Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Polskie państwa, o których nie słyszeliście

Posted by Marucha w dniu 2012-04-18 (Środa)

Zanim powstała II Rzeczpospolita, na jej terenach instalowało się mnóstwo różnych innych organizmów parapaństwowych. Wcale nie było powiedziane, że Polska, która jakiś czas później wybuchła, jest jedyną możliwą opcją, wyczekiwaną przez wszystkich.

Mapa zjednocznonej (a raczej – wymarzonej) Polski nakreślona w 1918 roku przez Wiktora Skargę-Dobrowolskiego.

„Rzeczpospolita Tatrzańska”. Od Rużomberoku po Nowy Targ.

Autorskie pomysły na przyszłość miało na przykład takie Zakopane. Choć trudno ocenić, na ile poważne.
„Z końcem października 1918 roku […] rozpadła się do cna monarchia austro-węgierska” – pisze Rafał Malczewski w „Pępku świata”. – „Rodziły się nowe ojczyzny”.

„W Zakopanem wrzało w kawiarniach. Rodziły się różne projekty przy gorzałce. Orkan z autorem tych bajań rozważał możliwości utworzenia osobnego kraiku pod opieką przyszłej Ligi Narodów składającego się z Podtatrza z Nowym Targiem i Słowackich Tatr z Popradem i Rużomberkiem. Jakaś taka Rzeczpospolita Tatrzańska. Powstałoby coś na kształt Monte Carlo plus St. Moritz plus Motmartre i Czerniaków, plus puszcze kanadyjskie.

Wyścigi konne na torach w Łomnicy tatrzańskiej, ruletka i bakarat w kasynach, kabarety, dansingi, music-halle, oberże, góralszczyzna do potęgi, polowania […], narciarstwo i turystyka, stumetrowe skoki na deskach, bobsleje, ślizgawki, ponadto hulanki na dołach i na wierchach” – pisał Malczewski. – „Kto by tu z czasem nie przyjeżdżał. Potentaty i rekiny kapitalizmu z nowych państewek, ministrowie i dyplomacja, premierzy, może i poniektóry król […]. Mówiło się o tym bez końca”.

„Mówiliśmy o ekonomicznych podstawach państewka, zbudowanych na turystyce i domach gry, rozsianych pod Tatrami, w Zakopanem, Tatrzańskiej Łomnicy, w Szmeksie i Szczyrbskim Plesie, opłatach paszportowych itd. Marzyliśmy o operach w Nowym Targu i Popradzie, o budowie hoteli w Zakopanem na wzór tych z południowej strony Tatr. Chcieliśmy gwizdnąć na dwie Rzeczypospolite, skaczące sobie już do oczu [młode republiki: polską i czechosłowacką – przyp. ZS] , i uwolnić się od starych zapleśniałych kompleksów. Kto wie, jak by to było na obszarze naszego państwa” – pisze Malczewski, po czym konstatuje: „lecz w roku 1939 bylibyśmy równie bezsilni jak Polska i Czechosłowacja”.

Takie państwo, oczywiście, nigdy nie powstało.

Rzeczpospolita Zakopiańska jednak istniała naprawdę.

Rzeczpospolita Zakopiańska

W październiku 1918 roku w Zakopanem ustanowiono rząd niezależny od rządu padłych Austro-Węgier. Tyle, że we władzach tej zakopiańskiej „Rzeczypospolitej” nikt nie chciał odrywać się od Polski. W oczekiwaniu na objęcie władzy na Podhalu przez Polskę przez dwa tygodnie trwał pod wierchami wolny kawałek późniejszej Rzeczpospolitej. Na jego czele postawiono Stefana Żeromskiego.

„Wobec przyjęcia zasad pokojowych prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona przez państwa rozbiorowe, uważamy się odtąd za obywateli wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polski. Tej Polsce winniśmy wierność i posłuszeństwo, mienie i krew naszą, nie uznajemy żadnych więzów, tym najświętszym obowiązkom przeciwnych” – głosiło oficjalne pismo zakopiańczyków. Do parlamentu w Wiedniu przesłano notę informującą, że od tej pory to Zakopane reprezentuje Polskę.

I tak się zaczęło. Rozbrojono austriackich żołnierzy (którzy, jeśli wierzyć Malczewskiemu, przyjęli to rozbrajanie z ulgą: w końcu to się stało, co się stać musiało), przejęto kluczowe instytucje, jak poczta, stacja telefoniczna oraz arsenał.

Każdemu, kto ma jakąkolwiek wątpliwość, że to właśnie Polska wykuwała się pod Tatrami, przedstawić można na to niezbity dowód: w ciągu tych dwóch tygodni zakopiańskiej niepodległości w Radzie Narodowej żarto się na potęgę: PPS-owi nie podobali się dominujący w niej endecy, a endecy psioczyli na PPS-owców.

Jak tę republikę Żeromskiego opisywał Rafał Malczewski?

