Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Był taki Polak – mógł wznieść Polskę na wyżyny Świata

Posted by Marucha w dniu 2012-04-15 (Niedziela)

Za zwrócenie uwagi na artykuł podziękowania dla p. P.E.1984 – admin

Tragiczne bywają losy genialnych wynalazców – inżynierów. Mogliśmy być potegą – i dupa z królika. Tak jest niestety do dzisiaj.
Przypadek, który opisuję wydaje się być nieprawdopodobnym – jednak taka jest prawda.

Rok 1971 – na wystawie w londyńskiej Olimpii stoją koło siebie komputery: brytyjski Modular One, maszyny amerykańskie i minikomputer polski K-202, zaprojektowany w roku 1969 przez Jacka Karpińskiego. Wszystkie maszyny są 16-bitowe. Mają 64 kB pamięci a K-202 ma aż 8 MB. Ponad milion operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę. Pamięć ferrytowa zamiast pamięci na układach scalonych. Wielkość małej walizki – czyli powstałego w roku 1981 PC firmy IBM – model IBM 5150.

Warto jednak wiedzieć, że zbudowany przez IBM pierwszy pecet nie dorównywał K202.

Wszyscy pytają Karpińskiego jak to zrobił?

W tym samym roku 1971 K-202 zostaje wystawiony na Międzynarodowych Targach w Poznaniu. Jego stoisko znajduje się obok wystawionej 8-mio bitowej Odry Elwro.
Stoisko Karpińskiego odwiedza ówczesny I sekretarz PZPR Edward Gierek. Obiecuje pomoc. Do stoiska Elwro w ogóle nie podchodzi. No i zaczyna się – rozgrywka polityczna.
W tym samym mniej więcej czasie odwiedza Karpińskiego 2 inżynierów, przedstawicieli znaczących wówczas firm amerykańskich CDC i DEC. Pytają jak dokonał takiego cudu?
Karpiński powiedział im, żeby się sami domyślili – jednak po 2 dniach – kiedy niczego nie wymyślili odkrył przed nimi swoje rozwiązanie – nie zawracając sobie głowy jego opatentowaniem (chodził o tzw stronicowanie pamięci).

Jest rok 1972. Karpiński z Zakładem Minikomputerów rusza z produkcją. Spośród 30 pierwszych sztuk połowa trafia za granicę a pozostałe zainstalowane zostają w MSW, MSZ, Krajowej Dyspozycji Mocy, w Marynarce Wojennej, politechnikach i uniwersytetach, kilka sztuk tafia do biur projektowych i przemysłu ciężkiego. Użytkownicy są zachwyceni. Mówiło się również o jego zastosowaniu na statkach.

W produkcji było wtedy następnych 200 sztuk, portfel zamówień liczył 3000 sztuk.
Sytuacja wydaje się być doskonała. A jednak Karpiński zostaje wyrzucony z pracy, Zakład Minikomputerów zostaje zamknięty a 200 sztuk K-202 w trakcie produkcji zostaje „utopionych”. Mało tego, dostaje „wilczy bilet” nie pozwalając mu pracować w elektronice i informatyce.

Czemu?
1. Elwro zatrudniało wówczas 6 000 pracowników, Instytut Maszyn Matematycznych, gdzie pracował Karpiński tylko 200,
2. Wkład dolarowy do K-202 wynosił ok. 1800 $, do Odry ok. 30 000 $,
3. Elwro broniło własnej „pupy”, więc zwróciło się do ówczesnego premiera Polski, Jaroszewicza z prośbą o „pomoc”. No i tą pomoc dostali.
4. W roku 1970 ZSRR wystąpił z inicjatywą stworzenia jednolitego typu komputera dla Układu Warszawskiego. Zerżnęli projekt IBM-360 i nazwali go RIAD. W każdym kraju satelitarnym produkowany był wówczas jeden typ komputera – w Polsce RIAD 30, na Węgrzech RIAD 10, w NRD RIAD 20 a w Moskwie RIAD 50.
5. Ponieważ nikt w Polsce nie chciał sfinansować uruchomienia produkcji w Polsce, Karpiński uruchomił ją razem z Brytyjczykami, którzy na ten cel przeznaczyli odpowiednie środki finansowe oraz zajęli się sprzedażą K-202.

Warto wiedzieć, że komputery Odra z systemem RIAD wymagały dużego pomieszczenia, klimatyzowanego – a K-202 tego nie potrzebował.

W roku 1972 do Polski przyjechał z całą delegacją do Polski główny konstruktor RIAD-a – Ławronow. Obejrzał K-202 i powiedział: „niemożliwe, taka maszyna musi zająć całą ścianę dużego pomieszczenia”.
Spytał Karpińskiego: „Czy K-202 jest odporny na wstrząsy i czy wymaga klimatyzacji (tak jak Odry)?”
Karpiński powiedział mu, że można na nim łupać kamienie po czym wylał na K-202 szklankę wody. K-202 pracował spokojnie dalej.
Ławrow spytał go wówczas, czy można system przerobić na RIAD. Dowiedział się wtedy od Karpińskiego, że tak, tyle tylko, że poprzez emulację systemu z miliona operacji na sekundę pozostanie tylko 300 tys ale i tak będzie szybszy niż RIAD-y.

Ławrow zaprosił Karpińskiego żeby poprowadził seminarium w Moskwie. Niestety, pojechał za niego profesor Andrzej Janicki, dyrektor naukowy Instytutu Maszyn Matematycznych, wg Karpińskiego „wyjątkowa glizda”.

K-202 to tylko jeden z wielu pomysłów genialnego inżyniera, Karpińskiego.

Kim był Jacek Karpiński?

Urodzony 12 kwietnia 1927 r w Turynie – zmarł 21 lutego 2010 r we Wrocławiu.
Ojciec, Adam Karpiński, inżynier konstruktor (zginął w wyprawie na Nanda Devi – pierwszej polskiej wyprawie w Himalaje), matka profesor medycyny. Oboje zasłużeni w wojnie z bolszewikami w roku 1920.

W wieku 14 lat (wyglądał na starszego) wstąpił do Szarych Szeregów, batalion Zośka. Trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. W pierwszym dniu Powstania Warszawskiego otrzymał kulę w kręgosłup, został sparaliżowany. Dzięki ogromnemu uporowi w procesie rehabilitacji wrócił do zdrowia (kula została w jego ciele).

Od 1946 do 1951 studiował najpierw na Politechnice Łódzkiej, później Warszawskiej.
Ponieważ chodził długo o kulach – ówczesne władze nie wsadziły go do więzienia ani nie zabiły za jego bohaterską przeszłość. Mimo wszystko bardzo długo był za nią prześladowany.

Wyrzucany z pierwszych miejsc pracy (jako sabotażysta) w końcu zaczął pracować w ZWUE T-12 na Żeraniu w Warszawie, jednocześnie pracując jako starszy asystent w Katedrze Elektrotechniki Politechniki Warszawskiej (1951 – 1954). W r. 1954 pracował jako inżynier badawczy w laboratorium przemysłu samochodowego na Żeraniu. W r. 1955 został adiunktem i kierownikiem pracowni w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN.
Skonstruował w tym czasie maszynę AAH do długoterminowych prognoz pogody.
W 1959 r konstruuje maszynę AKAT-1 – pierwszy na świecie tranzystorowy analizator równań różniczkowych.

Rok później jako jeden z 6-ciu nagrodzonych zwycięża w ogólnoświatowym konkursie młodych talentów techniki organizowanym przez UNESCO.
Dzięki temu w latach 1961-1962 ma możliwość studiowania na Harwardzie i MIT w USA. O dziwo władze Polski zgodziły się na jego wyjazd.
Amerykanie szybko orientują się z kim mają do czynienia i Karpiński dostaje różne propozycje pracy w USA. Proszą go o pozostanie w USA ważni naukowcy. Odmawia. Wraca do Polski.

Czy to był jego błąd? Trudno to nam dzisiaj oceniać. Mógł zostać sławny i bogaty – mógł podkreślać, że jest Polakiem i sławić Polskę. Wybrał inaczej – niezależnie od sytuacji politycznej kochał Polskę.

Trudno mu się dziwić. Tak był wychowany – a 3 Krzyże Waleczne nie wzięły się z nikąd.
Ta decyzja skutkowała w jego życiu kolejną walką – trudniejszą niż ta z Niemcami.
Karpiński wraca do kraju, pracując w Pracowni Sztucznej Inteligencji Instytutu Automatyki PAN konstruuje Percepton, uczącą się maszynę, rozpoznającą otoczenie przy pomocy kamery – była to wówczas druga na świecie maszyna, oparta na sieci neuronowej 2000 tranzystorów.

Karpiński przechodzi następnie do pracy w Instytucie Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego i w ciągu 3 tygodni konstruuje skaner do analizy fotografii zderzeń cząstek elementarnych na kliszach CERN.
Do obróbki tych zdjęć w latach 1965-1968 skonstruował w 11-osobowym zespole komputer KAR-65, pierwszy w Europie system asynchroniczny, ze zmiennym przecinkiem, 100 tys. operacji na sekundę. Maszyna ta pracowała w IFD 20 lat, co było rekordem światowym. Był on 30-krotnie tańszy niż 2 razy wolniejsze wtedy komputery Odra. Kosztował 6 mln złotych, podczas gdy każda Odra kosztowała 200 mln złotych.

I wreszcie K-202.

Nikt tego komputera w Polsce nie chciał produkować. Zjednoczenie MERA uznało , że projekt nie nadaje się do realizacji, bo gdyby taka technologia istniała to Amerykanie na pewno by ją już wykorzystywali.

Tymczasem w Londynie uznano, że to najlepsza konstrukcja logiczna na świecie. Produkcja K -202 ruszyła za pieniądze brytyjskie. Polski ponoć na nią nie było stać.
Brytyjczycy chcieli za wszelką cenę uruchomić produkcję u nich. Karpiński się nie zgodził, chciał by produkcja miała miejsce w jego ukochanym kraju – w Polsce.

Jeden z ważnych decydentów brytyjskich (były pilot RAF-u) zrozumiał go i wyraził zgodę.
MERA podpisała umowę z brytyjskimi firmami Data-Loop i MB Metals i stworzyła Zakład Mikrokomputerów. Jego dyrektorem został Jacek Karpiński.

Jak to się skończyło wiecie z tekstu powyżej.

Ale jako ciekawostkę warto wspomnieć i o tym, że kilku na wysokich stanowiskach towarzyszy partyjnych z PZPR próbowało Karpińskiemu pomóc. Szybko tracili stanowiska.
Mimo tak wrogiego stosunku zakładów Mery do K-202 próbują one skopiować tą maszynę. Udaje się to po 5-ciu latach i chociaż Mera 400 (tak się nazywała ta maszyna) jest dwukrotnie wolniejsza i wielokrotnie droższa od K-202 to jednak staje się ona polskim hitem eksportowym, produkowana jest od roku 1976 do roku 1987 wZakładach Systemów Minikomputerowych MERA w Warszawie.

W 1978 roku Karpiński ma już wszystkiego dosyć. Wynajął zrujnowaną chałupę pod Olsztynem i zaczął hodować świnie i kury. W 1980 zrobiono o nim reportaż – i znowu zaczęły się problemy. Ponoć Karpiński kradł kury z okolicy. Kompletne brednie. To jemu kradziono kury.

Po tym wszystkim Karpiński wyjeżdża do Szwajcarii i pracuje w znanej z profesjonalnych magnetofonów firmie Polaka, Kudelski.

Karpiński usiłował namówić Kudelskiego by przejść z technologii analogowej na cyfrową – bo w niej widział przyszłość. Ponieważ do tego nie doszło Karpiński stwierdził, że szkoda jego czasu i do spółki ze szwajcarskim matematykiem utworzył firmę Karpiński Computer Systems. Zrobił robota sterowanego głosem, pokazał go na wystawie w Zurychu – natychmiast znaleźli się inwestorzy ale szwajcarski wspólnik nie chciał się dzielić udziałami. Firma padła.

Będąc w Szwajcarii Karpiński stworzył Pen-Readera – skaner i oprogramowanie do czytania tekstu.

Karpiński wraca do Polski w roku 1990. Zachodziły wtedy w Polsce ogromne zmiany.
Zostaje doradcą ministra finansów ds. informatyki. Współpracuje z Balcerowiczem i Olechowskim. Ich następca jest „tak głupi, wg Karpińskiego”, że rezygnuje on z tej posady.
Postanawia produkować Pen-Readera w Polsce.

Oto jak się to skończyło, cytat z wywiadu w czasopiśmie CRN:

„Postanowiłem produkować Pen-Readera w Polsce. Znajomy polecił mi zakłady w Szczytnie. Tam wzięli się do roboty i wyprodukowali szybko partię 500 egzemplarzy. Miałem już zamówienia. Zacząłem starać się o kredyt, bo chciałem uruchomić własną produkcję. Założyłem dwie firmy: JK Computer Systems i JK Electronics. Potrzebowałem 800 tysięcy dolarów. Chciałem to wszystko zrobić z rozmachem, pewnie niepotrzebnie.
Trafiłem do banku BRE. Bank powiedział, że da mi kredyt, jeśli biznesplan zostanie przygotowany przez fachowca z Ministerstwa Przemysłu. Ministerstwo przysłało mi jakąś panią. Wyszło na to, że potrzeba 860 tysięcy dolarów. Zabezpieczeniem był mój dom w Aninie wyceniony na 350 tysięcy dolarów. Kredyt miał przyjść w trzech transzach. Pierwsza wynosiła 126 tysięcy dolarów.

Kupiłem maszyny, komponenty, zapożyczyłem się jeszcze u znajomych, wiedząc, że za parę tygodni przyjdzie druga, większa transza kredytu. Czekam, czekam. A pieniędzy jak nie było, tak nie ma.

Poszedłem do banku i pytam, kiedy będzie druga transza. A oni na to:
– A ma pan nowe zabezpieczenie?

CRN: Potraktowali dom jako zabezpieczenie tylko pierwszej transzy?

Jacek Karpiński: Nic o tym wcześniej, cholera, nie powiedzieli! Jeszcze nie zacząłem produkcji, a oni już weszli mi na konta. A że nie miałem czym płacić, zaczęli mi naliczać karne odsetki – 120 proc.! Sprzedałem Pen-Readery wyprodukowane w Szczytnie, dostałem na konto w Banku Handlowym 30 tysięcy dolarów. Sprawdzam stan konta – pusto. BRE zabrał. Zostałem kompletnie bez pieniędzy.

Żeby się ratować, zaprojektowałem kasy fiskalne. Zapożyczyłem się w paru bankach, otworzyłem zakład, byłem w przededniu produkcji. Jedno włamanie, drugie, trzecie – wszystko zniknęło. Po prostu rozkradli mi zakład. A miałem przecież ochronę!

Podpisałem umowę na produkcję tych kas z Libellą. Zorganizowałem im zakład produkcyjny od zera. Przysłali mi na dyrektora jednego z członków rady nadzorczej. I zaraz się okazało, że nie mam wstępu do zakładów. Makabra!

Zakłady były Libelli, ale projekty moje. Podpisałem umowę na produkcję z Apatorem. Zrobili prototypy, a ponieważ wszystko działało jak należy, zapadła decyzja o produkcji. I wtedy postanowili produkować płyty główne w Warszawie i zamówili od razu 3 tysiące.
– Panowie – mówię. – Tak się nie robi. Niech najpierw przygotują próbną partię, zobaczymy, do czego to się w ogóle nadaje. Przecież trzeba sprawdzić kooperanta.
Nie posłuchali. A w Warszawie spieprzyli wszystkie płyty, co do jednej. Okazało się, że ten sam zakład pracuje dla innego producenta kas fiskalnych, który ma siedzibę w tym samym budynku. Z mojego punktu widzenia to był ewidentny sabotaż.

CRN: W rezultacie stracił pan dom.

Jacek Karpiński: Sprawa kredytu w BRE ciągnęła się od 1996 do 2000 roku. W końcu wystawili mój dom przy Nawigatorów 11 na licytację. I sprzedali. za 200 tysięcy złotych! Tam była działka 2,5 tys. mkw. Jeszcze w 1996 był wyceniony na 350 tysięcy dolarów! Kupił go jakiś były policjant.

Miałem mieszkać w tym domu do kwietnia 2001 roku. W październiku 2000 roku nowy właściciel zażądał, żebym się wyprowadził. Powiedziałem, że nie będę się wyprowadzał na zimę. Komornik ustalił przecież, że mogę mieszkać do kwietnia.

Nowy właściciel nie miał co prawda wstępu do domu, ale miał za to wstęp do ogrodu. Zaczęły się świństwa. Najpierw pościnał wszystkie drzewa, potem sprowadził koparkę i rozorał wszystko tak, że nie było jak chodzić. Potem koparka uszkodziła dach. Przeprosił i obiecał, że naprawi – i w ramach tej naprawy zerwał cały dach. Siedziałem w pokoju i pracowałem. pod gołym niebem.

Jak padał deszcz, brałem parasol, a komputer przykrywałem folią. W końcu pozrywał mi koparką przewody elektryczne.

Któregoś dnia poszedłem do córki na kolację. A ten bezczelny łobuz przyjeżdża i mówi, że dom się zawalił! Rozjechał wszystko buldożerem! Wszystko zniszczył. Całą moją bibliotekę, wszystkie pamiątki, wyposażenie domu.

Nie pamiętam, ile razy pisałem do policji, prokuratury, żeby poskromili jakoś tego łobuza. Bez odzewu. Pisałem do inspekcji budowlanej. Przyjechali dopiero wtedy, jak już z domu nic nie zostało. Przecież było wyraźnie widać, że to wszystko zrobiono ciężkim sprzętem.

CRN: W jaki sposób znalazł się pan we Wrocławiu?

Jacek Karpiński: Jak mi zabrali dom, pomieszkiwałem w Aninie. Potem wyjechałem na pół roku do Szwajcarii, żeby tam robić na zlecenie nowy skaner. To jest specjalny skaner do sprawdzania ksiąg rachunkowych. Sczytuje liczby, przesyła do komputera, gdzie są prowadzone obliczenia. Ja z synem Danielem zajmowałem się tylko konstrukcją. Sprzedaż będą prowadzić Szwajcarzy.

Kiedy wróciłem, przyjaciółka namówiła mnie na przenosiny do Wrocławia. Mam stąd bliżej do synów. Dwaj mieszkają w Szwajcarii, trzeci, Daniel, przyjechał dwa lata temu do Wrocławia. Bardzo zdolny chłopak. Tak jak ja – elektronik i
informatyk. Będziemy razem robić wersję mobilną tego skanera.

CRN: Banki dały już panu spokój?

Jacek Karpiński: Niezupełnie. Jeszcze spłacam długi. Idzie na to jedna czwarta mojej emerytury.”

Jacek Karpiński, genialny wynalazca, inżynier, który mógł tak wiele osiągnąć, gdyby nie jego umiłowanie dla kraju, dla Polski, pod koniec swojego życia pracował przy stronach internetowych, żeby mógł przeżyć.
Zmarł w biedzie.
Piszę te słowa z ogromnym szacunkiem dla niego.
Mógł być wielki w świecie – chciał być wielkim w Polsce. Czy przegrał?

Andrzej Kusior, Stowarzyszenie Informatyka Podkarpacka
http://www.informatykapodkarpacka.pl

http://akwedukt.nowyekran.pl/

Komentarze 253 to “Był taki Polak – mógł wznieść Polskę na wyżyny Świata”

  1. Rysio said

    Popatrzcie jak świetnie ten artykuł pokazuje jak są niszczeni wybitni naukowcy przez socjalistyczny rząd i państwo.

    Inżynier Karpiński, gdyby mieszkał w kraju zachodnim to od razu dostałby pozycję technologa, najprawdopodobniej w firmie IBM i ludzi do pomocy i mógłby bez przeszkód tworzyć swoje szybkie superkomputery.

    A tak – d.upa zbita – w socjalistyczne państow i jego biurokraci go po prostu ud.upili.

  2. Marucha said

    Re 1:
    Dla mnie jest to klasyczny przykład zwalczania goja, który miał szansę się wybić dzięki swym zdolnościom i wynalazczości. Pan Rysio chyba nie ma pojęcia, ile z wybitnych odkryć i wynalazków, przypisywanych narodowi wybranemu, to zwykłe kradzieże owoców pracy gojów.

    Gdyby Karpiński mieszkał na Zachodzie, to oczywiście owoce jego pracy zaistniałyby na świecie. Tylko nie wiadomo, czy jako komputer Karpińskiego, czy firmy David Blumstein & Co.

  3. Rysio said

    re 2. Tak – ma Gajowy rację – można na to spojrzeć i pod tym kątem.
    No cóż socjalizm to przecież wymysł starszych braci.

  4. Rysio said

    re 2. Panie Gajowy tak trochę zamyśliłem się nad Pana wpisem nr 2.

    Problem jest ten że Polacy nie mają swojego kapitału.
    Nie mamy Polskich kapitalistów.
    System socjalistyczny starszych braci w wierze to zniszczył.

    Na wolnym rynku kapitalistycznym to nie państow inwestuje tylko kapitaliści – mali i duzi.
    Kapitaliści posiadający capitał ciągle non-stop szukają możliwości zainwestowania go w najbardziej chłonno-rynkowe i opłacalne produkty.

    PS. Biurokrata państwowy nigdy nie zainwestuje lepjej cudzych pieniędzy niż kapitalista, któreg ryzykuje własnymi oszczędnościami.

  5. p.e.1984 said

    @Gajowy – czuję się zaszczycony inwokacją.
    @Rysio
    Tak się głupio składa, że wiele polskich wynalazków w PRL zostało posłanych do piachu w dziwnych okolicznościach. Np. http://pl.wikipedia.org/wiki/A8C22 – ten silnik miał być seryjnie produkowany, ale dzięki włoskim „lobbystom” doszło do uszkodzenia obu prototypów (w jednym z prototypów wsadzono do jednego z cylindrów szmatę w drugim uszkodzono wał korbowy o ile dobrze pamiętam) – kupiono licencję włoską, ktoś w ministerstwie zgarnął sowitą „prowizję”. Ja żadnego odchylenia od III RP nie widzę. Różnica jest taka, że w Polsce już nawet prototypów się nie robi, bo jednostki badawczo rozwojowe rozwiązano. Jakby w Polsce produkowano myśliwce lepsze niż F-16, to i tak polscy piloci lataliby na … zgadnij pan czym.
    W „kraju zachodnim” też – kto tworzy i kto produkuje zależy często od „lobbystów” i różnych dziwnych zbiegów okoliczności. W końcu losy inż. Karpińskiego w III RP to już „zachód”. Tyle że dziki.

  6. Rafal said

    Re 2:

    Dokładnie tak. Wolny rynek to bajeczka dla ludzi. Oczywiście ludziom pozwala się robić biznes… dopóty dopóki najwięksi złodzieje spijają śmietankę. To jest wojna! Należy cały czas o tym pamiętać. Tu chodzi o władzę. Jeden dobry pomysł/wynalazek może podbić świat.

  7. Jak się jest gojem, to ma się pod górkę. Karpiński o tym nie wiedział. Błąd.

    Poza tym nie róbcie świętego z Karpińskiego. Współpraca z nim była podobno trudna. Był wizjonerem, inżynierem, konstruktorem. Ale managerem – żadnym.

  8. Ad. 5

    „w Polsce już nawet prototypów się nie robi, bo jednostki badawczo rozwojowe rozwiązano.”

    – Mazowiecki pierwsze, co zrobił jak już został premierem, to postawił w stan likwidacji Instytut Silników przemysłu samochodowego.

  9. Ad. 4

    „Na wolnym rynku kapitalistycznym to nie państow inwestuje tylko kapitaliści – mali i duzi.”

    – Niech spróbują inwestować bez wsparcia aparatu państwa. 🙂 Zobaczymy, jak długo pożyją…

  10. 25godzina said

  11. Robol said

    Ad Rysio
    Przecież mamy kapitalizm i „wolny rynek” a podobno nawet wytłoczki do jajek sprowadzamy ze Słowacji. I co? Jest nawet gorzej. Jak wieść niesie ,w Zakopanem ciupag się też nie robi. „Producenci” zamawiają grupowo kontener ciupag w Chinach i po kłopocie. Ot ,Panie Rysio – wolny rynek. Wierzy Pan w mity jak dziecko. Niech Pan zbada sprawę silnika Howarda Jonesa (Permanent Magnet Motor). Ten silnik podobno pracuje nieustannie od wielu lat w jakimś muzeum techniki w USA. Jakoś nikt się nie kwapi wdrożyć go do produkcji. Takich spraw jest tyle, że można by w tym utonąć. Kiedy się Pan wreszcie obudzi?

  12. Reblogged this on ZYGFRYD GDECZYK.

  13. AniaK said

    „Mógł być wielki w świecie – chciał być wielkim w Polsce. Czy przegrał?”

    Trudno tu mówić o przegranej czy wygranej. Na pewno sporo stracił zarówno On jak i nasz kraj. Zostając w kraju dokonał wyboru. Przede wszystkim udało Mu się zachować twarz i autorytet. A to niewielu się udaje.

    O Polskich wynalazkach i technologiach gdzieś tam bąkną, coś tam wspomną, ale o reklamę w tym kraju raczej trudno. Przed Świętami zepsuła mi się pralka, i okazało się, że do naprawy się już nie nadaje, więc zmuszona byłam zakupić nową. Pytałam w sklepach o polski produkt, i dowiedziałam się, że stricte polskich już nie produkują, ale wszystkie są nasze bo produkowane w Polsce. Czyżbyśmy wykupili wszystkie licencje? – zastanawiam się. A może znaleźli sobie frajerów w postaci taniej siły roboczej 🙂

  14. 25godzina said

    @ Rysio
    > w socjalistyczne państow i jego biurokraci go po prostu ud.upili.

    „Socjalistyczne państwo” to etykieta, dużo ciekawsze jest co jest w opakowaniu. W żydowskiego Facebooka przez ileś tam lat wpakowano dziesiątki milionów dolarów zanim zaczął przynosić zyski. Ktoś musiał taką decyzję podjąć i się jej konsekwentnie trzymać, bez względu na ryzyko. Wg mnie to jest przykład przede wszystkim na to, że lichwa to narzędzie polityki, narzędzie podbojów. Narzędzie do niszczenia jednych a wspierana (często w brew logice i rachunkowi ekonomicznemu) drugich.

    Po drugie to kolejny dowód, ze nie ma czegoś takiego jak polskie państwo.

  15. Polskie wynalazki… Taki grafen – patrzcie państwo, jaka cisza na ten temat…

  16. Halina said

    Chazar-żydostwo kłamie i kradnie pomysły od rdzennych Polaków. PRZEWOŻĄ POTEM UKRADZIONE „ZDOBYCZE” – DO IZRAELA. Chełpią się potem żytki – że mają najwięcej na świecie – „innowacji” i nawet „odkryć” – np. w elektronice. Co to za podłe plemię !!! Słów brakuje!

  17. Robol said

    Czy przed wojną był wolny rynek? Pewnie tak. Dlaczego więc znakomite myśliwce „Jastrząb”, o parametrach porównywalnych do późniejszego słynnego „0” (Mitsubishi), nie zostały wprowadzone na wyposażenie armii? O ile mi wiadomo to ok 500 sztuk wysłano do Włoch i na tym się skończyło.

    Znakomity karabin przeciwpancerny został objęty taką tajemnicą, że w kampanii wrześniowej też tylko bardzo mała ich liczba wzięła udział, ale co z tego kiedy wojsko nie potrafiło ich obsługiwać? Niestety nazwy zapomniałem.

    Dotarłem swego czasu także do informacji o przedwojennym silniku strumieniowym lub pulsacyjnym (nie pamiętam już bo to było bardzo dawno). Ówczesny rząd polski miał podobno odpowiedzieć konstruktorom, że Polsce nie potrzeba takich wielkich prędkości.

    Ze wszystkich znanych mi dobrych pomysłów, tylko bombowiec „Łoś” na tym wolnym rynku jakoś się przebił.

  18. Mirek said

    banda , ktora przejela Polske po 1989 roku pilnowala, aby o Polsce na swiat szly tylko kalumnie . latwiej jes przejac taki kraj posadzany o wszystkie zlo istniejace na tym swiecie , anizeli kraj rozwijajacy sie, silny gospodarczo , posiadajacy wspanialych naukowcow i szlachetnych obywateli .

  19. Re.2
    Nic dodać, nic ująć.
    No i oczywiście Karpiński skonstruował K202 przy pomocy referendum.
    A może inaczej – ponieważ referendum w tej sprawie nie było, to jego i jego maszynę K202 uwalono.

  20. 166 bojkot TVN said

    http://jan.bogatko.nowyekran.pl/post/59361,mord-w-katyniu-wynikiem-kooperacji-niemiecko-rosyjskiej

  21. Generalnie, jako Polacy jestesmy zdolnym, pracowitym i pomyslowym Narodem, ale rowniez tam gdzie trzeba sie zorganizowac niestety az nazbyt czesto ulegamy „innym” wplywom czy „modom”, ktore „te” nas dokladnie „rozkladaja”… Mowiac krotko: „smaruja nas zazwyczaj gow…nem, a my jestesmy swiecie przekonani ze jest to miod…”…
    Niemalze wszyscy Polacy chca (taka maja przynajmniej nadzieje) nasladowac Pana Jezusa Chrystusa, a wogole nie potrafimy nasladowac dobrych, uczciwych i sprawiedliwych zyjacych swoich braci… Ciekawe…

    Wracajac do wynalazkow i pomyslow, to w samym Urzedzie Patentowym w W-wie jest conajmniej 50.000-80.000 pomyslow, ktore nie ujrzaly „swiatla dziennego”…tylko dlatego, ze w/g zydowskiej talmudycznej doktryny goje nie maja zadnego prawa bycia ludzmi, a nie do pomyslenia, aby goj byl konstruktorem czy wynalazca, co sila rzeczy mogloby zmienic status dla gojow…

    Jestem przekonany, ze na samych tylko pomyslach i wynalazkach jako Narod Polski, moglibysmy zarobic setki miliardow dolarow nie produkujac ani nie wytwarzajac w sensie ilosciowym…
    W kazdym razie, jestesmy jacy jestesmy i mamy taki rzad na jakis zasluzylismy w sensie Narodowym co z przykroscia stwierdzam i dopoki sie nie zorganizujemy i nie wybierzemy uczciwych i sprawdzonych Przewodnikow, dopoty bedzie trwac nasza tragedia Narodowa – czyli „tysiace” organizacji ktora zadna nie ma nic do powiedzenia…
    ===================================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  22. p.e.1984 said

    Ad. 17
    Pan Robol raczy fantazjować o PZL 50 „Jastrząb”:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/PZL.50_Jastrz%C4%85b

    Na marginesie – konstrukcja płatowca była dużo mniej udana niż PZL 38 „Wilk”, do którego nigdy nie powstały silniki (bo nie mogły). Z PZL 38 wyewoluowały PZL 48 i PZL 54, niestety tylko na deskach kreślarskich. W 1939 Polska nie miała myśliwców nadających się do walki z Luftwaffe, vide http://pl.wikipedia.org/wiki/PZL_P.11#Zastosowanie_bojowe . Gdyby w porę przerobić projekt PZL 38 do zabudowy silnika Mercury VIII wrzesień’39 mógłby wyglądać inaczej.

  23. Wandaluzja said

    Pracowałem z bratem w Elwro, gdy Karpiński startował. Chciał zmniejszyć ODRĘ tysiąckrotnie i wyglosił herezję KOMPUTER W KAŻDYM DOMU, czym przestraszył komunistów. Przyjaźniłem się z kierownikiem Działu Mechaniki Precyzyjnej Michałem Woźnicą, który zrobił taką MINIATURYZACJĘ „Odry”, którą widziałem, ale brat opowiedział mi, jak przyjechała komisja z Warszawy, która zachowała się CHAMSKO, a MW, który był człowiekiem bardzo władczym i traktował dyrektorów z POGARDĄ, położył uszy po sobie. Potem okazało się, że Miniaturyzację Odry, nazywaną Komputerem Amerykańskim, kupili Bułgarzy i „kurwy bułgarskie” przyjeżdzały doglądać Swej Własności.
    Potem znowu okazało się, że Komputer Amerykański – który był PLAGIATEM komputera Jacka Karpińskiego – kupił Teodor Żiwkow, który założył Bangalur Micosoft, wobec czego Amerykanie skapitulowali przed tym Komisarzem mego dziadka, który był więzionym przez Sowietów AMERYKAŃSKIM komisarzem Boeinga, potem zakatowanym przez Sowietów. Wobec tego Żiwkow założył dla swego bękarta, Steva Jobsa APPLE – wartego teraz więcej niż cała gospodarka polska. Ponieważ okazało się, że MOCROSOFT Billa Gatesa jest pochodnym Bangaluru więc ważne jest, czy BG jest też bękartem Żiwkowa?
    Bill Gates to taki sam INDYJSKI tuman, jak Stev Jobs a GENIUSZAMI byli Woźnice z Elwro, którzy są Żydami węgierskimi z Oświęcimia i okradli Karpińskiego wg 23 punktu 45 Przykazań Niszczenia Polski.
    Co zaś do Genialnego Jastrzębia (ad. 17), który nie wziął udziału w wojnie 39 – bo 500 sztuk sprzedano Włochom – to był to SOKÓŁ do obrony polskiego bombowca strategicznego Wicher, którego mój dziadek robił w USA i który WYGRAŁ II WOJNĘ ŚWIATOWĄ jako Dakota. – Był ZA DOBRY na bombowiec, bo Niemcy mogli go skopiować, ale Anglicy wyprodukowali 10 tysięcy pierwotnej wersji Wichra jako Moskito.

