Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Sicz i hajdamacy (4)

Posted by Marucha w dniu 2012-04-17 (Wtorek)

Nadesłał p. PiotrX.

Poprzednie części:
https://marucha.wordpress.com/2012/04/11/sicz-i-hajdamacy-1/ https://marucha.wordpress.com/2012/04/12/sicz-i-hajdamacy-2/
https://marucha.wordpress.com/2012/04/16/sicz-i-hajdamacy-3/

Edward Prus – „Hulajpole- burzliwe dzieje kresów ukrainnych”, 2003 r. (fragmenty książki)

(…)
WPŁYWY kultury i w ogóle cywilizacji lechickiej na powstanie literatury rusińsko-ukraińskiej są niezaprzeczalne – podobnie jak polska inspiracja w odrodzeniu narodowym tej grupy słowiańskiej. Jednakże niezależnie od tego, co tu zostało powiedziane, istnieje pogląd, i to uzasadniony, o żydowskich wpływach na powstanie rusińskiej literatury, cywilizacji i życia intelektualnego Małorusów. Zresztą wpływy te niewątpliwie były zakorzenione – głównie jednak w warstwie najbardziej oświeconej, w tym w szeregach duchowieństwa prawosławnego.

Warto w tym miejscu przypomnieć, już zupełnie zapomniane, a kiedyś bardzo głośne zjawisko sekciarskie, czy, jak to określają niektórzy, tendencji w Cerkwi – judaizatów („żidowstwujuszczich”). To interesujące dziś historyków zjawisko, które odegrało w dziejach imperium carskiego niepoślednią rolę, dostrzegł Feliks Koneczny.

Dostrzegł, zbadał i obszernie opisał. Zjawisko owo – jak pisze sławny uczony – polegało na opanowaniu już w XV stuleciu prawosławnej elity umysłowej na Rusi i w Rosji przez dwa organizmy, wprawdzie odrębne, ale się nie wykluczające, raczej ze sobą spokrewnione. Chodzi o bałkańską sektę bogumiłów oraz jej siostrzycę – sektę żydów-kabalistów. Koneczny dostrzegł, że oprócz Moskwy i Nowogrodu, najprężniejszymi ośrodkami judaizactwa było rusińskie południe carskiego włodarstwa.

Opisała je nadto w ciekawej rozprawie Irena Jarosława Zwolińska. Szkic ten pt. Żydzi i narodziny literatury ukraińskiej ukazał się w żydowskim dzienniku „Nowy Przegląd” 27 grudnia 1937 r. Zwolińska zestawiła listę pisarzy, tłumaczy i publicystów ruskich, judaizatów lub Żydów, a także dzieł literackich, przekładów itp., które ukazały się na Ukrainie, a z obozu ich wyszły. Rola judaizatów w umysłowym ruskim ruchu na Ukrainie już w XV stuleciu daje autorce powód do zaprezentowania myśli, które uznać należy za bardzo odważne. Autorka bowiem dostrzega […] pierwszorzędne znaczenie pomocy żydowskiego ducha w odrodzeniu, względnie narodzinach ukraińskiej z żydowskimi współpracy duchowej arystokracji ukraińskiej z żydowskimi sferami intelektualnymi.

Wreszcie stanowczo stwierdza: […] nie popełniam tu żadnej przesady w stwierdzeniu, że Żydzi wywarli decydujący wpływ na powstanie ukraińskiej literatury narodowej, a hebraistyka zainicjowała bądź przyspieszyła rozwój ukraińskiej nauki.

Poza terminologią [komentuje tę wypowiedź J. Giertych], której nie sposób nam uznać (nazwa „ukraiński” wobec Rusinów nadnieprzańskich z XV w.), trudno nie przyznać, że w zdaniach tych jest wiele słuszności. (Warto dodać, że wedle tej samej rozprawy, uczonym hebraistą był m.in. i słynny propagator ruchu ukraińskiego w XIX w. i inspirator twórczości Szewczenki, Pantelejmon Kulisz; a interesowanie się hebraistyką bardzo często wiąże się z wtajemniczeniem masońskim).

(…)
No cóż, tego rodzaju wpływy, czy też jakieś powiązania szybko nie przemijają, nie znikają bez śladu. Przecież zaledwie półtora wieku dzieli epokę rozkwitu sekty judaizatów od krwawej rebelii Bohdana Chmielnickiego, także zaledwie półtora wieku dzieli Chmielą od narodzin nowoczesnego ruchu ukraińskiego. Nie można zupełnie wykluczyć związków między tymi trzema etapami. Środowiska społeczne, w których ta ciągłość mogła się przechować, dałoby się wskazać. Nie można także zupełnie wykluczyć, że istnieje jakaś analogia między faktem wielowiekowej trwałości rozwoju tajnego ruchu organizacyjnego w takich krajach, jak przykładowo Czechy – a stosunkami na Ukrainie.

Na tle tradycji judaistycznych na Ukrainie [głosi niestrudzenie J. Giertych] oraz na tle tej roli, jaką kozaczyzna odegrała w rozbijaniu w XVII i XVIII w. katolickiej Polski oraz w ułatwianiu wielko-mocarstwowej polityki protestanckiej i masońskiej Szwecji, upatrzenie sobie przez masonerię w XIX i XX w. koncepcji Wielkiej Ukrainy za środek dokonania politycznej przebudowy Środkowej Europy w duchu masońskiego światopoglądu staje się tym bardziej zrozumiałe i prawdopodobne [J. Giertych, dz. cyt.].

Ile z tego wiedzieli, a przed wszystkim jak dalece pod wpływem tego wszystkiego byli „dziwni Rusini”? Warto się im i ich dziełu przypatrzeć. W każdym razie w opisywanej dobie ożywiła się i obudziła do narodowego życia, dotąd uśpiona, Ukraina; obudziła za sprawą swoich „budzicieli”, o których dużo wiemy, ale nie wszystko.
(….)

Komentarzy 18 do “Sicz i hajdamacy (4)”

  1. Nie wszystko też wiemy o polskich elitach:

    „Korzenie elity

    Często w gronie tzw. „prawdziwych” prawicowców zastanawiamy się nad przyczynami, dla których większość rodaków jak w chocholim tańcu wybiera sobie na zmianę albo etatystycznych solidaruchów albo postępowych postkomunistów, a ci używając jedynie nieco innej retoryki utrzymują prawie niezmieniony ustrój dla niepoznaki retuszowany inicjatywami, które i tak z reguły zostają utrącone w dalszej części procesu legislacyjnego.

    Jedno z wyjaśnień takiego stanu rzeczy od dłuższego czasu promuje pan redaktor Rafał Ziemkiewicz, który generalnie sprowadza problem do stwierdzenia, że współczesne polskie społeczeństwo charakteryzuje mentalność fornala, czyli jest to społeczeństwo pofolwarczne, pokolonialne; jednym słowem współczesne stosunki w Polsce to nadal uwspółcześniona wersja stosunków miedzy dworem a folwarkiem.

    Nie byłoby to jakieś specjalne odkrycie, ale wydaje się, że pomimo jego generalnej słuszności przy omawianiu tej sprawy omija w dalszym ciągu szereg wątków, wątków niewygodnych dla wielu badaczy ale bez których zrozumienie przyczyn tej kondycji współczesnego Polaka nie może być wystarczające.

    Chłop żywemu nie przepuści

    W koszmarnych czasach PRL-u władza szczególnie ciepło wyrażała się o ludzie pracującym miast i wsi, co wcale tej samej władzy nie przeszkadzało, by przy byle okazji ów lud pracujący bezpośrednio lub pośrednio gnoić. Szczególnie wieś zawsze stała władzy cierniem w oku, bo tak za komuny jak i za III RP najbardziej opornie przyjmowała postępowe nowinki wymyślone na zapleczu partyjnej burzy mózgów.
    Ile było już w najnowszej historii politycznej analiz socjologicznych i politologicznych pokazujących, jak głosowała wykształcona metropolia, bystra brać akademicka czy ogólnie inteligencja, a na kogo swoje głosy stawiała podkarpacka, okołolubelska czy podlaska wieś obowiązkowo legitymująca się wykształceniem podstawowym i zasadniczym.

    Ta z pozoru niewytłumaczalna, ale dotychczas sprytnie skrywana złość na polskiego chłopa znalazła swój materialny wyraz w niegdysiejszych wypowiedziach „inteligenta” Frasyniuka, który najpierw wypomniał chłopom, że zamiast walczyć o niepodległość, to kradli kamasze zabitym powstańcom, a następnie wstępując na ścieżkę psychoanalizy tak tłumaczył wyjazd Wałęsy na rzymski kongres Libertasu: „… on w 70 proc. ma tzw. umysł chłopski, taki spryt chłopski, nadmierne przywiązane do materialnych wartości” wymyślając jeszcze przy innej okazji taki termin jak „chłopopolityk”.

    Ta ambiwalencja uczuć wobec polskiego chłopa jest chyba charakterystyczna dla pewnego środowiska, które uczyniło Frasyniuka „inteligentem”, gdyż podczas chwilowej awantury jaka wybuchła po jego słowach w obronie „inteligenta” stanęła m.in. „Gazeta Wyborcza”, której redaktor cytował nawet na tę okoliczność wyjątki z klasyków polskiej literatury.

    Także dzisiaj mamy zakusy na stworzenie pewnego rodzaju kompromisu pomiędzy naszymi „elitami” a niektórymi przedstawicielami przemysłu holocaustowego wedle którego Żydów nie wydawało, zabijało czy grabiło całe polskie społeczeństwo, ale chciwi, pazerni polscy chłopi.

    Ale takie myślenie nie jest chyba właściwe jedynie dla środowiska „GW” skoro we wspomnianej wcześniej analizie autorstwa red. Ziemkiewicza cytuje on opinię Kaczyńskiego, wedle której „Polska jest społeczeństwem postkomunistycznym, chłopskim, zastrachanymi i biernym”. Zresztą i sam Ziemkiewicz nie ukrywa, że owa mentalność fornala i parobka nie sprowadza się jedynie do symboliki gdyż w jednym z akapitów pisał: „po utracie elit i zdradzie ich niedobitków ludność Polski odtworzyła się na bazie małorolnego chłopstwa”.

    Jest to i zarazem dość czytelna aluzja i kolejne już powtórzenie pewnej mantry, której sens polega na tym, że hitlerowcy i Sowieci wymordowali polskie elity, przez co najpierw łatwiej niż przewidywano zainstalowano komunizm, a obecnie tak trudno ten komunizm wyplenić.

    Krążenie elit

    Prawdą w tym twierdzeniu jest tylko pierwsza część, ta mianowicie, że zarówno Niemcy hitlerowskie jak i Sowieci prowadzili akcję mordowania polskich elit, natomiast na pewno nie wymordowali całej inteligencji (przecież takie tuzy współczesnej polityki jak Kaczyńscy, mecenas Olszewski, Macierewicz, marszałek Komorowski i szereg innych wywodzą swoje genealogie od inteligencji przedwojennej, herbowy ma być nawet generał Jaruzelski) i na pewno inteligencja ta nie była tak monolityczna w swej wspaniałości jak dzisiaj niektórzy chcieliby ją widzieć.

    Ale pomijając tę może nawet naturalną skłonność do idealizowania lub koloryzowania przeszłości znacznie bardziej istotną sprawą jest bałamutne stwierdzenie, że ów mord na elitach spowodował zanik jakiegoś życiodajnego korzenia, z którego mogłyby odrodzić się nowe elity kraju, że wykarczowano najlepsze zawiązki elity i niestety musiała ona powstać z korzenia małorolnego chłopa przez co mamy to co mamy czyli społeczeństwo pofolwarczne.

    Jest to jakiś rodzaj może nawet nieuświadomionego eugenicznego determinizmu, zwłaszcza że doświadczenie uczy czegoś całkiem przeciwnego, mamy bowiem dość przykładów wyradzania się elit i sformułowano już dość dużo dobrze uprawdopodobnionych przyczyn, dla których tylko te społeczności zachowują żywotność i ekspansywność, które nie hołdują zasadzie chowu wsobnego, ale dokooptowują do elit tzw. nowych ludzi – homini novi.

    W dawnym słownictwie funkcjonował taki termin jak kmieć, którym określano niekiedy każdego chłopa, chociaż odnosił się jedynie do chłopów jako tako niezależnych i – wprawdzie małorolnych – ale jednak posiadaczy. Tymczasem są etnografowie i etymolodzy, którzy pochodzenie owego terminu wywodzą od słowa „komes” służącego do określania nie tyle jakiegoś prostego chłopa i podnóżka pana ale wprost pańskiego towarzysza, kogoś kto pana wspomaga, chociaż także może mu służyć – „Adamie ty Boże kmieciu, ty siedzisz u Boga w wiecu”.

    W minionych latach utarł się taki niepisany obyczaj, że te hipotezy, które wykorzystywała często historiografia i propaganda PRL-owska są z gruntu nieprawdziwe i ich głoszenie z zasady kompromituje taką personę. Osobiście doświadczałem takich sytuacji, że stawiając w dyskusji jakieś kontrowersyjne tezy zamiast merytorycznej odpowiedzi spotykałem się z argumentem, że przecież takie same tezy głoszono w czasach PRL-u. Na tej zasadzie krytyka Piłsudskiego musi być naganna, bo gdyby Piłsudski był niedobry to przecież PRL-owska propaganda nie atakowałaby tak bardzo sanacji, tak samo upadek i rozbiory Rzeczpospolitej muszą mieć jedynie zewnętrzne przyczyny, bo szlachtę to winili komuniści.

    Tymczasem polska szlachta co najmniej od XVI w. bardziej hołubiła tutejszych Żydów niż mieszczan i tym bardziej chłopów, którzy z komesów-towarzyszy coraz szybciej staczali się do roli niewolników. Inaczej nasz najsłynniejszy kaznodzieja Piotr Skarga nie formułowałby wobec panów takich ostrych sądów, które powodowały ich zgorszenie („kmiotki i poddane gubić, a sami sobie folgować w poborach i mych ciężarach chcemy”).

    Także Jan Kazimierz nie składałby takich a nie innych ślubów lwowskich
    („że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić”).

    W rzeczywistości chłopów do narodu wciągnęła na początku XX w. edukacyjna i polityczna rola ruchów ludowo-narodowych, skutkiem czego już podczas decydujących dni bitwy warszawskiej premierem polskiego rządu był Wincenty Witos.

    Głowa i tułów

    Teodor Jeske-Choiński we wstępie do swojej pracy nt neofitów polskich zapisał, że
    „Warszawianin z przed laty pięćdziesięciu nie poznałby już dziś swojej kochanej Warszawki, a za lat sto gdyby mu wolno było wrócić na ziemię, czułby się w niej zupełnie obcym”.

    Publikacja ta ukazała się w roku 1904 stąd też całkiem niedawno minęło właśnie owe sto lat, po których z pewnością Warszawiak z połowy XIX w. czułby się w niej zupełnie obcym i nie o kulturę materialną chodziło pisarzowi, gdyż jak dodawał w kolejnym akapicie:
    „przyszłemu psychologowi rozwoju i przemian naszej duszy narodowej wyjaśni słownik neofitów polskich niejedną zagadkę – powie mu, dlaczego pewne poglądy i zapatrywania, wierzenia, pewne „ideały”, których przeszłość polska nie znała, wysunęły się na czoło naszej cywilizacji”.

    Jeske-Choiński stawiając takie prognozy raczej nie zakładał masowego ludobójstwa jakie miało miejsce podczas okupacji niemieckiej, ba – pisał to nawet przed rewolucją bolszewicką, stąd też nie przewidział, że przedwojennych neofickich inteligentów zastąpi nowy gatunek neofitów, których łączyło często pochodzenie etniczne ale którzy wierzyli już w raj komunistyczny. Ale tak jak i przed wojną nadal głównym powodem opóźnień w budowaniu nowej wiary była wieś i to co nazywano później „ludową pobożnością” krytykowaną zresztą do dzisiaj przez postępową inteligencję. Także -jak wskazują niektórzy- w owej ludowej religijności widział szansę dla Polski m.in. kardynał Wyszyński.

    Owa ludowa – i co tu dużo filozofować, kultywowana właśnie głównie na owej małorolnej wsi – pobożność, ale także i mentalność bardzo kłuła w oczy postępową władzę, gdyż stała na drodze tworzeniu nowego człowieka i nowego społeczeństwa. Zmarła niedawno Joanna Wiszniewicz (nb. pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego) w jednej z publikacji podaje, że w latach powojennych polska ludność na prowincji często wrogo odnosiła się do młodzieży żydowskiej i nie kryje wspomnień tych Żydów, którzy do takich zachowań prowokowali:
    „Krzyczało się o tym! Chodziło się po wsi i się wrzeszczało: >>Po ulicy chodzą Żydzi, każdy Polak ich się brzydzi. Ale Żydzi są dziś w kupie, wszystkich gojów mają w dupie<<".

    Inteligentna infiltracja

    Generalnie inteligencja w Polsce rekrutuje się z dawnej inteligencji neofickiej głównie pochodzenia żydowskiego (vide Piotr Naimski – potomek frankistów, także znany radiowiec Grzegorz Wasowski jest synem jeszcze bardziej znanego Jerzego Wasowskiego, który przed konwersją miał się nazywać Wasserzug), potomków szlachty polskiej, po części także skoligaconej ze znaczącymi żydowskimi rodami (np. Stefan Kisielewski był kuzynem słynnej komunistki Hanki Sawickiej vel Hana Szapiro), dawnej żydokomuny i jej progenitury (Kołakowski, Michnik, Holland etc.) oraz nowej inteligencji z powojennego awansu społecznego – w dużej części wywodzącej się właśnie z małorolnego chłopstwa.

    Inteligencja, zwłaszcza ta z dłuższymi tradycjami, często zdaje sobie sprawę z tego z jakiego pnia rodowego i ideowego czerpie swoje życiowe soki, a na poglądy większości osób wpływa nie tylko bieżące doświadczenie ale także doświadczenie historyczne. I możemy próbować ściągać portki przez głowę i próbować wyjaśniać dominujące w debacie publicznej poglądy, stosunki w mediach, idee głoszone na uniwersytetach etc. ale skutek będzie taki sam, gdyby spróbować wyjaśnić psychikę człowieka bez poznania jego rodziny, przodków, sposobu wychowania i nabytych doświadczeń.

    Jeske-Choiński swego czasu stawiany jako pisarz na równi a nawet wyżej od Sienkiewicza (vide takie powieści jak: ”Gasnące słońce”, „Ostatni Rzymianie” „Jakobini” „Błyskawice”, „Terror”, „Tiara i korona”) miał niestety czelność studiować problem żydowski w Polsce (to on jako pierwszy zdefiniował kogo Żydzi uważają za antysemitów – „ciekawskich gałganów”, którzy interesują się żydowskimi sprawami) i dlatego jest dzisiaj zamilczany (jego książki można poczytać na stronie http://www.pbi.edu.pl).

    Ale w 1938 r. czyli na rok przed wybuchem wojny rodowity Żyd, niejaki Mateusz Mieses napisał i wydrukował w wydawnictwie M. Fruchtmana książkę pt. „Polacy – chrześcijanie pochodzenia żydowskiego” szacując tam, że samych potomków frankistów zmieszanych z rodzinami polskimi żyje w Polsce ok. „ośm razy” więcej niż liczba 120 tysięcy (czyli niespełna milion osób), która byłaby liczbą frankistów przy założeniu, że członkowie tej grupy żeniliby się tylko między sobą. To nie jakiś antysemita, ale Żyd Mieses pisze we wspomnianej książce, że
    „Infiltracja ta trwająca już od wielu, wielu stuleci przedstawia się cyfrowo w sumie wcale poważnie. Kwestia ta ponadto nie tylko ilościowa, ale też jakościowa. Jest zasadnicza różnica, czy pierwiastek obcy został zaabsorbowany przez doły, przez włościaństwo bierne, oddalone w ciężkim poddaństwie przez liczne wieki od wszelkiej współpracy duchowej, państwowej i politycznej, czy też ów przybytek wszedł w skład warstw aktywnych, górnych, kierowniczych, prowadzących naród. Żydzi wychrzczeni nie pobierali się z córkami chłopskimi…”

    Arcypolskie korzenie

    To tenże sam Mieses proponuje, że
    „…byłoby może słuszną rzeczą w drodze analizy imion, nazwisk, herbów dojść do prawdy, dociec do korzeni, do rzeczywistości dziejowej i wyśledzić przynajmniej pewne rody polskie, (…) które z wyszły z pnia żydowskiego”.

    I podaje następnie w dużej części także za badaniami „antysemity” Jeske-Choińskiego (który przecież nie opierał się tylko na obiegowych sądach, ale pewne przypuszczenia sprawdzał np. w księgach metrykalnych) typowe nazwiska frankistowskie (Wołowski, Grabowski, Lewiński, Pawłowski, Piotrowski, Jakubowski, Jasiński, Dobrowolski, Krzyżanowski, Nawrocki etc.) oraz generalną zasadę tworzenia takich nazwisk np. od dni tygodnia czy nazwy miesiąca, dodając w tej sprawie, że
    „musimy jednak uważać za prawdopodobne, że wszędzie gdzie spotykamy w Polsce nazwisko powyższego typu, ma się do czynienia z descedentami jakiegoś nowochrzczeńca. Gdyby się ukazał jakiś wyjątek w tym kierunku, byłaby to egzemcja raczej, która zaświadcza słuszność reguły”.

    Szczególnie zrozumienie fenomenu polskich frankistów jest bardzo istotne dla rozjaśnienia pewnego typu zachowań, gdyż wydaje się, że owi frankiści nie byli -jak np. wynikałoby to z tez Didiera – polskimi marranami, ale że sami uważali siebie za grupę szczególnie – przez wzgląd na osobiste zalety – predestynowaną do pełnienia kierowniczych funkcji w narodzie. Sami siebie uważali za lepszych od Żydów i lepszych od Polaków coś na kształt nowej rasy przejmującej z obu nacji najwartościowsze elementy.

    Ten fenomen pozostawił wyraźny ślad w polskiej tradycji inteligenckiej i wyraźnie przebija z dominującego w Polsce sposobu myślenia i zachowania warstw powołujących się na dłuższe tradycje niż ta każąca widzieć w inteligencie powojennym prostego chłopa siłą oderwanego od pługa. Czyż nie są dla przykładu irytujące te ciągle głośne wyrzekania jakim to nie bylibyśmy cudem świata, gdyby nam w czasie wojny nie wymordowano elit lub te analizy socjologiczne tłumaczące wszystko mentalnością pofornalską.

    Ile jeszcze lat będziemy wajczeć pod rodzimymi atrapami ścian płaczu wyobrażając sobie co by nie było, gdyby w Powstaniu Warszawskim nie zginął kwiat młodzieży. Widzimy także ciągłe porównywanie de facto rzezi powstańczych do ofiar całopalnych, talmudyzowanie życia publicznego, odwoływanie się do narodowego wybraństwa i zastępowanie realizmu politycznego swoistą polityczną mistyką.

    Z tym też należałoby wiązać swoiste „rąbnięcie” na punkcie rosyjskości, a całkowite zamykanie oczu na zagrożenia płynące ze strony „europejskości” czy bardzo realne zagrożenie niemieckie. Bo trudno uważać, by Niemcy rzeczywiście pogodzili się z utratą naszych obecnych ziem zachodnich. Raczej należy oczekiwać, że kiedyś je przejmą z dobrodziejstwem żywego inwentarza, a ten inwentarz bardzo szybko zaakceptuje, a nawet polubi swoją nową narodową tożsamość (tym samym unikniemy przesiedleń i syndromu „wozu Drzymały” zostawiając sobie -jak najbardziej- syndrom „Bartka zwycięzcy”)

    Kwestia rozróżniania

    Wprawdzie dzisiaj na wszelkie sposoby próbuje się pojęcie „żydokomuny” sprowadzić do kategorii mitów rozpowszechnianych zapewne pod strzechami ciemnych, pazernych i żydożerczych polskich chłopów, ale doskonale wiadomo, że twierdzenia o „nadreprezentacji” raczej się nie podważa. Zwłaszcza, że było tak jak jeszcze przed wojną o frankistowskich i innych neofitach pisał Żyd-Mieses, także w tym przypadku owa „nadreprezentacja” nie dotyczyła dołów (w tym wypadku ubeckich i partyjnych) ale decyzyjnej wierchuszki.

    Istotna różnica była taka, że po wojnie ton nie nadawali inteligenccy, przedwojenni neofici, ale dawni chałaciarze, którzy sprzeciwiając się swojej dotychczasowej nędznej egzystencji zapragnęli raju na ziemi – w pierwszym rzędzie oczywiście raju dla siebie. To z takich komunistycznych rodzin powychodzili obecni dygnitarze różnych zresztą orientacji partyjnych (nie tylko ze środowiska UD-ecji ale np. Dorn czy Wildstein także oficjalnie przyznają, że ich ojcowie był działaczami partii komunistycznych) i ich postrzega się jako homini novi w odróżnieniu od starych rodzin inteligenckich często także o neofickich korzeniach.

    Łączy ich jednakże marnie skrywana pogarda do polskiego chłopstwa i zarazem strach przed odrodzeniem świadomości, którą przezywają endeckością i zamykają ją w „trumnie Dmowskiego”. To stąd m.in. biorą się różne fałsze historyczne połączone z uprawianiem pewnych kultów, służące wykreowaniu fałszywej świadomości narodowej. Stąd o pewnych postaciach historycznych, politykach, pisarzach już się praktycznie nie wspomina a jeżeli już to obowiązkowo według latami urabianego schematu.

    W przemówieniach Witosa można znaleźć np. stenogramy z debat sejmowych toczonych wkrótce po odzyskaniu niepodległości i jest tam też fragment poświęcony interpelacji grupy posłów stających w obronie niby to polskich spółek drzewnych. W odpowiedzi Witos tak tłumaczył pewne rządowe działania zmierzające do przełamania monopolu dotychczasowych spółek na ten handel:
    “…za czasów austriackich państwowe lasy małopolskie były eksploatowane wyłącznie przez Żydów. Na 40 kontraktów, którymi były objęte wszystkie lasy państwowe w Małopolsce – 32 były zawarte przez przedsiębiorców żydowskich, 4 przez spółki żydowskie, a na 4-ech figurowali podstawieni firmanci, jednak one faktycznie do Żydów należały (…).

