Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Wolne tematy (84 – …
    Carlos o Jak długo „Zachód” będzie mógł…
    Szczepan Zbigniewski o Samochody dla wybranych
    Józef Bizoń o Powstanie nowa formacja, po to…
    Boydar o Wolne tematy (84 – …
    Marucha o Wolne tematy (84 – …
    corintians o Samochody dla wybranych
    UZA o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    Boydar o Wolne tematy (84 – …
    Yagiel o Dodatnie i ujemne plusy państw…
    JanuszT o Powstanie nowa formacja, po to…
    JanuszT o Powstanie nowa formacja, po to…
    Marek o Wolne tematy (84 – …
    Szczepan Zbigniewski o Wolne tematy (84 – …
    Boydar o Wolne tematy (84 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 626 obserwujących.

Ks. Karol Stehlin FSSPX: Przegląd relacji z Rzymem

Posted by Marucha w dniu 2012-06-15 (Piątek)


Ks. Karol Stehlin FSSPX, przełożony Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w Europie Wschodniej

Ksiądz Karol Stehlin, przełożony Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w Europie Wschodniej, wygłosił 10 czerwca br. w Poznaniu wykład o obecnej sytuacji FSSPX i jego stosunkach ze Stolicą Apostolską. Poniżej przedstawiamy zredagowany i autoryzowany tekst tego wykładu.

Drodzy Wierni!

Chciałbym przedstawić Wam obecną sytuację tak, jak powinna być ona widziana, na tyle obiektywnie, na ile da się to uczynić.

Zacznę od krótkiego rysu historycznego, abyście dokładnie zrozumieli, co faktycznie zaszło w relacjach pomiędzy Bractwem Św. Piusa X a Stolicą Apostolską, a co jest tylko czyimś komentarzem, zasłyszaną plotką czy wreszcie zwykłym przeinaczeniem.

Pamiętacie, że miały miejsce dyskusje doktrynalne i że właściwie zostały one przerwane, ponieważ nie wszystkie tematy, które należało omówić, zostały poruszone. Widocznie reprezentanci Stolicy Apostolskiej nie widzieli sensu dalszego ich prowadzenia.

Podczas tych rozmów nasza delegacja, której przewodniczył bp Alfons de Galarreta, przedstawiła wszystkie nasze istotne zastrzeżenia do tych punktów współczesnego nauczania, w których upatrujemy źródła kryzysu. Daliśmy wyraz nie tylko naszym niepokojom, ale również przedstawiliśmy argumenty pokazujące, że rzeczywiście w konkretnych przypadkach doszło do zerwania z Magisterium Kościoła katolickiego, że tu i tam II Sobór Watykański wprowadził do wnętrza Kościoła niekatolickie treści dotyczące głównie — jak sami wiecie — wolności religijnej, ekumenizmu, nowego rytu Mszy, wreszcie nowej orientacji Kościoła, która skutkuje jego zeświecczeniem. Tradycja ma odtąd stać się „żywą Tradycją” — jest to pojęcie, które wymyślili moderniści, aby włączyć katolicką Tradycję w nurt światowości. Nie zamierzamy negować potrzeby słusznych reform, ale nastawienie wobec świata, które towarzyszy Kościołowi od czasów II Soboru Watykańskiego, nie przygotowuje człowieka ani do walki w tej dolinie łez, ani do wieczności. Kwestie zbawienia i zagrożenia wiecznym zatraceniem schodzą na dalszy plan, spychane tam przez to, co światowe.

Te główne punkty zostały przestawione tak wyraźnie, jak nigdy dotąd nie było to możliwe, a następnie wraz z teologicznym uzasadnieniem — bardzo obszernym, wielosetstronicowym — przekazane Ojcu Świętemu. Papież Benedykt XVI został bardzo dobrze poinformowany i znakomicie orientuje się w każdym punkcie sporu — i nie jest to opinia bp. Fellaya, lecz przedstawicieli Stolicy Apostolskiej. To bardzo istotne, byście zdawali sobie sprawę z wagi kwestii doktrynalnych.

Rzymskie negocjacje nie zakończyły się jednak pomyślnie. Biskup Fellay stwierdził nawet, że wywołały w nim wiele frustracji, bo w żadnym punkcie nie doszło do zgody. Przedstawiciele Stolicy Świętej mówili, że wszystkie opinie delegacji Bractwa są zgodne z nauką katolicką (przynajmniej tego nam nie odmówiono!), nie stawiali przeciwko nim żadnych konkretnych zarzutów, ale pod koniec debaty nad każdą z nich mówili, że jednak Bractwo musi zaakceptować także ich — tzn. rzymski — pogląd. Jednak z naszej strony jest to niemożliwe jako sprzeczne z zasadami logiki. Logicznie myślący człowiek może przyjąć albo jedno, albo drugie. I na tym skończyły się rozmowy. Całość dokumentacji przedstawiono Ojcu Świętemu. Wówczas bp Bernard Fellay, przełożony generalny naszego Bractwa, został zaproszony do Watykanu. 14 września ubiegłego roku przedstawiono mu tzw. preambułę doktrynalną — tekst doktrynalny, o podpisanie którego zostaliśmy poproszeni. Preambuła ta jest o wiele bardziej konserwatywna, bardziej tradycyjna od wcześniejszych rzymskich propozycji przedstawianych różnym zgromadzeniom, które w końcu weszły pod kuratelę komisji Ecclesia Dei.

Preambuła doktrynalna ma jednak bardzo poważne wady, ponieważ nie bierze pod uwagę naszych zastrzeżeń i wymaga pozytywnego podejścia do tego, co jest dla nas absolutnie nie do przyjęcia, choć jednocześnie stwierdza, że wszystko to musi być odczytywane w świetle niezmiennej, wielowiekowej Tradycji Kościoła. Przełożony generalny odebrał ten dokument i następnie zwołał na 7 października 2011 r. do Albano spotkanie wyższych przełożonych FSSPX. Po naradzie w tym gronie wystosował odpowiedź, w której odmówił przyjęcia proponowanego tekstu i przedstawił inny tekst doktrynalny, który Bractwo byłoby gotowe podpisać. Kilka tygodni później, na początku grudnia, Rzym poprosił o pisemny komentarz. Biskup Fellay odpowiedział listem z 18 stycznia 2012 r., wyjaśniając nasze stanowisko i tłumacząc, że zawiera on wszystko to, co Bractwo zawsze głosiło, że przyjmuje całą katolicką Tradycję bez wyjątku, ale również że odrzuca to, co dotąd uznawało za groźne błędy, które przedostały się do Kościoła za sprawą II Soboru Watykańskiego.