„Ujawniły się tajne organizacje, nowe twarze, nowi bohaterzy. Pochody, przysięgi, wiece, poryw patriotyzmu, gadulstwa, improwizacji. Rodziły się nowe ojczyzny – byli urzędnicy monarchii ustępowali łagodnie i cicho, zniechęceni brakiem porządku w przewrocie […]. Panowała radosna anarchia […]. Za rządy chwycili amatorzy”.

Na ręce Żeromskiego „wojsko i urzędnicy składają przysięgę na wierność Rzeczypospolitej. Żeromski powołuje radę przyboczną […], chce być sprawiedliwym włodarzem. Dezerterzy wracają z gór, Zakopane roi się od dawno niewidzianych twarzy”.

Biedota „burzy się, chce ukarać właścicieli sklepów, którzy uprawiali pasek, czyli czarny handel podczas wojny. Chcą po prostu zrabować dobrze zaopatrzone piwnice paskarzy”. Żeromski „lęka się takich samosądów”.

„Słysząc o groźbach coraz bardziej szerzonych tworzy straż obywatelską […]. Cepry i posłuszni górale chodzą nocami po Krupówkach i stróżują. Mają krócice w rękach i czują swoją ważność, strasząc nielicznych przechodniów”.

Malczewski w takiej straży udziału nie brał. Nie miał ochoty „ziębnąć nocami, by jakiś czarnogiełdziarz mógł spać spokojnie”.

Zresztą – jak wspomina Malczewski – spod władzy Rzeczpospolitej Zakopiańskiej wyrwała się na swego rodzaju niepodległość ulica Kasprusie, na której straży nikomu nie chciało się wystawiać.

„Wydaje się z perspektywy czasu […], że Żeromski, jako krótkotrwały caudillo i wódz Zakopanego dokonał więcej, niż d’Annuzio zdobywając Triest. Nikomu nie zaszkodził i będąc oszalałym polskością pisarzem i pepeeskim szlachcicem, nie był faszystą ani zbirem” – podsumowuje dyktaturę Żeromskiego Malczewski.

Wojna zakopiańsko – … no właśnie. Jaka? Węgierska? Słowacka? Czechosłowacka?

Jako ciekawostkę można przytoczyć historię o wojskowej inwazji „Rzeczpospolitej Zakopiańską” na węgierską część Orawy, by odwojować od powstającej Czechosłowacji wsie Głodówka (słowacka Hladovka) i Sucha Góra. Teren ten, notabene, funkcjonował przy Polsce do 1924 roku. W 1924-tym właśnie polskie władze wymieniły go z Czechosłowacją na Lipnicę Wielką, by w 1938, przy okazji zajęcia Zaolzia, znowu do Głodówki i Suchej Góry wrócić. W ładzie powojennym znalazły się w składzie CSRS.

Sam Żeromski wspominał swoje rządy po północnej stronie Tatr tak:

„Powierzono mi niemal dyktaturę nad Zakopanem i przyległymi dolinkami. Sprawowałem ten niezapomniany, śmieszny i wzniosły urząd przez jedenaście dni, gdy się mama Austria waliła w guzy. Zaprzysiągłem uroczyście wojsko, policję, szpiclów, gminę, pocztę i telegraf na wierność nowemu Państwu, a nawet prowadziłem wojnę o odzyskanie wsi Głodówki i Sucha Góra od inwazji czeskiej [mistrzowi chodziło o „inwazję” w najlepszym razie „czechosłowacką” – przyp ZS]. Mile wspominam te moje przewagi wojenne i dyktatorskie, gdyż zawierają morze wesela”.

Znacznie dłużej trwała Republika Tarnobrzeska.

Republika Tarnobrzeska

Państewko to powstało 6 listopada 1918 roku i żyło całkiem, jak na polityczną efemerydę, długo, bo około dwóch miesięcy.

Tarnobrzeg należał do tych regionów „cekańskiej” Galicji i Lodomerii, o których mówiło się „Golicja i Głodomoria”. I które były symbolem przysłowiowej prawie „biedy galicyjskiej”.

Po upadku Austro-Węgier lokalni chłopi nie życzyli sobie kolejnego kapitalistycznego państwa, bowiem w kapitalizmie nie czuli się najlepiej. Tym bardziej, że na Wschodzie właśnie jaśniało coś, co w radzieckim hymnie zostało określone jako „słońce swobody”.

Protesty w podtarnobrzeskich wsiach i w samym Tarnobrzegu odbywały się równie często, co obecne protesty w Atenach.

Mimo więc, że austriackie wojsko rozbrojono tutaj jak i w innych częściach Galicji, i mimo, że lokalny samorząd rozpoczął organizowanie lokalnej władzy cywilnej, równolegle zaczęła organizować się inna władza, inspirowana przez rosyjską rewolucję. I to ona nadała na tych terenach ton.