    Kilkakrotnie w swoim przemówieniu wspominał p. Stapiński o tartaku „Hanka". Znowu tylko informacyjnie, nie wchodząc w meritum rzeczy: był to tartak, który nazwał p. Stapiński „Hanka" – polskie imię. Pozwolę sobie sprostować, że chodzi tu nie o tartak „Hanka", lecz tylko o tartak, którego właścicielką jest pani Chaja Wachs.
    {Głos: To wszystko jedno).
    Dla pana jest wszystko jedno, jednak inni rozróżniają.”

    Jak widać dawniej premier i poseł potrafił jeszcze pewne rzeczy rozróżniać, chociaż według obecnych schematów myślenia kim był taki Witos – “niewykształconym i z małej wsi” a co gorsze “pazernym chłopem”.

    Krzysztof Mazur"

    http://prawica.net/opinie/24643

    * * *

    A zatem – w temacie wpływów nie-słowiańskich przyganiał kocioł garnkowi, co widać zwłaszcza po lekturze oficjalnych wydawnictw zawierających długie listy sławnych i zasłużonych dla polskiej kultury Żydów, których pochodzenia większość Polaków za komuny zupełnie nie była świadoma, choć teraz może jest już inaczej.

  2. JO said

    Najbardziej zazydzona sekta dzis jest Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-ukraińskiego

    ktora zostala zalegalizowana wbrew Staremu Prawu Kanonicznemu oraz Tradycji przez Jana Pawla II – „Ojaca” Masonerii Katolickiej

  3. Re 2
    To Malachiasz Martin Panu/-i/ podpowiedział, czy ktoś równie kompetentny i głośny?

    x

  4. JO said

    ad.3. Wystarczy poczytac Wikipedie. Napisane tam jest, ze ten kosciol jest Kontynuacja Unii Brzeskiej – Kosciola Unickiego Rzeczpospolitej.

    To wierutne klamstwo i tylko Zydzi moga je Glosic

  5. RomanK said

    Walka elit o Polske!
    Elita- słowo i pojęcie znane i używane codziennie, szastamy pojęciem elita, elity… Ale czym naprawdę są elity i jak zostaje się ich czescią?
    Platon pisał o elitach, budował modele elitarnych struktur społecznych, wielu po nim posługiwalo się pojęciem elit i używało w swych pracach. Tak na serio zajął się tym zagadnieniem niespełna sto lat temu Vilfredo Pareto. Zajmowali się tym pisarze katoliccy zarowno Chesterton, jak i Belloc, Burke, jak i ojciec Pesh. Poświecili temu jednak najwięcej czasu esoterycy – teozofowie i masoni. Oni- zaraz po Żydach zwrócili uwage, że praktycznie historia świata wpływa na życie mas, ale tak naprawdę zależy od niewielkich grup zwanych elitami. To od nich zależy los wielkich grup społecznych, zarówno etnicznych, religijnych, kast i narodów.
    Pomijanie znaczenia tego zagadnienia, czy niewłasciwe jego rozumienie powoduje niepowetowane szkody dla całych dużych grup społecznych, w tym narodów. Poświećmy temu minimum uwagi i spróbujmy ten problem naświetlić na tyle, na ile pozwala nam krótka forma esseju ,żeby pojąć- jaki to ma wpływ na nasze życie. Zajmiemy sie tylko tzw elitą narodową, pomijając inne elity – w szczegolności te, które są dla narodowych zaciekłym wrogiem , próbujace odgrywać ich role- są tu międzynarodowe elity organizacji globalistycznych, korporacyjnych i bankowo finansowych, religijnych i tzw elit zakonspirowanych.
    Każdy naród wydaje z siebie elite , sa to ludzie- którzy takimi sie rodzą. Nie można nauczyć się bycia elitą narodu, nie można zostać wytrenowanym, owszem można zostać trenowanym i kształconym do udawania elity..bycia imposterem- ale nigdy do roli prawdziwego członka narodowej elity.
    Takim przychodzi się na świat!~
    Dlatego też o tym, ile i jaką jest ta elita narodowa decyduje praktycznie tylko jeden czynnik, wielkość przyrostu naturalnego danej wielkiej grupy społecznej. Przyjmuje się mniej więcej procentowy skład elity danej społeczności nie jest nigdy większy niz 1% do maximum 3%….
    Jeśli elity sa mniejsze niz 1% takie grupy społeczne cechuje stagnacja i procesy zachowawcze, brak progresu, a nawet w wielu okolicznościach procesy regresyjne. Dzieje się tak dlatego ,że ta grupa elitarna jest za mała- żeby stać się rozrusznikiem- czy transmisją zdolna do ruszenia masy społecznej w nowym kierunku, przyśpieszać działania i zbiorowy wysiłek. Jeśli ta grupa jest wieksza ,natychmiast następuje wyrażne ożywienie całej masy społecznej i nastepują szybkie procesy progresywne.
    Pozbawiona wpływu właściwej, własnej elity, masa społeczna zachowuje się prezerwująco i konserwatywnie. Zachowawczo, skupia się na przetrwaniu i na zabezpieczeniu i pielegnowaniu tego co stanowi jej spuściznę, kulturowo- cywilizacyjną odrębność, jej własną identyfikacje i paradygmat cywiizacyjny. Takie zachowania cechują duże grupy społeczne poddane zewnętrznemu zagrożeniu, czy to ze strony elit obcych, elit imposterów, czy poprostu elit stanowiących elitę okupacyjną narodu. Zachowania takie obserwowaliśmy za czasow zaborów, wcześniej zachowania elit chłopskich poddanych Arendzie i Propinacji- kiedy panował tzw Sarmatyzm. Zachowania takie obserwowaliśmy podczas każdej okupacji zrówno hitlerowskiej, jak i niepełnej suwerenności PRL, takie zachowania są zauważalne tak samo dzis i to w coraz szerszym zakresie!
    Obserwacje skupisk emigracyjnych polskich pozwala na analizę i poznanie, jakie są główne elementy stanowiące o paradygmacie cywilizacyjno- kulturowym narodu polskiego. Grupy te poddane amerykanizacji przez kilka pokoleń zachowują swoją własną identyfikację, słabnącą z każdym pokoleniem, ale zachowywanym niejednokrotnie aż do siódmego pokolenia, mimo przemieszania z innymi nacjami i poddani wpywom wzorców cywilizacyjnych innych nacji.
    Występuje tu też bardzo ciekawe zjawisko. Że wzorce paradygmatu cywilizacyjnego Polaków sa silniejsze niż innych nacji rodzin mieszanych i są zachowywane o kilka pokoleń dłuzej niż inne. Jest to przyznam uczciwie phenomen.
    Mimo utraty tak ważnego elementu- jakim jest język mówiony, najsilniejszym elementem, ktory trwa i identyfikuje ludzi polskiego pochodzenia jest wiara- credo katolickie wraz z całą otoczka rytualno obyczajową. Ze wszystkim co wypełnia sferę codziennosci rodziny.Pacierz, który s e mowi, ale nie rozumie, pieśni, ktore sie śpiewa bez rozumienia treści, kuchnia , jadlospis i rytuał przyrządzania jedzenia, i obyczaj i obrzęd rodzinny.
    Nie udało mi się nigdy spotkać zadnej polskiej rodziny innego wyznania niż katolickie, utrzymujacej tradycje polską dłużej – niz dwa pokolenia. Natomiast wiele rodzin innopleminnych- słowiańskich zupełnie tak samo reagujacych, jak Polacy- w tym Morawców i Czechów osiadłych od pokoleń w Texasie.
    Tak działa zachowanie prezerwujące, działa przez pokolenia. Działa mimo utraty elit własnych w zupełności i odradza się szybko na wskutek działan ożywiających , natychmiast kiedy pojawia sie taka okazja w postaci młodych ludzi stymulujących zachowanei grupy, która reaguje z radościa , energicznie i w pełnym zaufaniu do swojej budzącej ich elity.
    Członkiem elity musi sie urodzic! Cechą konieczną- bez jakiej nie można być członkiem elity jest altruizm i gleboko uświadamiana wewnętrzna potrzeba i poczucie obowiązku służby dla dobra swojej grupy! Świadoma i dobrowolna!
    Zdawano sobie z tego sprawę od pokoleń, ze selekcję takich zachowań mozna prowadzić od bardzo młodego wieku. Praktycznie od najmlodszych lat! Obserwując dzieci od 2 do 5 lat bawiące sie w grupie zauważyc można stałe i powtarzające się zjawisko naturalnego wyłaniania się osobnikow o zakładanych cechach. W grupie obserwujemy rożne zachowania dzieci, jedne bawią sie same, inne razem, inne odbierają zabawki innym, co raz to inna i innemu dziecku wykazując cechy egoistyczne i agresję..ale obserwujemy też dzieci- które mimo swojej zabawy od czasu do czasu reagują i zaczynają kontrolować zachowanie innych. Zachodzi to zarówno wśród dziewczynek, jak i chłopców…te dzieci ingerują, kiedy zaczyna sie coś dziać, najczęściej stają w obronie maluchów, którym inne odbierają zabawk.ę, natychmiast takim oddają zabraną zabawkę strofując zaborcę, biorą w obrone krzywdzone i same przywracją sprawiedliwość. Organizują zabawę dzieciom ,które same nie bardzo umieją się zająć sobą, pomagają czyscic nosek, sprzatać, czy jeść. Robią to jakoby mimochodem w trakcie swojej zabawy i zupełnie bez żadnej zewnętrznej motywacji.
    Wokół tych dzieci natychmiast gromadzą sie maluchy ,które wiedzą, że mogą liczyć na tychże pomoc, dlatego bawią się zawsze w ich pobliżu, czując się bezpiecznie i z pełnym zaufaniem poddają się poleceniom swojego naturalnego lidera. Okazują mu swoje względy, oddanie i owszem donosza co się wokoł dzieje, powierzając wszelkie tajemnice i własne odkrycia. Są to zachowania zupełnie naturalne i procesy zupełnie nauralne.
    Normalne systemy edukacyjne począwszy od przedszkoli mają za zadanie wyłapywac takie odkrywające sie jednostki naturalnych liderów i otaczać ich szczególna troską i opieką w procesie tzw selekcji pozytywnej. Tylko w takim procesie grupa społeczna moze liczyć na wychowanie prawidłowe swojej własnej elity ,której z pełnym zaufaniem przekaże wszystko, czyli swój własny los i swoją przyszłość!
    Na tym systemie selekcji bazowała wielka politea Słowian, przejęto to przez chrzescjijanstwo pomagając szlifowac charaktery w przyklasztornych szkółkach, czy później w katedralnych i na unwersytetach. Dopuki istniał przepływ miedzyklasowy i mozliwosc społecznego awans i istniała duża społeczność wolnych kmieci, którzy zasilali zarwno klasy duchownych ,jak i poprzez służbe wojskowa zdobywali nobilitacje, system ten działał prawidlowo i wywierał pozytywny wpływ na życie polityczne i społeczne narodu polskiego.
    Pierwszym wstrząsem było zablokowanie wolnego przepływu poprzez przyjęcie ustaw wprowadzaąjcych dziedziczność urzędow i wprowadzajacych urządzenia rozwiązań prawnych, zamykające poszczególne klasy przed dopływem świeżej krwi .
    Wprowadzenie pojęcia i zinstytucjonalizowanie Sarmacji- polegającej na próbie stworzenia narodu szlacheckiego złożonego z wielo etnicznych grup szlachty rozległej Rzeczypospolitej, przyjmując koncepcję opartą na micie wspólnego pochodzenia szlachty od Sarmatów.
    Czyli- jako takiej nie mającej żadnych wspólnych korzeni z reszta społeczenstwa- czyli Chłopami i Mieszczanami…Wprowadzono też jako odrębny stan mniejszość żydowską, której nadano wiele przywilejów, których posiadanie stanowiło- że była to jedna z najbardziej- zaraz obok szlachty- uprzywilejowanych i wolnych kast w Europie. Co ciekawe- zupełnie odmienna i kulturowo, i religijnie, i językowo od miejscowej ludności. Zależna całkowicie od ich sponsora i gwaranta jej przywilejów, czyli od szlachty- stała sie jej powiernikiem i najwierniejszym sługa. Przynajmiej na pewien czas.
    Kasta żydowska tez miała swoją elite i to znacznie starszą i o wiele lepiej i bardziej przebiegłą i madrze zorganizowaną, bazującą na Kahale, na całym systemie kahałów. Praktycznie nikt, nigdy nie zajmował się organizacją i funkcjonowaniem Kahałów w Polsce, które uważano za organizacje religijne, pełniące pewne funkcje społeczne i sądownicze regulujące życie Żydów. Po wprowadzeniu w latach 1565-68 Arendy, kahały wykorzystały swoją organizację do przejęcia prawie całkowicie całej Polskiej Ekonomii we własne ręce, czyli pełna władzę ekonomiczną, jedyną realna władzę w państwie przejeła elita nie polska- ale żydowska! Praktycznie- pełnie realnej władzy przejął Żydowski Kahał…nieprzenikniony, posługujący się językiem hebrajskim, pełnym rabinów poddanych żelaznej dyscyplinie kahałów i bezwzglednie im posłusznych. Kahały przejęły role organizatorów i bankierów, żródeł inteligencji i wywiadu. One organizowały fundusze na Arendę i ustanawiały Arendarzy, sprzedawały w procederze hazan wielkie majątki i ich właścicieli, którzy nawet nie mieli pojęcia, że powoli zamieniają sie w..towar. Na skutki nie trzeba było długo czekać…wtedy powstałe przysłowie oddaje najlepiej skutki przejęcia przez obce elity ekonomii Kraju:
    _ Jest ci Rzeczpospolita Niebem dla Szlachty, Rajem dla Żydów, Czyścem dla Mieszczan i Piekem dla Chłopów!
    Niebagatelna role odegrała w tym tzw Reformacja, która przewaliła sie przez Rzeczpospolitą- jak potężny huragan przewracając do góry nogami istniejący od trzech stuleci porządek.
    Harmonijne współżycie dwóch płuc Kosciola w Rzeczpospolitej zostalo naruszone przez niebywale aktywna działalność heretycka zwolennikow reform Koscioła, z których najważniejszą- jak się okazało- był cnotliwy podział jego majątku.
    Ludzie, którzy widzieli jakim to jest zagrożeniem dla bytu Rzeczypospolitej doprowadzili w końcu do tego co nazywamy do dziś Konfederacją Warszawską… która dawala równouprawnienie szlachcie heretyckiej, ale jak pokazała historia była ona tylko dobrym złego początkiem. Był to koniec Polski Piastów i Jagiellonów, Polski wieloplemiennej wspólnoty Słowian, rządzonych i prowadzonych przez ich najlepszych synów. Synów tej Krwi i tej Ziemi!
    Od tego momentu Polska- Rzeczpospolita stała sie przytułkiem wszelkiej maści heretyków, wolnomyślicieli, obcych i bez ceregieli wpychających nos w polskie sprawy, za przyzwoleniem i czasami z pomocą tolerancyjnych do bólu Polakow! Konskwentnie spychanych w cień, margines w niebyt!
    Kahały zareagowały natychmiast powołując do życia istytucje haniebna! Pierwsze organizacyjnie instytucje shtadlanow, czyli- jak ich dzisiaj nazywamy- lobbystów, których jedynym zadaniem jest, poprzez przekupstwo osiąganie celów tylko korzystnych dla własnej społeczności. Elita polityczna i społeczna Rzeczpospolitej stała sie sterowanym tetrzykiem kukiełek!
    Nie mineło 100 lat i Wielka Rzeczypospolita zaczęła sie sypać, jak każde wielkie państwo zaczęło sie sypać od rubieży..Na Ukrainie wybuchło Wielkie Powstanie Kozaków, które podniosło hasło Riezat Lachiw, Jezuitiw i Zydiw,,i dokładnie realizowało swój plan!
    Warto wspomnieć, że za Lachiw uznawano tylko i wyłącznie szlachte… Należy tu wspomnieć, że po wprowadzeniu Arendy, Arendarze Żydzi podnieśli cieżary nałożone na chłopów ukrainnych sześciokrotnie i w ciągu zaledwie paru lat, poprzez sytem lichwy i wiązanej sprzedaży, poprzez karczmy, włącznie z procederem obowiązku picia gorzałki pędzonej przez Arendarzy doprowadzili wieś do takiej nędzy, że kiedy chciano odprawić nabożeństwo musiano płacić Żydowi kluczowe, po zapłaceniu -którego dawal klucz do cerkwi…na czas nabożeństwa. Gdyż i ta byla zastawem dłużnym w posiadaniu Arendarza!

    Potop i następujacy po nim pomór na wskutek epidemii cholery dokonał dzieła zniszczenia, zmasakrowane ziemie, wyniszczeni chłopi /wymarło prawie 2/3 populacji Polski/ poddani niemilosiernemu wyzyskowi Kahałów pełniących role wyżymaczki do wyciskania wszystkich soków z Chłopa i lokowania należnych zysków poza granicami Polski.,,,zwłaszcza w Prusach!
    Swoją elitę żydzi wychowywali w systemie własnych szkół rabinackich, trudno mówić o poziomie tych szkół , ale praktycznie nauki płynące z takiego wykształcenia wystarczyły, żeby utrzymać ich uprzywilejowaną pozycje w Rzeczypospolitej.
    Próby odbudowy upadłego panństwa, jak i jego ekonomii porzez reformy szkolnictwa dokonanych zarowno przez Pijarów, jak i Jezuitów- okazało się- były już mało wystarczajaące, na ziemiach Polski pojawił sie Jakób Frank Dobrudzki i wśród Zydów nastapiło wiekie poruszenie.
    Przyjęcie Chrztu przez Jakóba Franka i jego wiernych i przyjęcie ich ( ponad 24 tys rodzin) do herbów poprzez wiele świetnych polskich rodów było przysłowiowym gwożdziem do trumny polskich elit!
    Ludzie z kregów frankistowskich od tego momentu przejęli inicjatywe i zaczęli nadawać ton polskim elitom. Brali oni czynny udział w przygotowywaniu wielu powstań, w których najczęsciej padała pokotem najlepsza młodzież polskiej szlachty. Najlepiej oddają stan ówczesnego świata elit polskich sprawozdania Polaków biorących udział w zebraniach przed Powstaniem Styczniowym…pisząc, że….. brało w nich udział zatrzęsienie adwokatów bez licencji, oficerów bez patentów, lekarzy bez praktyki, wszyscy ogromnie pryncypialni i radykalni , dyszący żądza zemsty i krwi …. i wszyscy bez wyjątku przechrzty- Frankiści…
    Zabory przyniosły wielką ulgę chłopom. Zmiany prawne i oddanie chłopów pod opiekę prawa, najprawdopodobniej uratowało polskie chłopstwo przed biologiczna zagłada. Jego stan nie był żadną konkurencją dla nowej polskiej szlachty i ich pobratymców starozakonnych. Zaborcy ograniczyli władze kahałów i to znacznie, ale nowe prądy oświeceniowe otwierały zupełnie nowe możliwości zwłaszcza po otwarciu dla Żydów szkół w Prusach i Austrii.
    Stan włościan polskich byl opłakany, czytanie raportów wysyłanych do dworów w czasie pierwszych prób przeprowadzania poboru rekruta do zaborczych armii budzi grozę. Urzędnicy zaborczy raportują o masowym zidioceniu i skretynieniu całych wiosek. O szalejącej jaskrze i kurzej ślepocie, o deformacjach anatomicznych ,które- jak stwierdzali lekarze- sa wynikiem zarówno diety pozbawionej proteiny, ale w szczególnośći wymuszonego pijaństwa, jak i warunków mieszkaniowych i higienicznych urągajacycm istotom ludzkim.

    Okres rozbiorów pomimo dużych dolegliwości, szczególnie odczuwanych przez dotychczasowe kasty beneficjantów systemu polskiego, przyniósł kastom upośledzonym cześciową ulgę.
    Zaborcze państwa po raz piwrwszy od dwoch objęły opieką prawa przedewszystkim chłopstwo i mieszczan.
    Roman Kafel
    Wrzesien 2010

  6. JO said

    WP Jerzy Lucki ze Zwiazku Szlachty Polskiej, wykladal publicznie ProUkrainska , AntyPolska teorie o Rzeczpospolitej Wielu Narodow.

    Pan Lucki jest Rycerzem Columba – Miszkancem Kanady – Masonem Kosciola NeoKatolickiego, Glownym Moderatorem i sponsorem Forum Zwiazku Szlachty Polskiej.

    Zwiazek Szlachty Polskiej opanowany przez Masonerie , publicznie odrzegnuje sie od zwiazku oficjalnego z jakakolwiek Religia, jednoczesnie uzurpujac sobie prawo do kontynuowania Tradycji Szlachty Polskiej.

    ZSzP jest Glownym Mecenasem upowszechniania „wiedzy” o Konstytucji 3 Maja – Masonskiej Konstytucji

  7. Piotrx said

    Ukraińskie ofiary OUN-UPA

    Warto jeszcze wspomnieć że tak hołubiona obecnie przez liczne ukraińskie srodowiska nacjonalistyczne w Polsce i na Ukrainie OUN-UPA ma też na rękach krew wielu Ukraińców. Jak pisze Wiktor Poliszczuk:

    „W dotychczasowej literaturze przedmiotu mówi się o wiarygodnej liczbie 100-120 tysięcy polskich ofiar OUN-UPA. Nic, natomiast, nie mówi się o ukraińskich ofiarach wspomnianych struktur. Gdzieniegdzie pojawiają się tylko enuncjacje ukraińskich nacjonalistycznych autorów o 30 000 ofiar ukraińskich, które rzekomo padły z rąk polskich. Tę ostatnią liczbę można przyjąć nic tylko za prawdziwą, ale nawet za zaniżoną o około 10 000, z tym jednakże zastrzeżeniem, że spośród około 40 000 ofiar ukraińskich nic więcej niż 10% tej liczby padło z rąk polskich, natomiast około 36 000 Ukraińców, w przeważającej mierze ukraińskiej ludności cywilnej, straciło życie z rąk nacjonalistów ukraińskich ”

    *********************************
    Ukraińskie ofiary OUN-UPA

    dr Wiktor Poliszczuk

    „Ludobójstwa i wygnania na kresach” – Katowice – Oświęcim 1999.

    Wychodzę z założenia, ze słuchacze obeznani są z podstawowymi pojęciami oraz nazwami dotyczącymi opracowanego przeze mnie tematu, stąd operować w nim będę powszechnie znanymi skrótami, będącymi nazwami struktur nacjonalizmu ukraińskiego. Dodać jednak należy, że dla pełnego zrozumienia referatu niezbędną jest wiedza o tym, że powstały w latach 1920-ch w Halicji nacjonalizm ukraiński jest nacjonalizmem typu faszystowskiego, wobec którego nauka zachodnia używa określenia „nacjonalizm integralny”, a więc różny od często występujących w Europie Środkowej i Wschodniej nacjonalizmów, na przykład nacjonalizmu czeskiego, białoruskiego, polskiego czy też nacjonalizmu ukraińskiego istniejącego od II połowy XIX stulecia do zakończenia I wojny światowej. Powiedziane tutaj ma istotne znaczenie dla kwalifikacji działań ukraińskich struktur nacjonalistycznych w Polsce międzywojennej, w okresie okupacji hitlerowskiej, po zakończeniu II wojny światowej i w chwili obecnej. Do działań tych zaliczyć należy wyniszczanie przez struktury OUN-UPA-SB nie tylko tych Ukraińców, którzy wyraźnie sprzeciwiali się celom i metodom walki OUN=UPA, ale też takich, których można było podejrzewać o sprzeciw wobec nacjonalizmu ukraińskiego, a działo się to w oparciu o zasadę: kto nie z nami – ten przeciwko nam. Dotychczas, niestety, mało kto zwracał uwagę na ukraińskie ofiary OUN-UPA, dotychczas nie ukazało się całościowe opracowanie tematu ukraińskich ofiar OUN-UPA – ani w literaturze naukowej, ani w publicystyce. Niniejszy referat, wobec ważności problemu oraz jego zasięgu, stanowi jedynie próbę zasygnalizowania potrzeby takiego opracowania, próbę opartą o kwerendę archiwalną oraz faktograficzną. Warunki, w jakich nastąpiło apogeum wyniszczania ludności polskiej przez struktury OUN-UPA – okupacja hitlerowska do połowy 1944 roku, przejście frontu, w końcu powtórne przyjście na Wołyń i do Halicji władzy radzieckiej – nie sprzyjają dokładnemu ilościowemu podsumowaniu nie tylko polskich, ale też ukraińskich ofiar ukraińskich struktur nacjonalistycznych, badacze tego problemu mogą jedynie ustalić minimum tych ofiar w oparciu o istniejące dowody, oraz dokonać szacunku w drodze obliczeń porównawczych. W dotychczasowej literaturze przedmiotu mówi się o wiarygodnej liczbie 100-120 tysięcy polskich ofiar OUN-UPA. Nic, natomiast, nie mówi się o ukraińskich ofiarach wspomnianych struktur. Gdzieniegdzie pojawiają się tylko enuncjacje ukraińskich nacjonalistycznych autorów o 30 000 ofiar ukraińskich, które rzekomo padły z rąk polskich. Tę ostatnią liczbę można przyjąć nic tylko za prawdziwą, ale nawet za zaniżoną o około 10 000, z tym jednakże zastrzeżeniem, że spośród około 40 000 ofiar ukraińskich nic więcej niż 10% tej liczby padło z rąk polskich, natomiast około 36 000 Ukraińców, w przeważającej mierze ukraińskiej ludności cywilnej, straciło życie z rąk nacjonalistów ukraińskich (podkr. moje – P.J.). Już na samym wstępie trzeba powiedzieć, że mordowanie przez ukraińskie struktury nacjonalistyczne Polaków i Ukraińców odbywało się równolegle, metody mordowania były jednakowe, różnica zachodziła tylko co do ilości ofiar. Odwołajmy się w tym zakresie do faktów. W sierpniu 1920 roku armie polskie Józefa Piłsudskiego wraz z oddziałami ukraińskimi Symona Petlury prowadziły zacięte walki z bolszewikami, zakończone zwycięstwem pod Warszawą. W tym samym czasie, i to jest bardzo istotne dla poruszanego tutaj tematu, w Pradze powstała Ukraińska Wojskowa Organizacja – UWO, która, wraz z innymi faszyzującymi ukraińskimi organizacjami w Europie Zachodniej i w Halicji, w 1929 roku powołała do życia faszystowskiego typu Organizację Ukraińskich Nacjonalistów – OUN. UWO powstała jako organizacja konspiracyjna, uzurpująca sobie prawo do wyrażania interesów całego narodu ukraińskiego, chociaż jej działalność ograniczona była tylko do Halicji i części ukraińskiej emigracji, oraz w niewielkiej mierze do Wołynia. Jako taka, UWO nie publikowała swych uchwał programowych, w propagandzie posługiwała się nielegalną literaturą. Do pierwszej pozycji tej literatury należała broszura pt. „UWO”, która była szeroko kolportowana wśród Ukraińców.

