Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Sicz i hajdamacy (3)

Posted by Marucha w dniu 2012-04-16 (Poniedziałek)

Nadesłał p. PiotrX.

Poprzednie części:
https://marucha.wordpress.com/2012/04/11/sicz-i-hajdamacy-1/
https://marucha.wordpress.com/2012/04/12/sicz-i-hajdamacy-2/

Edward Prus – „Hulajpole- burzliwe dzieje kresów ukrainnych”, 2003 r. (fragmenty książki)

(…)
“Niektórzy badacze powstanie narodu ukraińskiego łączą z działalnością wolnomularską odgałęzienia szwedzkiego. Wskazywałoby to zatem, że kolory narodowe Ukraińców: niebieski i żółty, pochodzą nie od błękitu nieba i złota czarnoziemnej pszenicy, że są to, po prostu, kolory szwedzkiej flagi. Te właśnie kolory miała przyjąć za swoje kijowska Loża Słowian Zjednoczonych. Ona też powołała do życia Bractwo Cyryla i Metodego oraz już nam znane Hromady. Z ramienia masonerii mieli także działać bracia Potoccy oraz Kotlarewski.”

Inni wprawdzie twierdzą że barwy państwowe Ukrainy pochodzą z herbu Księstwa Halicko-Wołyńskiego, w którym żółty lew umieszczony był na ciemnoniebieskiej tarczy, ale wtedy zgodnie z zasadami heraldyki powinny być umieszczone odwrotnie (barwa żólta na górze a niebieska na dole flagi).

Inny fragment – mam podobne doświadczenia ze swojego pobytu we Lwowie:

(…)
“W roku 1993 odwiedziłem muzeum historyczne we Lwowie. Jest to, rzecz jasna, muzeum polskie, nie tylko przez to, że przez Polaków założone, ale przez to, że eksponaty w nim się znajdujące są prawie wyłącznie polskie. Jednak oprowadzający wycieczki „lektor” informował bez najmniejszej żenady, że Matejko to „wielki malarz ukraiński”, podobnie Siemiradzki (za Sowietów był on Rosjaninem), a Grottger to „znaturalizowany Ukrainiec pochodzenia francuskiego, który miał narzeczoną Ukrainkę”. Jan Sobieski, ma się rozumieć, nosi imię Iwan, ale to najmniej ważne.

Gdy wtrąciłem się ze swoją znajomo-ścią historii i królewskiej biografii, to pani kustosz, wyraźnie zadowolona, spytała: to w Polsce uczą o wielkich Ukraińcach? Wtedy też dowiedziałem się, że Jan III Sobieski, to „wielki Ukrainiec” obok Kopernika Mykoły, urodzonego w Sumach na Ukrainie, i „Ukrainki” Marii Skłodowskiej-Curie. Cóż, smutne, bardzo smutne, kiedy nie potrafi się z własnej historii wydobyć cennych wartości, wskazać na znaczące postacie, więc podkrada się je innym narodom – więcej – bandytów ukrywających się pod skrótem UPA winduje na piedestały herosów. To żałosne – zwłaszcza że chodzi o bratni naród, który tak haniebnie daje się oszukiwać swojej warstwie przywódczej z obozu ukraińskich, skrajnych nacjonalistów.”