Co ciekawe, jednym z założycieli Republiki Tarnobrzeskiej był rzymskokatolicki ksiądz Eugeniusz Okoń. We wczesnych latach europejskiego socjalizmu, jak widać, znajdowały się pośród kleru jednostki, którym całkiem naturalnie ciążyło tam, którędy chodziła też nauka Chrystusa: do najuboższych. Na tej samej zasadzie w Ameryce Południowej zawiązał się swoisty „sojusz sierpa i krzyża”, który w wielu miejscach trwa do tej pory – bo wielu latynoamerykańskich kapłanów popiera ruchy socjalistyczne.

Inna sprawa, że prochłopskie poglądy księdza Okonia bywały dość groteskowe. Podobno miał się domagać na przykład, by mszalne słowa „Pan z wami” zastąpić słowami „chłop z wami”, a „anioł Pański” na „anioł chłopski”.

7 października 1918 roku Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość Polski i powoli przejmowała od zaborców kolejne instytucje. Zanim jednak jeszcze powierzyła misję tworzenia Józefowi Pilsudskiemu, Okoń, wraz z tarnobrzeskim dowódcą żandarmerii (i byłym legionistą Piłsudskiego) Tomaszem Dąbalem ogłosił niepodległość Tarnobrzegu i okolic. Obaj panowie nie zamierzali uczestniczyć w polskim burżuazyjnym projekcie. Mieli mocne poparcie lokalnego chłopstwa.

Ksiądz Okoń i Dąbal poparli natomiast tworzony właśnie w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej (ludowy, ale – pamiętajmy – niekomunistyczny).

Gdy Daszyński jednak kilka dni później złożył w Warszawie dymisję na ręce Piłsudskiego, Republika Tarnobrzeska odmówiła włączenia się w struktury tworzącej się właśnie Polski.

Radykalni ludowcy – Okoń i Dąbal – zapowiadali zlikwidowanie na terenie Republiki systemu kapitalistycznego. Grozili obszarnikom, których ziemie miały zostać rozdzielone między chłopów bez odszkodowania. W ten sam sposób miano rozdać ziemię osadników niemieckich.

„Zażyj ty chłopie choć raz do syta” – miał agitować ks. Okoń, zapowiadając, że koniec już z czworakami, z rządcami, „ze strażą leśną i łąkową”. Koniec miał być z czapkowaniem panom: to oni mieli czapkować chłopom i robotnikom. To chłopi i robotnicy mieli mieszkać w pałacach. Tworzono ludowe milicje.

Z ideą Republiki Tarnobrzeskiej sympatyzowało wielu w okolicznych miastach, m. in. Mielcu i Tarnobrzegu. Rewolucyjny ferment w regionie był duży.

Republice położyła kres interwencja Polskiej Komisji Likwidacyjnej, która wprowadzała polskie rządy na terenach dawnego zaboru austriackiego. Do Tarnobrzega na początku 1919 roku weszli polscy żołnierze i tak skończyły się ludowe rządy.

Co się stało z tarnobrzeskim „duumwiratem” – Okoniem i Dąbalem?

Ksiądz Okoń został aresztowany, ale wyszedł po tym, jak w tym samym roku wybrano go do Sejmu. W czasie wojny ukrywał Żydów, był związany z AK-owską partyzantką. Umarł parę lat po wojnie jako wiejski proboszcz.

Tomasz Dąbal bawił się w politykę razem z księdzem Okoniem. Radykalizował się i komunizował coraz bardziej. W końcu wyjechał do ZSRR, gdzie działał w tzw. „okręgu polskim”, zwanym także „Marchlewszczyzną” (polskie obwody autonomiczne w ZSRR to temat na kolejny artykuł). Dąbal skończył, niestety, źle. W 1937 roku jego wymarzony kraj zrobił mu to samo, co zrobił wielu innym, którzy zafascynowani komunistyczną ideą udali się do „ojczyzny proletariatu”. Dąbal został rozstrzelany.

Za czasów PRL jeden z tarnobrzeskich placów nosił miano Placu Republiki Tarnobrzeskiej. Jedna z ulic – imię Dąbala. Dla Okonia w PRL-owskim mieście miejsca się nie znalazło.

Republika Ostrowska

Republika Ostrowska była – w pewnym sensie – wielkopolskim odpowiednikiem Rzeczpospolitej Zakopiańskiej. Już we wrześniu 1918 roku polscy mieszkańcy Ostrowa Wielkopolskiego i jego powiatu utworzyli komitet, mający przejąć władzę z rąk pruskich w imię tworzącej się Polski.

Przez jakiś czas sytuacja w mieście nie była wyklarowana: lokalni Niemcy tworzyli swoje instytucje, a Polacy – swoje. Jedni wystosowywali wobec drugich pompatyczne apele i manifesty – i odwrotnie. W Niemczech szalała wtedy rewolucja, a Polska się dopiero tworzyła: nikt zbyt dobrze nie wiedział, na jakim stoi gruncie i wszyscy uważnie obserwowali sytuację międzynarodową.

Ostrów i okolice – póki polski rząd nie jest w stanie objąć faktycznej władzy nad regionem – ogłaszają niepodległość. Niemiecka prasa uznała ton krok za separatystyczny, tyle tylko, że i tak wszystko się sypało i Niemcy zaczęli już do tego powoli przywykać. Nikt więc specjalnej paniki nie podnosił.

Pod koniec grudnia wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Ostatniego dnia 1918 roku polskie oddziały wkroczyły do Ostrowa. Pierwszego dnia 1919 roku do miasta przybył Ignacy Paderewski. Odrodzona Rzeczpospolita przybyła do miasta.

Wolne Państwo Świętno / Freistaad Schwenten

Podobna historia, tyle, że w drugą niejako stronę, wydarzyła się w mieście Świętno, trochę ponad 100 kilometrów dalej. Również w Wielkopolsce, a za czasów kajzerowskich – w prowincji Posen.

Świętno było państwem całą, można powiedzieć, gębą: miało nie tylko własne terytorium, władze i obywateli, ale także całkiem szerokie uznanie międzynarodowe.

Utworzono je wtedy, kiedy niedaleki Ostrów przyłączał się właśnie do Polski: w styczniu 1919 roku. Tego właśnie losu Świętno chciało uniknąć. W miasteczku – co prawda – żyli Polacy, ale dominującą częścią ludności byli Niemcy. Świętnianom nie uśmiechała także jednak czerwona republika niemiecka, a wiele wówczas wskazywało na to, że i w Niemczech, podobnie, jak w Rosji, zwycięży komunistyczna rewolucja.

Mieszkańcy Świętna zatem – na czele z ewangelickim pastorem Emilem Hegemannem jako prezydentem i ministrem odpowiedzialnym za sprawy zagraniczne – 5 stycznia 1919 roku ogłosili niepodległość. Podobnie, jak wszystkie pozostałe republiki, o których już tu mówiono, Hegemann powoływał się na słowa Woodrowa Wilsona o prawie narodów do samostanowienia.

Niepodległość ta trwała dokładnie 218 dni.

Jak można przeczytać w książce „Geographische Kuriositaeten” Marfreda Schmidta, ministrem spraw wewnętrznych nowego państwa został dotychczasowy burmistrz Drescher, a ministrem wojny – leśniczy Teske. Od razu zabrano się za stanowienie praw: parlament zbierał się w gospodzie u oberżysty Schulza. Chcącym republikę odwiedzić wydawano wizy, w które z całą powagą wbijano stemple.

Z powstańcami wielkopolskimi prowadzono negocjacje, które doprowadziły do uszanowania przez nich świętnieńskiej niepodległości. Terytorium państwowe rozciągało się od niedalekiego jeziora Rudno po kanał Obry. Granicy lądowej strzegli uzbrojeni funkcjonariusze.

Neutralność Freistaat Schwenten była jednak czystą teorią. Państewko miało charakter niemiecki, i takie też były jego polityczne sympatie. Podczas powstania wielkopolskiego na teren Świętna często wmaszerowywały niemieckie oddziały (choć trzeba przyznać, że prezydent Hegemann dbał o stosunki z powstańcami – oczywiście w ramach interesu Schwenten).

W sierpniu Republika wystosowała petycję do Berlina o przyjęcie jej w skład Niemiec. Podanie rozpatrzono pozytywnie.

Obecnie Świętno jest położoną w Wielkopolsce wsią. Posiada nieco ponad 1000 mieszkańców. Kościół pastora-prezydenta nadal w niej stoi. W budynku, w którym kiedyś mieściła się karczma-parlament, obecnie znajduje się sklep.

Republika Komańczańska

Nie tylko Niemcy nie mieli ochoty przyłączać się do reinstalowanej w regionie Polski. Również beskidzcy Łemkowie uznali, że wolą żyć na rodzącej się właśnie Ukrainie. Ich republika zatem była w swojej konstrukcji czymś podobnym do Republiki Ostrowskiej w Wielkopolsce.

Również tutaj spirytus movens stanowili księża. Greckokatoliccy kapłani z Wisłoka Wielkiego mocno poparli ideę utworzenia państwa ukraińskiego, które dwa miesiące później nazwano Zachodnioukraińską Republiką Ludową (ZURL). Bardzo też chcieli, by ich okolice stały się jej częścią.

Łemkowie z Lutowisk, Baligrodu, Komańczy, Ustrzyk Dolnych i innych miejscowości przyłączyli się do republiki. Wysłano prośbę o pomoc do władz ukraińskich. Nie mogło to się podobać Polakom, który zamieszkane przez Łemków tereny zamierzali włączyć do państwa Polskiego. Milicje polskie ścierały się z milicjami rusińskimi coraz częściej. Wybuchły walki.

