Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Nasze obowiązki w czasach milczących prześladowań

Posted by Marucha w dniu 2012-04-11 (środa)

W oparciu o Pismo św. możemy domniemywać, że będziemy świadkami pewnego złagodzenia gwałtowności obecnej rewolucji. Ponieważ jednak zło rozpleniło się do takich rozmiarów, że bez cudownej interwencji Boga – tak cudownej, że nie miałaby ona precedensu w historii – kraj nasz nie podniesie się i ponieważ czas ten prawdopodobnie nie nastąpi rychło, ale wydaje się przeznaczony na okres nawrócenia Żydów i niewiernych, nie będziemy o niej mówić jako o czymś niewątpliwym. Bez wyrażania jakichkolwiek opinii w tej kwestii przedstawimy więc to, co wydaje się być stosowne w przypadku, w którym korzystny dla religii ład nie zostanie przywrócony.

W czasie mniej gwałtownych prześladowań, w których religia i jej wyznawcy doświadczają niemniej prześladowań i cierpień, szczególnie niezbędne wydaje się kilka rzeczy.

Aby podtrzymać wśród ludu chrześcijańskiego porządek i czystość wiary oraz jednolitość obyczajów, aby zapewnić mu wsparcie i pociechę, konieczne jest zachowanie ładu hierarchicznego. Ład ten wymaga wspierania i propagowania religii na terenie kraju i jest on głównym środkiem do odbudowy panowania Boga oraz zachowania wiary. Żarliwość naszych biskupów uczyni ich, jeśli zajdzie taka potrzeba, zdolnymi do lekceważenia zarówno niebezpieczeństw, jak i niedogodności życia w ubóstwie, jakie prowadzili niegdyś pierwsi uczniowie Jezusa Chrystusa. Wierni ze swej strony, zachowując wierność religii, a nawet wystawiając na niebezpieczeństwo własne życie, uznają swe własne obowiązki wspierania hierarchii wszystkimi koniecznymi środkami, by mogła ona wykonywać swą pasterską posługę.

Innym ważnym celem będzie dostarczenie temu nieszczęsnemu krajowi dostatecznej liczby kapłanów, a nie ma nic ważniejszego od zapewnienia kandydatom do kapłaństwa wszelkich środków, by mogli się do niego dobrze przygotować. Konieczne będzie wytężenie wszelkich sił, by utrzymać i pobudzić gorliwość o zbawienie dusz, nie tylko w duchowieństwie, ale też wśród wiernych. Chrześcijanie, a zwłaszcza kapłani, muszą być gotowi do poświęcenia się dla dobra duchowego swych braci, zwłaszcza gdy zaistnieje po temu pilniejsza potrzeba. Jeśli nie będą mieli odwagi, by podjąć tę ofiarę, staną się odpowiedzialni przed Bogiem za sukces zła, które przy odrobinie gorliwości mogłoby zostać powstrzymane. Niech ci, którzy odczuwają silniejszy pociąg do Boga, nie wahają się okazać swej gorliwości, gdyż właśnie dający dobry przykład zasłużą sobie na bardziej chwalebną koronę. Muszą oni jednak kierować się wyłącznie chwałą Boga i być gotowi do przyjęcia cierpienia. Ich odwaga musi rosnąć wraz z pojawianiem się kolejnych przeszkód, muszą odnajdować siłę w całkowitym oddaniu się w ręce Boga. Ludzie, którzy proponować będą środki czysto ludzkie i szukać będą odpoczynku, nie nadają się do tego dzieła. Potrzeba nam przede wszystkim takich współpracowników, którzy liczą jedynie na Boga i nie troskając się o rzeczy doczesne, mają wzrok utkwiony w rzeczy wieczne. Przedsięwzięcie to jest wielkie – i niezależnie od tego, co przyniesie, będzie źródłem wielkiej radości dla tych, którzy mu się oddali. Nie wystarczy pracować dla obecnego pokolenia, konieczne jest również myślenie o pokoleniach przyszłych, by zapewnić im środki konieczne do zbawienia.

Musimy z naciskiem zalecać wiernym, by stale troszczyli się o wychowanie swych dzieci. Od tych ich wysiłków zależy zachowanie depozytu wiary, a bez niego wszystkie inne zabiegi będą bezużyteczne. Troska ta musi rozciągać się na wszystkie dzieci, obu płci, od najwcześniejszych ich lat aż po czas, gdy będą całkowicie uformowane.

Muszą być one gruntownie pouczane o prawdach i dowodach prawdziwości religii chrześcijańskiej, nie wolno się przy tym zadowalać – jak to niestety często ma miejsce – suchym i rutynowym pouczeniem. Konieczne jest, by dzieci, stosownie do zdolności ich wieku i ducha, odczuwały coś z piękna i wzniosłości, wspaniałej zgodności i doskonałości wszystkich prawd chrześcijańskich i rozumiały, jak bardzo godny pożałowania jest los i zaślepienie tych, którzy odrzucają te prawdy, by przylgnąć do kłamstwa. Wszyscy wierni, którzy posiadają jakieś szczególne uzdolnienia, nie mogą znaleźć lepszego sposobu na wykorzystanie ich dla dobra religii i przypodobania się Bogu, niż poświęcenie się dla pouczania młodzieży oraz wzbudzania w niej uczuć chrześcijańskich, które uchronią ją od zepsucia i niedowiarstwa naszych czasów.

Byłoby pożądane, byśmy wszyscy posiadali ten sam sposób mówienia i zachowania. Byłoby to możliwe, gdybyśmy wszyscy pozostawali stale przywiązani do prawdziwych zasad, które są te same dla wszystkich rodzajów ludzi. Jak jednak możemy mieć na to nadzieję, skoro od samego początku istnienia Kościół św. ubolewał, że nawet wśród sług Ewangelii było wielu, którzy się jej sprzeciwiali, którzy przedkładali swe własne interesy nad sprawę Jezusa Chrystusa i którzy wypaczali Słowo Boże?

Słabości, ludzkie namiętności, fałszywe współczucie, przykład i autorytet tych, którzy sami popadli w błąd – wszystkie te rzeczy odciągają wielką liczbę ludzi od prawdziwych zasad i prowadzą ich do odstępstw, z których potem z wielkim jedynie trudem mogą się nawrócić.

