Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Romuald Gładkowski – „Credo in unum Deum”

Posted by Marucha w dniu 2012-07-09 (Poniedziałek)

Toronto – 1988 (fragmenty)
Nadesłał p. PiotrX

[Bardzo antyliberalny i antymodernistyczny tekst – admin]

Kiedy wszechświat jest traktowany jako samoistniejacy, kiedy nie dostrzega się Pana Boga stojącego ponad wszechświatem, wówczas wszystko, co nas otacza, staje się święte; jak to ma miejsce u pogan, a jest bardzo dobrze widoczne w panteiźmie. Właśnie chrześcijaństwo, oddając Bogu, Istocie Najwyższej, wszystko co święte, zdesakralizowało wszechświat. Chrześcijaństwo rozgraniczyło Stwórcę od rzeczy stworzonych. Chaos myślowy pogan został uporządkowany.

Starożytne pogaństwo poczęło zamierać razem z rzymskim imperium. Poganie, przegrywając konfrontacje z nauka Chrystusa Pana, przeczuwając swój bliski koniec, usiłowali ratować się przyjmując od chrześcijan ogólny pogląd na świat, ich dobroć i entuzjazm. Zbyt wyraźnie rzucała się w oczy wyższość chrześcijan w pożyciu rodzinnym, w stosunkach sąsiedzkich, w spełnianiu obowiązków wobec ojczyzny. Poganie, jeszcze u schyłku II wieku po narodzeniu Chrystusa, desperacko broniąc się przed całkowitym przyjęciem stylu życia chrześcijan, usiłowali kopiować moralność chrześcijańska i ewangeliczne nauczanie. Nic z tego, nie udało się poganom uzyskać czegokolwiek, co byłoby równoważne entuzjazmowi religijnemu chrześcijan. Mity pogańskie pozostają niezmienne, a każda próba ich modyfikowania kończy się niepowodzeniem. Religie pogańskie, jako zrodzone z ludzkiej fantazji, są martwe, statyczne. Nie mogło więc dojść do syntezy religijnej. Nie mogą też istnieć równocześnie dwie prawdziwe religie, czy dwie równoważne moralności. Gdy dwie rywalki zetkną się ze sobą, jedna z nich musi ustąpić. Siedemnaście wieków temu ustąpili poganie. W Europie do głosu doszła cywilizacja łacińska.

Tysiąc lat później, w cywilizacji łacińskiej powstały luki, które umożliwiły odrodzenie się pogaństwa. Przecież, najpierw, w XIV wieku, wytworzył się bałagan w Stolicy Apostolskiej, a dopiero potem, w wieku XV, powstał protestantyzm, jako zjudaizowana forma chrześcijaństwa. Później przyszła myśl, że można mieć religię bez Boga. Sięgnięto nawet po buddyzm, który właśnie taka religią jest. Na nowo poczęto zachwycać się okultyzmem i magią, tworząc pseudoreligie natury ściśle intelektualnej. Humanizm i neoplatonizm stały się faktem.

Rozum ludzki, nieodłączny atrybut chrześcijaństwa, w wiekach od XIV do XVIII uległ wynaturzeniu zwanym racjonalizmem. Religie katolicką, chrześcijaństwo w ogóle, zaczęto traktować jako podgatunek pierwotnej mądrości “naturalnej”. Racjonaliści poczęli głosić, że rozum ludzki jest wykładnią pojmowania i interpretacji zagadnień dotyczących świata nadprzyrodzonego. W sukurs przyszli im alchemicy, usiłując przyspieszyć obiecane przez Chrystusa Pana nadejście królestwa niebieskiego, przyspieszyć przywrócenie człowiekowi utraconego raju poprzez manipulacje związkami chemicznymi.

W okresie Renesansu humanizm był wykładany zaledwie na kilku uniwersytetach; za to w wieku XVIII stał się podstawą “racjonalizmu klasycznego” w wydaniu Bacona, Descartesa, Spinozy, Kanta i pozostałych. Rozrastający się w ten sposób humanizm doprowadził do rozwoju nauki opartej na ateistycznych postulatach. W okresie Oświecenia stan względnej równowagi pomiędzy chrześcijaństwem a neopogaństwem został zachwiany. Do osiemnastego wieku było ściśle określone, i przyjęte, co jest herezją, niezależnie od miejsca w hierarchii państwa i narodu. Kościół katolicki był w stanie podjąć zaradcze środki, jak publiczna ekskomunika, czy teź poprzez odpowiednie działanie w twórczości artystycznej. Kontrakcja Kościoła Św., na odradzanie się pogaństwa, wyraźnie uwidoczniła się w literaturze, malarstwie i muzyce.

Jednak, w końcu duchowe zasoby Kościoła rzymskiego się wyczerpały. W wieku XVIII wszystko nagle zmieniło się. Duży wpływ na zmianę sytuacji wywarli zajadle antykatoliccy intelektualiści, jak Voltaire, czy Lessing, wsparci “postępowym” klerem, który otwarcie odstąpił od wyznawania doktrynalnej i moralnej nadrzędności Kościoła świętego w życiu człowieka.

Kapłan katolicki, jako myśliciel chrześcijański, powinien opierać swoje wywody na motywach ściśle doktrynalnych i teologicznych. Jednak, trudno jest mu dyskutować z kimś, kto nie przyjmuje argumentów opartych na wierze, a nawet na wydarzeniach historycznych. Starając się lepiej zrozumieć wrogów katolicyzmu, kapłani zbliżyli się do nich, by z czasem pozwolić na podjęcie dyskusji (dialogu), na warunkach narzuconych przez przeciwnika. Niestety, krok po kroku, szukając argumentów nie do odparcia, pogrążyli się w racjonalizmie. Istotnie, argumenty się znalazły, ale nie mają one już nic wspólnego z religią katolicką. Gdy racjonalizm zawładnął światem intelektualnym, nawet w sferach moralności i metafizyki odnaleziono antykatolickiego sojusznika. Poparto więc agnostycyzm Kanta i poczęto domagać się przeprowadzenia rewizji pojęć biblijnych i Ewangelii świętej.

Agnostycyzm wyszedł z założenia, że rozum ludzki jest zamknięty w kręgu zjawisk widocznych. A więc Pan Bóg nie może być bezpośrednim przedmiotem wiedzy, nie może też być uważany za podmiot historyczny. Dalej, po odrzuceniu objawienia Bożego, do głosu doszedł immanentyzm życiowy, który wytłumaczenie religii znajduje w człowieku. Zwolennicy Kanta poczęli głosić, że religia jest pewną formą życiową, wywodzącą się z potrzeby ukrytej w podświadomości człowieka, którą mogą wyzwolić odpowiednie warunki. Najczęściej twierdzą, że istnienie Boga jest wytworem zbiorowego strachu w określonych etapach historii. W konsekwencji, wiara dla nich jest uczuciem, a nie poznaniem. Każdy człowiek, ich zdaniem, musi przemyśleć swoją wiarę. Z owych przemyśleń powstają dogmaty, które powinny się zmieniać, dostosowując się do wymogów czasu. Zatem, poczęli głosić, że dogmaty, jako zmienne i chwiejne, nie mają większego znaczenia w religii.

Zrodziła się w ten sposób herezja zwana modernizmem, którą Ks. Paul A. Wickens określa jako:

“(1) herezja, która utrzymuje, iż religia katolicka, jej zasady wiary i zasady moralne, musi być przystosowana do współczesnego świata;

(2) wszystkie doktryny objawione są pod znakiem zapytania (sceptycyzm), wielu z nich się zaprzecza. Modernizm doprowadza do utraty łaski Bożej, napawa jeszcze większym sceptycyzmem i prowadzi do dalszej jej utraty”.

Pod sloganem otwartości intelektualnej, modernizm przemycił do katolickiej moralności coś w rodzaju pornoteologii, która godzi się z wolna miłością, z próbnymi małżeństwami, z małżeństwami homoseksualnymi, z prawem do aborcji, do zażywania narkotyków, godzi się z pomysłem zrównania płci, co przejawia się w agitacji do wyświęcania kobiet na kapłanki, a wszystko jest przypieczętowane powszechnym rozgrzeszeniem. Idea “nowego chrześcijaństwa” modernistów opiera się na pięciu podstawowych założeniach :

1. Antropocentryzm. Religia ma skupiać się głównie na człowieku, a nie na Panu Bogu. Bóg jest miłowany i czczony w człowieku. Zatem, religia antropocentryczna wytwarza wypaczoną miłość do człowieka jako obiektu miłości Pana Boga, którego stawia na drugim planie, a w konsekwencji neguje.

2. Immanentność świata. Królestwo Boże jest tutaj na ziemi, a nie po ponownym przyjściu Chrystusa. Zbawienie oznacza wyzwolenie od grzechów społecznych i od wyzysku ekonomicznego. Tym samym, religia przeobraża się w ideologię polityczną.

3. Nowa forma ewangelizacji. Ewangelia święta ma służyć biednym i posiada charakter ekonomiczny, a nie duchowy.

4 . Nowa struktura Kościoła. Kościół ma być częścią świata i służyć światu. Zatem, musi rozwiązać wszystkie istniejące dotycbczas instytucje kościelne. Każdy członek Kościoła może spełniać funkcję kapłana. Zatem, nagle “zapomina się”, że Kościół św. jest dziełem Chrystusa Pana i Ducha Świętego, a nie “świata”.

5. Nowa forma adoracji Chrystusa. Jezus Chrystus jest dla modernistów wyzwolicielem ubogich. Jest Człowiekiem służącym bliźnim. Jest Wielkim Buntownikiem. Stworzenie tak fikcyjnej sylwetki Chrystusa Pana ma na celu dać wsparcie dla propagandy marksizmu i rewolucji.

Papież, św. Pius X, podzielił przyczyny modernizmu na: a) natury moralnej (wścibstwo i pycha, prowadzące do zuchwałości); b) natury intelektualnej (ignorancja w dziedzinie scholastyki, prowadząca do kojarzenia fałszywej filozofii z wiarą) . Jednak, nie mogłoby dojść do modernizmu bez uprzedniego powstania liberalizmu filozoficznego.

LIBERALIZM.

Liberalizm filozoficzny wyszedł ze sceptycznego założenia, iż zarówno prawda oraz fałsz są pojęciami wzglądnymi, są czymś, co zrodziło się w umyśle człowieka. Wprowadzono nowe słowo “intelektualista” – co oznacza człowieka zredukowanego wyłącznie do ludzkiego intelektu, który prawdę zastąpił “opinią” na temat przedmiotu. Błędnie poczęto gloryfikować rozum ludzki, który rzekomo ma być najwyższym sędzią w ocenie prawdy i postępowania człowieka. Doszło do tego, że chcąc być bohaterem w oczach świata, trzeba wejść w konflikt z Bożymi przykazaniami.

Poza nami istnieje porządek rzeczy, którego skutki możemy dostrzec. Ten porządek rzeczy, ustanowiony przez Stwórcę, nie może być zakłócony bezkarnie. Brak uznania dla istniejącej rzeczywistości sprowadza zakłamanie, grzech, zło. Badając rzeczywistość dociekamy prawdy, gdyż prawda jest zawsze w zgodzie z istniejącym stanem rzeczy. Przywiązanie do prawdy jest jedyną siłą, która chroni człowieka przed upadkiem, gdyż moralność jest korzystaniem z prawdy. Zatem, prawo moralne powinno być nakazem trzymania się rzeczywistości ustanowionej przez Pana Boga. Tu nie może być miejsca dla etyki sytuacyjnej. Kaprys, własne widzi mi się, nie może być sędzią otaczającego nas świata. Opinia potrzebuje autorytetu, a bez niego jest niczym. Prawda uzyskuje autorytet z uznania rzeczywistości stworzonej przez Boga. “Intelektualista”, czy “partia”, nie może być wyrocznią dla prawdy; może jedynie proponować metodę służenia narodowi. Nic poza tym.

Liberalizm dlatego jest zgubny, gdyż odciąga nas od prawdy.

Jednym z pierwszych zwolenników liberalizmu był Marcin Luter, który, w imię dowolnej interpretacji Pisma Św., zerwał z Kościołem rzymskim. Niemniej jednak, dopiero po wybuchu rewolucji francuskiej z 1789 roku stało się widoczne wyraźnie, że główną bitwę z Kościołem katolickim, z religią rzymskokatolicką, rozegra liberalizm. Deklaracja Praw Człowieka, z czasów tejże rewolucji, była podsumowaniem doktryny liberalizmu 1 wprowadzeniem jej w życie. Można ją określić jako rozbudowaną formę “złotej reguły” Hillela. Deklaracja ta została potępiona przez Papieża Piusa VI.

Zmasowany atak na Sakramenty święte Kościoła katolickiego, podsycany przez Synagogę, rozpoczął się w okresie Reformacji. Sakramenty święte nieskończenie przynoszą wiernym Chrystusa Pana. Chcąc pozbawić katolików wiary w boski charakter Jezusa Chrystusa, musiano więc rozpocząć od prób zabrania im sakramentów, od zabrania łącznika z boskim Odkupicielem. Te obrażające Pana Boga zakusy zostały potępione na Soborze trydenckim (1545-63).

Jest na ogół wiadomo, że ciałem wykonawczym Synagogi są tajne sprzysiężenia, zwane masonerią. Ich dziełem była rewolucja francuska z 1789 roku, a także wspomniana już Deklaracja Praw Człowieka, wprowadzająca do polityki liberalne zasady. Rozpoczęto od “burzenia tronów i ołtarzy”, poprzez zawołanie anarchistów: “Ni Boga, ni Pana ” , a skończono na dyktaturze, gdzie tyran oświadczał: “Republika , to ja!”.

Kiedy każdy ma prawo mówić i robić co mu się rzewnie podoba, mamy do czynienia z anarchią. Żaden naród nie może rozwijać się przebywając w stanie anarchii. Życie narodu nie może spocząć na opinii przypadkowej zbiorowości, kolektywu. Gdy wszyscy chcą rządzić, nikt nie rządzi. Pewien ład i porządek jest konieczny. Czy komuś to się podoba, czy też nie, w świecie istnieje Boży porządek. Zatem, anarchia doprasza się o przywrócenie porządku. Stąd, chaos toruje drogę dyktaturze. Nic więc dziwnego, że wszystkie porewolucyjne rządy,
które były dziełem sprzysiężenia, pod pretekstem obrony “wolności” człowieka przed jakimikolwiek ograniczeniami moralnymi, przed dogmatami religii katolickiej, przed autorytetem Ewangelii Św., tworzyły autorytatywny i monopolistyczny etatyzm.

Każde wprowadzenie liberalizmu w życie musi zakończyć się tyrańską opresją, skoro tam adorację Boga przeobraża się w adorację człowieka. Deifikacja człowieka jest nieuniknioną konsekwencją filozofii liberalizmu. Kiedy istnienie Boga uzna się za mit, najwyższą istotą staje się człowiek a to umieszcza go w ateistycznym komunizmie.

Dla masonów Jezus Chrystus nie jest Synem Bożym. Nie uznają też piekła, ani nieba, nie istnieje dla nich Trójca Święta, a jedynie panteistyczny Wielki Architekt Wszechświata, będący częścią tegoż wszechświata. Masoni są zdania, iż człowiek jest istotą najwyższą za swego życia na ziemi. Nic więc dziwnego, że zbudowana na takich podstawach epoka Oświecenia wypowiedziała Kościołowi katolickiemu wojnę na śmierć i życie.

Został zaatakowany jeden z fundamentalnych dogmatów Kościoła Św., a mianowicie, dogmat o boskim Wcieleniu – dogmat, który jest oparty na faktach historycznych i jest podbudowany rozumowaniem, tak teologicznym, jak i filozoficznym, przez Doktorów Kościoła Św. i liczne Sobory. Zaatakowano dogmat, który nas, katolików, zdecydowanie rozdziela od pogan, u których bogowie, przybierający ludzką postać, są wytworem ludzkiej fantazji. Dla dogodzenia liberalistycznemu widzi mi się, poczęto ignorować fakty historyczne, a mianowicie, fakt Męki i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, czy fakt Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Chcąc osłabić ich znaczenie, poczęto próbować nadać im charakter jedynie symboliki, która rzekomo ma pogłębiać naszą wiarę. W rezultacie, wytworzyła się dowolność w tłumaczeniu Ewangelii św., dowolność w katechicznym nauczaniu i w respektowaniu liturgii. Zawodowi “intelektualiści” poczęli robić wysiłki w kierunku rozbicia jedności Trójcy świętej, gdyż nie są w stanie tego pojąć wyłącznie na drodze intelektualnej. W wyniku zawężonego umysłowo racjonalizmu, znaleźli się nawet tacy, którzy zaprzeczyli, że Chrystus w ogóle istniał. W rezultacie, powstała niezliczona ilość sekt chrześcijańskich, czczących bądź to wyłącznie Boga Ojca, jak świadkowie Jehowy i cały ruch synkretyczny, ze Światową Radą Kościołów na czele, bądź tylko Ducha Świętego, jak zielonoświątkowcy, bądź wyłącznie “Jezusa”, co ma miejsce u sekt murzyńskich, które w rozgorączkowaniu, podszytym okultyzmem, zapominają o Osobach pozostałych. Chrześcijaństwo, pozbawione opieki Doktorów Kościoła Św., prowadzi albo do przesadnego racjonalizmu, bądź też do zabobonnej dewocji.

Rozum ludzki nie może być powyżej prawdy objawionej. Jest poniżej. Proszę zauważyć, do czego doprowadzili protestanci, odchodząc od Kościoła Św., a polegając wyłącznie na Biblii, na własnym rozumowaniu i doświadczeniu. Sekty poczęły mnożyć się jak szarańcza. W Światowej Radzie Kościołów jest ich ponad dwieście pięćdziesiąt! Każda z nich posiada własny punkt widzenia na “prawdę”. Ile to może mieć wspólnego z prawdą? – Niewiele.
Religia nie jest tworem opartym wyłącznie na rozumie, na spekulatywnej filozofii, która jest zobowiązana by wytłumaczyć przed ludzkim rozumem każdą doktrynę. Religia, jako ogniwo łączące człowieka ze świętością, posiada dogmaty, obrzędy i symbole, jest zabarwiona elementami estetyki i tradycji.

