Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Józef Bizoń o Powstanie nowa formacja, po to…
    Boydar o Jak długo „Zachód” będzie mógł…
    errorous o Jak wymyślono naród żydowski?…
    errorous o Jak wymyślono naród żydowski?…
    kontra o Wolne tematy (83 – …
    kontra o Wolne tematy (83 – …
    Boydar o Wolne tematy (83 – …
    kontra o Wolne tematy (83 – …
    errorous o Jak wymyślono naród żydowski?…
    kontra o Wolne tematy (83 – …
    Boydar o Jak wymyślono naród żydowski?…
    kontra o Wolne tematy (83 – …
    Emilian58 o Jak długo „Zachód” będzie mógł…
    kontra o Wolne tematy (83 – …
    Emilian58 o Powstanie nowa formacja, po to…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 626 obserwujących.

Polacy grekokatolicy

Posted by Marucha w dniu 2012-04-18 (Środa)

Nadesłał p. PiotrX.

Fragment książki Edwarda Prusa “Hulajpole – burzliwe dzieje kresów ukrainnych”

Uroczysta intronizacja Kyr Andreja we lwowskiej archikatedrze pod wezwaniem św. Jura odbyła się 17 stycznia 1901 r. Szeptycki był Polakiem z ojca i matki – córki Aleksandra Maksymiliana Fredry, ale już wojującym Rusinem z wyboru, a następnie zdeklarowanym Ukraińcem. Jednak w chwili szczerości do swojej kuzynki Zofii Szembek mówił:

Kocham Polskę, dzieje Polski, literaturę polską, ale mowa ludu, wśród którego wzrosłem, stała się moją mową, pieśń jego stała się moją pieśnią. Jestem jak św. Paweł, który był Żydem jak Żyd, a Grekiem jak Grek, dla wszystkich stał się wszystkim, aby wszystkich zbawił.

Innego nieco zdania o władyce świętojurskim był ks. Nikodem Cieszyński, który w „Rocznikach Katolickich” 1938 r. pisał:

Stanowi on (Szeptycki) zagadkę psychologiczną, choć zaciekły z niego Ukrainiec, acz pochodzenia z polskich rodziców. Arcyzawiła jest sprawa metropolity. Już jego pochodzenie budzi kamień obrazy, i że syn Fredrówny może być patriotycznym Rusinem.

„Patriotyczny Rusin” tylko raz przypomniał sobie o Polakach-grekokatolikach, a było to w 1904 r. w liście, i wiele im wtedy obiecał, obietnic nie dotrzymał, słowo hrabiowskie złamał – więcej – zaczął on brutalnie szkodzić tej grupie wyznaniowej i dążyć, nawet bezwzględnie, do jej likwidacji.

Być może, iż ów list był odruchem jako swoista odpowiedź na głośne, międzynarodowe wydarzenie, które miało miejsce w 1903 r. Tym wydarzeniem była eksluzywa, to znaczy zwyczajowo uznawany przez Kościół katolicki sprzeciw monarchy – cesarza katolickiego. Łączyła się ona ze sprawami polskimi, a odnosiła się do kardynała Mariano Rampolliego di Tindaro, który przy końcu pontyfikatu Leona XIII był papieskim sekretarzem stanu. Później się okazało, że kardynał ów był masonem, i to bardzo wysokiego stopnia, oraz należał do Zakonu Świątyni Wschodu (Il ordre du Tempie d’Orient), uważanego za jedną z najważniejszych instytucji masońskich infiltrujących Kościół. Za namową sprzymierzonej z Rosją Francji usiłował on wprowadzić język rosyjski w metropolii mohylewskiej, obejmującej cały obszar byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Istniało wówczas przekonanie, że Rampolli przy pomocy kardynałów francuskich zdobędzie papieską tiarę.

W obawie, że taki papież swoim rusofilskim nastawieniem może zaszkodzić interesom polskim na tych ziemiach, hr. L. Plater w imieniu polskich katolików Witebszczyzny zwrócił się do krakowskiego metropolity, kardynała Jana Puzyny o wszczęcie kroków w celu niedopuszczenia do wyboru Rampolliego na papieża. Puzyna razem z Agenorem Gołuchowskim, ministrem spraw zagranicznych Austrii, przekonał cesarza Franciszka Józefa o celowości takiej decyzji. Sprzeciw cesarski Puzyna zawiózł do Rzymu, który w czasie konklawe został przez kardynałów uznany. Dzięki temu nie zasiadł na Stolicy Piotrowej Rampolii, mający wcześniej zapewnioną większość głosów, lecz Giuseppe Sarto, patriarcha Wenecji, który przybrał imię Piusa X.

Szeptycki, jak się zdaje, wystraszył się wielkiej aktywności Polaków na arenie międzynarodowej i wpływów, które wywierali na cesarza, wolał więc, póki co, żyć z nimi w zgodzie – i sobie ich zjednać, postanowił nagłośnić sprawę Polaków-grekokatolików. Oto w jakich okolicznościach zrodził się jego list pasterski do Polaków grekokatolików. Stało się to także w czasie ich ruszenia na Chełmszczyźnie, a których także pewien odsetek (w 1913 r. 13% wiernych Cerkwi greckokatolickiej) znajdował się w Galicji. W liście swym pisał, że choć sam jest biskupem-Rusinem, to także jest arcypasterzem Polaków grekokatolików, którego nie można podejrzewać o brak „życzliwości i miłości dla polskiego narodu”. Metropolita podkreślał, że szanuje ich polskie przekonania i nie ma najmniejszego zamiaru narzucać Polakom-grekokatolikom „patriotyzmu ruskiego”. W liście zatem czytamy:

Od dawna pragnąłem odezwać się do Was osobnym pasterskim listem napisanym w języku polskim […] Absorbujące obowiązki urzędu wstrzymały mnie dotąd od wykonania tego postanowienia. Dłużej jednak nie mogę już milczeć: zanadto mnie męczy myśl, że są między tymi, nad którymi mam obowiązek pracować, wierni, którzy mogliby uważać się za opuszczonych od swej władzy duchowej, gdyby ich biskup nigdy nie przemówił do nich w mowie. Zanadto dobrze rozumiem niebezpieczeństwo takiego położenia, niebezpieczeństwo tym większe, im łatwiej swego biskupa Rusina mogliby podejrzewać, chociażby niesłusznej, o brak życzliwości i miłości dla polskiego narodu […] Biskup nie może w pracy apostolskiej mieszać Chrystusowej Ewangelii z ludzkimi chociażby najlepszymi, zadaniami politycznymi albo narodowymi […] Ja tego pragnę i tego od kapłanów moich diecezyj domagam się, by zawsze wszystkie Wasze potrzeby duchowe były zaspokojone – by w nauce, spowiedziach do Was w mowie zastosowali się, nie żądając od Was, byście się ruskiego języka uczyli, by ich rozumieć […] W waszych przekonaniach patriotycznych mogę Was tylko utwierdzić, o ile ten patriotyzm jest chrześcijańską miłością ojczyzny i z miłości Boga i bliźniego pochodzi. Chrześcijanin bowiem obowiązany jest miłować ojczyznę i dbać o dobro swego narodu […]

A zatem istnienie Polaków grekokatolików to fakt.

W łonie Kościoła Unijnego znalazły się wszystkie elementy ludności kraju [zauważa Tadeusz Jagmin]. W patriotycznych porywach końca XVIII w. i pierwszej połowy XIX w. budzący się ruch ruski zaczął stopniowo wyciskać swe piętno na charakterze, a nawet na organizacji tego kościoła. Tym niemniej aż do wielkiej wojny, a formalnie do 1918 r. prawa ludności polskiej w kościele greckokatolickim w mniejszym stopniu były przestrzegane [T. Jagmin, Polacy grekokatolicy na Ziemi Czerwieńskiej, Lwów 1939].

W sposób szczególnie wybitny zjawisko grekokatolików-Polaków zaznaczyło się, powtórzmy, w zaborze austriackim. We Lwowie i poza Lwowem mieliśmy sporo Polaków-grekokatolików, którzy w rodzinach używali języka polskiego i uważali się za Polaków. Byli to zwłaszcza członkowie inteligencji. Nawet wódz naczelny Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, gen. Myron Tarnawski z rodziną rozmawiał wyłącznie po polsku. Wedle austriackiego spisu ludności z 1900 r. we Lwowie mieszkało 29 327 grekokatolików, ale tylko 15 159 Rusinów. Wynika z tego, że 14 168 to Polacy-grekokatolicy. (Katolików obrządku łacińskiego było w mieście 82 597, Polaków 120 634 – część z nich to deklarujący swą polskość Żydzi i Niemcy). Procent Polaków-grekokatolików na terenach trzech województw południowo-wschodnich (lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie) wynosił:

w 1910 r. – 2,3% ogółu ludności
w 1921 r. – 5,7% ogółu ludności
w 1931 r. – 6,9% ogółu ludności.

Wyprzedzając nieco czas ze względu na dane statystyczne, bo tylko takimi, późniejszymi dysponujemy, informujemy, że według spisu powszechnego z 1931 r. Polacy grekokatolicy stanowili 13% wiernych Cerkwi unickiej na obszarze wymienionych wyżej trzech województw, reprezentując masę 430 000 ludzi, tj. 6,9% ogółu ludności Małopolski Wschodniej (Galicji za Austrii). Z powyższej liczby 74 000 (17%) mieszkało w miastach, a 356 000 (83%) na wsi. Najwięcej Polaków grekokatolików mieszkało w Tarnopolu – 3 950 (11,1%) i Jarosławiu – 2 450 (11,1%). Sporo Polaków grekokatolików zamieszkiwało łańcuch wsi nad Sanem w Ziemi Przemyskiej i Jarosławskiej.

Nie kwestionowali tego faktu także i Ukraińcy [zauważa Jędrzej Giertych]. Na kilka lat przed wojną odwiedziłem muzeum ukraińskie we Lwowie i widziałem tam mapę etnograficzną, zajmującą całą ścianę, na której było to uwidocznione. Mapa ta, narysowana ręcznie, pokazywała każdą wieś w formie kółeczka, w którym oznaczone były wycinkami poszczególne grupy etniczne. Grekokatolicy mowy polskiej oznaczeni byli odrębnym kolorem. Widać było na tej mapie jak na dłoni, że długi łańcuch tych wsi miał ludność prawie czysto polsko-greckokatolicką [Komunikaty Towarzystwa im. Romana Dmowskiego, t. II, cz. l, Londyn 1979/80].

Zresztą grupa Polaków grekokatolików jako grupa językowa często odznaczająca się wyraźnym polskim poczuciem narodowym [zauważa Alfons Krysiński] daje się z łatwością wykryć […] Czyż nie są Polakami np. rzekomi „Rusini” w greckokatolickich parafiach na zachód od Sanu, skoro nawet duchowieństwo greckokatolickie zmuszone jest tam wygłaszać kazania w języku polskim? A czyż mowa potoczna bardzo wielu „Rusinów” w szerokim pasie mieszanym po obu stronach Sanu w powiecie jarosławskim, brzozowskim, przemyskim i sanockim jest inna niż polska? [..,] Być może, że wielu spośród opisowej grupy Polaków grekokatolików posiada dotąd z polskością związek tylko potencjalny, pozbawiony cech aktywności narodowej, czyż jednak w większym stopniu Ukraińcami są ci Rusini, którzy wszelkiej łączności z ukrainizmem stanowczo wypierają się? Narodowości na Ziemi Czerwieńskiej znajdują się w stanie płynnym i właśnie w takim stadium znajdują się w Małopolsce zarówno Polacy grekokatolicy, jak i grupy „ruskie”, pomiędzy którymi odbywają się stałe fluktuacje, przeważnie jednak, i to ze zrozumiałych powodów, w kierunku stosunku do polskości dośrodkowym [A. Krysiński, Ludność ukraińska (ruska) w Polsce w świetle spisu 1931 r., Warszawa 1938].

Na całym obszarze ziem kresowych, które po pierwszej wojnie światowej weszły w skład II Rzeczypospolitej, mieszkali jeszcze Polacy wyznający prawosławie. Ogólną liczbę Polaków należących do dwóch wyznań wschodnich, statystycy i demografowie polscy szacowali na ok. 680 000 osób, w tym ok. 480 000 Polaków grekokatolików i ok. 200 000 Polaków prawosławnych. Pośród nich żyła jeszcze inna grupa wyznaniowa, mianowicie Rusini „łacińscy”, będąca przeciwieństwem grupy Polaków grekokatolików. Przyczyny tego zjawiska szukać należy we wspólnocie wyznaniowej na terenie galicyjskim Polaków i Rusinów czy Ukraińców, różniących się tam tylko obrządkiem, co ułatwiało między obydwoma narodowościami związki krwi. Takie zaś związki – bardzo liczne tam małżeństwa mieszane wraz z kanonicznie zawarowanym zachowaniem różnicy obrządku u potomstwa, wychowanego w wielu wypadkach we wspólnym duchu narodowym – musiały doprowadzić do ukształtowania się zarówno grupy Polaków grekokatolików, jak i grupy „łacinników”. Bardzo ważne spostrzeżenie spotykamy u cytowanego już A. Krysińskicgo:

Rozmieszczenie terytorialne obu wielkich wyznań wśród Ukraińców w Polsce jest bardzo charakterystyczne. Oto prawie wszyscy grekokatolicy mieszkają na obszarze byłego zaboru austriackiego, zaś prawie wszyscy prawosławni na obszarze byłego zaboru rosyjskiego.

I ważniejszego jeszcze spostrzeżenia dokonano w dobie międzywojennej, a dotyczyło rezultatu historycznej zaszłości:

Rozgraniczenie to, będące jednym z najbardziej jaskrawych pozostałości wszechwładnej niegdyś w całej Europie, a na tym terenie aktualnej jeszcze w XIX w. zasady „cuius regio, eius religio”, stworzyło tu, na niezróżnicowanym wyznaniowe jeszcze przed 100 laty obszarze [chodzi o tzw. kordon sokalski – E.P.], granicę wyznaniową tak ostro zarysowaną, że równej pod tym względem nigdzie bodaj w Europie spotkać nie można. Granica ta to słynny „kordon sokalski” na pograniczu Małopolski Wschodniej z jednej strony, a Wołynia i Chełmszczyzny z drugiej […] Granica wyznaniowa, odpowiadająca „kordonowi sokalskiemu”, trwa więc nienaruszenie na całej swej rozciągłości i, dodajmy, zachowuje się bardzo opornie wobec wszelkich prób jej sforsowania przez jedną lub drugą stronę, dążącą do rewindykacji „utraconych” dusz. W istocie sukcesy obustronnej propagandy są, jak dotąd, więcej niż skromne. Po jednej stronie kilkanaście tysięcy neoprawosławnych, przeważnie Łemków, pragnących w ten sposób wyodrębnić się z narodowo ukraińskiej Cerkwi greckokatolickiej [tamże].

Problem ujęliśmy całościowo z dużym wyprzedzeniem czasu, ale inaczej stałby się on do końca niezrozumiały. Tę samą metodę zastosujemy względem Polaków grekokatolików, to znaczy wyjaśnimy ją do końca – a koniec ten był bardzo smutny.

