Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Dziadzius o Step we krwi?
    Rokitnik o Step we krwi?
    Alina@Warszawa o Step we krwi?
    revers o List otwarty do łajdaka
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Maverick o Eksperci ONZ: „Aborcja podstaw…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Maverick o List otwarty do łajdaka
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Siekiera_Motyka o Wolne tematy (60 – …
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (60 – …
    Maverick o List otwarty do łajdaka
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 497 obserwujących.

U źródeł koncepcji Wielkiej Ukrainy (2)

Posted by Marucha w dniu 2012-04-14 (Sobota)

Nadesłał p. PiotrX.

Część pierwsza:
https://marucha.wordpress.com/2012/04/13/u-zrodel-koncepcji-wielkiej-ukrainy-1/

Jędrzej Giertych „U źródeł koncepcji Wielkiej Ukrainy”, 1957 r
(fragmenty)

Pisałem już raz, że istnieje wiele danych, pozwalających przypuszczać, iż rebelia Chmielnickiego była, w pewnym przynajmniej stopniu, związana z inspiracją obozu tajnych stowarzyszeń. Fakt współdziałania wodzów kozaczyzny ukrainnej ze Szwecją (rebelia Chmielnickiego poprzedziła i ułatwiła „potop” szwedzki, Mazepa współdziałał z Karolem XII) dostarcza tu argumentów dodatkowych.

(…)

LOŻA SŁOWIAN ZJEDNOCZONYCH

Przechodzę do najważniejszej, kluczowej części niniejszego cyklu artykułów. Czytaliśmy na początku cyklu, że wedle leksykonu Lennhoffa dyktator ukraiński Petlura był Wielkim Mistrzem prowincjonalnej loży masońskiej (słowo prowincjonalny zapewne nie oznacza tu: położony na prowincji, lecz obejmujący całą prowincję, w danym razie Ukrainę). Czytaliśmy także Informacje Markotuna, Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Ukraińskiej Zjednoczonych Słowian, że Petlura był uprzednio w masonerii — o ile można zrozumieć, w tejże loży — „uczniem” i składał tam „na klęczkach” „solenne przysięgi wierności dla naszej organizacji i naszej dyscypliny”, a także okazał się wobec swoich władz masońskich nieposłuszny i ogłosił się Wielkim Mistrzem w sposób samowolny.

Ton relacji p. Markotuna świadczy, że Petlura był związany z lożą — zapewne z Wielką Lożą Słowian Zjednoczonych — węzłami, które najlepiej określa użyte przez p. Markotuna słowo „uczeń”, w połączeniu ze słowem: „mistrzowie”.

Loże masońskie na ogół grupują ludzi, należących do klas wyższych lub średnich, a młody Petlura był synem dorożkarza, chłopcem bez większego wykształcenia, trochę wykolejonym i zarabiającym na chleb jako skromny buchalter. Jeżeli zdołał zrobić potem w tak szybkim czasie tak ogromną karierę, możemy przyjąć za pewnik, że mu w tym organizacja do której należał, pomogła. Że zapewniła mu oparcie i stosunki, że dopomogła mu do wytworzenia sobie ideologii, lub gotową ideologię mu dała, że pozwoliło mu się wyrobić w życiu społecznym i w robocie organizacyjnej. Nic nie wiemy o tym, by Petlura miał sposobność wybić się i wyrobić w jakiejś innej organizacji, a więc możemy przyjąć jeżeli nie za rzecz pewną, to za wysoce prawdopodobną, że wyrobił się właśnie w tej.

Wielcy politycy nie wyskakują gotowi jak Minerwa z głowy Jowisza; muszą najpierw przejąć stadium, gdy się uczą, nabierają doświadczenia i są przez innych prowadzeni. Skoro Petlura nie zawdzięczał tradycji uczestnictwa w życiu politycznym swemu środowisku rodzinnemu, skoro nie wybił się jako dyplomata, parlamentarzysta, działacz samorządowy lub spółdzielczy, działacz robotniczych związków zawodowych, wyższy wojskowy, wielkiej miary dziennikarz, artysta czy uczony — musimy przyjąć, że wybił się jako wychowanek i pupil masonerii, przypuszczalnie jako wychowanek i pupil Wielkiej Loży Ukraińskiej Zjednoczonych Słowian w Kijowie. A skoro loża ta pomogła mu do zrobienia wielkiej politycznej kariery jako wyrazicielowi ukrainizmu i dążenia do zbudowania państwa wielkoukraińskiego, widać ideologia ta i dążenie to były zgodne z ideologią i dążeniami tej loży. Co to była za loża? Czy coś o niej wiemy? O loży o podobnej nazwie możemy się dowiedzieć rzeczy bardzo ciekawej. Mianowicie, że była założona w Kijowie w roku 1818 i rozwiązana przez rząd carski wraz z innymi lożami masońskimi w państwie rosyjskim w roku 1822. Stanisław Małachowski-Łempicki podaje o niej w swoim wykazie polskich lóż wolnomularskich informacje następujące.

„Słowianie Zjednoczeni (vereinte Slawen) na ws. Kijowa; założona 12 marca r. 1818 przez lożę petersburską Astreę; najpierw pracowała według systemu W.W.N.P. (Wiel. Wsch. Narod. Pol.?), a później według szkockiego po francusku, polsku i rosyjsku; mistrz. katedry Wal. Rościszewski (1818-19), Fr. Charliński (1819-20), Źródła: N. 34″.

Przy okazji warto, wspomnieć, że tenże autor wymienia także lożę o podobnej nazwie, jaka w tym samym czasie istniała w Warszawie. „Jedność Słowiańska na ws. Warszawy powstała 26 lutego r. 1818 z loży Bracia Zjednoczeni, istniała do r. 1821. Źródła: N.73″.

Powstanie tych dwu lóż niemal zupełnie równocześnie nasuwa przypuszczenie że powstały one z tej samej inicjatywy i w tym samym celu. Tak samo przy okazji warto wspomnieć o loży „Gorliwego Litwina”, która być może odegrała w zorganizowaniu separatystycznego wobec Polski ruchu litewskiego podobną rolę, jak Loża Słowian Zjednoczonych w zorganizowaniu ruchu ukraińskiego. P. Małachowski-Łempicki pisze o lożach „Gorliwy Litwin” i „Gorliwy Litwin Reformacyjny”, które tak samo istniały za czasów, gdy pod rządami cara Aleksandra I loże masońskie były tolerowane.

Otóż p. Stanisław Mackiewicz napisał w naszych czasach:

„Za czasów niepodległej Polski masoni wileńscy używani byli przez Piłsudskiego do utrzymywania kontaktów z masonami kowieńsko-litewskimi — wobec braku stosunków dyplomatycznych była to jedyna droga porozumienia z Litwinami — toteż litewscy chrześcijańscy demokraci zarzucali ciągle „tautininkom” wpływy masońskie i konszachty z Polakami. Masoni w Wilnie mieli lożę im. Tomasza Zana, do której przedpokojem była półjawna organizacja „44-ech”, oraz lożę drugiego stopnia, ściśle zakonspirowaną, p.n. „Gorliwy Litwin”.

Ale powróćmy do Loży Słowian Zjednoczonych w Kijowie. Rosyjski autor A.N. Pypin plaże o niej co następuje:

„Bardzo mało wiadomo jest o kijowskiej Loży Słowian Zjednoczonych (Łożie Sojedtnionnych Sławian), założonej 12 marca 1818 roku, poza niektórymi nazwiskami (o których nic nie wiadomo) jej członków, na zasadzie spisów wielkiej loży Astrei; ale jej nazwa, prawdopodobnie, nie była przypadkowa i jak gdyby powtórzyła się w nieco późniejszym, tajnym stowarzyszeniu tegoż imienia, założonym w roku 1823, . albo, wedle innych danych, jeszcze wcześniej. O tajnym stowarzyszeniu Słowian Zjednoczonych (Obszczestwo Sojedinionnych Sławian) wiadomo, że w nim przejawiły się pierwsze, niejasne tendencje pansłowiańskie; to samo można przypuścić i o loży masońskiej. Szczegóły, podane o tajnym stowarzyszeniu w raporcie komisji śledczej z dnia 30 maja 1826, bardzo przypominają masońskie sposoby (prijomy) i formuły”. (Wedle zaś słów raportu, przy pierwszym założeniu tajnego stowarzyszenia istniała myśl „włączenia go w skład jakiejkolwiek loży masońskiej”; i w statucie Związku niektóre szczegóły zewnętrzne zaczerpnięte były ze statutów lóż masońskich).

Tamże przypisek: „o loży Słowian Zjednoczonych, 1818-22, patrz notatkę Mordowcewa w „Russkaja Starina”‘, tom XXI, str. 187-189.” (Do roczników „Rusakaja Starina” nie mam dostępu i notatki tej nie mogę sprawdzić). „W kijowskiej loży Słowian Zjednoczonych — książęta Aleksander i Piotr Trubeccy i znowu (już podpułkownik) Leoncjusz Dubbelt”. Ten ostatni był w latach 1817-1818 jako major członkiem loży Palestyna w Petersburgu („Tak znany działacz następnego panowania”). O podobnym raporcie dotyczącym Stowarzyszenia Słowian Zjednoczonych nie znajduję u Pypina żadnych Informacji. Zapewne, pisząc o raporcie komisji śledczej, ma on na myśli raport taki, właśnie z roku 1826, dotyczący dekabrystów.

W innej swojej pracy tenże autor pisze:

„1818, 12 marca Loża Słowian Zjednoczonych (Les Slaves reunis) w Kijowie, w związku Astrei. System w 1818-19 le rite du Grand Orient de Polegne; Handb. 1X1, 114, „poprawiony szkocki”. Prace w językach rosyjskim i francuskim. Mistrz krzesła (mastier stuła) w r. 1818-19 Walenty Rościszewski; w 1820-21 Franciszek Charliński, deputat głównego sądu. (por. Russkij Archiw, 1906 888, 412-416, 609)” Także i do wydawnictwa „Russkij Archiw” nie mam dostępu.

Inny rosyjski autor, p. Telepniew, pisze: „Za czasów cara Aleksandra silny element polityczny przeniknął loże. Ci liberalni członkowie Bractwa stanowili łącznik między Masonerią a tajnymi stowarzyszeniami politycznymi które pojawiły się w Rosji w tej epoce… Jest to również dziwny zbieg okoliczności, że rewolucyjne stowarzyszenie, założone w 1823 roku przyjęło nazwę kijowskiej loży — Słowian Zjednoczonych — loży, o której bardzo mało wiadomo. Oficjalne śledztwo, które zbadało działalność tego stowarzyszenia i odbyło się po rewolcie 1825 roku, wykryło w jego statutach i zwyczajach dużo podobieństwa do podobnej organizacji masońskiej; co więcej, stwierdzono, że w chwili założenia stowarzyszenia niektórzy członkowie wyrazili życzenie włączenia się do jakiejś loży masońskiej”. (Autor powołuje się na wyżej zacytowaną książko Pypina).

Czy jest rzeczą możliwą, by loża, która istniała w pierwszej ćwierci XIX wieku, mogła przetrwać jako organizacja tajna, albo nawet tylko jako bardzo malutkie, tajne kółeczko, przez trzy ćwierci stulecia i wyłonić się z mroku w wieku dwudziestym? — Loża ta wydała z siebie postać tej miary co Petlura. Jeśli istniała ona od z górą stulecia, istniała od czasów, gdy działał jeszcze Seweryn Potocki w Charkowie, a Kotlarewski w Połtawle, przyjąć należy, że była ona jednym z głównych, a może głównym ośrodkiem organizacyjnym, który pielęgnował w sobie ideę ukrainizmu i pracował nad jej rozwojem. Czytaliśmy wyżej, że wedle tradycji ustnych, o których wiadomo było w Kijowie i o których wiedział p. Zygmunt Berezowski, konspiracyjny ruch masoński istniał w Kijowie na długo przed rewolucją — być może od połowy XIX wieku — i między innymi istniała tam tajna Wielka Loża Ukrainy.

Podobne Informacje znaleźć możemy i w źródłach masońskich. Nieraz już cytowany p. Borys Telepniew pisze:

„Trzeba zanotować, że Loże Różokrzyżowe kontynuowały działalność w tajemnicy i w ciszy; zdaje się, że przetrwały one przez cały wiek dziewiętnasty, podtrzymując wielkie tradycje masońskich i różokrzyżowych przywódców (Masonic and Rosicrucian leaders) świetnego okresu czasów panowania Katarzyny II-giej… Pomimo rozwiązania lóż, i obok wymienionych działań różokrzyżowych, na prywatnych zebraniach masońskich uprawiano stare rytuały, kontynuowano masońskie studia, a nawet Inicjowano nowych członków; zebrania te zostały dobrze opisane w rosyjskiej powieści z XIX wieku, Pisemskiego «Masoni».”

Autor dodaje nadto w przypisku:

„Trochę Interesujących rzutów oka na rosyjską masonerię w XIX stuleciu znaleźć można również w sławnej powieści Tołstoja «Wojna i Pokój»”. „Istnieją podstawy do uważania, że w bardziej odległych prowincjach, zwłaszcza w zachodniej części państwa, loże wznowiły swoją działalność wkrótce po dekrecie rozwiązującym masonerię i kontynuowały tę działalność w tajemnicy przez całe XIX stulecie. Podobno następujące loże działały na Ukrainie: Loża Miłości i Prawdy w Połtawie; Nieśmiertelność w Kijowie; Ciemności Rozproszone w Żytomierzu; Ozyrys w Kamieńcu i Pontus-Euxinus w Odessie. Wszystkie one wznowiły swoją działalność w tajemnicy, wkrótce po zakazaniu Masonerii, i chociaż pracowały niezależnie (od siebie), zawsze utrzymywały braterskie stosunki”.

W tym miejscu p. Telepniew podał przypisek następującej treści: „Te i dalsze szczegóły, dotyczące masonerii ukraińskiej zawdzięczamy (are due to) Bratu Sitwellowi i Bratu Szumickiemu, którzy są obaj z Paryża; ten ostatni jest oficjalnym delegatem lóż ukraińskich. Istny romans historii masońskiej łączy się z przyjazdem Brata Szumickiego do Paryża wraz z ważną częścią ukraińskich masońskich archiwów”. W egzemplarzu omawianej publikacji w bibliotece Muzeum Brytyjskiego słowa „due to” są wykreślone zastąpione słowami dopisanymi atramentem: „are given exclusivelly on the authority of” (podane są wyłącznie na odpowiedzialność).”