    *Petro Mirczuk; „Narys istoriji OUN”, Monachium, 1968,1.1 (dalej: „Mirczuk” „Narys…”). s. 22

    Również na samym początku trzeba podkreślić, że ukraiński ruch nacjonalistyczny, jak każdy inny ruch totalitarny, posługiwał się uogólnieniami, gdy więc czytamy o wspomnianej broszurze jako szeroko kolportowanej wśród Ukraińców, to oznacza to tylko Ukraińców Halicji i w małej mierze Wołynia, a nie Ukraińców w ogóle, w szczególności Ukraińców na wschód od Zbrucza, którzy w czasie narodzin nacjonalizmu ukraińskiego stali w obliczu przymusowej kolektywizacji lat 1929-1932 oraz głodu roku 1932/1933 i nie do nacjonalizmu im było wtedy. Już we wspomnianej broszurze UWO powiedziano, że ta organizacja za swych wrogów uważa tych Ukraińców spośród polityków, którzy godzą się ze stanem zniewolenia Ukrainy i pod płaszczykiem „realnej” czy „pozytywne/” polityki propagują rozbudowę życia ukraińskiego w ramach obcego państwa. Tych polityków UWO nazywała „ugodowcami”, pozostałych zaś Ukraińców, którzy zdecydowali się na lojalność wobec Polski, UWO nazywała „chruniami”. O takich Ukraińcach wspomniana broszura mówi: Niejeden spośród nich zginął od karzącej ręki UWO, bowiem jest to najgorsza zaraza na narodowym organizmie. (Ibid., s. 24). A więc, obok zamachów na J. Piisudskiego w 1921 roku, na wojewodę lwowskiego, Grabskiego, kuratora szkolnego Jana Sobińskiego, ginęli z rąk UWO Ukraińcy. Przypomnijmy, że zabójcą kuratora J. Sobińskiego był przyszły dowódca batalionu Nachtigall, 201 batalionu Schutzmannschaft i dowódca UPA, Roman Szuchewycz, onże „Tur”, onże „Taras Czuprynka”, onże, jako sekretarz generalny UHWR, „Roman Łozowśkyj”. Petro Mirczuk, ukraiński nacjonalistyczny, banderowskiej orientacji, historyk, pisze: Prócz akcji przeciwko okupantowi, UWO przeprowadzała akcje karalne przeciwko „chruniom”, którzy, przez wysługiwanie się Polakom, szkodzili ukraińskiej sprawie narodowej, l tak, od kul bojówkarzy UWO zginęło wielu wójtów ukraińskiego pochodzenia, którzy dobrowolnie stanęli na służbę polskiej władzy i umacniali stan okupacji (…) Najgłośniejsza akcją UWO przeciwko „chruniostwu” było ukaranie śmiercią dziennikarza Sydora Twerdochliba, który w pierwszych latach okupacji z zapałem propagował lojalność „Rusinów” w stosunku do państwa polskiego. Zabójstwa tego w dniu 15.10.1922 roku dokonali dwaj bojówkarze UWO – Iwan Pasieka i Sadowśkyj. Zabójstwo Twerdochliba było nie tylko jego tragedią, ale też tragedią zabójcy. UWO wciągała w swe szeregi młodych ludzi, posługując się argumentem patriotyzmu. Jak wynika z pisemnej relacji Józefa Hermana z Valrico, Floryda, Pasieka był uczniem gimnazjum ukraińskiego we Lwowie i należał do UWO. Ta organizacja wydała wyrok na Twerdochliba. Ciągnęli losy – kto ma wykonać wyrok. Los padł na Pasiekę. Otrzymał rewolwer i fałszywe dokumenty oraz trochę pieniędzy. Wyrok wykonał. Policja szybko wpadła na jego ślad, gdy uciekał na Ruś Zakarpacką. Tam niechętnie przyjęto mordercę, więc postanowił on wrócić do Lwowa. Ponieważ czuł, ze był tropiony, nie poszedł na dworzec główny, tylko na Podzamcze, gdzie kupił bilet kolejowy, wsiadł do pociągu jadącego na wschód, wysiadł w Kniażem l idąc wzdłuż kolei napotkał strumyk, tam tez postanowił popełnić samohójstwo. Z tym zamiarem podciął sobie żyły u obu rąk, ręce zanurzył w wodzie dla szybszego upływu krwi. Był to syn wdowy z rodziny robotniczej, mieszkającej w Lwowie na Lewandówce przy ulicy Dorobek, chyba numer 8, tuż naprzeciwko mieszkania mojej siostry, która znała te rodzinę. Chłopiec był spokojny, nieśmiały i bardzo grzeczny, lecz musiał wykonać rozkaz organizacji. Przy strumyku znaleźli go żywego, odratowali. Dostał 15 lat wiezienia.

    *List Józefa Hermana z 10.05.1998 r., w zbiorach autora

    Przypomnijmy, że w tym czasie Halicja, na podstawie upoważnienia państw Ententy, była administrowana przez Polskę. W 1927 roku bojówkarz UWO zastrzelił Ukraińca Huka, podejrzewanego o donosicielstwo. W 1931 roku członek UWO-OUN, Iwan Mycyk, zastrzelił na ulicy we Lwowie studenta Jewhena Bereżnickiego, 31 marca 1934 roku bojówkarze OUN, Jewhen Kaczmarśkyj i Iwan Jarosz, dokonali zamachu na Jakowa Baczynśkiego, usiłowali zasztyletować go w parku, żeby nie wywoływać hałasu, lecz skutku nie osiągnęli, dlatego w kilka dni po tym zdarzeniu zastrzelił go Roman Seńkiw. Za lojalny stosunek wobec władz, bojówkarz Mychajło Car w dniu 25.07.1934 roku zabił dyrektora gimnazjum ukraińskiego we Lwowie, Iwana Babija.

    * Ibid., ss. 365,368,370

    W 1935 r. dokonano zamachu na wójta S. Martynowycza (…) w listopadzie 1938 r. zastrzelono sołtysa A. Rozwadowśkiego (._) w listopadzie 1938 r. sołtysa I.Tataryna

    * Ibid., s. 461

    Przypomnieć należy, że od 15 marca 1923 roku, w świetle prawa międzynarodowego, Halicja była częścią składową państwa polskiego, a jej mieszkańcy, w tym też Ukraińcy, z mocy prawa byli obywatelami tego państwa, a ten fakt zobowiązywał do lojalności wobec niego. Sołtysi i wójtowie byli wybierani przez mieszkańców wsi i gmin, nie można więc o nich było mówić, że dobrowolnie stawali na służbę okupanta, bowiem funkcja z wyboru nie jest służbą dobrowolną, zaś Halicja nie była terytorium okupowanym przez Polskę. W okresie międzywojennym ilość ukraińskich ofiar UWO-OUN prawdopodobnie przewyższała ilość polskich ofiar tych struktur. Inaczej ten stosunek kształtował się w okresie okupacji hitlerowskiej Wołynia i Halicji, gdzie OUN-UPA przy współudziale „Samoobronnych Kuszczowych Oddziałów” – SKW, drogą masowego wyniszczania ludności polskiej przeprowadzała programową, planową „depolonizację” tych ziem, jednak również tam i wtedy ukraińskie ofiary OUN-UPA stanowiły poważny odsetek ofiar. Znów odwołajmy się do faktów. Celem zaciemnienia obrazu tragicznych wydarzeń okresu okupacji hitlerowskiej Wołynia i Halicji, współczesny ukraiński, nacjonalistycznej proweniencji, historyk, Jarosław Daszkewycz, nie powołując się na żadne fakty czy wyliczenia, twierdzi, że ilość ofiar polskich i ukraińskich w Chełmszczyźnie i na zachodnim Wołyniu (to znaczy tym, który w okresie międzywojennym wchodził w skład państwa polskiego – W.P.) była w przybliżeniu jednakowa.

    * Jarosław Daszkewycz w: „Ukrajina – nauka i kultura”. Kijów, nr 26-27,1993, s- 67

    Prawdą jest, że ludność ukraińska stawała się ofiarą rąk polskich, z reguły rąk policji polskiej w służbie niemieckiej, w czasie walk AK i BCh z UPA w Lubelskiem, albo w czasie akcji odwetowych, ale liczba tych ofiar nie przekracza 4.000. O przyczynach i szczegółach tego stanu rzeczy, z braku miejsca, nie można tutaj mówić, wskazać jednak należy, że zdarzające się zabójstwa ludności ukraińskiej przez Polaków nic odbywały się ani na rozkaz jakiejkolwiek polskiej organizacji, ani w w wyniku programów politycznych, ani tym bardziej w następstwie zasad ideologicznych. Zdecydowana ilość ofiar po stronie ukraińskiej ludności cywilnej odnosi się do mordów masowych, dokonywanych przez OUN-UPA, co wynika z uzyskanych w ostatnich latach dokumentów z archiwów ukraińskich, a także z publikacji Ukraińców, bezpośrednich świadków wydarzeń. Danyło Szumuk, wykładowca w szkole UPA na Wołyniu, opisuje fakt likwidacji przez „Służbę Bezpeky” OUN – SB, 16 rodzin ukraińskich we wsi Zamłycze w ciągu jednej nocy, włącznie ze starymi i dziećmi.

    * Danyło Szumuk: „Za schidnym obrijem”, Paryż, 1974, ss. 104-107

    Ten sam autor pisze o masowym bestialskim mordowaniu przez SB niewygodnych dla niej ludzi, to znaczy Ukraińców, pisze on o stosowaniu tortur wobec podejrzanych o sprzyjanie radzieckiej partyzantce, Mykole, który uciekł z sowieckiego wiezienia w Żytomierzu, już w 1944 roku, podwiesili nad ogniem w czasie przesłuchiwania i do kolan nogi mu spalili.

    * Ibid., ss. 109.193

    Protestancki pastor ukraiński, Wołyniak, Mychajło Podworniak, pisze, że banderowcy niszczyli nasz naród (Ukrainców – W.P.) nie gorzej od okupantów. We dnie siedzieli gdzieś w lesie, a w nocy przychodzili do wioski czynie swoją czarny robotę (…) SB – tych dwóch liter nasi ludzie bali się nie mniej, jak NKWD czy gestapo (…) SB często przebierała się za bolszewickich partyzantów, znajdowali we wisi jeńca – uciekiniera i kazali mu iść ze sobą (…) wyprowadzali do lasu i tam zabijali(…) Doszło do tego, ze nasi ludzie cieszli się, gdy gdzieś podczas akcji Niemcy rozbijali powstańców – banderowców – W.P.

    * Mychajło Podworniak; „Witer z Wołyni”, Winnipeg, 1981, ss. 182. 187, 199

    OUN-SB sporządzała tzw. „czarne listy” podlegających likwidacji Ukraińców (Derżawnyj Archiw Riwnenskoji Obłasti (dalej: DARO), nr inw. 35 (6446) ). W „Powiadomieniu” UPA podano: Za dezercje, za niewykonanie rozkazów swoich przełożonych, za szerzenie wrogiej propagandy (…) zgodnie z decyzja Ukraińskiego Sadu Rewolucyjnego, zostali rozstrzelani: Chropot Wasyl, Karpiut Roman, Korczak Iwan, Hubeckyj Leon, Kolada Wiktor. Rozstrzelano w dniu 29X1.1943 r. Ostrzeżenie: Porządek i dyscyplina w szeregach UPA musi być przestrzegana (…) Śmierć każdemu, kto szkodzi narodowi ukraińskiemu w jego rewolucyjnej walce.

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 16, k. 262

    W archiwum jest wyrok sądu UPA: Wyrok: Dnia 23.VI.1943 r. Nadzwyczajna Sesja Sadu Polowego UPA Grupy Eneja, sprawdziwszy sprawę oskarżonego Mykoły Martynowśkiego- „Muchy” z oddziału Berkuta, stwierdza co następuje: oskarżony Mucha został aresztowany w dniu 20.VI.43 r. pod zarzutem działalności prowokatorskiej w szeregach OUN i UPA w okresie od 18.1.1942 r. do 20.VI.1943 r. Gruntownie przeprowadzone śledztwo w jego sprawie (trwające dwa dni – W.P.) wykazało bez wątpienia, ze oskarżony Martynowśkyj był prowokatorem, świadomie zdającym sobie sprawę ze swej działalności (…) Skazuje oskarżonego Martynowśkiego Mykołe-Mucha na karę śmierci przez odrąbanie głowy przed oddziałem UPA. Przewodniczący sadu d-ca Dubowyj, członkowie d-ca Enej, Beskyd, Matros. Postój, 23 czerwca 1943 r. (…) Wykonanie wyroku nastąpiło (…) na oczach oddziału UPA o godz. 12 w południe dnia 24.VI. 1943 r. Podobnej treści wyrok za dezercję – kara śmierci przez odrąbanie głowy przed oddziałem, wykonano w tymże dniu na „Ryzykancie”.

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 22, k. 50

    Instruktor polityczny w UPA, Aleksander Stepaniuk, mieszkaniec Toronto, twierdzi, że karę śmierci przez odrąbanie głowy na jego oczach wykonał sam dowódca zgrupowania, Enej (Zapis magnetonowy wywiadu z A. Stepaniukiem w zbiorach autora). W sprawozdaniu d-cy rejonu „Ozero” z dnia 27.XI.1943 r. mówi się: S B pracuje dosyć dobrze, rozpracowuje donosicieli, komunistów, złodziei oraz szkodników naszej roboty organizacyjnej, a jest ich tutaj tyle, jak grzybów po deszczu, nie mowa nadążyć ich likwidować.

    * DARO: f. R-30, op. 2, spr. 22, k. 35

    W sprawozdaniu „Zymy” dla „Zenona” z dnia 31.X.43 r. powiedziano: We wsi Bohdaniwka, koreckiego rejonu, zlikwidowano nauczycielkę (…) w Trościańcu spalono chatę i żywcem wrzucono w ogień całą rodzinę.

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 15, k. 20

    W sprawozdaniu Policyjno-wykonawczego oddziału Służby Bezpeky rejonu „Ozero” za czas od 13.1. do 4. V. 44 r. napisano:

    Aresztowano……………………… 307 osób

    a) za komunizm…….. 111 osób

    b) donosicielstwo…… 59 osób

    NKWD…………….67 osób

    Rodziny………….. 70 osób

    Razem…………………………… 307 osób

    Skazano na karę śmierci 306 osób (trzysta sześć), zwolniono 1 osobę (jedna). Wszystkie rzeczy zlikwidowanych oddano do oddziału gospodarczego za pokwitowaniem, cześć oddano do oddziału. Sława Ukrainie! Bohaterom sława! Postój, 5.V.I944 r. Czornyj.

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 32, k. 51

    Z rozkazu nr 8 z dnia 18.XI.1944 r. UPA ZH 2451II. Postój, 18X1.44 r. Rozkaz nr 8 do dowódców formacji i brygad. Rozkazuję: (…) IV. Grupy dywersyjne, l. Każda brygada niezwłocznie zorganizuje grupę dywersyjna w sile od 15 – 30 ludzi. Wszystkie grupy dywersyjne występują pod jednym pseudonimem „Diaczenko” i działają pod sowieckim szyldem. 2. Zadaniem grupy dywersyjnej jest; a) terroryzowanie wroga tam, gdzie on nie spodziewa się nas (miasta, rejon oraz najbliższe okolice (…) drogi, stacje, radiopunkty); b) wykradać sowieckich pracowników celem uzyskania zeznań, zabijanie najbardziej szkodliwego dla nas elementu, wykradanie dokumentów … NSzZ Jaworenko D-ca ZH Ostrożśkyj

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 26, k. 22

    Ze sprawozdania rejonu Mizocz: … W Nowej Moszczanicy rejonowe SB dokonało publicznej egzekucji 8 chłopów, podejrzanych o komunizm …

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 39, k. 29

    Z rozkazu Czeremszyny:…. 2. Całą pracę i metody SB przeprowadzać konspiracyjnie, skrycie. Jakiekolwiek pozostawianie zlikwidowanych trupów lub innych sladów pracy – zabronione… 29M.44 r. Czeremszyna

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 37, k. 48

    Inny dokument: Rozkaz dla prowidnyków i referentów kuszczowych (…) 5. b) Różnych agitatorów-propagandystów wrogich idei, gdy występują jawnie, na miejscu aresztować i likwidować publicznie, stosować tortury … Postój, 09.11.44r. Mandriwnyk

    * DARO, f. R-30, op. 2, spr. 16, k. 141

    Wychodząca w Równem w latach 1990-ch gazeta „Diałoh” opublikowała dokument z archiwum, z którego wynika, że w rejonie Radziwilów (jedna czwarta przedwojennego powiatu -W.P.) za okres od 20 do 30 listopada 1943 r. SB aresztowała 21 osób, spośród których zlikwidowała 12 – za komunizm i przewinienia wobec narodu ukraińskiego

    * „Diałoh”, Równe, 21.03.1991

    W archiwum rówieńskim znajdują się publikowane w latach 1990-1991 niepełne wykazy osób, Ukraińców, zamordowanych przez OUN-UPA. Przykładowo tylko wskażmy na jeden fragment: Rejon Dubno, 11.05.1944 r. we wsi Diadkowyczi o godz. 22 zastrzelony przewodniczący rady wiejskiej Solowej wraz z cała. jego rodziną w liczbie 7 osób. Trupy spalono w podpalonym domu. 13.05.1944 r. we wsi Iwanie zabito Natalię Mychajliwną Barabasz za to, ze jej maź został powołany do Armii Radzieckiej, nad nią znęcało się pięciu esbistów z UPA. 6.06.1944 r. we wsi Zaruddia odkryto jamę, w której znaleziono trupy 18 miejscowych mieszkańców, zamordowanych przez UPA jako wrogów. W nocy na 6 sierpnia 1944 r. banda „Wjuna” we wsi Ołyka zamordowała dwóch milicjantów, tejże nocy ounowcy zamordowali Hannę Szumyło i jej dziesięcioletniego syna Dorofeja oraz 70 -letniego Dańkewycza. W pierwszych dniach sierpnia 1944 r. banda UPA wdarta się do mieszkania Hofmana we wsi Mołodawo-Ukrajinśke, dokonując grabieży. Gospodarz poskarżył się władzy. Za dwa dni przyszli do niego, wszystkim, kto był w mieszkaniu, kazali położyć się na podłodze i postrzelali. Uratował się tylko pięcioletni chłopczyk, którego Hofman wziął na wychowanie. 11 lipca 1944 r. nadrejonowy komendant SB „Mamaj” z zasadzki koło wsi Wołycia zabił Hannę Bodnarczuk i jej dwie córki.

    * DARO, f. R-30, op. 2 i nast

    W dokumentach tego „fondu”, stanowiących niepełny wykaz ogółu ukraińskich ofiar OUN-UPA, znajdują się nazwiska, imiona, wiek, miejsce zamieszkania zamordowanych na Wołyniu 9 018 Ukraińców. Dokumenty te podają przybliżoną liczbę 50.000 zamordowanych na samym tylko Wołyniu Polaków, co wskazywałoby na to, iż co szósta ofiara OUN-UPA była narodowości ukraińskiej, wśród nich byli mężczyźni, starcy, kobiety, dzieci; ginęli oni od kul, noży, bagnetów, siekier, duszeni sznurami, wrzucani żywcem do płonących zabudowań, często wrzucani do głębokich na kilkadziesiąt metrów wołyńskich studni. Ginęli aktywiści radzieccy, podejrzani o sprzyjanie władzy radzieckiej, nauczyciele, agronomowie, popi, którzy nawoływali do spokoju.Iwan Wasiuk, uczestnik działań UPA na Wołyniu, zeznał w śledztwie:… trupy zabitych mężczyzn, kobiet, starych i dzieci pozostawialiśmy na miejscu, w chatach, które potem podpalaliśmy. Jeżeli w jednej wsi żyli Polacy i Ukraińcy, i jeżeli ci Ukraińcy nie tyli członkami banderowskich organizacji, to z nimi postępowaliśmy tak samo, jak z Polakami. Nasz oddział, to znaczy sotnia, w trzech wsiach zamordował około półtora tysiąca osób różnego wieku (…) mordowanie odbywało się przy użyciu siekier, cześć była zarżnięta nożami. Ja osobiście zabiłem 19 ludzi.

    * Centralnyj Derźawnyj Archiw Hromadśkych Objednań Ukrajiny (dalej: CDAHOU), f. l, op. 70. spr. 237, kk. 1-3).

    Nie ma wiadomości, aby któraś z publikowanych pozycji była poddawana w wątpliwość, aby podważana była nieprawdziwość tych informacji. Zabójstw dokonywano zgodnie z zasadą: „kto nie z nami – ten przeciwko nam.” Na tej zasadzie struktury OUN-UPA mordowały Ukraińców, tzw, „łacinników”, nazywanych pogardliwie „kałakutami”, tzn. tych, którzy, będąc Ukraińcami, byli członkami Kościoła rzymskokatolickiego. Pisze o tym czołowy ukraiński publicysta, Iwan Kedryn-Rudnyćkyj, a także bardzo przekonywująco, z powołaniem się na bezpośrednich świadków, Władysław Baśkicwicz, świadczący o zamordowaniu przez OUN-UPA 55 Ukraińców, w tym „łacinników”. Zbrodnia ta dokonana została w dniu 10.10.1994 roku we wsi Potoczyska (Potoczyszcze), o której mowa też będzie dalej.

    * Iwan Kedryn-Rudnyćkyj: „Źyttia – podiji – liudy”. Nowy Jork, 1976, s. 378

    * „Komunikaty Towarzystwa im. Romana Dmowskiego”, Londyn. 1979/80, t. II. cz. I, ss. 341.342

    W latach 1990-1991 gazeta „Prykarpatśka prawda” z Iwano-Frankowska publikowała wykazy ofiar OUN-UPA. Zacytujemy wykaz ofiar z jednej tylko niedużej, wspomnianej wyżej, wsi Potoczyszcze (w nawiasach rok urodzenia ofiar):

    Burnas Wąsy! (1913), traktorzysta, zamordowany w 1946 r.; Bałan Poraska (1908), gospodyni domowa, zabita w 1945 r. za odmowę pomocy ounowcom w postaci artykułów spożywczych; Wołoszczuk lilia (1888), chłop indywidualny, zabity w 1945 r.; Wołoszczuk Olena (1891), gospodyni domowa, zabita w 1945 r.; Dediuk Anastazja (1904), gospodyni domowa, zabita w 1945 r. za odmowę udzielenia pomory w postaci artykułów spożywczych; Dediuk Petro (1907), chłop indywidualny, zabity w 1945 r.; Zejdel Frank (1906), Żyd, zabity w 1945 r. za żonę aktywistke; Żonemam Stefan (1870), Polak, zamordowany 2 lipca 1944 r. za przynależność narodowa; Zoneman Ołena (1875), Polka, zabita 2 lipca 1944 r. za przynależność narodowa; Kasieńko Hryhory (1881), chłop indywidualny, zabity w 1946 r, za syna-milicjanta; Kasieńko Anastazja (1911), gospodyni domowa, zabita w 1946 r. za męża-milicjanta; Kasieńko Wiktor (1908), milicjant, zabity 28 lutego 1946 r. ; Kostenko Myrosław (1938), zabity w 1946 r. za ojca-milicjanta; Krasowska Maria (1889), Polka, zabita w listopadzie 1944 r. za przynależność narodową; Krasowski Zbyszek (1932), Polak, zabity w listopadzie 1944 r. za przynależność na rodową; Krasowski Włodzimierz, (1906), Polak, zabity w listopadzie 1944 r. za przynależność narodową; Kowałyszyn Maria (1890), gospodyni domowa, zabita w listopadzie 1944 r. za to, ze nie dała ounowcom artykułów spożywczych; Melnyczenko Paraska (1887), gospodyni domowa, zabita w 1945 r.; Melnyczenko Stepanyda (1912), gospodyni domowa, zabita w 1945 r.; Melnyczenko Oresta (1945), dwumiesięczne dziecko, zabita w 1945 r. razem z matką; Mykytiuk Maria (1898), gospodyni domowa, zabita w 1945 r.; Olinowska Maria (1902), Polka, gospodyni domowa, zabita w listopadzie 1944 r. za przynależność narodową; Oleszewska Augustyna (1920), Polka, zabita w listopadzie 1944 r. za przynależność narodową; Ołeksiuk Wołodymyr(1924), komsomolec, członek grupy ochrony porządku publicznego, zabity 21 lutego 1949 r. przez ounowca Bełynskiego; Perun Mychajło (1882), chłop indywidualny, zabity w 1945 r.; Prytulak Fedir (1906), chłop indywidualny, zabity w 1945 r.; Parczewśkyj Roman (1904), Ołena (1912), Odarta (1936) – zamordowani w listopadzie 1944 r.; Prociuk Roman (1913), zabity w listopadzie 1944 r.; Romański Rudolf (1895), Zofia (1898), Taras (1935), Mikołaj (1906) – wszyscy Polacy, zamordowani w listopadzie 1944 r. za przynależność narodową; Romach Stefania (1914), gosp. domowa, zabita w 1944 r.; Semeniuk Onufry (1894), chłop indywidualny, zabity s listopadzie 1944 r.; Semeniuk Wołodymyr (1914), chfop indywidualny, zabity vs listopadzie 1944 r.; Sawyćka Myrhajłyna (1910), zabita w listopadzie 1944 r.; Sokołowski Franciszek (1911), Polak, zabity w 1944 r. za przynależność narodową; Sokołowska Stefania (1941), zabita w 1944 r. za przynależność narodowa (trzyletnia dziewczynka – W.P.); Sokofovcska Antonina (1910), Polka, zabita w 1944 r. za przynależność narodową; Semeniuk Anastazja (1906), gospodyni domowa, zabita u listopadzie 1944 r.; Semeniuk Hanna (1901), gospodyni domowa, zabita w listopadzie 1944 r.; Toporowicz Stanisław (1880), Polak, zabity w listopadzie 1944 r. za przynależność narodową; Tarasiuk Weronika (1921), gospodyni domowa, zabita vs listopadzie 1944 r.; Kuczirka Maria (1916). zabita w listopadzie 1944 r.; Wołoszczuk N’ykyfor (1908), chłop indywidualny, zabity w listopadzie 1944 r.; Wołoszczuk Katarzyna (1915), gospodyni domowa, zabita w listopadzie 1944 r.; Czumak Omelian (1908), chłop indywidualna, zabity w listopadzie 1944 r.; Chort Olga, matka (1916), gospodyni domowa, Polka, zabita w listopadzie 1944 r. za przynależność narodową; Chort Jarosław, syn (1943), zabity razem z matką (jednoroczne dziecko- W.P.); Chort Wasy/, syn (1941), zabity w 1944 r. – trzyletnie dziecko – W.P.

