Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Fragmenty „Uchwały Krajowego Prowodu OUN” z 22. VI. 1990 r.

Posted by Marucha w dniu 2012-06-16 (Sobota)

Podobieństwa „Uchwały” z osławionymi Protokołami Mędrców Syjonu narzucają się same – jakby obydwa dokumenty miały korzenie w tej samej ideologii i środowisku – admin.

Zakerzonie (Zakerzonia, ukr. Закерзоння) – nazwa nadana przez część historyków ukraińskich ziemiom leżącym na zachód od tzw. linii Curzona, które według nich znajdują się na dawnym etnicznym i historycznym terytorium ukraińskim.

OUN jako awangarda narodu, wykorzystuje wszystkie partie polityczne oraz komitety cerkiewne Ukraińskiej Cerkwi Katolickiej, której księża sprzyjają OUN.

Zgodnie z wcześniejszymi postanowieniami Krajowego Prowodu, każda ukraińska rodzina w diasporze wpłaca po 1000 dolarów USA na fundusz „Wyzwolenia Ukrainy”. Przegranie przez „Ruch” wyborów na Ukrainie uważać należy jako śmierć ukrainizmu nad Dnieprem.

Sprawy polskie:
1. Na Ukrainie, ze szczególnym uwzględnieniem terenów Ukrainy Zachodnie;
2. W Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem Ukrainy Zakurzońskiej.

1. Popieramy gorąco wysiłki wyzwoleńcze Mołdawian, Gruzinów i Ormian. Solidaryzujemy się z walką o wolność bratniego narodu białoruskiego, pamiętając jednocześnie, że wywodzi się z naszego ukraińskiego gniazda – Kijowskiej Rusi, i do tego gniazda w przyszłości powinien wrócić.

… Z postkomunistyczną Polską należy utrzymywać stosunki przyjazne i na zasadzie wzajemności. Aby nie drażnić Polaków i rządu należy przyznać im na Ukrainie pewne uprawnienia w zakresie wiary, kultury i szkolnictwa, bacząc równocześnie, aby te koncesje nie poszły zbyt daleko. Wykluczyć organizowanie się Polaków pod względem politycznym. Przede wszystkim należy narzucić Polakom nasz punkt widzenia na historię i na stosunki ukraińsko-polskie. Nie dopuścić do głoszenia, że Lwów, Tarnopol, Stanisławów, Krzemieniec i in. kiedykolwiek odgrywały rolę polskich ośrodków kultury. Zawsze były to ośrodki kultury ukraińskiej. Polacy nie odgrywali w nich najmniejszej roli, a to, co o nich głosi się dzisiaj, zaliczyć należy do polskiej szowinistycznej propagandy.

Młodzież polską wciągać do patriotycznych akcji związanych z rocznicami patriotycznymi – w tym związanymi ze sławnymi dziejami UPA. Pozwoli to nie tylko zachować wiarę w polską propagandę państwową. Ale także doprowadzić do rychłej ukrainizacji polskiej młodzieży, zarażonej kłamstwami polskiej propagandy odnośnie UPA.

Koncesje w sprawie szkolnictwa polskiego i kultury uzależnić od podobnych koncesji udzielonych Ukraińcom w Polsce. Głosić, że w Polsce mieszka jeden milion Ukraińców, utrudniać Polakom odbudowe cmentarza Orląt, ale niezbyt nachalnie, aby nie dać im do rąk międzynarodowego atutu propagandowego, że nasze starania o wejście do Europy nie są szczere (chodzi o to, że cmentarz Orląt jest cmentarzem wojskowym, tedy zgodnie z konwencją międzynarodową jest pod ochroną prawa międzynarodowego).

Oddawanie Polakom Kościołów uzależnić od oddawania Ukraińcom w Polsce obiektów cerkiewnych, a przede wszystkim oddanie przez Polaków Ukraińskiej Cerkwi katedry greckokatolickiej w książęcym ogrodzie w Przemyślu. Nie zaszkodzi tego faktu łączyć ze zwróceniem Polakom kościoła św. Elżbiety we Lwowie, a także obiektów kościelnych w Tarnopolu i Stanisławowie. Nie można pod żadnym pozorem dopuścić do reaktywowania polskiej hierarchii, czyli powrotu na nasze ziemie polskich biskupów. To mogło by oznaczać na przyszłość niebezpieczeństwo odrodzenia na Ukrainie (Zachodniej) niepożądanej polskości i polskiego szowinizmu o ambicjach politycznych. Obrządek łaciński na Ukrainie podporządkować hierarchii Ukraińskiej Cerkwi Katolickiej i jej patriarsze z siedzibą na Górze św. Jura we Lwowie.

Sporządzać i systematycznie uzupełniać spisy Polaków mieszkających na Ukrainie Zachodniej. Spisy te oraz adresy służyć będą ścisłej kontroli ich poczynań. Znając historię i zdolności konspiracyjne Polaków nie można wykluczyć, że w przyszłości zechcą konspirować przeciwko samostijnej Ukrainie. Nie można też wykluczyć, że znajdą się w Polsce siły rewizjonistyczne, które zechcą odebrać Ukrainie Lwów. Pomocnymi w tym mogą być właśnie konspirujący Polacy. Dlatego w najbliższej przyszłości, gdy Ukraina pozbędzie się swoich własnych komunistów, ujawniani Polacy powinni złożyć przysięgę lojalności i wierności samostijnej Ukrainie. To samo uczynić winni księża, zakonnicy i zakonnice.

Nie utrudniać Polakom wyjazdów do Polski na pobyt stały, lecz je ułatwiać. Pamiętajmy, że odwiecznym celem Ukraińców i naczelnym OUN była depolonizacja ziem zasiedlonych od kilku pokoleń przez Polaków. Ułatwiając maksymalnie wyjazdy do Polski, należy równocześnie ułatwiać im czasowe kontakty z krewnymi i znajomymi w Polsce. Młodym, którzy odwiedzają krewnych w Polsce lub znajomych, utrudniać wstęp na wyższe uczelnie. W ogóle ograniczyć studia Polakom i nie dopuszczać do powstania silnej warstwy inteligencji.

Przeciwstawiać się wszelkiemu zbliżeniu Polaków do Rosjan zarówno na Ukrainie jak w Polsce, podsycać wrogość Polaków do Rosjan i odwrotnie, pamiętając, że ścisły sojusz rosyjsko-polski jest poważnym zagrożeniem dla Ukrainy i jej całości terytorialnej …

2. Mamy wiele dobrych przykładów z przeszłości wspólnej walki ukraińskiej, prowadzonej przeciwko komunizmowi. Te dobre tradycje należy kultywować, zacieśniać więzy z tymi organizacjami, realistyczne podejście do stosunków ukraińsko-polskich. Wykazać, że we wspólnej walce z komuną Ukraińcy byli strona aktywna i inspirującą. Innymi słowy, aby Polacy uznawali przywódczą rola Ukraińców. Eliminować wszelkie próby zmierzające do potępienia UPA za rzekome znęcanie się jej na Polakach. Wykazywać, że UPA nie tylko nie znęcała się nad Polakami, ale przeciwnie, brała ich w obronę przed hitlerowcami i bolszewikami. Polacy byli też w UPA. Mordy którym zaprzeczyć nie można, były dziełem sowieckiej partyzantki lub luźnych band, z którymi UPA nie miała nic wspólnego, pomniejszanie roli wyzwoleńczej UPA w skali europejskiej jest niedopuszczalne.

Wszelkimi siłami dążyć do tego, żeby w różnych naszych kontaktach z Polakami strona polska przyznawała, że były też przykłady palenia wsi ukraińskich i mordowania Ukraińców przez AK, wykazywać podobieństwo między UPA i AK, podkreślając wyższość pod każdym względem UPA nad AK. Wymuszać na Polakach przyznawanie się do antyukraińskich akcji, potępienia przez nich samych pacyfikacji i rewindykacji przed wojną i haniebnej operacji Wisła po wojnie. Wszystkie te akcje przyniosły wiele cierpień i krwi narodowi ukraińskiemu. Podkreślać to w komunikatach, które koniecznie muszą być publikowane w językach obcych, zwłaszcza w angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i rosyjskim.

Zmierzać do tego, aby miarodajne czynniki polskie na emigracji zrzekły się wszelkich zamiarów i myśli rewindykacji względem Ukrainy, a sprawę Ukrainy Zacurzońskiej (Zasanie, Chełmszczyzna, Podlasie i Łemkowszczyzna) pozostawić otwartą, sugerując, że zostanie ona załatwiona z korzyścią dla obu stron przez narodowe rządy w pełni suwerennych państw samostijnej Ukrainy i postkomunistycznej Polski.

Na takim stanowisku stoi już Konfederacja Polski Niepodległej. Tę organizację i jej ludzi należy wspierać.

W takim też duchu należy urabiać polską opinie publiczną na obczyźnie, za pośrednictwem polskich organizacji i będących w polskich rękach środków informacji. W tym celu należy przenikać do polskich organizacji tam, gdzie jest to możliwe i lansować nasz punkt widzenia cierpliwie ale uparcie, zyskiwać zwolenników wśród Polaków, a tam gdzie to najbardziej celowe, nie żałować środków z Funduszu Wyzwolenia Ukrainy.

Kupować audycje w polskim radiu oraz miejsca w polskich gazetach. Wchodzić do polskich zespołów redakcyjnych. Dyskusje prowadzić w duchu heroizmu UPA i nie kwestionowanej ukraińskości Ukrainy Zacurzońskiej za stolicą w książęcym grodzie Przemyślu.

3. Obecna Polska przeżywa dobę swojego ponownego odrodzenia, której siłą sprawczą jest ruch znany na świecie pod nazwą Solidarności. Ruch ten zdobył sobie międzynarodową sławę jako rozsadnik komunizmu na świecie. Taka opinia o Solidarności krzywdzi nas i nie jest nam potrzebna. Nasza propaganda powinna iść w kierunku wykazania, że Solidarność nie była ta siłą sprawczą, lecz UPA, która zainspirowała siły antykomunistyczne do działania. UPA walczyła z bolszewią ponad dziesięć lat i jej duch żywy nigdy nie wygasł. Duch UPA zapłodnił Solidarność do czynu. Tak powinien rozumować każdy Ukrainiec, bo inaczej znowu naszą chwałę przypiszą sobie Polacy.

Stosunek zdrowych sił ukraińskich do obecnej polskiej rzeczywistości powinien być zróżnicowany i uzależniony od naszych interesów. Polska jest Ukrainie potrzebna jako sojusznik do rozbicia ZSRR. W tym celu należy popierać w Polsce wszystkimi siłami wszystko co ma posmak antyrosyjski. Katyń, wywózki na Sybir, zbrodnie NKWD i UB. Taki stan rzeczy odwraca uwagę Polaków od UPA, którą polscy komuniści przedstawiali narodowi polskiemu nie jako ruch narodowo-wyzwoleńczy, lecz jako bandy.

Podkreślać z całą mocą, że pełne wyzwolenie Polski nie jest możliwe bez samostijnej Ukrainy (vide Michnik). Oznacza to pełne zaufanie Polaków do antymoskiewskiej polityki Ukraińców, pozwoli na ich zupełny bezkrytycyzm i na ich pełne zaangażowanie po naszej stronie. Zaangażowanie to ma pomóc w umocnieniu pozycji Ukrainy i osłabieniu Polski, co pozwoli w przyszłości podporządkować państwo polskie ukraińskim interesom narodowym.

Najpilniejsze zadanie na najbliższą przyszłość: doprowadzić do tego, żeby władze polskie jednostronnie przyznały (złożyły deklarację), że względem samodzielnej Ukrainy nie wysuwają i nie będą wysuwać w przyszłości żadnych roszczeń terytorialnych, a tym samym zrzekają się wszelkich pretensji do ziem utraconych na wschodzie w wyniku sowieckiej inwazji dokonanej na okupowane przez Polskę terytoria ukraińskie 17 września 1939 r. Takie oświadczenie jeżeli będzie, należy silnie rozpropagować w różnych językach obcych. To bardzo ważne dla naszych posunięć przyszłościowych. My ze swej strony przyznamy słuszność takiemu stanowisku oświadczając, że kwestia granic, które wytyczył bez naszego udziału (tj. Polski i Ukrainy) układ jałtański (nie mówić o czyją, krzywdę chodzi) powinna być załatwiona w przyszłości przez rządy suwerennych państw Ukrainy i Polski. Gdy zaś do tego już dojdzie, to my odczytamy owo jednostronne oświadczenie: tak, wy nie macie roszczeń terytorialnych i mieć nie możecie, ale my je mamy. Polacy bowiem zdają sobie sprawę, że okupują część historycznych i etnograficznych ziem Ukraińskich, a nie odwrotnie. Zatem będzie rzeczą sprawiedliwą dla ukraińskiego pojednania zwrócenie Ukraińcom ziem, które są przez nas nazywane Ukrainą Zacurzońską. Wtedy, gdy te dwa fakty zestawić, to świat nam, a nie Polsce, przyzna rację.

Ważnie jest także w obecnej chwili postawienie na porządku dziennym tzw. akcji Wisła. Dążyć aby stanęła ona na forum polskiego parlamentu i żeby sami Polacy ją potępili jako ludobójczą. Inicjatorem tej sprawy nie może być Mokry, lecz ktoś z Polaków. Przeznaczyć na to 15-20 tys. USD. Gdy to już się stanie to wieść o tym z odpowiednim komentarzem w językach obcych powinna obejść cały świat. Zainicjować wiece potępiające polskie zbrodnie popełnione na narodzie ukraińskim przez różne cudzoziemskie organizacje.

Nasz komentarz do tego powinien nawiązywać do ucisku polskiego przed wojną na obszarze polskiej okupacji ziem ukraińskich (Zamojszczyzna, pacyfikacje, likwidacja szkolnictwa i kultury, ucisk narodowy), sławne działania UPA w walce z Niemcami i komuną w Bolszewii i Polsce.

Podnieść, że sami Polacy oddają hołd bohaterskiej UPA, prekursorki Solidarności i potępią komunistyczną akcję Wisła, znęcanie się nad ukraińską ludnością. Wykazywać ukraińskość. Zacurzonii zgodnie z granicą nakreśloną przez OUN-UPA.

W tym celu prowadzić propagandę na rzecz historyczności i etnograficzności ziem ukraińskich okupowanych obecnie przez Polskę, a o które z taką determinacją z komunistyczną władzą polską walczyła UPA – razem z patriotycznymi siłami polskimi WIN. Wynika z tego, że patriotyczne siły polskie uznawały rolę UPA i jej prawo do ziemi Zacurzonii. Mocno podkreślać, że takie jest stanowisko patriotycznych sił Polski obecnie.
Wyciszać wszystko co nas dzieli, w tym także negatywne patrzeniu na UPA. Podkreślać także, iż takie same jest również stanowisko papieża i udowodnić, że gdyby było inaczej, to nie przyznałby Mokremu nagrody im. Jana Pawła II za krzewienie przyjaźni między narodami polskim i ukraińskim. Podnosić przyznanie nagrody Ukraińcowi za artykuły zamieszczane na łamach „Tygodnika Powszechnego” oraz „Znak”, a w propagandzie światowej głosić, że prezentują one najzdrowsze siły narodu polskiego, na które tylko Europa może się orientować. Problematyka rewolucyjnej OUN – awangardy narodu ukraińskiego powinna być tam zawsze obecna. Głosić prawdę bardziej znanych wydarzeń dziejowych (Grunwald, Wiedeń, Warszawa 1929, Monte Cassino), ale nie polaków. Polacy odegrali w nich rolę drugorzędną.

Stanowczo rozprawiać się z antyukraińskimi poglądami na historię działalności UPA – E. Prusa, W. Braniewskiego, J. Sobisiaka, H. Cybulskiego, ks. Kuczyńskiego, J. Jastrzębskiego, W. Romanowskiego, J. Popiela, M. Fijałki, ks. Sztelnickiego, J. Giertycha, Z. Alberta, A. Oliwy, W. Klabińskiego, J. Węgierskiego, S. Myślińskiego, M. Juchniewicza, W. Szoty, J. Turowskiego, Siemaszki i J. Sereta. Najlepiej robić to piórem samych Polaków, wśród których znajda się osoby sprzedajne (obiecać wysokie honoraria i stypendia zagraniczne). Wskazane jest opanowanie niektórych polskich pism, w tym „Semper Fidelis”, „Tak”, „Nie” i in.. Wejść do władz Archiwum Wschodniego, infiltrować Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (GKBZHwP), przeszkadzać w zbieraniu obciążających Ukraińców materiałów z wydarzeń drugiej wojny światowej, nie dopuszczać do publikowania materiałów obciążających ukraiński nacjonalizm rewolucyjny OUN. Zestawić ściśle poufne listy osób (nazwiska i adresy) nieprzychylnych ruchowi rewolucyjnemu. Zestawić także listę Polaków, którzy są przychylni rewolucyjnej OUN. Listy jako dokumenty ważnej wagi państwowej dostarczyć Prowodowi Krajowemu.

Dążyć wszelkimi środkami i sposobami do odbudowania ukraińskiego charakteru Zacurzonii, podkreślając, że samostijna Ukraina nigdy z tych ziem nie zrezygnuje i w odpowiednim momencie o nie się upomni. Jeżeli Polacy będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej.

Doprowadzić do zwrotu przez Kościół Polski ukraińskiej katedry w książęcym grodzie w Przemyślu. Tu powinno znaleźć się biskupstwo Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi oraz powinny osiedlić się ukraińskie zakony.

Poprzeć politycznie, moralnie i finansowo fundację im. Św. Włodzimierza Chrzciciela, założoną w Krakowie przez Mokrego. Roli Mokrego nie eksponować, aby nie utrudniać mu działalności parlamentarnej. Nas interesuje punkt programu fundacji, który mówi o gromadzeniu dowodów o zbrodniach Polaków, popełnionych na Ukraińcach w okresie ostatniej wojny i w pierwszych latach powojennych (akcja Wisła). W naszej propagandzie wykazywać, że podstawę fundacji stanowi dar Watykanu, przekazany przez Ojca św. na działalność duszpasterską grecko-katolicką. Jeżeli będą sprzeciwy ze strony pewnych środowisk ukraińskich czy polskich, to wówczas głosić na cały świat, że Polacy to pseudokatolicy i działają wbrew życzeniom papieża. Posługując się imieniem Ojca św., doprowadzić stopniowo do przekształcenia Fundacji w Instytut Ukraiński, a z czasem do powołania na bazie tego instytutu Uniwersytetu Ukraińskiego w Krakowie.

Przed wojną Polacy nie zezwolili na otwarcie Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie, my zaś przełamiemy wszystkie opory i powołamy Uniwersytet Ukraiński w starożytnej stolicy Polski.
Nigdy nie zależało nam na sile Polski i teraz nie zależy, wręcz przeciwnie, na jej osłabieniu wewnętrznym i międzynarodowym. Zależy nam na tym, żeby w Polsce istniała słaba służba wewnętrzna (i kierowana przez ludzi nam życzliwych) i słaba, nieliczna armia.

Zależy nam także na rozbiciu narodu polskiego i osłabieniu Solidarności. Należy zatem podsycać w łonie narodu polskiego separatyzmy regionalne: Górnoślązaków, Kaszubów, Górali. Robić to należy w sposób, jak to czynili Polacy żebraczej Polski przedwojennej z Ukraińcami, Poleszukami, Hucułami i Łemkami.

Podsycać aktywność narodową Ukraińców, Białorusinów, Żydów, Czechów, Słowaków, a przede wszystkim Niemców. Próby hamowania ich dynamizmu określać jako ucisk, brak demokracji i polską nieszczerość w głoszeniu haseł równości i wolności. Nie dopuszczać do zbliżenia polsko-niemieckiego. Podkreślać aktualność hasła „Jak świat światem, Niemiec nie będzie Polakowi bratem”.

To wszystko ma służyć, a w przyszłości doprowadzić nawet do zupełnej dekompozycji państwa polskiego – co leży w interesie polityki Ukrainy, w której siłą awangardową jest i będzie OUN.

Obecna Polska nie powinna być zbyt silna, ale też nie może być zbyt słaba. Wobec zupełnego rozprężenia sieci polskiego kontrwywiadu, z którego solidarnościowy rząd wypędził wszystkich fachowców pochodzących z nomenklatury, odbudować tajną sieć OUN i zacząć kontrolować wszystkie dziedziny życia Rzeczpospolitej.

Nadesłał p. PiotrX.

Komentarzy 12 to “Fragmenty „Uchwały Krajowego Prowodu OUN” z 22. VI. 1990 r.”

  1. O czym i z kim tu mówić skoro nawet i Ruś Kijowska wywodzi się z Ukrainy. Tarnopol, Kamieniec Podolski i inne nazwy niezbicie wskazują na ukraińskie pochodzenie…..

  2. Wandaluzja said

    Oni nawet nie widzą, co to było. To była granica między Łacińskim arcybiskupstwem gnieźnieńskim a Slowiańskim arcybiskupstwem halickim, które nie płaciło dziesięciny Rzymowi. Z Polski wyjeżdzało CO TYDZIEŃ do Rzymu kilka wozów złota i srebra, tak że trybut, który płacił Mieszko I Cesarzowi Do Rzeki Warty był pestką. Było to gorsze od Haraczy Tureckich, dlatego Rumuni woleli Turków od papistów.
    Przemyśl przyłączyli do Halicza Turcy Seldzucy w r. 1085 a Jarosław Tatarzy w r. 1260. UKRAINA zaś to twór Bohdana Chmielnickiego, który został Hetmanem Kozackim dla OBLĘŻENIA KONSTANTYNOPOLA. Anglicy zaproponwali za odstąpienie od tego planu przyznanie Polsce wszystkich ziem między Dniestrem a Donem, ale król czekając na Zgodę Chmielnickigo umarł nagle.
    Ponieważ policja politycza ZATAIŁA strategiczne zapsy saletry pod zamkiem sandomierskim to Chmilenicki musiał suię czołgać do Tronu Padyszachowego. Hrabia Kurowski szydził: SPALI NA IMPERIALIŹMIE, KTÓRY ODDALI BEZ WYSTRZAŁU SZWEDOM – więc Władysław VII Cromwellem nie został.

  3. Obserwator said

    Panie Walerianie Dabrowski, a może Polska to tylko Krakowskie Przedmieście włącznie z Jurtą Komorowskich?

  4. Piotrx said

    Parę uwag nt. pojęcia terminu Ukraina

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/ukraina.html

    Wiele interesujących informacji na temat pierwotnego znaczenia terminu ukraina można znaleźć w pracy prof. Henryka Paszkiewicza pt. „Początki Rusi”. Jak pisze prof. Paszkiewicz, często niektórzy historycy, opisując wydarzenia dotyczące okresu IX-XIV wieku nieustannie używają terminu „Ukraina” dla oznaczenia rozległego terytorium południowo-wschodniej Europy, a ludność tego kraju nazywają narodem ukraińskim.

    Co więcej badacze ci twierdzą, że Ukraina jako nazwa kraju ma za sobą starą tradycję, gdyż pojawia ona przykładowo w źródłach z XII wieku. Tymczasem rzuca się w oczy fakt, iż wśród tysięcy zapisek kronikarskich omawianej epoki, pochodzących od „Ukraińców”, słowo ukraina pojawia się zaledwie kilka razy. Do tego wszystkiego w tych kilku przypadkach nie znajduje potwierdzenia teza o istnieniu „Ukrainy” jako imienia pewnego, ściśle określonego terytorium. Jakie więc informacje na ten temat można znaleźć w ówczesnych źródłach ?

    Gdy w 1187 r. zmarł książę południowego Perejasławia, Włodzimierz, syn Gleba, wówczas to ” po nim też ukraina wielce bolała.” W 1189 r. mieszkańcy Halicza powołali na tron przebywającego w Smoleńsku księcia. Ten zgodził się i „przyjechał ku ukrainie halickiej”. W 1213 r. książę Daniło odebrał Polakom szereg położonych w rejonie rzeki Bug grodów „i całą ukrainę”.

    Wspomniani historycy na podstawie powyższych wzmianek kronikarskich przyjmują, że Ukraina w XII-XIII wieku obejmowała ziemie od Perejasławia na wschodzie po rejony Dniestru (ziemia halicka) i Bugu na zachodzie. Jednak tak rozumujący badacze nie uwzględniają innych wzmianek kronikarskich.

    W 1271 r. rycerze Zakonu inflanckiego zagarnęli „z ukrainy kilka pskowskich wsi”. W 1280 r. książę Lew chciał przyłączyć część polskiego terytorium „grody ukrainy”. W 1348 r. Andrzej, syn wielkiego księcia Litwy Olgierda, książę połocki, wyruszywszy z wojskami „ze swojej ukrainy”, złupił szereg wsi pskowskich. Słowo ukraina występuje też szereg razy pod koniec XV i w XVI w. przy omawianiu ziem należących do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego.

    Gdyby „Ukraina” była pojęciem geograficznym, obejmowałaby nie tylko ziemie od Perejasławia do Dniestru i Bugu, ale również i Połock, i Psków, i Polskę, i państwo moskiewskie. Tego rodzaju interpretacja słowa ukraina jest więc, oczywiście, błędna. Że słowo to nie zawierało również treści etnicznej, wskazuje fakt, że Kronika halicko-wołyńska pod rokiem 1286 mówi o „ukraińskich Polakach” (lachowie ukrainianie), co by dowodziło, że Polacy uchodzili za Ukraińców. A to jest znowu nonsens. W istocie termin „lachowie ukrainianie” oznaczał bowiem Polaków zamieszkałych na pograniczu swego państwa, zaś samo słowo „ukrainianin” oznaczało mieszkańca pogranicznych miejscowości. Jest to najstarszy tekst w którym występuje słowo „ukraiński” w odniesieniu do ludności danego terenu i jak widać dotyczy on Polaków, nie zaś członków narodu ukraińskiego.

    Analizując teksty źródłowe, w których występuje interesujący nas wyraz, a zwłaszcza tereny, z którymi był on wiązany, widać więc, że w języku słowiańskim ukraina oznaczała ziemię pograniczną, kresową, poszczególnych państw. Stąd i Kijów, i Polska, i Halicz, i Psków, i Połock, i Moskwa, i inne księstwa miały swoją ukrainę, czyli że był to rzeczownik pospolity, nie zaś własny.

    W tym kontekście ukraina to jak podaje Zygmunt Gloger: „każda ziemia na kraju czyli na krańcu, u granicy, u kraju państwa położona.” Hipoteza o istnieniu „Ukrainy” jako nazwy jednego, ściśle określonego terytorium i o narodzie ukraińskim, na tej ziemi zamieszkałym, automatycznie upada. W zgodzie z powyższym pozostaje fakt, że słowo ukraina, jeśli chodzi o część południową wschodniej Europy, po XIII wieku na długo znika ze źródeł. Imieniem własnym staje się dopiero na przełomie XVI—XVII stulecia; oznaczać będzie województwa kijowskie, bracławskie, czernihowskie, które to ziemie w XVII wieku stanowiły kresy państwa polsko-litewskiego. Ale i wtedy, i później, Podole, Wołyń, ziemia halicko-lwowska, a tym bardziej ziemia przemyska imieniem Ukrainy nie były objęte. Jak stwierdza Zygmunt Gloger:

    Nazwa u k r a i n y , stosowana do ziem Kijowskich od czasu ostatecznego ich wcielenia (roku 1471) do Litwy, nie miała nigdy charakteru oficjalnego i oznaczała jedynie tyle, co „ugranicze”, południowy kraniec, kraj Wielkiego księstwa Litewskiego od strony „ordyńców”. Urzędownie po raz pierwszy została ona użytą w 20 lat po wcieleniu Kijowszczyzny do Korony w tytule głośnej ustawy z r. 1589 „Porządek z strony Niżowców i Ukrainy”, chociaż i tu jak tylko imię pospolite, a nie nazwa polityczna, urzędowa prowincji. Wereszczyński, biskup kijowski, za Zygmunta III pierwszy chyba (w znanej swej przestrodze Rzeczypospolitej) używa nazwy „Ukraina” w nieco ściślejszym znaczeniu. A.Jabłonowski powiada, że od owych czasów pod nazwą Ukrainy, w rozległem tej nazwy znaczeniu, poczęto w głębi Korony i Litwy rozumieć szeroki, prawie bezbrzeżny obszar ziem, roztaczający się za Słuczą i Murachwą, to jest granicami przyrodzonymi Wołynia i Podola na dorzeczu Dniepru i Bohu aż do szlaku „murawskiego” i „pól oczakowskich”, a który aktem unii 1569 r. przyłączono do Korony. Obszar nie tylko stepowy, ale obejmujący i Polesie naddnieprowe, urzędownie rozpadający się na dwa województwa: Kijowskie i Bracławskie.

    Z kolei Stender-Petersen pisze:

    … pod rządami tzw. hetmanów kraj położony po obu brzegach rzeki Dniepr, później tylko ten po jej wschodniej stronie, był nazywany „Krajem Hetmańskim” (Hetmanszczyna) . Nazwa „Kraj Kozaków” (Kozaczyna) narodziła się w okresie rozkwitu Kozaków. Wszystkie nazwy tego rodzaju były mniej lub bardziej sztuczne i zawsze prowizoryczne. Nazwa „Ukraina” triumfowała stopniowo nad wszystkimi rywalkami. Imię to także było sztuczne.

    Jak zauważa ten sam autor charakterystyczne jest, że przez długi czas , gdy kraj sam był bez nazwy, Wielkorusowie nazywali Małorusów według ich cechy charakterystycznej: kitki włosów opadającej z gładko wygolonej czaszki „chochoł” (liczba mnoga „chochły”) . Małorusowie zaś nazywali swoich sąsiadow Wielkorusów „kacapy” (capy) z powodu ich długich bród, albo „moskali” (Moskale).

    Warto podkreślić, że obie nazwy „Mała Ruś” (Małoruś) i Wielka Ruś (Wielikoruś) były także tworami sztucznymi, obcymi ludności, która zamieszkiwała te tereny i powstały one w Konstantynopolu w związku z podziałem w owym czasie dawnej, jednej metropolii ruskiej (kijowskiej).

    Jak widać nawet wtedy gdy termin „Ukraina” staje się imieniem własnym, posiada on jedynie znaczenie geograficzne, a nie polityczno-państwowe, nie można bowiem nazywać koszów kozackich państwem ukraińskim. Do jakich błędnych rezultatów prowadzi fałszywe użycie terminu ukraina, wskazuje choćby tytuł wielotomowego dzieła M. Hruszewśkiego — Historia Ukrainy-Rusi. Oba pojęcia: Ukraina i Ruś (patrz: „Znaczenie terminu „Ruś”) , nie pokrywały się ze sobą ani w czasie, ani w przestrzeni, nie mogą więc być traktowane równorzędnie.

    Uczony powyższy omawia obszernie dzieje południowo-wschodniej Europy w czasach, kiedy słowo ukraina oznaczało terytorium pograniczne. Nie oznacza to, że dzisiejszym Ukraińcom odmawia się prawa do jakiejkolwiek części politycznego czy kulturalnego dziedzictwa Rusi. Oznacza jedynie to, że należy posługiwac się terminami współczesnymi danej epoce i nie przenosić dzisiejszych pojęć na czasy, kiedy te pojęcia nie istniały, lub kiedy zawierały treść odmienną od dzisiejszej.

    Reasumując można stwierdzić, iż w okresie IX-XIV w. nie istniała Ukraina jako imię własne (imieniem własnym staje się dopiero na przełomie XVI-XVII stulecia), pojęcie geograficzne, i nie istniał naród ukraiński. Naród ten powstał w czasach wykraczających daleko poza ramy chronologiczne tego okresu.

    Ponadto faktem jest, że ludność obrządku wschodniego zamieszkała na omawianych terenach nigdy, przez cały ciąg dziejów (aż do końca XIX w.) nie nazywała się, ani nie była określana mianem ukraińskiej. Źródła uważają ją stale za Ruś, albo określają nazwami grodów (Haliczanie, Włodzimiercy itp.). Tak więc używanie terminów Ukrainiec czy ukraiński w odniesieniu do omawianego wyżej okresu dziejów jest zabiegiem ahistorycznym i dużym nadużyciem.

    Najprawdopodobniej po raz pierwszy z programem odrębności ukraińskiej wystąpił w 1795 r. Jan Potocki, polski hrabia i polityk. Z kolei jego rodzony brat Seweryn Potocki pracował długie lata nad wcieleniem w życie tej koncepcji. Jak się przypuszcza działali oni na tym polu z inspiracji masonerii, gdyż obaj bracia byli wolnomularzami. Natomiast określenie „naród ukraiński” zostało wprowadzone do historiografii dopiero na przełomie XIX i XX wieku, po raz pierwszy bodaj przez ukraińskiego historyka, wolnomularza i polityka Mychajłę Hruszewskiego. Do tego czasu ludność wyznania grekokatolickiego nazywała siebie i była nazywana Rusinami.

    Hruszewski w swojej „Historii Ukrainy-Rusi” wyrażał między innymi pogląd, że „Ukraina” była wyraźnie zarysowaną jednostką historyczną, narodową i geograficzną, która wykazywała ciągłość rozwoju od czasów Wielkiego Księstwa Kijowskiego. Jednak jak pokazują wcześniejsze rozważania dotyczące znaczenia terminów „Ruś” i „Ukraina” , jest to pogląd mylny. Wprawdzie proces formowania się narodu ukraińskiego był długotrwały i skomplikowany, opierając się w pewnym stopniu na skłonnościach samorodnych, to jak się wydaje jednym z głównych motorów przekształcania Rusinów na Ukraińców była administracja austriacka, która stosowała w Galicji zasadę „dziel i rządź” oraz masoneria.

    Ruch ukrainofilski zapoczątkowany został w połowie XIX w. i był celowo popierany przez rządy austriackie, które w ten sposób starały się osłabić polski ruch niepodległościowy, przy równoczesnym zwalczaniu sympatii moskalofilskich wśród ludności staroruskiej obrządku greckokatolickiego. W ten sposób doprowadzono do rozbicia społeczeństwa ruskiego na dwa obozy: ukrainofilski i moskalofilski. Moskalofile-Wielkorusi negowali istnienie odrębnego narodu ukraińskiego, Małorusini – stali na gruncie ukraińskiego separatyzmu narodowego. Co ciekawe początkowo ruch „narodnicki”, rozbudzony przez hr. F. Stadiona w połowie XIX w., nazywał swoich przedstawicieli Rusinami, a ich pierwsza organizacja nosiła nazwę Głównej Rady Ruskiej. Zachęcano przy tym ich , aby zwrócili się do cesarza o ochronę przed „uciskiem polskim”, jak również obiecywano im podzielenie Galicji i mianowanie dla Galicji Wschodniej namiestnika Ukraińca. Doszło nawet do tego, że cesarz austriacki Karol I w porozumieniu z niektórymi ukraińsko-galicyjskimi politykami i pod ich wpływem wydał reskrypt nakazujący wszystkim bez wyjątku grekokatolikom zamieszkałym na terenie monarchii austriackiej używać na określenie swojej narodowości, terminu „Ukrainiec”.

    Termin ten był sztuczny i przekreślał dotychczasową wielowiekową, historyczną nazwę ludu ruskiego. Ponadto wspomniany reskrypt kwalifikował automatycznie wszystkich grekokatolików jako Ukraińców, choć pod względem narodowościowym wielu z nich nadal uznawało się za Rusinów . Ponadto pewna, choć niewielka, ich część uznawała się za Polaków. Świadczyć o tym może opublikowany w 1904 roku list pasterski metropolity lwowskiego obrządku grekokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego skierowany do „Polaków obrządku grekokatolickiego.” . Metropolita ten zaznaczał iż choć sam jest biskupem-Rusinem, to jest także ich arcypasterzem, którego nie można podejrzewać o brak „życzliwości i miłości dla polskiego narodu”. Ponadto podkreślał, że szanuje ich polskie przekonania i nie ma najmniejszego zamiaru narzucać Polakom-grekokatolikom „patriotyzmu ruskiego”. W liście tym czytamy między innymi:

    Między wiernymi, duchownej mej władzy podlegającymi, mając i Was, którzy choć z ruskich rodzin pochodzicie w domu jednak tylko po polsku mówicie i poczuwacie się do polskiej narodowości, od dawna pragnąłem odezwać się do Was osobnym pasterskim listem, napisanym w języku polskim, by tym sposobem dać wam dowód pieczołowitości i dbałości o wasze zbawienie. (…) W waszych przekonaniach patriotycznych mogę Was tylko utwierdzić, o ile patriotyzm jest chrześcijańską miłością Ojczyzny i z miłości Boga i bliźniego pochodzi. Chrześcijanin bowiem obowiązanym jest miłować ojczyznę i dbać o dobro swego narodu

    Niestety z upływem czasu następowała powolna metamorfoza Cerkwi grekokatolickiej, która stawała się w coraz większym stopniu ukraińskim kościołem narodowym. Stało się tak między innymi dlatego, iż niektóre środowiska nacjonalistyczne zaczęły nadużywać obrządek wschodni dla celów polityki ukraińskiej. 21 lutego 1918 roku, gdy traktat brzeski nazwany wówczas przez Polaków „czwartym rozbiorem Polski”, przyznawał Ukraińskiej Republice Ludowej pokaźne połacie rdzennie etnicznych polskich ziem, został opublikowany wspólny list pasterski biskupów unickich na czele z metropolitą A.Szeptyckim. Wówczas to padły twarde słowa na głowy Polaków-grekokatolików, gdyż biskupi ci orzekli, że jeżeli ktoś jest grekokatolikiem, to automatycznie musi być Ukraińcem, a już bezwzględnie musi nim być duchowny unicki. W liście tym napisano między innymi:

    Musimy żądać od całego duchowieństwa jednej pracy i jednego ducha … Duchowni, którzy by mieli inne przekonania narodowe, aniżeli nasz naród, w sumieniu swym obowiązani są przystosować się w całej zewnętrznej robocie do całego ogółu, swoich osobistych przekonań muszą w pracy zaniechać… My takiej pracy żądaliśmy od każdego… któremu powierzylibyśmy duszpasterstwo nad narodem ukraińskim, my nie moglibyśmy pozwolić na jakąkolwiek agitację polityczną czy też narodową – sprzeczną z poczuciem narodowym ukraińskiego narodu… Zgodnie z przekazaniem Apostoła: Bóg wszystkich dla wszystkich – cudzoziemiec pracujący jako duszpasterz wśród ukraińskiego narodu i dla niego – musi wyrzec się osobistego patriotyzmu, wziąć krzyż Jezusa Chrystusa i z miłości dla Niego i w imię swego posłannictwa stać się wszystkim dla swojej gromady – Ukraińcem dla Ukraińców, dla ich zbawienia.

    List ten stał się także załącznikiem do formularza deklaracji, którą duchowny grekokatolicki zobowiązany został do podpisania pod kanonicznym posłuchem. Tak więc wprowadzono nakaz by każdy Polak-grekokatolik, chcący zachować swój dotychczasowy obrządek, stał się Ukraińcem. Jak napisał Tadeusz Jagmin, list ten był:

    Płomienną odezwą patriotyczną episkopatu do duchowieństwa i narodu ukraińskiego z okazji traktatu brzeskiego… Określone w niej zostało zadanie kościoła grekokatolickiego, jako narodowego kościoła ukraińskiego, a równocześnie wypowiedziana została bezwzględna walka… innym narodowościom w łonie kościoła (…) Ta niesłychana w swej treści i formie deklaracja tchnąca duchem wschodniego niewolnictwa, stała się odtąd podwaliną wychowania i dyscypliny kleru greckokatolickiego. Zamknięty został dostęp do seminariów greckokatolickich dla młodzieży polskiej i ruskiej. Zaczęła się prawdziwa martyrologia duchowieństwa polskiego i ruskiego […] W jaki bowiem sposób duchowny greckokatolicki mógł zabronić wyznawać swoje poglądy narodowe najbliższemu otoczeniu i domownikom? Równocześnie z Cerkwi greckokatolickiej zniknęły kazania, a ze szkół nauka religii w języku polskim […] W niepodległym Państwie Polskim już nie ma kazań i religii greckokatolickiej w języku polskim dla polskiej ludności, a Polak nie ma wstępu do seminarium greckokatolickiego bez wyrzeczenia się swej narodowości. Obrządek greckokatolicki już przestał nazywać się katolickim, a Polak grekokatolik wyznanie swoje musi nazywać rusińskim.