List pasterski metropolity Szeptyckiego do Polaków-grekokatolików opublikowany w 1904 r. był pierwszym i ostatnim listem tego rodzaju, a do tego jeszcze napisanym po polsku. Od tego czasu obserwować będziemy metamorfozę Cerkwi greckokatolickiej, postępującą powoli – aż do 21 lutego 1918 r. Stało się to w czasie, gdy traktat brzeski, nazwany wówczas przez Polaków „czwartym rozbiorem Polski”, przyznawał Ukraińskiej Republice Ludowej pokaźne połacie rdzennie etnicznych polskich ziem. Wtedy właśnie, gdy żałoba zawitała do polskich serc, z wysokości wzgórza św. Jura padły twarde słowa na głowy Polaków grekokatolików. Wydarzeniem tym był wspólny list pasterski biskupów unickich. W liście tym m.in. określone zostały zadania Cerkwi greckokatolickiej jako narodowego kościoła ukraińskiego, a równocześnie wypowiedziana została bezwzględna walka innym narodowościom w łonie Cerkwi greckokatolickiej. Biskupi orzekli, że jeżeli ktoś jest grekokatolikiem – to automatycznie musi być Ukraińcem – a już bezwzględnie musi nim być duchowny unicki:

Musimy żądać od całego duchowieństwa jednej pracy i jednego ducha [głosili władycy]. Duchowni, którzy by mieli inne przekonania narodowe aniżeli nasz naród, w sumieniu swym obowiązani są stosować się w całej zewnętrznej robocie do całego ogółu, swoich osobistych przekonań muszą w pracy zaniechać […] My takiej pracy żądaliśmy od każdego [,..] któremu powierzylibyśmy duszpasterstwo nad narodem ukraińskim, my nie moglibyśmy pozwolić na jakąkolwiek agitację polityczną czy narodową – sprzeczną z poczuciem narodowym ukraińskiego narodu […]

List ten stał się także załącznikiem do formularza-deklaracji, którą duchowny greckokatolicki zobowiązany został kanonicznym posłuchem podpisać. Deklaracja kończyła się następująco:

Będąc zgodnym z katolicką Cerkwią, że wspólny list pasterski jest dla duchownych i wiernych głosem św. Cerkwi […] pamiętając o złożonej św. przysiędze przy wyświęceniu […] niniejszym oświadczam i to moje dobrowolne oświadczenie potwierdzam moim kapłańskim słowem, że wyżej przytoczone zasady […] uważam za swoje, godząc się z nimi bez zastrzeżeń. Powyższe moje zobowiązanie rozciągam również z całą świadomością na moje najbliższe otoczenie, za które ja zwykłym porządkiem rzeczy ponoszę odpowiedzialność, i na moich domowników, z których nikt pod moją osobistą odpowiedzialnością nie może pod żadnym pozorem odmiennie postępować. Na wypadek, gdybym kiedykolwiek nie dotrzymał tego mojego zobowiązania […] poddaję się bez zastrzeżeń i bez żadnych kanonicznych formalności […] karom cerkiewnym w miarę mojego przewinienia i osądu jego świątobliwości biskupa ordynariusza – a niniejszą deklarację uważam i przyjmuję jako pierwsze kanoniczne upomnienie.

Ta niesłychana w swej treści i formie deklaracja [zauważa Tadeusz Jagmin] tchnąca duchem wschodniego niewolnictwa, stała się odtąd podwaliną wychowania i dyscypliny kleru greckokatolickiego. Zamknięty został dostęp do seminariów greckokatolickich dla młodzieży polskiej i ruskiej. Zaczęła się prawdziwa martyrologia duchowieństwa polskiego i ruskiego […] W jaki bowiem sposób duchowny greckokatolicki mógł zabronić wyznawać swoje poglądy narodowe najbliższemu otoczeniu i domownikom? Równocześnie z Cerkwi greckokatolickiej znikneły kazania, a ze szkół nauka religii w języku polskim […] W niepodległym Państwie Polskim już nie ma kazań i religii greckokatolickiej w języku polskim dla polskiej ludności, a Polak nie ma wstępu do seminarium greckokatolickiego bez wyrzeczenia się swej narodowości. Obrządek greckokatolicki już przestał nazywać się katolickim, a Polak grekokatolik wyznanie swoje musi nazywać rusińskim.

Ostatnie stwierdzenie odnosi się do konkordatu, który takim mianem obrządek greckokatolicki określał. Od 1818 r. aż do czasu mordów UPA trwała zażarta kampania niszczenia polskiego grekokatolicyzmu, co wiązało się z pełną ukrainizacją tego obrządku. Najnieszczęśliwsi w tej nagonce byli duchowni starszego pokolenia, a nadto obarczeni liczną rodziną. Przechodzili oni istną gehennę. Sypał się na nich grad kar i restrykcji, pędzono ich z miejsca na miejsce, żeby nigdzie nie mogli się zagospodarować i nie mieli możliwości kształcenia dzieci. Zamiast młodych księży o polskim nastrojeniu (których zresztą nie było, bo Polaków przestano przyjmować do seminariów greckokatolickich), kara nasyłała im „opiekunów”, których zadaniem było nadzorowanie prawomyślności, donosić do władz cerkiewnych, zabierać dochody.

Przykładem tej niedoli duchowieństwa polskiego grekokatolicyzmu stała się głośna sprawa o. Jana Stojałowskiego ze wsi Jawora należącej do diecezji przemyskiej. Ks. Stojałowski był wówczas 82-letnim starcem, złożonym chorobą, obarczonym liczną rodziną pozostającą na jego utrzymaniu. Był on bratem ks. Stanisława Stojałowskiego zmarłego w 1911 r,, który był słynnym twórcą polskiego ruchu ludowego w Małopolsce. Nasłany ukraiński opiekun ks. Stojałowskiego nie dopuszczał go do żadnych funkcji, natomiast zabierał wszystkie dochody. Ks. Stojałowski stojąc z rodziną w obliczu śmierci głodowej, zmuszony był zwrócić się do Prezydenta Rzeczypospolitej z prośbą o przyznanie mu w drodze łaski zaopatrzenia. Także 3.02.1939 r. ppłk J. Szechowski w imieniu szefa Departamentu Dowodzenia Ogólnego Ministerstwa Spraw Wojskowych zwrócił się do dyr. Departamentu Wyznań w MWRiOP o przyznanie ks. Stojałowskiemu, „człowiekowi arystokratycznego pochodzenia, zaopatrzenia emerytalnego”, motywując tym, że ks. Stojałowski prowadzi akcje polonizacyjną, a duchowni, obserwując jego działalność z polecenia kurii greckokatolickiej w Przemyślu, dowodzili, że „jest raczej księdzem polskim niż ruskim i że działa na szkodę narodu ukraińskiego”. Spowodowało to represje materialne ze strony greckokatolickiej kurii biskupiej. W ten sposób w wykonaniu listu pasterskiego z 22.02.1918 r. likwidowani byli konsekwentnie duchowni Polacy i Rusini, którzy nie chcieli być Ukraińcami.

Ten stan rzeczy spowodował wreszcie, że grupa greckokatolickiej inteligencji polskiej na czele z prof. J. Stupnickim, prof. M. Mazanowskim, M. Unickim, W. Sawulukiem i M. Pasławskim zainicjowała wydawanie w Krakowie pisma „Greko-Katolik”. Pismo postawiło sobie za cel obronę interesów polskich wyznawców kościoła greckokatolickiego. Głośny stał się apel wystosowany do biskupów greckokatolickich w marcu 1937 r. przez grupę inteligencji skupionej w redakcji „Greko-Katolika”: „Do naszych Najprzewielebniejszych XX Biskupów” oraz „Postulaty Polaków grekokatolików”:

Budzący się w chwili obecnej do życia ruch narodowy wśród Polaków-grekokatolików formułuje swoje postulaty, które kierowane są zarówno do całego społeczeństwa polskiego, do poszczególnych polskich środowisk greckokatolickich, do władz kościelnych jak i również do władz państwowych. […] Szczególnie ciężkie jest położenie Polaków duchownych obrządku greckokatolickiego […] Prześladowani z iście wschodnią perfidią, otoczeni terrorem fizycznym i moralnym, doprowadzeni do nędzy materialnej, tkwią w swej pracy kapłańskiej, wyczekując jasnego promyka lepszej przyszłości. Obwarowani ramami surowej dyscypliny kościelnej […] są dziś tragiczną niemową, która jak wyrzut sumienia narodowego zaciążyła nad polską rzeczywistością na Ziemi Czerwieńskiej. Pod ich adresem wołamy: „Przetrwajcie! Już się zbliża czas, kiedy Naród Wasz nagrodzi dni poniżenia”. Nasze cele wytknięte są przez list pasterski metropolity Andrzeja Szeptyckiego do Polaków obrządku greckokatolickiego z dnia 16 maja 1904 r. Żądamy urzeczywistnienia zawartych tam obietnic i zagwarantowania ich wykonania przez Rząd Polski w porozumieniu ze Stolicą Apostolską. Żądania nasze streszczają się do następujących punktów:

1) Utworzenie polskich parafii greckokatolickich tam, gdzie istnieją większe skupiska Polaków-grekokatolików, a przede wszystkim w miastach Małopolski Wschodniej;

2) Osobne kazania w języku polskim we wszystkich innych parafiach greckokatolickich, w których zamieszkują Polacy-grekokatolicy;

3) Spowiedź, modlitwy i pieśni kościelne dla ludności polskiej w języku polskim;

4) Nauka religii dla dzieci Polaków-grekokatolików w języku polskim;

5) Dopuszczanie Polaków do seminarium greckokatolickiego we Lwowie i utworzenie dla nich osobnych klas;

6) Zaprzestanie kazań politycznych w kościele greckokatolickim i poniżania w nich godności Narodu Polskiego i Państwa. Sianie nienawiści narodowościowej w kościele niezgodne jest bowiem z duchem chrześcijańskim tego kościoła

7) Zaprzestanie prześladowań duchownych greckokatolickich narodowości polskiej, natomiast osadzanie przez nich polskich parafii.

W apelu do biskupów greckokatolickich liderzy polskich grekokatolików pisali:

Nasza greckokatolicka Cerkiew w Polsce zażywa pełni praw. Cieszy się nawet szczególnymi względami […] Cieszymy się niezmiernie, że nasza greckokatolicka Cerkiew – wbrew temu, co się dzieje w innych sąsiednich państwach – ma u nas pełne warunki i możliwości rozwoju. Te dobrodziejstwa ze strony Państwa Polskiego w pełni uznajemy i czujemy głęboką wdzięczność dla naszej drogiej Ojczyzny i staropolskiej wspaniałomyślności. Ale równocześnie my, grekokatolicy polskiej mowy i polskiej narodowości zdajemy sobie sprawę, że podczas gdy Państwo nasze otacza Cerkiew taką troską i pieczołowitością, to my czujemy się bardzo pokrzywdzeni przez nasze niższe cerkiewne czynniki. Chodzi tu o prawa nie jakiejś drobnej garstki grekokatolików polskiej mowy, ale – zgodnie ze statystyką państwową, aż o pół miliona ludności greckokatolickiej polskiej narodowości. Ta imponująca siła państwowa, a więc polskiej ludności należącej do greckokatolickiej Cerkwi we wszystkich naszych czterech diecezjach, miała nawet za czasów niewoli w Austrii pełnię prawa. Szanowano nasze prawa językowe, mieliśmy bowiem jeszcze w połowie XIX w. polskie kazania i śpiewy oraz wszelkie dodatkowe nabożeństwa w greckokatolickich cerkwiach […] Nasi greckokatoliccy księża zwracali się do nas w naszej, tj. polskiej mowie […] Niestety, te zacne stosunki popsuły się na kilkanaście lat przed wojną. Zaginął typ grekokatolickiego księdza, polskiego patrioty. A zarazem z nim zginęły nasze prawa językowe w naszej własnej Cerkwi. W parafiach, gdzie ludność mówiła po polsku, niektórzy księża wprowadzili na własną rękę bez pytania się o to parafian, a często wbrew woli ludności, kazania i nabożeństwa dodatkowe w niezrozumiałym ukraińskim języku [..,] Wytworzyło to niezadowolenie wiernych mówiących po polsku, tarcia polityczne wśród dotychczas spokojnych parafian, a z zamieszania korzystały tylko żywioły skrajne. Imieniem półmilionowej polskiej grupy grekokatolików diecezji: przemyskiej, lwowskiej, stanisławowskiej, Administracji Apostolskiej Łemkowszczyzny zwracamy się do naszych Najprzewielebniejszych Księży Biskupów, a w pierwszym rzędzie do Jego Ekscelencji Księdza Metropolity, hrabiego Andrzeja Szeptyckiego z gorącą prośbą i petycją o łaskawe polecenie swoim podwładnym księżom proboszczom, by zechcieli stosować się do życzeń swoich parafian polskiej narodowości, by usunęli niezwłocznie nasze narodowe i językowe upośledzenie w Cerkwi […] Jesteśmy głęboko przekonani, że o naszym dotychczasowym pokrzywdzeniu w Cerkwi nie są nasi Najprzewielebniejsi Arcypasterze powiadomieni […] Znamy z wielkoduszności naszych Władyk. W szczególności Ksiądz Metropolita Szeptycki, będąc sam polskiego pochodzenia, zapoczątkował jeszcze przed wojną przyznanie należnych językowych praw Cerkwi […] Apel ten kierujemy z synowskim przywiązaniem i przekonaniem, że zostanie przez naszych Najdostojniejszych Arcypasterzy wysłuchany.

Było to złudzenie, apel Polaków grekokatolików został zignorowany, nie był nawet konsultowany i w ogóle odpowiedź nań nigdy nie nadeszła. Metropolita Szeptycki miał inne kłopoty, właśnie wtedy, wbrew listowi z 21 lutego 1918 r., tworzył we Lwowie grupę Żydów grekokatolików, do których znów pisał bardzo podobnie, jak do Polaków w 1904 r. – i chyba też nie dotrzymałby obietnic.

Tego, czego względem Polaków grekokatolików nie zdołali dokonać duchowni greckokatoliccy, owładnięci skrajnym nacjonalizmem, dokonali sowieci w 1946 r., a dokończyła UPA, mordując zawzięcie Polaków grekokatolików oraz Ukraińców „łacinników” – jednych i drugich uważając za tzw. perewertniów, czyli zaprzańców.

Komentarze 3 do “Polacy grekokatolicy”

  1. Piotrx said

    „Sytuacja w Cerkwi greckokatolickiej w Galicji w latach 1914-1918”

    Florentyna Rzemieniuk

    Fragment książki „Unici polscy 1596-1946″ – Siedlce 1998

    Silne przemieszczenie ludności obu narodowości: polskiej i ruskiej, w Galicji Wschodniej miało ujemny wpływ na utrzymanie stanu posiadania Kościoła łacińskiego, który miał stosunkowo znacznie mniej świątyń niż Cerkiew greckokatolicka. Sama ówczesna rzymskokatolicka archidiecezja lwowska, rozciągająca się na terenie Galicji Wschodniej i Bukowiny. Liczyła 223 parafie, 312 kościołów i 495 księży. W granicach lwowskiej archidiecezji łacińskiej grekokatolicy posiadali dwie diecezje: lwowską i stanisławowską, a w nich 1983 cerkwie, 1184 parafie i 1478 księży. Gęstość zaludnienia Galicji Wschodniej przez ludność ruską była większa niż przez ludność polską. Jedna parafia rzymskokatolicka obsługiwała nieraz kilka lub kilkanaście gmin. W archidiecezji lwowskiej liczba wiernych wynosiła 831 tys. osób. Na jedną parafię przypadało wówczas 3726 dusz, na jeden kościół 2663 wiernych, a na jednego kapłana 1680 osób. W obu diecezjach greckokatolickich (Lwów i Stanisławów) łącznie liczba wiernych wynosiła l 896 237, Na jedną parafię przypadało 1601 osób, na jedną cerkiew – 956, a na jednego kapłana – 1283 osoby.

    W okresie trwania zaboru austriackiego w Galicji duchowni uniccy mieli o wiele lepsze warunki do pracy niż kapłani łacińscy, Austria bowiem jednoznacznie popierała ludność ruską, pragnąć silniej złączyć ją ze sobą, Polakom zaś odbierała stopniowo wpływy i siły. Warto przy tym wspomnieć, że parafie i cerkwie greckokatolickie istniały w wioskach, w których ludność polska stanowiła niekiedy prawie połowę mieszkańców. Ludności polskiej władze austriackie nie dawały zgody na tworzenie nowych parafii czy budowę świątyń łacińskich, grekokatolicy otrzymywali ja bez trudu, co narażało ludność polską na niebezpieczeństwo rusyfikacji. Lud polski po wsiach, nie mając na miejscu własnego kościoła, udawał się np, w sprawie chrztów własnych dzieci do cerkwi unickich, które były blisko. Duchowni ruscy zaś wciągali nowo ochrzczone dzieci do ewidencji ruskich parafii obrządku greckokatolickiego. Nie odsyłali metryk ochrzczonych polskich dzieci do właściwych parafii łacińskich. W ten sposób od chwili zawarcia Konkordii do 1909 r. w 800 wsiach łacińskich w diecezji przemyskiej i lwowskiej ubytek łacinników na korzyść unitów wyniósł 45 360 osób.

    W tej sytuacji abp Bilczewski przystąpił energicznie do powiększania liczby obiektów sakralnych Kościoła łacińskiego. W wyniku tych starań przez okres ponad 10 lat powstało w archidiecezji lwowskiej 21 nowych parafii łacińskich, 96 ekspozytur, 328 kościołów filialnych i kaplic. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej wśród ludności ruskiej w Galicji Wschodniej rozpoczęto się szerzyć prawosławie. W 1911 r. metropolita A. Szeptycki wspomniał w rozmowie z abpem J. Bilczewskim, że schizma “zapuszcza sieci”, “wciska się gwałtem”, o czym wiedzieli wszyscy Rusini i obaj arcybiskupi, a mimo to ludność ruska niechętnie patrzyła na Polaków budujących kościółki, pomnażających parafie, chcąc w ten sposób uchronić ludność polską od utraty wiary katolickiej.

    Słabość Cerkwi unickiej w Małopolsce Wschodniej okazała się dopiero podczas inwazji rosyjskiej na tych terenach. W stosunkowo krótkim okresie stacjonowania wojsk rosyjskich na terenach unickich diecezji lwowskiej i przemyskiej (około roku) duchowni greckokatoliccy w znacznej liczbie okazali się rusofilami lub wprost zmienili religię na prawosławną. W aktach Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zachował się raport w tej sprawie (…) . Oceniając stanowisko duchowieństwa unickiego wobec władz rosyjskich i cerkiewnych w czasie inwazji rosyjskiej w Galicji, należy stwierdzić, że na ogólną liczbę 2483 kapłanów unickich było 30 apostatów, 61 dobrowolnych uciekinierów do Rosji, 350 internowanych przez Austrię, 350 “uciekinierów przed inwazją”, 120 pozostałych, lecz współpracujących z duchowieństwem prawosławnym. Razem 911. Z pozostałych 1572 duchownych pasywistów było 1496, aktywistów – 76. Sytuacja wśród ludności greckokatolickiej była podobna do tej, jaka panowała wśród duchowieństwa tegoż obrządku. Prawosławny archiepiskop wołyński Eulogiusz – organizator Cerkwi prawosławnej w Małopolsce w czasie inwazji, nawoływał w swoim liście pasterskim z dn. 19 grudnia 1914 r., skierowanym do duchownych unickich i do wiernych, aby przechodzili na prawosławie. Wikariusz generalny lwowski wysiał do Eulogiusza protest, który pozostał bez skutku.

    Do lutego 1915 r. prawosławni zajęli wszystkie cerkwie unickie we Lwowie, Ruch w kierunku prawosławia w Galicji od razu przybrał szerokie rozmiary i szybko się rozwijał. Już 12 grudnia 1914 r. Eulogiusz pisał do Synodu, że powstało tam około 50 prawosławnych parafii w miejsce dotychczasowych unickich. W lutym 1915 r. liczba parafii prawosławnych wzrosła do 100, a w marcu tegoż roku były czynne 152 parafie prawosławne. Z końcem kwietnia 1915 r. istniało 200 nowo otwartych oficjalnie prawosławnych parafii na terenach objętych rosyjską inwazją. Według oficjalnych źródeł rosyjskich w końcu kwietnia 1915 r. na otwarcie oczekiwało dalszych 300 parafii. Niektóre parafie same usuwały unickiego duchownego, a wprowadzały popa. Źródła rosyjskie podają liczbę 500 parafii unickich, które przyjęły prawosławie, co stanowiło prawie 1/4 wszystkich parafii unickich-

    Według szczegółowych badań przeprowadzonych w 117 parafiach łacińskich w archidiecezji lwowskiej odnotowano 14 wypadków usunięcia unickich proboszczów i wprowadzenia popów przez samych wiernych unickich, W dziesięciu wypadkach ludność greckokatolicka przyjęła schizmę, mimo że ich proboszczowie uniccy pozostali wierni Kościołowi greckokatolickiemu. Szczególnie rusofilsko była usposobiona inteligencja ruska – unicka. Wśród chłopów były rzadkie wypadki apostazji. Oblicza się, że w ponad 800 miejscowościach unici w większym lub mniejszym stopniu przeszli na prawosławie. Powszechnie Ukraińcy mówili, że Cerkiew unicka i Cerkiew prawosławna “to wse odno”.

    ie tylko rusofile, ale i Ukraińcy szybko oswoili się z prawosławiem, będąc przekonani, że unia i schizma to wszystko jedno, a z jednej do drugiej to jakby “czerez porich perejty” (to jakby przejść przez miedzę). Nie jest prawdą, co mówią ukraińscy historycy, że lud unicki pozostał wierny unii. Wiadomo, że do wyjątków należeli ci, którzy nie poszli do prawosławia.

    Kościół unicki w zaborze austriackim od dawna byt toczony chorobą wewnętrzną, która z okazji inwazji rozwinęła się i ujawniła w zastraszającym rozmiarze. Unicki Biskup stanisławowski Grzegorz Chomyszyn w dwóch listach pasterskich (z 15 lutego i z 10 kwietnia 1916 r,) wskazał niektóre z chorób unii. Jedną z nich był jakiś wrodzony wstręt do ściślejszego zespolenia z Kościołem katolickim. Pisał on, iż przyczyną tego byt “bizantynizm orientalny, który nas unitów wiąże ze wschodnim trupem rosyjskim”.

    Wypływ tego bizantynizmu orientalnego, który wsiąkł w nasze dusze, dotychczas jeszcze w naszych duszach pokutuje i opiera się każdemu nawet zewnętrznemu zbliżeniu się do Kościoła katolickiego – wyjaśniał biskup. – Ten bizantynizm orientalny zaszczepiony w duszę naszą w samym zarodku, kiedy przyjęliśmy wiarę z Bizancjum, zatruła już przedtem jadem schizmy Focjusza, Myśmy więc zrodzeni nie z ducha jasnej świadomej i żywej wiary katolickiej, ale i orientalizmu bizantyjskiego, który nie dał nam jasnego zrozumienia zasad żywej i prawdziwej wiary, a z drugiej strony odsunął nas od Kościoła katolickiego i nie pozwolił odżyć życiem katolickim i nabrać zmysłu i smaku katolickiego. I chociaż, teraz nie pozostajemy w schizmie, to jednak czujemy się niejako obcymi dla ducha katolickiego. Z tego powodu jakby odruchowo bronimy się przed wpływem katolickim, a każde zbliżenie się do Kościoła katolickiego, chociażby nawet zewnętrzne, wywołuje u nas wszelkiego rodzaju podejrzenia i trwogi.

    Wypowiedź bpa G. Chomyszyna świadczy wyraźnie o tym, że unia nie złączyła faktycznie Rusinów z Kościołem katolickim, że unici stworzyli jakby osobną społeczność, stojącą między Kościołem katolickim a Cerkwią prawosławną, która zaczerpnąwszy coś z pierwszego i zachowawszy nieco z drugiego, nazywa się Cerkwią unicką. Słowo “Cerkiew” dla Ukraińców nie oznaczało tego samego, co Kościół rzymskokatolicki. Cerkiew u Rusinów to społeczeństwo religijne związane obrządkiem wschodnim. Używali oni bardzo rzadko pojęcia “Cerkiew Powszechna Chrystusowa”. Określenie “Cerkiew” tkwiło w sposobie pojmowania natury Kościoła. Rusini większy nacisk kładli na odrębność obrzędową niż na łączność z Kościołem powszechnym, tak jakby ta ich Cerkiew była czymś w sobie skończonym i całkowitym, a tylko przypadkowo lub dla jakichś przyczyn czysto zewnętrznych została połączona z Kościołem katolickim, podobnie jak dwa państwa niezawisłe i równorzędne łączą się ze sobą przez unię personalną.

    W wypowiedziach przywódców unickich i ukraińskich często można spotkać sformułowania “nasza greckokatolicka Cerkiew” lub “nasza unicka wiara”, a wiara unicka to specjalna Cerkiew u Rusinów, co też ma oznaczać Cerkiew ukraińską. Rusini rozumieli przez “Cerkiew unicką” federacyjne tylko złączenie z Kościołem rzymskokatolickim. W wielu wypowiedziach unitów można było spotkać określenie, że Cerkiew unicka styka się tylko z Kościołem zachodnim, podobnie jak styka się z Cerkwią prawosławną. Warto zaznaczyć, że z Cerkwią prawosławną stykał się Kościół unicki nawet częściej i ściślej niż z Kościołem łacińskim, bo i rytem, kalendarzem, prawie taką samą obojętnością religijną. Zewnętrznie Cerkiew unicka w omawianym okresie w Galicji stanowiła jedno z Cerkwią prawosławną rosyjską. Forma zewnętrzna zagłuszała powoli jej treść wewnętrzną, przez którą właśnie stykała się z Kościołem zachodnim. To przygłuszenie doszło do tego stopnia, że wielu Rusinów wraz z licznymi duchownymi, patrząc wciąż na formę, zapominało o treści, a kierując się zmysłami, doszli do tego, że Cerkiew unicka i Cerkiew prawosławna “to wse odno”. Nastąpiło to tym łatwiej, że skłonność do schizmy wiecznie pokutuje w duszy rosyjskiej. Druga choroba unii – według bpa G. Chomyszyna – to podporządkowanie przez jego wyznawców spraw kościelnych sprawom narodowym.

    Naród nasz – pisał biskup – we wszystkich swoich zmaganiach i w walce o swój był nie doceniał wpływu czynnika religijnego i nic dostosował się jak należało do praw i postulatów Kościoła i wiary. Z tej przyczyny wpływ Kościoła i wiary nie pogłębił się, a w ostatnich czasach liberalizm religijny z jednej strony, a moskalofilskie zapędy z drugiej strony do reszty przygłuszyły błogosławiony wpływ pochodzący z wiary i religii Kościoła, Kościół i wiara zostały u nas podporządkowane sprawom narodowym. Owe czynniki wyższe stały się środkiem do celów niższych. W ślad za tym sprawy wiary zajęły podrzędne miejsce.

    Choroba ta przed pierwszą wojną toczyła głównie inteligencję i duchowieństwo ruskie. U ludzi świeckich polityka stanowczo była na pierwszym miejscu. Również i znaczna część duchowieństwa unickiego hołdowała zasadzie, że “religia jest głupstwem, jeśli nie służy celom politycznym”. Posługiwali się religią do swych celów politycznych zarówno moskalofile, jak i Ukraińcy. Jednym i drugim wydawało się, że Cerkiew unicka ze swoim obrządkiem to jedyna twierdza, w której rusofile narodowości rosyjskiej mogli bronić swojej narodowości przed Polakami, zaś Ukraińcy swojej narodowości rusko-ukraińskiej. Rusofile widząc w Cerkwi unickiej, w jej obrzędowości, najlepszy środek do połączenia Rusi Halickiej z matiuszką Rosją, stali się gorliwymi propagatorami sprawy “oczyszczania” swojego obrządku z wszelkich naleciałości łacińskich, aby w ten sposób zrównać się pod względem obrzędowym z prawosławną Cerkwią rosyjską. Biskup słusznie zaznaczył, iż Rusini często zapominają o tym, że im więcej separatyzmu i odrębności w stosunku do Kościoła katolickiego, to tym mniej unii. Również Ukraińcy w swojej agitacji politycznej kładli główny nacisk na obrządek, gdyż kapłani uniccy w obrządku widzieli istotę unii. Unię uważano za ostoję nacjonalną narodu ukraińskiego. Według Ukraińców istota unii leżała w obrządku, dlatego też mówili często o odrębnej “wierze greckokatolickiej”. Dla przywódców ukraińskich Cerkiew unicka była jednym ze środków agitacji politycznej. Agitacja ta winna iść przeciw Rosji i Polsce. W praktyce było jednak inaczej. Duchowieństwo unickie prawie nie poruszało różnic między wiarą katolicką a prawosławną, natomiast aż nadto wyraźnie podkreślało zagrożenia przeciw “ukrainizinowi” ze strony Kościoła katolickiego, łacińskiego. Ten wróg był groźniejszy od Rosji. W tej sytuacji lud ukraiński widział wielkie niebezpieczeństwo dla wiary greckokatolickiej ze strony rzymskokatolickich Polaków, a nie widział prawie zupełnie ze strony schizmatyckich Rosjan. Dlatego widząc, że nie ma prawie różnic między unią a prawosławiem, dał się wciągnąć tak licznie do schizmy w czasie inwazji rosyjskiej. Wymienione wyżej dwie choroby unii nie stanowiły wszystkich bolączek Cerkwi greckokatolickiej w Galicji. Wymienimy tylko jeszcze jedną z nich, która zaznaczyła się znacznie wcześniej, przed inwazją. Było nią świadome izolowanie się od wpływów Kościoła łacińskiego pod pretekstem zachowania czystości obrządku wschodniego. Główny filar tej izolacji tworzyli kapłani rusofile. Również wśród Ukraińców proces w kierunku izolacji postępował bardzo szybko. Z innych chorób unii bp G. Chomyszyn wymienił: rozpolitykowanie kleru ruskiego po inwazji i posługiwanie się rzeczami świętymi w celu osiągnięcia korzyści politycznych. Na zakończenie władyka stanisławowski pisał;

    Dość tych krętych sposobów nawracania. Przez to zbliżanie się nasze do schizmatyków dojdziemy chyba do tego, że nawrócimy wprawdzie, Jednak nie schizmatyków do katolicyzmu, ale nas samych do schizmy .

    Duchowieństwu unickiemu jednak nie chodziło o nawrócenie schizmy, lecz o jak najdalsze odsunięcie się od Kościoła łacińskiego. Jednym z przejawów antypolskiej działalności Rusinów-grekokatolików w omawianym okresie było oskarżanie Polaków przed władzami zaborczymi o nielojalność. Z chwilą powrotu wojsk austriackich w dn. 22 czerwca 1915 r. do Lwowa, po wyparciu wojsk rosyjskich, rozpoczął się okres denuncjowania Polaków, których oskarżano przed władzami austriackimi o brak lojalności państwowej, w czym miały się odznaczać w sposób szczególny wybitne polskie osobistości. Rozpoczął się wiec okres nowych aresztowań i prześladowań, głównie osób zaangażowanych w sprawy niepodległościowe Polski. W obronie prześladowanych stawał arcybiskup lwowski obrządku łacińskiego Józef Bilczewski, lecz były to działania mało efektywne.

