Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Pani Alina Cała pisze…

Posted by Marucha w dniu 2012-06-11 (Poniedziałek)

Pani Alina Cała z Żydowskiego Instytutu Historycznego pisze sporo, ma tytuł doktora, jest – jak dowiadujemy się z biogramu zamieszczonego na okładce jej ostatniej książki – „antropolożką i historyczką”.

Już raz miałem wątpliwą przyjemność odnieść się do jej „twórczości”. Było to w roku 2006, kiedy na łamach „Myśli Polskiej” (5.11.2006) ustosunkowałem się do jej artykułu w „Rzeczpospolitej” (z 26.10.2006), w którym pisała: „To nie Dmowski dokonał zagłady Żydów, ale na nim spoczywa część odpowiedzialności za to, że Holocaust się tak dobrze udał”. Zaiste, odkrycie to wiekopomne.

Wszystkie swoje przemyślenia autorka powtarza w wydanej właśnie opasłej książce pt. tytułem „Żyd – wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła”, Warszawa 2012 (ss. 860). Te same błędy, te same uproszczenia i schematy. Autorka próbuje opisać ogromny temat, czyni to jednak powierzchownie, wybiórczo i tendencyjnie. Termin „antysemityzm” jest dla niej wytrychem, który otwiera wszystkie kwestie, przy czym jest to termin bardzo pojemny, rozciągliwy niczym guma. Realnie istniejący antysemici trafiają do jednej kadzi razem z ludźmi nastawionymi neutralnie do Żydów, a nieraz i filosemici. Oczywiście bohaterem negatywnym jest Narodowa Demokracja. To ten obóz polityczny był – wedle autorki – nosicielem i realizatorem programu antysemickiego. Brak w książce spokojnego spojrzenia na kwestię polsko-żydowskich stosunków, brak dystansu i wykorzystania literatury przedmiotu.

Cała cytuje z reguły to, co pasuje do z góry założonej tezy. Prawie w ogóle nie analizuje programów innych niż endecja obozów politycznych, wtedy przekonałaby się np., że stopień antyżydowskiej agitacji był o wiele większy w prasie ugrupowań ludowych, zarzucającej nawet endecji, że jest „partią żydowską”. Brak wreszcie choćby próby zrozumienia i wyjaśnienia faktu dosyć powszechnej niechęci polskiego społeczeństwa do Żydów. Przecież nie można wszystkiego wyjaśniać tym, że był to wyłącznie rezultat „uprzedzeń”, „fobii” i „stereotypów”. Gdyby bowiem brać to za dobrą monetę, wówczas musielibyśmy dojść do przekonania, że Polacy na czele z inteligencją byli owładnięci jakimś rodzajem szaleństwa umysłowego.

Z tego względu książka Aliny Całej jest swoistym powielaniem stereotypów o „stereotypach”, co w efekcie prowadzi do tego, że cała ogromnych rozmiarów praca niczego nie wnosi. A przecież mamy na rynku świetne książki, które poszerzają naszą wiedzę o tym problemie, by wymienić choćby dwa tomy prac Mieczysława Sobczaka: „Narodowa Demokracja wobec kwestii żydowskiej na ziemiach polskich przed I wojną światową” (Wrocław 2007) i „Stosunek Narodowej Demokracji do kwestii żydowskiej w latach 1914-1919” (Wrocław 2008). Obu tych prac autorka nie wymienia nawet w bibliografii. Wspomnieć też należy jeszcze o bardzo cennej książce Sławomira Mańki pt. „Polski ruch ludowy wobec Żydów 1895-1939” (Warszewa 2010). Tej pracy także nie ma w wykazie bibliograficznym. Za to roi się od publikacji przyczynkarskich i propagandowych. W ogóle książka Całej sprawia wrażenie powierzchownej, tendencyjnej i chaotycznej.

A teraz kilka kuriozalnych przykładów braku obiektywizmu i profesjonalizmu. Pisząc o działalności Romana Dmowskiego w czasie I wojny światowej autorka twierdzi:

„Gdy wybuchła I wojna światowa, endecja konsekwentnie opowiedziała się po stronie Rosji, sprzymierzonej z Anglią i Francją przeciwko Austrii i Pru­som. Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Warszawy przywódcy partii wyje­chali z kraju, w wyniku czego nieco osłabła propaganda antysemicka. Roman Dmowski podjął aktywność dyplomatyczną, dość jednak nieudolną, a w swojej działalności kierował się antyżydowskimi uprzedzeniami”.

I dalej o tym, jak to przywódca ND musiał uciekać z Londynu, bo uznano go za persona non grata. Tylko tyle o działalności, która zaprowadziła go do Paryża, gdzie podpisał w imieniu Polski Traktat Wersalski. By uwiarygodnić swoje wywody n temat „ucieczki” Dmowskiego z Londynu, autorka cytuje wspomnienia Jana Zamorskiego, dodając: „Jeśli ta anegdotka jest prawdziwa, to oddaje dość niski poziom dyplomatycznych umiejętności, a także zacietrzewienia”. Tak pisze dr Alina Cała w pracy z pozoru naukowej! A cóż stało na przeszkodzie, żeby sprawdzić, czy anegdotka jest prawdziwa? Myślę, że obawa przed zdezawuowaniem takiego kąska, jakim była ta plotka. Jeszcze większym kuriozom jest przedstawienie prof. Feliksa Konecznego jako ignoranta i mitomana. Przypomnijmy tylko, że jego teoria o wielości cywilizacji zrobiła wielką karierę na Zachodzie, zachwycał się nią sam Arnold Toynbee, a jej echa są widoczne w głośnej książce Samuela Huntingtona pt. „Zderzenie cywilizacji”. A Alina Cała próbuje sprowadzić tego wybitnego uczonego do rangi jakiegoś nawiedzonego maniaka.

No i na koniec część współczesna, od razu powiem, że najsłabsza i najbardziej kompromitująca. Już sam tytuł końcowego rozdziału jest prowokacyjny: „Organizacje i ugrupowania wykorzystujące antysemityzm”. Chodzi o organizacje działające po 1989 roku. Formułka „wykorzystujące antysemityzm” jest sprytnym zbiegiem – nie „antysemickie”, tylko „wykorzystujące antysemityzm”. Ale na jedno wychodzi. Obok ewidentnych maniaków i żydofobów (nie będę ich wymieniał, ale każdy wie, kogo to dotyczy), piszących bzdury, publikujących kolejne wyssane z palca „listy Żydów” (sam na jedną z nich trafiłem), Cała umieszcza takie organizacje, jak Unia Polityki Realnej, Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne, raczej filosemicka Liga Republikańska czy LPR. Przy każdej partii zamieszcza biogramy czołowych działaczy tych ugrupowań. W ten sposób na listę „wykorzystujących antysemityzm” trafił np. hr. Jan Zamoyski (1912-2002), prezes SND, człowiek, który w czasie wojny uratował od zagłady wielu Żydów. Trafił na tę listę także Marek Jurek, którego autorka przypisała do SND, mimo że nigdy w tej partii nie był. Jest też Jerzy Robert Nowak, Janusz Korwin-Mikke i Tomasz Gabiś.

Przy okazji człowiek może dowiedzieć się np. o sobie takich rzeczy, o których nie miał pojęcia. Autorka pozwoliła sobie zamieścić i mój biogram (jako działacza SND). I co ja tam czytam? „Członek PRON, należał do grupy narzuconej Stowarzyszeniu PAX stanie wojennym. Po 1989 r. pracował w Radiu Niepokalanów”. W dwóch zdaniach trzy kłamstwa. Po pierwsze, nie było członkowstwa PRON, bo było tylko tzw. członkowstwo zbiorowe. Czyli, jeśli ktoś był członkiem oficjalnie działającej organizacji, która podpisała tzw. deklarację ideową – to ta organizacja była „członkiem PRON”, a nie indywidualne osoby. Po drugie, nie byłem w PAX-ie w czasie stanu wojennego (wstąpiłem w jego szeregi jesienią 1984 r.), więc nie mogłem być w „grupie narzuconej Stowarzyszeniu PAX”. I po trzecie, nigdy nie pracowałem w Radiu Niepokalanów. W stanie wojennym byłem jeszcze studentem, a potem, w latach 1981-1984, członkiem Polskiego Związku Katolicko-Społecznego (PZKS). Po 1989 pracowałem w PAX-ie i w „Słowie Powszechnym”. Skąd to wszystko wymyśliła Cała? Przecież wystarczyło zajrzeć do Internetu, gdzie jest mój życiorys. Ale te „informacje”, jakie podała, bardziej jej pasowały do konwencji książki. Antysemici sterowani przez partię i bezpiekę, praca w Radiu Niepokalanów kojarząca się z „antysemityzmem” o. Maksymiliana Kolbe. Tak, to brzmi znacznie lepiej.

Błędów w innych biogramach też jest bez liku. Np. dowiedziałem się, że Antoni Dargas, naczelny „Myśli Polskiej” od 1958 – był w grupie Jędrzeja Giertycha, co jest oczywistą nieprawdą. Pomijam już to, że często autorka zniekształca nazwiska – np. Stanisława Kozaneckiego (redaktora „Horyzontów”) określa jako S. Kazaneckiego a Stanisława Kozickiego mianuje Stefanem. Dowiedziałem się także, że Fundacja Narodowa im. Romana Dmowskiego wydała w latach 90. „Doktrynę faszyzmu” Benito Mussoliniego, choć łatwo sprawdzić, że wydawcą reprintu z 1935 roku był Merkuriusz Polski z Poznania. Cieszyć się chyba wypada, że nie przypisała nam wydania „Mein Kampf”.

W normalnych warunkach takie pseudonaukowe gnioty byłyby zdyskwalifikowane, ale nie u nas. Autorka uchodzi w wielu kręgach za „autorytet”, a jej książka dumnie stoi na półkach warszawskich księgarń, jako wybitne dzieło demaskujące „polski antysemityzm”.

Jan Engelgard
http://sol.myslpolska.pl

Komentarzy 28 to “Pani Alina Cała pisze…”

  1. dtzkyyy said

    U Rosjan taka Alina CAŁA też jest. I temperamentem, i urodą, i rozumem, i poprawnością. Na imię – Jewgenia ALBAC. Obejrzeć tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Yevgenia_Albats.

    Chyba sióstry?

    Dodane przez admina:

  2. Kapsel said

    Re 1

    Jakoś Ci te one ,wszystkie trzy, dziwnie do siebie podobne !

    http://www.pinger.pl/szukaj/po_tagu?t=anna%20komorowska

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f9/Anna_Komorowska_by_Slawek.jpg?uselang=pl

  3. Cham Wiejski said

    Kiedyś świadectwo szkolne załatwiało się za kurę albo koszyk jajek. Teraz „tytuły profesorskie” dostaje się za to, że ma się w poprzek, albo że czegoś na końcu brakuje.

  4. lopek said

    Wyczyny Aliny to szykowanie gruntu pod ostateczną zagładę gojów w Polsce i tyle!

  5. efka said

    Czemu one są takie brzydkie? Ta tutaj, Środa…..

  6. wet3 said

    @ Efka
    – Bo ich cyferbalty sa prawdziwym odbiciem ich robaczywych dusz …

  7. Brat Dioskur said

    Re1@dtzkyyy

    Niemniej ta rosyjska Ala jest deczko …. ladniejsza!Gdyby tak ja jeszcze troche „spacyfikowac”(chodzi o makijaz) to juz w polmroku moglaby ujsc w tlumie.Na widok „naszej” zas chyba wszystkie psy w promieniu mili wylyby pol dnia!

  8. osoba prywatna said

    Ależ pasztety!
    Występ w horrorach bez charakteryzacji.

  9. 25godzina said

    Chyba jest jasne czy warto było ryzykować życiem swoim, rodziny czy całej wioski dla tych ludzi.

  10. galaszek said

    AAAAAjjjj!!!!! WWWaaaaaaj!!!! O kogo tu gadac???? Taki wielki pani ta cała Alina ?!….. a takie kawałek gowna zydowskiego!

  11. 25godzina said

    To jest też dobre: http://tinyurl.com/buopgaq

  12. kolo said

    Za tę wypowiedź prof.Wolniewicz został pozwany i ponoć z powodu tej wypowiedzi nie jest już wpuszczany na antenę RM (poszły groźby do o.Rydzyka?). Ja dokładnie czują to samo, co on. To już jest nie do zniesienia.Chyba się to zakończy pierwszym polskim pogromem żydów, bo bez kitu, miarka zaczyna się przebierać.

    PZŻO

  13. kolo said

    @11
    Co to za film „Secret”? Kto go realizuje?

  14. 166 bojkot TVN said

    Trzaby tę idiotkę zapytać co jeszcze robi w Polsce, a jak się jakoś wywinie z odpowiedzi i mimo wszystko zostanie tu, niech wyjaśni gdzie zniknęło ok 11 mln polskich obywateli w czasie II wś?
    http://polmap.republika.pl/ludnosc.html

  15. kolo said

    Aha, już wszystko jasne.
    http://www.filmweb.pl/reviews/W+sekrecie+przed+wnukami-12801
    Kolejne „Pokłosie”, tylko jakieś nierozreklamowane. Szykuje się wypłata haraczy gnidom, więc za pomocą takich filmów będą próbowali osłabić sprzeciw polskiej opinii publicznej. Pewnie będzie tego skomasowana dawka.

  16. kolo said

    A ta szmata jest potomkinią jakichś stalinowskich zbrodniarzy, jak większość z nich? Znani są jej rodzice/dziadkowie?

  17. kolo said

    Oczywiście „Sekret” kręcony jest za pieniądze z PISF-u, czyli z pieniędzy polskiego podatnika, przeciw któremu wymowa tego filmu jest skierowana. Nieźle sobie srule wykombinowali u Belki z powołaniem tego PISF-u.

  18. Piotrx said

    Pogromy Aliny Całej

    Andrzej Solak

    W „Rzeczypospolitej” (16.06.2009) dr Alina Cała, pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego, specjalista od dziejów antysemityzmu, opublikowała zadziwiający artykuł pod nieco pretensjonalnym tytułem „Antysemicki świat antywartości”.

    Dr Cała po raz kolejny dała upust swym fobiom, demaskując krwiożerczych polskich antysemitów z kręgów Kościoła, Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. O ile zdążyliśmy już przywyknąć do tez lewicowych historyków i publicystów, bezkompromisowo obnażających nikczemne zbrodnie „morderców z AK i NSZ” (zarówno w tzw. „czasach minionych”, jak i współcześnie), o tyle zaintrygował mnie fragment, opatrzony śródtytułem „Nawet 70 ofiar”, traktujący o „pogromach” ludności żydowskiej w Polsce międzywojennej, w latach 1935-1937.

    Dr Alina Cała zaświadcza:

    „Jolanta Żyndul w dobrze udokumentowanej pracy „Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935 – 1937” wymieniła ponad 100 miejscowości, w których wybuchły antyżydowskie rozruchy, między innymi w Odrzywole w powiecie opoczyńskim (20 i 27 listopada 1935 r.), gdzie zabito pięć osób […]

    W pogromach ponad 2 tys. ludzi zostało rannych lub poturbowanych, a ich mienie zrabowane lub zniszczone. Nie wiadomo dokładnie, ile osób zginęło, Jolanta Żyndul skłania się do liczby 17 ofiar śmiertelnych, ale przytacza inne źródła, które mówią o 25 a nawet 70 ofiarach.”

    Test na rzetelność

    Niestety, wszyscy Czytelnicy, którzy zadadzą sobie trud sięgnięcia po wspomnianą pracę Jolanty Żyndul („Zajścia antyżydowskie w Polsce 1935-1937”, Warszawa 1994), daremnie będą poszukiwali liczb zabitych wymienionych przez dr. Alinę Całą.

    Jolanta Żyndul wcale nie pisze, że w Odrzywole w dn. 20 i 27 listopada 1935 r. „zabito pięć osób”. Podaje natomiast, że 20 listopada tego roku kilku Żydów zostało tam POBITYCH w starciu z polskimi chłopami; że w kolejnym zajściu 27 listopada znów POBITO kilku Żydów, z których JEDEN zmarł. Dodaje również, że dwa dni po tym ostatnim incydencie (tj. 29 listopada) policja zastrzeliła w Odrzywole kilkunastu POLAKÓW, próbujących uwolnić aresztowanych uczestników zajść, zaś w pobliskim Klwowie podczas napadu zabity został jeden Żyd (op. cit., s. 18).

    Żyndul nie określa liczby śmiertelnych ofiar zajść antyżydowskich w Polsce we wzmiankowanym okresie na siedemnastu zabitych – ale na czternastu (op. cit., s. 55). Dodajmy (o czym nie wspomina w tym miejscu ani Żyndul, ani Cała), że mowa tu wyłącznie o ofiarach po stronie Izraelitów; Polaków zginęło podczas tych rozruchów nieco więcej – w samym Odrzywole – 18 (wg Żyndul – inni historycy obniżają tę liczbę do 12), w Zagórowie – 3, w Przytyku – 1, itd.

    Żyndul przytaczając „inne źródła” nie mówi o „25 a nawet 70 ofiarach”– jedno z przywołanych źródeł (są to komunikaty prasy żydowskiej w Palestynie) podaje liczbę 22 zabitych Żydów, drugie (oświadczenie kierownika Jonitu B. Kahna) – aż 75, i to tylko w okresie 6 miesięcy (tamże, s. 54). Co istotniejsze, Żyndul podważa wiarygodność tych doniesień! Uznaje, że dane zawyżono, dodając do liczby ofiar rozruchów również Żydów zamordowanych w zwykłych napadach rabunkowych, lub ofiary porachunków osobistych (tamże).

    To ostatnie stwierdzenie dr Alina Cała nie tylko całkowicie przemilcza – przeciwnie, tekst Całej krzyczy jeszcze wytłuszczonym śródtytułem: „Nawet 70 ofiar”!

    Niepodległość sumienia i ostrze hipokryzji

    Test na rzetelność pani doktor Całej wypadł więc fatalnie. Pracownica naukowa ŻIH nie chce (lub nie potrafi) uczciwie przekazać danych z pracy, na którą się powołuje i którą (podobno) czytała. Ogromna szkoda, bo szczera dyskusja o konfliktach polsko-żydowskich z lat międzywojnia mogłaby doprowadzić do interesujących ustaleń. Można by pokusić się o zbadanie przyczyn i przebiegu tych incydentów, o umiejscowienie ich na tle przemocy politycznej tamtego okresu, wreszcie o weryfikację liczby ofiar po obu stronach.

    Niestety, w sytuacji, gdy dr Cała przeinacza fakty, dyskusja wydaje się niemożliwa. Odnoszę wrażenie, że zamiarem pani doktor wcale nie jest poszukiwanie prawdy, a jedynie rozdzielanie pouczeń i krzepkich razów. Przecież stosunkowo niedawno dr Cała ogłosiła wielce odkrywczą tezę o współodpowiedzialności („w pewnym stopniu”) Polaków za Holocaust oraz o ich winie („w pewnym sensie”) za wymordowanie trzech milionów Żydów („Rzeczpospolita” z 25.05.2009)…

    W konkluzji „Antysemickiego świata antywartości” dr Alina Cała ubolewa nad dzisiejszą postawą katolików, którzy ponoć szerzą nienawiść, bądź też nienawiści się nie przeciwstawiają. Taka postawa ma odstręczać od Kościoła osoby, które – wedle świadectwa Aliny Całej – „zachowały niepodległe sumienie i widzą hipokryzję w całej jej ostrości.”

    W tym miejscu nie pozostaje mi nic innego, jak tylko pogratulować pracownicy naukowej ŻIH dobrego samopoczucia.

  19. Piotrx said

    Andrzej Solak
    fragment artykułu „Wspólnicy Hitlera”

    (…)
    „W pewnym stopniu”, „w pewnym sensie”…

    W kraju nad Wisłą basowała redaktorom „Spiegla” pani dr Alina Cała, pracownica naukowa Żydowskiego Instytutu Historycznego, pono specjalistka od antysemityzmu.

    W wywiadzie udzielonym „Rzeczypospolitej” (25.05.2009) ekspertka orzekła, iż Polacy zostali „przygotowani moralnie” do Zagłady Żydów przez antysemicką propagandę narodowców i Kościoła (w tym przez „Mały Dziennik” św. Maksymiliana Marii Kolbego). Jeszcze przed wojną, w latach 1935-1937 przez nasz kraj miała przejść fala ponad 100 antyżydowskich pogromów. „W pogromach tych ginęli ludzie” – zaświadcza pani pracownik naukowy (dr Alina Cała najwyraźniej nie wie, że przyczyny owych burd, na wyrost zwanych „pogromami”, były rozmaite; że nie zawsze wina leżała po polskiej stronie; że w tych stu zajściach zginęło łącznie bodaj 14 Żydów i znacznie więcej uczestników antyżydowskich wystąpień, bo interwencje polskich służb porządkowych wobec takich ekscesów bywały bezwzględne; np. w Odrzywole, gdzie podczas bójki z polskimi chłopami zginął jeden Żyd, interweniująca policja zastrzeliła aż 12 Polaków).

    Wedle Aliny Całej, pod okupacją niemiecką Polacy słuchali najchętniej „propagandy nienawiści” głoszonej z ambon. Jeśli Polak lękał się Niemców, obawiał się donosu – „to świadczy o kondycji moralnej tego społeczeństwa”. Polacy „w pewnym stopniu” odpowiedzialni są za Holocaust. „W pewnym sensie” są winni śmierci trzech milionów polskich Żydów…

    Dr Alina Cała dworuje sobie z 8.000 drzewek w Yad Vashem, upamiętniających udokumentowane postacie polskich Sprawiedliwych ratujących Żydów. „To strasznie mało” – ocenia niewiasta, która nigdy, w przeciwieństwie do tamtych ludzi, nie ryzykowała życiem (trzeba przyznać, że redaktorzy „Spiegla” byli łaskawsi od Aliny C., przytoczyli bowiem dane o 125.000 Polaków ukrywających Izraelitów przed Niemcami).

    „Polacy jako naród nie zdali egzaminu” – konkluduje Alina Cała. Dla kontrastu, pani doktor łatwo usprawiedliwia żydowskich policjantów współuczestniczących w Holocauście, czy Żydów kolaborujących z Sowietami.

    Fragment innego tekstu A.Solaka „Wojna w państwie duńskim”
    (…)

    Niedawno opinię publiczną w Polsce zbulwersował artykuł hamburskiego tygodnika „Der Spiegel” „Wspólnicy – europejscy pomocnicy Hitlera przy mordowaniu Żydów”. Forsował on tezę, iż dokonane przez hitlerowskie Niemcy ludobójstwo ludności żydowskiej przybrało tak straszliwe rozmiary dzięki antysemickim postawom ludności terenów okupowanych, m.in. Polaków. „Europejskim pomocnikom Hitlera” autorzy przeciwstawili Duńczyków, którzy uratowali 7.500 żydowskich sąsiadów, tj. 98 proc. semickiej społeczności Danii.

    W Polsce z identycznym twierdzeniem wystąpiła dr Alina Cała, pracownica naukowa Żydowskiego Instytutu Historycznego. W wywiadzie udzielonym „Rzeczypospolitej” (25.05.2009) ironicznie skomentowała obecność 8.000 drzewek w Yad Vashem, upamiętniających Polaków, którzy podczas Holocaustu ratowali Żydów („8 tysięcy Sprawiedliwych na trzydziestomilionowy naród to strasznie mało”). Dodała, że tytułem Sprawiedliwego uhonorowano „znacznie więcej” Duńczyków.

    Alina Cała szydziła z działań IPN, który „chce z kapelusza wytrzasnąć 300 tysięcy Polaków pomagających Żydom.” Posunęła się do sugestii, iż Instytut uhonoruje „nawet tych, których zasługą było to, że nie zadenuncjowali jakiegoś Żyda”.

    W tak krótkim szkicu nie sposób poruszyć wszystkich wątków zawartych w obu tekstach. Jednak samo porównanie rzeczywistości okupacyjnej i Polski i Danii musi prowadzić do wniosku, że zarówno autorzy ze „Spiegla”, jak i pracownica naukowa ŻIH posuwają się do ordynarnych przekłamań, bądź w najlepszym wypadku nie wiedzą, co mówią.

  20. Piotrx said

    Obowiązki polskie – 2007 r

    Andrzej Solak

    Trwa śledztwo w sprawie zdewastowania pomnika Romana Dmowskiego w Warszawie. Monument wskrzesiciela polskiej niepodległości odsłonięto 10 listopada 2006 r. Już kilka godzin później gromada „antyfaszystowskich” idiotów ochlapała pomnik farbą, nabazgrała na nim swastyki i antysemickie hasła. Zbezczeszczono również rodzinny grobowiec Dmowskich na warszawskim Bródnie.

    Ma się rozumieć, ekscesy lewackiej żulii nie wzięły się z niczego. Przez szereg miesięcy w mediach szalała kampania, mająca zohydzić pamięć człowieka, który ośmielił się powiedzieć: „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”, i stanął na czele Narodowej Demokracji (endecji). Teraz, po zdewastowaniu pomnika i grobowca, dziennikarze i politycy, co pluli na postać Dmowskiego, mogą odetchnąć z ulgą – ich pisanina dała owoc wymierny.

    „Prekursor oszołomów”?

    Rej w nagonce wiodła para aktywistów partii Zieloni 2004, pani Alina Cała (pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie) oraz pan Adam Ostolski, socjolog. Duet ów nazwał Dmowskiego „prekursorem oszołomów”, rozpisał się o endeckim przedwojennym bojówkarstwie, by posunąć się na koniec do insynuacji wyjątkowo haniebnej: „To nie on wywołał wojnę i nie on dokonał zagłady Żydów, lecz na nim spoczywa część odpowiedzialności za to, że Holokaust tak dobrze się udał – zamordowanych zostało 90 proc. polskich Żydów” („Rzeczpospolita” 26.X.2006 r.).

    To fakt, w przedwojennej Polsce napady bojówkarskie były na porządku dziennym, tyle, że zasmakowały w nich WSZYSTKIE orientacje polityczne i narodowe, żydowskiej nie wyłączając. Pod tym względem ówczesne młodzieżówki partyjne przypominały współczesne kluby szalikowców. Aktywista udający się na wiec czy manifestację często zabierał laskę wzmocnioną ołowiem, kastet, a niekiedy rewolwer – i nikogo to nie dziwiło. Można pogodzić się z tym, uznać, że takie to były czasy, taka mentalność ówczesnych obywateli. Można ubolewać – ale w takim razie niech to dotyczy wszystkich środowisk stosujących przemoc, a nie tylko (nielubianych przez panią Całą) endeków.

    Toż wódz żydowskich „beitarowców” (syjonistów-rewizjonistów), czczony do dziś w Izraelu Włodzimierz Żabotyński, zachwycał się Mussolinim, jego ludzie maszerowali w koszulach brunatnych „jak piasek Palestyny”, pozdrawiali się ręką wzniesioną w rzymskim salucie (!!!), i robili częste wypady w rejony zdominowane przez endecję, żeby bić polskich narodowców…

    I niech Cała i Ostolski nie bredzą też o odpowiedzialności Dmowskiego za rozmiary Holokaustu, chyba, że chcą podpaść pod paragraf: „kłamstwo oświęcimskie” (za ukrywanie prawdziwych sprawców zbrodni). Holokaust przeprowadziły na ziemiach polskich okupacyjne władze niemieckie – które od pierwszych dni wojny z ogromną zajadłością tępiły

    również polskich endeków. A kiedy Żydzi stanęli w obliczu zagłady, aktywiści i sympatycy Narodowej Demokracji (m.in. Jan Mosdorf, Zofia Kossak-Szczucka, św. Maksymilian Maria Kolbe, ks. Stanisław Trzeciak i rzesze innych), ci sami, którzy owszem, w okresie międzywojennym nie byli entuzjastami Izraelitów – teraz spieszyli im z pomocą, w imię chrześcijańskiej miłości bliźniego. Ryzykowali przy tym strasznie, bo właśnie w Polsce za ukrywanie Żyda Niemcy karali śmiercią (a w okupowanej Francji groziła za to jedynie niewielka grzywna). I wielu rzeczywiście zginęło – a dzisiaj gromada wyhodowanych na polskim chlebie pismaków wyciera sobie nimi gębę.

    Zbiorowa odpowiedzialność

    Sławy medialnej pozazdrościł Całej i Ostolskiemu niejaki Henryk Grynberg, pisarz i poeta. Najpierw naubliżał Dmowskiemu za „zwierzęcy nacjonalizm”, który „przyspieszył upadek i klęskę [Polski] w 1939 r.”. Sztandarowe i wiekopomne dzieło nestora polskich narodowców, „Myśli nowoczesnego Polaka”, nazwał „płodami zacofanego, prymitywnego umysłu”. Grynberg posunął się do stwierdzenia, że w okresie komunistycznym rządy w Polsce sprawowała… endecja (!!!): „(…) po marcu 1968 r. dorwali się wreszcie do władzy i sprawowali ją aż do niesławnego końca PRL. Tak, komunistyczną władzę w Polsce najdłużej sprawowała służalczo prorosyjska i obłędnie antyżydowska czerwona endecja, a jedyne, co Polska zawdzięcza tym potomkom Dmowskiego, jest to, że ich prymitywizm przyspieszył rozkład i rozpad systemu.” Na koniec Grynberg pogroził palcem wszystkim Polakom, odwołując się do… zasady odpowiedzialności zbiorowej: „Powiedz mi, kogo czcisz, a powiem ci, kim jesteś. (…) Owszem, istnieje odpowiedzialność zbiorowa, zwłaszcza w wolnym i niepodległym kraju” („Wprost” 5.XI.2006 r.).

    Czytając te wypociny zacząłem podejrzewać, że to chyba jacyś endecy zrobili zrzutkę na honorarium dla pana Grynberga, i wręczyli mu „kasę” wraz ze zleceniem, że ma spłodzić tekst ośmieszający wrogów Romana Dmowskiego. I że musiały to być ciężkie pieniądze, bo nikt normalny nie zrobiłby z siebie durnia za psi grosz, publicznie głosząc takie głupoty.

    Toż każdy absolwent szkoły podstawowej wie, że nie żaden polski „zwierzęcy nacjonalizm” był przyczyną upadku Rzeczypospolitej w 1939 r., tylko agresja Hitlera i Stalina. I że po 1968 r. nie rządzili u nas żadni endecy, tylko komuniści (którzy endeków mordowali i wsadzali do więzień). Panie Grynberg, czyżby „endekami” byli komunistyczni ministrowie, pańscy współplemieńcy: Marek Borowski (syn Arona Bermana), bądź Jerzy Urban (który również nie ukrywa, że nie jest Aryjczykiem)?

    Odpowiedzialnością zbiorową niech nas pan Grynberg nie straszy, bo jeszcze niechcący wywoła wilka z lasu. Co będzie, jeśli ktoś zażąda odpowiedzialności zbiorowej za 37 proc. oficerów na kierowniczych stanowiskach w UB, deklarujących swe żydowskie pochodzenie, w najkrwawszym okresie rządów komunistycznych w Polsce (1944-1954)? Lub za samego moralistę Henryka Grynberga, który niedawno przyznał się, że był esbeckim konfidentem?

    Rzeźnik z Deir Yassin

    Zastanawiam się, co by powiedziała pani Cała, gdybym zaczął wydziwiać nad honorowaniem w Izraelu pamięci o współtwórcach, „ojcach założycielach” tego państwa. Ot, choćby o takim Menachemie Beginie. Podczas wojny z Niemcami, którzy mordowali rodaków Begina w skali masowej, on sam zdezerterował z polskiej armii. Zamiast bić hitlerowców pod Monte Cassino – wolał bezpieczny, palestyński zapiecek. Potem Begin stanął na czele terrorystycznej organizacji Irgun. Bez dwóch zdań, przyczynił się do powstania żydowskiego państwa – a to w ten sposób, że podkładał bomby na ruchliwych ulicach, i mordował porwanych zakładników.

    Jego ludzie okazali pełnię drzemiących w nich możliwości w wioseczce Deir Yassin, gdzie wyrżnęli ćwierć tysiąca arabskich cywilów, w tym 52 dzieci, i rozcięli bagnetami brzuchy 25 ciężarnych kobiet. Menachem Begin osobiście napisał do sprawców mordu list gratulacyjny: „Przyjmijcie moje gratulacje z powodu dokonania wspaniałego podboju. Przekażcie słowa uznania wszystkim dowódcom i żołnierzom. Ściskamy wasze dłonie. Dumni jesteśmy z doskonałego przywództwa i ducha bojowego, jakie towarzyszyły temu wielkiemu atakowi. (…) Postępujcie tak aż do zwycięstwa. Wszędzie tak, jak w Deir Yassin będziemy atakować i gromić wroga”.

    Potem Begin, wybierany demokratycznie przez Izraelczyków, był ich premierem, toczył wojny z Arabami, a w końcu doczekał się nawet, że ogłoszono go Laureatem Pokojowej Nagrody Nobla (szwedzkie jury wyróżniło go chyba w pijanym widzie, lub może chciało za wszelką cenę udowodnić, że i Skandynawom nieobce jest poczucie humoru).

    Otóż, nie podoba mi się biografia tego typa, budzi on we mnie szczere obrzydzenie, ale do głowy by mi nie przyszło wymądrzać się przed Izraelczykami, i pouczać ich, że im pana Begina kochać nie wolno. Zresztą, pewnie by odrzekli, że każdy naród ma prawo wielbić takich bohaterów, jacy mu odpowiadają.

  21. kolo said

    Dla mnie jakiekolwiek pozytywne stosunki z tym narodem są skończone. Mam tego wszystkiego serdecznie dosyć. Koniec pobłażania i taryfy ulgowej. Wojna to wojna.

  22. bozydar said

    @ Piotrx

    „Przytoczyli dane o 125.000 Polakow ukrywajacych Izraelitow”…….to nie sa Izraelici, to nie sa semici,to sa Chazarzy, lud turkmensko-turecko -mongolsko-tatarsko-scytyjski. Mowienie o antysemityzmie w stosunku do nich to oklamywanie ludzi, nie sa semitami, poszywaja sie pod tych prawdziwych.
    Obj.3.9. Oto sprawie , ze ci z synagogi szatana, ktorzy podaja sie za Zydow, a nimi nie sa, lecz klamia, oto sprawie, ze beda musieli przyjsc i poklonic sie tobie do nog, i poznaja, ze Ja ciebie umilowalem

  23. Kazik said

    Wszyscy tutaj piszą krytycznie o pani dr całej , ale co ta kobiecina może innego napisać ? Jeśli nie będzie pisała o nas tego co jej każą , to pójdzie na pół roku na zasiłek dla bezrobotnych a później pod most . Urodą nie grzeszy , więc na zarobek nie ma szans . Jeszcze może się przytrafić , że uczelnia jeśli jest to szanująca się instytucja , wrzuci jej ten doktorat do kosza gdyż nie wypełnia podstawowego warunku mówienia prawdy .

  24. Marucha said

    Re 23:
    Pani o takim dobrym pochodzeniu zawsze pracę (a właściwie – pieniądze) znajdzie.
    Np. może być posłem. Na pewno będą tacy, którzy na nią zagłosują.

  25. Joanna said

    ad/Gajowy
    Fakt, nawet wystarczą głosy rodziny. Na czołowe miejsce na liście wygranej partii zawsze się może zapisać, niezależnie od ilości oddanych na nią głosów.

  26. Miet said

    Ad12.
    Dzieki Kolo za podeslanie tej wypowiedzi prof. Wolniewicza.
    Juz od bardzo dawna uwazam go za „jewel” polskich naukowcow.
    W zasadzie nie widze zadnego innego, w zadnej dziedzinie humanistycznej, ktory by chociaz w czesci mu dorownywal w odwadze i trafnosci wypowiedzi, nie mowiac juz o precyzji i elegancji formulowania mysli.
    Jak sam kilka razy nadmienil, nie jest wierzacym ale wiemy jak bardzo i jak zdecydowanie broni religii katolickiej i KK w Polsce.
    Zyczylbym abysmy mieli duzo, duzo wiecej takich niewierzacych w Polsce.

  27. Kiedyś ta pani skompromitowała się tak swoją wiedzą historyczną, iż wielu odsyłało ją z powrotem do szkoły….

  28. WW said

    W okładce jaj książki wydawca zrobił pomyłki i niedopatrzenia. Napisano tam że jest „antropolożką i historyczką”. Pominięto że jest żydolożką co będzie najprawdopodobniej podstawą do zaskarżenia sądowego i domagania się 6 milionów pzł. za stratę osobistą i antysemityzm.
    „Historyczką” to tylko błąd drukarski, jeszcze nie poprawiony. Powinno być „histeryczką” albo „historolożydką”.
    Nie lingwistom wyjaśniam, że żydolożka to samica żyda.
    Doktor to samiec doktorożki.

Sorry, the comment form is closed at this time.