  24. Rysio said

    re 9. Ależ Panie Krzysztofie M. otóż to swoim wpisem „…Niech spróbują inwestować bez wsparcia aparatu państwa. Zobaczymy, jak długo pożyją…” sam Pan przyznaje, że to nie jest kapitalizm.

    W Amerykę która była kilkadziesiąt lat temu (jako-tako) kapitalistyczna – wstrzyknięto w ostatnich latach tak dużo socjalizmu, korporatyzmu i redystrybucjonizmu że bardziej to przypoina one byłe ZSRR niż USA.

    PS. Chyba nie muszę pisać kto to zrobił? Ostrzegał przed nimi już Benjamin Franklin.

  25. Rysio said

    re 11. Robol – nie mamy ani kapitalizmu, ani wolnego rynku.

    Mamy coś co żydo-komuna na czele z G. wyborczym i Michnikiem nazywa „wolnym rynkiem”.

    Wolny rynek będzie wtedy jak bez żadnych problemów i ceł ty mnie a ja tobie będe mógł sprzedać coś takiego w dowolnych ilościach.

  26. Robol said

    Ad. 21
    Cenię Pańskie wpisy za rzetelność ale Wikipedia to odrobinę za mało. Proszę zerknąć choćby tutaj:
    http://www.sztab.com/samoloty,PZL50-Jastrząb,2729.html
    Prawda też, że palnąłem ten wpis nieco pochopnie i bez wcześniejszego sprawdzenia starych już zapomnianych informacji. Całkowicie jednak z faktami się nie rozminąłem. Zresztą, którym informacjom można dziś wierzyć?

  27. Zbyszko said

    Panie Gajowy @2 w pełni podpisuję sie pod tym. Takich genialnych Polaków było o wiele więcej. Niestety z tego pwodu że Polska już od dawna była szykowana do rezerwuaru wszystkiego co tylko się da, nie mogła stanąc na nogi. Mimo takich właśnie hamulców, sabotaży lata Gomólki a w szczególności Gierka zaoowocowały potencjałem który szabrują do dzisiaj

  28. bozydar said

    E=mc2 tez zostalo skradzione ,dwa lata wczesniej ukazalo sie drukiem we Wloszech ,zanim oglosil Einstein!
    Lecz najistotniejsze jest to, ze e=mc2 to lipa,poniewaz Morley i Michelson odkryli na poczatku XX wieku ether!!!Nie znam sie na fizyce ale jakas forma materii musi istniec, poniewaz gazy z silnikow rakietowych musza w cos „uderzac”, wywolujac ruch w przeciwna strone, tak jak w ziemskiej atmosferze.
    Caly ten zachod funkcjonuje na klamstwie tak, jak reszta tego padolu ,na klamstwie „naukowym ” takim jak Big Bang i ewolucja czy klamstwie katynskim i smolenskim. Popatrzcie na twarze tych „elit” ,posluchajcie co mowia, zobaczcie co podpisuja i ile sa warte ich slowa !
    Podobna „elita” byla w Rosji, po tzw. rewolucji i w Polsce, od II wojnie swiatowej do dzisiaj ,poniewaz nosiciele kultury teutonskiej i azjatycka dzicz wymordowala nasza elite !!! Nie tracmy ducha ,idzie na nich gniew Boga,tego wydarzenia nie zapomni nikt, kto przezyje.Jak przezyc? – ta instrukcja to List od Boga – Biblia!
    Kazanie na Gorze…..

  29. RomanK said

    25 pazdziernik 1998 Dallas Texas

    Pan dr Marian Krzaklewski-
    Przewodniczacy NSZZ”Solidarnosc” i AWS
    Pan prof. Jerzy Buzek-
    Premier Rzadu RP

    Szanowni Panowie!

    Zwracam sie do Was, liderow tego- co zostalo ze ” Solidarnosci”, czujac sie nadal zwiazany z owym „Wspanialym Ruchem” i zdajac sobie doskonale sprawe z tego- ze moj glos wyraza odczucia co najmniej 9mln czlonkow -tych „pierwszej” Solidarnosci, ktorzy dzisiaj….. znow stanowia owa milczaca wiekszosc.
    Obydwaj Panowie zostaliscie wyniesieni na najwyzsze stanowiska dzieki poparciu Narodu Polskiego, ktory wielokrotnie oszukany, jeszcze raz chcial wierzyc, ze nie zawiedziecie jego zaufania. Oczywiscie obiecywaliscie Panowie spelnic te oczekiwania i dazyc do realizacji celu naszej Solidarnosci, czyli zaprowadzenia w Polsce ustroju sprawiedliwosci spolecznej, uczciwosci i rownych szans dla kazdego obywatela oraz spolecznego pokoju.
    Te oczekiwania nigdy nie byly i nie sa dzisiaj zadna fanaberia, lecz minimum niezbednym do egzystencji panstwa narodowego, zabezpieczajacego ” Nasz- specyficznie polski- sposob zycia” .
    -zycia- zakorzenionego gleboko w naszej przebogatej historii,
    -zycia – i jego przekazania z wychowaniem nastepnych pokolen zgodnie z nasza, piekna, polska tradycja i kultura,
    – zycia- wyznajac religie ojcow naszych,
    -zycia – poslugujac sie naszym, polskim jezykiem,
    -zycia- utrzymujac sie z owocow naszej, pieknej, polskiej ziemi,
    -zycia – z pracy naszych- polskich rak, prowadzac nasza- polska gospodarke
    sluzacej przede wszystkim naszym- polskim potrzebom.
    Bo przeciez nic innego, a tylko ten nasz, wlasny, „polski sposob zycia”, wyroznia nas sposrod RODZINY innych narodow i czyni Polakami.
    To cos, co jest tak niezmiernie wazne dla Polakow zamieszkujacych terytorium Polski, jest tak samo -a moze nawet wazniejsze- dla prawie tak samo licznej – polskiej diaspory. Polonii, ktorej istnienie jest najlepszym dowodem, jak szkodliwy jest i do jakich tragedii prowadzi- brak istnienia warunkow do narodowego istnienia w Kraju.
    Jest to problem o najwiekszej wadze dla przyszlosci Polski, dla jej fizycznej, suwerennej egzystencji! I nie jest to niestety zadne dramatyzowanie.
    Przypominam Panom fakt, ze w przeciagu ostatniego dwudziestolecia, Polska poniosla straty ludnosciowe, porownywalne tylko do strat wyniklych z najbardziej tragicznych katastrof naszego narodu.
    Straty te sa tym dotkliwsze, ze nastapily w czasie pokoju. Bez zadnego konfliktu militarnego, bez zadnego kataklizmu spowodowanego silami przyrody. Jest to i pozostanie juz na zawsze faktem, ze tylko i wylacznie glupota i pycha, niepohamowana chciwosc, cynizm i chamstwo rzadzacej kasty, spowodowala sytuacje, ze czujac sie kompletnie niepotrzebnym, wyalienowanym w swojej wlasnej Ojczyznie i nie majac zadnej nadzieji na poprawe swojej sytuacji- Polske opuscilo udajac sie na stala emigracje ponad 1 milion 300tys Polakow.
    Dane o owym Exodus -” Wyjsciu Polakow z Polski” sa nadal wstydliwie ukrywane pomimo, ze nie przyznajecie sie Panowie do zadnego zwiazku z poprzednim komunistycznym rezimem. Nie musze dodawac, ze znakomita wiekszosc owej emigracji to byli i sa ludzie mlodzi i bardzo mlodzi, ktorzy zasilili ekonomie krajow osiedlenia. Ludzie w znakomitej wiekszosci dobrze wyksztalceni i przygotowani zawodowo, swiadczy o tym ich pozycja zawodowo spoleczna w nowych krajach, nieporownywalna do zadnych innych poprzednich fal emigracyjnych.
    W ostatnich tygodniach i miesiacach daje sie zauwazyc, niepokojace zjawisko, alienacji coraz szerszych kregow spolecznych, ktore znowu zakonczy sie nastepna fala masowej emigracji z Polski, pomimo wprowadzenia ogromnie restrykcyjnych zabezpieczen emigracyjnych w tradycyjnych krajach osiedlenia, ktore to zjawisko- jak narazie – tylko opozniaja.
    Zaledwie ponad 30% frekwencja wyborcza potwierdza wyraznie owo grozne zjawisko negacji i alienacji. Swiadczy to, ze nadzieji -jakie w was pokladali Polacy, niestety Panowie nie spelniacie- a w to, ze je kiedykolwiek spelnicie, juz nie wierza.
    Zaoferowaliscie i poparliscie Panowie swoim autorytetem Ustawe Zasadnicza i Ordynacje Wyborcza, ktora Narod Polski z narodu gospodarza uczynila drugorzednym przedmiotem praw i obowiazkow, a nie podmiotem. Przynaleznosc bowiem do narodu polskiego w obliczu przywilejow, jakie nadaje Konstytucja wszelakim mniejszosciom narodowym, czyni z Polaka, obywatela polskiego drugiej kategorii.( Vide- rezultaty wyborcze we Wroclawiu i Opolu)
    Bazujacy na owej nieszczesnej Konstytucji porzadek prawny dokonuje sanacji niespotykanego w historii Polski zlodziejstwa i grabiezy narodowego majatku, a winnych owej zbrodni zamiast pociagnac do odpowiedzialnosci karnej (!!!) nobilituje.
    Porzadek polityczny pozbawil Narod Polski jego suwerennej, demokratycznej decyzji i odpowiedzialnosci za przyszle swoje losy, a suwerenem w Polsce ustanawia egzekutywy organizacji partyjnych. Haniebny system proporcjonalnych wyborow, jak i progow wyborczych doprowadzil do sytuacji, ze proces wyborczy uchodzi w oczach konstytucjonalistow z krajow demokratycznych za ( tak! tak!!!) „parodie cyrku wyborczego(!)”.
    Restytuuje to w Polsce typowy xenooligarchiczny ustroj partyjnokratyczny, ograniczajacy jakikolwiek wplyw na decyzje polityczne do waskich grup partyjnych elit. Tym samym, stawia znakomita wiekszosc narodu w sytuacji bezsilnych i niemych swiadkow wydarzen, pozbawionych jakiejkolwiek mozliwosci aktywnego wplywu na ich bieg, a upragniony stan pokoju spolecznego zastepuje stale poglebiajacym sie procesem spolecznej frustracji, alienacji i negacji.
    Szczytem zwyrodnienia, ostatnim stadium rozkladu systemu komunistycznego, a zarazem najlepszym wymiernikiem jego idiotyzmu, byl gigantyczny aparat biurokraty-czny panstwa. Polip prozniaczy, a zlosliwy zerujacy na gospodarce narodowej i wiszacy, jak kamien u szyji swiata pracy.
    Po tzw. przelomie w wyniku dzialan „reformatorow” rzekomo wywodzacych sie ze swiata zorganizowanej pracy, ow aparat ulegl podwojeniu w przeciagu zaledwie kilku lat. Przy czym apanaze owego aparatu wzrosly kilkakrotnie w porownaniu z czasami komunistycznymi…. Brzmi to, jak idiotyczny zart, wyglada- jak parodia groteski, lecz jest to niestety tragiczna, gorzka, polska, jak najbardziej rzeczywita – dzisiejszosc..
    Eskalacja wytworzonej sytuacji przez waszych poprzednikow, jak i wasze Panowie przyzwolenie i zjawisk takowych akceptacja, spowodowala natychmiastowe przemieszanie sie struktur politycznych z nieformalnymi strukturami grup przestepczych i zorganizowanej zbrodni. Jest to „latynizowanie panstwa”- czyli umacnianie na dlugie lata niezwykle groznego i zabojczego dla bytu panstwowego Polski – ustroju „zorganizowanej korupcji”!
    Panowie jestescie tego swiadomi!!!
    Ow oligarchiczny partyjno-mafijny uklad, przejal kontrole nad cala gospodarka narodowa i czyni wszystko, w kierunku usankcjonowania grabiezy i uzyskania aktow wlasnosci chociazby do czesci ochlapow. W procesie owej kanibalizacji polskiej ekonomii zostaje zaprzepaszczony bezpowrotnie ogromny majatek wypracowany przez narod polski pod batem komunistow.
    Do owej uczty „ekonomicznych padlinozercow”, zaprasza sie zorganizowane spekulacyjne, globalistyczne grupy kapitalowe. Grupy te posiadajac ekspertyze w zakresie przejmowania majatku, droga niszczenia gospodarki, jak i dowodow i sladow owej zbrodni, swiadcza „dobre uslugi” miejscowym hienom ekonomicznym i za odpowiedna zaplata, dostarczaja odpowiednich alibi, schowkow na zagrabione kapitaly, jak i w sytuacjach kryzysowych, bezpiecznych melin poza granicami Polski.
    W ciagu ostatnich lat polski produkt wysoko przetworzony z duzym wkladem mysli technicznej i rodzimej technologii, znikl ze swiatowych rynkow. Utrata tradycyjnych rynkow broni, przemyslu maszynowego, maszyn i ciagnikow rolniczych, przemyslu okretowego, jak i servisu inzynieryjno budowlanego- to utrata pracy w Polsce, to utrata zrodel godziwego utrzymania polskich rodzin. A to jest niczym innym, tylko po prostu zbrodnia przeciwko Polsce!!!
    Mowiac wiele o waszej trosce o polska rodzina, jakos zapominacie Panowie o tak waznym czynniku.
    Wierzac w mit, ze prywatyzacja jest panaceum na wszystkie problemy Polski, dopuszczacie Panowie do wyprzedania za bezcen w obce rece najbardziej istotnych czesci narodowej gospodarki- zapominajac, ze w ten sposob pozbawiacie Narod Polski mozliwosci kierowania wlasnym losem.
    Dopuszczacie Panowie do niczym nie ograniczonego obrotu ziemia, w sytuacji istnienia kominow cenowych ziemi w Europie- niszczac w tym samym czasie „sol polskiej ziemi”- Polskiego Chlopa. Pomaga w tym chetnie i nachalnie, z nienawistna gorliwoscia, sprzedajna kasta zawodowych propagandystow. Kasta, ktora zawlaszczyla publiczne, czy raczej panstwowe srodki masowego przekazu- na czele z najbardziej efektywnym narzedziem politycznej stymulacji PR i TV. Jej agentury specjalizuja sie w pseudofachowym belkocie, powtarzajac horrendalne bzdury o niewydolnosci polskiego chlopa. Slowem nie wspominajac, ze dokladnie w taki sam sposob, w diametralnie odmiennym ukladzie ekonomiczno socjalnym, ten sam kanibalizm monetarystow niszczy i likwiduje najbardziej wydajnego rolnika na swiecie- niszczy amerykanskiego farmera.
    Prawda jest jedna- zmonopolizowana, oligarchiczna, swiatowa mafia posrednikow skupiajaca w swoich rekach skup, jak i przemysl przetworczy, utrzymuje ceny skupu zboza i zywca 30- 40% ponizej kosztow produkcji, niszczac farmy( ceny zboza w 1947 roku byly wyzsze niz sa w 1998)- kiedy w tym samym czasie gloduja miliardy i umieraja z glodu na swiecie miliony ludzi.
    Panowie!
    Poslugujac sie naukowymi tytulami, przyznajac sie do korzeni chrzescijanskich, przyjmujecie zarazem za dobra monete tlumaczenia entropistow. Akceptujecie malthusianskie rozwiazania ekonomiczne, dokonujace zaglady gospodarki fizycznej, niszczenia warsztatow pracy. W imie interesow miedzynarodowego kapitalu spekulacyjnego i miejscowych oligarcho- kryminalnych korporacji niszczycie baze ekonomiczna wlasnego Narodu.
    Za owa gorliwosc i posluszenstwo i specyficzny „progress inaczej”, swiatowe gremium skupione w IMF wyroznia wysokimi nagrodami dwuch swoich funkcjonariuszy odpowiedzialnych za wzorowe wykonywanie ich polecen w Polsce. Wypelniaja je wzorowo, poniewaz w tym samym czasie- pelnia rowniez funkcje organow Polskiego Rzadu !!!!!
    Panowie!
    Statystyki ” progressu inaczej” owego procesu reform- mowia same za siebie:
    – przyrost naturalny w Polsce rowny zeru
    – srednia dlugosci zycia w Polsce spadla ponizej wieku emerytalnego, – zachorowalnosc na tzw, choroby cywilizacyjne zajmuje czolowe miejsce w skali Europy,
    – co czwarte polskie dziecko przychodzi codziennie do szkoly glodne,
    – sierocince przepelnione opuszczonymi dziecmi,
    – ulice miast zapelniaja mlodociane prostytutki,
    – rosnie narkomania, przemoc, samobojstwa, sektarianizm, etc, etx…
    Zaiste czolowi heraldowie kultury smierci, zasluzona odebrali nagrode…..
    Wprowadzane sa obce naszej chrzescijanskiej kulturze wzorce zachowania, chyba tylko dla zmylenia nazywane- alternatywnymi…..
    Pozwalacie Panowie na dokonywanie zmiany paradigmu kulturowego Polski!!!
    Posiadajac wiekszosc w Sejmie i poparcie Narodu pozwoliliscie wodzic sie na krotkiej smyczy koalicjantowi, ktory oprocz ogromnego mniemania o swej wyzszosci zarowno intelektualnej, jak i socjalnej- bedacego byc moze wynikiem obciazen genetycznych- nie posiada nic wiecej, oprocz pelnej geby pustych frazesow, pychy, lekcewazenia partnerow i trzeba przyznac znakomitej zdolnosc nawiazywania tyle egzotycznych co i podejrzanych kontaktow.
    Posiadajacych tylko takie cechy zdegenerowanych marksistow, usadowiliscie na najbardziej newralgicznycgh stanowiskach panstwowych, powierzajac ich widzimisie- (bo przeciez na ich decyzje nie macie zadnego wplywu, w przeciwienstwie do agentur miedzynarodowych i obcych) los 40 mln narodu????
    Dzialania tych wlasnie ludzi, pod waszym patronatem, doprowadzily do wprowadzenia w zycie tak waznych rozwiazan, jak nowy podzial administracyjny Kraju. To wlasnie dzielo dzielnicowego rozbicia Polski, wlacznie z ustrojem stolecznego miasta Warszawy stanowi przyklad legislacyjnego brakorobstwa i opoznienia z wyraznymi sladami debilizmu umyslowego jego autorow(!), badz (???) rozmyslnego, jadowicie antypolskiego sabotazu!!
    Nowy wymiar podatkowy, polityka socjalno zdrowotna i mieszkaniowa, polityka finansowo kredytowa panstwa polskiego prowadzaca do fizycznego samounicestwienia narodowego etc. etc. etc…..
    Panowie!
    Litanie niefortunnych roztrzygniec mozna kontynuowac, mnie chodzi natomiast o to- aby ten przeklety ciag zbrodniczych, antynarodowych, nieludzkich pociagniec przerwac…… i to przerwac natychmiast!
    Jestesmy swiadkami niespotykanego w nowozytnej historii ludzkosci zalamania obecnego systemu finasowego w skali calego swiata. Skutkow owego zalamania finasowego nikt nie moze przewidziec, gdyz nikt, nigdy i nigdzie – czegos podobnego nie widzial przedtem.
    Skoki na gieldach finansowych swiata i straty siegajace 40- 60%, laczenia sie bankow, dzialania ratunkowe hedge funds etc, etc, to nic innego, jak widomy znak ze caly system finansowy podlega coraz szybciej calkowitej dezintegracji, jednym slowem zdycha… i zdechnie. Patrzcie na Japonie, Koree, Tajwan, Rosje, Brazylie, Mexico etc, etc…. na godna nasladowania Malayazje, ktora jedyna i pierwsza postapila tak, jak godny i suwerenny kraj- rzadzony przez patriotow postapic powinien. Stosowanie sie bowiem do zalecen swiatowych macicieli i spekulantow, obrona ich wyimaginowanych zyskow i niczym nie usprawiedliwionych lichwiarskich profitow od nieistniejacych kapitalow, kosztem wlasnej fizycznej ekonomii, kosztem zdrowia i przyszlosci wlasnych dzieci to – Panowie – zwyczajna glupota!
    Dalsze niszczenie narodowej gospodarki i kanibalizacja warsztatow pracy w obliczu sytuacji, kiedy juz wkrotce- moze sie okazac niezbednym kazde, nawet najprostsze narzedzie, kazdy ziemniak, fasolka i kazdy klos zboza- jest Panowie niczym innym tylko zbrodnia popelniana przeciwko wlasnemu Narodowi.
    .
    Panowie!!!! Na Milosc Boska!!! ….co robicie …i komu sluzycie….

    Z powazaniem

    Roman Kafel

    Otrzymuja: 1.Adresaci
    2. Jego Eminencja Prymas Polski
    3. Radio Maryja
    4. Tygodnik ” Nasza Polska”
    5. Prasa polonijna
    6. a/a

  30. Dinozaur ( z Neandertalu ) said

    Pan Karpiński miał i tak dużo szczęścia – z Boską pomocą udało mu się próby popchnięcia Polski do przodu przeżyć ( gdyby udało się komuś np. dopatrzeć , że w komputerze , na którym napisano Antykomor , jest jakiś jego wynalazek ?) .

    Dinozaur przypomina : urządzenia elektroniczne , absolutnie wszystkie komputery i m. in. wszystkie dziś używane silniki odrzutowe działają dzięki odkryciu największego polskiego wynalazcy 20 wieku Jana Czochralskiego , dokonanemu w 1919 roku .

    Jan Czochralski , twórca m. in. metody ciągnięcia monoktyształów – podstawy czipów i materiałiu do produkcji łopatek turbin silników odrzutowych dla którego w 20 latach zbudowano Instytut Metalurgii w Berlinie-Charlottenburg urodził się jw 1885 r. w Kcyni,

    Po powrocie do Polski w 1938 roku zmarł 22 kwietnia 1953 r. po całonocnym maltretowaniu w czasie napadu UB na jego dom w Kcyni ( co nam to przypomina ?).

    Bez matury i studiów w 1903 r. (mając zaledwie 18 lat) zgłosił się do egzaminów eksternistycznych w Technische Hochshule w Charlottenburgu i po ich pomyślnym zdaniu otrzymał tytuł inżyniera chemika w specjalności metalurgii. W 1906 r., w wieku 21 lat, Czochralski został inżynierem-technologiem w berlińskiej firmie Allgemeine Elektrizität Gesellschaft AEG ( był później jej głównym metalurgiem ) oraz inspektorem produkcji w rafinerii miedzi. Rozpoczęła się wielka kariera naukowa i wynalazcza Jana Czochralskiego. Wprowadził on m.in. nowe metody badania materiałów do turbin parowych i aparatury elektrycznej, a w 1919 r. opublikował swoją metodę otrzymywania monokryształów w postaci pręcików.
    W latach 1924-1929 był prezesem Niemieckiego Towarzystwa Metaloznawczego (Deutsche Gesellschaft für Metallkunde). W tym samym okresie pełnił też funkcję konsultanta wielkich firm metalurgicznych świata, takich jak Scheider Creusot (Francja), Skoda (Czechosłowacja), Boffors (Szwecja), oraz instytutów, jak np. Institute of Metals (Anglia).

    Po powrocie do Polski ziabrał się profesor Czochralski ostro do roboty. W latach 1933-1934 zorganizował i uruchomił Instytut Metalurgii i Metaloznawstwa na wzór podobnych instytutów działających w Niemczech. Instytut otrzymał ważne zadania poznawcze, w tym zwłaszcza o charakterze wojskowym.

    W czasie wojny prof. Czochralski współpracował aktywnie z AK , nie mówiąc juó o uratowaniu duśej ilości Polaków z rąk Gestapo czy Arbeitsamtu .

    W czasie Powstania Warszawskiego prof. Czochralski był ranny, cały czas jednak przebywał na terenie Politechniki Warszawskiej.

    Po wojnie zajęło się nim oczywiście UB. Na skutek kłamliwego donosu został aresztowany pod zarzutem „działania na szkodę (sic!) narodu polskiego”. W więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim prof. Czochralski spędził cztery miesiące. Upomnieli się o niego nie tylko patrioci i intelektualiści polscy , ale i cały świat, zwłaszcza naukowy. Nie znaleziono zresztą nawet najmniejszych dowodów na kolaborację i śledztwo zostało umorzone, a prof. Czochralski zwolniony z katowni UB.
    Został oczywiście wywalony z Politechniki Watszawskiej . Wrócił z żoną (holendersko-szwajcarską pianistką Margueritą Haase ) do rodzinnej Kcyni gdzie produkował pastę do butów, różne proszki czyszczące, płyny do zmywania itd .

    Nie przeżył napadu rabunkowego UB-owców , którzy szukając dolarów pruli ściany, zrywali podłogi, niszczyli meble, obrazy, antyki. Całą noc dręczyli profesora psychicznie i fizycznie. O świcie wywieźli go z zawałem serca do kliniki w Poznaniu. Naukowiec nie przeżył tej napaści , zmarł . 22 kwietnia 1953 r., za tydzień będzie rocznica jego zamordowania przez UB , o której oczywiście nikt nie pamięta .

  31. Robol said

    Ad. P.e. 1984
    Zerknąłem też na w/w karabin. Dziś mówi i pisze się o tym inaczej niż kiedyś:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Karabin_przeciwpancerny_wz._35

    Te gadgety nie zmieniłyby losów kampanii wrześniowej. Pokazują jedynie, że i Polaków stać na naprawdę dobre konstrukcje.

  32. Wojwit said

    @Robol
    Rusznica przeciwpancerna zakamuflowana pod nazwą „KabUr” (niby karabiny wyprodukowane dla Urugwaju) oprócz tego, że potrafiła unieruchomić wszystkie pojazdy pancerne ówczesnego teatru działań wojennych (przez rozwalenie gąsienicy) lub zniszczyć te, których pancerz nie był zbyt gruby, miała dwie podstawowe zalety, których nie miały inne rusznice ppanc. (choćby sowieckie) – ich obsługa NIE WYMAGAŁA dodatkowego przeszkolenia żołnierza, który umiał posługiwać się podstawową bronią piechoty WP – karabinem Mauser wz. bodajże 1898, bo (tu jest ten drugi plus) odrzut, którym sowieckie rusznice kruszyły „bojcom” obojczyki (w przypadku niedokładnego podparcia), był wyhamowany w polskiej rusznicy energią gazów wylotowych. To była własnie ta nowość, która spowodowała takie utajnienie tej broni – hamowanie gazowe odrzutu. Chyba że mieszały przy tym inne „chochliki”.

  33. Zbyszko said

    Bozydar @28 zdagadzam sie z Tobą. Parę lat temu (niedawono) w Indiach jacys Hindusi napadli na swoich sąsiadów Chrześcijan-katolików w jednej z wiosek. Już nie pamietam z jakim skutkiem (ale były ofiary). Okazało się że na pomoc przybyło z odległosci ok 50km stado słoni i zrównało z ziemią domostwa agresorów ale tak selektywnie że żadnemu domostwo katolickiemu nic sie nie stalo. W Indiach notuje się obecnie najwięcej nawróceń i powołań kapłańskich i zakonnych. Do tego stopnia że Indie już nie są krejem misyjnym. Niezbadane sa wyroki Boga.

  34. Wojwit said

    Tak długo pisałem, że Pan sam poczytał. Oczywiście kb Ur.

  35. Robol said

    Ad. 32 Wojwit
    Tutaj jest dobry opis tej broni:
    http://www.wpk.p.lodz.pl/~bolas/main/uzbrojenie/karabiny/ur.htm

  36. ORTO said

    Rzadko zdarza się czytac tyle bredni co w tekście i w postach -wynikają one nie tylko z braku wiedzy, ale z braku chęci zapzonania sie z dostepna literatura na ten temat.
    Żaden Ławrow nie chcial przerabiać k-202, natomiast Rosjanie dostali białej gorączki jak zobaczyli polskiego R-32.
    Pełny opis nieszczęscia zwanego K-202 jest w miesięczniku Informatyka nr 7-8 z 1981 – są w bibliotekach, proponuje poczytac, a potem pisać.

    J.karpiński nigdy nie składał propozycji miniaturyzacji Odry, Bułgarzy nic nie kupili w Polsce, natomiast z trudem uruchomili produkcje dysków o poj. 7,25 potem 30 MB

    czy szanowni piszący słyszeli cokolwiek o polskim minikompuetrze PRS-4, produkowany w Tychach, sterował wentylacja w kopalniach i nie było z nim żadnej afery.

  37. Net said

    #7 Na ogol wynalazcy nie sa biznesmenami – zadne odkrycie, a to ze nie maja cierpliwosci dla durnow tez.

    #17 Poczytaj o Selmanie, wybitnym strategu i geniuszu wojskowym ktory dokonywal tez cudow na Wisla. On rozbudowywal kawalerie, husarie i produkowal lance oraz wydawal tyle na sieczke ze na nic innego juz nie starczalo, szczegolnie po oplaceniu swych kumpli w rzadzie i wojsku.

    #20 Belkotka weksluje na inny temat – jak zwykle.

    Niestety J. Karpinski kierowal sie durnymi sentymentami i zmarnowal zycie.

  38. p.e.1984 said

    Ad. 36
    Specyfikacja techniczna K-202 powyżej zgadza się z http://pl.wikipedia.org/wiki/K-202
    Dlaczego był nieszczęściem w wikipedii nie wyczytałem.
    O R-32 http://pl.wikipedia.org/wiki/R-32

    Niech szanowny ORTO nie ocenia Gajówki z perspektywy postu 28, bo się „przejedzie”.

  39. Zbych said

    Pytanie: „miesięcznik Informatyka nr 7-8 z 1981”

    Do kogo nalezy i jaki jest sklad redakcji tego wydawnictwa? Czy moze Agora ma tam „udzialy”?
    Z gory dziekuje za informacje.

  40. MatkaPolka said

    Podobnym sukcesem zawodowym może poszczycić się się np Ryszard Malinowski
    Absolwent Politechniki Szczecińskiej, twórca chipseta, który postawił firme Intel na nogi
    Obecnie wice – prezydent Intela i prezydent Intel Poland

    Wielu polskich inżynierów i naukowców może zabłysnąć jedynie poza granicami Polski

    Dziwne , że nigdy w Polsce !!! że też zawsze jakaś listwa musi lapę nam przyciskać …

    POLACY WICEMISTRZAMI INTELIGENCJI
    http://www.emito.net/spolecznosc/fora_tematyczne/dyskusja_ogolna/polacy_wicemistrzami_inteligencji_181458
    Polacy są wicemistrzami Europy w inteligencji! Bijemy sobie brawo? Ależ skąd! Nikt z nas w to nie wierzy

    Raport opublikował Rychard Lynn, emerytowany profesor uniwersytetu w Ulsterze. W swojej najnowszej książce „Rasa a różnice w inteligencji” podaje, że Polacy są wicemistrzami Europy, jeśli chodzi o inteligencję! Nasze średnie IQ to 106. Wyprzedzają nas tylko Holendrzy i Niemcy z IQ 107 ex aequo. A za nami – cała masa: Brytyjczycy ze 100 pkt, Czesi z 98, Rosjanie z 96. O naszym wyniku napisał nawet „The Times”. Brytyjczycy nie ukrywali, że jest im trochę przykro, że inni tak bardzo wystrzelili do przodu.

    Prof. Lynn tak mówi o czołowym miejscu Polaków: – Nie podporządkowaliście się najeźdźcom, ta nieustanna gra z nim w kotka i myszkę musiała pozytywnie wpłynąć na waszą inteligencję. Gdybyście tylko dobrze to wykorzystali, to wasze PKB w tej chwili wynosiłoby 15 tys. dol., a nie 11 tys. na mieszkańca.

    Lista osiągnięć Polaków – lista niepełna , ale prawdziwa
    Jest również sporo osiągnięć powiedzmy kontrowersyjnych ale tez jest dużo autentycznych sukcesów
    A gdzie masy zwykłych ludzi , których osiagnieć się na co dzień niedocenia i nigdy nie ujrzą światła dziennego

    http://www.reference.com/browse/wiki/List_of_Poles

    List of Poles
    Wikipedia, the free encyclopedia – Cite This Source

    The Polish people, who in 1930 had a world-wide population of some 22 million, experienced a major population surge in the 1960s and by 2005 had attained a world-wide population of over 53 million.
    This is a PARTIAL LIST of famous Polish or Polish-speaking/writing persons, or persons born in other countries, which are now Poland, or on historically Polish soil. In the interest of fairness and accuracy, a minority of persons of mixed heritage have their respective ancestries credited.