W roku 1900 odbył się pierwszy ukraiński kongres masoński; w dniu 17 stycznia owego roku założył on Wielką Lożę Ukrainy. W roku 1919, po ustanowieniu krótkotrwałej Republiki Ukraińskiej, Wielka Loża Ukrainy oficjalnie proklamowała swoją egzystencję; zjednoczyła ona siedem głównych lóż, odpowiadających siedmiu głównym okręgom Ukrainy i podobno liczyła 6.000 członków. Młoda Wielka Loża weszła w braterskie stosunki z Wielkim Wschodem włoskim i wysłała delegatów do innych krajów. Nieszczęsne nastanie rządów bolszewickich zmusiło loże ukraińskie do pójścia raz jeszcze do podziemia (into retirement); jednak, z godną pochwały odwagą, zdają się one kontynuować swą działalność i zachowywać wierność dawnym masońskim znakom. (To adhere to the ancient Masonic Landmarks).”

W powyżej zacytowanych danych nie znajdujemy pozytywnego dowodu, że Loża Słowian Zjednoczonych w Kijowie W okresie między rozwiązaniem lóż w roku 1822 a czasami młodości Petlury to znaczy początkiem XX wieku, istniała. Ale istniały inne, a więc mogła istnieć i ta. Ciągłość lóż w państwie rosyjskim pomimo rozwiązania ich w 1822 roku była zjawiskiem zgolą nie rzadkim i zdarzała się nie tylko na Ukrainie. Np. o loży Gorliwego Litwina mamy całą garść informacji (nie tylko od autorów wyżej zacytowanych) świadczących, że zapewne nie zaginęła ona po rozwiązaniu. Od Telepniewa dowiadujemy się, że Wielka Loża Ukrainy została założona dnia 17 stycznia 1900 roku na pierwszym ukraińskim kongresie masońskim. Z Informacji tej możemy wyciągnąć szereg wniosków, a mianowicie to, że masoneria istniała na Ukrainie na 5 lat przed rewolucją 1905 r. — a zapewne i później, a więc, gdy ucisk policyjny w państwie rosyjskim trwał nienaruszony; secundo, że skoro odbył się kongres, to musiało być sporo lóż; tertio, że masoneria już w owych, odległych, przedrewolucyjnych czasach uznawała zarazem odrębność, oraz jedność Ukrainy, a wiec popierała program ukrainizmu.

Pan Markotun, piszący o sobie. że jest Wielkim Mistrzem Wielkiej Loży Zjednoczonych Słowian, twierdzi w cytowanym wyżej liście otwartym, że Petlura był uczniem — zapewne w tej właśnie loży — i samozwańczo ogłosił się mistrzem. Loża ta, należy przepuszczać, to była ta sama loża, którą założono na kongresie w 1900 roku. Loża Słowian Zjednoczonych w Kijowie, założona w 1818 roku. nie była Wielką Lożą, lecz tylko Lożą. Była to zapewne najważniejsza z lóż ukraińskich, skoro nazwę jej przejęła Wielka Loża. Zapewne to dawna Loża Słowian Zjednoczonych przemianowana została w 1900 roku w Wielką Lożę Ukraińską Zjednoczonych Słowian. Fakt, że w relacji Telepniewa o założeniu Wielkiej Loży Ukrainy nie znajdujemy ani wzmianki o dawnej Loży Słowian Zjednoczonych w Kijowie, ani nazwy Wielkiej Loży Ukraińskiej Zjednoczonych Słowian, mógłby w nas wzbudzić wątpliwość, czy wypowiedziany przed chwilą wniosek o identyczności Wielkiej Loży, wymienionej przez p. Markotuna z wymienioną przez p. Tclepniewa, założoną w 1900 roku Wielką Lożą jest słuszny. Ale poprawka w tekście egzemplarza pracy p. Telepniewa przechowywanego w bibliotece Muzeum Brytyjskiego świadczy, że istnieje jakiś spór co do relacji ogłoszonej przez p. Telepniewa i że najwidoczniej relację tę ktoś zakwestionował.

Zestawmy ten fakt z wiadomościami podanymi w cytowanym wyżej liście p. Markotuna. Pisał on pod adresem Semena Petlury: „Będąc uczniem ogłosił się Pan za Wielkiego mistrza, gwałcąc w ten sposób wszystkie solenne przysięgi wierności dla naszej organizacji i naszej dyscypliny, które w swoim czasie złożyłeś Pan na klęczkach”. Nie mamy powodu tym oskarżeniom p. Markotuna nie wierzyć. A tymczasem wiemy z masońskiego leksykonu Lennhoffa, że dniu 18 września 1917 roku loża Sanctus Andreas Praevocatus w Kijowie ogłosiła się Wielką Lożą Ukrainy Sanctus Andreas Praevocatus, a odezwę prowincjonalną — najwidoczniej tej loży — podpisał dnia 1 kwietnia 1919 roku Wielki Mistrz Petlura.

Możemy stąd wyciągnąć wniosek, że w erze rewolucji rosyjskiej i proklamowania niepodległości ukraińskiej — zapewne w roku 1917 — w masonerii ukraińskiej nastąpił rozłam. Wybitną, a może przywódczą rolę w tym rozłamie odegrał p. Petlura. Pan Szumowski, na którego powołuje się p. Telepniew, ale którego wersję ktoś zakwestionował, najwidoczniej reprezentuje masonerię grupy p. Petlury. Masoneria ta nawiązała braterskie stosunki z włoskim Wielkim Wschodem, ale do innych krajów tylko wysłała delegatów, a więc widać nie była przez nie uznana.

Zaryzykuję następującą interpretację posiadanych danych. W roku 1900 utworzona została Wielka Loża Ukraińska Zjednoczonych Słowian, której bazą była dawna loża zwykła (nie „wielka”) Zjednoczonych Słowian w Kijowie, Członkiem tej loży, w roli ucznia, zobowiązanego do posłuszeństwa, był p. Petlura, W czasie rewolucji, na tle różnic politycznych, a przede wszystkim różnicy poglądu na to jaką politykę należy na Ukrainie prowadzić i jak się należy ustosunkować do Niemców, do Francji i do Anglii, cześć masonów ukraińskich wystąpiła z Wielkiej Loży Ukraińskiej Zjednoczonych Słowian. Założyli oni nową wielką lożę, dla której przyjęli za bazę inną kijowską lożę, lożę Sanctus Andreas Praevocatus, w której widocznie przeważały ich wpływy. Jak to często z rozłamami bywa obie strony wzajemnie się oskarżają o złamanie wierności tradycjom masońskim. Grupa loży Świętego Andrzeja twierdzi o sobie, że jest prawowitą spadkobierczynią zjazdu z 1900 roku i przemilcza, że zjazd ton powołał Wielką Lożę, opartą o dotychczasową Lożę Słowian Zjednoczonych. Rolę tej ostatniej loży grupa ta przemilcza. I stąd nie ma o niej wzmianki w cytowanej relacji p. Telepniewa. Ale to nie znaczy, że loża ta w okresie zjazdu 1900 roku nie istniała i nie brała w tym zjeździe udziału. Wszystko wskazuje na to, że i istniała i brała udział. To zapewne ta loża była główną bazą akcji stawiającej sobie za cel zorganizowanie nowego narodu: narodu ukraińskiego. Była tą bazą niemal dokładnie przez sto lat. Loża ta istniała najpierw legalnie w latach 1818-1822.W tym ostatnim roku została przez władze carskie zamknięta. Jak widzimy, władze te wykryły w 1826 roku, — w związku ze śledztwem w sprawie dekabrystów — że w roku 1823 założone zostało w Kijowie tajne Towarzystwo Słowian Zjednoczonych, o statutach i zwyczajach, przypominających masonerię. Zważywszy, że loża tejże nazwy została w Kijowie rozwiązana w 1822 r., po prostu narzuca się przypuszczenie, że założone w rok po rozwiązaniu tej loży Towarzystwo było bądź jej dalszym ciągiem, to znaczy tą samą lożą, na razie funkcjonującą pod inną nazwą dla zmniejszenia odpowiedzialności policyjnej na wypadek jej wykrycia, bądź też organizacją pomocniczą, powołaną do życia przez tę lożę. Należy przypuszczać, że Towarzystwo to istniało jeszcze w roku 1826, to znaczy w chwili sporządzenia raportu śledczego.

Okres mroku, w którym nie wiemy nic pozytywnego o istnieniu tej loży, redukuje się więc do lat 1826-1900. Ale mrok ten nie jest zupełny. Wiemy o tym, że w roku 1846, a więc w 20 lat po wykryciu Towarzystwa Słowian Zjednoczonych w Kijowie, władze carskie wykryły w tymże Kijowie tajną organizację pod nazwą Bractwa Cyryla i Metodego, która była główną kuźnią ruchu ukraińskiego i do której należeli tacy ludzie jak Taras Szewczenko, Pantalejmon Kulisz, Mikołaj Kostomarow i inni. Każdy historyk ruchu ukraińskiego wie, że działalność tego Bractwa jest w dziejach tego ruchu jednym z najważniejszych etapów. O bractwie tym wielki przyjaciel ruchu ukraińskiego i najwybitniejszy w Polsce jego historyk, p. Leon Wasilewski, pisze co następuje:

„Tajne towarzystwo Bractwo Cyrylo-metodyjskie, założone przez historyka i poetę Mikołaja Kostomarowa, profesora uniwersytetu kijowskiego, w r. 1849 … Bractwo miało na celu oswobodzenie wszystkich Słowian i stworzenie federacji wszechsłowiańskiej na podstawach republikańskich i demokratycznych… Bractwo wychodziło ze stanowiska, że Ukraina nie może zdobyć niepodległości i utrzymać jej własnymi siłami, więc jedynym środkiem odbudowania jej praw narodowych może być zjednoczenie narodów słowiańskich w jedną rodzinę pod sztandarem prawa miłości i swobody każdego narodu. W statucie i regulaminie Bractwa ustalono, że Słowianie powinni połączyć się w federację, w której każdy naród powinien mieć samodzielność… Ułożony, głównie przez Kostomarowa, statut towarzystwa bardziej szczegółowo omawiał charakter planowanej federacji ziem słowiańskich, która miała być Stanami Zjednoczonymi. Należąca do nich Rosja miała składać się z 14 stanów. Polskę wyodrębniono z Rosji w oddzielny stan. Ukraina weszłaby do federacji w postaci dwóch stanów, przy czym do zachodniego byłaby przyłączona Wschodnia Galicja, gdy Zachodnia Galicja weszłaby w skład Polski. Charakterystyczną rolę miał odgrywać Kijów, który nie należałby do żadnego ze sfederowanych państw, stanowiąc ośrodek, gdzie zbierałby się wspólny dwuizbowy parlament… Dla obrony federacji miała ona posiadać wojsko regularne, zaś poszczególne państwa sfederowane — milicje… W sprawach religii miała panować jak najdalej posunięta tolerancja, jednakże myślano o skłonieniu rzymskich katolików do przyjęcia mowy cerkiewno-słowiańskiej w liturgii.”

Jak widzimy Bractwo Cyryla i Metodego miało za szerszy cel stworzenie federacji Słowian zjednoczonych, a tylko za bliższy cel zorganizowanie ruchu ukraińskiego, który by wytworzył naród ukraiński i zbudował państwo ukraińskie w ramach tej federacji. Jest rzeczą widoczną, że Bractwo to pozostawało z Lożą Słowian Zjednoczonych w najbliższym ideowym związku. Należy przypuścić, że Bractwo to było organizacją pomocniczą tej Loży. Loża istniała zapewne w najgłębszym mroku konspiracji. Bractwo zostało przez nią powołane do życia jako organizacja szersza, mniej głęboko wtajemniczona, bardziej bezpośrednio uczestnicząca w życiu publicznym, a więc bardziej narażona na zdekonspirowanie. Loża zapewne odkomenderowała do Bractwa kilku ludzi utalentowanych, umiejącymi kierować innymi, a samemu gotowych pozostawać w cieniu. Być może jednym z nich był Kulisz. Gdy Bractwo zostało przez policję carską wykryte, represje spadły na to Bractwo, ale nie na lożę, która mogła działać dalej. Zapewne także zdołała otoczyć swą pomocą i opieką swoich członków, skompromitowanych udziałem w Bractwie. Wszak wiemy, że na Szewczenkę spadły represje straszliwe, ale na Kulisza minimalne!

Takie rozszyfrowanie roli Bractwa Cyryla i Metodego, założonego w roku 1846, a wykrytego — wedle Carinnego — w roku 1848, — pozwalają nam już z łatwością postawić hipotezę, że kijowska Hromada z drugiej połowy XIX stulecia, której członkami byli Antonowicz, Dragomanow i inni, także była organizacją pomocniczą Loży Słowian Zjednoczonych. Ukraiński autor M. Hałyn pisze o Hromadzie co następuje:

„Stara Ukraińska Hromada” w Kijowie była organizacją ściśle konspiracyjną, bardzo zwartą. Istniała od roku 1863 do 1919. Autor nie był jej członkiem, ale wiele o niej wie. Głównymi osobami w Hromadzie byli Antonowicz i P.H. Żyteckij. Należał do niej także i Dragomanow, ale potem wystąpił. Autor wymienia kilkanaście nazwisk członków. Mówi, że w istocie było ich dużo więcej. Antonowicz był wychowawcą całego pokolenia uświadomionej inteligencji ukraińskiej. Tadeusz Rylski też był członkiem Hromady. Był to polski szlachcic. Ożenił się z chłopską córką, prawosławną. Spowodowało to „lament” w jego rodzinie, że ożenił się ze schyzmatyczką. Czasopismo „Kijewskaja Starina” było „organem” Hromady. Rok 1905 przyniósł ze sobą przewrót w Hromadzie. Starzy członkowie pomarli, „ukrainofilstwo” się skończyło, został ruch ukraiński bez „filstwa”. „Do roku 1905, przez cały czas od początku jej istnienia, a czas ten trwał 50 lat, skład Hromady pozostawał prawie nie zmieniony. Ja nie znam przykładu, by gdziekolwiek w świecie, jakakolwiek nielegalna partia, a Starą Hromadę trzeba uważać za nielegalną partię, istniała tak długo w prawie niezmienionym składzie… Swoją historyczną rolę Stara Hromada spełniła.”