    Sprawa wznowienia działalności unickiej diecezji chełmskiej

    W wyniku przełamania frontu rosyjskiego pod Gorlicami wojska państw centralnych opanowały prawie całą Galicję Wschodnią. Pod koniec października 1915 r, front ustalił się na linii wiodącej od Zatoki Ryskiej poprzez Pińsk do Tarnopola. W tej sytuacji otwarty się dla Rusinów z Galicji możliwości pracy narodowej i kościelnej na uwolnionych od Rosjan terenach Chełmszczyzny i Wołynia. Podjęcie starań w tym kierunku ułatwiał fakt, że w 1915 r Austriacy ogłosili tolerancję wyznaniową na okupowanych terenach. Jak wiadomo, po ukazie tolerancyjnym z 1905 r. ponad 200 tys. unitów z Królestwa Polskiego i Rosji porzuciło prawosławie i przyjęło katolicyzm. Przywódcy ukraińskiego ruchu narodowego w Galicji sądzili, że było to jednoznaczne z utratą tych ludzi dla sprawy narodowej ruskiej. Część unitów Jednak pozostała nadal przy prawosławiu. W związku z powyższym metropolita A. Szeptycki już w 1905 r. wystąpił w Rzymie z projektem odnowienia unickiego biskupstwa w Chełmie, założenia tam dwóch klasztorów bazyliańskich i wprowadzenia języka ukraińskiego do nabożeństw . Starania te nie przyniosły pozytywnych rezultatów, głównie dlatego, że carski ukaz tolerancyjny z 1905 r. nie przewidywał reaktywowania obrządku unickiego. Dopiero po zajęciu Chełmszczyzny w 1915 r. przez wojska państw centralnych zaistniała szansa realizacji planów A. Szeptyckiego. W tej sprawie wszystkie trzy ordynariaty greckokatolickie w Galicji przesłały prośbę do Rzymu, a bp G. Chomyszyn w specjalnym piśmie przypominał o dawnych prawach Cerkwi greckokatolickiej do Chełmszczyzny. W gruncie rzeczy jedynym celem dążenia do odnowienia unickiej diecezji chełmskiej były interesy narodowe ukraińskie oraz chęć wzmocnienia Cerkwi greckokatolickiej. O interesach ogólnokościelnych nie było tu mowy. W tym samym czasie (29 października 1915 r.) Główna Rada Ukraińska przekazała podobny dokument rządowi austriackiemu, domagając się w nim reaktywowania unickiej diecezji chełmskiej, powrotu wszystkich dawnych unitów do obrządku greckokatolickiego, a dla byłych unitów, którzy by chcieli pozostać w obrządku łacińskim, przetłumaczenia ksiąg liturgicznych na język ukraiński. Stanowisko rządu austriackiego było przychylne dla Ukraińców. Władze austriackie opowiedziały się za natychmiastowym odnowieniem greckokatolickiej diecezji chełmskiej. Wiadomo, że żądanie restytucji unickiej diecezji chełmskiej było równoznaczne z oderwaniem od Kościoła katolickiego w Polsce ponad 200 tys. wyznawców, a więc godziło w interesy tegoż Kościoła. Jest rzeczą oczywistą, iż musiało dojść w tej sprawie do konfrontacji z episkopatem polskim. Tymczasem byli unici chełmscy jednoznacznie i zdecydowanie opowiedzieli się za pozostaniem w obrządku łacińskim, którego nie mieli zamiaru zamieniać na greckokatolicki. Również nieliczni prawosławni, którzy po ustąpieniu wojsk rosyjskich pozostali nadal na tych terenach, nie zamierzali zmieniać wyznania. Z tych racji zaplanowane przez przywódców Kościoła unickiego z Galicji wysłanie własnych księży na teren Chełmszczyzny stało się nierealne. W wyniku energicznej kontrakcji episkopatu polskiego w połowie 1916 r. sprawa reaktywowania unickiej diecezji chełmskiej nieco przycichła. Austria bowiem od połowy 1916 r., zaczęła ubiegać się o pozyskanie Polaków dla swoich celów politycznych i militarnych. Ostatecznie Ukraińcy nie uzyskali prawa do wysyłania swoich kapłanów na tereny Wołynia i Chełmszczyzny. Pewnym sukcesem Ukraińców było zezwolenie wydane w 1916 r. przez Kongregację Rozkrzewiania Wiary dla ukraińskich kapelanów wojskowych w sprawie udzielania posług religijnych byłym unitom z Chełmszczyzny. Cerkiew unicka w Galicji nie ustawała jednak w staraniach o rozciągnięcie swojej władzy na Chełmszczyznę. Na początku 1917 r.

    owarzystwo św. Apostoła Pawła we Lwowie, grupujące wybitnych działaczy Cerkwi unickiej w Galicji, łącznie z metropolitą i biskupami wystosowało nowy memoriał do cesarza austriackiego Karola. W memoriale stwierdzono, że w ostatnich czasach zrodził się na Chełmszczyźnie i Wołyniu żywy ruch zmierzający do odnowienia unii, wobec czego domagano się rewizji dotychczasowego stosunku Watykanu wobec Cerkwi unickiej, a zwłaszcza relacji Kościoła polskiego do Cerkwi unickiej.

    Jednocześnie wskazywano na wielkie krzywdy, jakie ukraińska Cerkiew i naród ukraiński cierpieli w ciągu wieków ze strony Polski. Celem wynagrodzenia tych krzywd żądali przyznania Kościołowi greckokatolickiemu całkowitej dominacji na zajętych terenach. Domagano się powrotu do unii greckokatolickiej wszystkich katolików-łacinników, którzy przyjęli obrządek łaciński po 1905 r. Starania te miały na celu jedynie wzmocnienie Cerkwi unickiej, przez którą zamierzano ukrainizować ludność Chełmszczyzny i Wołynia, podobnie jak od połowy XIX w. działo się to w Galicji, gdzie Cerkiew unicka spełniała funkcję ukrainotwórczą. Idea wysunięta przez ukraińskie duchowieństwo nie znalazła uznania ani w Wiedniu, ani też w Rzymie. Metropolita A. Szeptycki zaraz po powrocie z zesłania w dn, 9 września 1917 r. i rozpoczęciu urzędowania we Lwowie podjął energiczne starania o wskrzeszenie unickiej diecezji na Chełmszczyźnie i na Wołyniu. Na urząd biskupa tej diecezji mianowany został Józef Bocian. wyświęcony potajemnie przez A. Szeptyckiego jeszcze w 1914 r. Jego jurysdykcja miała rozciągać się na Chełmszczyznę i Wołyń.

    Na początku października 1917 r. bp J. Bocian udał się na teren Chełmszczyzny w celu rozpoznania rzeczywistych nastrojów panujących tam wśród byłych unitów chełmskich oraz ich stosunku do proponowanego powrotu do obrządku greckokatolickiego, W rezultacie biskup uznał, iż nastroje te były dobre, w związku z czym poprosił metropolitę o przystanie księży do pracy unijnej na Chełmszczyźnie. Jednakże Oddział Duszpasterstwa Polowego w Lublinie nie udzielił zgody na rozpoczęcie tych misji zarówno na Chełmszczyźnie, jak i na Wołyniu. Nowa sytuacja do pracy misyjnej greckokatolickiego duchowieństwa na Chełmszczyźnie i Wołyniu powstała po podpisaniu w dn. 9 lutego 1918 r. układu pokojowego w Brześciu Litewskim pomiędzy państwami centralnymi a Ukraińską Republiką Ludową. Niemcy i Austro-Węgry zgodziły się w tym traktacie na przyłączenie do Ukrainy Chełmszczyzny wraz z częścią Podlasia. W wyniku tego podziału Polska miała utracić tereny leżące na wschód od linii: Tarnogród, Biłgoraj, Szczebrzeszyn. Krasnystaw, Puchaczów, Radzyń Podlaski, Międzyrzec Podlaski, Sarnaki. Mielnik. Ten nowy podział Polski został przyjęty przez polskie społeczeństwo z wielkim oburzeniem. Jednocześnie uległy napięciu stosunki polsko-ukraińskie. Ukraińcy zwrócili się teraz zdecydowanie przeciwko Polakom, zaś przywódcy ukraińscy rozpoczęli energiczne starania o szybką ratyfikację postanowień brzeskich, co umożliwiłoby im podjęcie prac narodowych na tych terenach.

    W obronie postanowień brzeskich wystąpił głównie metropolita A. Szeptycki. Nie ulegało żadnym wątpliwościom, że państwo ukraińskie na nowych terenach będzie propagować obrządek greckokatolicki jako środek ukrainizacyjny. W tej sytuacji odnowiła się sprawa reaktywowania unickiej diecezji chełmskiej. Ostatecznie w dn. 2 kwietnia 1918 r. metropolita A. Szeptycki wznowił działalność diecezji chełmskiej i jej hierarchii kościelnej. Administratorem diecezji został bp J. Bocian, który zamieszkał w Lublinie, próbując wraz z podległym sobie duchowieństwem tworzyć struktury nowej diecezji. Na całym obszarze Chełmszczyzny, określonym granicami z dn. 9 lutego 1918 r., wzmogła się agitacja ukraińska. Działania te w znacznym stopniu wzmocnił udział w niej ukraińskich kapelanów wojskowych. Duchownych unickich kierowano także na Podlasie.

    Na całym obszarze oddziaływania duchowieństwa greckokatolickiego z Galicji wzmogła się również agitacja o charakterze antypolskim, a nawet antykatoiickim. Wydaje się, iż bardzo trafnie działalność księży unickich scharakteryzował ksiądz biskup administrator lubelski Zenon Kwiek, który w piśmie do Nuncjatury Apostolskiej z dn. 28 kwietnia 1918 r. pisał m.in.:

    Wśród duchowieństwa greckokatolickiego z Galicji do tego stopnia żywy jest duch nacjonalistyczny, że o wiele bardziej oddają się agitacji nacjonalistycznej niż pracy kościelnej, nie wahają się używać sfery sacrum do tego rodzaju agitacji, w końcu sam ryt grecki uważają za środek, którym nacja ukraińska różni się od pozostałych i z pomocą którego do życia narodowego została rozbudzona.

    Jednocześnie metropolita A. Szeptycki szukał odpowiednio mocnego argumentu, aby oprzeć się na sferach rządowych austriackich na wypadek konfliktu z Polakami. Sytuacja dla realizacji planów metropolity stawała się coraz mniej pomyślna. W kilka miesięcy po zawarciu traktatu brzeskiego pozycja Austrii znacznie podupadła, a cesarz austriacki Karol I zmuszony był nawet odwołać się do czynnika polskiego i ponowić projekty rozwiązań polsko-austriackich. Jednocześnie rząd austriacki zaczął powoli wycofywać się z postanowień brzeskich, podkreślając oficjalnie, że Chełmszczyzna w dalszym ciągu należy do Królestwa Polskiego, aż do czasu ratyfikacji tegoż układu. Równocześnie Polny Wikariat Apostolski jednoznacznie stwierdził, że wyznawcy greckokatoliccy prawnie podlegają biskupowi lubelskiemu oraz że w sprawie reaktywowania diecezji chełmskiej należało zwrócić się do Rzymu, a nie do Wiednia, jak uczynił to A. Szeptycki. Z wyjaśnień powyższych wynika, iż metropolita świętojurski reaktywując diecezję chełmską działał samowolnie, bez wiedzy i zgody najwyższych władz kościelnych. Sprawa rozstrzygnęła się ostatecznie dopiero dn. 6 lipca 1918 r. gdy Austria jednoznacznie zerwała umowę dodatkową zawartą w Brześciu Litewskim w sprawie Chełmszczyzny i innych ziem przekazanych Ukraińskiej Republice Ludowej. Biskup J. Bocian został ostatecznie odwołany z Chełmszczyzny, a propaganda ukraińska stłumiona. Metropolita A. Szeptycki w dalszym ciągu jednak przypisywał sobie prawo zwierzchnictwa nad byłymi unitami Chełmszczyzny.

    Z tej racji oskarżał przed władzami austriackimi rzymskokatolickie duchowieństwo polskie o rzekomo barbarzyńskie obchodzenie się z paramentami właściwymi obrządkowi unickiemu, o profanacje “wołające o pomstę do nieba” w świątyniach unickich i innych miejscach kultu. Wyniki dochodzeń przeprowadzonych przez Wojskową Komendę w Zamościu wykazały bezpodstawność oskarżeń metropolity. Decyzja A. Szeptyckiego o wznowieniu greckokatolickiej diecezji chełmskiej i osadzenie w niej bpa J, Bociana były bezpośrednim uderzeniem w Kościół katolicki na ziemiach polskich, oznaczały bowiem realną możliwość utraty około 200 tys. wiernych tegoż Kościoła. Cała akcja A. Szeptyckiego miała charakter niekanoniczny. Według kościelnych statystyk na Chełmszczyźnie żyło w 1918 r. jedynie 1400 autentycznych unitów. Z przebiegu całej sprawy związanej z zagarnięciem przez galicyjski Kościół greckokatolicki ziem Chełmszczyzny w poszerzonych granicach wynikało to, iż “Kościół unicki w Galicji o wiele bardziej potrzebował wówczas wewnętrznej odnowy niż zewnętrznego rozrostu” . Według Statystyki austriackiej z 1906 r. na Chełmszczyźnie żyło wówczas 52,6% Polaków oraz 31,3% prawosławnych, czyli Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Po upadku państw centralnych i odzyskaniu przez Polskę niepodległości pod koniec 1918 r. pozycja Polski w omawianej sprawie uległa dalszemu wzmocnieniu. Strona polska nie dopuszczała odtąd księży unickich z Galicji do jakiejkolwiek pracy na terenie Chełmszczyzny.

    Bezpośrednią przyczyną takiego stanowiska było osobiste zaangażowanie A. Szeptyckiego i jego duchowieństwa w proces tworzenia Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej ze stolicą we Lwowie. Wkrótce spór polsko-ukraiński przeniósł się na teren Watykanu, gdzie A. Szeptycki przedstawił Polskę jako państwo sezonowe, nietrwałe i wrogie akcji unijnej na Wschodzie. Watykan uznał, że osoba A. Szeptyckiego była główną przeszkodą w osiąganiu pokojowego współżycia między Polakami a Ukraińcami na terenie Galicji Wschodniej. Dzięki energicznym staraniom strony polskiej Rzym polecił w 1921 r., aby bp J. Bocian nie wydawał żadnych aktów prawnych, nie uznał go za biskupa łuckiego, w związku z czym nie pozwolił mu sprawować tam władzy biskupiej, uznając jednocześnie jego tytuł biskupi.

    Na zakończenie tego rozdziału warto przytoczyć wypowiedzi niektórych papieży na temat przyszłych losów unii. Papież Urban VIII miał nadzieję, że unia będzie pomostem do zjednoczenia schizmatyckiego Wschodu z Kościołem katolickim. Nadzieje te jednak nie spełniły się. Wprost przeciwnie, unia stalą się nawet środkiem do uszczuplenia stanu posiadania nie tylko własnego Kościoła, ale i Kościoła rzymskokatolickiego, głównie poprzez odrywanie od niego licznych łacinników w akcji tzw. kradzieży dusz. Papież Benedykt XIV po ponad trzystu latach istnienia unii stwierdził: “Ut omnes catholici sint, non ut omnes latini fiant est necessarium” (,,aby wszyscy byli katolikami, niekoniecznie, aby wszyscy stali się łacinnikami”), i dodawał z rezygnacją, że nie dotyczy to katolików na Kresach Wschodnich, gdzie jeśli schizmatyk ma zostać na stałe katolikiem, wówczas “necessarium est ut latinus fiat” (“konieczne jest, aby został łacinnikiem”).

    Reasumując należy stwierdzić, że Kościół katolicki obrządku greckokatolickiego w Galicji rozwijał się XIX w. zgodnie z zasadami józefinizmu, obowiązującego w praktyce nawet po zawarciu konkordatu ze Stolicą Apostolską w 1855 r. Duchowieństwo katolickie obu obrządków stanowiło państwową kadrę urzędniczą, zwłaszcza w sprawach dotyczących oświaty i działalności socjalno-charytatywnej. Józefinizm wycisnął ujemne piętno na życiu religijnym i duchowości stanu kapłańskiego oraz zakonnego, czego objawem była daleko posunięta jego laicyzacja. Dotyczyło to zwłaszcza duchowieństwa greckokatolickiego, zajętego od pierwszej ćwierci XIX w. głównie sprawami narodowymi Ukraińców. Rezultatem ich starań było utworzenie w 1848 r. Głównej Rady Ruskiej, złożonej w większości z działaczy ruskiego duchowieństwa. Mając poparcie władz austriackich, polityczni przywódcy ukraińscy skierowali główne ostrze swej walki przeciwko Polakom. stanowiącym, według Rusinów główną przeszkodę w ich dążeniach do uzyskania suwerennego państwa ukraińskiego. Istniejący na tym tle nieustający konflikt polsko-ukraiński obejmował cały omówiony w tym rozdziale okres i przeniósł się na następne lala. Jego dramatyczne nasilenie wystąpiło pod koniec 1918 r. Problem ten zostanie omówiony nieco szerzej w następnym rozdziale. Warto przy tym wspomnieć, że wojska rosyjskie wycofujące się z Warszawy i Królestwa Polskiego lałem 1915 r. ewakuowały większość ruchomego majątku przemysłowego i bankowego, tabor kolejowy, magistraty, szkoły, a nawet dużą część inwentarza, W głąb Rosji wywożono cale załogi fabryczne i ich rodziny. Przed Niemcami uciekały też masy dobrowolnych uchodźców. Ogółem z Królestwa i z okupowanej przez Rosjan części Galicji Wschodniej wywieziono w okropnych warunkach około 800 tys. Polaków, w tym 40% dzieci i 32% kobiet. W ten sposób w Rosji znalazło się około 1 mln Polaków, nie licząc 600 tys. polskich żołnierzy wcielonych do armii rosyjskiej. We wrześniu 1915 r. front wschodni ustalił się na linii Dyneburg-Pińsk-Dubno-Tarnopol. Trwały tam wyniszczające walki pozycyjne z licznym udziałem Polaków po obu stronach frontu. Były to bardzo często walki bratobójcze, i to na własnej ziemi. Państwa zaborcze nie cofnęły nawet niektórych antypolskich zarządzeń sprzed wojny i nie dopuszczały do poważniejszego rozwoju polskich formacji pomocniczych, Jedynym wyjątkiem były Legiony Polskie, zorganizowane u boku armii austriackiej, liczące pod koniec 1915 r. około 20 tys. żołnierzy. Mimo zajęcia Królestwa Polskiego państwa centralne milczały w sprawie przynależności ziem polskich. Z tego powodu Józef Piłsudski wstrzymał zaciąg do Legionów i zaczął rozbudowywać utworzoną przez siebie w dn. 8 września tajną Polską Organizację Wojskową (POW). Jej głównym celem miała być zbrojna walka z Rosją o niepodległość Polski. W 1916 r. POW liczyła już około 13 tys. członków.

    Źródło tekstu:

    1. F.Rzemieniuk – „Unici polscy 1596-1946” – Siedlce 1998.

  2. Piotrx said

    Kościół greckokatolicki w Polsce 1918-1939

    Florentyna Rzemieniuk

    Fragment książki „Unici polscy 1596-1946″ – Siedlce 1998

    Rola Kościoła greckokatolickiego w kształtowaniu narodowej świadomości Ukraińców

    Nazwa “Ukrainiec” w znaczeniu etnograficznym jest pojęciem stosunkowo młodym. Zaczęto jej używać dopiero pod koniec XIX w. Ruch ukrainofilski zapoczątkowany został w Austrii w połowie XIX w. i był celowo popierany przez rządy austriackie, które w ten sposób starały się osłabić i zaszachować polski ruch niepodległościowy, równocześnie zaś zwalczać sympatie moskalofilskie wśród ludności staroruskiej obrządku greckokatolickiego. W ten sposób Austria rozbiła społeczeństwo ruskie na dwa obozy: ukrainofilski i moskalofilski. Moskalofile-Wielkorusi negowali istnienie odrębnego narodu ukraińskiego, Małorusini – jako jedno z ruskich plemion, stali na gruncie ukraińskiego separatyzmu narodowego. Początkowo ruch narodnicki, rozbudzony przez hr. F. Stadiona w połowie XIX w., nazywał swoich przedstawicieli Rusinami. Ich pierwszą organizacją była Główna Rada Ruska, w której współdziałały czynniki austriackie. Warto przy tym zaznaczyć, że ruch ukraiński w granicach państwa rosyjskiego aż do wybuchu pierwszej wojny światowej nie objawiał nigdy odrębnych aspiracji państwowych, ruch ukraiński w Galicji zaś zawsze z największą lojalnością odnosił się do państwa austriackiego.

    Ruch ten od początku charakteryzował się tendencjami anarchicznymi i nienawiścią do Polaków. W polskim ustawodawstwie II Rzeczypospolitej oficjalna nazwa tej mniejszości narodowej to “Rusin”, “ruski”, nazwa “Ukrainiec”, “ukraiński” była jednak używana w życiu publicznym i dotyczyła wyłącznie obozu ukraińskiego, nie obejmując szerokich rzesz ludności uważającej się za Rusinów. Procent ludności ruskiej, odcinającej się od ukrainizmu, był znaczny, o czym świadczy jej udział w wyborach do sejmu i władz samorządowych w 1928 i 1930 r. . Problem ukraiński w Polsce pojawił się pod koniec pierwszej wojny światowej, kiedy to rządy rozgromionych Niemiec i Austrii sprawiły, że wśród Rusinów, zamieszkujących obok Polaków tereny Galicji Wschodniej, rozwinął się ruch zwany “ukraińskim”.

    Istota jego polegała na tym, by wschodnie połacie osiedlenia polskiego, tym bardziej że były bogate i urodzajne, odciąć od państwa polskiego i zorganizować je państwowo pod stałym protektoratem niemieckim, głównie przeciwko Polsce. Główną rolę w rozwoju ruchu narodowego odegrała Cerkiew greckokatolicka. Do wzmożenia ukrainizacji Cerkwi unickiej w Galicji przyczyniło się również niefortunne działanie Kongregacji Wschodniej w Watykanie, która przysyłając pismo dziękczynne ordynariuszowi przemyskiemu za ofiarowany papieżowi Almanach ukraińskich teologów, użyła tytulatury: Do w JE Jozefata Kocyłowskiego biskupa Ukraińców w Przemyślu. Podobnego określenia używano w ukraińskich czasopismach kościelnych, np. tytułując metropolitę A. Szeptyckiego “Arcypasterzem Ukraińskiej Greckokatolickiej Cerkwi”.

    Uznawanie przez działaczy ukraińskich Cerkwi greckokatolickiej za ukraińską nie odpowiadało prawdzie. Według spisu z 1931 r. Rusinów, “ruskich”, którzy odżegnywali się od ukrainizmu, było w województwie lwowskim 46%, w stanisławowskim – 31%, w tarnopolskim – 45%. w krakowskim – 99%. Mimo tak znacznego odsetka ludności nieukraińskiej hierarchia Kościoła greckokatolickiego postępowała tak, jakby Rusinów nie było w ogóle, uważając ich zresztą za Ukraińców. Co do Polaków-grekokatolików, to w “Nywie” oświadczono cynicznie: “Wszystkim polskim patriotom greckiego obrządku, którzy w greckokatolickiej Cerkwi nie mogą zaspokoić swoich narodowych aspiracji, szczerze radzimy przyjąć obrządek łaciński i nie zawracać sobie głowy sprawami Cerkwi opanowanej przez Ukraińców”.

    Kler greckokatolicki dążył konsekwentnie do utworzenia ukraińskiego Kościoła narodowego, z wyłączeniem z niego innych narodowości. Duchowieństwo unickie prawie nie poruszało różnic pomiędzy unicką wiarą katolicką a prawosławiem, natomiast akcentowało rzekome zagrożenia i niebezpieczeństwa dla Cerkwi unickiej ze strony Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. Ukrainizacja Kościoła unickiego była prowadzona systematycznie przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego.

    Jednym ze środków zmierzających do osiągnięcia tego celu było tzw. oczyszczanie obrządku greckokatolickiego z naleciałości łacińskich. Pod koniec lat trzydziestych w katedrze św. Jura we Lwowie zdążono przed wybuchem drugiej wojny światowej usunąć boczne ołtarze, zaprzestać używania monstrancji i wprowadzić wystrój wewnętrzny świątyni na wzór cerkwi prawosławnej. Tendencje zmierzające do ukrainizacji Cerkwi unickiej spotkały się z wyraźnym sprzeciwem ludności ruskiej, a głównie staroruskiej na Łemkowszczyźnie, gdzie w wyniku tej akcji zaczęto się szerzyć prawosławie i ruch sekciarski.

    Stan ten ilustrują następujące dane liczbowe: w 1921 r. w Małopolsce Wschodniej było około 5 tys. prawosławnych, w 1931 r. liczba ta wzrosła do 24 tys, czyli niemal pięciokrotnie. Dopiero powołanie do życia w 1934 r. Administracji Apostolskiej na Łemkowszczyźnie częściowo położyło kres szerzeniu się prawosławia wśród starorusinów, Ukraińsko-nacjonalistyczna działalność kleru unickiego miała wyraźnie antypolski charakter, o czym świadczą liczne wyroki sądowe. Każdego roku bowiem sądy państwowe skazywały unickich duchownych za różnego rodzaju przestępstwa skierowane przeciwko państwu polskiemu, a więc za zniewagi narodu, władz polskich, wojska polskiego, polskich barw narodowych, za fałszywe zeznania przed sądami, za udział w sabotażach i zamachach na ludność polską i polskich funkcjonariuszy rządowych itd. Antypolska działalność ruskiego kleru miała różnorodny charakter.

    Wśród jej wielu form najbardziej wymierna w skutkach była w dalszym ciągu sprawa “kradzieży dusz”. Jak wiadomo, ludność łacińska zamieszkała na terenie trzech wschodnich województw: lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego, nie miała zapewnionej dostatecznej opieki duchownej ze strony łacińskiego duchowieństwa. Na omawianym terenie istniało o 200% więcej parafii greckokatolickich niż łacińskich, o 165% więcej kościołów unickich oraz o 150% więcej księży greckokatolickich niż łacińskich.

    Cerkiew unicka prowadziła agitację przeciw polskości i obrządkowi łacińskiemu. Dzienniki polskie donosiły, że np. , w klasztorze oo. Bazylianów w Żółkwi drukowano i kolportowano pisma o treści nie mającej nic z ducha katolickiego, podburzające do pogromu Polaków i skierowane przeciwko duchowieństwu łacińskiemu. Dla wielu duchownych unickich Cerkiew nie była jedynym miejscem działań politycznych. Wielu kapłanów pełniło różne funkcje państwowe, np. byli członkami rad powiatowych, komisarzami powiatów i gmin. Urzędów swoich używali często do prześladowania Polaków i Kościoła łacińskiego. Szczególną gorliwością odznaczali się w tego rodzaju działaniach kapelani wojskowi. Działalność przywódców ukraińskich zmierzała też do uszczuplenia stanu posiadania majątku polskiego na Kresach, głównie poprzez jego zajmowanie.

    Przykładem takich działań może być sprawa reformy rolnej z 1920 r. Ustawa o wykonaniu reformy rolnej z dn. 15 lipca 1920 r. przewidywała kolonizację wojskową dla inwalidów armii polskiej i osób szczególnie zasłużonych w ostatniej wojnie. Ministerstwo Spraw Wojskowych zakwalifikowało 30 tys. byłych wojskowych do przydzielenia im działów ziemi. Do 1930 r. powstało w ten sposób na Kresach Wschodnich i Południowych około 8 tys. wojskowych osad, z których większość przeszła jednak w ręce obce, głównie ukraińskie. Na terenie trzech województw południowo-wschodnich cały rozparcelowany tu zapas ziemi obszarniczej wynosił ok. 309 tys. ha. z tego w ręce polskich osadników przeszło 100 tys. ha, a po odsprzedaniu Rusinom 20 tys. ha. W posiadaniu Ukraińców było wówczas 220 tys. ha ziemi z parcelacji. Obdarzeni swobodą sięgającą przywileju, tj. wolnością zgromadzeń, słowa i prasy, Ukraińcy widzieli w reformie rolnej nie tylko możliwość zaspokojenia głodu ziemi, ale przez wykup gruntów dążyli do swoich aspiracji narodowych.

    W latach trzydziestych kler greckokatolicki włączył się czynnie w działalność ukraińskich organizacji oświatowo-politycznych, takich jak: “Proświta”, “Łuh”, “Sokił” i inne. Niejednokrotnie praca w tych organizacjach szła w parze z obniżeniem godności stanu kapłańskiego. Zwierzchnicy Kościoła greckokatolickiego nie zajmowali stanowiska w tych sprawach, oprócz unickiego biskupa stanisławowskiego Grzegorza Chomyszyna, który wydał list pasterski piętnujący działalność polityczną kleru w podległej mu diecezji i zabronił duchowieństwu pod sankcją dyscypliny kanonicznej należenia do świeckich stowarzyszeń i do wszystkich partii politycznych.

    “Jest to skandal – pisał w swym liście – że ogól duchowieństwa stoi pod dyktaturą Świeckich demagogów. Każdy duchowny musi być zdyscyplinowanym członkiem Kościoła. a nie zdyscyplinowanym służką świeckich patriotów i polityków” .

    List pasterski bpa G. Chomyszyna wywołał ostrą krytykę ze strony osób należących do sfer ukraińskiego życia politycznego. Nuncjusz apostolski w Warszawie uznał zarządzenie biskupa za słuszne i odpowiadające nakazom papieży. Niektóre organy ukraińskiej prasy atakowały nadal bpa. G. Chomyszyna z powodu powyższego zarządzenia. Ostoją dla patriotów ukraińskich był Szeptycki. Postawiono pod znakiem zapytania jego lojalność wobec państwa polskiego. Zarzucano metropolicie moralne i finansowe popieranie ukraińskiej prasy, organizacji, a nawet banków ukraińskich. Stwierdzono przy tym, że dysponując dużymi dochodami, pochodzącymi w znacznej mierze z dotacji wypłacanych przez rząd polski dla parafialnego duchowieństwa, dyskryminował duchownych, którzy lojalnie odnosili się do państwa polskiego, np. wielu starorusinów.

    Prasa staroruska zaś ostro krytykowała przedstawicieli hierarchii Kościoła greckokatolickiego za ich praktykę obracania ogólnokościelnymi funduszami wyłącznie na cele kulturalno-oświatowe Rusinów-Ukraińców, z pominięciem Polaków-grekokatolików czy też starorusinów. Lata 1918-1938 były, jak widać, wypełnione walką Cerkwi greckokatolickiej o autonomię Galicji Wschodniej, zaś lata 1938-1939 – to okres preorientacji w kierunku niezawisłości Małopolski Wschodniej pod ukraińskimi rządami z pomocą hitlerowskich Niemiec- Hierarchia Cerkwi unickiej poparła linię polityczną Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

    Sprawa irrydenty ukraińskiej na przykładzie wydarzeń z lat 1918-1920 oraz 1930 roku

    Przedstawiony tu problem stosunków polsko-ukraińskich w okresie międzywojennym przez swój dramatyzm wywoływał u ówczesnych i budzi u obecnych pokoleń Polaków i Ukraińców uczucia negatywne. Mimo że po zakończeniu drugiej wojny światowej problem ten właściwie przestał istnieć, to jednak nadal ukazują się, zwłaszcza na Zachodzie, liczne ukraińskie opracowania, które stawiają władzom polskim z pierwszej polowy XX w. wiele zarzutów, oskarżając je głównie o to, że przeszkadzały w utworzeniu niepodległej Ukrainy w 1918 r., że przez cały czas istnienia II Rzeczypospolitej zwalczały irrydentystyczne dążenia Ukraińców w Małopolsce Wschodniej, że konsekwentnie broniły polskiego stanu posiadania w południowo-wschodniej części Polski. Wobec dużej historycznej i politycznej wagi tego problemu celem zapoznania z nim i wyjaśnienia niektórych, zwłaszcza przemilczanych kwestii, przedstawiamy tu wiele faktów, może najbardziej charakterystycznych, dla wyrażenia stosunku ludności unickiej z Małopolski Wschodniej do ówczesnego państwa polskiego. Małopolska Wschodnia już w połowie XIV w. należała do Polski. Linia graniczna państwa Kazimierza Wielkiego opierała się, według danych z 1366 r., na rzece Zbrucz, a terytorium lenne należące wówczas do Polski sięgało do rzeki Murachwy. Taki stan utrzymał się do pierwszego rozbioru Polski w 1772 r. Grody Czerwieńskie, stanowiące część Małopolski Wschodniej, należały do Polski jeszcze przed 981 r., w którym – Jak pisze ruski kronikarz Nestor – książę ruski Włodzimierz, zwany później świętym, zdobył je na Lachach, czyli Polakach. W 1387 r. zostały one definitywnie związane z Polską i odtąd stanowiły jej terytorium aż do 1772 r. Wołyń i Polesie zaś, stanowiące dziedzictwo Wielkiego Księstwa Litewskiego od końca XIV w., należały do państwa polskiego nieprzerwanie aż do 1772 r.

