Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Lily. o Wolne tematy (60 – …
    hulajdusznik o Polska armia prowadzi działani…
    hulajdusznik o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Troll Polonii o Robocza wizyta towarzyszy żydo…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Marucha o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Anucha o Ani dnia, ani godziny
    BK o Evo Morales i «białe złoto»…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Boydar o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Ani dnia, ani godziny
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Boydar o Ani dnia, ani godziny
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 497 obserwujących.

O arcybiskupie Szeptyckim – głos z drugiej strony

Posted by Marucha w dniu 2012-04-27 (Piątek)

Przyznam, że z niemałym wahaniem postanowiłem dochować wierności zasadzie audiatur et altera pars – „Niechaj druga strona też zostanie wysłuchana”. Jeszcze raz tylko sprecyzuję swój punkt widzenia: żadne, absolutnie żadne przewinienia strony polskiej, rzeczywiste, czy wyimaginowane, nie mogą tłumaczyć nie widzianego nigdzie na świecie barbarzyństwa zbrodni, jakiej dokonano na Polakach, nieraz na własnych sąsiadach. Nic nigdy nie uprawomocni pastwienia się na ofiarami w najbardziej wyrafinowany sposób i zadawania im śmierci w straszliwych męczarniach. Dopóki strona ukraińska tego nie zrozumie, nie ma mowy o żadnym pojednaniu ani „dialogu”.

Z powodu przedziwnej transkrypcji ukraińskich wyrazów w odnośnikach, admin nie tylko nie odpowiada za ich poprawność, a wręcz gwarantuje ich niepoprawność.

Artykuł starałem się komentować oszczędnie, ale parę razy nie zdzierżyłem.

Mimo to zostanę prawdopodobnie oskarżony o propagowanie antypolskiego punktu widzenia, ale akurat o to dbam najmniej.

Artykuł jest oparty na komentarzach dokonanych przez Polski.Blog.ru.
Admin

*                             *                           *

„Nienawiść każda jest złem”

Roman Aleksander Maria hrabia Szeptycki, imię zakonne Andrej (Andrzej), greckokatolicki arcybiskup lwowski i metropolita halicki.

*          *           *

NIEWYGODNY ŚWIĘTY.

Siedem “grzechów głównych” czy “cnót heroicznych” metropolity Szeptyckiego?

Roman Aleksander Maria hrabia Szeptycki (29 VII 1865-1 XI 1944), urodzony w Przyłbicach na Zachodniej Ukrainie, zmarł we Lwowie. Bazylianin, imię zakonne Andrej (Andrzej), greckokatolicki arcybiskup lwowski i metropolita halicki. Doktor prawa, filozofii i teologii. [1]

W opinii wielu współczesnych, w tym Sługi Bożego Jana Pawła II, był świętym, który powinien dostąpić chwały ołtarza. Jednak jego proces beatyfikacyjny trwa już ponad pół stulecia. Należy nadmienić, że na początku procesu kardynał Stefan Wyszyński doprowadził do jego dwukrotnego przerwania. Nikt dokładnie nie wie, czym kierował się polski hierarcha.[2]

Poniższy artykuł będzie próbą odpowiedzi na pytania: Jakimi argumentami mógł kierować się S. Wyszyński, powstrzymując proces beatyfikacyjny metropolity? Czy istnieją inne przesłanki, które mogą spowalniać beatyfikację? Odpowiedzi w artykule zostały określone jako „siedem grzechów głównych metropolity” lub jako „siedem cnót heroiczności metropolity”. Dlaczego? W zależności od tzw. opcji wyznaniowej czy politycznej, działalność ks. abpa Szeptyckiego dla jednych jest grzeszna i godna potępienia, dla innych heroiczna i zasługująca na świętość. Jak jest w rzeczywistości, każdy może przekonać się sam.

I  Apostoł jedności niepopularnej w Moskwie i Rzymie

Naczelną misją Sługi Bożego Andrzeja Szeptyckiego było doprowadzenie do jedności Kościoła katolickiego z Kościołem prawosławnym na Ukrainie i w Rosji. Ten motyw przyczynił się do powrotu Szeptyckiego do wiary ojców i wstąpienia do Zakonu Bazylianów. Chociaż część Ukraińców po dziś dzień motywuje jego wstąpienie do Kościoła greckokatolickiego wartościami narodowymi, sam Szeptycki temu zaprzecza w liście do Kuratorium Ukraińskiego Muzeum Narodowego we Lwowie z 1915 roku, w którym czytamy między innymi:

„Przykład przodków i rodzinne przekazy nie były decydujące przy wyborze stanu duchownego. Kiedy postanowiłem wstąpić w stan zakonny do ruskiego monasteru, nawet nie pamiętałem o tym i o tym nie myślałem, że moja decyzja jest zgodna z moimi rodzinnymi tradycjami, tradycjami umiłowanymi przez moich przodków. Gdybym urodził się jako Francuz lub Anglik, zrobiłbym to samo, tak samo wstąpiłbym do zakonu obrządku wschodniego. Dopiero po dokonaniu tego wyboru i po rozważeniu tego faktu, spostrzegłem, że nie tylko postąpiłem zgodnie z duchem Ewangelii, ale także z duchem rodzinnej tradycji. Poświęcając się Kościołowi wschodniemu i sprawie Unii, kierowałem się wyłącznie motywami o charakterze uniwersalnym… Na niwę pracy w dziele zjednoczenia Kościołów kierowały mnie motywy ponadnarodowe i uniwersalne.” [3]

Andrzej Szeptycki był – od czasu Synodu Zamojskiego w 1720 roku (który przyczynił się w dużej mierze do latynizacji Kościoła greckokatolickiego) – pierwszym biskupem greckokatolickim, który rozpoczął proces orientalizacji, czyli oczyszczenia wyznania greckokatolickiego z latynizmów i powrotu do pierwotnej tradycji wschodniej. Przez latynizm oraz uniatyzm należy tu rozumieć negatywne zjawisko w Kościele greckokatolickim, polegające na zapożyczaniu praktyk liturgicznych i doktryn teologicznych z Kościoła rzymskokatolickiego. Logicznym zdawać by się mogło, że metropolita wychowany w tradycji łacińskiej powinien właściwie być przychylny procesowi latynizacji. Tak częściowo było na początku jego posługi biskupiej, jednak wbrew pozorom zrywanie z latynizmami przychodziło mu łatwo i to właśnie dlatego, że został wychowany w Kościele rzymskokatolickim. Wstępując do Kościoła greckokatolickiego, musiał się uczyć od podstaw jego tradycji liturgicznej, niejako odkrywać pierwotną formę grekokatolicyzmu. [Nie bardzo rozumiemy, czym się mogą różnić doktryny teologiczne Kościoła rzymskokatolickiego i greckokatolickiego, skoro oba są Kościołami katolickimi… – admin]

Szeptycki przewyższał orientalizacją swoich braci w biskupstwie Jozafata Kocyłowskiego i Grzegorza Chomyszyna, głównie dzięki temu, że nie był obciążony zlatynizowanym wyznaniem greckokatolickim, a także uzasadnionymi poniekąd zaszłościami historycznymi pomiędzy grekokatolikami i prawosławnymi, które powodowały wzajemną niechęć międzywyznaniową. Podobnie jest i dzisiaj, często birytualiści, czy osoby wychowane w tradycji łacińskiej, łatwiej powracają do obrzędów prawosławnej tradycji liturgicznej sprzed unii brzeskiej, niż sami grekokatolicy.

Wyjątkowość Szeptyckiego polegała też na tym, że był gotów zrezygnować z przewodnictwa w Kościele greckokatolickim na rzecz odnowienia komunii ukraińskich Kościołów tradycji bizantyjskiej, tzn. prawosławnego i greckokatolickiego. Sami Ukraińcy widzieli zresztą właśnie jego na tronie patriarchy kijowskiego, ale to irytowało prawosławnego metropolitę Antoniego – konkurenta z opcji prawosławnej, który nie cieszył się takim uznaniem jak Szeptycki.[4]  Metropolita poprzez swoja ekumeniczną politykę wyznaniową zdobył uznanie w środowisku greckokatolickim i prawosławnym. Dlatego też Andrzej Szeptycki jest współcześnie najbardziej oczekiwanym ekumenicznym świętym, szanowanym zarówno przez grekokatolików, jak i prawosławnych. Prawosławni w Polsce po dziś dzień pamiętają jego głośny protest w sprawie burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie w 1938 roku. Podczas rewindykacji, gdy Kościół rzymskokatolicki chciał odebrać prawosławnym cerkwie pounickie, metropolita nie udzielił swego poparcia. „Szeptycki odpowiedział w duchu wybitnie ekumenicznym – mniej więcej w te słowa – sto lat temu rząd carski odbierał świątynie unitom, teraz ma się je odbierać prawosławnym, a przecież wówczas i teraz modlono się w nich do tego samego Boga.” [5] W wywiadzie dla czasopisma „Dzień Polski” Szeptycki akcentował, że ów naród – z terenów rewindykacji – był chrzczony w tych cerkwiach i modlił się w nich, a ta głęboka wiara jest ważniejsza niż stan majątkowy. [6]

Mimo swego pozytywnego nastawienia i otwartości wobec Kościoła prawosławnego, do dziś postać greckokatolickiego metropolity jest niewygodna dla Patriarchatu Moskiewskiego, który za wszelką cenę chce utrzymać monopol wyznaniowy na Ukrainie. Ktoś taki jak metropolita Szeptycki mógłby zaszkodzić rosyjskiej, monopolistycznej polityce wyznaniowej, stając się ogniwem jednoczącym Kościół kijowski.

Patriarchatem Moskiewskim kierują zarówno pobudki materialne, jak i ambicjonalne, gdyż utrata wpływów na Ukrainie oznacza z jednej strony drastyczne zmniejszenie liczby wiernych, pieniędzy oraz pozycji największego Kościoła w świecie prawosławnym. Obecnie Kościół ten liczy 160 diecezji na całym świecie i 30 142 parafie. [7]  Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego liczy natomiast 11 539 parafii. [8] Gdy do liczby ukraińskich parafii prawosławnych Patriarchatu Moskiewskiego dodamy parafie pozostałych wspólnot wschodnich (Kościół grekokatolicki – 3765 p., Kościół prawosławny Patriarchatu Kijowskiego – 4128 p., Ukraiński Prawosławny Kościół Autokefaliczny – 1184 p.), otrzymamy wówczas liczbę 20 616 parafii. Natomiast, gdy pozbawimy rosyjski Kościół prawosławny parafii na Ukrainie, liczba jego parafii zmniejszy się do 18 603, a pamiętajmy przy tym, że owa liczba dotyczy nie tylko samego państwa Federacji Rosyjskiej, ale także diaspory rosyjskiej na całym świecie i Kościołów prawosławnych Łotwy, Mołdawii i Estonii. Liczby mówią same za siebie, a wniosek jest jeden: zjednoczona Ukraina to najpotężniejszy Kościół prawosławny na świecie! Oznacza to, że zjednoczenie ukraińskich Kościołów wschodnich przyczyniłoby się do zmarginalizowania roli Moskwy w prawosławnym świecie.

Ale dlaczego Stolica Apostolska miałaby być przeciwna czy też spowalniać beatyfikację metropolity? Pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi na myśl, to dobro ekumenicznych relacji katolicko-prawosławnych. Kolejna to orientalizacja zapoczątkowana przez Szeptyckiego, czyli oczyszczenie Kościoła greckokatolickiego z latynizmów, które nie są grekokatolikom konieczne dla zbawienia. Jeszcze do niedawna twierdzono, że pełnię zbawienia posiada wyłącznie Kościół rzymskokatolicki. Choć ta teza była szczególnie żywa za czasów metropolity Szeptyckiego, to jeszcze dziś wielu purpuratów rzymskokatolickich identyfikuje się z takim ekskluzywistycznym poglądem. [Nie wydaje się to prawdą. Nigdy nie słyszałem, aby przynależność do katolickiego Kościoła innego obrządku, niż rzymski, miałaby być przeszkodą do zbawienia – admin]

Podsumowując, można pokusić się o stwierdzenie, że utworzenie patriarchatu ukraińskiego po części zahamowałoby ekspansję Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie i w krajach byłego ZSRR. Beatyfikacja Szeptyckiego z kolei przyczyniłaby się prawdopodobnie do szybszego urzeczywistnienia jedności Kościoła kijowskiego i utworzenie patriarchatu kijowskiego. Można nawet wysunąć tezę, że metropolita Szeptycki mógłby pretendować do roli patrona Rusi-Ukrainy, obok Apostoła Andrzeja. [A więc mamy jasność: abp. Szeptycki dążył do jedności prawosławia i Kościoła greckokatolickiego – zapewne na zasadach prawosławia – natomiast zwalczał wpływy „łacińskie” i wręcz dążył do zahamowania ekspansji Kościoła (Rzymsko)katolickiego. Obiekcje kard. Wyszyńskiego stają się zrozumiałe… – admin]

II Obrońca suwerennej Ukrainy. Szeptycki: Polak czy Ukrainiec?

Niektórzy chcą zaszufladkować metropolitę, określając go mianem „państwowca”, który poświęcił większość swojego życia na budowanie niepodległej Ukrainy. Należy stanowczo zaprzeczyć takiemu poglądowi. Kwestia suwerennej Ukrainy była drugoplanowa, wiązała się raczej z wartościami chrześcijańskimi, które nie pozwalają katolickiemu biskupowi milczeć w sytuacji dyskryminacji drugiego człowieka, grupy społecznej bądź narodu. Szeptycki znalazł się w okolicznościach, gdzie terytorium (Galicja Wschodnia –Ukraina Zachodnia) zamieszkałe w zdecydowanej większości przez rdzennych mieszkańców – Ukraińców, było zarządzane przez mniejszość polską. Stąd też Szeptycki podtrzymywał dążenia niepodległościowe Ukraińców, opierając się na tzw. idei etniczności, tzn. że jeśli dane terytorium jest zamieszkane w większości przez określoną ludność, to ta ludność posiada pierwszoplanowe prawo do tworzenia swojej państwowości i administracji. Uważał on również, że w sytuacji tzw. „pogranicza etnicznego” należy zastosować rozwiązanie kantonalne, uwzględniając preferencje lokalnych mieszkańców.

Postawa Szeptyckiego wchodziła w nieunikniony konflikt z państwem polskim, które rościło sobie prawo do zachodniej Ukrainy, w większości zamieszkiwanej przez Ukraińców. Ówczesną politykę państwa polskiego akceptował łaciński episkopat, który w ten sposób był daleki od wprowadzenia w życie zasad, które dziś znamy z Katolickiej Nauki Społecznej, według której „podmiotem władzy politycznej jest naród, w swoim całokształcie postrzegany jako posiadacz suwerenności.”[9] A tym narodem w Galicji Wschodniej byli Ukraińcy.

Historyczna postawa metropolity Szeptyckiego także dziś stoi w opozycji wobec części Polaków, którzy roszczą sobie prawo do terenów zachodniej Ukrainy. Z tego też powodu tzw. środowiska kresowe chcą zdyskredytować osobę metropolity.

Niekiedy można też spotkać się z twierdzeniem, że metropolita Szeptycki był Polakiem. W tej kwestii miarodajnie mogą wypowiadać się osoby, które same pochodzą z rodzin mieszanych narodowo. Osoby te dobrze wiedzą, że nie można się równomiernie opowiedzieć po jednej i drugiej stronie. Czasami nieświadomie opowiadamy się po jednej ze stron. Podobnie w przypadku metropolity można stwierdzić, że wstępując na tron biskupa greckokatolickiego, początkowo nawet nie do końca był świadomy tego, że opowiedział się bardziej po stronie ukraińskiej niż polskiej. Można jednak przypuszczać, że Szeptycki po pierwszej wojnie światowej i po okresie carskiej niewoli (1917 r.) już nie miał wątpliwości, iż jego podwójna tożsamość polsko-ukraińska bardziej ukierunkowała się w stronę opcji ukraińskiej. Dlatego przypisywanie dziś metropolicie wyłącznie polskiej tożsamości narodowej wydaje się nieuzasadnione, [10] tym bardziej, gdy uwzględni się jego słowa np. w pierwszym liście pasterskim: „Jestem Ukraińcem z dziada pradziada. Kościół nasz i obrządek pokochałem całym sercem, poświęciwszy dla sprawy Bożej całe swoje życie..”[11]

III Kwestia żydowska

„Najbardziej wyrazistym przykładem stosunku Szeptyckiego do Żydów było to, że w czasie swoich regularnych wizyt arcybiskupich, zawsze organizował spotkania z przedstawicielami społeczności żydowskiej. W sprawozdaniu z jednej z takich wizytacji napisano, że: «witały go procesje kościelne, duchowieństwo… i rabini z Torą. Szeptycki podziękował rabinom i delegacji żydowskiej po hebrajsku, w ich języku».” [12]Na przykład w czasie wizytacji parafii greckokatolickiej 20 maja 1902 r. w Rohatynie przed cerkwią czekała na metropolitę delegacja Żydów z Torą. „Metropolita wysiadł z karety i zatrzymał się. A gdy delegacja podeszła bliżej, on podniósł ręce, przyłożył palce do ust, a potem dotknął się nimi do Tory. Żydzi zrobili szpaler i metropolita wszedł do cerkwi”. Osoba opowiadająca to zdarzenie wspomina także podobną sytuację z 1903 roku, kiedy tę miejscowość odwiedził polski kardynał Jan Puzyna. Żydzi zachowali się podobnie, tzn. wyszli przywitać hierarchę z Torą, ten jednak nawet na nich nie spojrzał.[ 13] [Czyli mamy prekursora ekumenizmu i dialogu z żydowskimi satanistami, vide też poniżej – admin]

Metropolita utrzymywał cały czas pozytywne relacje z gminami żydowskimi i z liderami tejże społeczności, zresztą z całkowitą wzajemnością. Przykład stanowi choćby fakt z 1935 roku, gdy żydowska gazeta „Chwila” publikuje życzenia lwowskich Żydów z okazji 70. urodzin Szeptyckiego. Przy okazji życzeń wspomina się o wysokich wartościach moralnych metropolity, a także o uczuciu przyjaźni, które żywili do niego Żydzi.[14] Szacunek do metropolity miał swoje mocne uzasadnienie nie tylko w życzliwych gestach, ale także w konkretnej pomocy. Szeptycki regularnie wnosił składki w okresie Paschy na najbiedniejszych Żydów zachodniej Ukrainy.[15] „Zachowała się też w archiwum lwowskim garść listów od żydowskich towarzystw i organizacji, zawierających prośby o wzięcie udziału w akcjach dobroczynnych… (…) Znajdujemy także podziękowanie dla metropolity od Żydowskiego Komitetu Pomocy dla ofiar Pogromu we Lwowie z 12 grudnia 1918 r., za dar w kwocie 500 koron.”[16]

Metropolita korzystał także z pomocy Żydów. „Hebrajskiego nauczał go antykwariusz Siegel. Natomiast lwowski żydowski filantrop i przemysłowiec Salomon Hammer był wymieniany, jako doradca ekonomiczny metropolity. ”[17]

Stosunek do społeczności żydowskiej ukazuje też działalność duszpasterska prowadzona w tej społeczności. Szeptycki myślał o tworzeniu żydowskich parafii chrześcijańskich [sic!!! -admin], na wzór pierwszych wspólnot judeochrześcijańskich.[18] Jego pozytywne nastawienie wobec społeczności żydowskiej spowodowało, że antysemickie wydawnictwo we Wiedniu oskarżało go o żydowskie pochodzenie. Nawet sami duchowni greckokatoliccy poddawali go krytyce do tego stopnia, że Szeptycki odpowiedział im na zarzuty pisemnie.[19]

W czasie II wojny światowej protestował u najwyższych władz niemieckich o powstrzymanie mordu na ludności żydowskiej, między innymi w liście do Himmlera. J. Hrycak mówi, że był to akt niesłychanej odwagi , który przyczynił się do wywołania represji wobec samej głowy Kościoła. Żaden hierarcha Kościoła katolickiego tak wysokiej rangi jak metropolita Szeptycki w czasie II wojny światowej nie zdobył się na akt takiego męstwa, żeby zaprotestować wobec najwyższych władz niemieckich.[20] List był tym bardziej wymowny, że skierowany właśnie do Himmlera, który reprezentował skrajne stanowisko władz niemieckich opowiadające się za natychmiastową i zdecydowaną walką z Kościołem.[21]

W liście do papieża Piusa XII z 1942 roku metropolita w opisie nazistów używa takich określeń, jak: „wściekłe wilki” i „potwory”. Przytoczone określenia faszystów ukazują w fenomenalny sposób stopień moralnego potępienia hitlerowców przez metropolitę.[22] Metropolita nie tylko protestował, ale sam ukrywał rabinów i ich rodziny w swoim pałacu biskupim. Wydawał specjalne instrukcje niektórym księżom w miastach powiatowych, jak mają ratować dzieci i gdzie można je schronić.[23] W ramach istniejących struktur cerkiewnych zorganizowała się siatka – w pierwszej kolejności spośród duchownych, zakonników i zakonnic – która zajęła się obroną, przechowaniem i sprzyjaniem bezpiecznemu przejściu Żydów przez granicę.[24] Liczba uratowanych Żydów w efekcie tych zabiegów sięga od kilkuset do kilku tysięcy osób.[25]

W 1999 roku Międzynarodowy Żydowski Komitet dla Konsultacji Między Religami i Watykan wspólnie powołali do istnienia, mieszaną komisję katolicko-żydowską. Komisja w sprawozdaniu pt. „Watykan i Holocaust” w 2000 roku wyróżniła metropolitę w gronie katolickich hierarchów jako osobę, która miała odwagę potępić zbrodnie nazistów na Żydach. Członkowie komisji napisali:

„W końcu 1942 roku greckokatolicki metropolita Lwowa napisał do papieża i opisał z całkowitą dosłownością okropności i masowe zabójstwa dokonywane na Żydach i na lokalnej ludności. Zgodnie z naszą wiedzą, żaden z wysokich hierarchów Kościoła katolickiego nie przedstawił w ten sam sposób tak bezpośredniego, naocznego świadectwa i nie wyraził niepokoju o Żydów (będących głównym celem niemieckich okrucieństw…) Publicznie potępił masakrę Żydów w sytuacji, w której niektórzy ukraińscy katolicy współpracowali z Niemcami w zbrodniach.”[26]

W myśl powyższych faktów wydaje się uzasadnione, że Andrzej Szeptycki mógłby zostać uznany za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Jednak Instytut Yad Vashem dotychczasowe podania o przyznanie tej godności metropolicie rozpatrzył negatywnie. Wbrew instytutowi, Nathan Gross uważa, że Szeptycki jest godny tytułu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Prof. Daniel Rotfeld, Lili Polman-Sztem, rabin Kahan i inni dowodzą, że skoro Schindlerowi, członkowi partii nazistowskiej, przyznano ten tytuł, to tym bardziej zasługuje na niego Szeptycki.[27]

Można przyjąć hipotezę, że jedną z istotnych przyczyn utrudniających przyznanie tytułu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata jest stanowisko pracowników Instytutu oraz stanowisko Rosji. Należy zauważyć, że w Yad Vashem pracują w większości rosyjskojęzyczni Żydzi albo Żydzi pochodzenia polskiego, którzy mogą postrzegać kwestię ukraińskiego patriotyzmu przez pryzmat stereotypów i fobii.[28] Nie bez znaczenia jest też teoria o rosyjskiej polityce dyskredytującej ukraińskich bohaterów narodowych, do których między innymi zalicza się Szeptyckiego. Pamiętać należy, że stygmatyzację metropolity jako propagatora faszyzmu rozpoczęli właśnie Rosjanie już 1935 roku i kontynuowali do lat 90. XX wieku. Wszystko w celu zdyskwalifikowania dążeń niepodległościowych Ukraińców. Czy wobec tego Federacja Rosyjska, która robi dziś wszystko, aby tylko utrzymać wpływy na Ukrainie, nie jest w stanie wywierać presji na instytut Yad Vashem? Czy Izrael chciałby pogorszenia stosunków z Federacją Rosyjską, która posiada stare i dobre relacje z arabskim światem, za cenę metropolity Szeptyckiego? [Żydzi, którzy patrzą na świat przez pryzmat polskich stereotypów i fobii, przywleczonych z Polski?? – admin]

Czy jest to teoria spiskowa? Ukraińskie media, powołując się na informacje z portalu Wikileaks, w listopadzie br. podały, że prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew miał szantażować między innymi prezydenta Azerbejdżanu, aby nie uznał Wielkiego Głodu na Ukrainie za ludobójstwo. Podobne dyrektywy z Kremla miały dotrzeć też do innych stolic.[29] W świetle przytoczonych argumentów można przyjąć hipotezę, że analogiczne zabiegi może czynic Kreml z przyznaniem Szeptyckiemu tytułu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Pozytywna decyzja Yad Vashem w sprawie metropolity, z jednej strony zrehabilitowałaby Szeptyckiego, a z drugiej uznałaby ponad półwiekową rosyjską politykę oczerniania go za bezpodstawną. Obie kwestie: uznanie Wielkiego Głodu na Ukrainie za ludobójstwo oraz przyznanie Szeptyckiemu godności Sprawiedliwego wśród Narodów są ze sobą ściśle powiązane, gdyż negatywnie wpływają na postrzeganie Rosji w świadomości Ukraińców, a to z kolei może osłabić wpływy Kremla na Kijów.

IV Wobec Wołynia i walk polsko-ukraińskich

Ukraińcy w II Rzeczypospolitej należeli do dwóch konfesji: greckokatolickiej i prawosławnej. Kościół greckokatolicki wiązał z terenem Wołynia, zamieszkałym przez ludność prawosławną, wielkie perspektywy unijne. Watykan poparł unijne plany grekokatolików na ziemi wołyńskiej,[30] jednak rząd polski – wbrew woli papieża – nigdy nie zgodził się na działalność duchowieństwa na tym terenie. „Rząd polski w tajnych notach miał oświadczyć, iż nie sprzeciwia się akcji unijnej, ale dopóki występują napięcia narodowościowe, dopóty nie można przyjąć istnienia na tym samym terenie dwóch odrębnych organizacji kościelnych.”[31]

Można nawet powiedzieć, że gdyby rząd  II Rzeczypospolitej pozwolił na duszpasterstwo grekokatolikom na terenie Wołynia, to może fala mordów choć trochę byłaby mniejsza, dzięki temu, że część ludności czułaby się zobowiązana do posłuszeństwa względem swego Arcypasterza – metropolity Szeptyckiego. Rozważając tragedię wołyńską, należy przyjąć, że „ktokolwiek z ukraińskiej strony zdecydował o wyrzuceniu polskiej mniejszości z Wołynia w czasach okupacji hitlerowskiej nie z listów Szeptyckiego brał swe natchnienie”.[32]

Rozważając polsko-ukraiński konflikt zbrojny, poza Wołyniem, należy przytoczyć fakt, że Szeptycki zwracał się do arcybiskupa Twardowskiego z prośbą, aby wspólnie wydać list pasterski potępiający zarówno terror ukraiński, jak i polski. Jednak abp Twardowski odmówił, twierdząc, że cała odpowiedzialność spoczywa na Ukraińcach i tylko ich należy stanowczo potępić.[33] 13 września 1943 r. Szeptycki prosi ponownie B. Twardowskiego, aby potępił politykę nienawiści, z której wypływają tak liczne zbrodnie.[34] Metropolita proponował szefowi polskiej Rady Głównej Opiekuńczej Adamowi Ronikierowi, w połowie listopada 1941 r., wydanie wspólnej odezwy do Polaków i Ukraińców wzywającej do zgody, z ich podpisami oraz z podpisami Wincentego Witosa i abpa A. Sapiehy. Strona polska taką propozycję odrzuciła. Niestety, jak widać metropolita Szeptycki pozostał osamotniony pośród wyższej hierarchii katolickiej, a szczególnie łacińskiej, która nie podejmowała działań na tak szeroką skalę jak on.[35] [Czyli, jak rozumiemy, abp Szeptycki proponował rozdzielić winy mniej więcej po równo, na zasadzie pasztetu zajęczo-końskiego: pół konia, pół zająca – admin]

Szeptycki na tym nie poprzestawał – kierował wiele listów, aby powstrzymać lawinę wojny. Dowodem skuteczności listów pasterskich i wystąpień lwowskiego metropolity są dokumenty Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Z nich dowiadujemy się, że już od 22 lipca 1941 roku „Listy pasterskie Szeptyckiego” były przyjmowane jako przeciwdziałanie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.[36] Wszystkie listy metropolity spotykały się także z uznaniem i pozytywnymi raportami Związku Walki Zbrojnej –Armii Krajowej, chociaż w prasie podziemnej znajdowały się tylko drobne wzmianki. Znane jest wystąpienie z sierpnia 1943 roku opublikowane w „Prawdzie” – organie Frontu Odrodzenia Polski.[37]

Pomimo niezaprzeczalnych świadectw historycznych, tak polskich jak i ukraińskich, część duchownych, zarzuca metropolicie brak konkretności w listach pasterskich, tzn. że niedostatecznie potępił Ukraińców mordujących Polaków

W celu wyjaśnienia tej kwestii warto zapoznać się ze stanowiskiem Kościoła wobec wojny z drugiej połowy XX wieku, czyli kilkadziesiąt lat po śmierci metropolity. Stanowisko Kościoła katolickiego w sprawie wojen narodowościowych w drugiej połowie XX w. jest naznaczone wahaniem, a nawet sprzecznościami. „Poza niejasnym i łatwym potępieniem przemocy nie ma mowy o zajęciu określonego stanowiska.” Pius XII zawsze potępiał „nieumiarkowany nacjonalizm i totalitaryzm”. Jan XXIII głosił w encyklice „Pacem in terris” z 1963 r., że mniejszości narodowe mają prawo do poszanowania swej tożsamości, ale nie powinny z tym przesadzać. „W konkretnych sytuacjach te zasady, rozsądne same w sobie, robią wrażenie bardzo abstrakcyjnych i pozostawiających katolików bezsilnymi, jak nawet pokazuje kwestia jugosłowiańska”.[38]

Kolejny konkretny przykład stanowiska Kościoła zauważamy przy okazji wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. „Biskupi w swoich deklaracjach ograniczają się przeważnie do powtarzania niezbyt zobowiązujących zasad sprawiedliwości, równości, konieczności porozumienia między ludźmi. Dziennik «Libération» skomentował to następująco: «Hierarchia kościelna jak zwykle wdała się w popisy stylistyczne, które służą temu, by nie zająć wyraźnego stanowiska».”[39] Wojna w Zatoce Perskiej pokazała wyraźny podział w Kościele, dla jednych jest sprawiedliwa, a dla drugich niedopuszczalna.

Zdecydowanym zwolennikiem pokojowego rozwiązania był papież, który pięciokrotnie występował w tej sprawie. Także zwracał się osobiście do dwóch zwaśnionych stron.[40] Potępił same zjawisko wojny, ale czy opowiedział się po jednej ze stron? „Podczas pontyfikatu Jana Pawła II mieliśmy do czynienia z co najmniej kilkoma konfliktami o charakterze międzynarodowym, w których interweniowała dyplomacja watykańska lub sam Ojciec Święty. Wojna o Falklandy z roku 1982 pomiędzy Wielką Brytanią a Argentyną pokazała, jak zręcznie Jan Paweł II potrafił poruszać się w świecie polityki międzynarodowej i równocześnie nie instrumentalizować tragedii, jaką są działania wojenne. Oczywistym agresorem w konflikcie falklandzkim była Argentyna i Jan Paweł II zażądał wycofania się wojsk argentyńskich z wysp. Równocześnie jednak słał telegramy do przywódców obu państw, namawiając ich do zaprzestania udziału w konflikcie. Stosunek papieża wobec wojny nie zawierał się przecież jedynie w głuchym sprzeciwie wobec wszelkich działań zbrojnych. Należało do nich także świadome nieangażowanie Stolicy Apostolskiej w żadną ze stron, a jedynie przypominanie zasad sprawiedliwości i pomaganie w dialogu.”[41] Racjonalnie myślący człowiek, w świetle przytoczonych przykładów polityki prowadzonej obecnie przez Stolicę Apostolską wobec wojny, nie odważyłby się zarzucać Szeptyckiemu brak konkretności w sytuacji, gdy znajdował się on w centrum wojny (na linii frontu).

Kolejny argument w obronie metropolity, to uniwersalny styl wcześniejszych listów. Chodzi tu o konflikt polsko-ukraiński na początku XX w. 24 kwietna 1908 roku A. Szeptycki w soborze św. Jerzego potępił akt zabójstwa A. Potockiego słowami: „Na Boga to nie tak! Przestępstwem nie służy się narodowi; przestępstwo popełnione w intencji patriotyzmu jest przestępstwem nie tylko przed Bogiem, ale przeciwko własnej społeczności, jest przestępstwem wobec ojczyzny.”[42] Nie używał wówczas sformułowań typu: „że Ukraińcy nie mogą mordować Polaków…”. Mówił tym samym językiem i stylem, co podczas II wojny światowej, a jednak jego apel, potępienie zbrodni były tak czytelne, że okrzyknięto go Konradem Wallenrodem (polskim koniem trojańskim w społeczeństwie ukraińskim). Czyż po takich doświadczeniach musiał pod koniec życia zmieniać styl swoich listów pasterskich, gdy wcześniejsze były skuteczne?

Postawa Szeptyckiego w świetle ówczesnego stanowiska Kościoła nie wypada więc tak źle, a nawet można postawić tezę, że metropolita był o wiele bardziej konkretny w potępieniu działań wojennych niż wielu dzisiejszych biskupów i watykańskich purpuratów.

V Metropolita i faszyzm

Analizę postawy metropolity wobec faszyzmu należy rozpocząć od niepublikowanej nigdzie dotąd po II wojnie światowej noty lwowskiego „Gońca Ilustrowanego” pt. „Metropolita Szeptycki potępia agitację agentów hitlerowskich”. W lwowskiej gazecie z dnia 8 VIII 1939 roku czytamy: „W zabudowaniach Świętojurskich we Lwowie odbyły się ostatnio rekolekcje zamknięte dla proboszczów greckokatolickich. Po zakończeniu rekolekcji ksiądz Metropolita Szeptycki zwrócił proboszczom uwagę na konieczność przeciwstawiania się propagandzie orientacji prohitlerowskiej, szerzonej wśród społeczeństwa ukraińskiego przez agentów niemieckich Ks. Metropolita Szeptycki podkreślił, że propaganda ta jest wroga zarówno wobec chrześcijaństwa jak i w stosunku do wspólnoty słowiańskiej”.[43] Ów dokument prasowy zaświadcza, że metropolita miał od początku pewną świadomość zagrożenia, jakie niesie ze sobą faszyzm. Poniżej przytoczone przykłady potwierdzają tę tezę.