    * „Prykarpatśka prawda”, 13.XI.1990. ss, 2,3

    Powyższych danych nikt nie podważał, wykaz jest przejrzysty, wynika z niego, że z rąk OUN-UPA ginęli Ukraińcy i Polacy, milicjant, jego żona, ojciec i syn, gospodynie domowe za to, że nie dały dla UPA artykułów spożywczych, a gdyby dały, to podlegałyby wysiedleniu do Kazachstanu. Ginęły jednoroczne i trzyletnie dzieci, niektóre z nich za „przynależność narodową”. Ginęli mężczyźni chyba za to, że nie byli w UPA. Czesław Blicharski zebrał część materiałów, dotyczących następstw mordów masowych w województwie tarnopolskim, dokonanych na ludności polskiej, wśród nich napotkać można na ukraińskie ofiary OUN-UPA. Książka nosi tytuł „Petruniu, ne ubywaj mene!” Chodzi o błaganie siostry-Polki wobec brata-Ukraińca, Piotra, po ukraińsku Petra, zdrobniale w wołaczu „Petruniu”. W książce między innymi następujące dane:

    Grudzień, 1943 r., w. Wałkowe, Nestorowicz Mikołaj, Ukrainiec, zamordowany przez bojówkę banderowską; styczeń 1944, w. Kozaczyzna, Pryjma Daria, Ukrainka; Piłachowice, 18 lutego, Kuhniaruk, Ukrainiec, zamordowany za odmowę udziału w mordowaniu Polaków; Skowiatyn, 18 lutego, Szczerbaniuk llko, Ukrainiec; marzec 1944, Juryn Michał, lat 30, policjant ukraiński, który odmówił współudziału w zbrodni; grudzień 1944, Jeziorany, w czasie napadu bojówka UPA zamordowała 28 osób, w tym 20 Polaków i 8 Ukraińców, nazwisk nie ustalono; styczeń 1945, Juriampol, UPA zamordowała 4 kobiety Ukrainki z mieszanych małżeństw; za sprzyjanie Polakom banderowcy zamordowali Ukraińców: W.Kaziuka, Eugenię Stachurska, Magdalenę Stachurską, Michalinę Towarnicką; wielu Ukraińców głośno wyrażało swe niezadowolenie z kazań popa Walnickiego, niektórzy z nich stracili za to życie: Batryńczuk, Chliborob, Hajewski, Sieczyszyn, Tamko, Zazulak, Zapłatyńska i pięciu innych, których nazwisk nie ustalono; 24 grudnia 1943 r. zginęli Wołochy, Dmytro Benedyk, Ukrainiec, Daria Szczudluk, Ukrainka; 10 Ukraińców banderowcy zamordowali tylko dlatego, ze odmówili udziału w mordowaniu Polakom lub ich ukrywali; Buzek, banderowcy zamordowali Ukraińca Romana Kożuszyne za odmowę zamordowania swojej żony.

    * Czesław Blicharki: „Petruniu, nc ubywaj mene!”, Biskupice, 1998, passim

    Podano tu tylko niewielką część wykazu z tej książki zamordowanych przez OUN-UPA Ukraińców. W książce znajduje się informacja o tym, że księża greckokatoliccy ratowali cale wsie przed mordowaniem polskiej ludności, o Ukraińcach, którzy mordowali swoje żony-Polki, o uprzedzaniu przez Ukraińców Polaków o przygotowywanych napadach na Polaków, o ukrywaniu Polaków przez Ukraińców. W każdym numerze czasopisma „Na Rubieży” znajdujemy informacje o zamordowanych przez OUN-UPA Ukraińcach. Wskażmy przykładowo tylko:

    Zaburzec, wieśsołecka, siedziba gminy, parafia Porębowa (…) 1945 r., vs rożnym czasie zostali zamordowani przez UPA: Biłyk Michał, Ukrainiec, lat 22; Bójko Teodor, Ukrainiec, Kochaneć Michał, lat 30, Ukrainiec; Kasieńko Stefan, Ukrainiec, undowiec; Piziar, lat 32, Ukrainka, zamordowana za karę, ze maź służył w Czerwonej Armii; Piziar, lat 8, córka w/w; Prycepa Wołodymyr, Ukrainiec, sołtys, lat 40; Szymków Stefan, Tereszkun, ksiądz greckokatolicki, Ukrainiec, powieszony „za zdradę Ukrainy”; Ukrainiec, brat w/w, Piziar, zamordowany za karę, ze uciekł z UPA i ujawnił się …

    * „Na Rubieży”, Wrocław, nr 27,1998, s, 9

    Skomoroc/iy (…) 17 marca 1944 r. Rega, Ukrainiec, zamordowany za krytykę banderowców oraz mordy dokonywane na Polakach; Feśkiw Mikołaj, zamordowany za karę, ze wystąpił w obronie Polaków (…) Ukraińca Rege przybito gwoździami do desek w stodole za karę, że wyraził się krytycznie o mordowaniu Polaków.

    * Ibid., s. 19

    Jest to mała tylko cząstka informacji czasopisma „Na Rubieży” o zamordowanych przez OUN-UPA Ukraińcach. W wydanej w 1962 roku w Detroit, Mich., książce Iwana Kuzycza-Berezowśkicgo autor mówi o jednej tylko wsi, Berezowa:

    Jeszcze zanadto świeże są krwawe zabójstwa świadomych ludzi, za to tylko, ze oni, uświadamiając sobie, ze sytuacja jest bez wyjścia, nie chcieli iść na pewna śmierć „do lasu”. Ot, chociażby zabójstwo Mykoły Hryhorczuka w Bani-Berezowej i Hrycia Sulatyćkiego w Bemowie Niżnym, a takich zabójstw jak w Berezowie można naliczyć setki (…) Setki ludzi zamordowanych nie przez Niemców i nie przez bolszewików. Niechaj historyk potępi to bratobójstwo (…) Jeden fakt spośród setek: dwaj uzbrojeni mężczyźni w „mazepynkach” w nocy zatrzymali czterech mieszkańców Berezowa i zaprowadzili ich do jednej z chat, w której była 14-letnia dziewczyna. Dziewczynę tez zatrzymali, bowiem ona rozpoznała uzbrojonych mężczyźni. Drutem związali im z tyłu ręce, potem wszystkich razem związali (…) wynieśli z chaty wszystkie rzeczy, chatę zamknęli i podpalili. Ludzi, którzy przybyli na krzyki nieszczęśliwych, nie dopuścili do płonącej chaty, nie pozwolili ratować. Ten fakt, jak i wiele innych faktów, mogą potwierdzić świadkowie, którzy żyją w Detroit, w Kanadzie. Jeden z nich, Stefan Hryhorczuk, podał ten fakt i dziesiątki innych, podaje imiona i nazwiska świadków, daty wydarzeń (…) Wśród czterech spalonych mężczyzn jeden był ojcem dziewieciorga małych dzieci, drugi czworga, a trzeci trojga.

    * Iwan Kuzycz-Berezowśkyj: „Bereziwśke bojarscwo na tli istoriji Ukrajiny”, Detroit, 1962, ss. 284, 285

    Latem 1943 roku w dużej wsi Uhorsk pod Krzemieńcem, Ukrainiec ostrzegł rodzinę Władysława Meduny o mającym nastąpić jej wymordowaniu. Ktoś zauważył rozmowę tego Ukraińca z Polakiem. Rodzina Medunów zdołała uciec do Krzemieńca, a tego Ukraińca banderowcy powiesili po środu wsi i zawiesili na trupie kartkę: „Za zdradę narodu ukraińskiego”.

    * Relacja W. P. z Toronto

    W liście do redakcji warszawskiego „Naszego Słowa” Mychajło Seńkiw, Ukrainiec z Florydy, podaje przykład mordowania w jego rodzinnej wsi Ukraińców przez banderowców:

    W mojej pamięci utrwalił się obraz poboru „ochotników” do UPA. W nocy, w miejscowości mego urodzenia, idąc od domu do domu, nabrali ze stu mężczyzn w wieku średnim i młodych. Wszystkich ich zaprowadzili do lasu, wyszykowali w szereg i zapytali: „kto chce wracać do domu?” Piętnastu nieszczęsnych biedaków podniosło ręke. Im nakazano kopać rowy, w których też ich postrzelali i przykryli zabitych ziemia. Wśród zabitych było dwóch moich ciotecznych braci.

    * Kopia listu w zbiorach autora

    Sygnalizując problem mordowania Ukraińców przez sruktury OUN-UPA, należy wyrazie nadzieję, że wśród historyków znajdzie się taki, który opracuje ten temat. Na podstawie tych tylko danych, o których mowa wyżej, można twierdzić, że na Wołyniu i w Halicji z rąk OUN-UPA zginęło od 30 000 do 40 000 Ukraińców. Ubocznie tutaj przypomnijmy, że polskich ofiar OUN-UPA na tym terenie było około 120 000. Problemu mordów, dokonanych przez struktury nacjonalizmu ukraińskiego na Ukraińcach, nie można ograniczać do samego podsumowywania ofiar, trzeba szukać ich przyczyny. Współczesny filozof ukraiński, Myrosław Popowycz, mówi; Naród ukraiński jest narodem spokojnym, zrównoważonym, życzliwym. Ale i w jego historii zdarzały się straszne okresy. I nie dlatego, ze Ukraińcy nagle zwierzęcieli, ale dlatego, ze na scenę życia, z powodu różnych okoliczności, wychodzili ludzie bez moralności, bez sumienia, ludzie, którymi kierowało jedynie pragnienie osiągnięcia władzy.

    *”Ukrajina”, miesięcznik. Kijów, nr 55,1992, s. 8

    Tacy ludzie, na fali rodzącego się w Europie Zachodniej po I wojnie światowej faszyzmu, w goryczy z powodu klęski Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej w wojnie z Polską z lat 1918-1919, znaleźli się. Ludzie ci Stworzyli zbrodniczą ideologię i zbrodnicze programy polityczne, rozpalili nienawiść, doprowadzając do zbrodni ludobójstwa. Twórcą ideologii faszyzmu ukraińskiego był Dmytro Doncow, według jego doktryny, przyjętej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów na uzbrojenie ideologiczne, na czele nacji ukraińskiej miał stać „wódz nacji”, mający do dyspozycji tzw. „mniejszość inicjatywną”, której obowiązkiem było stosowanie „twórczej przemocy” wobec pozostałej masy narodu ukraińskiego. Według doktryny Doncowa, o państwo ukraińskie należało walczyć przy pomocy wszystkich bez wyjątku środków, w tym też drogą mordów masowych obcoplemieńców, którzy z tych lub innych powodów znaleźli się na ziemu ukraińskiej, oraz drogą likwidowania Ukraińców, którzy z takimi metodami działalności nie zgadzają się.

    * Dmytro Doncow: „Nacionalizm”, Londyn, 1966, s. 283 i nast.

    Doncow, który swą doktrynę oparł na teorii darwinizmu społecznego, uczył: … nie dopuścić do rozkładu społeczeństwa, nie dopuście, by trujące bakcyle przeżarły je. Scementować je od nowa w cały, mocny i odporny, z ogromną siła uderzeniową organizm (…) przez ustanowienie szeregu dogmatów, szeregu reguł (…) przez ustanowienie swojej prawdy, jedynej i nieomylne/ (…) bez żalu zwalczając niedowiarków.

    * D. Doncow: „Chrestom i meczem”, Toronto, 1967, s. 131, z pracy „Objednannia czy rozjednannia”;

    • Wiktor Poliszczuk „Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego”, Toronto, 1996. passim

    Doncow o „mniejszości inicjatywnej”, a więc o OUN, mówił, że ma to być twardość karzącej ręki, która nie szczędzi i nie przebacza, że trzeba drakońskimi sposobami podtrzymywać lae wspólnocie dumę i wolejedyna, nie poprzez wyjaśnianie, nie pobłażliwością, nie przez tolerancje. Dobro ojczyzny naszej i karząca ręka sprawiedliwości dla wyrodków i odszczepieńców – oto były sposoby, zapomniane przez nasz liberalizm.

    * Doncow: „Chrestom i meczem”, op. cii., ss. 30,33

    Doncow mówił o potrzebie bezpardonowego wytrzebiania szkodników wśród rodzonych krajanów.

    * Ibid.,s.111

    Mówił też, że w chwilach przełomowych musi dojść do zderzenia, muszą pojawić się nosiciele jednoczącej, dyscyplinującej idei, musi pojawić się grupa ludzi, która zachwyci jednych, porwie drugich i usunie trzecich.

    * Ibid., s. 23

    Tą „mniejszością inicjatywną” była OUN – Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, której frakcja Bandery powołała do życia „Służbę Bezpeky” oraz tzw. Ukraińską Powstańczą Armię. Tymi „niedowiarkami” byli ci Ukraińcy, którzy nie zgadzali się z działalnością ukraińskich Struktur nacjonalistycznych, dlatego też ginęli oni z rąk tych struktur. Ukraińcy najczęściej ginęli z rąk „Służby Bęzpeky”, o której ukraińska ludność cywilna mówiła, że jest to formacja bardziej straszna od gestapo czy NKWD.

    * Szumuk, up. cit., 5. 68

    Skład osobowy SB charakteryzuje tenże Danylo Szumuk, wykładowca w szkole UPA: Był to specjalny kurs dla rejonowych referentów SB (…) W kursie brało udział 56 młodych, przystojnych i zdrowych chłopców. Wszyscy byli dobrze ubrani i zadowoleni z siebie. Cały miesiąc wykładałem im po 2 godziny politykę i geopolitykę. Wtedy miałem możność’dobrze przypatrzyć ‚się – komu organizacja (OUN -W.P.) powierzyła podejmowanie decyzji o życiu lub śmierci tyd lub innych ludzi. To byli jak gdyby specjalnie dobrani tępi ludzie (…) na 56 tylko pięciu przyswajało materiał wiedziało o co chodzi, reszta zaś – ni w ząb.

    * Ibid.

    To właśnie tacy ludzie winni są śmierci tysięcy Ukraińców. OUN działała zgodnie z zasadą, uznawaną przez wszystkie totalitarne ruchy – kto nie z nami, ten przeciwko nam, a takich trzeba likwidować. Każde państwo, również państwo o ustroju typu komunistycznego, ma nie tylko prawo, ale reż obowiązek utrzymywania sil porządkowych w postaci policji czy milicji. Obywatele takich państw mają prawo do urządzania w nim życia celem zapewnienia sobie i najbliższym egzystencji. W warunkach Ukrainy Zachodniej od połowy 1944 roku jej mieszkańcy mogli tę egzystencję zapewnić jedynie w ramach panującego ustroju, bowiem emigracja z tego kraju była praktycznie niemożliwa. Stąd też Ukraińcy podejmowali pracę w charakterze nauczycieli, agronomów, milicjantów, działaczy gospodarczych w tworzonych kołchozach, działaczy kultury itp. W 1944 roku w Związku Radzieckim istniały dwie pokrewne, jednakże odrębne struktury: NKWD -„Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł”, odpowiednik ministerstwa spraw wewnętrznych, któremu podlegała milicja oraz „rajwojenkomaty”, czyli komendy uzupełnień armii, oraz NKGB – „Narodnyj Komissariat Gossudarscwiennoj Biezopasnosti”, odpowiednik ministerstwa bezpieczeństwa publicznego, któremu, między innymi, podlegał „SMERSZ”, organ wywiadu i kontrwywiadu. OUN-UPA zwalczała tych pierwszych, w szczególności milicjantów, a także organizatorów życia gospodarczego i kulturalnego. Struktury OUN-UPA wyniszczały ich fizycznie, czego nie ukrywa, a nawet chełpi się tym, 440-stronicowa publikacja OUN Bandery, z której podajemy fragmenty:

    W dniach 18-20.10.1944 r. oddziały UPA opanowały miasteczka Perehinśke i Rożniatyn, rejon Dolina. Zlikwidowano w całości wszystkie urzędy, z komendą uzupełnień włącznie (…) 27.10.1944 r. oddział UPA dokonał naskoku na rejonowe miasteczko Bolszowce w Stanisławowskiem. Spalono i zlikwidowano urząd rejonowy, komendę uzupełnień oraz NKWD. Z całego zarządu rejonowego uratowały się jedynie trzy osoby .

    * „Ukrajinśka Powstanśka Armija. Bojowi diji za 1943-1950 rr.”, bmw., 1960, s. 898

    Z informacji sekretarza KP Ukrainy tarnopolskiego obwodu: 17 sierpnia (1944 r. – W.P.) we wsi Pidhajczyki, rejon Zborów, banda uprowadziła przewodniczącego i sekretarza rady wiejskiej. Następnego dnia znaleziono trup przewodniczącego, był powieszony, o sekretarzu nic nie wiadomo (…) 30 sierpnia 44 r. banda w ilości 60 ludzi napadła na rade wiejska w Czarnokińcach, gdzie zabiła zastępcę przewodniczącego rady wykonawczej. Banda w ilości 200 ludzi w nocy na 23 sierpnia w rejonie Krasne napadła na grupę poborowych, składająca się z 850 ludzi, prowadzonych przez 80 żołnierzy. W następstwie napadu zabito 7 czerwonoarmistów oraz 8 poborowych (…) 25 sierpnia we wsi Zastawce, rejon Monastyrce, o godz. 12-tej w południe zabito dwóch żołnierzy rejonowej komendy uzupełnień. Ciała porąbali na kawałki, wydłubali oczy, porozpruwali brzuchy.

    * CDAHOU, f. l, op. 23, spr. 919, kk. 21-31

    Ukraińcy Ukrainy Zachodniej po wojnie znajdowali się między przysłowiowym młotem a kowadłem. Niżej cytowany jest wyjątek z uchwały „O wzmożeniu walki z ukraińsko-niemieckimi nacjonalistami w zachodnich obwodach Ukrainy”: W trakcie przeprowadzania rejestracji ludności dokładnie ustalić gdzie znajduje się ten lub inny obywatel czy obywatelka. Krewnych tych osób, co do których nie zostanie ustalone dokładnie miejsce pobytu, uprzedzić za podpisem, ze jeżeli te osoby nie zgłoszą się do organów władzy radzieckiej, to one będą traktowane jako uczestnicy band i w stosunku do ich krewnych będą stosowane represje, z aresztem i wysiedleniem włącznie (—) Ustalić, ze ludność może udzielać noclegu wyłącznie na podstawie zezwolenia rady wiejskiej.

    * CDAHOU, f. l, op. 23, spr. 1674, kk. 1-11

    W ten sam czas OUN-UPA zabraniała Ukraińcom zgłaszania się na wezwanie do poboru do Armii Czerwonej: We wsi Bokiw, rejon Podhajce, grupa bandytów vs liczbie do 600 ludzi przeprowadziła zebranie ludności z tematyką: sabotaż poboru do Armii Czerwonej i mobilizacja do UPA. W nocy na 12 sierpnia we wsi Szwatkowce, grupa bandytów o nieustalonej ilości, po zgromadzeniu ludności, zabroniła jej ‚zgłaszania się do poboru do ArmiiCzerwonej (…) We wsi Rekczyn, rejon Berezany (…) został odczytany rozkaz UPA, zabraniający zgłaszania się do wojenkomatu celem poboru do Armii Czerwonej.

    * CDAHOU, f. l, op. 23, spr. 919, kk. 21-33

    Sytuacja Ukraińców Ukrainy Zachodniej od połowy 1944 roku była szczególnie trudna, wręcz tragiczna: z jednej strony w dzień panował reżym sowiecki, z drugiej zaś strony w nocy siła była po stronie OUN-UPA. Stosowane przez obie strony metody nie zezwalają na ustalenie kto dobrowolnie, a kto pod przymusem podejmował współpracę z władzą radziecką, a kto ze strukturami OUN-UPA. To zagadnienie powinno stać się przedmiotem badań hiostoryków ukraińskich, tymczasem, niestety, niektórzy spośród nich, jak na przykład Wołodymyr Serhijczuk z Kijowa, czy Jarosław Daszkewycz oraz Jarosław Isajewycz ze Lwowa, zamiast rzetelnych badań naukowych, podjęli się apologizowania struktur OUN-UPA. Odrębną sprawą są innego rodzaju ukraińskie ofiary OUN-UPA, ofiary nie śmiertelne. Do nich zaliczyć należy setki tysięcy Ukraińców, deponowanych przez władze radzieckie do Kazachstanu za ich dobrowolne, wymuszone lub sytuacyjne współdziałanie ze strukturami OUN-UPA. Do tej kategorii zaliczyć należy też około 150 tysięcy Ukraińców, przesiedlonych w 1947 roku w ramach operacji „Wisła”, bowiem, gdyby nie działalność OUN-UPA, zmierzająca do oderwania południowo-zachodnich terytoriów państwa polskiego, to nie byłoby tej akcji, nie byłoby około 3 tys. osadzonych w obozie w Jaworznie Ukraińców, podejrzanych o współdziałanie z OUN-UPA, spośród których zmarło tam 162 osoby. Chociaż w ostatecznym rachunku przesiedlenie okazało się dla wielu skokiem do cywilizacji, to tak czy inaczej stało się to z przyczyny OUN, jednakże Ukraińcy w Polsce, z winy OUN, stracili na zawsze zwarte tereny osiedlenia. Jest to jednak temat do odrębnego opracowania. Na tle działań struktur OUN-UPA wobec Ukraińców podejrzewanych o sympatie do Polaków czy bolszewików, trzeba też powiedzieć co następuje. Nikt nie ma ustawowego obowiązku bycia patriotą swego kraju; każdy ma prawo do całkowitej apolityczności, każdy ma też prawo do sympatyzowania z takim lub innych ruchem politycznym. Do służby w wojsku zmuszać może jedynie legalna władza uznanego przez prawo międzynarodowe państwa, w oparciu o prawo stanowione tylko takie państwo ma prawo karania zdrajców narodu. Ukraińcy, w obliczy terroru hitlerowskiego i banderowskiego, mieli prawo oczekiwać w 1944 roku powrotu władzy radzieckiej. Za to ich nikt nie miał prawa poddawać eksterminacji. Ukraińcy, kierując się poczuciem obowiązku moralnego, mieli prawo do udzielania pomocy Polakom, mieli prawo do wyrażania potępienia mordów masowych na polskiej ludności, zgodnie z często powtarzanym w owym czasie twierdzeniem: „W taki sposób Ukrainy nie zbudujemy.” Natomiast struktury OUN-UPA, jako nie mające mandatu od narodu ukraińskiego, nie miały żadnego prawa do czystek etnicznych poprzez wyrzynanie polskiej ludności cywilnej, do mordowania niesprzyjających im Ukraińców. Operowanie celem OUN – wywalczenia państwa ukraińskiego, nie może stanowić usprawiedliwienia dla ludobójstwa. Naród ukraiński nigdy nie dążył do stworzenia państwa ukraińskiego typu faszystowskiego, takie państwo leżało w wyłącznym interesie ukraińskich struktur nacjonalistycznych, a nie w interesie narodu ukraińskiego. Potwierdzeniem tego są wyniki wyborów do Rady Najwyższej Ukrainy z marca 1998 roku, w których zblokowane partie nacjonalistyczne nie zdołały przekroczyć 4-procentowego progu z list ogólnokrajowych, i które tylko w Halicji zdobyły jedynie 8 mandatów, co oznacza mniej, niż 2% miejsc w parlamencie Ukrainy. W tym referacie nie uwzględniono Ukraińców – ofiar, które padły w wyniku walk międzyfrakcyjnych w OUN, jak na przykład Omelan Senyk i Mykoła Sciborśkyj, obaj działacze melnykowscy, zastrzeleni przez banderowca w Żytomierzu, gdy jesienią 1941 roku, w ramach „grup pochodnych”, szli w kierunku Kijowa; nie uwzględniono też ofiar rozbrojenia przez UPA Bandery oddziałów zbrojnych OUN Melnyka oraz UPA Tarasa Bułby-Borowca. Częściowo pisali na ten temat ukraińscy nacjonalistyczni autorzy frakcji Melnyka.