    Przyłączenie tych ziem do Polski po 1918 r. przywracało stan sprzed rozbiorów Polski, które byty aktem bezprawia i międzynarodowej grabieży. Małopolska Wschodnia tworzyła typową szachownicę narodowościową rusko-polską, na której na początku istnienia państwowości polskiej Ukraińcy i Rusini stanowili nieznaczną przewagę. (Różnica na korzyść Rusinów wynosiła ok. 150 tys. osób). Wśród Rusinów-Ukraińców zwolennicy kierunku ukraińskiego byli w znacznej mniejszości. Najwięcej Polaków było w województwie lwowskim, większość Ukraińców zaś mieszkała w województwach tarnopolskim i stanisławowskim. Element polski wykazywał w Małopolsce Wschodniej przewagę ekonomiczną i kulturalną. Miasta miały charakter zdecydowanie polski, tym bardziej że i część Żydów uważała się za Polaków. Wieś natomiast była przeważnie bądź ukraińska, bądź polska, albo też mieszana. Ukraińcy-Rusini zamieszkiwali różne tereny w Polsce. Najwięcej ich było w Małopolsce Wschodniej, gdzie według spisu ludności z 1921 r. na 5 470 tys. ogółu mieszkańców Rusinów-Ukraińców było 2 629 tys. Polaków 2 475 tys., Żydów 349 tys., Niemców 33 tys. Jedynym zwartym obszarem rusko-ukraińskim w Polsce była większa część Wołynia, gdzie ludność ta stanowiła 68,7%. Byli to główni Rusini.

    Ludność Wołynia była prawie całkowicie lojalna wobec państwa polskiego, z wyjątkiem nielicznej, lecz bardzo agresywnej grupy komunistów i ich zwolenników. Ukraińskie grupy polityczne o tendencjach antypolskich nie cieszyły się tam sympatią ludu. Nie uzyskali poparcia ogółu ludności przywódcy ukraińscy także na Ukrainie Naddnieprzańskiej. Ruch ukraiński w 1918 r. przyczynił się do spopularyzowania sprawy “Wolnej Ukrainy”, jednakże z powodu słabej żywotności i braku siły konstruktywnej nie potrafił ugruntować posiadanej władzy. Nawet poważni historycy ukraińscy zgadzają się z tezą, że klęska ukraińskiego nacjonalizmu nie była spowodowana wyłącznie przemocą Moskwy, lecz była również wynikiem wewnętrznej słabości ruchu ukraińskiego. Ruchowi temu przeciwstawili się zarówno chłopi, jak i robotnicy, popierając w zasadzie zwycięskich bolszewików. Również inteligencja ruska w większości była przeciwna ruchowi ukraińskiemu . Chłop ukraiński był pasywny wobec ruchu narodowowyzwoleńczego, bowiem nie miał świadomości narodowej i bardziej nadawał się do rabunków niż do walki o niepodległość. Jeszcze gorzej było z robotnikami, którzy nie tylko nie włączyli się do walki o sprawy ukraińskie, lecz przyjęli wobec niej postawę wrogości, bierności i obojętności, do czego w znacznej mierze przyczynili się nasłani przez bolszewików agenci.

    W Małopolsce Wschodniej na stanowisku bezwzględnej lojalności wobec Polski stał obóz staroruski, posiadający w sejmie w 1931 r. dwóch posłów wybranych z listy Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Przedstawiciel tego kierunku, poseł Michał Baczyński, w przemówieniu sejmowym wygłoszonym dn. 21 stycznia 1931 r., polemizując z ukraińskimi posłami na temat wydarzeń w Polsce w latach 1918-1923 r., powiedział m.in.:

    Jako przedstawiciel lojalnego odłamu ruskiego narodu zamieszkującego południowo–wschodnie ziemie Rzeczypospolitej, protestuje w tym miejscu jak nąjkategoryczniej, przeciwko twierdzeniu zawartemu w poprzedniej interpelacji posłów ukraińskich, jakoby połacie kraju zamieszkałe przez ludność ruską siłą oręża do państwa polskiego przyłączone zostały. Jest faktem historycznym, że walki w 1918 r. zesłały gwałtem narzucone ludowi ruskiemu. Walkami tymi kierowała zatem nie wola ludu ruskiego, lecz wola jednostek, wola niektórych polityków galicyjsko-ukraińskich pozostających na usługach Austrii.

    Polemika w sejmie na temat polskości ziem południowo-wschodnich Polski była odgłosem szerokiej akcji propagandowej prowadzonej zagranicą przez przywódców ukraińskich. Nacjonaliści ukraińscy twierdzili jednoznacznie, że po pierwszej wojnie światowej “ziemie zachodnioukraińskie zostały okupowane przez Polskę”, z czego wynikałoby, że Polacy zagrabili ziemie ukraińskie, a historia państwowości polskiej na tych ziemiach rozpoczęła się w 1918 czy w 1923 r. Nie miała też najmniejszego uzasadnienia szerzona za granicą opinia, jakoby cala ludność ukraińska uważała się za naród podbity, jakoby w całości miała orientacja przeciwpolską. Przeczą temu wyniki wyborów do sejmu i władz samorządowych z 1928 i 1930 r., w których większość Rusinów uznała władze polskie na tych terenach oraz zgłosiła gotowość do lojalnego podporządkowania się rządowi polskiemu, mimo sprzeciwów Ukraińców, Według spisu ludności z 1931 r. około połowa Rusinów zamieszkujących poludniowo-wschodnie województwa Polski nie uznawała się za Ukraińców, Pod względem politycznym ludność rusko-ukraińska na terenie Małopolski Wschodniej dzieliła się na wiele partii, których założenia programowe można by podzielić na trzy nurty: ewolucyjny, pośredni i rewolucyjny. Celem ich działalności było oderwanie się od Polski i utworzenie suwerennej Ukrainy. Polska uznawała prawo Ukraińców do własnej państwowości jedynie na obszarze ZSRR i zdecydowanie negowała ich rzekome prawo do Ukrainy Zachodniej. Władze polskie usilnie dążyły do integracji Galicji Wschodniej z resztą Polski. Próby asymilacji ludności ukraińskiej w Polsce nie powiodły się, dlatego też celem jej pozyskania zastosowano wobec tej ludności metodę znacznych koncesji ekonomicznych, rozległych wolności w rozwoju własnej kultury i samorządów. Stosunkowo wysokie subwencje rządu polskiego przeznaczone na rozwój tych ziem były w opinii nacjonalistów ukraińskich wciąż za małe, a władze polskie ich zdaniem ciągle dyskryminowały ludność rusko-ukraińską w Galicji Wschodniej.

    W latach trzydziestych podjęto próby tzw. normalizacji stosunków polsko-ukraińskich. Ukraińcy wysunęli wówczas żądanie autonomii terytorialnej dla narodu ukraińskiego w granicach państwa polskiego. W opinii przywódców ukraińskich miał to być na razie program minimum. Od początku lat trzydziestych w Galicji Wschodniej silne były wpływy hitlerowskich Niemiec, które wszechstronnie popierały ludność rusko-ukraińską, a głównie jej organizacje o charakterze wojskowym. Władze polskie były też dobrze poinformowane o dywersyjnej akcji sowieckich komunistów w Galicji Wschodniej, o których Andrzej Lewicki, przedstawiciel rządu ukraińskiego, mówił w sposób następujący:

    Rząd sowiecki, aby odwrócić uwagę rozjątrzonych umysłów na sowieckiej Ukrainie od rozpaczliwej sytuacji wewnątrz kraju, ucieka się do wypróbowanego sposobu wywoływania zamętu wśród ludności ukraińskiej w państwach sąsiednich, a przede wszystkim w Polsce.

    Antypolska działalność społeczeństwa i duchowieństwa unickiego w Galicji Wschodniej przybrała radykalny charakter zwłaszcza podczas wydarzeń z lat 1918-1923 oraz w latach trzydziestych. Dnia 9 lutego 1918 r. państwa centralne w Brześciu Litewskim podpisały układ pokojowy z Rosją, wyłączający Rosję z działań wojennych. Niezależnie od niego został zawarty tajny układ pomiędzy państwami centralnymi a Ukraińską Republiką Ludową (URL) o włączeniu do URL części Królestwa Polskiego, czyli tzw. Chełmszczyzny, w zamian za dostawy zboża i innej żywności przez Ukrainę dla tychże państw. Na podstawie wspomnianego układu państwa centralne odstępowany URL również Galicję Wschodnią, Stając się jednocześnie gwarantami tego postanowienia. Linia graniczna przyłączonej do URL Chełmszczyzny miała przebiegać poczynając od Tarnogrodu wzdłuż linii: Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Krasnystaw, Międzyrzec Podlaski, Radzyń Podlaski, Sarnaki, Mielnik, Wysokie Litewskie, Kamieniec Litewski, Pruszany, do Jeziora Wydanowskiego. Były to powiaty: biłgorajski, chełmski, hrubieszowski, krasnostawski, tomaszowski i zamojski w guberni lubelskiej oraz trzy powiaty z guberni siedleckiej: radzyński, konstantynowski i łukowski. Ponadto zaliczano do Chełmszczyzny cześć ziemi grodzieńskiej. Ziemie te nigdy nie należały do Ukrainy.

    Według niemieckiej statystyki z 1916 r. w wymienionych sześciu powiatach guberni lubelskiej, które włączono do Chełmszczyzny, mieszkały wówczas 487 343 osoby, w tym 457 500 Polaków-katolików, pozostali 29 843 mieszkańcy to Rusini-prawosławni i przedstawiciele innych narodowości i wyznań. Po zawarciu układu brzeskiego armia niemiecka zajęła całą Ukrainę z Kijowem, a nieco później armia austriacka opanowała Podole. Państwa te podtrzymywały istnienie rządu Ukrainy, który miał im ułatwić zdobycie zboża. Układ brzeski z Ukraińcami miał duże znaczenie polityczne, bowiem w znacznym stopniu przyczynił się do zdyskredytowania i upadku państw centralnych.

    Reakcja ludności polskiej na układ brzeski była jednoznacznie negatywna. Postanowienia tajnego układu z Ukraińcami uznano za zdradę interesów polskich przez państwa centralne. Cały naród uznał układ brzeski za nowy rozbiór Polski. Koło Polskie w Wiedniu przeszło do ostrej opozycji. W Warszawie Rada Regencyjna w orędziu do narodu piętnowała nowy rozbiór na tamach urzędowego “Monitora”, którego dalsze wydawanie Niemcy zawiesili. Rząd warszawski Jana Kucharzewskiego podał się do dymisji, Michał Bobrzyński zrezygnował z teki ministra Galicji, a gen. Stanisław Szeptycki złożył tekę wojennego gubernatora lubelskiego. W niektórych miastach, głównie we Lwowie i Krakowie, odbywały się burzliwe demonstracje. Odesłano cesarzowi medale i odznaczenia. Protestowali żołnierze legionowi, których niewielka liczba przebywała wówczas na Bukowinie, na pograniczu Besarabii, jako polski korpus posiłkowy. Wrzenie ogarnęło w znacznym stopniu także wieś. Zebrania protestacyjne odbywały się w Wielkopolsce, gdzie zaczął się rozwijać w przyspieszonym tempie tajny ruch o charakterze wojskowym. W lutym 1918 r. powstała tu Polska Organizacja Wojskowa (POW) zaboru pruskiego.

    Postanowienia układu brzeskiego państw centralnych z URL zostały zerwane dn. 26 lutego 1918 r., w rezultacie czego wojsko polskie miało brać udział w walkach po stronie państw centralnych. Układ brzeski zaognił stosunki polsko-ukraińskie. Stosunek przywódców ukraińskich i znacznej części duchowieństwa unickiego do postanowień układu brzeskiego w kwestii ukraińskiej był jednoznacznie pozytywny. Na zebraniu duchowieństwa wszystkich trzech diecezji greckokatolickich, które odbyło się dn. 27 marca 1918 r., wyrażono radość z faktu powstania ukraińskiego państwa nad Dnieprem i z przyłączenia do niego – jak pisano – prastarych ukraińskich ziem Chełmszczyzny i Podlasia. Uznano to za akt sprawiedliwości, oparty na historycznych tradycjach i etnograficznej większości rdzennie ukraińskiego elementu.