Na Łemków ruszyły polskie oddziały. Z początku opór Łemków był słaby. Przez jakiś czas zanosiło się na dłuższą obronę Łemków w okolicach Komańczy, ale przybycie polskiego wojska zakończyło istnienie proukraińskiej republiki. Siły zbrojne „komańczan” nie były zorganizowane, a kilku podoficerów, którzy służyli w austriackim wojsku nie było w stanie utworzyć z nich karnych oddziałów.

Rusińska Ludowa Republika Łemków

Nie tylko jednak w Komańczy i jej okolicach Łemkowie zaczęli tworzyć parapaństwowe organizmy. We wsi Florynka (obecnie wschodnia część Małopolski, powiat nowosądecki) w grudniu 1918 roku odbył się kongres rusiński. Wzięło w nim udział 500 delegatów ze 130 łemkowskich wsi. Ustalono na nim, że Łemkowie – powołując się na zasadę samostanowienia narodów – utworzą własne niepodległe państwo.

Zaplanowano powołanie sił policyjnych i sądów. Zaplanowano podział administracyjny. Planowano włączenie w rusiński projekt rodaków z obu stron beskidzkiego grzbietu – czyli również tych z niedawnych Węgier, a w czasie, gdy RLRŁ powstawało – rodzącej się właśnie Czechosłowacji.

Rozpoczęto zbiórkę pieniędzy na organizację administracji. Sołtysom nakazywano odbierać od wiejskiej ludności przysięgi na rzecz łemkowskiej republiki.

RLRŁ niezbyt palił się – w odróżnieniu od Komańczan – do jednoczenia się z Ukraińcami. Panowały nastroje raczej sympatyzujące z rosyjskimi demokratami, a gdy okazało się, że rosyjska demokracja padła pod rządami bolszewików – Łemkowie zwrócili się w stronę Czechosłowacji. Pragnęli wejść w federację na prawach jej autonomicznego podmiotu. Wysłano do Pragi delegację, by przedstawiła tam rusińskie postulaty. Wysłannicy spotkali się z Tomaszem Masarykiem, który jednak w sprawie Łemkowskiej nie wykazywał specjalnego entuzjazmu. „Zobaczę, co da się zrobić” – miał odpowiedzieć Rusinom.

Polacy wysłali na teren RLRŁ wojsko, które aresztowało przywódców ruchu. Łemków zaczęto masowo wcielać do polskiego wojska, jednak struktury rusińskiej władzy pozostały aktywne w regionie aż do marca 1920 roku.

http://www.ahistoria.pl/

Komentarzy 9 to “Polskie państwa, o których nie słyszeliście”

  1. JO said

    Narod Pierwszej Rzeczpospolitej o przebogatej kulturze opierajacych sie na Katolickiej Etyce, Bazie i Odwiecznych organizmach Rodowych, Plemiennych mial Dialektow jak Gwiazd Na niebie oraz kilka jezykow w swej Mowie. Bylo to naturalne, bo niczym NIEograniczone a przeciwnie wspomagane przez Organizacje Katolicka Panstwa.

    Kazdy Rod a co dopiero Plemie Polskie – Rzeczpospolitej, bylo potecjalnym OGNIWEM Panstwotworczym. Za Rodemi Mazowieckimi stala szlachta zasciankowa z Kmieciami. Za Rodami Kresowymi stali Panowie Ruscy, Wolynscy, Podolscy z Masa Chlopska, Za Rodami Lemkow, Bojkow, ….Kaszubow, Pomorzan, Lubuszan, Slaskimi Rodami, Wielkopolskimi Rodami,, Zmudzkimi Rodami, Grodzienskimi-Lidzkimi – LITEWSKIMI Rodami…

    Wymieniac mozna 2 razy wiecej – Kazdy Ten Rod o Wielkiej ponad 1000 letniej tradycji Byl Osrodkiem, Mial Mecenat – SWOJE Siedziby, swoiste Centra Kulturowe – STOLICE

    W sytuacji Upadku Rzeczpospolitej, jako Panstwa Nadrzednego – Organizmu, ktory byl Osiagnieciem Calej Slowianszczyzny i Rodow nieslowianskich Zwiazanych – NIE PADLY „PANSTEWKA” Rzeczpospolitej, bo do tego, trzeba by bylo dokonac Totalnego Cholokaustu.

    Jak Feniks z Popiolow, Jak Zmartwychwstaly Chrystus – Na Jego Bazie Odradzaly sie Panstewka Polskie – przez Duze P, Rzeczpospolitej bo jak w Hymnie – „Jeszcze Polska Nie zginela POKI MY ZYJEMY”

    Poki Zyje jeden Rod Polski – POLSKA bedzie sie Odradzac i stad POMYSLY na roze orgaizacje parapanstwowe dazace do- zawsze do odbudowy Rzeczpospolitej, czego dowodem byla Rezurekcja jej w 1918 rokun i wczesniesze proby o ktorych mowi artykul.

    ———————————–

    Metoda na zapobierzenie odrodzeniu sie Rzeczpospolitej jest dzielenie i laczenie. To jest przyczyna powstawania Masonskich- Zydowskich Panstw jak Dzisiejszy PRL Bis, Litwa, Ukraina a nawet Bialorus powstala za decyzja Masonerii przy uzyciu Mas POlskich rodu Ruskiego-Kresowego. Kazde z tych panstewek nie bylo i nie jest droga do Wonosci ale przeciwnie – droga do Cholokaustu-Likwidacji Polskosci. Kazde z tych panstewek ATOMIZUJE Nasz jeden Narod- dzieli – Rozklada, niweluje odwieczne zwiazki. Dowodem na to jest to, ze my swobodnie NIE mozemy sie poruszac pomiedzy Naszymi ziemiami – Rodami_rodzinami a jezeli juz, to juz Uni czuwaja by wasnie blokowaly nasza wspolprace, koligacje…

    ——————————-

    Niech Polskosc Na Ukrainie, Rzeczpospolitej, Bialorusi, Litwie, PRL Bis – Kwitnie nawet pod sztandarami innych nazw, ale tej samej Ideii, ktora Otrzymalismy od Naszych Przodkow, ktorzy zbudowali Rzeczpospolita – Wzor – Testament ostatniego Jagiellona dla Nas.

    Choc nazwa wazna, to Idea jest najwazniejsza, bo ona odrodzi Rzeczpsopolita, ktorej Uni sie Boja.

  2. Wandaluzja said

    To miało sens przy utrzymaniu Mocarstwa Węgierskiego, po którego upadku Polska stała się ALTERNATYWĄ Europejską i Światową, gdyż Lenin miał Karty do Renu i Morza Tyrreńskiego. Po bitwie warszawskiej Trocki sparował ofensywę eserów na Syberii i Powołżu uwonieniem Dzierzyńskiego, który – ze Stalinem – sprzedał Północną Mandzurię Japończykom a Wschodnią Mongolię Chińczykom więc Sun Jat-sen zdobył Odessę. To był GENIUSZ.

  3. Przecław said

    Całkiem rozsądnie wyglądają te granice Polski jak na rok 1918. Polska z Gdańskiem, Olsztynem, Opolem, Lwowem i Wilnem, jak na załączonej powyżej mapce.

    Dmowski walczył w Wesalu o całe Prusy Wschodnie w granicach Polski oraz Litwę na prawach autonomii.
    Antypolski osrodek masonerii ulokowany w Londynie pozbawił Polskę Gańska, Prus, Opola oraz częsci Górnego Śląska,
    na razie bez rezultatu /który osiągnął dopiero w r.1945 po serii upowsko-ounowskich rzezi pod patronatem Niemiec/ usiłował odebrać Polsce dawne województwo Ruskie z przyległościami podburzając i organizując tzw.”ukraińców” do mordów wewnątrzsłowiańskich, podobnie choć z gorszymi rezultatami odnośnie Wileńszczyzny i tzw „Litwy”. Antypolska akcja wśród Białorusinów /wymyślonych od zera w XIX w/ przyniosła bardziej mizerne rezultaty, wszystko pomimo tego że niejaki Józef Piłsudski, agent antypolskich sił zainstalowany w Warszawie dwoił się i troił aby spełniać rozkazy płynące z Berlina i Londynu.

  4. Brat Dioskur said

    Re3,Przeclaw
    To prawda ,Dmowski dwoil sie i trioil ,ale zza kulis gra kierowali inni zawodnicy .Hr. Ostrowski wywolany do kuluarow obrad przez samego Rotschilda uslyszal ,ze dopoki szefem polskiej delegacji jest Dmowski to wszystkie starania Polski o Gdansk,Mazury i Slask sa skazane na niepowodzenie….Oczywiscie wyslannicy Pilsudskiego na Konferencje zajeci byli wylacznie podkopywaniem inicjatyw Dmowskiego.Dzisiaj pomnik Pilsuda stoi w Wawie na honorowym miejscu a Dmowskego chowa sie gdzies za krzakami.

  5. Piotrx said

    Informacja o sfałszowaniu przebiegu tzw. „Linii Curzona” przez sir Lewisa Namiera Bernsteina, ,galicyjskiego Żyda, „doradcę” Lloyda Georga. Ta sfałszowana Linia Curzona stała się podstawą polskiej granicy narzuconej przez Stalina po 17 IX 1939 r. i /nieco zmodyfikowana/ została naszą granicą po 1944 r. – miedzy innymi spowodowało to utratę Lwowa.

    *****************
    Andrzej Leszek Szcześniak „Judeopolonia” – 2001 r
    /fragmenty/

    (…)
    Ciekawą syntezę antypolskiej nagonki w Stanach Zjedno-czonych dał Polak J. A. Danielak z miasta Trenton, który był świadkiem antypolskich wystąpień. Pisze on w polonijnej gazecie:

    „ Co się tyczy Żydów, to wszyscy byli za Niemcami, a nawet teraz, kiedy Polska na Kongresie Pokojowym potrze-bowała sympatii naszego amerykańskiego narodu, to Żydzi wy-tężyli wszystkie swoje siły w Ameryce, aby Niemcom dopomóc a Polsce zaszkodzić. Nosili w pochodzie tablice z napisami, że Polska Żydom się należy a nie Polakom, bo Polacy nie umieją rządzić, że w Polsce jest anarchia i są wielkie pogromy niewinnych Żydów, że Polacy mordują się nielitościwie, rabują ich sklepy, beszczeszczą ich żony i córki, zabijają dzieci i starców, że Polacy się więcej na nich zbrodni dopuścili, aniżeli Niemcy w czasie tej wielkiej wojny na wszystkich ludziach przez siebie podbitych (…). Po takich pochodach zbierali się w wielkich salach na wiece, na które każdy mógł iść. A co się tyczy Amerykanów, to bardzo ich nawet zapraszali, aby wysłuchali ich rabinów i innych mówców, którzy potępiali Polaków zbrodniarzy. Mieli na takich wiecach wynajęte Żydówki-płaczki, które w czasie głoszonych mów, wybuchały wielkim płaczem nad pomordowanymi przez gojów Żydami, tak, że i niektórzy naiwni Amerykanie z rozczuleniem często się popłakali. A w końcu wieców uchwalali rezolucje potępiające Polaków i takowe posyłali do rządu amerykańskiego i na Konferencję Po-kojową, aby w najważniejszej chwili dla narodu polskiego zaszkodzić mu w odebraniu polskich ziem, zrabowanych w dawniejszych czasach przez Niemców ” („Gazeta Niedzielna”, 1919, nr 39: cyt. za S. Wysocki, op. cit., s. 98).

    Taka obłędna propaganda wyrządzała Polsce wiele szkody, gdyż w jej cieniu wrogowie Polski załatwiali własne interesy, przekonując wielu ówczesnych mężów stanu, iż polskie argumenty są kłamliwe, gdyż nawet „bezstronni” Żydzi im zaprzeczają. Na szczęście jednak nie cała prasa amerykańska dała się 84
    nabrać na żydowskie oszustwa. Organ prasowy Henry Forda „Deaborn Independent”, demokratyczny dziennik „Times” czy republikański „Post” zamieszczały artykuły przychylne Polsce, wywiady z dyplomatami i mężami stanu, np. z Ignacym Paderewskim. Szczególnie ważne były oświadczenia posła USA w War-szawie, Gibsona, który dementował kłamstwa i przedstawiał sytuację w Polsce zgodnie ze stanem faktycznym, stwierdzając, że wszystko to, co się dzieje w Polsce, „nie ma nic wspólnego z pogromami”.

    Również wśród Żydów znaleźli się ludzie uczciwi, jak np. prof . W. Muttermilch, żydowski uczony z Polski, który na łamach , Asociated Press” opublikował oświadczenie następującej treści:

    „Nagonka pogromowa została urządzona i wykorzysta-na na koszt Polski celem wywarcia pewnych wpływów na uczestników Kongresu Pokojowego. Żydom idzie o zdobycie koncesji narodowościowych w Polsce i politycznych – nie religijna więc to sprawa, bo Polska religijnych wyznań nigdy nie krępowała. Żydzi usiłują sformułować silną partię własną, narodową, która chce nie tylko swoich szkół i sądów i gmin, a nawet chcieliby własny parlament, czyli pragnęliby utworzyć »państwo w państwie« (K. Rostański, „Polonii w Ameryce z Żydami sprawa w dobie odbudowy Państwa Polskiego”, s. 68-69; cyt za J.Orlicki, op. cit., s. 45).

    Wrogowie Polski nie ograniczali się tylko do nagonki propagandowej, ale atakowali również w inny sposób. Przed Kon-gresem Pokojowym i na Kongresie żydostwo światowe wytężało wszystkie swe siły, by Polskę osłabić, pomniejszyć, uzależnić od Ligi Narodów lub nawet od polityki Niemiec. Jak wiadomo, Żydzi amerykańscy, Jakub Schiff (on to finansował przewrót bolszewicki w Rosji), Cohen, Franfurter, Szapir i Mary Sinkowich, zastrzegli się w dniu 28 V 1919 r. telegraficznie wobec prezydenta USA Wilsona, by nie oddawał Śląska Polsce bez plebiscytu. Wilson okazał się posłuszny. Niebo i ziemię poruszali Żydzi, by nie dopuścić również do połączenia Wileńszczyzny z Polską (H. Rolicki, op. cit., s. 336).

    Po I wojnie światowej w Niemczech została wydana praca pt. „Prasa niemiecka w kampanii plebiscytowej na Górnym Ślą-sku” („Deutsche Presse des Abstimmungskampfs in Oberschlesien”), w której autor, R, Yegel, stwierdza, że uchwalenie plebiscytu na Górnym Śląsku, zamiast przyznania tego obszaru w cało-ści Polsce, zawdzięczają Niemcy tylko rabinom żydowskim, którzy za pośrednictwem lóż masońskich wpłynęli decydująco na prezydenta USA i premiera Wielkiej Brytanii w sprawie plebiscytu (S. Trzeciak, „Talmud o gojach”, s. 330).

    Inny znamienny przykład ingerencji żydowskiej w sprawy polskie miał miejsce w lipcu 1920 r. Otóż 10 lipca premier Polski, Władysław Grabski, został zmuszony na konferencji alianckiej, odbywającej się w belgijskim mieście Spa, do podpisania wielu upokarzających warunków w zamian za pośrednictwo Wielkiej Brytanii w polsko-sowieckich rokowaniach pokojowych. Jednym z tych warunków było przyjęcie przez Polskę tzw. Linii Curzona, jako przyszłej granicy Polski na Wschodzie. Punkt 3. tej umowy przewidywał:

    „ (…)w Małopolsce Wschodniej pas neutralny będzie wynosić 20 km i w tym celu obie strony walczące cofną się o 10 km od linii frontu w chwili rozejmu „.

    Trzeba wyraźnie tu zaznaczyć, że wówczas Lwów znajdował się po stronie polskiej i bolszewicy go nie zdobyli w tej woj-nie. 11 VII 1920 r. Brytyjczycy wysłali do Moskwy telegram „w sprawie „Linii Curzona” i propozycję pośredniczenia w rokowaniach polsko-sowieckich. Depesza nie przedstawiała jednak ustalonej linii zgodnej z przebiegiem frontu, ale podawała, że Lwów znajduje się po stronie sowieckiej, o czym nie było mowy w dokumencie podpisanym przez Grabskiego.

    Przez wiele lat uważano to za „błąd”, ale Brytyjczycy nigdy nie prostowali tego „błędu”, co pozwala sądzić, że dyplomacja brytyjska świadomie oddawała Sowietom Galicję Wschodnią, która nigdy nie należała do państwa rosyjskiego. Telegram brytyjski sprawił w Moskwie wrażenie, że mocarstwa zachodnie są przeciwne polskim roszczeniom terytorialnym i że nie podejmą interwencji w obronie Polski. Dopiero po latach, gdy po śmierci Lloyda George a ujawniono jego archiwum, została wyjaśniona cała sprawa.

    W dokumentach odnaleziono memorandum jego doradcy sir Lewisa Namiera Bernsteina, galicyjskiego Żyda, w którym rzekomy „błąd” odzwierciedlał dokładnie „oczywisty podział etnograficzny między Galicją Wschodnią a Zachodnią „.

    Depesza brytyjska do Sowietów nie zawierała linii demarkacyjnej ustalonej w Spa i podpisanej przez Grabskiego, lecz dywersyjną propozycję Żyda Bernsteina. Ta sfałszowana Linia Curzona stała się podstawą polskiej granicy narzuconej przez Stalina po 17 IX 1939 r. i – nieco zmodyfikowana – została naszą granicą po 1944 r. (A. L. Szcześniak, „Linia Curzona”, w: „Encyklopedia Białych Plam”).

    Wiele szkód, jakie wyrządziła Polsce akcja żydostwa w czasie Kongresu Pokojowego, nie zostanie prawdopodobnie nigdy ujawnionych w całości. O niektórych dowiemy się zapewne w czasie dalszych badań, których wyniki uda się ochronić przed zafałszowaniem. Spośród tych szkód na uwagę zasługuje jeszcze jedna, dokładnie zbadana, warta przedstawienia.

  6. jaszmija said

    Więcej ciekawych map Polski – Nietypowe mapy Polski

    http://dziwacznemapy.blox.pl/html

  7. Aaron Majdan said

    Ad 1, @Jo:

    Drugi wers pierwszej zwrotki polskiego hymnu brzmi: „KIEDY my żyjemy”, a nie: „póki”…

    Ale to tylko tak na marginesie 🙂

  8. Przecław said

    ad 4. Brat Dioskur

    „Dwoi się i troi” nie było użyte w stosunku do Dmowskiego.

  9. wet3 said

    @ Piotrx
    Nie wiem czy we lbie mi sie kreci. Chyba jednak wiele razy spotkalem sie z opinia, ze „Walijczyk” Lloyd George byl pejsatym. Wszystkim wiadomo, ze podobnie jak wszyscy opolitycy z Wysp Brytyjskich, byl zazartym polonofobem. Czy wie, albo ma cos pan na ten temat?

Sorry, the comment form is closed at this time.