P. Leon Wasilewaki pisze:

„Dragomanow (1841-1895), pochodzący ze średniozamożnej szlachty pochodzenia kozackiego z Poltawszczyzny… historyk i publicysta… stał się głosicielem demokratycznego federalizmu i w ten sposób nawiązywał niejako zerwaną nić tradycji Bractwa Cyrylometodyjskiego, ale bez cechującego to ostatnie mesjanizmu panslawistycznego… Przyszedł do przekonania, że niemieckiemu parciu na wschód może położyć kres tylko sfederalizowanie całego wschodu, Europy, wytworzenie wolnego związku swobodnych i samorządnych narodów słowiańskich i niesłowiańskich, wchodzących w skład Rosji z jednej strony, w skład Austro-Węgier z drugiej”.

W r. 1878 „spotykamy się już z Dragomanowem w Genewie, dokąd został wysłany przez Hromadę kijowską i na jej koszt. Tam stworzył ośrodek wydawniczy i rozwinął bardzo płodną działalność publicystyczną. Założył przede wszystkim nieperiodyczny organ Hromada … Hromada nawiązywała nić tradycji Bractwa Cyrylometodyjskiego i stała na gruncie federalizmu. Uznając w zasadzie korzyści niepodległości państwowej dla każdego narodu, organ Dragomanowa nie widział jednak potrzeby dążenia do separatyzmu politycznego ani dla Ukrainy rosyjskiej, ani dla Rusi galicyjskiej. Stawiał natomiast program konstytucyjny, przy czym … pokładał niemal całą nadzieje w ruchu ziemstw, który — jego zdaniem — miał niechybnie doprowadzić Rosję do przekształcenia wewnętrznego w duchu federacyjnym. «Hromada» stała na gruncie ściśle etnograficznym i propagowała łączność wszystkich «niepaństwowych» narodowości (Ukraińców Białorusinów, Litwinów, Łotyszów, Estończyków, Ormian, Gruzinów, Rumunów i Żydów) w walce z biurokratycznym rządem i przewagą narodowości «państwowych» (Rosjan, Polaków i Niemców bałtyckich).

„Najstarsze pokolenie ukrainofilów nawiązało stosunki z Rusią galicyjską za pośrednictwem P. Kulisza, który usiłował oddziaływać na Rusinów galicyjskich i osobiście i za pomocą swych prac literackich. Na szersza skalę zrobił to Dragomanow. W pismach galicyjskich coraz częściej występują działacze ukraińscy z Rosji”.

Jak widzimy, także i Hromada miała za ideę przewodnią myśl o federacji narodów wschodniej Europy, myśl, która była u podwalin ideologii Loży Słowian Zjednoczonych, Towarzystwa Słowian Zjednoczonych i Bractwa Cyryla i Metodego. Myśl ta snuje się jak nić przez cały bieg dziejów ruchu ukraińskiego. Odnaleźć ją można także i w poglądach takich przyjaciół ruchu ukraińskiego, jak Józef Piłsudski: mimo, że nic o tym nie wiemy, by należał on kiedykolwiek do loży Słowian Zjednoczonych lub którejś z jej organizacji pomocniczych, w postawie swojej zdradza on pokrewieństwo z jej ideą przewodnią.

(Jeśli idzie o Hromadę, trzeba rozróżnić między istniejącym w Kijowie tajnym stowarzyszeniem tej nazwy, które istniało przez pół wieku i na którego czele stał Włodzimierz Antonowicz, a wychodzącym w Genewie pismem i ośrodkiem wydawniczym „Hromada”. W istocie, „Hromada” genewska była organem „Hromady” kijowskiej. Łącznikiem był Dragomanow, byli publicyści, byli czytelnicy i były pieniądze).

Włodzimierz Antonowicz, przywódca kijowskiej Hromady, jej dusza, główny ideolog i główny organizator, zapewne należał nie tylko do niej, ale także i do Loży. To pozwala zrozumieć jego rolę w doprowadzeniu w 1890 roku do „ugody” galicyjskiej. I zapewne także i Hruszewski, protegowany Antonowicza, do niej należał. To pozwala zrozumieć jego dziwną karierę.

Mamy więc rozszyfrowaną genezę ruchu ukraińskiego. Cały łańcuch faktów i ludzi. Myśl zużytkowania tradycyjnej odrębności dawnej kozaczyzny zadnieprzańskiej dla zbudowania państwa i narodu ukraińskiego, przeciwstawiającego się zarówno prawosławnej Rosji, jak katolickiej Polsce, a obejmującego ziemie i plemiona od Karpat do Kaukazu, zapewne zrodziła się w lożach rosyjskich i polskich, być może pod wpływem masonerii szwedzkiej, gdzieś w drugiej połowie XVIII wieku.

Rezultatem inspiracji masońskiej było z jednej strony wystąpienie w Polsce masona Jana Potockiego w roku 1795 z programem odrębności ukraińskiej, z drugiej strony wystąpienie w Połtawie masona Kotlarewskiego w 1798 roku w roli inauguratora odrębnej literatury w ludowej mowie Ukrainy kozackiej.

Przypomnijmy sobie także, że przed chwilą wymieniony Jan Potocki, „przekonawszy się, iż oddzielna dziejowość Polski już się skończyła, zwrócił się… do badań nad ogółem całej Słowiańszczyzny, który to cel odtąd nieprzerwanie go zajmował.”

Z początkiem XIX wieku zjawił się w Charkowie jako organizator założonego w 1804 roku tamtejszego uniwersytetu jeszcze jeden mason, rodzony brat Jana Potockiego, Seweryn Potocki i dał początek ośrodkowi umysłowemu ukraińskiemu. W roku 1818 założona została w Kijowie specjalna loża, służąca budowaniu separatystycznego ruchu ukraińskiego i mająca być jego główną kuźnią. Nadano jej umyślnie nazwę Loży Słowian Zjednoczonych, by mogła łatwiej skupić do zgodnej współpracy politycznej zarówno Polaków jak Rosjan. Dalsze dzieje tej loży, której organizacjami pomocniczymi były inne tajne organizacje w Kijowie, to są zarazem dzieje rozrostu ruchu ukraińskiego. Znaczą te dzieje etapy takich nazwisk jak Kulisz (i jego narzędzie, Szewczenko), Antonowicz, Dragomanow, Hruszewski, Petlura. Jakże wyrazista linia rozwoju!

Bocznym odgałęzieniem akcji tej loży było oddziaływanie na Galicję. Wyraziło się ono w przypuszczalnym porozumieniu lóż zajmujących się organizowaniem ruchu ukraińskiego z kołami rządowymi austriackimi, a w konsekwencji z partią stańczyków krakowskich. Porozumienie to nie powinno było przedstawiać szczególniejszych trudności, zważywszy, że stańczycy krakowscy wywodzili się z partii Adama Czartoryskiego w Paryżu, która była obozem polskiej masonerii. Przejawem zewnętrznym oddziaływania ośrodka masońskiego kijowskiego na Galicję były podróże Kulisza i Antonowicza, oraz było osiedlenie się w Galicji Hruszewskiego. Owocem tych podróży był przewrót w postawie polskiego społeczeństwa w Galicji, polityka stańczyków, ugoda polsko-ukraińska i polityka rządu austriackiego. Z tym się zapewne łączy — w pośredniej konsekwencji — przekonanie niektórych galicyjskich i wiedeńskich czynników kościelnych o użyteczności ruchu ukraińskiego dla kościoła, działalność metropolity Szeptyckiego, oraz uzyskanie poparcia dla tej działalności od niektórych ośrodków w Rzymie.

Tak więc przedsięwzięcie poczęte w lożach masońskich zdołało z biegiem czasu znaleźć zaplecze w polityce wielkiego katolickiego mocarstwa, jakim była Austria. A ta ze swej strony — jakże dziwnie okrężną ścieżką biegu historii! – zdołała znaleźć dla tego przedsięwzięcia niejaki zakres poparcia Rzymu.

Czy bez Inicjatywy wolnomularskiej, ujawnionej w działalności Loży Słowian Zjednoczonych i jej odgałęzień takich, jak Towarzystwo Słowian Zjednoczonych, Bractwo Cyryla i Metodego, czy Hromada, a wcześniej jeszcze ujawnionej w działalności Potockich i Kotlarewskiego, nie byłoby doszło do uformowania się narodu ukraińskiego? Pytanie to wiąże się z całokształtem zagadnienia, co jest główną przyczyną i wydarzeń dziejowych: samorzutne procesy dziejowe, czy też wola ludzi stojących na czele

(…)

Do sformowania się narodu ukraińskiego istniały naturalne warunki, w postaci pewnej jedności geograficznej obszaru od Karpat po Kaukaz, pewnej jedności językowej mas ludowych całego tego obszaru, mówiących dialektami składającymi się na dość jednolity na wewnątrz, a odrębny na zewnątrz język południowo-ruski, oraz pewnej jedności historycznej, wytworzonej przez tradycje ruchów kozackich. Było rzeczą nieuchronną, że w dziewiętnastym wieku, erze rozkwitu regionalnych prądów literackich, narodzą ale na Ukrainie idee odrębności regionalnej zjawi się literatura w mowie ludowej.

Ale sformowanie się jednolitego zjawiska narodu ukraińskiego od Karpat do Kaukazu bynajmniej nie było nieuchronną koniecznością dziejową. Nie wszystko co jest możliwe, jest nieuniknione. W innych okolicznościach, mogło się tam było wytworzyć kilka narodowości ruskich, jedna w Ziemi Halickiej, druga na Zadnieprzu, trzecia na Zakarpaciu, a inna jeszcze gdzie indziej, może na Bukowinie, albo na Kubani, albo na Wołyniu lub Podolu, które mogły były skrystalizować się jako twory równie od siebie odrębne jak odrębni są Słoweńcy od Chorwatów, albo Estończycy od Finów, albo choćby Dolni Łużyczanie od Górnych.

Ale co jest jeszcze prawdopodobniejsze, ruchy separatystyczne w sensie narodowo-politycznym mogły się tam nie narodzić w ogóle. Regionalizm Zadnieprza mógł się był skrystalizować jako lokalna odmiana, rosyjskości, w ten sam sposób, jak regionalizm podhalański jest lokalną odmianą polskości. A regionalizm Ziemi Halickiej, a nawet Ukrainy Prawobrzeżnej mógł się był — dokładnie w ten sam sposób — mieścić w obrębie życia polskiego. Naturalna ewolucja wiodła właśnie do tego: że „Małorusini” na Zadnieprzu i w Kijowie pisać będą cyrylicą i stanowić będą południową odmianę Rosjan, a Rusini haliccy, żytomierscy i podolscy pisać będą po rusku w alfabecie łacińskim i stanowić będą stepową odmianę Polaków.

Szewczenko byłby pisał wiersze po ukraińsku pewnie także i wtedy, gdyby nie było Bractwa Cyryla i Metodego. Ale bez tego bractwa wiersze jego nie byłyby sztandarem i wyznaniem wiary i nie byłyby nabrały takiego rozgłosu. A nawet i treść ich byłaby zapewne inna: zabrakłoby w nich tej nuty ideologicznej, którą im dał wpływ Kulisza. To dopiero Bractwo Cyryla i Metodego zrobiło z Szewczenki to, czym się on stał. Bez niego byłby on małym regionalnym poetą, bez szerszego wpływu i bez większej sławy.

Idea jednolitego narodu ukraińskiego od Karpat po Kaukaz i od Prypeci do Morza Czarnego, odrębnego zarówno od Rosji, jak od Polski, jest ideą która nie wyrosła samorzutnie jako spontaniczny produkt dziejowego rozwoju. Jest to idea zaplanowana, zrodzona w kilku głowach i metodyczną pracą półtora stulecia rozpowszechniona, ugruntowana i zamieniona w żywą rzeczywistość.

(…)

Nie należy sadzić, że żywy naród nie może być wyhodowany sztucznie. Nawet wielkie narody są zwykle rezultatem dziejowego przypadku. To dzieje polityczne, a zwłaszcza dzieje państw są wychowawcami narodów. Gdyby w czasach wczesno-piastowskich Polska i Czechy utworzyły były jedno państwo, nie byłoby dziś odrębnych narodów polskiego i czeskiego, ale jeden naród zachodnio-słowiański. Gdyby nie było państwa portugalskiego, nie byłoby także portugalskiego narodu i języka.

W naszych oczach rodzi się wiele nowych narodów. Jeśli nawet nie istnieją dziś jeszcze w całej pełni narody argentyński, chilijski i urugwajski, to pewnie już wkrótce się one ostatecznie skrystalizują i staną się nieodwołalnymi faktami, mimo, że równie dobrze mógł z nich był wyrosnąć jeden jedyny naród, A przecież Argentyna, Chile i Urugwaj — to są owoce polityki. Zaplanowano je sztucznie i stworzono wysiłkiem, który się udał, ale mógł się równie dobrze nie udać.

Idea narodu i państwa ukraińskiego jest ideą zrodzona w wolnomularstwie. To w wolnomularstwie — i w innych, pokrewnych mu prądach antychrześcijańskich — zrodziła się idea zniszczenia Polski, zniszczenia imperium światowego hiszpańskiego, zniszczenia papiestwa, zniszczenia Rosji, zastąpienia Austrii przez Prusy w świecie niemieckim, a Hiszpanii i Portugalii przez Anglię i Holandię na morzach. To w wolnomularstwie narodziła się myśl wyhodowania narodu ukraińskiego i zbudowania państwa ukraińskiego. Kiełkowała ona w umysłach braci Potockich i Kotlarewskiego. Znalazła ona na całe stulecie skuteczne narzędzie w postaci tajnego ogniska myśli i akcji jakim była Loża Słowian Zjednoczonych. Znalazła narzędzie pomocnicze w postaci Towarzystwa Słowian Zjednoczonych, Bractwa Cyryla i Metodego i Hromady. Wyhodowała w sposób zarazem planowy i sztuczny zastęp ludzi, którzy stali się „syntetycznymi Ukraińcami”, ludzi którzy nie wyrośli na Ukraińców w sposób naturalny (…) ale stali się Ukraińcami z programu i wysiłku woli: Kulisza, Antonowicza, Hruszewskiego, Szeptyckiego. Pozyskała dla idei państwa ukraińskiego politykę potężnego państwa – i to przypadkiem państwa katolickiego – Austro-Węgier. Pozyskała potem także politykę niemiecką, angielską, reprezentowaną przez Piłsudskiego politykę pewnego odłamu politycznego w Polsce, a wreszcie politykę sowiecką.