I jeszcze o fałszowaniu historii ze strony ukraińskiej kilka przykładów. Z pracy pt. “Historia Ukrainy” A.Łotockiego (Lwów 1991) można się dowiedzieć, iż cesarz bizantyjski żalił się w swoim liście, że: “Ukraińcy pustoszą mi wybrzeża”, gdy tymczasem oryginale cytowanego dokumentu występuje wyraźnie słowo “Rusowie”. W innym miejscu tej lektury podano informację, iż pod traktatem zawartym z Grekami w 911 r. władca kijowski miał się podpisać jako “Ołeh wełykyj kniaź ukraińskyj”, choć nikt wtedy nie słyszał o takim państwie jak “Ukraina”, a termin “ukraiński” nie mógł owemu księciu w żaden sposób przyjść do głowy. Dalszymi przykładami mogą być również fragmenty z innej książki pt. “Historia Ukrainy”, autorstwa czterech osób, wydanej we Lwowie w 1991 r. : “Ołeh też pragnął uczynić Ukrainę wielkim państwem”, “Cesarz bizantyjski zgodził się na to, aby kupcy z Ukrainy …”, “Rozkwit ukraińskiej derżawy”, “Ukraińscy pierwsi chrześcijanie” itd. Z kolei o. Kost’ Panas autor pracy pt. “Historia ukraińskiej Cerkwi” (Lwów 1992) nie użył w niej ani razu słowa “Ruś”:

(…)
„Trudno przy okazji nie wspomnieć o co najmniej dwóch „dziełach” historycznych, w których nacjonalistyczny interes przesłania prawdę na ten temat. Przede wszystkim są to Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich M. Siwickiego oraz K. Panasa Istorija ukraińskoji cerkwy. Ta ostatnia książka stała się bestsellerem światowym. Mało jednak ludzi wie, że podobną książkę napisał przywołany już o. Kost’ Panas. Książka ma imprimatur władyki Wołodymyra. Jest to „szatański” paszkwil na Kościół katolicki w Polsce oraz na wszystko, co polskie od zarania dziejów do dziś. „Historia – pisze władyka – to prawda o przeszłości. Takiej prawdzie historycznej odpowiada praca ojca K. Panasa”. Tymczasem ta „prawda” jest czymś tak plugawym, że aż przeraża. K. Panas uważa, że najbardziej oświeconym duchowieństwem zawsze było duchowieństwo ukraińskie. Polskie duchowieństwo znów, które przyszło „na Ukrainę” wraz z Kazimierzem Wielkim, objawiło się jako zwykła banda nieuków, opojów i… heretyków. Episkopat zaś, wciąż przez papieży przywoływany do kanonicznego posłuchu, to z kolei grono rozpustników, zdzierców i złodziei.

Oteć K. Panas mija się z prawdą, głosząc, że Kazimierz III zlikwidował metropolię ukraińską w Haliczynie, aby w jej miejsce powołać arcybiskupstwo łacińskie. Wiemy już, że było akurat odwrotnie. Podobne „poglądy” głosi M. Siwicki, nazywając Kazimierza Wielkiego „największym ukrainożercą”.

Komentarzy 11 to “Sicz i hajdamacy (3)”

  1. RomanK said

    Co na ten sam temat pisza Ukraincy:

    http://www.iukraina.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=49&Itemid=66

  2. Nie warto komentować ogłupiaczy Ukraińców, którym i tak żyje się ciężko. Przykrość i wielką szkodę poczynił Lech Kaczyński wspierając szowinistę, niejakiego Juszczenkę w imię próby zbudowania wspólnej przyjaźni budowanej na fałszu i zaprzaństwie. No ale to my Polacy jesteśmy wdzięczność ukazywać wielkiej Ukrainie istniejącej od zarania Świata, której historia zaczyna się od wylądowania Arki niejakiego Noe’go w pobliżu centrum Ukrainy na górze zwanej Ararat co w języku ukraińskim oznacza….. itd.

  3. Piachu2 said

    No i bardzo dobrze, że rząd zlikwiduje naukę historii, bo same głupoty tym dzieciakom pakują do głów.
    A okazuje się, że prawda jest zupełnie inna.
    Oj, nie znamy prawdziwej historii, oj nie znamy! 😉
    W imię braterstwa polsko – ukraińsko- litewskiego powinno uczyć w szkołach historii według „ichnej” wiedzy, nauki i prawdy.