  41. Infonurt2 ( na domenie http://www.infonurt3.com): trochę na temat uboczny : ten list Kafera do Solidarności. Liderzy są po to aby sie dorwać do koryta. Chodzi o „Masy” a masy w Polsce chcą żyć w kapitalizmie a pracować jak w PRL-u ( komunizmie) . Jak to rozwiązać : po prostu – masy muszą wymrzeć- razem z komuna. Tym ostatnim zaczyna brakować narybku – nawet ostatnio czerwony Tusek musiał sprowadzać bojówkarzy z Niemiec ( oczywiście to była złota młodzież z NRD). Młodzi juz wychodzą na ulice. Jak sie przekonają że ich strach to fikcja- wyjdą na wybory i wybiorą młodych poniżej 35 lat- bez zgniłej mentalności nierobów z PRL. Wprowadza nowa technologie i technikę załatwiania spraw politycznych bo ci starzy to jak dawniej – po prostu swychn przeciwników – nieprowadzącemu nowoczesny przemysł – ten cos sie teraz uczą na robotach w ponad 100krajach – bo tyle czyta nas – emigracja polska w ponad 100 krajach.

  42. EKO-LAS said

    Ad.29
    „Panowie!!!! Na Milosc Boska!!! ….co robicie …i komu sluzycie….”

    Pod poniższym adresem jest zamieszczony tekst tego listu z dopiskiem. Czy ten dopisek jest autorskim dopiskiem, czy jest on apelem redakcyjnym publikującego?

    http://foorum.pl/watek/prawda-o-koalicji-aws-uw-list-otwarty-do-krzaklewskiego-i-buzka,489509.html

    „Prawda o koalicji AWS-UW – List otwarty do Krzaklewskiego i Buzka
    2000-06-08 | 05:02

    (…)
    PS. Wzywam wszystkich, ktorym lezy dobro Polski na sercu, aby ten list otwarty, ktory przekazany byl pod koniec marca Premierowi Buzkowi i Przewodniczacemu WS Marianowi Krzaklewskiemu i jest listem proroczym, przesylali go rowniez na listy polskie na ktorych nie pisze, celem wywierania naciskow na AWS by uwolnila sie ostatecznie od zdradzieckiej Unii „Wolnosci” i wsparta przez Narod zmienila swoja polityke wobec naszego kraju.

    Pozdrawiam serdecznie
    boukun
    http://home.t-online.de/home/boukun/
    boukun@t-online.de

  43. EKO-LAS said

    Ad.29
    “Panowie!!!! Na Milosc Boska!!! ….co robicie …i komu sluzycie….”

    Pod poniższym adresem jest zamieszczony tekst tego listu z dopiskiem. Czy ten dopisek jest autorskim dopiskiem, czy jest on apelem redakcyjnym publikującego?

    http://foorum.pl/watek/prawda-o-koalicji-aws-uw-list-otwarty-do-krzaklewskiego-i-buzka,489509.html

    “Prawda o koalicji AWS-UW – List otwarty do Krzaklewskiego i Buzka
    2000-06-08 | 05:02

    (…)
    PS. Wzywam wszystkich, ktorym lezy dobro Polski na sercu, aby ten list otwarty, ktory przekazany byl pod koniec marca Premierowi Buzkowi i Przewodniczacemu WS Marianowi Krzaklewskiemu i jest listem proroczym, przesylali go rowniez na listy polskie na ktorych nie pisze, celem wywierania naciskow na AWS by uwolnila sie ostatecznie od zdradzieckiej Unii “Wolnosci” i wsparta przez Narod zmienila swoja polityke wobec naszego kraju.

    Pozdrawiam serdecznie
    boukun

  44. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka jest w dusza niezgonosc z pan Gajowy ktury napisal:

    „Tragiczne bywają losy genialnych wynalazców – inżynierów. Mogliśmy być potegą – i dupa z królika.”

    Komentasz od pan Gajowy udowadnia sze pan Gajowy i wszystkie Polaki nie znaja sytuacja swiatowa.

    Pan Karpinski mosze nawet byl zdolny inszynier ale nie tak mondry jak nasze specjalisty inszynieryjne z nasz piekny Izrael, kture maja dostep do najlepsze technologie z caly swiat.

    Jakby ten komputer byl taki dobry to nasz Mosad by mu dawno ukradl cala technologia.

    Po tszecie: kto by chcial komputer od pan Karpinski jak za dziesiec lat mial byc Microsoft.

  45. Rysio said

    re 17. „………Czy przed wojną był wolny rynek? Pewnie tak…………..”

    Robol, przed wojną nie mogło być wolnego rynku.
    Rządzili przecież socjaliści Piłsudzkiego.

  46. Zdziwiony said

    ad.36;
    Zgoda,
    Rosjanie, gdy uwidieli naszą jednostkę centralną tj. R-32 to pytali czy to czytnik kart(dziurkowanych)- produkowali go Czesi. Ta jednostka R-32 była montowana na na panelach dwuwarstwowych z udziałem elementów scalonych, co bylo nowościa. Mera-Elwro miał doświadczenie kosztem komputerów Odra 1325 i Odra 1305, ktore były pochodną udanej licencji firmy ang.ICL. Za czasów póznego Gomułki byl to udany zakup, ponieważ kupiono zarazem szeroki zestaw programów użytkowych, które swą wartością dzisiątki razy jesli nie więcej przewyższały sprzęt elektroniczny. Komputer serii R w RWPG nie posiadały oprogramownia w pełni, stąd m.in. powołano np. w Polsce szereg ośr. naukowo badawcz. pod nazwą MERA. Rosjanie poprostu zerżneli elektronikę z IBM i stąd brak oprogramowania, zarazili nas tym syfem i nastąpił jak wyszło póżniej (pocz,80-lat) zastuj przede wszystkim zakładow Elwro. Cala ta historia z tymi RIAD-mi zaczęła się gdzieś 1973-74 r. Te pamięci dyskowe bułgarskie – 7MB-strasznie awaryjne, póżniejsze 30MB były już lepsze. Podział pracy w RWPG polegał na tym, że każdy z krajów miał się specjalizować w różnych urz. we/wy. Nam przypadła właśnie jednostka centralna (R-32), co miało być dla nas chlubą. Nie znam żadnej kooperaccji z sowietami, jesli chodzi o zaawansowane technologie by wyszły nam zdrowie, może tuż po wojnie- MIG-15, samochody Pobieda, gaziki, a przede wszystkim czołgi!

  47. Zdziwiony said

    W artykule jest błąd: jest „Pamięć ferrytowa zamiast pamięci na układach scalonych” ma być odwrotnie.

  48. Re: 44 rysio

    A ja mam pytanie do rysiow: „Kiedy i w jakim kraju byl wolny rynek????”
    Tylko „rysie” konkretnie!!!.
    =========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  49. Re.36
    Zgadza się. Do R-32 produkowane były teleprocesory do komunikacji po łączach telefonicznych z końcówkami zdalnymi. Na przełomie lat 70/80 Mera Błonie rozpocząła produkcję minikomputera MERA-100 do którego jak nośnik zapisu informacji wykorzystywane były 8″ dyskietki.

    A teraz trochę moich wspomnień z minionych lat

    W zastosowaniach bankowych same monitory [jako końcówki systemu bankowego z wykorzystaniem teletransmisji danych] nie wchodziły w rachubę.
    Powstała więc potrzeba połączenia MERY-100 [jako końcówki] poprzez modem, łącze telefoniczne, modem i teleprocesor z maszyną R-32. R-32 był dość zawodną maszyną [głównie awarie dysków twardych, a i samej jednostki centralnej]. Dla zastosowań bankowych w obsłudze banków na znaczne odległości należało wykonać i zastosować zdublowaną konfigurację sprzętową – dwa wzajemnie połączone zestawy sprzętowe R-32 [każdy z własnym teleprocesorem, ale ze wspólnym blokiem wejść linii telefonicznych przychodzących z każdego z banków. Chodziało o to, aby praca dość zawodnego wówczas sprzętu nie była widoczna z punktu widzenia końcówki [MERA-100] zlokalizowanej w banku, a tym tym samym przez pracowników banku.

    W razie awarii w jedym z zestawów sprzętowych R-32 następowało automatycznie przejęcie obsługi przez drugi zestaw sprzętowy R-32.
    Do tak postawionego zadania nie istniało wówczas oprogramowanie sterujące całą tą maszynerią, a i nie było widoków na to, aby w rozsądnym czasie powstało takie oprogramowanie w Elwro-Wrocław czy MERA-Błonie.

    Wykonania tego zadania podjąłam się kompletując na początek zespół ludzi i szczegółowy projekt rozwiązania tak postawinego zadania. Ludzi posiadająchym potencjalne możliwości trzeba było ściągać z innych zakładów, uczyć ich, bo zadanie dla nich było zupełnie nowatorskie.
    Takie samo zadanie realizowł ośrodek bankowy Ośrodek Obliczeniowy w Budgoszczy – ale tam w miejsce R-32 była ODRA 1305 produkcji Elwro-Wrocław. Pomimo różnych typów maszyn nawiązana została pomiędzu nami ścisła współpraca [Rzeszów – Bydgoszcz].
    Zespół pod moim kierownictwem wykonał postawione mu zadanie.
    W 1985 r. wszystkie banki NBP o PKO dzisiejszego Województwa Podkarpackiego [od Ustrzyk, Leska, Przemyśla, Jasła, Mielca, aż po Sandomierz] połączone były on-line z maszynerią umieszczoną w Ośrodku Obliczeniowym NBP w Rzeszowie. Operacje bankowe rejestrowane były na minikomputerze MERA-100 i przesyłane automatycznie łączami telefonicznymi do ośrodka obliczeniowego w Rzeszowie.
    W następnym dniu bank posiadał [w chwili rozpoczęcia jego pracy] aktualne stany kont po obrotach dnia poprzedniego. Na salach operacyjnych banków stały też końcówki MERA-100, z których wysyłano zapytania [w formie lektronicznej] odnośnie stanu konta obsługiwanego klienta. Odpowiedź przychodziła niemal natychmiast po wysłaniu zapytania.

    Wykonane przez nas rozwiąznie zostało zaimplementowane w Ośrodu Obliczeniowym NBP w Gdańsku. Następnie zostały połączne [sprzęgnięte] po liniach telefonicznych maszyny w Rzeszowie i w Gdańsku. Stany kont mogły być natychmiast sprawdzane z obu odległych terenów – co było istone w latem przy wyjeździe nad morze ludzi z Podkarpacia. W tak skonstruowanym systemie funkcjonowała również poczta elektroniczna [nazwana dialogiem międzystacyjnym] – funkcjonująca co do zasadny obecnie nam znanej.
    Później MERY-100 zostały zastąpione PC-ami, a R-32 zastąpiliśmi IBM-360 [następnie IBM 9600]. W 1991 r. najlepsi ludzie z mego zespołu wyjechali na kilka tygodni do Anglii na szkolenie według programu przez nas przygotowanego. Celem było niezauważalne ze strony banków [na pełnym chodzie systemu obsługi banków] przeniesienie oprogramowania i rozwiązań sprzętowych z R-32 na IBM-360.
    Prowadzący szkolenia Anglicy dobrodusznie kiwali głowami dając do z rozumieni [czasami wprost], że to się nam nie uda. A wogóle byli zaskoczeni, że moi inżynierowie i magistrzy posiadają wiedzę i praktyczne umiejętności z różnych obszarów informatyki, bo u nich jest wąska specjalizacja. Z tego też powodu musieli ściągać wykładowców pod nasze szkolenie z różnych części Anglii.

    Po powrocie z Anglii dwa miesiące później wszystko zostało bezawaryjnie przeinstalowane na IBM-360, a użytkownicy [banki] kompletnie tego nie zauważyli.
    Ale to wszystko co opisałem wyżej było możliwe do realizacji za dyrektora Ośrodka Obliczeniowego NBP w Rzeszowie Józefa Daleckiego – należącego do PZPR, tak do PZPR. Miało on, i to zawsze podkreślał, jedną żelazną zasadę, którą stosował – po pierwsze nie szkodzić. Nigdy nie udawał, że się na czymś zna, gdy się na tym nie znał. Ludzi nie oceniał po poglądach politycznych, ale po tym co wykonali i co mógł naocznie zobaczyć. Nie przeszkadzał w twórczej pracy i nie raz do nas mawiał przysłuchując się naszym zawodowym rozmowom: mówicie po polsku, ale ja z tego nic nie rozumiem – to dla mnie chińszczyzna. Kiedy odszedł na emeryturę napisał książeczkę [tak jak potrafił], z której się dowiadujemy, że w latach swej młodości był żołnierzem AK na Wileńszczyźnie. A odchodząc na emeryturę i żegnając się z nami powiedział: dziękuję wam za to, że ostanie moje lata zawodowe mogłem spędzić pośród Ludzi szczerych i uczciwych.

    Po nim przyszedł nowy dyrektor Andrzej Dec [matematyk – uprawiający wcześniej informatykę na WSK w Rzeszowie – oczywiście po linii tej nowej „Solidarności”.
    I co? Zabrał się za rozwalanie wydziału, którym kierowałem i za mnie samego.
    Trzy lata wytrzymałem taką sytuację, że przychodziłem do pracy nie otrzymując żadnej pracy do wykonania – trzy lata męczarni. w końcu mnie z pracy zwolnił [reorganizacja]. Po po ośrodku nie ma już śladu.
    A wszystko to ‚nowe’ działo się, gdy Prezesam NBP została Hanna Gronkiewicz Waltz. Pan Andrzej Dec jest ciągłym radnym Rady Miasta Rzeszów – no i w końcu jest tam, gdzie od początku jawnie być powinien – jest w PO [Platformie Obywatelskiej].

    A ja na zakończenie publicznie dziękuję mojemu byłemy dyrektorowi Józefowi Daleckiem za jego uczciwość w stosunku do mnie i w stosunku do każdego pracownika Ośrodka Obliczeniowego NBP w Rzeszowie.

    Zaś ciekawscy teraz wiedzą skąd mam [miałem] sporo czasu na naukę w zupełnie innym obszarze, na wykonanie opracowań z 2002 r, no i teraz na pisanie w internecie. Ot – nie ma tego złego, co by wrogom bokiem nie wyszło.

    .

  50. Re.36
    Zgadza się. Do R-32 produkowane były teleprocesory do komunikacji po łączach telefonicznych z końcówkami zdalnymi. Na przełomie lat 70/80 Mera Błonie rozpocząła produkcję minikomputera MERA-100 do którego jak nośnik zapisu informacji wykorzystywane były 8″ dyskietki.

    A teraz trochę moich wspomnień z minionych lat

    W zastosowaniach bankowych same monitory [jako końcówki systemu bankowego z wykorzystaniem teletransmisji danych] nie wchodziły w rachubę.
    Powstała więc potrzeba połączenia MERY-100 [jako końcówki] poprzez modem, łącze telefoniczne, modem i teleprocesor z maszyną R-32. R-32 był dość zawodną maszyną [głównie awarie dysków twardych, a i samej jednostki centralnej]. Dla zastosowań bankowych w obsłudze banków na znaczne odległości należało wykonać i zastosować zdublowaną konfigurację sprzętową – dwa wzajemnie połączone zestawy sprzętowe R-32 [każdy z własnym teleprocesorem, ale ze wspólnym blokiem wejść linii telefonicznych przychodzących z każdego z banków. Chodziało o to, aby praca dość zawodnego wówczas sprzętu nie była widoczna z punktu widzenia końcówki [MERA-100] zlokalizowanej w banku, a tym tym samym przez pracowników banku.

    W razie awarii w jedym z zestawów sprzętowych R-32 następowało automatycznie przejęcie obsługi przez drugi zestaw sprzętowy R-32.
    Do tak postawionego zadania nie istniało wówczas oprogramowanie sterujące całą tą maszynerią, a i nie było widoków na to, aby w rozsądnym czasie powstało takie oprogramowanie w Elwro-Wrocław czy MERA-Błonie.

    Wykonania tego zadania podjąłam się kompletując na początek zespół ludzi i szczegółowy projekt rozwiązania tak postawinego zadania. Ludzi posiadająchym potencjalne możliwości trzeba było ściągać z innych zakładów, uczyć ich, bo zadanie dla nich było zupełnie nowatorskie.
    Takie samo zadanie realizowł ośrodek bankowy Ośrodek Obliczeniowy w Budgoszczy – ale tam w miejsce R-32 była ODRA 1305 produkcji Elwro-Wrocław. Pomimo różnych typów maszyn nawiązana została pomiędzu nami ścisła współpraca [Rzeszów – Bydgoszcz].
    Zespół pod moim kierownictwem wykonał postawione mu zadanie.
    W 1985 r. wszystkie banki NBP o PKO dzisiejszego Województwa Podkarpackiego [od Ustrzyk, Leska, Przemyśla, Jasła, Mielca, aż po Sandomierz] połączone były on-line z maszynerią umieszczoną w Ośrodku Obliczeniowym NBP w Rzeszowie. Operacje bankowe rejestrowane były na minikomputerze MERA-100 i przesyłane automatycznie łączami telefonicznymi do ośrodka obliczeniowego w Rzeszowie.
    W następnym dniu bank posiadał [w chwili rozpoczęcia jego pracy] aktualne stany kont po obrotach dnia poprzedniego. Na salach operacyjnych banków stały też końcówki MERA-100, z których wysyłano zapytania [w formie lektronicznej] odnośnie stanu konta obsługiwanego klienta. Odpowiedź przychodziła niemal natychmiast po wysłaniu zapytania.

    Wykonane przez nas rozwiąznie zostało zaimplementowane w Ośrodu Obliczeniowym NBP w Gdańsku. Następnie zostały połączne [sprzęgnięte] po liniach telefonicznych maszyny w Rzeszowie i w Gdańsku. Stany kont mogły być natychmiast sprawdzane z obu odległych terenów – co było istone w latem przy wyjeździe nad morze ludzi z Podkarpacia. W tak skonstruowanym systemie funkcjonowała również poczta elektroniczna [nazwana dialogiem międzystacyjnym] – funkcjonująca co do zasadny obecnie nam znanej.
    Później MERY-100 zostały zastąpione PC-ami, a R-32 zastąpiliśmi IBM-360 [następnie IBM 9600]. W 1991 r. najlepsi ludzie z mego zespołu wyjechali na kilka tygodni do Anglii na szkolenie według programu przez nas przygotowanego. Celem było niezauważalne ze strony banków [na pełnym chodzie systemu obsługi banków] przeniesienie oprogramowania i rozwiązań sprzętowych z R-32 na IBM-360.
    Prowadzący szkolenia Anglicy dobrodusznie kiwali głowami dając do z rozumieni [czasami wprost], że to się nam nie uda. A wogóle byli zaskoczeni, że moi inżynierowie i magistrzy posiadają wiedzę i praktyczne umiejętności z różnych obszarów informatyki, bo u nich jest wąska specjalizacja. Z tego też powodu musieli ściągać wykładowców pod nasze szkolenie z różnych części Anglii.

    Po powrocie z Anglii dwa miesiące później wszystko zostało bezawaryjnie przeinstalowane na IBM-360, a użytkownicy [banki] kompletnie tego nie zauważyli.
    Ale to wszystko co opisałem wyżej było możliwe do realizacji za dyrektora Ośrodka Obliczeniowego NBP w Rzeszowie Józefa Daleckiego – należącego do PZPR, tak do PZPR. Miało on, i to zawsze podkreślał, jedną żelazną zasadę, którą stosował – po pierwsze nie szkodzić. Nigdy nie udawał, że się na czymś zna, gdy się na tym nie znał. Ludzi nie oceniał po poglądach politycznych, ale po tym co wykonali i co mógł naocznie zobaczyć. Nie przeszkadzał w twórczej pracy i nie raz do nas mawiał przysłuchując się naszym zawodowym rozmowom: mówicie po polsku, ale ja z tego nic nie rozumiem – to dla mnie chińszczyzna. Kiedy odszedł na emeryturę napisał książeczkę [tak jak potrafił], z której się dowiadujemy, że w latach swej młodości był żołnierzem AK na Wileńszczyźnie. A odchodząc na emeryturę i żegnając się z nami powiedział: dziękuję wam za to, że ostanie moje lata zawodowe mogłem spędzić pośród Ludzi szczerych i uczciwych.

    Po nim przyszedł nowy dyrektor Andrzej Dec [matematyk – uprawiający wcześniej informatykę na WSK w Rzeszowie – oczywiście po linii tej nowej „Solidarności”.
    I co? Zabrał się za rozwalanie wydziału, którym kierowałem i za mnie samego.
    Trzy lata wytrzymałem taką sytuację, że przychodziłem do pracy nie otrzymując żadnej pracy do wykonania – trzy lata męczarni. w końcu mnie z pracy zwolnił [reorganizacja]. Po po ośrodku nie ma już śladu.
    A wszystko to ‚nowe’ działo się, gdy Prezesam NBP została Hanna Gronkiewicz Waltz. Pan Andrzej Dec jest ciągłym radnym Rady Miasta Rzeszów – no i w końcu jest tam, gdzie od początku jawnie być powinien – jest w PO [Platformie Obywatelskiej].

    A ja na zakończenie publicznie dziękuję mojemu byłemy dyrektorowi Józefowi Daleckiem za jego uczciwość w stosunku do mnie i w stosunku do każdego pracownika Ośrodka Obliczeniowego NBP w Rzeszowie.

    Zaś ciekawscy teraz wiedzą skąd mam [miałem] sporo czasu na naukę w zupełnie innym obszarze, na wykonanie opracowań z 2002 r, no i teraz na pisanie w internecie. Ot – nie ma tego złego, co by wrogom bokiem nie wyszło.

  51. Rysio said

    W żadnym Jasiek.

    Wszystkie kraje, w mniejszym lub większym stopniu, zawsze były opanowane przez socjalizm.

    Gdyby w którymkolwiek z nich był wolnorynkowy kapitalizm to na emerytury (nasze prywatne a nie państwowe) przechodzilibyśmy w wieku 40 lat albo jeszcze wcześniej.

  52. .

  53. Re.36
    Zgadza się. Do R-32 produkowane były teleprocesory do komunikacji po łączach telefonicznych z końcówkami zdalnymi. Na przełomie lat 70/80 Mera Błonie rozpocząła produkcję minikomputera MERA-100 do którego jak nośnik zapisu informacji wykorzystywane były 8″ dyskietki.

    A teraz trochę moich wspomnień z minionych lat

    W zastosowaniach bankowych same monitory [jako końcówki systemu bankowego z wykorzystaniem teletransmisji danych] nie wchodziły w rachubę.
    Powstała więc potrzeba połączenia MERY-100 [jako końcówki] poprzez modem, łącze telefoniczne, modem i teleprocesor z maszyną R-32. R-32 był dość zawodną maszyną [głównie awarie dysków twardych, a i samej jednostki centralnej]. Dla zastosowań bankowych w obsłudze banków na znaczne odległości należało wykonać i zastosować zdublowaną konfigurację sprzętową – dwa wzajemnie połączone zestawy sprzętowe R-32 [każdy z własnym teleprocesorem, ale ze wspólnym blokiem wejść linii telefonicznych przychodzących z każdego z banków. Chodziało o to, aby praca dość zawodnego wówczas sprzętu nie była widoczna z punktu widzenia końcówki [MERA-100] zlokalizowanej w banku, a tym tym samym przez pracowników banku.

    W razie awarii w jedym z zestawów sprzętowych R-32 następowało automatycznie przejęcie obsługi przez drugi zestaw sprzętowy R-32.
    Do tak postawionego zadania nie istniało wówczas oprogramowanie sterujące całą tą maszynerią, a i nie było widoków na to, aby w rozsądnym czasie powstało takie oprogramowanie w Elwro-Wrocław czy MERA-Błonie.

    Wykonania tego zadania podjąłam się kompletując na początek zespół ludzi i szczegółowy projekt rozwiązania tak postawinego zadania. Ludzi posiadająchym potencjalne możliwości trzeba było ściągać z innych zakładów, uczyć ich, bo zadanie dla nich było zupełnie nowatorskie.
    Takie samo zadanie realizowł ośrodek bankowy Ośrodek Obliczeniowy w Budgoszczy – ale tam w miejsce R-32 była ODRA 1305 produkcji Elwro-Wrocław. Pomimo różnych typów maszyn nawiązana została pomiędzu nami ścisła współpraca [Rzeszów – Bydgoszcz].
    Zespół pod moim kierownictwem wykonał postawione mu zadanie.
    W 1985 r. wszystkie banki NBP o PKO dzisiejszego Województwa Podkarpackiego [od Ustrzyk, Leska, Przemyśla, Jasła, Mielca, aż po Sandomierz] połączone były on-line z maszynerią umieszczoną w Ośrodku Obliczeniowym NBP w Rzeszowie. Operacje bankowe rejestrowane były na minikomputerze MERA-100 i przesyłane automatycznie łączami telefonicznymi do ośrodka obliczeniowego w Rzeszowie.
    W następnym dniu bank posiadał [w chwili rozpoczęcia jego pracy] aktualne stany kont po obrotach dnia poprzedniego. Na salach operacyjnych banków stały też końcówki MERA-100, z których wysyłano zapytania [w formie elektronicznej] odnośnie stanu konta obsługiwanego klienta. Odpowiedź przychodziła niemal natychmiast po wysłaniu zapytania.

    cd. następny komentarz

  54. cd. 50

    Wykonane przez nas rozwiązanie zostało zaimplementowane w Ośrodku Obliczeniowym NBP w Gdańsku. Następnie zostały połączone [sprzęgnięte] po liniach telefonicznych maszyny w Rzeszowie i w Gdańsku. Stany kont mogły być natychmiast sprawdzane z obu odległych terenów – co było istone w latem przy wyjeździe nad morze ludzi z Podkarpacia. W tak skonstruowanym systemie funkcjonowała również poczta elektroniczna [nazwana dialogiem międzystacyjnym] – funkcjonująca co do zasadny obecnie nam znanej.
    Później MERY-100 zostały zastąpione PC-ami, a R-32 zastąpiliśmi IBM-360 [następnie IBM 9600]. W 1991 r. najlepsi ludzie z mego zespołu wyjechali na kilka tygodni do Anglii na szkolenie według programu przez nas przygotowanego. Celem było niezauważalne ze strony banków [na pełnym chodzie systemu obsługi banków] przeniesienie oprogramowania i rozwiązań sprzętowych z R-32 na IBM-360.
    Prowadzący szkolenia Anglicy dobrodusznie kiwali głowami dając do z rozumieni [czasami wprost], że to się nam nie uda. A wogóle byli zaskoczeni, że moi inżynierowie i magistrzy posiadają wiedzę i praktyczne umiejętności z różnych obszarów informatyki, bo u nich jest wąska specjalizacja. Z tego też powodu musieli ściągać wykładowców pod nasze szkolenie z różnych części Anglii.

    Po powrocie z Anglii dwa miesiące później wszystko zostało bezawaryjnie przeinstalowane na IBM-360, a użytkownicy [banki] kompletnie tego nie zauważyli.
    Ale to wszystko co opisałem wyżej było możliwe do realizacji za dyrektora Ośrodka Obliczeniowego NBP w Rzeszowie Józefa Daleckiego – należącego do PZPR, tak do PZPR. Miało on, i to zawsze podkreślał, jedną żelazną zasadę, którą stosował – po pierwsze nie szkodzić. Nigdy nie udawał, że się na czymś zna, gdy się na tym nie znał. Ludzi nie oceniał po poglądach politycznych, ale po tym co wykonali i co mógł naocznie zobaczyć. Nie przeszkadzał w twórczej pracy i nie raz do nas mawiał przysłuchując się naszym zawodowym rozmowom: mówicie po polsku, ale ja z tego nic nie rozumiem – to dla mnie chińszczyzna. Kiedy odszedł na emeryturę napisał książeczkę [tak jak potrafił], z której się dowiadujemy, że w latach swej młodości był żołnierzem AK na Wileńszczyźnie. A odchodząc na emeryturę i żegnając się z nami powiedział: dziękuję wam za to, że ostanie moje lata zawodowe mogłem spędzić pośród Ludzi szczerych i uczciwych.

  55. do ad. 50
    Wykonane przez nas rozwiązanie zostało zaimplementowane w Ośrodku Obliczeniowym NBP w Gdańsku. Następnie zostały połączone [sprzęgnięte] po liniach telefonicznych maszyny w Rzeszowie i w Gdańsku. Stany kont mogły być natychmiast sprawdzane z obu odległych terenów – co było istone w latem przy wyjeździe nad morze ludzi z Podkarpacia. W tak skonstruowanym systemie funkcjonowała również poczta elektroniczna [nazwana dialogiem międzystacyjnym] – funkcjonująca co do zasadny obecnie nam znanej.

    Później MERY-100 zostały zastąpione PC-ami, a R-32 zastąpiliśmi IBM-360 [następnie IBM 9600]. W 1991 r. najlepsi ludzie z mego zespołu wyjechali na kilka tygodni do Anglii na szkolenie według programu przez nas przygotowanego. Celem było niezauważalne ze strony banków [na pełnym chodzie systemu obsługi banków] przeniesienie oprogramowania i rozwiązań sprzętowych z R-32 na IBM-360.
    Prowadzący szkolenia Anglicy dobrodusznie kiwali głowami dając do z rozumieni [czasami wprost], że to się nam nie uda. A wogóle byli zaskoczeni, że moi inżynierowie i magistrzy posiadają wiedzę i praktyczne umiejętności z różnych obszarów informatyki, bo u nich jest wąska specjalizacja. Z tego też powodu musieli ściągać wykładowców pod nasze szkolenie z różnych części Anglii.

    Po powrocie z Anglii dwa miesiące później wszystko zostało bezawaryjnie przeinstalowane na IBM-360, a użytkownicy [banki] kompletnie tego nie zauważyli.

  56. do ad. 51
    Ale to wszystko co opisałem wyżej było możliwe do realizacji za dyrektora Ośrodka Obliczeniowego NBP w Rzeszowie Józefa Daleckiego – należącego do PZPR, tak do PZPR. Miało on, i to zawsze podkreślał, jedną żelazną zasadę, którą stosował – po pierwsze nie szkodzić. Nigdy nie udawał, że się na czymś zna, gdy się na tym nie znał. Ludzi nie oceniał po poglądach politycznych, ale po tym co wykonali i co mógł naocznie zobaczyć. Nie przeszkadzał w twórczej pracy i nie raz do nas mawiał przysłuchując się naszym zawodowym rozmowom: mówicie po polsku, ale ja z tego nic nie rozumiem – to dla mnie chińszczyzna. Kiedy odszedł na emeryturę napisał książeczkę [tak jak potrafił], z której się dowiadujemy, że w latach swej młodości był żołnierzem AK na Wileńszczyźnie. A odchodząc na emeryturę i żegnając się z nami powiedział: dziękuję wam za to, że ostanie moje lata zawodowe mogłem spędzić pośród Ludzi szczerych i uczciwych.

    Po Józefie Daleckim przyszedł nowy dyrektor Andrzej Dec [matematyk – uprawiający wcześniej informatykę na WSK w Rzeszowie – oczywiście po linii tej nowej „Solidarności”.
    I co? Zabrał się za rozwalanie wydziału, którym kierowałem i za mnie samego.
    Trzy lata wytrzymałem taką sytuację, że przychodziłem do pracy nie otrzymując żadnej pracy do wykonania – trzy lata męczarni. w końcu mnie z pracy zwolnił [reorganizacja]. Po po ośrodku nie ma już śladu.

  57. ]

  58. Ale to wszystko co opisałem wyżej było możliwe do realizacji za dyrektora Ośrodka Obliczeniowego NBP w Rzeszowie Józefa Daleckiego – należącego do PZPR, tak do PZPR. Miało on, i to zawsze podkreślał, jedną żelazną zasadę, którą stosował – po pierwsze nie szkodzić. Nigdy nie udawał, że się na czymś zna, gdy się na tym nie znał. Ludzi nie oceniał po poglądach politycznych, ale po tym co wykonali i co mógł naocznie zobaczyć.

  59. Nie przeszkadzał w twórczej pracy i nie raz do nas mawiał przysłuchując się naszym zawodowym rozmowom: mówicie po polsku, ale ja z tego nic nie rozumiem – to dla mnie chińszczyzna. Kiedy odszedł na emeryturę napisał książeczkę [tak jak potrafił], z której się dowiadujemy, że w latach swej młodości był żołnierzem AK na Wileńszczyźnie. A odchodząc na emeryturę i żegnając się z nami powiedział: dziękuję wam za to, że ostanie moje lata zawodowe mogłem spędzić pośród Ludzi szczerych i uczciwych.

    Po Józefie Daleckim przyszedł nowy dyrektor Andrzej Dec [matematyk – uprawiający wcześniej informatykę na WSK w Rzeszowie – oczywiście po linii tej nowej „Solidarności”.
    I co? Zabrał się za rozwalanie wydziału, którym kierowałem i za mnie samego.
    Trzy lata wytrzymałem taką sytuację, że przychodziłem do pracy nie otrzymując żadnej pracy do wykonania – trzy lata męczarni. w końcu mnie z pracy zwolnił [reorganizacja]. Po po ośrodku nie ma już śladu.

  60. )

  61. RomanK said

    Panie Eko Las…list byl wyslany do adresatow bez zadnego dopisku,,kazdy go otrzymal…wtedy byl znany dosc szeroko zwlaszcza wsrod ludzi AWS u..wiem, ze zareagowal na niego Buzek oczywiscie allergicznie:-)))…mial byc publikowany w TySOlu -ale po burzliwej dyskusji w Redakcji odstapiono…nomen omen….zeby nie szkodzic i nie atakowac politykow Ujjnii Wejjjnosci….
    Nie wiem kto dodal ten komentarz , chyba pan Bo kun,, bo jak widze sam sie podpisal…
    Pan Buzek za takie a nie inne zachowania i dzialania czyli zaslugi dla Polski:-))) wyladowal , tam gdzie jest- zatem przynajmniej w jego przypadku odpowiedzial mi na zadane mu wtedy pytanie…. Szkoda ze wtedy oprocz pana Zygunta Wrzodaka, ktory list ten popularyzowal..nikt inny o to samo nie zapytal;…wrecz przeciwniew znani felietonisci z roznych gazet pukali sie w glowe…..;;A pytac trzeba bylo namolie….namolnie raz po raz. wtedy mozna jeszcze bylo iele uratowac…..dzis..widzicie sami..

  62. Cóż to się dzieje Panie Marucha, że nie mogę dokończyć komentarza, muszę go dzielić na co raz mniejsze kawałki, a teraz już klapa – nawt wielkości ad 53 nie wpuści.

  63. wi42 said

    ORTO 36, Zdziwiony 45, J.B. ….
    Zgadzam – ilosc bredni podanych w artykule przekacza wszelkie rozsadne granice. Poczynajac od 8-bitowej Odry?? i te inne nonsensy opisane przez Panow.
    Ale jak widac z wpisow Polacy kochaja mity. Karpinski byl z pewnoscia zdolnym wynalazca, niech dziennikarze dorobia mu tytul geniusza (forum gajowki tego nie rozstrzygnie- bardziej niz pewne) , ale absurdem jest twierdzenie, ze wszyscy go krzywdzili, a juz szczegolnie komuna.
    J.K. wyjezdzal na staze zagraniczne na zachod w latch 60-tych, kiedy bylo to bardzo rzadkie. Po naszkicowaniu pomyslu K-202 na kilku stronach otrzymal do swojej dyspozycji zespol najlepszych konstruktorow Instytutu Maszyn Matematycznych i co wazniejsze srodkie dewizowe, wielokrotnie wieksze niz jakikolwiek inny zespol (wspomniane Elwro). Mial dobre wejscia we wladze i byl ulubiencem prasy (Bratkowski i nie tylko).
    Wracajac do artykulu – znow brednie o 6-tys. pracownikow Elwro. Przeciez z tego wiekszosc robotnicy produkcyjni – jaki zwiazek oni mieli z opracowaniem nowej konstrukcji. To ich (produkcje) musiala obslugowac spora grupa inzynierow.
    Klopoty Karpinskiego zaczely sie gdy po otrzymaniu tego co prosil na opracowanie K202 , nie dostarczal tego co obiecal (m.i. terminy). Bardzo proste. Pan J.K. mial tez mozliwosc wyprobowac swoje zdolnosci w Szwajcarii (lata 80-te) i oczywiscie w Polsce bez komuny, zwanej wolna.
    Warto porownac co i kiedy osiagnal.

  64. bozydar said

    Wioletta Willas miala otrzymac glowna role w Hello Dolly -czy to jest prawda?

  65. Marucha said

    Za ewentualne błędy faktograficzne w artykule odpowiadać nie mogą. Natomiast mogę wyrazić swą opinię: błędy te są drugorzędnej natury i nijak nie rzutują na ocenę niewątpliwych osiągnięć inż. Karpińskiego.
    Jakby mu było mało złych doświadczeń z czasów PRL- i bodaj czy nie gorszych z czasów III RP – to jeszcze niektórzy chcą mu po śmierci przywalić.,

  66. jadnamy said

    Pochodzenia żydowskiego zabrakło stąd i kariera złamana.

  67. p.e.1984 said

    @Gajowy – post Józefa Bizonia 49. jest zdublowany, a potem jeszcze fragmentami powtórzony – to robi fatalne wrażenie. Sugeruję usunięcie duplikatów i uporządkowanie.
    Co do niektórych postów (np. 28) rozważyłbym cenzurę, bo kompromitują Gajówkę. Zasada zachowania pędu to wiedza z zakresu fizyki na poziomie szkoły podstawowej.

    Ad. 23
    Straszne brednie jeśli chodzi o polskie lotnictwo:
    PZL 44 Wicher to nie Dakota, nie miał też nic wspólnego z bombowcem strategicznym http://pl.wikipedia.org/wiki/PZL.44_Wicher
    Mosquito nie ma nic wspólnego z Wichrem.
    PZL 45 Sokół nigdy nie wszedł do produkcji, więc Włochom nie sprzedano ani jednej sztuki.

    @Wi42 – nie kwestionując długości słowa w Odrach (18 do 39 zależnie od wersji) – oraz negując zrozumienie przez pana Wi42, o co chodziło z tymi sześcioma tysiącami pracowników Elwro w artykule -czy zobaczymy źródła, na podstawie których pan Wi42 pisze?

  68. Syn inżyniera said

    Mój ojciec pracował w zespole inż. Karpińskiego. W gospodarce socjalistycznej żaden projekt zaawansowany technicznie nie miał szans. Ojciec mówił o kilkunastu innowacyjnych polskich urządzeniach, również „upupionych”. Nie przez złośliwość, tylko w komunie nikomu nie zależało.

    PS. W artykule są rzeczywiście duże błędy merytoryczne.
    PS2. Muszę coś dodać. Zauważcie, że produkty Motoroli, Samsunga, Siemensa itp. nie mają genialnego twórcy. Nad każdym projektem pracuje zespół kilkunastu lub kilkuset inżynierów i kreowanie mitu jednoosobowego geniusza to świństwo wobec pozostałych. To wszystko byli (lub są – wielu jeszcze żyje) genialni ludzie, każdy też miał owoce pracy zniszczone przez komunę.
    PS3. W latach 2000. nie kradnie się już polskich wynalazków ani nie wywozi do Szwajcarii – podkupuje się inżynierów, przeważnie już na studiach.

  69. p.e.1984 said

    @Syn Inżyniera napisał: W gospodarce socjalistycznej żaden projekt zaawansowany technicznie nie miał szans.
    Zdałoby się, że głowice H, N, rakiety ballistyczne itp itd to technologia zaawansowana, awionika takiego np. MiG-a-29 pozostawiała „kapitalistyczne” wytwory daleko w tyle, ale ok, może w ZSRR „gospodarka socjalistyczna” działała inaczej … PRL-owska Odra swego czasu też do technologii „niezaawansowanych” nie należała. Pozostałoby zapytać, jak to jest w kapitalistycznej III RP z tymi technologiami … Bo likwidacja jednostek badawczo-rozwojowych razem z przedsiębiorstwami w ramach balcerowiczowskiego gruzowania polskiej gospodarki raczej nie doprowadziła do ujawnienia się przewagi „wolnego rynku” III RP nad PRL w zakresie wytwarzania wysokich technologii.
    A w XXI wieku polskich wynalazków się prawie nie wytwarza – polscy inżynierowie robią wynalazki dla różnych korporacji, które zatrzymują zyski z tychże wynalazków dla siebie i swoich krajów pochodzenia. Ot – neokolonializm.

  70. zapinio said

    Ad.68
    I tak …i nie.
    Miałem zaszczyt znać pana Jacka Karpińskiego.
    Spotkaliśmy się na seminarium f-my Cypress w Warszawie. Był wraz z synem.
    Ja zaś na tym seminarium byłem ze znajomym, który w latach K-202 współpracował z Karpińskim.

    To nie jest tak jak Syn Inżyniera pisze.
    ZAWSZE jest ktoś kto stanowi spiritus movens przedsięwzięcia.
    Kto panuje nad całością ,dostrzega wszystkie aspekty i wykazuje ponadprzeciętną wyobraźnią i innowacyjnością, kto wyrasta ponad przeciętność i wyprzedza epokę.
    Takim człowiekiem bez wątpienia był Karpiński
    To , że w złożonych przedsięwzięciach uczestniczą zespoły jest i normalne i oczywiste.
    Trudno sobie wyobrazić aby jeden czy kilku ludzi opracowało projekt Dreamlinera.
    Ma to swoje dobre i złe strony.
    Ze złych można wymienić brak całościowej optymalizacji, rozmycie odpowiedzialności, brak przepływu informacji i idei etc.
    Nie ma tu jednoznaczności.
    Mniejsze przedsięwzięcia zdecydowanie lepiej wypadają w małych, często jedno- lub kilkuosobowych firmach.

  71. zapinio said

    Pan post erectum oczywiście bredzi.
    Akurat awionika drogi panie to najgorsza bolączka samolotów rosyjskich.
    Budowa płatowca jest owszem.
    Ale nie awionika.
    Zapóźnienie technologiczne Rosji w zakresie elektroniki sięga 20 lub więcej lat.

    Swoją drogą mamy tu odsłonę ideałów pana post erectum.
    Komunizm narodowy.
    Paszoł won !

  72. nemezis said

    Ad. 46 A więc mamy przyczynę klęski JK, Odra była strategiczna dla RWPG.

  73. p.e.1984 said

    Komentując wypowiedź hasbaryty ze stajni mossadowskiej Michalkiewicza, sajana Zapinio – konstrukcja płatowca też. System sterowania strumieniem ciągu, konstrukcja dysz były w latach ’60 XX w rewolucją.
    Odnośnie szczucia na „komunizm” dość trafnie napisał o intencjach szczujących pan Mocniejszy: http://mocniejszy.wordpress.com/2012/02/29/antykomunistyczna-pulapka/

  74. Syn inżyniera said

    W środowisku inżynierów po prostu nie ma kultu jednostki. Jacek Karpiński nie byłby i za życia zapewne nie chciałby być uznany za jednoosobowego wynalazcę. Projekt tworzy solidarnie zespół, i tutaj „brainchild” kilkudziesięciu osób zostało zniszczone. Dobry pomysł jednej osoby bez dopracowania i połączenia z rozwiązaniami kilkudziesięciu osób będzie zapomniany jak tysiące innych pomysłów technicznych. W USA, Niemczech, Japonii nie zobaczysz pomnika „budowniczego” rakiety kosmicznej czy komputera – mówi się o zespołach lub przedsiębiorstwach. Jeśli mówimy o technice, to zachowujmy podstawy tego, jak się w tej dyscyplinie robi.

  75. Syn inżyniera said

    @69
    Projekty militarne były wyjątkiem. Ale komunie żaden dobry cywilny wynalazek nie został dopracowany, wprowadzony na rynek. W gospodarce nakazowo-rozdzielczej w ogóle nie było to celem.

    Co do rozbijania po 1989 polskich zakładów przemysłowych i grup inżynierów – dużo o tym napisano, było to celowe działanie koncernów i państw Europy Zachodniej i USA w celu utrącenia konkurencji i stworzenia rynków zbytu. Na pocieszenie mogę dodać, że to samo zrobiono w całej Europie Środkowej, a nawet zrobiły koncerny zachodnioniemieckie z NRD. Co w Niemczech paradoksalnie zaszkodziło Niemcom Zachodnim – do dzisiaj muszą dopłacać do landów b.NRD.

  76. kolo said

    http://www.nacjonalista.pl/2012/04/14/jak-w-polsce-likwidowano-nowoczesny-przemysl/

  77. zapinio said

    Panie Gajowy,
    Czy wyciąga Pan wnioski z tego co wypisują tutaj narodowi komuniści ze stajni tow.Gontarza, Tejkowskiego ,Poręby etc. ?
    :-)))))

  78. wi42 said

    Re: 65 Marucha
    „65.
    Marucha powiedział/a
    2012-04-16 (poniedziałek) @ 07:10:28
    „Za ewentualne błędy faktograficzne w artykule odpowiadać nie mogą. Natomiast mogę wyrazić swą opinię: błędy te są drugorzędnej natury i nijak nie rzutują na ocenę niewątpliwych osiągnięć inż. Karpińskiego.
    Jakby mu było mało złych doświadczeń z czasów PRL- i bodaj czy nie gorszych z czasów III RP – to jeszcze niektórzy chcą mu po śmierci przywalić.,”
    Nie wiem czy to nawiazanie do m.i. mojej wypowiedzi, ale moge tak przypuszczac, wiec podsumuje w inny sposob to co napisalem:
    Nie ma watpliwosci, ze J. K. byl inzynierem wybitnym i nikt mu przywalac nie chce. Ale byl inzynierem i tez osoba publiczna (co nie bylo i nie jest powszechne) – zatem w prezentowaniu obowiazuje rzetelnosc. Wzbuca przede wszystkim sprzeciw przedstawianie jego osiagniec przeciwstawiajac owe osiagniecia innej grupie polskich inzynierow i czyniac to w sposob technicznie prymitywny. A przeciez Elwro utworzylo REALNE podwaliny polskiej informatyki, pracowalo tam setki zdolnych mlodych ludzi – Polakow i wielu z nich mialo niezwykly talent techniczny. Dlaczego mamy sie szarpac nawzajem. Dla czyjego dobra?
    Nie wiem co znacza w tytule „wyzyny Swiata”? Napewno te wyzyny nie bylyby w informatyce. Nowy rozdzial ktory otworzyl calkowicie inny swiat informatyki rozpoczal sie w Intelu na poczatku lat 70-tych. Niedoceniane na poczatku (prymitywna architektura) mikrokomputery za kilkanascie lat opanowaly swiat informatyki i dzieki nim mozemy uprawiac m.i. nasze sprzeczki.

  79. To jest tak, jak ktoś nie ma nawet bladego pojęcia o tworzeniu [konstruowaniu] rzeczy, rozwiązań, których wcześniej nie było. Nie którym wydaje się, że co do terminów osiągnięca celu w takich przypadkach obowiązuje myślenie w przpadku kopania rowów [chociaż i tu zdarzają się nieprzewidziane wcześniej okoliczności usprawiedliwiające niedotrzymanie terminu], albo produkcji powtarzalnej rzeczy znanych. Do tego dochodzi brak rozumienia na czym polega praca w zespole konstrukcyjnym i rola kierującego takim zespołem. Pracownicy [inżynierowie] w takim zespołe wykonają określone rzeczy, bo po to są powoływani do zespołu, ale ktoś musi im powiedzieć, co, po co, dlaczego, tak, a nie inaczej musi być wykonane, aby założony cel osiągnąć. Karpiński założony cel w postaci K-202 osiągnął.

    Zachód w ówczesnym czasie wprowadził [m.in.] embargo na nowoczesne technologie COCOM. Pamagali nam Polakom jak czort w naszym rozwoju.
    Więc to źle – zdaniem niektórych – że Karpiński nie wymyślał koła od nowo, tylko wyjeżdżał za żelazną kurtyne i rozeznawał tam swą dziedzinę zawodową, zdobywał wiedzę, a potem pomomo COCOM-u skonstruował w Polsce K-202.

    Liczy się pomysł, rdzeń całego projektu … reszta to już są drobiazgi względem tego pierwszego, ale jak widać niektórzy sądzą odwrotnie. Taki odwrotny sąd stanowi też podłoże przywłaszczania przez innych myśli intelektualnej, dorobku intelektualnego i owoców tegoż z jednoczesnym odstawienie na aut twórcy.
    Czy coś to nam przypomina???

    Wpis ad 63 [sądzę, że zupełnie przypadkowo] jest klasycznym przykładem braku rozumienia tegoż wszystkiego i klasycznym przykładem upupiania, nawet po śmierci, liderów, ludzi twórczych – a potem, to już idzie gładka i mamy to, co dzisiaj mamy.

  80. zapinio said

    Niesamowite.
    Ja się zgadzam w całości z Panem Bizoniem.
    Może dlatego, że (po raz pierwszy ?) pisze o rzeczach , na których się zna.
    Co mu pod rozwagę polecam.

    [polski poprawić !]

  81. Dyskusja zaczyna przypominać wywołanie sporu co było pierwsze: kura czy jajo?
    Otóż u samych podstaw informatyki leży matematyka. Bebechami komputerów steruje świat software [wielopoziomowego oprogramowania] uzależniony od bebechów [hardwer]. Inna filozofia w zakresie software leży u podstaw dużych komputerów i superkomputerów [aczkolwiek bebechy się zmieniają], a inna przy PC-tach.
    Sprzężenie i przenikanie się tych dwu platform pozwoliło na upowszechnienie zastosowań informatyki – no i na nasze tutaj dywagacje.

  82. Re.80
    Czy Zapinio chce przez to powiedzieć, że na mojej witrynie
    http://jozefbizon.wordpress. com

    [i jej podstronach] nie są zebrane fakty, tylko te fakty ja tworzyłem?

    Ot np tu:
    Zasługi Lecha Kaczyńskiego – wizyta w 2006 r. w Izraelu w obrazkach.
    http://jozefbizon.wordpress.com/2012/03/30/wizyta-w-2006-r-w-izraelu-prezydenta-rp-lecha-kaczynskiego-w-obrazkach/

    A może ‚Zapinio” chce powiedzieć, że w innych obszarach nie obowiązuje już logika tylko sofistyka, bo tak ‚Zapinio” to pasuje?

    A skąd ‚Zapinio’ wie w jakich jeszcze obszarach zdobyłem umiejętności [a raczej zdaniem ‚Zapinio nie zdobyłem]?
    A skąd u „Zapinio’ takie stanowcze przeświadczenie, że Polacy mają być tylko ‚robolami’, a do myślenia, a tym bardziej do rządzenia to już kto inny z definicji jest stworzony.?
    No ostatecznie niech się Polacy zajmą zgadywanką co ‚poeta’ miał na myśli

  83. Syn inżyniera said

    @78
    Zgadzam sie z Tobą. Próbuje się wysiłek zespołu przypisać jednoosobowo szefowi (który w ogóle był świetnym m inżynierem, nie ma co zaprzeczać), a do tego „upupiać” inne zespoły inżynierów polskich, którym też komuna zmarnowała bardzo dobre projekty. To smutne. Jedno kłamstwo się prostuje, ale popełnia dwa inne.

  84. Wandaluzja said

    Ad. 36: Orto zaatakowało LOGIKĘ FORMALNĄ. Karpiński umarł we Wrocławiu, gdzie miał przyjaciół a wniosek MINIATURYZACJI „Odry” wynikał z jego propozycji. Dyrekcja Elwro nie mogła się jednak zgodzić na wnioski Karpińskiego, gdyż UKRADZIONY Riad był STANDARTEM RWPG.
    Jeśli Sowieci dostali „białej gorączki” na propozycje Karpińskiego to znaczy, że takie PROPOZCYJE BYŁY. Sowietom przeciwstawił się tylko Michał Woźnica mówiąc do dyrektorów Elwro w obecności kilkunastu ludzi: JEDŹCIE NA RIWIERĘ A MY BĘDZIEMY WAM DOBRZE PŁACIĆ. I IM DŁUŻEJ TAM BĘDZIECIE TYM LEPIEJ DLA POLSKI. Mnie zaś powiedział, że ROSJANIE ZROBILI RZEŹ NA WYBREŹU, gdy ja wiedziałem od ojca, że MENDA-Korczyński – ale Menda miała telefon do Stalina.
    Najpierw słyszałem, że Komputer Woźnicy – który był PLAGIATEM Karpińskiego – kupiły Kurwy Bułgarskie a potem, że Teodor Żiwkow, co nie jest sprzecznością, gdyż miał 168 synów więc musiał ich wyposażyć w Indiach i USA.
    To Woźnice byli GENIUSZAMI Jobsa i Gatesa, więc niech Orto nie atakuje logi formalnej czy technologii władzy.

  85. Wandaluzja said

    Ad 67: STRASZNE CIEMNIACTWO.
    Bombowiec strategiczny JÓZEF PIŁSUDSKI do bombardowania Uralu zaczęto robić już w r. 1926, wobec czego miał kilka wersji. Wicher, którego chciał kupić Łowczy Siedmiogrodu na podstawie polsko-rumuńskiej konwencji zbrojeniowej miał 4 silniki, a ponieważ ROZERWAŁ SIĘ to III Rzesza weszła do wojny bez lotnictwa strategicznego z fatalnymi w wojnach z GBr i ZSRS skutkami. Pentagon zarekwirował produkowane dla Polski bombowce strategiczne, które miały być bronione przez SOKOŁY (Jastrzębie), zaś Wichra w wersji 2-silnikowej skierował do lotnictwa TRANSPORTOWEGO, gdzie WYGRAŁ WOJNĘ jako Wół Roboczy i szkoleniowiec lotników.
    Chyba tylko Anglicy mogli swój NAJLEPSZY BOMBOWIEC Mosqito opracować od fazy koncepcyjnej do produkcyjnej w 2 miesięce, bo nikt inny, i PRZEKONAĆ przy tym Łowczego Siedmiogrodu, że przegrał wojnę. Jest to taka prawda, jak to, że prawy ster Bismarcka zostal ROZSZARPANY a lewy uszkodzony Gówienkiem.

  86. wi42 said

    Re: 67 P.e. 1984

    „@Wi42 – nie kwestionując długości słowa w Odrach (18 do 39 zależnie od wersji) – oraz negując zrozumienie przez pana Wi42, o co chodziło z tymi sześcioma tysiącami pracowników Elwro w artykule -czy zobaczymy źródła, na podstawie których pan Wi42 pisze?”
    O jakie zrodla Panu chodzi? Czy o to ile inzynierow Elwro opracowywalo komputery – napewno nie 6 tys. moze kilkaset osob.
    Wszystkie punkty 1-5 pod Czemu poza 4 sa wziete z ksiezyca.
    Wklad dolarowy do Odry 30 tys. USD – skad to jest?
    To sa rzeczy oczywiste dla kazdego, kto zna troche realia komputerowe owego okresu. Albo jaka Odra kosztowala 200 mln. zl? – 1304 – blizej ok 20 mln. (Odra 1204 – 6 mln w r. 1968, taka stosowalem w projekcie sterowania walcownia, wiec pamietam).
    Trudno mi podac Panu zrodla, ktore sa banalnie proste – np. faktury. Aby je znalezc trzeba poswiecic troche czasu – moze Pan zna kogos z dawnego ZETO i otrzyma Pan stad bezstronna informacje.
    Gdyby Pana interesowalo troche wiecej o J.K. – wypowiedzi kilku inzynierow Elwro (nie koniecznie utozsamiam sie z tymi wypowiedziami).

    http://www.elwrowcy.republika.pl/strona59.html

  87. zapinio said

    Spierajcie się Panowie dalej.
    Jeden nabój w lufie ,a my seriami.
    Śnieg po pas , a my przez żyto !!!
    Ach te niegdysiejsze śniegi…

    Ja w tym czasie trochę podciągnę kolejny projekt (jest co robić, oprogramowanie w C na mikrokontroler,analogówka, w C dla PC, projekt PCB itd.).
    Bez Ośrodka Badawczo-Rozwojowego…

    Bulba.

  88. ORTO said

    Ad poz 39 Zbych
    39.
    Zbych powiedział/a
    2012-04-15 (niedziela) @ 22:00:11
    Pytanie: “miesięcznik Informatyka nr 7-8 z 1981″

    Do kogo nalezy i jaki jest sklad redakcji tego wydawnictwa? Czy moze Agora ma tam “udzialy”?
    Z gory dziekuje za informacje.

    Szanowny Panie
    to jest niepoważne – jak można prowadzić dyskusję nie znając elementarnych wydawnictw.
    Informatyka ukazywała sie wlatach 1966 -2000 i była wydawana przez NOT (ani sladu Agory). W redakcji i radzie programowej byli ludzie ze świata nauki
    W 1981 powołano specjalna komisję która oceniła stan informatyki w Polsce oraz przedsięwzięcia K-202. Komisja kierował prof. A. Kiliński z Pol.Warsz. raporty zamieszczono m.in. w Informatyce z tego roku

    proponuje również poczytac stronę Elwrowcy – o Odrach, o Riadach itp, a nawet o maszynach militarnych Rodan do sterowania radarami
    czytanie nie boli

  89. Czy ‚Zapinio’ mógłby tu stulić … i pójść sobie studiować felietony i oddać się na ich tle osobistemu rozważaniu co mistrz miał na myśli?
    Jest ich sporo, to i jest co rozważać.

  90. zapinio said

    Oczywiście panie Bizoń.
    Z rozkoszą.
    A tu dla pana z osobistą dedykacją…

  91. Gość said

    Re.2.
    Dzisiaj „resztki” polskich osiagnięć są zawłaszczane przez korzennych. Przesuną datę polskiego osiągnięcia na czas przejęcia przez „właściwych” interesu, zmienią skład załogi na „nieznający i niepamiętający” i sukces zostaje całkowicie „korzenny”, choć to właśnie jest początek końca jakichkolwiek osiągnięć.

  92. Ad;. 51

    Ty Rysiu, tu się stręczycielstwem zajmujesz. 🙂 Stręczycielstwem mitycznego „wolnego rynku”.

  93. kuku na muniu said

    Również dla sz.p. Bizonia z nieustającymi wyrazami podziękowań za poświęcenie się subtelnej myśli narodowej zamiast prostackiej inżynierii

  94. Przykro mówić said

    Drogi Gajowy, narzekasz, że kradną polską własność intelektualną. A czym była opisana próba produkcji wynalazku za granicą w latach 1970? Kto chciał firmie przekazać technologię opracowaną z polskiego budżetu?

  95. Marucha said

    Re 94:
    Nie bardzo rozumiem, o co chodzi.

  96. ORTO said

    „przykro mowic” mowi bardzo przejrzyście – w urzędzie patentowym w Londynie są zarejestrowane dwa patenty JK na firme Data Loop. Można je bardzo łatwo ściagnąc

  97. Marucha said

    Re 96:
    Dla mnie nie było to „przejrzyste” – jakaś wzmianka nie wiadomo o czym, gdzie jedynym konkretem jest rok 1970.

    Ale ok – no i co z tego niby ma wynikać?

    Autorowi wynalazku wolno go opatentować gdzie chce. Może go nawet ze sobą zabrać i wyjechać za granicę, skoro we własnym kraju nie ma możności jego realizacji.
    Natomiast kryminał zaczyna się dopiero wtedy, gdy czyjś wynalazek przejmują hochsztaplerzy.
    Niektórych, jak się wydaje, jeszcze dziś drażni nazwisko Karpińskiego…

  98. A to też drażni „Zapinio-podobnych’?

    To tylko przedruk z Żydowskiej Agencji JTA.

    Prezydent Kaczyński porównał siebie do izraelskiego premiera Ariela Szarona
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/08/06/prezydent-kaczynski-porownal-siebie-do-izraelskiego-premiera-ariela-szarona/

    Albo to – też nie moje, tylko rabin Michael Schudrich o Lechu Kaczyńskim.

    Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich o Lechu Kaczyńskim
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/06/20/naczelny-rabin-polski-michael-schudrich-o-lechu-kaczynskim/

  99. Rysio said

    Czy blogowicze zdają sobie sprawę z tego, że patenty wynalazków zostały wymyślone przez starszych braci w wierze?

    W dawnych czasach (jeszcze przed patententami) gdy Kargul zaczął używać kół u swojego wozu, to Pawlak zaraz jego pomysł i ulepszenie kopiował a za nim reszta mieszkańców wioski. Było to z pożytkiem dla wszystkich.

  100. zapinio said

    A co to ma wspólnego z Jackiem Karpińskim ?

  101. Ale za to ma związek z ‚Zapinio-podobnymi” tu produkującymi się. A związek z Karpińskim … trzeba się domyślić [tak jak u felietonisty], a może już jest [lub był] taki wielopłaszczyznowy uczący felieton..

  102. zapinio said

    Ząb, zupa, dąb…

    [zostawiam ten przybytek Bizonia Józefa]

    BIZOŃ NA KRÓLA !!!

    To się zaczyna przeradzać w obsesję. – admin

  103. Kogo jest moim i naszym Królem, to ‚Zapinio-podobni’ niech spojrzą na mój avatar przy moich wpisach.

  104. Kto jest moim i naszym Królem, to ‘Zapinio-podobni’ niech spojrzą na mój avatar przy moim komentarzu.

    Proszę się dobrze przyjrzeć avatarowi [można go sobie też powiększyć]

  105. wi42 said

    Re:97 Marucha
    „Autorowi wynalazku wolno go opatentować gdzie chce. Może go nawet ze sobą zabrać i wyjechać za granicę, skoro we własnym kraju nie ma możności jego realizacji.”
    Chyba Pan nigdy nie pracowal w korporacji. … Moze go nawet zabrac itd. O czym Pan mowi i gdzie sa czy byly takie cuda. A Mera byla korporacja.
    Moze jednak dotrze Pan do szczegolow kontraktu z Data Loop – jest to duzo bardziej istotna czesc opowiadania o J.K. niz reszta z artykulu. Ja znam to ze slyszenia i nie majac 100% pewnosci nie chce informacji powielac.

    To, co napisałem, to oczywiście teoria. Ale zdarza się i w praktyce – admin

  106. Rysio said

    Najfajniej by było – gdyby nie było żadnych kontrolowanych przez parchów patentów.

  107. Przykro mówić said

    Gajowy, wyobraź sobie taką historię. Był sobie genialny inżynier w Finlandii. Pracował w Nokii. Niestety, jego szefowie w Nokii nie chcieli wdrożyć jego wynalazków. Fiński inżynier wyjechał do USA i spróbował wynalazki, które opracował w Nokii sprzedać Apple. Czy mógł to zrobić bez jasnej zgody Nokii? Dowolny prawnik na świecie Ci odpowie jednoznacznie.

    Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. M.in. od praw obowiązujących w obu krajach. Faktem pozostaje, że ludzie patentują wynalazki za granicą, a nawet się tam przenoszą. – admin

  108. Ad. 107
    Dowolny prawnik [ale nie nieuk prawnik] odpowie jednoznacznie, że to zależy od przepisów prawa patentowego obowiązującego w danym państwie.

  109. ORTO said

    ad 97
    Panie gajowy
    Pan JK jezdzil do Londynu za nasze pieniądze, wynalazek (pomijając jego przydatnośc) opatentował, ale wlaścicielem patentu, czego pan nie chce zauwazyć zostala W.Brytania (Data Loop), a nie PRL Po zamknięciu tematu przy którym pracowało ok. 200 osób, bo taka jest prawda, w celu uniknięcia efery gospodarzcej, Zjednoczenie MERA zwolało grupę konstruktorów, ktorzy w przeciagu 2 tygodni przekonstruowali K-202 twiorząc kompuetr MERA-400 czyli prawdziwy K-202. Do tego komputera, podobnie jak i do K-202 tez nie było oprogramowania. Powstało ono spolecznym wysiłkiem uzytkowników. Mera-400 została wyprodukowana w ilości 650 sztuk – takie było rzeczywiste zapotrzebowanie kraju. Nadal proponuje więcej czytać – pomimo braku materiałówq coś można znależć, pod warunkiem,ze sie wyjdzie od gajowego maruchy

  110. Wandaluzja said

    Ad. 109: 109.ORTO powiedział/a 2012-04-17 (wtorek) @ 06:33:47, ad 97

    Na jakiej podstawie Wielka Brytania została WŁASCICIELEM patentów Jacka Karpińskiego jest sprawą osobną. Może na podstawie prawa NIEWOLNICZEGO czyliu żydowskiego. W r. 1977, gdy pracowałem w Unitrze-Dolam, Japończycy i Amerykanie kupili we wrocławskiej TOSHIBIE mój milireaktor URSZULA SIPIŃSKA z Elwro na czym powstał KOR-Solidarność. O wyjaśnienie tej sprawy zwracałem się 23 razy do Ziobry i Kaczyńskich sugerując, że minireaktor kupili od kopulanta Urszuli Sipińskiej – więc może Anglicy kupili patenty Jacka Karpińskiego od jego kopulanya?
    W Elwro Jacka Karpińskiego reprezentował mój przyjaciel Michał Woźnica, MARSZAŁEK panny Aleksandry Nowak, która sprowadziła ponoć Kurwy Bułgarskie pod wodzą niejakiego DALECKIEGO z Rzeszowa. Sprawa zakończyła się ZELŻENIEM przez Woźnicę ZSRS a przy okiazji i mnie.

  111. Joanna said

    Panie Bizoń! Przytacza Pan aż do obŻydliwości Kaczyńskiego, którego nie ma tym świecie. Rządzi ryży z kompanami juz drugą kadencję, a to co w tym czasie zrobili woła o pomstę do nieba. A Pan nic? Kim Pan jest? O poczynaniach Kaczyńskiego wiemy i przypominanie namolne niczego nie zmieni(zresztą podpisanie akcesji do UE było konsekwencją wcześniejszych przygotowań, o czym pan też pisze).Panie Bizoń kim pan jest?