Ci, którzy znajdują się na bezpiecznej drodze prawdy, muszą cierpliwie znosić błądzących, aby uniknąć rozerwania jedności, tak długo jak Kościół nie potępi ich, a ich błędy nie są na tyle poważne, by w sposób nieunikniony pociągać dusze na zatracenie. Nie mogą jednak posuwać się aż do tego, by tolerować błędne i szkodliwe doktryny, muszą starać się uchronić przed nimi tak wiele dusz, ile tylko zdołają. Muszą szerzyć prawdziwą światłość, sprzeciwiać się kłamstwom i iluzjom, a wszystko to w duchu łagodności i miłości, skorzy do usprawiedliwiania bliźnich i wyrozumiali dla tych, którzy okazują pragnienie powrotu na drogę prawdy. Prawdziwe zasady to te, których Kościół katolicki nauczał przez wszystkie wieki, które pozostają całkowicie zgodne z nauczaniem papieża, które oparte są na solidnych i jasnych podstawach.

Ci, którzy nie trzymają się tych prawdziwych zasad, pozwalają panować nad sobą własnym słabościom, lękom, ulegając przykładom czy rozporządzeniom zgodnym z ich naturalnymi skłonnościami. Będące tego skutkiem zło jest niewyobrażalne, ludzi ci skłaniają się bowiem ku rzeczom zgubnym i niekiedy nawet wbrew swej intencji wspierają wysiłki wrogów religii. Stanowcze i odważne postępowanie mogłoby powstrzymać epidemię, przynajmniej częściowo. Większość ludzi błądzi raczej przez słabość, niż kierowana złośliwością. Módl­my się, by uznali swój błąd. Chcielibyśmy, na ile to tylko możliwe, usprawiedliwić ich – i byłoby dla nas wielką radością, gdybyśmy mogli doczekać dnia, gdy przemyślą swe postępowanie, z chęcią pomoglibyśmy im naprawić zło, jakie wyrządzili samym sobie oraz wiernym poprzez odejście od ewangelicznej prawdy.

Uczmy się z historii: wrogowie nigdy nie przestaną zastawiać na nas pułapek, stosują obok przemocy również oszustwo, aby skusić tych, których nie można pokonać zastraszeniem. Bądźmy przekonani, że jedynym środkiem, za pomocą którego możemy uniknąć tych podstępów, jest odważne i otwarte przyznanie się do wiary, przy równoczesnym przyjęciu wszelkich cierpień, jakie może to na nas ściągnąć, a nawet uważając je za wielkie dobro.

Cnoty konieczne w czasach prześladowań

W czasach, w których Kościół stoi w obliczu furii swych wrogów nie mniejszej, niż to było w pierwszych wiekach swego istnienia, jego dzieciom niezbędna jest wielka cnota. Na to, by pozostać wiernym uczniem Jezusa Chrystusa, nie wystarcza już przeciętność, potrzebujemy obecnie większych łask, większego światła, koniecznych w obliczu rozmnożenia się widzialnych i niewidzialnych wrogów, przeciwko którym musimy się nieustannie bronić. Ponieważ cel, jaki nieprzyjaciele owi pragną osiągnąć, jest w sposób oczywisty zły, byliby oni zbyt słabi, by zwyciężyć, gdyby nie byli uzbrojeni w broń kłamstwa. Dzieci starożytnego węża oplatają nieopatrznych pozornie niewinnymi słowami i łapią nierozważnych w sidła dwuznaczności. Konieczna jest więc wielka roztropność, kogo spośród ludzi cieszących się pewnym poważaniem ze względu na posiadaną wiedzę powinno się pytać o radę, w jakim stopniu zasługują oni na zaufanie i na ile możemy czuć się bezpieczni, postępując wedle ich rad. Zaniedbawszy tej ostrożności, wielu spośród tych, którzy na ślepo usłuchali rad ślepych, wraz z nimi upadło. Nawet w kwestii rzeczy, które są oczywiście złe lub fałszywe, możemy zostać zwiedzeni przez autorytet tych, którzy je czynią lub ich bronią, przez przykład większości lub z obawy, że będziemy się zbyt wyróżniać. Zaczyna się od wątpliwości: to, co niegdyś postrzegaliśmy jako niekwestionowaną prawdę, obecnie wydaje nam się bardziej problematyczne – kończymy zaś, przyjmując idee, które początkowo napełniały nas przerażeniem.

Tylko Boże światło, i to wielkie światło, bardzo potężna pomoc, może ustrzec nas przed takimi niebezpieczeństwami. Co powinniśmy czynić, by uprosić te wielkie łaski? W czasach, które ściągają na świat pomstę Bożą poprzez bezmiar popełnianych zbrodni, musimy wedle zasad słuszności czynić, co do nas należy, by ułagodzić Bożą sprawiedliwość, a nie możemy mieć nadziei, że Bóg wyróżni nas przez szczególny akt swej łaski, jeśli my sami nie wyróżnimy się większą wiernością w Jego służbie.

Musi powodować nami pragnienie chwały Bożej oraz miłość do naszych bliźnich. Cnota jedynie przeciętna mogłaby wystarczyć dla zbawienia nas samych, nie uratuje jednak innych. Musimy zdobyć sobie większe zasługi przed Bogiem poprzez prowadzenie świętszego życia, poprzez wagę, jaką nadadzą naszym modlitwom entuzjazm i ufność – i ściągnąć Boże miłosierdzie poprzez pogardę dla stylu życia i wszystkiego, za czym goni świat. Akt gorliwości Fineasza zyskał przebaczenie dla ludu; Aaron, z kadzielnicą w ręku, powstrzymał Boży gniew; pięciu sprawiedliwych mogło ocalić Sodomę…

W tych czasach prześladowań konieczne jest zwłaszcza posiadanie pewnych cnót, które pozwolą nam je przetrwać, nie ustając w walce. Po pierwsze, musimy być ubodzy duchem – jak to gorąco zaleca Ewangelia święta. Choć od wszystkich chrześcijan wymaga się jedynie oderwania serca od rzeczy tego świata, są okoliczności, w których konieczne staje się realne wyrzeczenie. Było tak bardzo często w pierwszych wiekach Kościoła, kiedy to wiernym groziła konfiskata ich dóbr i ubóstwo w przypadku, gdy nie chcieli oddać czci bożkom. Żyjemy w epoce, w której bycie ubogimi duchem może być bardziej niezbędne, niż kiedykolwiek w przeszłości. Powód tego jest oczywisty i byliśmy już świadkami pierwszych takich ofiar. Z drugiej jednak strony, jak wielu tak zwanych chrześcijan wstąpiło pod sztandar bezbożnictwa z obawy o utratę dóbr doczesnych, które zajmują niepodzielne miejsce w ich sercach? Konieczne jest więc pielęgnowanie w nas owej szczerej pogardy dla owych dóbr, które nie czynią człowieka lepszym, konieczne jest posiadanie ich bez przywiązania, co wymaga, byśmy byli od nich oderwani, konieczne jest posługiwanie się nimi z roztropnością i bez stawania się niewolnikami wygód, jakie one oferują, konieczna jest wiedza, jak troszczyć się o nie bez przesady, jak być gotowym rozstać się z nimi bez żalu. Dobra te są jak runo na owcach, które dobrze jest ścinać, gdy staje się zbyt ciężkie. Dla chrześcijanina, który rozumie i pielęgnuje skarb ewangelicznego ubóstwa, świat nie stanowi takiego zagrożenia i w przypadku pokusy odnosi on chwalebne zwycięstwa.