    Ps.: Mordę – swołocz – niech zamknie, bo wrócę tam.
    A pójdę na swoje, bom 150 lat temu utracił tą Ziemię,
    gdy dziada mego podstępnie chamy obuchem zabiły, a babka uciekać z drobiazgiem musiała.
    – Czas leczy rany, i nawet czasem pomyślę o nich ze współczuciem i zrozumieniem,
    ale jak łby podnoszą i klarują swoją przeszłość, to złość mnie ogarnia szalona.

  4. RomanK said

    Panie Walerianie i Piachu2….de gustibus non est disputandum,,,a cywilizowani ludzie i narody stosuja zasade audiatur et altera pars …
    Po tym sie poznaje kulturalnych ludzi i to odroznia ich od bydlakow i chamow

  5. Re.2
    „szkodę poczynił Lech Kaczyński wspierając szowinistę, niejakiego Juszczenkę w imię próby zbudowania wspólnej przyjaźni budowanej na fałszu i zaprzaństwie.”

    Tu nie chodziło o budowanie wspólnej przyjaźni [rozumianej jako pomiędzy Polakami i Ukraincami] – a o budowę zupełnie czegoś innego. Tego co budują w Polsce, tylko znacznie, znacznie szerzej. No cóż – fałsz jak ulał do tego się nadaje.

  6. Maciej said

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2012/04/16/polska-hanba-w-afganistanie-zabijalem-aby-zyc-henryk-pajak/

  7. We współczesnych wydawnictwach białoruskich także można przeczytać, że Kościuszko, to „wielki syn białoruskiej ziemi”, Mickiewicz – „wielki poeta pochodzenia białoruskiego”, a Moniuszko – „kompozytor białoruski i polski”. I szczerze mówiąc – wcale mnie to nie razi. Przecież to mieszkańcy ziem Pierwszej Rzeczypospolitej, która sięgała aż za Smoleńsk. I dziś to tak samo polscy, jak i białoruscy bohaterowie, a ja mogę także śmiało (i zgodnie z prawdą) powiedzieć, że organizatorami, wręcz twórcami XX-wiecznego narodu białoruskiego byli także Polacy.

    Historię każdy naród ma swoją i tak powinno być. Korekta pamięci historycznej, czy treści podręczników jest zależna od stopnia wzajemnego porozumienia i wzajemnego szacunku. Tak, jak nie dało się poprzez przymusową medialną i szkolną musztrę zmienić negatywnego nastawienia Polaków do Związku Radzieckiego, a wcześniej do cesarstwa niemieckiego (którego urzędnicy bili polskie dzieci), tak samo nie da się oktrojować polskiej wersji historii i kultury Ukrainy na dzisiejszej Ukrainie, ani tym bardziej wersji ukraińskiej w dzisiejszej Polsce. Zmiany nastawienia wymagają przede wszystkim woli politycznej, lecz także zwycięstwa tendencji pojednawczych, tendencji do zaniechania waśni i osiągnięcia zgody. Po obu stronach.

    Nie mogąc nic poradzić na brak woli politycznej (który jest jednak elementem zmiennym i przemijającym, zależnym – jak się okazuje – od geopolityki), powinniśmy tym bardziej zabiegać o umacnianie przyjaznych nam tendencji pojednawczych wśród ludności Ukrainy, o obopólne dążenie do zgody. Odwet, zemsta, spoglądanie z góry – te odruchy powinniśmy porzucić w kontaktach z narodem ukraińskim, który bynajmniej nie jest – jak niektórzy tu piszą – narodem „rezunów”, skoro 70 lat temu „jedynie 1% Ukraińców brało udział w straszliwych mordach” (według rzetelnego ukraińskiego badacza, Poliszczuka), a i dzisiaj zwolenników porozumienia i współpracy z Polakami (i Rosjanami) jest pewnie na Ukrainie znacznie więcej, niż przeciwników (gdyby rzetelnie i uczciwie to zbadać).