  112. Re.109

    „650 sztuk – takie było rzeczywiste zapotrzebowanie kraju.”
    Rzeczywiste – czy mierzone?
    Jakie byłoby zapotrzebowanie na PC-ty bez oprogramowania do nich?
    I to wówczas byłby miernik rzeczywistego zapotrzebowania na PC-ty?

    A gdyby było oprogramowanie [które powstaje powstaje dopiero, gdy jest co oprogramować], to jakie byłoby zapotrzebowanie?
    Czy następowałby wzrost zapotrzebowania w miarę rozwoju oprogramowania [w tym aplikacji użytkowych]?

    ORTO swym wywodem chce nam wmówić, że to żadna strata z upupianie Karpińskiego i ludzi jemu podobnych.
    Panie ORTO, a czy obecne homonto założone Polakom powstawało etapowo, czy powstało z poniedziałku na wtorek?

  113. Marucha said

    Re 112:
    P. Orto sprawia wrażenie, jakby kiedyś bezskutecznie rywalizował z inż. Karpinskim, albo po prostu podstawiał mu nogę, co mu zostało nawet po odejściu Karpińskiego z tego świata/

  114. Marucha said

    Addendum 113:

    W latach 1970-1973 [Karpiński] zaprojektował pierwszy w kraju minikomputer – K-202, na układach scalonych małej i średniej skali integracji. Jednostka centralna wyposażona była w pamięć stałą i operacyjną, które można było rozszerzać. Mimo początkowego zainteresowania projekt został odrzucony przez peerelowską administrację.

    Ostatecznie jego produkcję rozpoczęto, ale sfinansowano z funduszy brytyjskich i na zamówienia Data-Loop i MB Metals. Prototyp powstał w ciągu roku wraz z oprogramowaniem stworzonym przez zespół, w którym obok Karpińskiego pracowali: Elżbieta Jezierska, Andrzej Ziemkiewicz, Zbysław Szwaj, Teresa
    Pajkowska, Krzysztof Jarosławski.

    K-202 pracował z szybkością miliona operacji na sekundę (szybciej niż komputery osobiste 10 lat później). Zastosowano w nim nowatorskie na skalę krajową rozwiązanie powiększania pamięci poprzez adresowanie stronicowe, opracowane w Wielkiej Brytanii i USA na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Budowa modułowa pozwalała na łączenie komputera, zewnętrznymi kablami, z podzespołami pamięci w zestawy. K-202 jako jednostka centralna mógł obsługiwać 64 moduły, adresując do każdego z nich 64k słów (słowo miało 2 bajty długości). Dzięki temu, teoretycznie, miał do dyspozycji 8 MB pamięci. W praktyce, ze względu na zbyt duży koszt produkcji, pracowały w zestawach najwyżej po kilka sztuk. Łącznie powstało 30 egzemplarzy, 15 wyeksportowano do Wlk. Brytanii, 4 zakupiło MSW, pozostałe – inne instytucje w kraju, m.in. MSZ, Dowództwo Marynarki Wojennej, Huta Lenina, Biuro Projektów BIPROMASZ – Poznań, Biuro Projektów BISTYP – Warszawa, Uniwersytet Warszawski, Politechnika Gdańska i Politechnika Krakowska. Jeden egzemplarz trafił do CERN-u. W latach 1976-1986, w Zakładach Systemów Mikrokomputerowych MERA w Warszawie, produkowano mikrokomputer MERA-400 zgodny funkcjonalnie w 99% z mikrokomputerem K-202.

  115. Marucha said

    Komentarz b. długi, ale może warto go poczytać. Szczególnie fragment dotyczący Data Loop, którą to nazwą pewien uczestnik dyskusji wymachuje, niczym cepem. – admin.

    6/06/2007, 9:40
    „CRN Polska rozmawia z Jackiem Karpińskim, konstruktorem pierwszego polskiego minikomputera K-202.

    CRN: W początkach lat 70. skonstruował pan pierwszy polski minikomputer – K-202, maszynę, która wyprzedzała epokę i biła na głowę wszystkie ówczesne konstrukcje. Wie o tym każdy, kto otarł się o informatykę. Znana jest także historia prześladowań – bo tak przecież trzeba to nazwać – jakich doznał pan w PRL. Dlaczego jednak dziś, żeby dotrzeć do fenomenalnego konstruktora, muszę odwoływać się do pomocy Stefana Bratkowskiego? Gdyby nie informacja, że jesteście panowie przyjaciółmi, w żaden sposób nie odnalazłbym pana w mieszkaniu we Wrocławiu.

    Jacek Karpiński: To bardzo długa historia. Kiedy w 1980 roku do mojego gospodarstwa na Mazurach pozjeżdżali się nagle dziennikarze, pewna pani z telewizji zapytała, co mi strzeliło do głowy, żeby na zapadłej wsi hodować świnie. Odpowiedziałem, że wolę mieć do czynienia z prawdziwymi świniami.
    Potem to poszło w Polskiej Kronice Filmowej! Po prostu zrobiono mi strasznie dużo świństw.

    CRN: W PRL nie chciano ani pana, ani pana komputera. Dlatego w 1978 roku wyniósł się pan pod Olsztyn, żeby hodować świnie i kury. Na początku lat 80. dużo pisano o tym w prasie. Ja jednak pytam o dzień dzisiejszy. Przecież po roku 1990 próbował pan uruchomić produkcję skanerów, kas fiskalnych.

    Jacek Karpiński: Próbowałem, ale się nie udało. Tylko po części dlatego, że nie mam głowy do interesów. Próbę produkcji mojego Pen-Readera udaremnił bank BRE, w którym wziąłem kredyt. W rezultacie straciłem dom w podwarszawskim Aninie. Mój zakład pod Mińskiem Mazowieckim, który miał produkować kasy fiskalne, zwyczajnie rozkradziono. Policja nigdy nie trafiła na ślady
    złodziei. Próby nawiązania współpracy w produkcji moich kas z Libellą i Apatorem zakończyły się fiaskiem. Libella pozbyła się mnie, jak tylko zorganizowałem zakład i uruchomiłem produkcję. Apator dokumentnie spieprzył mój projekt. Z mojego punktu widzenia to był ewidentny sabotaż. To wszystko jednak wcale nie oznacza, że mam zamiar się poddać.

    CRN: Stefan Bratkowski jest pełen podziwu dla pana wielkiej odporności.

    Jacek Karpiński: Jako młody chłopak sporo przeszedłem. Musiałem być odporny. I tak już zostało.

    CRN: Zmieńmy temat i zacznijmy od początku. Pana wojenna przeszłość nie była dla władz PRL bez znaczenia. Był pan w Szarych Szeregach, batalionie „Zośka”, brał pan udział w powstaniu warszawskim.

    Jacek Karpiński: W powstaniu niestety tylko jeden dzień. Ale, jak pan powiedział, zacznijmy od początku.
    W Szarych Szeregach zajmowaliśmy się drobnym sabotażem. Zrywaliśmy flagi, tłukliśmy szyby w niemieckich sklepach, rzucaliśmy petardy pod posterunki. Takie drobne paskudztwa robiliśmy Niemcom. Do dziś z łezką w oku wspominam, jak rozbijaliśmy szyby u Meinla. Potem wstąpiłem do Grup Szturmowych, które po śmierci „Zośki” zostały przekształcone w batalion jego imienia. Uczestniczyłem w akcji „Sieczychy”, w której zginął „Zośka”. Brałem też udział w wielu akcjach rozpoznawczych. Takie akcje były w gruncie rzeczy bardziej niebezpieczne niż walka.

    CRN: I wymagały stalowych nerwów.

    Jacek Karpiński: Wymagały. Pod Celestynowem i pod Urlami brałem udział w rozpoznaniu ruchu pociągów. Przed akcją musieliśmy dokładnie znać rozkład jazdy, wiedzieć, jaka jest obstawa, mieć pojęcie o tym, jak poruszają się patrole pilnujące torów. Na rozpoznanie nie wolno było brać broni ani dokumentów. Chodziło o to, żeby w razie wpadki nie uprzedzić Niemców, że coś ma się wydarzyć. Zaszyłem się w krzakach, prowadziłem notatki. W pewnym
    momencie pojawiło się dwóch żandarmów. z psem. Oczywiście pies natychmiast mnie wyczuł. Zaczął ujadać, rwać się ze smyczy. Trudno opisać, co się we mnie wtedy działo. Przecież gdyby mnie znaleźli albo zastrzeliliby na miejscu, albo trafiłbym na przesłuchanie na Pawiak, co byłoby jeszcze gorsze. Mogłem tylko
    czekać. Patrol był nie dalej jak dwadzieścia metrów ode mnie, gdy żandarm niespodziewanie skarcił psa i pociągnął go w inną stronę.
    – Głupie bydle – powiedział. – Pewnie rwie się do jakiegoś zająca.
    Miałem wtedy bardzo dużo szczęścia.
    Byłem też na kilku rozpoznaniach przed likwidacją Kutschery. Pamiętam taką sytuację: siedzimy we czterech w samochodzie na Rynku Nowego Miasta. Nagle od tyłu podjeżdża do nas wanna – odkryta ciężarówka z żandarmami i ciężkim karabinem maszynowym na stojaku. Stanęli obok, wycelowali w nas. cholera!
    Naszym kierowcą i dowódcą był „Miki”-„Sem”, kapitalny facet, bardzo opanowany.
    – Panowie – powiedział – spokój. Uśmiechamy się.
    I zaczęliśmy się uśmiechać. Niemcy celują, a my siedzimy i uśmiechamy się do nich, jak gdyby nigdy nic. I niech pan sobie wyobrazi, że po paru minutach odjechali! Ale cośmy wtedy przeżyli, to nasze! W czasie walki nie ma takich stresów. Do dziś pamiętam to paskudne uczucie.

    CRN: I nie wziął pan udziału w powstaniu?

    Jacek Karpiński: Zostałem ranny już pierwszej nocy. I na tym się skończyło. 1 sierpnia przewoziliśmy broń z dolnego Mokotowa na plac Zawiszy. Magazyn był u mnie w domu, na Obserwatorów 22. Na kilka godzin przed powstaniem wydano rozkaz kompletnego przemeblowania oddziałów. To było zupełnie idiotyczne, potwornie głupie. Byłem dowódcą sekcji, rozkaz przyszedł o dwunastej.
    Ściągnęliśmy ze wsi jakąś furę, załadowaliśmy broń, przykryliśmy słomą i zasuwamy – fura kłusem, my biegiem. Koło trzeciej na skrzyżowaniu Chałubińskiego i Koszykowej zatrzymał nas szlaban. Już zaczynała się strzelanina, Niemcy zamknęli ulicę. Fura jeszcze zdążyła przejechać, my we czterech zostaliśmy.
    Wbiegliśmy do budynku na rogu. Tam był szpital i szkoła pielęgniarek. Spotkaliśmy dwudziestoosobowy oddział naszych. Sytuacja fatalna – wokół pełno Niemców, my prawie bez broni, nie ma jak uciec. Uradziliśmy, że trzeba poczekać do nocy. Podzieliliśmy się na trzy grupy. Dwie pierwsze szczęśliwie
    się ewakuowały. Moją, która szła jako ostatnia, Niemcy wytłukli. Ja dostałem kulę w kręgosłup. Mam ją tam niestety do dziś.

    CRN: Jak udało się panu przeżyć?

    Jacek Karpiński: Byłem kompletnie sparaliżowany. Lekarze wzięli mnie do szpitala, wystawili lipną kartę choroby. Potem przewieziono mnie do Pruszkowa, gdzie spotkałem moją mamę. I tak niestety ominęło mnie powstanie.

    CRN: Znał pan Krzysztofa Baczyńskiego.

    Jacek Karpiński: Byliśmy razem w plutonie „Alek”. To był wspaniały chłopak. Sądzę, że przeczuwał, że nie przeżyje tej wojny. Podchodził do wszystkiego z dystansem, był bardzo melancholijny. Melancholijny – to dobre określenie.
    Komenda Główna proponowała mu pracę w sztabie, ale on chciał do Grup Szturmowych. Powiedział, że chce być w prawdziwym wojsku. Czasem jak siedzieliśmy na dyżurze dwanaście albo dwadzieścia cztery godziny i nudziliśmy się, pisaliśmy razem głupie wierszyki, on zwrotkę, ja zwrotkę. Zupełnie inne to były czasy.

    CRN: Po wojnie trafił pan na Politechnikę Łódzką, potem Warszawską.

    Jacek Karpiński: Nie tak prędko. Najpierw musiałem nauczyć się chodzić. Mama zabrała mnie do Krakowa, potem do Zakopanego. Chodziłem o dwóch laskach. Kiepsko mi szło to chodzenie. W 1945 roku poszedłem z bratem i przyjacielem Józiem Lityńskim w góry. Biwakowaliśmy nad Czarnym Stawem. Któregoś dnia poszedłem na grań Liliowe Turnie i wyrzuciłem jedną laskę.
    – Cholera – pomyślałem – dość tego! Będę chodził o jednej.
    A po jakimś czasie poszedłem na Orlą Perć i wyrzuciłem drugą.
    Z Zakopanego mama zabrała mnie i brata do Radomska. Tam zrobiłem maturę.
    Podczas okupacji zajmowałem się przede wszystkim wojskiem. Byłem zapisany do szkoły mechanicznej, ogrodniczej. Wtedy tylko takie
    działały. Ale nauka to była żadna. Sam więc uczyłem się w domu matematyki, fizyki, chemii, literatury i angielskiego. We wrześniu 1945 roku zdałem do liceum, przerobiłem dwuletni program w ciągu roku i zdałem maturę na samych piątkach. I dopiero potem była politechnika w Łodzi, a później w Warszawie.
    Naprawdę studiowałem, nie imprezowałem. Nie opuściłem ani jednego wykładu. A że miałem fenomenalną pamięć, do egzaminów wcale nie musiałem się uczyć. To, że moja przeszłość nie jest bez znaczenia, uświadomiono mi bardzo dogłębnie zaraz po studiach. Z kilku dodatkowych prac wyleciałem natychmiast, jak z procy. To były dodatkowe prace, bo przede wszystkim byłem starszym asystentem na Politechnice Warszawskiej.

    CRN: W 1957 roku, jako adiunkt w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk, skonstruował pan swoją pierwszą maszynę o nazwie AAH. Miała pomagać w prognozowaniu pogody.

    Jacek Karpiński: I pomagała. AAH to był w pewnym sensie pomysł Józia Lityńskiego. Pracował wtedy w Państwowym Instytucie
    Hydrologiczno-Meteorologicznym, w dziale długoterminowych prognoz pogody. Poskarżył się kiedyś, że strasznie przydałaby mu się maszyna do analizowania dużych zbiorów danych, obliczania całek Fouriera. No to mu zrobiłem. Na 650 lampach. Wykonywała analizy i pokazywała wyniki na ekranie. Przez dwa lata jej
    używali. Według dzisiejszej terminologii to był taki wyspecjalizowany procesor, tyle że bardzo duży. Miała jakieś dwa metry na półtora!
    Dwa lata później powstał AKAT-1. Stoi dziś w Muzeum Techniki w Warszawie. To było urządzenie do analizy równań różniczkowych.

    CRN: Wtedy jeszcze władza ludowa nie zwracała na pana uwagi. Na początku lat 60. bez zastrzeżeń wypuszczono pana za granicę.

    Jacek Karpiński: Wtedy jeszcze nauka była nauką. Ubowcy zaczęli infiltrować PAN dopiero w kilka lat później. W 1960 roku wygrałem konkurs młodych talentów techniki organizowany przez
    UNESCO. Wybrano sześć osób z dwustu krajów, z których każdy przedstawiał jednego kandydata. PAN przedstawił mnie. Profesor Groszkowski bardzo doceniał moje prace. Przecież te maszyny były pierwsze na świecie! Przyjechała komisja, odbyłem z nią kilkugodzinną rozmowę. A po paru miesiącach przyszła informacja, że jestem jednym z sześciu zwycięzców. To było jak grom z
    jasnego nieba! Kiedy zapytano mnie, gdzie chcę studiować, wybrałem Harvard i Massachusetts Institute of Technology.
    W ciągu dwóch lat, które spędziłem w Stanach Zjednoczonych, otarłem się o światowe sławy. Poznałem profesora Moore’a, Shannona11, Rossa Ashby’ego. ENIAC-a13 pokazywał mi sam John Eckert.

    CRN: W Stanach wszystkie drzwi były dla pana otwarte. Kilkakrotnie proponowano panu pracę.

    Jacek Karpiński: Rzeczywiście, przyjmowano mnie jak króla. Byłem tym zresztą bardzo onieśmielony. Miałem zaledwie trzydzieści kilka lat. Po studiach poprosiłem o możliwość odwiedzenia całej długiej listy firm i uczelni. UNESCO zgodziło się. W Caltechu witał mnie rektor ze wszystkimi dziekanami, w Dallas – burmistrz miasta. I wszyscy chcieli, żebym dla nich pracował, począwszy od IBM, a skończywszy na uniwersytecie w Berkeley. W San Francisco proponowano mi nawet stworzenie własnego instytutu.

    CRN: Dlaczego zdecydował się pan wrócić do Polski? Wobec takich perspektyw?

    Jacek Karpiński: Nie wiem, czy można to nazwać patriotyzmem, ale ja po prostu chciałem pracować dla Polski. Zawsze wierzyłem, że ruscy kiedyś sobie pójdą. A technologia zostanie. Poza tym uważałem, że to nie byłoby w porządku – wyjechać na delegację i zostać. Spotkałem Polaków, którzy tak postąpili, i nie sądziłem,
    żeby to było uczciwe. Wiedziałem, że w PRL będę żył w niewoli, ale wierzyłem też, że normy moralne obowiązują niezależnie od sytuacji. I jeszcze jedno: nie mogłem zostawić mojej mamy. Ojciec zginął na Nanda Devi, podczas pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje, w 1939 roku, brat – w Tatrach, w 1957. Zostaliśmy
    tylko ja i ona. Mama była profesorem medycyny. Bardzo zaangażowała się w pracę. Na pewno nie zgodziłaby się wyjechać.

    CRN: Wraca pan do Polski i w Pracowni Sztucznej Inteligencji w Instytucie Automatyki PAN w roku 1964 konstruuje kolejną maszynę – Perceptron.

    Jacek Karpiński: Perceptron to była właściwie sztuka dla sztuki. Chodziło mi o to, żeby pokazać, że maszyna może rozpoznawać otoczenie i uczyć się. Perceptron był wyposażony w kamerę i system do analizy obrazu. Jeśli pokazało mu się na przykład trójkąt, był w stanie odnaleźć cechy charakterystyczne i zidentyfikować kształt niezależnie od tego, czy następny trójkąt, jaki mu pokazano, był mniejszy, większy czy trochę zdeformowany.

    CRN: Razem z pojawieniem się Perceptronu zaczęły się kłopoty.

    Jacek Karpiński: Kłopoty były już przy AAH. Najpierw zrobił się szum w prasie, potem nie wolno było o mnie pisać. Jak zrobiłem Perceptron, też zrobiło się głośno. Zaraz zaczęły do mnie przyjeżdżać delegacje z zagranicy. To była druga taka konstrukcja na świecie (coś podobnego zbudowali w Stanford, ale na innych zasadach. U mnie to była sieć neuronowa na 2 tysiącach tranzystorów). A w dyrekcji instytutu był profesor Węgrzyn, nieuk, kawał durnia, ale ubowiec. I profesor Węgrzyn nie mógł tego wszystkiego znieść. Zaczął mi robić różne świństwa, nie przyznawał środków na badania. W końcu powiedziałem „dość” i
    przeniosłem się do Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego.

    CRN: E…gdzie powstał KAR-65.

    Jacek Karpiński: KAR-65 zrobiłem dla profesora Pniewskiego. Chodziło o prowadzenie skomplikowanych obliczeń dotyczących cząstek elementarnych. CERN dostarczał instytutowi ogromne ilości danych, których nie było jak analizować.
    Profesor Pniewski potrzebował skanera, który analizowałby fotografie zderzeń cząstek. Na rok przed moim pojawieniem się w instytucie zamówił takie urządzenie w Instytucie Badań Jądrowych, ale projekt wciąż nie był skończony. Na okrągło
    coś poprawiali i poprawiali, bo skaner nie chciał działać. Pniewski zapytał więc, czy nie mógłbym tego poprawić. Popatrzyłem i odpowiedziałem, że nie ma co poprawiać, bo to jest spieprzone od samego początku. Poprawić – nie poprawię,
    ale mogę zrobić nowy. Pniewski chwycił się za głowę.
    – Mam czekać jeszcze rok?
    – Nie – odpowiedziałem. – Zrobię panu ten skaner w trzy tygodnie.
    I zrobiłem.
    Ale Pniewski potrzebował jeszcze do tego skanera maszyny liczącej. Był rok 1965, Odry właściwie nie nadawały się jeszcze do użytku. Dostałem dwa pokoiki w piwnicy, sześć etatów i pieniądze na zakup komponentów. W małej ekipie było troje zdolnych inżynierów: Tadeusz Kupniewski, Andrzej Wołowski i Diana Wierzbicka.
    I tak powstał KAR-65, który pracował z prędkością 100 tysięcy operacji na sekundę. To było wtedy strasznie dużo. Odry pracowały parę razy wolniej i były przeszło trzydziestokrotnie droższe. KAR-65 kosztował 6 milionów złotych, a każda Odra – 200 milionów! Poza tym to była maszyna skonstruowana na całkiem
    innych zasadach niż wszystkie, które wtedy budowano. Zrobiłem maszynę ze zmiennym przecinkiem, asynchroniczną, bez zegara, sterowaną za pomocą pięciu układów automatów skończonych. To była kompletna nowość! Nikt tak wtedy nie robił.
    Swoją drogą trzeba przyznać, że profesor Pniewski wykazał się wielkim hartem ducha, bo kiedy ja pracowałem nad komputerem, on co miesiąc dostawał anonimy z pogróżkami. Życzliwi donosili, że jestem hochsztaplerem, że nic nie skonstruuję, bo w ogóle nie mam pojęcia o budowie maszyn, i że jak będzie mnie dalej trzymał
    w instytucie, w końcu zastuka do niego prokurator, bo marnuje państwowe pieniądze.

    CRN: Wie pan, kto pisał te anonimy?

    Jacek Karpiński: Później się okazało, że między innymi profesor Węgrzyn. Pniewski przychodził do mnie po każdym takim liście, opowiadał, co w nim było napisane i pytał: – Panie Jacku, ale pan zrobi tę maszynę, prawda?
    KAR-65 pracował przez następne 20 lat. Można go sobie obejrzeć w Muzeum Techniki.

    CRN: Słynny K-202 powstał także u profesora Pniewskie
    Jacek Karpiński: Tam powstał tylko projekt. Wymyśliłem modularną maszynę, jednostkę centralną wielkości dzisiejszego peceta, wyposażoną w pamięć stałą i operacyjną, do której można sobie doczepić 65 tysięcy modułów sterowania i wykonawczych. Coś kapitalnego na przykład dla przemysłu. U Pniewskiego jednak
    zbudować komputera już się nie dało. Instytut nie mógł dać na to pieniędzy.

    CRN: I tak zaczęło się chodzenie od Annasza do Kajfasza.

    Jacek Karpiński: Można tak to określić. Na początku próbowałem zainteresować wojsko. Miałem znajomego pułkownika. Projekt bardzo mu się spodobał. Tylko kto to ma wyprodukować? Poszedłem do Zjednoczenia MERA i trafiłem tam na dyrektora Jerzego Huka. Huk uznał projekt za interesujący i powołał do jego oceny komisję pod kierownictwem Mareczka Greniewskiego – syna profesora Henryka Greniewskiego. Ojciec udawał cybernetyka, a syn – eksperta od elektroniki.
    Po paru tygodniach komisja stwierdziła, że projekt nie nadaje się do realizacji, bo technologii, jaką proponuję, nie ma i być nie może. Jakby mogła być, Amerykanie na pewno by już ją wykorzystywali. Jednym słowem: MERA mojej maszyny produkować nie chce.

    CRN: Za to chcieli ją produkować Brytyjczycy.

    Jacek Karpiński: Mój dobry znajomy, angielski handlowiec Howard Lord, pokazał projekt w Londynie. Tam uznano, że jest to najlepsza konstrukcja logiczna na świecie. Poproszono, żebym osobiście przedstawił założenia. I natychmiast pojawiła się propozycja produkcji.

    CRN: Z której pan nie skorzystał.

    Jacek Karpiński: Jak głupi, zakichany patriota, powiedziałem „dziękuję”, włożyłem brytyjskie opinie do kieszeni i wróciłem do Polski. Poszedłem do Stefana Bratkowskiego i pytam, co robić? Tu nie chcą produkować, tam chcą. Ale ja chcę robić komputery w Polsce! Stefan obiecał porozmawiać z ministrem nauki profesorem Janem Kaczmarkiem. Kaczmarek przyjął mnie, uznał projekt za
    interesujący i obiecał porozmawiać z Hukiem. Koniec końców okazało się, że produkować można, ale MERA ani Ministerstwo Nauki nie dadzą pieniędzy.

    CRN: I wtedy Stefan Bratkowski wymyślił rozwiązanie.

    Jacek Karpiński: Stefan zaproponował układ: brytyjskie pieniądze, sprzedaż i marketing – konstrukcja i produkcja w Polsce. To było dla wszystkich do przyjęcia. MERA podpisała umowę z firmami Data-Loop i MB Metals i stworzyła Zakład Mikrokomputerów. Ja zostałem kierownikiem zakładu i jednocześnie
    konsultantem strony brytyjskiej.
    Co prawda nawsadzali mi zaraz do tego zakładu ubowców, ale jakoś dawałem sobie z tym radę. Najpierw zaprosił mnie Jerzy Łukaszewicz, ten, który później zajmował się propagandą w KC. Wtedy był sekretarzem Warszawskiego Komitetu Wojewódzkiego. Zaprosił, wyraził uznanie dla mojej dziejowej misji i zaproponował mi dyrektora administracyjnego, oczywiście jeśli się zgodzę. Potem zaprosił mnie jeszcze jakiś następny towarzysz i też mi kogoś wcisnął. I tak obsadzili mi całą administrację, od dyrektorów po księgową.
    Ale inżynierów na szczęście sam sobie dobierałem. Trzonem zespołu byli: Ela Jezierska, Andrzej Ziemkiewicz, Zbysław Szwaj, Teresa Pajkowska, Krzysztof Jarosławski. Pracowaliśmy po 12 – 15 godzin na dobę, bez nich nie byłoby możliwe wykonanie K-202 z oprogramowaniem w ciągu jednego roku. Zapał do pracy
    większości zespołu był niespotykany.

    CRN: I udało się panu wyprodukować 30 komputerów. Aż 30, czy tylko 30?

    Jacek Karpiński: W tych okolicznościach to było chyba „aż”. Prototyp robiliśmy w nieprawdopodobnym tempie – powstał w ciągu roku. Oczywiście razem z oprogramowaniem. K-202 był zbudowany na bazie systemów małej i średniej skali integracji. Pracował z prędkością miliona operacji na sekundę. Był szybszy niż pecety w
    dziesięć lat później! Zastosowałem tam kompletną nowość – powiększenie pojemności pamięci przez adresowanie stronicowe. To mój wynalazek. W Londynie, na wystawie w Olimpii, stały obok siebie: brytyjski Modular One, amerykańskie maszyny i K-202 – wszystkie 16-bitowe. I wszystkie miały 64 kilo pamięci, a
    K-202 – 8 mega! Wszyscy pytali, jak to zrobiłem. Odpowiadałem, że zrobiłem i, jak widać, działa. W jakiś czas później przyjechał do mnie do Warszawy konstruktor z CDC22. To była
    wtedy jedna z największych amerykańskich firm komputerowych. Chciał się dowiedzieć, jak dokonałem cudu. Powiedziałem mu, żeby się domyślił, bo to bardzo proste. Myślał dwa dni – i nic. To mu w końcu powiedziałem. Potem przyjechał następny inżynier z DEC23. Też mu powiedziałem. Trzy lata później stronicowanie
    było już stosowane przez wszystkich producentów i jest stosowane powszechnie do dzisiaj. Głupio, że tego nie opatentowałem.

    CRN: Komputer zyskał uznanie samego Edwarda Gierka.

    Jacek Karpiński: W 1971 roku wystawiłem K-202 na Targach Poznańskich. Miałem piękne, duże stoisko. Obok wystawiali 8-bitowe Odry Elwro. Gierek przyszedł do mnie z całą świtą, Jaroszewiczem, paroma ministrami. Rozmawialiśmy z kwadrans.
    – No to jak? – zapytał. – Zrobicie?
    – Zrobimy – odpowiedziałem. – Ale czy pomożecie?
    – Pomożemy!
    Do Elwro w ogóle nie podszedł. To był dla nich straszny policzek.

    CRN: A w dwa lata później po pana Zakładzie Mikrokomputerów nie było już śladu.

    Jacek Karpiński: Zniszczyli wszystko, cholera jasna! Zaczęła się straszna nagonka na mnie i na K-202. Straszne mi robili świństwa.
    Starałem się o autonomię dla mojego zakładu. Nic z tego nie wyszło, przenieśli mnie do Instytutu Maszyn Matematycznych.
    Musieli mnie zniszczyć, bo ośmieszałem i Elwro, i IMM. Elwro zatrudniało 6 tysięcy ludzi, IMM – 700. I nie potrafili zrobić żadnej przyzwoitej maszyny. Żaby jakieś robili. Można sobie jeszcze obejrzeć w Muzeum Techniki. U mnie w 1973 roku pracowało raptem 200 osób. Przecież taki Huk wydawał na Elwro miliardy złotych! I nic z tego nie wychodziło. Ja robiłem rewelacyjne maszyny za grosze. To jakie on miał wyjście? Albo mnie zamknąć, albo zamknąć Elwro.
    A że i w Elwiro, i w IMM pełno było towarzyszy i ubowców, mieli odpowiednie dojścia, żeby mnie wykończyć. Ja przecież nigdy nie byłem w partii. Wszyscy wiedzieli, że jestem ustawiony bokiem. Dyrektorem Zakładu Mikrokomputerów zostałem tylko dlatego, że wymusili to Brytyjczycy. Jeszcze w 1972 roku MERA zaproponowała, żeby robić K-202 w Elwro. Miałem być ich konsultantem. Czemu nie? Po kilku dniach dowiedziałem się, że muszę do nich
    napisać pismo, bo oni do mnie się nie zwrócą. Napisałem. I zaraz dostałem odpowiedź odmowną. Bardzo zabawne, prawda?
    A na początku 1973 roku członkowie dyrekcji Elwro zaprosili Jaroszewicza, który był wtedy premierem i pierwszym sekretarzem, i powiedzieli: – Towarzyszu premierze, ratujcie nas przed Karpińskim! On nas zniszczy ekonomicznie. On ma 200 osób i robi maszyny z zagranicznych części, a my zatrudniamy 6 tysięcy i
    robimy z polskich. I on ma 3 tysiące zamówień, a my nie mamy żadnego. U niego to kosztuje dolary, a u nas – złotówki!
    Straszne świństwo polegało na tym, że Elwro też robiło Odry z zagranicznych komponentów. Wkład dolarowy w K-202 wynosił 1800 dolarów, a w Odrę – 30 tysięcy.
    To była przecież wielka maszyna i scalaków tam wchodziło od cholery. Za wszelką cenę starali się bronić własnej dupy.
    Stefan [Bratkowski – przyp. red.] próbował wydeptywać różne ścieżki, ale bez skutku. Od jednego towarzysza, o ile pamiętam Werewki, zastępcy kierownika Wydziału Przemysłu w KC usłyszał, że K-202 w ogóle nie ma.
    – Jest towarzyszu – zapewnił.
    – Może i jest. Ale nie działa.
    – Oczywiście, że działa. Przyjedźcie do Karpińskiego, to zobaczycie.
    – Nie przyjadę.
    – Dlaczego?
    – Bo nie ma takiego komputera.
    I tak to wyglądało.

    CRN: A towarzysze radzieccy nie dorzucili tu swoich trzech groszy?