List bp Fellaya był dyskutowany w Kongregacji Nauki Wiary i 15 marca br. otrzymaliśmy odpowiedź z Rzymu, która wprawiła przełożonego generalnego w pewne zakłopotanie. Przyczyną było to, że Stolica Apostolska wyciągnęła ze styczniowego listu mylne wnioski, przypisując nam poglądy, których nigdy nie wyrażaliśmy, na przykład — choć nie w tak kategorycznych słowach — że odrzucamy wszystko, co wydarzyło się w Kościele po 1962 r. Nie miało to oczywiście nic wspólnego z rzeczywistością i szło niemal w kierunku stawiania zarzutów o sedewakantyzm. Biskup Fellay został poproszony, by w ciągu miesiąca sformułował odpowiedź. To wówczas Stolica Apostolska wydała pamiętny komunikat prasowy, mówiący o chęci uniknięcia rozłamu i jego konsekwencji. W odpowiedzi, którą przekazano w połowie kwietnia, bp Fellay wyjaśnił, jak rzeczywiście brzmi stanowisko FSSPX, a kongregacja określiła te wyjaśnienia mianem „bardziej satysfakcjonujących” i zapowiedziała przestawienie ich Ojcu Świętemu, co też się stało.

Zatem bp Fellay nie podpisał żadnej przedstawionej mu deklaracji doktrynalnej ani też sam nie wydał żadnej nowej deklaracji; jedyne, co zrobił, to odpowiedział na zarzuty ze strony Kongregacji Nauki Wiary, prostując błędnie przypisywane nam poglądy i dokonując wyjaśnień — to i to Bractwo uważa na temat II Soboru Watykańskiego, a tamto w kwestii posoborowego Magisterium — i sprostował pogląd, jakoby abp Lefebvre wszystko to zupełnie odrzucił. Jeśli uznajemy zwierzchnictwo papieża, to także przyjmujemy całe jego nauczanie, które jest zgodne z Tradycją. Zawsze tak twierdziliśmy. Nieprawdziwe są więc formułowane anonimowo zarzuty, że bp Fellay cokolwiek podpisał, że zmieniliśmy nasz stosunek wobec Rzymu, że porzuciliśmy jakieś punkty naszego stanowiska w dziedzinie głoszenia czy też obrony naszej wiary. Nic takiego nie miało miejsca, to nieprawda, w tej materii nic się nie zmieniło! A teraz czekamy na decyzję papieża.

Istnieją dwie możliwości. Ojciec Święty stwierdzi, że nasza odpowiedź jest niewystarczająca — i wrócimy do rozmów doktrynalnych. Co to konkretnie znaczy, tego nikt z nas nie wie. Nie wiemy, czy będziemy znów rozmawiać z przedstawicielami Kongregacji Nauki Wiary, kontynuując przerwaną dyskusję. Nie mamy pojęcia. Jeśli tak, to nic się nie zmieni, nasz status będzie wówczas dokładnie taki sam, jak był w ostatnich latach. Będziemy czekać i kontynuować naszą pracę w obronie wiary katolickiej. Druga możliwość jest taka, że papież stwierdzi, iż nasza odpowiedź jest wystarczająca, że przyjmuje nas — zgodnie ze słowami bp. Fellaya — takimi, jakimi jesteśmy, bez żadnych zmian, ze wszystkim, czym jesteśmy i co przedstawiamy. Gdyby tak się stało, gdyby papież przyjął wyjaśnienia bp. Fellaya, to kwestia doktrynalna byłaby pod tym względem rozwiązana. Ale musi to jeszcze znaleźć swoje odzwierciedlenie w praktyce. Bo jeśli papież da swój placet na to, co głosimy, wówczas nastąpi kolejny etap bardzo ciężkiej pracy, a mianowicie stworzenie instrumentów prawnych, nadanie nam właściwego statusu, np. światowej diecezji czy czegoś podobnego. W tej sprawie przygotowano już pewne propozycje, ale — jak Wam zapewne świetnie wiadomo, a szczególnie prawnikom — wszystko to wymaga dopracowania nawet najdrobniejszych szczegółów. Widzicie zatem, że wymaga to dużej ostrożności, że nie można dopuścić, żeby teoretyczna deklaracja „przyjmujemy was” w praktyce okazała się swym własnym zaprzeczeniem poprzez zastosowanie niekorzystnej dla Bractwa formy prawnej. Wówczas sprawa porozumienia z Rzymem musiałaby znów zostać odłożona.

W lipcu Bractwo Św. Piusa X czeka kapituła generalna. Gdyby była już wówczas znana decyzja papieża, to uczestnicy kapituły musieliby pochylić się nad propozycjami zmian statutów i dopasowania ich do propozycji Stolicy Apostolskiej. Propozycji, która musiałaby uwzględniać wszystkie nasze wymogi, polegające m.in. na pełnej niezależności od miejscowych biskupów — co bp Fellay wyraźnie zaznaczył. Uzależnienie od episkopatów oznaczałoby dla Bractwa śmierć. To każdy doskonale rozumie. Musimy więc mieć dobrze opracowaną, prawną gwarancję dalszego, swobodnego prowadzenia naszego apostolatu. To będzie bardzo skomplikowane, ponieważ sytuacja nie ma precedensu w Kościele łacińskim. W dziedzinie prawa będzie tu zachodzić pewne podobieństwo do Kościołów wschodnich — nie chciałbym jednak teraz roztrząsać tego problemu. Tak czy inaczej, macie ogląd sytuacji i widzicie, że z naszej strony nic się nie zmieniło, na co zresztą możecie znaleźć potwierdzenie w niedawno opublikowanym wywiadzie bp. Fellaya dla portalu DICI.

Przy okazji o jeszcze jednej ważnej sprawie. Zapewne do każdego z Was dotarła informacja o wymianie listów pomiędzy bp. Fellayem a trzema pozostałymi biskupami Bractwa, którzy ostrzegali przełożonego generalnego, że porozumienie z Rzymem może okazać się niebezpieczną pułapką. Trzej biskupi pisali, iż chcąc zachować linię Bractwa, należy najpierw uzyskać porozumienie doktrynalne, bo inaczej narazimy się na wielkie niebezpieczeństwo. Na ten list przełożony generalny odpowiedział swoim listem; oba zostały opublikowane. Listy te miały pozostać tajne, tak jak to bywa z wewnętrzną korespondencją w każdej instytucji. Niestety, zostały ujawnione, stając się tematem spekulacji i „uczonych analiz” ludzi, którzy o całej sprawie mają nikłe pojęcie.

W tej sytuacji jest ważne, by wiedzieć, że w Bractwie od samego początku, jeszcze od czasów abp. Lefebvre’a, aż po dzień dzisiejszy istnieją dwa ugrupowania różniące się w postrzeganiu problemów związanych z kryzysem w Kościele — i to, że tak jest, z pewnością stanowi wyraz woli Bożej. Pierwsza grupa podchodzi do problemów, można rzec, „matematycznie”. Jej członkowie starają się spoglądać na kwestię zachowania naszej katolickiej wiary w sposób obiektywny i przypominać nam o jej zachowywaniu. Powiedziałbym, że jest to w pewnym sensie abstrakcyjne — analizują jakiś tekst, jakąś encyklikę, jakieś wydarzenie i komentują je, stwierdzając, że ten, ten i ten punkt są przeciwne wierze, że to jest modernizm, a to inna fałszywa filozofia itd. To ujęcie „matematycznie” jest jak najbardziej obiektywne, bo musimy te dokumenty i wydarzenia analizować, wiedzieć, jakie są rzeczywiste poglądy ich twórców. Tutaj kładzie się nacisk na porównywanie twierdzeń tego czy innego dostojnika Kościoła z wielowiekową Tradycją, z wiarą katolicką. I gdy dostrzega się niezgodność, to nasze stanowisko umacnia się — w tym sensie, że tym bardziej mamy obowiązek pouczać wiernych, aby zachowali wiarę, aby nie popadli w błędy kryjące się za podobnymi sofizmatami, za tą fałszywą argumentacją. I takie podejście jest słuszne i ogromnie ważne. Często prezentują je teologowie i wykładowcy seminariów duchownych, którzy mają niewiele styczności ze światem, lecz których głównym polem aktywności — nie twierdzę, że jedynym i wyłącznym — jest analiza tekstów, analiza tego, co zostało powiedziane i napisane. I ten aspekt jest absolutnie ważny, lecz nie jest jedyny.