Abyśmy pozostali wolni w obliczu podstępów i prób, musimy gardzić tym światem i jego zaszczytami. Prawdą jest jednak, że wywyższenia, honory i godności są całkowicie zgodne z porządkiem ustanowionym przez Boga. Są one konieczne w każdym społeczeństwie, zarówno świeckim, jak duchowym, dlatego nie można wątpić, że Boża Opatrzność wyznaczyła niektórych ludzi, by byli ponad innymi, ta sama Opatrzność przygotowała dla nich łaski, których będą potrzebować na swych stanowiskach. Dlatego gdy Opatrzność oferuje zaszczyty i godności, mogą być one przyjmowane jako środki do szerzenia chwały Bożej i służby bliźnim. Aby jednak nie dać się uwieść ukrytej pysze i domagać się zaszczytów, które stałyby się powodem naszego potępienia, nie powinno się ich poszukiwać ani pragnąć, ale raczej obawiać się ich.

To, co powiedzieliśmy powyżej, odnosi się szczególnie do krajów, w których panuje religia chrześcijańska. W tych jednak czasach i krajach, gdzie panuje bezbożność, schizma i herezja, nakazy Opatrzności są inne, poza przypadkami, gdy dotyczy to zbawienia i funkcji świeckich. Pan pozostawia swemu własnemu losowi kraje, które całkowicie Go porzuciły i zmusiły Go niemal do pozostawienia samym sobie, do opuszczenia ich przez Opatrzność. Bóg nigdy nie opuszcza ich całkowicie, dba o nie, jednak jako pierwsza przyczyna, Poruszyciel wszechrzeczy i w porządku natury. Ponieważ wygnały one światłość, Bóg pozwala, by nie zauważyły nawet, że popadły w mrok. Nie będzie specjalnych łask w porządku nadprzyrodzonym dla urzędów i godności w tych krajach, które pogrążyły się w błędzie lub zapomniały o religii, w których chrześcijaństwo jest prześladowane. Moce ciemności, jako narzędzie sprawiedliwości Bożej, panować będą nad wybraną formą rządu i konsekwentnie celem całego aparatu państwowego będzie zaprowadzanie zepsucia i nieufności. Urzędy publiczne będą tam powierzane jedynie tym, którzy nosić będą „znak Bestii” i by je zdobyć, konieczne będzie wyznanie bezbożnych zasad i współpraca przy wszelkich rodzajach nieprawości. Tego właśnie jesteśmy obecnie świadkami i to będziemy oglądać w przyszłości.

W tych mrocznych czasach, mieniących się paradoksalnie czasami oświecenia, będzie wielu ludzi cielesnych, gardzących wszelkimi sprawami Bożymi. Są to czciciele tego świata. Musimy trzymać się z dala od tego zniewolenia, wystrzegając się wszelkich ambicji i przywiązania do dóbr światowych oraz pogoni za doczesnymi przyjemnościami.

Walka między Kościołem a dzisiejszymi błędami

Z rozważań nad proroctwami Starego i Nowego Testamentu dowiedzieć się możemy wielu rzeczy bardzo pouczających, oświecających nas i dodających nam otuchy.

Rzeczy, jakie dokonują się przed naszymi oczyma, nie powinny nas gorszyć ani dziwić. Nie dzieje się nic, co nie zostałoby zapowiedziane przez sługi Boże, Jego Proroków.

Kościół Jezusa Chrystusa ma zostać opuszczony i prześladowany przez te same narody, które przez stulecia chlubiły się z tego, że jest on ich Matką i Nauczycielem.

Wszelkie przejawy zła, jakich doświadcza Kościół, zostaną pomszczone, pomimo szalonego twierdzenia jego wrogów, że udaremnili Boże obietnice, a rządy które wierzą, że zniszczą Kościół, pracują jedynie dla jego przyszłej chwały i na własną zgubę.

Ostatecznie, pomimo wielkiej władzy, jaką z dopuszczenia Bożego posiadają moce ciemności, Bóg powściągnie ich furię, a ich starania zostaną udaremnione. Sądząc jednak z tego, co widzimy, wydaje się, że nastąpi to dopiero po długim okresie czasu i po wielu szkodach wyrządzonych ludziom.

Widzieliśmy pierwszą próbę, w której nasi pasterze niemal jednomyślnie odrzucili to, co było sprzeczne z wiernością Panu i Jego Kościołowi.

Druga próba będzie jeszcze straszliwsza, gdyż chrześcijanie, którzy okazali się niewierni, nie zadowolą się samym tylko porzuceniem pewnych elementów religii chrześcijańskiej, lecz zaatakują je wszystkie równocześnie. Choć pożądane byłoby, by wszyscy, którym powierzono depozyt wiary, posiadali tę samą stałość i doskonałą jedność, nie można jednak oczekiwać, że istotnie tak będzie. Pomimo to, liczba wciąż opierających się złu będzie znacząca.

Obowiązki wobec prawdy

Zawsze, nawet w Kościele, będą ludzie światowi i myślący na sposób światowy, trawiący swe siły duchowe na kwestionowanie najbardziej przekonujących prawd, gdy tylko nie odpowiadają one oczekiwaniom świata. Dlatego też znajdą się wierni, którzy bez badania będą dostosowywać swe poglądy do zdań sceptyków i szerzycieli zamętu. Wielu, nawet spośród tych, którzy początkowo byli obrońcami prawdy i których zdanie ma wpływ na większość, stanie się wyznawcami błędów.

Wierni muszą zawsze pamiętać o nienawiści, jaką Bóg darzy błąd, i strzec się niewiernych, wiedząc, że kieruje nimi duch ciemności. Wielokrotnie, zwłaszcza w sytuacji, gdy dominuje bezbożny system, tchórzliwość może sprawić, że poczujemy się zmuszeni do zdrady sprawy wiary. Lekarstwem na to zło jest szczera wiara, prawdziwa pokora i wzgarda dla świata.

Innym niebezpieczeństwem jest odejście od prawdy po jej uprzednim uznaniu, z lęku przed niebezpieczeństwami, na jakie bylibyśmy wystawieni, występując w jej obronie. Obrona prawdy, zwłaszcza gdy dotyczy to wiary, oznacza obronę sprawy Boga, a porzucenie jej równoznaczne jest z Jego opuszczeniem i stanięciem po stronie ojca kłamstwa. Jest to zawsze sprawa bardzo poważna, a konsekwencje są katastrofalne: pierwszy błąd prowadzi do kolejnego, a ten, kto wierzy, że zdoła ograniczyć się do tylko jednego fałszywego kroku, wkrótce budzi się w otchłani. Trzeba więc mieć silne postanowienie nie ustąpić nigdy w tym, co dotyczy wiary, i gardzić spokojem, własnymi interesami, a nawet życiem, gdy chodzi o obronę prawdy.

Kolejnym niebezpieczeństwem grożącym ludziom, którzy uniknęli pierwszych dwóch zagrożeń, jest ślepe podążanie za konkretnymi autorytetami, które w czasach niepokojów czy prześladowań zazwyczaj stają po stronie bardziej odpowiadającej naszym naturalnym skłonnościom, nawet jeśli sprzeciwia się to prawdzie. Musimy pamiętać, że prawda pozostaje zawsze taka sama, nie zmienia się stosownie do okoliczności. To, co w pewnym czasie postrzegane jest jako prawdziwe, nie przestaje takim być, choć ten czy inny człowiek może zmienić swe zapatrywania. Powinniśmy kierować się tym, co myśleliśmy, gdy nic nie zaciemniało naszego sądu, a nie wątpliwościami, jakie mogły zrodzić się w nas, gdy lęk osłabił siłę i wolność naszego intelektu. Gdybyśmy ocenili argumenty, a nie liczebność tych, których opinia trzyma w niewoli ducha, doszlibyśmy do przekonania, że argumenty te są całkiem słabe. Ponadto autorytet ich ustępuje i upada wobec autorytetu Kościoła i Ojca Świętego.

Nadzieja

By dodać nadziei tym, którzy nadal pozostają wierni, konieczne jest przypominanie im o Bożych obietnicach, jakie zbiegną się z zaburzeniami końca czasów.

Przymierze Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła jest wieczne: będzie On z nim zawsze jako Bóg prawdy i świętości, zbudował go bowiem na św. Piotrze oraz jego następcach, jako na silnej i niewzruszonej opoce. Cechy wyróżniające prawdziwą Oblubienicę Chrystusa pozostaną w niej na zawsze. Zawsze składana będzie Najświętsza Ofiara Ołtarza, a orły, prawdziwi wierni, będą gromadzić się wokół Ciała Boga­‑Człowieka. Stolica Piotrowa będzie zawsze ich punktem zbornym, niezależnie od tego, jak ciężkie przyjdą prześladowania – nie będą one nigdy tak poważne, by Bóg nie zachował w każdym kraju wiernych, kapłanów i biskupów. Gdy narody odłączają się od niego, Kościół opłakuje ich ucieczkę, nie przestaje jednak być matką wielkiej rzeszy dzieci.

Ponadto upadek sekt heretyckich i schizmatyckich oraz nieład i błędy, w jakie popadną pogrążone w apostazji narody, jaśniej jeszcze uwydatni świętość Kościoła Jezusa Chrystusa.

Ta głęboka ignorancja, te ciemności widoczne do pewnego stopnia dla tych wszystkich, którzy posługują się jeszcze światłem swego rozumu, a także cynizm, zuchwalstwo i chaos, jakie cechować będą tych ludzi, w miarę jak oddalać się będą coraz dalej od Słońca sprawiedliwości, będą antidotum na zgorszenia tych czasów.

Gdy Kościół ponosi pewne straty, Bóg często naprawia je w sposób prawdziwie cudowny. Tak właśnie będzie w naszych czasach powszechnej rewolucji. Kościół poniesie straty poważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, zostanie do pewnego stopnia zredukowany do stanu, w jakim znajdował się w czasie męki Zbawiciela. Bóg dopuści to jednak jedynie po to, by Kościół mógł się odrodzić z nowym blaskiem i dalej głosić panowanie Jezusa Chrystusa. Jego młodość zostanie mu przywrócona, a Duch Święty zleje nań obfitość swych łask. Żydzi ostatecznie otworzą swe oczy na Światłość i oddadzą cześć Temu, którego ignorowali przez tak długi czas, stając się apostołami Bóstwa Jezusa Chrystusa. Ogłoszą to narodom niewiernym w taki sposób, że Kościół rozprzestrzeni się bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Wielka liczba jego dzieci wyróżni się wielką świętością, a ich odwaga objawi się zwłaszcza w dniu, gdy trzeba będzie znosić okrutne prześladowanie. Ω

Z języka angielskiego przełożył Tomasz Maszczyk.

Józef Piotr Picot de Limoëlan de Clorivière (1768–1826) był oficerem i zdecydowanym przeciwnikiem rewolucji francuskiej. Brał udział w nieudanym spisku na życie Napoleona Bonapartego. W 1803 r. zbiegł do USA, został kapłanem katolickim i posługiwał najpierw w Charleston (Karolina Południowa), a potem w Georgetown.

http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/

Komentarze 4 to “Nasze obowiązki w czasach milczących prześladowań”

  1. zdrada said

    Bog szykuje wszystkim na swiecie cos ? …. gdyby jeszcze nam dal znak co ? , podejrzewam ze cos zlego , a zydow nikt nie nawroci ten narod jest skazony zlem i tak juz pozostanie , chyba ze zaglada zmieni ich.

  2. olagordon said

    Petrus Romanus: The Last Pope Is Here

    PIOTR RZYMIANIN: Ostatni papież jest tutaj
    Thomas Horn i Cris Putnam
    http://www.raidersnewsupdate.com/
    tłumaczenie Ola Gordon

    Część 1 – Falszywy prorok i antychryst są tutaj

    Malachiaszowi zakręciło się w głowie; nie mógł złapać powietrza, i na twarzy poczuł zimny dreszcz. Zastanawiał się czy za chwilę spotka się z Panem, czy to kolejna magiczna wizja?

    Chciał odpocząć. Bernard, gdzie jest Bernard? I przypomniało mu się, konfuzja. . . tyle konfuzji o papiestwie. Znowu przyszły słowa, szybko i gwałtownie. Zwroty w liturgicznej łacinie tańczyły w jego umyśle. Czyżby diabeł przejął papiestwo? Schismaticus, papieże i antypapieże, zwariowani na punkcie władzy, polityczne pozerstwo w domu Bożym. Proroctwa papieży wiły się w jego rozpalonej świadomości; smok … och, nie smok, Draco depressus a następnie Anguinus uir, czy to miał być wężowy papież? Tylko w ubiegłym roku, 25 stycznia 1138, zmarł antypapież Anakleta, wreszcie pozwalając mianowanemu Innocentemu II wejść do Stolicy Apostolskiej. Kiedy spiskujący kardynałowie uruchomili swój zamach, przeciwny mu Innocenty II uciekł z Rzymu pod własnym imieniem, Gregorio Papareschi, i znalazł schronienie w opactwie drogiego Bernarda. To właśnie w tym roku papież Innocenty odzyskał Stolicą Apostolską, co skusiło go na tę pielgrzymkę z Irlandii do Rzymu.

    Zmęczenie zaczęło zanikać i Malachiasz przypomniał sobie co doprowadziło go tego dnia tutaj, na Wzgórze Janiculum. Po żmudnej podróży z Irlandii do Rzymu, tylko krótki odpoczynek w opactwie Clairvaux w Vallée d’Absinthe dał mu nadzieję. Ale mimo to, że bardzo lubił Bernarda, jego duszę skaziła gorycz przykrości. On poprosił o zgodę jego świątobliwości, by zakończyć swoje dni ze swoim lojalnym przyjacielem w zaciszu opactwa Bernarda. Ale niestety, papież tylko zwiększył mu obowiązki, uczynił go legatem papieskim dla całej Irlandii. Ale Malachiasz był zmęczony tym wszystkim, bardzo zmęczony. Więc co kierowało papieżem? Czy Chrystus nie upomniał swoich uczniów, „Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą?” (Mt 20:26). Pewnego dnia miała pojawić się bestia, i Malachiasz o tym wiedział. . . Bellua insatiabilis. To właśnie wtedy zrozumiał, że papieże rozpoczęli swoje targi i nie było już odwrotu. Kiedy nadejdzie czas, Petrus Romanus będzie znakiem końca Mysterium Babylon magna.

    Człowiek który przepowiedział ostatniego papieża?
    W skromnej osadzie Armagh, na pięknych, rozległych i szmaragdowych ziemiach Irlandii Północnej, w roku 1094, szlachcic i wódz o imieniu Lector Ua Morgair ze swoją wykształconą żoną świętowali nadejście nowego życia w ich synu, Mael Máedóc Ua Morgair. Żadne z nich nie mogło wiedzieć, że ten mały chłopiec, który im się właśnie urodził, stanie się centralną postacią w proroctwie końca czasów. Mały Mael Máedóc Ua Morgair (imię zangliczone na bardziej nowoczesnego „Malachiasza”) spędzał swoje chłopięce lata wśród dających mu komfort dźwięków i znajomej atmosfery przy świecach w katedrze Armagh. Jego nauczycielem był ojciec, Lector z Armagh, aż do feralnego dnia jego śmierci w roku 1102. Wychowaniem Malachiasza, jego brata i siostry zajęła się samotnie matka, którą św. Bernard de Clairvaux opisał jako „pełną szacunku, chrześcijańską kobietę”. [i] W następnych latach Malachiasz kontynuował studia pod kierunkiem Imara (pisane również „Imhar”) O’Haglana: człowieka, który swoje nauki koncentrował na wyrzeczeniu się ziemskich rozkoszy, by zachować wieczną duszę. Naśladując ascetycznego O’Haglana, w murach katedry i mieszczącej się pod nią obskurnej celi, w której O’Haglan spędzał dni jak pustelnik, Malachiasz wykazał się bystrym umysłem. Mimo protestów siostry i znajomych ze szkoły, kiedy w końcu samobiczowanie, pokuta i inne praktyki religijne stały się ważniejsze niż zostanie natchnionym profesorem, podobnie jak jego ojciec przed nim, Malachiasz nadal szukał okazji by wyrazić swoją pasję dla Kościoła i życia, do którego, jak wierzył, został wybrany. Zbliżając się z każdym dniem do ideału autorytetu i wizji O’Haglana, Malachiasz wkrótce wprowadził do swojej rutyny śpiew gregoriański i zapał do reformy Kościoła.
    Kiedy miał 22 lata, arcybiskup Cellagh z Armagh (pisany także „Ceollach” i „Celsus”), dobry znajomy O’Haglana, odkrył w nim taką słowność i wyjątkowość, że odłożył na bok prawo kanoniczne i wyświęcił go na diakona trzy lata przed wymaganym terminem. W 1119 roku ogłosił Malachiasza wikariuszem generalnym i powierzył mu obowiązek reformowania diecezji w czasie jego nieobecności. Zaobserwowane w diecezji zmiany były natychmiastowe i niezwykłe. Homilie Malachiasza o pokucie, w zwyczajnych ludziach rozpalały pasję i wśród świeckich rozbudziły poszanowanie zasad kanonicznych Kościoła.
    W końcu Malachiasz udał się do Lismore, żeby powtórzyć i zgłębić wiedzę kanonu ucząc się i zasięgając rady od znanego uczonego biskupa Malchusa. (Św. Bernard pisze, że bp Malchus był „starym człowiekiem, pełnym dni i cnoty, a mądrość Boża była w nim”. [ii] Przechodzi dalej by wyjaśnić, że biskup został później uznany za dokonanie dwóch cudów, jednego kiedy uzdrowił chłopca z zaburzeniami psychicznymi, który później stał się jego tragarzem, i drugiego, „kiedy święty włożył palce w jego uszy po obu stronach i dostrzegł, że wyszły z nich dwie rzeczy jak małe świnki”. [iii] Ta wybitność w reputacji biskupa Malchusa jest ważna dla św. Bernarda, „że niech wszyscy wiedzą, jakiego rodzaju nauczyciela miał Malachiasz w znajomości świętych rzeczy”. [iv] Nie trzeba dodawać, że Malachiasz pracował i studiował z takimi, których nazwiska krążyły w Kościele jako ważne.)
    Chociaż jego pobyt w Lismore miał być czasem spokojnej nauki, Malachiasz nie siedział tam bezczynnie, mając okazję do mówienia o sprawach bieżących w Kościele, które go interesowały, i Malchus często wysyłał go by „głosił słowo Boże i naprawiał liczne złe praktyki, które rozwinęły się w ciągu lat. Odniósł zauważalny sukces. W celu zreformowania kleru wprowadził regulacje dotyczące celibatu i innej dyscypliny kościelnej, i wznowił odmawianie modlitw w godzinach kanonicznych. Co najważniejsze, zwykłym ludziom przywrócił sakramenty, wysyłając do nich dobrych księży, żeby instruowali tych, którzy nie posiadali wiedzy. W roku 1123 powrócił do Armagh”. [v]
    W tym samym roku Malachiasz został mianowany opatem w Bangor, gdzie pomagał w odbudowie opactwa i założeniu seminarium. Co ważniejsze, od tego czasu datują się przypisywane mu seria cudów i dar proroctwa. Jedno z istotnych proroctw, szczególnie trudnych do odnotowania jako tylko przypadek, znajduje spełnienie w XX wieku:
    Irlandia będzie cierpieć angielską opresję przez tydzień wieków [700 lat], ale zachowa swoją wierność Bogu i Jego Kościołowi. Pod koniec tego czasu zostanie ocalona, a Anglicy z kolei będą musieli cierpieć ciężką karę. Ale Irlandia będzie pomocna w przywróceniu Anglików do jedności wiary.
    Całkowita anglo-normańska dominacja Irlandii miała miejsce 100 lat po przepowiedni Malachiasza. Południowa część Irlandii odzyskała niepodległość 700 lat później, na początku XX wieku. Jeśli ta wypowiedź nie jest apokryficzna, to wyprzedza schizmę między Kościołem Anglii i wiarą katolicką o 400 lat i implikuje, że anglikanizm zachwieje się w bliskiej przyszłości kiedy ostatni papież zakończy swoje panowanie. [vi]
    Jednak Yves DuPont twierdzi, że to rozpoczęło się w XII wieku i zakończyło po II wojnie światowej. Mówi: „wyzwolenie przychodziło etapami. Pierwsza wojna światowa, niepodległość wewnątrz Imperium Brytyjskiego; II wojna światowa, całkowita niepodległość. W ten sposób Irlandia była pod brytyjskim panowaniem przez 700 lat”. [vii] Ale to tak samo prawdopodobnie odnosi się do szalejącego sekularyzmu w Anglii, ostatecznie podbitej przez chrześcijaństwo.
    Kiedy Malachiasz miał 30 lat został biskupem Down i Connor. John Hogue tak wyraża się o nowej sytuacji Malachiasza: „Biskupstwo to uważano za jedną z najgorszych dziur dla wiary. Malachiasz stanął w obliczu moratorium w kwestii dziesięciny kościelnej, braku księży, a nawet jeszcze większego braku duchownych przestrzegających celibat; krzywił się na improwizowane udzielanie sakramentów w oparciu o odrzucenie prawa kanonicznego, na korzyść tubylczych i często pół-pogańskich irlandzkich rytuałów”. [viii] Z pasją, a jednocześnie skromnością, jak prawdziwy sługa Boży, Malachiasz wypowiadał się na temat reformy Kościoła i ciągle zwracał na siebie coraz większą uwagę jako prawdziwy pionier.
