Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Kwiecień 30th, 2012

Rusini – Zawsze Wierni Rzeczypospolitej Polskiej

Posted by Marucha w dniu 2012-04-30 (poniedziałek)

Schematyczna mapka nie uwzględnia m.in. Bojków i Hucułów, nie mówiąc o mniejszych grupach, jak Rusnacy Pienińscy.

Postjałtańska historiografia ugruntowała wiele pojęć i nadużyć, które stosowane były na użytek tzw. nowej wersji historii, motywowanej politycznie i ideologicznie.

Jedną z tez, które przeżyły epokę komunizmu, jest tożsamość pojęcia Rusinów i Ukraińców, a wraz z nią przeciwstawianie ich Polakom wedle kryteriów konfesyjnych, ekonomicznych, oświatowych i wreszcie narodowościowych. Utrzymywanie tych twierdzeń w mocy wymagało jednak zamilczenia wymowy źródeł historycznych, które powstały na długo przed ustanowieniem porządku jałtańskiego nie tylko w polityce, ale też w historiografii.

Rusini byli grupą etniczną zamieszkującą ziemie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej (w 1961 termin „Rzeczpospolita Obojga Narodów” wprowadził Paweł Jasienica), zarówno w czasach niepodległości, jak i pod zaborami. Ich pokojowe współżycie z innymi narodami (we współczesnym znaczeniu terminu „naród”), w tym z ludnością, którą dziś określilibyśmy mianem „polskiej”, było faktem. Nie występowały żadne napięcia na tle narodowościowym czy też etnicznym.

Dzisiejsze rozróżnienie na „Rusinów” i „Polaków” musi i powinno być tylko umowne, biorąc pod uwagę fakt, iż świadomość narodową posiadały wówczas jedynie warstwy wyższe stanowego społeczeństwa Rzeczypospolitej. Sami Rusini nie odczuwali swojej odrębności w kategoriach narodowych, zaś do szlachty ruskiego pochodzenia przylgnęło popularne, acz często opacznie (w duchu „Rzeczypospolitej Obojga Narodów”) rozumiane dzisiaj określenie genthe Rutheni, natione Poloni. Najbardziej adekwatnym tłumaczeniem byłoby „Polak pochodzenia ruskiego”.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 55 Komentarzy »

Jozafat Kocyłowski, biskup diecezji przemyskiej 1876-1947

Posted by Marucha w dniu 2012-04-30 (poniedziałek)

Artykuł nadesłał p. RomanK.

Ciekawa i dość kontrowersyjna postać z powodu jego działalności w czasie II Wojny  Światowej: Józef Kocyłowski, grekokatolicki duchowny. Beatyfikowany przez Jana Pawła II.

Biskup Jozafat Kocyłowski jawi się jako niezwykła postać pośród biskupów przemyskich choćby, dlatego że jego działalność przypada na tak trudny okres, jakim było dwudziestolecie międzywojenne. Postać ta jest ważna dla dwóch narodów – Polaków i Ukraińców, którzy przed akcjami przesiedleńczymi współżyli ze sobą, między innymi na terenie diecezji przemyskiej. Był to jedyny biskup przemyski wschodniego obrządku, który działał w okresie istnienia drugiej Rzeczpospolitej, miedzy innymi dlatego należy poświęcić mu szczególną uwagę.

Osoba biskupa była szczególnie związana z regionem sanockim z racji swego urodzenia we wsi Pakoszówka. Jego liczne związki z tą miejscowością widoczne były również w jego późniejszej pracy duszpasterskiej.