    W ten to między innymi sposób Cerkiew grekokatolicka włączyła się w pewnym stopniu do polityki depolonizacyjnej Kresów Wschodnich. Warto jednak podkreślić, że mimo to nie wszyscy duchowni uniccy popierali ten nurt. Jak pisał w 1924 r. ks. Szczepan Szydelski , wśród kapłanów unickich Małopolski Wschodniej jest wielu „ludzi zacnych , pobożnych i szlachetnych, z którymi też kler polski przyjazne stosunki utrzymuje i będzie utrzymywał”. Z kolei unicki biskup stanisławowski Grzegorz Chomyszyn przestrzegał, w wydanej w 1933 r. książce „Problem ukraiński” , przed zgubnymi wpływami ideologii nacjonalizmu ukraińskiego na niektóre warstwy swojego narodu. Warto dodać, że książka ta została napisana z pozycji Ukraińca (ani razu nie pada w niej słowo Rusin) i zawiera wiele interesujących przemyśleń i rozważań na ten temat. Jak pisze Zbigniew Małyszczycki:

    (…)Autor wychodzi z założenia, że miłość swego narodu to nakaz Boży, a – jak każda cnota – wymaga ofiar i trudu, wymaga cierpienia, cierpliwości, wytrwałości i samozaparcia się. Takiemu pojmowaniu miłości narodu przeciwstawia się nacjonalizm – „wymysł czasów ostatnich” – który uważa naród za najwyższego suwerena, detronizując absolutny autorytet Boga, przeczy nadprzyrodzonym zasadom wiary objawionej, stawiając na ich miejsce swoje, przez ludzi wymyślone, mylne hasła, wprowadzając gorączkę szowinizmu i nienawiści w stosunku do tych wszystkich, którzy nie podporządkowują się temu nacjonalizmowi. Na wielu stronach Biskup określa nacjonalizm jako wadliwy, obłędny, wykorzystujący duchowieństwo do swych celów (wsparcie materialne, agitacja), ateistyczny, wprowadzający pogańską etykę nienawiści, wykazujący objawy satanistyczne. Określa nacjonalistów jako gorszycieli dusz. Te i wszystkie inne określenia uzasadnia rzeczowo i uwiarygadnia niezbitymi argumentami. (…) Prorocze zdanie wypowiada Biskup „Jak dowodzi doświadczenie i rozwój naszego nacjonalizmu, nie lewi ustąpią pod naszym (Kościoła) naciskiem, lecz oni to kopną duchowieństwo, gdy wzrosną w siłę pod dotychczasową egidą naszego duchowieństwa” (…)

    Z drugiej strony zdarzało się, że czasem niektórzy księża grekokatoliccy o ukraińskich przekonaniach narodowych niechętnie odnosili się do Polaków grekokatolików. Bywało, że celowo przekręcali im nazwiska w metrykach, wpisując jednocześnie narodowość ukraińską, a pamiętać należy, że w Austrii księża byli jednocześnie urzędnikami stanu cywilnego. Oprócz tego około 30% małżeństw chrześcijańskich było zawieranych między wyznawcami obrządku łacińskiego i grekokatolickiego, co dodatkowo komplikowało stosunki narodowościowe w Galicji. Według spisu powszechnego z 1931 roku Polacy-grekokatolicy stanowili około 13% wiernych Cerkwi unickiej na obszarze województw lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego. Reprezentowali oni masę 480 000 ludzi tj. 6,9 % ogółu mieszkańców Małopolski Wschodniej (Galicji pod zaborem austriackim). Należy w tym miejscu zauważyć, iż na Kresach Rzeczypospolitej występowali nie tylko Polacy-grekokatolicy, lecz również Polacy prawosławni jak i Rusini „łacinnicy”. Proces przechodzenia części inteligencji ruskiej z obrządku grekokatolickiego na łaciński był zdaniem niektórych autorów spowodowany między innymi rozwojem narodowego ruchu ukraińskiego oraz jego coraz większej agresywności w stosunku do Polaków. Warto również wspomnieć o tym, że to również zręczna austriacka propaganda namawiała Polaków-grekokatolików do występowania z cerkwi unickiej i przechodzenia na obrządek łaciński. W wyniku tego wiele tysięcy osób przeniosło się do kościoła łacińskiego, co nasiliło się szczególnie po roku 1908, gdy Ukrainiec Siczyński (syn grekokatolickiego księdza) zamordował hrabiego Andrzeja Potockiego, a później siłą rozpędu powtórzyło się po wydarzeniach 1918-1919 r.

    Owe występowania z cerkwi unickiej, mające cechę protestu przeciwko panującym w niej stosunkom, były uważane za manifestację polskiego patriotyzmu. Wbrew pozorom było to jednak na rękę rządowi austriackiemu pragnącego uczynić cerkiew grekokatolicką ukraińskim kościołem narodowym, do czego z biegiem czasu rzeczywiście doprowadzono. Jak pisze Florentyna Rzemieniuk:

    W okresie trwania zaboru austriackiego w Galicji duchowni uniccy mieli o wiele lepsze warunki do pracy niż kapłani łacińscy, Austria bowiem jednoznacznie popierała ludność ruską, pragnąć silniej złączyć ją ze sobą, Polakom zaś odbierała stopniowo wpływy i siły. Warto przy tym wspomnieć, że parafie i cerkwie greckokatolickie istniały w wioskach, w których ludność polska stanowiła niekiedy prawie połowę mieszkańców. Ludności polskiej władze austriackie nie dawały zgody na tworzenie nowych parafii czy budowę świątyń łacińskich, grekokatolicy otrzymywali ja bez trudu, co narażało ludność polską na niebezpieczeństwo rusyfikacji. Lud polski po wsiach, nie mając na miejscu własnego kościoła, udawał się np. w sprawie chrztów własnych dzieci do cerkwi unickich, które były blisko. Duchowni ruscy zaś wciągali nowo ochrzczone dzieci do ewidencji ruskich parafii obrządku greckokatolickiego. Nie odsyłali metryk ochrzczonych polskich dzieci do właściwych parafii łacińskich. W ten sposób od chwili zawarcia Konkordii do 1909 r. w 800 wsiach łacińskich w diecezji przemyskiej i lwowskiej ubytek łacinników na korzyść unitów wyniósł 45 360 osób.

    Ze statystyki pochodzącej z 1931 roku wynika, że liczba Polaków wyznających prawosławie i grekokatolicyzm na obszarze zasięgu języka rusko-ukraińskiego wynosiła 680 000 osób, w czym około 480 000 Polaków grekokatolików i około 200 000 Polaków prawosławnych. Warto dodać, że proces przechodzenia wiernych z jednego obrządku do drugiego istniał już w czasach wcześniejszych. Jak wiadomo kultura polska, dzięki swej atrakcyjności, przyczyniła się w czasach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej do polonizacji niektórych Rusinów, zwłaszcza bojarów ruskich. Natomiast zdecydowanie mniej znany jest fakt występowania procesu rutenizacji (ruszczenia) części polskiej drobnej szlachty i chłopów. Jako jeden z przykładów można podać drobną szlachtę mazowiecką osiadłą niegdyś w dobrach magnackich na kresach wschodnich, która z biegiem czasu przyjęła obrządek grekokatolicki, uległa zruszczeniu i schłopiała. Ponadto, nawet w czasach II Rzeczypospolitej, nie wszyscy Rusini chcieli uważać się za Ukraińców. Niektórzy nadal określali swoją narodowość jako „ruską” bądź „rusińską” , a inni nawet z pewną antypatią odnosili się do „obozu ukraińskiego” . Przykładem takiej postawy może być, reprezentujący obóz staroruski, poseł BBWR Mychaił Baczyńskij, który w swoim przemówieniu wygłoszonym w Warszawie w dniu 21 stycznia 1931 r. na posiedzeniu sejmowej Komisji Administracyjnej powiedział między innymi:

    Wysoka Komisjo! Jeżeli w przemówieniu swojem używać będę terminu „ruski”, to termin ten proszę rozumieć nie w znaczeniu „rosyjski”, lecz tylko „rusiński”. Termin więc „ruski” będę zastosowywać przy określeniu nacjonalnem narodu zamieszkującego terytorjum byłej Galicji, dzisiejszej zaś Małopolski Wschodniej, a więc terminem tym określam nie „Rosjan”, lecz grekokatolików „Rusinów”. Tak samo, gdy będę używać terminu „ukraiński”, „Ukrainiec” to jedynie dla określenia tej części narodu ruskiego, zamieszkującej Wschodnią Małopolskę, która przyjęła tę nazwę dla swego nacjonalnego określenia. Gdy będę mówił podczas mego przemówienia o Ukraińcach — to należy przez to rozumieć wszystkich członków trzech galicyjsko – ukraińskich partyj oraz członków UOW. Jako przedstawiciel lojalnego odłamu ruskiego narodu, zamieszkującego południowo – wschodnie ziemie Rzeczypospolitej Polskiej, pozwalam sobie także zabrać głos w tak ważnej sprawie, jaką jest kwestja ruska oraz w związku z nią, wniesiona interpelacja ze strony panów przedstawicieli obozu ukraińskiego. Przedewszystkiem protestuję w tem miejscu i to jak najkategoryczniej przeciwko twierdzeniu, zawartemu w poprzedniej interpelacji, pp. posłów ukraińskich, jakoby połacie krajów zamieszkałych przez ludność ruską silą oręża do Państwa polskiego przyłączone zostały. Z takiego bowiem twierdzenia wynikałoby, że połacie te zostały przyłączone po Państwa Polskiego wbrew woli narodu ruskiego. Tymczasem naród ruski w r. 1918 o swoje zdanie w tym kierunku przez nikogo wcale pytany nie był. Faktem historycznym jest, że walki z r. 1918 ludowi ruskiemu narzucone zostały gwałtem. Walkami temi kierowała zatem nie wola ludu ruskiego, lecz wola jednostek, wola niektórych polityków galicyjsko – ukraińskich, pozostających na usługach Austrji. Walki te wywołała galicyjsko-ukraińska inteligencja, przebywająca wówczas w Wiedniu, w szczególności zaś część ówczesnej ukraińskiej reprezentacji parlamentarnej w porozumieniu z rządem austrjackim i za zgodą tegoż.

    Inny przykład dotyczy roku 1942 w okresie ewakuacji armii polskiej ze Związku Sowieckiego na Środkowy Wschód. Wówczas to spośród jej żołnierzy 714 osób określiło się pod względem narodowościowym jako Ukraińcy, a 132 jako Rusini. Wszystkie te przykłady pokazują jak trudną sprawą mogło być czasami określanie narodowości jedynie na podstawie wyznawanego obrządku. Zresztą terminologia Rusin, ruski itp. była powszechnie używana jeszcze przy końcu XIX i na początku XX wieku. Na przykład pod koniec XIX wieku założono „Ruski instytut dla dziewcząt” w Przemyślu (a nie „ukraiński”) , jak również wydawano w języku ruskim książki w serii zatytułowanej „Biblioteka dla ruskiej młodzieży” (a nie „ukraińskiej”). Cytowany już wcześniej metropolita grekokatolicki Andrzej Szeptycki zwracając się w 1904 r. do swoich wiernych w liście pasterskim „do Polaków obrządku grekokatolickiego.” używa określenia „z ruskich rodzin” (a nie „z ukraińskich”) . Tenże metropolita w innym swoim liście pasterskim skierowanym w 1902 r. „do przełożeństwa i kleryków seminarium duchownego we Lwowie” pisze następująco : „Szczególnie zaś nie może żadną miarą być tej głupiej nietolerancji i nienawiści , której jest tyle między nami Rusinami” , a więc „Rusinami” a nie „Ukraińcami”. Po raz pierwszy posłużył się on publicznie słowem „Ukrainiec” bodaj w roku 1928, zaś do tej pory wszędzie i zawsze mówił o sobie, iż jest Rusinem, a swoich ziomków nazywał Rusinami. Nawet w polskim ustawodawstwie II Rzeczypospolitej oficjalna nazwa tej mniejszości narodowej to “Rusin”, “ruski”. Wprawdzie nazwa “Ukrainiec”, “ukraiński” była używana w życiu publicznym ale dotyczyła wyłącznie obozu ukraińskiego, nie obejmując szerokich rzesz ludności uważającej się za Rusinów. Procent ludności ruskiej, odcinającej się od ukrainizmu, był znaczny, o czym świadczy jej udział w wyborach do sejmu i władz samorządowych w 1928 i 1930 r.
    (…)
    Z kolei według spisu z 1931 r. Rusinów, “ruskich”, którzy odżegnywali się od ukrainizmu, było w województwie lwowskim 46%, w stanisławowskim – 31%, w tarnopolskim – 45%. w krakowskim – 99%. Podobnych przykładów można by podawać znacznie więcej. Z czasem jednak terminy „Ruś”, „Rusowie”, „Rusini” czy „ruski” stały się dla niektórych bardzo niemiłe. Po II wojnie światowej nastąpiła nawet zmiana w urzędowej terminologii kościelnej , co dokonało się najprawdopodobniej pod wpływem życzeń pewnych środowisk ukraińskich. W miejsce nazwy obrządku ruskiego i cerkwi ruskiej wprowadzono nieformalnie określenia obrządek ukraiński i cerkiew ukraińska. W niektórych przypadkach doprowadzono do niemal całkowitego wyrugowania terminów „Rusin” czy „ruski” , uznając je niekiedy absurdalnie za coś wręcz obraźliwego. Obecnie zgodnie z obowiązującą poprawnością polityczną przyjęto, że zawsze dla określenia każdego bez wyjątku Rusina należy używać słowa Ukrainiec, nie patrząc jaka jest prawda historyczna.

    Wiele takich przykładów podaje prof. E.Prus w swojej książce: „Hulajpole – burzliwe dzieje kresów ukrainnych”. I tak z pracy pt. „Historia Ukrainy” A.Łotockiego (Lwów 1991) można się dowiedzieć, iż cesarz bizantyjski żalił się w swoim liście, że: „Ukraińcy pustoszą mi wybrzeża”, gdy tymczasem oryginale cytowanego dokumentu występuje wyraźnie słowo „Rusowie”. W innym miejscu tej lektury podano informację, iż pod traktatem zawartym z Grekami w 911 r. władca kijowski miał się podpisać jako „Ołeh wełykyj kniaź ukraińskyj”, choć nikt wtedy nie słyszał o takim państwie jak „Ukraina”, a termin „ukraiński” nie mógł owemu księciu w żaden sposób przyjść do głowy. Dalszymi przykładami mogą być również fragmenty z innej książki pt. „Historia Ukrainy”, autorstwa czterech osób, wydanej we Lwowie w 1991 r. : „Ołeh też pragnął uczynić Ukrainę wielkim państwem”, „Cesarz bizantyjski zgodził się na to, aby kupcy z Ukrainy …”, „Rozkwit ukraińskiej derżawy”, „Ukraińscy pierwsi chrześcijanie” itd. Z kolei o. Kost’ Panas autor pracy pt. „Historia ukraińskiej Cerkwi” (Lwów 1992) nie użył w niej ani razu słowa „Ruś”. Od czasu do czasu, pojawiają się też różne fantastyczne teorie usiłujące na siłę wyprowadzić rodowód Ukrainy z bardzo zamierzchłej przeszłości. Przykładowo ukraiński profesor z Kanady J.B.Rudnicki, powołując się na literaturę perską doszukiwał się jej początków w IV wieku (!). Wtedy to rzekomo „Ukraińcy” mieli być nazywani ludem pogranicza (perskiego?), a „Ukraina” po persku nazywała się Antae.

    Poniżej przedstawiono także dwa przykłady na to jak fałszuje się historię w odniesieniu do Przemyśla, który w opinii niektórych środowisk ukraińskich nadal uważany jest za część Ukrainy. W rzeczywistości przez cały ciąg dziejów (poza okresem okupacji sowieckiej w czasie II wojny światowej i przynależnością części miasta położonej po prawej stronie Sanu do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej ) nigdy nie był on jej częścią.

  5. Piotrx said

    P.S. Tekst tej uchwały OUN podjętej 22.VI.1990.
    został opublikowany między innymi w pracy znanego badacza nacjonalizmu ukraińskiego, prawosławneo Ukraińca Wiktora.Poliszczuka „Gorzka prawda – zbrodniczość OUN-UPA”- Toronto 1995 – str. 372-379. Autor ten na podstawie analizy innych znanych mu dokumentów OUN był przekonany o jej autentyczności. Jest to jedynie niewielki fragment z 60 stronicowego maszynopisu.

    cyt:

    „Uchwała zawiera 60 stron maszynopisu. Obejmuje różne sprawy współczesne, w tym stosunek OUN jako awangardy narodu ukraińskiego – do Polski i Polaków. Nakazuje szerzenie kultu Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – „Czuprynki” oraz metropolity Andrzeja Szeptyckiego przez upamiętnianie w miastach i wsiach pomnikami, jak i nadawaniem ich imienia szkołom, ulicom i placom. W razie oporu lub sprzeciwu obecnej władzy stosować przymus fizyczny, „pozbywając się dużej ilości Moskali, którzy zaśmiecają nasza ziemię”. W razie ociągania się stosować nawet „metoda, wypróbowaną przez UPA na Polakach. OUN wykorzystuje jako awangarda narodu wszystkie partie polityczne oraz komitety cerkiewne Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi, której księża sprzyjają OUN.”

    (…)

    „Powyższy tekst po przetłumaczniu Agencja Konsularna RP we Lwowie, pismem z dnia 20 marca 1991 r. przesłała do Komisji Sejmowej d/s Polski w Warszawie, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych dept. Prasy i Informacji w Warszawie, do Instytutu Historii PAN w Warszawie i kilku innych miejsc. Poza tym materiał został wydrukowany dnia 12-14 kwietnia 1991 r. w gazecie „Polska Zbrojna”, organie Ministerstwa Obrony Narodowej .”

    Jak pisze dalej W.Poliszczuk

    „Po przeanalizowaniu tekstu fragmentów „uchwały”, po skonfrontowaniu ich z innymi publikacjami, doszedłem do wniosku, że „uchwała”, a raczej jej fragmenty, jest oryginalną uchwałą OUN-b. Wskazuje na to treść uchwały, która jest adekwatna do strategii, polityki i ideologii OUN-b. Tekst „Uchwały” jest odzwierciedleniem mentalności kierowniczych kół OUN-b .”

    http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/osad/uchwala.html

  6. Obserwator said

  7. maran said

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2012/06/16/zwolennikom-zblizenia-polsko-ukrainskiego-dedykujemy-fragmenty-uchwaly-krajowego-prowodu-oun-z-22-vi-1990-r-6/

  8. maran said

    Hilarzyca Clintonowa juz zapowiedziala oficjalnie, ze najdalej w polowie Lipca lucyferianie ,wykorzystujac armie USA, ISRA, Nato, uderza na Syrie w ramach tzw „misji pokojowej, humnaitarnej”.
    Ta „pokojowa ” retoryka jest uzywana bo lucyferianie wyczaili, ze wiele gojow to kupuje wiec czemu im to nie sprzedawac w tej formie.
    Goje sa oglupieni i zaczadzeni i sami sobie kopia grob.
    Armie NATO , USa to w duzej wiekszosci armie zlozoene z gojow i w duzej czesci z chrzescijan. Uzywane sa przez lucyferian po to aby niszczyc innych gojow. Za glupote , ignorancje, tchorzostwo sie placi i my kolektywnie za to zaplacimy.
    Dajemy sie, jak ci idioci ,wmanewrowywac w te ich gry.
    Wiekszosc gojow dala sie zastraszyc lucyferianom i siedza jak myszy pod miotla, sluchaja ich mediow i sie ludza ze cos sie zmienie.
    Gow–o sie zmieni.
    Ludzie na Wolyniu byli o wiele bardziej pobozni, pracowici, pokorni niz my i co???
    Zgineli w strasznych rzeziach. Bog ich nie uchronil, armie ich nie uchronily. Poszli na okrutna, meczenska smierc i nikt palcem nie ruszyl zeby ich bronic.
    A my liczymy, ze nam sie uda?? Niby dlaczego.?
    Dalismy przyzwolenie satansitom aby nami rzadzili, a teraz sie jeszcze ludzimy, ze nas ktos lub cos ochroni. Z jakiej racji?.
    Boze prawa odstawilismy na zewnatrz, przyjelismy lucyferankie, a teraz widzimy jak ta rzeczywistosc bez Boga, ta lucyferianska jest przerazajaca i sie tak paletamy, sami nie wiedzac co robic.
    Szukajmy zrodel odwagi i sensu tego wszystkiego , bo to nam sie bardzo wkrotce przyda.

  9. RomanK said

    Wiz zlota na tydzien..to 700 kg…. rocznie daje to,,37 ton 800kg zlota… Jeden….woz….. nie kilka na tydzien….
    Dziesiecina……. czyli Mieszko mial do dyspozycji…340ton zlota 200kg po oplaceniu dziesieciny…..
    eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee,,bogaty ci byl jucha:-))))))))

  10. Wandaluzja said

    To że Oleg podpisał się na traktacie z Bizancjum WIELKI KSIĄŻE UKRAINNY jest dla mnie argumentem, że pałac Konstantyna Wlk na Belgradzie, faktycznie Ptolomeuszy, zniszczył nie Oleg, ale Prawdzice z Rostowa. Oleg oblegał Konstntynopol siłą 2 tys okretów, z czego 300 mogło być lendzielskich, 400 kijowskich a 500 bułgarskich, toteż 800 musiało być Pieczyngów. Bułgarzy rościli do Konstntynopola, wobec czego zniszczyć pałacu belgradzikiego nie mogli, a Prawdzice nie, ale byli zainteresowani zniszczeniem Wysokiej Bramy – fortecznej blokady Bosforu, która była CZĘŚCIĄ tego pałacu, toteż po niewątpliwym zdobyciu go przez Olega mogli zniszczyć ten Cud Świata z ZAZDOŚCI.
    Oleg nie mógł się podpisać Książe Kijowski, gdyż Wielkim Księciem Kijowskim był car bułgarski. Gdy car Symeon oblegał Konstantynopol to Biznantyjczycy skontrowali to najazdem węgierskim, co z kolei Bułgarzy skontrowali najazdem Pieczyngów z Rostowa, z którymi podzielili ziemie węgierskie NA DNIEPRZE. Prawdzice musieli mieć silną flotę, gdyż po Spisku Żydowskim w Astrachaniu łączność miedzy Kubaniem w należącym do nich północnym Kazachstanem utrzymywali przez Morze Kaspijskie.
    Oleg podpisując się jako Książe Kijowski wystąpiłby jako wasal Wielkiego cara bułgarskiego, którego zdradził przyjmując kapitulację Konstantynopola, wobec czego użył tytułu Wlelkiego Księcia Ukrainnego zamiast POLSKIEGO, co miało ten skutek, że POD PROTEKTORATEM BIZANTYJSKIM stawał się też władyką Czernihowa i Połtawy. W Traktacie obiecał więc chronić Konstntynopol przed Bułgarami i Pieczyngami.
    Gdyby Oleg użył tytułu Wielkiego Księcia Polskiego – który przesługiwał władcom Kijowa – to reaktywowałby sojusz polsko-pieczyńsko-bułgarski, który – po zdobyciu Kijowa – zagroziłby ponownie Konstantynopolowi.

  11. Wandaluzja said

    Ad. 10. Zgadzam się, że „wóz kupiecki”, bo o takich była mowa, to 700 kg. Mieszko I nie płacił Rzymowi ŚWIĘTOPIETRZA, które zaczął płacić Kazimierz Mnich, co doprowadziło właśnie do podniesionego przez Galla ZDRENOWANIA Polski ze złota, i własnie dlatego Polacy byli Biedni a Prusowie BOGACI.
    Adjunkt UWr – wcale nie komunista tylko patriota – argumentował tym, że Dagome Iudex to Falsyfikat niemiecki, gdyż Rzym użył „spreparowanego” DI do wsparcia roszczeń do Sardynii. Teraz zostały znalezione 2 pełne teksty dokumentu.
    Dziękuje RomanowiK za uwagę.

  12. Piotrx said

    Sprzeciw wobec konferencji w Cieszanowie 2012-06-16

    http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=6323

    Tekst nadesłany przez Mieczysława Samborskiego, niezależnego badacza relacji polsko-ukraińskich.

    M Samborski opublikował też wiele tekstów publicystycznych, bądź z powołaniem się na niego m.in. w: „Nasz Dziennik”, „Nowiny”, „Super Nowości”, „Życie Podkarpackie” i „Na Rubieży”.

    Leżajsk dn. 10 VI 2012 r.

    wg. rozdzielnika
    dot. Konferencji w Cieszanowie w dniu 18 V 2012 r.

    W dniu 18 V 2012 r. z inicjatywy duchownego obrządku greko-katolickiego i władzy gminy Cieszanów odbyła się Konferencja poświęcona „podpisaniu” w dniu 21 V 1945 r. porozumienia między Gołębiewskim i delegacją nacjonalistów ukraińskich na czele z J. Łopatynskim ps. Szejk w przysiółku Żar wsi Lubliniec Nowy (gm. Cieszanów, pow. Lubaczów). Konkluzją tejże konferencji było postanowienie o uwiecznieniu tego zdarzenia poprzez postawienie obelisku.

    Właśnie tym listem, jako badacz stosunków polsko-ukraińskich zgłaszam stanowczy sprzeciw przeciwko tejże inicjatywie.

    Mogę tutaj przytoczyć szereg przyczyn. I podzielić je na naukowe i polityczne. Nim je wytoczę chciałbym przypomnieć wymóg ustawowy, iż nie można w Polsce propagować komunizmu i faszyzmu. O tym, iż OUN-SD była organizacją faszystowską i nie jest to wymysł komunistów, świadczą wspomnienia Jewhena Stachowa napisane jeszcze w 1995 r. Był on wybitnym działaczem OUN-SD na „wielkiej Ukrainie” podczas wojny. a po niej ściśle współpracował na emigracji z Stepanem Banderą. Wspominał on, m.in. co następuje: Muszę powiedzieć, że program wykładów, jakie robił nam Habrusewycz [w 1937 r.] był rzeczywiście stuprocentowym zapożyczeniem z ówczesnej ideologii faszystowskiej. (…) Chodziło też o zasadę wodzostwa. Wtedy na czele OUN stał Andrij Melnyk, który nie był przewodniczącym prowodu, ale wodzem. I dalej, już w 1943 r.: Zaczęli [rozmówcy z Ukrainy Naddnieprzańskiej] dokładnej wypytywać, o jaką Ukrainę walczymy. Mówię: niepodległą. A jaki program? – na początek zbudujemy państwo, a tam zobaczymy. Oczywiście nasz program był totalitarny. OUN stała na stanowisku jednopartyjnego systemu wodzowskiego. Ale nie moglibyśmy mówić o tym otwarcie[1].

    Z naukowych, na uwagę zasługują te następujące:

    1. Do spotkania doszło rzeczywiście, ale nie posiadamy żadnego dokumentu potwierdzającego spisanie jakiegoś porozumienia. Być może obie strony posiadały swoje pisemne wytyczne kierunkowe w sprawie zajęcia określonego stanowiska. I one teraz uchodzą za porozumienia. W trakcie różnych spotkań nie spisywano i nie podpisywano dokumentów papierowych. W warunkach konspiracji nie mieli czym i jak spisywać „ustaleń”.

    2. Gołębiewski i jego kompani nie byli delegatami żadnej organizacji podziemnej. Reprezentowali sami siebie i ich wpływ na stosunki polsko-nacjonalistyczne (ukraińskie) był żaden. Można je traktować jako prywatne „pogaduchy”. Pojawiające się informacje, iż była to delegacja AK, AK w likwidacji, WiN itp. są całkowicie bezpodstawne. W maju 1945 r. AK była już rozwiązana i jej dowództwo (szczególnie na niższym szczeblu) było jeszcze w trakcie jej likwidowania. Funkcjonująca w kraju organizacja NIE miała swoje kłopoty egzystencjonalne (aresztowanie Okulickiego – „proces 16”). Natomiast WiN powstał dopiero we wrześniu 1945 r. Uczestniczący w rozmowach Franciszek Przysiężniak ps. Ojciec Jan nie był dowódcą oddziału (został rozwiązany jeszcze latem 1944 r.), ale dowódcą oddziałów leśnych Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (stojącego w opozycji do podziemia poakowskiego) Okręgu „San”. Jego ugrupowanie nigdy, nawet na moment, nie zmieniło swojej taktyki walki (vide – oddział J. Zadzierskiego ps. Wołyniak) To jest elementarz podziemia polskiego i dziwię się uczestnikom Konferencji, iż używali słów Armia Krajowa, delegaci podziemia itd.

    3. „Strona polska” [?]na czele, której stał niskiej rangi dowódca – Inspektor kpt. M. Gołębiewski nie miał (i nie mógł mieć) żadnych upoważnień Rządu Londyńskiego (wtedy Arciszewski był „premierem” i był sekowany przez rząd brytyjski i wewnętrzną opozycję – Mikołajczyka!). Izolowany rząd polski na emigracji jednak nie stoczył się tak nisko, aby delegować do rozmów takiej rangi dowódcy. Gołębiewski nie miał żadnej łączności z tym rządem. Gdyby tak było, to Mikołajczyk – już jako vicepremier Rządu Tymczasowego inaczej odnosił się do sprawy nacjonalistów ukraińskich.

    4. Gdy wyszła na wierzch ta jego inicjatywa, to sam Gołębiewski miał wiele problemów z byłym kierownictwem podziemia polskiego. W swoich powojennych enuncjacjach napisał, iż: A „Radosław” – Jan Mazurkiewicz, gdy składałem mu raport z Lubelszczyzny (wiosna 1945 r.) i meldowałem o kontaktach z Ukraińcami, powiedział: „Z chamami nie ma co rozmawiać” i lekceważąco kiwną ręką…[2]. Warto nadmienić, iż już w styczniu 1946 r. został aresztowany przez władze bezpieczeństwa Polski i sprawa sama rozwiązała się.

    5. To porozumienie, wg nacjonalistów ukraińskich, zostało zerwane już w październiku 1945 r. bo… rząd polski przystąpił do przesiedlania ludności ukraińskiej na Wschód. I to jest najdziwniejsze w tejże sprawie! Porozumienie zawarło „AK-WiN”, a zrywa rząd legalny ówczesnej Polski. Większej bzdury nie można było wymyśleć!

    6. Uczestnicy Konferencji uznali jednoznacznie, iż po podpisaniu tegoż porozumienia doszło do zmniejszenia liczby ofiar wśród ludności cywilnej. Chyba nie wiedzieli co mówią. Mój wykaz zbrodni dalej popełnianych na Polakach zacznę już od 22 maja. W tym dniu w Posadowie (pow. Tomaszów Lubelski) zamordowali Wasyla Badyła i Stefana Świdra; też tego dnia w Radkowie (pow. Tomaszów Lub.) zamordowali 7 osób (Anielę Buczek, rodzinę Kontkiewiczów i Nowaków); trzy dni później w lesie w Młynach (pow. Jarosław) zamordowano dwie osoby cywilne (m.in. Juliana Chudzika) i dwóch milicjantów; tegoż dnia w Woli Krzywickiej (pow. Przemyśl zamordowano St. Kwaśnego; Następnego dnia w Bóbrce (pow. Lesko) powiesili Stefana Derenia, później – Władysława Tokarskiego; także 26 maja zamordowali w Manasterzu (pow. Jarosław) Michała Lichołata; w czerwcu spalili 300 gospodarstw w Nienowicach, przy czym zginęło 5 osób narodowości ukraińskiej; 10 VI zamordowali 47 Polaków w Staszicu (gm. Uchanie, pow. Hrubieszów); 5 VI – Annę Nakonieczną z Dobrej (gm. Sieniawa),11 VI zamordowali Andrzeja Bielańskiego z Woli Obszańskiej; 19 VI – Jana Szczerbę z Zawoju (gm. Cisna); 21 VI zamordowali Stefana Dundę z Woli Michowej (pow. Lesko); 22 VI postrzelili Marię Sało z Szówska (gm. Wiązownica), w czerwcu porwany został Gustaw Bęben z Folwarku itd. itp. Czy mam dalej wymieniać?

    7. Spotkanie w przysiółku Żar było jednym z wielu i nie doprowadziło do żadnych efektów podobnie jak, np.: 29 IV 1945 r. w Siedliskach (pow. Brzozów), 15 VIII 1945 r. w Woli Michowej (pow. Sanok), 27/28 IX 1945 r. w kolonii Choroszczanka (pow. Siemiatycze), 31 XII 1945 r. w Wołkowyi (pow. Lesko), 18 V 1946 r. w folwarku Miętkie (pow. Hrubieszów)itd. itp. Nie różniło się od innych, z tym, iż teraz Ukraińcy sprytnie podsunęli [?] taką wolę [obelisk] władzy gminnej i „ta” jest gotowa spełnić ich żądania

    Z przyczyn politycznych wymienię co następuje:

    1. Bez podejścia całościowo do tematów spotkań polsko – nacjonalistycznych nie może być mowy o budowaniu jakiegokolwiek pomnika. Chciałbym przypomnieć, iż 10 VII 1943 r. udała się na rozmowy z nacjonalistami ukraińskimi delegacja wysłana przez Okręgowego Delegata Rządu na Wołyń (Kazimierza Banacha) w składzie: Zygmunt Rummel, i Krzysztof Markiewicz wraz z przewodnikiem Witoldem Dobrowolskim. Zostali w sposób barbarzyński zamordowani we wsi Kustycze (gm. Turzysk, pow. Kowel). Czy jest tam obelisk? poświęcony tym bohaterom?

    2. W III Rzeczpospolitej w ostatnich latach wybudowano legalnie pomniki i odsłonięto tablice związane z ofiarami ukraińskimi m. in. w: Pawłokomie, Piskorowicach, Gorajcu, a czeka na odsłonięcie w Sahryniu. Ofiarom polskim na Rzeszowszczyźnie nic nie wybudowano i nie odsłonięto. Czy możemy mówić w tym przypadku o symetrii czy o pogłębieniu dysproporcji!

    3. Przyjęta i realizowana (m.in. przez ROPWiM) zasada, iż każdemu pomnikowi ofiar polskich na terenie dzisiejszej Ukrainy państwo polskie odpowiada budową pomnika lub tablicą pamięci na terenie dzisiejszej Polski ofiarom ukraińskim doprowadzi do absurdów. W tenże sposób cała Polska zostanie zasłana miejscami upamiętnienia ofiar ukraińskich!

    Wg umiarkowanych danych na Kresach zginęło ok. 130 tys. osób narodowości polskiej, a na terenie dzisiejszej Polski ok. 4-6 tys. Ukraińców z rąk przeciwnych. Po prostych obliczeniach dochodzimy do proporcji: dwadzieścia upamiętnień ofiar polskich na jedno upamiętnienie ofiar ukraińskich. Jak teraz wyglądają te proporcje?

    4. Do dnia dzisiejszego nie upamiętniono największego mordu na Polakach dokonanego 17 IV 1945 r. przez nacjonalistów ukraińskich w Wiązownicy (pow. Jarosław). Przypomnę – zginęło od 120 do 130 Polaków! Co ROPWiM, co władze wojewódzkie, co wójt gminy Wiązownica (P. M. Ryznar) zrobili aby rodziny 80. zamordowanych miał gdzie zapalić świeczkę i pomodlić się za swoich członków rodziny? A nie ma ich grobów!

    Z wyrazami szacunku

    Mieczysław Samborski

    rozdzielnik:

    Uczestnicy Konferencji:

    1. Zdzisław Zadworny – Burmistrz Cieszanowa;

    2. o. Stefan Batruch

    3. Mariusz Zajączkowski – OL IPN;

    4. Mariusz Moszkowicz – Kraków;

    5. Tomasz Róg – dyrektor CKiS w Cieszanowie.

    Instytucje:

    1. ROPWiM w Warszawie;

    2. Wojewoda Podkarpacki;

    3. Marszałek Sejmiku Podkarpackiego;

    4. Starosta Lubaczowski;

    5. Oddział Rzeszów IPN;

    6. Oddział Lublin IPN.

    7. Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Nacjonalistów Ukraińskich w Polsce.

    Z prośbą o upowszechnienie (bez danych adresowych i telefonów):

    1. dr Andrzej Zapałowski – przew. Oddziału Przemyskiego PTH;

    2. ks. T. Isakowicz-Zaleski

    3. Wiesław Tokarczuk – publicysta i internauta;

    4. Redakcja „Rzeczypospolitej”;

    5. Redakcja „Uważam Rze”.

    Instytucjom wysyłam też ten list w wersji papierowej listem poleconym.

    [1] Je. Stachiw, Od »hajdamaki« do »polonofila«. Wspomnienia i refleksje ukraińskiego nacjonalisty z Przemyśla, New York – Przemyśl 2010, s. odpowiednio: 88 i 120.

    [2] M. Gołębiewski, Sojusz z Ukraińcami i sojusz narodów ujarzmionych, za: http://www.lviv.ua/litopys/files4/dos0402_e2.HTML

    Publikacje naukowe

    1. Struktury organizacyjne i działalność ukraińskich nacjonalistów, a ukraińska ludność cywilna na Wołyniu, 1942-1944, w: „Glaukopis”, nr 11-12 z 2008, s. 199-238.

    2. Rozmowy OUN-SD i UPA z Niemcami od listopada 1943 r. do końca 1944 r. na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, w: „Dzieje Najnowsze”, R. XL 2008 nr 3, s. 59-77.

    3. Oddziały UPA w Przemyskiem i Bieszczadach w roku 1944. Obwód (Okręg) OUN-SD w Przemyślu i 6 WO „San”, w: „Rocznik Przemyski”, t. XLIV z 2008,

    z. 4, „Historia”, s. 195-225.

    4. Pro „publicystyku” red. Bohdana Huka na szpaltach „Naszego Słowa”, w: „Nasze Słowo” nr 30 (2712) z 26 VII 2009, s. 6-7; też przedruk w: „Na Rubieży” nr 110/2010, s. 26-29.

    5. Działalność OUN i jej formacji zbrojnych oraz oddziałów UNS/UPA na późniejszych terenach II i III okręgu tzw. Zakierzońskiego Kraju OUN-SD w czasie II wojny światowej, w: „Rocznik Chełmski”, t. 13 z 2009, s. 227-274.

    6. Udział cywilnej ludności ukraińskiej w wydarzeniach wołyńskich w okresie drugiej połowy 1942 r. i w 1943 r. Bojówki i oddziały terenowe OUN-SD, w: Działalność nacjonalistów ukraińskich na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, red. B. Grott, Warszawa 2010, s. 173-206.

    7. Działalność Narodowej Organizacji Wojskowej oraz oddziału „Ojca Jana” w strukturach Narodowych Sił Zbrojnych na terenie Ziemi Leżajskiej, w: „Rocznik Przemyski”, t. XLVI z 2010, z. 4 „Historia”, s. 129-164.

    8. Wiązownica (pow. Jarosław) 17 IV 1945 r. Największy jednorazowy mord Polaków na terenie dzisiejszej Polski dokonany przez nacjonalistów ukraińskich, w: „Na Rubieży”, nr 115/2011, s. 17-23.

    9. Służba Bezpieczeństwa w tzw. Zakierzońskim Kraju OUN-SD. Sposób organizacji i obsada kadrowa, w: „Dzieje Najnowsze”, R. XLIV – 2012, nr 3 lub 4 (przyjęty do druku).

    10. M. Samborski, B. Tomaszewski, Wymiana terytoriów przygranicznych między Polską Ludową i ZSRR w 1951 r. Przesiedlenie Bojków z rejonu Ustrzyk Dolnych, w: „Almanach Karpacki. Płaj”, nr 42 z 2012(przyjęty do druku).

Sorry, the comment form is closed at this time.