    * H. Polikarpenko: „OUN pidczas Druhoji Swkowoji Wijny”, bmw., 1951; Zynowij Knysz: „Rozbrat”, Toronto, 1960; Wasyl Weryha: „Wtrary OUN w II switowij wijni”, Toronto, 1991

    Pod adresem nauki polskiej wyrazić należy zdziwienie, że, kierując się wątpliwej wartości względami politycznymi, a czasem też czysto koniunkturalnymi, nie podejmuje ona badań pierwoprzyczyn zbrodni ludobójstwa, jakiej dopuściły się struktury nacjonalizmu ukraińskiego na ludności polskiej i ukraińskiej, a zbrodnią tych struktur jest też utożsamianie nacjonalizmu ukraińskiego z patriotyzmem ukraińskim, czego nie dostrzega większość polskich historyków i politologów, nie mówiąc już o politykach czy publicystach. Młodzi polscy historycy często błądzą w dostępnym już materiale, kierują się prawdopodobnie względami politycznymi, opracowują wątpliwej wartości książki, na przykład na temat rzekomych porozumień i współdziałań UPA z polskim podziemiem pod koniec wojny i bezpośrednio po jej zakończeniu, zamiast tego, aby, na przykład, gruntownie opracować temat ukraińskich ofiar OUN-UPA, co byłoby zgodne, gdy chodzi o politykę, z dążeniem do rzeczywistego pojednania polsko-ukraińskiego, albo dokonać porównania treści publikacji „Naszego Słowa” oraz oficyny „Tyrsa” z zasadami ideologicznymi i programowymi OUN, dokonać oceny tego porównania w kontekście postanowień art. 13 Konstytucji Rzeczypospolitej, traktującego o zakazie działania na terenie państwa polskiego struktur typu faszystowskiego, zatajających członkostwo w tych strukturach. A tak, wyniki koniunkturalnych opracowań na temat nacjonalizmu ukraińskiego, rzutują na bezprecedensowe decyzje polityków polskich najwyższego szczebla. Polscy historycy na Zachodzie są pod przygniatającym wpływem ukraińskich ośrodków naukowych, w szczególności Harwardu i Edmontonu. Nauki historyczne w Polsce znajdują się pod dominującym wpływem polityki, stan ten doprowadza do karkołomnych konstrukcji, zaprzeczających, na przykład, istnienie państwa polskiego w postaci PRL, co skutecznie wykorzystują struktury nacjonalizmu ukraińskiego, twierdząc, że zwalczały one siły komunistyczne, a nie siły państwa polskiego. Właśnie w tym dopatrywać się należy decyzji o wzniesieniu pomnika w Jaworznie i innych. Tymczasem PRL była podmiotem prawa międzynarodowego, była członkiem ONZ. Zależność polityczna państw małych i średnich od potęg tego świada datuje się nie od zakończenia II wojny światowej, zaznała jej I Rzeczpospolita, przez cały wiek XVIII była ona zależna od europejskich potęg, dziś zależność polityczna realizowana jest poprzez zależności ekonomiczne. A wracając do tematu, stwierdzić należy, że niedostrzeganie, między innymi, ukraińskich ofiar OUN-UPA, czyni niemożliwym zrozumienie faszystowskiej istoty integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, będącego odmianą faszyzmu-nazizmu. Autor wyraża nadzieję, że niniejszy referat pobudzi młodych polskich i ukraińskich historyków do pogłębionych badań poruszonego tutaj tematu. Formacje ukraińskich struktur nacjonalistycznych, w szczególności OUN-SB-UPA. a także pułki policyjne dywizji SS-Galizien, dopuściły się zbrodni ludobójstwa na Polakach i Ukraińcach. Zbrodnicza działalność członków tych struktur nie ulega przedawnieniu. Kto o tym nie pamięta lub, co gorsza, świadomie zamyka oczy na problem, ten sprzyja działaniom zbrodniczych struktur nacjonalizmu ukraińskiego. Konstytucja Rzeczypospolitej uznaje za karalną propagandę na terenie RP faszyzmu, a jednak, wobec nieznajomości przez większość polskich hiostoryków oraz polityków istoty nacjonalizmu ukraińskiego, będącego jedną z odmian faszyzmu-nazizmu, na skutek uprawianej przez Zachód polityki wobec Polski i Ukrainy, w czym sekundują mu polskie (raczej polskojęzyczne – P.J.) środki masowego przekazu oraz liczące się partie prawicy i lewicy, w praktyce w Polsce uprawia się dziś na szeroką skalę propagandę struktur OUN-UPA, a więc formacji typu faszystowskiego, co nie może być obojętnym dla społeczeństwa nic tylko polskiego, ale też ukraińskiego, które poniosły tak wiele ofiar z rąk OUN-UPA.

    Toronto, marzec, 1999 r.

    Dr Wiktor Poliszczuk

  8. Piotrx said

    Polacy grekokatolicy Edward Prus

    Fragment książki „Hulajpole – burzliwe dzieje kresów ukrainnych”

    Uroczysta intronizacja Kyr Andreja we lwowskiej archikatedrze pod wezwaniem św. Jura odbyła się 17 stycznia 1901 r. Szeptycki był Polakiem z ojca i matki – córki Aleksandra Maksymiliana Fredry, ale już wojującym Rusinem z wyboru, a następnie zdeklarowanym Ukraińcem. Jednak w chwili szczerości do swojej kuzynki Zofii Szembek mówił:

    Kocham Polskę, dzieje Polski, literaturę polską, ale mowa ludu, wśród którego wzrosłem, stała się moją mową, pieśń jego stała się moją pieśnią. Jestem jak św. Paweł, który był Żydem jak Żyd, a Grekiem jak Grek, dla wszystkich stał się wszystkim, aby wszystkich zbawił.

    Innego nieco zdania o władyce świętojurskim był ks. Nikodem Cieszyński, który w „Rocznikach Katolickich” 1938 r. pisał:

    Stanowi on (Szeptycki) zagadkę psychologiczną, choć zaciekły z niego Ukrainiec, acz pochodzenia z polskich rodziców. Arcyzawiła jest sprawa metropolity. Już jego pochodzenie budzi kamień obrazy, i że syn Fredrówny może być patriotycznym Rusinem.

    „Patriotyczny Rusin” tylko raz przypomniał sobie o Polakach-grekokatolikach, a było to w 1904 r. w liście, i wiele im wtedy obiecał, obietnic nie dotrzymał, słowo hrabiowskie złamał – więcej – zaczął on brutalnie szkodzić tej grupie wyznaniowej i dążyć, nawet bezwzględnie, do jej likwidacji. Być może, iż ów list był odruchem jako swoista odpowiedź na głośne, międzynarodowe wydarzenie, które miało miejsce w 1903 r. Tym wydarzeniem była eksluzywa, to znaczy zwyczajowo uznawany przez Kościół katolicki sprzeciw monarchy – cesarza katolickiego. Łączyła się ona ze sprawami polskimi, a odnosiła się do kardynała Mariano Rampolliego di Tindaro, który przy końcu pontyfikatu Leona XIII był papieskim sekretarzem stanu. Później się okazało, że kardynał ów był masonem, i to bardzo wysokiego stopnia, oraz należał do Zakonu Świątyni Wschodu (Il ordre du Tempie d’Orient), uważanego za jedną z najważniejszych instytucji masońskich infiltrujących Kościół. Za namową sprzymierzonej z Rosją Francji usiłował on wprowadzić język rosyjski w metropolii mohylewskiej, obejmującej cały obszar byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Istniało wówczas przekonanie, że Rampolli przy pomocy kardynałów francuskich zdobędzie papieską tiarę. W obawie, że taki papież swoim rusofilskim nastawieniem może zaszkodzić interesom polskim na tych ziemiach, hr. L. Plater w imieniu polskich katolików Witebszczyzny zwrócił się do krakowskiego metropolity, kardynała Jana Puzyny o wszczęcie kroków w celu niedopuszczenia do wyboru Rampolliego na papieża. Puzyna razem z Agenorem Gołuchowskim, ministrem spraw zagranicznych Austrii, przekonał cesarza Franciszka Józefa o celowości takiej decyzji. Sprzeciw cesarski Puzyna zawiózł do Rzymu, który w czasie konklawe został przez kardynałów uznany. Dzięki temu nie zasiadł na Stolicy Piotrowej Rampolii, mający wcześniej zapewnioną większość głosów, lecz Giuseppe Sarto, patriarcha Wenecji, który przybrał imię Piusa X. Szeptycki, jak się zdaje, wystraszył się wielkiej aktywności Polaków na arenie międzynarodowej i wpływów, które wywierali na cesarza, wolał więc, póki co, żyć z nimi w zgodzie – i sobie ich zjednać, postanowił nagłośnić sprawę Polaków-grekokatolików. Oto w jakich okolicznościach zrodził się jego list pasterski do Polaków grekokatolików. Stało się to także w czasie ich ruszenia na Chełmszczyźnie, a których także pewien odsetek (w 1913 r. 13% wiernych Cerkwi greckokatolickiej) znajdował się w Galicji. W liście swym pisał, że choć sam jest biskupem-Rusinem, to także jest arcypasterzem Polaków grekokatolików, którego nie można podejrzewać o brak „życzliwości i miłości dla polskiego narodu”. Metropolita podkreślał, że szanuje ich polskie przekonania i nie ma najmniejszego zamiaru narzucać Polakom-grekokatolikom „patriotyzmu ruskiego”. W liście zatem czytamy:

    Od dawna pragnąłem odezwać się do Was osobnym pasterskim listem napisanym w języku polskim […] Absorbujące obowiązki urzędu wstrzymały mnie dotąd od wykonania tego postanowienia. Dłużej jednak nie mogę już milczeć: zanadto mnie męczy myśl, że są między tymi, nad którymi mam obowiązek pracować, wierni, którzy mogliby uważać się za opuszczonych od swej władzy duchowej, gdyby ich biskup nigdy nie przemówił do nich w mowie. Zanadto dobrze rozumiem niebezpieczeństwo takiego położenia, niebezpieczeństwo tym większe, im łatwiej swego biskupa Rusina mogliby podejrzewać, chociażby niesłusznej, o brak życzliwości i miłości dla polskiego narodu […] Biskup nie może w pracy apostolskiej mieszać Chrystusowej Ewangelii z ludzkimi chociażby najlepszymi, zadaniami politycznymi albo narodowymi […] Ja tego pragnę i tego od kapłanów moich diecezyj domagam się, by zawsze wszystkie Wasze potrzeby duchowe były zaspokojone – by w nauce, spowiedziach do Was w mowie zastosowali się, nie żądając od Was, byście się ruskiego języka uczyli, by ich rozumieć […] W waszych przekonaniach patriotycznych mogę Was tylko utwierdzić, o ile ten patriotyzm jest chrześcijańską miłością ojczyzny i z miłości Boga i bliźniego pochodzi. Chrześcijanin bowiem obowiązany jest miłować ojczyznę i dbać o dobro swego narodu […]

    A zatem istnienie Polaków grekokatolików to fakt.

    W łonie Kościoła Unijnego znalazły się wszystkie elementy ludności kraju [zauważa Tadeusz Jagmin]. W patriotycznych porywach końca XVIII w. i pierwszej połowy XIX w. budzący się ruch ruski zaczął stopniowo wyciskać swe piętno na charakterze, a nawet na organizacji tego kościoła. Tym niemniej aż do wielkiej wojny, a formalnie do 1918 r. prawa ludności polskiej w kościele greckokatolickim w mniejszym stopniu były przestrzegane [T. Jagmin, Polacy grekokatolicy na Ziemi Czerwieńskiej, Lwów 1939].

    W sposób szczególnie wybitny zjawisko grekokatolików-Polaków zaznaczyło się, powtórzmy, w zaborze austriackim. We Lwowie i poza Lwowem mieliśmy sporo Polaków-grekokatolików, którzy w rodzinach używali języka polskiego i uważali się za Polaków. Byli to zwłaszcza członkowie inteligencji. Nawet wódz naczelny Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, gen. Myron Tarnawski z rodziną rozmawiał wyłącznie po polsku. Wedle austriackiego spisu ludności z 1900 r. we Lwowie mieszkało 29 327 grekokatolików, ale tylko 15 159 Rusinów. Wynika z tego, że 14 168 to Polacy-grekokatolicy. (Katolików obrządku łacińskiego było w mieście 82 597, Polaków 120 634 – część z nich to deklarujący swą polskość Żydzi i Niemcy). Procent Polaków-grekokatolików na terenach trzech województw południowo-wschodnich (lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie) wynosił:

    w 1910 r. – 2,3% ogółu ludności

    w 1921 r. – 5,7% ogółu ludności

    w 1931 r. – 6,9% ogółu ludności.

    Wyprzedzając nieco czas ze względu na dane statystyczne, bo tylko takimi, późniejszymi dysponujemy, informujemy, że według spisu powszechnego z 1931 r. Polacy grekokatolicy stanowili 13% wiernych Cerkwi unickiej na obszarze wymienionych wyżej trzech województw, reprezentując masę 430 000 ludzi, tj. 6,9% ogółu ludności Małopolski Wschodniej (Galicji za Austrii). Z powyższej liczby 74 000 (17%) mieszkało w miastach, a 356 000 (83%) na wsi. Najwięcej Polaków grekokatolików mieszkało w Tarnopolu – 3 950 (11,1%) i Jarosławiu – 2 450 (11,1%). Sporo Polaków grekokatolików zamieszkiwało łańcuch wsi nad Sanem w Ziemi Przemyskiej i Jarosławskiej.

    Nie kwestionowali tego faktu także i Ukraińcy [zauważa Jędrzej Giertych]. Na kilka lat przed wojną odwiedziłem muzeum ukraińskie we Lwowie i widziałem tam mapę etnograficzną, zajmującą całą ścianę, na której było to uwidocznione. Mapa ta, narysowana ręcznie, pokazywała każdą wieś w formie kółeczka, w którym oznaczone były wycinkami poszczególne grupy etniczne. Grekokatolicy mowy polskiej oznaczeni byli odrębnym kolorem. Widać było na tej mapie jak na dłoni, że długi łańcuch tych wsi miał ludność prawie czysto polsko-greckokatolicką [Komunikaty Towarzystwa im. Romana Dmowskiego, t. II, cz. l, Londyn 1979/80].

    Zresztą grupa Polaków grekokatolików jako grupa językowa często odznaczająca się wyraźnym polskim poczuciem narodowym [zauważa Alfons Krysiński] daje się z łatwością wykryć […] Czyż nie są Polakami np. rzekomi „Rusini” w greckokatolickich parafiach na zachód od Sanu, skoro nawet duchowieństwo greckokatolickie zmuszone jest tam wygłaszać kazania w języku polskim? A czyż mowa potoczna bardzo wielu „Rusinów” w szerokim pasie mieszanym po obu stronach Sanu w powiecie jarosławskim, brzozowskim, przemyskim i sanockim jest inna niż polska? [..,] Być może, że wielu spośród opisowej grupy Polaków grekokatolików posiada dotąd z polskością związek tylko potencjalny, pozbawiony cech aktywności narodowej, czyż jednak w większym stopniu Ukraińcami są ci Rusini, którzy wszelkiej łączności z ukrainizmem stanowczo wypierają się? Narodowości na Ziemi Czerwieńskiej znajdują się w stanie płynnym i właśnie w takim stadium znajdują się w Małopolsce zarówno Polacy grekokatolicy, jak i grupy „ruskie”, pomiędzy którymi odbywają się stałe fluktuacje, przeważnie jednak, i to ze zrozumiałych powodów, w kierunku stosunku do polskości dośrodkowym [A. Krysiński, Ludność ukraińska (ruska) w Polsce w świetle spisu 1931 r., Warszawa 1938].

    Na całym obszarze ziem kresowych, które po pierwszej wojnie światowej weszły w skład II Rzeczypospolitej, mieszkali jeszcze Polacy wyznający prawosławie. Ogólną liczbę Polaków należących do dwóch wyznań wschodnich, statystycy i demografowie polscy szacowali na ok. 680 000 osób, w tym ok. 480 000 Polaków grekokatolików i ok. 200 000 Polaków prawosławnych. Pośród nich żyła jeszcze inna grupa wyznaniowa, mianowicie Rusini „łacińscy”, będąca przeciwieństwem grupy Polaków grekokatolików. Przyczyny tego zjawiska szukać należy we wspólnocie wyznaniowej na terenie galicyjskim Polaków i Rusinów czy Ukraińców, różniących się tam tylko obrządkiem, co ułatwiało między obydwoma narodowościami związki krwi. Takie zaś związki – bardzo liczne tam małżeństwa mieszane wraz z kanonicznie zawarowanym zachowaniem różnicy obrządku u potomstwa, wychowanego w wielu wypadkach we wspólnym duchu narodowym – musiały doprowadzić do ukształtowania się zarówno grupy Polaków grekokatolików, jak i grupy „łacinników”. Bardzo ważne spostrzeżenie spotykamy u cytowanego już A. Krysińskicgo:

    Rozmieszczenie terytorialne obu wielkich wyznań wśród Ukraińców w Polsce jest bardzo charakterystyczne. Oto prawie wszyscy grekokatolicy mieszkają na obszarze byłego zaboru austriackiego, zaś prawie wszyscy prawosławni na obszarze byłego zaboru rosyjskiego.

    I ważniejszego jeszcze spostrzeżenia dokonano w dobie międzywojennej, a dotyczyło rezultatu historycznej zaszłości:

    Rozgraniczenie to, będące jednym z najbardziej jaskrawych pozostałości wszechwładnej niegdyś w całej Europie, a na tym terenie aktualnej jeszcze w XIX w. zasady „cuius regio, eius religio”, stworzyło tu, na niezróżnicowanym wyznaniowe jeszcze przed 100 laty obszarze [chodzi o tzw. kordon sokalski – E.P.], granicę wyznaniową tak ostro zarysowaną, że równej pod tym względem nigdzie bodaj w Europie spotkać nie można. Granica ta to słynny „kordon sokalski” na pograniczu Małopolski Wschodniej z jednej strony, a Wołynia i Chełmszczyzny z drugiej […] Granica wyznaniowa, odpowiadająca „kordonowi sokalskiemu”, trwa więc nienaruszenie na całej swej rozciągłości i, dodajmy, zachowuje się bardzo opornie wobec wszelkich prób jej sforsowania przez jedną lub drugą stronę, dążącą do rewindykacji „utraconych” dusz. W istocie sukcesy obustronnej propagandy są, jak dotąd, więcej niż skromne. Po jednej stronie kilkanaście tysięcy neoprawosławnych, przeważnie Łemków, pragnących w ten sposób wyodrębnić się z narodowo ukraińskiej Cerkwi greckokatolickiej [tamże].

    Problem ujęliśmy całościowo z dużym wyprzedzeniem czasu, ale inaczej stałby się on do końca niezrozumiały. Tę samą metodę zastosujemy względem Polaków grekokatolików, to znaczy wyjaśnimy ją do końca – a koniec ten był bardzo smutny. List pasterski metropolity Szeptyckiego do Polaków-grekokatolików opublikowany w 1904 r. był pierwszym i ostatnim listem tego rodzaju, a do tego jeszcze napisanym po polsku. Od tego czasu obserwować będziemy metamorfozę Cerkwi greckokatolickiej, postępującą powoli – aż do 21 lutego 1918 r. Stało się to w czasie, gdy traktat brzeski, nazwany wówczas przez Polaków „czwartym rozbiorem Polski”, przyznawał Ukraińskiej Republice Ludowej pokaźne połacie rdzennie etnicznych polskich ziem. Wtedy właśnie, gdy żałoba zawitała do polskich serc, z wysokości wzgórza św. Jura padły twarde słowa na głowy Polaków grekokatolików. Wydarzeniem tym był wspólny list pasterski biskupów unickich. W liście tym m.in. określone zostały zadania Cerkwi greckokatolickiej jako narodowego kościoła ukraińskiego, a równocześnie wypowiedziana została bezwzględna walka innym narodowościom w łonie Cerkwi greckokatolickiej. Biskupi orzekli, że jeżeli ktoś jest grekokatolikiem – to automatycznie musi być Ukraińcem – a już bezwzględnie musi nim być duchowny unicki:

    Musimy żądać od całego duchowieństwa jednej pracy i jednego ducha [głosili władycy]. Duchowni, którzy by mieli inne przekonania narodowe aniżeli nasz naród, w sumieniu swym obowiązani są stosować się w całej zewnętrznej robocie do całego ogółu, swoich osobistych przekonań muszą w pracy zaniechać […] My takiej pracy żądaliśmy od każdego [,..] któremu powierzylibyśmy duszpasterstwo nad narodem ukraińskim, my nie moglibyśmy pozwolić na jakąkolwiek agitację polityczną czy narodową – sprzeczną z poczuciem narodowym ukraińskiego narodu […]

    List ten stał się także załącznikiem do formularza-deklaracji, którą duchowny greckokatolicki zobowiązany został kanonicznym posłuchem podpisać. Deklaracja kończyła się następująco:

    Będąc zgodnym z katolicką Cerkwią, że wspólny list pasterski jest dla duchownych i wiernych głosem św. Cerkwi […] pamiętając o złożonej św. przysiędze przy wyświęceniu […] niniejszym oświadczam i to moje dobrowolne oświadczenie potwierdzam moim kapłańskim słowem, że wyżej przytoczone zasady […] uważam za swoje, godząc się z nimi bez zastrzeżeń. Powyższe moje zobowiązanie rozciągam również z całą świadomością na moje najbliższe otoczenie, za które ja zwykłym porządkiem rzeczy ponoszę odpowiedzialność, i na moich domowników, z których nikt pod moją osobistą odpowiedzialnością nie może pod żadnym pozorem odmiennie postępować. Na wypadek, gdybym kiedykolwiek nie dotrzymał tego mojego zobowiązania […] poddaję się bez zastrzeżeń i bez żadnych kanonicznych formalności […] karom cerkiewnym w miarę mojego przewinienia i osądu jego świątobliwości biskupa ordynariusza – a niniejszą deklarację uważam i przyjmuję jako pierwsze kanoniczne upomnienie.

    Ta niesłychana w swej treści i formie deklaracja [zauważa Tadeusz Jagmin] tchnąca duchem wschodniego niewolnictwa, stała się odtąd podwaliną wychowania i dyscypliny kleru greckokatolickiego. Zamknięty został dostęp do seminariów greckokatolickich dla młodzieży polskiej i ruskiej. Zaczęła się prawdziwa martyrologia duchowieństwa polskiego i ruskiego […] W jaki bowiem sposób duchowny greckokatolicki mógł zabronić wyznawać swoje poglądy narodowe najbliższemu otoczeniu i domownikom? Równocześnie z Cerkwi greckokatolickiej znikneły kazania, a ze szkół nauka religii w języku polskim […] W niepodległym Państwie Polskim już nie ma kazań i religii greckokatolickiej w języku polskim dla polskiej ludności, a Polak nie ma wstępu do seminarium greckokatolickiego bez wyrzeczenia się swej narodowości. Obrządek greckokatolicki już przestał nazywać się katolickim, a Polak grekokatolik wyznanie swoje musi nazywać rusińskim.

    Ostatnie stwierdzenie odnosi się do konkordatu, który takim mianem obrządek greckokatolicki określał. Od 1818 r. aż do czasu mordów UPA trwała zażarta kampania niszczenia polskiego grekokatolicyzmu, co wiązało się z pełną ukrainizacją tego obrządku. Najnieszczęśliwsi w tej nagonce byli duchowni starszego pokolenia, a nadto obarczeni liczną rodziną. Przechodzili oni istną gehennę. Sypał się na nich grad kar i restrykcji, pędzono ich z miejsca na miejsce, żeby nigdzie nie mogli się zagospodarować i nie mieli możliwości kształcenia dzieci. Zamiast młodych księży o polskim nastrojeniu (których zresztą nie było, bo Polaków przestano przyjmować do seminariów greckokatolickich), kara nasyłała im „opiekunów”, których zadaniem było nadzorowanie prawomyślności, donosić do władz cerkiewnych, zabierać dochody. Przykładem tej niedoli duchowieństwa polskiego grekokatolicyzmu stała się głośna sprawa o. Jana Stojałowskiego ze wsi Jawora należącej do diecezji przemyskiej. Ks. Stojałowski był wówczas 82-letnim starcem, złożonym chorobą, obarczonym liczną rodziną pozostającą na jego utrzymaniu. Był on bratem ks. Stanisława Stojałowskiego zmarłego w 1911 r,, który był słynnym twórcą polskiego ruchu ludowego w Małopolsce. Nasłany ukraiński opiekun ks. Stojałowskiego nie dopuszczał go do żadnych funkcji, natomiast zabierał wszystkie dochody. Ks. Stojałowski stojąc z rodziną w obliczu śmierci głodowej, zmuszony był zwrócić się do Prezydenta Rzeczypospolitej z prośbą o przyznanie mu w drodze łaski zaopatrzenia. Także 3.02.1939 r. ppłk J. Szechowski w imieniu szefa Departamentu Dowodzenia Ogólnego Ministerstwa Spraw Wojskowych zwrócił się do dyr. Departamentu Wyznań w MWRiOP o przyznanie ks. Stojałowskiemu, „człowiekowi arystokratycznego pochodzenia, zaopatrzenia emerytalnego”, motywując tym, że ks. Stojałowski prowadzi akcje polonizacyjną, a duchowni, obserwując jego działalność z polecenia kurii greckokatolickiej w Przemyślu, dowodzili, że „jest raczej księdzem polskim niż ruskim i że działa na szkodę narodu ukraińskiego”. Spowodowało to represje materialne ze strony greckokatolickiej kurii biskupiej. W ten sposób w wykonaniu listu pasterskiego z 22.02.1918 r. likwidowani byli konsekwentnie duchowni Polacy i Rusini, którzy nie chcieli być Ukraińcami. Ten stan rzeczy spowodował wreszcie, że grupa greckokatolickiej inteligencji polskiej na czele z prof. J. Stupnickim, prof. M. Mazanowskim, M. Unickim, W. Sawulukiem i M. Pasławskim zainicjowała wydawanie w Krakowie pisma „Greko-Katolik”. Pismo postawiło sobie za cel obronę interesów polskich wyznawców kościoła greckokatolickiego. Głośny stał się apel wystosowany do biskupów greckokatolickich w marcu 1937 r. przez grupę inteligencji skupionej w redakcji „Greko-Katolika”: „Do naszych Najprzewielebniejszych XX Biskupów” oraz „Postulaty Polaków grekokatolików”:

    Budzący się w chwili obecnej do życia ruch narodowy wśród Polaków-grekokatolików formułuje swoje postulaty, które kierowane są zarówno do całego społeczeństwa polskiego, do poszczególnych polskich środowisk greckokatolickich, do władz kościelnych jak i również do władz państwowych. […] Szczególnie ciężkie jest położenie Polaków duchownych obrządku greckokatolickiego […] Prześladowani z iście wschodnią perfidią, otoczeni terrorem fizycznym i moralnym, doprowadzeni do nędzy materialnej, tkwią w swej pracy kapłańskiej, wyczekując jasnego promyka lepszej przyszłości. Obwarowani ramami surowej dyscypliny kościelnej […] są dziś tragiczną niemową, która jak wyrzut sumienia narodowego zaciążyła nad polską rzeczywistością na Ziemi Czerwieńskiej. Pod ich adresem wołamy: „Przetrwajcie! Już się zbliża czas, kiedy Naród Wasz nagrodzi dni poniżenia”. Nasze cele wytknięte są przez list pasterski metropolity Andrzeja Szeptyckiego do Polaków obrządku greckokatolickiego z dnia 16 maja 1904 r. Żądamy urzeczywistnienia zawartych tam obietnic i zagwarantowania ich wykonania przez Rząd Polski w porozumieniu ze Stolicą Apostolską. Żądania nasze streszczają się do następujących punktów:

    1) Utworzenie polskich parafii greckokatolickich tam, gdzie istnieją większe skupiska Polaków-grekokatolików, a przede wszystkim w miastach Małopolski Wschodniej;

    2) Osobne kazania w języku polskim we wszystkich innych parafiach greckokatolickich, w których zamieszkują Polacy-grekokatolicy;

    3) Spowiedź, modlitwy i pieśni kościelne dla ludności polskiej w języku polskim;

    4) Nauka religii dla dzieci Polaków-grekokatolików w języku polskim;

    5) Dopuszczanie Polaków do seminarium greckokatolickiego we Lwowie i utworzenie dla nich osobnych klas;

    6) Zaprzestanie kazań politycznych w kościele greckokatolickim i poniżania w nich godności Narodu Polskiego i Państwa. Sianie nienawiści narodowościowej w kościele niezgodne jest bowiem z duchem chrześcijańskim tego kościoła

    7) Zaprzestanie prześladowań duchownych greckokatolickich narodowości polskiej, natomiast osadzanie przez nich polskich parafii.

    W apelu do biskupów greckokatolickich liderzy polskich grekokatolików pisali:

    Nasza greckokatolicka Cerkiew w Polsce zażywa pełni praw. Cieszy się nawet szczególnymi względami […] Cieszymy się niezmiernie, że nasza greckokatolicka Cerkiew – wbrew temu, co się dzieje w innych sąsiednich państwach – ma u nas pełne warunki i możliwości rozwoju. Te dobrodziejstwa ze strony Państwa Polskiego w pełni uznajemy i czujemy głęboką wdzięczność dla naszej drogiej Ojczyzny i staropolskiej wspaniałomyślności. Ale równocześnie my, grekokatolicy polskiej mowy i polskiej narodowości zdajemy sobie sprawę, że podczas gdy Państwo nasze otacza Cerkiew taką troską i pieczołowitością, to my czujemy się bardzo pokrzywdzeni przez nasze niższe cerkiewne czynniki. Chodzi tu o prawa nie jakiejś drobnej garstki grekokatolików polskiej mowy, ale – zgodnie ze statystyką państwową, aż o pół miliona ludności greckokatolickiej polskiej narodowości. Ta imponująca siła państwowa, a więc polskiej ludności należącej do greckokatolickiej Cerkwi we wszystkich naszych czterech diecezjach, miała nawet za czasów niewoli w Austrii pełnię prawa. Szanowano nasze prawa językowe, mieliśmy bowiem jeszcze w połowie XIX w. polskie kazania i śpiewy oraz wszelkie dodatkowe nabożeństwa w greckokatolickich cerkwiach […] Nasi greckokatoliccy księża zwracali się do nas w naszej, tj. polskiej mowie […] Niestety, te zacne stosunki popsuły się na kilkanaście lat przed wojną. Zaginął typ grekokatolickiego księdza, polskiego patrioty. A zarazem z nim zginęły nasze prawa językowe w naszej własnej Cerkwi. W parafiach, gdzie ludność mówiła po polsku, niektórzy księża wprowadzili na własną rękę bez pytania się o to parafian, a często wbrew woli ludności, kazania i nabożeństwa dodatkowe w niezrozumiałym ukraińskim języku [..,] Wytworzyło to niezadowolenie wiernych mówiących po polsku, tarcia polityczne wśród dotychczas spokojnych parafian, a z zamieszania korzystały tylko żywioły skrajne. Imieniem półmilionowej polskiej grupy grekokatolików diecezji: przemyskiej, lwowskiej, stanisławowskiej, Administracji Apostolskiej Łemkowszczyzny zwracamy się do naszych Najprzewielebniejszych Księży Biskupów, a w pierwszym rzędzie do Jego Ekscelencji Księdza Metropolity, hrabiego Andrzeja Szeptyckiego z gorącą prośbą i petycją o łaskawe polecenie swoim podwładnym księżom proboszczom, by zechcieli stosować się do życzeń swoich parafian polskiej narodowości, by usunęli niezwłocznie nasze narodowe i językowe upośledzenie w Cerkwi […] Jesteśmy głęboko przekonani, że o naszym dotychczasowym pokrzywdzeniu w Cerkwi nie są nasi Najprzewielebniejsi Arcypasterze powiadomieni […] Znamy z wielkoduszności naszych Władyk. W szczególności Ksiądz Metropolita Szeptycki, będąc sam polskiego pochodzenia, zapoczątkował jeszcze przed wojną przyznanie należnych językowych praw Cerkwi […] Apel ten kierujemy z synowskim przywiązaniem i przekonaniem, że zostanie przez naszych Najdostojniejszych Arcypasterzy wysłuchany.

    Było to złudzenie, apel Polaków grekokatolików został zignorowany, nie był nawet konsultowany i w ogóle odpowiedź nań nigdy nie nadeszła. Metropolita Szeptycki miał inne kłopoty, właśnie wtedy, wbrew listowi z 21 lutego 1918 r., tworzył we Lwowie grupę Żydów grekokatolików, do których znów pisał bardzo podobnie, jak do Polaków w 1904 r. – i chyba też nie dotrzymałby obietnic. Tego, czego względem Polaków grekokatolików nie zdołali dokonać duchowni greckokatoliccy, owładnięci skrajnym nacjonalizmem, dokonali sowieci w 1946 r., a dokończyła UPA, mordując zawzięcie Polaków grekokatolików oraz Ukraińców „łacinników” – jednych i drugich uważając za tzw. perewertniów, czyli zaprzańców.

  9. Piotrx said

    O Polakach grekokatolikach

    Jędrzej Giertych

    Jest przekonaniom szerokiego ogółu katolików w świecie — i także w młodszym pokoleniu w narodzie polskim — że to co do niedawna nazywane było obrządkiem grecko-katolickim, lub cerkwią grecko-katolicka, a co od jakichś, myślę, piętnastu, lub dwudziestu lat przyjęto w terminologii watykańskiej nazywać cerkwią ukraińską i obrządkiem ukraińskim, jest w istocie czymś w rodzaju kościoła narodowego Ukraińców, mniej więcej w taki sposób, w jaki kościół koptyjski jest kościołem narodowym Koptów w Egipcie, Kościół etiopski kościołem narodowym Abisyńczyków, kościół maronicki kościołem głównym chrześcijańskiego Libanu, a kościół ormiański kościołem Ormian. W watykańskim ,,Annuario Pontificio” na rok 1975, który mam pod ręką, w rubryce obrządków, w dziale obrządku bizantyńskiego — ,,Rito Bizantino o Constantinopolitano” — w którym wymienione są cerkwie unickie: albańska, białoruska, rosyjska, ruska, słowacka i węgierska, wymieniono. jest również cerkiew ukraińska. Cerkiew ta figuruje jako mająca swoją organizację w Związku Sowieckim czyli Galicji — ,,U.R.S.S. (Galizia)”, mianowicie w postaci arcybiskupstwa większego we Lwowie, oraz biskupstw w Przemyślu (sic!) i Stanisławowie (Stanislaviv): w Polsce, mianowicie w postaci egzarchatu apostolskiego na Łemkowszczyźnie; w Stanach Zjednoczonych — mianowicie w postaci metropolii w Filadelfii i biskupstw w Stamford i św. Mikołaja w Chicago; w Kanadzie, w postaci metropolii w Winnipegu i biskupstw w Edmonton, New Westminster, Saskatoon i Toronto; w Brazylii, w postaci biskupstwa w Kurytybie; oraz w Wielkiej Brytanii, Australii, Niemczech, Francji i Argentynie — w postaci egzarchatu apostolskiego w każdym z tych krajów. Wszystko to na str. 954-S55. Tak samo w rubryce poszczególnych diecezji: arcybiskupstwo unickie lwowskie („Lwów, Lviv, Leopoli”) wymienione jako „degli Ucraini” (str. 304-305), tak samo stanisławowskie („Stanisławów, Stanislaviv, Stanislaopoli”) „degli Ucraini” (str. 514). przemyskie (,,Przemyśl, Peremysl, Premislia, Sanochia, Sanok, Sanik e Samboria, Sambor, Sambir”) „degli Ucraini” (str. 428) i nawet kamienieckie („Kamieniec, Kamjaniec”) ,,Camenecensis Ucrainorum” (str. 248 i 304). Tylko cerkiew ruska zakarpacka, wywodząca się nie z unii brzeskiej 1595 roku, ale z unii na węgierskiej naonczas Rusi Podkarpackiej z roku 1655, nazywana jest cerkwią ruską: ,,dei Ruteni” (str. 954, 352 i inne). Ma ona metropolię w Munhall w Stanach Zjednoczonych, z diecezjami w Parma i Passaic, „Annuario” wymienia także i diecezję w Munkaczewie (Mukacevo, Munkacs) na ,,Ukrainie Karpackiej, w Z.S.S.R.”, jako należącą do tego obrządku. W sposób oczywisty do obrządku tego należą także cerkwie unickie, słowacka (diecezja w Presowie) i węgierska (diecezja w Hajdudorog, egzarchat w Miskolczu) — str. 954 i 955. Obrządek ten nie uznaje języka ukraińskiego lecz posługuje się mową przyjętą przez starorusinów. nazywaną przez Ukraińców „jazyczjem”. Mam także pod ręką „Annuario Pontificio” z roku 1944, wydany w czasach gdy Rzym znajdował się pod okupacją niemiecką. W wydawnictwie tym oba obrządki ruskie podane są razem jako „Ruteni”, przy czym pod literą a) wymienieni są oni jako „della Galizia Metr. Leopoli, Vesc.: Premislia, Stanislopoli, Esarcato Apostolico: „Lemkowszyzna”, jako b) „della Subcarpazia: Vesc. Munkacs, Presov, Esarcato Apostolico: Miskolc” i c) di America (…) Stati Uniti per i fidei oriundi della Galizia, Stati Uniti pre i fideli oriundi della Subcarpazia.” (str. 1027). Także i w spisie diecezji np. „Leopoli, Lwów, Lviv (…) dei Ruteni”. (str. 182). „Stanislaopolis, Stanisławów, Stanislaviv, dei Ruteni” (str. 283). Premislia etc. (…) dei Ruteni’ (str. 240). Jak widzimy, gdzieś między rokiem 1944 u rokiem 1975 nastąpiła w terminologii urzędowej kościelnej zmiana nazwy obrządku ruskiego i cerkwi ruskiej na obrządek ukraiński i cerkiew ukraińską. Nie zdołałem odnaleźć jakiegokolwiek aktu, przez który zmiana ta zostałaby wprowadzona w sposób urzędowy i formalny i to mnie skłania do przypuszczenia, że nastąpiła ona w sposób nieurzędowy, drogą pewnego rodzaju zamachu stanu, dokonanego zakulisowo pod wpływem życzeń i wpływów ukraińskich. W istocie obrządek ten i cerkiew ta jeszcze do niedawna była tak samo, jak obrządek łaciński, cerkwią bez określonego oblicza narodowego, mimo że wyłoniła się ona z dawnej cerkwi prawosławnej ruskiej i miała z tego powodu ów rusianizm w swej nazwie. Ale Rusini także i w 1595 roku nie byli jednolitą narodowością , a potem skrystalizowali się jako kilka narodowości całkowicie odrębnych. Jedną z tych narodowości byli od przełomu XIX i XX stulecia Ukraińcy, inną byli tak zwani „Starorusini”, którzy za Ukraińców się nie uważali i przeciwko nazywaniu ich Ukraińcami protestowali , a w jednym swym odłamie skłaniali się do rosyjskości („moskalofile”), w drugim zaś uważali się za narodowość halicką osobną, bliską polskości, jeszcze inni, na historycznej Litwie, byli Białorusinami, a jeszcze inni byli po prostu Polakami. Ci ostatni byli przeważnie – ale bynajmniej nie wyłącznie – pochodzenia ruskiego, to znaczy Rusinami w ciągu wieków spolszczonymi, ongiś należącymi do kategorii „Gente Ruthenus, natione Polonus”, a potem zlanymi z polskością całkowicie. Niektórzy pochodzili z małżeństw mieszanych i mogli mieć w żyłach tyle samo , albo i więcej krwi polskiej co ruskiej. (Było zasadą prawa kościelnego, że w małżeństwach katolickich obrządkowo mieszanych synowie chrzczeni byli w obrządku ojca, córki w obrządku matki). Liczna ludność unicka posługująca się w swoich rodzinach mową polską żyła ongiś na Chelmszczyźnie. To ta ludność stanowiła (obok pewnej liczby unitów mowy ruskej) główną masę ,,opornych”, którzy nie poddali się zarządzeniu rządowemu rosyjskiemu z roku 1875 o wcieleniu ich do prawosławia i trwali potajemne przy katolicyzmie, wydając przy tym z siebie cały zastęp męczenników. To oni również, w roku 1905, po rosyjskim akcie tolerancji, który zezwolił prawosławnym na przechodzenie na katolicyzm w obrządku łacińskim, ale nie zezwolił na wznowienie cerkwi unickiej, stanowili główną masę tych, co owym czasie przeszli z prawosławia na katolicyzm. Pewna zresztą liczba wsi o ludności mówiącej po polsku, nie chcąc zrywać ze wschodnim obrządkiem, pozostała po roku 1905 przy prawosławiu. Ale w sposób szczególnie wybitny zjawisko Polaków greko-katolików zaznaczyło się w zaborze austriackim, gdzie cerkiew unicka skasowaną nie była. (Skasował ją dopiero rząd sowiecki w 1946 roku). Każdy człowiek ze starszego pokolenia. znający stosunki lwowskie i w ogóle „wschodniogalicyjskie”, wie że wielu było i i we Lwowie i poza Lwowem greko-katolików, którzy mówili w swoich rodzinach po polsku i uważali się za Polaków. Byli to zwłaszcza członkowie inteligencji. Także i całkiem nie mało grecko-katolickich księży uważało się za Polaków i rozmawiało ze swoimi żonami i dziećmi po polsku. Wedle austriackiego spisu ludności z roku 1900 w miejcie Lwowie było 29 327 greko-katolików, ale tylko 15 159 Rusinów. Wynika z tego w sposób oczywisty, że żyło w mieście 14 168 , greko-katolików Polaków. (Katolików obrządku łacińskiego było w mieście 82 597, Polaków 120 634. Część z nich byli to deklarujący swą polskość żydzi). Jest także rzeczą; wiadomą, że istniała w Ziemi Czerwieńskiej całkiem liczna kategoria chłopów-Polaków należących do obrządku grecko-katolickiego. Cały łańcuch wsi polskich grecko-katolickich istniał nad Sanem, w ziemi Przemyskiej i Jarosławskiej. Nie kwestionowali tego faktu także i Ukraińcy. Na kilka lat przed wojną odwiedzałem muzeum ukraińskie we Lwowie i widziałem tam mapę etnograficzną, zajmującą całą ścianę, na której było to uwidocznione. Mapa ta, narysowana ręcznie, pokazywała każdą wieś w formie kółeczka, w którym oznaczone były wycinkami poszczególne grupy etniczne. Greko-katolicy mowy polskiej oznaczeni byli odrębnym kolorem. Widać było na tej mapie jak na dłoni, że długi łańcuch tych wsi miał ludność prawie czysto polsko-greko-katolicką. Wiem tych wsiach nie tylko z tej mapy. Było ongiś moim pragnieniem zrobić do tych wsi wycieczkę i dokładniej zbadać tamtejsze stosunki. Niestety, nie udało mi się tego przed wybuchem wojny zrobić. (Wiem także, że przedłużeniem tego łańcucha wsi była grupa polskich wsi prawosławnych już po drugiej stronie dawnego, zaborczego kordonu, a więc w Chełmszczyźnie.) Było dążeniem rządu austriackiego uczynić cerkiew grecko-katolicką ukraińskim kościołem narodowym. A więc wszelkie wpływy polskości z tej cerkwi usunąć. Bardzo zręczna austriacka propaganda namawiała Polaków greko-katolików do tego, by z cerkwi unickiej występowali i przechodzili na obrządek łaciński. Wiele tysięcy tych ludzi uległo tej propagandzie i rzeczywiście do Kościoła łacińskiego się przeniosło. Miał to miejsce w szczególności po roku 1908 gdy Ukrainiec Siczyński, syn grecko-katolickiego księdza zamordował namiestnika Galicji, hrabiego Andrzeja Potockiego. Owe występowania z cerkwi unickiej, mające cechę protestu przeciwko panującym w niej stosunkom, uważane były za manifestacje polskiego patriotyzmu. Siłą rozpędu, ten sam prąd opuszczania cerkwi unickiej przez Polaków i przenoszenia się do kościoła łacińskiego, zaznaczył się także i po wydarzeniach 1918-1919 roku. W istocie, akty te nie służyły dobru sprawy polskiej, ale przeciwnie, były schodzeniem z trudnego posterunku, były jakby dezercją. W interesie narodowym polskim było nie dopuścić do tego, by cerkiew, do której należał tak znaczny odłam ludności polskich ziem południowo-wschodnich stawała się bezkonkurencyjnym bastionem wrogiego Polsce prądu politycznego i walczyć o to by zachowała ona charakter narodowo neutralny, a do tego potrzeba było, by w jej łonie istniał obóz polski i znajdowali się ludzie, którzy o prawa języka polskiego w nabożeństwach, w nauce, w seminariach będą systematycznie walczyli. Propaganda austriacka była tak zręczna, że osiągnęła w znacznym stopniu swój cel: Polacy greko-katolicy zrobili to, czego pragnął rząd austriacki i czego pragnął separatystyczny antypolski obóz ukraiński – a zdawało się im że robią to czego wymaga od nich nakaz patriotyzmu polskiego. W rezultacie zjawisko Polaka greko-katolika stało się zjawiskiem niezmiernie rzadkim. Choć nie znikło ono całkowicie: nie mówiąc o owych wsiach nad Sanem (które znalazły się w granicach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, choć nie wiem czy przy obrządku wschodnim trwają). wiem o tym, że są w Stanach Zjednoczonych Polacy greko-katolicy, którzy by unikać wtłoczenia ich w życie nacjonalistycznie ukraińskie, a chcąc pozostać wierni obrządkowi wschodniemu, zapisali się do parafii „ruskich” pochodzenia zakarpackiego, w których ich przynależność narodowa do polskości jest szanowana. (By może to wypadki odosobnione. Ale wypadki takie są mi znane). Jeśli Pan Bóg sprawi, że Lwów i Ziemia Czerwieńska powrócą kiedyś do Polski, będziemy musieli dążyć do tego by odebrać cerkwi grecko-katolickiej jednostronną i sprzeczna z tradycjami historycznymi cechę kościoła narodowego ukraińskiego nacjonalizmu i separatyzmu i starać się o to by cerkiew ta odzyskała na nowo swój dawny charakter kościoła narodowo neutralnego. Na razie ograniczyć się musimy do podtrzymywania wspomnień o obecności żywiołu polskiego w Cerkwi (i podtrzymywania istnienia tych resztek tego żywiołu, które dotąd dotrwały). Także do podtrzymywania kierunku staroruskiego. Kierując się powyższymi względami pozwalam sobie przedrukować poniżej fragment listu pasterskiego arcybiskupa Szeptyckiego do Polaków greko-katolików z roku 1904, a więc z czasów , gdy cerkiew ta wciąż jeszcze miała charakter różnonarodowy (…) .

    ***********************

    Fragment listu pasterskiego metropolity Andrzeja Szeptyckiego do „Polaków obrządku grecko-katolickiego”. – Piotrx

    ANDRZEJ SZEPTYCKI

    z Bożej i Apostolskiej Stolicy Rzymskiej łaski

    Metropolita Halicki, Arcybiskup Lwowski, Biskup Kamieniecki

    Wiernym, pasterskim Swoim rządom powierzonym Polakom grecko-katolickiego obrządku, pokój w Panu i arcypasterskie błogosławieństwo!

    Między wiernymi, duchownej mej władzy podlegającymi, mając i Was, którzy choć z ruskich rodzin pochodzicie, w domu jednak tylko po polsku mówicie i poczuwacie się do polskiej narodowości, oddawna pragnąłem odezwać się do Was osobnym pasterskim listem, napisanym w języku polskim, by tym sposobem dać Wam dowód pieczołowitości i dbałości o wasze zbawienie. Absorbujące obowiązki, urzędu, wstrzymywały mię dotąd od wykonania tego postanowienia. Dłużej jednak nie mogę już milczyć: zanadto mię meczy myśl, że są między tymi, nad którymi mam obowiązek pracować, wierni,, którzy mogli by uważać się za opuszczonych od swej władzy duchownej, gdyby ich biskup nigdy nie przemówił do niech w ich mowie. Zanadto dobrze rozumiem niebezpieczeństwo takiego położenia, niebezpieczeństwo tem większe, im łatwiej swego biskupa, Rusina, mogliby podejrzywać, chociażby najniesłuszniej, o brak życzliwości i miłości dla polskiego narodu. A w naszych czasach politycznego zamętu i walk stronniczych nie trudno o to, choć taki sąd będzie zawsze krzywdą dla katolickiego biskupa, którego pierwszym, jedynym obowiązkiem, praca nad zbawieniem dusz ludzkich, odkupionych Przenajświętsza Krwią Chrystusa. Pana. Do napisania tego listu skłaniają mię jeszcze inne zasadnicze powody. Jest bowiem. praktyką Kościoła katolickiego uświęconą zwyczajem Apostolskim odwiecznym: głosić ludziom Ewangieliję w ich języku. Według zasady św. Pawła, musi sługa Chrystusowy wszystkiem stawać się dla wszystkich, by wszystkich pozyskać. „I stałem się — mówi Apostoł żydom — jako żyd, abym żydy pozyskał. Tym, co pod zakonem są, jakobym był pod zakonem (chociem sam nie był pod zakonem) abym te, co pod zakonem byli, pozyskał. Tym, którzy byli bez zakonu, jakobym był bez zakonu (chociem nie był bez zakonu Bożego, ale byłem w zakonie Chrystusowym) abym pozyskał tych, którzy byli bez zakonu. Stałem się słabym dla słabych, abym słabych pozyskał. Wszystkiem stałem się wszystko, abym wszystkie zbawił” . (I. Kor. 9, 22). To jedna z najważniejszych zasad biskupiej i kapłańskiej – apostolskiej pracy. A druga, niemniej ważna i niemniej święta, że nauka wiary i obyczajów nie jest i nie może być w kościelnej pracy zmieszana z żadnemi politycznemi albo narodowemi zasadami. Kościół katolicki jednego tylko żąda od wiernych, by byli Chrystusowymi. Tak samo i biskup i duchowieństwo katolickie musi, od wiernych tylko tego jednego domagać się. Biskup nie może w pracy apostolskiej mieszać Chrystusowej , ewangelii z ludzkiemi choćby najlepszemi zasadami politycznemi albo narodowemi. Nie może narzucać wiernym jakich bądź przekonań, które nie są integralną częścią nauki wiary i moralności (…) .

  10. JO said

    ad.6 . oni i ich poprzednicy mieli Krew Ruska na rekach. Przeciez sprowadzanmie wijsk Tatarskich, tureckich i pod grozba jasyru pchanie ro Rewolucji za Chmielnickiego i jemu podobnych to powodowalo smierc tych niewinnych co nie chcieli byc MORDERCAMI RZECZPOLPOLITEJ _ SWOJEGO NARODU w tym Rusinow….etc, etc, etc

    UKRANIEC UPOwski=Chmielnicki…..TO ZYD, taki Tusk, Komorowski, Mazowiecki, Geremek, Walesa…to taki Kaliber ludzi, cywilizacji…
    ———————————————–

    Dzieki Prawdziwym Ukraincom ja ZYJE i im , bezimiennym Chwala i Raj

  11. Piotrx said

    Jeszcze w kwestii „żidowstwujuszczich”

    Feliks Koneczny – „Cywilizacja żydowska”
    /fragmenty/

    Żydowskie wspominki towarzyszą samym niemal zawiązkom Rusi, a to z powodu podległości Chazarom, których ma się za Żydów. Trzeba to jednak między bajki włożyć. Chazaria i Chazarowie – są to nazwy geograficzne i polityczne, lecz nie etnograficzne. W tworzeniu się dużych zrzeszeń azjatyckich czynniki etnograficzne miały niewiele znaczenia, czynniki zaś polityczne posiadały go znacznie więcej niż w Europie. Nie istniała zgoła jakaś etnograficzna społeczność huńska, mongolska, mandżurska, turecka czy chazarska. Były to związki polityczne ludów, występujące pod tymi nazwami, a złożone wielce niejednolicie pod względem etnicznym. Decydowały możliwości utrzymywania się z rzemiosła wojennego, od rozbojów lokalnych przeciwko sąsiedniemu plemieniu począwszy, aż do zdobywania i zakładania ogromnych państw. Wyobraźmy sobie kondotierstwo i zaciężne najmictwo, ogarniające całe grupy ludów, a będziemy mieli przed sobą przeszło połowę dziejów Azji.

    Przedsiębiorca wojskowy, zamieniony często we władcę, nosi tytuł kagana który powstał wśród grupy tureckiej Turanów, a da się stwierdzić od VI wieku. Jakiś Kagan wyprowadził Chazarów spod Kaukazu w połowie VII wieku nad Morze Azowskie. Następcy zajęli Krym i rozszerzali swe panowanie coraz dalej, tak dalece, iż w końcu państwo chazarskie sięgało od ujścia Wołgi niemal poza Okę i szerzyło się na zachód na Podnieprze. Było zamieszkałe przez ludy rozmaite, o czym świadczy dobitnie rozmaitość religijna.

    Kraje chazarskie stanowiły odległe odgałęzienie uniwersalnego handlu bagdadzkiego, eksploatowane przez kupców arabskich, tj. Żydów arabskiego języka. Czy handel szedł w ślad podbojów chazarskich, czy też wyprawy w stronę Dniepru odbywały się za „arabskie” pieniądze, a kagan bywał zaciężnym kondotierem wielkiego handlu międzynarodowego? Faktem jest, że w tym właśnie okresie chazarskim odkryto na nowo zapomnianą starożytną drogę handlową na Dniepr.

    Kupcy z dalekich kalifatów nie byli pierwszymi Żydami w państwie chazarskim. Sięgało i tam „rozproszenie”. Działał też prozelityzm i widocznie zdziałał wiele, skoro w VIII wieku niektórzy kaganowie wyznawali judaizm. Propaganda żydowska objęła sąsiadujących od północy koczowniczych Burtasów, gdzie ślady mozaizmu stwierdzono jeszcze w XVI wieku, przeżytki zaś dochowały się do początku XX wieku w ciekawych sektach guberni tambowskiej i penzeńskiej.

    Mieścił się tedy judaizm w państwie chazarskim i zajmował stanowisko wybitne, lecz Chazarzy nie stanowili bynajmniej jakiejś odmiany etnograficznego żydostwa. Sam tytuł Kagana starczy, żeby Chazarów odnieść nie do judaizmu, lecz do turańszczyzny. Podobnej wskazówki udziela koncentryczna budowa ich dawnej stolicy Itylu nad ujściem Wołgi. W połowie IX wieku przeniesiono stolicę dalej na zachód, wznosząc nad Donem Sarkal, przy którego budowie czynni byli budowniczowie bizantyńscy. Itil i Sarkal składały się atoli z kręgów współśrodkowych; o Itylu wiemy, że z siedmiu. Tak wyglądały wszystkie ważniejsze miasta – obozowiska awarskie, mongolskie, huńskie, tatarskie. Tak rozbudowywała się następnie Moskwa, (naśladując Saraj hański). Wskazuje to niewątpliwie na turańszczyznę Chazarów.

    Nagle Chazarzy znikają. Gdzieź się podzieli? Podobnież poznikali Awarowie, Hunowie i rozmaite zrzeszenia państwowe grupy tureckiej. Gdy od Kagana odwróciła się fortuna, pułki jego poszukały utrzymania pod innym sztandarem, choćby o setkę mil. Świecąca lub gasnąca gwiaada Kagana rozstrzygała o tworzeniu się lub zanikaniu rzekomych ludów, które były li tylko społecznościami wojskowymi.

    Gdy Waregowie odjęli Chazarom panowanie na Podnieprzu, przywódcy nowych drużyn wojennych stali się dla ludów znad Dniepru nowymi kaganami. Tytuł ten trwał długo. Stosowano go do Włodzimierza „równego apostołom” i do „mądrego” Jarosława I.

    Pod Rurykowiczami rozrasta się dalej ludność żydowska. Obok pierwotnej migracji Żydów wschodnich, ciągnących od Persji, Armenii i dawnej Chazarji nastała już w XI wieku druga imigracja zachodnia, od Węgier i Pragi czeskiej i z dalsza, z Niemiec. Światopełk II użył ich do zorganizowania spraw skarbowych, a oni podnieśli mu wydatnie dochody książęce. Ludność nienawidziła ich. Ledwie Światopełk zamyka oczy, rzucono się na dzielnicę żydowską w Kijowie i rozgrabiono ich dworki.

    Oleg Światosławicz, prawy dziedzic Kijowa, książę ubogi, byłby niezawodnie prowadził dalej dzieło fiskalizmu, rozpoczęte przez Światopełka. Bogacz Monomach skorzystał z tej sytuacji; obiecał, że nie będzie z pomocą Żydów zaglądał zbytnio w mieszczańskie kieszenie, przyrzekł ulgi i został „zaproszony” przez Kijowian do objęcia panowania. Miał dosyć siły, żeby z zaprosin skorzystać, Żydów atoli nie wypędzał z Kijowa. Przepisy o procentach dowodzą gospodarstwa pieniężnego. Kwitnął Izrael na ziemiach wschodnio-słowiańskich, bo one dostarczały przez całe niemal wieki średnie materiału do handlu niewolnikami. Znano ruskie straże nadworne od Kordowy po Pekin. Ostatnia wzmianka w rocznikach chińskich o drużynach z Rusi jest pod datą 1334 r.

    Charakterystycznym dla stosunków wschodnio-słowiańskich jest jednak coś donioślejszego, coś, czego się nigdzie indziej nie spotyka. Żydzi wkroczyli w piśmiennictwo teologiczne ruskie. Z tych pomników piśmienności najstarszym jest przekład księgi Estery z hebrajskiego oryginału, dokonany przez jakiegoś wychrztę. W czasie późniejszym powstają przekłady urywków z Pentateuchu tudzież z Majmonidesa Logiki, pt. „Tajnaja Tajnych”.

    Skądżeż Żydom ten pomysł, żeby tłumaczyć na ruskie? Widocznie ich o to proszono. Duchowieństwo prawosławne Biblii nie znało. Po łacinie nie umiał nikt, po grecku czasem ktoś, lecz tak rzadko się to zdarzało, iż latopisy zapisują imiennie wszystkich umiejących czyta po grecku, jako wyjątkowe okazy nadzwyczajnej uczoności (można ich policzyć na palcach). Po hebrajaku nie umiał nikt. Znano więc Biblię tylko z opowieści. Korzystano tedy ze sposobności, gdy zdarzył się jaki uczony i zaufany Żyd i zapoznawano się z Pismem u niego, a czasem uproszono, że coś ze świętego tłumaczenia spisał.

    W czasie pomiędzy rokiem 1448 a 1461 zażywał powagi Fedor wychrzta, bliski dworu Wasyla ślepego (1425-1462). W piśmie swym „Posłanije Fedora Żidowina” wyjaśnia, dlaczego się ochrzcił i pragnie nawracać dalej. Ten Fedor innego był pochodzenia, aniżeli tamci. Pod»czas gdy w księdze Estery i w Pentateuchu znajdują się elementy białoruskie, małoruskie i polskie, nie ma ich w „Posłaniju”. Tamci pochodzili widocznie z Rusi litewskiej, Fedor zaś nie. Tamci nie bawili w Moskiewszczyźnie, tylko pisma ich dostały się następnie na Zalesie, gdy tymczasem Fedor mieszka w Moskwie, ma stosunki z metropolitą i z Wielkim Księciem.

    Następny wielki kniaź, Iwan III (1462-1505) wszedł w bliższe stosunki z kabalistami żydowskimi. W roku 1470 przybył do Nowogrodu Wielkiego w interesach handlowych uczony żydowski kabalista i astrolog, Scharia (Zachariasz). Przebywał przedtem w Kaffie i na Krymie, następnie w Kijowie. Nowogród W. lubował się w dysputach i nowinkach religijnych, był gniazdem „strygolnictwa” i pozostał zawsze skłonnym do sekciarstwa. Poszukiwano wiedzy, gdzie się dało, toteż uczony Żyd, a do tego gwiażdziarz (pierwszy, jakiego w ogóle widziano) wzbudził wielkie zajęcie i skupił około siebie grono wielbicieli i adeptów. O poziomie wiedzy teologicznej w Nowogrodzie W. można snuć wnioski z faktu, że wtenczas właśnie niektórzy „filozofowie” (jak się wyraża latopis) poczęli w cerkwiach śpiewać „O Gospodi pomiłuj”, ini zaś „Ospodi pomiłuj” – o co wybuchły nawet rozruchy. Przy takiej posusze umysłowej obcowanie ze Scharią było jedyną dostępną akademią.

    Wkrótce przyjechali do Scharii dwaj Żydzi z Rusi litewskiej, Josip Szmojło Skarjawiej i Mojżesz Chanusz. U jednego z tych trzech Żydów zamówiono tłumaczenie Psałterza Dawidowego. Tym razem tłumacz dopuścił się oszustwa. Sam pisze na końcu swego rękopisu, jako „dokonczał ja dwadcat kafizm i dewiat pieśn Psałtiri Dawida proroka, szto priwał ot jewrejskago jazyka na ruskij jazyk”. Otóż stwierdzenie pisarza rękopisu niezgodne jest z prawdą. Przekład jego, to wcale nie psalmy Dawidowe i bynajmniej nie dziewięć pieśni biblijnych, używanych w Cerkwi, lecz zgoła coś innego. Jest to księga rytualna żydowska; to modlitewnik Żydów litewskich, to „machazor”, używany i za naszych czasów przez Żydów polskich. Wywiedli w pole metropolitę Filipa, jakoby to był „Psałterz” w chrześcijańskim rozumieniu (wskazówka, jakim znawcą Pisma św. był metropolita). Przemycanie żydowskiej książki modlitewnej do nabożnego użytku chrześcijan, stanowi zaiste coś nadzwyczajnego. Jedyny to wypadek tego rodzaju. Duchowieństwo Nowogrodu W. uczyło się od Żydów teologii.

    Zebrała się około trzech Żydów cała szkoła chrześcijańskich adeptów astrologii i kabały. Główną osobą tej pierwszej formacji „żidostwujuszczich” był pop Aleksiej z żoną i zięciem Iwanem Maksimowem, a obok nich pop Dionizy. W krótkim czasie uczące się grono tak się zwiększyło, iż źródła wymieniają po imieniu 25 osób, wśród nich jedenastu popów.

    Ówczesny wielki kniaź Iwan III, sam lubiący uprawiać teologię, dowiedziawszy się o tej uczoności nowogrodzkiej, zapragnął mieć tę nowość na swym dworze. Z początkiem r. 1480 sprowadził do Moskwy obydwóch najuczeńszych popów do gminy, Dionizego i Aleksieja, nadając im zaszczytne stanowiska cerkiewne w Moskwie.

    Po dwóch latach miał zawitać do Moskwy inny prąd, wywodzący się z Bałkanu, a bezpośrednio religijny, wybitnie dogmatyczny, mianowicie sekta bogomilców, której odgałęzienie przedostało się na suzdalski „Niż” za pośrednictwem wołoskim – jako posag duchowy synowej Iwana III, żony Iwana Młodszego, Heleny Mołdawki; Bogomilstwo kwitnęło bowiem w Mołdawii. W Moskwie nastąpiło zbliżenie sekciarskiego dworu Heleny z gronem astrologiczno-teologicznym. Dwór następcy tronu stał się gniazdem sekciarstwa. Wnet przystąpiło do tego koła czterech mężów posiadających wpływ na dworze; Zosima archimandryta monasteru symeonowskiego, do którego zwykł był Wielki Książę zajeżdźać na swoje dewocje, tudzież trzech diakonów ze słynnym Fedorem Wasylewiczem Kuricynem na czele, najuczeńszym, używanym do załatwiania stosunków z Europą. Można mieć wątpliwości, czy popi Dionizy, Aleksy i inni myśleli zrazu o jakimkolwiek sekciarstwie; skoro jednak przejęli się następnie bogomilstwem, nie zaniechali oddziaływać na Nowogród i tam również je zaszczepiać. Propaganda była ułatwiona ogromnie, skoro bogomilstwo nie tylko nie wymagało publicznego przyznawania się do sekty, lecz zezwalało udawać publicznie, jakoby się wyznawało prawosławie.

    Tak tedy bogomilstwo, zduszone na Bałkanie przez islam, schroniło się na Ruś suzdalską, ażeby tu ugrzęznąć w „dwojewierju”; taki bowiem był ostateczny los sekty. Zanim to nastąpiło, zapędziło się bogomilstwo moskiewskie dalej od bałkańskiego. Podczas gdy na Bałkanie bogomilcy twierdzili, że Satanael pokonany został ostatecznie zmartwychwstaniem, moskiewscy odrzucili w końcu zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, przestali być chrześcijanami; nie uznawali Chrystusa Synem Bożym, odrzucili bóstwo Jego. Zbyt daleko się zapędzano, iżby się to dało tłumaczyć ignorancją, nieświadomością. Na tym punkcie opuszczenie chrześcijaństwa zbyt jest rażące i widoczne dla największego nawet nieuka. Widocznymi stają się wpływy żydowskich mistrzów nowej sekty.

    Mieszanina religijna północnego dwojewierja stawała się coraz wielokształtniejszą. Obok przemycanych do cerkwi żydowskich ksiąg liturgicznych pojawiają się tematy dualistyczne, czysto bogomilskie, z żydostwem nie posiadające związku. Obok dawnych pism apokryficznych, zawsze w Słowiańszczyźnie wschodniej a zwłaszcza w Moskiewszczyźnie wielce rozpowszechnionych (wpływy nestoriańskie), wypływa w belletrii tej teologizującej postać nową „Satanaiła” i wraz z nim dualistyczne legendy. Żydzi wywierali jednak widocznie wpływ coraz znaczniejszy, skoro ostatecznie cała ta grupa astrologiczno-kabalistyczno-bogomilska poczęła obchodzić sobotę, jako swój dzień świąteczny.

    Ten rozwój sekty odbył się już bez udziału Scharii, który powrócił tymczasem do Kaffy. Stamtąd zwraca się do Iwana III za pośrednictwem przyjezdnego kupca, Gawryła Petrowa, żeby mu było wolno do Moskwy przyjechać, o to tylko prosząc, żeby mógł również odjechać, kiedy zechce. Wielki Książę zezwolił, poręczając zarazem wolność odjazdu.

    Czy Scharia skorzystał wówczas z pozwolenia, czy przebywał w Moskwie w roku 1485-1486, nie wiadomo. Sprawa wyłania się na nowo w roku 1487. Iwan ponownie udziela pozwolenia Scharii w liście, doręczonym mu przez podczaszego Mitieję Kardukowa, z orszaku udającego się na Krym posła Szeina, który wyjechał z Moskwy dnia 29 października 1487 r. Widział się ze Scharią i sam Szein osobiście, lecz nie wiemy bliżej, kiedy. Nie mógł być w Kaffie wcześniej, jak w 6 tygodni po wyjeździe z Moskwy, a więc najwcześniej w połowie grudnia 1487 r. Pobyt posła u chana Mengli Gireja trwał atoli tak długo, iż terminus ad quem wydłuża się aż do września 1489 r. Tym razem Scharia na pewno nie jeździł do Moskwy. Kiedy Szein odszukał go z polecenia W. Księcia, już tymczasem sekta została odkryta; czyż tedy nie byłoby mowy o jego pobycie w Moskwie w źródłach tej sprawy tyczących?

    Tymczasem w r. 1487 dostał się w ręce arcybiskupa nowogrodzkiego, Gennadiusza, rękopis z nieznanymi mu modlitwami. Przesłał go metropolicie do Moskwy. Słusznie wzbudzały one podejrzenie arcybiskupa, bo nie były wcale chrześcijańskie, lecz genezy żydowskiej; może dostrzegł tamto, lecz tego wiedzieć nie mógł. Rzecz wydawała mu się podejrzana po prostu dlatego, że była niezwykła, że sobie nie umiał jej wytłumaczyć. Podejrzany rękopis stanowił drogowskaz do podejrzanych ludzi; po nitce dochodził do kłębka. Z przerażeniem odkrywał grono doświadczające astrologii; poczuł czarnoksięstwo i tym gorliwiej śledził i śledzić kazał. Wyszło na jaw, jako Żydzi są ich mistrzami i określono sektę, jako „żydowińska” (żidostwujuszczii). Utrzymano tę nazwę nawet wtedy, gdy nazwa „bogomilców” wyszła już z ukrycia. Świadczy o tym zapytanie tegoż Gennadiusza, wystosowane do Joasafa, arcybiskupa rostowskiego, czy nie ma w jego eparchii książek, których tytuły wymienia, a między nimi: „Słowo Koźmy presbitera o herezji bogomiłów”, która to książka jest rozpowszechniona wśród heretyków. Arcybiskup nowogrodzki wiedział tedy o sekcie „bogomiłów”, ale na zewnątrz nazywano sektę według tego, co najbardziej uderzało, według „żydowiństwa”.

    Nie był to prozelityzm żydowski, bo bez obrzezania, a dzieci chrzczono. Wyraz „żidostwujuszczich” był trafny; znaczył to samo, co w polskiej literaturze polemicznej „iudaisantes”; nie żydostwo, lecz żydowiństwo. Ku schyłkowi roku 1487 odbywały się śledztwa i sądy nad heretykami w Nowogrodzie Wielkim. Więziono znaczniejszą ilość osób, ale ostatecznie udowodniono „żydowiństwo” tylko pięciu. Ci zdołali jednak umknąć z więzienia i schronili się do … Moskwy. Zaczynają się przewlekłe i chytre wybiegi pomiędzy władzą duchowną, a sferami dworskimi, Gennadiusz rozpisuje listy z doniesieniami i skargami na zbiegłych sekciarzy do metropolity i do samego Wielkiego Księcia, zwracając uwagę na zaprzańców wyznających żydostwo. Przytrzymano kilku i wszczęto śledztwo, którym postronne wpływy pokierowały tak jakoś, iż okazało się, że tylko „kilku popów po pijanemu urągało ikonom” i nic więcej. Ze względu zapewne na okoliczności łagodzące nietrzeźwości, poprzestano na nic nie znaczącym w obyczaju moskiewskim skarceniu; obito ich publicznie knutem i odesłano z powrotem do Nowogrodu W. Tam arcybiskup, jeśliby uważał za stosowne, miał oddać ich do ukarania władzy świeckiej, tj. namiestnikowi wielkoksiążęcemu. Tak nakazują postąpić „prawa cesarskie”, tj. przepisy bizantyńskie. Do tego sięgano, żeby podejść Gennadiusza. Namiestnik nowogrodzki otrzymał zapewne równocześnie instrukcje z dworu, co ma w danym razie robić, tj. żeby robić jak najmniej. Było to z początkiem roku 1488. Gennadiusz tropi herezję dalej, zbiera dowody i wysyła je na ręce metropolity; ten jednakże niczego już nie przedsiębierze przeciw podejrzanym w wierze. Widocznie Iwan III wyprosił sobie dalsze skargi; przyjmował je niechętnie, nierad, że mącą mu spokój w najbliższym otoczeniu. Teologizujący dyletant nie wiedział, co począć z tą sprawą, a bał się stanowczości.

    Arcybiskup nie dawał za wygraną. Sprawa miała się rozegrać przy wyborze nowego metropolity w roku 1490. Łączyło się to z pierwszorzędnymi sprawami państwowymi i wikłało się z kwestią o następstwo tronu. Iwan Młodszy zmarł nagle 7 marca 1490 r. Lekarza jego, Leona, Żyda weneckiego, ścięto publicznie. Ponieważ zmarły Iwan miał syna Dymitra (wówczas siedmioletniego), nie powinno być wątpliwości co do następstwa tronu. Kwestię wytworzyło jedno ze stronnictw cerkiewno-politycznych, tzw. josiflanie (wywodzący się od Josifa Sanina), gorliwi propagatorowie idei „carskiej”. Niegdyś pokładali nadzieje w Iwanie Młodszym, upatrując w nim przyszłego cara prawosławnego, lecz cofali się gdy dwór jego (względnie jego żony) służył za ostoję „żidowstwujuszczim”. Miałżeż ten Iwan tworzyć w przyszłości zamiast prawosławnego jakieś carstwo żydowskie?

    Drugie stronnictwo wywodziło się od Nila Sorskiego (1433-1508) i jego „starców” zawołżańskich nad rzeczką Sorą. Mieli oni swoje poglądy teologiczne, lecz dzieliły ich ze zwolennikami Sanina także pewne kwestie, pełne znaczenia praktycznego dla W. Kniazia, a wśród nich najważniejsze dwie: Nil kazał mnichom żyć z pracy rąk własnych, pośrednio przez to zezwalał sekularyzować dobra klasztorne. Głosił też, że za herezję nie wolno prześladować, a zatem zapewniał bezpieczeństwo osób, które Iwan IIIzaprosił na swój dwór i tych, których synowa jego otaczała życzliwością, a które podejrzane były metropolicie Gennadiuszowi. Josiflanie odwrócili się od Iwana Młodszego, nie chcieli ani jego syna, Dymitra, bo był synem „Żydówki”, jak nazywali wręcz Helenę Mołdawkę; obawiali się, że matka wychowałaby go nadal w „żydowiństwie” i dokazali Josiflanie tego, iż wbrew oczywistemu prawu obowiązującej od przeszło stu lat w Moskwie primogenitury, wyłoniła się jednak kwestia o następstwo tronu i została w końcu rozstrzygnięta po ich myśli na rzecz młodszego syna Iwana III, Wasyla (w r. 1490 jedenastoletniego).

    Wobec spraw tak doniosłych nabierał wybór metropolity tym większego znaczenia. Po czyjej stronie będzie nowy zwierzchnik Cerkwi, za Wasylem czy za Dymitrem? W zagadnienie to wciągnięto zarazem całą sprawę o herezję. W różnicach zapatrywań na „żydowiństwo” i w odmienności postępowania względem heretyków znać przeciwieństwo zwolenników Dymitra a Wasyla. Iwan III zwlekał długo; wakans trwał przeszło rok cały. Wyznaczył wreszcie metropolitę Zosimę, archimandrytę z Moskwy, który bliższym był obozu Nila Sorskiego. Na zjeździe władyków przeszedł wybór kandydata dworskiego oczywiście całkiem gładko i wprowadzono Zosimę na dworzec metropolitalny we wrześniu 1490 roku, w pół roku po zgonie Iwana Młodszego. Sprawa Dymitra była górą.

    W październiku odbył się „sobór” w sprawie herezji. Gennadiusza nie zaprosił metropolita wcale na sobór. Nie brał w nim również udziału Sanin; przybył natomiast Nil, zwolennik łagodności. Nie można było nie złożyć sądu na sekciarzy, wskazywanych przez arcybiskupa nowogrodzkiego imiennie, ale widocznym jest, że i Wielki Książę i metropolita pragnęli, żeby rzecz wyszła z sądu soborowego w zmniejszeniu. Jakoż samo oskarżenie ograniczono do kwestii oddawania należytej czci ikonom. Głównych oskarżonych notują latopisy dziewięciu, dodając atoli, że byli też liczni inni jeszcze. Cały ten „sobór” trwał zaledwie jeden dzień; widocznie przebieg i wynik jego był dokładnie przedtem przygotowany. Ale opozycja zażądała żeby odczytać listy Gennadiusza i objąć sądem wszystkie wskazane przez niego osoby. Skończyło się na tym, że herezje potępiono ogólnikowo, heretyków w ogóle wyklęto z Cerkwi, a kilku pozamykano po monastyrach na pokucie, niektórych w ciemnicy.
    Tym zacięciej toczyli teraz wojnę poplecznicy Gennadiusza. Doszło do tego, iż rzucono na Zosimę podejrzenie, jakoby on sam był „żidostwujuszczij” – i rzecz znamienna; podejrzenie utrwaliło się i przeszło do historiografii cerkiewnej rosyjskiej. Nowy metropolita wydał zaraz „Spisok otreczennych knig”, potępiający rozmaite „bezbożne pisaniny” z zakresu magii i astrologii, tudzież „psalmy świeckie”, których zakazał śpiewać po cerkwiach; ale na soborze – chociaż heretyków wyklinał – głosił, jako „my od Boga ustanowieni nie dla osądzania na śmierć, lecz by grzeszników przywodzić do kajania się”. Wydał wnet list pasterski z ogólną klątwą na sektę, ale nie pozwalał skazywać na śmierć. Gennadiusz obstawał jednakże przy swoim, że należało ich palić na stosie.

    Zawrzała jeszcze ostrzejsza kampania przeciw metropolicie Zosimie. Obok Gennadiusza stanął Josif Sanin. Napisał rozprawę przeciw herezji „żydowińskiej” pt. „Proswietitiel”, która rozeszła się w licznych odpisach, a której jeden rozdział zwrócony jest z ciężkimi oskarżeniami wprost przeciwko metropolicie. I aż dotychczas uchodzi Zosima po większej części za „Żyda”, a przynajmniej za „żydowińca”. Prawdopodobnie należał on do grona uprawiającego gwiaździarstwo, znał się bowiem na kalendarzu i kto wie, czy nie ta zdatność utorowała mu drogę do metropolii. Oto bowiem właśnie kończyły się Cerkwi ruskiej tabele paschalne, przejęte niegdyś z Bizancjum. Kończyły się na roku 7.000 (1492). Jest to jaskrawym dowodem braku związku z patriarchatem carogrodzkim, skoro nie miano sposobu otrzymać stamtąd dalszego ciągu paschalików. Kłopot był ciężki. Ruś przechodziła i tak co sto lat utrapienie z „końcem świata”; tym razem gotowa być w roku 1492 naprawdę Wielkanoc ostatnia, skoro w całej Cerkwi nie było nikogo, ktoby zdołał obliczyć następną. Rzecz była pilna, bo tabele starczyły już ledwie na dwa lata – a potem będzie ten rok fatalny, groźny, bo nie tylko setny, ale aż tysięczny (7.000!).

    Znalazł się sobór ów w roku 1490 doprawdy między młotem a kowadłem i to w położeniu przymusowym. Prosić się patriarchy? W takim razie trzeba by przyjąć metropolitę z jego ramienia, a przynajmniej prosić o potwierdzenie wybranego, co byłoby powrotem pod cerkiewne zwierzchnictwo patriarchy – a co sprzeciwiało się wszelkim pojęciom Iwana, chcącego mieć swoją Cerkiew. Ale jakżeż może być Cerkiew bez kalendarza? Wobec tego wybór Zosimy przedstawił się, jako pomost do otrzymania łaski u gwiaździarzy. Zosima rozróżniał pomiędzy studium gwieździarskim a herezją, ale niektórzy współcześni samo zajmowanie się gwiazdami uważali za podejrzane i za dowód „żidowiństwa”. A bez zapytania gwiaździarzy nie było Wielkiejnocy! Wybrało się zło mniejsze – ale gdy przez pośrednictwo Zosimy dorobiono się dalszego ciągu tabel, odrzucono wnet już niepotrzebne, i z niego samego zrobiono heretyka.

    Szybko pojawiło się obliczenie Wielkiejnocy i świąt ruchomych na najbllższych lat 20. Nasuwa się domysł, że byli przy tym czynni uczeni żydowscy, boć na całej Rusi tatarskiej, w całym państwie Iwana, nie było uczonego, jak chyba tylko Żyd lub żydowskiej uczoności adept. Wstydzono się tego stanu rzeczy i zacierano ślady w latopisach. Czytamy więc, jako Gennadiusz „z rozkazu W. Księcia i z błogosławieństwem metropolity „ułożył tabele”; obok tego przechowała się wiadomość, jako dokonał tego i biskup permski, Filoteusz. Czemuż atoli Wielki Książę zwlekał z rozkazem aż do ostateczności, skoro miał komu wydać taki rozkaz? Naiwna, niezręczna formuła mogła tylko naiwnym posłużyć do zakrycia istotnego stanu rzeczy. Gdyby Gennadiusza czy Filoteusza stać było na taką pracę, byliby ją wykonali wcześniej, nie czekając „rozkazu”. Nie ustawała kampania przeciw Zosimie; jakoż piastował godność metropolity zaledwie cztery lata i musiał ustąpić „nie z własnej woli”. Pięć kwartałów trwał wakans, aż dopiero we wrześniu 1495 r. wybrano Simona, igumena monastyru Sergiuszowego w Moskwie. Instalacji dokonał sam Iwan III.

    Josiflan oczekiwał ciężki zawód. Spisek na życie Dymitra nie powiódł się tak dalece, iż nawet sama W. Księżna Zoe (obdarzona z nienawiści przydomkiem „Rimljanka”) dostała się pod straż równocześnie z synem Wasylem, podejrzana o trucicielskie zamiary względem „syna Żydówki” – i odtąd Iwan III nie pogodził się z żoną. W grudniu 1497 ścięto sześciu spiskowców, licznych bojarów uwięziono. Tryumfowali zwolennicy Dymitra, a bogomilcy stanowili wśród nich grono najwybitniejsze.

    Zmieniły się niebawem stosunki i okoliczności. W roku 1502 bizantyńcy i josiflanie zdecydowani byli strącić z tronu Iwana III, a wynieść Wasyla Iwanowicza, liczącego już 23 lata. Dymitra uwięziono wraz z matką 11 kwietnia 1502 roku, a na czwarty dzień, 14 kwietnia, obwieszczono, jako przestaje on być następcą tronu i Wielkim Księciem w ogóle (chociaż był już koronowany od roku 1499!). Po upadku Heleny Mołdawki josiflanie byli panami sytuacji. Naturalną koleją rzeczy po jej upadku przyszła kolej na upadek bogomilstwa. Na „soborowaniach” roku 1503 Sanin wszczął ponownie sprawę o „żidostwujuszczich”, domagając się na nich kary śmierci, a przynajmniej dożywotniego więzienia – podczas gdy Nil Sorski radził poprzestać m pokucie kościelnej. Faktycznie rządził już Wasyl, ten zaś był przez całe życie ściśle prawowiernym na modłę josiflańską. Pod koniec roku 1504 zaczęło się srogie prześladowanie bogomilców-żydowińców. Przystąpiono energicznie do tępienia sekty, bądź co bądź jak najprzewrotniejszej w dziedzinie moralności zbiorowej; lecz, niestety trudno nie uczynić zarazem uwagi, że w sekcie tej skupiała się jedyna niemal inteligencja państwa moskiewskiego. A Gennadiusz w zmiennych losach został też strącony ze swego arcybiskupstwa nowogrodzkiego. W roku 1504 kazano mu przyjechać do Moskwy, zamknięto w jakimś klasztorze, gdzie zmarł po półtrzeciarocznym więzieniu.

    W listopadzie 1504 roku sobór, zwołany umyślnie w tym celu, miał się rozprawić ostatecznie z heretykami. Iwan III nie osłaniał ich już swą powagą dał się Saninowi pouczyć o błędach i zdrożnościach sekciarzy i o tym, jak własna jago synowa popadła w żydostwo. Na członków rodziny panującej nie było sądów. Nie zdołał atoli Iwan zapobiec, że straszliwe wyroki dotknęły osoby, z którymi on sam niegdyś obcował przyjaźnie, pierwszorzędnych jego diaków i popów, otaczanych do niedawna protekcją dworską. Dnia 27 grudnia 1504 r. przywieziono w klatkach na zmarzniętą rzekę Moskwę diaka Wołka Kuricina (rodzonego brata Fedora, kierownika kancelarii wielkoksiążęcej) i jego „doradców”, z których źródła wymieniają dwóch: Iwana Maksimowa i Mitję Konoplewa. Zatopiono ich. Inny skazaniec, Niekras Rukanow, ponieważ pochodził z Nowogrodu Wielkiego, został przekazany tamtejszemu namiestnikowi, a ten osądził, że należy mu wyciąć język, a następnie spalić go na stosie. Z początkiem roku 1505 spalono w Moskwie całą grupę „żydowińców” z dwoma braćmi Jurjewskimi na czele, z których jeden piastował godność archimandryty. Nastąpiły potem dalsze jeszcze stosy, a każdej serii towarzyszyły tym liczniejsze wyroki więzienia dożywotniego.Helena Mołdawka zmarła we trzy tygodnie po roznieceniu pierwszych stosów. Dnia 18 stycznia 1505 r. skończyły się jej dni w upokorzeniu, pod więziennym dozorem, chociaż nie w formalnym więzieniu. Szczuplejąca z roku na rok sekta nie zdołała się ocalić pomimo to, że etyka nie pozwalała im udawać prawowiernych. Zapiszmyż jeszcze, że wśród karanych tak srodze „żydowińców” nie było ani jednego Żyda. Inicjatorom nic się nie stało; zniknęli z widnokręgu.

    W średniowiecznych dziejach Rusi północnej odegrali tedy Żydzi rolę szczególną, jedyną w swoim rodzaju, a nie małą. Przyczyna tkwiła w tym, że wobec niskiego poziomu umysłowego Rusi, Żydzi odbijali wielce od tła jako uczeni, imponujący wprost swą „wiedzą”. Na takiego Żyda patrzano jako na istotę wyższego rzędu. Kultury turańsko-słowiańskie plączą się z odbryzgami żydowskiej cywilizacji i tyczy się to tak kultury moskiewskiej, jako też ruskich. Sploty te zacieśniają się coraz mocniej, a zaczynają, się (jak widzieliśmy) bardzo wcześnie w wiekach średnich. Cerkiew prawosławna jest z całego, chrześcijaństwa najbliższa judaizmowi. Zwróćmy uwagę na niektóre momenty charakterystyczne.

    Zacznijmy od sprawy tak formalnie zewnętrznej, jak lokowanie honoru na brodzie. Prawosławni zapatrują się na tę sprawę tak samo, jak Żydzi. Kiedy Bolesław Śmiały zdobył Kijów, a chciał zaznaczyć swe zwierzchnictwo i księcia kijowskiego publicznie upokorzyć, chwycił Izasława za brodę. Za Piotra Wielkiego nic tak nie oburzało bojarów, jak nakaz tańców i golenia brody. Zarost jak największy zdobi dotychczas muzyka i kupca, Żydzi podzielają to zapatrywanie. Kiedy podczas pierwszej wojny powszechnej skrybenci Żydzi wysilali się, żeby wymyślać na Polskę, co się zmieści najgorszego, pewna Żydówka wypisała się, jako żołnierze polscy obcinali na ulicach przechodzącym Życiom szablami brody. Wiadomość ta obiegła prasę obydwóch półkul, budząc grozę co się zowie! Nawiasem mówiąc, nie ma lepszego dowodu na zażydzenie prasy, jak ta bezgraniczna ignorancja co do możliwości dostępnych … dla szabli.
    Zwróćmy uwagę, jako „sorok”, czterdziestka, jest u Rosian liczbą okrągłą; tak samo u Persów i w Starym Testamencie. Z początku przenikało to również do Kościoła zachodniego. Ponieważ na post wielki wypadało dni 36, przydano umyślnie cztery, żeby było 40.

    Losem wybierano arcybiskupów nowogrodzkich jeszcze w XIV wieku. Ten szczególny sposób dochodzenia do dostojeństwa i władzy znany jest Staremu Testamentowi. Saul taką drogą dostąpił królestwa. Zgadza się z żydostwem cała Cerkiew bizantyńska (nie tylko prawosławie wschodniej Słowiańszczyzny) w prawno-prywatnym pojmowaniu domów modlitwy. W islamie i w judaizmie meczet ni bóżnica nie są tym, co my rozumiemy przez „Przybytek Boży”, nie są mieszkaniem Pana. Prawosławie nie z nimi łączy się w tej sprawie, lecz z ogółem chrześcijańskim. Cerkiew jest stanowczo przybytkiem Bożym. Budynek cerkiewny atoli może być prywatną własnością podobnież jak bóżnica. Cerkiew i bóżnicę może sobie założyć każdy i rozporządzać nią dowolnie. Kupcy nowogrodzcy mieli nawet jeszcze w XV wieku cerkiewki przy swoich domach i składach. Nową cerkiew wznosiło się choćby w ciągu jednego dnia, jak to opisują często latopisy.

    Ta sprawa wywodzi się z Bizancjum, z tak zwanego prawa ktetorskiego. Ktetor, po rusku „ktitor”, jest dziedzicznym właścicielem budynku cerkiewnego , wystawionego przez siebie lub swego przodka. Obsadza sam stanowisko duchowne przy tej swojej cerkwi. Gmach cerkiewny jest jego prywatną własnością. Ktitor ma prawo odebrać każdej chwili klucze od parocha (w ogóle od beneficjanta), sprowadzić sobie innego kapłana. Prawo ktitorskie sięgało wszędzie, gdzie sięgała Cerkiew, bez względu na granice państwowe. (Starano się wykupywać prawo ktitorskie od świeckich i w połowie XVII wieku cerkwie były już powszechnie własnością kapłanów).

    W samego ducha społeczeństwa, stanowiąc wiele o jego wartości, wrzyna się atoli pewna zasadnicza sprawa etyczna. Zaznaczono już wyżej, jako Żydzi mogą zwalniać się corocznie generaliter ze zobowiązań. Zapewne nie wszyscy korzystają z tego, ale nie o Żyda chodzi w tej sprawie, lecz o żydostwo; dość na tym, że istnieje tego rodzaju – że tak powiem – zabieg religijny; sakralne zrzucanie z siebie niedotrzymanych zobowiązań, a zatem bezwartościowość wszelkiego zobowiązania. Otóż w kulturze moskiewskiej istnieje zapatrywanie, jako można „zrzec się obowiązku”. Kiedy spotkałem się z tym po raz pierwszy (w Wilnie) u Polaka, który spędził życie od wczesnej młodości między Rosjanami w Petersburgu, oniemiałem ze zdumienia; ale wnet przekonałem się, że niejeden podziela to zapatrywanie, że skoro wolno zrzekać się praw, wolno również „zrzekać się” obowiązków; później doszedłem, że to w świecie prawosławnym przyjęte.

    Prawosławie jest ze stanowiska dogmatyki najbliższe katolicyzmowi, nie będąc zgoła herezją; ale ze stanowiska filozoficzno-religijnego bliższe ono braminizmu, judaizmu, islamu, aniżeli katolicyzmu. Przykładu o znaczeniu zasadniczym dostarcza fakt, że teologia prawosławna jakby współzawodniczyła z judaizmem w uprawianiu nauki o atrybutach. Na Athosie, w tym mateczniku prawosławia powstała nawet na tle rozważania hipostaz (tj. uosobienie przymiotów Boga) doktryna „imlesławców”. Trudno atoli przypuścić, żeby ta doktryna przedostała się na „świętą górę Afonu” z żydostwa; chociaż bowiem w dziejach Cerkwi wpływów żydowskich sporo, w tym jednak wypadku raczej dochodzić należy dróg od azjatyckiego braminizmu (przez pośrednictwo gnozy).

    Z azjatyckim Wschodem, gdyż z gnostycyzmem łączy się Cerkiew także przez szczególne zamiłowanie do Sofii, w która wgłębiają się nawet świeccy filozofowie rosyjscy. Według gnozy owocem zjednoczenia Sofii z prabytem jest właśnie świat, którego zbawienie … staje się dziełem Eona Zbawiciela, czyli Chrystusa. Wielka jest rola Sofii u Sołowiewa; na emigracji zaś odznaczył się kierunek sofijański. Żydowska filozofia religijna, również oparta głównie na studium „atrybutów”, podobnież szuka rozwiązania najwyższych zagadnień w roztrząsaniu Sofii (o czym bliżej w rozdziale XXIV). Pośrednikiem jest oczywiście neoplatonizm; wszakżeż Plotinos był odroślą gnozy.

    Jeszcze mocniej zahacza o judaizm poczucie gromadności i pewne wynikające z tego właściwości. Zachodzi tu szczególna bliskość, z której obie strony zdają sobie dokładnie sprawę: Nagorzej z całego golusa byli Żydzi traktowani w Rosji, a jednak tylko tam przejmowali się poczuciem zjednoczenia; dochodzili aż do patriotyzmu rosyjskiego. Kiedy wybitny beletrysta żydowski obsypuje pochwałami pewien typ niewieści Żydówki, która „nie jest przeciętną niewiastą, ale za to jest niezmiernie ciekawym i gorąco czującym człowiekiem”; dodaje do tej charakterystyki te słowa: „o prawdziwie rosyjskiej uczuciowości”.

    Skądżeż ta uczuciowa dobrowolna rusyfikacja? Wyjaśnia sprawę w znacznej mierze ten sam autor: „Wielkie podobieństwo między narodem rosyjskim a żydowskim tkwi w potrzebie życia gromadnego i w poczuciu łączności społecznej. Z rosyjskich autorów wytłumaczy nam to najdokładniej Bierdajew. Jak wypada na umysłowość, której korzenie (odwiecznie) tkwią w gnostycyzmie, Bierdajew lubuje się w apokaliptyczności. Dla niego cała historia powszechna stanowi „spełnienie Apokalipsy”. Twierdził, jako historiozofia rosyjska jest apokaliptyczną, a szczyty filozofii rosyjskiej zwrócone były zawsze ku Apokalipsie, od Czadajewa i Słowianofilów do Włodzimierza Sołowiewa. I religia rosyjska, której istota metafizyczna polega na obaleniu humanizmu, wiedzie tym samym do „tematu apokaliptycznego”. Filozofia chrześcijaństwa jest dla niego apokaliptyczna. W Apokalipsie są symbole tajników historycznych. Dla Bierdajewa historia ma sens o tyle tylko, o ile zmierza ku końcowi, a w Apokalipsie znajduje proroctwa o wykończeniu historii. Nietrudno zrozumieć, że Bierdajew przyjmuje teorię cywilizacji a kultur Spenglera, który kończy swe dzieło zapowiedzią nowego chrześcijaństwa według Dostojewskiego. Bierdajew kładzie nacisk na „genialne objawienie Dostojewskiego”. Rosja jest teraz „na pokucie”, lecz potem zajmie się „transfiguracją religijną”. Podziela powszechne w Rosji mniemanie, jako Zachód jest zgniły. Trudniej zrozumieć, jak u Bierdajewa łączy się apokaliptyczność z biologizmem historycznym, który nie tylko przejął od zgniłego Zachodu, lecz doprowadza do przesady, pojmując biologicznie nawet wszelki ruch myśli. Czyż to nie przypomina tezy Saadija, że ciałem jest wszystko, cokolwiek zdatne jest do zróżniczkowania? Bierdajew wierzy też mocno w „postęp”, którego nie należy łączyć „z utopią raju ziemskiego”, lecz który polega na niszczeniu przeszłości przez przyszłość. Dochodzimy do syntezy Bierdajewa: oto zadanie historii byłoby nierozwiązalnym bez samowiedzy religijnej żydostwa (ohne die religiöse Selbstbestimmung des Judentums ist die Aufgabe der Weltgeschichte unlösbar). Historia poczęta jest w łonie absolutu, a Żydzi jej osią. Znaczenie żydostwa w historii jest centralnym. Bez nich chrześcijaństwo byłoby niemożliwe, a zatem również cała historia chrześcijaństwa .

    Nie ma tu nic do rzeczy, że Żydzi późno doszli do pojęcia nieśmiertelności duszy, czego nie ma ani u proroków. Z tego Bierdajew zdaje sobie sprawę, lecz mimo to przyznaje Żydom naczelne miejsce, albowiem aryjskość jest indywidualna, a żydostwo kollektywne. To samo, co stwierdził Asz: podobieństwo w gromadności. Naczelne miejsce w historii będą jednak Żydzi musieli podzielić z Rosjanami, skoro transfiguracja religijna wyjdzie mimo wszystko nie od Żydów, lecz Rosjan. Wiemy, że Żydzi nie pragną nas bynajmniej nawracać, a o kierunek tej rosyjskiej transfiguracji (jak dotychczas) nie troszczą się. Dostojewski im do niczego nie potrzebny. Rozwojowi myśli rosyjskiej (jeżeli dać wiarę Bierdajewowi) niezbędnym atoli będzie żydostwo, skoro stanowi oś i centrum historii. A zatem wyczekiwane chrześcijaństwo Dostojewskiego” będzie musiało być oparte na podłożu żydowskim. Zwróćmy jeszcze raz uwagę na tezę Bierdajewa, jako postęp polega na niszczeniu przeszłości przez przyszłość. Trzeba nie posiadać w sobie ni krzty historyzmu, żeby móc powiedzieć coś takiego. Bo też co do braku historyzmu, umysłowości rosyjska i żydowska są sobie równe.Dziwnie splatają się w dziejach cywilizacji Niemcy, Rosjanie i Żydzi. Nie brak atoli splotów nie w Europie zachodniej.

  12. JO said

    ad.11. Konecznego wywod potwierdza genealogia genetyczna, ktora wskazuje, ze Chazarami sa potomkowie slowian w wielkiej ilosci.

  13. Re 5 RomanK – Pański ciekawy tekst jest jak klamra spinająca całą tą dyskusję i – niezależnie od ilości przykładów hajdamackiego czy banderowskiego okrucieństwa, z jakimi jeszcze będziemy mieli okazję się tu zapoznać – potwierdza to, co powiedział zacytowany tu na początku (pod pierwszą częścią „O ruchach hajdamackich”) prof. Wielomski:

    „UKRAIŃCY MIELI POWODY, BY NAS NIENAWIDZIĆ

    Rozmowa z prof. Adamem Wielomskim na temat “polityki historycznej”, czyli o manipulacji historią przez polityków

    (…) Niestety, polityka historyczna nie skłania do refleksji, a jedynie do bezwolnego powtarzania banałów. Czym częściej się je powtarza, tym szerzej są akceptowane. To jak z reklamami proszków do prania.

    – – Dlaczego bezkrytycznie je „kupujemy”?

    – Nie oczekujmy, że przeciętny człowiek będzie zajmował się badaniami źródłowymi, czy choćby lekturą fachowych opracowań, szczególnie że w zastraszającym tempie w Polsce zanika zdolność czytania ze zrozumieniem, co widać także wśród studentów! I na tym właśnie, na niechęci do czytania i braku rzetelnej wiedzy, wspiera się “polityka historyczna”.
    Poza wąską grupą naszych rodaków – specjalistów w jakichś dziedzinach – ogół społeczeństwa nie zna się na niczym, a jego postrzeganie świata kształtują media i szkoła. Powszechna niewiedza pozwala politykom skutecznie posługiwać się „pokolorowaną”, tendencyjną wersją naszych dziejów jako metodą budowania swej pozycji i legitymizowania dążenia do władzy, ponieważ przedstawiają się jako spadkobiercy wykreowanych sztucznie tradycji politycznych.
    (…)
    – – Ukraińcy też mają swoich „żołnierzy wyklętych” – kombatantów UPA. Czynione im honory słusznie oburzają Polaków?

    – Ukraińcy mieli powody, by nas nienawidzić i mieli swoje racje, aby dążyć do swego niezależnego państwa, jak myśmy dążyli do swojego…

    – – Jednak dominuje myślenie: żołnierz UPA – bandyta…

    – … a oni za takich mają naszych żołnierzy (choćby za akcję „Wisła”). Nie uważam aby takie stereotypy historyczne były czymś złym. Niechęć do “obcych” jest konieczna do kształtowania naszej tożsamości, rozumianej jako “nie-oni”. To jest zdrowe i konieczne, o ile nie przekracza cywilizowanych norm i nie przemienia się w złowieszczą nienawiść zachęcającą do nowych rzezi.
    Mało kto wie, że sławione w naszym hymnie Legiony Dąbrowskiego we włoskiej historiografii są przedstawiane jako formacja gwałcicieli i rabusiów. Każdy naród ma prawo do subiektywnego spojrzenie na własną historię. Uznajemy nasze prawo do tego, uznajmy prawo wszystkich innych.
    (…)
    – – W jaki sposób „polityka historyczna” przekłada się na życie społeczne?

    – Jeśli ośrodkowi władzy uda się uformować jedną „politykę historyczną”, to doprowadzi to do uspokojenia nastrojów, bo społeczeństwo będzie wyznawało wspólną wizję historii wiążącą się z pewnymi wartościami. Jeśli jednak – z czym mamy do czynienia dziś – jest kilka przeciwstawnych sobie „polityk”, to mamy do czynienia z „wojną na historię”, która stanowi przedłużenie totalnej wojny politycznej. Póki ta sterowana polaryzacja będzie skutecznym narzędziem pozyskiwania wyborców, póty wojna będzie trwała. Trumny i nagrobki są znakomitą amunicją polityczną.”

    Źródło: http://prawica.net/29437 (21.03.2012)

  14. Marucha said

    Re 13:
    Porównanie ekstremalnego zwyrodnienia i bandytyzmu „żołnierzy” UPA z przeprowadzoną całkiem humanitarnie samoobronną akcją „Wisła”, totalnie kompromituje poglądy prof. Wielomskiego w tym temacie.

  15. RomanK said

    TU artykol ciekawego czlowieka, Amerykanin-a ktory kochal Polske..Zapocztkowal nim caly cykl na temat..i zdazyl go skonczyc ..smierc przerwala mu watek..zostalo mi to co napisal…bo to co pisal podsylal mi do ceny,,czesto tlumaczylem jego texty,,,mowie o Stojgniewie O’Donell autorze ksiazki MOja Polska.
    Ciekawe jest to- ze pisze to czlowiek ,ktory byl jakby neuralny bez emocji jakie moga nas poruszac wokol tematow, a zarazem o ogronej sympatii dla obydwoch narodow zreszta ocencie sami, czasami widzial rzeczy mktorych my sami nie dostrzegamy.,.,text jest angielski,,ale to chyba nei jest porzeszkoda dla wielu..

    Friday, June 23, 2006
    Ukraine and Poland to Unite???
    Pope Benedict XVI has just concluded a visit to Poland, where he exhorted Poles to spread their Christian faith throughout the world. Poland these days is one of those epicenters of world history, along with Palestine and China, where future history is being shaped. In contrast with Poland, we observe nations such as America, Germany, and France, the rotting carcasses of history.
    Recent history verifies the vision of German philosopher Johann Gottfried Herder (1744-1803), who viewed nations as collectives of individuals united by language, history, and culture. Herder predicted that Europe’s future would be determined by Slavs. Europe is dying, having rejected the Christian faith upon which its history was built. The future of Europe belongs to a new superpower, the union of Poland and Ukraine.

    In early May of this year the presidents of Ukraine and Poland met in a Polish village to commemorate the slaughter of Poles and Ukrainians during and after the Second World War, when waves of ethnic cleansing resulted in mass murders of ethnic Poles and Ukrainians. The history of Polish-Ukrainian relations in the twentieth century is complicated, and each side might seem justified in maintaining its national antagonism. Yet the recent efforts to reconcile Ukrainians and Poles are encouraging, in that each side has pledged to forget past conflicts and to work towards reconciliation.

    Poles have been distinguished by their often naive idealism. An example is seen with Polish King Jan Sobieski, who dashed to Vienna with his army in 1683 to defeat the Turks, thus saving Europe from a Turkish onslaught. A century later Austria participated in the partition of Poland, which resulted in the demise of Poland as a political state. In view of subsequent Polish history, Poles could hardly praise Sobieski’s idealism and sacrifices for Vienna. Yet idealism, however impractical, is the virtue of the Poles, evident in their staunch Catholicism. Drowning today in a sea of consumerism, materialism and relativism, Europe knows no idealism.

    The idea of nationalism is not much compatible with a ‚union of nations,’ though that is, in fact, what Poland achieved in uniting with Lithuania in the sixteenth century. And now Poland and Ukraine are poised to unite as ‚brother nations,’ as the presidents of each nation have addressed each other recently on several occasions.

    The virtue of the Ukrainians is their fervent Eastern Christianity, combined with a deep attachment to their native folk culture. It is Europe’s Center and East, Poland and Ukraine, areas spared the glut of materialistic modernity, which will ultimately save Europe, though this event represents one of the bizarre twists of history. As Western Europe dies, a new ‚primitive,’ folkish strength emerges from Central and Eastern Europe.

    The possible union of Ukraine and Poland will mean the unification and reconciliation of two Slav nations of similar language, history, culture, and religious sensibility. Such a union would also mark the reconciliation of Western and Eastern Christianity. Ukraine will become the center of a Ukrainian patriarchate which unifies the Orthodox and Greek Catholics and is in communion with both the Pope of Rome and the Orthodox Patriarch of Constantinople. The declaration of that union will be a time of rejoicing and the anticipation of the endtimes.

    I am always struck in Poland or in Ukraine by the absence of qualities found in the other country. The Union of Ukraine and Poland will represent a type of utopia on earth for those inclined to the Christian gospel. The Union of Poland and Ukraine will initiate a new stage of world history.

    The centers of power are shifting in the world. China emerges as a new, potentially dangerous power as America, Germany, and France are reduced to Third World Status. Russia and Iran are dominated by reactionary regimes, which are, however, rightly opposed to the evil of the Israeli-American alliance. The center of world conflicts remains Palestine, where a racist, ethnocentric state persecutes the autochthonous population. In Europe, the center of political focus shifts eastward, as a powerful Christian nation will emerge in a new union of Poland and Ukraine.

    Stojgniev O’Donnell
    Vosnesinnja Hospodne 2006

  16. RomanK said

    Polecam tez ciekawa dyskusje jaka toczylismy na Jednodniowce na ten sam temat,,tak mis ie przyponialo bo i tam cytowalem artykol Stojgnieva…
    Panie Polski, Blog ru….niech pan poczyta te wypowiedzi ciekawej i grupy ludzi skupionej
    wokol Jednodniowki pana A, Smiecha narodowej intelektualneh grupy z Lodzi..

  17. RomanK said

    http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=62..przpraszam ,,tu link

  18. Re 14 Marucha – nie ma Pan racji. Wielomski nie dokonuje porównania stopnia okrucieństwa Polaków i Ukraińców, lecz stwierdza fakt, że Ukraińcy, tak samo jak inne narody, mają prawo do własnej, także negatywnej oceny działań naszych żołnierzy, a także stwierdza inny fakt, że Ukraińcy mieli powody, by nas, Polaków, nienawidzić.

    Mam nadzieję, że za pomocą wklejek lektur o banderowskim okrucieństwie nie zmierza Pan bynajmniej do konkluzji, że Ukraińcy byli gorsi od Niemców, bo wprawdzie zabili wielokrotnie mniej Polaków, ale za to najprymitywniejszymi, znacznie bardziej okrutnymi metodami.

    Dla mnie jednak Niemcy byli największymi okrutnikami na ziemiach polskich (2,35 mln ofiar!), a skoro przebaczyliśmy ich potomkom i jadamy dzisiaj z nimi „z jednej miski” (a w przypadku wielu pracowników – nawet z niemieckiej miski), to nie ma co się dziś licytować z Ukraińcami na stopnie okrucieństwa, tylko trzeba się z nimi pogodzić, i to w taki sposób, by Polacy nie zostali zmuszeni do jadania także z misek ukraińskich, zamiast własnych.

Sorry, the comment form is closed at this time.