Droga Jozafata Kocyłowskiego do otrzymania sakry biskupiej

Biskup Kocyłowski urodził się 3 marca 1876 roku w Pakoszówce, miejscowości położonej 12 kilometrów od Sanoka. Była to wieś, jak wiele innych w owym czasie, zamieszkana w połowie przez ludność polską, a w połowie przez ukraińską. Budowę kościoła rzymskokatolickiego rozpoczęto tam dopiero przed II wojną światową, przed tym okresem wieś nie posiadała własnej świątyni, ludność polska wyznania rzymskokatolickiego uczęszczała do kościoła pod wezwaniem św. Katarzyny w Strachocinie – wsi oddalonej o około 5 kilometrów. Ludność ukraińska była wyłącznie wyznania greckokatolickiego i uczęszczała do cerkwi pod wezwaniem świętego Jerzego w Lalinie. W tej właśnie cerkwi ochrzczony został Josyf Kocyłowski – późniejszy biskup diecezji przemyskiej . Cerkiew drewniana pod wezwaniem św. Jerzego w Lalinie (Jałyni), w której ochrzczony został przyszły biskup, znajdowała się w dekanacie sanockim. Patronem cerkwi był właściciel majątku w Pakoszówce, Paweł Tyszkowski. Biskupa ochrzcił najprawdopodobniej ksiądz Andrij Gabła. W tym czasie w Pakoszówce mieszkało około trzystu grekokatolików . Niezwykły był sposób, w jaki w owym czasie współżyli ze sobą ludzie różnych wyznań, bez większych konfliktów często wspólnie uczestnicząc w uroczystościach zarówno cerkiewnych jak i kościelnych, wspólnie chodząc na pielgrzymki do miejsc kultu ważnych zarówno dla jednych jak i dla drugich .

Jego ojciec Petro Kocyłowski był zarządcą majątku państwa Tyszkowskich, który później przekazany został Akademii Umiejętności w Krakowie. To prawdopodobnie utrata pracy w majątku Tyszkowskich stała się powodem kupna majątku we wsi Glinne przez ojca przyszłego biskupa i przeprowadzenie się tam całej rodziny .

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia, Kościół | 6 Komentarzy »

Humor z posiedzeń szkolnej rady pedagogicznej (2)

Posted by Marucha w dniu 2012-04-30 (poniedziałek)

Nadesłała p. Helena – dziękujemy za chwilę wzruszeń! – admin

W czasie trwających godzinami rad pedagogicznych cierpiałam takie męczarnie nudy i irytacji, że spisywanie tych dziwolągów językowym było jedynym ratunkiem dla mojego zdrowia psychicznego. Mam tego ok.  300, taka pamiątka mojej przygody ze szkolnictwem.

Dodaję parę nowych:

Ja również mam niepokój.

Na odcinku WF-u pracuje 3 osoby.

Teraz przychodzi moment dyskusji.

Musimy w półinternacie umieścić się tak jak jest proces dydaktyczny.

Nie chcę widzieć sytuacji!

Czy koleżanka podejmie zebranie w VII A ?

Państwo zaświadczacie to codziennie.

Na wszystkie fronty musimy szukać polonisty.  [I to jak najprędzej! – admin]

Czy nauczyciel ma podjąć takiego nakładu pracy?

Nauczyciel WF-u nie podejmie biologii.

Uczniowie slabi są na koncie wychowawcy.

Rok czasu walczę z tą zaginioną kurtką.

Oszklić musimy ubytki.

Należałoby w dniu dzisiejszym stanąć w tym temacie.

Ja się na was zdenerwuję w tym temacie.

Jest zapach na szkole farby.

Trzeba temat ostro potraktować.

Trzeba łamać sprawę egzekwowania .

Nie przeskoczymy tematu na dzień dzisiejszy.

Osoba kontrolna czyli uczniowie.

Ja tu na końcu miałam taki moment ukryty.

Telefonicznie wzywać uczniow przez dzienniczek.

Przeczytam ważny moment.

Mnie nikt nie zwolni z tematu.

Zabezpieczyć dzieci w radość i spokój na szkole.

I tu ciśnie się taka moja serdeczna prośba.

Jest zła aura pogodowa.

Szatnia jest rewirem plądrowania w teczkach.

Matka zostawiła dziecko na konto ojca.

Na szkole jest odłamek władzy (przedstawiciel kuratorium).

Posted in Różne | 2 Komentarze »

Puchar Europy to zwyczajna atrapa!

Posted by Marucha w dniu 2012-04-30 (poniedziałek)

Ciekawy wpis wpis nadesłany przez p. Jowrama – admin

Chciałem z pucharem zrobić sobie zdjęcie, unieść do góry w geście triumfu. W czwartek na Placu Węglowym w Gdańsku ustawiłem się w kolejce i po ok. 15 minutach przyszła moja kolej. Trochę się dziwiłem, że inni nie dotykają pucharu, nie całują go, nie unoszą do góry… Ja chciałem go unieść, jak zwycięzca.

Przy podchodzeniu do pucharu jedna z pracownic organizatora zatrzymała mnie i informowała o zachowaniu przy pucharze – o tym, że trzeba odebrać po wykonaniu zdjęcia specjalny kod, umożliwiający ściągnięcie zdjęcia ze stron UEFA. Nie dotarło do mnie, że pucharu nie można dotykać (może przez podniecenie nadchodzącą chwilą).

Wszedłem na podest, chwyciłem puchar w dłonie i uniosłem do góry. I tu totalne zdziwienie. Rozległy się krzyki organizatorów i ochroniarzy, którzy ruszyli w moją stronę, jakbym był jakimś złodziejem, albo innym zbrodniarzem. W tym momencie puchar odstawiłem na podest. Po całej sytuacji zrobiło się zamieszanie, wstrzymano kolejkę na ok. 15 minut, ustawiali ten puchar w rękawiczkach, coś podłączali do niego… istny cyrk.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że moim zdaniem puchar wystawiony dla kibiców to atrapa! Świadczy o tym kilka faktów:

  • Puchar był bardzo lekki; miałem wrażenie, ze waży ok 0,5 kg, a nie 8 kg jak oryginał, może zadziałały emocje? Wydaję mi się, że nie. 8 kg bym poczuł, unosząc go do góry.
  • Puchar był ciepły w dotyku; gdyby był wykonany ze srebra, powinien być zimny.
  • Puchar był przyklejony do podestu – okazuje się, że wyrwałem go z podestu, pod nim było coś przypominające gąbkę z klejem. Kto przylepia srebrny Puchar do podestu?

Wraz z kolegami czujemy się oszukani. Podejrzewam, że decyzja o zakazie dotykania pucharu była podyktowana właśnie tym, że zafundowano gdańszczanom obcowanie z atrapą z jakiegoś tworzywa, a nie z oryginałem.

Mamy atrapę rządów, atrapę wymiaru sprawiedliwości, atrapę gospodarki, w ogóle atrapę Państwa Polskiego, więc cóż znaczy jakiś piłkarniczy puchar w kontekście – admin.

Posted in Kultura | 15 Komentarzy »

Skellig Island. Wyspa Michała Archanioła.

Posted by Marucha w dniu 2012-04-30 (poniedziałek)

Wyspa Skellig Michael (irl. Sceilig Mhichíl)

O ósmej rano zadzwonił do hotelu Joe Roddy, miejscowy wilk morski, z wiadomością, że pogoda ustabilizowała się na tyle, iż można wyjść w morze. W godzinę byłem już w przystani Portmagee, skąd motorowe łodzie zabierają do dwunastu pasażerów na bezludną wyspę Skellig. Czekałem na ten moment od chwili przybycia do Irlandii. Zobaczyć Skellig Island, ten symbol iryjskiego monastycyzmu!

Po dziesiątej oderwaliśmy się od jednego z najdalszych przylądków południowo-zachodniego cypla zielonej wyspy. Silnik pracował równo. Śruba miarowo biła rozhuśtane wody Atlantyku. Po ich kolorze w ciemnym granacie mogłem tylko domyślać się nieprzeniknionych głębin pod kilem. Oddalona od lądu godzinę rejsu wyspa wyłaniała się coraz bardziej z odmętów oceanu. Ale czy można nazwać wyspą ten samotny okruch skały, idealny stożek wypiętrzony z morza na wysokość blisko 300 metrów?

W miarę zbliżania się jej kontury obrastały w ciało, nabierały pełnej barwy, zapowiadały tajemnicę. Wreszcie dopłynęliśmy. Morze srożyło się u brzegów. Spiętrzone fale z groźnym pomrukiem biły o pionowe klify. Wyszedłem na kamienny taras, wąski i stromy. Spojrzałem w kierunku szczytu, który ginął w błękicie nieba. I tam mamy się wspinać? To przecież niemożliwe. To bardziej stromo aniżeli na piramidę Cheopsa. W rozpadlinach dostrzegłem wykute w skałach schody. A zatem nie ma odwrotu. Idziemy. Trzeba tylko pokonać bojaźń i przezwyciężyć zawroty głowy. I nie spoglądać za siebie. I nie myśleć o schodzeniu.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia, Kościół | 4 Komentarze »

Nie chcę córki, zabijcie ją…

Posted by Marucha w dniu 2012-04-30 (poniedziałek)

Planned Parenthood jest ewidentnie przestraszone. Kolejne doskonałe prowokacje, ukazują jego mroczne oblicze. Dla co raz większej liczby ludzi staje się jasne, co kryje się za nazwą Planowane Rodzicielstwo.

Organizacja ta posiada 820 klinik i przeprowadza około 300 tysięcy aborcji rocznie. Jest to porównywalna liczba z ilością mieszkańców Katowic, Lublina czy Bydgoszczy.

Od kilku tygodni do Planned Parenthood zgłaszają się kobiety, które twierdzą, że są w ciąży. Wypytują lekarzy o możliwość poznania płci dziecka. Deklarują, że chcą pozbawić życia dziecko, jeśli okaże się że będzie to dziewczynka. Pragną też umówić się na aborcję. W ten sposób obnażają po raz kolejny, że osobnicy uważający się za lekarzy, w rzeczywistości są w stanie zrobić wszystko, jeśli otrzymają wystarczającą zachętę finansową. Na nic zdają się zakazy dokonywania aborcji motywowanej płcią dziecka obowiązujące w czterech stanach USA: Illinois, Pensylwanii, Arizonie i Oklahomie, wszak również tam kobieta może jej dokonać, gdy zatai jej powód.

Nie jest to pierwsza prowokacja, którą przeprowadzają działacze amerykańskich organizacji pro-life. W zeszłym roku udowodnili, że w Planned Parenthood zabija się dzieci kobiet zmuszanych do prostytucji. Wcielając się w role „opiekunów” nieletnich prostytutek umawiali aborcję dla swych „podopiecznych”. Szokujące nagrania ukrytą kamerą z takich wizyt można było oglądać w sieci.

Dotację rządu amerykańskiego na Planned Parenthood stanowią aż połowę jej rocznego budżetu, który wynosi miliard dolarów. Zatem przeciwnik życia jest bogaty i wpływowy, tym bardziej należy podziwiać spryt i zaangażowanie amerykańskich ruchów pro-life.

Źródło: fronda.pl
luk

http://www.pch24.pl

Posted in Kultura | 1 Comment »

Chodzi tylko o prawdę? Polemika z głośną książką Isakowicza- Zaleskiego.

Posted by Marucha w dniu 2012-04-30 (poniedziałek)

Ks. Marian Machinek

„Czy więc można podnosić zarzuty wobec nazwania tego grzechu w tej książce po imieniu? Oczywiście nie. Nie samo wskazanie na ten problem powoduje irytację (przecież nie jest ono w żaden sposób nieznany!), ale sposób, w jakim to się w książce ks. Isakowicza-Zaleskiego dokonuje. Oskarżenia zostają sformułowane ogólnikowo, czasami wydaje się, że autor opiera się po prostu na plotkach. Przy tym są one tak daleko idące, że czytelnik ma wrażenie, że niemalże cały Kościół tonie w powodzi zboczeń seksualnych, że szeregi katolickiego duchowieństwa pełne są praktykujących homoseksualistów, a kto miał nieszczęście studiować w Rzymie, ten musi być niemalże naznaczony tego rodzaju mafijnymi strukturami” – pisze ks. prof. Marian Machinek

O wywiadzie ‒ rzece Tomasza P. Terlikowskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, opublikowanym pod wiele mówiącym tytułem „Chodzi mi tylko o prawdę”, zapewne niewielu dowiedziało się z reklam wydawniczych; niewielu też pewnie poznało jego treść, zagłębiając się w samodzielną lekturę. Piszący te słowa dowiedział się o tej książce z tekstu na jednym z portali internetowych, zatytułowanym: W Kościele istnieje lobby homoseksualne.

Oczywiście książka traktuje nie tylko o skandalach w Kościele. Jest w niej sporo ciekawych opowieści o pracy z niepełnosprawnymi, ciągle jeszcze zbyt mało znana w Polsce historia ludobójstwa, jakiego Turcy dopuścili się na Ormianach, a także wiele niechcianych, bo politycznie niepoprawnych, a niezwykle ważnych faktów dotyczących relacji polsko-ukraińskich. Fragmenty te czyta się z autentycznym podziwem dla postawy głównego bohatera książki. Czy to, że jego uwagi dotyczące Kościoła nie budzą już takiego szacunku, ale wprost przeciwnie – irytację, jest wynikiem jakiejś fałszywej korporacyjnej solidarności, która każe, jak twierdzi ks. Isakowicz-Zaleski, “zabetonowywać”, czyli ostatecznie ukrywać pod zasłoną milczenia wszelkie trudne sprawy? A może jest właśnie tak, że to w odniesieniu do tej tematyki wynurzenia autora pozostają w poważnym stopniu nieadekwatne do tytułu?

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kościół | 49 Komentarzy »