może być przedmiotem deklaracji Prezydentów sąsiadujących ze sobą państw.

    Natomiast działania OUN-UPA, w wyniku których zamordowano około 100.000 polskiej ludności cywilnej, przeprowadzone były na terytorium pozostającym w status quo ante bellum Państwa Polskiego oraz przeciwko obywatelom polskim. Wobec tego, że tej ludobójczej akcji dopuściły się siły mieniące się siłami ukraińskimi, ludobójstwo OUN-UPA winno być wyraźnie potępione w mającej być podpisanej deklaracji.

    Jestem Ukraińcem i obywatelem RP, nie jestem komunistą ani nacjonalistą. Pragnę szczerego pojednania narodów polskiego i ukraińskiego. Jako wieloletni badacz nacjonalizmu ukraińskiego, właśnie w nim upatruję główną przyczynę konfliktów polsko-ukraińskich od wczesnych lat 1920-ch do dnia dzisiejszego, co udowadniam w szeregu moich prac naukowych i publicystycznych. Moje badania prowadzą do wniosku, że Ukraińcy w Polsce w swej masie nie pragną powrotu na ziemie, z których zostali przesiedleni, burzę wokół tego powrotu wywołują jedynie koła Ukraińców w Polsce, będące eksponentami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

    Wobec tego, że akcja „Wisła” stanowiła działanie w stanie wyższej konieczności, a więc dobro mniejszej wartości (naruszenie wolności osobistej ludności ukraińskiej w Polsce) zostało poświęcone celem ratowania dobra większej wartości (zachowanie całości terytorialnej Państwa Polskiego) – wobec Ukraińców w Polsce ze strony Państwa Polskiego należy wyrazić ubolewanie z powodu akcji, których przyczyną byty działania OUN-UPA.

    Pismo niniejsze jest wyrazem troski o zachowanie spokoju i pokoju w Polsce, na Ukrainie i w Europie, troski o usunięcie przeszkód, stojących na drodze rzetelnego pojednania polsko-ukraińskiego. Jedyną przeszkodą na tej drodze są działania ukraińskich struktur nacjonalistycznych, które nie są wyrazicielami większości Ukraińców w Polsce, ani też na Ukrainie.

    Pozostaję w nadziei, iż mój głos, głos prawosławnego

    Ukraińca, nie pozostanie głosem wołającego na puszczy.

    Z wyrazami szacunku

    Wiktor Poliszczuk

    Jak informuje dalej autor listu:

    „Na oba te listy pręzydent A. Kwaśniewski nie odpowiedział, ale za to w jego imieniu min. Siwiec udzielił odpowiedzi najważniejszemu banderowcowi w Stanach Zjednoczonych, Askoldowi Łozynśkiemu, na jego list do prezydenta w sprawie potępienia akcji „Wisła”. W imieniu prezydenta oświadczył on, że Prezydent solidaryzuje się z uchwałą Senatu RP z 1990 roku, potępiającą akcję „Wisła”. To już nie są imponderabilia, to są rzeczy namacalne, realne, taka jest polityka rządu RP.

  5. zimny said

    …no nic dodać nic ująć….panie kolego…pozdrawiam….wiemy o co chodzi….;

  6. RomanK said

    1.200.000 talarów w złocie za protektorat nad Kijowem….
    Nie pomylil sie pan???

  7. RomanK said

    Skarb attamana Polbutoka liczyl 200 000 zlotych talarow( czerwiency) i miescil sie w dwoch solidnych beczkach na sol i solone sledzie…
    1200000 talarow zatem zajmowaloby szesc takich samych beczek…a ich transport zwracalby uwage. Jak lekarka przewiozlaby taki ladunek zlota bez odpowiedniej ochrony..bylo bie bylo wartosc zlota jest niezmienna i jego sila nabywcza tez..zatem na dzisiejsze czasy mniej wiecej wartaloby to ok 2 miliardow dollarow///- 100 najnowszych F-35..z pelnym uzbrojeniem,,,,.
    I w sumie za co????
    Zdeponowany w Banku Anglii skarb Atamana na 7.88% rocznie w 1723 roku ,,, po 270 latach skumulowanego procentu dzis jego wartosc przekroczylaby wielkosc wszystkich rezerw swiatowych zlota… mniej wiecj 39 kg zlota na glowe kazdego Ukrainca.

  8. RomanK said

    Ojjj nie szesc ale dwanascie beczek…oczywiscie,

  9. RomanK said

    Polecam bardzo ciekawy wpis na temat Ruchawki Hajdamackiej z Forum Historykow:

    http://forum.historia.org.pl/topic/6899-hajdamacczyzna/

  10. Re 3

    Poliszczuk kierował swe listy do prezydenta A. Kwaśniewskiego – sojusznika Stanów Zjednoczonych AP:

    „26 lutego 1999 Aleksander Kwaśniewski ratyfikował akcesję Polski do Paktu Północnoatlantyckiego (NATO) w trakcie wspólnej ceremonii z prezydentem Czech Václavem Havlem. 17 marca 2003 na wniosek premiera Leszka Millera wydał postanowienie o użyciu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w sile do 200 żołnierzy w składzie sił koalicji międzynarodowej (…) Na mocy postanowienia Prezydenta RP wydanego na wniosek premiera od 3 września 2003 na terenie Iraku stacjonował Polski Kontyngent Wojskowy w sile od 1000 do 2000 żołnierzy. Jego misja została zakończona 30 października 2008 z inicjatywy premiera Donalda Tuska.” (Wikipedia).

    A co sojusznik Stanów Zjednoczonych miał odpowiedzieć Poliszczukowi, skoro Stany Zjednoczone robiły tak:

    „Stany Zjednoczone i kat Polaków Mykoła Łebed
    (…)
    Upowska propaganda za pieniądze USA

    Poczynając od 1953 roku w ramach operacji AERODYNAMIC zaczęto działać poprzez ukraińską grupę studencką pod przywództwem Łebeda, funkcjonującą w Nowym Jorku pod auspicjami CIA, która zgromadziła ukraińską literaturę i historię oraz zajęła się produkcją ukraińskich gazet nacjonalistycznych, biuletynów, programów radiowych i książek przeznaczonych do dystrybucji na Ukrainie. W 1956 roku grupie tej nadano formalnie osobowość prawną jako stowarzyszeniu non-profit pod nazwą Prolog Research and Publishing Association. To pozwoliło CIA na gromadzenie jej funduszy, jako pochodzących z pozornych darowizn prywatnych, nie podlegających opodatkowaniu. Aby uniknąć wścibskich oczu urzędników stanu Nowy Jork, CIA przekształcił Prolog w przedsiębiorstwo nastawione na zysk pod nazwą Prolog Research Corporation, które pozornie działało na podstawie umów z osobami prywatnymi. Prolog, pod kierunkiem Hryniocha, prowadził biuro w Monachium nazwane Ukrainische Gesellschaft für Auslandsstudien, EV. Większość publikacji była przygotowywana właśnie tam. Grupa Hryniocha-Łebeda ciągle istniała, ale cała jej działalność odbywała się za pośrednictwem Prologu.

    Prolog werbował i płacił ukraińskim pisarzom emigracyjnym, którzy generalnie byli nieświadomi, że uczestniczą w przedsięwzięciu kontrolowanym przez CIA. Tylko sześciu czołowych członków ZP/UHWR było świadomymi agentami. Poczynając od 1955 roku nad Ukrainą rozrzucano drogą powietrzną ulotki, a w Atenach rozpoczęło emisję swych audycji radio Nova Ukraina przeznaczone dla odbiorców na Ukrainie. Te działania zapoczątkowały również systematyczne akcje wysyłkowe na Ukrainę poprzez ukraińskie kontakty w Polsce i emigracyjne w Argentynie, Australii, Kanadzie, Hiszpanii, Szwecji i gdzie indziej. Gazeta „Suczasna Ukraina” (Współczesna Ukraina), biuletyny informacyjne, ukraińskojęzyczny periodyk dla intelektualistów zatytułowany „Suczasnist” (Współczesność) i inne publikacje były wysłane do bibliotek, instytucji kulturalnych, biur administracyjnych i osób prywatnych na Ukrainie. Działalność ta zdopingowała ukraiński nacjonalizm, wzmocniła ukraiński opór, nadto, dawała informacyjną alternatywę w stosunku do sowieckich mediów.

    W samym tylko 1957 roku, ze wsparciem CIA, Prolog przeprowadził transmisję 1.200 programów radiowych, co dawało 70 godzin emisji na miesiąc, i rozprowadził 200.000 gazet i 5.000 broszur. W kolejnych latach Prolog rozprowadzał książki autorstwa nacjonalistycznych ukraińskich pisarzy i poetów. Jeden z analityków CIA stwierdził, że, „w pewnej formie uczucia nacjonalistyczne wciąż egzystują na Ukrainie i … mamy obowiązek wspierać je jako broń zimnej wojny”. Dystrybucja literatury na radzieckiej Ukrainie trwała do końca zimnej wojny.

    Prolog zbierał też dane wywiadowcze, po tym jak radzieckie ograniczenia dotyczące podróżowania zostały nieco złagodzone w późnych latach 50. Skutkowało to możliwością spotkań ukraińskich naukowców i studentów – emigrantów z mieszkańcami Sowieckiej Ukrainy podczas konferencji akademickich, międzynarodowych festiwali młodzieży, przedstawień muzycznych i tanecznych, igrzysk olimpijskich w Rzymie itp., gdzie zdobywali wiedzę o warunkach życia tam, jak również o stosunku Ukraińców do reżimu sowieckiego. Szefowie Prologu i agenci wysłuchiwali później sprawozdań podróżnych po ich powrocie po czym dzielili się informacjami z CIA. W samym tylko 1966 roku personel Prologu miał kontakty z 227 obywatelami radzieckimi. W początkach 1960 roku Prolog zatrudnił wyszkolonego przez CIA ukraińskiego wywiadowcę Anatola Kamińskiego. Stworzył on sieć informatorów w Europie i Stanach Zjednoczonych złożoną z ukraińskich emigrantów i innych Europejczyków podróżujących na Ukrainę, którzy rozmawiali z radzieckimi Ukraińcami w ZSRR albo z radzieckimi Ukraińcami podróżującymi po krajach zachodnich. W 1966 Kamińskij został szefem operacji Prologu, podczas gdy Łebed sprawował nadal ogólne kierownictwo.

    W ten sposób AERODYNAMIC stała się jedną z najskuteczniejszych operacji CIA obejmując swymi wpływami niezadowolonych obywateli radzieckich. W latach sześćdziesiątych szefowie Prologu dostarczali raporty na temat ukraińskiej polityki, ukraińskich poetów dysydentów, osób mających kontakty z KGB, jak również tożsamości oficerów KGB, na temat radzieckich rakiet i samolotów na zachodniej Ukrainie i w wielu innych sprawach. Oficjalne radzieckie ataki na ZP/UHWR[*] jako na banderowców, niemieckich kolaborantów, amerykańskich agentów, itp. były dowodem skuteczności Prologu, tak jak były nimi radzieckie interwencje w sprawie ukraińskich pisarzy i innych dysydentów w połowie i w późnych latach sześćdziesiątych. W tym czasie Prolog objął swym wpływem nowe pokolenie Ukraińców. Od 1969 roku Ukraińcy wyjeżdżający z ZSRR byli instruowani przez dysydentów, aby materiały informacyjne o radzieckich represjach na Ukrainie przekazywać wyłącznie pracownikom ZP/UHWR. Podróżujący na Ukrainę relacjonowali, że widzieli nawet literaturę spod znaku ZP/UHWR w prywatnych domach. Prolog stał się, według słów jednego z wyższych urzędników CIA, jedyną „siłą napędową operacji CIA dotyczących Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej i [jej] czterdziestu milionów ukraińskich obywateli”.
    (…)
    Fragment książki Richarda Breitmana i Normana J.W. Goda pt. „Cień Hitlera. Nazistowscy zbrodniarze wojenni, wywiad amerykański i Zimna Wojna”.

    Całość tłumaczył: Adam Śmiech”

    Źródło: https://marucha.wordpress.com/2011/01/30/stany-zjednoczone-i-kat-polakow-mykola-lebed/

    [*] – UHWR, Ukraińska Główna Rada Wyzwoleńcza – organizacja politycznego kierownictwa walką narodowowyzwoleńczą Ukraińców, utworzona w Dystrykcie Galicja w lipcu 1944 r. z inicjatywy kierownictwa OUN-B i UPA.

    * * *

    Jeszcze jakieś pretensje pod adresem Ukrainy i narodu ukraińskiego?

  11. Brus_Zły_Lis said

    ciekawe

    http://czerwonykiel.blogspot.com/2012/04/kompleks-nieudanej-aktorki.html

  12. Guła said

    #1

    „Radosław Sikorski określił ją nawet powrotem do „koncepcji piastowskiej”, dając do zrozumienia, że bliższa jest mu tradycja endecka a nie jagiellońska.”

    i z tego powodu Rosjanie w okręgu kaliningradzkim zaczęli ustawiać samojezdne S-400
    Proponowany tekst przez szanownego pana .ru zawiera wiele takich „perełek”
    ………
    W układzie niemiecko – ruskim (z mianem to u nich co i rusz inaczej, bez znaczenia) miejsca na Polskę nie ma. Wbijcie sobie szanowni państwo to do głowy.
    To tylko propozycja.

  13. RomanK said

    Gulo..jesli wbijac to radze zaczac od siebie:-)))
    ponad 1000 lat minelo…i niewiele sie zmienilo//// Isoterma stycznia jest granica strefy wplywu.. Slavii… a Wrclav czyli Vrota Slavii jest dalej Wroclawiem:-)) A ze mebluja co raz inaczej…raz rzeplita rz uKraina raz Wielkie Ksiestwo raz Bialorus…. jak podniesiesz kozuch..ta sama krajka:-)))

  14. Piotrx said

    re 10: „Jeszcze jakieś pretensje pod adresem Ukrainy i narodu ukraińskiego?”

    Jakies problemy z czytaniem tekstu ze zrozumieniem?

  15. Guła said

    Jakbym śmiał inaczej.
    Ci nie znaczy, coby rezygnować.

  16. Piotrx said

    „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”

    W Lublinie wydano list otwarty do miast na Ukrainie 14-03-2012, 10:34
    http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=121&pkid=126&nid=5848

    Tekst Piotra Szelągowskiego.

    Większość radnych Lublina podpisało list w którym domagają się jasnego stanowiska rad miejskich miast ukraińskich w sprawie Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach Przewodniczący Rady Miasta, Piotr Kowalczyk, szef zarządu miejskiego PiS w Lublinie nie podpisał listu.

    Lubelski PIS pokazuje swoje prawdziwe oblicze

    Do władz Lublina wystosowano list otwarty wzywający Lwów, Łuck i Stanisławów do potępienia zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN/UPA, wśród osób, które nie złożyły swojego podpisu projektem – jest przewodniczący Rady Miasta, Piotr Kowalczyk, szef zarządu miejskiego PiS w Lublinie.

    Treść projektu skierowanego na marcową sesję Rady Miasta.

    „W trosce o pamięć historyczną i wzajemną współpracę między naszymi narodami – Rada Miasta Lublin zwraca się z apelem do samorządów miast partnerskich Lublina: Łucka, Lwowa i Iwano-Frankowska o potępienie zbrodni ludobójstwa dokonanych w latach 1943-1944 przez oddziały OUN-UPA oraz SS Galizien na ludności narodowości polskiej a także ukraińskiej, żydowskiej, ormiańskiej i czeskiej.

    Wzajemne partnerstwo, współpraca i przyjaźń, na które od wielu lat pracujemy, nie mogą opierać się na braku jednoznacznego, krytycznego stanowiska wobec zbrodni i bestialstwa popełnionych na bezbronnej ludności cywilnej. Szacunek wobec naszej wspólnej, niekiedy bardzo trudnej, historii jak również hołd oddany naszym pomordowanym rodakom, to jeden z fundamentów dalszych owocnych relacji między naszymi miastami i narodami. Wszelka forma gloryfikowania twórców zbrodni, jaką była rzeź niewinnej ludności Wołynia i sprzyjanie kultywowania tych wydarzeń – bezwzględnie muszą zostać potępione przez naszych ukraińskich partnerów.

    Biorąc pod uwagę powyższe, Rada Miasta Lublin, przyjmując za priorytetowy cel budowanie dalszej wzajemnej współpracy i szacunku między Lublinem a naszymi wschodnimi miastami partnerskimi, apeluje o zajęcie jednoznacznego stanowiska potępiającego zbrodnie ludobójstwa wołyńskiego, tudzież jej wszystkich sprawców” …

    Wypowiedź Kaczyńskiego, który był obecny w Lublinie na temat Ludobójstwa:

    „Każda sprawa ma swój „tajming” – (błysnął neologizmem prezes PiS) – Kiedy ja byłem premierem, a mój brat prezydentem to nie był dobry czas, żeby zwracać Ukraińcom uwagę, bo oni myśleli jak trafić na Zachód. Ale ponieważ teraz przeważa u nich opcja wschodnia, to już można mówić o ludobójstwie! – stwierdził lider Prawa i Sprawiedliwości.”

    I to jest właśnie to, co dyskwalifikuje Prezesa Kaczyńskiego jako przedstawiciela wszystkich patriotycznych ugrupowań w Polsce.

    Jeżeli ma on „taiming” na Ludobójstwo, to ma też i na inne ważne problemy i tematy. A więc wybiórczo realizuje politykę, która dla wielu Polaków jest sednem. Jest „taiming” na Kresy, i na inne cele.

    My jednak nabrać się nie damy. Co oczywiście nie znaczy, że kochamy Tuska. Wiemy na co go stać i wiemy też że w naszej walce o Prawdę on również nie jest naszym żadnym przyjacielem na równi z Kaczyńskim. Warto to w końcu zrozumieć.

    Nie jest tak, że nie dysponujemy wyjściem. Za wszelką cenę przed wyborami udowadniano wszystkim, że nie mamy tego wyjścia i musimy koniecznie iść głosować na PIS. Wręcz to usłyszałam: „Macie inne wyjście?”

    Nie chodzi tutaj o dzielenie sił. Chodzi o zdrową i prawdziwą reprezentację wszystkich Polaków myślących kategoriami Prawdy i Sprawiedliwości. Prawo nie bywa równoznaczne z Prawdą.

    Pamiętajmy o tym. Błędy popełnione przez Kaczyńskiego w tym temacie; spot z Juszczenką w tle i inne „potknięcia” będą zapamiętane.

    Nawrócenie jest możliwe: warunek zupełnie inna polityka wschodnia, nie proamerykańska. Zdecydowane działania zmuszające do wyplenienia nacjonalizmu i faszyzmu. Równe traktowanie zbrodni katyńskiej i zbrodni Ludobójstwa na Kresach dokonanej przez OUN-UPA.

    Ale już na pewno nie realizowane przez Kaczyńskiego i jego ekipę. Im już nie uwierzymy. Wybiórczy patriotyzm (tylko Katyń jest ważny, bo tam zginęła elita (a może należałoby czytać: mój brat), nie jest żadnym patriotyzmem.

    To co się stało pod Smoleńskiem jest olbrzymią tragedią, nie można jednak patrzeć tylko przez jej pryzmat. Rozumiem nawet punkt widzenia prezesa Kaczyńskiego, ma możliwości działania takie, że może sobie pozwolić kłaść nacisk na to wydarzenie. Ale przez to traci się szersze pole widzenia… i krzywdzi inne grupy. Patriotów, a czasem nawet zwykłych Polaków którzy umieją patrzeć i myśleć.

    A takie widzenie spraw wschodnich było jeszcze udziałem również i jego brata. Brak obecności na Skwerze Wołyńskim w rocznicę 11 lipca. Mam zaproszenie do dziś w szufladzie. Zaproszenie z kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego nie było tam gdzie mnie zapraszał. A więc nie można mówić o braku celowości działań. Tym bardziej, że było wiele rozmów i impulsów ze strony kresowian, które próbowały to zmienić.

    Wiem o nich.

    Odnośnie Smoleńska:

    Ponadto nie wierzę, aby udało się dowiedzieć prawdy w najbliższym 50-leciu…. Możemy próbować. I powinniśmy. Czy jednak tylko to jest ważne? Może zastanówmy się nad skalą działań.

    Nie możemy się tylko na tym koncentrować. Ludzie tracą pracę i głodują w tym kraju. Chce się wprowadzić porozumienie, które ogranicza swobody demokratyczne; ACTA, i wiele jeszcze innych problemów…

    Ukraina chce pomocy.

    Pomocy oczekują od nas w działaniu przeciw nacjonalistom przede wszystkim sami Ukraińcy, którzy nie mogą dać sobie rady ze wzrastającymi szowinizmami, nacjonalizmem reprezentowanym przez Partię „Swoboda” i tych, którzy ją zawsze wspierali: Juszczenkę, Timoszenko… Stawanie po ich stronie jest krótko mówiąc niewłaściwe.

    A przede wszystkim źle wygląda. W gronach ludzi PIS-u słyszałem w rozmowach kuluarowych wypowiedzi: „tak wiemy kim jest Timoszenko, po czyjej stronie stoi, co mówiła na temat Polski i Polaków, ale przecież ona reprezentuje wrogów Rosji. To się liczy, to jest najważniejsze.”

    Krótkowzroczność?

    Czy Wróg twojego wroga jest twoim przyjacielem?

    W tym przypadku na pewno nie. Nie stać nas na złych przyjaciół. Złych bo nie będących prawdziwymi przyjaciółmi. Będących zagrożeniem dla naszej suwerenności. „Swoboda” od dawna domaga się tzw. Zakurzonia. Są to żądania rewizjonistyczne; terytorialne.

    Tymczasem nasze działania kulturalne, które propagują pamięć o Kresach, pamięć o ofiarach Ludobójstwa, gdzie nie ma słowa o jakichkolwiek rewizjonizmach próbuje się przekręcić, odczytywać zupełnie odwrotnie.

    Osobiście zwalczam myślenie kategoriami rewizjonistycznymi.

    Chociażby nawiązując do myśli nieżyjącego już profesora Wieczorkiewicza, który porównywał połączenie Niemiec do ewentualnego zajęcia terenów na wschód przez Polskę (co stanowczo odradzał, między innymi używając właśnie tego porównania), wskazał że najbogatsze państwo Europy prawie padło pod obciążeniem ekonomiczno, gospodarczym tej fuzji.

    A NRD było przecież wizytówką Układu Warszawskiego… Byłem zresztą nie raz w NRD i w pełni potwierdzam ten stan, tam mimo wszystko czuć było zachód…

    Byłem też na wschodzie. Pustka i bieda. Jeżeli Polska wschodnia nazywana jest mianem Polski „B”, to gdyby (nie daj Boże!) kiedykolwiek doszło do przejęcia chociażby kawałka dawnej Rzeczpospolitej po drugiej stronie Bugu, to byłaby to Polska „Z” chyba, o ile w ogóle nie zabrakłoby klasyfikacji dla określenia zacofania. Tam nie ma nic. Infrastruktury, dróg, ludzi. Pola, najżyźniejsze pola Europy stoją nieuprawiane. Jak sami Ukraińcy (niektórzy) mówią: I po co nam to było; te czystki, te mordy. Wybiliśmy inne narody (bo przecież nie tylko Polaków) i mamy to co chcieliśmy; biedę. Nic na lepsze się nie zmieniło, oszukali nas nasi przywódcy, Bandera i inni…, a ilu naszych zginęło? tych którzy nie chcieli maczać rąk w krwi bratniej….- i UPA ich zamordowało…”

    Ponadto gospodarczo nasz kraj by tego nie wytrzymał. Parafrazując sytuację z Niemcami. A nie jesteśmy ekonomicznie tak silni…

    Zamykając temat rewizjonizmu; stoję na twardym stanowisku pozostawienia granic w spokoju. Nie tędy droga. Z kolei jestem za SPRAWIEDLIWĄ i sensowną współpracą gospodarczo-ekonomiczną po wyplenieniu wszystkich nacjonalizmów i zburzeniu pomników zbrodniarzy: Bandery i Szuchewycza. Ewentualnie innych, ich nacjonalistycznych watażków. Potępieniu zbrodniczej formacji UPA. Potępieniu Ludobójstwa przez władze Ukrainy. I nie jest to mieszanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Czy ktoś w Europie zgodziłby się na to, gdyby chciano postawić pomnik Hitlerowi, czy innym oficjelom lub żołnierzom stojącym za III Rzeszą. Trzeba zrozumieć jedno; gloryfikacja zła rodzi zło.

    Po tych działaniach można podjąć szeroką współpracę. Nie widzę innej drogi.

    Wszyscy Ukraińcy z którymi rozmawiałem dziwili się jakim cudem tak mało robimy w tej sprawie. Już w 1996 roku Duma ukraińska (Parlament Ukrainy) jej 95 deputowanych ogłosiło list otwarty, w którym dramatycznie informują o wzroście nacjonalizmu na Ukrainie. List był skierowany min. do parlamentarzystów i rządów Polski, czy Izraela. Ponieważ policja ukraińska odegrała swoją rolę w eksterminacji Żydów. Czy ktoś wtedy słyszał o tym w jakimś wydaniu dziennika TVP czy innej stacji, z sierpnia 1996 roku?

    I to jest następny powód. Nasze władze powinny zupełnie inaczej reagować. W dobrze pojętym interesie ogólnonarodowym. Niestety, kierują się zupełnie innymi priorytetami.

    Zarzucanie współpracy z Rosjanami tez wydaje się mi bez sensu. Ponieważ akurat Rosjanie najbardziej byliby za tym aby prowadzić taką politykę. Do 1960 roku walczyli z UPA. Gdyby istniała taka współpraca obecnie rządzący w Polsce działaliby raczej nagłaśniając kwestie zbrodni, a tym samym osiągając doskonałą płaszczyznę do działań w kontekście współpracy z Rosją.

    A tak się nie dzieje…

    W Polsce brak spójności w wielu tematach

    Ogólnie nie widzę dobrej reprezentacji politycznej w kraju dla narodu mieszkającego między Odrą a Bugiem. Bardzo niewielu dba tutaj o dobrą kondycję gospodarczą, ekonomiczna czy polityczną państwa, a przede wszystkim jego obywateli.

    I to jest nasza obecna największa tragedia. Zostaje nam albo emigracja, albo szaleństwo życia w totalnym bałaganie, nieładzie, niemocy sprawczej i … biedzie. Coraz większej biedzie, coraz większej liczby naszych rodaków. Dlatego żadna siła polityczna która obecnie ma poparcie powyżej 5 procentowe w sejmie nie powinna zostać wybrana podczas przyszłych wyborów.

    Tym bardziej patrzę z nadzieją na to, co dzieje się w sprawie ACTA. Może ten błąd Premiera Tuska obudzi w młodzieży poczucie obowiązku wyborczego i myślenie. Wybór na osoby, które chcą coś zrobić i zlikwidować STARE UKŁADY POLITYCZNE. Wyeliminować okrzepniętych liderów, pozbyć się „starych wiarusów” ze sceny politycznej. Śmieliśmy się swego czasu z Breżniewa uczepionego władzy. Czas pośmiać się z naszych „breżniewów”…

    To jest jedyny ratunek dla państwa. Tak aby można było żyć w swoim kraju i ZARABIAĆ, nie musząc uciekać z rodzinami do Anglii, Włoch, czy Niemiec, jak wielu moich kolegów to uczyniło. Żeby nie być wyrobnikami korporacji. Nie biedować. Żeby była przyszłość dla młodzieży.

    Aby jednak tak się stało, należy wybrać inne niż dotychczas siły. I nie dać się oszukać zmianami, „nawróceniami” polityków przechodzących z partii do partii pod wpływem „konstruktywnej krytyki”.

    Tak jak sprawa Kresowa jest probierzem dla prawdziwego patriotyzmu nie opierającego się na podziały na: „lepsze” i „gorsze” martyrologie, tak obserwacja działań polityków dla dobra obywateli (nie ich gadania, czego to nie zrobili), może być dobrą metodą oddzielenia ziarna od plew.

    Piotr Szelągowski

Sorry, the comment form is closed at this time.