30 czerwca 1941 roku, po wkroczeniu niemieckich oddziałów do Lwowa, przedstawiciele UNR (Ukraińska Narodowa Rada) otrzymali od metropolity Andrzeja Szeptyckiego błogosławieństwo na proklamowanie suwerennego państwa ukraińskiego. Pobłogosławienie tworzenia upragnionej suwerennej Ukrainy przez Szeptyckiego nie oznaczało absolutnego poparcia dla współpracy z faszystami. Dowodem na postawioną tezę są słowa metropolity odnotowane przez dziennikarza Ivana Kedryna: „Ale co ja miałem zrobić, kiedy przyszli do mnie i powiedzieli: pobłogosław ukraiński rząd, pobłogosław ukraińską władzę. Jak ja mogłem nie pobłogosławić?!”[44] Świadectwo I. Kerdyna pokazuje, że metropolita miał świadomość wieloznaczności swej decyzji.[45]

Metropolita Szeptycki wiedział, że faszyzm kłóci się z chrześcijańską wizją państwa. Na pewno nie miał takiej świadomości, jak my dzisiaj, gdyż w tym czasie nie rozpoczęto jeszcze masowej zagłady Żydów. Dlatego należy sądzić, że w liście pasterskim z okazji proklamacji suwerennej Ukrainy z dnia 1 lipca 1941 r. Szeptycki wyraził swe poparcie dla nowej władzy, ale także w tym samym liście umieścił najkrótszą definicję państwa chrześcijańsko-demokratycznego, opierającą się na dwóch zasadach.[46] Pierwsza norma to poszanowanie godności i praw każdego człowieka. Arcybiskup opowiadał się za nią, stając w obronie Żydów i Polaków, poprzez apel do nowo powstałego Rządu Ukraińskiego o prowadzenie mądrej polityki „uwzględniającej potrzeby i dobro wszystkich zamieszkujących nasz kraj obywateli, bez względu na to, do jakiej konfesji, narodowości i społecznej warstwy należą.”[47] Druga zasada, charakteryzująca chrześcijańską władzę, została wyrażona następująco: „czasy wojenne wymagają jeszcze wielu ofiar, ale dzieło rozpoczęte w Imię Boże i z Bożą łaską będzie doprowadzone do pozytywnego końca. Ofiary, które są konieczne do osiągnięcia naszego celu, polegać będą przede wszystkim na posłusznym poddawaniu się sprawiedliwym nakazom władzy, nie przeciwstawiającym się Bożym przykazaniom.”[48] W tym fragmencie listu metropolita stoi na stanowisku, że władza państwowa nie może łamać Dekalogu ustanowionego przez Boga. Podsumowując naukę A. Szeptyckiego zawartą w liście z 1 lipca 1941 r., należy pamiętać, że gdy władza państwowa dopuści się złamania dwóch powyżej wymienionych zasad, to takiej władzy chrześcijanin nie musi być posłuszny.

Widać, że początkowe stanowisko Szeptyckiego tolerujące nazistów – dalekie jednak od jakiejkolwiek ideologicznej i politycznej pobłażliwości – pojawia się z pięciu względów:

1. Uwolnienie spod reżimu radzieckiego i związane z tym nadzieje niepodległościowe.
2. Nadzieja na większą swobodę Kościoła – którą po części początkowo uzyskano.
3. Podobnie jak w pierwsze dni okupacji sowieckiej – apel do narodu, aby „oddał cesarzowi co cesarskie” i był posłuszny mądrym nakazom władzy.
4. Marsz wojsk niemieckich na wschód, który otwierał nowe możliwości unijne.
5. Strach przed represjami nazistów – podobnie jak większość hierarchii katolickiej, łącznie ze Stolicą Apostolską.

Wiele osób bulwersuje fakt witania wojsk niemieckich wkraczających do Lwowa w 1941 roku i upatrują w tym zdarzeniu przejaw nielojalności Ukraińców i metropolity wobec państwa polskiego. Należy zaznaczyć, że Szeptycki w 1939 roku, przed wybuchem wojny, zwrócił się z apelem do swoich wiernych, aby zachowali się lojalnie wobec państwa polskiego. Można powiedzieć, że w ten sposób spełnił swój obywatelski obowiązek względem Rzeczypospolitej.

Nie można też zapominać, że władza w Ukrainie Zachodniej (Galicji Wschodniej) – austriacka, rosyjska, polska, niemiecka, sowiecka – gwarantująca społeczności ukraińskiej mniejsze bądź większe prawa, zawsze była władzą okupacyjną. Wszystkie wymienione władze nie były władzami legalnymi z punktu widzenia miejscowej ludności ukraińskiej. Jeśli władze nie były legalne, to o jakiej możemy mówić lojalności? Jeśli rząd II RP przez dwadzieścia lat dyskryminował większość ukraińską w Ukrainie Zachodniej, to na jaką lojalność chciał liczyć? Jeśli Polacy z kolei zarzucają Ukraińcom nielojalność, to też powinni pamiętać o sytuacji Polski pod zaborami. Czyż nie podobna sytuacja miała również miejsce w historii Polski (1799-1815) w czasach napoleońskich, gdy Polacy kolaborują z Francuzami w celu zdobycia suwerenności państwowej? Kościół rzymskokatolicki także nie był wówczas obojętny wobec niepodległościowych dążeń swych wiernych. Księża brali udział w zawiązanej 1798 r. w Warszawie tajnej organizacji niepodległościowej, Towarzystwie Republikanów Polskich. Polscy duchowni służyli jako kapelani w Legionach – np. we Włoszech i Francji.[49]

Polski rzymskokatolicki episkopat w 2001 roku wypowiada się o wydarzeniach z tamtego okresu następująco: „Dziś nam przypada dziękować Opatrzności Bożej za wszystkie drogi, które przywiodły Polaków do odzyskania wolności.. (…) Najsposobniejszą okazją (zdobycia suwerenności) były wojny podjęte przez Napoleona. Pod Napoleonem znaleźli się odważni generałowie i bitni żołnierze. Legiony Dąbrowskiego przynosiły sławę armii napoleońskiej we Włoszech, w Egipcie, w Hiszpanii i w Niemczech”. [50] Zauważmy, że ukraińskie oddziały w kolaboracji z Niemcami walczyły wyłącznie z okupantami np. oddział „Nachtigall” walczył z sowietami, a jednostka „Roland” z Rumunami. Ukraińcy nie stali się narzędziem podboju Europy i świata, tak jak Polacy walczący u boku wojsk Napoleona. Większość Polaków ocenia pozytywnie kolaborację z Napoleonem, ale dlaczego tak trudno zrozumieć im postawę Szeptyckiego i Ukraińców?

Powracając do okupacji niemieckiej z II wojny światowej należy się też przyjrzeć bliżej pozycji polskich biskupów rzymskokatolickich, jak zachowywali się wobec faszystów. Ich stanowisko było uzależnione od polityki faszystów względem Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Niemcy realizowali różnorodną politykę, od bezwzględnego zwalczania polskiej hierarchii kościelnej, np. okręg gdański i Prusy Zachodnie, po łagodne traktowanie Kościoła na Górnym Śląsku.[51] Dlatego zachowanie biskupów rzymskokatolickich wobec faszyzmu też było różne, od przypadków skrajnej niechęci po współpracę. Elastyczną politykę wobec okupantów w Generalnej Guberni stosował między innymi rzymskokatolicki bp Kaczmarek, apelując do wiernych: „Wzywałem was 24 września 1939 roku, abyście najpierw byli wierni świętym przykazaniom Boga i Kościoła, okazali się posłuszni względem władz” [52]. Kolejnym przykładem może być sama stolica Polski Warszawa, gdzie biskupi rzymskokatoliccy: „powstrzymywali się od głośnego potępienia okrucieństw okupanta, zachowywali dystans do działań podziemia, niezbyt przychylnym okiem patrzyli się na konspiracyjną działalność księży, wszystkie polecenia władz niemieckich przekazywali niezwłocznie podległemu sobie duchowieństwu. Najważniejsze dla nich było samo funkcjonowanie struktur kościoła oraz możliwość wykonywania przez niego pracy duszpasterskiej wśród wiernych”.[53] Bp Adamski (Górny Śląsk) 13 września pisał: „Mili chrześcijanie, współpracujcie uczciwie z władzami niemieckimi. Dopilnujcie jak dobrzy chrześcijanie i obywatele, wszystkich ustaw i rozporządzeń niemieckich władz. (…) Wtedy w naszym kraju przyświeci słońce szczęśliwej przyszłości…” Adamski uważał, że należy maskować i udawać, że się jest przychylnym stronie niemieckiej. Na takową politykę uzyskał nawet zgodę Watykanu i polskiego rządu emigracyjnego – generała Sikorskiego[54]. Czyli stanowisko części episkopatu i metropolity Szeptyckiego wobec umiarkowanej polityki faszystów było podobne.

Rozważając działalność A. Szeptyckiego, przychodzi na myśl jeszcze inny wielki kościelny przywódca narodowy kardynał A. Stepinac, którego w 1998 roku Sługa Boży Jan Paweł II wynosi na ołtarze. Gdy w kwietniu 1941 roku przywódca ustaszów (chorwackich faszystów) Ante Pavelić proklamował powstanie Niepodległego Państwa Chorwackiego (NDH), metropolita Zagrzebia poparł utworzone państwo też ze świadomością wieloznaczności swej decyzji”.[55] Utworzone państwo chorwackie z protekcją Hitlera było dla kardynała „ręką Boga”, dającą wolność Kościołowi katolickiemu, Chorwatom zaś upragnioną niepodległość. Metropolita z Zagrzebia nie od razu wołał pełnym głosem w obronie prześladowanych. Tysiące ich zginęło, zanim głos ten usłyszała cała Chorwacja. Pomimo bardziej stanowczej postawy metropolita Szeptycki nie doczekał się jeszcze beatyfikacji, w przeciwieństwie do metropolity Stepinaca.

VI List do Stalina

Krytyczne stanowisko metropolity wobec komunizmu z początku lat trzydziestych XX w. wyklucza jakiekolwiek ideologiczne poparcie dla Stalina czy komunizmu. Oto przykłady:

Gdy na Wielkiej Ukrainie ginęły z głodu miliony osób, a ogólnoświatowa prasa milczała, A. Szeptycki wraz z innymi biskupami greckokatolickimi 24 lipca 1933 r. konsekwentnie potępił politykę sowiecką, która przyczyniła się do powstania głodu na Ukrainie. We wrześniu 1935 roku sowiecki wywiad kryminalny stwierdza, że jednym z inspiratorów kontrrewolucyjnych działań jest „zwierzchnik Ukraińskiego katolickiego związku, znany polonofil i antyradziecki ukraiński działacz we Lwowie metropolita A. Szeptycki”. Ów dokument obwiniał metropolitę za „popularyzację faszyzmu”, antykołchozową agitację w społeczeństwie polskim, organizowanie komitetu pomocy dla represjonowanych księży.[56]

Widząc antychrześcijańską działalność komunistycznych rządów, w liście pasterskim z 2 sierpnia 1936 r. pt. „Ostrzeżenie przez zagrożeniem komunizmu” pisał: „Od początku chrześcijaństwa nie było na świecie żadnej sekty, ani religii, ani politycznej partii, jaka byłaby w takiej mierze wroga dla Bożego Objawienia i dla wszelkiej religii, a szczególnie dla religii Jezusa Chrystusa i Jego świętej Cerkwi.”. Według metropolity głównym celem bolszewików jest zniszczenie Kościoła. W tym celu wywołali oni rewolucję, by podczas niej prześladować chrześcijan. Cała ideologia komunizmu opiera się na nieustannym kłamstwie. Komunizm przyjmuje formę materialistycznej i pogańskiej religii, w jakiej Lenin i jemu podobni pełnią rolę niejako półbogów. [57]

Sowieci, przed wkroczeniem na ziemie zachodniej Ukrainy, mieli już sprecyzowaną politykę wobec Kościoła greckokatolickiego i metropolity. Wrześniowe dokumenty służby sowieckiej wyraźnie mówią: „Nie skończywszy z Szeptyckim, trudno będzie wykorzenić ukraiński nacjonalizm”.[58]

W sowieckich dokumentach z 14 listopada 1939 r. zostało odnotowane: „Andrzej Szeptycki jest największym duchownym liderem, który na różne sposoby wspiera kulturalny, naukowy i ekonomiczny rozwój mieszkańców zachodniej Ukrainy. (…) Dlatego, jakby Szeptycki zaplanował kontrrewolucyjne wystąpienie, to łatwo znalazłby masowe wsparcie”.[59] Z tego względu sowieci rozpoczęli działania mające na celu zmanipulowanie metropolity Szeptyckiego. Wszystko po to, aby uśpić czujność Szeptyckiego i Kościoła greckokatolickiego, który mógł utrudnić zajęcie Ukrainy Stalinowi. W tym celu rozpoczęto inwigilację Szeptyckiego już od 31 grudnia 1939 roku pod kryptonimem „Chodzący”,[60] która trwała kilka lat. Zwerbowano nawet 7 osób z otoczenia Szeptyckiego, aby poznać jego osobowość, a także preferencje religijne i polityczne. Dlatego nie było wielkim problemem dla sowietów, aby przeprowadzić pozorne mediacje – o których mowa poniżej – zgodnie z oczekiwaniami Szeptyckiego, a także nakłonić go do napisania listu do Stalina dla dobra Kościoła i misji katolizacyjnej Rosji, której metropolita poświecił całe życie.

23 sierpnia 1944 roku podpułkownik Sergiusz Danyłenko-Karin składa tajny raport dotyczący metropolity Andrzeja Szeptyckiego. W raporcie stwierdza: „Wpływ metropolity Szeptyckiego i autorytet pośród wiernych i duchowieństwa unickiego kościoła w Ukrainie Zachodniej – ogromny. Bez przesady można powiedzieć, że takiego bezapelacyjnego autorytetu i wpływu nie ma żaden zwierzchnik kościelnego nurtu w «ZSRS»”.[61] Już po tygodniu wspomniany pułkownik opracowuje dokładny plan rozmowy z metropolitą. Plan był bardzo precyzyjny. Zawierał konkretne pytania, ukazywał styl rozmowy, język, w jakim miała się toczyć rozmowa, a także wszystkie warianty przebiegu wydarzeń.

Oficjalnym motywem rozmowy miał być temat nowego statusu Kościoła greckokatolickiego w państwie radzieckim. W rzeczywistości chodziło o wysondowanie możliwości wykorzystania grekokatolików do umocnienia władzy radzieckiej na ziemiach zachodniej Ukrainy. To, że taka rozmowa musiała nastąpić, mieli świadomość zarówno grekokatolicy, jak i sowieci. Dlatego też nowa władza zachowywała się inaczej niż w latach 1939-1941, była bardziej tolerancyjna wobec Kościoła.[62]

W celu obrony interesów Kościoła greckokatolickiego i misji w Rosji, metropolita Andrzej zadeklarował napisanie gratulacyjnego listu do Józefa Stalina.[63] Pomysł dotyczący napisania listu do Stalina podpowiedzieli podczas audiencji dwaj przedstawiciele „rajkomu” WKP(b) jeszcze przed 20 września 1944 r. Do końca września list był zredagowany i skonsultowany w gronie biskupów, a także duchownych na soborczyku (posiedzeniu). Planowano, że list przekaże osobiście delegacja księży greckokatolickich w następującym składzie: ks. dr Gabriel Kostelnyk, ks. Jan Kotiw, ks. Herman Budziński.[64] W tej sprawie metropolita zwrócił się z listem 16 października do M. Kozyrjewa, informując go o gotowości wysłania delegacji do J. Stalina w celu złożenia gratulacji i omówienia spraw dotyczących halickiej metropolii greckokatolickiej, ponieważ władza radziecka wprowadzała prawo o kulcie religijnym, które zabraniało nauki religii w szkołach, odprawiania nabożeństw w szpitalach, spowiadania i pracy zakonnikom (zakonnicom również) w szpitalach, itp. Metropolita i duchowni planowali rozwiązać powyższe kwestie w Kijowie i Moskwie, jednak do wysłania listu i delegacji nie doszło.[65]

Fakt zredagowania listu do Stalina nie był przejawem ideologicznego poparcia sowietów i ich polityki, ale potrzebą przeżycia i dalszego funkcjonowania Kościoła. Pamiętajmy też, że naszej wiedzy o zbrodniach stalinowskich nie możemy porównywać z wiedzą Szeptyckiego na temat Stalina w 1944 roku! Można sformułować hipotezę, że metropolita był niepoprawnym optymistą, który starał się każdą sytuację wykorzystać dla realizacji swej życiowej misji „katolizacji wschodniej Ukrainy i Rosji”. Dlatego można przypuszczać, że wszystkie kompromisy metropolity wobec systemów totalitarnych były w pierwszej kolejności podporządkowane idei unijnej.

VII . Szeptycki w konfrontacji z Kościołem rzymskokatolickim

Krystalizacja poglądów i jasne określenie się metropolity Szeptyckiego po stronie Kościoła greckokatolickiego i jego wyznawców oraz społeczności mniejszościowych, siłą rzeczy wprowadziło go w orbitę konfrontacji z hierarchią i duchowieństwem łacińskim, reprezentujących polską rację religijną i rację stanu. Wnuk Aleksandra Fredry, chcąc nie chcąc, znalazł się po drugiej stronie barykady dzielącej idee polskie i ukraińskie. Różnice narodowościowe szły w parze z różnicami wyznaniowymi.

Przykładem może być chociażby blokowanie reformy wyborczej. 22 stycznia 1906 r. Szeptycki przewodniczy delegacji do cesarza w sprawie równouprawnienia społeczności ukraińskiej w Galicji dotyczącego prawa wyborczego.[66] Biskupi greckokatoliccy solidaryzujący się z ukraińską wsią zostali okrzyknięci przez polską prasę przywódcami hajdamaków.[67] Szeptycki opowiadał się za demokratyzacją ordynacji wyborczej, aby w ten sposób chłopi ukraińscy mieli większy wpływ na politykę w Galicji Wschodniej, gdyż dotychczas byli dyskryminowani. Polski episkopat zdystansował się od kwestii reformy wyborczej, co faktycznie równało się ze zgłoszeniem weta. Decyzja biskupów polskich zaskoczyła Szeptyckiego, który wystąpił do nich z propozycją zebrania się na konferencji w celu rozwiązanie rozbieżności. Stanowiska biskupów polskich i ukraińskich nie znalazły kompromisowego rozwiązania. Episkopat polski stał po stronie polskich ziemian i chciał przekonać nuncjusza o niesłuszności reformy wyborczej. Szeptycki, opowiadający się po stronie dyskryminowanych mieszkańców ukraińskiej wsi, dowodził, że projektowane prawo wyborcze będzie sprzyjać złagodzeniu stosunków między Polakami i Ukraińcami.

Innym przykładem swoistych tarć była prośba metropolity Szeptyckiego o wystosowanie wspólnego apelu podczas II wojny światowej w intencji pokoju i powstrzymania walk polsko-ukraińskich, jednak łaciński episkopat odrzucił tę propozycję, obwiniając jednocześnie wyłącznie stronę ukraińską. Tenże przykład pokazuje w pewien sposób etos rzymskokatolickiego duchowieństwa wyższego w czasie II wojny światowej.

Kolejny przykład rozbieżnej wizji rzeczywistości stanowi kwestia żydowska. Postawa Szeptyckiego – mówienie o tragedii Żydów – jest tym bardziej wzorcowa, gdy przeciwstawi się ją polskim wyższym duchownym, którzy – według dr Aliny Całej – zachowywali się diametralnie inaczej: „Zastanawiające jest jednak to, że żaden z tajnych dokumentów wysyłanych przez polskich hierarchów do Watykanu lub do rządu londyńskiego, nie zawierał najmniejszej wzmianki o zagładzie Żydów”.[68] [Ciekawe, kto wydawał tysiącom Żydów metryki chrztu w Kościele, kto przechowywał żydowskie dzieci – admin]

Szeptycki protestował również przeciwko burzeniu świątyń prawosławnych w 1938 roku. Pisał m.in.: „Wstrząsające wydarzenia ostatnich miesięcy na Chełmszczyźnie zmuszają mnie do tego, aby publicznie stanąć w obronie naszych prze­śladowanych braci, prawosławnych chrześcijan Wołynia, Chełmszczy­zny, Podlasia i Polesia (…) Komu należy przypisać owe ruiny materialne i moralne? Któż ośmielił się w państwie katolickim zadać Kościołowi powszechnemu taki straszny cios na oczach Nuncjusza, przedstawiciela Stolicy Apo­stolskiej, oraz tak licznych biskupów katolickich? Któż ośmielił się na przekór interesom państwa dokonać takiego bezprzykładnego dzieła, depcząc tradycje Marszałka Józefa Piłsudskiego?”[69] Polski Episkopat tymczasem nie zajął jednoznacznego stanowiska, choćby prymas Hlond, który interweniował dyskretnie jedynie podczas prywatnej rozmowy.[70] O znaczeniu protestu Szeptyckiego może świadczyć fakt konfiskaty i zakaz rozpowszechniania w II RP jego listu pasterskiego.

Należy zauważyć, iż działania prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego w bliższych nam czasach, powodujące wstrzymywanie kilkakrotnie procesu beatyfikacyjnego metropolity Szeptyckiego, w świetle faktów z życia i działalności metropolity wydają się co najmniej niezrozumiałe. Jest też mało prawdopodobne, aby decydujący wpływ na decyzję Wyszyńskiego miały władze byłego ZSRR, tak jak to próbuje zasugerować ks. dr Stefan Batruch w filmie pt. „Niewygodny”. Oczywiście nie można wykluczyć w 100 % wpływu reżimu komunistycznego, ale bardziej prawdopodobne jest to, że kardynał Wyszyński protestował przeciwko beatyfikacji w obronie polskiej racji stanu na Ukrainie Zachodniej (Galicji Wschodniej), którą to rację metropolita Szeptycki w znaczący sposób osłabił. Wydaje się, że protest można raczej interpretować jako przejaw nieautentycznego [? – admin] patriotyzmu. Trzeba jednak pamiętać, że taką decyzję prymasa można usprawiedliwić, miedzy innymi wydarzeniami mordowania ludności polskiej na Wołyniu. To było zaledwie kilkanaście lat po tragedii, więc emocje mogły bardzo silnie oddziaływać. Niemniej tendencyjny autor mógłby sformułować tezę, że ten wielki prymas niejako wpisał się w grono osób, które nie respektują prawa naturalnego narodu ukraińskiego do swej państwowości w pierwszej połowie XX wieku.[71]

Wygodniej jest autorytatywnie stwierdzić, co jest czarne, a co białe, niż próbować wyjaśnić skomplikowaną sytuację danego człowieka, kościoła bądź kraju. Łatwo jest osądzać drugą stronę, bez odniesienia do historii własnego narodu czy kościoła. Tak często czynią osoby, które stygmatyzują Szeptyckiego jako kolaboranta Niemiec lub nacjonalistę, bez odniesienia się do kontekstu skomplikowanej sytuacji Ukrainy, która rzadko mogła rozwijać się w pokoju. Tak też postępuje osoba, oskarżając biskupów greckokatolickich o nacjonalizm w sytuacji, gdy ci wypowiadają się w kwestii państwa bądź narodu, a milcząc w obliczu wypowiedzi rzymskokatolickich biskupów gloryfikujących współpracę , np. z Napoleonem. Z takiej postawy można jasno wnioskować, że działania niepodległościowe Ukraińców i wspierających ich biskupów grekokatolickich to przejaw nacjonalizmu, natomiast łacińscy biskupi wspierający Polaków w walce o niepodległość to przejaw patriotyzmu.

Przywołanie postaci jednego z największych autorytetów Polaków – prymasa Stefana Wyszyńskiego nie służy pomniejszeniu jego osoby, ale ma pokazać, że w życiu każdego człowieka są chwile, gdy ten podejmuje błędne decyzje – czy z braku informacji, czy pod wpływem osób trzecich. Tak było niejednokrotnie w życiu Szeptyckiego i Wyszyńskiego. Prawdopodobnie z powodu braku rzetelnych informacji pierwszego hierarchę zmanipulowali między innymi sowieccy agenci, a drugiego – polskie środowiska nacjonalistyczne. To jednak nie przekreśla ich dorobku na rzecz Kościoła katolickiego, a także narodów: ukraińskiego i polskiego. Nie zmienia też faktu, że oba narody powinny zaakceptować prawdę, że autorytetem moralnym i kandydatem na ołtarze dla Polaków jest prymas Stefan Wyszyński, a dla Ukraińców metropolita Andrzej Szeptycki.

Ireneusz Bogusław Kondrów

[1] http://andrej.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=74&Itemid=35, dostęp: 10.11.2010 r., godzina 23:22.
[2] Wywiad z bpem Michałem (Hrynczyszynem), źródło:http://www.cerkiew.net.pl/Wiadomosci/wiadomoscjedna.php?polaczenie=wiad_1205606857 dostęp: 27.11.2010, godzina: 21: 22.
[3] Centralne Państwowe Archiwum Historyczne Ukrainy we Lwowie, fond 358, op. 1, spr. 122, k. 184-185; cytat za: O. Hajowa, Nauka Społeczna Metropolity Andrzeja Szeptyckiego w świetle materiałów archiwalnych, w: Polska-Ukraina 1000 lat sąsiedztwa, T. 4, pod redakcją S. Stępnia, Przemyśl 1998, s. 273. Są jednak autorzy, którzy twierdzą, że powołanie do bazylianów związane jest z osiągnięciem ukraińskiej świadomości narodowej, Por. C. Baran, Mytropolyt Andrej ”eptyc/kyj, M[nxen 1947, s. 13.
[4] V. Ulianovskyj, Cerkva v ukrainskij derwavi 1917-1920 rr. (doba Hetmanatu Pavla Skoropadskoho), Kyiv «Lybid/» 1997, s. 210.
[5] J. Pietrzak, Dyskusja nad referatem H.E. Wyczawskiego, w: Kościół w II Rzeczpospolitej, praca zbiorowa po redakcją Z. Zielińskiego i S. Wilka, Lublin 1981, s. 229.
[6] L. Cehelskyj, Mytropolyt Andrij Szeptyckyj, Lviv 1995, s. 70-71.
[7] Доклад Святейшего Патриарха Кирилла на Архиерейском cовещании 2 февраля 2010 года, http://www.patriarchia.ru/db/text/1061651.html, dostęp: 10.11.2010 roku, godzina: 22:29
[8] P. Wołowski, Patriarcha Cyryl na Ukrainie – duchowość w służbie polityki, dostęp: 18:24, 10.11.2010; Zobacz także: A. Grajewski, Nowy patriarcha, stare problemy,http://ekumenizm.wiara.pl/doc/478708.Nowy-patriarcha-stare-problemy/2, dostęp: 10.11.2010 roku, godzina: 21:01.
[9] Kompendium Katolickiej Nauki Społecznej, Kielce 2005, s. 258.
[10] Dr Kozłowski podczas dyskusji „Sprawiedliwi i pominięci. Bracia Klemens i Andrzej Szeptyccy” w dniu 09.11.2010 roku w Warszawie, twierdził, że bracia Szeptyccy byli Polakami.
[11] List pasterski biskupa Andrzeja Szeptyckiego do duchowieństwa Nasz Program , 2 sierpnia 1899 roku, w: M. H. Szeptycka i M. Skórka, Metropolita Andrzej Szeptycki, Kraków 2000, s. 26.
[12] Sz. Redlich, Moralność i rzeczywistość: Metropolita Andriej Szeptycki i Żydzi w czasach Holokaustu i II wojny światowej, w: Zagłada Żydów. Studia i materiały, nr 4, Warszawa 2008, s. 243.
[13] H. Meriam-Luwnyc/kyj, Dvanadc]t/ lystiv o. Andre] ”eptyc/koho do materi, L/viv 1994, s. 60.
[14] „Chwila”, 31 lipca 1935; „Diło”, 1 sierpnia 1935, przypis za: Sz. Redlich, Moralność…, s. 243.
[15] J. J. Bussgang, Ponowna ocena Metropolity Szeptyckiego, Warszawa 2009, s. 21; Sz. Redlich, Moralność…, s. 243-244.
[16] T. M. Sztankowa, Dokumenty archiwum historycznego we Lwowie odnoszące się do kontaktów metropolity Szeptyckiego z Żydami, w: Metropolita Andrzej Szeptycki, pod red. A. Zięby, Kraków 1994, s. 232.
[17] J. J. Bussgang, Ponowna ocena Metropolity Szeptyckiego, s. 21.
[19] Sz. Redlich, Moralność…, s. 243-244.
[20] Film dokumentalny pt.: Metropolita Szeptycki, scenariusz i reżyseria M. Jasiński, Produkcja Cross Film i TVP S.A. Oddział we Wrocławiu dla Programu 1 TVP S.A. 1997, wydany na płycie DVD w 2009 roku przez Fundację im. Metropolity Andrzeja Szeptyckiego ITAJ, http://www.fundacja25.pl.
[21] Z. Fijałkowski, Kościół katolicki na ziemiach polskich w latach okupacji hitlerowskiej, Warszawa 1983, s. 18.
[22] Sz. Redlich, Moralność…, s. 250.
[23] D. Kaxne, Qodennyk L/vivs/koho Hetto – Spohady Rabyna Davyda Kaxne, Ky\v 2003, s. 164.
[24] Były ustanowione specjalne trasy dla ucieczki, którymi tajnie byli przeprowadzani Żydzi na Karpacką Ukrainę. Grupy Żydów, przeważnie mężczyzn, którzy nie mogli schronić się w żeńskich zakonach, ukraińscy zakonnicy przenosili z jednego zakonu do drugiego. Następnie szli przez góry tajnymi szlakami i kontaktowali się z przedstawicielami żydowskiego podziemia. Według relacji Kahane, do lata 1944 roku na Zakarpaciu nie było masowych mordów na Żydach, dlatego też w latach 1942-43 r. ta kraina uważana była za bezpieczną. Inny szlak prowadził do Rumunii.
[25] Piotr Mirczuk uważa, że uratowano tysiące (Sh. Redlich, Sheptyts’kyi and the Jews…, s. 147, przyp. 10); kilkaset znajdujemy w: W. Dushnyck, Soviet Attack on Judaism // Ukrainians and Jews: A Symposium…, s. 158, i w: H. Lywnyckyj, Ukranska Cerkva…,s. 688., cyt. za: .Kravczuk, Chrystyanska socialna etyka pid czas nimecko okupaci Halyczyny, 1941-1944> Mytropolyt Andrej (Szeptyckyj) pro solidarnist, opir vladi ta zachyst svatosti wytta, s. 268; N. Dianova, Cerkovno-relihijna dijalnist/ mytropolyta Andreja Szeptyckoho, s. 49.
[26] http://www.jewishvirtuallibrary.org/jsource/Holocaust/vatrep.html;http://www.jcrelations.net/en/?id=970, data dostępu: 15 sierpnia 2005, n. 24; przypis za: J. J. Bussgang, Ponowna ocena…, s. 32.
[27] Ukraiński Schindler, Tygodnik “Wprost”, Nr 1192 (09 października 2005),http://ofiaromwojny.republika.pl/teksty/0358.htm, dostęp: 30.11.2010 roku, godzina 21:16.
[28] Ю. Корогодський, Єврейські діти митрополита Андрея Шептицького,http://www.istpravda.com.ua/articles/2010/11/26/6501/, dostęp: 30.11.2010 roku, godzina: 21:47.
[29] Wikileaks: Szantaż Rosji ws. Wielkiego Głodu – Росія шантажувала інші країни щодо Голодомору, http://www.grekokatolicy.pl/aktualnosci/wikileaks-szantaz-rosji-ws.-wielkiego-glodu.html, dostęp: 01.12.2010 roku, godzina: 07:48.
[30] R. Torzecki, Kwestia Ukraińska w Polsce w latach 1923-1929, Kraków 1989, s. 103.
[31] R. Torzecki, Kwestia Ukraińska…, s. 103.
[32] M. O. Pryshlak, Szeptycki a porozumienie polsko-ukraińskie: kilka uwag, w: SU:ASNIST?, Zeszyt w języku polskim, Nr 1-2, lato 1985 – Monachium, s. 47.
[33] Należy zaznaczyć, że ks. Kubasik – podobnie jak ks. T. Isakowicz-Zaleski – reprezentuje prawie te same poglądy, co abp Twardowski w czasie II wojny światowej. W jego publikacji można spotkać się z rehabilitacją poglądów skrajnie nacjonalistycznego ugrupowania (np. endeków), którzy obarczali winą za wszelkie zło wyłącznie stronę ukraińską. A. Kubasik, Arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego wizja ukraińskiego narodu, państwa i cerkwi, Lwów – Kraków 1999, s. 160-161.
[34] A. Szeptyc/kyj, :ernetka lyst mytr. Andre] ”eptyc/koho do rymo-katolyc/koho arxi=pyskopa Boleslava Tvardovs/koho pro akty teroru pol/s/kyx pidpil/nyx orhanizacij proty ukra\nciv – 13 veresn] 1943, v> tom II, knypa 2, s. 1001
[35] I. Kondrów, Metropolita Andrzej Szeptycki – II wojna światowa i Polacy,http://www.grekokatolicy.pl/aktualnosci/Metropolita-Andrzej-Szeptycki-II-wojna-wiatowa-i-Polacy.html, dostęp: 10.11.2010 roku, godzina: 23:16,.
[36] Centralnyj derżavnyj archiv vyszych orhaniv vlady Ukra\ny, F. 3833, op.1, spr. 15, ark. 11 Mytropolyt Andrej Szeptyckyj, Odesa-Lviv 2007, s. 55.
[37] „Prawda” z VIII-IX 1943, s. 22-24.
[38] G. Minois, Kościół i wojna, Od czasów Biblii do ery atomowej, Warszawa 1998, s. 428.
[39] G. Minois, Kościół i wojna, s. 429.
[40] G. Minois, Kościół i wojna, s. 430-431.
[41] T. Rowiński, Papież i wojna, tygodnik Idziemy, 18 stycznia 2009, za:http://adonai.pl/jp2/?id=71, dostęp: 20:06, 09.11.2010.
[42] A. Szeptyckyj, Zvernenn] do narodu z pryvodu vbyvstva c.-k. Namisnyka A. Potockoho, v> tom II, knypa 2, s. 583.
[43]NURT, Południowo-Wschodnia Agencja Prasowa, Lwów, 12 sierpnia 1939, rok II, nr 32, s. 1129.
[44] M. Nowak. Między Hitlerem a Stalinem. Metropolita Andrzej Szeptycki wobec systemów totalitarnych w latach 1939-1944, w: Metropolita Andrzej Szeptycki, Materiały z sesji naukowej pod redakcją T. Stegnera, Gdańsk 1995, s. 79.
[45] J. Hałuszka, Moralność społeczna w listach Metropolity Andrzeja Szeptyckiego, Praca magisterska pisana na seminarium z teologii moralnej pod kierunkiem Ks. adi. dra Sławomira Nowosada, Lublin 2001, s. 39.
[46] A. Szeptyckyj, 1941 r., lypnia 1, Lviv. – Pastyrske poslannia mytr. Andreja Szeptyckoho z nahody proholoennia Ukranskoj Derżavy., v  Cerkva i Suspilne Pytannia, tom II, knyha 1 , s. 517.
[47] A. Szeptyckyj, 1941 r., lypn] 1, L/viv. – Pastyrs/ke poslann] mytr. Andreja Szeptyckoho z nahody proholoennia Ukrainsko Derżavy., v> Cerkva i Suspilne Pytann], tom II, knyha 1, s. 517.
[48] Vyznani postati Ukrainskoj  Cerkvy > Mytropolyt Andrej Szeptyc/kyj i Patriarch Josyf Slipyj, redaktor A. Lencyk Pavliczko, Lviv 2004, s.88-89.
[49] Zarys dziejów Kościoła katolickiego w Polsce, praca zbiorowa: J. Kłoczowski, L. Müllerowa, J. Skarbek, Kraków 1986, s. 204.
[50] CZTERY POLSKIE DROGI DO WOLNOŚCI Wypowiedź w audycji “Kościół Warszawski – mówią: Prymas i biskupi” w Radiu “Plus-Józef” Warszawa, 1 kwietnia 2001 r., w:http://www.spp.episkopat.pl/kazania/010401.htm, dostęp: 12.07.2010, godzina: 20:36.
[51] Z. Fijałkowski, Kościół katolicki…, s. 373-374.
[52] Z. Fijałkowski, Kościół katolicki…, s. 115.
[53] M. Barcikowski, Religijność warszawiaków podczas okupacji, w:http://www.um.warszawa.pl/v_syrenka/ratusz/straty_warszawy/310_323_straty_warszawy.pdf , dostęp: 10.07.2010, godzina: 13:44.
[54] Z. Fijałkowski, Kościół katolicki…, s. 36-361.
[55] J. Borkowicz, Kompas dla Chorwatów, w: MIESIĘCZNIK „WIĘŹ” Numer: 11 (481)/1998 listopad, http://www.wiez.com.pl/index.php?s=miesiecznik_opis&id=110&t=4417, dostęp: 10.07.2010 roku, godzina: 13:31.
[56] L. Babenko,  Mytropolyt Andrej Szeptyckyj stav obiektom radjanskych specslużb, v  Mytropolyt Andrej Szeptyckyj, Cerkovno-relihijna ta hromadsko-polityczna di]alnist, Odesa-Lviv 2007,, s. 11.
[57] A. Szeptyckyj, 1936 r., serpenia 2, Lviv. – Pastyrske poslannia mytr. Andreja Szeptyckoho Ostoroha pered zahorozoja komunizmu, v Cerkva i Suspilne Pytann], tom II, Knyha 1 Pastyr/ke vennia ta dijalnist/, Mytropolyt Andrej Szeptyckyj, Dokumenty i Materialy 1899-1944, Holovnyj redaktor> A. Krav;uk, Lviv 1998, s. 486-487.) – Zasady ich panowania (działania) to kłamstwo, przemoc, terror, gnębienie ubogich, demoralizacja dzieci, poniżenie kobiety, niszczenie rodziny, zniszczenie chłopów i doprowadzenie do skrajnej nędzy całego narodu. Metropolita stwierdza, że bolszewicy pośród morza kłamstwa w jednym są szczerzy: „kiedy demonstrują nienawiść przeciw Bogu, przeciwko objawionej religii i kiedy chwalą się, że do kilku lat nie będzie ani jednej cerkwi w całej sowieckiej Rosji i zniewolonej radzieckiej Ukrainie” (A. Szeptyckyj, 1936 r., serpenia 2, Lviv. – Pastyrske poslannia mytr. Andreja Szeptyckoho Ostoroha pered zahorozoju komunizmu, s. 487.).; Reżim sowiecki podczas prześladowania chrześcijaństwa dopuścił się morderstwa wielu dziesiątków tysięcy osób, między innymi zabito wielu biskupów i księży, a wszystkie te zbrodnie popełniono w imię swobody sumienia i tolerancji dla religijnych przekonań. Por. A. Szeptyckyj, 1936 r., serpenia 2, Lviv. – Pastyrske poslannia mytr. Andreja Szeptyckoho Ostoroha pered zahorozoju komunizmu,s. 488. (nr. 7) Mytropolyt Andrej Szepty/kyj, Cerkovno-relihijna ta hromadsko-polityczna dijalnis/, Odesa-L/viv 2007, s. 45.
[60] Mytropolyt Andrej Szeptyckyj u dokumentach radianskych orhaniv derwavno bezpekty (1039-1944. Rr.), Kyiv 2005, s. 43.
[61] S. Hurkina, Naperedodni visznosty,  Mytropolyt Andrej Szeptyckyj u ostatni try misiaci Svoгo archyejskoho sluwinnia, v  Mytropolyt Andrej Szeptyckyj, Cerkovno-relihijna ta hromadsko-polityczna dijalnist, Odesa-Lviv 2007, s. 26.
[62] S. Hurkina, Naperedodni vi;nosty Mytropolyt Andrej Szeptyckyj u ostatni try misiaci Svoгo archyrejskoho sluwinnia, s. 26.
[63] N. Dianova, Cerkovno-relihijna dijalnist mytropolyta Andreja Szeptyckoho, s. 50.
[64] Mytropolyt Andrej Szeptyckyj u dokumentach radianskyx orhaniv derwavnoj bezpekty (1039-1944. Rr.), Kyiv 2005, s. 365-366.
[65] S. Hurkina, Naperedodni vi;nosty> Mytropolyt Andrej Szeptyc/kyj u ostatni try mis]ci Svono arxy=rejs/koho sluwinn], 2007, s. 28.
[66] J. P. Hlimka, Metropolita Szeptycki wobec zagadnień reformy wyborczej, 1905-1914, w: Metropolita Andrzej Szeptycki, Studia i materiały, pod red. A. Zięby, Kraków 1994, s. 145-146; Dzięki nowemu prawu wyborczemu z stycznia 1907 r., już w maju 1907 r. posłów z Galicji Wschodniej reprezentowało: 27 Ukraińców i 5 Moskofilów. Por. S. Baran, Mytropolyt…, s. 83.
[67]Kost’ Łewyćkyj, Istoria politycznoji dumky hałyćkych ukrajinciw 1848-1914, Lwiw 1926/1927, s. 414, przypis za: Por. J. P. Hlimka, Metropolita Szeptycki wobec zagadnień reformy wyborczej, 1905-1914, s. 146.
[68] A. Cała, „Sprawiedliwi między narodami świata” – gorycz ich wyborów, s.2, w:http://www.jewishinstitute.org.pl/pliki/edukacja/5/60.pdf, dostęp: 12.07.2010 roku, godzina: 21:09.
[69] http://andrej.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=113&Itemid=70, dostęp: 23:05, 09.11.2010.
[70] K. Górski, Dyskusja nad referatem H.E. Wyczawskiego, w: Kościół w II Rzeczpospolitej, praca zbiorowa po redakcją Z. Zielińskiego i S. Wilka, Lublin 1981, s. 228.
[71] Cz. Strzeszewski, Katolic

Komentarze 53 to “O arcybiskupie Szeptyckim – głos z drugiej strony”

  1. Piotrx said

    Wprawdzie to juz bylo w innym wątku ale skoro jest nowy , wydzielony poświęcony osobie A.Szeptyckiego więc zamieszczam ponownie.

    **************************************
    “Sutanna umoczona we krwi”

    http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/page43.php
    /fragmenty/

    Metropolita greckokatolicki abp Andrzej Szeptycki, rola jaką odegrał w kształtowaniu stosunków polsko- ukraińskich.

    1. W podziemiach cerkwi greckokatolickiej p . w. Św. Jura we Lwowie będącej pod zarządem metropolity JE. abpa Andrzeja Szeptyckiego w 1939r. ujawniono m. in. nielegalne składowanie znacznej ilości broni i amunicji pochodzenia niemieckiego.

    2. Metropolita greckokatolicki we Lwowie ks. abp. Andrzej Szeptycki zajmował stanowisko inspirujące w zakamuflowanej formie antylechicką nienawiść. Po tragedii wrześniowej w 1939r. zalecał stawianie kurhanów (mogił) w każdej wsi wraz z przemówieniami i teatralnymi uroczystościami pogrzebowymi zmarłej Polski.

    3. W 1941r. w lipcu po napaści III Rzeszy na ZSRR stanął jako prezydent na czele powołanej przez OUN we Lwowie samozwańczej Ukraińskiej Rady Narodowej.

    4. „Hierarchowie greckokatolickiej cerkwi na czele z metropolitą Andrzejem Szeptyckim aprobują działalność OUN – banderowców” witają „zwycięską armię niemiecką”. To samo czynią i kierownicy cerkwi prawosławnej na Wołyniu.

    5. Zarządził modły dziękczynne we wszystkich cerkwiach archidiecezji w niedzielę 6 lipca 1941r. za wyzwolenie Ukrainy i w intencji zwycięskiej hitlerowskiej armii. Gdy Niemcy zdobyli Kijów, wysłał nawet gratulacje dla Hitlera.

    6. Metropolita Szeptycki udzielał audiencji wysokim funkcjonariuszom hitlerowskim, SS i Abwery, delegacji specjalnego batalionu „Nachtigall”.

    7. Co do rozpętanego przez UPA ludobójstwa to postawa metropolity nie była jednoznaczna, metropolita morderstwa te potępił w połowie 1944r. a więc po wkroczeniu Armii Czerwonej.

    8. Uważany był za współodpowiedzialnego za śmierć tysięcy Polaków i innych narodów.

    9. W przeddzień zajęcia Lwowa przez wojska radzieckie zwołuje sobór archidiecezjalny, na którym odczytuje wystąpienie potępiające banderowskie zbrodnie.

    10. W „Liście Pasterskim” metropolity z dnia 10 sierpnia 1945 roku – A. Szeptycki nie ustosunkowywał się do planowanych, doktrynalnych mordów masowych, które były dziełem OUN- UPA na Wołyniu. W czasie pisania listu nie potępiał tych mordów ani ich sprawców.

    Inicjatywa tej ohydnej akcji padła od kleru ukraińskiego, z krzyżem w ręku nawoływano do tych mordów, a duchowym inspiratorem był metropolita lwowski, Szeptycki Andrzej…

    11. Wg. ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego błędem było też udzielenie poparcia dla zbrodniczej Dywizji SS „Galizien”, która 23 kwietnia 1943r. świętowała swoje powstanie we Lwowskiej katedrze greckokatolickiej. Msze święte celebrował wówczas biskup Józef Slipyj (późniejszy kardynał), a kazanie głosił ks. Dr Wasyl Łaba, kanonik kapituły referend duszpasterstwa owej formacji (za zgodą metropolity) a dwunastu innych księży unickich zostało kapelanami esesmańskimi. Oddelegowano jako kapelana do zbrodniczego batalionu Abwery „Nachtigall” ks. Dr Iwana Hryniocha, proboszcza katedralnego i duszpasterza akademickiego, znanego ze swych racjonalistycznych poglądów. Przede wszystkim jednak prawdziwą tragedią było „kapłaństwo” w oddziałach UPA. Niektórych księży greckokatolickich, którzy nie tylko święcili narzędzia zbrodni i do mordów zachęcali, ale i mordami tymi wręcz kierowali (np. w Korosciatynie i Kutach).

    12. Metropolita wysłał list hołdowniczy do Stalina, w którym dziękował za przyłączenie Lwowa i Kresów Wschodnich do ZSRR.

    13. Przechowywał lidera OUN Andrija Melnyka w swoim pałacu świętojurskim, a następnie ułatwił ucieczkę ze Lwowa w stroju duchownego.

  2. Przeżyłem kilka dekad ale nigdy nie spotkałem się z gloryfikowaniem zła lub niegodziwości poczynionych przez polaków, przelanych na entuzjazm społeczeństwa. Politykę pojednania z Ukrainą uważam za celową i konieczną ale jej dotychczasowy styl za uwłaczający.

  3. Piotrx said

    Referat Ks. Józefa Mareckiego pt. Kościół katolicki wobec ludobójstwa na wschodnich kresach II Rzeczypospolitej. Zarys problematyki (wybrane fragmenty), Tarnów 21 października 2008

    http://www.polskiekresy.pl/index.html?act=nowoscifulldb&id=74

    /fragmenty/

    Na przełomie 1943 i 1944 roku abp B. Twardowski, zapewne zniechęcony stosunkami z metropolitą A. Szeptyckim a równocześnie przerażony ogromem zbrodni, zwrócił się do abpa A. S. Sapiehy z prośbą o interwencję u generalnego gubernatora Hansa Franka w obronie Polaków na terenie metropolii lwowskiej. W dniu 27 marca 1944 roku abp A. S. Sapieha w imieniu łacińskiego metropolity lwowskiego złożył na ręce generalnego gubernatora wykaz 24 kapłanów łacińskich zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich, wykaz 70 parafii obrządku łacińskiego opuszczonych przez duchownych wskutek działań tychże nacjonalistów oraz informacje o masowych mordach w 30 miejscowościach.

    Widząc zapewne bezsens zabiegów u abpa A. Szeptyckiego lwowski metropolita łaciński przygotował i opublikował wiosna 1944 roku okólnik, który regulował tryb postępowania duchownych łacińskich w sytuacjach zagrażających ich życiu. W bardzo przemyślany sposób, stanowczo i rozważnie, polecał w chwili zagrożenia życia opuścić parafię, a jeśliby nieobecność przedłużała się polecał zabezpieczyć lub spożyć Najświętszy Sakrament. Ponadto polecił zabezpieczyć paramenty liturgiczne, archiwum parafialne i sprzęt kościelny. O fakcie opuszczenia parafii proboszcz był zobowiązany powiadomić urząd dziekański jak i kurię metropolitalna we Lwowie. […]

    Zachowanie abpa B. Twardowskiego diametralnie zmieniło się po wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej w czerwcu 1941 roku. Gdy nasiliły się napady ukraińskie na Polaków abp Twardowski poprosił o spotkanie z metropolitą Szeptyckim. W trakcie spotkania łaciński hierarcha zabiegał u Szeptyckiego o interwencję w sprawie mordu Polaków dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów.

    Jest charakterystycznym, że metropolita Szeptycki stwierdził, iż jest bezradnym, gdyż mordów dokonują Ukraińcy, którzy są mu nieposłuszni jako zwierzchnikowi kościelnemu.

    Do kolejnych kontaktów abpa Twardowskiego i władyki A. Szeptyckiego, tym razem już tylko listownych, doszło w połowie 1943 roku. W liście, datowanym na 30 lipiec t.r. abp Twardowski kolejny raz zwracał uwagę na rzezie polskiej ludności. Prosił o pomoc i wpływ na wiernych Kościoła greckokatolickiego by wstrzymali się od mordów Polaków. Łaciński metropolita pisał dobitnie, że „z rozlicznych parafij mojej archidiecezji dochodzą do mnie niepokojące wieści o szerzeniu sie wśród ukraińskiej ludności wrogich wobec Polaków nastrojów. Gdzieniegdzie głosi się już otwarcie hasła wyniszczenia polskiego żywiołu zamieszkującego te ziemię, co gorsze w niektórych miejscowościach wydarzyły się nawet krwawe mordy o charakterze wyraźnie politycznym […]”.

    […] Abp A. Szeptycki odpowiedział w bardzo charakterystyczny sposób. Po przeszło dwóch tygodniach od otrzymania listu przesłał na adres abpa Twardowskiego dwa sygnowane przez siebie listy pasterskie w języku ukraińskim. Były to „Ne ubyjaj” z 21 listopada 1942 roku oraz „Pysma-posłanija mytropołyta Andreja Szeptyćkoho…” z 10 sierpnia 1943 roku. Wraz z powyższymi tekstami przesłał list, w którym domagał się od polskich hierarchów podobnych dokumentów, których treść miała przestrzegać przed nienawiścią względem ludności ukraińskiej. Ponadto zażądał, aby wspomniane jego listy pasterskie przełożyć na język polski i zamieścić w „Gazecie Lwowskiej”.

    Korespondencja ta pozostała bez odpowiedzi ze strony abpa B. Twardowskiego.

    ( i słusznie bo jak mozna na taką impertynencję odpowiadać – Piotx)

    W dniu 13 września 1943 roku metropolita A. Szeptycki na ręce abpa B. Twardowskiego skierował list, w którym oskarżył Polaków (katolików obrz. łacińskiego) o zamiar popełnienia szeregu morderstw z polecenia podziemnych organizacji mających swa siedzibę w Warszawie. Informował o kilkuset zamordowanych przez Polaków Ukraińcach na terenie Podlasia i Chełmszczyzny. Pisał: „Dopełniając mój list z dnia 18 sierpnia pozwalam sobie zwrócić uwagę na cały szereg politycznych morderstw, przez opinie publiczną, a nie bez przyczyn, przypisywanych polskim podpolnym [podziemnym] organizacjom. W Chełmszczyźnie i na Podlasiu takich morderstw politycznych rachują już ponad 500, a ofiarami ich zawsze byli Ukraińcy [sic!], którzy odznaczali się trochę patriotyzmem, albo praca dla swego narodu”.

    W liście powoływał się abp Szeptycki na świadectwo „wiarygodnego człowieka”, który informował go o wskazówkach, jakie udzielali przywódcy podziemnych organizacji z Warszawy odnośnie wykonywania wyroków śmierci na Ukraińcach. Jeszcze w końcowym fragmencie powoływał się na liczne i głośne zbrodnie. Niestety, treść listu, z perspektywy historycznej, wydaje się być nieco cyniczna.

    W dniu 15 października 1943 roku abp B. Twardowski skierował do rusińskiego władyki list, w którym odniósł się do wcześniejszej korespondencji i zarzutów kierowanych przez niego wobec łacinników i Polaków. Wyjaśnił nieprawdziwość zarzutów stawianych przez władykę i podkreślił, że właśnie odnośnie mordów było i jest odwrotnie. Poparł to listą kapłanów z archidiecezji lwowskiej zamordowanych oraz wypędzonych z parafii. Udowadniał, opierając się na ustaleniach władz niemieckich (a więc wrogich Polakom), że mordów dokonali na Polakach Ukraińcy).

    Odpowiedź ze strony abpa A. Szeptyckiego nadeszła miesiąc później. W dniu 15 listopada 1943 roku władyka wystosował do metropolity łacińskiego list, w którym m. in. podkreślił, że mordy dokonywane na Polakach poprzedziły liczne zabójstwa niewinnych Ukraińców na Wołyniu, Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i w okolicach Leżajska. Znaczną część listu obejmowała oskarżenia Polaków o eksterminację Ukraińców a winę za mordy łacinników obarczał radzieckich partyzantów, bandy żydowskie, dezerterów, rabusiów i agitatorów rewolucyjnych z polskich organizacji z Warszawy. Według Szeptyckiego zabójstwa duchownych łacińskich miały jedynie charakter rabunkowy. Ubolewał też nad cierpieniami Ukraińców.

    […]Ostatnim, w tej niezwykłej korespondencji metropolitów, był list z dnia 8 marca 1944 roku, sporządzony przez abpa B. Twardowskiego. Metropolita ograniczył się do sporządzenia katalogu ofiar z grona łacińskich duchownych i wiernych swej diecezji, wykazu opuszczonych parafii oraz prośby, by w przypadku świątyń opuszczonych i zdewastowanych, gdy nie ma przy nich kapłanów łacińskich duchowni uniccy spożyli Najświętszy Sakrament. Słusznie zaważył ks. J. Wołczański, że metropolita łaciński w walce z władyką skapitulował. Nie można się dziwić – miał wówczas 80 lat lat; w 8 miesięcy później zmarł.

  4. Piotrx said

    Wstęp do ksiazki ks. Józefa Wołczańskiego “Eksterminacja narodu polskiego i Kościoła Rzymskokatolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce Wschodniej w latach 1939 – 1945″. Materiały zródlowe, cz. I.

    Druga wojna światowa zapoczątkowała proces całkowitej zmiany w układzie sił społeczno-politycznych, narodowych i kościelno-religijnych na południowo-wschodnich Kresach II Rzeczypospolitej. Początkowo zjawisko to uzewnętrzniało się w formie kolejnych okupacji niemieckiej i sowieckiej oraz ich faz, aby osiągnąć swe apogeum w postaci eksterminacji polskiego społeczeństwa z rąk ukraińskich nacjonalistów. Ostatecznym dopełnieniem była ekspatriacja ludności z ówczesnej sowieckiej Ukrainy Zachodniej na tzw. Ziemie Odzyskane. W ramach postępujących zmian, należy również odnotować zainicjowaną wówczas – a trwającą kilkadziesiąt lat do chwili rozpadu Związku Sowieckiego erę zaniku struktur organizacyjnych lokalnego Kościoła rzymskokatolickiego, martyrologię duchowieństwa i wiernych oraz świadomą dewastację świątyń ze strony zmieniających się okupantów. Bez obawy błędu wolno wyrazić pogląd o bezprzykładnej w skali sześciowiekowej historii archidiecezji lwowskiej eskalacji zbrodni, prześladowań, zniszczeń a zwłaszcza niemal totalnej likwidacji społeczeństwa polskiego, wywołanych 1 IX 1939 r., a trwających do późnych lat 80-tych XX stulecia.

    Według paktu Ribbetrop – Mołotow z 23 VIII 1939 r. granica wpływów okupantów Niemiec i Związku Sowieckiego miała przebiegać wzdłuż linii Narew – Wisła – San. Ustalenia te uległy zmianie wskutek nowej rzeczywistości wywołanej sowiecką inwazją 17 IX 1939 r. na Polskę. Na mocy nowego niemiecko-sowieckiego traktatu „o granicach i przyjaźni” zawartego w Moskwie 28 IX 1939 r. linia demarkacyjna pomiędzy obu państwami biegła odtąd wzdłuż rzek: Pisy – Narwi – Bugu – Sanu. Wskutek tego aktu prawnego, m.in. cała Małopolska Wschodnia, a więc tym samym archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego, weszła w skład Związku Sowieckiego. Fakt ten przypieczętowały fikcyjne, przeprowadzone w atmosferze terroru, wybory 22 X 1939 r. do lokalnego Zgromadzenia Ludowego. Dnia 27 października tego roku Zgromadzenie Ludowe Zachodniej Ukrainy ogłosiło włączenie obszaru Małopolski Wschodniej zwanej wówczas Zachodnią Ukrainą w skład Ukraińskiej SSR, a 1 listopada tego roku Prezydium Rady Najwyższej ZSRR wcieliło Zachodnią Ukrainę do Związku Sowieckiego.

    Niebawem, bo 29 XI 1939 r. dekretem Prezydium Rady Najwyższej ZSRR nadano polskim obywatelom z terenu Zachodniej Ukrainy sowieckie obywatelstwo. Okres tzw. pierwszej okupacji sowieckiej trwał od 17 IX 1939 r. do 22 VI 1941 r., czyli do decyzji hitlerowskich Niemiec o wejściu w stan wojny ze Związkiem Sowieckim. Niemiecki Drang nach Osten pociągnął za sobą okupację wojskową nieprzyjaciela w Małopolsce Wschodniej do początków stycznia 1944 r. Obszar ten na mocy rozporządzenia Adolfa Hitlera z 17 VII 1941 r. został włączony do Generalnego Gubernatorstwa jako Distrikt Galizien. W tym samym okresie z Niemcami współdziałali ukraińscy nacjonaliści prowadząc na szeroką skalę eksterminację polskiego narodu. Załamanie hitlerowskiej ofensywy na Wschodzie pociągnęło za sobą nawrót wojsk i władzy sowieckiej na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej; od stycznia 1944r, rozpoczęła się druga okupacja sowiecka, uwieńczona definitywnym wcieleniem Kresów Wschodnich do Związku Sowieckiego.

    W zmieniającej się jak w kalejdoskopie mapie stref okupacyjnych archidiecezja lwowska doświadczyła tragicznego w skutkach zjawiska jakim był ukraiński ruch nacjonalistyczny, korzystający z protektoratu Niemiec hitlerowskich. Jego przywódcy zmierzali do utworzenia struktur samoistnej ukraińskiej państwowości. Ale w realizacji tych planów istniała zasadnicza przeszkoda, a mianowicie obecność polskiego społeczeństwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

    W celu wymuszenia na nim opuszczenia tych terenów, ukraińscy nacjonaliści podjęli zakrojoną na szeroką skalę akcję czystek etnicznych prowadzoną również na obszarze archidiecezji lwowskiej. Pojedyncze ekscesy przeradzające się z upływem czasu w eksterminację narodu polskiego rozpoczęły się właściwie od jesieni 1939 r., aby osiągnąć swe apogeum w latach 1943-1945. Cele i zamiary ukraińskich nacjonalistów w całej pełni oddaje tajna dyrektywa terytorialnego dowództwa Ukraińskiej Powstańczej Armii – Piwnicz z czerwca 1943 r.

    […]
    Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat (….) Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi […].

    W ślad za eksterminacją ludności polskiej szła akcja usuwania materialnych przejawów jej obecności w myśl rozkazu OUN z 9 II 1944r:

    […] Likwidować ślady polskości. a) Zniszczyć wszystkie ściany kościołów i innych polskich budynków kultowych, b) Zniszczyć drzewa przy zabudowaniach tak, aby nie pozostały nawet ślady, że tam kiedykolwiek ktoś żył (ale nie niszczyć drzew owocowych przy drogach), c) do 21 XI 1944 roku zniszczyć wszystkie polskie chaty, w których poprzednio mieszkali Polacy. Zwraca się uwagę raz jeszcze na to, że jeżeli cokolwiek polskiego pozostanie, to Polacy będą mieli pretensje do naszych ziem.

    W hierarchii planów eksterminacyjnych na jednym z czołowych miejsc znajdowało się duchowieństwo rzymskokatolickie, jako ostoja życia religijno-narodowego polskiego społeczeństwa w zróżnicowanej etnicznie populacji ówczesnego Dystryktu Galicji. W przekonaniu nie pozbawionym zresztą słuszności ukraińskich nacjonalistów, likwidacja polskich kapłanów i zniszczenie świątyń obrządku łacińskiego obliczona była na złamanie ducha oporu Polaków, identyfikujących zwłaszcza na Kresach II Rzeczypospolitej wartości religijne z narodowo-patriotycznymi.

    Tak więc ofiarą masowych mordów padło w latach 1939 -1945 łącznie 35 kapłanów archidiecezji lwowskiej, a 16 innych doświadczyło różnorodnych szykan i cierpień. Szacunki liczbowe strat ludności cywilnej z rąk ukraińskich nacjonalistów dla obszaru Distrikt Galizien nie zostały dotąd rzetelnie ustalone, ale wolno je sytuować w wysokości kilkudziesięciu tysięcy ofiar.

    Przedmiotem niniejszej publikacji jest zagadnienie eksterminacji ludności polskiej i Kościoła katolickiego archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego przez ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej. Problem faktyczne ten nie doczekał się w polskiej historiografii do tej pory solidnych badań naukowych, bowiem pozostaje on w cieniu zagłady Wołynia. Chociaż ukazywały się sporadycznie informacje na ten temat w literaturze historycznej, miały one charakter wyłącznie przyczynkarski bądź wspomnieniowy; dopiero ostatnio zaczęły pojawiać się pierwsze rezultaty zaplanowanej na szerszą skalę prac badawczych. Archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego terytorialnie mieściła w granicach Małopolski Wschodniej złożonej z trzech województw: lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego na południowo-wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej.

    Według danych statystycznych z 1939 r. do Kościoła rzymskokatolickiego należało 1 079 108 wiernych, w przeważającej większości narodowości polskiej. Pod względem administracji kościelnej, archidiecezja obejmowała 28 dekanatów i 416 parafii. Skład personalny duchowieństwa na dzień 5 XI 1939 r. zamykał się wielkością rzędu 805 kapłanów. W latach II wojny światowej zarówno liczba wiernych jak i duchowieństwa ulegała zmianie już to wskutek napływu uciekinierów do centralnej Polski, już to wskutek eksterminacji.

    Na czele lokalnego Kościoła stał od 1923 r. arcybiskup metropolita dr Bolesław Twardowski (1864-1944), wspomagany od 1933 r. przez biskupa pomocniczego – dr Eugeniusza Baziaka (1890-1962). Podeszły wiekiem i schorowany metropolita zmarł 22 XI 1944 r. we Lwowie jeszcze przed zakończeniem działań wojennych, ale zanim to nastąpiło, wystarał się u Piusa XII o koadiutora z prawem następstwa. Nominacja ta miała miejsce 1 III 1944 r. dla bp. Baziaka. Faktyczne rządy w archidiecezji lwowskiej objął on 22 XI 1944 r., czyli w dniu śmierci metropolity. W rządach archidiecezją uczestniczyła również Kapituła Metropolitalna, licząca w 1939 r. dziewięciu kanoników gremialnych.

    W dotychczasowej literaturze przedmiotu przyjęto za początek eskalacji mordów ludności polskiej na omawianym obszarze – w tym duchownych rzymskokatolickich – przełom lat 1943/1944. Jednak przypadki zabójstw Polaków ze strony ukraińskich nacjonalistów zdarzały się już wcześniej. I tak jedną z pierwszych ofiar ukraińskich nacjonalistów był Józef Janas (1919 -1939), alumn Seminarium Duchownego we Lwowie, a równocześnie student III roku teologii Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Zamordowany został we wrześniu 1939r Z biegiem czasu pojedyncze zrazu zabójstwa większości przeistoczyły się w masowe mordy, obejmując z jednakowym okrucieństwem zarówno polską ludność cywilną, jak też funkcjonariuszy państwowych i duchowieństwo rzymskokatolickie.

    W świetle badań źródłowych nie ulega wątpliwości, iż nasilenie krwawych porachunków Ukraińców z Polakami nabrało tempa po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r. W tym kontekście już w sierpniu tegoż roku doszło do spotkania lwowskiego metropolity łacińskiego abp. Bolesława Twardowskiego z metropolitą greckokatolickim abp. Andrzejem Szeptyckim.

    Arcybiskup rzymskokatolicki prosił swego rozmówcę o interwencję na rzecz położenia kresu fali masowych mordów ukraińskich nacjonalistów popełnianych na ludności polskiej. Ten jednak wyraził wówczas swoją bezradność, gdyż sprawcy owych ekscesów nie okazywali posłuszeństwa pasterzowi cerkwi greckokatolickiej. Poruszony wówczas problem powrócił z nową siłą w 1943 r.

    Wówczas to abp Twardowski, 30 VII 1943 r. skierował pierwszy list do. metropolity Szeptyckiego w nadziei na jego pomoc w zażegnaniu krwawych wydarzeń na terenie archidiecezji lwowskiej Pismo to zapoczątkowało dłuższą wymianę listów trwającą między obu hierarchami do 8 III 1944 r. Charakterystyczny jest ton, a nade wszystko poziom argumentacji, używany we wspomnianych pismach. Abp Szeptycki odpowiadając 18 VII 1943r. metropolicie Twardowskiemu przesłał mu dwa listy pasterskie traktujące o jego reakcji na ówczesne wydarzenia; prawdopodobnie były to: Nie zabijaj z 21 XI 1942 r. oraz posłanie do duchowieństwa i wiernych greckokatolickiej archidiecezji lwowskiej z 10 VIII 1943 r.

    Domagał się zarazem od metropolity lwowskiej rzymskokatolickiego Lwowa bądź innych polskich biskupów analogicznych dokumentów, […] które osądzały i łacińskiej archidiecezji lwowskiej w duchu kultywowania i pogłębiania zasad wiary oraz moralności katolickiej. Tego typu taktyka przyniosła nader pozytywne owoce; był zatem pewien, że wierni należący do lwowskiego Kościoła lokalnego nie mogą być obarczani winą za rzekome zbrodnie względem Ukraińców, tak duchownych, a tym bardziej świeckich. Głosem pełnym bólu dodawał :[…] Jakże więc w takich warunkach wyglądałby mój apel do prześladowanych, wylękłych moich diecezjan o zaprzestanie mordów na wiernych obrządku greckokatolickiego, gdy jednocześnie nie kto inny, ale właśnie oni sami niepewni dnia ani godziny są tępieni i mordowani. Wasza Ekscelencja razem ze mną widzi równie dobrze zło i grozę obecnej chwili i nie wątpię, że widzi także różnicę w położeniu bratnich narodów zamieszkujących tę ziemię […].

    Nie omieszkał zapewnić Szeptyckiego o podjęciu wszelkich dostępnych środków w religijnym oddziaływaniu na wiernych, aby ci mimo wydarzeń wojennych nadal kierowali się ewangelicznym przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Tym razem abp Szeptycki nie krył irytacji. W liście z 15 XI 1943 r. zawarł swego rodzaju summarium dotychczasowych wątków poruszanych w korespondencji z abp. Twardowskim. Przede wszystkim zaprzeczył jakoby w rozmowie z metropolitą łacińskim Lwowa w 1941 r. ten apelował doń o zaangażowanie na rzecz zahamowania mordów ukraińskich na Polakach. Odnosząc się z kolei do masowej eksterminacji Polaków na Wołyniu, jakkolwiek nad nią ubolewał, to zaraz dodawał, iż poprzedziły ją […] bardzo liczne zabójstwa ukraińców [sicl] tylko dlatego, że byli ukraińcami [sicl] na Wołyniu, Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i w okolicach Leżajska.

    Ta zdumiewająca wypowiedź poprzedzała kolejny wywód o charakterze polemicznym w stosunku do poruszonych dotąd kwestii przez abp. Twardowskiego. Mianowicie abp Szeptycki zakwestionował skojarzenie, jakoby mimo wydania listu pasterskiego Nie zabijaj, jego przesłanie nie dotarło jak wykazały do wszystkich adresatów, bowiem nie identyfikują się oni z systemem wartości wyznawanych przez unickiego metropolitę.

    Z tego, jego zdaniem wypływał wniosek, jakoby uznawał on za sprawców masowych mordów polskiego społeczeństwa właśnie Ukraińców, grzeszących nieposłuszeństwem względem swego pasterza. Z nieskrywaną pełną irytacji pasją, ale również przestrzegały przed nienawiścią względem ukraińskiej ludności. Żądał również zamieszczenia wspomnianych wyżej swoich wypowiedzi w polskim tłumaczeniu na łamach “Gazety Lwowskiej”.

    Zanim abp. Twardowski zdążył zareagować otrzymał kolejny list podpisany przez abp. Szeptyckiego z 13 IX 1943 r. Tym razem władyka niejako odbijając piłkę przystąpił do kontrataku, oskarżając Polaków o zamiary popełnienia szeregu morderstw politycznych na gruncie lwowskim z polecenia podziemnych organizacji warszawskich. Co więcej przytaczał przykłady z chełmszczyzny i Podlasia mówiących o rzekomych kilkuset ofiarach po stronie ukraińskiej, jakie padły z rąk polskich. Na koniec stawiał retoryczne a zarazem ironiczne pytanie o tryb postępowania Ukraińców zagrożonych eksterminacją oraz apelował o […] publiczne ostrzeżenie i osądzenie polityki nienawiści, z której wypływają tak liczne i głośne zbrodnie […].

    Na tego typu swoistą impertynencję, metropolita Twardowski zareagował w swym długim wywodzie dnia 15 X 1943r. Nie omieszkał na wstępie przypomnieć interlokutorowi pierwszej swojej interwencji z sierpnia 1941r. i ówczesnej jego zdawkowej reakcji, a potem kolejnego pisma z 30 VII 1943 r. Dodawał, iż aktualnie mordy dokonywane na kapłanach i katolikach świeckich, jakich widownią stała się archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego, […] przekroczyły już granice jednostkowej zemsty czy też osobistych prywatnych lub politycznych porachunków [….], a ich skala była przerażająca. Autor listu przytoczył nazwiska kilkudziesięciu kapłanów zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów oraz tyleż samo pośpiesznych ewakuacji z parafii zagrożonych zbrojnymi napadami.

    Zdementował jednocześnie jako kłamliwe wyjaśnienia ze strony ukraińskiej, jakoby sprawcami były „obce bandy”, gdyż jak wykazały nawet dochodzenia nieprzyjaźnie nastawionych względem Polaków władz niemieckich, winą za masowe mordy należy obarczyć miejscową ludność ukraińską. Jednocześnie abp Twardowski przypomniał metropolicie Szeptyckiemu naczelne zasady jakimi się kierował przez dwadzieścia lat swojego pontyfikatu, a mianowicie oddziaływanie na kapłanów i wiernych sarkazmem pisał: Nie przeczę, że między grekokatolikami są i tacy, którzy nie słuchają głosu swego biskupa. Ale czy Ekscelencja sądzi, że wszyscy łacinnicy są tak dobrzy, ze już nie potrzebują publicznego ostrzeżenia ze strony ich arcypasterza? Czy tak niewinnymi i idealnie dobrymi mieliby być i członkowie partii rewolucyjnej Drobnera i Wasilewskiej, albo ci katolicy łacińskiego obrządku, którzy tak licznie zapisywali się jako Volksdeutsche? Muszę bardzo stanowczo zastrzec się przed przypuszczeniem, którym tchnie cały list waszej Ekscelencji, że zabójstwa polaków [sic!] to dzieło ukraińców [sic!]. To przypuszczenie równie nieprawdziwe i niesłuszne jak byłoby przypuszczenie, że wszystkie zabójstwa ukraińców [sic!] są dziełem polaków [sic!]. W kompletnym chaosie obecnej chwili wszystkie najgorsze elementa wysuwają się na wierzch i hulają. W statystyce zabójstw sądzę, że bardzo poważne miejsce zajmują zabójstwa rabunkowe, a księża łacińscy mają w ogóle reputację ludzi zamożnych, Napad na plebanię dla bandytów wydaje się korzystniejszym i lżejszym niż na inne domy. Bezkarnie działają w kraju partyzani [sic!] bolszewiccy, bandy żydowskie, agitatorzy rewolucyjnych polskich organizacji z Warszawy, którzy się w swoich organach chwalą nawet zabójstwem polaków [sic!]. Prawdopodobnie w wielu wypadkach działają porachunki osobiste, może najczęściej w sferze leśniczych. Od długiego szeregu lat jest nienacjonalna, ale socjalna nienawiść między tymi, którzy za kradzież karzą, a drzewa nawet sprzedawać nie chcą. Są w kraju bandy różnych dezerterów i wszędzie mnóstwo zwyrodniałych jednostek sadystów, którym potrzeba ludzkiej krwi. Cały , ponury kalejdoskop zabójstw. W zakończeniu listu abp Szeptycki podważał przekonanie met. Twardowskiego o braku winnych wśród łacinników za rzekome mordy na Ukraińcach, ponownie przywołując […] długie szeregi zabitych ukraińców [sic!], obciążając także, odpowiedzialnością Volksdeutschów i podziemne polskie organizacje za działania antyukraińskie. Zaapelował wreszcie do adresata listu o wysiłek na rzecz napominania katolików obrządku łacińskiego ozaprzestanie przelewu krwi.

    Nieprzejednana, pełna uprzedzeń, sarkazmu a nawet oportunizmu postawa Szeptyckiego, musiała zniechęcić met. Twardowskiego do kontynuacji wymiany listów. W tej sytuacji zdobył się on na jedno jeszcze pismo, datowane 8 III 1944r. Po zamieszczeniu w nim katalogu ofiar spośród duchowieństwa i wiernych oraz rejestru opuszczonych parafii a nawet całych dekanatów pozbawionych pieczy duszpasterskiej, autor ograniczył się jedynie do prośby o nakazanie greckokatolickim księżom spożycia Najświętszego Sakramentu zdewastowanych na skutek napadów kościołach rzymskokatolickich.

    Ks. Józef Wo

  5. JO said

    ad.1. Wymienione przez Pana Pulnkty koresponduja z Celami i dzialaniami Masonerii wzgledem Ideii „Wielkiej Ukrainy” jako nowego Masonskiego Panstwa i Narodu. Szeptyckiego dzialania wskazuja , ze byl Masonem.

    Te same dzialania widzimy w polityce Wladz PRL Bis i organizacji pozarzadowych w tym Przedstwicieli Zwiazku Szlachty Polskiej w szczegolnosci WP Jerzego Luckiego – glownego Administratora Forum Zwiazku Szlachty Polskiej

    Wystarczy wejsc do internetu by znalezc Pro Wielko Ukrainskie Fora i Strony internetowe, jedna z nich jest Forum Szlachty Woloskiej – nazwisko Lucki wymieniane jest na tym Forum jako Rod pochodzenia Woloskiego

    To „Popi” tej grupy ludzi odznaczali sie wielka aktywnoscia w przeszlosci…

    To Zdrajcy Wlasnej Ojczyzny

    Przypominam, ze Wolosi, zostali sprowadzeni w wiekach XIII i pozniejszych do Rzeczpospolitej…. i tak sie odwdzieczaja za przyjecie ich do Naszej Ojczyzny

  6. Przecław said

    Szeptycki to zdrajca jakich mało, tymbardziej odrażający, że kilku jego braci oddało życie za Polskę, zostało zamordowanych przez niemców lub sowietów. A więc zdrada była jego indywidualnym wyborem niepodyktowanym wychowaniem.

    Kościół Katolicki prowadzi proces beatyfikacyjny tego indywiduum. Uważam, ze polscy biskupi powinni wystosować ultimatum do Watykanu z żądaniem natychmiastowego jego zamknięcia i oficjalnego potępienia tego zbrodniarza w sztach biskupich. W przypadku odrzucenia ultimatum należy zerwać wszelkie stosunki z Watykanem aż do czasu naprawienia szkody, do czego potrzebna nam organizacja, która gloryfikuje morderców ?

    Niestety, nie ma już wśród nas Prymasa Wyszyńskiego – admin

  7. Przecław said

    Bp.Carl Maria Splett z Gdańska odsiedział 8 lat w polskim więzieniu, podczas gdy jego koledze Szeptyckiemu udało się wymigać od więzienia lub stryczka bo zdechł w listopadzie 1944.

  8. Inkwizytor said

    Re: 6

    Zgadzam się. Dodam tylko, że przed śmiercią Szeptycki nagle przypomniał sobie o swoich korzeniach. Nawet rozmawiał po „słowiańsku” ( wyraz „po polsku” jego biografowi o. Josyfowi nie przeszedł przez gardło ) oraz mówił, żeby robić wszystko aby Ruś po wojnie została przy Rzeczypospolitej.

  9. Marucha said

    Re 8:
    Niech Bóg będzie dlań miłosierny…

  10. Inkwizytor said

    Re: 9

    Owszem, ale beatyfikowanie tego człowieka jest co najmniej niestosowne. Popełnił grzech zaniechania, nie powstrzymał grekokatolików przed mordowaniem Polaków. Nie karał księży, którzy nawoływali do mordowania Polaków a nierzadko brali w tym udział. Miał wśród grekokatolików wielki autorytet, tym bardziej mógł zapobiec mordom lub je ograniczyć. Nie zrobił jednak nic

  11. Pominięty link do strony źródłowej: andrej.pl

    Artykuł pt. „NIEWYGODNY ŚWIĘTY. Siedem „grzechów głównych” czy “cnót heroicznych” metropolity Szeptyckiego?” NIE JEST „oparty na komentarzach dokonanych przez Polski.Blog.ru”, lecz jest publikacją księdza Ireneusza Kondrów zamieszczoną pierwotnie na stronie andrej.pl, poświęconej metropolicie Szeptyckiemu:

    http://andrej.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=138&Itemid=84

    a następnie wklejoną przeze mnie w dyskusji pod tekstem „Ukraiński nacjonalizm a polska polityka wobec Ukrainy i Ukraińców” – zob.: https://marucha.wordpress.com/2012/04/25/ukrainski-nacjonalizm-a-polska-polityka-wobec-ukrainy-i-ukraincow/ .

    Tam również podałem kilkakrotnie link do strony ks. Kondrówa i dodatkowe informacje:

    „Zob.: andrej.pl PORTAL POŚWIĘCONY METROPOLICIE ANDRZEJOWI SZEPTYCKIEMU

    * * *

    Fundacja im. Metropolity Andrzeja Szeptyckiego ITAJ

    Patron Fundacji

    Roman Aleksander Maria Szeptycki hr. (29 VII 1865–1 XI 1944), urodzony w Przyłbicach w Zachodniej Ukrainie, zmarł we Lwowie, bazylianin – imię zakonne Andrej (Andrzej), Greckokatolicki Arcybiskup Lwowski i Metropolita Halicki, doktor prawa, filozofii i teologii. Rodzina, w której przyszło wzrastać Romanowi posiadała równie mocne tradycje polskie, jak i ukraińskie. Ojciec Jan Kanty Szeptycki wywodził się z ukraińskiego ziemiaństwa, a matka Zofia była córką wybitnego polskiego komediopisarza Aleksandra Fredry.

    Roman i jego rodzeństwo byli wychowywani w tradycji łacińskiej, co również wiązało się z przynależnością do narodu polskiego. 28 maja 1888 roku w dzień Św. Trójcy Roman Maria Szeptycki opuszcza swój rodzinny dom, aby oddać się na służbę Bogu u ojców bazylianów. Owa decyzja wiązała się także z porzuceniem Kościoła rzymskokatolickiego i polskich tradycji narodowych na rzecz Kościoła greckokatolickiego i narodu ukraińskiego. W wieku 34 lat o. Andrzej Szeptycki zostaje powołany na biskupa diecezji Stanisławowskiej, a 17 stycznia 1901 roku obejmuje tron Metropolity Halickiego. W przeciągu swej ponad czterdziestoletniej posługi biskupiej A. Szeptycki pracował nieustannie nad duchowym i intelektualnym rozwojem duchowieństwa i wiernych powierzonego mu Kościoła. Życiową misją Metropolity były idee unijne – ekumeniczne. W tym celu zainicjował między innymi zjazdy unijne w Welechradzie. Tworzył międzynarodowe i międzykonfesyjne centra oświatowo-edukacyjne. Oceniając wkład metropolity w dziedzinie religijnej można bez wątpienia zaliczyć go w poczet najwybitniejszych postać Kościoła katolickiego.

    Metropolita Andrzej obejmował swą troską duszpasterską wszystkie warstwy społeczne, a także wszystkie dziedziny życia społecznego. Począwszy od wspierania działań w dziedzinie ochrony życia ludzkiego i profilaktyki zdrowia, poprzez pomoc finansową i rzeczową w budowie szpitala, który został nazwany jego imieniem. Ufundował także, w celu szerzenia profilaktyki zdrowia, nieruchomość we Lwowie, w której zorganizowano przychodnię lekarską i poradnię dla matek. Metropolita chciał umożliwić każdej osobie zdobycie upragnionego wykształcenia, dlatego organizował placówki edukacyjne, począwszy od szkoły dla więźniów w Stanisławowie, poprzez fundowanie szkół i burs dla dzieci i młodzieży, po utworzenie Akademii Teologicznej we Lwowie. Poświęcił część swego życia na niwelowanie nierówności społecznych. Wspierał i zakładał sierocińce, kasy oszczędnościowe, dzięki wkładowi finansowemu metropolity nie został rozwiązany Ziemski Bank Hipoteczny, który wspierał najuboższą warstwę społeczną Zachodniej Ukrainy. Zabiegał o ochronę dziedzictwa narodowego Ukrainy i w tym celu ufundował muzeum. Wspierał finansowo prace archeologiczne, a dzięki jego pomocy we Lwowie powstała szkoła artystyczna. Arcybiskup Andrzej ma również swój wkład w ochronę przyrody, gdyż w latach trzydziestych XX wieku przekazał dwie nieruchomości na utworzenie rezerwatów przyrody.

    Podczas napiętych relacji pomiędzy Polakami i Ukraińcami starł się inicjować pertraktacje ugodowe, którym niejednokrotnie przewodniczył lub patronował. Wsławił się ratowaniem ludności żydowskiej podczas II wojny światowej. Był jedynym hierarchą katolickim o tak wysokiej randze, który odważył się oficjalne przeciwstawić się reżimowi hitlerowskiemu. Zawsze w imię zasad Katolickiej Nauki Społecznej stawał w obronie ludzi pokrzywdzonych i cierpiących. W opinii wielu współczesnych, w tym także pamiętających Metropolitę członków rodziny, był świętym, który powinien dostąpić chwały ołtarza.

    Fundacja została powołana, aby pamięć o tak wybitnym człowieku jak Metropolita Andrzej Szeptycki nie przeszła do lamusa historii, a stała się drogowskazem dla współczesnych pokoleń.

    Fundator

    Ireneusz Bogusław Kondrów

    Więcej informacji o Metropolicie Andrzeju Szeptyckim na stronie andrej.pl

    fundacja24.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=47&Itemid=2&lang=pl

    * * *

    O źródle powyższych cytatów

    Należy dodać, że Fundację im. Andrzeja Szeptyckiego i stronę andrej.pl prowadzi Ireneusz Bogusław Kondrów – ksiądz Kościoła Greckokatolickiego w Polsce.

    Wydaje on także pismo “Grekokaktolicy.pl” i prowadzi stronę grekokatolicy.pl, na której można znaleźć wiele ciekawych informacji (“Baza wiedzy”).

    Po ostatnich wyborach w Polsce władze Kościoła Greckokatolickiego cofnęły zgodę na rozpowszechnianie czasopisma „Grekokatolicy.pl” na terenie eparchii wrocławsko-gdańskiej.

    W związku z tym ks. Kondrów zwrócił publicznie uwagę swojemu biskupowi, Włodzimierzowi R. Juszczakowi OSBM, że “Fundacja im. Metropolity Andrzeja Szeptyckiego ITAJ, w ramach której prowadzę portal oraz czasopismo „Grekokatolicy.pl” została powołana za błogosławieństwem metropolity Jana Martyniaka (L.dz. 589/XI/07).”

    I zapytywał: “jak mam rozumieć słowa Ekscelencji mówiące o moim bezpośrednim zaangażowaniu w czasie ostatnich wyborów? Nie administruję parafią, gdzie były odczytywane listy Związku Ukraińców w Polsce wspierające pana Sycza lub gdzie organizowano polityczno – wyborcze wyjazdy autokarowe do okręgu wyborczego nr 34; nie organizowałem nabożeństw z aktywnym udziałem polityków; nie reklamowałem żadnej opcji politycznej na moim portalu. (…) Jedynym wątkiem, który mógłby posłużyć oponentom zarzucającym mi rzekome bezpośrednie zaangażowanie wyborcze, mogą być moje artykuły dotyczące jednego z polityków. Pisałem o Mironie Syczu, gdyż w poprzedniej kadencji to on był jedynym greckokatolickim posłem w Sejmie. Dlatego przypomniałem tuż przed wyborami, jak owa kadencja posła po części wyglądała.”

    Zob.: LIST OTWARTY: Do J. E. Ks. bp W. Juszczaka w sprawie powstrzymania kolportażu czasopisma „Grekokatolicy.pl”, iukraina.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=524 (20.12.2011)

    W Wikipedii czytamy, że Miron Sycz, ukr. Мирон Сич, Myron Sycz (ur. 3 stycznia 1960 w Ostrym Bardzie), to “polski polityk ukraińskiego pochodzenia, działacz Związku Ukraińców w Polsce, nauczyciel, samorządowiec, poseł na Sejm VI i VII kadencji.” A jednocześnie “syn Ołeksandra Sycza, członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 1938 oraz strzelca w kureniu “Mesnyky” Ukraińskiej Powstańczej Armii, skazanego w 1947 przez polski sąd na karę śmierci za działalność w UPA, złagodzoną w tym samym roku na karę 15 lat pozbawienia wolności.”

    Miron Sycz “Był członkiem PZPR, z której wystąpił przed 1989. Po 1990 działał w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności i Partii Demokratycznej. W wyborach parlamentarnych w 2001 był kandydatem UW do Sejmu, a w wyborach w 2005 kandydatem PD do Senatu. Od 2006 pozostaje związany z Platformą Obywatelską. W wyborach parlamentarnych w 2007 z listy PO uzyskał mandat poselski (…) W Sejmie objął funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, grup parlamentarnych polsko-ukraińskiej i polsko-rosyjskiej oraz delegacji Sejmu do Zgromadzenia Poselskiego Sejmu RP i Rady Najwyższej Ukrainy. Należy również do Stowarzyszenia Ordynacka. (…) W wyborach w 2011 z powodzeniem ubiegał się o reelekcję, dostał 8884 głosy. W VII kadencji Sejmu objął funkcję przewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.””

    * * *

    Myślę, że ks. Kondrów, który występując z pozycji PROPOLSKICH (zob. List otwarty) wdał się w przedwyborczą krytykę posła Mirona Sycza, zasługuje na uczciwe skomentowanie swych wysiłków przekazania nam prawdy o metropolicie Andrzeju Szeptyckim.

    A także na podanie linku do strony: andrej.pl

  12. andrej.pl

    Drugi arykuł ze strony andrej.pl, który warto przeczytać:

    M. Wawrzonek, „KONCEPCJA „CHRZEŚCIJAŃSKIEGO PATRIOTYZMU” A. SZEPTYCKIEGO WOBEC ZAŁOŻEŃ UKRAIŃSKIEGO NACJONALIZMU”
    http://andrej.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=91&Itemid=52

    Warto też zapoznać się z innymi tekstami ze strony andrej.pl:
    http://andrej.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=77&Itemid=38

  13. RomanK said

    Ludzie…mowie tylko do ludzi!!!.(.nie dotyczy to kurdupli oczywiscie!)……przy kopaniu kosci nie zapominajcie, ze:

    Delicta parentium liberis non nocent

    Rozwazajac nad brzmieniem krwawym…postarajcie sie oceniac i motywy i zjawiska..wchodzac w buty przeciwnej strony..

    Szeptyccy….wnukowie Fredry…jeden polski general..drugi ukrainski metropolita….wysokie stanowiska..obdarzone najwiekszym zaufaniem i jednego i drugiego narodu…jedna matka,,jeden ojciec, jeden dziadek, jednakowe wychowanie w ktolicyzmie rzymskiego rytu…
    Chcecie kopac..kopcie..ale nie zamieniajcie sie w hieny cmentarne… rozwloczace kosci zmarlych po okolicy…
    Tu mieszkaja…. tu umieraja, zyja i rodza sie ..calkiem nowi- zywi …..ludzie….

  14. leszek z żyrardowa said

    Tak sem myślem czy aby te całe zadupie zwane galicją ni było czasem wychowane na ksiąszkach niejakiego heńka śenkiewicza.Bo coś mi siem zda żem widziałem jakieś reportaże s tzmtych stron no to te pozostałości polakóf silnie powołujom siem na swoje szlacheckie pochodzenie i nawet używają języka podobnego do używanego przez heńka.A jak se pszypomne może wrażenia jakem te niego tryglogje czytał po ras pierszy nie w śkole ino z własny niepszymuszony woli tom se myślał że takie nadawanie na ukraińców ,żydóf i chamóf nie mogło obejść siem bez jakiegoś rezania lachiw,choć o tym wołyniu to żem jeszcze nie miałem najmniejszego pojęcia .No a pszecie jeszcze doszło do sowieckiego przygotowania do pszejęcia tych terenóf .No to chyba nie było lepszego oręża pszecif polakom tylko pszetłumaczyć te dofcipne dzieła heńka na ukraiński i dać im to nawet za darmo żeby se poczytali o panach polakach co se myślom o ukrainie i ukraińcach.A jak ten biskup pochodził z mnieszanej rodziny to on na pewno te dzieła czytał a głupi pszecie nie był.No tak bywa że jeden se zrobi jaja a drugi za to życiem płaci.

  15. JO said

    AD.13. Pan jest Manipulantem Panie Romanie K.

    Pan NIe jest Katolikiem. Pan jest judeokatolikiem. Ukrainskim GrekoKatolikiem nie raz Pan to udowodnil

    ——————————————-
    Moja SP Mama, dowiedziala sie, ze bylem odkarzony o kradziez. Nie probowala mnie wybielac, pogadac ze znajoma, wyciszyc a wziela mnie za reke, zaprowadzila mnie do osoby, ktora niby widziala ZLODZIEJA i spytala czy tego chlopca Pani Widziala?

    Odpowiedz Padla – „NIe Tego”

    TAK sie zachowuje Katolik. Mimo wszystko Prawda Panie Romanie K. Te Prawde nawet nalezy Mowic albo w szczegolnosci nalezy jej dochodzic w RODZINIE, gdzie zwiazki sa najblizsze. Jezeli nie bedziemy dochodzic Prawdy i Obnazac Naszych Krewnych to bedziemy miec Efekt jaki byl oczekiwany przez Mazowieckiego po jego Kresce

    Pan Panie Romanie K jest Zydem takim Mazowieckim, ktory nie potrafi miec „jaj”, nie potrafi, nie ma daru bycia Katolikiem.

    Mimo Pana wielu talentow Pan Pada na Pysk gdy chodzi o grube Szczegoly. Czytac Pana czesto jest przykro. Smutne.

    Przedklada Pan czlowieka nad Pana Boga, jakie to „UPOukrainskie…

  16. Z ostatniej chwili…

    „PARLAMENT KANADY UZNAŁ SPRAWIEDLIWYM METROPOLITĘ UCGK ANDREJA SZEPTYCKIEGO

    26.04.2012

    Izba Gmin jednogłośnie uznała za przykład „poświęcenia się fundamentalnym prawom człowieka” działalność Metopolity Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej Andreja Szeptyckiego (1865-1944) podczas II wojny światowej. O tym informuje Radio Svoboda[*], za informacją Kongresu Ukraińców.

    Propozycję odznaczenia działalności zwierzchnika największej wspólnoty religijnej Zachodniej Ukrainy przedłożył parlamentowi minister ds. obywatelstwa, imigracji i wielokulturowości Jason Kenney.

    Kanadyjscy parlamentariusze odnotowali, że „w najmrocznym okresie historii Europy, podczas masowych mordów Żydów i nazistowskiej okupacji metropolita Andrzej Szeptycki głośno opowiedział się przeciwko przemocy w swoim kazaniu „Nie zabi[ja]j”. Dzięki jego wysiłkom uratowano ponad 160 Żydów, jeden z których był obecny na obradach Izby Gmin parlamentu Kanady podczas uchwalania decyzji.

    za: http://www.radiosvoboda.org

    Źródło: http://grekokatolicy.pl/aktualnosci/parlament-kanady-uznal-sprawiedliwym-metropolite-ucgk-andreja-szeptyckiego.html

    [*] – Radio Svoboda: Радіо Свобода RFE/RL, Inc. – „Radio Wolna Europa (Radio Wolna Europa/Radio Swoboda, ang. Radio Free Europe/Radio Liberty) – rozgłośnia finansowana przez Kongres Stanów Zjednoczonych, utworzona w 1949 z połączenia „Radia Wolna Europa” i „Radia Swoboda”. Swoją misję określa następująco: „Promować wartości i instytucje demokratyczne przez rozpowszechnianie prawdziwych informacji i idei”.” (WIkipedia)

  17. RomanK said

    Panie Jo…jest pan usprawiedliwiony! Powiedzialem to juz panu wczesniej. I bedac pewnym takich reakcji specjalnie zaznaczylem na wstepie -do kogo mowie:-)))

  18. JO said

    ad.17. Tak Panie Romanie. Ja „ludziem” nie jestem. Pan nim jest i to Pana usprawiedliwia.

  19. JO said

    ad.16. Nie inaczej Masonska Kanada bedzie glosowac, dzialac. Tam przeciez jest WP Jerzy Lucki, ktory preznie dziala zapewne i w tym Szeptyckiego Temacie.

    Pan Roman K zapewne swoje 3 grosze tez dolozyl.

    Jezeli JPII jest niemalze swietym, to i Szeptycki musi byc nim…

  20. RomanK said

    Niestety panie Jo nie dolozylem ani grosza…
    Nie mow falszywego swiadectwa…. ktorej czesci- tego krotkiego zdania pan nie rozumie????

  21. wet3 said

    @ JO (19)
    Oczywiscie, ze jesli nic sie nie zmieni w postawie polskiego jedeoepiskopatu, to obaj beda „swietymi”. Co tam obiekcje niezyjacego od dawna Stefana Kard. Wyszynskiego? Mozna jeszcze tylko liczyc na objekcje ks. Isakowicza-Zaleskiego. Ale czy to wystarczy? Jakos bardzo w to watpie, aby kto inny z gory kleru odwazyl sie otworzyc usta na ten temat. Pocieszam sie tylko, ze Rzym do reszty nie zwariuje …
    PS – Ktos, kto usprawiedliwil pana (nr 17), pokazuje swoje prawdziwe kolory. Pani Aga bardzo dobrze wiedziala co mowi!

  22. wet3 said

    @ 13
    Jest napisane: „Szeptyccy … wnukowie Fredry … jeden polski general …drugi ukrainski metropolita…”
    Powinno byc napisane: … jeden polski general … drugi ukrainski metropolita, zaslepiony antypolski sukinsyn…”
    Niech mu ziemia lekka bedzie …

  23. wet3 said

    @22
    Powinienem dodac : ” … antypolski sukinsyn, ktory zatrul jadem nienawisci wielkie rzesze dusz nieszczesliwych Ukraincow”.

  24. RomanK said

    Jas panie Wet 3 pisze o ludziach generalnie.,..i o generale i o metropolicie… nie wchodze w butach w poszczegolne rodziny…Uwazam, ze kazdy- w tym i pan -swoja rodzine zna dobrze – zatem wolno panu uzywac wyrazen, jakie panu najbardziej pasuja:-)))

  25. RomanK said

    Panie Wet3″…… pani Agi….jak pan to nazywa- ” wiedza”…. jest taka sama- jak pana i pana Jo….. wlasnie produkujecie ja bezwstydnie- jako przyklad tego co reprezentujecie:-)) czerpiac” tom wiedzom” z niczego, czyli z pustych glow nie wiedzac, ale…… mowiac:-)))
    Wasza zdolnosc dyskusji limitowana jest wydajnoscia gruczolow slinowych…jak braknie wam sliny, probujcie kopac sie z koniem:-))))

  26. JO said

    ad.25. Jest Pan biednym czlowiekim Panie Romanie

  27. RomanK said

    Prawda panie Jo..nie umiem krasc.. ani lizac zlodziiejom….a z roboty sam- pan wie…marny pozytek:-)))

  28. Piotrx said

    prof. Edward Prus „Patriarcha Galicyjski”
    /fragmenty/

    ******************
    W końcu Szeptycki decyduje się na głośny list pasterski Ne ubyj! bardzo dobrze przyjęty przez polskie podziemie — choć wydaje się zupełnie niesłusznie

    Nie tyczył on przecież spraw polskich, które dopiero zaczynały nabierać niedobrych dla Polaków konsekwencji, lecz walk bratobójczych w samym obozie ukraińskich faszystów. Data napisania tego listu jest czasami fałszowana, przesuwa się ją o jeden rok — choć faktycznie list został zredagowany 21 listopada 1942 roku, kiedy UPA jeszcze nie rozwinęła w pełni antypolskiej czystki etnicznej .

    Nie wszyscy też, którzy ów list eksponują, wiedzą (albo wiedzą lecz celowo zatajają), że został on napisany na kategoryczne żądanie władz niemieckich (osobiście Wachtera), a nie z potrzeby sumienia Kyr Andreja. Chodziło w nim o niezabijanie przez Ukraińców żołnierzy niemieckich, a także o zaprzestanie rewolwerowych porachunków między banderowcami i melnykowcami.

    ******************

    1 lipca 1941 w katedrze św. Jura odbyło się nabożeństwo dziękczynne za „oswobodzenie” Lwowa [przez Niemców- Piotrx] . Na zakończenie, po odśpiewaniu nakazanej przez-metropolitę pieśni „Ciebie Boże chwalimy”, zebrany tłum, zaczadzony złudną nadzieją, odśpiewał Mnohaja lita. W licznych cerkwiach duchowieństwo odprawiało modły za pomyślność niemieckiego oręża. W czasie tych nabożeństw odczytywano list pasterski Szeptyckiego, z datą 1 lipca, w którym witał powstałe, w jego mniemaniu, do życia „niepodległe państwo ukraińskie” oraz armię niemiecką, którą nazywał „wyzwolicielką”.

    „Z woli Najpotężniejszego i Najmiłosierniejszego Boga w Trójcy Jedynego — pisał metropolita — rozpoczyna się nowa era w życiu państwowym sobornej, samostijnej Ukrainy. Zgromadzenie narodowe, które zebrało się w dniu wczorajszym, utworzyło i ogłosiło historyczny akt. Powiadamiam ciebie narodzie ukraiński o tym wysłuchaniu błagalnych modłów, wzywam ciebie do przejawiania wdzięczności dla Najwyższego, wierności dla Jego Cerkwi i posłuszeństwa dla władzy. Czasy wojny wymagają jeszcze liczniejszych ofiar, ale dzieło rozpoczęte w imię Boże… zostanie doprowadzone do szczęśliwego końca. … Niezwyciężoną armię niemiecką witamy jako wyzwolicielkę… Utworzorzonej władzy gwarantujemy bezwzględne posłuszeństwo. Uznajemy zwierzchnikiem władzy krajowej zachodnich obwodów Ukrainy pana Jarosława Stećkę”.

    W ten sposób głowa cerkwi grekokatolickiej realizował daną obietnicę, poprze „koalicyjną władzę ukraińską”. Koalicyjną? Owszem, można tak mówić — choć pozory tej koalicyjności miały kamuflować rzeczywisty dyktat OUN. Ale to nie wszystko. Angażując się w tę antypolską przecież awanturę, metropolita złamał przysięgę złożoną na ręce Prezydenta RP, a także Konkordat, który rotę przysięgi zatwierdził. Przysięga brzmiała:

    „Przed Bogiem i na świętą Ewangelię przysięgam i obiecuję, jak przystoi Biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej. Przysięgam i obiecuję, iż z pełną lojalnością szanować będę Rząd, ustanowiony Konstytucją i że sprawię aby go szanowało moje duchowieństwo. Przysięgam i obiecuję poza tym, że nie będę uczestniczył w żadnych porozumieniach, ani nie będę obecny przy żadnych naradach, które by mogły przynieść szkodę Państwu Polskiemu lub porządkowi publicznemu. Nie pozwolę memu duchowieństwu uczestniczyć w takich poczynaniach. Dbając o dobro i interes Państwa będę się starał o uchylenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą”.

    Kolejny list pasterski Szeptyckiego z 5 lipca zaczynał się od słów:

    „Z woli Wszechmogącego i Najmiłosierniejszego Boga zaczyna się nowa epoka w życiu naszej ojczyzny. Zwycięską armię niemiecką, która zajęła już niemal cały kraj, witamy z radością i wdzięcznością za oswobodzenie od wroga”.

    Szczerze o tym przekonany metropolita pisał, że właśnie ta armia, jak w pierwszej wojnie światowej, pomoże Ukraińcom odbudować samostijną Ukrainę. Chyba nie by jeszcze wówczas, urzeczony „aktem odbudowy państwowości ukraińskiej”, świadomy prawdziwych zamiarów okupanta. Łudził się, że oto spełnia się akt woli Bożej — wymodlonej przez całe pokolenia. Przeto w dalszej części pisał:

    „W tej ważnej, historycznej chwili, wzywam was do wdzięczności Bogu, wierności dla Jego Cerkwi, posłuszeństwa dla władzy, usilnej pracy dla dobra ojczyzny”.

    Arcywładyka apelował:

    „Wszyscy, którzy czują się Ukraińcami i chcą pracować dla dobra Ukrainy, niechaj zapomną o partyjnych różnicach, niechaj pracują w jedności i zgodzie nad odbudową tak bardzo zniszczonego przez bolszewików naszego życia ekonomicznego, oświatowego i kulturalnego. W Bogu nadzieja, że na podwalinach solidarności i usilnej pracy wszystkich Ukraińców powstanie soborowa Ukraina nie tylko jako wielkie słowo oraz idea, ale jako żywy, zdolny do istnienia, zdrowy, potężny organizm państwowy, zbudowany ofiarą życia jednych i mrówczą pracą, żelaznym wysiłkiem i trudem —drugich”.

    Nie zapomniał też metropolita o tym: komu Ukraińcy to wszystko zawdzięczają:
    „Żeby Najwyższemu podziękować za wszystko, co nam dał — pisał — i uprosić potrzebnych łask na przyszłość, każdy duszpasterz odprawi w najbliższą niedzielę… dziękczynną Mszę Świętą, a po pieśni »Ciebie Boże chwalimy« zaintonuje mnoholitije zwycięskiej armii niemieckiej…”.

    Działając na rzecz jedności narodowej, którą należało (o czym przekonał się arcywładyka wysłuchawszy relacji bp. Slipyja z pobytu w Proświcie) montować, poczynając od OUN, metropolita skierował 2 lipca 1941 roku list do Melnyka. Sądził, jak się wydaje, że swoim autorytetem będzie w stanie zgalwanizować OUN, której już nigdy zjednoczyć się nie udało.

    „Wielce Szanowny Panie Pułkowniku —pisał. —Cała społeczność ukraińska domaga się Pańskiego porozumienia z Banderą oraz zlikwidowania tak bardzo szkodliwego dla sprawy ukraińskiej rozdarcia”.

    Rozdarcie na dwie zwalczające się nożami i rewolwerami organizacji Ukraińców wschodniomałopolskich uzna-wał za główne niebezpieczeństwo chwili, które może doprowadzić nawet do wojny domowej. Czy jest w tym logika i sens:

    „aby OUN przyniosła nam — pisał dalej — po niewoli bolszewickiej wojnę domową i wszystkie nieszczęścia, które wojna ta ze sobą niesie”.

    Postanawia więc autokratycznie i jak surowy ojciec, który godzi poróżnione dzieci, sam zawyrokować. Przeto pisze:

    „Uznajemy p. Jarosława Stećkę jako Pańskiego i p. Bandery podwładnego —nie wnikając w wasze wewnętrzne spory. Proszę przyjąć to do wiadomości. Oczekujemy odpowiedzi o waszym wspólnym porozumieniu”.

    Metropolita nie zakończył myśli, nie użył żadnej groźby, ale oponenci mogli się domyślać, mogli się spodziewać, że Kyr Andrej cofnie któremuś swoje poparcie, a to mogło oznaczać najgorsze. Mimo tej groźby sprawa jedności OUN nie posunęła się ani o krok. Nigdy przedtem ani później nie zredagował tylu listów pasterskich w ciągu dziesięciu dni. Ta wielka płodność świadczyła o ogromnym podnieceniu i napięciu, w jakim żył arcywładyka uznający potrzebę sięgania po pióro

    *********************.

    (…) W taki sposób niejako automatycznie Szeptycki znalazł się po stronie melnykowców. Na ten fakt wskazuje również, zaskakujacy w swej treści, adres gratulacyjny wysłany do Hitlera 23 września 1941 roku z okazji zajęcia przez Wehrmacht Kijowa.

    „Jego Wysokość Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej Adolf Hitler.
    Berlin. Kancelaria Rzeszy”.

    Tak list został zatytułowany. A oto jego treść:

    „Wasza Ekscelencjo!
    Jako zwierzchnik grekokatolickiej Cerkwi, przekazuję Waszej Ekscelencji serdeczne poważania z okazji zajęcia stolicy Ukrainy, złotowierzchniego miasta nad Dnieprem — Kijowa… Widzimy w Panu niezwyciężonego wodza niezrównanej i sławnej Armii Niemieckiej. Sprawa zniszczenia i wykorzenia bolszewizmu, jaką Pan, jako Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej przyjął za w tym pochodzie, zaskarbia Waszej Ekscelencji wdzięczność całego chrześcijańskiego świata. Ukraińska Cerkiew grekokatolicka wie o historycznym znaczeniu potężnego ruchu Narodu Niemieckiego pod Pańskim kierownictwem. Będę się modlił do Boga o błogosławieństwo zwycięstwa, które stanie się rękojmią trwałego pokoju dla Waszej Ekscelencji, Armii Niemieckiej i Niemieckiego Narodu.

    Z osobistym szacunkiem
    Andrzej hrabia Szeptycki — mepolita”

    Jest to dokument kompromitujący — choć apologeci Szeptyckiego uważają inaczej. Metropolita był antykomunistą i życzył klęski Związkowi Sowieckiemu liczył też na niemiecką życzliwość względem Ukraińców. Listem swoim chciał zwrócić uwagę Hitlera na „problem ukraiński” i przychylnie go do niego nastroić. W bardzo podobnym tonie był też zredagowany list kijowskiej URN podpisany m.in. przez Szeptyckiego i wysłany na ręce Hitlera w listopadzie 1941 r. Gdy kardynał Tisserant otrzymał kopię tego listu (dokładnie 23 marca 1942) przekonany, że jest to fałszywka zmajstrowana aby pogrążyć metropolitę. Nie wiedział jeszcze, że Szeptycki podpisze jeszcze jedno pismo URN do Hitlera z dnia 14 stycznia 1942 roku — co oznaczało także jego podpis pod wyrokiem śmierci na ten organ. List bowiem mówił o niepodległości Ukrainy, gdy tym czasem Hitler już widział tę krainę jako kolonię niemiecką.
    ******************************

    Z Szeptyckim rozmawiał także gen. Kazimierz Sawicki-„Prut” — komen-dant Obszaru Lwowskiego AK, ale ta rozmowa go rozczarowała. Sekretarka szefa sztabu AK tego obszaru Zofia Szwabowicz-„Klaudia” notuje w opracowaniu Wspomnienia z pracy AK: „Delegatura rządu polskiego w Londynie zleciła »Dziadkowi« (gen. Sawickiemu — E.P.) doprowadzić do porozumienia i ugody z Ukraińcami. W tym celu miał on spotkanie z abp. Andrzejem Szeptyckim. Po rozmowie jednak oświadczył, że nie będzie (więcej) pertraktował z człowiekiem, trzymającym nóż w ręku”. I dalej: „Gdy z dnia na dzień zwiększała się liczba zamordowanych… wówczas Niemcy, obawiając się zamieszek na tyłach frontu, spowodowali, że abp Szeptycki wezwał na kazaniu rodaków, by nie mordowali «braci w Chrystusie«. Ukraińcy po wyjściu z cerkwi św. Jura komentowali, że „Lach to nie brat”.

    Relację uzupełnia ppłk dypl. Henryk Pohowski — szef kontrwywiadu Obszaru Lwowskiego AK w opracowaniu Wspomnienia z pracy konspiracyjnej w Sztabie Obszaru Południowo-Wschodniego Armii Krajowej (1941-1944). „Ponieważ dość często zdarzały się napady na kościoły katolickie — pisze — w czasie niedzielnej sumy, przy czym podpalano kościoły, mordowano wiernych z kobietami i dziećmi oraz księżmi, podejmowaliśmy szereg interwencji u metropolity Szeptyckiego, dla uzyskania listu pasterskiego w tej sprawie. Nie uzyskaliśmy jednak niczego”.

    *****************************
    Jednocześnie metropolita przypomniał sobie zakonnicę-bazyliankę, która go zapewniała o zwycięstwie Hitlera — bo miał jej o tym „powiedzieć sam Bóg Ojciec”. Starzec uczepił się tej iluzji i napisał list do Hitlera. List jest pełen pocieszenia dla przegrywającego fuhrera i być może w ten oryginalny sposób również i sobie władyka dodawał otuchy.

    „Wasza Ekscelencjo! — pisze w nim. — Niżej podpisany ukraiński arcybiskup obrządku bizantyjskiego we Lwowie, od wielu lat zna pewną kobietę, która też już wiele lat entuzjazmuje się Fuhrerem i zawsze za Niego się modli. Ta kobieta jest prorokinią mającą często tajemne widzenia, które według zasad mistycznej teologii mogą być uważane za słowa Najwyższego. Kobieta ta prosi mnie o napisanie pisma. Czynię to z ochotą w nadziei, że tym samym spełniam swój obowiązek wobec Waszej Ekscelencji. Prorokini tej powiedziano wiele: Hitler w pokorze prosił mnie o zwycięstwo. Będzie on wysłuchany i zdobędzie największą na świecie sławę, jeżeli wypełni to, czego od niego wymagam. Powinien on w pełnej jednomyślności z głową chrześcijań-stwa, Jego Świątobliwością papieżem rzymskim, pomóc chrześcijaństwu w uzyskaniu zwycięstwa… Jeżeli Wasza Ekscelencja zechce uzyskać więcej danych, tedy jestem do usług.

    Waszej Ekscelencji oddany sługa Andrzej Szeptycki, arcybiskup”.

    Odpowiedź, jak tego należało się spodziewać, nie nadeszła.

  29. Kapsel said

    Re 28

    Co za wyjatkowa kanalia !

    Stokrotne dzieki Panie Piotrzex ,za całą prace.

  30. Inkwizytor said

    Szeptycki ma na rekach krew polskich dzieci i kobiet

  31. Piotrx said

    Jan Selwa – „Na Rubieży” nr 2/1994

    Wokół postaci Andrzeja Szeptyckiego

    Różne sprawy postawy i działalności Andrzeja Szeptyckiego, metropolity grekokatolickiego we Lwowie (1865-1944), pozostają ciągle wątpliwe, niejasne czy wręcz zagadkowe. Dla wielu przekonanych, że Szeptycki pochodził z wybitnej polskiej rodziny już sam wybór drogi życiowej, zapoczątkowany wstąpieniem do grekokatolickiego zakonu Bazylianów, wydaje się czymś intrygującym. Można zaryzykować twierdzenie, że chodzi o osobę bardzo kontrowersyjną. Stało się to szczególnie widoczne, kiedy przed kilku laty wszczęto jego proces beatyfikacyjny, którego rezultatem będzie zapewne wyniesienie przez papieża na ołtarze. Dla wielu Polaków już sam fakt wszczęcia procesu jest czymś oburzającym.

    Trzeba stwierdzić, że Szeptycki czeka na swego rzetelnego badacza. Nie będzie miał łatwego zadania wobec trudności ustalenia wielu faktów. Nie pretendując do tej roli, chcę sprostować kilka rozpowszechnionych błędów, dotyczących przodków i rodziny. Trzeba zacząć od tego, że całkowicie błędne jest przekonanie, że Szeptycki to Polak, który stał się Ukraińcem. Prawdziwe natomiast jest twierdzenie, że był Rusinem, który został znanym Ukraińcem.

    Ród Szeptyckich wcale nie był rodem polskim. Był tylko skoligacony z wielu polskimi rodami. Oddziaływanie polskiej kultury szlacheckiej było tak silne, że niektórzy członkowie tego rodu czuli się Polakami. Z drugiej strony pielęgnowane były także tradycje ruskiej przeszłości i wybitnej roli, jaką odegrali niektórzy przodkowie, zwłaszcza w życiu kościelnym obrządku wschodniego. W Przyłbicach, wsi położonej około 12 km na południowy wschód od Jaworowa, gdzie urodził się Ro-man Szeptycki (Andrzej to imię, jakie przyjął wstąpiwszy do zakonu i chyba nieprzypadkowo to właśnie imię, zważywszy na rolę, do jakiej się sposobił) – nie było kościoła, tylko cerkiew ufundowana przez biskupa przemyskiego obrządku grekokatolickiego Atanazego, Andrzeja Szeptyckiego (1735-1800), który był bratem pradziadka Romana. Nie był to zresztą jedyny biskup obrządku wschodniego z rodu Szeptyckich.

    Często podkreśla się, że Szeptycki był synem córki Aleksandra Fredry i bratem Stanisława, polskiego generała. Na Wschodzie małżeństwa polsko-ruskie były powszechne nie tylko wśród chłopów. Trzeba też pamiętać, że tzw. warstwy wyższe są zawsze bardziej kosmopo-lityczne, a w XIX w. zasadnicze znaczenie miały nie względy narodowościowe, a stanowe, klasowe. Przypomina się brata Stanisława, a pomija drugiego brata Kazimierza (imię zakonne Klemens), który był ihumenem (przeorem) w ruskim klasztorze Bazylianów Studytów. Stanisław zanim przeszedł do wojska polskiego był generałem c.k. Austrii. Kto zna stosunki na wschodzie nie dziwi się faktom, że jeden brat czuł się Polakiem, a drugi Ukraińcem. Piszącemu są osobiście znane takie wypadki.

    Rozważając sprawy świadomości narodowej, warto wspomnieć o Janie Kantym Szeptyckim, ojcu Andrzeja. Jest faktem, że w domu Szeptyckich w Przyłbicach posługiwano się wyłącznie językiem polskim, chociaż większość służby była pochodzenia ruskiego. Jan Szeptycki nie umiał mówić po rusku, ale na krótko przed swoją śmiercią w 1912 r. ze łzami w oczach mówił do swego ruskiego otoczenia: „Panowie wybaczcie, że nie mówię do was po rusku, ale zapewniam was, że ja jestem Rusin”.

    Jest to przekaz źródła ukraińskiego. Osobiście jestem przekonany o jego prawdziwości. Jak podaje w pamiętniku matka Andrzeja, swój zamiar zostania duchownym wyjawił on już w dziewiątym roku życia (zob. Zofia z Fredrów Szeptycka „Młodość i powołanie Romana Andrzeja Szeptyckiego zakonu św. Bazylego Wielkiego”, Wrocław 1993 r., opr. Bogdan Zakrzewski, str. 24). W czasie uczęszczania do gimnazjum w Krakowie pozostawał pod opieką i wpływem wy-bitnych jezuitów. Toteż kiedy wyjawił zamiar wstąpienia do zakonu Bazylianów, ojciec, który był temu przeciwny, uważał, że jest to rezultat „spisku jezuitów”. Trzeba pamiętać, że w tym czasie z polecenia papieża Leona XIII jezuici prowadzili reformę zakonu Bazylianów, poprzez który miała się dokonać odnowa duchowa kościoła grekokatolickiego, przygotowująca ekspansję na wschód przeciwko prawosławiu. Szeptycki był bardzo przejęty misją walki ze schizmą.

    Monarchia Habsburgów czuła się coraz bardziej zagrożona przez carską prawosławną Rosję. W Galicji szerzył się ruch tzw. Moskalofilów, którzy uważali Rusinów za część narodu rosyjskiego i przeciwstawiali się budzeniu świadomości ukraińskiej. Stąd też Austria popierała narodowe dążenia Ukraińców, wiążących losy narodu z monarchią Habsburgów.

    Po krótkiej służbie wojskowej, rozpoczętej w 1883 r. (ojciec uważał, że w wojsku Roman- zmieni zamiary), przerwanej ciężką chorobą, studiował prawo. W 1887 r. odbył wielką podróż po Rosji. Na wiosnę 1888 r. z matką i bratem Leonem został przyjęty na specjalnej audiencji przez papieża Leona XIII, który pochwalił chęć wstąpienia do Bazylianów, a Roman prosił o specjalne błogosławieństwo dla tego zakonu. W tym czasie ojciec pogodził się z planami syna, który w maju 1888 r. był już w klasztorze w Dobromilu.

    Szeptycki zdawał sobie sprawę z trudności swojej sytuacji. Do matki mówił, że Polacy będą go uważać za Rusina, a Rusini za Polaka. Wydaje się, że głównym szerzycielem niechęci do niego było duchowieństwo świeckie. Powstały rody popów, bo parafię zwykle obejmował syn po ojcu. Popi byli głównymi budzicielami świadomości ukraińskiej, bo szlachta ruska spolonizowała się.

    Kardynał Mychajło Łewyćkyj już wcześniej mówił: „My jesteśmy narodem popów i chłopów, a szlachty nie potrzebujemy”. W 1892 r. bazylianin Andrzej został wyświęcony na księdza. Już w 1896 r. był ihumenem klasztoru św. Onufrego we Lwowie, a w 1899 r. obiął diecezję stanisławowską. Rok później papież Leon XIII mianuje go grekokatolickim metropolitą lwowskim. Ta błyskotliwa kariera była niewątpliwie związana z potrzebami politycznymi monarchii Habsburgów.

    Przechodząc do spraw wydarzeń II wojny światowej, najlepszą odpowiedzią na pytanie, jaki był stosunek Szeptyckiego do eksterminacji ludności polskiej, pro-wadzonej przez nacjonalistyczne ugrupowania ukraińskie, będzie zamieszczona niżej korespondencja arcybiskupa rzymskokatolickiego Bolesława Twardowskiego z Szeptyckim. Została ona opublikowana w „Przeglądzie Wschodnim”, tom II, zeszyt 2/6/-1992/93, str. 471-478.

    (…) Tekst 7 listów które z uwagi na miejsce pomijam – w przypadku zainteresowania moge zamiescic w odobnym wpisie – Piotrx

    Eksterminacja polskiej ludności na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, prowadzona przez szowinistyczne ugrupowania ukraińskie spod znaku OUN-UPA w okresie II wojny światowej nie mogła pozostać poza polem widzenia hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego i Cerkwi grekokatolickiej. Dowodem tego jest częściowa korespondencja z okresu II wojny światowej, prowadzona pomiędzy arcybiskupem metropolitą lwowskim obrządku łacińskiego Bolesławem Twardowskim, a jego równorzędnym odpowiednikiem w Archidiecezji Lwowskiej obrządku grekokatolickiego – Andrzejem Szeptyckim. Według zebranych dowodów, prowadzonych przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, nasilenie masowej eksterminacji polskiej ludności na Kresach Wschodnich II RP przez bandy OUN-UPA przybrało na sile w 1943 r. Organizacje te dla narodu polskiego to synonim ludobójstwa, grabieży i pożogi.

    W tym okresie abp Twardowski podjął interwencję u metropolity Szeptyckiego drogą korespondencyjną. Zachowana korespondencja jest świadectwem dra-matycznych zmagań abp Twardowskiego rządcy Archidiecezji Lwowskiej obrządku łacińskiego z najwyższym autorytetem religijno-moralnym Cerkwi grekokatolickiej metropolitą Szeptyckim. Charakterystyczne jest, że w listach kierowanych do metropolity Twardowskiego, abp Szeptycki nie zgadzał się z jego interpretacją faktów o mordach Polaków z rąk Ukraińców, upatrując właściwych sprawców tych wydarzeń wśród band dezerterów, Żydów, partyzantów bolszewickich, członków polskich organizacji rewolucyjnych i zwyrodniałych jednostek – sadystów. Jednocześnie wzywał abp Twardowskiego do wystosowania apelu do swoich diecezjan o zaprzestanie zbrodniczych rzekomo wystąpień przeciw ludności ukraińskiej. My żyjący jeszcze świadkowie tych dramatycznych wydarzeń z tamtych lat, dokładnie pamiętamy kim była i co wyczyniała ludobójcza organizacja OUN-UPA, której jedynym celem była całkowita eksterminacja ludności polskiej na Kresach Wschodnich II RP.

    Ileż cynizmu i fałszu zawierają listy abp Szeptyckiego. Dla wierzącego katolika mającego Pana Boga w sercu, nie mieści się w zdrowym rozsądku, że tak wysoka osobistość Cerkwi grekokatolickiej była zaślepiona w swoim postępowaniu.

  32. RomanK said

    Tak kanalia…panie kapsel…Polak etniczny …zobacz pan z krwi i kosci:-)))) herbowy czyli szlachcic,,, ale na rekach krew mial to juz raczej Kard Slipyj..Josif Slipyj…18 lat na Syberii przy wyrebie tajgi…krwawily mu rece non stop..
    Z tylnej strony tak se mysle…
    Na co to jest przyneta ……ze sie ja kopie w starych dawno zgnilych grobach…jak tu wokol robactwa -az sie prosi:-)))

    Zasada taka , broni Łajdak, … – Łajdaka!
    ks. prof. Andrzej Szostek & abp. Józef Życiński spółka cicha

    Następna pozłacana gnida:

    Ciekawe, komu jest ks. prof. Andrzej Szostek, znany jako etyk?

    ks. prof. Andrzej Szostek, znany jako „etyk”, dał tu dobitnie dowód swojej Nędzy Moralnej i Intelektualnej

    To żaden etyk, to żaden naukowiec!
    ks. prof. Andrzej Szostek, to ksiądz podróba
    ks. prof. Andrzej Szostek , to dostojny bolszewik!
    ks. prof. Andrzej Szostek ,to zwykły Ignorant, którego opuścił Bóg
    ks. prof. Andrzej Szostek wśród uczciwych ludzi „Powinien być traktowany jako „persona non grata”

    http://kosciol.wiara.pl/doc/1141578.Powi…..-non-grata
    „Powinien być traktowany jako „persona non grata”

    dodane 2012-04-26 22:09

    KAI |

    W środowiskach katolickich Grzegorz Braun winien być traktowany jako
    „persona non grata”, do kiedy nie odwoła swych oszczerstw wobec śp. abp. Życińskiego
    – powiedział KAI ks. prof. Andrzej Szostek, znany etyk z KUL.

    Odebranie nagrody Feniks przez Grzegorza Brauna – zdaniem profesora etyki z KUL – jest wysoce niefortunnym wydarzeniem.
    „Jeśli Stowarzyszeniu Wydawców Katolickich zależy na utrzymaniu pewnego autorytetu, to nie może przydzielać nagrody komuś kto w tym gronie powinien mieć status „persona non grata” – powiedział KAI ks. prof. Szostek.

    „Grzegorz Braun powinien być w środowiskach katolickich traktowany jako „persona non grata”
    za to, co powiedział na temat śp. Abp. Józefa Życińskiego i czego nigdy nie odwołał” – wyjaśnił.

    Ks. prof. Szostek podkreśla, że jeśli sam film „Eugenika – w imię postępu” zdaniem jury Stowarzyszenia Wydawców Katolickich zasługuje na nagrodę, to podczas uroczystości jej wręczenia winno to być bardzo wyraźnie pokazane i w takiej sytuacji nagrody w żadnym wypadku nie powinien odbierać p. Braun.

    „Aczkolwiek nawet przy takim hipotetycznym scenariuszu nadal byłoby to nie w porządku: byłoby to tylko mniejszym skandalem” – dodaje etyk. „Przecież nawet wówczas w jakimś sensie uhonorowany zostałby reżyser filmu. Nie jest bowiem możliwe oddzielenie filmu od jego twórcy, czyli od p. Brauna. Nie ma sposobu, aby promować jakiś film, nie przypominając, kto jest jego reżyserem” – wyjaśnia ksiądz profesor.

    „Ponadto – zauważa ks. Szostek – istnieje niebezpieczeństwo, że środowiska katolickie potraktują przyznanie tej nagrody jako promocję postaw jakie reprezentuje p. Braun, a mówiąc wprost jako promocję ewidentnych oszczerstw, jakie wygłaszał on rok temu nt. zmarłego abp. Józefa Życińskiego”.

    „W tej sytuacji, będąc na miejscu Stowarzyszenia Wydawców Katolickich wydałbym jak najszybciej stosowne oświadczenie w tej sprawie” – mówi ks. Szostek. „Oświadczenie winno przypominać nie tylko, że nagrodę dostał nie p. Braun lecz wydawnictwo Rafael, ale także zawierać winno własne stanowisko SWK wobec tego co p. Braun zrobił w stosunku do śp. abp. Życińskiego” – wyjaśnia.

    „A skoro p. Braun do dziś swoich słów wygłoszonych na KUL przed rokiem nie odwołał, nie może to zyskać innej oceny ze strony środowisk katolickich niż jednoznacznie negatywna. A tym bardziej jest do tego zobowiązane SWK, że w tej sprawie wypowiedziało się już Prezydium Konferencji Episkopatu, a to nas jako katolików też do czegoś zobowiązuje” – konstatuje ksiądz profesor.

    11 kwietnia 2011 r. na spotkaniu w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zorganizowanym przez miejscowe Koło Naukowe Historyków Grzegorz Braun powiedział, że

    „Józef Życiński, jako uczestnik życia publicznego w Polsce, był kłamcą i łajdakiem”.

    Potem reżyser powtórzył te stwierdzenia w wywiadach prasowych.

    Ks. prof. dr hab. Andrzej Szostek jest m.in. kierownikiem Katedry Etyki na Wydziale Filozofii KUL JPII (od 2002), v-ce prezesem Lubelskiego Towarzystwa Naukowego (od 2003); Pontificia Academia per la Vita (od 2001), członkiem Komitetu Etycznego przy Ministrze Nauki i Szkolnictwa Wyższego (od 2006).

    Od Redakcji:

    Dziś pojawiła się reakcja ks. Jana Sochonia, przewodniczącego jury.
    ================================================================

    Zasada taka , broni Łajdak, … – Łajdaka!
    ks. prof. Andrzej Szostek -& abp. Józef Życiński spółka cicha

    ==================================================================
    Ks. prof. Sochoń: Dlaczego rezygnuję

    dodane 2012-04-26 10:52

    KAI |

    Ks. prof. Jan Sochoń wyjaśnia, że jury SWK przyznało nagrodę Feniks wydawnictwu „Rafael” za film „Eugenika – w imię postępu” Grzegorza Brauna, kierując się merytoryczną oceną tego obrazu. Jednak „nie rozpoznaliśmy w zaistniałych okolicznościach ważności kontekstów socjologicznych, uwikłań i sympatii politycznych” – dodaje przewodniczący jury.
    Ks. prof. Sochoń: Dlaczego rezygnuję http://swk.pl/feniks

    A oto pełen tekst oświadczenia ks. Jana Sochonia:

    Pełniąc funkcję przewodniczącego gremium, którego członkowie przyznają coroczne nagrody i wyróżnienia „Feniksa”, jestem zobligowany do oficjalnego zabrania głosu, wobec narastającej z wielu stron krytyki dotyczącej wyróżnienia Grzegorza Brauna za film: „Eugenika – w imię postępu”, a bardziej precyzyjnie powiedziawszy, uhonorowania Domu Wydawniczego Rafael za ten właśnie obraz. Krytyka, jak rozumiem, dotyka nie tyle wymowy i przesłania zawartego w filmie Brauna, ile raczej postawy obywatelskiej tego reżysera, wypowiedzi wygłaszanych przez niego przy okazji prezentacji swoich utworów; często rzeczywiście zdań nierozważnych, szkalujących i obrażających wiele osób, nie wyłączając tych, którzy są już, jak wierzymy, po stronie Zmartwychwstania.

    Poddając ocenie wspomniany film przyjęliśmy następującą wykładnię interpretacyjną:
    każde dzieło sztuki żyje swoim obiektywnym istnieniem, zasadniczo niezależnym od jego twórcy.
    Jego odczytywanie zależy przeto od wielu różnych warunków i czytelniczych umiejętności samych interpretatorów (tu zawsze zasadne są polemiki i tzw. konflikt interpretacji).
    Oddzieliliśmy zatem dzieło od jego autora, zwracając uwagę na walory tego pierwszego. Tymczasem chóralne sprzeciwy mają zasadnicze źródło w ocenie zachowań i wystąpień reżysera, które – przyznajemy – bywały naganne, domagające się wyraźnego i stanowczego przekreślenia.

    Przy okazji tej kwestii warto dodać, że jakakolwiek ocena ludzkiej osoby mająca wymiar jednoznaczny prowadzi do akceptacji krzywdzących wniosków. Określenie kogoś w języku jednoznacznym po prostu go zabija, nakłada nań negatywną i niezmienną tabliczkę wartościującą. Tymczasem człowiek jest osobą, budującą swój profil osobowościowy przez całe swoje życie, wciąż podejmując różnorakie decyzje. Zawsze może, choć oczywiście nie musi, zmienić się na kogoś lepszego, szlachetniejszego.

    Jednoznaczność zaś pozbawia go takiej szansy. Także i dlatego uznaliśmy, że wyróżnienie filmu godnego merytorycznej dyskusji, odnoszącego się do problematyki współcześnie ważnej, wręcz palącej, nie powinno wzbudzić tak ostrego sporu.

    Stało się jednak inaczej, czego, przyznaję uczciwie, nie zdołaliśmy przewidzieć. Ponieważ jednak ogłoszony przez nas laur wzburzył wiele osób, zmuszając ich niejako do gniewnego wyrzucenia w naszą stronę gromów i emocjonalnych wykrzykników, stąd też wyrażamy ubolewanie z powodu faktu, że umożliwiliśmy zainicjowanie tego rodzaju reakcji. Nie rozpoznaliśmy w zaistniałych okolicznościach ważności kontekstów socjologicznych, uwikłań i sympatii politycznych.

    Pozostawiamy jednakże w mocy przekonanie o pozytywnym widzeniu filmu Grzegorza Brauna i nie wyrzucamy go poza obszar zainteresowania współczesnej kultury.

    Moja rezygnacja z przewodniczenia pracom jury Stowarzyszenia Wydawców Katolickich wniesie zapewne nieco uspokojenia w tę – jak to zwykle bywa – zbyt chyba nagłośnioną kontrowersję. Ufam także, zgodnie zresztą z katolicką tradycją, że nie będę w żaden sposób pozbawiany prawa do dalszej twórczej i publicznej aktywności, ani uznany do kogoś, kto stracił wszelkie szanse doskonalenia własnego myślenia, stylu życia oraz postępowania.

    Ks. prof. dr hab. Jan Sochoń, przewodniczący kapituły Stowarzyszenia Wydawców Katolickich

    Warszawa-Bielany, kwiecień 2012 rok.
    http://kosciol.wiara.pl/doc/1140849
    _________________

    Abp Życiński był kłamcą i łajdakiem” – skandal na KUL-u
    wp.pl, Radio Zet | dodane 2011-05-15 (10:29)

    „Józef Życiński jako uczestnik życia publicznego w Polsce był kłamcą i łajdakiem” – tak o zmarłym w lutym metropolicie lubelskim mówił na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim reżyser Grzegorz Braun. W programie „7. Dzień Tygodnia” w Radiu Zet politycy ostro krytykowali reżysera za tę wypowiedź. – Cham, prostak, co tu można mówić. Skandal, przede wszystkim ze strony organizatorów, że dopuścili do czegoś takiego. To powinno zostać przerwane, a pan Braun wyrzucony, to jest kompromitacja KUL – powiedział Stefan Niesiołowski, wicemarszałek sejmu w rozmowie z Moniką Olejnik.

    Tysiące wiernych żegnało abp. Józefa Życińskiego

    Zobacz wypowiedź Grzegorza Brauna na KUL

    Grzegorz Braun gościł na uczelni podczas pokazu swojego filmu pt. „Eugenika – w imię postępu”. Po projekcji, w trakcie spotkania ze studentami w bardzo krytyczny sposób wypowiadał się na temat abp. Życińskiego. – Józef Życiński jako uczestnik życia publicznego był kłamcą i łajdakiem. Łajdactwem nazywam przyczynianie się do szerzenia zamętu wśród bliźnich i rodaków. Zamętu w sprawach kluczowych, w płaszczyźnie politycznej, społecznej. Łajdactwem było perfidne oszukiwanie opinii publicznej w sprawach lustracyjnych – mówił Braun.

    Józef Życiński jako uczestnik życia publicznego był kłamcą i łajdakiem. Łajdactwem nazywam przyczynianie się do szerzenia zamętu wśród bliźnich i rodaków. Zamętu w sprawach kluczowych, w płaszczyźnie politycznej, społecznej reżyser, Grzegorz Braun
    Braun wytykał Życińskiemu publikacje w „antypolskich, antykatolickich” gazetach, m.in. w „Gazecie Wyborczej”. – Moim zdaniem w ostatnich dwudziestu latach swojego uczestnictwa w życiu publicznym opowiedział się po stronie wrogów Kościoła i wrogów państwa polskiego – mówił reżyser.

    Wywodu, który trwał ponad sześć minut, nikt nie przerwał. Na zakończenie przemówienia, Braun dostał owację.

    Wystąpienie Brauna na KUL-u komentowali politycy w programie „7. Dzień Tygodnia” w Radiu Zet. – Znałem osobiście księdza arcybiskupa, miałem przyjemność z nim rozmawiać i była to dla mnie wielka frajda. To był jeden z największych umysłów w Polsce i polskim Kościele. Ci wszyscy mali ludzie, którzy nie dorastają mu do pięt, dziś próbują tak reagować, bo nie może się bronić – powiedział Stanisław Żelichowski z PSL – To jest fatalne i straszne, ale nie uważam że powinniśmy to komentować, bo to przekracza wszelkie granice.

    W ostrzejszym tonie na temat Grzegorza Brauna wypowiadał się wicemarszałek sejmu Stefan Niesiołowski.
    -Cham, prostak, co tu można mówić. Skandal, przede wszystkim ze strony organizatorów, że dopuścili do czegoś takiego. To powinno zostać przerwane, a pan Braun wyrzucony, to jest kompromitacja KULwcemarszałek sejmu, Stefan Niesiołowski
    Cham, prostak, co tu można mówić. Skandal, przede wszystkim ze strony organizatorów, że dopuścili do czegoś takiego. To powinno zostać przerwane, a pan Braun wyrzucony, to jest kompromitacja KUL – komentował Niesiołowski.

    Elżbieta Jakubiak z PJN podkreśliła, że „wszyscy się nauczyli, że język agresywny daje rozgłos”. – To jest próba promocji własnego projektu przez potworne zaatakowanie nieżyjącego biskupa. Głębszym powodem jest podział Kościoła, że można na KUL, katolickiej uczelni, coś takiego powiedzieć. Dla osób związanych z Kościołem to jest dramatyczna sytuacja – stwierdziła.

    Z kolei doradca prezydenta Tomasz Nałęcz podkreślił, że słyszy taki język na Krakowskim Przedmieściu.
    – I też nikt nie reaguje, a niektórzy z najwyższych pięter polskiej polityki uważają, że to jest dowód patriotyzmu i szlachetnych postaw. Nie oskarżałbym Władz KUL i studentów, bo wiadomo kim Grzegorz Braun jest i tam przyszli tacy, którzy chcieli go wysłuchać – powiedział Tomasz Nałęcz.

  33. Marucha said

    Re 16:
    “PARLAMENT KANADY UZNAŁ SPRAWIEDLIWYM METROPOLITĘ UCGK ANDREJA SZEPTYCKIEGO

    Wcale mnie to nie dziwi. Jak wiadomo abp. Szeptycki zachowywał się żydofilsko.

  34. RomanK said

    http://www.dialog.org/hist_pl/metropolita-szeptycki.html

  35. Piotrx said

    Kontrowersje wokół abp. Szeptyckiego – 2009 r.

    http://www.bibula.com/?p=16034
    /fragmenty/

    Szeptycki postępował jak kolaborant”

    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski tłumaczy Kresom.pl dlaczego protestuje przeciwko sesji ku czci arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, która odbywa się dziś w Krakowie.

    Kresy.pl: Dlaczego protestuje Ksiądz przeciwko sesji ku czci arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, która odbędzie się 25 listopada w Krakowie?

    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Protestuję z dwóch powodów. Pierwszym jest 70. rocznica wybuchu II wojny światowej i jest rzeczą niestosowną, żeby organizować uroczystość ku czci osoby, która poparła Adolfa Hitlera i oddelegowała kapelanów do SS-Galizien. A drugi, że to nie to nie jest sesja naukowa, gdzie ścierają się poglądy, tylko akademia ku czci, gdzie z założenia osoby mające krytyczne zdanie na temat Szeptyckiego nie mogą się wypowiedzieć.

    Czy może Ksiądz w kilku zdaniach podsumować, jakie główne zarzuty stawia tej postaci?

    Nie zarzucam mu tego, że wybrał narodowość ukraińską i że chciał wolnej, samostijnej Ukrainy. To jest jego prawo. Ale zarzucam mu to, że występował przeciwko państwowości polskiej i to przez bardzo długi okres czasu, przez całą pierwszą połowę XX wieku. Przymykał oczy na bardzo gwałtowne zaangażowanie księży greckokatolickich w działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Druga rzecz, poparł Adolfa Hitlera w 1941 roku, wystosował odezwę witającą go, wysłał mu podziękowanie za zdobycie Kijowa i nakazał modlitwy w cerkwiach greckokatolickich za zwycięstwo Hitlera.

    Kolejna sprawa to oddelegowanie w 1943 roku kapelanów do SS-Galizien. Szeptycki był obywatelem polskim, był członkiem episkopatu Polski i postąpił jak kolaborant, czyli wbrew stanowisku wszystkich innym biskupów. A były przecież w Polsce trzy obrządki, greckokatolicki, rzymskokatolicki i ormiańskokatolicki. On jedyny się z tego wszystkiego wyłamał.

    I rzecz chyba najtrudniejsza, że korzystając z tego poparcia dla nacjonalizmu, niektórzy księża zaangażowali się również w sprawy ludobójstwa. Opisałem przypadki z rodzinnej wsi mego ojca, Korościatyn koło Monasterzysk, gdzie ksiądz greckokatolicki razem z córką kierował napadem i sprawę Kut, gdzie wymordowano Ormian, Polaków i Żydów w 1944 roku i także kierował tym ksiądz.

    Szeptycki wiedział o tych sytuacjach, natomiast nigdy tego oficjalnie nie potępił, nie suspendował żadnego z księży, nigdy nie wyciągnął żadnych konsekwencji, przez to niektórzy odczytywali to jako to zielone światło.

    Ostatnie sprawa, to jest list do Stalina, gdzie z kolei dziękował Stalinowi za przyłączenie Lwowa i Kresów do Związku Radzieckiego. Czyli dokonał szeregu aktów kolaboranckich.

    Rozmawiał: J. Zalewski

  36. Piotrx said

    O bp Szeptyckim, Kresach i UPA – wywiad z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim

    http://www.bibula.com/?p=4586

  37. Piotrx said

    http://www.bibula.com/?p=15697

    Tekst zamieszczony na prośbę protestujących organizacji i środowisk. (z 2009 roku)

    Jego Eminencja Ksiądz Kardynał
    Stanisław Dziwisz
    Metropolita Krakowski
    ul. Franciszkańska 3
    31-004 Kraków

    Wielce Szanowny Pan

    Prof. dr hab. Andrzej Białas
    Prezes Polskiej Akademii Umiejętności
    ul. Sławkowska 17
    30-016 Kraków

    Z niedowierzaniem i oburzeniem środowisko naukowe oraz środowiska patriotyczne, niepodległościowe i kresowe przyjęły wiadomość, że szacowna instytucja, jaką jest Polska Akademia Umiejętności w Krakowie, reaktywowana po wielu latach panowania kłamstwa w życiu publicznym i naukowym, przyjęła patronat nad konferencją, której wymowa i cele zdają się jednoznacznie wskazywać na gloryfikację jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci okresu II wojny światowej na terenach okupowanej Polski – hitlerowskiego kolaboranta, arcybiskupa greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego. Jak na ironię, tytuł owej konferencji, poświęcony temu kolaborantowi, brzmi: „Metropolita Andrzej Szeptycki – człowiek Kościoła, działacz społeczny, mąż stanu”.

    Szokującą sprawą jest również fakt, że w programie konferencji nie przewidziano ani jednego referatu, który byłby krytyczny wobec działalności Andrzeja Szeptyckiego. Do udziału w panelach nie zaproszono także wielu znanych fachowców od spraw polsko-ukraińskich w XIX i XX wieku. Wolność nauki otwiera drogę do tego, aby dyskutować o wszystkich problemach historycznych i współczesnych. Wymaga ona jednak również tego, aby umożliwić demokratyczną debatę. Ten warunek nie został spełniony. Konferencja tak przygotowana nie pełni żadnych funkcji naukowych, lecz wyłącznie propagandowe.

    W obliczu tendencyjności owej konferencji, trzeba przypomnieć kilka podstawowych faktów, dotyczących owego „człowieka Kościoła” i „męża stanu”. Ów hierarcha, obywatel Drugiej Rzeczypospolitej, dopuścił się całego szeregu hańbiących występków, wśród których wymienić należy m.in.

    1) Działanie na szkodę państwowości polskiej.

    2) Wspieranie nacjonalizmu ukraińskiego.

    3) Wspieranie agresji hitlerowskiej III Rzeszy Niemieckiej (w tym. m.in. modlitwy w cerkwiach w intencji wojsk niemieckich i list dziękczynny do Adolfa Hitlera).

    4) Brak sprzeciwu wobec ludobójstwa dokonywanego przez znaczną część wiernych greckokatolickiej metropolii we Lwowie, wspierających zbrodnicze działania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii (list pasterski „Nie zabijaj” nie wymienia Polaków i Żydów).

    5) Brak reakcji na aktywny udział niektórych greckokatolickich duchownych w zbrodniczych akcjach OUN-UPA.

    6) Zgoda na oddelegowanie duchownych do 14 Dywizji SS „Galizien”.

    7) Zgoda na uroczystą inaugurację działalności tejże Dywizji w katedrze św. Jura we Lwowie ( 28 marca 1943 r., mszę św. celebrował ks. biskup Josyf Slipyj, a kazanie wygłosił ks. mitrat Wasyl Łaba).

    W świetle wymienionych wyżej faktów historycznych konferencję tą postrzegamy również jako przyczynek do relatywizowania niewyobrażalnych cierpień i ludobójstwa, ofiarą którego z rąk formacji OUN-UPA i SS Galizien padło około dwustu tysięcy bestialsko zgładzonych Polaków

    Z najwyższym ubolewaniem stwierdzamy, że instytucja PAU pozwala na relatywizowanie niewyobrażalnych cierpień i ludobójstwa, ofiarą którego z rąk formacji OUN-UPA i SS Galizien padło około dwustu tysięcy bestialsko zgładzonych Polaków (w tym także wielu księży rzymskokatolickich) oraz wiele tysięcy Żydów i przedstawicieli innych narodowości, będących obywatelami Drugiej Rzeczypospolitej, w tym także tych Ukraińców, którzy sprzeciwiali się opętańczej ideologii Dmytra Doncowa, Stepana Bandery i Romana Szuchewycza. Większość tych ofiar do dziś nie ma swych grobów, a próby upamiętnienia ich męczeństwa spotykają się ze sprzeciwem współczesnych nacjonalistów ukraińskich.

    Z niepokojem obserwujemy w naszym kraju coraz wyraźniejsze zjawisko relatywizowania historii i dekonstrukcji podstawowych jej ustaleń, czego ostatnim przykładem było uhonorowanie przez Katolicki Uniwersytet Lubelski im. Jana Pawła II doktoratem h.c. prezydenta Wiktora Juszczenki, gloryfikatora zbrodniczych formacji OUN-UPA i SS Galizien.

    Zamazywanie granic pomiędzy zbrodnią i zdradą a szlachetnością i wiernością elementarnym zasadom jest jaskrawym przejawem intelektualnego i moralnego nihilizmu, który jest groźny zarówno dla nauki, jak i życia społecznego. Podstawowym zaś zadaniem instytucji naukowej, jaką jest Polska Akademia Umiejętności, jest poszukiwanie Prawdy i nieustanne trwanie przy niej. Naszym zdaniem jakiekolwiek formy honorowania hitlerowskiego kolaboranta, kiedy żyją jeszcze świadkowie ludobójstwa, godzi w podstawową wartość, jaką jest Prawda, nade wszystko nie licuje z zadaniami, które stoją przed państwową instytucją naukową.

    Wyrażamy także oburzenie, że współpatronat z Jego Eminencją Księdzem Kardynałem powierzono lwowskiemu arcybiskupowi greckokatolickiemu Ihorowi Wozniakowi, który gloryfikuje nacjonalistów ukraińskich, poświęcając m.in. 13 października 2007 r. pomnik Stepana Bandery we Lwowie. Nasze oburzenie dotyczy też patronatu medialnego, objętego przez ukraińskojęzyczne „Nasze Słowo”, które od lat atakuje osoby broniące prawdy o Kresach Wschodnich i dokonanym tam ludobójstwie.

    Niniejszym zapowiadamy akcję protestacyjną w dniu rozpoczęcia omawianej konferencji. Nasza akcja nie jest wymierzona ani w Kościół katolicki obrządku greckokatolickiego, ani w naród ukraiński. Domagamy się jedynie zaprzestania gloryfikacji Andrzeja Szeptyckiego, który w opinii polskich środowisk kresowych i kombatanckich ponosi moralną i polityczną współodpowiedzialność za zbrodnie dokonywane przez OUN-UPA.

    Z wyrazami poważania

    Linki do listu sygnatariuszy:

    Nazwiska od A do K

    Nazwiska od L do Ż

  38. Ad 28

    Owszem, należy czytać także książki nieżyjącego już prof. Prusa, pamiętając jednakże, że jego dzieła, na przykład pozycja
    „Prus E. Władyka świętojurski. Rzecz o arcybiskupie Andrzeju Szeptyckim 1865-1944. Warszawa, 1984.”
    były mocno krytykowane, i to nie tylko przez Ukraińców:

    „Праця Е. Пруса була серйозно розкритикована істориками, деякі з них навіть назвали її пасквілем на митрополита Шептицького. Щодо дискусій навколо книги Е. Пруса див.: Torzecki R. Na marginesie ksiażki Edwarda Prusa o metropolicie Szeptyckim. Dzieje Najnowsze. Warszawa, 1986. XVIII, 1. s. 103-119; Neuverth A. Paszkwil o metropolicie Szeptyckim. Bez Dekretu. Kraków, 1985. I. s. 59-61; Zięba A. Metropolita Andrzej Szeptycki // Kwartalnik Historyczny. Warszawa, 1986. XCII, 4. s. 885-900; Ejusd. Sheptyts’kyi in Polish Public Opinion // Morality and Reality. The Life and Times of Andrei Sheptyts’kyi. s. 377-406.”

    Zob.:

    Dr hab. Andrzej Zięba, Metropolita Andrzej Szeptycki, „Kwartalnik Historyczny”, XCII: 1986, numer 4, strony 885-900; przedruk w: „Spotkania”, 33/34: 1987, strony 113-134 (polemika z książką Edwarda Prusa Władyka świętojurski: rzecz o arcybiskupie Andrzeju Szeptyckim (1865-1944), Warszawa 1985)

    „Spotkania : niezależne pismo katolików” nr 33-34/1987 (w spisie treści artykuł A. Zięby zaczyna się od nieskopiowanej strony 230): http://teatrnn.pl/leksykon/harvester/lightbox/pdf/9686/pl

    Inne publikacje Zięby:

    Zięba, Andrzej A.[leksander] (1958- ). http://alpha.bn.org.pl/search~S4*pol/?searchtype=a&searcharg=Zi%C4%99ba%2C+Andrzej+A.+%281958-+%29.&searchscope=5&SORT=D&extended=0&SUBMIT=Szukaj&searchlimits=&searchorigarg=aZi{u0119}ba%2C+Andrzej+A.+%281958-+%29.

    W Wikipedii czytamy („Edward Prus”): „Pisząc o publikacjach Prusa nt. metropolity Andrzeja Szeptyckiego Andrzej Zięba stwierdził, iż „stały [one] na niskim poziomie literackim, nie grzeszyły logiką wywodu, a nawet w warstwie faktograficznej i interpretacyjnej przekręcały i zniekształcały treści zapożyczone od autorów radzieckich”, A. Zięba, Dzieje legendy pośmiertnej metropolity Andrzeja Szeptyckiego wśród Polaków [w:] Polska – Ukraina. 1000 lat sąsiedztwa, t. IV, Przemyśl 1998, ISSN 0867-1060, s. 301” (przypis nr 5).

    Spór o prof. Prusa świadczy tylko o słuszności założenia, że najpierw należy stworzyć odpowiednie warunki (wola polityczna jako skutek porozumienia Polaków i Ukraińców), a dopiero potem będzie możliwe rzetelne wyjaśnienie kwestii historycznych i zaproponowanie (!) obu narodom korzystnych dla nich wniosków.

  39. Piotrx said

    Jakze odmienna postać – dlaczego tutaj nikt nie wnosi o beatyfikację ani nawet o godny pochówek !!!

    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
    Wielki zapomniany Arcybiskup ormiański Józef Teofil Teodorowicz (1864-1938)

    http://www.lwow.com.pl/ormianie/teodorowicz.html

    /fragmenty/

    Doczesne szczątki arcybiskupa ormiańskiego znajdują się więc do dziś pod cudzym nazwiskiem w przypadkowym grobowcu. Od 1991 r. środowisko ormiańskie w Polsce czyni starania o godny pochówek arcybiskupa, ale sprawa ta nie może znaleźć swojego szczęśliwego finału, choć dawny grobowiec Teodorowicza na Cmentarzu Orląt został ostatnio odnowiony w ramach prac renowacyjnych, prowadzonych przez min. Andrzeja Przewoźnika, sekretarza Rady Pamięci Miejsc Walk i Męczeństwa. Grobowiec jest jednak nadal pusty. Taki stan rzeczy jest dla Ormian-katolików sprawą niesłychanie bolesną i wywołującą ogromne emocje. Dlatego też 2 lutego 2002 r. przedstawiciele organizacji ormiańskich zebrani na Mszy św. w Krakowie, odprawianej z okazji 100. rocznicy sakry biskupiej Józefa Teodorowicza, wydali i rozpowszechnili w mediach następujący apel:

    To, co nas, Ormian i Polaków ormiańskiego pochodzenia, boli najbardziej, to fakt, że ten wielki patriota od dziesiątków lat nie ma godnego miejsca spoczynku, a jego doczesne szczątki są nadal pochowane w cudzym grobowcu i pod obcym nazwiskiem, przez co jego zasługi zacierają się w ludzkiej pamięci. Zwracamy się więc do wszystkich ludzi Dobrej Woli o pomoc w tej sprawie. W imieniu naszych środowisk deklarujemy gotowość wszechstronnej współpracy.

    Niestety, pomimo pozytywnego stanowiska władz państwowych i kościelnych Polski i Ukrainy oraz pomimo interwencji poselskich posłów Jana Rokity i Andrzeja Zawiszy sprawa nadal rozbija się o nieprzejednane stanowisko władz miejskich Lwowa, a osoba Józefa Teodorowicza, wielkiego syna Kościoła, nadal skazana jest na zapomnienie.

  40. Ad 37 – „nad konferencją, której wymowa i cele zdają się jednoznacznie wskazywać na gloryfikację jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci okresu II wojny światowej na terenach okupowanej Polski – hitlerowskiego kolaboranta, arcybiskupa greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego.”

    Właśnie z takimi opiniami polemizuje ks. Kondrów i – szczerze mówiąc – wolałbym tu przeczytać jakieś rzeczowe materiały z tej konferencji, bo wtedy by było wiadomo, czy rzeczywiście gloryfikacja Szeptyckiego była faktem, czy też osobom podpisanym pod protestem tylko tak się „zdawało”.

    Raczej to drugie, gdyż zważywszy na masowość podpisów, pewnie większość tych ludzi nie miała pojęcia o meritum.

  41. Inkwizytor said

    Szeptycki jest odpowiedzialny za krew polskich dzieci i kobiet. Ten potwór nie zostanie błogosłwaionym, podstępna szuja. Wiedział ale n ie powiedział

  42. Piotrx said

    Re 38.

    Po raz kolejny raz blog bierze sie za krytykę pracy której jak mniemam nie przeczytał ani razu.

    Opierajac sie na bardzo ogólnikowych krytykach osób trzecich i to jeszcze dotyczących innej książki. Praca „Patriarcha Galicyjski” pochodzi z 1999 r i nie jest to „Władyka świętojurski” z 1984 r.

    Jakiej narodowosci jest ów A.Zięba ?

    Oczywiscie E.Prus byl krytykowany przez ukraińskie srodowiska nacjonalistyczne głownie za niewygodne fakty które ujawniał. Podobnie „krytykowany” był Ukrainiec W.Poliszczuk i paru innych niewygodnych autorów.

    Przypomniam ze to kardynał Wyszyński wstrzymał dwukrotnie proces beatyfikacyjny A.Szeptyckiego , a chyba mial ku temu jakies powazne powody i musial je rownie powaznie uzasadnić.

    Proste pytanie które fakty podane w tym fragmencie z wpisu 28. są zdaniem bloga jakoby nieprawdziwe i na jakiej podstawie tak twierdzi. Jesli ma podstawy to prosze napisać polemiczny artykuł (lub ksiazke) z pracą prof. E.Prusa oparty na zrodlach i obalający te fakty.

    Czy oprócz E. Prusa także ks . Wołczański, ks. Kubasik ,ks Issakowicz , ks.Marecki i paru innych autorow też są niewiarygodni ?

  43. Piotrx said

    Re 38:

    „Torzecki R. Na marginesie ksiażki Edwarda Prusa o metropolicie Szeptyckim. Dzieje Najnowsze. Warszawa, 1986.”

    zapomnialem dodac Torzecki R.- to Ukrainiec, wiec podawanie akurat tego przykladu jako „nie-Ukraińca jest chybione.

  44. Piotrx said

    I jeszcze list otwarty uczciwego Ukraińca Wiktora Poliszczuka obnazający metody ataków na niego (i innych niewygodnych uczonych jak prof. Edward Prus) ze strony nacjonalistów ukraińskich oraz owego doc. Ryszarda Torzeckiego którego osobą blog także się podpiera w swojej krytyce w wpisie nr 38.

    „Na Rubieży” nr 55/2001

    List otwarty Wiktora Poliszczuka
    do docenta Ryszarda Torzeckiego

    Panie Docencie,
    W numerze 8 „Naszego Słowa” (25 lutego 2001 r.) udzielił Pan wywiadu Ewie Pocztar – Szczerbie, w którym na pytanie: Panie Profesorze, gdy już mówimy o pisaniu bzdur, jak Pan ocenia skalę spustoszeń spowodowanych c.rzez publikacje Edwarda Prusa, Jacka Wilczura i Wiktora Poliszczuka? – odpowiedział Pan: Nie ma sensu mówić o Prusie. To sowiecki agent. Podobnie jak prokurator NKWD Wiktor Poliszczuk. To są ludzie, na temat których nie dyskutuje się.

    Za wypowiedziane publicznie słowa ich autor ponosi odpowiedzialność, rzucone pod moim adresem pomówienie, jeżeli tylko pokonam trudności finansowe, będzie przedmiotem mojego pozwu przeciwko Panu (oraz redakcji „Naszego Słowa”), ale zanim do tego dojdzie jestem zmuszony publicznie ustosunkować się do Pańskiej wypowiedzi.

    Oświadczył Pan, że jestem (byłem?) agentem sowieckim oraz prokuratorem NKWD. Nie będę się z tego absurdalnego zarzutu usprawiedliwiać, jednakże powiem o jego autorze, a więc o Panu, kilka zdań, które rzucą światło na Pańską moralność jako historyka, chrześcijanina, człowieka. Czytelnik z moich wypowiedzi oceni – jak nisko Pan upadł. Tak nisko, że już niżej nie można, osiągnął Pan dno moralne. Pańskie pomówienie pod moim adresem tłumaczę Pana rozstrojem psychicznym, nie wiem tylko czym spowodowanym: chorobą psychiczną czy też stanem upojenia lub po upojeniu alkoholowym? Mam prawo tak twierdzić, bowiem trzeźwy człowiek, tym bardziej historyk, nie dopuściłby się do takiego upadku moralnego.

    Faktycznie, miałem do czynienia z NKWD -bezpośrednio i pośrednio. Bezpośrednio, kiedy nad ranem w dniu 13 kwietnia 1940 roku pracownicy tej instytucji deportowali mnie na Sybir, czternastoletniego chłopca, wraz z Matką i dwiemia siostrami. Gdy nas wieźli ciężarówką do stacji kolejowej w Dubnie, NKWD-zista wyjął z kabury nagan i ostrzegł: Jeśli kto wzdumajet bieżat’ – budu sthelat’. Potem enkawudziści „towarzyszyli” nam aż za Ural. Pośrednie zaś moje kontakty z NKWD miały następujący charakter: już 17 września 1939 roku Ojciec mój został przez tę instytucję aresztowany, osadzony w więzieniu w Dubnie, a w kwietniu 1940 roku wywieziony do centralnej lub wschodniej Ukrainy i tam zastrzelony przez funkcjonariuszy NKWD na podstawie decyzji Biura Politycznego WKP(b) – (Stalin, Beria, Woroszyłow, Kaganowicz, Mołotow, Kalinin i inni). Napisałem „zastrzelony”, a nie rozstrzelany, bowiem mego Ojca i tysiące innych obywateli polskich – oficerów, podoficerów Wojska Polskiego, policjantów, urzędników państwowych itp., uśmiercali niespodziewanym strzałem w tył głowy -bez przedstawienia zarzutów, bez rozprawy sądowej, bez prawa do obrony.

    Pan, Panie Docencie, twierdząc, że byłem sowieckim agentem i prokuratorem NKWD, mnie, ofiarę systemu sowieckiego i NKWD, którego rodzina straciła dorobek całego życia, który przez sześć lat nie zjadł ani jednego owoca, który głodował i ciężko pracował również w 40-stopniowym mrozie przy budowie kolei Akmolinsk-Kartały, którego Ojca zamordowało NKWD, stawia Pan w jednym rzędzie z wyżej opisanymi oprawcami.

    Dlaczego Pan to zrobił? Dlatego, że byłem prokuratorem w PRL-u?
    To prawda, że w wykonaniu „nakazu pracy”, po ukończeniu studiów prawniczych, przez przypisane trzy lata pełniłem obowiązki asesora, potem referendarza śledczego, wreszcie podprokuratora w Prokuraturze Powiatowej w Jaworze, czego się nie wstydzę, bowiem praca ta polegała na zwalczaniu przestępstw pospolitych – złodziejstwa, grabieży, rozbojów, gwałtów itp., a po upływie nakazanego okresu zwolniłem się z pracy w tej instytucji, potem pracowałem jako radca prawny, wreszcie jako adwokat w tymże Jaworze.

    Insynuowanie mi aktywnej współpracy ze służbami specjalnymi ZSRR (agent sowiecki, prokurator NKWD) w kontekście moich „kontaktów” z nimi, jest zwyczajną podłością, czynem, zaliczanym do niskich. Dlaczego Pan tak postąpił, co Pana do tego skłoniło? Takiej potwarzy nie rzuciłby pod moim adresem nawet największy pijaczyna w Jaworze, w którym spędziłem wiele lat swego życia i do którego często wracam po dwudziestu latach pobytu w Kanadzie z podniesionym czołem.

    Ostatnie dwadzieścia lat swego życia poświęciłem badaniu fenomenu nacjonalizmu ukraińskiego, co zaowocowało publikacjami kilkunastu moich naukowych i publicystycznych prac.

    Właśnie te prace stały się przyczyną ataków na mnie, podejmowanych nie tylko przez obrońców nacjonalizmu ukraińskiego, ale też, niestety, przez podobnych do Pana historyków polskich, nie wspominając ukraińskich nacjonalistycznych historyków. Jako pierwszy, zanim ukazała się moja Gorzka prawda: zbrodniczość OUN-UPA, zaatakował mnie profesor (sic!) Stepan Zabrowarnyj z Uniwersytetu Szczecińskiego, publikując w tymże „Naszym Słowie” artykuł pod znamiennym tytułem: Kim on jest, Wiktor Poliszczuk?, w którym wskazał na mnie, ako na prokuratora PRL-u, a więc na rzekomo takiego, który nie zasługuje na wiarę.

    „Argument” Poliszczuka -prokuratora został podjęty przez wielu obrońców struktur OUN – UPA – SS „Galizien”, posługiwał się nim prof. (sic!) Wołodymyr Serhijczuk z Kijowskiego Uniwersytetu, prof. (sic!) John Paul Himka z University of Alberta i inni, między innymi profesorowie (sic!) Jarosław Isajewycz z Lwowskiego Uniwersytetu i Roman Szporluk z amerykańskiego Harvardu, a prof. (sic!) Stepan Kozak z Warszawskiego Uniwersytetu, gdy usłyszał, że jestem zaproszony do wygłoszenia na sympozjum naukowym w Krakowskim Oddziale PAN, współorganizatorem
    którego był UJ, referatu pt.: Pojęcie integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, zareagował: jak oni mogli dopuścić do zaproszenia Poliszczuka na sympozjum?

    A po wygłoszonym przeze mnie referacie zareagował nawet ambasador (sic!) Ukrainy w Polsce, Dmytro Pawłyczko, zgłaszając w sposób przekraczający jego uprawnienia pretensje do Rektora UJ, na skutek jego interwencji nie opublikowano zbioru referatów tego sympozjum, (wytłuszczenia Redakcji „NR”)

    Rzeczą znamienną jest to, że nikt spośród historyków – ukraińskich nacjonalistycznych czy też polskich, nie podjął merytorycznej dyskusji z formułowanymi przeze mnie tezami z zakresu zasad ideologicznych, założeń programowych, czy też działalności struktur OUN – UPA.

    Nie mogę zaliczyć do krytyki moich prac artykułów takich autorów, jak dr Grzegorz Motyka, który, mimo sformułowania przeze mnie udowodnionych zarzutów, że nie zna podstawowych dokumentów programowych OUN, że bezpodstawnie obciąża złożoną z Polaków policję w służbie niemieckiej w zakresie mordu masowego na Czechach w Malinie Czeskim – skwitował dyskusję ze mną stwierdzeniem, iż zgadza się ze mną co do jednego tylko: że jest młodszy ode mnie. Zaiste unik przynoszący ujmę temu historykowi, który nie potrafi przyznać się do błędu.

    Nie podjął też krytyki mojej pracy: Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego dr Tomasz Stryjek, ograniczając się do domysłów, nawet insynuacji z zakresu metodologii jej opracowania.

    Nie mogę zaliczyć do krytyków moich prac też prof. W. Serhijczuka, który w swej broszurze zaprezentował dokument propagandowy OUN – UPA, z którego wynika, że UPA nie tylko nie mordowała ludności polskiej, ale wręcz jej pomagała, a pod moim adresem wysunął zarzut, że „nie wiem nawet jak się drzwi do archiwów otwiera”, chociaż dysponuję materiałem archiwalnym (w tym zebranym w toku osobistej kwerendy), przekraczającym zbiory, być może, niejednej placówki naukowej.

    Na charakter ataków na mnie wskazuje też fakt, iż dr Roman Drozd w swojej publikacji „Ukraińska Powstańcza Armia”, wyd. Burchard Edition (czemuś nazwisko „Burchard” kojarzy mi się z pseudo-nimem literackim „Jurij Kłen”), napisał, że dopuściłem się plugawych kłamstw, naturalnie w moich publikacjach, ale nie wskazał chciażby na jedno, natomiast ja, w mojej najnowszej pracy pt. Dowody zbrodni OUN i UPA udowodniłem, że tenże Roman Drozd dopuszcza się publikacji sfałszowanych dokumentów autorstwa struktur OUN.

    Jaka jest przyczyna takiej nienawiści pod moim adresem, w tym i nienawiści Pana do mnie? Rozumiem, że jej przyczyną, gdy chodzi o jawnych obrońców nacjona-lizmu ukraińskiego, skupionych wokół Związku Ukraińców w Polsce i jego organu „Nasze Słowo”, jest dokonana przeze mnie wiwisekcja tego nacjonalizmu – jego zasad ideologicznych, założeń programowych oraz zbrodniczych działań struktur tego nacjonalizmu. Jako znający język ukraiński (także dialekt halicki), potrafiłem dokonać dogłębnej analizy ideologii oraz założeń programowych integralnego, a więc faszystowskiego typu, nacjonalizmu ukraińskiego, czego przede mną nie dokonał nikt.

    Wynikiem mojej pracy badawczej były publikacje, w których „trafiłem w dziesiątkę” – ujawniłem w całej rozciągłości faszystowską istotę integralnego nacjonalizmu ukraińskiego. Tego nie mogą scierpieć obrońcy tego nacjonalizmu, między innymi ukraińscy nacjonalistyczni historycy oraz działacze ZUwP. Stąd też ich ataki na mnie.

    Ale dlaczego Pan, posługując się najniższej kategorii metodą walki, usiłuje mnie zdyskredytować? Pan, który napisał trzy poważne prace na temat nacjonalizmu ukraińskiego, szczególnie o jego działalności w okresie międzywojennym oraz usługach UWO – OUN na rzecz Niemiec. Podkreśliłem to w swych pracach, ale nie omieszkałem też wskazać na istotne błędy w Pana pracach, w szczególności na Pańskie bezpodstawne, oparte o wywiad z Mykołą Łebediem, twierdzenie, że na Wołyniu w 1943 roku OUN- UPA wzywała ludność polską do opuszczenia tego terytorium, a gdy Polacy nie podporządkowali się temu wezwaniu, dopiero wtedy OUN – UPA przystąpiła do działań wyniszczających tę ludność.

    (…)

    Sprzeciwiłem się także nieudowodnionemu Pańskiemu twierdzeniu co do prowadzenia przez Niemców i Sowietów na Wołyniu w latach okupacji hitlerowskiej polityki divide et impera wobec ludności polskiej i ukraińskiej, bowiem nie miała ona tam i wtedy miejsca, na ten temat mógłbym Panu wygłosić obszerny wykład. Sprzeciwiłem się Pańskiemu, bez powołania się na dowody, modnemu obecnie twierdzeniu, że akcja „Wisła” została przeprowadzona na polecenie Moskwy. Jako pierwszy w historiografii przedmiotu wykazałem, że zabójstwa ludności polskiej, dokonane przez struktury OUN – UPA, prowadzone były planowo, doktrynalnie, w sposób zorganizowany, w przeciwieństwie do mających miejsce samorzutnych odwetowych zabójstw na ludności ukraińskiej, dokonanych przez struktury polskie, czego Pan nie widzi.

    Czy z tego powodu dopuścił się Pan podłości wobec mnie? Jeżeli tak, to zapytam Pana: czy tak postępuje człowiek nauki, inteligent, człowiek honoru? Wreszcie, czy tak postępuje chrześcijanin?

    Ja, kiedykolwiek coś twierdzę, opieram się na dowodach. Czy Pan, historyk przecież, natrafił na dowody, wskazujące na to, że byłem (jestem?) agentem sowieckim i prokuratorem NKWD? Jeżeli tak, to proszę je opublikować. Tego jednak Pan nie uczyni, bowiem takie dowody nie istnieją. Na czym więc oparł Pan swoje bluźniercze twierdzenie pod moim adresem?

    W imię czego dołączył się Pan do fałszującego melodię chóru nacjonalistów ukraińskich, który, jak w jakimś chorale, powtarza się: „Poliszczuk – prokurator, Poliszczuk -prokurator, Poliszczuk – prokurator”. To chyba pod wpływem Pańskiego oświadczenia Paweł Smoleński w „Gazecie Wyborczej” (23-24.03.01) napisał, że byłem „prokuratorem wojskowym”, a moje prace naukowe nazywa „broszurkami” (jedna z nich, najnowsza, ma 778 stron, formatu A-4, zawiera ponad 3.000 przypisów źródłowych, publikuje kopie oryginalnych dokumentów OUN – UPA).

    A zorkiestrował ten chór Bohdan Osadczuk, mianujący się profesorem, który nigdy nie opublikował żadnej pracy naukowej, twierdząc na łamach „Tygodnika Powszechnego”, że w czasie akcji „Wisła” byłem prokuratorem PRL-u, podczas gdy ja w tym czasie byłem uczniem I klasy Liceum Pedagogicznego w Legnicy

    (…)

    Pan, Panie Docencie, chyba wie, że przed pięciu laty wystąpiłem z propozycją do nacjonalistów ukraińskich w Kanadzie, aby zorganizowali publiczny panel na temat moich prac, w którym udział wzięliby po ich stronie trzej historycy, po jednym od OUN Bandery, OUN Melnyka i OUN-z, a po drugiej stronie ja bym wystąpił. Nie odważyli się na taki panel.

    Pan też wie doskonale, że nacjonalizm ukraiński kwalifikuję jako ukraińską odmianę faszyzmu, a działaczy Związku Ukraińców w Polsce nazywam obrońcami tych struktur. Dlaczego oni, w Polsce lub w Kanadzie, gdzie mają wielu „swoich” adwokatów, nie zaskarżą mnie do sądu o zniesławienie? Czy, może, faszym w Polsce nie ma już pejoratywnego zabarwienia? Ale chyba nie z tego powodu nacjonaliści ukraińscy nie chcą się ze mną sądzić, oni obawiają się, że przed sądem miałbym możność publicznego ujawnienia faszystowskiego, zbrodniczego charakteru struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii, batalionów „Nachtigall” i „Roland”, dywizji SS „Galizien” i innych.

    Właśnie naukowo udowodniony przeze mnie zbrodniczy charakter tych struktur doprowadza do wściekłości spadkobierców OUN – UPA – SS .Galizien”. Dlatego trzeba mnie zdyskredytować. Mnie, a nie moje prace, bowiem obrońcy nacjonalizmu ukraińskiego nie mają wobec nich kontrargumentów.

    Właśnie dlatego kilka lat temu nazwano mnie „Żydem”, z Polski wysłano do Dubna, miejsca mego urodzenia, emisariuszkę z zadaniem zbadania mego rodowodu. Dorarła ona do mojej metryki w cerkiewnej księdze metrykalnej, do cmentarza prawosławnego we wsi Lipa (12 km od Dubna), na którym spoczywa kilka pokoleń moich przodków -Ukraińców. A gdy na jednym z uniwersytetów w Polsce któryś z profesorów wystąpił z nieformalnym wnioskiem o nadanie mi doktoratu honoris causa, już następnego dnia rozpowszechniano „informację”, że w czasie okupacji byłem aktywnym kolaborantem hitlerowskim, chociaż żywych Niemców w mundurach pierwszy raz w życiu zobaczyłem w 1946 roku, gdy jako jeńców wieziono ich w głąb ZSRR.

    Chyba wszystko jest jasne. I rozumiem w jakimś sensie nacjonalistów ukraińskich, oni nie mają innego wyjścia, jak tylko wszelkimi sposobami bronić się przed zarzutem ludobójstwa. A oni w metodach nie przebierają. Nie przypadkowo moja rodzina z Ukrainy, bojąc się o moje życie, przestrzega mnie, abym, będąc w Polsce, nie przyjeżdżał do nich.

    Pan jest historykiem, jeżeli w swych pracach, ocenionych bardzo wysoko przez poważnych ludzi nauki polskiej, dopuściłem się błędu, jeżeli powołałem się na wątpliwej wartości dokument, jeżeli wyprowadzam fałszywe wnioski z moich analiz i ustaleń, to czemu, naśladując ukraińskich nacjonalistycznych działaczy, nie podejmuje się Pan krytyki tego, co napisałem?

    Zastanawiam się – w czym tkwi pierwoprzyczyna Pańskiej nienawiści do mnie? Może nią jest fakt, że podważyłem Pański autorytet jako znawcy zagadnień nacjonalizmu ukraińskiego? No bo przecież Pan nie zdołał ustalić tego, że z rąk OUN – UPA padło co najmniej 40.000 cywilnej ludności ukraińskiej (nie milicjantów, nie enkawudzistów), podejrzanej tylko o to, że w razie powrotu władzy radzieckiej, może ona powiedzieć prawdę o zbrodniach OUN – UPA, że nie pomagała po wojnie sotniom UPA.

    Dysponuję wykazem ponad 9.000 Ukraińców (imiona, nazwiska, daty, miejscowości) zamordowanych przez OUN – UPA w samym tylko obwodzie rówieńskim. Mam prawo pomnożyć tę liczbę przez pięć obwodów Zachodniej Ukrainy (dodatkowo mam wykazy pomordowanych Ukraińców w Iwano-frankowskim obwodzie), co daje podstawę do twierdzenia o 40.000 ukraińskich ofiar OUN – UPA.

    Ta zbrodnia na Ukraińcach miała miejsce z reguły po wojnie, dlatego mało wiedzą o niej polscy historycy. Pan nie dotarł do tych danych, a z nich wynika, że co czwarta ofiara OUN – UPA, nie licząc ofiar żydowskich, była narodowości ukraińskiej. A gdy pewien, mający wątpliwości co do liczby ukraińskich ofiar OUN – UPA, Polak z Kaliforni zadzwonił do Pana, odwołując się do moich twierdzeń, wówczas Pan, jak mówi ten Polak, podejrzewając, że był Pan w stanie nietrzeźwym, „bluznął pod moim adresem stekiem rynsztokowych słów”. Znów pytam Pana: dlaczego?

    Pan (i nie tylko Pan) nie zgadza się z moim twierdzeniem co do tego, że struktury OUN – UPA nie stanowiły ukraińskiego ruchu narodowowyzwoleńczego, nie widzi Pan różnicy między dążeniem do powołania do życia totalitarnego państwa, a ruchem narodowo-wyzwoleńczym. OUN – UPA nie miała mandatu od narodu ukraińskiego do działania w kierunku powołania takiego państwa.

    Ruch narodowowyzwoleńczy nie dopuszcza się mordowania swoich współziomków, jak to czyniła OUN -UPA, taki ruch zawsze składa się z ochotników, a w UPA ponad 60% jej składu stanowili Ukraińcy wcieleni do niej terrorem SB – OUN. Tego Pan nie wie, a przecież to właśnie decyduje o braku mandatu dla OUN do działania w imieniu narodu ukraińskiego. Pod koniec drugiej wojny światowej zaistniał polski ruch, dążący do powołania do życia polskiego państwa typu komunistycznego (grupa moskiewska: Alfred Lampe, Wanda Wasilewska i in., plus Władysław Gomułka, Gwardia Ludowa). Państwo polskie typu komunistycznego powstało, uznało je prawo międzynarodowe, ale czy wspomniani budowniczowie tego państwa stanowili narodowowyzwoleńczy polski ruch? Czy ten ruch miał od narodu polskiego mandat do działania? Czy naród polski w tym państwie był niepodległy?

    Lekkim piórem pisze Pan o wzywaniu przez OUN -UPA ludności polskiej do opuszczenia Wołynia w 1943 roku i nie zauważa Pan, że między GG, a Reichskommissariatem Ukraina istniała mocno strzeżona granica, a więc ludność polska, nawet gdyby była wzywana do opuszczenia Wołynia, nie miała fizycznej możliwości zastosowania się do takiego „nakazu”.

    Jak już wspomniałem, swoje twierdzenie oparł Pan na wypowiedzi M. Łebedia w toku przeprowadzonej przez Pana z nim rozmowy oraz na wydanej przez tegoż Łebedia w 1946 roku książce. Jeździł Pan na rozmowę z M. Łebediem do Stanów Zjednoczonych, oznacza to, że jednak miał Pan zaufanie ze strony władz PRL, ale nie znał Pan, i z tego co Pan nadal pisze i mówi widać, że również dotychczas nie poznał Pan istoty integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, będącego ukraińską odmianą faszyzmu – nazizmu.

    (…)

    . Nigdy Pan nie miał możliwości poznania celu strategicznego tego nacjonalizmu, a sprowadza się on do zbudowania ukraińskiego państwa typu faszystowskiego na wszystkich, według ocen OUN, „ukraińskich terytoriach etnograficznych”, a więc państwa o obszarze ponad 1.000.000 km kw., sięgającego „od Karpat do brzegów Morza Kaspijskiego”, to znaczy od Krynicy do Czeczenii, od szczytów Kaukazu na południu, do obwodu kurskiego i 1/3 południowego terytorium Białorusi włącznie, a więc też 19.500 km kw. południowo – wschodnich obszarów obecnej Polski.

    W przeszłości ta ideologia i te cele strategiczne OUN zaowocowały ludobójstwem na ludności polskiej i zabójstwami masowymi na ludności ukraińskiej, w przyszłości zaś struktury OUN, gdy się je nie zdemaskuje do końca, mogą doprowadzić do konfrontacji zbrojnej między Polską, a Ukrainą.
    Tylko dzięki akcji „Wisła” nie doszło do wojny domowej w Polsce.
    Dotychczas w literaturze przedmiotu jedynie ja (a nie Pan) dokonałem analizy ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, ujawniłem, na podstawie szeregu dowodów, cel strategiczny nacjonalizmu ukraińskiego. Czy nie dlatego Pan atakuje mnie ad personam?

    Jak widać, moje tezy są udowodnione tak przyjrzyście, że ani Pan, ani żaden z historyków nie potrafi ich podważyć. Ataki na mnie, do których się Pan przyłączył, łączą się z operacją „Wisła”, w następstwie której około 150.000 Ukraińców zostało przesiedlonych (nie wysiedlonych, nie deportowanych, ale właśnie przesiedlonych) na północne i zachodnie ziemie Polski. Ta akcja w sensie historycznym została opracowana dostatecznie, ja jestem autorem formuły prawnej tej akcji, zgodnie z którą została ona (akcja „Wisła”) podjęta w stanie wyższej konieczności.

    Teraz ta akcja ze sfery historii przeszła do sfery polityki. Właśnie o polityce jestem zmuszony powiedzieć kilka zdań. Polityka nie jest sferą działalności historyka, ale ustalenia historyków lub wyniki analiz politologów, rzutują lub mogą rzutować na politykę. Jestem zdania, że bez wskazania na OUN – UPA jako na sprawcę ludobójstwa, dokonanego przez OUN – UPA na ludności polskiej, nie ma możliwości ułożenia poprawnych stosunków polsko -ukraińskich na płaszczyźnie społeczeństw, bowiem pamięć historyczna ocalałych z pogromów polskich ofiar i ich rodzin żyć będzie setki lat.

    Tak jak pamięć o ludobójstwie na Ormianach, dokonanym przez Turków 85 lat temu.
    (…)
    A co do „akcji” „Wisła”, to nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby uświadomić sobie, że gdyby nie ta akcja, to dziś Polska miałaby swoje „Kosowo”, wystarczy przypomnieć parady wojaków UPA w Polsce.

    Inaczej mówiąc, nauka historii może, a czasem powinna, wpływać na politykę, ale nigdy odwrotnie. Tymczasem tacy historycy polscy, jak Pan oraz Grzegorz Motyka (tez Ukrainiec – Piotx) i Tomasz Stryjek, a także ukraińscy nacjonalistyczni historycy, tacy jak Jarosław Isajewycz, Jarosław Daszkewycz, Wołodymyr Serhijczuk, Roman Szporiuk, Hryhorij Demian i inni, „ustawiają się” z prądem politycznym, o którym powiem niżej. Ja zaś mówię, że historykowi nie przystoi kierować się względami politycznymi, iść zgodnie z prądem politycznym, bowiem jak powiada ludowe porzekadło, „z prądem nawet g…. łatwo płynie”.

    Historyk ma badać zaszłości w postaci faktów i wydarzeń, wyciągać z nich wnioski, uwzględniać ich tło historyczne, panujące w czasie wydarzeń warunki prawne, społeczne itp., a nie „potępiać”, „usprawiedliwiać” takie lub inne ruchy. Historyk ma obowiązek uwzględniać fakt. zgodnie z którym po drugiej wojnie światowej istniało państwo polskie, chociaż rządzone było ono przez komunistów. Działania przeciwko temu państwu, w szczególności w celu oderwania od niego określonego terytorium, stanowi zbrodnię przeciwko państwu, które ma prawo i obowiązek podejmować kroki w celu jego obrony. Tak należy widzieć działania OUN – UPA po powstaniu państwa polskiego po wojnie i tak należy rozpatrywać operację „Wisła”.
    (,…)
    Pan, Panie Docencie, tego nie widzi, został Pan ślepym narzędziem w rękach eksponentów zbrodniczych struktur integralnego nacjonalizmu ukraińskiego.
    Dlatego Pan, dyskredytując polską naukę historii, której jest Pan przedstawicielem, ucieka się do podłych zachowań, nazywając mnie „sowieckim agentem” i „prokuratorem NKWD”?

    I na zakończenie: czy to przypadek, że właśnie w ostatnim czasie dochodzi do frontalnych ataków na mnie z pozycji ad personam, że została przerwana wobec mnie zmowa milczenia? Czy nie wiąże się to z faktem ujawnienia przeze mnie w najnowszej mojej pracy „Dowody zbrodni OUN-UPA: integralny nacjonalizm ukraiński jako odmiana faszyzmu”, faktu strukturalnego doktrynalnego ludobójstwa, dokonanego przez struktury OUN-UPA?

    Moje publikacje, naukowe i publicystyczne, oparte są na dowodach, których do dziś nikt nie podważył, moje wnioski są obiektywne, logiczne, pozbawione wszelkich wpływów politycznych. Dziś w Polsce, wzorem Zachodu, wśród większości dziennikarzy, a także części historyków, zapanowała zasada tzw. policical correctness, to znaczy politycznej poprawności. Jest to zasada nie do przyjęcia przez naukę, ja tej zasady nie przestrzegam, a Pan?

    Czy potrafi Pan w stanie trzeźwości umysłowej udzielić mi publicznej odpowiedzi na ten list? Tylko proszę, niech Pan używa argumentów właściwych historykowi. Wzywam Pana do sformułowania i ogłoszenia na łamach prasy merytorycznych zarzutów wobec twierdzeń zawartych w moich pracach. Za Pana pośrednictwem wzywam Związek Ukraińców w Polsce, aby zorganizował w Warszawie panel publiczny, na którym Pan, a także profesorowie Stepan Zabrowarnyj, Stepan Kozak, doktorzy Roman Drozd, Grzegorz Motyka i Tomasz Stryjek, ewentualnie też prof. Wołodymyr Serhijczuk z Kijowa, Jarosław Isajewycz ze Lwowa, John Paul Himka z Edmontonu, Roman Szporiuk z Bostonu, powołując się na tytuły moich prac i na odpowiednie ich strony, sformułowali pod moim adresem merytoryczne zarzuty co do braku rzetelności moich twierdzeń

    Oczywiście to wezwanie Wiktora Poliszczuka do zorganizowania otwartej polemiki z nacjonalistami ukraińskimi i ich srodowiskiem naukowym jak i wiele podobnych pozostało bez odpowiedzi. Po prostu bano się Wiktora Poliszczuka i jego dogłębnej i niewygodnej dla OUN wiedzy w tym temacie – Piotrx

  45. To potwierdza moją opinię:

    „Spór o prof. Prusa świadczy tylko o słuszności założenia, że najpierw należy stworzyć odpowiednie warunki (wola polityczna jako skutek porozumienia Polaków i Ukraińców), a dopiero potem będzie możliwe rzetelne wyjaśnienie kwestii historycznych i zaproponowanie (!) obu narodom korzystnych dla nich wniosków.”

    I drugą:

    „Na przeszkodzie pojednaniu nie stoją ofiary, jakie padły dotąd po obu stronach, lecz stoją żywi, którzy pojednać się nie chcą (a w każdym razie nie “za wszelką cenę”), woląc “za wszelką cenę” – za cenę nawet życia członków swoich narodów – mścić się i dochodzić bezwzględnie swoich racji.

    Dlatego podżegacze i mściciele powinni być od kwestii decyzyjnych przy porozumieniu polsko-ukraińskim (i polsko-rosyjskim) zupełnie odsunięci.”

  46. Piotrx said

    I jeszcze fragment książki „agenta KGB” Wiktora Poliszczuka.

    Wiktor Poliszczuk
    „Gorzka prawda- cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa” – 2006 r.

    /fragmenty/

    (….)
    Porównanie politycznego kierunku publikacji „Naszego Sło-wa” z racją stanu Polski dla politologa może być wdzięcznym tematem rozprawy doktorskiej. O warszawskim „Naszym Słowie” powiem tylko, że jego redakcja w sposób perfidny wykorzystała leczonego na „odwykówce” alkoholika doc. Ryszarda Torzeckiego do dyskredytowania mnie.

    W wywiadzie ten historyk, który przed chorobą alkoholową napisał dobrą pracę Kwestia ukraińska w polityce III Rzeszy, na pytanie, co sądzi o moich pracach, odpowiedział: „O Poliszczuku nie ma co mówić, to agent KGB”. Mam prawo domyślać się, że redaktorka „Naszego Słowa” sprowokowała taką odpowiedź. R. Torzecki w tym czasie był człowiekiem wręcz ubogim, odżegnała się od niego rodzina, jemu potrzebna była każda złotówka (np. honorarium za wywiad).

    Z wdzięczności za obronę OUN-UPA „Nasze Słowo” zorganizowało nawet Torzeckiemu pogrzeb w obrządku greckokatolickim, chociaż nie mam informacji, czy (a jeżeli tak, to kiedy?) R. Torzecki zmienił wyznanie na greckokatolickie. Z pewnością Ryszard Torzecki musiał się dobrze zasłużyć nacjonalistom ukraińskim w Polsce, skoro zorganizowali mu pogrzeb. O tym pomówieniu mnie i o innych sprawach jeszcze piszę dalej.

    Cerkiew greckokatolicka na tle 60. rocznicy mordów wołyńskich

    Truizmem jest twierdzenie, że Kościoły ze swej natury mają być instytucjami apolitycznymi, a czy są, Czytelnik niech sam udzieli na to pytanie odpowiedzi.
    Nie będę tutaj przeprowadzać analizy roli kościołów wobec mordów wołyńskich w czasie ich trwania; uczyniłem to w poprzedniej edycji Gorzkiej prawdy. Powtórzę tylko, że nie powstrzymały one swych wiernych od dokonywania mordów na ludności polskiej i ukraińskiej, a w nie-których przypadkach popi prawosławni i grekokatoliccy sprzyjali im, usprawiedliwiali je, a były też przypadki nawoływania do mordów. Powiem tylko, że gdyby wierni prawosławni i grekokatolicy przestrzegali nauk Chrystusa zawartych w Nowym Testamencie, nie doszłoby do tragedii w postaci zbrodni ludobójstwa.

    Wobec tego, że szereg publikacji wskazuje na rolę „Listów Pasterskich” arcybiskupa A. Szeptyckiego, sprzeciwiającego się mordom masowym, wskażę, że pierwszy taki „List” Ne ubyj! pochodzi z 21 listopada 1942 r. i dotyczy udziału ukraińskiej policji w mordowaniu ludności żydowskiej. Drugi „List Pasterski” metropolity A. Szeptyckiego pochodzi z dnia 10 sierpnia 1943 r. W nim metropolita prosi starszych o powstrzymywanie młodzieży od zabójstw i rabunków, apeluje też do młodzieży ukraińskiej, aby przestrzegała przykazań Bożych.

    W liście nie ma jednak ani słowa o OUN jako organizatorce mordów masowych, nie ma ani słowa o działającej na Wołyniu UPA, nie ma ani słowa o mordowanej ludności polskiej. Nawet pobieżna analiza tego „Listu” pozwala na wniosek, że metropolita A. Szeptycki nie ustosunkowywał się do planowych, doktrynalnych mordów masowych, które były dziełem OUN-UPA na Wołyniu w czasie pisania listu; metropolita nie potępił tych mordów ani ich sprawców.

    Na uwagę zasługuje też to, że w 1943 r. mordy masowe miały miejsce na Wołyniu, gdzie nie było parafii greckokatolickich, a więc „List” A. Szeptyckiego, który miał być odczytywany po nabożeństwie w cerkwiach, więc nie docierał nawet do mordujących ludność polską na Wołyniu grekokatolików – upowców, banderowców, esbistów, a to oni właśnie byli trzonem OUN-UPA-SB.

    Nie było więc jasnego, zdecydowanego, wyraźnego sprzeciwu Cerkwi prawosławnej ani Cerkwi greckokatolickiej w stosunku do mordowania ludności polskiej Wołynia, a w 1944 r. w Halicji. Ten grzech obojętności wobec mordów obciąża obie Cerkwie – zarówno prawosławną, jak i greckokatolicką, obciąża arcybiskupa A. Szeptyckiego osobiście. W 60. rocznicę mordów wołyńskich Cerkiew greckokatolicka nie potępiła ich sprawców, za to przyjęła ona postawę zakłamywacza prawdy historycznej i działa ona nie z pozycji moralności chrześcijańskiej, a z pozycji politycznej.

    Cerkwie prawosławne wobec 60. rocznicy mordów wołyńskich

    Na początku trzeba wyjaśnić, że Cerkiew prawosławna na Ukrainie nie jest jednolita strukturalnie. Istnieją tam trzy odłamy tej Cerkwi: tradycyjna Cerkiew Prawosławna nazywana obecnie z dodatkiem „Mos-kiewskiego Patriarchatu” w nazwie, Ukraińska Autokefaliczna Cerkiew Prawosławna (niekanoniczna) i Ukraińska Cerkiew Prawosławna Kijowskiego Patriarchatu (niekanoniczna).

    Cerkiew Prawosławna Moskiewskiego Patriarchatu nie zabiera głosu w sprawie mordu wołyńskiego, chociaż jej hierarchia nie ma wątpliwości, że organizatorem tych zbrodni była OUN Bandery, a ich wykonawcą były powołane przez nią struktury.

    O stanowisku Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej niech świadczy fakt, że przedostatnim jej „patriarchą” był były uczestnik UPA, banderowiec Wołodymyr. Na czele Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Kijowskiego Patriarchatu po upadku ZSRR stanął założyciel wspom-nianego wyżej tygodnika „Wołyń” Stepan Skrypnyk, po wyświęceniu za sprawą Niemców – „Mstysław”, a po jego śmierci – suspendowany przez moskiewskiego patriarchę – „patriarcha” Fiłaret, ten sam, który bierze udział we wszelkich banderowskich uroczystościach, np. poświęceniu pomnika „Kłymowi Sawurowi”, w organizowanych ku czci OUN-UPA akademiach itp., co czyni jasnym stanowisko tej Cerkwi wobec mordów wołyńskich.

    (…..)

    Znając tę chociaż-by zasadę ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, ze zdziwieniem należy obserwować bliskie stosunki między ukraińskim ruchem nacjonalisty-cznym a Kościołem greckokatolickim i częścią Kościoła prawosław-nego. Nie można powiedzieć, że Kościół greckokatolicki, w tym jego hierachia z arcybiskupem Andrijem Szeptyckim na czele, nie znała zasad ideologicznych nacjonalizmu ukraińskiego, pierwsze wydanie Nacjo-nalizmu D. Doncowa, stanowiącego sformułowanie doktryny, a więc ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, drukowane było w Złoczowie w dru-karni oo. bazylianów, jednym z czołowych przywódców OUN był dok-tor teologii, ksiądz greckokatolicki Iwan Hrynioch. Ale wystarczy prze-śledzić wypowiedzi ojca Stepana Bandery, popa greckokatolickiego, aby przekonać się, że jego i jemu podobnych poglądy były amoralne, w żadnym miejscu nie były zgodne z etyką chrześcijańską. Od tej za-sady w Kościele greckokatolickim były nieliczne tylko wyjątki, byli księ-ża, którzy swe życie oddali w obronie życia chrześcijan i byli oni mor-dowani przez banderowców.

  47. Piotrx said

    Re 45: „To potwierdza moją opinię:”

    A to potwierdza moją opinię: że blog jest manipulatorem i krętaczem, unikającym jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji w oparciu o przedstawiane fakty a zamiast tego uprawiającym tzw. „lanie wody”.

  48. JO said

    ad.45. NIE MA OBU NARODOW A J E D E N N A R O D Upowski Ukraincu

    Zabirz swoja pieprzona propagande na inne fora a nie tu.

    Nie ma Narodu „polskiego” – PRL Bisowskiego – bo to Twor Masonski w Takim samym stopniu jak Ukrainski dzisiejszy na Ukrainie.

    Poslugiwanie sie zwrotami „pojednanie Obu Narodow – Ukrainskiego – Polskiego – jest propaganda bijaca w Oba Rozdzielone Sila spoleczenstwa.

    To samo dotyczy innych „Panstw ” i „Narodow” masonskich – Bialorusi, Litwy.

    ——————–

    Kto posluguje sie tymi zwrotami jest Zdrajaca, ktory powinien WISIEC na Szubienicy

  49. wet3 said

    @ Polski.blog.ru
    Wierzyc sie nie chce, aby myslacy czlowiek mogl takie pierdoly zasuwac. To juz jest kompromitacja. Kim ty czlowieku jestes???!

  50. wet3 said

    @ Polski.blog.ru
    Czlowieku! O jakich dwoch stronach tu wypisujesz? O jakim pojednaniu tu wspominasz?
    Przypomnij sobie idee prawdziwego pojednania, bo skonczone antypolskie glupoty wypisujesz. Pojednanie za wszelka cene – takie bez przyznania sie do winy i skruchy jest diabla warte. Jak chcesz ludobojcom tylek lizac – to liz!
    A nam obrazliwych glupot nie wypisuj!

  51. wet3 said

    @ Roman K (25)
    Bardzo przepraszam, ze zapomnialem iz patent na „prawdziwa wiedze” na tylko pan. Ktokolwiek ma nieszczescie temu zaoponowac, ten jest chamem, chamka lub suka, idiota lub idiotka. Przekonalo sie juz o tym na tym forum wielu.
    PS – Przydalby sie panu bardzo kurs savoire vivre’u. Slyszalem kiedys bardzo trafne, w odniesieniu do pana, porzekadlo, ktore glosi: nie wazne jest to, co do geby sie bierze; najwazniejsze jest to, co sie z niej wypusci! Mam nadzieje, ze wezmie pan tych pare zdan pod uwage. Moze wowczas ludzie beda pana szanowac …

  52. Piotrx said

    Jeszcze krótko w sprawie metropolity A.Szeptyckiego

    „W XX wieku w Europie torturowano za wyznanie rzymskokatolickie”
    praca zbiorowa pod redakcją Jana Młotkowskiego
    /fragmenty/

    Na wniosek postulatów ukraińskiego redemptorysty, ojca dra Mychajła Hryncyszyna z Kanady, dotyczących beatyfikowania JE ks. abpa Andreja Szeptyckiego -lwowskiego metropolity obrządku greckokatolickiego we Lwowie, został otwarty przez Watykan 5 grudnia 1958 roku informacyjny proces beatyfikacyjny – Congregatione per le Cause Dei Santi Romo SCV. Postać metropolity jest niezwykle kontrowersyjna i złożona, może stanowić również zagadkę psychologiczną.

    Niewątpliwie był postacią wybitną i ambitną. Dla jednych był autorytetem, uwielbiany przez rusińsko-ukraińskie środowiska szowinistyczne i nazywany „Wielkim metropolitą”, „Ojcem”, dla drugich ukraińskich historyków przeciwnego obozu był „kolaborantem”. W polskich środowiskach nie posiadał autorytetu i był nazywany pogardliwie przez niektórych „Szepetiuch” lub „Perekińczyk”, względnie „Renegat”.

    Metropolita Szeptycki uważany był za współodpowiedzialnego za śmierć setek tysięcy zarówno Polaków, Żydów, Ormian, Rosjan, jak i swoich rodaków -Ukraińców, którzy nie zgadzali się z zasadami ideowymi, i zbrodniczą praktyką OUN i UPA. Wydaje się, że metropolita Szeptycki ponosi moralną odpowiedzialność za ludobójstwo popełniane przez OUN-UPA, przede wszystkim na polskich obywatelach.

    W tej sytuacji zrozumiałe jest, że otwarcie informacyjnego procesu beatyfikacyjnego spotkało się z licznymi protestami w myśl K. 1446 Kodeksu Prawa Kanonicznego w związku z zarzutem, iż JE abp A. Szeptycki, jako lwowski metropolita obrządku greckokatolickiego nie dopełnił obowiązków na nim ciążących w świetle K. 436 1 , K. 1717 1, K. 1446 1, a także zaniedbał stosowanie postanowień K. 1311 i K. 1337, przy czym osobowość JE może być w ostrej sprzeczności z wymogami K. 276 1, a zatem nie może być w imię PRAWDY, MIŁOŚCI i SPRAWIEDLIWOŚCI wyniesiony na ołtarze.

    Jednym z protestujących był Prymas Polski, kardynał Wyszyński, który pierwszy protest złożył jeszcze w roku 1958, drugi natomiast w roku 1962. Protestowali przeciwko beatyfikacji metropolity Szeptyckiego zarówno świeccy , jak i duchowni, np. ks. kanonik Władysław Żak, proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Lwowie-Skniłowie, sąsiadujący z posiadłościami metropolity i znający z tego tytułu wiele istotnych szczegółów z jego osobowości i działalności. Za pośrednictwem kardynała bpa Bolesława Kominka z Wrocławia, ks. W. Żak otrzymał pisemne podziękowanie od Papieża Pawła VI z nadaniem mu tytułu szambelana wraz z obietnicą, że Szeptycki nigdy nie będzie beatyfikowany.

    Głównym czynnikiem sprawczym zbrodni ludobójstwa, popełnionej przez OUN i UPA, była nienawiść zrodzona w duszach naszych pobratymców z inspiracji ounowskiego szowinizmu ksenofobicznego a realizowana przez Cerkiew greckokatolicką, na czele której stał właśnie lwowski metropolita Szeptycki. Mitem zaś są rzekome krzywdy – jako główny czynnik sprawczy – czy niewłaściwa polityka władz II RP w stosunku do mniejszości narodowych.

  53. .

    „Nienawiść każda jest złem”

    (Roman Aleksander Maria hrabia Szeptycki, imię zakonne Andrej (Andrzej), greckokatolicki arcybiskup lwowski i metropolita halicki.)

    * * *

    KONCEPCJA „CHRZEŚCIJAŃSKIEGO PATRIOTYZMU” A. SZEPTYCKIEGO WOBEC ZAŁOŻEŃ UKRAIŃSKIEGO NACJONALIZMU

    Trudno byłoby przecenić znaczenie, jakie w życiu narodowym Ukraińców, zwłaszcza w Galicji odegrał Andrzej Szeptycki. Nie ulega też wątpliwości, że postać ta wzbudzała i nadal wywołuje szereg kontrowersji, zwłaszcza po stronie polskiej.[1] Szczególnie chodzi o takie kwestie jak: tożsamość narodowa Szeptyckiego, jego wpływ na rozwój stosunków polsko-ukraińskich, wkład w rozwój ukraińskiej idei narodowej, działalność w okresie porozbiorowego państwa polskiego oraz w czasie II wojny światowej.

    Swojego czasu Henryk Wyczawski stwierdził, iż A. Szeptycki „jako nieprzyjaźnie usposobiony do Polski ukraiński działacz polityczny przyczynił się walnie do powstania szowinistycznego ukraińskiego nacjonalizmu oraz zaognienia stosunków między Ukraińcami i Polakami”.[2] Na podstawie dostępnego dziś materiału źródłowego i opracowań[3] postaramy się wykazać, że koncepcja rozwoju ukraińskiego życia narodowego, którą promował zwierzchnik Cerkwi greckokatolickiej miała być w swej istocie alternatywą, konkurencją dla programu, który narzucała ideologia nacjonalistyczna utożsamiana z OUN.

    UKRAIŃSKI NACJONALIZM

    Zacząć więc wypada od krótkiej charakterystyki ukraińskiego nacjonalizmu. W literaturze przedmiotu znajdujemy dwa ujęcia. Według Iwana Łysiaka-Rudnyckiego termin „nacjonalizm” – w odniesieniu do Ukrainy – można rozumieć szeroko, jako połączenie patriotyzmu z walką o niepodległy byt państwowy, bądź też wąsko, jako system poglądów sformułowany przez Dmytro Doncowa, który najczęściej określa się mianem „integralnego nacjonalizmu”[4]. Z kolei Mychajło Sosnowskyj uważał, że na Ukrainie ukształtowały się dwie odmiany nacjonalizmu. Jedną z nich stworzył Mychajło Michnowskyj, drugą – wspomniany już Doncow. Obydwa nurty cechował maksymalizm w formułowaniu celów, radykalizm, gdy chodziło o wybór metod ich realizacji, oraz woluntaryzm – jako filozofia działania. Jednak zdaniem M. Sosnowskiego Michnowskyj pozostał zwolennikiem ludowładztwa i starał się łączyć elementy socjalizmu (niemarksistowskiego) z demokratyzmem. Natomiast Doncow oparł swoją ideologię na założeniach antydemokratycznych, uważał bowiem, że rządzić powinna „twórcza mniejszość”.[5] W ten sposób doncowowski „integralny nacjonalizm” ewoluował w kierunku totalitaryzmu. Według Sosnowskiego ta właśnie wersja nacjonalizmu dominowała wśród radykalnych kręgów działaczy ukraińskiego ruchu narodowego do roku 1943 – a więc właściwie przez cały czas, kiedy Cerkwi greckokatolickiej przewodził A. Szeptycki.

    SZEPTYCKI WOBEC POLITYKI

    Jak trafnie zauważył T. Stryjek ukraiński nacjonalizm zwłaszcza w wersji doncowowskiej oznaczał „ekspansję sfery politycznej”. To zjawisko prowadziło do sytuacji, w której „wszelka więź społeczna musi być rozumiana jako przedmiot zainteresowania sfery polityki”[6]. Zacząć więc wypada od kwestii zasadniczej: stosunku A. Szeptyckiego do polityki jako takiej.

    Wydaje się, że w polskim sposobie postrzegania A. Szeptyckiego silnie zakorzenił się mit człowieka, który wykorzystał piastowaną przez siebie godność zwierzchnika Cerkwi grekokatolickiej, by stać się jakimś przywódcą ukraińskiego życia polityczno – narodowego. Traktuje się go jak swoistego męża stanu, działacza narodowego. Stawia się go tym samym, często może podświadomie, w jednym rzędzie z takimi postaciami jak: Semen Petlura, Jewhen Konowalec, Jewhen Petruszewycz czy Andrij Melnyk[7]. Konsekwencją takiego podejścia jest teza, że A. Szeptycki dążył do tego, by podległa mu wspólnota „stała się cerkwią narodową o politycznej ukraińskiej orientacji”.[8]

    Tymczasem halicki metropolita konsekwentnie i stanowczo bronił autonomii swego Kościoła i religii wobec polityki. Przekształcenie Cerkwi greckokatolickiej w kościół narodowy byłoby złamaniem tejże autonomii. Oznaczałoby kolejny przejaw „ekspansji sfery polityki”, o której wspominał pisał T. Stryjek. W 1942 roku Szeptycki pisał: „Mogłoby się wydawać, że Kościoły narodowe osiągną jedność w większym stopniu, niż Kościół Powszechny. Wszakże do cechy jedności Kościoła Chrystusowego dodają jeszcze jedność, która spaja członków narodu w jedno – w narodowość. Jeśli chodzi o te Kościoły narodowe, które są częściami Kościoła Powszechnego, to można powiedzieć, że rzeczywiście dają one swojemu ludowi silniejszą jedność, niż ta, która może i powinna łączyć ze sobą wszystkie narody świata. Ale jeżeli chodzi o te Kościoły narodowe, które nie są częściami Kościoła Powszechnego, to trzeba powiedzieć, że nie zapewniają one swoim narodom żadnej jedności, być może nawet przyczyniają się one do pogłębienia i zaostrzenia podziałów wewnętrznych w narodzie.”[9]

    Oczywiście, trudno byłoby zaprzeczyć, że Cerkiew grekokatolicka nie miała w galicyjskich warunkach swego dość wyraźnego oblicza narodowego. Znakomitą większość jej wiernych stanowili Ukraińcy, dla wielu z nich stała się ona de facto ważną instytucją życia narodowego. Szeptycki ten stan rzeczy akceptował, nieraz mu sprzyjał. Jednak oblicze narodowe podległej mu Cerkwi było dla niego, w gruncie rzeczy sprawą wtórną. W jego pojęciu fundamentem, spoiwem, które może ją skonsolidować powinien być odpowiednio wyeksponowany, uniwersalny, ponad narodowy, pojmowany nieco w duchu ultramontańskim atrybut katolickości.

    Prawdą jest, że Szeptycki chciał wpłynąć na rozwój ukraińskiego życia narodowego. Usiłował tego jednak dokonać przy pomocy idei chrześcijańskiego patriotyzmu. Jego zaangażowania nie da się jednak zawęzić do sfery politycznej, tak jak nie da się tego uczynić z takimi ideami jak miłość bliźniego, dążenie do prawdy czy poszanowanie godności drugiego człowieka. Szeptycki kreując wzór chrześcijańskiego patrioty chciał stworzyć zbiór zasad, które powinny obowiązywać ponad podziałami politycznymi czy narodowościowymi. W jego intencji Cerkiew grekokatolicka miała gwarantować obecność tych uniwersalnych wartości w życiu codziennym galicyjskich Ukraińców.

    Nieprzypadkowo więc, w dokumencie z 1941 r., który funkcjonuje pod tytułem Jak budować dom ojczysty, A. Szeptycki pisał: ” Z tego co powiedziano, jasno wynika, jak wielka jest rola Kościoła i duchowieństwa dla ogólnego ładu. Siła Ojczyzny w wielkiej mierze zależy od wychowawczej mocy Kościoła w kraju lub narodzie, od usilnej pracy wychowawczej duchowieństwa z młodzieżą, od głoszenia Ewangelii oraz od wyjaśniania chrześcijańskich zasad moralnych. To właśnie od tej pracy zależą cnoty obywatelskie.”[10]

    Przy takich założeniach oczywistym wydaje się, że zgodnie z intencją A. Szeptyckiego Cerkiew grekokatolicka powinna w ukraińskim życiu narodowym spełniać funkcję najważniejszej instytucji wychowawczej, a nie jakiejś platformy politycznej. Zaś jej duszpasterski wysiłek powinien być nakierowany na zaszczepienie właściwie pojętych „cnót chrześcijańskich”, dzięki którym wierni będą mogli stać się „dobrymi patriotami” i „mądrymi obywatelami”.[11]

    Stawiając przed swoją wspólnotą takie zadania, halicki metropolita przestrzegał jednocześnie podległe sobie duchowieństwo, by nie angażowało się bezpośredno w działalność stricte polityczną, zwłaszcza zaś – by nie mieszało ze sobą spraw religijnych i politycznych. Zdaniem Szeptyckiego taka postawa uniemożliwia kapłanom właściwe wypełnienie ich misji społecznej wśród wiernych. Według niego polityka oznaczała podziały, zwalczające się stronnictwa i partie. Tymczasem znaczna część duchowieństwa grekokatolickiego zamiast służyć swemu ludowi i być dla niego drogowskazem etycznym i moralnym, w imię realizacji błędnie pojmowanego patriotycznego obowiązku rzuciła się w wir świeckich sporów i dyskusji politycznych. Szeptycki niejednokrotnie ubolewał nad tym faktem i starał się mu przeciwdziałać.[12] Zwłaszcza, że według niego, rozpolitykowanie kleru odbijało się negatywnie na samej Cerkwi. Niektórzy księża mieli, w jego opinii, przenieść na grunt życia kościelnego spory i konflikty ze świeckiego świata polityki. Duchowieństwo grekokatolickie było, w ocenie Szeptyckiego, podzielone. Widać to było na poziomie parafialnym, jak też i na linii: niższy kler – biskupi. Taka sytuacja powodowała drastyczny spadek autorytetu Cerkwi unickiej wśród ludu.

    To z kolei sprawiało, że jej możliwości kształtowania społecznej rzeczywistości dramatycznie kurczyły się.[13] Znawca zagadnienia, A. Krawchuk zauważył, że „w sensie teologicznym Szeptycki był przekonany, że niektórzy księża popadali w ciężki błąd na skutek mylenia swych „cierpkich zawiści i sporów partyjnych” z Bożą gorliwością i swych ziemskich rozumów z Bożą mądrością. Z chrześcijańskiego punktu widzenia antagonizmy polityczne, oszczercze wypowiedzi i duch zemsty były objawami nienawiści i sprzeciwu wobec Chrystusowego prawa miłości.”[14]

    A. Szeptycki odegrał znaczącą rolę w procesie krystalizacji ukraińskiej idei narodowej. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć dwie sprawy. Po pierwsze, działalność na niwie narodowej była fragmentem aktywności Szeptyckiego na szerszym polu problematyki społecznej. Zaangażowanie halickiego metropolity w sprawy społeczne nie powinno dziwić. Wszak to właśnie wówczas, szczególnie za pontyfikatu Leona XIII Kościół katolicki wychodził ze swoistego letargu, czy też raczej stanu samoizolacji. Sprzeciwił się popularnej szczególnie w środowiskach liberalnych tezie o indywidualnym oraz prywatnym charakterze religii. Zaczynał podejmować starania, by religia nabrała również swego wymiaru społecznego.[15]

    Po drugie, udział w ukraińskim życiu narodowym nie był dla halickiego metropolity celem samym w sobie. Stanowił jedynie pewną wypadkową, konsekwencję próby realizacji naczelnych zadań, które postawił on przed swoją Cerkwią. W istocie bowiem ideą, której A. Szeptycki poświęcił i podporządkował całe swoje życie, była myśl o odbudowie więzi między katolikami i prawosławnymi na ziemiach wschodniosłowiańskich.[16]

    Warto podkreślić, że koncepcje ekumeniczne A. Szeptyckiego nie miały charakteru jakiegoś programu politycznego. Były one nakierowane na nawiązanie łączności duchowej i pojednanie między przedstawicielami dwóch odłamów chrześcijaństwa. Proces ten miał też znaleźć swoje odzwierciedlenie w sferze instytucjonalnej, to znaczy miał skutkować swoistą odnową jedności między Kościołem katolickim i Cerkwią prawosławną w ramach Kościoła Powszechnego. Naturalnie, realizacja ekumenicznego projektu halickiego metropolity przebiegała w konkretnych uwarunkowaniach społeczno-politycznych, które należało brać pod uwagę.

    Co więcej, gdy tylko wydawało się to możliwe, Szeptycki starał się owe warunki wykorzystywać. Wśród Rusinów-Ukraińców dojrzewała wówczas ukraińska idea narodowa. Rodziła się nowoczesna ukraińska tożsamość narodowa. Skoro umysły i serca sporej części wiernych Cerkwi grekokatolickiej zaprzątała kwestia walki o swoje prawa narodowe w sferze politycznej, społecznej i kulturalnej, A. Szeptycki również nie mógł pozostawać obojętny na te problemy. Spory i dyskusje polityczne, które rozgorzały, wyzwalały olbrzymi potencjał ludzkiej aktywności. Halicki metropolita starał się go nakierować na sprawy rozwoju duchowego, wewnętrznego Ukraińców. Chciał posłużyć się nim, by ugruntować wśród ludu, dla którego pracował, podstawowe, uniwersalne wartości wypływające z moralności i etyki chrześcijańskiej. Miał nadzieję, że w ten sposób uda mu się odizolować swych wiernych od zgubnych wpływów ideologii komunistycznej oraz prądów politycznych propagujących szowinizm i egoizm narodowy. Szeptycki przeciwstawiał im takie idee, jak: wolność i dobro jednostki, solidaryzm społeczny, poszanowanie własności prywatnej, szacunek dla tradycji i – przede wszystkim – miłość bliźniego.[17] W mniemaniu Szeptyckiego, nie można było zbudować trwałej samodzielności i podmiotowości narodowej bez urzeczywistnienia tych wartości.

    Jedną z kluczowych przeszkód, z którą musieli się uporać twórcy ukraińskiej idei narodowej na przełomie XIX i XX wieku, były poważne różnice mentalne, kulturowe, społeczne i polityczne, jakie występowały między Ukraińcami z Galicji i ich rodakami z tak zwanej Ukrainy Naddnieprzańskiej (tzn. z ziem ukraińskich, które pozostawały w granicach cesarstwa rosyjskiego). Z tymi różnicami krzyżowały się niejako jeszcze podziały natury religijnej, wyznaniowej. Generalnie, przebiegały one na linii prawosławie-katolicyzm i były znaczącym czynnikiem dezintegrującym Ukraińców jako naród. Żadne z głównych wyznań chrześcijańskich, które funkcjonowały na ziemiach ukraińskich nie było w stanie skonsolidować Ukraińców. Katolicyzm w obrządku łacińskim stanowił główny czynnik sprzyjający procesowi polonizacji. Grekokatolicyzm na przełomie XIX i XX wieku był, pomijając całą sferę kontrowersji natury dogmatycznej i historycznej, zbyt ściśle związany z lokalnymi, galicyjskimi uwarunkowaniami. Cerkiew unicka nie miała więc raczej szans na to, by stać się Kościołem wspólnym dla wszystkich Ukraińców. Niewątpliwie większość z nich była wyznania prawosławnego. Tyle, że Cerkiew prawosławna na ziemiach ukraińskich była w tym czasie wewnętrznie podzielona – głównie na zwolenników zależności kanonicznej od patriarchatu moskiewskiego oraz rzeczników usamodzielnienia i autokefalii. Ujmując rzecz bardzo skrótowo, podział ten wynikał ze ścierania się wśród Ukraińców wpływów polityki rusyfikacji i sympatii prorosyjskich z nabierającym znaczenia dążeniem do narodowej samodzielności i suwerenności względem Moskwy – również w sferze religijnej.[18]

    W tej sytuacji A. Szeptycki, usiłując realizować swe plany ekumeniczne starał się przekonać Ukraińców, że nie mają oni co marzyć o prawdziwej jedności narodowej bez odbudowy wzajemnych więzi w sferze duchowej i religijnej. Halicki metropolita propagował ten pogląd zarówno wśród swoich grekokatolickich jak i prawosławnych rodaków. Szeptycki, miał oczywiście w perspektywie całą Słowiańszczyznę Wschodnią, jednak wielokrotnie podkreślał, że szczególna rola w odbudowie więzi między katolikami i prawosławnymi powinna przypaść ziemiom ukraińskim, stanowi ona dla Ukraińców patriotyczny obowiązek. Przykładowo w 1942 roku zwierzchnik Cerkwi grekokatolickiej zwrócił się do prawosławnych biskupów z listem, w którym podkreślił konieczność doprowadzenia do porozumienia między Ukraińcami należącymi do różnych wyznań. W swym posłaniu pisał między innymi, że „uczynić wszystko, co możliwe, aby choćby w niektórych sprawach przyczynić się do porozumienia między różnymi ukraińskimi wyznaniami” uważa za obowiązek „każdego ukraińskiego patrioty”.[19] Z kolei w protokole z IV Soboru Arcybiskupiego Cerkwi grekokatolickiej, który miał miejsce w 1940 r. znajdujemy deklarację, że praca na niwie ekumenicznej „jest jednym z najważniejszych elementów konstytutywnych dla naszego patriotyzmu.”[20]

    Ów chrześcijański patriotyzm Szeptycki starał się propagować od początku swej działalności duszpasterskiej. W 1899 roku, jeszcze jako biskup stanisławowski Szeptycki zwrócił się do wiernych z listem pasterskim, w którym stwierdził między innymi, że „Chrześcijanin może i powinien być patriotą. Ale jego patriotyzm nie może być nienawiścią i nie śmie nakładać obowiązków jakie przeciwne są wierze.”[21]

    W protokole z Soboru Arcybiskupiego z 1940 roku zapisano, że „Nasz patriotyzm nie może się przejawiać w formie polityki. Polega on na tym, że swój ukraiński naród kochamy miłością chrześcijańską bardziej niż inne narody, jemu jesteśmy gotowi poświęcić pracę całego życia, a nawet samo życie.”[22] Jak więc widać, patriotyzm, który lansował Szeptycki nie był jakąś ideologią czy programem politycznym. Natomiast miał wdrażać w życie społeczne ewangeliczny nakaz miłości bliźniego.[23] Stąd też w pismach halickiego metropolity występował on jako „chrześcijański patriotyzm”. Zwierzchnik Cerkwi grekokatolickiej podkreślał, że „chrześcijański patriotyzm nie ma i nie może mieć charakteru politycznego i nie może zawierać w sobie żadnej nienawiści do naszych braci innej narodowości. Posłuszni Chrystusowemu nakazowi, kochamy wszystkie narody świata miłością bliźniego.”[24]

    „CHRZEŚCIJAŃSKI PATRIOTYZM A NACJONALIZM”

    Oczywiście w koncepcji „chrześcijańskiego patriotyzmu” halickiego metropolity i w poglądach „ojców” ukraińskiego nacjonalizmu – Mykoły Michnowskiego, Mykoły Ściborskiego czy Dmytro Doncowa – możemy znaleźć kilka elementów wspólnych: zdecydowane poparcie dla idei budowy ukraińskiego państwa czy też idea konsolidacji podzielonego podziałami historycznymi, cywilizacyjnymi i konfesyjnymi ukraińskiego narodu. Jednak na tym podobieństwa się kończą.

    Podstawy „chrześcijańskiego patriotyzmu” i zasadnicze założenia tej czy innej wersji ukraińskiego nacjonalizmu, dzieli podstawowa różnica doktrynalna. Stanie się to jasne, jeśli przypomnimy sobie jaka była geneza ideologii nacjonalistycznej w Europie. Została ona zbudowana na wierze w postęp. Według Ernsta Gellnera począwszy od XVIII w. ta nowa wiara wypierała w Europie Zachodniej tradycyjną wiarę w Boga osobowego i transcendentnego[25]. Nowe spojrzenie na człowieka i jego dzieje, które narzucał nacjonalizm, stało w oczywistej sprzeczności z fundamentalnymi założeniami doktryny Kościoła katolickiego. Już chociażby z tego powodu koncepcja „chrześcijańskiego patriotyzmu”, którą proponował A. Szeptycki musiała w najważniejszych punktach różnić się od programu nacjonalizmu – zwłaszcza w jego „integralnej” postaci.

    Mniej więcej w tym czasie kiedy Michnowskyj pisał swoje X przykazań Ukraińskiej Partii Narodowej, A. Szeptycki wystosował list pasterski do Polaków – wiernych Cerkwi greckokatolickiej. Jakże różne w swej wymowie są obydwa dokumenty! W tekście Michnowskiego czytamy między innymi: „Wszyscy ludzie – to Twoi bracia, ale Moskale, Lachy, Węgrzy, Rumuni i Żydzi – to wrogowie naszego narodu, dopóki panują nad nami i nas wyzyskują. (…)Szanuj tych, którzy pracują dla Twojego kraju, nienawidź jego wrogów, z pogardą odnoś się do zdrajców-odstępców – a dobrze będzie całemu Twojemu narodowi i Tobie”[26]. Tymczasem A. Szeptycki, w warunkach narastającego antagonizmu polsko-ukraińskiego w Galicji pisał do Polaków-grekokatolików między innymi: „W Waszych przekonaniach patriotycznych mogę Was tylko utwierdzać, o ile ten patriotyzm jest chrześcijańską miłością ojczyzny i z miłości Boga i bliźniego pochodzi. (…) Nienawiść każda jest złem, bo jest przeciwna Bożemu i Chrystusowemu przykazaniu, jest przeciwna naturze ludzkiej. I równie zła jest nienawiść, czy jest społeczna, czy narodowa, czy osobista. Raczej społeczna i narodowa nienawiść gorsze od osobistej, o ile łatwiej zarazą złego szerzą się, i w szaty cnót strojne ludzi zaślepiają”[27].

    Porównanie powyższych fragmentów musi prowadzić do bardzo istotnego z punktu widzenia naszych rozważań wniosku: A. Szeptycki nie akceptował darwinistycznej wizji relacji między narodami, tak charakterystycznej dla nacjonalistycznego sposobu rozumowania. Podobnie nie do przyjęcia była dla halickiego metropolity zasada „cel uświęca środki”, którą lansowali Michnowski i Doncow, a którą w życie wprowadzali zwolennicy radykalnych metod walki o cele narodowe[28]. Można wymienić kilka momentów, kiedy w widoczny sposób wspomniana zasada królowała: zamach na namiestnika Galicji hr. Potockiego (1908), terror OUN w drugiej połowie lat 20-tych i związana z nim akcja „pacyfikacyjna”, okres II wojny światowej. Za każdym razem A. Szeptycki potępiał zamachowców i terrorystów, zwracał uwagę, iż o słuszną sprawę nie można walczyć niegodnymi metodami. Stosunek halickiego metropolity do czynów, które łamały Boże przykazania został już dość dobrze opisany polskiej literaturze[29]. Na chwilę zatrzymamy się tylko nad jednym z wydarzeń, które w szczególny sposób zbulwersowało A. Szeptyckiego – na morderstwie dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie Iwana Babija w 1934 roku. Babij był znanym działaczem ukraińskim. Jako oficer walczył w Ukraińskiej Armii Halickiej, później zaś rozwinął działalność pedagogiczną. Był jedną z centralnych postaci Ukraińskiej Akcji Katolickiej. W swej działalności na niwie narodowej realizował program sformułowany przez Szeptyckiego – przede wszystkim, gdy chodziło o walkę z nacjonalistami o „rząd dusz” wśród ukraińskiej młodzieży[30]. Został zamordowany, gdyż krytykował wśród młodzieży działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów[31]. Nic więc dziwnego, że A. Szeptycki w specjalnej odezwie w związku z zamachem zwracał się do mocodawców zabójcy: „Jeśli chcecie zdradliwie zabijać tych, którzy sprzeciwiają się waszej działalności, będziecie musieli mordować wszystkich nauczycieli i profesorów, którzy pracują dla młodzieży ukraińskiej, wszystkich ojców i matki dzieci ukraińskich, wszystkich przełożonych i kierowników ukraińskich instytucji wychowawczych, wszystkich polityków i działaczy społecznych. A przede wszystkim będziecie musieli skrytobójczo usunąć przeszkody, które w waszej przestępczej i głupiej robocie stawia duchowieństwo razem z episkopatem”[32]. Zamach na I. Babija doskonale pokazuje jaka przepaść dzieliła A. Szeptyckiego i ukraińskich nacjonalistów, gdy chodziło o działalność na niwie narodowej.

    Dlatego też może pewnym zaskoczeniem być fakt, iż halicki metropolita tak otwarcie i zdecydowanie poparł proklamację ukraińskiej niepodległości, którą działacze OUN ogłosili 30.06.1941 roku we Lwowie. Dał temu wyraz w odezwie z 1.07.1941 roku. Jednak jeżeli dokładnie wczytamy się w jej treść, stanie się jasne, że Szeptycki popierał wyłącznie ideę budowy państwa ukraińskiego. Jednocześnie domagał się, by nowy rząd sprawował władzę uwzględniając „potrzeby i dobro wszystkich zamieszkujących Nasz Kraj obywateli, bez względu na to, do jakiego należą wyznania, narodowości i warstwy społecznej”.[33] Postulat ten stał w sprzeczności z ówczesnymi podstawowymi założeniami ideologicznymi OUN. Dekalog ukraińskiego nacjonalisty zakładał bowiem pełne podporządkowanie praw przedstawicieli innych narodów dobru państwa ukraińskiego[34]. Dlatego też odezwy z 1.07.1941 r. nie można traktować jako przejawu akceptacji halickiego metropolity dla ideologii ukraińskiego nacjonalizmu. Niewątpliwie w 1941 roku A. Szeptycki żywił nadzieję, iż atak III Rzeszy na ZSRR stworzy jakieś pespektywy dla budowy państwowości ukraińskiej. Niemniej jednak te nadzieje były niezależne od działań ukraińskich nacjonalistów w tym kierunku. Świadczy o tym fakt, iż najważniejszy tekst, w którym halicki metropolita zawarł rozbudowaną wizję niepodległej Ukrainy – Jak budować dom ojczysty powstał w grudniu 1941 r., długo po tym, jak Niemcy rozwiązali rząd Stećki, a jego członków aresztowali. Wspomniany traktat można odczytać jako polemikę z ówczesnymi podstawowymi założeniami ideologii OUN. Widać to dobrze jeżeli porównamy go z odpowiednimi fragmentami programowych tekstów Mykoły Ściborskiego („Nacjokracija” [35]) i Dmytro Doncowa („Nacjonalizm”[36]).

    Szeptycki twierdził, że władza państwowa pochodzi od Boga. Pisał też wyraźnie: „Nie ma żadnej przyczyny, dla której pojedynczy człowiek, kilku ludzi lub więcej osób miałoby być przywódcami i innym, sobie równym ludziom, rozkazywać”[37]. Tym samym halicki metropolita wyrażał sprzeciw wobec modelu wodzowskiego, na którym opierała się organizacja OUN, i na którym budowała ona swoją wizję porządku państwowego w niepodległej Ukrainie.

    Zwierzchnik Cerkwi greckokatolickiej uważał, że nie ma idealnego ustroju politycznego. Jednak spośród tych, które do tej pory wypracowano, najmniejszym złem była według niego demokracja[38].

    Tymczasem Dmytro Doncow był zdeklarowanym wrogiem demokracji. Natomiast Mykoła Ściborskyj wprawdzie budował swoją wizję ustroju Ukrainy na elementach syndykalizmu i ludowładztwa, jednak zakładał, że w okresie przejściowym powstanie „narodowa dyktatura”[39]. Miała się ona oprzeć na „legionie rewolucji”, elicie, którą miała cechować m. in. zdolność do „narodowego poświęcenia, zdrowy duch, twardy charakter, aktywizm”[40]. W tym kontekście warto przywołać jeszcze jedną ważną tezę, którą A. Szeptycki zawarł w swoim traktacie Jak budować…. Stwierdził, że „jeśli oligarchia opiera się na monopartii lub na jednym narodzie, to pokusa nadużywania władzy dla pognębienia innych partii czy narodowości będzie większa. Cnoty obywateli muszą być tym większe, im bardziej partyjność i narodowy szowinizm zaślepiają człowieka na prawa przeciwników”[41]. Słowa te mogły się odnosić do bolszewickich porządków w Związku Sowieckim, ale mogły się też zaktualizować w przypadku realizacji przez OUN projektu „narodowej dyktatury”.

    „CHRZEŚCIJAŃSKI PATRIOTYZM” – PROBLEM REALIZACJI W PRAKTYCE

    Halicki metropolita rzucając hasło chrześcijańskiego patriotyzmu, stawiał przed Ukraińcami pewien idealny wzorzec, który jego zdaniem należało urzeczywistnić. Jak oceniał on proces jego realizacji? Wydaje się, że w początkowym okresie piastowania godności zwierzchnika Cerkwi grekokatolickiej można było mówić o pewnej dozie optymizmu w poglądach A. Szeptyckiego na tą kwestię. W 1901 r. pisał, że „gwarancją skutecznej pracy [na rzecz szczęśliwej przyszłości narodu – przyp. M. W.] jest dla nas młodzieńczy i silny patriotyzm, który w naszym narodzie przejawia się w większej mierze niż u narodów już jakby wyczerpanych pracą i walką wieków.”[42] Zaraz też jednak dodał, że aby osiągnąć pożądany, trwały efekt tej pracy, należy cały czas stać twardo na gruncie zasad moralności chrześcijańskiej.[43]

    Niestety coraz więcej ludzi starało się je pominąć w swej działalności na niwie narodowej. W efekcie wielu ukraińskich działaczy narodowych zaczęło hołdować metodzie terroru, która miała być sposobem na zaspokojenie roszczeń i aspiracji politycznych. A. Szeptycki zdecydowanie i kategorycznie potępił takie postępowanie. W 1908 roku, w kazaniu wygłoszonym w kilka dni po zamachu na namiestnika Galicji Andrzeja hr. Potockiego, mówił między innymi: „Zbrodniami nie służy się narodowi ! Zbrodnia popełniona w imieniu patriotyzmu, jest zbrodnią nie tylko wobec Boga, lecz także wobec społeczeństwa własnego, jest zbrodnią wobec ojczyzny.” [44]

    Mimo tych surowych upomnień w następnych latach postawy ekstremistyczne w ukraińskim ruchu narodowym coraz silniej dawały o sobie znać. Ich kulminacja nastąpiła w czasie II wojny światowej. W 1942 roku Szeptycki zwrócił się do swoich wiernych i duchowieństwa z listem pasterskim zatytułowanym Nie zabijaj. Podkreślił w nim jeszcze raz, że nie może być usprawiedliwienia dla zabójstwa z powodów politycznych. Zalecał, by Ukraińcy odizolowali takich morderców od swych społeczności lokalnych. Przypomniał, że kilka miesięcy wcześniej Ordynariat Metropolii ustanowił karę klątwy kościelnej dla zabójców. Osobno halicki metropolita potępił zbrodnię bratobójstwa, czyli fakty eliminacji poprzez morderstwo przeciwników politycznych – własnych rodaków.[45]

    Niestety te wezwania nie były w stanie zatrzymać spirali przemocy, która z każdym dniem rozkręcała się coraz mocniej. Wydaje się, że pod koniec życia Szeptycki przestał się łudzić, że ukraiński ruch narodowy będzie w stanie wygenerować przywódców, którzy zdołają choć częściowo skierować go na jedyny, zdaniem halickiego metropolity właściwy szlak wiodący ku ideałowi chrześcijańskiego patriotyzmu. O rozterkach, a nawet rozgoryczeniu halickiego metropolity świadczy chociażby treść dekretu O jedności przyjętego przez sobór arcybiskupi w czerwcu 1943 r. Nie zabrakło tam bardzo krytycznych zarzutów pod adresem działaczy ukraińskiego obozu narodowego. Ich niedojrzałość, dyletanctwo i krótkowzroczność doprowadzić miały do tego, że naród ukraiński zapadł na „moralną hemofilię, która sprawia, że każda najmniejsza rana jest jakby nieuleczalna”.[46]

    We wspomnianym dokumencie zarzuca się ukraińskiemu patriotyzmowi brak „samokrytycyzmu”. „Pod wieloma względami” – czytamy w nim – „jesteśmy jeszcze ludźmi prymitywnymi, dla których demonstracja, hasła i szum często wydają się czymś ważniejszym, niż spokojny chłodny rozsądek i wytrwała praca.”[47] Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy Szeptycki upatrywał w absolutyzacji ideałów demokratycznych. Stwierdził, że „przejęliśmy może ich zalety, ale na pewno również wady.”[48] Ukraińskim galicyjskim orędownikom sprawy narodowej zarzucił wprost zaściankowość, prowincjonalizm i wąskie horyzonty. Uważał, że cele, które przed sobą stawiali (przede wszystkim chodziło o budowę państwa ukraińskiego) zupełnie ich przerastały.[49]

    Koncepcja chrześcijańskiego patriotyzmu sformułowana przez A. Szeptyckiego przegrała z narodowym egoizmem a następnie komunizmem. Czy próbując ją zrealizować rzeczywiście Szeptycki wykorzystał wszystkie swoje możliwości? Czy obrał właściwe metody wdrażania owego ideału w życie podległej mu Cerkwi i jej wiernych? Rozwiązanie tych problemów przekracza ramy niniejszego artykułu.[50] Z pewnością jednak, aby udzielić rzetelnej odpowiedzi na postawione pytania, należy uwolnić się od stereotypu „ukraińskiego działacza politycznego”, który przylgnął do halickiego metropolity. Spłyca on wizerunek tej postaci. Przez to zaś uniemożliwia właściwe odczytanie pełnej treści idei, które w ukraińskim życiu narodowym i duchowym starał się zaszczepić A. Szeptycki.

    Michał Wawrzonek

    ——
    [1] Szerzej na ten temat: Andrzej A. Zięba, „Dzieje legendy pośmiertnej metropolity Andrzeja Szeptyckiego wśród Polaków”, [w:] Polska-Ukraina. 1000 lat sąsiedztwa, t. 4 (Przemyśl: Południowo-Wschodni Instytut Naukowy, 1998), 287-310.
    [2] Cytat z Historii Kościoła w Polsce H. E. Wyczawskiego, podaję za: (Zięba, 1998, s. 309).
    [3] Szerzej na temat postaci i działalności A. Szeptyckiego: Metropolita Andrzej Szeptycki, Pisma wybrane, red. Maria Szeptycka i o. Marek Skórka (Kraków: Znak, 2000); Andrij Kravchuk, red., Митрополит Андрей Шептицький. Життя і Діяльність. Церква і церковна єдність. Документи і Матеріали. 1899 – 1944. Том І, (Lwów: Svichado, 1995); Andrij Kravchuk, red., Церква і суспільне питання, Tom II, cz.1 (Lwów, Wydawnictwo Ojców Bazylianów Misioner, 1998); Andrij Kravchuk, red., Церква і суспільне питання, Tom II, cz.1 (Lwów, Wydawnictwo Ojców Bazylianów Misioner, 1999 cz. 2); Tadeusz Stegner, red., Metropolita Andrzej Szeptycki, (Gdańsk: Instytut Historii Uniwersytetu Gdańskiego, 1995); Andrzej A. Zięba, red., Metropolita Andrzej Szeptycki. Studia i materiały, (Kraków: Polska Akademia Umiejętności, 1994); Andrij Chirovsky, Pray for God’s Wisdom. The Mystical Sophiology (Ottawa-Chicago-Lviv: Metropolitan Andrey Sheptytsky Institute of Eastern Christian Studies, 1992); Cyrille Korolevskij, Metropolite Andre Szeptyckyj (1865-1944) (Rome: Opera Theologicae Societatis Scientificae Ucrainorum, 1964); Andrij Kravchuk, Christian Social Ethics in Ukraine. The Legacy of Andrei Sheptytsky, (Edmonton: The Canadian Institute of Ukrainian Studies Press, 1997); Василь Ленцик, Визначні постаті української Церкви: Митрополит Андрей Шептицький і патріарх Йосиф Сліпий, (Lwów: Svichado, 2001); Paul R. Magocsi, red., Morality and reality. The Life and Times of Metropolitan Andei Sheptyts’kyj, (Edmonton: The Canadian Institute of Ukrainian Studies Press, 1989)
    [4] Iwan Łysiak-Rudnyćkyj, „Nacjonalizm” [w:] Між сусідами, t. 5-6, pod red. Włodzimierz Mokrego i Olega Aleksejczuka, (Kraków: Wydawnictwo Szwajpolt Fiol, 1995-96), 164.
    [5] Дмитро Донцов, „Дух нашої давнини” [w:] Політологія. Кінець ХІХ – перша половина ХХ ст., red. O. I. Семків, (Lwów: Світ, 1996), 511.
    [6] Tomasz Stryjek, Ukraińska idea narodowa okresu międzywojennego, (Wrocław: Funna, 2000), 190.
    [7] przykładowo, A. Chojnowski pisze, że A. Szeptycki był uważany „przez duży odłam społeczeństwa za duchowego (a nawet politycznego) przywódcę” – zob. Andrzej Chojnowski, Ukraina (Warszawa: Trio, 1997) 85; Grzegorz Przebinda i Józef Smaga podają w swym leksykonie Kto jest kim w Rosji po 1917 r, (Kraków: Znak, 2000) że Szeptycki był „uczestnikiem ukraińskiego ruchu narodowego i niepodległościowego” – s. 280. Adam Kubasik nie zawahał się nazwać halickiego metropolity „przywódcą politycznym” zob. Adam Kubasik, Arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego wizja ukraińskiego narodu, państwa i Cerkwi, (Lwów-Kraków: Wydawnictwo bł. Jakuba Strzemię, 1999), 28.
    [8] (Kubasik, 1999, 44.)
    [9]Z dekretu Soboru Arcybiskupiego – o jedności religijnej narodu [w:] (Kravchuk, 1995, 379)

    [10] Jak budować dom ojczysty, podaję za: (Szeptycka i Skórka, 2000, 356).
    [11] Ibidem, s. 365-6.
    [12] Świadczy o tym chociażby list episkopatu grekokatolickiego po wyborach 1907 r., w którym napiętnowano zaangażowanie niektórych kapłanów w kampanię wyborczą i spory polityczne – zob. (Kubasik, 1999, 72); czy też z późniejszego okresu: posłanie 25.07.1934 r., w którym Szeptycki zakazywał wykorzystywania nabożeństw do celów świeckich (zob. Ігор Гарасим, „Внутрішнє життя Греко-Католицької Церкви в Галичині на початку ХХ століття”, [w:] Календар „Благовіста” 1997, Górowo Iławeckie 1997, 40), w marcu 1940 halicki metropolita po raz kolejny wyraził swój sprzeciw wobec mieszania do ewangelizacji haseł politycznych (Kubasik, 1999, 42).
    [13] szerzej na ten temat: Andrij Krawchuk, „Metropolita Szeptycki wobec politycznego zaangażowania kleru greckokatolickiego w Galicji, 1900-1914” [w:] (Zięba, 1994, s. 123-141).
    [14] Ibidem, s. 126.
    [15] M. Banaszak, Historia Kościoła katolickiego, t. 3, (Warszawa: Akademia Teologii Katolickiej, 1991) 346-362.
    [16] podstawowe źródła do tej problematyki, (Kravchuk, 1995), szerzej na temat myśli i działalności ekumenicznej A. Szeptyckiego: Диакон Василий (Burman) Леонид Федоров. Жизнь и деятелность, (Rzym: Publicationes Scientificae et Litterariae „Studion” Monasteriorum Studitarum, 1966); Іван Гриньох, Слуга Божий Андрей – Благовісник Єдности, (München: nakładem autora, 1961); Lubomyr Huzar, Andrej Sheptycky, Metropolitan of Halych 1901-1944. A Pioneer of Ecumenism, (PhD diss. Papieski Uniwersytet Urbanianum, Rzym 1972); Włodzimierz Mokry, „Idea patriarchatu w dziele metropolity Andrzeja Szeptyckiego”, [w:] (Stegner, 1995, s. 7-22); Włodzimierz Mokry, „Metropolita Andrzej Szeptycki w służbie jedności chrześcijan Wschodu i Zachodu” [w:] Unia brzeska. Przeszłość i teraźniejszość 1596-1996, pod red. Piotra Natanka i Romana Zawadzkiego (Kraków: Wydawnictwo Naukowe Papieskiej Akademii Teologicznej, 1998) 173-187; Maciej Mróz, „Unijne plany metropolity Szeptyckiego w Rosji i Polsce w latach 1917-1922” [w:] (Zięba, 1994, 169-180); Іван Музичка, „Екуменічна діяльність Митрополита Андрея Шептицького в Росії в 1914-17 роках” [w:] Богословія 47 (1983), 3-39; Gregor Prokoptschuk, Metropolit Andreas Graf Scheptyckyj: Leben und Wirken des grosses Förderers der Kirchenunion, (München: Verlag Ukraine, 1967);
    [17] Szerzej na temat myśli społecznej A. Szeptyckiego – zob.: (Kravchuk, 1997).
    [18] szerzej na ten temat zob.: Włodzimierz Mokry, „Stosunek państwowych i cerkiewnych władz moskiewskich do ukraińskiej Cerkwi prawosławnej i unickiej w wiekach XVII-XX”, [w:] Unia brzeska – geneza, dzieje i konsekwencje w kulturze narodów słowiańskich, red. Ryszard Łużny, Franciszek Ziejka i Andrzej Kępiński, (Kraków: Universitas, 1994) 83-94; Włodzimierz Mokry, „Stosunek oficjalnych władz i elit rosyjskich do języka, kultury i narodu ukraińskiego od 1654 roku do połowy XX wieku” [w:] Życie religijne i duchowość współczesnych Słowian, red. Lucjan Suchanek, (Kraków: Polska Akademia Umiejętności, 2002) 151-167; Іван Огієнко, Українська Церква, (Kijów: Україна, 1993) 161-233; Oksana Pachlowska, „Problem dziedzictwa w kulturze ukraińskiej oraz formy jego imperialnej ekspropriacji”, [w:] Між сусідами t. 8, red. Włodzimierz Mokry (Kraków: Wydawnictwo Szwajpolt Fiol, 1998) 203-214;
    [19] „List metr. Szeptyckiego do biskupów prawosławnych z marca 1942 r. w sprawie porozumienia Ukraińców różnych wyznań” [w:] (Kravchuk, 1995, 410)
    [20] „Z dekretów i reguł Soboru Arcybiskupiego: „Praca na rzecz zjednoczenia Kościołów” [w:] (Kravchuk, 1995, 343)
    [21] podaję za: Stanisław Stępień, „Stanowisko metropolity Szeptyckiego wobec zjawiska terroru politycznego”, [w:] (Zięba 1994, 110).
    [22] „Z protokołu Soboru Arcybiskupiego…” [w:] (Kravchuk, 1995, 338-9).
    [23] Zob. list A. Szeptyckiego z 11.05.1908 r. do nieznanej adresatki w: (Kravchuk, 1998 s. 581).
    [24] „Z dekretów i reguł Soboru Arcybiskupiego: „Praca nad zjednoczeniem Kościołów” [w:] (Kravchuk, 1995, 342)
    [25]Roman Szporluk, „W poszukiwaniu klucza do historii, albo narodowe drogi do nowoczesności” [w:] Roman Szporluk, Imperium, komunizm i narody. Wybór esejów, (Kraków: Arcana, 2003) 278.
    [26] Микола Міхновський, „Х заповідей УНП” [w:] (Семків, 1996, 141), tłum. własne
    [27] „List pasterski Metropolity Andrzeja Szeptyckiego do Polaków obrządku greckokatolickiego” [w:] (Szeptycka, Skórka, 2000, 94-5); szerzej na temat tego listu, zob. F. Wysocka, „List pasterski arcybiskupa A. Szeptyckiego do Polaków obrządku grekokatolickiego z roku 1904” [w:] (Łużny i in., 1994, 139-151).
    [28] Степан Ленкавський, „Десять заповідей українського націоналіста (Декалог)” [w:] Степан Ленкавський, Український націоналізм. Твори. t. I, (Івано-Франківськ: Лілея-НВ, 2002) 454.
    [29] Stanisław Stępień, „Stanowisko metropolity Szeptyckiego wobec zjawiska terroru politycznego” [w:] (Zięba, 1994, 109-121; Ryszard Torzecki, „Postawa metropolity” [w:] „Więź”, XXXI, 7/8 (1988), 99-115; Czesław Partacz, Od Badeniego do Potockiego. Stosunki polsko-ukraińskie w Galicji w latach 1888-1908, (Toruń: Adam Marszałek, 1996), 232-235.
    [30] W związku z zakrojonymi na szeroką skalę represjami władz polskich wobec ludności ukraińskiej w 1930 r. (tzw. „pacyfikacja”) greckokatolicki episkopat z A. Szeptyckim na czele wydał specjalne posłanie, w którym hierarchowie zwracali się do młodzieży między innymi tymi słowy: „Nie dawajcie się nikomu wciągać do podziemnej roboty. Ten, kto odciąga was od pracy pozytywnej i nakłania do konspiracji, ten dopuszcza się przestępstwa wobec Was i Ojczyzny”. – podaję za: (Kravchuk, 1998, s. 467, tłum. własne).
    [31] Енциклопедія українознавства, t. 1, red. Володимир Кубійович, (Lwów: Молоде Життя, 1993), 78.
    [32] Posłanie metropolity Szeptyckiego do narodu w związku z zabójstwem I. Babija, podaję za: (Kravchuk, 1998, 480-481); Najprawdopodobniej Szeptycki pisząc te słowa zdawał sobie sprawę, iż rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona, przede wszystkim, że nacjonaliści posiadają o wiele większe wpływy w ukraińskim społeczeństwie w Galicji, niżby to mogło wynikać z cytowanego fragmentu odezwy. Mniej więcej w tym czasie jego kolega ze studiów, Polak Kazimierz Krotoski zarzucał metropolicie, iż „zbyt słabo walczy z nacjonalizmem i o pojednanie polsko-ukraińskie”. W odpowiedzi Szeptycki między innymi wyjaśniał: „Niestety na razie jeszcze zwolennicy ugody nie mogą liczyć na popularność i wszelkie takie wystąpienia pozbawiłyby nasze duchowieństwo tego znaczenia, jakim się cieszy we wszystkich partiach, co byłoby z wielką szkodą dla religii” – zob. Stanisław Stępień, „Stanowisko metropolity Szeptyckiego wobec zjawiska terroru politycznego” [w:] (Zięba, 1994, 121).
    [33] List pasterski metr. A. Szeptyckiego z 1.07.1941 r. z okazji proklamacji ukraińskiej państwowości – podaję za: (Kravchuk, 1998, 517),
    [34] (Ленкавський, 2002, 457).
    [35] Микола Сціборський, „Націократія” [w:] (Семків, 1996, 672-687).
    [36] Doncow pisał m. in.: „Twórczy przymus – gdy chodzi o to „co”, mniejszość inicjatywna – gdy chodzi o to „kto” – oto podstawa prawie każdego procesu społecznego, sposób, dzięki któremu zwycięża nowa idea” – Дмитро Донцов, „Націоналізм” [w:] Дмитро Донцов, Твори, t. 1, (Lwów: Кальварія 2001, 388, tłumaczenie własne)
    [37] Andrzej Szeptycki, „Jak budować dom ojczysty”, podaję za: (Szeptycka i Skórka, 2000, 349).
    [38] Ibidem, 355.
    [39] (Сціборський, 1996, 684-685).
    [40] tamże,
    [41] A. Szeptycki, Jak budować dom ojczysty, podaję za: (Szeptycka i Skórka, 2000, 356).
    [42] Do inteligencji ukraińskiej (Szeptycka i Skórka, 2000, 89).
    [43] tamże,
    [44] podaję za: (Partacz, 1996, 233).
    [45] Szeptycki pisał: ” Potrzeba rzeczywiście zaślepienia, którego sprawcą jest chyba największy wróg naszego zbawienia, diabeł, aby ludzie, zresztą rozumni i troskliwi o dobro narodu i społeczeństwa, doszli do takiej partyjnej nienawiści, że decydują się aż na przelew krwi”, zob. Nie zabijaj podaję za: (Szeptycka i Skórka, 2000, 409-416).
    [46] Z dekretu soboru arcybiskupiego O jedność [w:] (Kravchuk, 1995, 391).
    [47] Tamże,
    [48] tamże,
    [49] „Fakt, że w przeciągu stukilkudziesięciu lat znajdowaliśmy się pod panowaniem Austrii, że prowadziliśmy bezustanną walkę z elementem polskim i, wreszcie, że przywykliśmy do wszystkich instytucji i uwarunkowań małego kraju [chodzi o Galicję – przyp. M. W.] wszystko to być może wyrobiło w nas jakieś zalety, ale na pewno też stało się przyczyną niemałych wad. Ludzie, dla których przez kilka pokoleń wszystkie sprawy Ojczyzny obracały się wokół zaścianka, przywykli do jakiejś ciasnoty, która nie pozwala im właściwie spojrzeć na szerokie horyzonty. Świadomi, być może, tej ciasnoty, z tęsknoty do Ojczyzny obejmującej cały naród, staramy się wyjść naprzeciw wielkim wydarzeniom, ale to nie przeszkadza nam zachować w podświadomości coś z naszego zaściankowego patriotyzmu i czasem niezgrabnie przymierzamy go do większej skali,dojakiej przywykli nasi bracia.” – tamże.
    [50] Nawiasem mówiąc trzeba by postawić jeszcze jedno pytanie: czy na przełomie XIX i XX wieku w Galicji i szerzej, w Europie Środkowo-Wschodniej w ogóle była szansa na to, by idee miłości bliźniego, wolności jednostki – kluczowe dla konstrukcji chrześcijańskiego patriotyzmu zaproponowanej przez Szeptyckiego – miały szansę zdominować życie społeczne i publiczne.”

    Źródło: http://andrej.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=91&Itemid=52

Sorry, the comment form is closed at this time.