Drugą grupą w Bractwie są misjonarze — ci, którzy zostali posłani w świat i mają przede wszystkim troszczyć się o zbawienie dusz, o to, jak dotrzeć do ludzi i ich spraw. Oni zastanawiają się, w jaki sposób ów skarb katolickiej Tradycji nie tylko zachować nienaruszony, ale także przekazać wszelkimi możliwymi metodami — to tacy jak ten, który teraz przed Wami stoi i zastanawia się nad tym problemem codziennie, mając do czynienia z wieloma ludźmi. Jego ogląd sytuacji jest nieco inny. On zajmuje się przede wszystkim przekazywaniem prawdy innym, zastosowaniem teorii w praktyce. Ma do czynienia z ludźmi i może obserwować, jak reagują, jak zmieniają się ich postawy, jak człowiek, który wcześniej był wrogiem, powoli staje się przyjacielem.

Tutaj właśnie tkwi ta wielka różnica, że księża biskupi Tissier de Mallerais i de Galarreta są właściwie typami kontemplacyjnymi — w tym sensie, że zachowują minimum kontaktu ze światem. Znamienne jest to, że oni nigdy nie mieli ani komputerów, ani dostępu do łączy internetowych, ani telefonów komórkowych, a całą swoją wiedzę czerpią z książek i osobistych relacji. Podobnie ich apostolat zawsze był zwrócony do wnętrza Bractwa, co oznacza, że w praktyce znają tylko tych ludzi, którzy ich otaczają, tylko nasze środowiska.

Nasz przełożony generalny, który na mocy naszych statutów i z woli abp. Lefebvre’a ma utrzymywać kontakty ze Stolicą Apostolską, oczywiście styka się z ludźmi z nią związanymi. Uważnie obserwuje to, co się tam dzieje, dostrzegając zachodzące zmiany — co tak naprawdę wydarzyło się od 2000 r., od czasu pierwszych kontaktów Bractwa ze Stolicą Apostolską po święceniach biskupich z końca lat 80. XX wieku. I właśnie do tego w swoich wypowiedziach bp Fellay nieustannie się odnosi. Zmiana, która nastąpiła po stronie Stolicy Apostolskiej, jest czymś realnym i negowanie tego oznacza zaprzeczanie rzeczywistości.

Oczywiście, między reprezentantami tych dwóch sposobów patrzenia na problem dochodzi do tarć. I tak dzieje się również teraz, gdy w rzymskich propozycjach dostrzega się pewne niebezpieczeństwa, rozważa się, czy nadszedł odpowiedni moment, by je przyjąć. W tym momencie głos i jednych, i drugich jest ogromnie ważny. Z tego właśnie powodu ja sam wcale nie zżymam się na tych, którzy przypominają nam o tym, byśmy byli ostrożni, że nasza wiara jest w niebezpieczeństwie, że nie możemy wystawiać jej na niebezpieczeństwo.

I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii: czy działania przełożonego generalnego narażają naszą wiarę, czy nie? Moja wiara mogłaby być narażona na dwa sposoby: pozytywnie, gdyby mnie zmuszano, żebym czynił albo głosił coś, co jest z nią sprzeczne — albo negatywnie, gdyby zabraniano mi mówienia o niebezpieczeństwach, które wierze zagrażają. Nie mogąc ostrzegać owiec przed wilkami, byłbym jak lekarz, któremu wolno mówić pacjentowi jedynie o tym, w jaki sposób polepszyć jego zdrowie, ale nie wolno mu postawić diagnozy: „oto w tym miejscu rozwija się nowotwór” ani wskazać lekarstwa. To oczywiście zagrażałoby wierze. I Ojciec Święty wie doskonale, że warunkiem sine qua non stawianym przez bp. Fellaya i nieustannie przezeń przypominanym jest to, żebyśmy nie znaleźli się w takiej sytuacji. Musimy mieć gwarancje swobodnego głoszenia wiary i swobodnego działania. Scenariuszy dalszych wydarzeń może być bardzo wiele. Najkorzystniejszy zakłada, że Rzym przyzna nam we wszystkim rację i odrzuci soborowe błędy — oczywiście tylko człowiek nierozsądny łudziłby się, że może się tak stać bez cudownej interwencji Bożej. W innym, najczarniejszym scenariuszu widzimy same pułapki, które czyhają, żeby się zatrzasnąć — z nami w środku. Prawdopodobnie rzeczywistość znajduje się gdzieś w pośrodku. I dlatego przełożony generalny ma prawo podjąć próbę, jeśli uważa, że sytuacja przesila się na korzyść Tradycji.

5 maja 1988 r. abp Lefebvre również sądził, że może podpisać ugodę, ale gdy zobaczył, co się dzieje, już następnego dnia wycofał swój podpis. Czyniono mu z tego powodu wyrzuty — ale to było wszystko, co Rzym mógł zrobić. I podobnie my, jeśli watykańska propozycja okazałaby się pułapką, możemy się po prostu wycofać. To jest dla mnie absolutnie oczywiste. Natomiast nie dopuszczam w ogóle możliwości, by którykolwiek z wyższych przełożonych był gotów zdradzić wiarę i porzucić skarb, jaki otrzymaliśmy i od 40 lat chronimy, i podpisać jakiekolwiek tekst sprzeczny z wiarą — choćby o wolności religijnej. Doktor Paweł Milcarek jest świadkiem naszej determinacji. Przed paroma dniami debatowałem z nim w Krakowie, w auli św. Tomasza w klasztorze OO. Dominikanów, nad zagadnieniem wolności religijnej. I pan doktor stwierdził, że po uzyskaniu statusu kanonicznego Bractwo Św. Piusa X będzie musiało zaakceptować Dignitatis humanae. Odpowiedziałem, że nie może być o tym mowy! Nie możemy zaakceptować czegoś, co uznaliśmy — solidnie nasze stanowisko uzasadniając — za perfidne i szkodliwe dla Kościoła. Byłby to nie tylko akt zdrady, ale także głupoty.