(…)

Komentarzy 27 to “U źródeł koncepcji Wielkiej Ukrainy (2)”

  1. JO said

    Masoneria na Ukrainie rozbudowywuje legendy o Wielkiej Ukrainie w tym z Mordercow robi Bohaterow. W tym samym czasie zaciera slady o Prawdziwej Ukrainie wchodzacej w sklad Jej Panstwa – Rzeczpospolitej i zaciera slady Takich Postaci, ktore powinny byc wzorem na wieki – postaci Swietych

    W PRL Bis wprowadza sie do nauki historii falsz o Ukrainie – patrz Boze Igrzysko Daevisa – eliminuje sie Polskosc a w jej miejsce wprowadza nic, pustke, falsz lub Ukrainskosc
    ——-

    Od samego poczatku idea Wielkiej Ukrainy miala zastapic Idee Tworzenia Katolickiej Rzeczpospolitej

    Na Falszu i bluznierczych fundamentach – UKRAINA jest domem z piasku budowanym i przy wiekrzym podmuchu – runie . Moze to wlasnie jest jej Cel, by kiedy bedzie ROZSYPYWAC sie zasypala resztki tego co bylo przed NIA, sama ginac.

    ——–

    Kazdy Ukrainiec ma w sobie Chwale Rzeczpospolitej. Wielu Ukraincow ma Ojcow Zdarde na rekach i Krew Swej Ojczyzny.
    Kazdy musi wybrac dzis – prawo albo lewo. Albo Chwala Albo Smierc Duszy.Nie ma nic pomiedzy.

    Ukrainiec jest Polakiem jak Polak jest Ukraincem, bo takie jest nasze dziedzictwo i nic tego nie zmieni.

  2. aga said

    „Postulowane nieustannie przez bloga/blogerów stworzenie jakiejś bliżej niesprecyzowanej „Konfederacji Słowiańskiej” , na bliżej nieokreślonych zasadach , pokrywa się też w wielu miejscach z dążeniami masonerii o czym wspominał także J.Giertych w swoim opracowaniu. Blog zupełnie pomija istnienie i znaczenie V kolumny (kahał) i to ulokowanej w najwyzszych strukturach władzy w większości państw, która

    na wszelkie działania sprzeczne z ich interesami na pewno dobrowolnie nie pozwoli. Strategia żydomasonerii opiera się bowiem na zasadzie „Dziel i Łącz” (Solve et Coagule) formułowanej z reguły w związku z jej celem ostatecznym, którym jest utworzenie Republiki Globu. ”

    Tak jest Panie Piotrze X .

    A ruski blog cos zamilknąl,chyba zebranie Rotarian jest ,tam tez się chetnie mówi o braciach słowianach,etc. A wiem to z pierwszej ręki :))

    Ciekawam czy podejmą tez dyskusję w oparciu o tekst Jędrzejaja Giertycha iini mędrkowie z WPS-u, polonecentryzmy czy też inni Sławianie?

    Gdzieś wcześniej zauważył też Krzysztof M : próbkę tej rzekomej „słowiańskiej konfederacji” mamy okazję przećwiczyć patrząc na traktowanie Polaków przez Rosjan po tzw.katastrofie smoleńskiej:

    „Formalnie nie ma. Jednak obraz, jak to mogłoby wyglądać mieliśmy po tragedii smoleńskiej, na przykładzie traktowania Polaków przez Rosjan. To, co pokazywały media, to było traktowanie wzorowe. I tu nie należy mieszać do tego spraw polityki.”

  3. obs. said

  4. Niestety, nie mogę wprowadzić komentarza (próbowałem pod kilkoma odcinkami lektur nt. Ukrainy) do części pierwszej powyższego tekstu.
    Jeżeli ten wpis się ukaże, to znaczy, że blokada dotyczy konkretnego komentarza.
    Jak w tych warunkach dyskutować?

  5. Guła said

    Skądinond miadomo, że Semen Petlura:
    ” Urodził się 10 maja 1879 r. w Połtawie. Pochodził z rodziny o tradycjach kozackich.W 1900 r. został członkiem Ukraińskiej Partii Rewolucyjnej. Do wybuchu I wojny światowej redagował ukazujące się w Kijowie pismo „Słowo„ oraz ”Ukrainskaja Żizń”.Przekonany, że lojalna postawa wobec imperium rosyjskiego przyczyni się do uwzględnienia przez cara kwestii ukraińskiej, w czasie wojny służył jako oficer w armii rosyjskiej.W 1917 r. po wybuchu rewolucji lutowej w Rosji wszedł do utworzonej w marcu Ukraińskiej Centralnej Rady, która po zdobyciu wpływów na terenie Ukrainy Naddnieprzańskiej dążyła do uniezależnienia się od Rosji.Na ziemiach ukraińskich wkrótce po rewolucji październikowej powstała Ukraińska Republika Radziecka, która dążyła do przejęcia władzy na całości ziem ukraińskich. Gdy UCR ogłosiła powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej (24/25 stycznia 1918 r.), Petlura jako ataman stanął na czele jej armii.Pomiędzy armią Petlury a Armią Czerwoną, popieraną przez część ludności ukraińskiej, trwały ciężkie walki. W odparciu niebezpieczeństwa bolszewickiego pomogły Ukrainie wojska niemieckie i austro-węgierskie, które 1 marca 1918 r. odbiły z rąk bolszewickich Kijów.Pokój brzeski, zawarty pomiędzy państwami centralnymi a bolszewikami w marcu 1918 r., uznawał niepodległość młodej republiki.Suwerenności URL zagrażała wówczas obecność wojsk niemieckich i austro-węgierskich na jej terenie….”

    http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,wojna-o-granice?zobacz/seman-petlura-sojusznik-pilsudskiego

  6. Guła said

    skądinąd 😦

  7. 166 bojkot TVN said

    166 poczytałoby sobie chętnie o koncepcji „Wielkiej Polski” albo chociaż średniej Polski, dla Polaków, bo przecież kuriozalna byłaby koncepcja „Polska dla Żydów”, albo „Polska dla żydokomuny, Niemców, czy innych przywłok”.

    Poczytałoby sobie 166 chętnie, czy w ogóle jest jakaś koncepcja Polski współczesnej, niepodległej zapewniającej swoim obywatelom odpowiedni do miejsca i czasu poziom bezpieczeństwa energetycznego, żywnościowego, zbrojnego, bezpieczeństwa monetarnego, bezpieczeństwa własności, w tym w szczególności własności nieruchomości, czyli ziemi i budynków; własności środków produkcji i zasobów naturalnych. Szczególnie, że ci Polacy strasznie dużo muszą płacić podatków na państwo, a nie bardzo wiadomo co z tego mają.

    Oj poczytałoby, poczytało, a nie ma gdzie 😦

  8. 166 bojkot TVN said

  9. Inkwizytor said

    Żydowico Bełkotko, nie wypowiadaj się o sprawach istotnych dla nas Polaków.

  10. 166 bojkot TVN said

    8/
    Żydówico Inkwizytorko, nie wypowiadaj się o sprawach istotnych dla nas Polaków.

  11. aga said

    Edward Prus „Ukraino,pokochaj prawdę”

    http://free.of.pl/w/wolyn/pano_005.html

  12. JO said

    ad.10.
    To co zostalo sakrametalnie zlaczone, moze jedynie Pan bog rozwiazac. Nie ma Ukrainy bez Polski, nie ma Polski bez Ukrainy.

    Rozwod istnieje tylko w pojeciach niewirzacych….a Polak w Polsce i Polak w Ukrainie – Ukrainiec sa wierzacymi.

    Reszta, to ZYDZI..

  13. aga said

    Edward Prus
    Ukraino, pokochaj prawdę!
    60. rocznica apogeum banderowskiego ludobójstwa

    Jest ku temu szczególna okazja: 60 – lecie apogeum zbrodni ludobójstwa ukraińskich etnonacjonalistów dokonanej na bezbronnej, cywilnej ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ten mord, nie mający w historii najnowszej odpowiednika, łączył się z wygnaniem Polaków z Kresów – odwiecznej krainy ich zamieszkania. Wygnanie było wspólnym dziełem ukraińskich nazistów i sowieckiego NKWD.

    Apogeum zbrodni, wraz z wypędzeniem rdzennej ludności polskiej, miało miejsce właśnie latem 1943 r. Tylko w dniach 11-12 lipca dokonano jednocześnie napadu na ponad 160 wsi i osiedli polskich mordując w sposób wręcz niespotykany w dziejach ludzkości ponad 20 tys. osób. Ten straszny czas, porównywalny z Apokalipsą, był tragiczny w swojej wymowie także z innych powodów. Polakom nagle cały świat zaczął walić się na głowę.

    Nie wolno zapomnieć, że 1943 r. był decydujący jeśli chodzi o losy sprawy polskiej w II wojnie światowej. Wygrana bitwa pod Stalingradem umożliwiła Armii Czerwonej przejęcie inicjatywy na froncie – i właśnie wtedy alianci, a zwłaszcza Amerykanie, zaczęli się skłaniać do oddania Polski w sferę wpływów Związku Sowieckiego. Prezydent Roosevelt uznał bowiem, że karta polska nie ma już większego znaczenia, liczył się Stalin – i on wygrał w Teheranie w 1943 r., wytargował dla siebie Kresy Wschodnie.

    Wielkim ciosem dla Polski było aresztowanie 30.06.1943 r. Komendanta Głównego Armii Krajowej gen. Stefana Roweckiego – Grota. 1943 r. to także inny, niespodziewany cios. 4 lipca ginie w wypadku samolotowym gen. Władysław Sikorski – premier rządu RP i wódz naczelny. 1943 r. to także ujawnienie sprawy katyńskiej i zerwanie stosunków dyplomatycznych Rządu Sowieckiego z Rządem Polskim.

    Teraz, broniąc czesti nazistowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) mówi się o „samowoli” komandyra UPA na Wołyniu Dmytra Klaczkowśkiego (Klaczkiwśkiego) – „Kłyma Sawura” tając jednocześnie, że ujawniony już został rozkaz ludobójczy wydany Klaczkowśkiemu przez ówczesnego prowidnyka OUN Mykołę Łebedia – „Maksyma Rubana”. Więcej: przerażony ogromem przelanej krwi, skąpany w ogniu płonących polskich sadyb, Klaczkowśkij odmówił złożenia „Rubanowi” sprawozdania z tej przerażającej „akcji”.

    Łebed po wojnie, w drodze z USA na Ukrainę zatrzymał się w Polsce u krewnych – i nikt go nie aresztował. Skandal! Istnieją dowody materialne, które pozwalają na stwierdzenie, że drugiej takiej zwyrodniałej organizacji nie znajdziemy nawet w najdalszych, mrocznych zakamarkach dziejów Rusy – Ukrajiny. Kłamstwem jest, że OUN – UPA walczyła z „dwoma największymi potęgami świata”. „Walczyła” tak, żeby nie walczyć, A całą swoją energię topiła w beznadziejnych mordach hańbiąc w ten sposób naród ukraiński.

    Prawdziwe oblicze OUN – UPA dostrzegł Wołyński Okręgowy Delegat RP Juliusz Kozłowski – „Cichy”, który w swoim liście do kierownictwa politycznego UPA, 25 listopada 1943 roku, pisał: „Wychowankowie niemieccy narodowości ukraińskiej, a nie Polacy rozpoczęli masowe i barbarzyńskie rzezie bezbronnej ludności polskiej.

    Pamiętajcie, że to co obecnie dzieje się na Wołyniu, obarcza cały naród ukraiński, że to Wy i Wasze przyszłe pokolenia płacić będziecie rachunek. Nie wolno Wam protestować po cichu, ulegać zbrodniczemu terrorowi i dalej pozwalać, by wróg Waszymi rękami niszczył Waszą przyszłość. Czyż nie widzicie, że chodzi mu o to, żeby na zakończenie wojny słowo Ukrainiec równoznaczne było ze słowem morderca? Czyn odważny, odpowiedzialny jest z Waszej strony koniecznością.

    Rzeź i mord nie budują nigdy bytu niepodległościowego, a wyłączają ze społeczności cywilizacyjnej i są jaskrawym dowodem niedojrzałości państwowej. Broń do tego dzieła w dużej mierze pochodziła z rąk niemieckich, stamtąd przyszło wyszkolenie wojskowe i to właśnie tragicznie związało w opinii świata Wasze imię z Niemcami.

    Gdy przyznacie otwarcie, że Niemcy wykorzystali Waszą nienawiść do nas dla szerzenia w Polsce rozszalałego terroru – docenimy Wasze stanowisko. Tylko bowiem uświadomienie obustronnych błędów prowadzić może do zmniejszenia dzielącej nas przepaści”. Władze obecnej Ukrainy muszą mieć świadomość prawdy, że UPA nie była żadną „armią powstańczą”, tylko „kureniami rizunów”, zbrodniczą antypartyzantką powołaną do życia dla dokonania rzezi ludności polskiej na obszarze suwerennego, aczkolwiek okupowanego państwa polskiego.

    Zbrodni ludobójstwa dokonywali Ukraińcy – obywatele RP na obywatelach RP narodowości polskiej i żydowskiej. Dlatego UPA – to wewnętrzna sprawa polska! Tyle stanowi prawo międzynarodowe. Rola Ukrainy, a właściwie jej organów ścigania, powinna ograniczyć się do schwytania ujawnionych przestępców, którzy po wstępnym śledztwie winni być przekazani Rzeczypospolitej celem osądzenia.

    W sprawie tej zabrał głos Krzysztof Bulzacki, który w zbiorze interesujących esejów, polemizując z A. Michnikiem, tak pisał m.in.: „ťBądźmy ostrożniŤ straszy nas Adam Michnik, przypisując nam skażenie fanatyzmem i złą wolą, jakby chciał nam powiedzieć – nie macie prawa do patriotyzmu i własnej historii – tylko UPA ma prawo do tytułów kombatanckich za dokonane zbrodnie, bo była ofiarą zawirowania historii.

    Wymyśla się nawet działania UPA przeciw faszystowskim najeźdźcom, aby tylko dla zbrodniarzy uzyskać prawa kombatanckie. Trzeba tu dodać, że na terenie Ukrainy nie było ani jednego oddziału UPA. Jedynym działaniem UPA było mordowanie Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej z wyłączeniem Lwowa. We Lwowie Ukraińcy dokonali kilku zabójstw i przekonali się, że w tym ciągle polskim mieście pod okupacją niemiecką, mimo istnienia ukraińskiej policji nie mogli tego robić bezkarnie” (K. Bulzacki, Polacy i Ukraińcy. Trudny rozwód. Wyd. „Na Rubieży” 1997).

    UPA działała tylko na określonym obszarze państwa polskiego. Nigdy nie przekroczyła granicy polsko – sowieckiej w obawie, że nie uzyska tam poparcia i uznania. Upowcy nie odważyli się nawet przekroczyć granicznej z Białorusią Prypeci. „Za Prypeć bandy UPA nie odważyły się przechodzić, partyzanci bowiem wspólnie z białoruską ludnością zwalczali je skutecznie”. To słowa świadka, słynnego partyzanta Józefa Sobiesiaka – „Maksa” (z jego książki Burzany, MON 1964). Taka jest prawda, którą też należy pokochać a między bajki odłożyć mity, że UPA działała nawet w Kijowie.

    A tak wyglądał „krajobraz po bitwie”, którego sprawczynią była „heroiczna UPA” widziany oczami tegoż Sobiesiaka: „W ciągu pierwszego dnia marszu, na całej trasie, wynoszącej około trzydziestu pięciu kilometrów, nie spotkaliśmy ani jednej wsi zamieszkałej przez ludzi. Chaty były w większości spalone i zrównane z ziemią, a po ruinach błąkały się zdziczałe psy i koty. Tu i ówdzie spod przysypanej śniegiem ziemi sterczały ludzkie kości. Zdawać by się mogło, że jakiś straszliwy demon zniszczenia nawiedził tę nieszczęsną ziemię, pochłaniając człowieka wraz z tym wszystkim, co jego rozum i ręce stworzyły przez wieki. Z przerażeniem patrzyliśmy na tę pustynię, dosłuchując się w poświście wiatru płaczu dzieci i jęku mordowanych kobiet”.

    Straszne jest „dzieło” UPA i zarazem prawdziwe. Tę prawdę, aczkolwiek gorzką jak piołun, też trzeba przyswoić i przełknąć z pokorą. Banderowcy i ich depozytariusze są świadomi tego, że UPA była rebelią wymierzoną w interes polski na Kresach. Polscy obywatele walczący o oderwanie od Polski części jej terytorium, dopuszczali się zbrodni zdrady stanu, co grozi najwyższym wymiarem kary. Są też świadomi faktu, iż byli (i obecnie są w Polsce) obywatelami RP.

    Przeto, jako obywatele Najjaśniejszej mają w Polsce prawa należne wszystkim obywatelom – i jako tacy już w 1995 r., za pośrednictwem Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce, złożyli do Sejmu projekt osobliwej ustawy. Chodzi w niej, ni mniej ni więcej tylko o to, żeby Sejm przyznał banderowskim złoczyńcom, którzy byli więzieni w czasach stalinowskich, uprawnienia kombatanckie. Żart? Ale skąd, najoczywistrza prawda!

    Zażądali również, aby razem z tym Sejm uznał żołnierzy biorących udział w walce z ukraińskimi rebeliantami w ramach operacji „Wisła” za „zbrodniarzy wojennych” ze wszystkimi wypływającymi z tego konsekwencjami. To nie jest tylko bezczelność, to coś więcej. Linia postępowania ounowców jest zgodna z logiką przyjętą od Żydów: nigdy nie przyznawać się do popełnionego złoczynu, a robić wszystko żeby zrzucić winę z winowajcy na poszkodowanego, w tym przypadku z ukraińskiego kata na polską ofiarę.

    Z innych pomysłów należy odnotować kontrakcje wybielające OUN – UPA. Organizatorzy tych imprez nie zdają sobie sprawy, że swoim postępowaniu dostarczają światu argumentów o chorym narodzie, który nie chce uznać prawdy, unika potępienia zbrodniarzy kreowanych na bohaterów, a przede wszystkim nie zamierza wyrazić skruchy, że w swoich szeregach ma wyrodnych synów.

    Dlaczego tak się dzieje? Wydaje się, że Ukraina nie dojrzała jeszcze do prawdy. Wyprzedziły ją Niemcy i Rosja; w kłamstwie przewyższa ją jedynie światowe żydostwo – podobno dlatego, jak przekonuje prof. A. Paczkowski, że „nacjonalizm ukraiński był nacjonalizmem niespełnionych nadziei”. Był, czy jest nadal? Nie rozumie tego do końca prezydent RP, dlatego nawet nie próbuje działać, żeby pomóc Ukrainie pokochać prawdę.

    Nasze władze nie rozumieją, że w Polsce tworzy się rzeczywistość nazistowska – wyrasta nowe pokolenie ukraińskie w duchu OUN – UPA, którego marzeniem jest walka z Polską o „odebranie” jej rzekomo okupowanej „Zakerzonii”. Młodych Ukraińców zachęcają do tego Sekretariat Prezydium Światowego Kongresu Ukraińców, lwowscy pseudo – politolodzy Witalij Prociuk i Bohdan Zubenko, w Polsce autentyczni analfabeci historyczni: Mykoła Siwyćkyj, Jewhen Misyło, Bohdan Huk, Mykoła Zymomria i Roman Drozd a wspiera Hryćko Motyka.

    Prociuk w książce Knyha pamięci (Lwów 1994) stwierdza: „Niechaj wiedzą swoi i obcy, że potomkowie nigdy i nigdzie nie wyrzekną się swego prawa do ziem historycznych, które zaborcy zabrali przy poparciu moskiewskich patroszycieli i przy amerykańsko – angielskiej milczącej zgodzie w Jałcie podczas konferencji 4-11 lutego 1945 roku”.

    B. Huk, redaktor serii wydawniczej Archiwum Ukraińskiego w Warszawie, w opłaconej przez polskiego podatnika publikacji Zakerzonia pisze: „Zakerzonia – to nazwa na określenie części ukraińskiego terytorium etnicznego, która w następstwie konferencji jałtańskiej… znalazła się na zachód od linii Curzona… Pomimo heroicznego oporu UPA, ukraińska cywilna ludność została brutalnie wyrzucona z praojcowskiej ziemi… Jednak – na przekór wszystkiemu – Zakerzonia odradza się”.

    W oparciu o tego rodzaju antypolskie i rewizjonistyczne sugestie, opracowany został program nauczania historii w szkołach ukraińskich w Polsce i zatwierdzony do użytku przez MEN 19 sierpnia 1997 r. Tego rodzaju działania zmierzają do „udowodnienia”, że tzw. Zakerzonia, czyli najprawdziwsze polskie ziemie południowo – wschodnie dzisiejszej Polski, powinna wejść w skład państwa ukraińskiego. Stąd już tylko krok do rewizji granic dzisiejszej Polski.

    Krok ten mogą postawić upowcy, jeżeli tylko Rada Najwyższa Ukrainy uzna banderowskich rizunów za kombatantów. W okresie poprzedzającym spotkanie prezydentów Polski i Ukrainy w Porycku, grupa neonazistów po raz kolejny złożyła w parlamencie projekt przyznania byłym upowcom uprawnień kombatanckich.

    Mimo presji i tworzenia siły nacisku nic z tego nie wyszło. Polacy liczyli się z możliwością, że w Porycku padną słowa: „to była zbrodnia przeciwko ludzkości”. Słowa te rzeczywiście padły z ust prezydenta RP A. Kwaśniewskiego i biskupa polowego Wojska Polskiego gen. dyw. Sławoja Leszka Głódźia. „Żaden cel, ani żadna wartość – powiedział A. Kwaśniewski – nawet tak szczytna jak wolność narodu, nie może usprawiedliwić ludobójstwa, rzezi cywilów, przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okropnych cierpień”.

    Sekundował mu prezydent Ukrainy Leonid Kuczma: „W tym miejscu, w którym spoczywają polskie ofiary, chciałbym w imieniu wszystkich Ukraińców, którzy pragną pokoju i sprawiedliwości, wyrazić głębokie współczucie wszystkim skrzywdzonym Polakom, wszystkim, którzy ucierpieli w skutek tej katastrofy.

    Dobre i to na początek, ale takie słowa Polaków nie satysfakcjonują: zabrakło słowa „przepraszamy”, prosimy o przebaczenie. Zamiast tych słów Polacy doznali kolejnych upokorzeń – nie tylko na skutek zawrócenia autokaru z polskimi kombatantami, którzy udawali się na uroczystość w Pawliwce, ale i przez to, że na „pomniku pojednania”, który stanął w Porycku (Pawliwce) polski tekst został celowo przeinaczony a na krzyżu mogiły zbiorowej w ostatniej chwili wymazano słowo „zamordowani”.

    Polacy będą cierpliwie czekać na słowo „przebaczcie”, które jak dotąd ze strony ukraińskiej nie padło. Polacy ofiary OUN – UPA maja nadzieję, że wobec takiego kompromitującego humanizm europejski faktu oraz wyraźnej prowokacji grupy deputowanych, rząd Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej nie pozostanie obojętny.

    Chcemy wierzyć, że władze polskie pomogą Ukrainie przezwyciężyć bolesną przeszłość, żądając zdefiniowania sprawców oraz przeproszenia za zbrodnię ludobójstwa, która nie ulega przedawnieniu. W sytuacji popełnienia zamierzonego szalbierstwa przez Radę Najwyższą – Polska zmuszona będzie uznać Ukrainę za państwo jej wrogie, lub co najmniej nieprzyjazne – co niewątpliwie odbije się gromkim echem nie tylko w krajach Unii Europejskiej, do których grona pretenduje Ukraina, ale także w całym kulturalnym świecie.

    http://www.wolyn.prv.pl

  14. aga said

    „Linia postępowania ounowców jest zgodna z logiką przyjętą od Żydów: nigdy nie przyznawać się do popełnionego złoczynu, a robić wszystko żeby zrzucić winę z winowajcy na poszkodowanego, w tym przypadku z ukraińskiego kata na polską ofiarę.”
    http://www.wolyn.prv.pl

    .

  15. Rysio said

    re 6. Po co ci czytać Bojkotka – wystarczy że głosujesz na żydowski PIS.

  16. Inkwizytor said

    Żydowska biurwo Bełkotko, nic ci nie dadzą żałosne próby bycia oryginalną 🙂 każdy wie, ze jestes zwykła pisowska chazar-stręczycielką. Na jakiego żyda głosowałas niemrawa ladacznico ?

  17. Sław. said

    Ad.2. Pani Aga też jest Sławianką tylko trochę inaczej. http://www.youtube.com/user/Polonocentryzm.

  18. Piotrx said

    Re 2:

    „Gdzieś wcześniej zauważył też Krzysztof M : próbkę tej rzekomej “słowiańskiej konfederacji” mamy okazję przećwiczyć patrząc na traktowanie Polaków przez Rosjan po tzw.katastrofie smoleńskiej:”

    Zgadza się Pani Ago, tym bardziej, że zasad owej „konfederacji” nikt jasno jak dotąd nie wyłożył. Ponadto aby móc z kimkolwiek współpracować na rownych zasadach trzeba najpierw istnieć jako suwerenne państwo, a wiec trzeba najpierw tą suwerenność uzyskać u siebie. Zresztą do współpracy trzeba woli obu stron a nie tylko naszej , gdy tym czasem druga strona dba bardzo mocno o swój interes narodowy a nas ma za nic.

    A ja z własnego (i nie tylko) doswiadczenia i z racji zamieszkania w Przemyślu widzę u siebie, że np miejscowi Ukraińcy /jak tez inni zamieszkali w Polsce/ wcale nie kwapią sie do jakiegoś zbliżenia z Polakami, przeciwnie ciągle przyjmują stanowisko roszczeniowe wobec Polski i Polaków, zeby nie powiedziec wrogie i w takim duchu wychowuja też mlode pokolenie.

    Opanowali kluczowe stanowiska w wladzach miejskich i nie tylko /z pomoca władz centralnych i odpowiednich funduszy/ , pieniądze płyną też z ich diaspory z Kanady. Sprowadza się i osiedla Ukraincow z innych rejonow Polski tutaj i daje im pracę i buduje domy, gdy w tym samym czasie wielu Polaków jest zmuszanych do wyjazdu do innych miast za pracą . Za urodzenie dziecka tez jest finansowe wsparcie z diaspory z Kanady jak tez na otwieranie kolejnych „biznesów” itd. A jak traktuje sie Polaków na tzw Zachodniej Ukrainie moznaby pisać wiele.

    Ukraińcy nastawieni ugodowo do Polaków i skorzy do współpracy są eliminowani przez ukraińskie srodowiska nacjonalistyczne. Tak bylo np z poprzednikiem tutejszego metropolity grekokatolickiego czy tez z dawnym przewodniczącym ZUwP.

    Słowem realizuje sie w praktyce dyrektywy OUN…..A polskojezyczne władze temu bardzo sprzyjają od lat (poczawszy od czasow Solidarnosci), a niestety wielu Polaków „śpi” nadal i lekcewazy sobie to wszystko….

    FRAGMENTY UCHWAŁY KRAJOWEGO PROWIDU ORGANIZACJI UKRAIŃSKICH NACJONALISTÓW (OUN) podjętej 22.VI.1990.

    „W tym celu należy przenikać do polskich organizacji tam, gdzie jest to możliwe i lansować nasz punkt widzenia cierpliwie ale uparcie, zyskiwać zwolenników wśród Polaków, a tam, gdzie to najbardziej celowe, nie żałować środków z Funduszu Wyzwolenia Ukrainy. Kupować audycje w polskim radiu oraz miejsca w polskich gazetach. Wchodzić do polskich zespołów redakcyjnych. Dyskusje prowadzić w duchu heroizmu UPA i nie kwestionowanej ukraińskości Ukrainy Zacurzońskiej ze stolicą w książęcym grodzie Przemyślu.
    (…)
    Najpilniejsze zadanie na najbliższą przyszłość: doprowadzić do tego, żeby władze polskie jednostronnie przyznały (złożyły deklarację), że względem samodzielnej Ukrainy nie wysuwają i nie będą wysuwać w przyszłości żadnych roszczeń terytorialnych, a tym wyrzekają się wszelkich pretensji do ziem utraconych na wschodzie w wyniku sowieckiej inwazji dokonanej na okupowane przez Polskę terytoria ukraińskie 17 września 1939 r. Takie oświadczenie jeżeli będzie, należy silnie rozpropagować w różnych językach obcych. To bardzo ważne dla naszych posunięć przyszłościowych. My ze swej strony przyznamy słuszność takiemu stanowisku oświadczając, że kwestia granic, które wytyczył bez naszego udziału (tj. Polski i Ukrainy) krzywdzący układ jałtański (nie mówić o czyją krzywdę chodzi) powinna być załatwiona w przyszłości przez rządy suwerennych państw Ukrainy i Polski. Gdy zaś do tego już dojdzie, to my odczytamy owo jednostronne oświadczenie: tak, wy nie macie roszczeń terytorialnych i mieć nie możecie, ale my je mamy. Polacy bowiem zdają sobie sprawę, iż dotąd okupują część historycznych i etnograficznych ziem ukraińskich a nie odwrotnie. Zatem będzie rzeczą sprawiedliwą dla ukraińsko-polskiego pojednania zwrócenie Ukraińcom ziem, które są przez nas nazywane Ukrainą Zacurzońską. Wtedy, gdy się te dwa fakty zestawi, to świat nam a nie Polsce przyzna rację.
    (…)
    Dążyć wszelkimi środkami i sposobami do odbudowania ukraińskiego charakteru Zacurzonii podkreślając, że samostijna Ukraina nigdy z tych ziem nie zrezygnuje i w odpowiednim momencie o nie się upomni. Jeśli Polacy będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej. Doprowadzić do zwrotu przez Kościół Polski katedry ukraińskiej w książęcym grodzie Przemyślu. Tu powinno znaleźć się biskupstwo Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi oraz powinny osiedlić się ukraińskie zakony.”

    Jak pisze Wiktor Poliszczuk „Po przeanalizowaniu tekstu fragmentów „uchwały”, po skonfrontowaniu ich z innymi publikacjami, doszedłem do wniosku, że „uchwała”, a raczej jej fragmenty, jest oryginalną uchwałą OUN-b. Wskazuje na to treść uchwały, która jest adekwatna do strategii, polityki i ideologii OUN-b. Tekst „Uchwały” jest odzwierciedleniem mentalności kierowniczych kół OUN-b .”

    http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/osad/uchwala.html

  19. Ad 4 – wspomniany wyżej komentarz jest już odblokowany, dziękuję.

    Szukając odpowiedzi na pytanie: komu zależy, aby dzielić Polskę, Ukrainę i Rosję? – należy przypomnieć dwa artykuły z 2008 roku na temat polityki “osaczania Rosji”.

    Pierwszy z nich nie był publikowany w Gajówce, więc przytoczę go w całości:
    Zob.: https://marucha.wordpress.com/2012/04/13/u-zrodel-koncepcji-wielkiej-ukrainy-1/#comment-156951

    Drugi artykuł z 2008 roku, który pomoże w szerszym spojrzeniu na wyznaczoną Polsce i Polakom rolę wobec Ukrainy, a obu tym państwom wobec operacji „osaczania Rosji”:
    Zob.: https://marucha.wordpress.com/2012/04/13/u-zrodel-koncepcji-wielkiej-ukrainy-1/#comment-157149

  20. Piotrx said

    Poniżej jeszcze kilka dalszych informacji z książki prof. E.Prusa „Hulajpole – burzliwe dzieje kresów ukrainnych”.

    cyt:
    „Niektórzy badacze powstanie narodu ukraińskiego łączą z działalnością wolnomularską odgałęzienia szwedzkiego. Wskazywałoby to zatem, że kolory narodowe Ukraińców: niebieski i żółty, pochodzą nie od błękitu nieba i złota czarnoziemnej pszenicy, że są to, po prostu, kolory szwedzkiej flagi. Te właśnie kolory miała przyjąć za swoje kijowska Loża Słowian Zjednoczonych. Ona też powołała do życia Bractwo Cyryla i Metodego oraz już nam znane Hromady. Z ramienia masonerii mieli także działać bracia Potoccy oraz Kotlarewski.”

    Inni wprawdzie twierdzą że barwy państwowe Ukrainy pochodzą z herbu Księstwa Halicko-Wołyńskiego, w którym żółty lew umieszczony był na ciemnoniebieskiej tarczy, ale wtedy zgodnie z zasadami heraldyki powinny być umieszczone odwrotnie (barwa żólta na górze a niebieska na dole flagi).

    Inny fragment – mam podobne doswiadczenia ze swojego pobytu we Lwowie:

    cyt:
    „W roku 1993 odwiedziłem muzeum historyczne we Lwowie. Jest to, rzecz jasna, muzeum polskie, nie tylko przez to, że przez Polaków założone, ale przez to, że eksponaty w nim się znajdujące są prawie wyłącznie polskie. Jednak oprowadzający wycieczki „lektor” informował bez najmniejszej żenady, że Matejko to „wielki malarz ukraiński”, podobnie Siemiradzki (za Sowietów był on Rosjaninem), a Grottger to „znaturalizowany Ukrainiec pochodzenia francuskiego, który miał narzeczoną Ukrainkę”. Jan Sobieski, ma się rozumieć, nosi imię Iwan, ale to najmniej ważne. Gdy wtrąciłem się ze swoją znajomo-ścią historii i królewskiej biografii, to pani kustosz, wyraźnie zadowolona, spytała: to w Polsce uczą o wielkich Ukraińcach? Wtedy też dowiedziałem się, że Jan III Sobieski, to „wielki Ukrainiec” obok Kopernika Mykoły, urodzonego w Sumach na Ukrainie, i „Ukrainki” Marii Skłodowskiej-Curie. Cóż, smutne, bardzo smutne, kiedy nie potrafi się z własnej historii wydobyć cennych wartości, wskazać na znaczące postacie, więc podkrada się je innym narodom – więcej – bandytów ukrywających się pod skrótem UPA winduje na piedestały herosów. To żałosne – zwłaszcza że chodzi o bratni naród, który tak haniebnie daje się oszukiwać swojej warstwie przywódczej z obozu ukraińskich, skrajnych nacjonalistów.”

    I jeszcze o fałszowaniu historii ze strony ukraińskiej kilka przykładów. Z pracy pt. „Historia Ukrainy” A.Łotockiego (Lwów 1991) można się dowiedzieć, iż cesarz bizantyjski żalił się w swoim liście, że: „Ukraińcy pustoszą mi wybrzeża”, gdy tymczasem oryginale cytowanego dokumentu występuje wyraźnie słowo „Rusowie”. W innym miejscu tej lektury podano informację, iż pod traktatem zawartym z Grekami w 911 r. władca kijowski miał się podpisać jako „Ołeh wełykyj kniaź ukraińskyj”, choć nikt wtedy nie słyszał o takim państwie jak „Ukraina”, a termin „ukraiński” nie mógł owemu księciu w żaden sposób przyjść do głowy. Dalszymi przykładami mogą być również fragmenty z innej książki pt. „Historia Ukrainy”, autorstwa czterech osób, wydanej we Lwowie w 1991 r. : „Ołeh też pragnął uczynić Ukrainę wielkim państwem”, „Cesarz bizantyjski zgodził się na to, aby kupcy z Ukrainy …”, „Rozkwit ukraińskiej derżawy”, „Ukraińscy pierwsi chrześcijanie” itd. Z kolei o. Kost’ Panas autor pracy pt. „Historia ukraińskiej Cerkwi” (Lwów 1992) nie użył w niej ani razu słowa „Ruś”:

    cyt:
    „Trudno przy okazji nie wspomnieć o co najmniej dwóch „dziełach” historycznych, w których nacjonalistyczny interes przesłania prawdę na ten temat. Przede wszystkim są to Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich M. Siwickiego oraz K. Panasa Istorija ukraińskoji cerkwy. Ta ostatnia książka stała się bestsellerem światowym. Mało jednak ludzi wie, że podobną książkę napisał przywołany już o. Kost’ Panas. Książka ma imprimatur władyki Wołodymyra. Jest to „szatański” paszkwil na Kościół katolicki w Polsce oraz na wszystko, co polskie od zarania dziejów do dziś. „Historia – pisze władyka – to prawda o przeszłości. Takiej prawdzie historycznej odpowiada praca ojca K. Panasa”. Tymczasem ta „prawda” jest czymś tak plugawym, że aż przeraża. K. Panas uważa, że najbardziej oświeconym duchowieństwem zawsze było duchowieństwo ukraińskie. Polskie duchowieństwo znów, które przyszło „na Ukrainę” wraz z Kazimierzem Wielkim, objawiło się jako zwykła banda nieuków, opojów i… heretyków. Episkopat zaś, wciąż przez papieży przywoływany do kanonicznego posłuchu, to z kolei grono rozpustników, zdzierców i złodziei. Oteć K. Panas mija się z prawdą, głosząc, że Kazimierz III zlikwidował metropolię ukraińską w Haliczynie, aby w jej miejsce powołać arcybiskupstwo łacińskie. Wiemy już, że było akurat odwrotnie. Podobne „poglądy” głosi M. Siwicki, nazywając Kazimierza Wielkiego „największym ukrainożercą”.

  21. Piotrx said

    Kolejny fragment z książki E.Prusa “Hulajpole – burzliwe dzieje kresów ukrainnych”.

    (…)
    WPŁYWY kultury i w ogóle cywilizacji lechickiej na powstanie literatury rusińsko-ukraińskiej są niezaprzeczalne – podobnie jak polska inspiracja w odrodzeniu narodowym tej grupy słowiańskiej. Jednakże niezależnie od tego, co tu zostało powiedziane, istnieje pogląd, i to uzasadniony, o żydowskich wpływach na powstanie rusińskiej literatury, cywilizacji i życia intelektualnego Małorusów. Zresztą wpływy te niewątpliwie były zakorzenione – głównie jednak w warstwie najbardziej oświeconej, w tym w szeregach duchowieństwa prawosławnego. Warto w tym miejscu przypomnieć, już zupełnie zapomniane, a kiedyś bardzo głośne zjawisko sekciarskie, czy, jak to określają niektórzy, tendencji w Cerkwi – judaizatów („żidowstwujuszczich”). To interesujące dziś historyków zjawisko, które odegrało w dziejach imperium carskiego niepoślednią rolę, dostrzegł Feliks Koneczny.

    Dostrzegł, zbadał i obszernie opisał. Zjawisko owo -jak pisze sławny uczony – polegało na opanowaniu już w XV stuleciu prawosławnej elity umysłowej na Rusi i w Rosji przez dwa organizmy, wprawdzie odrębne, ale się nie wykluczające, raczej ze sobą spokrewnione. Chodzi o bałkańską sektę bogumiłów oraz jej siostrzycę – sektę żydów-kabalistów. Koneczny dostrzegł, że oprócz Moskwy i Nowogrodu, najprężniejszymi ośrodkami judaizactwa było rusińskie południe carskiego włodarstwa.

    Opisała je nadto w ciekawej rozprawie Irena Jarosława Zwolińska. Szkic ten pt. Żydzi i narodziny literatury ukraińskiej ukazał się w żydowskim dzienniku „Nowy Przegląd” 27 grudnia 1937 r. Zwolińska zestawiła listę pisarzy, tłumaczy i publicystów ruskich, judaizatów lub Żydów, a także dzieł literackich, przekładów itp., które ukazały się na Ukrainie, a z obozu ich wyszły. Rola judaizatów w umysłowym ruskim ruchu na Ukrainie już w XV stuleciu daje autorce powód do zaprezentowania myśli, które uznać należy za bardzo odważne. Autorka bowiem dostrzega

    […] pierwszorzędne znaczenie pomocy żydowskiego ducha w odrodzeniu, względnie narodzinach ukraińskiej z żydowskimi współpracy duchowej arystokracji ukraińskiej z żydowskimi sferami intelektualnymi.

    Wreszcie stanowczo stwierdza:

    […] nie popełniam tu żadnej przesady w stwierdzeniu, że Żydzi wywarli decydujący wpływ na powstanie ukraińskiej literatury narodowej, a hebraistyka zainicjowała bądź przyspieszyła rozwój ukraińskiej nauki.

    Poza terminologią [komentuje tę wypowiedź J. Giertych], której nie sposób nam uznać (nazwa „ukraiński” wobec Rusinów nadnieprzańskich z XV w.), trudno nie przyznać, że w zdaniach tych jest wiele słuszności. (Warto dodać, że wedle tej samej rozprawy, uczonym hebraistą był m.in. i słynny propagator ruchu ukraińskiego w XIX w. i inspirator twórczości Szewczenki, Pantelejmon Kulisz; a interesowanie się hebraistyka bardzo często wiąże się z wtajemniczeniem masońskim).(…)

    No cóż, tego rodzaju wpływy, czy też jakieś powiązania szybko nie przemijają, nie znikają bez śladu. Przecież zaledwie półtora wieku dzieli epokę rozkwitu sekty judaizatów od krwawej rebelii Bohdana Chmielnickiego, także zaledwie półtora wieku dzieli Chmielą od narodzin nowoczesnego ruchu ukraińskiego. Nie można zupełnie wykluczyć związków między tymi trzema etapami. Środowiska społeczne, w których ta ciągłość mogła się przechować, dałoby się wskazać. Nie można także zupełnie wykluczyć, że istnieje jakaś analogia między faktem wielowiekowej trwałości rozwoju tajnego ruchu organizacyjnego w takich krajach, jak przykładowo Czechy – a stosunkami na Ukrainie.

    Na tle tradycji judaistycznych na Ukrainie [głosi niestrudzenie J. Giertych] oraz na tle tej roli, jaką kozaczyzna odegrała w rozbijaniu w XVII i XVIII w. katolickiej Polski oraz w ułatwianiu wielko-mocarstwowej polityki protestanckiej i masońskiej Szwecji, upatrzenie sobie przez masonerię w XIX i XX w. koncepcji Wielkiej Ukrainy za środek dokonania politycznej przebudowy Środkowej Europy w duchu masońskiego światopoglądu staje się tym bardziej zrozumiałe i prawdopodobne [J. Giertych, dz. cyt.].

    Ile z tego wiedzieli, a przed wszystkim jak dalece pod wpływem tego wszystkiego byli „dziwni Rusini”? Warto się im i ich dziełu przypatrzeć. W każdym razie w opisywanej dobie ożywiła się i obudziła do narodowego życia, dotąd uśpiona, Ukraina; obudziła za sprawą swoich „budzicieli”, o których dużo wiemy, ale nie wszystko. (….)

  22. Piotrx said

    Jeszcze nieco o dość zagadkowej postaci M.Hruszewskiego, który również został „oddelegowany” przez lożę do prac nad utworzeniem narodu ukraińskiego.

    E.Prus “Hulajpole – burzliwe dzieje kresów ukrainnych”.
    /fragment/

    Ugoda polsko-rusińska zaczynała dawać pierwsze dobre owoce, ale krótko. Bardzo szybko po obu stronach objawiły się tendencje zmierzające do jej zerwania. Choć Michael Yaremko nazywa „Nową Erę” kolejną polską intrygą, to jej rezultaty były dla Rusinów halickich odczuwalne. Na Uniwersytecie Lwowskim otwarto katedrę historii Ukrainy, którą objął uczeń Antonowicza Mychajło Hruszewski.

    Jego przyjazd do Lwowa w 1894 r. i działalność – tak naukowa jak społeczna – otwarły prawdziwą „nową erę” w dziejach ukraińskiego narodu. Nie bez znaczenia były też uzyskane przez Ukraińców koncesje: dwa nowe gimnazja, zgoda na otwarcie towarzystwa ubezpieczeniowego, znacznie szybszy rozwój czytelnictwa i oświaty [M. Kozłowski, Zapomniana wojna. Walki o Lwów i Galicję Wschodnią 1918-1919, Bydgoszcz 1999].

    Hruszewski to nie tylko najzdolniejszy uczeń Antonowicza, ale też jego habilitant i protegowany. Choć to Antonowicz zapoczątkował i rozwinął naukę historii ukraińskiej, to nie on otrzymał miano jej ojca i polihistora, lecz właśnie Hruszewski. Urodził się w Chełmie w 1866 r. – z ojca nauczyciela unickiego gimnazjum, który na polecenie władz carskich Ziemi Chełmskiej nie ukrainizował (co czynić będzie dopiero syn), lecz rusyfikował. Wybitny znawca dziejów Ziemi Czerwieńskiej, prof. Adam Żółtowski na ten temat pisze:

    W tym samym czasie dużej miary ewolucja dokonała się pomiędzy nimi (Rusinami galicyjskimi), która była rezultatem wpływu i działalności pojedynczego człowieka. W 1894 r. profesorem historii Europy Południowo-Wschodniej na lwowskim uniwersytecie mianowany został Michajło Hruszewśkyj i szybko pozyskał sobie wielu uczniów i zwolenników. […] Hruszewski napisał Historię Ukrainy-Rusy, w której dał wyraz swemu poglądowi, że „Ukraina” była wyraźnie zarysowaną jednostką historyczną, narodową i geograficzną, o której można twierdzić, że wykazuje ciągłość rozwoju od czasów Wielkiego Księstwa Kijowskiego i że stanowi narodowość całkowicie obcą Polsce pomimo długiego z nią związku, ale także odrębną od Rosji, której kolebką nie jest Kijów, ale północne księstwo suzdalsko-moskiewskie. Choć była ona pierwotnie tylko jednym regionem, położonym nad Dnieprem, Ukraina odgrywała rolę czołową w historycznych przeobrażeniach wszystkich „Małorusów” i kie-rowała ich losami, mogła więc, jako pars pro toto, rościć sobie pretensje do obejmowania ich wszystkich, gdziekolwiek żyli, od Karpat do Kaukazu. Teoria ta napotkała na wiele sprzeciwów, także i ze strony Rosjan, ale jak wiadomo, nie same tylko teorie bez zarzutu zdobywają sobie największą popularność i osiągają największy sukces. Poglądy Hruszewskiego na temat Ukrainy zdobyły sobie od owego czasu rozległe uznanie, tak, że dzisiaj istnienie odrębnej „ukraińskiej” narodowości jest na ogół dość powszechnie przyjęte. To była dopiero kwestia czasu. Rusini galicyjscy w czasach Hruszewskiego nie tyle się kłopotali o to, czyjego dociekania są ścisłe, co dążyli do wyciągnięcia z jego poglądów konsekwencji politycznych. Tym sposobem nowa szkoła myślenia narodziła się wśród nich. Stara grupa świętojurska była pod wpływami panslawistycznymi, później politycy ruscy orientowali się w kierunku Wiednia, ale obecnie najbardziej wymowni i najradykalniejsi przywódcy rozwinęli program, którego ostatecznym celem była zjednoczona i niepodległa Ukraina. Ponieważ ogół społeczności (ruskiej) nie był jeszcze skłonny czy też zdolny przyjąć ten nowy punkt widzenia, sama nazwa Ukraińców pozostała w Galicji w dużym stopniu określeniem partyjnym. Bardziej umiarkowane i mniej wyraźnie zarysowane odłamy ludności znane były pod nazwą Starorusów, podczas gdy wielu z nich oskarżanych było przez swoich przeciwników o tendencje moskalofilskie. Ponieważ wszelki rodzaj rzeczywistej walki o zjednoczoną Ukrainę leżał poza zasięgiem możliwości praktycznych, aspiracje „ukraińskie” znalazły wyraz w rosnącej wrogości wobec Polaków, która w pierwszych latach nowego stulecia doszła do prawdziwego szczytu w zastosowaniu gwałtu. Kraj został ogarnięty walka narodową, taką, jakiej nigdy przedtem nie znał [Adam Żółtowski, Border of Europe, Londyn 1950].

    Choć mistrz ukraińskiego polihistora Antonowicz i inni „chłopomani” zainspirowali odrodzenie narodowe na Ukrainie, to jednak Hruszewski swoją działalnością zapoczątkował nowy okres tego od-rodzenia, okres pełnego uświadomienia sobie przez lud ruski swojej narodowej tożsamości. Wiązała się ona równolegle z walką o usamodzielnienie, to jest o oderwanie Ukrainy od Rosji. Przy tym Hru-szewski liczył na pomoc państw ościennych, głównie Niemiec i Austrii. Ze względu na działalność ojca Sergiusza Michał Hruszewski jawi się nam jako postać trochę zagad-kowa. Należało się liczyć, że będzie wojującym Rosjaninem o antypolskim nastawieniu, a on stał się wojującym Ukraińcem o antypolskim stanowisku. Sergiusz Hruszewski, jak o tym pisze Carinny: […] pracował na polu pedagogicznym najpierw w okręgu szkolnym warszawskim, a potem kaukaskim i dosłużył się stanowiska dyrektora szkół obszaru terskiego (nad rzeką Terek) i rangi rzeczywistego radcy stanu [dz. cyt.].
    Wynika z tego, że dzieciństwo i młodość M. Hruszewski spędził na Kaukazie, tu też w Tyflisie ukoń-czył rosyjskie gimnazjum, aby następnie w 1886 r. rozpocząć studia na uniwersytecie w Kijowie. Miał wtedy lat 20.

    W świetle informacji, znanych nam konkretnie, jest zagadką, jakim sposobem Michał Hruszewski stał się Ukraińcem. Wychowany na Kaukazie, syn rosyjskiego dygnitarza, kierującego szkolnictwem rosyjskim, mającym za zadanie umocnienie imperium rosyjskiego na terenach podbitych i zniszczenia miejscowej ludności w Gruzji, ziemi Czeczeńców, Osetyńców i Czerkiesów, syn zresztą byłego nauczyciela w szkole w Chełmie, służącej sprawie nawracania unitów chełmskich na prawosławie, powinien był wyrosnąć na prawowitego Rosjanina. Nawet jeśli był Rusinem z pochodzenia, był zdawałoby się wychowany w duchu rosyjskim i w rodzinie uważanej za rosyjską, a w dodatku wychowany z dala od Ukrainy, w stronach zgoła nie ruskich i bez kontaktu z ruskim ludem i z ruskim środowiskiem i tradycjami. A jednak stał się on jednym z czołowych działaczy ukraińskich i budowniczym odrębności narodowej ukraińskiej [Komunikaty…].

    To rzeczywiście może zadziwiać. Hruszewski nie tylko nad Dnie-prem, ale także we Lwowie stanie się, co setny raz podkreślam, ważną postacią. W 1889 r. Antonowicz prowadził we Lwowie roz-mowy z polskim stronnictwem „stańczyków”, będącym u władzy w Galicji. W wyniku tych rozmów zawarto „ugodę”, która zezwalała na powołanie w Uniwersytecie Lwowskim ukraińskiej katedry historii. Hruszewski miał wtedy 23 lata. Na jej kierownika Antonowicz zaproponował właśnie jego. I w taki oto sposób zaczął się lwowski okres tego wybitnego uczonego i, co tu dużo mówić, także historycznego fałszerza. Mając lat 28, Hruszewski w 1894 r. został mianowany profesorem cesarsko-królewskiego uniwersytetu we Lwowie. W numerze 59 cytowanych już londyńskich „Horyzontów” znajdujemy bardzo trafną uwagę doty-czącą Hruszewskiego:

    Trzeba przyznać, że była to kariera dość niezwykła, zwłaszcza jak na obcokrajowca i człowieka, który się niczym rewelacyjnym na polu naukowym dotąd nie zaznaczył. Hruszewski stał się od razu centralną figurą akcji ukraińskiej w Galicji […]

    Bez wszelkiej przesady można stwierdzić, że stał się on kowalem języka ukraińskiego jako języka literackiego; jego wykłady uniwersyteckie, jego twórczość pisarska na łamach „Zapisków”, jego praca redaktorska stworzyły kanon, do którego piszący Ukraińcy zaczęli się stosować, a stworzone przez niego lub zaakceptowane neologizmy w dziedzinie pojęć abstrakcyjnych, politycznych itd. odcięły mowę inteligencji ukraińskiej zarówno od wzorców masy polskiej, jak stworzonych przez Starorusów wzorów języka literackiego rosyjskiego. (Pod względem tych neologizmów i pod względem frazeologii stworzony przez Hruszewskiego idiom literacki wzorował się raczej na niemczyźnie niż na innych językach słowiańskich).

    Carinny, który doskonale zrozumiał ówczesne stosunki ukraińskie, także wiele uwagi poświęcił Hruszewskiemu jako osobie zagadkowej, a jednocześnie nietuzinkowej.

    Dusza drugiego człowieka jest tajemnicą, trudno więc zgadnąć, jakimi pobudkami powodował się M.S. Hruszewski, przekładając katedrę lwowską nad szeroką drogę naukową, jaka mogła stanąć przed nim otworem w Rosji, tym więcej, że językiem wykładowym we Lwowie miała być „mowa ukraińska”, którą on nie władał […] [A. Carinny, dz. cyt.].

    Póki co we Lwowie mówił i pisał po polsku (np. broszura Sojusz szwedzko-ukraiński 1708); po ukra-ińsku znów zaczął pisać alfabetem łacińskim. Musiał się więc tej wówczas „chłopskiej mowy” uczyć.

    Z przebiegu późniejszej działalności M.S. Hruszewskiego w Galicji wynika jasno, że zobowiązał się on, wstępując w służbę austriacką, wcielić w życie wypracowany przedtem w Wiedniu skrystalizowany program polityczny, mający na celu wciągnięcie nie tylko prawobrzeżnej, ale i lewobrzeżnej Małorosji w sferę wpływów, stosunków i interesów monarchii naddunajskiej [tamże].

    Już wiele napisano o kształtowaniu się tożsamości narodowej Ukraińców; wiele razy też podkreśla-no w tym zasługi Hruszewskiego – co nie ulega wątpliwości. W literaturze naukowej jeszcze w począt-kach XIX w. uknuto pojęcie „historycznych” i „niehistorycznych” narodów. Jak to w swoim czasie stwierdził ukraiński emigracyjny historyk Iwan Łysiak-Rudnycki, podział na „historyczne” i „niehistoryczne” narody, teoretycznie uzasadniony przez Hegla, został wykorzystany w praktyce prawnej i ad-ministracyjnej cesarstwa Habsburgów.
    Jak wiadomo, narody nie są tworem wiecznym, nadczasowym. W swoim słynnym wykładzie zatytułowa-nym „Que est-que c’est une nation?” („Co to jest naród”?) Ernest Renan twierdził: „Narody nie istnieją wiecznie. Mają swój początek; kiedyś nastąpi ich koniec”.

    Warto też w tym miejscu poznać opinię współczesnego historyka rosyjskiego Wiktora Torbakowa. Historyk ten też dzieli narody na „historyczne” i „niehistoryczne”, których powstanie (sztuczne) znów przypisuje historii:

    W taki oto sposób historia stawała się jednym z najistotniejszych instrumentów tworzenia – „wy-myślania” – jeśli wolno się tak wyrazić – nowych narodów. Nic więc dziwnego – a nawet, jak to dowcipnie zauważył współczesny ukraiński badacz Serhij Płohij, jest w tym swoista tyrania historii -że „ojcami założycielami” wielu niehistorycznych narodów byli właśnie historycy. Dość wspomnieć Słowaka Safarika, Czecha Paleckiego, Serba Karadzicza, Chorwata Gaja. Oprócz nich trzeba też wymienić Ukraińca Hruszewskiego [W. Torbakow, Wymyślony naród?, „Niezawisimaja Gazieta”, grudzień 1996].

    Hruszewski, jak już wiemy, przebywał we Lwowie od 1894 r. do początków pierwszej wojny świato-wej i wypełniał swoją misję biegnącą, według Carinnego, w trzech kierunkach:

    1) stworzyć ukraiński język literacki, o ile możności jak najmniej podobny do rosyjskiego;

    2) przerobić historię Małorosji tak, aby przestała ona być częścią historii narodu rosyjskiego [powinno być raczej polskiego – E.E];

    3) wytworzyć rdzeń ukraińskiej inteligencji, tak usposobionej, aby […] widziała ona swój polityczny ideał w oderwaniu Ukrainy (pod tą nazwą od początku wieku XX zaczęto rozumieć całe południe Rosji od granicy Galicji do pogórzy Kaukazu) od Rosji i wprowadzenie jej, w razie upragnionego rozgromu Rosji przez wojnę lub rewolucję, w skład podwójnej monarchii naddunajskiej. Trzeba przyznać pełną sprawiedliwość Hruszewskiemu, że zabrał się on do spełnienia wziętych na siebie zadań z niezwykłym zapałem i że w ciągu dwudziestu lat swej działalności (1894-1914) osiągnął ogromne rezultaty [A. Carinny, dz. cyt.].

    Najważniejsze, bodajże, z tych rezultatów dla samych Ukraińców, według Carinnego, to sprawa swo-jego języka. Zatem Hruszewski nie tylko „wymyślił” naród ukraiński i zmienił mu nazwę z „Rusina” na „Ukraińca”, ale także i ukraiński język. Czy nie za wiele jak na jednego?

    Nigdy jeszcze nikt przed Hruszewskim nie próbował wygłaszania w niej (mowie ukraińskiej) uniwersyteckich wykładów historii. „Mowa” w jego ustach musiała zrobić skok z wiejskiej chaty na katedrę uniwersytecką. Wzbronione przy tym było wyrażanie się w języku rosyjskim […] w wypadku braku potocznego zasobu słownikowego „mowy” […] wszystko, czego było brak, trzeba było zaczerpnąć z jakiegokolwiek innego języka. Najbliższym sąsiadem był język polski i zadanie zostało rozwiązane przez przerobienie na małoruską wymowę wyrazów polskich […] [tamże].

    Działalność Hruszewskiego spodobała się zarówno władzom austriackim, jak i miejscowym ukraiń-skim patriotom. Dlatego został on wybrany prezesem naukowego Towarzystwa im. Szewczenki i otrzy-mał zezwolenie na wydawanie „Zapisków” Towarzystwa. Towarzystwo stało się swoistą akademią nauk skupiającą najwybitniejszych naukowców galicyjskich – nie tylko zresztą rusińskich. Należeli doń także Polacy, Niemcy i Żydzi, później ich krąg zostanie poszerzony przez przyjęcie przedstawicieli jeszcze innych nacji. A co na to Polacy?

    Polacy, którzy poparli kandydaturę Hruszewskiego – wkrótce zawiedli się na działalności M.S. Hruszewskiego, zwłaszcza od czasu, gdy namiestnik Galicji, hrabia Andrzej Potocki został zabity przez „Ukraińca” Siczyńskiego. Ale to go mało obchodziło, bo do tego czasu zdołał on już oprzeć się o Wiedeń i Berlin. […] Równolegle z wykładami M.S. Hruszewski przedsięwziął przeróbkę rosyjskiej historii w kierunku wymaganym przez przyjęte na siebie polityczne zadania. Trudno znaleźć w nauce historycznej drugi przykład tak bezczelnego i niesumiennego przeinaczania historii jak prace historyczne M.S. Hruszewskiego z lwowskiego okresu jego życia, a w szczególności jak w Historii Ukrainy-Rusy, Historii kozaczyzny ukraińskiej i artykułach o przysiędze perejasławskiej i o Mazepie [tamże].

    Warto w tym miejscu wtrącić, że ten ostatni zarzut bardzo nam przypomina to, co F. Rawita-Gawroński pisał o pracach W. Antonowicza. Historiografia ukraińska najpierw zwróciła swoje bezceremo-nialne metody przeciwko Polsce i w sposób miły Rosji, a potem zwróciła się w taki sposób przeciwko Rosji. To wcale nie śmieszy!

    M.S. Hruszewski […] zapewnia „ukraińskich” prostaczków, że […] państwo kijowskie w XI, XII w. było ukraińskie […] tak jak ukraińskimi książętami byli św. Włodzimierz, Jarosław Mądry i ich następcy […] Najmniejszym poruszeniem czerni przeciwko władzy książęcej M.S. Hruszewski delektuje się jako „rewolucją” [„rewolucja wołyńska XI w.”!] Z jakimś osobliwym, wtajemniczonym zachwytem mówi M.S. Hruszewski o rozgromieniu Rusi przez Tatarów. Na kilka lat przed rosyjską rewolucją Tatarzy rysowali mu się jak wspólnicy bolszewicy: oto rozgromili oni jakoby i wytępili tylko staroruskich „burżujów” i duchowieństwo, a za to pomogli „ludowi”, to jest chłopom, czerni „wyłamać się” [ulubione wyrażenie M.S. Hruszewskiego – E.P] spod władzy książęcej i urządzić się w stanie zupełnej swobody jako zbiorowości [po dzisiejszemu „komuny” – E.E] […] Na kozaków zaporoskich patrzy on jak na […] rewolucjonistów, którzy się „wyłamali” spod władzy państwa (wszystko jedno, polskiego czy rosyjskiego). Dlatego cieszą się oni szczególną sympatią M.S. Hruszewskiego i cała ich krwawa, zbójecka działalność rysuje się w różowych barwach […] Szczyt zachwytu wywołuje u M.S. Hruszewskiego Iwan Mazepa [tamże].

    Trzeba przyznać, że Hruszewski okazał się płodnym i utalentowanym pisarzem historycznym. To, co pisał, miało raczej charakter publicystyki historycznej niż twórczości naukowej oraz było w najwyższym stopniu tendencyjne. Hruszewski nie tyle badał dzieje, co gromadził argumenty mogące wesprzeć z góry powziętą tezę. Ale dla rozwoju idei odrębności Ukrainy twórczość jego miała znaczenie ogrom-ne. Otrzymana posada austriacka i środki materialne pozwoliły mu na osiągnięcie w ciągu dwudziestu lat tego, na co w normalnych warunkach potrzeba by stu lat pracy całej plejady ludzi. Hruszewski stworzył całą szkołę historycznego i politycznego myślenia; w wielu dziedzinach ruch ukraiński bez Hruszewskiego nie byłby tym, czym jest. Antonowicz miał w wyborze kandydata na lwowską katedrę szczęśliwą rękę. A pieniądze przeznaczone przez władze austriackie na ustanowienie tej katedry nie były z punktu widzenia austriackiego pieniędzmi wyrzuconymi w błoto, a pierwsze tomy fundamental-nego dzieła ukraińskiego polihistora Historia Ukrainy-Rusy miały prawdziwie rewolucyjne znaczenie zarówno dla ukraińskiej historiografii, jak i dla formowania się ukraińskiej tożsamości narodowej. Jak mówi historyk Zenon Kohut:

    Hruszewski zastąpił paradygmat, zgodnie z którym Ukraińcy nie odgrywali żadnej roli w historii -nawet na swoim własnym terytorium – paradygmatem, zgodnie z którym mieli oni pradawną historię.

    Obdarzywszy swój naród historią, odróżniającą go od innych narodów, Hruszewski zapoczątkował proces transformacji niehistorycznej masy etnograficznej w historyczny naród ukraiński. W Galicji Hruszewski nie zajmował się praktyczną działalnością polityczną, o takiej robocie, zdaje się, myślał w Kijowie, do którego zawsze pragnął powrócić. Zresztą nawet poczynił pewne starania, aby znaleźć się na Uniwersytecie Kijowskim, taką szansę miał, ale na przeszkodzie stał brak dyplomu dok-tora. Był więc profesorem bez doktoratu, ale z habilitacją. A nadto była jeszcze jedna przeszkoda, którą dostrzega niestrudzony Carinny:

    Uniwersytet świętego Włodzimierza okazał się na tyle patriotyczny, że nie zdecydował się wprowadzić do swego kolegium profesorskiego jawnego wroga Rosji i znieprawiacza rosyjskiej historii. A jednak Kijów […] ciągle wabił M.S. Hruszewskiego ku sobie i on marzył o tym, by uczynić go głównym polem swej działalności, zwróconej przeciwko Rosji, uważając, że polski Lwów jest dla niego zbyt ciasny […] [dz. cyt.].

    Być może, że marzenia o powrocie do Kijowa legły u podstaw zorganizowania tam Ukraińskiego Naukowego Towarzystwa. Marzyła mu się Ukraińska Akademia Nauk, której owo Towarzystwo miało dać kadrę. Wreszcie temu służyć miało pismo „Literaturno-Naukowyj Wisnyk” w dwóch wydaniach -we Lwowie i Kijowie. A teraz rzecz arcyważna. Pisze o niej Carinny:

    W maju 1914 r. ówczesny austriacki następca tronu, arcyksiążę Franciszek Ferdynand, nie przeczuwając, jaki los przygotowali mu węgierscy masoni, zwołał w swoim majątku w Konopisztach w Czechach wielką naradę polityczną. Brali w niej udział austriaccy i niemieccy ministrowie, przedstawiciele obu armii sojuszniczych i sam cesarz Wilhelm. Rozważano tam plany wojny europejskiej, do której tajne siły popychały władców Austrii i Niemiec, chcąc ich zgubić. W owym czasie obiegała uporczywa pogłoska, że na naradę tę wezwani zostali w roli ekspertów M.S. Hruszewski i WN. Peretz do odpowiedzenia na pytanie, czy państwa centralne mogą liczyć na powstanie „narodu ukraińskiego” przeciwko Rosji, w razie gdyby została jej wypowiedziana wojna. Zarówno M.S. Hruszewski, jak i WN. Peretz znajdowali się wówczas w granicach Austrii, i jest rzeczą najzupełniej możliwą, że pogłoska ta nie była legendą. Jakie poglądy wypowiadali oni przed wysokim zgromadzeniem, pozostało, rzecz prosta, tajemnicą. Tylko naiwni cudzoziemcy, którzy czerpali swoje wiadomości z tendencyjnych źródeł, mogli na serio pytać o szanse powstania przeciwko Rosji z pobudek narodowych w dziewięciu małoruskich (i to nie w całości) guberniach. W istocie gruntu dla niego zupełnie nie było, bo ludność tych guberni nie chciała ukraińskiej świadomości [tamże].

    Działalność Hruszewskiego była konsekwencją wielu innych osiągnięć uzyskanych przez Ukraiń-ców w wyniku wzmiankowanej wyżej „Nowej Ery”. Osiągnięcia te nie zostały już nigdy cofnięte, jednak nie wpłynęły na polepszenie klimatu między galicyjskimi społecznościami. Sprawił to nacjonalizm, który też był owocem „Nowej Ery” – podobnie jak w ogóle ożywienie polityczne Rusinów, które znów umożliwiło powstanie ich partii politycznych.

  23. 166 bojkot TVN said

    16/Inkwizytorka
    Żydowska biurwo , nic ci nie dadzą żałosne próby bycia oryginalną każdy wie, ze jestes zwykła pisowska chazar-stręczycielką. Na jakiego żyda głosowałas niemrawa ladacznico Inkwizytorko?

  24. aga said

    ad.17
    Droga pani Slawianko ja jestem z dziada pradziada Polką,nie żadną slawianką. I Bogu dziękuję codziennie ,że się Polką urodzilam a nie dajmy na to slawianka
    uktrainka,która patrząc na maltretowane dziewci,kobiety, starcow, krzyzowanych na
    drzwiach stodoły i obdzieranych żywcem z e skory , chleła gorzałę i się zw swoimi

    banderowskimi gachami świetnie na ten widok bawiła.
    Nawet kiedy mój naród polski błądzi,upada to wiem ,że wcześniej czy póxniej obudzi się i powstanie,bo zyje i umiera z imieniem Maryji i Syna Jej na ustach. A widac to było w czasie ostatnich Swiat Wielkiej Nocy ,kiedt=y kościoły w calej Polsce były przepełnione i to ludźmi młodymu=i,rownież tymi,których żydostwo wyrzuciło do pracy daleko od domów.
    Z Ukrainą ,która nie pokocha Prawdy,i nie stanie w Prawdzie nie mam i nie chcę miec nic wspólnego i gudzik mnie obchodzi czy ona jest słowiańska czy germańska w swojej etni. Niech się tym zajmuja tacy pozyteczni idioci jak polonocentryzm,któremu wydaje się ,że walczy z żydami a tak naprawdę to dla nich wykonuje świetna robotę szabesgoja.

  25. JO said

    ad.24. Od kazdego kti nie slyszy a slucha i nie widzi choc patrzy nalezy Otzrepac kurz z Ubrabrania.

    Tak Pani Ago, nawet jezeli to z krwi Brat , Matka, Ojciec – jezeli nie jest po stronie Pana Boga = Polskosci to nalezy od tego kogos sie oddalic.

  26. aga said

    Tak Panie JO, dziękujmy Bogu,że urodzilismy się Polakami.Nawet jak nam dzisiaj wiatr w oczy wieje i to z woli naszych ogłupionych nawinych wbraci Polakow niestety.
    Mowi tak często ks. Natanek;
    Polak,nawet jak mu wiatr w oczy wieje, „dżdżownicą zawiązuje buta i idzie dalej”.
    Nie karmimy się nienawiścią i trawą jak nasi „bracia słowianie z Ukrainy „,posiadający wszak najlepsze czarnoziemy w Europie ….Polaków wyriezali i dzisja trawę wpie..ają.Ale zaraz odezwie się placzliwie,nostalgicznie Roman K i powie,że im szansy nie dano.he he he.
    Nienawiść sprawia,że człowiek na starość staje się tak brzydki jak wspomniany delikwent. Pomódlmy się za niego, Panie JO,żeby ta ukraińska źółć ,którą jest nakarmiony do konca go nie zżarła.

  27. JO said

    Na Ukrainie panuje zamordyzm wiekrzy od tego w PRL. Tam tych, co chca byc Katolikami szykanuje sie wciaz metodami UPO wskimi

    Ukraina , to miejsce , gdzie rodzili sie i Rodza Swieci. To o nich sie modle Pani Ago.
    Choc bym chcial, to za UPO wcow modlic sie nie potrafie.

Sorry, the comment form is closed at this time.