    Pamiętajmy: „Żaden człowiek dobrej woli – mężczyzna czy kobieta – nie może uchylać się od obowiązku walki, by zło zwyciężać dobrem. Jest to walka, którą toczy się skutecznie jedynie bronią miłości. „Kiedy dobro zwycięża zło, króluje miłość, a gdzie króluje miłość, króluje pokój.” (…) Jan Paweł II, papież” („Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II na Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia 2005 roku).

  8. „Jak Kuba Bogu…”, czyli czym się kończy polityka odwetu[*].

    „CMENTARZE WOJSKOWE MIASTA WROCŁAWIA

    Omówiono przepisy międzynarodowego prawa wojennego mówiące o postępowaniu z ciałami zabitych na polu walki i zmarłych w niewoli żołnierzy sił regularnych. Przedstawiono sposób wykonania tych przepisów na przykładzie cmentarzy wojskowych we Wrocławiu.

    Cmentarze wojskowe jako panteony chwały oręża

    Cmentarz w tradycji ludów cywilizacji śródziemnomorskiej i judeochrześcijańskiej zawsze był miejscem szczególnym. Skrywał prochy tych, którzy odeszli ze świata żywych i łączył we wspólnej pamięci świat realny ze światem pozaziemskim. Dla ludów osiadłych stanowił potwierdzenie praw do ziemi, na której żyją i którą w pocie czoła uprawiają, a po śmierci niejako użyźniają własnymi prochami. Tradycja chrześcijańska wprowadziła niejako obowiązek godnego pochówku zwłok (przejęty z tradycji żydowskiej) i uczyniła cmentarz miejscem świętym i nienaruszalnym. Od XVIII wieku jednak względy sanitarne wprowadziły wymóg pochówków poza murami świątyń i przykościelnych cmentarzy, które zaczęto zakładać na otwartych terenach pozamiejskich. Tradycja świętości tego miejsca jednak pozostała w świadomości ludzi po dziś dzień. Wydaje się rzeczą dziwną, ale nawet wśród kryminalistów popełniających najcięższe zbrodnie, ludzie okradający cmentarze i bezczeszczący ludzkie zwłoki uchodzą za najbardziej godnych potępienia i w hierarchii więziennej są na najniższym szczeblu razem z gwałcicielami dzieci.

    Od czasów Średniowiecza ginących na polu bitwy żołnierzy grzebano zazwyczaj w pobliżu miejsca gdzie przyszło im polec. Obowiązywało w tym względzie święte prawo wojny nakładające na zwycięzcę obowiązek godnego pogrzebania poległych zarówno własnych jak i wroga. Ciało wroga należało obedrzeć ze zbroi i odzieży (też święte prawo łupów), ale w zamian pogrzebać je godnie z udziałem osoby duchownej, która nad mogiłą odprawi nabożeństwo pogrzebowe. Tego domagał się honorowy kodeks rycerski i łamanie tych reguł było hańbiące w oczach elit ówczesnego świata. Król Władysław Jagiełło, będący gorliwym neofitą chrześcijańskim, po bitwie pod Grunwaldem zatrzymał się na polu bitwy przez trzy dni, by pogrzebać zwłoki poległych i tracąc tym samym szansę zdobycia z marszu stolicy Zakonu Krzyżackiego – Malborka. Wykopaliska wykonane w XX wieku wskazują, że pogrzeb odbył się ze wszystkimi regułami liturgii chrześcijańskiej. Znaleziono zbiorową mogiłę kryjącą 20 szkieletów należących prawdopodobnie do dowódców wojsk zakonnych, kilkaset metrów dalej olbrzymią mogiłę kryjącą kilka tysięcy poległych żołnierzy. Zwłoki złożono do grobu (a nie wrzucono), ponieważ leżały ułożone w równych rzędach obok siebie. Były jednak przed pogrzebem obrabowane ze wszystkich ozdób i prawdopodobnie również z odzieży, która stała się łupem zwycięzców.

    Od II połowy XIX wieku przyjęło się by poległych na wojnie żołnierzy chować na osobnych kwaterach wojskowych lub osobnych cmentarzach, które stawały się tym samym panteonem chwały narodowej. Cmentarze takie projektowane przez dobrych architektów, z ogólnym założeniem parku-pomnika szczególnie rozprzestrzeniły się w czasie I wojny światowej. Stawały się też szczególnym miejscem kultu poległych na polu chwały bohaterów, czasem też pełniły rolę niejako symboliczną, potwierdzającą prawa do danych ziem (takim symbolem w okresie II Rzeczypospolitej stał się Cmentarz Orląt Lwowskich, będący wojskową częścią przepięknej nekropolii łyczakowskiej we Lwowie. Był on jednocześnie wzorem dla polskich cmentarzy wojennych okresu II wojny światowej, jakie budowano we Włoszech, z cmentarzem na Monte Cassino na czele. Stały się one panteonem chwały oręża polskiego i miejscem narodowych pielgrzymek w miejsce utraconych cmentarzy na dawnych Kresach Wschodnich.

    Zasady postępowania z poległymi na polu walki i zmarłymi w niewoli

    Zasady postępowania z ciałami poległych oraz zmarłych z ran żołnierzy regulują postanowienia konwencji haskich z 1907 roku potwierdzone i unormowane w I, II, III i IV Konwencji Genewskiej podpisanej w Genewie 12.08.1949 roku. Polska ratyfikowała obydwa postanowienia i zobowiązała się do ich przestrzegania (konwencję haską w 1927 roku, zaś konwencje genewskie w 1952 roku). Odpowiednie artykuły tych konwencji stanowią, że strony w konflikcie zbrojnym są zobowiązane, by grzebanie zwłok poległych żołnierzy odbywało się z czcią i w miarę możliwości zgodnie z obrządkiem religii, która poległy wyznawał, zaś ich groby winny być oznaczone i szanowane oraz zgrupowane według narodowości (obywatelstwa) poległych. Takie same uwarunkowania odnoszą się do zmarłych w niewoli jeńców. (…)

    Cmentarze żołnierzy niemieckich

    Barbarzyństwu, dewastacji i planowemu niszczeniu, jakie w latach 1945-1970 nastąpiły we Wrocławiu oparły się jedynie dwie kwatery kryjące prochy żołnierzy niemieckich poległych w I wojnie światowej. (…) Jednym z pierwszych przykładów oficjalnego niszczenia grobów niemieckich żołnierzy była rozbiórka grobowca generała Bogislava von Tauzeninga, bohatera wojny siedmioletniej pochowanego na Placu Kościuszki, czyli u wrót XVIII-wiecznego Wrocławia, miasta , którego dzielnie bronił przed wojskami austriackimi. Jesienią 1945 roku, w obecności lokalnych oficjeli z prezydentem miasta Bolesławem Drobnerem na czele, grobowiec ten rozbito, brązowe elementy załadowano na ciężarówkę, zaś kości generała wyrzucono na bruk. Prezydent Drobner z otwartego grobu zabrał sobie na pamiątkę generalską szpadę i kapelusz, pomniejsi urzędnicy zadowolili się innymi suwenirami znalezionymi przy szkielecie. Kamienne elementy grobowca i kości szkieletu trafiły na jedno z kilku wysypisk gruzu, jakie zaczęły wówczas powstawać.

    Niemiecki cmentarz wojskowy ciągnący się wzdłuż ulicy Ślężnej był jedną z największych nekropolii Wrocławia. Jego planową likwidację zakończono w roku 1971, a tereny przeznaczono pod kompleks budynków sportowych zawierających basen i korty tenisowe, pod budownictwo mieszkaniowe oraz pod tereny parkowe. Jedynymi ocalałymi częściami tej nekropolii pozostał cmentarzyk parafialny i cmentarz żołnierzy radzieckich (na Skowroniej Górze). Na cmentarzu tym, oprócz [niemieckich] wojskowych, pochowano kilkuset luminarzy nauki (między innymi odkrywcę planety Neptun) i kultury. Z całego cmentarza, dzięki inicjatywie kilku oficerów polskich, uratowano jedynie urnę z prochami generała Carla von Clausewitza, zmarłego we Wrocławiu w 1830 roku. Została ona przekazana w 1971 roku delegacji Narodowej Armii Ludowej NRD i powtórnie pogrzebana na cmentarzu w Dreźnie. Tak na marginesie można zauważyć dziwną kolej rzeczy: w chwili, gdy polscy saperzy niwelowali ostatnie nagrobki cmentarza niemieckiego we Wrocławiu, na Cmentarz Orląt Lwowskich wjeżdżały czołgi i buldożery radzieckie. Czasem aż się na usta ciśnie: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”.”

    Źródło: http://www.wcss.wroc.pl/wroclaw/religia/cmen/woj.htm

    [*] – Odwet – zasada stosowana w dawnym prawie polskim jako reakcja na doznaną krzywdę. Do jej stosowania uprawnieni byli: pokrzywdzony, jego rodzina lub ród. Odwet przybierał różnoraką postać, np. wypędzenie z dóbr, zranienie, a nawet zabójstwo (zemsta krwawa). Czyny te, jako zasada odwetu, były bezkarne. Uwolnić przestępcę od kary mogło przebaczenie pokrzywdzonego lub jego niewystąpienie ze skargą. W prawie miejskim stosowano zasadę wyrzeczenia się zemsty pod przysięgą zarządzoną przez sąd i potwierdzoną zakładem (vadium pacis). Odwet zastępowany bywał okupem. (portalwiedzy.onet.pl)

  9. RomanK said

    Polski blog,ru…
    Madre slowa i przyklady.Zrozumiec drugiego czlowieka moze tylko czlowiek pogodzony sam ze soba., Bez komplexow i fobii. Czlowiek dobrej woli i rozsadku.
    Przeszlosci nie zmienia nawet sam BOG! NIgdy..przeszlosc jest naszym wspolnym doswiadczeniem! TYlko od nas samych zalezy czy wyciagniemy z doswiadczen ojcow wnioski dobre dla naszych wnukow! Bo tylko to sie liczy..oni przyszle pokolenia…PRZTSZLOSC..nasz wspolna przyszlosc!
    DLatego tak wazne sa zachowanai ludzi w terazniejszosci!
    Nie zbuduje sie zadnego dobra wyboerajca nawet najmniejsze zlo!
    To jerst tak wazne dla wszystkich, kotrych laczy wspolna przeszlosc..Slowian, potem Rusinow Czechow , Polakow, Ukraincow Bialorusinow i innych…ZMieniajs sie organozacje , panstwa, sojusze z zostaje ewolujacy Czlowiek…podjudzany , karmiony Klamstwem, pradfawygodna tylko jednemi..zlem…podemie zle i nierozsadne decyzje!
    A takj naprade to KOMU,,zal;ezy zeby Polacyt Ukraincy Rosjanie inni rozumieli sie szanowali i wspolpracowali w zgodzie????
    KOmu????
    Macie racje… teraz sami opdpowiedzcie sobie na pytanie kto i dlaczego im pomaga????Jatrzyc , oszukiwac i skocac..drapac blizny i pluc…

  10. […] on Dzieci na marszu pederastów. D…Rysio on Rajd śmierci pod Tomaszowem…RomanK on Sicz i hajdamacy (3)Nipies, nibardzo on Rajd śmierci pod Tomaszowem…TomUSAA+ on Dzieci na marszu pederastów. […]

  11. Piotrx said

    Re 8: „Jak Kuba Bogu…”

    Jak zawsze we wpisach nie-polskiego bloga/blogerów pełno jest akcentów „propolskich” które to słowo tak często ma na ustach, ale ani w tresci jego wypowiedzi ani w jego blogu tej „propolskości” jakoś nie widać. I „ładna” manipulacja w tekscie – tutaj „polscy saperzy” a tam we Lwowie „radzieckie czołgi” – o Ukraińcach ani słowa.

    Akurat z tym przysłowiem to nie bardzo wyszło . Odnosi się ono bowiem do innej sytuacji – „Jak czynisz komuś, tak on czyni tobie”.- czy cmentarz we Wrocławiu był więc ukraiński skoro potem przywołuje przykład Cmentarza Obrońców Lwowa?

    Prosimy o wiecej szczegółów kto podjął dezyzję o zniszczeniu cmentarza we Wrocławiu, kto zlecił jej wykonanie, czy była ona zaakceptowana przez wladze centralne PRL a moze i władze „radzieckie” itp, a może to znowu byli jacyś pseudo „polacy” tak jak ów Bolesław Drobner.

    Żydzi w Parlamencie i elitach politycznych
    http://www.antyk.org.pl/teksty/ozydach-22.htm

    W Sejmie na czele Żydów stał wspomniany wcześniej wicemarszałek Zambrowski. Jego współpracownikiem był Bolesław Drobner, przedwojenny członek Polskiej Partii Socjalistycznej, która nie była prokomunistyczna. Zapytany w kuluarach sejmowych przez dawnego przyjaciela, Mikołajczyka, jak udało mu się zasiąść w ławach komunistów, Drobner odpowiedział: “Odsiedziałem swoje w sowieckim wiezieniu i nie chciałbym przeżyć tego po raz drugi”. Inni żydowscy członkowie przedwojennej Partii Socjalistycznej, którzy przyłączyli się do komunistów, to: Dorota Kluszyńska, Alfred Krygier i Julian Hochfeld, żarliwy konwertyta.

    Żydzi z terenowych UB
    http://www.jerzyrobertnowak.com/ksiazki/zbrodnie_ub.htm

    „Amerykański dziennikarz, reporter i korespondent wojenny pochodzenia żydowskiego – John Sack w książce „Oko za oko” (Gliwice 1995, s. 95) pisał, że Żyd z pochodzenia, major Josef Jurkowski był szefem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na obszar Śląska. Sack (op.cit, s. 279) powoływał się na informacje Pinka Mąki, byłego sekretarza Bezpieczeństwa Publicznego na obszar Śląska, że w podległym mu regionie liczba żydowskich oficerów bezpieczeństwa wynosiła od 150 do 225. Według Sacka 70 do 75% oficerów bezpieczeństwa na tym terenie było Żydami (tamże, s. 292).

    Sack twierdził również, że we Wrocławiu Żydami byli:
    komendant milicji, szef zajmującej się Niemcami sekcji UB, szef Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, pułkownik Rubinstein z Łodzi i burmistrz miasta Bolesław Drobner (tamże, s. 227, 344).

    Według Sacka szefem milicji w Lublinie był kapitan Szmul Gross, później szef milicji we Wrocławiu. W Katowicach szefem milicji był Pink Piekanowski, w Hrubieszowie – Yechiel Grynspan, szefem więziennictwa w Krakowie Stefan Finkel, szefem więziennictwa na całym obszarze Dolnego Śląska Schumacher, dyrektor Wydziału Więzień i Obozów na cały Śląsk, Chaim Studniberg (por. J. Sack: op.cit., s. 296, 333, 343-344, 359, 363). Sack, powołując się na Szmula Grossa, szefa milicji w Lublinie do maja 1945 r. twierdził, że 80% oficerów milicji w Lublinie i 50% tamtejszych milicjantów było Żydami (J. Sack: op.cit., s. 344).

    *******************************

    „Cmentarz w tradycji ludów cywilizacji śródziemnomorskiej i judeochrześcijańskiej zawsze był miejscem szczególnym. ”

    co to za potworek językowy? „cywilizacji judochrześcijańskiej” – judaizm jest zaprzeczeniem chrześcijaństwa i odwrotnie. Aut, aut ….

    *********************************
    Tutaj z kolei przyklady jak inni „polacy” męczyli Niemcow po II WS w „polskich obozach”

    Oko za Oko – John Sack
    http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_103.html

    „Oko za oko” to wstrząsająca relacja o wypadkach mających miejsce po zakończeniu drugiej wojny światowej na Śląsku. Autor opisuje historię życia Loli, Żydówki – więźniarki obozu w Oświęcimiu, która po wyzwoleniu zostaje komendantem więzienia w Gliwicach, Pinka – jej towarzysza dzieciństwa, który został naczelnikiem UB na obszar Śląska, oraz Szlomo – komendanta obozu dla Niemców w Świętochłowicach. Autor stara się odpowiedzieć na pytanie co popychało ludzi, którzy przeszli tak niewyobrażalne cierpienia do dokonania zwrotu i zadawania takich samych cierpień innym. Sprawa żydowskiego udziału w tych wydarzeniach jest kontrowersyjna, ale jest to pierwsza publikacja na ten temat. Aby opisać tę historię John Sack poświęcił siedem lat na zbieranie materiałów w Polsce, Niemczech, Izraelu i Stanach Zjednoczonych.

    ***************************
    A tutaj kolejny przyklad jak tacy pseudo „polacy” niszczyli cmentarze poniemieckie :

    Stanislawa Pietraszewska
    Data: 17-05-04 Forum „Ojczyzna”

    Zastepca I sekretarza d/s specjalnych KM PZPR, Zyd z Sowietow, kazal w 1948 roku zrownac z ziemia cmentarz budowniczych miasta, znajdujacy sie przy ulicy Jagiellonskiej w Bydgoszczy, poniewaz wsrod pochowanych znajdowali sie Prusacy.

    Po wojnie Jakub Berman i zydowska mafia niszczyli i rugowali wszelkie slady „poniemieckie” w Polsce.

    Cmentarz mial groby od lat 1700-ych. Zyd kazal posiac tam trawe, zrobic alejki i postawic lawki. Bydgoszczanie nazywaja to „Parkiem Sztywnych”. Lawki niekiedy trzeszcza, bo kosci pod nimi chrzeszcza.

    W latach 70-ych inny Zyd kazal zbudowac na cmentarzu Palac Mlodziezy. W piwnicach, najwiecej pod basenem plywackim walaja sie piszczele, kregoslupy i czaszki ludzi zasluzonych dla miasta, ludzi ktorzy z wielka pieczolowitoscia je zbudowali. Bydgoszcz jest podobna do Poznania, czysta i schludna, jej architektura ma zabytki secesji i fien de sieclu.

    Leza tam bracia Mateccy, ktorzy mieli dwupietrowy sklep konfekcji przy Starym Rynku, lezy Kreski, ktory mial sklep sprzetu gospodarstwa domowego przy ul. Gdanskiej na przeciwko kina Pomorzanin i setki, setki innych.

    Zyd barbarzynca nie poprzestal na cmentarzu. On rowniez kazal Frankiscie, Jerzemu Niesiobedzkiemu, z Urzedu Kontroli Widowisk, Publikacji, Radia i Telewizji przy ul. Paderewskiego 10 zgromadzic setki tysiecy ksiazek z Biblioteki Miejskiej przy ul. Dlugiej, z dzielnicowych bibliotek, wypozyczalni, czytelni, szkol, teatrow itd drukowanych w jezyku niemieckim.

    Byly wsrod nich dziela od Goethego po Schillera i z najrozniejszych dzialow, nawet nuty z piesniami Schuberta.

    On kazal Niesiobedzkiemu przetransportowac je do kotlowni koszarow WOP-u przy ul. Warszawskiej i tam spalic je w piecu kotlowni.

    Nastepnie kazal jemu zgromadzic polskojezyczne ksiazki, ktore byly „antyrewolucyjne”, np. tekst sztuki teatralnej Stanislawa Witkiewicza: „Szewcy”. I takze spalic przy ul. Warszawskiej.

Sorry, the comment form is closed at this time.