Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Kwiecień 14th, 2012

Duży spadek sprzedaży “GW” i “Rz”

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (sobota)

W lutym br. wszystkie dzienniki ogólnopolskie zanotowały spadki sprzedaży ogółem. Łącznie ich sprzedaż zmalała o 63 000 egz. W lutym średnia sprzedaż ogółem dziennika “Fakt” (Ringier Axel Springer Polska) wyniosła 403 754 egz., co oznacza spadek o 2,41 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca rok wcześniej – wynika z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl.

Na miejscu drugim uplasowała się wydawana przez Agorę „Gazeta Wyborcza” ze średnim wynikiem wynoszącym 248 803 egz., po spadku o 11,05 proc. To najgorszy jej wynik w historii.

Trzecią lokatę zajął „Super Express” (Murator) ze średnią sprzedażą ogółem na poziomie 167 992 egz., czyli o 6,21 proc. mniejszą niż rok wcześniej. To tytuł, który stracił najmniej w rankingu.

Największy spadek w zestawieniu zanotował plasujący się na piątym miejscu “Dziennik Gazeta Prawna” (Infor Biznes). Jego sprzedaż ogółem zmniejszyła się w lutym br. o 16,94 proc. i wyniosła 67 755 egz. Tylko trochę mniej straciła będąca o oczko wyżej “Rzeczpospolita” (Presspublica) – jej wynik zmalał o 15,36 proc. do 93 399 egz.

Za: wirtualnemedia.pl
http://mercurius.myslpolska.pl

Ponieważ w ogóle czytelnictwo w Polsce spada (choć wydawałoby się, że z tego poziomu już spaść nie można), więc siłą rzeczy spada też czytelnictwo nawet bardzo koszernych gazet, a zatem nie ma się z czego za bardzo cieszyć. – admin

Posted in Me(r)dia | 11 Komentarzy »

Przypadek Mikołaja Dowgielewicza

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (sobota)

U schyłku I Rzeczypospolitej wysługiwanie się obcym mocarstwom za ruble czy talary przez niektórych było uznawane za przejaw „patriotyzmu” i obronę „odwiecznych wolności”. W XIX w. niektórzy Polacy wiernopoddańczo służyli zaborcom, znajdując bardzo często „szlachetne” wallenrodyczne uzasadnienie dla swojej postawy. PRL to istne studium zaprzedania się Moskwie, które było sprzedawane jako „konieczność dziejowa” w otoczce swoistej dialektyki „mniejszego zła”. Jak widać, niestety, mamy ponad 200-letnią tradycję kolaboracji, zdrady, zaprzaństwa.

W III RP też mamy ciekawe przypadki. Niekiedy z mediów dowiadujemy się o współpracownikach obcych służb specjalnych. Gołym okiem jest widoczne zjawisko agentury wpływu. Agenci wpływu działają niekiedy w sposób świadomy, niekiedy nieświadomy (a więc z tym większą wiarygodnością) – ale zgodnie z oczekiwaniami owych zakulisowych centrów. Są „naprowadzani” przez odpowiednie instrumenty (finansowe, prestiżowe, ścieżki awansu do elitarnej grupy) czy wręcz przez wyrafinowane psychotechniki do „samodzielnego” prezentowania stanowiska zgodnego z oczekiwaniami nadawcy komunikatu. Globalizacja, integracja europejska, a także wejście Polski do Unii Europejskiej oraz innych struktur międzynarodowych stawia jak najbardziej uzasadnione pytanie o granice lojalności wobec Polski urzędników państwowych i osób sprawujących funkcje publiczne.

Ciekawy jest przypadek Mikołaja Dowgielewicza, sekretarza stanu w MSZ. Odpowiada on za politykę europejską i jest jednym z głównych architektów spolegliwej wobec Brukseli (której był urzędnikiem) i wasalnej wobec Berlina (od którego zależą najlepsze posady w strukturach europejskich) polityki rządu Donalda Tuska. To on programował prezydencję polską w UE, on brał udział w negocjacjach fatalnego dla Polski paktu fiskalnego.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Polityka | 2 Komentarze »

INDECT? Policja nie chce

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (sobota)

Zob. tez https://marucha.wordpress.com/2012/04/09/indect-czyli-raport-przyszlosci/

Policja nie potrzebuje systemu INDECT i odstępuje od dalszej współpracy przy unijnym projekcie automatycznego wykrywania zagrożeń w miastach

Koordynatorzy projektu INDECT z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie przekonują, że przedsięwzięcie to stanowi dla polskich uczonych wyjątkową szansę badawczą w dziedzinie zaawansowanych technologii. Minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki podjął jednak decyzję o natychmiastowym wstrzymaniu współpracy policji nad „Inteligentnym systemem informacyjnym wspierającym obserwację, detekcję i wyszukiwanie na potrzeby bezpieczeństwa obywateli w środowiskach miejskich”.

„Minister spraw wewnętrznych nie planuje dalszego udziału policji ani Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zarówno w samych pracach nad projektem, jak i wykorzystania jego efektów” – podano wczoraj w komunikacie MSW.

Decyzję tę Cichocki podjął po rozmowach z komendantem głównym policji Markiem Działoszyńskim. Zdaniem szefa MSW, policja już dziś dysponuje środkami, które pozwalają zapobiegać zagrożeniom porządku publicznego.

Uderz w stół

Koordynatorem i wykonawcą projektu INDECT jest Katedra Telekomunikacji Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zaś policja i MSW współpracowały przy tworzeniu systemu. Beneficjentem INDECT ma być, oprócz polskiej policji, także policja Irlandii Północnej. O wątpliwościach związanych z tą inicjatywą, a dotyczących m.in. niebezpieczeństwa totalnej inwigilacji obywateli, „Nasz Dziennik” informował tuż przed Wielkanocą w artykule „INDECT, czyli raport przyszłości”. Podczas pracy nad tym tekstem nie udało nam się porozmawiać z głównym koordynatorem projektu prof. Andrzejem Dziechem z Katedry Telekomunikacji AGH. Na pytania skierowane do profesora uzyskaliśmy odpowiedź dopiero wczoraj.

„Celem projektu INDECT jest opracowanie narzędzi i algorytmów wspierających instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo w przeciwdziałaniu i wykrywaniu zagrożeń i groźnych przestępstw. W ramach projektu nie przewiduje się wdrożeń komercyjnych” – czytamy w e-mailu podpisanym przez Jana Derkacza w imieniu zespołu koordynującego prace nad projektem, wokół którego narosło mnóstwo kontrowersji. System INDECT, jak wyjaśnił, ma na celu wykrywanie potencjalnie niebezpiecznych zdarzeń w miejscach publicznych, takich jak np. broń w ręku jakiejś osoby (pistolet, nóż, etc.), bagaż pozostawiony przez dłuższy czas bez opieki. Natomiast nie przewiduje on kontroli billingów ani połączeń telefonicznych, ani tym bardziej „spinania” rejestrów publicznych.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Polityka | 3 Komentarze »

Cuda w Sokółce nie ustają

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (sobota)

Od dnia, w którym przemienioną w niezwykły sposób cząstkę Ciała Pańskiego wystawiono w kaplicy Wieczystej Adoracji kolegiaty św. Antoniego, głośne media na temat cudu w Sokółce nagle zamilkły. Tymczasem liczba uzdrowień potwierdzonych dokumentacją medyczną, cudownych ocaleń i nawróceń właśnie od chwili umożliwienia wszystkim wiernym modlitwy i czuwania w obliczu Hostii zaczęła gwałtownie rosnąć.

„Naszemu Dziennikowi” udało się dotrzeć do spisanych, udokumentowanych i zarchiwizowanych świadectw mówiących o szczególnych łaskach eucharystycznych, które wierni modlący się w obliczu Hostii otrzymali do tej pory. Ciągle dostarczane są też nowe świadectwa o szczególnych znakach działania Bożego w sokólskiej świątyni. Są one na bieżąco spisywane przez kapłanów i archiwizowane. Wiadomości o doznanych łaskach przekazują również posługujące w sokólskiej kolegiacie Siostry Eucharystki, włączające do swoich modlitw stałe prośby wiernych. Odnotowane do tej pory, a szczególnie od czasu wystawienia Hostii, niezwykłe uzdrowienia czy wybawienia od śmierci w wypadkach wprawiają w zdumienie.

Uzdrowienia z nowotworów

Wśród nich jest świadectwo Krystyny Oloffson, Polki mieszkającej od 30 lat w Szwecji. Cierpiała ona na chorobę nowotworową. Podczas pobytu u córki w Polsce dowiedziała się o niezwykłym wydarzeniu w sokólskiej świątyni. Pani Krystyna wybrała się więc z pielgrzymką do kolegiaty św. Antoniego i tam zamówiła Mszę św. z prośbą o uzdrowienie. Długo i gorąco modliła się również w tej intencji do Jezusa Eucharystycznego. Po kilku dniach od tej modlitwy nieznośny ból całkowicie ustąpił. Przeprowadzone zaraz po tym fakcie badania wykazały, że nowotwór zupełnie znikł.

Udokumentowany medycznie jest również cud uzdrowienia małego Jakuba Rapiera, u którego lekarze zdiagnozowali zespół Aspergera. Jego babcia, gdy dowiedziała się o ciężkiej chorobie wnuczka, nie załamała bezsilnie rąk. Zamówiła Mszę św. w sokólskiej kolegiacie. Eucharystia w intencji uzdrowienia dziecka została odprawiona 29 lipca 2011 roku. Podczas kolejnych badań lekarskich medycy musieli cofnąć postawioną wcześniej diagnozę, gdyż w niewytłumaczalny dla nich sposób objawy, które wcześniej ją potwierdzały, całkowicie zanikły. Rodzina małego Jakuba bez wahania odczytała to jako znak szczególnego działania Bożego, które objawiło się dzięki łasce Jezusa Eucharystycznego obecnego w Hostii wystawionej w sokólskim sanktuarium.

W lutym 2011 r. Grażyna Zaniewska, mieszkanka wsi położonej niedaleko Sokółki, zwróciła się do rodziny i przyjaciół z prośbą o modlitwę przed Hostią w intencji o uzdrowienie jej 25-letniej córki Anny Jazurek, gdyż stwierdzono u niej guz nowotworowy ulokowany na piersi. Po licznych modlitwach podczas Nieszporów Eucharystycznych w obliczu przemienionej w niezwykły sposób cząstki Ciała Pańskiego i po odprawieniu Mszy św. przez wikariusza sokólskiej parafii ks. Wojciecha Dziubińskiego w grudniu 2011 roku młoda kobieta została uzdrowiona. W styczniu br. ten sam kapłan odprawił Eucharystię dziękczynną za otrzymaną przez Grażynę od Boga łaskę.

Od kiedy na początku października 2011 r. w sokólskiej świątyni wystawiono cząstkę Ciała Pańskiego w kaplicy Wieczystej Adoracji, liczba udokumentowanych uzdrowień gwałtownie wzrosła. W grudniu 2011 r. dziewczęta z jednej z sokólskich szkół zwróciły się z prośbą do swojego księdza katechety, aby odprawił on w kolegiacie Mszę św. w intencji uzdrowienia ich chorej na nowotwór koleżanki Justyny Popowczak. Dokładnie w dniu, w którym kapłan w obliczu niezwykle przemienionej cząstki Ciała Pańskiego celebrował Eucharystię, trwały badania lekarskie chorej dziewczynki. Jakież było zdziwienie lekarzy, kiedy stwierdzili oni bezsprzecznie, że guz z zaatakowanej chorobą wątroby zniknął. Specjaliści z dziedziny medycyny nie są w stanie wytłumaczyć, jak to się stało. Zapisali to w dokumentacji lekarskiej, która jest w posiadaniu kapłanów z sokólskiej kolegiaty.

Pan Bóg ma większe możliwości

Również w roku 2011 wśród mieszkańców ziemi sokólskiej rozeszła się wieść o niezwykłym ocaleniu życia. Niedługo przed uroczystym wystawieniem cząstki Ciała Pańskiego, w sierpniu 2011 r. na wysypisku śmieci położonym niedaleko Sokółki wydarzył się wypadek, który według wszelkich racjonalnych przesłanek powinien zakończyć się tragicznie. Tak się jednak nie stało. Otóż pracujący tego dnia na wysypisku Jacek Dębko dostał się w tryby maszyny, która prasowała odpady. Czaszka mężczyzny została niemal zmiażdżona. Lekarze, którzy się nim zajęli zaraz po wypadku, nie dawali temu człowiekowi żadnych szans na przeżycie. Następnego dnia jego brat Jacek Zbigniew Dębko (solista Opery Warszawskiej), gdy wracał zrozpaczony ze szpitala, udał się do księdza Stanisława Gniedziejki, proboszcza parafii św. Antoniego, i tam, płacząc, prosił go o modlitwę w intencji umierającego brata. Ten podtrzymał go na duchu, mówiąc „Pan Bóg ma większe możliwości niż lekarze. Trzeba się modlić”. Jacek Dębko jeszcze tego samego dnia zamówił Mszę św. w intencji ocalenia brata, a następnie wraz z całą rodziną padli na kolana przed sokólską Hostią. Na Bożą odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Już następnego dnia, kiedy to przypadała uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ze szpitala przyszły dobre wieści: Jacek przestał gorączkować. Pacjent wkrótce wrócił do zdrowia. Lekarzom pozostało tylko stwierdzić, że z takim zdarzeniem nigdy wcześniej nie mieli do czynienia. Dokumentacja medyczna tego niezwykłego przypadku jest w posiadaniu sokólskiego sanktuarium.

W sokólskiej kolegiacie św. Antoniego obok udokumentowanych uzdrowień fizycznych w specjalnej księdze wierni modlący się przed Hostią wpisują bardzo liczne podziękowania świadczące o wewnętrznej przemianie i nawróceniu. Eucharystyczne wydarzenie w kościele św. Antoniego w Sokółce miało i ma nadal wielki wpływ na życie tych, którzy tu przybywają, aby modlić się przed przemienioną w niezwykły sposób cząstką Ciała Pańskiego. Do tej pory to nowe sanktuarium odwiedziło już około 100 tysięcy wiernych z Polski i z krajów tak odległych jak: Chiny, Indonezja, Argentyna, Australia i Wyspy Samoa. Ruch pielgrzymkowy ciągle rośnie. Na rok 2012 swój przyjazd zapowiedziało już kilkaset grup zorganizowanych.

http://www.naszdziennik.pl/

Posted in Kościół | 1 Comment »

U źródeł koncepcji Wielkiej Ukrainy (2)

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (sobota)

Nadesłał p. PiotrX.

Część pierwsza:
https://marucha.wordpress.com/2012/04/13/u-zrodel-koncepcji-wielkiej-ukrainy-1/

Jędrzej Giertych „U źródeł koncepcji Wielkiej Ukrainy”, 1957 r
(fragmenty)

Pisałem już raz, że istnieje wiele danych, pozwalających przypuszczać, iż rebelia Chmielnickiego była, w pewnym przynajmniej stopniu, związana z inspiracją obozu tajnych stowarzyszeń. Fakt współdziałania wodzów kozaczyzny ukrainnej ze Szwecją (rebelia Chmielnickiego poprzedziła i ułatwiła „potop” szwedzki, Mazepa współdziałał z Karolem XII) dostarcza tu argumentów dodatkowych.

(…)

LOŻA SŁOWIAN ZJEDNOCZONYCH

Przechodzę do najważniejszej, kluczowej części niniejszego cyklu artykułów. Czytaliśmy na początku cyklu, że wedle leksykonu Lennhoffa dyktator ukraiński Petlura był Wielkim Mistrzem prowincjonalnej loży masońskiej (słowo prowincjonalny zapewne nie oznacza tu: położony na prowincji, lecz obejmujący całą prowincję, w danym razie Ukrainę). Czytaliśmy także Informacje Markotuna, Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Ukraińskiej Zjednoczonych Słowian, że Petlura był uprzednio w masonerii — o ile można zrozumieć, w tejże loży — „uczniem” i składał tam „na klęczkach” „solenne przysięgi wierności dla naszej organizacji i naszej dyscypliny”, a także okazał się wobec swoich władz masońskich nieposłuszny i ogłosił się Wielkim Mistrzem w sposób samowolny.

Ton relacji p. Markotuna świadczy, że Petlura był związany z lożą — zapewne z Wielką Lożą Słowian Zjednoczonych — węzłami, które najlepiej określa użyte przez p. Markotuna słowo „uczeń”, w połączeniu ze słowem: „mistrzowie”.

Loże masońskie na ogół grupują ludzi, należących do klas wyższych lub średnich, a młody Petlura był synem dorożkarza, chłopcem bez większego wykształcenia, trochę wykolejonym i zarabiającym na chleb jako skromny buchalter. Jeżeli zdołał zrobić potem w tak szybkim czasie tak ogromną karierę, możemy przyjąć za pewnik, że mu w tym organizacja do której należał, pomogła. Że zapewniła mu oparcie i stosunki, że dopomogła mu do wytworzenia sobie ideologii, lub gotową ideologię mu dała, że pozwoliło mu się wyrobić w życiu społecznym i w robocie organizacyjnej. Nic nie wiemy o tym, by Petlura miał sposobność wybić się i wyrobić w jakiejś innej organizacji, a więc możemy przyjąć jeżeli nie za rzecz pewną, to za wysoce prawdopodobną, że wyrobił się właśnie w tej.

Wielcy politycy nie wyskakują gotowi jak Minerwa z głowy Jowisza; muszą najpierw przejąć stadium, gdy się uczą, nabierają doświadczenia i są przez innych prowadzeni. Skoro Petlura nie zawdzięczał tradycji uczestnictwa w życiu politycznym swemu środowisku rodzinnemu, skoro nie wybił się jako dyplomata, parlamentarzysta, działacz samorządowy lub spółdzielczy, działacz robotniczych związków zawodowych, wyższy wojskowy, wielkiej miary dziennikarz, artysta czy uczony — musimy przyjąć, że wybił się jako wychowanek i pupil masonerii, przypuszczalnie jako wychowanek i pupil Wielkiej Loży Ukraińskiej Zjednoczonych Słowian w Kijowie. A skoro loża ta pomogła mu do zrobienia wielkiej politycznej kariery jako wyrazicielowi ukrainizmu i dążenia do zbudowania państwa wielkoukraińskiego, widać ideologia ta i dążenie to były zgodne z ideologią i dążeniami tej loży. Co to była za loża? Czy coś o niej wiemy? O loży o podobnej nazwie możemy się dowiedzieć rzeczy bardzo ciekawej. Mianowicie, że była założona w Kijowie w roku 1818 i rozwiązana przez rząd carski wraz z innymi lożami masońskimi w państwie rosyjskim w roku 1822. Stanisław Małachowski-Łempicki podaje o niej w swoim wykazie polskich lóż wolnomularskich informacje następujące.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 27 Komentarzy »

Poznań – Cud trzech Hostii

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (sobota)

Admin dziękuję p. Krisowi za zwrócenie uwagi na ten niezwykle ciekawy temat.

Kościół Bożego Ciała w Poznaniu.
Fot. Franciszek Mróz

Wydarzenie to miało miejsce w Poznaniu w 1399 r. Według tradycji, miejscowi Żydzi namówili pewną chrześcijankę do wyniesienia z kościoła Ciała Chrystusa. Skuszona obiecaną zapłatą, kobieta skradła z kościoła dominikanów trzy Hostie. Świętokradcy, ukrywszy się w piwnicy jednej z kamienic, zaczęli bezcześcić Najświętszy Sakrament, a wtedy z ugodzonej nożem Hostii wytrysnęła krew. Znajdująca się w piwnicy niewidoma kobieta słysząc, co się dzieje, zwróciła się do Jezusa, aby – jeśli rzeczywiście jest obecny w Hostii – przywrócił jej wzrok. I stał się cud: ociemniała zaczęła widzieć.

Przerażeni świętokradcy próbowali pozbyć się trzech Hostii, lecz nie mogli ich w żaden sposób zniszczyć. Nie widząc innego sposobu, wyszli za miasto, by porzucić je na bagnach.

Konfesja św. Onufrego upamiętnia miejsce, gdzie znaleziono cudowne Hostie.
Fot. Franciszek Mróz

Wkrótce syn miejscowego pasterza ujrzał niezwykłe zjawisko: trzy Hostie unoszące się nad mokradłem. Jego ojciec postanowił powiadomić o tym burmistrza, lecz ten nie dał pasterzowi wiary i – uznawszy go za obłąkanego – polecił uwięzić. Gdy jednak pasterz w cudowny sposób się uwolnił, zdumiony burmistrz polecił sprawdzić jego słowa. Wtedy i inni ludzie zobaczyli Hostie.

Dopiero sprowadzony na miejsce cudu biskup przeniósł Hostie do miasta i umieścił je w kościele farnym. O zdarzeniu powiadomiono króla Władysława Jagiełłę. Po zwycięstwie pod Grunwaldem, wypełniając złożony wcześniej ślub, monarcha odbył pieszą pielgrzymkę do trzech Hostii z Pobiedzisk, po czym przez trzy dni adorował Najświętszy Sakrament. Ufundował również kościół Bożego Ciała, do którego później przeniesiono cudowne Hostie. Poznański kościół Bożego Ciała stał się znany w całej Polsce. Zasłynął też licznymi cudami.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kościół | 16 Komentarzy »

Ile mamy w Polsce urzędników?

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (sobota)

W Polsce może być w rzeczywistości nawet dwa razy więcej urzędników. Oficjalne statystyki mówią zaś o liczbie 500 000.

„Sprawozdania dyrektorów urzędów o stanie zatrudnienia, jakie premier otrzymuje co miesiąc, nadają się wyłącznie do kosza, bo oficjalne dane o liczbie urzędników to fikcja”, jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”.

„Dziennik Gazeta Prawna” przeprowadził sondę w 65 urzędach, które zapytano o umowy-zlecenia i o dzieło zawierane przez jednostki z osobami fizycznymi. Ministerstwo Rolnictwa na takie umowy wydało 3,5 miliona złotych. Średnie wynagrodzenie osoby zatrudnionej na tej podstawie wyniosło ponad 44 tysiące złotych rocznie. Na przykład w resorcie zdrowia jest około 500 etatów a na zleceniu lub umowie o dzieło pracowało tam w 2011 roku dodatkowo 250 osób. Z tej formy zatrudniania chętnie korzystają wojewodowie, a w urzędach marszałkowskich liczbę umów można liczyć nawet w tysiącach. Podobnie jest w miastach. W krakowskim magistracie pracuje ponad 2 tysiące urzędników, drugie tyle jest zatrudnionych na podstawie zlecenia. Urzędy, które nie nadużywają wspomnianych typów umów, są jednak w mniejszości. Pozytywnie wyróżnia się na tym tle resort finansów, który w 2011 roku zawarł tylko 17 umów na 254 tysięcy złotych.

Urzędnicy, jak wiemy, stosują najgorszy z opisanych przez Miltona Friedmana sposobów wydawania pieniędzy – cudzych i na cudze potrzeby. Przy tak rozbudowanym aparacie administracyjnym można zapomnieć, że pieniądze podatników będą wydatkowane racjonalnie. Co więcej, urzędnicy nie mogą rozwiązać wszystkich problemów, do walki z którymi ich zatrudniono, ponieważ okazałoby się wówczas, że ich praca nie jest już nikomu potrzebna. Na różne sposoby usiłują więc udowodnić konieczność swego istnienia. Powstają zatem tak zabawne stanowiska, jak Pełnomocnik Rządu do spraw programu ochrony przed powodzią w dorzeczu górnej Wisły, do spraw równego traktowania, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw Przeciwdziałania Wykluczeniu Społecznemu czy, zasługujący na szczególną uwagę, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw Ograniczania Biurokracji. Jakim cudem to wszystko jeszcze się trzyma?

Tomasz Tokarski
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

http://www.pch24.pl/

Posted in Gospodarka, Polityka | 31 Komentarzy »