Wszystko inne, poza tym, co dziś Wam powiedziałem, to zwykłe plotki. Ci, którzy cierpią na pewnego rodzaju uzależnienie od sensacji publikowanych w portalach internetowych, szybko wpadają w pewną pułapkę. Widzą, że bp Fellay powiedział to, inny biskup powiedział co innego, i od razu muszą to komentować i roztrząsać. Niestety, nikt — ani świeccy, ani księża, ani nawet biskupi — kto zaufa internetowym sensacjom, nie będzie wolny od złych skutków tej wiary. Widać zresztą znakomicie, że za tym szumem informacyjnym stoją dwie grupy ludzi, którzy są nam nieprzychylni. Od pierwszych słyszałem w maju tego roku: „W tej chwili bp Fellay przebywa w Rzymie, aby ustalić konkrety porozumienia”. Zwykłe kłamstwo. Byłem wówczas w Rzymie i wiem. Po prostu kłamstwo. Drugą stroną, nie mniej niebezpieczną, są sedewakantyści, którzy nie mając zbyt wielu wiernych, starają się ich pozyskać wśród katolików związanych z Bractwem Św. Piusa X. Przyjmują oni zresztą bardzo podobną strategię, przekłamując, wyrywając z kontekstu wypowiedzi bp. Fellaya i starając się ukazać go jako zdrajcę katolickiej Tradycji. Atak ten ma na celu zdestabilizowanie Bractwa i dlatego nie można bagatelizować jego znaczenia.

Nie mam wglądu w zamiary naszego przełożonego generalnego i nie będę snuł — jak różni internetowi „eksperci” — kolejnych scenariuszy wydarzeń. Jednego jestem pewien: jeśli zachowamy skarb, który przekazał nam abp Lefebvre, jeśli tylko zachowamy naszą wiarę, to wówczas przyjęcie rzymskiej propozycji będzie mogło mieć bardzo dobre skutki. Zapowiedź tego widziałem na własne oczy, uczestnicząc w światowym Kongresie Fatimskim zorganizowanym przez ks. Mikołaja Grunera — pisałem o tym w artykule wstępnym najnowszego numeru „Zawsze wierni”. To właśnie wówczas stało się dla mnie jasne, że bp Fellay nie jest marzycielem, że nie daje się zwieść rzymskim uśmiechom — co niektórzy mu zarzucają. Widziałem ludzi, którzy rzeczywiście poszukują prawdy, którzy tylko czekają, żebyśmy zaakceptowali status kanoniczny i naprawdę chcą poznawać katolicką Tradycję. Mają pragnienie prawdy, bo tak niewiele jej otrzymali; widzą upadek życia duchowego w diecezjach i klasztorach i poszukują środków zaradczych. Bardzo ich pragną, ale jeszcze mało o nich wiedzą.

Wobec tej grupy ludzi zainteresowanych Tradycją moglibyśmy działać z większą swobodą, przysparzając Kościołowi wielkiego dobra. Jeśli w naszym przeoracie w Bajerzu, w rekolekcjach ignacjańskich, które są wspaniałym darem Pana Jezusa, weźmie udział pięciu mężczyzn, to będę zadowolony i będę się bardzo cieszył. Zobaczcie jednak, że o wiele obficiej wierni mogliby czerpać ze skarbca Tradycji, gdyby można było te same rekolekcje głosić również klerykom w seminariach, duchowieństwu diecezjalnemu i zakonnemu. I właśnie ten misyjny aspekt zagadnienia, ta wielka troska o działanie dla dobra całego Kościoła są obecne we wszystkich wypowiedziach naszego przełożonego generalnego.

Musimy oczywiście dostrzegać możliwe pułapki, żeby nasza chęć pomocy Kościołowi nie została wykorzystana przeciwko nam, żebyśmy nie zostali zmuszeni do przemilczeń, do sygnowania swoim podpisem nieprawdy, bo to byłaby zdrada. Z drugiej strony nie możemy — powołując się na chęć zachowania czystości wiary — nie wychodzić na zewnątrz z obawy o zabrudzenie rąk, ze strachu przed modernistami, bo wówczas stracimy misyjnego ducha, którego otrzymaliśmy od abp. Lefebvre’a. A to właśnie w tym duchu mamy przekazywać skarb katolickiej Tradycji nie tylko naszym małym środowiskom, ale wszystkim wiernym na całym świecie! I jeśli jest taka możliwość, jeśli będziemy mieć swobodę działania bez szkody dla wiary, to nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy ją odrzucać.

Tak więc widzicie, że pułapki czyhają na nas i z jednej, i z drugiej strony. I stąd nasza modlitwa, poświęcenie Bractwa Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i błaganie o potężne wsparcie Matki Bożej, aby te dwa ważne spojrzenia — „matematyczne” i misyjne — były ze sobą ściśle połączone, co jest również moją osobistą troską. Zatem módlmy się, aby to, co tak znakomicie głoszą biskupi Tissier de Mallerais i de Galarreta oraz wielu innych kapłanów i profesorów seminariów, uzupełniało się, zazębiało się z poglądem prezentowanym przez naszego przełożonego generalnego i wielu kapłanów i misjonarzy — tak, jak to było zawsze, od chwili powstania Bractwa Św. Piusa X, które dzięki temu może wyjść z tych trudności wzmocnione i w pełni gotowe, by w nowej sytuacji pomagać Kościołowi w jego misji. Jeśli jednak miałoby się to odbyć kosztem naszej wiary i jakiegokolwiek kompromisu w jej dziedzinie, to przecież nasza wiara jest najważniejsza. Wówczas będziemy musieli powiedzieć non possumus i wciąż czekać. A co się dalej stanie, to jest już w rękach Pana Boga. Musimy jednak zachować spokój ducha. Jeśli jakiś biskup czy kapłan będą widzieli tylko ciemne strony obecnej sytuacji — a tak się czasem, niestety, dzieje — to, cóż, będziemy musieli się za nich modlić. Rzecz bowiem w tym, aby zachować trzeźwość umysłu, aby te dwa sposoby spojrzenia na problem kryzysu znakomicie się uzupełniały, a nie prowadziły do tarć. I jestem pewien, że Matka Najświętsza nam w tym pomoże.

Oczywiście można wieszczyć koniec Bractwa, można powtarzać, że „Bractwo idzie w rozsypkę”, że za kilka tygodni nic z niego nie pozostanie — ale można też spojrzeć na to z innej perspektywy: skoro nastąpił tak wielki atak, to znaczy, że diabeł się mocno irytuje, a skoro diabeł się mocno irytuje, to znaczy, że przygotowano dla nas bardzo wielkie łaski. I o te łaski wytrwale prośmy.

http://news.fsspx.pl/

Komentarzy 19 do “Ks. Karol Stehlin FSSPX: Przegląd relacji z Rzymem”

  1. Jak to dobrze, że w Poznaniu. Może to ostudzi zapał „Otwartej Rzeczpospolitej” oraz Prokuratury w nagonce i oskarżeniu wydawnictwa za powielenie nakładu pt. „Najświętrze trzy Hostie”

  2. Ad.1 Oczywiście oskarżeniu o antysemityzm.

  3. maran said

    bardzo dobry artykul analizujacy schizofreniczna postawe Bractwa wobec Watykanu.
    „….Cytaty z listów wyróżnię pogrubioną czcionką.

    List trzech biskupów do biskupa Fellaya i dwóch jego asystentów

    List jest datowany na 7 kwietnia bieżącego roku, czyli na Wielką Sobotę. Pochodzi od trzech spośród czterech biskupów konsekrowanych w 1988 roku. Zaadresowany jest do Przełożonego Generalnego i jego dwóch asystentów, wszyscy oni pochodzą z wyborów organizowanych wewnątrz tej organizacji.

    W pierwszym akapicie informują biskupa Fellaya, że wszyscy trzej są przeciwni zawarciu praktycznego porozumienia z modernistami.

    W drugim akapicie: „Rzecz jasna, po obu stronach aktualnego podziału między Soborowym Kościołem a FSSPX wielu pragnie przywrócenia katolickiej jedności. Obu stronom należy się za to uznanie. Ponieważ jednak nad wszystkim panuje rzeczywistość, wobec której muszą ulec wszelkie szczere pragnienia, a mianowicie temu, iż począwszy od Vaticanum II oficjalne władze Kościoła odeszły od katolickiej prawdy i dzisiaj okazują się równie zdeterminowane jak zawsze by pozostać w wierności wobec soborowych doktryn i praktyk. Rzymskie dyskusje, «preambuła doktrynalna» oraz Asyż III są tego znakomitymi przykładami”.

    Powyższe oświadczenie ukazuje zarówno siłę jak i słabość Bractwa. Z jednej strony autorzy oświadczenia okazują siłę rozpoznając po stronie modernistycznych, rzekomych władz odejście od wiary, lecz jednocześnie ujawniają słabość nazywając ich „oficjalnymi władzami”. Ta sprzeczność, a mianowicie uznawanie jako oficjalnej władzy tego, kto odszedł od wiary, stanowi tragiczny mankament Bractwa Św. Piusa X obecny w nim od samego założenia w 1970 roku, jako że odstępstwo od wiary pociąga za sobą – z zimną i twardą jak stal logiką – oddzielenie od Kościoła katolickiego i w konsekwencji niezdolność do rządzenia nim. Z drugiej strony, oficjalna władza Kościoła głosi – z równie zimną i twardą jak stal logiką – że jej orzeczenia i zasady dyscyplinarne są zgodne z katolicką Wiarą. Trzej biskupi poczynią w tym liście kilka doskonałych uwag, lecz wystawią się na skuteczny kontratak ze strony biskupa Fellaya dokładnie z powodu tej jaskrawej sprzeczności.

    W trzecim i czwartym akapicie biskupi cytują jedną z konferencji arcybiskupa Lefebvre, kiedy to nazywa dokumenty Vaticanum II „całkowitym wypaczeniem”.

    Można byłoby przytoczyć wiele podobnych stwierdzeń arcybiskupa Lefebvre. Jednakże istnieje wiele innych oświadczeń i działań arcybiskupa bardzo przychylnych pojednaniu z modernistami. Na przykład, w liście z sierpnia 1987 do czterech przyszłych biskupów, arcybiskup Lefebvre określił Jana Pawła II antychrystem, a mimo to przez następne osiem miesięcy prowadził negocjacje z tymże antychrystem, podpisując ostatecznie porozumienie 5 maja 1988 z siłami tegoż antychrysta, po to by już następnego dnia się z niego wycofać. W dniu 15 czerwca 1988 roku arcybiskup Lefebvre powiedział na konferencji prasowej, że Jan Paweł II nie jest katolikiem, jest ekskomunikowany, jest poza Kościołem, jednakże jest Głową Kościoła. 16 czerwca 1988 roku oświadczył reporterowi, że zmieni zdanie jeśli Jan Paweł II – który dzień wcześniej nie był nawet katolikiem – zaaprobuje czterech jego biskupów. Po konsekracjach powiedział, że w ciągu pięciu lat cały spór zostanie załagodzony, otwierając tym samym możliwości dalszych negocjacji z antychrystem. I negocjacje były prowadzone. Zmierzający obecnie do finalizacji związek jest owocem prawie 25-letnich nieprzerwanych umizgów trwających od konsekracji z 1988 roku.

    Przytaczanie wypowiedzi arcybiskupa Lefebvre jest karkołomne, ponieważ za każdym nieustępliwym cytatem, czai się całkiem odwrotny ugodowy passus, a biskup Fellay nie omieszkał wykorzystać go w swej odpowiedzi.

    W tym wszystkim przejawia się inna słabość FSSPX, ta mianowicie, że ich rozumowaniem kieruje bardzo marna lub wręcz żadna teologia, a jedynie wierność wobec arcybiskupa Lefebvre. Zdaje się, że członkowie Bractwa Św. Piusa X uważają go za proroka obdarzonego osobistą nieomylnością i niezawodnością, za świętego. Jego słowo, jest w porządku praktycznym bardziej autorytatywne niż nauczanie albo dyscyplina Kościoła katolickiego. Dla osiągnięcia zarówno prawowierności jak i świętości jest zarazem wystarczające jak i konieczne podążanie za arcybiskupem Lefebvre. Według nich cała argumentacja sprowadza się do CBZL – Co by zrobił Lefebvre?

    Piąty akapit słusznie stwierdza, że „myśl obecnego Papieża jest również przesycona subiektywizmem”. Rozwija następnie tę myśl, ale pomija zasadniczą kwestię: Czy myśl aktualnego „papieża” jest katolicka? Albo czy może jest on heretykiem? Co ważniejsze, pytanie brzmi: Czy nauczanie i reguły dyscypliny, które narzuca Kościołowi są zgodne z katolicką Wiarą? Moja teza brzmi, że zła filozofia sama w sobie nie zniekształca w człowieku wiary katolickiej. Naprawdę nie dbam o to, jaka jest filozofia Benedykta. Tym o co się troszczę jest zgodność głoszonej przez niego doktryny i dyscypliny z nauką i regułami karności katolickiego Kościoła. Sławny Dietrich von Hildebrand był fenomenologiem, niemniej jednak z punktu widzenia katolickiej Wiary był osobą zupełnie ortodoksyjną.

    Toteż piąty akapit, obrazuje kolejną wewnętrzną słabość po stronie Bractwa Św. Piusa X: brak oświadczenia czy doktrynalne i dyscyplinarne zmiany Vaticanum II są katolickie czy też nie. Nigdy nie odpowiedzieli oni na to zasadnicze pytanie.

    W szóstym akapicie znajduje się wspaniała uwaga: „Jednakże niektórzy powiedzą nam, że Benedykt XVI jest naprawdę życzliwie usposobiony wobec Bractwa i jego nauczania. Jako subiektywista może i rzeczywiście taki być, ponieważ liberalni subiektywiści mogą tolerować nawet i prawdę, jednakże nie wtedy gdy odmawia ona tolerancji względem błędu. Zaakceptowałby nas w ramach relatywistycznego i dialektycznego pluralizmu, pod warunkiem, że pozostalibyśmy w «pełnej komunii» w stosunku do władz rzymskich oraz do innych «podmiotów eklezjalnych». Z tej przyczyny rzymskie władze mogą tolerować to, że Bractwo nadal będzie uczyło katolickiej doktryny, ale absolutnie nie dopuszczą, aby potępiało nauczanie Soborowe. Oto dlaczego choćby czysto praktyczne porozumienie z konieczności uciszyłoby stopniowo Bractwo, całą jego krytykę Soboru oraz Nowej Mszy. Zaprzestając atakowania tych najważniejszych ze wszystkich zdobyczy Rewolucji, nieszczęsne Bractwo nieuchronnie przestałoby przeciwstawiać się powszechnej apostazji naszych smutnych czasów i samo by się zapadło. Ostatecznie, któż nam zagwarantuje, że pozostaniemy tym, czym jesteśmy i ochroni nas przed rzymską Kurią i biskupami? Papież Benedykt XVI?”…….”
    http://www.ultramontes.pl/sanborn_sprzecznosci_w_fsspx.htm

  4. maran said

    „………..W szóstym akapicie znajduje się wspaniała uwaga: „Jednakże niektórzy powiedzą nam, że Benedykt XVI jest naprawdę życzliwie usposobiony wobec Bractwa i jego nauczania. Jako subiektywista może i rzeczywiście taki być, ponieważ liberalni subiektywiści mogą tolerować nawet i prawdę, jednakże nie wtedy gdy odmawia ona tolerancji względem błędu. Zaakceptowałby nas w ramach relatywistycznego i dialektycznego pluralizmu, pod warunkiem, że pozostalibyśmy w «pełnej komunii» w stosunku do władz rzymskich oraz do innych «podmiotów eklezjalnych». Z tej przyczyny rzymskie władze mogą tolerować to, że Bractwo nadal będzie uczyło katolickiej doktryny, ale absolutnie nie dopuszczą, aby potępiało nauczanie Soborowe. Oto dlaczego choćby czysto praktyczne porozumienie z konieczności uciszyłoby stopniowo Bractwo, całą jego krytykę Soboru oraz Nowej Mszy. Zaprzestając atakowania tych najważniejszych ze wszystkich zdobyczy Rewolucji, nieszczęsne Bractwo nieuchronnie przestałoby przeciwstawiać się powszechnej apostazji naszych smutnych czasów i samo by się zapadło. Ostatecznie, któż nam zagwarantuje, że pozostaniemy tym, czym jesteśmy i ochroni nas przed rzymską Kurią i biskupami? Papież Benedykt XVI?”.

    Trzej biskupi wyraźnie rozumieją źródło problemu jakim jest Vaticanum II i powód z jakiego niemożliwe jest zawieranie jakiejkolwiek ugody z modernistami. Innymi słowy, poprzez to porozumienie Bractwo Św. Piusa X utraciłoby rację bytu, którą jest dawanie świadectwa o doktrynalnym, liturgicznym i dyscyplinarnym odstępstwie Vaticanum II od rzymskiego katolicyzmu. Podobnie jak inne pojednane grupy stałoby się zwykłym szykownym Bractwem neutralnego Katolicyzmu, w którym pozwala się ludziom żyć w sekretnym ogrodzie tradycyjnych myśli i praktyk, jednakże wszyscy jego mieszkańcy mają nałożone kagańce. Inne grupy, które zawarły pokój z modernistami popadły w stan teologicznej katatonii i koncentrują wszystkie swe siły na muzyce, różnorodnych zapachach kadzidła, koronkach, brokatach, haftowanych szatach, łacinie, kapach, biretach, frędzlach, guzikach, lamówkach, jedwabiach, pomponach, rzymskich kapeluszach i różnych innych błyskotkach stroju duchownego i szat liturgicznych. Nie chodzi tu wcale o dyskredytowanie tych rzeczy, ponieważ wszystkie one przyczyniają się do godności katolickiego kapłana i świętej liturgii. Chodzi tu natomiast o poddanie krytyce wyłącznej uwagi, jaką te pogodzone grupy skupiają na takich sprawach, ponieważ jeśli te akcesoria zostaną oderwane od prawdziwej katolickiej doktryny, to stają się niczym więcej niż teatralnym kostiumem i przedstawieniem. To samo spotkało anglikański High Church, który pozostając na wskroś protestancki z zapalczywą obsesją kultywował katolicki ceremoniał. Doprawdy, jeśli porzuci się katolicką doktrynę i pogrąży w modernistycznym pluralizmie, to cóż innego pozostanie poza egzystencją w zamkniętym świecie marzeń zapełnionym liturgicznymi sprzączkami i ozdobami?

    Znowu jednak, ostatnie dwa zdania akapitu pokazują stale obecną w Bractwie teologiczną zarazę: „Ostatecznie, któż nam zagwarantuje, że pozostaniemy tym, czym jesteśmy i uchroni nas przed rzymską Kurią i biskupami? Papież Benedykt XVI?”. Kuria Rzymska, biskupi i Benedykt XVI to nie byty, przed którymi musimy się chronić, jeśli są naprawdę hierarchią Kościoła katolickiego. Celem i funkcją katolickiej hierarchii jest przede wszystkim ochrona katolickiej doktryny, dyscypliny i liturgii. Jeśli moderniści dopuszczają się zdrady wobec tej zasadniczej roli władzy, to nie mogą posiadać autorytetu władzy do rządzenia.

    W siódmym i ósmym akapicie pojawiają się znowu cytaty z arcybiskupa Lefebvre. Jednakże, jak już się przekonaliśmy, każdemu takiemu cytatowi odpowiada inna wypowiedź lub jakieś posunięcie wykonane przez arcybiskupa, który temu zaprzecza. Powoływanie się na arcybiskupa Lefebvre w dyskusji nie ma zatem żadnej wartości, ponieważ istnieje mnóstwo cytatów wspierających obie strony sporu.

    Dziewiąty akapit jest bardzo interesujący. „Za przykładem arcybiskupa Lefebvre znamienną cechą Bractwa jest coś więcej niż tylko demaskowanie błędów przez nazywanie ich po imieniu, to raczej skuteczne i publiczne sprzeciwianie się szerzącym je rzymskim władzom. Jak można zawrzeć ugodę i jednocześnie kontynuować ten publiczny opór wobec władz, włączając w to Papieża? I czy po trwających ponad czterdzieści lat bojach Bractwo ma teraz oddać się w ręce modernistów i liberałów o których uporczywości mieliśmy właśnie okazję się przekonać?”.

    Jak się wydaje, z ich punktu widzenia status quo polegający na pozostawaniu na zewnątrz czegoś co nazywają „Soborowym Kościołem” jest idealny, ponieważ umożliwia publiczną krytykę błędów Vaticanum II oraz ogólnoświatowy opór wobec hierarchii Novus Ordo. W siódmym akapicie odnieśli się do faktu, że ostatnimi czasy FSSPX stało się zbyt pobłażliwe w swojej krytyce modernistów. Bardzo słuszne spostrzeżenie. Stało się tak celowo ze względu na plany pojednania właśnie z tymi samymi modernistami.

    Niestety, ta sama wewnętrzna sprzeczność FSSPX znów się pokazuje. Chcą traktować Benedykta i jego modernistyczną hierarchię jak katolików posiadających ponadto autorytet władzy, a jednak w tym samym czasie publicznie chcą się im opierać, demaskować ich i mówić katolikom, żeby się od nich trzymali z daleka. Chcą w dalszym ciągu działać tak jak gdyby Benedykt i jego hierarchia nie istnieli.

