Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Teodor Jeske-Choinski — poddany Dwóch Mieczy.

Posted by Marucha w dniu 2012-06-13 (Środa)

Jeśli Europejczyk zdejmie chrześcijańską tunikę i klasyczną togę, nie pozostanie z niego nic poza barbarzyńcą o bladym obliczu
Mikołaj Gomez Davila

Papież Pius XI udzielił niegdyś audiencji młodemu teologowi katolickiemu. Kiedy zapytał go, od czego rozpoczął on swoje studia nad zabytkami Stolicy Apostolskiej, młodzieniec odpowiedział: „Oczywiście od katedry Św. Piotra”. Słowa, które usłyszał wówczas od Ojca Świętego, wprawiły go w wielkie zdumienie. „Źle Pan zrobił – odrzekł mu Pius XI – Należało zacząć od Forum Romanum; wtenczas zaznajomił by się Pan ze zjawiskami, które spowodowały konieczność przyjęcia chrześcijaństwa przez Rzym” [1].

Nie wiemy niestety, jak ów młody teolog ustosunkował się do opinii wyrażonej przez następcę Księcia Apostołów. Możemy natomiast z całą pewnością stwierdzić, iż powyższe słowa papieża Piusa XI z wielką radością zostałyby przyjęte przez pewnego (nieżyjącego już wówczas) pisarza, który doskonale zdawał sobie sprawę z niezwykle silnych więzi łączących starożytną, pogańską Cywilizację Antyczną z Europejską Cywilizacją Chrześcijańską. Pisarzem tym był Polak, Teodor Jeske-Choiński.

Autor wyklęty

Teodor Józef Fryderyk Jeske-Choiński urodził się 27 lutego 1854 r. w Pleszewie (Poznańskie). Nauki gimnazjalne odbył w Śremie i Poznaniu, zaś studia uniwersyteckie we Wrocławiu, Pradze i Wiedniu. Po zdobyciu wykształcenia osiadł w Warszawie, gdzie na krótko związał się ze środowiskiem pozytywistów. Pisywał m. in. do „Przeglądu Tygodniowego”, „Nowin” (gdzie współdziałał z Aleksandrem Świętochowskim) i „Ateneum”. Około 1880 r. w wyznawanych przez niego poglądach dokonał się zasadniczy zwrot – stał się on bowiem czołowym publicystą obozu „młodych konserwatystów”. W tym czasie podjął współpracę z „Niwą”, „Słowem”, „Wiekiem”, „Rolą” oraz lwowską „Kroniką Powszechną”, którą redagował w latach 1910–1914. Przez pewien czas był także redaktorem Biblioteki Dzieł Wyborowych oraz „Wędrowca”. Zmarł w Warszawie 14 kwietnia 1920 r.

Dorobek literacki Jeske-Choińskiego (używał też pseudonimów: M. Bogdanowicz, T. J. Orlicz, Pancerny, Habdank) został przez XX-wiecznych krytyków literatury skazany na wieczne zapomnienie. Stało się tak dlatego, iż przesłanie całej jego bogatej twórczości – a trzeba zaznaczyć, iż należał on do autorów wyjątkowo utalentowanych, a zarazem niezwykle płodnych – nie było w najmniejszym nawet stopniu zgodne z duchem „czasów nowych”. Potępiał on bowiem w stanowczy sposób współczesny mu modernistyczny klimat tzw. końca wieku (fr. fin de siècle). Jako głęboko wierzący katolik, toczył on nieustającą, zaciekłą walkę z wszelkimi przejawami dekadencji w życiu społecznym i obyczajowym i z takowymi nowinkami w literaturze i sztuce (dlatego też jego wrogowie obdarzali go inwektywami w rodzaju „rzecznika klerykalizmu”, „herolda obskurantyzmu” czy też „programowego antysemity” – chociaż pisał on o żydach wyłącznie jako o wyznawcach judaizmu, a więc religii zdecydowanie wrogo ustosunkowanej do rzymskiego katolicyzmu i do chrześcijaństwa w ogóle). Głosił też katastroficzny pogląd o zmierzchu Europejskiej Cywilizacji Chrześcijańskiej, porównując swoją epokę do czasów upadku starożytnego Imperium Romanum. Poglądy te znalazły odzwierciedlenie w studiach: Na schyłku wieku (1894), Rozkład w życiu i literaturze (1895) oraz Dekadentyzm (1905). Nietrudno zauważyć, iż nie mieściły się one w sferze tak ówczesnej, jak i dzisiejszej tzw. politycznej poprawności…

Dusza moja nie pragnie zaszczytów tej ziemi (fragment)

Publiusz Kwintyliusz Werus spojrzał uważnie na legionistę i rzekł:
– Ty jesteś Rufiusz z czwartej kohorty?
– Ty wiesz, przesławny legacie – odparł żołnierz, który stał pod murem wyprostowany, z oczami zwróconymi na wodza.
– Walczyłeś pod moimi rozkazami w Dacji. Pamiętam cię. Służyłeś dobrze boskiemu imperatorowi. Dlaczego nie widzę na twojej piersi znaków łaski naczelnego wodza?
Legionista wahał się przez chwilę, potem rzekł głosem cichym:
– Boski imperator rozdziela oznaki swojej łaski zasłużeńszym ode mnie.
– Znam legionistów nie tak walecznych jak Rufiusz, a mimo to ozdobionych naramiennikami i portretem imperatora. Nie przypominam sobie, żebyś się kiedyś upominał o należną Twojej odwadze nagrodę. Dlaczego?
Żołnierz milczał zakłopotany.
– Pyta cię twój wódz – nalegał Publiusz.
– Służąc uczciwe sztandarowi, któremu zaprzysiągłem wierność, pełnię tylko obowiązek – mruknął wojak.
– Mówisz jak patrycjusz, ale i patrycjusza boli brak uznania. Obowiązek bez nagrody jest ciężarem zbyt wielkim dla sił śmiertelnika. Zgłosisz się jutro do pretorium po naramiennik walecznych.
– Ty rozkazałeś, wodzu – odparł legionista głosem tak obojętnym, że się Publiusz zdziwił.
Wziąwszy z muru pochodnię oświecił jej płomieniem twarz wojownika i wpatrzył się w nią bystro.
– Nie przypominam sobie także – odezwał się po chwili – ażebyś brał kiedykolwiek udział w buntach obozowych, a tylko krnąbrnych nie cieszy uznanie wodza. Dlaczego nie dziękujesz?
Żołnierz, który pobladł lekko pod badawczym spojrzeniem Publiusza, wahał się znów z odpowiedzią.
– Pyta cię Kwintyliusz, przyjaciel walecznego żołnierza – rzekł Publiusz po krótkim milczeniu. – Może cię setnik niesłusznie znieważył, może stałą się inna krzywda… Wszystkiego wiedzieć nie mogę.
– Troskliwe oko twoje dostrzeże każdą niesprawiedliwość, a prawe serce kocha każdą, choćby najdrobniejszą zasługę – odpowiedział legionista. – Wiedzą o tym wojownicy całego cesarstwa.
– Więc dlaczegóż rozmawiasz ze mną jak z obcym?… Obowiązkiem moim nagrodzić odwagę i gorliwość w służbie.
– Przebacz, wodzu, ale dusza moja nie pragnie zaszczytów tej ziemi.
Rzekłszy to opuścił legionista głowę, jakby czekał w pokorze na wyrok.
Jego dusza nie pragnie zaszczytów tej ziemi?… Takie same słowa słyszał Publiusz już gdzieś. Ale gdzie, kiedy? Zaszczytów, dostatków i rozkoszy tej ziemi pożądają wszyscy śmiertelnicy widząc w ich osiągnięciu jedyny, najwyższy cel życia. Ubodzy zazdroszczą bogatym, słabi mocnym, nie uznani sławnym, słudzy panom. Tak było zawsze i będzie do wygaśnięcia rodu ludzkiego. Od czasu tylko do czasu wznosi się jakiś mędrzec lub bohater ponad zwykłe pragnienia człowieka.
Kto nauczył tego prostego żołnierza mowy tak dumnej, żeby się jej żaden Kwintyliusz, Korneliusz lub Klaudiusz nie powstydził? Byłżeby on uczniem Epikteta?
Publiusz przypatrywał się legioniście ze zdumieniem. Nagle błysnęły jego oczy groźbą… Przypomniał sobie, gdzie słyszał takie same słowa. To oni, ci nienawistni mu chrześcijanie, ci przewrotni sekciarze uczyli pogardy dla łask cesarskich przez nienawiść do Rzymu. Słowa podobne obiły się o jego uszy niejednokrotnie w sali sądowej.
Przysunąwszy pochodnię tuż do twarzy legionisty zawołał:
– Ty jesteś chrześcijaninem!
Żołnierz milczał.
– Czy wiesz, że zwolenników tego szkodliwego zabobonu rzucają tygrysom jak padlinę?
Żołnierz nie ruszył się.
– Przysięgałeś wiarę sztandarom boskiego imperatora!
Teraz podniósł legionista głowę i spojrzawszy śmiało w oczy Publiusza odezwał się:
– Łaska twoja, wodzu, postanowiła mnie wynagrodzić za gorliwość w służbie, co znaczy, że dochowuję wiary sztandarom boskiego imperatora. Jeżeli Rzym płaci swoim walecznym śmiercią hańbiącą na arenie, to przyjmę to odznaczenie z posłuszeństwem, jakie przystoi żołnierzowi.
W jego głosie nie było ani cienia szyderstwa. Drżał w nim ból tłumiony, przesiąkły uległością (…)
Bolesne były myśli, które rodziły się pod czaszką Publiusza. Prosty żołnierz, syn barbarzyńcy, zawstydził go przypominając mu obowiązki zwierzchnika wobec podwładnego. Bo nie grozi się karą hańbiącą wojownikowi, który oddaje życie za honor sztandaru. Na polu bitwy nie pyta nikt o taką lub inną wiarę. W legionach służyli od dawna wyznawcy różnych bogów i ginęli ochoczo za wielkość Rzymu.
Ten chrześcijanin upokorzył go, zlekceważył jego łaskę. Zadowalał się spełnianiem obowiązku, dochowywaniem zaprzysiężonej wiary, jak patrycjusz dawnych czasów, któremu ubogi Rzym nie miał jeszcze czym płacić za waleczność i cnotę obywatelską.
Więc tak potężny jest ów przesąd wschodni, że usuwa różnicę pochodzenia, wychowania i stanowiska społecznego, podnosząc duszę ciemnego nędzarza do pojęć mędrca i pana?… (…)
Groźba zgasła w oczach Publiusza. Oddał pochodnię żołnierzowi i rzekł:
– Zgłosisz się jutro po naramiennik walecznych, a w pierwszej bitwie postarasz się zginąć za cześć świętego Rzymu. Zasłużyłeś sobie na śmierć zaszczytną (…)
– Złożę znużone cielsko na krwawym polu, jak rozkazałeś – mruknął Rufiusz. – Tyle się napracowałem…
Wódz spojrzał na żołnierza, który stał z głową pochyloną i ulitował się możny pan nad nędzarzem urodzonym do śmierci niesławnej.
– Odpuść mi, Rufiuszu – rzekł Publiusz głosem miękkim. – W żyłach twoich nie płynie krew pierwszych rycerzy Rzymu, przeto nie wiesz…
Nie dokończył myśli nie chcąc, aby wyzwoleniec germański zrozumiał boleść Rzymianina. – Odpuść mi i nie pamiętaj zniewagi – powtórzył wyciągając prawicę do Rufiusza.
A stary wojak przypadł do jego kolan, objął je i całował.
– Nie żal zginąć pod okiem takiego wodza, jak ty, przesławny panie – mówił głosem zdławionym. – Nie straszną jest śmierć dla nędzarza, który nie zostawia na ziemi nic okrom krótkiej pamięci takich, jak on, biedaków. Dzień jutrzejszy połączy mnie na drugim świecie z tymi, których tu kochałem, wróci mi drogie oblicze matki, narzeczonej… Nie żałuj mnie, wodzu, gdyż zazdrości raczej jestem godzien….
W duszy Publiusza błysnęło, jakby ją wielki blask oświecił. Zrozumiał nareszcie tajemnicę chrześcijaństwa, widział źródło, z którego tryskała jego siła przedziwna. Ten wydziedziczony istniejącego porządku, nie doznawszy szczęścia na ziemi, spodziewał się go na innym świecie (…)
– Jeżeli Ci bogowie twoi pozwalają dochować przysięgi złożonej sztandarowi – odezwał się Publiusz po dłuższym milczeniu – to módl się do nich w chwili ciężkiej.
Rzekłszy to dotknął ręką głowy Rufiusza i zszedł wolno z wieży.
Teodor Jeske-Choiński, Gasnące słońce, Katowice 1957, s. 349–355

Dla Polski i Europy

Zdolny publicysta, krytyk literacki i dramaturg, a przede wszystkim wybitny pisarz powieści historycznych, jakim był bez wątpienia Teodor Jeske-Choiński, naraził się postępowej krytyce jeszcze w inny sposób. Nie przestrzegając bowiem panujących w „oświEcônej” literaturze charakterystycznych dla niej „standardów”, ośmielał się tworzyć nie tylko dla polskich czytelników, lecz także dla „obcych”. Pisząc swe powieści wymierzone ideowo przeciw współczesnemu światu (były one tłumaczone na wiele języków obcych i cieszyły się dużą poczytnością), reprezentował w nich jednocześnie z powodzeniem prawdziwego, zdrowego europejskiego ducha. Przejawiało się to w podejmowanej przez niego tematyce, traktującej o najważniejszych wydarzeniach w dziejach Europejskiej Cywilizacji Chrześcijańskiej: zwycięskiego marszu religii chrześcijańskiej w Imperium Romanum (w epoce Wieków Starych), tragicznego w skutkach konfliktu między Papiestwem a Cesarstwem (w epoce Wieków Średnich) oraz całkowitego upadku Świętego Porządku Starej Europy spowodowanego przez pożogę tzw. „wielkiej rewolucji francuskiej” (w epoce Wieków Nowych).

Ponadto tworząc niejako „w opozycji” do swego największego rywala (i osobistego przyjaciela zarazem), jakim był Henryk Sienkiewicz, nie pisał on „ku pokrzepieniu serc” i bez porównania większą od niego wagę przywiązywał do zgodności treści swych dzieł z faktami historycznymi. Dlatego też stwierdzić należy, iż ów „europejski” wymiar twórczości Jeske-Choińskiego współistnieje w doskonałej harmonii z wymiarem „narodowym” w polskiej literaturze, którego głównym przedstawicielem był nie kto inny, jak właśnie Henryk Sienkiewicz. Niemniej jednak z tego właśnie względu, iż nie ograniczał się on do poruszania problemów wyłącznie „z własnego podwórka” [2], jego spuścizna beletrystyczna jest do dnia dzisiejszego bezcenna dla pokoleń europejskich rzymskich katolików.

W ramach owej spuścizny największą i zarazem nieprzemijającą wartość posiadają powieści historyczne, które przyniosły Jeske-Choińskiemu ogromną popularność. Pierwsze w kolejności były dwie genialne książki z czasów starożytnego pogańskiego Imperium Romanum, opisujące straszliwą walkę toczoną przez wyznawców Chrystusa (w perspektywie kilku stuleci zwycięską) z jednej strony, ze stronnikami porządku rzymskiego broniącymi swych „bogów narodowych” przed „wschodnim zabobonem” – ze strony drugiej. Pierwsza z nich to Gasnące słońce. Powieść z czasów Marka Aureliusza (1895), natomiast druga to Ostatni Rzymianie. Powieść z czasów Teodozjusza Wielkiego (1897) [3].

Niestety, obydwa te dzieła nie spotkały się ani z przychylnością, ani tym bardziej ze zrozumieniem krytyki. Przeciw ich autorowi (który uważany był przecież powszechnie za „zawodowego klerykała”!) wysunięto zarzut, iż „wysławia w nich czcicieli bóstw pogańskich”, a zwycięstwo chrześcijaństwa sprowadza do gry „zwyczajnych namiętności ludzkich, z pobudkami najpospolitszymi i najniższymi”. Nikt z owych urzędników pióra nie mógł pojąć, w jaki sposób ów „klerykał” mógł przyjąć postawę „wolnomyśliciela” i przedstawiać niektórych prześladowców chrześcijan jako prawych i szlachetnych ludzi, wiernych swej ojczyźnie i swoim bogom. Dlaczego nie mógł pojąć? Albowiem żaden z nich nie wyznawał tak pokornie, szczerze i głęboko wiary w Boga Trójjedynego, jak Teodor Jeske-Choiński. A tylko taki człowiek był w stanie zrozumieć i zaakceptować oczywisty fakt, że chrześcijaństwo ukształtowało się na fundamentach rzymskiego prawa i greckiej filozofii, i z tego właśnie powodu tak wiele zawdzięcza ono tym, jak pisał Ernest Jünger, „pobożnym poganom”, wśród których ci najznamienitsi na wiele lat przed nadejściem Zbawiciela (np. Platon czy Arystoteles) zaliczali „wielobóstwo ze swoimi opowieściami niemoralnymi (…) do przesądów motłochu”, przeczuwając „boga jedynego, lepszego i szlachetniejszego od ludzi”, będącego reprezentantem „rozumnej, sprawiedliwej opatrzności, pozbawionej słabości ziemskich” [4]. I stało się tak, że ich pogańscy następcy po wiekach odnaleźli Go w osobie Chrystusa Króla.

Następną powieścią, która przyniosła Jeske-Choińskiemu międzynarodową sławę, była Tiara i korona (1900) [5]. To dwutomowe dzieło w pasjonujący, a zarazem bardzo wiarygodny sposób odtwarza dzieje dramatycznego konfliktu, jaki w XI stuleciu stał się udziałem Dwóch Mieczy – najwyższych władz Europy Wieków Średnich: Papiestwa, reprezentowanego przez Grzegorza VII, i Cesarstwa, na czele którego stał Henryk IV. Także na stronach tej powieści uwidacznia się niezwykle szlachetna postawa autora, który pouczony słowami Chrystusa oddaje to, co cesarskie, cesarzowi, a to, co boskie – Bogu, pisząc, iż

zaślepieni namiętnością, nie widzieli, nie chcieli widzieć przyjaciele Grzegorza i Henryka, iż jeden i drugi mieli ze swego stanowiska słuszność. Słusznie bronił Grzegorz wolności Kościoła – słusznie stał Henryk przy odziedziczonych przywilejach [6].

Był więc jako pisarz i jako historyk sprawiedliwy dla obu stron konfliktu, co w jego przekonaniu było obowiązkiem „tak samo artysty, jak uczonego” i czego jego zdaniem, niestety, nie rozumieją „beletryści katoliccy, zwłaszcza niemieccy”, dlatego też „są ich dzieła sztuki zwykle pamfletami” [7]. Wyznanie to jest o tyle interesujące i zasługuje na tym większą uwagę, iż rodzina Jeske-Choińskich była najprawdopodobniej pochodzenia niemieckiego.

Autor Dekadentyzmu poświęcił też w swojej twórczości wiele uwagi tragicznemu wydarzeniu, które wedle słów Juliusza Evoli zadecydowało „o urwaniu się z łańcucha europejskiego plebsu”, a mianowicie tzw. „wielkiej rewolucji francuskiej”. Doskonałą ilustracją historiozoficznych poglądów Jeske-Choińskiego w tym temacie stanowi trylogia: Błyskawice (1907), Jakobini (1909) i Terror (1911), obnażająca rozkład moralny ówczesnego społeczeństwa francuskiego i wstrząsającą ohydę potwora rewolucji. Została ona poprzedzona znakomitym studium o charakterze popularno-naukowym, zatytułowanym Psychologia Rewolucyi Francuskiej (1906). Autor głosił w nim pogląd o konstruktywnym wymiarze konserwatyzmu i potępiał jednocześnie wszelkie formy radykalizmu politycznego.

Teolog historii

Rozważając zagadnienie upadku starożytnego Imperium Romanum, Jeske-Choiński nie głosił poglądów w rodzaju „Rzym skończył się” [8]. Jako miłośnik Cywilizacji Antycznej był on raczej skłonny uznać, iż wraz z upadkiem pogańskiego Rzymu wypełniło się przewidziane w planie Bożej Opatrzności jego prawdziwe przeznaczenie, polegające na zachowaniu wśród ruin dawnego ładu trwałych i solidnych grecko-rzymskich fundamentów, mających posłużyć ludom germańskim – nowym Rzymianom – do wzniesienia gmachu Europejskiej Cywilizacji Chrześcijańskiej. W jego opinii wykonawcą tej misji został waleczny lud Franków.

Wychowani w szkole Rzymu, któremu służyli nasamprzód przez dwa wieki jako najemnicy, zanim postawili młodą stopę na jego zwiędłym karku, ocierając się od wielu pokoleń o resztki cywilizacji dogorywającego świata pogańskiego, zrozumieli Frankowie – pierwsi spomiędzy ludów niemieckich – znaczenie jednolitości państwa. Odziedziczywszy po swoich mistrzach geniusz polityczny, budowali z ich cierpliwością na gruzach starego imperium cesarstwo nowe, opromienione blaskiem Krzyża. Ogniem i mieczem naginali współplemieńców do posłuszeństwa i nawracali do wiary Chrystusowej. Przed wojskami ich szli misjonarze, a z krwawych pól ich zwycięstw wyrastały kościoły, klasztory, biskupstwa i opactwa, strzeżone przez zamki warowne [9].

W tym miejscu Jeske-Choiński, mimo że osamotniony, z wielką odwagą bronił tezy, iż gmach naszej cywilizacji został wsparty na czterech głównych filarach: greckiej filozofii, rzymskim prawie, uniwersalnej religii chrześcijańskiej i germańskiej instytucji królestwa.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Wybitny angielski historyk starożytności Maksymilian Cary stwierdził niegdyś, że jeżeli prawdą jest twierdzenie, że „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, to prawdą jest również to, że prowadzą one także z Rzymu. „Dla wszystkich tych – pisał prof. Cary, – którzy potrafią przenieść się myślą w daleką przeszłość, Rzym stanowi nadal centralny punkt historii powszechnej” [10]. Teodor Jeske-Choiński swoim pisarskim kunsztem udowodnił, że doskonale opanował tę umiejętność. Trwając niezłomnie – wg określenia Mikołaja Gomeza Davili – „na straconym posterunku”, wszystkie swe siły i zdolności poświęcił on w obronie tych wartości, w umiłowaniu jakich został wychowany, i wobec których pozostał wierny do końca swoich dni. Zapoznając się w dniu dzisiejszym z jego dziełami warto zapamiętać słowa, które wypowiedział abp Marceli Lefebvre – słowa, które mogłyby być zarówno doskonałym podsumowaniem postawy ideowej wielkiego twórcy, jak i swoistym imprimatur dla jego twórczości:

Podziwiajmy, w jaki sposób drogi Opatrzności i mądrości Bożej przechodzą przez Rzym. Rozważając to dojdziemy do wniosku, że nie można być katolikiem, nie będąc Rzymianinem. Ω

Przypisy:
[1] Por. Tadeusz Zieliński, Religie Cesarstwa Rzymskiego, Toruń 1999, s. 489.
[2] Błędem byłoby jednak sądzić, iż Jeske-Choiński ignorował w swej twórczości polskie realia. Dowodem na to są książki o tematyce współczesnej autorowi: Trzeźwi (1885), Narwańcy (1888), Po złote runo (1892) oraz O mitrę hospodarską (1904) – wspaniała „powieść historyczna z XVI stulecia”, której akcja rozgrywa się w realiach państwa ostatnich Jagiellonów – imperialnej Rzeczypospolitej.
[3] W latach pięćdziesiątych staraniem katowickiego wydawnictwa „Śląsk” zostały ponownie wydane Gasnące słońce (1957) i Ostatni Rzymianie (1958).
[4] Por. Teodor Jeske-Choiński, Gasnące słońce, Katowice 1957, s. 175.
[5] Powieść tę wznowił w 1989 roku warszawski Instytut Prasy i Wydawnictw „Novum”.
[6] Por. Teodor Jeske-Choiński, Tiara i korona, t. I, Warszawa 1989, s. 7.
[7] Tamże, s. 8.
[8] Słowa te padają z ust senatora Albinusa, jednego z bohaterów powieści Ludwika de Wohla Twierdza Boga, opisującej dzieje życia św. Benedykta z Nursji. Por. Ludwik de Wohl, Twierdza Boga, Poznań 1992, s. 12.
[9] Por. Teodor Jeske-Choiński, Tiara i korona, t. I, Warszawa 1989, s. 9.
[10] Por. M. Cary, H. H. Scullard, Dzieje Rzymu, t. II, Warszawa 1992, s. 440.

http://www.piusx.org.pl

Komentarzy 20 to “Teodor Jeske-Choinski — poddany Dwóch Mieczy.”

  1. dtzkyyy said

    Świetnie! W Rosji o TJCh nie wiedzą prawie nic. Pisałem o nim: http://dtzkyyy.livejournal.com/102625.html.

  2. Marucha said

    Re 1:
    Po raz kolejny serdecznie dziękuję p. Dworeckiemu za popularyzowanie wiedzy o Polsce i jej kulturze.

  3. dtzkyyy said

    Re. 3.

    Nie ma za co, Panie MARUCHO. Pisarz zaś pierwszorzędny. W Rosji dorewolucyjnej jego znali i czytali,

  4. Miroslaw Bernard D said

    Polecam jego ksiazki. Dodatkowo Zoffia Kossak.
    Przeczytalem wszystkie ktore udalo mi sie nabyc co nie jest proste.

  5. Miroslaw Bernard D said

    ad 4) chodzi o nabycie nie czytanie

  6. aga said

    Wspomnienie tego wspaniałego katolickiego pisarza pojawił się dwukrotnie na portalu prawcia.net. Już kiedyś wklejalam w gajowce artykuł K. Mazura Krążenie elit ale warto przypomnieć:

    Głowa i tułów

    Teodor Jeske-Choiński we wstępie do swojej pracy nt neofitów polskich zapisał, że

    „Warszawianin z przed laty pięćdziesięciu nie poznałby już dziś swojej kochanej Warszawki, a za lat sto gdyby mu wolno było wrócić na ziemię, czułby się w niej zupełnie obcym”.

    Publikacja ta ukazała się w roku 1904 stąd też całkiem niedawno minęło właśnie owe sto lat, po których z pewnością Warszawiak z połowy XIX w. czułby się w niej zupełnie obcym i nie o kulturę materialną chodziło pisarzowi, gdyż jak dodawał w kolejny akapicie:

    „przyszłemu psychologowi rozwoju i przemian naszej duszy narodowej wyjaśni słownik neofitów polskich niejedną zagadkę – powie mu, dlaczego pewne poglądy i zapatrywania, wierzenia, pewne „ideały”, których przeszłość polska nie znała, wysunęły się na czoło naszej cywilizacji”.

    Jeske-Choiński stawiając takie prognozy raczej nie zakładał masowego ludobójstwa jakie miało miejsce podczas okupacji niemieckiej, ba – pisał to nawet przed rewolucją bolszewicką, stąd też nie przewidział, że przedwojennych neofickich inteligentów zastąpi nowy gatunek neofitów, których łączyło często pochodzenie etniczne ale którzy wierzyli już w raj komunistyczny. Ale tak jak i przed wojną nadal głównym powodem opóźnień w budowaniu nowej wiary była wieś i to co nazywano później „ludową pobożnością” krytykowaną zresztą do dzisiaj przez postępową inteligencję. Także -jak wskazują niektórzy- w owej ludowej religijności widział szansę dla Polski m.in. kardynał Wyszyński.

    Owa ludowa – i co tu dużo filozofować, kultywowana właśnie głównie na owej małorolnej wsi – pobożność, ale także i mentalność bardzo kłuła w oczy postępową władzę, gdyż stała na drodze tworzeniu nowego człowieka i nowego społeczeństwa. Zmarła niedawno Joanna Wiszniewicz (nb. pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego) w jednej z publikacji podaje, że w latach powojennych polska ludność na prowincji często wrogo odnosiła się do młodzieży żydowskiej i nie kryje wspomnień tych Żydów, którzy do takich zachowań prowokowali:

    „Krzyczało się o tym! Chodziło się po wsi i się wrzeszczało: >>Po ulicy chodzą Żydzi, każdy Polak ich się brzydzi. Ale Żydzi są dziś w kupie, wszystkich gojów mają w dupie<<".

    Inteligentna infiltracja

    Generalnie inteligencja w Polsce rekrutuje się z dawnej inteligencji neofickiej głównie pochodzenia żydowskiego (vide Piotr Naimski – potomek frankistów, także znany radiowiec Grzegorz Wasowski jest synem jeszcze bardziej znanego Jerzego Wasowskiego, który przed konwersją miał się nazywać Wasserzug), potomków szlachty polskiej, po części także skoligaconej ze znaczącymi żydowskimi rodami (np. Stefan Kisielewski był kuzynem słynnej komunistki Hanki Sawickiej vel Hana Szapiro), dawnej żydokomuny i jej progenitury (Kołakowski, Michnik, Holland etc.) oraz nowej inteligencji z powojennego awansu społecznego – w dużej części wywodzącej się właśnie z małorolnego chłopstwa.

    Inteligencja, zwłaszcza ta z dłuższymi tradycjami, często zdaje sobie sprawę z tego z jakiego pnia rodowego i ideowego czerpie swoje życiowe soki, a na poglądy większości osób wpływa nie tylko bieżące doświadczenie ale także doświadczenie historyczne. I możemy próbować ściągać portki przez głowę i próbować wyjaśniać dominujące w debacie publicznej poglądy, stosunki w mediach, idee głoszone na uniwersytetach etc. ale skutek będzie taki sam, gdyby spróbować wyjaśnić psychikę człowieka bez poznania jego rodziny, przodków, sposobu wychowania i nabytych doświadczeń.

    Jeske-Choiński swego czasu stawiany jako pisarz na równi a nawet wyżej od Sienkiewicza (vide takie powieści jak: ”Gasnące słońce”, „Ostatni Rzymianie” „Jakobini” „Błyskawice”, „Terror”, „Tiara i korona”) miał niestety czelność studiować problem żydowski w Polsce (to on jako pierwszy zdefiniował kogo Żydzi uważają za antysemitów – „ciekawskich gałganów”, którzy interesują się żydowskimi sprawami) i dlatego jest dzisiaj zamilczany (jego książki można poczytać na stronie http://www.pbi.edu.pl).

    Ale w 1938 r. czyli na rok przed wybuchem wojny rodowity Żyd, niejaki Mateusz Mieses napisał i wydrukował w wydawnictwie M. Fruchtmana książkę pt. „Polacy – chrześcijanie pochodzenia żydowskiego” szacując tam, że samych potomków frankistów zmieszanych z rodzinami polskimi żyje w Polsce ok. „ośm razy” więcej niż liczba 120 tysięcy (czyli niespełna milion osób), która byłaby liczbą frankistów przy założeniu, że członkowie tej grupy żeniliby się tylko między sobą. To nie jakiś antysemita, ale Żyd Mieses pisze we wspomnianej książce, że

    „Infiltracja ta trwająca już od wielu, wielu stuleci przedstawia się cyfrowo w sumie wcale poważnie. Kwestia ta ponadto nie tylko ilościowa, ale też jakościowa. Jest zasadnicza różnica, czy pierwiastek obcy został zaabsorbowany przez doły, przez włościaństwo bierne, oddalone w ciężkim poddaństwie przez liczne wieki od wszelkiej współpracy duchowej, państwowej i politycznej, czy też ów przybytek wszedł w skład warstw aktywnych, górnych, kierowniczych, prowadzących naród. Żydzi wychrzczeni nie pobierali się z córkami chłopskimi…”

    Arcypolskie korzenie

    To tenże sam Mieses proponuje, że

    „…byłoby może słuszną rzeczą w drodze analizy imion, nazwisk, herbów dojść do prawdy, dociec do korzeni, do rzeczywistości dziejowej i wyśledzić przynajmniej pewne rody polskie, (…) które z wyszły z pnia żydowskiego”.

    I podaje następnie w dużej części także za badaniami „antysemity” Jeske-Choińskiego (który przecież nie opierał się tylko na obiegowych sądach, ale pewne przypuszczenia sprawdzał np. w księgach metrykalnych) typowe nazwiska frankistowskie (Wołowski, Grabowski, Lewiński, Pawłowski, Piotrowski, Jakubowski, Jasiński, Dobrowolski, Krzyżanowski, Nawrocki etc.) oraz generalną zasadę tworzenia takich nazwisk np. od dni tygodnia czy nazwy miesiąca, dodając w tej sprawie, że

    „musimy jednak uważać za prawdopodobne, że wszędzie gdzie spotykamy w Polsce nazwisko powyższego typu, ma się do czynienia z descedentami jakiegoś nowochrzczeńca. Gdyby się ukazał jakiś wyjątek w tym kierunku, byłaby to egzemcja raczej, która zaświadcza słuszność reguły”.

    Szczególnie zrozumienie fenomenu polskich frankistów jest bardzo istotne dla rozjaśnienia pewnego typu zachowań, gdyż wydaje się, że owi frankiści nie byli -jak np. wynikałoby to z tez Didiera – polskimi marranami, ale że sami uważali siebie za grupę szczególnie – przez wzgląd na osobiste zalety – predestynowaną do pełnienia kierowniczych funkcji w narodzie. Sami siebie uważali za lepszych od Żydów i lepszych od Polaków coś na kształt nowej rasy przejmującej z obu nacji najwartościowsze elementy.

    Ten fenomen pozostawił wyraźny ślad w polskiej tradycji inteligenckiej i wyraźnie przebija z dominującego w Polsce sposobu myślenia i zachowania warstw powołujących się na dłuższe tradycje niż ta każąca widzieć w inteligencie powojennym prostego chłopa siłą oderwanego od pługa. Czyż nie są dla przykładu irytujące te ciągle głośne wyrzekania jakim to nie bylibyśmy cudem świata, gdyby nam w czasie wojny nie wymordowano elit lub te analizy socjologiczne tłumaczące wszystko mentalnością pofornalską.

    Ile jeszcze lat będziemy wajczeć pod rodzimymi atrapami ścian płaczu wyobrażając sobie co by nie było, gdyby w Powstaniu Warszawskim nie zginął kwiat młodzieży. Widzimy także ciągłe porównywanie de facto rzezi powstańczych do ofiar całopalnych, talmudyzowanie życia publicznego, odwoływanie się do narodowego wybraństwa i zastępowanie realizmu politycznego swoistą polityczną mistyką.

    Z tym też należałoby wiązać swoiste „rąbnięcie” na punkcie rosyjskości, a całkowite zamykanie oczu na zagrożenia płynące ze strony „europejskości” czy bardzo realne zagrożenie niemieckie. Bo trudno uważać, by Niemcy rzeczywiście pogodzili się z utratą naszych obecnych ziem zachodnich. Raczej należy oczekiwać, że kiedyś je przejmą z dobrodziejstwem żywego inwentarza, a ten inwentarz bardzo szybko zaakceptuje, a nawet polubi swoją nową narodową tożsamość (tym samym unikniemy przesiedleń i syndromu „wozu Drzymały” zostawiając sobie -jak najbardziej- syndrom „Bartka zwycięzcy”)
    Kwestia rozróżniania

    Wprawdzie dzisiaj na wszelkie sposoby próbuje się pojęcie „żydokomuny” sprowadzić do kategorii mitów rozpowszechnianych zapewne pod strzechami ciemnych, pazernych i żydożerczych polskich chłopów, ale doskonale wiadomo, że twierdzenia o „nadreprezentacji” raczej się nie podważa. Zwłaszcza, że było tak jak jeszcze przed wojną o frankistowskich i innych neofitach pisał Żyd-Mieses, także w tym przypadku owa „nadreprezentacja” nie dotyczyła dołów (w tym wypadku ubeckich i partyjnych) ale decyzyjnej wierchuszki.

    Istotna różnica była taka, że po wojnie ton nie nadawali inteligenccy, przedwojenni neofici, ale dawni chałaciarze, którzy sprzeciwiając się swojej dotychczasowej nędznej egzystencji zapragnęli raju na ziemi – w pierwszym rzędzie oczywiście raju dla siebie. To z takich komunistycznych rodzin powychodzili obecni dygnitarze różnych zresztą orientacji partyjnych (nie tylko ze środowiska UD-ecji ale np. Dorn czy Wildstein także oficjalnie przyznają, że ich ojcowie był działaczami partii komunistycznych) i ich postrzega się jako homini novi w odróżnieniu od starych rodzin inteligenckich często także o neofickich korzeniach.

    Łączy ich jednakże marnie skrywana pogarda do polskiego chłopstwa i zarazem strach przed odrodzeniem świadomości, którą przezywają endeckością i zamykają ją w „trumnie Dmowskiego”. To stąd m.in. biorą się różne fałsze historyczne połączone z uprawianiem pewnych kultów, służące wykreowaniu fałszywej świadomości narodowej. Stąd o pewnych postaciach historycznych, politykach, pisarzach już się praktycznie nie wspomina a jeżeli już to obowiązkowo według latami urabianego schematu.

    W przemówieniach Witosa można znaleźć np. stenogramy z debat sejmowych toczonych wkrótce po odzyskaniu niepodległości i jest tam też fragment poświęcony interpelacji grupy posłów stających w obronie niby to polskich spółek drzewnych. W odpowiedzi Witos tak tłumaczył pewne rządowe działania zmierzające do przełamania monopolu dotychczasowych spółek na ten handel:

    “…za czasów austriackich państwowe lasy małopolskie były eksploatowane wyłącznie przez Żydów. Na 40 kontrak­tów, którymi były objęte wszystkie lasy państwowe w Małopolsce – 32 były zawarte przez przedsiębiorców żydowskich, 4 przez spółki żydowskie, a na 4-ech figurowali podstawieni firmanci, jednak one faktycznie do Żydów należały (…).

    Kilkakrotnie w swoim przemówieniu wspominał p. Stapiński o tartaku „Hanka". Znowu tylko informacyjnie, nie wchodząc w meritum rzeczy: był to tartak, który nazwał p. Sta­piński „Hanka" – polskie imię. Pozwolę sobie sprostować, że chodzi tu nie o tartak „Han­ka", lecz tylko o tartak, którego właścicielką jest pani Chaja Wachs.

    {Głos: To wszystko jed­no).

    Dla pana jest wszystko jedno, jednak inni rozróżniają.”

    Jak widać dawniej premier i poseł potrafił jeszcze pewne rzeczy rozróżniać, chociaż według obecnych schematów myślenia kim był taki Witos – “niewykształconym i z małej wsi” a co gorsze “pazernym chłopem”.

    http://prawica.net/opinie/24643

  7. aga said

    Żydzi oświeceni (cz. I)

    Teodor Jeske-Choiński (1854 – 1920) to postać dziś nieco zapomniana, choć w swoim czasie był wziętym pisarzem i
    publicystą konserwatywnego obozu polskiej myśli politycznej. Jego artykuły drukowano m.in. na łamach „Słowa”, „Wieku” i „Roli”, redagował także pisma „Wędrowiec” i „Kronika Powszechna” oraz Bibliotekę Dzieł Wyborowych – serię wydawniczą przedstawiającą wybitne dzieła prozy rodzimej i obcej. Pisywał także powieści, dramaty i nowele, zarówno historyczne, jak i współczesne.

    Z upodobaniem sięgał przy tym do starożytnego Rzymu, czego wyrazem były „Gasnące słońce” i „Ostatni Rzymianie” – dzieła, których akcja toczy się odpowiednio w czasach Marka Aureliusza i Teodozjusza Wielkiego. W powieści „Tiara i korona” podjął się analizy średniowiecznego konfliktu między cesarstwem a papiestwem, zaś Rewolucję Francuską skrytykował z pozycji reakcyjnych w trylogii „Błyskawice-Jakobini-Terror”. Ten ostatni wątek omówił także w dziełku „Psychologia Rewolucyi Francuskiej”, wydanym w roku 1906. Modne trendy swojej własnej epoki atakował m.in. w książkach i broszurach „Na schyłku wieku”, „Rozkład w życiu i literaturze” oraz „Dekadentyzm”. Uchodził powszechnie za pesymistycznego, klerykalnego konserwatystę – a także za nieprzejednanego antysemitę.

    Żydom poświęcił Jeske-Choiński liczne publikacje, wśród nich można wymienić takie tytuły jak „Historia Żydów w Polsce”, „Poznaj Żyda” czy „Neofici polscy”. W 1910 roku, nakładem warszawskiej drukarni L. Bilińskiego i W. Maślankiewicza, ukazała się praca pt. „Żydzi oświeceni”. Autor postawił sobie za cel omówienie procesu emancypacji Żydów w drugiej połowie wieku XVIII i w wieku XIX. Dokonał tego na nieco ponad 80 stronach, nie poprzestając oczywiście na suchym opisie, a wręcz przeciwnie – wplatając w tekst wiele własnych ocen, bardzo wyrazistych i niejednokrotnie radykalnych. Szlachetne oburzenie Jeske-Choińskiego na niecne praktyki synów Izraela może dziś wydawać się nazbyt pompatyczne, a chwilami nawet zabawna, zwłaszcza że wyrażone jest staroświeckim stylem. Nie umniejsza to jednak wagi jego książki – po pierwsze ma ona wartość samą w sobie, jako ciekawa analiza pewnych procesów historycznych, po drugie jest istotna jako materiał do badań nad stosunkiem Polaków do Żydów, jako dokument z archiwum polskiego antysemityzmu.

    Opowieść Jeske-Choińskiego zaczyna się w wieku XV. Autor twierdzi, że żydowska kultura i nauka uległa wówczas regresowi. Czytamy: Długa noc iście egipskich ciemności spowiła duszę narodu żydowskiego około roku 1400 po Chr. Ruch naukowy i literacki średniowiecznych żydów (…) zgasł. Uczniowie Ibn Nagrelów, Ibn Ganachów, ben Jehuda Gebirolów i Majmonidesów ustąpili miejsca talmudystom, kabalistom i przeróżnym sekciarzom (…). Ten stan rzeczy miał trwać kilka wieków: Nigdy nie upadł judaizm tak nizko, jak we stuleciach XVII i XVIII. Z jego monoteizmu nie pozostało nic okrom formułek, drobiazgów rytualnych i wiary w amulety. Pierwszy lepszy awanturnik, ambitnik lub sprytny karyerowicz mianował się Mesyaszem (Sabbatai Zwi, Jakób Józef Frank i i.), a tłumy żydowskie szły za nim. Rabini stali się cudotwórcami, szarlatanami, cały naród roztopił się w handlu, zuchwalszy proletaryat kradł, rabował i zabijał.

    Pierwszym nowoczesnym, oświeconym Żydem, który wydobył się z getta i przebił na europejskie salony, był – według Jeske-Choińskiego – Mojżesz Mendelssohn z Dessawy, urodzony w roku 1729. Ten zdolny chłopiec, znający język niemiecki i własną kulturę, dzięki pomocy Gottholda Efraima Lessinga (żydofila, rzecznika emancypacji żydowskiej – jak pisze o nim nasz autor) (…) zaczął się ocierać o niemców i pisać po niemiecku, na czem wyszedł bardzo dobrze.

    Dzieła filozoficzne Mendelssohna (np. Philosophische Gesprachen, Morgenstunden) ocenia Jeske-Choiński nader krytycznie. Imputuje im płytkość i odtwórczość, wprost uważa je tylko za kompilacje różnych tez zaczerpniętych z dzieł wielu wcześniejszych myślicieli. Mendelssohn, choć jest archetypowym „Żydem oświeconym”, nie pochwalającym kazuistyki talmudycznej, subtelności rabinicznej i odrębności żydowskiej, to jednak daleko bardziej niż judaizmowi wrogi jest chrześcijaństwu, czego wyrazem jest praca pt. Jerusalem oder uber religiose Macht im Judentum.

    Jeske-Choiński pisze o niej, że jest to świetna apologia judaizmu i pogardliwa krytyka chrystyanizmu, w tej opinii kryje się jednak złośliwa ironia, bowiem ostatecznie polski autor uważa wnioski Mendelssohna za zupełnie nielogiczne: Więc objawienie chrystyanizmu jest przesądem, kłamstwem, kłócącem się z prawdami rozumu, ale objawienie mozaizmu wytrzymuje krytykę nawet oświeconego filozofa? Szczególna, iście talmudyczna logika. Jeske-Choiński będzie jeszcze – jak wielu zresztą „judeosceptyków” – wracał do tego motywu Żyda pozornie oderwanego od swej religii, nacji i kultury, a jednak w istocie silnie się z nimi utożsamiającego, zakorzenionego w swojej żydowskości. O samym Mendelssohnie pisze jeszcze: Oświecony żyd nie przestał być fanatycznym wrogiem Krzyżą; oświecony filozof, zowiący wszelakie wyznania przesądem, zabobonem, bronił namiętnie swojego. Świeżo upieczony niemiec nie zapomniał o „królewskości narodu wybranego”.

    Dalej, w rozdziale drugim, napięcie oczywiście rośnie. Polski konserwatysta analizuje proces rezygnacji oświeconych, zamożnych Żydów z tradycyjnych strojów, własnego żargonu i wielu innych zewnętrznych przejawów odrębności: Był w tych miastach pewien procent zamożnych (…) żydów, którym obrzydło stanowisko paryasów ludzkości i których nużył despotyczny nadzór synagogi. Widząc, że „oświecenie” Mendelssohna zdjęło z niego „żółtą łatę” (…) rzucili się ci ambitni i niezadowoleni chciwie do oświecenia. Jeske-Choiński nie szczędzi owym Żydom szyderstw i wyrzutów, zarówno własnych, jak i cudzych (w formie cytatów).

    Czytamy zatem o pozornej nauce, pozornym wykształceniu i afektowanej, małpowanej wolnomyślności, o płaskich bezwyznaniowcach, wreszcie o bagnie zielskiem cuchnącem, z którego wykwitły używanie życia, rezonujący cynizm i wolna miłość. Za centrum (a na pewno symbol) tego stylu bycia uważa nasz dzielny rodak salon berlińskiego lekarza Markusa Herza, w którym dobre wina, doskonały stół, muzyka, śpiew, dowcipkująca, oświecona, bezwyznaniowa paplanina, a przedewszystkiem wolna, bez granic rozpustna miłość, przyciągały wszystkich pieczeniarzów i młodych lowelasów. Jeske-Choiński omawia także reakcję Aryjczyków na rosnące wpływy żydowskie: W Niemczech zwróciła się ta reakcya przeciw filozofującym żydom, którym filozofia nie przeszkodziła wcale uprawiać dawnej, „nieoświeconej” metody handlu. W roku 1819 rozległo się znów w całych Niemczech średniowieczne „hepp, hepp!”. Miasta (…) gromiły, wypędzały żydów. Przyparci do muru mieli zatem masowo wybrać chrzest – prawie cały oświecony Izrael niemiecki wychrzcił się między r. 1819 a 1823.

    Znamienne przykłady owych świeżo ochrzczonych żydowskich intelektualistów to – według Jeske-Choińskiego – Ludwik Boerne (1786 – 1837) i Henryk Heine (1797 – 1856). Obaj przyjęli niemiecką narodowość i chrześcijańskie wyznanie, obaj niespecjalnie przejmowali się wynikającymi z tego zobowiązaniami. Boerne w swoich „Listach Paryskich” (…) wylał wielki kubeł szyderstwa, obelg, żółci, zaciekłej nienawiści na niemców, swoich nowych ziomków. Heine z kolei bez żalu pożegnał kraj, w którym się urodził, zaś jako filozof, był „osobistym wrogiem” chrześcijaństwa.

    Jeske-Choiński przytacza obszerne cytaty z antychrześcijańskich pism Heinego, kwitując je następującym podsumowaniem: Tak wyraża się o chrześcijaństwie człowiek, który uciekł pod jego skrzydła opiekuńcze ze strachu przed reakcyą i w nadziei zrobienia karyery przy pomocy metryki chrześcijańskiej. Polak uważa tego pisarza za najdoskonalsze wcielenie oświeconego żyda pierwszej połowy XIX stulecia oraz lubieżnego satyra i lekkomyślnego bluźniercę i w barwny sposób przyrównuje go do złośliwego psa, który ujada na pana, co go wziął w opiekę. Jeske-Choiński przypisuje Heinemu także dokonanie rewolucji w dziedzinie poczucia humoru: Heine wniósł do literatury niemieckiej i wszechświatowej osobny rodzaj humoru (…), nieznanego dotąd społeczeństwom aryjskim. (…) Jego dowcip nie śmieje się, lecz wyśmiewa, nie gryzie sercem, nie krytykuje, lecz drwi, kąsa, pluje, nie przekonywa, lecz wywraca koziołki, błaznuje (…). Oczywiście Heine jest tylko przedstawicielem szerszego zjawiska, albowiem jest to dowcip specyficznie żydowski.

    W rozdziale czwartym Jeske-Choiński omawia powstanie judaizmu reformowanego za sprawą Izraela Jacobsona oraz – w większym stopniu – Abrahama Geigera. Geiger, według naszego autora nie pragnął roztopienia się Żydów w społeczeństwie aryjskim i chrześcijańskim, przeciwnie: marzył nawet o prymacie judaizmu, o rzuceniu pod jego stopy chrześcijaństwa. W tym celu postanowił oczyścić synagogę z przestarzałych przesądów i obrzędów, które odtrącały od niej oświeconych żydów i chrześcian. Inną złowrogą postacią jest dr. Hirsz Graetz, autor dwunastotomowej „Historii Żydów” (Geschichte der Juden), która aż ocieka jadem nienawiści do wszystkiego, co chrześcijańskie.

    Piąta część książki, najdłuższa, bo licząca blisko 30 stron, poświęcona jest dziejom emancypacji Żydów francuskich. Jeske-Choiński na moment cofa się aż do XIV wieku, później natomiast skupia się na sytuacji Żydów we Francji tuż przed Rewolucją i w czasie jej trwania. Żydzi, według Choińskiego, wiązali z Rewolucją wielkie nadzieje (z uwagi na głoszone przez nią hasła wolności, równości i tolerancji), z drugiej jednak strony francuscy encyklopedyści oświeceniowi niekoniecznie sympatyzowali z synami Izraela.

    Na przykład Voltaire, jak czytamy: (…)gardził żydami i stawiał ich obok „cyganów i złodziejów”. Niemniej Żydzi znaleźli sobie obrońcę w osobie hrabiego Honoriusza Gabriela de Mirabeau, a także księdza Gregoire, adwokata Thierry i wszystkich masonów. Napoleon, choć według autora gardził Żydami, to ostatecznie potwierdził ich prawa obywatelskie, jednocześnie nakazując ich kontrolować i utrudniać im działania lichwiarskie. Około roku 1830 rozpoczyna się we Francji nowa epoka w historii oświeconego żydostwa. Jeske-Choiński, jako że ogólnie lubuje się w przypisywaniu Żydów do określonych kategorii, wyróżnia trzy typy nowego gatunku. Są to żyd-polityk, żyd-dziennikarz i żyd-spekulant. Wszystkie trzy „odmiany” wzajemnie się wspierają, opanowują stowarzyszenia masońskie i giełdę, aktywizują się w polityce i na łamach prasy. Autor wymienia liczne nazwiska żydowskich deputowanych, nad których głowami unosi się żyd-finansista z wielkim workiem złota – paryski Rotszyld.

    W dalszej części rozdziału, po omówieniu procesu powstawania żydowskich fortun w toku spekulacji, Jeske-Choiński prezentuje nam stowarzyszenie „Alliance Israelite Universelle”, po czym wraca do Niemiec. Tu również porusza problem prawa akcyjnego, giełdy, matactw finansowych i pustego pieniądza, przypisując Żydom złowrogą rolę w tej dziedzinie. Czytamy: Najdrobniejszy kramarz musi ze swojego ubogiego zarobku opłacać podatek dochodowy, a giełdziarza, obracającego codziennie krociami, uwolniło prawodawstwo liberalne od podatków, cła i stemplów. (…) Wielkie zrazu zyski, które grynderzy rozmyślnie hojną ręką rozdawali, obałamuciły naród do reszty. (…) Mało było spekulantom grosza prywatnego. Zachciało im się także zastukać do skarbu państwa i wytrząść z niego tyle, ileby się tylko dało. Ostatnie zdanie odnosi się do złodziejskiej reformy systemu monetarnego, wymuszonej (według autora) przez wpływowe środowiska żydowskie.

    Wszystko oczywiście skończyło się katastrofą, to znaczy „krachem wiedeńskim” z roku 1873. Jeske-Choiński pisze o kilku tysiącach kupców i fabrykantów, którzy utracili cały majątek, o samobójstwach i dezorientacji Niemców zaplątanych w sterowane przez zmyślnych Żydów operacje finansowe. Dobrych kilkanaście stron autor poświęca na szczegółowy opis machinacji semickich spekulantów i wyliczanie strat – finansowych i moralnych – jakie w ich wyniku ponieśli Niemcy, chrześcijanie, Aryjczycy.

    W rozdziale szóstym, wieńczącym książkę, Teodor Jeske-Choiński przeprowadza bilans żydowskiego oświecenia. Oceny autora są surowe, a do tego pełne żalu i oburzenia na lud Izraela, który wziął od cywilizacji i kultury chrześcijańskiej wszystko (…) a zachowywał się wobec tej adoptowanej cywilizacyi i kultury z nienawiścią urodzonego, dziedzicznego wroga. Publicyści i dziennikarze prasy liberalnej to duchowe potomstwo Henryka Heinego, roznoszące jad oświecenia po całej Europie i Ameryce.

    Jak większość autorów literatury określanej tyleż eufemistycznie, co żartobliwie jako „żydoznawcza”, Choiński imputuje Hebrajczykom angażowanie się we wszystkie ruchy i doktryny rewolucyjne, socjalistyczne, liberalne, antychrześcijańskie, antyklerykalne i w inny sposób wywrotowe, przy czym zaznacza, że Żydzi nie tworzą (…) wprawdzie chwil wywrotu, chaosu, burzenia, lecz korzystają z nich zręcznie dla swoich celów. Żyda oświeconego uważa Jeske-Choiński za wroga narodów chrześcijańskich – i to szkodliwszego niż Żyd nieoświecony. Później następuje analiza zjawiska, które dla współczesnego czytelnika jest chyba oczywiste i często widoczne, a mianowicie niesłychanej drażliwości i nietolerancji wielu środowisk żydowskich, bardzo łatwo i ochoczo podnoszących wrzawę z powodu najmniejszych nawet zarzutów wymierzonych nie tylko przeciw narodowi żydowskiemu, ale nawet przeciw pojedynczym, konkretnym jego przedstawicielom.

    Jeske-Choiński posuwa się wręcz do przekonania, że dostrzeganie w żydzie tylko odmiennego, chrystyanizmowi wrogiego wyznania jest omyłką i upraszczaniem sprawy. Z aprobatą cytuje Napoleona I, który odgadł (…) psychologię żyda, kiedy mówił w Radzie państwa: „musimy żydów uważać nie tylko za osobną sektę religijną, lecz także za obcy, osobny naród.

    Książka kończy się lamentem nad sytuacją Polski, której – według autora – grozi zalew żydowskich interesów i ich jeszcze szkodliwszej działalności rewolucyjnej. Choiński pisze: Co się działo w Warszawie w latach 1905, 1906, 1907 było tylko próbką, zapowiedzią tego, coby się działo w Królestwie Polskiem, gdyby zmienione warunki polityczne były wyzwoliły (…) żydów, rozwiązały im ręce i pozwoliły im rzucić się bez żadnej kontroli na dziesięć milionów ludności rdzennej, znanej z braku odporności. Autor potwierdza nasze najgorsze przypuszczenia, wprost wołając: Finis Poloniae!. Ufff…!!!

    Adam T. Witczak

  8. aga said

    http://prawica.net/opinie/26837

  9. aga said

    Nowa książka Stanisława Krajskiego pt. „Masoneria polska 2012”

    Książka ukaże się 6 czerwca 2012 r.
    Ma 240 stron.

    A oto jej wstęp:

    Wstęp

    W tej książce prezentuję kilkaset faktów, które zostały przedstawione w różnych publikacjach, książkach i artykułach. Ukazuję też niektóre związane z tymi faktami hipotezy innych osób. Formułuję również pewne hipotezy i tworzę w oparciu o te hipotezy koncepcję, która wiąże ze sobą te fakty w spójną, logiczną całość.

    Koncepcja ta powstała w taki sposób, że zacząłem kojarzyć ze sobą, jakoś wiązać, te fakty. W ten sposób, jak w układance puzzli, w której użyto tylko część przypadkowych elementów, pojawił się pewien obraz, który był wyraźny tylko w niektórych swoich fragmentach. Następnie zrekonstruowałem go formułując hipotezy które pasowały do „pustych miejsc”. W ten sposób powstała ta koncepcja.

    Oto podstawowe hipotezy.

    W Wojskowych Służbach Informacyjnych kryła się polska masoneria rytu francuskiego, która w latach 1991-2006, wykorzystując te służby, przejmowała kolejne obszary gospodarki, mediów, struktur państwa i polityki i wpływała na kierunki rozwoju tych obszarów oraz na podstawowe fakty z nimi związane.

    Masoneria ta znalazła się w WSI wraz z peerelowskim kontrwywiadem wojskowym, ponieważ od powstania armii Berlinga opanowała znaczną cześć jego struktur i wykorzystywała go w swoich celach.

    To ona stała za wieloma działaniami Informacji Wojskowej i Wojskowej Służby Wewnętrznej mając znaczny wpływ na wiele wydarzeń, które miały miejsce w Polsce w latach 1945-1989.

    Masoneria ta od samego początku współpracowała z masonerią rosyjską rytu francuskiego, która kryła się w strukturach rosyjskich wojskowych służb specjalnych – GRU.

    Po rozwiązaniu WSI polska masoneria rytu francuskiego utworzyła specjalną lożę P3, która na wzór włoskiej loży P2 przyjęła cel nielegalnego przejęcia władzy w Polsce i przyspieszonej realizacji celów wspólnych dla masonerii polskiej rytu francuskiego i masonerii rosyjskiej.

    Loża P3 doprowadziła do upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego i stała za nagonką medialną na ten rząd, a następnie na PiS.

    To ona we współpracy z masonerią rosyjską ukrytą w GRU zorganizowała zamach w Smoleńsku w dniu 10 kwietnia 2010 r.

    Zamach w Smoleńsku został tak przez te masonerie przygotowany i przeprowadzony, że wszystkie ślady prowadziły do „ekipy Putina” i do „ekipy Tuska”.

    Była to pułapka zastawiona na te ekipy.

    Dały się one wciągnąć w tę pułapkę ukrywając, że to był zamach, kryjąc sprawców, niszcząc dowody, zacierając ślady.

    Spowodowało to zwiększenie wpływów obu masonerii i dało im narzędzia szantażu umożliwiające przejmowanie kolejnych sektorów struktur obu państw.

    Obecnie loża P3 umacnia się w strukturach władzy i szykuje do całkowitego jej przejęcia oraz realizacji podstawowych, wymienionych w książce, celów masonerii polskiej i rosyjskiej.

    Ktoś może odrzucić te hipotezy, zanegować koncepcję, która na nich się wspiera, wymazać we wszystkich miejscach w mojej książce słowo „masoneria”. Pozostają jednak fakty, które są bardzo intrygujące, niepokojące, często przerażające.

    Czy da się je wyjaśnić czy choćby zracjonalizować w jakiś inny, niż zaprezentowany w tej książce, sposób?

    Spis treści książki Stanisława Krajskiego pt. „Masoneria polska 2012″

    Spis treści:

    Wstęp

    Rozdział I – Czy władzę w Polsce przejmuje masoneria rytu francuskiego?

    Diagnoza sytuacji w 2009 roku
    Co się zmieniło?
    Masoneria rytu francuskiego zaczyna przejmować w Polsce władzę
    Atak na Kaczyńskich
    „Katastrofa” Smoleńska
    Pospiech Komorowskiego w objęciu funkcji prezydenta
    Usunięcie Krzyża sprzed Pałacu Namiestnikowskiego
    Wydarzenia pod Krzyżem
    Demony pod Pałacem Namiestnikowskim
    Inwazja scjentologów
    Aktywizacja Palikota
    Czy Palikot jest masonem?
    13. Czy Palikot jest satanistą?
    14.Kongres Ruchu Poparcia Palikota
    15.Kogo reprezentuje Ryszard Kalisz?
    Próba odebrania władzy Donaldowi Tuskowi?
    Dlaczego próbowano obalić Tuska? – Palikot i Olechowski
    Bunt Tuska
    Czy Tusk traci panowanie nad PO?
    Sprawa prokuratora płk Mikołaja Przybyła
    Co się dzieje z polską gospodarką?
    Sprawa Ryszarda Krauzego – działania na szkodę spółki Prokom Investments
    Ryszard Krauze, Wiesław Walendziak, kard. Stanisław Dziwisz i inni
    Fragmenty puzzli – „twarz” masonerii

    Rozdział II – WSI i masoneria

    Decyzja o likwidacji WSI
    Dlaczego ówczesna koalicja zmierzała do rozwiązania WSI?
    Dlaczego posłowie PO i PSL głosowali za rozwiązaniem WSI?
    Komisja Likwidacyjna
    Czym było WSI?
    Patrioci i najemnicy
    Postkomunistyczna grupa interesów
    Rosyjska agentura
    Agentura rosyjska i rosyjska masoneria
    Polska masoneria rytu francuskiego w strukturach WSI

    Rozdział III – Różnica pomiędzy masonerią rytu francuskiego i szkockiego

    Dwie gałęzie wyrastające z tego samego pnia
    Pycha i nienawiść
    W jaki sposób zniszczyć Kościół?
    Nowa Atlantyda
    Najlepszy jest terror
    Panteizm i ateizm
    Andrzej Nowicki – ikona polskich „francuzów”
    Kłamstwo jako metoda
    Niech żyje Giordano Bruno
    Zbigniew Gertych i Piotr Kuncewicz

    Rozdział IV – Masoneria rytu francuskiego – powstanie i rozwój

    Pojawienie się rytu francuskiego
    Podział
    Pycha
    Rewolucja
    Ludobójstwo
    Opętani nienawiścią
    W kierunku lewicy
    Rząd Światowy
    Masoneria i Napoleon
    Jak zaraza

    Rozdział V – Masoneria rytu francuskiego – od carycy Katarzyny do 1939 r.

    Poparcie Katarzyny II dla masonerii
    Zakaz działania masonerii w Rosji
    Metody działania masonerii rosyjskiej
    Masoneria i wojsko
    I znowu rewolucja
    Masoneria planuje rozbiory
    Masońska „Piąta kolumna” w Polsce
    W duchu Rewolucji Francuskiej
    Kłopoty masonerii rytu francuskiego w odrodzonej Polsce
    Dlaczego „francuzi” zeszli do podziemia?

    Rozdział VI –W łonie komuny

    Powstanie kontrwywiadu wojskowego PRL-u
    W jaki sposób masoni mogli zagnieździć się w kontrwywiadzie wojskowym?
    Masoneria w strukturach kontrwywiadu wojskowego i Francuska Partia Komunistyczna
    Informacja Wojskowa i zbrodnie stalinowskie
    Kto założył Klub Krzywego Koła?
    Odrodzenie się masonerii rytu szkockiego

    Rozdział VII – Macki ośmiornicy

    Masoneria rytu francuskiego daje o sobie znać
    Wydarzenia w latach 1967-1968
    Rok 1969: masoni podnoszą głowę
    Przewrót w 1970 roku
    Kim był Edward Gierek?
    Epoka Gierka i rok 1980 – realizacja masońskiego układu
    Stan wojenny i okres do 1989 r. – okres poganizacji
    Tajni współpracownicy kontrwywiadu wojskowego

    Rozdział VIII – Ponad prawem

    Zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki – WSW?
    Lata przełomu – sieć tajnych służb
    Ukrywanie akt
    Wzmożona aktywność masonerii rytu francuskiego w latach 1990-1993

    Rozdział IX – Co się działo po rozwiązaniu WSI?

    Co się stało z kadrą WSI?
    A co z masonerią?
    Jakie czynniki uniemożliwiły ostateczne rozprawienie się z WSI?
    Co było najważniejsze po likwidacji WSI?
    Paraliż i likwidacja Komisji Weryfikacyjnej
    Czy nowe służby kontrolowały stare służby?
    Dostęp do akt WSI
    Walka o przetrwanie
    Stosunek Jarosława Kaczyńskiego do masonerii
    Doprowadzenie do upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego

    Rozdział X – Masoneria zaczyna nadawać ton – „dostrajanie”

    Janusz Kaczmarek, Ryszard Krauze, Władysław S. Rybicki – magiczny związek trzech?</l
    Czy Janusz Kaczmarek był „śpiochem”?
    Kim jest Władysław S. Rybicki?
    Doktryna Rybickiego
    Dostrajanie na Politechnice Warszawskiej
    Strykier, Krauze, Komorowski, Palikot – dostrajanie w leśniczówce?
    Janusz Palikot – dostrajanie wprost masońskie – kabała
    Janusz Palikot – dostrajanie wprost masońskie – reinkarnacja
    Janusz Palikot – dostrajanie wprost masońskie – Ayurvedy
    Janusz Palikot – dostrajanie wprost masońskie – New Age Private Foundation
    Co to jest B`nai B`rith?
    Bronisław Komorowski i B`nai B`rith – dostrajanie organizacyjne?
    Bronisław Komorowski i WSI – dostrajanie przymusowe?
    Anna Komorowska i Rotary Club – dostrajanie manifestowane?

    Rozdział XI – Czy w Polsce powstała Loża P3?

    Działanie Loży P2
    Loża P3 i „katastrofa” smoleńska
    Masoneria w Rosji
    Kim jest Aleksander Dugin?
    Masońska doktryna prezentowana przez Dugina
    Masoneria rosyjska i GRU
    Wobec Polski: „Trzeba rozkładać katolicyzm od środka”
    Rosja, Niemcy, Polska
    „Rosja nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie”
    Kultura i duchowość masońskiej Eurazji
    „Trzeba organizować zamachy”
    Masoneria, GRU i Putin
    Czy Miasto Szatana będzie stolicą masońskiej Eurazji?
    Czy w Polsce istnieją trzy ośrodki masońskie?

    Rozdział XII – Tajemnica smoleńska

    Czy da się udowodnić, że to była katastrofa?
    Teza Misiaka i Wierzchołowskiego
    Tezy Wildsteina
    Masońska przeszłość Wildsteina
    Jaka tu była rola rządu?
    „Zlekceważenia prezydenckiej wizyty”?
    Jaka była rola Tomasza Turowskiego?
    Tomasz Turowski i Bronisław Komorowski
    Dokąd prowadzą te ślady?
    Doktryna maskirowki
    „Katastrofa” smoleńska i śledczy z GRU
    Czy za tym stoi „ekipa Putina”?
    Pułapka smoleńska
    Tajne rozmowy Tuska z Putinem
    Polskie państwo to już tylko fikcja

    Rozdział XIII – Po równi pochyłej

    Dlaczego Tusk zrezygnował z kandydowania na urząd prezydenta?
    Tajemnicze spotkania Komorowskiego
    Zamach na Krzyż
    Państwo jako masońskie sacrum
    Usunięcie Krzyża jako manifest ideowy i polityczny
    Usunięcie Krzyża i Śluby Jasnogórskie
    Wielki sukces masonerii
    Krzyż w naszym życiu
    Stosunek masonerii do symboli
    Walka o Krzyż
    Agenci pod Krzyżem
    Nękanie przez „przypadkowych przechodniów”
    Prowokatorzy
    Ataki zorganizowanych bojówek
    Zachowanie policji
    Aresztowania i pobicia
    Przymusowe umieszczanie w szpitalu psychiatrycznym
    „Akcje” straży miejskiej
    Ataki chuligańskie
    Podsłuchy i utrudnianie komunikacji
    Czy Krakowskie Przedmieście było „poligonem” loży P3?
    Profanacja Sacrum
    Budzenie ducha Rewolucji Francuskiej
    Ostateczny demontaż państwa polskiego

    Rozdział XIV – I co będzie dalej?

    Dlaczego podwyższono nam wiek emerytalny?
    Czy grozi nam stan wojenny?
    Stan wojenny i masoneria
    TRWAM, Rzeczpospolita, TVN
    Czeka nas intensywne „dostrajanie”

    Zakończenie

    Indeks nazwisk

    Bibliografia

    http://www.krajski.com.pl/

  10. Marucha said

    Loża P3 doprowadziła do upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego i stała za nagonką medialną na ten rząd, a następnie na PiS.

    No nie… Kaczyński wrogiem masonerii? On, który przywrócił z chęcią i w podskokach lożę B’nai B’rith?

  11. aga said

    Panie Marucha a dlaczego mamy tyle lóż teraz???wystarczylaby jedna ,boc jeden cel mają;) zniszczenie katolicyzmu…
    niech Pan nie lekceważy konkurencyjności i walk o wpływy między lożami,prosze zauwążyć róznorodność rytow, rożnorodność ideologii; Jeden cel im przyświeca :ale niekoniecznie tymi samymi drogami czy też pozorami.

  12. ojojoj said

    Bardzo ciekawy artykul. W pewnym sensie odpowiada na moje odwieczne pytanie, ktore zadaje sobie juz od wielu lat, mianowicie: Dlaczego Chrystus przyszedl do ludzi akurat w tym czasie i w tym miejscu w jakim przyszedl.

  13. Maria1 said

    Przeglądarka Google Chrome nie znalazła strony http://www.pbi.edu.pl

    Nie wiem dlaczego, ale właśnie ta strona znika na całe dnie i tygodnie, by potem znów się pojawić – admin

  14. Zbigniew Kozioł said

    Tylko jedno słowo: rozkosz czytać takie teksty i te komentarze.

  15. aga said

    Panie gajowy Berlusconi należal do lozy B2, wie to każdy ,nawet lewacki Włoch :)) a jednak wbrew woli narodu go obalono; premiera,który po raz pierwszy w powojennej historii Włoch został dwukrotnie wybrany w wyborach i rządziłby do końca kadencji,gdyby nie …No wląsnie .Do jakiej loży należy Monti?
    Wcale nie uważam,że Berlusconi był idealem ale miejmy odwagę powiedzieć ,że wszystki bratki naświeczniku w jakiejś lozy są hodowane…
    Niestety równiez P/pupil Putin.:))..

  16. aga said

    U mnie ta strona otwiera się bez problemu ;tutaj wybór pism Jeske-Choińskiego:

    http://www.pbi.edu.pl/site.php?s=NjliNzNiYTEwOTY4&tyt=&aut=Jeske-+Choi%C5%84ski&x=56&y=15

  17. j21 said

    @10 Pamięta Marucha, gdy kilka lat temu o. Rydzyk coś wspominał o wojnie rytów masońskich w Polsce?

  18. Marucha said

    Re 17:
    Ja po prostu nie wierzę w żadne wojny między różnymi rytami masonerii. Od jednego ojca pochodzą.
    A jeśli są utarczki, to w kwestiach drugorzędnych.

  19. Re. 16.

    Dziekuje, Pani Ago!

  20. aga said

    ad.19
    Proszę bardzo,Panie Władku :))

Sorry, the comment form is closed at this time.