    W obronie postanowień brzeskich wystąpił również metropolita A. Szeptycki, uznając Chełmszczyznę za starą ukraińską krainę, która nie tylko pod względem etnograficznym winna być ściśle powiązana z Ukrainą, ale i historycznie należy do tego państwa. Należy przypuszczać, że u podstaw poparcia przez metropolitę postanowień układu brzeskiego leżał jego dalekosiężny plan pracy unijnej na nowo przyłączonych terenach. Świadczy o tym fakt. że A. Szeptycki natychmiast po zawarciu układu zdecydował się wskrzesić diecezję chełmską, aby w ten sposób wzmocnić idee unii w Ukraińskiej Republice Ludowej. Rząd austriacki nie poparł inicjatywy A.Szeptyckiego, odsyłając go ostatecznie w tej sprawie do odpowiednich władz kościelnych. Następną próbą utworzenia ukraińskiego państwa na historycznie polskim terytorium był zamach dokonany przez Ukraińców w nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. Ukraińcy opanowali wówczas Lwów, przejmując jednocześnie władzę na całym obszarze kraju na wschód od Sanu. W ten sposób została proklamowana Zachodnioukraińska Republika Ludowa. Przewaga sił ukraińskich była bardzo znaczna. Tylko we Lwowie przebywało wówczas 10 tys. żołnierzy ZURL. W marcu 1919 r. wojska Ukrainy Zachodniej liczyły ok. 40 tys. żołnierzy. Naczelne dowództwo sprawował wówczas gen. Omelianowicz-Pawlenko, w końcowym okresie kampanii gen. Grekow. Z prawnego punktu widzenia zamach ukraiński na ziemie polskie byt gwałtem i bezprawiem. Wykorzystując sytuację, jaka wytworzyła się na terenach byłej Rzeczypospolitej z chwilą wycofywania się Niemców i Austriaków, wojska bolszewickie zajmowały opuszczane przez dotychczasowych okupantów tereny, niegdyś polskie, a polityka sowiecka stawiała sobie za cel odzyskanie cesarskiego terytorium Rosji. Ową strategią sowiecką zostały objęte państwa nadbałtyckie oraz Białoruś, Ukraina i Polska. Wojska rusko-ukraińskie działały z upoważnienia austro-węgierski ego komendanta miasta gen. Pfeffera. Przez zbrojną okupację dokonaną przed rozpoczęciem rokowań pokojowych Ukraińcy chcieli przesądzić wynik tych rokowań, odrywając przemocą Galicję Wschodnią od Polski, Wobec tej agresji Polska nie mogła pozostać obojętna. Wiadomo bowiem, że przeciętnie 80% ludności miast Galicji Wschodniej stanowili Polacy, a w części kraju położonej na północ od Dniestru 50% mieszkańców. Mimo że na południe od Dniestru Polacy byli w mniejszości (29%), to jednak cała kultura tego kraju była dziełem polskiej pracy i zapobiegliwości. W wypadku, gdyby Polacy poddali się biernie zamachowi ukraińsko-niemieckiemu, Ukraińcy z powodzeniem przytoczyliby tę okoliczność jako właściwy dowód, ze ludność Galicji Wschodniej przyjęła życzliwie ustanowienie władz ukraińskich. Wszelka akcja wojenna i polityczna Polski prowadzona w Galicji Wschodniej miała więc wyłącznie obronny charakter i nie miała na celu przesądzenia siłą zbrojną postanowień kongresu pokojowego, lecz jedynie niedopuszczenie, by Ukraińcy przy pomocy wojsk niemieckich mieli zadecydować o przyszłości tego kraju na niekorzyść narodu polskiego. Należy przy tym wspomnieć, że natychmiast po oddzieleniu się Galicji od Austrii strona polska poczyniła poważne kroki w kierunku porozumienia się z Ukraińcami. Na porozumiewawcze propozycje polskie Ukraińcy odpowiedzieli zbrojnym zamachem. Zacięte walki wydane przez Ukraińców Polakom miały na celu brutalną eksterminację żywiołu polskiego i gwałtowny zabór oparty na ekspropriacji zarówno ziemi, jak i kapitałów. Zaistniało niebezpieczeństwo dla ogólnej kultury na tych terenach. Ostatecznie Ukraińcy, którzy zawiedli się na pokonanych Niemcach, zwrócili się z kolei do Rosji sowieckiej. Dla Polaków ukraiński zamach był całkowitym zaskoczeniem. Ludność polska natychmiast podjęła samoczynną obronę, której ośrodkiem stalą się Polska Organizacja Wojskowa (POW) oraz oddział żołnierzy Polskiego Korpusu Posiłkowego (PKP). Wkrótce też dołączyli do nich legioniści i oficerowie polscy z byłego wojska austriackiego, zorganizowani w Polskie Kadry Wojskowe (PKW). Na czele obrońców miasta stanął kpt. Czesław Mączyński, były oficer artylerii w wojsku austriackim, W pierwszym dniu walk Polacy rozporządzali 64 sztukami różnej broni, którą zdobywano zazwyczaj na wrogu. W przeciągu kilku dni odzyskali znaczną część Lwowa, a dn. 22 listopada, po nadejściu posiłków, całe miasto. Dnia 10 listopada 1918 r. Ukraińcy zajęli podstępnie polską wieś Sokolniki, gdzie mieszkało 98% Polaków, podpalili ją i dokonali rzezi ludności. Dnia 12 listopada Polacy zajęli wieś Rudno i tam u miejscowego proboszcza unickiego, ks. Hanyckiego, od lat łącznika pomiędzy partią ukraińską a Ostmarkenverein i rządem pruskim, znaleziono dokumenty stwierdzające fakt współdziałania z wymienionymi obcymi agendami.

    Ostatecznie po zaciętych walkach w maju 1919 r. wojska polskie opanowały Galicję Wschodnią. Unickie duchowieństwo Galicji poparło jednoznacznie zamach wojskowy Ukraińców na polskie ziemie. Hasłem Ukraińców było wówczas: “Polacy za San”. Po ogłoszeniu ZURL Cerkiew greckokatolicka stała się jej obrońcą i reprezentantem w rozmowach z Ententą. Inspiratorem wszystkich akcji dyplomatycznych i politycznych był metropolita A. Szeptycki. W czasopiśmie “Zołocziwskie Słowo” z dn. 28 listopada 1918 r., czyli w pierwszych dniach po odbiciu Lwowa przez polskie dzieci, ukazała się odezwa do narodu ukraińskiego, napisana przez unickiego kapłana. Autor wzywał w niej ukraiński naród do ponownego zdobycia Lwowa, apelując do unickich kapłanów. by organizowali lud do walki, którą winni podjąć wszyscy zdolni do broni mężczyźni. Odezwa kończyła się hasłem: “Głosimy świętą wojnę”. Druga odezwa, wydana w parę miesięcy później, czyli po przybyciu do Polski armii gen. Józefa Hallera, miała głównie na celu pouczenie ludu. w jaki sposób ma prowadzić ową świętą wojnę z Polakami. Pisano w niej, iż każdy kto wierzy w Boga i ma na tyle sił, aby podnieść rusznicę albo nóż, winien przystąpić do walki przeciw Lachom, a Bóg mu odpuści jego grzechy, tak jakby odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej.

    Najbardziej aktywnie na arenie politycznej w latach 1918-1919 występował ks. Stefan Juryk, proboszcz greckokatolickiej parafii w Złoczowie, określany jako “najzaufańszy doradca metropolity A. Szeptyckiego”. Po odbiciu Lwowa przez Polaków ogłosił on świętą wojnę przeciwko Polsce i przyrzekł, że sam z krzyżem w ręku będzie kroczył na czele ukraińskich krzyżowców. Byt on autorem pierwszej ze wspomnianych odezw do narodu. Nad grobami ruskich żołnierzy poległych w wojnie z Polakami ciągle powtarzał: “Ranny na polu chwały, dobity został przez polskich legionierów”. Jego nazwisko widniało na liście osób, które dokonały mordu na polskiej ludności w Złoczowie. Przed wkroczeniem wojsk polskich ks. S. Juryk uciekł za granicę. Innym kapłanem unickim zaangażowanym w działanie zbrojne Ukraińców przeciwko Polakom w wymienionym okresie był ks. Ignacy Cegielski, proboszcz i dziekan z Kamionki Strumiłowej. Warto przy tym zaznaczyć, że przywódcy ukraińscy głosili hasła nie tylko o charakterze antypolskim, lecz także zwalczające Kościół katolicki obrządku łacińskiego, który według nich powinien zniknąć z terenów Ukrainy.

    Zapamiętałość duchowieństwa zakonnego była podobna do tej, jaką przejawiali duchowni świeccy. Klasztor ojców Bazylianów w Żółkwi był miejscem wystąpień przeciwko Polsce, co wyrażano w kazaniach i tekstach drukowanych. Wzywano nawet do morderczych pogromów ludności polskiej. Jak już wspomniano, w rękach unickich kapłanów spoczywały też niektóre urzędy świeckie. Duchowni uniccy byli np. członkami rad narodowych, komisarzami powiatowymi i gminnymi, do nich należały sprawy aprowizacji wojska i osób cywilnych, byli przydzielani do pracy w komisjach asenterunkowych (poborowych). Na wszystkich szczeblach używali swej władzy przeciwko Polsce. I tak np. ks. Michał Dmytrenko, administrator unickiej parafii w Byczkowcach, a jednocześnie wójt miejscowej gminy, zmuszał Polaków przy pomocy żandarmów ukraińskich do wstępowania do wojska ruskiego. Przy tym głosił publicznie, że księża łacińscy powinni być usunięci z ruskich terenów, a kościoły łacińskie zamienione na cerkwie. Księża uniccy urządzali często antypolskie wiece polityczne. Wraz z księżmi unickimi wkraczały do miast i wsi bandy chłopów uzbrojonych w karabiny, proklamując powstanie państwa ukraińskiego. W Rawie np, ks. Kiprian z Niemirowa odbierał przysięgę na wierność Ukrainie; w Uhnowie miejscowy wikary ks. Gil przejmował w swe ręce władzę i własność państwową. To samo uczynił w Dolinie kapelan wojskowy ks, Mikołaj Prytulak. Znane są liczne wypadki dokonywania rabunków przez greckokatolickich księży. U ks. Tysa z Chlewczan po ustąpieniu wojsk ruskich władze polskie znalazły wiele rzeczy skradzionych z cerkwi i okolicznych dworów.

    Ksiądz arcybiskup Józef Bilczewski w swoim liście z dn. 31 marca 1920 r. pisał, że ze wszystkich stron archidiecezji lwowskiej dochodziły relacje stwierdzające jednogłośnie, iż prawie cały kler ruski wystąpił przeciw ludności łacińsko-polskiej, stał na czele wrogiej narodowi polskiemu i obrządkowi łacińskiemu akcji, kierował robotą prowokatorska, skutkiem czego był moralnym sprawcą tych wszystkich męk, jakie musiało znosić polskie duchowieństwo i polski lud wierny. Podobną opinie wyraził gen. Tadeusz Rozwadowski, dowódca wojsk polskich w Małopolsce Wschodniej podczas walk z Ukraińcami. Pisał on m.in.:

    … w czasie trwania walk zbrojnych duchowni greckokatoliccy całkowicie solidaryzowali się zarówno z organizatorami życia politycznego, jak i z ludem dokonującym mordów i rabunków na ludności i mieniu polskim. Ze strony duchowieństwa unickiego nie padł ani jeden głos protestu przeciwko gwałtom i okrucieństwom, nie został podjęły ani jeden krok zmierzający do położenia kresu bezmyślnemu pastwieniu się nad cywilną ludnością polką i polskimi jeńcami. Odpowiedzialność za te gwałty ponieść musi między innymi i duchowieństwo greckokatolickiego obrządku, pozostające w stałym kontakcie i porozumieniu z kierującymi czynnikami ukraińskimi.

    O skali tego zjawiska na terenie trzech południowo-wschodnich województw Polski może świadczyć fakt, że podane wyżej przykłady antypolskiej i antykościelnej działalności unickiego duchowieństwa dotyczy jedynie 18 dekanatów łacińskiej archidiecezji lwowskiej, na terenie których było możliwe przeprowadzenie dokładniejszych badań sondażowych . W maju 1919 r. wojska polskie opanowały Galicję Wschodnią po rzekę Zbrucz. Wówczas to wyszły na jaw okrucieństwa i zbrodnie dokonane przez Ukraińców na Polakach podczas ich półrocznego panowania w tym regionie. W celu dokładniejszego zbadania tej sprawy sejm Rzeczypospolitej powołał specjalną komisję śledczą z posłem Janem Zamorskim ze Związku Ludowo-Narodowego na czele. Wynikiem działalności wspomnianej komisji było ustalenie, że przestępstwa Ukraińców dokonane na ludności polskiej miały różnorodny charakter, bowiem oprócz licznych wypadków zabójstw i morderstw dopuszczano się często rabunków, podpaleń i rozmyślnego niszczenia mienia polskiego na tych terenach.

    Tragedia ludności polskiej zaczęta się z chwilą upadku państwa austriackiego, tj. dn. l listopada 1918 r. Wiadomo, że rząd austriacki ustępując z ziem polskich, pozostawił w Galicji Wschodniej liczne pułki złożone z Rusinów, wzmocnione żołnierzami z pułków niemieckich i węgierskich, którzy poddali się pod władzę Narodowej Rady Ukraińskiej, mianującej się władzą naczelną nad całą Galicją Wschodnią. Nowa władza przystąpiła natychmiast do likwidowania wszystkiego, co polskie: nakazano zdejmować polskie napisy i zastępować je ruskimi, zamykać polskie szkoły, a w niedługim czasie zażądano od polskich urzędników złożenia przysięgi na wierność Zachodnioukraińskiej Republice Ludowej. Polacy odmówili złożenia przysięgi, co w konsekwencji zakończyło się zwolnieniem prawie wszystkich polskich urzędników z zajmowanych stanowisk i pozbawieniem ich dochodów. Miasta i powiaty poddano władzy ukraińskich komisarzy. Ludność wsi polskich donosiła żywność dla Polaków mieszkających w miastach, narażając się na prześladowanie za tego rodzaju praktyki. Czyniła to aż do czasu wyzwolenia przez wojska polskie. Solidarność społeczeństwa polskiego w walce o przetrwanie była powodem podejrzeń o spiski i przygotowywanie odwetu. Było to pretekstem do udzielenia żołnierzom ukraińskim prawa do przeprowadzania rewizji w domach polskich rodzin. Nagminnie rewizje te kończyły się rabunkiem, grabieżą, a nieraz nawet morderstwem. Według prowizorycznych obliczeń tego rodzaju morderstw popełniono ok. 90.

    Rabowano przede wszystkim dwory polskie i kościoły katolickie. Wiele kościołów zostało przy tym sprofanowanych. Ponadto okradano ludność polską z pieniędzy pod pozorem zmiany monety austriackiej na ukraińską. Inną formą masowych prześladowań Polaków było tworzenie cywilnych obozów jenieckich. Było ich wiele. Do najważniejszych i najbardziej znanych ze względu na okrucieństwo stosowanych tam metod należały obozy w Żółkwi. Złoczowie, Tarnopolu, Mikulińcach, Strusowie, Jazłowcu, Kołomyi, na Kosaczu. Spędzano tam internowanych w zimie do nie opalanych baraków. Z początku nie dawano im nic do jedzenia, później otrzymywali rano ciepłą kawę i raz na tydzień kawałek chleba, a czasami i koniny. Szerzyły się różne choroby, głównie odmrożenia kończyn i tyfus. W obozie w Mikulińcach stwierdzono ponad 600 wypadków zgonów na tyfus. Podobnie działo się w pozostałych obozach. Z zasady zawsze chorych mieszano ze zdrowymi i nowo przybyłymi, stąd szybkie rozprzestrzenianie choroby. W tej sytuacji nietrudno obwiniać organizatorów tych obozów o rozmyślne dążenie do wyniszczenia jak największej liczby Polaków, Zdrowszych internowanych używano do bezpłatnych robót, np. przy układaniu torów kolejowych, do prac drogowych i innych. Ludzie ci pracowali na mrozie bez odpowiedniego okrycia, a zwłaszcza bez butów, co było przyczyną licznych zgonów j ciężkich chorób. Inną formą prześladowań było podpalanie polskich wsi, co miało miejsce głównie w okresie wycofywania się wojsk ukraińskich spod Lwowa. Spalono wówczas 96 gospodarstw w Biłce. gdzie jednocześnie zabito ponad 50 Polaków, mieszkańców tej wsi. W Bitce Szlacheckiej podczas pożaru podpalonej wsi zamordowano 28 osób. Podobnie było w Dawidowie i innych miejscowościach zamieszkanych głównie przez ludność polską. Inną formą nienawiści było gwałcenie polskich dziewczyn, a następnie mordowanie swych ofiar, co miało miejsce we wsi Chodaczków Wielki k. Tarnopola, gdzie zginęły w ten sposób cztery dziewczyny, W Żółkwi ukraiński ataman Klee, Niemiec, założył dom publiczny dla ukraińskich żołnierzy, w którym zmuszano do prostytucji polskie dziewczęta. Podobnie postąpiono z zakonnicami z trzech polskich zakonów.

    Odosobnionych wypadków znęcania się nad polskimi kobietami było znacznie więcej. Odnotowano Jednocześnie wiele wypadków rozstrzeliwania polskich Jeńców wojennych, co miało np. miejsce w miejscowości Szkło i w lesie Grabnik k. Szkła, gdzie rozstrzelano 17 rannych polskich żołnierzy. Podobnie stało się z 26 jeńcami polskimi w Janowie. Księdza Rysia z Wiśniewa zakopano żywcem do góry nogami. Grzebanie żywcem powtarzało się bardzo często. We wszystkich podmiejskich gminach lwowskich, jak: Brzuchowice, Bitki, Winniki, Dawidów, Sokolniki, Dublany i Basiówka. pozostały ślady stosowania wymienionych wyżej form prześladowań. W Basiówce mordowano nawet niemowlęta. Stosowanie sądów doraźnych wobec polskich więźniów było zjawiskiem dość częstym. Tak było np. w Złoczowie, gdzie w nocy z 26 na 27 marca 1919 r. aresztowano kilkunastu polskich kolejarzy podejrzanych o przynależność do spisku przeć i wrzodowego. Przesłuchiwanie odbywało się w ten sposób, że ofiary bito do nieprzytomności, wmawiając im istnienie spisku przeciw Ukraińcom. Tak zwana rozprawa przeciw oskarżonym rozpoczęła się o godz. 7 rano, a w dwie godziny później zapadł wyrok skazujący wszystkich na karę śmierci. W ten sposób zamordowano w Złoczowie 28 Polaków, a w Jaworowie – 17. W innych miejscowościach zamordowanych w ten sposób było po kilka osób lub po jednej. Ze szczegółowych badań wynika, że największym okrucieństwem odznaczali się żołnierze półinteligenci, ukraińscy oficerowie oraz synowie parochów greckokatolickich. Po zajęciu przez Polskę Galicji Wschodniej rząd ZURL przeniósł się do Wiednia, a następnie do Pragi czeskiej. Z upadkiem rządu nie zakończyła się walka Rusinów-Ukraińców o niezawisłość tzw. Ukrainy Zachodniej. Prowadzono ją nadal w różnych ośrodkach zagranicznych oraz w podziemiu na terenie Galicji. Po 1920 r. walka ta przeszła ze sfery bezpośredniej konfrontacji do akcji propagandowej i dyplomatycznej, w której główną rolę odgrywało unickie duchowieństwo. Praskim ośrodkiem ukraińskiej władzy kierował początkowo Jewhen Petruszewicz. Ze względu na trudne uwarunkowania polityczne władze polskie zastosowały bardzo umiarkowane kary wobec księży unickich i innych osób odznaczających się szczególną aktywnością antypolską w latach 1918-1919. W połowie grudnia Rada Ministrów RP wydała zarządzenie o zwolnieniu wszystkich osób internowanych i aresztowanych za antypolską działalność w Małopolsce Wschodniej, w tym także duchownych greckokatolickich.

    Do końca października 1920 r. na podstawie prawomocnych wyroków sądowych pozostało w więzieniach jedynie 7 księży unickich, w lutym 1921 r- i oni zostali zwolnieni, z wyjątkiem ks. Mikołaja Konrada, w którego sprawie trwało nadal dochodzenie sądowe. W sprawie uwolnienia duchownych unickich skutecznie interweniował Watykan przez nuncjusza apostolskiego w Warszawie, który słusznie uważał, że skargi Ukraińców kierowane do najwyższych autorytetów w świecie osłabiały międzynarodową pozycję Polski. Mając na uwadze polską rację stanu, a nie kryterium sprawiedliwości, rząd polski odstąpił od egzekwowania zasądzonych wyroków sądowych wobec Ukraińców, głównie kapłanów greckokatolickich. Od tego czasu nie było końca w szkalowaniu Polski przez Ukraińców. Po ponad dziesięciu latach od wydarzeń z lat 1918-1920 przywódcy ukraińscy ponownie przystąpili do realizowania swoich planów dotyczących utworzenia niezależnej Ukrainy na terenach należących aktualnie do państwa polskiego. Antypolską działalność z lat 1930-1931 zainspirowała ukraińska inteligencja przebywająca wówczas w Wiedniu. Była to głównie część ówczesnej reprezentacji parlamentarnej, działającej w porozumieniu z rządem austriackim i niemieckim. Władze polskie usilnie dążyły do ścisłego zintegrowania terenów byłej Galicji Wschodniej z resztą kraju. Wychodząc z założenia, że ruską ludność Małopolski Wschodniej najskuteczniej można pozyskać, stwarzając jej odpowiednie warunki materialnego bytu i kulturalnego rozwoju, przeznaczono z budżetu państwa znaczne sumy na te cele. Środki te mogły być niewystarczające, bowiem państwo polskie po okresie 123 lat niewoli było biedne i nie mogło w sposób dostateczny zaspokoić wszystkich potrzeb ludności, lecz były one znacznie wyższe od tych, jakie rząd polski przeznaczał na rozwój innych regionów kraju. Dzięki tym nakładom w okresie dziesięciu lat rządów polskich zaznaczył się wybitny rozwój ukraińskiego ruchu spółdzielczego. Szczególną uwagę zwróciły władze polskie na odbudowe zniszczonych wsi Małopolski Wschodniej. Nakłady państwowe na te cele były olbrzymie, dzięki czemu do końca 1928 r. odbudowano 125 tys. domów mieszkalnych oraz zagospodarowano i oddano pod uprawę 2800 tys. ha ziemi leżącej dotąd odłogiem- W dziedzinie oświaty zaznaczył się wielki wzrost ukraińskich towarzystw i instytucji kulturalno-oświatowych. Już konstytucja marcowa z 1921 r. zapewniała wszystkim mniejszościom narodowym “prawo zachowania swej narodowości i pielęgnowania swojej mowy i właściwości narodowych”, co oznaczało m.in. możliwość zakładania i prowadzenia szkół z własnym językiem wykładowym. Ze szczegółowych badań na ten temat wynika, że np. w 1926 r. liczba uczniów szkół podstawowych w Małopolsce Wschodniej z językiem wykładowym ukraińskim stanowiła 51,2% liczby wszystkich dzieci uczących się w tym typie szkolnictwa, a liczba szkół z językiem polskim 41,7%. W roku szkolnym 1930/31 polscy Ukraińcy mieli 3113 szkoły powszechne, w tym 139 z własnym językiem wykładowym, oraz 2974 szkoły utrakwistyczne (dwujęzyczne). Wzrostowi szkół utrakwistycznych sprzyjała polityka rządu polskiego, a zwłaszcza władz terenowych. Stosunkowo wysoka była liczba studentów narodowości ukraińskiej w roku akademickim 1929/30 (2175 osób), studiujących na wszystkich polskich uczelniach.

    W tymże roku Ukraińcy mieli 83 tytuły własnych czasopism w języku narodowym, w tym 13 o treści religijnej, 3 młodzieżowe, 21 politycznych, 10 o treści gospodarczej, a 14 o treści kulturalno-oświatowej . Charakteryzując sytuację na ziemiach Małopolski Wschodniej w 1930 r.. czyli przed wybuchem akcji sabotażowych, należy stwierdzić, że ludność ukraińska korzystała wówczas z szerokiego samorządu na wszystkich szczeblach administracji terenowej oraz w centralnych władzach Polski . Władze polskie wychodziły z założenia, że jedynie w demokratycznym państwie, gwarantującym wszystkim obywatelom swobodny rozwój kulturalny, językowy. religijny, narodowy i polityczny, należy w przyszłości szukać najwłaściwszych rozwiązań.

    Tego rodzaju polityka narodowościowa i działania władz polskich zaniepokoiły te grupy ukraińskich polityków z UWO i OUN, zarówno w kraju, jak i zagranicą, które jednoznacznie i otwarcie dążyły do oderwania południowo-wschodnich województw od Polski. Ukraińska Wojskowa Organizacja z centralą w Berlinie posiadała w kraju liczne nielegalne ekspozytury. Jej przywódcy pozostawali w bliskich kontaktach z władzami państwowymi Niemiec, skąd głównie szły do Polski dyrektywy, by utrzymywać stosunki narodowościowe w Małopolsce Wschodniej w stanie nieustannego wrzenia. Przywódcy hołdowali zaś zasadzie, że jakakolwiek ugoda z Polską to “pogrzeb myśli o wolności i niepodległości”. Ukraińska Wojskowa

    Organizacja powstała w 1921 r. jako konspiracyjna organizacja rewolucyjna o charakterze wojskowym, której celem było oderwanie od Polski drogą walki zbrojnej obszarów południowo-wschodnich, czyli województw: lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego, i utworzenie na tych terenach niezależnego państwa ukraińskiego. W założeniach programowych OUN z 1931 r. w skład państwa ukraińskiego, czyli tzw. Wielkiej Ukrainy, oprócz Małopolski Wschodniej miały wchodzić: cała Ruś Czerwona, Białoruś, Wołyń, Chełmszczyzna, część Podlasia, ponadto Ukraina sowiecka z Krymem. cześć Besarabii, Podkarpacie i Ruś Zakarpacka, W 1927 r. powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

    Jako organizacja o charakterze politycznym miała głównie na celu opracowanie programu dla działań UWO, stając się w ten sposób jakby nadbudówką ideologiczną organizacji wojskowej. Te dwie organizacje w drugiej połowie 1930 r. zorganizowały w Małopolsce Wschodniej zakrojone na szeroką skalę akcje sabotażowe w celu “uaktualnienia kwestii ukraińskiej w Polsce” na terenie międzynarodowym, zahamowania wzrostu w ukraińskim społeczeństwie nastrojów ugodowych w stosunku do Polski, przyczynienia się do podniesienia autorytetu w oczach ukraińskiego społeczeństwa przywódców UWO i OUN przez ukazanie ich żywotności i aktywności, a także wywołania u lojalnej wobec Polski ludności ruskiej przekonania o słabości władz polskich. Obie wspomniane organizacje chciały też wykazać się “jakąś robotą” wobec ukraińskiej organizacji w Ameryce, skąd czerpały znaczne wsparcie finansowe i materialne. W ten sposób sprawy wewnątrzpolskie nabrały wielkiego rozgłosu za granicą. Do nagłośnienia przyczynił się też fakt, że akcja sabotażowa zbiegła się z akcją rewizjonistyczną i antypolską państwa niemieckiego. Były to więc działania zaplanowane wspólnie z Niemcami, które w Ukraińcach znalazły odpowiedniego sojusznika. Z drugiej strony nie bez znaczenia był fakt, że propaganda komunistyczna, dla której Polska była największą przeszkodą w zrewolucjonizowaniu Europy, starała się odwrócić uwagę świata od położenia ludności ukraińskiej na terenie sowieckiej Ukrainy, gdzie ruch narodowy był tłumiony za pomocą krwawego terroru. Nic też dziwnego, że dzięki pomocy świetnego aparatu propagandowego niemiecko-sowieckiego irrydentyści ukarińscy potrafili wprowadzać w błąd znaczną część opinii publicznej Europy i świata.

    Na związki akcji terrorystycznej w Małopolsce Wschodniej z Sowietami wskazywał jednoznacznie Andrzej Lewicki, prezes emigracyjnego rządu ZURL, twierdząc, że inspiratorami akcji dywersyjnej w Małopolsce były Sowiety. Władze polskie były dostatecznie dobrze zorientowane, że Małopolska Wschodnia stała się terenem, na którym Sowiety i Niemcy starały się podniecać antagonizmy narodowościowe i utrudniać konsolidację społeczeństwa polskiego. Nacjonaliści ukraińscy zaś, niezadowoleni z nowego układu stosunków powojennych, znaleźli przyjazne schronienie w ościennych państwach i przy ich poparciu utworzyli ośrodki rewolucyjne, Z licznych dochodzeń sądowych w sprawie sabotażu w Małopolsce Wschodniej wynika, że akcja ta nosiła charakter zorganizowanego wystąpienia UWO. Jej celem było m.in. podtrzymywanie wrogości ludności ukraińskiej w stosunku do państwa polskiego, u zagranicy zaś pogłębianie przekonania o niepewności granic państwa polskiego oraz braku jego wewnętrznej konsolidacji przez wywoływanie niepokojów i anarchii, a także zamanifestowanie antypolskich nastrojów ludności ukraińskiej. W artykule nieznanego autora pt. Częściowe wystąpienie UWO, drukowanym w czasopiśmie “Ukraina”, ukazującym się w Chicago, stwierdzono wprost, że takie częściowe wystąpienie UWO miało na celu szerzenie w kraju w sposób zorganizowany niepokojów, paniki wśród ludności polskiej, łamanie ducha w społeczeństwie polskim, sianie niewiary w powodzenie akcji ochronnej ze strony władz polskich przed atakami elementu ukraińskiego oraz wywarcie wpływu psychicznego na ludność ukraińską o skrajnie wrogim nastawieniu do państwa i narodu polskiego, Z treści wspomnianego artykułu wynika, że akcja sabotażowa w 1930 r. zaczęta się od pojedynczych, oderwanych napadów Ukraińców na majątki ziemskie znanych polskich osób, np. generałów, byłych wojewodów, ministrów itd., i w szybkim czasie rozszerzyła się na wszystkich obszarników bez wyjątku i na kolonistów, a także na niektóre obiekty państwowe. Sabotaże skierowane przeciw kolonistom i obszarnikom polskim miały na celu “odstraszenie” Polaków od osiedlania się na ziemiach Małopolski Wschodniej, uznanych przez przywódców ukraińskich za należące do ludności rusko-ukraińskiej. Inną przyczyną zorganizowania akcji sabotażowych, według wspomnianego artykułu, było oddziaływanie psychiczne na masy ludności ukraińskiej, która widząc pożogę majątków i dobytku swoich wrogów, miała się przekonać o swoim ostatecznym zwycięstwie (…)

    (…) Jeden z przywódców ukraińskich, Eugeniusz Onacki. na odczycie w Londynie oświadczył, że sprawa ukraińska w Małopolsce Wschodniej nie może być załatwiona drogą ugodową i jego zdaniem UWO nie złoży broni aż do wyparcia “okupacji polskiej” z ziemi ukraińskiej. W czasopiśmie ukraińskim “Rozbudowa Nacji” apelowano do narodu ukraińskiego w sposób następujący:

    Zbliża się nowa wojna, do której winniśmy się przygotować, Z chwilą, kiedy ten dzień nadejdzie, bodziemy bez litości, zobaczymy powstających Żeleźniaków i Gontę, i nikt nie znajdzie litości, a poeta będzie mógł zaśpiewać “ojciec zamordował własnego syna”. Nie będziemy badali, kto bez winy, tak jak bolszewicy, będziemy najpierw rozstrzeliwali, a polem dopiero sądzili i przeprowadzali śledztwo.

    W dotychczasowej historiografii, zwłaszcza ukraińskiej, wypowiedziano wiele krytycznych uwag na temat akcji pacyfikacyjnej władz polskich wobec ludności ruskiej zamieszkującej trzy południowo-wschodnie województwa II Rzeczypospolitej. Jednym z pierwszych odzewów na akcję samoobrony Polaków był list pasterski biskupów unickich trzech diecezji greckokatolickich w Polsce, w którym ukazano akcję pacyfikacyjną rządu polskiego w sposób tendencyjny i niezgodny z prawda.

    Następnie w sposób lawinowy ukazało się wiele artykułów i broszur ukraińskich o treści szkalującej Polskę i mających na celu podważenie jej międzynarodowego autorytetu. Nie zwracano przy tym uwagi na racje polskie, a głównie na rzeczywisty stan rzeczy, lecz uczyniono z tej sprawy wielką antypolską akcje propagandową. Przyniosła ona pewne efekty. Spowodowała np. wystąpienia protestacyjne niektórych odłamów społeczeństwa krajów zachodnich, a także papieża. Mimo wyjaśnień rządu polskiego, skierowanych do Watykanu, że władze państwowe musiały w ten sposób zareagować na sprzeczną z postanowieniami konkordatu działalność duchowieństwa greckokatolickiego, pewna nieufność jednak pozostała.

    Źródło tekstu:

    1. F.Rzemieniuk – „Unici polscy 1596-1946” – Siedlce 1998.

  3. JO said

    Co innego Unici Brzescy a co innego Grekokatolicyzm Ukrainski oparty na Popach Grekokatolickich Woloskich i Zydach.

    Unia Brzeska byla Unia Prawoslawia z KKatolickim w Polsce- to byla Unia Prawdziwa, Ortodoksja – Tradycja w Unii byla zachowana.

    Natomiast grekokatolicyzm Ukrainski – jest judaizmem Talmusycznym bizantyjskiego pochodzenia, pochodzacym od Judaistycznego Prawoslawia w Rosji, Bizancjum – Turcji, zakorzeniony-przejety przez Masonerie Grekokatolicka-Woloska w Galicji.

    Prawdziwych Unitow Wybila Carska Rosja i dokonala spustoszenia .Masoneria.

    Unita=Tradycyjny Katolik obrzadku Wschodniego Polskiego, Odwiecznego, zachowujacego Ortodoksje

    Kosciol Katolicki Obrzadku Ukrainsko Bizantyjskiego – to judaistyczna sekta, Masonska Sekta.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: