Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    bryś o Wolne tematy (52 – …
    bryś o Śmierć lekarza rodzinnego
    Igor Niefiedow o Wolne tematy (52 – …
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    Igor Niefiedow o Dziś Węgry, jutro Polska – czy…
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    I*** o Wolne tematy (52 – …
    Lily o Wolne tematy (52 – …
    Igor Niefiedow o Wolne tematy (52 – …
    Siekiera_Motyka o Śmierć lekarza rodzinnego
    revers o Wolne tematy (52 – …
    Boydar o Herbert, czyli skąd się w…
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    irtur o Skąd pochodzą Polacy? „Jesteśm…
    bryś o Ludzi wybitnie uzdolnionych łą…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Ostatnia bitwa Sosabowskiego

Posted by Marucha w dniu 2012-05-25 (Piątek)

Od ponad roku resort spraw zagranicznych, przy wsparciu eksperckim ministerstwa obrony, usiłuje doprowadzić do rehabilitacji gen. Stanisława Sosabowskiego. Rozmowy z Brytyjczykami idą jednak jak po grudzie.

Nieprzychylne stanowisko władz brytyjskich w sprawie powrotu do kwestii ponownej oceny roli gen. Stanisława Sosabowskiego jest prezentowane konsekwentnie i nie ma sygnałów, aby w najbliższym czasie mogło się zmienić. Starania o rehabilitację dowódcy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej Polska rozpoczęła w lutym 2011 roku. Przywrócenie należnych generałowi honorów w roku obchodów jego 120. urodzin miałoby symboliczny wymiar.

Gorzkie ordery

Według zapewnień Ministerstwa Spraw Zagranicznych kwestia symbolicznego zadośćuczynienia i uznania przez stronę brytyjską zasług gen. Stanisława Sosabowskiego oraz żołnierzy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej w operacji Market Garden od lutego 2011 r. jest regularnie poruszana w rozmowach ze stroną brytyjską. Należy przypomnieć, że Wielka Brytania nadała Kawalerię Orderu Imperium Brytyjskiego gen. Sosabowskiemu oraz odznaczenia państwowe grupie żołnierzy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, co nieodmiennie rzutuje na brytyjskie stanowisko w sprawie ewentualnego dalszego ich uhonorowania – wskazuje MSZ. Londyn z pewnością odnotował też decyzję Senatu RP dotyczącą uhonorowania polskich żołnierzy, a tegoroczne obchody 120. rocznicy urodzin gen. Sosabowskiego mają być doskonałą okazją do przybliżenia Brytyjczykom postaci generała oraz rozpowszechnienia wiedzy na temat polsko-brytyjskiej współpracy podczas wojny. W tym celu polskie i brytyjskie instytucje mają zorganizować m.in. konferencje naukowe. Liczymy, że działania MSZ oraz polskich placówek dyplomatycznych w Wielkiej Brytanii doprowadzą do sprawiedliwej oceny postaci generała oraz przyczynią się do odpowiedniego uhonorowania jego zasług – wskazują polscy dyplomaci.

W proces rehabilitacji gen. Sosabowskiego zaangażowane jest też Ministerstwo Obrony Narodowej, które podkreśla, że zasługi generała są bezsprzeczne. Określenie „rehabilitacja” należy traktować umownie, gdyż pod względem prawnym gen. bryg. Stanisław Sosabowski jej nie wymaga. Strona polska dąży jednak do tego, by poprzez szczególne uhonorowanie generała i przypomnienie jego zasług władze brytyjskie uznały wcześniejsze traktowanie Stanisława Sosabowskiego i jego żołnierzy (niesprawiedliwe opinie formułowane przez brytyjskich dowódców pod adresem generała i jego podkomendnych, naciski na polskie władze, by usunięły go ze stanowiska dowódcy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, pomijanie lub umniejszanie ich zasług zarówno przez oficjalne władze, jak i historyków oraz publicystów) za niesłuszne – tłumaczy resort obrony. Warto zaznaczyć, że poświęcenie polskich żołnierzy zostało docenione już przez Holandię. Stało się to w 2006 roku, po opublikowaniu dokumentów historycznych, według których przyczyną porażki były błędy taktyczno-organizacyjne brytyjskiego dowództwa.

Fiasko zespołu

Na rehabilitację gen. Sosabowskiego przez Brytyjczyków liczono we wrześniu ubiegłego roku, przed którymi jesienią 2010 roku resorty spraw zagranicznych i obrony narodowej wystąpiły do swych brytyjskich odpowiedników w sprawie „możliwości symbolicznego zadośćuczynienia i uznania zasług przez stronę brytyjską gen. Sosabowskiego i żołnierzy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej w operacji Market Garden”. Liczono, że niezależny zespół z udziałem historyków polskich i brytyjskich na podstawie dokumentów doceni rolę Polaków w walkach, a wspólne stanowisko zostanie odczytane weteranom podczas uroczystości w Driel i oficjalnie znajdzie ono swoje miejsce w brytyjskich opracowaniach historycznych. Tak się nie stało. Jak informuje MON, w odpowiedzi na list (z marca 2011 r.) szefów resortów spraw zagranicznych i obrony narodowej do ich odpowiedników w Anglii, zawierający konkretne propozycje wspólnego wystąpienia podczas obchodów rocznicy bitwy pod Arnhem we wrześniu 2011 roku, brytyjscy ministrowie desygnowali do prowadzenia rozmów w tej sprawie ówczesnego ambasadora Wielkiej Brytanii w Polsce Ricka Todda.- Rozmowy podejmowane przez Departament Polityki Europejskiej MSZ (przy wsparciu eksperckim MON) z ambasadorem nie przyniosły oczekiwanych efektów. Nieprzychylne stanowisko władz brytyjskich w sprawie powrotu do kwestii ponownej oceny roli gen. Sosabowskiego jest prezentowane konsekwentnie i nie ma sygnałów, aby w najbliższym czasie mogło się zmienić – tłumaczy MON.

Resort zapewnia jednak, że czyni starania – także na arenie międzynarodowej – by przypominać zasługi żołnierzy gen. Sosabowskiego. To m.in. obchody święta 6. Brygady Powietrznodesantowej noszącej imię generała, udział spadochroniarzy i polskich władz w obchodach rocznicy bitwy w Holandii, przygotowywanie wystaw i publikacji, informatora dla żołnierzy sił ISAF w polskiej i angielskiej wersji językowej. Planowane jest też wydanie biografii gen. Sosabowskiego (w dwóch wersjach językowych). MON wsparło też merytorycznie przygotowanie uchwały Senatu RP w sprawie uczczenia 120. rocznicy urodzin gen. Stanisława Franciszka Sosabowskiego i ustanowienia września 2012 roku miesiącem jego pamięci. Jak jednak wskazuje MON, z uwagi na międzynarodowy charakter sprawę właściwego uhonorowania gen. Sosabowskiego prowadzi MSZ, a resort obrony wspiera te działania.

W tym roku przypadła 120. rocznica urodzin gen. Sosabowskiego. Z tej okazji Senat RP przyjął uchwałę oddającą hołd pamięci dowódcy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego oraz ustanawiającą wrzesień 2012 roku miesiącem jego pamięci. Jak podkreślono, postać gen. Stanisława Sosabowskiego jest „symbolem niezłomnego patrioty, walczącego o wolność Ojczyzny i dobrego dowódcy dbającego o swoich podwładnych. Jest też uosobieniem odwagi i uporu w realizacji celów. Generał Sosabowski jest w Polsce uważany za patrona spadochroniarstwa wojskowego”.

Stanisław Franciszek Sosabowski urodził się 8 maja 1892 r. w Stanisławowie. Służył w armii austro-węgierskiej, potem w Wojsku Polskim. W 1939 roku dowodził warszawskim 21. pułkiem piechoty „Dzieci Warszawy”. Wstąpił do Służby Zwycięstwu Polski i przedarł się z informacją o sytuacji w kraju do siedziby rządu na uchodźstwie w Paryżu. Tam został dowódcą 4. Dywizji Piechoty, a po ewakuacji do Anglii dowódcą formującej się 4. Kadrowej Brygady Strzelców, którą przekształcił w pierwszą polską jednostkę spadochronową. Po wybuchu Powstania Warszawskiego jednostka wzięła udział w największej w II wojnie operacji powietrzno-desantowej aliantów „Market-Garden”. Jej celem było opanowanie mostów na Renie w pobliżu holenderskiego Arnhem. Operacja zakończyła się porażką, a za współwinnego uznano Sosabowskiego, zarzucając mu niedopuszczalną krytykę brytyjskiego dowództwa. Na żądanie Anglików w grudniu 1944 r. odebrano mu dowództwo, a następnie zdemobilizowano. Pozostał w Wielkiej Brytanii. Pracował jako magazynier, utrzymując żonę i ociemniałego w Powstaniu Warszawskim syna. Zmarł w 1967 r. w Londynie. Dwa lata później jego prochy spoczęły na warszawskich Powązkach Wojskowych.

Marcin Austyn
http://naszdziennik.pl/

*                      *                        *

Generał Sosabowski – wielki żołnierz zniszczony przez Brytyjczyków

04.09.2008

Kilkanaście dni temu obejrzałem w nocy na TV Polonia świetny film dokumentalny o Generale Stanisławskie Sosabowskiem – twórcy polskich wojsk powietrzno-desantowych, a podczas II wojny światowej dowódcy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Wielki Polak, znakomity żołnierz i dobry człowiek. Jednak zniszczony przez naszych „sojuszników”, którzy z całą premedytacją zrobili z niego kozła ofiarnego wskazując jako osobę winną niepowodzenia operacji „Market Garden”.

Przypadek gen. Sosabowskiego powinien być dla nas kolejną przestrogą, że w sprawach współpracy i rywalizacji międzynarodowej Polska (zresztą, tak jak każde inne państwo i naród) powinien przede wszystkim liczyć na siebie, a raczej tylko i wyłącznie na siebie. Szkoda, że projekcja filmu odbyła się w godzinach nocnych oraz w TV Polonia, a więc kanału telewizyjnego skierowanego przed wszystkim do Polaków mieszkających za granicami kraju.

Sosabowski od najmłodszych lat musiał zmagać się z trudami życia. Urodził się i wychował w Stanisławowie, w rodzinie kolejarza. Był najstarszym z trojga rodzeństwa. W wieku jedenastu lat stracił ojca (brat Andrzej miał wówczas siedem lat, a siostra cztery). Uczył się w Szkole Realnej w Stanisławowie. Pomagał matce w utrzymaniu rodziny udzielając korepetycji. Jak sam pisał w swych wspomnieniach „nasze skromne bytowanie na granicy głodu polepszyło się nieco od chwili, gdy zarabiałem lekcjami.” Mimo trudnej sytuacji materialnej maturę zdał z odznaczeniem. Później całe jego dorosłe życie związane było z wojskiem.

Wracając jednak do II wojny światowej i postawy polskich sojuszników. Gen. Sosabowski po klęsce wrześniowej przedostał się do Francji, gdzie został dowódcą polskiej piechoty w jednej z formowanych dywizji. W kwietniu 1940 dywizja przeniosła się do obozu w Parthenay. Tam zastał ją początek działań na froncie zachodnim. Mimo nalegań dowódców jednostki i polskiego rządu, Francja zwlekała z dostarczeniem niezbędnego zaopatrzenia. Gdy w końcu sprzęt dotarł, nie było już czasu na wyszkolenie rekrutów. Do wybuchu działań wojennych jedynie ok. 3150 żołnierzy (spośród 11 000) otrzymało broń. Wobec tego faktu polskie dowództwo podjęło 16 czerwca decyzję o przebijaniu się jednostki w kierunku portów atlantyckich. 19 czerwca Sosabowskiemu udało się dotrzeć do portu w La Pallice, skąd wraz z 6000 żołnierzy Dywizji został ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Jak widać sojusznicy francuscy kolejny raz zawiedli.

Sosabowski postanowił ze swej brygady utworzyć pierwszą w historii Wojska Polskiego jednostkę spadochronową. Powstał ośrodek szkoleniowy w Largo House zwany „małpim gajem”, w którym prowadzono szkolenia, natomiast skoki spadochronowe odbywały się na lotnisku Ringway: „Gdy przyjdzie chwila, jak orły zwycięskie spadniecie na wroga – mówił na ćwiczeniach w Szkocji 23 września 1941 gen. Sikorski – i przyczynicie się pierwsi do wyzwolenia naszej ojczyzny. Jesteście odtąd Pierwszą Brygadą Spadochronową…”. Tym samym gen. Sikorski nadał brygadzie oficjalną nazwę i pozostawił ją do swej wyłącznej dyspozycji.

Dowódcę – jako znakomitego fachowca – wysoko cenili także Brytyjczycy, zwykle niechętni obcokrajowcom. We wrześniu 1943 gen. Browning, wysoki oficer brytyjskich wojsk powietrzno-desantowych, złożył płk. Sosabowskiemu niezwykłą propozycję: zaproponował mu objęcie dowództwa brytyjsko-polskiej dywizji spadochronowej. Brygada liczyła wówczas ok. tysiąca żołnierzy. Resztę – 11 tysięcy – mieli stanowić Brytyjczycy, a płk Sosabowski miał otrzymać automatycznie awans na generała. Sosabowski odmówił. 15 czerwca 1944 płk Sosabowski awansował do stopnia generała brygady.

Po Wybuchu powstania warszawskiego, 1 sierpnia 1944 r. wszyscy w brygadzie byli gotowi do lotu nad Warszawę, jednak rozkazu do startu ze strony Brytyjczyków nie było. Wraz z upływającymi kolejnymi dniami powstania narastała w Brygadzie atmosfera buntu, którego zarzewie w kilku kompaniach (m.in. żołnierze rozpoczęli głodówkę) generał musiał gasić swoim autorytetem. Brytyjczycy zagrozili rozbrojeniem brygady. Nowy Wódz Naczelny gen. Sosnkowski oddał w końcu 1.Samodzileną Brygadę Spadochronową do ich dyspozycji.
Ostatecznie Brygada wzięła udział w największej w II wojnie światowej operacji powietrzno-desantowej sprzymierzonych. Polacy skakali pod Driel naprzeciw Arnhem, na przeciwległym, południowym brzegu Renu. Tak przewidywały rozkazy, które nakazywały też natychmiastową przeprawę, aby pójść z pomocą okrążonym Brytyjczykom. Z powodu pogody desant odbył się jednak z dwudniowym opóźnieniem i żołnierze skakali wprost na niemieckie lufy. W istniejącej już sytuacji posłanie w bój 1. SBS nie miało właściwie sensu. Ponad półtora tysiąca polskich spadochroniarzy nie mogło już przechylić szali ani odwrócić nieuchronnej klęski.

21 września skakała pod Driel jedynie część brygady z gen. Sosabowskim, bo reszta nadleciała dopiero za trzy dni i lądowała w dość odległym Grave. Polscy spadochroniarze zdani byli tylko na broń osobistą, gdyż artyleria przeciwpancerna brygady odleciała w pierwszym dniu operacji rzutem szybowców wraz z Brytyjczykami i walczyła pod Arnhem u ich boku do końca, ponosząc ogromne straty, haubice zaś miały nadejść morzem.
Okrążeni pod Driel, odpierali niemieckie ataki i jedynie talentom dowódczym generała i wielkiej bitności żołnierzy zawdzięczać można, iż polskie kompanie jeszcze dwukrotnie forsowały Ren na zaimprowizowanych łódkach. Prom przewidywany w planach operacji ostatecznie nie dotarł. W ostatniej fazie bitwy – nocą z 25 na 26 września – właśnie Polacy osłaniali odwrót niedobitków brytyjskich spadochroniarzy z 1.DPD – do końca. Straty 1.SBS sięgnęły blisko 40% stanów osobowych tych oddziałów, które walczyły pod Arnhem i Driel.

Brytyjskie oraz Amerykańskie dowództwo od początku szukało kozła ofiarnego, na którego można byłoby zwalić całą winę za niepowodzenie operacji i umyć ręce od odpowiedzialności. Wybrali generała Sosabowskiego. Sprawa była z góry ukartowana. Znali jego wybuchowe usposobienie i starali się go sprowokować – co też się udało. Oburzenie polskiego generała uznano za niedopuszczalną krytykę brytyjskiego marszałka i generałów. To wystarczyło. Tym bardziej że niepokorny Polak miał rzeczywiście rację.

„Sąd” nad generałem odbył się już 24 września w Valburgu, podczas odprawy z wyższymi dowódcami brytyjskimi. Gen. Sosabowski przekonywał ich, że bitwę można jeszcze wygrać, jeśli forsowanie rzeki podejmą większe siły 30 Korpusu wraz z 1. SBS, ale Brytyjczycy nie chcieli już walczyć. Uznali bitwę za przegraną i chcieli jedynie wycofać się z „twarzą”.

Po powrocie brygady do Anglii gen. Sosabowski został 2 grudnia 1944 wezwany do szefa Sztabu Generalnego, gen. Stanisława Kopańskiego. Ten zakomunikował mu, że Brytyjczycy życzą sobie, aby oddał dowództwo brygady, tłumacząc to trudnościami dalszej współpracy z generałem, a nawet sugerowali osobę następcy. Gen. Kopański bez wahania poparł „życzenia” Brytyjczyków. Pisemne odwołanie się gen. Sosabowskiego do prezydenta RP również nie odniosło skutku. Prezydent Władysław Raczkiewicz nie próbował nawet wyjaśnić sytuacji ani bronić polskiego, tak zasłużonego oficera. Rozkazem z 27 grudnia 1944 1.SBS została odebrana jej twórcy i dowódcy, a gen. Sosabowskiego mianowano inspektorem Jednostek Etapowych i Wartowniczych.

Sytuacja Sosabowskiego oraz jego rodziny pogorszyła się jeszcze po wojnie. W lipcu 1948 gen. Sosabowski został zdemobilizowany. Miał już wtedy przy sobie ociemniałego syna wraz z żoną, których udało się ściągnąć z Polski. Jego syn Stanisław Janusz Sosabowski – lekarz, porucznik AK i dowódca plutonu „Stasinek” utracił w walkach w Powstaniu Warszawskim wzrok. Generał Sosabowski pozostał na emigracji w Wielkiej Brytanii i pracował jako robotnik magazynowy w fabryce silników elektrycznych, później telewizorów.

W tej samej fabryce pracowali m.in. jego żołnierze, którzy nawet na moment nie pozwolili mu zapomnieć, że nadal darzą go wielkim szacunkiem jako swojego byłego dowódcę. Dziwna była sytuacja, kiedy jego byli żołnierze, a obecnie pracownicy w tej samej fabryce, idąc do magazyny salutowali gen. Sosabowskiemu, a obecnie magazynierowi.

Sosabowski, mimo tych upokorzeń, nie dał się złamać. Aktywnie działał w organizacjach polonijnych, interesował się tym, co działo się w kraju pod rządami komunistów i pisał wspomnienia („Najkrótszą drogą” Londyn 1957, Warszawa 1992; „Droga wiodła ugorem. Wspomnienia” Londyn 1967, Kraków 1990; „Freely I Server” Nashville 1982.). Praca magazyniera nie pozwała jednak na godne życie, dlatego Sosabowski podejmował próby zmiany pracy m.in. chciał pracować w brytyjskiej straży pożarnej, ale kilkakrotnie odmawiano mu tam zatrudnienia.

Nie wiadomo, co było przyczyną tak podłego potraktowania gen. Sosabowskiego przez Brytyjczyków również w okresie powojennym. Światło może rzucić następujące fakt. Otóż, wielu Holendrów, którzy widzieli heroiczną walką Polaków pod Arnheim, prosiło władze holenderskie o zainteresowanie się problemem i podjęcie działań celem rehabilitacji gen. Sosabowskiego i jego żołnierzy. Pozytywnie na te apele odpowiedziała holenderska rodzina królewska i skierowała pismo z prośbą o uhonorowanie przez władze holenderskie „dzielnych Polaków”.

Jednak rodzina królewska otrzymała odpowiedź (wszystko wskazuje na działania i wpływ służb wywiadowczych amerykańskich i brytyjskich, którzy obawiali się, że niekompetencja brytyjskiego dowództwa wyjdzie na jaw, a przecież dowództwo Market Garden robiło po wojnie kariery w wojsku), że w obecnej sytuacji nie jest możliwa rehabilitacja gen. Sasabowskiego.

Rehabilitacja nastąpiła dopiero w 2006 r., co trzeba podkreślić, tylko i wyłącznie dzięki konsekwencji i działaniu kilku Holendrów, który byli świadkami walk polskich komandosów pod Arnhem na jesieni 1944 r. Ani Brytyjczycy, ani Amerykanie, ani tym bardziej polskie władze państwowe, nie interesowały się tym ważnym dla polskiej historii zagadnieniem. Sprawą po raz kolejny zainteresowała się holenderska rodzina królewska oraz holenderskie media.

Około miesiąc temu byłem na wycieczce w Amsterdamie. Przed wyjazdem, w swoim domu odnalazłem dodatek do polskiego „Neesweeka”, właśnie o Amsterdamie. Autor, zachwalał w przewodniku kilka restauracyjek na pewnym skwerze, wskazując, że jedzenie jest dobre i tanie, a ludzie przyjaźnie nastawieni do przybyszów.

I napisał pewną anegdotę. Kiedy zamówił obiad, przy stoliku obok usiadł pewien człowiek. Ów człowiek zapytał autora przewodnika skąd jest i kiedy się okazało, że jest z Polski, to od razu podjął temat gen. Sosabowskiego oraz polskiej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Zastanowiło mnie to, skąd w Holandii taka znajomość gen. Sosabowskiego, skoro w Polsce to postać praktycznie zapomniana i dla wielu anonimowa. Później obejrzałem film w TV Polonia i już wiedziałem, że w Holandii przeprowadzono całą kampanię informacyjną o polskim generale i jego komandosach.

31 maja 2006 r., królowa Holandii Beatrix, przyznała generałowi pośmiertnie Order Brązowego Lwa, a Chorągiew 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej została udekorowana Wojskowym Orderem Wilhelma. Cała uroczystość była transmitowana na żywo w holenderskiej telewizji, była holenderska rodzina królewska, przedstawiciele najwyższych władz państwowych Holandii, polscy kombatanci służący u gen. Sosabowskiego, a nawet Brytyjczycy, którzy przyznali się do swej winy i zrehabilitowali polskiego generała. Tylko jakoś z polskiego rządu nikt nie przyjechał, a ówczesny Minister Obrony Narodowej (obecny Minister Spraw Zagranicznych) Radosław Sikorski na uroczystości wysłał swojego doradcę gen. Kozieja. Szkoda, że tak ważna uroczystość, nie została należycie uhonorowana i wykorzystana, przez polskie władze.

15 września 2006 w Oosterbeek (w miejscu przeprawy żołnierzy gen. Sosabowskiego z 1. SBS na północnym brzegu Renu) została odsłonięta tablica z nazwą ” Generaal Sosabowskiwaard” (Polder Generała Sosabowskiego), nadana przez Gminę Renkum. Natomiast, 16 września 2006 w ramach 62 rocznicy obchodów bitwy pod Arnhem odbyło się uroczyste odsłonięcie przez brytyjskich weteranów pomnika generała Sosabowskiego w Driel.

Generał Sosabowski zmarł na zawał serca 25 września 1967 w Londynie w Wielkiej Brytanii. W 1969 wciąż wierni swemu dowódcy spadochroniarze generała przywieźli jego prochy do Polski, gdzie spoczęły – zgodnie z jego wolą – na warszawskim cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Ówczesne władze zgodziły się na ten gest, gdyż jak wiadomo, umarli już nic nie powiedzą.

Wracając jeszcze do filmu. Występowali w nim wnuk oraz prawnuk gen. Sosabowskiego, którzy ze łzami w oczach wspominali postać swojego przodka oraz krzywdy, jakie zostały mu wyrządzone przez Brytyjczyków i Amerykanów. Myślę, że dla nas współczesnych, życie gen. Sosabowskiego powinno być powodem do dumy, a z drugiej strony być przestrogą, aby deklaracje przyjaźni, sojuszy i współpracy ze strony innych państw zawsze chłodno analizować i wiedzieć, że w trudnych momentach naszej historii liczyć możemy tylko i wyłącznie na siebie.

JR
http://mysl.pl.salon24.pl/

Komentarzy 19 do “Ostatnia bitwa Sosabowskiego”

  1. AlexSailor said

    Szkoda, że Holendrzy nie przyznali generałowi funduszy na życie. W końcu nic by ich to nie kosztowało.

    Na marginesie.
    Ciekawe, że brytyjczycy mogli zagrozić rozbrojeniem brygady.
    Po takiej groźbie rząd polski, gdyby faktycznie był polski, powinien narobić takiego rabanu, żeby poleciały zakute brytyjskie łby – jak rozbroić, to całą polską armię na zachodzie łącznie z lotnikami i flotą, a w szczególności wywiadem.
    Rozbrojenie polskich wojsk i ich internowanie w Wielkiej Brytanii, uczyniłoby z niej wroga Polski i Polaków zamiast zdradzieckiego sojusznika.
    Oszczędziłoby dziesiątków tysięcy polskich żołnierzy i spowodowało zaprzestanie beznadziejnej walki w kraju, co pozwoliłoby przejść Polakom do konspiracji i jakiejś ograniczonej współpracy z ZSRR.
    Czynniki decyzyjne NKWD i kierownictwo ZSRR najprawdopodobniej uznałoby, że zagrożenie dla ich władzy w Polsce jest mniejsze, a tym samym represje wobec Polaków prawdopodobnie byłyby mniejsze.
    Mało tego. ZSRR zostałby JEDYNYM oficjalnym sojusznikiem Polski, co mogłoby skłonić Stalina (i tak tego ponoć chciał) do pozostawienia Lwowa i Wilna w granicach Polski.
    To, że jakieś porozumienie z ZSRR było możliwe pokazuje przykład Finlandii.
    Mnie się wydaje, i chciałbym, żeby się tylko wydawało, że polscy politycy i najwyżsi dowódcy wojskowi w Londynie walczyli tylko o swoje prywatne interesy. Pensje płacone przez Brytyjczyków, wygodne życie, honory.
    Szafowanie polską krwią, gubienie resztek polskiej inteligencji w końcówce wojny, w której niczego nie ugraliśmy, a nasze interesy były niemal ostentacyjnie lekceważone, zakrawa na zdradę.
    Wiem, że łatwo jest to dzisiaj pisać, że zupełniej inaczej wyglądało to od środka w 1944-45r.
    Jednak polityków oceniać należy za efekt ich działań a nie za dobre chęci.
    II WŚ przegraliśmy totalnie. Trudno wyobrazić sobie większą klęskę. Co jeszcze mogło pójść gorzej???

  2. WW said

    Jeszcze jeden (z bardzo wielu) przykad następstwa faktów dowodzacych że cała II W. Ś. była od samego początku i przed początkiem do zakończenia pod tylko jednym dowodztwem, czyli Hitler. USA, GB, Francja, ZSRR i mniejsze państwa w różnym stopniu. Istniało jedno dowództwo nie widzialne do teraz, zarówno cywilne jak i wojskowe. Istnieje dalej także „niewidzialne”. Bardzo niewielu zdaje sobie z tego sprawę.
    Sukces pod Arhem mógł skomplikować plany tego dowództwa a więc musiała to być porażka.
    To dowództwo nie ograniczało sie do wojskowego. Siła cywilna, daleko szersza niż wojskowa decydowała. Bardzo niewielu zdaje sobie z tego sprawę.
    Do zrehabilitowania gen. Stanisława Sosabowskiego „globalni/dowództwo” nigdy nie dopuszczą a GB jest pod tym dowództwem niezmiennie.

  3. Kapsel said

    Re 1 i 2

    W planach IIWŚ nie było zlikwidowanie bolszewii ale jej poszerzenie i tak się stało.Bolszewia była Żydom potrzebna jako poszerzona do walki z chrześcijaństwem.I tak się stało.Niech Pan prześledzi jak się ruszali alianci na froncie zachodnim.Ruszali się tak aby Stalinowi dostało sie jak najwięcej.Gdyby dowódcami faktycznymi nie byli Żydzi to byśmy nie trafili w ręce Stalina.Prawdziwymi organizatorami i dowódcami w tej wojnie byli ŻYDZI.

    Żydzi rządzili i rządzą zakulisowo.

    https://marucha.wordpress.com/2011/08/23/pulapka-na-rosje/#comment-110250

  4. Kapsel said

    Jak już żydostwo zarobiło na II WŚ,pomieszało narody w Jałcie i Poczdamie,,utworzyło religie holokaustu oraz inne korzyści dla NWO to nadal nie przestaje, i czołgami oraz lichwą systematycznie buduje królestwo tu na Ziemi dla swojego pana …….

    Schemat przejmowania kontroli nad światem przez mafię Rotszyldów, Warburgów, Oppenheimerów i innych międzynarodowych rodzin bankierskich – tych samych, którzy finansowali Hitlera i rewolucję sowiecką
    Bank Światowy kontroluje już 187 krajów, jesteśmy więc bardzo blisko momentu gdy oficjalnie powołany zostanie prywatny „Rząd Światowy” ze „światową policją”, „światową armią” i „światowym sądem”. Każda próba oderwania się od tego ultra-faszystowskiego układu spotka się z interwencją „sił pokojowych świata”.

    https://marucha.wordpress.com/2011/08/24/bank-swiatowy-jest-gotow-%E2%80%9Epomoc%E2%80%9D-libii/

  5. AlexSailor said

    ad.3 @Kapsel
    Skupiłem się na działaniach polskich władz, bo na to jakiś realny wpływ mamy.
    Chodzi o to, by historia się nie powtórzyła.
    Wojnę wygrywa ten, kto wchodzi do niej ostatni – Polska weszła pierwsza.
    Wojnę wygrywa ten, kto ma największe siły i zasoby po jej zakończeniu – Polska straciła siły i zasoby w bezsensownych walkach i jeszcze bardziej bezsensownej konspiracji, a o swoich podejrzeniach, aż boje się pisać.
    Wojnę prowadzi się dla realizacji celu politycznego – Polska po przegranej w 1939r. wojnę prowadziła dla prowadzenia wojny, nie dążąc praktycznie do zrealizowania żadnego celu politycznego. Ot tak:
    – bohatersko broniliśmy Narwiku, norweskiego Narwiku,
    – bohatersko broniliśmy Tobruku, ku chwale imperium brytyjskiego,
    – bohatersko zdobyliśmy Casino, by amerykanie i brytyjczycy wygrali odnieśli zwycięstwo,
    – bohatersko broniliśmy Wielkiej Brytanii w powietrzu, nie zyskując w zamian nic prócz poległych,
    – bohatersko broniliśmy brytyjskich i amerykańskich szlaków komunikacyjnych na morzach nie zyskując nic prócz zniszczenia własnych zasobów ludzkich,
    – bohatersko lądowaliśmy w Holandii, czego efektem jest oskarżenie wybitnego polskiego generała i kilka tysięcy poległych,
    – jeszcze bardziej bohatersko walczyliśmy w Powstaniu przeciw wrogowi, który już przegrał i w zasadzie zabiegał o naszą bezczynność, zyskując zniszczenie stolicy, majątku i dziedzictwa kulturowego pokoleń Warszawiaków, no i oczywiście 200 tys. zamordowanych i zabitych,
    – bohatersko dostarczaliśmy danych wywiadowczych Anglikom w zamian za podpuszczenie nas w 1939r. i zdradę sojusznika 2x – w 1939r. i w 1944r.
    Już nie wymieniam dalej, bo bym dziś nie skończył.
    Chodzi mi o to, byśmy otrzeźwieli i nie dal się więcej robić w jelenia – a dajemy, np. w Afganistanie, Iraku, Kosowie i wielu innych miejscach.

  6. Kapsel said

    re 5

    Cześć i Chwała Polskim Bohaterom na wszystkich frontach wojny,…a jest takich miejsc bardzo dużo……

    Chodzi mi o to, byśmy otrzeźwieli i nie dal się więcej robić w jelenia

    Mnie dokładnie chodzi o to samo i wiemy że wielu Polakom nie tylko z Gajówki.Dlatego zdecydowałem sie na takie komentarze jak wyżej.Pozdrawiam.

    a dla poparcia ,przypomnę ten filmik

    Fabularyzowany dokument o Dywizjonie 303. WAŻNE!!! Wciśnij CC w prawym dolnym rogu, żeby pojawiły się napisy od 35 min. Szczególnej uwadze polecam samą końcówkę filmu…

    https://marucha.wordpress.com/2012/03/14/konfederacja-kod-59/#comment-150921

  7. Kapsel said

    I jeszcze to

    Re 27
    Polecam również wzruszajacy i piekny film pt. “Honor Generała” o gen Stanisławie Sosabowskim i jego spadochroniarzach.
    Film zrealizowany dzięki uczciwym i wspaniałym ludziom z Holandii, którzy pamiętają kto ich wyzwalał i umierał za ich wolność, wbrew kłamliwej brytyjskiej propagandzie. Holendrzy to jedni z nielicznych, którzy walczyli z własnymi władzami o przywrócenie honoru Polakom i uhonorowanie ich tak jak na to zasłużyli. Film pokazuje jak skuteczna może być determinacja, gdy ludzie wierzą w to o co walczą.

    https://marucha.wordpress.com/2012/03/02/zdrojewski-przygotowywal-dokument-idacy-dalej-niz-acta-to-kompromitacja/#comment-148571

  8. Kapsel said

    oraz to

    …..W tej podruży widzialem cmentarz w Arnhem. Wiedziałem o tym cmentarzu znikomo ale coś tam o polskich spadochroniarzach widziałem ” spod ławki”. Zdziwiło mnie bardzo to że zobaczyłem polskie groby pod płotem a trochę zydowskich na głównej płycie.

    Bardzo dobry materiał, między innymi, do “dialogu” z Anglikami i w ogóle z Aliantami. “Jacyś Polacy” dalej istnieje w świadomości tych którzy zwą się Aliantami. Co więcej w świadomości PRL-owskich Polaków i niestety jeszcze wspóczesnych Polaków albo nazywających sie Polakami…..

    Jeszcze raz bardzo dziękuję za ten film.

    https://marucha.wordpress.com/2012/03/02/zdrojewski-przygotowywal-dokument-idacy-dalej-niz-acta-to-kompromitacja/#comment-148932

    Gajówka to prawdziwa Perła ….i żeby to zaznaczyć postanowiłem ostatnimi czasy przywoływać to co na dany temat było już powiedziane.

  9. Kapsel said

    II wojna światowa za zamkniętymi drzwiami 1\6

  10. Mordka Rosenzweig said

    re 3

    Ja pan Mordka chce wysmiac pan AlexSailor co napisal:

    „Wojnę wygrywa ten, kto wchodzi do niej ostatni – Polska weszła pierwsza.”

    Pan AlexSailor nie rozumie wojna.

    A kto zaczal i skonczyl wojna w Irak?

    Wojna wygrywa ten kto jest sprytny, tak jak nasza rasa wybrana. Ruwniesz ten kto ma bardzo duszo mieso armatnie.

  11. AlexSailor said

    Ad. 10 @Mordka
    A kto wygra wojnę w Iraku??
    Kto przegra?
    Kto będzie wyśmiewał się ostatni?
    Podpowiem, że wojne ZSSR w Afganistanie wygrało zupełnie inne państwo.

  12. Mordka Rosenzweig said

    re 11

    Wojna? Jaka Wojna? Czy szanowny pan nie czyta gazet?

    To sze wszedzie tam sie stszelaja albo wybuchaja bomby to jest co nasza rasa wybrana zaplanowala, bo teraz robimy bardzo dobry interes spszedajac im bron i materialy wybuchowe.

    To jest bardzo dobry interes muwiac glupie goje, sze „War is Peace” i sze tszeba szeszyc demokracja.

  13. Zerohero said

    Re 2

    Hongbing Song, doradca finansowy rządu chińskiego w swojej książce „Wojna o pieniądz” opisał, że przedstawiciele banków centralnych aliantów spotykali się bez przeszkód z szefem banku centralnego III Rzeszy. Ktoś w USA nawet się o to pieklił, ale niewiele wskórał.

    W Sieci czytałem to:

    http://www.kki.pl/piojar/polemiki/novus/hitler/hitl3.html

    Lotnictwo amerykańskie nie uderzało w fabryki „Forda”, zakłady „I.G.Farben”, „AEG” i inne wytwory amerykańsko-niemieckiej współpracy z lat dwudziestych i trzydziestych, za którą stała po obu stronach faktycznie jedna i ta sama międzynarodowa finansjera ([2] str. 12). Gdy w 1942 roku „Royal Air Force” ośmieliły się zbombardować zakłady „Forda” w Poissy we Francji , wówczas to Ford przedstawił zażalenie rządowi w Vichy, który wypłacił mu 38 milionów franków z tytułu poniesionych szkód (!) , w rezultacie czego Ford zainstalował swe zakłady w Wielkiej Brytanii. Jak zauważa P.Villemarest ([2] str. 187):

    „Przestudiowanie wyników bombardowań alianckich w Niemczech jest zresztą pouczające z innych jeszcze przyczyn. Pewna statystyka aliancka, którą miałem w rękach w okresie mych funkcji pełnionych w okupowanych Niemczech , ustalała, że straty przemysłu niemieckiego w wyposażeniu nie przekroczyły 12% potencjału Rzeszy. Masowe bombardowania amerykańskie w 1944 i 1945 roku celowały w dwa miasta : Kolonię i Drezno , ale w żadnym wypadku nie w sektory , gdzie znajdowały się zakłady I.G.Farben” i „AEG” .”

  14. Piotrx said

    Warto przypomnieć jeszcze fakt, że czasie formalnego rozwiązania przez Brytyjczyków PSZ na Zchodzie, liczących ćwierć milona ludzi, skromne emerytury od dotychczasowego alianta otrzymało tylko czterech generałów : gen.Władysław Anders, gen. Stanisław Kopański, admirał Jerzy Świrski, gen.pil. Mateusz Iżycki.

    Większość generałów musiała podjąć pracę fizyczną . Dla przykładu gen. Maczek był barmanem w hotelu Grosvenor w Edynburgu prowadzonym przez byłego podoficera jego 1 Dywizji Pancernej, gen Bortnowski pracował jeko pielęgniarz w szpitalu dla nerwowo chorych w Mabledon, gen. Sosnkowski (wcześniej piastujący funkcję Naczelnego Wodza PSZ ,któremu odmówiono prawa wjazdu do Wielkiej Brytanii) prowadził w Kanadzie własną fermę, gen. Sosabowski ,dowódca Samodzielnej Brygady Spadochronowej , podjął pracę jako magazynier.

    Władze brytyjskie nie zgodziły się także na to ,by polscy żołnierze 1939 roku , którzy przeszli niewolę , a następnie znaleźli się na Zachodzie bez przydziałów, mogli zapisywać się do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. Oznaczało to ,że ludzie ci byli zdani wyłącznie na swoje własne siły, a ich sytuacja materialna była najcięższa. Pomimo, że w 1939 roku Polska (mimo podpisanych umów polityczno-wojskowych) nie otrzymała żadnej brytyjskiej ani francuskiej pomocy, była ona jednak pierwszym i najwierniejszym sojusznikiem Wielkiej Brytanii.

    W 1940 roku , gdy po klęsce Francji gen. Sikorski przybył do Londynu w celu osobistego porozumienia z Churchilem , wówczas już premierem, usłyszał od niego następujące zapewnienie : „Proszę powiedzieć swej armii we Francji , że my jesteśmy ich towarzyszami na smierć i życie . Zwyciężymy razem lub razem umrzemy”, zaś gdy brytyjski krążownik przywiózł do Anglii polskiego Prezydenta i rząd , Król Anglii oczekiwał osobiście na stacji Paddington swego jedynego wówczas sojusznika. Podobnie Roosvelt w 1942 roku zapewniał że „Polska jest natchnieniem narodów…”.

  15. Piotrx said

    Przyczółek donikąd

    ZENON ANDRZEJEWSKI

    W niedzielne popołudnie, 17 września 1944 r. o godz. 13.30 niebo nad Holandią zaroiło się tysiącami spadochronów. Ludzie wylegli na ulice i na dachy domów obserwując niespotykany w dziejach wojen desant. Wyposażeni w pojazdy i kompletny sprzęt spadochroniarze opadli na tyłach niemieckiego frontu w rejonach Eindhoven, Nijmegen-Grave i Arnhem. Ich lądowanie było sygnałem do natarcia dla kolumny pancernej 2 Armii Brytyjskiej, stojącej wzdłuż granicy belgijsko-holenderskiej. Spadochroniarze mieli utorować drogę dla czołgów i utrzymać ją do ich nadejścia.

    Uderzenie pioruna

    Plan operacji, którego autorem był brytyjski marszałek B.L. Montgomery, zakładał przekroczenie Renu, wyjście na zaplecze Zagłębia Ruhry i zaatakowanie Hanoweru i Berlina. W zamyśle Montgomery’ego manewr ten miał być „uderzeniem pioruna”, druzgocącym Trzecią Rzeszę i kończącym wojnę przed upływem 1944 r. Operacji nadano kryptonim „Market-Garden”. Słowo „Market” było szyfrem akcji wojsk powietrznodesantowych, zaś „Garden” — działań wojsk lądowych.

    Piąty most

    Aby umożliwić przejście wojskom pancernym trzeba było zdobyć pięć dużych mostów, ale kluczowym celem całej operacji był w istocie most na Dolnym Renie w Arnhem — trzyprzęsłowy, żelbetowy, ostatni. Należało go opanować i utrzymać do czasu przybycia 30 Korpusu Pancernego gen. Horrocksa. W przeciwnym razie cały plan Montgomery’ego nie miał szans powodzenia. Ryzyko było duże i dlatego piąty most niepokoił gen. Browninga. 10 września, podczas ostatniej narady w sprawie operacji „Market-Garden” Browning, wskazując na mapie most w Arnhem, zapytał: — Ile czasu potrzeba wojskom pancernym na dotarcie do nas? —Dwa dni — odpowiedział buńczucznie marszałek Montgomery. — Zdołamy utrzymać ten most przez cztery dni — odpowiedział Browning, ciągle wpatrzony w mapę i dodał: — Jednakże sądzę, sir, że chyba idziemy o jeden most za daleko.

    Brytyjczycy w opałach

    Zadanie zdobycia tego mostu otrzymały: l Dywizja Powietrzno-Desantowa gen. Urquharta (słynne „Czerwone Diabły”) i l Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Sosabowskiego. Niestety, cel ten nie został osiągnięty. Dowództwo brytyjskie zlekceważyło doniesienia wywiadu holenderskiego o koncentracji w rejonie Arnhem potężnych sił 2 Korpusu Pancernego SS, który uniemożliwił Brytyjczykom i Polakom opanowanie Arnhem i kluczowego mostu. Zrzuceni w odległości 10-15 km od celu ataku spadochroniarze brytyjscy musieli przez 4 godziny przedzierać się pieszo w kierunku Arnhem, dając Niemcom czas na przygotowanie się do obrony. Po sforsowaniu Renu udało się im tylko uchwycić północny przyczółek mostu. O wejściu na sam most nie mogli nawet marzyć. Wokół pojawiły się niemieckie czołgi i działa samobieżne. Rozpoczęły się uciążliwe i nie przynoszące rozstrzygnięcia walki w mieście.

    Na pomoc „Czerwonym Diabłom”

    Główne siły brygady gen. Sosabowskiego, z powodu mgły, weszły do akcji zbyt późno. Spieszący na pomoc „Czerwonym Diabłom” Polacy nie mogli się przeprawić na północny brzeg Renu, opanowany już zresztą przez Niemców, gdyż nie dostarczono im łodzi desantowych a prom, który miał na nich oczekiwać, został zatopiony. W tej sytuacji zmuszeni zostali wycofać się do m. Driel. W nocy z 22 na 23 września przeprawiło się przez Ren 56 spadochroniarzy z 3 baonu. Przepłynęli na dwóch gumowych łódkach ratunkowych, znalezionych na zrzutowisku. Łódki te, po 28 nawrotach zostały podziurawione niemieckimi pociskami i zatonęły. Dopiero późnym wieczorem 23.09. otrzymali Polacy 14 łodzi desantowych i w nocy, 270 spadochroniarzy przebiło się do dywizji Urquharta, ale Arnhem było już stracone. Czołgi 30 Korpusu gen. Horrocksa, wbrew butnym zapowiedziom marsz. Mongome-ry’ego, nie zdążyły z odsieczą w planowanym terminie. 25 września, przed południem, wydany został rozkaz odwrotu.

    Zagłada dywizji

    W ciągu 9 dni morderczych walk l Dywizja Powietrzno-Desantowa przestała istnieć, mimo waleczności i nadzwyczajnego męstwa jej żołnierzy. Z ponad 10-tysięcznej elitarnej jednostki uratowało się niespełna dwa tysiące ludzi. Straty polskie wyniosły 23% stanu brygady. W przygotowaniu i realizacji desantu pod Arnhem, dowództwo brytyjskie popełniło szereg błędów, na które zwracał uwagę gen. Sosabowski, dość sceptycznie odnoszący się do całej akcji. Jednak przestrogi polskiego dowódcy zostały zbagatelizowane. Wprost rozbrajający był gen. Browning, mówiąc:— Ależ mój drogi Sosabowski, „Czerwone Diabły” i dzielni Polacy mogą pokusić się o wszystko.

    Przyczółek donikąd

    Oceniając po latach plan Mongome-ry’ego, gen. Franciszek Skibiński skonstatował: „Nie ulega wątpliwości, ze gdyby nawet operacja osiągnęła zamierzony cel i zakończyła się opanowaniem przyczółka w Arnhem (…)— to i tak gra nie była warta świeczki. Zarówno bowiem warunki terenowe (…), jak i reakcja nieprzyjaciela przesądzały o tym. ze na północnym brzegu Renu można by przepchnąć co najwyżej nieznaczną część sił 2 Armii. O żadnych dalszych działaniach zaczepnych nie mogło więc być mowy, a to znaczy, ze przyczółek prowadził do… nikąd”. Pomysł wielkiego „Monty” od samego początku okazał się niefortunny. Bitwa pod Arnhem była ostatnim zwycięstwem armii niemieckiej i ostatnią klęską aliantów w II wojnie światowej.

  16. Piotrx said

    I jeszcze o innej bitwie – kolejny przykład że za bledy i głupotę dowodcow płacą w pierszym rzędzie żołnierze

    ****************************************

    Budziszyn 1945 –zapomniana bitwa

    Andrzej Solak

    Przeciętny, rozumny Polak potrafi podać liczne przykłady bohaterskiej postawy naszych żołnierzy z okresu II wojny światowej. Pamięta o Westerplatte, bitwie nad Bzurą, obronie Warszawy i Helu, dalej o Narwiku i Tobruku, o lotnikach i marynarzach, o zdobyciu Monte Cassino, o partyzanckich bojach, Powstaniu Warszawskim i przełamaniu Wału Pomorskiego…

    Jednak prawdziwy przebieg bitwy pod Budziszynem wiosną 1945 r., jednej z największych batalii z udziałem polskiego oręża, oraz okoliczności śmierci bez mała 8 000 polskich żołnierzy, zna niewielu rodaków.

    16 kwietnia 1945 r. rozpoczęła się berlińska operacja 1 Frontu Ukraińskiego. W jego składzie weszły do boju oddziały 2 Armii Wojska Polskiego. Potęga 2 Armii prezentowała się imponująco: pięć dywizji piechoty, dywizja artylerii przeciwlotniczej, dwie brygady artylerii przeciwpancernej, brygada saperów; pułki: ciężkich czołgów, dział pancernych, moździerzy; jednostki transportu i łączności. 2 Armii podporządkowano też 1 korpus pancerny WP, 2 dywizję artylerii, a nawet jednostki sowieckie: 16 brygadę pancerną i 98 pułk artylerii rakietowej. Dawało to razem 89,161 żołnierzy, 521 czołgów i pojazdów pancernych, 1736 dział. 85 proc. masy żołnierskiej stanowili Polacy. Na resztę, oprócz wspomnianych oddziałów sowieckich, składali się obywatele polscy narodowości ukraińskiej, białoruskiej i żydowskiej.

    Inaczej sytuacja przedstawiała się na stanowiskach dowódczych. Wszystkie, od szczebla batalionu wzwyż, obsadzali oddelegowani oficerowie sowieccy. Sowieci w polskich mundurach stanowili 57 proc. kadry oficerskiej 2 Armii WP. Ich kwalifikacje były zróżnicowane. Na czele 2 Armii postawiono tyleż złowrogą, co absolutnie nie nadającą się na to stanowisko personę.

    Generał „Walter”

    Karol Świerczewski urodził się w Warszawie (wedle jednych pochodził z żydowskiej rodziny Tenenbaumów, zdaniem innych został ochrzczony w kościele NMP). W latach I wojny światowej znalazł się na terenie Rosji. Już w listopadzie 1917 r. zasilił swą osobą szeregi Gwardii Czerwonej. Przez kilka następnych lat aktywnie zwalczał kontrrewolucję. Gdy wybuchła wojna z „jaśniepańską Polską”, na ochotnika zgłosił się do boju przeciw własnej Ojczyźnie (dowodził wtedy batalionem piechoty). Pozostał już w Armii Czerwonej, systematycznie awansując. W latach 30. wojował w Hiszpanii, delegowany tam przez Stalina w roli doradcy wojskowego. Zasłynął wtedy jako posiadacz dwóch pistoletów typu Walther (Mod. 4 i PP), z których zwykł osobiście rozstrzeliwać dezerterów. Dowodził często po pijanemu (dlatego też „kulom się nie kłaniał”), niekiedy w samych majtkach (zob. M.J. Chodakiewicz, „Zagrabiona pamięć. Wojna w Hiszpanii 1936-1939”, Warszawa 1997) – ale zawsze z którymś ze wzmiankowanych waltherów w garści (czemu też zawdzięczał partyjne pseudo – „Walter”). Swoją postawą zauroczył przebywającego wówczas w Hiszpanii Ernesta Hemingwaya, skądinąd osobnika równie trunkowego, który unieśmiertelnił Karola na kartach powieści „Komu bije dzwon” (jako generała Golza).

    W czerwcu 1941 r., gdy sygnatariusze paktu Ribbentrop-Mołotow chwycili się za łby, Świerczewski stawił czoła Hitlerowi jako dowódca 248. dywizji piechoty Armii Czerwonej. Nad Wiaźmą dowodził tak „genialnie”, że po paru dniach z 10.000 żołnierzy zostało mu 5 (pięciu!). Dowództwo, widząc przerażającą niekompetencję i pogłębiający się alkoholizm „Waltera”, na dwa lata przesunęło go do szkolenia rezerw.

    Świerczewski wypłynął ponownie, gdy Stalin jął organizować Wojsko Polskie. Błędne decyzje „Waltera” stały się przyczyną ciężkich strat 1 Armii WP (1500 zabitych i rannych) w trakcie forsowania Wisły, między Dęblinem a Puławami (sierpień 1944).

    Brak profesjonalizmu „Karolek” nadrabiał czujnością ideologiczną w tropieniu „wrogów ludu”. Zachowały się podania trzydziestu dziewięciu oficerów i żołnierzy AK, skazanych na śmierć przez sądy wojskowe 2 Armii WP, piszących do jej dowódcy prośby o darowanie życia. Dwadzieścia dziewięć spośród tych podań opatrzonych jest adnotacją: „Odmawiam – K. Świerczewski”.

    Marsz na Drezno

    Zadania, jakie w kwietniu 1945 r. postawił przed 2 Armią WP dowódca 1 Frontu Ukraińskiego, marszałek Iwan Koniew, nie wydawały się trudne. Polacy mieli nacierać w kierunku na Niesky, Kleinwelka i Drezno, jednak priorytetem była osłona działań Frontu od południa. Świerczewski zapragnął jednak większej chwały. Należy tu podkreślić, iż przed otrzymaniem przydziału do Wojska Polskiego, nigdy wcześniej nie dowodził on związkiem operacyjnym szczebla armii, czy choćby korpusu. Teraz zmienił samowolnie rozkazy dowództwa, nakazując zajęcie Drezna już w drugim dniu ofensywy.

    Oddziały niemieckie na trasie polskiego natarcia liczyły 50 tysięcy żołnierzy, 300 czołgów, 600 dział. Ich pełna siła nie została rozpoznana przez szwankujący zwiad. W toku walk uzyskały jeszcze dodatkowe wsparcie. W ich szeregach nie brakło elitarnych jednostek: Dywizji Grenadierów Pancernych „Brandenburg” (walczyła wtedy w składzie wyborowego korpusu „Grossdeutschland”), 1 Dywizji Spadochronowo-Pancernej „Hermann Goering”, 2 Dywizji Grenadierów Pancernych „Hermann Goering”, 20 Dywizji Pancernej, 2 i 10 Dywizji Pancernych SS i wielu innych. U boku Niemców biła się też 600 dywizja piechoty, sformowana z jeńców sowieckich („Rosyjska nr 1”). Formacje te, choć ustępowały 2 Armii pod względem liczebności i siły ognia, przewyższały ją jednak wyszkoleniem, kompetencją kadry dowódczej oraz doświadczeniem bojowym.

    Katastrofa

    Natarcie głównych sił 2 Armii WP początkowo rozwijało się pomyślnie. Mimo zaciekłego oporu Niemców, dokonano głębokiego wyłomu w ich obronie. Szybko pojawiły się doniesienia o nieprzyjacielskich kontratakach przeciw sowieckiej 52 Armii, walczącej na polskim skrzydle. Informacje te zostały przez sztab 2 Armii WP zlekceważone. Polskie dywizje, wciąż ponaglane rozkazami Świerczewskiego, rozciągnęły się na przestrzeni aż 50 km, tworząc trzy niezależne ugrupowania.

    To, co nastąpiło potem, przypominało senny koszmar. 21 kwietnia na wschód od Budziszyna rozpoczęło się niemieckie kontruderzenie. Oddziały pancerne nieprzyjaciela, doskonale dowodzone, korzystające ze świetnego rozpoznania, wbiły się żelaznym klinem w luki między polskimi jednostkami. 2 Armia została rozcięta na pół. Przerwane zostały linie zaopatrzeniowe, Niemcy znaleźli się na polskich tyłach. Główne siły 2 Armii szybko znalazły się w okrążeniu.

    Świerczewski znów zlekceważył niebezpieczeństwo. Miast przyjść z pomocą zagrożonym jednostkom, podjął fatalną decyzję, przekazując 1 korpusowi pancernemu i trzem dywizjom piechoty rozkaz kontynuowanie natarcia na Drezno. W ten sposób odciągnął je od najbardziej newralgicznego miejsca batalii. Tymczasem w rejonie Budziszyna Niemcy przystąpili do rozprawy z okrążonymi oddziałami polskimi. W Forsten uległa zagładzie 16 brygada pancerna (ocalało zaledwie 100 żołnierzy!). Zniszczone zostało dowództwo 5 dywizji piechoty, wśród poległych był sam dowódca dywizji, gen. bryg. Aleksander Waszkiewicz (jego ciało odnaleziono dopiero po 12 dniach; wtedy wyszło na jaw, że został bestialsko zamordowany po wzięciu do niewoli – protokół sekcji zwłok stwierdzał m.in. ślady ciosów tępym narzędziem i nahajką, wyrżnięcie lewego oka wraz z powieką, wykłucie prawego oka…).

    W prace sztabu 2 Armii wkradł się chaos. Wydawano sprzeczne rozkazy. Piechota toczyła bój bez wsparcia broni pancernej i artylerii. Z kolei jednostki artylerii wysyłano do walki bez koniecznej osłony piechoty. Artylerię ciężką, której zadaniem jest niszczenie nieprzyjacielskich odwodów z dużych odległości, skierowano do zwalczania niemieckich czołgów i piechoty ogniem na wprost.

    Dopiero w południe 22 kwietnia, gdy sytuacja stała się krytyczna, Świerczewski nakazał 1 korpusowi pancernemu powrót spod Drezna. Korpus, forsownym marszem, zdołał dotrzeć pod Budziszyn jeszcze wieczorem tego samego dnia. Było już jednak za późno. 24 kwietnia Niemcy zdobyli Budziszyn, następnie krwawo odparli kontratak Polaków. Wreszcie, interweniował osobiście sam dowódca Frontu, marszałek Iwan Koniew. Ściągnął w rejon Budziszyna znaczne siły sowieckie, dokonał też przegrupowania jednostek polskich, ratując tym samym 2 Armię od całkowitej klęski.
    Krwawa dogrywka

    Podczas przegrupowania polskich jednostek Koniew popełnił jednak błąd, zostawiając pod Dreznem osamotnioną polską 9 dywizję piechoty. 26 kwietnia dywizja otrzymała rozkaz odwrotu. Jej dowódca, pułkownik Aleksander Łaski, lekkomyślnie nakazał wycofywać się trzema nieubezpieczonymi kolumnami, nie czekając na osłonę nocy. Niemcy, dysponując zdobytymi planami marszruty, dokonali prawdziwego pogromu. W miejscowości Horka wpadła w zasadzkę kolumna wraz z ewakuowanym szpitalem polowym (300 rannych). Niemieccy oprawcy mordowali bezbronnych metodą katyńską – strzałami w tył głowy. Świadkiem zbrodni był kapelan dywizji, ksiądz kapitan Jan Rdzanek, ocalały cudem, mimo postrzału w potylicę.

    W „dolinie śmierci” pomiędzy Panschwitz, Kuckau i Crostwitz, zmasakrowany został 26 pułk piechoty. Stracił tam 75 proc. stanu. Setki stłoczonych na otwartej przestrzeni żołnierzy zostało wybitych ogniem artylerii i karabinów maszynowych. 9 dywizja, straszliwie pokiereszowana, bez artylerii i taborów, pozbawiona dowódcy (dostał się do niewoli) utraciła zdolność do prowadzenia działań.

    Natarcie niemieckie pod Budziszynem trwało do końca kwietnia. Dopiero wtedy nastąpiło ustabilizowanie frontu. Straty 2 Armii WP podczas operacji łużyckiej wyniosły oficjalnie 4, 902 poległych, do których należy doliczyć jeszcze 2,798 zaginionych bez wieści oraz 10, 532 rannych. Łącznie 18, 232 zabitych i rannych, tj. ok. 22 proc. stanu osobowego Armii! Utracono 57 proc. czołgów i dział pancernych, ponad 20 proc. dział i moździerzy. Na owe dwa krwawe tygodnie na Łużycach przypada ponad 27 proc. całości strat w ludziach poniesionych przez Wojsko Polskie na Froncie Wschodnim w okresie 20 miesięcy (październik 1943 – maj 1945)!

    W pijanym widzie?

    Polscy historycy wojskowości wystawiają miażdżące noty Świerczewskiemu i jego sztabowcom. Czesław Grzelak, Henryk Stańczyk i Stefan Zwoliński, w swej znakomitej monografii („Bez możliwości wyboru. Wojsko Polskie na Froncie Wschodnim 1943-1945”, Warszawa 1993), stwierdzają: „Winę za niepowodzenia i doznane straty ponosi dowództwo armii, a po części także dowództwa związków taktycznych i samodzielnych oddziałów. Nie potrafiły bowiem w trudnych momentach walki zachować prężności dowodzenia, a często podejmowały decyzje sprzeczne z podstawowymi zasadami walki. […] Największa odpowiedzialność spada jednak bezpośrednio na dowódcę armii, który […] dopuścił do samorzutnego rozerwania jej sił, a w obliczu rysującego się niebezpieczeństwa nie potrafił ich w porę skoncentrować w najważniejszym miejscu”.

    „Generał Świerczewski, delikatnie mówiąc, nie stanął na wysokości zadania – wtóruje Krzysztof Stecki. – […] Lista błędów popełnionych przez Świerczewskiego jest bardzo duża. Zmienił on na przykład ugrupowanie armii, która według założeń sztabu frontu miała większość swoich sił zgrupować frontem na południe dla ochrony przed ewentualnym kontratakiem. Ta fatalna w skutkach decyzja zaważyła na losie tysięcy żołnierzy…”.

    Najostrzej oceniają Świerczewskiego jego podwładni, ci, którzy własną krwią płacili za jego nieudolność. Pułkownik Henryk Piecuch cytuje wypowiedzi uczestników walk, w tym majora Stefana Torno-Ornowskiego, który stwierdza bez ogródek: „Świerczewski dowodził chyba w pijanym widzie”.

    Zastanawiająca jest bezkarność Świerczewskiego, w ramach systemu, który za nawet bzdurne przewinienia płacił łagrem bądź strzałem w potylicę. Ominęły go represje, jakie spadły na innych sowieckich „internacjonalistów” powracających z Hiszpanii. Klęska jego 248. dywizji pod Wiaźmą zaowocowała przydziałem do bezpiecznej służby na tyłach. Krwawy chrzest, udzielony żołnierzom 1 Armii WP podczas forsowania Wisły, otworzył drogę do objęcia dowództwa nad 2 Armią.

    Po wojnie „towarzysz Walter” nadal awansował. W kwietniu 1947 r., już jako generał broni i wiceminister obrony narodowej, wizytował Bieszczady. Pod Jabłonkami sotnia UPA Stefana Stebelskiego „Chrina” urządziła zasadzkę. Historyk Grzegorz Motyka stwierdza powściągliwie, że nie udało mu się potwierdzić, ani zdementować „uporczywej wersji”, jakoby Świerczewski był w tym dniu pijany. Tak czy inaczej, „Karolek z Warszawy” znowu „nie kłaniał się kulom”. Trafiły go trzy pociski – w brzuch, w plecy i pośladek (ten ostatni postrzał, z powodów polityczno-hagiograficznych, utajniono). Zaraz po śmierci „Waltera” pojawiły się pogłoski, iż padł on ofiarą porachunków w obozie komunistów. Trudno tu wyrokować, przy obecnym stanie wiedzy, choć Henryk Piecuch utrzymuje, iż w najbliższym otoczeniu Stebelskiego „Chrina” działało dwóch agentów sowieckich. Czy mogli oni podsunąć UPA trasę podróży „Waltera”? Wśród komunistów, jak w każdej mafii, zderzały się różne grupy interesów…

    Zapomniana bitwa

    Pod Budziszynem zawiodło dowództwo. Nie zawiódł, jak zwykle, żołnierz. Choć kiepsko dowodzony, narażany na niepotrzebne straty, żołnierz polski walczył w tej bitwie dzielnie. Relacje uczestników walk, również Niemców, dają świadectwo ogromnej zaciętości batalii. Nawet po okrążeniu i rozbiciu dużych jednostek, po unicestwieniu ich dowództwa (np. 5 i 9 DP), w obliczu klęski i osaczenia, poszczególne pododdziały kontynuowały bój, próbując na własną rękę, często z powodzeniem, wyjść z okrążenia.

    Każdego roku wspominamy (jak najsłuszniej!) Westerplatte, gdzie nadstawiało głowę 200 naszych żołnierzy, Monte Cassino (45 tysięcy), Powstanie Warszawskie (50 tys.), głośno jest w prasie o Falaise (16 tys.) i Arnhem (2,2 tys.). A w operacji łużyckiej wzięło udział 90 tysięcy żołnierzy 2 Armii WP! Licząc od momentu klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r., bitwa pod Budziszynem zajmuje drugie miejsce (po Powstaniu Warszawskim) pod względem liczby polskich ofiar. Mimo to pamięta o niej niewielu. Mało kto wie również o mordowaniu polskich jeńców wojennych w Horce, o bestialskich torturach, jakim poddano generała Waszkiewicza… Czy jest szansa, by zainteresował się tą sprawą IPN…?

    Wojsko Polskie na Wschodzie powołane zostało decyzją Stalina. Na poświęceniu żołnierzy 1 i 2 Armii WP żerowały czynniki polityczne, dążące do zniewolenia naszej Ojczyzny. Ale sami żołnierze nie mieli wpływu na decyzje polityków. Otrzymali szansę walki z niemieckim wrogiem i z szansy tej skorzystali. Ich krew ma taką samą wartość, jak krew bohaterów spod Tobruku, Monte Cassino czy Arnhem.

  17. ponury said

    Wielki Polak! znam sprawe od podszewki: mój teściu to rodzina gen.Sosabowskiego. Dzięki za ciepłe słowo!

  18. Niedaleko said

    I Zygmunt Henryk Berling ma pomnik który dalej stoi w Warszawie ????? Cholera to wszystko naprawdę jest chore do nie skończoności.

  19. Niedaleko said

    Temat nie bezpośrednio na temat gen.Sosabowskiego ale jest związany z miejscem gdzie walczył, Holandii.

    Patrzałem na odcinek serialu „Tajna Wojna” gdzie była dyskutowana operacja „Englandspiel”. W tej operacji mimo próby przez pierwszego schwytanego holenderskiego agenta że jest w rekach Niemców, Anglicy nie zareagowali i posyłali na śmierć przez około dwóch lat około 50 agentów holenderskich.

    Co ciekawe, dokumenty w tej sprawie (w Wielkiej Brytanii) znikły w dużej mierze lub były utajnione na dalsze dziesiątki lat tak jak te na temat Sikorskiego lub gen.Sosabowskiego.

    To są nasi alianci 🙂

    http://www.independent.co.uk/news/spy-fiasco-cost-britain-50-agents-1199631.html

Sorry, the comment form is closed at this time.