Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    lewarek.pl o Traditionis Custodes
    Listwa o List przełożonego generalnego…
    I*** o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    Boydar o Kościół w rękach predatora. Dr…
    Boydar o Traditionis Custodes
    Boydar o Jeszcze o Gierku…
    Listwa o Traditionis Custodes
    prostopopolsku o Obywatele w obronie radcy praw…
    lewarek.pl o List przełożonego generalnego…
    lewarek.pl o W obronie realizmu polity…
    Boydar o List przełożonego generalnego…
    wanderer o Traditionis Custodes
    wanderer o Białoruska biegaczka będzie si…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Fikcja judeochrześcijaństwa

Posted by Marucha w dniu 2012-05-30 (Środa)

Lewacka ideologia „politycznej poprawności” podmywa i rozmywa dziedzictwo duchowe Europy.

Czyni to wieloma sposobami. Jednym z nich jest infiltrowanie zachodniej świadomości społecznej lewoskrętnym fałszem, lewoskrętne chrześcijańskich gmin wyznaniowych w Palestynie, ale tutaj wprowadza się je w całkiem innym znaczeniu. Wprowadza się je przy tym bez uzasadnień i objaśnień, metodą marketingową, napomykając coraz częściej tu i tam z niewinną miną o jakiejś „tradycji judeochrześcijańskiej”, „cywilizacji judeochrześcijańskiej”, albo o jakichś specjalnie „judeochrześcijańskich wartościach”, nigdy nie precyzowanych. Wprowadza się tę innowację, jak gdyby rozumiała się sama przez się i nie mogła budzić niczyich wątpliwości. Nikt nie pyta, czy taka tradycja albo cywilizacja w ogóle istnieje lub kiedykolwiek istniała.

Od tysiąca lat żyliśmy w Polsce przeświadczeni, że nasza wiara i tradycja są chrześcijańskie. A tu naraz mówią nam, że to był błąd: nie „chrześcijańskie”, tylko „judeochrześcijańskie”.

Nie podoba się nam to nowe nazwanie. Dokonuje się nim gwałtu na naszej samowiedzy historycznej i świadomości narodowej. Czemu więc nikt nie wyraża sprzeciwu – żaden przedstawiciel Kościoła, żaden dziennikarz, żaden profesor uniwersytetu? Bo się boją! To zaś pokazuje, że nie są już ludźmi naprawdę wolnymi. Bo człowiek wolny nie boi się mówić, co myśli; ani pytać, gdy rodzą się w nim wątpliwości. To jest jego pierwsza cecha rozpoznawcza. A oni milczą, tak są już osiodłani: co im wolność, grunt to auto.

Wolność słowa jest stale zagrożona. Obronić ją można tylko przez stałe jej użytkowanie. Inaczej wiotczeje i zanika, jak nieużywane mięśnie. Dlatego w imię wolności słowa, by zapobiec jej atrofii, powiedzmy jasno i wyraźnie: żadnego „judeochrześcijañstwa” nie ma i nigdy nie było.

Określenie to jest propagandową fikcją. Fikcję tę międzynarodowe lewactwo wtłacza pod medialnym ciśnieniem do świadomości społecznej, by rozmiękczyć zawarte w niej dziedzictwo chrześcijańskie; bo rozmiękczone łatwiej zgnieść, to jasne.

Jako formacja ideologiczna lewactwo dzisiejsze cechuje się niezwykłą wprost agresywnością, a jej ostrze główne wymierzone jest w chrześcijaństwo. Red. Bronisław Wildstein, na pewno żaden klerykał, stwierdził niedawno arcysłusznie (Rzeczpospolita z 6. 5. 2008):

„Ateizm przekształcił się od jakiegoś czasu w agresywną antyreligię. Jako taki dąży do eliminacji religii [z] przestrzeni publicznej. […] Jest chyba najbardziej nietolerancyjnym wierzeniem współczesnego Zachodu.”

Fikcja „judeochrześcijaństwa” jest częścią ich ofensywy na chrześcijaństwo: głęboką dywersją, o wiele groźniejszą niż np. pojedyncze skandale seksualne jakichś osób duchownych, tak usilnie dziś nagłaśniane.

Judaizm i chrześcijaństwo to są dwie odrębne religie i tradycje. Nie biegły nigdy razem, zawsze tylko  o b o k  siebie; osobno i całkiem niezależnie jedna od drugiej, w hermetycznej niemal izolacji. Ich odrębność widać we wszystkich czterech składowych, jakie można wyróżnić w każdej religii: w doktrynie, w kulcie, w organizacji, oraz w obyczajowości. Próby ze strony chrześcijańskiej, by odrębności te bagatelizować lub zacierać, są efektem złudzeń posoborowego „ekumenizmu”; przy bliższym wejrzeniu okazują się zwykłym synkretyzmem religijnym, nie podzielanym bynajmniej przez drugą stronę.

Owszem, chrześcijaństwo i judaizm mają jako religie pewien ważny punkt styczny: jest nim Stary Testament, ten pień monoteizmu. Punkt ten dzielą jednak z islamem. Judaizm, chrześcijaństwo i islam to są trzy interpretacje Starego Testamentu: trzy różne sposoby jego rozumienia. Rozumienie żydowskie wyraża się w Talmudzie; rozumienie chrześcijańskie – w Ewangelii; rozumienie muzułmańskie – w Koranie. Mamy zatem trzy różne interpretacje Starego Testamentu: talmudyczną, ewangeliczną i koraniczną; oraz trzy wyrosłe na nich religie, tradycje i cywilizacje. Takim samym więc prawem, jak o „judeo-chrześcijaństwie”, można by mówić o „judeoislamie”, albo przeciwstawiać wartościom „judeo-chrześcijańskim” wartości „judeo-mahometańskie”. Wszystko to fikcje.

Historyczne związki chrześcijaństwa z judaizmem są znane od dwóch tysięcy lat. Przez dwa tysiąclecia nie przychodziło jednak nikomu do głowy, by propagandowo przedstawiać te dwie tradycje jako jedną. Cóż zatem usprawiedliwia chęć, by „chrześcijaństwu” doczepiać przedrostek „judeo-”? Przedrostek ten ma sugerować jakąś bliżej nieokreśloną symbiozę obu religii, której w rzeczywistości nigdy nie było. Wprowadzanie go jest mistyfikacją.

Cywilizacja Zachodu powstała jako wielka synteza dziejowa trzech pierwiastków duchowych: żydowskiego monoteizmu, myśli greckiej i państwowości rzymskiej. Nazwa tej trójsyntezy brzmi „chrześcijaństwo”, bez żadnych kwalifikujących przedrostków. W tym połączeniu pierwiastki owe stworzyły coś jakościowo nowego, czego właściwości nie miał żaden z nich z osobna: niczym atomy węgla, tlenu i wodoru w cząsteczce cukru. Nie ma sensu mówić o „węglocukrach”, gdy żadnych innych cukrów nie ma; i podobnie nie ma sensu mówić o „judeochrześcijaństwie”, gdy innego nie ma. Zbitka słowna „judeochrześcijaństwo” służy za instrument do demontażu chrześcijaństwa: ma mu odbierać jego wyrazistość, rozmazywać jego historyczny kontur.

Zauważmy, że w świadomości społecznej działa ona tylko w jedną stronę: judaizuje chrześcijaństwo, nie chrystianizując judaizmu. Nie mówi się przecież o żadnym „chrystojudaizmie”; ani o „tradycji judeo-mahometańskiej”, choć dziedzictwo Starego Testamentu” obecne jest również w islamie (stąd np. jego roszczenia do Jerozolimy). Lewoskrętnej ideologii nie wadzą w Europie ni meczety, ni synagogi, ni aśramy. Wadzą jej tylko kościoły.

Ale – krzykną tu zaraz lewacy – sam Jan Paweł II mówił przecież o „starszych braciach w wierze”. Rzeczywiście tak się wyraził: najpierw w 1986 r. podczas swej historycznej wizyty w rzymskiej synagodze, a potem jeszcze dwukrotnie (w 1999 r. na audiencji generalnej i w 2000 r. podczas spotkania w Izraelu z dwoma naczelnymi rabinami, aszkenazyjskim i sefardyjskim). Cóż jednak wynika z tych słów papieża w odniesieniu do nazwy „judeochrześcijañstwo”?

Nic nie wynika.

Słynne słowa Jana Pawła II o „starszych braciach” to nie było orzeczenie papieskie o naturze chrześcijaństwa. To był wielki gest pojednawczy Kościoła wobec Żydów: historyczna propozycja by  r a z e m  wznieść się ponad zadawnione od dwóch tysięcy lat antagonizmy i podjąć wspólne dzieło ich stopniowego wygaszania.

Ten historyczny gest zawisł jednak w próżni, bo z tamtej strony nikt się do braterstwa w wierze z nami nie przyznał. Odpowiedzią były i są jedynie coraz to nowe i coraz dalej idące roszczenia i oskarżenia, z próbami ingerencji w samą katolicką liturgię, to jądro wszelkiej religii, włącznie. (Doszło do tego, że starą i piękną pieśń wielkopostną „Ludu mój, ludu” uznano za wyraz „katolickiego antysemityzmu” i zażądano bezczelnie usunięcia jej z nabożeństwa Drogi Krzyżowej.) Nie mówiąc o tym, że nie zdobyto się nigdy na najmniejszy odruch wdzięczności za to, że ów wielki gest Kościoła wyszedł od papieża Polaka, jednego z rodu tych tak gorliwie i zajadle przez nich zniesławianych. Zamiast tego On i my usłyszeliśmy słowa „panie papież, weź pan te krzyże” – dla nas równie pamiętne jak tamte o „starszych braciach”.

Słowa o „starszych braciach w wierze” nie po to zostały wypowiedziane, by Ojciec święty chciał przemianowywać wiarę chrześcijańską, ani tym bardziej nie po to, by nieżyczliwi jej mieli nas czym dźgać. Były wyrazem dobrej woli, a także nadziei, że jedna dobra wola rodzi drugą. Nie zrodziła. Zamiast tego wsuwa się nam fikcję „judeochrześcijaństwa”, a winę za zagładę Żydów europejskich przesuwa się coraz wyraźniej z III Rzeszy na „chrześcijaństwo” – tu już bez przedrostka „judeo”.

Ani na chrześcijaństwo, ani ogólniej na chrześcijańską kulturę Zachodu judaizm właściwy – to znaczy talmudyczny – żadnego wpływu nie wywarł. Trwał obok nich, sam w sobie, jako odrębna formacja kulturowa. Gdy po rewolucji francuskiej Żydzi zaczęli w kulturze Zachodu czynnie uczestniczyć, działo się tak o tyle, o ile wychodzili duchowo poza granice swej wspólnoty i tamtą kulturą i wartościami nasiąkali. Ich późniejszy wielki wkład w kulturę Zachodu był kwestią ich przymiotów osobistych. (Może także plemiennych, ale to już rzecz wielce sporna.) W każdym razie wkład ten nie polegał na zaszczepieniu chrześcijaństwu idei judaizmu wziętych z chederu i Talmudu. Heine stał się wielkim poetą niemieckim, nie „judeo-niemieckim”; a Leśmian – polskim, nie „judeo-polskim”. Dopiero teraz, w XXI wieku „multikulturalne” lewactwo usiłuje narzucić nam np. świętowanie Purim czy Chanuki.

Przemianowywanie chrześcijaństwa na polit-poprawne „judeochrześcijaństwo” ma zasiać w nas ziarno niepewności, kim właściwie jesteśmy: jakie jest nasze duchowe dziedzictwo. Wtedy bowiem łatwiej je zniszczyć. Nazwa „judeochrześcijaństwo” to znak na sztandarze współczesnego nihilizmu – nie czarnym już, ani czerwonym, tylko „tęczowym”. Można rzec, stanowi kryptonim tęczowego chrześcijaństwa. Takich tęczowych chrześcijan jest dziś wiele, a najwięcej w Krakowie.

Prof. Bogusław Wolniewicz
Profesor Wolniewicz jest zdeklarowanym ateistą (przedstawia się jako „rzymski katolik – niewierzący”). Uściśla to precyzując, że nie wierzy w przetrwanie świadomości po śmierci. Natomiast nie neguje istnienia wyższej inteligencji nad człowiekiem.

Żródło: GŁOS POLSKI nr 6, 1-7.02.2012
http://www.fronda.pl/

Komentarzy 16 do “Fikcja judeochrześcijaństwa”

  1. aga said

    Katolicyzm jest tą najpiękniejszą i najszlachetniejszą perła historii ludzkości ,i to nawet w tym wspólczenym posoborowym,okaleczonym i chorym kościele,czego świadectwo i dowód z 2006r :

    http://pl.gloria.tv/?media=257425

  2. aga said

    PISMA KS. GOBBIEGO
    „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej”
    ATAK MASONERII NA KOŚCIÓŁ MA DOPROWADZIĆ DO OSIĄGNIĘCIA NASTĘPUJĄCYCH CELÓW:
    zaprzeczyć istnieniu Boga i doprowadzić ludzkość do buntu przeciw Bogu
    «Ateizm marksistowski i masoneria stoją na czele zastępu zgromadzonego po to, aby całą ludzkość doprowadzić do zaprzeczenia istnieniu Boga i do buntu przeciw Niemu. Na czele tego zastępu stoi sam Lucyfer, powtarzający dziś wyzwanie skierowane przeciwko Panu, aby samemu otrzymać cześć należną Bogu. Walczą po jego stronie wszystkie demony, które obecnie rozeszły się z piekła po ziemi, by jak największą liczbę dusz doprowadzić do potępienia. Przyłączają się do nich wszystkie duchy potępionych i tych, którzy w życiu kroczą odrzucając Boga. Obrażają Go, bluźnią Mu, idą drogą egoizmu i nienawiści, zła i nieczystości. Ich jedynym celem jest poszukiwanie przyjemności, zaspokajanie wszystkich swoich namiętności. Walczą o zwycięstwo nienawiści, zła, nieczystości.» (314)
    usprawiedliwić grzech
    «Celem masonerii kościelnej jest usprawiedliwianie grzechu, przedstawianie go nie jako zła, lecz jako wartości i dobra. Doradza się popełnianie go jako sposób zaspokajania wymagań własnej natury i niszczy się przez to korzeń, z którego mogłaby wyrosnąć skrucha. Mówi się, że spowiedź nie jest już konieczna. Zgubny owoc tego przeklętego raka – który rozszerzył się w całym Kościele – to powszechny zanik spowiedzi indywidualnej. Dusze stale żyją w grzechu, odrzucając dar Życia, ofiarowanego przez Jezusa.» (406)
    zniszczyć Ewangelię
    «Jezus jest Drogą prowadzącą do Ojca za pomocą Ewangelii. Masoneria kościelna popiera egzegezę, która – doszukując się w Ewangelii najróżniejszych gatunków literackich – daje wyjaśnienia racjonalistyczne i naturalistyczne. Przez to cała Ewangelia jest ciągle rozrywana. Dochodzi się w końcu do zaprzeczania historycznej rzeczywistości cudów i zmartwychwstania Chrystusa, a nawet poddaje się w wątpliwość samą Boskość Jezusa i Jego zbawczą misję.» (406)
    zniszczyć Eucharystię
    «Kościół jest życiem, bo daje Łaskę i jedynie on posiada skuteczne środki udzielania łaski – siedem sakramentów… Masoneria kościelna usiłuje na wiele podstępnych sposobów zaatakować w Kościele kult sakramentu Eucharystii. Uznaje w niej jedynie aspekt Uczty, a usiłuje pomniejszyć jej wartość jako Ofiary i zanegować rzeczywistą i osobową obecność Jezusa w konsekrowanych Hostiach. W tym celu stopniowo zostały zniesione wszelkie zewnętrzne oznaki wyrażające wiarę w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii, np. przyklękanie, godziny publicznej adoracji, święty zwyczaj otaczania Tabernakulum światłami i kwiatami.» (406)
    zniszczyć wiarę w Chrystusa
    «Celem masonerii kościelnej jest zniszczenie Chrystusa i Jego Kościoła, przez utworzenie nowego bożka, to znaczy fałszywego Chrystusa i fałszywego Kościoła. Jezus Chrystus jest Synem Boga żywego, wcielonym Słowem. Jest On prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, bo połączył naturę ludzką i naturę Boską w Swej Boskiej Osobie. Sam Jezus dał w Ewangelii najpełniejsze określenie Siebie mówiąc, że jest Prawdą, Drogą i Życiem. …Masoneria kościelna usiłuje więc zaciemnić Jego Boskie Słowo przez interpretacje naturalistyczne i racjonalistyczne. Poprzez próby uczynienia Go rzekomo bardziej zrozumiałym i lepiej słuchanym, pozbawia Je całej nadprzyrodzonej zawartości. Przez to szerzą się coraz bardziej błędy w Kościele katolickim. Z powodu rozpowszechniania się tych błędów wielu oddala się dziś od prawdziwej wiary, realizując w ten sposób proroctwo, które dałam wam w Fatimie: „Przyjdą czasy, gdy wielu ludzi utraci prawdziwą wiarę.” Utrata wiary to odstępstwo. Masoneria kościelna działa w podstępny i diabelski sposób, aby wszystkich ludzi doprowadzić do odstępstwa.» (406)
    zniszczyć Mistyczne Ciało Chrystusa, czyli Kościół
    «Po zniszczeniu Chrystusa historycznego Bestia o dwóch rogach, podobna do baranka, usiłuje zniszczyć Chrystusa Mistycznego, którym jest Kościół…» (406)
    osłabić autorytet Papieża
    Jednym ze sposobów zaatakowania Kościoła jest także odebranie autorytetu Papieżowi: «Biskupi zachowują dziwne milczenie i nie reagują. Kiedy Mój Papież mówi odważnie i ponownie potwierdza z mocą Prawdy wiary katolickiej, odmawia się słuchania go. Więcej nawet – publicznie krytykuje się go i wyśmiewa. Istnieje subtelna, diabelska taktyka – uknuta potajemnie przez masonerię – używana dziś wobec Ojca Świętego dla ośmieszania jego osoby i jego działania, dla udaremniania jego posługi.» (384) «…Kościołowi udaje się zachować jedność, gdy opiera się na kamieniu węgielnym swej jedności: na Piotrze i na Papieżu, który dziedziczy charyzmat Piotra. Masoneria usiłuje więc zniszczyć jedność Kościoła przez podstępny i zdradziecki atak na Papieża. Zawiązuje ona spisek opozycji i kontestacji wobec Papieża. Wspiera i wynagradza tych, którzy go lekceważą i są mu nieposłuszni. Szerzy głosy krytyczne oraz sprzeciwy Biskupów i teologów. Przez to burzy się sam fundament jedności Kościoła i staje się on coraz bardziej porozrywany i podzielony.» (406)
    rozbić jedność Kościoła
    «Brak jedności, podziały, walki i antagonizmy pojawiły się w Kościele. Siły ateizmu i masonerii, które przeniknęły do jego łona, doprowadziły do zniszczenia wewnętrznej jedności i zaciemnienia wspaniałości jego świętości. Są to czasy przeze Mnie zapowiedziane, kiedy Kardynałowie sprzeciwiają się Kardynałom, Biskupi – Biskupom, Kapłani – Kapłanom. Owczarnię Chrystusową rozrywają drapieżne wilki, które weszły do niej w szatach pozornie nieszkodliwych i łagodnych baranków. Znajdują się one pomiędzy tymi, którzy zajmują najbardziej odpowiedzialne stanowiska. Z powodu nich szatanowi udało się wejść i działać nawet na samym szczycie Kościoła. Biskupi i Kapłani Świętego Kościoła Bożego, jakże wielka jest dziś wasza odpowiedzialność!» (332)
    wprowadzić fałszywy ekumenizm przez wymieszanie religii
    «Kościół jest prawdą, ponieważ to jedynie jemu Jezus powierzył strzeżenie całego nienaruszalnego depozytu wiary. Powierzył to Kościołowi hierarchicznemu, czyli Papieżowi i zjednoczonym z nim Biskupom. Masoneria kościelna usiłuje zniszczyć tę rzeczywistość przez fałszywy ekumenizm, skłaniający do przyjęcia wszystkich Kościołów chrześcijańskich jako posiadających część prawdy. Masoneria kościelna opracowuje plan założenia jednego powszechnego Kościoła ekumenicznego, utworzonego przez zmieszanie wszystkich wyznań chrześcijańskich – w tym i Kościoła katolickiego.» (406)
    przygotować grunt dla ukazania się Antychrysta
    Szczytem działalności masonerii w Kościele i w świecie będzie opanowanie go na jakiś czas przez Antychrysta. Obecne działanie masonerii zmierza w kierunku przygotowania jego ukazania się. Wydarzenie to zapowiada Pismo Święte (por. Dn 8,11-12; 2 Tes 2,8). Również Katechizm Kościoła Katolickiego określa je jako „ostatnią próbę Kościoła” (pkt 675). «Zwłaszcza dla Kościoła nadeszła godzina wielkiej próby. Zostanie on wstrząśnięty – ostrzega Maryja 1 stycznia 1993 – brakiem wiary, zaciemniony odstępstwem, zraniony zdradami, opuszczony przez swoje dzieci, podzielony z powodu schizm. Zostanie wzięty w posiadanie i zdominowany przez masonerię. Stanie się podatną glebą, na której wyrośnie drzewo zła złoczyńcy – Antychrysta. Ustanowi on swe królestwo w jego wnętrzu.» Maryja ostrzega nas z naciskiem, że chwila ta jest już bliska: «Kielich Bożej Sprawiedliwości jest pełny i przelewa się. Widzę karę, przez którą Miłosierdzie Boże chce oczyścić i ocalić tę biedną grzeszną ludzkość. Jakże liczne i wielkie czekają was cierpienia, Moje biedne dzieci, tak podstępnie atakowane i zwodzone przez szatana – ducha kłamstwa, który was zwodzi i prowadzi na śmierć! Wielka jest Moja troska, bowiem Mój Kościół zdany jest na łaskę mocy zła. Zagrażają mu one i próbują go zniszczyć od wewnątrz. Masoneria ze swą diabelską mocą ustanowiła swoje centrum w samym sercu Kościoła, w którym przebywa Wikariusz Mojego Syna Jezusa. Stamtąd rozszerza swój zgubny wpływ na wszystkie części świata. Kościół znowu zostanie zdradzony przez swoich, będzie okrutnie prześladowany i zaprowadzony na miejsce stracenia. Widzę, że jego krwawe prześladowanie znajduje się już u waszych drzwi. » (509)

    http://voxdomini.com.pl/gob_opr/gmas01.html

  3. Piotrx said

    Jerzy Chodorowski

    Kłopotliwy Antenat

    NPW 9-10, 2003

    http://www.npw.pl/ARCHIWUM_NPW/2003_09_10/PIS-Chodorowski-klopotliwy-antenat.html

    W osiemdziesiątą rocznicę powstania doktryny paneuropejskiej

    Człowiek nie wybiera sobie rodziców, dlatego nie musi wyrzekać się przodka, którego postępowania nie aprobuje. Może go po prostu zignorować i nie odczuwać żadnego zakłopotania, jeśli tylko nie chełpi się splendorem patyny rodowej, którą naruszyła właśnie zła reputacja owego antenata. Sytuacja nie jest już tak prosta, gdy człowiek wstępuje do jakiejś organizacji politycznej, czy jakiejkolwiek innej, dlatego że aprobuje jej cele, metody i środki działania, a tym­czasem nagle okazuje się, że wczesne poglądy jej założyciela były odmienne od poglądów jej aktualnych przywódców. Staje więc on wobec trudnego dylematu: jak przywrócić przynajmniej ogólną harmonię między stanowiskiem twórcy organizacji a stanowiskiem kontynuatorów jego myśli i działalności? Czy zmieniając własne zapatrywania, czy też porzucając poglądy wielkiego antenata – twórcy i tym samym przekreślając jego znaczenie dla przyszłości organizacji? Ta ostatnia możliwość jest jednak w praktyce na ogół odrzucana, ponieważ pozbawiłaby organizację splendoru tradycji i obniżyła jej atrakcyjność. Dostojny antenat musi więc pozostać, choć będzie antenatem kłopotliwym.

    Historia idei dostarcza wielu przykładów tego rodzaju ambarasujących i zarazem niebezpiecznych sytuacji. Różni rewizjoniści wskazywali np. na rozbieżności między poglądami „młodego Marksa” a poglądami marksizmu i stawiali drwiące pytanie: czy Marks mógłby być marksistą? Sięgając do trochę bliższej historii, natkniemy się na podobne pytanie związane z osobą twórcy doktryny Paneuropy i ruchu paneuropejskiego: czy hr. Richard Coudenhove-Kalergi (1894–1972), autor książki Pan-Europa, był paneuropejczykiem? czy, gdyby dziś żył, byłby uważany za paneuropejczyka, czy nie popadłby w kolizję z prawem Unii Europejskiej? Odpowiedź na te pytania warta jest trudu, gdyż z Paneuropy wywodzi się największe z powojennych zagrożenie niepodległości Narodu i Państwa Polskiego. Z jej drzewa pochodzą owoce, do których spożycia jesteśmy dziś kuszeni i przymuszani.

    Hr. Richard Nicolaus Coudenhove-Kalergi, syn Austriaka i Japonki, żonaty z Żydówką, Idą Roland, wybitną aktorką scen wiedeńskich, z wykształcenia filozof i historyk, człowiek o dużej i żywej inteligencji oraz rozległych zainteresowaniach naukowych, mason wysokiego stopnia wtajemniczenia, arystokrata skoligacony z wieloma wysoko postawionymi rodami, mający dostęp do wszystkich znaczących środowisk opiniotwórczych w Europie, jest nie kwestionowanym przez historyków – i to różnych opcji politycznych – twórcą doktryny Paneuropy, czyli doktrynalnego ujęcia idei zjednoczenia naszego kontynentu. Jako wyznawca i krzewiciel integracji europejskiej miał wprawdzie wielu wybitnych antenatów (od V. Hugo i G. Mazziniego po Dantego), jednakowoż jemu pierwszemu przypadła rola nadania tej idei nowoczesnej formy, w pełni rozwiniętej doktryny. Historii doktryn politycznych i prawnych rzadko udaje się tak precyzyjnie ustalić datę powstania jakiejś doktryny – przedmiotu jej badań, jak w tym wypadku: był to rok 1923, rok wydania Pan-Europy Coudenhovego. Od tej właśnie książki wszystko się zaczęło…

    Rzecz jednak w tym, że Coudenhove zamieścił w Pan-Europie (tytuł oryginału niemieckiego: Pan-Europa) jedynie te swoje poglądy, które bezpośrednio wiązały się z integracją Europy. Inne natomiast, odnoszące się do niej wprawdzie tylko pośrednio, ale ogromnie ważne w kształtowaniu i rozwoju ruchu paneuropejskiego w całym XX wieku, przedstawione zostały w jego pracach wydanych przed Pan-Europą i powtórzone w drugim, zbiorowym wydaniu po ukazaniu się Pan-Europy. W ten sposób zaznaczył on, że wydając to dzieło, w niczym nie odstąpił od swych wcześniejszych poglądów. To właśnie te poglądy „okołopaneuropejskie” stały się powodem dotkliwych kłopotów dla architektów oraz ideologów integracji europejskiej, a także boleśnie odbiły się na dalszych losach ich autora. Dadzą się one ująć w trzy grupy tematyczne: 1) problemów polityczno-ustrojowych i metod rządzenia; 2) zagadnień z zakresu eugeniki i rasizmu; 3) najszerzej pojętej roli Żydów w budowie Paneuropy oraz ich miejsca w jej strukturze.

    Pod urokiem Cezara

    Coudenhove był zwolennikiem ustroju arystokratycznego. Demokracja, a właściwie socjaldemokracja, była dlań jedynie narzędziem zbudowania Paneuropy. Jeśli nawet przewidywał utworzenie dwuizbowego Parlamentu Paneuropejskiego, to nie nadawał mu rangi istotnego elementu demokracji. (Nawet dzisiejsza UE ma swój Parlament, ale jakże daleko mu do parlamentu demokratycznego). W istocie rządy mieli sprawować aristoi, najdoskonalsi, elita starannie wyselekcjonowana, wykazująca odpowiednie zdolności, lojalność, rzetelność, siłę, a nawet stosowną prezencję i sposób bycia. Miał to więc być elitarny system rządzenia. Można go też nazwać autorytarnym, gdyż opierałby się na autorytecie (powadze moralnej) władców, elit rządzących, a nie na zgodzie (wyraźnej czy milczącej) rządzonych. Coudenhove nie opowiadał się za rządami „ludu”, „mas” czy „tłumu”. Uważał, że elity łatwiej dadzą się pozyskać dla integracji i utrzymać w dążeniu do federalizacji Europy niż masy, z natury kapryśne, zadufane w sobie i podatne na wszelkie wpływy zewnętrzne. Stawiał więc na jednostki wybitne, ich autorytet, na rządy autorytarne, choć od nich do totalitaryzmu już tylko krok. Właściwie stanowią już protototalitaryzm.

    To uwielbienie jednostek wyróżniających się siłą duchową i fizyczną, tytanów woli i czynu, tkwiło w Coudenhovem głęboko i towarzyszyło mu do końca życia; zakorzeniło się bowiem bardzo wcześnie, jeszcze w latach szkolnych pod wpływem lektury dzieł antycznych. Szczególnym podziwem darzył stoików, a wśród nich L. A. Senekę (Młodszego), pierwszego kosmopolitę, który powiedział o sobie: „świat jest moją ojczyzną”. Młodego adepta stoicyzmu zafascynowało nie tylko to oblicze uniwersalizmu rzymskiego, które mówiło o powszechności kultury, języka, prawa, ale także i to, które świadczyło o zewnętrznym ładzie utrzymywanym na ogromnym obszarze Imperium Rzymskiego za pomocą brutalnej siły. Może dziwić, jak ten człowiek, który stał się żarliwym apostołem pacyfizmu, uległ fascynacji metodami stosowanymi przez Cezara i jego dziełem wzniesionym, bądź co bądź, na krzywdzie ludzkiej. Jeśli się jednak zważy, że Paneuropa nie miała być tworem papierowym, ale realną siłą, to zachwyt Coudenhovego „pokojem rzymskim” (szczędzić kornych, a wyniosłych łamać) czy osobą Cezara staje się zrozumiały jako dopełnienie całości jego poglądów.

    Stał się wprost wielbicielem Cezara. W swym studium Held oder Heiliger (1927) napisał: Uważamy Cezara za pierwszego nowoczesnego człowieka, który był bardziej europejskim niż helleńskim. On był właściwym założycielem Europy: przez zdobycie Galii przesunął punkt ciężkości Imperium Rzymskiego ku północy i zachodowi, znad Morza Śródziemnego ku Europie. Coudenhove widział w nim poza tym wzór doskonałego poganina, który ucieleśniał w sobie antyczną harmonię ciała, rozumu i woli. Postać ta była przeciwieństwem Chrystusa: typem człowieka – pana, narodu panów, kasty panów, moralności panów: tej moralności pychy i niezłomności, której dostępna jest łaskawość, ale nie współczucie – hart, ale nie okrucieństwo. Ten bojownik zaprowadzający porządek udowodnił, że świętość nie jest ani najwyższym, ani jedynym ideałem ludzkim. Juliusz Cezar jest bowiem od dwóch tysięcy lat czczony, podziwiany i naśladowany przez całą Europę, choć nie było w nim ani jednej cechy świętości czy chrześcijaństwa.

    Powyższe cechy swego bohatera Coudenhove uznał za powód, dla którego wszyscy europejscy mężowie stanu chodzili i chodzą do szkoły Cezara. Poszedł więc do niej i on sam, a zaprowadziła go ona wprost do… Mussoliniego. We wspomnieniach bowiem autora Pan-Europy możemy przeczytać, że w trakcie swych podróży propagandowych po Europie, odbywanych w latach trzydziestych XX w., zawitał również do Rzymu, gdzie udało mu się uzyskać audiencję u Mussoliniego. Rozmowę ułatwił im F. Nietzsche (drugie po Cezarze bożyszcze Coudenhovego), nieżyjący już zwolennik Stanów Zjednoczonych Europy, którego także Mussolini uważał za swego mistrza. W rezultacie tego spotkania Coudenhove mógł stwierdzić z przyjemnością, że duce jest przychylny idei Paneuropy. Zauroczony ideą jednostki silnej, wybitnej, wodzem, dyktatorem otoczonym elitą, w swej pracy Held oder Heiliger napisał:

    Nadejście nowej formy istnienia, nowej moralności w Europie może się dokonać tylko za pośrednictwem jakiegoś dyktatora.

    Idea rządów elitarnych w Paneuropie musiała zrodzić w projekcie Coudenhovego problem sposobu utworzenia elit, ich selekcji i wychowania. Autor Pan-Europy uważał, że samo wychowanie – to mało. Elity trzeba naprzód wyhodować, a następnie wychowywać. Stąd jego zwrot w stronę eugeniki.

    Od eugeniki do rasizmu

    Coudenhove stworzył swoistą teorię eugeniki społecznej na użytek Paneuropy. Wychodzi on z założenia, że endogamia (małżeństwa między kobietami a mężczyznami jednej grupy społecznej, a szczególnie jednej rasy) wzmacnia charakter człowieka, ale osłabia ducha, natomiast egzogamia osłabia charakter, ale wzmacnia ducha.

    Według bowiem praw dziedziczenia, z różnorodnością przodków rośnie różnorodność potomków, a z jednorodnością przodków – jednorodność potomstwa. W rodzinach jednorasowych każde dziecko jest podobne do innych, ponieważ reprezentują one ten sam typ rodziny. W rodzinach rasowo mieszanych dzieci różnią się między sobą silniej: każde bowiem przedstawia nową kombinację różniących się między sobą elementów pochodzących od rodziców i dziadków.

    Stąd Coudenhove postulował wymieszanie się ras. Jest ono konieczne do uzyskania „materiału hodowlanego”, z którego można by wyselekcjonować elity mające rządzić Paneuropą. Wieścił więc, że:

    Człowiek dalekiej przyszłości będzie mieszańcem. (…) Euroazjatycka rasa przyszłości, zewnętrznie podobna do staroegipskiej, zastąpi różnorodność narodów przez różnorodność osobowości. (…) Prekursorem człowieka przyszłości naszej planety jest we współczesnej Europie Rosjanin – mieszaniec słowiańsko–tatarsko–fiński. Ponieważ wśród wszystkich narodów europejskich jest on w najmniejszym stopniu jednorasowy, stanowi typ człowieka o duchowości wielorakiej, o duszy szerokiej, bogatej, wszystko obejmującej (Praktischer Idealismus, 1925, s. 22, 23).

    Niewtajemniczeni na pewno nie zgadliby, komu hr. Coudenhove powierzał misję realizacji tego planu hodowlanego. Otóż – socjalizmowi i socjalistom. Już w 1922 r. napisał:

    Socjalizm, który zaczął od likwidacji szlachty, od zrównania ludzkości, osiągnie swój szczyt w wyhodowaniu szlachty, w zróżnicowaniu ludzkości. Tu, w eugenice społecznej, tkwi jego największa misja, której nie jest on dziś jeszcze świadom: wyprowadzić ludzkość z niesprawiedliwej nierówności i doprowadzić, poprzez zrównanie i ruiny wszelkich pseudoarystokracji, do nierówności, ale sprawiedliwej, do prawdziwej nowej szlachty.

    Uderzające, że socjalizm rzeczywiście powierzone mu zadanie spełnił (świadomie czy nieświadomie) co do joty i szczególnie w Europie Wschodniej i Środkowej. W niespełna 50 lat po opublikowaniu wypowiedzi Coudenhovego ruch ten miał już za sobą etap pierwszy, w którym zlikwidowane zostały wszelkie nierówności (niesprawiedliwe!), tzn. szlachta i pseudoarystokracja oraz, gdzie trzeba było, spalona została ziemia i pozostawione gruzy; miał także za sobą etap drugi: wyprowadzenie społeczeństw z etapu pierwszego (nierówności niesprawiedliwych) i przeprowadzenie do etapu trzeciego; w tym ostatnim, którego realizację socjalizm zaczął, ale jeszcze nie skończył, tworzone są nowe nierówności (ale już sprawiedliwe!), tzn. powstaje nowa, prawdziwa szlachta i prawdziwa arystokracja ducha.

    Coudenhove był ostrożny i przewidujący, więc zastrzegł się wyraźnie, że nie od razu szlachtę powstałą w oparciu o ilość (przodków lub pieniędzy) zastąpi szlachta oparta na jakości (walorach osobistych, doskonałości osobistej, skończonym pięknie ciała i ducha). Dziś – pisał – na progu nowej epoki w miejsce dawnej szlachty dziedzicznej pojawia się szlachta przypadkowa („Zufallsadel”); zamiast ras szlacheckich szlachetne jednostki: ludzie, których na poziom typów wzorcowych podnosi przypadkowy skład krwi. Z tej dzisiejszej szlachty przypadkowej wyjdzie międzyspołeczna rasa szlachecka jutra.

    Moglibyśmy podziwiać Coudenhovego za niebywałą trafność przewidywania i nawet uważać go za jasnowidza, gdybyśmy nie wiedzieli, że wypowiedzi jego – to nie proroctwo, a po prostu program. Nie był prorokiem, a tylko architektem nowego ładu europejskiego. Architektem zjednoczenia Europy. Był autorem programu, który w roku jego opublikowania (1922, tj. w pięć lat po wybuchu rewolucji bolszewickiej) musiał być także przedmiotem debaty przy okazji dyskusji nad ideą Paneuropy w loży Coudenhovego „Humanitas”. Wiemy o tym od historyka masonerii, Ludwika Hassa:

    W dyskusjach w wiedeńskiej loży „Humanitas” powstała w 1922 r. idea „Paneuropy”, której rzecznikiem był członek tej loży hr. Richard Coudenhove-Kalergi. Wielka loża umożliwiła mu pierwsze większe wystąpienia publiczne, propagował też tę ideę wśród innych, obediencji.

    Mając poparcie tak potężnej, tajnej organizacji, mógł formułować swe utopijne wizje w postaci programu i mieć pewność, że wejdzie on w życie.

    Postawiwszy na socjalistyczną eugenikę społeczną, Coudenhove zaaprobował wszystkie jej nawet najbardziej krańcowe konsekwencje, prowadzące wprost do rasizmu: a więc tezę o wywodzeniu się duchowych i kulturowych cech ludzi z ich przynależności do rasy biologicznej; tezę o nierówności ras ludzkich oraz złączone z nią przekonanie o wyższości ras lepszych i ich prawie do panowania nad gorszymi. Stąd w tym samym 1922 r. mógł napisać wyraźnie (choć uczynił to na łamach ekskluzywnej gazety masońskiej „Wiener Freimaurerzeitung”, nr 9/10): Dla Paneuropy życzę sobie euroazyjsko-negroidalnej rasy przyszłości, aby osobowości zapewnić różnorakość. Logika tej deklaracji prorasistowskiej wymagała, by Coudenhove określił jeszcze, który element tego aliażu rasowego eurazyjsko-negroidalnego byłby najbardziej wartościowy, albo inaczej: która rasa i który z należących do niej narodów wykazywałby przyrodzoną wyższość w stosunku do innych i tym samym mógłby się stać wylęgarnią elit predestynowanych do rządzenia zjednoczoną Europą.

    Filojudaizm mesjanistyczny

    W cytowanej już wyżej kilkakrotnie pracy z 1922 r. Coudenhove rolę tę powierza Żydom. Uważa bowiem, że: Wyższość ducha predestynuje ich do odegrania roli głównego czynnika w tworzeniu się szlachty przyszłości. Od tysiąca lat Europa usiłowała wytępić naród żydowski, ale zamiast zniszczyć Żydów, dokonała wbrew swej woli drogą kunsztownej selekcji ich uszlachetnienia i wychowania do roli, którą mają spełnić w przyszłości, jako naród-przywódca. (…) W momencie, gdy szlachta feudalna rozpadła się, Boska Opatrzność obdarowała Europę poprzez emancypację Żydów nową rasą z łaski Ducha. Rozwój ten nie odbywa się jednak bez przeszkód, gdyż długotrwały ucisk Żydów pozbawił ich na ogół gestów pańskości, co jest przyczyną, że instynkt europejski wzdraga się przed uznaniem żydostwa za rasę szlachecką. (…) Tak to żydowski, duchowy naród panów (das geistige Herrenvolk der Juden) musi cierpieć pod brzemieniem cech niewolnika, które wycisnął na nim jego rozwój historyczny.

    Rozważając duchową wyższość Żydów nad innymi narodami, autor Pan-Europy wypowiada ciekawą myśl zatrącającą programem (chyba już realizowanym):

    Nie tylko żydostwo zmieni się w kierunku zachodniego ideału szlachectwa, ale i tenże ideał sam ulegnie zmianom i wysunie się na pół drogi w kierunku żydostwa. W pokojowej Europie przyszłości szlachta pozbędzie się swego wojowniczego charakteru i zamieni go na duszpasterski. Uspokojony i zsocjalizowany Zachód nie będzie już potrzebował władców i panujących, a raczej tylko wodzów wychowawców i wzorów.

    Do spełnienia tej roli Żydzi są wytypowani niemal przez naturę. Albowiem: Te same cechy, które uczyniły z nich kiedyś twórców ruchu chrześcijańskiego o zasięgu światowym, dziś stawiają ich na czele ruchu socjalistycznego. Dokonując tych dwóch prób zbawienia, (…) żydostwo obdarowało wydziedziczone masy Europy szczodrzej niż jakikolwiek inny naród. Stąd wprawdzie nie jest ono nową szlachtą, ale jest łonem, z którego wychodzi nowa, duchowa szlachta Europy, jest jądrem, dokoła którego grupuje się duchowa szlachta. Tworzy się duchowa, miejska rasa panów.

    Jak się więc okazuje, stosunek Coudenhovego do Żydów wykraczał daleko poza granice zwykłej sympatii i podziwu dla ich walorów duchowych, a często przybierał formę profetycznego uniesienia, tak że można tu mówić o wyraźnym filojudaizmie (nie filosemityzmie) jako ważnym składniku jego filozofii i ideologii paneuropejskiej. Tym bardziej że wyróżniał go od innych podobnych stanowisk – mesjanizm: wiara, że naród żydowski ma do spełnienia misję, niemal religijną, w dziele jednoczenia Europy; – i wola, by misja ta została zrealizowana. Cały ten rasizm żydowski wywodził się wprost od Nietzschego. Nawet terminologia, którą Coudenhove w tym zakresie się posługiwał, jest nietzscheańska („nadczłowiek”, „nadnaród”, „naród panów”, itp.). Wiele zapatrywań autora Pan-Europy robi wrażenie trawestacji sądów Nietzschego zawartych w Aforyzmie 205 jego Jutrzenki: O ludzie izraelskim. (Nb. z tego samego źródła czerpał obficie również narodowy socjalizm niemiecki).

    Czy tylko enfant terrible?

    Nasuwa się zatem pytanie, jaka jest relacja między przedstawionymi poglądami Coudenhovego, twórcy doktryny paneuropejskiej, a aktualną ideologią i doktryną Unii Europejskiej? Okazuje się, że istnieje między nimi totalna rozbieżność:

    1) Coudenhove był przeciwnikiem demokracji, zdeklarował się jako zwolennik rządów elit (swoistej „arystokracji ducha”), autorytarnych, prowadzących do totalizacji życia społecznego. Tymczasem UE, jak to wyraźnie stwierdza Traktat z Maastricht (1992), jest oparta na zasadach wolności, demokracji, poszanowania praw ludzkich i podstawowych swobód… (art. 6);

    2) Coudenhove był zwolennikiem eugeniki pozytywnej, która zaprowadziła go wprost do krańcowego rasizmu, natomiast dzisiejsza Unia opiera się na doktrynie przeciwnej: tolerancji i nakazie zwalczania dyskryminacji ze względu na płeć, pochodzenie rasowe lub etniczne, religię lub przekonania … (Traktat o Ustanowieniu Wspólnoty Europejskiej, art. 13);

    3) Autor Pan-Europy wyciągnął ostateczną konsekwencję ze swej teorii rasizmu i wskazał na rasę wyróżniającą się wśród innych ras i dzięki swym walorom predestynowaną do rządzenia zjednoczoną Europą: na rasę żydowską. Unia Europejska natomiast wprawdzie zakazuje antysemityzmu i zwalcza go, jednakże – formalnie rzecz biorąc – nie stwarza żadnych podstaw dla rasizmu filosemickiego w ogólności, a dla rasizmu czy mesjanizmu filojudajskiego
    w szczególności. Trzeba przyznać, że od czasu do czasu nawet piętnuje pewne akty Izraela wobec Palestyńczyków i Arabów.

    Zatem gdyby obywatel UE lub jej państwo członkowskie, albo państwo aspirujące do członkostwa Unii akceptowało dziś poglądy „ojca jej ojców”, bądź je realizowało, na pewno spotkałoby się z dezaprobatą, karą, represjami lub wręcz odrzuceniem starań o akcesję. Wynika stąd, że także twórca Paneuropy nie mógłby dziś być uznany za paneuropejczyka. Z tej kłopotliwej dla Unii sytuacji istniały i istnieją dwa wyjścia: figlarne ominięcie prawdy i pozostawienie pytania o przyczynę rozbieżności poglądów bez odpowiedzi, oraz drugie – podjęcie próby odszukania tej przyczyny bez względu na konsekwencje.

    Unia wybrała pierwsze, gdyż drugie byłoby samobójcze. Gdyby bowiem przyznała, że Coudenhove mówił prawdę, wówczas musiałaby otwarcie porzucić własną ideologię, cele i metody działania i przyjąć jego poglądy; gdyby zaś wyraźnie odcięła się od poglądów Coudenhovego jako fałszywych, musiałaby wytłumaczyć (co było niemożliwe), jak to się stało, że człowiek ten głoszący nieprawdę porwał za sobą mnóstwo wybitnych osobistości, położył doktrynalne fundamenty pod ideę zjednoczenia Europy oraz stworzył elitarną organizację i ruch stawiający sobie za cel zbudowanie Stanów Zjednoczonych Europy. I jak to się stało, że po wojnie budowniczowie wspólnot europejskich nawiązali i ideowo i organizacyjnie do jego dorobku.

    Wobec tego oficjalni historycy integracji europejskiej lub historycy UE przyjaźnie do niej ustosunkowani stosują wobec kwestii poglądów Coudenhovego mniej lub bardziej dowcipne formy uników, poprzetykane żartobliwymi powiedzonkami, ale sprowadzające się do jednej i tej samej tezy: Coudenhove był niewątpliwie człowiekiem genialnym, a każdy geniusz – jak wiadomo – ma swoje śmiesznostki, słabostki, niekiedy posuwa się do krańcowości i bywa kontrowersyjny, ale to wszystko nie podważa jego genialności ani zasług dla integracji europejskiej, a wręcz dodaje całej jego postaci uroku i barwności.

    Np. Paweł Świeboda pisze: jego propozycje nosiły zbyt duży ładunek idealizmu, aby kiedykolwiek w tym stuleciu mogły być wprowadzone w życie (…) nie stronił od kontrowersji i dziwacznych niekiedy pomysłów, (…) jego działania zyskały miano kontrowersyjnych, a koncepcje zostały rozwodnione na użytek dialogu z potencjalnymi protektorami (…). Z tym wszystkim jednak pozostał „ojcem ojców” założycieli pierwszych europejskich wspólnot gospodarczych, z których rozwinęła się UE („Europa”, nr 1/1998).

    Do podobnych wniosków prowadzi inna, na głębszej analizie oparta charakterystyka Coudenhovego, której autorem jest Jerzy Łukaszewicz, profesor, a następnie rektor Collčge d’Europe w Brugii, b. ambasador Polski we Francji, wykładowca historii integracji na uczelniach polskich. W swej pracy Cel: Europa (Warszawa 2002) pisze, że Coudenhove ulegał niecierpliwości, która dyktowała mu ryzykowne uogólnienia w rodzaju federacji paneuropejskiej; że charakteryzowała go niezręczność ekspresji i zacieranie różnicy między życzeniami a rzeczywistością; że poza Pan-Europą wprawdzie dorzucił garść nowych argumentów, ale nie ukazał nowych horyzontów; że miewał chimery arystokratyczne, a potęgująca się z wiekiem próżność kosztowała go niejedną porażkę (…) Ale ten sam człowiek wyprzedzał swą epokę (…). Pan-Europa olśniewa analizą, proroczym charakterem i nienaruszoną aktualnością. Tę swoją opinię prof. J. Łukaszewicz przypieczętował cytatem z W. Churchilla, który wyraził się o Coudenhovem: chociaż jego idea pod względem formy była niedojrzała, błędna i niewykonalna, to jednak jej impuls i inspiracja były istotne.

    A więc trochę maniak, trochę wizjoner z głową w obłokach, trochę enfant terrible – dzieciak niezręczny i kłopotliwy, trochę chimeryk, a jednak geniusz! Takie jednak postawienie sprawy nie jest odpowiedzią na pytanie o powody rozbieżności między jego poglądami a zasadami UE, a jedynie unikiem wymijającym rzetelną odpowiedź; wypowiedzią sformułowaną po to, by się jedynie wydawało, że jest jakąś odpowiedzią.

    W tej sytuacji rozwiązanie problemu nasuwa bardzo prosta i bardzo prawdopodobna hipoteza: Coudenhove, ogłaszając swe poglądy, uznane potem przez rzeczników integracji Europy za kontrowersyjne, dopuścił się jedynie niedyskrecji wobec swych braci wolnomularzy i mocodawców, gdyż wszystkie kwestie związane z doktryną i realizacją Paneuropy były dyskutowane w jego loży „Humanitas”, tam zostały uzgodnione i zaaprobowane. Rzecz tylko w tym, że do publikacji przeznaczone zostały jedynie te, które ukazały się potem w Pan-Europie. Tymczasem Coudenhove opublikował także i te tezy, które miały być do czasu utajnione. Zamieścił je w Praktischer Idealismus (1925) oraz w Held oder Heiliger (1927). Dotyczyły one ostatecznych celów Paneuropy, metod oraz środków jej realizacji. I na tym polegała jego wina, która kosztowała go odsunięcie po II wojnie światowej od kierownictwa ruchem integracji Europy przez takich jego inspiratorów, jak J. Monnet czy W. Churchill.

    Skąd brała się „niedyskrecja” Coudenhovego? Czy tylko ze szczerej naiwności, a może i z chimer arystokraty? Raczej z jego zadufania we własne zdolności, siłę perswazji, słuszność podjętej walki i imponujących jej rezultatów, a nade wszystko z pewności poparcia przez możnych i zakonspirowanych protektorów. Motywy te można zrozumieć, ale trzeba także zrozumieć i jego przeciwników.

    Gdyby po zakończeniu wojny w 1945 r. i ustaniu okupacji wojennej z jej retoryką oraz pakietem haseł totalitarnych i rasistowskich rzecznicy integracji europejskiej pozostawili jej przywództwo Coudenhovemu, który głosił te same lub zbliżone hasła w latach dwudziestych XX w. i ich nie odwołał ani z nich nie zrezygnował, to sama idea Paneuropy poniosłaby klęskę.

    W społeczeństwach europejskich nie znalazłaby poparcia, lecz spotkałaby się z totalną opozycją. Jeśli więc zdecydowano się uczynić z niej napędową siłę ruchu z udziałem szerokich mas społecznych, nie można było postawić na jego czele zwolennika elitarnej, dyplomatycznej i międzypaństwowej metody realizacji Paneuropy. Coudenhovego musiał ktoś zastąpić, choć oczywiście nie musiał to być – jak to się stało – zaborczy i ambitny jego rywal Duncan Sandys, zięć Churchilla.

    Nie należy się więc spodziewać, że ta bądź co bądź ważna dla UE rocznica doktrynalnego sformułowania idei Paneuropy zostanie przez nią należycie uczczona, a rola Coudenhovego zgodnie z prawdą przedstawiona i sprawiedliwie oceniona. Byłoby to zbyt kłopotliwe i zbyt niebezpieczne dla dzisiejszych wielkorządców unijnych. Natomiast na paradoks zakrawa fakt, że uczucia wdzięczności wobec Coudenhovego budzą się i mogą być swobodnie wyrażane właśnie wśród opozycji unijnej czy w ogóle paneuropejskiej. I to zarówno w samej UE, jak i poza nią. Jest on bowiem człowiekiem, który dostarczył wszelkim przeciwnikom obecnie realizowanego zjednoczenia Europy niepodważalnych dowodów, jakie są ostateczne tego zjednoczenia cele, kim mają być rządzeni, kto ma nimi rządzić, jaką rolę ma w tym odegrać socjalizm i cała cywilizacja żydowska. I nikt nie może zarzucić, że dowody te są falsyfikatami, jak to zarzucano protokołom pewnych mędrców, ani że są dziełem antysemity (ich autor był nie tylko przyjacielem Żydów, ale i ich wielbicielem) czy produktem tzw. spiskowej teorii dziejów.

    Szkoda tylko, że młodzież polska słuchająca wykładów historii integracji europejskiej nie może poznać całej prawdy o „ojcu ojców” tej integracji i o jej pionierze, choćby z okazji 80. rocznicy wydania swego rodzaju manifestu paneuropejskiego, którym była jego Pan-Europa.

    Prof. Jerzy Łukaszewicz w pięknym eseju o Coudenhovem, który otwiera jego wyżej wspomnianą książkę, daje grubą kreską naszkicowany portret autora Pan-Europy i przedstawia główne wątki jego działalności. Brak w nim wielu cennych szczegółów, które utonęły w zgrabnych literackich uogólnieniach. Nie można jednak z tego powodu robić zarzutu biografowi Coudenhovego, gdyż taka jest natura eseju, że zwalnia on swego autora od przypisów i drobiazgowych cytatów. Takie np. ogólne stwierdzenie, że w r. 1924 Coudenhove-Kalergi uzyskuje znaczne wsparcie finansowe od kierowniczych kół gospodarki niemieckiej (s. 37) mówi bardzo mało. Gdyby jednak dać czytelnikowi klucz do tych słów w postaci odpowiedniego odsyłacza, mógłby się on wówczas dowiedzieć wprost ze wspomnień Coudenhovego, że pierwszy zastrzyk finansowy otrzymał on od słynnego bankiera i
    finansisty hamburskiego, Maksa Warburga, który po przeczytaniu Pan-Europy zobowiązał się przeznaczać przez trzy lata na rozwinięcie ruchu paneuropejskiego po 60 tys. marek w złocie. Był to ten sam Maks Warburg, który w 1916 r. finansował rewolucyjną działalność Trockiego i jego współtowarzyszy. Niestety, polscy adepci historii integracji europejskiej, przygotowujący się do objęcia stanowisk w administracji unijnej, tego się nie dowiedzą. A szkoda, gdyż tego rodzaju wiadomości pochodzące z autentycznych źródeł mogą okazać się bardzo pomocne do zrozumienia niejednej tajemnicy, niejednej trudności i niejednego problemu, które pojawią się na drodze rozwoju Unii Europejskiej.

  4. JO said

    ad.3. Panie Piotrze X, czytajac Pana Wklejony Tekst z przerazeniem przypominalem sobie o tym co moj znajomy widzial uczestniczac w Rozmowach Forum Szlachty Polskiej, ktora niby propolskostaroszlachecka negowala wszystkie cechy Szlachty Polskiej oparte na ETosie Rycerskim – Rycerza Chrzescijanina. Coprawda byla tam mowa o przodkach ale zarazem rozmowcy zajmujacy wazne tam stanowiska mowili o rownosci wszystkich ludzi bynajmniej nie przed Panem Bogiem ale miedzy soba co jest MASONSKA bzdura. Moj znajomy mial wrazenie , ze gadki genealogiczne sa przykryka do czegos co „wisi w powietrzu” a Ubostwiane Bylo poprzez zakaz negowania ideii masonskich i semickich jak to sie mialo niegdys slusznie do nieaprobowania negowania prawd Wiary – sytuacja jakby sie odwrocila i tworzyla krzywe zwierciadlo przeszlosci.

    Szok mego znajomego z wylonionych obrazow odebranych z Forum Szlachty Polskiej w ich opisie byl zbiezny z obrazem tekstu przez Pana Wklejonego

  5. JO said

    pierwszy raz ze slowem judeochrzescijanstwa spotkalem sie poza granicami Polski. Bylem zdezorientowany, nie majac wiedzy o Katolicyzmie …. Przez skore czulem , ze cos jest nie tak. Zaczalem poszukiwac i znalazlem…Masonerie a potwierdzenie bledu w Biblii – Sw Pawel…

  6. Gramatyczne połączenie tych wyrazównie może być poparte żadny uzasadnieniem Szowinistycznego kultu nie połączysz nigdy z religią nauczającą miłosierdzia.

  7. Piotrx said

    Re 4:

    Niestety Panie JO nie znam tego srodowiska – to bardzo ciekawe i zastanawiające co opowiadał Pański znajomy – a może była to „szlachta jerozolimska” ?

  8. Kapsel said

    Re 4

    z przerazeniem przypominalem sobie o tym co moj znajomy widzial uczestniczac w Rozmowach Forum Szlachty Polskiej, ktora niby propolskostaroszlachecka negowala wszystkie cechy Szlachty Polskiej oparte na ETosie Rycerskim – Rycerza Chrzescijanina.

    Panie JO

    Takich głosów jest dużo więcej niż tylko tam gdzie był Pana znajomy.Bo oto i tutaj ich nie brak ,a tutaj jest reakcja na przypomnienie i moje komentarze w Dzień Święta Zesłania Ducha Świętego:

    Jest plan B jak Bóg !!!!! który przez Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę a Ustami Pana Naszego Jezusa Chrystusa Sam Nam o tym powiedział….” [ad.91]
    ================

    Czyli – czekajcie, samo się z siebie bez was zrobi.
    Rozumiecie jaki to genialny wymyk.

    Schemat Rzycpospolitej Chamskiej jest dosc prosty:
    Na nowy temat rzuca sie towarzystwo, z czego jasno okreslona czesc od razu podrzuca nowy temat..albo paciorek jako nowy temat ,zeby odciagnac od tematu podanego:-)) piszac ewidentne bzdury i banialuki….Na to…ktos, odpisuje…. ze pisze sie bzdury…. i wtedy zaczyna sie popis….
    1. Cham Sarmatajapheta natychmiast zmienia temat zastepczy .i pisze na temat…. interlokutora, Konfabulujac, klamiac i oczerniajac….i rzucajac falszywe oskarzenia,,oczywiscie wszystko z nizcego czylu z wlasnej glowy…ale oczywicie pod ksyweczka ,,przykryweczka:-)))
    2, Zaatakowany pisze Chamowi- ze jest cham i kurdupel,,co niesamowicie rani chama i traktuje to- jako osobisty uszczerbek na hamiorze…i
    3. Jesli to cham tzw pseudo ultrakatolik rzuca sie na kolana i zmieniajac temat po raz ktorys z kolei i odmawia paciorki..jesli to cham parchaty bluzga i…straszy rekoczynami…czyli okazuje prawdziwe oblicze III Chamowni Rzycpospolitej czyli wyszszosc poledwicy nad mozdzkiem:-))
    4.Wtedy rzuca sie bezstronne towarzystwo i glosno namawia do…Kochania sie w imie Chamstwa i Patriotyzmu”=___dla dobra ludzkosci:-)_))
    Tlumaczac chama….. grupa krwi:-))))ciezki porodem badz porostu , ze i cham ma prawo do wlasnych opinii, obojetnie jakich ale ma:-)))

    Tak ze panie Jozefie..przydalaby sie Rabacja..ale jak pan wie tych do rzniecia wecej niz tych rznacych:))))
    Zarem najlepiej westchniac do Boga i podziekowac..ze stworzyl nas kim stworzyl/// bo- jak pan wiedzi- moglo byc o wiele gorzej:-)))

    przy wydatnym wsparciu

    Tak, wiem, taki jest tutaj…wyrobil sie “specyficzny urok” na skanalizowanie Gajowki do poziomu “sciepy” na ktorej “krolowali” m.in., “sharonowie”…wpychajacy na sile mnostwo “koszernych” smieci, ktorymi “egzaltowali” sie “wyksztalceni z duzych miast”…

    a tutaj wielki finał

    Zaloze sie, ze dzis wystarczy krzyknac…. a znajdzie pan chetnych do rozwalenia cerkwi podczas nabozenstwa z ludzmi w srodku

    Tutaj nawet myśleć nie trzeba bo to widać kogo autor ma na myśli a najciekawsze jest to że to są odpowiedzi i reakcje tylko za to że ośmieliłem się zwrócić uwagę na niewłaściwe zachowanie gdzie na samym początku po katolicku powiedziałem ….Pan się pomylił…..reszta nie musiała się wydarzyć gdyby ktoś z rozsądkiem zwrócił na to uwagę i po prostu przeprosił.No ale gdyby to zrobił to nie było by tego co wyżej.Ktoś tutaj ostatnio wspomniał że jest niesamowita nagonka na ks.Piotra Natanka……to pewnie dlatego że nosi na piersiach ryngraf z Matką Przenajświętsza.Przecież to Sarmata zaczadziały i już go do wora razem z PiSem….

    Można by dłużej Panie JO ale nie chcę ponownie siać zgorszenia…….

    Szok mego znajomego z wylonionych obrazow odebranych z Forum Szlachty Polskiej

    Jak Pan widzi Komuś bardzo zależy na tym aby tak było…..

    Można by dłużej Panie JO ale nie chcę ponownie siać zgorszenia…….

    Pani Adze i Panu Piotrowix za komentarze jak zawsze wielkie dzięki jak również i Panu,Panie JO.

  9. maran said

    swietny jest ten artykul. Wart dalszego rozpowszechnienia

    „… Czemu więc nikt nie wyraża sprzeciwu – żaden przedstawiciel Kościoła, żaden dziennikarz, żaden profesor uniwersytetu?
    Bo się boją! To zaś pokazuje, że nie są już ludźmi naprawdę wolnymi.
    Bo człowiek wolny nie boi się mówić, co myśli; ani pytać, gdy rodzą się w nim wątpliwości.
    To jest jego pierwsza cecha rozpoznawcza.
    A oni milczą, tak są już osiodłani: co im wolność, grunt to auto.

    Wolność słowa jest stale zagrożona. Obronić ją można tylko przez stałe jej użytkowanie.
    Inaczej wiotczeje i zanika, jak nieużywane mięśnie.
    Dlatego w imię wolności słowa, by zapobiec jej atrofii, powiedzmy jasno i wyraźnie: żadnego „judeochrześcijañstwa” nie ma i nigdy nie było…”

  10. JO said

    ad.8. Chce wierzyc, ze wsrod wielu osob co to robia, co Pan opisuje…. sa nieliczni co robia Swiadomie dazac do szatanskiego Celu. Tych co sa NIESWIADOMI nalezy nawracac i to tak jak miedzy innymi Pan to Robi Panie Kapsel. Pan poszukuje Pana Boga cala Swa Dusza i przypomina nam wiele…uczac nas…. tak jak dzien Zeslania Ducha Swietego… Prosze robic to dalej i to tak samo i nie zrazac sie ze Ktos na Pana czasem Napadnie i to nawet tu w Gajowce.

    Gajowka to Pana miejsce i Tu Pan jest bezpieczny.

    Powiem Panu co mi opowiedziala Moja Kuzynka Angielska. Byla ona dzieckiem bedac uczennica Szkoly Katolickiej ( co w Anglii bylo ewenementem..wsrod Anglikow). Kuzynka od dziecka byla bardzo ulozona dziewczynka, grzeczna, bystra i pobozna. Pani Nauczyciel w klasie miala kilka niegrzecznych dziewczynek, rozmawiajacych czesto podczas lekcji – wykladu, nie sluchajacych. Jednak Pani Nauczyciel zawsze zwracala uwage mojej Kuzynce.

    Bolalo to bardzo te Moja Kuzynke , ze zwracala uwage jej Nauczycielka, tej ktorej sie stara, ktora zawsze jednak slucha a jednak uwagi lecialy w jej Kierunku.

    Nie wytrzymala moja kuzynka i kiedys juz w kolejnej klasie jak byla nieco wiekrza, odwazniejsza i madrzejsza, podeszla do Nauczycielki, ktora byla Zakonnica i spytala jej „dlaczego zawsze jej zwraca uwage, tej ktora jest pobozna, uwazna i ktorej tylko naprawde rzadko sie zdazy incydent nieuwagi i niefortunnej jakiejs odpowiedzi podczas zakonnicy-nauczycielki Wykladu?”.

    Zakonnica odpowiedziala – „dziecko, zwracajac Tobie uwage wiem, ze Ty bedziesz sluchala i skoro uwaga pada do Ciebie tej najgrzeczniejszej, najpobozniejszej w obliczu tych dziewczat co nie sluchaja mnie, nie uwazaja to Waga-Autorytet Mojej Nagany w obliczu calej Klasy powoduje, ze te nawet Niegrzeczne Dziewczynki ulegaja mojemu napomnieniu. Dzieki Tobie i Twojej Postawie, potrafie utzrymac cisze w klasie”

    Drogi Panie Kapsel, Pan Gajowy , przekonany jestem, ze zwrocil sie m. in do Pana, choc slowa byly skierowane do tych, ZA KTORYCH SIE WSYDZIL. I ja tak rowniez zrobilem w Pana kierunku z tych samych pobudek co Pan Gajowy wg mnie….

    PROSZE PANA By Niegdy Nie probowal myslec nawet o przestaniu pisania w Gajowce,

    Z pozdrowieniami,

    JO

  11. Fragment z:

    MOTTO
    http://jozefbizon.wordpress.com/

    „Teraz nastał czas na wprowadzenie do Sejmu [a potem i do Pałacu Prezydenta RP] żydowskiego święta Chauka, a więc i menory – symbolu religijnego Żydów i jednocześnie symbolu państwa Izrael obok Gwiazdy Dawida. Proces ten publicznie zapoczątkował w grudniu 2005 r. Marszałek Sejmu RP Marek Jurek.

    Po stronie kościelnej dialogowanie z Żydami rozpoczęto wcześnie, bo już w 1989 r.[po kanciastym stole]. Utworzono wówczas Polską Radę Chrześcijan i Żydów. Do 1998 r. dialogowanie to szło dość kiepskawo – współprzewodniczącym tej rady był wówczas ks. prof. Waldemar Chrostowski okrzyknięty, że ma poglądy antysemickie
    *** czytaj tu:
    – (tu w oryginale tekstu podano link)

    Dialogowanie ruszyło z kopyta, gdy w 2004 r. abp Józef Michalik został przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Pochwalił go za to w 2011 r. Naczelny Rabin Polski Michael Szudrich podczas obchodów w Przemyślu Ogólnopolskiego Dnia Judeaizmu.
    .
    W 1997 r. Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła Dzień Judeaizmu obchodzony 17 stycznia każdego roku. Pierwsze obchody tego dnia odbyły się w 1998 r.
    Powstała też strona internetowa BREWIARZ
    http://www.brewiarz.pl/czytelnia/judaizm.php3

    .
    W dniach 15-16 stycznia 2011 r. odbyły się w Przemyślu Ogólnopolskie Dni Judeaizmu.
    W 2012 r. Ogólnopolskie Dni Judeaizmu odbędą się w Rzeszowie – a gospodarzem tych dni będzie bp. Kazimierz Górny – Ordynariusz Diecezji Rzeszowskiej.
    Przewodniczący Episkopatu abp J. Michalik udzielił też specjalnego wywiadu dla KAI, w którym powiedział, że jego diecezjanie są pozytywnie nastawieni do obchodów Dnia Judaizmu – że nie widzi on antysemityzmu i negatywnego nastawienia do Żydów.

    – Przy okazji tego wywiadu dostało się ludziom kontestującym w internecie [no, bo w internecie można jeszcze kontestować takie kwiatki] dość ryzykowną [a wręcz bałamutną] tezę wygłoszoną przez abp. J. Michalika – a to,

    że katolicy i Żydzi wierzą w tego samego Boga.

    Nazwał ich ludźmi poranionymi, zaślepionymi, uważającymi się za jedynych interpretatorów Ewangelii, że odwracają się oni od Ewangelii, od Kościoła, że podtrzymują oni pogańską tezę.

    – Zaś Naczelny Rabin RP Michael Shudrich z okazji obchodów Dnia Judeaizmu pochwalił abp J. Michalika – że tak powinny wyglądać – również każdego dnia – relacje pomiędzy katolikami a wyznawcami judeaizmu. {A przy okazji w tym miejscu na marginesie: używane jest tutaj określenie ‘judeaizm‘ od Judea [królestwa plemiennego Żydów – Judy i Beniamina], podczas gdy normalnie używane jest określenie ‘judaizm’}.
    …………………………………………”

  12. Kapsel said

    Re 10

    Bardzo dziękuję za miłe słowo Panie JO.

    A wie Pan? Po tych doświadczeniach zaczyna mnie zastanawiać jeszcze jedna rzecz.Chodzi o to że w przeszłości nasi Przodkowie dali sie „podprowadzić” żydostwu i masonerii oraz innych spec agentów na wywołanie powstań o których wiele razy mowa w Gajówce,na skutek czego odpowiedzią był dalszy upadek Ojczyzny i to dzisiaj jest krytykowane .To samo dotyczy przecież i Solidarności co dzisiaj wszyscy wiemy.Dlaczego ludzie którzy na swoich grzbietach wynieśli w sumie to parchactwo do żłobu i skutkiem czego jest jeszcze dalsze zniewolenie Polski ,nie czują w sobie nawet odrobiny pokory za ten błąd a wprost przeciwnie robią z siebie wielkich bojowników za …”wolność……i wprost męczenników .Ogrom ludzi dał się wtedy podprowadzić i oprócz słów Sługi Bożego kard.Stefana Wyszyńskiego który jak się zorientował to ostrzegał o obcych elementach i innych nielicznych głosów to jednak parchactwo dopięło swego.

    Czy wobec tego nie uważa Pan że ci bojownicy i męczennicy powinni jednak okazać trochę pokory i troszeczkę się wstydzić ? A tymczasem głowa mocno do góry i trąbią że nadal wiedzą najlepiej ….

    I żeby Pan wiedział nigdy nie należałem do innych związków niż Związek Małżeński i Polski Związek Wędkarski.

    ja również pozdrawiam Panie JO.

  13. Fragment z MOTTO

    http://jozefbizon.wordpress.com/

    „13 grudnia 1981 r. – stan wojenny wprowadzony przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, a wykonawcą staje się gen. Czesław Kiszczak.

    Związek NSZZ „Solidarność” zostaje rozbity, dogłębnie zinfiltrowany, działacze związkowi o polskich poglądach narodowych wypychani są z Polski na emigrację [otrzymują bilety w jedną stronę]. W ten sposób zostaje wyczyszczony grunt pod późniejszą realizację obcych celów na terenie Polski.
    .
    1988 r. – służby PRL prowadzą intensywne zakulisowe uzgodnienia i prace ze środowiskami zachodnimi celem miękkiego lądowania w nowo powstających warunkach po rozpadzie Związku Radzieckiego.
    ,strong>Powstaje tekst Układu Europejskiego datowany później na 16 grudnia 1991 r.

    Do wprowadzenia w życie tego układu służby gen. Kiszczaka organizują tzw. ‘okrągły stół’. Zasiadają przy nim dobrane przez Kiszczaka osoby [głównie z KOR] mające reprezentować środowiska opozycyjne. Uczestniczą w tym również przedstawiciele Kościoła katolickiego.

    Na tym tle powstaje też koncesjonowany związek NSZZ „Solidarność”, który potem będzie osłaniał wprowadzanie w życie Układu Europejskiego z 16.12.1991 r. i uczestniczył w procesie wypychania Polski pod brukselski but.

    ===========

  14. http://henrykwesolowski.com/index.php?mod=article&cat=Nowy%C5%9Awiat&article=118

    „Jan Paweł II nawoływał ciągle: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, czyli przyjmijcie Jego naukę, a znajdziecie upragniony pokój i radosną nadzieję. Przyjęcie Chrystusa przemieni wasze myślenie, wasze patrzenie na życie tak, że we wszystkim będziecie widzieć głęboki sens. Nic was nie zaskoczy, nie przerazi, nie załamie. We wszystkim będziecie widzieć swoją drogę do szczęścia.

    Z takim przesłaniem szedł Ojciec Święty do ludzi. Przesłanie to przemawiało do serca wszystkich ludzi dobrej woli, tworząc nową epokę, kulturę życia, kulturę przeciwną kulturze śmierci, jaka wyziera z ideologii globalizmu. Ale Jan Paweł II był zawsze świadomy tego, że jego pierwszym zadaniem jest strzec nauki powierzonej Kościołowi przez Chrystusa.

    A wiadomo, że wewnątrz Kościoła działają zorganizowane siły, które usiłują zniszczyć obraz prawdziwego Chrystusa i prawdziwy Jego Kościół, aby na ich miejsce utworzyć fałszywego Chrystusa i fałszywy kościół, przed czym przestrzega nas Matka Boża w swoich objawieniach.”

  15. Jego przykazanie said

    J 15,9-17:
    Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”

    _____________________________

    JAN PAWEŁ II

    Chcąc zrozumieć jego znaczenie w historii dziejów współczesnych, jego wielkość jako przywódcy duchowego, trzeba go widzieć w kontekście dzisiejszej bardzo złożonej sytuacji świata, który jest przeciwieństwem tego, co głosił Jan Paweł II. Nie można w jednym artykule ująć całościowo złożony obraz współczesnego świata. Niemożliwe jest też omówić wyczerpująco ogrom i różnorodność pracy i dorobku pisarskiego Jana Pawła II jako myśliciela, pisarza, kapłana i apostoła Ewangelii. Nie będziemy też podawać statystyk jego podróży, jego przemówień, jego książek i artykułów. Tym zajmą się zorganizowane media. Tutaj chcemy tylko ukazać specyficzne warunki i trudności, jakie Papież napotkał w swej funkcji głowy Kościoła, oraz wskazać w jego działalności na to, co znalazło szeroki pozytywny oddżwięk u setek milionów ludzi.

    Co Jan Paweł II zastał w Watykanie?

    Od ponad stu lat mówiono o przenikającej do Watykanu masonerii. W różnych publikacjach ujawniano fragmenty działania wrogich sił dywersyjnych na wysokich stanowiskach kościelnych. Ale dopiero w 1999 roku w pracy pt. „Shroud of Secrecy. The Story of Corruption Within the Vatican” (Zasłona tajności. Historia korupcji wewnątrz Watykanu) ujawniono w pełni istnienie i metody działania masonerii w Watykanie. Ta zorganizowana dywersja wewnątrz Kościoła, sięgająca początkami połowy 19-go wieku, wzmocniona została póżniej przez elementy komunistyczne. To ona stanowi główne żródło, ujawniające niesłychane zniszczenie katolicyzmu przez zorganizowane siły dywersyjne wewnątrz Kościoła.

    Pracę napisało kilkunastu dostojników kościelnych, pracujących w Watykanie przez długie lata, zatroskanych o losy Kościoła. Przedtem nikt nie zaatakował zła wprost i po imieniu. Ks. Prałat Luigi Marinelli podjął się firmowania książki, ryzykując swe życie. Rzeczywiście, kilka tygodni po wydaniu książki w języku angielskim ks. Marinelli umiera nagle, ale książka poszła w świat.

    Papież Jan Paweł I podjął decyzję oczyszczenia Watykanu z masonerii, ale przypłacił to życiem w nocy z 28 na 29 września l978 roku, co udokumentował dziennikarz amerykański, David Yallop, po trzechletnich dociekaniach w książce pt, „W Imię Boga”. W takich okolicznościach Stolicę Piotrową objął Karol Wojtyła, który przybrał imię Jana Pawła II. Ten geniusz myśli ludzkiej i niezmordowany Apostoł Chrystusa był w pełni świadomy, w jakie wchodzi środowisko. Musiał opracować taką metodę działania, aby skutecznie pełnić swoją misję, unikając błędów swojego poprzednika.

    A jaki świat zastał Karol Wojtyła jako Papież?

    Mówiąc o dywersji wewnątrz Kościoła, należy pamiętać, że Karol Wojtyła objął Stolicę Piotrową w czasach, które w języku biblijnym określane są jako „czasy ostateczne”. Dlaczego ostateczne? W tych czasach spełniają się ważne przepowiednie sprzed dwóch tysięcy lat, mówiące o nasilonej walce Lucyfera i jego zwolenników przeciwko Chrystusowi i Jego dziełu na ziemi. Do szczególnych znaków czasów ostatecznych należą pojawienie się „Czerwonego Smoka” oraz dwóch „bestii”. Matka Boża w objawieniach do Ojca Gobbi wyjaśniła dokładnie biblijne symbole, które były zagadką dla biblistów przez 20 wieków. Czerwony Smok oznacza marksistowski ateizm, a dwie bestie oznaczają masonerię świecką i kościelną („To The Priests…”, s.653 i nst.). Zarówno komunizm jak obecność i działanie masonerii miały duży wpływ na ukształtowanie się świadomości przyszłego Papieża. Znane mu były dobrze cele i metody działania tych apokaliptycznych wrogów Chrystusa.

    Dla lepszego zrozumienia sytuacji, w jakiej Karol Wojtyła podjął obowiązki następcy św. Piotra, sięgnijmy do źródłowej pracy amerykańskiego oficera wojskowego, Texe Marrs, pt. „Kółko intrygi” (Circle of Intrigue), gdzie po latach usilnych dociekań, czym naprawdę jest lansowany nowy system światowy (globalizm), ujawnia istnienie grupki dziesięciu bezimiennych osobników, którzy kierują globalizmem, dążąc do władzy nad światem i urządzenia go według swoich diabolicznych założeń.

    T. Marrs, podobnie jak wielu innych niezależnych badaczy globalizmu, udokumentował, że tworzenie światowego systemu jest zorganizowaną walką przeciwko Bogu. W walce tej nieprzyjaciele Chrystusa już jawnie proklamują Lucyfera jako dawcę światła i mocy. Pisze on, że przez 9 lat śledził siatki prowadzące od kółka dziesięciu do ważnych osobistości, które są na ich usługach. „Ze smutkiem odkryłem – pisze Marrs – że jak ośmiornica obejmują swoimi mackami Biały Dom, pokoje Kremla oraz dekoracyjne apartamenty Watykanu”. I tu mamy wyjaśnienie, komu służą masoni w Watykanie.

    I co na to Papież?

    Przeciętny katolik nawet nie podejrzewa, w jak trudnej sytuacji znajdował się nasz Ojciec Święty. Wierni, którzy nie znają prawdziwej sytuacji w Kościele, uważają, że Papież może usuwać niepoprawnych biskupów i księży tak, jak tego wymaga dobro Kościoła. Tak powinno być i tak było przez setki lat. Głos Papieża był słyszany i respektowany w każdym zakątku ziemi, gdzie istniała jakaś komórka katolicka. Dlaczego Papież toleruje takie zło w Kościele? Na pytanie to odpowiadają autorzy wzmiankowanej wyżej książki, ktorzy piszą:

    „Dzisiaj ośmiornica masonerii panoszy się w Watykanie. Jej długie, niewidzialne i ukryte macki są wszędzie.Ta ośmiornica kieruje tajnymi agentami w biurach, zbrodniczymi najemnikami. Masoneria uderza z precyzją i z premedytacją. Jej uderzenia są tak dotkliwe, że ofiara widzi się bezbronną i przekonuje się, że odwet wyrządziłby więcej szkody osobie pokrzywdzonej, niż kąsającej bestii”.

    Znając mądrość Jana Pawła II oraz szczególną nad nim opiekę Matki Bożej, wiemy, że był on kierowany przez Ducha Swiętego. Zgodnie z nauką

    Chrystusa – „ziarno i kąkol będą róść razem aż do czasu żniwa”, kiedy Pan Bóg zadziała po swojemu i oczyści swój Kościół.

    Na pytanie, w czym tkwi mądrość w działaniu Jana Pawła II, odpowiedzią są ujawnione cele globalizmu i masonerii, będącej na usługach globalizmu. Autorzy „Shroud of Secrecy” podają m.in. cenne spostrzeżenia, do czego zmierza działalność masonerii w Watykanie. Sprawa jest o wiele poważniejsza niż to wydaje się na pierwszy rzuk oka. Przejmowanie przez masonerię stanowisk kierowniczych, wydających nowe przepisy i zarządzenia, jest dalekosiężną strategią w niszczeniu katolicyzmu. Ostatecznie chodzi o człowieka, o kształtowanie jego sposobu myślenia i postępowania. Masońskie dyrektywy, wysyłane z Watykanu, „niszczą obronny system ludzkiego umysłu”. A o to chodzi w światowej akcji na rzecz globalizmu, w której to akcji masoneria watykańska pełni ważną rolę.

    Zniszczyć obronny system ludzkiego umysłu znaczy wypaczyć nasze patrzenie na świat, na ludzi i na samego siebie, to znaczy mieć fałszywy obraz świata i ludzi, to znaczy dać się oszukać przez pachołków szatana, którzy robią wszystko, aby nas zniszczyć, aby nam zagrodzić drogę do szczęścia tu na ziemi i w niebie. I właśnie mądrość i wielkość OjcaŚwiętego Jana Pawła II uwidacznia się w tym, że on – przez swoje podejście do wszystkich ludzi bez wyjątku, przez wykazywanie błędów globalizmu, liberalizmu, fałszywego postępu, fałszywych reform oraz przez głoszenie niezmiennych prawd Ewangelii – trafiał do ludzkich serc, prostował ich błędne myślenie, wskazywał właściwą drogę do Boga i do prawdziwego szczęścia. Niespotykana światowa manifestacja wiary w Boga, manifestacja będąca cichym sprzeciwem wobec ideologii globalizmu, przy odejściu Jana Pawła II z pola walki na ziemi do Pana po zasłużoną nagrodę w niebie, manifestacja ta była owocem wieloletniej pracy tego Proroka „czasów ostatecznych”.

    „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”

    Znane są dwa przewodnie wezwania Jana Pawła II: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi” i „Nie bójcie się”. Wezwania te stanowią motto pontyfikatu Jana Pawła II. Karol Wojtyła był dobrym obserwatorem ludzi i ważnych wydarzeń. Ukształtowany w okresie terroru wojny i komunizmu widział on, że nieprzyjaciele Chrystusa usilnie pracują nad tym, aby człowiek utracił cel swego życia i pewność siebie. „Reformatorzy” świata narzucają przez media i programy szkolne takie ideologie, takie systemy nauczania i wychowania, aby wyrobić w człowieku przekonanie, że wszystko jest zmienne i niepewne, że nie ma niezmiennych ani wartości, ani prawdy. A przez planowy bestialski terror wyzwalają w ludziach poczucie nieustannego zagrożenia i lęku. I w tej dziedzinie Jan Paweł II dokonał wiekopomnego dzieła, odwołując się do niezmiennych wartości i niezmiennych praw, na które człowiek zawsze jest otwarty.

    Historyczność postaci Jezusa, Jego nauka i cuda ze Zmartwychwstaniem na czele, są zaprzeczeniem relatywizmu wartości, relatywizmu zasad moralnych i prawdy obiektywnej, relatywizmu wciskanego światu przez media na usługach globalizmu. Każdy zdrowo myślący widzi, że narzucane myślenieo o zmienności wszystkiego uderza w naturalne odczucie człowieka, że jest ono przeciwne najgłębszym ludzkim pragnieniom, przeciwne zdrowemu rozsądkowi. Dlaczego mamy takie odczucie w tych sprawach? Dlatego, że relatywizm jest błędnym widzeniem świata. Zdrowy rozsądek i nasza wiedza o świecie i o Chrystusie mówią nam, że nasze pragnienia, aby wiecznie żyć i aby szczęśliwym być, znajdują pełne zaspokojenie w Jezusie Chrystusie, który jest „drogą, prawdą i życiem”.

    Jan Paweł II nawoływał ciągle: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, czyli przyjmijcie Jego naukę, a znajdziecie upragniony pokój i radosną nadzieję. Przyjęcie Chrystusa przemieni wasze myślenie, wasze patrzenie na życie tak, że we wszystkim będziecie widzieć głęboki sens. Nic was nie zaskoczy, nie przerazi, nie załamie. We wszystkim będziecie widzieć swoją drogę do szczęścia. Z takim przesłaniem szedł Ojciec Święty do ludzi. Przesłanie to przemawiało do serca wszystkich ludzi dobrej woli, tworząc nową epokę, kulturę życia, kulturę przeciwną kulturze śmierci, jaka wyziera z ideologii globalizmu. Ale Jan Paweł II był zawsze świadomy tego, że jego pierwszym zadaniem jest strzec nauki powierzonej Kościołowi przez Chrystusa. A wiadomo, że wewnątrz Kościoła działają zorganizowane siły, które usiłują zniszczyć obraz prawdziwego Chrystusa i prawdziwy Jego Kościół, aby na ich miejsce utworzyć fałszywego Chrystusa i fałszywy kościół, przed czym przestrzega nas Matka Boża w swoich objawieniach.

    Objawienie Chrystusa wobec innych religii

    Skuteczną bronią przeciwko błędom wewnątrz Kościoła były zawsze i są autorytatywne pisma papieskie. Jednym z takich ważnych dokumentów Jana Pawła II, wymierzonym przeciwko relatywizmowi i libealizmowi, jest deklaracja „Dominus Jesus”, ogłoszona na konferencji prasowej 5 września 2000 roku. Dokument ten mówi o granicach prawowierności katolickiej.

    Deklaracja mówi, że religie światowe nie są czymś uzupełniającym w stosunku do Objawienia przekazanego nam przez Chrystusa. W konferencji udział wziął m.in. prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Józef Ratzinger, który omówił szerzej pewne punkty tej ważnej deklaracji. Kard. Ratzinger powiedział, że „dzisiaj manipuluje się hasłami tolerancji i wolności, mieszając je z treściami religii i ze stylem życia. Powołując się na tolerancję, twierdzi się, że nie ma obiektywnej i uniwersalnej prawdy. To fałszywe rozumienie tolerancji jest wynikiem odrzucenia obiektywnej prawdy. Powołując się na Encyklikę Papieża „Redemptoris Missio” (Misja Odkupiciela), kard. Ratzinger wyraził bardzo ważną prawdę, że „to, co Duch Święty wnosi do serc ludzkich i do historii narodów w ich kulturach i religiach, jest przygotowaniem na przyjęcie Ewangelii”.
    W deklaracji Jan Paweł II podkreśla, że szacunek dla światowych religii i dla różnych kultur, które przyczyniają się do poszanowania godności ludzkiej i do rozwoju cywilizacji, nie pomniejsza oryginalności i jedyności Objawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa oraz nie ogranicza misyjnego zadania Kościoła. Wszystkie prawdziwe wartości w innych religiach i kulturach przygotowują ludzi do przyjęcia zbawienia płynacego z Chrystusa.

    Dokument „Dominus Jesus” demaskuje pseudokatolickich teologów, którzy zmierzają do odarcia Chrystusa z Jego Bóstwa. Tym „reformatorom” Kościoła nie przeszkadza żaden inny założyciel religii, żadna inna religia, tylko Chrystus i Jego Kościół. Pseudoteologowie stwarzają grunt do histerii antykatolicyzmu, jaka narasta w ostatnich latach (patrz: „Crisis”, lipiec-sierpień 2000 r.). Jasne wyłożenie nauki katolickiej w tych sprawach przez Jana Pawła II jest ważnym krokiem w demaskowaniu pseudoteologów, będących na usługach światowego satanizmu.

    Czuwając nad zachowaniem Depozytu Wiary, Jan Paweł II wydał szereg ważnych dokumentów, w których hamuje zapędy pseudokatolickich reformatorów. W dokumentach tych wyjaśnił definitywnie takie sprawy, jak wyświęcanie kobiet na księży, pełnienie funkcji kapłańskich przez osoby świeckie, uzurpację najwyzszej władzy religijnej przez krajowe konferencje biskupów itd. Są to tematy, do których trzeba będzie wracać w publikacjach. Bo jeszcze nie odbył się pogrzeb Jana Pawła II, a antychrześcijańskie media zapowiadają w Kosciele zmiany, o których wiadomo, że w tajnych planach nieprzyjaciół Chrystusa zmiany te mają być złożeniem Kościoła Katolickiego do grobu.

    Jan Paweł II poruszył świat głoszeniem pełnej prawdy, złożonej w Kościele przez Chrystusa. Otworzył serca milionów na przyjęcie tej prawdy. Jego podróże apostolskie, beatyfikowanie i kanonizowanie setek osób, jego wyjście do ludzi wszystkich wyznań, jego nauczanie z mocą proroka – wszystko to wzmocniło ogromnie siły dobra w walce z siłami zła w tych wyjątkowych czasach. Ale najblizsza przyszłość jest nam nieznana. Zobaczymy, co nam los przyniesie. Ostateczny triumf Chrystusa i Jego Kościoła jest pewny. Nie wiemy tylko, czy już nadchodzi Niedziela Zmartwychwstania, czy jeszcze przed nami Wielki Piątek. Na pewno duch Jana Pawła II jest z nami i z wysokości nieba będzie czuwał nad Kościołem i nad Narodem Polskim.

    Henryk Wesołowski

    http://henrykwesolowski.com/index.php?mod=article&cat=Nowy%C5%9Awiat&article=118

  16. Z bibuły said

    Nawrócenie jest jedyną nadzieją ludzkości – Plinio Corrêa de Oliveira

    Najciekawszy bodaj aspekt orędzia fatimskiego stanowi zagadnienie wojny i pokoju, zwłaszcza rozważane z pozycji okrutnego dylematu: czy lepiej ulec komunizmowi niż zginąć, czy wręcz odwrotnie – lepiej paść trupem do ostatniej krwi walcząc z czerwoną zarazą.

    W roku 1917 ­– na kilka miesięcy przed przejęciem władzy w Rosji przez komunistów oraz na dwadzieścia osiem lat przed wybuchem pierwszej bomby atomowej w Hiroszimie – w fatimskim orędziu Boża Opatrzność z nadprzyrodzoną przejrzystością przedstawiła plan rozwiązania tego przerażającego problemu. W Cova da Iria za pośrednictwem trojga pastuszków Matka Boża przekazała jasne wskazówki dotyczące postępowania w tej – jakże przecież poważnej – kwestii. Po pierwsze, Jej orędzie mówi o rozprzestrzenieniu się błędów Rosji, ukazując komunizm jako wielką karę, na którą narażona jest ludzkość z powodu swego religijnego i moralnego upadku. Najwyraźniej zatem komunizm to swoisty bicz Boży, którym wychłostane mają zostać narody, zwłaszcza zachodnie. Ludzkość może jednak uniknąć takiego losu, o ile powróci do prawdziwej wiary i moralności chrześcijańskiej oraz porzuci bagno bezbożności i niemoralności.

    Ściślej rzecz ujmując, nawet znaczna liczba nawróceń osobistych nie wystarczy, by spełnić prośbę Matki Bożej. Każdy naród spustoszony przez agnostycyzm i swobodę seksualną musi się w całości nawrócić i powrócić do nieprzemijających praw Ewangelii (dotyczy to zwłaszcza krajów Zachodu).

    Niepokalane Serce Maryi Zwycięży!

    Fatimskie orędzie nie ogranicza się do ukazywania zagrożenia. Mówi także, w jaki sposób go uniknąć: nie umierając, ani tym bardziej nie zostając komunistą, lecz wypełniając wolę Boga i rozważając przesłanie Jego Matki. Nie zapominajmy także, iż jednym z warunków jest poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi na warunkach, o jakie Ona sama prosiła.

    Jeśli tak się nie stanie – ostrzega fatimskie orędzie – sprawiedliwości Bożej nic już nie powstrzyma: Jeżeli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, rozpowszechni ona swe błędy po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła Świętego. Dobrzy będą umęczeni, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, różne narody będą unicestwione. Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje.

    Orędzie fatimskie sugeruje zatem cudowne ingerencje Bożej Opatrzności w dzieje świata, które zapewnią zwycięstwo, prawdopodobną pozostawiając jednocześnie hipotezę, iż ludzie sami będą musieli się do tego zwycięstwa przyczynić poprzez bohaterskie uczestnictwo w wielkich bitwach, o wyniku których zadecyduje pomoc Niepokalanej Dziewicy. Orędzie fatimskie z całą pewnością wyklucza ostateczne zwycięstwo komunizmu, jako że istnieją jedynie dwie możliwości: albo ludzie usłuchają orędzia Maryi i komunizm zostanie pokonany nie zdążywszy poczynić żadnych szkód, albo ludzie nie usłuchają, a wówczas doświadczą komunizmu, który i tak ostatecznie zostanie przezwyciężony. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku Matka Boża zwycięży.

    Należy podkreślić, iż za pomocą samej tylko broni, choćby najpotężniejszej, nie zdołamy się przed komunizmem obronić, jakkolwiek zdecydowana polityka odstraszania oparta silny o zachodni system obrony stanowi uprawniony i konieczny środek zapobiegania wojnie. Matka Boża przedstawia bowiem rozprzestrzenienie się komunizmu jako karę za grzechy. Kara ta z pewnością nastąpi, jeżeli ludzie się nie nawrócą.

    Jednym ze sposobów, w jaki gniew Boży spadnie na nieżałującą za grzechy ludzkość może być szerzenie się bezwarunkowego pacyfizmu o czysto emocjonalnym, a więc krótkowzrocznym charakterze. A przecież taka postawa zawsze prowokuje drapieżnego przeciwnika. Zważmy jednakże, iż wojna absolutnie nie jest preferowanym przez Opatrzność sposobem powstrzymania komunizmu. Bóg pragnie odnowy rodzaju ludzkiego, zastosowania się ludzi do orędzia z Fatimy oraz nawrócenia Rosji. Wyłącznie militarne lub polityczne zwycięstwo nad Rosją w żadnym razie nie rozwiąże problemu. Bóg chce czegoś więcej: pragnie nawrócić Rosję, a do tego – bez wątpienia – nie potrzebuje się uciekać do jakiejkolwiek wojny. Zasadniczym jednak warunkiem nawrócenia Rosji jest nawrócenie Zachodu. Jeżeli Zachód się nawróci, to możliwe, że Rosja zostanie nawrócona na drodze pokoju, perswazji i środków religijnych, bez konieczności działań wojennych – a tego właśnie pragnie Niepokalana Dziewica.

    Tylko wiara może być odpowiedzią na kryzys

    Doskonale zdaję sobie sprawę, iż niniejsze rozważania mogą się spotkać z pogardą i sceptycyzmem. Ludzie bez wiary czy też małej wiary uśmiechną się i orzekną, że refleksje te są dziecinnym uproszczeniem problemów, które popychają kraje Zachodu ku komunizmowi, a być może – ku wojnie. Zda im się śmiesznym, może nawet szalonym, szukać rozwiązania owych kwestii w na przesłaniu ogłoszonym przez troje niepiśmiennych pastuszków. Nie przeczę, że problemy współczesnego świata są wysoce skomplikowane. Przeciwnie, uważam, że są one aż tak złożone, iż po ludzku rzecz biorąc wydają się wręcz nie do rozwiązania. Tym bardziej, że dodatkowo je komplikują debaty ludzi bez wiary lub małej wiary, którzy usiłują owe problemy rozwiązać.

    Jestem przekonany o powierzchowności obserwacji i opinii, jednak nie w naszym obozie, lecz po stronie sceptyków. W większości mają oni bowiem w najwyższym stopniu prymitywne i powierzchowne pojęcie o religii i jej roli w życiu zarówno społeczeństw jak i jednostek, o oferowanym przez nią ogromnym potencjale rozwiązywania problemów, które sceptycy daremnie usiłują rozwikłać. Nie potrafię się oprzeć pragnieniu umożliwienia sceptycznym czytelnikom spojrzenia, jakby przez dziurkę od klucza, na ogromny wachlarz atutów religii.

    Spójrzmy, jak święty Augustyn przedstawia społeczeństwo prawdziwie chrześcijańskie – Państwo Boże – ukazując wszelkie korzyści płynące dla państwa z nauki Jezusa Chrystusa: Niech ci, którzy twierdzą, że nauka Chrystusa jest szkodliwa dla państwa, stworzą sami taką armię, jaką Jezusowe słowa powołują do istnienia; niech stworzą takich zarządców prowincji, takich mężów i żony, takich rodziców i dzieci, takich panów i sług, takich królów, takich sędziów, takich poborców podatków i podatników, jakich czyni chrześcijańskie nauczanie, i dopiero wtedy niech mają czelność powiedzieć, że nauczanie to jest szkodliwe dla państwa. Nie, raczej nie zdecydują się oni przyznać, że to właśnie ono, należycie stosowane, stanowi opokę u fundamentów republiki.

    Z powodu nieszczęsnej kondycji upadłej natury ludzkiej oraz działań szatana i jego ziemskich agentów skłonność człowieka do sprzeciwiania się wierze narasta aż do stopnia całkowitego jej odrzucenia – naucza doktryna katolicka. Im bardziej się człowiek od wiary oddala, tym większy popełnia grzech. Przypomina to nieco prawo Newtona i znajduje potwierdzenie w doświadczeniu. Jeżeli społeczeństwo – powodowane rozwojem niewiary i korupcji – dochodzi do całkowitego wykroczenia przeciw zasadom augustyńskiego Państwa Bożego, jaka nauka polityczna, społeczna czy ekonomiczna jest w stanie zapobiec jego upadkowi?! Jeśli ludzie nie zdołają powrócić do zbawiennych zasad chrześcijaństwa, nic nie zapobiegnie ich upadkowi, który stanie się tym straszniejszy, im dłużej będzie trwał i im głębiej sięgnie proces degeneracji.

    Narodom w mniejszym stopniu zaatakowanym zepsuciem pozostaje zatem ze wszech miar słuszne odpieranie ataków ze strony narodów bardziej upadłych, na drodze zbrojenia się, zachowywania pełnej pokojowego nastawienia czujności i stosowania środków odstraszających. Poprzestając jednak wyłącznie na tym nie zdołają stłumić trującego fermentu współczesnego neopogaństwa kryjącego się w głębi ich tkanek. Wynika to jasno z orędzia fatimskiego.

    W świetle powyższego możemy lepiej zrozumieć inny aspekt kary, a mianowicie jej oczyszczający, odnawiający i porządkujący charakter. Boża kara – przerywając niosący największe zagrożenie dla zbawienia niezliczonej ilości dusz proces degradacji, zarówno indywidualnej jak i zbiorowej – otworzyłaby ludziom oczy na ciężar ich grzechów, prowadząc ich do skruchy i poprawy, aby wreszcie obdarzyć ich prawdziwym pokojem. Better dead than red – lepiej umrzeć niż stać się komunistą. Ale jeszcze lepiej – żyć. Tak właśnie: wieść nadprzyrodzone życie łaski tutaj, na ziemi, aby później żyć wiecznie w chwale Bożej.

    Orędzie fatimskie wymaga wypełnienia

    Orędzie fatimskie krąży po świecie już od siedmiu dekad, a nie zdołało jeszcze przyczynić się do nawrócenia rodzaju ludzkiego. Ściślej rzecz ujmując, nie zdołało przyczynić się do nawrócenia katolików, na których modlitwy, pokutę oraz poprawę życia Maryja najbardziej liczy, jako na skuteczne narzędzie powstrzymania gniewu Jej Syna, aby mogło nastać Jej panowanie nad światem. Orędzie nie wspomina, w jaki sposób w czasie strasznych dni kary Bóg będzie wspierał tych, którzy uwierzyli w obietnice złożone przez Matkę Bożą; nie mówi także, czego się od nich będzie wówczas oczekiwać. Zagłębiając się w hipotezę kary Bożej możemy stwierdzić, że kontekst orędzia fatimskiego prowadzi do wniosku, iż okaże się ona przynajmniej dwojakiego rodzaju. Mogą się na nią złożyć wojny (nie tylko międzynarodowe, ale i domowe) oraz kataklizmy naturalne.

    Czy wojny owe będą miały podłoże ideologiczne? Czy będą to konflikty pomiędzy wiernymi i niewiernymi (jawnymi lub zakamuflowanymi heretykami i schizmatykami, poganami, ateistami itp.) czy też nie będą miały żadnych oficjalnych konotacji ideologicznych, jak na przykład konflikt francusko-pruski z roku 1870 albo pierwsza wojna światowa?

    W roku 1917, kiedy orędzie zostało przekazane ludziom, rozróżnienie pomiędzy wojnami i kataklizmami naturalnymi zdawało się bardzo przejrzyste. Niemożliwym wszak wydawało się wówczas, by człowiek mógł wywołać katastrofy przyrodnicze; postrzegano je raczej jako konsekwencję Bożej sprawiedliwości, dokonującej się za pośrednictwem żywiołów. Rozróżnienie owo pozostaje wciąż aktualne, musimy jednak wziąć pod uwagę, iż od tamtej pory człowiek posiadł zdolność wywołania kataklizmu o nieobliczalnych rozmiarach za pomocą broni jądrowej. Możliwe także, iż skutkom atomowej hekatomby towarzyszyć będą zesłane przez Boga anomalia całkowicie przyrodnicze.

    Pozostaje jeszcze jedno spostrzeżenie: z punktu widzenia orędzia fatimskiego, rzeczywista gwarancja zabezpieczenia ludzkości przed katastrofą leży nie tyle w polityce rozbrojenia, traktatach pokojowych i tym podobnych, ale w nawróceniu. Innymi słowy – zgodnie z zapowiedzią Matki Bożej – jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, kara z pewnością nadejdzie, bez względu na to, jak bardzo będziemy się starali jej uniknąć za pomocą innych sposobów. Z drugiej strony, jeżeli się poprawimy, Bóg nie tylko powstrzyma pełnię swego gniewu, ale także obdarzy nas wszelkimi okolicznościami potrzebnymi do zachowania trwałego pokoju. Będzie to pokój Chrystusowy za panowania Chrystusa – pokój Maryi za Jej panowania.

    Plinio Corrêa de Oliveira

    Tekst jest fragmentem książki Plinia Corrêi de Oliveira pt.: “Fatima commented”

    Triumf Maryi

    – Matka Boska odegra szczególną rolę w triumfie Kościoła nad procesem rewolucyjnym – mówi dr Antonio Borelli Machado, badacz objawień fatimskich, członek Akademii Maryjnej w Aparecida, autorem bestsellerowej książki Fatima – Orędzie tragedii czy nadziei? w rozmowie z Piotrem Doerre i Leonardem Przybyszem.

    Ojciec Święty Benedykt XVI już wkrótce weźmie udział w uroczystościach w Fatimie. Czego należy się po nich spodziewać?

    – Po wizycie papieża Benedykta XVI w Fatimie możemy oczekiwać przede wszystkim tego, że przesłanie fatimskie będzie ponownie przeżywane i zostanie zrozumiane przez wiernych. Mamy nadzieję, że papieska wizyta obok wymiaru protokolarnego i duszpasterskiego, połączonego z głębokimi wykładami, właściwymi dla Benedykta XVI, będzie się wiązała również z ożywieniem przesłania samych objawień – w pierwszej kolejności w Portugalii, ale też na całym świecie. Módlmy się, albowiem dokonać się mają wielkie ­rzeczy.

    Dlaczego? Na czym polega aktualność orędzia fatimskiego dzisiaj?

    – To bardzo dobre pytanie, gdyż wielu ludzi sądzi, że skoro objawienia Matki Bożej w Fatimie miały miejsce w 1917 roku, i upłynęły już od nich 93 lata, to ich przesłanie odnosi się tylko do wydarzeń dwudzistego wieku. Jednak mój pogląd na tę kwestię jest inny: otóż Matka Boża objawiła się w Fatimie, aby powiedzieć, że ludzkość żyje w coraz większym oddaleniu od Boga – i wydarzyło się to już w roku 1917. Począwszy od lat sześćdziesiątych – słynny maj ’68, manifestacje studentów, masowy bunt – upadek moralny społeczeństwa tylko się pogłębił. Można więc powiedzieć, że Matka Boża nie objawiłaby się w roku 1917, aby ostrzec ludzi przed tym ogólnym zepsuciem, nie podpowiadając przy tym, w jaki sposób mu ­zaradzić.

    Taka jest właśnie treść Tajemnicy Fatimskiej: na ludzkość spadnie kara i dobrzy ludzie zginą śmiercią męczeńską, lecz – jak mówił Tertulian – krew męczenników jest zasiewem nowego chrześcijaństwa. Stąd bierze się uzasadnienie naszej tezy o tzw. Grand Retour: Wielkim Powrocie ludzkości do Boga. Wierzymy, że dzięki łaskom otrzymanym za pośrednictwem Matki Bożej ludzkość nawróci się, powracając na drogę wyznaczoną przez Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół oraz cywilizację chrześcijańską. Nie wystarczy posługa kapłanów, jeśli życie świeckiej części społeczeństwa stoi w zupełnej niezgodzie z normami Ewangelii.

    Trzeba tutaj przypomnieć naukę o posłudze świeckich, którą Kościół sformułował w ciągu XX wieku, a którą prof. Plinio Corrêa de Oliveira obszernie skomentował w swoich artykułach na łamach „Catolicismo”. Na Niemieckim Kongresie Katolickim, Katholikentag papież Pius XII wygłosił dwa wykłady, w których dowodził, że zadaniem ludzi świeckich jest działanie w sferze doczesnej w celu uświęcenia tej sfery. Nauka owa została nie tyle ogłoszona, co – jak mówi papież Benedykt – zatwierdzona przez Sobór Watykański II, który stwierdza, że zadaniem ludzi świeckich jest wprowadzenie zasad Ewangelii do sfery doczesnej oraz dostosowanie życia społeczeństwa doczesnego do ewangelicznych zasad.

    Orędzie fatimskie głosi, że nastąpi odrodzenie porządku chrześcijańskiego w sferze doczesnej i w łonie Kościoła. To jest właśnie wielka obietnica z Fatimy, złożona w roku 1917 i dotychczas jeszcze niespełniona. Na razie obserwujemy proces wręcz przeciwny. Matka Boża jednak zapewniła o triumfie swego Niepokalanego Serca. To znaczy, że pełna odnowa Kościoła, w jego prawach i w jego misji, oraz dostosowanie społeczeństwa doczesnego do zasad Jednego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego Kościoła, dokonają się. To sprawia, że orędzie fatimskie – mimo iż zostało wygłoszone niemal wiek temu – jest obecnie bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej.

    Wspomniał Pan o koncepcji Wielkiego Powrotu. Czy znajduje ona jakieś potwierdzenie w tradycji Kościoła, w dziełach świętych katolickich?

    – Jest ona w pełni zgodna z opisem dokonanym przez świętego Ludwika Marię Grignion de Montfort w paragrafie 217. Traktatu o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Pisze on: Kiedyż nadejdą owe czasy szczęśliwe, kiedy Maryja królować będzie jako Pani i Władczyni w sercach, by je zupełnie poddać panowaniu swego wielkiego i jedynego Jezusa? Kiedyż będą dusze tak oddychać Maryją, jak ciało oddycha powietrzem? Wtedy to staną się rzeczy cudowne na tym padole, gdy Duch Święty, znajdując ukochaną swą Oblubienicę niby odzwierciedloną w duszach, zstąpi na nie z całą obfitością i napełni je swymi darami, zwłaszcza darem mądrości, by dokonać cudów łaski. Drogi bracie, kiedyż nadejdą owe czasy szczęśliwe, ów wiek Maryi, kiedy dusze wybrane i przez Maryję wyproszone u Najwyższego, zatapiając się w przepaścistych głębiach wnętrza Maryi, staną się żywymi Jej obrazami, by kochać i wielbić Jezusa Chrystusa? Czasy te nadejdą dopiero wtedy, gdy ludzie poznają i praktykować będą nabożeństwo, którego nauczam: „Niech przyjdzie królestwo Maryi, Panie, aby przyszło królestwo Twoje”. Mamy tu zatem opis dwóch idei: Wielkiego Powrotu i Królestwa Maryi.

    W jaki sposób objawienia fatimskie potwierdzają tę tezę?

    – Druga część Tajemnicy Fatimskiej, dokładnie samo jej zakończenie, zawiera słowa, które często cytujemy: Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje. A czym jest triumf? Triumf to zwycięstwo pełne chwały. Maryja zakróluje w duszach, co znajdzie swoje odbicie zarówno w Kościele, jak i w sferze doczesnej. Triumf Maryi to jej Królestwo. W Tajemnicy Fatimskiej odnajdujemy zatem uzasadnienie koncepcji Wielkiego Powrotu i Królestwa Maryi.

    Jak można sobie wyobrażać ów triumf Maryi?

    – Matka Boża odegra szczególną rolę w triumfie Kościoła nad procesem rewolucyjnym, który od kilku stuleci niszczy cywilizację chrześcijańską. Zaowocuje to klęską tejże Rewolucji i wszystkich jej błędnych założeń, które obecnie opanowały niemal cały świat. Wszystkie one stoją w opozycji do nauki Kościoła.

    Dzisiejszy świat kompletnie oddalił się od przykazań Prawa Bożego. Uważamy, że orędzie fatimskie zapowiada całkowity powrót świata do owych przykazań, które wszak są również przykazaniami Kościoła. Wiele zjawisk, którym dziś się przyglądamy – aborcja, homoseksualizm, plaże pełne niemal nagich ludzi – jest sprzecznych z nauką Kościoła, dlatego nie będą one istniały w Królestwie Maryi.

    Można sobie w ogólnym zarysie wyobrazić, jak będzie wyglądało Królestwo Maryi, będące równocześnie Królestwem Chrystusa. Bardzo ważną wskazówką wydaje się tu ostatnie zdanie z paragrafu 217 Traktatu o Prawdziwym Nabożeństwie: Ut adveniat regnum Tuum, adveniat regnum Mariae – Aby przyszło królestwo Twoje, Panie, niech przyjdzie Królestwo Maryi. Oznacza to w swej podstawowej treści przyjęcie zasad Kościoła, zarówno w sferze doczesnej, jak i duchowej. Ludzie będą oczywiście grzeszyć dalej – ale po to właśnie istnieje sakrament pojednania, za pośrednictwem którego spełniony zostanie warunek żalu za grzechy.

    Królestwo Maryi pojmujemy jako triumf dobra nad złem. Nie jako całkowite wyeliminowanie złych – źli ludzie nadal będą istnieć, ale podczas gdy dziś dobrzy ludzie stanowią mniejszość, w Królestwie Maryi będzie na odwrót. I będą musieli poddać się prawom wynikającym z nakazów Ewangelii, przykazaniom Bożym. Wizja takiej przyszłości została ogłoszona w Fatimie.

    Moją uwagę szczególnie przykuwa fakt, że w pierwszej scenie trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej to Matka Boża ukazuje się ludzkości. Nie Jezus, ale Jego Matka przewodzi wydarzeniom. Upatruję tu zatem pełnej zbieżności ze wspomnianą teorią.

    Jest tam również anioł trzymający ognisty miecz, którym zamierza podpalić świat. I tu Matka Boża interweniuje, powstrzymując wychodzące z miecza płomienie. Wtedy anioł ukazuje się światu i przemawia mocnym głosem (według słów Łucji): Matka Boża wydaje rozkaz, więc Jej usłucham, ale pod jednym warunkiem – Pokuta, Pokuta, Pokuta!

    Oznacza to, że warunkiem koniecznym, aby zapobiec spełnieniu wizji z trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej, jest pokuta. Jednak, jako że ludzkość nie odbyła pokuty, w drugiej scenie ukazane jest praktycznie całkowite zniszczenie świata. Męczeńską śmiercią giną wówczas ludzie dobrzy: papież, biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, ludzie ze wszystkich warstw społecznych – a więc także świeccy. Ich krew zostaje przelana pod drewnianym krzyżem stojącym na szczycie góry. Krew tę anioły zbierają do kryształowych konewek, po czym skrapiają nią dusze tych, którzy ponownie zbliżają się do Boga. Co znaczy „ponownie się zbliżyć”? Można się tak wyrazić o czymś, co było daleko, ale powraca. Oto właśnie Powrót ludzi do Boga i wykształcenie się społeczeństwa katolickiego – dzięki krwi męczenników, którzy uzyskali łaskę dla ludzkości. Odnajdujemy tu całkowite potwierdzenie wizji przedstawionej przez profesora Plinio Corrêa de Oliveira – wizji bagarre (wielkiego zamętu), Wielkiego Powrotu i wreszcie Królestwa Maryi (wszak to Matka Boża przewodzi scenie z trzeciej części Tajemnicy).

    Nie znam żadnego innego objawienia, w którym Matka Boża stawałaby przed ludzkością w podobny sposób. Ukazuje to bardzo jasno, że to Ona kieruje mającymi się dokonać wydarzeniami.

    Wynika stąd więc, że odwrócenie obecnego stanu rzeczy musi nastąpić w sposób nadprzyrodzony, że będzie to swoista kara dla ludzkości związana czy to ze straszliwymi katastrofami naturalnymi, czy wojnami wywołanymi przez ludzi…

    – Tak. Bez interwencji sił nadprzyrodzonych, bez nadzwyczajnej interwencji Opatrzności, to się nie stanie. Widzimy bowiem, jak ludzie coraz mocniej skłaniają się ku złu – bez Bożej interwencji nie da się ich od tego odwieść. Ale pamiętajmy, że owa interwencja ma dwa oblicza: jedno to kara, lecz drugie to łaski Ducha Świętego. Pojmujemy bowiem Wielki Powrót jako coś w rodzaju drugiego Zesłania Ducha Świętego, które nastąpi dla ludzkości. Oczywiście Zesłanie Ducha Świętego jest jedynym takim wydarzeniem w historii, które już się w ten sam sposób nie powtórzy. Będzie jednakże tak, jak mówi święty Ludwik Maria Grignion de Montfort: Wtedy to staną się rzeczy cudowne na tym padole, gdy Duch Święty, znajdując ukochaną swą Oblubienicę niby odzwierciedloną w duszach, zstąpi na nie z całą obfitością i napełni je swymi darami, zwłaszcza darem mądrości, by dokonać cudów łaski. Bez działania Ducha Świętego nie ma Wielkiego Powrotu. Kluczowym jego elementem jest wszak działanie Ducha Świętego na ludzkie dusze. I to również składa się na triumf Matki Bożej. Triumf oznaczający całkowitą transformację ludzkości, która powróci na drogę praw Bożych.

    Wydaje się, że kryzys cywilizacji chrześcijańskiej nie byłby tak głęboki, gdyby nie kryzys wewnątrz Kościoła?

    – Kryzys w Kościele jest oczywisty, ostatnio nagłośnione przypadki pedofilii i ich powody są nad wyraz wymowne, nikt nie może temu zaprzeczyć. Incydenty te są oczywiście wyolbrzymiane przez znajdujące się w rękach sił Rewolucji media, które rozpętały prawdziwą nawałnicę propagandy przeciw Kościołowi, zwłaszcza przeciw papieżowi.

    W wizji prześladowań zawartej w trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej zostało to opisane. Ojciec Święty pada od strzałów żołnierzy, ginąc męczeńsko u stóp krzyża. Zastanówmy się, co jest gorsze: kula, która dosięgła Jana Pawła II przed laty czy obecna kampania propagandowa wymierzona przeciw jego następcy? W pewnym sensie gorsze jest oczernianie, ten cały potok obelg, to błoto, jakim obrzuca się Benedykta XVI. To ­gorzej, niż gdyby do niego strzelano. Bo odebranie godności jest gorsze niż odebranie życia.

    Minęła właśnie setna rocznica urodzin a zarazem dziewięćdziesiąta rocznica śmierci błogosławionej Hiacynty. Jaką rolę odegrała najmłodsza z trójki wizjonerów w historii objawień fatimskich?

    – Role Hiacynty i Franciszka różnią się od roli odegranej przez Łucję, która pozostała, aby zagwarantować ujawnienie Tajemnicy i upowszechnić nabożeństwa ustanowione przez Matkę Bożą: nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca, nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Franciszek i Hiacynta natomiast przeżyli skierowane ku nim przesłanie w sposób, który powinien być dla nas przykładem. Franciszek był przepełniony ideą pocieszania Pana Boga, którego ludzkość ciężko obraża swoimi grzechami. Hiacynta z kolei skłaniała się bardziej ku modlitwie i poświęceniu, prosząc o nawrócenie grzeszników, o to, aby ludzie nie skazywali się na wieczną śmierć, lecz by czynili to, czego chce od nich Bóg, aby byli wiernymi katolikami.

    Hiacynta więc była w większym stopniu przepełniona misją naprawy grzechów i modlitwy za grzeszników niż Franciszek, który skłaniał się bardziej ku idei pocieszania udręczonego Pana. Postawa tych dwojga dzieci dostarcza przykładu dzisiejszemu człowiekowi. Powiedziałbym, że Hiacynta była tak wierna orędziu fatimskiemu, że wiele razy to ona musiała pociągnąć za sobą swą kuzynkę Łucję, kiedy tę ogarniała słabość, prześladowała ją bowiem matka i siostry, niechcące, by dziewczynka była świadkiem kolejnych objawień. To właśnie wierność Franciszka i Hiacynty skłoniła Łucję, aby jednak poszła z nimi, nie żadna specjalna łaska udzielona samej Łucji.

    Pewnego razu, w przeddzień objawienia, Łucja nie chciała pójść na spotkanie z Maryją wskutek rozmowy, którą pastuszkowie odbyli z proboszczem leżącego nieopodal miasteczka Olival. Ksiądz ów powiedział do Łucji: Równie dobrze może to być oszustwo demona. Na te słowa Łucję ogarnęło przerażenie, uwierzyła bowiem, że to demon sobie z niej zakpił. Wtedy Hiacynta z całą niewinnością siedmioletniej dziewczynki rzekła prosto: Ależ to nie jest żaden demon. Demon jest brzydki, wszyscy tak mówią. A tamta Pani, która się nam ukazuje, jest taka piękna, jakżeby Ona mogła być demonem? Łucja jednak nadal obstawała przy swoim, zarzekając się, że nie pójdzie.

    Nazajutrz Łucja, dotknięta łaską Matki Bożej, udała się do domu Franciszka i Hiacynty, gdzie zastała dzieci na kolanach, pogrążone w modlitwie i zapłakane. Co wy tutaj robicie? – zapytała. Odrzekły: Modlimy się i płaczemy, bo ty z nami nie idziesz. Wtedy Łucja zmieniła zdanie i poszli we trójkę. Tak więc rola Hiacynty polegała przede wszystkim na zapewnieniu wierności Łucji w uczęszczaniu na objawienia. Jest to także przykład dla nas, abyśmy pozostali wierni wszystkiemu, co Matka Boża przekazała nam w orędziu ­fatimskim.

    Mówi się, że objawienia fatimskie były najważniejszym wydarzeniem dwudziestego wieku. Dlaczego Matka Boża tak ważne przesłanie powierzyła zwykłym, prostym pastuszkom, małym dzieciom, a nie jakimś ważnym osobom, przywódcom politycznym czy hierarchom Kościoła?

    – Zapewne dlatego, że dzieci są bliższe niewinności nowo ochrzczonych niż dorośli. Z wiekiem ludzie praktykują cnoty, ale też dopuszczają się nieprawości i popełniają grzechy, czego efektem jest pewne „zaciemnienie” duszy. To dlatego często świadkami objawień są dzieci. Dlatego że są bliższe wczesnej niewinności, a zatem bardziej zdolne do wiernego pojęcia przekazywanego im przesłania.

    Dlaczego świadkiem objawień nie był jakiś hierarcha kościelny? Kościół to nie tylko kler, nie tylko hierarchia – Kościół to my wszyscy. Matka Boża więc może wybrać kogokolwiek. I wybiera dzieci, gdyż one są wierniejsze i bardziej otwarte na zrozumienie głębi objawienia niż osoby, które już w swoim życiu popełniły grzechy.

    Ostatnie pytanie będzie dotyczyć Polski, która od wieków sąsiaduje i ściera się z Rosją. Tarcia owe spowodowane są przede wszystkim tym, że Rosjanie, choć stosunkowo bliscy nam językowo, należą pod względem religijnym i cywilizacyjnym do zupełnie innego świata. Dlatego słowa Matki Bożej o nawróceniu Rosji są dla nas tak ważne i w sposób szczególny nas poruszają. Jak dzisiaj je interpretować?

    – Nawrócenie Rosji, o którym mówi przepowiednia fatimska, można rozumieć na dwa sposoby. Z jednej strony jako całkowite obalenie panującego tam systemu komunistycznego, z drugiej – powrót Rosji na łono prawdziwego Kościoła, czyli ponowne wcielenie do jedności Kościoła, co zakłada nawrócenie. To dlatego Matka Boża powiedziała: Rosja się nawróci. Nawrócenie jest wzbogaceniem Kościoła i powinno być powszechne, czyli katolickie, powinno rozprzestrzenić się po całym świecie. W tym sensie cały świat odniesie z niego korzyści, a zatem także Polacy, którzy tyle wycierpieli na przestrzeni wieków z powodu bliskości Rosji. Dlatego to Polakom przypada w udziale doniosła rola upowszechniania orędzia fatimskiego i przyczyniania się do zapowiedzianego triumfu Matki Bożej, który nastąpi równocześnie z nawróceniem Rosji. Odrodzi się wtedy prawdziwe, czyli katolickie chrześcijaństwo, do czego każdy lud przyczyni się za sprawą swego powołania, które dla każdego narodu jest inne.

    Na koniec drobna uwaga o łaskach Wielkiego Powrotu, o którym mówiliśmy wcześniej. Mogą one zacząć płynąć niczym deszcz, który zaczyna się łagodnie, aby stopniowo wzmagać się aż do stanu powodziowego. Wielki Powrót to powódź łask Ducha Świętego, bez których niczego się nie dokona. Nie można ograniczyć wydarzeń przepowiedzianych przez Matkę Bożą tylko do wielkiego zamętu. Owszem, nastąpi on, ale po to, aby złamać wszystko, co błędne, natomiast powódź łask Ducha Świętego zaleje świat, by zbudować to, co powinno zostać zbudowane, zgodnie z zasadami nauki Kościoła. Miejmy nadzieję, że wizyta Papieża Benedykta XVI w Fatimie zapoczątkuje tę powódź łask Ducha Świętego, której zwieńczeniem będzie Królestwo Maryi.

    Dziękujemy za rozmowę.

    Tekst ukazał się w nr. 14 dwumiesięcznika “Polonia Christiana”

    Za: Polonia Christiana – pch24.pl (2012-03-19)

    Za: Polonia Christiana – pch24.pl (2012-05-12)

    http://www.bibula.com/?p=56621

Sorry, the comment form is closed at this time.