    Jacek Karpiński: W pewnym sensie. W 1970 roku Związek Radziecki wystąpił z inicjatywą stworzenia jednego typu komputera dla całego Układu Warszawskiego.
    Nazwali go RIAD – Jednolity System Maszyn Matematycznych. Zerżnęli projekt z IBM-a 360, który wtedy nadawał się już do muzeum, ale przynajmniej był dobrze oprogramowany.
    Wymyślili, że w każdym kraju satelitarnym będzie produkowany jeden typ komputera. W Polsce – RIAD 30, na Węgrzech – RIAD 10, w NRD – RIAD 20, a w Moskwie – RIAD 50.
    Na jesieni 1972 roku przyjechał do Polski z całą delegacją towarzysz Ławrionow, główny konstruktor RIAD-a, żeby obejrzeć K-202. Przyjechał, popatrzył i powiedział – niemożliwe! Przecież u nich taka maszyna zajmowała całą ścianę!
    Pyta, czy komputer jest odporny na wstrząsy. Odpowiedziałem, że można na nim kamienie łupać.
    – A jak z klimatyzacją? – bo i ich maszyny, i Odry wymagały klimatyzacji.
    – Nie potrzebuje.
    I wypytywał tak, aż w końcu wziąłem szklankę wody i wylałem na komputer. Nic się nie stało.
    – No tak – skonstatował z uznaniem. – Ale to nie jest RIAD, prawda?
    Odpowiedziałem, że nie jest.
    – A można to przerobić na RIAD?
    – Można. Na zasadzie emulacji. Ma teraz milion operacji na sekundę, po emulacji będzie miał tylko 300, ale i tak będzie szybszy niż RIAD-y. I będzie działał na waszym oprogramowaniu.
    I w rezultacie zaprosili mnie, żebym poprowadził seminarium w Moskwie.

    CRN: Pojechał pan?

    Jacek Karpiński: Trochę się obawiałem, bo z tymi wizytami w Moskwie to różnie w historii bywało. Niektórzy wracali stamtąd w drewnianych skrzynkach. Zgodziłem się, ale w końcu nie pojechałem. Pojechał za mnie dyrektor naukowy IMM, profesor
    Andrzej Janicki. Wyjątkowa glizda. Niby był pułkownikiem lotnictwa, ale na moje oko pracował dla KGB. W każdym razie o komputerach nie miał żadnego pojęcia. Kompletne zero. I oczywiście z tego całego planu z ruskimi nic nie wyszło.
    Ale przynajmniej udało mi się zrobić drakę. Wydałem kolację w pałacyku w Jabłonnie i zaprosiłem tam Ławrionowa z całą świtą, dyrekcję MERY i IMM. Nie mogli nie przyjść. I Ławrionow wzniósł tam toast „za współpracę z inżynierem Karpińskim!”. Tych z Elwro i IMM szlag trafił. To była dla nich kompletna kompromitacja.

    CRN: Miał pan jednak nie tylko wrogów, ale i sprzymierzeńców. Jednym z nich był ówczesny minister spraw wewnętrznych Franciszek Szlachcic.

    Jacek Karpiński: Wciąż byłem na czarnej liście cenzury. Nagonka zrobiła się paskudna. Szlachcic miał dobre nastawienie do rozwoju techniki. Rozumiał, co znaczy dla kraju. Bywał w moim zakładzie, był gorącym zwolennikiem produkcji K-202. MSW używało zresztą czterech moich maszyn. Z tych 30, które udało się
    wyprodukować, 15 pojechało do Wielkiej Brytanii, resztę zainstalowano w Polsce, między innymi w MSW, MSZ, w Dowództwie Marynarki Wojennej, w Hucie Lenina, na uniwersytetach Warszawskim i Gdańskim. Jeden trafił do CERN. Było więc sporo
    udanych zastosowań i on to bardzo doceniał. Zorganizował spotkanie Elwro, MERY, IMM, zaprosił przedstawicieli instytucji, w których działały K-202, i poprosił, żeby przedstawić wszystkie za i przeciw. Na koniec stwierdził, że przeważają pozytywne opinie i że w ciągu tygodnia podejmie ostateczną decyzję dotyczącą przyszłości mojego komputera. I w ciągu tego tygodnia przestał być ministrem.
    Zaraz potem dostałem wymówienie. Zwyczajnie wywalili mnie na zbity pysk.

    CRN: Pewne elementy tej historii znalazły się w książce Romana Bratnego „Lot ku ziemi”.

    Jacek Karpiński: Zgadza się. Roman sportretował tam między innymi dyrektora Huka. Przedstawił go jako kompletnego debila (zresztą jak najbardziej zgodnie z rzeczywistością). Oczywiście zmienił mu nazwisko. Na Łomot. Huk zorientował się, w czym rzecz, i poszedł z książką do prokuratury. Opowiadano mi później, że prokurator zapytał:
    – To pan się utożsamia z tą postacią?
    Huk oczywiście odpowiedział, że nie.
    – No to, o co panu chodzi?
    Profesora Węgrzyna też tam można znaleźć.
    Jak mnie wylali, na linii produkcyjnej było następnych 200 jednostek moich maszyn. Zniszczyli je. Potem MERA przez pięć lat pracowała nad kopią K-202. W końcu ją zrobili – dwa razy wolniejszą, zawodną i niebotycznie droższą od K-202.
    Zresztą próbowano kopiować K-202 i w Moskwie, ale z tego w ogóle nic nie wyszło.

    CRN: Koniec końców znalazł się pan „za zesłaniu” w Instytucie Przemysłu Budowlanego Politechniki Warszawskiej.

    Jacek Karpiński: Jak mnie wylali, wezwał mnie do siebie towarzysz Wrzaszczyk. Mówił, że bardzo mu przykro, że tak się to wszystko skończyło, i że ponieważ jestem świetnym fachowcem, on ma dla mnie posadę. Zaproponował, żebym został jego pełnomocnikiem i zajął się. konteneryzacją! Powiedziałem mu, że się na tym nie znam.
    – To się pan pozna. Opakowania to dla Polski bardzo ważna sprawa. Pan przecież jest patriotą.
    Po czterech godzinach zgodziłem się. No, skoro to ma być takie ważne dla Polski.
    – Dobrze, panie ministrze – powiedziałem. – W gruncie rzeczy to jest ciekawa propozycja. Będę mógł wykorzystać mój K-202.
    – Niech pan zapomni o komputerach – krzyknął Wrzaszczyk.
    Na to mu powiedziałem, że w takim razie niech on zapomni o mnie.
    – Odmawia pan ministrowi?
    – Odmawiam.
    No i dostałem wilczy bilet. Pozwolili mi tylko na wykłady w Instytucie Przemysłu Budowlanego.

    CRN: Nie mógł pan również wyjechać z kraju.

    Jacek Karpiński: W 1975 roku zaproponowano mi pracę konsultanta w Stanach. Instytut zgodził się na pół etatu – mogłem pracować dwa tygodnie tu, dwa tygodnie tam. Wszystko pięknie, tylko paszportu mi nie dali.
    Stefan namówił mnie, żebym poszedł do towarzysza Jezierskiego. To był taki towarzysz z Wydziału Nauki KC. Poszedłem, porozmawiałem. Obiecał interweniować.
    Zadzwoniłem za kilka dni – już go nie było. No, to Stefan mówi – idź do Werblana. Werblan był wtedy prawie jak Pan Bóg. Przyjął mnie w tym naszym „białym domu” z honorami, wysłuchał, obiecał pomóc i poprosił, żebym zadzwonił za tydzień.
    Zadzwoniłem za tydzień, sekretarka powiedziała, żebym zadzwonił za trzy dni. Zadzwoniłem za trzy dni, usłyszałem, żebym więcej już do towarzysza Werblana nie dzwonił.
    Potem rozmawiałem jeszcze z Mieciem Rakowskim. Dotarłem do niego przez przyjaciela, dyrygenta Jurka Semkowa. Jurek był kolegą ze studiów żony Miecia – Wandy Wiłkomirskiej. Rakowski obiecał zorientować się w sytuacji, ale po jakimś czasie poprosił, żebym więcej nie rozmawiał z nim o moim paszporcie. Koszmar. Po
    prostu koszmar.
    Kiedyś spotkałem na Marszałkowskiej kolegę – dyrektora od informatyki w MSW. Bardzo przyzwoity facet. Powiedział, że widział w ministerstwie moją teczkę. Na teczce było podobno napisane ręką Jaroszewicza: „Nie wydawać paszportu. Powód:
    sabotażysta i dywersant gospodarczy”. – Wiesz – powiedział mi – pierwszy raz w życiu widzę sabotażystę i dywersanta, który w PRL spokojnie sobie chodzi po ulicy.

    CRN: I wtedy postanowił pan rzucić wszystko i wyjechać na Mazury.

    Jacek Karpiński: W 1978 roku miałem już tej całej zabawy po dziurki w nosie. Wynająłem zrujnowaną chałupę pod Olsztynem i zacząłem hodować świnie i kury. Raz na tydzień jeździłem na wykłady na politechnikę, bo nie chciałem tracić ostatnich stałych dochodów. Dziennikarze znaleźli mnie tam w 1980. Pewien
    znajomy robił reportaż z dyrektorem miejscowego PGR-u. Dyrektor powiedział mu, że jest tu w okolicy taki jeden dziwny facet, który przyjeżdża po karmę dla kur, ale nie wygląda na rolnika. I zaraz zleciały się gazety, telewizja.

    CRN: E…i dostał pan paszport.

    Jacek Karpiński: Nie tak od razu. Dużo się wtedy w kraju zmieniło. W 1981 w MERZE był konkurs na dyrektora. Ktoś zaproponował moją kandydaturę. Dostałem prawie 90 proc. głosów. Tam pracowało wtedy 1800 osób! Ale nie było zgody Ministerstwa Przemysłu. W zamian zaproponowano mi stanowisko dyrektora IMM.
    Dziwna propozycja. Powiedziałem, że się zastanowię. Na wszelki wypadek zapytałem o zdanie Stefana [Bratkowskiego – przyp. red.]. Uważał, że powinienem się zgodzić, bo jeśli odmówię, pojawią się zarzuty, że nie chcę współpracować.
    Zgodziłem się. Jednak na to z kolei nie wyraziło zgody KC. Zamiast dyrektora naczelnego zaproponowali, żeby został dyrektorem technicznym. Odmówiłem. Co może zdziałać dyrektor techniczny przy dyrektorze naczelnym idiocie?
    I znów zaczęła się na mnie nagonka. Jakieś artykuły w prasie, wywiady z babami ze wsi, którym podobno kradłem kury. To one kradły moje kury! Brednie jakieś kompletne.
    Doszedłem do wniosku, że muszę wyjechać. Atmosfera wokół mnie gęstniała z dnia na dzień. Stefan był pewny, że szykuje się coś bardzo niedobrego. Sądzę, że postanowili mnie wtedy wykończyć na amen.

    CRN: Zabić?

    Jacek Karpiński: Tak. Byłem bardzo niewygodny dla zbyt wielu ludzi.

    CRN: Wyjechał pan do Szwajcarii, do pana Kudelskiego.

    Jacek Karpiński: Poznałem Stefana [Kudelskiego – przyp. red.] w 1972 roku.
    Przyjechał wtedy do Polski, oglądał K-202. Nakręciła to Polska Kronika Filmowa – „Spotkanie konstruktorów”. Jak wyjeżdżał, któryś z dziennikarzy zapytał, co chciałby kupić w Polsce.
    – Jacka Karpińskiego – odpowiedział.
    Pracowałem u niego jako konsultant, ale dwa lata później nasze drogi się rozeszły. Stefan chciał dalej produkować sprzęt analogowy, ja namawiałem go do przejścia na technikę cyfrową. Ponieważ nie udało mi się go przekonać, stwierdziłem, że szkoda mojego czasu i jego pieniędzy.
    Do spółki ze szwajcarskim matematykiem założyłem firmę – Karpiński Computer Systems. Przetrwała tylko dwa lata. Zabrakło pieniędzy na rozwój. Początek był bardzo dobry. Zrobiłem robota sterowanego głosem i pokazałem go na wystawie w Zurychu. Natychmiast znaleźli się inwestorzy. Niestety, mój wspólnik nie chciał się dzielić udziałami. Jeszcze nie zaczęliśmy nic produkować, a już zabrakło pieniędzy.
    Potem zrobiłem jeszcze w Szwajcarii Pen-Readera – skaner i oprogramowanie do skanowania i czytania tekstu po jednej linijce. Też tego nie opatentowałem. Nie mam talentu do interesów.

    CRN: W 1990 roku wrócił pan do Polski. To była już inna Polska niż ta, z której pan wyjeżdżał.

    Jacek Karpiński: Pod pewnymi względami tak, pod innymi niekoniecznie. Zostałem doradcą ministra finansów do spraw informatyki. Współpracowałem z Balcerowiczem, Olechowskim, a następny to był już taki głupi, że serdecznie podziękowałem.
    Postanowiłem produkować Pen-Readera w Polsce. Znajomy polecił mi zakłady w Szczytnie. Tam wzięli się do roboty i wyprodukowali szybko partię 500 egzemplarzy. Miałem już zamówienia. Zacząłem starać się o kredyt, bo chciałem uruchomić własną produkcję. Założyłem dwie firmy: JK Computer Systems i JK Electronics. Potrzebowałem 800 tysięcy dolarów. Chciałem to wszystko zrobić z
    rozmachem, pewnie niepotrzebnie.
    Trafiłem do banku BRE. Bank powiedział, że da mi kredyt, jeśli biznesplan zostanie przygotowany przez fachowca z Ministerstwa Przemysłu. Ministerstwo przysłało mi jakąś panią. Wyszło na to, że potrzeba 860 tysięcy dolarów.
    Zabezpieczeniem był mój dom w Aninie wyceniony na 350 tysięcy dolarów. Kredyt miał przyjść w trzech transzach. Pierwsza wynosiła 126 tysięcy dolarów.
    Kupiłem maszyny, komponenty, zapożyczyłem się jeszcze u znajomych, wiedząc, że za parę tygodni przyjdzie druga, większa transza kredytu. Czekam, czekam. A pieniędzy jak nie było, tak nie ma.
    Poszedłem do banku i pytam, kiedy będzie druga transza. A oni na to:
    – A ma pan nowe zabezpieczenie?

    CRN: Potraktowali dom jako zabezpieczenie tylko pierwszej transzy?

    Jacek Karpiński: Nic o tym wcześniej, cholera, nie powiedzieli! Jeszcze nie zacząłem produkcji, a oni już weszli mi na konta. A że nie miałem czym płacić, zaczęli mi naliczać karne odsetki – 120 proc.! Sprzedałem Pen- -Readery wyprodukowane w Szczytnie, dostałem na konto w Banku Handlowym 30 tysięcy dolarów. Sprawdzam stan konta – pusto. BRE zabrał. Zostałem kompletnie bez pieniędzy.
    Żeby się ratować, zaprojektowałem kasy fiskalne. Zapożyczyłem się w paru bankach, otworzyłem zakład, byłem w przededniu produkcji. Jedno włamanie, drugie, trzecie – wszystko zniknęło. Po prostu rozkradli mi zakład. A miałem przecież ochronę!
    Podpisałem umowę na produkcję tych kas z Libellą. Zorganizowałem im zakład produkcyjny od zera. Przysłali mi na dyrektora jednego z członków rady nadzorczej. I zaraz się okazało, że nie mam wstępu do zakładów. Makabra!
    Zakłady były Libelli, ale projekty moje. Podpisałem umowę na produkcję z Apatorem. Zrobili prototypy, a ponieważ wszystko działało jak należy, zapadła decyzja o produkcji. I wtedy postanowili produkować płyty główne w Warszawie i zamówili od razu 3 tysiące.
    – Panowie – mówię. – Tak się nie robi. Niech najpierw przygotują próbną partię, zobaczymy, do czego to się w ogóle nadaje. Przecież trzeba sprawdzić kooperanta.
    Nie posłuchali. A w Warszawie spieprzyli wszystkie płyty, co do jednej. Okazało się, że ten sam zakład pracuje dla innego producenta kas fiskalnych, który ma siedzibę w tym samym budynku. Z mojego punktu widzenia to był ewidentny sabotaż.

    CRN: W rezultacie stracił pan dom.

    Jacek Karpiński: Sprawa kredytu w BRE ciągnęła się od 1996 do 2000 roku. W końcu wystawili mój dom przy Nawigatorów 11 na licytację. I sprzedali. za 200 tysięcy złotych! Tam była działka 2,5 tys. mkw. Jeszcze w 1996 był wyceniony na 350 tysięcy dolarów! Kupił go jakiś były policjant.
    Miałem mieszkać w tym domu do kwietnia 2001 roku. W październiku 2000 roku nowy właściciel zażądał, żebym się wyprowadził. Powiedziałem, że nie będę się wyprowadzał na zimę. Komornik ustalił przecież, że mogę mieszkać do kwietnia.
    Nowy właściciel nie miał co prawda wstępu do domu, ale miał za to wstęp do ogrodu. Zaczęły się świństwa. Najpierw pościnał wszystkie drzewa, potem sprowadził koparkę i rozorał wszystko tak, że nie było jak chodzić. Potem koparka uszkodziła dach. Przeprosił i obiecał, że naprawi – i w ramach tej naprawy zerwał cały dach. Siedziałem w pokoju i pracowałem. pod gołym niebem.
    Jak padał deszcz, brałem parasol, a komputer przykrywałem folią. W końcu pozrywał mi koparką przewody elektryczne.
    Któregoś dnia poszedłem do córki na kolację. A ten bezczelny łobuz przyjeżdża i mówi, że dom się zawalił! Rozjechał wszystko buldożerem! Wszystko zniszczył.
    Całą moją bibliotekę, wszystkie pamiątki, wyposażenie domu.
    Nie pamiętam, ile razy pisałem do policji, prokuratury, żeby poskromili jakoś tego łobuza. Bez odzewu. Pisałem do inspekcji budowlanej. Przyjechali dopiero wtedy, jak już z domu nic nie zostało. Przecież było wyraźnie widać, że to wszystko zrobiono ciężkim sprzętem.

    CRN: W jaki sposób znalazł się pan we Wrocławiu?

    Jacek Karpiński: Jak mi zabrali dom, pomieszkiwałem w Aninie. Potem wyjechałem na pół roku do Szwajcarii, żeby tam robić na zlecenie nowy skaner. To jest specjalny skaner do sprawdzania ksiąg rachunkowych. Sczytuje liczby, przesyła do komputera, gdzie są prowadzone obliczenia. Ja z synem Danielem zajmowałem się tylko konstrukcją. Sprzedaż będą prowadzić Szwajcarzy.
    Kiedy wróciłem, przyjaciółka namówiła mnie na przenosiny do Wrocławia. Mam stąd bliżej do synów. Dwaj mieszkają w Szwajcarii, trzeci, Daniel, przyjechał dwa lata temu do Wrocławia. Bardzo zdolny chłopak. Tak jak ja – elektronik i
    informatyk. Będziemy razem robić wersję mobilną tego skanera.

    CRN: Banki dały już panu spokój?

    Jacek Karpiński: Niezupełnie. Jeszcze spłacam długi. Idzie na to jedna czwarta mojej emerytury.
    Kiedyś opowiedziałem to i owo o moich pracach pewnemu szwajcarskiemu biznesmenowi. Wywnioskował, że muszę być miliarderem. A ja wiążę jakoś koniec z końcem, żeby przetrwać.

    CRN: Jaka jest pana recepta na kłopoty? To, przez co pan przeszedł, starczyłoby, żeby doprowadzić do załamania nie jedną, ale kilka osób. A pan wciąż nie załamuje rąk.

    Jacek Karpiński: Co ja robię, jak mam kłopoty? Nic nie robię. Po prostu olewam. Moja dewiza jest bardzo prosta: martwię się, jeśli mogę coś w mojej sytuacji zmienić. Jeśli nic nie mogę zrobić, przestaję się martwić. Jeśli nic nie mogę poradzić na świństwo, po co miałbym jeszcze sam się zadręczać?

    CRN: Rozmawiał Adrian Markowski, współpraca Anna Suchta
    Adrian Markowski
    http://historycy.org/index.php?showtopic=33075

  116. Re.111
    Pani Joanno
    a czemu ma służyć ciągłe przypominanie i gloryfikowanie L. Kaczyńskiego [którego nie ma na tym świecie] przez PiS, aż do obrzydzenia?
    Tak, tak …. „zresztą podpisanie akcesji do UE było konsekwencją wcześniejszych przygotowań”, w których to poczynaniach od samego początku brali czynny udział bracia Kaczyńscy oraz PiS w różnych jego wcieleniach.

    „Rządzi ryży z kompanami juz drugą kadencję, a to co w tym czasie zrobili woła o pomstę do nieba. A Pan nic?”
    Jak to nic?
    Proszę sobie założyć okulary, bo pani najwyraźniej niedowidzi i zajrzeć sobie tu:
    http://jozefbizon.wordpress.com

    [mniej więcej od połowy tej strony], a i na inne podstrony też.
    pani zobaczy, że PiS=PO – tylko ubarwienie piór inne.

    Pani chyba słyszała wypowiedzi, że testament polityczny L. Kaczyńskiego musi być zrealizowany. To może pani nam powie [bo widocznie pani go zna] co wchodzi w zakres tego testamentu L. Kaczyńskiego?

    Czy wchodzi, czy nie wchodzi w ten testament to:
    Budują na polskiej ziemi „Rzeczypospolitą Obojga Narodów”
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/10/22/buduja-na-polskiej-ziemi-%e2%80%9erzeczypospolita-obojga-narodow%e2%80%9d/

    Nie będę się powtarzał kim jestem [pisałem już o tym wielokrotnie].
    A kim pani jest pani Joanno, że pani głucha na jedno ucho i ślepa na jedno oko, a do tego pisze anonimowo?

  117. j said

    Ad.110 – Orto

    Szanowny panie Orto! Nie sledzilam dokladnie tego watku wiec moze glupio sie wtracam ale wiem, ze sprawa patentow to bardzo skomplikowana rzecz. To znaczy nie wiem czy dawniej bylo tak samo jak dzisiaj ale na przyklad dzisiaj zeby opatentowac swoj wynalazek trzeba miec przeogromne pieniadze na cala te miedzynarodowa formalizacje, analizy naukowe, recenzje itp.itd. Normalnego czlowieka na to nie stac. Wiem, bo moj prywatny maz jest autorem ale nie wlascicielem trzech miedzynarodowych patentow. Wlascicielem jest firma, ktora oplacila koszta idace w…. setki tysiecy euro. Moj maz dostal od firmy jednorazowa nagrode w wysokosci 3 000 euro i na tym skonczyly sie korzysci z „naszych” patentow. No oczywiscie jak maz szuka pracy to w podaniach „dumnie”- hehehe- zaznacza, ze jest autorem trzech patentow ale wzbudza to tylko usmiech politowania, bo wazniejszy jest wlasciciel niz jakis pukniety autor.
    Czasem dla zartu zerkamy w internet kto w miedzyczasie odwolywal sie do tych „naszych” patentow i z rozkosza wielka konstatujemy, ze niezle tuzy informatyczne.
    I tak oto zeszlo mnie sie na psy, bo nie dosc, ze podejrzana znajoma Gajowego to i meza jakiegos nie calkiem normalnego posiadam 🙂
    Pozdrawiam

  118. Wandaluzja said

    113. Marucha powiedział/a – 2012-04-17 (wtorek) @ 09:44:16 – Re 112:
    P. Orto sprawia wrażenie, jakby kiedyś bezskutecznie rywalizował z inż. Karpinskim, albo po prostu podstawiał mu nogę, co mu zostało nawet po odejściu Karpińskiego z tego świata/
    ***
    Orto zna dobrze realia Elwro.

  119. zapinio said

    Jest faktem ,że struktury korporacyjne (a taką było ELWRO i nie ważne jak się to wtedy nazywało) pod każdą szerokością geograficzną po wstepnym czasie wzrostu i sukcesu ,który jest drożdżami ich powstania, popadają najpierw w letarg, a potem nieuchronnie się rozpadają.
    Vide produkcja całych działów w Siemensie, degradacja Grundiga i wielu innych marek, które przestały istnieć, sprzedaże działów przez Motorolę, Texasa etc. Przykładów jest bez liku , a nowe dostarcza każdy dzień.
    Każdy dzień też zaświadcza, że prawdziwe wynalazki są autorstwa pojedynczych ludzi lub małych zespołów. Tak było zawsze, jest i będzie.
    ELWRO było molochem tak jak molochem była UNITRA.
    Wprowadzenie PC i rozwój tej technologii spowodował, że firmy produkujące duże komputery straciły w dużym stopniu rację bytu.
    Oczywiście są takie firmy , ale ile ich jest ?
    Zaspokajają zapotrzebowanie całego świata i z całą pewnością ELWRO było bez szans.
    Tak samo jak MERA.
    Tak samo jak CEMI, które podobnie jak wymienione tylko goniło nieudolnie czołówkę i powielało to co gdzie indziej było produkowane juz od 20 lat (vide układy serii 8080).
    To samo zresztą dotyczyło imperium tj. ZSRR.
    Są państwa (i jest ich większość, obecnie również Polska się do nich zalicza), które nie produkują np. półprzewodników.
    Jest to po prostu zbyt kosztowne i niekonkurencyjne w stosunku do Azji.
    Kiedyś może się to zmieni, ale od co najmniej 20 lat takie są realia.
    I nie ma co lać łez nad rozlanym mlekiem.

  120. Karpiński jest namacalnym przykładem tego, jak uwalało się i uwala Polaków.
    I to stanowi całe klu sprawy.
    A ilu zdolnych, utalentowanych Polaków z różnych dziedzin zostało w podobny sposób uwalonych?
    Na Karpińskim doskonale widać, że zmieniły się tylko „Zapinie” z PRL-owskich na korowskie.

  121. Joanna said

    Ad/116
    Ani nie jestem ślepa ani głucha, pewnie dużo od Pana młodsza dlatego bystrzej widzę. Co da bowiem wytłuszczanie przez pana co i rusz poczynań zyda (czy zydopodobnego) Kaczyńskiego? Ano to, aby nie głosować na brata. Robi pan swoją robotę. Czy ta śpiewająca Marta Bizoń to rodzina? Bardziej charakterystyczna od Steczkowskiej i Kajah.

  122. Joanna said

    Dodam jeszcze, że Żydom nigdy dotąd nie było tak dobtrze jak za Tuska -myśle o realnych, ustawowych gwarancjach. I niech pan nie robi z siebie patrioty tutaj, nałoży swoją mycke i czeka na czasy, kiedy was szlag trafi. Co daj Boże. Amen.

  123. Gość said

    ad 120
    Dokładnie tak, tylko teraz, tylko nasze możliwości są znacznie mniejsze, ale jakikolwiek przejaw „dobrej roboty”, mający swoją wymowę we wskaźnikach ogólnoświatowych powoduje pjawienie się (absolutnie nagłe!) szemranych ludzi i korzennych firm, które „doradzają” za ogromne pieniądze (w sumie nikt nie wie nawet co one doradzają, ale wszyscy wiedzą, że to światowe) i zwyczajnie NISZCZĄ dobry produkt, rzetelnych pracowników, wyciągając dobry profit i wykopując ludzi na bruk. Piszę o KONKRETNEJ sprawie, a zjawiska tak podobne (w mikroskali) do opisanych w tym wątku. Technika ta sama, grupy wykonawcze z tym samym rodowodem, tylko że niszczone mienie juz znacznie mniejszej ceny, ale i ono jest wyłapane jak zaczyna być zauważalne!

  124. p.e.1984 said

    Ad. 115
    Panie Gajowy, dziękuję za wykopanie całego wywiadu. Lektura przygnębiająca bardziej niż ten pierwszy tekst. Paru PZPR-owskich sukinsynów i idiotów bawiło się w wewnętrzne rozgrywki personalne i wojenki podwórkowe, a polski interes ekonomiczny został bezczelnie podeptany. Ale jaki jest skutek likwidacji PRL? Zamiast spuścić wodę po takich mendach, jakie spotkał Karpiński i zatrzymać własność majątku narodowego tak, żeby służył interesom Polaków, a nie – lokalnych kacyków na stołkach, mendy zostały gdzie były, tylko zmieniły szyldy, a majątek z rąk narodu poszedł w ręce mafii „tutejszych” i „zagranicznych”.

  125. Re.122
    Pani założy okulary – tak ja radziłem już pod ad 116 – i poczyta, to się przekona, że są tam też podane te gwarantowane pani ustawy [z odwołanie się do kto i i jak głosował] i głównie na tych pani gwarantowanych ustawach oparty jest cały materiał zamieszczony na mojej witrynie wraz z jej podstronami.

    Radzę też użyć karty nawigacyjne, która pomoże w szybkim rozpoznaniu się co zamieszczonego na witrynie materiału – o stąd
    http://jozefbizon.files.wordpress.com/2011/09/999_karta_nawigacyjna_kn1_witryna.pdf

    A tak na marginesie – jak z pani zdrowiem pani Joanno, bo mniema, że nie najlepiej?

  126. I jeszcze jedno pani Joanno.
    Oczywiście Kaczyński nie wiedział kto to jest Tuski i PO – i dlatego biedaczysko ciepłą rączką oddal w połowie kadencji w 2007 r. władzę Tuskowi i jego PO.
    No i rzeczywiście pani argumenta są bardzo mocne. Pogróżki?????? mam rozumieć.

  127. Joanna said

    Z moim zdrowiem w porządku. Tylko że na bieżąco śledzę zmiany w prawie- od lat. Taka praca.

  128. Pani Joanno
    Powiada pani:
    „niech pan nie robi z siebie patrioty tutaj”
    Czy pani chce przez to powiedzić, że Kaczyński nie był patriotą?

  129. Re.127
    Jeśli dobrze rozumiem, to zaczęła pani śledzić te zmiany prawne [łącznie z tym kto i jak głosował], krok po kroku do dnia dzisiejszeg, począwszy od Układu Europejskieg z 16 grudnia 1991 r.
    I wyśledziła [mówię oprawie] pani coś przeciwnego niż ja podaję na swej witrynie?
    A może jednak pani coś przeoczyła? – Co jest możliwe, gdy ma się kiepski wzrok.

  130. Joanna said

    Panie józefie! Na dzisiaj w Polsce Kaczyński czy jego brat nie są problemem, bo nie rządzą. Pan założył strone (krok do tyłu) piszac w zasadzie o nieistotnych -przynajmniej dla mnie sprawach. Czy Pan naprawdę nie widzi co sie dzieje w Polsce, czy tylko stosuje szchopenchaurowsie, zydowskie metody?Kończe z Panem tę dyskusję, jest Pan podobny w metodach właśnie do JK tylko działa z innej strony. Nie chce nikogo przekonywać, ale mam nadzieje że czytelnicy Gajówki sami siegną po rozum do głowy.

  131. Pani Joanno
    widzę, że w ad.128 zadałem pani kłopotliwe pytanie, więc pomogę pani w tej subtelnej sprawie – proszę poczytać, czytanie nie boli

    Prezydent Kaczyński porównał siebie do izraelskiego premiera Ariela Szarona
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/08/06/prezydent-kaczynski-porownal-siebie-do-izraelskiego-premiera-ariela-szarona/

  132. Joanna said

    Czas Ci się człowieku na Kaczyńskim zatrzymał. Czy zna Pan zmiany w prawie zrobione przez POpaprańców, czy dużo owi płacą? Za pare lat bedziesz miał pan opinie sprzedajnej szmaty, pecunia non olet? Nie mam zyczenia dalej dyskutować.

  133. Pani Joanno
    niech się pani szanuje chociaż trochę
    .
    A to ci heca – wodolejstwo Michalkiewicza i podawane przeze mnie same konkrety mające umocowanie w niepodważalnych pierwotnych źródłach, to to samo, tylko z innej strony.

    Powiada Pani, że
    piszę w zasadzie o rzeczach nieistotnych.

    A czy ci goście biorący udział w tych najistotniejszych głosowaniach wyparowali, czy nadal grają pierwsze skrzypce [inni na innym instrumencie] w polityce?

    A czy mechanizmy władzy kolonialnej nad Polską ukazane w moich opracowania z 2002 r. zniknęły – czy też zostały jeszcze bardziej dopracowane i zostały zwieńczone uroczystym podpisaniem w samo południe Traktatu Lizbońskiego przez Lecha Kaczyńskiego?

    A pomyślała pani, o tym, że jak ta moje witryna jest bezwartościowa, to po co tyle śliny żaby plujki na nią poświęcają – nie mówiąc już o jej autorze?

    Zapętliła się pani.

  134. Re.132
    A płacą, płacą – takimi szmatami jak w ad. 132.
    A Jarosławowi i PiS, to się niby czas nie zatrzymał na katastrofie smoleńskiej – zapominając przy tym o swoich wcześniejszych dokonaniach, a Tusk w tym czasie swoje robi, bo Kaczyńscy oddali mu władzę w 2007 r.

  135. Rysio said

    re 125. „……..A tak na marginesie – jak z pani zdrowiem pani Joanno, bo mniema, że nie najlepiej?……..”

    Panie Józefie Bizoń, Pani Joanna świetnie się czuje.
    Całkiem przpadkiem udało mi się znaleść w sieci jej zdjęcie.

  136. Re.135
    Panie Rysiu
    Pan znawca
    Czy na to mówią laska w pozie kursywa?

  137. Joanna said

    ad/133
    Prosze przeanalizować zmiany w prawie wprowadzone przez PO przez ich rządy? Trudno, czy uny nie podsuneły? Być może jest Pan tylko pyszny głupek..

  138. Znowu kobita wpadła, napluła i uciekła?

    Kaczyńscy mogli nie oddawać władzy PO w 2007 r.

    Mieli wszystko. Prezydenta, premiera, większość w parlamencie.
    Przez 4 lata mogli wówczas pokazać Polakom co potrafią.
    Działając na rzecz Polaków z całą pewnością mieliby władzę w następnej kadencji,
    a Tusk tylko mógłby się oblizywać.
    No, ale przecież nie o to chodziło.

    PiS w Fundacji Batorego George’a Sorosa – uaktualnienie
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/06/17/pis-w-fundacji-batorego-georgea-sorosa-uaktualnienie/

    Za to, że od 2007 r. rządzi Tusk odpowiedzialność ponoszą Kaczyńscy i ich PiS.

  139. Joanna said

    Cżłowieku czy tak trudno jest zrozumieć, że w Polsce od wielu lat władzę sprawuje PO? Unia wolności i inne żydy?Pańskie żydowskie napady na kaczyńskich dają mi wiele do myślenia. Kto Panu zrobił to opracowanie, które zamieścił w intrenecie?.Ja mogę dokłanie opisać, jak żydy po zmieniły prawo na Wisłą. Oczekuję jednak że Pan to zrob bo należy oczekiwać tego od kogoś, kto się mianuje na jakiegoś znawwcę (pożal się Boże-)i. A jeśli nie zrobi, to o kant potłuc te źydowskie poniewczasie wypociny.

  140. Joanna said

    Chciałabym tylo dodać panu Bizoniowi i innym żydom, że w Polsce są intelektualiści, którzy nie potrzebują ich pouczeń, bo i tak myślą po swojemu.

  141. JO said

    Pani Joanno. Pani Obraza naszego Internetowego Kolege nazywajac go Zydem. Czy robi to Pani jako dywersant czy z niewiedzy?

  142. Joanna said

    Nie jestem Panie JO żadnym dywersantem. Jeden zyd czy drugi nie robi mi większego wrażenia, pod warunkiem, że jego bezczelność nie przekracza granic, co jest obecnie i czego nie chce widzieć pan Bizoń.O tym co zrobiło PO dowiecie się jak zwykle po czasie- nie słuchając kobieciny jak ja.

  143. Czeslaw said

    Pani Joanno ma Pani rację.Karpiński był takim Polakiem jak:Balcerowicz,Geremek,Michnik,Tusk,Wałęsa i wielu jeszcze nam znanych wymiotów mówiących po Polsku.

  144. Joanna said

    A odczep sie pan ode mnie! Co ma Karpiński do Bizonia? jeszcze jeden żyd do mieszania? Spadaj pan,.

  145. „Cżłowieku czy tak trudno jest zrozumieć, że w Polsce od wielu lat władzę sprawuje PO?”
    Sprawuje bo PiS tak chciał.
    A PiS tak chciał, bo tego chcieli zewnętrzni przyjaciele PiS.

    Pyta pani – kto wykonał opracowania z 2002 r.
    Proszę sobie zajrzeć do opracowań, to się pani dowie..

    Opracowania są dostępne do ściągnięcia tu:
    Opracowania_MATRIX_UE_2002
    http://jozefbizon.wordpress.com/opracowania-matrix-ue-2002/

    Konstrukcją pokazanych tam mechanizmów kierował Jerzy Buzek [zdaje się, że nie wyparował, a otrzymał intratne stanowisko w PE w Brukseli] ze swym przybocznym ich wykonawcą Jerzym Kropiwnickim [ZChN] – częstym wówczas bywalcem na antenie RM.

    Pisze pani:
    „Ja mogę dokłanie opisać, jak żydy po zmieniły prawo na Wisłą.”

    No to teraz pora na panią – ja swoje zrobiłem. Pani to uzupełni i rozwinie.

    A chcąc jeszcze zaspokoić pani typową ‚babską’ ciekawość, to powiem tak:
    – dla chcącego nie ma nic trudnego, szczególnie gdy myślenie logiczne nie jest mu obce. Zachęcam osoby z wykształceniem uzyskanym na kierunkach ścisłych do nauki prawa [we własnym zakresie]. Przyda się to.

  146. JO said

    ad.142. My wiemy co zrobilo i co robi PO. My wiemy co robilo i co robi PiS

  147. Re.141
    Panie JO
    Żyd, to Żyd – żadna obraza, jednakże pod warunkiem, że jest się Żydem.
    Obraza jest wówczas, gdy koś uporczywie przypisuje komuś inne nazwisko znając jakie faktyczne nazwisko ta osoba posiada.
    Tak jest i w tym przypadku – ja Polak, a ta, że Żyd. Wygląda na to, że chcą sobie mnie przywłaszczyć.

    Pani Joanna kombinuje, jak koń pod górę, tak:
    takie materiały nie mógł przygotować Polak, bo jest święcie przekona o tym, że Polak z definicji musi być nieukiem [głupim – przed i po], więc wykombinowała, że jestem Żyd, a nie Polak.
    Takiej to już nic nie.

  148. Joanna said

    Panie Jo. Pis nie jest u włóady, a na Sejm,gov, zaglądam, aby sprawdzić jak kto głosuje, a jak mam wiecej czasu to i wypowiedzi słucham. Co Pan wie ponadto, o czym ja nie wiem?

  149. Marucha said

    Re 140:
    Pani Joanno, czy to Pani napisała, czy ktoś się pod Panią podszył? Nie chcę uwierzyć, że coś podobnego wyszło spod Pani pióra:
    Chciałabym tylo dodać panu Bizoniowi i innym żydom, że …

    Poza tym – dlaczego p. Bizoń pisze więcej o PiS? Sprawa jest b. prosta.
    1. Żaden przyzwoity człowiek nie uznaje PO za partię patriotyczną, natomiast wielu z nich za takową uznaje PiS. I trzeba ludziom tłumaczyć, że tak nie jest. Co z reguły się, niestety, nie udaje – ale to już wina lemingowatych umysłów.
    2. PiS nie rządzi, ale od władzy daleko nie stoi. A gdy rządził, to świadomie oddał władzę, po uprzednim zniszczeniu LPR i Samoobrony, partii autentycznie polskich.

    Re 143:
    A Pan co się tak wyrwał ni z gruchy ni z pietruchy? Proszę iść pierdzieć gdzie indziej.

  150. Joanna said

    Panie Gajowy kochany! Dlatego tak napisałam, bo p. Bizoń przegina. To że nśp. Kaczyńskiego co i rusz cytuje powołując się na swoje (albo i nie) streszczenie, które dla mnie są zbędne, to to znam ale i widzę tendencyjność w tych opracowaniach. Poza tym podkreślam jak wyżej\- to peło pograżyło Polskę a żydom nikt tak nie do godził. Mogę poświęcić swój czas, aby to udowodnić. Panu Bizoniowi będzie łyso.

  151. JO said

    ad.150. Prosze udowodnic. Po to jest to Forum.

    Pani wydaje sie zapomina, ze Uni dzialaja na zasadzie dobtrego i zlego policjanta, gdzie PiS to dobry policjant a PO to ten zly. Tak jest i w innych krajach rowniez. Neokoni to PiS…..

    Czekamy na Pani poglad z dowodami , ktore obala Prace Pana Jozefa 🙂

  152. Joanna said

    Dobrze panie JO, Tylko przecież nie będę opisywała wszystkich ustaw, Mam program komputerowy ze zmianami. Jak napiszę wyrywkowo to pan mie będzie o tendencyjnośc podejrzewał. Podkreślam- wszytkie ustawy za rządów PO są antypollskie. Co panan interesuje?

  153. Joanna said

    Nie ma pan JO zielonego pojęcia o tym, co dzieje się w prawie i co reguluje życie ludzi na codzień. Pisze abym podała zmiany. Panie ja mam dwa programy komputerowe ze zmianami, Trzeba być kompletnym osłem, by od kogoś żądać takich informacji,Proszę mnie zapytać o ustawy, które pana interesują,

  154. Panie JO – sądzę, a raczej jestem przekonany, że zamast takich obalających dowodów posypią się dalsze obelgi i insynuacje pod moim adresem.

    Powód tego jest bardzo prosty – zartość mojej witryny pozbawia łudzących się złudzeń.
    Działa ona jak papier lakmusowy, który wkłada się do roztworu, aby określić jego Ph.
    I po rekacji na moją witrynę widzimy: kto kwas, kto zasada, a kto obojętny.

    Wszystko wskazuje na to, że Naród Polski – prowadzony przez oszustów, prowadzony przez ślepych i głuchych, a do tego sam ślepy i głuchy, bo tak mu wygodnie – zginie na własne życzenie.
    Obym się mylił.

  155. Kar said

    ..arogancka i opryskliwa… chlopa swego musi zwyczajowo klasc na kolano, i leje bez zadnych hamulcow moralnych pasem po wystoparczonej golce

    A ten sie pozniej smarczy na lamach „Karuzeli”…zidiocialy swiat!

  156. Marucha said

    Re 150:
    Pani Joanno, nikt o inteligencji przewyższającej szympansa nie ma najmniejszych złudzeń odnośnie PO i ich wpływu na Polskę – politycznego, gospodarczego, medialnego, moralnego itd. Zresztą dość często o tym piszemy, choć temat jest nudnie przewidywalny, bo kogóż zaskoczy np. jakaś łobuzerska sprzedaż polskiego dobrego przedsiębiorstwa, albo kolejny przykład obrzydliwego włażenia w d…ę brukselskim Żydom, albo zdumiewające wyroki sądowe?
    To, że p. Bizoń Pani zdaniem „przegina”, pisząc zbyt (?) często o PiS, nie jest w żadnym przypadku powodem, aby nominować go na Żyda. Zwłaszcza, że nigdy nie widziałem, aby chwalił PO, czy twierdził, iż PiS jest gorszy od PO (o ile porównanie dżumy i cholery ma jakikolwiek sens).
    PiS i PO to są, Pani Joanno, dwa oblicza tej samej, antypolskiej, zażydzonej partii.

  157. Przykro mówić said

    @108
    Prawo wszystkich cywilizowanych krajów takie sprawy traktują zupełnie tak samo. Możliwość kradzieży własności intelektualnej ważnej dla kraju. Możliwość wieloletniego więzienia. Kto nie zna się na przedsiębiorczości, powinien znać filmy sensacyjne. Osią akcji jest często walka o plany przełomowej technologii.

    @115
    Każdy w wywiadzie sam siebie pokaże z najlepszej strony. Szukając prawdy zawsze trzeba wysłuchać drugą stronę. Zauważ panie Gajowy, że znajomi inżynierowie milczą. Może dlatego, że o zmarłych mówi się tylko dobrze, albo wcale. Rozumie Pan?

    @117
    Wynalazek jest zawsze własnością firmy a nie wynalazcy. Wynalazca w korporacji wie od początku, że dostanie mały ułamek zysków i liczne pomysły będą odrzucane. Ale w przypadku Pani męża rzeczywiście firma powinna wynagrodzić go znacznie lepiej. Jest to niestety spotykane i w firmach polskich i zagranicznych.

  158. Marucha said

    Aha, Pani Joanno, z Pani wpisów wynika, iż zajmuje się Pani zawodowo prawem (jeśli się mylę, chętnie przyjmę sprostowanie).
    Otóż nie musi Pani uruchamiać całego oprogramowania. Niech nas Pani zaskoczy jedną, może dwiema ustawami, godnymi – Pani zdaniem – uwagi. Sam chętnie się sprawdzę, czy będą dla mnie dużym zaskoczeniem.

  159. Re.153
    Dwa programy komputerowe pani powiada.

    To może poda nam chociaż jeden ten pani program komputerowy – jego nazwę i skąd możne go sobie każdy zainteresowany ściągnąć [link]. Chętnie z tego ja, a i myślę, że Pan JO, skorzystam.

    Te tysiące nowych przepisów [i ich zmian] wynikają z podpisanego Układu Europejskiego z 16 grudnia 1991 r. i ostatecznie ze złożenia Polski do grobu poprzez ratyfikowanie Traktatu Lizbońskiego [którym się chełpił] przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Jak to się zaczęło z tymi zmianami przepisów to pani zobaczy na tym schemacie tu


    [art. 68 i 69 Układu Europejskiego – za przyjęciem którego namawiał posłów PC pod wodzą Kaczyńskich]

    znajdującym się w
    Polski trójkąt bermudzki: PO-PiS-SLD CZĘŚĆ II – POJMANIE POLSKI
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/08/11/polski-trojkat-bermudzki-po-pis-sld-czesc-ii-%E2%80%93-pojmanie-polski/

  160. Joanna said

    Jeden nazywa się LEX a drugi Legalis. Nie da się tego ściągnąć, bo za korzystanie z nich płacę grube pieniądze.

  161. Guła said

    To da się, czy nie da się?

  162. Joanna said

    A co mnie Panie Guła to interesuje? Uczciwie kupiłam programy i z nich korzystam. Chociaż wiem, że połowa prawników kombinuje.

  163. Marucha said

    Re 157:
    To własnością jakiej korporacji jest np. wynalazek p. Łągiewki?

  164. Re. 159

    No to jak pani ma takie ‚cuś’ tajemniczego, to chyba pani może szybko sprawdzić czy schematy zbudowanych mechanizmów znajdujące się w mych opracowaniach są oparte ma przepisach prawa [wówczas obowiązująceg] czy też nie są – a zatem, czy są one zgodne z prawdą. Podobnie z innymi informacjami, gdzie następuje odwołanie do przepisów prawa.

    Nie powinna też nastręczać żadnego kłopotu prośba Pana Maruchy z ad. 157.
    Poda Pani sygnatury aktu prawnego, a my sobie odnajdziemy ten akt prawny w sejmowej bazie aktów prawnych –

    http://isap.sejm.gov.pl/

    a stamtąd po dacie uchwalenia przez Sejm tego aktu prawnego znajdziemy w archiwum posiedzeń sejmowych [ http://sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/page/archiwum ] kto i jak imiennie głosował.

  165. Joanna said

    Panie Bizoń do prawników należy sie zwracać kokretnie, a nie ględzić jak w poywższym poście.

  166. Marucha said

    Re 165:
    Nie chcę, Pani Joanno, być uchowaj Boże złośliwy – ale jedynymi konkretnymi ludźmi, jakich spotkałem w życiu, to były osoby zajmujące się naukami ścisłymi: inżynierowie, matematycy, fizycy etc.

  167. Rysio said

    re 92. Krzysztofie M. obecnie masz rynek kontrolowany – i co, dobrze Ci z nim?

  168. Rysio said

    re 166 i Rysio..

    😉

  169. Rysio said

    re 156. Tak długo czasu minęło a ja widzę, że Pan Gajowy nadal nie wie, że są dobrzy i źli żydzi, ci dobrzy żydzi z PIS i ci źli żydzi z PO.

    To dokładnie tak samo, Panie Gajowy, jak kiedyś byli dobrzy i źli niemcy – ci dobrzy z NRD i ci źli z RFN.

    PS. O dokładniejszą opinię i dane zawsze można przecież zapytać nasze blogowe córy syjonu – Marankę i Bojkotkę.

  170. Joanna said

    Panie Gajowy! Do prawników tez należy sie zwracać zwiężle. Wiem to z autopsji-nieraz mnie szlag trafia jak przez uprzejmosć wysłuchuję nic nie znaczących w sprawie zwierzeń klientów.

  171. veri said

    166.@Marucha.

    Chłodnym okiem patrząc to reszta jedynie powietrze miesza.

    … a i tak wszyscy, od myszy do cesarza żyją z gospodarza 🙂

  172. EKO-LAS said

    Ad. 164

    Bardzo sympatycznem serwisem jest:

    http://lexpolonica.lexisnexis.pl/zamow_dostep_1.html

    poniżej krótka prezentacja:

    http://www.lexpolonica.pl/filmy_lp/index.htm

    Najważniejsze, że można skorzystać z niego również przez 7 dni za darmo.

  173. Odnośnikowo wypowiedż od Pana Rysia numero 167:

    Najszanowniejszy Panie Rysio, Pan się olbrzymio myli. W moja biznesowa ojczyzna, Polska, mamy najlepszy wolny rynek i liberalizm, jaki jest umożliwiony.
    W konkurencji przedsiębiorstwów wygrywa zawsze ten, kto jest lepszy.
    Kto powiedział, że lepszy to taki, co dostarcza dobry towar za umiarkowana cena? To jest jakiś socjalistyczny zabobonny przesąd. Lepszy – to jest przykładowo taki, co ma lepsze znajomości, albo taki co ma większy pieniądz na dobry adwokat i sprawiedliwy sędzia, albo taki co go stać ażeby wynająć odpowiednie ludzie, co przekonają konkurencję, że się nie opłaca konkurować itd.

  174. Rysio said

    re 172. 🙂

  175. Rysio said

    „..Lepszy – to jest przykładowo taki, co ma lepsze znajomości, albo taki co ma większy pieniądz na dobry adwokat i sprawiedliwy sędzia, albo taki co go stać ażeby wynająć odpowiednie ludzie, co przekonają konkurencję, że się nie opłaca konkurować itd…”

    Obecnie w Polsce, w UE, w USA itd…. jest dokładnie tak samo.

  176. Re.165
    Znaczy się – że pani Joanna nie ma nic do powiedzenia, oczywiście oprócz plucia, i ni w ząb nie zna się na prawie – tylko blefuje.

  177. Ad. 167

    A co ty Rysiu pleciesz znowu? Jaki „rynek”? Wolnego rynku nie ma. I nigdy nie było. Ale jak Mizes napisał, że może być, to ty chcesz, Rysiu, ten wolny rynek po trupach wprowadzać? Bo Mizes coś tam napisał?

    Myślenie aprioryczne. Charakterystyczne dla cywilizacji żydowskiej. I jak ci Rysiu z tym?

  178. Wandaluzja said

    Ad. 72. Nemezis powiedział/a – 2012-04-16 (poniedziałek) @ 09:01:13
    Ad. 46: A więc mamy przyczynę klęski JK, Odra była strategiczna dla RWPG.
    ***
    Proszę sobie wyobrazić przerażenie Moskwy na KOMPUTER W KAŻDYM DOMU – i to jeszcze AMERYKAŃSKI komputer w Wrocławia. Nie dziwota więc, że Moskwę musiał ratować Żiwkow, który był najlepszym kopulantem komunistycznym i płodził AMERYKANÓW setkami.

  179. Ad.; 172

    Pan panie Baronie ma najsłuszniejszą rację. Taki wielki BOS (firma hurtu spożywczego) natensamprzykład został połknięty przez malutki Tradis. To tak, jakby śledź połknął wieloryba 🙂 A jak to się stało? Zapewne na skutek perswazji.

  180. Niezdziwiony said

    ad.177,ad177;

    Przecież pod postem 46 (Zdziwiony) napisałem – Odra 1325 i Odra 1305 były skutkiem zakupu licencji od firmy ICL i był to zakup bardzo udany. Komputery serii RIAD miały stać się komputerami strategicznymi RWPG, a nie żadna Odra,

  181. Niezdziwiony said

    ad.72;

    Przecież pod postem 46 (Zdziwiony) napisałem – Odra 1325 i Odra 1305 były skutkiem zakupu licencji od firmy ICL i był to zakup bardzo udany. Komputery serii RIAD miały stać się komputerami strategicznymi RWPG, a nie żadna Odra,

  182. Guła said

    Nic podobnego, pani Joanna nie blefuje, nie ma nic bardziej konkretnego niż prawo. Nieprawdaż panie baronie?

  183. Przykro mówić said

    @163
    Inżynierowie mają zwykle zapisane, że praca polega na projektowaniu i opracowywaniu urządzeń, a wyniki uzyskane w pracy i w związku z pracą należą do firmy.

    Łągiewka o ile wiem nie pracował w firmie ani uczelni na stanowisku związanym z projektowaniem albo wymyślaniem urządzeń, więc wynalazek należy do niego. Szczegółów nie znam, z gazet wynika że obecnie wynalazek sprzedał.

  184. wi42 said

    Re:183 Przykro Mowic
    P.M. wniosl troche realnego spojrzenia na tematy patentow – oczywistego dla kazdego kto pracowal w korporacji.
    Nie chcialem wiecej zabierac glosu, ale …poruszylo mnie w zamieszczonym przez Maruche (#115) wywiadzie to, ze zbyt wiele osob zostalo nazwanych glupcami. Znalem niektorych z nich posrednio, z prof. Stefanem Wegrzynem spotykalem sie kilka razy. Przede wszystkim czytalem jego bardzo przystepna i ladnie napisana ksiazke automatyki w latach 60-tych. Czlowiek ktory wychowal kilka tysiecy studentow, piecdziesiat doktorow technicznych …. jest nieukiem i kawalem glupca.
    Tez juz nie moze sie obronic, podobnie jak i chyba wiekszosc innych….
    Zyczylbym, aby nauka i praktyka uznala Jacka Karpinskiego za wybitnego, a nawet genialnego konstruktora. Ale takie wywiady do tego sie nie przyczynia. Potrzebna jest bezstronna ocena jego koncepcji i konstrukcji. Jezeli zas chodzi o podane w artykule A.Kusiora dane – myslalem, ze to fantazja podkarpackiego dziennikarza i juz je komentowalem (dane dotyczace cen, wkladow dewizowych i pracownikow). Ale, niestety to sa dane wziete z wywiadu. Z wywiadu dowiaduje sie tez, ze J.K. jest wynalaca adresowania stronicowego i ujawnil to swiatu ok. 1971. Moze to jakas lepsza odmiana i wierze w to, ze J. K. wniosl swoj wklad w ten wynalazek. Ale musze uznac FAKT, ze…”paging” i „virtual memory” zostaly wynalezione w trakcie realizacji projektu Atlas w latach 1956-64. Upowszechnione w systemie UNIX od roku ok. 1970.
    http://www.computer50.org/kgill/atlas/atlas.html

    Jeszcze raz podkreslam, ze wierze w to, ze J. Karpinski zasluguje na duze uznanie zawodowe, ale oceniac i popularyzowac trzeba jego dorobek zawodowy (konstrukcje, patenty, publikacje) – zas tego typu publikacje nie zyskaja uznania u ludzi zawodu.
    Aby bylo zrozumiale dla forum Maruchy – to tak jak do legendy o marszalku dodac, ze z 10 tys. ulanow rozgromil 500 tys. armie bolszewicka itd. Przyjemnie sluchac, ale niestety kazdy wiedzialby, ze cos nie tak. Gorzej z komputerami – tutaj fantazja reporterow moze byc prawie bezkarna.

  185. Wandaluzja said

    ORTO zdradził, że autorem hasła KOMPUTER W KAŻDYM DOMU nie był JK a Michał Woźnica. Z tej racji przyjechali do Elwro Breżniew z Kosyginem, którzy zadecydowali o kontynuacji ODRY – i stąd Śmiertelna niewnawiść MW od ZSRS. Potem przyjechał jeszcze Marszałek Malinowski dla Potwierdzenia ROZKAZU, przy czym doszło do incydentu.
    Gdy Rasowy Hun MW zarzucił mi, że ja DUPE LIŻE MOSKWIE to odpowiedziałem, że boję się Rosjan i Niemców, na co odpowiedział, że ma się czego bać, bo to BARANY – czyli że mówił z pozycji AMERYKAŃSKIEJ: NIECH TYLKO BRYKNĄ A MOSKWA WYPARUJE.
    Znaczy to, że Breżniew, Kosygin i Malinowski załatwili sprawę KORUPCYJNIE, przez AMERYKANINA Teodora Żiwkowa, który kazał Hunowi zerwać ze mną, więc zostałem moskiewskim Dupocałowaczem czy Dupolizcem.

  186. Joanna said

    ad/ 176 Przed takim Bizoniem nie musze się tłumaczyć ze swoich kompetencji, nie mam kompleksów ,. Opracowanie Bizxonia zaś jest nudne i TENDENCYJJNE.

  187. Marucha said

    Re 186:
    Ocenianie opracowań politycznych w kategorii „nudne-ciekawe” nie jest właściwe, pani Joanno. Tu nie chodzi o beletrystykę albo artykuły popularno-naukowe.
    A czy są tendencyjne?
    Trudno jest w sytuacji nawały fałszywych informacji i zalewającej nas propagandy, jak najbardziej tendencyjnej, nie spróbować odpłacić tym samym.
    Artykuły p. Bizonia należy oceniać, czy zawierają prawdę, czy nie. Prawda bowiem może wydawać się tendencyjna.

  188. Re.186
    A tendencyjność i nudność polega na tym, że czyta się to wszystko jak dobry kryminał [oparty na rzeczywistości].
    Pani Joanno – wytworzy pani lepsze, super obiektywne, jak pani komentarze – czekamy.

  189. Joanna said

    Panie Gajowy! Jedna ustawa ma co najmniej 222art.. Ja znam zmiany z praktyki. Pan chce abym napisała o zmianach za rządów ryżego.Musiałabym poświęcić z tydzień aby wybrać to, co w mojej ocenie jest istotne. I tak nie zdołam wszystkich żydodokorzystnych zmian podać. Proszę wejśc na sejm.gov od czasu rządów ryżego i sobie czytać.

  190. Guła said

    Konkretnie.
    Za czasu PRL, grupka powstała na skutek polecenia MPBiMP opanowania technologii wykonania pewnego asortymentu i wdrożenia go do produkcji, od paru miesięcy łamała sobie głowy nad wyprodukowaniem prototypu.
    Trafiłem wówczas z byłej wówczas prowincji – jak to określa kpt Joe – do wielkiego miasta i właśnie do zakładu w którym ta grupka od miesięcy, jak wspomniałem, wyrywała sobie włosy w czarnej rozpaczy, z głowy.
    Przyglądałem się jak codziennie rozszalowują element który w żaden sposób nie można było uznać za właściwy…
    Do rozmowy – bo korzystaliśmy z wspólnej stołówki – którą prowadziła wspomniana grupka, wtrącił się, zresztą zgodnie z własną manierą, Guła i stwierdził że mają złe założenia i że ja się w ogóle nie chwaląc – bo „po prostu mam talent” wyprodukuję im ten element za pierwszym podejściem. O ile uwzględnią moje uwagi.

    Miałem ci ja ze dwadzieścia sześć, no może osiem lat i byłem technikiem. A w wspomnianej grupce to poniżej mgr inż. nikogo nie było.
    Nawet nikt nie fuknął… zmyli uwagę milczeniem.

    Mnie więcej za tydzień zaproponowali rozmowę. Rozmowa dotyczyła tylko technologii. nawet o złotówce umownej nie wspomniałem.
    Po dwóch tygodniach zjawili się z nową dziesięciometrową – prawie, formą stalową – szalunkiem – i po 3 godzinach na palecie (linia potokowa firmy Arbau) ukazał się długo oczekiwany element bez zarzutu.

    Rozpisałem się. Ale o co chodzi? Sami wpisali mnie do patentu z udziałem chyba 10%, i gdzieś to leży, a ja nie wiem gdzie, nie znam Nr patentu… Istnieje możliwość stwierdzenia co z tym patentem działo się dalej. Ktoś wie?

    Prefabrykacja którą prowadziłem jeszcze przez pewien czas, za moich czasów – zanim trafiłem na budowy. Wyprodukowała tego setki, wmontowanych na kilku obiektach przemysłowych.

  191. Re.189
    Jak widać po treści ad. 189 pani Joanna podaje nam same konkrety.
    Szukajta sobie sami …..

  192. zapinio said

    Dział Ogłoszenia

    Piszę opracowania na każdy temat.
    24h/7dni w tygodniu.
    Tanio.
    Józef z B.

    Podejmę się polemiki.
    Z każdym.
    Znajomość tematu niekonieczna.
    Józef z B.

    Leję wodę
    Oferty.
    Józef z B.

    Ważne dla partii politycznych.
    Robię tłok.
    Atrakcyjne warunki współpracy.
    Józef z B.

    Recepty.
    Na wszystko.
    Papier niewyczerpany.
    Józef z B.

    Autografy rozdaję.
    Dla kolekcjonerów zniżki.
    Promocja na wersję ołówkiem kopiowym.
    Józef z B.

    Inteligentny.
    Dynamiczny.
    Z ogromną inicjatywą.
    Czeka na jakiekolwiek propozycje.
    Józef z B.

    Oświadczenia

    Mam rację.
    Zawsze.
    Zgłoszenia na poste restante (z dopiskiem: Geniusz Chwała Bogu).
    Józef z B.

    Sprostowania

    Nie mam z tym nic wspólnego.
    Poza tym ciężko pracuję.

    Józef z N.(azaretu)

  193. 166 bojkot TVN said

    183 i związane…
    Stwierdzenie: @163
    Inżynierowie mają zwykle zapisane, że praca polega na projektowaniu i opracowywaniu urządzeń, a wyniki uzyskane w pracy i w związku z pracą należą do firmy.

    jest prawdziwe tylko w przypadku, kiedy inżynier pracuje jako pracownik najemny i wykonuje zadania zlecone przez pracodawcę. Jest w swojej pracy podobny do niewolnika, jest takim dobrowolnym niewolnikiem, zniewolonym łańcuchem $$$, €€€€ PLN, czy jakichś tam innych drukowanych papierów.

    Np. wielu inżynierów architektów pracuje jako samodzielni twórcy i sami ustalają z klientem zasady wykonania zamówienia. Dzieło architekta ma ochronę prawa autorskiego, czasem stje sie to kuriozalne, kiedy Inwestor nie może zmienić np elewacji, bo autor się nie zgadza, a sam doprojektować nie chce.
    Tu większość myśli o inżynierach mechanikach, chemikach, mechanikach precyzyjnych, którzy faktycznie przeważnie muszą być w wielkich firmach, bo tam mają zajęcie związane z masową produkcją.
    Oczywiście nie dotyczy to wszystkich inżynierów mechaników, bo są odważni prowadzący salony samochodowe, naprawcze, produkują meble stalowe, drobny i grubszy sprzęt.
    Wielu w Polsce nie chciało być niewolnikami towarzyszy. U nas istniały jeszcze instytuty badawcze, np dostarczające chemię budowlaną. Każda firma mogła sobie kupić technologię tynków, silikonów, zapraw., bez niewolnictwa. Autorzy wynalazków zawsze byli dodatkowo wynagradzani, jednorazowo albo jako procent od sprzedaży.
    Zupełnie inna historia to j czy jakiś Polak mógł uruchomić duży zakład produkcyjny – jak donosi program pani E. Jaworowicz – nie, bo kredyty bankowe tuż przed zakończeniem inwestycji były w podejrzany sposób cofane i inwestor bankrutował. Tak właśnie nad rozwojem Polski czuwają obce banki, przy bierności polityków, prezydentów i premierów.

  194. Joanna said

    Chcę dodać że w ustawie o nasiennictwie, o prawie geologicznym i górniczym, ustawie prawo wodne, ustawie o ochronie4 środowiska, ustawie o gospodarce nieruchomościami- są powołnab żydowskie4 komisje (w tej ostatniej nie-ale jak Michalkieicz pisze -wojewodowie dostali prikaz)które dostają geld i decydują.To są zmiany za Tusska. Tylko niekóre.,

  195. Marucha said

    Re 189, 194:
    Obawiam się, Pani Joanno, że nie zaskoczy nas Pani żadnymi drańskimi ustawami, podjętymi w interesie mniejszości żydowskiej lub Kahału Unijnoeuropejskiego przez rządy PO – które jakie są, każdy widzi i po których nikt przytomny niczego dobrego nie oczekuje.
    O niektórych zresztą to i owo wiemy z niezależnych źródeł informacji.
    Tym niemniej, gdyby Pani kiedyś znalazła czas, mogłaby Pani to i owo podrzucić do gajówki. Pani punkt widzenia na pewno byłby ciekawy.

  196. Re.192.
    Co też ‚Zapinio’ opowiada – toż to znawcą od wszystkiego jest mistrz pan. Michalkiewicz. Gdzie mi tam do niego. Więc po co mi tu to słodzenie ‚Zapinio’?

  197. Marucha said

    Re 195:
    Acz cenimy sobie w gajówce poczucie humoru, nie zastąpi ono w żadnym wypadku konkretnej argumentacji, a może być nawet uznane za wykręcanie się z poważniejszej dyskusji.
    Proszę napisać, gdzie p. Bizoń pisze nieprawdę, gdzie podaje zmyślone fakty, gdzie myli się w swoich ocenach.

  198. j said

    Ad.195- Marucha

    Zgadzam sie w stu procentach z opinia szanownego Maruchy. Do zacytowanych przez niego pozytywow dorzucilabym jeszcze doskonalace sie z dnia na dzien, ba z godziny na godzine poczucie humoru poczciwego Pana Jozefa.

  199. j said

    errata/ Ad.197-Marucha

    Zgadzam sie w stu procentach z opinia szanownego Maruchy. Do zacytowanych przez niego pozytywow dorzucilabym jeszcze doskonalace sie z dnia na dzien, ba, nawet z godziny na godzine poczucie humoru poczciwego Pana Jozefa.
    zach

    PS. Pan Jozef z tak duzym samozaparciem probuje imitowac Pana Zapinio kpiac sobie z Pani Joanny i z Pana Bojkota wiec chyba wszystko jest OK Panie Gajowy, prawda?

  200. Marucha said

    Re 199:
    Nie, nie wszystko jest OK. Gajowy też nie jest doskonały, choć trudno w to uwierzyć.
    Przypominam jednak, że p. Bizoń – oprócz mniej czy bardziej udanych prób wykpiwania oponentów – serwuje nam wszakże mnóstwo faktów, czego u p. Zapinio nie widać.

  201. zapinio said

    Pan zapinio już kilkukrotnie pisał, że jego opinie, dyskusje o faktach etc. zainteresowani mogą znaleźć na forum StMa funkcjonującym od 2006roku.
    Pan zapinio jest człowiekiem aktywnym zawodowo, przy czym nie jest po marketingu i zarządzaniu ergo gratyfikacji nie dostaje za bycie, nie ma więc czasu na powtarzanie tego samego dziesiątki razy, zaś etap internetowych bojów i przewag ma już dawno za sobą.

    Panią J. i Gajowego pozdrawiam

    z.

    Gajowy jednak na ogół nie waha się przed powtarzaniem tego samego, jeśli istnieje potrzeba. Ponadto ponawia prośbę:
    Proszę napisać, gdzie p. Bizoń pisze nieprawdę, gdzie podaje zmyślone fakty, gdzie myli się w swoich ocenach.- admin

  202. Joanna said

    Panie Gajowy! Pan Bizoń pisze manipulatorsko. Niech Pan-jako rozmuny człowiek- Ni da się nabierać. Dosc nam żydowskich pouczerń. Napewno się poświęce i podam datty zmiian w przepisach rządóe ryżego, o czym pan B. raczej nie wsponina-chyba że wywołany do tablicy.

  203. Marucha said

    Re 202:
    Pani Joanno, na czym polega manipulanctwo inż. Józefa Bizonia?
    Co w jego wypowiedziach, a zwłaszcza artykułach na jego stronie, jest nieprawdziwe?
    Owszem, zawzięcie atakuje PiS i Kaczyńskich – czy nie bez racji?

    Co do zmian przepisów w rządach Tuska, to nie musi Pani w to wkładać zbyt wiele pracy. Na pewno i tak dowiemy się sporo ciekawych rzeczy… ale czy one nas zaskoczą? Przecież wiemy, czego się od tych „rzonduf” spodziewać.

  204. Joanna said

    Panie Gajowy czy czytał Pan Erystykę Szopenchauera?Mozna gledzić niby prawdę, aby odwracć uwage od istoty To robi pan. B.Przez tyle lat w ten sposób byliśmy mamieni. Czas się nauczyć rozumu,

  205. j said

    Ad.200-Marucha

    Drogi Panie Gajowy! Dalej nieustajaco sie z Panem zgadzam
    „…Przypominam jednak, że p. Bizoń – oprócz mniej czy bardziej udanych prób wykpiwania oponentów – serwuje nam wszakże mnóstwo faktów, czego u p. Zapinio nie widać….”
    Pytam tylko z „niesmialoscia taka” czy w Gajowce naprawde jest taka palaca potrzeba wczytywania sie w te wszystkie prawdy, ktore od lat znamy? Moze na innym forum, np. u mistrza Michalkiewicza Pan Jozef zrobilby furore, bo tam ludzie gleboko nieuswiadomieni i zdemoralizowani przecie ale tutaj??? 🙂 🙂 🙂
    Tylko takie zastrzezenie mam i nic wiecej.

  206. Marucha said

    Re 205:
    Miła Pani J,
    Wydaje mi się, choć pewnie się mylę, że nawet zbędne powtarzanie znanych wszystkim (czy na pewno?) prawd nie stanowi żadnej podstawy do wmawiania p. Józefowi żydowskiego pochodzenia, hasbarowania, odwracania uwagi od spraw ważniejszych (jakich?), mącenia itd.

  207. p.e.1984 said

    Tak się zastanawiam, czy pani Joanna uskarżając się na „erystykę Schopenhauera” u pana J. Bizonia nie dostrzega, że zarówno tu, jak i w wątku „Wśród serdecznych przyjaciół” to nie „obóz” pana J. Bizonia zajmuje się wyłącznie „medialnym kreowaniem” niedostatków osobistych u przeciwników – stroniąc jednocześnie od kwestii merytorycznych. Pokusiłem się nawet o sformułowanie pewnej hipotezy, dlaczego spór po stronie obozu pana Zapinio et consortes ogranicza się w zasadzie do ataków personalnych ( https://marucha.wordpress.com/2012/04/11/wsrod-serdecznych-przyjaciol/#comment-157479 ). Próby skierowania sporu na kwestie merytoryczne spełzły na niczym: ( https://marucha.wordpress.com/2012/04/11/wsrod-serdecznych-przyjaciol/#comment-157175 ). Jest jeszcze inna metoda – „zasypywanie” niewygodnych wypowiedzi masowo wklejanymi tekstami „miszcza” (zniechęcanie czytelnika przy użyciu zwiększania objętości tekstu plus metoda „na igłę w stogu siana” – nikomu nie zechce się czytać od początku długiego sporu o zerowej wartości merytorycznej – a trudno znaleźć wartościowe wypowiedzi (np. https://marucha.wordpress.com/2012/04/11/wsrod-serdecznych-przyjaciol/#comment-157470 ) wśród śmiecia.

    Joanna napisała: Mozna gledzić niby prawdę, aby odwracć uwage od istoty To robi pan. B.Przez tyle lat w ten sposób byliśmy mamieni. Czas się nauczyć rozumu
    Ja jestem bardzo ciekaw od jakiej to „istoty” odwraca uwagę pan Józef Bizoń. Istoty czarnej, istoty nadprzyrodzonej? Czym mami? Bardzo jestem ciekaw, dlaczego pan Józef Bizoń nagle stał się Żydem, bo z jego wypowiedzi nijak wydedukować tego nie mogę (ani tu, ani na jego stronie) … Może mam wadliwą metodę dedukcji – zwracam się więc do pani Joanny z uniżoną prośbą o oświecenie w kwestii doskonalszych metod dedukcji, jakimi się niewątpliwie posługuje.

  208. Niech sobie mówią co chcą, niech wrzeszczą z całych sił [oni już tak mają] – a my musimy siać.
    Tym się zajmijmy, jeśli nam Polakom nasza Ojczyzna Polska miła!!!!
    Żniwo czeka nas wielkie, a robotników tak mało.

  209. j said

    Ad.206-Marucha

    Totez ja cierpliwie caly czas sie z Panem zgadzam:
    „…wmawiania p. Józefowi żydowskiego pochodzenia, hasbarowania, odwracania uwagi od spraw ważniejszych (jakich?), mącenia itd….”
    – szczegolnie niepotwierdzone, jest nie tylko totalnym nieporozumieniem i bledem ale w ogole grzechem. Natomiast ja widze, a Pan ciagle nie widzi zagrozenia wiekszego niz jakies glupkowate inwektywy. Ja widze tutaj zagrozenie pelzajacej eutanazji. Powolutku i cichutko, dzieki prawdom powtarzanym cierpliwie i nieustannie przez Pana Jozefa – pomrzemy wkrotce z nudow. A szkoda by bylo, bo zycie takie piekne…
    Pozdrawiam

  210. j said

    Ad.208-Jozef Bizon

    Rany boskie! I jeszcze siac Pan tu chce? W Gajowce?
    Mnie nic do tego. Ja tu tylko „przontam” ale tych ludzi biednychza l. Tych „konsomatorow” panskich zasiewow. Lo matko moja co to byndzie????

  211. Joanna said

    Myślałam, że jet Pan mądrzejszy Gajowy. Jednak tali sam jak poplecznicy Bolka.

  212. Fragment z

    Chanuka i patriotyzm inaczej?
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/08/16/chanuka-i-patriotyzm-inaczej/

    „Nieważne jak się rzeczy faktycznie mają – ważne jest to, jak się o tym opowiada.
    A opowiada się tak, aby było to z korzyścią dla opowiadającego.
    Podobno wszystko można rozeznać po czynach. Szkopuł jednak w tym, że znowu tutaj się opowiada, które czyny są ważne, a które nie mają żadnego znaczenia. Ostatecznie, gdy niecnych czynów nie da się ukryć lub nie sposób je obronić – to się je przemilcza.

    Stosowanie strategii „najciemniej jest pod latarnią” ma się u nas bardzo dobrze.
    A jeśli to wszystko umiejętnie i sugestywnie wymiksować z wiarą i polskimi narodowymi świętościami, to sukces SOROSA jest murowany.

    Nikłe są bowiem szanse na dotarcie z racjonalnymi argumentami do tak zaczadzonych, bo brak już jest u nich miejsca na własny rozum – bo został on skutecznie wyparty rozumem cudzym.”

    No i dalej ten Bizoń mąci – nieprawdaż?
    A tak było już sielankowo.

  213. Re. 210
    Nie w gajówce, ale myślę, że Polacy przestaną się bać opluwaczy i pomogą siać na innych forach, a także dostępnymi im innymi metodami.

  214. Joanna said

    A kto według Pana w Polsce rządzi? Jest Pan zapewne emerytem i ma dużo czasu. Dlaczego zatrzymał sie na rządach Kaczyńskich?Rzady Tuska o wiele więcej szkód wyrządziły. Nie podsunął Panu nikt dalszych opracowań?

  215. JO said

    ad.214. czy Pani niewidzi, ze oddzielac Rzadow Tuska od Rzadow Kaczynskich nie wolno? Nie widzi Pani, ze to dzialanie dobrego i zlego policjanta? , Ze to Talmudyczne oszukancze dzialanie majace miejsce w kazdym Kraju Europy…w tym w Polsce na przykladzie tademu PiS-PO, + SLD i, PSL, Polikot…czyli przybudowki…

  216. j said

    Ad.213

    „Nie w gajówce, ale myślę, że Polacy przestaną się bać opluwaczy i pomogą siać na innych forach, a także dostępnymi im innymi metodami”

    Jak nie w Gajowce to kamien z serca mi spadl 🙂

    Ale jednak zapytam z „taka niesmialoscia pewna” bom naprawde ciekawa w tej materii. Czys Pan laskawie wyprodukowal jakas broszure czy moze jakis skromny przewodnik dla mas? Gdzie bylby na ten przyklad czytelny podzial na Polakow Bizoniopodobnych i reszte. Tej reszty nawet nie musi Pan nazywac Opluwaczami.
    Ja bym bardzo wdzieczna byla za taka broszurke.
    Pozdrawiam

  217. Re.214
    Proszę dobrze poczytać całość zgromadzonego materiału – to się przekona, że tam są Kaczyńskie, Tuski i inne wszelkiej maści półtuski.
    Już na stronie głównej to widać o tu:
    http://jozefbizon.wordpress.com

    Pani Joanno – pani mi podsunie ciąg dalszy [dotyczący samego Tuska], to zamieszczę na swej witrynie na mojej witrynie – wzrośnie jej poczytność, a pi poczytność gajówki – oczywiście pod pani imieniem i nazwiskiem [jeśli tylko swe prawdziwe personalia pani poda – inaczej, to z tego nici].

  218. re. 216
    Czy pani ‚J’ nie zauważa, że sama, wraz z innymi, taką broszurkę pisze?

  219. j said

    Ad.215-JO

    „ad.214. czy Pani niewidzi, ze oddzielac Rzadow Tuska od Rzadow Kaczynskich nie wolno? Nie widzi Pani, ze to dzialanie dobrego i zlego policjanta? , Ze to Talmudyczne oszukancze dzialanie majace miejsce w kazdym Kraju Europy…w tym w Polsce na przykladzie tademu PiS-PO, + SLD i, PSL, Polikot…czyli przybudowki…”

    Nie Panie JO!!! Pani Joanna tego nie widzi!!! Ja tego nie widze!! Gajowy nie widzi choc udaje, ze widzi!!! Michalkiewicz nie widzi!!! Koty gajowego nie widza!!!
    Nikt tego kuzwa nie widzi !!!! TYLKO PAN!!!
    A wie Pan dlaczego Pan widzi? Bo zostal Pan WYBRANY. Zostal Pan WYBRANY DO WIDZENIA.
    I dlatego Pan WIDZI. Bo gdyby Pan nie WIDZIAL to by dopiero byl straszny dylemat dla Gajowki 🙂

  220. Joanna said

    Panie Jóefie. Jak wyżej napisałam, trzeba mi dać trochę czasu. Potem moze sobie Pan sprawdzać, czy prawdę napisałam, czy nie. A nazwiskiem nie zmierzam się afiszować, bo jestem bardzo skromną osobą.

  221. p.e.1984 said

    Proponuję zacząć propagować teksty J. Bizonia o Lechu Kaczyńskim na „niepoprawni.pl”. Tam jest (jak mi się zdaje) sporo osób, które chcą dobrze, a dały się nabrać na PiS. Inwazja na salon24 też nie byłaby głupim pomysłem – ocenzurują konto na pewno, ale trochę osób zdąży poznać prawdę i pociągną znajomych. Salon ma obecnie kryzys zaufania po zaostrzeniu „koszernej” cenzury. Oczywiście ludzie, których teksty poleciały często nie mają pojęcia „za co”.

  222. Re.220

    Znaczy się, że u pani występuje brak natury elementarnej – brak odwagi cywilnej połączony z jadem zmiji.

    No, już dobrze, ale swymi nazwiskami mogą się afiszować, dajmy na to: St. Michalkiewicz, Kaczyński, Macierewicz, Korwin Mikke, Ziobro, Tusk, Pawlak, Kurski, …. itd.

  223. p.e.1984 said

    Ad. 219
    Pani J, dość bicia piany, jazda na salon24 i niepoprawnych propagować gajówkowe teksty – i z czym Pani po drodze z J. Bizonia. Avanti i morda w kubeł.

  224. j said

    Ad.223 – p.e.1984

    Szanowny Panie p.e.1984!
    Uprzejmie Pana informuje, ze jak dotad zadnemu obszczymurkowi nie udalo sie przejac Gajowki. Nie chce Panu odbierac nadziei ale i tym razem latwo nie bedzie 🙂

    PS. A w czym niby moja piana gorsza od panskiej? Hehehe! Piana jest piana szanowny Panie p.e.1984 🙂 🙂

  225. p.e.1984 said

    Moja piana jest (od niedawna) łączona z propagacją tekstów z gajówki i J. Bizonia na szalom24. W tym jest lepsza. Jak dotąd nie widzę, żeby się Pani czymkolwiek prócz warcholstwa i ad personam zajmowała. Pora zrobić sobie przerwę dla odświeżenia … umysłu, Pani J.

  226. p.e.1984 said

    P.S. Propagowaniem Michalkiewicza na S24 i niepoprawnych może się Pani nie zajmować – robi to tam zawodowe sonderkommando w kopulastych nakryciach głowy.

  227. j said

    Ad.225-p.e.1984

    „Moja piana jest (od niedawna) łączona z propagacją tekstów z gajówki i J. Bizonia na szalom24. W tym jest lepsza. Jak dotąd nie widzę, żeby się Pani czymkolwiek prócz warcholstwa i ad personam zajmowała. Pora zrobić sobie przerwę dla odświeżenia … umysłu, Pani J”

    Nie ma to jak autoreklama 🙂
    Gajowy radzil sobie bez panskiej odzywczej piany tyle lat…
    Nie widzi Pan u mnie nic oprocz warcholstwa i ad personam, bo Pan w przeciwienstwie do Pana JO, nie zostal WYBRANY DO WIDZENIA.
    Ale to przeciez nie moja wina, prawda? 🙂
    Uklony

  228. Zbigniew Kozioł said

    Panie Józefie Bizoń

    Daj sobie pan spokój na jakiś czas. Tutaj wszystko ostanie się po staremu a pan będzie miał czas na przemyślenie.

  229. p.e.1984 said

    Ad. 227
    Jam na zaszczyty nie łasy. Pokazuję tylko szanownej, gdzie może produktywnie dać upust swojej inwencji (lub spożytkować czas, którego widać ma w nadmiarze). O ile będzie tylko wklejać teksty a nie pisać od siebie – odwali kawał dobrej roboty.

  230. j said

    Ad.229- p.e.1984

    „Jam na zaszczyty nie łasy. Pokazuję tylko szanownej, gdzie może produktywnie dać upust swojej inwencji (lub spożytkować czas, którego widać ma w nadmiarze). O ile będzie tylko wklejać teksty a nie pisać od siebie – odwali kawał dobrej roboty”

    Czy jest Pan pewien, ze musi mi Pan pokazywac? 😉
    Czy jest Pan pewien, ze bez panskich pomyslow na wykorzystanie czasu i inwencji popadne w niedole? 🙂

  231. Zbigniew Kozioł said

    J mnie omija?

  232. Marucha said

    Dziwnie się porobiło w gajówce.
    Ludzie, weźcie i ogarnijcie się.
    Tyle mam do powiedzenia.

  233. j said

    Ad.231-Zbigniew Koziol

    Panie Zbyszku! Jak mozna ominac kogos kogo sie caly czas nosi w sercu? 🙂

    Ad.232- Marucha

    Ma Pan racje! Czas zatrzasnac paszcze pod tym watkiem. Ja swoja w try miga zatrzaskuje.
    I to bez zalu 🙂

    Pozdrawiam obu Panow

  234. Re: 232 Marucha…

    Oj Panie Gajowy, az oczy bola, kiedy z Gajowki robia „sciepe” pt: „pl.soc.culture”…
    Zacznij Pan wreszcie „ciac” personalne „przepychanki” pt: „chlop zywemu nie przepusci”…
    Krotko, zwiezle i na temat…,a reszta do kosza…
    ==========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  235. p.e.1984 said

    Ad. 222
    Panie Józefie, pisze Pan: Znaczy się, że u pani (Joanny – p.e.1984) występuje brak natury elementarnej – brak odwagi cywilnej połączony z jadem zmiji..
    Sądzę, że walka z otwartą przyłbicą może niektórym osobom nie wyjść na zdrowie. Ryzykować można we własnym zakresie, jeśli jest się osobą samotną i nie ma się nikogo na utrzymaniu (oraz nie planuje się mieć nikogo na utrzymaniu). Rozliczać innych z odwagi w tym zakresie nikt nie ma prawa. Obecny totalitaryzm zmiażdży Polaków występujących samotnie przeciw systemowi – tak jak zamordowano dr Ratajczaka, uprzykrzono życie prof. Jedynak czy T. Szczepańskiemu (pseudo „Barnim Regalica”) i skrzywdzono wielu Polaków, o których nie przeczytaliśmy w prasie.

    Przydałby się jakiś internetowy rejestr takich spraw, bo jest ważne, by kiedy zacznie się kolejna „antyszowinistyczna” nagonka na polskiego patriotę, środowiska narodowe stanęły murem za pokrzywdzonym – i miały możliwość szybkiego zorganizowania się.

  236. Marucha said

    Re 211:
    Pani Joanno, nigdzie się nie reklamowałem, jako człowiek mądry. Pani zdaniem nim nie jestem – i w porządku. Nie nazwę Pani z tego powodu hasbarą czy czymś równie sympatycznym, prawda?
    Ja tylko, jako inżynier, lubię konkrety. Kto, co, gdzie, kiedy… Co jest prawdą, co nią nie jest.
    Emocje schodzą na drugi plan.

  237. Re.235
    Ja to wszystko doskonale rozumiem, ale … no właśnie, to ale.

    – jeśli już ktoś pisze pod własnym imieniem i nazwiskiem [mam rodzinę], a do tego nie według obowiązującego scenariusza politycznego, to sam Pan widzi co jest …

    – jeśli ktoś pisze pod ‚pseudo’ stara się argumentami merytorycznymi udowodnić swe racje, argumentami merytorycznymi zbijać racje przeciwnika, to OK.

    – jeśli zaś kogoś stać na inwektywy, na oczernianie innej osoby, to powinno go też stać na podanie swego imienia i nazwiska. W przeciwnym bowiem razie staje się bandziorem w kominiarce strzelającym z za węgła.

    Pisanie pod własnym imieniem i nazwiskiem uczy kultury słowa, uczy odpowiedzialności za każde wypowiedziane publicznie słowo, uczy odwagi cywilnej – tak nam Polakom dzisiaj potrzebnej.

  238. Zbigniew Kozioł said

    @233

    „Panie Zbyszku! Jak mozna ominac kogos kogo sie caly czas nosi w sercu?”

    Ależ ja nosze w sercu całe swoje życie.

    Anonimów jednakże nie nosze. Chociaż, są i tacy. A ch*j z niemi.

    Ja nie wiem, kim pani jest. A ostatnio to i nie bardzo chce wiedzieć.

    Ja wiem (prawda lub nie prawda) kim jest Aga. A kim pani J jest to ja nie wiem. Pani Agi, przez to ze wiem, chyba nie zdradziłem.

  239. Pytam też – kto ma wywalczyć Polskę dla Narodu Polskiego?
    Ludzie tchóżliwi, bojący się własnego cienia?
    A może nam Polakom kto inny Polskę wywalczy?
    Skala powszechności stosowania ‚pseudo’ świadczy o skali zastraszenia.

  240. p.e.1984 said

    Ad. 239
    Panie Józefie, to, że ktoś pisze odważnie z zakrytą przyłbicą nie znaczy, że z odkrytą milczy. Póki narodowiec nie ma oparcia w swoim narodzie jako narodowiec – i może liczyć w biedzie wyłącznie na siebie w konflikcie z (nie obsadzoną narodowcami) machiną administracyjną i sądami – musi myśleć, co mówi publicznie (nie każdy ma „licencję na antyhellenizm”, nie każdy jest Bublem, nie każdy ma czas chodzić na procesy o zniesławienie itp. itd, ale przecież Pan o tym dobrze wie). Ofiara dla narodu jest obowiązkiem każdego Polaka, ale nie ofiara daremna.
    Zakryta przyłbica daje w tej sytuacji bezcenny atut – można pisać, co się myśli, zamiast myśleć, co się pisze, bez ryzyka, że paru Greków puści człowieka z torbami, załatwi mu zwolnienie z pracy, komornika itp itd. Proszę sobie pomyśleć – gdybym miał na karku sąd i komornika, albo musiał pilnie szukać pracy – miałbym mniej czasu na pisanie kiepskich tekstów o charakterze narodowym … A tak naród coś zyskuje – a i ja, bo nie muszę finansować renowacji jakiegoś kirkutu w ramach zadośćuczynienia za straty moralne.

  241. Re.240
    Może tak.
    Działanie powinno być wielowarstwowe.

  242. z sieci said

    Red. Żakowski – prorokiem większym!

    Felieton • tygodnik „Nasza Polska” • 17 kwietnia 2012

    Wiele razy pisałem, że wybitny przedstawiciel michnikowszczyny, pan red. Jacek Żakowski, biega tam za proroka mniejszego. Ta ranga nie jest moim wymysłem, tylko zapożyczeniem ze Starego Testamentu, w którym występują prorocy więksi i mniejsi. Taki na przykład prorok Habakuk uważany jest za „mniejszego”, podczas gdy prorok Izajasz – za „większego”. Jaka jest różnica między tymi prorokami, dlaczego jeden jest „mniejszy” a drugi – „większy”? W Starym Testamencie chodzi podobno o długość ksiąg, jakie po sobie pozostawili. Im dłuższa księga, tym większy prorok. Wszystko to być może, bo i dzisiaj wielu ludzi uważa, że im grubsza książka, tym mądrzejsza. Nawiasem mówiąc, pan red. Michnik też pisze grube książki i dlatego przez wielu uważany jest za proroka większego, podczas gdy pan red. Żakowski – za mniejszego.

    Muszę się przyznać, że do niedawna uważałem inaczej – że mianowicie w michnikowszczynie prorokiem większym jest ten, który rację ma zawsze, a mniejszym ten, który tylko niekiedy – i dlatego pana red. Jacka Żakowskiego uważałem za proroka mniejszego. Teraz jednak muszę zmienić zdanie – a to za sprawa proroctwa, jakie pan red. Żakowski wygłosił przy okazji uroczystych obchodów drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej – i to zarówno w obrządku rządowym, jak i obrządku opozycyjnym to znaczy – PiS-owskim, pod który usiłowała podłączyć się nielegalnie heretycka Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, zdemaskowana i napiętnowana przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

    Nawiasem mówiąc – co zresztą zauważył ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – nie ma w Polsce partii, która nie wykorzystywałaby politycznie smoleńskiej katastrofy, z tym, że jedne wykorzystują ją umiejętnie, podczas gdy inne – nieporadnie. Na przykład Platforma Obywatelska wykorzystuje katastrofę smoleńską nieporadnie; liturgia kładąca nacisk na „żałobę” i „zadumę”, uzupełniana akcentami „dumy” z państwa, co to niby „zdało egzamin”, nie przekonuje ani uczestników, ani nawet – celebransów – podczas gdy liturgia opozycyjna, której punktem centralnym jest kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego „dziedzictwa”, znajduje licznych i oddanych militantów. Skąd taka różnica – to sprawa osobna.

    W pierwszej kolejności można wskazać na brak wiary po jednej i pragnienie wiary po drugiej stronie. Jakże może przekonać do jakiejś religii ktoś, kto sam nie wierzy w jej dogmaty? Rząd i michnikowszczyna forsuje dogmat o naturalnych przyczynach katastrofy – ale przecież każdy zdaje sobie sprawę, że zarówno pan prezydent Komorowski, premier Tusk i dygnitarze drobniejszego płazu wiedzą zbyt dużo, żeby szczerze wierzyć w przyczyny naturalne. Z kolei prezes Kaczyński i jego zwolennicy brak twardych dowodów, których z powodu przyjęcia przez premiera Tuska, ministra Grasia i Tomasza Arabskiego konwencji chicagowskiej do badania przyczyn katastrofy, nie ma i chyba już nie będzie – rekompensują gorącym pragnieniem wiary w zamach – bo to przekonanie potężnie wspiera moralnie postawę opozycyjną wobec rządu premiera Tuska.

    Wracając do pana red. Żakowskiego, to muszę awansować go z proroka mniejszego do grona proroków większych za sprawą proroctwa, jakie wygłosił w dniach ostatnich – że mianowicie dzień 10 kwietnia może okazać się „dniem wstydu”. Wprawdzie z kontekstu wynika, że zdaniem pana red. Żakowskiego wstydzić się będzie prezes Kaczyński i jego zwolennicy – ale z doświadczenia wiemy, że proroctwa nigdy nie są dokładne, więc nie można wykluczyć, że albo pan red. Żakowski błędnie zinterpretował własne proroctwo z wewnętrznego przekonania, albo – co nawiasem mówiąc, wydaje mi się nawet bardziej prawdopodobne – świadomie je zafałszował ze względów oportunistycznych. Bo gdybym nawet nic nie wiedział na temat tej katastrofy, w szczególności – gdyby nie to, że pokładowy komputer rozbitego samolotu został otwarty i odczytany w Redmond w stanie Waszyngton – i że prawdopodobnie na tej właśnie podstawie zespół Antoniego Macierewicza mówi o dwóch „wstrząsach” jakie targnęły samolotem, zanim jeszcze zdążył w cokolwiek uderzyć – to obserwacja reakcji agentury w mediach głównego nurtu, salonowych lizusów i „autorytetów moralnych”, to znaczy – szubrawców notorycznie wynajmujących się każdemu reżimowi do żyrowania jego łajdactw, w zamian za co reżim ich okadza – obserwacja tych wszystkich reakcji utwierdziłaby mnie w przekonaniu, że swołocz coś ukrywa – tak jak przez kilkadziesiąt lat ukrywała przez fałszowanie albo zamilczanie prawdę o Katyniu. Ale wiadomo, że co jeden człowiek zakrył, to drugi odkryje – zwłaszcza gdyby Amerykanie z jakiegoś powodu postanowili dokuczyć Władimiru Władimirowiczu, albo ten ostatni – zrobić kuku gdańskiemu trampkarzowi lub gajowemu.

    Bo jeśli w Smoleńsku był zamach – to zamordowaniem prezydenta Kaczyńskiego bardziej niż Rosjanie, dla których po deklaracji prezydenta Obamy z 17 września 2009 roku prezydent Kaczyński nie stwarzał już żadnego niebezpieczeństwa – zainteresowana była tubylcza razwiedka, dla której wiedza zgromadzona w „Aneksie” do Raportu o rozwiązaniu WSI, w roku wyborów prezydenckich mogła być bardzo kłopotliwa, a nawet – niebezpieczna. Gdyby się wydało, że pan red. Michnik, pan red. Żakowski i całe stado mniejszych proroków po prostu powtarzało mantry zasuflowane przez razwiedkę – cóż to byłby za obciach, cóż to byłby za wstyd! Nie tylko na tym, ale przede wszystkim – na tamtym świecie, gdzie nie będzie można ukryć się przed nim nigdzie – nawet w piekle – bo dopiero tam szatani będą mieli Schadenfreude z „razobłaczania” wszystkich hipokrytów. Być może panu red. Żakowskiemu coś takiego właśnie nad ranem się przyśniło – ale po przebudzeniu oportunistycznie swoje proroctwo skorygował.

    Stanisław Michalkiewicz

    Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

  243. EKO-LAS said

    Ad. 239
    „Skala powszechności stosowania ‘pseudo’ świadczy o skali zastraszenia.”

    Szanowny Panie Józefie, niekoniecznie musi to świadczyć o zastraszeniu. Są również i takie osoby, które wogóle nie lubią popularności i nie zależy im na byciu popularnym. Swoje cele można też realizować skromnością i brakiem wywyższania się. Piszę tak ogólnie, nikomu nic nie zarzucając. Każdy ma indywidualne podejście do tych spraw i należałoby to moim zdaniem uszanować. Co nie znaczy, że oczywiście być może ma Pan rację.

  244. Re.243
    Ja to szanuję – z wyjątkiem, który już wyżej podałem.

    Ale jak Polacy mają się odszukać w sytuacji anonimowego ich wszystkich działania?
    Czyli są i jednocześnie ich nie ma.
    Tamci z butami na bezczelnego wszędzie się pchają – a tu jakieś zabobony są uprawiane: siedź w kącie, a znajdą cię.

    Albo wywyższanie się – kto komu zabrania pisać i się pod tym podpisać swym imieniem i nazwiskiem? Też się wywyższy. Wielu w ten sposób wywyższonych powoduje, że nie ma wywyższonych.

  245. p.e.1984 said

    Ad. 244
    Polacy, kiedy przyjdzie pora zakryją tą hołotę czapkami. My mamy pracować, żeby każdy Polak wiedział, kogo zakryć czapką. Jak damy się przedwcześnie wykończyć (niekoniecznie w stylu Ratajczaka, mendy mają wiele sposobów na wyłączenie z gry) hojracząc z otwartą przyłbicą, to stracimy misjonarzy nie zyskując żołnierzy. Każdy kto naraża siebie działając nierozważnie, kiedy bilans zysków i strat podpowiada, że się to nie opłaca – szkodzi sprawie narodowej, bo odbiera swoje usługi narodowi.

  246. Albo – popularność.
    Najbardziej popularni są kabareciarze. Mamy ich bez liku. Wystarczy włączyć radio i pudło TV. No i leci sobie kabarecik – a w tym czasie Polska odchodzi sobie w siną dal, w siną dal … a ja sobie śpię, siedzę w kącie, a ja nie chcę być popularny, myślę sobie, że spokojne cielę dwie krowy sśie … [a na końcu rzeźnia].

  247. 166 bojkot TVN said

    http://jerzyprzystawa.salon24.pl/404387,plan-dla-polski-jednomandatowe-okregi-wyborcze

  248. Re.245
    Przecież już napisałem, że trzeba działać wielowarstwowo, ale nie wszyscy anonimowo.
    Nie da się zjeść ciastko i jednocześnie mieć ciastko.

  249. 166 bojkot TVN said

    Warto posłuchać wypowiedzi inż. Jerzego Skorupińskiego (hydrologa, żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych), niech nikogo nie zrazi obecność J.Szaniawskiego

  250. Re.247
    Tylko, że realia są takie, a nie inne. To będący u władzy ustalają ordynację wyborczą.
    Przecież nie ustalą takiej ordynacji, aby przegrali. A kto ma pieniądze na kampanie wyborczą [nawet w okręgach jednomandatowych]?
    Te JOW-y – to mniej więcej taka propozycja:

    Chłopy widzicie wroga tam w okopach?
    Widzimy – odpowiadają.
    Wygramy z nim z całą pewnością …
    jak tylko wszyscy jednocześnie wystawią głowę nad okopami.

  251. Canada said

    Michalkiewicz, Braun – Antypolonizm – NowyEkran TV Wrocław

  252. kenyeres said

    to badziewie, nihil, ruskiego pochodzenia, bedzie jeszcze nawiedzalo nas setki lat

  253. Joanna said

    AD/135
    Panie Rysiu naprawde jestem ładna, ale zdjęcie wyślę tylko Gajowemu, a zmiany w ustawach zrobione przez POpaprańców zgodnie z jego życzeniem podam. Przez dwa ostatnie dni byłam w sądach trochem utrudzona. Troszeczke cierpliwości. Pozdrawiam.

    Czekam z niecierpliwością 🙂 – admin

Sorry, the comment form is closed at this time.