    Takie postępowanie jest niemożliwe do pogodzenia z katolicką nauką dotyczącą hierarchii Kościoła, ponieważ katolicka hierarchia nie może błądzić w powszechnym nauczaniu doktryny i w zalecaniu powszechnych reguł dyscyplinarnych oraz liturgicznych obrzędów. Jeśli uznaje się modernistów za katolicką hierarchię, to jest tylko jedna rzecz do zrobienia i jest nią podporządkowanie się tej hierarchii. Koncepcja organizacji złożonej z ujadających na herezje cerberów operujących poza Kościołem, a jednak w jakiś sposób pozostających wewnątrz Kościoła jest absurdalna.

    Chcą sprowadzić swoje podporządkowanie się papieżowi jedynie do zwyczajnego wieszania jego wizerunków w kościołach FSSPX. Nie zdają sobie sprawy, że nawet ten obraz wytwarza ogromne grawitacyjne ciążenie, które stale wzywa do pojednania i reintegracji z hierarchią pozostającą we wspólnocie z Benedyktem XVI. Innymi słowy, albo podporządkujcie się Benedyktowi, albo usuńcie jego obraz i zostańcie sedewakantystami. Co więcej, fakt, że wymieniają go w kanonie Mszy oznacza, że Benedykt posiada wszystkie kwalifikacje do bycia papieżem z pośród których pierwszą i najważniejszą jest ta, że wyznaje katolicką Wiarę. Należy stąd wnioskować, że nauki Vaticanum II są zgodne z katolicką Wiarą, ponieważ Benedykt głosi je i wyznaje. Jakimże zatem prawem ci trzej biskupi logicznie domagają się prawa sprzeciwiania się Benedyktowi? I znowu, albo podporządkujcie się Benedyktowi albo usuńcie jego imię z kanonu i zostańcie sedewakantystami.

    Końcowy akapit jest ostrzeżeniem dla biskupa Fellaya i jego asystentów, że nie powinni wykonać tego ruchu reintegracji ponieważ doprowadzi to w istocie, do zniszczenia Bractwa Św. Piusa X…………”

  5. maran said

    „…Znowu jednak, ostatnie dwa zdania akapitu pokazują stale obecną w Bractwie teologiczną zarazę: “Ostatecznie, któż nam zagwarantuje, że pozostaniemy tym, czym jesteśmy i uchroni nas przed rzymską Kurią i biskupami? Papież Benedykt XVI?”.
    Kuria Rzymska, biskupi i Benedykt XVI to nie byty, przed którymi musimy się chronić, jeśli są naprawdę hierarchią Kościoła katolickiego.
    Celem i funkcją katolickiej hierarchii JEST przede wszystkim ochrona katolickiej doktryny, dyscypliny i liturgii. Jeśli moderniści dopuszczają się zdrady wobec tej zasadniczej roli władzy, TO NIE mogą posiadać autorytetu władzy do rządzenia..”

  6. maran said

    „……….Takie postępowanie jest niemożliwe do pogodzenia z katolicką nauką dotyczącą hierarchii Kościoła, ponieważ katolicka hierarchia nie może błądzić w powszechnym nauczaniu doktryny i w zalecaniu powszechnych reguł dyscyplinarnych oraz liturgicznych obrzędów.
    Jeśli uznaje się modernistów za katolicką hierarchię, to jest tylko jedna rzecz do zrobienia i jest nią podporządkowanie się tej hierarchii.
    Koncepcja organizacji złożonej z ujadających na herezje cerberów operujących poza Kościołem, a jednak w jakiś sposób pozostających wewnątrz Kościoła jest absurdalna………….”

  7. maran said

    tu jest bardzo ciekawe zdanie, kotre byc moze rozszyfrowuje intencje Watykanu.
    „Jednakże miękkość i niejednoznaczność, z jaką FSSPX zawsze traktował sobór można teraz dostrzec w niezdolności biskupa Fellaya do rozpoznania tego, co ten nieprawy sobór rzeczywiście sobą przedstawia.
    Nie potrafi on także zrozumieć modernistów, którzy faktycznie pragną miejsca dla Tradycji i konserwatystów w swoim systemie dogmatycznego i liturgicznego PLURALIZMU.!!!!!!!!!!!!!”

  8. maran said

    „..Aby sobie wyobrazić zło tych dwóch błędów, przypomnijmy sobie łysą kobietę z filmu Pasja wraz z tym jej obrzydliwym małym dzieckiem. Kobieta to subiektywizm; dziecko – ekumenizm.
    Z ekumenizmu wypływają wszystkie pozostałe błędy Vaticanum II: wolność religijna, nowa eklezjologia (Frankenchurch), kolegialność, cała liturgiczna reforma włączając w to nową Mszę, wszystkie potworne zbrodnie przeciw Pierwszemu Przykazaniu popełnione przez Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI poprzez udział w fałszywym kulcie.
    To właśnie subiektywizm i ekumenizm zniszczyły wiarę u niezliczonych milionów katolików. Możemy do tego dodać zniszczenie życia zakonnego, opustoszenie seminariów i zepsucie moralne duchowieństwa. Albowiem wielu duchownych, utraciwszy przez subiektywizm wiarę, popadło w moralną zgniliznę, nie posiadając w umysłach ani sercach żadnej wiary aby odczuwać wstyd i obrzydzenie do nieczystych uczynków, w których szukają perwersyjnych przyjemności………….”

  9. maran said

    „……..Analiza i zalecenia

    • Trzej biskupi mają rację w ocenie Vaticanum II i Benedykta XVI. Ukazują, że rozumieją, iż błędy Vaticanum II są trucizną dla Kościoła katolickiego i zrujnują go, jeśli nie zostaną skutecznie powstrzymane.

    • Trzej biskupi mają słuszność twierdząc, że reintegracja będzie oznaczać zniszczenie Bractwa Św. Piusa X, być może nie tyle jako organizacji, lecz jako skutecznego środka oporu wobec modernizmu. Mają też rację zauważając, że FSSPX w nadziei osiągnięcia tego pojednania w ostatnich latach wycofało się z krytykowania zarówno soboru jak i Benedykta.

    • Argument trzech biskupów przeciw reintegracji jest fatalnie błędny, ponieważ opiera się na fundamentalnym błędzie uznawania i oporu, albo innymi słowy, że prawowite jest uznawanie Benedykta za papieża z jednej strony i jednoczesne odrzucanie jego powszechnego nauczania, dyscypliny i przepisów liturgicznych. Jak to już wiele razy powtarzałem, ten argument nie da się pogodzić ani z niezawodnością Kościoła katolickiego ani z katolickim rozumieniem papiestwa.

    • Argument biskupa Fellaya, że musimy podążać za papieżem zbija argumenty trzech biskupów. Katolicy muszą być posłuszni papieżowi. Sprzeciwianie się papieżowi w sprawach, które należą do powszechnych doktrynalnych wypowiedzi i powszechnego rządzenia Kościołem oznacza przyjęcie ducha protestantyzmu.

    • Biskup Fellay słusznie zapytuje trzech biskupów czy naprawdę uważają, że Benedykt jest prawowitym papieżem. Ma słuszność, ponieważ ich logika prowadzi bezpośrednio do sedewakantyzmu. „Od czasu Vaticanum II oficjalne władze Kościoła odeszły od katolickiej prawdy” oświadczyli w swym liście trzej biskupi. Jest tylko jeden wniosek mówiący, że funkcjonariusze Novus Ordo nie tylko popadli w publiczną herezję, która dyskwalifikuje ich z piastowania katolickich urzędów, lecz również promulgowali tę herezję, udowadniając tym samym, że nigdy nie byli w posiadaniu nieomylnego autorytetu władzy Chrystusa.

    • Biskup Fellay jest przerażająco nieświadomy natury modernizmu i groźby, jaką stanowi on dla Kościoła katolickiego. Modernistyczny szturm na dogmaty Kościoła katolickiego został uknuty i przygotowany przez wrogów Kościoła przed ponad dwustu laty. Jest to projekt przekształcenia Kościoła katolickiego w bezdogmatyczne chrześcijaństwo, humanizm podlany chrześcijańskim sosem, religijny humanitaryzm. Taki system jest dla Kościoła katolickiego zgubny, ponieważ zaprzecza samej istocie katolicyzmu, jaką jest bycie przedstawicielem Chrystusa, który jest Samoistną Prawdą.

    • Biskup Fellay jest też alarmująco naiwny jeśli chodzi o Ratzingera i „powrót do Tradycji”. Jego wybielanie błędów Vaticanum II, jak również ufność w intencje modernistów odnoszące się do powrotu do katolicyzmu są zupełnie nietrafione. Moderniści to wrogowie Kościoła. Jedyną dla nich nadzieją jest wyraźne odrzucenie Vaticanum II i wszystkich błędów w nim ukrytych, jak również wszystkich reform następnie wprowadzonych. Ratzinger nie ma żadnego zamiaru tego uczynić; zamiast tego, pragnie podeprzeć Vaticanum II i scementować jego błędy właśnie przez uzyskanie pieczęci aprobaty od „Tradycji”, którą w oczach większości jest Bractwo Św. Piusa X. Jakże wspaniałe ciasto urodzinowe na pięćdziesięciolecie Vaticanum II: tradycjonaliści! Po odśpiewaniu Sto lat! i zdmuchnięciu świec, Benedykt i jego koledzy moderniści przystąpią do pokrojenia tradycjonalistów na drobne kawałki i zjedzenia ich. Uzyskując od następców arcybiskupa Lefebvre ten stempel aprobaty, Vaticanum II ostatecznie zatriumfuje. Jedynymi, jacy pozostaną, aby kontynuować opór będą sedewakantyści,,r tynuować y porzeciem coś ____________________________________________________________________________________________________ którzy w oczach Ratzingera są mało ważni.

    • Trzej biskupi powinni ogłosić publiczną deklarację, w której zaatakują Vaticanum II oraz herezje Ratzingera i opowiedzieć się za sedewakantyzmem. Tylko w ten sposób wyplączą się z trwającej czterdzieści lat niekonsekwencji Bractwa Św. Piusa X. Zneutralizują ponadto atuty biskupa Fellay i rozgłoszą na cały świat – bliski zdradzenia przez Bractwo Św. Piusa X – głośny i pewny sygnał oporu wobec modernizmu, najszkodliwszej ze wszystkich herezji, jakie kiedykolwiek atakowały Kościół.

    Już najwyższy czas.

    Wasz oddany w Chrystusie,

    Bp Donald J. Sanborn

    Rektor”
    http://www.ultramontes.pl/sanborn_sprzecznosci_w_fsspx.htm

  10. maran said

    a tu ciekawy artykul a propos Maryji i jej opieki. Duzo ciekawych przykladow.
    http://www.ultramontes.pl/rosarium.htm

  11. Marucha said

    Pani Maran,
    Po raz kolejny uprzejmie proszę o zaprzestanie swych ataków na Bractwo. Będzie na nie czas, gdy dowiemy się ostatecznej decyzji. Na razie znamy tylko PLOTKI i POGŁOSKI.

  12. Tralala said

    Panie Marucha litosci, czy pani Maran nie moglaby miec polecenia nie wpisywania wiecej niz 3 posty na dobe? Umiar jest cnota!!!

    Pani Maran… czy słyszy Pani? Może nie trzy, ale jakąś rozsądną liczbę? – admin

  13. Rysio said

    maranka to erotomanka – gawędziarka.
    Bardzo lubi gadać sama z sobą.

    🙂

  14. Rysio said

    maranka, może byś tak na początek spróbowała wpisywać poniżej 300 postów na dobę?

  15. maran said

    ad 12 a kto pani kaze je czytac?
    Rysio ,ciebie to tu nikt nie przebije.

  16. RomanK said

  17. JO said

    Zla pal Kozakami tatarzyna….taka jest sytuacja, b Wazna nauka, wskazujac a, ze Prawda Zwycieza, bo nie Ma takiego klamstwa co by nie zostala ujawnione.

    Watykan w rozmowach z Bractwem Ujawnil , malo, ze Swiatu, ale samym Sobie , ze Reprezentuja Klamstwo

    Watykan to ludzie…I ONI Sami misza byc w szoku I tu widac dzialanie Boze, Ducha Swietego. Widac rowniez dzialanie szatana, ktory nie spi I namawia …..by isc zla droga.

    Ten moment jest przesileniem, ktore przyniesie katasrofe modernistom, lub zwyciestwo Bractu. Katastrofe modernistom…. Bo poglebienie zla doprowadzi do szerzenie sie Smierci ….. I to tym co zyjacym modernistycznie….Przeciez Katolik Tradycyjny nim pozostanie cokolwiek sie Wydrzy w Watukanie. Skutki porazki rozmow z Watykanem poniesie Ludzkosc

  18. Franek1 said

    Re 16

    Panie Romanie K,

    Serdecznie dziękuję Panu za zwrócenie uwagi na „EURO 2012, MECZ POLSKA-ROSJA, SLUZBY TAJNE, BANDZIORKI, OSZOLOMY I SPRAWA POLSKA”. Ogromnie się ucieszyłem dowiadując się, że mam takiego współrodaka, jak Sławomir Andrzej Zakrzewski (że – oczywiście – nie wspomnę o Panu!).

  19. maran said

    “Już poprzednio widzieliśmy, że encykliki ostatnich papieży są sprzeczne z nauką dawnych papieży. Co więcej, widać jak na dłoni, ze ostatnie encykliki są przesiąknięte ideologią masońską, a głównie naturalizmem. A więc to nie nauka Kościoła przenika do masonerii, lecz ideologia masońska zakaża naukę Kościoła posoborowego, co jest oczywiste w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego, w nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego, a przede wszystkim w ostatnich encyklikach posoborowych papieży. Kościół Katolicki z każdym dniem staje się coraz mniej katolickim, przekształcając się w jakiś Kościół “ekumeniczny”, asymilując ideologię masońską.”
    http://nwonews.pl/artykul,3517,Masoneria-w-kosciele-Fragment-ksiazki-ks-prof-Michala-Poradowskiego

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: