Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Polski roczek
    Boydar o Wolne tematy (40 – …
    Bili de kid o Korfanty – ostatnia ofia…
    Katarzyna T o Polski roczek
    Katarzyna T o Polski roczek
    Rafal Cz. o Korfanty – ostatnia ofia…
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (40 – …
    informa o Korfanty – ostatnia ofia…
    Boydar o Wolne tematy (40 – …
    Boydar o Polski roczek
    Boydar o Na celowniku Tel Awiwu i …
    bebrave2019 o Poderżnęli gardło kukle abp. J…
    kanalie o Czy w Rosji zwalcza się aborcj…
    Troll Polonii o Na celowniku Tel Awiwu i …
    PISKORZ o Wolne tematy (40 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 492 obserwujących.

Czarna legenda Świętej Inkwizycji

Posted by Marucha w dniu 2012-07-05 (Czwartek)

Święta Inkwizycja kojarzy się powszechnie ze stosami i prześladowaniem. Nic bardziej mylnego! Było całkiem odwrotnie! W krajach katolickich nie było polowania na czarownice i masowych płonących stosów! U katolików nie było tortur! To wszystko działo się na terenach protestanckich! Na terenach katolickich do takich tragedii nie doszło właśnie dlatego, że istniała Święta Inkwizycja – mówi w rozmowie z PCh TV ksiądz prałat Roman Kneblewski.


.
http://www.pch24.pl/

Komentarzy 16 to “Czarna legenda Świętej Inkwizycji”

  1. Piotrx said

    Czarna legenda Inkwizycji
    https://marucha.wordpress.com/2011/03/02/czarna-legenda-inkwizycji-c-d/

    W obronie Świętej Inkwizycji – Roman Konik
    http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_128.html

    Inkwizycja Hiszpańska – Józef Hr. Tyszkiewicz
    http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_108.html

    Czarne karty Kościoła – Vittorio Messori
    http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_28.html

    Także https://marucha.wordpress.com/2011/02/26/czarna-legenda-inkwizycji/
    admin

  2. Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu „Dynastia” z prawdziwą Mołdawią.

    O Świętej Inkwizycji słyszał każdy. Przy dziesiątkach okazji przywołuje się ją jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania, fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej historyczny pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Każda napaść na Kościół i religię katolicką obowiązkowo zawiera odwołanie do jakoby powszechnie znanych, a nie odpokutowanych zbrodni Świętego Officjum. O owych enigmatycznych zbrodniach przypomina bez przerwy – ale i bez konkretów – prasa, filmy, literatura. Nawet pornografia z lubością wyżywa się w kojarzeniu tortur z lochami Inkwizycji i zakapturzonymi mnichami.

    Kto by jednak chciał ową najczarniejszą z legend skonfrontować z dziełami historyków – nawet tych nie kryjących swej niechęci do Kościoła i religii – przeżyje głębokie zdumienie, że wszystko było inaczej. Znajomość choćby tylko podstawowych faktów każe stwierdzić, że cała ta wymyślona w ostatnich stuleciach legenda okrutnej, fanatycznej i zbrodniczej Inkwizycji ma tyle wspólnego z historyczną prawdą, ile księstwo Mołdawii z serialu „Dynastia” z istniejącym naprawdę państwem o takiej nazwie.

    Nie twierdzimy tu, że Inkwizycja nie istniała ani że poszczególni jej sędziowie nie dopuszczali się postępków, z dzisiejszego punktu widzenia, godnych głębokiego ubolewania. Niektóre fakty z dziejów Inkwizycji, wyrwane z historycznego kontekstu, budzą w dzisiejszym człowieku zrozumiały odruch sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, jak piszą Jean i Guy Testasowie, na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki.

    O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów, w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli historycy, nawet najbardziej stronniczy.

    Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności czy obiektywizmu.

    Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła, oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch.

    Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana, towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie między biednych – czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.

    Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały.

    Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.

    Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich. Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami.

    Głoszenie takich ideologii spotykało się, z oczywistych względów, z ostrą reakcją zagrożonych władców. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać – lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani przez feudałów.

    Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi, władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi. Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.

    Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno – biały obraz historii. Wszyscy, którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia przez fanatyczny, żadny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej pozycji kler.

    W taki wyidealizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia się zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga Kościoła u zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna Katarów zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego. Świat był bowiem według „doskonałych” dziełem szatana, seks i prokreacja – najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną drogą ratunku dla grzeszników „oczyszczenie” przez rytualną śmierć głodową (osoby wskazane przez katarskich przywódców zamurowywano w głodowym bunkrze, zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków później hitlerowcy). Sekciarze dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw, które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych – złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów – to robienie z Albigensów niewinnych owieczek jest doprawdy absurdem.

    Chęć wywołania u współczesnych odrazy i jednostronnego potępienia dla Kościoła Rzymskiego każe także przemilczać prawdę o charakterze ruchów reformacyjnych i ich przywódcach. Raczej nie wspomina się o chorobliwej nienawiści Lutra do Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz pismach, w których snuł plany całkowitego wyniszczenia i wypędzenia z Europy wyznawców judaizmu. Nie wspomina się o charakterystycznej i dla niego, i Jana Kalwina obsesji ścigania czarownic. Co więcej, z wyjątkową perfidią przypisuje się „polowania na czarownice” właśnie Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.

    To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary. Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza w późniejszym czasie, zapadały w takich sprawach wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych i powściągała zapędy ludności; w jednym z procesów w Hiszpanii trybunał inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o czary mogło zostać uznane za herezję – co na długie lata zlikwidowało tam problem czarownic. W istocie właśnie historia renesansowych „polowań na czarownice” może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło stoczeniu się krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych morderstw, jak to się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej instancji zabrakło. Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce „Polowanie na czarownice w Europie”, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.

    Jeśli szuka się w historii prawdy, nie amunicji do kampanii propagandowych, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać, że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich powstańców, inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni sędziowie byli często przeszkodą.

    Jednym z głównych elementów czarnej legendy jest podkreślanie rzekomego okrucieństwa Inkwizycji.

    Sugeruje się, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok – śmierć na stosie, i jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie sądowe Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. Twierdzi się wreszcie, że Inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni mordercy i psychopaci, ogarnięci manią zabijania.

    Do jakiego stopnia jest to sprzeczne z prawdą, najlepiej świadczą zaczerpnięte z opracowań historycznych liczby. Bernard Gui, jeden z ulubionych szwarccharakterów antyinkwizycyjnej literatury, jako Inkwizytor Tuluzy w latach 1307 – 1323 wydawał średnio jeden wyrok śmierci na sto rozpatrywanych spraw (ściślej biorąc, była to decyzja o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu, albowiem Inkwizycja sama wyroków śmierci ferować wówczas nie miała prawa). Działo się to w samym sercu nieformalnego „państwa” Albigensów, jeszcze wówczas aktywnych. Ten fakt dość słabo przystaje do owego fanatyka, ogarniętego manią tropienia i palenia na stosie sług szatana, jakiego znamy z kart „Imienia Róży” Umberto Eco.

    Równie zaskakująco w porównaniu z czarną legendą wyglądają zapisane w dokumentach efekty działalności okrzyczanej szczególnie okrutną i bezwzględną Inkwizycji Hiszpańskiej. Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii jest rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze od Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję – w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności – nawet na trzydzieści tysięcy. Jest to największa z kiedykolwiek rzuconych liczb; wymienia ją Juan Antonio Llorente, historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak żadnych konkretnych źródeł tych danych. Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie, jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.

    Zupełnie inny jednak obraz wyłania się, kiedy sięgniemy do fragmentarycznie zachowanych źródeł z epoki. W uważanym za szczególnie „gorący” hiszpańskim okręgu Bajadoz w ciągu 1O6 lat (1493-1599) skazano na stos… 20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na ok. 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700 wydano mniej niż 500 wyroków śmierci – około jeden na sto.

    Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności. Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu tysiącach procesów i około dwóch tysiącach wydanych wyroków śmierci (ich wykonywanie, o czym za chwilę, nie jest jednak wcale pewną sprawą).

    Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż – znowu – inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona wojny domowej, napięcia etniczne. Inkwizycja Hiszpańska, odmiennie niż w innych krajach, została wmontowana w państwowy system sprawiedliwości i na polecenie królowej Izabelli zajmowała się nie tylko wykrywaniem sprzyjających Maurom agentur wśród żydowskich conversos (które, wbrew twierdzeniom niektórych propagandystów, faktycznie istniały), ale także sądzeniem części przestępstw kryminalnych. Przed trybunałami zreorganizowanej przez Torquemadę Inkwizycji stawiani byli złodzieje kościołów, koniokradzi, sodomici czy mordercy, których, co trzeba uwzględnić, spora liczba znajduje się zapewne wśród skazańców.

    Bardzo dokładne dane zachowały się natomiast co do hiszpańskiej części „Nowego Świata”, gdzie, wedle legendy, inkwizytorzy mieli towarzyszyć okrutnym zdobywcom i z krzyżem w ręku dokonywać na Indianach krwawych masakr oraz palić ich na stosach. W istocie np. w Meksyku pomiędzy rokiem 1574 a 1715 odbyło się… 39 egzekucji.

    Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w której – wedle osławionego prawa Magdeburskiego – każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki „mistrza”, mógł wymierzyć 21 rodzajów „kwalifikowanej” (tj. połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice – dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da f? w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary – bez żadnego sądu – 31 osób.

    Do dziś zachowały się zapiski niektórych Inkwizytorów, których antykatolicka propaganda wykreowała na potwory w ludzkich skórach. Z owych zapisków wyzierają jednak sylwetki nie zbrodniarzy, ale sędziów, pragnących przede wszystkim ustalić prawdę.

    W swoim podręczniku dla inkwizytorów wspomniany już Bernard Gui uczy, że Inkwizytor powinien „zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu… powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności… W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy”.

    Równie nie przystają do otaczającej autora legendy zachowane zapiski znienawidzonego Tomasza Torquemady. Zredagowane przez niego Instrukcje pełne są napomnień, aby sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników.

    Na takich wskazówkach raczej nie wychowywali się fanatyczni zbrodniarze. Niechętni religii historycy zazwyczaj wszystkie te wskazania odsuwają na bok, z lekceważącą kwalifikacją „hipokryzja”. Po cóż jednak miałby Torquemada udawać w swoich prywatnych, w ogóle nie przeznaczonych dla niczyich oczu zapiskach, które pełne są podobnych myśli? Przed kim odgrywałby komedię, żyjąc w ascezie i przeznaczając cały majątek na wsparcie dla ubogich – w tym często dla rodzin osób skazanych przez jego trybunały? Przed swymi współczesnymi na pewno niczego odgrywać nie musiał, a trudno podejrzewać, by przewidział encyklopedystów, oświeceniowy antyklerykalizm i dzisiejszą antykatolicką propagandę.

    O ile wyłaniające się ze źródeł postacie inkwizytorów zdumiewają, to przyjrzenie się procedurom pracy trybunałów inkwizycyjnych w zestawieniu z czarną legendą wręcz szokuje.

    Wspominaliśmy już tutaj o dominującym w renesansowej Europie prawie magdeburskim, wyjątkowo okrutnym, znającym jeden jedyny dowód – przyznanie się oskarżonego do winy, i jeden jedyny sposób zdobycia tegoż dowodu – tortury. Proces przed zwyczajnym, świeckim sądem czasów renesansu w ogromnej większości przypadków był sprawdzianem odporności podejrzanego na ból. Chronić go mogło tylko wysokie urodzenie lub przynależność do grup mających własne sądy (jak np. wojskowi). Zwykły plebejusz, aby zostać uznanym za niewinnego, musiał wytrzymać pięciokrotne „palenia”, czyli tortury. Nawiasem mówiąc, stąd pozostałe do dziś w polszczyźnie powiedzenie „pal go sześć” – w ustach prowadzącego przesłuchanie oznaczało to ostatnią, szóstą kolejkę tortur, po której już bez dalszych indagacji wypuszczano podejrzanego na wolność.

    W wypadku sądów inkwizycyjnych, żaden z ich sędziów nie miał wątpliwości, że jego celem nie jest skłonienie oskarżonego, by się przyznał, ale ustalanie prawdy. Stąd Inkwizycja przywróciła szereg instytucji nie znanych Europie od czasów antycznych oraz dodała szereg nowych, przejętych później przez sądy świeckie i uważanych dziś za nieodłączny warunek wolności obywatelskich.

    I tak, oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale na stanowcze polecenie Grzegorza IX musiał korzystać z usług obrońcy – zawodowego prawnika. Wyrok wydawał wprawdzie zawodowy sędzia, ale miał w tym obowiązek konsultowania się z liczącą od kilku do dwudziestu osób ławą przysięgłych, którą instrukcje Świętego Officjum nakazywały wybierać spośród najbardziej szanowanych miejscowych obywateli. A wreszcie, innowacja wręcz rewolucyjna – oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie zebrane dowody winy, wraz z podaniem nazwisk zeznających przeciwko oskarżonemu świadków. Mówiąc nawiasem, tym ostatnim groziły bardzo surowe – do śmierci włącznie – kary w wypadku udowodnienia fałszywych oskarżeń.

    Od połowy wieku XIII inkwizytorom wolno było posyłać skazańca na tortury, instrukcje jednak wyraźnie zabraniały uwzględniania wydobytego na torturach zeznania jako materiału dowodowego, stąd w praktyce nie korzystano z tej możliwości zbyt często. Zupełną nowością w historii była przyjęta właśnie przez Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany. Stąd wymogiem sądu była rozpoczynająca przewód obdukcja lekarska. Dokonujący jej medyk mógł, stwierdziwszy zły stan zdrowia, zabronić stosowania tortur, a stwierdzenie choroby psychicznej podsądnego automatycznie uwalniało go od wszelkiej odpowiedzialności.

    Uniknąć kary można było zresztą także na wiele innych sposobów; instrukcje Inkwizycji przewidywały różnorakie formy łagodzenia wyroków i amnestii. Jeszcze w ostatniej chwili przed egzekucją skazany mógł publicznie ukorzyć się i uniknąć stosu.

    Tę ostatnią karę stosowano jednak rzadko. Trybunały wymierzały głównie rozmaite kary kanoniczne, nakładały grzywny, nakazywały noszenie znaków hańby, wreszcie udział w „obrzędzie pojednania” – auto da fe. Wiele przeinaczeń dotyczących Inkwizycji Hiszpańskiej opiera się na kłamliwym utożsamieniu tego ostatniego obrzędu ze spaleniem na stosie. W istocie w większości wypadków miał on charakter całkowicie bezkrwawy – jego punktem kulminacyjnym było zapalenie… świec, trzymanych przez wyznających swe winy nawróconych heretyków. Gdy przyjęło się łączyć auto da fe z quemadero (stosem), liczba spalonych stanowiła z reguły kilka procent ogólnej liczby pokutników; w dużych auto da fe z udziałem ponad stu skazanych, bywało ich kilku, bardzo rzadko kilkunastu. Wystarczyło jednak, dzięki prymitywnej manipulacji słownikowej, utożsamić zapisane w dokumentach liczby uczestników auto da fe z liczbą spalonych na stosie, a już liczba rzekomych ofiar „inkwizycyjnego terroru” została w potocznej świadomości pomnożona kilkunastokrotnie.

    Przymierzmy wiedzę, którą na temat Inkwizycji dysponujemy, do tła epoki. Do rzezi, jakie w tym czasie urządzali katolikom Henryk VIII lub Cromwell (Robert Steel w szanowanym dziele Social England pisze wręcz: „W Anglii liczba powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej”. Do morderstw dokonywanych przez Luteran i Hugenotów, do praktyki ówczesnego prawa karnego. Nawet szczególnie ponoć „krwawa” Inkwizycja Hiszpańska prezentuje się na ich tle niezwykle skromnie. Tym bardziej, że przecież Inkwizycja w większości wypadków spełniała zadanie, dla którego ją powołano – ocaliła spójność i byt katolickich królestw, zapobiegła wielu rewolucjom, rzeziom, wojnom domowym i masowym zbrodniom. Trzeba o tym koniecznie pamiętać, zanim przystąpi się do wyliczania w jej dziejach rzeczy, których człowiek dwudziestego wieku nie akceptuje.

    Tym bardziej trudno o jakiekolwiek porównanie działalności Inkwizycji ze zbrodniami Rewolucji Francuskiej, kiedy to tylko w ciągu dwóch lat (1792 – 94) zamordowano 36.000 ludzi, w tym 12.000 bez żadnego w ogóle wyroku sądowego. Trudno znaleźć jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie mówiąc już o stu kilkudziesięciu milionach ofiar dwudziestowiecznego komunizmu.

    Mimo to nie słyszy się jakoś, aby komuś, kto odwołuje się do idei praw człowieka i obywatela, do wolności, równości i braterstwa, do sprawiedliwości społecznej albo republikanizmu, kazano wstydzić się i bić w piersi za owe miliony grobów, jakie po sobie te idee pozostawiły. Natomiast kilkuset skazanych przez Inkwizycję Hiszpańską, w cudowny sposób pomnożonych do dziesiątek, a nawet już setek (!) tysięcy, jest bezustannie przywołanych jako argument przeciwko katolicyzmowi i przy każdej okazji opatrywanych żądaniem jakichś specjalnych ekspiacji oraz pokut.

    Ten stan rzeczy będzie się utrzymywał tak długo, jak długo pozwolimy naszym współczesnym trwać w historycznej ignorancji na ten temat. Przekazanie im prawdy o Inkwizycji i położenie kresu czarnej legendzie pozostaje wielkim zadaniem dla historyków i publicystów.

    ========================================

    Z Romanem Konikiem, autorem książki “Obrona Świętej Inkwizycji”, rozmawia Sebastian Reńca

    Przeciętny katolik wie o inkwizycji tyle, ile zobaczył w filmie “Imię róży”. Inkwizycja kojarzy mu się ze stosami, torturami i sadystami, a jak było naprawdę?

    Obraz ten przystaje do inkwizycji w sposób znikomy. Oskarżanie inkwizytorów choćby o stosy jest nieporozumieniem. Stosy były wymysłem prawodawstwa rzymskiego. Instytucja inkwizycji znana jest przede wszystkim z literatury popularnonaukowej, która wiele czerpie z dziedzictwa oświeceniowego. Sztandarowym przykładem jest postać Bernarda Gui, inkwizytora Toledo, którego opisał Umberto Eco w powieści “Imię róży”. Jeszcze gorzej przedstawiono go w filmie na podstawie tej książki. Jawi się on jako geriatryczny mnich, którego jedyną rozrywką jest grzanie rąk przy płonących stosach. Bernard Gui jako rzeczywista postać historyczna był inkwizytorem Toledo i przez 16 lat, kiedy pełnił tę posługę, orzekł winę w stosunku do 913 osób, a tylko 42 osoby jako groźnych rebeliantów (recydywistów, pedofili, kryminalistów) przekazał władzy świeckiej. Nie było to wcale jednoznaczne z karą śmierci dla nich. Nowatorstwo Gui polegało na tym, że jako jeden z pierwszych inkwizytorów analizował podejrzanych o herezję pod kątem choroby psychicznej, a gdy ją stwierdzał, rezygnował z dalszych przesłuchań. U protestantów osoby te trafiłyby niechybnie na stos. Jednak stworzony przez Eco mit działa mocniej niż prawda historyczna.

    Czarna legenda inkwizycji rozpoczęła się w Oświeceniu?

    Wtedy w imię ideologii zaczęto atakować Kościół. W walce z nim przekłamywano prawdy historyczne. Klinicznym przykładem nienawiści do Kościoła i manipulacji było wiszące w Muzeum Narodowym w Budapeszcie płótno przedstawiające izbę tortur, zatytułowane w katalogu jako “Inkwizycja”. Po wielu protestach historyków, że obraz ewidentnie przedstawia scenę tortur w sądzie świeckim, zmieniono jego tytuł na “Izba tortur”. Niestety, do legendy inkwizycji przyłożył rękę sam Kościół. Jednak kiedy w 2000 r. z okazji Wielkiego Jubileuszu zorganizowano konferencję dotyczącą inkwizycji, powszechne było oczekiwanie przeprosin. Jednak słowo przepraszam po konferencji nie padło. Jan Paweł II powiedział, że do tak delikatnego zagadnienia jak inkwizycja trzeba podejść z punktu widzenia ówczesnej epoki, zbadać okoliczności, a dopiero potem wydawać werdykty.

    Na czym polegało, jak pan powiedział, przekłamywanie historii?

    Choćby na tym, że nie mówiono o Europie protestanckiej Lutra, kiedy to właśnie wtedy zapłonęły masowo stosy. Kto pamięta, że Hiszpania, gdzie działalność inkwizycji kościelnej była połączona ze świecką, była jedynym krajem wolnym od polowań na czarownice? Działo się tak dlatego, że tamtejsza inkwizycja wydała dekret mówiący o tym, że ktokolwiek wierzy, m.in. w sabaty czarownic, podlega sądom inkwizycyjnym.

    Twierdzę, że w obiegowej opinii synonimem inkwizycji są tortury.

    W tym czasie sądy świeckie powszechnie stosowały tortury, np. jako formę dodatkowej kary przed straceniem. W sądach inkwizycyjnych tortury, o ile były stosowane, to tylko w celu uzyskania ważnych zeznań. Stosowanie tortur w prawodawstwie średniowiecznym było powszechne, a sądy inkwizycyjne przejęły je w znacznie złagodzonej formie. Jak na tamte czasy było to nowatorskie podejście. Zabraniały torturować kobiet w ciąży, dzieci i ludzi w podeszłym wieku. Grupy te nie były wyłączone w sądach świeckich z możliwości stosowania tortur. Pospolici przestępcy, złapani za gwałt lub kradzież, często tłumaczyli swe zbrodnie motywami religijnymi. Chodziło im o to, żeby przejść pod sąd inkwizycyjny.

    Z czego to wynikało?

    Z prawa oskarżonego do obrony i adwokata z urzędu. Inkwizycja gwarantowała w miarę rzetelny proces, który był w pewnym sensie zbliżony do dzisiejszych rozpraw. Po inkwizycji odziedziczyliśmy poręczenie majątkowe czy zwolnienie za poręczeniem autorytetu lub areszt domowy. Sądy inkwizycyjne zniosły więzienia koedukacyjne. Ponadto wniosły sąd łaski. Gdy ogłaszano przyjazd inkwizytora, można było skorzystać z mniejszej kary. Akt skruchy znają również dzisiejsze sądy.

    Jednak przyzna pan, że sądy inkwizycyjne stosowały tortury.

    Oczywiście. Trzeba tylko pamiętać, że zeznania uzyskane za pomocą tortur nie mogły stanowić materiału dowodowego i musiały być potwierdzone w ciągu doby przez oskarżonego. Nie można było też poddawać torturom dwukrotnie tej samej osoby. Zastosowanie tortur musiało być podjęte przez aklamację całego składu sędziowskiego, łącznie z obrońcą. Trzeba było uzyskać zgodę miejscowego biskupa i niezależnego konsultanta. Tortury były stosowane rzadko. We Francji, gdzie trwała walka z sektą Albigensów, w ciągu 200 lat zdecydowano trzykrotnie o użyciu tortur! Najczęściej stosowaną torturą było morzenie głodem przy całkowitym odosobnieniu.

    Skąd czerpał pan źródła do swojej publikacji?

    W latach 90. studiowałem we Włoszech i pracowałem w Watykanie. Dlatego miałem możliwość korzystania ze zbiorów tamtejszych bibliotek. Mam tysiące kopii dokumentów, uzbierało się ich ok. 27 kg. Kiedy skonfrontuje się obiegowe opinie o inkwizycji z suchymi faktami, to można być rozczarowanym w stosunku do tej wizji, którą serwuje nam popularna literatura czy filmy. Choć z drugiej strony nie ukrywam, że z instytucją jaką była inkwizycja jest związanych wiele negatywnych postaci, które sprzeniewierzyły się jej ideom.

    Wydawnictwo WEKTORY
    Rok wydania – 2004
    212 str.

    „Roman Konik dr. filozofii, adiunkt w Katedrze Estetyki Instytutu Filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim, redaktor miesięcznika „Opcja na Prawo”, publicysta, historyk idei, malarz, podróżnik, fotograf.

    „Książka Romana Konika druzgoce kłamliwą czarną legendę Świętej Inkwizycji, stworzoną przez libertynów i jakobinów doby Oświecenia, a później usilnie podtrzymywaną przez lewicowe salony Zachodu. Dzięki tej książce Polacy mogą poznać prawdę o Świętym Oficjum. Za co autorowi należą się podziękowania.

    Waldemar Łysiak”

    „Czarna legenda Świętej Inkwizycji to jedno z największych pośród wielkich kłamstw, które ukształtowały myślowe nawyki człowieka współczesnego. Kłamstwo tak skuteczne, że w końcu ulegli mu nawet obrońcy Kościoła, przyrównując do inkwizytorów swych komunistycznych prześladowców.

    Pracę Romana Konika uważam za godny szacunku i polecenia wszystkim akt intelektualnej odwagi, jakim jest poszukiwanie prawdy na przekór ugruntowanym stereotypom.

    Rafał A. Ziemkiewicz”

    (…) W wiekach średnich państwo i wszelkie struktury społeczne oparte były na autorytecie Kościoła, tworząc misterny, ale delikatny splot. Prawo i administracja, gospodarka i polityka, nauka i szkolnictwo, sztuka i kultura, obyczaje i organizacja życia – wszystko regulowane było zasadami wywodzonymi z chrześcijaństwa. Religia była centralnym spoiwem ówczesnego świata. Pojawianie się odstępstw – wywoływanych rozmaitymi przyczynami – od religijnej ortodoksji stawało się automatycznie zagrożeniem wobec całego systemu społecznego i politycznego. Herezje – co trudno pojąć współczesnemu człowiekowi – były w stanie zniszczyć równowagę średniowiecznego świata, zatrzymać rozwój cywilizacji czy nawet cofnąć ją o stulecia. Było to w pełni realne zagrożenie – spory doktrynalne miały całkiem praktyczne przełożenie w realnym życiu społeczeństw. Zgoda na obniżanie autorytetu papiestwa, na rozchwianie ideowe byłaby równoznaczna z podkopywaniem fundamentów konstrukcji ówczesnego świata. Gdy więc Kościół zdecydował się powołać Świętą Inkwizycję, instytucję, której zadaniem było utrzymanie religijnej integralności, było to bez przesady działanie w interesie całej cywilizacji. Dziś katolicy jej się wstydzą i gotowi są za nią przepraszać. Mit krwawej Inkwizycji przesłonił fakty.
    Czarna legenda Inkwizycji przypisuje jej perwersyjne wręcz okrucieństwo, ojców inkwizytorów odmalowuje zaś jako ponurych staruchów, żądnych krwi niewinnych, z upodobaniem prześladujących niewinne kobiety i najtęższe umysły epoki. Legenda ta ignoruje prawdę historyczną, opiera się głównie na zmyśleniach protestanckich oraz oświeceniowych – epoki, która sama zrodziła prawdziwą wielką zbrodnię. Jeśli chce się poznać prawdę, warto wyrzucić z pamięci zasłyszane gdzieś opinie, ponure mity, aprioryczne sądy, skojarzenia wyniesione z filmów i powieści, a ograniczyć się do stosunkowo łatwych do uzyskania dokumentów i oryginalnych świadectw. Inkwizytorami byli najświatlejsi ludzie swoich czasów, dobrze wykształceni i otwarci. Kierowali się przede wszystkim miłosierdziem i sprawiedliwością (Misericordia et Iustitia), a ich działalność regulowana była specjalnymi przepisami. Przemoc, tortury, stosy to metody, którymi głównie posługiwali się nie oni, a ich świeccy naśladowcy oraz protestanccy konkurenci. W przeciwieństwie do nich inkwizytorzy zapewniali podsądnym nie tylko sprawiedliwe procesy, z rzetelną obroną, ale i wyroki w przeważającej mierze zadziwiająco łagodne. Wbrew powszechnemu przekonaniu, jedynie znikoma część wyroków oznaczała śmierć skazańców. W istocie procedura sądów inkwizycyjnych wprowadzała nowoczesne rozwiązania, znane i stosowane w dzisiejszym sądownictwie, z systemem odwołań, poręczeń, zapewnieniem aresztowanym wyżywienia i opieki medycznej. One właśnie, trybunały inkwizycyjne, ucywilizowały procedury świeckiego sądownictwa. Uratowały przy tym rzesze ludzi przed pełną cierpienia śmiercią z rąk fanatycznych tłumów lub ochoczo stosujących przemoc sędziów świeckich (by pominąć duchowe znaczenie postępowań).
    Żyjemy w dziwnych czasach, rzekomo skrajnie racjonalnych, jednakże przeciwstawienie prawdy rysowanym przez media mitom, uznawanym powszechnie za prawdę, wymaga odwagi. W tym wypadku mamy do czynienia z mitem – nazwijmy to tak – twardym, tzn. mającym w sporej mierze charakter konstytutywny dla naszych czasów, a więc opór tych, co „coś słyszeli” i „mają pogląd”, bez zadania sobie trudu weryfikacji – jest większy. Autor niniejszej książki, Roman Konik ma odwagę pójść pod prąd popularnych opinii i – jak przystało na rzetelnego naukowca – nie obawia się stanąć po stronie prawdy, bronić jej. Wbrew modzie, nie ukrywa też, iż jest człowiekiem wiary. Dość rzadkie to dziś połączenie. (…)

    ========================================

    Krytycy Inkwizycji pomijają często uwarunkowania epoki, w której ona występowała. Święte Oficium powstało w średniowieczu, okresie kiedy nie istniało oderwanie państwa od Kościoła a monarchowie traktowali swój urząd jako nadany przez Boga. Prawodawstwo było nierozerwalne z zasadami chrześcijaństwa a władze świeckie traktowały występy przeciw wierze tak samo jak występy przeciw państwu. Jak pisze w swojej książce „W obronie Świętej Inkwizycji” dr Roman Konik:

    „Nikt z oskarżycieli Świętej Inkwizycji nie podnosi dziś okrucienstwa ówczesnych kodeksów świeckiego prawa kryminalnego, które oprócz bluźnierców, karały śmiercią także sodomitów, pederastów, zoofiliów, nekrofili, fałszerzy monet i złodziei”

    .
    Kościół w tamtym okresie niejednokrotnie odnosił się niechętnie do nawracania niewiernych siłą. Św.Augustyn mówił, że Kościół nie potrzebuje korzystać z pomocy władzy świeckiej w walce z heretykami. W roku 1150, w czasie wybuchu zamieszek inspirowanych przez heretyków w Kolonii, dostojnicy kościelni wypowiedzieli się przeciwko wymierzaniu im kary śmierci.

    Dlaczego więc w świadomości ludzi istnieje obraz Inkwizycji jako „największej zbrodni w historii ludzkości”? Waldemar Łysiak pisał, że winą należy obarczyć „libertynów i jakobinów doby Oświecenia, a później podtrzymywaną przez salony Zachodu czarną legendę”. Winne są niewątpliwie media i filmowcy ukształtowani przez rewolucję lat 60-tych, kiedy „elity” odrzuciły wiarę i w rozpoczęły krucjatę antyklerykalną i zapomnieli, że Inkwizycja była odpowiedzią na szerzące się w XI wieku herezję uderzające w dogmaty wiary i niebezpieczne dla Kościoła i państwa sekty manipulujące ludy Chrześcijańskie.

    Katarzy i Waldensi

    Z mnożących się w XI i XII wieku ruchów heretyckich najbardziej Kościołowi zagrażali Katarzy wywodzący się z sekty manichejskiej. Katarzy wierzyli, że świat materialny został stworzony przez złego Boga-szatana, toczącego walkę z Bogiem dobrym, stwórcą świata duchowego. Według nich szatan stworzył ciała ludzkie i seksualność, byli więc wrogami małżeństwa, które oznaczało dla nich pozostawanie w grzechu (za grzech uważali również rozmnażanie się).

    Według ich doktryny samobójstwo jest szybką drogą do zbawienia, a aborcja powstrzymuje rozprzestrzenianie się zła w postaci istot materialnych. Katarzy byli wegetarianami, gdyż zwierzęta rozmnażały się drogą płciową i były siedliskiem czekających na zbawienie dusz ludzkich. Jedli ryby, uważając, że są jednopłciowe i nie występuje między nimi żaden „grzeszny” akt. Katarzy twierdzili, że cielesna natura Chrystusa byłą zła i był on nie Bogiem a aniołem o imieniu Jan. Wyśmiewali katolików, że robią z Boga z ciasto i potem Go zjadają.

    Katarzy bezcześcili krzyż robiąc z niego np narzędzia rolnicze, izolowali od reszty społeczeństwa swoje dzieci w obawie przed zepsuciem moralnym, nie pozwalając im spożywać mięsa i nabiału. Z punktu widzenia sądów świeckich sekta była groźna z powodu odrzucania przez nią prawa. Katarzy głosili, że państwo nie ma mandatu do rządzenia i nie ma prawa wymierzać sprawiedliwości. Jak pisze dr. Roman Konik:

    „Dogmatyka katarska dążyła do pozbawienia społeczeństwa więzi społecznych, rozbicia małżeństwa, uderzała w wymiar sprawiedliwości, podważała ważność umów, unieważniała przysięgi – społeczeństwo takie nie byłoby w stanie odeprzeć agresji zewnętrznej”

    Sekta stosowała również wobec swoich członków rytualne mordy w celu przejścia członków ze stanu „cielesnego” do duchowego (m.in za pomocą głodzenia na śmierć albo duszenia poduszką) Katarzy nie zostali od razu unicestwieni przez krucjatę wysłaną przez papieża Innocentego III w 1234 r. Zanim doszło do rozwiązania siłowego papiestwo nakładało na heretyków kary kanoniczne. Wszelki dialog był zrywany ponieważ heretycy twierdzili, że nie mogą rozmawiać z katolikami bo ci służą szatanowi.

    Podobnie wyglądała sytuacja innej sekty – Waldensów, którzy odrzucali prymat papieża, pozwalali kobietom udzielać sakramentu Eucharystii, twierdzili, że święci są tak szczęśliwi w niebie, że nie przejmują się losem ludzi na ziemi. Waldensi również odrzucali prawo świeckie.

    Kościół Katolicki prowadził na początku dialog z rozłamowcami, ale upór w doktrynalnym błędzie uniemożliwił kompromis co doprowadziło do ekskomunikowania ich w roku 1184 przez papieża Lucjusza III. Wielu z sekciarzy w roku 1207 wróciło na łono Kościoła i papież Innocenty II zdjął z nich klątwe co niewątpliwie świadczy o tym, że Kościół zawsze pragnął zbawienia rozłamowców a nie ich unicestwienia.

    Wyroki śmierci na Katarów i Waldensów nakładała wyłącznie władza świecka, która dbała o porządek prawny i chciała uniknąć rewolucji. Krwawe krucjaty miały oczywiście miejsce, ale dopiero po tym jak sekciarze pierwsi podnieśli miecz, zabijając wybitnego inkwizytora Piotra z Werony. Poza tym przeciągali na swoją stronę wielu feudałów, którzy tylko czyhali by zagrabić majątek zdelegalizowanego Kościoła Katolickiego ( sekta dążyła do likwidacji kleru).

    Inkwizycja nie działała (jak się przyjęło mówić) wbrew społeczeństwu. Po śmierci Piotra z Werony to właśnie lud domagał się wyniesienia go na ołtarze i apelował o pomoc w walce z heretykami. Dochodziło nawet do tego, że ludzie zarzucali inkwizytorom zbytnią… pobłażliwość.

    Inkwizycja hiszpańska

    Mówiąc o Inkwizycji należy rozróżnić ją od państwowej odmiany Trybunału Wiary. Inkwizycja państwowa była często narzędziem politycznym i była potępiana przez Stolice Apostolską. Tak właśnie było w przypadku „Inkwizycji hiszpańskiej”, której głównym „tyranem” historycy nazywają Tomasza de Torquemeda.

    „Postępowcy” przedstawiają go jako sadystę, zboczeńca i mordercę niewinnych. W rzeczywistości Torquemenda był wybitnym teologiem, który stworzył „Kodeks Torquemady”, gdzie regulował działania inkwizycji. Szczególnie zwracał uwagę na humanitaryzację przesłuchiwania podejrzanych.Zgodnie z kodeksem przyznanie się podejrzanego do winy na torturach nie było wiążące i nie stanowiło dowodu w sprawie.

    Jest faktem, że w 1478 roku Papież Sykstus IV bullą papieską przyznał królom Hiszpanii prawo do ścigania heretyków, ale Stolica Apostolska szybko zaczęła krytykować hiszpańskich inkwizytorów ( którzy przeważnie byli prawnikami, a nie teologami) za zbytnią brutalność. Sykstus IV domagał się także by oskarżeni mieli prawo do adwokata.

    Zdarzało się, że świeckie prawo ścigało heretyków uniewinnionych przez Kościół. Jak podaje w książce „Inkwizycja hiszpańska” Józef Tyszkiewicz

    „Paweł III, Pius V, Grzegorz XIII, Innocenty XII bezustannie zajmowali się oporną wobec roszczeń rządu hiszpańskiego pozycję. Różnica zdań była tak wielka, iż doprowadziła do ostrego sporu i w Hiszpanii rząd ośmielił się zapowiedzieć cenzurę, nie ogłaszał breva papieskie, posunął się tak daleko, iż groził śmiercią tym wszystkim, którzy pomocy Rzymu wzywali”.

    O konflikcie Kościoła z koroną hiszpańską świadczy walka papiestwa z inkwizytorem Lucero, który zwykł skazywać ludzi na podstawie zeznań podstawionych świadków. Kongregacja Katolicka skazała go za to na karę więzienia i zrehabilitowała wszystkie oskarżone przez niego osoby. Lucera zastapili dwaj inkwizytorzy- Francisco Gasce i Alonso Lopez, którzy pozwalali więźniom na posiadanie książek, pisanie listów i przyjmowanie posiłków od rodziny.

    Byli nawet krytykowani przez ludność za zbyt łagodne traktowanie heretyków. Kościelne Trybunały Inkwizycyjne wbrew woli monarchii hiszpańskiej powoływały się na okoliczności łagodzące takie jak nieletniość, ignorancja, choroby psychiczne czy nietrzeźwość w chwili popełniania herezji. Do najczęstszych kar jakie stosowała Inkwizycja Kościelna należały – reprymendy, nakaz uczestnictwa we mszy świętej czy odmawianie różańca.

    Do kar najcięższych można zaliczyć dzielenie się swoim majątkiem z biednymi, areszt domowy, czy zakaz opuszczania danego miasta. Jak pisze dr Konik:

    „Więźniowie po wyroku sądu inkwizycyjnego wiedli w miarę przyzwoite życie, mogli odwiedzać znajomych, pracoważ zarobkowo a co więcej jako więźniowie Świętej Inkwizycji, wyjęci byli spod jurysdykcji prawnej Korony hiszpańskiej więc nie płącili podatków”.

    Więźniowie mieli więc możliwość pomnożenia swojego majątku straconego wcześniej w wyniku procesu inkwizycyjnego. Wyroki śmierci mimo wszystko się zdarzały, ale według opublikowanych w Watykanie w 2004 roku obliczeń badaczy, od XV wieku Hiszpańska Inkwizycja na 125 tyś. procesów wyrokiem śmierci skończyło się 1,5% z nich.

    Często wyroki śmierci wykonywano zaocznie i palono tylko kukły z nazwiskiem heretyka. Było to absurdalne ale nie zbrodnicze, jak mówi prof. historii kościoła wydziału Teologii UWM ks. Jan Wiśniewski: Gdyby stosowano kare śmierci tak często jak się powszechnie mniema to nie byłoby heretyków, a przecież mieli się oni dobrze aż do wieku XVIII”.

    Działanie trybunałów i sądów

    W krytyce inkwizycji często pomija sie fakt, że podczas procesu oskarżony miał możliwość złożyć wniosek o odwołanie jednego z sędziów, jeżeli ten wydawał mu się być nieprzychylny i uprzedzony z pobudek osobistych. Oskarżony miał prawo do obrony i adwokata. Zdarzało się ze Papież Leon X ekskomunikował niesprawiedliwych sędziów Trybunału.

    Argumentem przeciwko zarzutowi, że Inkwizycja była krwawą machiną śmierci jest częste świadome popełnianie herezji przez zwykłych rzezimieszków aby zamiast pod sąd świecki trafiać pod Trybunał Inkwizycyjny. Nieprawdziwy jest również obraz tortur jakie rzekomo pochłonęły tysiące ofiar. Tortury w średniowieczu były powszechną formą wydobywania zeznań, trybunały zaczęły jednak je stosować bardzo późno.

    W przeciwieństwie do prawodawstwa świeckiego tortury można było stosować tylko w taki sposób by nie doprowadziły do śmierci heretyka. Inkwizycja zakazywała karania dzieci, starców i kobiet w ciąży. Stosowano je jedynie w wypadku, gdy oskarżony mimo udowodnionej mu winy notorycznie trwał w herezji. Podczas tortur musiał uczestniczyć lekarz, który badał czy nie spowodują one kalectwa bądź śmierci więźnia. „Często inkwizytorzy w celu wystraszenia heretyka pokazywali mu narzędzia tortur nie zamierzjąc nawet go im poddawać” – mówi ks prof Jan Wiśniewski.

    Należy pamiętać, że w średniowieczu tortury były zupełnie normalnym środkiem jak dzisiaj kara dożywotniego więzienia, której kościół nie jest przeciwny. Inkwizycja hiszpańska stosowała tortury tylko w 10 % spraw. Najczęściej używano takich metod jak głodówka czy pozbawienie snu. Jak pisze dr Konik „Nie są one mitem (tortury), mitem jest natomiast propagowanie skali i drastyczność zjawiska”.

    Galileusz, Giordano Bruno i liczby

    Najsłynniejszą „ofiarą” św. Oficium jest Galileusz. Jego przypadek jest zawsze przywoływany jako przykład tłumienia wolnomyślicielstwa i postępu przez Kościół. W rzeczywistości Galileusza ani nie torturowano, ani nie spalono na stosie. Kara jaką mu wymierzono polegała na czytaniu raz w tygodniu siedmiu psalmów. Galileusz nie był potępiony za swoje rozważania astronomiczne, ale za mieszanie w nie prawd teologicznych. Negował on cuda czynione przez Chrystusa, przypisywał Bogu charakter akcydensu a nie substancji.

    Poza tym w jednym ze swoich dzieł nazwał papieża Urbana VIII prostakiem i nieukiem. Podobnie wyglądało „prześladowanie” Giordano Bruno, który łączył gnostycyzm z magią. Był on wyznawcą neoplatońskiej wizji bóstwa, przenikającego cały świat. Bruno dał się poznać jako przeciwnik Arystotelesa i miłośnik systemów zodiakalnych, wróżbiarstwa i czarów. Publicznie wyśmiewał dogmat o Niepokalanym Poczęciu i negował istnienie piekła.

    W swoich wielu przemówieniach atakował Kościół i obrzucał go obelgami. Często również nazywał siebie najwspanialszym żyjącym teologiem i nawoływał do magicznego obalenia monarchów. Zagrażał więc w sposób bezpośredni władzy świeckiej. Bruno został skazany na uroczyste odwołanie swoich herezji, czego nie zrobił i trwał w swoim uporze sześć lat (co przeczy pochopnym wyrokom śmierci wydawanym przez Kościół), przez cały czas mając możliwość odwołania swoich rewolucyjnych poglądów. Skazany na śmierć został nie za swoje poglądy na temat astrologii a notoryczne opluwanie kleru i Chrystusa.

    W 2000 roku Jan Paweł II powiedział: „ Magisterium Kościoła nie może przecież podjąć decyzji o dokonaniu aktu natury etycznej, jakim jest prośba o przebaczenie, zanim nie zasięgnie dokładnych informacji o sytuacji panującej w tamtym okresie”. Stwierdzenie to bardzo rozwścieczyło krytyków inkwizycji.

    Watykan otworzył swoje archiwa dla historyków i ustalili oni w 2004 roku, że podczas istnienia inkwizycji (nie licząc hiszpańskiej) od XII do XIX wieku odbyło się około 100 tyś procesów (kościelnych jak i świeckich) o herezję z czego skazanych na karę śmierci było około 100 osób. Bardzo często pomija się fakt, że większość wyroków śmierci wydawali protestanci.

    Tak było w przypadku osławionego „polowania na czarownice” kiedy poprzez luterańską i kalwińską dosłowność demonologii, potencjalni i prawdziwi sataniści byli tępieni na każdym kroku. Nie można negować zła jakie niewątpliwie w niektórych przypadkach Inkwizycja popełniła. Watykan w swoich dokumentach nie ukrywa haniebnego postępowania niektórych inkwizytorów.

    Jednak skala „prześladowań” wmówiona ludziom w obecnej laickiej kulturze jest nieprawdziwa i krzywdząca dla Kościoła Katolickiego. Mimo to jak mówi ks. prof Jan Wiśniewski:

    „Wyciągnięcie ręki do drugiego człowieka i przeproszenie go, nawet jeśli po naszej stronie wina jest mała, pozostawia pozytywny odzew. Kościół nie jest bez winy wobec ofiar Inkwizycji, ale antyklerykalizm zniekształca obraz walki z herezją”.

    http://www.rgrunholz.wordpress.com

  3. Fran SA said

    Ksiadz wspomnial, ale moim zdaniem nie podkreslil wystarczajaco, ze nasze obecne prawo, nie tylko to oparte na prawie rzymskim (europejskie), ale i anglosaskie opiera sie na Inkwizycji i to w sprawie zasadniczej: powolania swiadkow obrony!
    Ja juz od dawna tocze zaciete boje, choc bez powodzenia o historie Sredniowiecza i utartych idiotyzmach o Sredniowieczu. Akurat mam prawo sie wypowiadac, bo to byla moja specjalizacja na studiach. I do tej pory sie zajmuje kultura i literatura Sredniowiecza..
    No i robie za Don Kichota.
    Niestety dziadek Marks jest silniejszy ode mnie i od wszystkich badaczy i milosnikow Sredniowiecza.
    Jest to troche i wina Kosciola, ze nie potrafil wprowadzic elementu akademickiego w nauki koscielne. Szkoda.

    Zeby bylo weselej, to wiele wydzialow zajmujacych sie epoka sredniowiecza – albo zwyczajnie pozamykano, albo… zazydzono. Stad te idiotyczne poglady na temat najbardziej dynamicznego rozwoju w dziejach ludzkosci jakim bylo Sredniowiecze.

    Ja nie wierze, w zadne zmiany w Polsce, zadne Solidarnosci ani inne oszustwa, dopoki nie bedzie mozna w Polsce rozpisac nowych podrecznikow do historii opartych na dokumentach historycznych i starozytnych historykach ( w tym Flawiusza) i dopoki sie w Polsce nie przywroci nauki Laciny. Zarowno historia starozytna jak i jezyk lacinski sa najwiekszymi wrogami zydostwa – prawie takim samym jak Krzyz.
    A te panienki w Ministerstwie Oswiaty powinny na miotlach wyfrunac przez komin Ministerstwa.
    Niedouczonym Polakom ciagle sie wmawia coraz to glupsze idiotyzmy, zeby sie czuli winni za cos, co w ogole nie mialo miejsca. Ostatnio przekonywali mnie polskie nieuki, ze … miliony zydow zameczyla Sw. Inkwizycja w Hiszpanii. Ciekawe tylko skad i czym ich dowiezli i ile trwal proces i zameczenie torturami kazdego biedaka z tych milionow. Pewnie do tej pory jeszcze ich leja.

    Nikt zydow z Hiszpanii nie wypedzal. Mieli do wyboru: albo zaniechac niektorych praktyk religijnych, albo wyjechac, bo te niektore praktyki byly niezgodne z prawem hiszpanskim.
    Do tej pory w Madrycie stoi pomnik dzieci pomordowanych w rytualach religijnych.
    A nam mowic zakazano!

  4. Fran SA said

    Robert Grunholz
    Pan Ziemkiewicz troche nie mial racji. W Sredniowieczu latalo pelno heretykow i nikt im za to nic nie robil, dopoki nie probowali stanowic sily politycznej przeciwko naukom koscielnym. I byly tez wielkie akademickie dyskusje na temat istoty Boga i stworzenia swiata. Byla zdecydowanie wieksza swoboda dyskutowania wypowiadania mysli publicznie niz np. teraz!

    ‚Nalezy pamietac, ze w Sredniowieczu tortury byly zupelnie normalnym srodkiem jak dzisiaj kara dozywotniego wiezienia’ (Ziemkiewicz)

    No tak, bo w Sredniowieczu nie mieli ani Guantanamo ani ABu Ghraib i Baghram i nie wpadli na to, zeby torturowac bez udowodnienia winy ludzi porwanych z lapanek.
    .
    W kazdej cywilizacji beda Platony i Demokryty. Sredniowiecze na to pozwalalo.

    XXI wiek w tzw. nowoczesnych krajach juz na to nie pozwala.
    I kaganek oswiaty zamienilismy w kaganiec tejze.

  5. filip piękny said

    Piękne czasy Świętej Inkwizycji. Łezka się kręci w oku. Ale właściwa Inkwizycja dopiero przed nami. Mówi o tym 17, 18 i 19 rozdział Objawień Janowych.

  6. 1/2 srula (być może) said

    1/2 srula jest bardzo zadowolony z tematu. Dodałby tylko, że początki „czarnej legendy” zawdzięczamy kard. Richelieu co to Hiszpanów nie lubił. Jego dziadzia był „narodowości prawniczej”, jakby. 1/2 srula nasłuchał się na temat inkwizycji tyle różnych „smakowitości”, że jak widzi takie teksty to zaczyna wierzyć, że nie wszystko stracone.

  7. Brat Dioskur said

    Negatywna symbolika Sw.Inkwizycji jest tak wprasowana w ludzkie umysly ,ze nawet nie uniknal tego wilczego dolu sam …ks.Natanek!W jednym ze swoich kazan traktujacych o swoich przeprawach z krakowska Kuria siegnal po to porownanie .Mniemam ,ze z rozpedu….
    Czarna legende o Sw.Inkwizycji rozpowszechnil na Zachodzie m.i. A .Poe.

  8. Maria Antonina said

    Miałam sen…
    Pojawił się w księgarniach i zniknął jak meteor bestseller… wydawca nie nadąża z dodrukami…
    Przebojem wszedł na ekrany wspaniały sugestywny obraz opowiadający PRAWDĘ o Średniowieczu…
    Że co, że to nudne dla dzisiejszego zjadacza papki telewizyjnej? A „Imię róży”? A „Kod da Vinci”?
    Że co, że lewacki przekaz ma reklamę, jest promowany przez pożal się Boże „salony”? A którzy autorzy w Polsce najlepiej się sprzedają?
    Panie Waldemarze!
    Panie Rafale!
    Dopóki Panowie nie wezmą się do roboty, historycy sobie mogą mówić prawdę do …. śmierci i do szuflady.

    Pozdrawiam
    Maria Ciszewska
    791 920 353

  9. Rysio said

    tr 7. Dzięki Bracie Dioskur za ten wpis.

    Przykre, że Edgar Allan Poe też łgał na temat inkwizycji np. w swoim opowiadaniu Studnia i Wahadło.

    http://www.ibiblio.org/ebooks/Poe/Pit_Pendulum.pdf

    PS. Ostatnio coraz bardziej się upewniam, że cała tzw. światowa literatura to jest jedno wielkie łgarstwo.

    😦

  10. WW said

    Czasy Inkwizycji poprzedził okres pontyfikatów 2 papieży którzy dali żydom specjalne przywileje kierując się czymś w rodzaju tego (to też lud Boży) co wprowadził skutecznie „karol wielki” i zaowocowało katastrofalnymi następstwami Soboru Wat. II
    W obu wypadkach łącznie z S.W. II Kościół poniósł ogromne straty. Drugi z tych papieży ocknął się jednak wiedziony poprzednimi doświadczeniami Kościoła, że zawsze w historii chęć doprowadzenia do opamiętania się żydostwa w ich poczynaniach przez dawanie im specjalnych przywilejów prowadziło do niszczenia wszystkiego co osiągnął Jezus Chrystus i doprowadził do przeprowadzenia Inkwizycji co z kolei zaowocowało pozytywnie na ludzkość na jakiś czas (do czasu S. W. II).
    Godnym uwagi jest to, że w okresie Inkwizycji jeden z biskupów zwrócił uwagę innych biskupów swoim okrucieństwem. Ci biskupi interweniowali skutecznie.
    Ten biskup okazał się być przechrztą z żydostwa (jeden z dowodów na genetykę).
    Zabrakło tego rodzaju biskupów w i po S.W.II. (owocujący do dzisiaj Frankizm (solidarność, (Jakub Frank) i Aszkanazizm)
    Najwyżsi współcześni w Kościele Katolickim to uosobienie nieznajomość historii Kościoła czy Frankiści – pytanie retoryczne.
    Bramy piekielne nie przemogą”– bo „ Moje królestwo nie jest z tego świata”. „Idź precz Szatanie”.

  11. WW said

    „Moje królestwo nie jest z tego świata” rzekł Jezus Chrystus do tych których królestwem było coś w czym żyli. Nie mógł z oczywistych względów powiedzieć Rzymianom a tym bardziej żydom „z waszego świata.”.
    Temu w czym żyli powiedział „Idź precz szatanie.”
    Moje królestwo nie jest z waszego królestwa i w waszym królestwie. Nigdy tego nie zrozumiecie mógłby powiedzieć.
    Żydom powiedział wyraźnie i niedwuznacznie kim lub czym są. Tych z żydów i innych z innych środowisk, którzy zrozumieli choć w części Chrystusa spotkał okropny los z rąk żydów lub z powodu ich mentalności wykreowanej prze ich kapłanów, lewitów i później przez rabinów co jest zawarte w Talmudzie. Mimo to, to zrozumienie było i jest tym co określił, ze bramy piekielne nie przemogą tego.

    20 wieków minęło a przed tym poprzednie 20 wieków co najmniej i dalej społeczności i ich najtęższe umysły niewiele z tego rozumiały i posługiwały się wyobraźnią.
    Te najtęższe umysły, niektóre z nich, których wiedza była niewspółmiernie wyższa od dotychczasowej wiedzy pogłębiały tę świadomość ograniczoności tej niewiedzy. Każda nowa wiedza pogłębiała przekonanie o ograniczoności tej wiedzy ponieważ ta nowa wiedza pokazywała więcej niewiedzy niż odkrywała.
    Stosunkowo nowe, terminy „wszechświat”, „kosmos”, „bezkres”, „atom” i podobne niczego nie zmieniły poza kpinami z Jezusa Chrystusa, bestialsko zamordowanego i wskazaniem „to nie my to Rzymianie”.
    ”Zabiliśmy Chrystusa, zabijemy i was” słyszeć było wykrzykiwania w Palestynie. Nie tylko słyszeć lecz widzieć to nie tylko w Palestynie.
    Rzymski Holywood dawno minął ale dalej są zabijani ci nie z „waszego królestwa” już nie na krzyżu i ale w widowiskach z podobnym okrucieństwem na oczach wszystkich („shock and awe”, szok i przerażenie) ku uciesze gawiedzi z „waszego królestwa”.

    Ateiści i wielu innych nie zrozumie słów Chrystusa. Nie wiedzieli i nie będą wiedzieć co to jest Bóg a więc jak mogą być ateistami. Słowo ojciec zdaje się być zrozumiałe tylko dla dzieci ale dobrze że przynamniej dzieci rozumieją coś z tego.
    Chrystus był i jest Synem Bożym i to co przekazał innym powinno wystarczyć pięciolatkom, piętnastolatkom, pięćdziesięciolatkom. Starszym z głęboką wiedzą we wszystkich dziedzinach wystarcza dla zrozumienia słów Chrystusa zdawanie sobie sprawy z własnej niewiedzy przy stosunkowo ogromnej wiedzy. Czym większa wiedza tym większa świadomość niewiedzy. Pozostaje im umierać w niewiedzy a przed tym ewentualnie szukać odpowiedzi dla ich niewiedzy w przestworzach lub nieskończoności lub w pozaziemskich cywilizacjach. Gdyby takowe znaleźli to może mogłoby to pomódz uzmysłowić słowa Chrystusa, że to coś niby odkrytego z poza tego świata wcale nie jest tym co określił Chrystus, to kim jest Chrystus i co jest. „królestwem nie z tego świata.”, nie z waszego świata, współczesnego wam świata, świata który wy widzicie i twierdzicie że go rozumiecie.
    Byli jednak zaawansowani w tym co nazywane jest teologią, którzy doszli do wniosku, że w głównych znanych religiach judaizm zasługuje na najmniej szacunku.
    Karol zwany także „wielkim” kiedy przybrał nowe imię (nie geny) nie był tego zdania, co mu ten „wasz świat” docenił.

    Wojciech Właźliński
    5. VII. 2012.

  12. Ad. 3

    „Ja juz od dawna tocze zaciete boje, choc bez powodzenia o historie Sredniowiecza i utartych idiotyzmach o Sredniowieczu. ”

    – Jak pan fachowiec, to ja poproszę o rozwinięcie wątku, który IEN wyciął z „Dziejów Polski” Konecznego (wątek ten jest w reprincie ANTYK-u). Autor twierdził tam, że prawo rzymskie zniosło średniowieczne bariery na drodze do nieograniczonego bogacenia się. No i chroniło silniejszego przed słabszym.

    Nikt tego wątku nie podejmuje.

  13. Kapsel said

    na samym początku filmiku

    ….podobnie jak funkcjonuje Czarna Legenda Sarmacji,tak proszę zwrócić uwagę istnieje straszny,wręcz odwrócony ,negatyw,stereotyp, Świętej Inkwizycji…..

    ks. dr Roman Kneblewski

  14. ajar said

    Tomás de Torquemada – Dominikanin. Widocznie Dominikanin, to nie katolik.

  15. 1/2 srula (być może) said

    Re: 9
    „Ostatnio coraz bardziej się upewniam, że cała tzw. światowa literatura to jest jedno wielkie łgarstwo.”
    No bo jo robio światowe ludzie, co to z niejednego pieca chleb jedzom. Najczęściej cudzego. Taki mały geszeft. 🙂

  16. Brat Dioskur said

    re9@Rysio
    „”. Dzięki Bracie Dioskur za ten wpis. ”

    Ha, nie mnie dziekowac tylko Gestapo ,ktore dziwnym trafem przepuscilo ten wpis.Oczywiscie nie mam tu na mysli admina..Najbardziej zagadkowa jednak jest blokada przez lucyferianow watku o ….Pilsudskim!Jaki oni maja w tym interes zeby go chronic?Nie wnikam glebiej w przyczyny tej taktyki ,bo kol.Gula znowu sobie pomysli ,ze koroniarze jatrza.

Sorry, the comment form is closed at this time.