    Nigdy wcześniej Malachiasz nie widział tak luźnej spójności z prawem Boga w murach Kościoła. Dyscyplina, ofiary, dziesięciny, dawanie pierwocin, i przystępowanie do spowiedzi były rzeczami z przeszłości; małżeństwa zawierano nielegalnie. Chrześcijanie zachowywali się jak poganie. „Nigdy wcześniej nie znał ludzi tak bezwstydnych w zakresie moralności, tak martwych w obrzędach, tak bezbożnych w wierze, tak barbarzyńskich w odniesieniu do prawa, tak upartych w zakresie dyscypliny, tak nieczystych w kwestii życia”. [ix] Niemniej jednak, czując, że był „pasterzem, a nie najemnikiem”, [x] Malachiasz walczył z tymi sprawami, i z entuzjazmem odkrył wyznawców, którzy byli chętni dołączyć do jego stada, żeby przywrócić kult obrzędów.
    Jak mówi legenda, w tym czasie Malachiasz miał sen, w którym ukazała mu się kobieta i ujawniła swoją tożsamość jako żona arcybiskupa Cellach. Podała Malachiaszowi pastorał i zniknęła. Podzielił się tym z osobami w jego towarzystwie i uznano to za ważne, ponieważ w Armagh, od około piętnastu pokoleń, ludzie zarówno w polityce świeckiej jak i kościelnej utrzymywali urzędy w hierarchii rodzinnej. W rezultacie, normalne było mianowanie następcy na tron arcybiskupa według dziedzictwa, a nie pracy na rzecz Kościoła. Ale arcybiskup Cellach, będąc pod wrażeniem działalności Malachiasza, odrzucił oczekiwania swojej rodziny w tej kwestii. Spodziewając się, że Malachiasz wniesie nowe życie i nadzieję do Kościoła, i chcąc skończyć z dziedziczną sukcesją urzędu, Cellach dał swoim podwładnym zadanie rozgłoszenia wiadomości, że Malachiasz otrzyma jego tron arcybiskupa Armagh. Kiedy to doszło do Malachiasza, nie był zdziwiony po wcześniejszym śnie, i w ciągu kilku dni po śmierci Cellacha otrzymał jego pastorał (który widział we śnie), i list potwierdzający tę promocję.
    Rodzina Cellacha była oburzona. Czując się wywłaszczoną jego decyzją mianowania na arcybiskupa kogoś spoza rodziny, między nimi i Malachiaszem wzrastało napięcie. Kuzyn Cellacha, Murtagh (inaczej “Murtough” i “Muirchetrach”) uważał, że zasługuje na to stanowisko, i jego rodzina stanęła za nim w kampanii uczynienia go arcybiskupem, gotowa nawet użyć siły, jeśli konieczne, by zdobyć to stanowisko. Ludzie Kościoła udzielili poparcia Malachiaszowi, tak samo gotowi na skończenie z dziedziczną sukcesją na tym urzędzie.
    Minęły trzy lata, kiedy Malachiasz przebywał w klasztorze, nie odmówił arcybiskupstwa, ale nie chciał uczestniczyć w wojnie między Murtagh i Kościołem. Legat papieski w końcu był na tyle oburzony tyranią Murtagha, że Kościół nakazał Malachiaszowi, pod groźbą ekskomuniki, aby zajął swoje miejsce. Malachiasz ustąpił i w odpowiedzi na ten nakaz przyjął biskupstwo na odległość, aby uniknąć chaosu wojny politycznej / religijnej. Zawarł umowę z legatem, że kiedy w Kościele będzie w pełni przywrócona swoboda w sprawach sukcesji, w zamian będzie chciał zwolnienia go z przywództwa, żeby mógł mieć czas na prowadzenie w samotności studiów i daleko od obowiązującego urzędu. Przebywając bezpiecznie na obrzeżach miasta, objął zarządzanie jako uznany arcybiskup Armagh, ale bez natychmiastowego przejęcia swojego urzędu.
    Kiedy Murtagh zmarł w roku 1134, ujawniono, że Niall, brat Cellacha, będzie jego następcą. W tamtych czasach wierzono, że każdy kto posiadał dwie rzeczy: pastorał św. Patryka (Bachau Isu, „laska Jezusa”) i księgę Ewangelii (lub Świętą Księgę), był prawdziwym arcybiskupem. Z tego powodu, Niall zauważył i wykorzystał tę okazję by wyglądać na prawowitego i legalnego arcybiskupa poprzez kradzież tych dwu przedmiotów z katedry w Armagh. Chociaż historia nie jest jasna w kwestii odzyskania skradzionych przedmiotów (większość zapisów mówi o małej wojnie między obu stronami, która, rzekomo, zakończona została drogą dyplomatyczną przez Malachiasza, i późniejszym wykupieniu ich od Nialla), Malachiasz w końcu dostał je z powrotem i zajął swoje miejsce jako prymas w mieście katedralnym Armagh. „W 1138 roku, skończywszy z tradycją sukcesji dziedzicznej, uratował Armagh z opresji, odbudował dyscyplinę kościelną, przywrócił chrześcijańską moralność, i widząc, że zapanował spokój, zrezygnował ze stanowiska, jak uzgodnił wcześniej”. [xi] Malachiasz wyjechał do Bangor by przez jakiś czas odpocząć w towarzystwie mnichów, z niewielkimi wymaganiami stawianymi wobec jego planów czy studiów w samotności.
    W końcu Malachiasz poczuł potrzebę spotkania z papieżem Innocentym II w Rzymie, żeby ten oficjalnie uznał arcybiskupów (i Apostolstwa) w Armagh i Cashel i wydał pallium, urzędowy wełniany płaszcz władzy, by dla każdego oznaczał biskupią jurysdykcję nad prowincjami kościelnymi, i by zyskać przychylność i błogosławieństwo papieskie dla postępów wewnątrz Kościoła. W 1139 roku zebrał kilku towarzyszy podróży i zwierzęta juczne, i wyruszył w drogę do Rzymu przez Szkocję, Anglię i Francję. To podczas tej podróży, kiedy przybył do Opactwa Cystersów w Clairvaux, spotkał przyszłego świętego – Bernarda (który później był jego głównym biografem). Odpoczywając tam przez krótki czas, Malachiasz był oczarowany opactwem i zaprzyjaźnił się z jego opatem. Opat Bernard był niezwykły w swojej postawie wobec kaznodziejstwa. Utrzymywał dobrą kondycję fizyczną ćwicząc sztuki walki i trzymał przy sobie w pogotowiu tych, na których zawsze mógł liczyć w obronie Kościoła. Wykazał się takim źródłem pasji religijnej dla Malachiasza, że kiedy nadszedł czas opuszczenia opactwa i wyruszenia w dalszą pielgrzymkę do Rzymu, Malachiasz miał tajny plan by poprosić o możliwość zamieszkania w zaciszu w Clairvaux.
    Po szesnastu miesiącach od rozpoczęcia podróży, Malachiasz w końcu przybył do Rzymu, z lekkim sercem i pełen nadziei. Szybko zorganizowano mu audiencję u papieża Innocentego II. Innocenty zaakceptował prośbę o pallia, ale na rygorystycznych warunkach: Malachiasz przejmie nowe obowiązki. Teraz był legatem papieskim Irlandii ze wszystkimi wynikającymi z tego zawiłościami politycznymi. To nie było to czego chciał; tak rozpaczliwie chciał ciszy i spokoju opactwa. Kiedy załamany opuszczał to miasto siedmiu wzgórz, otoczone przez zatykający dech w piersi zachodni widok Wzgórza Janiculum, to dotarło do niego. Z powodu bezbożności papieży, Rzym stanie w ogniu.
    Jak mówi legenda, Malachiasz doświadczył słynnej wizji, dzisiaj powszechnie nazywanej „Proroctwem o papieżach” [The Prophecy of the Popes]. Jest to lista łacińskich wersetów przepowiadających każdego z rzymsko-katolickich papieży od Papieża Celestyna II do ostatniego, „Piotra Rzymianina”, którego urząd zakończy się zniszczeniem Rzymu. Zgodnie z tym starym proroctwem, następny papież (po Benedykcie XVI) będzie ostatnim papieżem, Petrus Romanus, lub Piotr Rzymianin.
    Końcowe zdanie przepowiedni brzmi:
    In persecutione extrema S. R. E. sedebit Petrus Romanus, qui pascet oves in multis tribulationibus: quibus transactis civitas septicollis deruetur et judex tremendus judicabit populum. Finis.[xii]
    Co oznacza:
    Poprzez ekstremalne prześladowania, siedziba Świętego Kościoła Rzymskiego zostanie zajęta przez Piotra Rzymianina, który będzie pasł owce przez wiele utrapień, a kiedy one się skończą, miasto siedmiu wzgórz zostanie zniszczone i straszny lub groźny sędzia osądzi jego lud. Koniec. [xiii]
    Dobra i zła nowina
    Po przestudiowaniu historii proroctwa o papieżach i wiążącej się z nim literatury naukowej, mamy dobrą i bardzo złą nowinę, które omówimy w następnym odcinku.

  3. Brus_Zły_Lis said

    parę słów o młodym pieniaczu peło
    http://czerwonykiel.blogspot.com/2012/04/pawe-kierbel-olszewski.html

  4. Piotrx said

    Warto wspomnieć o ks. Bronisławie Markiewiczu (1842-1912)
    W tym roku mija 100 rocznica śmierci Błogosławionego

    Ksiądz Bronisław Bonawentura Markiewicz urodził się 13 lipca 1842 r w Pruchniku jako szóste dziecko Jana i Marianny. Uczęszczał do szkoły powszechnej w Pruchniku , następnie do gimnazjum w Przemyślu. Tutaj 3 maja 1863 r zetknął się z objawieniem Świętego Anioła Polski. To zdecydowało o jego wstąpieniu do seminarium duchownego w Przemyślu, po ukończeniu którego otrzymał 15 września 1867 r. Święcenia kapłańskie. W tym samym roku wydaje pod pseudonimem „B.Miromir” pracę „Trzy słowa do starszych w narodzie polskim w stulecie rozbioru Ojczyzny”.

    Jest to pierwsza i jedyna do tej pory próba teologicznej analizy rozbiorów Polski. Stanowi ona podstawę polskiej doktryny teologii narodu, opartą bezpośrednio na Piśmie Świętym i objawieniach Anioła Polski.

    Od września 1873 podjął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, a później na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W 1882 r. Zostaje profesorem teologii pastoralnej w Seminarium Duchownym Obrządku Łacińskiego w Przemyślu. W listopadzie 1885 r. wyjeżdża do Włoch , gdzie w styczniu 1886 r. wstępuje do nowicjatu zakonnego i 25 marca 1887 r. składa śluby wieczyste na ręce św. Jana Bosko. Wiosną 1892 r. wraca do kraju gdzie otrzymuje probostwo w Miejscu Piastowym koło Krosna. Powołuje placówkę opiekuńczą dla sierot „zakład ks. J.Bosko”. W placówce tej zastosował nowe metody wychowawcze , polegające na tym , że starsza młodzież wychowywała młodsze dzieci. . Dodatkowo zastosowano pełną abstynencję od picia alkoholu i palenia papierosów.

    W 1895 r. założył warsztaty rzemieślnicze i gimnazjum. Zakłada stowarzyszenie „Powsciągliwość i Praca” oraz od 1 lipca 1898 r. redaguje pod tym tytułem miesięcznik. Stowarzyszenia i zakłady wychowawcze rozprzestrzeniają się po kraju i docierają też za granicę. Podejmuję inicjatywę powołania zgromadzenia „Świętego Michała Archanioła” zwanego też zgromadzeniem księży Michalitów zatwierdzonego 29 września 1921 r oraz zgromadzenia sióstr „Świętego Michała Archanioła” zwanych też zgromadzeniem sióstr Michalitek zatwierdzonego prze władze kościelne 21 sierpnia 1928 r. Ksiądz zmarł 29 stycznia 1912 roku w Miejscu Piastowym gdzie też został pochowany.

    Program wychowania narodowego ks. Markiewicza

    Sprawa wychowania patriotycznego młodego pokolenia , zwanego przez księdza Markiewicza „wychowaniem narodowym” zajmowała czołowe miejsce w jego pedagogice. Ze względu na brak własnej państwowości wśród Polaków idee wychowania narodowego były żywe i bardzo ważne. Cel tego wychowania ks. Markiewicz pojmował bardzo szeroko.

    Dbał o to by dzieci umiały pracować dla siebie i dla innych a przy tym zawsze pamiętały o ojczyźnie. Wszystkie podejmowane przez niego przedsięwzięcia miały na celu dobro kraju i narodu. Chciał tak wychować młodzież , aby mogła przynieść chlubę społeczeństwu. Uczył więc historii, literatury polskiej, odkrywał prawdę o bycie politycznym swego kraju. ( Bronisław Markiewicz – „Przewodnik dla wychowawców młodzieży opuszczonej i wskazówki do rozwiązania kwestii socjalnej” – Miejsce Piastowe 1912 s 261).

    W pojęciu księdza Markiewicza „Ojczyzna” to kraj wolności , społecznej równości i swobodnej myśli politycznej . Stąd dopomina się w swej publicystyce o prawo do swobody narodowej, do mowy ojczystej, podnosi kwestię ucisku i uciemiężenia narodu.

    Uważa że jedną z przyczyn upadku narodu polskiego był brak oświaty. Postulował więc przeprowadzenie reformy szkolnictwa. Pisał „jeśli Polska prawdziwie ma powstać z martwych , musi zacząć od zmiany systemu szkolnego i wychowania. Taka będzie nasza przyszłość jaka będzie młodzież przez nas wychowywana.” Uważał że placówki oświatowe mogłyby spełniać rolę centrów kultury dla okolicznych mieszkańców.

    Kochać ojczyznę to za mało- trzeba jeszcze dla niej pracować. W pracy bowiem widzi drogę do odzyskania niepodległości. Zapoznawał też wychowanka z posłannictwem narodowym wynikłym z naszych dziejów i naszego położenia geograficznego. Uważał że najlepszym sposobem walki o niepodległość Ojczyzny jest praca nad odrodzeniem moralnym Narodu.

    Swoje zasady pedagogiczne zawarł w dwóch hasłach „Któż jak Bóg” oraz „Powściągliwość i Praca”. Uważał że zasady te są niezbędne nie tylko we właściwym wychowaniu a ich zastosowanie przyniesie rozwój społeczny i gospodarczy Polski.

    Stwierdza: „Nie da się zaprzeczyć , że między życiem duchowym a stanem gospodarczym istnieje ścisły i nierozerwalny związek. Życie ludzkie jest pasmem walk i pracy duchowej . Każda zaś praca jest podstawą rozwoju , źródłem dobrobytu narodu, podstawą jego niezawisłości i wolności.”

    Ks. Markiewicz gorący patriota , żył nieustannie troską o losy swego narodu. Była to troska na wskroś religijna gdyż była kierowana i normowana wyraźnie określonym przesłaniem jego własnej oryginalnej teologii narodu. Nie przypomina ona w niczym będącego w obiegu polskiego mesjanizmu narodowego, przeciwnie jest raczej pewnym rodzajem teologii prowadzącej autora do całkiem realistycznych wniosków praktycznych.

    Nie uważa że Polacy są narodem wybranym , ale twierdzi że doraźne i natychmiastowe kary Boże jakie spotykają ten naród za jego winy , świadczą że Bóg miłuje go szczególnie i pragnie go uratować a nawet wywyższyć. Winy owe widzi w wymiarze społecznym i określa je jako ucisk i wyzysk klas niższych pracujących i cierpiących nędzę przez pogardę opływającej dobrobytem klasy próżniaczej.

    Bóg darował Polakom przywilej do opamiętania, nawracania i odrodzenia moralnego a także kulturalnego i materialnego. Takie właśnie odrodzenie , które można osiągnąć tylko w wyniku pracy organicznej, winno być celem wszystkich wysiłków współczesnych Polaków. Jest to jedyna realna praktyka na owe czasy która może doprowadzić do odbudowy niepodległości i suwerenności narodu, a nawet jego znaczenia w świecie.

    Powstania narodowe i rewolucje były błędami , które nie powinny więcej się powtórzyć , gdyż przyniosły narodowi straszne szkody, niepowetowane straty oraz przyprawiły go o wiele cierpień i nie miały żadnych szans powodzenia, gdyż nie jest to droga do moralnego odrodzenia.

    Ks. Markiewicz opierał swoją strategię organicznego odrodzenia moralnego i kulturalnego na przekonaniu , że musi przyjść do konfrontacji między najeźdzcami i wtedy oni sami siebie nawzajem ukarzą zasłużoną karą.

    Dokonał teologicznej analizy rozbiorów polski w swej książce „Trzy słowa do starszych w Narodzie Polskim” w stuletnią rocznicę rozbiorów Ojczyzny – Lwów 1887. Wymienia cztery czynniki które stanowią o potędze narodu: religia, literatura, historia, byt polityczny. Jego rozważania na temat losów Ojczyzny i przyszłości młodzieży nie straciły do dnia dzisiejszego nic ze swojej aktualności.

Sorry, the comment form is closed at this time.