Zadaniem religii jest przygotować duszę człowieka na przyjęcie Boga, udzielić człowiekowi pomocy w poznawaniu Boga i w odkrywaniu Jego obecności w świecie oraz w historii. Jak, w takim układzie, ktoś, bez gruntownego przygotowania w kierunku poznania Boga, może decydować, co jest dla niego dobre i jaką drogą będzie podążać przez życie; czy też, w jaki sposób będzie interpretować Ewangelię Św.? Od tego są przecież Doktorzy Kościoła św., teolodzy i postacie świętych. Misterium nauki Kościoła św. nie da się ująć w formułki racjonalizmu. Gdy tak się dzieje, przestajemy różnić się od pogan.

To, co jest “racjonalne”, nie zawsze musi być lepsze, czy wartościowsze. Nawet słowo “racjonalny” jest dyskusyjne. Znane nam fakty i wyniki badań naukowych należą do zbioru “cesarskiego”. Oddajmy je więc “cesarzowi”; a rzeczy święte pozostawmy dla Pana Boga. Wówczas będziemy mieli zbiory uporządkowane.

Odrodzony poganizm w okresie Renesansu, ośmielony niezmordowaną działalnością antykatolicką Synagogi i tajnych sprzysiężeń, począł robić starania, by raz na zawsze pozbyć się cywilizacji łacińskiej, ostoi katolicyzmu. W epoce Średniowiecza poganie walczyli ze scholastycyzmem, a w okresie Renesansu uratowali przed unicestwieniem sekularystyczny światopogląd. Dzięki temu, epoka Oświecenia zatrzęsła Kościołem katolickim, wprowadzając do niego modernizm i sekularyzację.

Każda nowa ideologia zakłada, że dominujący dotychczas światopogląd jest już bliski zagłady. Heretycy z okresu Reformacji byli przekonani, że Kościół katolicki był już na dnie rozkładu moralnego. Sekty protestanckie poczęły głosić, że żyjący w ich czasach Papież jest Antychrystem. Mijały pokolenia, Papieże się zmieniali, a “nowa era” nie nadchodziła. Pomimo tego, niektóre sekty, jak świadkowie Jehowy, nadal widzą Antychrysta w każdym Papieżu. Jest to ciężki przypadek ludzkiego zbłądzenia. – Jednak, powstałe wielkie zamieszanie w szeregach duchowieństwa katolickiego, jego powolne zeświecczanie się, utrzymuje pogan w przeświadczeniu, że epoka chrześcijaństwa dobiega końca.

Pogląd swój opierają na założeniu, iż bieg czasu i historii ma charakter cykliczny, czyli na fałszu udowodnionym naukowo i historycznie; gdyż upadłe cywilizacje, na które neopoganie sie powołują, jako na dowód potwierdzający cykliczność cywilizacyjną, były jedynie najrozmaitszymi dewiacjami cywilizacyjnymi i nie mogą dać podstaw do stawiania takich hipotez.

Cały świat należy do Pana Boga, pomimo, iż jest tymczasowy. Wszystko co ziemskie jest tymczasowe. Ma swój początek i koniec. Nawet żydzi, mimo, iż byli ludem wybranym, w wyniku pogrążenia się w świecie zmysłów, utracili swoje wyróżnienie. Zatem, pojęcie cykliczności czasowej jest wytworem pradawnego egzystencjalizmu, który nadaje rzeczom i zdarzeniom takie znaczenie, jakie odpowiada obranemu sposobowi życia. Tam rzeczywistość i urojenia są wymienne.

Poganie wiedzą doskonale, że w królestwie Chrystusa Pana nie może być dla nich miejsca. Lekcją poglądową dostali już od proroków; począwszy od Abrahama, poprzez Mojżesza, sięgając czasów Ptolemeusza II. To właśnie prorocy przepowiedzieli Kościół Chrystusowy, Kościół katolicki. Stąd u pogan tak dużo zajadłości pod adresem katolicyzmu. Fakt, że Kościół katolicki nadal istnieje i wydaje się być obecny we wszystkich zakątkach świata, wrogowie katolicyzmu tłumaczą tym, iż Watykan jest wyjątkowo elastyczny, że “doktryna katolicka nie jest wykuta w kamieniu, ale jest zmienna”, jak to ostatnio złośliwie pisał, na łamach “The Toronto Star”, Tom Harpur, z okazji wizyty Jana Pawła II w USA. Co więcej, poczęto głosić, że Kościół katolicki stara się zachować swoją dominującą pozycję poprzez ideologie liberalizmu i socjalizmu (!); wykorzystując w tym celu najpierw burżuazję, a obecnie proletariat. Wrogowie katolicyzmu twierdzą, że dla przypodobania się nowopowstałym warstwom społecznym, a więc, burżuazji i proletariatowi, Watykan poświęcił swoich odwiecznych sojuszników, to jest, ustrój monarchiczny i arystokrację.

Dziwne, że tak często katolicyzm jest kojarzony z monarchią; pomimo, iż właśnie monarchie, jak pruska i rosyjska, były najgłębiej wciągnięte w dzieło prześladowania katolików. Można przecież podać jako przykład i republiki, które były na wskroś katolickie: wenecka, genueńska, czy kantony szwajcarskie. Nie w tym więc rzecz, jaki ustrój jest Watykanowi milszy. Głównie chodzi o to, kogo w nim uznaje się za istotę najwyższą: Pana Boga, czy człowieka. Warto jest o tym wspomnieć, gdyż niejeden czytelnik spotka się zapewne z mędrkami, którzy będą przytaczać tego rodzaju argumenty w antykatolickiej dyspucie.

To prawda, że poprzez odmitologizowanie świata i odrzucenie teorii cykliczności dziejowej, chrześcijaństwo zbliżyło się niebezpiecznie do racjonalizmu, który jest tradycyjną pułapką dla myśli ludzkiej. Religie pogańskie, oparte na założeniu cykliczności czasowej, nie posiadają filozofii historycznej, gdyż historia nie jest im potrzebna. Prawdą jest również, że chrześcijanie nie pojawili się od razu z opracowaną filozofią historyczną. Została ona wypracowana przez Doktorów Kościoła katolickiego, za sprawą Ducha Świętego. Prawdą jest też, że bez podstaw filozofii historycznej katolicyzmu Hegel i Marks nie byliby w stanie wypracować antychrześcijańskiej filozofii walki klasowej i racjonalistycznego dialektyzmu naukowego.

Jednak, to nie Kościół katolicki wymyślił socjalizm i liberalizm. Są to złośliwe, sekularystyczne odpryski chrześcijaństwa, które niszczą wiarę w Boga. Ruch socjalistyczny, czy komunistyczny, był zainicjowaną przez Synagogę próbą oderwania od Kościoła św. ludzi biednych, opuszczonych, prześladowanych i cierpiących. Jest to sekularystyczna próba osiągnięcia stanu świętości poprzez przyłączenie się do walki klasy uciskanej. W wyniku, zrodził się taki potworek, jak chrześcijańscy marksiści, dla których Karol Marks jest postacią czystą.

Winią jedynie Engelsa i Lenina, że do marksizmu dodali materializm naukowy i ateizm. Rs. Arthur F. McGovern SI usiłuje dowieść, w książce pt. „Marxism : An American Cristian Perspective” 1980 rok, że marksizm ma poparcie w Ewangelii św. Łukasza. Taki pogląd jest ewidentną herezją! Socjalizm poznaliśmy już wszyscy. Większość z nas jego bezsens odczuła na swoich barkach. Za to liberalizm, działający z ukrycia, często w sposób zawoalowany, nie jest ogółowi dobrze znany. Warto więc zatrzymać się przy liberalizmie nieco dłużej.

Liberalizm, z punktu widzenia doktrynalnego, jest herezja, gdyż głosi antydogmatyczne zasady i wdraża je w życie. Jest świeckim poglądem, że człowiek jest rzeczą świętą, co w brutalny sposób odzwierciedliło się w indywidualizmie. Lansowany tam subiektywizm ma dać człowiekowi “wyzwolenie”. Prowadzi to do indywidualizmu; to znaczy do poglądu, że prawda jest w człowieku, że człowiek ją tworzy. W konsekwencji, liberalistyczna koncepcja “wolności” pozwala człowiekowi mówić i robić to, co sprawia mu przyjemność. O ile człowiek może respektować wyłącznie siebie samego, to nie jest to wolnością tych, którzy tworzą naród.

Bowiem, filozoficzny liberalizm pozwala tak postępować, w imię “wolności”, jak to się komuś tylko spodoba. Jest więc wówczas miejsce na homoseksualizm, na prostytucję, na zabiegi przerywania ciąży, na opilstwo, narkomanię, rozwody itp. Prawo do zmiany poglądów daje prawo do zmiany męża, czy żony, daje prawo do zmiany ojczyzny, a nawet żołnierz przebywający w koszarach, w imię “wolności”, może nagle zacząć wypowiadać poglądy wrogie interesom własnego narodu i wojska, w którym służy.

Zgodnie ze zliberalizowanym prawem, istnienie rodziny staje się sprawą bez znaczenia, a bękart jest stawiany na równi z dziećmi z prawego łoża, owocem miłości męża i żony. W imię zachowania absolutnej wolności dziecka, ojciec nie ma prawa go skarcić, czy naprowadzić na właściwą drogę, zgodną z wypróbowanym przez wieki kodem moralnym. Zliberalizowana pedagogika jest nastawiona na danie dziecku pełnej możliwości wypowiedzenia własnych zachcianek, a kształtowanie osobowości jest pozostawione jego motywacjom.

Szkolne pacholę nie poznaje rzeczywistości, nie nabywa prawdy, nie rozwija cnót. Dziecko samo wybiera co jest dla niego dobre, a co nie. Czyli, jest to celowe zbliżenie się do magii Orientu, gdzie cały świat rzeczywisty jest traktowany jako iluzja.

Każdy zdrowy rozwój tkwi w tradycji, jest kontynuacją napoczętego dzieła. Jedynie działalność wywrotowa, z chwilą zakończenia rewolucji, rozpoczyna budowę nowej szlachty. To jest perwersja i nie ma nic wspólnego z rozwojem łączącym przeszłość z przyszłością. Uczciwy respekt wobec prawdy, wobec prawd ustanowionych przez Boga, automatycznie przekreśla “wolność” filozofii liberalizmu.

Człowiek, jako dzieło Boże, jest przede wszystkim osobą. Jest niepowtarzalny, posiada wolną wolę, jest inteligentny, niezastąpiony i nie dający się scharakteryzować w sposób zupełny. Dzięki rozumowi i wolnej woli człowiek jest w stanie kontaktować się z Bogiem i przyjmować prawdy objawione. Wolność człowieka jest wyjątkową siłą pozwalającą mu wybierać rzeczy dobre i prawdziwe. Tylko w prawdzie i w moralności człowiek odnajduje swoją wolność. Tym samym, wolność jest ograniczona duchowo i moralnie. Każda forma wolności człowieka musi być celowa i odpowiedzialna.

Nieograniczona wolność człowieka jest iluzją pełną niedorzeczności. Człowiek pragnąc iść przez życie bezpiecznie – gdyż ma do wyboru tylko dwie możliwości: życie, albo śmierć – musi trzymać się kodu etycznego, objawionego nam przez Pana Boga. To są przepisy naszego “ruchu życiowego”. Liberalizm, tuszując wszystkie ludzkie błędy, ożywia je jeden po drugim, prowadzi do herezji zakłamania. W konsekwencji, wprowadzona przez liberalizm wieloznaczność słowa “wolność” przynosi ogólne rozczarowanie.

Człowiek, posiadający naturalne pragnienie, aby być” niezależnym od innego człowieka, gdy zbliży się do jego spełnienia, natychmiast zaczyna się rozglądać za karierą społeczną, za bogactwem i zapomina o liberalistycznych ideach, że wszystko jest równe i jednakowo ważne. Pragnie się wybić. Wówczas, chcąc utrzymać liberalizm przy życiu, trzeba odwołać się do przemocy. A to oznacza, że idea liberalizmu jest nie do spełnienia. Wszystkie herezje rozpoczynały się od słownych dywagacji, a kończyły się konfliktem idei.

Doktryna liberalizmu, głosząca, że nie ma zupełnej prawdy w religii, podważa podstawy wiary, zaprzeczając w zasadzie wszelkim dogmatom katolickim, będąc sama w sobie dogmatem o całkowitej niezależności rozumu ludzkiego. Szaty liberalizmu są urozmaicone. Ukazuje się światu w formie naturalizmu, racjonalizmu, modernizmu, komunizmu i humanizmu. W miejsce poszanowania dla autorytetów wprowadził racjonalizm. Według doktryny liberalizmu, to rozum ludzki ma mierzyć i tworzyć prawdy życiowe, oczywiście większością głosów w plebiscytach, czy na posiedzeniach parlamentu, bądź sejmu/ nie zważając na Pana Boga i na Jego autorytet. Zatem, w konsekwencji, to Bóg i Kościół św. mają dogadzać zachciankom człowieka, dopasowywać się do “wymogów czasu”. A to już jest nic innego jak bunt ludzkiego intelektu przeciwko Bogu. Bunt przeciwko Panu Bogu jest najcięższym przewinieniem człowieka. Atakuje nadprzyrodzony porządek rzeczy. Oddala człowieka od Pana Boga najdalej jak to jest możliwe. Taki bunt kończy się nienawiścią do Pana Boga, która jest domeną mocy piekielnych. Utwierdza to mnie w przekonaniu, że wszelkie herezje spoczywają na dnie Piekła.

Liberalizm jest praktycznym działaniem Synagogi w systematycznej walce z Kościołem katolickim. Wyrabia on w katolikach “mentalność masońską”, a prof. Feliks Koneczny określiłby, że judaizuje katolika. Posługując się doktryną liberalizmu, świat Lucyfera walczy z Kościołem Chrystusa Pana.

Prawo do wyznawania czego tylko dusza zapragnie, nadrzędna rola Państwa w dziedzinie moralności, zeświecczenie szkolnictwa i pożycia rodzinnego, sekularyzacja w każdym zakątku życia ludzkiego, odmawiająca prawa do interwencji w postępowanie człowieka, jakie ono by nie było, a w sumie, zbiorowy ateizm, jest wynikiem wypaczonej wolności, wyłaniającej się z racjonalizmu. Prowadzi to nieuniknienie do przeobrażenia opinii prywatnej w opinię kolektywu. Obiecywane przez zwolenników liberalizmu “wyzwolenie” nigdy nie nadejdzie, gdyż uwolnienie się od więzów rodzinnych, od poczucia narodowego, od patriotyzmu, od autorytetów w hierarchii Państwa, czy Kościoła Św., powoduje, że permanentna rewolucja, “wola ludu”, wobec której człowiek staje się bezradny, zamienia ludzi w niewolników.

Liberalizm umieszcza człowieka w dziczy. Jeżeli ktoś jest zapatrzony wyłącznie w siebie, odnajduje tylko siebie. W zliberalizowanym narodzie rodzi się znieczulica, wygasa zdolność do miłowania, serce wysycha.

Zliberalizowana ekonomia poza zyskiem nie uznaje żadnych innych kryteriów produkcji. Zrodziła ona nieludzki kapitalizm XIX wieku. Tam nie mogło być miejsca na katolickie aspekty moralne. Tworzono fakty dokonane, a prawo je uświęcało. Wytworzyła się etyka sytuacyjna, a więc, etyka podwójna, potrójna itd. W ten sposób dotarto do moralności cywilizacji żydowskiej. Tam prawo jest tak zmienne jak zmienną jest opinia publiczna. Takim prawem można usankcjonować największe łajdactwo pod słońcem.

Odrodzona Polska, po traktacie wersalskim, również odczuła skutki liberalizmu. W przedwojennej Polsce uosobieniem liberalizmu była piłsudczyzna. Jak pisze Jędrzej Giertych, w III części “Tysiąc lat histroii polskiego narodu”, str. 102,

“trzynaście lat rządów obozu Piłsudskiego straszliwie Polskę zdemoralizowało, a przede wszystkim zdemoralizowało i zdezorganizowało aparat państwowy”.

Nie bez winy są tu członkowie ruchów narodowego i ludowego, stanowiący przytłaczającą większość Polaków. Trudno jest oprzeć sie wrażeniu, że zbyt dużo czasu poświecono na ćwiczenie się w krasomówstwie i tęsknocie za nawróceniem żydów. Ułatwiło to Piłsudskiemu postawić naród polski przed faktem dokonanym. Drogą przewrotu majowego, przejął nieodwracalnie władze w swoje ręce. Nie znalazł się nikt kto byłby w stanie temu zapobiec. Po zamachu majowym, nikt już w Polsce nie zechciał słuchać krasomówców.

Rozgoryczenie, z powodu spotkanego zawodu, trwa do dziś. Wywodząca się z liberalizmu piłsudczyzna ma również swoich zwolenników w Polsce współczesnej. Przychodzi to tym łatwiej, że ruch ten jest podsycany przez te same obce agentury, które obłowiły się na piłsudczyźnie przed wojną, a szczególnie w czasie i po drugiej wojnie światowej. Poza tym, rozwojowi liberalizmu, jako ruchowi antykatolickiemu i antynarodowemu, sprzyja odradzający się neopoganizm.

Istotnie, liberalizm, jako herezja, nie tylko prowadzi człowieka do grzechu, ale niszczy odporność moralną, zagłusza sumienie. Kwitnie wówczas moda na samousprawiedliwianie się: że inni też kradną, piją, dopuszczają się nierządu, rozwodzą się, czy poddają się zabiegom spędzającym płód. U bogobojnych ludzi, od czasów stworzenia Ewy, ciąża kobiety była zawsze kojarzona z Bożym błogosławieństwem. Jednak, grzeszny człowiek, dążący do nieograniczonego hedonizmu, wprowadził bluźniercze pojęcie “niechcianej ciąży” oraz jej konsekwencji: “niechcianego dziecka”. Dziecko coraz częściej jest widziane jako produkt uboczny aktywności seksualnej, mającej dawać przede wszystkim orgazmiczną rozkosz. Współczesny ruch wyzwolenia kobiet dąży do wyzwolenia się spod “tyranii ciąży” i konieczności “hodowania dzieci”. Lansowana przez niego aborcja, jako radykalny środek na rozwiązanie obu “problemów”, jest świętokradczym sięganiem po władzę nad życiem i śmiercią, która należy wyłącznie do Boga. Pan Bóg, mimo nieograniczonej dobroci swojej, nie może tego bluźnierstwa przepuścić płazem. Tak prowadzący się człowiek jest skazany na zatracenie doczesne i wieczne. Historia ludzkości potwierdziła to wielokrotnie.

Liberalistyczna próba szanowania wszystkiego, w imię “wolności”, w istocie nie szanuje niczego. Tłumi opinię człowieka osobowego, opinię organiczną, na rzecz opinii zbiorowej, a więc mechanicznej, martwej. Przejawia się to w zliberalizowanych środkach masowego przekazu. Bezosobowa forma propagandy wyrabia złudne przeświadczenie, iż “nowy pomysł” ma za sobą wielu naukowców, teologów, że istnieje rozsądny powód, by odrzucić rzeczy stare, tradycję. Celowo wprowadzono zwyczaj na używanie bezosobowego “się”, zamiast osobowego “ja”, a także bezosobowej formy, np.: dokonano, skradziono, zdefraudowano, zmarnotrawiono, oszukano, zepsuto, przepito itd. – Studentom, piszącym prace dyplomowe, czy też rozprawy naukowe, profesorowie wyższych uczelni zalecają tego rodzaju formę wypowiadania myśli, jako “bardziej bezpieczną”. – Ludzi mających ten sam pogląd można policzyć, a nie zważyć lub pomierzyć. Zatem, w świecie liberalizmu nigdy nie jest wiadomo co owe “się” jest warte ilościowo i jakościowo. Żeruje na tym kampania na rzecz aborcji, czy wolnomyślicielstwa w ogóle. Jest to wyrabianie kolektywnego sposobu myślenia. Stąd, w konsekwencji, są “błędy i wypaczenia”, ale nie ma winowajców.

Przy tym, jaka tu wygoda dla członków sprzysiężenia? Nie ma nazw i nazwisk, jest tylko nieuchwytny, bo bezosobowy, winowajca, a więc niekaralny. Zatem, przyzwyczaja się ludzi do obecności przewinienie niekaralnego, czyli jest wyrabiane przeświadczenie, że może istnieć grzech bez kary.

W konsekwencji, liberalizm rozmiękcza charaktery, pozbawia osobowości. Zostaje również wypaczona pozycja zawodowa i rodzinna. I tak, ojciec przestaje być głową rodziny, a staje się czymś w rodzaju oberżysty; duchowni, zamiast służyć Panu Bogu, wola służyć Państwu lub permanentnej rewolucji; posłowie i ministrowie stają się funkcjonariuszami itp. Zanika poczucie godności osobistej i gotowości do podjęcia decyzji, ryzyka, czy poświęcenia się dla innych. Dochodzi do tego, że nikt nie jest w stanie aby móc zrobić cokolwiek i jakkolwiek. Dochodzi do społecznej impotencji, gdyż tam, gdzie nie ma trwałych zasad, znikają ludzie. – Skąd my to znamy?

Od końca XIX wieku niewiara w istnienie Boga stała się przyjmowalną alternatywą światopoglądu. Zawsze cywilizacja łacińska miała pogan, wyznawców Szatana, niedowiarków, agnostyków, czy ateistów; ale przez pierwsze półtora tysiąca lat chrześcijaństwa stanowili oni nieliczną grupę i byli omijani. Z chwilą nastania liberalizmu, zaczęli tworzyć widoczną, a zarazem zaakceptowaną, składową europejskiej kultury. Wytworzyło się dziwactwo, które można nazwać religią bez Boga. Rozwijająca się gwałtownie sekularystyczna nauka poczęła mienić się uzdrowicielem ludzkości, obiecała stworzyć “Królestwo Człowiecze”; obiecała otworzyć wszechświat dla człowieka. Życie rodzinne, społeczne i polityczne nabrało czysto świeckiego charakteru. Ta nowoczesna forma niedowiarstwa otrzymała nazwę modernizmu.

Według modernistów, wiara jest pozostawiona na pastwę laski intuicji istoty myślącej i nie jest wynikiem Bożego objawienia. Czyli, nie jest prawdą obiektywną, jak to naucza Kościół Św. Aby móc chronić liberalistyczną “wolność”, wolnomyślicielstwo, wprowadzono system natury politycznej, zwany tolerancjonizmem. Doktryna jego głosi, że każdy ma prawo uznawać własną hierarchię wartości. Oznacza to, że nie ma stałych podstaw wiary w Boga, że Kościół św. może anulować “przestarzałe” dogmaty, nie dostosowane do “wymogów czasu” .

Dla modernistów dogmaty Kościoła św. są pozbawione prawdy absolutnej i obowiązują jedynie wówczas, kiedy je ogłoszono. Dla katolika, natomiast, prawda objawiona jest jedna i niezmienna. Istotnie, czasami dogmat nie jest doskonały, gdyż został opracowany przez człowieka, istotę niedoskonałą, ale jest bezwzględnie potrzebny, ponieważ został objawiony za sprawą Ducha Świętego. Rozwój doktrynalny umacnia pozycję Kościoła katolickiego, pogłębia jego świętość, a nie jest przekreśleniem przeszłości, co niektórym może się wydawać .

Liberalizm prowadzi do radykalnej formy niemoralności. Moralność wymaga standardów i przewodnika, wymaga hierarchii wartości, wymaga pewnego porządku w kodzie moralnym, a to liberalizm przekreśla. Zatem, liberalizm uwalnia człowieka od poczucia grzechu, dając człowiekowi ułudne przeświadczenie, iż jakoś to będzie, że może jakoś uda się uchronić przed konsekwencjami Sądu Ostatecznego. Doktryna tolerancjonizmu wprowadziła modę na “tolerancję”, co daje wolność do wszystkiego. Ich “tolerancja” ma na celu usunięcie wszelkich norm moralnych, a więc, zbanalizowanie faktu istnienia grzechu, uczynienie z Szatana “równego kumpla”, z którym można przyjemnie współżyć. W imię “tolerancji” wszyscy chcą być “liberalni”, z “postępowymi” katolikami włącznie.

Znaleźli się już tacy, którzy twierdzą, że pojęcie grzechu wymyślił św. Augustyn.

Czyżby tak słabo znali Księgę Rodzaju? Ten nieznordowany upór, by w jakiś sposób oczyścić Szatana od epitetu “ojca grzechu”, jest zdumiewający. Osłabiając znaczenie grzechu, moderniści kładą coraz to większy nacisk na miłość Bożą, a wyciszają zagadnienie bojaźni Bożej. Nic dziwnego, że prowadzi to do herezji, skoro mamy do czynienia z odstępstwem od Składu Apostolskiego. “Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek! Bóg bowiem każda sprawę weźmie pod sąd, wszystko, choć ukryte: czy dobre było, czy złe” {Koh 12, 13-14).

Jak pisał swego czasu Ks. Kardynał J.H. Newman , bez bojaźni Bożej słowo miłość jest czczym frazesem. Bez bojaźni Bożej religia staje się herezją, stwarza wizję Boga rozdającego wszystkim darmową mannę. Jest to próba wyciszania zapowiedzi nadejścia Sądu Ostatecznego, a to jest już ewidentnym nawrotem do pogaństwa.

Tracąc dążność do wprowadzania w życie codzienne zasad naszej wiary, tracimy katolicką koncepcje grzechu pierworodnego, która jest w harmonii z koncepcją stworzenia świata przez Boga. Jest też doskonałym wytłumaczeniem grzesznej natury ludzkiej i potwierdzeniem nieskończonej dobroci Bożej. Katolicka doktryna grzechu pierworodnego tak silnie przekonywuje, iż przez wieki przyjmowano ją bez zastrzeżeń, w pełnym przekonaniu, że inaczej być nie mogło. Niestety, modernizując się na dobre w życiu codziennym, coraz mniej pozostawiamy miejsca w naszej świadomości na rzeczy tak doniosłe, jak wieczne zbawienie i obraza Pana Boga.

Dzisiaj niewielu katolików ma pełne przekonanie do doktryny grzechu pierworodnego, szczególnie wśród księży “postępowych”. Trzymając się liberalistycznej bezosobowości, najpierw grzech zastąpiło słowo “wina”, czemu nieco później nadano charakter więcej “naukowy” (słabszy od “naukowego”), mówiąc już tylko o “poczuciu winy”, czyli dając grzechowi wymiar bezosobowy. Jak już wspomniałem, konsekwencją bezosobowości jest zbiorowa odpowiedzialność, a więc żadna. Obecnie, to już mamy nawet zbiorowe rozgrzeszenie, a więc, też żadne. Przyjmując Komunię św. po takim “rozgrzeszeniu”, dopuszczamy się świętokradztwa, czyli ciężkiej obrazy Pana Boga.

Odrzucając naukę Kościoła Św., liberalizm głosi, że wszystkie religie są równoważne. Dochodzimy więc do indyferentyzmu religijnego. W zliberalizowanym świecie Papież nie jest już najwyższym kapłanem. Tak wyśmiewany, przez modernistów, dogmat o nieomylności Papieża w istocie rzeczy pozwala godzić rozbieżne opinie, pozwala zbliżyć się do prawdy, a co najważniejsze, przeciwdziała rozbiciu na sekty religijne, co jest na porządku dziennym u protestantów. Tam, każdy może założyć swój “kościół”. Otwarcie wrót dla wewnętrznego doświadczenia osobistego przyczynia się do gwałtownego wzrostu ilości sekt “charyzmatycznych”, których przywódcy twierdzą, iż posiadają stały kontakt z Niebem. Jedną z najnowszych jest odrost iluminatów, Bractwo Białe (White Brotherhood), na czele z prorokiem Mark L, Prophet i jego pomocnicą, też prorokiem, Elizabeth C. Prophet, która twierdzi, że ma codzienne kontakty z aniołami. I znajdują się ludzie, co w to wierzą. Nawet w katolickiej Portugalii, jak oznajmiła z dumą p. Elizabeth. – Czy w Polsce już także?

Religia ma zbliżać ludzi do Boga. Powinna też ludzi jednoczyć., W świecie protestanckim jest na odwrót. Protestantyzm ludzi dzieli i oddala od Boga, gdyż koncentruje się na człowieku i jego zachciankach. Przy braku niezależnego autorytetu, bez przewodnictwa dogmatów i liturgii, które są podstawą prawdziwej wiary w Boga, wszelkie spory dotyczące Ewangelii św. pozostają u nich nieroztrzygnięte. Naukę Apostołów poczęto naginać do własnych, ziemskich celów; co rozwija hipokryzję. Powstał już dziwoląg w postaci religii środków masowego przekazu, czyli upolitycznionej herezji. Wszystko to ma miejsce pod płaszczykiem liberalizmu, czy też “konstytucyjnej wolności sumienia”.

Protestantyzm, w sposób naturalny, sprzyja tolerancji błędu. Odrzucając autorytet Kościoła Św., nie posiada ani kryteriów, ani definicji wiary. Tam każdy, w oparciu o własny osąd, może dowolnie interpretować objawienie Boże. Protestantyzm, odrzucając dogmaty, liturgię, Sakramenty Św., z Kapłaństwem na czele, doprowadził do desakralizacji religii, nadał jej charakter ściśle racjonalny. W takiej sytuacji, protestanci muszą dojść do wniosku, że każda religia jest sobie równa. Jako argument, zwolennicy liberalizmu podają, że każda religia zawiera prawdę cząstkową, np. że istnieje “siła wyższa”. Nawet masoni wierzą w “Wielkiego Architekta”. Tak niewielu zastanawia się nad tym, że Pan Bóg objawił nam jedną religię, a nie wiele i to ze sobą sprzecznych. Jest to równia pochyła, po której człowiek powoli stacza się do stanu religijnej anarchii, w którym wiara w Boga zanika, następuje poganienie.

Oczywiście, każdemu rozwojowi herezji akompaniuje krytyka Kościoła katolickiego, krytyka wyznania rzymskokatolickiego. Jesteśmy więc atakowani przez protestantów za tak bogatą liturgię i obrzędy. Jako argument podają, że tego nie ma w Biblii. Gdyby obrzędy i liturgia nie miały znaczenia, czy były czymś zbożnym, to Jezus Chrystus nie przyszedłby do św. Jana Chrzciciela, aby się ochrzcić. Jezus Chrystus, jako Syn Boży, nie miał konieczności by się chrzcić, a jednak to uczynił, aby tym samym podkreślić doniosłość obrzędów i liturgii w życiu religijnym. Nasz Odkupiciel przestrzegał również wszystkie obrzędy żydowskie, zgodnie z wymogami Prawa. Podobnie postąpili Apostołowie. Dopiero zesłanie Ducha Świętego utwierdziło ich w przekonaniu, że śmierć Chrystusa na Krzyżu przekreśliła wymóg podporządkowania się obrzędom żydowskim, jako rzeczy koniecznej by móc uzyskać zbawienie.

Ponadto, Pismo św. dotyczy spraw wiary w Jezusa Chrystusa i Jego Odkupienie, a nie jest sztywnym dyktandem w jaki sposób należy to robić. Od tego są Doktorzy Kościoła św., od tego są teolodzy natchnięci przez Ducha Swiątego, od tego są postacie świętych. Kościół św. jest uzupełnieniem Pisma św., jest organizatorem życia religijnego. Stąd, obok Sakramentów św. ustanowionych przez Chrystusa Pana, jak Chrztu, Najświętszego Sakramentu i Kapłaństwa, Kościół św. wprowadził dodatkowe. Uroczyste wyświęcanie kapłanów, grzebanie zmarłych, bierzmowanie, czy ślub, a przede wszystkim Msza św. w języku łacińskim, budząca zachwyt przez stulecia, nawet u ludzi z innych wyznań, mają na celu służyć chwale Bożej i pogłębiając wiarę w Boga.

Dostojnego gościa przyjmujemy w domu doprowadzonym do wysokiego połysku, z przepychem na jaki nas tylko stać, a co dopiero mówić o przyjęciu Pana Boga. Ponadto, jak można naprawdę czcić Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, jednocześnie ignorując Jego Matkę? Przecież to robią protestanci! Jeżeli kultem Najświętszej Maryi Panny Kościół katolicki dopuszcza się idolatrii, jak twierdzą protestanci, to wówczas arianizm byłby prawdziwą religią.

Nic więc dziwnego, że Ks. Kardynał Newman doszedł do przekonania , iż protestanci popadli w pełny arianizm, anglikanie w półarianizm, a jedynie Kościół rzymski, walcząc z liberalizmem, pozostał tym, czym był od początku. Nie zapominajmy jednak, że Ks. Kardynał John Henry Newman (1801-90) głosił słowo Boże w XIX wieku, w czasach, kiedy Kościołowi katolickiemu zazdroszczono Papieży i podziwiano ich za heroizm, za ich zdecydowanie w obronie Tradycji i zasad Wiary św.

Skoro jest już mowa o protestantyzmie, to warto jeszcze poruszyć sprawę modlitwy, gdyż wiąże się ona bezpośrednio z zagadnieniem liturgii w Kościele katolickim. Protestanci, i nie tylko oni, w swojej ignorancji odrzucają wszelkie standardowe formy modlitwy. Pragną być bardziej oryginalni i silą się na własne, które chętnie wypowiadają przed audytorium. Taka modlitwa, zazwyczaj rozwlekła, często wprowadza jej autora w stan głębokiej podniety, który u protestantów kończy się histerycznym płaczem, wrzaskami, niekontrolowaną gestykulacją, a nawet wyciem i tarzaniem się. Ta szczególna forma hipokryzji, tracąca faryzejstwem, którą zdecydowanie potępił Jezus Chrystus, zamykając przed nią bramy Nieba, nie ma nic wspólnego z nawiedzeniem przez Ducha Świętego, jak to uzasadniają zielonoświątkowcy. W tym już palce macza Szatan.

Taka forma modlitwy Pana Bogn obraża. Dom Boży nie jest jeszcze jednym miejscem do wzajemnej adoracji. “Zważaj na krok swój, gdy idziesz do domu Bożego” (Koh 4,17) . Życie religijne nie jest rzeczą “łatwą i przyjemną”, jak to chcieliby mieć moderniści, skupiając głównie uwagę na medytacjach, zamiast żyć w zgodzie z Ewangelią św. Dobrowolnie wyzbywać się modlitw, w imię chorobliwie pojętego postępu, które były w użyciu przez Chrystusa Pana, Apostołów i Świętych Pańkich, odłączać się od rzeczy wspaniałych i wielkich, nie jest mądre. Wielość słów rodzi mowę głupią (Koh 5,2), rzuca w objęcia faryzejstwa.

Tak to już bywa z ułomną naturą ludzką, że bez ustalonego programu zajęć człowiek nic nie robi. Również przestaje się modlić, lub modli się w zależności od nastroju. Najpierw zaniedbujemy codzienny pacierz, następnie regularne uczęszczanie na niedzielną Mszę Św., a w dalszej kolejności przychodzi zwątpienie w dogmaty Kościoła św. ; i tak, dzień po dniu, odchodzimy od wiary w Boga. Odchodząc od tradycji, od liturgii i obrzędów, siłą rzeczy udajemy się do jaskini. Głębokość wiary jest wprost proporcjonalna do intensywności modlenia się (lex orandi lex credendi) . Zatem, ilu zliberalizowanych katolików wierzy w skuteczność modlitwy? Ilu modli się regularnie? A ilu modli się klęcząc? – Czyż powrót do Pana Boga nie następuje jedynie wówczas, gdy nadchodzi stan zagrożenia; w myśl brzydkiej zasady: jak trwoga, to do Boga? Czy modlitwa nie jest czasami kierowana chęcią dogodzenia własnej zawiści lub próżności? A potem przychodzi zdziwienie, że modlitwa nie przynosi spodziewanego skutku. Tu już jesteśmy w objęciach magii, poganiejemy, gdyż modlitwę stawiamy na równi z czarodziejskim zaklęciem, zapominając, że Pan Bóg nie asystuje w zawistnej walce, jak to ma miejsce w wierzeniach pogan, pełnych bożków, którzy walczą ze sobą na żądanie człowieka. Pan Bóg ma zasady, od których nigdy nie odstępuje. Jako doskonałość absolutna, prowadzi z nami grę uczciwie. (….)

Komentarzy 28 to “Romuald Gładkowski – „Credo in unum Deum””

  1. RomanK said

    Niestety..niezmiernie balamutne i pozbawione podstaw bekociny w dobrej wierze.
    Za wiele, zeby zajac sie wszyskimi niby niepodwazalnyi racjami…a le jedna z mnogich cyty:

    „Kapłan katolicki, jako myśliciel chrześcijański, powinien opierać swoje wywody na motywach ściśle doktrynalnych i teologicznych. Jednak, trudno jest mu dyskutować z kimś, kto nie przyjmuje argumentów opartych na wierze, a nawet na wydarzeniach historycznych. Starając się
    lepiej zrozumieć wrogów katolicyzmu, kapłani zbliżyli się do nich, by z czasem pozwolić na podjęcie dyskusji (dialogu), na warunkach narzuconych przez przeciwnika…”

    Wszystko niby prawda. ale..kaplan katolicki to…. nie mysiciel chrzescijanski :-))) w wielu przypadkach watpie czy ten kaplan jest chrzecijaninem… zeby upierac swoj-e nie wywody- ale dzialania i prace na doktrynie i teologi……. trzeba je znac…dobrze!!!!

    Starac sie lepiej zrozumiec worgow katlicyzmu….zblizyli sie do nich:-))) hehehe idiotyzm….

    Ich poprzednicy jakos nie mieli tych problemow, watpliwosci..nawracajac Rzym..Afryke..Slowianszczyzne….nie przeszkadalo im- ze nawracani nie przyjmowali argumentow:-))))))
    Moze gdyby uczono tych kaplanow z pism sw Cyryla I Metodrgo wiedziliby- jak to sie robi???? ale ilu katolikow wie kto to byli Cyryl i Metody???
    Dzis wrogiem katrolicyzmu nie sa innowiercy! Dzis najwiekszym wrogiem sa byli Katolicy..byli chrzescijanie…nasze dzieci i wnuki…wychowani ochrzczeni, doprowadzeni do pierwszej Komunii i bierzmowania…i zostawiani przed TiVi plazma 72 inczy….do dyspozycji Szatana i jego slug..
    Ci wychowali ich na najzacieklejszych wrogow..a agumentow dostarczacie wy..wy sami..i kaplani..oni widzieli wszystkie grzeszki, niedociagniecia oszustewka i te ogareczki palone pod lozkami w katolickich domach…ich zarem anty katolickim jest wasza wlasna hipokryzja, bigoteria i zewnetrzna dewocja!!! I to wy za to odpowiecie przed Bogiem!.
    BO to czego nei zauwazyl pan Gladkowski…chyba celowo..to- to -ze kazda Apostazja jest buntem,, a jak kazdy bunt ma swoje uzasadnienie i korzenie w glebokich bledach kierownictwa kazdej jednej zorganizowanej instytucji…w tym Kosciola Walczacego…najczesciej na wskutek …..zaniechania walki..,,. spowiadania sie z cudzych grzechow i walenia w cudze piersi…

    Pieklo… kazdy jeden kaplan idacy do Piekla za caloksztalt swej pracy i sluzby…..widzi znaki drogowe…ostrzegajace, ze prace na drodze do Piekla trwaja..

    .Uwaga!!!!!! Checiami dobrych katolickich kaplanow……Brukujemy Pieklo!!!!!

  2. Zbigniew Kozioł said

    Nie byłem nigdy dobry w tych tematach teologicznych, mniej niż w filozofii, tymczasem nawet widzę, że nie stać mnie na poważne komentowanie.

    Oczywiście, nas, mnie – tak uczono. Jako fizyk, acz mierny (ale takich zdecydowana większość) jesteśmy już urobieni tymi naukami: racjonalizm. Dekartyzm. Spinoza. To tkwi we mnie. Niemal jakby wyssane (w szkole, nie od mojej Mamy).

    Akurat ja nie przyjmuję bezkrytycznie. Nie dowierzam całkiem, mam wątpliwości, dystans, na ile racjonalizm można tak przyjmować, jak to jest. Faktem jest, że długie (ze 14 lat będzie) obcowanie wirtualne z Maruchą i ludźmi krytycznie myślącymi wiele wniosło do mojego pojmowania. Tak że ziarno zostało zasiane, ziarno wątpliwości. Ale nie liczcie na mnie, że ja potrafię coś zrobić.

    Młodzi zaś? Jeszcze bardziej wątpię. Oni są pod takim obstrzałem manipulacji, a tak mało kto jeszcze mógłby im pomóc. Chyba, że naprawdę Pan Bóg istnieje i chciałby coś zmienić.

  3. Piotrx said

    „Credo in unum Deum” – Romuald Gładkowski Toronto-1988 /fragmenty/ część 2. Zliberalizowani wrogowie kościoła rzymskiego lubią często podkreślać, że dogmaty katolickie przykuwają ludzkość do wsteczności; za to „wolna myśl” zmierza do postępu. Uzasadniają ten pogląd powierzchowną wzmianką o „ciemnocie średniowiecza” i inkwizycji. Warto więc zatrzymać się nieco i przy tym zagadnieniu. Mówiąc potocznie o „ciemnocie średniowiecza” krytycy tradycyjnego katolicyzmu mają Zazwyczaj na myśli tysiącletni okres dziejów Europy wypełniony kontrowersyjnymi krucjatami, najazdami zbrojnymi, co uzupełnia Święta Inkwizycja i rzekoma niespra-wiedliwość społeczna sztywnego ustroju feudalnego. Jest to pogląd wypracowany przez zajadłych wrogów cywilizacji łacińskiej, pogląd propagandowy, od-biegający od prawdy. Ta antyklerykalna odmiana nienawiści i niewiary została nazwana sekularystycznym humanizmem. Humanizm jest dotychczasowym apogeum ateizmu. Głosi, że współczesny człowiek doszedł już do takie-go rozwoju psychicznego, iż nie potrzebuje liczyć na jakiekolwiek zewnętrzne siły w rozwiązywaniu swoich problemów. Zdaniem humanistów, człowiek ma liczyć tylko na siebie w budowie kosmicznego raju i własnej chwały. Sekularyzację nazwano dojrza-łością społeczną. Celem humanistów jest społeczny dobrobyt i nic więcej. Jest to rewolucja myśli ludzkiej. Występujący przeciwko Panu Bogu humaniś-ci nie improwizują z ukrycia. Są to akademicy, którzy opracowali pragmatyczną religię bez Boga, opartą na matematyczno-podobnych formułkach, wspartych techniką komputerową. Jest to naukowo-technologiczny materializm. W wyniku powszechnej liberalizacji, owi heretycy nie należą już do marginesu społecznego. Stanowią elitę internacjonalistyczną. Połączeni są węzłem przynależności do grupy najważniejszych istot na ziemi. Kontro-lują przecież politykę rządów, kontrolują między-narodowe korporacje, trzymają w garści uniwersy-tety, wydawnictwa, stacje radiowe i telewizyjne, czy w ogóle środki masowego przekazu. Ich era roz-poczęła się w 1933 roku wydaniem I Manifestu hu-manistycznego. Każda rewolucja rozpoczyna się od wydania „manifestu”. Sygnatariusze I Manifestu wywodzą się ze świata liberalizmu, więc nazwali siebie „liberalnymi humanistami”. Dla nich wszech-świat jest samoistniejący, a nie stworzony. Czło-wiek jest u nich częścią natury, jest wynikiem ewolucji. Tradycyjny dualizm ciała i duszy ludz-kiej jest przez nich odrzucony. W religii humanis-tów zawiera się antropocentryzm i immanentyzm. Ich celem jest szczęście, a nie świętość. Dla świata i historii nadali znamię boskości. Dla hu-manistów najważniejsza jest abstrakcyjna ludzkość, a człowiek jako osoba jest bez znaczenia. W ich świecie życie ludzkie można zgasić tak lekko jak zapaloną świecę. W II Manifeście humanistycznym, wydanym czterdzieści lat później, w 1973 roku, humaniści oświadczyli, że moralność człowieka jest autonomiczna i sytuacyjna, że nie potrzebuje teologicznych sankcji. Nie są im potrzebne dogma-ty, ani statyczna prawda. Wszelkie autorytety za-liczyli do klasy wrogów wolnych badań naukowych, do wrogów naukowego postępu i społecznego rozwoju. Zatem, ich nauka została upolityczniona, a to jest dla nauki zabójcze. Polityk czuje się upoko-rzony, kiedy musi przyznać, że popełnił błąd; za to naukowiec wie dobrze, iż będzie robił błędy, jednak, poszukując prawdy, musi z pokorą uznać swoje błędy i zdecydowanie je usuwać, bez oglą-dania się na znajomych, co o nim powiedzą. Upoli-tycznieni naukowcy siłą rzeczy prowadzą działal-ność naukawą , a nie naukową. W rezultacie, dzień” po dniu, oddalają się od prawdy, stają się szar-latanami. I tak, ubywa nam naukowców, a przybywa szarlatanów, którzy przejadają pieniądze podatni-ków. Opinia, że Kościół katolicki przeciwstawiał się rozwojowi nauki niewiele ma wspólnego ze znajo-mością historii chrześcijaństwa. To katoliccy fi-lozofowie zapoznali Europę z pracami Arystotelesa. Św. Tomasz z Akwinu został kanonizowany przez Pa-pieża, mimo iż opierał swoje poglądy na materialistycznych teoriach Arystotelesa. Kościół rzyms-ki jedynie interweniował tam, gdzie rozprzestrze-niała się herezja, stanowiąca poważne zagrożenie tak dla duszy, jak i dla ciała człowieka. Poza tym nauka miała otwartą drogę dla badań. Tak wyśmiewana przez wyznawców humanizmu epoka feudalna była w stanie dać schronienie „dla wdowy i sieroty”. Owszem, feudałowie i rycerze mieli duże prawa i przywileje, ale mieli również twarde obowiązki. To była złota epoka rozwoju ludzkości; rozwoju literatury, architektury, filozofii i sztuki teatralnej, a rozwój sztuki i muzyki sakralnej postawił ludzki geniusz na wyżyny. Wszystko ku chwale Bożej. Kościół rzymski nie opo-nował naukowemu podejściu do badania zjawisk ziem-skich. W epoce wielkich odkryć i wynalazków tępił panoszący się agnostycyzm, kult ognia piekielne-go, hermetyzm, czy ogólnie, herezję. W później-szym okresie, Kościół katolicki również nie po-tępił nauki, ale modernizm. Żaden uczciwy histo-ryk nie mówi o „mrokach średniowiecza”. Wszystkie wielkie odkrycia z tego okresu, wszelkie heroicz-ne wyczyny były dokonywane z imieniem Bożym na ustach. Sataniści, faryzeusze i farmazoni nie asystowali królom na polach bitew, nie brali udziału w odkrywczych wyprawach. Ich terenem działania były dworskie sypialnie i zacisza domo-wych pieleszy. Rzucali się jak sępy na rzeczy za-pracowane przez innych. Chciałbym tu być dobrze zrozumiany. Nie twierdzę, że wielcy odkrywcy i wielcy rycerze byli ludźmi bez skazy. W cięż-kich chwilach życiowych, uniesieni złością, bez wątpienia potrafili urągać i Panu Bogu, i Szata-nowi. Jednak, byli to ludzie głęboko wierzący, którzy potrafili modlić się żarliwie, gdy byli w samotności, zgodnie z zaleceniem Chrystusa Pana: „Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zam-knij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (św. Mat. 6,6). Wielcy ludzie zawsze wierzą w naukę Chrystusa. Nie może być inaczej. Naszym, pol-skim, największym rycerzom również nie schodziła z ust pieśń” „Bogurodzica”, gdy pomni feudalnego obowiązku szli na bój. Co więcej, wiara w Boga zaw-sze wymaga bohaterskiej postawy. Tak było w cięż-kich czasach pierwszych chrześcijan, tak jest i dzisiaj. Tylko umysły zniewieściałe potrafią reagować szyderstwem na wzmiankę o Bożym objawie-niu. Teraz kilka zdań o Inkwizycji. Przyczyną ustanowienia Inkwizycji była panosząca się w Europie herezja o charakterze radykalnie rewolucyjnym. Stolica Apostolska zleciła Inkwizy-cję poważnym i pobożnym ludziom, głównie fran-ciszkanom i dominikanom. Dla Inkwizycji pracowało wielu uczonych i późniejszych świętych. Trybunał Inkwizycji szczycił się wyjątkowym postępem w prawodawstwie i sądownictwie. Sędziowie, pracu-jący dla Inkwizycji, poczuwali się do obowiązku zachowania godności tak osobistej , katolickiej , jak i zawodowej. Wyroki śmierci były wydawane na heretyków stanowiących poważne zagrożenie dla o-toczenia, jak notorycznych zabójców, podpalaczy i złodziei, rytualnych morderców. Owszem, były i nadużycia, gdyż Szatan wszędzie zamiata ogonem, ale to były wyjątki haniebne i nieliczne, nie stanowiące usankcjonowanej prawem reguły, jak to ma miejsce dzisiaj w „wyzwolonym” przez liberalizm świecie. W przeciągu trzystu lat hiszpańska Inkwizycja wydała cztery tysiące wyroków śmierci . Jest to kroplą w oceanie, w porównaniu do tego, co zrobili antykatoliccy jakobini w cza-sie rewolucji francuskiej z 1789 roku, czy bolszewicy w roku 1917 i w latach następnych. A co minio miejsce w czasie wojny domowej, w Hiszpa-nii, z roku 1936, a co działo się w Chinach po toku 1949, czy ostatnio w Wietnamie, Kambodży, Gujanie, wszędzie tam, gdzie miały miejsce krwa-we rewolucje, zainicjowane przez tajne sprzysiężenia, popychające rozwój liberalizmu do przodu, posiadające w tym swoje, ukryte cele? Można tu jeszcze wspomnieć o hitleryzmie jako konsekwencji liberalizmu republiki weimarskiej. To właśnie wieloetyczna cywilizacja żydowska i spokrewniony z nią protestantyzm przywróciły do życia niewol-nictwo i nieludzki, nieodpowiedzialny wyzysk czło-wieka dla jak największego zysku. Czy dzisiejsza, liberalistyczna, ogólnoświatowa cenzura na środki masowego przekazu jest bardziej elastyczna od In-kwizycji? – Nie! Liberalizm nie docieka, nie ba-da czyichś poglądów, lecz bezwzględnie narzuca swoje. Badajmy więc fakty historyczne, a nie za-dawalajmy się przewrotnymi fikcjami. Wówczas szyb-ko okaże się, kto naprawdę broni człowieka, jego godność i dostojeństwo. Wszystko wskazuje na to, że jest odwrotnie niż głosi propaganda liberaliz-mu . To zbytnia tolerancyjność Kościoła katolic-kiego dała cieplarniane warunki dla rozwoju neopogańskiej epoki Renesansu, którą tak mocno chwa-lą zwolennicy wojny z Panem Bogiem. Decyzja Stolicy Apostolskiej, o powołaniu do ży-cia Świętej Inkwizycji, została poparta przez głowy koronowane katolickiej Europy. Dlaczego? -Otóż, gdy usuwa się Boga prawdziwego, nowi bogo-wie spieszą, by zająć Jego miejsce. Ożywa pogań-stwo. Adoracja pogańskich bogów prowadzi do utwo-rzenia boskiego państwa, opierającego się na teo-logii ciągłości. Bogowie pogan są zawistni i wy-magają ciągłych ofiar z życia ludzkiego. Władca państwa-boga może żądać życia każdego obywatela, by złożyć je w ofierze Molochowi. Adoracja Molo-cha jest zarazem adoracją Państwa. Duet Moloch-Państwo nie opiera się na prawie i sprawiedli-wości, ale na rozkazach. Herezja, powrót do po-gaństwa, czyni z człowieka boga, czy to za pomo-cą odwoływania się do mocy złych duchów, demonów, co robią okultyści, czy też za pomocą nauki, po-wiązanej z gnozą i alchemią, jak to ma miejsce u humanistów naszych czasów. Jedni i drudzy dążą do stworzenia superwładzy, wszechmocnego państwa, które będzie decydowało i życiu i śmierci każdego człowieka. W rezultacie, hodują ludzi, którzy są bez serca, bez uczuć i nie są w stanie troszczyć się o kogokolwiek za Wyjątkiem siebie samego. Na-wet najmniejszy wysiłek ze strony takiego samolu-ba jest poprzedzony pytaniem: „Co ja z tego będę miał?”. Państwo, składające się z takich obywate-li, tworzy piekło na ziemi. Nikt, kto ma Boga w sercu, nie może do tego dopuścić. Wolność nie przewidziała miejsca dla herezji. Stąd, w trosce o dobro narodów, zaistniała konieczność wprowa-dzenia Świętej Inkwizycji. Mówiąc o wielkich wyczynach „ludzi Papieża” nie sposób jest pominąć jezuitów. To byli giganci wiedzy, jednak broniący autorytetu Kościoła św. Dlatego wrogowie tradycyjnego katolicyzmu tak ich znienawidzili, stąd powstało tyle obraźliwych plotek i oszczerstw pod ich adresem. Zakon Jezuitów, jako rycerzy Chrystusa, został założony przez Św. Ignacego de Loyola. W 1540 ro-ku, powołując Zakon Jezuitów do życia, Papież Paweł III postawił przed nimi dwa zadania: propa-gować doktrynę religijną Kościoła rzymskiego oraz bronić praw i przywilejów Namiestnika Chrys-tusowego, Chcąc wywiązać się z tych obowiązków jak najrzetelniej, w bardzo krótkim czasie jezui-ci znaleźli się w czołówce światowej niemal wszystkich dziedzin nauki. Stawiało to przed nimi otworem wszelkie uniwersytety oraz instytucje państwowe, dawało im dostęp do każdej dziedziny działalności człowieka, w każdym miejscu i w każ-dych warunkach. Byli więc najtęższymi matematy-kami, fizykami, inżynierami, biologami, chemika-mi, astronomami, archeologami, lekarzami, zoolo-gami, genetykami, geografami itd. Lista naukowych odkryć i wynalazków dokonanych przez jezuitów jest bardzo długa. Dominowali w muzyce, w malar-stwie, w sztuce teatralnej, a nawet dali podstawy dla najnowocześniejszego baletu. Byli obecni na wszystkich dworach królewskich i książęcych, a jak trzeba było, to potrafili przez całe życie paść świnie. Rozjechali się po wszystkich konty-nentach, aby głosić Ewangelię św. i służyć, z wprost nadludzkim hartem, Chrystusowi Panu i chwale Bożej. Rozmach, z jakim weszli między lud Boży, przeraził na dobre tajne sprzysiężenia i raczkujący wówczas ruch protestancki. Drogą ko-ronkowych intryg, opartych głównie na dworskich sypialniach, doprowadzono do rozwiązania Zakonu Jezuitów; zakonu, który cieszył się tak dużym błogosławieństwem Bożym. Za tę chwilową słabość, Kościół katolicki musiał później ciężko odpokuto-wać. Nie pomogło stosunkowo szybkie ponowne powo-łanie do życia Rycerzy Chrystusa. Gorycz w sercu, za zdradę, pozostała. Nie byli już w stanie do-równać swym poprzednikom. „Świat” przejął ster w swoje ręce i ta sytuacja trwa do dziś. To Kościół Chrystusa Pana położył fundament pod naukowe i racjonalne spojrzenie na świat. Usuwa-jąc z ludzkiej wyobraźni obecność wszechmocnych demonów i bożków, Kościół święty usunął elementy, które przerażały ludzkość, pozbawiały ją pewności siebie, trzymały w chaotycznej improwizacji. By ludzi ośmielić i zachęcić do pełnego korzystania z dobrodziejstw świata stworzonego przez Boga, Jezus Chrystus tak wiele razy musiał powtarzać: „Nie bójcie się!”. Bez chrześcijaństwa, bez powrotu do prawdziwego Boga, człowiek nie byłby w stanie dojść do takiego stopnia rozwoju intelektualno-technologicznego, jakim cieszy się dzisiaj. Jedy-nie ignoranci, zatruci filozofią liberalizmu, oraz złośliwcy mogą twierdzić, że Kościół kato-licki hamował rozwój nauki i postępu. Złota epoka Średniowiecza była wynikiem harmonij-nej współpracy Państwa i Kościoła św. Jak to św. Robert Bellarmine trafnie określił: „Te dwie siły, kościelna i świecka, są we wzajemnym powiązaniu tak, jak dusza i ciało w człowieku”. Filozofia liberalizmu zakłóciła tę harmonię. Ciało uwolniło się od du-szy, a nawet zaprzeczyło, że dusza istnieje. Tym samym, rządy państw utraciły Najwyższego Nauczycielą i Stróża prawa moralnego, poczęły iść przez życie jak statek bez steru. Nic dziwnego, że tak często rozbijają się o skały amoralnaści. Świat liberalizmu tym się jednak nie przejmuje. Wymie-nia rządy tak lekko, jak ludzie wymieniają znoszo-ne skarpety. W świecie niestabilności moralnej nie może być poszanowania dla tradycji, dla rze-czy trwałych. „Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać” (św. Marek 3,24). Masoneria, ostoja i inkubator filozofii liberalizmu, zawsze popierała pomysł separacji Kościoła św. od Państwa. To ona oparła rządy i prawo na naturalizmie, co wyraźnie podkreślił Papież Leon XIII w encyklice Humanum Genus” . Stano-wisko Papieży w tej sprawie jest niezmienne od czasów Papieża Klemensa. XII, który pierwszy po-tępił masonerię, w 1738 roku. Dla niej, jako dla wywrotowego sprzysieżenia, które pragnie być „Królami i Kapłanami ludu”, im jest gorzej w świe-cie chrześcijańskim, tym lepiej. Stąd, człowiek coraz to bardziej oddala się od prawdziwej wolnoś-ci, gdyż wolność jest jednocześnie obowiązkiem dążenia do wiecznej szczęśliwości, w pojednaniu z Chrystusem Panem, którego indyferentny świat filozofii liberalizmu odrzuca. ODNOWA, CZY OD NOWA? Kościół anglikański został podporządkowany królo-wi Anglii, Kościół prawosławny z kolei, carowi, a nawet „Kościół” masoński uległ międzynarodowemu żydostwu? jedynie Kościół katolicki pozostał wol-ny od jakiegokolwiek zwierzchnictwa świeckiego. Będąc wolny od ziemskiego zwierzchnictwa, Kościół katolicki stał się źródłem i ostoją wolnej myśli (proszę nie kojarzyć jej z wolnomyślicielstwem), najpierw w cywilizowanej Europie, a potem na ca-łym świecie – wszędzie tam, gdzie respektuje się wolną wolę człowieka i jego sumienie. Jednak, wolność sumienia i wolna wola nie mają nic wspólnego z rozpasanym prawem do mówienia komukol-wiek czegokolwiek i robienia cokolwiek gdziekol-wiek, do sobiepaństwa. Wolność nie jest prawem do postawienia prawdy i zakłamania na jednym szczeb-lu hierarchii moralnej. Wolność słowa jest dopusz-czalna jedynie wówczas, gdy respektuje dobro, gdy respektuje Boże przykazania. Powiedzmy, w wolnym państwie komunista nie może być wolny, jak w kato-lickim narodzie heretyk nie może być wolny. Obaj bowiem odrzucają objawione i moralne wartości, służą zakłamaniu. Wolność dla herezji kończy się niewolą dla narodu, który dał jej schronienie. Potwierdziła to historia Polski. W przedrozbioro-wej Polsce herezja otrzymała schronienie i wol-ność, więc w konsekwencji, jako naród, straciliś-my niepodległość. Zostaliśmy wymazani z mapy Europy, na którą naniósł nas traktat Dagome iudex. Bez prawdy nie ma wolności. Pan Jezus powiedział przecież wyraźnie: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mo-jej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (św. Jan 8,32) . To jest funda-ment naszego bytu narodowego. Dzięki przyjęciu Prawdy nie spotkał nas los Prusów, a zostaliśmy przez Pana Boga nagrodzeni własną państwowością. Kościół Św., za sprawą Ducha Świętego, stał się ożywieniem dla ludzkiego intelektu, ukazał zagu-bionemu człowiekowi prawdziwą wolność. – Tak, pa-nowie wolnomyśliciele! – Dzięki Kościołowi rzym-skiemu powstała cywilizacja łacińska, z której dobrodziejstw cały świat korzysta do dziś, gdyż jest to cywilizacja organiczna, żywa, cywiliza-cja rozwoju i postępu. To właśnie liberalizm, neopoganizm i cywilizacja żydowska, walcząc z kato-licyzmem, usiłują człowieka zapędzić do buszu. W myśl doktryny Kościoła katolickiego, ani car, ani król, ani cesarz, ani pierwszy sekretarz par-tii nie jest panem duszy ludzkiej, nie jest w sta-nie by móc odebrać człowiekowi wolną wolę, a tym samym, odebrać mu odpowiedzialność za uczynki. Tylko Bóg może wymagać od człowieka całkowitego oddania. Nikt inny. Tak głosi doktryna Kościoła katolickiego. Za taką postawę, Kościół katolicki został znienawidzony i jest prześladowany przez tych, którzy dążą do zupełnego panowania nad świa-tem. Wolność nie posiada ustalonej barwy politycz-nej, nie jest zarezerwowana dla jednej partii. Jednak, liberalizm cierpi na częściowy daltonizm: nie jest w stanie widzieć pasma czerwieni więc je preferuje. Czerwień w zliberalizowanym środowisku czuje się wyśmienicie, gdyż jest niewidoczna, na-wet gdy osiąga apogeum despotyzmu. Co więcej, ma-sońskie nadużywanie sloganu „Wolność!”, do włas-nych celów wywrotowych, spowodowało, że wszyscy do wolności doczepiajc kolor, pozbawiając ją tym samym jej oryginalnego znaczenia. Stąd, wszyscy rzekomo walczą o wolność, a wolności w świecie jest coraz to mniej. W takiej sytuacji, wolność ludzkiego sumienia jest ostatnią nadzieją dla nas, katolików, żyjących w świecie wyzwalanym od Bo-żych przykazań. Człowiek współczesny jest już zmęczony liberalistyczną wolnością. Ma jej dość. Wydarzenia historyczne, inspirowane przez siły sprzysiężenia, jak rewolucja francuska z 1789 ro-ku, wojny napoleońskie, powstania zbrojne i rozrost protestanckich imperiów, jak Wielka Bryta-nia, USA, Holandia i Niemcy, czy ostra kampania antypapieska w Europie, spowodowały, że Kościół katolicki osłabł w intelektualnej działalności. Świat nauki, kupiony przez wielkie intermonopole, przeszedł w ręce zajadłych wrogów katolicyzmu i cywilizacji łacińskiej. Przez stulecia racjona-lizm drążył religię katolicką, niszcząc jej sym-bolikę, liturgię, usuwając z niej mistycyzm, trak-tując ją jako zabobon nie pasujący do wymogów czasu, albo degradując jej znaczenie, starając się sprowadzić ją na płaszczyznę czysto ziemską. Po latach ciężkich bojów, w drugiej połowie XX wieku, Kościół katolicki pozwolił modernistom narzucić ton, a nawet począł do nich się łasić; mimo, iż modernizm zawsze traktował Kościół rzym-ski jako swojego śmiertelnego wroga i robił wszystko, aby doprowadzić go do ruiny. Skutki prób pojednania z modernizmem są najlepiej wi-doczne w Kościele posoborowym. W obawie, że świec-kie doktryny mogą zdominować życie społeczne, Kościół św., pragnąc brać czynny udział w tym ży-ciu, zaakceptował sekularyzację na tyle, na ile to było możliwe w ramach Ewangelii św. W konsek-wencji, liberalizm zadomowił się nie tylko wśród ludzi świeckich, ale i w Hierarchii Kościoła. Zwolenników liberalizmu nazwano zarozumiale „księżmi postępowymi”. Ci księża, poczęli głosić, że stanowcze potępianie modernizmu jest niespra-wiedliwe, gdyż moderniści pragną dobra dla ludzi, a celem Kościoła św. jest nie potępiać ludzi, lecz prowadzić ich do zbawienia. Doszło więc do „dialogu”. Ponad dwieście lat antykatolickiego sprzysiężenia żydowsko-masońskiego poczęło wyda-wać w Kościele katolickim zatrute owoce. Pojawili się katoliccy duchowni, którzy zaczęli wymyślać nowe teorie na temat stworzenia świata, na temat pochodzenia grzechu, na temat boskości Chrystusa Pana, na temat katolickich dogmatów, z dogmatem o nieomylności Papieża włącznie. Między katolików zakradło się zwątpienie w prawdziwość nauki Kościoła św. Doszło do tego, że grupa o zbliżonych poglądach do Hansa Kunga poczęła głosić, że w całkowitym zaufaniu do Boga możemy pozwolić so-bie na doktrynalne eksperymentowanie, nie bacząc na to, iż prorocy wielokrotnie przed tym ostrzega-li. Przecież taki pogląd jest sednem modernizmu; a mianowicie, że człowiek nowoczesny wyemancypo-wał się spod praw Bożych i może teraz przyszłość świata wziąć w swoje ręce, kierując się wyłącznie własną intuicją, Tym samym, modernizm traktuje Pana Boga jako abstrakcję, a nie oddziaływującą siłę poprzez Objawienie. Już w wieku XV okultysta Pico della Mirandola gło-sił, że chrześcijaństwo powinno iść z duchem cza-su, dopasowując się do zdobyczy nauki, że powinno pogodzić się ze „.światem”. Hans Kung robi to samo, podmieniając okultyzm della Mirandola na „naukowość”. Czy jest to prostym zbiegiem okolicznoś-ci, czy też konsekwentnym wypełnianiem poleceń Synagogi szatana? Oczywiście, do rewolucji w Kościele katolickim nigdy by nie doszło, gdyby modernizm nie rzucił ziarna zwątpienia na umysły katolickich intelek-tualistów odnośnie Tradycji, gdyby katolicy nie zaczęli naginać prawd objawienia do wyników badań naukowych, co obecnie przyjęło nazwę „pojednania”. Tym samym, katoliccy intelektualiści dopuścili się niewybaczalnego błędu, godzącego w Prawdę. Hipotezy uzasadnione naukowo są tylko hipotezami, które obowiązują do chwili, gdy nie. pojawią się nowe hit tezy, obalające poprzednie. Nie ma to nic wspólnego z objawieniem Bożym, którego nie da się powiązać z ludzką fantazją. Bez wątpienia, nie należy w zaślepieniu ignorować osiągnięć nauki, odkryć historycznych, jednak, należy zdawać sobie sprawę, że owe zdobycze nauki nigdy nie mogą sta-nowić podstaw do formułowania pojęć religijnych, gdyż religia opiera się na innym zbiorze rzeczy-wistości, niedostępnym dla mędrca szkiełka i oka. Skoro Pan Bóg dał człowiekowi ciało i duszę, musimy karmić je w uporządkowaniu wskazanym przez Chrystusa Pana: co cesarskie, cesarzowi, a co boskie, Panu Bogu. Mówiąc o siewcach modernisty-cznej odnowy wewnątrz Kościoła katolickiego, trud-no jest nie wspomnieć o George Tyrrell, Teilhard de Chardin oraz Jacąues Maritain. Wszystkich trzech zaliczamy do wielbicieli idei humanizmu, z dobrze wyrobioną „mentalnością masońską”. Są to odrosty z rewolucji francuskiej z 1789 roku. Irlandczyk George Tyrrell przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm w wieku osiemnastu lat. Wstąpił do Zakonu Jezuitów w Anglii. Jako bardzo aktywny pedagog i płodny publicysta, stał się siewcą idei modernizmu i internacjonalizmu wśród kleryków je-zuickich. Był nauczycielem filozofii. Potępił Lu-tra i Kalwina głównie za to, że odeszli od Koś-cioła katolickiego, zamiast w nim pozostać i sta-rać się go reformować. Nie wierzył w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oraz w Zmart-wychwstanie Chrystusa Pana. Ks. Wickens twierdzi, że George Tyrrell w ogóle nie wierzył w Boga. Trudno jest oprzeć się myśli, iż George Tyrrell został jezuitom podstawiony, aby dobrze im namieszać w umysłach. W 1907 roku, Papież, św. Pius X, udzielił mu nagany. Gdy George Tyrrell odmówił odwołania swoich herezji, został usunięty z Zako-nu. Należy pamiętać, iż dogmat o nieomylności Papieża, uchwalony w czasie Soboru Watykańskiego I , w 1870 roku, był odpowiedzią na modernizm szerzą-cy się w łonie Kościoła św. Po wydaleniu z Zakonu Jezuitów, George Tyrrell odszedł od wiary kato-lickiej . Mimo, iż zabrakło George Tyrrella wśród jezuitów, herezja modernizmu rozwijała się nadal, gdyż zna-leźli się następcy. Jednym z nich był Teilhard de Chardin. Już w latach gimnazjalnych Teilhard de Chardin zaraził się kantowskim sceptycyzmem od je-zuity Henri Bremonda, a później, gdy wstąpił do seminarium, reszty zepsucia dokonał George Tyrrell. Pogląd ten przekonywująco uzasadnił Ks. Wickens. Henri Bremond i George Tyrrell byli ze sobą za-przyjaźnieni. Tworzyli trzon modernistycznej in-teligencji. Gdy Bremond został usunięty z Zakonu Jezuitów, propagowaniem modernizmu wśród kleryków zajął sie. jezuita Leonce de Grandmaison (wielce wymowne i jednoznaczne nazwisko!). Jezuici w żaden sposób nie mogli pozbyć się w swoich szeregach roznosicieli modernizmu. Tak bacznie byli pilno-wani przez Wielki Wschód Francji, który nie mógł zapomnieć przykrych doświadczeń ze św. Ignacym de Loyola. Na czoło modernistów wysunął sie Teilhard de Chardin. W łonie Kościoła katolickiego powstał odpo-wiednik masońskiego sprzysiężenia. Wojujący piew-cy filozofii liberalizmu w sposób zgrany i zorga-nizowany przystąpili do badania, z zegarmistrzow-ską dokładnością, wszystkich przedmiotów studiów seminaryjnych, teologicznych, tworząc coś w rodza-ju „intelektualnej manufaktury”, by móc wypraco-wać metody, którymi będą mogli skutecznie zara-zić katolików ideą modernizmu i doprowadzić do nieodwracalnego rozkładu Kościoła rzymskiego. Już św. Pius X ostrzegł katolicką Hierarchię, że herezja modernizmu jest doskonale zorganizowana we wnętrzu Kościoła św. Istotnie, po długoletnim przygotowaniu, od zakończenia drugiej wojny świa-towej, zwątpienie w umysłach kleru, w prawdzi-wość tradycyjnej nauki Kościoła Św., rosło z roku na rok. Nie można się więc dziwić, że Teilhard de Chardin mógł sobie pozwolić na dozę arogancji, oświadcza-jąc, iż nie obawia się o swoją przyszłość, gdyż ma przyjaciół na znaczących pozycjach strategicz-nych. Pewny siebie, publicznie powątpiewał, że na-leży oddawać cześć i uwielbienie Panu Bogu. Twier-dził również, że nie było pierwszych rodziców Adama i Ewy, czym umacniał poligenizm, a w kon-sekwencji, nie było też i grzechu pierworodnego. Zatem, skoro nie było grzechu pierworodnego, to nie ma potrzeby, aby dążyć do zbawienia. Dalej, śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu automatycznie staje się bezużytecznym aktem i, w dalszej kon-sekwencji, nie ma Ofiary Mszy św. oraz nie ma Prze-mienienia Pańskiego ! Czyli, krok po kroku, doszli-śmy do sedna sprawy. Jest to cel, do którego Syna-goga zmierza od początków Kościoła katolickiego. W obliczu poważnego zagrożenia podstaw naszej wia-ry katolickiej, po burzy Soboru Watykańskiego II, Papież Jan Paweł II, tuż po objęciu pontyfikatu, wydał encyklikę Redemptor Hominis , pogłębiającą wiarę w istnienie Adama i w grzech pierwszych ro-dziców w raju. Jan Paweł II bardzo często nawią-zuje, w swych wystąpieniach, do tematyki naszych pierwszych rodziców Adama i Ewy. Swoje wątpliwości w istnienie pierwszych rodzi-ców, Adama i Ewy, Teilhard de Chardin starał się potwierdzić odkryciami wykopaliskowymi. Rozpoczął od fałszerstwa praczłowieka z Piltdown. Nadało mu ono rozgłos. To jednak było dla Teilhard de Chardina za mało. Igrając z naiwnością ludzką, podsu-nął następne fałszerstwo, sinantropusa, człowieka pekińskiego. – Pieniądze na prace wykopaliskowe szły, wiadomo, z fundacji Rockefellera. – Nieste-ty, odkryte szczątki sinantropusa w tajemniczy sposób zaginęły. Po niepowodzeniach z praczłowie-kiem z Piltdown, Teilhard de Chardin – czy owiany tajemnicą inicjator poszukiwań – obawiał się, że sinantropus nie wytrzyma konfrontacji z naukowca-mi, wolał więc okryć go tajemnicą, a środki maso-wego przekazu i tak zrobiły swoje. Przyjęto, że sinantropus istnieje. Poglądy Teilhard de Chardina i jego zwolenników, a mianowicie; teorię ewolucji wszechświata, jako ewolucjonizm, teorię ewolucji ludzkości, jako historyzm oraz teorię ewolucji osobowej, jako egzystencjalizm, potępił Papież Pius XII w encyklice „Humani Generis” z 12 sierpnia 1950 roku. Mimo wszystko, nadal istnieją księża, którzy są prze-konani, że teoria ewolucji Darwina została udowod-niona. Wspierając teorię ewolucji, Teilhard de Chardin dał także poparcie dla marksowskiej rewolucji, dla walki klasowej. „Ludzkie oblicze marksizmu”, zda-niem tego jezuity, „rokuje nadzieje na zwycięstwo”. Księży, którzy posiadają tego rodzaju nadzieję i otwarcie do tego sie przyznają, jest więcej. Podążając śladami Teilhard de Chardina, jezuita Jose Maria Diez-Alegria w 1973 roku opublikował książkę pt. „Yo Creo en la Esperanza” (Wierzę w na-dzieję) . Jest w niej próba nadania dialektycz-nego znaczenia dla tradycyjnej teologii katolickiej. W obliczu powyższego, tytuł niniejszej bro-szury niech będzie przypomnieniem w co katolik powinien wierzyć. Z kolei, francuski liberał katolicki Jacąues Mari-tain zajął się czymś w rodzaju teologii historii opartej na filozofii Karola Marksa. Począł głosić, że prawda religijna może być znaleziona wyłącznie w masach. Tak się złożyło, że Jacąues Maritain za-ważył na losach Kościoła katolickiego, gdyż do jego wielbicieli należał Ks. Arcybiskup Giovanni Battista Montini. Ks. Abp Montini napisał bardzo przychylny wstęp do włoskiego tłumaczenia książki J. Maritain, pt. „Integralny Humanizm” , W latach sześćdziesiątych tego stulecia Hierarchia Kościo-ła katolickiego była już do tego stopnia skażona ideą humanizmu, że stało się możliwe, iż Ks. Abp Montini mógł zostać Papieżem. Poznaliśmy go jako Pawła VI. Papież Paweł VI wierzył w liberalną uto-pię, opartą na filozofii Jacąues Maritain, lansu-jącą Kościół bez autorytetu, nie dostrzegający ludzkich słabości, wynikających z grzechu pierwo-rodnego, nie przypominający o karze za grzechy. Paweł VI wierzył w wewnętrzną dobroć ludzką, a na modernistów patrzył jak na ludzi dobrej woli. To przekonanie oparł na fałszywej przesłance libera-lizmu, że jeśli ktoś jest miły dla innych, to in-ni będą mili dla niego. – Proszę tę zasadę zasto-sować do żyda(?). – Nic więc dziwnego, że za jego pontyfikatu Sobór Watykański II przeobraził się we frontalny atak modernizmu na Kościół rzymski, który zakończył się sukcesem. Soborowemu „ludo-wi Bożemu” nadano socjologiczne znaczenie, zbli-żone do „proletariatu” użytego w marksizmie. „Lud Boży” wyzwolono spod autorytetu Papieża i Hierar-chii Kościoła św., dając mu autonomię w sprawach dotyczących religijnych przekonań i moralności. Zatem, z Kościoła św. zrobiono sejmik, w którym zaczęli szarogęsić się intruzi, nazwani zarozumia-le – zgodnie z duchem i tradycją liberalizmu periti (eksperci). W miejsce Tradycji zakradła się Rewolucja, Kościół katolicki opanowała gorączka „odnowy” w stylu dwóch wielkich rewolucji: jako-bińskiej z 1789 roku i bolszewickiej z roku 1917. Brakowało jedynie gilotyny lub czekistów, którzy zrobiliby „porządek” z obrońcami tradycji katolic-kiej, na których czele stanął Ks. Arcybiskup Mar-cel Lefebvre. Moderniści pragną w radykalny sposób odchrześcijanić Europę i Amerykę Południową, dwa bastiony katolicyzmu. Chrześcijaństwo usiłują podmienić „Kościołem ludowym” i doprowadzić do nawrotu do pogaństwa. Została zachwiana rola cywilizacji łacińskiej, jako gwaranta stabilizacji w zorgani-zowaniu narodów, równoważącego wzajemne stosunki międzyludzkie, jak i stosunek grzesznego człowie-ka do Boga, cywilizacji najlepszej, można powie-dzieć, że świętej. Pomiędzy katolików wkradł się chaos dogmatyczny. Dochodzi już do desakralizacji liturgii katolickiej, do głoszenia „nowych teorii” odnośnie pochodzenia chrześcijaństwa. To wszyst-ko nie ma nic wspólnego z reformą Kościoła Św., a jest wyłącznie podążaniem za współczesnym ma-terializmem, hedonizmem i utylitaryzmem Być może, iż Jacąues Maritain przerażony impetem rewolucyjnym Soboru Watykańskiego II począł kry-tykować modernizm, do którego sukcesów tak wiele się przyczynił. Nawet nieśmiało skrytykował Teilhard de Chardina. Mimo wszystko, jest trudno mu całkowicie wyzbyć się starych nawyków. Powtó-rzył bowiem swoją myśl, że antysemityzm jest wypaczoną forma antychrześcijaństwa. Jest to typowa dla liberalizmu próba zniekształcenia historii, gdyż powszechne oburzenie na żydów sięga 458 roku przed narodzeniem Chrystusa, a więc, na pięć wie-ków przed Aktem Bogobójstwa. Na to mamy dowody historyczne, a co było wcześniej, sam Pan Bóg ra-czy wiedzieć. Co więcej, wystarczy poczytać Dzie-je Apostolskie, by się przekonać jak sprawy się miały i kto pierwszy chrześcijan prześladował. Zatem, wypowiadany tu i ówdzie pogląd, że obraża-jąc żyda, obrażasz katolika, wywodzi się z maritainlzmu . – Niemniej jednak, racjonalistyczna i pozytywistyczna wizja świata poczęła napawać Jacques Maritaina uczuciem niesmaku. Dobrze, iż choć u schyłku swego życia zaczął wyrzekać się fałszywych sojuszników. Rewolucyjne zmiany w Kościele katolickim, w cią-gu ostatnich dwudziestu lat, z jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła zrobiły grupę pluralistyczną, pobłażliwą, skłóconą, ekume-niczną i ewolucyjną. Katolicy nie są już wyróż-niani spośród masy ludzkiej. „Postępowi” księża nakazują brać udział w otaczających nas mitach i symbolice pogańskiej; jak, dla przykładu, wspólne modlitwy różnych wyznań, z sugestią, iż wszystkie obrzędy są sobie równoważne. „Postępo-wi” księża i biskupi usiłują pojednać Kościół św. ze „światem”; ponaglają więc katolików do włącze-nia się do ogólnego nurtu humanistycznego. Wszys-tko opiera się na fałszywym poglądzie liberałów, że jeśli będziesz dobry dla innych, to inni będą dobrzy dla ciebie. Fałsz tego poglądu dobitnie potwierdziła historia rozbiorami Polski i koleja-mi losu naszego narodu od tamtych czasów do dzi-siaj . Tak mile widziana przez księży „postępowych” unia z judaizmem, wyciszanie w Ewangelii św. tego, co jest powiedziane o faryzejstwie i o jego marnym końcu, może doprowadzić do wchłonięcia postaci Chrystusa Pana przez żydowski monoteizm. Przekreśliłoby to szokujące żydów fakty Wcielenia i ist-nienia Trójcy Świętej. Jest to próba podążania za ściekiem herezji z okresu Reformacji, prowadzącym do odrzucenia Nowego Testamentu. Zjudaizowanie Kościoła katolickiego pozbawi go świętości, a więc, doprowadzi do humanistycznego absurdu, że człowiek jest Bogiem i może obejść się bez nasze-go Zbawiciela. Zachowanie wiary w boskość Jezusa Chrystusa jest dla nas sprawą nie do pominięcia, o ile chcemy uchronić się od proponowanej nam, już teraz, ery pochrześcijańskiej . Język religijny księży zarażonych modernizmem jest ściśle ocenzurowany. Starannie omija wszelkie wzmianki o dogmatach Kościoła katolickiego, usiłu-jąc robić wrażenie, iż one nie istnieją. Fundamen-talnym terminom wiary katolickiej nadaje świeckie znaczenie, czyli je zniekształca. Księża „postępo-wi” dają do zrozumienia, że liturgia, obrzędy i symbole religijne są bez znaczenia. Jest to odzieranie religii z mistycyzmu, bez którego życie religijne nie może istnieć. To przystosowanie się do modernizmu, i równoczesne odarcie życia reli-gijnego z tradycyjnej symboliki i mistycyzmu, stworzyło problemy wielkiej miary. Wprowadzenie zbyt racjonalnej, zimnej, wykalkulowanej, proza-icznej i pozbawionej symboli liturgii, wsparte spłyconą muzyką religijną i architekturą, co się słyszy i ogląda na co dzień, spowodowało wzrost ruchów charyzmatycznych. Znaczenie symbolu zaczy-na być opacznie rozumiane. Pozbawiono katolika wiary i przekonania, że za symbolem kryje się niezwykle ważna rzeczywistość; jak, powiedzmy, prawdziwa obecność Jezusa Chrystusa w konsekrowa-nej hostii. Symbolika pozwala powracać do wyda-rzeń z przeszłości i powtarzać je nieskończoną ilość razy. Jest to ponawianie wydarzenia, które kiedyś miało miejsce, a nie jedynie przypominanie go sobie. Ustanawiając Sakramenty święte, Jezus Chrystus dał nam szansę nieustannego odnawiania łączności z Bogiem. Pogląd, że jesteśmy w stanie uświadamiać jedynie znaki, a nie symbole, za którymi kryje się obec-ność, powoduje, iż Sakrament święty staje się rzeczą, subiektywną, która zmienia się w zależnoś-ci od osoby, czasu i miejsca. Zamiast odtworzenia wydarzenia z przeszłości, mówi się o jego wspomi-naniu. Zamiast ponowienia Ofiary na Krzyżu, mamy więc pamiątkowy wieczernik; zamiast ołtarza, na którym składa się ofiarę, jest tylko stół, przy którym gromadzą się biesiadnicy. Zatem, teraźniej-szość nie jednoczy się już z przeszłością, a jedy-nie o przeszłości pamięta. To jest RÓŻNICA O WIEL-KIEJ DONIOSŁOŚCI dla przyszłych losów Kościoła ka-tolickiego. Thomas Molnar przypomina, że kiedy cywilizacja zaczyna zmieniać interpretację swojej religii, życie religijne zamiera, a jej świątynie stają się muzeami i, dodam, ośrodkami społeczno-kulturalnymi. Istotnie, na Zachodzie stare kościo-ły już wyglądają jak muzea, a nowe, jak zakłady produkcyjne. Przez stulecia cywilizacja łacińska wydawała ma-larzy, architektów, poetów, muzyków, artystów o wprost niewyczerpanej inspiracji twórczej. Ka-tedry i kościoły, sale koncertowe i teatry, bi-blioteki, ulice i place miast zawierają arcydzie-ła myśli chrześcijańskiej, z którymi nie może się równać żadna inna cywilizacja. Jednak, subiekty-wizm filozofii liberalizmu wywarł piętno także na sztuce, która stała się bezprzedmiotową. Artyści, jak prorocy, poczęli przekazywać „wiadomość”, swo-je przelotne wrażenie. Uwolnienie się od zasad i norm wprowadziło sztukę w świat mechaniczny, a więc martwy. Zawsze bezsensowność filozoficzna prowadzi do bezsensowności moralnej, a to uwidacz-nia się w sztuce. W wyniku desakralizacji liturgii, Sakramentów św. nie traktuje się jako wiecznych symboli. Katolicy coraz powszechniej wątpią, że w czasie ofiary Mszy św. chleb i wino zostają przemienione w Cia-ło i Krew Chrystusa. Jest to naukowo nieuzasadnione, powtarzają za modernistami. – Czyżby chcie-li przez to powiedzieć, że doszliśmy już do końca odkryć naukowych? – Należy też, zdaniem zwolenni-ków modernizmu, zaniechać wiary w cuda, gdyż są sprzeczne z prawami fizyki. Po pierwsze, prawa fizyki ułożył człowiek podpatrując prawa Boże, a po drugie, nie wszystko jeszcze zostało dokład-nie przebadane i to, co wydaje nam się, że jest nielogiczne, może być spowodowane lukami w wiedzy. Wiedza jest powiązana ze światem doczesnym. To, co człowiek odkrył i zbudował, może być udoskona-lone? jedynie to, co Pan Bóg nam dał, nie może być poprawione. Wszystko, czego nie da się objąć rozumem, moder-niści albo ignorują, bądź też pozbawiają donios-łości, wypaczają sens. I tak, Chrzest św. nie jest dla nich oczyszczeniem z grzechu pierworod-nego, ale tylko wciągnięciem na listę chrześcijan. Duch Święty jest dla nich „duchem wolności”, a Kościół św. ma dążyć nie do zbawienia dusz, ale do lepszego jutra, zgodnie z masońskimi hasłami: wolność, równość i braterstwo. Z kolei, Niepoka-lane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oznacza wyłącznie zbliżanie się nowej epoki w historii. A co najważniejsze, moderniści wpychają religię do wnętrza człowieka, czyli chwilowo robią z czło-wieka półboga, rzecz świętą, by z czasem, móc oświadczyć, że to człowiek jest Bogiem. Nie ma więc potrzeby, aby adorować Najświętszy Sakrament, skoro Chrystus jest obecny w człowieku. Dalej, skoro nie ma religii poza człowiekiem, Hierarchia Kościoła św. jest bez znaczenia, a w konsekwencji, Ojciec Święty również. W miejsce Hierarchii Koś-cioła św. moderniści pragną wprowadzić autono-miczne komuny, zwane „Kościołem ludowym”, luźno związane z Watykanem, jedynie wspólnotą wiary, a nie autorytetem Papieża. To już mocno pachnie panteizmem, a kierunek tej perfidii jest bardzo wyraźny. Jest tu sugestia, że katolik może obejść się bez Stolicy Piotrowej (!) – Skąd my to już znamy? Liturgia katolicka jest redukowana do znaków i obrzędów pozbawionych świętości. W miejsce obrzędów tradycyjnych sztucznie się wprowadza no-we. Podczas Mszy św, można usłyszeć dowcipy, de-klamację wierszy, a nawet stół pamiątkowy, który zastąpił ołtarz, otaczają niekiedy osobnicy z re-wolucyjnymi napisami na ubiorach i ze sztandara-mi politycznymi w dłoniach. Ta sytuacja dotyczy również Polaków, gdyż ma miejsce w kościołach po-lonijnych, wypełnionych posolidarnościową emigra-cją. Liturgia oznacza uczestnictwo wiernych w Sakramen-tach Św., które nie są po to, aby w oparciu o nie wydawać opinie natury politycznej. Kiedy z litur-gii zostaje usunięty mistycyzm, praktykowanie re-ligii staje się mechaniczne, a jej symbole ni-czego już nie reprezentują. Wiara w rzeczy święte zanika. Następuje proces desakralizacji. Jest tak zawsze, gdy dochodzi do profanacji świętości, u-siłując nią manipulować dla osiągnięcia celów ściśle doczesnych, kiedy nie jest utrzymywany ko-nieczny dystans pomiędzy tym, co jest święte i wieczne, a tym, co należy do zbioru rzeczy przemijających, doczesnych. Dokumenty Soboru Watykańskiego II umocniły pogląd zwolenników filozofii liberalizmu, że nie jest ważne w co człowiek wierzy, pod warunkiem, iż czyni to w dobrej intencji. Są tam sugestie, że każdy posiada „naturalne prawo” do wybrania so-bie religii bez zwracania uwagi na jej błędy. Tu już dochodzimy do oczywistego wniosku, że wszystkie religie są sobie równoważne. Jest to odciąganie od wiary w Pana Boga, w Trójcy Świętej Jedynego, a zbliżanie do wiary w „Wielkiego Boga”, jak to ma miejsce w Indiach, gdzie katolicyzm ulega hinduizacji, czy do wiary w „Najwyższego Programistę”, co starał się lansować Teilhard de Chardin, czy wreszcie, do wiary w Wielkiego Ar-chitekta Wszechświata. Każda próba mieszania re-ligii kończy się tryumfem pogaństwa. Posoborowy pogląd, że każdy chrześcijanin uczest-niczy w kapłaństwie Chrystusa Pana, stawia na głowie katolicką doktrynę dotyczącą sakramentu Kapłaństwa. W konsekwencji, degraduje kapłana do poziomu gawiedzi, czy jak kto woli, do poziomu „ludu Bożego”; a przecież kapłaństwo rozpoczyna się od Adama, poprzez Noego, Abrahama, Melchizedecha, do Najwyższego z Kapłanów, Jezusa Chrystu-sa, który oddał siebie w ofierze Bogu Ojcu, by od-kupić wszystkich ludzi za ich grzechy. Zatem, ka-płan nie może być zredukowany do roli chłopca na posyłki. Odejście od zwyczaju noszenia sutann i habitów przez osoby duchowne, od strojów, które dodawały im dostojeństwa i trzymały w koniecznym dystansie od osób świeckich, również oznacza, iż w Kościele katolickim kapłaństwo przestaje mieć szczególne znaczenie. Księża i zakonnice powoli przeobrażają się w biurokratów. Na miejsce kapła-na wchodzi komuna parafialna, „lud Boży”. Co wię-cej, kapłan już nie modli się zwrócony do Pana Boga, ale do „ludu Bożego”. Tym samym, skupienie uwagi na Bogu przemieszcza się do koncentracji na człowieku. W takiej sytuacji, zarówno Jezus Chrystus, jak i Sakramenty święte stają się w świadomości kato-lika bez mocy. Nasz Odkupiciel jest tutaj obiek-tem rozumu ludzkiego, a Sakramenty święte stają się pustymi gestami. Utrzymanie Kościoła przy świętości może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy zostanie zachowana wiara w boskość Chrystusa Pa-na. – Czy nie nadszedł już czas, aby powrócić do pracy misyjnej wśród tradycyjnie katolickich na-rodów? Pierwsze próby zdegradowania Jezusa Chrystusa wyszły od arian, w czwartym wieku. Postać Chrys-tusa Pana pozbawiono mistycyzmu, redukując ją wyłącznie do postaci historycznej. Kościół Św., pomny arian i niekończących się ataków herezji, odrzucił prawo do nieograniczonej fantazji w sprawach religii, gdyż może to doprowadzić do tworzenia wyobrażeń i symboli sprzecznych z jego nauczaniem. Obecność herezji w symbolice chrze-ścijańskiej natychmiast ożywia pogaństwo. Za cza-sów arian, z Matki Chrystusa Pana usiłowano zro-bić bożycę. Usiłowano Ją postawić na równi z Jej Synem w dziele odkupienia. Stąd, zaistniała ko-nieczność ujęcia tego zagadnienia w ścisłe dogma-ty i doktrynę. Postawienie znaku równości pomię-dzy Najświętszą Maryją Panną a Jezusem Chrystusem przywróciłoby do życia mitologiczną walkę bogów z układu słonecznego, reprezentujących rodzaj męski, z bożycami układu księżycowego, przedsta-wicielkami rodzaju żeńskiego. Otrzymalibyśmy więc gnostyczny dualizm. Obecnie, walkę płci i tak już mamy, ale to jeszcze nie wszystko. Moderniści, a raczej kryjący się za nimi gnostycy, pragną uczynić z kobiety kapłankę, namiestniczynię Chry-stusa (!) . Za wszelką cenę pragną wprowadzić do katolicyzmu dualizm płciowy, co wprowadziłoby do niego gnozę(!). Stąd, Kościół katolicki nie może pozwolić na dopuszczenie kobiety do sakramentu Kapłaństwa – niezależnie od tradycji i doktryny religii katolickiej. Wiara nasza stałaby się wów-czas herezją, czyli przestałaby istnieć. Niemniej jednak, do postaci Chrystusa Pana dołą-czono już cechy polityczne i rewolucyjne. Jezus Chrystus, oderwany od Boga Ojca, staje się już symbolem społecznym, przewodnikiem w zabiegach o dobra doczesne. Współcześni „postępowi” katoli-cy kładą silny akcent na człowieczeństwo Chrystu-sa, a wyciszają słowa Ewangelii św. mówiące o Je-go boskości. Teocentryzm podmieniono chrystocentryzmem, gdzie „duch rewolucyjny” Nowego Testa-mentu wspomaga „duch walki klasowej”, a tym samym i humanistyczny ateizm. Uczłowieczony Chrystus, z którym człowiek może się utożsamiać, stał się rękojmią areligijnego, racjonalistycznego świata. Księża „postępowi” coraz to mniej mówią o Bogu, jako o istocie najwyższej, stwórcy wszechświata, który za dobre wynagradza, a za złe karze, nie mówią już o Chrystusie twórcy Opoki, na której zbudowano Kościół św. Pana Boga powoli zastępuje „lud”, który ma być źródłem duchowego objawienia i religijnym autorytetem. „Postępowi” księża prag-ną uczestniczyć, wespół z „ludem”, w ewolucji i rewolucji społecznej, co nazywają „wyzwoleniem”. Słowa, wyjęte z tradycyjnej teologii, użyto w no-wym, rewolucyjnym znaczeniu. Ewangelicznemu słowu „ubogi” nadano znaczenie marksowskiego „proleta-riatu”. A przecież Jezus Chrystus nie widział w proletariacie kandydata na klasę uprzywilejowa-ną. Pan Nasz przyszedł na świat by odkupić wszystkich ludzi, a nie wyłącznie ubogich, w starotestamentowym stylu. Idea budowania raju na ziemi jest ideą wywodzącą się z żydowskiego zbuntowania przeciwko Panu Bo-gu. Łączenie jej z Chrystusem jest wielkim fał-szerstwem. Nasz Odkupiciel starał się przywieść człowieka przed oblicze Boga, a nie budować Superczłowieka, czy Nadczłowieka. Nic więc dziwne-go, że trzymający się tradycji księża, odważnie wskazujący na niebezpieczeństwo zjudaizowania Ewangelii Św., podlegają prześladowaniom ze stro-ny „świata”. Jaskrawą formę przybrały one w opa-nowanej przez marksistów Gujanie Brytyjskiej, gdzie grupa okultystyczna, o nazwie „Dom Izraela” (The House of Israel) , dopuściła się mordu na księżach trwających przy katolickiej tradycji. Jest to jedna z metod, którą „Dom Izraela” pros-tuje ścieżki dla antykatolickiej rewolucji. W obliczu wojny z Panem Bogiem, współczesny kato-lik znalazł się pomiędzy Scyllą a Charybdą: z jednej strony Kościół katolicki, który coraz to mniej sprosta wymogom cywilizacji łacińskiej i społecznie staje się tym, czym było pogaństwo u schyłku imperium rzymskiego, a z drugiej, liberalistyczne ideologie, jak modernizm, marksizm, przymusowa zamasoniona demokracja, która nudzi i męczy swoją obłudą, czy ateistyczna nauka i technologia, pragnące usunąć z życia ludzkiego wszystko co święte. Kościół, pozbawiony świętości, odarty z symboli będących łącznikiem ze światem nadprzyrodzonym, pozbawiony korzeni tradycji, znaków identyfikują-cych jego przynależność do ery po narodzeniu Chrystusa, przestaje przyciągać tych, którzy świę-tości poszukują. Rozrastająca się próżnia duchowa powoduje, że ludzie rozglądają się coraz częściej za religiami pogańskimi i okultyzmem; akurat od-wrotnie jak to miało miejsce prawie dwa tysiące lat temu. Wówczas chrześcijaństwo uwolniło pogan od demonów, od poczucia niemocy wobec przeznacze-nia i śmierci. U pogan śmierć oznacza klęskę. U chrześcijan śmierć jest zwycięstwem, tak jak zwycięską była śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla pogan wiara jest formą wytłumaczenia zjawisk zachodzących w otaczającym ich świecie. Dla chrześcijan wiara w Boga daje nadzieję na zbawie-nie wieczne. Za czasów Apostołów chrześcijaństwo zaofiarowało poganom również mistycyzm, z czego dzisiaj jest odzierane. Powstającą próżnię duchową współczesnych chrześ-cijan usiłują wypełnić bogowie pogańscy, wywodzą-cy się ze starożytnej mitologii, z Orientu i ma-gii,. Świat chrześcijan został zaatakowany przez buddyzm, braminizm, zen i szamanizm. Są to reli-gie o panteistycznym podejściu do świata, dające nadzieję na samoubóstwienie się, czy też na wybi-cie się ponad przeciętność. Pogaństwo i okultyzm wydają się być w stanie zaspokoić potrzeby czło-wieka epoki przemysłu, tak intelektualnie, jak i społecznie. Okultyzm i religie Orientu obiecu-ją zbawienie bez moralnych zobowiązań, co jest nie bez znaczenia dla ludzi dążących do hedonis-tycznego stylu życia, trzymających się zasady: „Tutaj i teraz!”. Co więcej, obietnica zbawienia, drogą kolejnych powrotów na ziemię, wydaje się być atrakcyjna. Hinduizm, odrzucając grzech, automatycznie odrzuca wiarę w nadejście Sądu Os-tatecznego. W hinduizmie każde działanie pogłę-bia ludzkie cierpienie, oddala człowieka od dos-konałości. Wyzwolenie człowieka widziane jest tam w ucieczce od wszelkiej aktywności i od rzeczy-wistego świata, który dla hinduizmu jest iluzją. Pełne wyzwolenie można tam uzyskać tylko przez oświecenie prawdziwą wiedzą, która umożliwi pow-rót do stanu przedkreacyjnego, Religie Wschodu, pełne tradycji, symboli, więc atrakcyjne, często są gimnastyką umysłowo-cielesną, rozładowującą wewnętrzne napięcie nerwowe – wynik cywilizacji przemysłowej, gdzie człowieka traktuje się i ocenia jak maszynę – pozbawiającą uczucia pustki wewnętrznej, dającą złudzenie ucie-czki przed rzeczywistością, której ma się już dość”. Działalność szamanów, astrologów, jogów, alche-mików i czarowników opiera się na wierzeniu, iż świat jest istotą żywą, z siłami wewnątrz człowie-ka, jak i poza nim, i że siły te są we wzajemnym i nieskończonym oddziaływaniu. Okultyści usiłują te siły sprowadzić do zgodnej współpracy. Reli-gijna gimnastyka Hindusów, prowadząca do możli-wości stania na głowie godzinami, do zadawania sobie tortur ognia, gwoździ, czy też do deforma-cji ciała na skutek długotrwałego bezruchu, ma na celu pozyskać magiczną moc. Błogostan uzyskany poprzez okultystyczną terapię jest pustką możli-wą do zniesienia przez mistrzów ascezy, ale nie przez tych, którzy pragną żyć w harmonii z rzeczy-wistością. Psychika człowieka nie może być usunię-ta z rzeczywistości, z otaczającego życia cywili-zacyjnego. Okultyzm pozostawia więc u ludzi uczu-cie niedosytu, które zazwyczaj tłumi się strachem. Naukowcy, zafascynowani mistycyzmem Orientu, jego nieokreślonością, opartą na hinduizmie i buddy-zmie, na zoroastrianiźmie i taoiźmie, silą się, by zatrzeć różnice pomiędzy światem materii a światem ducha. Uwidoczniło to się jaskrawię na sympozjum naukowym w Kordobie, w październiku 1979 roku. Ich światopogląd opiera się na dekom-pozycji czasu i przestrzeni, materii i ducha, świadomości i logiki. Na tej dekompozycji ma powstać nowa cywilizacja, w której wyselekcjowana elita sama sobie ustanowi prawo. Zamiast po-zostać przy chrześcijańskiej doktrynie sługi Bo-ga, poszukują sposobu zlania się z boskością. Wielu współczesnym naukowcom wydaje się, że ludz-kość jest w stanie kontrolować i odtwarzać wyda-rzenia historyczne, a nawet święte, bo obiecane kiedyś przez Pana Boga. Jest to zamysł uświęcenia człowieka i jego czynów, jest to legalizacja ak-tów gwałtownych, rewolucyjnych. Tym samym, reli-gie wprowadzają do wnętrza człowieka, bez żadnych powiązań z Bogiem. Stąd tak często dochodzą do wniosku, że Pan Bóg jest produktem ludzkiej wyo-braźni, spełniającym rolę placebo w cywilizacyj-nej terapii. W nowotworzonym świecie, społeczeństwo ma być po-żywką dla elity, której zasady postępowania będą jedynym uznanym i obowiązującym kodem społecznym. Masy będą stanowiły dla elity czarnoziem, na któ-rym wyrośnie „nowy człowiek”, mędrzec i bohater w jednej osobie, nowy bóg. Ów superczłowiek wy-pracuje dobrze prowadzące się społeczeństwo -a więc, wyeliminuje grzech (!) – oparte o nowe kryteria wartości. Żydzi po cichu wspierają ten neopogański ruch, żywiąc nadzieję, że to im przypad-nie rola „nowego człowieka”, a wówczas spełniłoby się ich odwieczne marzenie o panowaniu nad świa-tem. Zresztą, już gdzieś słyszeliśmy teorię o na-wozie z jednej rasy dla innej. – Czyż nie w „Mein Kampf” Adolfa Hitlera? Credo gnostyków z Uniwersytetu w Princenton, zgrupowanych w Instytucie dla Zaawansowanych Stu-diów, jest mniej więcej następujące: wierzymy je-dynie w inteligencję ludzką, która od pewnego po-ziomu staje się formą sprzysiężenia; wierzymy, że jej moc jest nieograniczona. Współcześni gnostycy usiłują powiązać filozofię z matematyką, mitologią i sekularystyczną koncepcją człowieka. Mówią już o naukowym deizmie. Religie traktują jako ideologiczną agitację, jako zło przejściowe, któ-re z czasem powróci do stanu wyjściowego, czyli do powszechnego pogaństwa, które ma być stanem harmonii i równowagi. Jest to powielanie starych mitów myślowych, które nie zdały egzaminu w his-torii. Jest to powrót do monizmu czarownika Giordano Bruno. Pod koniec XV wieku, Giowanni Pico della Mirandola, i nieco później, Giorgano Bruno, usiłowali dokonać syntezy religii, wiążąc je też z hermetyzmem. Doktorzy Kościoła św. zdecydowanie uznali to za próbę powiązania ze sobą sprzecznoś-ci, uznali za absurd. Nie może być syntezy reli-gii, jak nie ma syntezy cywilizacji. Dzisiaj koś-ciół katolicki nie jest tak zwarty i stanowczy. Więc gnoza może bezkarnie siać zamęt myślowy wśród katolików. Neopoganie lansują relatywizm etyczny, gdyż amo-ralni bogowie pogańscy pozwalają lekceważyć as-pekty etyczne, a skupiają głównie uwagę na polep-szaniu swojego bytu, na dogadzaniu sobie. Są go-towi widzieć bogów wszędzie. Jednak, są to bogo-wie martwi, bezsilni jak człowiek. Nie ma tam po-jęcia „dobra”, które opierałoby się na normach etycznych. Stąd u pogan powstawały cywilizacje bezetyczne, lub z etyką sytuacyjną. Dobro oznacza u nich harmonię rzeczy, a zło chaos. W konsekwen-cji, nie ma też takich pojęć jak „sprawiedliwość” i „przebaczenie”. Chrześcijanin ma wyrobione po-czucie odpowiedzialności za swoje postępowanie i przyjmuje obowiązek zbawienia duszy, toczy wew-nętrzną walkę pomiędzy wyborem dobra lub zła. Natomiast poganin nie odpowiada za swoje uczynki, gdyż sądzi, że przyszedł na świat jako mieszanka dobra i zła, jako rezultat zmagań bogów dobrych i złych. Celem neopogan jest stworzyć nową cywi-lizację pozbawioną chrześcijańskich nakazów i za-kazów. Moralność katolicką, podporządkowaną Bożym przykazaniom, nazywają moralnością niewolnika. Pragną więc od niej się wyzwolić. W pogańskim świecie, niezależnie od tego jak się poganin prowadzi, kontakt z bogami pozostaje. Tylko u żydów i chrześcijan dystans etyczny pomiędzy człowie-kiem a Bogiem jest nieskończenie wielki, a grzech oddala człowieka od Boga. Pan Bóg jest wszechpotężny i wszechdobry, jest etyczną doskonałością. Nie ma też potrzeby, aby dzielić się władzą z mocami zła. W religii chrześ-cijan nie ma więc miejsca na walkę tytanów. Zło sprowadziły na ziemię istoty przez Pana Boya stwo-rzone, odmawiając swemu Stwórcy posłuszeństwa. Zbuntowani aniołowie i grzeszni ludzie ponoszą konsekwencje za obrazę Boga. W wyniku grzechu pierworodnego człowiek został oddalony od Boga, stał się słaby i musi kierować się wolną wolą, aby wyjednać przebaczenie, musi na nie zasłużyć. Tego u pogan nie ma. Poganin ma z bogami kontakt ciągły i w sensie wy-boru boga jest wolny. W pogańskim świecie bogowie dogadzają zachciankom człowieka, gdyż między nimi jest ciągła walka i człowiek zawsze może podmie-nić jednego boga innym, w zależności od własnego uznania. Pogańska cywilizacja nie zależy od ciągłego dialogu pomiędzy Stwórcą a człowiekiem, wy-magającego spełniania ustalonych raz na zawsze wymogów moralnych, jak to ma miejsce w cywiliza-cji łacińskiej. Poganie czują się bezwzględnymi panami koncepcji istnienia, sami wybierają środki i metody postępowania. Skoro człowiek jest częś-cią natury, którą należy kształtować, to jedynie superludzie, elita, najlepsi mogą to czynić, mogą dostąpić władzy absolutnej tak nad naturą, jak i nad innym człowiekiem (podczłowiekiem). Stąd neopoganizm jest siłą napędową w tworzeniu jedne-go ogólnoświatowego rządu, w skład którego wej-dzie „elita”. Neopoganie wierzą, iż cywilizacje mogą być kształ-towane przez ludzi, że można je tworzyć i anulo-wać kiedy tylko się zechce. Ich „mędrcy”, którzy są dawcami immanentnych sił, są panami religii, która podlega rytmicznym cyklom: rozwój, dojrzewa-nie i upadek. Neopoganie zaprzeczają istnieniu Boskiej interwencji, Objawieniu i Opaczności Bo-żej. Pachnie to mocno Heglem i jego determinizmem. Również historię neopoganie widzą jako płynący potok, dzielący się na cywilizacyjne cykle. Napa-wa to ich nadzieją na bliski koniec historii chrześcijaństwa i przejście do całkiem nowej cywi-lizacji, pochrześcijańskiej, którą pragną urzą-dzić w swoim stylu. Poganie nie posiadają nostal-gicznego przywiązania do tradycji. Stąd historia i czas nie mają dla nich żadnego znaczenia. Prag-ną jedynie odtworzyć przeszłość w teraźniejszości, a nie powrócić do konkretnego historycznego mo-mentu. Neopoganie zwalczają chrześcijaństwo by móc odtworzyć starożytną świecką cywilizację. Ide-ałem dla nich jest „Republika Platona, posiada-jąca klasę kapłanów-intelektualistów, klasę ryce-rzy i klasę chłopów. Pragną powiązać człowieka z samotwórczym kosmosem, pragną przywrócić panteizm, który wyplewiło chrześcijaństwo, wskazując człowiekowi jego właściwe miejsce. Tym samym, zbliżają się do alchemii, która również pragnie zjednoczyć przeciwne elementy i zasady, odtworzyć pradawne jajo, symbolizujące u nich zjednoczenie ludzkości z kosmosem; pragną doprowadzić do abso-lutnej syntezy świata ducha ze światem materii. Alchemicy nie zamierzają czekać aż nadejdzie królestwo niebieskie, obiecane przez Jezusa Chrys-tusa, ale sami chcą przywrócić człowiekowi nie-śmiertelność, pragną uzyskać zbawienie ciała przed skutkami grzechu pierworodnego. Tym samym, Ofiarę złożoną na Krzyżu pragną uczynić aktem bezużytecznym(!). Jak, zatem, parający się alche-mią okultyści śmią nazywać siebie chrześcijana-mi? Próba ucieczki przed Sądem Ostatecznym, gdyż do tego cały ich wysiłek zmierza, jest w oczach chrześcijanina wielkim bluźnierstwem! W stopniowym przechodzeniu od religijnego świato-poglądu do naukowego neopoganie widzą zmierzch cywilizacji łacińskiej, koniec ery chrześcijaństwa, a nastawanie epoki innej religii, wyższego rzędu. W istocie tak nie jest. Jest to jedynie pogląd określonych ludzi, ich hipoteza czy też bezbożne życzenie. Współczesny zanik religijności oznacza bardzo niewiele w skali wieczności, a mówiąc o re-ligii i prawach z nią związanych dotykamy kwes-tii wieczności. Nie ma dowodów na cykliczność w czasie. Są to wyłącznie spekulacje zaczerpnięte ze świata pogańskiego, jak powiedzmy z hinduizmu, a więc świata wypełnionego fałszem. Mity pogań-skie łatwo zakradają się do myśli ludzkiej, gdyż u pogan nie ma dogmatów, nie ma zorganizowania, nie ma potrzeby do wysiłku umysłowego, starające-go się pogodzić wiarę z obserwacjami wszechświa-ta. Umysły jałowe lubują się w religiach pogań-skich. W wierzeniach pogan za zjawiskami w przy-rodzie stoją tajemnicze siły. Katolicy natomiast traktują te zjawiska jako naturalne wydarzenia, a ich podejście do wszechświata oparte na analizie wydarzeń historycznych i bieżących obserwacjach prowadzi do rozwoju nauki, a w szczególności teo-logii. W nauce Kościoła katolickiego postać Jezu-sa Chrystusa nie może być zmieniona, by dogodzić „wymogom czasu”, gdyż Jego działalność jest udo-wodniona historycznie, jest prawdziwa, w przeci-wieństwie do mitów pogańskich, wypełnionych zmy-ślonymi bohaterami. To, że katolicyzm ulega pokusom sekularyzacji jest wykładnikiem słabości człowieka, istoty grzesznej, ale nie oznacza słabości nauki Chrystusa Pana! To ludzie popełniają błędy, a nie Pan Bóg. Mamy do czynienia z rewolucją, z buntem przeciwko Bogu, a nie z cyklicznością czasową i historyczną. Moż-na przyjąć, że Szatan ma teraz żniwa. Nie powin-niśmy zapomnieć o przypowieści o synu marnotraw-nym. Możemy okazywać niezadowolenie, iż Kościół katolicki z takim trudem ustosunkowuje się do „wymogów czasu”, że nie podejmuje radykalnych środków zaradczych. To jest nasz subiektywny po-gląd. Jednak, Kościół rzymski nigdy nie zdecydował się by całkowicie wyplenić wszelkie oznaki pogaństwa. Kościół starał się krzewić istniejące tradycje i sprawdzać prawdę objawioną w ogniu kon-trowersji. Było to dopuszczalne pod warunkiem, że Stolica Apostolska bezwarunkowo pozostanie wierna dogmatom, doktrynom i magisterium, że zachowa ele-menty mistycyzmu w liturgii, w symbolach i Sakra-mentach św. Wówczas misjonarze chrześcijańscy są w stanie opanować wierzenia pogan i nadać ich mitom nowe spojrzenie, oparte na nauce Kościoła świętego. W przeszłości, eliminując stopniowo mity pogań-skie i zastępując je tekstami opartymi na Ewange-lii św., misjonarze zmusili pogańskich mędrców do wycofania się z życia publicznego, do zejścia do podziemi. Schronienie dały im sprzysiężenia masońskie. Rewolucja w dzisiejszym Kościele kato-lickim sytuację nieco skomplikowała. Ufni opiece Bożej, musimy uzbroić się w cierpliwość. Każdy pośpiech w działaniu prowadzi do niedorzeczności. Emocje są złym przewodnikiem przez życie. Przede wszystkim, chcąc stawić czoła rewolucji, należy uwierzyć, że powrót do katolickiej świętości jest możliwy. Każda próba desakralizacji Kościoła św. rodzi bunt w duszy ludzkiej, spowodowany tęskno-tą za odsuniętym Panem Bogiem. Ta tęsknota jest dla człowieka o wiele cenniejsza aniżeli obiecy-wana przez neopogan deifikacja ludzkośc
  4. Zbigniew Kozioł said

    Jeszcze @2

    Trafić można do ludzi, którzy są naprawdę otwarci na wiedzę i wątpliwości. Którzy gotowi po swojemu myśleć (paradoksalnie to brzmi w kontekście tego tematu, bo tu ponoć akurat właśnie o to chodzi, aby zmusić do myślenia i do osądzania samemu! Po to, żeby sprowadzić na manowce myślenia! Aż sam nie wiem, czy tu jest wyjście dla wielu, bo, np. ja, z trudem mogę zrezygnować z racjonalizmu. Tylko.. że tutaj, w tym racjonalizmie, jest ukryty pewien trik, pewne kłamstwo, którego sam na razie do końca nie pojmuję.

    Mnie tu w Rosji udało się maleńkie przekonywanie ludzi. Bardzo maleńkie, ale ono też cieszy, bo jest świadectwem tego, że ludzie słuchają, rozsądzają, zaczynają patrzeć i mysleć po innemu. Nie każdy jest ignorantem, nie każdy odnosi się obojętnie do pojmowania istoty.

  5. Marucha said

    Re 4:
    A wie Pan, Panie Zbyszku… mnie chyba coraz częściej zdarza się, że w ogóle nie mam chęci na dyskutowanie, za to chętnie bym przywalił w pysk. Ponieważ przez Internet nie da się tego niestety wykonać (może to i dobrze?), zmuszam się na ogół do odpowiedzi.
    Nie wiem, być może wyczuwam przez skórę bezowocność wszelkich prób przekonywania wilków, żeby przerzuciły się na jarzyny.
    To taki „dialog” judaistyczno-katolicki. Bez sensu, bez celu, bez widoków na przyszłość.

  6. Zbigniew Kozioł said

    Jeszcze pozwolę sobie na bardzo inny temat. Proszę zignorować, jesłi kogoś to nuży (a jest tak? chciałbym wiedzieć). Pisuję prywatnie mocno, bo.. (to brzydkie)… tak mi się chce. Ale, pisuję też za przyczyną. Aby ten sajt nie stał się zbyt bezosobowym. W pewnym sensie sam się podkładam, świadomie, dla dobra wyższego 😉

    Jest teraz u mnie 11:00 wieczorem. Bardzom zmęczony. Wczoraj w nocy, o 2:00 miałem pociąg do Moskwy. 5 godzin w jedną stronę. Przyjazd do Moskwy o 7 rano. Potem w pół godziny metrem w okolice Arbatu, gdzie mieści się ambasada Kanady. Ale.. otwierają ambasadę o 9:00 .. wiec zostalo mi ponad godzinę włóczenia się po okolicy. W zasadzie to lubię pooglądać okolice, tylko nie w podobnych warunkach (to męczące), a i tak je znam dobrze. Dostałem nowy paszport kanadyjski, ważny na 5 lat. I zwrócono mi stary paszport (ucięte rogi, aby było oczywiste, że paszport nieważny; w Polsce tego nie robią, w ogóle nie zwracają starego). Nie mogę w krótkich słowach opisać wszelkich okoliczności. Potom powrót. Około 10 rano byłem znowu na dworcu kolejowym (ich jest wiele, tych głównych, byłem na Kurskim). Otóż w Rosji aby kupić bilet na pociąg dalekobieżny (albo autobus; ale większość korzysta z pociągów) trzeba w kasie przedstawić paszport. Wszystko idzie na komputer (dane paszportowe osoby, dane biletu; cóż, walka z terroryzmem… ehm, em… ale w Rosji to nie żarty, szczególnie bliżej Kaukazu). Pani w kasie do mnie, odnośnie nowego paszportu: ale tutaj nie napisane jakie jest pana nazwisko po rosyjsku! I znowu powinienem był bym tłumaczyć Wam długo o co chodzi. A krótko tak popróbuje: nie było napisane, bo to nowy paszport. Nie ma tam ani jednej pieczątki władz rosyjskich, żadnej wizy, nic. Tylko jedna strona wypełniona, z nazwiskiem w tranksrypcji angielskiej, gdzie się urodzil, itp. No to podałem tej pani kasjerce paszport stary, z ucietymi rogami, cały zapełniony pieczątkami. Tam było moje nazwisko w transkrypci (i wersji jaką mi wymyśłono) rosyjskiej. Pani ani się zająknęła. Bilet wypisała, zapłatę kartą bankową przyjęła.

    Jadę już pociągiem do domu. 12:02 pm z Moskwy. Znowu 5 godzin. Ciepło. Oh, nie ciepło, a z mojej koszuli można pot wykręcać. Niektóre pociągi są bardzo dobre, rosyjskie (nawet z klimatyzacja, wyśmienite warunki, zwykle za to trzeba płacić więcej). Ten był ukraiński. One są do d*py. Trudno przeżyć.

    Przychodzą (w czasie jazdy) panowie policjanci: dokumenty proszę (to nie pierwszy raz, gdy mnie to się zdarzyło). A ja… mój nowy paszport kanadyjski nie ma ani jednego stempelka od władz rosyjskich!

    Pokazałem im wszystko co mam. Wszystkie paszporty i tez inne dokumenty. Naradzali się panowie policjanci parę chwil po kryjomu. Po czym grubas zwraca mi dokumenty: życzymy przyjemnej podróży.

  7. Inkwizytor said

    Re: 6

    Jeżdzę w piątek z dworca Białoruskiego elektryczką w kierunku Możajska. Zwykła elektryczka, zatrzymuje się na każdej prawie stacji, to koszt 165 rubli. Jak sie ma szczęście to 1,5 godziny można siedzieć na drewnianej ławce a jak nie to podróż jest na stojąco. Ludzie pomimo tłoku nie są jakoś do siebie nawzajem wrogo ustosunkowani, i nie przeszkadza, ze co chwila ktos oferuje środki na komary, itp. Bilet pomimo sprawdzenia przez konduktora trzeba zachować w przeciwnym razie sa kłopoty z opuszczeniem dworca

    Z nazwiskami to rzeczywiscie a Rosji, problem, sam sie o tym przekonałem odwiedzajac moskiewski ZAGS

  8. Zbigniew Kozioł said

    Marucha, @5, nie chcę, aby Pan upadał na duchu.

    Pan zapewne rozumie te tematy (te bardziej o religii, inne pewnie też) lepiej niż powiedzmy ja czy wielu. Niech pan się męczy. Prawda, jak łatwo mi to powiedzieć? Może nie mógłbym w ten sposób napisać, gdybym sam nie chciał i pana pomocy. Ważne, że to choćby troszkę dociera do ludzi. Czy więcej umiemy zrobić?

  9. Ad. 5

    Gajowy jest zwyczajnie zmęczony. Stąd reakcje takie, a nie inne.

    „Nie wiem, być może wyczuwam przez skórę bezowocność wszelkich prób przekonywania wilków, żeby przerzuciły się na jarzyny.”

    A na wycie wilków i ujadanie kundli można zareagować tylko w jeden sposób: Unaoczniać innym, że to wilki i kundle, a nie intelektualiści, katolicy, itd.

    „Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni.” – Musimy wskazywać na ten ogon, choć często jest trudno dostrzegalny.

    I na zimno! Inaczej, to my tracimy. A nie oni.

    Pozdrawiam

  10. Zbigniew Kozioł said

    Gajowy nie ma prawa być zmęczonym.

    A jeśli jest zmęczony, to poczekamy, kiedy zmęczony nie będzie. Eto jest rozporiazenije NKWD/FSB.

    Podpisano.

  11. Zbigniew Kozioł said

    Tak z głupia frant, niemal, zaproponuję panu Inkwizytorowi: przyjedzcie pan do Orla z żona. Poziomki skończyły się już, ale nie powinno zabraknąć tematów do rozmów.

  12. Ad. 11

    „Poziomki skończyły się już”

    – Jesssuuu…. Ile moja by dała za taki kontakt z naturą, jaki wy tam macie… A ja bym dołożył…

  13. Zbigniew Kozioł said

    Pana PiotraX – przepraszam za zboczenie silne z tematu. Wrócę do tematu głównego.

    Nie wierzę, by pan Inkwizytor zechciał 5 godzin jechać pociągiem do Orła, tym bardziej z żoną. Tym bardziej, że my się na razie prawie nie znamy 😉 Po prostu nie wierzę, choć chciałbym.

    Rozumienie Rosji – toż trzeba by tu po prostu bardzo, bardzo długo zyć. W Kanadzie sam nie wiem już ile żyłem, a nie znam.

  14. Zbigniew Kozioł said

    @12

    Pan ma na uwadze Ze rozbijamy główny temat…

    No to jak jest tak z tymi poziomkami:

    Moja żona na ten przykład ich prawie nienawidzi. Ona je nawidzi, gdy naprawdę są. A inne żony wokół, żona mego szefa z pracy, to gdy jej pokazałem, rzuciła się na te moje poziomki. Od człowieka zależy, co lubi. Poziomki nie są moje, ja je tylko znalazłem. Ich jest tyle że całemu niemal miastu by starczylo;)

    W tym roku jakiś dziwny urodzaj. Wszystko jest. Gałęzie jabłoni łamią się pod ciężarem jabłek. To nie tak każdego roku. W Polsce tez czujecie podobny urodzaj?

  15. Zbigniew Kozioł said

    „Jesssuuu…. Ile moja by dała za taki kontakt z naturą, jaki wy tam macie”

    trochę to emocjonalnie .. z mojej strony tez.

    A ja też za życiem w przyrodzie. Choćby ciężkim. Tylko chyba już… nie ważne.

  16. Inkwizytor said

    Panie Zbigniewie, dziękuje za zaproszenie, Bóg da kiedys się spotkamy. Przez Orzeł przejeżdżam kiedy jade do Polski przez Lwów. Obecnie niestety brak czasu, zakladam w Rosji firmę, to i biegania jest w Nałogowy i inne sprawy jeszcze, pozdrawiam z Moskwy

  17. Joanna said

    ad/1Zbigniew Kozioł
    Kontakt z naturą to Pan na pewno ma większy. Tutaj chrabąszcza juz sie nie uświadczy, a Pan pisał, ze tam są.

  18. Joanna said

    Inkwizytor i Zbigniew powinniście więcej pisać o życiu w Rosji. Dla nas to teraz żelazna kurtyna. Ja się boję tam nawet jechać słysząc o przestępstwach, nawet służb granicznych.

  19. Zbigniew Kozioł said

    @16 (Inkwizytor) absolutnie, niech pan zahaczy. Pan chyba ma mój adres email? Ciekaw jestem, jak to z tym jeżdżeniem do Polski przez Lwów. Sam rozważałem, a i Lwów chciałoby się zobaczyć, ale przecie to wiele dłuższa droga niż przez Białoruś.

    @17 (Pani Joanna) Ależ tak. Ja bym tego miejsca za nic nie chciał zmieniać. W pewnym wieku to można sobie popatrzeć nieco inaczej na życie. Nie na jako bieganie za forsą która i tak wiele nie da. A tu.. te jagody choćby. Latem to w ogóle. Dwie rzeki schodzą się, Oka i Orlik. Można w nich pluskać się (nie są głebokie). Lasy są. Do dużych mam 15 minut piechotą. Krajobrazowo – wiele ładnych miejsc, mimo, że to teren nizinny. Niestety, nie wszyscy z mieszczuchów którzy mnie otaczają rozumieją to piękno miejsca. Zimy tylko nie lubię. Choć zimą, jeśli komuś chłód odpowiada, to można też po sportowemu przeżyć. Ludzie, choć nie bogaci, ale jakże sympatyczni, przyjaźni. Co tu więcej chcieć od życia?

  20. Zbigniew Kozioł said

    @18 (Pani Joanna) – Dzięki za tę uwagę, ona mi pomocna. Staram się. Musze zajmować się też pracą. Mam świadomość. To nie tylko w Polsce istnieje ta bariera informacyjna. Ona istnieje wszędzie na zachodzie. Po części to właśnie dlatego przyjechałem do Rosji, bo czułem fałsz i chciałem bardzo przekonać się, jak to jest…

  21. Joanna said

    ad/19 Panie Zbyszku chętnie zaprosiłabym Was do mnie na Mazurach wzamian za rewanz. Jestem bardzo skromna i napewno nic Was by to nie kosztowało. Myślę, że przeciwn ie, bo złotówki stoją wyżej od rubli, a swój wyjazd sama bym finansowała. Was oczywiście na swój koszt.

  22. Zbigniew Kozioł said

    Pamiętam, Pani Joanno. Niech Pani napisze mi email na np. softquake@gmail.com , aby kontaktu nie stracić. Bardzo mi to miłe, oczywiście. I jak najbardziej, na miarę naszych możliwości jesteśmy chętni zrewanżować się.

    Ale w tym roku nie uda się nam do Polski, z powodów finansowych. Za rok może będzie inaczej, mam nadzieję i wierzę. Ale… Pani tutaj, do nas – może! Zresztą, to zaproszenie nie tyczy tylko Pani. Proszę przyjąć je otwarciej.

  23. Inkwizytor said

    Re: 18

    Nie ma się czego bać, nawet ruskich celników. Zresztą, w Brzesciu kontroluja Bialorusini ale oni Polaków się nie czepiają, natomiast polscy celnicy zawsze pytają czy przewoże cygarety.

  24. Inkwizytor said

    Re: 19

    Panie Zbyszku, adres mam, pan mój chyba również. Przez Ukrainę ciekawiej, chociaż oczywiście dłużej. Ja jadę plazkartnym pociągiem Moskwa – Czerniowce, zawsze jest wesoło. Rumuni baraniną poczęstują, w Kijowie można kupić za 200 rubli doskonaly tort, znany i ceniony od czasów Sojuza.

    Lwów sam w sobie to temat rzeka, jestem tam co najmniej 4 razy w roku po parę dni.

  25. Zbigniew Kozioł said

    @23 „w Brzesciu kontroluja Bialorusini” … aha.. tak, wiem. Bardzo dobrze wiem. Pan nie zna pewnej mojej historyjki z Brześciem… niektórzy tutaj zapewne pamiętają. Nie będę już powtarzał, znudziła mi się.

    Co do papierosów: chyba 200 sztuk można na głowę (no, dorosłą). Czemu nie?

  26. Rysio said

    re 5. „… mnie chyba coraz częściej zdarza się, że w ogóle nie mam chęci na dyskutowanie, za to chętnie bym przywalił w pysk………”

    Proszę bardzo Panie Gajowy, jeżeli Panu ulży to niech wali w ten pysk ………….

  27. Inkwizytor said

    Re 25

    Jedna osoba może mieć tylko 2 paczki papierosów czyli 40 sztuk. Papierosy jak pan wie sa w Rosji bardzo tanie, ja co prawda nie pale ale popyt w rodzinie jest zatem zdarza mi się przewozić 200 i wiecej sztuk. Ostatnio alkohole podrożały, nieznacznie ale jednak

  28. Zbigniew Kozioł said

    @27 jak to się biorą za skórę! Nawet papierów nieco przewieźć nie można. Toż to są drobiazgi, grosze, nie pieniądze. Wzięliby się za handlarzy, a nie zwykłych ludzi.

    Tak, nieco podrożały. Mówiłem żonie parę miesięcy temu. Putin obiecał wysokie podwyżki w niektórych sferach, a on słowa ponoć dotrzymuje (chyba mnie też, ale na razie pewności nie mam), no to musi być inflacja… Eh.. co mi podwyższą, to wydam na papierosy…. ;(

Sorry, the comment form is closed at this time.