Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Romuald Gładkowski – „Credo in unum Deum” (2)

Posted by Marucha w dniu 2012-07-10 (Wtorek)

Toronto – 1988 (fragmenty)
Nadesłał p. PiotrX
Poprzednia część:
https://marucha.wordpress.com/2012/07/09/romuald-gladkowski-credo-in-unum-deum/

Część 2

Zliberalizowani wrogowie kościoła rzymskiego lubią często podkreślać, że dogmaty katolickie przykuwają ludzkość do wsteczności; za to “wolna myśl” zmierza do postępu. Uzasadniają ten pogląd powierzchowną wzmianką o “ciemnocie średniowiecza” i inkwizycji. Warto więc zatrzymać się nieco i przy tym zagadnieniu.

Mówiąc potocznie o “ciemnocie średniowiecza” krytycy tradycyjnego katolicyzmu mają Zazwyczaj na myśli tysiącletni okres dziejów Europy wypełniony kontrowersyjnymi krucjatami, najazdami zbrojnymi, co uzupełnia Święta Inkwizycja i rzekoma niesprawiedliwość społeczna sztywnego ustroju feudalnego. Jest to pogląd wypracowany przez zajadłych wrogów cywilizacji łacińskiej, pogląd propagandowy, odbiegający od prawdy. Ta antyklerykalna odmiana nienawiści i niewiary została nazwana sekularystycznym humanizmem.

Humanizm jest dotychczasowym apogeum ateizmu. Głosi, że współczesny człowiek doszedł już do takiego rozwoju psychicznego, iż nie potrzebuje liczyć na jakiekolwiek zewnętrzne siły w rozwiązywaniu swoich problemów. Zdaniem humanistów, człowiek ma liczyć tylko na siebie w budowie kosmicznego raju i własnej chwały. Sekularyzację nazwano dojrzałością społeczną. Celem humanistów jest społeczny dobrobyt i nic więcej. Jest to rewolucja myśli ludzkiej. Występujący przeciwko Panu Bogu humaniści nie improwizują z ukrycia. Są to akademicy, którzy opracowali pragmatyczną religię bez Boga, opartą na matematyczno-podobnych formułkach, wspartych techniką komputerową. Jest to naukowo-technologiczny materializm. W wyniku powszechnej liberalizacji, owi heretycy nie należą już do marginesu społecznego. Stanowią elitę internacjonalistyczną. Połączeni są węzłem przynależności do grupy najważniejszych istot na ziemi. Kontrolują przecież politykę rządów, kontrolują międzynarodowe korporacje, trzymają w garści uniwersytety, wydawnictwa, stacje radiowe i telewizyjne, czy w ogóle środki masowego przekazu.

Ich era rozpoczęła się w 1933 roku wydaniem I Manifestu humanistycznego. Każda rewolucja rozpoczyna się od wydania “manifestu”. Sygnatariusze I Manifestu wywodzą się ze świata liberalizmu, więc nazwali siebie “liberalnymi humanistami”. Dla nich wszechświat jest samoistniejący, a nie stworzony. Człowiek jest u nich częścią natury, jest wynikiem ewolucji. Tradycyjny dualizm ciała i duszy ludzkiej jest przez nich odrzucony. W religii humanistów zawiera się antropocentryzm i immanentyzm. Ich celem jest szczęście, a nie świętość. Dla świata i historii nadali znamię boskości. Dla humanistów najważniejsza jest abstrakcyjna ludzkość, a człowiek jako osoba jest bez znaczenia. W ich świecie życie ludzkie można zgasić tak lekko jak zapaloną świecę.

W II Manifeście humanistycznym, wydanym czterdzieści lat później, w 1973 roku, humaniści oświadczyli, że moralność człowieka jest autonomiczna i sytuacyjna, że nie potrzebuje teologicznych sankcji. Nie są im potrzebne dogmaty, ani statyczna prawda. Wszelkie autorytety zaliczyli do klasy wrogów wolnych badań naukowych, do wrogów naukowego postępu i społecznego rozwoju. Zatem, ich nauka została upolityczniona, a to jest dla nauki zabójcze. Polityk czuje się upokorzony, kiedy musi przyznać, że popełnił błąd; za to naukowiec wie dobrze, iż będzie robił błędy, jednak, poszukując prawdy, musi z pokorą uznać swoje błędy i zdecydowanie je usuwać, bez oglądania się na znajomych, co o nim powiedzą. Upolitycznieni naukowcy siłą rzeczy prowadzą działalność naukawą , a nie naukową. W rezultacie, dzień” po dniu, oddalają się od prawdy, stają się szarlatanami. I tak, ubywa nam naukowców, a przybywa szarlatanów, którzy przejadają pieniądze podatników.

Opinia, że Kościół katolicki przeciwstawiał się rozwojowi nauki niewiele ma wspólnego ze znajomością historii chrześcijaństwa. To katoliccy filozofowie zapoznali Europę z pracami Arystotelesa. Św. Tomasz z Akwinu został kanonizowany przez Papieża, mimo iż opierał swoje poglądy na materialistycznych teoriach Arystotelesa. Kościół rzymski jedynie interweniował tam, gdzie rozprzestrzeniała się herezja, stanowiąca poważne zagrożenie tak dla duszy, jak i dla ciała człowieka. Poza tym nauka miała otwartą drogę dla badań.

Tak wyśmiewana przez wyznawców humanizmu epoka feudalna była w stanie dać schronienie “dla wdowy i sieroty”. Owszem, feudałowie i rycerze mieli duże prawa i przywileje, ale mieli również twarde obowiązki. To była złota epoka rozwoju ludzkości; rozwoju literatury, architektury, filozofii i sztuki teatralnej, a rozwój sztuki i muzyki sakralnej postawił ludzki geniusz na wyżyny. Wszystko ku chwale Bożej. Kościół rzymski nie oponował naukowemu podejściu do badania zjawisk ziemskich. W epoce wielkich odkryć i wynalazków tępił panoszący się agnostycyzm, kult ognia piekielnego, hermetyzm, czy ogólnie, herezję.

W późniejszym okresie, Kościół katolicki również nie potępił nauki, ale modernizm. Żaden uczciwy historyk nie mówi o “mrokach średniowiecza”. Wszystkie wielkie odkrycia z tego okresu, wszelkie heroiczne wyczyny były dokonywane z imieniem Bożym na ustach. Sataniści, faryzeusze i farmazoni nie asystowali królom na polach bitew, nie brali udziału w odkrywczych wyprawach. Ich terenem działania były dworskie sypialnie i zacisza domowych pieleszy. Rzucali się jak sępy na rzeczy zapracowane przez innych. Chciałbym tu być dobrze zrozumiany. Nie twierdzę, że wielcy odkrywcy i wielcy rycerze byli ludźmi bez skazy. W ciężkich chwilach życiowych, uniesieni złością, bez wątpienia potrafili urągać i Panu Bogu, i Szatanowi. Jednak, byli to ludzie głęboko wierzący, którzy potrafili modlić się żarliwie, gdy byli w samotności, zgodnie z zaleceniem Chrystusa Pana: “Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (św. Mat. 6,6). Wielcy ludzie zawsze wierzą w naukę Chrystusa. Nie może być inaczej. Naszym, polskim, największym rycerzom również nie schodziła z ust pieśń” “Bogurodzica”, gdy pomni feudalnego obowiązku szli na bój. Co więcej, wiara w Boga zawsze wymaga bohaterskiej postawy. Tak było w ciężkich czasach pierwszych chrześcijan, tak jest i dzisiaj. Tylko umysły zniewieściałe potrafią reagować szyderstwem na wzmiankę o Bożym objawieniu.

Teraz kilka zdań o Inkwizycji.

Przyczyną ustanowienia Inkwizycji była panosząca się w Europie herezja o charakterze radykalnie rewolucyjnym. Stolica Apostolska zleciła Inkwizycję poważnym i pobożnym ludziom, głównie franciszkanom i dominikanom. Dla Inkwizycji pracowało wielu uczonych i późniejszych świętych. Trybunał Inkwizycji szczycił się wyjątkowym postępem w prawodawstwie i sądownictwie. Sędziowie, pracujący dla Inkwizycji, poczuwali się do obowiązku zachowania godności tak osobistej , katolickiej , jak i zawodowej. Wyroki śmierci były wydawane na heretyków stanowiących poważne zagrożenie dla otoczenia, jak notorycznych zabójców, podpalaczy i złodziei, rytualnych morderców.

Owszem, były i nadużycia, gdyż Szatan wszędzie zamiata ogonem, ale to były wyjątki haniebne i nieliczne, nie stanowiące usankcjonowanej prawem reguły, jak to ma miejsce dzisiaj w “wyzwolonym” przez liberalizm świecie. W przeciągu trzystu lat hiszpańska Inkwizycja wydała cztery tysiące wyroków śmierci . Jest to kroplą w oceanie, w porównaniu do tego, co zrobili antykatoliccy jakobini w czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku, czy bolszewicy w roku 1917 i w latach następnych. A co minio miejsce w czasie wojny domowej, w Hiszpanii, z roku 1936, a co działo się w Chinach po toku 1949, czy ostatnio w Wietnamie, Kambodży, Gujanie, wszędzie tam, gdzie miały miejsce krwawe rewolucje, zainicjowane przez tajne sprzysiężenia, popychające rozwój liberalizmu do przodu, posiadające w tym swoje, ukryte cele?

Można tu jeszcze wspomnieć o hitleryzmie jako konsekwencji liberalizmu republiki weimarskiej. To właśnie wieloetyczna cywilizacja żydowska i spokrewniony z nią protestantyzm przywróciły do życia niewolnictwo i nieludzki, nieodpowiedzialny wyzysk człowieka dla jak największego zysku. Czy dzisiejsza, liberalistyczna, ogólnoświatowa cenzura na środki masowego przekazu jest bardziej elastyczna od Inkwizycji? – Nie! Liberalizm nie docieka, nie bada czyichś poglądów, lecz bezwzględnie narzuca swoje. Badajmy więc fakty historyczne, a nie zadawalajmy się przewrotnymi fikcjami. Wówczas szybko okaże się, kto naprawdę broni człowieka, jego godność i dostojeństwo. Wszystko wskazuje na to, że jest odwrotnie niż głosi propaganda liberalizmu .

To zbytnia tolerancyjność Kościoła katolickiego dała cieplarniane warunki dla rozwoju neopogańskiej epoki Renesansu, którą tak mocno chwalą zwolennicy wojny z Panem Bogiem. Decyzja Stolicy Apostolskiej, o powołaniu do życia Świętej Inkwizycji, została poparta przez głowy koronowane katolickiej Europy. Dlaczego? Otóż, gdy usuwa się Boga prawdziwego, nowi bogowie spieszą, by zająć Jego miejsce. Ożywa pogaństwo. Adoracja pogańskich bogów prowadzi do utworzenia boskiego państwa, opierającego się na teologii ciągłości. Bogowie pogan są zawistni i wymagają ciągłych ofiar z życia ludzkiego. Władca państwa-boga może żądać życia każdego obywatela, by złożyć je w ofierze Molochowi. Adoracja Molocha jest zarazem adoracją Państwa. Duet Moloch – Państwo nie opiera się na prawie i sprawiedliwości, ale na rozkazach. Herezja, powrót do pogaństwa, czyni z człowieka boga, czy to za pomocą odwoływania się do mocy złych duchów, demonów, co robią okultyści, czy też za pomocą nauki, powiązanej z gnozą i alchemią, jak to ma miejsce u humanistów naszych czasów. Jedni i drudzy dążą do stworzenia superwładzy, wszechmocnego państwa, które będzie decydowało i życiu i śmierci każdego człowieka. W rezultacie, hodują ludzi, którzy są bez serca, bez uczuć i nie są w stanie troszczyć się o kogokolwiek za Wyjątkiem siebie samego. Nawet najmniejszy wysiłek ze strony takiego samoluba jest poprzedzony pytaniem: “Co ja z tego będę miał?”. Państwo, składające się z takich obywateli, tworzy piekło na ziemi. Nikt, kto ma Boga w sercu, nie może do tego dopuścić.
Wolność nie przewidziała miejsca dla herezji. Stąd, w trosce o dobro narodów, zaistniała konieczność wprowadzenia Świętej Inkwizycji.

Mówiąc o wielkich wyczynach “ludzi Papieża” nie sposób jest pominąć jezuitów. To byli giganci wiedzy, jednak broniący autorytetu Kościoła św. Dlatego wrogowie tradycyjnego katolicyzmu tak ich znienawidzili, stąd powstało tyle obraźliwych plotek i oszczerstw pod ich adresem.
Zakon Jezuitów, jako rycerzy Chrystusa, został założony przez Św. Ignacego de Loyola. W 1540 roku, powołując Zakon Jezuitów do życia, Papież Paweł III postawił przed nimi dwa zadania: propagować doktrynę religijną Kościoła rzymskiego oraz bronić praw i przywilejów Namiestnika Chrystusowego, Chcąc wywiązać się z tych obowiązków jak najrzetelniej, w bardzo krótkim czasie jezuici znaleźli się w czołówce światowej niemal wszystkich dziedzin nauki. Stawiało to przed nimi otworem wszelkie uniwersytety oraz instytucje państwowe, dawało im dostęp do każdej dziedziny działalności człowieka, w każdym miejscu i w każdych warunkach. Byli więc najtęższymi matematykami, fizykami, inżynierami, biologami, chemikami, astronomami, archeologami, lekarzami, zoologami, genetykami, geografami itd. Lista naukowych odkryć i wynalazków dokonanych przez jezuitów jest bardzo długa. Dominowali w muzyce, w malarstwie, w sztuce teatralnej, a nawet dali podstawy dla najnowocześniejszego baletu. Byli obecni na wszystkich dworach królewskich i książęcych, a jak trzeba było, to potrafili przez całe życie paść świnie.

Rozjechali się po wszystkich kontynentach, aby głosić Ewangelię św. i służyć, z wprost nadludzkim hartem, Chrystusowi Panu i chwale Bożej. Rozmach, z jakim weszli między lud Boży, przeraził na dobre tajne sprzysiężenia i raczkujący wówczas ruch protestancki. Drogą koronkowych intryg, opartych głównie na dworskich sypialniach, doprowadzono do rozwiązania Zakonu Jezuitów; zakonu, który cieszył się tak dużym błogosławieństwem Bożym. Za tę chwilową słabość, Kościół katolicki musiał później ciężko odpokutować. Nie pomogło stosunkowo szybkie ponowne powołanie do życia Rycerzy Chrystusa. Gorycz w sercu, za zdradę, pozostała. Nie byli już w stanie dorównać swym poprzednikom. “Świat” przejął ster w swoje ręce i ta sytuacja trwa do dziś.
To Kościół Chrystusa Pana położył fundament pod naukowe i racjonalne spojrzenie na świat. Usuwając z ludzkiej wyobraźni obecność wszechmocnych demonów i bożków, Kościół święty usunął elementy, które przerażały ludzkość, pozbawiały ją pewności siebie, trzymały w chaotycznej improwizacji. By ludzi ośmielić i zachęcić do pełnego korzystania z dobrodziejstw świata stworzonego przez Boga, Jezus Chrystus tak wiele razy musiał powtarzać: “Nie bójcie się!”.

Bez chrześcijaństwa, bez powrotu do prawdziwego Boga, człowiek nie byłby w stanie dojść do takiego stopnia rozwoju intelektualno-technologicznego, jakim cieszy się dzisiaj. Jedynie ignoranci, zatruci filozofią liberalizmu, oraz złośliwcy mogą twierdzić, że Kościół katolicki hamował rozwój nauki i postępu.
Złota epoka Średniowiecza była wynikiem harmonijnej współpracy Państwa i Kościoła św. Jak to św. Robert Bellarmine trafnie określił: “Te dwie siły, kościelna i świecka, są we wzajemnym powiązaniu tak, jak dusza i ciało w człowieku”. Filozofia liberalizmu zakłóciła tę harmonię. Ciało uwolniło się od duszy, a nawet zaprzeczyło, że dusza istnieje. Tym samym, rządy państw utraciły Najwyższego Nauczycielą i Stróża prawa moralnego, poczęły iść przez życie jak statek bez steru. Nic dziwnego, że tak często rozbijają się o skały amoralnaści. Świat liberalizmu tym się jednak nie przejmuje. Wymienia rządy tak lekko, jak ludzie wymieniają znoszone skarpety. W świecie niestabilności moralnej nie może być poszanowania dla tradycji, dla rzeczy trwałych. “Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać” (św. Marek 3,24). Masoneria, ostoja i inkubator filozofii liberalizmu, zawsze popierała pomysł separacji Kościoła św. od Państwa. To ona oparła rządy i prawo na naturalizmie, co wyraźnie podkreślił Papież Leon XIII w encyklice Humanum Genus” . Stanowisko Papieży w tej sprawie jest niezmienne od czasów Papieża Klemensa. XII, który pierwszy potępił masonerię, w 1738 roku. Dla niej, jako dla wywrotowego sprzysieżenia, które pragnie być “Królami i Kapłanami ludu”, im jest gorzej w świecie chrześcijańskim, tym lepiej. Stąd, człowiek coraz to bardziej oddala się od prawdziwej wolności, gdyż wolność jest jednocześnie obowiązkiem dążenia do wiecznej szczęśliwości, w pojednaniu z Chrystusem Panem, którego indyferentny świat filozofii liberalizmu odrzuca.

ODNOWA, CZY OD NOWA?

Kościół anglikański został podporządkowany królowi Anglii, Kościół prawosławny z kolei, carowi, a nawet “Kościół” masoński uległ międzynarodowemu żydostwu? jedynie Kościół katolicki pozostał wolny od jakiegokolwiek zwierzchnictwa świeckiego. Będąc wolny od ziemskiego zwierzchnictwa, Kościół katolicki stał się źródłem i ostoją wolnej myśli (proszę nie kojarzyć jej z wolnomyślicielstwem), najpierw w cywilizowanej Europie, a potem na całym świecie – wszędzie tam, gdzie respektuje się wolną wolę człowieka i jego sumienie.

Jednak, wolność sumienia i wolna wola nie mają nic wspólnego z rozpasanym prawem do mówienia komukolwiek czegokolwiek i robienia cokolwiek gdziekolwiek, do sobiepaństwa. Wolność nie jest prawem do postawienia prawdy i zakłamania na jednym szczeblu hierarchii moralnej. Wolność słowa jest dopuszczalna jedynie wówczas, gdy respektuje dobro, gdy respektuje Boże przykazania. Powiedzmy, w wolnym państwie komunista nie może być wolny, jak w katolickim narodzie heretyk nie może być wolny. Obaj bowiem odrzucają objawione i moralne wartości, służą zakłamaniu. Wolność dla herezji kończy się niewolą dla narodu, który dał jej schronienie. Potwierdziła to historia Polski. W przedrozbiorowej Polsce herezja otrzymała schronienie i wolność, więc w konsekwencji, jako naród, straciliśmy niepodległość. Zostaliśmy wymazani z mapy Europy, na którą naniósł nas traktat Dagome iudex. Bez prawdy nie ma wolności. Pan Jezus powiedział przecież wyraźnie: “Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (św. Jan 8,32) . To jest fundament naszego bytu narodowego. Dzięki przyjęciu Prawdy nie spotkał nas los Prusów, a zostaliśmy przez Pana Boga nagrodzeni własną państwowością.

Kościół Św., za sprawą Ducha Świętego, stał się ożywieniem dla ludzkiego intelektu, ukazał zagubionemu człowiekowi prawdziwą wolność. – Tak, panowie wolnomyśliciele! – Dzięki Kościołowi rzymskiemu powstała cywilizacja łacińska, z której dobrodziejstw cały świat korzysta do dziś, gdyż jest to cywilizacja organiczna, żywa, cywilizacja rozwoju i postępu. To właśnie liberalizm, neopoganizm i cywilizacja żydowska, walcząc z katolicyzmem, usiłują człowieka zapędzić do buszu.

W myśl doktryny Kościoła katolickiego, ani car, ani król, ani cesarz, ani pierwszy sekretarz partii nie jest panem duszy ludzkiej, nie jest w stanie by móc odebrać człowiekowi wolną wolę, a tym samym, odebrać mu odpowiedzialność za uczynki. Tylko Bóg może wymagać od człowieka całkowitego oddania. Nikt inny. Tak głosi doktryna Kościoła katolickiego. Za taką postawę, Kościół katolicki został znienawidzony i jest prześladowany przez tych, którzy dążą do zupełnego panowania nad światem. Wolność nie posiada ustalonej barwy politycznej, nie jest zarezerwowana dla jednej partii. Jednak, liberalizm cierpi na częściowy daltonizm: nie jest w stanie widzieć pasma czerwieni więc je preferuje. Czerwień w zliberalizowanym środowisku czuje się wyśmienicie, gdyż jest niewidoczna, nawet gdy osiąga apogeum despotyzmu.

Co więcej, masońskie nadużywanie sloganu “Wolność!”, do własnych celów wywrotowych, spowodowało, że wszyscy do wolności doczepiajc kolor, pozbawiając ją tym samym jej oryginalnego znaczenia. Stąd, wszyscy rzekomo walczą o wolność, a wolności w świecie jest coraz to mniej. W takiej sytuacji, wolność ludzkiego sumienia jest ostatnią nadzieją dla nas, katolików, żyjących w świecie wyzwalanym od Bożych przykazań. Człowiek współczesny jest już zmęczony liberalistyczną wolnością. Ma jej dość.

Wydarzenia historyczne, inspirowane przez siły sprzysiężenia, jak rewolucja francuska z 1789 roku, wojny napoleońskie, powstania zbrojne i rozrost protestanckich imperiów, jak Wielka Brytania, USA, Holandia i Niemcy, czy ostra kampania antypapieska w Europie, spowodowały, że Kościół katolicki osłabł w intelektualnej działalności. Świat nauki, kupiony przez wielkie intermonopole, przeszedł w ręce zajadłych wrogów katolicyzmu i cywilizacji łacińskiej. Przez stulecia racjonalizm drążył religię katolicką, niszcząc jej symbolikę, liturgię, usuwając z niej mistycyzm, traktując ją jako zabobon nie pasujący do wymogów czasu, albo degradując jej znaczenie, starając się sprowadzić ją na płaszczyznę czysto ziemską.

Po latach ciężkich bojów, w drugiej połowie XX wieku, Kościół katolicki pozwolił modernistom narzucić ton, a nawet począł do nich się łasić; mimo, iż modernizm zawsze traktował Kościół rzymski jako swojego śmiertelnego wroga i robił wszystko, aby doprowadzić go do ruiny. Skutki prób pojednania z modernizmem są najlepiej widoczne w Kościele posoborowym. W obawie, że świeckie doktryny mogą zdominować życie społeczne, Kościół św., pragnąc brać czynny udział w tym życiu, zaakceptował sekularyzację na tyle, na ile to było możliwe w ramach Ewangelii św. W konsekwencji, liberalizm zadomowił się nie tylko wśród ludzi świeckich, ale i w Hierarchii Kościoła. Zwolenników liberalizmu nazwano zarozumiale “księżmi postępowymi”. Ci księża, poczęli głosić, że stanowcze potępianie modernizmu jest niesprawiedliwe, gdyż moderniści pragną dobra dla ludzi, a celem Kościoła św. jest nie potępiać ludzi, lecz prowadzić ich do zbawienia. Doszło więc do “dialogu”.

Ponad dwieście lat antykatolickiego sprzysiężenia żydowsko-masońskiego poczęło wydawać w Kościele katolickim zatrute owoce. Pojawili się katoliccy duchowni, którzy zaczęli wymyślać nowe teorie na temat stworzenia świata, na temat pochodzenia grzechu, na temat boskości Chrystusa Pana, na temat katolickich dogmatów, z dogmatem o nieomylności Papieża włącznie. Między katolików zakradło się zwątpienie w prawdziwość nauki Kościoła św. Doszło do tego, że grupa o zbliżonych poglądach do Hansa Kunga poczęła głosić, że w całkowitym zaufaniu do Boga możemy pozwolić sobie na doktrynalne eksperymentowanie, nie bacząc na to, iż prorocy wielokrotnie przed tym ostrzegali. Przecież taki pogląd jest sednem modernizmu; a mianowicie, że człowiek nowoczesny wyemancypował się spod praw Bożych i może teraz przyszłość świata wziąć w swoje ręce, kierując się wyłącznie własną intuicją, Tym samym, modernizm traktuje Pana Boga jako abstrakcję, a nie oddziaływującą siłę poprzez Objawienie.

Już w wieku XV okultysta Pico della Mirandola głosił, że chrześcijaństwo powinno iść z duchem czasu, dopasowując się do zdobyczy nauki, że powinno pogodzić się ze “.światem”. Hans Kung robi to samo, podmieniając okultyzm della Mirandola na “naukowość”. Czy jest to prostym zbiegiem okoliczności, czy też konsekwentnym wypełnianiem poleceń Synagogi szatana?

Oczywiście, do rewolucji w Kościele katolickim nigdy by nie doszło, gdyby modernizm nie rzucił ziarna zwątpienia na umysły katolickich intelektualistów odnośnie Tradycji, gdyby katolicy nie zaczęli naginać prawd objawienia do wyników badań naukowych, co obecnie przyjęło nazwę “pojednania”. Tym samym, katoliccy intelektualiści dopuścili się niewybaczalnego błędu, godzącego w Prawdę. Hipotezy uzasadnione naukowo są tylko hipotezami, które obowiązują do chwili, gdy nie. pojawią się nowe hit tezy, obalające poprzednie. Nie ma to nic wspólnego z objawieniem Bożym, którego nie da się powiązać z ludzką fantazją. Bez wątpienia, nie należy w zaślepieniu ignorować osiągnięć nauki, odkryć historycznych, jednak, należy zdawać sobie sprawę, że owe zdobycze nauki nigdy nie mogą stanowić podstaw do formułowania pojęć religijnych, gdyż religia opiera się na innym zbiorze rzeczywistości, niedostępnym dla mędrca szkiełka i oka. Skoro Pan Bóg dał człowiekowi ciało i duszę, musimy karmić je w uporządkowaniu wskazanym przez Chrystusa Pana: co cesarskie, cesarzowi, a co boskie, Panu Bogu. Mówiąc o siewcach modernistycznej odnowy wewnątrz Kościoła katolickiego, trudno jest nie wspomnieć o George Tyrrell, Teilhard de Chardin oraz Jacąues Maritain.
Wszystkich trzech zaliczamy do wielbicieli idei humanizmu, z dobrze wyrobioną “mentalnością masońską”. Są to odrosty z rewolucji francuskiej z 1789 roku. Irlandczyk George Tyrrell przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm w wieku osiemnastu lat. Wstąpił do Zakonu Jezuitów w Anglii. Jako bardzo aktywny pedagog i płodny publicysta, stał się siewcą idei modernizmu i internacjonalizmu wśród kleryków jezuickich. Był nauczycielem filozofii. Potępił Lutra i Kalwina głównie za to, że odeszli od Kościoła katolickiego, zamiast w nim pozostać i starać się go reformować. Nie wierzył w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oraz w Zmartwychwstanie Chrystusa Pana. Ks. Wickens twierdzi, że George Tyrrell w ogóle nie wierzył w Boga. Trudno jest oprzeć się myśli, iż George Tyrrell został jezuitom podstawiony, aby dobrze im namieszać w umysłach.

W 1907 roku, Papież, św. Pius X, udzielił mu nagany. Gdy George Tyrrell odmówił odwołania swoich herezji, został usunięty z Zakonu. Należy pamiętać, iż dogmat o nieomylności Papieża, uchwalony w czasie Soboru Watykańskiego I , w 1870 roku, był odpowiedzią na modernizm szerzący się w łonie Kościoła św. Po wydaleniu z Zakonu Jezuitów, George Tyrrell odszedł od wiary katolickiej .

Mimo, iż zabrakło George Tyrrella wśród jezuitów, herezja modernizmu rozwijała się nadal, gdyż znaleźli się następcy. Jednym z nich był Teilhard de Chardin. Już w latach gimnazjalnych Teilhard de Chardin zaraził się kantowskim sceptycyzmem od jezuity Henri Bremonda, a później, gdy wstąpił do seminarium, reszty zepsucia dokonał George Tyrrell. Pogląd ten przekonywująco uzasadnił Ks. Wickens. Henri Bremond i George Tyrrell byli ze sobą zaprzyjaźnieni. Tworzyli trzon modernistycznej inteligencji. Gdy Bremond został usunięty z Zakonu Jezuitów, propagowaniem modernizmu wśród kleryków zajął sie. jezuita Leonce de Grandmaison (wielce wymowne i jednoznaczne nazwisko!). Jezuici w żaden sposób nie mogli pozbyć się w swoich szeregach roznosicieli modernizmu. Tak bacznie byli pilnowani przez Wielki Wschód Francji, który nie mógł zapomnieć przykrych doświadczeń ze św. Ignacym de Loyola.

Na czoło modernistów wysunął sie Teilhard de Chardin. W łonie Kościoła katolickiego powstał odpowiednik masońskiego sprzysiężenia. Wojujący piewcy filozofii liberalizmu w sposób zgrany i zorganizowany przystąpili do badania, z zegarmistrzowską dokładnością, wszystkich przedmiotów studiów seminaryjnych, teologicznych, tworząc coś w rodzaju “intelektualnej manufaktury”, by móc wypracować metody, którymi będą mogli skutecznie zarazić katolików ideą modernizmu i doprowadzić do nieodwracalnego rozkładu Kościoła rzymskiego. Już św. Pius X ostrzegł katolicką Hierarchię, że herezja modernizmu jest doskonale zorganizowana we wnętrzu Kościoła św. Istotnie, po długoletnim przygotowaniu, od zakończenia drugiej wojny światowej, zwątpienie w umysłach kleru, w prawdziwość tradycyjnej nauki Kościoła Św., rosło z roku na rok.

Nie można się więc dziwić, że Teilhard de Chardin mógł sobie pozwolić na dozę arogancji, oświadczając, iż nie obawia się o swoją przyszłość, gdyż ma przyjaciół na znaczących pozycjach strategicznych. Pewny siebie, publicznie powątpiewał, że należy oddawać cześć i uwielbienie Panu Bogu. Twierdził również, że nie było pierwszych rodziców Adama i Ewy, czym umacniał poligenizm, a w konsekwencji, nie było też i grzechu pierworodnego. Zatem, skoro nie było grzechu pierworodnego, to nie ma potrzeby, aby dążyć do zbawienia. Dalej, śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu automatycznie staje się bezużytecznym aktem i, w dalszej konsekwencji, nie ma Ofiary Mszy św. oraz nie ma Przemienienia Pańskiego !

Czyli, krok po kroku, doszliśmy do sedna sprawy. Jest to cel, do którego Synagoga zmierza od początków Kościoła katolickiego. W obliczu poważnego zagrożenia podstaw naszej wiary katolickiej, po burzy Soboru Watykańskiego II, Papież Jan Paweł II, tuż po objęciu pontyfikatu, wydał encyklikę Redemptor Hominis , pogłębiającą wiarę w istnienie Adama i w grzech pierwszych rodziców w raju. Jan Paweł II bardzo często nawiązuje, w swych wystąpieniach, do tematyki naszych pierwszych rodziców Adama i Ewy.

Swoje wątpliwości w istnienie pierwszych rodziców, Adama i Ewy, Teilhard de Chardin starał się potwierdzić odkryciami wykopaliskowymi. Rozpoczął od fałszerstwa praczłowieka z Piltdown. Nadało mu ono rozgłos. To jednak było dla Teilhard de Chardina za mało. Igrając z naiwnością ludzką, podsunął następne fałszerstwo, sinantropusa, człowieka pekińskiego. – Pieniądze na prace wykopaliskowe szły, wiadomo, z fundacji Rockefellera. – Niestety, odkryte szczątki sinantropusa w tajemniczy sposób zaginęły. Po niepowodzeniach z praczłowiekiem z Piltdown, Teilhard de Chardin – czy owiany tajemnicą inicjator poszukiwań – obawiał się, że sinantropus nie wytrzyma konfrontacji z naukowcami, wolał więc okryć go tajemnicą, a środki masowego przekazu i tak zrobiły swoje. Przyjęto, że sinantropus istnieje.

Poglądy Teilhard de Chardina i jego zwolenników, a mianowicie; teorię ewolucji wszechświata, jako ewolucjonizm, teorię ewolucji ludzkości, jako historyzm oraz teorię ewolucji osobowej, jako egzystencjalizm, potępił Papież Pius XII w encyklice „Humani Generis” z 12 sierpnia 1950 roku. Mimo wszystko, nadal istnieją księża, którzy są przekonani, że teoria ewolucji Darwina została udowodniona.

Wspierając teorię ewolucji, Teilhard de Chardin dał także poparcie dla marksowskiej rewolucji, dla walki klasowej. “Ludzkie oblicze marksizmu”, zdaniem tego jezuity, “rokuje nadzieje na zwycięstwo”. Księży, którzy posiadają tego rodzaju nadzieję i otwarcie do tego sie przyznają, jest więcej. Podążając śladami Teilhard de Chardina, jezuita Jose Maria Diez-Alegria w 1973 roku opublikował książkę pt. “Yo Creo en la Esperanza” (Wierzę w nadzieję) . Jest w niej próba nadania dialektycznego znaczenia dla tradycyjnej teologii katolickiej. W obliczu powyższego, tytuł niniejszej broszury niech będzie przypomnieniem w co katolik powinien wierzyć.

Z kolei, francuski liberał katolicki Jacąues Maritain zajął się czymś w rodzaju teologii historii opartej na filozofii Karola Marksa. Począł głosić, że prawda religijna może być znaleziona wyłącznie w masach. Tak się złożyło, że Jacąues Maritain zaważył na losach Kościoła katolickiego, gdyż do jego wielbicieli należał Ks. Arcybiskup Giovanni Battista Montini. Ks. Abp Montini napisał bardzo przychylny wstęp do włoskiego tłumaczenia książki J. Maritain, pt. “Integralny Humanizm” , W latach sześćdziesiątych tego stulecia Hierarchia Kościoła katolickiego była już do tego stopnia skażona ideą humanizmu, że stało się możliwe, iż Ks. Abp Montini mógł zostać Papieżem. Poznaliśmy go jako Pawła VI. Papież Paweł VI wierzył w liberalną utopię, opartą na filozofii Jacąues Maritain, lansującą Kościół bez autorytetu, nie dostrzegający ludzkich słabości, wynikających z grzechu pierworodnego, nie przypominający o karze za grzechy. Paweł VI wierzył w wewnętrzną dobroć ludzką, a na modernistów patrzył jak na ludzi dobrej woli. To przekonanie oparł na fałszywej przesłance liberalizmu, że jeśli ktoś jest miły dla innych, to inni będą mili dla niego. –

Proszę tę zasadę zastosować do żyda(?). – Nic więc dziwnego, że za jego pontyfikatu Sobór Watykański II przeobraził się we frontalny atak modernizmu na Kościół rzymski, który zakończył się sukcesem. Soborowemu “ludowi Bożemu” nadano socjologiczne znaczenie, zbliżone do “proletariatu” użytego w marksizmie. “Lud Boży” wyzwolono spod autorytetu Papieża i Hierarchii Kościoła św., dając mu autonomię w sprawach dotyczących religijnych przekonań i moralności. Zatem, z Kościoła św. zrobiono sejmik, w którym zaczęli szarogęsić się intruzi, nazwani zarozumiale – zgodnie z duchem i tradycją liberalizmu periti (eksperci). W miejsce Tradycji zakradła się Rewolucja, Kościół katolicki opanowała gorączka “odnowy” w stylu dwóch wielkich rewolucji: jakobińskiej z 1789 roku i bolszewickiej z roku 1917. Brakowało jedynie gilotyny lub czekistów, którzy zrobiliby “porządek” z obrońcami tradycji katolickiej, na których czele stanął Ks. Arcybiskup Marcel Lefebvre.

Moderniści pragną w radykalny sposób odchrześcijanić Europę i Amerykę Południową, dwa bastiony katolicyzmu. Chrześcijaństwo usiłują podmienić “Kościołem ludowym” i doprowadzić do nawrotu do pogaństwa. Została zachwiana rola cywilizacji łacińskiej, jako gwaranta stabilizacji w zorganizowaniu narodów, równoważącego wzajemne stosunki międzyludzkie, jak i stosunek grzesznego człowieka do Boga, cywilizacji najlepszej, można powiedzieć, że świętej. Pomiędzy katolików wkradł się chaos dogmatyczny. Dochodzi już do desakralizacji liturgii katolickiej, do głoszenia “nowych teorii” odnośnie pochodzenia chrześcijaństwa. To wszystko nie ma nic wspólnego z reformą Kościoła Św., a jest wyłącznie podążaniem za współczesnym materializmem, hedonizmem i utylitaryzmem

Być może, iż Jacąues Maritain przerażony impetem rewolucyjnym Soboru Watykańskiego II począł krytykować modernizm, do którego sukcesów tak wiele się przyczynił. Nawet nieśmiało skrytykował Teilhard de Chardina. Mimo wszystko, jest trudno mu całkowicie wyzbyć się starych nawyków. Powtórzył bowiem swoją myśl, że antysemityzm jest wypaczoną forma antychrześcijaństwa. Jest to typowa dla liberalizmu próba zniekształcenia historii, gdyż powszechne oburzenie na żydów sięga 458 roku przed narodzeniem Chrystusa, a więc, na pięć wieków przed Aktem Bogobójstwa.

Na to mamy dowody historyczne, a co było wcześniej, sam Pan Bóg raczy wiedzieć. Co więcej, wystarczy poczytać Dzieje Apostolskie, by się przekonać jak sprawy się miały i kto pierwszy chrześcijan prześladował. Zatem, wypowiadany tu i ówdzie pogląd, że obrażając żyda, obrażasz katolika, wywodzi się z maritainlzmu . – Niemniej jednak, racjonalistyczna i pozytywistyczna wizja świata poczęła napawać Jacques Maritaina uczuciem niesmaku. Dobrze, iż choć u schyłku swego życia zaczął wyrzekać się fałszywych sojuszników.

Rewolucyjne zmiany w Kościele katolickim, w ciągu ostatnich dwudziestu lat, z jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła zrobiły grupę pluralistyczną, pobłażliwą, skłóconą, ekumeniczną i ewolucyjną. Katolicy nie są już wyróżniani spośród masy ludzkiej. “Postępowi” księża nakazują brać udział w otaczających nas mitach i symbolice pogańskiej; jak, dla przykładu, wspólne modlitwy różnych wyznań, z sugestią, iż wszystkie obrzędy są sobie równoważne. “Postępowi” księża i biskupi usiłują pojednać Kościół św. ze “światem”; ponaglają więc katolików do włączenia się do ogólnego nurtu humanistycznego. Wszystko opiera się na fałszywym poglądzie liberałów, że jeśli będziesz dobry dla innych, to inni będą dobrzy dla ciebie. Fałsz tego poglądu dobitnie potwierdziła historia rozbiorami Polski i kolejami losu naszego narodu od tamtych czasów do dzisiaj .

Tak mile widziana przez księży “postępowych” unia z judaizmem, wyciszanie w Ewangelii św. tego, co jest powiedziane o faryzejstwie i o jego marnym końcu, może doprowadzić do wchłonięcia postaci Chrystusa Pana przez żydowski monoteizm. Przekreśliłoby to szokujące żydów fakty Wcielenia i istnienia Trójcy Świętej. Jest to próba podążania za ściekiem herezji z okresu Reformacji, prowadzącym do odrzucenia Nowego Testamentu. Zjudaizowanie Kościoła katolickiego pozbawi go świętości, a więc, doprowadzi do humanistycznego absurdu, że człowiek jest Bogiem i może obejść się bez naszego Zbawiciela. Zachowanie wiary w boskość Jezusa Chrystusa jest dla nas sprawą nie do pominięcia, o ile chcemy uchronić się od proponowanej nam, już teraz, ery pochrześcijańskiej .

Język religijny księży zarażonych modernizmem jest ściśle ocenzurowany. Starannie omija wszelkie wzmianki o dogmatach Kościoła katolickiego, usiłując robić wrażenie, iż one nie istnieją. Fundamentalnym terminom wiary katolickiej nadaje świeckie znaczenie, czyli je zniekształca. Księża “postępowi” dają do zrozumienia, że liturgia, obrzędy i symbole religijne są bez znaczenia. Jest to odzieranie religii z mistycyzmu, bez którego życie religijne nie może istnieć. To przystosowanie się do modernizmu, i równoczesne odarcie życia religijnego z tradycyjnej symboliki i mistycyzmu, stworzyło problemy wielkiej miary. Wprowadzenie zbyt racjonalnej, zimnej, wykalkulowanej, prozaicznej i pozbawionej symboli liturgii, wsparte spłyconą muzyką religijną i architekturą, co się słyszy i ogląda na co dzień, spowodowało wzrost ruchów charyzmatycznych. Znaczenie symbolu zaczyna być opacznie rozumiane. Pozbawiono katolika wiary i przekonania, że za symbolem kryje się niezwykle ważna rzeczywistość; jak, powiedzmy, prawdziwa obecność Jezusa Chrystusa w konsekrowanej hostii.

Symbolika pozwala powracać do wydarzeń z przeszłości i powtarzać je nieskończoną ilość razy. Jest to ponawianie wydarzenia, które kiedyś miało miejsce, a nie jedynie przypominanie go sobie. Ustanawiając Sakramenty święte, Jezus Chrystus dał nam szansę nieustannego odnawiania łączności z Bogiem. Pogląd, że jesteśmy w stanie uświadamiać jedynie znaki, a nie symbole, za którymi kryje się obecność, powoduje, iż Sakrament święty staje się rzeczą, subiektywną, która zmienia się w zależności od osoby, czasu i miejsca. Zamiast odtworzenia wydarzenia z przeszłości, mówi się o jego wspominaniu. Zamiast ponowienia Ofiary na Krzyżu, mamy więc pamiątkowy wieczernik; zamiast ołtarza, na którym składa się ofiarę, jest tylko stół, przy którym gromadzą się biesiadnicy. Zatem, teraźniejszość nie jednoczy się już z przeszłością, a jedynie o przeszłości pamięta.

To jest RÓŻNICA O WIELKIEJ DONIOSŁOŚCI dla przyszłych losów Kościoła katolickiego. Thomas Molnar przypomina, że kiedy cywilizacja zaczyna zmieniać interpretację swojej religii, życie religijne zamiera, a jej świątynie stają się muzeami i, dodam, ośrodkami społeczno-kulturalnymi. Istotnie, na Zachodzie stare kościoły już wyglądają jak muzea, a nowe, jak zakłady produkcyjne.

Przez stulecia cywilizacja łacińska wydawała malarzy, architektów, poetów, muzyków, artystów o wprost niewyczerpanej inspiracji twórczej. Katedry i kościoły, sale koncertowe i teatry, biblioteki, ulice i place miast zawierają arcydzieła myśli chrześcijańskiej, z którymi nie może się równać żadna inna cywilizacja. Jednak, subiektywizm filozofii liberalizmu wywarł piętno także na sztuce, która stała się bezprzedmiotową. Artyści, jak prorocy, poczęli przekazywać “wiadomość”, swoje przelotne wrażenie. Uwolnienie się od zasad i norm wprowadziło sztukę w świat mechaniczny, a więc martwy. Zawsze bezsensowność filozoficzna prowadzi do bezsensowności moralnej, a to uwidacznia się w sztuce.

W wyniku desakralizacji liturgii, Sakramentów św. nie traktuje się jako wiecznych symboli. Katolicy coraz powszechniej wątpią, że w czasie ofiary Mszy św. chleb i wino zostają przemienione w Ciało i Krew Chrystusa. Jest to naukowo nieuzasadnione, powtarzają za modernistami. – Czyżby chcieli przez to powiedzieć, że doszliśmy już do końca odkryć naukowych? – Należy też, zdaniem zwolenników modernizmu, zaniechać wiary w cuda, gdyż są sprzeczne z prawami fizyki. Po pierwsze, prawa fizyki ułożył człowiek podpatrując prawa Boże, a po drugie, nie wszystko jeszcze zostało dokładnie przebadane i to, co wydaje nam się, że jest nielogiczne, może być spowodowane lukami w wiedzy. Wiedza jest powiązana ze światem doczesnym. To, co człowiek odkrył i zbudował, może być udoskonalone? jedynie to, co Pan Bóg nam dał, nie może być poprawione.

Wszystko, czego nie da się objąć rozumem, moderniści albo ignorują, bądź też pozbawiają doniosłości, wypaczają sens. I tak, Chrzest św. nie jest dla nich oczyszczeniem z grzechu pierworodnego, ale tylko wciągnięciem na listę chrześcijan. Duch Święty jest dla nich “duchem wolności”, a Kościół św. ma dążyć nie do zbawienia dusz, ale do lepszego jutra, zgodnie z masońskimi hasłami: wolność, równość i braterstwo. Z kolei, Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oznacza wyłącznie zbliżanie się nowej epoki w historii. A co najważniejsze, moderniści wpychają religię do wnętrza człowieka, czyli chwilowo robią z człowieka półboga, rzecz świętą, by z czasem, móc oświadczyć, że to człowiek jest Bogiem. Nie ma więc potrzeby, aby adorować Najświętszy Sakrament, skoro Chrystus jest obecny w człowieku. Dalej, skoro nie ma religii poza człowiekiem, Hierarchia Kościoła św. jest bez znaczenia, a w konsekwencji, Ojciec Święty również.

W miejsce Hierarchii Kościoła św. moderniści pragną wprowadzić autonomiczne komuny, zwane “Kościołem ludowym”, luźno związane z Watykanem, jedynie wspólnotą wiary, a nie autorytetem Papieża. To już mocno pachnie panteizmem, a kierunek tej perfidii jest bardzo wyraźny. Jest tu sugestia, że katolik może obejść się bez Stolicy Piotrowej (!) – Skąd my to już znamy?

Liturgia katolicka jest redukowana do znaków i obrzędów pozbawionych świętości. W miejsce obrzędów tradycyjnych sztucznie się wprowadza nowe. Podczas Mszy św, można usłyszeć dowcipy, deklamację wierszy, a nawet stół pamiątkowy, który zastąpił ołtarz, otaczają niekiedy osobnicy z rewolucyjnymi napisami na ubiorach i ze sztandarami politycznymi w dłoniach. Ta sytuacja dotyczy również Polaków, gdyż ma miejsce w kościołach polonijnych, wypełnionych posolidarnościową emigracją.

Liturgia oznacza uczestnictwo wiernych w Sakramentach Św., które nie są po to, aby w oparciu o nie wydawać opinie natury politycznej. Kiedy z liturgii zostaje usunięty mistycyzm, praktykowanie religii staje się mechaniczne, a jej symbole niczego już nie reprezentują. Wiara w rzeczy święte zanika. Następuje proces desakralizacji. Jest tak zawsze, gdy dochodzi do profanacji świętości, usiłując nią manipulować dla osiągnięcia celów ściśle doczesnych, kiedy nie jest utrzymywany konieczny dystans pomiędzy tym, co jest święte i wieczne, a tym, co należy do zbioru rzeczy przemijających, doczesnych.

Dokumenty Soboru Watykańskiego II umocniły pogląd zwolenników filozofii liberalizmu, że nie jest ważne w co człowiek wierzy, pod warunkiem, iż czyni to w dobrej intencji. Są tam sugestie, że każdy posiada “naturalne prawo” do wybrania sobie religii bez zwracania uwagi na jej błędy. Tu już dochodzimy do oczywistego wniosku, że wszystkie religie są sobie równoważne. Jest to odciąganie od wiary w Pana Boga, w Trójcy Świętej Jedynego, a zbliżanie do wiary w “Wielkiego Boga”, jak to ma miejsce w Indiach, gdzie katolicyzm ulega hinduizacji, czy do wiary w “Najwyższego Programistę”, co starał się lansować Teilhard de Chardin, czy wreszcie, do wiary w Wielkiego Architekta Wszechświata. Każda próba mieszania religii kończy się tryumfem pogaństwa.

Posoborowy pogląd, że każdy chrześcijanin uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa Pana, stawia na głowie katolicką doktrynę dotyczącą sakramentu Kapłaństwa. W konsekwencji, degraduje kapłana do poziomu gawiedzi, czy jak kto woli, do poziomu “ludu Bożego”; a przecież kapłaństwo rozpoczyna się od Adama, poprzez Noego, Abrahama, Melchizedecha, do Najwyższego z Kapłanów, Jezusa Chrystusa, który oddał siebie w ofierze Bogu Ojcu, by odkupić wszystkich ludzi za ich grzechy. Zatem, kapłan nie może być zredukowany do roli chłopca na posyłki. Odejście od zwyczaju noszenia sutann i habitów przez osoby duchowne, od strojów, które dodawały im dostojeństwa i trzymały w koniecznym dystansie od osób świeckich, również oznacza, iż w Kościele katolickim kapłaństwo przestaje mieć szczególne znaczenie. Księża i zakonnice powoli przeobrażają się w biurokratów. Na miejsce kapłana wchodzi komuna parafialna, “lud Boży”. Co więcej, kapłan już nie modli się zwrócony do Pana Boga, ale do “ludu Bożego”. Tym samym, skupienie uwagi na Bogu przemieszcza się do koncentracji na człowieku.

W takiej sytuacji, zarówno Jezus Chrystus, jak i Sakramenty święte stają się w świadomości katolika bez mocy. Nasz Odkupiciel jest tutaj obiektem rozumu ludzkiego, a Sakramenty święte stają się pustymi gestami. Utrzymanie Kościoła przy świętości może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy zostanie zachowana wiara w boskość Chrystusa Pana. – Czy nie nadszedł już czas, aby powrócić do pracy misyjnej wśród tradycyjnie katolickich narodów?

Pierwsze próby zdegradowania Jezusa Chrystusa wyszły od arian, w czwartym wieku. Postać Chrystusa Pana pozbawiono mistycyzmu, redukując ją wyłącznie do postaci historycznej. Kościół Św., pomny arian i niekończących się ataków herezji, odrzucił prawo do nieograniczonej fantazji w sprawach religii, gdyż może to doprowadzić do tworzenia wyobrażeń i symboli sprzecznych z jego nauczaniem. Obecność herezji w symbolice chrześcijańskiej natychmiast ożywia pogaństwo. Za czasów arian, z Matki Chrystusa Pana usiłowano zrobić bożycę. Usiłowano Ją postawić na równi z Jej Synem w dziele odkupienia. Stąd, zaistniała konieczność ujęcia tego zagadnienia w ścisłe dogmaty i doktrynę. Postawienie znaku równości pomiędzy Najświętszą Maryją Panną a Jezusem Chrystusem przywróciłoby do życia mitologiczną walkę bogów z układu słonecznego, reprezentujących rodzaj męski, z bożycami układu księżycowego, przedstawicielkami rodzaju żeńskiego. Otrzymalibyśmy więc gnostyczny dualizm. Obecnie, walkę płci i tak już mamy, ale to jeszcze nie wszystko. Moderniści, a raczej kryjący się za nimi gnostycy, pragną uczynić z kobiety kapłankę, namiestniczynię Chrystusa (!) . Za wszelką cenę pragną wprowadzić do katolicyzmu dualizm płciowy, co wprowadziłoby do niego gnozę(!). Stąd, Kościół katolicki nie może pozwolić na dopuszczenie kobiety do sakramentu Kapłaństwa – niezależnie od tradycji i doktryny religii katolickiej. Wiara nasza stałaby się wówczas herezją, czyli przestałaby istnieć.

Niemniej jednak, do postaci Chrystusa Pana dołączono już cechy polityczne i rewolucyjne. Jezus Chrystus, oderwany od Boga Ojca, staje się już symbolem społecznym, przewodnikiem w zabiegach o dobra doczesne. Współcześni “postępowi” katolicy kładą silny akcent na człowieczeństwo Chrystusa, a wyciszają słowa Ewangelii św. mówiące o Jego boskości. Teocentryzm podmieniono chrystocentryzmem, gdzie “duch rewolucyjny” Nowego Testamentu wspomaga “duch walki klasowej”, a tym samym i humanistyczny ateizm. Uczłowieczony Chrystus, z którym człowiek może się utożsamiać, stał się rękojmią areligijnego, racjonalistycznego świata. Księża “postępowi” coraz to mniej mówią o Bogu, jako o istocie najwyższej, stwórcy wszechświata, który za dobre wynagradza, a za złe karze, nie mówią już o Chrystusie twórcy Opoki, na której zbudowano Kościół św. Pana Boga powoli zastępuje “lud”, który ma być źródłem duchowego objawienia i religijnym autorytetem. “Postępowi” księża pragną uczestniczyć, wespół z “ludem”, w ewolucji i rewolucji społecznej, co nazywają “wyzwoleniem”. Słowa, wyjęte z tradycyjnej teologii, użyto w nowym, rewolucyjnym znaczeniu. Ewangelicznemu słowu “ubogi” nadano znaczenie marksowskiego “proletariatu”. A przecież Jezus Chrystus nie widział w proletariacie kandydata na klasę uprzywilejowaną. Pan Nasz przyszedł na świat by odkupić wszystkich ludzi, a nie wyłącznie ubogich, w starotestamentowym stylu.

Idea budowania raju na ziemi jest ideą wywodzącą się z żydowskiego zbuntowania przeciwko Panu Bogu. Łączenie jej z Chrystusem jest wielkim fałszerstwem. Nasz Odkupiciel starał się przywieść człowieka przed oblicze Boga, a nie budować Superczłowieka, czy Nadczłowieka. Nic więc dziwnego, że trzymający się tradycji księża, odważnie wskazujący na niebezpieczeństwo zjudaizowania Ewangelii Św., podlegają prześladowaniom ze strony “świata”. Jaskrawą formę przybrały one w opanowanej przez marksistów Gujanie Brytyjskiej, gdzie grupa okultystyczna, o nazwie “Dom Izraela” (The House of Israel) , dopuściła się mordu na księżach trwających przy katolickiej tradycji. Jest to jedna z metod, którą “Dom Izraela” prostuje ścieżki dla antykatolickiej rewolucji.

W obliczu wojny z Panem Bogiem, współczesny katolik znalazł się pomiędzy Scyllą a Charybdą: z jednej strony Kościół katolicki, który coraz to mniej sprosta wymogom cywilizacji łacińskiej i społecznie staje się tym, czym było pogaństwo u schyłku imperium rzymskiego, a z drugiej, liberalistyczne ideologie, jak modernizm, marksizm, przymusowa zamasoniona demokracja, która nudzi i męczy swoją obłudą, czy ateistyczna nauka i technologia, pragnące usunąć z życia ludzkiego wszystko co święte.

Kościół, pozbawiony świętości, odarty z symboli będących łącznikiem ze światem nadprzyrodzonym, pozbawiony korzeni tradycji, znaków identyfikujących jego przynależność do ery po narodzeniu Chrystusa, przestaje przyciągać tych, którzy świętości poszukują. Rozrastająca się próżnia duchowa powoduje, że ludzie rozglądają się coraz częściej za religiami pogańskimi i okultyzmem; akurat odwrotnie jak to miało miejsce prawie dwa tysiące lat temu. Wówczas chrześcijaństwo uwolniło pogan od demonów, od poczucia niemocy wobec przeznaczenia i śmierci. U pogan śmierć oznacza klęskę. U chrześcijan śmierć jest zwycięstwem, tak jak zwycięską była śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla pogan wiara jest formą wytłumaczenia zjawisk zachodzących w otaczającym ich świecie. Dla chrześcijan wiara w Boga daje nadzieję na zbawienie wieczne. Za czasów Apostołów chrześcijaństwo zaofiarowało poganom również mistycyzm, z czego dzisiaj jest odzierane.

Powstającą próżnię duchową współczesnych chrześcijan usiłują wypełnić bogowie pogańscy, wywodzący się ze starożytnej mitologii, z Orientu i magii,. Świat chrześcijan został zaatakowany przez buddyzm, braminizm, zen i szamanizm. Są to religie o panteistycznym podejściu do świata, dające nadzieję na samoubóstwienie się, czy też na wybicie się ponad przeciętność. Pogaństwo i okultyzm wydają się być w stanie zaspokoić potrzeby człowieka epoki przemysłu, tak intelektualnie, jak i społecznie. Okultyzm i religie Orientu obiecują zbawienie bez moralnych zobowiązań, co jest nie bez znaczenia dla ludzi dążących do hedonistycznego stylu życia, trzymających się zasady: “Tutaj i teraz!”. Co więcej, obietnica zbawienia, drogą kolejnych powrotów na ziemię, wydaje się być atrakcyjna. Hinduizm, odrzucając grzech, automatycznie odrzuca wiarę w nadejście Sądu Ostatecznego. W hinduizmie każde działanie pogłębia ludzkie cierpienie, oddala człowieka od doskonałości. Wyzwolenie człowieka widziane jest tam w ucieczce od wszelkiej aktywności i od rzeczywistego świata, który dla hinduizmu jest iluzją. Pełne wyzwolenie można tam uzyskać tylko przez oświecenie prawdziwą wiedzą, która umożliwi powrót do stanu przedkreacyjnego,

Religie Wschodu, pełne tradycji, symboli, więc atrakcyjne, często są gimnastyką umysłowocielesną, rozładowującą wewnętrzne napięcie nerwowe – wynik cywilizacji przemysłowej, gdzie człowieka traktuje się i ocenia jak maszynę – pozbawiającą uczucia pustki wewnętrznej, dającą złudzenie ucieczki przed rzeczywistością, której ma się już dość”. Działalność szamanów, astrologów, jogów, alchemików i czarowników opiera się na wierzeniu, iż świat jest istotą żywą, z siłami wewnątrz człowieka, jak i poza nim, i że siły te są we wzajemnym i nieskończonym oddziaływaniu. Okultyści usiłują te siły sprowadzić do zgodnej współpracy. Religijna gimnastyka Hindusów, prowadząca do możliwości stania na głowie godzinami, do zadawania sobie tortur ognia, gwoździ, czy też do deformacji ciała na skutek długotrwałego bezruchu, ma na celu pozyskać magiczną moc. Błogostan uzyskany poprzez okultystyczną terapię jest pustką możliwą do zniesienia przez mistrzów ascezy, ale nie przez tych, którzy pragną żyć w harmonii z rzeczywistością. Psychika człowieka nie może być usunięta z rzeczywistości, z otaczającego życia cywilizacyjnego. Okultyzm pozostawia więc u ludzi uczucie niedosytu, które zazwyczaj tłumi się strachem.

Naukowcy, zafascynowani mistycyzmem Orientu, jego nieokreślonością, opartą na hinduizmie i buddyzmie, na zoroastrianiźmie i taoiźmie, silą się, by zatrzeć różnice pomiędzy światem materii a światem ducha. Uwidoczniło to się jaskrawię na sympozjum naukowym w Kordobie, w październiku 1979 roku. Ich światopogląd opiera się na dekompozycji czasu i przestrzeni, materii i ducha,
świadomości i logiki. Na tej dekompozycji ma powstać nowa cywilizacja, w której wyselekcjowana elita sama sobie ustanowi prawo. Zamiast pozostać przy chrześcijańskiej doktrynie sługi Boga, poszukują sposobu zlania się z boskością.
Wielu współczesnym naukowcom wydaje się, że ludzkość jest w stanie kontrolować i odtwarzać wydarzenia historyczne, a nawet święte, bo obiecane kiedyś przez Pana Boga. Jest to zamysł uświęcenia człowieka i jego czynów, jest to legalizacja aktów gwałtownych, rewolucyjnych. Tym samym, religie wprowadzają do wnętrza człowieka, bez żadnych powiązań z Bogiem. Stąd tak często dochodzą do wniosku, że Pan Bóg jest produktem ludzkiej wyobraźni, spełniającym rolę placebo w cywilizacyjnej terapii.

W nowotworzonym świecie, społeczeństwo ma być pożywką dla elity, której zasady postępowania będą jedynym uznanym i obowiązującym kodem społecznym. Masy będą stanowiły dla elity czarnoziem, na którym wyrośnie “nowy człowiek”, mędrzec i bohater w jednej osobie, nowy bóg. Ów superczłowiek wypracuje dobrze prowadzące się społeczeństwo – a więc, wyeliminuje grzech (!) – oparte o nowe kryteria wartości. Żydzi po cichu wspierają ten neopogański ruch, żywiąc nadzieję, że to im przypadnie rola “nowego człowieka”, a wówczas spełniłoby się ich odwieczne marzenie o panowaniu nad światem. Zresztą, już gdzieś słyszeliśmy teorię o nawozie z jednej rasy dla innej. – Czyż nie w “Mein Kampf” Adolfa Hitlera?

Credo gnostyków z Uniwersytetu w Princenton, zgrupowanych w Instytucie dla Zaawansowanych Studiów, jest mniej więcej następujące: wierzymy jedynie w inteligencję ludzką, która od pewnego poziomu staje się formą sprzysiężenia; wierzymy, że jej moc jest nieograniczona. Współcześni gnostycy usiłują powiązać filozofię z matematyką, mitologią i sekularystyczną koncepcją człowieka. Mówią już o naukowym deizmie. Religie traktują jako ideologiczną agitację, jako zło przejściowe, które z czasem powróci do stanu wyjściowego, czyli do powszechnego pogaństwa, które ma być stanem harmonii i równowagi. Jest to powielanie starych mitów myślowych, które nie zdały egzaminu w historii. Jest to powrót do monizmu czarownika Giordano Bruno.
Pod koniec XV wieku, Giowanni Pico della Mirandola, i nieco później, Giorgano Bruno, usiłowali dokonać syntezy religii, wiążąc je też z hermetyzmem. Doktorzy Kościoła św. zdecydowanie uznali to za próbę powiązania ze sobą sprzeczności, uznali za absurd. Nie może być syntezy religii, jak nie ma syntezy cywilizacji. Dzisiaj kościół katolicki nie jest tak zwarty i stanowczy. Więc gnoza może bezkarnie siać zamęt myślowy wśród katolików.

Neopoganie lansują relatywizm etyczny, gdyż amoralni bogowie pogańscy pozwalają lekceważyć aspekty etyczne, a skupiają głównie uwagę na polepszaniu swojego bytu, na dogadzaniu sobie. Są gotowi widzieć bogów wszędzie. Jednak, są to bogowie martwi, bezsilni jak człowiek. Nie ma tam pojęcia “dobra”, które opierałoby się na normach etycznych. Stąd u pogan powstawały cywilizacje bezetyczne, lub z etyką sytuacyjną. Dobro oznacza u nich harmonię rzeczy, a zło chaos. W konsekwencji, nie ma też takich pojęć jak “sprawiedliwość” i “przebaczenie”. Chrześcijanin ma wyrobione poczucie odpowiedzialności za swoje postępowanie i przyjmuje obowiązek zbawienia duszy, toczy wewnętrzną walkę pomiędzy wyborem dobra lub zła. Natomiast poganin nie odpowiada za swoje uczynki, gdyż sądzi, że przyszedł na świat jako mieszanka dobra i zła, jako rezultat zmagań bogów dobrych i złych. Celem neopogan jest stworzyć nową cywilizację pozbawioną chrześcijańskich nakazów i zakazów. Moralność katolicką, podporządkowaną Bożym przykazaniom, nazywają moralnością niewolnika. Pragną więc od niej się wyzwolić. W pogańskim świecie, niezależnie od tego jak się poganin prowadzi, kontakt z bogami pozostaje. Tylko u żydów i chrześcijan dystans etyczny pomiędzy człowiekiem a Bogiem jest nieskończenie wielki, a grzech oddala człowieka od Boga.

Pan Bóg jest wszechpotężny i wszechdobry, jest etyczną doskonałością. Nie ma też potrzeby, aby dzielić się władzą z mocami zła. W religii chrześcijan nie ma więc miejsca na walkę tytanów. Zło sprowadziły na ziemię istoty przez Pana Boya stworzone, odmawiając swemu Stwórcy posłuszeństwa. Zbuntowani aniołowie i grzeszni ludzie ponoszą konsekwencje za obrazę Boga. W wyniku grzechu pierworodnego człowiek został oddalony od Boga, stał się słaby i musi kierować się wolną wolą, aby wyjednać przebaczenie, musi na nie zasłużyć. Tego u pogan nie ma.

Poganin ma z bogami kontakt ciągły i w sensie wyboru boga jest wolny. W pogańskim świecie bogowie dogadzają zachciankom człowieka, gdyż między nimi jest ciągła walka i człowiek zawsze może podmienić jednego boga innym, w zależności od własnego uznania. Pogańska cywilizacja nie zależy od ciągłego dialogu pomiędzy Stwórcą a człowiekiem, wymagającego spełniania ustalonych raz na zawsze wymogów moralnych, jak to ma miejsce w cywilizacji łacińskiej. Poganie czują się bezwzględnymi panami koncepcji istnienia, sami wybierają środki i metody postępowania. Skoro człowiek jest częścią natury, którą należy kształtować, to jedynie superludzie, elita, najlepsi mogą to czynić, mogą dostąpić władzy absolutnej tak nad naturą, jak i nad innym człowiekiem (podczłowiekiem). Stąd neopoganizm jest siłą napędową w tworzeniu jednego ogólnoświatowego rządu, w skład którego wejdzie “elita”.

Neopoganie wierzą, iż cywilizacje mogą być kształtowane przez ludzi, że można je tworzyć i anulować kiedy tylko się zechce. Ich “mędrcy”, którzy są dawcami immanentnych sił, są panami religii, która podlega rytmicznym cyklom: rozwój, dojrzewanie i upadek. Neopoganie zaprzeczają istnieniu Boskiej interwencji, Objawieniu i Opaczności Bożej. Pachnie to mocno Heglem i jego determinizmem. Również historię neopoganie widzą jako płynący potok, dzielący się na cywilizacyjne cykle. Napawa to ich nadzieją na bliski koniec historii chrześcijaństwa i przejście do całkiem nowej cywilizacji, pochrześcijańskiej, którą pragną urządzić w swoim stylu. Poganie nie posiadają nostalgicznego przywiązania do tradycji. Stąd historia i czas nie mają dla nich żadnego znaczenia. Pragną jedynie odtworzyć przeszłość w teraźniejszości, a nie powrócić do konkretnego historycznego momentu. Neopoganie zwalczają chrześcijaństwo by móc odtworzyć starożytną świecką cywilizację. Ideałem dla nich jest “Republika Platona, posiadająca klasę kapłanów-intelektualistów, klasę rycerzy i klasę chłopów. Pragną powiązać człowieka z samotwórczym kosmosem, pragną przywrócić panteizm, który wyplewiło chrześcijaństwo, wskazując człowiekowi jego właściwe miejsce. Tym samym, zbliżają się do alchemii, która również pragnie zjednoczyć przeciwne elementy i zasady, odtworzyć pradawne jajo, symbolizujące u nich zjednoczenie ludzkości z kosmosem; pragną doprowadzić do absolutnej syntezy świata ducha ze światem materii.

Alchemicy nie zamierzają czekać aż nadejdzie królestwo niebieskie, obiecane przez Jezusa Chrystusa, ale sami chcą przywrócić człowiekowi nieśmiertelność, pragną uzyskać zbawienie ciała przed skutkami grzechu pierworodnego. Tym samym, Ofiarę złożoną na Krzyżu pragną uczynić aktem bezużytecznym(!). Jak, zatem, parający się alchemią okultyści śmią nazywać siebie chrześcijanami? Próba ucieczki przed Sądem Ostatecznym, gdyż do tego cały ich wysiłek zmierza, jest w oczach chrześcijanina wielkim bluźnierstwem! W stopniowym przechodzeniu od religijnego światopoglądu do naukowego neopoganie widzą zmierzch cywilizacji łacińskiej, koniec ery chrześcijaństwa, a nastawanie epoki innej religii, wyższego rzędu.

W istocie tak nie jest. Jest to jedynie pogląd określonych ludzi, ich hipoteza czy też bezbożne życzenie. Współczesny zanik religijności oznacza bardzo niewiele w skali wieczności, a mówiąc o religii i prawach z nią związanych dotykamy kwestii wieczności. Nie ma dowodów na cykliczność w czasie. Są to wyłącznie spekulacje zaczerpnięte ze świata pogańskiego, jak powiedzmy z hinduizmu, a więc świata wypełnionego fałszem. Mity pogańskie łatwo zakradają się do myśli ludzkiej, gdyż u pogan nie ma dogmatów, nie ma zorganizowania, nie ma potrzeby do wysiłku umysłowego, starającego się pogodzić wiarę z obserwacjami wszechświata. Umysły jałowe lubują się w religiach pogańskich. W wierzeniach pogan za zjawiskami w przyrodzie stoją tajemnicze siły. Katolicy natomiast traktują te zjawiska jako naturalne wydarzenia, a ich podejście do wszechświata oparte na analizie wydarzeń historycznych i bieżących obserwacjach prowadzi do rozwoju nauki, a w szczególności teologii. W nauce Kościoła katolickiego postać Jezusa Chrystusa nie może być zmieniona, by dogodzić “wymogom czasu”, gdyż Jego działalność jest udowodniona historycznie, jest prawdziwa, w przeciwieństwie do mitów pogańskich, wypełnionych zmyślonymi bohaterami.

To, że katolicyzm ulega pokusom sekularyzacji jest wykładnikiem słabości człowieka, istoty grzesznej, ale nie oznacza słabości nauki Chrystusa Pana! To ludzie popełniają błędy, a nie Pan Bóg. Mamy do czynienia z rewolucją, z buntem przeciwko Bogu, a nie z cyklicznością czasową i historyczną. Można przyjąć, że Szatan ma teraz żniwa. Nie powinniśmy zapomnieć o przypowieści o synu marnotrawnym. Możemy okazywać niezadowolenie, iż Kościół katolicki z takim trudem ustosunkowuje się do “wymogów czasu”, że nie podejmuje radykalnych środków zaradczych. To jest nasz subiektywny pogląd. Jednak, Kościół rzymski nigdy nie zdecydował się by całkowicie wyplenić wszelkie oznaki pogaństwa. Kościół starał się krzewić istniejące tradycje i sprawdzać prawdę objawioną w ogniu kontrowersji. Było to dopuszczalne pod warunkiem, że Stolica Apostolska bezwarunkowo pozostanie wierna dogmatom, doktrynom i magisterium, że zachowa elementy mistycyzmu w liturgii, w symbolach i Sakramentach św. Wówczas misjonarze chrześcijańscy są w stanie opanować wierzenia pogan i nadać ich mitom nowe spojrzenie, oparte na nauce Kościoła świętego.

W przeszłości, eliminując stopniowo mity pogańskie i zastępując je tekstami opartymi na Ewangelii św., misjonarze zmusili pogańskich mędrców do wycofania się z życia publicznego, do zejścia do podziemi. Schronienie dały im sprzysiężenia masońskie. Rewolucja w dzisiejszym Kościele katolickim sytuację nieco skomplikowała. Ufni opiece Bożej, musimy uzbroić się w cierpliwość. Każdy pośpiech w działaniu prowadzi do niedorzeczności. Emocje są złym przewodnikiem przez życie. Przede wszystkim, chcąc stawić czoła rewolucji, należy uwierzyć, że powrót do katolickiej świętości jest możliwy. Każda próba desakralizacji Kościoła św. rodzi bunt w duszy ludzkiej, spowodowany tęsknotą za odsuniętym Panem Bogiem. Ta tęsknota jest dla człowieka o wiele cenniejsza aniżeli obiecywana przez neopogan deifikacja ludzkości.

Komentarzy 29 to “Romuald Gładkowski – „Credo in unum Deum” (2)”

  1. 1/2 srula (być może) said

    „Saduceusze bowiem mówią, że nie ma zmartwychwstania, ani anioła, ani ducha, a faryzeusze uznają jedno i drugie.” (Dz 23:8)
    Czyli komunizm i New Age.

  2. aga said

    Opisywany przez Margiottę przywódca Wielkiego Wschodu, Włoch Adrian Lemmi, zakupił dawną rezydencję papieża św. Piusa V (Pałac Borgiów), w której mieściła się od tej pory siedziba Wielkiego Wschodu Włoskiego. W rezydencji polecił przebudowę tak, aby wychodek znajdował się w sali mieszczącej niegdyś główną kaplicę pałacową. Nieczystości miały spływać na duży kamienny ołtarz” Jednak sprawa się wydała i spowodowała interwencję architekta miejskiego oraz instytucji odpowiedzialnych za utrzymanie higieny, a przez to stała się publicznym zgorszeniem, które spowodowało dużą utratę popularności wolnomularstwa. Innym razem przyszły wielki mistrz masonerii belgijskiej Van Humbeeck, nie ukrywając intencji stwierdził:

    „jeśli jest jakiś trup na świecie, przeszkadza on na drodze postępu: ten trup z przeszłości, aby go nazwać jasno jego własnym imieniem, to katolicyzm? Dzisiaj przyjrzeliśmy się dokładnie temu trupowi. I wprawdzie nie wrzuciliśmy go do grobu, ale przynajmniej zrobiliśmy w tym kierunku pewne kroki.”9

    Takie otwarte działania tajnych towarzystw, prowadzone bez „maski filantropii i postępu”, skłaniały wszystkie czyste dusze do działania pod papieskimi sztandarami Chrystusa. Jedną z takich dusz był o. Maksymilian Maria Kolbe. Masoni zapomnieli o tym, że tak jak Chrystus zmarły na krzyżu wstał po trzech dniach, tak Kościół pogrążony w defensywie, sugerującej jego agonię i śmierć, trwa w tym „trupim stanie” tylko po to, aby w przyszłości zatryumfować. W 1861 roku za poparciem Piusa IX i pod jego opieką opublikowano tajne dokumenty Alta Vendita, zdobyte za pontyfikatu Grzegorza XVI. W alokucji wygłoszonej 26 IX 1865 r. roku papież kolejny raz zaatakował „sektę dyszącą żądzą zbrodni”, której działania wymierzone są równocześnie przeciw państwu i Kościołowi, „których zamysłem i jedynym celem jest móc unicestwić wszystkie prawa boskie i ludzkie”. Po raz kolejny papiestwo napominało władze polityczne, aby korzystając z przysługujących uprawnień wypowiedziały wojnę rewolucji, a więc pośrednio nawołującym do niej tajnym stowarzyszeniom. Pius IX z ubolewaniem zauważał i wskazywał na licznych popleczników i członków tajnych sekt, znajdujących się na szczytach władzy lub korzystających z poparcia rządzących.

  3. aga said

    „Zerwać maskę!”

    Najważniejszym wystąpieniem papiestwa przeciw tajnym towarzystwom była encyklika Leona XIII Humanum genus, ogłoszona w 1884 roku10. Obszerność i dogłębność wypowiedzi papieskiej spowodowana była dynamicznym rozwojem konspiracji masońskiej, która pod koniec XIX wieku przejęła całkowicie władzę m.in. we Francji, Szwajcarii i Włoszech. Leon XIII w początkach encykliki wskazywał na rosnącą siłę tajnych stowarzyszeń, ich coraz większą otwartość i jawność celów. Tajne stowarzyszenia ugruntowujące swoje dotychczasowe zdobycze, nie musiały obawiać się już niczego ze strony rządów, pozostających pod ich kontrolą. Tajne stowarzyszenia końca XIX wieku nie były tymi samymi ugrupowaniami, które pogrążone w oderwanym od rzeczywistości mistycyzmie marzyły o przebudowie społeczeństwa w XVIII wieku. Ta przebudowa właśnie się rozpoczęła! Bardzo niebezpiecznym faktem, na który zwracał uwagę papież, było zaniechanie przez wolnomularstwo w części krajów europejskich otwarcie antykatolickich działań. Wrogość zanika w momencie wyznaczenia wspólnych celów, a zatem istniały dwie możliwości – albo masoni przyjęli cele katolicyzmu, albo część katolików przyjęła sprzeczne z zasadami religii Chrystusowej cele tajnych stowarzyszeń. Wraz z narodzinami ruchu „postępowego” -modernistycznego, jasne się stało, że część duchowieństwa przyjęła światopogląd masoński. Leon XIII był realistą i zdawał sobie sprawę, że należy zapobiec postępującej infiltracji Kościoła przez tajne sekty. „Porozumienie między chrystianizmem i masonerią jest niemożliwe” – napisał papież. Wynika to z przyjęcia zdecydowanie przeciwstawnych fundamentów światopoglądowych, które dla Kościoła wynikają z Objawienia Bożego, natomiast dla tajnych stowarzyszeń z naturalistycznych koncepcji filozoficznych11.

    Papież pisał: „Cel (…) [ich] polega na zupełnym wywróceniu porządku kościelnego i państwowego, jaki się wytworzył dzięki religii chrześcijańskiej, a postawienie nowego porządku wedle swojego ducha na podstawie praw wziętych z naturalizmu”.

    Naturaliści postulują przebudowę państw, społeczeństw, rodzin i jednostek w duchu całkowicie materialistycznym, świeckim, pozbawionym Boga i wszelkiej nadprzyrodzoności. Leon XIII, aby w czytelny sposób przedstawić trwający konflikt, odwoływał się do obrazowego opisu, zaczerpniętego z pism św. Augustyna, przeciwstawiającego oparte na zasadach katolickich civitas Dei diabolicznemu civitas mundi, ponieważ oba obozy uwidaczniały całkowite przeciwieństwo światopoglądów. Aby osiągnąć swoje cele, tajne stowarzyszenia ukrywają prawdziwe intencje – nauczał Papież:

    „przywdziewając maskę uczonych i filozofów, łączących się w celach naukowych: na ustach mają gorliwość o szerzenie oświaty i życzliwość dla niższych stanów. Przechwalają się, iż jedynym ich celem jest poprawienie doli pospólstwa i dopuszczenie jak największej liczby ludzi do udziału w zdobyczach cywilizacji.”

    Jednak Papież oskarżał wolnomularstwo, że wymienione przez nich cele były wyłącznie środkami, przy pomocy których pragnęli oni zdobyć i utrwalić władzę. Aby „zerwać maskę”, papież dokonał wnikliwej analizy światopoglądu naturalistycznego, zwracając uwagę, że opiera się on na kilku fatalnych w skutki błędach filozoficznych.

    Naturaliści głoszą, że natura ludzka oraz rozum są najistotniejszymi elementami postrzegania rzeczywistości i tejże rzeczywistości tworzenia. W konsekwencji muszą przyjąć jako zasadę podstawową dobro natury ludzkiej, z którego wynikać będzie samowystarczalność człowieka, który nie potrzebuje Boga, oraz racjonalizm rozumiany jako pełne zaufanie do ukazującego wyłącznie prawdę umysłu ludzkiego. Masoneria jest konsekwentnie humanistyczna w znaczeniu wynoszenia człowieka jako istoty godnej kultu, przez co światopogląd tajnych stowarzyszeń neguje zasadę grzechu pierworodnego, poprzez który natura ludzka została skażona złem. Grzech pierworodny zranił naturę ludzką aż w czterech aspektach, jak pisał św. Tomasz z Akwinu, co spowodowało trwały – pomimo usprawiedliwienia Łaską Bożą – uszczerbek w naturze ludzkiej. Skutkiem tego skażenia jest ignorancja, niesprawiedliwość, słabość i pożądliwość, przeciwstawiające się cnotom: roztropności, sprawiedliwości, męstwu i wstrzemięźliwości. W związku z tym pogląd dzisiejszy, głoszony tak przez „adeptów Hirama”, jak przez liberałów i modernistów, jest z punktu widzenia teologii i filozofii nieprawdą. To oczywiste kłamstwo jest maskowane poglądem o prawach człowieka do zaspokajania swoich pragnień i potrzeb, dla rozwoju swojej własnej natury i osobowości. W tej „etycznej” koncepcji (zwanej dzisiaj „permisywną”) wszystkie pragnienia jednostki są dopuszczalne jako samokreacja, rozwój własnej natury, jeśli egoizm jednostki nie wchodzi w kolizję z porządkiem publicznym (opartym zresztą na zasadzie umowy społecznej, a nie etyki absolutnej!) i egoizmami innych jednostek, które posiadają takie same prawo. Myśl ta znalazła szerokie echo we współczesnym filozoficznym satanizmie (np. Aleksandra [Szandora] La Veya), odcinającym się od misteriów i okultyzmu, a interpretującego szatana jako twórczą energię natury ludzkiej, która nie znosi i nie może podlegać żadnym ograniczeniom. Jak widać, powyższe zasady są nierozerwalnie związane z panującym w dzisiejszych czasach egalitarnym demokratyzmem i ideologią praw człowieka, na których to fundamentach wznosi się dzisiejszy gmach liberalnego państwa. W związku z tym światopogląd tajnych towarzystw musi przeciwstawiać się czynnie porządkowi monarchicznemu i katolicyzmowi, ponieważ te stanowią przeszkodę w spełnianiu się natury ludzkiej w aspekcie społecznym i państwowym. Tajne stowarzyszenia od początku głosiły tzw. „rozdział Kościoła od państwa”, rozumiany jako poddanie całkowitej kontroli spraw religijnych rządowi, a przez to całkowite usunięcie wpływu Kościoła ze sfery publicznej.

    „(…) chcieliby usunąć zupełnie zbawienny wpływ Kościoła na prawodawstwo i administracje państw (…). Ograniczono swobodę działania Kościoła jak najbardziej i to za pomocą ustaw, które wprawdzie na pozór zdają się nie wywierać gwałtu, ale w istocie krepują wolność Kościoła” – pisał Leon XIII. Papież wskazywał w encyklice Humanum genus na postulaty społeczne tajnych towarzystw, które jego zdaniem zakończą się tyrańskimi rządami, gwałcącymi wszelkie swobody, będące bronią z arsenału propagandowego masonerii. Tajne stowarzyszenia dążyły do przejęcia kontroli nad wychowaniem młodzieży, do emancypacji kobiet, która ostatecznie zniszczyłaby katolicką wizję rodziny, oraz demokratycznej przebudowy społeczeństwa. W kwestiach społecznych postulaty naturalistów opierają się na dwóch paradygmatach – na zasadzie równości wszystkich ludzi i zasadzie wolności, która toleruje wyłącznie system polityczny oparty na systemie przedstawicielskim. Leon XIII potępił naturalistyczne błędy dotyczące państwa i społeczeństwa: „Źródłem przeto wszelkiej władzy jest zdaniem ich lud, a kto posiada władzę, ma ją z rozkazu lub zezwolenia ludu, który zmieniwszy swe zdanie, może władców nawet wbrew ich woli pozbawić panowania”. W swoim liście Custodi Leon XIII powrócił jeszcze raz do kwestii tajnych stowarzyszeń, podsumowując zawarte w swojej encyklice poglądy.

    W ciągu tak krótkiego odstępu czasu olbrzymie nieszczęścia dotknęły naszą ojczyznę i ją nękały. Religia naszych ojców znalazła się pod obstrzałem wszelkiego rodzaju prześladowców. Ich szatańskim zamysłem było zastąpić chrześcijaństwo przez naturalizm, kult wiary kultem rozumu, chrześcijańską etykę przez tak zwaną etykę niezależną, rozwój ducha przez postęp materii. W końcu ośmiela się przeciwstawić świętym zasadom oraz świętym prawom Ewangelii prawa i maksymy mogące zwać się kodeksem rewolucji.

    W sferze religijnej tajne stowarzyszenia propagowały racjonalizm, agnostycyzm lub ateizm, w sferze społecznej przebudowę w duchu liberalnym lub socjalistycznym, natomiast państwo planowały zdemokratyzować. Wszystkie te błędy tajnych sekt wynikały z przyjętego naturalizmu, potępionego przez papieży z Leonem XIII na czele.

    Ekskomunika dotycząca przynależności do tajnych stowarzyszeń została sprecyzowana w dokumencie Św. Inkwizycji z 12 I 1870 roku12. Dokument dokładnie określał, jakie grupy zaliczane są do tajnych towarzystw oraz jakie cele sobie one wyznaczają. Dwa podstawowe cele to: walka z Kościołem i dążenie do obalenia legalnego porządku państwowego. Dekret z 1870 roku wiązał się również z dokumentem inkwizycyjnym z 19 V 1886 roku, w którym pod karą ekskomuniki zakazano wstępowania do stowarzyszeń „obowiązujących się palić ciała zmarłych”, ponieważ te niemalże w stu procentach pokrywały się z sektami masońskimi13. Definicja kościelna świadomie pomijała kwestie legalności organizacji wobec prawa państwowego, całkowitej konspiracji sekty, przysięgi czy nazwy, wychodząc z założenia, że ważniejsze są w tej materii cele stowarzyszenia. Pod ekskomunikę podpadali członkowie stowarzyszeń (za wyjątkiem ludzi nieświadomych celów organizacji i kar kościelnych), ludzie popierający jawnie tajne sekty, finansujący je, wspierający w sposób tajny (precyzowano, że rozumie się pod tym poparcie dla organizacji, a nie dla konkretnego sekciarza) oraz osoby – według prawa Piusa IX – które uczestniczą w zebraniach sekt bez zamysłu wstąpienia do nich. Prawo kościelne skrupulatnie określało zachowanie spowiedników względem penitentów oraz kto posiadał przywilej zdjęcia ekskomuniki. Jako że przynależność do masonerii była utożsamiana z popadnięciem w herezję, a przeto objęta ekskomuniką14, odmawiano członkom tajnych stowarzyszeń sakramentów, katolickich obrzędów (np. pogrzebu) oraz przyjęcia do stowarzyszeń religijnych.

    Ku „naukowemu chrześcijaństwu” ?

    W trakcie kolejnych pontyfikatów, przypadających na pogarszającą się sytuację polityczną Europy, zmierzającej do rozpoczęcia drugiej w swych dziejach wojny trzydziestoletniej (1914?45), jednak przewyższającej tę pierwszą (1618-1648) pod względem brutalności, papiestwo zabierało jeszcze kilkakrotnie głos, przypominając wysiłki tajnych stowarzyszeń zmierzające do zniszczenia porządku przyrodzonego i nadprzyrodzonego na świecie. Słowa encykliki papieża św. Piusa X dotyczące konspiracji modernistycznej w Kościele dotyczyły pośrednio wspominanej już przez wcześniejszych następców św. Piotra infiltracji Kościoła. Papież Pius X pisał:

    „(…) zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Będziemy więc mówić, Czcigodni Bracia, nie o niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików świeckich, oraz – co jest boleśniejsze – o wielu z grona samych kapłanów, którzy wiedzeni pozorną miłością do Kościoła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologicznej, przepojeni natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, głoszonymi przez wrogów Kościoła, zarozumiale siebie mienią odnowicielami tego Kościoła”15

    Słowa papieża stają się w pełni jasne, gdy zestawimy je z poglądami żyjącego w XIX wieku ex-kanonika ks. Roca, zadeklarowanego działacza tajnego stowarzyszenia Różokrzyża, głoszącego nadejście czasów „boskiej synarchii” (czyli technokratycznej władzy globalnej, łączącej w sobie elementy świeckie i religijne), opartej na „naukowym chrześcijaństwie” i „Kościele socjalistycznym Jezusa i Jego Apostołów”. Ksiądz-renegat w licznych swoich książkach przedstawił jasno cele stojące przed tajnymi stowarzyszeniami, a było to:

    „Nowe chrześcijaństwo, wzniosłe, otwarte, głębokie, naprawdę uniwersalistyczne, bezwzględnie encyklopedyczne, które w końcu dokaże z pewnością tego, że – jak powiedział Hugo ? całe niebo zstąpi na ziemię, by zgnieść granice, sekciarskie zaścianki. Kościoły lokalne i etniczne zawistne świątynie, dzielące ludzi, ciasne cele, w których więzione są zdominowane przez Cezara cierpiące cząstki wielkiego społecznego ciała Chrystusa.”

    Roca pisał dalej:

    „Jeśli Chrystus-Człowiek jest jako Słowo Wcielone jedynym Synem Boga, jest więc także całym wszechświatem, a zwłaszcza całą ludzkością lub raczej niezliczonym szeregiem znajdujących się w drodze Ludzkości.”

    Odnowa taka wiązała się oczywiście z zmianą modelu papiestwa i Kościoła:

    „Papiestwo jako takie zniknie. Arcykapłan boskiej synarchii nie będzie podobny do obecnego papieża, tak jak ten ostatni nie jest podobny do papieża znad Jeziora Genezaret. Nowy ład społeczny zostanie wprowadzony poza Rzymem, bez Rzymu, pomimo Rzymu, przeciwko Rzymowi.”

    I ten nowy Kościół, jakkolwiek nie powinien na pewno zachować niczego ze scholastycznej dyscypliny i ze szczątkowych form dawnego Kościoła, to jednak otrzyma z Rzymu konsekwencję i jurysdykcję kanoniczną16.

    Trudno oprzeć się wrażeniu zbieżności dzisiejszych zmian następujących w Kościele z tymi koncepcjami.

    Wynik wojny w 1945 roku było dla całej Europy katastrofą – zwaśnione narody popadły w zależność od pozaeuropejskich supermocarstw. Konsekwencją była powolna utrata znaczenia przez Kościół katolicki, leżący pomiędzy atlantyckim liberalizmem a stepowym komunizmem. Zaistniała sytuacja, bez względu na różnice ideowe, była wymarzona dla tajnych stowarzyszeń. Wielki Mistrz loży „Alpina” Quartier-la-Tente precyzował cele: „Wolnomularstwo narzuciło sobie cel, misję. Nie chodzi o nic innego jak o zrekonstruowanie społeczeństwa na zupełnie nowych fundamentach”. Jerzy Virebeau tak komentował cele polityczne masonerii:

    „Owa pseudo-mistyka opiera się przede wszystkim na zasadzie Demokracji; twierdzi się, i jest to podstawa dla wolnomularzy, iż Wielka Tajemnica jest poniekąd wzniosłą Królewskością Człowieka. Jest to potwierdzenie pierwszeństwa Człowieka nad Objawieniem … Człowiek, mówi wolnomularstwo, jest ewentualnym Bogiem. Zorganizujemy go społecznie, międzynarodowo, uniwersalnie, a będzie mógł on kpić sobie z legendarnego i koszmarnego Boga, który go ściga. Jest to wyzwolenie się Człowieka w stosunku do nadprzyrodzoności”

    W umysłach części kapitulantów w sutannach, myślących kategoriami aggiornamento, sobór oparty na dialogu i dostosowujący Kościół do warunków współczesnych byłby wkroczeniem Kościoła na drogę postępu i godności człowieka. Jednak jeszcze przed zwołaniem Soboru papieże aż dwa razy wyrazili swoje negatywne poglądy na temat tajnych stowarzyszeń – w 1946 roku papież Pius XII, zwracając uwagę na masońskie korzenie „współczesnej apostazji” oraz w 1960 roku Jan XXIII przypominając, że odnośnie do „sekty masońskiej” w dalszym ciągu obowiązuje ekskomunika. Fiaskiem zakończyły się w latach 50-tych XX w. próby „przepchnięcia” akceptacji masonerii rytu szkockiego, jako z sympatią odnoszącej się do chrześcijaństwa17. W tym samym czasie jednak.

    „Odłączeni bracia wolnomularze”

    … w lożach wrzała robota, a bracia przygotowywali się do osiągnięcia zapowiadanego od XIX wieku sukcesu. Brat Corneloup z Wielkiego Kolegium Rytów w 1964 roku wysiłek ten nazwał „rozległą operacją polityczno-religijną, której dwa bieguny stanowią Rzym i Londyn”18. Kiedy tylko zapadła decyzja o zwołaniu soboru powszechnego, zaobserwowano wzmożoną aktywność niektórych odłamów wolnomularstwa. W 1961 roku ukazała się – ciepło przyjęta przez modernistów – książka katolickiego prawnika powiązanego z masonerią – Aleksego Mellora pt. Nos fr’es separés, le francs-macons (Odłączeni bracia wolnomularze – z imprimatur!). Sukces książki spowodował wydanie kolejnych promasońskich dzieł Mellora19. Niewiele później w Polsce ukazał się na łamach ?Tygodnika Powszechnego? artykuł powielający główną tezę pracy Mellora – „zmienić stosunek Kościoła do masonerii”20! W tym samym czasie ukazała się w kilku językach europejskich blisko 1000-stronicwa anonimowa praca Comploto contra la Chiesa (Spisek przeciw Kościołowi), odkrywająca zorganizowaną konspirację, zmierzającą do przebudowy Kościoła w duchu idei masońskich, zmierzającą do zaakceptowania marksizmu i komunizmu, kryjącą się w łonie hierarchii kościelnej. Pomimo niezwykle rzetelnej bazy źródłowej pracy, wskazującej na autorstwo osoby powiązanej z najwyższymi czynnikami watykańskimi (kard. Ottaviani), praca została „zamilczana na śmierć”, a hierarchowie oficjalnie udzielający jej poparcia (np. abp Hermosillio Juan Navazzete z Meksyku) zostali usunięci ze swoich stolic21.

    Kiedy rozpoczęły się prace soborowe, masoni zacierali ręce. Dwaj masońscy historycy odnotowali w pracy poświęconej historii francuskiego Wielkiego Wschodu:

    Sobór Rzymski podczas drugiej sesji pozwalał zaobserwować ożywiony ruch dyplomatyczny Kościoła w kierunku Masonerii. Nie zaskakuje on przywódców francuskiego wolnomularstwa, oczekujących tego już od dawna i pragnących widzieć, słusznie lub niesłusznie w dziełach p. Aleca Mellora i konferencjach o. Riqueta SI wstępne wysiłki mające na celu przygotowanie umysłów22.

    Z kolei Iwon baron Marsaudon, wielki komandor Najwyższej Rady Francji Wielkiej Loży, pisał:

    „Gdy Pius XII zdecydował osobiście kierować bardzo ważnym ministerstwem spraw zagranicznych, ks. prałat Montini został wyniesiony na niezwykle odpowiedzialne stanowisko Arcybiskupa największej włoskiej diecezji: Mediolanu. Nie otrzymał jednak purpury, kanonicznie istniała pewna możliwość, co prawda mało prawdopodobna, aby po śmierci Piusa XII mógł on zostać wybrany papieżem. Wtedy pojawił się pewien człowiek noszący, tak jak Zwiastun, imię Jan i wszystko zaczęło się zmieniać”

    Jeżeli istnieje jeszcze kilka wysepek, zbliżających się w sposobie myślenia do okresu Inkwizycji, zostaną one nieuchronnie zalane przypływem ekumenizmu i liberalizmu, którego jednym z najbardziej namacalnym skutków będzie obniżanie się duchowych barier dzielących jeszcze świat. Z całego serca życzymy powodzenia „Rewolucji” Jana XXIII23.

    „Rewolucji w tiarze i kapie” – chciałoby się dodać.

    Analizując zmiany, jakie nastąpiły w czasie Vaticanum II i te, które były skutkiem działania tzw. ?ducha Soboru?, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że stanowią one „ochrzczoną” wersję niektórych poglądów głoszonych przez tajne stowarzyszenia. Kolegializm, ekumenizm, zasada wolności religijnej, humanizm integralny, odejście od tzw. „tryumfalizmu” – to niektóre aspekty reform, dobrze widoczne w postulatach XIX i XX-wiecznej masonerii. Cytowany już baron Marsaudon w 1964 roku zauważył:

    „Pomijając znikomą mniejszość bardziej papieską niż sam papież, duch kolegialności ujawni się stopniowo. Jeśli sądzimy podobnie, jak kardynał Bea, że potrzeba czasu i cierpliwości, by osiągnąć zjednoczenie chrześcijan wszystkich wyznań, jest też rzeczą niezaprzeczalną, że dokonuje się właśnie solidna praca przygotowawcza. Tak więc pod presją wydarzeń przewidzianych albo takich, których nie można przewidzieć, będziemy szli naprzód w przyspieszonym tempie, czego tak bardzo pragnął Jan XXIII.”

    „Prawdziwi synowie światłości” rytu szkockiego postrzegają kwestię ekumenizmu w bliski katolickim modernistom sposób:

    „W całym świecie występuje ruch ku jedności i to na wielką skalę. Przybiera on najróżnorodniejsze formy, ale też odpowiada głębokiej potrzebie, odczuwanej przez spirytualistów wszelkich odcieni: przerwać bizantyjskie waśnie i utworzyć wspólny front przeciwko wspólnemu wrogowi: ateistycznemu materializmowi”25.

    http://www.iluminaci.pl/masoneria/masoneria-wg-watykanu

  4. aga said

    ks. Piotr o „ludziach o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach” a także o masonerii piłsudczykowskiej i zdradzie Polski w 1939:

    http://pl.gloria.tv/?media=308893

  5. 1/2 srula (być może) said

    Re Aga:
    Wiesz wszystko piękne co napisałaś ale ja mam tu taką krótką wypowiedź rabina Józefa Krauskopfa (za ks. prof. Michałem Poradowskim): „Kiedy żydzi zrezygnują z ekskluzywnego ceremoniału a chrześcijanie z chrystologii Pawła żydzi i poganie połączą się.” Czyli my wszystko a oni ozdobniki. I to jest „dialog z judaizmem”.
    Ale w zasadzie wystarczy pamiętać o takim fragmencie: „W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i naszego zgromadzenia się wokół Niego, prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański. Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo [dzień ten nie nadejdzie], dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem.” (2 Tes 2:1-4).
    I mój ulubiony: „Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków, i nas także prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i sprzeciwiają się wszystkim ludziom. Zabraniają nam przemawiać do pogan celem zbawienia ich; tak dopełniają zawsze miary swych grzechów. Ale przyszedł na nich ostateczny gniew Boży.” (1 Tes 2:15-16). Czyż nie cudny?
    Pozdrowienia 1/2 srula

  6. Piotrx said

    Pani Ago dziekuje za uzupełnienie wątku cennymi wpisami

    ****************

    Romuald Gładkowski – “Credo in unum Deum cz 3.
    Toronto – 1988 (fragmenty)

    PROPOZYCJA OBRONY

    Na wstępie pragnę przypomnieć, dlaczego należy przyjąć stanowisko obronne. Nakazuje nam to nasze poczucie patriotyzmu, a być patriotą dla nas, ka-tolików, jest obowiązkiem, gdyż nakaz pochodzi od Pana Boga, w którego wierzymy i któremu stara-my się być posłuszni. „Nie Jest dobrze, żeby mężczyzna był nam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2,18). Pan Bóg, dając Adamowi Ewę, a tym sa-mym tworząc pierwszą rodzinę, nakazał człowiekowi żyć godziwie, troszczyć się o najbliższych i ota-czać ich miłością. Naród i Państwo są konsekwencją powstania rodziny więc również pochodzą od Boga.

    Tym samym, nakaz troski o rodzinę dotyczy również Narodu i Państwa. Zabieganie o dobro własnej rodziny, własnego narodu i własnej ojczyzny, miłość do nich, jako do tych najbliższych, a przede wszystkim miłość do Pana Boga, który dał nam dom rodzinny – składający się z rodziny, narodu i ojczyzny – jest patriotyzmem. Zatem, patriotyzm jest szczególną formą okazywania wdzięczności Panu Bogu za to, że nie skazał człowieka na samot-ność. Patriotyzm jest też przyjęciem odpowiedzialnego sposobu postępowania względem Pana Boga, wobec Kościoła Św., wobec ojczyzny, wobec własnego narodu i swojej rodziny. Patriotyzm nie może być oderwany od kodu moralnego, od Dziesięciu Przykazań. Patriotyzm jest dążeniem do świętości. Nic w tym dziwnego, że najwięksi królowie, najbardziej patriotyczni, zostali świętymi (św.Kazimierz, św, Ludwik IX, św. Henryk II, św. Edward).

    W konsekwencji, jak przeciwieństwem dobra jest , tak przeciwieństwem patriotyzmu jest zdrada.Jak nie ma rzeczy pośrednich między dobrem i złem,
    tak nie ma nic pośredniego pomiędzy patriotyzmem a zdradą. Nie można być półpatriotą, czy też półzdrajcą . Skoro patriotyzm jest trwale związany z miłością, to zdrada, jako przeciwieństwo patrio-tyzmu, musi być związana z nienawiścią. Jest to nienawiść tak do Pana Boga, do Kościoła Św., jak i do ojczyzny, do własnego narodu i własnej ro-dziny. Tym samym, zdrada, obrażając Pana Boga, wiąże się z mocami Piekieł, jest satanistyczna, jest grzechem ciężkim.

    Zatem, chcąc być wierni Panu Bogu, spełniać Jego wolę, musimy sprzeciwiać się zdradzie, stronić od niej i ją zwalczać. Nie mamy innej możliwości, gdyż w walce z grzechem nie można przyjąć stano-wiska obojętnego. Obojętność wobec grzechu prowa-dzi do obojętności wobec Pana Boga, czym Go obra-ża, a to jest już zdradą. Jest więc w obowiązku katolika zwalczać tych wszystkich, którzy świadomie obrażają Pana Boga, którzy niszczą naród i rodzinę, którzy świadomie lub lekkomyślnie rujnują naszą ojczyznę. Bez wąt-pienia, należą do nich zwolennicy idei internacjo-nalizmu i rewolucji, należą wojujący neopoganie, członkowie sekt, grup okultystycznych i tajnych sprzysiężeń, należą do nich zwolennicy filozofii liberalizmu i jej pochodnych. Największym wrogiem narodu jest internacjonalizm. Hasło „Proletariu-sze wszystkich krajów, łączcie się!”, które wid-nieje na pierwszej stronie komunistycznych i soc-jalistycznych gazet, jest dla narodu obelgą, jest upokorzeniem, gdyż otwiera szeroko drzwi ojczyz-ny dla zdrady. Na szczęście, orędownicy idei internacjonalizmu, którzy naiwnie sądzą, że histo-ria rozpoczyna się od nich, a to, co było przed-tem, to już się nie liczy, szybko nabierają prze-konania, że tak nie jest.

    „Imperialistyczny” Hiszpan zawsze będzie Polakowi bliższy, nawet temu z legitymacją PZPR w kieszeni, aniżeli „soc-jalistyczny” Kałmuk. Jeden okrzyk: „Niech żyje Polska!”, czy też: „Arriba Espańa!” ma dla nas, Europejczyków, większe znaczenie aniżeli wagon opasłych tomów zapisanych „Proletariuszami…”. – Dlaczego? Ponieważ toczy się wojna dwóch cywilizacji, toczy się wojna dwóch światów: trady-cyjnie katolickiej Europy, czyli świata organicz-nego, oraz świata okultystycznego, pogańskiego, czyli mechanicznego. Trudno jest Europejczykowi nie czuć odrazy do tego wszystkiego co pachnie Orientem, turańszczyzną? a internacjonalizm tkwi korzeniami w turańszczyźnie.

    Przedstawiona poniżej propozycja obrony przed zdradą i zdrajcami nie jest czymś nowym. Są to zasady postępowania od dawna znane, lecz nie zaw-sze uzmysławiane, nie zawsze zestawiane w jedną całość. Dla przykładu, wspominał o nich często Papież, św. Pius X, w encyklice „Pascendi Dominici Gregis” Świat filozofii liberalizmu wypowiedział wojnę Kościołowi katolickiemu. Zatem, musi być podjęta walka. Pokój w czasie rozgorzałej wojny jest nie-dorzecznością. Przeciwnicy nie mogą zawierać przymierza w połowie rozgrywanej bitwy. Zatem, jest niedorzecznością starać się jednoczyć zwo-lenników liberalizmu z katolikami. Wychodzi z te-go dziwoląg w rodzaju: „liberalny katolik” bądź „katolicki liberał”. Katolik, zarażony ideą li-beralizmu, de facto przestaje być katolikiem. Liberalizm jest antytezą katolicyzmu, a synteza jest tu niemożliwa, tak jak nie jest możliwa syn-teza cywilizacji. Można się tu krzywić i gryma-sić, ale niczego to nie zmieni, gdyż takie są prawa dziejowe. Synkretyzm, będący w sprzeczności z prawdą objawioną, jest tragicznym i bolesnym błędem. Posoborowe „pojednanie” trzebi szeregi katolików jak czarna ospa w Średniowieczu.

    Największą przeszkodą w utrzymaniu przy życiu ka-tolickiego narodu jest powszechna ignorancja. Aby nie błądzić, trzeba wiedzieć w co należy wierzyć, następnie mieć cel, do którego należy dążyć, a dalej, wiedzieć co trzeba robić, aby ten cel móc osiągnąć. Każde skuteczne działanie wymaga zdecydowania, wymaga hartu ducha i gotowości do wyrzeczeń. Wierność Panu Bogu wymaga wyrzeczeń. Obcowanie z Bogiem jest wielką sprawą, gdyż Pan Bóg nie jest chłopcem na posyłki, czy równym kum-plem, z którym można iść na wódkę; co ostatnio usiłują nam sugerować „postępowi” moderniści. Nic z tych rzeczy. Pan Bóg jest przede wszystkim naszym Sędzią Najwyższym i Ostatecznym, który roz-liczy nas z najmniejszego uczynku, gdy przyjdzie na to pora. Stąd, służba Panu Bogu jest wzniosła lecz twarda, O tym należy pamiętać. Trzeba być pokornym przed Panem Bogiem, ale nieugiętym przed nieprawością. Bez silnego postanowienia prowadze-nia walki, nabywana wiedza może doprowadzić do psychicznego samospalenia się, do złudnego prześ-wiadczenia, iż zła nie da się pokonać.

    Aby móc się skutecznie bronić, musimy być gotowi nawet oddać życie za nasze ideały. Ci działacze polityczni, którzy patrzą z cielęcym zachwytem na hedonistyczny Zachód, gdy nadejdzie chwila próby, to poza zdradą niczego więcej nie będą w stanie zaofiarować dla narodu. Wrzesień z 1939 roku w pełni to potwierdził. Posolidarnościowa emigracja również. Odwaga wymaga nadziei, a odwaga w walce z Synago-gą szatana wymaga zawierzenia dobroci Bożej oraz Bożemu miłosierdziu. Potrzebna jest więc modlitwa i jeszcze raz modlitwa. Ludzie bardzo często na-rzekają, że Pan Bóg ich opuścił, że im jest tak ciężko żyć; a nie uzmysławiają sobie, iż nigdy szczerze nie prosili, aby Pan Bóg im dopomógł. Ten tak powszechny brak logiki jest zdumiewający.

    Zatem, uzbrojeni w wolę walki, możemy przystąpić do doboru właściwego programu studiów, jednocześ-nie wspierając i trzymając się blisko katolickich nauczycieli i profesorów, wiernych tradycji Koś-cioła świętego.
    Jak rozróżniać rzeczy dobre od złych? – Warto tu-taj pamiętać o starej zasadzie, że „Qui male agit odit lucem” (Kto czyni zło, nienawidzi światła). Trzeba bacznie przyglądać się agitatorom. Należy być powściągliwym w aprobowaniu nieznanych nam organizacji, nawet gdy na pierwszy rzut oka wy-glądają niewinnie, czy zachęcająco. Powiedzmy, to że domokrążny protestant, czy świadek Jehowy, no-si ze sobą Pismo Święte, a różokrzyżowiec rekla-muje się jako chrześcijanin, w ogóle nie oznacza, iż jest ostoją nauki Chrystusa Pana, Mimo szla-chetnych słów i budzącego zaufanie obycia, jego korzenie tkwią w błędzie, w herezji. A złe drzewo nie może wydać dobrych owoców.

    Heretycy, sekciarze i członkowie tajnych sprzysiężeń posiadają doskonałe wyczucie co służy ich sprawie. Nigdy nie będą chwalić tego co jest dla nich niedobre. W tej kwestii się nie mylą, gdyż są ku temu odpowiednio przygotowani. Zatem, nale-ży odrzucać to wszystko co witają z głośnym „Hosanna!” Akceptacja słów, sloganów, zawsze prowa-dzi do akceptacji postępowania, które po słowach następuje. Jest najrozsądniej wszelkie kontakty z nimi sprowadzić do minimum; powiedzmy do ko-niecznych kontaktów służbowych, zawodowych czy klubowych. Nie kupujmy ich książek i prasy, ograniczajmy kontakt z wszelkimi środkami masowe-go przekazu, które szerzą ich propagandę. Należy pamiętać, że to antykatolickie tajne sprzysiężenia przygotowują scenariusz dla antykatolickiej polemiki. Bezmyślne wciąganie się w taką polemikę zazwyczaj służy autorom scenariusza „dyskusji”. Gdy pozostawimy ich samym sobie, szczezną marnie, przestaną istnieć. Taki los spotkał przecież ich protoplastów: starożytnych pogan, a później arian.

    Z czasem, nabyta wiedza i mądrość podpowiedzą nam jak daleko można posunąć się w tolerancji, a kie-dy przestajemy pracować dla osiągnięcia większe-go dobra i służymy wyłącznie złu; kiedy trzeba zdecydowanie odpowiedzieć: NIE! Jest bardzo trud-no to zrobić, gdyż filozofia liberalizmu oduczała nas mówienia „nie”, a chętniej używamy wymijające „może”, „zobaczymy”, czy też „jak się da, to się zrobi”. Tolerancja jest tylko „mniejszym złem”, a nie dobrem. Można, czasowo, godzić się na „mniejsze zło”, aby w końcu móc uzyskać większe dobro. Tak widziana tolerancja jest mądrością, a mądrość nie jest objawem tchórzostwa, lecz cnotą, która reguluje nasze postępowanie. Każdy odruch tolerancji posiada charakter doraźny, a nie trwały. Kiedy dobro nie jest w stanie niczego zys-kać, a jedynie traci, to wówczas tolerancja jest szkodliwa. Powiedzmy, tolerancja ze strony Koś-cioła katolickiego oznacza, iż kierowany miłością nie niszczy ogniem i mieczem tych, którzy do nie-go nie należą, widząc w nich zbłąkane dzieci Boże, ale nie jest obojętny na herezję, na błędy w ety-ce i moralności. Z kolei, przykładem żle pojętej tolerancji jest cackanie się z ideą internacjona-lizmu, która jest złem od korzeni i z której nic dobrego nie da się wycisnąć. Co więcej, interna-cjonalizm nie może odwzajemnić się tolerancyjnością, gdyż tam wczorajsze dobro staje się dzisiaj złem (cykliczne okresy „błędów i wypaczeń”), zgodnie z potrzebami „partii”, czy walki klaso-wej. Nawet pozorna tolerancja własności prywatnej ma na celu zwiększyć skuteczność rewolucji. To tylko taktyka, chwilowe zło konieczne, i nie ma nic wspólnego z tolerancją, gdyż nie ma tam mi-łości.

    Przywilejem człowieka, jako osoby stworzonej na obraz i podobieństwo Boże, jest możność świadome-go działania, możność podejmowania decyzji zgod-nie z własną wolą, po zastanowieniu się. To czło-wieka różni od bestii i czyni wolnym. Atak na wolność człowieka jest atakiem na jego zależność osobową. Z kolei, rozwój wolności człowieka pro-wadzi do rozwoju miłości. Jedynie człowiek jest w stanie kochać, gdyż tylko człowiek jest w sta-nie wybierać przedmiot swojej miłości, zgodnie z wolną wolą. Tym samym, aby móc w pełni kochać, trzeba być wolnym. Miłość nie zna ograniczeń, jest wolna (nie mam tutaj na myśli „wolnej miłości”, która z miłością nie ma nic wspólnego). Nie można kogoś zmusić by kochał. – Człowiek nie jest w stanie miłować „partii”, która go zniewala. Nigdy! – Co więcej, dla obiektu miłości jesteśmy gotowi włożyć wiele wysiłku i samopoświęcenia. Jesteśmy gotowi go chronić, ponieważ w naszym od-czuci jest tego wart. Jesteśmy gotowi oddać wszystko, aby móc posiąść te drogocenną perłę. 1 tak, dla katolika obiektem miłości jest Pan Bóg, Kościół Św., a dalej, w logicznej konsek-wencji, ojczyzna, naród i rodzina. Tym należy tłumaczyć fakt, że ludzie są gotowi oddać swoje życie dla obrony rodziny, własnego narodu, ojczy-zny i wiary świętej. Patriotyzm jest związany ze świętością, a katolicki naród, aby mógł istnieć w świecie grzechu, potrzebuje świętych.

    Miłość do rzeczy stworzonych musi być podrzędna w stosunku do miłości do Pana Boga, ich Stwórcy. Mi-łując własną rodzinę, naród i ojczyznę, nigdy nie wejdziemy w konflikt z miłością do Boga. Tego wy-maga sam Pan Bóg. Inaczej rzecz ma się z miłością do ludzi Pana Boga obrażających. Tutaj z miłością jest ściśle związane miłosierdzie, spowodowane troską o zbawienie duszy każdego człowieka. Po-wiedzmy, troska o zbawienie duszy złoczyńcy jest wykładnią miłości do Boga. Z miłości do Pana Boga mamy obowiązek besztać i obezwładnić złoczyńcę, a kara śmierci jest aktem miłosierdzia wobec nie-go. Odbieramy mu szansę by mógł Boga dalej ciężko obrażać. Co więcej, krytyka i sroga kara odciągną innych od zła, którego notoryczny złoczyńca jest siedliskiem. Ponadto, mówienie o czyichś błędach jest również aktem miłosierdzia, kierowanym miłoś-cią. Można więc krytykować żyda, pragnąc tym sa-mym sprowadzić go na dobrą drogę i przyczynić się do zbawienia jego duszy.

    To jest szczera miłość chrześcijańska, nie mająca nic wspólnego z hipo-kryzją i konformizmem. Co więcej, mówić o żydach to, o czym wszyscy wiedzą, nie może przynieść im ujmy. Tak samo rzecz ma się z komunistami. Kryty-kowanie ich, w imię poszanowania przykazań Bożych i sprawiedliwości, nie daje im prawa do podnosze-nia wrzasku. Wręcz przeciwnie, podnosząc „giewałt”, nadużywają swoich praw. Jedynie katolik zażydzony (skażony etyką sytuacyjną) może czuć się źle, gdy spotyka się z krytyką żydów. Here-tyk, odszczepieniec, zawsze powinien być nazywany heretykiem, a jego poglądy herezją. Tego wy-maga odwieczne prawo sprawiedliwości. Tutaj nad-użyć nie ma. Proszę zwrócić uwagę jak św. Paweł traktował heretyków. Tak samo postępowali pozos-tali Apostołowie. Tę tradycję podtrzymali następ-cy św. Piotra i Doktorzy Kościoła św., aż do czasów Soboru Watykańskiego II. – Dziwne, nie-prawdaż? – Nie może być występkiem, czy odstęp-stwem od postawy miłosiernej, nazywanie zła po imieniu. Trudno jest przecież chwasty nazywać pszenicą. Byłoby to szczytem zakłamania. Jednak, tak wielu współczesnych katolików dopatruje się w chwastach sycącego zboża. Aby się o tym przeko-nać, wystarczy poczytać liberalną prasę katolic-ką.

    Katolickie środki masowego przekazu, posiadające zliberalizowanych dyrektorów i redaktorów, siłą rzeczy stają się sojusznikami tych, którzy walczą z katolicyzmem pod sztandarami liberalizmu; tak otwarcie, jak i z ukrycia. Słowa są przedstawi-cielem idei. Na tym polega ich doniosłość, na tym polega ich znaczenie. Moderniści zachowują katolicką frazeologię bez katolickiego znaczenia. Mówią o Panu Bogu, o wolności, o prawach i obo-wiązkach, ale w oderwaniu od wiary katolickiej. Ich życiową filozofią jest żyć w Kościele jak chrześcijanie, a poza Kościołem jak nakazuje „duch czasu”. Zliberalizowaną prasę katolicką można rozpoznać po jej oportunizmie. Powiedzmy, szczerze oddana wierze katolickiej prasa nigdy nie będzie wypowiadać się przychylnie na temat judaizmu. Mogą to robić tylko oportuniści w ro-dzaju redaktorów „Tygodnika Powszechnego”. Wier-ny Kościołowi rzymskiemu redaktor katolickiej gazety zawsze stawia czoła błędom doktrynalnym. Jak masoneria dzieli się na spekulatywną i prak-tyczną, tak i liberalizm katolicki posiada grupę teoretyków, która poprzez środki masowego głosi dogmaty filozofii liberalizmu, oraz grupę prakty-ków, która stanowi przytłaczającą większość, nie znającą się w ogóle na zasadach liberalizmu. Należący do grupy praktyków, kierowani w życiu hedoniziuem, potulnie podążają za ich fałszywymi prorokami. Chcąc być „na czasie”, traktują trady-cyjny katolicyzm jako reakcję, jako coś, co ma przeminąć bez śladu. Liczą na to, iż wytworzy się nowa teologia, nowa filozofia katolicka, która dopasuje się do „ducha czasu”, do „postępu”. Oczekują nowej teologii, która usankcjonuje ich rozpasanie intelektualne. Nic więc dziwnego, że liberalizm katolicki wypacza pojęcie wiary. Praw-dy objawione przyjmuje nie dlatego, że ich Dawca jest nieomylny, ale dlatego, iż odbiorca jest nieomylny.

    Owszem, jest skłonny zaakceptować dog-mat o nieomylności Ojca Świętego, ale pod warun-kiem, że to zliberalizowani katolicy będą decy-dować kiedy Papież jest nieomylny. Nie ma tam nadprzyrodzonej wiary, lecz tylko ludzkie przeko-nanie. Rola zliberalizowanego działania katolic-kiego sprowadza się głównie do subiektywnego da-wania przykładu dobrych uczynków, do działalnoś-ci charytatywnej, a nie dogmatycznej. W takiej sytuacji nauka. Chrystusa Pana jest zdana na past-wę „wolnej interpretacji wiernych”, a kwestia istnienia Pana Boga podlega głosowaniu.. Zlibera-lizowany katolik, który pomniejsza znaczenie prawdy, przestaje jej bronić. Broni jedynie włas-nych interesów. Czyniąc z katolicyzmu religię milszą dla nieprzyjaciół Kościoła rzymskiego, których pragnie zjednać, automatycznie zdradza katolicyzm. Reprezentuje jedynie własny twór, który odważył się nazwać katolicyzmem, a powinien być nazwany inaczej. Katolickie gazety, w rękach takich redaktorów, przestają być bronią dla wia-ry katolickiej, a stają się tylko straszakami; gdyż spiłowano im iglicę. Zatem, wszelki sojusz ze zliberalizowanymi katolikami jest bezużyteczny. Co więcej, dla Kościoła św. staje się kulą u nogi, gdyż ułatwia działanie dla nieprzyjaciół Stolicy Apostolskiej. Zaprosić ich do wnętrza narodowej twierdzy oznacza zdradę. Wprowadzą między nas chaos, podejrzenia, nieporozumienia, pretensje, niepewność siebie, a wszystko z pożytkiem dla świata herezji, dla ruchów wywrotowych.

    Heretycy są zawsze złymi ludźmi; nawet gdy robią rzeczy dobre, jak wspomnianą już działalność cha-rytatywną, ponieważ docelowy charakter ich postę-powania jest zły, przewrotny. Złodziej nie staje się człowiekiem dobrym przez to, że czasami da żebrakowi jałmużnę. Zło często zasłania się dob-rem, aby móc przeforsować swoje plany. O ile chcemy zwalczyć epidemię, musimy odizolować chorych. Kwarantanna jest tu zabiegiem najsku-teczniejszym. Strońmy więc od zwolenników zdrady rodziny, narodu, ojczyzny i wiary katolickiej. Jak od choroby zakaźnej. Ich wspólnym mianowni-kiem jest „wolność myśli”. Jednego dnia są gotowi wołać „Hosanna!”, a następnego „Ukrzyżuj Go!”. Dzisiaj uczęszczają do kościoła na Mszę Św., a jutro będą gotowi wstąpić do klubu bezbożników. O ich postępowaniu decyduje najczęściej nie rozum i serce, ale żołądek. Są bez charakteru, bez obli-cza. Zazwyczaj są to sceptycy, a wszelka dyskusja z nimi jest stratą czasu.. Chore idee, pozostawio-ne same sobie, nie będą w stanie czynić zła. Z czasem, rozpłyną się w nicość, jak dym na wie-trze. – Wiadomo, chcąc się ratować przed unices-twieniem, będą chodzić za nami jak cień, będą na-wet zmuszać nas, abyśmy się z nimi przyjaźnili. Tak, jak istnieje praktyczny przymus przynależ-ności do PZPR, czy nakaz kochania każdego żyda. – Starajmy się traktować otaczające nas zło z przymrużeniem oka. Zabawiajmy się wyszukiwaniem braku logiki i braku konsekwencji w postępowaniu naszego przeciwnika. Inaczej grozi nam samospalenie się. Nie atakujmy płotek i narybku, atakujmy jedynie rekiny. Starajmy się rozbroić przede wszystkim wojujących aktywistów świata zakłamania, stawiając ich pod pręgieżem opinii publicznej. Pro-wokujmy ich na tysiąc sposobów do zejścia ze złej drogi. Ironia, jako akt miłosierdzi?, na pewno ich upokorzy i może skłonić do zbawiennych dla nich refleksji. Warto podawać do publicznej wiado-mości ich nazwiska, czego panicznie się boją, chowając się za fasadą bezosobowego kolektywu. Mówić otwarcie czym i kiedy starali się zatruć serce i umysł Polaków, do czego skrycie dążą. To jest konieczne. Tylko zadawanie ran śmiertelnych może wroga usunąć z placu boju. Tego nam nie za-brania etyka katolicka.

    Jedynej rzeczy, której nie należy robić, pod żadnym względem, to kłamać. Nigdy! Kłamstwem nie da się. służyć sprawiedliwoś-ci, gdyż oddala nas od prawdy; a jedynie cnota prawdy jest dopuszczalna w dziejach narodu, jest dopuszczalna w jego obronie, w obronie jego reli-gii.

    Zakazy i nakazy świata filozofii liberalizmu są agresywne i narzucają swój pogląd w sposób tyrański, nie dając przeciwnikowi prawa do protestu i odwoływania się. Wolność istnieje tam dla wszys-tkich, za wyjątkiem zwolenników idei narodowej oraz… Ojca Świętego. Tak, narzucony nam liberalizm nawet z Papieża usiłuje zrobić więźnia w mu-rach Watykanu. Lektura codziennej prasy w pełni to potwierdza. W takiej rzeczywistości, widząc nasze zdecydowanie i bezwzględność, przeciwnik uderzy w wypróbowany już lament, że nasze postępo-wanie jest niezgodne z nauczaniem Kościoła Św., że nie kierujemy się w naszym postępowaniu miłoś-cią (tą ekumaniacką), że nie dążymy do braters-twa i pokoju (nawet na świecie!). Zaczną krzyczeć o tolerancji, którą zapewnia im konstytucja (a do której odmawiają nam prawa w sposób bezwzględny), okryją nas długim ciągiem epitetów. Nic nie szkodzi. Obrona przed taką napaścią jest łatwa.

    Oto kilka myśli, które mogą być pomocne w obronie. Zastanówmy się, kogo nauka Kościoła św. potępia, kogo potępia w swych przemówieniach Ojciec Świę-ty: tradycyjnych katolików, zwolenników idei na-rodowej, czy też zwolenników modernizmu, zwolen-ników walki klasowej i heretyków? – Papież, Jan Paweł II, nie może mieć złudzeń, że trwa zawzięta wojna pomiędzy światem herezji i światem kato-lickim. Jest to wojna na śmierć i życie. Jedni, albo drudzy muszą zniknąć z powierzchni ziemi. Jezus Chrystus wyraźnie powiedział kto będzie po-konany, Rzecz w tym, że nie wiemy kiedy to nastą-pi i jakim kosztem. Nie wiemy też ile do tego czasu dusz pójdzie na wieczne potępienie, gdyż o te dusze toczy się walka. Jak więc można zakła-dać, że Ojciec Święty jest w sprzeczności z ka-tolicką tradycją, która sięga czasów Chrystusa Pana? Nigdy Ojciec Święty nie potępił katolika za to, powiedzmy, że przystąpił do Komunii św. uprzednio spowiadając się. Wręcz odwrotnie, gromi nieustannie tych, którzy idąc z „duchem czasu” ignorują sakrament Spowiedzi. To samo można powie-dzieć o innych sakramentach, włączając sakrament Małżeństwa. To samo można powiedzieć o grzechach głównych, które zwolennicy modernizmu starają się lekceważyć. Moderniści ignorują krytyczne wypo-wiedzi Ojca Świętego, twierdząc, że są one wyra-zem prywatnej opinii, a nie w znaczeniu ex cathedra ; a więc, nie są dla nich obowiązujące. Herezja zaw-sze wyszukuje pretekst, aby móc wymigać się przed potępieniem, bowiem przebiegłe mędrkowanie prze-dłuża im żywot. Nie można wybierać z przemówień papieskich wyrwane zdania i interpretować je nie-zgodnie z intencją ich autora, starając się dogo-dzić własnemu widzi mi się. To jest nieuczciwy liberalizm. Podobnie postępują heretycy, protes-tanci, z interpretacją Pisma św. Tak postępują owładnięci „mentalnością masońską” politycy, in-terpretując umowy międzynarodowe.

    Ojciec Święty, Jan Paweł II, nie może tego robić, gdyż to by oz-naczało koniec Kościoła rzymskiego, a ten ma trwać wiecznie, ma być niezniszczalny, gdyż taka jest wola jego Twórcy, Chrystusa Pana. Bramy piekielne go nie zwyciężą. „Każda roślina, której nie sa-dził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana” (św. Mat. 15, 13) . Zatem, jak może Wódz Naczelny, Ojciec Święty, wy-dać rozkaz, w czasie zaciekłej, a może decydują-cej, bitwy, aby starać się nie ranić wroga zbyt dotkliwie? Wmawianie czegoś takiego Papieżowi jest nonsensem. Rodzi się bądź to z krańcowej bezczel-ności, czy też ze skończonej głupoty a bez wąt-pienia nie są mądrymi ci, co ugną się przed tego rodzaju argumentami.

    Kościół katolicki działa w otoczeniu nieprzyjaz-nym. Jednak, problemy dnia codziennego wymagają wzajemnych kontaktów i wzajemnego traktowania się na ogólnie przyjętych zasadach. Zatem, Kościół święty, oprócz misji apostolskiej, musi prowadzić misje dyplomatyczną, której celem jest utrzymanie wzajemnych stosunków z mocarzami tego świata. Mi-sja dyplomatyczna jest jednak podporządkowana mi-sji apostolskiej, co ostatnio potwierdził Ojciec Święty krytykując władze kanadyjskie za sposób traktowania Indian. W misji apostolskiej Kościół święty jest. bezkompromisowy, a jego Hierarchia jest gotowa do poświęceń. Przykładem może być pos-tawa biskupów w krajach rządzonych przez marksis-tów, a w szczególności postawa wielkiego Prymasa, śp. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W misji dy-plomatycznej Kościół św. kieruje się miłosier-dziem, jest życzliwy i pełen cierpliwości. Rzym, który się nie śpieszy, dyskutuje, negocjuje, cza-sami jest tolerancyjny, znosi upokorzenie dla większego dobra w przyszłości. Jednym słowem, Kościół św, jest uczciwie dyplomatyczny.

    Więc, spotkania Ojca Świętego z dyplomatami złych i niesprawiedliwych rządów nie mają nic wspólnego z akceptacją zła i hipokryzji. Spotkania z przy-wódcami sekt, z przywódcami neopogan, z przedsta-wicielami świata masońskiego, z przedstawicielami ateistycznych rządów są kontaktami ściśle dyplomatycznymi i nic więcej. Tam nie może być mowy o darzeniu wyjątkowymi uczuciami, czy też o apro-bacie szatańskiego działania i akceptacji prze-wrotnych doktryn. To, że Jan Paweł II spotyka się z rabinami w ogóle nie oznacza, iż mamy zaprzes-tać zwalczać rabinizm, faryzeizm i rzeczy im po dobne. To, że Ojciec Święty spotka się z ambasa-dorem Kuwejtu wcale nie oznacza, iż akceptuje po-ligamię. To, że Jan Paweł II witał się z aktorem Clint Eastwoodem nie oznacza, iż akceptuje jego sekciarstwo i niemoralny tryb życia aktorów ame-rykańskich. Nawet to, że Józef Lichtenstuhl otrzymał Order św. Grzegorza Wielkiego, w stopniu komandorii – raz jeszcze współczuję św. Grzego-rzowi – wcale nie oznacza, iż Watykan ma stać się siedzibą loży B’nai B’rith. – To jedynie nieucz-ciwi dziennikarze stawiają Jana Pawła II w takim świetle; jakoby aprobował synkretyzm. Często, łą-cząc te dwie misje Kościoła św. apostolską i dy-plomatyczną, nieświadomi katolicy dochodzą do absurdalnych wniosków, siejących zwątpienie w sercu i ból.

    Oczywiście, każda nasza niepewność siebie jest sprytnie wykorzystywana przez naszych wrogów. – Naturalnie, można dyskutować, czy dane pociąg-nięcie dyplomatyczne jest dobre dla nadrzędnej misji apostolskiej; ale tylko tyle. Warto o tym pamiętać. Należy modlić się za Ojca Świętego, aby wypełniał należycie zadania zlecone mu przez Ducha Świętego. Chcąc walczyć ze złem, trzeba znać przyczyny jego powstawania. Wówczas, można ustalić rozsądny plan ich usunięcia.

    W jaki sposób katolik popada w herezję liberaliz-mu? – Dużą rolę odgrywa tu zmasowana propaganda. Środki masowego przekazu, opanowane przez tajne sprzysiężenia (do których zaliczam również partie socjalistyczne i komunistyczne, gdyż ich pan, któremu służą, przebywa w ukryciu), krzewią wolnomyślicielstwo, zmuszają ludzi do przebywania w atmosferze sprzyjającej filozofii liberalizmu. Ludzie, nawet najuczciwsi i o dobrych intencjach, podświadomie wchłaniają liberalistyczną truciznę, tak w życiu społecznym, jak i prywatnym. Co wię-cej, powszechna ignorancja w sprawach wiary kato-lickiej powoduje, że ludzie zaczynają stronić od kontaktów z duchowieństwem, zaczynają stronić od Kościoła św. Niszcząc własne życie religijne, da-ją bezmyślnie upust żartom z księży, z Sakramen-tów Św., z moralności katolickiej, ze świętości w ogóle, a kończąc na szyderstwie z Pana Boga (!) , Droga, po której kroczy herezja, jest stroma na tyle, że jest wprost niemożliwe, aby móc z niej zawrócić; zwykle ten, kto na nią wkroczył, lądu-je na dnie Piekła.

    Deprawacja postawy moralnej rodzi odruchy rewolu-cyjne. Wolnomyślicielstwo krzewi moralność dowol-ną, czyli amoralność. Odrzucając rygory moralne, otwiera drzwi dla kaprysów i emocji. Chaos myślo-wy rodzi chaos w sercu, człowieka deprawuje. Człowiek zdeprawowany na wszelkie sposoby usiłuje zagłuszyć sumienie. Najczęściej sprzedaje duszę za coś, co dogadza jego próżności. Zwykle, rana na sercu powoduje błędność w rozumowaniu. Czy to będzie ugodzona miłość własna, czy to będzie ko-bieta, czy też worek pieniędzy, historia każdej herezji rozpoczyna się podobnie. Człowiek upadły w naturalny sposób skłania się do filozofii, któ-ra akceptuje, usprawiedliwia i chroni jego sła-bości, jego narowy, jego pychę.

    W wyniku grzechu pierworodnego, człowiek jest urodzonym zwolennikiem liberalizmu. Bez sakramen-tu Chrztu św., bez przemyślanej opieki duszpas-terskiej człowiek tonie w objęciach świata Ciem-ności. Opór liberalistycznym pokusom, które domi-nują w życiu publicznym, wymaga dużej samodyscy-pliny, a nawet bohaterstwa. W narodzie, który u-legł liberalizacji, bohaterstwo stanowi rzadki wyjątek. Ilu współczesnych katolików mówi wprost: „Ja nie chce. być bohaterem, ja chcę żyć !” (wygod-nie)? Pokusa uzyskania poparcia od zdeprawowanych środków masowego przekazu, od wpływowych osobistości z wyrobioną „mentalnością masońską”, jest dla większości nie do odparcia. Pragnąc się „urządzić”, wyzbywają się charakteru, wyzbywają się skrupułów.

    Doszło już do tego, że niemal każ-da „gwiazda”, czy to ze świata kulturalnego, nr, też politycznego i zawodowego, ma nieczyste ręce i sumienie. Opowieści o spisywaniu cyrografu z diabłem nie są wytworem wybujałej fantazji. Są zaczerpnięte z życia. W świecie opanowanym przez cywilizacje mechaniczne zawsze dominuje martwota i bezbarwność charakteru, zawsze będą tam chętni by zapisać się do tajnego sprzysiężenia, do „par-tii”, do sekt protestanckich, a nawet do sekt okultystycznych. Inaczej, te wszystkie organiza-cje dawno już podzieliłyby los arianizmu.

    Człowiek uczciwy, aby się wybić, oprócz talentu musi posiadać niebywały hart ducha. Nawet na „wolnym Zachodzie” ludzie najzdolniejsi, jeśli okazu ją charakter, poczucie własnej godności, mogą ko-łatać do wszystkich drzwi, a nikt ich nie przyj-mie, „nie zauważy” ich talentu. Jednak, gdy ktoś przylgnie do tajnego sprzysiężenia, gdy zaakcep-tuje filozofię liberalizmu, gdy zacznie wypowia-dać się, że inne religie są równie dobre jak je-go, że to, w co człowiek wierzy, jest zależne od stopnia wykształcenia i temperamentu, gdy zacz-nie manifestować bezwyznaniowość, natychmiast lo-dy topnieją, a droga do kariery stoi otworem.

    Życie na co dzień potwierdza myśl, że na „wolnym Zachodzie” niezbędnym warunkiem do zrobienia kariery jest podlizywanie się żydom, gdyż oni są siłą napędową wszelkiej przewrotności. Nic więc dziwnego, że z polskich emigrantów najlepiej na Zachodzie „urządzają się” ci, którzy robili ka-rierę w szeregach „partii”, będąc „za żelazną kurtyną”. Mój znajomy, prawnik z wykształcenia, powiedział mi kiedyś w szczerości, że chciałby dożyć chwili, kiedy dolar amerykański upadnie. Wówczas, większość zdeprawowanych groszorobów powiesiłaby się z rozpaczy i ze wstydu, a rodzaj ludzki doznałby oczyszczenia. – Istotnie, naga prawda o świecie grzechu jest przerażająca. – Zanik w narodzie dąż-ności do poszukiwania prawdy, podziwu dla piękna i krytyki brzydoty, powoli przeobraża go we wspól-notę hippisów lub czerwonych brygad, a w konsek-wencji, cały kraj zostaje pokryty łagrami. Seku-laryzacja moralności zawsze podmienia księży policjantami, a klasztory stają się policyjnymi koszarami. Człowiek nie może żyć w chronicznym chaosie, gdzie nie ma miejsca na wartości trwałe i spoza świata materialnego. Żyjąc bez tradycji, bez uznanych i szanowanych autorytetów, człowiek zamyka siebie w niesterowalnym świecie. To jest jazda samochodem z zablokowaną kierownicą.

    W koń-cu, z konieczności, musi więc dojść do rządów po-licyjnych, do brutalnego zamordyzmu. Zatem, filo-zofia liberalizmu usiłuje budować utopię, a przed utopią mamy prawo i obowiązek się bronić, gdyż dążność do utopii jest zdradą własnej rodziny, narodu, ojczyzny, Kościoła św. oraz Pana Boga. -Zostawmy ich! „To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół- wpadną” |św. Mat. 15,14). Starajmy się powrócić do tego wszystkie-go, co zbliża człowieka do Boga; a więc, do sta-rej liturgii, do dania łacinie należytego miejsca w liturgii, do tego wszystkiego co zdało próbę czasu w walce z fałszywymi ideologiami pogaństwa.
    Największe straty możemy zadać zwolennikom filo-zofii liberalizmu wyzbywając się zakłamania (wy-godnictwa) . Wówczas wywrotowe organizacje zaczną świecić pustkami. Należy więc starać się służyć dobrym przykładem, bowiem słowa uczą, ale przy-kłady pociągają. To, co propagujemy, powinno być przez nas stosowane w życiu codziennym, a od tego, co krytykujemy, powinniśmy stronić. Zwolenników zdobywa się dobrym przykładem. Nasze wrogie nasta-wienie do błędów, do kłamstwa, do zakłamania, czy w ogóle do zdrady, nie oznacza wrogości do osoby, która zbłądziła. Brama Canossy stoi szeroko otwarta. Jesteśmy zdecydowani, ale posiadamy miękkie serce. Z tym, że tolerujemy synów marnotrawnych, a nie hipokrytów, czyli wilki, które taktycznie szukają schronienia w owczarni.

    Starajmy się jak najwięcej przebywać w dobrym środowisku. Dodaje to odwagi do działania obron-nego. Ponadto, wspólnie jest łatwiej rozwiązywać problemy. Organizowanie spotkań i zjazdów, na których będziemy dyskutować alternatywne rozwią-zania trudnej sytuacji, dopomoże wypracować przej-rzysty program działania. Dobrze jest nawiązać korespondencję z kimś, kto może służyć swoją mą-drością życiową i doświadczeniem. Mamy jeszcze ludzi mądrych, o dużym doświadczeniu i erudycji, którzy chętnie będą nam służyć radą, gdy ich o to poprosimy. O ile będziemy kierować się dobrą wolą, o ile zdobędziemy się na wyrozumiałość od-nośnie różnic w temperamencie, różnic w osobowoś-ci, głównie spowodowanych rozbieżnością w czasie i przestrzeni, jak to zwykle bywa, gdy zetkną się ze sobą dwa pokolenia, o ile zdobędziemy się na dyscyplinę wewnętrzną i weźmiemy w cugle niepo-trzebne emocje, to jestem przekonany, że wynik współpracy może być budujący. Młodzi mają sporo czasu, by móc pracować dla dobra narodu, tylko nie zawsze wiedzą jak to robić; starzy natomiast wiedzą jak postępować, ale nie mają na to już czasu. Stąd, współpraca jest rzeczą mądrą i ko-nieczną.

    Działacze narodowi w kraju powinni powołać organ nadzorczy, który będzie pilnie śledził powstawa-nie i szerzenie się wszelkiej herezji, będzie analizował metody postępowania ruchów wywrotowych, aby móc wypracować zalecenia do przeprowadzenia akcji zapobiegawczych, jak akcje wydawnicze, ujawniające antynarodową działalność, oraz suge-rować kroki samoobronne. Szczegóły postępowania powinny być opracowane w kraju z uwzględnieniem warunków i możliwości lokalnych. Wszystko można robić zgodnie z Konstytucją i Prawem PRL. Trzeba tylko dobrze poznać przepisy prawne i wykorzystać je, jak najlepiej, do własnych celów.

    Należy dobierać dobrą literaturę i filmy. – Co rozumiem tutaj przez słowo „dobro”? Dobro jest tym, co musi być zrobione, aby zachować porządek natura! vf ustanowiony przez Boskie prawo. Wiado-mo, u komunistów słowo „porządek” oznacza podpo-rządkowanie się. rozkazom; natomiast my, katolicy, przez porządek rozumiemy naturalny stan rzeczy, ustanowiony przez Pana Boga. – Zasada wyboru jest prosta: odrzucamy to, co jest mocno rozre-klamowane przez zliberalizowane środki masowego przekazu. Korzystanie z magnetowidu jest dobrym przeciwdziałaniem deprawacji ze strony telewizji i kina. Nieodzowną jest też lektura książek do-tyczących tzw. teorii spiskowej dziejów. Bez zna-jomości tej dziedziny historii nie może być mowy o trzeźwym, realnym działaniu politycznym i gos-podarczym. Każda katolicka rodzina powinna mieć dostęp do choć jednego katolickiego czasopisma. Jak je wybrać? – Doprawdy, to trudna sprawa. Jest ich niewiele, a prawdziwie katolickich, omawiają-cych otwarcie problemy moralności i doktrynalne jest jeszcze mniej. Nie wiem co jest czytelnikowi krajowemu dostępne. Trzeba poszukiwać na własną rękę. Najlepiej jest popytać sie u kogoś kto się w tych sprawach orientuje. Może u proboszcza, który powinien wiedzieć skąd zdobyć niezbędne in-formacje? Wybór jest naprawdę trudny, gdyż nie wszystko co ma katolicyzm w tytule, czy w podty-tule, jest katolickie. W naszych czasach aż roi się od wilków w owczej skórze. Naturalizm, za-przeczający lub poddający w wątpliwość istnienie świata nadprzyrodzonego, jest wszechobecny. Nawet w prasie katolickiej. Świeckie szkolnictwo stało się ostoją i propagatorem naturalizmu. Szczegól-nie dotyczy to krajów, w których rządzą komuniści, gdzie nie ma katolickich szkół.

    Popularyzowane i przymusowe cywilne śluby, cywilne rozwody, spę-dzanie płodu, cywilne pogrzeby, materializm, a więc doktryna, że naród może żyć bez Boga, ,deprawują ludzi zupełnie. Odmówiono miejsca dla re-ligii tam, gdzie w pierwszym rzędzie być powinna, a więc w szkole. Zatem, należy dołożyć wszelkich starań, aby każde dziecko z katolickiej rodziny mogło pobierać lekcje religii. Nasz dzień ju-trzejszy zależy od tego jak dzisiaj wychowujemy swoje dzieci. Nic więc dziwnego, że Jezus Chrys-tus z takim naciskiem ostrzegał przed gorszeniem maluczkich. Pan Jezus również przykazał: „Dopuść-cie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie (św. Mat. 19,14). Więc, jest w naszym obowiązku prowadzić dzieci do Chrystusa.

    Co najistotniejsze, należy mozolnie przygotowywać ludzi zdolnych do przejęcia wszystkich funkcji państwowych i gospodarczych. Naród, o ile chce być wolny, musi mieć ludzi przygotowanych i goto-wych do sprawowania władzy i prowadzenia gospo-darki kraju. Inaczej, zastąpią nas obcy, a to oz-nacza przedłużenie okresu niewoli politycznej i gospodarczej. Z tego powodu każdy agresor rozpoczyna okupację kraju od likwidacji tych, którzy mają kwalifikacje do przewodzenia narodem, który postanowiono zniszczyć. Powinniśmy wyciąg-nąć praktyczne wnioski z lekcji danej nam w okre-sie międzywojennym przez prawa dziejowe, po trak-tacie wersalskim. Lata 1944-48 są również wymowne w historii naszego narodu.

    Rewolucję zawsze poprzedza rozkład narodu, „kry-zys obywatelski”. Siły rewolucyjne dochodzą do głosu wówczas, gdy narodowi zaczyna brakować po-litycznych autorytetów. Działanie twórcze, służą-ce rozwojowi kraju, zostaje zastąpione agitacją. To nie burdy uliczne stanowią główne niebezpie-czeństwo dla narodu, ale AIDS ideologiczny, któ-rym bez wątpienia jest filozofia liberalizmu. To zabójcza dla narodu próba służenia dwom panom na raz, którą podsyca interwencja ukrytych sił, jak sprzysiężenia masońskie i międzynarodowe organi-zacje. Siła rewolucyjnego sprzysiężenia jest zaw-sze większa niż widać to na pierwszy rzut oka.

    Starym, podstawowym błędem jest oceniać siłę ru-chu wywrotowego po liczbie widocznych jego człon-ków. Przecież rewolucję październikową z 1917 ro-ku rozegrała, z powodzeniem, garstka bolszewików. Jest dla człowieka nieszczęściem, że swoje postę-powanie opiera głównie na własnym doświadczeniu, a nie n, doświadczeniu danym mu przez historię. Stąd, mijają wieki, a ludzkość popełnia te same błędy. Dzięki temu. Szatan jest w stanie zbierać plony bez końca.

    Byłoby niesprawiedliwym winić za tragedię narodu jedynie kilku polityków u władzy, jak powiedzmy winić jedynie Józefa Piłsudskiego za rozmiar klęski wrześniowej z 1939 roku. Odpowiedzialność ponosi liberalizm duchowy elity narodu, który nie pozwala dostrzec powagi sytua-cji. Uśpiony liberalizmem naród nagle staje przed groźbą pożarów i bandytyzmu. Jest zaskoczony i bezradny. Impet każdej rewolucji jest zaskocze-niem dla narodu. Jej zdyscyplinowane i bezwzględ-ne oddziały, choć początkowo nieliczne, są w sta-nie rozbroić i opanować chwiejnych i chaotycznych, cichych i otwartych, zwolenników filozofii libe-ralizmu, urastając w ciągu jednej nocy w potęgę. Piłsudski mógł dojść do władzy i przy niej pozos-tać, a po jego śmierci sanacja mogła utrzymać się przy władzy, gdyż Obóz Narodowy był już zatruty jadem filozofii liberalizmu. Zliberalizowana opi-nia publiczna pozwoliła Piłsudskiemu, mimo wszys-tkich nieprawości jakich się dopuścił, pozostać u władzy. 15 maja 1926 roku i przez następne ty-godnie, miesiące i lata rozlegał się tchórzliwy lament. „Pokój! Pokój! Za wszelką cenę pokój!”. Była to kapitulacja przed Szatanem. Skoro zlibe-ralizowani narodowcy i ludowcy nie chcieli prze-lać nieco krwi w roku 1926, to w latach 1939-48 polało jej się o wiele, wiele więcej. Wytworzyła się duchowa próżnia, którą wypełniły obce agen-tury, a za wszystko, jak zawsze, zapłacił naród polski: morzem przelanej krwi i dewastacją kraju. Prawa dziejowe są bezwzględne.

    Czy to wszystko, o czym wspomniałem w niniejszym rozdziale, tak pobieżnie, jest możliwe? Sądzę, że tak. Chociaż, niektórzy czytelnicy mogą być innego zdania. Panuje bowiem pogląd, iż siła oraz sukces wymagają dużej ilości zwolenników, że o sile decyduje ilość. W rzeczywistości, prawdzi-wa siła, w moralnym jak i fizycznym sensie, za-wiera się raczej w stężeniu, a nie w zasięgu.

    Św. Ignacy de Loyola założył Zakon Jezuitów tylko z dziesięcioma współtowarzyszami. Jednak jakość tych przyjaciół była tak wielka i budująca, że zazdrościli mu ich najwięksi wrogowie Kościoła świętego, jak przywódcy Iluminatów, a później, ich następcy: Lenin i Himmler.

    To umiłowanie prawdy dodaje ludziom wigoru oraz ich uskrzydla. Wiara, przekonanie co do słusznoś-ci sprawy, o którą się walczy, zawiera siłę sama w sobie. Najlepiej przekonał się o tym Kserkses pod Termopilami, a bolszewicy w Finlandii. Każde ludzkie pokolenie będzie miało swoich here-tyków, bluźnierców i siewców zgorszenia. Jednak, będąc takimi, częstą kierują się modą, wygodnic-twem, często są pozerami, a na łożu śmierci będą odchodzić do wieczności z aktem żalu i skruchy w sercu. Szeregi rozległej armii Szatana są bar-dzo kruche, gdyż Pan Bóg „udaremnia zamysły przebie-głych” (Hi 5,12) .

  7. Piotrx said

    „Gigantomania” Romuald Gładkowski – cz1.

    Toronto-1992
    /fragmenty/

    WSTĘP.
    Tak często posługujemy się słowem “naród”, że Polacy przeciętni dopatrują się w nim frazesu politycznego, tracącego banalnością. Niewielu zdaje sobie sprawę, że naród polski stanowią „wszyscy” Polacy: ci, którzy żyli w przeszłości, którzy żyją obecnie i którzy będą żyli w przyszłości. Każdy naród charakteryzuje się więzią biologiczną, więzią terytorialną oraz więzią duchową. Najważniejszą z nich jest więź duchowa, gdyż przenosi naród do wieczności. W skład więzi duchowej wchodzi religia, kultura i koncepcja honoru, która opiera się na koncepcji Boga, wszechświata oraz życia i śmierci. Tym samym, naturalni przywódcy narodu muszą kierować się w swoim postępowaniu poczuciem honoru historycznego.

    Władza prawowita nie opiera się na „woli ludu”, ani też na woli „jednostki”, lecz „na prawie naturalnym”. Stąd, naród może być prowadzony do rozwoju, do życia, lub do zagłady, do śmierci. Jeżeli rozumienie i respektowanie prawa naturalnego jest tak doniosłe w życiu narodu, to muszą istnieć przywódcy, musi istnieć elita specjalistów, która będzie ustalać co należy robić, jak należy robić i czego nie wolno robić. Skoro we wszechświecie obowiązuje struktura hierarchiczna, zorganizowanie narodu również powinno opierać się na systemie hierarchicznym, w którym każdy szczebel jest ważny i posiada ustalone prawa i obowiązki.

    Kto powinien wybierać przywódców? Może zapytam inaczej. Czy masy są w stanie wybrać przywódców? Bardzo wątpliwe. Masy nie mogą wybrać dla siebie przywódców, podobnie jak żołnierze nie wybierają dla siebie generałów. Nie znają bowiem dobrze praw obowiązujących w zorganizowaniu życia państwowego. Decyzja mas nie opiera się na wiedzy i sprawiedliwości, ale na zawierzeniu szczęściu. Masy zazwyczaj wybierają kandydatów najgorszych z możliwych. Najchętniej Barabasza. Stąd, w systemie demokratycznym, każda wesz polityczna poluje na szczęście. Jak w szulerni. Do głosu dochodzą demagodzy i szarlatani, wyzbyci skrupułów i poczucia godności. Wówczas, przywódcy naturalni muszą być odsunięci od władzy, gdyż odmówią współpracy na obowiązujących zasadach korupcji i zakłamania. To masy wybierają sznur dla własnej egzekucji. Nazywamy to samobójstwem narodowym.

    Jeżeli jeden głos więcej może zadecydować co ma być prawda i jaka będzie obowiązywać ideologia, to ile to może mieć wspólnego z prawda i sprawiedliwością? Prawda nie jest wytworem opinii większości, lecz posiada własne prawo, które jest silniejsze od woli wszystkich większości świata. Jest to prawo Boże. Tylko dureń skończony może uzależniać od wyników głosowania przyjęcie prawa naturalnego. Powiedzmy, kto o zdrowych zmysłach będzie uzależniał od głosowania decyzję, kiedy człowiek staje się człowiekiem i kiedy ma prawo do życia? Mimo wszystko, zwolennicy demokracji to robią.Przywództwo w narodzie powinno być oparte na „selekcji”, a nie na głosowaniu, czy też na dziedziczności.

    To elita istniejąca wybiera (namaszcza) swoich następców. Jak w hierarchii Kościoła. W przypadku, kiedy naród pozostaje bez przywództwa naturalnego, nowa elita wyłania się z wojny toczonej z elitą zdegenerowana i fałszywą. Czyli, również obowiązuje prawo selekcji. Historyczny błąd dziedziczności doprowadził do degeneracji władzy. – Tak często, ojciec jest utalentowanym przywódcą i twórcą, syn jest niedojdą, a wnuk rozbójnikiem. Powstanie demokracji było sprzeciwem wobec degenerującej dziedziczności. Jednak, odstępstwo od zasady selekcji doprowadziło do błędu większego, którym jest głosowanie powszechne.

    Przede wszystkim, system demokratyczny rozbija nam jedność narodową. Dzieli naród na zwalczające się wzajemnie grupy i grupeczki, które okażą się bezsilne w przypadku decydującej chwili historycznej (jak we wrześniu 1939 roku). Dalej, wielopartyjny system demokratyczny rozbija ciągłość rozwojową narodu. Bowiem, każda partia niweczy wysiłki swoich rywali. Pięćdziesiąt jeden procent głosów może zniszczyć najgenialniejsze pomysły i najszczersze chęci. Tutaj, polityk staje się niewolnikiem wyborców, a raczej tych, którzy manipulują wyborcami. Demokracja pozbawia naród autorytetów, gdyż w obawie przed utratą popularności przywódcy nie są w stanie karać złodziei i oszustów. Zaczyna brakować siły wykonawczej.

    Równość demokratyczna? Jakim prawem mamy być zrównani z naszymi pasożytami? Przecież równość wymaga, aby rzeczy nierówne traktować w sposób nierówny. Jakim prawem żydzi mają być autorami zagłady państwowości polskiej? Jako “lud Boży”?

    Ktoś może zapytać, skoro demokracja okazuje się być niedorzecznością pod każdym względem, to dlaczego w dobie obecnej stała się systemem obowiązującym na całym świecie? Otóż, demokracja, jako system rozrzutny i swawolny, wymaga dużej ilości pieniędzy; a te są w rękach plutokracji. Tym samym, dla międzynarodowej finansjery żydowskiej socjal-demokracja (anarchia polityczna i niewola ekonomiczna) wydaje się być systemem najbardziej dochodowym i dlatego ją popiera.

    Tak, demokraci żydomasońscy posługują się niespotykanie perfidną maskaradą; z jednej strony, udają apostołów pokoju i ładu na ziemi, a z drugiej, podtrzymują wojnę człowieka z Panem Bogiem.

    Archanioł Michał postawił pytanie: “Któż, Jak Bóg?”. – Nikt! Samokreowani bogowie współcześni, jak masoni, humaniści i ateiści, są wykorzystywani przez Pana Boga po to, aby oczyścić wnętrze Kościoła. Z czasem, przestaną istnieć; jak to już bywało w przeszłości historycznej. Mimo, iż na naszych oczach zmienili nam się księża i siostry zakonne, gdyż pozbywając się munduru żołnierskiego armii Chrystusa Króla, sprawili wrażenie, iż wstydzą się swojego zawodu, co pogłębiło zwątpienie u wiernych, Pan Bóg, Stwórca wszechrzeczy, nie zmienił się. To jest pewne. Pan Bóg nie może się zmienić, ponieważ jest Prawdą odwieczną: w przeszłości, obecnie i w przyszłości. Z niezmienności Bożych planów wypływa nadzieja dla całego rodzaju ludzkiego.

    Fama głosi, że mimo wszystko będziemy mieli masońską „New Age”. Bez czyśćca nie może być oczyszczenia. W Polsce, „novus ordo seclorum” zainauguruje wybór arcybiskupa Henryka Muszyńskiego na Prymasa Polski. Od tego momentu, klucze do polskich kościołów mają być zdeponowane u rabinów. Lecz to są tylko plotki(?).

    SUPERWŁADCY I SUPERWŁADZA.
    Historia jest wynikiem działania ludzkiego. Jest dziełem tych, którzy walczą, aby tworzyć rzeczywistość nową i nie ma wydarzeń, które byłyby bez przyczyny. To, że obecnie tak wiele narodów żyje pod uciskiem politycznym i gospodarczym, wbrew własnej woli, jest dziełem sił istniejących, które zmuszają do tego. Przecież, rewolucje wstrząsały światem głównie dlatego, gdyż zawczasu były bardzo dobrze przygotowane.

    Powiedzmy, wybuch protestanckiej Reformacji, w roku 1517, był przygotowany nie przez Marcina Lutra, który był jej pionkiem, ale przez siły o wiele większe, pracujące nad judeizacją Kościoła rzymskiego przez dobre kilka wieków naprzód. Reformacja była próbą zredukowania chrześcijaństwa do wymiarów Starego Testamentu. Pierwej, różokrzyźowcy dokonali syntezy sekt istniejących, od gnostyków począwszy, a kończąc na kabalistach. Kabała była teozoficzną filozofią żydów, którą przyjęli masoni. Luter mógł odnieść sukces, gdyż książęta pruscy od dawna czekali na niego. Zresztą, nie tylko oni, lecz cały świat intelektualny owych czasów, włączając w to katolickich duchownych. Papież Adrian VI usiłował wprowadzić dyscyplinę wśród biskupów i prałatów. Daremnie, gdyż urzędował zaledwie dwadzieścia miesięcy. Walka z Rzymem stała się modna. Preteksty do niej, jak odpusty, były bez znaczenia; bowiem, wszystkie sekty łączyła cecha wspólna: nienawiść do katolicyzmu. I to im wystarczało.

    Jan Kalwin poszedł dalej od Lutra w kabalizowaniu chrześcijaństwa. Nadał mu charakter ekonomiczny. U kalwinów zamożność miała być rękojmią, że Pan Bóg im błogosławi i przygotowuje dla nich miejsce w niebie. Jednym słowem, jak u żydów; bez wypchanego trzosu, nie ma zbawienia. Tam, lichwa uzyskała poparcie religijne. Było to przyjęcie idei żydowskiej, że z “obcego” można zdzierać ile się tylko da. Miasto Pana kalwini zamienili w Miasto Złota. Paryska B’nai B’rith w pełni doceniła zasługi Kalwina w dziele przeobrażenia Europy. W roku 1936 ogłosiła, że Kalwin był żydem, a jego nazwisko prawdziwe jest Cohen. Kalwin był ojcem anglosaskiego superkapitalizmu. Dał początek nowej rasie wybranej WASP, której wiernym synem jest również prezydent USA George Bush. Od czasów Kalwina, fabrykowane kryzysy ekonomiczne poczęły regularnie rujnować miliony ciułaczy, aby przez to wzbogacić setki “wybranych”.

    To nie jest wszystko. Zrujnowani nieszczęśliwcy stali się regularnymi dostawcami mięsa armatniego w wojnach o podłożu ekonomicznym. Piraci finansowi poczęli budować wymarzony przez ży-dów New World Order. W konsekwencji, planowanie ekonomiczne przestało mieć charakter gospodarczy. Stało się narzędziem polityków do uprawiania polityki. Stąd, wszelkie “najgenialniejsze” plany ekonomiczne w praktyce rujnują gospodarkę kraju, w którym nawet droga, po której ludzie chodzą, nie należy do narodu. Chociaż, oficjalnie jest to nasza zagroda i “nasza gospodarka”.

    Obecnie, kiedy marksizm i kapitalizm rasowy zostały skompromitowane całkowicie, w walce z narodami katolickimi ich miejsce zajęła niepodzielnie mieszanka marksizmu z freudyzmem; również stuprocentowa mieszanka żydowska, która pod płaszczykiem humanitaryzmu szerzy nierząd w rodzinach katolickich.

    Mam na myśli w tej chwili ruch „New Age”. Wielu czytelników zapewne sądzi, że ruch ten jest ruchem ściśle okultystycznym. Tak nie jest, gdyż jest to ruch o charakterze „politycznym”. Jest ruchem politycznym przystrojonym w dziwactwa świata okultyzmu. Jest to ruch rewolucyjny, buntowniczy, prący do utworzenia “nowego porządku w świecie”, o którym prezydent USA, George Bush, tyle razy już wspominał, jako o celu jego życia. Jest to atak na chrześcijaństwo, a w istocie rzeczy, atak na cywilizację łacińską z katolicyzmem w jej centrum. Jest to atak na hierarchiczne królestwo Chrystusowe i jednocześnie jest to atak na Kościół i Państwo (burzenie tronów i ołtarzy).

    Tym samym, ruch „New Age” jest parasolem ochronnym dla wszelkich ruchów heretyckich w Kościele katolickim (włączając w to herezje ks. biskupa Muszyńskiego), dla sekt wszelkich, z satanizmem włącznie, dla feminizmu i sodomii. Szczególnie Europejczyk “postępowy” fascynuje się kultem „New Age”, gdyż ruch ten obiecuje każdemu wyzwolenie od napięcia psychicznego, wyzwolenie od chorób, obiecuje narcystyczną filozofię życia, która ma poprowadzić do powtarzalnej ekstazy orgazmicznej. Pod jego wpływem, katolicy, a nawet ateiści, staja się teistami. Aktywiści tego ruchu dążą do utworzenia jednej religii ogólnoświatowej, czyli do odrestaurowania szczerego pogaństwa, oraz do utworzenia jednego rządu ogólnoświatowego (Izraela z epoki Wodnika).

    Ruch „New Age” jest w pewnym sensie wzbogaconą teorią ewolucji, głoszącą o możliwości całkowitego zgłębienia tajemnic Bożych. Jest to próba skonsumowania z drzewa wiedzy już nie jednego jabłka, ale wszystkich jabłek na raz. Czyli, jest to uatrakcyjniona forma ruchu humanistycznego. Jej zwolennicy, wyrzekłszy się Pana Boga, usiłują doszukiwać się prawdy w samym sobie. Wyraźnie jest to powiedziane w II Manifeście humanistycznym.

    Dalej, cała ich teoria ewolucji człowieka jest podsumowana w marksizmie. Nic więc dziwnego, że zbankrutowani komuniści są wymieniani na ruch „New Age”. Przecież, religia humanizmu sekularystycznego jest mieszanką masonerii, socjalizmu i wierzeń ruchu „New Age”. Wspólnie, uczynili z człowieka boga, który ma tworzyć prawdę własną. Stąd, marksista, żyd-kabalista, mason, teozof i jawny satanista, czują się jak bracia i z tak dużą łatwością przechodzą koniunkturalnie od “odnowy” do “odnowy”, aby tylko ewolucja rewolucji ogólnoświatowej posuwała się do przodu. Jednoczy ich gnoza kabalistyczna, na której oparła się religia masońska. Przecież, Marks, Lenin i Trocki byli teozofami.

    Tym samym, komunizm, jako narzędzie masońskie, jest składową ruchu „New Age”. Nawet w Polsce komuniści wprowadzili pojęcia “Nowych dróg” oraz “Nowych czasów”. Tak, komunizm nie jest martwy. Zmienia jedynie nazwę. W historii ZSRR zmieniał nazwę sześć razy. Obecnie, znowu przeobraża się w socjaldemokrację. Usiłuje uwolnić się od przerostów biurokratycznych, usiłuje wzmocnić się organizacyjnie i lepiej dopasować na arenie międzynarodowej.

    Istotnie, celem prawdziwym pierestrojki jest zmodernizować pierwsze państwo prawdziwie żydowsko-masońskie. Bez tego, utworze-nie żydowsko-masońskiego supermocarstwa europejskiego by-łoby niemożliwe. Stany Zjednoczone Europy mają być zdrowszą wersją Związku Radzieckiego. Od Atlantyku po Ural. W tym celu, żydomasoneria będzie musiała w końcu brutalnie rozprawić się z kulejącym nacjonalizmem państw europejskich. Stąd, robi obecnie wszystko co jest w jej mocy, aby wziąć pod ścisłą kontrolę radziecki arsenał nuklearny. W obliczu powyższego, powstawanie nowych państw, jak Litwy, Łotwy, Białorusi, Ukrainy, czy też państewek bałkańskich, zakrawa na kpinę. Żydomasoneria współczesna wypełnia prawo talmudyczne, które domaga się zniszczenia narodów, stopienia ich w jedną mieszankę rasową, aby synowie Izraela mogli władać światem niepodzielnie.

    Tak, faryzeizm starożytny przeobraził się w talmudyzm, który zakłada, że wyniszczenie chrześcijan jest ofiarą konieczną. Stąd, żyd nadal pozostaje skarabeuszem świętym, niezależnie jak bardzo posiada splamione krwią ręce. Dobrze pamiętamy, jak to władze w PRL wędrowały od jed-nego “okresu błędów i wypaczeń” do następnego. Wprawdzie, zmieniali się nam sekretarze “partii”, lecz prawdziwy oprawca Polski, Jakub Berman pozostawał nietknięty. Do grobowej deski. Podobnie było w Kraju Rad. Przewodzili: Lenin, Stalin, Chruszczow, Breżniew, Andropow i Gorbaczow. Pomimo burzliwych przemian, prawdziwy oprawca Słowian, Lazar Mojsiejewicz Kaganowicz, pozostawał również nietykalny. Zmarł w moskiewskim mieszkaniu, w wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat, w lipcu 1991 roku. Niemniej jednak, dzieci i wnuki oprawców Rosji poczęli pierzchać w popłochu. Nawet do Izraela. Na wszelki wypadek. Widocznie, węszą pojawienie się nowego “Chmiela”.

    Pragnę tutaj przypomnieć, że komunizm i socjalizm oznaczają jedno i to samo. Z tym, że komunizm jest socjalizmem wprowadzanym w trybie przyspieszonym. Komuniści pragnęli narzucić socjalizm siłę, za to socjaliści pragnę dojść do tego samego drogę perswazji; powiedzmy, drogę wyborów demokratycznych. Przecież, osła można przemieścić z punktu A do punktu B na dwa sposoby. Można go przeciągnąć na siłę, na powrozie owiniętym wokół szyi, co robię komuniści, albo też można położyć w punkcie B snopek owsa i osioł pójdzie tam dobrowolnie, co robię socjaldemokraci. Jednak, w obu przypadkach osioł NIE JEST istotą wolną, gdyż realizuje zamierzenia swojego pana, który postanowił mieć osła w punkcie B.

    Krótko mówiąc, socjalizm jest próbę wprowadzenia demokracji do życia gospodarczego kraju. Wprawdzie, socjaldemokraci nie zabiorę ziemi przemoce, nie skonfiskuję warsztatu pracy i nie skonfiskuję oszczędności, lecz użyję rzędu do kontroli ziemi, do dyktowania co należy produkować, kiedy i w jakich ilościach, do nałożenia tak wysokich po-datków, aż kraj zamieni się w obóz niewolniczy. Nic w tym dziwnego, że socjalizm został postawiony tuż obok rzędu ogólnoświatowego; bowiem, socjalizm jest kontrolę ekonomiczną obywateli poprzez rząd, poprzez podatki, ustawy i biurokracje, poprzez wielką finansjerę.

    Socjalizm, jako ideologia, istniał już przed opublikowaniem “Manifestu komunistycznego”, w 1848 roku. “Manifest” miał być próbę zorganizowania i uporządkowania istniejącego już socjalizmu. Fryderyk Engels wyznał, w roku 1888, że nie mogli z Marksem nazwać “Manifestu” socjalistycznym, gdyż socjaliści byli powszechnie uważani jako durnie marzący o utopii. Stąd, użyto słowo “komunistyczny”.

    Program “Manifestu komunistycznego” jest programem obecnej socjal-demokracji; a więc, dążenie do likwidacji własności prywat-nej, kontrola ziemi, zniszczenie rodziny, szkolnictwo publiczne, czyli państwowe, zniszczenie sakramentu małżeństwa, zniszczenie państw i narodów, zniszczenie respektu dla odwiecznego prawa naturalnego itd. Karol Marks uznał, że pierwszym krokiem w rewolucji jest wygrać bitwę o demokrację. Tak, socjaldemokracja współczesna sięga korzeniami do marksizmu. Bowiem, kiedy rządzi większość, w oparciu o głosowanie demokratyczne, przeciętny obywatel nie posiada praw żadnych. Wszystko może być mu zabrane. Tak, czytelniku, pięćdziesiąt procent plus jeden może zabrać twoją własność, może pozbawić cię pracy, może odebrać ci dzieci i żonę, może zrobić z tobą co tylko zapragnie.

    To czeka każdego, kto pozwoli rządzić większości. Pod rządami socjal-demokratycznymi naród polski zamieni się w stado baranów bezwolnych. Rząd dla “ludu”, w wydaniu “ludu”, jest masturbacją polityczną i prowadzi do motłochokracji.

    O ironio, demokracja ma być systemem, który opiera się na założeniu, iż większość ludzi jest w stanie decydować czego pragnie i potrafi podejmować decyzje odpowiedzialne i dojrzałe. Poprzez dostęp do urn wyborczych, demokracja ma być rządem “większości”, czy też “wolnością”. Stąd, ogłupiały Słowianin, niezależnie gdzie mieszka, w Moskwie, w Kijowie, czy też w Warszawie, w swoim działaniu politycznym nie sięga wyżej “swobód demokratycznych” oraz “wolnoś-ci”. Zgłupiał już do tego stopnia, że nawet nie przychodzi mu na myśl, aby pragnąć czegoś więcej. Musi więc przegrywać w zmaganiach politycznych.

    W istocie rzeczy, demokracja jest wielką lipą. “Większość” nigdy dotąd nie rządziła i nie będzie rządzić. To mniejszość, i to zdecydowana, zawsze rządzi, ponieważ mniejszość jest w stanie myśleć i działać niezależnie, samodzielnie. Reszta potrafi jedynie myśleć tak, jak myśli motłoch i postępować tak, jak postępuje motłoch. Tym samym, ludzie myślący samodzielnie potrafią manipulować baranami bezwolnymi; nawet zgrupowanymi wokół urny wyborczej, gdyż usypiają ich złudzeniem, że baran też może wypowiedzieć się. Bez wątpienia, demokracja, jako metoda trzymania baranów w zagrodzie, nie jest najgorsza. Tam, nawet matoł skończony może czuć się szczęśliwy. Od czasu do czasu. Jednak, niebezpieczeństwo rządów demokratycznych zawiera się w tym, że zakulisowa mniejszość rządząca może stanowić narodowy element pasożytniczy, który pracuje na rzecz sił obcych i wrogich. Nie należy więc dziwić się, że Marks faworyzował demokrację.

    Zasada większości z prawa czyni bezprawie. Rządzący nie powinni manipulować prawem. To prawo ma rządzić rządzącymi. Tym prawem jest źródło wszelkich praw na ziemi, prawo Boże, odwieczne prawo naturalne. Często ludzie zastanawiają się, dlaczego w krajach Europy Wschodniej, szczególnie w Polsce, powstało tak dużo partii i ugrupowań demokratycznych?

    Otóż, okazuje się, iż rząd USA nie żałuje pieniędzy na ich rozwój. Oferuje szkolenie i pomoc techniczną. Nawet prezydent George Bush sypnął nieco grosza dla prawosławia, aby je wzmocnić oraz przysporzyć kłopotów katolikom. Żydomasoneria potrzebuje krzyżówek demokratycznych w każdym kraju europejskim. Im jest ich więcej, tym jest większy bałagan, tym woda polityczna jest mętniejsza i łatwiej jest w niej łowić ryby, a także realizować własne plany długofalowe. Przecież, Bank Europejski dla Odbudowy i Rozwoju Europy Wschodniej rozwija ruch mniejszości narodowych, czyli grup pasożytniczych, rozwija indyferentyzm i kosmopolityzm. W podobnym celu powołano do życia Europejską Konferencje do spraw Współpracy i Bezpieczeństwa, która zajęła się “ochroną praw człowieka”; a praktycznie, ochroną praw pasożyta mniejszościowego. F.D. Roosevelt proroczo przepowiedział, że w końcu wszyscy staniemy się Amerykanami.

    Należy zadać sobie pytanie, czy życie w Europie Wschod-niej może być lżejsze, kiedy nastanie tam kapitalizm amerykański? Wątpię. Przecież, amerykański system rządzenia trzyma większość ludzi bez kapitału i zdanych na łaskę wypłaty. W tym jest bardzo podobny do socjalizmu. To prawda, że w systemie socjalistycznym rząd nie toleruje nawet najmniejszej opozycji.

    Skoro rząd socjalistyczny ma zapewnić obywatelowi wszystko, byłoby niedorzecznością domagać się od niego, aby zapewnił istnienie opozycji. Bowiem, opozycja „prawdziwa” jest sprzeciwem opartym na własności prywatnej. Jedynie niezależność ekonomiczna umożliwia stawianie oporu skutecznego. Przede wszystkim, kapitalistyczny totalitaryzm ekonomiczny jest gorszy w skutkach, aniżeli socjalistyczny totalitaryzm wojskowy. Kartel posiada tak dużą siłę, która nie tylko uniemożliwia ludziom prowadzenie buntu, ale również uniemożliwia kupowanie i sprzedawanie czegokolwiek, co nie posiada znaku handlowego monopolu. Przecież, kiedy liczba artykułów rynkowych zawęża się, despotyzm rządowy przybiera na sile. Nie ma .wówczas już miejsca ani na honor, ani na szlachetność, ani też na poczucie humoru. Monopolowy system usług społecznych zamienia ludzi w niewolników bez lojalności.

    Nie należy więc dziwić się, że pierestrojka Gorbaczowa dopraszała się o więcej socjalizmu i o więcej demokracji. Wszelkie zmiany proponowane przez Gorbaczowa miały wzmocnić władanie karteli. Usuwając skorumpowany komunizm, pozostawił socjalizm w opierzeniu demokratycznym. Przecież, już w roku 1988 Gorbaczow oświadczył na forum ONZ, że jego celem jest stworzyć światową wspólnotę państw opartych o “regułę prawa”, opartych na panteistycznej doktrynie o niepodzielności. Nawrót do panteizmu nie może być postępem. Jest regresem. Tak często zapowiadany nowy porządek w świecie jest fuzją socjalizmu oraz idei rządu ogólnoświatowego. Do tego samego dążą więc Bush, Gorbaczow, Jelcyn, Havel oraz wypasiony na polskim chlebie Balcerowicz.

    Masońska doktryna o niepodzielności zakłada, że wszystko musi być równe; ludzie także. Skoro w świecie rzeczywistym równość nie istnieje, jest mitem, masoni postanowili równać wszystko za pomocą siły; przemocą usankcjonowaną „ich” prawem. To jest ich „reguła prawa”. To jest ich “świat w ramach prawa”, o którym również wspomina prezydent USA Bush.

    Tyle obecnie mówi się o prawie międzynarodowym, a tak mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że prawo jest niczym, jest bez znaczenia, o ile nie stoi za nim siła. Tym samym, każdy, kto domaga się prawa międzynarodowego, automatycznie dopomina się o międzynarodowe siły zbrojne. Tego rodzaju prawo powszechne byłoby prawem jakiego świat do tej pory nie widział. Jest to antychrześcijańska koncepcja zorganizowania świata, usiłująca usunąć z wnętrza człowieka poczucie grzechu i winy, usunąć respekt dla Bożych przykazań. W świecie proponowanym przez masonów nic nie istnieje, lecz wszystko staje się. Proszę zwrócić uwagę, że w każdym kraju “rządy demokratyczne” rozpoczynają się od utworzenia loży masońskiej. Katolicka Chorwacja nie stanowi wyjątku. Nic też dziwnego, że w imię “obrony demokracji” jest ignorowana wola przytłaczającej większości obywateli, którą łamią czołgi i samoloty Międzynarodowego Funduszu Waluto-wego oraz Banku Światowego. Tutaj, wszelkie odruchy patriotyzmu rzekomo stanowią niebezpieczeństwo dla pokoju ogólno-światowego.

    Na łamy prasy naprędce wprowadzono taki dziwoląg, jak patriotyzm globalny, który jest błędem z definicji. Wiemy już oficjalnie, że plutokracja nowojorska przystąpiła do tworzenia rządu ogólnoświatowego. Przecież, nawet Jakub P. Warburg wbijał do głowy senatorom amerykańskim, w latach pięćdziesiątych tego stulecia, że “powinniśmy mieć rząd ogólnoświatowy, niezależnie, czy to wam się podoba, czy też nie; jeżeli nie drogą wspólnego porozumienia, to przy pomocy siły”. Wojna w Iraku w pełni potwierdziła jego słowa. Tutaj, mała uwaga odnośnie wojny w Iraku. Gdyby Ameryka-nie naprawdę chcieli karać agresorów i złodziei na Bliskim Wschodzie, to powinni zrzucać bomby i kierować rakiety na Tel Awiw, a nie na Bagdad. Po prostu, w Kuwejcie nigdy nie było wolności i demokracji. Stąd, nie było powodów, aby szczególnie tam odrestaurowywać swobody demokratyczne. Ta wojna służyła interesom żydostwa międzynarodowego oraz izraelizmu brytyjskiego. Jakiekolwiek popieranie tej wojny było popieraniem kłamstwa; a właściwie, całej serii kłamstw. Tutaj , honor narodowy, który w innych okolicznościach jest wyszydzany przez dziennikarzy liberalnych, wykorzystano do przeprowadzenia kolejnej rzezi, zaplanowanej przez Izrael.

    O ironio, ludobójcy widzą w sobie bohaterów. W istocie rzeczy, w owej rzezi Persów nie było ani krzty honoru, ani też dojrzałości narodowej. – Tak na marginesie, to najzagorzalszymi zwolennikami karnej ekspedycji, wojskowej Busha, w Zatoce Perskiej, byli członkowie Rotary Club. Ci zawsze chodzą na smyczy żydowskiej. Wiadomo, biznesmeni. – Nowy porządek w świecie? Porządek, który zaproponował światu George Bush, nie jest ani nowy, ani też nie jest porządkiem. Jest to stary i wyświechtany masoński burdel polityczny oraz gospodarczy.

    Ani George Bush, ani też Icek Szamir w skrytości ducha nie pragną pokoju, gdyż wojny dają im siłę we władaniu narodami. Przecież, na banknocie jednodołarowym, który symbolizuje religię masońską Ameryki, tłem dla piramidy trzynastowarstwowej jest pustynia symbolizująca zniszczoną wojnami Europę chrześcijańską. Religia masońska jest religią zysku. Wojny na starym kontynencie zawsze dawały żydomasonom bajońskie sumy zysku. Stąd, mason zawsze modli się do Ozyrysa o błogosławieństwo w prowadzonej wojnie. George Bush uczynił to publicznie, w dniu 17 stycznia 1991 roku.

    Pomysł rządu ogólnoświatowego nie jest nowy. Żyd Adam Weishaupt, twórca Zakonu Illuminatów w dniu 1 maja 1776 roku, był przekonany, że jest konieczne, aby ustanowić reżym uniwersalny oraz imperium obejmujące cały świat. W swoich zwierzeniach był szczery; “Książęta i narody muszą zniknąć z powierzchni ziemi”. Po nim, Albert Pike, członek stowarzyszenia teozoficznego i papież masonerii, w swojej książce “Morals and Dogma” która stała się biblią masońską, stwierdził wyraźnie, że “powinniśmy być panami nad rządzącymi tym światem”. Zawsze, kiedy człowiek upadły dąży do jednostajności politycznej, z pominięciem prawa Bożego, to buduje utopię, czyli podąża do nikąd. Usiłuje budować nową wieżę Babel, usiłuje dotrzeć do nieba przy pomocy śmiercionośnych zabawek technologicznych. Chce być bogiem,, gdyż wówczas będzie mógł wypracować własną “prawdę”.

    Tak, historia budowy współczesnej wieży Babel rozpoczęła się od Adama Weishaupta, poprzez Karola Marksa, Lejbę Trockiego, Bela Kuhn, Rosę Luxemburg, czy Emmę Goldman, a na Gorbaczowie i George Bush kończąc.

    Muszę tutaj przypomnieć, że dzień 1 maja jest dniem poświęconym bożkowi Słońcu, czy też Lucyferowi, księciowi światła i ważnej postaci w religii masońskiej. Z tego też względu, w dniu 1 maja Adam Weishaupt założył Zakon Illuminatów, a komuniś-ci i socjaliści uznali ten dzień za swoje święto oficjalne. To pozostało im po neoficie Marksie, który również był satanista i czcił Księcia światła. Tego nauczył się od Mojżesza Hessa. Podobnie, jak socjalista francuski Pierre Proudhon, Karol Marks zaczął nosić włosy niestrzyżone oraz brodę niestrzyżona; co było charakterystyczne dla członków satanicznego kultu, prowadzonego przez kapłankę sataniczna Joannę Southcott, kultu, do którego obaj należeli.

    Dla przypomnienia, parę słów o wieży Babel (Rodź. 11), której wierzchołek miał sięgnąć nieba. W czasie jej budowy, mieszkańcy ziemi mieli jedną mowę. Nie było narodów i nie było państw. Kiedy „Pan zstąpił z nieba”, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: “Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem, w przyszłości nic me będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczcić Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego”. W ten sposób, Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi; i tak nie dokończyli budowy. Z woli Bożej powstały narody i państwa; aby człowiek więcej nie sięgał nieba z pominięciem Boga, swego Stwórcy.

    Dzisiaj, masoni ponownie pragną wprowadzić na całej ziemi jedną mowę, jeden rząd i jedno państwo ogólnoświatowe, aby nic nie było dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Nie jest przypadkiem, że socjaldemokratów cechuje nienawiść do religii chrześcijańskiej. Organ “Socialdemokrat”, z 25 maja 1880 roku, otwarcie podał do wiadomości, że “kiedy Bóg jest usunięty z mózgu ludzkiego, cały system darów łaski Bożej schodzi na ziemię, a kiedy niebo jest uznane jako wielkie kłamstwo, ludzkość podejmuje się ustanowić niebo tutaj. Zatem, ktokolwiek zaatakuje chrześcijaństwo, jednocześnie atakuje monarchię i kapitalizm”. W latach dwudziestych tego stulecia, “nowy porządek w świecie” był rozumiany jako internacjonalizm. Jest to zwrot używany przez ludzi, którzy pragnęli socjalizmu i rządu ogólno-światowego.

    Już teozofka Helena Bławacka była przekonana, że dwoma głównymi kanałami, które poprowadzą ludzkość do rządu ogólnoświatowego, z jedną religią synkretyczną, są Kościół i masoneria. Kościół powszechny, jako powiązanie okultyzmu i chrześcijaństwa, miał powstać pod koniec XX wieku. Przecież, szatan nie może zapanować nad światem dopóty, dopóki nie powstanie jedna religia oddająca mu cześć. Taka religia jest punktem docelowym wszystkich ruchów wywrotowych. Nic więc dziwnego, że Stowarzyszenie Teozoficzne zostało założone przez masonów, przez wyznawców “mądrości starożytnej”. Wspólnie popularyzują panteistyczną teorię o niepodzielności, która zabija w człowieku poczucie patriotyzmu, zabija wierność Bogu, Ojczyźnie i Narodowi. Ruch „New Age” również sięga do teozofii. „Arcane School”, założona przez czołową aktywistkę tego ruchu, Alice Bailey, okazała się być składową firmy Lucis Trust. Obecnie, Kościół, masoneria i szkolnictwo są głównymi kanałami, poprzez które ruch „New Age” usiłuje budować „novus ordo seclorum”.

    Synkretyzm jest po prostu panteizmem, doktryną głosząca, że wszystko co istnieje stanowi jedną całość. Zatem, przedwielkimi przemianami społecznymi, ludzie musza zaznać wielkiej przemiany wewnętrznej poprzez medytacje okultystyczna Orientu. Mamy stać się poganami. To ma być droga do pokoju ogólnoświatowego. Popularyzując okultystyczna medytację orientalna mamy rzekomo uzyskać świadomość globalne, lub inaczej, mamy uzyskać stan jednoświatowego bezmóżdźa.

    Idea jednego ducha i jednej myśli jest herezja, gdyż głosi praktycznie, że nikt nie jest odpowiedzialny za swoje uczynki. Do jej popularyzacji służy uprawianie medytacji transcendentalnej, jogi i wizualizacji. Prefekci generalni katolickich zakonów męskich i żeńskich maja być specjalnie przeszkoleni w zakresie wdrażania medytacji orientalnej. Do tego celu ma być wykorzystana Pontyfikalna Komisja do spraw Pokoju i Sprawiedliwości, jezuici oraz organizacje laityfikatu żeńskiego (lektorki i rozdawaczki komunii Św.). Owa indoktrynacja ma miejsce od roku 1976. Masoni maja duże nadzieje, że pewnego dnia papież ogłosi na forum ONZ jedna religię ogólnoświatowa. – Czyżby spotkanie w Asyżu, w 1986 roku, spotkanie urągające pierwszemu przykazaniu Bożemu, miało być tego zapowiedzią? – Duży nacisk położono na penetrację zakonów żeńskich i pozyskanie zakonnic, gdyż większość z nich jest związana z nauczaniem. To zakonnice “postępowe” maja przysposobić katolików do “nowego porządku w świecie”, wdrażając nowy system nauczania, zwany edukacja globalna. Chodzi tu o wykładanie w szkołach ideologii kultu „New Age”, ideologii lansującej patriotyzm globalny(?).

    Przy tym, nie zapominaj, katoliku, o miłości, o miłości za wszelką cenę; nawet z kozą i z własnymi tenisówkami, gdyż rzekomo wszystko na świecie ma być miłością. Przecież, to się pokrywa z wyświechtaną już ideologią liberalizmu.

    Powtórzę tutaj, do znudzenia, że liberalizm jest takim sposobem myślenia i działania, jakby Pan Bóg nie istniał w ogóle i jakby Jezus Chrystus nie był postacią historyczną. Niestety, liberalizm uznał, że człowiek jest ekonomiczną maszyną produkcyjną; zatem, liberalizm łączy ze sobą marksizm i kapitalizm. Przecież, jednym z głównych problemów kapitalizmu dziewiętnastowiecznego było to, że robotnik nie mógł uczestniczyć we Mszy św., gdyż musiał pracować w niedzielę. Cóż, zrodzony z liberalizmu determinizm naturalistyczny, w skład którego wchodzi ewolucyjne programowanie genetyczne, korygowanie reakcji grup społecznych, czy też instynktualizm Freuda, włączając w to bodźce i zachęty marksistów, determinizm zaprzeczający istnieniu wolnej woli człowieka, jest po prostu idiotyczny, gdyż usiłuje rozkazywać maszynie, którą stworzył, usiłuje jej radzić, chwalić, zachęcać i oskarżać.

    Dalej, to dla człowieka-automatu wiadomości stały się tak samo ważne, jak ważną była kiedyś religia dla katolika. Nic więc dziwnego, że obecnie ludzie poświęcają dużo czasu i uwagi dla wydarzeń, na które nie mają żadnego wpływu i które ich nie dotyczą. Każdego dnia, oglądają nieszczęście ludzkie i czytają o nim, lecz to dotyczy „innych” ludzi. Tym samym, środki masowego przekazu budują w ich wyobraźni iluzję o możliwości prowa-dzenia życia bez większych problemów i bez kłopotów, a nawet iluzję o nieśmiertelności.

    Płynąca ze środków masowego przekazu iluzja ulgi działa jak narkotyk, czyli „oszuku-je”. To nie są wiadomości, lecz informacje miłe dla ucha i oka odbiorcy. Ponadto, tragedią naszych czasów jest to, że ludzie wierzą w mordy masowe tylko wtedy, gdy je widzą na ekranie telewizora; nawet wówczas, gdy są faszerowani papką irracjonalną w stylu „Holocaust®” sześciu milionów. Zatem, czy należy dziwić się, że Głupolacy zawsze mówią to, co telewizja zażydzona każe im mówić? Nie!

    Tak, dzisiejsze środki przekazu masowego są wypełnione informacjami zawyżającymi poziom andrenaliny u odbiorcy. Często dostarczają mu wyimaginowaną sytuację zagrożenia, która w pewnym stopniu rozładowuje napięcie psychiczne wywołane znojem dnia powszedniego. Mamy więc informacje o rozwodach, o gwałtach zadawanych kobietom i dzieciom, o wizji Europy bez granic, bez własności prywatnej i bez kościołów katolickich. Coraz częściej słyszymy o obiecywanej erze nowego porządku w świecie. Proszę zwrócić uwagę, że jest prowadzona akcja ogólnoświatowa wymierzona w narodowy system Obrony i Bezpieczeństwa. Widać to w Niemczech, w Rosji, w Salwadorze itd. Chodzi tutaj o podcięcie autorytetu u dowódców, o zachęcenie żołnierzy do warcholstwa, do buntów i dezercji. Nastała więc wymuszona moda na procesy zbrodni wojennych. To tak, jakby wojna miała być wolna od zbrodni? Wystarczy tutaj wspomnieć o “akcjach humanitarnych” zawodowych morderców amerykańskich w Iraku. Ci jednak zostali uznani za bohaterów, gdyż budują „novus ordo seclorum”.

    Masoni wierzą, iż odrzucony przemocą autorytet tradycyjny, autorytet władzy, z tak wielkim mozołem budowany przez cywilizację łacińska, umożliwi im stworzenie doskonałego systemu sekularystycznego. Laureat nagrody Nobla, prof. B.F. Skinner, w swojej książce pt. “Beyond freedom and Dignity”, oświadczył wprost, że “dłużej już nie możemy tolerować wolności, i musi być zastąpiona kontrola nad człowiekiem, nad jego postępowaniem i jego kulturą”. Tradycyjna doktryna katolicka ma być usunięta z powierzchni ziemi. Nastanie zapewne dyktatura nowej religii: adoracja Człowieka i jego Rozumu. Nastanie dyktatura religii humanistycznej.

    Istotnie, to nie komunizm jest największym zagrożeniem dla człowieka XX wieku. Liberalizm nim jest. Przecież, zliberalizowane Stany Zjednoczone Ameryki Północnej są obecnie najbardziej ateistycznym państwem na świecie. Butna Ameryka fascynuje się zboczeniem umysłowym, obsesją, która przeczy nawet temu, czemu złe duchy nie są w stanie zaprzeczyć. Wiara w Boga jest faktem powszechnym na przestrzeni całej historii rodzaju ludzkiego. Prawdziwi badacze natury nie mogą być niedowiarkami, gdyż prawo naturalne i prawo Boże stanowią jedno. Wiara w Boga przychodzi człowiekowi w sposób naturalny. Nawet dzikus wierzy w istnienie jakiegoś tam “Boga”. Zatem, niewiara w Pana Boga musi być wyuczona. Proszę zauważyć, że teizm stopniowo przeobraża się w ateizm, który jest nienawiścią do Boga.
    Nic dziwnego, że obowiązująca w Ameryce religia humanizmu sekularystycznego, która przyjmuje wszechświat jako samoistniejący, a nie stworzony, jest obecnie religią obowiązującą we wszystkich szkołach publicznych. Jest prowadzona zmasowana kampania propagandowa, aby usunąć ślady chrześcijaństwa nie tylko ze szkół, ale i z urzędów oraz z instytucji publicznych, a praktycznie, usunąć z powierzchni ziemi.

    Dalej, skoro wszechświat ma być samoistniejący, skoro człowiek powstał z niczego, jako wynik ciągłych przemian, to dla humanistów Pan Bóg nie istnieje. Nie ma więc kto odpowiadać na modlitwę ludzką. Tym samym, humaniści z uporem dzięcioła usiłują oddzielić moralność od przepisów prawnych. Powiedzmy, sprzeciw Jacka Kuronia, co do uprawomocnienia zasad moralnych, opiera się na przekonaniu, że nikt nie ma prawa zmuszać ludzi do robienia tego, co jest słuszne. Kuroniowa półprawda całkowicie ignoruje funkcję prawa, jako podstawowej instytucji odnośnie prowadzenia życia godziwego, mądrego i zdrowego fizycznie, oraz duchowo. Każdy system prawny musi opierać się na zbiorze przekonań religijnych. Zawsze, kiedy ustawa prawna zostaje przeforsowana, pewien zbiór, przekonań góruje nad pozostały-mi. Bowiem, życie publiczne wymaga podejmowania decyzji, które nieuniknienie odzwierciedlają osąd moralny. Tym samym, wizja społeczeństwa pluralistycznego, gdzie każdy pogląd jest traktowany jednakowo, jest wizją utopijną, która nie jest w stanie sprawdzić się w życiu codziennym. Bowiem, w społeczeństwie pluralistycznym obowiązuje anarchia ustawodawcza, która skacze od jednego zbioru zasad moralnych, do innego. Stąd, dochodzi do wielkich nieporozumień w sądach, gdzie obowiązują sprzeczne ze sobą zasady moralne; jak powiedzmy zasady żydowskie i chrześcijańskie.

    Dobrym przykładem może tu być zalegalizowanie przerywania ciąży; czyli, zalegalizowanie morderstwa bezbronnych. Jest to usuwanie “podludzi” z powodu przekonania, że nie będą w stanie żyć szczęśliwie. Zatem, nie mają prawa urodzić się. Są już robione wysiłki, aby karać sądownie tych rodziców, którzy dopuścili do urodzenia się dziecka kalekiego. Nic więc dziwnego, że nie tak dawno temu, bo w roku 1982, w Ameryce demokratycznej, rodzice zrezygnowali z opieki nad noworodkiem kalekim. Miało to miejsce w Bloomington, Indiana, USA. Po prostu, niemowlę przestało być karmione. Pielęgniarki szpitala otrzymały nakaz zamorzenia pechowca głodem. Dziecię zostało zamknięte w szafie, którą zaplombowano. Po sześciu dniach płaczliwych, zmarło z głodu. Sąd lokalny zadecydował, że „Infant Doe” nie ma prawa do życia. Istotnie, po co nam pechowcy? Przecież, w nadchodzącej erze mamy być bogami!

    Kiedy odrzucamy formę, w jakiej Pan Bóg nas stworzył, i nabieramy przekonania, że nasze szczęście jest zagrożone z powodu ułomności, to wówczas jesteśmy skłonni przyjąć brednie humanistów, które usprawiedliwiają zwyczaj usuwania ciąży. Kiedy odrzucamy autorytet Boży, to jesteśmy skłonni przyjąć zachętę humanistów do buntu w imię “kontroli własnego ciała”; czy ogólnie, w imię “praw kobiet”. Nic więc dziwnego, źe finałem każdego humanisty ma być eutanazja, lub samobójstwo. Taki jest bowiem finał odrzucenia planów Bożych odnośnie życia każdego człowieka. Do tego samego prowadzi robienie z ciała ludzkiego chlewu dla świni zwanej rozpustą. Tę myśl rozwinę w rozdziale drugim.

    Oparta na sekularyźmie amerykańskim wizja Europy zjednoczonej , a zarazem indyferentnej, jest kolejną próbą skolektywizowania wszystkiego i wszystkich, włączając w to sumienie ludzkie. Masoni oferują nam królestwo bestialstwa wyrafinowanego, w którym jedynie martwy narodowiec i patriota będzie obywatelem dobrym. Bowiem, przywiązanie do ojczyzny oraz do rodziny przez wieki uniemożliwiało żydom odbudowę świątyni Salomona i sprowadzenie na ziemię ich mesjasza. O ile dobrze pamiętam, mesjasz żydowski ma przyjść wówczas, kiedy to każdy żyd uniezależni się całkowicie od gojim. Z Objawienia św. Jana wiemy, że Bestia będzie miała rogi podobne do rogów baranka, a tym samym, będzie mówiła jak smok. Wyłoni się z ziemi, spomiędzy żydów. Będzie fałszywym mesjaszem i królem. Wprawdzie, nie pierwszym w historii żydostwa, ale ostatnim. Żydzi przyjmą tego Człowieka Grzechu, gdyż popadłszy w apostazę, stali się osobistymi wrogami Chrystusa Króla. Zawsze apostaza poprzedza nadejście sądnego dnia oczyszczenia. – Swoją drogą, czy może być lepszy materiał na Człowieka Grzechu, jak “naród wybrany”? –

    Tutaj, tyrania jest dla żydów koniecznością. Tym samym, mason, jako żyd sztuczny, pomaga im w budowaniu despotyzmu ogólnoświatowego jak tylko potrafi.

    Sekularyzm i indyferentyzm muszą być wyuczone. Stąd, nasze wyższe uczelnie zostają przeładowane elementami pasożytniczymi; aby pozbawić je naturalności, aby pozbawić je funkcji tradycyjnej, tj. kształcenia i ucywilizowywania kadr narodowych, dostarczania narodowi elity przywódczej, która poprowadzi pokolenia następne, kultuwowania tradycji narodowej i tym samym, umożliwienia narodowi wypełniania misji dziejowej. Profesorowie są zmuszani do bycia “miłymi” dla każdego zboczeńca, nawet kosztem prawdy rzucającej się w oczy. Powiedzmy, nie wolno już przypominać panience, że różni się od mężczyzny, ponieważ ta może zrezygnować z rozbudowywania muskulatury, z masturbacji oraz z lesbianizmu, i postanowi zostać wierną żoną, i matką. Przecież, wymuszana adoracja “miłości”, za wszelką cenę, pozbawia nas naturalności. Przemocą zdejmuje spodnie z mężczyzny i nakłada je kobiecie; nawet wówczas, gdy ranią krocze.

    Nasze dzieci są wychowywane przez telewizję. Wyrastają w chaosie moralnym, kulturalnym i narodowym. Osiągając wiek dojrzałości, nie mają wyrobionego poczucia tożsamości narodowej. Są indyferentami gotowymi płynąć z każdym prądem, nie zważając dokąd podąża. Jak kawałek kału na wodzie. Słowa każdego krzykacza przyjmują jako własne, bez najmniejszego krytycyzmu. Starają się być zawsze na wierzchu. Komuś może zaimponować tak duża oszczędność energii. Cóż, bezsensowność takiego zachwytu zawiera się w tym, że kał nie ma energii i mieć nie może. Jego rola naturalna jest służebna, pasywna. Jest nawozem „dla innych”.

    Tak powstała próżnia moralna daje wprost nieograniczone możliwości dla grup pasożytniczych, dla grup “mniejszości narodowej”, z których żydowska korzysta najwięcej. Żyd, od początku swego istnienia, zawsze stanowił mniejszość; niezależnie, gdzie przebywał. Dążąc, historycznie, do zagarnięcia “wszystkiego złota i srebra świata”, musi rozwijać ideę grup mniejszościowych, musi być obecny wszędzie tam, gdzie istnieje złoto i srebro. Kiedy nie jest w stanie kontrolować sytuacji, z powodu niedostatecznej ilości współplemieńców, niezwłocznie wywołuje epidemie, wojny wy-niszczające gojim, lub też krzewi modę na rozwiązłość jałową i przerywanie ciąży. Tak, to nie przeludnienie za-graża światu, lecz zachwianie równowagi rasowej zagraża żydostwu. Stąd, zamiast młynów i piekarń, w ruch poszły fabryki prezerwatyw i pigułek antykoncepcyjnych, fabryki pomp wysysających płód itp. Jednocześnie, zażydzone środki masowego przekaz i lansują wszelkie formy zwyrodnienia erotycznego, które są jałowe, które uniemożliwiają posiadanie dzieci.

    (…)

  8. Piotrx said

    „Gigantomania” – Romuald Gładkowski cz2.

    Toronto-1992
    /fragmenty/

    Niestety, “postępowi” księża katoliccy mają swój wkład w odmóżdżaniu stopniowo wymierających Europejczyków. Żyd nigdy nie był w stanie dorównać intelektualnie Europejczykowi; nawet oszukując. Stąd, kładzie duży nacisk na mieszanie ras. Wiadomo, jednooki może być królem wśród ślepców. Zatem, żyd czuje się najlepiej wśród mieszanki azjatycko-afrykańsko-europejskiej.

    Kosmopolityzm naszych cza-sów jest wymysłem żydowskim. Widać to wyraźnie na uniwersy-tetach amerykańskich. Dalej, wielokulturowość żydowska nie tylko zniekształciła nauczanie literatury europejskiej, historii, filozofii oraz antropologii, ale również sfałszowała treść Nowego Testamentu. W tej sytuacji, strategia zalecana przez Kościół cierpiący: “Módl się (cicho) i siedź cicho”, musi prowadzić do nikąd. Bowiem, wielkość i wybitność nie mogą koegzystować z egalitaryzmem. Bez poczucia godności i honoru prawda nie może zwyciężyć.

    Księża “postępowi” ulegli protestantyzacji; przyjmując bałwochwalczy stosunek do żydów i do wszystkiego co jest żydowskie, włączając w to Izrael i pieniądze Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wśród katolików szerzy się herezja dyspensacjonalizmu. Jej wyznawcy wierzą, że żydzi współcześni są ludźmi wybranymi przez Boga, a powstanie państwa Izrael, w roku 1948, ma być wypełnieniem przepowiedni biblijnych. Wierzą także, iż pewnego dnia wszyscy żydzi nawrócą się; chociaż, zdania są podzielone jak to ma stać się.

    Przede wszystkim, tego rodzaju zbieranina przestępców i krwiopijców nie może być ludem Bożym. Z definicji. Zburzenie Jerozolimy przez Tytusa, w roku 70, przepowiedziane przez Chrystusa, potwierdziło, że Pan Bóg odwrócił się plecami do judaizmu. Krzyżując Chrystusa, żydzi wbili ostatni gwóźdź do Własnej trumny. To Kościół Chrystusowy jest nasieniem Abrahama, a nie Icek Szamir z Izraela, czy też Ivan Boesky z USA. Jeżeli Episkopat Polski widzi w Adamie Michniku skarabeusza świętego, to jest to jego sprawa. Jednak, nikt nie ma prawa wymuszać na Polakach, aby przypisywali Panu Bogu to wszystko, co budzi w Nim odrazę i przyprawia o gniew.

    Ponadto, dzisiejsze Mośki i Icki są w większości rasowo rozmytymi potomkami Turków i Hunów. Źydostwo polskie wywodzi się z Chazarów. Bułan przyjął judaizm w roku 740. W obecnym świecie, z całej masy żydowskiej zaledwie pięć procent może naprawdę nazywać siebie współplemieńcami ży-dowskimi. Bowiem, nie każdy, kto zna hebrajski i jidisz, jest żydem. Nawet, gdy utracił napletek, lub “ma w poprzek”.

    Zatem, który to Izrael ma być zbawiony? – Jak długo w Nowym Testamencie będą obecne listy św. Pawła i Dzieje Apostolskie, tak długo odpowiedź na to pytanie będzie jednoznaczna. Wystarczy tylko ustalić, kto jest tym “Izraelem”? Tworzą go ci wszyscy, którzy uwierzyli w Chrystusa Króla. Jest to Izrael duchowy. Każdy katolik jest duchowym spadkobierca Abrahama. Z kolei, dla Izraela judaistycznego, okultystycznego i ateistycznego, nie ma żadnych obietnic i nie ma żadnych nadziei. “Wielki ucisk” był w roku 70, po zdobyciu Jerozolimy. Można jeszcze dołożyć do tego prześladowania Nerona, które “docierały” neofitów. Po tych wydarzeniach, „finito”. Dla talmudysty nie ma żadnych nadziei na rok 2000.

    Gdybyśmy byli ludźmi bardziej praktycznymi życiowo, to przywiązywalibyśmy mniej uwagi do tego, co żyd mówi, a więcej do tego, co żyd robi. Odłożylibyśmy na bok motywacje jego postępowania i ocenialibyśmy go na podstawie skutków jego obecności w naszych szeregach. Wówczas, podejmowalibyśmy właściwe działanie prewencyjne. Przecież, bez najmniejszej przesady, wszystko, co żyd robi, jest dla nas szkodliwe. Zapewne, wychodząc z założenia, że gojim nie potrafi już czytać, żyd Maurice Samuel napisał wprost, w swojej książce pt. “You Gentiles”, że “my Żydzi, my, niszczyciele, na zawsze pozostaniemy niszczycielami”. Na temat “sprawiedliwości żydowskiej” wystarczy zapytać pierwszego lepszego Palestyńczyka. Nie zapominajmy też, że żyd ortodoksyjny modli się codziennie: “Dzięki ci Boże, że nie uczyniłeś mnie gojim, niewolnikiem, czy też kobietą”. Jest przekonany, że Pan Bóg stworzył mu kobietę i gojim po to, aby nie musiał spółkować z bestiami.

    Kiedy żydzi wkraczają do narodu zwartego, jako obcokrajowcy, instytucje rodzime są dla nich zamknięte. Muszą więc stworzyć sobie warunki umożliwiające penetrację i kontrolę zorganizowania narodowego. Temu służy kosmopolityzm, wielokulturowość, rozwiązłość prowadząca do braku dyscypliny wewnętrznej i ogólnie, socjaldemokracja. Z tego względu, żydzi bez wytchnienia nawołują do zmian, do zmian za wszelką cenę, co nazywają postępem. Dla nich, nie jest ważne co zmienia się na co i jakie to przyniesie skutki. Liczy się głównie to, że tradycja i zwartość narodowa zostają przerwane.

    Przy tym, zawsze są obecni po obu stronach barykady. Jeżeli, powiedzmy, popularyzują modę na rozwiązły styl życia i modę na aborcję, to zawsze znajdą się żydzi, którzy będą obecni wśród ugrupowań potępiających sodomię i dzieciobójstwo. Zwykle, są to żydzi “nawróceni”; jak zawodowi dysydenci Michnik, Kuroń i Mazowiecki, czy też rzeźnik dziecięcy B. Nathanson, który kiedyś robił forsę na aborcji, a teraz robi to samo na jej zwalczaniu.

    Penetrację środowisk ułatwia im celowo wzniecany wrzask na temat antysemityzmu. Wiadomo, nikt nie chce być antysemitą. Katolik pragnie tylko, aby Semita zajął się swoimi sprawami i pozostawił nas, gojim, w świętym spokoju. Szczególnie politycy boją się pomówienia o antysemityzm. Z wiadomych względów. Stąd, każdy polityk, próbujący sprzeciwić się perfidii żydowskiej, w swojej naiwności szybko rozgląda się za towarzystwem “przyjaznego rabina”, aby tym udowodnić, że nie jest antysemitą. 0 to właśnie żydom chodzi. Bowiem, “rabin przyjazny” jest koniem trojańskim w nowopowstałej organizacji patriotycznej. Zawsze, obecność choć jednego żyda w ruchu narodowym zepsuje powietrze do tego stopnia, że ludzie zaczynają patrzeć na ruch sceptycznie. Widać w nim kolejną błazenadę polityczną, którą ludzie są już zmęczeni, i dla której szkoda czasu i atłasu. O to właśnie żydom chodzi. Na ten wyświechtany chwyt żydowski dali się nabrać Jean-Marie Le Pen, Patrick Buchanan, i nawet nasz rodzimy autor “Słupa Janowskiego” (pomysł słupa jest bardzo dobry i godny rozpowszechnienia po całej Polsce).
    Powiedzmy, sytuacji Le Pena nie poprawia nawet to, że arcybiskup Paryża, kardynał Lustiger, przyjął go chłodno i arogancko. Bowiem, szczur wyczuwa pierwszy, że statek przecieka i może zatonąć.

    Nieżydzi łatwo dają się nabierać na starą pułapkę, dzieląc żydów, w rozumowaniu politycznym i ekonomicznym, na “dobrych” oraz na “złych”. Konsekwencje takiego podziału zawsze były katastrofalne w skutkach.

    Bowiem, w praktyce, każdy żyd ortodoksyjny, neokonserwatywny, przechrzta katolicki i jakikolwiek istnieć może, wierzy w istnienie przymierza pomiędzy bogiem żydowskim, a ludem żydowskim. Wierzy w to, że istnieje żyd “wybrany”, który ma z tego tytułu specjalne przywileje. Według Talmudu, niebo i ziemia zostały stworzone przede wszystkim dla żydów. Nadal dla żyda grzechem najcięższym jest mesira [1] .

    Tak bardzo głęboki rasizm żydowski musi być zgubny dla naiwnego gojim: “Ssać będziesz mleko narodów i piersi królewskie ssać będziesz” (Iz 60;16). Stąd, każda grupa żydowska jest grupę pasożytnicze; a państwo Izrael może być tutaj najlepszym przykładem, że tak jest [2].

    Kiedy utworzony przez żydów komunizm przestał spełniać zamierzone rolę, kiedy z roku na rok stawał się coraz bardziej nacjonalistyczny i patriotyczny, to żydzi, widząc, że przegrywają, przyłączyli się do opozycji tradycyjnie antykomunistycznej. Stali się “dysydentami”. Żyd zawsze rozpoczyna płacz zanim dostanie w mordę. Dzięki poparciu wielkiego kapitału żydowskiego, w krótkim czasie poczęli przewodzić opozycji antykomunistycznej; powiedzmy, stali się przywódcami w Solidarności. Stopniowo rekonstruując socjaldemokrację i mając do dyspozycji środki masowego przekazu, są w stanie zachować tożsamość, mogą mieszać ludziom w głowie, mogą być pasożytami i niszczycielami.

    Pragnąc być dobrze zrozumiany, muszę wyraźnie podkreślić, że wszelkie twierdzenie, iż każdy żyd jest urodzonym szubrawca, byłoby powielaniem rasizmu żydowskiego, byłoby twierdzeniem, że wszystko co jest “koszer”, jest “trefne”; czyli, byłoby nonsensem.

    Każdy z nas może spotkać żyda, który okaże się być ludzki, towarzyski i nawet uczciwy. Krótko mówiąc, da się lubić tak długo, jak długo pozostawimy na boku żywotne interesy żydostwa.

    Stąd, na podstawie osądu „prywatnego” możemy wierzyć w możliwość istnienia “żyda dobrego”. Jednak, skoro jesteśmy częścią narodu, mamy obowiązki społeczne, które zabraniają nam robić wyjątki w oparciu o spostrzeżenia prywatne. Obowiązuje nas solidarność narodowa. Kiedy trwa wojna, to wszelkie gesty wyjątkowe przynoszą skutki zgubne. Zatem, każde postępowanie polityczne, na forum międzynarodowym, oparte na własnym widzi mi się, może być uważane za zdradę narodową.

    Tradycja cywilizacji łacińskiej rozgranicza osobę prywatną od osoby piastującej funkcję polityczną i społeczną. Osoba prywatna ma prawo postępować zgodnie z wolną wolą i powiedzmy rozdawać ubogim majątek własny, miłować kogo tylko się da i co tylko się da, nawet kopiąc sobie tym grób. Może być ukarana wówczas, gdy przekroczy obowiązujące prawo, gdyż łamanie prawa jest już wchodzeniem na teren publiczny. Dalej, skoro wszelkie funkcje polityczne i społeczne są publiczne, więc pracownicy rządowi, ministrowie i ambasadorzy nie mają prawa trwonić lekkomyślnie majątku narodowego, nie mają prawa podejmować decyzji, z tytułu pełnionej funkcji, w oparciu o jakość spędzonej nocy z podstawioną im kurtyzaną, czy też na podstawie otrzymanych prezentów i obietnic od “uczynnego” partnera handlowego. Nie mają prawa brukać imienia i honoru narodu, który reprezentują. Nie mają też prawa “nadstawiać drugiego policzka”, kiedy otrzymali uderzenie w pierwszy; bo tak nakazuje “Pismo”. Przede wszystkim, “Pismo” nakazuje rzeczy krańcowo odmienne w odmiennych sytuacjach. Powiedzmy, król zapraszający na ucztę weselną wysyła wojsko w celu zniszczenia tych, którzy wymordowali mu posłańców.

    Wprawdzie, Jezus Chrystus jest dobrym pasterzem, ale jest też sprawiedliwyn królem. Dalej, wolna wola może działać sprawnie tylko wówczas, kiedy rozumiemy dobrze, które sytuacje są dla nas realne oraz zgodne z odwiecznym prawem naturalnym. Skoro prawda czyni ludzi wolnymi, jest kwestią życia i śmierci, aby móc uwolnić się od propagandy kłamliwej, wyrabiającej w nas fałszywe wyobrażenie o otaczającym świecie.

    Przekonanie, że kiedy odpowiemy miłością na nienawiść, to nienawiść przeobrazi się w miłość, jest niebezpiecznie naiwne. Podobnie jak przekonanie, że dzielenie się wiedzą i majątkiem narodowym z hordami dzikusów nakłoni ich do pracy i do odpowiedzialności za własną przyszłość. Altruizm jest rzeczą dobrą we wnętrzu narodu. Stosowany na skalę międzynarodową, rujnuje dobroczyńcę. Szczególnie naiwnym jest przekonanie, że okazywana żydowi miłość masochistyczna nakłoni go do porzucenia bożka plemiennego Jehowy. Okazywanie żydowi miłości, czy też nienawiści, jest tak samo bezsensowne, jak żywienie nienawiści do tasiemca, lub do szczura. Po prostu, chcąc mieć porządek w brzuchu i w zagrodzie, należy zabronić tasiemcowi i szczurom wstępu. Nie ma powodów racjonalnych, aby ich nienawidzieć i jednocześnie trzymać na swojej posesji.

    Ostatnio, w czasie rozmowy z politykiem amerykańskim napomknąłem, z odcieniem smutku, o krecich wyskokach antynarodowych Kościoła katolickiego w Polsce. Mój rozmówca przypomniał mi, że Kościół katolicki jest gotów kolaborować z każdym, włączając w to żydów, kto przyczynia się do umocnienia jego interesów. Kościół, jako całość, jest ogólnie prożydowski i takim pozostanie tak długo, jak długo nie nabierze przekonania, że popieranie ruchu narodowego może przynieść mu większe korzyści. – Automatycznie, stanęła mi przed oczami osamotniona postać uciekającego króla Jana Kazimierza w czasie potopu szwedzkiego, cesarzowa Maria Teresa ze łzami w oczach podpisująca traktat o rozbiorach Polski, oraz cienie księży jezuitów pozostawionych na pastwę losu wśród dziczy amerykańskiej po rozwiązaniu Zakonu.

    Dalej, przypomniałem sobie również ostatnią wypowiedź doradcy teologicznego papieża Jana Pawła II, dominikanina Georges Cottier, na temat masonerii; że nie jest sektą, że w swej większości jest ruchem pozytywnym, że biskupi należą do niej od dawna itd., itd. To jest oficjalne stanowisko Watykanu. Czyżby Watykan przygotowywał się do wrzucenia prochów papieża Leona XIII do Tybru?

    Czyżby i tutaj wywarła swój wpływ “pechowa trzynastka”?
    Korzystając z mojej zadumy, rozmówca dodał, iż mając do czynienia z lawirującym Episkopatem Polskim byłoby naiwnością spodziewać się, że pozostawioną przez komunistów próżnię polityczną wypełnią narodowcy, księża patrioci, czy też ludzie dobrej woli. Zapełni ją ten sam gatunek kłamców bezdusznych, wyzbytych jakichkolwiek skrupułów pozerów politycznych, podobnych do tych na Zachodzie zażydzonym, którzy jak robactwo wypełzną na wierz mas socjaldemokraty żujących, dzięki wrodzonym zdolnościom do oszustw, do przetargów, do pochlebstw i do pozerstwa.

    Są to ci Polacy, którzy współpracują z Żydami tak w Solidarności, jak i po-za nią. Spójrz, przyjacielu, na Lecha Wałęsę. – Przekony-wał mnie mój dyskutant. – Gdy przysłano go do nas, do Stanów Zjednoczonych, to głównie z wiadomością, którą powtórzył wielokrotnie, że jego nowy rząd w Polsce zdecydowanie zobowiązuje się do przyjaźni z żydami, a wznowienie stosunków dyplomatycznych z Izraelem widzi jako poważny krok do przodu. Jako postęp. To nie jest wszystko. W czasie spotkania z wpływowymi przywódcami żydowskimi, w Nowym Jorku, Wałęsa oświadczył, że każdy Polak, który nadal żywi urazę do Żydów, zasługuje na to, aby na niego napluć . Zatem, gdy karaluch plujący został prezydentem RP, to niezwłocznie udał się do Izraela, aby tam uderzyć czołem przed Ickiem Szamirem. Z kolei, wasz Belweder ponownie stał się „Jahudi-arka”. – Nadal milczałem jak zaklęty. – Aby mnie ożywić, mój rozmówca zadał mi pytanie: Jaka jest różnica pomiędzy polskimi rozmowami przy okrągłym stole i węgierskimi? – Wzruszyłem ramionami. – Taka, usłyszałem odpowiedź, że przy stole węgierskim zasiadają Węgrzy i Żydzi, a przy stole polskim, brakuje Węgrów…- „Just gullible” Poles…

    Rzeczywiście, mieliśmy wyjątkowe grono kandydatów na prezydenta RP. Żyd Mazowiecki, ożeniony z żydówką Tymiński oraz chętny pluć na Polaków pies żydowski, Wałęsa. Plutokraci zawsze szukają pajaca na wodza dla Polaków. I znajdują. Po tej rozmowie, zastanawiałem się również, czy będąc w USA Lech Wałęsa odebrał nagrodę “Uczciwości Międzynaro-dowej”, przyznaną mu przez lidera kultu „NewAge”, John-Roger Hinkis, kapłana Światła w ruchu MSIA. Nagrodę stanowiła piramida kryształowa oraz czek na dziesięć tysięcy dolarów. Gdy „New Age” nastanie, piramidka, symbolizująca bożka Słońce, będzie talizmanem zbawiennym. Jak kiedyś legitymacja PZPR. Na wszelki wypadek, warto ja mieć pod ręka. Póki co, w klapie marynarki Matka Boska Częstochowska, a pod po-duszka piramidka. Kał zawsze płynie z prądem.

    Tutaj mała uwaga. Bardzo często, działacze polityczni, którzy nie potrafią podjąć jakiejkolwiek decyzji, mają do księży pretensje, że nie pomagają im tak, jakby tego chcieli, że nie odwalają za nich roboty politycznej (ks. Jankowski jest wyjątkiem, ale za to jeździ mercedesem). Ogólnie rzecz biorąc, Kościół rzymski nie może służyć celom ściśle politycznym. Teoretycznie, Kościół katolicki nie może dać się zredukować do poziomu ziemskich konfliktów politycznych. Jego misja posiada cel inny. Rolę kapłana dobrze przedstawił ks. kardynał Hiacynt Thiandoum, arcybiskup Dakaru, w wywiadzie dla „30 DAYS, nr. 2 – 1992: “Kapłan, jako człowiek należący do wszystkich ludzi, nie może być zaangażowany politycznie, gdyż to uczyniłoby go zwolennikiem konkretnej partii”; i nieco dalej: “Jeżeli kapłan staje się aktywistą partyjnym, jakakolwiek partia to by nie była, to rozmija się z powołaniem”. Zatem, nie oczekujmy od księży rzeczy niemożliwych. Jako obywatele świata, mogą nam szkodzić, ale pomagać nie muszą.

    Pomimo deprawowania władzy, masoni, komuniści i socjal-demokraci są zaskoczeni i zdumieni witalnością narodów katolickich oraz ich wielkim przywiązaniem do ziemi ojczys-tej . To jest ziemia katolicka i taką musi pozostać. Ma to tym większe znaczenie, gdyż odradzający się ruch narodowy może obrócić w niwecz żydomasońskie zakusy budowania “no-wego porządku”. Bez wątpienia, plutokracja międzynarodowa, a raczej, antynarodowa, nie odda swoich zdobyczy bez walki. Polityka ekonomii międzynarodowej, której obecnie przewodzi prezydent USA, arcymason George Bush, będzie robić wszystko, aby niepodległość narodów buntujących się nie była trwała i nieskalana. Jak już wcześniej wspomniałem, po to w każdym narodzie są rozbudowywane grupy mniejszości narodowej; czyli, „element pasożytniczy”.

    Zatem, pomimo, iż będziemy pełni ducha bojowego i będziemy mieli rację po naszej stronie, ciągle możemy być zepchnięci poza margines działalności politycznej. Bowiem, nie ma żadnego znaczenia praktycznego ile wiemy i co wiemy. Liczy się przede wszystkim to, co robimy. Wszyscy jesteśmy kupcami przez całe życie, gdyż życie jest jednym wielkim rynkiem.

    Niestety, ludzie zbyt często oczekują, że ktoś inny będzie troszczył się o nich. Nonsens. Każdy musi dbać o siebie samego. Wprawdzie, w obecnej konfrontacji może zadecydować druzgocąca przewaga materialna naszego wroga; jednak, do czasu. Ameryka z jej systemem żydokratycznym staje się coraz bardziej chora ekonomicznie i moralnie. Jej potęga ekonomiczna nieodwracalnie staje się historią. Pragnąc wejść w trzecie tysiąclecie z imperium ogólnoświatowym, masoni amerykańscy muszą się spieszyć. Ich przywiązanie do kabały czyni ich przesądnymi. Prezydent USA, George Bush, już mdleje przed Japończykami. Wyczuwa doskonale, że żydo-demokratyczna mieszanka rasowa, którą reprezentuje, oddala go od pozycji prezydenta Stanów Zjednoczonych Świata. Musi przegrać z Japończykami, gdyż Japonia zachowała system feudalny, który przystosował się do nowej sytuacji politycznej. Samurajów zastąpili właściciele wielkich przedsiębiorstw. Proszę sobie wyobrazić naród stumilionowy, zwarty, czysty rasowo, bez “mniejszości narodowej”, bez Michników, Kuroni, Urbanów i Mazowieckich, bez Balcerowiczów i bez komplikacji z tego wynikających.

    Kiedyś, w Ameryce też było kolorowo, dopóki Europa zażydzona nie nafaszerowała ją “naszymi”. Czas pokaże, czy będziemy mieli wkrótce rząd ogólnoświatowy, rząd globalny, władający światem podzielonym na regiony, z jedną walutą ogólnoświatową, z jednym systemem podatkowym, z jednym prawem, sądownictwem i siłami policyjnymi. W skład rządu ma wejść elita niewybieralna(!); czyli, demokracja nie będzie już potrzebna. W chwili obecnej, są już tworzone ogólnoświatowe siły policyjne. Czasami są one nazywane siłami wyjątkowymi ONZ. Od roku 1961, Organizacja Narodów Zjednoczonych rozpoczęła szkolenie kadr w kierunku globalizacji. Jest to parasol ochronny dla całej agendy rządu ogólnoświatowego.

    U Thant założył grupę Obywateli Planetarnych, która pracuje nad przygotowaniem ONZ do przyjęcia rządu ogólnoświatowego. Jej członkowie składają przysięgę-zobowiązanie na rzecz pracy nad wzmocnieniem ONZ.

    Dalej, chcąc zjednoczyć świat, pierwej należy zjednoczyć Europę. Bez tego nie może być mowy o rządzie ogólnoświatowym. Już w roku 1793 masoni prorokowali, że Europa będzie zjednoczona do roku 1992, a bank europejski powstanie do roku 1994. Pieniędzmi mają być ECU, najpóźniej od roku 1997. Jednak, jedność ekonomiczna nie może mieć miejsca bez jedności politycznej. Do tego celu należy powołać do życia federację państw europejskich: Stany Zjednoczone Europy. Tak, to wszystko było już opracowane przez illuminatów w roku 1793.

    Od roku 1920, o Stanach Zjednoczonych Europy poczęli mówić teozofowie. Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej, wspólnie do dzieła wzięli się masoni niemieccy i amerykańscy . Teraz, na przywódców wszystkich krajów europejskich są wybierani ci działacze, którzy są gotowi przyjąć jeden rząd ogólnoświatowy i ewentualnie wejść w jego skład. Nasz Lech Wałęsa nie stanowi wyjątku. Nie bez powodu otrzymał pastucha w osobie Balcerowicza.

    To wszystko ma być osiągnięte przy pomocy klęsk planowanych, głodu powszechnego, depresji gospodarczej, zadłużeń zagranicznych oraz wojen . Twórcy „novus ordo seclorum” zamęczą ludzi i ludzie przestaną stawiać opór. Dla chleba i spokoju świętego, zgodzą się na każdą podłość im zaproponowaną, którą poprą przy urnach wyborczych, w wyborach socjaldemokratycznych. Ostatnie wydarzenia w Europie Wschodniej w pełni to potwierdzają. Tworzone stopniowo rządy regionalne doprowadzą do usunięcia granic państwowych.
    Proponowanymi latami powstania rządu ogólnoświatowego są: rok 2000, rok 2011, lub rok 2012. Definitywnie, dzieło jednoczenia świata ma być zakończone do roku 2017. W tymże roku, żydzi mają wznowić rytuał całopalenia. Pierwsi na ogień pójdą narodowcy. Główny ołtarz całopalny, ku czci JHVH-LUCYFERA, ma być na terenie oświęcimskiego obozu za-głady. Nowa Jerozolima. Z tego względu, żydzi przywłaszczyli sobie ten obóz i trzymają na nim oko.

    Rząd ogólnoświatowy ma być kopią amerykanizmu; czyli, stuprocentowego tworu masońskiego. Pod płaszczykiem demokracji, system amerykański zdał w pełni egzamin w propagowaniu i wdrażaniu zasad rządzenia światem. Dla przykładu, Borys Jelcyn został przeszkolony przez Amerykanów w zakresie amerykańskiego systemu rządzenia. Podobnie jest z pozostałymi przywódcami państw byłego bloku komunistycznego.

    Gdy nastanie epoka „New Age”, Anno Domini (A.D.) oficjalnie zostanie zastąpiony przez Anno Lucis (A.L.). Obecnie, A.L. używają masoni w swoim kalendarzu. I tak, A.D. 1992 jest u nich 5992 A.L. (1992+4000). Niektórzy spodziewają się wielkich przemian na ziemi w A.D. 2000; czyli, w 6000 A.L. Są tacy, którzy prorokują kolejną eksplozję gwiazdy, potwierdzającą potęgę Lucyfera; rzekomego boga prawdziwego. Nastąpi milenium światła, milenium panowania Maitrei, który ma być piątym wcieleniem Buddy. Chrześcijanie spoganiali widza w nim Chrystusa. Z kolei, dla żydów ma być kolejnym mesjaszem. Hindusi oczekują, że będzie to Kriszna, a muzułmanie pragną mieć Mahdiego. W tak dużym chaosie religijnym, może to być jedynie Lucyfer.

    Przecież, Wielka Inwokacja do Maitrei błaga o wprowadzenie na ziemi „Planu”; czyli, powszechnego systemu kart kredytowych (kontrola zupełna tego co kupujemy i gdzie kupujemy), ustanowienie centralnej dystrybucji żywności światowej (vide Księga Rodzaju 47; 15), ogólnoświatowe opodatkowanie oraz ogólnoświatowe siły policyjne. W USA powstał już Pierwszy Batalion Ziemski. Wiadomo, sztab Maitrei mieści się w Nowym Jorku, przy 777 United Nation Plaza, w siedzibie Obywateli Planetarnych. Dalej, przy 866 United Nation Plaża (Plac Narodów Zjednoczonych) jest Lucis Trust. David Sprangler, dyrektor Inicjatywy Planetarnej (obecnej w Polsce), oświadczył bez żenady, że wtajemniczenia lucyferyczne są konieczne dla powszechnego wprowadzenia religii „New Age”.

    Również, Aurelio Peccei, założyciel „Club of Rome” (aktywny w Polsce), okazał się jawnym zwolennikiem wtajemniczeń lucyferycznych. Podejrzewam, iż w przypadku mesjasza Maitrei będzie biznes poważny. Zwolennicy Maitrei są obecni w ONZ, w poważnych kręgach naukowych i politycznych, a nawet w hierarchii Kościoła katolickiego.

    Obecnie, najbardziej “kochliwi” biskupi Kościoła rzymskiego, wierzący w bożka Miłość, nie mogą zaprzeczyć, że obecność gnozy wśród katolików stała się faktem. Wprawdzie oparliśmy się filozofii materialistycznej, utażsamiającej człowieka z małpą, lecz stajemy się bezradni wobec filozofii gnozy, utożsamiającej człowieka z aniołem. Poczęliśmy tworzyć “teologię własną”, dopasowaną do potrzeb religii „New Age”.

    W takich układach, masoneria amerykańska gorączkowo przygotowuje się do obchodów roku lucyferycznego 6000 A.L., czyli, A.D. 2000. Mason Ronald Reagan przygotował prezydenturę dla arcymasona George Bush. Ten, z kolei, pracuje do utraty zdrowia nad wprowadzeniem USA, i reszty świata, pod tysiącletnie panowanie „Lorda Maitrei” , księcia światłości, czy jak kto woli, Lucyfera. Popycha więc Amerykę do przodu, ciągle do przodu, aby spełniły się odwieczne marzenia farmazonów o “tysiącu punktów świetlnych”. To jest jego misją. Przyrzeka, że ją wypełni. Zobaczymy, czy uda mu się zrealizować to w pełni. Pierwej, w A.D. 1999, czyli w 5999 A.L., ma odbyć się wielki jubel; coś w rodzaju saturnalii. Gdzie? – Wiadomo, w Egipcie, we wnętrzu piramidy Cheopsa! Przecież, w piramidach odbywały się wtajemniczenia lucyferyczne. Po to głównie były budowane. Dla chwały księcia światłości. Faraonów grzebano tam okazyjnie. Być może, jako wielkich kapłanów Lucyfera, czy też jako wcielonego boga Słońce. Tak, George Bush przyobiecał udać się do Egiptu w roku 1999, aby zadeklarować tam tysiącletnie panowanie Lucyfera, „New Age”, czy też „New World Order”.

    W związku z tym, nasunęła się mi pewna myśl. Skoro Watykan uważa, iż masoni są cacy, że należy ich poważać i sza-nować, to powinniśmy być wdzięczni prezydentowi USA, George Bush, za tak wielką troskę o rodzaj ludzki. Jednak, po co nam wówczas będzie potrzebny Watykan? Jako muzeum zakłamania?

    PRZYPISY.

    [1]. Dla czytelnika znającego język angielski załączam frag-ment opisu wydarzenia w Londynie, w 1991 roku. Skoro opis pochodzi z „Jewish Chronicle” (Aug. 2, 1991), więc nie może być wymysłem “antysemitów”.

    Police were called to Stamford Hill, the hea rt of the strictly Orthodox community in London, during the weekend, when bricks were hurled at a house, a car was attacked by a crowd armed with metal bars, and a family was forced to leave its home. Police reports said over 100 people were involved in disturbances on Sarurday and Sunday nights.The violence flared during demonstrations by strictly Orthodox jews against the sentencing of 18-year-old Stamford Hill resident Eli Cohen for indecent assault against a five-year-old girl.

    Żydów rozwścieczyło nie to, że Eli Cohen zgwałcił pięcioletnią dziewczynkę, bo to u nich nie jest przestępstwem, ale fakt, że rodzice dziewczynki powiadomili o gwałcie władze angielskie; czyli, dopuścili się przewinienia zwanego „mesira”. Według Talmudu, żyd świadczący przeciwko żydowi u władz nieżydowskich jest „mojser” i podlega karze śmierci.

    [2] Oto notatka prasowa o pomocy amerykańskiej dla Izraela.

    The cost of a friendship: Cong. Lee Hamil-ton of Indiana disclosed recently that U.S. aid to lsrael sińce 1967 is at least $77 billion, or $16,500 for every Israeli man, woman, and child. The fig-urę could be higher, he suggested, because so many forms of aid are hidden in obscure appropriations, and “things keep popping out.”

    Gdy do tego dodamy dziesiątki miliardów marek niemieckich, to obraz pasożyta ogólnoświatowego będzie pełniejszy.

  9. Piotrx said

    „Gigantomania” – Romuald Gładkowski cz 3.

    Toronto-1992
    /fragmenty/

    SUPERŻABY I SUPERBAŁAGAN.

    Wszystko wskazuje na to, że Polska współczesna jest krajem rozkładu politycznego. Nie ma tu jedności i nie ma ciągłości myśli politycznej. W konsekwencji, naród polski musi być piłką kopaną od nogi do nogi, w rytm gwizdka uczynnych grabarzy Polski w fartuszkach.

    Kto rządzi narodami? – Siły ustanowione. Kto jest siłami ustanowionymi: papież, generałowie, wielki przemysłowiec, czy ogólnie, multimilioner? – Podejrzewam, że żaden z nich, gdyż status społeczny niewiele ma wspólnego z silną władzą. Siła polityczna jest możliwością podejmowania decyzji niezależnych, które wywierają wpływ bezpośredni na obowiązujący system rządzenia krajem. Należy tutaj rozgra-niczyć władzę pozorną od władzy rzeczywistej. Papież, który zużywa większość swojej energii na ochronę przed byciem otrutym, lub zastrzelonym, może nie mieć żadnej władzy. Podobnie, generał rozporządzający dywizjami, decydujący o życiu żołnierzy, może być pajacem na sznurku, może być ślepym wykonawcą czyjejś woli, a nie własnej. Przemysłowiec, ciągle borykający się ze zmorą strajków oraz z podatkami i recesją ekonomiczną, może również nie mieć grosza w portfelu i może nie mieć czasu i ochoty na myślenie o polityce. Wszystko wskazuje na to, że narodami włada ten, kto jest w stanie władać umysłem ludzkim. Tak, pełna kontrola narodu jest kontrolą myślenia jego członków, jest kontrolą duszy, jest manipulowaniem wolą człowieka dla celów własnych. Przykładem może tu być inspirowanie infantylnych zrywów zbrojnych, z góry skazanych na niepowodzenie, czy też wybieranie na prezydenta takiego człowieka, który jest gotów własny naród powiesić na sznurze.

    Tym samym, głównym narzędziem władzy jest propaganda masowa na łamach prasy, w radio i telewizji. Środki masowego przekazu są w stanie budować iluzję oraz lansować zgubne idee i poglądy; w zależności od wymogów chwili. Jest to kreowanie opinii publicznej i jej kontrola. Nic więc dziwnego, iż żydzi pragną panować niepodzielnie nad wszystkim co informuje człowieka. Pod wpływem ich propagandy, Polak zaczyna wierzyć, że jest „wolny” i „równy”, że stał się istotą pragmatyczną i racjonalną, która nie pochyla głowy przed nikim. W istocie rzeczy, zapatrzony w Michnika zwolennik socjaldemokracji staje się sługą najbardziej bezmyślnym w historii narodu polskiego. Przede wszystkim, musi kłaniać się dolarowi, i to na co dzień. Staje się bardziej zabobonny i naiwny, aniżeli dewotki parafialne, którymi od dawna gardzi i z których szydzi. „Wolność wyboru” świata demokratycznego jest wielką iluzją. Nasze decyzje w sprawach znaczących najczęściej nie są decyzjami naszymi. Powiedzmy, to ktoś inny zadecydował, że Polki będą pozbywać się ciąży, że dla zachowania „równowagi” w Europie naród polski ma jałowieć. A Polki naiwne myślą, że jest to ich wolna wola. W konsekwencji, tak cynicznie wyrobiona bezmyślność masowa pozbawiła nasz naród przywództwa naturalnego.

    Jak już wcześniej wspomniałem, podmiana komunizmu demokracją w ogóle nie oznacza przybliżenia się do wolności, czy też do prawdy. Bowiem, są to odmienne wersje tego samego błędu egalitarnego. Zatem, Polak głosujący nie oddala się od miejsca, które tak bardzo pragnął opuścić. Żydzi w Polsce rządzili i żydzi nadal rządzą; mimo, iż czerwień stopniowo podmieniają na purpurę. Taktycznie, katolicyzm oparli na humanitaryzmie. A księża naiwni z tego się cieszą. Zapewne, nie dostrzegają, obecności maranizmu.

    Trudno jest nabrać przekonania, że w Polsce indyferentnej może nastąpić powrót do katolicyzmu; mimo, iż przytłaczająca większość kandydatów do Sejmu reklamowała się jako demokratyczna i chrześcijańska. Nieustanne ględzenie o miłości oraz ciągoty w kierunku mistycyzmu nie powięk-szają kolejek przed konfesjonałami, ale zasilają szeregi sekt wszelakich, z satanistami i różokrzyżowcami włącznie10 Są to owoce Kościoła chorego, a nie Kościoła tryumfującego. Powiedziałbym, że są to zatrute owoce Kościoła zjudaizowanego. Tego rodzaju katolicyzm staje się wyznaniem banalnym; co uwidacznia się w jego liturgii posoborowej.

    Znieczulica duchowa usuwa widmo piekła w nicość. Z kolei, tam, gdzie nie ma poczucia zagrożenia, nie może być zbawienia. Tak, naród polski pogrąża się nie tylko w chaosie gospodarczym, ale i w moralnym.

    Przecież, Polak indyferentny nie potrzebuje nowenn i pielgrzymek, aby tym wypełnić własną pustkę duchową. Do tego wystarczy mu załadowany pornografią magnetowid oraz używki, z narkotykami włącznie. O ile dołączy jeszcze masturbację, tak żarliwie propagowaną przez agentów Planowania Rodziny, jako logiczny finał rewolucji seksualnej, to jego „realizacja w absolucie immanentnym” dosięgnie zenitu. Jakkolwiek, przebudzenie się następnego dnia może być wielce szokujące, tak jak całe jego życie nędzne jest szokujące. Niezwłocznie, musi więc sięgnąć po nową dawkę używek, nawet już bez masturbacji, gdyż ta wymaga wytchnienia, aby choć odrobinę przybliżyć się do stanu „Shiwaham!”. Episkopat Polski jest mu potrzebny na tyle, na ile swoimi listami pasterskimi zapala zielone światło dla twórców świata perwersji oraz iluzji.

    Ten, kto nie wierzy w Boga, nie wie jaki jest powód rzeczywisty jego niewiary. Zatem, nie jest w stanie przewidzieć, w jakich okolicznościach życiowych byłby skłonny uwierzyć. Zazwyczaj, nawet wówczas, gdy jego wymagania doczesne zostają w części spełnione, grzesznik zblazowany niezwłocznie wynajduje nowe powody do usprawiedliwienia swojej niewiary. Przecież, wiara jest wyparciem się stawiania jakichkolwiek warunków. Jest pokorą bezwarunkową. To indyferentyzm trzebi szeregi katolików. Ba, podejrzewam, że indyferenci nigdy nie byli katolikami. Odchodzą, bo nigdy do nas nie należeli; nawet nosząc sutannę. Zatem, znaczenie mają ci Polacy, którzy uratują siebie przed indyferentyzmem zdegenerowanego marginesu narodowego naszych czasów. Kościół Chrystusa Króla nie może pozwolić sobie na hańbę marszu na skróty; dla przypodobania się pejsatej mamonie i wielbiącej ją gawiedzi, która w wyborach demokratycznych głosuje na Barabasza.

    Polak indyferentny wydaje się rozumieć słowo „polityka” jako głosowanie. Bowiem, na całym świecie socjaldemokracja spłyciła politykę do procederu przebiegłego manipulowania „tak” i „nie” ogłupionych do reszty wyborców.
    Nic więc dziwnego, że u schyłku XX wieku Polak dopatruje się nadziei dla siebie we wnętrzu urny wyborczej. Nic też dziwnego, że w Polsce patent na wybory przypisał sobie żyd, co w części potwierdza tytuł jego organu propagandowego „Gazeta Wyborcza”. Tym samym, immanentne zmiany w rządzeniu krajem stały się zasada żelazne, gdyż tego wymagaj a interesy żydostwa międzynarodowego. Marzeniem żyda jest, aby urna wyborcza stała się jedynym ogniwem wiążącym ze sobą ludzi zamieszkujących dany okręg administracyjny. Jak paśnik dla baranów. Nawet w „Gaudum et Spes” Soboru Watykańskiego II fetysz głosowania znalazł swoje poparcie. Mimo, iż tak wielu papieży, począwszy od Piusa VI, otwarcie potępiło zwyczaj „wyborów demokratycznych”. Przecież, ten Sobór był dyrygowany przez judeofili, którym sakiewka żydowska, handlująca głosami wyborców, jest bardziej potrzebna, aniżeli Duch Święty.

    W systemie demokratycznym, każdy, kto potrafi urobić opinię publiczną, jest w stanie decydować o wynikach wyborów. Skoro czytelnik doświadczył tego na własnej skórze, nie muszę więc przytaczać argumentów dodatkowych, że tak jest. Mimo, iż głosowanie jest nieodłączną częścią demokracji, NIE JEST nieodłączną częścią polityki. Obecność głosowania w polityce jest wymuszona i jest przypadkowa. Bowiem, jakim prawem człowiek może rządzić na bazie zmiennej demokracji, skoro każda władza prawowita jest zobowiązana trzymać się zasad prawa naturalnego, które jest niezmienne? Opinia gawiedzi nie ma z tym nic wspólnego. Głosowanie powszechne jest inowacją masonów XVIII wieku. Nawet, było obce Grekom starożytnym, do których demokraci współcześni się przyznają.

    Św. Paweł orzekł, że cała władza na ziemi pochodzi od Boga. Za to masońska Deklaracja Praw Człowieka, z 1789 ro-ku, twierdzi co innego; że to człowiek jest źródłem wszelkiej władzy na ziemi. Przecież, ta filozofia jest podstawą ideologii demokracji. Nie ma w niej odsyłacza do prawa naturalnego, które istnieje niezależnie od woli i nastrojów „ludu”. W istocie rzeczy, rządzący muszą rządzić jako le-gaci Pana Boga, a nie jako przedstawiciele „ludu”. Żaden
    rząd na ziemi nie ma prawa wprowadzać w życie przepisów sprzecznych z prawem Bożym; nawet wówczas, gdy są one wyrazem woli większości obywateli. Wszechświat Boży nie jest demokracją.

    W roku 1925, papież Pius XI ogłosił encyklikę „Quas primas”, w której wyraźnie wyjaśnił powody trudności nawarstwiających się w polityce i w gospodarce światowej. Zło w świecie istnieje głównie dlatego, że ludzie usunęli z życia własnego Chrystusa Króla; dla którego nie ma już miejsca tak w życiu prywatnym, jak i w politycznym. Dalej, dopóki rządzący nie podporządkują się całkowicie naszemu Odkupicielowi, dopóty nie będzie pokoju pomiędzy narodami. Papież powiedział wyraźnie, którędy należy iść przez życie, a mimo tego zawierzyliśmy głosowaniu demokratycznemu. O ironio, nauczanie Soboru Watykańskiego II wyparło się tej encykliki. Mimo, iż przez długie wieki papieże głosili, że rządy poszczególnych narodów muszą podporządkować się Chrystusowi Królowi i Jego prawu. Więcej, cały rodzaj ludzki jest zobowiązany podporządkować się władzy Chrystusa Króla, włączając w to żydów spoganiałych.

    Za tym przemawia-ją fakty następujące. Pan Bóg jest naszym stwórcą. Ci, którzy zostali stworzeni, mają święty obowiązek miłować Stwórcę i być mu posłusznym. Tu nie może być miejsca na żadne „ale”. Nie da się bowiem miłować Pana Boga odmawiając mu posłuszeństwa. Dalej, nie możemy być posłuszni Panu Bogu, jeżeli nie podporządkujemy się władzy Chrystusa Króla. Przecież, Chrystus jest naszym Królem z tytułu obowiązującego prawa naturalnego; jako nasz Zbawiciel. W tym układzie, separacja Państwa od Kościoła Chrystusa Króla jest bluźnierstwem, jest herezją. Przecież, Boże przykazania nie dotyczą wyłącznie przekonań prywatnych. Jest więc bluźnierstwem, jeżeli katolik, nawet z Unii Demokratycznej, twierdzi, iż Dekalog należy uwięzić pod strzechą.

    Człowiek jest wolny moralnie w robieniu tylko tego, co jest miłe Panu Bogu. To, że jesteśmy zdolni fizycznie przystąpić do działania, oraz jesteśmy zdolni psychicznie zadecydować, czy to działanie należy przeprowadzić, nie oznacza wcale, że mamy prawo je wykonać, o ile istnieje konflikt z ograniczeniami natury moralnej. Powiedzmy, żyd może wykorzystać swoje wpływy międzynarodowe, aby Polskę ogołocić doszczętnie z dóbr naturalnych. Może uczynić to fizycznie, wywożąc dobra z Polski. Wsparty Talmudem, może być gotów psychicznie do takiego czynu. Może skorzystać z własnej wolnej woli. Jednak, nie będzie wolny moralnie, aby kraść podstępnie i sprzeniewierzać się przykazaniu Bożemu: „Nie kradnij!”. Zatem, nie ma prawa, aby w ten sposób postępować; nawet, gdy posiada uzasadnienie prawne, gdyż prawo nie musi potwierdzać prowadzenia się moralnego. Postępowanie zgodne z przepisami prawnymi, szczególnie demokratycznymi, nie musi być postępowaniem zgodnym z wo-lą Pana Boga. Więcej, człowiek nie uzyskał prawa do wyboru tego, co jest złem i zakłamaniem. Musimy wreszcie nauczyć się rozgraniczać to, co jest dopuszczalne prawnie, od tego, co jest dopuszczalne moralnie. Zawsze, posłuszeństwo wobec prawa godzącego w odwieczne prawo naturalne, w prawo Boże, jest bezprawiem.

    Gdyby Deklaracja Praw Człowieka pozostała dokumentem wyłącznie amerykańskim lub francuskim, nie byłoby z tym większego problemu. Jednak, 10 grudnia, 1948 roku, ONZ przeforsowała dokument o nazwie „Powszechna Deklaracja Praw Człowieka”. W jej artykule 21 czytamy: „Wola ludu powinna być podstawą autorytetu rządu. Wola ta powinna być wyrażona w cyklicznych i ogólnych wyborach, opartych na powszechnym, równym i tajnym głosowaniu”. Dalej, po przydługawym i nonsensownym bełkocie o prawach człowieka, w artykule 28 czytamy, że „każdy posiada prawo do porządku społecznego i międzynarodowego, w którym prawa i swobody „ustalona w niniejszej deklaracji” mogą być w pełni realizowane”. Tak, za każdą rewolucją, za każdym ruchem wywrotowym ukrywa się zwątpienie w człowieka. Twórcy „novus ordo seclorum” są przekonani, że człowiek posiada większe prawa i zdolności do rządzenia bliźnim, aniżeli sobą samym. Tak głęboko zaawansowany sceptycyzm, co do natury ludzkiej, musi doprowadzić nas do tyranii niespotykanej w dziejach ludzkości.

    Żydomasoneria, która narzuciła nam demokrację głosującą, dla ratowania własnej skóry, musi głosić bajkę o rządach monarchicznych jako autokratycznych i wiodących do despotyzmu. Przecież, autokratyzm jest centralizacją władzy, jak za rządów komunistów. Tam, rząd rości sobie prawo do wszystkiego, nawet do decydowania o pożyciu małżeńskim. Stąd, pod rządami autokratycznymi, bezduszna i bezosobowa biurokracja przemawia do bezosobowych obywateli, którzy oczekują od rządu, że będzie za nich myślał i dostarczał im wszystkiego, co jest niezbędne do życia. Czy może to mieć coś wspólnego z monarchią katolicką? Wątpię. Jednak, skoro rządy monarchiczne są konkurentem dla rządów masoń-skich, liberalne środki masowego przekazu przedstawiają je w świetle pejoratywnym.

    W istocie rzeczy, monarchia katolicka uznaje naturalną hierarchiczność w zorganizowaniu narodu, gdzie każdy człowiek posiada prawa i obowiązki odpowiednie dla szczebla, który sobą reprezentuje. W systemie monarchicznym każdy człowiek jest nie do zastąpienia i każdy odpowiada imien-nie za swoje postępowanie. To jest prawdziwie polityczny styl życia. Przecież, istotą polityki nie jest głosowanie, ale przekazywanie autorytetu, którego źródłem jest nie kto inny, jak Pan Bóg. Tym samym, socjaldemokracja głosująca musi być bluźniercza, gdyż całkowicie zmienia kierunek przekazywania autorytetu: od dołu, do góry. Istotnie, autorytet Pana Boga nie może mieć swojego źródła w „ludzkości”. Stąd, Kościół Chrystusa Króla nigdy nie będzie „Kościołem Obywatela i Demokracji”.

    Głosowanie demokratyczne, godzące w prawo naturalne, stwarza więc dla siebie problemy nie do rozwiązania. Jak tu rządzić demokratycznie, skoro decyzje ostateczną musi podjąć jeden człowiek konkretny? W jaki sposób magicznej iluzji demokracji nadać rysy rzeczywiste? Tutaj, bez użycia siły nie może być wyjścia z sytuacji. Tym samym, każda demokracja kończy się totalitaryzmem. Dalej, skoro każdy wyborca głosujący ma być królem, demokracja nie tylko, że nie usuwa monarchii, ale przeobraża ją w formę zdegenerowaną, urągającą Panu Bogu i ludziom; o ile słowo „człowiek” ma być powodem do dumy.

    Demokracja, przybrana w szaty królewskie, nigdy nie będzie w stanie pełnić funkcji królewskich. Władza, jaką przypisują sobie rządy demokratyczne, jest władzą nieograniczoną. Takiej władzy nie posiadał żaden cezar, ani też żaden despota z Orientu. Rządy demokratyczne przywołują do życia stary cezaryzm pogański, który umieścił władzę ponad prawem narodowym i tradycją; co jest krańcowo odmienne od królestwa katolickiego, w którym król był zobowiązany przestrzegać prawo naturalne i narodową tradycją.

    Do największych obowiązków króla katolickiego należało być sędzią. Nie tyle ustawodawcą i wykonawcą, ile sędzią. Spoganizowana tyrania króli i cesarzy, która zniszczyła Europą katolicką, znalazła następcę w „woli ludu”. Pozbawieni oblicza i anonimowi królowie demokracji, przywłaszczając sobie wszystkie trzy atrybuty władzy królewskiej, tj. sądowniczy, ustawodawczy i wykonawczy, bez nawiązywania ich do woli Pana Boga, nie tylko ustanawiają własne prawo, ale również interpretują je zgodnie z własnym widzi mi się; przeważnie, w zależności od wymogów żydostwa międzynarodowego. Jest to bestia bez nazwy, która włada nie tylko ciałem ludzkim, ale i umysłem. Tutaj, nawet największa pod słońcem zbrodnia jest w stanie znaleźć swoje uzasadnienie i może być „zgodna z prawem”.

    Zatem, masońska utopia demokratyczna, z jej tolerancją wszystkiego co istnieje pod słońcem, nie może być rozwiązaniem dla piętrzących się problemów świata współczesnego. Naród polski, chcąc przetrwać, musi odrzucić chaotyczny styl życia obrzezanych i przylgnąć do fundamentalizmu naro-dowego i katolickiego.

    Jeżeli ktoś twierdzi, że narodu polskiego nie da się zmienić, bowiem inne czasy nastały i jest na to za późno, to proszę zwrócić uwagę na żydów i komunistów. Oni zmienili społeczeństwo polskie! Skorumpowali i odczłowieczyli, legalizując rozwody i aborcję. Jednak, wiedzieli dobrze czego chcą i do czego zmierzają, oraz byli przygotowani do działania w tym kierunku. Więcej, nadal są gotowi o to walczyć. W konsekwencji, socjaldemokracja dzisiejsza daje nam możliwość wyboru i decydowania jedynie w sprawach, które nie mają żadnego znaczenia w naszym życiu codziennym, lub bardzo znikome. Nawet, jeść musimy to, co jest możliwe do kupienia w sklepie i ubierać się w takie łachmany, jakie łaskawie odsprzedaje nam Mirwisz lub Warszawer.

    Powoli stajemy się komuną yuppies, adorującą konsumeryzm i relatywizm moralny. Socjaldemokraci nie chcą zaufać przeciętnemu Polakowi w zakresie gospodarzenia sobą i swoją rodziną. Nie chcą też, aby Polak miał swój udział w rządzeniu krajem. Dają mu jedynie głos w wyborach, ale nie chcą dać żadnej władzy politycznej. Coraz natarczywiej będą odmawiać Polakom wszystkiego: żony, dzieci, domu, warsztatu pracy, zagrody, pługa, siewnika, młyna, tartaku, piekarni, a nawet krowy i konia; gdyż to wszystko jest źródłem siły ekonomicznej i politycznej. W konsekwencji, Polak głosujący jest bardziej bezsilny, aniżeli był jego ojciec pięćdziesiąt lat temu. Wszystkie prawa człowieka i obywatela, jakie otrzymaliśmy od guru „nowego porządku w świecie”, są bez znaczenia praktycznego. Żargon polityczny, który rozbudowują z roku na rok, odciąga nas od Prawdy, i tym samym, od wolności. Bowiem, wolność człowieka, jest rezultatem zbliżenia się do Prawdy, do objawienia Bożego.

    Polak przeciętny nie myśli o wygraniu wojny. Zadawala się sukcesami na własnym podwórku. Zawsze, szerokie poparcie społeczne uzyskują ci, którzy deklarują się rozwiązać problemy naglące. Z takim nastrojem, żadna armia w historii ludzkości nie wygrała wojny. Głupolak nie wygra jej również, gdyż cynizm i hipokryzja niszczy, a nie buduje.

    Kiedy hasła i ideały dotyczą przyszłości odległej, kiedy są abstrakcyjne, kiedy mówi się o misji narodu, to nie ma co liczyć na poparcie masowe. Powiedzmy, to wszystko, czego pragną narodowcy, a więc, poszanowania prawa naturalnego oraz porządku, poszanowania dla autorytetów oraz poczucia patriotyzmu, a także bycia gospodarzem we własnym kraju, dla przeciętnego Polaka wydaje się być celem bez sensu. Woli pełzać u stóp „dysydentów bohaterskich”, a nawet gawiedzi rozpyskowanej, o ile ta zdobyła dostateczną ilość głosów w wyborach. Politycy wytrawni wiedzą o tym doskonale. Nic więc dziwnego, że ci politycy, którzy pragną zdobyć szybkie poparcie społeczne, tuż przed wyborami, zawsze obiecują rozwiązać problemy naglące, które są najczęściej problemami trzeciorzędnymi i ich rozwiązanie nie poprawi położenia przeciętnego wyborcy.

    Zazwyczaj, wybory demokratyczne wygrywają cynicy, gdyż mają obietnic bez liku. Jakkolwiek, walka o wygody osobiste i doraźne może wygrać bitwę, lecz z reguły prowadzi do przegrania wojny, gdyż obietnice szarlatanów politycznych nie mają pokrycia w rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że skołowani Polacy, kiedy mówię o wolności, to maję na myśli przede wszystkim zaspokojenie własnych zachcianek. Dla niektórych wolnością jest swobodny dostęp do burdeli. Wielu wyobraża sobie, że skoro źyd-bolszewik przyniósł nam niewolę, to żyd-Amerykanin przy-niesie wolność. Nawet nie przypuszczają, że teraz, mając na karku jednego złodzieja, znaleźli się w gorszej sytuacji, aniżeli byli kilka lat temu, kiedy mieli nad sobą dwóch złodziei. Sytuację pogarsza fakt, że socjaldemokracja wy-pacza charakter narodowy. Jej przywódcy, gdy tylko dojdą do władzy, to niezwłocznie wołają o kredyty, o inwestycje zagraniczne, o pieniądze nie swoje. Czy kapitał obcy może podnieść naród z kolan? Przenigdy! Bowiem, wołanie, „Daj nam chleba!”, jest bardzo zaraźliwe i udziela się wszystkim. Nawet członkom ugrupowań narodowych. Przede wszystkim, wołanie żebrzące nie jest pokutą za grzechy popełnione w przeszłości. Taka postawa jest pasywna i nie dotyka korzeni zła. Nie rusza narodowego elementu pasożytniczego i jego biurokracji. Zatem, Polską rządził Źydowiecki i nadal rządzi Źydowiecki. – Ktoś napisał mi z kraju, w Polsce zmieniło się tylko tyle, że komuniści nie muszą już płacić składek członkowskich.

    To wroga narodowi polskiemu propaganda wylansowała u nas modę na żebranie. Pod jej wpływem zrodziło się w Polsce przekonanie, że tylko ten Polak żyje dobrze, który otrzymuje paczki i pieniądze z zagranicy. Nie dano nam żadnej nadziei na zamożność budowaną polskimi rękami na polskiej ziemi. Tak degenerujące nastawienie do życia nie może mieć przyszłości rozwojowej.
    Tym samym, o ile naturalni przywódcy narodu polskiego nie wyzbędą się mentalności żebraczej, o ile nie zaczną budować własnych fabryk, własnych warsztatów pracy oraz nie zaczną zakładać własne gospodarstwa rolne wykorzystujące najnowsze zdobycze nauki i technologii, o ile nie dadzą ludziom zatrudnienia i nie udowodnią praktycznie, że ich ideały i slogany wyborcze mogą być realizowane z powodzeniem, to nie mamy podstaw, aby marzyć o „Wielkiej Polsce”. Tylko pieniądze zarobione w Polsce i przeznaczone na kampanię wyborczą mogą zmienić sposób myślenia Polaków ogłupionych. Do tej pory, operująca markami niemieckimi kurtyzana z hamburskiego Rajbabanu posiada większą wartość w oczach Polaka głosującego, aniżeli godny szacunku profesor polskiego uniwersytetu. Wydaje się, że Polak głosujący traci powonienie całkowicie.

    Słyszałem wypowiedzi, że Polacy głosowali na żydów, ponieważ tak proboszcz im kazał, oraz ze strachu… Przed czym, nie wyjaśniono mi dokładniej. Cóż, mówi się powszechnie, że strach jest zaraźliwy i niesie daleko idące konsekwencje. Szczególnie groźny jest strach zbiorowy, ogarniający cały naród; jak w przypadku wojny lub nędzy ekonomicznej. Reakcją naturalną na strach jest poszukiwanie winowajcy zaistniałego bałaganu. W przypadku Polski współczesnej, o zawężonym umyśle liberałowie sekularystyczni oraz socjaldemokraci dopatrują się zawężenia umysłu u katolików i tym tłumaczą ogólną niechęć Polaków do żydów (którzy mimo tego na żydów głosowali?). Twierdzą, że żyd stał się kozłem ofiarnym ruiny gospodarki polskiej. Należy przyznać, że jest w tym sporo prawdy, gdyż w okresie zamożności powszechnej, jak w czasach I Rzeczpospolitej, można pozwolić sobie nawet na dokarmianie szczura i można mieć z tego uciechę. Jednak, gdy głód nastanie, szczur bierze w skórę za to wszystko, co przeżarł i co zamierza przeżreć. W okresie klęsk i kataklizmów nie może być miejsca dla pasożytów. Takie jest prawo natury. Pasożyci narodowi również mu podlegają. Tym należy tłumaczyć ogólnoświatowy zasięg niechęci do żydów.

    Wprawdzie nasza sytuacja jest trudna, ale nie jest beznadziejna. Zawsze jest warto starać się poprawić swoje położenie. Lepiej jest zapalić choć jedną świece, aniżeli bezczynnie tkwić w ciemnościach. Istnieją wszelkie podstawy by wierzyć, że po tragicznym okresie międzywojennym i jego konsekwencji logicznej, drugiej wojnie światowej, oraz po łaźni nam zgotowanej, tuż po zakończeniu wojny, przez „mędrców Syjonu”, staniemy się mądrzejsi i dokonamy zwrotu w naszym postępowaniu oraz w sposobie myślenia. W dalszej części tego rozdziału, podam kilka myśli, które mogą być wykorzystane w programie odrodzenia narodowego.

    Skoro Pan Bóg stworzył człowieka jako istotę społeczną i polityczną, błędem byłoby stronić od polityki. Byłoby to zadawaniem gwałtu porządkowi naturalnemu, gdyż człowiek apolityczny jest takim samym zwyrodnieniem jak człowiek aspołeczny. Stąd, w rzeczywistości socjaldemokratycznej, naród musi posiadać własną partię polityczną, która będzie bronić żywotnych interesów narodowych, politycznych i gos-podarczych, tak wewnątrz kraju, jak i na zewnątrz. Bez skrystalizowanego przedstawicielstwa i przywództwa, naród nie może mieć przyszłości świetlanej , gdyż wówczas podupada suwerenność państwowa. Każda forma okupacji, jako doraźna i eksploatująca, degeneruje naród i dewastuje kraj. Stąd, istnienie partii narodowej jest sprawą życia i śmierci.

    Dalej, wszelkie synkretyczne dewiacje polityczne, jak unie partyjne w rodzaju Konfederacji Polski Niepodległej, Chrześcijańskiej Demokracji i Chrześcijańskiej Partii Pracy(?), są natury dywersyjnej, gdyż zazwyczaj są powoła-ne przez siły narodowi obce i wrogie. Kryją się w nich wszelkie szumowiny polityczne. Bezpiecznie. Powiedzmy, KPN nawiązująca otwarcie do tradycji Konfederacji Barskiej, czyli konfederacji pracującej dla interesów sił obcych, od początku była jaczejką socjaldemokratów, volksdojczy oraz Ukraińców.

    Wojna zwolenników KPN ze zwolennikami KSS „KOR” była wojną zaplanowaną, doraźną, wojną cynicznie wykorzys-tującą dezorientację rywalizujących stron. Nic więc dziwnego, że żyd, który zrywał plakaty KPN i torpedował akcje protestacyjne, jako godzące w doraźne interesy KSS „KOR”, nieco później witał Leszka Moczulskiego, w Toronto, z ot-wartymi ramionami. Niestety, naród pozbawiony przywództwa naturalnego zawsze musi szukać nadziei dla siebie w szarlatanerii politycznej.

    Siły, które niszczą nasz naród, posiadają charakter rewolucyjny. Zatem, jest niemożliwe, aby móc je pokonać jed-nym cięciem miecza. Tutaj, jest konieczna walka nieustan-na. Stąd, jest konieczne, aby mieć skrystalizowany program polityczny i ciągłe przywództwo. Zawsze będziemy musieli odbudowywać to, co nam obca przemoc zniszczy. Żyd, dążący do wiecznej nirwany dla siebie, jako utopista, nigdy nie spocznie, nigdy nie nasyci się i zawsze będzie niszczył.

    To samo można powiedzieć o całym ruchu socjalistycznym, którzy żydzi utworzyli. Dalej, chcąc mieć w kraju postęp, nie możemy ograniczyć naszego działania wyłącznie do naprawiania szkód. Musimy budować rzeczy nowe. Tym samym, nie wolno nam prowadzić stylu życia jałowego i bumelanckiego. Narodowcy w Polsce powinni starać się organizować rozważnie wyselekcjonowaną grupę ludzi w skuteczną siłę polityczną, która będzie siłą polską i rozwojową. Cywilizacja i kultura narodowa zostają zachowane przez ludzi świadomych oraz zdyscyplinowanych, którzy tak długo stawiają czoła nawar-stwiającym się problemom, aż nie znajdą rozwiązania. W tym przypadku, nie może być miejsca dla mięczaków bujających w obłokach i chowających głowę w piasku przy lada niepowo-dzeniu; nawet jęcząc „O Maryja!”.

    Zawsze musimy zachować inicjatywę we własnych rękach. Dla nas, nawet zwycięstwo połowiczne jest przegraną. Nie zapominajmy też, że dzięki zwycięstwom połowicznym bol-szewicy mogli Rosję utopić we krwi i trzymać w niewoli przez dziesiątki lat. Rosji zabrakło męża, który rozwiązałby „problem żydostwa” raz na zawsze. Rosjanom zabrakło Światosława. Brak sprecyzowanej idei twórczej zawęża możli-wość stawiania oporu i walki. Naród staje się bezradny w konfrontacji z fanatyzmem, który jest zdolny wywołać po-żogę nieposkramialną. Zatem, żyd fanatyczny zawsze pali, morduje i zwycięża. Wypływa stąd wniosek oczywisty, że o ile nie da się fanatyka powiesić, to przynajmniej należy go zamknąć w żelaznej klatce. Tego wymaga nasz byt narodowy i nasze bezpieczeństwo.

    W każdym narodzie przytłaczająca większość ludzi jest neutralna ideologicznie. Po prostu, maszerują w tłumie bez-myślnie. Są to urodzeni indyferenci, którzy zawsze lgną do najsilniejszych i starają się robić to, co jest „modne”. Powiedzmy, kiedy stanie się normą zażywanie narkotyków, pedofilia, kopulacja obłędna i opilstwo, przyjmą to wszystko bez większego „ale”. Z kolei, kiedy wzorcem życia bę-dzie samodyscyplina, poczucie patriotyzmu, czystość ciała i duszy, to masy podążą w tymże kierunku. Po to jest nam potrzebna siła polityczna, która spopularyzuje zdrowe prowadzenie się. Chodzi o to, aby cały naród polski był dalekowzroczny, aby był przygotowany moralnie, duchowo i fizycznie do przyjęcia swojego przeznaczenia, do spełniania misji dziejowej, która powierzył nam Stwórca wszechmocny. Naród potrzebuje przywództwa, o ile pragnie dojść do czegoś wartościowego.

    Tak, istnienie partii narodowej jest koniecznością. Powinna propagować wśród Polaków nadzieję na poprawę sytuacji w kraju. W tym celu, musi wzbogacić świadomość narodową Polaka przeciętnego, musi dopomóc mu zrewidować utarty i naiwny sposób patrzenia na wydarzenia w kraju i na świe-cie, kształcąc i uświadamiając politycznie. Musi dopomóc mu wyjść z marazmu duchowego i chaotycznej improwizacji w działaniu, by mógł zużyć cały swój zapał i energię na rozwój kultury i gospodarki narodowej. Celem partii narodowej powinno być jednoczenie Polaków celowo skłócanych ze sobą. Powinna odbudowywać nadwerężoną solidarność narodową. Powinna ukierunkowywać ich życiowo w oparciu o trwałe ide-ały narodowe, które powinny być na nowo przemyślane, dopasowane i uaktualnione. Warto zastanowić się do czego zmierzamy i w jaki sposób. To dopomoże nam trzymać się wytyczo-nego kursu. Skoro okoliczności się zmieniają, musimy ciągle korygować naszą strategię postępowania, dostosowując ją do nowych warunków. Łatwo jest bowiem popaść w rutynę, która staje się sztuką dla sztuki. Czas już najwyższy, aby przestać oglądać się na tych narodowców, którzy ściskali dłoń Romanowi Dmowskiemu, a teraz są zapatrzeni z cielęcym zachwytem we własną jałowość polityczną. Pozostawmy samym sobie opiekunów świętego płomienia z Alma Terrace w Londy-nie. Ich hipochondria polityczna jest nieuleczalna. Nie usiłujmy budować „Wielkiej Polski” zapatrzeni w dezerterów. Nie bujajmy w obłokach, panowie.

    Partia narodowa powinna stworzyć silną opozycję dla wszelkich szantaży wewnętrznych i zewnętrznych, Wielokulturowość i odruchy separatystyczne piątych kolumn etnicznych powinny być poskramiane w sposób zdecydowany i konsekwentny. W tym celu, należy przywrócić respekt dla samodyscypliny, tężyzny duchowej i fizycznej oraz wyrobić pełne poczucie odpowiedzialności za czyny własne. To członkowie partii narodowej powinni być zachętą dla innych, wzorem męstwa i zdyscyplinowania. Powinni uczyć innych jak należy stawiać opór degeneracji narodowej, hipokryzji i modnemu dzisiaj obłędowi wielokulturowości.

    Nie należy łudzić się, że pod rządami socjaldemokratów procesy sądowe nas ominą. Jednak, każdy proces sądowy, wytoczony przeciwko nam przez pasożyta narodowego, musi być wykorzystany do politycznego uświadamiania narodu oraz do zwiększenia naszej popularności. Szczególnie żydzi lubują się w procesowaniu. Należy zmusić ich, aby atakując nas opłacali koszty naszej reklamy. Po to są nam potrzebni wysoko wykwalifikowani prawnicy, naukowcy i dziennikarze.

    W stadium obecnym, partia narodowa powinna skoncentrować się na dwóch kierunkach działania: powszechnej edukacji na-rodowej oraz na budowaniu kadr i przywództwa naturalnego. Partia narodowa musi wyczulić wrażliwość Polaków na ważne zagadnienia dotyczące zdrowia moralnego oraz gospodarności i zamożności. Musi zachęcać do politykowania aktywnego. Grupie politycznej, zdolnej do myślenia samodzielnego oraz krytycznego, potrzebny jest zdrowy klimat duchowy i dostęp do prawdy historycznej, która jest zebranym doświadczeniem przeszłych pokoleń. Dzięki temu, każde pokolenie następne nie musi odkrywać koła na nowo. Może je najwyżej ulepszyć. Dzięki znajomości prawdy historycznej, nasze plany na przyszłość będą wyrazistsze i realniejsze. W tym celu, jest konieczny własny kolportaż filmów, książek, broszur, gazet, ulotek, plakatów itp. Są konieczne pogadanki szkoleniowe, wykłady i dyskusje. Dobrym terenem do działania są tutaj wyższe uczelnie i szkoły średnie. W przyszłości, powinniśmy mieć własną stację radiową i stały dostęp do telewi-zji. Nie wolno nam pozostawić bez opieki ani jednego powiatu na terenie całego kraju. Ludzie dobrej woli są wszędzie. Nie wolno pozostawić ich na pastwę losu. Bowiem, każ-de zaniedbanie obraca się przeciwko gospodarzowi. Przecież, chcemy być gospodarzami we własnym kraju. Nieprawdaż? Rząd polski powinien czuć, że musi rozliczyć się przed narodem z każdej swojej decyzji i z każdego popełnionego błędu.

    Celem naszego działania jest zapewnić bezpieczeństwo i dobrobyt dla narodu polskiego, jest zachować jego kultu-rę i tożsamość biologiczną, gdyż te rzeczy łączą nas w jedną całość. Kiedy naród traci znaczenie polityczne, traci również znaczenie kulturalne. Staje się „wspólnotą” gotową, aby ktoś po nią sięgnął i zaprowadził Kulturkampf. Utrata moralności nieuniknienie prowadzi do utraty odwagi, do utraty ducha walki i poczucia własnego honoru, i co najważniejsze, prowadzi do utraty poczucia przynależności. Poczucie tożsamości narodowej jest konieczne, gdyż z niej rodzi się poczucie odpowiedzialności.

    Naród, który pragnie być silny, zawsze będzie czuł się bezpiecznie. Wszelkie szukanie bezpieczeństwa bez własnej siły jest dziecinadą. Prawdziwa przyjaźń z sąsiadami opiera się wyłącznie na respekcie obopólnym. Powiedzmy, Niemiec, szydzący z nas i gardzący nami, nie zapewni nam bez-pieczeństwa; nawet, gdyby tego pragnął. Brak równowagi ciśnienia w powietrzu zawsze powoduje przeciągi. Dzięki przeciągom, od czasów Reformacji chodzimy zasmarkani. Nawet wówczas, kiedy usiłowaliśmy zadzierać nos do góry. Naród silny nie musi dopraszać się o poważanie. To przychodzi samo.

    Należy powiedzieć otwarcie, że naród ze zniekształconą historią, jak rozbiory i niewola, jest narodem z chorą pamięcią narodową. Jego położenie jest bardzo ciężko zmienić, gdyż marzenia mas zawsze są zachowawcze. Grzesznikowi jest bardzo trudno zawrócić ze złej drogi i przerwać złą passę. Tym bardziej, iż katolicki naród polski, jako naturalny wróg kalwinizmu i kabalistów, otrzymał wiadomość, że nie będzie Wielkiej Polski. Na nieszczęście, Polacy poczęli ignorować istnienie tego faktu. Zabrakło zrozumienia, że bałagan w kraju, zdrada i krwawe jatki są inspirowane z zewnątrz. To dziwne, że od czasów Reformacji katolicyzm idzie w parze z nieudolnością polityczną. Sądzę, że gubi nas miłość do tasiemca z pejsami, powiązana z obsesją przebaczania. Niestety, postępowanie błędne, z powodu ignorancji, może być usprawiedliwione tylko wówczas, kiedy ignorancja jest wymuszona, a nie przyjęta dobrowolnie.

    Pragnę tutaj przypomnieć, że akt miłosierdzia jest wyrażany przez przebaczenie, które nie jest wyrazem uczucia, lecz darem. Jest rezygnacją z roszczenia pretensji. Z tego też względu, żyd talmudyczny nie może przebaczyć goj im, gdyż zabrania mu to jego religia. Spodziewać się przebaczenia od żyda jest wielką naiwnością i niebezpieczną ignorancją. Jest rozbudowywaniem utopii. Niebezpieczeństwo zawiera się w tym, że miłosierdzie nie posiada granic i błędnie użyte może doprowadzić do samozagłady narodowej. Jedynie sprawiedliwość jest skończona i proporcjonalna do uczynków. Zatem, w stosunku do żyda powinniśmy kierować się sprawiedliwością, a nie miłosierdziem. Karanie nikczemności i złych uczynków nie jest złe, gdyż ból spowodowany karą jest mniejszym złem w oczach Pana Boga aniżeli grzech. To świat hedonistyczny uznał, że ból jest większym złem od grzechu i nieustannie powtarza refren piosenki „We don’t want another hero…”(Nie chcemy kolejnego bohatera). Nie dziwię się w ogóle, iż motłoch go nuci; ale to, że wtóruje mu Episkopat Polski, dziwi mnie bardzo i napawa niepokojem.

    Wprawdzie, w obecnej sytuacji politycznej, nie jesteśmy w stanie usunąć naturalnych konsekwencji błędów politycznych popełnionych przez naszych przodków, jednak możemy i jest w naszym obowiązku nieustannie nanosić poprawki, w granicach naszych możliwości. Do pewnego stopnia, możemy rozkazywać nawet fatalizmowi narodowemu. Od nas tylko zależy, jak wielkie będziemy ponosić szkody w wyniku prze-biegłych intryg naszych wrogów odwiecznych. Jedno jest pewne, iż marsz po sinusoidzie, od depresji ogólnonarodowej do narowistego powstania zbrojnego, pogarsza naszą sytuację.

    Historia nam to dowiodła. Musimy nauczyć się wychodzić z sytuacji przegranej bardziej mocni na duchu, aniżeli nasi pogromcy. Warto tutaj pamiętać o Hiszpanii, która po siedmiu wiekach niewoli dojrzała do złotej ery królewskiej. Jednak, pierwej musiała rozprawić się zdecydowanie ze zdrajcami rodzimymi. Naród, który był potężny i upadł, nigdy nie urośnie w potęgę na starych zasadach. 0 ile uda mu się stanąć mocno na nogach, to tylko dlatego, że zmienił swoje wnętrze. W tym celu, już dzisiaj musimy wychowywać pokolenie Polaków na jutro. Nasz program działa-nia musi być programem długofalowym. Zatem, może zakończyć się powodzeniem tylko wówczas, gdy stworzymy organizację samowystarczalną w sensie ekonomicznym, fizycznym i moralnym. Do tego celu musimy zwerbować ludzi wyjątkowych, ludzi gotowych do poświęceń i zobowiązań długoterminowych.

    Należy zbudować taką strukturę organizacyjną, która w każ-dej chwili będzie w stanie przejąć ster państwa we własne ręce. Tak, to jest nasz cel podstawowy. Musimy więc przygotować się do samoobrony tak prawnej, jak i fizycznej.
    Budowanie kadr musi opierać się na przemyślanej i ostrożnej selekcji, na rozmowie w cztery oczy i podpisaniu opracowanego przez nas zobowiązania, którego złamanie może pociągnąć za sobą konsekwencje natury prawnej oraz fizycznej. Musi obowiązywać żelazna zasada, iż to my decydujemy o przyjęciu, a nie zgłaszający się do nas kandydat. Student powinien werbować sprawdzonego studenta; inżynier, inżyniera; lekarz, lekarza; pedagog, pedagoga; rzemieślnik, rzemieślnika; żołnierz, żołnierza; rolnik, rolnika itd. , itd. Członkiem partii narodowej może być każdy, kto posiada narodowość polską i ukończył osiemnasty rok życia. Kryterium dla stanowisk kierowniczych i przywódczych powinien być wiek trzydziestu lat i pięcioletnie członkostwo w partii narodowej. Pod żadnym względem nie mogą być przyjmowani na członków partii narodowej masoni, pederaści, lesbijki, pijacy nałogowi i narkomani, kryminaliści – jak gwałciciele, złodzieje i mordercy – oraz ożenieni z kobietami narodowości obcej. W przeszłości, najwięcej szkód narodowi polskiemu wyrządzili Polacy ożenieni z żydówkami. Skoro naszym celem jest być wzorem i siłą przewodnią dla własnego narodu, więc musimy unikać obecności w naszych szeregach wszelkich pasożytów. Szlachectwo zobowiązuje.

    Członkowie partii narodowej powinni opłacać dobrowolnie ustalone składki miesięczne i w zamian powinni regularnie otrzymywać biuletyn partyjny omawiający bieżące sprawy organizacyjne. To może zachęcić członków do działania, a zniechęcić do bezczynności i narzekania bezproduktywnego.
    Wiadomo, nie obejdzie się bez konfliktów w łonie partii narodowej. Przecież, to narodowcy obecnie są znani w kraju i na świecie z pyskówek i waśni wzajemnych. Każdy przywódca ugrupowania narodowego w kraju wydaje się myśleć, że jest największą żabą w swoim bajorku i unika skoku do bajora sąsiada, aby tam przypadkiem nie spotkać żaby większej. Pragnie wierzyć, że jest superżabą. Na tę głupotę nie ma lekarstwa. Ogólnie rzecz biorąc, konflikty są nie do uniknięcia.

    Rodzaj ludzki zawsze zmagał się z konfliktami. Najlepszym tego dowodem są niekończące się procesy sądowe i wojny. Chociaż, istnienie konfliktów nie zawsze musi zwiastować klęskę. Nie oznacza też utraty kontroli nad sytuacją. Zawsze jesteśmy oceniani nie tyle na podstawie zaistniałych konfliktów, ile w oparciu o to, co z tymi kon-fliktami uczyniliśmy. Konflikt zawsze odsłania emocje ludzkie i pozwala poznać hierarchię wartości toczących spór. Czasami, konflikty są prowokowane celowo, aby móc poznać wnętrze ludzi. Utarte mniemanie, iż pozostawienie konfliktu samemu sobie rozwiąże problem zaistniały, jest mitem, Problem, po-zostawiony bez kontroli, może przybrać na intensywności. Czasami wygasa samoczynnie. W każdej z tych sytuacji, nadal pozostaniemy ignorantami co do powodów sporu. Mitem jest również mniemanie, że każdy konflikt musi być rozwiązany natychmiast. Często, szukanie rozwiązania na siłę pa-raliżuje wszelką inną działalność organizacyjną, szczegól-nie twórczą i rozwojową. Wówczas, przestajemy być zdolni patrzeć na życie perspektywicznie. Każdy konflikt jest źródłem szans życiowych. Ludzie przedsiębiorczy widzą w problemach szansę dla siebie. Z kolei, niedołęgi widzą w szansy dla siebie same problemy.

    Słabe przywództwo jest zazwyczaj bierne. Tam, nie może być poważania; a więc, nie może być autorytetu. Przywódca-niedołęga na wieść o konflikcie zazwyczaj reaguje następująco:
    – Chciałbym, lecz…
    – Bardzo mi przykro, ale…
    – Pod warunkiem, że…
    – Oni chyba nie mają racji… itd.
    To prawda, że tytuł naukowy, czy pozycja w partii narodowej, może ułatwić władanie innymi. Jednak, autorytet wyma-ga poszanowania, na które trzeba zapracować.

    Robienie uników, przyjmowanie strategii „żyj i pozwól żyć innym”, może być dobre wyłącznie w przypadku sporadycz-nych konfliktów z ludźmi nas irytującymi. Jednak, w przypadku konfliktów na tle rywalizacji, problem musi być roz-wiązany. Jesteśmy bowiem bliżej wojny domowej. Tutaj, ma miejsce szczegółowe rejestrowanie błędów i przewinień, dochodzi do pyskówek krasomówczych, a świadkowie dzielą się na obozy i w zacietrzewieniu dyskutują nad problemami wyfantazjowanymi, posługując się przy tym frazesami. Słowa przesady, jak „nigdy” oraz „zawsze”, padają coraz częściej. Tak, to członkowie kulejącej organizacji stanowią problem rzeczywisty. Doszło bowiem do podziału na „my” i „oni”. Doszło do braku zaufania wzajemnego. Sarkazm i cyniczne próby wykorzystywania wszelkich dostępnych informacji prze-ciwko „im” pogarszają sytuację. Tutaj, rozjemca” powinien starać się wyjaśnić wszelkie uogólnienia; np. „Kto to są oni?”. Należy wytykać wszelkie pominięcia celowe oraz wyolbrzymianie faktów. Odpowiedzialnością za spór należy obciążyć wszystkie strony. Nie należy zmuszać do kompromisu, gdyż kompromis jest na ogół odbiera-ny jako poddanie się. Raczej, należy zachęcać do zgody. Dobra strategia jest sadzanie walczących kogutów obok siebie. Nigdy nie sadzajmy ich po przeciwnej stronie stołu. To może zaostrzyć sytuację.

    Pozostawienie rywalizacji samej sobie wypacza sposób myślenia członków organizacji i wyolbrzymia problemy. Wówczas, widzimy rywala bardziej wrogim, aniżeli jest nim na-prawdę. Myślenie w stylu: „my” albo „oni”, „czerwoni” albo „bezbarwni”, „czyści” albo „brudni” itp., nieuniknienie prowadzi do wojny domowej. Wówczas, chęć do zwycięstwa przeobraża się w chęć do polowania. Tutaj, motywacja działania jest już pozbyć się strony przeciwnej. Prywata zostaje utożsamiona z „dobrem Stronnictwa”. Mnoży się ilość grupek „narodowych”; najczęściej, dwu i trzyosobowych. Dalej, zawartość grupki staje się o wiele ważniejsza, ani-żeli zawartość całego Stronnictwa. Utrata myślenia perspektywicznego i rozwojowego jest tutaj wspólna dla wszystkich. – Czy nie mam racji, panowie narodowcy?

    Skoro już doszło do rozbicia dzielnicowego, to jest konieczne utworzyć zespół interwencyjny, który będzie ne-utralny w stosunku do zwalczających się ugrupowań narodowych. Lista kandydatów na członków zespołu interwencyjnego powinna być obszerna. Każde z ugrupowań proponuje swoich kandydatów. W czasie wyboru zespołu interwencyjnego przed-stawiciele każdego ugrupowania skreślają po jednym kandydacie z listy. Skreślanie trwa dopóty, dopóki na liście nie pozostanie uprzednio ustalona liczba członków.

    Wybrani członkowie zespołu interwencyjnego powinni unikać roli zbawców; bowiem, to do zwaśnionych ugrupowań na-leży obowiązek dojścia do porozumienia. Podobnie, muszą od-rzucać wszelkie formy zastraszania, szantażu i przekupstwa, np. motywując to warunkami stawianymi przez sterylnie czystych opiekunów świętego ognia z Londynu. Szantaż zawsze jest potwierdzeniem powagi sytuacji.

    Zespół interwencyjny powinien rozważyć programy wszystkich ugrupowań oraz ich pretensje do innych. Powinien mieć na względzie to, że opinie raczej reprezentują „widzi mi się”, a nie rzeczywistość. Poszukując faktów, doprowadza do negocjacji pojednawczych. O ile to nie skutkuje, należy przystąpić do arbitrażu. Wówczas, ugrupowania MUSZĄ przyjąć opracowane postanowienia zespołu interwencyjnego, albo opuszczają Stronnictwo Narodowe (partię narodową). Bez użycia siły tutaj się nie obejdzie. Ci, co odejdą, nadal mogą usiłować wypełniać swoją „misję świętą”, ale odcięci od narodowców z czasem rozpłyną się w nicość.

    Nie łudźmy się, na tym etapie zacietrzewienia arbitraż jest konieczny. Tutaj, żadne głosowanie i apelacje listowne do sumienia intrygantów nie usuną waśni wzajemnych. Głosowanie jest wymysłem demokracji i spełnia rolę placebo. Może decydować o wyborze opinii, ale nie jest w stanie zapanować nad pragnieniami poszczególnych osób. Przeciwnie, głosowanie może zaognić spór, gdyż tworzy policzalne zbiory zwycięzców i pokonanych. Przecież, nie bez powodów skłócająca naród polski żydodemokracja tak kurczowo trzyma się głoso-wania, które organizuje i „liczy głosy”.

    Ci narodowcy, którzy naprawdę pragną zjednoczyć się, po-winni wymienić pomiędzy sobą informacje, studiować różnice i podobieństwo, co umożliwi obrać stanowisko możliwe do przyjęcia przez innych. Dalej, jednoczące podejście do za-gadnienia likwidacji ugrupowań i do utworzenia partii narodowej zachęci uczestników do myślenia twórczego. Podstawową zasadą każdego działania sprawnego jest wiedzieć dokąd się zmierza i czego się pragnie. To dodaje nam zdecydowania i ułatwia podejmowanie decyzji trafnych. Musimy ustalić normy postępowania przejrzyste i określone jednoznacznie. Każde jednoczenie i godzenie wymaga cierpliwości, a więc wymaga czasu oraz dobrej woli wszystkich uczestników. Dobrą jego strona jest to, że przy okazji ułatwi ujawnić wilki w owczej skórze, które istnieją i są gorzką rzeczywistością. Bez tego, nie byłoby problemu rozbicia i skłócenia. Bez przesiewu organizacyjnego nie może być rozwoju. Wręcz przeciwnie, zagrozi nam działalność samoniszcząca.

    Może jeszcze jedna uwaga odnośnie jednoczenia ruchu narodowego. Pójście na kompromis jest dobre tylko wówczas, gdy strony skłócone mają rację. W sytuacji, gdy choć jeden z uczestników sporu jest w błędzie, kompromis prowadzi do błędu i jest stratą czasu. Dalej, jednoczenie mija się z celem, kiedy ugrupowania narodowe są nastawione na walkę. W takiej sytuacji, dyktatura jest koniecznością. Przywódcy ruchu narodowego nie mogą dopuścić, aby ich partia stała się ekumeniczną Świątynią Zrozumienia. Bowiem, więź ludzi w organizacji charytatywnej jest bardzo wątła. Indyferenci zawsze garną się tam, gdzie spodziewają się większych ko-rzyści dla siebie. W przypadku partii przewodzącej własnym narodem, na dobre i na złe, to nie może mieć miejsca. Szczególnie dzisiaj, kiedy „nowy porządek w świecie” stuka do drzwi.

    Na zakończenie pragnę dodać, że obecne rozbicie ruchu narodowego nie jest jeszcze katastrofą. Połączenie miernoty nie zawsze daje siłę. Powiedzmy, pięciu zdechlaków wziętych do kupy nie utworzy giganta. Ruchowi narodowemu potrzebna jest siła, a nie łączenie słabości. Lepiej jest mieć mniej członków, lecz ze zdrowymi i rozsądnymi ideami, aniżeli tłum głupców i marzycieli. Być może, iż drogą współzawodnictwa uda się uzyskać przywódców, którzy samodzielnie poprowadzą naród. Jednak, każda selekcja naturalna wymaga czasu i cierpliwości.

    Finałem życia każdego człowieka jest śmierć. Jedyne, co się liczy w życiu doczesnym, to jaki wywarliśmy wpływ na życie swojej rodziny i swojego narodu. Jakkolwiek, sukces za życia jest zwodniczy i nie należy kierować się nim po-dejmując decyzje ważne. Weźmy, dla przykładu, Sanhedryn żydowski i Jezusa Chrystusa. W Wielki Piątek Sanhedryn try-umfował, a Chrystus, jako człowiek, przegrał z kretesem. Pierwsi chrześcijanie również przegrywali z kretesem. Jednak, proszę sobie przypomnieć co zaczęło dziać się w pięćset lat po Wielkim Piątku. Po Kajfaszu i Judaszu nie po-zostało nawet zepsute powietrze. Zatem, nie narzekajmy i nie zazdrośćmy, że Michnikowi wiedzie się lepiej. To jest złudzenie i Kahał dobrze o tym wie.

    Parcie ze strony zachodzących wydarzeń w świecie może wywołać nowe wydarzenia, których nie będą w stanie zatrzymać opłacane przez żydów hordy amerykańskiej piechoty mor-skiej i jej lotnictwa wspartego szpiegostwem satelitarnym. Świat znowu zazna szoku, gdyż ponownie staną twarz w twarz dwie potężne siły, jak dwa tysiące lat temu. Narody udręczone od dawna oczekują na pojawienie się Tytusa, który je poprowadzi. Nie sądzę, aby kalwinizm judaistyczny był w stanie nadal tryumfować. Kto sztyletem i trucizną wojuje …

  10. Piotrx said

    O REFORMACJI I REWOLUCJI SŁÓW KILKA

    Romuald Gładkowski
    /Toronto A.D. 1988/ – cz 1.

    W ogólnym zalewie pogaństwa, jako konsekwencji i grzechu pierworod-nego, część rodzaju ludzkiego została wybrana przez Boga, dla zachowania religii prawdziwej, do czasu, aż przyjdzie na świat zapowiedziany Odkupiciel. Wiara w Boga prawdziwego była umacniana proroctwami, o których jest mowa w Starym Testamencie. Było więc zapowiedziane, że ci, którzy będą spełniać wolę Bożą, zostaną nagrodzeni: “będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia (takiego, jakie jest udziałem) twego potomstwa, dlatego, że usłuchałeś mego rozkazu” (Rozdział 22; 17, 18). Niestety, cieszący się Bożym błogosławieństwem lud wybrany nadał przepowiedniom proroczym interpretację materiaistyczną. Mojżeszowe nakazy, dotyczące Chetytów, Amorytów, Kananejczyków, Girgaszytów, Peryzzytów, Chiwitów oraz Jebusytów: “Wytępisz wszys-tkie narody, które ci daje Pan, Bóg twój” (Pwt. 7; 16), a także: “Pan, Bóg twój, wydaje tobie, przerazi je ogromnym zamieszaniem, aż wyginą do szczętu (Pwt. 7; 23), “wybrańcy” przenieśli na cały rodzaj ludzki (gojów). Postanowili zawładnąć całym światem. Kierując się żądzą posiadania, puścili w niepamięć nakaz Mojżesza: “Posągi ich bogów spalisz, nie będziesz pożądał srebra ani złota, jakie jest na nich, i nie weźmiesz go dla siebie, aby cię to nie uwikłało, gdyż Pan, Bóg twój, się tym brzydzi. Nic obrzydłego nie wprowadzisz do domu twego, gdyż byłbyś przedmiotem klątwy jak ono” (Pwt. 7; 25, 26). Ich pasją stało się bał-wochwalstwo, którego ukoronowaniem jest religia humanizmu, oraz kompulsywna żądza bogacenia się, która wiedzie do hedonistycznego stylu życia: “Przek-linają kłamią mordują i kradną cudzołożą popełniają gwałty, a zbrodnia idzie za zbrodnią” (Oz. 4; 2). Musieli więc ściągnąć na siebie Bożą klątwę: “Również i ja będę postępował z nimi z zapalczywością: oko moje nie okaże litości i nie będę oszczędzał” (Ez. 8, 18). Lud wybrany, odstępując od woli Pana Boga, nie mógł oprzeć się pokusie “poprawiania” wiary w Boga prawdziwego. Co więcej, dopuścił się wielkiego świętokradztwa, gdyż sobie przypisał rolę powierzoną Chrystusowi Panu: “Królestwo Jego będzie wiecznym królestwem; będą Mu służyły wszystkie moce i będą Mu uległe” (Dn. 7; 27). Owa perwersja religijna przeobraziła się w imperi-alizm żydowski, którego ostoją jest synagoga wyjątkowa: “/ (znam) obelgę wyrządzoną przez tych, co sami siebie zowią żydami, a nie są nimi, lecz synagogą szatana” (Apok. 2; 9). Każdy, kto stawiał jej opór, gdy tylko nadarzyła się okaz-ja, był przez nią niszczony w sposób wyszukany i widowiskowy. W pełni to potwierdza przebieg Drogi Krzyżowej Chrystusa Pana, rytuały męczeństwa pier-wszych chrześcijan, a także liturgia “Mszy czerwonej”, odprawianej podczas rewolucji we Francji, w latach 1789-1799; nie wspominając już o wyczynach bol-zewizmu i hitleryzmu w wieku XX. Zamiast przestrzegać Boże przykazania, poprawiacze Bożego prawa mor-dowali proroków, ukrzyżowali Chrystusa Pana i wymordowali Jego apostołów. W końcu, wyparli się Boga Ojca, wprowadzając komunizm ateistyczny oraz bał-wochwalczy humanizm. Pan Bóg jest zawsze konsekwentny w postępowaniu. Będąc bezwzględnym wobec szatana, również musiał być bezwzględnym wobec synagogi, którą wznieśli bałwochwalcy. Nawet w historii najnowszej mamy próbkę Bożego gniewu; chociażby w czasie drugiej wojny światowej. Jednak, synagoga przyjęła ją jako okazję do zrobienia “wielkich pieniędzy”. Im zawsze brakuje pieniędzy. Nawet całopalenie nie było w stanie zmienić żydów na lepsze. Widocznie, dopraszają się o potop. Kościół św. nigdy by się nie podjął walki z synagogą, gdyby to było sprzeczne z wolą Pana Boga. Skoro Pan Bóg jest wrogiem zła wszelkiego, więc nie wolno jest wspierać żyda, który jest jego siedliskiem. W historii rodzaju ludzkiego nie znalazł się zapewne nikt, kto byłby w stanie użyć mocniejszych słów, pod adresem żydostwa przewrotnego, aniżeli Jezus Chrystus: “Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamst-wo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (św. Jan 8; 44). Ten fakt historyczny jest najlepszym potwierdzeniem smutnej rzeczywistości związanej z ludem wybranym. Najulubieńszym jego argumentem, we wszystkich dyskusjach, stał się kamień: “Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego” (św. Jan 8; 59); czy też zakończenie ich dyskusji ze św. Szczepanem: “Wyrzucili go poza miasto i kamienowali…” (Dz. Ap. 7; 58). Na wszelką krytykę,, skierowaną pod ich adresem, reagują sztucznym “giewałtem”, organizowanym naprędce, jako spon-tanicznym protestem miłujących bliźniego przeciwko odradzaniu się “plagi żydożerstwa”. Wszystko, co demaskuje ich zbrodnie, ich knowania przeciwko Panu Bogu i przeciw rodzajowi ludzkiemu, zaliczają do kategorii antysemityzmu. W rasistowskim koszyku umieścili więc Chrystusa Pana, Jego apostołów, Ewan-gelię Św., Kościół katolicki, jego sobory i bulle, a także świętych Pańskich. Za to, ze swej strony, zaprezentowali światu “dobry przykład” miłości bliźniego w postaci bluźnierczego Talmudu. Ich pasją stała się rewolucja.
    Żydowska nienawiść do wszystkiego, co jest chrześcijańskie, nie ma nic wspólnego z treścią tablic kamiennych Mojżesza, które dał mu Pan Bóg na górze Synaj. Tym samym, odstępując od wypełniania Bożych przykazań, utracili przywilej bycia ludem wybranym, gdyż owe wyróżnienie miało cel i charakter wyłącznie religijny, duchowy, a nie materialistyczny. Zatem, chcąc nadal spraw-iać wrażenie umiłowanych w Panu, świętych i nietykalnych, którzy są powołani do władania światem, żydzi z uporem iście szatańskim silą się, aby w oczach świata zdyskredytować Kościół Chrystusowy, który przejął po nich misję obroń-cy wiary w Boga prawdziwego. Czynią to na wszelkie dostępne im sposoby: czy to poprzez kuszenie doktrynami fałszywymi, czy też poprzez penetrację Hierar-chii Kościoła św. i osłabiania szeregów jego obrońców. Nawet doszło już do tego, że winę za Akt Bogobójstwa próbują zrzucić na barki nie istniejących już Rzymi-an.
    Rozmiar ich bezczelności uwypukla fakt, iż w Nowym Testamencie nigdzie nie jest powiedziane, że to Rzymianie chcieli zabić Chrystusa Pana. Cią-gle jest tam mowa o żydach: “Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przy-powieści’, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka” (Św. Mat. 21; 45; 46): dalej: “A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić (św. Marek 3; 6); czy też: “Arcykapłani i uczeni w Piśmie szukali sposobu, jakby Jezusa podstępnie ująć i zabić” (św. Marek 14; 1). Podobne świadectwo przedłożyli pozostali ewangeliści. Natomiast istotę całej sprawy najprzejrzyściej przedstawił św. Jan: “Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: ‘Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród’” (św. Jan U; 47, 48). Co więcej, Judasz sprzedał Jezusa Chrystusa nie Rzymianom, ale Sanhedrynowi: “Wtedy Judasz Iskariota, jeden z Dwunastu, poszedł do arcykapłanów, aby im Go wydać. Gdy to usłyszeli, ucieszyli się i przyrzekli dać mu pieniądze” (św. Marek 14; 10, 11).
    Potwierdzenie autora zbrodni znajdujemy również w Dziejach Apostols-kich: “Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazareńczyka, Męża. którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście” (2; 22, 23); oraz “Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić” (3; 13); czy też: “Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali” ( 7; 52). Podobnie mówi św. Paweł w “Pierwszym liście do Tesaloniczan: “Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków, i nas także prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i sprzeciwiają się wszystkim ludziom” (2; 15). W obliczu powyższego, jest wielce zdumiewającym, że nawet w dobie obecnej pojawiają się “postępowi” kapłani katoliccy, którzy w synagodze usiłują widzieć przyjaciółkę i kontynuatorkę tradycji bogobojnego ludu wybranego. Milsze jest im żydostwo międzynarodowe, aniżeli Ewangelia Św.; mimo iż św. Paweł nakazywał: “Dlat-ego też karć ich surowo, aby wytrwali w zdrowej wierze, nie zważając na żydowskie baśnie czy nakazy ludzi odwracających się od prawdy” (Tt. 1; 13, 14). Doprawdy trzeba być szalonym, aby dopatrywać się przyjaciół wśród tych, których Bóg przeklął!
    Wszelkie twierdzenie, iż żydów należy otaczać wyjątkową troską, że jest grzechem ich krytykować i im się sprzeciwiać, gdyż dali nam Jezusa Chrystusa, jest bluźnierstwem wielkiej wagi, które rodzi herezję na skalę transcedentalną! Jest to próba przekręcenia nauki Chrystusa Pana, który o owych samozwańczych Bożych pomazańcach wyrażał się następująco: “Plemię żmijowe! Jakże wy może-cie mówić dobrze, skoro źli jesteście?” (św. Mat. 12; 34). Co więcej, Jezus Chrys-tus wyraźnie odciął się od żydostwa, uznając jedynie związek duchowy z potomkami Abrahama: “I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: ‘Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką’” (św. Mat. 12; 49, 50). Opinia Chrystusa Pana, o uczonych w Piśmie i faryzeuszach, w sposób jednoznaczny jest przedstawiona w Ewangelii św. Marka: 23; 13-17 (“Biada obłudnikom!”). Istotnie, nie może być unii pomiędzy światem szatana i światem Bożym. Zatem, wszelkie wypowiedzi, że Abraham, Izaak, Jakub, Mojżesz, Matka Przenajświętsza i Apostołowie są dziećmi judaizmu i Talmudu, są bluźnierstwem, są próbą wypaczenia woli Boga Ojca. Prowadzą też do absurdalnych wniosków, do jakich powiedzmy doszedł hitleryzm, atakując Kościół rzymski, a obecnie robi to samo panteistyczny ruch odynistów. To nie judaizm jest spadkobiercą misji ludu wybranego, lecz Kościół katolicki jest przewodnictwem Stolicy Piotrowej. Z tego właśnie względu, syna-goga wypowiedziała wojnę Kościołowi Chrystusowemu, nie przebierając w metodach walki.
    Zróbmy więc krótki przegląd wydarzeń związanych z “reformowaniem” Kościoła Św., aby móc lepiej zrozumieć genezę rewolucji w historii najnowszej. Pierwszą doktryną fałszywą która zagroziła nieskazitelności Kościoła rzym-skiego, była gnoza, jako zlepek poglądów licznych sekt, które szczyciły się tym, iż korzystały z “mądrości starożytnej”. Jednak, jej dualizm ezoteryczny został zaczerpnięty z żydowskiej kabały. Zatem, już w czasach Apostołów gnostycy poczęli głosić, że tekst Pisma św. posiada znaczenie dwojakie: jedna jego inter-pretacja jest przeznaczona dla gawiedzi (gojów), a druga, dla osób wybranych, które zaznały iluminacji umysłu w wyniku specjalnych wtajemniczeń i wgryzły się w ukryte znaczenie Biblii. Historycy podają że założycielem ruchu gnostycznego był Szymon Czarnoksiężnik; żyd, który przyjął chrześcijaństwo, aby móc kupić dar udzielania Ducha Świętego (Dz. Ap. 8; 9-24). Zatem, już od pierwszych dni istnienia Kościoła św. synagoga usiłowała wbić się w niego klinem i zarazić go symonią. Przecież, nawet pierwszy chrześcijanin, z najbliższego otoczenia Chrystusa Pana, apostoł Judasz Iskariota odważył się sprzedać swojego Mistrza za głupie trzydzieści kawałków srebra! Tym samym, Jezus Chrystus, wybierając Judasza na apostoła, pokazał Kościołowi, który założył, z jakiej strony zagraża dla niego największe niebezpieczeństwo. Była to swego rodzaju poglądowa lekc-ja życiowa dla Jego namiestników. Jezus Chrystus, jako Syn Boży, wiedział doskonale, że Kościół św. zawsze będzie miał do czynienia z Judaszami w pur-purze, mającymi ciągoty do uprawiania symonii.
    Do czasów wypędzenia żydów z Aleksandrii, w 414 r., miasto to było głównym ich skupiskiem i centrum gnozy. Gnostycy usiłowali powiązać chrześ-cijaństwo z okultyzmem. Od niej więc wywodzą się najrozmaitsze sekty okul-tystyczne, pseudochrześcijańskie, jak karpokratianie, kainiści – adorujący Kaina, pederastów z Sodomy i Gomory: Dathama i Abirama, a także Judasza Iskariotę -manichejczycy, albigensi, walentynianie – którzy lansowali wśród chrześcijan “świętą prostytucję” – nestorianie, różokrzyżowcy, bogumili, lucyferianje i ogól-nie masoneria zaszyta w stowarzyszeniach teozoficznych. Gnostycy usiłowali wprowadzić do chrześcijaństwa zwyczaj interpre-towania Pisma św. na własną rękę, z pominięciem autorytetów Ojców Kościoła; co później zostało przyjęte przez protestantyzm. Tym samym, gnostycy usiłowali odciągnąć chrześcijan od religii prawdziwej, wspartej dogmatami i przepiękną liturgią. Istotnie, ruch protestancki potwierdził nagą prawdę, że dowolność w interpretowaniu Pisma św. rodzi niezliczoną ilość sekt; co właśnie było celem Szymona Czarnoksiężnika i jego następców. Mówiąc o próbach zniekształcenia religii prawdziwej, objawionej nam przez Pana Boga, trudno jest nie wspomnieć o arianach. W roku 313, tj. w tymże roku, w którym chrześcijanie uzyskali wolność religijną w całym imperium rzymskim, wówczas jeszcze Augusta Konstantyna (277-337), żyd-przechrzta Ariusz, prezbiter w Aleksandrii, zaatakował boskość Jezusa Chrystusa, co dało mu okazję, aby dobrze namieszać we wnętrzu Kościoła św. Żydzi znienawidzili dogmat o Trójcy Świętej, a tym samym Jezusa Chrystusa jako drugą Osobę. Stąd, znalazłszy się w szeregach chrześcijan, lansowali teorię o Bogu jednoosobowym, tym samym zaprzeczając boskiemu pochodzeniu Chrystusa Pana. Jednak, elokwentny Ariusz, aby przyciągnąć do siebie chrześci-jan, nigdy nie krytykował Chrystusa. Przedstawiał Go jako wielkiego reformato-ra. Tym samym, usiłował pozbawić Kościół św. jego fundamentów. Ariusz, wbrew nauczaniu Chrystusa Pana i Jego apostołów usiłował urządzić w Kościele rzymskim gospodę dla synagogi, czyli począł uprawiać prożydowską politykę. To był frontalny atak na wszystkie dogmaty Kościoła św. Była to próba wywołania rewolucji w szeregach chrześcijan, która zniszczyłaby Kościół Chrystusowy. Nic więc dziwnego, że synod zwołany w Aleksandrii, w roku 321, Ariusza ekskomunikował. W tymże roku, gminy chrześcijańskie, cieszące się poparciem Konstantyna, uzyskały osobowość prawną. W zaistniałej sytuacji, Ariusz udał się do Palestyny, aby tam, wśród współplemieńców, szukać swoich zwolenników. Jest oczywistym, że ich tam znalazł. Życie na co dzień bowiem wykazało, że przechrzty żydowskie zawsze skupiają większą uwagę na obronie interesów współplemieńców, aniżeli prawdy wypływającej z Ewangelii św. Zatem, uzyskawszy poparcie u palestyńskich biskupów, Ariusz udał się do Egiptu, aby tam rozpowszechniać swoją herezję. Widmo rozbicia Kościoła rzymskiego przy-brało wówczas wyraźne rysy. W tej sytuacji, Ojciec Kościoła, św. Atanazy (293-373), wówczas prezbiter w Aleksandrii, współorganizuje pierwszy Sobór Powszechny, który odbył się w Nicei. Był to rok 325. Na tym soborze cesarz Konstantyn przemówił po łacinie, w języku Kościoła rzymskiego, i przyjął wyz-nanie nicejskie, stanowiące fundament katolicyzmu. Ariusz zostaje pozbawiony godności biskupiej, a za przechowywanie jego pism groziła kara śmierci. Wszys-tko odbywało się pod przewodnictwem cesarza. Jednak, Ariusz nie skapitulował. Drogą głębokich intryg zdołał pozyskać względy cesarza Konstantyna. Ariusz doskonale orientował się, że Konstantyn miał ciągoty w kierunku cezaropapizmu, zdecydowanie potępionego przez. Kościół rzymski, a zawsze popieranego przez heretyków. Potrafił więc przekonać cesarza, że św. Atanazy zagraża tak cesarst-wu, jak i dobru Kościoła. Czyli, że złodziej oskarżył okradanego o kradzież. Tym samym, biskup aleksandryjski, św. Atanazy, zdecydowany wróg ariańskiego monoteizmu i doktryn żydowskich, który uważał, że żydzi nie są już sługami Bożymi, lecz panami Sodomy i Gomory, popadł w niełaskę u cesarza. Zatem, ariańscy biskupi powracają z wygnania, a sam cesarz zwołuje kontrsobór w Tyrze. Był to rok 335. Na tym soborze (zbójeckim), św. Atanazy został oskarżony o uprawianie nierządu. Pomimo doskonałej obrony przed tak bezczelnym oszcz-erstwem, zostaje potępiony, uznany za wroga Kościoła i Państwa, a w roku 336 cesarz skazuje go na wygnanie do Trewiru. Tuż po zgonie Konstantyna, w roku 337, św. Atanazy zostaje odwołany z wygnania. Niemniej jednak, całe żydostwo wystąpiło przeciwko autorowi uchwał soboru nicejskiego. W roku 340, synod biskupi odebrał św. Atanazemu godność biskupią. W tej sytuacji, obrońca Koś-cioła św. musiał schronić się u Papieża św. Juliusza (337-352). Wrócił do Alek-sandrii w roku 343, lecz nie na długo. Gdy do władzy doszedł Konstancjusz, który był arianinem, ożyła antypapieska działalność arian. Św. Atanazego potępi-ono na soborach w; Mediolanie (355) i w Arelate (363), a na dokładkę pomówiono go o zdradę stanu. Musi więc znowu uchodzić z Aleksandrii. Tym razem udał się do pustelni egipskich. Powraca do Aleksandrii w roku 361, po. śmierci Konstancjusza, i zastaje tam… odrodzony kult bożków pogańskich. Oto do czego doprowadził arianizm. Papież św. Liberiusz (352-366), który odmówił poparcia dla arian i cesarza, był na wygnaniu, a dla chrześcijan nastały ciężkie lata próby. Od roku 361 imperium rzymskim poczęli rządzić wojskowi. “Legiony” ogłosiły cesarzem Juliana Apostatę (361-363). Julian za młodu zetknął się z uda-
    jącymi chrześcijan wyznawcami słońca. Jego ciągoty do neoplatynizmu zrodziły w nim słabość do żydów. Tym samym, postanowił zniszczyć chrześcijaństwo, a żydzi mieli uzyskać utracone przywileje. Nawet postanowili odbudować świą-tynię Salomona. Dla żydów nastał złoty okres. Byli gotowi widzieć w Julianie swojego mesjasza. Jednak, Julian również miał pociąg do cezaropapizmu. 2 tym, że pragnął mu nadać charakter pogański. Pod jego pieczą, poganie usiłowali kopi-ować instytucje charytatywne chrześcijan, usiłowali organizować “Annie Zbaw-ienia”, która miała zastąpić zakony. Prześladowanie chrześcijan, a w szczególnoś-ci Galilejczyków, którzy najbardziej zagrażali odradzającemu się pogaństwu hel-lenistycznemu, osiągnęło swój szczyt. Św. Atanazy znowu musiał udać się na banicję. Jednak, dzieło likwidacji Kościoła katolickiego zostało przerwane nagłą śmiercią Juliana. W roku 363, padł ugodzony strzałą w decydującej bitwie z Per-sami. Tym samym, musiał uznać wyższość Galilejczyka Jezusa Chrystusa.
    Następca Juliana, Jowian (363-364) był katolikiem. Przywrócił chrześci-jaństwu wszystkie prawa, jakimi ono cieszyło się za Konstantyna Wielkiego. Z wygnania powraca św. Atanazy. Po nagłej śmierci Jowiana, władzę objął Walen-tynian i jego brat, arianin, Walens. Katolicy poczęli być prześladowani ponown-ie. W roku 366, św. Atanazy udaje się na swoje piąte (!) wygnanie. Znowu syna-goga święciła triumf; lecz nie na długo, bowiem sympatie Walentyniana poczęły iść w kierunku katolicyzmu. Św. Ambroży, największy obrońca katolicyzmu, otrzymał w tym czasie biskupstwo w Mediolanie, a Walens zmiękł i pozwolił św. Atanazemu powrócić do Aleksandrii, gdzie rządził diecezją aż do śmierci, tj. do roku 373.
    Już na przykładzie tak pobieżnego przedstawionego żywota św. Atanazego widać dobrze, iż nawet w czasach cesarzy przychylnych chrześcijańst-wu synagoga robiła wszystko, co było w jej mocy, aby nie dopuścić do rozwoju Kościoła rzymskiego, do rozpowszechnienia jego religii. Jednak, pomimo iż Ariusz zmarł u szczytu sławy, nauczanie św. Atanazego, oparte na dogmatach Kościoła Św., zatriumfowało. Gdy na arenę polityczną wszedł św. Ambroży, widać było wyraźnie, że pan Bóg panuje nad szatanem i to w sposób bezwzględ-ny. To pod wpływem św. Ambrożego hiszpański generał Teodozjusz (379-395), który został obrany cesarzem, uspokoił arian i pogan. Przede wszystkim ukrócił legionistów. Jedynie pogańskim igrzyskom nie mógł dać rady. Tak jak za czasów Konstantyna Wielkiego, motłoch nie chciał słyszeć o zniesieniu barbarzyńskich walk gladiatorów. Cóż, handlujący niewolnikiem żyd miał z tego dobry dochód; a synagoga zawsze była mistrzem w podburzaniu tłumów. Przecież, pod jej wpły-wem, tłum był w stanie uwolnić złoczyńcę Barabasza, zamiast swojego Nauczy-ciela i Dobroczyńcę. Dopiero pod koniec IV wieku, w wyniku ostrej kampanii antygladiatorskiej, prowadzonej przez chrześcijańskiego poetę Prudencjusza, gladiatorstwo ustało. Mając oponenta w synagodze szatana, trzeba było dużej rozwagi w postępowaniu Ojców Kościoła Św., długich lat modlitw i pracy misyjnej, aby można było całkowicie rozprawić się z bezbożnym systemem niewolniczym i jego pozostałościami.
    Zatem, pod wpływem św. Ambrożego, Teodozjusz zwołuje synod, na którym potępiono arian. Arianie musieli oddać katolikom wszystkie kościoły. Teodozjusz zakazał heretykom przebywać w stolicy i nikogo z nich nie dopuszczał do posad państwowych, ani też do wojska. Jednak, wbrew intencjom cesarza i obowiązującemu prawu, żydostwo znalazło sposób, aby dotrzeć do stanowisk w senacie, wojsku i administracji państwowej. Stało się to możliwe dzięki masowemu przyjmowaniu przez żydów chrztu, udawaniu chrześcijan, a za plecami księży praktykowaniu kultu judaistycznego. Prozelickie żydostwo rozbestwiło się do tego stopnia, że św. Ambroży oraz św. Jan Chryzostom musieli podjąć się energicznej walki w obronie chrześcijaństwa przed jego całkowitym zjudaizowaniem. Św. Ambroży twierdził otwarcie, że synagoga jest domem bezbożnym, miejscem, w którym gromadzą się nikczemnicy i że sam Pan Bóg ją przeklął. Z kolei, św. Jan Chryzostom widział w synagodze plemię kryminal-istów: lubieżników, rabusi, skąpców i złodziei przewrotnych. W dużej mierze, dzięki św. Ambrożemu morderca i uzurpator, żyd Maximus, nie zdołał przejąć władzy, a żydostwo chwilowo straciła nadzieję na możliwość opanowania cesarstwa; bowiem znowu ożył zwyczaj uciekania się do symonii za panowania synów Teodozjusza: Honoriusza i Arkadiusza. Dopiero cesarz Teodozjusz II (408-450) doprowadził żydów do porządku. Załamał się wówczas patriarchat w Jerozolimie.Jednak, synagoga szatana nie dała za wygraną. Kościół rzymski musiał stanąć do konfrontacji z nową herezją, którą był nestorianizm. Rozgorzała nąjzacieklejsza walka o dwie natury w Chrystusie. W Antiochii wykluła się herezja, powiązana częściowo z arianizmem, głosząca iż Pan Bóg zstąpił na ziemię aby zamieszkać w człowieku Jezusie; zatem, Najświętsza Maryja Panna miała być matką Chrystusa, a nie Matką Bożą. Prezbiter antiocheński, Nestoriusz poszedł jeszcze dalej w swoich wywodach: Chrystusa przedstawiał jako człowieka, który stał się Bogiem. Głosił, że w Zbawicielu należy oddzielać Osobę boską od ludzkiej. Czyli, trzymając się starej zasady: “Dziel i rządź!”, a katolicką doktrynę, że należy uznawać łączność dwóch natur w Chrystusie Panu, rozbito na dwie: obóz aleksandryjski głosił, że na Krzyżu zawisł tylko Bóg, co wiodło do monofizytyzmu, a nestoriański, iż tylko człowiek, co również mocno pachniało judaizmem. Ponadto, zaczęła się szerzyć herezja starotestamentowego obrazoburstwa, którą później przyjęli protestanci. Walki z nestorianizmem podjął się św. Cyryl (376-444), patriarcha aleksandryjski. To dzięki św. Cyrylemu zwołano, w czerwcu 431 r., trzeci Sobór Ekumeniczny w Efezie, na którym pozbawiono Nestoriusza godności biskupiej, a osobna konferencja w Chalcedonie skazała go na wygnanie. Wbrew oszczerstwom historyków żydowskich, św. Cyryl był duchownym pełnym cnót i potępiał wszelkie samosądy. Wyłącznie dzięki twardej
    ręce i zaciętości w działaniu, stał się Ojcem Kościoła św. W tym czasie, Aleksan-dra była głównym centrum żydowskiej gnozy. Nic więc dziwnego, że św. Cyryl postanowił zlikwidować owe ognisko herezji wszelkiej. Żydzi musieli opuścić Aleksandrię.

  11. Piotrx said

    O REFORMACJI I REWOLUCJI SŁÓW KILKA

    Romuald Gładkowski
    /Toronto A.D. 1988/ – cz 2

    Najazd barbarzyńców germańskich na imperium rzymskie przyczynił się do ponownego ożywienia arianizmu. Rozpoczął się wielowiekowy sojusz żydowsko-niemiecki, który znalazł swoje ukoronowanie w prusactwie. Inwazję zarianizowanych Teutonów synagoga powitała głośnym: “Hosanna!”. Wan-dalowie, Wizygoci i Ostrogoci byli witani przez żydów jako wybawcy; bowiem Kościół katolicki zawsze kwitł, kiedy bestia żydowska była na uwięzi. Tym samym, nawrócenie na katolicyzm książąt teutońskich zadało arianizmowi śmiertelny cios, a pozycja Kościoła katolickiego stała się mocniejsza. Ponownie żyd nie mógł posiadać dziewczyny katolickiej jako niewolnicy, czy konkubiny, a wieloetyczne rozpasanie zostało ukrócone. Synagoga szatana musiała zejść do podziemi, aby stamtąd prowadzić akcję zaczepną przeciwko Państwu i Koś-ciołowi.
    Znowu żydzi poczęli masowo przyjmować chrzest, a w ukryciu prak-tykować judaizm. Z tego rodzaju “chrześcijan” nie mogło zrodzić się nic dobrego. Przeciwnie, jak poprzednio, mieszając się z chrześcijanami szerzyli wśród nich wszelką herezję. Odciągali od Boga prawdziwego. Synagoga przez stulecia stosowała taktykę penetrowania wszystkich walczących ze sobą stron, aby być obecną wszędzie, aby móc skutecznie paraliżować działanie tych, którzy byli prawdziwymi obrońcami interesów własnego narodu i jego religii. Nic więc dzi-wnego, że Jezus Chrystus nie wierzył w szczerość żydowskich nawróceń: “Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (św. Jan 2; 24-25). Wielkim zaufaniem darzył głównie Samarytan i Galilejczyków, którzy na ogół przestrzegali Prawo Mojżesza. Zresztą, Chrystus sam był Galilejczykiem. Podobnego zdania o żydach był św. Piotr, pierwszy Papież: “znaleźli się jednak fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą falszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje” (2 św. Piotr 2; 1). To samo twierdz-ił św. Paweł: “Jak służyłem Panu z całą pokorą wśród łez i doświadczeń, które mnie spotkały z powodu zasadzek żydowskich” (Dz. Ap. 20; 19); czy też: “Dzięku-ję Bogu, że wśród Kryspusa i Gajusa nikogo ż was nie ochrzciłem” (1 Kor. 1; 14) oraz: “jest bowiem wielu krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli, zwłaszcza wśród obrzezanych: trzeba im zamknąć usta, gdyż całe domy skłócają nauczając, czego nie należy, dla nędznego zysku” (Tl. 1; 10-11). Ową kwestię dwulicowości św. Piotr ujął bardzo trafnie: “Pies powrócił do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta – do kałuży błota” (2 św. Piotr 2; 22). Jednym słowem, obmywali się Chrztem św. i powracali do judaizmu i kabały. W takiej sytuacji, Kościół katolicki musiał potępić masowe “nawrócenia” żydów i uznać je za nieszczere i nieważne. Wielokrotnie potępiał je Papież św. Grzegorz Wielki (590-604). Istotnie, prozelityzm żydowski stał się kolejną plagą chrześcijaństwa. Cała seria synodów w Toledo usiłowała zaradzić koniunktural-nemu “nawracaniu się” żydów. Walczył z nim św. Izydor, widząc co robią żydzi na Półwyspie Iberyjskim, że zasłaniając się chrztem, uprawiają sabotaż i szpiegu-ją na rzecz Arabów. Co więcej, chcąc na dobre rozprawić się z niewolnictwem, zabroniono żydom kupować niewolników ochrzczonych. Wiedziano bowiem, iż niewolnictwo upadnie wówczas, gdy żyd nie będzie miał możliwości aby czerpać z niego zysk. W czasach św. Feliksa, żydzi zamieszkujący ziemie hiszpańskie mieli silne poparcie ze strony skupisk współplemieńców ; 14) w Afryce Północnej. To żydzi północnoafrykańscy byli inicjatorami podboju Półwyspu Iberyjskiego przez muzułmanów. Aby ułatwić wojskom arabskim lądowanie na wybrzeżach hiszpańskich, przygotowano rewoltę zbrojną, obejmującą cały kraj katolickiego króla Egica. Gdy w roku 694 wykryto spisek, którego celem było zniszczyć katolickie państwo Wizygotów, św. Feliks, arcybiskup z Toledo, zwołał nowy synod, 17-ty z kolei. W czasie obrad ustalono, że synagoga szatana przygotowu-je rewolucję wymierzoną w państwo i Kościół św. Zarządzono przepadek żydowskiego mienia na rzecz skarbu państwa, a rewolucjonistów przesiedlono tam, gdzie im król nakazał. Natomiast ich dzieci, z chwilą ukończenie 7-go roku życia, miały być oddzielone od rodziców, aby mogły uzyskać prawdziwe wychowanie chrześcijańskie; a po osiągnięciu wieku dojrzałego, miały poślubić katolików bogobojnych (nie wolnomyślicieli). Był to wzorcowy przykład współpracy Państwa i Kościoła, jak ciała człowieka z jego 3duszą, dla Bożej chwały i dla dobra narodu. Istotnie, św. Feliks posłużył się wyjątkowym biczem w walce z synagogą szatana. Nie miał innego wyjścia. Każdy naród ma prawo skutecznie bronić się przed szkodliwym działaniem intruzów, przed ich perfidią.
    W wyniku tych zarządzeń, żydzi poczęli uchodzić do południowej Francji, gdzie obowiązywało łagodniejsze prawo wobec intruzów. Wkrótce, ten region Europy stał się drugą Judea. W wiekach Średnich mieściła się tam główna jaczejka synagogi; centrum, z którego wychodziła herezja wszelka i prądy rewolucyjne, godzące w Kościół Chrystusowy.
    Głównym nieszczęściem człowieka jest to, iż posiada krótką pamięć. Często, w przeszłości tak bywało, że to, czego doświadczył i co wypracował ojciec, niweczył syn-. Puszczał w niepamięć bolesne doświadczenie przodków i -próbował budować przyszłość, a nieraz wyłącznie teraźniejszość, we własnym stylu. Zawsze z tego korzystała synagoga szatana. Taki błąd popełnił Witiza (700-710), syn Egica. Usiłując wznosić gmach religijnego synkretyzmu, począł łasić się do żydów, obdarzając ich honorami i posadami rządowymi. Ten błąd zemścił się okrutnie na katolickim państwie Wizygotów. Żydzi szybko zdobyli dominację w kraju i ze zdwojoną energią przystąpili do konspiracji rewolucyjnej. Fanatyzm zawsze uniemożliwia człowiekowi, aby trzeźwo myślał. Witiza, potępiony przez Papieża Jana VI (701-705), za sprzyjanie rozwojowi schizmy w Kościele Św., popadł w furię. Począł prześladować duchownych, którzy byli wierni polityce jego ojca. Sytuację pogorszyło to, że wśród duchowieństwa zabrakło ludzi na miarę św. Feliksa, czy św. Atanazego, którzy swoim oddaniem dla Kościoła Chrystusowego byliby w stanie ukręcić łeb odżywającej hydrze. Zwykle, nieszczęścia chodzą parami. Zgłupiał król i zgłupiało duchowieństwo. Żydzi osłabili przeciwnika siejąc w jego obozie amoralność, upodobanie do hedonisty-cznego stylu życia oraz… pacyfizm (rozbrojenie). Nie ominęło więc to króla i jego otoczenie. Ministrowie i dworzanie żarli, pili tańczyli i cudzołożyli bez umi-aru. – Co synagoga lansuje również dzisiaj; z tym, że wówczas nie było jeszcze kina, telewizji i magnetowidów, więc nie oglądano filmów pornograficznych. Zadawalano się widokami w naturze. – Zabrakło więc w katolickim państwie Wizygotów męża, który byłby w stanie chwycić za pejcz i zaprowadzić porządek. Taka forma “katolicyzmu” wołała o pomstę do Boga. Kara więc przyszła bardzo szybko. Wiadomo, gdy Pan Bóg chce kogoś ukarać, pierwej odbiera mu rozum. Owładnięty “modą” Witiza począł rozbrajać swój kraj. Wiele fortec i murów obronnych zostało zrównanych z ziemią, a oręż przerobiono na lemiesze i brony. Cała akcja była przeprowadzona pod bacznym okiem żydowskich “ekspertów gospodarczych”. W tym samym czasie, ich współplemieńcy zamieszkujący Afrykę Północną robili co było w ich mocy, aby zachęcić muzułmanów do najaz-du na państwo katolickie, aby je wymazać z mapy Europy. Król-warchoł Witiza stał się w kraju niepopularny i został zdetronizowany. Oczywiście, puczowi przewodził żyd Eudon, który po przewrocie został mianowany ministrem do spraw Państwa w rządzie nowego króla Rodrigo. Tym samym, żydzi nadal byli obecni u steru rządzenia krajem. Mając tak “wspani-ałego” ministra i doradcę, znowu eksperta wielkiej klasy, król Rodrigo dał się namówić do beznadziejnego wówczas podboju Basków. W międzyczasie, muzuł-manie zablokowali kraj od południa. Ba, żeby było zabawniej, dowódcy wojskowi zostali ze sobą skłóceni i wielu z nich, na złość współrodakom, poczęło współpracować z muzułmanami; a wszystko to odbywało się przy akompania-mencie symonii. W decydującej bitwie, rozegranej 19 czerwca 711 roku, w której na jednego muzułmanina przypadało około dziesięciu żołnierzy króla Rodrigo, nowy Judasz, arcybiskup Oppas wraz z pracującymi dla żydów synami Witiza (owoc zasady: “Dziel i rządź!”) przeszli na stronę muzułmanów i tym samym przyczynili się do zwycięstwa wojsk agresora, którymi przewodził generał żydowski, tym razem nazywający się Tarif-es Said. W czasie bitwy poległ król Rodrigo. Zatem, arcybiskup Oppas sprzedał swojego Mistrza; czyli, powrócił do tego, co sam zwymiotował. Katolickie królestwo Wizygotów zostało sprzedane Maurom. Co więcej, żydzi otwierali bramy miast hiszpańskich dla wojsk najeźdź-cy. W okupowanych miastach pełnili funkcję “komisarzy ludowych”, bo agresor pozostawiał tam małe oddziały żołnierzy, gdyż potrzebował ich do dalszych walk. W Niedzielę Palmową 712 roku, kiedy mieszkańcy Toledo modlili się w Bazylice św. Leokadii, żydzi otworzyli bramy miasta i wpuścili doń Arabów. Nastąpiła rzeź bezbronnych, nawet we wnętrzu Bazyliki. Ponadto, aby nasycić żądzę zemsty, żydzi wykupowali od Arabów niewolników katolickich, a następ-nie wycinali ich do nogi. Tym razem stać ich było na rozrzutność. Hiszpania poszła w niewolę arabską na długie lata. Oto co mogą zrobić z krajem “eksperci” państwowi, wywodzący się z diaspory. Po upadku królestwa Wizygotów, na ziemiach hiszpańskich nastąpiła “Reconquista”, czyli walki wyzwoleńcze, które trwały niemal przez osiem wieków. Bez wątpienia, pociągnęły one za sobą represje wobec żydów, którzy byli głównymi sprawcami niewoli. Zresztą, sojusz żydowsko-islamski trwał krótko, poczęli robić muzułmanom, co robili katolikom. Tym samym, muzułmanie wypowiedzieli żydom wojnę na śmierć i życie; a ci ostatni znowu poczęli łasić się do chrześcijan i pomagać im w prowadzeniu “‘Reconąuista” – aby tylko trwała wojna, gdyż między wojującymi obozami żyd czuł się najwygodniej. Całkowicie to potwierdziły czasy militaryzmu pruskiego.

    Katolik współczesny, patrząc na to, co dzieje się w łonie Kościoła rzym-skiego, często przechodzi do przeświadczenia, iż to obecne żydostwo międzynar-odowej, doszło do tak dużej siły, że szturmem zdobywa mury Watykanu. Tym samym, odnosi wrażenie, że Kościół katolicki znalazł się w największym zagrożeniu w całej swojej historii. Mimo, iż obecna sytuacja katolicyzmu nie jest najlepsza, to może być jeszcze gorzej; bowiem bywało już gorzej, chociażby w wieku XII. Synagoga szatana zawsze dążyła do opanowania Stolicy Apostolskiej. Wówczas, Kościół katolicki przestałby istnieć, gdyż szatan zasiadłby na tronie św. Piotra. Jak to wygląda w praktyce, niech służy przykładem historia żydowskiej rodziny Pierleonich, która po koronkowych i przemyślanych przygo-towaniach była w stanie sięgnąć po tiarę. Cóż, każdy król, papież, magnat, książę, wysługujący się żydem, popełni-ał podobny błąd. Sądził naiwnie, że tym razem ma do czynienia z żydem innym, “lepszym”. Umożliwiało to synagodze nieustannie penetrować dwory i rządy, mieć tam swoich szpiegów i tym samym prowadzić skuteczną politykę wywro-tową. I tak, walczący zacięcie z Normanami, z Włoch południowych, Papież Leon IX (1049-1054) potrzebował pieniędzy. Ponadto, wywołany przez Celariusza zajadły spór, czy do konsekracji Ciała Pańskiego powinien być używany chleb kwaszony, czy też nie kwaszony (?), również wysuszał skarbiec papieski. W takiej sytuacji, “wyrozumiały” bankier mógł być mile widziany przez Papieża Leona IX. Zatem, usługi finansowe zaoferował “dobry” lichwiarz Baruj Leon, który zgodził się ochrzcić i przybrać wielce sugestywne imiona: Benedykt Chrys-tian. To nie wszystko. Jego syn na chrzcie otrzymuje imię Papieża – Leon; choci-aż, było to również “dawne” imię ojca. Z kolei, Leon staje się aktywnym zwolen-nikiem polityki propapieskiej i popiera Papieża Grzegorza VII (1073-1085), który wówczas obsadzał i burzył trony w całej Europie; a w tym czasie miał sporo prob-lemów z niezdyscyplinowanym Henrykiem IV. Leon finansuje Papieża Urbana II (1088-1099), który zorganizował wyprawę krzyżową, zakończoną zdobyciem Jerozolimy (1099). Ba, Papież Urban II umiera w domu swojego protektora i wierzyciela. Dalej, syn Leona, Piotr Leon – stąd bierze się nazwisko Pierleoni -już jako wpływowy rzymianin (dorobkiewicz Rzymu), również działa na czele partii propapieskiej i pomaga Papieżowi Paskalowi II (1099-1118) w zmaganiach z cesarzem Henrykiem V. Następnie, jego syn, już Pierleoni II, po studiach w Paryżu, został mianowany kardynałem. Wkrótce zostaje papieskim ambasadorem we Francji. Jego siostra poślubiła króla sycylijskiego Rogera.
    Pomimo posiadania tak zacnych protektorów, jakimś dziwnym trafem wszyscy ówcześni papieże, wbrew pozornym sukcesom, kończyli pontyfikat w tarapatach. Papież Honoriusz II (1124-1130) doskonale wyczuwał swąd synago-gi, który unosił się wokół tronu św. Piotra. Wierni tradycji katolickiej kardy-nałowie, pod przewodnictwem Honoriusza II, starali się jakoś temu zaradzić. Obawiano się najgorszego: że szatan może położyć ogon na tronie papieskim. Kardynał Pierleoni był zbyt bogaty i zbyt ustosunkowany, aby mógł przepuścić okazję do sięgnięcia po tiarę. Zatem, schorowanego Honoriusza II ukryto, a tuż po jego zgonie wierni mu kardynałowie obrali następcę, Grzegorza Papareschi, jako Innocentego II (1130-1143). Gdy o tym dowiedział się kardynał Pierleoni, wtargnął przemocą do Bazyliki św. Piotra i ogłosił się papieżem; zgryźliwie obierając imię męczennika Kościoła Św., drugiego następcy św. Piotra, Anakleta II. Jednocześnie, korzystał ile mógł z pomocy symonii. Dzięki niej zdobył popar-cie u możnych Rzymu, a nawet u pospólstwa. W zaistniałej sytuacji, Papież Inno-centy II i wierni mu kardynałowie musieli ratować się ucieczką. Pewna siebie synagoga była gotowa, by przystąpić do reformowania Kościoła. Jednak, Pan Bóg nie opuszcza tych, którzy do końca pokładają w Nim nadzieję. W najtrudniejszych chwilach, lud rozmodlony zawsze otrzymywał od Boga mężów opatrznościowych. Tym razem, na odwiecznym polu walki z syna-gogą pojawili się: św. Bernard, przeor z Clairveaux, oraz św. Norbert, arcybiskup z Magdeburga. Zatem, nie zważając na złoto Pierleoniego, które hojnie rozdawał pochlebcą, ani na to, że opowiedziało się za nim aż 23-ch kardynałów, podczas gdy Papież Innocenty II miał ich tylko 6-ciu, nie zważając na wyjątkowo trudną sytuację Papieża Innocentego II, bowiem Pierleoni go ekskomunikował, św. Bernard podjął się walki o sprawę, którą wszyscy widzieli jako beznadziejną. Był głęboko przekonany, że jest obelgą dla Chrystusa Pana, gdy żyd zasiada na tron-ie św. Piotra. Co więcej, Pierleoni zapowiedział przeprowadzenie reform w Koś-ciele, które przekreślą Tradycję i z werwą zabrał się do przetapiania złotych naczyń liturgicznych na fundusze reprezentacyjne. W związku z tym, św. Bernar-dowi udało się przekonać króla Francji, Ludwika VI, oraz cesarza Lotariusza Saskiego, że dla ratunku Kościoła Chrystusowego przed całkowitym rozkładem należy dać poparcie Papieżowi Innocetemu II. Na zwołanym w tym celu syn-odzie, w Etampes, św. Bernard, swoją płomienną mową, zaskarbił sobie uznanie u obecnych tam biskupów. Pierleoni, Anaklet II, został nazwany antypapieżem, czyli rewolucjonistą. Z kolei, na synodzie zwołanym w Wurzburgu. podobną akcję, na rzecz Papieża Innocentego II, przeprowadził św. Norbert. Ponadto, na soborze w Rheims, w 1131 r., Papież Innocenty II uzyskał poparcie u biskupów w Anglii, Kastylii i Aragonii. Tam, Pierleoni został ekskomunikowany. Wielką rolę w owej walce z synagogą szatana odegrały zakony. Żarliwa modlitwa zakon-ników i ich płomienne nauki nie mogły pozostać bez echa. Cesarz Lotariusz Saski spotkał się z Papieżem Innocentym U w północnych Włoszech i podciągnął wraz /. wojskami pod Rzym. Pierleoni ukrył się w zamku św. Anioła. Teraz dopiero okazało się, po co żydówki są żonami głów koronowanych. Król sycylijski Roger II, koronowany w 1130 r. przez Anakleta II, posłuszny woli swojej żony, udaje się pod Rzym z potężną armią, aby ratować szwagra. Lotariusz doznaje porażki, a Papież Innocenty II jest zmuszony wycofać się do Pizy. Pierleoni znowu stał się panem w Stolicy Apostolskiej. Dzięki wojskom króla Rogera II, Pierleoni pozostaje w Rzymie aż do śmierci, tj. do 25 stycznia 1138 r. Prożydowscy kardy-nałowie wybrali nowego papieża: Wiktora IV. Oczywiście, całą akcję “wyborczą” wsparły wojska Rogera II. Wkrótce, św. Bernard nadciągnął z wojskami niemieckimi i zajął Rzym. Wiktor IV schował się do zamku św. Anioła. Widząc, że sprawa jest przegrana, gdyż król Roger II złożył hołd lenniczy, bracia Pierleoni uderzyli w lament i w żydowskim stylu poczęli błagać Papieża Innocentego II o przebaczenie. Dobroduszny Papież oraz ujęty tak widowiskową skruchą św. Bernard postanowili przebaczyć hipokrytom. Był to poważny błąd polityczny. Zamiast odciąć wszystkie głowy bestii, pozwolili jej lizać rany. Pierleoni, pozostając tam, gdzie byli, nadal mogli szpiegować na rzecz synagogi. Niemniej jednak, na Soborze Laterańskim II, w 1139 r., pozbawiono godności kapłańskiej tych, którzy otrzymali ją z rąk antypapieża Anakleta II. Tym samym, żydowscy schizmatycy zostali usunięci. Jednak, wysiłki św. Bernarda, aby z dzieci szatana uczynić pokorne owce, spełzły na niczym. Żyd usilnie dopraszał się o Świętą Inkwizycję: bowiem w pięć lat po zgonie Anakleta II, jego brat, Giordano, które-mu Papież Innocenty II pozwolił zatrzymać przy sobie majątek, uknuł nową rewolucję, która mogła zaważyć na losach Kościoła św. Było to powołanie do życia neopogańskiej Republiki miasta Rzymu. Oczywiście, Republice przewodz-ił patrycjusz Giordano Pierleoni. Rewolucjoniści obrali kurs zdecydowanie wymierzony w Stolicę Apostolską św. Piotra. Papież Innocenty II umiera, a jego następca, Celestyn II, jest zmuszony szukać schronienia, przed rozbestwionym motłochem, w twierdzy Frangapini. Następca Celestyna II, Lucjusz II, postanow-ił powrócić tam, gdzie przebywać powinien; jednak, w drodze do Bazyliki św. Piotra został uderzony kamieniem, rzuconym z tłumu, tak nieszczęśliwie, iż. w miesiąc po tym, umiera. Jak pamiętamy, w czasach Chrystusa Pana i apostołów
    kamień był najulubieńszym argumentem żydostwa. – Następnym papieżem był Eugeniusz III (1145-1153). Rewolucyjny motłoch zażądał od niego, aby niezwłocznie uznał Konstytucję (święte słowo dla wszelkiej maści rewolucjon-istów, a w szczególności dla tych, którzy nie rozumieją jego znaczenia). Skoro papież odmówił, musiał uchodzić z Rzymu. Wówczas, dla szatana rozpoczęły się żniwa. Podburzony motłoch począł dopuszczać się samosądów i mordować kato-lików wiernych Stolicy Piotrowej. Jak to na ogół bywa w takich sytuacjach, z pomocą Stolicy Apostolskiej przyszli semper fidelis chłopi i drobna szlachta. Odcięli dostawy żywności dla Rzymu. Motłoch począł szemrać. Tym samym, rewolucjoniści Pierleoniego musieli przystąpić do negocjacji. Pozwolono papieżowi przebywać w Rzymie pod warunkiem, że uzna Konstytucję i Senat. Pomimo, iż papież uznał i jedno i drugie, jego sytuacja się nie poprawiła. Po pros-tu, żydostwo poczęło podjudzać tłumy – Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! – pomawiając papieża o własne grzechy, a głównie o symonię. Papież Eugeniusz III musiał szukać schronienia w katolickiej Francji. Wprawdzie udało mu się dotrzeć z wojskami króla Francji, Ludwika VII, do bram Rzymu, lecz nie był w stanie zaprowadzić porządku. Rewolucja trwała nadal. Papież Eugeniusz III umiera pożar Rzymem. Gdy papieżem został angielski kardynał Mikołaj Breakspeare, jako Hadrian IV (1154-1159), antypapieska rewolucja rozeszła się po całych Włoszech. Krew katolików lała się wszędzie. Nie oszczędzano nawet pątników wędrujących do Rzymu. Jednak, tym razem Papież Hadrian IV zabrał się do robi-enia porządków niezwykle energicznie. Na Rzym nałożył lnterdykt. Całe miasto zostało pozbawione nabożeństw. Jednocześnie, zaoferował koronę cesarską Fry-derykowi Barbarossie, pod warunkiem, że rozprawi się z buntownikami, którymi wówczas przewodził Arnold z Brescia, szczenię wyplenionego arianizmu. Pomi-mo żydowskiego giewałtu, cesarz pojmał Arnolda i oddał go w ręce prefekta Rzymu. Skazano go na śmierć. Ciało zostało spalone, a popioły wrzucono do Tybru. Na motłoch padł blady strach, więc wycofał się z uprawiania bandytyzmu, a komisarze rewolucji pozostali bez wojska. Po doświadczeniach z “papieżem” Pierleoni, synagoga szatana musiała nanieść poprawki w swoich planach rewolucyjnych.

  12. Piotrx said

    O REFORMACJI I REWOLUCJI SŁÓW KILKA

    Romuald Gładkowski
    /Toronto A.D. 1988/ – cz 3

    Już wspomniałem mimochodem, że żydostwo dopraszało się o Świętą Inkwizycję. Ponieważ wokół tej instytucji krąży mnóstwo wrednych plotek, nie mających pokrycia w historii Kościoła Św., celowo rozsiewanych przez synagogę szatana, również jej poświęcę kilka zdań.
    Działanie Świętej Inkwizycji było spełnieniem woli Boga Ojca, objaw-ionej w przepowiedniach proroków. Św. Tomasz z Akwinu, powołując się na Stary Testament, twierdził, że Święta Inkwizycja jest instytucją potrzebną i konieczną. Był przekonany, iż pokój i dobro mogą królować tylko wówczas, gdy zło zostanie wytrzebione ogniem i mieczem. Skoro tak jest, sięgnijmy więc na chwilę po Stary Testament. Biblijny Adam, pierwszy mąż i ojciec, mając za sobą gorzkie doświadcze-nie, bezpośrednio wiążące się z utratą raju, musiał stać się wielkim inkwizytorem. Wziął więc Ewę krótko za buzię, aby mu już więcej nie filozofowała. Miał też oko na bardzo liczną rodzinę, czy aby któryś z jej członków nie oddał się we władanie węża. Wiemy na pewno, że synem wyrodnym był Kain. Za splamienie rąk swoich krwią brata, Pan Bóg go przeklął. Dalej, po potopie, w ogólnym zalewie bałwochwalstwa, Pan Bóg postanowił wybrać lud, który przechowa Wiarę, a następnie przyjmie Zbawiciela wszystkich ludzi i przekaże Go całemu rodzajowi ludzkiemu. Był jednak dany warunek: “Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególnie moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj. 19; 5-6). Zatem, skoro “wybraniectwo” dzieci Izraela było warunkowe, Mojżesz również musiał wprowadzić inkwizycję. W imię obrony przymierza z Bogiem, Mojżesz wysłał na tamten świat więcej ludzi aniżeli przeszło ich przez biura Świętej Inkwizycji w ciągu pierwszych 400-tu lat jej istnienia. I tak, dla ratowania wiary w Boga, Mojżesz nie zawahał się przetrzebić adoratorów złotego cielca: “Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie:’ kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego’. Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów” (Wulgata podaje 23000) (Wj. 32; 27-28). Za bałwochwalstwo, czyli za odstępstwo od pierwszego przykazania, groziła śmierć: “Ktokolwiek spośród synów Izraela albo spośród przybyszów, którzy osiedlili się w Izraelu, da jedno ze swoich dzieci Molochowi, będzie ukarany śmiercią” (Kpi. 20;2); dalej: “Jeżeli jaki mężczyzna albo jaka kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukarani śmiercią” (Kpł. 20;27). Ponadto, to nie Święta Inkwiz-ycja wymyśliła palenie na stosie: “Jeżeli córka kapłana bezcześci siebie nierzą-dem, bezcześci przez to swojego ojca. Będzie spalona w ogniu” ( Kpł. 21; 9). Nieco wcześniej jest powiedziane: “Jeżeli kto bierze za żonę kobietę i jej matkę, dopuszcza się rozpusty: on i ona będą spaleni w ogniu, aby nie było rozpusty wśród was” (Kpł. 20; 14). Ogólnie, rozpusta i wszelka perwersja seksualna były karane śmiercią. Lud święty nie mógł tolerować bałwochwalców i rozpustników. Bezwzględnie bronił świętości rodziny i sakramentu Małżeństwa. Biblijny Korach, podobnie jak protestanci, zaatakował stan kapłański. Jak dzisiejsi mod-erniści, usiłował podmienić go “ludem”. To była próba zrobienia schizmy. Bun-towników pochłonęła ziemia. Natomiast, komisarze rewolucji, w liczbie 250-ciu, zostali spaleni (Lb. 16; 32-35).
    Warto tutaj jeszcze wspomnieć o Madianitach, którzy uprawiali kult bożka Baal-Peora. Byli odpowiednikiem satanicznej masonerii. Posiadali specjalne wta-jemniczenia, uczestniczyli w orgiach. Kultem Baal-Peora zaraził się lud Izraela. Przywódcy herezji zostali ukarani natychmiast: “Zbierz wszystkich (winnych) przywódców ludu i powieś ich dla Pana wprost słońca…” (Lb. 25; 4); a z pozostałymi heretykami postąpiono następująco: “Zabijajcie każdego z waszych ludzi, którzy przyłączyli się do Baal-Peora” (Lb. 25;5). Zimri, który chciał popisać się przed Izraelitami swoim wolnomyśiicielstwem, byciem na czasie, sprowadzając Madianitkę “na chatę”, a dokładniej “na namiot”, został przebity włócznią przez syna Aarona. Również zostało przebite włócznią łono Madianitki Kozbi. czyli jej narzędzie występku. Tym samym, sprowadzanie na namiot ustało, a Madianici zostali wyniszczeni całkowicie; oszczędzono jedynie dziewice, jako niepohańbiony materiał na żony (Lb. 31; 18). Istotnie, srogim Inkwizytorem był Mojżesz. Jednak, postępowanie “ludu wybranego”, w całej jego historii, w pełni go usprawiedliwiło. Jeszcze sroższym Inkwizytorem był Jezus Chrystus: “Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Św. Mat. 10; 34); czy też: “Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród; jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody” (Św. Luk. 21; 23-24). Taka jest wola Chrystusa Pana. Tym samym, Kościół Św., jako nowy “lud wybrany”, chcąc przechować wiarę w Boga prawdziwego, świętą i nieskalaną, również musiał powołać do życia prawo inkwizycji. Święta Inkwizycja miała być murami obronnymi katolicyzmu, fundamentem prawdy, światłem wymierzonym w ciemność i ramieniem zbrojnym przeciwko herezji wszelkiej oraz bał-wochwalstwu. Mając coraz to trudniejszy dostęp do dworów królewskich, synagoga skupiła większą uwagę na szerzeniu wśród chrześcijan okultyzmu i herezji rewolucyjnych. Wyjście żydów z gett oraz masowe i koniunkturalne przyj-mowanie chrztu pozwoliło im dotrzeć do wnętrza Kościoła katolickiego. Tym samym, wojna doktrynalna przeniosła się na teren Kościoła św. Z niedowiarków, będących poza Kościołem, żydzi przeobrazili się w heretyków działających w jego wnętrzu. Wielu z nich dostąpiło godności biskupiej, czy przeora w klasz-torze. Tego rodzaju “katolicy” poczęli krzewić wśród ludu sentyment filosemic-ki, oparty na legendach biblijnych. Nagle, wśród duchownych poczęły pogłębiać się różnice w poglądach na sprawy religii i dogmatów Kościoła Św. Na ogól, herezja średniowieczna stanowiła wypaczoną formę Starego Testamentu. Każde przyjazne zbliżenie się chrześcijanina do żyda sprzyjało jej powstawaniu. Z takiej przyjaźni wykluli się albigensi w .wieku XIII, a husyci w wieku XV. Dla przykładu, waldensi uważali siebie za prawdziwy Izrael. Ich sektom przewodzili faryzeusze i uczeni w Piśmie, a Piotr Waldo był uważany za reinkarnowanego Mojżesza. Później, Piotra Waldo naśladowali Hus, Miinzer i Zwingli. Pragnąc zdyskredytować w oczach chrześcijan bulle papieskie oraz dekre-ty soborowe i synodalne, najczęściej potępiające perfidię synagogi, od wieku XI żydostwo poczęło lansować pogląd, że tylko biblia jest prawdziwym źródłem objawienia, a tradycja Kościoła św. jest bez znaczenia. W wieku XVI, ten pogląd przyjęli protestanci. To dzięki żydostwu ruchy heretyckie w Wiekach Średnich uzyskały moc i znaczenie polityczne. Coraz odważniej poczęto nawoływać do powrotu do katakumb, na modłę pierwszych chrześcijan. Nawet domagano się zniesienia stanu kapłańskiego i wprowadzenia na jego miejsce liderów religijno-politycznych, odpowiedników rabinów. Plebanie miały być wyparte przez gminy rządzone przez rady. Poczęto nawoływać do likwidacji dóbr kościelnych, jako rzekomego źródła istnienia biedy. Tym samym, złoto i latyfundia miały być do wyłącznej dyspozycji synagogi; bowiem, kto posiada pieniądze i inwestuje, ten dyktuje warunki.
    Od wieku XII, w wyniku intensywniejszego parania się herezją, synagoga stawała się coraz to mniej miejscem modlitwy, a coraz to więcej miejscem schadzek kryminalistów, heretyków i rewolucjonistów. Żydostwo dało upust swoim ciągotom do teozofii. Przybycie do Europy zachodniej manichejczyków dało rodowód stowarzyszeniom tajemnym, które czciły szatana, uważając go za stwórcę całego świata, z rodzajem ludzkim włącznie. Podobnie jak dzisiaj, herez-je były zdolne przeniknąć wszystko i wszystkich: oddzielały żonę od męża, syna od ojca, a nawet przewracały w głowie osobom duchownym. Rozszerzająca się anarchia moralno-społeczna była w stanie zniweczyć cały dorobek Europy chrześcijańskiej. Ówcześni władcy nijak nie mogli sobie poradzić z tak potężną falą herezji. Heretycy całkowicie dezorganizowali im życie państwowe. Nawet Ojciec Święty, Innocenty III, który trząsł tronami Europy, był bezradny wobec rozprzężenia moralnego, zakrojonego na tak szeroką skalę. Tam, gdzie heretyków uspokajano mieczem, schodzili do podziemi i dalej robili swoje. Wszelkie próby perswazji, oparte na nauce Kościoła Św., również były bezowocne. Cóż więc należało robić? W jaki sposób należało uspokoić szalejącego gada?
    Wyjście z tak trudnej sytuacji udało się z naleźć Papieżowi Grzegorzowi IX (1227-1241); mimo iż nie miał łatwego życia, bowiem w tym czasie Kościół św. walczył z islamem oraz… z niezdyscyplinowanym cesarzem Fryderykiem II (1215-1250), który, pomimo iż był wychowankiem Papieża Innocentego 111 (1198-1216), otoczył się świtą żydowską i począł parać się astrologią, kabałą a nawet islamem. Szkodził Kościołowi gdzie się dało i jak tylko się dało. Stolica Piotrowa musiała go ekskomunikować aż dwa razy. Jednak, zwalczając się wza-jemnie, tak Papież GrzegorzlX, jak i cesarz Fryderyk II, wnet zorientowali się, że wyrósł im potężny wspólny wróg, Państwa i Kościoła Św., tj. sekta manichejczyków i jej pochodne. Jako wielki władca, Fryderyk II energicznie wprowadza w życie prawo starotestamentowe, które za zdradę karze spaleniem żywcem. Odtąd, każdy heretyk spiskujący miał być spalony na stosie. Cesarz Fry-deryk U apeluje też do Papieża Grzegorza IX o współpracę. W tym czasie, w Niemczech uaktywnili się lucyferianie, uprawiający satanizm. Imperium Fry-deryka II poczęło drzeć w posadach. Chwilowo, o tym, kto jest heretykiem, a kto nim nie jest, musieli decydować żołnierze Fryderyka II. Jako niefachowcy w sprawach teologii, popełniali błędy. Tym samym, nie mogli być skuteczni w walce z ruchami wywrotowymi. Należało więc wprowadzić przepisy prawne, które eliminowałyby emocje ludzkie, kaprysy, donosicielstwo, czy samowolę motłochu. Należało ustalić kry-teria, w oparciu o które można byłoby rozdzielić ziarno od plew. Zaistniała więc konieczność powołania instytucji, która stałaby się wialnią moralną, wywiewa-jącą z narodów złoczyńców i dzięki której świat szatana odczułby brzemię prawa Bożego. Istotnie, chcąc przeciwdziałać szerzeniu się herezji wśród ludu, chcąc obronić stan kapłański przed zjuaizowaniem, chcąc utrzymać niezbędną dyscy-plinę wśród księży i zakonników, Ojciec Święty musiał powołać do życia spec-jalną organizację, w skład której wejdą ludzi gotowi do wyrzeczeń, gotowi aby bezgranicznie poświęcić się dla obrony Kościoła Chrystusa Pana. Tą organizacją była Święta Inkwizycja. Oficjalnie, powołano ją do życia 20 kwietnia 1233 r. Kto mógł podjąć się prowadzenia tak trudnego zadania? – Wybór padł na mocnych w teologii dominikanów. Nieco później, dołączyli do nich Franciszkanie. Wybór rycerzy Świętej Inkwizycji był trafny; bowiem zakonników żyjących w ubóstwie i cnocie żyd nie był w stanie przekupić czy zainteresować pornografią. Mógł odnosić sukcesy wśród głów koronowanych, magnatów, szlachty, a nawet wśród biskupów i księży, ale nie wśród zakonników św. Dominika Guzmana (1170-1221), czy św. Franciszka z Asyżu (1186-1226). Zatem, rycerze Świętej Inkwiz-ycji, uzyskawszy od papieża specjalne uprawnienia do egzekwowania sankcji karnych i organizowania akcji prewencyjnych, wyruszyli do miast i dworów opanowanych przez herezję. Ich zadaniem było zdejmować z wilków owczą skórę. Natychmiast padły pierwsze ofiary. – Nie, drogi czytelniku, nie byli nimi heretycy, lecz pobożni i pokorni zakonnicy! Istotnie ich misja była wyjątkowo niebezpieczna. Heretycy mieli pieniądze, wysokie stanowiska i czuli się pewnie. Synagoga szatana robiła wszystko, aby nie dopuścić do rozwinięcia się skutecznej akcji obronnej Kościoła św. Zakonnicy byli truci, sztyletowani, bądź linczowani przez napuszczony motłoch. Oszczerstwom, pod ich adresem, nie było końca. Doszło nawet do tego, że dominikanie poczęli błagać Ojca Świętego, aby zwolnił ich z tego obowiązku. Świadomy powagi sytuacji, Papież Grzegorz IX nie zmienił decyzji. Podobnie postąpił Papież Jan XXII (1316-1334). Tylko Święta Inkwizycja, o zasięgu międzynarodowym, mogła dobrać się do skóry synagodze o zasięgu międzynarodowym. Dzięki niej, Kościół rzymski mógł być siłą tak moralną, jak i polityczną, uniemożliwiającą heretykom burzenie tronów i ołtarzy.
    Zadaniem Świętej Inkwizycji było ustalić kto jest heretykiem, a kto nim nie jest. Żydzi, o ile przestrzegali Prawo Mojżesza, nie byli traktowani jak here-tycy. Podobnie było z poganami. Poganin był karany tylko wówczas, o ile sprze-niewierzył się prawu moralnemu; np., uprawiający sodomię. Nawet czarownicy nie byli traktowani jako heretycy, o ile nie uprawiali satanizmu, o ile nie składali ofiar demonom i nie wciągali dzieci w obrzędy demoniczne. Inkwizytorzy byli przede wszystkim przedstawicielami prawa, a nie sadystycznymi potworami, jak to ich przedstawiają liberałowie i protestanci. Wymogi moralne rycerzy Świętej Inkwizycji były o wiele wyższe od wymogów sędziów sądów cywilnych. Święta Inkwizycja nie prześladowała ruchu intelektualnego Wieków Średnich. Wręcz przeciwnie, chroniąc go przed wynaturzeniami, dawała mu szeroką drogę do roz-woju.
    Liberalne środki masowego przekazu, czując się bezkarnie w swojej kam-panii antykatolickiej, wypisują i wypowiadają niestworzone rzeczy pod adresem Świętej Inkwizycji. Ich potentaci nie zadają sobie trudu, by sięgnąć po fakty his-toryczne, po istniejące dokumenty. Nawet w publikacjach naukowych można spotkać zmyślone bajeczki o paleniu na stosie niewinnych dziewczątek, głównie dlatego, że były urodziwe i chciały się uczyć, czy też o prześladowaniu szlachet-nych albigensów, ludzi o wielkiej kulturze i orędowników postępu. W istocie rzeczy, owi “szlachetni” heretycy nie tylko wiedli pasożytniczy styl życia, ale rozkładali organizm narodowy u jego podstawa. Jako przykład, wystarczy wziąć sektę katarów, zwanych później purytanami. Płeć nadobną traktowali gorzej niż bezużyteczne łajno. Ich rytuały pociągnęły za sobą więcej ofiar śmiertelnych niż wyroki Świętej Inkwizycji we wszystkich krajach Europy na przestrzeni 400-tu lat. Byli w każdym calu antypaństwowi, antynarodowi i zupełnie rozkładali życie rodzinne. Nawet usiłowali odebrać człowiekowi prawo do władania przyrodą. Z kolei, albigensi byli już zorganizowani w stylu masonerii z XVII i XVIII wieku. Ożywili gnostyczny i manichejski dualizm, a przede wszystkim żydowską nien-awiść do Chrystusa Pana. Nawoływali do anarchii. Patronowała im zjudaizowana magnateria. Byli więc w stanie wystawić stutysięczną armię. Uzbrojone bandy albigensów plądrowały miasta, a w szczególności niszczyły kościoły i klasztory. Proszę sobie wyobrazić, jak by na to zareagowały, powiedzmy, władze PRL-u, gdyby w kraju pojawiła się znaczna grupa ludzi (a może już jest?), która poczęłaby agitować, że niech sami członkowie PZPR wytapiają stal w hutach i fedrują węgiel w kopalniach, a reszta Polaków powinna koczować, wędrować z namiotami, żyć jak popadło, z kim popadło i z czego się da, czyli z kradzieży? Ponadto, gdyby do praktycznego wdrażania owych poglądów doszło jeszcze widmo eutanazji, obejmującej wszystkich ludzi “zbędnych”, tj. starców i ułom-nych, co wówczas zrobiłoby Ministerstwo Spraw Wewnętrznych? Jak zareagowałoby na pojawiające się coraz częściej morderstwa rytualne i pod-palanie zabudowań, wyrzucanie na śmietnik dowodów osobistych, metryk urodzenia i powołań do służby wojskowej? Co by się działo, gdyby poczęto truć i sztyletować funkcjonariuszy MO oraz pracowników administracji państwowej, a nawet obywateli oburzonych tą samowolą? Ile wówczas byłoby “tolerancji” w decyzjach władz? – Czy żaden z redaktorów judeofilskich, rozpisujących się na
    67 temat nietolerancji Kościoła katolickiego oraz jego bigoterii w okresie Śred-niowiecza, nad tym się nie zastanawiał? – Przecież, podobne rzeczy wyprawiali heretycy w okresie powstania Świętej Inkwizycji, a mimo tego nie przeprowadza-ła ona zwierzęcych pogromów na bezbronnych rodzinach, nie strzelała do kobiet i dzieci, jak to robili purytanie Cromwella w Irlandii, ani nie odprawiała “Mszy czerwonej”, co miało miejsce w czasie rewolucji we Francji, z roku 1789. Jednak, ktoś może tutaj wspomnieć o “bestialskich torturach”, rzekomo powszechnie stosowanych przez inkwizytorów, co przecież podkreśla, przy lada okazji, propaganda antykatolicka. Pod jej wpływem, przeciętny katolik czuje się niepewnie, gdy jest mowa o “mrokach Średniowiecza”. Jak sprawy miały się naprawdę? – Otóż, jak już wspomniałem, cesarz Fryderyk II wprowadził prawo starotestamentowe, nakazujące schizmatyków palić żywcem. Jako człowiek twardej ręki, nakazał stosować tortury, aby podejrzany nie zajmował się krę-tactwem. Papież Grzegorz IX temu się sprzeciwiał, lecz bezskutecznie, bowiem Fryderyk II nigdy nie liczył się z jego zdaniem. Później, metody Fryderyka II przejęli inni władcy krajów europejskich. Jednak, kiedy nie było końca morder-stwom na dominikanach, w roku 1252 Papież Innocenty IV (1243-1254), w bulli Ad Extirpanda, wydał inkwizytorom polecenie, aby traktowali heretyków jak przestępców pospolitych i stosowali wobec nich metody uznane przez prawo świeckie. Z tym, że było wyłączone okaleczanie oraz te metody, które groziły pozbawieniem życia badanego. Słowo “tortury” nie było użyte w bulli. Wówczas, zgodnie z obowiązującym prawem kanonicznym, nawet obecność przy torturach była zakazana osobom duchownym. Papież Aleksander IV zniósł ten zakaz w roku 1260. Oczywiście, inkwizytor też jest człowiekiem i mogły go ponieść nerwy. Bezczelność heretyków nie znała granic. Kierowali się przecież żydowską wieloetycznością. Zdarzały się więc nadużycia. Stąd, w roku 1311, Papież Kle-mens V (1305-1314) nakazał, że żaden z inkwizytorów nie ma prawa stosować tortur na podejrzanym bez uprzedniego uzyskania zgody od biskupa, popartej przez ludzi szanowanych. Ponadto, podejrzanego nie wolno było torturować więcej niż jeden raz i dłużej niż przez pół godziny. Podczas tortur musiał być obecny lekarz. W praktyce, tortury stosowano niechętnie, chociażby z tego powodu, że zeznania uzyskane w wyniku tortur były uważane jako mało wiary-godne i wymagały dodatkowego potwierdzenia. Najczęściej stosowano areszt i głodówkę. Do kar wymierzanych przez Świętą Inkwizycję należały: pokutne piel-grzymki piesze z dźwiganiem krzyża lub bez, pozbawienie wolności na określony okres czasu, z dożywociem włącznie, ekskomunikowanie – pamiętajmy, że w owych czasach ekskomunika odcinała dostęp do przywilejów kościelnych oraz świeckich – wystawienie na widok publiczny pod pręgierzem, zniszczenie budynków w przypadku udowodnionej konspiracji, jako miejsca schadzek, bądź spalenie znalezionej u podejrzanego kopii bluźnierczego Talmudu. Heretycy, którym udowodniono działanie na szkodę Kościoła i Państwa, byli traktowani jako zbrodniarze i przekazywano ich, wraz z dowodami winy, władzom cywilnym, a te decydowały czy ich ukarać i w jaki sposób.
    Tak naprawdę, to w Wiekach Średnich jedynie Kościół katolicki bronił godności człowieka i jego praw naturalnych. Nie zapominajmy, że był to okres inwazji hord tatarskich na Europę. Od roku 1235, kozacy poczęli sprzedawać młodzież Rusi żydom wenecjańskim, a ci przerzucali ją do Egiptu, na mameluków. Z czasem, handlem Rusinami zajęło się całe żydostwo europejskie. Inny kanał przerzu-towy prowadził przez Czechy, do Hiszpanii. Młody Rusin, o ile nie zbiegł do katolick-iej Polski, czy do katolickich Węgier, miał nikłe szanse, aby uchronić się przed jasyrem. Nawet nie oszczędzano dziewcząt. Zapełniały one haremy arabskie. W tym samym czasie, bo w roku 1215, starszyzna żydowska odbyła naradę, w południowej Francji, na której zastanawiano się, w jaki sposób zrobić z Hiszpanii nową Jero-zolimę, w której chrześcijanin byłby niewolnikiem żyda. Kościół hiszpański opanowała wówczas plaga conversos. Żydzi byli tak pewni sukcesu, że nawet z ambon, w kościołach katolickich, propagowali judaizm. Dopiero królowa Izabella 1 (1451-15.04) zdecydowała się powołać do życia hiszpańską inkwizycję. Jednak, wbrew pozorom, inkwizycję organizowali królowej… żydzi. Słynny Tomas de Torquemada, Wielki Inkwizytor Hiszpanii, był jednym z nich. To “krwawy” Torque-mada zakazał dokonywania samosądów na żydach. Karał je śmiercią. Za jego czasów, liczba egzekucji zmalała. To prawda, że spalił trochę żydów; głównie za to, że będąc członkami Kościoła katolickiego, usiłowali zniszczyć go od wewnątrz. Łamali więc Prawo Mojżesza i Chrystusa Pana. Jednak, o tym, że wielu żydom życie uratował, propaganda żydowsko-protestancka nie wspomni. Gdy już łajdactwa nie dało się dłużej tuszować, postanowiono usunąć żydów z Hiszpanii. Był to rok 1492. – Czy usunięto wszystkich żydów? Nie, ci na dworze królewskim pozostali. Później, świad-czyli usługi szpiegowskie dla angielskiej królowej Elżbiety I (1558-1603).
    Zatem, idąc po nitce herezji okresu Średniowiecza, doszliśmy do czasów “reformacji” w Anglii. Zbizantynizowanie Niemiec, pod wpływem Zakonu Krzyżack-iego, przyczyniło się do wybuchu rewolucji antykatolickiej, zwanej powszechnie Reformacją. To głównie książęta niemieccy, pożenieni z żydówkami, które w części przywieźli z wypraw krzyżowych, poczęli ograniczać działanie Świętej Inkwizycji. Jednocześnie, niemieckie prawo dynastyczne dało podatny grunt dla judeizacji chrześcijaństwa. Prozelityzm rozpowszechnił w Kościele św. fałszywe ujęcie miłości bliźniego. Kościół rzymski uległ propagandzie o Bożym nakazie puszczania urazów w niepamięć. To uśpiło czujność Ojców Kościoła, synagoga mogła przetrzymać czas dla niej trudny, okrzepnąć i przystąpić do ponownego natarcja. W drugiej połowie XV wieku Jan Pupper zaatakował Tradycję. Jan Wessel (1420-1489) począł głosić, że uczynki człowieka nie mają wpływu na los jego duszy po śmierci. Obaj zaprzeczyli nauce Kościoła Św. o odpustach, a powód do tego uwidocznił się wyraźnie w trakcie wydarzeń związanych z ruchem Reformacji. Dał podstawy teoretyczne do wszczęcia szabru dóbr kościelnych, w których możni prześcigali się nawzajem. Tak.więc, już w wieku XV protestantyzm był gotów doktrynalnie. Jako ruch polityczny, czekał tylko na poparcie książąt, których nęcił możliwością wejścia w posiadanie okazałych
    ’69 budowli klasztornych i pałaców biskupich. Istotnie, tym razem, synagoga postanow-iła nie atakować jednocześnie króla, możnych i religię katolicką, lecz starać się pozyskać arystokrację do działań przeciwko Stolicy Apostolskiej. Był więc program działania, szukano tylko wykonawców. Ci wnet się znaleźli.
    W wyniku małżeństw mieszanych, gdyż noszącego koszulę utkaną jed-nocześnie z lnu i wełny trudno jest nazwać katolikiem, stopniowo judaizowała się arystokracja. Zawsze, gdy zetkną się dwie cywilizacje, wzmaga się w ludziach pokusa, by równać do dołu. To, że Reformacja nabrała tak dużego rozpędu, nie jest winą religii katolickiej, lecz ówczesnych katolików. Bez ich czynnego poparcia, Reformacja nie byłaby możliwą. Tak masowa zdrada Kościoła św. mogła mieć miejsce tylko w atmosferze szatańskiej. Wśród przywódców narodów wytworzył się wielki obłęd, który jest bardzo zaraźliwy. Mógł więc, przybyły z Genewy, John Knox głosić kalwinizm w katolickiej Anglii i to bezkarnie. Przede wszystkim poparli go ci możni, którzy stali się posiadaczami zrabowanych dóbr kościelnych. Wielu bowiem arystokratów widziało w Reformacji okazję do rabunku, więc poparli ją zbrojnie. To nie była reformacja, to była rewolucja wymierzona w Kościół katolicki, jego dog-maty, liturgie i jego tradycję. Aby ją podsycić, urzędujący w Zurichu Ulrich Zwingli (1484-1531) znowu zaatakował odpusty. Wprowadził też obrazoburstwo i począł głosić, że władzę nieprawowierną należy obalać przemocą. To w jego doktrynie tkwi geneza ówczesnych wojen religijnych. Jednak, największą figurą rewolucyjną był zdrajca Kościoła Św. – Marcin Luter. Nie tylko, że złamał ślubowania kapłańskie, ale na dodatek wyciągną! zakonnicę z klasztoru, którą wziął za żonę. Będąc rozpust-nikiem i pijakiem, trudno mu było sprawować godność kapłańską. Groziła mu kon-frontacja ze Świętą Inkwizycją. Postanowił więc wiać. Począł żyć jak rabin, bowiem judaizm jest religią bez kapłanów. Aby usprawiedliwić swoje krzywoprzysięstwo, odrzucił sakrament Kapłaństwa. Co więcej, odrzucając naukę Chrystusa Pana, a idąc za przykładem starozakonnych patriarchów, Luter zaaprobował bigamię. Ponownie dał zielone światło dla etyki sytuacyjnej, którą ruch protestancki tak skwapliwie przyjął. Dziwnym trafem “zapomniano”, że Jezus Chrystus nie był produktem judaiz-mu. Chrystus przyszedł na świat nie po to, aby czerpać z judaizmu, ale po to, aby go naprowadzić na drogę dobrą, nie obrażającą Boga Ojca. W poszukiwaniu starotestamentowej “prawdy”, uczącej jak korzystać ze zręcznego oszustwa, protestanci silili się na stworzenie “nowego Izraela”. Nawet coś takiego założyli anabaptyści, w roku 1524. To dzięki żydowskim prozelitom, którzy w ukryciu powracali do swych wymiocin, rozwijała się tęsknota, za Starym Zakonem. Wyraźnie ją było widać w Anglii, gdzie stało się popularnym nadawanie dzieciom imion starotestamentowych, jak Dawid, Sara, a nawet Icek. Nieco później, Jan Kal-win uczynił z tego zwyczaju nakaz prawny. Przywiązanie protestantyzmu do Starego Zakonu stało się fanatyczne. Doprowadziło to w końcu do uwielbienia Izraela. Gdy w Anglii przejął władzę Cromwell, w roku 1649, po ścięciu króla Karola I, użyto prze-mocy, aby ten kraj urządzić w stylu starotestamentowym. Administratorzy państwowi poczuli się w roli patriarchów starozakonnego Izraela. Doradcą Cromwella był rabin z Amsterdamu, Monasse ben Israel. Dla żydów niezwłocznie zostały otwarte bramy miast angielskich: zamknięte przed nimi od roku 1290. Judaizacja Anglików osiągnęła swoje apogeum. Nie dorównali im nawet Niemcy. Protestantyzm zwolnił władze państwowe od odpowiedzialności moralnej wobec obywateli. To nie była reformacja, lecz rewolucja. Tak zwierzęcy i ślepy antypapizm nie mógł nie być dziełem szatana. Jest prawdą, że Kościół Św., prowadzony przez grzesznego człowieka, zawsze będzie wymagał reform. Przecież nawet wśród dwunastu apos-tołów Chrystusa Pana znalazł się Judasz. Jednak, prawdziwi reformatorzy Kościoła św. pozostają w nim i dążą, aby go ulepszyć. Przykładem mogą tu być chociażby Św. Teresa de Avila, czy też św. Katarzyna ze Sieny. Skoro Kościół św. jest dziełem Bożym, jego prawdziwy obrońcy muszą zostać świętymi. Jest to konsekwencja logiczna.
    Co innego jest krytykować biskupów, a nawet Ojca Świętego, za popełniane błędy, a co innego jest odrzucić autorytet papieża, jako następcy św. Piotra, odrzucić Kościół katolicki jako Kościół Chrystusowy. Zatem, “reformatorzy”, jak Luter, Kalwin, czy Zwingli przeszli do historii jako rewolucjoniści, jako słudzy ojca kłamstwa, których zżerały emocje i chore ambicje. Bowiem, ruchy heretyckie nigdy nie refor-mowały Kościoła Św.. To prawda, że każdy ruch heretycki jest formą protestu, mniej lub więcej opartego na fakcie ludzkich błędów w Kościele. Jednak, jest to przede wszystkim spisek, często zainicjonowany przez tajne stowarzyszenia, mający na celu zniekształcić naukę Chrystusa, pod pretekstem reform.
    Dobrym przykładem obłudy “reformatorów” może być postawa Marcina Lutra. Kiedy Papież Hadrian VI (1522-1523), z pochodzenia Niemiec, zdecydowanie wziął się do robienia porządków w Hierarchii Kościoła, i miał duże szanse, by dogadać się z książętami niemieckimi, “protestujący” Luter nie zrobił nic, aby w tym pomóc. Ciągle szkalując papieża, był zajęty nadawaniem władzy biskupiej książętom niemieckim. Od tej pory, każdy monarcha niemiecki miał być panem ludzkich sumień i powinien nawracać na luteranizm mieczem i przepisami prawnymi. Tym samym, w Niemczech ciągoty do cezaropapizmu stały się niezniszczalne. Luter ze swoimi “tezami” stał się wypatrywanym mesjaszem dla komturów krzyżackich, którzy czekali tylko na okazję, aby uwolnić się od ślubów zakonnych i stworzyć sekularysty-czne księstwo krzyżackie. Istotnie, w 1525 r. sekularyzacja Prus stała się faktem. Luter rzucił hasło krucjaty, “z ogniem i mieczem”, przeciwko Rzymowi. 6 maja I527r., połączone pułki niemiecko-hiszpańskie przystąpiły do trzytygodniowego plądrowania Wiecznego Miasta. Dwie trzecie mieszkańców Rzymu wycięto w pień. Lancknechci zachowywali się tam tak, jak na luteranów przystało; a wszystko odbyło się przy cichej aprobacie cesarza niemieckiego Karola V (1519-1565). Marzyło mu się państwo uniwersalne. Nowy Izrael. W tym czasie Zwingli toczył wojnę z kanton-ami katolickimi w Szwajcarii. W konsekwencji, owa rewolucja religijna poróżniła Niemcy, Francję i Polskę, co zapobiegło stworzeniu koalicji antytureckiej. Zatem, połowa katolickiego królestwa Węgier przeszła pod jarzmo sułtanów tureckich, których doradcami i bankierami byli ludzie synagogi. Chcąc pozbyć się katolickich Habsburgów, protestanci otwarcie zabiegali o sojusz z Turcją! Ku uciesze synagogi.

  13. Piotrx said

    O REFORMACJI I REWOLUCJI SŁÓW KILKA

    Romuald Gładkowski
    /Toronto A.D. 1988/ – cz 4

    W tym czasie, na arenę reformacyjną wchodzi zwichnięty król Anglii Henryk VIII (1509-1547) i jego biskup Tomasz Cranmer. Tego właśnie niecierpliwie wypa-trywała synagoga szatana. Protestanci odnieśli sukces w Anglii tylko dlatego, ponieważ katolicka dynas-tia Tudorów zaniedbała się w wypełnianiu swoich obowiązków: tak państwowych, jak i religijnych. Odwagę, siłę i przywiązanie do tradycji podmieniły zniewieściałość, strach, słabość charakteru i hedonizm. Wśród przywódców narodu zabrakło ludzi mężnych. Słaby król i słaby rząd mogą przynieść tylko nieszczęście. Luter i Henryk VIII odeszli od Kościoła katolickiego niemal jednocześnie. Była jednak między nimi różnica w działaniu. Podczas gdy Luter wystąpił z doktry-nami heretyckimi, Henryk VIII starał się bronić nauki Kościoła; złamał jednak dyscy-plinę katolicką. Co więcej, w 1517 r. Henryk VIII potępił Lutra, za co uzyskał od Papieża tytuł Obrońcy Wiary. To przecież Henryk VIII nawrócił swojego przyjaciela św. Tomasza Morę, którego później ściął! Nieszczęście spotkało go dopiero wówczas, gdy począł rządzić krajem w oparciu o genitalia, a nie o rozum. W konsekwencji, Liturgię i naukę Kościoła poczęto naginać do potrzeb genitaliów, a z czasem Anglią poczęli rządzić bękarci. 1 tak, w 1533 r. Tomasz Kranmer unieważnił dawne małżeńst-wo króla Henryka VIII. Gdy papież rzucił na nich klątwę, król ogłosił się głową Koś-cioła w Anglii. Ta schizma trwała do roku 1547, tj. do początków panowania Edwar-da VI (1547-53). Wówczas Kościół w Anglii począł się kalwinizować, a za panowa-nia Elżbiety 1 (1558-1603), z owocu z nieprawego łoża Henryka VIII, ruszono całą ławą przeciwko doktrynie Kościoła katolickiego. Bękart Elżbieta I odcięła Anglię od Europy “żelazną kurtyną”. Anglia stała się prywatnym poletkiem królowej, z nowym systemem wiary w Boga, z nową odmianą tyranii. Judeizacja Kościoła w Anglii stała się ewidentną.
    Możni angielscy wystąpili z Kościoła katolickiego w obawie, aby nie stracić swoich posiadłości, a nawet życia. Niewielu chciało podzielić los Św. Tomasza Morę. Henryk VIII niszczył tych, którzy trzymali stronę papieża. Elita narodu, która stawia złoczyńcom pomniki, zamiast szubienic, elita głupia, musi być opanowana przez obcych. W przypadku Anglii, reformację przeprowadziła międzynarodowa zgraja rewolucjonistów, wśród których przeważali Niemcy. Był też wśród nich Polak Jan Łaski, “wielki reformator” w naszych podręcznikach szkolnych, który zasłynął z walki z… Najświętszym Sakramentem. Został pastorem w Londynie. Mając takich ekspertów, arystokracja angielska przystąpiła do niszczenia wszystkiego co katolick-ie. Możni angielscy poczęli prześcigać się nawzajem w rabowaniu świątyń i kaplic. Oczywiście, ta rewolucja również nie obyła się bez armii szpiegów, podpalaczy, prowokatorów i płatnych morderców. Motłoch, w swej masie, jest zawsze głupi i wielce podatny na propagandę. Książęta protestanccy poczęli finansować wielkie wydawnictwa. Żydzi, którzy szybko opanowali- rzemiosło drukarskie, wydawali protestantom pamflety i księgi pełne oszczerstw pod adresem Stolicy Apostolskiej. Pod opieką króla Henryka VIII rozpętano wielką kampanię antypapieską. W jej wyniku, skołowany tłum wrzeszczał: “Precz z papizmem!”, nie wiedząc dokładnie, czy “papizm” jest człowiek, czy też zwierzę. Jednak, nie wszystek lud dal się ogłupić propagandzie protestantów. Chłop angielski widział, że palą mu klasztory i katedry, tj. ośrodki, z których otrzymywał wsparcie moralne i materialne, oraz pomoc lekarską. Kiedy rozeszły się słuchy, że reformatorzy szykują się do zaatakowania koś-ciołów parafialnych, lud chwycił za oręż. Pod przywództwem Roberta Aske stanęło 10000 dorodnego męża; cały kwiat Północy. Na swoich sztandarach nieśli pięć ran Jezusa Chrystusa. Tej potęgi Henryk VIII nie odważył się ruszyć. Począł więc negocjować. Obiecał Pielgrzymom pokój i praworządność. Aske zawierzył słowu króla i odesłał ludzi do domów. To był błąd; bowiem król natychmiast uderzył i ściął 216 przywódców Pielgrzymów, włączając w to Aske. Tym samym, obrońcy religii przodków, obrońcy tradycji katolickiej, zostali zgniecieni. Istotnie, protestantyzm uwolnił rząd od odpowiedzialności moralnej przed obywatelami. W swoim postępowaniu poczęto kierować się żydowska wieloetycznością.
    Ofiarą rewolucji, wszczętej przez Henryka VIII, padły księgi katolickie, krucyfiksy, posągi Matki Najświętszej oraz obrazy. Należy pamiętać, iż pisane ręcznie księgi często były oprawione w złoto, srebro i drogocenne kamienie. Nic więc dzi-wnego, że skąpy i chciwy król Henryk VIII nakazał, aby wszystkie księgi, oprawione w złoto i srebro, były doręczane jego oficerom. Zatem, nie o słowo Boże chodziło buntownikom, ale o kosztowności. Bezbronność księży i zakonników podsycała wyobraźnię i napełniała rabusiów poczuciem bezkarności. Z czasem, sojusz żydowsko-protestancki począł niszczyć wszelkie księgi katolickie. Z zegarmistr-zowską dokładnością. A więc, Debir, miasto książek, został zdobyty. Henryk VIII stał się Neronem XVI wieku. Po tych ekscesach wandalizmu, propaganda protestancka poczęła głosić, że to ich ruch dał światu Biblię, którą Kościół rzymski rzekomo miał ukrywać przed wiernymi. To było jawne fałszowanie historii Kościoła św. Bowiem, to Kościół rzymski przetłumaczył Pismo św. z greki i hebrajskiego na język świata cywilizowanego. W tamtych czasach, każdy, kto umiał czytać, znał łacinę. Gdyby Kościół katolicki pragnął zniszczyć Pismo Św., jak to głosi nadal propaganda protes-tancka, to jako jedyny jego posiadacz i opiekun mógł to uczynić z łatwością, gdyż mjał na to bardzo dużo czasu: od wieku IV do XVI, i nie musiał czekać aż na ziemi pojawi się Luter i spółka. Wersja Starego Testamentu, uznana przez Kościół katolicki wywodzi się z greckiego Septuagintu, który był tłumaczeniem z hebrajskiego, dokonanym przez żydów z Aleksandrii, na trzy wieki przed Ofiarą na Krzyżu. Tą wersją Pisma Świętego posługiwał się Jezus Chrystus i Jego apostołowie. Później, w sto lat po Akcie Odkupi-enia, żydzi zaprzeczyli autentyczności Septuagintu, gdyż jego treść była wykorzysty-wana, przez pierwszych chrześcijan, do wykazywania żydowskiego odstępstwa od woli Pana Boga, tam odnotowanej. Ponownie napisali własną wersję Pisma, taką jaka im wówczas odpowiadała. Podobnie postąpili, inspirowani przez synagogę, protes-tanci. Wrzucili perły między wieprze. Za panowania Elżbiety I, przystąpiono do “poprawiania” przekładu Pisma św. Odrzuciwszy tradycję, protestanci poczęli widzieć w Biblii jedyne źródło wiary. Zatem, to, co im nie odpowiadało w oryginal-nej wersji Pisma Św., musieli usunąć. Skoro odrzucono wiarę w czyściec, w odpusty, skoro przestano czcić relikwie i obrazy świętych, a również przestano się do nich modlić, skoro odrzucono dogmat o Przemienieniu Pańskim itp., musieli usunąć z Pisma św. te księgi, które zadawały kłam ich wywodom. Stąd, w ich Biblii, którą adorują bardziej niż Boga, zabrakło miejsca dla ksiąg Tobiasza i Judyty, dla Księgi Mądrości, dla Mądrości Syracha, dla Księgi Barucha oraz dla Ksiąg Machabejskich. Ponadto, nawet i w tych księgach, które pozostawiono, słowom nadano przewrotne znaczenie, co wypaczyło intencje proroków. Do głosu doszedł prąd myślowy, zwany synkretyzmem. W przebiegły sposób poczęto układać tezy religijne tak, iż każdy mógł je interpretować po swojemu. Nic więc dziwnego, że protestantyzm wiedzie do agnostycyzmu. Mając do czynienia ze sfałszowanym tekstem Pisma Św., jest łatwo dojść do wniosku, iż jest ono bez znaczenia.
    Zatruty ideologią liberalizmu czytelnik może użyć tutaj argumentu, iż protes-tantyzm przywrócił Kościołowi jego formę początkową. Takie rozumowanie jest błędne, ponieważ przywrócić coś do życia oznacza, że to “coś” już istniało przedtem. Jednak, takich dziwolągów, jak sekty protestanckie, nigdy przedtem nie było. Nie ist-nieje taka rzecz, jak wyznanie protestanckie. Nie istnieje też Kościół protestancki. Protestantyzm składa się z bardzo wielu sekt, a wszystkie mają wspólne jedynie to, że błądzą: “A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (św. Mat. 18; 17). To są słowa Chrystusa Pana. Protestanci poczęli tworzyć nowe Kościoły, a to Pana Boga obraża. Istotnie, bez autorytetu Ojców Kościoła i Tradycji katolickiej, sekty protestanckie poczęły się mnożyć jak grzyby po deszczu. Ku uciesze synagogi. Plagi sekciarstwa nie były w stanie zatrzymać nawet ciężkie represje, zarządzone przez władców protestanckich. Rozłam wśród chrześcijan przeobraził się w ślepą nienawiść wzajemną. Zanikł jakikolwiek wstyd etyczny. To nie była reformacja Koś-cioła Św., to była rewolucja szatańska.
    Ktoś może użyć tutaj argumentu, że dzięki Reformacji oraz odejściu od Stol-icy Apostolskiej kraje protestanckie stały się mocarstwami. To też nie jest prawdą, bowiem największym dobrobytem, w historii świata chrześcijańskiego, cieszyły się kraje katolickie. Przecież, Kościół katolicki jest matką cywilizacji organicznej. 1 bez protestantyzmu człowiek osiągnąłby współczesny rozwój technologiczny. Co więcej, nasz postęp, w ramach cywilizacji łacińskiej, byłby na jeszcze wyższym poziomie, gdyż byłyby respektowane Boże przykazania, a szatan byłby nazwany po imieniu. Pamiętajmy, że bezbożna Rewolucja trwa nadal. Wszystko wskazuje na to, iż kolo-nialna potęga krajów protestanckich weszła w etap samozagłady. Istotnie, “wyz-wolone” córy lordów angielskich i amerykańskich puszczają się z poganami; a więc, mocarstwa kolonialne, nie zdobyte przez żadną armię europejską, mogą być wkrótce zajęte przez barbarzyńców z brytyjskimi paszportami w kieszeni. Butny świat WASP coraz wyraźniej chwieje się na nogach. Nie może być inaczej. Gdyż, bogactwo zdobyte drogą ordynarnego korsarstwa i bandytyzmu nie może cieszyć się Bożym błogosławieństwem. Pan Bóg nie jest rychliwy, ale sprawiedliwy. Bez wątpienia, świat protestancki powróci do Stolicy Apostolskiej; na kolanach. Jako katolicy, pokładamy swoją nadzieję w nieskończonej dobroci Bożej. Bowiem, Pan Bóg, o ile dopuszcza do głosu zło, to tylko po to, aby w końcu wynikło z tego większe dobro. Deo gratias!
    Rywalizację pomiędzy Burbonami i Habsburgami bezlitośnie wykorzystali protestanci angielscy. Protestancka Anglia uwzięła się by zniszczyć katolickie mocarstwo Francji. Zabrała Francji Kanadę i Indie. To protestanci rozwinęli masoner-ię we Francji, w ramach powszechnej konspiracji wymierzonej w Kościół katolicki. Wielka Loża Anglii, po skrzętnym zatarciu śladów działalności masonów przed rok-iem 1717, stała się filarem nośnym protestanckiej nowej szlachty, wyrosłej na zgliszczach i krwi ich poprzedników katolickich. Początki tej akcji sfinansowali żydzi amsterdamscy. Powstała nowa religia, nowa sekta, będąca tworem synkretycznym, czerpiącym z manicheizmu, gnozy, kabały i buddyzmu, czcząca Wielkiego Budown-iczego Wszechświata, który jest nową formą bożka manichejczyków, a nie Boga Ojca chrześcijan. Owa religia synkretyczna, jako mit, prowadziła nieuchronnie do bał-wochwalczej religii humanizmu, której świadkami jesteśmy dzisiaj.
    Odrostem manichejskiego stowarzyszenia tajemnego, o nazwie Alumbrados, odkrytego i wytępionego przez Inkwizycję hiszpańską, kierowaną przez kardynała Ximenesa, byli iluminaci. Ich członek, Anacharsis Clootz, szczycący się tym, że jest osobistym wrogiem Jezusa Chrystusa, udał się do Francji, by tam rozkręcić przygo-towania do obrzędów, które później nazwano “Mszą czerwoną”. W międzyczasie, należało usunąć dwie przeszkody: jezuitów, gotowych do wręcz niespotykanych wyrzeczeń dla Chrystusa, oraz Świętą Inkwizycję, szczególnie hiszpańską, która na mapie Europy wytyczyła protestantom granice nie do przejścia.
    Z Inkwizycją hiszpańską poradzono sobie w ten sposób, że na jej czele stanął mason: Juan Antonio Llrente. Za Karola III masoneria poczęła mnożyć się w Hisz-panii jak szarańcza. To hiszpańscy masoni dopomogli Anglikom zająć Gibraltar. To masoni przyczynili się do wyboru antyjezuickiego kardynała Ganganelli na papieża, Klemensa XIV (1769-1774), który pod naciskiem zamasonionych Burbonów rozwiązał zakon jezuitów. Sekta jansenitów szalała wówczas ze szczęścia. Nawet pootwierała banki, aby mieć fundusze na propagandę antykatolicką. Przejdźmy jed-nak do wydarzeń we Francji. Na przełomie XII i XIII wieku, we Francji doszła do głosu obojętność religijna. Zabrakło Francuzom ks. Piotra Skargi. Nie nawracano protestantów, ale walczono z nimi pod hasłami politycznymi. W końcu, musiał z tego /rodzić się indyferentyzm religijny. Każdą rewolucję poprzedza rozkład duchowy przywódców narodu. To brak autorytetów politycznych dopuszcza do głosu siły rewolucyjne; a idee i przekonania decydują o przebiegu wydarzeń historycznych. To nie burdy uliczne stanowią główne niebezpieczeństwo dla życia narodu, lecz jad ide-ologiczny. Rząd francuski, pod koniec XVIII wieku, był chory na niedbalstwo, a nie na tyranię. Rodzina królewska oraz arystokracja nie traktowali poważnie swoich obowiązków związanych z rządzeniem krajem. Ministrowie woleli więcej dbać o przyjemności przejściowe i poklask lizusów, aniżeli o sprawy związane z rządzeniem i gospodarzeniem krajem. Owe zaniedbanie stało się główną przyczyną rozwinięcia się tyranii rewolucyjnej. Prawo naturalne nie znosi słabego rządu, gdyż słaby rząd przynosi narodowi same nieszczęścia. Robespierre miał częściową rację twierdząc, że o ile król Ludwik XVI jest niewinny, to Rewolucja musi być winna; i na odwrót. Jed-nak, wina ówczesnego króla Francji nie polegała na dopuszczeniu«się czynów, które prawo rewolucyjne karało, ale na tym, że za mało ich dokonał, aby ratować swój kraj, aby ratować siebie samego, swoją rodzinę i swój naród. Przewinienie zawierało się w jego impotencji politycznej. Ludwik XVI łudził się, że kolaboracją będzie można cokolwiek uratować i nawet podpisał dekret, 26 grudnia 1790 r., który wymaga! od księży złożenia przysięgi na wierność “upaństwowionemu” Kościołowi; co potępił Papież Pius VI (1775-1799), w marcu 1791 r. jako akt schizmatyczny.
    Jak w Anglii jaskółką zapowiadającą nadejście antykatolickiej rewolucji był John Wyckliffe (1320-1384), tak we Francji jej rolę spełnił Franęois Maria Arouet (1694-1778), znany światu jako Voltaire; oraz jego paź, młodziutki Louis Antoine Saint-Just. Voltaire, pałający niekontrolowaną nienawiścią do Kościoła katolickiego, nazywający go 1′infame, na wieść o rozwiązaniu Towarzystwa jezusowego, w 1773 r., przez papieża Klemensa XIV, miał zareagować: “Skoro już zniszczyliśmy jezuitów…, w ciągu najbliższych dwudziestu lat nie pozostanie najmniejszy ślad po Kościele”. Obecnie jest już wiadomo, że w 20-cia lat później, tj. w 1793 r., terror w wydaniu jakobinów osiągnął swoje apogeum. W tymże roku miał nastąpić koniec ery chrześcijańskiej. Nawet wprowadzono nowy kalendarz anulujący zwrotu Anno Domi-ni, który przypomina człowiekowi grzesznemu o Akcie Odkupienia na Krzyżu. Cóż, Voltaire, jako mason gorliwie służący Lucyferowi, był dobrze wtajemniczony w najbliższe plany synagogi szatana. Świadomy degrengolady moralnej elity narodu francuskiego, mógł być dużym optymistą. – Zapomniał tylko o jednym: że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi. – Z kolei, młodziutki Saint-Just, o urodzie przystojnego Mefistofelesa, opublikował w 1789 r. utwór satyryczny pt. Organt au Vatican. Oprócz naśmiewania się z Hierarchii Kościoła, jest tam przedstawiony najazd dia-błów na Niebo. Jednocześnie, Saint-Just zasugerował, że skoro człowiek jest zwierzę-ciem kierującym się emocjami i popełniającym błędy, to może udać się po pomoc do Szatana. Nic więc dziwnego, że Louis Antoine Saint-Just był jednym z głównych architektów terroru rewolucyjnego i przeszedł do historii jako “Anioł Śmierci”. Neopoganie z wieku XX mają w jakobinach swoich emisariuszy.
    Dla żydów, mesjasz zstąpił na ziemię w dniu ogłoszenia Deklaracji Praw Człowieka, 28 lutego 1790 r. Dała ona żydom wstęp na arenę polityczną Europy. Istotnie, od tego momentu, działalność rewolucyjna nabrała rozmachu. Pierwszy strzał do Gwardii szwajcarskiej w Tuilleries oddał, w dniu 10 sierpnia 1791 r., żyd Zalkin Hourwitz Land. Doszło wówczas do kabalistycznej masakry rozbrojonych, przez naiwnego króla, Szwajcarów. Postanowiono nieodwracalnie obalić epokę chrześcijańską. Nowa era miała rozpocząć się od chwili obalenia monarchii, tj. od dnia 22 września 1792 r. Wprowadzony nowy kalendarz ignorował fakt przyjścia na świat naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. To już była próba judaizacji wszystkiego. Nowa religia miała oddawać cześć wyłącznie rozumowi ludzkiemu. Poczęto organi-zować festyny ku czci Rozumu. Katedrę Notre Damę, symbol katolicyzmu Francji, przerobiono na pogańską świątynię Rozumu. Wewnątrz katedry ustawiono masońską piramidę, której wierzchołek wieńczyła imitacja pogańskiej świątyni greckiej, poświęconej “filozofii”. Oczywiście, skołowanym Francuzom zaproponowano nowych świętych: Voltaire, Rousseau oraz… Benjamin Franklin, wówczas ambasador Stanów Zjednoczonych we Francji. Ich popiersia, iluminowane pochodniami, dominowaly we wnętrzu katedry. Aktorka Aubry pełniła rolę bożycy nazwanej Rozumem. Z kolei, bogiem ogłoszono pierwszą ofiarę odruchów kontrrewolucyjnych: Marata. Ponadto, zaproszono Francuzów do udziału w satanicznych ekscesach, w skład których wchodziło publiczne porzucanie stanu kapłańskiego przez księży “konsty-tucyjnych”, palenie krucyfiksów, ubieranie osłów w ornaty oraz pojenie ich z naczyń liturgicznych, a także profanowanie konsekrowanych hostii. Niektóre z kościołów przerobiono na “Świątynie Młodości”, w których odbywały się zbiorowe orgie. Były więc tam obecne wszystkie elementy satanizmu. Dla rewolucji jakobińskiej, gilotyna, jako narzędzie, które zdaniem dr Guillotin zabija w sposób bardziej humanitarny, aniżeli wieszanie, nie mogła wystarczyć. Jako dzieło szatana, musiała z biegiem czasu odwołać się do praktyk satanistycznych, a więc do mordów powiązanych z torturami rytualnymi, z orgią seksualną i kanibalizmem, jak picie ludzkiej krwi. Istotnie, tego rodzaju praktyki zawsze miały miejsce tam, gdzie kopyto postawił szatan. Wystarczy tu wspomnieć o szatańskim imperium Azteków. Skoro oddano Francję we władanie szatanowi, to jaka siła mogła oprzeć się tak luźno puszczonej bestii? – Modlitwa, modlitwa i jeszcze raz modlitwa.
    Szatan boi się modlitwy panicznie. Stąd, z taką skrupulatnością i premedytacją synagoga szatana przystąpiła do niszczenia francuskich zakonów kontemplacyjnych. Rozluźnienie obyczajów, pornografia i symonia zawsze były silną bronią synagogi. Skoro klasztory, a w szczególności klasztory kontemplacyjne, były nieczułe na wszelkie pokusy wyuzdania seksualnego, a tym samym były trudne do zinfiltrowania, synagoga szatana widziała w nich swojego głównego wroga. Stąd, wszelkie rewoluc-je, inspirowane przez synagogę, wyżywały się w szatańskich ekscesach, niszcząc klasztory i mordując ich mieszkańców. Swoją drogą, klasztory pomagały biednym, a więc masom, których potrzebowali komisarze rewolucji. Jest wiadomo, że człowiek syty nie pójdzie na barykady; trzeba go wpędzić na nie głodem. Stąd, wszelkie wysił-ki niesienia pomocy biednym i opuszczonym, wszelkie próby reform gospodarczych, są likwidowane przez aktyw rewolucyjny. Istotnie, szatan, odprawiający niezmor-dowanie swoją “Mszę czerwoną”, jak to sataniści rewolucyjni określili ceremoniał ścinania gilotyną, mógł być pokonany tylko przy pomocy Krzyża. Król, ministrowie i przywódcy polityczni opuścili swój naród w chwili próby. Jednak, rozmodlonego ludu Pan Bóg nigdy nie opuści. Wprawdzie rewolucja jest w stanie przelać wiele krwi niewinnych, zadać wiele bólu i cierpień, ale nie może trwać wiecznie. Bóg, jako Stwórca wszechmocny i Sędzia Najwyższy, może chwilowo wystawić na próbę naród bogobojny, może wprowadzić okres wielkiej pokuty za popełnione przewinienia, jed-nak nie pozwoli mu zginąć. Katolik prawdziwy przyjmuje pokutę z pokorą, gdyż jest ona dla niego Sakramentem. Wówczas, z woli Bożej pojawiają się mężowie opa-trznościowi, którzy swoim działaniem odwracają bieg historii. Dla Francuzów, w ciężkich latach rewolucji z 1789 r., takim człowiekiem opatrznościowym był skrom-ny kapłan, ks. Keravenan, z woli Bożej spowiednik tyrana i architekta rewolucji: Cieorges Jacques Dantona; kapłan, który przez cały okres rewolucyjnego terroru, sto-jąc w oddali, rozgrzeszał i błogosławił prowadzonych na ścięcie gilotyną, a swoim wymownym milczeniem, które zdawało się sięgać Nieba, dodawał skazańcom otuchy, w ostatniej chwili ich życia, że jeszcze nie wszystko jest stracone, że wkrótce szatan znowu przekona się, iż Christus vincit, Christus regnat et Christus imperat. W wyniku błagań rozmodlonego ludu, oprawcy rewolucyjni stanęli przed cieniami męczenników, których wymordowali. Stanęli twarzą w twarz z siłami. o wiele potężniejszymi od tych, którymi może dysponować człowiek śmiertelny. Więc, szatan ponownie począł odczuwać potęgę Bożego Majestatu, a rewolucja weszła w etap samozagłady: jak Saturn, poczęła pożerać własne dzieci.
    Warto tutaj wspomnieć o Francuzach z terenu Bocage, określonego obecnie przez historyków jako Vendee, który jest położony u ujścia Loary do Zatoki Biska-jskiej. Tamtejsze słone błota zostały osuszone przez inżynierów holenderskich i przed wybuchem rewolucji z 1789 r. ów teren był dobrze zagospodarowany oraz zasiedlony przez zamożnych rolników, którzy współpracując zgodnie czynili sobie ziemię pod-daną, tak jak Pan Bóg nakazał. Co więcej, mieszkańcy Bocage byli żarliwymi kato-likami. Kwitł tam kult Maryjny i Serca Jezusowego. Tym samym, pomimo wysokiego procentu ludzi umiejących czytać i pisać, nikt z nich nie czytał pisaniny “encyklope-dystów”, jak Voltaire czy też Rousseau. Zajęci byli czytaniem prac autorów katolic-kich. Stąd, niszczycielska i szatańska rewolucja nie miała żadnych szans, aby tam się zadomowić. Gdy zabrakło w tym rejonie księży, w wyniku deportacji, a tym samym zabrakło możliwości uczestniczenia we Mszy Św., chłopi modlili się wspólnie, o umówionej godzinie z opuszczającym ich kapłanem. Dla nich Ojczyzną była ich Wiara, ich ziemia, ich król oraz ich Tradycja. Za to ci, którzy obiecywali im “nowy świat”, w praktyce usiłowali ożywić świat bardzo stary, świat zbuntowanych demonów, pozbawiony czci i posłuszeństwa wobec Pana Boga, świat węża, sięgający czasów grzechu pierworodnego. Ten stan rzeczy nie mógł trwać bez końca. Musiał zakończyć się buntem wobec zakusów dzieci diabła. Ci prawdziwi katolicy, opuszczeni przez wszystkich, postanowili zapędzić szatana na właściwe mu miejsce, a więc tam, skąd przyszedł, czyli do Piekła. Pomimo odniesionej porażki, z braku dowódców wojskowych i z braku doświadczenia w administrowaniu zajętymi terena-mi, zachwiali bestią, która już nie była w stanie wylizać się z odniesionych ran. Musieli przegrać, gdyż nie zdawali sobie sprawy, że podjęli się konfrontacji ze sprzysiężeniem międzynarodowym. Oto trzy fakty, potwierdzające moją tezę. W chwili, gdy decydowały się losy rewolucji we Francji i jej następstw, prowadzących do wybuchu rewolucji bolszewickiej w Rosji, w roku 1917, gdy Armia katolicka usiłowała zdobyć miasto Lucon, praktycznie ostatni liczący się bastion rewolucji, kiedy przywódca chłopów Jacąues Cathelineau został śmiertelnie ranny, “koalicja antyrewolucyjna” państw europejskich zezwala na powrót do Francji wziętego do niewoli garnizonu z Mainz, czyli 10000 najwybitniejszego żołnierza rewolucji, pod przywództwem Jean-Batiste Kleber, późniejszego generała w armii Napoleona. To zadecydowało o losach powstania chłopskiego. Pozbawione dowództ-wa wojsko chłopskie nie było w stanie pokonać zawodowego żołnierza. Nastąpiła rzeź powstańców, a rewolucja złapała drugi oddech. Dzięki pomocy “antyrewolucyjnej” koalicji.
    W tym czasie, Republika francuska była w stanie wojny z Austrią, Prusami i Wielką Brytanią. Była to dziwna wojna. Flota brytyjska górowała nad flotą rewolucjonistów. Jej też zadaniem było dokonać blokady portów francuskich, aby odciąć wszelkie dostawy dla Rewolucji, nadchodzące ze Stanów Zjednoczonych. Blokadę nadzorował admirał angielski “Black Dick” Howe. Jednak, o dziwo, tuż po zwycięskich utarczkach z Francuzami, kiedy wydawało się, że flota francuska przes-iała już istnieć, pozwala się wpłynąć do francuskich portów olbrzymiemu konwojowi statków załadowanych pszenicą ze Stanów Zjednoczonych, która była przeznaczona dla armii rewolucyjnej Republiki. Czyli, admirał Howe “przeoczył” spełnienie swo-jego głównego obowiązku, dzięki któremu znalazł się w pobliżu portów francuskich. Później, historia się powtórzyła z dostawami dla bolszewików oraz z dostawami UNRA po drugiej wojnie światowej.
    Należy tu wspomnieć o jeszcze jednym dziwnym wydarzeniu. Chodzi o skar-biec króla Francji, Ludwika XVI. Otóż, uciekający przed rzezią rewolucji bezskutecznie usiłowali przekonać rządy Prus i Austrii co do prawdziwego oblicza wydarzeń we Francji. W ostateczności, u schyłku lata 1792 r., ekspedycję wojskową na Paryż, rzekomo w celu ratowania monarchii francuskiej, powierzono księciu Brunswick. Dysponował on oddziałem 36000 żołnierzy, należących do czołówki światowej pod względem wyszkolenia i dyscypliny. Ten karny i bitny oddział wyruszył przeciwko hordom rewolucyjnym, zdemoralizowanym i pozbawionym doświadczonego dowództwa. Wszystko wskazywało na to, że książę Brunswick nie będzie miał większego problemu z przywróceniem ładu we Francji. Jednak, stało się inaczej. Jego żołnierzom nie było sądzone stąpać po ulicach Paryża. Dlaczego? -Otóż, czas pokazał, że prawdziwym celem tej wyprawy był skarbiec monarchii fran-cuskiej, a nie ona sama. Po “upaństwowieniu” skarbca królewskiego, w roku 1791, przewieziono go z Wersalu do “Narodowego Archiwum”. Spis kosztowności zajął ponad 50 stron. Wśród nich były największe diamenty świata, liczące ponad 100 karatów. Nagle, we wrześniu 1792 r., “nieznani sprawcy” włamali się do “Narodowego Archiwum” i wynieśli stamtąd najcenniejsze kosztowności skarbca królewskiego. Tuż po ujawnieniu kradzieży, wśród żołnierzy księcia Brunswick wybucha epidemia biegunki i książę nakazuje odwrót. Tym samym, jego- wyprawa zakończyła się bez rozegrania nawet jednej poważniejszej bitwy. Czy tę wyprawę można zaliczyć do niefortunnych, daremnych, poronionych itp.? nic z tych rzeczy. Otóż, gdy książę Brunswick zmarł w 1806 r., w jego skarbcu odkryto ponad 2400 dia-mentów wyniesionych przez złodziei z “Archiwum”, a wśród nich były też i najcen-niejsze, jak Diament Błękitny; jednak wycięto z niego czterdziestokaratowy fragment. Później okazało się, że wycięty fragment ozdobił koronę króla Anglii Jerzego IV. Z czasem, w wyniku intryg małżeńskich króla, ów diament trafił na licytację i Został kupiony przez milionera amerykańskiego, który nazywał się: Howe. Obecnie jest zde-ponowany w Smithonian Institute, w Waszyngtonie. Większa część Diamentu Błękit-nego, 75 karatów, trafiła do rąk bankiera, który nazwał siebie Victor Lyon. Jak widać, w czasie rewolucji bolszewickiej z 1917 r., Litwinow i Hammer byli bardziej prakty-czni w szabrze skarbów dynastii Romanowych oraz bojarów rosyjskich. Cóż, mieli już doświadczenie. Na zakończenie moich tak pobieżnych rozważań na temat reformacji i rewolucji, posłużę się następującym cytatem:
    ” – Twierdzicie, że król Francji zmusza was, abyście zostali chrześcijanami. Cóż, więc spełnijcie jego wolę, lecz zachowujcie Prawo Mojżesza w waszych sercach.
    – Twierdzicie, że chcą odebrać wam wasze dobra przemocą. Niech wasze dzieci zostaną kupcami, aby poprzez handel mogły ogołocić chrześcijan z ich włas-ności.
    – Twierdzicie, że wasze życie jest zagrożone. Niech wasi synowie zostaną lekarzami i chemikami, więc będą mogli pozbawiać życia chrześcijan, bez narażania się na groźbę kary.
    – Twierdzicie, że wasze synagogi są zniszczone. Niech wasi synowie zostaną księżmi i przeorami, aby mogli zniszczyć Kościół chrześcijański.
    – Twierdzicie, że jesteście prześladowani na wszelkie sposoby. Niech wasi syn-owie będą prawnikami, bądź notariuszami, czy też posiądą zawód, który wiąże się ze sprawami publicznymi: Tym samym, wy będziecie rządzić chrześcijanami, będziecie władać ich ziemią i weźmiecie na nich odwet.
    – Wypełniajcie te zalecenia, które wam dajemy, a praktyka życiowa pokaże, iż wy, którzy teraz znosicie upokorzenie, dostąpicie szczytów władzy”.
    Nie, drogi czytelniku, to nie jest cytat z osławionych “Protokołów”. Powyższe zalecenia, skierowane do żydów mieszkających we Francji, sięgają 1489 r. i pochodzą od starszyzny żydowskiej z Konstantynopola.
    Być może, iż znajdzie się czytelnik, który po przeczytaniu niniejszej wypowiedzi określi mnie jako antysemitę. Z góry dziękuję za ten zaszczyt; bowiem historycy żydowscy, lubujący się w omawianiu skutków, a przemilczają-cy przyczyny, w ten sposób nazwali wszystkich świętych Pańskich. wymienionych tutaj przeze mnie, włączając w to Chrystusa Pana i Jego apos-tołów. Zatem, być przypisanym do tak dostojnego grona jest wyróżnieniem wielkiej miary. Nurtuje mnie sprawa innego rodzaju. A mianowicie, czy problemy porus-zone w niniejszej broszurze dotrą do świadomości młodych Polaków i czy zechcą o nich pamiętać, gdy staną u steru państwa polskiego? Trudno jest być optymistą, bowiem: “Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie” (św. Łuk. 4; 24).

  14. Piotrx said

    O PIENIĄDZU I LICHWIARZACH cz 1.
    Romuald Gładkowski
    /Toronto 1991/

    Dawno, dawno temu, dziarski młodzian w skórę odzian, mieszkający w dorzeczu Wisły, trudnił się łowiectwem, pasterstwem, pszczelarstwem, uprawą roli oraz han-dlem wymiennym – np. wymieniał owcę za worek owsa – gdyż pieniądz był mu nie znany. Nawet, nie tęsknił za nim. Historia Egiptu mówi nam, że ludzie w tym kraju żyli ponad 2500 lat bez potrzeby używania pieniędzy. Każda rodzina była samowy-starczalna pod względem wyżywienia, odzieży, dachu nad głowę i narzędzi pracy. Jednak lud nad Wisłą był płodny i ludzi przybywało. Towarów do wymiany również. Niestety, coraz częściej zdarzało się, że producent mieczy nie mógł znaleźć chętnego do nabycia ich w zamian za owcę, gdyż pasterz wolał mieć kij dębowy i łuk z kołcza-nem, aniżeli miecz. Bywało nieraz i odwrotnie. Stąd, dochodziło do wymiany pośred-niej, łańcuchowej. Było to uciążliwe i mniej opłacalne. Z czasem, handel wymienny (barter) stał się tak chaotyczny, że ludek pracowity zaczął narzekać na swój los. Coraz częściej dochodziło do wygrażania dębom świętym za ich obojętność wobec zaist-niałego problemu. Bardziej przedsiębiorczy młodzieńcy zaczęli rozglądać się za „no-wocześniejszymi” bożkami i bożycami. Bezskutecznie, gdyż bożkowie zawiązali Solidarność i nadal milczeli jak zaklęci.

    Sytuacja wyglądała beznadziejnie. Wreszcie, po hucznym fetowaniu święta Kupały, bogowie zmiękli i około roku 962 do krainy nadwiślańskiej zawitał wędrowiec brodaty, który wyraził gotowość przyjścia z pomocą i uzdrowienia gospodarki tak chaotycznej. Był to poszarzały żyd Abraham, któremu jurni młodzieńcy nadwiślańscy nadali przydomek Prochownik. Powitano go wylewną gościnnością słowiańską. Zatem, bez większych trudności mógł Abraham przystąpić do zapoznawania półdzikusów z systemem monetarnym świata cywilizowanego. Już pierwsze monety wypuszczone w obieg dowiodły, że są doskonałym pośrednikiem w wymianie towarowej. Życie stawało się coraz to mniej uciążliwe. Jednak, bite monety musiały być podparte autorytetem. Potrzebny był na nich wizerunek króla, którego półdzicy nadwiślanie nie posiadali. Z mozołem musiał Abraham przekonywać wodzów plemiennych, że król jest konieczny bowiem jego wybita na monecie, jest znakiem prawomocności, gdyż jest głową narodu, ob-roni i honoru i sprawiedliwości. Ponadto, monet z podobizną króla nie będzie wolno i, przetapiać, a nawet znieważać.
    Podkreślał przy tym z naciskiem, że wybijane monety nie będą własnością króla, lecz wszystkich mieszkańców królestwa i każdy będzie mógł być ich posiadaczem chwilowym. Te argumenty przekonały wodzów. Po krótkiej naradzie, z wielkim entuzjazmem obwołali królem Abrahama. Jednak, Abra-ham byl człowiekiem tak bardzo skromnym oraz szlachetnym, że w krótkim czasie zrezygnował z korony na rzecz kmiecia, który nazywał się Piast. W len oto sposób, dzięki Abrahamowi, powstała dynastia Piastów, która przez kil-ku wieków przewodziła Królestwu Polskiemu. Abraham wolał zająć się organizowaniem życia gospodarczego młodego królestwa, którego szybki rozwój wydawał się mu być bardzo obiecujący.

    Skoro przybywało towarów do wymiany, musiało też przybywać monet w obiegu. Dniami i nocami bił więc Polakom monety złote i srebrne. Pomimo wielkiego pośpiechu, jako człowiek przedsiębiorczy, decyzje podejmował z łatwością. W zależności od zaistniałych po-trzeb, raz na monetach dawał napis po łacinie, innym razem po hebrajsku, a czasami po niemiecku. Polakom było to obojętne, gdyż i tak nie potrafili czytać. Zadawalała ich obecność wizerunku króla. Pracowity lud polski bogacił się i rozrastał. Zaszła więc potrzeba coraz to inten-sywniejszej wymiany monet w coraz to większych ilościach. Powstał zatem nowy problem. W jaki sposób te monety przechowywać bezpiecznie? Tym razem, z po-mocą przychodzi Abraham ibn Abraham. Wyraził gotowość wybudowania fortecy, w której ludek pracowity mógłby przechowywać swoje monety drogocenne – po-wiedzmy, za niewielką opłatą- i w której złotnik mógłby je bezpiecznie wytwarzać. Propozycja została przyjęta jednomyślnie. Wszyscy chcieli mieć taką fortecę. Jed-nak, kmieć nadwiślański budować fortec nie potrafił, wiec Abraham był zmuszony sprowadzić majstrów niemieckich.

    Forteca potrzebuje rygli, krat i zamków. Zatem, oprócz cieśli i murarzy, przyjechali ślusarze, kowale i złotnicy. Tym samym, na zie-miach polskich osadnictwo niemieckie stało się faktem. Cóż, magazynujący monety Abraham, jako zleceniodawca, musiał być z Niemca-mi w ciągłym kontakcie. W jakim więc języku mógł się z nimi porozumiewać? Pry-mitywny język polski nie był brany pod uwagę, gdyż nie mógł zdać egzaminu praktycznego. Jednak żyd nie znał języka niemieckiego, a Niemiec nie znał hebraj-skiego. Z konieczności, musiano pójść na kompromis. Mówiono więc trochę po nie-miecku i trochę po hebrajsku. W ten sposób, powstał żargon, który obecnie nazywamy jidisz. Przez długie wieki, w Królestwie Polskim jidisz był językiem elity. Proszę też pamiętać, że język ten powstał na ziemiach polskich, a nie w Niemczech. To jest bardzo ważne, gdyż daje żydowi prawo do posiadania ziemi polskiej, którą wzbogacił i zagospodarował. Istotnie, bez żyda i Niemca, do dziś Leszko i Mieszko wydłubywaliby patykiem szpik z kości. Żyd, jako twórca państwowości polskiej i kultury, ma pełne prawo, aby przebywać na polskiej ziemi, władać nią i eksploato-wać jej dobra naturalne.

    Nie, drogi czytelniku, nie zdziwaczałem jeszcze. To nie są moje brednie. Zapoży-czyłem je od historyków i pisarzy żydowskich.

    Powróćmy jednak do zagadnienia przechowywania monet.
    W zasobnym Królestwie Polskim przybywało monet z roku na rok. Przybywało też fortec je przechowujących, a tym samym i przechowywaczy żydowskich. Inwaz-ja potworów stała się faktem; Niech wam nie będzie żal pozostawić sprzętów wa-szych, gdyż wszelkie bogactwa Królestwa Polskiego będą wasze (Rodz. 45; 18-20).

    „Wybrany” gatunek przybyszów dobrze wiedział, iż posiadanie pieniędzy w du-żych ilościach, bez względu na sposób ich zdobycia, daje ich właścicielowi pewną moc, daje pozycję społeczną i zwiększa możliwość władania innymi ludźmi. Kwestia tak wypaczonego wykorzystywania pieniędzy spędzała im sen z powiek. Stąd, wszelka wiedza o pieniądzu i znajomość sprytnego żonglowania nim była przekazy-wana z ojca na syna, z Abrahama na Abrahama. Tym samym, każde pokolenie udo-skonalało metody powiększania fortuny oraz jej przechowywania. Owa wiedza była bacznie strzeżona jako dziedzictwo najcenniejsze. Stała się świętą wiedzą plemienną. Ciemny i tępy możny polski troszczył się tylko o to, aby miał takie pokarmy, jakie zwykł jadać (Rodź. 39; 6). Był na tyle leniwy, że nawet nie zadawał sobie trudu, aby zbierać podatki. Nieszczęsny, w swojej ułomności widział geniusz: po co miał się fa-tygować zbiorem monet i przekazywaniem ich do fortecy, skoro żyd sam mógł je po-zbierać i schować do sejfu.

    Niestety, o wysokości podatków coraz częściej decydował żyd. Nic więc dziwnego, że doszło do buntu Chmielnickiego, który był zapowiedzią rozbiorów Królestwa Polskiego. Przecież, nie pomogło nawet ostrzeże-nie Papieża Benedykta XIV. Istotnie, na lenistwie nie da się budować państwowości. Nie tylko możni popadli w stan rozleniwienia. Ludek nabożny również. Otóż, co-raz to więcej ludzi przechowywało monety w twierdzy Abrahama. Widziało się im bardzo niewygodnym, aby przy lada zakupach udawać się do Abrahama po monety. Skoro tylko produkcja papieru stała się masowa, to za nabyty towar wygodniej było przekazywać kawałek papieru, jako dowód że cenne monety są do odebrania u Abra-hama, aniżeli dźwigać ciężki trzos wypełniony złotymi monetami i narażać się na niebezpieczeństwo rozboju. Poczęto więc wymieniać pomiędzy sobą papierki – rę-kojmię Abrahama, że na każde żądanie jest gotów wypłacić ich posiadaczowi mone-ty rzeczywiste. Niestety, ludek pracowity popełnił wielki błąd, który polegał nie na tym, że zaufał Abrahamowi, przekazując mu na przechowanie ciężko zapracowane pieniądze, ale na tym, że bezmyślnie pozwolił mu emitować kawałki papieru, jako zastępstwo istniejącej monety, a następnie, że pozwolił mu mnożyć owe papierki w nieskończoność, naiwnie traktując je jako pieniądze rzeczywiste. Tym samym, Abraham mógł już bezkarnie okradać swoich klientów do ostatniej koszuli. Jednak, o tym za chwilę.

    Abraham ibn Abraham był człowiekiem sprytnym i wyjątkowo spostrzegaw-czym. Szybko zorientował się, że jego papierki ludzie wymieniają pomiędzy sobą, nie fatygując się odbiorem monet. Przecież, nieraz przychodzili po monety z jego po-kwitowaniami nie ci, którym je wydał. Co więcej, zauważył też, że bardzo znikomy procent ludzi zgłasza się po odbiór monet. Praktycznie, dziewięćdziesiąt procent zde-ponowanego u niego złota leżało nietknięte; czyli, tylko dziesięć procent złota jest potrzebne, aby bez większego ryzyka pokryć wydane pokwitowania. Tym samym, Abraham mógł spokojnie puścić w obieg pokwitowań na większą ilość złota, aniżeli posiadał go w sejfie i pobierać od nich procenty. Dobrze wiedział, że to jest nieuczci-we, gdyż wartościową monetę króla zamienił na bezwartościowy papierek, ale uległ pokusie, gdyż w przytłaczającej większości miał do czynienia z gojim. Rozgrzeszała go wieloetyczność plemienna.

    Niestety, ów brzydki zwyczaj oszukiwania ludu nieświadomego pozostał do dzi-siaj. Nawet gojim odziera ze skóry gojim, nie zawsze wiedząc, iż nie ma do tego pod-staw etycznych. Gdy proceder wydawania papierków z podpisem, który ręczył, że na każde żądanie można otrzymać za niego złoto, którego nie było, rozrósł się na szero-ka skalę, to dla własnego bezpieczeństwa Abraham zatrudnił całą rzeszę prawników, których zadaniem było sprytnie tuszować tak namacalne oszustwo. Zatem, wśród praw-ników zaroiło się od współplemieńców Abrahama. Pojawili się między nimi: Chaim, Fiszel, Hirsz, Icek, Lejzer, Mojżesz, Pinkus, Srul, Szapsa oraz Szulim. „Wybrani” spece od mamony sakralnej szybko przekonali się, że jest najłatwiej ją zwielokratniać w czasie trwania kataklizmów, jak susze, głód, zaraza i wojny, że jest najłatwiej robić pieniądze na ludzkim nieszczęściu.

    Nic więc dziwnego, iż z biegiem czasu stali się mistrzami w wywoływaniu wojen. Ich ulubionym zajęciem było na-puszczać Lachów na muzułmanów i odwrotnie. Po wojnie, wystarczało sprowadzić towary z tych miejsc, gdzie one jeszcze były i sprzedawać głodującym po cenach wy-górowanych. Początkowo, owi specjaliści od pieniędzy sami trudnili się handlem, udając się w podróż długotrwałą, uciążliwą i niebezpieczną. Z upływem czasu, w tym przedsięwzięciu poczęli zatrudniać innych. W ten sposób rozwinął się zawód kupca. Bankier Abraham pożyczał zaufanym kupcom pieniądze, najchętniej biedniejszym od siebie współplemieńcom, aby udawali się do dalekich krajów, nabywali tam towa-ry, przywozili je do domu i sprzedawali ludowi dotkniętemu niedostatkiem. Ustalony procent od zysku był odprowadzany do właściciela pieniędzy którego będziemy na-zywać bankierem. Ów bankier mógł więc siedzieć spokojnie w domu, w wygodach i bez konieczności narażania życia swojego, najczęściej zajmując się płodzeniem nie-przebranej ilości dzieci: Ten popełnia obrzydliwość z żoną sąsiada, tamten plami się rozpustą ze swoją synową, a tamten u ciebie zadaje gwałt swojej siostrze, córce swe-go ojca (Ez. 22; 11), i wymyślaniem kolejnych „depresji gospodarczych”.

    Upływały wieki. Bankierzy stali się ludźmi zamożnymi. Głowa królewska prze-stała już być im potrzebna, gdyż wypuszczali w obieg pieniądze z własnym podpi-sem. Przestał więc być im potrzebny król oraz pasterze ludu bogobojnego. Ba, nawet poczęli przeszkadzać, być ciężarem, gdyż pozbawiony przywódców lud frywolnieje i łatwiej daje się skubać. Zatem, Abraham zatrudnia „filozofów” oraz „ekspertów” go-spodarczych, aby rzucili między lud hasła nawołujące do burzenia tronów i ołtarzy. Czyż nie jest zdumiewające, że tak często zmieniamy królów, prezydentów, sekreta-rzy partii i ministrów, ale nigdy nie zmieniamy „ekspertów”? – Wybuchają więc re-wolucje, które niszczą królów. Skoro ołtarze stawiły opór zacieklejszy, aniżeli trony, Abraham musi chwilowo pogodzić się z faktem ich istnienia. Bowiem, w międzycza-sie ma do rozwiązania kolejny problem, o którym dobrze wiedział, że kiedyś nadej-dzie. Ale o tym również za chwilę.

    Dzięki masowo emitowanym papierkom-pokwitowaniom, które nazwano bankno-tami, Abraham stał się bankierem rasowym. Przecież, obecnie pobierał opłatę nie tyl-ko za przechowywanie kosztowności, ale i za kruszec, który nie istniał. Tym samym, był głównym twórcą inflacji, gdyż wypuszczał w obieg więcej pieniędzy, aniżeli przybywało towarów na rynku. Jednak, lud pracowity i bogobojny był zupełnie tego nieświadomy. Dziwił się, od czasu do czasu, że ceny tak gwałtownie rosną. Przecież, interesy i produkcja wyglądały dobrze. Każdy, kto tylko chciał pracować, posiadał zatrudnienie. Przestępcy zniknęli z ulic. Dziatwa dożywiona i schludnie ubrana uczyła się dobrze, pragnąc być w życiu tak ważnym człowiekiem, jak jej ojciec, który był dumny z wykonywanej pracy, gdyż dzięki niej mógł zapewnić utrzymanie dla swojej rodziny przez cztery pory roku. Nikomu nie przychodziło na myśl, że Abra-ham, któremu zaufano całkowicie, stanie się wkrótce głównym sprawcą ich nędzy. Zbliżała się bowiem pora, kiedy dziewięćdziesiąt procent banknotów w obiegu nie miało pokrycia w sejfie. Abraham wypuścił je jako pożyczkę i władał nimi zupełnie. Przecież, owa pożyczka była zabezpieczona prawem. Mógł za nią brać w zastaw domy, fabryki i folwarki. Czyli, za fikcję otrzymywał dobra rzeczywiste całkowicie legalnie.

    Coraz gwałtowniejszy wzrost cen napawał ludzi niepokojem. Abraham nie może dopuścić do sytuacji, w której lud pracowity i bogobojny straci do niego zaufanie i zgłosi się z pokwitowaniami po złoto, które jest mu obiecane, a w istocie rzeczy nie istnieje. Cóż więc robi Abraham? – Przestaje dodrukowywać banknoty. Niezwłocznie dostrzega, że ceny przestają zwyżkować. Od tej pory, wszelkie paniki i depresje gospo-darcze manifestowały się w jednakowy sposób: zanikiem pieniędzy na rynku. Postanawia więc węszyć dookoła, czy któryś z jego klientów nie ma problemów ze zbyciem towarów. Istotnie, znalazł takich. Chcąc ratować własną skórę, przystępuje do działania. Po kolei, woła do siebie dłużników z problemami zbytu i zasłaniając się „warunkami obiektywnymi” wstrzymuje dalsze pożyczanie oraz żąda zwrotu pienię-dzy już pożyczonych.

    Zaskoczonemu dłużnikowi wyjaśnia, że w swoim postępowa-niu przede wszystkim ma na względzie „dobro publiczne”, a jego decyzja jest podporządkowana „prawu ekonomicznemu”. Niefortunny przedsiębiorca znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Musi sprzedać swój zakład produkcyjny. Jednak, w tak nie-stabilnej sytuacji ekonomicznej nikt nie kwapi się z kupnem. Cena zakładu spada gwałtownie, a kupującego jak nie było, tak nadal nie ma. Zwalnia więc zatrudnionych w nim ludzi i ogłasza bankructwo. Tym samym, cały zastaw za fikcyjne pieniądze, jak ziemia i zabudowania, przechodzi w ręce nieuczciwego bankiera. Zgodnie z obo-wiązującym prawem. Ludziom zaczyna zaglądać do oczu głód. Są świadkami de-presji gospodarczej.
    Widząc szerzące się rozgoryczenie i cynizm w narodzie, coraz częstsze wyciąga-nie rąk po jałmużnę, wzrost przestępstwa i zanik jakiejkolwiek nadziei na poprawę sytuacji, Ksiądz Prymas w sposób roztropny zachęca do zorganizowania narady przedstawicieli wszystkich stanów w celu dokładniejszego przestudiowania sytuacji zaistniałej i uważnego rozejrzenia się, czy nie istnieje wyjście z tak głębokiego i za-gadkowego kryzysu.

    Zatem, szanując wolę Księdza Prymasa, tu i ówdzie doszło do spotkań na szczeblach i półszczeblach, w czasie których wałkowano bez końca pro-blem pieniądza: to za słaby, to niewymienialny, to pieniędzy jest za dużo, to za mało, i tak bez końca. Jednak, najwygodniej było zrzucić cała winę za powstały bałagan go-spodarczy na… barki ludu pracującego miast i wsi. Posłowie i senatorzy wypowiadali się, że naród żyje zbyt rozrzutnie, że ludzie chcą mieć co roku nowe buty, że doma-gają się papieru toaletowego, a nawet wanny z ciepłą wodą i ubikacji w mieszkaniu! To już jest bezczelność! Nikt wśród tej, „hołoty” nie zamierzał brać pod uwagę „praw ekonomicznych”. Ustalono, że trzeba ludowi dociskać pasa tak długo, jak długo lek-komyślnie zaciągnięte długi nie zostaną spłacone. Posłowie i senatorzy widzieli tylko dwa wyjścia: albo spłacić długi, albo oddać cały kraj w ręce obcego kapitału. Nikt tu nie dyskutował kwestii, że to nie lud pracujący miast i wsi zaciągał długi, lecz ci sami panowie ze szczebli i półszczebli, którzy obecnie szukają rozwiązania „zbawiennego”.

    Nikt też nie przedstawił konkretnej propozycji sposobu spłacenia długów. Wszystko wskazywało na to, że właściwie jedynym rozwiązaniem jest pójść w niewolę do obce-go kapitału. Nic więc dziwnego, że wielu panów ze szczebli poczęło już dopasowywać się do nowej sytuacji ekonomicznej, prześcigając się wzajemnie w uniżonym zabieganiu o względy u zamorskich protektorów. Oczywiście, plutokraci zamorscy nie pozostali obojętni na tego rodzaju umizgi. Im go-rzej było w kraju, tym częściej panowie ze szczebli wyjeżdżali za granicę, gdzie byli podej-mowani obiadami i obdarowywani „drobnymi prezentami”. O obietnicach już nie wspomnę, gdyż tych plutokraci zamorscy mają bez liku.

    Kontakty ułatwiał Abraham ibn Abraham ibn Abraham. W międzyczasie, stał się przedstawicielem banków zagranicznych. W zamian za nowe kredyty, na usprawnienie wydobycia i wywozu bogactw natu-ralnych, pada propozycja-nakaz dodrukowania pieniędzy wraz z podwyżką cen kra-jowych. Plutokraci domagają się rozbudowy towarowej sieci kolejowej, gdyż kolej osobowa ich nie interesuje, domagają się wzmożenia budowy statków, rozbudowy sieci kopalń i hut oraz przystosowania zakładów mięsnych do wymogów „odbiorcy zagranicznego”. Przy każdej okazji podkreślają, że ich przedstawicielem jest Abra-ham ibn Abraham ibn Abraham. Kredyty i procenty mają być spłacane głównie pro-dukcją kopalń i hut oraz zakładów mięsnych. Określają to jako chwalebny rozwój eksportu. Nadmieniają przy tym, że handel międzynarodowy wymaga ciągłej „ko-operacji”. Stąd, ślepe posłuszeństwo ze strony kredytobiorcy jest konieczne. Zatem, o ile zaistnieje potrzeba wstrzymania kredytów, dłużnik będzie musiał wprowadzić w swoim kraju drastyczne zaostrzenia ekonomiczne, do stanu wojennego włącznie, aby mógł wywiązać się z nałożonych zobowiązań finansowych. Te warunki zostały przyjęte z usłużnym „tak, proszę pana”.

    Wkrótce naród dowiedział się, że ma już nowy rząd z nowymi nadziejami na przyszłość. Nikt mu jednak nie powiedział, że od tej pory o cenach w kraju będą decydowali obcy bankierzy; pomimo, iż kraj jest sa-mowystarczalny w dziewięćdziesięciu pięciu procentach. Od tej pory, przy ustalaniu cen nie będą już brane pod uwagę miejscowe koszta produkcji. Ponadto, od tej pory, kraj musi pożyczać pieniądze, aby móc kupować własne surowce, aby móc zatrud-niać własnych robotników i budować swoje fabryki i swoją sieć transportu. Naród, pozbawiony króla, wepchnięto na równię pochyłą prowadzącą wprost do piekła.

    Niech czytelnik sam oceni, ile w powyższej historii jest fantazji, a ile w niej praw-dy życiowej. Muszę tutaj podkreślić, iż rząd uczciwy i dobrze gospodarujący nigdy nie będzie potrzebował kredytów zagranicznych, aby opłacać nimi zakupy krajowe. Rząd na smyczy Hammerów, Rockefellerów oraz Finkelsztajnów, niezależnie od szyldu, za którym się ukrywa, zawsze będzie dla narodu własnego kamieniem młyńskim u szyi. Bowiem, po nieudanych próbach podbicia świata militarnie, li-chwiarze zamorscy usiłują dokonać podboju za pomocą machinacji finansowych, niszcząc strukturę gospodarczą każdego kraju, który pragnie żyć samodzielnie. Wielce skutecznym orężem w rękach bankierów międzynarodowych jest inflacja. Są w stanie wywołać ją w każdej chwili, gdy okaże się to dla nich korzystne. Tutaj, obywatel przeciętny nie ma żadnego wpływu. Nie pomoże nawet tak często zalecany Jad i spokój”, czy też ora et labora. Bowiem, inflacja jest skutkiem nadmiernego drukowania pieniędzy i wypuszczania ich w obieg. Wówczas, zanika siła nabywcza pieniądza i przestaje mieć jakąkolwiek wartość. Dochodzi do drastycznego skoku cen w górę. Ludzie usiłują wyzbywać się pieniędzy bez wartości i kupują za nie co-kolwiek da się kupić. Dochodzi do załamania się całej struktury ekonomicznej kraju, a naród staje w obliczu rewolucji.

    Przecież, w ten sposób została wywołana inflacja w czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku. Banknoty francuskie były dodrukowywane w Anglii, a następnie przerzucano je do Francji, gdzie używano ich do opłacania uży-tecznych durni rewolucyjnych, czyli zdrajców własnego narodu. Kroniki podają że w tym czasie do produkcji fałszywych pieniędzy było zatrudnionych czterystu robot-ników. Siedemnaście drukarni pracowało pełną parą. Podobnie było w Rosji, w roku 1917. Nowojorscy architekci rewolucji bolszewickiej statkami dostarczyli do Peters-burga drukarnie, gdzie niezwłocznie przystąpiono do drukowania i puszczania w o-bieg pieniędzy fałszywych; tym samym, doprowadzono do ruiny system finansowy Rosji. Również w tym przypadku chłop, robotnik i matros bojowy nie mieli nic do powiedzenia. W trybie przyspieszonym poczęli tracić wszystko, włączając w to „pra-wa demokratyczne”. Wcześniej, czy później, cierpienie i głód powszechny wywołują u ludzi odruchy buntu, gdyż wyczuwają intuicyjnie kto jest głównym sprawcą ich nieszczęścia. Bunt może być skierowany wprost przeciwko lichwiarzom, co oficjalnie nazywa się po-gromem, lub też przeciwko rządowi będącemu na usługach u lichwiarzy, co zazwy-czaj jest określane jako rewolucja.

    Kiedy rozjuszony lud dobiera się lichwiarzom do skóry, to wówczas głośno zawodzą „giewałt!” i starają się przekonać świat cały, że są prześladowani. Tak dzieje się od stuleci; mimo wielkich ofiar w ludziach. Bowiem, każdy kult wymaga ofiar. Kult mamony nie stanowi wyjątku: U ciebie przyjmuje się podarki za przelanie krwi. Pobierasz odsetki i lichwę, gwałtem ograbiasz swego bliź-niego, ale o Mnie zapominasz-wyrocznia Pana Boga (Ez. 22; 12). Zaiste, twarde jest to „plemię wybrane”. Upłynęło już tyle wieków, a tak niewiele się zmieniło. Istotnie, dla ludzi świadomych i odważnych tylko to jest nieuniknione, co już miało miejsce w historii. Przecież, tak często mówimy, że historia powtarza się, a człowiek nigdy nie wyciąga z niej wniosków dla siebie. Sądzę, iż historia powtarza się przez wieki dlatego, gdyż przez wieki wydarzenia powodują te same siły, które składają ofiarę na tym samym ołtarzu Baala; ponieważ baalizm starożytny był czymś więcej, aniżeli systemem religij-nym. Był stylem życia był systemem politycznym i ekonomicznym, był ideologią.

    W obliczu powyższego, trudno jest bronić się skutecznie przed machinacjami fi-nansowymi narodowych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, o ile pierwej nie zrozumiemy sensu i istoty pieniądza oraz nie docenimy doniosłości kwestii poszano-wania prawa naturalnego. Spróbujmy więc omówić powyższe zagadnienia w sposób prosty i zrozumiały dla młodych działaczy narodowych w kraju. Ludzie na ogół sadzą że zrozumienie systemu pieniężnego jest poza ich możliwo-ściami. Ponadto, rzeczową dyskusję o pieniądzu utrudnia ludzkie doświadczenie co do pieniędzy samych w sobie. Nawet nieświadomie, wyznają przecież religię mamony. To odciąga ich umysły od jakiegokolwiek krytycyzmu w tej sprawie. Im wystarcza książeczka oszczędnościowa. Jak dzieciom. To, że pieniądz jest głównym źródłem do-stępu do dóbr i usług, niewiele ich interesuje. Przecież, w jego najszerszym znaczeniu, pieniądz oznacza siłę nabywczą.

    Umożliwia nabywanie dóbr, umożliwia korzystanie z usług i daje możliwość spłacenia długów; niezależnie od wyglądu fizycznego. W skład majątku narodowego wchodzi ziemią bogactwa naturalne, fabryki, domy mieszkalne i urzędy, elektrownie, transport itp. Dzieli się na dobra konsump-cyjne, środki produkcji oraz majątek trwały. Dobra konsumpcyjne są dobrami nie-trwałymi, zużywanymi przez człowieka na bieżąco, jak żywność, opał, odzież, czy choćby tak powszechnie uwielbiane samochody osobowe. Naród, aby mógł istnieć, musi produkować oraz wymieniać produkty i usługi w granicach państwa.

    Chcąc uniknąć prymitywnej wymiany towarowej, należy wprowadzić w życie wygodny i praktyczny system pieniężny. Jak wszystko w świecie Bożym, dobra konsumpcyjne oraz środki produkcji podlegają prawu naturalnemu i posiadają ograniczony czas ist-nienia. Uczciwy system pieniężny musi brać pod uwagę jakość fizyczną wszystkich dóbr, gdyż jest łącznikiem świata materialnego z duchowym. W skrócie, pieniądz jest niczym uzyskanym za coś, zanim można otrzymać cokol-wiek. – Zbyt zawiłe? To może inaczej: pieniądz jest kawałkiem papieru bezwartościo-wego, który upoważnia do uzyskania pożądanych towarów i usług. Niezależnie od tego, jak wielkie połacie ziemi dany naród posiada, niezależnie ile jego ludzi jest zdol-nych do pracy, jakie posiada bogactwa naturalne, jakie jest jego wykształcenie przecięt-ne i jakie jest uprzemysłowienie kraju, czy też w jakim stopniu jest suwerenny, o ile nie posiada swoich pieniędzy, to korzysta z tych dobrodziejstw w stopniu ocierającym się o zero. Polakom w kraju nie muszę dawać przykładu, aby wykazać prawdziwość tego stwierdzenia.

    Pieniądz jest niczym innym jak żądaniem majętności. Czyli, banknoty, które otrzymujemy za naszą pracę miesięczną są bez wartości dopóty, dopóki nie uzy-skamy za nie dobra lub usługi, które pragniemy. Produkcja towarów może być rozwija-na tak długo, jak długo istnieją chętni do pracy ludzie niezatrudnieni. To siła robocza decyduje o potędze gospodarczej kraju. Majątek nie wykorzystany do produkcji jest bezużyteczny, tak dla jego właściciela jak i dla całego narodu. Bowiem, wytwarzanie jest jedynym kryterium prawdziwej majętności. – Stąd, zagadnienie przyrostu naturalne-go jest bardzo ważne dla rozwoju kraju, dla budowy jego siły gospodarczej i politycznej.

    Producent wytwarza dobra dla całego narodu w zamian za możliwość uzyskania innych dóbr na każde jego żądanie. Stąd, ilość pieniędzy w kraju powinna pokrywać się z ilością dóbr konsumpcyjnych, które naród wytworzył i posiada do podziału. Wraz ze wzrostem produkcji dóbr wzrasta więc zapotrzebowanie na pieniądze, aby móc te dobra rozprowadzić po kraju. Pamiętajmy, że majętność posiada charakter fi-zyczny, a nie psychologiczny. Zatem system pieniężny musi opierać się na prawach fizycznych, a nie psychologicznych. Tak, pieniądz jest żądaniem dóbr fizycznych przez jego posiadacza. Powiedzmy, pieniądze wypłacane robotnikowi są potwierdze-niem, że wyprodukował dobra fizyczne, które są teraz dostępne dla całego narodu. Tym samym, będąc posiadaczem pieniędzy, ma pełne prawo domagać się równow-ażnych dóbr wyprodukowanych przez innych. Raz jeszcze, pieniądz sam w sobie nie jest majątkiem, ani też obiektem kultu. Jest wygodną skalą wartości w czasie wymiany dóbr pomiędzy konsumentami. Stąd, ilość pieniędzy w obiegu nie powinna wzrastać lub maleć bez.. uwzględniania wzrostu lub ubytku towarów na rynku. Więcej towarów na rynku wymaga większej ilości pieniędzy w obiegu i odwrotnie.

    System pieniężny jest środkiem mechanicznym, który ułatwia wytwarzanie dóbr i ich dostawę do konsu-menta. Jak widać, teoria pieniądza jest bardzo prosta, a tak bacznie ukrywana przed lu-dźmi. Bowiem, nadawanie pieniądzowi jakiejkolwiek innej funkcji, poza wymienną, otwiera szeroko drzwi dla wszelkich nadużyć. O czym będzie mowa za chwilę.
    Zatem, system pieniężny w rękach ludzi odpowiedzialnych może być dla narodu błogosławieństwem. Wówczas, obserwują bacznie rozwój produkcji i proporcjonal-nie do jej wzrostu wypuszczają w obieg więcej pieniędzy, lub też wycofują pieniądze z obiegu, gdy produkcja maleje. Dodatkowe banknoty mogą być rzucone na rynek tylko wówczas, gdy produkcja wzrasta.

  15. Piotrx said

    O PIENIĄDZU I LICHWIARZACH cz 2.
    Romuald Gładkowski
    /Toronto 1991/

    Wartość pieniądza jest stosunkiem wszystkich produktów i usług, oferowanych za pieniądze, do ogólnej ilości pieniędzy. Stąd, tak żarliwie lansowany standard złota jest sztuczny i fałszywy. Wiązanie ilości pieniędzy w obiegu z ilością posiadanego złota, a nie z ilością produktów na sprzedaż, jest nonsensem chytrze wykorzystywa-nym przez kombinatorów międzynarodowych. Dzięki tej teorii, mogą sztucznie za-wyżać ceny, a następnie gwałtownie je obniżać, doprowadzając tym sposobem przedsiębiorców do ruiny i wprowadzając ogólny chaos gospodarczy. Cena przedstawia sobą stosunek przedmiotu lub usługi do pozostałych prze-dmiotów i usług będących na sprzedaż. Jest więc nonsensem zakładać, że cena pro-duktu wywodzi się z kosztów produkcji. Gdyby tak było, to nie byłoby tak wielkich wahań w cenach. Zazwyczaj, nadmiar pieniędzy na rynku powoduje, że producent jest zmuszony sprzedać swój towar poniżej kosztów produkcji. Stąd, to ceny regulują produkcję, a nie odwrotnie. Jeżeli wzrost ilości pieniędzy wypuszczonych w obieg przekracza wzrost ilości dóbr wyprodukowanych, to ceny produktów idą w górę; czyli, spada siła nabywcza pieniądza, co nie jest celem uczciwego systemu pieniężne-go. Przecież, jego celem jest umożliwić rozprowadzenie dóbr wyprodukowanych wśród wszystkich obywateli państwa. Zatem, ceny są po prostu odzwierciedleniem istniejącej równowagi pomiędzy popytem na dobra i sztuczną podażą, którą reprezentuje pieniądz.

    Skoro podaż dóbr konsumpcyjnych jest zmienna, nie da się również zamrozić wartości pieniądza. Wszelkie zamrażanie cen jest objawem dyktatury dyskryminującej przedsiębiorcę prywatnego, a tym samym, dyskryminującej cały „świat pracuj; miast i wsi”. Bowiem, człowiek zgodził się pracować za pieniądze tylko dlatego, gdyż był przekonany, że będzie mógł otrzymać za nie wszelkie produkty, które są mu r zbędne do życia. Przecież, posiadanie pieniędzy na koncie bankowym oznacza, że tej pory ich właściciel nie domagał się od innych ludzi usług lub produktów. O ile ogólna ilość pieniędzy wzrasta lub maleje, to ich posiadacz traci na tym, biznes zyskuje. Gdy ilość pieniędzy rośnie „w tajemniczy sposób”, to ich właściciel może nabyć za nie mniej dóbr; czyli, ceny idą w górę. W sytuacji odwrotnej, malejąca ilość pieniędzy w stosunku do towarów i usług powoduje, że można nabyć za nie więcej czyli, ceny idą w dół. Zatem, każde dorzucanie pieniędzy, bez pokrycia w towarach jest okradaniem narodu. Powiedzmy, jeżeli znajdzie się ktoś, kto „na lewo” druk banknoty i wypuszcza je w obieg, to władze państwowe traktują go jako przestępstwo gdyż jest zwykłym złodziejem, okradającym współrodaków.

    Poprzez ten akt, nie tylko zdobywa możliwości nabywcze, ale jednocześnie osłabia siłę nabywczą pieniądza. Powoduje wzrost cen; czyli, jego współrodacy mogą kupić za te same pieniądze coraz to mniej. Taki ptaszek, przyłapany na gorącym uczynku, staje przed sądem, jako przestępca. Cóż jednak można zrobić, kiedy owym „ptaszkem” jest i własny, za którym stoi „prawo”? W takiej sytuacji, naród jest zdradzony i bez buntu nie poprawi swojego położenia. Podobnie, każde usuwanie z rynku towarów jest okradaniem narodu, przykładu, załóżmy, że ma miejsce intensywne wytwarzanie dóbr. Produkcja u pełną parą. Ludzi zatrudnionych przybywa. Każdy może znaleźć pracę. Wzrasta zapotrzebowanie na pieniądze, chociażby dla pokrycia płacy. Jednak, dobra wyprodukowane „ulatniają się” z kraju. Czyli, praca wre pełną para, a produktów aa iv krajowym nie ma. Więc, skoro celem pieniądza jest umożliwić dystrybucję przedmiotów, i nic poza tym, a produktów nie ma, gdyż w sposób tajemniczy znikają, również w tej sytuacji moc nabywcza pieniądza spada, ceny idą w górę i naród staje przed widmem nędzy. W tym przypadku, złodziej również gra pierwsze skrzypce. Nawet gdy mieszka bardzo daleko; powiedzmy, w Nowym Jorku. Rząd i państwo są koniecznością i muszą być popierane przez obywateli. Naród zawsze wesprze własny rząd, niezależnie od jego barw, który umożliwi pracę i utrzymanie rodziny przez okrągły rok. Bowiem, żaden człowiek uczciwy nie pragnie wejść w siadanie tego, co należy do innych. Jednak, każdy człowiek uczciwy pragnie, im tego pełne prawo, aby móc żyć z pracy rąk swoich przez całe życie. Skoro emisja pieniędzy jest tworzeniem siły nabywczej, a ludzie działają poprzez własny rząd, to jedynie rząd powinien być uprawniony do emitowania pieniędzy. Za to, banki prywatne, a nie rząd, powinny pieniądze przechowywać oraz udzielać poży-czek. Tym samym, wybór rządu, który będzie uczciwy wobec własnego narodu, jest zagadnieniem bardzo ważnym.

    Nic więc dziwnego, że wielkie banki zawsze usiłowały mieć rządy na smyczy i móc im dyktować, co mają robić. Możliwość poży-czania pieniędzy i ich emitowania daje bankierom władzę nieograniczoną. Stąd, gru-py uprzywilejowane, jak plutokracja, zawsze starały się likwidować naturalnych przywódców narodu. Raz poprzez celowo rozpuszczane oszczerstwa, innym razem drogą przekupstwa, czasami poprzez wprowadzenie ludzi własnych na ich miejsce, którzy w chwili decydującej zdradzą naród, któremu przewodzą, a nieraz poprzez za-bójstwo. Lud bardzo rzadko morduje swojego przywódcę; chyba, że zamieni się w motłoch bezmyślny. Jednak, kiedy morduje zamachowiec, to zawsze stoi za nim grupa spiskowców. Przecież, każda epoka historyczna miała „dżentelmenów”, którzy nie wahali się przed popełnieniem najohydniejszego przestępstwa, gdy tego wyma-gały ich interesy. Powiedzmy, zabójstwo Juliusza Cezara, w 44 roku przed narodze-niem Chrystusa; głównie za to, że odebrał bogatym rodom prawo do bicia monet, przekazując je w miejsce właściwe, czyli, w ręce rządu. Podobnie rzecz miała się z zabójstwem prezydenta USA, Abrahama Lincolna.

    Nic więc dziwnego, że najtęższe umysły w historii ludzkości zawsze piętnowały lichwiarstwo jako główne źródło nieszczęścia narodów. Proszę zwrócić uwagę, że Je-zus Chrystus tylko jeden, jedyny raz, w trakcie całej swojej misji, chwycił za pejcz i począł nim tłuc złoczyńców. Miało to miejsce w przypadku lichwiarzy, którzy świątynię jerozolimską usiłowali zamienić w jaskinię zbójców. Wiedział bowiem do-brze, że do nich słowo nie trafia, lecz tylko powróz. – To również było prześladowa-niem i aktem antysemityzmu (?). – Doszło do arcykapłanów i uczonych u Piśmie (czyli, do „dżentelmenów”), i szukali sposobu, jak by Go zgładzić (św. Marek 11; 18). Ktoś z „lewicy laickiej” może w tej chwili zarzucić, że takim zachowaniem Jezus Chrystus godził w handel międzynarodowy? Istotnie, takie stwierdzenie może wyjść jedynie od ateusza, od ignoranta w zagadnieniach biblijnych. Otóż, w owym czasie obowiązywało prawo, że każdy żyd musiał płacić podatek świątyni jedyną monetą, którą nazywano „połową sykla” (aby nie spadło na niego nieszczęście – Wyj. 30; 12). Czyli, był to pierwowzór współczesnego nam standardu złota.

    Lecz o tym za chwilę. Nic więc dziwnego, że przebiegli lichwiarze magazynowali sykle w swoich sejfach, wycofywali je z rynku, aby później odsprzedawać „bogobojnym współplemieńcom” po cenie wygórowanej. To właśnie byli owi „zamieniający pieniądze”, których stoły poprzewracał Jezus Chrystus. Warto tutaj dodać, że w kilka dni po tym wydarzeniu Chrystus zawisł na Krzyżu. Głównym powodem, iż lichwiarze doszli do władzy, było chytrze wypracowane przeświadczenie, że jedynym pieniądzem wartościowym może być złoto i srebro; czyli, pół sykla. Wzrost zasobów złota umożliwiał wzrost kredytów, czyli powiększał i umacniał Judaicus Imperium. Zrodziło się więc błędne przekonanie, że pieniądz sam w sobie musi mieć wartość. Stał się też miarą jakości. Powiedzmy, wiele młodych matek uważa, iż mleko dla niemowląt kupione za pieniądze jest lepsze od mleka z piersi, które jest za darmo. Nawet wymyślono zastrzyk, który zatrzymuje mleko u matki. Dla zysku.

    Tak wiele wysiłku włożono do tej pory, aby człowiek uwierzył, iż pracuje dla zdobycia sykla, chociaż, wyczuwa intuicyjnie, iż pracuje dla zdobycia pożywienia, odzieży i dachu nad głową. Celowo puszczono między lud baj-kę, że pieniądz mocny powinien być zabezpieczony złotem. W rzeczywistości, wy-mienialność pieniądza na złoto jest mitem. W historii narodów nowożytnych, nigdy nie była możliwa i nigdy nie miała miejsca. Bowiem, nie było i nie ma na świecie tyle złota, ile wypuszczono banknotów „zabezpieczonych złotem”.
    Głównym powodem, że bankierzy międzynarodowi zabezpieczali pieniądz złotem było to, iż mogli wówczas swoje pieniądze wymienić na złoto i wywieźć je z tego kraju, którego system pieniężny i gospodarkę pragnęli doprowadzić do ruiny. Dawało to lichwiarzom międzynarodowym duże możliwości manipulowania złotem, które łatwo było przechować i przewieźć w dowolne miejsce, jak pół sykla. Wyco-fując z obiegu pieniądz-złoto, powodowali depresje gospodarcze.

    Żaden rząd w historii ludzkości nie był zainteresowany w prowadzeniu wojny monetarnej. O ile taką wojnę wypowiadał, to był do tego zmuszony. W zasadzie, do-piero od roku 1694, kiedy to powstał tzw. Bank Anglii, lichwiarze na nowo poczęli wywierać wpływ na rządy, naginać prawo do potrzeb własnych i przygotowywać się do całkowitego przejęcia kapitału świata. Stąd, Napoleon Bonaparte, który stłumił re-wolucję jakobińską nie pokwapił się, aby odrestaurować narodowy system pienię-żny. Dalej, Karol Marks, tzw. twórca komunizmu i obrońca uciśnionych, nigdy nie atakował standardu złota. W „Kapitale” Marks oświadczył wprost, że „srebro i złoto są pieniędzmi”. Jednak, nie ma tam najmniejszej wzmianki o lichwie i o tworzeniu zadłużenia poprzez kredyty. Wiadomo, Marksa również obowiązywała solidarność plemienna.
    Standard złota oznacza, iż niezależnie od ilości dóbr wyprodukowanych i usług, ja-kie naród jest w stanie wyświadczyć, gospodarka kraju jest skrępowana ilością złota przechowywanego w jego banku centralnym („narodowym”).

    Twarde życie dowiodło, iż ceny złota mogą być ustalane dowolnie, że są fikcyjne. O ile bankierzy międzynaro-dowi są w stanie przerzucać duże ilości złota, z jednego kraju do drugiego, w celu zdo-bycia większego zysku, to barbarzyński standard złota, sięgający do czasów Mojżesza, nie jest w stanie funkcjonować. Stąd, standard złota nie może być zbawieniem. Już wcześniej wspomniałem, że prawo do emitowania pieniędzy powinno być w rękach rządu. U historii Europy najnowszej, pierwszym bankiem rządowym był bank wenecki, założony w roku 1171. To w Wenecji zrodził się nowoczesny system kredytowy, który wywindował handel na wyżyny. Dopiero zatrudniony przez masonów Napoleon Bonaparte wykończył republikę wenecką, w 1812 roku. Nie ro-zumiejąc źródła sukcesu wenecjan udał się tam z nadzieją że zdobędzie olbrzymie łupy. Po zajęciu Wenecji, doznał zawodu i wrócił z niczym. Jednak, Rothschildowie pozbyli się rywala niebezpiecznego dla nich. Bank wenecki przestał istnieć. Podob-nie było z bankiem genueńskim, który upadł w tym samym czasie i z tych samych przyczyn. Niemal przez sześć wieków Wenecja, Genua i Florencja były centrami fi-nansowymi świata.

    Bez obecności Rothschildów, gdyż ci obrali sobie za siedzibę Londyn protestancki. Przecież, żyd przez wieki czekał na Cromwella, który stał się mesjaszem judaizmu. Gdy Anglia weszła w posiadanie głównych kopalń złota na świecie, złoto zostało uznane jako jedyny gwarant pieniądza. W Anglii katolickiej lichwiarstwo było tępione bez żadnych skrupułów. Dla przykładu, za panowania króla Jana (1199-1216) – uwaga: sygnatariusza Magna Carta Libertata – pewien żyd z Bristolu został skazany na grzywnę za uprawianie lichwiarstwa, na którym go przyłapano. Kiedy odmówił zapłacenia kary, gdyż zapewne miał swój kapitał ulokowany za granicą sąd postanowił, że każdego dnia będzie miał wy-rwany jeden ząb, aż do momentu zapłacenia kary. Kroniki sądowe podają że żydzina zmiękł dopiero po wyrwaniu mu siódmego zęba i zapłacił grzywnę. – Widocznie załamał się w dniu, kiedy to zaczęto wyrywać mu zęby zdrowe. Wiadomo jest teraz, dlaczego tak dużo żydów obiera zawód dentysty (?).

    Mówiąc o teorii pieniądza, jest wprost nie sposób pominąć zagadnienie lichwiarstwa i zadłużeń. Tym bardziej, że w dobie obecnej pieniądz opiera się na pożyczkach, a nie na dobrach wyprodukowanych. Jest tworzony poprzez udzielanie pożyczek. Istotnie, w cza-sach dzisiejszych pieniądz opiera się na długach i na obietnicach bankierów, a nie na po-siadanych dobrach, które pragniemy rozprowadzić po kraju. Stąd, powtórzę raz jeszcze, że pieniądz powinien być emitowany przez rząd, a pożyczany przez banki prywatne. Bo-wiem, emitowanie pieniędzy po to, aby je pożyczać, co robią banki współczesne, jest po prostu złodziejstwem na wielką skalę; pomimo, iż jest „legalne”. – Kradzież pozostaje kradzieżą nawet gdy stoi za nią prawo. – Pieniądze pożyczone są obciążone lichwą od pierwszej chwili ich istnienia. Mogą też być skasowane w każdej chwili, jednym podpi-sem bankiera, co prowadzi do bankructw i stagnacji gospodarczej.

    Zastanówmy się więc teraz, po co istnieją banki współczesne? Jedni myślą że dla bezpiecznego przechowywania pieniędzy. Inni sądzą że dla wygodnego przelewania pieniędzy z konta na konto, eliminującego ryzyko ich kradzieży. Są też tacy, co uważa-ją że banki są po to, aby finansować przemysł i rządy. Natomiast studenci przedmiotu ekonomii wiedzą że głównym celem banku jest kreować pieniądze oraz… je nisz-czyć. To ostatnie przekonanie jest już bliższe prawdy, jednak mówi o środkach do celu, a nie o samym celu. Nie zapominajmy, że pieniądz jest wiarą w coś, że jest za-ufaniem do kogoś. Dalej, niewielu z nas uzmysławia sobie, że możemy mieć do czy-nienia z liczbami ujemnymi. Większość z nas sadzi, że wydarzenia w naszym życiu opierają się wyłącznie na zbiorze liczb dodatnich. Zatem, jest tak trudno ludziom uzmysłowić, że współczesny system bankowy opiera się na zbiorze liczb ujemnych. To jest stuprocentowa lewicą gdyż operuje na lewo od zera. Przecież, każdy kredyt reprezentuje sobą ujemną sumę pieniędzy.

    Stąd, prawdziwym celem międzynarodo-wego systemu bankowego jest kreować długi, dla korzyści prywatnych. Te banki, które istniały tylko dla bezpiecznego przechowywania pieniędzy, szyb-ko bankrutowały, a ich klienci tracili swoje oszczędności. Dalej, te banki, które miały istnieć dla rzekomego finansowania przedsiębiorstw przemysłowych, w okresie kryzysów gospodarczych odmawiały pożyczek i tym samym przyspieszały upadek przemysłu. Emitowanie pieniędzy wraz z ich niszczeniem też nie może w pełni wytłumaczyć sensu istnienia banków. Bowiem, byłaby to sztuka dla sztuki. Stąd, po-zostaje nam przypuszczać, że celem banków jest tworzyć długi. Niestety, książeczka oszczędnościowa jest fasadą banku współczesnego. Natomiast, jego fundament sta-nowią lichwa, zadłużenie oraz podatki.

    Co to jest lichwa? Lichwa jest zwyczajem pobierania procentów wygórowanych za pożyczone pieniądze. Dla przypomnienia, odsetki są pieniędzmi płaconymi za możliwość korzystania z pieniędzy pożyczonych. Stanowią zysk Są nagrodą za wysiłek i podjęte ryzyko. Stąd, lichwa i zysk są pojęciami wielce zbliżonymi. Prowa-dzi to do wielu nieporozumień co do tych pojęć. Analizując proceder lichwiarski należy brać pod uwagę okoliczności towarzyszące transakcji pieniężnej oraz jej wpływ na życie codzienne obywateli. Ważne jest tutaj, jakiego rodzaju pieniądze zostały poży-czone: złoto, banknoty, czy też czek kredytowy bez pokrycia w dobrach wyproduko-wanych; jakie warunki oprocentowania zostały postawione przez pożyczającego i czy są one w zgodzie z prawem naturalnym oraz moralnym; jakie są możliwości spłaty długu, bowiem, niektóre pożyczki współczesne z góry nie biorą pod uwagę możliwo-ści spłaty kapitału przez pożyczającego. Różnicę pomiędzy lichwą i zyskiem spróbuję przedstawić obrazowo. Powiedzmy, dwóch przedsiębiorców włożyło po dziesięć milionów złotych w przedsięwzięcie i pracując wytrwale są w stanie pod koniec roku wygospodarować na czysto dwa mi-liony złotych. Wówczas mówimy, że mają po milionie złotych zysku, co stanowi dziesięć procent kapitału zainwestowanego.

    Jeżeli natomiast ci panowie pożyczą dwadzieścia milionów złotych od bankiera za dziesięcioprocentowym oprocentowa-niem rocznym, to wówczas owe wygospodarowane dwa miliony złotych, przekazane pod koniec roku w całości wierzycielowi, są lichwą. Bowiem, będąc obserwatorem postronnym wierzyciel otrzymał za swój kredyt pieniądze oparte na konkretnych produktach, a producenci obyli się smakiem: czyli, pomimo całorocznej wytężonej znaleźli się w punkcie wyjściowym. Zatem znaczenie lichwy doceniają ludzie przedsiębiorczy, zajmujący się produkcją

    Na dużą skalę, trzymający na nogach gospodarkę kraju. Jednak, oni również widzą lichwę jako „zysk”, jako dokuczliwego pasożyta, z którym da się żyć i nie atakują procederu lichwiarskiego ; jak ludzie przeciętni, dla których pieniędzmi są banknoty przyniesione z wypłaty. Stąd, lichwiarstwo, nie napotykając sprzeciwu, może ciągnąć się przez stulecia. Co więcej, w systemie lichwiarskim dług nie może być nigdy spłacony, a to z pro-stej przyczyny. Nie istnieją bowiem pieniądze, które mogłyby go pokryć. Kraj zadłużony może spłacać długi jedynie towarami, a to jest możliwe tylko wówczas, gdy eksportuje więcej aniżeli importuje. Jednak, mając zadłużenia wewnętrzne, kre-dytodawca posiada jeszcze większą ilość towarów niesprzedanych, które też chciałby eksportować. Jeżeli więc przyjmie od dłużnika spłatę towarami, to wówczas powięk-sza swój zapas towarów, które zalegają magazyny, co prowadzi do większego bezro-bocia. Czyli, problem stworzony przez lichwiarski system pieniężny jest nie do rozwiązania. Ponadto, w systemie lichwiarskim wszelki dług musi opierać się na rosnącym oprocentowaniu; co pogarsza sytuację dłużnika. Stąd, kreując pieniądze kredytowe, lichwiarze kreują zadłużenia. Przeciętny zjadacz chleba nie ma żadnego wpływu na polepszenie sytuacji narodu zadłużonego. Wszelka kampania na rzecz „dociskania pasa” jest cynicznym oszustwem. Powiedzmy, naród polski może wyjść z długów jedynie wówczas, gdy bankierzy międzynarodowi zostaną zmuszeni i będą w stanie znaleźć sobie inną ofiarę która te długi wchłonie z nadwyżką. Tym samym, bankierzy międzynarodowi muszą dążyć do centralizacji władzy na świecie, aby nikt im nie podskakiwał.
    Całe szczęście, że tytani należą do świata mitologii. Bankierzy są również zwykłymi śmiertelnikami i popełniają błędy, gdyż nie zawsze są w stanie pojąć prawa obowiązujące w stworzonym przez siebie światku mamony. Stąd, mijają wieki, a amatorzy na władców świata nadal kąsają własny ogon i nie są w stanie wybić się ponad poziom naznaczony mieczem Bożej sprawiedliwości. Nie pomogły na-wet wojny światowe i wstrząsające światem rewolucje. Samozwańczy kandydat na boga mógł co najwyżej podmienić syfilis na inną chorobę „brzydką”: AIDS. To wszystko.

    Dlaczego oparty na lichwie system pieniężny zawodzi? Otóż, zysk lichwiarski wymaga, aby były spełnione określone warunki. Pieniądze nie rozmnażają się przez pączkowanie, jak drożdże. Powstają w wyniku pracy czyichś rąk, a to wymaga czasu, nieraz długiego okresu czasu. Stąd, ryzyko pożyczania jest duże i przekracza żywot człowieka. Przecież, jest trudno przewidzieć, czy za lat kilkanaście nie pojawi się na ziemi Adolf przedsiębiorczy, który zamknie lichwiarzy w klatce i zamorzy głodem. Ponadto, pieniądze pożyczone można odzyskać wówczas, gdy inwestycja kończy się pełnym sukcesem, co ma miejsce w znikomych przypadkach. Bowiem, dług samorosnący, który centralizuje władzę w rękach małej grupy plutokratów, aby mógł istnieć i rozwijać się potrzebuje armii biurokratów, szpiegów i policji, którzy nie tylko nie są produktywni, ale niweczą wszelką inicjatywę. Lichwiarstwo nie tylko tworzy po-wszechne niezadowolenie, ale także zatruwa stosunki pomiędzy narodami, usta-wiając je przeciwko sobie. Istotnie, skoro narzucony nam system zadłużeń jest pod każdym względem sprzeczny z prawem naturalnym, bankierzy międzynarodowi są zmuszeni do spania z otwartymi oczami. Ich bronią najlepszą, sprawdzoną przez wie-ki, jest deprawowanie narodów i rozwijanie w nich wierzeń mitologicznych.

    Reasu-mując, wymogi stawiane przez bank, aby procenty były wpłacane regularnie, bez ryzyka z jego strony, oraz że pożyczka może być wycofana w każdej chwili, są w praktyce nierealne. Lichwa zawsze będzie ociekać krwią i potem. Cykl życia lichwiarzy jest zawsze podobny. Zaczyna się od przedsiębiorców, któ-rzy dla sprostania rosnącym potrzebom w kraju potrzebują pieniędzy. Bowiem, w normalnie funkcjonującym narodzie zapotrzebowanie na pieniądze istnieje zaw-sze. Przecież, nie wszyscy żyją od wypłaty do wypłaty. Ktoś musi planować, inwes-tować, rozwijać przemysł i rolnictwo, rozwijać wsie i miasta. Ktoś musi dostarczać ludziom dóbr materialnych, niezbędnych dla ciała i duszy człowieka. Zdrowo rozwi-jający się naród musi mieć własną hierarchię społeczną. Stąd, zawsze istnieją w nim inwestorzy, którzy potrzebują pieniędzy, ponieważ każda inwestycja gospodarcza wymaga nakładów finansowych. Skąd więc brać pieniądze? Małe kwoty można pożyczyć od sąsiada. Skąd jednak wziąć kwoty duże? W tej chwili, jedynie bank jest w stanie sprostać wymogom inwestycyjnym. Zatem, pieniądze dostarcza bankier, a każdy obywatel z osobna i cały naród stają się dłużnikiem banku; bez konieczności życia ponad stan. Jednak, poprzez manipulacje finansowe bankierzy tworzą długi do-datkowe, dzięki którym stają się właścicielami państw.

    Stają się właścicielami wszyst-kich pieniędzy w kraju i sami zaczynają je emitować. Daje to im tak wielką władzę jakiej nikt inny nie miał w historii ludzkości. Wprawdzie lichwa i zadłużenie nie są czymś nowym, jednak w przeszłości miały charakter lokalny. Dzisiaj, są o zasięgu międzyna-rodowym. W ciągu ostatnich trzystu pięćdziesięciu lat, lichwiarze międzynarodowi zdołali podbić cały świat; czego nie udało się osiągnąć ani katolikom, ani muzułmanom ani hordom z Azji głębokiej. Co więcej, dobrobyt ogólny staje się niemożliwy, gdyż dobro-byt w jednym miejscu globu oznacza depresję gospodarczą w jego innym miejscu. Przemysł skrępowany lichwą może prosperować tylko wówczas, kiedy coraz to głębiej grzęźnie w długach, co nazywamy kredytami dodatkowymi.

    Władza bankierów nakłada embargo na produkcję. Decydują co można wytwarzać i w jakich ilościach. Stąd, w kraju opanowanym przez wielki monopol nie da się produkować nawet zwyczajnych parówek, o ile to jest sprzeczne z interesami spekulantów międzynarodo-wych. Naród zadłużony przybliża swój koniec, gdyż jego struktura wali się_ pod własnym ciężarem. Ilość nadużyć i idiotyzmów prawnych mnoży się do tego stopnia, iż jest konieczne, aby rozbudowywać w nieskończoność aparat biurokratyczny i poli-cyjny. Maleje wówczas siła nabywcza narodu, a ludzie cierpią niedostatek. Kraj, kie-dyś prężny i rozwijający się, zamienia się w farmę zwierząt. Niestety, jak długo lichwiarz będzie posiadał prawo do kreowania pieniędzy, tak długo walka z lichwiarstwem będzie bezowocna. Przecież, Kościół rzymski walczy z lichwą od czasów Chrystusa Pana; ze skutkiem opłakanym. Zatem, kto pierwszy uwolni się od lichwiarskiego systemu pieniężnego, ten wprowadzi świat do nowej ery. Bowiem, historię świata piszą ludzie posiadający wiedzę i odwagę.
    Przejdźmy teraz do zagadnienia długu. Dług oznacza, że jesteśmy komuś winni pie-niądze lub dobra materialne. Dla przeciętnego zjadacza chleba dług jest skutkiem życia ponad stan, jest wydawaniem więcej aniżeli się zarabia. Stąd, ludzie żyjący w długach są widziani jako lekkomyślni, ekstrawaganccy, beztrosko zaspakajający swoje kaprysy. W istocie rzeczy, problem długu jest daleki od powszechnego o nim mniemania.

    Praktycznie, ogólna ilość pieniędzy w kraju jest długiem, płatnym w dobrach, jaki cały naród ma wobec tych, którzy te pieniądze posiadają Kiedy naród cierpi na niedosta-tek, to wówczas dług nigdy nie może być spłacony. W takiej sytuacji, istniejący pieniądz bez wartości jest ignorowany i często dochodzi do wymiany towarowej (barter); bowiem, w wymianie usług i produktów ludzie mogą zrezygnować z korzystania z pieniędzy bez-wartościowych. Jest to dowodem, że pieniądz nieuczciwy ma bardzo krótki okres życia.
    Dewaluujące długi wewnętrzne są długami krótkoterminowymi. Problem takiego zadłużenia „rozwiązuje” wymiana pieniędzy. Inaczej ma się sprawa z długami długo-terminowymi, jakie przywódcy narodu zaciągają lekkomyślnie u obcych. Są to długi kredytowe, oparte na walucie fikcyjnej.

    Dług długoterminowy rośnie w postępie geo-metrycznym i praktycznie jest niespłacalny. Bowiem, tysiąc dolarów długu z czasem staje się dwoma tysiącami dolarów, a następnie, te dwa tysiące przeobrażają się w cztery tysiące, i tak w nieskończoność. Co gorsze, to nawet wówczas, gdy zaciągnięte kredyty nie są zużyte na cele nieproduktywne, jak wojny i rewolucje w trzecim świe-cie, czy też festyny pierwszomajowe, a idą na budowę hut i fabryk, to w ten sposób uzyskany majątek jest doraźny, gdyż z biegiem czasu fabryki idą na złom, a dług nadal istnieje. Czyli, bankierzy, którzy pożyczają to, czego nie posiadają tzn. tworząc nowe pieniądze, jako kredyty, bez wyrzeczeń ze swojej strony, odzierają ze skóry te narody, które dały się namówić na taki kontrakt. Cała ich praca codzienna idzie na konta lichwiarzy; bez cienia nadziei na polepszenie swojego bytu.

    Tak na marginesie, o ile ktoś wydaje swoje pieniądze zanim je zarobi, to w żadnym wy-padku nie zwiększa swojej siły nabywczej. Po prostu, otrzymuje dobra nieco wcześniej. Teraz, proszę zwrócić uwagę, co dzieje się, gdy naród jest w stanie spłacić swoje pożyczki. Powiedzmy, jest zaciągnięty dług kredytowy na trzydzieści sześć miliardów dolarów. Załóżmy, iż podniesieni na duchu Lech, Wojciech, Tadeusz oraz Mieszko, ożywieni „odnową demokratyczną”, zawijają rękawy jeszcze wyżej, dociskają pasa jeszcze mocniej, pracują przez długie lata za darmo, aż wreszcie, minister Umsztajn jest w stanie wystawić bankierom międzynarodowym wielki czek na trzydzieści sześć mil-iardów dolarów i drugi, na lichwę owianą tajemnicą. Pomińmy jednak lichwę, którą zainkasował prywatny Międzynarodowy Fundusz Monetarny, czy też Rothschild Trust and Brothers.

    Skoncentrujmy się tylko na kwocie pożyczonej. Powiedzmy, że ów wiel-ki czek ministra Umsztajna redukuje do zera konto oszczędnościowe narodu polskiego i spłaca dług w całości. Jednak, te trzydzieści sześć miliardów dolarów, które Polacy otrzymali w formie kredytów, jako zastępstwo pieniędzy legalnych, z chwilą ich spłace-nia przestają istnieć. Wówczas, ogólna ilość pieniędzy w obiegu maleje gwałtownie, co powoduje spadek cen na rynku i wiele przedsiębiorstw prowadzi do bankructwa. W ta-kiej sytuacji mówimy, że gospodarkę światową dotknęła depresja. Wniosek wypływa z tego oczywisty: nikomu z zewnątrz nie zależy w najmniejszym stopniu, aby naród polski wyszedł z tak lekkomyślnie zaciągniętych długów. Wręcz przeciwnie. Będą nam w tym przeszkadzać, wywołując tarcia wewnętrzne. Tutaj, sojuszników być nie może. Tu nie może być pomocy z zewnątrz w celu wyciągnięcia narodu polskiego z długów. Z definicji. – Pragnę tutaj podkreślić, iż nie jest w moim zamiarze, aby kogo-kolwiek straszyć. Chodzi mi głównie o to, aby przywódcy narodu polskiego nie okłamywali siebie samych i nie marzyli o rzeczach, które nie istnieją gdyż to może po-gorszyć naszą sytuację. – O ironio, w kraju powstają organizacje, które pragną anulo-wać długi (?). Jest to brawurowa próba wypowiedzenia wojny światu wielkiego biznesu. Hm, bez posiadania benzyny i amunicji, bez posiadania kawalerii, gdyż nawet koni i szabel już nie mamy?

  16. Piotrx said

    O PIENIĄDZU I LICHWIARZACH cz 3.
    Romuald Gładkowski
    /Toronto 1991/

    Inna sprawą że umorzenie długów zaciągniętych przez rząd, czyli rezygnacja z eg-zekwowania spłaty kapitału, a zadowolenie się tylko procentami, nie usuwa zła, lecz zwalnia nieco nadejście upadku ostatecznego i powiększa rozmiar nieszczęścia. Po-dejrzewam, że grupki nawołujące do umorzenia długów mogą być inspirowane przez kręgi wielkiej finansjery. Dla walki pozornej, która i tak nie zmieni sytuacji. Proszę zwrócić uwagę, że jeżeli ogólne zadłużenie narodu rośnie, to oprocentowanie długu zawsze maleje. Tak musi być, gdyż lichwiarza nie interesują procenty, ale ogólna suma pieniędzy płacona przez naród zadłużony. U stadium końcowym, oprocento-wanie może przestać istnieć. Kiedy lichwiarze zdobędą całkowita kontrolę nad pań-stwem, mechanizm oprocentowania spełnił już swoją rolę i może być zaniechany.

    Stąd, stać bankiera na wielki gest „umorzenia długów”. Wie dobrze, iż jego celem było stać się posiadaczem państwa i to go w pełni zadawala. W tej chwili, naród polski stał się łatwym łupem dla rozrabiaczy wynajętych przez obce, wspartych olbrzymią propagandą. Przecież, ugrupowania socjalistyczne zawsze będą powiązane z interbankierami. Po to zostały utworzone. Ponadto całe nieszczęście zawiera się w tym, że nasi „ustawodawcy” byli i są nadal przekupy-wani, w taki czy inny sposób, dla prywatnych korzyści ekonomicznych. Tak manipu-lują prawem, aby służyło interesom plutokracji. Proszę zauważyć, kto zajmuje katedry wydziałów ekonomicznych na uniwersytetach? Wiadomo, „fachowcy” sięgający doś-wiadczeniem do czasów Mojżesza. Ach, te pół sykla! Zazwyczaj, ważne osobistości rządowe otrzymują swoją dolę od procentów spłacanych przez naród i tym samym są kupieni przez bankiera. Współpraca ministrów socjaldemokratycznych z bankierami jest zapowiedzią nacjonalizacji wszystkiego. Istniejąca różnorodność ugrupowań poli-tycznych i walka pomiędzy nimi odciąga uwagę działaczy politycznych od na-brzmiałych zagadnień finansowych. Fakt, iż gospodarką naszego kraju rządzą interbankierzy, powoduje, że ubywa nam mężów stanu, głosów władczych, a ich miej-sce zajmują zdrajcy narodu, kłamcy, łapówkarze i lizusy. Już tyle razy byliśmy świad-kami, jak nasi ministrowie „obejmowali stanowiska” i przyjmowali na siebie odpowiedzialność, a następnie popełniali „błędy i wypaczenia”, by w końcu iść w od-stawkę, lub… przejąć inne ministerstwo. Jest to dowód najlepszy, że minister nie musi znać się na sprawach resortu, któremu przewodzi. Bowiem, reguły gry ustala kto inny.

    Więzy rodzinne, najczęściej poprzez wżenienie się, członkostwo masońskie, działalność społeczna na rzecz „zalecanych” trendów, styl życia, to wszystko, co to-warzyszy karierze zawodowej, jest w istocie rzeczy natury finansowej. Zanim nasz „bohater” osiągnie szczyt drabiny, jest urobiony jak kukiełka z plasteliny. Musi wy-rzec się prawdomówności, być gotowym działać niesprawiedliwie, chcieć służyć ce-lom bliżej mu nie znanym lub otwarcie złym. Głównie, niewolnik dobrowolny uzyskuje szybkie awanse i podwyżkę znaczną. Nieraz, w skrytości serca, pragnie wy-cofać się z tak brudnego interesu, jednak presja finansowa, za którą często stoi widmo żony atrakcyjnej lub kochanki, a nieraz jedno i drugie, zniewala go całkowicie. Staje się biernym narzędziem w rękach swoich mocodawców. Tu płaci cenę jego sumienie. Takie położenie ministra i dyrektora jest wyjątkowo uciążliwe. Przede wszystkim, rozwija korupcję i nadużycia wszelkie w najgorszym ich wydaniu.

    Niestety, kryzysowi gospodarczemu zawsze towarzyszy zanik patriotyzmu. W hi-storii narodów, zawsze nędzy ludu towarzyszył zanik patriotyzmu. Grecy starożytni witali Rzymian jako swoich wyzwolicieli. Następnie, ludy imperium rzymskiego witały barbarzyńców jako wyzwolicieli. Rusini witali Rosjan jako tych, którzy ulżą ich doli. Dalej, Rosjanie witali wojska hitlerowskie jako swoich wyzwolicieli. W la-tach osiemdziesiątych tego stulecia, tak wielu rodaków w kraju żebrało listownie u protestanckich instytucji charytatywnych za granicą. Niektóre z tych listów były wręcz szokujące. Przebijał w nich zanik poczucia własnej godności do tego stopnia, że wielokrotnie byłem pytany o wiarygodność podanych tam informacji. Zastana-wiałem się nieraz, czy Polak naprawdę oddaje walkowerem swoje prawo naturalne do suwerenności i niepodległości? Jak mogło dojść do tak głębokiego upodlenia? Wszystko wskazuje na to, że w Polsce obecnej Niemiec byłby witany jako sojusz-nik, bez uczucia żalu.

    W przypadku konfrontacji, na placu boju pozostałby tylko prof.
    Maciej Giertych i jego zastępy. Czy Pan Bóg nas opuścił? – Nie. Nasza ziemia jest nadal urodzajna. Słońce nadal świeci nad naszym krajem. Nasz węgiel, siarka i miedź nadal zachowują swoje właściwości naturalne. Pomimo tego, przeciętny Polak został owładnięty niemocą, podszytą strachem, i często myśli o ucieczce za granicę. Co jest grane, panowie? Polakom w kraju nadal mydli się oczy wykrętnymi historyjkami, odsuwającymi moment wprowadzenia kuracji uzdrawiającej „na później”, bez dotykania sedna sprawy. Przecież, niezależnie od tego jak dochodowy i nowoczesny przemysł jest, gdy siedzi w zadłużeniu, to w pierwszym rzędzie owoce jego produkcji idą do kiesze-ni udziałowców. To kredytodawca jest rzeczywistym właścicielem przemysłu, a nie „naród”. O dziwo, socjaliści ubzdurali sobie, że to przedsiębiorca wyzyskuje robotni-ka. W rzeczywistości, obaj są wykańczani przez ,Dług”. Obraz kapitalisty, przedsta-wiany w socjalistycznych podręcznikach do ekonomii, zakrawa na farsę i trąci nieuctwem.

    Tego rodzaju ekonomia jest propagandą ideologiczną i nie ma nic wspól-nego z wiedzą. Pogląd, że nędza mas jest wynikiem wyzysku właścicieli fabryk po-siadał pozory prawdopodobieństwa i został przyjęty przez rzesze robotników. Stąd, ideologia socjalizmu mogła kuleć przez dziesiątki lat i nadal znajduje zwolenników. Socjalistyczni eksperci od ekonomii lubują się w opisywaniu poszczególnych składo-wych gospodarki kraju, mniej lub bardziej dokładnie, ale solidarnie pomijają jej cel. Zamiast atakować lichwę, zaatakowali zysk, który nie jest niczym występnym, gdyż każdy z nas pracuje nie tylko na chleb powszedni, ale i na dodatki do chleba, które w istocie rzeczy są zyskiem. Tym samym, dzięki teorii socjalizmu, lichwiarze poczuli się pewniejsi siebie. Nie mogę oprzeć się podejrzeniom, że „lud wybrany” miał naka-zane z góry, przez rabinat, aby popierać i rozwijać sockomunizm. To nacjonalizacja banków i przemysłu dała możliwości wyzysku przekraczające najśmielsze oczekiwania lichwiarzy. Wówczas, bank i państwo stanowią jedno.

    Od tej chwili, wszystko idzie dla „państwa”, a robotnicy muszą pracować w takich warun-kach, na które nie zgodziliby się za żadne skarby, gdyby byli wolni. Nie pomoże tu zmiana metod rządzenia krajem, nie pomoże zmiana rządów, czy też zmiana teorii poli-tycznych i systemów. Okresy „błędów i wypaczeń” będą następować po sobie w spos-ób nieubłagany. Bowiem, bez poprawnie postawionej diagnozy nie może być uzdrowienia.

    Co więcej, tolerując lichwiarstwo, jest coraz trudniej zrozumieć wydarzenia w historii narodów, a także być w stanie przewidzieć trafną politykę na przyszłość, jest coraz trudniej przewidywać wydarzenia, które nastąpią i do nich przygotowywać się mądrze. Nie jest dziełem przypadku, że wszelkie teorie socjalizmu pomijają pro-blem lichwiarstwa. Proponowana przez nich nacjonalizacja banków nie może być roz-wiązaniem problemu, gdyż czyni lichwiarzy władcami totalnymi. Lichwiarze zawsze parli do nacjonalizacji banków. Dawało to im pełną samowolę w kreowaniu pieniędzy i w ich dystrybucji. Powtórzę raz jeszcze, że tylko państwo powinno mieć kontrolę nad emisją pieniędzy, a banki prywatne powinny je rozprowadzać. Wówczas, może mieć miejsce kontrola obopólna, która ukróci samowolę. Bez przemieszczenia władzy tam, gdzie ona być powinna, nie można liczyć na poprawę sytuacji gospodarczej i politycz-nej; bo to idzie w parze. Niestety, do tej pory popełniamy te same błędy, jakie popełni-liśmy w okresie międzywojennym i nie można oczekiwać innego finału sprawy. Polska potrzebuje pilnie Solona i jego reform. Dla przypomnienia, pierwszym krokiem w jego reformach gospodarczych było upaństwowienie kopalń srebra i ode-branie możnym prawa do bicia monet. Po tym, nastąpiła era Wielkiej Grecji. Każda reforma wymaga ludzi o żelaznej woli i twardej ręki. Warto, aby o tym pamiętali zwolennicy Wielkiej Polski.
    Naród polski chce pracować i potrzebuje produktów. Mamy w kraju gospodar-stwa rolne, mamy surowce naturalne, mamy kopalnie, fabryki i ziemię urodzajną. Możemy być narodem suwerennym. Najpierw, rząd polski musi ustalić własny sys-tem pieniężny, bez „pomocy” interbankierów i ich ekspertów. Wówczas, będzie mógł szybko spłacić długi i rządzić krajem bez zadłużeń. Będzie też miał wystarczającą ilość pieniędzy, aby móc nimi pokryć własny handel. Jego kraj stanie się zamożny, gdyż będą garnęły się do niego najtęższe umysły świata. Szarańcza „wybranych” rów-nież, ale i ten problem można rozwiązać skutecznie. Niejeden czytelnik powie w tej chwili, że w obecnej sytuacji geopolitycznej taka reforma nie jest możliwa? Być może, iż tak jest.

    Pomimo tego, warto zaryzykować i podjąć się reform zgodnych z prawem naturalnym. Ktoś musi rozpocząć walkę z diabłem. Widząc naszą nieustępliwość, przyłączą się do nas inni „niewolnicy”. Wówczas, możemy stać się potęgą, która zachwieje bestią na wieki. Naród, który uznaje podstawową przesłankę chrześcijan, że wszyscy ludzie są ob-darzeni przez Stwórcę wolną wolą i posiadają duszę nieśmiertelną, zawsze opiera swoje zorganizowanie na niepodważalnym prawie człowieka do bycia wolnym ekonomicznie oraz na jego obowiązku do bycia osobą odpowiedzialną moralnie. Człowiek musi mieć swobodę w wykorzystywaniu swoich zdolności i być w stanie uzyskiwać nagrodę i wyróżnienie za chęci do służenia swoimi umiejętnościami i cnota-mi dla celów twórczych i rozwojowych.

    Mając prawo do zapracowywania nagród, ma też prawo do dysponowania nimi według własnego uznania. Tym samym, ma prawo do posiadania własności prywatnej, do korzystania z niej i do gospodarzenia nią. Stąd, człowiek posiada prawo niepodważalne do zarobków i do rozporządzania nimi według własnej woli. Bowiem, bez wolności ekonomicznej człowiek zatraca swoją osobo-wość. Dalej, osobowy charakter człowieka nakłada na niego odpowiedzialność mo-ralną. Ponadto, człowiek, który opanowuje przyrodę i czyni ziemię poddaną, nie może być niewolnikiem. Skoro ziemia ma być poddaną to człowiek musi być wolny.

    Państwo totalitarne, jak pod rządami komunistów, nazistów, socjalistów itp., sta-wia wymóg, aby wszystkie bogactwa naturalne, wszystkie środki produkcji, trans-portu i usług były jego własnością. Wbrew masowej propagandzie, nie atakuje powodów rzeczywistych niesprawiedliwości społecznej; a nawet wówczas, gdy usiłuje ulżyć nieco doli człowieka, zawodzi na całej linii. Główną przyczyną jest to, iż ignoruje prawa naturalne, prawa dane człowiekowi przez Stwórcę. Sprawiedliwość społeczna musi opierać się na naturalnym prawie każdego człowieka do dostępu do wynagrodzenia i spożytkowania go zgodnie z własną wolą; mając na uwadze obo-wiązek moralnego prowadzenia się. Konsumpcja dóbr jest natury indywidualnej, a nie zbiorowej, komunistycznej. Skoro życie narodu składa się ze złożonego życia poszczególnych jego członków, najważniejszą rzeczą w systemie rządzenia krajem jest to, kto może rościć prawo do konsumowania owoców pracy przemysłu i rolnic-twa oraz kto może cieszyć się prawem do kontroli i do wyboru sposobu życia na co dzień.
    Jeżeli Państwo wejdzie na teren praw naturalnych człowieka, nieuniknienie niszczy je i prowadzi naród do zguby. Błąd zawiera się w nieuczciwym systemie pienię-żnym, umożliwiającym robienie najbrudniejszych machlojek w sposobie podziału dóbr, dającym wprost nieograniczone możliwości okradania obywateli.

    Tak, wszelki socjalizm i internacjonalizm jest w konflikcie z prawem naturalnym, jest w konflikcie z wolą Pana Boga. Dalej, skoro wolność ekonomiczna i odpowiedzialność moralna są podstawą istnienia narodu katolickiego, to nic dziwnego, że wszelkie próby socja-listów, aby umieścić katolika w kołchozie, okazały się poronione, gdyż albo katolik przestawał być katolikiem, bądź też kołchoz przestawał być kołchozem. Tutaj, sym-bioza nie jest możliwa. Z definicji. Istotnie, apoteoza lichwy prowadzi bądź do dykta-tury opartej na przemocy, jak komunizm, bądź też do socjaldemokracji opartej na hipokryzji, która szybko kończy się motłochokracją. O ile dyktatura umieszcza zbirów na górze hierarchii państwowej, to demokracja w swoim nieróbstwie winduje w górę szumowiny społeczne. Bowiem, mit demokracji założył, że wszyscy ludzie są równi, oraz że przywództwo narodu może być tworzone metodami mistycznymi, po-przez liczenie głosów, nie wnikając w to, co one w sobie zawierają. Tym samym, mit demokracji nie ma nic wspólnego z dążeniem do poznania Prawdy, gdyż prawa natu-ralnego nie da się podciągnąć pod głosowanie. Istnienia Pana Boga również.

    Książkowa definicja demokracji podaje, że w systemie demokratycznym „lud rządzi sam sobą”. Jest to absurd ewidentny. Przecież, idea rządzenia zakłada istnienie przełożonego i podwładnego. Lud może być rządzony przez prezydenta, generała, króla, przez mały klan, jak Sanhedryn, czy też przez Lożę Wielkiego Wschodu. Jed-nak, idea głosząca, że lud rządzi sam sobą, jest tak niedorzeczna, jak twierdzenie, że człowiek może podnieść sam siebie w górę ciągnąc się za uszy. Wszelkie przekona-nie, że w systemie demokratycznym obywatel kontroluje swój rząd jest wiarą w „opowieści dziwnej treści”. Nic więc dziwnego, że nieraz zwolennicy demokracji usiłują podeprzeć się historyczną postacią Chrystusa Pana; że jakoby Jezus Chrystus głosił „urawniłowkę”. Przede wszystkim, Jezus Chrystus uderzył mocno w filar demo-kracji, którym, jest lichwa. Ponadto, działalność Chrystusa Pana była oparta na realiz-mie, na Rzeczywistości najwyższej. Stąd, nie mogła mieć nic wspólnego z abstrakcją demokracji, czy też socjalizmu. W obliczu powyższego, jedynie Rzeczpospolita, rządzona przez autorytety naro-dowe, rządzona przez władców, wydaje się być rozwiązaniem rozsądnym. Pragnę podkreślić, że nie mam na myśli dyktatury o jakimkolwiek obliczu, gdyż mo-żna jej uniknąć. Chodzi mi o współpracę ludzi odpowiedzialnych, którzy widzą wyraźnie swoje miejsce w hierarchii narodowej i je respektują szanując swoje prawa i obowiązki.

    Naród doznaje rozwoju w oparciu o wiedzę. Bez wiedzy nie ma wielkich odkryć i nie ma wielkich osiągnięć. Wszelki chaos jest powodowany gwałceniem praw natu-ralnych, praw Bożych. Od harmonii z Bożymi Przykazaniami zależy dostatek i szczęście obywateli. Rozwoju nie uzyskuje się w kolektywie, w masie ludzkiej bez oblicza. Naród rozwija się i kwitnie wówczas, gdy każdy jego członek jest w stanie doskonalić się i ma możliwości wykorzystania swoich umiejętności, bez konieczno-ści uciekania za granicę. To jest możliwe tylko wówczas, gdy są przestrzegane prawa naturalne. Tutaj, przywódcy narodu nie stanowią wyjątku. Ich również obowiązuje przestrzeganie tych praw; nawet w większym stopniu, gdyż są przykładem dla in-nych. Gdy to zrozumiemy, to wówczas z całym zaufaniem i szczerością będziemy mogli prosić Pana Boga o błogosławieństwo w naszej pracy codziennej: „Chleba na-szego powszedniego daj nam dzisiaj…”. Reformy w kraju należy rozpocząć od ujrzenia pieniądza takim, jakim on jest, od uzmysłowienia sobie, że pieniądz nie posiada wartości sam w sobie, że nie ma warto-ści wewnętrznej. Zatem, nie może być kupiony lub sprzedany, nie może być widzia-ny jako przechowalnia majątku. -Ba, ale jak tu przekonać waluciarza, że pieniądz nie może być kupiony lub sprzedany?

    Sytuację pogarsza fakt, że obecnie niemal cały naród polski zajmuje się waluciarstwem. – Przecież, banknot jest w pewnym stopniu biletem podróży. Jeżeli urzędnik w kasie zaczyna nam dyktować, ile biletów nam się należy i dokąd mamy podróżować, nie zważając nawet na ilość miejsc w pociągach, to nadszedł czas najwyższy, aby wylać go z pracy na zbity pysk. Bowiem, rozminął się ze swoją funkcją. Reforma systemu pieniężnego jest punktem wyjściowym do ja-kichkolwiek reform gospodarczych.

    Niestety, fałszywą koncepcje pieniądza wbito nam do głowy przez pośladki. Trud-no jest uwierzyć, że da się ją wybić z głowy bez ruszania pośladków.
    Naród, który jest w stanie zrozumieć, że głównym źródłem jego nędzy jest wadli-wy system pieniężny i potrafi temu zaradzić, nie będzie potrzebował żadnej dyktatu-ry, ani też nie będzie obawiał się agresji z zewnątrz. Nawet mając za sąsiada Niemca. Wpierw, należy pokazać, że potrafimy być gospodarzami w swojej zagrodzie, a wów-czas, nawet Niemiec nas uszanuje. Problem jest w tym, czy Polak potrafi być gospo-darzem w swojej zagrodzie? Oto jest pytanie. Naród pragnie cieszyć się pokojem. Jednak, pokój nie jest możliwy bez rozwiązania własnych problemów gospodar-czych i społecznych, bez przygotowania się do wojny. Bowiem, tylko szaleniec sięga po własność silniejszego od siebie.

    Większość ludzi jest przekonana, że wojna jest wydarzeniem nienormalnym, a pokój jest stanem, w jakim naród powinien żyć. Przecież, nad stajenką w Betlejem aniołowie śpiewali: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli (św. Łukasz 2; 14), a nie wszystkim ludziom. Zatem, pokój z Panem Bogiem, pokój we wnętrzu człowieka i pokój z sąsiadem jest skutkiem dobrej woli. W istocie rzeczy, wojna jest kwintesencja stanu, w jakim znalazł się organizm narodowy, a tym samym, jest składową sił poruszających narodami. Każda wojna jest reakcją ludzi na zaistniały układ sił. Wojna nie ma nic wspólnego z wysoką lub niską moralnością. Wojny nie tylko usuwają zdegenerowane rządy i państwa, jak rząd sanacyjny i Polska przedwojenna, ale również korygują stan równowagi pomiędzy złem i dobrem. Oczywiście, obecnie siłą najważniejszą jest finansjera międzynarodowa. Głównym źródłem współczesnych wydarzeń międzynarodowych jest rosnące i niekontrolowa-ne zadłużenie. Oligarchia finansowa decyduje o działaniu „narodowym” pod każdą szerokością geograficzną. Tak się składa, że im większego kredytodawcę naród po-siada, tym większe jest jego zadłużenie. Kryzysy gospodarcze w łonie narodów i wojny pomiędzy nimi są planowane przez uzurpatorów w celu zdobycia władzy ab-solutnej.

    Wojny o podłożu ekonomicznym są ceną jaką człowiek płaci za obecność li-chwy. Każda wojna kończy się wprost niewiarygodnymi zadłużeniami. Przecież, dawna Liga Narodów, jak i obecna ONZ, należą do organizacji stworzonych przez li-chwiarzy, aby wspierały ich politykę. Powiedzmy, Liga Narodów, zanim przestała istnieć, zamieniła się w klub żydowski. Nic więc dziwnego, że rozogniła problem mniejszości narodowych we wszystkich krajach europejskich, wzniecając przy tym nienawiść wzajemną. W czasie ostatnich dwóch wojen światowych wszystkie pań-stwa walczące głosiły, że biorą udział w wojnie „dla obrony własnej ojczyzny”. Zatem, skoro wszystkie kraje walczące posługiwały się tym samym argumentem, że bronią ojczyzny, to w takim bądź razie kto był agresorem? – Czyż nie lichwiarze? Tak, od rewolucji francuskiej z 1789 roku historia Europy jest głównie pisana przez finansjerę
    międzynarodową. Jest niczym innym jak propagandą zwycięzców.

    Właściwie wybrane przywództwo w narodzie jest bardzo ważne dla zdrowia na-rodowego. Przywódcy fałszywi, kierujący się wieloetycznością, nie Polacy, zawsze wciągną nas w szpony obcego kapitału, co nieuniknienie skończy się niewolą naro-dową a szpalty naszej historii ponownie wypełnią się buntami krwawymi, powsta-niami i wojnami. Icek oraz Frycek nigdy nie sprowadzą pokoju na polską ziemię. Przecież, każdy obcokrajowiec w naszym kraju krzyczy: „Wolności! Wolności! Wol-ności!”, myśląc głównie o wolności dla siebie; naszym kosztem. Polski nic nie będzie w stanie uratować, jeżeli władza pozostanie w rękach „mniejszości narodowych”. Pod ich rządami, prowadzenie przedsiębiorstw prywatnych, uzyskiwanie dobrych wynagrodzeń i płacenie sensownych podatków okazuje się niemożliwe. Służą bo-wiem obcym, a nie narodowi, któremu przewodzą. Nikt nie jest w stanie obronić oby-wateli Rzeczpospolitej Polskiej, o ile sami nie są w stanie, aby bronić się skutecznie.

    Skoro działanie ludzkie nie opiera się na abstrakcyjnej dobroci lub niedobroci, ale na presji wydarzeń, więc żyd nie odejdzie z ministerstwa dobrowolnie. Uczyni to wówczas, gdy go do tego zmusimy. Porządki w kraju należy rozpocząć od Minister-stwa Finansów. Jak w stajni Augiasza. Jednak, czy mamy Heraklesa? Zatem, odnowa gospodarcza w kraju będzie możliwa wówczas, gdy cały naród, mądrze wychowany i mądrze prowadzony przez swoich przywódców, zrozumie i będzie respektował prawa naturalne. Wtedy, w narodzie polskim nie będzie miejsca na trockizm, nawet w opierzeniu lewicy laickiej, nie będzie miejsca na głupie strajki, na waśnie wzajemne, na oddawanie przywództwa i władzy nad sobą w ręce intruzów z zewnątrz, dla niemądrej przekory współrodakom. Jedności narodowej nie należy mylić z jednostajnością. Bowiem, jedność narodo-wa zakłada istnienie hierarchii narodowej, której wszystkie szczeble współpracują ze sobą jak narządy organizmu. Co więcej, zorganizowanie narodu zgodnie z prawem naturalnym wymaga od każdego z osobna dużej świadomości narodowej, znajomo-ści swojego miejsca w hierarchii oraz znajomości misji, którą naród wypełnia.

    Tutaj, nie może być miejsca na sprzysiężenia, na okultyzm i sekciarstwo. Dzięki temu, naród wspina się na wyżyny cywilizacyjne i odrywa się od dziczy plemiennej. Daje to człowiekowi prawdziwą suwerenność i wolność polityczną. Żadna myśl, żadne uczucie i żadne przedsięwzięcie, niezależnie od tego, ile zawiera w sobie pokory czy też arogancji, nie może być zamanifestowane bez wywarcia wpływu na współrodaków. Stąd, nie da się budować prężnej struktury narodowej na widzi mi się liberałów, na ich „samorealizacji”. Niestety, bez przewodnictwa mądrych pedagogów, wszyscy mylnie interpretuje-my swoje doświadczenie życiowe poprzez wadliwe operowanie językiem, tworząc tym samym układ odniesienia, który odbiega od rzeczywistości i tworzy mit. To przyjęcie mitu czyni twardą rzeczywistość procesem pełnym bólu i rozczarowań. Dla przykładu, twierdzenie, że Józef Piłsudski był wielkim wodzem, że budujemy wielką Polskę, że naszą sytuację gospodarczą poprawi polityka oparta na rządach socjalde-mokracji, że Rosjanin jest naszym wrogiem odwiecznym, a żyd jest żukiem świętym, że pieniądz musi być zabezpieczony złotem, którego nie mamy i które trzeba kupić za nowe pożyczki (!), że skoro zostałem ochrzczony, to jestem katolikiem itp., itp., bu-dują wielki mit.

    Duże niebezpieczeństwo wypływa z tego, że Polak jest zobowiązany działać w sferze owego mitu. Jednak, kiedy nasze przekonania odbiegają od rzeczy-wistości, każde nasze kolejne działanie jest bezwartościowe. I o to tutaj chodzi na-szym wrogom. Sytuację pogarsza to, iż złe nawyki zamierają powoli. Zbyt powoli.

    Uważam, że naszym obowiązkiem jest wychować ludzi bez złych nawyków my-ślowych. Stąd, jeżeli w kraju nie powstaną od zaraz licea narodowe, nie koedukacyj-ne, przygotowujące młodzież do przewodzenia narodem, a w przyszłości uniwersytet dla absolwentów tych liceów, to wszelkie oficjalne działanie „polityczne” w Polsce obecnej uznam za narkotyzujące, za usypiające i antynarodowe. Żyd rozpoczyna szkolenie judaistyczne od ósmego roku życia; a nam nie wolno szkolić naszych dzieci?

    Powróćmy do zagadnienia pieniądza. Pragnę raz jeszcze podkreślić, że jedynym sposobem umożliwiającym wyeliminowanie zadłużenia u obcych, oprócz zabicia wierzyciela-oszusta, np. w czasie wojny, jest nauczyć się i być w stanie emitować własny pieniądz. Bez tego, wszelkie marzenie o wyjściu z długów jest dziecinadą. Kto powinien trzymać pieczę nad emisją pieniędzy w Polsce? Jak w każdej sprawie, rząd w swoich decyzjach musi opierać się na opinii mężów zaufania. Kto może być mężem zaufania w zakresie systemu pieniężnego? Musi to być ktoś, kto działa niezależ-nie od wielkich banków prywatnych. Przede wszystkim, musi być Polakiem z urodze-nia od czterech pokoleń przynajmniej. Musi pochodzić z rodu katolickiego od czterech pokoleń przynajmniej. Nie może być powiązany więzami krwi z nikim, kto jest związany z bankami prywatnymi; czy to jako pracownik, czy też właściciel. Musi być nieskazitelnie solidny i uczciwy. Powinien być opanowany, bez skłonności do nałogów i zboczeń erotycznych. Powinien mieć przynajmniej lat trzydzieści, a jeszcze lepszym wiekiem byłoby trzydzieści pięć lat8. – Czytelnik powie teraz, że tacy ludzie nie istnieją w Polsce obecnej? Cóż, o ile naród nie jest w stanie wyszkolić dla siebie przywódców, to nie jest wart, aby dłużej istniał. Dodam, że obecni eksperci ekonomiczni powinni być wysłani na placówkę dyplomatyczną na Wyspach Gwinejskich. Dożywotnio.

    Tak, prawo do emitowania pieniędzy powinno należeć do powołanych przez rząd mężów zaufania. Powinni być uniezależnieni całkowicie od ministerstwa skarbu, którego celem jest pobierać podatki i zużywać je na potrzeby krajowe. Mężowie za-ufania powinni prowadzić skrupulatną ewidencję cen, aby tym samym móc ustalić i kontrolować przepływ dóbr wyprodukowanych. Niskie bezrobocie i dostateczna ilość pieniędzy w kraju na spłacenie zadłużeń prywatnych jest najlepszym wskaźni-kiem, że ceny produktów są właściwe. Rząd nie powinien regulować cen prywat-nych, lecz jedynie ustalać średnią ogólną. Stabilizacja złotówki oznacza jej stałą siłę nabywczą w odniesieniu do produktów, które ludzie kupują na co dzień. Zatem, odłóżmy złoto na półkę z bajkami. Pieniądz powinien być wymieniany za majątek, a nie zamieniany w majątek. Tzw. metale szlachetne nie powinny mieć miejsca w krajowym systemie pieniężnym. Złoto i srebro, bez ceny zamrożonej, może być wykorzystane w rozliczeniach z zagranicą; czyli, możemy płacić złotem każdemu, kto pragnie je wziąć. Z zasady, import powinien być ograniczany do tych produktów, które są produkowane opłacalniej w innych częściach świata. Bowiem, każdy import beztroski rujnuje gospodarkę kraju.

    Powiedzmy, czy zdrowy na umyśle przedsiębiorca będzie kupował to, czego nie potrzebuje, lub to, co doprowadzi do ruiny jego sytuację ekonomiczną? Nie. Jednak, nasi ministrowie tak postępują. Trudno jest uwierzyć, iż są wariatami. Raczej, robią to, co mają powiedziane, aby robić.

    Wraz ze wzrostem produkcji narodowej, co oznacza, że wzrasta ilość produktów na głowę przeciętnego obywatela, powinna wzrastać ilość pieniędzy na rynku. Spa-dek cen produktów potwierdza, iż pieniądz został w tyle za podażą. I odwrotnie. Wzrost cen produktów oznacza, iż ilość pieniędzy w obiegu jest za duża. Aby osiągnąć stabilizację, należy je częściowo wycofywać, aż do momentu równowagi cen. Nadmiar pieniędzy na rynku powinien być redukowany drogą opodatkowania. Poluzowanie śruby będzie łatwe, gdyż natychmiast zmaleje bezrobocie i wzrośnie dochód na głowę mieszkańca. Wycofane z obiegu pieniądze powinny być przecho-wywane do czasu, kiedy wzrost produkcji pozwoli na ponowne ich wypuszczenie w obieg. Jedynie kataklizmy, jak wojna, czy zaraza, będą usprawiedliwiały koniecz-ność zniszczenia wycofanych pieniędzy. Nic poza tym. Jednym z powodów kryzysu gospodarczego są zbyt niskie ceny produktów rolnych. Powstrzymuje to rolników przed kupnem maszyn i urządzeń usprawniających pracę, a w konsekwencji, uniemożliwia uzyskać pełne i wydajne zatrudnienie na terenie całego kraju. W rezultacie, produkcja krajowa jest ograniczana i koszta produkcji są wysokie, co w prostej linii uderza w robotników i w ich rodziny. Mało wydajna produkcja zawsze po-woduje zwyżkę kosztów utrzymania w miastach i zwiększa bezrobocie.

    Tak, jeżeli cena produktów jest niska, cierpi na tym przede wszystkim robotnik, gdyż jego wynagrodzenie składa się z tego co pozostało po opłaceniu kosztów pro-dukcji oraz procentów lichwiarskich za podjęte kredyty. Dalej, tylko pieniądze wypłacane robotnikom są potwierdzeniem wzrostu majątku narodowego. Bowiem, pieniądze płacone biurokracji, pochodzące z podatków nałożonych na producentów, np. na rolników, zwiększają liczbę konsumentów, ale nie powodują wzrostu majątku narodowego. Stąd, zdziercze podatki hamują rozwój przedsiębiorstw i uniemożli-wiają sprawiedliwe wynagrodzenie za pracę. Rozwijają też w narodzie bumelanctwo – „czy się stoi, czy się leży…” – gdyż ludzie wówczas chcą pracować, kiedy dzięki pracy rąk swoich mogą poprawić własną sytuację materialną. Pragnienia i przekona-nia są siłą napędową w działaniu ludzkim. Należy spowodować, aby człowiek pra-gnął, należy wyrobić mu pogląd człowieka dojrzałego politycznie i społecznie, a wówczas będzie można obalić istniejący system zła; niezależnie od tego, jak wiel-kie posiada poparcie u zamorskich potentatów finansowych.

    Nie mamy więc wyjścia. Musimy przestać tolerować tych, którzy w zależności od własnych korzyści raz nam mówią, że jeden metr kwadratowy posiada dziesięć tysię-cy centymetrów kwadratowych, a innym razem, że siedem tysięcy, lub też piętnaście tysięcy centymetrów kwadratowych. Co to ma wspólnego z prawem naturalnym, z nauką i z Bożymi Przykazaniami? Trzeba usunąć lichwiarzy i pośredników w han-dlu z zagranicą. Należy zacząć produkować to, co ma dobrą cenę na rynku, a nie to, co każą nam produkować Hammer i Finkelsztajn. Raz jeszcze, bank powinien być instytucja prywatną, należącą do kooperatyw. Banki prywatne powinny być na usługach rządu, a nie odwrotnie. W żadnym wypad-ku nie powinny mieć prawa do drukowania i wycofywania pieniędzy. Ich zadaniem jest przechowywać pieniądze i udzielać pożyczek. Muszę tutaj wspomnieć o celowo mylących nazwach banków prywatnych, jak Bank Anglii, Narodowy Bank Polski, Bank Włoch, Bank Francji itd. Otóż, historia szachrajstwa bankierskiego na skalę międzynarodową rozpoczęła się od Rothschildów. Nieco później, dołączyła do nich cała rzesza Icków. Celowo dobierali nazwę swojego banku tak, aby przeciętny zja-dacz chleba myślał, że pracuje i płaci odsetki dla swojego kraju, a nie dla Icka, Szlo-ma i Abrahama. W istocie rzeczy, to rząd Anglii był na smyczy Banku Anglii itd.

    W Polsce przedwojennej, rząd Piłsudskiego słuchał rozkazów Charlesa Deweya, bankiera z Chicago, na ślepo. Dalej, nacjonalizacja banków jest niczym innym jak centralizacją emisji pieniądza oraz udzielania pożyczek. Jest to taka sama plaga jak od-danie powyższych funkcji wprost w ręce bankierów międzynarodowych. Obie te drogi prowadzą do jednego celu, którym jest budowa ogólnoświatowego państwa socjali-stycznego; marzenie wszelkich międzynarodówek. Internacjonalizm zawsze wpuszcza obcych zdzierców na rynek krajowy.

    Wymiana pieniędzy w handlu międzynarodowym jest barterem. Twardą walutę moż-na zdobyć poprzez wysyłkę produktów i sprzedawanie ich na rynkach zagranicznych, czy też poprzez akceptację obligacji zagranicznych, które będą spłacane w czasie późniejszym. Dużą rolę odgrywa również turystyka. Jedynie wysoka siła nabywcza w kraju, stymulująca wyjazdy turystyczne za granicę i nabywanie tam przedmiotów luksusowych, jest usprawiedliwionym powodem do wymiany złotówki na waluty obce. Dochodzi do tragedii gospodarczej wtedy, gdy rząd usiłuje skupować srebro i złoto, jako „cenne” zabezpieczenie pieniądza. Wówczas, krajowi podatnicy są zmu-szani do pozbywania się pieniędzy w zamian za bezużyteczne dla nich złoto. Pamię-tajmy, że sprytne manipulowanie ceną złota przez bankierów międzynarodowych doprowadziło do ruiny gospodarkę niejednego kraju. Należy pamiętać, że Niemcy międzywojenne, ignorując złoto żydowskie i operując marką „bezwartościową”, były w stanie szybko stanąć na nogi i stworzyć tak silną samo-obronną machinę wojenną że w ciągu niespełna sześciu lat mogły podbić cały świat.

    Od klęski Niemiec w 1945 roku, mniej więcej trzynaście klanów rodzinnych kon-troluje emisję pieniędzy przez banki światowe. Praktycznie, są właścicielami tych banków. Na początku lat siedemdziesiątych tego stulecia, owe klany poczęły praco-wać intensywnie nad sposobem opanowania świata do roku 2000. Przekupstwo i morderstwa torują im drogę do celu. Opanowanie pól naftowych na Bliskim Wscho-dzie i w Afryce uczyniło ich panami sytuacji. Wpierw zmusili Arabów do zawyżenia cen ropy naftowej, a następnie „nakłonili” ich do długoterminowego zdeponowania pieniędzy w bankach amerykańskich.

    Terminy depozytu są różne: od dziesięciu do trzydziestu lat. Dzięki zamrożeniu owych pieniędzy, bankierzy mogli stworzyć do-datkowe kredyty „dla trzeciego świata”, w ilości przekraczającej depozyt dwudzie-stokrotnie. Pożyczki dla Polski też pochodziły z tej puli. Wiadomo, trzeci świat. Wkrótce, wszystkie kraje, które zostały wsparte tymi kredytami, znalazły się na kra-wędzi bankructwa i ciągle potrzebują nowych „kredytów”. Tym samym, Międzyna-rodowa Fundacja Monetarna stała się panem ich istnienia.

    Co będzie z pieniędzmi Arabów, które zdeponowali w USA? Najprawdopodob-niej, nie zobaczą ich więcej. Inflacja i wojna z Arabami zrobią swoje. Jednak, Mię-dzynarodowa Fundacja Monetarna ma dla ludzkości większą niespodziankę. Zamierza zlikwidować pieniądze w ogóle. Nasze życie ma opierać się na kartach kre-dytowych. Stąd, władze socjaldemokratyczne w Polsce muszą ociągać się z decyzją co do wzmocnienia złotówki. Muszą spełniać wolę swojego pana z Nowego Jorku. Tak na marginesie, gwiazdą wiodącą w operacji 2000 jest David Rockefeller. Wiernie mu pomaga „nasz rodak” Zbigniew Brzeziński. Ich ostatnie wizyty w Polsce demo-kratyzującej się nie były przypadkowe. Qualis rex, talis grex.

  17. Piotrx said

    CREDO IN UNUM DEUM cz1.
    Romuald Gładkowski
    Toronto-1988
    /fragmenty/

    Kiedy wszechświat jest traktowany jako samoistniejacy, kiedy nie dostrzega się Pana Boga stojącego ponad wszechświatem, wówczas wszystko, co nas otacza, staje się święte; jak to ma miejsce u pogan, a jest bardzo dobrze widoczne w panteiźmie. Właśnie chrześcijaństwo, oddając Bogu, Istocie Najwyższej, wszystko co święte, zdesakralizowało wszechświat. Chrześcijaństwo rozgraniczyło Stwórcę od rzeczy stworzonych. Chaos myślowy pogan został uporządkowany.

    Starożytne pogaństwo poczęło zamierać razem z rzymskim imperium. Poganie, przegrywając konfrontacje z nauka Chrystusa Pana, przeczuwając swój bliski koniec, usiłowali ratować się przyjmując od chrześcijan ogólny pogląd na świat, ich dobroć i entuzjazm. Zbyt wyraźnie rzucała się w oczy wyższość chrześcijan w pożyciu rodzinnym, w stosunkach sąsiedzkich, w spełnianiu obowiązków wobec ojczyzny. Poganie, jeszcze u schyłku II wieku po narodzeniu Chrystusa, desperacko broniąc się przed całkowitym przyjęciem stylu życia chrześcijan, usiłowali kopiować moralność chrześcijańska i ewangeliczne nauczanie. Nic z tego, nie udało się poganom uzyskać czegokolwiek, co byłoby równoważne entuzjazmowi religijnemu chrześcijan. Mity pogańskie pozostają niezmienne, a każda próba ich modyfikowania kończy się niepowodzeniem. Religie pogańskie, jako zrodzone z ludzkiej fantazji, są martwe, statyczne. Nie mogło więc dojść do syntezy religijnej. Nie mogą też istnieć równocześnie dwie prawdziwe religie, czy dwie równoważne moralności. Gdy dwie rywalki zetkną się ze sobą, jedna z nich musi ustąpić. Siedemnaście wieków temu ustąpili poganie. W Europie do głosu doszła cywilizacja łacińska.

    Tysiąc lat później, w cywilizacji łacińskiej powstały luki, które umożliwiły odrodzenie się pogaństwa. Przecież, najpierw, w XIV wieku, wytworzył się bałagan w Stolicy Apostolskiej, a dopiero potem, w wieku XV, powstał protestantyzm, jako zjudaizowana forma chrześcijaństwa. Później przyszła myśl, że można mieć religię bez Boga. Sięgnięto nawet po buddyzm, który właśnie taka religią jest. Na nowo poczęto zachwycać się okultyzmem i magią, tworząc pseudoreligie natury ściśle intelektualnej. Humanizm i neoplatonizm stały się faktem.

    Rozum ludzki, nieodłączny atrybut chrześcijaństwa, w wiekach od XIV do XVIII uległ wynaturzeniu zwanym racjonalizmem. Religie katolicką, chrześcijaństwo w ogóle, zaczęto traktować jako podgatunek pierwotnej mądrości “naturalnej”. Racjonaliści poczęli głosić, że rozum ludzki jest wykładnią pojmowania i interpretacji zagadnień dotyczących świata nadprzyrodzonego. W sukurs przyszli im alchemicy, usiłując przyspieszyć obiecane przez Chrystusa Pana nadejście królestwa niebieskiego, przyspieszyć przywrócenie człowiekowi utraconego raju poprzez manipulacje związkami chemicznymi.

    W okresie Renesansu humanizm był wykładany zaledwie na kilku uniwersytetach; za to w wieku XVIII stał się podstawą “racjonalizmu klasycznego” w wydaniu Bacona, Descartesa, Spinozy, Kanta i pozostałych. Rozrastający się w ten sposób humanizm doprowadził do rozwoju nauki opartej na ateistycznych postulatach. W okresie Oświecenia stan względnej równowagi pomiędzy chrześcijaństwem a neopogaństwem został zachwiany. Do osiemnastego wieku było ściśle określone, i przyjęte, co jest herezją, niezależnie od miejsca w hierarchii państwa i narodu. Kościół katolicki był w stanie podjąć zaradcze środki, jak publiczna ekskomunika, czy teź poprzez odpowiednie działanie w twórczości artystycznej. Kontrakcja Kościoła Św., na odradzanie się pogaństwa, wyraźnie uwidoczniła się w literaturze, malarstwie i muzyce.

    Jednak, w końcu duchowe zasoby Kościoła rzymskiego się wyczerpały. W wieku XVIII wszystko nagle zmieniło się. Duży wpływ na zmianę sytuacji wywarli zajadle antykatoliccy intelektualiści, jak Voltaire, czy Lessing, wsparci “postępowym” klerem, który otwarcie odstąpił od wyznawania doktrynalnej i moralnej nadrzędności Kościoła świętego w życiu człowieka.

    Kapłan katolicki, jako myśliciel chrześcijański, powinien opierać swoje wywody na motywach ściśle doktrynalnych i teologicznych. Jednak, trudno jest mu dyskutować z kimś, kto nie przyjmuje argumentów opartych na wierze, a nawet na wydarzeniach historycznych. Starając się lepiej zrozumieć wrogów katolicyzmu, kapłani zbliżyli się do nich, by z czasem pozwolić na podjęcie dyskusji (dialogu), na warunkach narzuconych przez przeciwnika. Niestety, krok po kroku, szukając argumentów nie do odparcia, pogrążyli się w racjonalizmie. Istotnie, argumenty się znalazły, ale nie mają one już nic wspólnego z religią katolicką. Gdy racjonalizm zawładnął światem intelektualnym, nawet w sferach moralności i metafizyki odnaleziono antykatolickiego sojusznika. Poparto więc agnostycyzm Kanta i poczęto domagać się przeprowadzenia rewizji pojęć biblijnych i Ewangelii świętej.

    Agnostycyzm wyszedł z założenia, że rozum ludzki jest zamknięty w kręgu zjawisk widocznych. A więc Pan Bóg nie może być bezpośrednim przedmiotem wiedzy, nie może też być uważany za podmiot historyczny. Dalej, po odrzuceniu objawienia Bożego, do głosu doszedł immanentyzm życiowy, który wytłumaczenie religii znajduje w człowieku. Zwolennicy Kanta poczęli głosić, że religia jest pewną formą życiową, wywodzącą się z potrzeby ukrytej w podświadomości człowieka, którą mogą wyzwolić odpowiednie warunki. Najczęściej twierdzą, że istnienie Boga jest wytworem zbiorowego strachu w określonych etapach historii. W konsekwencji, wiara dla nich jest uczuciem, a nie poznaniem. Każdy człowiek, ich zdaniem, musi przemyśleć swoją wiarę. Z owych przemyśleń powstają dogmaty, które powinny się zmieniać, dostosowując się do wymogów czasu. Zatem, poczęli głosić, że dogmaty, jako zmienne i chwiejne, nie mają większego znaczenia w religii.

    Zrodziła się w ten sposób herezja zwana modernizmem, którą Ks. Paul A. Wickens określa jako:

    “(1) herezja, która utrzymuje, iż religia katolicka, jej zasady wiary i zasady moralne, musi być przystosowana do współczesnego świata;

    (2) wszystkie doktryny objawione są pod znakiem zapytania (sceptycyzm), wielu z nich się zaprzecza. Modernizm doprowadza do utraty łaski Bożej, napawa jeszcze większym sceptycyzmem i prowadzi do dalszej jej utraty”.

    Pod sloganem otwartości intelektualnej, modernizm przemycił do katolickiej moralności coś w rodzaju pornoteologii, która godzi się z wolna miłością, z próbnymi małżeństwami, z małżeństwami homoseksualnymi, z prawem do aborcji, do zażywania narkotyków, godzi się z pomysłem zrównania płci, co przejawia się w agitacji do wyświęcania kobiet na kapłanki, a wszystko jest przypieczętowane powszechnym rozgrzeszeniem. Idea “nowego chrześcijaństwa” modernistów opiera się na pięciu podstawowych założeniach :

    1. Antropocentryzm. Religia ma skupiać się głównie na człowieku, a nie na Panu Bogu. Bóg jest miłowany i czczony w człowieku. Zatem, religia antropocentryczna wytwarza wypaczoną miłość do człowieka jako obiektu miłości Pana Boga, którego stawia na drugim planie, a w konsekwencji neguje.

    2. Immanentność świata. Królestwo Boże jest tutaj na ziemi, a nie po ponownym przyjściu Chrystusa. Zbawienie oznacza wyzwolenie od grzechów społecznych i od wyzysku ekonomicznego. Tym samym, religia przeobraża się w ideologię polityczną.

    3. Nowa forma ewangelizacji. Ewangelia święta ma służyć biednym i posiada charakter ekonomiczny, a nie duchowy.

    4 . Nowa struktura Kościoła. Kościół ma być częścią świata i służyć światu. Zatem, musi rozwiązać wszystkie istniejące dotycbczas instytucje kościelne. Każdy członek Kościoła może spełniać funkcję kapłana. Zatem, nagle “zapomina się”, że Kościół św. jest dziełem Chrystusa Pana i Ducha Świętego, a nie “świata”.

    5. Nowa forma adoracji Chrystusa. Jezus Chrystus jest dla modernistów wyzwolicielem ubogich. Jest Człowiekiem służącym bliźnim. Jest Wielkim Buntownikiem. Stworzenie tak fikcyjnej sylwetki Chrystusa Pana ma na celu dać wsparcie dla propagandy marksizmu i rewolucji.

    Papież, św. Pius X, podzielił przyczyny modernizmu na: a) natury moralnej (wścibstwo i pycha, prowadzące do zuchwałości); b) natury intelektualnej (ignorancja w dziedzinie scholastyki, prowadząca do kojarzenia fałszywej filozofii z wiarą) . Jednak, nie mogłoby dojść do modernizmu bez uprzedniego powstania liberalizmu filozoficznego.

    LIBERALIZM.

    Liberalizm filozoficzny wyszedł ze sceptycznego założenia, iż zarówno prawda oraz fałsz są pojęciami wzglądnymi, są czymś, co zrodziło się w umyśle człowieka. Wprowadzono nowe słowo “intelektualista” – co oznacza człowieka zredukowanego wyłącznie do ludzkiego intelektu, który prawdę zastąpił “opinią” na temat przedmiotu. Błędnie poczęto gloryfikować rozum ludzki, który rzekomo ma być najwyższym sędzią w ocenie prawdy i postępowania człowieka. Doszło do tego, że chcąc być bohaterem w oczach świata, trzeba wejść w konflikt z Bożymi przykazaniami.

    Poza nami istnieje porządek rzeczy, którego skutki możemy dostrzec. Ten porządek rzeczy, ustanowiony przez Stwórcę, nie może być zakłócony bezkarnie. Brak uznania dla istniejącej rzeczywistości sprowadza zakłamanie, grzech, zło. Badając rzeczywistość dociekamy prawdy, gdyż prawda jest zawsze w zgodzie z istniejącym stanem rzeczy. Przywiązanie do prawdy jest jedyną siłą, która chroni człowieka przed upadkiem, gdyż moralność jest korzystaniem z prawdy. Zatem, prawo moralne powinno być nakazem trzymania się rzeczywistości ustanowionej przez Pana Boga. Tu nie może być miejsca dla etyki sytuacyjnej. Kaprys, własne widzi mi się, nie może być sędzią otaczającego nas świata. Opinia potrzebuje autorytetu, a bez niego jest niczym. Prawda uzyskuje autorytet z uznania rzeczywistości stworzonej przez Boga. “Intelektualista”, czy “partia”, nie może być wyrocznią dla prawdy; może jedynie proponować metodę służenia narodowi. Nic poza tym.

    Liberalizm dlatego jest zgubny, gdyż odciąga nas od prawdy.

    Jednym z pierwszych zwolenników liberalizmu był Marcin Luter, który, w imię dowolnej interpretacji Pisma Św., zerwał z Kościołem rzymskim. Niemniej jednak, dopiero po wybuchu rewolucji francuskiej z 1789 roku stało się widoczne wyraźnie, że główną bitwę z Kościołem katolickim, z religią rzymskokatolicką, rozegra liberalizm. Deklaracja Praw Człowieka, z czasów tejże rewolucji, była podsumowaniem doktryny liberalizmu 1 wprowadzeniem jej w życie. Można ją określić jako rozbudowaną formę “złotej reguły” Hillela. Deklaracja ta została potępiona przez Papieża Piusa VI.

    Zmasowany atak na Sakramenty święte Kościoła katolickiego, podsycany przez Synagogę, rozpoczął się w okresie Reformacji. Sakramenty święte nieskończenie przynoszą wiernym Chrystusa Pana. Chcąc pozbawić katolików wiary w boski charakter Jezusa Chrystusa, musiano więc rozpocząć od prób zabrania im sakramentów, od zabrania łącznika z boskim Odkupicielem. Te obrażające Pana Boga zakusy zostały potępione na Soborze trydenckim (1545-63).

    Jest na ogół wiadomo, że ciałem wykonawczym Synagogi są tajne sprzysiężenia, zwane masonerią. Ich dziełem była rewolucja francuska z 1789 roku, a także wspomniana już Deklaracja Praw Człowieka, wprowadzająca do polityki liberalne zasady. Rozpoczęto od “burzenia tronów i ołtarzy”, poprzez zawołanie anarchistów: “Ni Boga, ni Pana ” , a skończono na dyktaturze, gdzie tyran oświadczał: “Republika , to ja!”.

    Kiedy każdy ma prawo mówić i robić co mu się rzewnie podoba, mamy do czynienia z anarchią. Żaden naród nie może rozwijać się przebywając w stanie anarchii. Życie narodu nie może spocząć na opinii przypadkowej zbiorowości, kolektywu. Gdy wszyscy chcą rządzić, nikt nie rządzi. Pewien ład i porządek jest konieczny. Czy komuś to się podoba, czy też nie, w świecie istnieje Boży porządek. Zatem, anarchia doprasza się o przywrócenie porządku. Stąd, chaos toruje drogę dyktaturze. Nic więc dziwnego, że wszystkie porewolucyjne rządy,
    które były dziełem sprzysiężenia, pod pretekstem obrony “wolności” człowieka przed jakimikolwiek ograniczeniami moralnymi, przed dogmatami religii katolickiej, przed autorytetem Ewangelii Św., tworzyły autorytatywny i monopolistyczny etatyzm.

    Każde wprowadzenie liberalizmu w życie musi zakończyć się tyrańską opresją, skoro tam adorację Boga przeobraża się w adorację człowieka. Deifikacja człowieka jest nieuniknioną konsekwencją filozofii liberalizmu. Kiedy istnienie Boga uzna się za mit, najwyższą istotą staje się człowiek a to umieszcza go w ateistycznym komunizmie.

    Dla masonów Jezus Chrystus nie jest Synem Bożym. Nie uznają też piekła, ani nieba, nie istnieje dla nich Trójca Święta, a jedynie panteistyczny Wielki Architekt Wszechświata, będący częścią tegoż wszechświata. Masoni są zdania, iż człowiek jest istotą najwyższą za swego życia na ziemi. Nic więc dziwnego, że zbudowana na takich podstawach epoka Oświecenia wypowiedziała Kościołowi katolickiemu wojnę na śmierć i życie.

    Został zaatakowany jeden z fundamentalnych dogmatów Kościoła Św., a mianowicie, dogmat o boskim Wcieleniu – dogmat, który jest oparty na faktach historycznych i jest podbudowany rozumowaniem, tak teologicznym, jak i filozoficznym, przez Doktorów Kościoła Św. i liczne Sobory. Zaatakowano dogmat, który nas, katolików, zdecydowanie rozdziela od pogan, u których bogowie, przybierający ludzką postać, są wytworem ludzkiej fantazji. Dla dogodzenia liberalistycznemu widzi mi się, poczęto ignorować fakty historyczne, a mianowicie, fakt Męki i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, czy fakt Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

    Chcąc osłabić ich znaczenie, poczęto próbować nadać im charakter jedynie symboliki, która rzekomo ma pogłębiać naszą wiarę. W rezultacie, wytworzyła się dowolność w tłumaczeniu Ewangelii św., dowolność w katechicznym nauczaniu i w respektowaniu liturgii. Zawodowi “intelektualiści” poczęli robić wysiłki w kierunku rozbicia jedności Trójcy świętej, gdyż nie są w stanie tego pojąć wyłącznie na drodze intelektualnej. W wyniku zawężonego umysłowo racjonalizmu, znaleźli się nawet tacy, którzy zaprzeczyli, że Chrystus w ogóle istniał. W rezultacie, powstała niezliczona ilość sekt chrześcijańskich, czczących bądź to wyłącznie Boga Ojca, jak świadkowie Jehowy i cały ruch synkretyczny, ze Światową Radą Kościołów na czele, bądź tylko Ducha Świętego, jak zielonoświątkowcy, bądź wyłącznie “Jezusa”, co ma miejsce u sekt murzyńskich, które w rozgorączkowaniu, podszytym okultyzmem, zapominają o Osobach pozostałych. Chrześcijaństwo, pozbawione opieki Doktorów Kościoła Św., prowadzi albo do przesadnego racjonalizmu, bądź też do zabobonnej dewocji.

    Rozum ludzki nie może być powyżej prawdy objawionej. Jest poniżej. Proszę zauważyć, do czego doprowadzili protestanci, odchodząc od Kościoła Św., a polegając wyłącznie na Biblii, na własnym rozumowaniu i doświadczeniu. Sekty poczęły mnożyć się jak szarańcza. W Światowej Radzie Kościołów jest ich ponad dwieście pięćdziesiąt! Każda z nich posiada własny punkt widzenia na “prawdę”. Ile to może mieć wspólnego z prawdą? – Niewiele.
    Religia nie jest tworem opartym wyłącznie na rozumie, na spekulatywnej filozofii, która jest zobowiązana by wytłumaczyć przed ludzkim rozumem każdą doktrynę. Religia, jako ogniwo łączące człowieka ze świętością, posiada dogmaty, obrzędy i symbole, jest zabarwiona elementami estetyki i tradycji.

    Zadaniem religii jest przygotować duszę człowieka na przyjęcie Boga, udzielić człowiekowi pomocy w poznawaniu Boga i w odkrywaniu Jego obecności w świecie oraz w historii. Jak, w takim układzie, ktoś, bez gruntownego przygotowania w kierunku poznania Boga, może decydować, co jest dla niego dobre i jaką drogą będzie podążać przez życie; czy też, w jaki sposób będzie interpretować Ewangelię Św.? Od tego są przecież Doktorzy Kościoła św., teolodzy i postacie świętych. Misterium nauki Kościoła św. nie da się ująć w formułki racjonalizmu. Gdy tak się dzieje, przestajemy różnić się od pogan.

    To, co jest “racjonalne”, nie zawsze musi być lepsze, czy wartościowsze. Nawet słowo “racjonalny” jest dyskusyjne. Znane nam fakty i wyniki badań naukowych należą do zbioru “cesarskiego”. Oddajmy je więc “cesarzowi”; a rzeczy święte pozostawmy dla Pana Boga. Wówczas będziemy mieli zbiory uporządkowane.

    Odrodzony poganizm w okresie Renesansu, ośmielony niezmordowaną działalnością antykatolicką Synagogi i tajnych sprzysiężeń, począł robić starania, by raz na zawsze pozbyć się cywilizacji łacińskiej, ostoi katolicyzmu. W epoce Średniowiecza poganie walczyli ze scholastycyzmem, a w okresie Renesansu uratowali przed unicestwieniem sekularystyczny światopogląd. Dzięki temu, epoka Oświecenia zatrzęsła Kościołem katolickim, wprowadzając do niego modernizm i sekularyzację.

    Każda nowa ideologia zakłada, że dominujący dotychczas światopogląd jest już bliski zagłady. Heretycy z okresu Reformacji byli przekonani, że Kościół katolicki był już na dnie rozkładu moralnego. Sekty protestanckie poczęły głosić, że żyjący w ich czasach Papież jest Antychrystem. Mijały pokolenia, Papieże się zmieniali, a “nowa era” nie nadchodziła. Pomimo tego, niektóre sekty, jak świadkowie Jehowy, nadal widzą Antychrysta w każdym Papieżu. Jest to ciężki przypadek ludzkiego zbłądzenia. – Jednak, powstałe wielkie zamieszanie w szeregach duchowieństwa katolickiego, jego powolne zeświecczanie się, utrzymuje pogan w przeświadczeniu, że epoka chrześcijaństwa dobiega końca.

    Pogląd swój opierają na założeniu, iż bieg czasu i historii ma charakter cykliczny, czyli na fałszu udowodnionym naukowo i historycznie; gdyż upadłe cywilizacje, na które neopoganie sie powołują, jako na dowód potwierdzający cykliczność cywilizacyjną, były jedynie najrozmaitszymi dewiacjami cywilizacyjnymi i nie mogą dać podstaw do stawiania takich hipotez.

    Cały świat należy do Pana Boga, pomimo, iż jest tymczasowy. Wszystko co ziemskie jest tymczasowe. Ma swój początek i koniec. Nawet żydzi, mimo, iż byli ludem wybranym, w wyniku pogrążenia się w świecie zmysłów, utracili swoje wyróżnienie. Zatem, pojęcie cykliczności czasowej jest wytworem pradawnego egzystencjalizmu, który nadaje rzeczom i zdarzeniom takie znaczenie, jakie odpowiada obranemu sposobowi życia. Tam rzeczywistość i urojenia są wymienne.

    Poganie wiedzą doskonale, że w królestwie Chrystusa Pana nie może być dla nich miejsca. Lekcją poglądową dostali już od proroków; począwszy od Abrahama, poprzez Mojżesza, sięgając czasów Ptolemeusza II. To właśnie prorocy przepowiedzieli Kościół Chrystusowy, Kościół katolicki. Stąd u pogan tak dużo zajadłości pod adresem katolicyzmu. Fakt, że Kościół katolicki nadal istnieje i wydaje się być obecny we wszystkich zakątkach świata, wrogowie katolicyzmu tłumaczą tym, iż Watykan jest wyjątkowo elastyczny, że “doktryna katolicka nie jest wykuta w kamieniu, ale jest zmienna”, jak to ostatnio złośliwie pisał, na łamach “The Toronto Star”, Tom Harpur, z okazji wizyty Jana Pawła II w USA. Co więcej, poczęto głosić, że Kościół katolicki stara się zachować swoją dominującą pozycję poprzez ideologie liberalizmu i socjalizmu (!); wykorzystując w tym celu najpierw burżuazję, a obecnie proletariat. Wrogowie katolicyzmu twierdzą, że dla przypodobania się nowopowstałym warstwom społecznym, a więc, burżuazji i proletariatowi, Watykan poświęcił swoich odwiecznych sojuszników, to jest, ustrój monarchiczny i arystokrację.

    Dziwne, że tak często katolicyzm jest kojarzony z monarchią; pomimo, iż właśnie monarchie, jak pruska i rosyjska, były najgłębiej wciągnięte w dzieło prześladowania katolików. Można przecież podać jako przykład i republiki, które były na wskroś katolickie: wenecka, genueńska, czy kantony szwajcarskie. Nie w tym więc rzecz, jaki ustrój jest Watykanowi milszy. Głównie chodzi o to, kogo w nim uznaje się za istotę najwyższą: Pana Boga, czy człowieka. Warto jest o tym wspomnieć, gdyż niejeden czytelnik spotka się zapewne z mędrkami, którzy będą przytaczać tego rodzaju argumenty w antykatolickiej dyspucie.

    To prawda, że poprzez odmitologizowanie świata i odrzucenie teorii cykliczności dziejowej, chrześcijaństwo zbliżyło się niebezpiecznie do racjonalizmu, który jest tradycyjną pułapką dla myśli ludzkiej. Religie pogańskie, oparte na założeniu cykliczności czasowej, nie posiadają filozofii historycznej, gdyż historia nie jest im potrzebna. Prawdą jest również, że chrześcijanie nie pojawili się od razu z opracowaną filozofią historyczną. Została ona wypracowana przez Doktorów Kościoła katolickiego, za sprawą Ducha Świętego. Prawdą jest też, że bez podstaw filozofii historycznej katolicyzmu Hegel i Marks nie byliby w stanie wypracować antychrześcijańskiej filozofii walki klasowej i racjonalistycznego dialektyzmu naukowego.

    Jednak, to nie Kościół katolicki wymyślił socjalizm i liberalizm. Są to złośliwe, sekularystyczne odpryski chrześcijaństwa, które niszczą wiarę w Boga. Ruch socjalistyczny, czy komunistyczny, był zainicjowaną przez Synagogę próbą oderwania od Kościoła św. ludzi biednych, opuszczonych, prześladowanych i cierpiących. Jest to sekularystyczna próba osiągnięcia stanu świętości poprzez przyłączenie się do walki klasy uciskanej. W wyniku, zrodził się taki potworek, jak chrześcijańscy marksiści, dla których Karol Marks jest postacią czystą.

    Winią jedynie Engelsa i Lenina, że do marksizmu dodali materializm naukowy i ateizm. Rs. Arthur F. McGovern SI usiłuje dowieść, w książce pt. „Marxism : An American Cristian Perspective” 1980 rok, że marksizm ma poparcie w Ewangelii św. Łukasza. Taki pogląd jest ewidentną herezją! Socjalizm poznaliśmy już wszyscy. Większość z nas jego bezsens odczuła na swoich barkach. Za to liberalizm, działający z ukrycia, często w sposób zawoalowany, nie jest ogółowi dobrze znany. Warto więc zatrzymać się przy liberalizmie nieco dłużej.

    Liberalizm, z punktu widzenia doktrynalnego, jest herezja, gdyż głosi antydogmatyczne zasady i wdraża je w życie. Jest świeckim poglądem, że człowiek jest rzeczą świętą, co w brutalny sposób odzwierciedliło się w indywidualizmie. Lansowany tam subiektywizm ma dać człowiekowi “wyzwolenie”. Prowadzi to do indywidualizmu; to znaczy do poglądu, że prawda jest w człowieku, że człowiek ją tworzy. W konsekwencji, liberalistyczna koncepcja “wolności” pozwala człowiekowi mówić i robić to, co sprawia mu przyjemność. O ile człowiek może respektować wyłącznie siebie samego, to nie jest to wolnością tych, którzy tworzą naród.

    Bowiem, filozoficzny liberalizm pozwala tak postępować, w imię “wolności”, jak to się komuś tylko spodoba. Jest więc wówczas miejsce na homoseksualizm, na prostytucję, na zabiegi przerywania ciąży, na opilstwo, narkomanię, rozwody itp. Prawo do zmiany poglądów daje prawo do zmiany męża, czy żony, daje prawo do zmiany ojczyzny, a nawet żołnierz przebywający w koszarach, w imię “wolności”, może nagle zacząć wypowiadać poglądy wrogie interesom własnego narodu i wojska, w którym służy.

    Zgodnie ze zliberalizowanym prawem, istnienie rodziny staje się sprawą bez znaczenia, a bękart jest stawiany na równi z dziećmi z prawego łoża, owocem miłości męża i żony. W imię zachowania absolutnej wolności dziecka, ojciec nie ma prawa go skarcić, czy naprowadzić na właściwą drogę, zgodną z wypróbowanym przez wieki kodem moralnym. Zliberalizowana pedagogika jest nastawiona na danie dziecku pełnej możliwości wypowiedzenia własnych zachcianek, a kształtowanie osobowości jest pozostawione jego motywacjom.

    Szkolne pacholę nie poznaje rzeczywistości, nie nabywa prawdy, nie rozwija cnót. Dziecko samo wybiera co jest dla niego dobre, a co nie. Czyli, jest to celowe zbliżenie się do magii Orientu, gdzie cały świat rzeczywisty jest traktowany jako iluzja.

    Każdy zdrowy rozwój tkwi w tradycji, jest kontynuacją napoczętego dzieła. Jedynie działalność wywrotowa, z chwilą zakończenia rewolucji, rozpoczyna budowę nowej szlachty. To jest perwersja i nie ma nic wspólnego z rozwojem łączącym przeszłość z przyszłością. Uczciwy respekt wobec prawdy, wobec prawd ustanowionych przez Boga, automatycznie przekreśla “wolność” filozofii liberalizmu.

    Człowiek, jako dzieło Boże, jest przede wszystkim osobą. Jest niepowtarzalny, posiada wolną wolę, jest inteligentny, niezastąpiony i nie dający się scharakteryzować w sposób zupełny. Dzięki rozumowi i wolnej woli człowiek jest w stanie kontaktować się z Bogiem i przyjmować prawdy objawione. Wolność człowieka jest wyjątkową siłą pozwalającą mu wybierać rzeczy dobre i prawdziwe. Tylko w prawdzie i w moralności człowiek odnajduje swoją wolność. Tym samym, wolność jest ograniczona duchowo i moralnie. Każda forma wolności człowieka musi być celowa i odpowiedzialna.

    Nieograniczona wolność człowieka jest iluzją pełną niedorzeczności. Człowiek pragnąc iść przez życie bezpiecznie – gdyż ma do wyboru tylko dwie możliwości: życie, albo śmierć – musi trzymać się kodu etycznego, objawionego nam przez Pana Boga. To są przepisy naszego “ruchu życiowego”. Liberalizm, tuszując wszystkie ludzkie błędy, ożywia je jeden po drugim, prowadzi do herezji zakłamania. W konsekwencji, wprowadzona przez liberalizm wieloznaczność słowa “wolność” przynosi ogólne rozczarowanie.

    Człowiek, posiadający naturalne pragnienie, aby być” niezależnym od innego człowieka, gdy zbliży się do jego spełnienia, natychmiast zaczyna się rozglądać za karierą społeczną, za bogactwem i zapomina o liberalistycznych ideach, że wszystko jest równe i jednakowo ważne. Pragnie się wybić. Wówczas, chcąc utrzymać liberalizm przy życiu, trzeba odwołać się do przemocy. A to oznacza, że idea liberalizmu jest nie do spełnienia. Wszystkie herezje rozpoczynały się od słownych dywagacji, a kończyły się konfliktem idei.

    Doktryna liberalizmu, głosząca, że nie ma zupełnej prawdy w religii, podważa podstawy wiary, zaprzeczając w zasadzie wszelkim dogmatom katolickim, będąc sama w sobie dogmatem o całkowitej niezależności rozumu ludzkiego. Szaty liberalizmu są urozmaicone. Ukazuje się światu w formie naturalizmu, racjonalizmu, modernizmu, komunizmu i humanizmu. W miejsce poszanowania dla autorytetów wprowadził racjonalizm. Według doktryny liberalizmu, to rozum ludzki ma mierzyć i tworzyć prawdy życiowe, oczywiście większością głosów w plebiscytach, czy na posiedzeniach parlamentu, bądź sejmu/ nie zważając na Pana Boga i na Jego autorytet. Zatem, w konsekwencji, to Bóg i Kościół św. mają dogadzać zachciankom człowieka, dopasowywać się do “wymogów czasu”. A to już jest nic innego jak bunt ludzkiego intelektu przeciwko Bogu. Bunt przeciwko Panu Bogu jest najcięższym przewinieniem człowieka. Atakuje nadprzyrodzony porządek rzeczy. Oddala człowieka od Pana Boga najdalej jak to jest możliwe. Taki bunt kończy się nienawiścią do Pana Boga, która jest domeną mocy piekielnych. Utwierdza to mnie w przekonaniu, że wszelkie herezje spoczywają na dnie Piekła.

    Liberalizm jest praktycznym działaniem Synagogi w systematycznej walce z Kościołem katolickim. Wyrabia on w katolikach “mentalność masońską”, a prof. Feliks Koneczny określiłby, że judaizuje katolika. Posługując się doktryną liberalizmu, świat Lucyfera walczy z Kościołem Chrystusa Pana.

    Prawo do wyznawania czego tylko dusza zapragnie, nadrzędna rola Państwa w dziedzinie moralności, zeświecczenie szkolnictwa i pożycia rodzinnego, sekularyzacja w każdym zakątku życia ludzkiego, odmawiająca prawa do interwencji w postępowanie człowieka, jakie ono by nie było, a w sumie, zbiorowy ateizm, jest wynikiem wypaczonej wolności, wyłaniającej się z racjonalizmu. Prowadzi to nieuniknienie do przeobrażenia opinii prywatnej w opinię kolektywu. Obiecywane przez zwolenników liberalizmu “wyzwolenie” nigdy nie nadejdzie, gdyż uwolnienie się od więzów rodzinnych, od poczucia narodowego, od patriotyzmu, od autorytetów w hierarchii Państwa, czy Kościoła Św., powoduje, że permanentna rewolucja, “wola ludu”, wobec której człowiek staje się bezradny, zamienia ludzi w niewolników.

    Liberalizm umieszcza człowieka w dziczy. Jeżeli ktoś jest zapatrzony wyłącznie w siebie, odnajduje tylko siebie. W zliberalizowanym narodzie rodzi się znieczulica, wygasa zdolność do miłowania, serce wysycha.

    Zliberalizowana ekonomia poza zyskiem nie uznaje żadnych innych kryteriów produkcji. Zrodziła ona nieludzki kapitalizm XIX wieku. Tam nie mogło być miejsca na katolickie aspekty moralne. Tworzono fakty dokonane, a prawo je uświęcało. Wytworzyła się etyka sytuacyjna, a więc, etyka podwójna, potrójna itd. W ten sposób dotarto do moralności cywilizacji żydowskiej. Tam prawo jest tak zmienne jak zmienną jest opinia publiczna. Takim prawem można usankcjonować największe łajdactwo pod słońcem.

    Odrodzona Polska, po traktacie wersalskim, również odczuła skutki liberalizmu. W przedwojennej Polsce uosobieniem liberalizmu była piłsudczyzna. Jak pisze Jędrzej Giertych, w III części “Tysiąc lat histroii polskiego narodu”, str. 102,

    “trzynaście lat rządów obozu Piłsudskiego straszliwie Polskę zdemoralizowało, a przede wszystkim zdemoralizowało i zdezorganizowało aparat państwowy”.

    Nie bez winy są tu członkowie ruchów narodowego i ludowego, stanowiący przytłaczającą większość Polaków. Trudno jest oprzeć sie wrażeniu, że zbyt dużo czasu poświecono na ćwiczenie się w krasomówstwie i tęsknocie za nawróceniem żydów. Ułatwiło to Piłsudskiemu postawić naród polski przed faktem dokonanym. Drogą przewrotu majowego, przejął nieodwracalnie władze w swoje ręce. Nie znalazł się nikt kto byłby w stanie temu zapobiec. Po zamachu majowym, nikt już w Polsce nie zechciał słuchać krasomówców.

    Rozgoryczenie, z powodu spotkanego zawodu, trwa do dziś. Wywodząca się z liberalizmu piłsudczyzna ma również swoich zwolenników w Polsce współczesnej. Przychodzi to tym łatwiej, że ruch ten jest podsycany przez te same obce agentury, które obłowiły się na piłsudczyźnie przed wojną, a szczególnie w czasie i po drugiej wojnie światowej. Poza tym, rozwojowi liberalizmu, jako ruchowi antykatolickiemu i antynarodowemu, sprzyja odradzający się neopoganizm.

    Istotnie, liberalizm, jako herezja, nie tylko prowadzi człowieka do grzechu, ale niszczy odporność moralną, zagłusza sumienie. Kwitnie wówczas moda na samousprawiedliwianie się: że inni też kradną, piją, dopuszczają się nierządu, rozwodzą się, czy poddają się zabiegom spędzającym płód. U bogobojnych ludzi, od czasów stworzenia Ewy, ciąża kobiety była zawsze kojarzona z Bożym błogosławieństwem. Jednak, grzeszny człowiek, dążący do nieograniczonego hedonizmu, wprowadził bluźniercze pojęcie “niechcianej ciąży” oraz jej konsekwencji: “niechcianego dziecka”. Dziecko coraz częściej jest widziane jako produkt uboczny aktywności seksualnej, mającej dawać przede wszystkim orgazmiczną rozkosz. Współczesny ruch wyzwolenia kobiet dąży do wyzwolenia się spod “tyranii ciąży” i konieczności “hodowania dzieci”. Lansowana przez niego aborcja, jako radykalny środek na rozwiązanie obu “problemów”, jest świętokradczym sięganiem po władzę nad życiem i śmiercią, która należy wyłącznie do Boga. Pan Bóg, mimo nieograniczonej dobroci swojej, nie może tego bluźnierstwa przepuścić płazem. Tak prowadzący się człowiek jest skazany na zatracenie doczesne i wieczne. Historia ludzkości potwierdziła to wielokrotnie.

    Liberalistyczna próba szanowania wszystkiego, w imię “wolności”, w istocie nie szanuje niczego. Tłumi opinię człowieka osobowego, opinię organiczną, na rzecz opinii zbiorowej, a więc mechanicznej, martwej. Przejawia się to w zliberalizowanych środkach masowego przekazu. Bezosobowa forma propagandy wyrabia złudne przeświadczenie, iż “nowy pomysł” ma za sobą wielu naukowców, teologów, że istnieje rozsądny powód, by odrzucić rzeczy stare, tradycję. Celowo wprowadzono zwyczaj na używanie bezosobowego “się”, zamiast osobowego “ja”, a także bezosobowej formy, np.: dokonano, skradziono, zdefraudowano, zmarnotrawiono, oszukano, zepsuto, przepito itd. – Studentom, piszącym prace dyplomowe, czy też rozprawy naukowe, profesorowie wyższych uczelni zalecają tego rodzaju formę wypowiadania myśli, jako “bardziej bezpieczną”. – Ludzi mających ten sam pogląd można policzyć, a nie zważyć lub pomierzyć. Zatem, w świecie liberalizmu nigdy nie jest wiadomo co owe “się” jest warte ilościowo i jakościowo. Żeruje na tym kampania na rzecz aborcji, czy wolnomyślicielstwa w ogóle. Jest to wyrabianie kolektywnego sposobu myślenia. Stąd, w konsekwencji, są “błędy i wypaczenia”, ale nie ma winowajców.

    Przy tym, jaka tu wygoda dla członków sprzysiężenia? Nie ma nazw i nazwisk, jest tylko nieuchwytny, bo bezosobowy, winowajca, a więc niekaralny. Zatem, przyzwyczaja się ludzi do obecności przewinienie niekaralnego, czyli jest wyrabiane przeświadczenie, że może istnieć grzech bez kary.

    W konsekwencji, liberalizm rozmiękcza charaktery, pozbawia osobowości. Zostaje również wypaczona pozycja zawodowa i rodzinna. I tak, ojciec przestaje być głową rodziny, a staje się czymś w rodzaju oberżysty; duchowni, zamiast służyć Panu Bogu, wola służyć Państwu lub permanentnej rewolucji; posłowie i ministrowie stają się funkcjonariuszami itp. Zanika poczucie godności osobistej i gotowości do podjęcia decyzji, ryzyka, czy poświęcenia się dla innych. Dochodzi do tego, że nikt nie jest w stanie aby móc zrobić cokolwiek i jakkolwiek. Dochodzi do społecznej impotencji, gdyż tam, gdzie nie ma trwałych zasad, znikają ludzie. – Skąd my to znamy?

    Od końca XIX wieku niewiara w istnienie Boga stała się przyjmowalną alternatywą światopoglądu. Zawsze cywilizacja łacińska miała pogan, wyznawców Szatana, niedowiarków, agnostyków, czy ateistów; ale przez pierwsze półtora tysiąca lat chrześcijaństwa stanowili oni nieliczną grupę i byli omijani. Z chwilą nastania liberalizmu, zaczęli tworzyć widoczną, a zarazem zaakceptowaną, składową europejskiej kultury. Wytworzyło się dziwactwo, które można nazwać religią bez Boga. Rozwijająca się gwałtownie sekularystyczna nauka poczęła mienić się uzdrowicielem ludzkości, obiecała stworzyć “Królestwo Człowiecze”; obiecała otworzyć wszechświat dla człowieka. Życie rodzinne, społeczne i polityczne nabrało czysto świeckiego charakteru. Ta nowoczesna forma niedowiarstwa otrzymała nazwę modernizmu.

    Według modernistów, wiara jest pozostawiona na pastwę laski intuicji istoty myślącej i nie jest wynikiem Bożego objawienia. Czyli, nie jest prawdą obiektywną, jak to naucza Kościół Św. Aby móc chronić liberalistyczną “wolność”, wolnomyślicielstwo, wprowadzono system natury politycznej, zwany tolerancjonizmem. Doktryna jego głosi, że każdy ma prawo uznawać własną hierarchię wartości. Oznacza to, że nie ma stałych podstaw wiary w Boga, że Kościół św. może anulować “przestarzałe” dogmaty, nie dostosowane do “wymogów czasu” .

    Dla modernistów dogmaty Kościoła św. są pozbawione prawdy absolutnej i obowiązują jedynie wówczas, kiedy je ogłoszono. Dla katolika, natomiast, prawda objawiona jest jedna i niezmienna. Istotnie, czasami dogmat nie jest doskonały, gdyż został opracowany przez człowieka, istotę niedoskonałą, ale jest bezwzględnie potrzebny, ponieważ został objawiony za sprawą Ducha Świętego. Rozwój doktrynalny umacnia pozycję Kościoła katolickiego, pogłębia jego świętość, a nie jest przekreśleniem przeszłości, co niektórym może się wydawać .

    Liberalizm prowadzi do radykalnej formy niemoralności. Moralność wymaga standardów i przewodnika, wymaga hierarchii wartości, wymaga pewnego porządku w kodzie moralnym, a to liberalizm przekreśla. Zatem, liberalizm uwalnia człowieka od poczucia grzechu, dając człowiekowi ułudne przeświadczenie, iż jakoś to będzie, że może jakoś uda się uchronić przed konsekwencjami Sądu Ostatecznego. Doktryna tolerancjonizmu wprowadziła modę na “tolerancję”, co daje wolność do wszystkiego. Ich “tolerancja” ma na celu usunięcie wszelkich norm moralnych, a więc, zbanalizowanie faktu istnienia grzechu, uczynienie z Szatana “równego kumpla”, z którym można przyjemnie współżyć. W imię “tolerancji” wszyscy chcą być “liberalni”, z “postępowymi” katolikami włącznie.

    Znaleźli się już tacy, którzy twierdzą, że pojęcie grzechu wymyślił św. Augustyn.

    Czyżby tak słabo znali Księgę Rodzaju? Ten nieznordowany upór, by w jakiś sposób oczyścić Szatana od epitetu “ojca grzechu”, jest zdumiewający. Osłabiając znaczenie grzechu, moderniści kładą coraz to większy nacisk na miłość Bożą, a wyciszają zagadnienie bojaźni Bożej. Nic dziwnego, że prowadzi to do herezji, skoro mamy do czynienia z odstępstwem od Składu Apostolskiego. “Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek! Bóg bowiem każda sprawę weźmie pod sąd, wszystko, choć ukryte: czy dobre było, czy złe” {Koh 12, 13-14).

    Jak pisał swego czasu Ks. Kardynał J.H. Newman , bez bojaźni Bożej słowo miłość jest czczym frazesem. Bez bojaźni Bożej religia staje się herezją, stwarza wizję Boga rozdającego wszystkim darmową mannę. Jest to próba wyciszania zapowiedzi nadejścia Sądu Ostatecznego, a to jest już ewidentnym nawrotem do pogaństwa.

    Tracąc dążność do wprowadzania w życie codzienne zasad naszej wiary, tracimy katolicką koncepcje grzechu pierworodnego, która jest w harmonii z koncepcją stworzenia świata przez Boga. Jest też doskonałym wytłumaczeniem grzesznej natury ludzkiej i potwierdzeniem nieskończonej dobroci Bożej. Katolicka doktryna grzechu pierworodnego tak silnie przekonywuje, iż przez wieki przyjmowano ją bez zastrzeżeń, w pełnym przekonaniu, że inaczej być nie mogło. Niestety, modernizując się na dobre w życiu codziennym, coraz mniej pozostawiamy miejsca w naszej świadomości na rzeczy tak doniosłe, jak wieczne zbawienie i obraza Pana Boga.

    Dzisiaj niewielu katolików ma pełne przekonanie do doktryny grzechu pierworodnego, szczególnie wśród księży “postępowych”. Trzymając się liberalistycznej bezosobowości, najpierw grzech zastąpiło słowo “wina”, czemu nieco później nadano charakter więcej “naukowy” (słabszy od “naukowego”), mówiąc już tylko o “poczuciu winy”, czyli dając grzechowi wymiar bezosobowy. Jak już wspomniałem, konsekwencją bezosobowości jest zbiorowa odpowiedzialność, a więc żadna. Obecnie, to już mamy nawet zbiorowe rozgrzeszenie, a więc, też żadne. Przyjmując Komunię św. po takim “rozgrzeszeniu”, dopuszczamy się świętokradztwa, czyli ciężkiej obrazy Pana Boga.

    Odrzucając naukę Kościoła Św., liberalizm głosi, że wszystkie religie są równoważne. Dochodzimy więc do indyferentyzmu religijnego. W zliberalizowanym świecie Papież nie jest już najwyższym kapłanem. Tak wyśmiewany, przez modernistów, dogmat o nieomylności Papieża w istocie rzeczy pozwala godzić rozbieżne opinie, pozwala zbliżyć się do prawdy, a co najważniejsze, przeciwdziała rozbiciu na sekty religijne, co jest na porządku dziennym u protestantów. Tam, każdy może założyć swój “kościół”. Otwarcie wrót dla wewnętrznego doświadczenia osobistego przyczynia się do gwałtownego wzrostu ilości sekt “charyzmatycznych”, których przywódcy twierdzą, iż posiadają stały kontakt z Niebem. Jedną z najnowszych jest odrost iluminatów, Bractwo Białe (White Brotherhood), na czele z prorokiem Mark L, Prophet i jego pomocnicą, też prorokiem, Elizabeth C. Prophet, która twierdzi, że ma codzienne kontakty z aniołami. I znajdują się ludzie, co w to wierzą. Nawet w katolickiej Portugalii, jak oznajmiła z dumą p. Elizabeth. – Czy w Polsce już także?

    Religia ma zbliżać ludzi do Boga. Powinna też ludzi jednoczyć., W świecie protestanckim jest na odwrót. Protestantyzm ludzi dzieli i oddala od Boga, gdyż koncentruje się na człowieku i jego zachciankach. Przy braku niezależnego autorytetu, bez przewodnictwa dogmatów i liturgii, które są podstawą prawdziwej wiary w Boga, wszelkie spory dotyczące Ewangelii św. pozostają u nich nieroztrzygnięte. Naukę Apostołów poczęto naginać do własnych, ziemskich celów; co rozwija hipokryzję. Powstał już dziwoląg w postaci religii środków masowego przekazu, czyli upolitycznionej herezji. Wszystko to ma miejsce pod płaszczykiem liberalizmu, czy też “konstytucyjnej wolności sumienia”.

    Protestantyzm, w sposób naturalny, sprzyja tolerancji błędu. Odrzucając autorytet Kościoła Św., nie posiada ani kryteriów, ani definicji wiary. Tam każdy, w oparciu o własny osąd, może dowolnie interpretować objawienie Boże. Protestantyzm, odrzucając dogmaty, liturgię, Sakramenty Św., z Kapłaństwem na czele, doprowadził do desakralizacji religii, nadał jej charakter ściśle racjonalny. W takiej sytuacji, protestanci muszą dojść do wniosku, że każda religia jest sobie równa. Jako argument, zwolennicy liberalizmu podają, że każda religia zawiera prawdę cząstkową, np. że istnieje “siła wyższa”. Nawet masoni wierzą w “Wielkiego Architekta”. Tak niewielu zastanawia się nad tym, że Pan Bóg objawił nam jedną religię, a nie wiele i to ze sobą sprzecznych. Jest to równia pochyła, po której człowiek powoli stacza się do stanu religijnej anarchii, w którym wiara w Boga zanika, następuje poganienie.

    Oczywiście, każdemu rozwojowi herezji akompaniuje krytyka Kościoła katolickiego, krytyka wyznania rzymskokatolickiego. Jesteśmy więc atakowani przez protestantów za tak bogatą liturgię i obrzędy. Jako argument podają, że tego nie ma w Biblii. Gdyby obrzędy i liturgia nie miały znaczenia, czy były czymś zbożnym, to Jezus Chrystus nie przyszedłby do św. Jana Chrzciciela, aby się ochrzcić. Jezus Chrystus, jako Syn Boży, nie miał konieczności by się chrzcić, a jednak to uczynił, aby tym samym podkreślić doniosłość obrzędów i liturgii w życiu religijnym. Nasz Odkupiciel przestrzegał również wszystkie obrzędy żydowskie, zgodnie z wymogami Prawa. Podobnie postąpili Apostołowie. Dopiero zesłanie Ducha Świętego utwierdziło ich w przekonaniu, że śmierć Chrystusa na Krzyżu przekreśliła wymóg podporządkowania się obrzędom żydowskim, jako rzeczy koniecznej by móc uzyskać zbawienie.

    Ponadto, Pismo św. dotyczy spraw wiary w Jezusa Chrystusa i Jego Odkupienie, a nie jest sztywnym dyktandem w jaki sposób należy to robić. Od tego są Doktorzy Kościoła św., od tego są teolodzy natchnięci przez Ducha Swiątego, od tego są postacie świętych. Kościół św. jest uzupełnieniem Pisma św., jest organizatorem życia religijnego. Stąd, obok Sakramentów św. ustanowionych przez Chrystusa Pana, jak Chrztu, Najświętszego Sakramentu i Kapłaństwa, Kościół św. wprowadził dodatkowe. Uroczyste wyświęcanie kapłanów, grzebanie zmarłych, bierzmowanie, czy ślub, a przede wszystkim Msza św. w języku łacińskim, budząca zachwyt przez stulecia, nawet u ludzi z innych wyznań, mają na celu służyć chwale Bożej i pogłębiając wiarę w Boga.

    Dostojnego gościa przyjmujemy w domu doprowadzonym do wysokiego połysku, z przepychem na jaki nas tylko stać, a co dopiero mówić o przyjęciu Pana Boga. Ponadto, jak można naprawdę czcić Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, jednocześnie ignorując Jego Matkę? Przecież to robią protestanci! Jeżeli kultem Najświętszej Maryi Panny Kościół katolicki dopuszcza się idolatrii, jak twierdzą protestanci, to wówczas arianizm byłby prawdziwą religią.

    Nic więc dziwnego, że Ks. Kardynał Newman doszedł do przekonania , iż protestanci popadli w pełny arianizm, anglikanie w półarianizm, a jedynie Kościół rzymski, walcząc z liberalizmem, pozostał tym, czym był od początku. Nie zapominajmy jednak, że Ks. Kardynał John Henry Newman (1801-90) głosił słowo Boże w XIX wieku, w czasach, kiedy Kościołowi katolickiemu zazdroszczono Papieży i podziwiano ich za heroizm, za ich zdecydowanie w obronie Tradycji i zasad Wiary św.

    Skoro jest już mowa o protestantyzmie, to warto jeszcze poruszyć sprawę modlitwy, gdyż wiąże się ona bezpośrednio z zagadnieniem liturgii w Kościele katolickim. Protestanci, i nie tylko oni, w swojej ignorancji odrzucają wszelkie standardowe formy modlitwy. Pragną być bardziej oryginalni i silą się na własne, które chętnie wypowiadają przed audytorium. Taka modlitwa, zazwyczaj rozwlekła, często wprowadza jej autora w stan głębokiej podniety, który u protestantów kończy się histerycznym płaczem, wrzaskami, niekontrolowaną gestykulacją, a nawet wyciem i tarzaniem się. Ta szczególna forma hipokryzji, tracąca faryzejstwem, którą zdecydowanie potępił Jezus Chrystus, zamykając przed nią bramy Nieba, nie ma nic wspólnego z nawiedzeniem przez Ducha Świętego, jak to uzasadniają zielonoświątkowcy. W tym już palce macza Szatan.

    Taka forma modlitwy Pana Bogn obraża. Dom Boży nie jest jeszcze jednym miejscem do wzajemnej adoracji. “Zważaj na krok swój, gdy idziesz do domu Bożego” (Koh 4,17) . Życie religijne nie jest rzeczą “łatwą i przyjemną”, jak to chcieliby mieć moderniści, skupiając głównie uwagę na medytacjach, zamiast żyć w zgodzie z Ewangelią św. Dobrowolnie wyzbywać się modlitw, w imię chorobliwie pojętego postępu, które były w użyciu przez Chrystusa Pana, Apostołów i Świętych Pańkich, odłączać się od rzeczy wspaniałych i wielkich, nie jest mądre. Wielość słów rodzi mowę głupią (Koh 5,2), rzuca w objęcia faryzejstwa.

    Tak to już bywa z ułomną naturą ludzką, że bez ustalonego programu zajęć człowiek nic nie robi. Również przestaje się modlić, lub modli się w zależności od nastroju. Najpierw zaniedbujemy codzienny pacierz, następnie regularne uczęszczanie na niedzielną Mszę Św., a w dalszej kolejności przychodzi zwątpienie w dogmaty Kościoła św. ; i tak, dzień po dniu, odchodzimy od wiary w Boga. Odchodząc od tradycji, od liturgii i obrzędów, siłą rzeczy udajemy się do jaskini. Głębokość wiary jest wprost proporcjonalna do intensywności modlenia się (lex orandi lex credendi) . Zatem, ilu zliberalizowanych katolików wierzy w skuteczność modlitwy? Ilu modli się regularnie? A ilu modli się klęcząc? – Czyż powrót do Pana Boga nie następuje jedynie wówczas, gdy nadchodzi stan zagrożenia; w myśl brzydkiej zasady: jak trwoga, to do Boga? Czy modlitwa nie jest czasami kierowana chęcią dogodzenia własnej zawiści lub próżności? A potem przychodzi zdziwienie, że modlitwa nie przynosi spodziewanego skutku. Tu już jesteśmy w objęciach magii, poganiejemy, gdyż modlitwę stawiamy na równi z czarodziejskim zaklęciem, zapominając, że Pan Bóg nie asystuje w zawistnej walce, jak to ma miejsce w wierzeniach pogan, pełnych bożków, którzy walczą ze sobą na żądanie człowieka. Pan Bóg ma zasady, od których nigdy nie odstępuje. Jako doskonałość absolutna, prowadzi z nami grę uczciwie. (….)

  18. Piotrx said

    CREDO IN UNUM DEUM cz2. Romuald Gładkowski Toronto-1988 /fragmenty/ Zliberalizowani wrogowie kościoła rzymskiego lubią często podkreślać, że dogmaty katolickie przykuwają ludzkość do wsteczności; za to “wolna myśl” zmierza do postępu. Uzasadniają ten pogląd powierzchowną wzmianką o “ciemnocie średniowiecza” i inkwizycji. Warto więc zatrzymać się nieco i przy tym zagadnieniu. Mówiąc potocznie o “ciemnocie średniowiecza” krytycy tradycyjnego katolicyzmu mają Zazwyczaj na myśli tysiącletni okres dziejów Europy wypełniony kontrowersyjnymi krucjatami, najazdami zbrojnymi, co uzupełnia Święta Inkwizycja i rzekoma niesprawiedliwość społeczna sztywnego ustroju feudalnego. Jest to pogląd wypracowany przez zajadłych wrogów cywilizacji łacińskiej, pogląd propagandowy, odbiegający od prawdy. Ta antyklerykalna odmiana nienawiści i niewiary została nazwana sekularystycznym humanizmem. Humanizm jest dotychczasowym apogeum ateizmu. Głosi, że współczesny człowiek doszedł już do takiego rozwoju psychicznego, iż nie potrzebuje liczyć na jakiekolwiek zewnętrzne siły w rozwiązywaniu swoich problemów. Zdaniem humanistów, człowiek ma liczyć tylko na siebie w budowie kosmicznego raju i własnej chwały. Sekularyzację nazwano dojrzałością społeczną. Celem humanistów jest społeczny dobrobyt i nic więcej. Jest to rewolucja myśli ludzkiej. Występujący przeciwko Panu Bogu humaniści nie improwizują z ukrycia. Są to akademicy, którzy opracowali pragmatyczną religię bez Boga, opartą na matematyczno-podobnych formułkach, wspartych techniką komputerową. Jest to naukowo-technologiczny materializm. W wyniku powszechnej liberalizacji, owi heretycy nie należą już do marginesu społecznego. Stanowią elitę internacjonalistyczną. Połączeni są węzłem przynależności do grupy najważniejszych istot na ziemi. Kontrolują przecież politykę rządów, kontrolują międzynarodowe korporacje, trzymają w garści uniwersytety, wydawnictwa, stacje radiowe i telewizyjne, czy w ogóle środki masowego przekazu. Ich era rozpoczęła się w 1933 roku wydaniem I Manifestu humanistycznego. Każda rewolucja rozpoczyna się od wydania “manifestu”. Sygnatariusze I Manifestu wywodzą się ze świata liberalizmu, więc nazwali siebie “liberalnymi humanistami”. Dla nich wszechświat jest samoistniejący, a nie stworzony. Człowiek jest u nich częścią natury, jest wynikiem ewolucji. Tradycyjny dualizm ciała i duszy ludzkiej jest przez nich odrzucony. W religii humanistów zawiera się antropocentryzm i immanentyzm. Ich celem jest szczęście, a nie świętość. Dla świata i historii nadali znamię boskości. Dla humanistów najważniejsza jest abstrakcyjna ludzkość, a człowiek jako osoba jest bez znaczenia. W ich świecie życie ludzkie można zgasić tak lekko jak zapaloną świecę. W II Manifeście humanistycznym, wydanym czterdzieści lat później, w 1973 roku, humaniści oświadczyli, że moralność człowieka jest autonomiczna i sytuacyjna, że nie potrzebuje teologicznych sankcji. Nie są im potrzebne dogmaty, ani statyczna prawda. Wszelkie autorytety zaliczyli do klasy wrogów wolnych badań naukowych, do wrogów naukowego postępu i społecznego rozwoju. Zatem, ich nauka została upolityczniona, a to jest dla nauki zabójcze. Polityk czuje się upokorzony, kiedy musi przyznać, że popełnił błąd; za to naukowiec wie dobrze, iż będzie robił błędy, jednak, poszukując prawdy, musi z pokorą uznać swoje błędy i zdecydowanie je usuwać, bez oglądania się na znajomych, co o nim powiedzą. Upolitycznieni naukowcy siłą rzeczy prowadzą działalność naukawą , a nie naukową. W rezultacie, dzień” po dniu, oddalają się od prawdy, stają się szarlatanami. I tak, ubywa nam naukowców, a przybywa szarlatanów, którzy przejadają pieniądze podatników. Opinia, że Kościół katolicki przeciwstawiał się rozwojowi nauki niewiele ma wspólnego ze znajomością historii chrześcijaństwa. To katoliccy filozofowie zapoznali Europę z pracami Arystotelesa. Św. Tomasz z Akwinu został kanonizowany przez Papieża, mimo iż opierał swoje poglądy na materialistycznych teoriach Arystotelesa. Kościół rzymski jedynie interweniował tam, gdzie rozprzestrzeniała się herezja, stanowiąca poważne zagrożenie tak dla duszy, jak i dla ciała człowieka. Poza tym nauka miała otwartą drogę dla badań. Tak wyśmiewana przez wyznawców humanizmu epoka feudalna była w stanie dać schronienie “dla wdowy i sieroty”. Owszem, feudałowie i rycerze mieli duże prawa i przywileje, ale mieli również twarde obowiązki. To była złota epoka rozwoju ludzkości; rozwoju literatury, architektury, filozofii i sztuki teatralnej, a rozwój sztuki i muzyki sakralnej postawił ludzki geniusz na wyżyny. Wszystko ku chwale Bożej. Kościół rzymski nie oponował naukowemu podejściu do badania zjawisk ziemskich. W epoce wielkich odkryć i wynalazków tępił panoszący się agnostycyzm, kult ognia piekielnego, hermetyzm, czy ogólnie, herezję. W późniejszym okresie, Kościół katolicki również nie potępił nauki, ale modernizm. Żaden uczciwy historyk nie mówi o “mrokach średniowiecza”. Wszystkie wielkie odkrycia z tego okresu, wszelkie heroiczne wyczyny były dokonywane z imieniem Bożym na ustach. Sataniści, faryzeusze i farmazoni nie asystowali królom na polach bitew, nie brali udziału w odkrywczych wyprawach. Ich terenem działania były dworskie sypialnie i zacisza domowych pieleszy. Rzucali się jak sępy na rzeczy zapracowane przez innych. Chciałbym tu być dobrze zrozumiany. Nie twierdzę, że wielcy odkrywcy i wielcy rycerze byli ludźmi bez skazy. W ciężkich chwilach życiowych, uniesieni złością, bez wątpienia potrafili urągać i Panu Bogu, i Szatanowi. Jednak, byli to ludzie głęboko wierzący, którzy potrafili modlić się żarliwie, gdy byli w samotności, zgodnie z zaleceniem Chrystusa Pana: “Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (św. Mat. 6,6). Wielcy ludzie zawsze wierzą w naukę Chrystusa. Nie może być inaczej. Naszym, polskim, największym rycerzom również nie schodziła z ust pieśń” “Bogurodzica”, gdy pomni feudalnego obowiązku szli na bój. Co więcej, wiara w Boga zawsze wymaga bohaterskiej postawy. Tak było w ciężkich czasach pierwszych chrześcijan, tak jest i dzisiaj. Tylko umysły zniewieściałe potrafią reagować szyderstwem na wzmiankę o Bożym objawieniu. Teraz kilka zdań o Inkwizycji. Przyczyną ustanowienia Inkwizycji była panosząca się w Europie herezja o charakterze radykalnie rewolucyjnym. Stolica Apostolska zleciła Inkwizycję poważnym i pobożnym ludziom, głównie franciszkanom i dominikanom. Dla Inkwizycji pracowało wielu uczonych i późniejszych świętych. Trybunał Inkwizycji szczycił się wyjątkowym postępem w prawodawstwie i sądownictwie. Sędziowie, pracujący dla Inkwizycji, poczuwali się do obowiązku zachowania godności tak osobistej , katolickiej , jak i zawodowej. Wyroki śmierci były wydawane na heretyków stanowiących poważne zagrożenie dla otoczenia, jak notorycznych zabójców, podpalaczy i złodziei, rytualnych morderców. Owszem, były i nadużycia, gdyż Szatan wszędzie zamiata ogonem, ale to były wyjątki haniebne i nieliczne, nie stanowiące usankcjonowanej prawem reguły, jak to ma miejsce dzisiaj w “wyzwolonym” przez liberalizm świecie. W przeciągu trzystu lat hiszpańska Inkwizycja wydała cztery tysiące wyroków śmierci . Jest to kroplą w oceanie, w porównaniu do tego, co zrobili antykatoliccy jakobini w czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku, czy bolszewicy w roku 1917 i w latach następnych. A co minio miejsce w czasie wojny domowej, w Hiszpanii, z roku 1936, a co działo się w Chinach po toku 1949, czy ostatnio w Wietnamie, Kambodży, Gujanie, wszędzie tam, gdzie miały miejsce krwawe rewolucje, zainicjowane przez tajne sprzysiężenia, popychające rozwój liberalizmu do przodu, posiadające w tym swoje, ukryte cele? Można tu jeszcze wspomnieć o hitleryzmie jako konsekwencji liberalizmu republiki weimarskiej. To właśnie wieloetyczna cywilizacja żydowska i spokrewniony z nią protestantyzm przywróciły do życia niewolnictwo i nieludzki, nieodpowiedzialny wyzysk człowieka dla jak największego zysku. Czy dzisiejsza, liberalistyczna, ogólnoświatowa cenzura na środki masowego przekazu jest bardziej elastyczna od Inkwizycji? – Nie! Liberalizm nie docieka, nie bada czyichś poglądów, lecz bezwzględnie narzuca swoje. Badajmy więc fakty historyczne, a nie zadawalajmy się przewrotnymi fikcjami. Wówczas szybko okaże się, kto naprawdę broni człowieka, jego godność i dostojeństwo. Wszystko wskazuje na to, że jest odwrotnie niż głosi propaganda liberalizmu . To zbytnia tolerancyjność Kościoła katolickiego dała cieplarniane warunki dla rozwoju neopogańskiej epoki Renesansu, którą tak mocno chwalą zwolennicy wojny z Panem Bogiem. Decyzja Stolicy Apostolskiej, o powołaniu do życia Świętej Inkwizycji, została poparta przez głowy koronowane katolickiej Europy. Dlaczego? Otóż, gdy usuwa się Boga prawdziwego, nowi bogowie spieszą, by zająć Jego miejsce. Ożywa pogaństwo. Adoracja pogańskich bogów prowadzi do utworzenia boskiego państwa, opierającego się na teologii ciągłości. Bogowie pogan są zawistni i wymagają ciągłych ofiar z życia ludzkiego. Władca państwa-boga może żądać życia każdego obywatela, by złożyć je w ofierze Molochowi. Adoracja Molocha jest zarazem adoracją Państwa. Duet Moloch – Państwo nie opiera się na prawie i sprawiedliwości, ale na rozkazach. Herezja, powrót do pogaństwa, czyni z człowieka boga, czy to za pomocą odwoływania się do mocy złych duchów, demonów, co robią okultyści, czy też za pomocą nauki, powiązanej z gnozą i alchemią, jak to ma miejsce u humanistów naszych czasów. Jedni i drudzy dążą do stworzenia superwładzy, wszechmocnego państwa, które będzie decydowało i życiu i śmierci każdego człowieka. W rezultacie, hodują ludzi, którzy są bez serca, bez uczuć i nie są w stanie troszczyć się o kogokolwiek za Wyjątkiem siebie samego. Nawet najmniejszy wysiłek ze strony takiego samoluba jest poprzedzony pytaniem: “Co ja z tego będę miał?”. Państwo, składające się z takich obywateli, tworzy piekło na ziemi. Nikt, kto ma Boga w sercu, nie może do tego dopuścić. Wolność nie przewidziała miejsca dla herezji. Stąd, w trosce o dobro narodów, zaistniała konieczność wprowadzenia Świętej Inkwizycji. Mówiąc o wielkich wyczynach “ludzi Papieża” nie sposób jest pominąć jezuitów. To byli giganci wiedzy, jednak broniący autorytetu Kościoła św. Dlatego wrogowie tradycyjnego katolicyzmu tak ich znienawidzili, stąd powstało tyle obraźliwych plotek i oszczerstw pod ich adresem. Zakon Jezuitów, jako rycerzy Chrystusa, został założony przez Św. Ignacego de Loyola. W 1540 roku, powołując Zakon Jezuitów do życia, Papież Paweł III postawił przed nimi dwa zadania: propagować doktrynę religijną Kościoła rzymskiego oraz bronić praw i przywilejów Namiestnika Chrystusowego, Chcąc wywiązać się z tych obowiązków jak najrzetelniej, w bardzo krótkim czasie jezuici znaleźli się w czołówce światowej niemal wszystkich dziedzin nauki. Stawiało to przed nimi otworem wszelkie uniwersytety oraz instytucje państwowe, dawało im dostęp do każdej dziedziny działalności człowieka, w każdym miejscu i w każdych warunkach. Byli więc najtęższymi matematykami, fizykami, inżynierami, biologami, chemikami, astronomami, archeologami, lekarzami, zoologami, genetykami, geografami itd. Lista naukowych odkryć i wynalazków dokonanych przez jezuitów jest bardzo długa. Dominowali w muzyce, w malarstwie, w sztuce teatralnej, a nawet dali podstawy dla najnowocześniejszego baletu. Byli obecni na wszystkich dworach królewskich i książęcych, a jak trzeba było, to potrafili przez całe życie paść świnie. Rozjechali się po wszystkich kontynentach, aby głosić Ewangelię św. i służyć, z wprost nadludzkim hartem, Chrystusowi Panu i chwale Bożej. Rozmach, z jakim weszli między lud Boży, przeraził na dobre tajne sprzysiężenia i raczkujący wówczas ruch protestancki. Drogą koronkowych intryg, opartych głównie na dworskich sypialniach, doprowadzono do rozwiązania Zakonu Jezuitów; zakonu, który cieszył się tak dużym błogosławieństwem Bożym. Za tę chwilową słabość, Kościół katolicki musiał później ciężko odpokutować. Nie pomogło stosunkowo szybkie ponowne powołanie do życia Rycerzy Chrystusa. Gorycz w sercu, za zdradę, pozostała. Nie byli już w stanie dorównać swym poprzednikom. “Świat” przejął ster w swoje ręce i ta sytuacja trwa do dziś. To Kościół Chrystusa Pana położył fundament pod naukowe i racjonalne spojrzenie na świat. Usuwając z ludzkiej wyobraźni obecność wszechmocnych demonów i bożków, Kościół święty usunął elementy, które przerażały ludzkość, pozbawiały ją pewności siebie, trzymały w chaotycznej improwizacji. By ludzi ośmielić i zachęcić do pełnego korzystania z dobrodziejstw świata stworzonego przez Boga, Jezus Chrystus tak wiele razy musiał powtarzać: “Nie bójcie się!”. Bez chrześcijaństwa, bez powrotu do prawdziwego Boga, człowiek nie byłby w stanie dojść do takiego stopnia rozwoju intelektualno-technologicznego, jakim cieszy się dzisiaj. Jedynie ignoranci, zatruci filozofią liberalizmu, oraz złośliwcy mogą twierdzić, że Kościół katolicki hamował rozwój nauki i postępu. Złota epoka Średniowiecza była wynikiem harmonijnej współpracy Państwa i Kościoła św. Jak to św. Robert Bellarmine trafnie określił: “Te dwie siły, kościelna i świecka, są we wzajemnym powiązaniu tak, jak dusza i ciało w człowieku”. Filozofia liberalizmu zakłóciła tę harmonię. Ciało uwolniło się od duszy, a nawet zaprzeczyło, że dusza istnieje. Tym samym, rządy państw utraciły Najwyższego Nauczycielą i Stróża prawa moralnego, poczęły iść przez życie jak statek bez steru. Nic dziwnego, że tak często rozbijają się o skały amoralnaści. Świat liberalizmu tym się jednak nie przejmuje. Wymienia rządy tak lekko, jak ludzie wymieniają znoszone skarpety. W świecie niestabilności moralnej nie może być poszanowania dla tradycji, dla rzeczy trwałych. “Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać” (św. Marek 3,24). Masoneria, ostoja i inkubator filozofii liberalizmu, zawsze popierała pomysł separacji Kościoła św. od Państwa. To ona oparła rządy i prawo na naturalizmie, co wyraźnie podkreślił Papież Leon XIII w encyklice Humanum Genus” . Stanowisko Papieży w tej sprawie jest niezmienne od czasów Papieża Klemensa. XII, który pierwszy potępił masonerię, w 1738 roku. Dla niej, jako dla wywrotowego sprzysieżenia, które pragnie być “Królami i Kapłanami ludu”, im jest gorzej w świecie chrześcijańskim, tym lepiej. Stąd, człowiek coraz to bardziej oddala się od prawdziwej wolności, gdyż wolność jest jednocześnie obowiązkiem dążenia do wiecznej szczęśliwości, w pojednaniu z Chrystusem Panem, którego indyferentny świat filozofii liberalizmu odrzuca. ODNOWA, CZY OD NOWA? Kościół anglikański został podporządkowany królowi Anglii, Kościół prawosławny z kolei, carowi, a nawet “Kościół” masoński uległ międzynarodowemu żydostwu? jedynie Kościół katolicki pozostał wolny od jakiegokolwiek zwierzchnictwa świeckiego. Będąc wolny od ziemskiego zwierzchnictwa, Kościół katolicki stał się źródłem i ostoją wolnej myśli (proszę nie kojarzyć jej z wolnomyślicielstwem), najpierw w cywilizowanej Europie, a potem na całym świecie – wszędzie tam, gdzie respektuje się wolną wolę człowieka i jego sumienie. Jednak, wolność sumienia i wolna wola nie mają nic wspólnego z rozpasanym prawem do mówienia komukolwiek czegokolwiek i robienia cokolwiek gdziekolwiek, do sobiepaństwa. Wolność nie jest prawem do postawienia prawdy i zakłamania na jednym szczeblu hierarchii moralnej. Wolność słowa jest dopuszczalna jedynie wówczas, gdy respektuje dobro, gdy respektuje Boże przykazania. Powiedzmy, w wolnym państwie komunista nie może być wolny, jak w katolickim narodzie heretyk nie może być wolny. Obaj bowiem odrzucają objawione i moralne wartości, służą zakłamaniu. Wolność dla herezji kończy się niewolą dla narodu, który dał jej schronienie. Potwierdziła to historia Polski. W przedrozbiorowej Polsce herezja otrzymała schronienie i wolność, więc w konsekwencji, jako naród, straciliśmy niepodległość. Zostaliśmy wymazani z mapy Europy, na którą naniósł nas traktat Dagome iudex. Bez prawdy nie ma wolności. Pan Jezus powiedział przecież wyraźnie: “Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (św. Jan 8,32) . To jest fundament naszego bytu narodowego. Dzięki przyjęciu Prawdy nie spotkał nas los Prusów, a zostaliśmy przez Pana Boga nagrodzeni własną państwowością. Kościół Św., za sprawą Ducha Świętego, stał się ożywieniem dla ludzkiego intelektu, ukazał zagubionemu człowiekowi prawdziwą wolność. – Tak, panowie wolnomyśliciele! – Dzięki Kościołowi rzymskiemu powstała cywilizacja łacińska, z której dobrodziejstw cały świat korzysta do dziś, gdyż jest to cywilizacja organiczna, żywa, cywilizacja rozwoju i postępu. To właśnie liberalizm, neopoganizm i cywilizacja żydowska, walcząc z katolicyzmem, usiłują człowieka zapędzić do buszu. W myśl doktryny Kościoła katolickiego, ani car, ani król, ani cesarz, ani pierwszy sekretarz partii nie jest panem duszy ludzkiej, nie jest w stanie by móc odebrać człowiekowi wolną wolę, a tym samym, odebrać mu odpowiedzialność za uczynki. Tylko Bóg może wymagać od człowieka całkowitego oddania. Nikt inny. Tak głosi doktryna Kościoła katolickiego. Za taką postawę, Kościół katolicki został znienawidzony i jest prześladowany przez tych, którzy dążą do zupełnego panowania nad światem. Wolność nie posiada ustalonej barwy politycznej, nie jest zarezerwowana dla jednej partii. Jednak, liberalizm cierpi na częściowy daltonizm: nie jest w stanie widzieć pasma czerwieni więc je preferuje. Czerwień w zliberalizowanym środowisku czuje się wyśmienicie, gdyż jest niewidoczna, nawet gdy osiąga apogeum despotyzmu. Co więcej, masońskie nadużywanie sloganu “Wolność!”, do własnych celów wywrotowych, spowodowało, że wszyscy do wolności doczepiajc kolor, pozbawiając ją tym samym jej oryginalnego znaczenia. Stąd, wszyscy rzekomo walczą o wolność, a wolności w świecie jest coraz to mniej. W takiej sytuacji, wolność ludzkiego sumienia jest ostatnią nadzieją dla nas, katolików, żyjących w świecie wyzwalanym od Bożych przykazań. Człowiek współczesny jest już zmęczony liberalistyczną wolnością. Ma jej dość. Wydarzenia historyczne, inspirowane przez siły sprzysiężenia, jak rewolucja francuska z 1789 roku, wojny napoleońskie, powstania zbrojne i rozrost protestanckich imperiów, jak Wielka Brytania, USA, Holandia i Niemcy, czy ostra kampania antypapieska w Europie, spowodowały, że Kościół katolicki osłabł w intelektualnej działalności. Świat nauki, kupiony przez wielkie intermonopole, przeszedł w ręce zajadłych wrogów katolicyzmu i cywilizacji łacińskiej. Przez stulecia racjonalizm drążył religię katolicką, niszcząc jej symbolikę, liturgię, usuwając z niej mistycyzm, traktując ją jako zabobon nie pasujący do wymogów czasu, albo degradując jej znaczenie, starając się sprowadzić ją na płaszczyznę czysto ziemską. Po latach ciężkich bojów, w drugiej połowie XX wieku, Kościół katolicki pozwolił modernistom narzucić ton, a nawet począł do nich się łasić; mimo, iż modernizm zawsze traktował Kościół rzymski jako swojego śmiertelnego wroga i robił wszystko, aby doprowadzić go do ruiny. Skutki prób pojednania z modernizmem są najlepiej widoczne w Kościele posoborowym. W obawie, że świeckie doktryny mogą zdominować życie społeczne, Kościół św., pragnąc brać czynny udział w tym życiu, zaakceptował sekularyzację na tyle, na ile to było możliwe w ramach Ewangelii św. W konsekwencji, liberalizm zadomowił się nie tylko wśród ludzi świeckich, ale i w Hierarchii Kościoła. Zwolenników liberalizmu nazwano zarozumiale “księżmi postępowymi”. Ci księża, poczęli głosić, że stanowcze potępianie modernizmu jest niesprawiedliwe, gdyż moderniści pragną dobra dla ludzi, a celem Kościoła św. jest nie potępiać ludzi, lecz prowadzić ich do zbawienia. Doszło więc do “dialogu”. Ponad dwieście lat antykatolickiego sprzysiężenia żydowsko-masońskiego poczęło wydawać w Kościele katolickim zatrute owoce. Pojawili się katoliccy duchowni, którzy zaczęli wymyślać nowe teorie na temat stworzenia świata, na temat pochodzenia grzechu, na temat boskości Chrystusa Pana, na temat katolickich dogmatów, z dogmatem o nieomylności Papieża włącznie. Między katolików zakradło się zwątpienie w prawdziwość nauki Kościoła św. Doszło do tego, że grupa o zbliżonych poglądach do Hansa Kunga poczęła głosić, że w całkowitym zaufaniu do Boga możemy pozwolić sobie na doktrynalne eksperymentowanie, nie bacząc na to, iż prorocy wielokrotnie przed tym ostrzegali. Przecież taki pogląd jest sednem modernizmu; a mianowicie, że człowiek nowoczesny wyemancypował się spod praw Bożych i może teraz przyszłość świata wziąć w swoje ręce, kierując się wyłącznie własną intuicją, Tym samym, modernizm traktuje Pana Boga jako abstrakcję, a nie oddziaływującą siłę poprzez Objawienie. Już w wieku XV okultysta Pico della Mirandola głosił, że chrześcijaństwo powinno iść z duchem czasu, dopasowując się do zdobyczy nauki, że powinno pogodzić się ze “.światem”. Hans Kung robi to samo, podmieniając okultyzm della Mirandola na “naukowość”. Czy jest to prostym zbiegiem okoliczności, czy też konsekwentnym wypełnianiem poleceń Synagogi szatana? Oczywiście, do rewolucji w Kościele katolickim nigdy by nie doszło, gdyby modernizm nie rzucił ziarna zwątpienia na umysły katolickich intelektualistów odnośnie Tradycji, gdyby katolicy nie zaczęli naginać prawd objawienia do wyników badań naukowych, co obecnie przyjęło nazwę “pojednania”. Tym samym, katoliccy intelektualiści dopuścili się niewybaczalnego błędu, godzącego w Prawdę. Hipotezy uzasadnione naukowo są tylko hipotezami, które obowiązują do chwili, gdy nie. pojawią się nowe hit tezy, obalające poprzednie. Nie ma to nic wspólnego z objawieniem Bożym, którego nie da się powiązać z ludzką fantazją. Bez wątpienia, nie należy w zaślepieniu ignorować osiągnięć nauki, odkryć historycznych, jednak, należy zdawać sobie sprawę, że owe zdobycze nauki nigdy nie mogą stanowić podstaw do formułowania pojęć religijnych, gdyż religia opiera się na innym zbiorze rzeczywistości, niedostępnym dla mędrca szkiełka i oka. Skoro Pan Bóg dał człowiekowi ciało i duszę, musimy karmić je w uporządkowaniu wskazanym przez Chrystusa Pana: co cesarskie, cesarzowi, a co boskie, Panu Bogu. Mówiąc o siewcach modernistycznej odnowy wewnątrz Kościoła katolickiego, trudno jest nie wspomnieć o George Tyrrell, Teilhard de Chardin oraz Jacąues Maritain. Wszystkich trzech zaliczamy do wielbicieli idei humanizmu, z dobrze wyrobioną “mentalnością masońską”. Są to odrosty z rewolucji francuskiej z 1789 roku. Irlandczyk George Tyrrell przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm w wieku osiemnastu lat. Wstąpił do Zakonu Jezuitów w Anglii. Jako bardzo aktywny pedagog i płodny publicysta, stał się siewcą idei modernizmu i internacjonalizmu wśród kleryków jezuickich. Był nauczycielem filozofii. Potępił Lutra i Kalwina głównie za to, że odeszli od Kościoła katolickiego, zamiast w nim pozostać i starać się go reformować. Nie wierzył w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oraz w Zmartwychwstanie Chrystusa Pana. Ks. Wickens twierdzi, że George Tyrrell w ogóle nie wierzył w Boga. Trudno jest oprzeć się myśli, iż George Tyrrell został jezuitom podstawiony, aby dobrze im namieszać w umysłach. W 1907 roku, Papież, św. Pius X, udzielił mu nagany. Gdy George Tyrrell odmówił odwołania swoich herezji, został usunięty z Zakonu. Należy pamiętać, iż dogmat o nieomylności Papieża, uchwalony w czasie Soboru Watykańskiego I , w 1870 roku, był odpowiedzią na modernizm szerzący się w łonie Kościoła św. Po wydaleniu z Zakonu Jezuitów, George Tyrrell odszedł od wiary katolickiej . Mimo, iż zabrakło George Tyrrella wśród jezuitów, herezja modernizmu rozwijała się nadal, gdyż znaleźli się następcy. Jednym z nich był Teilhard de Chardin. Już w latach gimnazjalnych Teilhard de Chardin zaraził się kantowskim sceptycyzmem od jezuity Henri Bremonda, a później, gdy wstąpił do seminarium, reszty zepsucia dokonał George Tyrrell. Pogląd ten przekonywująco uzasadnił Ks. Wickens. Henri Bremond i George Tyrrell byli ze sobą zaprzyjaźnieni. Tworzyli trzon modernistycznej inteligencji. Gdy Bremond został usunięty z Zakonu Jezuitów, propagowaniem modernizmu wśród kleryków zajął sie. jezuita Leonce de Grandmaison (wielce wymowne i jednoznaczne nazwisko!). Jezuici w żaden sposób nie mogli pozbyć się w swoich szeregach roznosicieli modernizmu. Tak bacznie byli pilnowani przez Wielki Wschód Francji, który nie mógł zapomnieć przykrych doświadczeń ze św. Ignacym de Loyola. Na czoło modernistów wysunął sie Teilhard de Chardin. W łonie Kościoła katolickiego powstał odpowiednik masońskiego sprzysiężenia. Wojujący piewcy filozofii liberalizmu w sposób zgrany i zorganizowany przystąpili do badania, z zegarmistrzowską dokładnością, wszystkich przedmiotów studiów seminaryjnych, teologicznych, tworząc coś w rodzaju “intelektualnej manufaktury”, by móc wypracować metody, którymi będą mogli skutecznie zarazić katolików ideą modernizmu i doprowadzić do nieodwracalnego rozkładu Kościoła rzymskiego. Już św. Pius X ostrzegł katolicką Hierarchię, że herezja modernizmu jest doskonale zorganizowana we wnętrzu Kościoła św. Istotnie, po długoletnim przygotowaniu, od zakończenia drugiej wojny światowej, zwątpienie w umysłach kleru, w prawdziwość tradycyjnej nauki Kościoła Św., rosło z roku na rok. Nie można się więc dziwić, że Teilhard de Chardin mógł sobie pozwolić na dozę arogancji, oświadczając, iż nie obawia się o swoją przyszłość, gdyż ma przyjaciół na znaczących pozycjach strategicznych. Pewny siebie, publicznie powątpiewał, że należy oddawać cześć i uwielbienie Panu Bogu. Twierdził również, że nie było pierwszych rodziców Adama i Ewy, czym umacniał poligenizm, a w konsekwencji, nie było też i grzechu pierworodnego. Zatem, skoro nie było grzechu pierworodnego, to nie ma potrzeby, aby dążyć do zbawienia. Dalej, śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu automatycznie staje się bezużytecznym aktem i, w dalszej konsekwencji, nie ma Ofiary Mszy św. oraz nie ma Przemienienia Pańskiego ! Czyli, krok po kroku, doszliśmy do sedna sprawy. Jest to cel, do którego Synagoga zmierza od początków Kościoła katolickiego. W obliczu poważnego zagrożenia podstaw naszej wiary katolickiej, po burzy Soboru Watykańskiego II, Papież Jan Paweł II, tuż po objęciu pontyfikatu, wydał encyklikę Redemptor Hominis , pogłębiającą wiarę w istnienie Adama i w grzech pierwszych rodziców w raju. Jan Paweł II bardzo często nawiązuje, w swych wystąpieniach, do tematyki naszych pierwszych rodziców Adama i Ewy. Swoje wątpliwości w istnienie pierwszych rodziców, Adama i Ewy, Teilhard de Chardin starał się potwierdzić odkryciami wykopaliskowymi. Rozpoczął od fałszerstwa praczłowieka z Piltdown. Nadało mu ono rozgłos. To jednak było dla Teilhard de Chardina za mało. Igrając z naiwnością ludzką, podsunął następne fałszerstwo, sinantropusa, człowieka pekińskiego. – Pieniądze na prace wykopaliskowe szły, wiadomo, z fundacji Rockefellera. – Niestety, odkryte szczątki sinantropusa w tajemniczy sposób zaginęły. Po niepowodzeniach z praczłowiekiem z Piltdown, Teilhard de Chardin – czy owiany tajemnicą inicjator poszukiwań – obawiał się, że sinantropus nie wytrzyma konfrontacji z naukowcami, wolał więc okryć go tajemnicą, a środki masowego przekazu i tak zrobiły swoje. Przyjęto, że sinantropus istnieje. Poglądy Teilhard de Chardina i jego zwolenników, a mianowicie; teorię ewolucji wszechświata, jako ewolucjonizm, teorię ewolucji ludzkości, jako historyzm oraz teorię ewolucji osobowej, jako egzystencjalizm, potępił Papież Pius XII w encyklice „Humani Generis” z 12 sierpnia 1950 roku. Mimo wszystko, nadal istnieją księża, którzy są przekonani, że teoria ewolucji Darwina została udowodniona. Wspierając teorię ewolucji, Teilhard de Chardin dał także poparcie dla marksowskiej rewolucji, dla walki klasowej. “Ludzkie oblicze marksizmu”, zdaniem tego jezuity, “rokuje nadzieje na zwycięstwo”. Księży, którzy posiadają tego rodzaju nadzieję i otwarcie do tego sie przyznają, jest więcej. Podążając śladami Teilhard de Chardina, jezuita Jose Maria Diez-Alegria w 1973 roku opublikował książkę pt. “Yo Creo en la Esperanza” (Wierzę w nadzieję) . Jest w niej próba nadania dialektycznego znaczenia dla tradycyjnej teologii katolickiej. W obliczu powyższego, tytuł niniejszej broszury niech będzie przypomnieniem w co katolik powinien wierzyć. Z kolei, francuski liberał katolicki Jacąues Maritain zajął się czymś w rodzaju teologii historii opartej na filozofii Karola Marksa. Począł głosić, że prawda religijna może być znaleziona wyłącznie w masach. Tak się złożyło, że Jacąues Maritain zaważył na losach Kościoła katolickiego, gdyż do jego wielbicieli należał Ks. Arcybiskup Giovanni Battista Montini. Ks. Abp Montini napisał bardzo przychylny wstęp do włoskiego tłumaczenia książki J. Maritain, pt. “Integralny Humanizm” , W latach sześćdziesiątych tego stulecia Hierarchia Kościoła katolickiego była już do tego stopnia skażona ideą humanizmu, że stało się możliwe, iż Ks. Abp Montini mógł zostać Papieżem. Poznaliśmy go jako Pawła VI. Papież Paweł VI wierzył w liberalną utopię, opartą na filozofii Jacąues Maritain, lansującą Kościół bez autorytetu, nie dostrzegający ludzkich słabości, wynikających z grzechu pierworodnego, nie przypominający o karze za grzechy. Paweł VI wierzył w wewnętrzną dobroć ludzką, a na modernistów patrzył jak na ludzi dobrej woli. To przekonanie oparł na fałszywej przesłance liberalizmu, że jeśli ktoś jest miły dla innych, to inni będą mili dla niego. – Proszę tę zasadę zastosować do żyda(?). – Nic więc dziwnego, że za jego pontyfikatu Sobór Watykański II przeobraził się we frontalny atak modernizmu na Kościół rzymski, który zakończył się sukcesem. Soborowemu “ludowi Bożemu” nadano socjologiczne znaczenie, zbliżone do “proletariatu” użytego w marksizmie. “Lud Boży” wyzwolono spod autorytetu Papieża i Hierarchii Kościoła św., dając mu autonomię w sprawach dotyczących religijnych przekonań i moralności. Zatem, z Kościoła św. zrobiono sejmik, w którym zaczęli szarogęsić się intruzi, nazwani zarozumiale – zgodnie z duchem i tradycją liberalizmu periti (eksperci). W miejsce Tradycji zakradła się Rewolucja, Kościół katolicki opanowała gorączka “odnowy” w stylu dwóch wielkich rewolucji: jakobińskiej z 1789 roku i bolszewickiej z roku 1917. Brakowało jedynie gilotyny lub czekistów, którzy zrobiliby “porządek” z obrońcami tradycji katolickiej, na których czele stanął Ks. Arcybiskup Marcel Lefebvre. Moderniści pragną w radykalny sposób odchrześcijanić Europę i Amerykę Południową, dwa bastiony katolicyzmu. Chrześcijaństwo usiłują podmienić “Kościołem ludowym” i doprowadzić do nawrotu do pogaństwa. Została zachwiana rola cywilizacji łacińskiej, jako gwaranta stabilizacji w zorganizowaniu narodów, równoważącego wzajemne stosunki międzyludzkie, jak i stosunek grzesznego człowieka do Boga, cywilizacji najlepszej, można powiedzieć, że świętej. Pomiędzy katolików wkradł się chaos dogmatyczny. Dochodzi już do desakralizacji liturgii katolickiej, do głoszenia “nowych teorii” odnośnie pochodzenia chrześcijaństwa. To wszystko nie ma nic wspólnego z reformą Kościoła Św., a jest wyłącznie podążaniem za współczesnym materializmem, hedonizmem i utylitaryzmem Być może, iż Jacąues Maritain przerażony impetem rewolucyjnym Soboru Watykańskiego II począł krytykować modernizm, do którego sukcesów tak wiele się przyczynił. Nawet nieśmiało skrytykował Teilhard de Chardina. Mimo wszystko, jest trudno mu całkowicie wyzbyć się starych nawyków. Powtórzył bowiem swoją myśl, że antysemityzm jest wypaczoną forma antychrześcijaństwa. Jest to typowa dla liberalizmu próba zniekształcenia historii, gdyż powszechne oburzenie na żydów sięga 458 roku przed narodzeniem Chrystusa, a więc, na pięć wieków przed Aktem Bogobójstwa. Na to mamy dowody historyczne, a co było wcześniej, sam Pan Bóg raczy wiedzieć. Co więcej, wystarczy poczytać Dzieje Apostolskie, by się przekonać jak sprawy się miały i kto pierwszy chrześcijan prześladował. Zatem, wypowiadany tu i ówdzie pogląd, że obrażając żyda, obrażasz katolika, wywodzi się z maritainlzmu . – Niemniej jednak, racjonalistyczna i pozytywistyczna wizja świata poczęła napawać Jacques Maritaina uczuciem niesmaku. Dobrze, iż choć u schyłku swego życia zaczął wyrzekać się fałszywych sojuszników. Rewolucyjne zmiany w Kościele katolickim, w ciągu ostatnich dwudziestu lat, z jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła zrobiły grupę pluralistyczną, pobłażliwą, skłóconą, ekumeniczną i ewolucyjną. Katolicy nie są już wyróżniani spośród masy ludzkiej. “Postępowi” księża nakazują brać udział w otaczających nas mitach i symbolice pogańskiej; jak, dla przykładu, wspólne modlitwy różnych wyznań, z sugestią, iż wszystkie obrzędy są sobie równoważne. “Postępowi” księża i biskupi usiłują pojednać Kościół św. ze “światem”; ponaglają więc katolików do włączenia się do ogólnego nurtu humanistycznego. Wszystko opiera się na fałszywym poglądzie liberałów, że jeśli będziesz dobry dla innych, to inni będą dobrzy dla ciebie. Fałsz tego poglądu dobitnie potwierdziła historia rozbiorami Polski i kolejami losu naszego narodu od tamtych czasów do dzisiaj . Tak mile widziana przez księży “postępowych” unia z judaizmem, wyciszanie w Ewangelii św. tego, co jest powiedziane o faryzejstwie i o jego marnym końcu, może doprowadzić do wchłonięcia postaci Chrystusa Pana przez żydowski monoteizm. Przekreśliłoby to szokujące żydów fakty Wcielenia i istnienia Trójcy Świętej. Jest to próba podążania za ściekiem herezji z okresu Reformacji, prowadzącym do odrzucenia Nowego Testamentu. Zjudaizowanie Kościoła katolickiego pozbawi go świętości, a więc, doprowadzi do humanistycznego absurdu, że człowiek jest Bogiem i może obejść się bez naszego Zbawiciela. Zachowanie wiary w boskość Jezusa Chrystusa jest dla nas sprawą nie do pominięcia, o ile chcemy uchronić się od proponowanej nam, już teraz, ery pochrześcijańskiej . Język religijny księży zarażonych modernizmem jest ściśle ocenzurowany. Starannie omija wszelkie wzmianki o dogmatach Kościoła katolickiego, usiłując robić wrażenie, iż one nie istnieją. Fundamentalnym terminom wiary katolickiej nadaje świeckie znaczenie, czyli je zniekształca. Księża “postępowi” dają do zrozumienia, że liturgia, obrzędy i symbole religijne są bez znaczenia. Jest to odzieranie religii z mistycyzmu, bez którego życie religijne nie może istnieć. To przystosowanie się do modernizmu, i równoczesne odarcie życia religijnego z tradycyjnej symboliki i mistycyzmu, stworzyło problemy wielkiej miary. Wprowadzenie zbyt racjonalnej, zimnej, wykalkulowanej, prozaicznej i pozbawionej symboli liturgii, wsparte spłyconą muzyką religijną i architekturą, co się słyszy i ogląda na co dzień, spowodowało wzrost ruchów charyzmatycznych. Znaczenie symbolu zaczyna być opacznie rozumiane. Pozbawiono katolika wiary i przekonania, że za symbolem kryje się niezwykle ważna rzeczywistość; jak, powiedzmy, prawdziwa obecność Jezusa Chrystusa w konsekrowanej hostii. Symbolika pozwala powracać do wydarzeń z przeszłości i powtarzać je nieskończoną ilość razy. Jest to ponawianie wydarzenia, które kiedyś miało miejsce, a nie jedynie przypominanie go sobie. Ustanawiając Sakramenty święte, Jezus Chrystus dał nam szansę nieustannego odnawiania łączności z Bogiem. Pogląd, że jesteśmy w stanie uświadamiać jedynie znaki, a nie symbole, za którymi kryje się obecność, powoduje, iż Sakrament święty staje się rzeczą, subiektywną, która zmienia się w zależności od osoby, czasu i miejsca. Zamiast odtworzenia wydarzenia z przeszłości, mówi się o jego wspominaniu. Zamiast ponowienia Ofiary na Krzyżu, mamy więc pamiątkowy wieczernik; zamiast ołtarza, na którym składa się ofiarę, jest tylko stół, przy którym gromadzą się biesiadnicy. Zatem, teraźniejszość nie jednoczy się już z przeszłością, a jedynie o przeszłości pamięta. To jest RÓŻNICA O WIELKIEJ DONIOSŁOŚCI dla przyszłych losów Kościoła katolickiego. Thomas Molnar przypomina, że kiedy cywilizacja zaczyna zmieniać interpretację swojej religii, życie religijne zamiera, a jej świątynie stają się muzeami i, dodam, ośrodkami społeczno-kulturalnymi. Istotnie, na Zachodzie stare kościoły już wyglądają jak muzea, a nowe, jak zakłady produkcyjne. Przez stulecia cywilizacja łacińska wydawała malarzy, architektów, poetów, muzyków, artystów o wprost niewyczerpanej inspiracji twórczej. Katedry i kościoły, sale koncertowe i teatry, biblioteki, ulice i place miast zawierają arcydzieła myśli chrześcijańskiej, z którymi nie może się równać żadna inna cywilizacja. Jednak, subiektywizm filozofii liberalizmu wywarł piętno także na sztuce, która stała się bezprzedmiotową. Artyści, jak prorocy, poczęli przekazywać “wiadomość”, swoje przelotne wrażenie. Uwolnienie się od zasad i norm wprowadziło sztukę w świat mechaniczny, a więc martwy. Zawsze bezsensowność filozoficzna prowadzi do bezsensowności moralnej, a to uwidacznia się w sztuce. W wyniku desakralizacji liturgii, Sakramentów św. nie traktuje się jako wiecznych symboli. Katolicy coraz powszechniej wątpią, że w czasie ofiary Mszy św. chleb i wino zostają przemienione w Ciało i Krew Chrystusa. Jest to naukowo nieuzasadnione, powtarzają za modernistami. – Czyżby chcieli przez to powiedzieć, że doszliśmy już do końca odkryć naukowych? – Należy też, zdaniem zwolenników modernizmu, zaniechać wiary w cuda, gdyż są sprzeczne z prawami fizyki. Po pierwsze, prawa fizyki ułożył człowiek podpatrując prawa Boże, a po drugie, nie wszystko jeszcze zostało dokładnie przebadane i to, co wydaje nam się, że jest nielogiczne, może być spowodowane lukami w wiedzy. Wiedza jest powiązana ze światem doczesnym. To, co człowiek odkrył i zbudował, może być udoskonalone? jedynie to, co Pan Bóg nam dał, nie może być poprawione. Wszystko, czego nie da się objąć rozumem, moderniści albo ignorują, bądź też pozbawiają doniosłości, wypaczają sens. I tak, Chrzest św. nie jest dla nich oczyszczeniem z grzechu pierworodnego, ale tylko wciągnięciem na listę chrześcijan. Duch Święty jest dla nich “duchem wolności”, a Kościół św. ma dążyć nie do zbawienia dusz, ale do lepszego jutra, zgodnie z masońskimi hasłami: wolność, równość i braterstwo. Z kolei, Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oznacza wyłącznie zbliżanie się nowej epoki w historii. A co najważniejsze, moderniści wpychają religię do wnętrza człowieka, czyli chwilowo robią z człowieka półboga, rzecz świętą, by z czasem, móc oświadczyć, że to człowiek jest Bogiem. Nie ma więc potrzeby, aby adorować Najświętszy Sakrament, skoro Chrystus jest obecny w człowieku. Dalej, skoro nie ma religii poza człowiekiem, Hierarchia Kościoła św. jest bez znaczenia, a w konsekwencji, Ojciec Święty również. W miejsce Hierarchii Kościoła św. moderniści pragną wprowadzić autonomiczne komuny, zwane “Kościołem ludowym”, luźno związane z Watykanem, jedynie wspólnotą wiary, a nie autorytetem Papieża. To już mocno pachnie panteizmem, a kierunek tej perfidii jest bardzo wyraźny. Jest tu sugestia, że katolik może obejść się bez Stolicy Piotrowej (!) – Skąd my to już znamy? Liturgia katolicka jest redukowana do znaków i obrzędów pozbawionych świętości. W miejsce obrzędów tradycyjnych sztucznie się wprowadza nowe. Podczas Mszy św, można usłyszeć dowcipy, deklamację wierszy, a nawet stół pamiątkowy, który zastąpił ołtarz, otaczają niekiedy osobnicy z rewolucyjnymi napisami na ubiorach i ze sztandarami politycznymi w dłoniach. Ta sytuacja dotyczy również Polaków, gdyż ma miejsce w kościołach polonijnych, wypełnionych posolidarnościową emigracją. Liturgia oznacza uczestnictwo wiernych w Sakramentach Św., które nie są po to, aby w oparciu o nie wydawać opinie natury politycznej. Kiedy z liturgii zostaje usunięty mistycyzm, praktykowanie religii staje się mechaniczne, a jej symbole niczego już nie reprezentują. Wiara w rzeczy święte zanika. Następuje proces desakralizacji. Jest tak zawsze, gdy dochodzi do profanacji świętości, usiłując nią manipulować dla osiągnięcia celów ściśle doczesnych, kiedy nie jest utrzymywany konieczny dystans pomiędzy tym, co jest święte i wieczne, a tym, co należy do zbioru rzeczy przemijających, doczesnych. Dokumenty Soboru Watykańskiego II umocniły pogląd zwolenników filozofii liberalizmu, że nie jest ważne w co człowiek wierzy, pod warunkiem, iż czyni to w dobrej intencji. Są tam sugestie, że każdy posiada “naturalne prawo” do wybrania sobie religii bez zwracania uwagi na jej błędy. Tu już dochodzimy do oczywistego wniosku, że wszystkie religie są sobie równoważne. Jest to odciąganie od wiary w Pana Boga, w Trójcy Świętej Jedynego, a zbliżanie do wiary w “Wielkiego Boga”, jak to ma miejsce w Indiach, gdzie katolicyzm ulega hinduizacji, czy do wiary w “Najwyższego Programistę”, co starał się lansować Teilhard de Chardin, czy wreszcie, do wiary w Wielkiego Architekta Wszechświata. Każda próba mieszania religii kończy się tryumfem pogaństwa. Posoborowy pogląd, że każdy chrześcijanin uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa Pana, stawia na głowie katolicką doktrynę dotyczącą sakramentu Kapłaństwa. W konsekwencji, degraduje kapłana do poziomu gawiedzi, czy jak kto woli, do poziomu “ludu Bożego”; a przecież kapłaństwo rozpoczyna się od Adama, poprzez Noego, Abrahama, Melchizedecha, do Najwyższego z Kapłanów, Jezusa Chrystusa, który oddał siebie w ofierze Bogu Ojcu, by odkupić wszystkich ludzi za ich grzechy. Zatem, kapłan nie może być zredukowany do roli chłopca na posyłki. Odejście od zwyczaju noszenia sutann i habitów przez osoby duchowne, od strojów, które dodawały im dostojeństwa i trzymały w koniecznym dystansie od osób świeckich, również oznacza, iż w Kościele katolickim kapłaństwo przestaje mieć szczególne znaczenie. Księża i zakonnice powoli przeobrażają się w biurokratów. Na miejsce kapłana wchodzi komuna parafialna, “lud Boży”. Co więcej, kapłan już nie modli się zwrócony do Pana Boga, ale do “ludu Bożego”. Tym samym, skupienie uwagi na Bogu przemieszcza się do koncentracji na człowieku. W takiej sytuacji, zarówno Jezus Chrystus, jak i Sakramenty święte stają się w świadomości katolika bez mocy. Nasz Odkupiciel jest tutaj obiektem rozumu ludzkiego, a Sakramenty święte stają się pustymi gestami. Utrzymanie Kościoła przy świętości może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy zostanie zachowana wiara w boskość Chrystusa Pana. – Czy nie nadszedł już czas, aby powrócić do pracy misyjnej wśród tradycyjnie katolickich narodów? Pierwsze próby zdegradowania Jezusa Chrystusa wyszły od arian, w czwartym wieku. Postać Chrystusa Pana pozbawiono mistycyzmu, redukując ją wyłącznie do postaci historycznej. Kościół Św., pomny arian i niekończących się ataków herezji, odrzucił prawo do nieograniczonej fantazji w sprawach religii, gdyż może to doprowadzić do tworzenia wyobrażeń i symboli sprzecznych z jego nauczaniem. Obecność herezji w symbolice chrześcijańskiej natychmiast ożywia pogaństwo. Za czasów arian, z Matki Chrystusa Pana usiłowano zrobić bożycę. Usiłowano Ją postawić na równi z Jej Synem w dziele odkupienia. Stąd, zaistniała konieczność ujęcia tego zagadnienia w ścisłe dogmaty i doktrynę. Postawienie znaku równości pomiędzy Najświętszą Maryją Panną a Jezusem Chrystusem przywróciłoby do życia mitologiczną walkę bogów z układu słonecznego, reprezentujących rodzaj męski, z bożycami układu księżycowego, przedstawicielkami rodzaju żeńskiego. Otrzymalibyśmy więc gnostyczny dualizm. Obecnie, walkę płci i tak już mamy, ale to jeszcze nie wszystko. Moderniści, a raczej kryjący się za nimi gnostycy, pragną uczynić z kobiety kapłankę, namiestniczynię Chrystusa (!) . Za wszelką cenę pragną wprowadzić do katolicyzmu dualizm płciowy, co wprowadziłoby do niego gnozę(!). Stąd, Kościół katolicki nie może pozwolić na dopuszczenie kobiety do sakramentu Kapłaństwa – niezależnie od tradycji i doktryny religii katolickiej. Wiara nasza stałaby się wówczas herezją, czyli przestałaby istnieć. Niemniej jednak, do postaci Chrystusa Pana dołączono już cechy polityczne i rewolucyjne. Jezus Chrystus, oderwany od Boga Ojca, staje się już symbolem społecznym, przewodnikiem w zabiegach o dobra doczesne. Współcześni “postępowi” katolicy kładą silny akcent na człowieczeństwo Chrystusa, a wyciszają słowa Ewangelii św. mówiące o Jego boskości. Teocentryzm podmieniono chrystocentryzmem, gdzie “duch rewolucyjny” Nowego Testamentu wspomaga “duch walki klasowej”, a tym samym i humanistyczny ateizm. Uczłowieczony Chrystus, z którym człowiek może się utożsamiać, stał się rękojmią areligijnego, racjonalistycznego świata. Księża “postępowi” coraz to mniej mówią o Bogu, jako o istocie najwyższej, stwórcy wszechświata, który za dobre wynagradza, a za złe karze, nie mówią już o Chrystusie twórcy Opoki, na której zbudowano Kościół św. Pana Boga powoli zastępuje “lud”, który ma być źródłem duchowego objawienia i religijnym autorytetem. “Postępowi” księża pragną uczestniczyć, wespół z “ludem”, w ewolucji i rewolucji społecznej, co nazywają “wyzwoleniem”. Słowa, wyjęte z tradycyjnej teologii, użyto w nowym, rewolucyjnym znaczeniu. Ewangelicznemu słowu “ubogi” nadano znaczenie marksowskiego “proletariatu”. A przecież Jezus Chrystus nie widział w proletariacie kandydata na klasę uprzywilejowaną. Pan Nasz przyszedł na świat by odkupić wszystkich ludzi, a nie wyłącznie ubogich, w starotestamentowym stylu. Idea budowania raju na ziemi jest ideą wywodzącą się z żydowskiego zbuntowania przeciwko Panu Bogu. Łączenie jej z Chrystusem jest wielkim fałszerstwem. Nasz Odkupiciel starał się przywieść człowieka przed oblicze Boga, a nie budować Superczłowieka, czy Nadczłowieka. Nic więc dziwnego, że trzymający się tradycji księża, odważnie wskazujący na niebezpieczeństwo zjudaizowania Ewangelii Św., podlegają prześladowaniom ze strony “świata”. Jaskrawą formę przybrały one w opanowanej przez marksistów Gujanie Brytyjskiej, gdzie grupa okultystyczna, o nazwie “Dom Izraela” (The House of Israel) , dopuściła się mordu na księżach trwających przy katolickiej tradycji. Jest to jedna z metod, którą “Dom Izraela” prostuje ścieżki dla antykatolickiej rewolucji. W obliczu wojny z Panem Bogiem, współczesny katolik znalazł się pomiędzy Scyllą a Charybdą: z jednej strony Kościół katolicki, który coraz to mniej sprosta wymogom cywilizacji łacińskiej i społecznie staje się tym, czym było pogaństwo u schyłku imperium rzymskiego, a z drugiej, liberalistyczne ideologie, jak modernizm, marksizm, przymusowa zamasoniona demokracja, która nudzi i męczy swoją obłudą, czy ateistyczna nauka i technologia, pragnące usunąć z życia ludzkiego wszystko co święte. Kościół, pozbawiony świętości, odarty z symboli będących łącznikiem ze światem nadprzyrodzonym, pozbawiony korzeni tradycji, znaków identyfikujących jego przynależność do ery po narodzeniu Chrystusa, przestaje przyciągać tych, którzy świętości poszukują. Rozrastająca się próżnia duchowa powoduje, że ludzie rozglądają się coraz częściej za religiami pogańskimi i okultyzmem; akurat odwrotnie jak to miało miejsce prawie dwa tysiące lat temu. Wówczas chrześcijaństwo uwolniło pogan od demonów, od poczucia niemocy wobec przeznaczenia i śmierci. U pogan śmierć oznacza klęskę. U chrześcijan śmierć jest zwycięstwem, tak jak zwycięską była śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla pogan wiara jest formą wytłumaczenia zjawisk zachodzących w otaczającym ich świecie. Dla chrześcijan wiara w Boga daje nadzieję na zbawienie wieczne. Za czasów Apostołów chrześcijaństwo zaofiarowało poganom również mistycyzm, z czego dzisiaj jest odzierane. Powstającą próżnię duchową współczesnych chrześcijan usiłują wypełnić bogowie pogańscy, wywodzący się ze starożytnej mitologii, z Orientu i magii,. Świat chrześcijan został zaatakowany przez buddyzm, braminizm, zen i szamanizm. Są to religie o panteistycznym podejściu do świata, dające nadzieję na samoubóstwienie się, czy też na wybicie się ponad przeciętność. Pogaństwo i okultyzm wydają się być w stanie zaspokoić potrzeby człowieka epoki przemysłu, tak intelektualnie, jak i społecznie. Okultyzm i religie Orientu obiecują zbawienie bez moralnych zobowiązań, co jest nie bez znaczenia dla ludzi dążących do hedonistycznego stylu życia, trzymających się zasady: “Tutaj i teraz!”. Co więcej, obietnica zbawienia, drogą kolejnych powrotów na ziemię, wydaje się być atrakcyjna. Hinduizm, odrzucając grzech, automatycznie odrzuca wiarę w nadejście Sądu Ostatecznego. W hinduizmie każde działanie pogłębia ludzkie cierpienie, oddala człowieka od doskonałości. Wyzwolenie człowieka widziane jest tam w ucieczce od wszelkiej aktywności i od rzeczywistego świata, który dla hinduizmu jest iluzją. Pełne wyzwolenie można tam uzyskać tylko przez oświecenie prawdziwą wiedzą, która umożliwi powrót do stanu przedkreacyjnego, Religie Wschodu, pełne tradycji, symboli, więc atrakcyjne, często są gimnastyką umysłowocielesną, rozładowującą wewnętrzne napięcie nerwowe – wynik cywilizacji przemysłowej, gdzie człowieka traktuje się i ocenia jak maszynę – pozbawiającą uczucia pustki wewnętrznej, dającą złudzenie ucieczki przed rzeczywistością, której ma się już dość”. Działalność szamanów, astrologów, jogów, alchemików i czarowników opiera się na wierzeniu, iż świat jest istotą żywą, z siłami wewnątrz człowieka, jak i poza nim, i że siły te są we wzajemnym i nieskończonym oddziaływaniu. Okultyści usiłują te siły sprowadzić do zgodnej współpracy. Religijna gimnastyka Hindusów, prowadząca do możliwości stania na głowie godzinami, do zadawania sobie tortur ognia, gwoździ, czy też do deformacji ciała na skutek długotrwałego bezruchu, ma na celu pozyskać magiczną moc. Błogostan uzyskany poprzez okultystyczną terapię jest pustką możliwą do zniesienia przez mistrzów ascezy, ale nie przez tych, którzy pragną żyć w harmonii z rzeczywistością. Psychika człowieka nie może być usunięta z rzeczywistości, z otaczającego życia cywilizacyjnego. Okultyzm pozostawia więc u ludzi uczucie niedosytu, które zazwyczaj tłumi się strachem. Naukowcy, zafascynowani mistycyzmem Orientu, jego nieokreślonością, opartą na hinduizmie i buddyzmie, na zoroastrianiźmie i taoiźmie, silą się, by zatrzeć różnice pomiędzy światem materii a światem ducha. Uwidoczniło to się jaskrawię na sympozjum naukowym w Kordobie, w październiku 1979 roku. Ich światopogląd opiera się na dekompozycji czasu i przestrzeni, materii i ducha, świadomości i logiki. Na tej dekompozycji ma powstać nowa cywilizacja, w której wyselekcjowana elita sama sobie ustanowi prawo. Zamiast pozostać przy chrześcijańskiej doktrynie sługi Boga, poszukują sposobu zlania się z boskością. Wielu współczesnym naukowcom wydaje się, że ludzkość jest w stanie kontrolować i odtwarzać wydarzenia historyczne, a nawet święte, bo obiecane kiedyś przez Pana Boga. Jest to zamysł uświęcenia człowieka i jego czynów, jest to legalizacja aktów gwałtownych, rewolucyjnych. Tym samym, religie wprowadzają do wnętrza człowieka, bez żadnych powiązań z Bogiem. Stąd tak często dochodzą do wniosku, że Pan Bóg jest produktem ludzkiej wyobraźni, spełniającym rolę placebo w cywilizacyjnej terapii. W nowotworzonym świecie, społeczeństwo ma być pożywką dla elity, której zasady postępowania będą jedynym uznanym i obowiązującym kodem społecznym. Masy będą stanowiły dla elity czarnoziem, na którym wyrośnie “nowy człowiek”, mędrzec i bohater w jednej osobie, nowy bóg. Ów superczłowiek wypracuje dobrze prowadzące się społeczeństwo – a więc, wyeliminuje grzech (!) – oparte o nowe kryteria wartości. Żydzi po cichu wspierają ten neopogański ruch, żywiąc nadzieję, że to im przypadnie rola “nowego człowieka”, a wówczas spełniłoby się ich odwieczne marzenie o panowaniu nad światem. Zresztą, już gdzieś słyszeliśmy teorię o nawozie z jednej rasy dla innej. – Czyż nie w “Mein Kampf” Adolfa Hitlera? Credo gnostyków z Uniwersytetu w Princenton, zgrupowanych w Instytucie dla Zaawansowanych Studiów, jest mniej więcej następujące: wierzymy jedynie w inteligencję ludzką, która od pewnego poziomu staje się formą sprzysiężenia; wierzymy, że jej moc jest nieograniczona. Współcześni gnostycy usiłują powiązać filozofię z matematyką, mitologią i sekularystyczną koncepcją człowieka. Mówią już o naukowym deizmie. Religie traktują jako ideologiczną agitację, jako zło przejściowe, które z czasem powróci do stanu wyjściowego, czyli do powszechnego pogaństwa, które ma być stanem harmonii i równowagi. Jest to powielanie starych mitów myślowych, które nie zdały egzaminu w historii. Jest to powrót do monizmu czarownika Giordano Bruno. Pod koniec XV wieku, Giowanni Pico della Mirandola, i nieco później, Giorgano Bruno, usiłowali dokonać syntezy religii, wiążąc je też z hermetyzmem. Doktorzy Kościoła św. zdecydowanie uznali to za próbę powiązania ze sobą sprzeczności, uznali za absurd. Nie może być syntezy religii, jak nie ma syntezy cywilizacji. Dzisiaj kościół katolicki nie jest tak zwarty i stanowczy. Więc gnoza może bezkarnie siać zamęt myślowy wśród katolików. Neopoganie lansują relatywizm etyczny, gdyż amoralni bogowie pogańscy pozwalają lekceważyć aspekty etyczne, a skupiają głównie uwagę na polepszaniu swojego bytu, na dogadzaniu sobie. Są gotowi widzieć bogów wszędzie. Jednak, są to bogowie martwi, bezsilni jak człowiek. Nie ma tam pojęcia “dobra”, które opierałoby się na normach etycznych. Stąd u pogan powstawały cywilizacje bezetyczne, lub z etyką sytuacyjną. Dobro oznacza u nich harmonię rzeczy, a zło chaos. W konsekwencji, nie ma też takich pojęć jak “sprawiedliwość” i “przebaczenie”. Chrześcijanin ma wyrobione poczucie odpowiedzialności za swoje postępowanie i przyjmuje obowiązek zbawienia duszy, toczy wewnętrzną walkę pomiędzy wyborem dobra lub zła. Natomiast poganin nie odpowiada za swoje uczynki, gdyż sądzi, że przyszedł na świat jako mieszanka dobra i zła, jako rezultat zmagań bogów dobrych i złych. Celem neopogan jest stworzyć nową cywilizację pozbawioną chrześcijańskich nakazów i zakazów. Moralność katolicką, podporządkowaną Bożym przykazaniom, nazywają moralnością niewolnika. Pragną więc od niej się wyzwolić. W pogańskim świecie, niezależnie od tego jak się poganin prowadzi, kontakt z bogami pozostaje. Tylko u żydów i chrześcijan dystans etyczny pomiędzy człowiekiem a Bogiem jest nieskończenie wielki, a grzech oddala człowieka od Boga. Pan Bóg jest wszechpotężny i wszechdobry, jest etyczną doskonałością. Nie ma też potrzeby, aby dzielić się władzą z mocami zła. W religii chrześcijan nie ma więc miejsca na walkę tytanów. Zło sprowadziły na ziemię istoty przez Pana Boya stworzone, odmawiając swemu Stwórcy posłuszeństwa. Zbuntowani aniołowie i grzeszni ludzie ponoszą konsekwencje za obrazę Boga. W wyniku grzechu pierworodnego człowiek został oddalony od Boga, stał się słaby i musi kierować się wolną wolą, aby wyjednać przebaczenie, musi na nie zasłużyć. Tego u pogan nie ma. Poganin ma z bogami kontakt ciągły i w sensie wyboru boga jest wolny. W pogańskim świecie bogowie dogadzają zachciankom człowieka, gdyż między nimi jest ciągła walka i człowiek zawsze może podmienić jednego boga innym, w zależności od własnego uznania. Pogańska cywilizacja nie zależy od ciągłego dialogu pomiędzy Stwórcą a człowiekiem, wymagającego spełniania ustalonych raz na zawsze wymogów moralnych, jak to ma miejsce w cywilizacji łacińskiej. Poganie czują się bezwzględnymi panami koncepcji istnienia, sami wybierają środki i metody postępowania. Skoro człowiek jest częścią natury, którą należy kształtować, to jedynie superludzie, elita, najlepsi mogą to czynić, mogą dostąpić władzy absolutnej tak nad naturą, jak i nad innym człowiekiem (podczłowiekiem). Stąd neopoganizm jest siłą napędową w tworzeniu jednego ogólnoświatowego rządu, w skład którego wejdzie “elita”. Neopoganie wierzą, iż cywilizacje mogą być kształtowane przez ludzi, że można je tworzyć i anulować kiedy tylko się zechce. Ich “mędrcy”, którzy są dawcami immanentnych sił, są panami religii, która podlega rytmicznym cyklom: rozwój, dojrzewanie i upadek. Neopoganie zaprzeczają istnieniu Boskiej interwencji, Objawieniu i Opaczności Bożej. Pachnie to mocno Heglem i jego determinizmem. Również historię neopoganie widzą jako płynący potok, dzielący się na cywilizacyjne cykle. Napawa to ich nadzieją na bliski koniec historii chrześcijaństwa i przejście do całkiem nowej cywilizacji, pochrześcijańskiej, którą pragną urządzić w swoim stylu. Poganie nie posiadają nostalgicznego przywiązania do tradycji. Stąd historia i czas nie mają dla nich żadnego znaczenia. Pragną jedynie odtworzyć przeszłość w teraźniejszości, a nie powrócić do konkretnego historycznego momentu. Neopoganie zwalczają chrześcijaństwo by móc odtworzyć starożytną świecką cywilizację. Ideałem dla nich jest “Republika Platona, posiadająca klasę kapłanów-intelektualistów, klasę rycerzy i klasę chłopów. Pragną powiązać człowieka z samotwórczym kosmosem, pragną przywrócić panteizm, który wyplewiło chrześcijaństwo, wskazując człowiekowi jego właściwe miejsce. Tym samym, zbliżają się do alchemii, która również pragnie zjednoczyć przeciwne elementy i zasady, odtworzyć pradawne jajo, symbolizujące u nich zjednoczenie ludzkości z kosmosem; pragną doprowadzić do absolutnej syntezy świata ducha ze światem materii. Alchemicy nie zamierzają czekać aż nadejdzie królestwo niebieskie, obiecane przez Jezusa Chrystusa, ale sami chcą przywrócić człowiekowi nieśmiertelność, pragną uzyskać zbawienie ciała przed skutkami grzechu pierworodnego. Tym samym, Ofiarę złożoną na Krzyżu pragną uczynić aktem bezużytecznym(!). Jak, zatem, parający się alchemią okultyści śmią nazywać siebie chrześcijanami? Próba ucieczki przed Sądem Ostatecznym, gdyż do tego cały ich wysiłek zmierza, jest w oczach chrześcijanina wielkim bluźnierstwem! W stopniowym przechodzeniu od religijnego światopoglądu do naukowego neopoganie widzą zmierzch cywilizacji łacińskiej, koniec ery chrześcijaństwa, a nastawanie epoki innej religii, wyższego rzędu. W istocie tak nie jest. Jest to jedynie pogląd określonych ludzi, ich hipoteza czy też bezbożne życzenie. Współczesny zanik religijności oznacza bardzo niewiele w skali wieczności, a mówiąc o religii i prawach z nią związanych dotykamy kwestii wieczności. Nie ma dowodów na cykliczność w czasie. Są to wyłącznie spekulacje zaczerpnięte ze świata pogańskiego, jak powiedzmy z hinduizmu, a więc świata wypełnionego fałszem. Mity pogańskie łatwo zakradają się do myśli ludzkiej, gdyż u pogan nie ma dogmatów, nie ma zorganizowania, nie ma potrzeby do wysiłku umysłowego, starającego się pogodzić wiarę z obserwacjami wszechświata. Umysły jałowe lubują się w religiach pogańskich. W wierzeniach pogan za zjawiskami w przyrodzie stoją tajemnicze siły. Katolicy natomiast traktują te zjawiska jako naturalne wydarzenia, a ich podejście do wszechświata oparte na analizie wydarzeń historycznych i bieżących obserwacjach prowadzi do rozwoju nauki, a w szczególności teologii. W nauce Kościoła katolickiego postać Jezusa Chrystusa nie może być zmieniona, by dogodzić “wymogom czasu”, gdyż Jego działalność jest udowodniona historycznie, jest prawdziwa, w przeciwieństwie do mitów pogańskich, wypełnionych zmyślonymi bohaterami. To, że katolicyzm ulega pokusom sekularyzacji jest wykładnikiem słabości człowieka, istoty grzesznej, ale nie oznacza słabości nauki Chrystusa Pana! To ludzie popełniają błędy, a nie Pan Bóg. Mamy do czynienia z rewolucją, z buntem przeciwko Bogu, a nie z cyklicznością czasową i historyczną. Można przyjąć, że Szatan ma teraz żniwa. Nie powinniśmy zapomnieć o przypowieści o synu marnotrawnym. Możemy okazywać niezadowolenie, iż Kościół katolicki z takim trudem ustosunkowuje się do “wymogów czasu”, że nie podejmuje radykalnych środków zaradczych. To jest nasz subiektywny pogląd. Jednak, Kościół rzymski nigdy nie zdecydował się by całkowicie wyplenić wszelkie oznaki pogaństwa. Kościół starał się krzewić istniejące tradycje i sprawdzać prawdę objawioną w ogniu kontrowersji. Było to dopuszczalne pod warunkiem, że Stolica Apostolska bezwarunkowo pozostanie wierna dogmatom, doktrynom i magisterium, że zachowa elementy mistycyzmu w liturgii, w symbolach i Sakramentach św. Wówczas misjonarze chrześcijańscy są w stanie opanować wierzenia pogan i nadać ich mitom nowe spojrzenie, oparte na nauce Kościoła świętego. W przeszłości, eliminując stopniowo mity pogańskie i zastępując je tekstami opartymi na Ewangelii św., misjonarze zmusili pogańskich mędrców do wycofania się z życia publicznego, do zejścia do podziemi. Schronienie dały im sprzysiężenia masońskie. Rewolucja w dzisiejszym Kościele katolickim sytuację nieco skomplikowała. Ufni opiece Bożej, musimy uzbroić się w cierpliwość. Każdy pośpiech w działaniu prowadzi do niedorzeczności. Emocje są złym przewodnikiem przez życie. Przede wszystkim, chcąc stawić czoła rewolucji, należy uwierzyć, że powrót do katolickiej świętości jest możliwy. Każda próba desakralizacji Kościoła św. rodzi bunt w duszy ludzkiej, spowodowany tęsknotą za odsuniętym Panem Bogiem. Ta tęsknota jest dla człowieka o wiele cenniejsza aniżeli obiecywana przez neopogan deifikacja ludzkości.
  19. Piotrx said

    CREDO IN UNUM DEUM cz3.
    Romuald Gładkowski
    Toronto-1988
    /fragmenty/

    PROPOZYCJA OBRONY

    Na wstępie pragnę przypomnieć, dlaczego należy przyjąć stanowisko obronne. Nakazuje nam to nasze poczucie patriotyzmu, a być patriotą dla nas, ka-tolików, jest obowiązkiem, gdyż nakaz pochodzi od Pana Boga, w którego wierzymy i któremu stara-my się być posłuszni. “Nie Jest dobrze, żeby mężczyzna był nam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2,18). Pan Bóg, dając Adamowi Ewę, a tym sa-mym tworząc pierwszą rodzinę, nakazał człowiekowi żyć godziwie, troszczyć się o najbliższych i ota-czać ich miłością. Naród i Państwo są konsekwencją powstania rodziny więc również pochodzą od Boga.

    Tym samym, nakaz troski o rodzinę dotyczy również Narodu i Państwa. Zabieganie o dobro własnej rodziny, własnego narodu i własnej ojczyzny, miłość do nich, jako do tych najbliższych, a przede wszystkim miłość do Pana Boga, który dał nam dom rodzinny – składający się z rodziny, narodu i ojczyzny – jest patriotyzmem. Zatem, patriotyzm jest szczególną formą okazywania wdzięczności Panu Bogu za to, że nie skazał człowieka na samot-ność. Patriotyzm jest też przyjęciem odpowiedzialnego sposobu postępowania względem Pana Boga, wobec Kościoła Św., wobec ojczyzny, wobec własnego narodu i swojej rodziny. Patriotyzm nie może być oderwany od kodu moralnego, od Dziesięciu Przykazań. Patriotyzm jest dążeniem do świętości. Nic w tym dziwnego, że najwięksi królowie, najbardziej patriotyczni, zostali świętymi (św.Kazimierz, św, Ludwik IX, św. Henryk II, św. Edward).

    W konsekwencji, jak przeciwieństwem dobra jest , tak przeciwieństwem patriotyzmu jest zdrada.Jak nie ma rzeczy pośrednich między dobrem i złem,
    tak nie ma nic pośredniego pomiędzy patriotyzmem a zdradą. Nie można być półpatriotą, czy też półzdrajcą . Skoro patriotyzm jest trwale związany z miłością, to zdrada, jako przeciwieństwo patrio-tyzmu, musi być związana z nienawiścią. Jest to nienawiść tak do Pana Boga, do Kościoła Św., jak i do ojczyzny, do własnego narodu i własnej ro-dziny. Tym samym, zdrada, obrażając Pana Boga, wiąże się z mocami Piekieł, jest satanistyczna, jest grzechem ciężkim.

    Zatem, chcąc być wierni Panu Bogu, spełniać Jego wolę, musimy sprzeciwiać się zdradzie, stronić od niej i ją zwalczać. Nie mamy innej możliwości, gdyż w walce z grzechem nie można przyjąć stano-wiska obojętnego. Obojętność wobec grzechu prowa-dzi do obojętności wobec Pana Boga, czym Go obra-ża, a to jest już zdradą. Jest więc w obowiązku katolika zwalczać tych wszystkich, którzy świadomie obrażają Pana Boga, którzy niszczą naród i rodzinę, którzy świadomie lub lekkomyślnie rujnują naszą ojczyznę. Bez wąt-pienia, należą do nich zwolennicy idei internacjo-nalizmu i rewolucji, należą wojujący neopoganie, członkowie sekt, grup okultystycznych i tajnych sprzysiężeń, należą do nich zwolennicy filozofii liberalizmu i jej pochodnych. Największym wrogiem narodu jest internacjonalizm. Hasło “Proletariu-sze wszystkich krajów, łączcie się!”, które wid-nieje na pierwszej stronie komunistycznych i soc-jalistycznych gazet, jest dla narodu obelgą, jest upokorzeniem, gdyż otwiera szeroko drzwi ojczyz-ny dla zdrady. Na szczęście, orędownicy idei internacjonalizmu, którzy naiwnie sądzą, że histo-ria rozpoczyna się od nich, a to, co było przed-tem, to już się nie liczy, szybko nabierają prze-konania, że tak nie jest.

    “Imperialistyczny” Hiszpan zawsze będzie Polakowi bliższy, nawet temu z legitymacją PZPR w kieszeni, aniżeli “soc-jalistyczny” Kałmuk. Jeden okrzyk: “Niech żyje Polska!”, czy też: “Arriba Espańa!” ma dla nas, Europejczyków, większe znaczenie aniżeli wagon opasłych tomów zapisanych “Proletariuszami…”. – Dlaczego? Ponieważ toczy się wojna dwóch cywilizacji, toczy się wojna dwóch światów: trady-cyjnie katolickiej Europy, czyli świata organicz-nego, oraz świata okultystycznego, pogańskiego, czyli mechanicznego. Trudno jest Europejczykowi nie czuć odrazy do tego wszystkiego co pachnie Orientem, turańszczyzną? a internacjonalizm tkwi korzeniami w turańszczyźnie.

    Przedstawiona poniżej propozycja obrony przed zdradą i zdrajcami nie jest czymś nowym. Są to zasady postępowania od dawna znane, lecz nie zaw-sze uzmysławiane, nie zawsze zestawiane w jedną całość. Dla przykładu, wspominał o nich często Papież, św. Pius X, w encyklice “Pascendi Dominici Gregis” Świat filozofii liberalizmu wypowiedział wojnę Kościołowi katolickiemu. Zatem, musi być podjęta walka. Pokój w czasie rozgorzałej wojny jest nie-dorzecznością. Przeciwnicy nie mogą zawierać przymierza w połowie rozgrywanej bitwy. Zatem, jest niedorzecznością starać się jednoczyć zwo-lenników liberalizmu z katolikami. Wychodzi z te-go dziwoląg w rodzaju: “liberalny katolik” bądź “katolicki liberał”. Katolik, zarażony ideą li-beralizmu, de facto przestaje być katolikiem. Liberalizm jest antytezą katolicyzmu, a synteza jest tu niemożliwa, tak jak nie jest możliwa syn-teza cywilizacji. Można się tu krzywić i gryma-sić, ale niczego to nie zmieni, gdyż takie są prawa dziejowe. Synkretyzm, będący w sprzeczności z prawdą objawioną, jest tragicznym i bolesnym błędem. Posoborowe “pojednanie” trzebi szeregi katolików jak czarna ospa w Średniowieczu.

    Największą przeszkodą w utrzymaniu przy życiu ka-tolickiego narodu jest powszechna ignorancja. Aby nie błądzić, trzeba wiedzieć w co należy wierzyć, następnie mieć cel, do którego należy dążyć, a dalej, wiedzieć co trzeba robić, aby ten cel móc osiągnąć. Każde skuteczne działanie wymaga zdecydowania, wymaga hartu ducha i gotowości do wyrzeczeń. Wierność Panu Bogu wymaga wyrzeczeń. Obcowanie z Bogiem jest wielką sprawą, gdyż Pan Bóg nie jest chłopcem na posyłki, czy równym kum-plem, z którym można iść na wódkę; co ostatnio usiłują nam sugerować “postępowi” moderniści. Nic z tych rzeczy. Pan Bóg jest przede wszystkim naszym Sędzią Najwyższym i Ostatecznym, który roz-liczy nas z najmniejszego uczynku, gdy przyjdzie na to pora. Stąd, służba Panu Bogu jest wzniosła lecz twarda, O tym należy pamiętać. Trzeba być pokornym przed Panem Bogiem, ale nieugiętym przed nieprawością. Bez silnego postanowienia prowadze-nia walki, nabywana wiedza może doprowadzić do psychicznego samospalenia się, do złudnego prześ-wiadczenia, iż zła nie da się pokonać.

    Aby móc się skutecznie bronić, musimy być gotowi nawet oddać życie za nasze ideały. Ci działacze polityczni, którzy patrzą z cielęcym zachwytem na hedonistyczny Zachód, gdy nadejdzie chwila próby, to poza zdradą niczego więcej nie będą w stanie zaofiarować dla narodu. Wrzesień z 1939 roku w pełni to potwierdził. Posolidarnościowa emigracja również. Odwaga wymaga nadziei, a odwaga w walce z Synago-gą szatana wymaga zawierzenia dobroci Bożej oraz Bożemu miłosierdziu. Potrzebna jest więc modlitwa i jeszcze raz modlitwa. Ludzie bardzo często na-rzekają, że Pan Bóg ich opuścił, że im jest tak ciężko żyć; a nie uzmysławiają sobie, iż nigdy szczerze nie prosili, aby Pan Bóg im dopomógł. Ten tak powszechny brak logiki jest zdumiewający.

    Zatem, uzbrojeni w wolę walki, możemy przystąpić do doboru właściwego programu studiów, jednocześ-nie wspierając i trzymając się blisko katolickich nauczycieli i profesorów, wiernych tradycji Koś-cioła świętego.
    Jak rozróżniać rzeczy dobre od złych? – Warto tu-taj pamiętać o starej zasadzie, że “Qui male agit odit lucem” (Kto czyni zło, nienawidzi światła). Trzeba bacznie przyglądać się agitatorom. Należy być powściągliwym w aprobowaniu nieznanych nam organizacji, nawet gdy na pierwszy rzut oka wy-glądają niewinnie, czy zachęcająco. Powiedzmy, to że domokrążny protestant, czy świadek Jehowy, no-si ze sobą Pismo Święte, a różokrzyżowiec rekla-muje się jako chrześcijanin, w ogóle nie oznacza, iż jest ostoją nauki Chrystusa Pana, Mimo szla-chetnych słów i budzącego zaufanie obycia, jego korzenie tkwią w błędzie, w herezji. A złe drzewo nie może wydać dobrych owoców.

    Heretycy, sekciarze i członkowie tajnych sprzysiężeń posiadają doskonałe wyczucie co służy ich sprawie. Nigdy nie będą chwalić tego co jest dla nich niedobre. W tej kwestii się nie mylą, gdyż są ku temu odpowiednio przygotowani. Zatem, nale-ży odrzucać to wszystko co witają z głośnym “Hosanna!” Akceptacja słów, sloganów, zawsze prowa-dzi do akceptacji postępowania, które po słowach następuje. Jest najrozsądniej wszelkie kontakty z nimi sprowadzić do minimum; powiedzmy do ko-niecznych kontaktów służbowych, zawodowych czy klubowych. Nie kupujmy ich książek i prasy, ograniczajmy kontakt z wszelkimi środkami masowe-go przekazu, które szerzą ich propagandę. Należy pamiętać, że to antykatolickie tajne sprzysiężenia przygotowują scenariusz dla antykatolickiej polemiki. Bezmyślne wciąganie się w taką polemikę zazwyczaj służy autorom scenariusza “dyskusji”. Gdy pozostawimy ich samym sobie, szczezną marnie, przestaną istnieć. Taki los spotkał przecież ich protoplastów: starożytnych pogan, a później arian.

    Z czasem, nabyta wiedza i mądrość podpowiedzą nam jak daleko można posunąć się w tolerancji, a kie-dy przestajemy pracować dla osiągnięcia większe-go dobra i służymy wyłącznie złu; kiedy trzeba zdecydowanie odpowiedzieć: NIE! Jest bardzo trud-no to zrobić, gdyż filozofia liberalizmu oduczała nas mówienia “nie”, a chętniej używamy wymijające “może”, “zobaczymy”, czy też “jak się da, to się zrobi”. Tolerancja jest tylko “mniejszym złem”, a nie dobrem. Można, czasowo, godzić się na “mniejsze zło”, aby w końcu móc uzyskać większe dobro. Tak widziana tolerancja jest mądrością, a mądrość nie jest objawem tchórzostwa, lecz cnotą, która reguluje nasze postępowanie. Każdy odruch tolerancji posiada charakter doraźny, a nie trwały. Kiedy dobro nie jest w stanie niczego zys-kać, a jedynie traci, to wówczas tolerancja jest szkodliwa. Powiedzmy, tolerancja ze strony Koś-cioła katolickiego oznacza, iż kierowany miłością nie niszczy ogniem i mieczem tych, którzy do nie-go nie należą, widząc w nich zbłąkane dzieci Boże, ale nie jest obojętny na herezję, na błędy w ety-ce i moralności. Z kolei, przykładem żle pojętej tolerancji jest cackanie się z ideą internacjona-lizmu, która jest złem od korzeni i z której nic dobrego nie da się wycisnąć. Co więcej, interna-cjonalizm nie może odwzajemnić się tolerancyjnością, gdyż tam wczorajsze dobro staje się dzisiaj złem (cykliczne okresy “błędów i wypaczeń”), zgodnie z potrzebami “partii”, czy walki klaso-wej. Nawet pozorna tolerancja własności prywatnej ma na celu zwiększyć skuteczność rewolucji. To tylko taktyka, chwilowe zło konieczne, i nie ma nic wspólnego z tolerancją, gdyż nie ma tam mi-łości.

    Przywilejem człowieka, jako osoby stworzonej na obraz i podobieństwo Boże, jest możność świadome-go działania, możność podejmowania decyzji zgod-nie z własną wolą, po zastanowieniu się. To czło-wieka różni od bestii i czyni wolnym. Atak na wolność człowieka jest atakiem na jego zależność osobową. Z kolei, rozwój wolności człowieka pro-wadzi do rozwoju miłości. Jedynie człowiek jest w stanie kochać, gdyż tylko człowiek jest w sta-nie wybierać przedmiot swojej miłości, zgodnie z wolną wolą. Tym samym, aby móc w pełni kochać, trzeba być wolnym. Miłość nie zna ograniczeń, jest wolna (nie mam tutaj na myśli “wolnej miłości”, która z miłością nie ma nic wspólnego). Nie można kogoś zmusić by kochał. – Człowiek nie jest w stanie miłować “partii”, która go zniewala. Nigdy! – Co więcej, dla obiektu miłości jesteśmy gotowi włożyć wiele wysiłku i samopoświęcenia. Jesteśmy gotowi go chronić, ponieważ w naszym od-czuci jest tego wart. Jesteśmy gotowi oddać wszystko, aby móc posiąść te drogocenną perłę. 1 tak, dla katolika obiektem miłości jest Pan Bóg, Kościół Św., a dalej, w logicznej konsek-wencji, ojczyzna, naród i rodzina. Tym należy tłumaczyć fakt, że ludzie są gotowi oddać swoje życie dla obrony rodziny, własnego narodu, ojczy-zny i wiary świętej. Patriotyzm jest związany ze świętością, a katolicki naród, aby mógł istnieć w świecie grzechu, potrzebuje świętych.

    Miłość do rzeczy stworzonych musi być podrzędna w stosunku do miłości do Pana Boga, ich Stwórcy. Mi-łując własną rodzinę, naród i ojczyznę, nigdy nie wejdziemy w konflikt z miłością do Boga. Tego wy-maga sam Pan Bóg. Inaczej rzecz ma się z miłością do ludzi Pana Boga obrażających. Tutaj z miłością jest ściśle związane miłosierdzie, spowodowane troską o zbawienie duszy każdego człowieka. Po-wiedzmy, troska o zbawienie duszy złoczyńcy jest wykładnią miłości do Boga. Z miłości do Pana Boga mamy obowiązek besztać i obezwładnić złoczyńcę, a kara śmierci jest aktem miłosierdzia wobec nie-go. Odbieramy mu szansę by mógł Boga dalej ciężko obrażać. Co więcej, krytyka i sroga kara odciągną innych od zła, którego notoryczny złoczyńca jest siedliskiem. Ponadto, mówienie o czyichś błędach jest również aktem miłosierdzia, kierowanym miłoś-cią. Można więc krytykować żyda, pragnąc tym sa-mym sprowadzić go na dobrą drogę i przyczynić się do zbawienia jego duszy.

    To jest szczera miłość chrześcijańska, nie mająca nic wspólnego z hipo-kryzją i konformizmem. Co więcej, mówić o żydach to, o czym wszyscy wiedzą, nie może przynieść im ujmy. Tak samo rzecz ma się z komunistami. Kryty-kowanie ich, w imię poszanowania przykazań Bożych i sprawiedliwości, nie daje im prawa do podnosze-nia wrzasku. Wręcz przeciwnie, podnosząc “giewałt”, nadużywają swoich praw. Jedynie katolik zażydzony (skażony etyką sytuacyjną) może czuć się źle, gdy spotyka się z krytyką żydów. Here-tyk, odszczepieniec, zawsze powinien być nazywany heretykiem, a jego poglądy herezją. Tego wy-maga odwieczne prawo sprawiedliwości. Tutaj nad-użyć nie ma. Proszę zwrócić uwagę jak św. Paweł traktował heretyków. Tak samo postępowali pozos-tali Apostołowie. Tę tradycję podtrzymali następ-cy św. Piotra i Doktorzy Kościoła św., aż do czasów Soboru Watykańskiego II. – Dziwne, nie-prawdaż? – Nie może być występkiem, czy odstęp-stwem od postawy miłosiernej, nazywanie zła po imieniu. Trudno jest przecież chwasty nazywać pszenicą. Byłoby to szczytem zakłamania. Jednak, tak wielu współczesnych katolików dopatruje się w chwastach sycącego zboża. Aby się o tym przeko-nać, wystarczy poczytać liberalną prasę katolic-ką.

    Katolickie środki masowego przekazu, posiadające zliberalizowanych dyrektorów i redaktorów, siłą rzeczy stają się sojusznikami tych, którzy walczą z katolicyzmem pod sztandarami liberalizmu; tak otwarcie, jak i z ukrycia. Słowa są przedstawi-cielem idei. Na tym polega ich doniosłość, na tym polega ich znaczenie. Moderniści zachowują katolicką frazeologię bez katolickiego znaczenia. Mówią o Panu Bogu, o wolności, o prawach i obo-wiązkach, ale w oderwaniu od wiary katolickiej. Ich życiową filozofią jest żyć w Kościele jak chrześcijanie, a poza Kościołem jak nakazuje “duch czasu”. Zliberalizowaną prasę katolicką można rozpoznać po jej oportunizmie. Powiedzmy, szczerze oddana wierze katolickiej prasa nigdy nie będzie wypowiadać się przychylnie na temat judaizmu. Mogą to robić tylko oportuniści w ro-dzaju redaktorów “Tygodnika Powszechnego”. Wier-ny Kościołowi rzymskiemu redaktor katolickiej gazety zawsze stawia czoła błędom doktrynalnym. Jak masoneria dzieli się na spekulatywną i prak-tyczną, tak i liberalizm katolicki posiada grupę teoretyków, która poprzez środki masowego głosi dogmaty filozofii liberalizmu, oraz grupę prakty-ków, która stanowi przytłaczającą większość, nie znającą się w ogóle na zasadach liberalizmu. Należący do grupy praktyków, kierowani w życiu hedoniziuem, potulnie podążają za ich fałszywymi prorokami. Chcąc być “na czasie”, traktują trady-cyjny katolicyzm jako reakcję, jako coś, co ma przeminąć bez śladu. Liczą na to, iż wytworzy się nowa teologia, nowa filozofia katolicka, która dopasuje się do “ducha czasu”, do “postępu”. Oczekują nowej teologii, która usankcjonuje ich rozpasanie intelektualne. Nic więc dziwnego, że liberalizm katolicki wypacza pojęcie wiary. Praw-dy objawione przyjmuje nie dlatego, że ich Dawca jest nieomylny, ale dlatego, iż odbiorca jest nieomylny.

    Owszem, jest skłonny zaakceptować dog-mat o nieomylności Ojca Świętego, ale pod warun-kiem, że to zliberalizowani katolicy będą decy-dować kiedy Papież jest nieomylny. Nie ma tam nadprzyrodzonej wiary, lecz tylko ludzkie przeko-nanie. Rola zliberalizowanego działania katolic-kiego sprowadza się głównie do subiektywnego da-wania przykładu dobrych uczynków, do działalnoś-ci charytatywnej, a nie dogmatycznej. W takiej sytuacji nauka. Chrystusa Pana jest zdana na past-wę “wolnej interpretacji wiernych”, a kwestia istnienia Pana Boga podlega głosowaniu.. Zlibera-lizowany katolik, który pomniejsza znaczenie prawdy, przestaje jej bronić. Broni jedynie włas-nych interesów. Czyniąc z katolicyzmu religię milszą dla nieprzyjaciół Kościoła rzymskiego, których pragnie zjednać, automatycznie zdradza katolicyzm. Reprezentuje jedynie własny twór, który odważył się nazwać katolicyzmem, a powinien być nazwany inaczej. Katolickie gazety, w rękach takich redaktorów, przestają być bronią dla wia-ry katolickiej, a stają się tylko straszakami; gdyż spiłowano im iglicę. Zatem, wszelki sojusz ze zliberalizowanymi katolikami jest bezużyteczny. Co więcej, dla Kościoła św. staje się kulą u nogi, gdyż ułatwia działanie dla nieprzyjaciół Stolicy Apostolskiej. Zaprosić ich do wnętrza narodowej twierdzy oznacza zdradę. Wprowadzą między nas chaos, podejrzenia, nieporozumienia, pretensje, niepewność siebie, a wszystko z pożytkiem dla świata herezji, dla ruchów wywrotowych.

    Heretycy są zawsze złymi ludźmi; nawet gdy robią rzeczy dobre, jak wspomnianą już działalność cha-rytatywną, ponieważ docelowy charakter ich postę-powania jest zły, przewrotny. Złodziej nie staje się człowiekiem dobrym przez to, że czasami da żebrakowi jałmużnę. Zło często zasłania się dob-rem, aby móc przeforsować swoje plany. O ile chcemy zwalczyć epidemię, musimy odizolować chorych. Kwarantanna jest tu zabiegiem najsku-teczniejszym. Strońmy więc od zwolenników zdrady rodziny, narodu, ojczyzny i wiary katolickiej. Jak od choroby zakaźnej. Ich wspólnym mianowni-kiem jest “wolność myśli”. Jednego dnia są gotowi wołać “Hosanna!”, a następnego “Ukrzyżuj Go!”. Dzisiaj uczęszczają do kościoła na Mszę Św., a jutro będą gotowi wstąpić do klubu bezbożników. O ich postępowaniu decyduje najczęściej nie rozum i serce, ale żołądek. Są bez charakteru, bez obli-cza. Zazwyczaj są to sceptycy, a wszelka dyskusja z nimi jest stratą czasu.. Chore idee, pozostawio-ne same sobie, nie będą w stanie czynić zła. Z czasem, rozpłyną się w nicość, jak dym na wie-trze. – Wiadomo, chcąc się ratować przed unices-twieniem, będą chodzić za nami jak cień, będą na-wet zmuszać nas, abyśmy się z nimi przyjaźnili. Tak, jak istnieje praktyczny przymus przynależ-ności do PZPR, czy nakaz kochania każdego żyda. – Starajmy się traktować otaczające nas zło z przymrużeniem oka. Zabawiajmy się wyszukiwaniem braku logiki i braku konsekwencji w postępowaniu naszego przeciwnika. Inaczej grozi nam samospalenie się. Nie atakujmy płotek i narybku, atakujmy jedynie rekiny. Starajmy się rozbroić przede wszystkim wojujących aktywistów świata zakłamania, stawiając ich pod pręgieżem opinii publicznej. Pro-wokujmy ich na tysiąc sposobów do zejścia ze złej drogi. Ironia, jako akt miłosierdzi?, na pewno ich upokorzy i może skłonić do zbawiennych dla nich refleksji. Warto podawać do publicznej wiado-mości ich nazwiska, czego panicznie się boją, chowając się za fasadą bezosobowego kolektywu. Mówić otwarcie czym i kiedy starali się zatruć serce i umysł Polaków, do czego skrycie dążą. To jest konieczne. Tylko zadawanie ran śmiertelnych może wroga usunąć z placu boju. Tego nam nie za-brania etyka katolicka.

    Jedynej rzeczy, której nie należy robić, pod żadnym względem, to kłamać. Nigdy! Kłamstwem nie da się. służyć sprawiedliwoś-ci, gdyż oddala nas od prawdy; a jedynie cnota prawdy jest dopuszczalna w dziejach narodu, jest dopuszczalna w jego obronie, w obronie jego reli-gii.

    Zakazy i nakazy świata filozofii liberalizmu są agresywne i narzucają swój pogląd w sposób tyrański, nie dając przeciwnikowi prawa do protestu i odwoływania się. Wolność istnieje tam dla wszys-tkich, za wyjątkiem zwolenników idei narodowej oraz… Ojca Świętego. Tak, narzucony nam liberalizm nawet z Papieża usiłuje zrobić więźnia w mu-rach Watykanu. Lektura codziennej prasy w pełni to potwierdza. W takiej rzeczywistości, widząc nasze zdecydowanie i bezwzględność, przeciwnik uderzy w wypróbowany już lament, że nasze postępo-wanie jest niezgodne z nauczaniem Kościoła Św., że nie kierujemy się w naszym postępowaniu miłoś-cią (tą ekumaniacką), że nie dążymy do braters-twa i pokoju (nawet na świecie!). Zaczną krzyczeć o tolerancji, którą zapewnia im konstytucja (a do której odmawiają nam prawa w sposób bezwzględny), okryją nas długim ciągiem epitetów. Nic nie szkodzi. Obrona przed taką napaścią jest łatwa.

    Oto kilka myśli, które mogą być pomocne w obronie. Zastanówmy się, kogo nauka Kościoła św. potępia, kogo potępia w swych przemówieniach Ojciec Świę-ty: tradycyjnych katolików, zwolenników idei na-rodowej, czy też zwolenników modernizmu, zwolen-ników walki klasowej i heretyków? – Papież, Jan Paweł II, nie może mieć złudzeń, że trwa zawzięta wojna pomiędzy światem herezji i światem kato-lickim. Jest to wojna na śmierć i życie. Jedni, albo drudzy muszą zniknąć z powierzchni ziemi. Jezus Chrystus wyraźnie powiedział kto będzie po-konany, Rzecz w tym, że nie wiemy kiedy to nastą-pi i jakim kosztem. Nie wiemy też ile do tego czasu dusz pójdzie na wieczne potępienie, gdyż o te dusze toczy się walka. Jak więc można zakła-dać, że Ojciec Święty jest w sprzeczności z ka-tolicką tradycją, która sięga czasów Chrystusa Pana? Nigdy Ojciec Święty nie potępił katolika za to, powiedzmy, że przystąpił do Komunii św. uprzednio spowiadając się. Wręcz odwrotnie, gromi nieustannie tych, którzy idąc z “duchem czasu” ignorują sakrament Spowiedzi. To samo można powie-dzieć o innych sakramentach, włączając sakrament Małżeństwa. To samo można powiedzieć o grzechach głównych, które zwolennicy modernizmu starają się lekceważyć. Moderniści ignorują krytyczne wypo-wiedzi Ojca Świętego, twierdząc, że są one wyra-zem prywatnej opinii, a nie w znaczeniu ex cathedra ; a więc, nie są dla nich obowiązujące. Herezja zaw-sze wyszukuje pretekst, aby móc wymigać się przed potępieniem, bowiem przebiegłe mędrkowanie prze-dłuża im żywot. Nie można wybierać z przemówień papieskich wyrwane zdania i interpretować je nie-zgodnie z intencją ich autora, starając się dogo-dzić własnemu widzi mi się. To jest nieuczciwy liberalizm. Podobnie postępują heretycy, protes-tanci, z interpretacją Pisma św. Tak postępują owładnięci “mentalnością masońską” politycy, in-terpretując umowy międzynarodowe.

    Ojciec Święty, Jan Paweł II, nie może tego robić, gdyż to by oz-naczało koniec Kościoła rzymskiego, a ten ma trwać wiecznie, ma być niezniszczalny, gdyż taka jest wola jego Twórcy, Chrystusa Pana. Bramy piekielne go nie zwyciężą. “Każda roślina, której nie sa-dził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana” (św. Mat. 15, 13) . Zatem, jak może Wódz Naczelny, Ojciec Święty, wy-dać rozkaz, w czasie zaciekłej, a może decydują-cej, bitwy, aby starać się nie ranić wroga zbyt dotkliwie? Wmawianie czegoś takiego Papieżowi jest nonsensem. Rodzi się bądź to z krańcowej bezczel-ności, czy też ze skończonej głupoty a bez wąt-pienia nie są mądrymi ci, co ugną się przed tego rodzaju argumentami.

    Kościół katolicki działa w otoczeniu nieprzyjaz-nym. Jednak, problemy dnia codziennego wymagają wzajemnych kontaktów i wzajemnego traktowania się na ogólnie przyjętych zasadach. Zatem, Kościół święty, oprócz misji apostolskiej, musi prowadzić misje dyplomatyczną, której celem jest utrzymanie wzajemnych stosunków z mocarzami tego świata. Mi-sja dyplomatyczna jest jednak podporządkowana mi-sji apostolskiej, co ostatnio potwierdził Ojciec Święty krytykując władze kanadyjskie za sposób traktowania Indian. W misji apostolskiej Kościół święty jest. bezkompromisowy, a jego Hierarchia jest gotowa do poświęceń. Przykładem może być pos-tawa biskupów w krajach rządzonych przez marksis-tów, a w szczególności postawa wielkiego Prymasa, śp. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W misji dy-plomatycznej Kościół św. kieruje się miłosier-dziem, jest życzliwy i pełen cierpliwości. Rzym, który się nie śpieszy, dyskutuje, negocjuje, cza-sami jest tolerancyjny, znosi upokorzenie dla większego dobra w przyszłości. Jednym słowem, Kościół św, jest uczciwie dyplomatyczny.

    Więc, spotkania Ojca Świętego z dyplomatami złych i niesprawiedliwych rządów nie mają nic wspólnego z akceptacją zła i hipokryzji. Spotkania z przy-wódcami sekt, z przywódcami neopogan, z przedsta-wicielami świata masońskiego, z przedstawicielami ateistycznych rządów są kontaktami ściśle dyplomatycznymi i nic więcej. Tam nie może być mowy o darzeniu wyjątkowymi uczuciami, czy też o apro-bacie szatańskiego działania i akceptacji prze-wrotnych doktryn. To, że Jan Paweł II spotyka się z rabinami w ogóle nie oznacza, iż mamy zaprzes-tać zwalczać rabinizm, faryzeizm i rzeczy im po dobne. To, że Ojciec Święty spotka się z ambasa-dorem Kuwejtu wcale nie oznacza, iż akceptuje po-ligamię. To, że Jan Paweł II witał się z aktorem Clint Eastwoodem nie oznacza, iż akceptuje jego sekciarstwo i niemoralny tryb życia aktorów ame-rykańskich. Nawet to, że Józef Lichtenstuhl otrzymał Order św. Grzegorza Wielkiego, w stopniu komandorii – raz jeszcze współczuję św. Grzego-rzowi – wcale nie oznacza, iż Watykan ma stać się siedzibą loży B’nai B’rith. – To jedynie nieucz-ciwi dziennikarze stawiają Jana Pawła II w takim świetle; jakoby aprobował synkretyzm. Często, łą-cząc te dwie misje Kościoła św. apostolską i dy-plomatyczną, nieświadomi katolicy dochodzą do absurdalnych wniosków, siejących zwątpienie w sercu i ból.

    Oczywiście, każda nasza niepewność siebie jest sprytnie wykorzystywana przez naszych wrogów. – Naturalnie, można dyskutować, czy dane pociąg-nięcie dyplomatyczne jest dobre dla nadrzędnej misji apostolskiej; ale tylko tyle. Warto o tym pamiętać. Należy modlić się za Ojca Świętego, aby wypełniał należycie zadania zlecone mu przez Ducha Świętego. Chcąc walczyć ze złem, trzeba znać przyczyny jego powstawania. Wówczas, można ustalić rozsądny plan ich usunięcia.

    W jaki sposób katolik popada w herezję liberaliz-mu? – Dużą rolę odgrywa tu zmasowana propaganda. Środki masowego przekazu, opanowane przez tajne sprzysiężenia (do których zaliczam również partie socjalistyczne i komunistyczne, gdyż ich pan, któremu służą, przebywa w ukryciu), krzewią wolnomyślicielstwo, zmuszają ludzi do przebywania w atmosferze sprzyjającej filozofii liberalizmu. Ludzie, nawet najuczciwsi i o dobrych intencjach, podświadomie wchłaniają liberalistyczną truciznę, tak w życiu społecznym, jak i prywatnym. Co wię-cej, powszechna ignorancja w sprawach wiary kato-lickiej powoduje, że ludzie zaczynają stronić od kontaktów z duchowieństwem, zaczynają stronić od Kościoła św. Niszcząc własne życie religijne, da-ją bezmyślnie upust żartom z księży, z Sakramen-tów Św., z moralności katolickiej, ze świętości w ogóle, a kończąc na szyderstwie z Pana Boga (!) , Droga, po której kroczy herezja, jest stroma na tyle, że jest wprost niemożliwe, aby móc z niej zawrócić; zwykle ten, kto na nią wkroczył, lądu-je na dnie Piekła.

    Deprawacja postawy moralnej rodzi odruchy rewolu-cyjne. Wolnomyślicielstwo krzewi moralność dowol-ną, czyli amoralność. Odrzucając rygory moralne, otwiera drzwi dla kaprysów i emocji. Chaos myślo-wy rodzi chaos w sercu, człowieka deprawuje. Człowiek zdeprawowany na wszelkie sposoby usiłuje zagłuszyć sumienie. Najczęściej sprzedaje duszę za coś, co dogadza jego próżności. Zwykle, rana na sercu powoduje błędność w rozumowaniu. Czy to będzie ugodzona miłość własna, czy to będzie ko-bieta, czy też worek pieniędzy, historia każdej herezji rozpoczyna się podobnie. Człowiek upadły w naturalny sposób skłania się do filozofii, któ-ra akceptuje, usprawiedliwia i chroni jego sła-bości, jego narowy, jego pychę.

    W wyniku grzechu pierworodnego, człowiek jest urodzonym zwolennikiem liberalizmu. Bez sakramen-tu Chrztu św., bez przemyślanej opieki duszpas-terskiej człowiek tonie w objęciach świata Ciem-ności. Opór liberalistycznym pokusom, które domi-nują w życiu publicznym, wymaga dużej samodyscy-pliny, a nawet bohaterstwa. W narodzie, który u-legł liberalizacji, bohaterstwo stanowi rzadki wyjątek. Ilu współczesnych katolików mówi wprost: “Ja nie chce. być bohaterem, ja chcę żyć !” (wygod-nie)? Pokusa uzyskania poparcia od zdeprawowanych środków masowego przekazu, od wpływowych osobistości z wyrobioną “mentalnością masońską”, jest dla większości nie do odparcia. Pragnąc się “urządzić”, wyzbywają się charakteru, wyzbywają się skrupułów.

    Doszło już do tego, że niemal każ-da “gwiazda”, czy to ze świata kulturalnego, nr, też politycznego i zawodowego, ma nieczyste ręce i sumienie. Opowieści o spisywaniu cyrografu z diabłem nie są wytworem wybujałej fantazji. Są zaczerpnięte z życia. W świecie opanowanym przez cywilizacje mechaniczne zawsze dominuje martwota i bezbarwność charakteru, zawsze będą tam chętni by zapisać się do tajnego sprzysiężenia, do “par-tii”, do sekt protestanckich, a nawet do sekt okultystycznych. Inaczej, te wszystkie organiza-cje dawno już podzieliłyby los arianizmu.

    Człowiek uczciwy, aby się wybić, oprócz talentu musi posiadać niebywały hart ducha. Nawet na “wolnym Zachodzie” ludzie najzdolniejsi, jeśli okazu ją charakter, poczucie własnej godności, mogą ko-łatać do wszystkich drzwi, a nikt ich nie przyj-mie, “nie zauważy” ich talentu. Jednak, gdy ktoś przylgnie do tajnego sprzysiężenia, gdy zaakcep-tuje filozofię liberalizmu, gdy zacznie wypowia-dać się, że inne religie są równie dobre jak je-go, że to, w co człowiek wierzy, jest zależne od stopnia wykształcenia i temperamentu, gdy zacz-nie manifestować bezwyznaniowość, natychmiast lo-dy topnieją, a droga do kariery stoi otworem.

    Życie na co dzień potwierdza myśl, że na “wolnym Zachodzie” niezbędnym warunkiem do zrobienia kariery jest podlizywanie się żydom, gdyż oni są siłą napędową wszelkiej przewrotności. Nic więc dziwnego, że z polskich emigrantów najlepiej na Zachodzie “urządzają się” ci, którzy robili ka-rierę w szeregach “partii”, będąc “za żelazną kurtyną”. Mój znajomy, prawnik z wykształcenia, powiedział mi kiedyś w szczerości, że chciałby dożyć chwili, kiedy dolar amerykański upadnie. Wówczas, większość zdeprawowanych groszorobów powiesiłaby się z rozpaczy i ze wstydu, a rodzaj ludzki doznałby oczyszczenia. – Istotnie, naga prawda o świecie grzechu jest przerażająca. – Zanik w narodzie dąż-ności do poszukiwania prawdy, podziwu dla piękna i krytyki brzydoty, powoli przeobraża go we wspól-notę hippisów lub czerwonych brygad, a w konsek-wencji, cały kraj zostaje pokryty łagrami. Seku-laryzacja moralności zawsze podmienia księży policjantami, a klasztory stają się policyjnymi koszarami. Człowiek nie może żyć w chronicznym chaosie, gdzie nie ma miejsca na wartości trwałe i spoza świata materialnego. Żyjąc bez tradycji, bez uznanych i szanowanych autorytetów, człowiek zamyka siebie w niesterowalnym świecie. To jest jazda samochodem z zablokowaną kierownicą.

    W koń-cu, z konieczności, musi więc dojść do rządów po-licyjnych, do brutalnego zamordyzmu. Zatem, filo-zofia liberalizmu usiłuje budować utopię, a przed utopią mamy prawo i obowiązek się bronić, gdyż dążność do utopii jest zdradą własnej rodziny, narodu, ojczyzny, Kościoła św. oraz Pana Boga. -Zostawmy ich! “To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół- wpadną” |św. Mat. 15,14). Starajmy się powrócić do tego wszystkie-go, co zbliża człowieka do Boga; a więc, do sta-rej liturgii, do dania łacinie należytego miejsca w liturgii, do tego wszystkiego co zdało próbę czasu w walce z fałszywymi ideologiami pogaństwa.
    Największe straty możemy zadać zwolennikom filo-zofii liberalizmu wyzbywając się zakłamania (wy-godnictwa) . Wówczas wywrotowe organizacje zaczną świecić pustkami. Należy więc starać się służyć dobrym przykładem, bowiem słowa uczą, ale przy-kłady pociągają. To, co propagujemy, powinno być przez nas stosowane w życiu codziennym, a od tego, co krytykujemy, powinniśmy stronić. Zwolenników zdobywa się dobrym przykładem. Nasze wrogie nasta-wienie do błędów, do kłamstwa, do zakłamania, czy w ogóle do zdrady, nie oznacza wrogości do osoby, która zbłądziła. Brama Canossy stoi szeroko otwarta. Jesteśmy zdecydowani, ale posiadamy miękkie serce. Z tym, że tolerujemy synów marnotrawnych, a nie hipokrytów, czyli wilki, które taktycznie szukają schronienia w owczarni.

    Starajmy się jak najwięcej przebywać w dobrym środowisku. Dodaje to odwagi do działania obron-nego. Ponadto, wspólnie jest łatwiej rozwiązywać problemy. Organizowanie spotkań i zjazdów, na których będziemy dyskutować alternatywne rozwią-zania trudnej sytuacji, dopomoże wypracować przej-rzysty program działania. Dobrze jest nawiązać korespondencję z kimś, kto może służyć swoją mą-drością życiową i doświadczeniem. Mamy jeszcze ludzi mądrych, o dużym doświadczeniu i erudycji, którzy chętnie będą nam służyć radą, gdy ich o to poprosimy. O ile będziemy kierować się dobrą wolą, o ile zdobędziemy się na wyrozumiałość od-nośnie różnic w temperamencie, różnic w osobowoś-ci, głównie spowodowanych rozbieżnością w czasie i przestrzeni, jak to zwykle bywa, gdy zetkną się ze sobą dwa pokolenia, o ile zdobędziemy się na dyscyplinę wewnętrzną i weźmiemy w cugle niepo-trzebne emocje, to jestem przekonany, że wynik współpracy może być budujący. Młodzi mają sporo czasu, by móc pracować dla dobra narodu, tylko nie zawsze wiedzą jak to robić; starzy natomiast wiedzą jak postępować, ale nie mają na to już czasu. Stąd, współpraca jest rzeczą mądrą i ko-nieczną.

    Działacze narodowi w kraju powinni powołać organ nadzorczy, który będzie pilnie śledził powstawa-nie i szerzenie się wszelkiej herezji, będzie analizował metody postępowania ruchów wywrotowych, aby móc wypracować zalecenia do przeprowadzenia akcji zapobiegawczych, jak akcje wydawnicze, ujawniające antynarodową działalność, oraz suge-rować kroki samoobronne. Szczegóły postępowania powinny być opracowane w kraju z uwzględnieniem warunków i możliwości lokalnych. Wszystko można robić zgodnie z Konstytucją i Prawem PRL. Trzeba tylko dobrze poznać przepisy prawne i wykorzystać je, jak najlepiej, do własnych celów.

    Należy dobierać dobrą literaturę i filmy. – Co rozumiem tutaj przez słowo “dobro”? Dobro jest tym, co musi być zrobione, aby zachować porządek natura! vf ustanowiony przez Boskie prawo. Wiado-mo, u komunistów słowo “porządek” oznacza podpo-rządkowanie się. rozkazom; natomiast my, katolicy, przez porządek rozumiemy naturalny stan rzeczy, ustanowiony przez Pana Boga. – Zasada wyboru jest prosta: odrzucamy to, co jest mocno rozre-klamowane przez zliberalizowane środki masowego przekazu. Korzystanie z magnetowidu jest dobrym przeciwdziałaniem deprawacji ze strony telewizji i kina. Nieodzowną jest też lektura książek do-tyczących tzw. teorii spiskowej dziejów. Bez zna-jomości tej dziedziny historii nie może być mowy o trzeźwym, realnym działaniu politycznym i gos-podarczym. Każda katolicka rodzina powinna mieć dostęp do choć jednego katolickiego czasopisma. Jak je wybrać? – Doprawdy, to trudna sprawa. Jest ich niewiele, a prawdziwie katolickich, omawiają-cych otwarcie problemy moralności i doktrynalne jest jeszcze mniej. Nie wiem co jest czytelnikowi krajowemu dostępne. Trzeba poszukiwać na własną rękę. Najlepiej jest popytać sie u kogoś kto się w tych sprawach orientuje. Może u proboszcza, który powinien wiedzieć skąd zdobyć niezbędne in-formacje? Wybór jest naprawdę trudny, gdyż nie wszystko co ma katolicyzm w tytule, czy w podty-tule, jest katolickie. W naszych czasach aż roi się od wilków w owczej skórze. Naturalizm, za-przeczający lub poddający w wątpliwość istnienie świata nadprzyrodzonego, jest wszechobecny. Nawet w prasie katolickiej. Świeckie szkolnictwo stało się ostoją i propagatorem naturalizmu. Szczegól-nie dotyczy to krajów, w których rządzą komuniści, gdzie nie ma katolickich szkół.

    Popularyzowane i przymusowe cywilne śluby, cywilne rozwody, spę-dzanie płodu, cywilne pogrzeby, materializm, a więc doktryna, że naród może żyć bez Boga, ,deprawują ludzi zupełnie. Odmówiono miejsca dla re-ligii tam, gdzie w pierwszym rzędzie być powinna, a więc w szkole. Zatem, należy dołożyć wszelkich starań, aby każde dziecko z katolickiej rodziny mogło pobierać lekcje religii. Nasz dzień ju-trzejszy zależy od tego jak dzisiaj wychowujemy swoje dzieci. Nic więc dziwnego, że Jezus Chrys-tus z takim naciskiem ostrzegał przed gorszeniem maluczkich. Pan Jezus również przykazał: “Dopuść-cie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie (św. Mat. 19,14). Więc, jest w naszym obowiązku prowadzić dzieci do Chrystusa.

    Co najistotniejsze, należy mozolnie przygotowywać ludzi zdolnych do przejęcia wszystkich funkcji państwowych i gospodarczych. Naród, o ile chce być wolny, musi mieć ludzi przygotowanych i goto-wych do sprawowania władzy i prowadzenia gospo-darki kraju. Inaczej, zastąpią nas obcy, a to oz-nacza przedłużenie okresu niewoli politycznej i gospodarczej. Z tego powodu każdy agresor rozpoczyna okupację kraju od likwidacji tych, którzy mają kwalifikacje do przewodzenia narodem, który postanowiono zniszczyć. Powinniśmy wyciąg-nąć praktyczne wnioski z lekcji danej nam w okre-sie międzywojennym przez prawa dziejowe, po trak-tacie wersalskim. Lata 1944-48 są również wymowne w historii naszego narodu.

    Rewolucję zawsze poprzedza rozkład narodu, “kry-zys obywatelski”. Siły rewolucyjne dochodzą do głosu wówczas, gdy narodowi zaczyna brakować po-litycznych autorytetów. Działanie twórcze, służą-ce rozwojowi kraju, zostaje zastąpione agitacją. To nie burdy uliczne stanowią główne niebezpie-czeństwo dla narodu, ale AIDS ideologiczny, któ-rym bez wątpienia jest filozofia liberalizmu. To zabójcza dla narodu próba służenia dwom panom na raz, którą podsyca interwencja ukrytych sił, jak sprzysiężenia masońskie i międzynarodowe organi-zacje. Siła rewolucyjnego sprzysiężenia jest zaw-sze większa niż widać to na pierwszy rzut oka.

    Starym, podstawowym błędem jest oceniać siłę ru-chu wywrotowego po liczbie widocznych jego człon-ków. Przecież rewolucję październikową z 1917 ro-ku rozegrała, z powodzeniem, garstka bolszewików. Jest dla człowieka nieszczęściem, że swoje postę-powanie opiera głównie na własnym doświadczeniu, a nie n, doświadczeniu danym mu przez historię. Stąd, mijają wieki, a ludzkość popełnia te same błędy. Dzięki temu. Szatan jest w stanie zbierać plony bez końca.

    Byłoby niesprawiedliwym winić za tragedię narodu jedynie kilku polityków u władzy, jak powiedzmy winić jedynie Józefa Piłsudskiego za rozmiar klęski wrześniowej z 1939 roku. Odpowiedzialność ponosi liberalizm duchowy elity narodu, który nie pozwala dostrzec powagi sytua-cji. Uśpiony liberalizmem naród nagle staje przed groźbą pożarów i bandytyzmu. Jest zaskoczony i bezradny. Impet każdej rewolucji jest zaskocze-niem dla narodu. Jej zdyscyplinowane i bezwzględ-ne oddziały, choć początkowo nieliczne, są w sta-nie rozbroić i opanować chwiejnych i chaotycznych, cichych i otwartych, zwolenników filozofii libe-ralizmu, urastając w ciągu jednej nocy w potęgę. Piłsudski mógł dojść do władzy i przy niej pozos-tać, a po jego śmierci sanacja mogła utrzymać się przy władzy, gdyż Obóz Narodowy był już zatruty jadem filozofii liberalizmu. Zliberalizowana opi-nia publiczna pozwoliła Piłsudskiemu, mimo wszys-tkich nieprawości jakich się dopuścił, pozostać u władzy. 15 maja 1926 roku i przez następne ty-godnie, miesiące i lata rozlegał się tchórzliwy lament. “Pokój! Pokój! Za wszelką cenę pokój!”. Była to kapitulacja przed Szatanem. Skoro zlibe-ralizowani narodowcy i ludowcy nie chcieli prze-lać nieco krwi w roku 1926, to w latach 1939-48 polało jej się o wiele, wiele więcej. Wytworzyła się duchowa próżnia, którą wypełniły obce agen-tury, a za wszystko, jak zawsze, zapłacił naród polski: morzem przelanej krwi i dewastacją kraju. Prawa dziejowe są bezwzględne.

    Czy to wszystko, o czym wspomniałem w niniejszym rozdziale, tak pobieżnie, jest możliwe? Sądzę, że tak. Chociaż, niektórzy czytelnicy mogą być innego zdania. Panuje bowiem pogląd, iż siła oraz sukces wymagają dużej ilości zwolenników, że o sile decyduje ilość. W rzeczywistości, prawdzi-wa siła, w moralnym jak i fizycznym sensie, za-wiera się raczej w stężeniu, a nie w zasięgu.

    Św. Ignacy de Loyola założył Zakon Jezuitów tylko z dziesięcioma współtowarzyszami. Jednak jakość tych przyjaciół była tak wielka i budująca, że zazdrościli mu ich najwięksi wrogowie Kościoła świętego, jak przywódcy Iluminatów, a później, ich następcy: Lenin i Himmler.

    To umiłowanie prawdy dodaje ludziom wigoru oraz ich uskrzydla. Wiara, przekonanie co do słusznoś-ci sprawy, o którą się walczy, zawiera siłę sama w sobie. Najlepiej przekonał się o tym Kserkses pod Termopilami, a bolszewicy w Finlandii. Każde ludzkie pokolenie będzie miało swoich here-tyków, bluźnierców i siewców zgorszenia. Jednak, będąc takimi, częstą kierują się modą, wygodnic-twem, często są pozerami, a na łożu śmierci będą odchodzić do wieczności z aktem żalu i skruchy w sercu. Szeregi rozległej armii Szatana są bar-dzo kruche, gdyż Pan Bóg “udaremnia zamysły przebie-głych” (Hi 5,12) .

  20. Piotrx said

    „Gigantomania” – Romuald Gładkowski cz 4.

    Toronto-1992
    /fragmenty/

    SUPERKOBIETY I SUPERRASA.

    Mentalność antynarodowa i antyrodzinna naszych czasów sięga korzeniami do racjonalizmu i bezbożnictwa z okresu Oświecenia, do odrodzonego wówczas kultu trójcy masońskiej: Wolność, Równość i Braterstwo. To jakobińska rewolucja francuska, z 1789 roku, uprawomocniła i spopularyzowała rozwody. Płodzenie bękartów nigdy nie było wymogiem abstrak-cji historycznej. Jest to rezultat wyrachowanych decyzji politycznych.

    Po drugiej wojnie światowej, świat stanął otworem dla demokracji. Nowym bożkiem stało się zboczenie wszelkie, a dr Żyd jego prorokiem. Sprawdzone w czasie wartości ży-ciowe naszych przodków zostały odrzucone. Ich miejsce za-jęła bezcelowość życia, charakteryzująca się pogonią za infantylnym samozadowoleniem. Głównie poczęło się liczyć własne „ja”. Żyd Jerry Rubin napisał książkę pt. „Do it !” (Rób to!), w której zachęcał do palenia kościołów i mordo-wania własnych rodziców, do kopulacji nieokiełzanej i do zażywania narkotyków. Pojawiły się dzieci-kwiaty, które okazały się kolejnym niewypałem; jakkolwiek, niewypałem bardzo kosztownym i w poważnym stopniu nadwerężającym tradycje rodzinną. W praktyce okazało się, że jest niemoż-liwe, aby móc żyć z kurtyzaną pod jednym dachem. Żadna grupa ludzi nie przetrwa, o ile odmówi robienia czegokol-wiek innego, co nie jest związane z kopulacją i z wchłania-niem używek. Wspólnota „ja sam” jest mitem. Mimo tego, „ja” pokolenie ujrzało cel życia człowieka w samym sobie. Oto-czenie było mu potrzebne na tyle, na ile dostarczało part-nerów do kopulacji, do zabawy, na ile było dostawcą narko-tyków i przyklaskiwało ludzkiej przebiegłości. Rola jed-nostki została wyolbrzymiona, a słowo „naród” stało się słowem przeklętym. Mało kto już pamiętał o Panu Bogu i o Jego przykazaniach.

    Bezbożnictwo jest zawsze próbą niedostrzegania Bożego porządku we wszechświecie, jest próbą niedostrzegania ce-lowości tego porządku. Liberał sekularystyczny, wierząc w wyłączność życia doczesnego, musi stawiać przyjemności ponad wszystko. Tym samym, życie rodzinne, widziane jako przeszkoda w dostępie do rozkoszy hedonistycznych, poczęło być zwalczane. Dalej, racjonaliści uwierzyli w niezawod-ność mędrca szkiełka i oka. Wszystko, co nie jest mierzal-ne, co nie daje się ująć w formułkę matematyczną, uznali jako nieistniejące. Tym samym, ślubowanie dozgonne, jak i każde zobowiązanie długoterminowe, uznali za niedorzecz-ność. W konsekwencji, plaga rozwodów stała się faktem i każdy zwolennik „postępu” począł urządzać się na wszelkie dostępne sposoby, wyzbywając się honoru i poczucia god-ności. Na tej bazie rozwinął się feminizm. Równość poczęła być już widziana jako identyczność. Mniejsza o genitalia. Skoro postęp wymaga zmian, to dlaczegóż by nie spróbować podmienić męża na lesbijkę? Mężczyzna też szybko odkrył, że pedał może być równie dobry w łóżku, a nawet lepszy, aniżeli emancypantka.
    Skoro, w myśl teorii Darwina, człowiek ma być zwierzę-ciem powstałym w wyniku przypadku, to dlaczegóż by nie spróbować rozmnażać go przy pomocy probówki i inkubatora? Po co kobietę fatygować ciążą i porodem? Szkoda na to cza-su. Już w XIX wieku, teozofka Annie Besant, uczennica He-leny Bławackiej, rozpętała kampanię antyciążową. Po niej, przyszła Margatet Sanger. To dzięki nim małżeństwo prze-obraziło się w zalegalizowany konkubinat.

    Przecież, kobieta uwolniona od ciąży i macierzyństwa, oraz mężczyzna, uwol-niony od ojcostwa, mogą spokojnie zająć się saturnaliami, mogą zająć się uprawianiem nierządu świata pogańskiego. Wówczas, małżonkowie zaczynają myśleć nie o tym, ile mogą wnieść do małżeństwa, ale o tym, ile mogą z niego uzyskać. Istotnie, śmierć frajerom! Żyje się tylko raz! W takich układach, małżeństwo trwa tak długo, jak długo każdej ze stron to się opłaca.

    Rewolucyjni zwolennicy „postępu” zapomnieli już o moż-liwości korzystania ze zdrowego rozsądku. Do tego stopnia zafascynowała ich własna podświadomość, że szukają w niej zbawienia w każdej sytuacji życiowej. Jak bestie, zawierzyli instynktowi i reagują na ich wzór.

    Jest rzeczą naturalną, że ludzie nie korzystający z usług rozumu nie zechcą skorzystać z dobrodziejstw wypływających z małżeństwa. Nawet, nie zawsze pamiętają, co słowo „mał-żeństwo” oznacza. Nie wspomną już o zasadach pożycia mał-żeńskiego. Te są już tak rozmyte, jak drogi polne w czasie słoty jesiennej. Powiedzmy, w PRL, dla wielu małżeństwo oznaczało uzyskanie stałego meldunku w Warszawie. Dla in-nych, małżeństwo oznaczało wyjazd na stałe z Polski. Były też ożenki z córami badylarzy. W tych przypadkach, małżeń-stwo miało być dowodem sprytu życiowego. Często, niejeden byczek jurny ubzdurał sobie, że jest karpiem, a życie jego jest wielkim okresem tarła. Więc, jak karp, lał spermą gdzie tylko się dało. Kiedy „przytrafiło się” mu potomstwo, to jak karp pozostawiał je na pastwę losu. Nawet nie uczył mycia zębów przed spaniem, gdyż karp myje zęby przez całe życie. To jest jego czynność naturalna. Podobnie rzecz ma się z mamą-karpiem. Nie potrzebuje pamiętać o dawcy sper-my. Przecież, następnego sezonu tarłowego będzie nowy; być może, iż bardziej atrakcyjny i obiecujący. Nawet nie przy-chodzi im do głowy, aby spojrzeć na małżeństwo jako na fakt naturalny w historii rodzaju ludzkiego.

    Sęk w tym, że nawet wówczas, gdy mama i tata, podbudo-wani teorią Darwina, pragną być karpiami, ich dzieci nic o tym nie wiedzą i wiedzieć nie chcą. Ekstaza orgazmiczna mamy i taty nie interesuje ich w ogóle. Wbrew teoriom psychologów i socjologów współczesnych, domagają się sta-łej opieki rodzicielskiej, edukacji i przygotowania do ży-cia samodzielnego. Chcą być uczeni o życiu i o celu życia. O zgrozo, z uporem dzięcioła trzymają się „przestarzałych” dogmatów kleru. Tak, dzieci są niewinne i zawsze pragną sprawiedliwości. To jedynie dorośli, jako ludzie o słabej woli i zepsuci, domagają się miłosierdzia.

    Zatem, jak uporać się z tak uciążliwą sytuacją? W jaki sposób pozbyć się tak uciążliwego balastu? – Muszę tutaj przyznać, że Jean Jacąues Rousseau był geniuszem. Pal licho jego rewolucję jakobińską. Jako racjonalista, dokonał więk-szego odkrycia. Znalazł sposób na udawanie karpia tak długo, jak długo staje; niezależnie od ilości „wpadek”. Dzieci spłodzone pozostawiał na progu przytułku dla sierot. Z czasem, za jego przykładem i w miarę rozwoju „postępu”, ilość podrzutków rosła w postępie geometrycznym. Filozofia liberalizmu sekularystycznego oraz teoria Darwina robiły swoje. Z konieczności, sieć przytułków dla podrzutków roz-rosła się do tego stopnia, że poczęły być nazywane żłobka-mi, ochronkami, przedszkolami, sierocińcami, poprawczakami i szkołami publicznymi. To wszystko zawdzięczamy Rousseau i tylko Rousseau. Biedak, nawet nie dostał za to nagrody Nobla. Cóż, w jego czasach, żydzi byli widziani tym, kim byli i trzymano ich z daleka od rozdziału nagród.

    Parens patriae stał się więc rzeczywistością świata li-beralizmu z dodatkiem socjaldemokracji. Bowiem, system pań-stwowy socjaldemokratów nie opiera się na historycznym roz-woju Państwa, ale na iluzji. Socjaldemokratom wydaje się, że rodzinę i naród są w stanie zastąpić Państwem. Po prostu, głupcy. Każdy system usług społecznych, czy to będzie pocz-ta, czy sieć żłobków i przedszkoli, czy też sieć komunika-cji miejskiej, jest organizacją, która tylko ludzi prze-mieszcza, przechowuje i komunikuje. Jak maszyna, nie wnika w wewnętrzną naturę rzeczy, z którymi ma do czynienia. Na-wet obowiązujący system przepisów prawnych zapewnia zacho-wanie utrwalonych konwenansów tak długo, jak długo rzecz jest paczką, przedmiotem ponumerowanym, czym jest posiada-nie biletu autobusowego, a nie istotą żywą, posiadającą ciało i duszę. Magazyniera nie interesuje wiadomość zawarta w paczce, gdyż ta zawsze jest prywatna, lecz wyłącznie paczka, jako przedmiot prawny.

    Tym samym, socjaldemokratycz-na utopia kibucu na skalę światową może być nazwana rajem dla gońców i dla magazynierów. Ich Państwo nie jest w sta-nie zastąpić rodziny; bowiem, każdy biznes doniosły jest biznesem prywatnym. To dzięki rodzinom powstała kultura, powstały zwyczaje i tradycja. Zawsze, dom rodzinny jest sprawdzianem wolności człowieka. Dom jest miejscem, w któ-rym kształtuje się ciało i dusza człowieka, w którym kształtuje się dusza narodu. Natomiast, zadaniem Państwa jest pełnić rolę służebną, a nie zastępczą.

    Powróćmy jednak do zagadnienia kryzysu w rodzinie. Kie-dyś, małżeństwo było zobowiązaniem na całe życie. Przypo-minała nam o tym nie tylko nasza religia katolicka, ale przypominały nam także cienie naszych przodków oraz- 44 –
    dobry przykład naszych rodziców. Jednak, liberałowie sekularystyczni obwieścili nam inna nowinę: „Nie mamy prawa do zobowiązań życiowych!”. Tym samym, odebrano nam prawo do życia w rodzinie. Nasza żona, czy mąż, może odejść od nas kiedy tylko zapragnie. Nawet, nie podając powodów. W kon-sekwencji, zamiast żony, mamy konkubinę, a zamiast męża, mamy zdrajcę. Mężczyzna nie widzi już w kobiecie żony i matki swoich dzieci, a kobieta nie widzi już w mężczyź-nie męża i ojca. Stali się automatami kopulacyjnymi odmien-nej płci.

    Jedne z wielkich cech prawa naturalnego jest ciągłość w czasie. Człowiek nie jest w stanie podzielić swojego ży-cia na części całkowicie od siebie niezależne. Nie da się, bowiem, „przygodnie” kopulować z Jolką we wtorki, z Mariolką w piątki, a z Elką w niedziele. W istocie rzeczy, to nie byłoby uprawianiem miłostek przygodnych, lecz życiem w poligamii. Tak, każdy flirt w łóżku jest intymnym związ-kiem dwojga ludzi. Szczególnie wówczas, kiedy gołąbki gruchające postanowiły zamieszkać wspólnie, „na próbę”. Cóż, zwolennik wolnej miłości i życia na łapę jest gorszy od „rębajły” przygodnego. Bowiem, idea wolnej miłości zmusza go, aby był wyrachowany i nieodpowiedzialny nawet w związku ciągnącym się przez długie lata. Jest to tragicz-na forma małżeństwa i najgorsza; ponieważ jest doraźna i nieusuwalna z pamięci. Skoro człowiek stanowi nierozer-walną jedność fizyczną i psychiczną, każde nasze postępowa-nie przynosi konsekwencje; najczęściej, widoczne już za życia. I nie da się robić rzeczy głupich i zboczonych za-chowując równowagę ducha. Każdy nasz grzech przysparza nam kłopotów. Nigdy ich nie ujmuje. Decyzje chore zawsze czy-nią człowieka bardziej chorym. Tak, głównym źródłem drama-tu życia ludzkiego jest jego ciągłość w czasie.

    Kiedyś wspomniałem, że rozwodnik musi być smutny, gdyż rozwód jest rozbieraniem się do naga w miejscu publicznym. Jest pozbywaniem się towarzysza w drodze przez życie. Je-den z moich korespondentów dodał, iż „powód do podobnego smutku i uczucia straty niepowetowanej musi mieć również każdy, kto zbyt długo żył ‚na kocią łapę’, każdy, kto zbyt późno znalazł partnera w drodze życiowej, często partnera porzuconego przez innych, posiadającego już w swojej księdze pamięci inne wpisy i wspomnienia”. Święta to prawda. Nie każdy mężczyzna jest w stanie przyjąć „inne wpisy”. Szczególnie wówczas, gdy nie posiada własnych. Mój znajomy, chłop prosty, ale dobrze znający życie, to zagadnienie podsumował lapidarnie: „Skoro wysoki i przystojny Henio rozprawiczył, to teraz niech wysoki i przystojny Henio kar-mi ją i ubiera”. Istotnie, prawdziwy mężczyzna nigdy nie będzie należycie szanował kobiety, która pozwoliła sobie na otwartość erotyczną. O ile przyjdzie mu z nią żyć pod jednym dachem, będzie mężczyzną smutnym.

    Zwolennicy rewolucji seksualnej wydają się być przeświad-czeni, że nasi ojcowie i dziadowie byli durniami i wszystko, co wprowadzili w życie, nadaje się do wyrzucenia na śmiet-nik. O ile tak byłoby naprawdę, to należałoby stwierdzić, że durnota jest cechą dziedziczną. Przecież, nazywanie wol-nej miłości „postępem” nie może być mądre. Przede wszystkim, umieszczone obok siebie słowa „wolny” oraz „miłość”, rozu-miana jako uczucie, przeczą sobie wzajemnie, gdyż kochanek nigdy nie był człowiekiem wolnym i nigdy nim nie będzie. Wolna miłość jest największym wrogiem wolności. Kochanki, konkubiny i kurtyzany, jako chwilowo oddające w dzierżawę swoje części ciała, mogą jedynie dać satysfakcje doraźną i samolubną. Docelowa ekstaza orgazmiczna jest tutaj in-tensywnym zaznawaniem rozkoszy z całkowitym pominięciem źródła tej przyjemności. Brakuje tu zobowiązań sięgających w przyszłość. Ci, co banalizują pożycie płciowe, banalizują życie własne. Przecież, celem naturalnym miłości jest przy-wiązać do siebie inną osobę, jest pogłębić sens życia. W przypadku libertynów, akt kopulacji został zredukowany do czynności fizjologicznej, jak jedzenie, picie i wydala-nie. Jest widziany jako wymiana płynów pomiędzy kobietą i mężczyzną. Daje to kochankom ułudę, że są panami sytuacji, że są w stanie doskonałej kontroli racjonalnej. Jest to zgubna iluzja kontroli ciała własnego; czyli, jakby ciało nasze było czymś odrębnym i nie było nami. Całe szczęście, że popęd płciowy nie jest popędem do wyłącznego zaznawania rozkoszy. Potwierdza to chociażby fakt, iż pomimo osiągania orgazmu większego, lepszego i wielokrotnego, co było celem wyjściowym rewolucji seksualnej, nadal coś popycha nas do „walenia się”. Tak bez powodu? Przecież, to, że Kaśka pusz-cza się, jest potwierdzeniem, iż jej organizm intensywnie domaga się ciąży, a nie orgazmów.

    Celem naturalnym kopulacji jest dziecko. Jest to akt o znaczeniu sakramentalnym. Nawet w sytuacji, kiedy celem stosunku płciowego nie jest zapłodnienie, jego forma nie powinna być odczłowieczająca i wypaczająca sakramentalne pojęcie aktywności płciowej. Zatem, nie może tu być miejs-ca na bestialstwo, na pedofilię, czy też kopulację, dla zas-pokojenia własnej prężności i ciekawości; tylko dlatego, że jest w torebce prezerwatywa, lub jest regularnie pobie-rana pigułka antyciążowa, więc czujemy się „bezpiecznie”. Każda kopulacja „dla frajdy” wypacza psychikę w sposób nieodwracalny. Ponadto, każdy, kto plugawi siebie samego, plugawi swoje otoczenie i plugawi własny naród. Staje się pasożytem narodowym.

    Naturalny popęd płciowy jest twórczy. Jest kluczem do ogniska domowego. Z chwila, gdy rodzina staje się faktem, to w sposób naturalny zatraca swój charakter erotyczny. Dom rodzinny staje się świątynia, szkoła, sadem, ośrodkiem zdrowia, warsztatem pracy, galerią sztuki i miejscem wypo-czynku. Niestety, ludzie zbałamuceni bełkotem o wolności i miłości sadza naiwnie, że ucieczka z domu, lub unikanie założenia rodziny, daje paszport na wyjazd do świata o większej wolności. Nonsens! Świat rozprzestrzeniający się poza zaciszem domowym jest pod wyjątkowo ścisłą kontrolą, jest tak bardzo wypełniony rutyną codzienną i konwenansami, że jedynie dom wydaje się być miejscem, gdzie swoboda w działaniu może być egzekwowana. Tak, dom rodzinny jest prawdziwą przystanią dla wolności człowieka. Poza domem, człowiek musi chodzić jak na spacerniaku więziennym. Obo-wiązuje ten sam kierunek ruchu, ten sam chód i nawet ten sam ubiór.

    Ile razy jestem w centrum wielkiego biznesu, w Toronto, w centrum pełnym drapaczy chmur ze szkła, alumi-nium i stali, zawsze odnoszę wrażenie, iż jestem na spacer-niaku więziennym. O ile zaznaję tam zadowolenia, to przede wszystkim z powodu konwenansów, a nie wolności osobistej. Powiedzmy, dziewczyna, która lubi ufarbować sobie na fio-letowo resztki włosów, na podgolonej głowie, i ranić kro-cze nosząc sadystycznie obcisłe spodnie, lepiej będzie czuła się na zatłoczonej promenadzie wielkiego miasta, ani-żeli w domu. Bowiem, tłum ją otaczający, został zaprojektowany dla niej. Jednak, ból krocza, ból głowy oraz obowiązek codziennego podgalania się – wszędzie! – przypominają jej nieustannie, iż nie jest dziewczyną wolną. Dalej, ile może mieć wolności kobieta, która uprawia najstarszy zawód świa-ta? Doprawdy, byłaby bardziej wolną mając w łóżku, co noc, męża chrapiącego i cuchnącego wódką! Tak wielka jest potę-ga domu.

    Liberalna cyganeria wielkich miast i włóczędzy wszelacy zarzucają pieleszom domowym, że są sztuczne oraz niepewne. Mówią w ten sposób, gdyż żyjąc przez całe życie w hotelach i oberżach, nie mają pojęcia o tradycyjnym życiu rodzinnym i gospodarskim. Ich wizja domu jest również oberżą, gdzie każdy nocujący ma wyznaczony kąt do spania i nic poza tym. Nawet posiłki bywają wchłaniane poza domem; w barach oraz w pawilonach tzw. fast food. Mieszkając w oberży z central-nym ogrzewaniem, są gotowi twierdzić, że ogień jest wytwo-rem fantazji ludzkiej, że nie istnieje. Nie widząc w życiu gospodyni domowej, która jest dla męża partnerką w prowa-dzeniu gospodarstwa domowego, są przekonani, że kobieta przy mężu jest pasożytem społecznym, że jest prostytutką zalegalizowaną itp. Są to głosy ignorantów, wyjątkowo bezczelnych ignorantów.

    W istocie rzeczy, dom jest jedynym miejscem, które może być wolne od konwenansów świata zewnętrznego. Jest ziemskim królestwem człowieka normalnego. Przecież, nawet wielki biznes, ten sam biznes, który zniszczył nam dom i rodzinę, uznaje doniosłe znaczenie domu, co uwidacznia się w jego reklamach: „Wypieki domowe!”, Wędliny wyrobu domowego!”, „Meble dla twojego domu!”, „Samochód dla twojej rodziny!” itd., itd. Doprawdy, nigdzie nie zetknąłem się z reklamą w rodzaju: „Majtki dla kochanki!”, tub „Krawat dla gacha!”. Zawsze jest w nich mowa o domu i o członkach rodziny. Na-wet przypowieść o synu marnotrawnym potwierdza doniosłe znaczenie domu. Dom ojca był dla syna marnotrawnego ostat-nią przystanią w tułaczce po świecie pełnym ułudy i grzechu.

    Tylko w domu rodzinnym człowiek może czuć się niezależny i może być sobą. Tylko w rodzinie człowiek może poświęcać się dla bliźnich i poprzez wyrzeczenia zaznawać szczęścia ewangelicznego. Rodzina jest miejscem jedynym, w którym człowiek może jednocześnie być posłusznym i rozkazywać, mo-że służyć i władać, może cierpieć i śmiać się ze łzami szczęścia w oczach. To ciepło zacisza domowego pozwala człowiekowi wyraźniej dostrzegać dobroć Boga Ojca oraz Jego interwencje w historii rodzaju ludzkiego. To w życiu rodzinnym rozmywa się pozorny paradoks stworzenia mężczyzny i kobiety. Tam, widać cały sens Bożych zamiarów, przypie-czętowany obiecanym Odkupieniem. Stad, Chrystus ustanowił małżeństwo sakramentem. Tym samym, adoratorzy Lucyfera mu-sieli zaatakować rodzinę jako sakrament. Przecież, rozwody i aborcja obrażają Pana Boga najboleśniej.

    Pragnę tutaj podkreślić wyraźnie, iż dekadencja życia rodzinnego ma miejsce nie dlatego, że zabrakło nam wzorców moralności tradycyjnej, lub, że człowiek współczesny „wy-siadł”, lecz głównie w wyniku masowo rozpowszechnianej doktryny antyrodzinnej. Cały świat „postępowy”, który utracił świętość pieleszy domowych, jest skierowany prze-ciwko „durniowi”, który odważył się mieć żonę i dzieci z niej zrodzone, który postanowił mieć dom, w którym będzie mógł ich schronić. Atakuje go miejsce pracy, atakują go obowiązujące przepisy prawne i szydzi z niego przemysł roz-rywkowy. Dzieci są tam przedstawiane jako rezultat „wpad-ki”, pecha, bądź jako rezultat pękniętej prezerwatywy, czy też zaniedbań w rytuale antyciążowym. Tam, słowo „mat-ka” budzi zgorszenie, a matka karmiąca niemowlę piersią może być znana co najwyżej z obrazów muzealnych. Nie ist-nieją też takie rzeczy, jak honor, poczucie odpowiedzial-ności i obowiązku, jak codzienne zajęcia domowe, i wresz-cie, nie istnieje taka rzecz, jak dziecko.

    Rozwiązłość zawsze idzie w parze z tchórzostwem. Nic w tym dziwnego, gdyż rozwiązły styl życia jest lansowany przez tchórzy zaszytych w redakcjach środków masowego prze-kazu. To według ich filozofii kobieta jest wolna wówczas, kiedy usługuje alfonsowi, ale jest niewolnicą, gdy pozos-taje przy mężu i mu pomaga. Sytuację pogarsza fakt, że owe cuchnące stadło alfonsów zawodowych ogłupia nasze córki do tego stopnia, iż dla durnowatej fotografii na okładce żurnala mody, a nawet brukowca zwykłego, postanawiają nie po-siadać dzieci w ogóle, że mają odwagę wyrzec się zaszczytu macierzyństwa. Tak, to, co kiedyś tata-komisarz ludowy usiłował wprowadzić za pomocą nagana i nahajki, dzisiaj, syn-socjaldemokrata uzyskuje kamerą i pocałunkiem. Tchórz zawsze przepycha się przez życie całusami. – Witaj, nowa bogdanko! Zrobię z ciebie kurtyzanę! Powieszę cię na krzyżu! Wykorzystywać kobietę, jako wyidealizowany manekin plas-tykowy, jest takim samym złem, jak wykorzystywać kobietę jako miotłę plastykową. Tam, gdzie nie ma świątyni, nie może być domu, lecz co najwyżej burdel. Zawsze, gdy zmysły przestają być sługą człowieka, stają się jego tyranem.

    Rozpętana walka pomiędzy płciami, pomiędzy mężem i żoną, jest gorsza w skutkach, aniżeli marksowska walka klasowa. Jest to budowanie niezależności w niewłaściwym miejscu. Bowiem, rzeczą naturalną jest wzajemna zależność płci, jest wzajemne uzupełnianie się. Żona była trzymana w domu nie po to, aby zrobić z niej ciemną kurę domową, ale dlatego, aby wyzwolić z niej to wszystko, co jest w niej najlepsze. Powinna gotować, gdyż lepiej to robi, aniżeli przeciętny mężczyzna. Nie musi rywalizować w gotowaniu, ale po prostu dobrze gotować. Powinna uczyć dzieci pacierza, opowiadać im baśnie i opowiadać o otaczającym ich świecie. Powinna nucić kołysanki do snu. Dzieci nie muszą być uczone w domu zawodu, ale muszą być przygotowywane do wyjścia w świat. Zatem, żona nie powinna rywalizować w nauczaniu, ale po prostu powinna dzieci uczyć życia. Powinna też dekorować wnętrze domu i trzymać w czystości; nadając mu swoisty i niepowtarzalny urok i ciepło. Powinna być przy tym kraw-cową i umieć robić z niczego „coś”. Nie powinna rywalizo-wać w wypełnianiu sobą domu, ale ślad jej ręki powinien być widoczny wyraźnie. Powinna być księgową oraz inwesto-rem. Powinna być pielęgniarką, psychologiem, agronomem, zootechnikiem, matką i żoną. Tak, rola gospodyni domowej i pani domu nie zawęża jej życia do jednego zawodu, ale daje jej możność uprawiania każdego hobby, które jest miłe jej sercu. Poza Panem Bogiem i matką naszych dzieci, nikt nie jest w stanie uprawiać kilku zawodów na raz i brać udział w dziele stworzenia świata. Kobieta jest istotą wy-jątkowo twórczą. Tak wielkiego wyróżnienia nie doznali nawet aniołowie.

    To prawda, że życie kobiety było kiedyś cięższe od życia mężczyzny, że musiała mężczyźnie usługiwać, ale… była jego główną służącą i najczęściej jedyną, była panią domu. Z tego to powodu, mężczyzna uchylał kapelusza przed kobie-ta i ustępował jej miejsca. Był jej rycerzem.

    Rodzina, mimo, iż wypełnia plany Boże, zawsze była two-rem niedoskonałym, tak jak niedoskonała jest grzeszna na-tura ludzka. Bez wątpienia, istnieją żony i matki, których życie rodzinne męczy, podobnie, jak niektórzy ojcowie są unieszczęśliwieni odpowiedzialnością i obowiązkami głowy rodziny. Są żony, które nie chcą być matką, jak istnieją prawnicy, którzy nie chcą być sędzią. Jednak, są to wyjąt-ki niechlubne. Nie można więc przyjąć, że tradycja rodziny stabilnej nie jest wypracowana przez pragnienia naturalne rodzaju ludzkiego. Nie można też twierdzić, że akt korona-cji, czym jest zamążpójście, poniża królową. Zawsze, akcje kobiety zamężnej idą w górę. Nie można też twierdzić, że ktoś zostaje mianowany sędzią, ponieważ jest durniem. Jed-nak, liberałowie sekularystyczni i libertyni głoszą co in-nego. Dla nich, wymóg, aby kobieta stała się współpartnerką w dziele wychowywania przyszłości narodu, ma być tyranią. Są przekonani, że gospodynią domową zostaje kobieta głupia. Z konieczności, proponują model matki dochodzącej, pracują-cej przy własnych dzieciach dorywczo. Czy można wychować dziecko na człowieka dojrzałego i odpowiedzialnego mając z nim kontakt sporadyczny, pełen pośpiechu nerwowego i wy-kradanego czasu? Wątpię. Lecz o tym za chwilę.

    Pora wspomnieć o rzeczach dobrych i budujących. Do nich należy zaliczyć to, że w świecie rzeczywistym amazonki nie istnieją, że kobieta-tytan jest martwa. Cóż, wieści dobrych kurczowo trzymają się złe nowiny. Bowiem, nadal istnieją młode kobiety, które postanowiły być nadkobietami, czy też superkobietami. To są Zosie-samosie. Postanowiły robić to wszystko, co robią mężczyźni. Zapytane, kto będzie rodził i wychowywał dzieci? – odpowiadają, że będą robić i jedno, i drugie. Będą spełniać rolę matki i ojca, będą robić karierę zawodową, będą seksmaszynami i będą „urządzać się”. Będą wszystkim dla wszystkich. Jednym słowem, wpadły w pułapkę podstępnie dla nich przygotowaną. Dały się na-brać na mit o kobiecie wyzwolonej.

    Wprawdzie, kobieta wyzwolona uwolniła się od głównego żywiciela rodziny, czyli, od męża, uwolniła się od domu, ale idąc samotnie przez życie nigdy nie będzie w stanie uwolnić się od konieczności korzystania z zapomóg społecznych, od banku, od miejsca pracy i… od lichwiarzy. Jest to bardzo grymaśna forma niezależności. Przecież, to czego pragnie oznacza, że zamierza powrócić do majtek z liści figowych, jakie nosiła Ewa biblijna, czy też do przepaski ze skóry leoparda, którą nosiła pogańska bożyca Diana. Gdyż, te rzeczy może sporządzić samodzielnie; pod warun-kiem, iż potrafi upolować leoparda. Takie rzeczy mogą mieć miejsce jedynie w marzeniach kobiety rozkapryszonej. W rzeczywistości, musi zaprząc się do pracy zarobkowej i nabijać kabzę wielkiego biznesu: dieta, kosmetyki, stroje i przede wszystkim środki antykoncepcyjne. Nie wspomnę już o używkach i narkotykach. Zamiast być panią domu, czyli kimś, staje się lumpenproletariuszką, czyli nikim. – I to ma być wyzwoleniem? Od czego?

    Niezależnie od motywacji i okoliczności, przyjęcie przez kobietę pracy zawodowej poza domem, kosztem rezygnacji z zaszczytu bycia gospodynią domową, jest przejściem od pracy o większej doniosłości, do pracy o mniejszym znacze-niu; od pracy trudniejszej, do łatwizny. Zazwyczaj, kobiety źle wychowane w dzieciństwie czują się w domu niepewnie i uciekają od zajęć domowych w obawie, że mogą zawieść. Wolą więc szyć tysiące koszul dla ludzi obcych i obojęt-nych, aniżeli kilka koszul dla najbliższych. Wolą gotować tysiące posiłków dla „byle kogo”, aniżeli jeden dla włas-nej rodziny. Wolą udzielać porad i pocieszać setki chłopów, zamiast jednego. Wolą uczyć tysiące dzieci cudzych, zamiast kilkoro własnych. Wolą zmieniać pieluchy setkom niemowląt obcych, zamiast jednemu niemowlęciu własnemu. – Dlaczego? Ponieważ, obsługa masowa jest dorywcza i powierzchowna. Jest więc łatwiejsza.

    Przecież, pełna i oddana bezgranicznie opieka choćby nad jednym dzieckiem własnym jest zmaganiem się z hydrą stugłową wspartą całą rzeszą centaurów. Tak, ucieczka z domu jest spowodowana zanikiem poczucia odpowiedzialnoś-ci. Jest dezercją, która zadawala się surogatami. Jest za-szyciem się w świecie iluzji wypełnionym epizodami z życia ludzkiego, zamiast jego całością: od urodzenia, do śmierci. Bowiem, można strwonić całe życie na szyciu koszul, nawet nie ubrawszy jednego człowieka. Można przez całe życie uczyć dzieci, nie przygotowawszy do życia samodzielnego nawet jednego dziecka itd., itd. Życie publiczne jest zaw-sze zawężone i uboższe od życia prywatnego. Jedynie matka w pełnym wymiarze posiada całkowity dostęp do wszelkich i kompletnych aspektów wychowywania nowych pokoleń.

    W latach siedemdziesiątych tego stulecia, model super-kobiety stał się faktem; szokującym faktem. Liberalna pra-sa i telewizja pogłębiły iluzję w umyśle kobiet dążących do wyzwolenia. W rezultacie, w ciągu ostatnich piętnastu lat, liczba matek pracujących poza domem podwoiła się. Tworzą proletariat „z silniejszą środkową częścią ciała”, proletariat zaplanowany cynicznie, dla rozbicia rodziny, podstawowej komórki narodu. Ofiara propagandy antykobiecej i antyrodzinnej pragnie być tym, czym być nie może. Miota się pomiędzy pełnym macierzyństwem i karierą zawodo-wą; czyli, pomiędzy zajęciami, które wykluczają się wzajem-nie. Z czasem, porzucenie kariery zawodowej stało się dla niej tak samo bolesne, jak porzucenie dzieci własnych. Zatem zdesperowana kobieta wyzwolona poczęła UNIKAĆ POSIA-DANIA DZIECI w sposób zaplanowany. Nawet uciekając się do morderstwa. Nic w tym dziwnego. Zawsze, zwyrodnienie rodzi zwyrodnienie.

    Coś złego dzieje się z feministycznym ruchem wyzwalania kobiet. Matki pracujące czują się wyczerpane, mają wyrzuty sumienia i otoczenie nie pochwala ich decyzji bycia „nie-zależną”. Przecież, matka pracująca poza domem do końca swojego życia posiada poczucie winy. Chodzi zgorzkniała. Staje się jędzą. Niezależnie od ilości zarobionych pienię-dzy. Ma wyrzuty sumienia z powodu pozostawienia dzieci pod opieką osób obcych. Drażni ją to, że jej dzieci nie są tak czyste, jak były kiedyś, że posiłki przez nią sporządzane coraz częściej się przypalają, że są jednostajne. W końcu, drażni ją to, że przestała gotować całkowicie, że żywi dzieci with junk food w tanich jadłodajniach, jak McDonald itp. Podobnie jest w pracy. Brak awansu, poczucie winy z powodu absencji – powiedzmy, gdy dzieci chorują – że sta-je się małym pasożytem, że nie ma czasu dla siebie, aby wyglądać tak „seksy”, jak wyglądają manekiny dwuwymiarowe w żurnalach mody kobiecej, to wszystko powoduje, że „okre-sy” pojawiają się u niej coraz częściej. Haracz płacą dzie-ci. Dalej, jeżeli praca zawodowa, np. sekretarki, wymaga ciągłego kupowania garderoby i kosmetyków, zalecanych przez żurnale mody, aby wyglądać na czasie, kiedy zmusza do stołowania się w barach i restauracjach, kiedy zmusza do kupowania produktów gotowych, jeżeli wymaga wynajęcia niańki do dzieci, a nawet sprzątaczki, jeżeli zawyża wy-datki na przejazdy, na fryzjera itp., to poprawa budżetu rodzinnego staje pod znakiem zapytania. Z łatwością mogą to udowodnić dzieci, które wyrastają na zboczeńców.

    Kobiety „postępowe” i ich mężowie zbabiali tak często są oczarowani wizją „dodatkowej pensji”, że nawet nie przyjdzie im do głowy, aby zastanowić się, ile z niej po-zostanie na czysto. Ich apetyty rosną i w rezultacie koń-cowym muszą pożyczać od Piotra, aby móc oddać Pawłowi. W takim układzie, nie może być mowy o rozwoju. Bowiem, żniwo zbierają lichwiarze.

    Aktywiści rewolucji seksualnej przypuszczali, że z chwi-lą, gdy kobiety przejmą obowiązki należące do mężczyzn, to mężczyźni zajmą się zajęciami kobiecymi. O naiwności ludzka! Taka rzecz, jako sprzeczna z naturą, nie może mieć miejsca. Wizja mężczyzny, jako yuppy, jest mitem. Tylko kobieca kobieta jest w stanie władać mężczyzną niepodziel-nie. Sufrażystka, ze sztucznie rozwiniętą muskulaturą na ciele i umyśle, dokonała złego wyboru w najważniejszej dziedzinie w życiu człowieka, w dziedzinie życia rodzin-nego. Bowiem, chcąc utrzymać mężczyznę przy rodzinie, pierwej musi wykazać, że jest tam niezbędny. Mężczyzna po-trzebuje w rodzinie pozycję należną jego płci. Musi uwie-rzyć, że naprawdę jest ojcem dzieci, które rodzi jego żo-na. Niestety, z roku na rok, coraz więcej mężów w to wąt-pi. Często mówią, pół żartem, pół serio, „jak urodzisz mi bachora z ryżymi włosami, lub czarnego, to pryskam w świat”

    Tak, jakim cudem może uchować się rodzina bez wzajemnego zaufania rodziców? Przecież, przywiązanie mężczyzny do ro-dziny zawsze było kruche i może być zniszczone z wielką łatwością. Zawsze, kiedy społeczeństwo usiłuje zdewaluować rolę mężczyzny w rodzinie, jako głównego żywiciela, mężczyźni porzucają rodzinę masowo. W konsekwencji, kobiety grzęzną w nędzy, a dzieci znają ojca tylko z opowiadań.

    Zygmunt Freud podsunął kobietom pomysł, że ich problemy życiowe są spowodowane podświadomym rozgoryczeniem, iż urodziły się bez penisa. Stąd, feministki pocieszają się naiwnie, że wyrobiona i utrwalona u kobiet nienawiść do penisa poprawi nieco ich sytuację. Nic z tego. Mogą uzyskać trochę pomocy od opieki społecznej i od rządu, ale nigdy od opuszczonych mężów i ojców ich dzieci. Pozbawienie męż-czyzny męskości uczyniło go mięczakiem bez oblicza i cha-rakteru. Przestał być zdolny kobietę chronić, wspierać i opiekować się nią. Stał się eunuchem XX wieku. Tak, wy-paczenie roli kobiety doprowadziło do wypaczenia roli męż-czyzny. Nie może być inaczej, skoro rolą naturalną kobiety i mężczyzny jest wzajemne uzupełnianie się, a nie identycz-ność. Skoro mężczyzna przestał być głównym żywicielem ro-dziny, przestał być jej obrońcą. Został pozbawiony autory-tetu i zredukowany do roli współlokatora. To nie jest wszystko. Kobieta „wyzwolona”, pozbawiona naturalnej opie-ki ze strony mężczyzny, desperacko rzuciła się w objęcia dziczy orientalnej, afrykańskiej i wysp Oceanu Spokojnego. Wśród Europejek stało się modne posiadać kochanka z kółkiem w nosie. Kobieta, uniezależniona ekonomicznie, może już pozwolić sobie na trzymanie w sypialni nieroba. Wmówiła so-bie, że tylko Murzyn może ją zadowolić. Jest to jałowe po-szukiwanie mężczyzny, który byłby w stanie nie tylko ją kochać, ale i nad nią panować.

    Męskość nie jest cechą, którą mężczyźni narzucają ko-bietom. To kobiecość wymaga męskości od mężczyzny. Kiedy mężczyzna nie jest w stanie sprostać wymogom męskości, szczególnie nie z własnej winy, unika kobiet. Bodajże to Sokrates zauważył, że kiedy mężczyźni rozprawiają na temat poznania prawdy, to zapominają o istnieniu kobiet. Więź mężczyzny z kobietą zawsze jest krucha. Należy nad nią pra-cować nieustannie.

    Niestety, bardzo niewiele małżeństw zostaje zawiązanych w niebie. Zazwyczaj, młodzi małżonkowie nie mają najmniej-szego pojęcia jak należy żyć w związku małżeńskim. O mał-żeństwie posiadają wyfantazjowane i idealistyczne pojęcie
    i nawet nie przyjdzie im na myśl, że związek małżeński jest życiem dla innych. Niektórym wydaje się, że podstawą mał-żeństwa udanego jest miłość romantyczna, ukoronowana co-dzienną ekstazą orgazmiczną, z szampanem do obiadu i świe-żymi kwiatami na stole. Praktycznie, to może mieć miejsce przez kilka tygodni. Jednak, brudna bielizna, niezapłacone rachunki oraz niedyspozycja cielesna szybko przypominają, że nie tędy wiedzie droga przez życie. Kogóż więc winić za doznane rozczarowanie? – Wiadomo, nigdy siebie samego. To ON jest winny! To ONA jest winna! Wówczas, dla wielu, rozwód jest widziany jako najszczęśliwsza forma zakończe-nia konfliktu. Po tym, ma miejsce ślub następny. Bowiem, świat dziczy emocjonalnej zawsze usiłuje zaznawać szczęścia domowego składając do kupy strzępy porozwodowego wraka mo-ralnego i nazywając to świeżym startem. Tutaj, nawet lu-dzie wykształceni zachwycają się tak głęboko naiwną meta-fizyką „świeżego startu” i widzą w nim postęp. To jedynie ich cynizm odnośnie wierności jest świeży. Model rodziny jest stary jak świat, jest odwieczny i nie dla cyników jest w nim miejsce. Zagadnienie rodziny jest zagadnieniem du-chowym i żadne przepisy rozwodowe nie będą w stanie usunąć kryzysu małżeńskiego.

    Bardzo popularne jest błędne przekonanie, iż małżeństwo musi być partnerstwem o udziale pięćdziesięcioprocentowym. Zasada, że dzisiaj leżysz na mnie, a jutro ja na tobie, jest bezsensowna i skazana na niepowodzenie. Równy podział zajęć jest niemożliwy, gdyż większość z nich jest niemie-rzalna jakościowo i ilościowo. Błędem jest powielać innych na ślepo; szczególnie to, co nam pokazują w kinie i w te-lewizji. Każde małżeństwo musi wypracować dla siebie włas-ną równowagę. Najczęściej, za próbą równego podziału zajęć ukrywa się inna prawda: małżonkowie nie są w stanie ze so-bą współpracować i akceptować się wzajemnie.

    Oto, kilka znaków, że małżeństwo jest zagrożone:
    – mąż cię irytuje coraz częściej i nie wiesz dlaczego;
    – zaczynasz myśleć o mężczyznach, których mogłaś po-ślubić ;
    – mąż usiłuje cię pocałować zawsze „w nieodpowiedniej chwili”;
    – stronisz od męża oglądając telewizje, lub coraz częś-ciej wymykając się do znajomych na plotki. Tutaj, późne powroty do domu tez mogą być formą ucieczki od męża (żony).

    Mitem jest również przekonanie, że mąż i żona muszą być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi i ciągle przebywać ra-zem; jak dwa kanarki w klatce. Nic z tych rzeczy. To res-pekt wzajemny jest fundamentem małżeństwa, a nie przyjaźń. Bowiem, rodzina bez autorytetu jest jak orkiestra bez dy-rygenta. Przede wszystkim, nad autorytetem trzeba pracować, ciężko pracować. Wymaga to częściowego zamknięcia się w sobie, trzymania w sobie niepokoju, a nawet planów na przyszłość. Zwierzanie się ze wszystkiego, co wpadnie na myśl, należy do strategii najgorszej. Zaufanie wzajemne rodzi się nie z plotkowania i z opowiadania snów, ale z respektu, ze stabilności emocjonalnej i ze szczerego pragnienia, aby życie rodzinne było udane i szczęśliwe. Nie należy też mylić uczciwości z okrucieństwem.

    Panowie, szanujmy uczucia żony. Nigdy nie mówmy jej, w której sukni wygląda staro(!). Dalej, samolub porywczy jest w stanie zniszczyć życie rodzinne w takim samym stopniu jak brygady pracy socjalistycznej. Tyran, czy to w spodniach, czy też bez nich, potrafi zamienić dom w przymusowy obóz pracy. Tego nikt nie zniesie. Nasza rodzina jest tym, kim sami jesteśmy. Nie stawiajmy też kariery zawodowej powyżej szczęścia rodzinnego. Naprawdę, jest o wiele łatwiej zna-leźć dobrą pracę, aniżeli dobrą żonę. Zawsze, w małżeństwie najbardziej godną szacunku jest wierność, wsparta gotowoś-cią do walki o zachowanie wolności wyjątkowej, którą da-je człowiekowi wyłącznie dom rodzinny. Wyjście z każdego kryzysu małżeńskiego jest zlokalizowane w sercu męża oraz w sercu żony, a nie w biurze adwokackim, czy też w sądzie. Tak, zawieranie związku małżeńskiego było, jest i będzie wpakowywaniem się w kłopoty. Każdy człowiek dojrzały emo-cjonalnie jest tego świadomy i jest do tego przygotowany.

    Sednem mentalności zwolenników liberalizmu jest prze-świadczenie, iż każdy człowiek posiada prawo do decydowania jakie przyjmie kryteria w prowadzeniu się, że sam może de-cydować, co jest dla niego dobre, a co złe, że nie ma obo-wiązku podporządkowywać się żadnemu autorytetowi z zew-nątrz, że ma prawo rozumować jak tylko zapragnie i wierzyć w co tylko zapragnie. Na takim przekonaniu oparła się propaganda pederastów i prostytutek, na nim opiera się również cały ruch feminizmu.

    Skoro doszło do usunięcia dziedzicznych praw i obowiąz-ków, to nad życiem człowieka współczesnego zapanowała „wol-ność wyboru”. Kobieta otrzymała od liberałów prawo do wy-boru wszystkiego, za wyjątkiem rzeczy najważniejszej: pra-wa do poślubienia kogoś na dobre i na złe, na zawsze. Kon-trakt małżeński, bazujący na przyjemnościach, może być roz-wiązany w każdej chwili; nawet, bez podania przyczyny. Pra-wo do „wyboru”, jako największe osiągnięcie kobiety wyeman-cypowanej, jest niezręczną wymówką usprawiedliwiająca de-gradacje płci nadobnej. Zawsze, kiedy przepisy prawne nie chronią rodziny, nie chronią również kobiety. Tym samym, kobieta wyzwolona została rozbrojona przez własną ideolo-gię. Czuje się opuszczona i samotna. Skoro zależność ekono-miczna od męża miała być tyranią, mąż przestał odczuwać po-trzebę, aby żonę wspierać finansowo. Młody mężczyzna począł poszukiwać takiej żony, która zarobi na siebie bez jego po-mocy i wyrzeczeń. Przecież, tylko Arbeit Macht frei. Mał-żeństwo nie jest „dobrem prywatnym” i nie powinno być opar-te na kontraktowości. Tak, obowiązki rodzinne nie są natu-ry kontraktowej. Płodzenie i wychowywanie dzieci nie ma nic wspólnego z „wolnością wyboru”.

    Wprawdzie, kontrakt ślubny daje nam iluzję, że panujemy nad sytuacją, jednak, musi zawieść w dziele tworzenia rodziny, gdyż nie podpisu-je go osoba najważniejsza: DZIECKO. Kontrakt ślubny nie może być alternatywą dla sakramentu małżeństwa. Jest to odmiana konkubinatu, którego celem głównym wydaje się być regularna kopulacja bez konsekwencji.

    Prawo do „wyboru” uczyniło z posiadania dzieci prawo osobiste, co kiedyś było spełnieniem obowiązku wobec włas-nego narodu. Macierzyństwo poczęło być widziane jako zawód najpośledniejszego gatunku. Rewolucja seksualna uczyniła z dzieci niepożądany produkt uboczny orgazmu. W praktyce, prawo kobiety do orgazmu pozbawiło jej dziecko prawa do życia. Feministki znienawidziły własne ciało i jego zdol-ność rozrodczą. To jest już nawrót do gnozy. Pod ich wpływem, stał się modny slogan: „Każde dziecko jest dziec-kiem chcianym”. Jest to kłamstwo wierutne i okrutne. Życie codzienne mówi nam co innego. Dzieci „chciane” matek „postępowych” są bardziej narażone na nędzę, nierząd i akty brutalności, aniżeli dzieci matek „zacofanych”, uparcie trzymających się zasady „co rok, to prorok”. Niezależnie od ilości dzieci, niezależnie w jaki sposób zostały „zmaj-strowane”, rodzina tradycyjna daje im więcej bezpieczeń-stwa. Przede wszystkim „prorok” planowany jest dziełem wy-rachowania, a nie uczucia. Prawo do wyboru jest prawem do bycia jednym z ludzi wybranych; czyli, członkiem superrasy. W takim układzie, aborcja jest koniecznością. Przecież, każdy hodowca posiada prawo do selekcji. Zatem, selektywne uśmiercanie noworodków, czy też „embrionów”, w hodowli ma-sowej może być dozwolone i w pełni uzasadnione.

    Okrucieństwo aktu spędzenia płodu polega nie tyle na tym, że kobieta niszczy dziecko, ile, że niszczy dziecko własne. Ta podłość godzi podwójnie w prawo naturalne. Za-bija człowieka i zabija dziecko własne, któremu należy się opieka, ochrona, czułość na co dzień i doprowadzenie do samodzielności. „Wybór” jest dziełem przypadku, a nie aktem moralnym. Zapobieganie i usuwanie ciąży jest nienaturalne; tak samo, jak nienaturalną jest perwersja erotyczna. Mówi to człowiekowi jego sumienie, jego wyobraźnia oraz intuicja wrodzona. Potwierdzają to badania naukowe. Życie ludzkie rozpoczyna się z chwila zapłodnienia i embrion ludzki jest osoba. Sęk w tym, że prawo do aborcji opiera się na założe-niu, iż bycie człowiekiem nie wystarcza, aby posiadać prawo do życia.

    Powoływanie się, w tym przypadku, na opinię większości obywateli, na wyniki plebiscytów, czy też na wyniki głosowania demokratycznego, jest odmawianiem prawa Chrystusowi Królowi, jest trzymaniem się masońskiej Dekla-racji Praw Człowieka, która doszukuje się autorytetu w „ludzie”. Jest to prawo oparte na woli większości i nie ma nic wspólnego z moralnością. Nic więc dziwnego, że w masońskim systemie rządzenia kobieta „wyzwolona” zabija dzieci własne w regularnych odstępach czasu, do kilkudzie-sięciu w ciągu całego okresu rozrodczego; nawet nie zada-jąc sobie trudu, aby je pochować z szacunkiem.

    Rakarz w kitlu białym, lub w niebieskim, wrzuca je do muszli klo-zetowej, bądź do worka na śmieci. To jest już wznowieniem diabolicznego kultu wodza Azteków Montezumy II, który na-kazał swoim kapłanom składać w ofierze wężowi Quetzelcoalt dwadzieścia tysięcy Indian rocznie. Dzisiaj Montezuma humanistyczny składa tę samą ofiarę w milionach istnień ludz-kich. Wiadomo, postęp. Dalej, używanie niemowląt „wyskro-banych” do celów kosmetycznych i medycznych jest niczym innym, jak przywróceniem do łask zwyczaju kanibalizmu, któ-ry również posiadał przydatność społeczną, gdyż dostarczał dzikusom protein. Dla liberałów, człowiek zaczyna się wów-czas, kiedy jest w stanie podejmować decyzję. Ich brak lo-giki zawsze budzi zdumienie. Pies na łańcuchu również po-dejmuje decyzję. I co z tego?

    Nowy porządek w świecie jest już wokół nas. Na co dzień mamy do czynienia z ludźmi i z organizacjami atakującymi rodzinę, atakującymi prawo do własności oraz prawo do by-cia gospodarzem w swoim domu. Przecież, problemy gospodar-cze w Polsce są skutkiem nie tyle z istnienia zbyt wielu rodzin tradycyjnych, ile z istnienia za dużo „nowego po-rządku”. Nawet w Polsce usuwanie ciąży staje się niemal stylem życia. Wprawdzie, w systemie socjaldemokratycznym każda choroba jest widziana jako „wyjątkowa” i posiada swo-je stowarzyszenie dobroczynne, które zbiera pieniądze na jej zwalczenie, to i tam istnieje wyjątek, którym jest grzech. Jest „normalny” statystycznie i jest „ludzki”. To doprowadziło do indyferentyzmu. Skoro człowiek indyferentny odwrócił się plecami do Pana Boga, skoro tak wspaniały dar Boży, jakim jest pożycie płciowe, zgnoił i splugawił pornografią, skoro stał się sodomitą oraz zgnoił łono ko-biety poprzez aborcje brutalną, a te dzieci, którym udało się prześlizgnąć przez sito środków spędzających płód, indoktrynuje i deprawuje pornograficznym wychowaniem seksu-alnym, skoro gorszy maluczkich, przyszłość narodów, cała jego supertechnologia i wielki postęp techniczny stają się zupełnie bezsilne i bezużyteczne. Sodomita zdziczały uwie-rzył w bożka technologicznego, którym jest błona gumowa nazwana prezerwatywą. Bożek-kondom istnieje już od 1839 roku. Jest talizmanem, który ma czynić kopulację aktem „bezpiecznym”. Nawet, ma chronić przed AIDS; mimo, iż chirurdzy szpitalni, mając do czynienia z pacjentem chorym na AIDS, zakładają podwójne rękawice, które są o wiele grubsze i gęściejsze od prezerwatyw zalecanych ogłupianym dzieciom w szkołach. Dalej, seks bezpieczny jest seksem martwym, który zabija wszelką miłość; nawet do siebie sa-mego.

    Pomimo tego, istnieje nadzieja dla rodzaju ludzkiego. Każde zwyrodnienie w naturze, gdy zdobędzie przewagę ilościowa, to niezwłocznie ginie, i wszystko wraca do normy. Znowu zaczną rodzić się ludzie, którzy będą potrzebować siebie wzajemnie. Znowu celem kopulacji będzie jedność dwóch ciał, a miłość będzie zobowiązaniem do deski grobowej. Tak, popęd płciowy wiąże się z dziećmi i jest nastawiony na przyszłość. Małżeństwo i rodzina również. Tym samym, rodzaj ludzki nie jest spisany na straty.

  21. Piotrx said

    MYŚLĄCYM POD ROZWAGĘ cz 1.
    Romuald Gładkowski
    /Toronto 1984/

    NIE BĘDĘ CI SŁUŻYŁ!

    Przyglądając się dokładniej wydarzeniom w dzi-siejszym świecie, bez większych trudności moż-na zauważyć, że prawdziwym celem ruchu sockomunistycznego jest nie tyle komunizm, czy soc-jalizm, ile wprowadzenie anarchii moralnej, która ma zniszczyć chrześcijaństwo. Komunistyczną koncepcją człowieka jest człowiek zwierzę, człowiek siła robocza. Dzięki temu, ko-munizm staje się śmiercią, która włada żywymi. Przez ostatnie sto lat komuniści robią wszystko, by odebrać ludziom wiarę w życie wieczne, wiarę w Boga. Jak wiadomo, ateizm zawsze wyzwalał tyrańskie ekscesy. System społeczny bez miłości, przyjaźni i wzajemnego zaufania musi opierać się na terrorze. Nie trudno jest zauważyć, że terror buduje sockomunistyczną solidarność, że jest ko-munistom niezbędny do zainicjowania kolektywizatorskich poczynań.

    Masowe morderstwa, nieludzkie zsyłki, przymusowe wysiedlanie, te wszystkie ok-ropności są dokonywane w imię takich abstraktów, jak sprawiedliwość społeczna, wolność i wyzwole-nie. Dokonuje się zakrojonej na szeroką skalę rzezi dzisiaj, obiecując raj na ziemi pojutrze”. Ateistyczny sockomunizm, zaślepiony w dzikiej walce, uzurpuje sobie miano wyzwoliciela ludz-kości, zwodzi miliony ludzi, którzy oczarowani wizją świetlanego jutra giną w moralnej pożodze. Na co dzień, spełnia on naczelną misję zeświec-czania ostoi narodów – rodziny – aż do momentu, gdy cała ludzkość zawoła za Feuerbachem: „Ego mihi deus!”. Ponoć wówczas ma zapanować na ziemi, tak niecierpliwie wypatrywany przez sockomunę, „nowy porządek”, tysiącletnie czerwone carstwo. Chęć utworzenia antychrześcijańskiego rządu ogólnoświatowego sięga do czasów niechlubnych wypraw krzyżowych, gdyż już wówczas znane było pojęcie „obywatela świata”. Żołdacy germańscy i francuscy nie tylko nie zdobyli Ziemi Świętej, ale przywieźli do Europy szatańską herezję.

    W rezultacie, niemiecki zakon krzyżowy stwo-rzył protestantyzm, a francuski – wolnomular-stwo. W XVI wieku na terenie Niemiec powstaje tajne stowarzyszenie Kawalerów Bractwa Różokrzyżowców. Celem jego stało się „burzyć tro-ny i ołtarze”. Różokrzyżowcy zaczęli zwalczać Boga posługując się imieniem Bożym. Do nich na-leżał Marcin Luter posiadający pseudonim „Róża-ny Krzyż”. W 1517 roku Luter ogłasza swoje „95 tez”. Wywołane przez Lutra powstanie chłop-skie kończy się fiaskiem, gdyż katolicyzm w Niemczech był zbyt silny, a chłopi zoriento-wali się, że są oszukiwani. W krytycznym dla Lutra momencie z pomocą przyszli krzyżacy, po-magając rozprowadzić luteranizm po całej Euro-pie.

    W tym czasie, w Anglii, rodzi się satanistycz-na sekta, tzw. british israelizm. Jej członko-wie twierdzili, że dziesięć plemion z północ-nego Izraela osiedliło się na Wyspach Brytyj-skich w czasie podbojów asyryjskich. Zatem, Brytyjczycy mają być potomkami Izraelitów. Pod wpływem tejże sekty, Franciszek Bacon rzuca hasło: „Cały świat dla Anglików!”. Z myślą o podboju świata, w 1717 roku, w Londynie, zos-tała założona Wielka Loża Masońska. W 1722 roku książę Whartonu, Filip, został wybrany Wielkim Mistrzem Wielkiej Loży Anglii. Jednocześnie był on prezesem Klubu Ognia Piekielnego, wielce ak-tywnego w antykatolickiej działalności. Wynala-zek druku i rozwój komunikacji spowodowały tak intensywny rozwój tajnych organizacji, że zas-koczyło to ich organizatorów. Budowniczowie ogólnoświatowego królestwa nie mieli wyjścia, chcąc być skuteczni w działaniu, musieli zało-żyć tajną organizację w łonie tajnych organiza-cji.

    W tym celu, w drugiej połowie XVIII wieku han-dlarz nieruchomościami Meyer Amshel, pochodzą-cy z rabińskiej rodziny, przybiera nazwisko Rothschild i zakłada tzw. Izbę Rothschilda. Czołowym pupilkiem Rothschildowego związku lichwiarzy stał się Adam Weishaupt. Konwertyta Weishaupt przeszedł na katolicyzm z juda-izmu. Był jezuitą i profesorem prawa kanonicz-nego. Związawszy się z Izbą Rothschilda porzu-ca katolicyzm, by wzorując się na organizacji zakonu jezuitów założyć tajną organizację, któ-rej celem byłoby zdobycie absolutnego panowa-nia nad światem, często określanego jako „novus ordo seclorum”. Mając to na uwadze, twórcy „nowego porządku” mieli budować superrząd w spo-sób niezwykle ostrożny, posuwając się do przo-du małymi krokami.

    W 1770 roku Meyer Amschel Rothschild poleca Weishauptowi, by zmodernizował wielowiekowe zalecenia „mędrców Syjonu” i na ich podstawie opracował strategię działania prowadzącą do obranego celu. Z tego względu, jak to stwier-dził niemal sto lat później Żyd Izaak Wise,

    „…masoneria jest instytucją żydowską, której dzieje, regulaminy, obowiązki, nakazy i inter-pretacje są żydowskie od początku do końca…” („The Israelite” – z sierpnia 1855 roku).

    Adam Weishaupt ukończył powierzoną mu pracę w dniu 1 maja 1776 roku. Dzień ten jest uważany jako oficjalna data powstania tajnej loży ma-sońskiej, penetrującej inne loże, o nazwie: Zakon Iluminatów (Order of Illuminati). Z tego właśnie względu dzień 1 maja jest świę-tem komunistycznym, jako że socjaliści i komu-niści są serwantami twórców „novus ordo seclo-rum”. Propaganda lewicowa głosi, że dzień 1 ma-ja upamiętnia krwawą manifestację robotników w Chicago. Jest wielce prawdopodobne, że chi-cagowska masakra [*] została zorganizowana wyłącz-nie po to, aby zatuszować prawdziwe podłoże euforii wyznawców szatana.

    [*] Od bomb podłożonych przez anarchistów zginął kapitan policji i siedmiu jego podwładnych; sześćdziesiąt osób zostało rannych. Opisywana przez sockomunę krwawa mani-festacja nigdy nie miała miejsca.

    Hojnie finansowany przez Rothschilda A. Weishaupt zwerbował około dwóch tysięcy braci-konspiratorów, w skład których weszli ludzie nauki, przemysłu, finansów, oświaty i kultury. Zakonspi-rowanym sztabem dowodzenia stała się Loża Wiel-kiego Wschodu, której działanie można z grubsza scharakteryzować w czterech punktach:

    1. Wykorzystywanie pieniędzy i seksu jako środ-ków umożliwiających całkowite podporządkowanie sobie ludzi piastujących czołowe stanowiska w świecie gospodarczo-politycznym. Zboczeńcy seksu-alni i wszelkiej maści nałogowcy są łatwi do kon-trolowania, mogą być powolnym narzędziem w rękach konspiratorów. Przekupstwo i terror miały zapew-nić dostęp do ludzi wpływowych.

    2. Opanowanie uniwersytetów w celu wychwytywania wybitnych umysłów oraz ludzi pochodzących z wpływowych środowisk. Wyselekcjonowani przez twórców konspiracji ludzie zostają specjalnie przeszkoleni w dziedzinie internacjonalizmu. Przechodzą oni indoktrynację prowadzącą do peł-nej akceptacji idei totalnej kolektywizacji. Po przeszkoleniu, automatycznie uzyskują prawo do przewodzenia „ludzkiej trzodzie”, co lubił pod-kreślać Adam Weishaupt, gdy mówił o rodzaju ludz-kim. Mianowano ich generałami, admirałami, prezy-dentami, a także, małżonkami głów koronowanych. Oni ponoć mają wiedzieć najlepiej, co jest dla ludzkości dobre fizycznie i duchowo.

    3. Za plecami każdego rządu mają stać agenci iluminatów odgrywający role szarych eminencji. Oficjalnie nazywa się ich ekspertami, specjalis-tami, czy doradcami. Ich działalność ma stopnio-wo doprowadzić do degrengolady moralnej rządów i liczących się organizacji. Ma to ułatwić sfina-lizowanie dzieła tworzenia superwładzy.

    4. Przejęcie całkowitej kontroli nad prasą – jedynym środkiem masowego przekazu w czasach Weishaupta. Obecnie doszło władanie telewizją, radiem i filmem. Środki masowego przekazu mają wbić ludziom do głowy, że jedynym rozwiązaniem likwidującym ludzką niedolę jest totalna ko-lektywizacja. Jednocześnie, środki masowego przekazu ciężko pracują nad rozbijaniem spój-ności społecznej i narodowej. Wystarczy bacz-nie przyjrzeć się programom telewizyjnym, czy tematyce filmów, aby dostrzec ich zgubny wpływ na moralność rodziny, czy społeczeństwa.

    Dyrektywy Weishaupta nakazują likwidację ist-niejących rządów i religii. – Tu mamy częścio-wą odpowiedź, dlaczego głęboko religijny kato-licki naród polski został tak bardzo znienawi-dzony przez iluminatów i ich zakonspirowanych kamerdynerów sockomunistów, dlaczego tak zajad-le jest zwalczany ruch chrześcijańsko-demokratyczny w Polsce, dlaczego usiłowano zamordować polskiego Papieża Jana Pawła II.

    Pod koniec XVIII wieku Anglia i Francja były największymi mocarstwami świata. Adam Weishaupt na zlecenie Rothschildów opracował strategię wojen kolonialnych, przygotował rewolucje, które miały zlikwidować potęgę Francji i od-powiednio „skorygować” Anglię. W roku 1784 Weishaupt wydał rozkaz wywołania rewolucji francuskiej. Kurier wiozący Robespierrowi odpowiednie instrukcje, jadący z Frankfur-tu do Paryża, został w drodze zabity przez piorun – był w tym widocznie palec Boży. Przy zwłokach kuriera policja bawarska znalazła ins-trukcje Adama Weishaupta. Po ich dokładnym przestudiowaniu władze bawarskie wydały polic-ji rozkaz zrewidowania domów czołowych ilumi-natów z domem przywódcy Loży Wielkiego Wschodu Adama Weishaupta włącznie. Wszystko, co znale-ziono w trakcie rewizji, w pełni potwierdziło treść przechwyconych przypadkowo instrukcji. Znaleziono plany dotyczące sposobu prowadzenia wojen i rewolucji w celu opanowania świata. W 1785 roku rząd Bawarii zamknął Lożę Wiel-kiego Wschodu i wyłączył ją spod prawa. W 1786 roku opublikowano szczegóły dotyczące wykry-tej międzynarodowej konspiracji. Kopie tego opracowania rozesłano do wszystkich rządów Europy i do głów Kościołów. Jednak wpływ iluminatów był już tak duży, że za ich namową ostrzeżenie rządu bawarskiego zostało zigno-rowane. Co więcej, iluminaci stali się bar-dziej ostrożni i zeszli do głębokiego podzie-mia.

    W tym samym czasie, A. Weishaupt polecił swo-im ludziom zinfiltrować loże karbonariuszy i wolnomularzy oraz stworzyć własne tajne ko-mórki wewnątrz tych organizacji masońskich. Ci masoni, którzy zaakceptowali ideę internacjonalizmu i wyrzekli się Boga, zostali przy-jęci w szeregi iluminatów. Aktywność rewolu-cyjną rozpoczęto tuszować hasłami humanitar-nymi. Ponieważ Kościół i rząd francuski zignorowali ostrzeżenie rządu bawarskiego, rewolucja fran-cuska wybuchła w 1789 roku, tak, jak to usta-lił A. Weishaupt. Bastylia została zburzona, a gilotyna stała się najbardziej używanym urządzeniem. Wszak terror i masowe egzekucje publiczne miały torować drogę „nowemu porząd-kowi”.

    Celem iluminatów była próba zniszczenia wszys-tkich rządów, zniszczenie wszelkiej władzy cywilnej, kościelnej, rodzinnej i budowa pry-mitywnego, całkowicie skolektywizowanego pań-stwa. Iluminaci nazywają siebie dziećmi świat-łości. Swój rodowód widzą w początkach tworze-nia świata, kiedy to Pan Bóg powiedział: „Niech się stanie światłość!”. W rzeczywistoś-ci zaliczają się do dzieci szatana, do mani-chejczyków, którzy obrali sobie diabła za swe-go pana, wychodząc” z założenia, że diabeł dorównuje swą potęgą Bogu. Ruch iluminatów stał się okultystyczną siłą, stał się ins-piratorem ruchów rewolucyjnych z komunisty-cznym na czele. Rewolucja, dzieło mocy pie-kielnych, nie odstępowała na krok herezjom i przewrotom dążącym do zniszczenia chrześ-cijaństwa.

    W czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku, chorobliwie podekscytowane tłu-my krzyczały w obłędnym uniesieniu: „Niech żyje piekło!”. Nie bez powodu inspiratorka rewolucji – żydomasoneria – w słownictwie wa-tykańskim uzyskała miano sekty szatańskiej. Adam Weishaupt, studiując starozakonne księgi doszedł do wniosku, że bez odebrania człowie-kowi Boga trudno będzie realizować plan budo-wy superrządu władającego całym światem. Z tego względu, założony przez niego Zakon Iluminatów z wielkim rozmachem przystąpił do walki z religią, z nakazami moralnymi i z os-toją każdego narodu – rodziną. Iluminaci byli szczerze przekonani, że odczłowieczony czło-wiek, mimo wszystko posiadający duszę tęsk-niącą za Bogiem, w swej dezorientacji będzie skłonny oddać pokłon każdemu, kogo mu się wskaże jako władcę wszechświata. Może być nim z powodzeniem i szatan. Dlaczego szatan? -Obiecuje przecież królestwo ziemskie.

    Chrystus, będąc Synem Bożym, nie chciał prze-mienić kamieni w chleb. Wiedział bowiem, że czyniąc to, obiecałby człowiekowi cud material-nego zabezpieczenia. Nie ma najmniejszej wąt-pliwości, że wówczas ludzie garnęliby się do Chrystusa, jak ćmy do lampy, jednak zapewne z jedyną troską na czole, czy aby im tej dar-mowej manny przypadkiem nie odbierze. Zatra-ciłoby to cały sens przyjścia Odkupiciela na świat. Jego królestwo nie jest z tego świata, co zresztą wielokrotnie podkreślał.

    Co innego iluminaci. Podobnie jak ich proto-plaści faryzeusze, pragnęli królestwa na tym łez padole. Chcąc robić polityką, nie zawaha-li się obiecać ludziom darmową mannę. Tym samym, znaleźli wielu chętnych do współpracy. Szczególnie nęcące było zelockie zawołanie iluminatów, że intelektualiści powinni domi-nować nad światem, a nie go badać. Niestety, w zaistniałej sytuacji, do służby iluminatom zaczęli się garnąć i ludzie nauki. O zgrozo, nauka, zamiast służyć wiedzy i krzewić miłość do człowieka, stała się narzędziem dominacji nad ludźmi. Tak się składa, że polityka i prawdziwa nauka mają bardzo wąską płaszczyz-nę porozumiewawczą. W konsekwencji, naukowcy służący polityce w przytłaczającej większości są indoktrynerami, stają się pseudonaukowcami, gdyż chcąc przypodobać się chlebodawcy muszą naciągać wyniki.

    Iluminaci dobrze zdawali sobie sprawę, że wiara w wolną wolę człowieka znacznie utrudni im działanie. Zatem, poczęli lansować sekularystyczną teorię, głoszącą, że człowiek może być doskonalony wyłącznie poprzez program soc-jalny. Pojawili się więc mesjanistyczni inte-lektualiści, jak Tomasz Paine, Comte, Marks, czy Lenin, którzy za wszelką cenę usiłowali wyrobić u ludzi zaufanie do teorii determinizmu środowiskowego. Pojawili się też i ateizujący naukowcy, jak d’Alambert i Laplace, czy też podpatrywacze życia, jak Darwin i Miczurin, którzy usiłowali dać religii bez Boga naukową oprawę. Zaczęto głosić, że człowiek jest pro-duktem środowiska, a jego dowolne cechy mogą być wyeliminowane poprzez odpowiednie modelo-wanie środowiska. Skutki wdrażania tej teorii w życie boleśnie doświadcza ludzkość w dru-giej połowie wieku dwudziestego.

    DELENDUS EST COMMUNISMUS.

    Na początku lat pięćdziesiątych XIX wieku, w Nowym Jorku miało miejsce tajne spotkanie, na którym postanowiono zjednoczyć anarchis-tów, nihilistów i syndykalistów. Z wywrotowych organizacji postanowiono stworzyć jedną mię-dzynarodówkę pod nazwą KOMUNIŚCI. Ponoć tam po raz pierwszy padło słowo „komunizm” w dzi-siejszym jego rozumieniu. Ruch komunistycz-ny miał sterroryzować ludzkość, zmusić do ule-głości wobec twórców „nowego porządku”. Komunistom powierzono organizowanie międzyna-rodowego fermentu. Wojny i rewolucje miały stać się ich specjalnością. Clinton Roosevelt wespół z ówczesnymi magnatami prasowymi mieli zająć się zbiórką funduszy na rozwój ruchu ko-munistycznego. Z tych pieniędzy, między innymi, korzystał Karol Marks w okresie opracowywania „Kapitału” i „Manifestu komunistycznego”. Zatem, współczesny komunizm nie jest ideologią, ale zakonspirowanym narzędziem twórców „novus ordo seclorum”.

    Istotnie, Karol Marks dał podstawy teoretyczne dla zmodernizowanego totalitaryzmu. Pochodził z rodziny o dużych tradycjach rabińskich. Dziad-kiem Marksa był rabin Marc Levy. Z kolei, ojciec Hirschel, zdając sobie sprawę z konieczności wyjścia z getta – zgodnie z zaleceniem tzw. „trzeciego Mojżesza” Mendelssohna – przybrał nazwisko Marks i koniunkturalnie przeszedł na luteranizm. Skoro zainteresowania religijne w rodzinie Marksów były znikome, Karol wyrastał w atmosferze materialistycznej, wolnomyślicielskiej, był urodzonym ateistą. Z czasem, jako racjonalista, stosuje talmudystyczną ideę mesjanizmu do proletariatu. Proletariat po-przez swoje cierpienia ma zbawić i odkupić ludzkość. Korzystając z hebrajskiego dzie-dzictwa przeniósł koncepcję „ludu wybranego” na koncepcję proletariatu. Nieco później, Le-nin i jego rewolucjoniści uprzywilejowanie proletariatu zawęzili do uprzywilejowania „partii”. Tak to już w historii bywa, że bu-rzyciele istniejącego porządku rozpoczynają historię od tworzenia warstwy nowej szlachty.

    Przebywając w Berlinie, Karol Marks związał się z ruchem iluminatów. Czarne msze, oddawanie czci diabłowi , przekręcanie imion świętych, jak Emanuel na Oulanem, pochłonęło całkowicie jego młodzieńcze lata. Z kolei, przebywając w Kolonii,K. Marks spot-kał Mojżesza Hessa, który wciągnął go do głę-boko zakonspirowanej odnogi Zakonu Iluminatów, jaką była Liga Sprawiedliwych. Miała ona za zadanie budować talmudystyczne „królestwo spra-wiedliwości”. W owym czasie Liga Sprawiedliwych nie była organizacją o charakterze socjalizują-cym, czy komunizującym; jej członkowie marzyli jedynie o masowym gilotynowaniu, marzyli o niszczycielskim terrorze: „By miecz nawracał tych, do których propaganda nie trafia”. Mar-ksowi powierzono uporządkowanie zaleceń ter-rorystycznych przygotowanych przez „Spartaku-sa”, gdyż taki pseudonim nosił Adam Weishaupt.

    Klucze do komunistycznego królestwa Karol Mar-ks uzyskał od Hegla i Feuerbacha. Łącząc heg-lowską dialektykę z feuerbachowskim radykal-nym materializmem Marks doszedł do wniosku, że człowiek jest zdolny odkrywać prawa historii na podstawie analizy problemów ekonomicznych i społecznych. Był również przeświadczony, że nie ma prawdy absolutnej, nie ma ustalonych wartości, a nawet piękna. Według niego jedynie to jest prawdą, wartością i pięknem, co zostało historycznie udokumentowane. Dogmatyczna dialektyka marksistowska nie ma nic wspólnego z nauką i metodami badawczymi. Zaprzecza wszelkiej logice; począwszy od Arys-totelesa po dzisiejsze czasy.

    Dialektyka jest filozofią głoszącą, że cała rzeczywistość podlega nieustannym zmianom, że nie ma prawdy absolutnej, a zatem, nie ma nauki w dziedzinie metafizyki. Dialektyka marksistowska odmawia racji bytu dla naukowego eksperymentu i jego analizy. Z tego też powodu komunizm nie uzys-kał żadnych wartości ze świata nauki. Komunizm posługiwał się i nadal posługuje metodami nie-naukowymi, jak bagnet, karabin i dynamit. Ka-rol Marks wyobrażał siebie jako reinkarnowanego Prometeusza, który wykradł bogom ogień i dał go ludziom. W rzeczywistości, Marks nie tylko nie oświecił człowieka, ale wywiódł go na manowce. Mógł więc być co najwyżej reinkarnowanym Syzyfem. Według Marksa, ludzkość ma przejść przez świa-towe wojny, walkę klasową na śmierć i życie, ma przejść przez bezlitosną dyktaturę prole-tariatu z prostytucją kobiet i masowymi egze-kucjami włącznie. Wszystkie te zaplanowane ok-ropności mają doprowadzić do zagłady istnieją-cych cywilizacji i wprowadzić ludzkość do „zie-mi obiecanej” zwanej komunizmem.

    Idea głosząca, że społeczeństwo zawsze składa się z wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych jest stara jak świat. W każdym bądź razie nie jest ona odkryciem Marksa. Już chiński filozof Mencius, żyjący trzysta lat przed narodzeniem Chrystusa, zauważył, że ci, co pracują głową, są władcami, a ci, co pracują rękami, są poddanymi. Również stwierdzenie, że robotnik nie ma ojczyzny, Marks przywłaszczył od innych. Z kolei, slogan: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” został przejęty od Karola Schappera. Należy przyznać, że Marks był dobrym kompilatorem. Z tego właśnie powodu dostał zatrudnienie u ilu-minatów.

    Komunizm, według Marksa, ma być ruchem niszczą-cym całkowicie własność prywatną, włączając likwidację związku małżeńskiego. Kobieta ma stać się własnością komuny, czyli, małżeń-stwo ma być zastąpione powszechną prostytu-cją. Dnia 12 grudnia 1868 roku Marks pisał w liście do swego przyjaciela L. Kugelmanna:

    „Wielkie zmiany nie będą możliwe bez wywoła-nia kobiecego fermentu”.

    Zatem, z czasem, kie-rując się wskazówkami Marksa, komuniści zorga-nizowali ruch feministyczny i rozwinęli go w niewiarygodnym tempie. Ideał matki i żony miał być przyćmiony takimi postaciami, jak He-lena Hahn, Zofia Ginsburg, Emma Goldman, Nadieżda Krupska, Rosa Luksemburg, czy Klara Zetkin. Zostało udowodnione, że „wyzwolenie” kobiet ściśle wiąże się ze szpiegostwem.

    Według Marksa, krytyka religii jest punktem wyjściowym dla jakiejkolwiek krytyki. Ateizm stał się odwrotną stroną medalu o nazwie: ko-munistyczny humanizm. W liście do Hardmanna Marks pisał, że religia robotników nie posia-da Boga, ponieważ istnienie Boga mogłoby przy-wrócić boskość człowieka. W tymże liście pod-kreślał, że moralność robotników nie może po-siadać standardów, ponieważ mieliby utrudnio-ną walkę klasową. Zatem, poza ludzkim doś-wiadczeniem dla komunistów nie istnieje praw-da, nie istnieją wartości absolutne, nie ist-nieje piękno. Etyka komunistów jest podpo-rządkowana nadrzędnym interesom walki klaso-wej proletariatu. Człowiek ma istnieć dla ko-munistycznego środowiska, dla partii, a nie dla samego siebie. KOMUNISTYCZNE SPOŁECZEŃ-STWO MA ISTNIEĆ WYŁĄCZNIE DLA PRODUKCJI DÓBR MATERIALNYCH. Człowiek ma stać się siłą fi-zyczną, uspołecznioną częścią całości, ma stać się odczłowieczonym narzędziem, którego wio-dącym celem ma być produkt. Czerwona epidemia rodzi armię ludzi-automatów dających niewia-rygodnie tanią, bezkonkurencyjną produkcję, a więc rodzi niewiarygodnych rozmiarów zyski dla twórców „nowego porządku”.

    Wydany w 1848 roku „Manifest komunistyczny” stał się przewodnikiem dla ruchu komunisty-cznego. Karol Marks przejął się powierzonym mu zadaniem do tego stopnia, że zgodnie z gło-szonymi poglądami zniszczył własne życie rodzinne. Oczywiście, odbyło to się kosztem jego licznych dzieci. Często jednak Marks dostrze-gał, że jego kompilacyjna praca stawia go w ślepym zaułku. Na łożu śmierci miał powie-dzieć zięciowi:

    „Jedyną rzeczą, której jestem pewien, jest to, że nie jestem marksistą”.

    Karol Marks zmarł 13 marca 1883 roku w Londynie. W jego pogrzebie wzięło udział zaledwie kilka osób. Bałaganiarskie zapiski Marksa starał się upo-rządkować Fryderyk Engels, a w dalszej kolej-ności Karol Kautzky oraz żarliwy popularyza-tor Marksa na polskiej ziemi Żyd Szymon Diksztajn.

    W czasie, gdy Karol Marks opracowywał „Manifest komunistyczny” pod nadzorem jednej grupy iluminatów, Karol Ritter, wykładający w Berlinie i we Frankfurcie, pisał antytezę komunizmu pod opieką innej grupy. Dzieło K. Rittera ukoń-czył F.W. Nietzsche. Dało ono podwaliny dla faszyzmu i nieco później, dla nazizmu. Iluminatom chodziło o stworzenie zwalczających się obozów, które dostatecznie wzmocnione mogą znisz-czyć się nawzajem, niszcząc przy tym wszystkie państwowe i religijne instytucje; czyli, przy-bliżą dzień nastania „nowego porządku”.

    DZIEL I RZĄDŹ.

    „Święte przymierze” monarchów z 1815 roku opanowało olbrzymie połacie Europy, iluminaci wiedzieli dobrze, iż bez rozładowujących gniew podbitych narodów rewolucji nie będzie można trzymać w ryzach ni króli, ni poddanych. Z te-go względu, w 1834 roku iluminaci polecają włoskiemu rewolucjoniście Giuseppe Mazziniemu by organizował międzynarodowy ruch rewolucyjny i tym samym, kreował dłużnikom Rothschildów nie-ustannie prężnego wroga. Trzymało to zadłużo-nych cesarzy w pokorze i posłuszeństwie.

    Zbrodnie rosyjskie popełniane w Polsce zawsze wiązały się ze wzrostem rosyjskiego nacjonali-zmu i wrogości do Polski – nawet w szeregach rosyjskich partii politycznych na swój sposób postępowych. Do historycznych już tradycji na-leży powszechna zgoda Rosjan „by ujarzmić Po-laków i we krwi zatopić polską żywotność”, jak to pisał w 1872 roku George J. Harley.

    Pragnąc zgubić chrześcijańską Polskę iluminaci podsuwają Rosji „zasadę narodowości”. Przez wieki Polska była łupiona pod pretekstem obro-ny owej zasady narodowości. Według tej zasady, nie należy mówić o narodzie polskim, lecz o narodowościach zamieszkujących ziemie opano-wane przez Polaków. Despotyczny rząd rosyjski, który nie tolerował żadnej religii za wyjąt-kiem prawosławia, który z czasem został prze-mieniony w ateistyczny rząd sowiecki, zawsze podbijał Polskę w imię obrony tolerancji re-ligijnej.

    Rząd wielkorosyjskiego imperiali-zmu, który zgodnie z wielowiekowymi tradycjami ciemiężył nowozdobytych poddanych, zakuwał ich w kajdany, napadał na lekkomyślnie tolerancyj-ną Polskę w imię „zasady narodowości”. Za to, „wyzwolonego spod polskich panów” Białorusina, czy Ukraińca zakuwano w dyby Wielkorusina. Marzenia rosyjskich carów, nie zmieniające się przez wieki, dążące do zbudowania superimpe-rium na zasadach panslawizmu, trwale wypaczyły mentalność Rosjan. Fakt ten sprytnie został wykorzystany przez twórców „nowego porządku”. Lud rosyjski, przywykły do wielowiekowej tyranii, doskonale się nadawał na tworzywo dla zmodernizowanej tyranii, którą w dzisiejszych czasach nazywamy tyranią czerwoną.

    W planach iluminatów nie mogło być miejsca dla wolnej i niepodległej katolickiej Polski. Dosyć wcześnie to potwierdził F. Engels, bo już w liście do Karola Marksa z dnia 23 maja 1851 roku:

    „…Im więcej rozmyślam nad historią, tym jaś-niej widzę, że Polacy są narodem skazanym na zagładę, którym można tylko dopóty posługiwać się jako narzędziem, dopóki Rosja nie zostanie wciągnięta w wir rewolucji agrarnej. Od tej chwili Polska nie będzie już miała absolutnej racji bytu…”.

    W obliczu powyższych faktów, parafrazując wy-powiedź GŁOSU WOLNEGO z 1865 roku, można stwier-dzić, że Polak mieniący się socjalistą, czy komunistą, wygląda na co najmniej istotę śmiesz-ną, chwilowo oczarowaną teoriami oderwanymi od tego, co stanowi istotę obowiązku patriotycz-nego.
    Giuseppe Mazzini szczodrze wyposażony w pie-niądze Rothschildów, służąc dziełu światowego terroru, założył mnóstwo rewolucyjnych orga-nizacji, teoretyzował, atakował saintsimonizm, furieryzm i… komunizm – wszystko według za-sady: „Dziel i rządź”. Zapobiegało to autenty-cznym sukcesom ruchów narodowo-wyzwoleńczych, gdyż nie o to chodziło konspiratorom, do któ-rych Mazzini należał.

    Ujarzmione narody Europy chciwie chwytały slo-gany o wolności, równości i braterstwie. Mazzi-ni zakłada tajną międzynarodową organizację Młoda Europa”. Tutaj również z wielkim cynizmem wykorzystał patriotyczne usposobienie Polaków i Wągrów. Powierza im zadanie wymazania z mapy świata imperium austiackiego. W rze-czywistości Mazziniemu chodziło o osłabienie austiackiej monarchii; natomiast celem „Mło-dej Polski”, wchodzącej w skład „Młodej Euro-py”, było zbudować Polską zjednoczoną, nie-podległą i demokratyczną. Przy takiej rozbież-ności celów, nic dziwnego, że Polacy nie docze-kali się ani zjednoczenia, ani niepodległości.

    W szeregach twórców „nowego porządku” byli i tacy, których wykarmiła polska ziemia’. I tak, z Mazzinim współpracowali S. Gabriel Worcel, Karol Stolzman, czy Wiktor Heltman. Rozbija-li oni konsekwentnie jedność polskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego. Bardzo się starano, by dłużnicy Rothschildów mieli wrogów, jednak nie na tyle silnych, by byli w stanie dłużników zniszczyć. Tym się tłumaczy rewolucyjny chaos w okresie tzw. wiosny ludów, stąd nieustanne waśnie i spory w szeregach emigracji. Co wię-cej, ujarzmione narody zaczęły się nawzajem zwalczać. Mazzini proponuje utworzenie Stanów Zjednoczonych Europy; z tym, że Polacy marzy-li, iż będą one pod hegemonią Polski, Włosi marzyli o hegemonii Włoch, Francuzi – Francji, Niemcy – Niemiec itd. Kość niezgody została więc sprytnie podrzucona.

    Porywani hasłami niepodległościowymi bojowni-cy o wyzwolenie narodowe zaczęli się ujawniać i grupować. Miało to miejsce szczególnie w okresie działania założonej przez Mazziniego Międzynarodowej Ligi Ludów. Doszło wówczas do policyjnych represji we WSZYSTKICH krajach. Nie było więc przed policją schronienia. Tym sposobem wytracano najlepszych patriotów, najlepszych synów walczących o wolność narodów. Akcję tę ułatwiało przebiegłe wzniecanie zry-wów zbrojnych rozdzielonych czasem i przes-trzenią.
    W wyniku stosowania idei „dziel i rządź”, przed wybuchem powstania styczniowego mieliśmy na polskiej ziemi zwalczające się obozy białych i czerwonych. Organizujący powstanie czerwoni nie przedsięwzięli żadnych kroków w celu poru-szenia i uzbrojenia mas, dla podjęcia prawdzi-wie narodowej wojny. Nic dziwnego, że powsta-nie styczniowe okazało się krwawą, tak dla Polaków, bardzo bolesną i kosztowną kpiną polityczną.

    „Sprawa polska, to sprawa rewolucyjna. Ma-my niezaprzeczalne dowody, że ruchem polskim kieruje ręka Mazziniego”.

    Takie przeświadczenie panowało w kręgach politycznych ówczesnej Euro-py.
    W zdominowanej przez Rothschildów Anglii minis-ter spraw zagranicznych Russel oświadczył, że

    „Polska znajdowała zawsze, od czasów pierwsze-go jej rozbioru, współczucie, jednak nigdy rząd angielski, ani żaden premier, nie upoważ-nił Polaków do nadziei na konkretną material-ną pomoc” oraz „Ani obowiązek, ani honor, ani interes Wielkiej Brytanii nie wymagają od nas wojny za Polskę”.

    Jak uderzająco podobne są tamte czasy do czasów dzisiejszych. Co więcej, w 1863 roku królowie i cesarze spotykali się na zjazdach, na których nie zna-jący skrupułów ministrowie legalizowali popeł-niane w Polsce zbrodnie i sławili zbrodniarzy; podczas, gdy broniący praw narodu polskiego do samostanowienia, o ile uniknęli śmierci, byli zamykani do więzień lub skazywani na wygnanie. Powstało mnóstwo komitetów wstawiających się za polskimi powstańcami, wysyłano setki pety-cji do rządów europejskich, wszystko na nic.

    Moskal z sadystyczną rozkoszą wyrzynał Polaków i wprowadzał na polskiej ziemi swój porządek. Po upadku powstania styczniowego, wojna domowa w Ameryce, wojna Francji z Danią i nieustannie wzniecany tumult w innych zakątkach Europy spowodowały, że sprawa Polski zeszła w cień.

    „Polska znowu została spowita krwawym cału-nem, a my pozostaliśmy bezsilnymi widzami” -tego rodzaju refleksje nasuwały się polskiemu wychodźctwu.

    W roku 1851 uaktywnia się Loża filadelfów o charakterze rewolucyjno-socjalistyczno-ateistycznym, uprawiająca rytuał oparty na okultyzmie, kabale i astrologii. Filadelfowie pozornie zwalczali Mazziniego, jednak w decy-dujących dla twórców „nowego porządku” momentach szli razem ramię w ramię wzajemnie się wspierając. Finałem tej współpracy była I Międzynarodówka. Siedziba Międzynarodówki początkowo mieściła się w Londynie, ale we wrześniu 1872 roku, w roku śmierci Mazziniego, przeniesiono ją do Nowego Jorku, jako do miej-sca bardziej pewnego. W roku 1850 do iluminatów przyłącza się Albert Pike (1809-1891), prawnik, generał konfedera-tów z wojny domowej w Ameryce. Pike’a zafas-cynowała idea ogólnoświatowego rządu do tego stopnia, że z czasem zaczyna przewodzić całą konspiracją. W latach 1859-1871, mieszkając w Arkansas, opracował wojenne plany dla trzech wojen światowych i przynajmniej dwóch wielkich rewolucji, po których ma zapanować na ziemi „novus ordo seclorum”.

    Pierwsza wojna światowa miała zlikwidować car-ską Rosję – co obiecał carowi Rothschild w Wiedniu, w 1815 roku, za carską niesubordy-nację – i zaprowadzić tam ateistyczny komunizm. Komunistyczna Rosja miała z upływem czasu likwidować religie i słabsze państwa. Wybuch woj-ny mieli spowodować agenci iluminatów inicju-jąc niezgodę pomiędzy Anglią i Niemcami. Nas-tępstwem tej wojny światowej miała być jedna z wielkich rewolucji. Jak wiemy, była nią re-wolucja bolszewicka w Rosji.

    Z kolei, celem drugiej wojny światowej miała być likwidacja nazizmu przy jednoczesnym wzmoc-nieniu politycznego syjonizmu. Co więcej, ta wojna miała wzmocnić i powiększyć zdobycze ate-istycznego komunizmu. Istotnie, w czasie dru-giej wojny światowej zostały wykorzystane an-tagonizmy pomiędzy faszyzmem i politycznym sy-jonizmem. Liberalny socjalista Adolf Hitler był finansowany przez Kruppa, Warburgów, Kennedych i Rothschilda. Rzeź dokonana na Żydach nie przeszkadzała Żydom-bankierom. Siedzące w kieszeni bankierów rządy początkowo udawały, że nic im nie jest wiadomo o tej haniebnej zbrodni. Zbrodnia na Żydach została zaplanowana w celu wytworzenia powszechnej nienawiści do Niemców i tym samym, wyeliminowania ich z are-ny politycznej. Jednocześnie rozbudzono sympa-tie do syjonizmu na tyle, że stało się możli-we utworzenie państwa Izrael. Śmiało można po-wiedzieć, że Niemcy zbudowali Izrael.

    Trzecia wojna światowa ma być wywołana poprzez konflikt pomiędzy politycznym syjonizmem a Is-lamem. W wojnie tej obie strony mają się wza-jemnie zniszczyć. Nastąpi wówczas kolejna wielka rewolucja, w trakcie której wytworzy się zaciekła walka pomiędzy chrześcijanami a komu-nistami. Finałem rewolucji ma być powszechny ateizm. Nastąpi wówczas zniewolenie ludzkości w sferze polityki, ekonomii, kategorii fizycz-nych i duchowych.

    Tak opracowana przez Alberta Pike’a strategia budowania „nowego porządku” została przekazana Giuseppe Mazziniemu w specjalnym raporcie 15 sierpnia 1871 roku. Mazzini zmarł w roku 1872. Jego następcą został Adrian Lemi, a w dalszej kolejności Lenin i Trocki, po nich Stalin i bez wątpienia J.I. Lieberman-Andropow.

  22. Piotrx said

    MYŚLĄCYM POD ROZWAGĘ cz 2.
    Romuald Gładkowski
    /Toronto 1984/

    INWAZJA POTWORÓW.

    Odkrycie Ameryki nie mogło ujść uwadze iluminatów. Izba Rothschilda postanowiła podzie-lić Stany Zjednoczone na dwa obozy jednakowo silne, które walcząc ze sobą wejdą w ręce mię-dzynarodowych bankierów. Nasłani przez Roths-childa emisariusze, działając w obu zwalcza-jących się obozach, stworzyli tak silne anta-gonizmy, iż nie mogło obyć się bez wojny. Północ była finansowana przez Rothschildów za pośrednictwem ich agenta Augusta Belmońta, a Południe finansowo wspierali spokrewnieni z RothschiIdami- Erlangowie. W tym czasie Abra-ham Linkoln został wybrany prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jego mądre i roztropne przed-sięwzięcia ekonomiczno-polityczne wprawiły Rothschildów w stan zdumienia podszytego głę-bokim niepokojem. Linkoln bowiem nie chciał być powolnym narzędziem w rękach konspirato-rów. Usiłował pominąć międzynarodowych bankie-rów i założyć bank państwowy, który miał słu-żyć obywatelom bez korzystania z usług lich-wiarskich pośredników. Rothschild nie mógł do tego dopuścić. Niezależność ekonomiczna USA mogłaby pokrzyżować mu plany. Zaistniały prob-lem rozwiązano zabójstwem szesnastego prezyden-ta Stanów Zjednoczonych. W owym czasie nie by-ło w USA człowieka, który byłby w stanie do-kończyć dzieło Abrahama Linkolna. Powstałą próżnię nasycono zwolennikami „nowego porząd-ku”. Potomkowie faryzeuszy mogli bez większych trudności opanowywać młode państwo.

    Swego czasu, Meyer Araschel Rothschild miał powiedzieć: „Dajcie mi możność emitowania i kon-trolowania pieniędzy poszczególnych państw, to nie będę dbał kto ustanawia prawa”. Jego nas-tępcy musieli te słowa dobrze zapamiętać.
    Wkrótce po zakończeniu wojny domowej, do Nowe-go Jorku przybył syn rabina z Frankfurtu Jakub H. Schiff. Rothschild polecił mu przejąć kon-trolę nad amerykańskim systemem pieniężnym. Miał on lokować swoich ludzi w rządzie fede-ralnym i w rządach stanowych, organizować zabijający chrześcijaństwo ruch ateistyczny, a przede wszystkim antagonizować obywateli, szczególnie białych i czarnych. Jakub H.Schiff ożenił się z córką Loeba – Teresą – przez co stał się współpartnerem spółki bankierskiej Kuhn, Loeb & Co. Kuhn i Loeb byli emigrantami z żydowskich gett w Niemczech. Do USA przyby-li w połowie lat czterdziestych dziewiętnaste-go stulecia.

    Emigracja do USA stała się złotym interesem. Armia ludzi, która zrobiła swoją robotę w sta-rej Europie, została przetransportowana do no-wej Ameryki. J.H Schiff ściągał sobie wspól-ników z niemieckich gett. Ponadto, pomocnym dla niego stał się fakt zabójstwa cara Aleksan-dra II (1881 r.). Po zabójstwie, w carskiej Rosji przybrały na sile wystąpienia antyży-dowskie. Podsycali je agenci Rothschilda. Po-gromy były ich dziełem. Żydzi nie mieli wyjś-cia, musieli obrać Stany Zjednoczone jako ko-lejną ojczyznę. Nawet w sowieckiej prasie w latach dwudziestych ukazywały się ogłosze-nia typu: „Czy przypadkiem nie zapodziali ci się krewni w Stanach Zjednoczonych? Czy nie chciałbyś jechać do kraju o nieograniczonych możliwościach? Podaj nam swój adres, a załat-wimy ci wizę!”. W tym okresie American Joint Distribution Committee za pieniądze amerykań-skich podatników sprowadzała do USA zwolenni-ków komunizmu.
    10 kwietnia 1870 roku przyszedł na świat Hiam Goldman, który z czasem zasłynął w świe-cie jako W.I. Lenin. Naczytawszy się do syta zapisków Karola Marksa młody Lenin doszedł do wniosku, że teoria Marksa nie jest w stanie poderwać szerokich mas do rewolucyjnego zrywu. Postanowił więc utworzyć partię komunistycz-ną w formie ściśle zakonspirowanej.

    Wraz z siedmioma współtowarzyszami zawiązał gru-pę działania, coś w rodzaju awangardy rewolu-cyjnej , oderwanej od modnego wówczas radykal-nego socjalizmu. Trzymając się ściśle wska-zówek Alberta Pike’a, Lenin postanowił two-rzyć ZAWODOWYCH rewolucjonistów na drodze ścis-łej selekcji, intensywnego szkolenia i głębo-kiej konspiracji. W „Dziełach wybranych” Lenina – tomy II, VIII i X – można wyczytać, że postanowiono wówczas połączyć „legalne formy walki z nielegalnymi”. Lenin polecał infiltro-wać i penetrować rządy, związki zawodowe i or-ganizacje społeczne, polecał uciekać się do oszustwa i podstępu, nakazywał prowadzić prorewolucyjną robotę bez względu na koszta i ofia-ry.

    Z pieniędzmi Lenin nigdy nie miał większych problemów, gdyż poczynając od 1905 roku ogól-noświatowa rewolucja komunistyczna była finan-sowana w głównej mierze przez najbogatszych Amerykanów. Loża masońska z Mediolanu 30 lipca 1914 roku otwarcie oznajmiła, że jej celem jest zbudować nową erę „wolną od tronów i oł-tarzy”. Ich panem i Bogiem miało stać się słowo: „Gotówka!”. Istotnie, do bolszewickiej euforii przyłączyła się finansierska tyrania i międzynarodowa bigoteria.

    W ciągu pierwszych czterech lat rewolucyjnego działania Lenin zwerbował siedemnastu fanaty-ków bolszewickiego ruchu. Między nimi byli: J.W Dżugaszwili-Stalin, znany wówczas z na-padów rabunkowych na banki i sklepy, L. Mojsze Kaganowicz, późniejszy zausznik Stalina, M.M. Finkelstein-Litwinow, bankier Max Warburg, będący jednocześnie szefem tajnej poli-cji w Niemczech, a także, opiekun prezydenta USA W. Wilsona – E. Mendel House.
    W 1907 roku Lenin zorganizował w Londynie zjazd bolszewików. Koszta zjazdu pokrył Józef Fels – amerykański producent mydła i lider komunistycznego ruchu w USA. W dziesięć lat później, to jest w 1917 roku, bolszewicy liczyli już czterdzieści tysięcy członków. Było więc komu rządzić socjaldemokratyczną republiką Adlera-Kiereńskiego. Wykorzystując turański barbaryzm czerwona grupa działania, pod wodzą Lenina, dokonała zamachu na Europę.

    W 1902 roku do USA przybyli Paweł i Felix Warburgowie. Ich brat Max pozostał we Frank-furcie, aby zarządzać rodzinnym bankiem i kie-rować niemiecką policją. Paweł ożenił się z córką Salomona Loeba – Niną, a Felix wybrał sobie za żonę córkę Jakuba H. Schiffa – Fredę. Dzięki tym małżeństwom i pieniądzom Rothschilda spółka Kuhn, Loeb & Co. stała się dominują-cą i poczęła wpływać na losy świata.

    Kierowana przez Jakuba H. Schiffa firma Kuhn, Loeb & Co. wsparła finansowo cesarza japońskie-go i tym samym dopomogła mu pokonać rosyjskie-go cara. Jednocześnie Schiff finansował bol-szewików, usuwając podstępnie, pieniądze cars-kiej Rosji z rynku Stanów Zjednoczonych. Duży-mi krokami zbliżała się pora zemsty na rosyjs-kich carach za odmówienie Nathanowi Rothschildowi posłuszeństwa i lojalności przez cara Aleksandra I podczas kongresu wiedeńskiego w 1815 roku. Rewolucją z 1905 roku przekonano się, że car był jeszcze zbyt silny, by móc go pokonać. Należało mu więc dołożyć wojnę o światowym zasięgu.

    W czasie wojny rosyjsko-japońskiej ponad pięć-dziesiąt tysięcy rosyjskich żołnierzy zostało wziętych do niewoli. Finansowani przez Schiffa członkowie amerykańskiej organizacji „Przyjacół Wolności Rosjan” rozsiewali rewolucyjną pro-pagandę wśród jeńców rosyjskich. Półtora tony papieru z rewolucyjną propagandą przerzucono z Nowego Jorku do Japonii. Korzystając z gościnności Japończyków „Przyjaciele Wolności Rosjan” szkolili przyszłych matrosów, którzy dwanaście lat później szturmem zdobyli Piotrogród.

    Chcąc bezwzględnie panować w USA, Jakub H. Schiff założył w 1913 roku Anti-Defamation League (ADL), której celem stało się utoż-samiać ataki na poczynania Rothschildów, Warburgów i im podobnych z atakami na Żydów. Tym sposobem zamykano przeciwnikowi usta. Nikt bowiem nie chce być utożsamiany ze sprawcami pogromów. Koliduje to bowiem z ety-ką chrześcijańską. Co więcej, ADL poczęła pełnić rolę gestapo konspiracji. Kontrolowa-ła ona wszystkie organizacje „walczące o ludz-kie prawa”, kontrolowała sklepy, hotele, ra-diostacje, agencje reklamowe i wszystkie środ-ki masowego przekazu. 0 twórcach komunizmu nie można było mówić prawdy. Skąd, my Polacy, to znamy?

    „WYZWOLENIE”.
    W czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku gilotynowano ludzi nawet za zbytnie zadawa-nie się z „obcymi” kobietami, jako osłabia-jące morale rewolucyjnych legionów. Jedną z ofiar tej akcji był aktywny iluminata Eulogius Schneider, który wzorując się na Adamie Weishaupcie porzucił zakon kapucynów by móc skuteczniej szerzyć destrukcyjną herezję „no-wego porządku”. Ścięto go razem z jego żoną Sarą Stamm. [2] Działo to się w kwietniu 1794 roku. Za to, w trzydzieści lat później, saintsimoniści poczęli szukać ratunku w kobietach. Stał się modny matriarchat. W 1833 roku Barrault zaape-lował do kobiet żydowskich, by wydały na świat „bankiera królów” zamiast oczekiwanego mesja-sza. Zapewne nie orientował się, że takowy przyszedł na świat już sto lat temu. Jak wia-domo, był nim Meyer Amschel Rothschild.

    Zapoczątkowany przez Fouriera ruch feministy-czny zaczął się rozwijać w zawrotnym tempie. Ogłupione propagandą kobiety wpadały w sidła konspiratorów. Pierwszym damskim mesjaszem miała być Anita Garibaldi. Skoro nic z tego nie wyszło, mesjaszem próbowano zrobić Florę Tristan y Moscozo. Działała ona głównie na te-renie Anglii i w Ameryce Północnej. W Rosji ruch feministyczny zapoczątkowały Helena Hahn i Ewa Felińska. W 1878 roku emancypantka Wie-ra Zasulicz morduje szefa policji w Petersbur-gu. Po kilku dalszych mniej lub więcej udanych zamachach, niosących mnóstwo ofiar w ludziach, zostaje zabity car-reformator Aleksander II. Kluczowe role w tym zabójstwie odegrały Zofia Pietrowskaja i Gesja Helfman.

    Akty terrorystyczne w Rosji wywołały falę po-gromów, szczególnie po próbie zabicia cara Aleksandra III. Uratowany car zaczął się ter-rorystom dobierać do skóry. Wydalony z Peters-burga, do Odessy, Lew Szternberg począł się carowi odgrażać. Rozgłaszał, gdzie mógł, że Bóg Izraela ciągle żyje i spuści karę na car-ską głowę. Kierownictwo nad ruchem terrorys-tycznym w Rosji przejął starszy brat Lenina – Aleksander. Zamierzał on zabić cara Alek-sandra III w szóstą rocznicę śmierci cars-kiego ojca. Carowi jednak udało się rozbić grupę terrorystyczną, a niedoszły zabójca Aleksander Ulianow został powieszony. Egzeku-cja odbyła się w maju 1887 roku. Tym sposo-bem, dano Leninowi dodatkowy powód, aby urzą-dzić Romanowym wendettę. Doszło do niej w 1918 roku. Obietnica bankiera Nathana Meyera Rothschilda się spełniła.

    Zgodnie z zamiarami iluminatów, pogromy w Ro-sji wywołały masową emigrację do Stanów Zjed-noczonych. W grupie emigrantów znaleźli się Emma Goldman i Aleksander Berkman. Wwieźli oni do USA rewolucyjne nadzieje bazujące na motywie „ziemi obiecanej”. Nie udało się Ży-dom znaleźć takowej „ziemi” w katolickiej Polsce, nie udało się jej stworzyć we Francji, czy w Rosji – próbowano więc odbudować świą-tynię Salomona na terenie USA. Emma Goldman usiłowała naśladować Sonię ze „Zbrodni i ka-ry” Dostojewskiego, aby mógł rozwijać się ter-ror w wydaniu Berkmana. Jej naczelnym has-łem było: „Pozwólcie nam zbawić ludzkość po-przez krew, żelazo, truciznę i dynamit!”. Ku zadowoleniu Rothschildów, czerwony terror usuwał z tego łez padołu największych ich ry-wali. W 1901 roku, w Buffalo, został zamordo-wany William McKinley, dwudziesty piąty pre-zydent USA. Publicyści ogólnikowo podają, iż zabójcą jest Polak Leon Czołgosz. Mało kto dodaje, że inspiratorką tego zabójstwa jest anarchistyczna aktywistka Emma Goldman.

    W tym czasie, w Europie, zawodowi rewolucjo-niści tworzyli najrozmaitsze internacjonały. Klara Zetkin i jej koleżanka Adelheit Popp rewolucyjne działanie uwieńczyły ustanowie-niem 8 marca międzynarodowym dniem kobiet. To przedsięwzięcie miało na celu narzucić kobie-tom poglądy ruchu feministycznego. Powyżej wspomnianej parze rewolucjonistek dzielnie po-magały Nadieżda Krupska wraz z Innesą Armand. Wszystkie „kobiety wyzwolone” zostały przyć-mione osobą Rosy Luxemburg. Jej wizja totalnej rewolucji w Rosji i w Niemczech miała po-noć rozwiązać wszystkie problemy Żydów i Pola-ków raz na zawsze. Tym rozwiązaniem miał być Związek Sowieckich Republik od Władywostoku po Lizbonę.

    Rosa Luxemburg, mimo, iż urodziła się i wycho-wała na polskiej ziemi, zajadle zwalczała ideę odbudowy Polski niepodległej. Wychodząc za mąż za współziomka z Wilna, Leona Jogochesa-Tyszkę, mogła opanować SDKPiL i skierować tę organiza-cję na antypolskie tory. Od jej duchowego prze-wodnika Adama Weishaupta zapożycza pseudonim „Spartakus” i w grudniu 1918 roku zakłada Zwią-zek Spartakusa. Powstały Spartakusbund stał się Niemiecką Partią Komunistyczną. Wywołany przez nią zryw zbrojny w bezlitosny sposób obnażył jej brak wyobraźni. Wraz z jej towarzyszem po wyznaniu, Karolem Liebknechtem, tonie w kanale w dniu 15 stycznia 1919 roku. Niemniej jednak, ma Warszawa obecnie Zakłady Lamp Elektronowych nazwane jej imieniem. Widać najwyraźniej, kto Polską rządzi. Interkomuna ubliża Polakom na każdym kroku. Jest to odwet za lata 1918-1920.

    W 1889 roku syndykalista G. Sorel wydał dwie książki, w których zachwycał się barbarzyńską etyką plemienną opisaną w Starym Testamencie. Sorel był zdania, że proletariat powinien dą-żyć do władzy na drodze gwałtu będącego czys-tą i brutalną formą klasycznej wojny. Z kolei, nihilista Siergiej Genadiewicz Nieczajew, au-tor „Katechizmu rewolucjonisty”, uważał, iż

    „rewolucja zna tylko jedną metodę naukową metodę niszczycielską, która nie odżegnuje się od kłamstwa, rabunku, zdrady, torturo-wania przyjaciół, czy mordowania członków własnej rodziny. Wszystko, co służy tryum-fowi rewolucji, jest moralne”. [3]

    Istotnie, po zakończeniu pierwszej wojny światowej powyższe zalecenia wykorzystali bolszewicy i faszyści. Pod przewodnictwem Lenina komuniści wprowadzi-li duchowy kanibalizm. Wyhodowano dzieci-bestie, które posyłały swoich rodziców na roz-strzał, którym później postawiono pomniki, by innych zachęcić do naśladownictwa. Rosję zdo-byto głodem, rozwiązłością i bestialskim ter-rorem.

    W lipcu 1914 roku CZARNA RĘKA – wywodząca się od grupy masońskiej pentagonów Nodiera – za-mordowała w Sarajewie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Był to atak w prostej linii na Habsburgów. Tym samym, usiłowano odebrać Niem-com bogate złoża diamentowe w Afryce Połud-niowej . Mord w Sarajewie zapoczątkował pier-wszą wojnę światową. Wojna ta była przecież konieczną dla pomyślnego rozegrania rewolucji bolszewickiej, jak to proponował Albert Pike. Carskie imperium straciło w tej wojnie pięć milionów ludzi. Dalsze piętnaście milionów stało się nieproduktywne. Ruina carskiej gos-podarki była nieunikniona.

    Kluczową postacią w dziele tworzenia „novus ordo seclorum” był Cecil Rhodes. Eksploatu-jąc złoża złota i diamentów w Afryce Połud-niowej już w latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia zarabiał około pięciu milionów dola-rów rocznie. W 1888 roku Rhodes przekazał ca-ły interes w ręce Rothschilda. Założono wów-czas tajne stowarzyszenie OKRĄGŁEGO STOŁU, którego schematem organizacyjnym były koncent-ryczne kręgi organizacji iluminatów. W imie-niu Rothschilda występował Lord Alfred Milner. Dziełem Okrągłego Stołu była pierwsza wojna światowa i oczywiście rewolucja bolszewicka z 1917 roku.

    Już od czasów panowania Bismarcka można było zauważyć, że Niemcy zostały wybrane na sępa, który rozszarpie te państwa, w których będą próby wprowadzenia demokratycznych rządów. Istotnie, pierwsza wojna światowa wykazała, że walczono wówczas o uwolnienie świata od demo-kracji. W historii rodzaju ludzkiego nie było zapewne drugiej tak dezorientującej wojny, w czasie której ludzie się zabijali nie mając ku temu żadnych powodów. Nikt nie potrafił wówczas wykazać, że tamta wojna miała jakikol-wiek sens. Jednym z celów wielkiej wojny jest zniszczenie moralności, etyki i tradycji naro-dowych. Twórcom pierwszej wojny światowej cho-dziło o wywołanie u ludzi znieczulicy na widok krzywdy bliźniego. Istotnie, skoro anarchiści mieli rozegrać rewolucję bolszewicką, tego ro-dzaju upodlenie ludzi było nieodzowne.

    W czasie wybuchu pierwszej wojny światowej prezydentem OSA był Woodrow Wilson. W 1916 roku wybierano go ponownie z okrzykiem na ustach: „On trzymał nas z dala od wojny!”. Amerykańscy patrioci dobrze pamiętali ostrzegawcze słowa George Washingtona wzywające do trzymania się z daleka od zagranicznych wojen. Nie chcieli więc brać udziału w obcej im woj-nie. Jak wiadomo, pierwsza wojna światowa by-ła bonanzą międzynarodowych bankierów. Budu-jąc Związek Sowiecki od Władywostoku po Liz-bonę, musiano wykończyć jednocześnie Rosję i Niemcy. Z tego powodu, udział USA w tej woj-nie był konieczny.

    Na początku 1915 roku szef brytyjskiej Admira-licji, Winston Churchil, przedstawił W. Wilso-nowi plan wciągnięcia USA do wojny. Powodem do wypowiedzenia Niemcom wojny miało być „za-topienie przez niemieckie łodzie podwodne „pasażerskiego statku” – akt wielce niehumani-tarny, jak głosiła później prowojenna kampania. Pasażerski statek o nazwie LUSITANIA, który zdaniem jego właściciela miał stać w doku do czasu zakończenia wojny, przerobiono pośpiesz-nie na krążownik pomocniczy. Nie było to bez-pieczne ani dla pasażerów, ani dla przestarza-łego statku. Przez tę przeróbkę stał się bar-dzo niestateczny. Pomimo, iż rząd niemiecki ostrzegał pasażerów w Nowym Jorku, aby nie ko-rzystali z usług tego statku, jako, iż sprawny wywiad niemiecki wiedział, że oprócz pasażerów statek wiezie amunicję, nie„poskutkowało. Bankier J.P. Morgan wysłał sześć milionów sztuk amunicji razem z tysiąc dwustu pasażera-mi. Lusitania wypłynęła z Nowego Jorku do Liverpoolu w dniu 1 maja 1915 roku. Był więc to dzień szatana ustanowiony przez Adama Weishaupta. W dniu 7 maja, w pobliżu Irlandii, Lusi-tania została rozerwana na drobne strzępy,idąc na dno razem z pasażerami. Istnieją domysły, ze powodem jej zatonięcia nie były torpedy nie-mieckie. Co innego głosiła rozpętana po tym wy-darzeniu antyniemiecka propaganda. Jednak z prowojennym hałasem czekano do momentu po-nownego wyboru W. Wilsona na prezydenta USA. W dniu 4 marca 1917 roku Wilson zainaugurował swoją drugą kadencję, a już 6 kwietnia podpi-sał deklarację wypowiadającą Niemcom wojnę. Prowojenna kampania głosiła, że miała to być „wojna kończąca wszystkie wojny”. W rzeczywis-tości stało się całkiem inaczej.

    Swego czasu lis-dyplomata W. Churchill oświad-czył, że na początku 1917 roku pokojowe nego-cjacje z Niemcami były tak daleko zaawansowa-ne, że dla świata byłoby lepiej, gdyby USA nie wtrąciły się w nie swoje sprawy wówczas, jak twierdził W. Churchill, nie byłoby w Rosji ko-munizmu, we Włoszech faszyzmu, a w Niemczech nazizmu. Tego rodzaju sytuacja zniweczyłaby jednak kilkudziesięcioletnie wysiłki dzikiej anarchii, którą W.I. Lenin przeobraził w zorganizowany terror. Z tego też powodu, pracujący dla wywiadu brytyjskiego W.Wiseman, za nakłonienie rządu USA do wzięcia udziału w „wojnie kończącej wszystkie wojny”, został nagrodzony przez interbankierów współpartnerstwem w banku Kuhn, Loeb & Co.

    Międzynarodowi bankierzy wiedzieli doskonale, że robienie polityki pozwala im uzyskać mo-nopol na kontrolę przemysłu w świecie. Wielkie monopole są z założenia wrogiem numer jeden dla nieskrępowanej inicjatywy. Z tego powodu, totalitarne rządy, jak rządy komunistyczne, uzurpujące prawo wyłączności w kwestiach kon-troli społeczeństwa, stwarzają idealny rynek dla wielkich monopoli. Pod rządami komunistycz-nymi nie ma miejsca dla prywatnej własności, nie ma zatem konkurencji dla interprzemysłowców. W powyższych układach zapanowała wielka symbioza pomiędzy międzynarodowymi bankiera-mi, których cechuje kompulsywna rządzą posiada-nia, a interkomuną, charakteryzującą się kom-pulsywna rządzą władzy. Jedni drugim stali się bardzo potrzebni. Pierwsi dają pieniądze na rewolucyjną działalność, a drudzy, po zdobyciu władzy, spłacają dług z niekończącą się nawiąz-ką. Wszak eksploatacja narodów jest ich wspól-nym celem.

    W 1912 roku międzynarodowi bankierzy usiłowa-li wzniecić rewolucję w Chinach. Pani Sun Yat Sen obiecała im oddać w posiadanie chiński transport, banki i oczywiście handel. Podobnie było z rewolucją w Meksyku. Rząd Carranzy miał styl sowiecki, a konstytucję opracowała mu grupa L. Bronstein-Trockiego.

    Pierwsze poufne spotkanie, na którym ustalo-no dyrektywy dotyczące sposobu rozegrania re-wolucji bolszewickiej, rewolucji, która wstrząś-nie światem, odbyło się 14 lutego 1916 roku w Nowym Jorku. Wzięły w nim udział sześćdzie-siąt dwie osoby, z których aż pięćdziesiąt było weteranami rewolucji z 1905 roku. Śmiało moż-na powiedzieć, że inżynierami rewolucji bolsze-wickiej z 1917 roku byli: Jakub H. Schiff, Felix Warburg, Otto H. Kahn, M.L. Schiff, Max Breitung, Isaac Seligman, Guggenheim oraz Kuhn, Loeb & Co. Wiosną 1917 roku Jakub H. Schiff rozpoczął hojniej finansować Leivę Bronstein-Trockiego. Jego inwestycja w rewolucję bolsze-wicką miała osiągnąć zawrotną sumę, około dwu-dziestu milionów dolarów.

    DNI, KTÓRE WSTRZĄSNĘŁY ŚWIATEM.

    Sockomunistyczna propaganda usiłuje wmówić ludzkości, że rewolucja bolszewicka była re-zultatem oddolnej eksplozji mas, wielce nie-zadowolonych z carskiego ucisku. Fakty histo-ryczne zadają kłam tego rodzaju wywodom. Rewolucja rozpoczęła się w październiku natomiast car ustąpił siedem miesięcy wcześniej. Zatem, rewolucja bolszewicka nie była atakiem na cara, to był atak na wolność Rosjan.

    W marcu 1917 roku car Mikołaj II został zmu-szony do abdykacji. Atak komunistycznych band na Piotrogród odciął miasto od dostaw żywności. Zachodni fabrykanci pozamykali fabryki. Ludzie zostali bez pracy i chleba. Sprowokowany gniew ludu i naciski ze strony aliantów spowodowały, iż car abdykował. W owym czasie, zarówno Lenin jak i Trocki byli poza Rosją. Przecież od 1905 roku siedzieli na wygnaniu. Zatem, sprężyny konspiracji zaczęły działać w kierunku prze-rzucenia ich na teren Rosji.

    W sierpniu 1914 roku Leiva Bronstein-Trocki został ostentacyjnie wydalony z Berlina. We wrześniu 1916 roku na hiszpańską granicę od-wieźli go Francuzi. W Hiszpanii Trocki posie-dział trochę w więzieniu i 13 stycznia 1917 roku, na pokładzie parowca Monserrat, przy-był do Nowego Jorku. Jako rewolucjonista z za-wodu, nie znający języka angielskiego, nadawał się jedynie do pracy w nowojorskim NOWYM MI-RZE – rosyjskiej gadzinówce socjalistycznej. Mimo kiepskiej pracy, zamieszkał z rodziną w luksusowym mieszkaniu, posiadał limuzynę z szoferem, a w marcu 1917 roku wywiózł z USA dziesięć tysięcy dolarów kieszonkowego.

    Istnieje kilka wersji na temat źródeł dochodu rewolucjonisty Leivy Bronstein-Trockiego. Za-pewne każda z nich zawiera odrobinę prawdy. Niemniej jednak, obserwacja życia codziennego wykazuje, że najlichszy sługa sockomuny na Zachodzie, nawet taki, który niedawno wyje-chał z PRL, posiada niewidzialnego opiekuna, umożliwiającego niezłe urządzenie się na no-wym terenie działania. Opieka niewidzialnej ręki sięga czasów A.M. Rothschilda i Adama Weishaupta.
    Leiva Bronstein-Trocki, zaopatrzony przez prezydenta USA W. Wilsona w amerykański pasz-port, opuścił Nowy Jork na pokładzie statku Kristianiafjord w dniu 26 marca 1917 roku. Płynęło z nim 265 rewolucjonistów, a między nimi takie sławy, jak przyjaciel prezydenta Wilsona Charles R. Crane, Leiva Fiszelew oraz amerykański komunista Lincoln Steffens. Statek Kristianiafjord zawinął do Halifaksu. Kanadyjczycy aresztują Trockiego w dniu 3 kwietnia 1917 r. Postępowanie Kanadyjczyków było logiczne; skoro Trocki obiecywał, że po przejęciu władzy w Rosji zawrze pokój z Niem-cami, z którymi Kanada była w stanie wojny, należało go aresztować i przetrzymać przynajm-niej do czasu zakończenia wojny. Jednak reak-cja Anglików i Amerykanów była tak ostra, że Kanadyjczycy, chcąc niechcąc, zmuszeni byli puścić Trockiego wolno.
    Wielką kampanię na rzecz uwolnienia Trockiego prowadził liberał i mason w jednej osobie, dr Robert M. Coulter, będący od roku 1897 ministrem poczty kanadyj-skiej , zabarwiającej się coraz bardziej na kolor czerwony.

    Zatem, w kwietniu 1917 roku władze kanadyjs-kie puściły Trockiego wolno z wielkimi prze-prosinami za spowodowaną zwłokę w podróży. Stało się tak na żądanie brytyjskiej ambasady w Waszyngtonie. Osobistym opiekunem Trockiego był z nim podróżujący L. Steffens. Utrzymywał on kontakt pomiędzy prezydentem USA W. Wilso-nem, Ch.R. Crane oraz Trockim. Mając takich opiekunów i paszporty amerykańskie w kiesze-niach, rewolucjoniści Trockiego bez żadnych już przeszkód mogli połączyć się z grupą Lenina,by wspólnie pokierować bolszewicką rewolu-cją.

    Obok USA, drugim inkubatorem dla zawodowych re-wolucjonistów stała się Szwajcaria. Tam prze-bywał na wygnaniu W.I. Lenin. Wiosna 1917 ro-ku była ustaloną porą powrotu do Rosji.W tym czasie nie było to łatwe z powodu wojny Rosji z Niemcami. Miał jednak Lenin dobrych opieku-nów w rządzie niemieckim. Bankierska rodzina Bethmanów z Frankfurtu, A. Zimmermann, A. Israel Helpland alias Parwus, Jakub Furstenberg alias Ganecki, oraz szef policji niemieckiej Max Warburg ułagodzili rząd kajzera i 16 kwiet-nia 1917 roku 224 rewolucjonistów, z Leninem, Krupską i Radkiem-Sobelsonem na czele, wyru-szyło z Berna w zaplombowanych wagonach, by poprzez Niemcy, Szwecję i Finlandię przedos-tać się do Rosji.

    Korupcyjny system rządzenia rosyjskich carów został stworzony po to, aby łatwiej było go wymienić na nowy system politycznej korupcji. Po ustąpieniu cara Mikołaja II ustanowiono rząd tymczasowy księcia Lwowa, który dzięki swej nieudolności i dzięki zakulisowym intry-gom przekazał swą władzę w ręce socjaldemokra-ty Aleksandra Adlera-Kiereńskiego. Zatem, wła-dza w Rosji gwałtownie poczęła skręcać w lewo. Pod naciskiem bankiera Jakuba H. Schiffa rząd Kiereńskiego ogłosił amnestię dla wszystkich komunistów będących w niełasce za udział w re-wolucji z 1905 roku. Tym samym przesądzono o losach Rosji, gdyż wystarczy mieć w danym kraju jedynie trzy procent zwyrodnialców, by móc sterroryzować całe społeczeństwo. Przeko-nali się o tym Rosjanie w roku 1917, przeko-nali się też i Polacy w latach 1945-56.

    Na początku czerwca 1917 roku,w fabryce Lessnera, w Piotrogrodzie, odbyła się tajna nara-da bolszewików w sprawie wyboru strategii re-wolucyjnej. Ustalono, że najodpowiedniejszy będzie szeroko zakrojony terror. Sporządzono listę pierwszych ofiar. Był na niej A. Kiereński. Początki terrorystycznych akcji nie były pomyślne dla bolszewików. Wielu terro-rystów Kiereński aresztował. Jednak nic nie mogło oddalić chwili upadku rządu Kiereńskiego, któremu jedynie powierzono zadanie dopro-wadzenia Rosji do stanu rewolucyjnego wrzenia. Rząd brytyjski, z górą sześć tygodni przed wy-buchem rewolucji bolszewickiej, wezwał obywate-li brytyjskich do opuszczenia Rosji. Zatem, już wówczas dokładnie wiedziano kiedy nastą-pi „wybuch gniewu ludu”. 28 listopada prezy-dent USA W. Wilson wydał polecenie, aby nie in-gerować w rewolucję bolszewicką. Za to w dniu 15 lutego 1918 roku tenże Wilson zalecił utrzy-mywać poufne kontakty z władzami bolszewickimi. O przychylne przyjęcie nowopowstałego bolsze-wickiego państwa usilnie zabiegał, szara eminen-cja W. Wilsona,pułkownik E. Mendel House.

    W roku 1918 bolszewicy uchwalili dekret o czerwonym terrorze. Postanowiono zlikwidować tych wszystkich, którzy z uwagi na „pochodzenie spo-łeczne, czy działalność polityczną i zawodową, w chwilach niebezpiecznych dla władzy sowiec-kiej, mogliby przejść do obozu wroga”. Mordo-wano zatem rdzennych Rosjan: oficerów, ziemian, kupców, uczonych, profesorów, duchowieństwo, studentów, rzemieślników, a nawet robotników i chłopów. Zgodnie z historycznymi tradycjami, wymordować 75 tysięcy ludzi w ciągu dnia, tyl-ko dlatego, że znalazłszy się w obozie prze-ciwnika mogliby ewentualnie psuć interes, dla organizatorów rewolucji bolszewickiej nie było rzeczą trudną. Za nimi stało doświadczenie li-czące tysiące lat. W 1918 roku za zabójstwo jed-nego bolszewika rozstrzeliwano dziesięć tysię-cy niebolszewików.

    Bolszewicy, aby móc utrzymać się przy władzy, potrzebowali finansowego wsparcia z zagrani-cy, potrzebowali broni, amunicji, żywności, zagranicznej technologii i uznania dyplomatycz-nego. Uznanie dyplomatyczne wymaga zagraniczne-go przedstawicielstwa. Starzy przyjaciele Troc-kiego i Lenina zorganizowali im wszystko. 12 grudnia 1917 roku odbyła się narada amery-kańskich bankierów w sprawie przekazania dwóch milionów dolarów dla misji amerykańskiego Czer-wonego Krzyża, pod przywództwem W.B. Thompsona, która udała się do objętej rewolucją Rosji. W.B. Thompson reprezentował interesy rodziny Guggenheim, która władała amerykańskimi kopal-niami. Thompson pragnął trzymać Rosję w stanie wojny z Niemcami, pragnął osłabić ją do tego stopnia, aby po zakończeniu wojny olbrzymi ro-syjski rynek wpadł w ręce intermonopoli. Aby móc popierać bolszewików w jawny sposób, stwo-rzono Rosji niemieckie zagrożenie. Z góry zak-ładano, że Rosję musi ktoś wziąć. Nikt nie li-czył się z sytuacją, w której Rosja byłaby dla Rosjan. Współpraca z bolszewikami stwarzała dla interprzemysłowców złote możliwości. W tym czasie nawet radykalni konserwatyści gwałtow-nie przemienili się w socjalistów, gdyż socja-listyczna etykieta dawała im wstęp do sowiec-kiego Eldorado.

    Czyhali oni, jak sępy, na prze-bogaty rosyjski rynek. Interbankierzy, jak zaw-sze, nie byli ani prorosyjscy, ani proniemiec-cy, ani proamerykańscy. Oni z zasady nie mają ani ideologii, ani narodowości. Ich Bogiem i panem jest słowo: „Gotówka!”. Międzynarodowi bankierzy, realizując własną politykę neokolonialną, popierali walczące ze sobą strony. Postępowali dokładnie tak, jak swego czasu zalecał Adam Weishaupt. Dla przy-kładu, W.B. Thompson popierał Aleksandra Adlera-Kiereńskiego oraz bolszewików. Przekazał on Kiereńskiemu jeden milion dolarów na cele propagandowe. Prywatny sekretarz Kiereńskiego – David Soskice – zajął się propagandą, która wołała do rosyjskich chłopów:

    „Pokonaj kajze-ra i uratuj rewolucję!”; Jednym słowem, utrzy-muj Rosję w stanie wojny i to za wszelką cenę.

    Podobnie W.B. Thompson zachęcał bolszewików, aby kontynuowali wojnę przeciwko Niemcom. Na-mawiał też Anglików by wsparli ruch bolszewic-ki. Już w 1917 roku Sir Bazil Zaharoff wysyłał bolszewikom broń i amunicję. W 1918 roku B.W. Thompson zorganizował Trockiemu biuro propa-gandowe. Rozsiewało ono po świecie rewolucyj-ną epidemię. Trocki kierował Ludowym Komisa-riatem do Spraw Zagranicznych. Biuro prasowe reprezentował Karol Sobelson-Radek. Z kolei, biuro do spraw rewolucyjnej propagandy było kierowane przez Reinsteina. We Francji skute-cznie Trockiego reklamował jego przyjaciel J. Sadoul.

    Polityką wewnętrzną w bolszewickim państwie zajął się Jankiel-Swierdłow, armią Bronstein-Trocki, wymiarem „sprawiedliwości” Steinberg, ideologię prezentował Goldenbach-Riazanow, a walką z religią kierował Gubelman-Jarosław-ski. Dopóki nie rozłożono moralnie i fizycz-nie antybolszewickich armii, dopóty bolszewi-cy „walczyli z niemieckim najeźdźcą”. Z chwi-lą, gdy sytuację opanowała Armia Czerwona, z wielkim pośpiechem do Brześcia Litewskiego udali się: Trocki, Joffe, Karakhain i Rosenfeld-Kamieniew, aby podpisać pokój z Niemca-mi.

    22 stycznia 1918 roku Robert L. Owen zaapelo-wał do prezydenta USA W. Wilsona, aby niezwło-cznie uznał rząd bolszewicki i dostarczył bol-szewikom sprzętu technicznego, technologii i żywności. Zatem, w lutym 1918 roku W. Wilson polecił swojemu rządowi utrzymywać z bolszewi-kami poufne kontakty. Na terenie USA probolszewicką kampanię prowadzili: Ludwig C.A.K. Martens, Grigorij Weinstein oraz przywódca partii socjalistycznej w Nowym Jorku – Miszka Hilkowicz, który kazał siebie nazywać Morris Hillquit.

    Martens stał się pierwszym sowieckim ambasadorem w USA. Kierowane przez niego Sowiec-kie Biuro spełniało funkcję ambasady. Jednocześ-nie zajmowało się ono wymianą carskiego złota na amerykańskie towary, ignorując przy tym oficjalne amerykańskie embargo na jakiekolwiek dostawy dla bolszewików. Mimo istnienia embarga, w 1919 roku amerykańskie firmy wysłały bolszewi-kom towarów i żywności na sumę przekraczającą dwadzieścia pięć milionów dolarów. Fakty his-toryczne wykazują, że embarga prezydentów USA, nakładane na komunistyczne rządy, spełniają ro-lę placebo, a nie zbawczego leku.
    Leiva Bronstein-Trocki miał dobre powiązania z międzynarodowymi bankierami poprzez swego krewniaka Abrahama Givatovzo, który za czasów carskich udawał antybolszewika. Przed wybuchem rewolucji bolszewickiej zarządzał on bankiem syberyjskim. Posiadał prywatny bank w Kijowie. W 1918 roku otrzymywał od bolszewików złoto i użytkował je zgodnie z ich życzeniem.

    Cars-kie złoto i diamenty były głównym środkiem płat-niczym używanym przez bolszewików. Carskie rub-le i sztaby złota były przewożone do Norwegii, gdzie działał w imieniu bolszewików M. Gruzenberg, oraz do Szwecji, gdzie bolszewikom służył Olof Aschberg. Ze Skandynawii złoto było prze-wożone do Niemiec i do USA. Dla przykładu, Michał Gruzenberg przywiózł do USA carskie dia-menty i tam je sprzedał. W 1917 roku był on przedstawicielem amerykańskiej firmy w Piotrogrodzie. Później, pod nazwiskiem Aleksander Gumberg, stał się bolszewickim agentem na teren Skandynawii, aż do czasu, gdy go deportowano z Norwegii. Ostatecznie, gdy już w Europie był spalony, przeniósł się do Nowego Jorku i tara pracował w bankowości.

    Rząd W. Wilsona zapewnił firmę Kuhn, Loeb & Co, że nie nałoży ograniczeń na PRZYWÓZ złota z Ro-sji sowieckiej. Zatem, sowieccy komisarze ludo-wi, jak powiedzmy prof. Łomonosow, przywozili do USA carskie złoto statkami. Jeden kurs za-wierał średnio dwieście skrzyń złota, po trzy pudy każda, co dawało około sześćdziesięciu ton złota. Szwedzka mennica przetapiała carskie złoto i stemplowała je własnymi pieczęciami. Dzięki temu Olof Aschberg mógł zaoferować szwedzkim bankom „nieograniczone ilości rosyj-skiego złota”.
    Bankier „ogólnoświatowej rewolucji” Olof Asch-berg był dyrektorem sztokholmskiego Nya Banken założonego w 1912 roku. W 1915 roku, wespół z J.P. Morganem, opracowywał plan zdobycia ro-syjskich bogactw naturalnych. Za wspieranie pieniędzmi kajzerowskich Niemiec alianci wpisa-li Nya Banken na czarną listę. Zatem,w 1918 ro-ku Nya Banken przekształcił się w Svensk Ekonomiebolaget i nadal mógł budować ogólnoświa-towy superrząd.

    Za czasów carskich Olof Asch-berg był przedstawicielem na Rosję z ramienia J.P. Morgana i był negocjatorem w sprawie ro-syjskich długów. Do chwili wybuchu bolszewic-kiej rewolucji Aschberg i Krassin reprezento-wali finanse carskiego rządu. W trakcie rewo-lucji obaj gwałtownie zmienili barwy i zaopie-kowali się finansami bolszewików. Z Aschbergiem ściśle współpracowali: Karol Furstenberg, jako pierwszy minister finansów w bolszewic-kim rządzie, oraz Max May, jako przedstawiciel nowojorskiego Guaranty Trust. Inny Furstenberg, Jakub, znany również jako Ganecki, dostarczał bolszewikom pieniądze od bankierów rezydujących w Niemczech, związanych z klanem Rothschildów.

    Pierwszy sowiecki bank, założony w roku 1922, o nazwie Ruskombank, był kierowany przez Olofa Aschberga. Stało się tak zapewne dzięki jego zażyłej przyjaźni z bolszewicką szyszką Maximem Finkelstein-Litwinowem. Meyer Genoch Moisewicz Wallach występujący pod nazwiskami: Graf, Finkelstein, Buchmann, Harrison, Litwi-now, jako, że prowadził żywot aktywnego rewolu-cjonisty, był pierwszym bolszewickim ambasado-rem w Wielkiej Brytanii. Za pośrednictwem Ruskombanku Litwinow zapłacił Wielkiej Brytanii trzy miliony funtów jako rekompensatę za wy-rządzone firmom brytyjskim szkody w trakcie przeprowadzania bolszewickiej nacjonalizacji. W 1924 roku, w wyniku czystki stalinowskiej, Ruskombank zmienił nazwę na Vneshtorg, a Olof Aschberg został usunięty.

    Klasycznym przykładem czerwonego dorobkiewicza może być dr Juliusz Hammer(Machabeusz), ojciec obecnego opiekuna komunistycznych reżymów PRL WRL i Afganistanu, posiadacza daczy na Krymie amerykańskiego miliardera Armanda Hammera. Ju-liusz Hammer był określany przez Lenina jako jeden z kręgu ludzi dyskrecji; nie mylić z po-jęciem ludzi dyskretnych. Urodził się w Rosji, w 1874 roku. Znał osobiście Lenina od roku 1907, to znaczy, od chwili spotkania się z Le-ninem na międzynarodowym zjeździe socjalistów w Stuttgarcie. J. Hammer był z zawodu lekarzem medycyny. Swego czasu robił niezłe pieniądze na zabiegach przerywania ciąży, za co został skazany na cztery lata więzienia. Zatem, lata 1919-23 spędził w amerykańskim więzieniu Sing Sing. Jako członek amerykańskiej Socjalistycz-nej Partii Pracy (SLP), która posiadała emble-mat przedstawiający robotnika z młotem w dło-ni, nazwał swojego najstarszego syna: Armand Hammer. Wprawdzie skrobanki stanowiły dla J. Hammera dochodową rozrywkę, jednak nie one stały się źródłem późniejszej fortuny. Wiel-kie pieniądze przyszły ze Związku Sowieckiego.
    W liście do członków KC partii bolszewickiej z dnia 14 października 1921 roku,
    Lenin pisał:

    „Wczoraj Reinstein poinformował mnie, że amerykański milioner Hammer, urodzony w Rosji (przebywający obecnie w więzieniu za nielegal-ne przerywanie ciąży; właściwie mówi się, iż za jego komunistyczne poglądy), jest gotów przekazać robotnikom uralskim jeden milion pu-dów zboża na bardzo korzystnych warunkach (5%) i przejąć uralskie bogactwa na komisową sprze-daż w Ameryce. Syn Hammera (i partner), lekarz z zawodu, obecnie przebywa w Rosji i przywiózł Siemaszko, jako prezent, instrumenty chirurgiczne wartoś-ci 60 tysięcy dolarów. Odwiedził on Ural z Martensem i postanowił odbudować uralski przemysł. Oficjalne sprawozdanie będzie sporządzone przez Martensa.

    Lenin”.

    Po opuszczeniu więzienia Sing Sing, w dniu 24 stycznia 1923 roku, J. Hammer niezwłocznie udaje się do Związku Sowieckiego. Wraz z synem Armandem energicznie zabierają się do rozbudo-wy sowieckiego przemysłu. Oczywiście, nie za darmo. Bezwartościowe sowieckie ruble wymie-niali na poszukiwane na Zachodzie skóry, futra, kawior oraz na unikalne kolekcje dzieł sztuki i rękodzielnictwa, które zostały objęte bolsze-wicką cenzurą, jako godzące w socjalizm i „nie-godne udostępnienia masom”. Dzięki ścisłej współpracy z Kremlem, Hammerowie stali się po-siadaczami bezcennych ikon, koron, bereł, w ogóle, biżuterii, czy dzieł sztuki skonfis-kowanych, czy jak kto woli – zrabowanych, carskiej rodzinie Romanowych i rosyjskim bo-jarom. Było tych drogocenności tak dużo, iż -.Hammerowie mogli otworzyć popularną Galerię Hammera. Z czasem, poprzez tę galerię rząd Związku Sowieckiego pozbywał się wszystkiego, co „godziło w dobre imię komunizmu”.

    W liście z dnia 24 maja 1922 roku Lenin na-woływał członków politbiura do „szczególnie troskliwej opieki nad rozwojem inicjatywy pod-jętej przez Hammerów, ponieważ dzięki nim bol-szewicy będą mogli się wkręcić w kręgi amery-kańskiego businessu i wykorzystać ten fakt na wszelkie sposoby”. Jednocześnie Lenin wydał polecenie F. Dzierżyńskiemu i wszystkim człon-kom Politbiura, aby zachowali w ścisłej tajem-nicy bolszewickie koneksje z Hammerami. Ozna-czało to, iż posiadający tę słodką tajemnicę, spoza kręgu członków Politbiura, mieli być wysłani na tamten świat.

    W 1915 roku J.P. Morgan wraz z Rockefellerami postanowili zinfiltrować lewicowe ugrupowania działające na terenie USA. Celem było nie ich zlikwidowanie, ale opanowanie. Z czasem przejęto kontrolę nawet nad III Międzynarodówką. J.P. Morgan oraz J.A. Stillman i zięć Stillmana -Percy A. Rockefeller, założyli American Inter-national Corporation. Celem tej firmy był ra-tunek bolszewików przed porażką, a niemal do niej dzoszło w 1918 roku. J.P. Morgan musiał jednocześnie „popierać” Aleksandra Kołczaka. Niewiele mógł na tym stracić, gdyż złoto Koł-czaka było zdeponowane w San Francisco.

    W ramach probolszewickiej działalności na tere-nie USA, w 1920 roku założono organizację pod nazwą „Zjednoczeni Amerykanie”. Celem tej or-ganizacji miała być… walka z komunizmem. Jednym z jej założycieli był Otto H. Kahn, reprezentujący probolsźewicką firmę Kuhn, Loeb Co., która w owym czasie trzymała bolszewików przy życiu. W istocie celem tej organizacji było wychwycenie „radykalnych działaczy antykomu-nistycznych” na terenie USA. Organizacja ta rozsiewała wręcz niewiarygodne plotki w rodza-ju: „Bolszewicy wejdą do Nowego Jorku za dwa lata!”, których celem było zniechęcić opinię publiczną do „antykomunistycznych radykałów”.

    Tak też się, i stało. Ludzie przestali słuchać rzeczowych ostrzeżeń przed rodzącym się nie-bezpieczeństwem bolszewickim. Nie miano wów-czas pod ręką propagandowego terminu „neofa-szysta”, co ma miejsce w czasach dzisiejszych, więc musiano uciekać się do forteli, jak ten z „antykomunistycznymi radykałami”. Przebieg-le aranżowany „antykomunistyczny” hałas odwra-cał uwagę opinii publicznej od nabrzmiałej kwestii ratowania za wszelką cenę bolszewickie-go państwa.

    Lista bankierów wspierających rewolucję, „któ-ra wstrząsnęła światem”, jest równie długa, jak kolejki przed sklepami w PRL. Nawet zna-lazł się na niej bliski przyjaciel Grigorija Rasputina, Dimitri Rubenstein, który przed wy-buchem rewolucji zarządzał rosyjsko-francuskim bankiem w Piotrogrodzie. Po rewolucji, Ruben-stein przeniósł się do Sztokholmu i tam repre-zentował bolszewików w sprawach finansowych. Olbrzymi rosyjski rynek przekształcono w rynek neokolonialny.

    Międzynarodowi bankierzy przys-tąpili do intensywnej eksploatacji gigantycz-nych połaci Euroazji. Morgan z Rockefellerem poczęli organizować w Związku Sowieckim mor-dercze pięciolatki. Ideę humanizmu zrównano z powszechną kolektywizacją. J.P. Morgan, Rothschildowie, czy Rockefellerowie nie zrezygnowa-li z własnych fortun dla dobra bliźnich. Zmusi-li jednak setki milionów ludzi do niewolniczej pracy. Dzieło zniewalania ludzkości przykryto mimikrą liberalizmu. Liberalizm brzmi bardzo niewinnie i humanitarnie. Co więcej, dzięki li-beralizmowi unika się epitetu „czerwony”.

    Bankierów i bolszewików łączyła wspólna cecha: internacjonalizm. Trocki mógł zaprzysiąc cars-kich generałów w celu zbudowania Armii Czerwo-nej i mógł wykończyć wielce patriotyczny i ściśle niepodległościowy ruch Armii Zielonej, która dysponując siedmiuset tysiącami żołnierzy desperacko walczyła zarówno z czerwonymi, jak i z białymi; jako, że biali zostali stworzeni po to, aby zdezorientować Rosjan, i tym samym, zwiększyć szanse bolszewików na końcowe zwy-cięstwo. Interbankierzy i interrewolucjoniści utopili we krwi wolnościowy zryw rosyjskich patriotów. Jednak bolszewizmu tracącego rusy-cyzmem nie można było sprzedać światu. Zatem, reżym bolszewicki przemianowano na partię ko-munistyczną, a Związkowi Sowieckiemu dano kon-stytucję bazującą na internacjonalistycznym „Manifeście komunistycznym” Karola Marksa. Na tego rodzaju bazie można już było przystąpić do budowy ogólnoświatowego rządu, z ogólnoświatową policją, armią, szkolnictwem i ogólnoświatowym ateizmem.

  23. Piotrx said

    MYŚLĄCYM POD ROZWAGĘ cz 3.
    Romuald Gładkowski
    /Toronto 1984/

    URA, UBILI MY CARA! – I CO DALEJ?

    W marcu 1917 roku car Mikołaj II został zmu-szony do abdykacji. Dokonali tego alianci. W tym czasie bolszewicy nie stanowili wyraź-nej siły politycznej. Jednak dzięki poparciu międzynarodowych bankierów stali się siłą w przeciągu zaledwie kilku miesięcy. Rewolu-cję bolszewicką rozegrano właściwie w jednym mieście – w Piotrogrodzie. Panujący bałagan gospodarczy, spowodowany „wojną kończącą wszys-tkie wojny”, wraz z olbrzymimi zasobami pie-niężnymi w rękach Lenina i Trockiego rozprzes-trzeniły po Rosji rewolucyjnego raka w tempie godnym tej choroby. Mogli więc bolszewicy, bez większych trudności, spełnić obietnicę Nathana Rothschilda daną carowi Aleksandrowi I w 1815 roku. Rodzina cara Mikołaja II została aresz-towana.

    Pierwsze pięć miesięcy aresztu carska rodzina spędziła w Carskim Siole. Następnie przewie-ziono ją do Tobolska. W połowie kwietnia 1918 roku, Jankiel-Swierdłow, przewodniczący Ogólnorosyjskiego Central-nego Komitetu Wykonawczego, podjął nieodwra-calną decyzję wymordowania carskiej rodziny. Chcąc zachować pozory praworządności, Jankiel-Swierdłow dawał cień nadziei na możliwość wy-dania cara w ręce przedstawiciela Niemiec, gra-fa Mirbacha.
    W międzyczasie, 30 kwietnia 1918 roku, przewie-ziono carską rodzinę do Katarzynogrodu. Osadzo-no ją w zarekwirowanym domu kupca Ipatiewa. Budynek ten przerobiono na „dom specjalnego przeznaczenia”. W owym czasie, władzę w Katarzynogrodzie sprawowali: Biełoborodow, repre-zentujący Okręgową Uralską Radę, oraz Żyd Jurowski, jako komisarz Czeka.

    W połowie lipca Syromołotow przywiózł z Moskwy rozkaz Swierdłowa domagający się natychmiastowej likwidacji cara Mikołaja II i jego ro-dziny.
    16 lipca 1918 roku, w godzinach wieczornych, komisarz Jurowski wydaje polecenie zaufanemu „robotnikowi”, o nazwisku Paweł Miedwiediew, by przyniósł od czerwonoarmiejców dwanaście pis-toletów typu nagan. Miedwiediew dowiedział się wówczas, że najbliższej nocy rodzina carska będzie rozstrzelana. Tejże nocy cara z rodzi-ną przekwaterowano do pokoju na parterze w tym samym budynku. Carowi Mikołajowi II, synowi, czterem córkom, żonie, lekarzowi Botkinowi, służbie: Demidowej, Charitonowi i Truppowi by-ło sądzone żyć zaledwie kilka minut po tej przeprowadzce.
    Do pokoju wszedł Jurowski z komisarzami czerezwyczajki Jermakowem i Waganowem, a za nimi dal-szych siedmiu siepaczy. Jurowski oświadczył carowi: „Twoi ludzie chcieli cię uratować, jed-nak to im się nie udało, więc jesteśmy zmusze-ni was zabić!”. Po czym, strzelił carowi pros-to w twarz. Był to sygnał do natarcia dla pozos-tałych. Każdy z oprawców wystrzelił do upa-trzonej ofiary. Nie wszyscy padają martwi po pierwszym wystrzale. Krzyczących z bólu ran-nych dobito uderzeniami rękojeścią pistoletu. Czternastoletniego następcę tronu Jurowski do-bił ponownym strzałem.

    Po tej jatce, ogołocono zwłoki z kosztowności i przed wschodem słońca przewieziono je do pobliskiego lasu. W lesie spalono odzież, a zwłoki polano kwasem. Akcja maskowania zbrod-ni została zakończona dopiero 20 lipca. Tego dnia mieszkańcom Katarzynogrodu oznajmiono, iż car nie żyje. Z kolei, gazety opublikowały następujące oświadczenia:

    „Decyzja Komitetu Wykonawczego Uralskiej Rady Delegatów Robotniczych, Chłopskich i Czerwonoarmiejskich.

    Mając na uwadze, iż czechosłowackie bandy za-grażają czerwonej stolicy Uralu – Katarzynogrodowi i mając na względzie, że koronowany oprawca ukrywszy się. może zbiec przed sądem narodu, Komitet Wykonawczy, spełniając wolę narodu, postanowił: rozstrzelać byłego cara Mikołaja Romanowa winnego niezliczonych krwa-wych przestępstw. Decyzja Komitetu Wykonawcze-go została wykonana w nocy z 16 na 17 lipca. Rodzina Romanowych została przeniesiona w inne, bardziej bezpieczne miejsce.

    Podpisano: Prezydium Uralskiej Rady Delegatów Robotniczych, Chłopskich i Czerwonoarmiejskich.”

    „Decyzja Ogólnorosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Zjazdu Delegatów Rad Robotniczych, Chłopskich, Czerwonoarmiejskich i Kozackich z 18 lipca 1918 roku.
    Ogólnorosyjski Centralny Komitet Wykonawczy w osobie swojego przedstawiciela przyjmuje pos-tanowienie Prezydium Uralskiej Rady.
    Podpisano: Przewodniczący Ogólnorosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego – Swierdłow.”

    Komisarz Wojkow miał powiedzieć: „Świat nigdy się nie dowie cośmy z nimi zrobili”. W rzeczy-wistości stało się inaczej. Szczątki ofiar bes-tialskiego morderstwa zostały odnalezione. W styczniu 1919 roku, po zajęciu terenu zbrod-ni przez armię Kołczaka, przeprowadzono docho-dzenie w sprawie morderstwa rodziny Romanowych. Przed sądem zeznawał morderca Miedwiediew i żoł-nierze pełniący w czasie zbrodni służbę wartow-niczą. Od nich dowiedziano się o całym przebie-gu zbrodni. Bolszewicy, na wieść o wykryciu zbrodni, całą winę zrzucili na socjaldemokratów. Dwudziestu ośmiu socjaldemokratów oskarżono o wymordowa-nie carskiej rodziny. Pokazowy sąd miał miejs-ce w Permie. Wielu z oskarżonych odebrało sobie życie z powodu tortur.

    Zabójstwo Mikołaja II nie kwalifikuje się pod polityczne przestępstwo. To była dzika, bes-tialska rozprawa z bezbronnymi ludźmi. Jeden z aktów ludobójstwa w bolszewickim wydaniu. W jakiś czas później, miasto Katarzynogród naz-wano Swierdłowskiem. Istotnie, Jankiel-Swierd-łow mordując cara z rodziną oddał władzy so-wieckiej olbrzymią przysługę. Dzięki niemu, so-wieci mogli spełnić wolę Rothschilda. Ofiaro-wano mu więc w podzięce całe miasto.

    W styczniu 1918 roku Lenin przyrzekł interbankierom oczyścić ziemię rosyjską

    „z wszelkiej maści szkodliwych insektów” poprzez najcięższą pracę niewolniczą.

    Istotnie, łagiernicy stali się główną siłą roboczą bolszewickiego państwa. Łagierników traktowano w sposób bestialski, gdyż stanowili nie tylko darmową siłę roboczą, ale należeli także go tzw. wrogów ludu. Dzięki temu, stworzyli grupę społeczną spędzającą ży-cie w kopalniach. Jeden z łagiernych oprawców, N. Frenkel, zaproponował Stalinowi, by repero-wać sowiecką ekonomię przy pomocy pracy nie-wolniczej. Propozycję przyjęto i od tamtej po-ry władza sowiecka przedstawiała NKWD zapotrze-bowanie na łagierników, a ta skrupulatnie uzu-pełniała wymaganą liczbę polując na „wolnych” obywateli.

    W pierwszych trzech latach umacniania zdobyczy rewolucji bolszewickiej Rosję pokryły ugory i zdewastowane fabryki. Wszak komuniści są mistrzami w niszczycielskim działaniu. W 1921 roku Lenin obwieścił światu Nową Ekonomiczną Politykę (NEP). Tym samym, zaprosił do Rosji inżynierów i naukowców z Zachodu. O kapitalis-tach wypowiedział się wówczas następująco:

    „Będą oni udzielać kredytów, które zasilą ko-munistyczne partie całego świata. Zaopatrując nas w nowoczesny sprzęt i nowoczesną technolo-gię, czego obecnie tak bardzo nam brakuje, od-budują nasz przemysł zbrojeniowy, który jest konieczny dla przeprowadzenia ataku na naszych zaopatrzeniowców. Innymi słowy, będą pracować na własną zgubę.”

    Istotnie, pierwszą nowoczesną fabrykę samolo-tów wybudował bolszewikom niemiecki koncern Junkersa. Armię Czerwoną zbudowali Niemcy. Po traktacie wersalskim bolszewicy zaoferowali Niemcom swoje poligony. Dzięki temu, Niemcy mogli ominąć zakazy traktatu wersalskiego, a bolszewicy otrzymali samoloty, czołgi, broń chemiczną i kadry oficerskie. Elewem niemiec-kiej szkoły był, między innymi sowiecki gen. Żu-kow.

    W roku 1921 obywatel amerykański Herbert Hoover zorganizował akcję pomocy dla głodującej Rosji sowieckiej. USA wysłały wówczas siedemset tysięcy ton żywności. Ratując po części od śmier-ci głodowej niewolników komunizmu, uratowano przed zagładą bolszewizm. Pomimo, iż nie było nawiązanych stosunków dyplomatycznych pomiędzy rządami USA i Rosji sowieckiej, amerykańscy przemysłowcy zawierali prywatne kontrakty z rządem sowieckim. I tak; Standard Oil Compa-ny zajęła się poszukiwaniami ropy naftowej, A. Harriman zaopiekował się kopalniami manga-nu, a General Electric wyposażyła Moskwę w ins-talację elektryczną wartości dwudziestu milio-nów dolarów. W latach 1921-25 wysłano z USA do Rosji sowieckiej urządzenia przemysłowe war-tości trzydziestu siedmiu milionów dolarów (!).

    Największe amerykańskie koncerny zaczęły robić ciężkie pieniądze. W latach 1918-22 bolszewicy przekazali do banku J. Schiffa sześćset milio-nów rubli w złocie, w carskim złocie. Angiel-ska firma Lena Goldfields Ltd zajęła się ro-syjskimi kopalniami złota, modernizując je i zwiększając ich wydajność. Mieli więc bol-szewicy czym płacić za okazywaną im pomoc.

    W 1930 roku Ford Motor Company zabrała się energicznie do rozbudowy sowieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Dzięki temu, miasto Gorki sta-ło się odpowiednikiem amerykańskiego Detroit. Inżynierowie z Detroit zaprojektowali i zbu-dowali bolszewikom olbrzymią fabrykę traktorów, która jednocześnie mogła produkować czołgi. Amerykańska firma Cleveland zrobiła z Magnitogorska kopię miasta Gary ze stanu Indiana w USA. Magnitogorsk stał się posiadaczem największej w świecie huty stali. Stal była bolszewikom bardzo potrzebna – do produkcji armat i czołgów.

    Przemysł sowiecki potrzebował energii elektrycz-nej. Nie na darmo Lenin powiedział, że komunizm to elektryfikacja kraju. Amerykański inżynier, H. Cooper, w dużym pośpiechu zaprojektował ele-ktrownię wodną na Dnieprze – którą sowiecka propaganda rozreklamowała jako dowód sukcesu sowieckiej myśli technicznej.

    Pomimo tak olbrzymiej pomocy z Zachodu, w roku 1933 przed bolszewikami stanęło widmo totalnej klęski. W „Kraju Rad” zapanował głód, ubóstwo i zepsute powietrze. Sztuczny twór nie mógł działać. I tym razem dawni przyjaciele bolsze-wików nie zawiedli. Pomocy udzielił prezydent USA F.D. Roosevelt. Związek Sowiecki uzyskał uznanie dyplomatyczne od rządu Stanów Zjedno-czonych. Była to pomoc wyjątkowo skuteczna, gdyż od tego momentu kapitaliści całego świata mogli popierać bolszewików w sposób jawny. Zatem, zgodnie z planami twórców „novus ordo seclorum” , bolszewicki embrion czerwonej epi-demii nie mógł szczeznąć marnie. Wielce wdzięczny za tę pomoc Finkelstein-Litwinow przyrzekł F.D. Rooseveltowi, iż Związek So-wiecki dopomoże amerykańskim komunistom zap-rowadzić w USA czerwoną dyktaturę(!).

    Franklin Delano Roosevelt doszedł do władzy w tym samym roku i w tym samym miesiącu co Adolf Hitler. Obaj mieli tych samych dorad-ców, jak powiedzmy Paweł i Max Warburgowie. Jeden i drugi byli popierani przez tych samych bankierów. Zatem, rok 1933 był początkiem in-tensywnych przygotowali do drugiej wojny świa-towej.

    Zgodnie z radami M.A. Rothschilda z Frankfurtu, interbankierzy wykorzystywali wojny i rewolucje do budowy własnego ogólno-światowego imperium. Popierając walczące ze sobą strony, nigdy nie byli między sobą w sta-nie wojny. Walczyły jedynie narody. Również i w czasie drugiej wojny światowej bankierzy wymieniali informacje, pomysły i plany odnoś-nie powojennego porządku w świecie. Tajne spot-kania i narady były przeprowadzane w sposób mistrzowski. Blednie przy nich konspiracja iluminatów.

    Po zakończeniu pierwszej wojny światowej, ob-ciążone dużą lichwą pożyczki dla Niemiec pog-łębiły kryzys ekonomiczny w tym kraju. Adolf Hitler obiecał wówczas, że rozprawi się z bez-robociem, więc wygrał wybory. Zatem, bez więk-szych już przeszkód spółka Morgan-Rockefeller mogła budować Hitlerowi czołgi, samoloty i ło-dzie podwodne. Interbankierzy tłumaczyli się wówczas, że przy pomocy pożyczek utrzymują po-kój na świecie. Z czasem się okazało, że owe po-życzki bardziej przyczyniły się do wybuchu dru-giej wojny światowej, aniżeli do utrwalenia po-koju i powojennej odbudowy.

    Inicjatorem i strategiem planów Adolfa Hitlera w kierunku podboju świata był kartel Internatio-nale Gesellschaft Farbenindustrie A.G.(I.G. Farben). Założył go w 1925 roku Hermann Schmitz. Archiwa dowodzą, że bez pieniędzy ban-kierów mieszkających w USA nie byłoby geniuszu Schmitza, nie byłoby I.G. Farben, nie byłoby zbrodni wojennych, za które sądzono H. Schmi-tza w Norymberdze. I.G. Farben przez długie la-ta osłabiał ekonomicznie przyszłych wrogów nazistowskich Niemiec. Dziewięćdziesiąt pięć procent trującego gazu Cyklon B, użytego w ko-morach gazowych,zostało wyprodukowane przez I.G. Farben.
    Rola braci Warburgów w budowie przemysłowej potęgi Niemiec była olbrzymia. Paweł Warburg był dyrektorem amerykańskiej I.G. Farben, a je-go brat, niemieckiej. Obaj dyrektorzy I.G. Far-ben – Paweł i Max – wspierali Adolfa Hitlera finansowo i tym samym, dopomogli mu dojść do władzy. Na spotkaniu z Warburgiem w 1931 roku Hitler miał powiedzieć:

    „Krwawa rewolucja może kosztować pięćset mi-lionów marek, a prawne przejęcie władzy co najwyżej dwieście milionów. Zatem, co wy, ban-kierzy ,postanawiacie wybrać?”.

    Wybrano podpalenie Reichstagu. 22 lutego 1933 roku podpalono Reichstag, by dać pretekst do zlikwidowania w Niemczech praw konstytucyjnych.
    Innym budowniczym Niemiec hitlerowskich była wspomniana już General Electric Company. Firma ta nie tylko zelektryfikowała Związek Sowiecki, ale także wzmocniła Niemcy po pierwszej wojnie światowej. Nowojorski dyrektor General Electric Company, Owen Young, całą swoją potęgą prowa-dził Niemcy do socjalizmu, którego celem nad-rzędnym jest likwidacja konkurencji i wolnych przedsiębiorstw. Istotnie, jak do tej pory, żaden socjalizm nie uderzył w fortuny Rothschildów, Rockefellerów, czy Hammerów.

    Nowojorska Standard Oil, należąca do rodziny Rockefellerów, również wniosła olbrzymi wkład w dzieło przygotowania Niemiec do drugiej woj-ny światowej. Deutsche-Amerikanische Petroleum A.G. zaopatrzyła Niemcy w takie ilości benzyny i syntetycznego kauczuku,że Hitler mógł prowa-dzić samotną wojnę przez długie lata. Deutsche-Amerikanische Petroleum A.G. należała w dzie-więćdziesięciu czterech procentach do rodziny Rockefellerów. Jej dyrektor, Karl Lindemann, był członkiem Kręgu Przyjacół Himmlera. Hein-rich Himmler i Franklin Delano Roosevelt już od lat studenckich byli zażyłymi przyjacółmi dobroczyńcy Hitlera – Ernesta S. Hanfstaengla.

    Okrzyk: „Harvard, Harvard, Harvard, rah, rah, rah!” dał rodowód hitlerowskiemu „Sieg Heil, Sieg Heil!”.

    Z kolei, International Telephone and Telegraph, będąca w posiadaniu J.P. Morgana, w czasie dru-giej wojny światowej pracowała dla obu walczą-cych stron. Dzięki temu, niektóre statki, oto-czone troskliwą opieką J.P. Morgana, w trudno wytłumaczalny sposób unikały torped niemiec-kich łodzi podwodnych. Co więcej, należące do nowojorskich bankierów zakłady przemysłowe, rozmieszczone na terenie Niemiec, dziwnym tra-fem uniknęły bombardowań aliantów w czasie dru-giej wojny światowej. Chase Bank należący do Rockefellera oraz Morgan Bank kooperowały z Wehrmachtem. International Telephone and Telegraph dała hitlerowskiej armii najnowocześ-niejsze wyposażenie. W tym samym czasie Nelson Rockefeller cieszył się ciepłą rządową posadką w Waszyngtonie. Dla rodzin bankierskich lata drugiej wojny światowej były latami wielkiego businessu jak zwykle.

    Interbankierzy nie posiadają narodowości, nie posiadają ojczyzny. Z tego względu, mimo żydowskiego pochodzenia, nic ich nie mogło powstrzymać od popierania narodowego socjaliz-mu, który od pierwszych dni istnienia nie przewidywał miejsca na ziemi dla Żyda. Doszło nawet do tego, że bankier Waldemar von Oppenheim otrzymał od Hitlera status „honorowego aryjczyka” i dzięki temu mógł kontynuować lichwiarski proceder. Bank Sal Oppenheim przeszedł pod oso-bistą opiekę Adolfa Hitlera. Miał widocznie Hitler chwile słabości, które zdołano wykorzys-tać. Babka Adolfa Hitlera, Frau Schickelgruber, była tak atrakcyjną kobietą, iż do tej pory to-czy się spór, kto jest dziadkiem Adolfa: Rothschild, czy Frankenberger. Jak widać, nie jest dziełem przypadku fakt, że na tyranów kreuje się indywidua posiadające głęboki kompleks Żyda.

    W wieku XX bankierska elita w sposób niezwykle skoordynowany manipuluje wydarzeniami histo-rycznymi. Pod wpływem interbankierów po dzień dzisiejszy obietnice polityków są bez wartości, a wojny wybuchają i kończą się bez żadnych rzeczowych wyjaśnień. Język polityków nie idzie w parze z czynami. Za pieniądze międzynarodo-wych bankierów politycy udający konserwatystów, liberałów, czy odnowionych demokratów (?) cięż-ko pracują nad zagładą wypracowanej przez poko-lenia swobody osobistej, ciężko pracują nad zniszczeniem człowieka respektującego prawa Boże. Zdominowane przez budowniczych „ziems-kiego królestwa sprawiedliwości” środki maso-wego przekazu ogłupiają społeczeństwo, koncen-trując jego uwagę na tego rodzaju surogatach, jak prawa dla homoseksualistów, kryzys energe-tyczny, czy zakrawające już na dużą kpinę de-monstracje antynuklearne.

    Dlaczego jest to możliwe? – Przede wszystkim dlatego, że istnieją ludzie, którzy pragną dostać coś za nic. Tak długo szatańskie znie-walanie świata będzie odnosić sukcesy, jak długo znajdą się chętni, by urządzać się w życiu kosztem innych. Jak długo będą istniały kolejki z chętnymi do wstąpienia w szeregi KGB, ZOMO, SB, ORMO itp, jak długo będzie istniał tłum chętnych na niemoralną nagrodę, za sprzedajną służbę, w postaci mieszkania, ubrania, samochodu, wyjazdu zagranicznego, studiów itd, tak długo pozbawieni skrupułów zakulisowi manipulanci będą mogli urządzać po-lowanie na wolność człowieka, na jego prawa i godność.

    Ruch komunistyczny stał się moralnie skompro-mitowaną siłą, niezależnie od tego, czy dzia-ła pod szyldem partii komunistycznej, czy soc-jalistycznej . Wrodzona awersja do panującej niesprawiedliwości, kreowanej przez grzech, po-woduje, że ludzie z poczuciem godności dają się wciągnąć do międzynarodowego ruchu rewolu-cyjnego. Z chwilą, gdy staną się komunistami, czy socjalistami, ich motywacje powoli się zmieniają. Z czasem, dla zdobycia, czy też, dla utrzymania władzy, są w stanie popełnić każdą zbrodnię.

    W obecnym świecie- jest lansowany rozmiękczają-cy ludzkość agnostyczny pragmatyzm. Jego ofiary, określające siebie jako porządnych lu-dzi, liberałowie, bierni konserwatyści, ludzie apolityczni, uganiający się potulnie za wiel-kimi wydatkami, odzwyczajeni od trzeźwego myś-lenia, naiwnie marzą, że interkomunizm nie bę-dzie w stanie po nich sięgnąć. Usiłują nie dostrzegać, iż wielkie podatki i wielkie wydatki wiodą najkrótszą drogą do socjalizmu. Stopnio-wa eliminacja prywatnych przedsiębiorstw i prywatnej własności jako takiej, w prostej linii prowadzi do totalnej kolektywizacji, czyli do komunizmu.
    Niestety, powszechna ignorancja ludzka wielki-mi krokami przybliża moment spełnienia się zło wieszczego proroctwa Lenina:

    „Najpierw opanujemy Wschodnią Europę. Następ-nie narody Azji. Wówczas otoczymy ostatni bas-tion kapitalizmu, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Nie będziemy ich atakować; wpadną same w nasze ręce jak mocno przejrzały owoc”.

    Zło powstaje z zaniedbania dobra. Nie może być próżni etycznej, nie można zrobić luki w moral-ności, gdyż w takiej luce od razu lęgnie się zło. Zatem, walkę ze złem należy rozpocząć od zrewidowania własnej postawy. Pan Bóg dał nam rozum i wolną wolę. Korzystajmy z tych darów nie na swoją szkodę.

    UWAGI KOŃCOWE.

    Pycha prowadzi człowieka do chorobliwego współ-zawodnictwa, które daje uczucie rozkoszy nie tyle z faktu zdobycia czy posiadania czegoś, ile z posiadania więcej niż inni. Pyszałek pragnie być nie tyle bogaty, sprytny czy potęż-ny, ile najbogatszy, najsprytniejszy i najpo-tężniejszy. Pełen pychy człowiek kradnie nie dlatego, że potrzebuje, ale aby sobie udowod-nić, że jest lepszy od innych. Tym należy tłu-maczyć niekończące się zawody w bogaceniu się uprawiane przez interbankierów.

    Współczesna mieszanka cywilizacyjna ignoruje niezwykle wielkiej wagi wymóg postawiony przed ludzkością przez największe autorytety znane pisanej historii: ZAKAZ LICHWIARSKIEGO POŻYCZA-NIA PIENIĘDZY. Tego wymagał biblijny Mojżesz, po nim Arystoteles, później Jezus Chrystus, je-go uczniowie i ich następcy. Wielkie cywiliza-cje były zgodne co do tego, że w społeczeństwie nie powinno być miejsca dla lichwiarzy. Pie-niądz powinien ułatwiać wymianę dóbr. W rękach interbankierów stał się złotym cielcem. Doszło już do tego, że sposób użytkowania pieniędzy narzuca ustrój danemu krajowi. Wolność pań-stwowa jest odwrotnie proporcjonalna do stop-nia powiązań z międzynarodowymi bankierami. Bankierzy tworzą więc kraje „demokratyczne”, faszystowskie, czy też socjalistyczne z wszel-kimi odmianami „demokracji ludowych”. Nie jest dziełem przypadku, iż rządy w dużej mierze nie-zależne od interbankierów środki masowego prze-kazu nazywają dyktaturami.

    Od 1939 roku prasa jest całkowicie zdominowana przez żydomasonerię.
    Korzystając z degrengolady moralnej okresu Od-rodzenia, Meyer Amschel Rothschild z Frankfurtu zbudował oparte na lichwie bankierskie mocars-two, które z czasem poczęło decydować o lo-sach świata. Bez wątpienia siłą napędową do te-go wysiłku była pycha. Jego następcy usiłują wykrzesać dla siebie swoisty rodzaj szczęścia, który miałby omijać Boga z daleka. W tym bez-nadziejnym przedsięwzięciu chorobliwych ambi-cji, z góry skazanym na przegraną, rodzą się takie okropności jak neoniewolnictwo, rozkład moralny, nędza duchowa i fizyczna.

    Wbrew sockomunistycznej propagandzie, nie istnienie na-rodów lecz pycha ludzka powoduje wojny. Pycha jest chorobą duszy; pożera dobro tkwiące w czło-wieku, pożera miłość bliźniego. Nawet w sytu-acji, w której narody przestałyby istnieć, o czym marzą twórcy „novus ordo seclorum”, zna-lazłaby się dostateczna ilość pyszałków, któ-rzy dla zaspokojenia własnej próżności będą gotowi zalać świat wojenną pożogą.

    Zwolennicy raju w życiu doczesnym, jako głów-nego celu w życiu człowieka, nigdy nie wybaczą Chrystusowi, iż zachęcał ludzi do koncentrowa-nia uwagi na duszy ludzkiej i jej przeznacze-niu. Wszak Chrystus mówił Żydom wprost: „Wy z oj-ca diabła jesteście i pożądania ojca waszego czynić chcecie” (Sw. Jan, 8, 43-46). Z tego względu, Kościół Katolicki był zajadle atakowa-ny od pierwszych dni istnienia. Prześladowaniom towarzyszyło sianie herezji w szeregach chrześcijan. W Aleksandrii Arius (256-336) nauczał, że Chrystus nie jest Bogiem. Stał się on zało-życielem arianizmu. Kolejnym ciosem było utwo-rzenie Kościoła bizantyjskiego. Następnie przy-szedł okres Reformacji. Marcin Luter(1483-1546) w Niemczech, Jan Kalwin(1509-1564) we Francji i w Szwajcarii oraz Jakub Harmensen(1560-1609) w Holandii usiłowali zniszczyć Kościół Katolic-ki poprzez ruch protestancki. Mówiąc o wrogach Stolicy Piotrowej trudno jest nie wspomnieć o Franciszku Marii Arouet(1694-1778), którego świat poznał pod pseudonimem Voltaire.

    W czasie wojny trzydziestoletniej luterański król szwedz-ki, Gustaw Adolf II, był wykorzystany do walki z katolicyzmem. Katolicka Polska została dot-knięta luterańskim potopem. Wszak doradcy obu króli, polskiego i szwedzkiego, byli potomkami faryzeuszy. Działający ofensywnie, od czasów rewolucji francuskiej z .1789 roku, masoński naturalizm stał się antytezą chrześcijaństwa. Z czasem, przekształcił się w ateistyczny ruch komunistyczny. Co gorsze, naturalizm zaatakował najbardziej cywilizowany kraj Europy jakim by-ła bez wątpienia katolicka Francja.

    Przed wybuchem rewolucji francuskiej Fryderyk Wielki zaprosił carycę Katarzynę II i dwór austrowęgierski do spożycia „mistycznej komunii ciała Polski”. Cynicznie twierdził, że to nie będzie dobre dla ich dusz, ale na pewno będzie dobre dla ich krajów. Zatem, katolickie pań-stwo polskie zostało wyeliminowane z areny mię-dzynarodowej .

    Rozbiory Polski były dziełem Prus. Trzymający nas w kajdanach system wiedeński, w latach 1815-1914, był dziełem sojuszu masonów Anglii i Prus. Siedząc wydarzenia po obu wojnach świa-towych, nie trudno jest dostrzec, że robiono wszystko, aby wykrwawić naród polski, zreduko-wać go do minimalnych rozmiarów i tym samym, ułatwić podporządkowanie Polski ateistycznej Rosji Sowieckiej.

    Nie jest dziełem przypadku, że w tym samym czasie, gdy Karol Marks ogłosił teorię ewolu-cji społeczeństw, inny Karol – Darwin – opub-likował teorię pochodzenia człowieka. Dla ko-munisty Marksa, który już w 1844 roku oświad-czył, iż krytyka religii jest punktem wyjścio-wym do jakiejkolwiek krytyki starego porządku, Darwin usiłował dać dowód, że Stwórca nie ist-nieje.
    Teoria ewolucji Darwina nadal pozostaje mitem, gdyż brakuje dowodów na jej prawdziwość. Zmaso-wana kampania propagandowa spowodowała, że nie-wiara w teorię Darwina stała się powodem do wstydliwego usprawiedliwiania się, do obrony przed pomówieniem o nieuctwo. Instytut Rocke-fellera przeznaczył miliony dolarów na znale-zienie brakujących ogniw w teorii Darwina. Nic więc dziwnego, że pojawiły się odkrycia prezen-tujące neandertalczyków, australopitekusów, oreopitekusów, czy pekińskich jaskiniowców. Nie były jednak one w stanie sprostać wymaganiom nauki. [5] Kompilacja mającej tysiące lat czasz-ki ludzkiej z liczącymi zaledwie kilka lat zę-bami małpy nie mogła usatysfakcjonować naukowców.

    Na przekór naturalistom, odkrycia archeologicz-ne dowodzą, że opisane w Biblii zjawiska rzeczy-wiście miały miejsce. Udowodniono, między inny-mi, istnienie biblijnego Abrahama. Biolog Edwyn Coklin oświadczył, że prawdopodobieństwo lanso-wanej przez naturalistów teorii o przypadkowym powstaniu życia na ziemi jest równe prwdopodobieństwu poprawnego ułożenia się kartek ency-klopedii w wyniku eksplozji w drukarni. To jed-nak naturalistów nie zniechęca.

    Poszukiwania trwają nadal, gdyż Rockefeller ma dużo pienię-dzy.
    Twórcy „nowego porządku w świecie”, pragnąc za-bić narody moralnie, usiłują odebrać im religię. Bez religijnego wychowania wychowanie moralne nie jest możliwe. Z tego powodu, tuż po „oswo-bodzeniu” danego kraju przez oddziały czerwone, komuniści sprawowanie władzy rozpoczynają nie od reform gospodarczych, nie od wykładów z te-orii marksizmu-leninizmu, lecz \d& obowiązkowych prelekcji na temat darwinizmu, prelekcji negu-jących istnienie Boga, duszy ludzkiej i życia wiecznego. Pragną oni, aby człowiek stał się potulnym zwierzęciem, uganiającym się wyłącz-nie za dobrami doczesnymi i dla tych dóbr był gotów założyć niewolniczą siermięgę.

    Na początku XX wieku Alfred Loisy wskrzesił bazujący na agnostycyźmie ruch modernistyczny. Moderniści zaprzeczając boskiemu pochodzeniu Jezusa Chrystusa zaczęli przedstawiać Go jako rewolucjonistę, supergwiazdę, przywódcę ży-dowskiego getta(!). Skoro środki masowego przekazu stały się głównym propagatorem wszel-kich nowin, więc herezja uczłowieczania Chrys-tusa zadomowiła się w nich na dobre. Nie na darmo Lenin wbijał do głowy członkom bolsze-wickiego rządu, że film jest najważniejszą for-mą twórczości artystyczno-propagandowej. W obecnych czasach doszła jeszcze telewizja.

    Zakrojonej na szeroką skalę akcji podcinania autorytetu Kościoła Katolickiego towarzyszy idea gloryfikacji szatana. W czasie rewolucji francuskiej tłumy krzyczały: „Niech żyje piek-ło!”. Nieco wcześniej, w 1717 roku, założono w Londynie Wielką Lożę Masońską, której motto brzmiało: „Zniszcz wszelkie religie, a w szczególności religię katolicką!”. Działał w tym ok-resie Klub Ognia Piekielnego. W czasie wiosny ludów rewolucjoniści Mazziniego wołali na ulicach Rzymu: „Precz z Chrystusem, niech żyje Barabasz!”. Szatana adoruje liczące sto lat Stowarzyszenie Teozoficzne. Początkowo wydawa-no czasopismo zatytułowane „Lucyfer”; z czasem, taktycznie zmieniono nazwę na „Teozof”. W dobie obecnej wyznawcy szatana mają w budynku ONZ wydzieloną salę medytacyjną. Trudno jest nie wspomnieć o teozoficznej „Świątyni Zrozumienia”. Robi ona wysiłki w kierunku zbudowania światowego centrum religijnego. Coś w rodzaju sekularystycznej odmiany Watykanu. Dzielnie jej w tym pomaga nowojorska Zjednoczona Loża Teozofów.W 1882 roku, w mediolańskiej operze La Scala uroczyście śpiewano hymn ku czci szatana.

    W 1917 roku zorganizowano w Rzymie całą serię antykatolickich demonstracji. Czczono czterystulecie ogłoszenia „95.tez” Marcina Lutra oraz dwustulecie założenia Wielkiej Loży Masońskiej w Londynie. – A propos, czy rok 1917, rok re-wolucji bolszewickiej, nie wiąże się z poprzednimi datami? – W 1917 roku na ulicach Rzymu demonstranci nieśli flagi z wizerunkiem Lucy-fera wykrzykując: „Szatan powinien rządzić Watykanem!”. Demolowali przy tym miasto. Bur-mistrzem Rzymu był w tym czasie Wielki Mistrz Loży Masońskiej.

    David Seltzer napisał scenariusz do filmu „Omen”. Szatan ma dojść do władzy po powsta-niu ogólnoświatowego rządu. Zrobiono także film telewizyjny „Wyścig z diabłem”, w którym opanowane przez szatana społeczeństwo niszczy w sposób bezwzględny profanatorów czarnych mszy. Autor atakujących chrześcijaństwo książek: „Boski plan budowy rządu ogólnoświatowego” i „Spisek Ostatniej Wieczerzy”, dr H.J. Schonfield, twierdzi, że przytłaczająca większość chrześcijan zna Boga jedynie za pośrednictwem Jezusa Chrystusa.

    „Zabierzmy im boskość Jezusa, a wówczas ich walka w imię Boże zostanie spara-liżowana, bądź zniszczona”.

    Tym samym, Schonfield wyjaśnia istotę lansowanego modernizmu.
    Ludzie, którzy zaczęli wątpić w swoje przeko-nania, będą poszukiwać nowych, silniejszych przesłanek. W takiej sytuacji, marksizm wyda-je się być dla nich zbawieniem. Z tego wzglę-du, każda rewolucja marksistowska była poprze-dzana anarchią. Społeczeństwa, które traktują religię jako sprawę osobistą, będą bardzo szybko pogrążone w korupcji, gwałcie i rozwią-złości. Po tym przychodzi rewolucja.

    Odrodzenie było okresem dziwnych sprzeczności. Z jednej strony mówiło się o humanizmie i uwiel-biało człowieka, z drugiej natomiast odradzało się niewolnictwo, absolutyzm,, tyrania. Sprzecz-ność ta jest pozorną, gdyż z chwilą, gdy zwal-cza się Boga i ład Boży, człowiek traci swoje prawa, bowiem godność człowieka jest oparta na Bogu. Mając to na względzie, naturaliści usiło-wali narzucić ludzkości filozofię religijną zwaną humanizmem. Humanizm miał zastąpić etykę chrześcijańską. Celem popularyzowanego humanizmu stało się „uwolnić ludzkość od chrześcijańskich wartości moralnych, nakazów i zasad”. Dekalog ma pójść a zapomnienie. Tradycyjną skromność zaczęto nazywać aseksualizmem, chrześcijańską dyscyplinę moralną naz-wano niezdrową wstrzemięźliwością, brak odpo-wiedzialności nazwano wolnością, dziewictwo jest określane mianem neurotycznego zahamowa-nia, perwersja jest nazywana stylem życia, de-prawacja stała się rzekomym twórczym wyraża-niem poglądów, a etyczna anarchia jest utożsa-miana z wolnością osobistą. Prawość, szlachet-ność i zasady moralne mają powodować niepokój wewnętrzny, być powodem do rumieńców na twarzy Humaniści nie uznają faktów, a jedynie je in-terpretują. Lansują tzw. etykę sytuacyjną. Dla komunistów tego rodzaju etyka posiada dużą przydatność praktyczną.

    Komunistyczna moralność została lapidarnie przedstawiona przez Lenina:

    „Wszystko, co sprzyja proletariackiej rewolucji, jest moral-ne, wszystko, co przeszkadza, jest niemoralne”

    Trzymając się tego rodzaju etyki, jedni komu-niści mogli mordować ludzi jako naziści, a in-ni jako stalinowcy. Wszystko w imię socjalis-tycznej rewolucji. Gdy wojska hitlerowskie do-cierały do bram Moskwy, w Związku Sowieckim został zakazany ateizm na co dzień. Mogły ożyć puste od dwudziestu lat cerkwie i kościoły. Ponownie zaczęły bić dzwony kościelne, czy cerkiewne. Stalin wzywał wówczas naród rosyjs-ki do obrony „Świętej Matki Rosji”; nie wzywał natomiast do obrony komunizmu, ponieważ wie-dział, że nic z tego by nie wyszło! W tym cza-sie ponad milion sowieckich żołnierzy przeszło na niemiecką stronę w nadziei, że to ich wyz-woli ze szpon barbarzyńskiego komunizmu, soc-jalizmu, bolszewizmu, że ich wyzwoli od życia bez Boga. Na próżno. Nie po to powoływano do życia nazizm, by ratował Rosjan. Zbiegów pozamy-kano w obozach zagłady, dając Rosjanom do zro-zumienia, że dla nich nie ma ucieczki przed sockomunizmem.

    Twórca zawodowych rewolucjonistów Lenin powie-dział:

    „Dajcie mi jedno pokolenie młodzieży, a przewrócę cały świat”.

    Naturalistyczny hu-manizm chce zawładnąć młodzieżą. Ogłupione ja-dem humanizmu dzieci, z czasem zawiedzione wpa-janymi im zasadami, zorientowane, że je oszuka-no, szukają ucieczki w sektach religijnych, jak mooniści, czy hippisi. Coraz powszechniej mło-dzież staje się pasywna, niezdecydowana i uleg-ła, bez żadnej osobowości, czy wewnętrznej siły. Staje się idealnym materiałem dla kolektywizatorskich poczynań. Według humanistycznej etyki, można kłamać, kraść, cudzołożyć, oszukiwać, za-bijać jeśli to wszystko jest zaakceptowane przez własny system wartości (?). W ten sposób nauczana młodzież bez zmrużenia oka zaciąga się do rewolucyjnej partyzantki, by burzyć sta-ry porządek.

    Coraz intensywniej lansowana autonomia dziecka prowadzi do uwolnienia go od autorytetu rodzi-ców i wymogów stawianych przez etykę chrześci-jańską. Humaniści usiłują wymieść z umysłu dziecka przywiązanie do tradycji przodków, w miarę możliwości je ośmieszyć. Głoszą wprost, że nacjonalizm ujęty geograficznie musi być zlikwidowany. Istotnie, wiedza o naszych przod-kach, historyzm, emocjonalna więź z przeszłoś-cią stają się poważną przeszkodą na drodze do weishauptowskiego „novus ordo seclorum”.

    Wprowadzany ateistyczny system społeczny ska-zuje człowieka na najcięższą karę – na własną niewolę. Człowiek pozbawiony Boga ginie w zagu-bieniu, zostaje pozbawiony człowieczeństwa. Największym tyranem dla człowieka jest czło-wiek bez Boga. Fiodor Dostojewski powiedział:

    „Jeśli Bóg jest niczym, wszystko jest dozwo-lone „.

    Warto , aby ludzie tumanieni przez humanizm dobrze zdawali sobie z tego sprawę, a w szcze-gólności ci, którzy marzą o sielskim przymie-rzu z komuną.

    * * *

    Celem niniejszej broszury jest nie tyle wy-czerpanie poruszonego tematu, ile sygnaliza-cja pewnych faktów, które mogą skłonić Czy-telnika do własnych poszukiwań. Podane poni-żej pozycje książkowe wiążą się z tematem broszury.

    1. Garry Allen – NONE DARE CALL IT CONSPIRACY, Concord Press, P.O. BOX 2686, Seal Beach,
    Ca1ifornia, USA.
    2. John A. Stormer – NONE DARE CALL IT TREASON, Liberty Bell Press, P.O. BOX 32, Florissant. Missouri, USA.
    3. John Robison – PROOFS OF A CONSPIRACY, Western Islands, Belmont,Massachusetts, USA.
    4. Antony C. Sutton – WALL STREET AND THE RISE OF HITLER, ’76 Press, P.O. BOX 2686, Seal Beach, Calif., USA.
    5. Antony C. Sutton – WALL STREET AND THE BOLSHEVIK REVOLUTION, Veritas Publishing Co., P.O. BOX 259, Morley, Western Australia.
    6. Jędrzej Giertych – IN DEFENCE OF MY COUNTRY, London, 175 Carlingford, N15 3ET, England. Każdy, kto czuje się Polakiem i zna język angielski; powinien przeczytać tę książkę.

    PRZYPISY

    [1] W skolektywizowanych szkołach wieku XX naucza się, że francuska rewolucja z 1779 roku była zrywem oburzonych mas przeciwko krwawej tyranii. Jest to jedno z kłamstw sprepa-rowanych przez twórców „historii dla mas”. Francja w drugiej połowie wieku XVIII kwitła ekonomicznie. Ludzie chodzili dobrze odziani, żywności było w bród…, aż tu nagle, w ro-ku 1789, iluminaci, z czasem poznani jako jakobini, spowo-dowali brak żywności na rynku. Historia pokazała, że zryw rewolucyjny zawsze był poprzedzany odcięciem dostaw żywnoś-ci. – Zatem, czy z premedytacją stworzony brak żywności w PRL nie był próbą wyciągnięcia Polaków na barykady? -I tak, rozjuszony „głodem” tłum Paryża przystąpił do sztur-mu na „znienawidzoną” Bastylie, w której było wówczas aż… SIEDMIU więźniów. Po zdobyciu Bastylii, Paryż i okolice zos-tały sterroryzowane przez kryminalistów. – Czyż po braku żywności w PRL nie uaktywnili się na ulicach kryminaliści? -Terrorem usiłowano opanować Francję. Jakobini planowali wy-mordować POŁOWĘ ludności katolickiej Francji, czyli to samo, co później zaczęli robić ich następcy, komuniści, w różnych zakątkach świata. Tym sposobem, świat antykatolicki mógł pozbyć się poważnego intruza w dziele kolonialnego podziału świata. Anglicy, bez większych przeszkód, mogli więc odbie-rać Francuzom „bezużyteczne akry śniegu” w dalekiej Kanadzie, a także, tworzyć Stany Zjednoczone, przyszły inkubator dla architektów konspiracji .Przecież twórcy Stanów Zjednoczo-nych, jak George Washington, Aleksander Hamilton, Jakub Ma-dison, czy Benjamin Franklin, byli honorowymi obywatelami Republiki Francuskiej. Już w 1791 roku Thomas Jefferson głośno marzył, że „ta cudowna rewolucja” rozprzestrzeni się po całym świecie. Pragnął on w każdym kraju pozostawić przy życiu tylko „po Adamie i Ewie”, a pół globu ziemskiego (część katolicka) mieć w zgliszczach. Nie Hitler i Stalin byli więc pierwszymi, którzy stosowali masową eksterminację ludności.

    [2] Tak to już bywa w światku rewolucjonistów, że ci, co są doskonałym skarbem w pierwszym dniu rewolucji, drugiego dnia bywają rozstrzelani. Dobrym przykładem może tu być rewolucja bolszewicka, a rok 1938 osiągnął w Rosji rewolu-cyjne apogeum. Zięć Mojsze Kaganowicza, Józef Stalin, aresztował antyfaszystowsko usposobionych komunistów i zapełnił
    nimi łagry. Zatem, przebywający w łagrach więźniowie poli-tyczni już w 1938 roku wiedzieli, że dojdzie do paktu Stali-na z Hitlerem. Nawet Tuchaczewski, który przypomniał Niem-com, że tak, jak w przeszłości, Rosja sowiecka jest gotowa do współpracy z Niemcami w dyktowaniu światu warunków poko-ju, nie uniknął losu ofiary rewolucji. Naiwny nie wiedział, że o losach świata decyduje się w Nowym Jorku, a nie w Mos-kwie czy Berlinie. Dla „wzmocnienia dyscypliny” w szeregach Armii Czerwonej w 1938 roku rozstrzelano 11 komisarzy Obro-ny (na 11), 13 dowódców armii (na 15), 57 dowódców korpusu (na 85), 110 dowódców dywizji (na 195) i 220 dowódców bry-gady (na 406). Jeszcze większe żniwo rewolucja zebrała wśród oficerów niższych stopni. Po zlikwidowaniu „użytecznych dur-ni”, towarzysz Stalin przystąpił do interesu z towarzyszem Hitlerem. 23 sierpnia 1939 roku nazistowsko-sowiecki pakt stał się faktem.

    [3] Jeden ze współtowarzyszy Nieczajewa, Piotr Tkaczew, gło-sił, że powinno się wystrzelać wszystkich ludzi powyżej 25 roku życia i spróbować tworzyć życie społeczne od nowa. Hm, miał on wówczas 24 lata.

    [4] W czasie, gdy Lenin sięgał po władzę w Rosji, Bela-Kuhn na Węgrzech, Karol Liebknecht w Niemczech, komuniści pod przywództwem Benito Mussoliniego sięgali po władzę we Wło-szech. Władzy we Włoszech czerwonym nie udało się przejąć, więc, w 1921 roku, wraz z Mussolinim przywdziali czarne ko-szule, zakładając partię faszystowską. Włoscy sowieci stali się „fasci”, co w języku włoskim na jedno wychodziło. Za-tem, tak jak Hitler, również i Mussolini wyszedł od lewicy, podczas, gdy ustanowione środki masowego przekazu usiłują sugerować, iż byli oni dziećmi prawicy. Nieco później, nawet Józef Goebbels oświadczył, że „zwalczamy się z komu-nistami, ale w rzeczywistości nie jesteśmy nieprzyjaciółmi”. Istotnie, nazistowski kotlet był brązowy na zewnątrz, ale czerwony od wewnątrz. Nazistów i komunistów łączył wspólny cel: totalna kolektywizacja społeczeństwa. O zgrozo, to, co w kierunku kolektywizacji życia społecznego naziści i faszyści zrobili gwałtownie, obecna lewica wprowadza stopniowo, rok po roku. Ludzkość powoli jest uzależniana ekonomicznie i psychologicznie od władzy państwowej. Ide-alne przygotowanie dla przyszłego ogólnoświatowego rządu.

    [5] Zob. Ks. prof. Paweł Siwek T.J. „Ewolucjonizm w świetle nauki”, Veritas, Londyn, 1973.

  24. Piotrx said

    MYŚLĄCYM POD ROZWAGĘ cz 4.
    Romuald Gładkowski
    /Toronto 1984/

    DODATEK

    „Nie Syjon zwie się państwo,
    które wam obiecuję,
    imię jego GLOB ZIEMSKI”.
    Józef Flawiusz

    „…na podstawie wielu dokumentów masońskich stwierdzić można ponad wszelką wątpliwość, iż przywódcy antychrześcijańskiego ruchu uważają prasę jako jeden z najbardziej skutecznych in-strumentów walki, jakim się posługują. Wielka kapitalistyczna prasa północnoamerykańska, an-gielska i francuska, jest w tej chwili całko-wicie uzależniona od światowych powiązań kapi-talistycznych, w których międzynarodowi magna-ci finansowi, a w przeważającej mierze

    Żydzi, zajmują najbardziej wpływowe stanowiska. Jeśli chodzi o prasę nie będącą bezpośrednią własnoś-cią Żydów, to tam wpływy żydowskie ujawniają się dość często w zarządach tego rodzaju wydaw-nictw. Wiadomo również powszechnie, iż w isto-cie kontrola nad całą świecką prasą Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych sprawowana jest przez wielkie finansowe i handlowe interesy ży-dowskie dzięki opanowaniu działów ogłoszenio-wych i reklamowych tych gazet i czasopism. Po-mijając już tzw. kapitalistyczną prasę, nawet cała socjalistyczna prasa światowa pozostaje w rękach lub poddawana jest przemożnym wpływom finansjery żydowskiej.” [*]

    [*] [Ks. E Cahill T.J.- Wolnomulartswo (masoneria) Londyn 1947 F.Mildner & Sons]

    Opanowane przez żydomasonerię środki masowego przekazu, co potwierdza powyższy cytat, upor-czywie sieją propagandę szkalującą dobre imię Polski i polskiego narodu. Tu i ówdzie można usłyszeć, czy wyczytać, że Polska jest „ekono-micznym nieporozumieniem, a jej jedynym prze-mysłem jest bicie Żydów”. Tego rodzaju wypowiedź należy, między innymi, do wielkiego propagatora „nowego porządku” J.M. Keynessa. O rzekomym polskim „zwierzęcym antysemityzmie” wypisują już nawet powiązani z trockistami byli działacze „Solidarności” obecnie buszu-jący poza granicami Kraju. – Skąd tyle niena-wiści do Polaków? Czyżby z tego powodu, że oponowaliśmy idei budowy Syjonu na naszych ziemiach? Czy można nas winić za to, że bro-niliśmy się przed natrętem, któremu udzieli-liśmy schronienia w ciężkich dla niego chwilach, kierowani miłością chrześcijańską, a któ-ry z czasem począł robić starania, aby zabrać nam dom?

    Polska przez wieki była krajem bez stosów i ra-jem dla Żydów, i to do tego stopnia, że Papież Benedykt XIV był zmuszony wydać Encyklikę(1751) „A quo primum”, w której zganił Polskę za zbyt-nie uprzywilejowanie Żydów kosztem chrześcijan. Fabrykowana propaganda nienawiści do Polski ma zapewne na celu ukrycie tych nieludzkich sił, które ponoszą odpowiedzialność za tragedię Żydów europejskich. Swoją drogą, pozostało wie-le śladów w historii wykazujących, iż niejed-nokrotnie po pogromach, z zasady prowokowanych przez Żydów, rozmyślnie nie usuwano gruzów, nie usuwano śladów krwi z murów świątyń. Żydzi byli dumni z tych napadów, uważali je za pot-wierdzenie ich potęgi.

    Opór stawiany Żydom na polskich ziemiach miał wyłącznie charakter polityczny. Wrogowie kato-lickiej Polski od wieków wysługiwali się Ży-dami, by szkodzić polskiej racji stanu, by móc trzymać nas w okowach. Mieliśmy pełne pra-wo, aby przed tym się bronić.Społeczność żydowska zarówno w sposób jawny, jak i ukryty jest wrogo nastawiona do pols-kich tradycji narodowych, tradycji w duchu chrześcijańskim.

    Wynika to z konfliktu cywi-lizacyjnego. Cywilizacja żydowska, posiadająca
    cztery etyki, zawsze była i będzie w konflik-cie z cywilizacją łacińską, w której do-minuje etyka katolicka. Z tego względu, Ży-dzi patrzący na Polskę przez pryzmat włas-nych interesów, w swych poczynaniach wysłu-gują się Polakami o tyle, o ile są w sta-nie nimi manipulować. Posiadając po kilka „ojczyzn”, w swoim postępowaniu kierują się tzw. patriotyzmem sytuacyjnym. Każdy nasz sprzeciw bywa zaliczany do tzw. antysemityzmu, pielęgnowanego przez Żydów przez długie wie-ki.

    W latach, kiedy państwo polskie nie istniało, nie było innego sposobu zachowania polskości poza trwaniem przy narodowych tradycjach. Po-lacy, chcąc przetrwać, musieli czuć bezustan-nie, że kilkadziesiąt milionów współrodaków tego samego dnia modli się polską mową do Boga o przywrócenie wolności. Tak już bywa, że więzione uczucia mszczą się na tyranie, z upływem czasu wybuchają z podwójną siłą, gdyż półprawda jest fałszem. Stąd rodzi się nasze nieprzejednanie do wszystkiego, co jest wrogie naszej spuściźnie narodowej. Nasi wro-gowie umieli ten fakt wykorzystać z wielkim cynizmem w czasie wszystkich powstań narodo-wych, które jak wiemy kończyły się naszą klęs-ką.

    Po pierwszej wojnie światowej, odradzającą się państwowość polską usiłowano zohydzić w oczach opinii światowej. Została rozpętana tak silna antypolska kampania, insynuująca Polakom rasizm, iż w celu zbadania sprawy rząd Stanów Zjednoczonych wysłał do Polski specjalną komisję. Przebywała ona w Polsce od 13 lipca do 13 września 1919 roku. Komisji przewodniczył Henry Morgenthau, amerykański Żyd, który cieszył się dobrą opinią publiczną. Jego raport z pobytu w Polsce rozczarował po-lakożerców. Komisja doszła do przekonania; że iv
    lament o prześladowaniu Żydów w Polsce jest antypolskim chwytem propagandowym, nie mają-cym cienia prawdy. H. Morgenthau nie wspomniał o pogromach ani słowem.

    Po wyjeździe z Polski komisji amerykańskiej, wysłano komisję angielską, nieco staranniej dobraną osobowo, gdyż przewodniczył jej an-gielski Żyd, Sir Stuart Samuel, którego brat mieszkał w Palestynie i wiódł politycznie aktywny tryb życia. Raport Samuela był dla polakożerców bardziej po ich myśli, był napi-sany bardziej „dyplomatycznie”. Polską soli-darność narodową prezentowano światu jako ruch antyżydowski. Fakt, iż Polacy walczyli zaciek-le przeciwko zalewowi bolszewickiemu inter-pretowano jako akcje gromiące Żydów. Likwida-cje bolszewickich spisków, bolszewickich taj-nych spotkań, które chytrze urządzano w sobo-ty i w kwaterach zajadle antypolskich syjonis-tycznych organizacji, były przedstawiane świa-tu jako represje na tle religijnym.

    Nowopowstałej Rosji bolszewickiej było potrzeb-ne silne poparcie ze strony bogatego Zachodu, a szczególnie ze strony Stanów Zjednoczonych. Z tego względu, kreując pogromową histerię, dano dwustupięćdziesięciotysięcznej rzeszy Żydów powód do szukania azylu w USA. Wśród tak dużej ciżby „uchodźców” można było przemycić kompletne zestawy siatek dywersyjno-szpiegow-skich.

    Traktat wersalski z 1919 roku nie mógł zigno-rować wykutej przez Polaków rzeczywistości i musiało się znaleźć w Europie miejsce dla państwa polskiego. Jednakże paryska konferen-cja pokojowa została tak przygotowana, że po jednej stronie stały Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Japonia, a po dru-giej… oczerniona Polska. Uchwały pokojowej konferencji określały Polaków jako nacjonalistów. Żyd był po prostu Żydem, a Polak miał nacjonalistyczny dodatek. Polakom katolikom z góry nakazano, że nie wolno im prowadzić przygotowań do wyborów oraz przeprowadzać wyborów w soboty. Mniejsza o niedziele, liczył się przede wszystkim szabas!

    Skoro nie udało się Polski zrobić którąś tam z kolei republiką Związku Sowieckiego, więc, z dwojga złego, polecono J. Piłsudskiemu, który był przecież masonem, aby przejął władzę w Pol-sce i „przygotował” ją na przyjęcie kolejnej wojny światowej – zgodnie z planami Alberta Pike’a. Ten, kto udziela władzy, jest przecież większy od tego, kto ją sprawuje. Niniejszy dodatek jest częściową odpowiedzią na propagandowy bełkot o „bezpodstawnym wy-olbrzymianiu wpływów żydomasońskich i o ich demonizowaniu”.
    Przedstawione na następnych stronach listy twórców bolszewickiej Rosji są sporządzone w oparciu o informacje drukowane na łamach bolszewickiej prasy w latach 1917-1921. [*]

    [*] Ks. Denis Fahey.C.S.Sp.,D.D.,D.Ph.,B.A. – THE RULERS OF RUSSIA, Regina Publications, Dublin, 1962.

  25. Piotrx said

    NON SERVIAM cz1.
    Romuald Gładkowski

    /Toronto 1987/

    Celem wydania niniejszej broszury jest ostrzec, szczególnie młodzież, przed niebezpieczeństwem, które powstaje w wyniku zadawania się z jakąkolwiek grupa okultystyczną, niezależnie od tego, jak niewinnie i atrakcyjnie wygląda. Taka zabawa pożera przede wszystkim duszę człowieka i najczęściej nie ma od niej odwrotu. Czy to będzie kółko teozoficzne, wolno-myślicielskie, medytacyjne z ćwiczeniami joga, sekta świadków Jehowy, czy Loża Kopernik (czcząca słońce?), skutek przebywania tam jest ten sam: umysł człowieka, nastawiony do życia pozytywnie, stopniowo przyjmuje stosunek negatywny, staje się coraz to mniej zdolny dostrzegać zło i coraz bar-dziej ulega nieznanemu panu. Za podpisanie cyrografu zawsze się boleśnie płaci, a co gorsze, szykuje się dla siebie wieczne potępienie.

    Wszystkie organizacje okultystyczne działają dla celu poli-tycznego, który nie jest znany ogółowi ich członków. Przynależność do sekty wyzwala ślepy, zaraźliwy fanatyzm, który często prowadzi do bezsensownego samopoświęcenia się. Obłęd w gromadzie jest zaraźliwy. Sprzyja dziełu rewolucji, gdyż tam, gdzie emocje górują nad rozumem, jest łatwo wpro-wadzić między lud „magnum delirium”. Sekty posiadają charak-ter międzynarodowy i dążą do zniszczenia wszelkich uczuć patriotycznych i narodowych. Gdyby intencje sekt naprawdę miały służyć dla dobra ludzkości, jak to głoszą manipulowa-ne przez nie środki masowego przekazu, to nie byłoby powo-du, aby się konspirować i posługiwać tajnymi przysięgami oraz stopniami wtajemniczenia. „Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (św. Mateusz 5;15), jak to głosił Pan Jezus w czasie kazania na górze.

    Członkowie sekt posługują się sloganami „tolerancji” i „antysemityzmu”, aby paraliżować wszelką opozycję. Dzięki fałszywie pojętej „tolerancji” i „miłości”, którą już pos-tawiono przed „sprawiedliwością”, idą ludzkie zastępy na służbę do Wielkiego Budowniczego Wszechświata – lub proś-ciej, na służbę do Lucyfera.

    Na osnowie nakazu kochania każdego Żyda, tępi się wszelką działalność ugrupowań patriotyczno-narodowyeh, przypisując im łatkę zwolenników faszyzmu, pomimo, iż narodowcy stoją w największej opozycji do wszelkich „-izmów”; jak, dla przy-kładu, nazizm, faszyzm, komunizm, socjalizm, internacjona-lizm, trockizm i… antysemityzm. Istota narodu nie tkwi ani w rasie, ani w języku. I Sokrates uważał, że jest się Grekiem nie przez pochodzenie, ale przez wychowanie. Przy-jaźń lub wrogość narodów wywodzi się zazwyczaj z kwestii cywilizacyjnych. Jedynie Żydzi i Niemcy kwestię rasy posta-wili na pierwszym planie.

    Informacje podane w niniejszej broszurze mogą, na pierwszy rzut oka, wyglądać jak baśń z „Tysiąca i jednej nocy”; gdyż ani Wolna Europa o tym nie mówiła, ani paryska „Kultura” o tym nie pisała, nie czytało się o tym w „Tygodniku Pow-szechnym” i nikt nie wspomniał o poruszonych tu sprawach na lekcjach historii w szkole. Tego rodzaju informacje his-toryczne mogą przeciętnego czytelnika szokować i budzić wątpliwości w ich prawdziwość. Na to nie ma rady. Przecięt-ność zawsze wybiera łatwiznę, czyli to, co zostało podsu-nięte pod nos. Stąd tak duże nakłady inwestycyjne na propa-gandę. Dają one stokrotny plon. Propaganda stała się nadzie-ją wszelkich ruchów wywrotowych.

    Nieraz człowiek się zastanawia, iż tak wielu „walczy z komu-nizmem” , i na Zachodzie, i na Wschodzie, tak wielu walczy o niepodległość Polski, wrzuca grosik do skarbonek pod kościołami „na walczące podziemie”‚,, na „skarb narodowy”, a sytuacja Polski od zakończenia drugiej wojny światowej się nie poprawia. Dlaczego? Może lektura niniejszej broszu-ry da częściową odpowiedź na powyższe pytanie. Dałby miło-sierny Pan Bóg, aby tak było. Każdy człowiek odpowiada sam za siebie i sam powinien wyciągać wnioski.

    Radzimir Grzmiwój

    WOJNA Z CZASEM.

    Podstawą religijnego kultu w starożytnym pogaństwie było boskie państwo, które opierało się na teologii ciągłości, tj. na odrzuceniu poglądu, iż to, co nas otacza, zostało stworzone, że ma swój początek, i koniec. Dochodziło wiec do deifikacji państwa, a to oznaczało, iż nie podlegało ono żadnym prawom ludzkim, że nie krepowała go żadna moralność.

    Państwo, które rości pretensje do posiadania decy-dującego głosu w wymiarze sprawiedliwości, jest państwem demonicznym. Nie jest w stanie zapewnić ani poszanowania dla prawa, ani porządku. Staje się tyranem, który skupia uwagę na adoracji człowieka. Zatem, zakaz uprawiania pogańskiego okultyzmu, szczególnie w Europie z wieków średnich, miał na celu nie tylko uchronić człowieka przed wypaczony-mi praktykami moralnymi, ale również ograniczyć zakres władzy politycznej; a więc, był próbą obrony człowieka przed zmorą państwa-molocha, państwa z przywróconą do życia teologią ciągłości, z i religią na wskroś polityczną.

    W państwie, w którym wszystko zostaje upaństwowio-ne, ludność traci zainteresowanie w utrzymaniu państwa przy życiu, ponieważ stało się dla niej ka-tem. Wówczas, ludzie o wyższych wartościach ducho-wych zaczynają stronić od życia publicznego, gdyż składa się ono z samych potworności. Marnują się najlepsi obywatele, a karierę robią miernoty.
    Do głosu dochodzi biurokracja, gdyż biurokracji wymaga wszelki etatyzm. Biurokracja jest w stanie strawić wszystko, a z czasem, Bogu dzięki, nawet samą sie-bie. Starożytny Rzym mógł zapanować nad Egiptem, czy Grecją, bez większych trudności, ponieważ lud-ność tych krajów wolała przyjąć obce panowanie, aniżeli żyć w nieustannej trwodze, powodowanej ty-ranią faraonów, czy też greckiej demokracji.

    W starożytnej Grecji do głosu doszedł medytacyjny aprioryzm prawniczy. Nikt nie był pewny jutrzej-szego dnia, nikt nie był pewny czy uda mu się za-pewnić byt własnym dzieciom. Co jakiś czas, zamoż-niejszych obywateli skazywano na śmierć, lub na wygnanie, a ich dzieci czekał okrutny los bycia zadeptanymi przez woły. Mieli wiec Grecy tego do-syć. Państwo greckie musiało przestać istnieć. Człowiek wybiera takie działanie, które z jego punktu widzenia będzie najlepsze by poprawić swoją sytuacje. Rzym był dla Greków wybawcą, wiec go przyjęto z ulgą na sercu.

    Mając to na uwadze, odpowiedzialne rządy krajów katolickich nie mogły lekkomyślnie dopuścić do rozpanoszenia się sekt neopogańskich, które zawsze prowadzą do rozkładu państwowości. Cywilizacja ła-cińska nie przewidziała miejsca dla pogan. Stąd tak duża nienawiść ze strony neopogan do epoki Średniowiecza i do wszystkiego co zbudował katoli-cyzm.

    Religia chrześcijan jest religią czasu, a podstawową cechą świata chrześcijańskiego jest koncepcja liniowości historii: niepowtarzalna przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Czas posiada charakter liniowy. Nie cofa się do tyłu. Nigdy! Jest całko-wicie w rękach Boga”. Co więcej, jest środkiem, przy pomocy którego wypełniają się Boskie plany. Historia również nie idzie wstecz. Nie można jej też zatrzymać. Każde wydarzenie historyczne niesie za sobą konsekwencje; podobnie jak każde postępowa-nie człowieka. Każda decyzja, jaką człowiek podejmuje, jest przypieczętowana konsekwencjami w przeciwnym bądź razie nie byłoby powodów do działania.

    Człowiek podejmujący decyzje natury moralnej jest w pełni za nie odpowiedzialny. Z tego względu, powinien otrzymać prawo do moralnego wyboru, prawo do wyboru pomiędzy dobrem a złem. Człowiek, który posiada prawa, posiada również obowiązki. Powiedzmy, prawo do życia nakłada na człowieka obowiązek prowadzenia życia w sposób zgodny z moralnością. Wolność sumienia nakłada na człowieka obowiązek mądrego myślenia i życia w sposób odpowiedzialny tak przed Bogiem, jak i przed narodem, rodziną, otoczeniem. Życie ludz-kie nigdy nie będzie doskonałe i człowiek zawsze będzie dążył do zmian. Posiadanie wszystkiego, czego człowiek pragnie, oznaczałoby kres jego ży-cia na ziemi. Wówczas nie miałby, powodów by dalej żyć.

    Potwierdzają to liczne samobójstwa wśród ludzi opływających w dostatku. Każdy aktyw-ny człowiek usiłuje zmienić swoją przyszłość. Z punktu widzenia człowieka, przyszłość zawsze będzie wymagała korekty. Każde ludzkie działanie staje się historią, wyłącznie historią. Nigdy dru-ga, podobna sytuacja się nie nadarzy.
    Co więcej, nie ma gwarancji, że podobne postępowanie da w przyszłości podobny wynik. Wolnej woli człowieka nie da się ująć statystycznie. Nie ma ścisłego po-wiązania pomiędzy światem materii a światem ducha. Nie da się przewidzieć, z prawdopodobieństwem je-den, jak człowiek może postąpić w określonej sytua-cji. Człowiek może ulec silnym wpływom dziedzicowa i wpływom środowiska, w którym przebywa, jednak te wpływy nie są decydującymi w jego postępowaniu i w kształtowaniu osobowości.

    To moralność decy-duje o postępowaniu człowieka, a nie program spo-łeczny!

    Po okresie nadużywania dogmatu o wolności i godnoś-ci człowieka, w celu zniszczenia cywilizacji ła-cińskiej , przystąpiono do prób zniszczenia autono-mii człowieka, do zniszczenia jego prawa do zacho-wania godności i wolności osobistej. Do filozofii wprowadzono agnostycyzm, a do polityki anarchizm. Przystąpiono do lansowania poglądu, że zło spo-łeczne jest spowodowane przez rygory moralne, że należy zniszczyć wszelkie instytucje społeczne, religijne i polityczne poprzez rewolucje zakrojoną na skalę światową. Poczęto głosić, że jedynie dzię-ki rewolucji może nastąpić powrót człowieka do idyllicznego życia na łonie natury.

    Wszelkie programy powrotu do „prymitywizmu” , czy „na łono natury” są oszukiwaniem siebie samego. Również wszelkie próby, by ożywić przeszłość przedchrześ-cijańską, są z góry skazane na niepowodzenie. Je-zus Chrystus, nasz Odkupiciel, już przyszedł na świat, a Jego Kościół stał się faktem nieodwracalnym. Tak wiele trudu zadawano sobie w okresie Re-nesansu, by przywrócić do życia pogańskie instytu-cje. Nic z tego nie wyszło.

    Nie tak dawno temu, do pogaństwa usiłowali powrócić hitlerowcy, wiążąc wschodni mistycyzm z magią. Był to również daremny wysiłek; mimo, iż pociągnął za sobą miliony ist-nień ludzkich. Pogaństwa nie zrekonstruowano. Nie może być powrotu do przeszłości!

    Jednak, próby są nadal ponawiane i będą ponawiane. Będzie to miało miejsce dopóty, dopóki szatan bę-dzie się panoszył wśród ludzi, jak długo będzie istniał grzech.

    Szatan usiłuje zaprzeczyć liniowoś-ci czasu, ponieważ bieg czasu przypięczętowuje je-go marny los, przypomina mu, że jest skazany na wieczną klęskę: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (św. Mateusz 25 ;41) . Zatem, zaprzeczając liniowemu biegowi czasu , za-przecza się nadejściu Sądu Ostatecznego.

    Tym należy tłu-maczyć, iż wszystkie okultystyczne sekty, tak wschodnie, jak i zachodnie, usiłowały i nadal usi-łują zaprzeczyć liniowości czasu, a tym samym, za-przeczyć rzeczywistości. Ich celem jest zniszczyć czas. U nich nie ma przyszłości. Przyszłość jest dla nich jedynie retoryką. Dla nich istnieje jedy-nie „TUTAJ I TERAZ”. Człowiek upadły, może znaleźć wiele powodów, by mógł wierzyć, że jest w stanie uchronić się przed Sądem Ostatecznym.
    Form ucieczki przed konsekwencjami czasu jest wie-le. Jedną z nich jest próba nadania człowiekowi boskiego charakteru; doktryna, że każdy może zbawić się bez Boga, doktryna człowieka nauki, pana technologii. Podobnemu celowi służy doktryna ewo-lucji. Inną próbą odrzucenia ograniczeń czasowych jest karmiczna doktryna reinkarnacji, jako swois-tego rodzaju ewolucji osobowej. Mami się ludzi, że osiągną zbawienie drogą wielokrotnego powrotu na ziemię.

    Taką próbą może też być rytuał wspólnoty-komuny, ponieważ tam, gdzie wszystko jest równe, wszystko jest nieważne. Podobne zadanie spełnia zbiorowa asceza. Również astralna projekcja jest próbą przekroczenia barier czasu i przestrzeni. To wszystko prowadzi do jednego skutku: do niewiary w Boga, a wiary w diabelskie moce!

    Żaden poważniejszy ruch społeczny nie jest w sta-nie przetrwać bez wypracowanej religijnej filozo-fii życia. Odnosi się to również do najwyszukańszych form satanizmu, okultyzmu, mistycyzmu, które wchodzą w skład głównych religii w historii rodza-ju ludzkiego. Człowiek pragnie odnaleźć utracony sens życia. Pragnie powrócić do utraconego raju, do złotej ery. Często człowiek zadaje sobie pytanie: dlaczego musi umrzeć? Jednocześnie pragnie uwol-nić się od tej niedoskonałości. O ile utraci na-dzieję na możliwość powrotu do nieśmiertelności, to wówczas gorączkowo poszukuje możliwości uciecz-ki przed śmiercią. Jedną z jej form jest pogrąża-nie się w magii. Poprzez magię święty mąż plemienia może umożliwić współplemieńcom uczestnictwo w kreacji.

    Rekonstruując wydarzenia kreacji, czło-wiek usiłuje wytłumaczyć, dlaczego śmierć znalazła się na tym świecie. Żywi nadzieję, iż nastąpi niepowtarzalne magiczne wydarzenie, nastąpi odkry-cie magicznej formuły, która przywróci mu utracony raj, a tym samym i nieśmiertelność. Na problemy życia zaczyna wówczas patrzeć metafizycznie, a nie moralnie i etycznie. Naiwnie zaczyna odwoływać się do tajemnych mocy, a więc, wstępuje do synagogi szatana. To, że główne religie Wschodu, czy też żydowska kabała, są wytapetowane czarownikami, mistykami i monistycznymi bankrutami, nie powinno budzić zdziwienia. Ci, którzy poszukują mocy poza Bogiem, czasami ją znajdują.
    Jednak, ich nadzieje, że będą w stanie odnaleźć sens życia z pominięciem Boga, nigdy nie mogą być spełnione, ponieważ sensu życia nie da się odnaleźć w człowieku, jako hipo-tetycznej mierze wszystkich rzeczy; co jest pier-wszą zasadą humanizmu, od czasów starożytnych, po-przez Renesans, do dni naszych.

    Kulturalne i rytualne próby usunięcia czasu prze-jawiały się w pełnych chaosu festiwalach, jak sta-rożytne saturnalia i bachanalia, czy też noworocz-ne karnawały. Towarzyszyły im rytualne orgie o du-żej rozpiętości gwałtu. Orgia jest próbą powrotu do „ciemności”, próbą odtworzenia pierwotnego chaosu, i jako taka, poprzedza proces kreacji, poprzedza obecność porządku we wszechświecie. W czasie tego rodzaju uroczystości, usuwano wszelkie normy roz-graniczające dobro od zła.

    Fakt stworzenia świata jest sam w sobie wrogiem człowieka autonomicznego, gdyż potwierdza istnie-nie Boga i nadejście Sądu Ostatecznego. Ci, którzy buntują się przeciwko normom etycznym, nadal odczuwają ciężar rzeczywistości. Usiłują więc schronić się w wyszukanie chaotycznym świecie. Łudzą się nadzieją, iż chaos da im ucieczkę przed ich Stwór-cą i Panem, przed Jego karzącą ręką. Bezsensow-ność życia prowadzi do perwersji.

    Adoracja Bachusa, Ozyrysa, czy boga niszczyciela Sziwa, była pełna okrucieństw, krwawych obrzędów i nierządu. Była to forma buntu przeciwko harmonii świata stworzonego przez Boga, a więc, była buntem przeciwko Bogu. Lubujący się w okrucieństwach i krwiożerczy Sziwa jest odpowiednikiem biblijnego Molocha. Nic w tym dziwnego, że sianie strachu jest głównym motywem w obrzędach Hindusów. Indyjscy fakirzy są odpo-wiednikiem europejskich wolnomularzy. Posługują się podobnymi symbolami. Bóg Sziwa często był sym-bolizowany jako święty byk. Jednak, najpopularniej-szą formą przedstawiania tego bożka była linga, gładki kamień o phallicznym kształcie, najczęściej wykonany z białego marmuru. Podobną „kolumienkę.” upodobała sobie masoneria. Klasycznym przykładem może być pomnik Washingtona w stolicy USA. Przy okazji warto nadmienić, że tak powszechnie używany przez masonów trójkąt równoboczny w starożytności symbolizował Bachusa i Ozyrysa. Zatem, rewolucyjni burzyciele „tronów i ołtarzy ” mają wyjątkowo podły rodowód.

    Oświecenie, masońska iluminacja, jest symbolizowa-na jako kundalini, jako potęga węża, jako siła sek-su. Orgie i rewolucje przedstawiają sobą chaos, permanentny zanik ograniczeń moralnych i wszelkich wymogów etycznych. Poprzez orgię wyraża się wolę całkowitego zniszczenia przeszłości.
    W lożach iluministów wprowadzono orgie seksualne, „w imię wolności”, głównie po to, aby z czasem prze-nieść je do zamków i miast na terenie całej Francji i tym samym przygotować grunt dla „wielkiej rewolucji” z 1789 roku.

    Rewolucja niszczy wszelkie rzeczy stworzone. Wola zniszczenia wszelkich ograniczeń, które są wyni-kiem kreacji, chęć zniszczenia przeszłości, stano-wi sedno wszelkich religii demonicznych, wszelkiej magii. W świecie czarnoksiężników dominują impul-sy czysto rewolucyjne. Magia podmienia praworządność rytuałami bez znaczenia, których nigdy nie zmienia. Jak pod rządami komunistów.

    Chaos, wprowadzany rytualnie, uderza w ograniczenia narzucone przez prawo, które należało wprowadzić jako środek obronny przed degeneracją człowieka, która się wytworzyła w ciągu wieków. Lansowana przez szamanów etyka sytuacyjna jest próbą rytu-alnego potwierdzenia lepszego sposobu życia, for-mą społecznego odrodzenia. Postęp jest tam dziełem przypadku, zamiera. Kulturowość posiada tam charak-ter ekstatyczny, a nie intelektualny. Zatem, prymitywność ludów jest dziełem czarnoksięstwa, a nie odwrotnie, jak to nieraz się mniema.

    Patrzenie w przyszłość, charakterystyczne dla świata chrześcijańskiego, jest nieobecne wśród pogań-skich kultur. Prymitywne kultury nie przywiązują wagi do ziemskiego czasu. Dla nich przyszłość ist-nieje obecnie. Okres przebywania w transie jest tam rzeczą najważniejszą. Ich brak zainteresowania przyszłością spowodował, że zastygły w rozwoju, że nie były w stanie wyzwolić się z objęć prymitywiz-mu; ponieważ dla nich postęp, dobrobyt, oszczędza-nie na później itp., nie przedstawiają żadnej war-tości. Koncentracja na bezczasowości usuwa rutynę codziennych zajęć, troskę o jutro, praworządność. Czarnoksięstwo uśmierca kulturę. Przykładem mogą być szczepy australijskie i afrykańskie. Nie dosta-wy mleka i mąki mogły wydźwignąć je z nędzy, ale praca chrześcijańskich misjonarzy.

    Dokonywane przez czarowników cuda, czy też wywoły-wane zjawiska nadprzyrodzone, nie posiadają charakteru altruistycznego. Celem ich jest budzić zdziwienie i strach wśród współplemieńców. Brak pierwiastka dobroczynności jest typowy dla czarnej magii. Tam nie może być rozwoju. Czarna magia jest nastawiona na zniszczenie wszel-kich podstaw postępu społecznego. Utworzony przez szarlatanów system społeczny, w którym trzyma się w strachu jednego człowieka przed drugim, niszczy wszelką możliwość uporządkowanego podziału pracy. Strach przed czarną magią jest przenikliwy. Chro-niczna obawa, iż może ona być użyta przeciwko lu-dziom twórczym, przedsiębiorczym, powoduje, że człowiek jest zmuszony kryć przed otoczeniem swoje uzdolnienia, musi ukrywać źródła swojego powodze-nia. Wszelki sukces jest wówczas przypisywany szczęściu, czy też przeznaczeniu, a więc siłom bez-osobowym. Nikt nie ma odwagi by pokazać cokolwiek co mówiłoby innym, że mu się dobrze powodzi. Wszelkie inowacje są tam rzeczami unikalnymi, gdyż odstępstwa od prymitywnego stylu życia grożą wzrostem wrogości wśród otoczenia. Obowiązuje tam równanie do dołu. Jest to wyraźnie widoczne w syste-mie socjalistycznym, gdzie wrogość do człowieka została zinstytucjonalizowana.

    Socjaliści uważają, że czynnik ekonomiczny jest najważniejszy w życiu człowieka, że człowieka moż-na kształtować za pomocą bodźców ekonomicznych. Torując drogę komunizmowi, socjaliści wierzą, że dostatek uczyni ludzi bardziej urabialnymi. Stąd, przed dojściem do władzy, obiecują wszystkim za-możność. Gdy władza przejdzie w ich ręce, zapalają zielone światło dla świata czarnej magii. Ekonomia socjalizmu jest demoniczną filozofią zamiany ka-mieni w chleb. Wywodzący się z okultyzmu socjalizm nie może być systemem racjonalnym. Nie jest w sta-nie rozwinąć oszczędnej produkcji, ponieważ za-przecza ograniczonym możliwościom człowieka, które są skutkiem grzechu.

    W systemie społecznym opartym na okultyzmie, czło-wiek posiada minimalne szanse by móc osiągnąć suk-ces ekonomiczny. Nie ma też możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym, dzięki któremu mógłby uzyskać nadzieję na rozwój i polepszenie swojego bytu.

    W świecie niestabilności moralnej (tyle tam „okresów błędów i wypaczeń”) staje się niemożliwym aby móc, na przestrzeni czasu, oddzielić złe rezultaty od dobrych, a tym samym, skutki od przyczyn. Obowiązująca tam etyka sytuacyjna czas sprowadza do cha-osu; czyli, do tego samego, co usiłowano uzyskać w pradawnych kulturach prymitywnych, rozpaczliwie starających się uwolnić od skutków liniowości czasu.

    Pogańska koncepcja cykliczności historycznego roz-woju, z rzekomo nieuniknionymi cyklami wzlotów i upadków, nie pozostawia miejsca dla długotrwałe-go postępu. Bez nastawienia na przyszłość, prymi-tywne kultury nie osiągają wewnętrznej dynamiki, tak pomocnej w społecznym rozwoju. Ludzie nie troszczą się tam o przyszłość, gdyż jest ona poza ich kontrolą. Wydarzenia i rzeczy im się przytra-fiają. Oni ich nie tworzą. Na co dzień kierują się impulsami, gdyż nie potrafią utrzymać się w dyscyplinie. Nie są w stanie poświecić się dla satys-fakcji w przyszłości. Żyją z dnia na dzień, ponie-waż nie ma dla nich przyszłości. Pracują na tyle, na ile to jest konieczne aby utrzymać sie przy ży-ciu. Przeskakują od jednego zajęcia do drugiego, nie mając najmniejszego zainteresowania w wykony-wanej pracy. Ich pierwsze potrzeby, a w szczegól-ności zaspokojenie potrzeby seksualnej, dominują nad wszystkim innym. Coś, czego nie można skonsu-mować natychmiast, nie przedstawia dla nich żadnej wartości.

    Nie mając ciągłości historycznej, dla ludów prymi-tywnych przyszłość historyczna jest bez znaczenia. Cykliczność historyczna, mit reinkarnacji, pomaga im uciec przed odpowiedzialnością wobec przyszłych pokoleń.
    W tak zorganizowanym społeczeństwie, nauka staje się rzeczą niemożliwą, gdyż regularności otaczają-cego nas świata są tam zdławione przez moce demo-nów. Wobec braku nauk społecznych, nie może się wytworzyć żaden program społeczny, czy polityczny. Program działania może powstać jedynie z krytyki, a ta nie jest dopuszczana do głosu.

    Każdy tryumf filozofii satanizmu zadawał śmierć kulturze i gospodarności. Jest tak zawsze, gdy władze przejmą ludzie nastawieni na teraźniejszość Nic w tym dziwnego, że socjalizm jest uosobieniem martwoty, skoro jego twórca, Karol Marks, był sa-tanistą. W systemie społecznym, który nie jest w stanie zrodzić współzawodnictwa, konkurencji, czas nie ma znaczenia. Ludzie tam nie dyskutują pomiędzy sobą swoich planów prywatnych. Są zamknięci w sobie. Wspólnota celów, narodowość, jest pra-wie nieobecna w społeczeństwie opanowanym przez szarlatanów.

    Osobowość człowieka nie jest w stanie rozwijać się przy obecności demonizmu, którego celem jest manipulować współplemieńcami poprzez ścisłą elitę. Rytuał, a nie badanie regularności w świecie, jest prawem kultur prymitywnych. Dobrym przykładem mogą być Indie, czy tzw. trzeci świat. Konsekwencje wynikające z zarażenia się filozofią Wschodu mogą być katastrofalne. Otwiera ona dusze i umysły lu-dzi dla monizmu, zbiorowego ascetyzmu, jogizmu, mistycyzmu i magii. Wschód już przybył do Europy i Ameryki.

    Może to doprowadzić do kulturalnej stag-nacji, do zniszczenia chrześcijańskiej zapobiegli-wości człowieka i jego poczucia odpowiedzialności za siebie. Ascetyzm jest sprawą osobistą. W zbioro-wości staje się filozofią otrzymać coś za nic. Is-totą magii jest posiąść moc i władze, ale niemal za darmo.

    W świecie magii, czarnoksiężnicy, czy sekretarze partii, mogą być zastąpieni co najwyżej przez ge-nerałów, przez siłę policyjno-wojskową. Rządy sza-manów przechodzą w ręce wojskowych despotów. Ta zasada obowiązuje wszędzie: niezależnie od tego, czy jest to świat „trzeci” ,”drugi”, czy „pierwszy”. Przekazanie władzy żołnierzom podczas pokoju jest niczym innym jak urządzaniem wyprawy na współobywa-teli. Przedłużające się rządy wojskowych demorali-zują ludzi całkowicie.

    W takiej rzeczywistości, gdyby mieszkańcom wspól-not, zdominowanych przez magię, dano wszystkie skarby świata, nie będą w stanie wyjść z nędzy. Wszelkie wysiłki, zmierzające do udzielenia pomocy ekonomicznej systemom demonicznym, przyczyniają się do trzymania w ciemnocie i nędzy wielkich poła-ci kuli ziemskiej, a przy okazji, prowadzą do zubo-żenia świata postępu, świata chrześcijańskiego, gdyż ta pomoc odbywa się jego kosztem.

    Najmądrzejsze traktaty starożytnej filozofii, włącznie z tymi, które posiadały pierwiastki szla-chetne, nie były w stanie wyrwać świata z objęć mocy ciemności. Doprawdy, źle musiało być z ludz-kością, skoro w tym właśnie okresie Pan Bóg zdecy-dował się posłać na ziemię Jezusa Chrystusa, założyciela wielkiej rodziny chrześcijan. Cieszące się Bożym błogosławieństwem chrześcijaństwo poczęło promieniować na cały świat. Nie wspierał go wielki kapitał, nie miało oparcia na filozofii encyklope-dystów, nie miało etatowych ekspertów i intelektu-alistów, nie stała za nim armia. Pierwszymi chrześcijanami byli ludzie „brudni”, tzn. ludzie, którzy żyli z pracy rąk swoich, ludzie prości i biedni; jak rybacy, zbiegli galernicy, czy niewolnicy. Lu-dzie ci, za sprawą Ducha Świętego, byli w stanie wstrząsnąć sumieniem zdeprawowanego świata.

    Jezus Chrystus położył nacisk na pokorę, podjął się pub-licznego głoszenia prawdy. Jego nauka była dostęp-na dla wszystkich – co stanowiło nie lada precedens w spoganiałym świecie, pełnym tajnych stowarzyszeń i teokratycznego kultu, w świecie trzymającym lu-dzi w chronicznym strachu. Przemawiając do ludzi, Chrystus wielokrotnie podkreślał: „Nie bójcie się!”. Ludzkość nie znała prostszej i szczerszej doktryny obcowania z Bogiem. Pan nasz dokonał wielkiego przełomu w relacji Bóg-człowiek. Chrześcijaństwo dopuściło człowieka przed oblicze Boga w sposób bezpośredni. Jest to stosunek osobisty. Większość ludów posiada gromadny stosunek do Boga. Nawet Żyd modli się do Boga jako Żyd, a nie jako osoba.

    Pomimo tryumfu nauki Chrystusowej, życie chrześcijan nie było łatwe. Od pierwszych dni chrześcijaństwa, gnoza podążała za nim jak zły duch. Co chrześcijanin zbudował, ku chwale Bożej i dla po-żytku człowieka, gnoza usiłowała zniszczyć. Jej form działania było wiele. Jednak, najwięcej szkód w chrześcijańskim świecie uczynił luteranizm.
    Zro-dził on niezliczoną ilość sekt, które odeszły od matki-Kościoła. Poczęły z Kościołem walczyć. Od czasów Marcina Lutra(1483-1546), licząca setki lat jedność świata chrześcijańskiego stała się teorią.

    W walce o duszę człowieka, gnoza i kabała poczęła odnosić sukcesy. Doprowadziło to do smutnej sytuacji po Soborze Watykańskim II, kiedy nastała moda na szaleńczy synkretyzm. Szatan przystąpił do finałowego natarcia. Świat konspiracji ponownie po-kazał rogi. Martwota zaczęła stukać do drzwi.

    Każda elita, każda grupa ludzi wybranych, „błogosławionych”, wprowadza nowych członków drogą kolejnych, coraz to głębszych wtajemniczeń. Naród nie jest zorganizowany na zasadach konspiracji, więc ludzie wybrani muszą być pasożytami. Elita musi być kar-miona przez tych, którzy zgodzili się być „brudni” w imię produktywności, w imię zabiegów o chleb pow-szedni.

    Konspiracja może być chwilowym rozwiązaniem w okresie prześladowań, ale nie jest wzorcem dla zorganizowania narodu.

    Weźmy, dla przykładu, system komórek w komunistycznej partii, który jest skuteczny w trzymaniu z dala szpiegów, ale nie jest dobrą formą organizacji, gdyż nie może skutecznie oprzeć się zakonspirowanemu złu. Nikt nie wie kto kontroluje i kieruje systemem komórek partyjnych. Taka struktura prowadzi do moralnej ślepoty. Dzia-ła się tam „po linii” , na rozkaz z góry. W rezulta-cie, rok po roku, lojalność członka partii powoli przesuwa się w kierunku utajnionej wierchuszki, a oddala się od zasad moralnych. Dochodzi do tego, że zaczyna się mówić: „my” i „oni”. Nie na tym polega jedność narodowa.

    Pokusa bycia członkiem konspiracji jest wielka. Przystępuje się do niej z nadzieją, że będzie można otrzymać coś za nic.

    Ponadto, gdyby owianej ta-jemnicą elicie mutantów udało się dostąpić do wie-dzy absolutnej, posiąść tajemnice świata, widzieć światło i wieczność, zrozumieć prawa energii itp., to wówczas grzech i jego skutki mogłyby być usu-nięte, gdyż konspirator stałby się panem kreacji. Jednym słowem, byłoby to gnostyczne zbawienie czło-wieka poprzez wiedzę. W rzeczywistości, wiedza ta-jemna, udostępniana wewnątrz tajnych stowarzyszeń, jest wiedzą nieuniknienie destrukcyjną. Powoduje zagładę tych, którzy jej poszukują i tych, którzy myślą, że ją odnaleźli, źródła wiedzy tajemnej mu-szą być kłamliwe, niezależnie od tego czy wychodzą od komunistów, czy też od magów z czarnej Afryki. Wiedza sekretów i wtajemniczeń, jak powiedzmy alchemia, jest wiedzą ezoteryczną, staje się proce-durą natury religijnej. Nie ma nic wspólnego z na-uką, która charakteryzuje się otwartością, podzia-łem pracy naukowej i powtarzalnością doświadczeń przy badaniu regularności praw w przyrodzie.

    Nauka bada rzeczywistość, natomiast magia chce ją zmie-nić. Powiedzmy, alchemia, zwana nauką hermetyczną, pragnie odkryć kamień filozoficzny, substancję umożliwiającą zamianę metali w złoto, a także, usiłuje odkryć złoto pitne, zwane również eliksirem długowieczności, które w magiczny sposób przedłu-żyłoby życie człowieka, a w najgorszym przypadku, pozwoliłoby zachować na starość cechy okresu mło-dości. Czyli, jest to próba korekty świata stworzo-nego przez Boga. Czy należy się dziwić, że Marcin Luter był zwolennikiem alchemii? Nie. Zakorzeniona w gnozie alchemia miała oświecić umysł człowieka, miała doprowadzić go do wyższej świadomości, co jest celem wszystkich grup okultystycznych.

    Człowiek w objęciach czarów i zabobonu nie może być twórczy. Udaje się do buszu. Nie zmienią tej praw-dy wszelkie próby stworzenia nowej ery, czy „nowego świata”. Byłby to powrót do starych tradycji filo-zofii hermetycznej, byłby to powrót do magii Rene-sansu. Paradoks, są już tacy, co usiłują pójść wstecz przy pomocy techniki komputerowej. Celuje w tym współczesna sekta „Braterstwa Białego” (White Brotherhood). Powiązanie techniki komputerowej z magią, a nauki z tzw. wyższą świadomością, nie może funkcjonować. Elityzm jest tutaj rzeczą nie-uniknioną.

    Wśród grup radykalnych, usiłujących budować nową erę, erę pochrześcijańską, do których należy rów-nież ruch wyzwolenia kobiet [1], „wyższa świadomość” sta-ła się czymś w rodzaju talizmanu. Mniemają, że są już blisko posiadania wiedzy absolutnej i uda im się zainaugurować erę nowej religii, erę humanizmu; a to jest zaproszeniem dla alchemii, magii i naj-rozmaitszej odmiany okultyzmu. Skoro wiedza daje potęgę, uganiają się za wiedzą, szczególnie za wiedzą techniczną, by móc w oparciu o nią kierować innymi. Jak w magii, czarnoksięstwie i okultyzmie, tak i w mesjanistycznym humanizmie kontrola nad umysłem ludzkim jest głównym tematem działania. Dą-ży się do wypracowania doskonałej techniki manipu-lowania człowiekiem. Usiłuje się wtargnąć do jego wnętrza, by odebrać mu tym samym siłę woli i poz-bawić odpowiedzialności za swoje postępowanie.

    Laureat nagrody Nobla, profesor psychologii na Uni-wersytecie w Harvard, B.F. Skinner, umocnił pogląd, iż człowiek nie posiada charakteru, że jest całko-wicie urabialny, a słowo „człowiek” posiada znacze-nie wyłącznie laickie. Wszechświat zredukował do materii i ruchu, a umysł człowieka wyobraził sobie jako ruch określonych części ciała. Lansowana przez niego „deontotologia” w naukowy sposób usiłuje wyzwolić człowieka od poczucia obowiązku i honoru. Skinner uważa, iż raz na zawsze należy wyzbyć się patrio-tyzmu, wiary i odwagi, że należy wyzbyć się poczucia, grzechu. Uważa, że skoro środowisko czyni człowieka takim, a nie innym, człowiek nie odpowiada za swo-je uczynki. Jednym słowem, jest to kolejna próba psychologicznej ucieczki przed Sądem Ostatecznym, jest to powrót do teorii Marcina Lutra, który od-powiedzialność za postępowanie człowieka zrzucił na barki Boga i szatana. Według Lutra, Bóg i sza-tan zmagają się o to, który z nich będzie człowie-kiem kierował. Idealna teoria dla ludzi lubiących się „odnawiać”.
    Humaniści pragną kontrolować swoją przyszłość stop-niowo wiążąc się z kosmosem w nowej ewolucji. Jest to cel, który zbliża do siebie chaldejskich astro-logów, hinduskich mistyków, pogańskich magów oraz naukowców i filozofów orędujących teorii ewolucji. Pragną stać się bogami przy pomocy zabiegów ewo-lucyjnych. Jest to, przede wszystkim, domaganie się władzy absolutnej. Jeżeli człowiek jest częś-cią zamkniętego wszechświata, to poza nim nie ma instancji wyższej, do której można byłoby się od-wołać. Doktryna ewolucji i doktryna determinizmu wiążą ze sobą darwinistów, okultystów, mistyków no-wej ery i pozostałe ruchy antychrześcijańskie, gdyż bezosobowe moce ewolucji czynią z człowieka króla kreacji.

    Podstawowym tematem działania u humanistów, okul-tystów, teozofów i wszelkich sekt zajmujących się sprawami świata ducha, stał się skompromitowany historycznie synkretyzm. Wydaje im się, że jedna uniwersalna religia jest rozwiązaniem dla wszyst-kich problemów człowieka i stanowi podstawę w bu-dowie mesjanistycznego rządu ogólnoświatowego. Ludzie mają być zjednoczeni politycznie i duchowo. Usiłuje się czerpać korzyści tak z cywilizacji azjatyckiej, jak i europejskiej, nie przywiązując wagi do najistotniejszej sprawy, a mianowicie, że to, co posiada człowiek Wschodu, jest przekleńs-twem.

    O ile chrześcijańska doktryna człowieka upadłego jest natury etycznej, to indyjska ma cha-rakter metafizyczny. Filozofia buddyzmu i indyjs-kiego monizmu jest zaprzeczeniem rzeczywistości, jest iluzją. Indyjski mistyk usiłuje uciec od rze-czywistości drogą manipulacji ciałem: a wiec, poprzez ascetyzm, libertynizm, medytacje, pustelni-czy tryb życia i całkowite pogrążenie się w ćwi-czeniach ciała. Powiedzmy, celem ćwiczeń joga, tak popularyzowanych obecnie na Zachodzie, nawet w ra-mach działalności katolickich parafii (?) , jest uwolnić człowieka od pełnej świadomości istnienia, dopomóc mu przekroczyć bariery rzeczywistości. Mistycy tybetańscy głoszą, że cały świat i wszyst-kie jego zjawiska są jedynie fantazją zrodzoną w ludzkiej wyobraźni. Aby wyzwolić sie od tej „fantazji’ , lansują ćwiczenia oddechowe joga, tele-patie, szybkie chodzenie, lewitacje. i ascezę. Ty-bet stał się krainą demonów, magii i czarnoksięstwa. Dzięki niewinnie wyglądającym ćwiczeniom joga człowiek wkracza w świat okultyzmu.

    Cyniczna rewolucja antykulturalna, z lat sześć-dziesiątych XX wieku, przywróciła do łask wegeta-rianizm, monizm filozoficzny, mistycyzm religii Wschodu, pogrążyła człowieka w bagnie chemikalii. Odrodziła się wiara w reinkarnacje, spirytyzm i wszelkiej odmiany guślarstwo. Zrodziło się przeświadczenie, że dobrobyt jest rzeczą samoistną, że dzięki wysoko rozwiniętej technologii i pieniądzom produkowanym z niczego można skutecznie reperować ekonomie. Zapomniano o Bogu. Tego rodzaju transformacja religijna prowadzi nieuniknienie do transfor-macji kulturalnej. Natychmiast wrócił do łask re-likt starożytnego pogaństwa – opilstwo. Ponadto, rozbudowano i udoskonalono technikę wprowadzania się w stan zamroczenia. Do alkoholu dołączono nar-kotyki, medytacje monotonne zawodzenie, czy też podskakiwanie w rytm antykulturalnego bitu i rocka.
    Tego rodzaju formy wprowadzania się w stan halucy-nacji redukują możliwości człowieka w ocenie włas-nego postępowania, są psychologiczną ucieczką przed rzeczywistością, formą religijnego buntu, ucieczką przed poczuciem odpowiedzialności przed Bogiem. Jest niemożliwym by móc połączyć świat ma-gii i guseł ze światem chrześcijańskim. Są one ze sobą w stanie wojny. Świat okultyzmu powinien po-zostać tam, skąd przyszedł, a wiec w buszu.

    Zmaterializowany człowiek z końca XX wieku nie wie-rzy w Boga, ale zaczyna wierzyć w złe duchy, w de-mony i czary! Okultystyczna odmiana humanizmu staje się kolejną propozycją dla wzrastającej liczby byłych materialistycznych humanistów, którzy utra-cili wiarę, w materializm, ale nie utracili wiary w humanistyczną religie. Zamiast powrócić do Boga, wolą wierzyć w zielonego człowieczka z kosmosu, czy w latające talerze. Wiara w stwory kosmiczne nie jest rzeczą nową. Sięga do czasów starożytnych. Ponadto, odkrycia Mikołaja Kopernika(1473-1543), powiązane z platońską ideą obfitości, zrodziły wiarę w wielość światów. Wierzył w nie czarownik Giordano Bruno(1548-1600), a Karol Fourier(1772-1837), francuski socjalista, wierzył nawet, że planety są istotami żywymi i utrzymują ze sobą stosunki płciowe. To właśnie Fouriera wychwalał pod niebiosa Fryderyk Engels(1820-95), współtwórca idei komunizmu. Wszystko razem wzięte, jest kolejną manifestacją gnozy, samozbawienia poprzez wiedzę, i próbą u-cieczki przed Sądem Ostatecznym.

    Humaniści, podobnie jak alchemicy, nie koncentrują swojej uwagi na codziennej pracy szarego człowieka, czy na gromadzeniu zdobyczy nauki, ale na radykal-nie nieciągłych wydarzeniach, które mają zgotować człowiekowi nowy świat. Niektórzy nazywają je per-manentną rewolucją. Dla mutacji porzucili ideę pos-tępu. Z tym, że nie będą to mutacje przypadkowe. Będą one świadomym tworem nowej elity iluminowanych.

    Twórcy nowej ery traktują ludzkość jako twór obojnaczy: jednocześnie męski i żeński (unisex). Wyraź-ny powrót do symbolicznej religii pogan. Jest to najistotniejszy składnik w alchemii: Wschód i Za-chód. Dawniej, zjednoczenie przeciwieństw miało wytworzyć kamień filozoficzny, a dzisiaj, ma zapew-nić powrót do utraconego raju, do złotej ery. Z tego też względu, ludzkość jest zmuszana do zjed-noczenia. Stąd rozlega się nawoływanie do ekono-micznego komunizmu, do obalenia struktur hierar-chicznych, do utworzenia jednej, wielkiej wspólno-ty. Do tego ma doprowadzić stroniący od moralności komunizm polityczny, który obiec .je apogeum szczęś-cia w każdej dziedzinie życia ludzkiego.

    Rozlega się nawoływanie do tworzenia ery proleta-riatu, do tworzenia tysiącletniego humanistycznego pokoju. Człowiek ma w niej stać się sędzią Bożego świata. Sam będzie decydował co jest dobre, a co złe. Drogą procesów rewolucyjnych ma zbudować raj na ziemi. Jest to kolejna utopia. Kiedykolwiek człowiek zapragnął być nieskończenie twórczy, czy-nił wokół siebie więcej spustoszenia niż dobra. Świat rewolucji jest światem zamkniętym.

    Pragnie rządzić przyszłością, przesądzać o losach ludzkości, a nawet wszechświata, i dla tego celu jest gotów odwołać się do spirytystyki, magii, astrologii, do nieczystych mocy, do okultystyki. Prowadzi to do zdławienia wolności człowieka i jego osobowego cha-rakteru. Niestety, znowu do głosu dochodzi pogląd, iż doskonalenie człowieka będzie zależało nie od jego własnej woli, czy od woli Bożej, ale od prog-ramu społecznego. Żydowskie zamiłowanie do planowa-nia na siłę usiłuje opanować świat ducha.

    Współczesnego człowieka próbuje się otaczać formuł-kami postępowania, które każą mu się zachowywać po-dobnie do mrówek, czy pszczół. Usiłuje się z ludzi zrobić coś w rodzaju insektów, bowiem insekty po-siadają wysoką wydajność produkcyjną. Człowieka pragnie się ukształtować poprzez determinizm śro-dowiskowy, dając mu „pozytywne wsparcie”, które ma go uchronić od wahań spowodowanych wyrzutami sumienia. Ludzi próbuje się traktować jak zwierzęta, na prze-kór ostrzeżeniom słynnego Iwana Pietrowicza Paw-łowa (1849-1936) , aby tego nie robić.

    Dla twórców Powszechnego Imperium masowa hodowla ludzi jest bardzo atrakcyjna, jest pokusą nie do odparcia. Na-wet „Lord rozumu”, Bertrand Russell (1872-1970) , też laureat nagrody Nobla, moczył co dzień w morskiej wodzie swojego syna Johna, usiłując dać mu przez to „pozytywne wsparcie”, chcąc go „uwarunkować”. W re-zultacie, nieszczęśliwy chłopiec dostał pomieszania zmysłów. Po tym nieudanym eksperymencie, pacy-fista Russell oświadczył, iż jego syn stał się ofiarą kompleksów generacji powojennej, odczuwają-cej konsekwencje pierwszej wojny światowej. Angiel-ski logik i filozof nie miał na tyle odwagi wew-nętrznej , by przyznać, iż popełnił błąd, że wyrzą-dził synowi olbrzymią krzywdę, ponieważ na człowie-ku nie da się eksperymentować jak na zwierzętach.

    Począwszy od okresu Oświecenia, pojawiła się grupa filozofów, która przyjęła pogląd, że człowiek jest dziełem środowiska, a jego rozwój, tak duchowy jak i fizyczny, będzie mógł być kształtowany poprzez zmianę otoczenia, w oparciu o zbadane przez naukę niezmienne prawa natury. Pomysł ten okazał się po-ronionym, ponieważ nauka nie jest w stanie wartościować. Daje człowiekowi jedynie pomocnicze infor-macje w ocenie wartości. Ludzkich pasji, sentymen-tów, emocji i upodobań nie da się pomierzyć, nie da się. skodyfikować. W tym zakresie nauka jest bezradna.. Duchowa część życia człowieka posiada charakter jakościowy, a nie ilościowy. Nauka nie jest w stanie przewidzieć przyszłości człowieka, ponieważ nie można przewidzieć jak człowiek postą-pi.

    Wartościowanie odbywa się w ludzkiej świado-mości, a ta jest zmienną. Różni ludzie mają różne skale wartości. Co więcej, każdy człowiek zmienia swoją skalę wartości z upływem czasu i jego pos-tępowanie nie może być z góry przewidziane. Mate-matyka, czy jej gałąź, statystyka, nie może mieć zastosowania w zagadnieniach dotyczących stosunków społecznych, gdyż nie ma miary, którą można by mierzyć idee i wartości. Statystyka należy do his-torii. Zajmuje się przeszłością, a nie przyszłoś-cią.

    Skoro nauki społeczno-polityczne opierają się głównie na możliwości przewidywania, automatycznie są wyłączone z badań naukowych. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co jest dla człowieka naj-lepsze. Nikt nie jest w stanie orzec co dany czło-wiek woli najbardziej, za wyjątkiem jego samego. Preferencje człowieka są dla niego skarbem. One nadają kierunek jego postępowaniu.
    Nie powinno się tworzyć utopii pomniejszających znaczenie grzechu, usprawiedliwiających słabość woli człowieka, odciągających go od prawa Bożego. Pan nasz, Jezus Chrystus, głosił otwarcie, że „z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleń-stwa” (św. Mateusz 15;19). Gdy nadejdzie pora, każ-dy będzie musiał zdać sprawozdanie ze swojego włodarstwa. Przed Panem Bogiem. Żadne wykręty i sztuczki tu nie pomogą.

  26. Piotrx said

    NON SERVIAM cz2 .
    Romuald Gładkowski

    /Toronto 1987/

    TEOLOGIA REWOLUCJI.

    Tysiąc lat złotego okresu chrześcijaństwa nie da-wało spać gnostykom i kabalistom. Na wszelkie spo-soby starano się wstrząsnąć posadami Kościoła Chrystusowego. W 1185 roku powstała we Francji sek-ta dążąca do zniszczenia klasztorów i wszelkich po-siadłości ziemskich. Było to Bractwo de la Paix. W 1250 roku były duchowny Jacobi nawoływał do bun-tu przeciw duchowieństwu i możnym. Na arenę rewo-lucyjnego wrzenia weszli templariusze. Obrządek Templariuszy powstał w 1118 roku. Jego twórcy mie-li bronić Ziemię Świętą przed Saracenami. Jednak, olbrzymia fortuna, jaką zdobyli na wyprawach krzy-żowych, i kontakt z sektą assasinów, zdeprawowały ich zupełnie. Przesiąkli gnozą, zaczęli uprawiać kult phalliczny, czcić Baphometa, który symbolizu-je szatana, a sodomia znalazła się w ich obrządku inicjującym.

    Wielki Mistrz templariuszy, Jacques Bourigignon de Molay, nie chciał podporządkować się królowi. Organizował królowi Francji państwo w państwie. W 1307 roku, został aresztowany w Pa-ryżu, wraz ze swoją świtą rycerską, pod zarzutem uprawiania nierządu. Winę im udowodniono i w 1314 roku zostali spaleni na stosie, a majątek ich skonfiskowano. Doznali potępienia tak przez Papie-ża, jak i przez koronowane głowy Europy. W rewanżu, masoneria poczęła dążyć do zniszczenia „tronów i ołtarzy”. Loże masońskie stały się ośrodkami po-litycznych intryg.

    Wszczęto w Europie pełen obłudy rewolucyjny lament: „Wolność, Równość i Braterstwo”. Ta trójca masońska jest fałszywa u podstaw, gdyż „Wolność” wyklucza „Równość” i na odwrót. „Braterstwo” stało się głównym
    sloganem lóż. Doktryna wolnomularstwa oparła się na trzech założeniach:

    1) wszystko na świecie wywodzi się. z rozrodu, a nie z kreacji, która miała być jedynie prostym wprowadzeniem do procesu rozrodu;

    2) za rozrodem podąża rozkład i chaos;
    3) regeneracja rekompensuje, w innej postaci, skutki chaosu. Więc i tutaj mamy
    do czynienia z cyklicznością, która wyjaśnia wszystko!

    W wieku XIV powstała w Niemczech sekta różokrzyżowców, przesiąknięta kabałą i filozofią herme-tyczną. Jej członkowie zajmowali się medycyną i alchemią. Poszukiwano kamienia filozoficznego, dążono do uzyskania nieśmiertelności człowieka, starano się posiąść wiedzę absolutną. Z tego względu, nazywano ich Illuminati, Z racji ich głę-bokiego zakonspirowania, mówiono o nich również jako o ”niewidzialnych braciach” . Istnieje wiele wersji odnośnie pochodzenia nazwy „różokrzyżowcy”. Jed-na z nich głosi, że wywodzi się ona od Marcina Lutra – Różany Krzyż [*] .W wieku XVII różokrzyżowcy wystąpili przeciwko Kościołowi katolickiemu w spo-sób zorganizowany i otwarty. Przejęli niszczyciel-skiego ducha od tajnych stowarzyszeń Orientu. Zostali owładnięci kultem Lucyfera. Cel ich stał się ściśle materialistyczny. Pragnęli obalić ist-niejący porządek społeczny.
    W Polsce reprezento-wał ich morawski wolnomularz religijny Jan Amos Komensky (Comenius) (1592-1670) [2] . Dzięki intrygom rożokrzyżowców, w których uczestniczył Jan Amos Komensky, Anglię oddano w ręce O1ivera Cromwella (1599-1658). Karol I (1600-1649) został zdradzony przez swoje otoczenie, na którym polegał, a kato-licyzm utopiono w morzu krwi [3]. Spalony doszczętnie Londyn ponownie stanął otworem dla Żydów. Kabała i gnoza święciły tryumf. W tym czasie, żydowscy emisariusze, za pieniądze deprawowanych Francuzów, ustawiali Turcję przeciwko Polsce.

    Za sprawą rożo-krzyżowców, 24 czerwca 1717 roku powstała Wielka Loża Anglii. York stał się głównym centrum masoń-skim w Anglii. Zatem, późniejsza nazwa amerykańs-kiego miasta Nowy York miała sugerować jednoznacz-nie, że będzie ono nowym centrum masońskim na te-renie Ameryki Północnej. Obok rożokrzyżowców, na arenie politycznej dzia-łali wolnomularze z tajnego stowarzyszenia Ścisłej Obserwy (Strict Observance), założonego przez Żyda Leuchta. Szybko przeszli od okultyzmu do two-rzenia intryg politycznych w oparciu o międzynaro-dową finansjerę. Obrządek Szkocki, bracia moraws-cy, Alta Vendita i założony przez Józefa Balsamo (Cagliostro)(1743-95) obrządek egipski działali na rzecz „niewidzialnych braci”, a w szczególności na rzecz iluministów z żydowskiego kahału, których główną postacią był Adam Weishaupt (1748-1830).

    21 lipca 1773 roku, rozwiązując Zakon Jezuitów, Papież Klemens XIV usunął jedyną przeszkodę, która wówczas była w stanie stawić czoła rewolucji w sposób zorganizowany. W tym czasie, 1 maja 1776 roku, z Kolegium jezuickiego w Ingolstadt wyłonił się Zakon Iluminatów. Adam Weishaupt, były profe-sor Kolegium, a jednocześnie członek sekty ilumi-nistów, sekty czczącej szatana, znał możliwości jezuitów bardzo dobrze, dlatego robił wszystko, aby ich w ogóle nie było. Jego zamiarem było zało-żyć protestancką organizację, która walczyłaby z Kościołem nie przebierając w środkach. Iluminaci dali podwaliny internacjonalizmowi. Pierwszymi członkami Zakonu byli ludzie posiadający wpływowe pozycje w państwie pruskim: baron von Knigge, Anarcharsis Clootz, baron de Montgelas i tajemni-czy Mikołaj. Pomimo, iż początkowo nie dopuszczo-no Żydów do Zakonu, gdyż im nie ufano, to jednak za Mikołajem stał filozof Mojżesz Mendelssohn (1729 -86), a za nim, z kolei, żydowski kahał. Nieco później embargo na Żyda cofnięto , a niemieckie żydostwo, jak Rothschild, Oppenheimer, Szuster, Stern, czy Wetheimer, stało się podporą Zakonu.

    Nastąpiło to po kongresie w Wilhelmsbadzie, w 1781 roku. Rozpętano wówczas w Europie obłąkaną kampa-nię prożydowską. Przedstawiano ich jako… ofiary holocaustu, tym razem w wydaniu chrześcijan. Na fali mody na Żyda, do grona iluminatów zwerbowano sycylijskiego Żyda Józefa Balsamo, który aktywnie włączył się do organizowania rewolucji francuskiej, Jeździł po całej Europie jako rewolucyjny emisariusz. Bogaci aszkenazim poczęli odgrywać w lożach czołowe role. Włóczyli się po Europie rozwożąc in-strukcje i organizując sieć spiskową.

    Piccolo Tigre tak pouczał karbonariuszy: „Nie obawiajcie się wślizgnąć pomiędzy ludzi, w sam środek stada prowadzonego przez głupią dewocję” [4].
    Czyż nie na podobnej zasadzie, po okresie istnie-nia Solidarności, trockiści poczęli się reklamo-wać jako przyjaciele polskich katolików, których nie tak dawno temu przedstawiano światu, przez ich współplemieńców, jako dewocyjny ciemnogród?

    U Weishaupta masońskim „utraconym słowem” był czło-wiek. Już iluminaci ludzki geniusz usiłowali zas-tąpić systematyczną pracą, materialistycznym po-dejściem do świata, opartym na eksperymentowaniu. Tym samym, starano się zdegradować człowieka z po-zycji bliskiej aniołów: „Uczyniłeś go niewiele mniej-szym od istot niebieskich (od aniołów), chwałą i czcią go uwieńczyłeś” (Ps 8;6), do pozycji sługi natury. Gło-szono, że człowiek jest niczym więcej, jak tym co widzi, co czuje, słyszy, dotyka, czy odczuwa smak, że jest kłębkiem zmysłów. Iluminaci domagali się od nauki, aby ustaliła prawa historii, a tym samym umożliwiła pełną kontrolę człowieka. Racjonalis-tyczna nauka miała usunąć Boga i Objawienie. Ten program działania świat nauki przyjął całkiem serio. Nawet po drugiej wojnie światowej całe za-chowanie człowieka usiłowano tłumaczyć jako proces wymiany energii w systemach otwartych.

    Iluminaci, tak jak współcześni trockiści, nie dą-żyli do zmiany konkretnej dynastii, czy rządu, lecz pragnęli zniszczyć wszystko. Ruch rewolucyjny jest nieprzejednanie przeciwny wszelkim reformom społecznym. W rezultacie, najparadoksalniejszą rzeczą w rewolucji jest ogólna niemoc „przedstawicieli ludu”. Przecież w KDL „władza ludowa” jest rów-nież bez władzy i co chwila musi otrzymywać wy-tyczne od swych protektorów. Skoro jest mowa o początkach internacjonalizmu, to warto wspomnieć o sekcie martynistów, założonej przez Żyda z Portugalii Martineza Paschalis. Było w niej trochę gnozy, trochę judaizmu, trochę chrześcijaństwa, trochę pogańskiej Grecji i odrobinę Orientu. – Jak na spotkaniu w Asyżu, z paź-dziernika 1986 roku. – Od martynistów wyszli Honoriusz Gabriel Mirabeau (1749-91) i Ludwik Blanc, inżynierowie planu rewolucji francuskiej z 1789 r.

    W starożytnej Helladzie stało się modne tworzenie opisów idealnych państw, w których nie było świą-tyń, nie było sądów, a istniało równouprawnienie płci ze wspólnością kobiet i z jednakowym dla wszystkich trybem życia. Przykładem może być „Potitea” Platona, gdzie nawet zapładnianiem kobiet kieruje państwo. We wspólności kobiet i w zniesie-niu własności prywatnej dopatrywano się panaceum na powszechną sprawiedliwość, której z czasem na-dano nazwę: komunizm. Jednak, twórcy utopii, jak powiedzmy Zeno (340-260 p.n.e.),traktowali humorys-tycznie historyjki o górach złota, deszczu pie-niędzy, o babskich rządach i wspólności kobiet; za to w dwa tysiące lat później znaleźli się tacy, którzy owe fikcje literackie potraktowali całkiem serio.
    Masy, na ogół, wszelkie fikcje literackie traktują serio. To w zbiorowych fikcjach zawiera się nisz-czycielski żywioł rewolucji.

    Jean Jacques Rousseau (1712-78) swoją rewolucyjną filozofię oparł na utopistach, jak Tomasz More, Pitagoras i Platon. O ile jego poprzednicy patrzy-li na utopijne wizje z przymrużeniem oka, to Rous-seau wziął je na serio. Począł lansować ideę pow-rotu do natury, a przyczynę wszelkiego zła widział w zdobyczach cywilizacji. Jak współcześni nam „eko-lodzy”, usiłował zapędzić człowieka do jaskini. Takie zabiegi są bez sensu. W rzeczywistości, roz-wój cywilizacji chroni człowieka przed złem. Zło wówczas tryumfuje, gdy cywilizacja zamiera. Hasła nawołujące do powrotu do buszu mogą być dobre dla małp, ale nie dla ludzi. Nawet w jaskiniach arche-olodzy znajdują łuki i kamienne toporki; co ozna-cza, że ich posiadacze byli patriotami i bronili swoją posiadłość przed napaścią intruzów. Tak prze-reklamowane „powszechne braterstwo” nigdy nie miało pokrycia w życiu codziennym. Podwaliny współczes-nego internacjonalizmu opierają się na fikcji udo-wodnionej historycznie i ekonomicznie. We wszechświecie zaprojektowanym przez Boga nie może być miejsca dla komunistycznej wspólnoty. Każ-de stworzenie Boże posiada swoją własność, posiada swój teren. Proszę, zauważyć jak pszczoły, czy osy, walczą w obronie gniazda. I nie tylko one. Zatem, kto trzeźwo myślący będzie usiłował odmawiać prawa do własności człowiekowi – istocie najwyższej?

    Filozofia Rousseau, która dała podwaliny dla ideo-logii komunizmu, była filozofią salonową. Nigdy nie przemówiła do szerokich mas. Podobnie rzecz się miała z późniejszymi filozofiami socjalistów. Re-wolucyjni przywódcy, od Rousseau, poprzez Marksa, do Lenina, nie wywodzili się z ludu. Należeli do zwalczanej przez nich burżuazji. Weszło to do tra-dycji ruchu socjalistycznego. Nawet współczesna opiekunka PPS, Lidia Ciołkosz, pochodzi z kręgów łódzkiej burżuazji żydowskiej.

    Idea panowania nad światem rozwinęła się najpotężniej w pruskich Niemczech. Niemiecki pangermanizm dał schronienie wszelkim sektom o uniwersalnych ciągotach. Był też przez nie solidarnie popierany. Pod pruskim nadzorem każdy Niemiec miał być wolny, a pozostałe narody miały mu usługiwać. Tak głębo-kiej buty nie ma w żadnym innym narodzie, za wyjąt-kiem Żydów, o ile można ich uznać za naród. Nic dziwnego, że prusactwo stało się judeogermanią, że tam rozwinął się żargon. Prusy były popierane przez Wielki Wschód, interbankierów, soc-komunistyczne międzynarodówki i przez grupy teozoficzne. Łączyło je wrogie nastawienie do Kościoła katolickiego. Ogniwem wiążącym byli wszechobecni Żydzi. Wojny zawsze były dla Żydów wielkim żniwem, a woj-ny stały się przemysłem Prus. Od wieku XVII Żydzi byli czarnoksiężnikami za rewolucyjną sceną. Działali jako superszpiedzy, jako lichwiarze, jako zaopatrzeniowcy walczących ze sobą armii. Stali się obecni w każdym obozie, popierali każde wyda-rzenie, które mogło przynieść im zysk.

    Inspiratorem pangermanizmu w pruskim wydaniu był Fryderyk Wielki (1712-86). Wieloletnia koresponden-cja z Franciszkiem Marią Arouet (Voltaire) (1694-1778) spowodowała, że przyszły król pruski Fryde-ryk II przestał nazywać masonerię „Kinderspiel” i pospiesznie wstąpił w jej szeregi. Był to rok 1738. Doszedł zapewne do wniosku, że idee templa-riuszy mogą mu dopomóc w uzyskaniu przydomka „Wiel-ki”. Inna sprawa, że Voltaire, ze swoją gruntowną znajomością starożytności, ze swoją zaślepioną nienawiścią do Kościoła katolickiego, musiał być mistrzem w konspirowaniu. Był członkiem Loży Dziewięciu Sióstr. Lepszego nauczyciela król pruski nie mógł znaleźć. W 1740 roku, po wstąpieniu Fry-deryka na tron, powstaje w Berlinie loża „Trzy Globy”, a Voltaire odwiedza swojego ucznia. Odtąd Berlin stał się centrum międzynarodowych intryg, których łupem padła również katolicka Polska. W 1761 roku, Fryderyk Wielki, już mason 32°, został głową Ob-rządku Szkockiego. Inspektorem generalnym na kraje zamorskie mianowano Żyda Stephen Morin.
    Źydostwo poczęło zakładać loże na terenie Ameryki: Morin w Santo Domingo, Francken na Jamajce, Mojżesz Hays w Bostonie, a Izaak Dacosta w południowej Ka-rolinie. W czasie amerykańskiej wojny o niepodleg-łość, w roku 1773, loże te były zobowiązane regu-larnie wysyłać raporty do Berlina. Nakaz wyszedł już w roku 1770 (!).

    Fryderyk Wielki dążył do zrujnowania Francji, do zerwania francusko-austriackiego przymierza. Li-czył, że wówczas będzie mógł opanować Austrię. Pru-sy, pragnąc zerwać sojusz dworu francuskiego z austriackim, wywarły na rewolucję francuską wpływ tak polityczny – inspirowany przez Fryderyka Wielkiego, a wykonywany przez ambasadora Von der Golza – jak i filozoficzny – inspirowany przez Adama Weishaupta, a wprowadzony w życie przez Anarcharsisa Clootz, dla którego religijny człowiek był zdeprawowanym zwierzęciem. Mirabeau pragnął wzniecić we Francji rewolucję, a Voltaire chciał przy jej pomocy usunąć wszelkie przeszkody w pro-wadzeniu antykatolickiej kampanii. Z pomocą przysz-ło im londyńskie żydostwo. Przystąpiono do ponow-nego ataku na katolicką część globu. Organizatorzy rewolucji francuskiej byli pruskimi agentami nale-żącymi do Zakonu Iluminatów. Zamieszanie w katolickim świecie zostało wszczęte przez – jak to Michał Bakunin trafnie określił – niemiecko-żydowską klikę. Ta spółka, sto dwadzieścia osiem lat później, oddała Rosję w ręce bolszewizmu.

    Ucisk feudalny ludu, tak mocno akcentowany w prorewolucyjnej propagandzie, w czasie wybuchu rewo-lucji francuskiej z 1789 roku praktycznie istniał tylko w romansach. System feudalny zamierał samo-czynnie. Ludwik XVI usiłował przeprowadzić reformę za reformą. Był wielkim zwolennikiem rozbudowy floty. Doceniał znaczenie potęgi morskiej. Między innymi i z tego powodu Anglicy. również amatorzy na panów świata, dopomogli doprowadzić króla Fran-cji na szafot. W roku 1793, w którym ścięto Ludwi-ka XVI, we Frankfurcie powstała Wielka Loża Masoń-ska. Tym sposobem konspiratorzy uczcili swój suk-ces.

    Prorewolucyjny parlament francuski sprzeci-wiał się reformom do końca. To nie francuscy chło-pi czytali encyklopedystów. Robiła to wykształco-na arystokracja. Ona też pragnęła rewolucyjnego wrzenia. Żadna cywilizowana i postępowa władza nie może być obalona w wyniku gwałtu, gdyż doskonale wyczuwa zagrożenie i jest w stanie skutecznie prze-ciwstawić się rewolucyjnym zakusom. Sukces rewolu-cji zależy od stopnia zdemoralizowania władz pań-stwowych. Bunt rewolucyjny we Francji wyłonił się z rozpusty arystokracji, z jej próżności i cho-robliwych ambicji. Adam Weishaupt, zwany patriar-chą jakobinów, rewolucję rozpoczął od demoraliza-cji dworów książęcych i królewskich. Nic dziwnego, że najbardziej entuzjastycznymi jej zwolennikami stali się ludzie z kręgów arystokracji, a nawet europejskich rodzin królewskich. Iluminaci posłu-żyli się nimi jako użytecznymi głupcami, gdyż ich naczelnym dążeniem było niszczyć trony i ołtarze. Jest to dobitny przykład, do jakiego stopnia mo-że ludzi otumanić przebiegle prowadzona propaganda.

    Desperacja ludu produkuje rewolucję. Najwygodniej jest wyciągnąć ludzi na barykady głodem. W czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku nie tyle głód wyprowadził lud na ulice, ile strach przed głodem, umyślnie rozpętany przez konspiratorów. Król i du-chowieństwo nie byli w stanie temu przeciwdziałać, mimo, iż przeznaczyli na żywność duże sumy pienię-dzy. Ludzie na ogół pragną praworządności, porząd-ku i spokoju. Chcąc wyciągnąć ich na barykady, na-leży używać forteli. Jednym z nich jest „Wielki Strach”. Rozesłani po całej Francji agenci rozpuś-cili plotkę, że król wydał rozkaz spalenia wszyst-kich posiadłości, że jego wojska już nadchodzą. Przerażona i skołowana ludność chwyciła za broń i ruszyła na króla, swojego dobroczyńcę.

    Fryderyk Wielki zatrudnił Żyda Ephraima do produk-cji fałszywych monet, co rujnowało gospodarkę Francji. Z czasem, Ephraim stał się „alter ego” Fryderyka Wilhelma II (1744-97). Wysłany do Paryża, podjudzał tłumy do kabalistycsno-orgiastycznych ekscesów. W przeddzień rewolucyjnego fermentu, sprowadzono do Paryża opłacane bandy notorycznych nierobów. Stało się regułą, że przybłędy wzniecają pożar rewolucji. Najemni rewolucjoniści, tworzący oddział o nazwie „Szabas”, wyżywali się w najwyszukańszych krwawych jatkach. Wielki terror zawsze rozpoczynał się od opartych na plotkach samosądów. Rewolucjoniści wychodzą z założenia, że przed rewo-lucyjnym zrywem lud musi mieć ofiary, ponieważ ofiary wywołują żądzę odwetu, popychają w kierunku irracjonalnego bestialstwa. Rodzi się wówczas „gniew ludu”. – Przecież zabójstwo śp, ks. Jerzego Popiełuszko miało na celu wywołać w narodzie pols-kim ślepą żądze odwetu. Wówczas wojna domowa była-by nieunikniona. Gdyby nie kontrakcja odpowiedzial-nych polityków, bez wątpienia do niej by doszło. Ku radości i pożytkowi trockistowskiej Międzynaro-dówki. Aż dziw bierze, iż tak wielu Polaków dało się nabrać na ten wyświechtany fortel. – Demagogia może być gorsza w skutkach niż despotyzm.

    Rewolucyjni ”intelekltualiści” nigdy nie przejmowali się konsekwencjami, do jakich ich teorie mogą do-prowadzić. Głównie chodziło im o zdobycie poklasku u słuchaczy, o wyrobienie sobie popularności. Da-wało to im mandat nominowanego trybuna. Jak z listy FJN. Zazwyczaj agitatorów robi się ministrami, po-mimo iż nie potrafią robić nic innego jak tylko rozbudzać fanatyzm na wiecach. Rządy złożone z za-wodowych krzykaczy prowadzą państwo do ruiny.

    Obłęd w gromadzie bywa zaraźliwy. Demoralizacja mas zawsze kończy się tworzeniem band zbójeckich. Miało to miejsce również w czasie rewolucji fran-cuskiej. Zaczęto niszczyć manufaktury, a gdy w wy-niku tego nastało powszechne bezrobocie, twórcy rewolucji ustalili, że problem bezrobocia rozwiążą mordując jedną trzecią część ludności Francji. Lud, którego interesów rzekomo miała bronić rewo-lucja, poniósł największe ofiary. Francuską rewolucję nazwano nową świątynią Salomona, a masoni mieli jej bronić z obowiązku nałożonego przysięgą.

    Gdy rewolucja weszła w fazę kryzysu, Franciszek Noel Babeuf (Gracchus) (1760-97) zarządził utwo-rzenie Tajnego Dyrektoriatu, na wzór Zakonu Iluminatów. Jego członkowie wzajemnie się nie znali, w 1796 roku ogłoszono „Manifest” i „Republikę. Równych”. – Nic w tym dziwnego, że w 1944 roku gang lubels-ki rządy na polskich ziemiach również rozpoczął od wydania „Manifestu PKWN” . Rewolucyjnej tradycji stało się zadość. – Manifest rewolucyjny stanowił listę kłamstw. Zatem, po przejęciu władzy, lud zamieniono w niewolników i skazano na kompulsywną pracę. (Ach te trzylatki, pięciolatki i sześciolat-ki !). Skoro rządzący dyrektoriat jest tajny, a re-wolucja jest dziełem spisku, całą winę za rosnącą nędzę ludu można, bez trudu, zrzucić na barki te-goż ludu ! . Ubliża się wówczas ludowi od nierobów, warchołów i pogrobowców reakcji. – Skąd my to zna-my? – Skoro cała gospodarka została „upaństwowiona”, lud nie mógł wiedzieć co działo się ze skonfisko-wanymi dobrami. Po epoce Robespierra, Babeuf, w imię nieustającego wrzenia, począł wytykać pal-cem tych, co w pierwszych latach rewolucji, i dzię-ki niej, zrobili majątek. – Czyż nie podobnie dzia-ło się w okresie ruchu „Solidarność”, kiedy ekipie Edwarda Gierka [5] zaczęto wytykać nadużycia gospodar-cze; tak, jakby ich nie było przed Gierkiem, za czasów rządów rodziców aktywistów z KSS „KOR”? – Był to pretekst do podtrzymania rewolucyjnego wrzenia. Tym sposobem przygotowywano się do „wielkiego dnia ludu” , w którym miano dokonać więcej rze-zi, niż w ciągu poprzednich lat rewolucji. Rozju-szony tłum począł budować barykady. Jednak spisek się wydał, a Babeuf i Darthe poszli na szafot. Z czasem, niszczycielska idea Babeufa przeobraziła się w trockizm. Nawet w manifeście III Międzynarodówki cytowano całe zdania z manifestu Babeufa.

    Upadek Bastylii Prusy przyjęły jako swój tryumf nad Austrią. Jednak, stały się państwem kierowanym przez masonów. Tak było i za czasów Fryderyków Wilhelmów II i III. Od chwili powstania Tugenbundu, w 1812 roku, stało się widoczne, że prusactwo jest ściśle powiązane ze światową rewolucją. Buntowni-kiem okazał się dopiero Fryderyk Wilhelm IV (1795-1861), lecz do tego przyczynili się głównie Żydzi. W tym czasie, tworzyli oni państwo w państwie.

    Masońskie hasła Wolności i Równości, zostały przez Żydów odrzucone. Powyższe slogany wykorzystywano do niszczenia dorobku chrześcijan, ale nie zamie-rzano wprowadzić ich między siebie. Żydzi nie są rewolucjonistami na swoim podwórku. Wykorzystują rewolucję do własnych celów, a jednym z nich było zniszczyć dorobek cywilizacji łacińskiej, by na jej gruzach zbudować własne imperium; mimo, iż trudno ich nazwać narodem. Poza Biblią, nigdzie nie ma wzmianki i Izraelitach jako narodzie. Ani starożytny Egipt nie traktował, ich jako naród, ani Persja, ani Fenicja, ani Scytia, ani też sta-rożytna Grecja. Świat znał ich jako trzy sekty: faryzeuszy, saduceuszy i essenów. Co więcej, u Egipcjan, Syryjczyków i Fenicjan terminy „hebrajczyk, „‚izraelita” i „żyd” były używane jako nazwy stopni pogańskich wtajemniczeń [6], gdzie stopień najwyższy „żyd” oznaczał boga, czy też tajemniczą doskonałość i deifikację człowieka. Zatem, o Ży-dach można mówić podobnie jak o masonerii, tzn. jako o sekcie, a nie jako o narodzie. Dopiero sy-jonizm zmienił nieco sytuację po roku 1948. Do tego czasu, Żydzi byli sektą wśród masonów, a nie narodem między sektami. Będąc sektą, a nie naro-dem, poczęli żyć w diasporze. Szkoda, że w 47 roku spłonęła biblioteka w Aleksandrii, tak wspaniale rozbudowana przez Ptolemeuszy. Złożone w niej per-gaminy rzuciłyby więcej światła na to zagadnienie. – Nasuwa się pytanie: kto naprawdę spalił biblio-tekę w Aleksandrii?

    Współczesny Żyd jest produktem Talmudu. Niechęć do Żydów sięga daleko poza epokę chrześcijaństwa. Zawsze miała podłoże etyczno-ekonomiczne. Nikt nie chciał tolerować sekciarstwa uzurpującego wyłącz-ność przywilejów. Żydzi, cierpiąc na manię prze-śladowczą, posiadają jednocześnie obsesję, wywo-dzącą się z Talmudu i Kabały, w dążeniu do panowa-nia nad światem. Rabiniczna koncepcja „narodu wybranego” jest bardziej zaborcza niż pruska. To Żydów gubi. W ślepej nienawiści do wszystkiego, co jest nieżydowskie, zawsze odgrywali czołową rolę wśród ludzkiego fermentu. Buntowali się niezależnie od tego czy władze były dla nich przychylne, czy też nie.

    Żydzi tak długo idą ramię w ramię z ateistami i komunistami, jak długo tamci pomagają im niszczyć świat chrześcijański. Na tym więź się kończy. Od-słaniają wówczas swoje konserwatywne oblicze, gdyż Żydzi, od początków istnienia, są największymi kon-serwatystami pod słońcem. – Czy obecny żydowski antysowietyzm i antyjaruzelizm nie posiadają po-dobnego podłoża? – Żydowska międzynarodowa rewolu-cja potępiła Józefa Stalina nie za zbrodnie, któ-rych się dopuścił, ale za to, że zdradził ducha światowej rewolucji, ponieważ, zdobywszy władzę, począł reprezentować imperialne interesy Rosji, czyli kontynuować politykę carów. „Die Weltrevolution” przeobraziła się w „Der Weltoktober”. [7]

    Bez wątpienia i wśród Żydów są ofiary ogólnoświato-wej rewolucji. Jest to nieuniknione. Gdy piekielna machina niszczenia zostaje uruchomiona, działa w sposób trudny do przewidzenia i czyni niespo-dzianki w postaci strat w szeregach Żydów. Przy-kładem może tu być rewolucja w wydaniu narodowego socjalizmu w Niemczech. Inna sprawa, że począwszy od roku 1789, wszystkie rewolucje, które zakończy-ły się powodzeniem, niszczyły swoich twórców. Było tak we Francji po roku 1789, było tak w Rosji po roku 1917 i tak było w Hiszpanii z roku 1936. Re-wolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci. Jest za-tem rzeczą normalną, że w skórę biorą również Żydzi, jej główni inspiratorzy.

    Często słyszy się wypowiedzi, że Związek Radziecki prześladuje Żydów. Są podawane pojedyncze przykła-dy takiego prześladowania. Zgoda. Te przykłady mo-gą być prawdziwe. Jednak, należy pamiętać, że oś Nowy Jork-Moskwa postanowiła przesiedlić Żydów do Izraela i na Zachód, aby wzmocnić przez to komunistyczno-syjonistyczne podziemie. Stąd tyle szumu wo-kół sprawy wyjazdu Żydów z ZSRR. Nieco ofiar, dla dobra propagandy, nigdy w historii ludu żydowskie-go nie miało większego znaczenia. Dla idei mesjanistycznego internacjonalizmu są gotowi poświęcić nawet współplemieńców.

    Znamienny jest artykuł J.I. Fishbeina w żydowskim „The Sentinel”, z 20 czerwca 1946 roku:

    „Faszyzujące szumowiny i nazifile z tego kraju (USA) straszą Rosję wszyst-kim, od bomb atomowych do ‚demokratycznych wyborów’. „.Stwierdzamy, że w tym kraju elementy ‚rosjożercze’ są jednocześnie elementami ‚żydożerczymi’. …Czy kiedykolwiek można było usłyszeć o antysemityzmie, w każdym zakątku zie-mi, który nie byłby jednocześnie antyradziecki? …Dostrze-gamy naszego wroga. Spróbujmy dostrzec naszych przyjaciół, ludzi radzieckich”.

    Żydzi kochają się w militaryźmie. Z tego względu, robili wszystko, aby rozbudować potencjał militar-ny Związku Radzieckiego. Z chwilą, gdy w ZSRR doj-dzie do głosu instynkt narodowy Rosjan, gdy kraj ten przestanie chodzić na smyczy międzynarodowego żydostwa, Żydzi odwrócą się do „ludzi radzieckich” plecami. W międzyczasie, będą starali się znaleźć zastępstwo, gdyż bez militaryzmu jest trudno im żyć. Kto będzie zastępcą? Czyżby znowu militaryzm niemiecki?

    Żydzi czuli się najpewniej w zmilitaryzowanych Niemczech. Prusy dawały im nieograniczone możliwoś-ci bogacenia się; pomimo, iż nigdzie nie traktowa-no Żydów tak źle, jak w Niemczech. Nie w złym traktowaniu zawiera się sedno sprawy. W pruskim militaryźmie Żyd odnalazł najlepszego sojusznika, gdyż tam, gdzie lud jest ciemiężony, Żyd czuje się najlepiej. Inwestycja w Prusy była dla Żyda najpew-niejszą inwestycją. Otto von Bismarck (1815-98) po-kładał duże nadzieje w żydowskich przywódcach soc-jalistycznych, którzy siejąc zamieszanie w krajach europejskich, służyli Prusom jako najwierniejsi synowie. Karol Marks (1818-83) pragnął jednoczyć ro-botników w granicach pruskiego imperium. Był pro-niemiecki do tego stopnia, że Francuzi oskarżyli go o współpracę z Bismarckiem. Rewolucyjne siły, które we Francji lansowały pacyfizm i humanizm, w Prusach popierały narodowy patriotyzm. Według Marksa i Engelsa, niemieccy robotnicy mieli sie-dzieć cicho i nie przeszkadzać w budowie pruskiego imperium. Bismarck obiecywał sobie uzyskać wiele od socjalisty, syna żydowskiego kupca, Ferdynanda Lassalle. Ten zdeprawowany ateista miał stać się przywódcą klasy pracującej by pomagać w budowie antykatolickich Wielkich Niemiec – zalążka Republiki
    Powszechnej. Nic dziwnego, że przy takiej współpracy, Boga podmieniono „rasą”, a slogan „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się !” zamieniono na „Deutschland uber alles“.

    Pangermanizm marksistów był głównym powodem zwal-czania anarchizmu Michała Aleksandrowicza Bakunina (1814-76), który wraz ze zniesieniem własności prywatnej pragnął zlikwidować państwo. Bakunin usiłował wprowadzić anarchię jako stały system sto-sunków społecznych. W imię „Wolności” pragnął wprowa-dzić szaleńczy indywidualizm. To niemieccy Żydzi, jak Marks, Liebknecht, czy Hess, pierwsi zaatakowa-li Bakunina i usunęli go z Międzynarodówki. Miało to miejsce na kongresie w Hadze, w 1872 roku. Osaczony Bakunin nazwał Międzynarodówkę synagogą mark-sistów.
    Czy się mylił? – Ich spór był czysto mery-toryczny, gdyż marksiści wybrali z trójcy masońs-kiej slogan „Równość.”, a anarchiści „Wolność”. Jedni i drudzy pragnęli niszczyć w imię rewolucji. Spór powstał na tle metod działania. Bakunin musiał przegrać, gdyż na „Równości” można było więcej zaro-bić i „Równość” została poparta przez synagogę marksistów.

    I Międzynarodówkę założono w Londynie, 28 września 1864 roku. Marks nie brał udziału w spotkaniu. Do Międzynarodówki został wciągnięty. Zorganizowali ją sekretarz Mazziniego, Żyd z Polski, Wolf i kil-ku masonów. Twórcy ruchów komunistycznego i soc-jalistycznego musieli być masonami posiadającymi co najmniej siódmy stopień wtajemniczenia(Royal Arch) w Obrządku Szkockim, ponieważ od tego stopnia po-cząwszy masoni nazywają siebie towarzyszami. Maso-ni niższych stopni są braćmi [8]. Tym się tłumaczy zwyczaj „towarzyszowania” wśród komunistów i socja-listów. Stopień „Royal Arch” jest czysto judaistycznego po-chodzenia, zaczerpnięty z żydowskiej kabały, glo-ryfikujący Izrael i upamiętniający budowę świątyni Salomona. Współczesna masoneria wywodzi swój rodo-wód z legendy o Hiriamie Abiff, mistrzu budowla-nym świątyni Salomona, którego czeladnicy podstęp-nie zamordowali. Rabińska legenda podaje, że po zbudowaniu świątyni Salomona, wszystkich robotni-ków zabito, a Hiriam został „wzięty do nieba”. Nie pozostawiono przy życiu ani jednego świadka tajem-nic tej budowli.

    System cechowy, zniszczony przez rewolucję fran-cuską z 1789 roku, został przywrócony do życia przez Napoleona III, w roku 1864. Jednak, położyła na nim rękę I Międzynarodówka, do której klasa ro-botnicza praktycznie nie miała dostępu, i zaraziła go ideologią komunizmu. Nawet po kongresie robot-niczym w Paryżu, w 1876 roku, gdzie zdecydowanie odcięto się od polityki, a deklarowano zaintereso-wania czysto ekonomiczne, ruch robotniczy pozostał w rękach socjalistów. W rezultacie, do głosu do-szedł syndykalizm, który pragnął organizować i kon-trolować działalność przemysłu poprzez niezależne związki zawodowe, co w rezultacie musi doprowadzić do anarchii. Bronią syndykalistów stał się Strajk Generalny, coś w rodzaju „Wielkiego Dnia Ludu” Ludu” Babeufa. Takie strajki najboleśniej uderzają w ludzi bied-nych. Mogą sparaliżować życie gospodarcze kraju, jego obronę, i uczynić łatwym łupem dla agresora. Strajk generalny jest najlepszym sposobem by wywo-łać głód. Rząd musi wówczas użyć policji i wojska. Rewolucja jest gotowa. Co gorsze, idea strajku ge-neralnego jest dla robotników wielce atrakcyjna, gdyż jest łatwa do wprowadzenia w życie. Zawsze jest łatwiej tkwić w nieróbstwie, niż pracować.
    Tej metody postępowania uchwycili się działacze KSS „KOR”, którzy spenetrowali ruch „Solidarność”. Ich zamiary były wymierzone nie tyle przeciwko rządowi, ile przeciwko narodowi polskiemu. Bogu dzięki, iż znaleźli się w Polsce ludzie, którzy w porę położyli na tym rękę. Tym razem do rewolucji na polskich ziemiach nie doszło.

    Jak arystokracja feudalna z końca XVIII wieku, tak i burżuazja w wieku XIX była gotowa przeprowadzić reformy społeczne. Jednak, nie o reformy chodziło twórcom rewolucji. Pragnęli nieustannego wrzenia społecznego, a nie polepszenia doli ludu. Swoją drogą, to burżuazja należała do najbardziej rewolucyjnych elementów. Ona zniszczyła wszystkie feudal-ne i idylliczne stosunki społeczne. Gwałtowne usu-nięcie feudalizmu doprowadziło do zniewolenia pro-letariatu. Zjudaizowana plutokracja, w przeciwień-stwie do feudałów, nie poczuwała się do żadnych obowiązków. Podwójna etyka żydowska przyczyniła się do przywrócenia nieludzkiej, samolubnej eksplo-atacji człowieka, a nawet była w stanie odtworzyć niewolnictwo. Szał planowania na siłę, produkowa-nia coraz to więcej i więcej, ogarnął całą zjudai-zowaną Europę i Amerykę. Mordercze normy produk-cyjne nabijały kabzy międzynarodowym bankierom. Marks, krytykując kapitalizm, ani razu nie wspom-niał o czołowej finansjerze. Superkapitaliści po-zostali nietknięci. Tak jest do dziś. Komuniści i socjaliści nie ruszają wielkiej finansjery. Ata-kują jedynie przemysłowców o poglądach narodowych i patriotycznych. Tego bowiem wymaga idea internacjonalizmu.

    O ile zakusy Aleksandra Wielkiego (356-323 p.n.e.) do władania światem były zakusami pojedynczego człowieka i wraz z nim umarły, to iluminaci stwo-rzyli program działania, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Zatem, zmieniały się generacje i kraje, a program rewolucji społecznej zawsze był ten sam. Rewolucyjni przywódcy nigdy nie wywodzili się z ludu, ale z klas wyższych, któ-re nie były uciskane. Nie przywiązywali żadnej wa-gi do ludzkiego cierpienia. Nie mieli poszanowania dla życia człowieka. Zawsze otaczali się stertami trupów. Każdy zryw rewolucyjny wybuchał nie w mo-mencie, gdy sytuacja ekonomiczna była beznadziejna, ale w przededniu wielkich reform. Rewolucja nigdy nie poprawiła sytuacji ludności, ale cofała kraj w rozwoju o dobre kilkadziesiąt lat.

    [*] Ostatnio, w Kraju pojawiają się notatki prasowe i ogło-szenia – w urzędowej prasie PRL, jak np. „Razem” 15/87, czy też „Słowo Polskie”, nr. 76, z 31 marca 1987 roku -informujące o legalnej i oficjalnej działalności „Lectorium Rosicrucianum”, filii Międzynarodowej Szkoły Złotego Różokrzyża, zupełnie otwarcie nawiązującej do XVII-wiecznej tradycji różokrzyżowców. Ponadto, coraz śmielej atakuje Polskę okultyzm tybetański (Raja Yoga, Karma Kagayu, Zen, Adżapa Jogi itp.). Zobaczymy, co będzie w przyszłości. (P.M.)

    Skoro już mowa o zagadkowej działalności grup okultystycz-nych na terenie katolickiej Polski, to warto wspomnieć o dr hc. Jerzym Turowiczu, ojcu duchowym grupy „Znak” i „Tygodnika Powszechnego”. Otóż, p. Jerzy Turowicz, też po-siadacz Komandorii Orderu św. Grzegorza Wielkiego, przewo-dząc oficjalnie polskiej prasie katolickiej i od dawna pre-tendując do miana apostoła świeckich (katolików), jednocześ-nie związał się z wojująco synkretyczną Światową Konferen-cją d/s Religii i Pokoju (WCRP) – patrz przypisek [10] – a także jest członkiem masońskiego komsomołu: Braterstwa Phi-Kappa-Theta. Należy wątpić, że tylko do tego „braterstwa” p. J. Turowicz należy. Za cóż, bowiem, tak od-legły Uniwersytet w Yale (USA) – gniazdo masońskich szer-szeni „The Order” – nadałby mu tytuł doktora hc? Co więcej, brat J. Turowicz coraz natarczywiej kręci się wokół biura Księdza Prymasa. Zresztą, nie tylko on jeden. Któż ich do tego zachęca?(R.G.)

  27. Piotrx said

    NON SERVIAM cz 3 .
    Romuald Gładkowski

    /Toronto 1987/

    WIELKI ARCHITEKT WSZECHŚWIATA.

    Obrońcy ruchu wolnomularskiego twierdzą, że istnie-je masoneria „lepsza” i „gorsza”, zależnie od czasu i miejsca. Jako argument podają, iż symbole masoń-skie posiadają wielorakie znaczenie, a krytykujący masonerię nie są w pełni kompetentni, by to czynić, ponieważ nie znają tajemnic przekazywanych ustnie. Według nich, każda krytyka wolnomularstwa jest krytyką powierzchowną. Może być w tym i nieco praw-dy; jednak, jak długo masoneria jest konspiracją, jak długo posiada stopnie wtajemniczenia spowite zmową milczenia, tak długo powinna być traktowana jako obce ciało w organizmie narodowym, jako twór, który w każdej chwili może wywołać wywrotową epi-demię .

    Dla tych, którzy wierzą w dobroczynne wnętrze ma-sonerii, warto przytoczyć fragment listu-instrukcji, napisanego, w 1818 roku, przez aszkenazim, członka iluminatów, Piccolo Tigre, do organizacji
    Haute Vente:

    ” Bezcelowość zabiegów obywatela, czy też ‘bourgeois’, aby być wciągniętym do wolnomularstwa, jest czymś tak banalnym i tak nagminnym, iż zawsze jestem pełen podziwu dla ludzkiej głupoty. Nie byłbym zaskoczony widząc cały świat kołaczący do drzwi wszystkich Czcigodnych i proszący tych panów o zaszczyt bycia jednym z robotników wybranych do odbudowy świątyni Salomona. Stać się członkiem loży, czuć się oddzielonym od żony i dzieci, być powołanym do strzeże-nia tajemnicy, która nigdy nie będzie mu powierzona, dla niektórych istot jest rozkoszą i ambicją”
    .
    Wolnomularstwo jest tajną organizacją międzynaro-dową, która działa na arenie międzynarodowej poli-tyki. Swoje utajnienie traktuje jako podstawowy warunek aby utrzymać siłę i wigor w działaniu. Poszczególne loże raczej wolą dać się rozwiązać, aniżeli pozwolić władzom państwowym na ingerencję w ich działalność. Co więcej, o ile doszło do kon-fliktu pomiędzy interesami państwa, a interesami masonerii, przywódcy państwowi, którzy byli maso-nami, zawsze opowiadali się po stronie masonerii. Tu tkwi główne niebezpieczeństwo powierzania sta-nowisk władzy państwowej w ręce członków wolnomu-larstwa. Są oni pewnymi kandydatami na zdrajców i kolaborantów. Masoneria opiera się na systemie sekciarskiej pomocy wzajemnej. Chrześcijańskie „miłuj bliźniego” zostało tam zamienione na „miłuj masona”. Jest ona wygodnym narzędziem dla ludzi bez skrupułów, o wygórowanych ambicjach politycznych. Masoneria, jak żydowski kanał, tworzy państwo w państwie.

    Dla katolika masoński deizm jest rzeczą nie do przyjęcia. Nie bez powodów Papież Klemens XII wy-dał, w 1738 roku, bullę „In Eminenti”, w której na-kłada ekskomunikę na katolików należących do maso-nerii. Masoni są wolnomyślicielami, a katolicy wierzącymi w Jezusa Chrystusa i Jego Kościół. Ma-soneria dąży do wywyższenia człowieka, a Kościół św. pragnie wywyższyć Boga. Między tymi leżącymi naprzeciw brzegami nie może być mostu.
    W encyklice „Humanum Genus” Papież Leon XIII wyraźnie podkreśla, że esencją masonerii jest naturalizm. Wskazuje też na jej charakter polityczny, że przygotowuje drogę dla komunizmu. Rok 1917 w pełni to potwierdził, a wydarzenia w świecie po drugiej wojnie światowej dodały kropkę nad „l”.

    Dążność masonów do ziemskiego uniwersalizmu jest natury kabalistycznej i nie może być przyjęta przez katolika. To masoński uniwersalizm zrodził między-narodówki: socjalistyczną, komunistyczną i trockistowską. Utopijny socjalizm stał się widoczną formą ideologii Wielkiego Wschodu. Prawie wszyscy wojujący socjaliści z XIX wieku należeli do taj-nych stowarzyszeń wolnomularskich. W wieku XX jest podobnie. W okresie terroru Beli Kuhna na Węgrzech, socjaliści deklarowali otwarcie, że religia maso-nów będzie religią socjalistów. Lansowana obecnie wielokulturowość, szczególnie w Ameryce Północnej, jest niczym innym jak kontynuacją masońskiego soc-jalizmu utopijnego z XIX wieku. Dąży się do zjed-noczenia świata w aspekcie prawa żydowskiego. Usiłuje się budować imperializm polityczny, spo-łeczny i religijny, któremu nadano niewinną nazwę „powszechnego braterstwa”.

    Ideą internacjonalizmu, czy ogólnoświatowego bra-terstwa, usiłuje się zabić w człowieku uczucia na-rodowe. Zwodzi się ludzkość wizją tysiącletniego pokoju, który ma zapanować z chwilą utworzenia ogólnoświatowego państwa. Zarówno słowo „pokój”, jak i „braterstwo”, jest w użyciu wolnomularzy czczym frazesem. Pokój na świecie może być utrzy-many jedynie przy zachowaniu narodowości i jedno-czesnym rozumieniu i szanowaniu patriotyzmu sąsia-dów. To właśnie idealiści i pacyfiści są inspira-torami wszelkich wojen. Jakiekolwiek próby miaż-dżenia uczuć patriotycznych walcem internacjona-lizmu przyczyniają się jedynie do wzrostu między-narodowych animozji. Podobnie ma się sprawa z „ogólnoświatowym braterstwem”.

    „Słownik języka polskiego”, Warszawa 1978, definiuje słowo „brat” jako: „2. Czło-wiek, z którym jest się związanym przyjaźnią, bliskimi sto-sunkami ze względu na przeżycia, przekonania, zainteresowa-nia, pochodzenie społeczne, narodowe itp.”

    Jak, zatem, może wyglądać braterstwo Polaka, powiedzmy, z Hin-dusem, który nie jest ani przyjacielem, ani nie po-siada wspólnych z nami przeżyć, ani podobnych prze-konań, zainteresowań, czy też tego samego pochodze-nia społecznego i narodowego? Tu nie może być mowy o braterstwie. Z definicji. W wyjątkowych wypad-kach, można go obdarzyć co najwyżej przyjaźnią. Takich przykładów można przytoczyć mnóstwo. Na po-dobną modłę Saint Simon (1760-1825) usiłował połą-czyć ideę socjalizmu z chrześcijaństwem. Finał te-go rodzaju przedsięwzięć jest zawsze ten sam: trze-ba wybierać, albo socjalizm, albo chrześcijaństwo. Slogany nawołujące do powszechnego braterstwa są czystą hipokryzją. Jakikolwiek wysiłek, który zamierza doprowadzić ludzkość do perfekcji, sam w sobie prowadzi do wy-naturzeń i kończy się deifikacją człowieka, isto-ty grzesznej, ułomnej, niedoskonałej.

    To nie ist-nienie narodów jest powodem zła na ziemi, jak to często głoszą zwolennicy idei internacjonalizmu, to zepsucie człowieka sprowadza nieszczęścia. Homo homini lupus est . Starożytny Rzym upadł nie dla-tego, iż posiadał zły system rządzenia, ale dlate-go, że ugrzązł w grzechu, w rozpuście, która wy-ludniła imperium. Gdyby człowiek był bez grzechu, każdy system rządzenia byłby dobry. Nawet socja-lizm, czy komunizm, można byłoby przyjąć; z tym, że wówczas również nie byłoby potrzeby aby te sys-temy wprowadzać.

    Dzięki rewolucyjnym rzeziom na terenie całej kato-lickiej Europy mogło powstać protestanckie impe-rium, którego ukoronowaniem było opanowanie przez protestantów Ameryki Północnej. Dla protestantyz-mu masoneria stała się narzędziem politycznym. Być może, z tego powodu, niektórzy protestanci, jak cy-towana w broszurze Nesta H. Webster, podają Wielką Lożę Anglii, założoną w 1717 roku, jako przykład masonerii lepszej i nie związanej z działalnością rewolucyjną innych stowarzyszeń. Taki pogląd jest błędny u podstaw. Angielska masoneria z końca XVIII wieku była racjonalistyczna, nieoficjalnie deistyczna i potajemnie gnostyczna. Była nawrotem do kul-tu pogańskich bożków Egiptu, Grecji i Indii. Stała się sektą, której nadano znamiona boskości.

    Wielka Loża Anglii powstała w wyniku zabiegów różokrzyżowców i inspiracji amsterdamskich żydów, W związ-ku z tym, musiała być przesycona duchem manichejskim i gnostycznym. Jako dziecię różokrzyżowców, zawsze była ezoteryczna i parła w kierunku inter-nacjonalizmu. Z czasem, spenetrowała wszystkie or-ganizacje i stowarzyszenia, czyli robiła to samo, co iluminaci Adama Weishaupta. Uległa skabalizowaniu, wprowadzając najwymyślniejsze tajemnice doty-czące Boga, aniołów i diabłów, zaklęć i symboli. Masońską pelerynę zaprojektował Żyd z Amsterdamu Jakub Jehuda Leon Templo, przyjaźniący się z fawo-rytem Cromwella, kabalistą Manasseh ben Israel. Każdy mason, niezależnie od chęci i zamiarów, ugrzęźnie po uszy w kabale. Inaczej być nie może. Z ziarna kąkolu zawsze wyrasta kąkol.

    Wprawdzie masonom nie udało się utworzyć Stanów Zjednoczonych Europy, to powiodło się ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, które miały być zalążkiem Republiki Powszechnej. Upojeni sukcesem, ufundowali posąg pogańskiej bożycy, Statuę Wolnoś-ci, który zaprojektowano i odlano we Francji, a ustawiono w Nowym Jorku. Prezydenci USA honorowo otrzymują 33° masoński w Obrządku Szkockim. Obrządek Szkocki współpracuje ze służbami wywiadow-czymi i popularyzuje ideę internacjonalizmu.

    Trudno jest mówić o masonerii z XIX wieku bez wzmianki o Albercie Pike (1809-91), który karierę masońską rozpoczął w Stowarzyszeniu Oddfellow (Dziwni Towarzysze). Powstało ono w Londynie, w 1788 roku. Wkrótce je rozwiązano za działalność wywrotową. W roku 1819 powstała loża Stowarzysze-nia Oddfellow w Washingtonie. Wprowadzono do niej satanistyczny obrządek z czarną magią włącznie. W międzyczasie, Izrael Lang przywiózł do USA Baphometa, kozła z Mendes, wraz z czaszką rzekomo należącą do straconego templariusza Jacąues Bourigignon de Molay.
    Obrządek Szkocki w Ameryce otrzymał tym samym tak szatana, jak i antykatolicki kierunek działania. Lucyferyzm zadomowił się w Ob-rządku Szkockim na dobre. Dzięki Albertowi Pike. Od roku 1854, Hamilton, Ontario, stał się centrum neoiluminizmu. W wyniku rozgrywek personalnych, stolicą kultu Lucyfera zostało miasto Charleston, Południowa Karolina, w którym rezydował Albert Pi-ke. Mieściła się też tam świątynia Baphometa. Albert Pike był prezydentem Rady Najwyższej Ob-rządku Szkockiego (Czy to nie kojarzy się ze zwro-tem „Rada najwyższa ZSRR”?) w Charleston, które uważa-no za święte miasto Palladium. Albert Pike, jako najwyższy kapłan Lucyfera, stał się prezydentem Najwyższego Dyrektoriatu do Spraw Dogmatyki. Wpro-wadził wiedzę, tajemną o nazwie palladyzm, która do-tyczyła kultu Lucyfera.

    W tym samym czasie, kiedy Albert Pike poświęcił się kultowi Lucyfera, jego towarzysz po wyznaniu, Giuseppe Mazzini (1805-72), zajął się ciałem wykonawczym ich boga, a więc, socjalizmem. Pragnął zniszczyć Stolicę Piotrową. W wyniku intryg prowa-dzonych przez angielskiego Lorda Palmerstona (1784 -1865), historia Włoch z XIX wieku jest praktycz-nym przykładem politycznego działania międzynaro-dowego spisku antykatolickiego. Wszystkie włoskie zrywy zbrojne, rebelie i zabójstwa były dziełem masonerii i służyły jej celom. Przysięga członków organizacji Młode Włochy, którą założył Mazzini, zawierała formułkę:

    „Kiedy stanę przed obywatelami innych krajów, muszę pamiętać, że nie posiadam obywatelstwa, nie mam ojczyzny, nie posiadam narodowej flagi” [9].

    Organiza-cji Młode Włochy przewodziła idea internacjonaliz-mu. Podobnie rzecz się miała z Młodą Polską, zało-żoną przez Szymona Konarskiego, lecz ściśle podpo-rządkowaną Mazziniemu.

    Przebiegle rozegrana wojna francusko-pruska umożli-wiła obalić władzę papieską w Rzymie. Mason, gene-rał Cardona, wmaszerował z oddziałami do Stolicy Piotrowej w dniu 20 września 1870 roku. Dzień ten stał się świętem całej masonerii. W tymże dniu wprowadzono do masonerii Wielkiego Architekta Wszechświata, jako ogniwo wiążące wszystkie obrząd-ki. Utworzono również radę najwyższą masonerii ca-łego świata, z ideą internacjonalizmu jako ideą wiodącą. Albert Pike obrał tytuł Papieża Masonerii Powszechnej, a Giuseppe Mazzini został mianowany Naczelnym Wodzem Akcji Politycznej.
    Pikę i Mazzini założyli cztery Wielkie Dyrektoria-ty Centralne: na Północną Amerykę w Washingtonie, na Południową Amerykę w Montevideo, na Europę w Neapolu i na Azję z Oceanią w Kalkucie. Nieco później, centrum na Afrykę założono w Port Louis na wyspie Mauritius. Wyspa ta po dzień dzisiejszy jest bazą synkretycznego ruchu antychrześcijańskiego, pragnącego utworzyć jedną religię powszech-ną. Ruchowi temu przewodzi Światowa Rada Kościo-łów [10].

    Po śmierci Mazziniego założono w Berlinie Najwyższy Powszechny Dyrektoriat Administracyjny. Sukces Alberta Pike w walce z katolicyzmem, jego mocna pozycja w Ameryce Północnej, zachęciły kabalistów z Paryża do podjęcia prób założenia w USA organizacji spirytystycznej, której zadaniem by-łoby podważyć boskość Jezusa Chrystusa. W tym ce-lu, wysłano do Stanów Zjednoczonych Helenę Pietrowną Bławatski (1831-1891), córkę pułkownika Piotra Hahn. „Polskie” nazwisko Bławatski (Blawatsky) uzys-kała po pierwszym mężu, którego porzuciła w trzy miesiące po ślubie. Podróżując po Azji, zetknęła się z czarną magią. W 1856 roku Mazzini wciągnął ją do loży karbonariuszy. Od 1866 roku towarzyszy Garibaldiemu w jego rewolucyjnych bojach. Będąc w Paryżu, uzupełnia swoje wiadomości spirytystycz-ne, a szczególnie te, które dotyczyły reinkarnacji. W 1875 roku udaje się do Nowego Jorku i zostaje wybrana sekretarką stowarzyszenia spirytystycznego. Należał do niego także Albert Pike. Posiadało ono dziewięć stopni wtajemniczenia. W 1878 roku, wraz ze swoim szefem Henry Steel Olcott, wyjeżdża do Indii, dla dokształcenia się. Niedaleko Madras, zakłada centrum teozoficzne. Celem jego było utwo-rzyć ogólnoświatową religię, założyć ogólnoświatowy uniwersytet okultystyczny, dążyć do utworzenia ogólnoświatowego rządu, który uznałby teozofów jako swoich przewodników duchowych. Zatem, byłyby to rządy Lucyfera – a może Antychrysta? Po przyjeździe do Londynu, w 1887 roku, Bławatski zaczęła wydawać magazyn zatytułowany „Lucyfer źródłem światła” (Lucifer the light-bringer).

    Zasady teozofów są gnostyczne o silnych akcentach lucyferycznych. Jest to grupa propagandowa o ostrzu wyraźnie wymierzonym w chrześcijaństwo, a w szczególności w Kościół ka-tolicki. Sekta teozofów, podobnie jak Wielki Wschód, oficjalnie odcina się od działalności politycznej; jednak… aby uzyskać idealne warunki do uprawiania spirytyzmu, dąży do zmiany istniejącej formy zorganizowania narodów. Dąży więc do Powszech-nego Braterstwa w sojuszu z Lucyferem. Deklarowana przez nią apolityczność jest wyłącznie fasadą.

    Na kongresie masońskim w Mediolanie , w 1881 roku, uchwalono program działania w kierunku odchrześcijanienia Włoch. Temu przedsięwzięciu patronował Albert Pike. Wykonawcą jego instrukcji był sata-nista Adrian Lemmi, następca Mazziniego. Adrian Lemmi, modląc się do Lucyfera, zwalczał religię w imię ateizmu (!). Hipokryzja nie odstępuje od rewolucjonistów na krok. Po śmierci Alberta Pike, 2 kwietnia 1891 roku, masońskim papieżem został Adrian Lemmi. Zmarł w 1896 roku, a zastąpił go Żyd z Anglii Ernesto Nathan – prawdopodobnie syn Sary Nathan i Giuseppe Mazziniego. Międzynarodowe żydostwo święciło kolejny tryumf, a jego finansje-ra przygotowywała się do pierwszej wojny światowej.

    W wojnie z „religijnym fanatyzmem” masoni stali się fanatykami niszczenia katolicyzmu. Każda loża jest synagogą szatana, niezależnie od tego, czy zasłania się wersetami z Pisma Św., czy też nie. Szatana poczęto nazywać Wielkim Architektem Wszech-świata. Mieszanka świętości ze świętokradztwem po-grążyła masonerię w wielkiej profanacji :”Zwodzi miesz-kańców ziemi znakami, które jej dano czynić przed Bestią, mówiąc mieszkańcom ziemi, by wykonali obraz Bestii” (Ap 13; 14). W 1885 roku Wielki Wschód oświadczył zdecydo-wanie, że dąży do ostatecznego zniszczenia katoli-cyzmu.

    Sukces masonów był w głównej mierze wynikiem ich zorganizowania. Jedynie oni byli zorganizowani. Co więcej, od stuleci bacznie czuwają, aby nikt inny nie był w stanie zorganizować się poza ich bacznym okiem. Swoją drogą, znacznie dopmaga im w tym naiwność polityczne obozu katolic-kiego. Tak było dawniej i tak jest dzisiaj.

    To, że katolicyzm jeszcze istnieje, jest głównie wynikiem działania woli Bożej. Niestety, człowiek coraz mniej Panu Bogu pomaga. To boli, a jednocześnie przeraża, gdyż z gniewem Bożym nie ma żartów.

    Nie bez powodów, w dniu 23 maja 1958 roku, Papież Pius XII z dużym naciskiem podkreślił, że korzenie współczesnego odszczepieństwa są utwierdzone w na-ukowym ateiźmie, dialektycznym materializmie, racjonalizmie, iluminiźmie, laicyźmie oraz masonerii, która jest matką tego wszystkiego. Kościół katolic-ki nagląco potrzebuje kolejnego Piusa.

    Od stuleci, wolnomularska konspiracja zaprzecza istnieniu sekt okultystycznych, określając wszelkie wypowiedzi na ten temat jako histeryczną fantazję katolickich pisarzy.

    W obecnej epoce podboju mikro i makrokosmosu , przeciętny człowiek nie chce wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych, na-wet gdy zetknie się z dowodami na ich istnienie. Jest to swoisty sceptycyzm, który zaprzecza wszys-tkiemu co nadprzyrodzone. Jest ignorowany nieza-przeczalny fakt, że magia, czy to czarna, czy też biała, posiada w obecnych czasach tak wielu zwo-lenników jak nigdy przedtem. Nauczanie i prakty-kowanie okultyzmu doprowadziło do rozwoju religii sekretów, które z kolei dopomogły zatuszować całą działalność wywrotową. Okultyzm kwitnie tak w Azji, jak i w Europie, a także w Ameryce. Czarne msze są odprawiane i w Londynie, i w Paryżu, i w Los Angeles [11].

    Religia satanizmu posiada więcej wyznaw-ców niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Istnieją okultyści, których nikczemne praktyki są pogrążo-ne w głębokiej tajemnicy. Ludzie o całkowicie zdegenerowanej moralności wierzą w Lucyfera, wierzą, że jest równie potężny jak Pan Bóg i w tajemnicy oddają mu cześć. Nowoczesny okultyzm jest mieszan-ką żydowskiej kabały z jogizmem. Jego adepci nig-dy nie nazywają swojego piekielnego pana „złym du-chem” , czy też „ojcem grzechu”. Czczony w czarno-księstwie Lucyfer jest uznawany za boga dobrego, natomiast Bóg chrześcijan, Adonaj, dobroczyńca ludzkości, jest uznawany tam jako bóg zły. Zarzu-ca się Panu Bogu, że zdradził ludzkość i przez to sprowadził zło na ziemię. Czasami czci się Szata-na. Niezależnie od tego, kto jest czczony, Lucyfer czy Szatan, zawsze prowadzi to do wyparcia się Jezusa Chrystusa.

    Kult złych duchów jest główną przyczyną wystąpień przeciwko Chrystusowi, nasze-mu Zbawcy, i Jego Kościołowi. Niezależnie od kraju, w którym okultyści działają, niezależnie od nazwy ich organizacji, wszyscy posiadają jedną, zakonspi-rowaną religie, której fanatyczni wyznawcy, nawie-dzeni przez złego ducha, są gotowi poświęcić sie-bie dla potrzeb sekty.
    Kult Lucyfera nie jest czymś nowym. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa zadomowił się w gnozie. Gnostycy tworzyli sektę antychrześcijańską. Pod-jęli jedną z pierwszych prób dokonania schizmy w rodzinie chrześcijan. Istotną zasadą w gnozie było głoszenie podwójnej boskości, co jest podsta-wą teologii we współczesnym okultyzmie, jak np. w teozofii. Ponadto, gnostyczna migracja dusz pro-wadzi do doktryny reinkarnacji. Gnostycy głosili, że boskość przejawia się we wszelkich religiach, a więc, usiłowali tworzyć religię uniwersalną. Ruch ten istniał na długo przed powstaniem chrześ-cijaństwa. Szczególnie upodobali go sobie Żydzi; zgodnie z ich utartym zwyczajem, by wybierać u in-nych ludów to, co może służyć ich samolubnym celom. Tym sposobem kabała stała się siłą napędową gnozy, a poprzez gnozę usiłowano skabalizować chrześci-jaństwo. Starano się wprowadzić do niego pierwiast-ki teozofii i czarnej magii.

    O czarnoksięstwie Żydów mamy wzmiankę w Dziejach Apostolskich (19;19). Trend ten poszedł w kierunku gloryfikacji szatana, która poczęła odgrywać dominującą rolę we wszyst-kich ruchach rewolucyjnych. W drugim wieku po na-rodzeniu Chrystusa, pojawiła się gnostyczna sekta karprokratianów, która wprowadziła deifikację człowieka, co poprzez wieki dotarło do humanistów naszych czasów. Gnostycy, pod pretekstem uducho-wienia materii, zmaterializowali ducha. Gnostycyzm, jako matka wolnomularstwa, pozostawił swój ślad na najważniejszym znaku masonerii: lite-ra „G”, czy to w objęciach węgielnicy i cyrkla, czy też opisana trójkątem równobocznym. Gnozę, czyli ruch antychrześcijański, Albert Pike, następca Adama Weishaupta, określił jako „duszę i kręgosłup masonerii”.

    Mówiąc o zwolennikach dualizmu: światło i ciemność, warto wspomnieć o sekcie manichejczyków. Doktryna manichejska zakłada, że istnieją dwaj sobie równo-ważni bogowie, z których jeden reprezentuje dobro, a drugi zło; że człowiek jest mieszaniną dwóch na-tur: duchowej, będącej dziełem Boga, i cielesnej, w szczególności seks, będącej dziełem szatana. Według nich, cała ludzkość ma pochodzić od szatana. Ich demonologia dała początek paulicynianom, bogumiłom i lucyferianom. Bogumili rozwinęli manichejski dualizm. Głosili, że szatan jest księciem tego świata i powinien być adorowany. Twierdzili, że Chrystus był bezradny w walce z szatanem, czego dowodem była Jego śmierć na Krzyżu. O ile bogumili czcili zarówno Chrystusa, jak i szatana, to lucyferianie poszli dalej. Poczęli czcić wyłącznie Lu-cyfera. Szatana symbolizował u nich czarny kot.

    W wieku XIV lucyferyzm był obecny w Niemczech, Francji i we Włoszech. Zatem, manicheizm doprowa-dził do rozwoju czarnej magii, której ukoronowaniem stały się czarne msze, będące profanacją li-turgii katolickiej. Rytuały i dogmaty manichejczy-ków są tak bardzo podobne do rytuałów i dogmatów współczesnej masonerii, że zachodzi podejrzenie, iż stanowią jedno Powszechne Bractwo. Swego czasu głoszono pogląd, że jedynie czarnoksiężnik może być prawdziwym masonem. Rej w popularyzowaniu de-monologii wodzili Żydzi. Do najaktywniejszych na-leży zaliczyć Schroepfera, syn żydowskiego lekarza ze Strasburga i polskiej księżniczki (?), który naz-wał siebie hrabią Saint-Germain, a także Józefa Balsamo.
    W dobie obecnej modli się do Saint-Ger-main synkretyczna sekta Braterstwa Białego. Zajmu-jący się czarną magią żydowscy lekarze, którzy kon-kurowali w lecznictwie z zakonnikami, byli uważani na dworach książęcych i królewskich jako „lepsi”, gdyż posiadali wiedzę wyższego rzędu (!). Nic dziw-nego, że na dworskich lekarzach opierało się szpiegostwo i rozgrywanie intryg politycznych, włącznie z truciem głów koronowanych. Czarnoksięstwo uprawiano zawodowo. Powstały nawet szkoły czarownic. W wieku XVII czarna magia i alchemia tak SIĘ roz-powszechniły, że Paryż został owładnięty terrorem trucicieli. Sprzedaż trucizny i odtrutek dawała po-dobny dochód jaki obecnie daje handel narkotykami i pornografią. – Któż mógł się tyra trudnić? Nie zapominajmy, że to kabaliści przygotowali Francje do wielkich dni rewolucji.

    Zatem, średniowieczna walka Kościoła z czarownica-mi, tak koloryzowana przez wolnomyślicieli XX wie-ku, była walką skierowaną nie przeciwko poszczególnym wiedźmom, ale przeciwko zorganizowanemu systemowi demonologicznemu, który usiłował wstrząs-nąć posadami świata chrześcijańskiego. Co więcej, rytualne mordy na dzieciach, których krew używano w czasie odprawiania czarnych mszy, stały się nag-minne. W wyniku śledztwa, winnych zabójstwa skazy-wano na śmierć – jak to miało miejsce w przypadku herszta Gilles de Rais [12]. Jego wierną kopią był osiemnastowieczny Markiz de Sade.

    Próba dezorganizacji życia społecznego w krajach katolickich ciągnie się przez wieki. Masoneria została zdominowana przez elementy spirytystyczne do tego stopnia, że już w 1889 roku można było zorganizować sympozjum masonów-spirytystów, w któ-rym wzięło udział około pięciuset delegatów. Zjazd odbył się w hotelu Wielkiego Wschodu Francji, rue Cadet, w Paryżu. Warto nadmienić, że nawet prezy-dent Rady Najwyższej Obrządku Szkockiego nie zos-tanie dopuszczony do udziału w lucyferycznych obrzędach, o ile nie posiada dyplomu kabalistycznych wtajemniczeń. Co więcej, oddfellow z Kanady, czy członek chińskiego San-ho-hui, a także fakir z In-dii, mają dostęp do wszystkich lóż masonerii, we wszystkich krajach świata, jako członkowie satanistycznych sekt. To mówi samo za siebie.

  28. Piotrx said

    NON SERVIAM cz 4 .
    Romuald Gładkowski

    /Toronto 1987/

    O ŚWIADKACH JEHOWY I SYNACH PRZYMIERZA.

    Zamasonione Stany Zjednoczone Ameryki stały się wylęgarnią najrozmaitszych sekt antykatolickich. W tym cyklu rozważań warto wspomnieć o Międzynaro-dowym Ruchu Badaczy Pisma. Założył go Charles Taze Russell (1852-1916). Niemal każda sekta, która powstała w USA, jest odrostem innej sekty, wcześniej-szej. Chwast rodzi chwast. Poprzednikiem, pośrednio, Międzynarodowego Ruchu Badaczy Pisma jest sekta Seventh Day Adventist Church (Kościół sobotników-adwentystów). Ruch badaczy Pisma jest znany w Pols-ce jako sekta świadków Jehowy. Na podstawie cytatów z Biblii, Russell starał się wykazać, że wszystkie Kościoły chrześcijańskie są siedliskiem zła i korupcji, i nadszedł już czas aby Żydzi poczęli rządzić światem.

    Świadkowie Jehowy twierdzą, że są spadkobiercami starożytnego Izraela, że stanowią „duchowy Izrael” . W 1884 roku, Charles Taze Russell, wraz z pięcioma swoimi „apostołami”, założył Zion Watch Tower Society (Stowarzyszenie strażnicy Syjonu) . Posługiwał się okultystycznymi dogmatami, nawiązu-jąc je do wydarzeń opisanych w Biblii. Kościół rzymski był dla niego Babilonem, a Papież i bisku-pi agentami Antychrysta. Pozostałe Kościoły chrześcijańskie były dla Russella „bękartami Rzymu”.

    Współpracę Kościoła z państwem określał jako nierząd. Zatem utożsamiał się się z międzynarodowym żydostwem, które zawsze oponowało współpracy państwa z Kościołem”.

    Russell urodził się w Pittsburghu, Pennsylwania. Od lat dziecinnych cierpiał na manię prześladowczą. Obawiał się mąk piekielnych, przed którymi nieustannie ostrzegał swoich znajomych. Tak było do mo-mentu, gdy zetknął się z sektą śobotników-adwentystów, której członkowie nie wierzą w piekło i w nadejściu Sądu Ostatecznego (!). Ten pogląd przypadł Russellowi do gustu.
    W 1874 roku, Russell zapuścił brodę i publicznie ogłosił się pastorem nowego zboru. W warunkach ame-rykańskich, gdzie pogaństwo panoszy się na dobre, nowa sekta łatwo znajduje członków. Russell, pracując jako handlarz-domokrążca, miał doskonałe moż-liwości, aby głosić „nowe chrześcijaństwo”. Znajdował uważnych słuchaczy wśród nudzących się gospodyń do-mowych, których mężowie w tym czasie pracowali w fabrykach i w warsztatach rzemieślniczych. Głosząc pogląd o niekaralności grzechu, cudzołożył ze słuchaczkami do tego stopnia, iż wybuchł skandal, a żona Russella wniosła sprawę o rozwód. To nie są plotki. Wszystko można sprawdzić w amerykańskich archiwach. Sąd uznał Russella winnym zdrady małżeńskiej.

    Po rozwodzie, pomimo, iż Russell nie znał ani greki, ani języka hebrajskiego, ogłosił się jedyną osobą kompetentną w kwestiach interpretacji Biblii. Od roku 1879 począł wydawać pisemko „The Watch Tower” (Strażnica). Bezczelności i tupetu mu nie brakowało. Odważył się twierdzić, że lepiej jest pozostawić Biblię nie przeczytaną, aniżeli prze-czytać całą Biblię i pozostawić na boku jego roz-ważania. W międzyczasie, zaczął sprzedawać „cudowną pszenicę.”, która miała dawać pięciokrotny urodzaj. Naiwnych ludzi nie brakuje, szczególnie tam, gdzie rządzą szamani, więc na tej sprzedaży Russell dorobił się niezłej fortuny. Ludziom głosił, że już nastało obiecane przez Boga „tysiącletnie królestwo” na ziemi, i że ani on, ani nikt z jego wiernych nie umrze. Można sobie wyobrazić, jak wielkie rozgoryczenie spotkało russellitów, gdy dowiedzieli się, że Russell zmarł w pociągu, na terenie stanu Teksas. Miało to miejsce 9 listopada 1916 roku. Szeregi wyznawców „nowej wiary” poczęły rzednąć. Jednak, Russell pozostawił po sobie olbrzymią fortunę, z którą trzeba było coś zrobić.

    Na czele ru-chu świadków Jehowy stanął Joseph Rutherford. Nowy przywódca nie nazwał siebie pastorem, ale sędzią. Ogłosił się pacyfistą, za co skazano go na karę więzienia, gdyż w tym czasie Stany Zjednoczone brały udział w pierwszej wojnie światowej i jego agitacja stała się antypaństwową.

    I tak, w 1918 roku, Joseph Rutherford został skazany na dwadzieścia lat więzienia za konspirację i próbę militarnej rewolty w Ameryce; lecz, w wyniku amnestii, już następnego roku wypuszczono go na wolność. Warto tutaj podkreślić, że świadkowie Jehowy nie głoszą pacyfizmu w dosłownym tego słowa znaczeniu. Twierdzą, iż będą walczyć jedynie pod rozkazami Boga (lub kogoś, kto ogłosi się bogiem), a nie ziemskich rządów. Po prostu, ich działalność jest antypańs-twowa. Dążą bowiem do zniszczenia narodów i państw, a w szczególności, do zniszczenia dorobku cywiliza-cji łacińskiej.

    Po wyjściu z więzienia, Rutherford zaczął przepo-wiadać, że biblijny Abraham i król Dawid zstąpią na ziemię w cielesnej postaci. Miało to nastąpić w 1925 roku. Wzywał do przygotowania się na ich przyjęcie. Za zebrane pieniądze kupiono w San Diego pałacyk, a do garażu wstawiono najelegantszy w tym czasie samochód. Oczekując na przybyszów nie-bieskich, Rutherford zamieszkał w „Pałacu Książąt”. Korzystał również z samochodu. Ogłosił się jako bezkompromisowy wróg całego zorganizowanego chrześcijaństwa, z Watykanem na czele. Niemniej jednak, swoją sektę nazwał „organizacją Bożą” i trud-no było mu dorównać w autorytatywności. Sekta obrała nazwę „Świadków Jehowy” po roku 1931. Joseph Rutherford przyjął za podstawę cytat z Księgi Iza-jasza 43,12; „Wy jesteście świadkami moimi – wyrocznia Pana – że Ja jestem Bogiem, owszem, od wieczności Nim jes-tem”. Przedtem nazywali siebie „Najjaśniejsza Zorza Tysiącletniego Królestwa.”. Zresztą, tych nazw było bardzo dużo, jak dla przykładu: russellici, bada-cze Pisma, rutherfordyści, Biblia strażnicy, mi-lenijna jutrzenka itp.

    Podobnie jak Charles T. Russell, jego poprzednik, Joseph Rutherford przepowiadał nieśmiertelność dla tych, „którzy do niego przystaną. Aby zachęcić lu-dzi do wstępowania do jego sekty, rzucił atrakcyj-ne hasło: „Miliony z obecnie żyjących, nigdy nie umrą!”. Niestety, nie było mu sądzone należeć do grona nie-śmiertelnych. Zmarł w 1942 roku. Ogłoszono wówczas, że brat Joseph Franklin Rutherford nie zasnął w śmierci, ale zmienił postać i przebywa z Bogiem. Z „Pałacu Książąt” usiłowano zrobić miejsce święte; coś w rodzaju Mekki mahometan. Mieszkańcy San Diego stanowczo się temu sprzeciwili. Posiadłość ziem-ską musiano sprzedać, a „Pałac Książąt” powoli idzie w zapomnienie.

    Świadkami Jehowy począł zarządzać kolektyw, który działa w formie zakonspirowanej. Sekta przyjęła żydowską ideę uprzywilejowania. Traktują siebie jako państwo w państwie, jako ludzi wybranych. Sami będąc zorganizowani, nie uznają żadnych organizacji świeckich i żadnej władzy. Nie darzą honorami narodowych hymnów i godła państwo-wego. Są antynarodowi i antypaństwowi. Są zarze-wiem ruchu anarchistycznego.

    Nic dziwnego, że w roku 1930, dążąc do zbudowania silnej państwowości, partia nazistowska w Niem-czech określiła świadków Jehowy jako „pionierów ży-dowskiego ogólnoświatowego królestwa i ofiary oszustwa Żyda Karola Marksa”. W Niemczech hitlerowskich dla świad-ków Jehowy nastały ciężkie czasy. Posypały się re-presje.
    Widząc, co się dzieje, sztab międzynarodo-wego ruchu tej sekty, mieszczący się w żydowskiej dzielnicy Brooklyn, Nowy Jork, ogłosił w 1933 roku deklarację o lojalności i przyjaźni wobec Niemiec. Niemniej jednak, gdy na Niemcy hitlerowskie zapadł wyrok zagłady, nowojorski sztab świadków Jehowy, zorientowany na bieżąco w kulisach światowej kons-piracji, już w 1940 roku wydał pamflet pt. „Theocracy” (Teokracja), na którego okładce przedstawiono diabła z Hitlerem i Papieżem Piusem XII. Później się okazało, że był to początek zorganizowanej ak-cji antypapieskiej, o której pisze ks. Józef Warszawski, T.J., w interesującej książce pt. „Akcja antypapieska w Polsce podczas II wojny światowej”, Veritas, Londyn, bez daty.

    Zatem, hipokryzja szamanów ze Strażnicy Syjonu ma już swoje tradycje. Szczególnie widać ją w dobie obecnej, kiedy, pomimo, iż nie ustają ataki na Hierarchię Kościoła, „misjonarze” świadków Jehowy taktycznie są instruowani, że na-leży odnosić się do katolików przyjaźnie, gdyż są to szczerzy ludzie, którzy oddanie praktykują swo-ją religię. Czyli, jest to próba wejścia „w sam śro-dek stada prowadzonego przez głupią dewocję”. Aby je roz-sadzić od wewnątrz, oderwać od pasterzy. Stara tak-tyka ruchów wywrotowych.

    Ponieważ ruch świadków Jehowy jest w Polsce popu-larny i często słyszy się z kraju o wypadkach przejścia na „kocią wiarę” , warte zatrzymać się przy nim nieco dłużej. Jako ruch antychrześcijański z założenia, świadko-wie Jehowy nie uznają boskości Chrystusa. Ten po-mysł Russell zaczerpnął od Ariusa (zm. w 336 r.), który usiłował zniszczyć ruch chrześcijański. Ariusa potępiono na soborach w Nicei (325 r.) i w Konstantynopolu (381 r.). Jednak, fantazja Russella poszła dalej. Ogłosił, że Chrystus do momen-tu przyjścia na świat był archaniołem Michałem. Według Russella, Pan Bóg miał dwóch synów: Jezusa i Lucyfera. Zaprzeczył też cielesnemu zmartwych-wstaniu Jezusa Chrystusa. Posłużył się starym fał-szerstwem faryzeuszy: „Rozpowiadajcie tak: Jego ucznio-wie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali” (św. Mate-usz 28;13). Ciekawe, czy w Piśmie św. świadków Je-howy jest fragment o niewiernym Tomaszu (św. Jan 20; 24-29)? O ile jest, to jakim prawem można go zignorować? Wątpiącym w prawdziwość Zmartwych-wstania Jezusa Chrystusa dobrą odprawę daje Arnold Lunn w swojej książce pt. „Trzeciego Dnia” [13] .
    Świadkowie Jehowy zaprzeczają istnieniu Trójcy św. w miejsce Ojca, Syna i Ducha Świętego wprowadzili żydowskie słowo „Jehowa”. Przecież Jezus Chrystus wyraźnie powiedział: „Idźcie więc i nauczajcie wszyst-kie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Du-cha świętego” (św. Mateusz 28;19). Komu, więc, wierzyć – Chrystusowi, czy Russellowi?

    Spadkobiercy teoryjek Russella nie wierzą w nieś-miertelność duszy ludzkiej. Twierdzą, że ciało i dusza to jedno i to samo. Według nich, razem z ciałem umiera i dusza. Uważają, że nie ma róż-nicy pomiędzy duszą człowieka i zwierzęciem; z chwilą, gdy ssak przestaje oddychać, traci duszę. Tę teorię Russell przejął od sobotników-adwentystów. Sądzą, iż jedynie sto czterdzieści cztery ty-siące świadków Jehowy zostanie nagrodzonych życiem wiecznym. Dla pozostałych wszystko się kończy z chwilą śmierci. W tym miejscu Russell doszedł do materializmu.
    W konsekwencji, świadkowie Jehowy za-przeczają istnieniu piekła i wiecznemu potępieniu grzeszników. Jest to więc kolejna próba ucieczki przed konsekwencjami Sądu Ostatecznego! Brak logi-ki w ich rozumowaniu jest zdumiewający. Skoro du-sza umiera z ciałem, skoro nie ma piekła, ani kary za grzechy, to kogo(co) i od czego pragną zbawić? Świadkowie Jehowy twierdzą, że Chrystus zstąpił na ziemię w 1874 roku, a wiosną 1878 roku nastąpi-ło Jego zmartwychwstanie duchowe. Skoro wszystko się kończy z chwilą śmierci, to kto mógł „zmartwychwstać”?

    Sprawa drugiego przyjścia Chrystusa stała się po-pularnym tematem wśród sekt amerykańskich. Ich przywódcy, mimo samych niepowodzeń, niezmordowanie przepowiadają datę tego wydarzenia. Russell jednak był nieco przebieglejszy, gdyż pomny niepowodzeń swoich poprzedników, ogłosił, że Chrystus przyszedł na ziemię w formie niewidzialnej. Potwierdzeniem niewidzialnej obecności Chrystusa miał być rok 1914 (!). Według Russella, rok 1914 miał stanowić „początek Końca” i od tej daty począwszy władza Pa-pieża miała raptownie zacząć kurczyć się. Istotnie, wybuch I wojny światowej, w 1914 roku, umocnił wiarę w teoryjki Russella wśród członków sekty. Jednak, nie można oprzeć się wrażeniu, że plany Alberta Pike [14], odnośnie zawładnięcia światem po-przez starannie przygotowane rewolucje i wojny światowe, były dobrze znane dla Ch.T. Russella. Chrystus miał pójść do nieba ponownie w roku 1918, a na ziemi pozostawić „teokrację” – zakonspirowanych przywódców sekty świadków Jehowy. Ma przyjść na ziemię ponownie z duchowym wojskiem, w liczbie stu czterdziestu czterech tysięcy, aby ostatecznie pokonać szatana. Batalia ma się rozegrać w miejscu zwanym Armageddon. Swoją drogą, skoro nie ma piek-ła, to skąd wziął się szatan? Dziwne, nieprawdaż? Zbyt dużo tu dat i zbyt dużo krętactwa. Ich zami-łowanie do dat i cyfr mocno pachnie żydowską kaba-łą. Pełno tu żydowskiej medytacji.,, zmierzającej do budowania raju na ziemi, który trwałby wiecznie. Skoro nie ma piekła, niebo jest niepotrzebne. W konsekwencji, można będzie obejść się bez Boga. Jest to kolejna próba odmówienia posłuszeństwa Panu Bogu.

    Warto się zastanowić, kto i dlaczego przyjmuje ich poglądy?
    Każde przystąpienie do sekty jest wynikiem świado-mej lub nieświadomej próby ucieczki przed konsek-wencjami grzechu, przed konsekwencjami liniowości w czasie. Grzeszna natura ludzka otrzymuje od sek-ty obietnicę drugiej możliwości zbawienia, otrzy-muje drugą szansę w „tysiącletnim królestwie” . Ruch świadków Jehowy jest w stanie cieszyć się lojalnością swoich członków, niezależnie od licznych „proroczych” potknięć, gdyż przytłaczającą większość jego członków stanowią ludzie ciemni, którzy nie są w stanie dostrzec braku sensu, i zupełnego wy-paczenia prawdy historycznej, w tym, czego ich się naucza. Naciąga się ich na obietnicę lepszego ży-cia w przyszłości; podobnie jak robią to ich ku-zyni – komuniści. Mami się ludzi nadzieją, że za życia ujrzą Armageddon. Ponadto, do sekty świadków Jehowy przystępują ludzie prości, którym podoba się szydzenie z Hierarchii Kościoła i księży. Ob-cowanie ze świadkami Jehowy może wyglądać atrak-cyjnie, nawet z pominięciem pomocy materialnej, gdyż pełno u nich plotek, pełno interpretacji przepowiedni związanych z życiem na ziemi;
    mimo iż Chrystus rzekł: „Nie wasza to rzecz znad czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą” (Dz. Ap. 1;7) . Ewan-gelia św. najmniej ich interesuje. Raczej wolą się zagłębiać w pogańskich wywodach króla Salomona. Ich znajomość Pisma św. jest wybiórcza, stąd wszel-kie dyskusje z nimi są niemożliwe. Luki w wiedzy zawsze rodzą fanatyzm, a fanatyzm jest zaraźliwy i wśród ludzi prostych szerzy ciemnotę. Przesiąk-nięci żydowskim materializmem, kierują się pychą. Widzą w sobie piątego, szóstego i siódmego anioła Apokalipsy, który wylewa kielich gniewu Bożego na świat chrześcijański.

    Każda sekta, którą rządzą szamani, jest przesycona strachem. Podobnie rzecz ma się ze świadkami Jeho-wy. Są skolektywizowani na socjalistyczną modłę. U nich panuje totalitaryzm. Życie im schodzi na li-czeniu minut, godzin i dni, w obawie czy będą w stanie wywiązać się z nałożonego na nich „planu.” chodzenia po domach, czy też wystawania na rogach ulic z materiałami propagandowymi. Każdy totalita-ryzm zabija w człowieku radość życia. Podobnie rzecz ma się u świadków Jehowy. W ich szeregi za-krada się martwota, którą usiłuje się oddalić olbrzymimi nakładami finansowymi. Jest to pomoc doraźna, gdyż nie można bez końca inwestować w coś, co nie ma szans na przetrwanie. Prędzej, czy póź-niej, podzielą los socjalizmu.

    Jak wygląda typowy werbunek do sekty świadków Jehowy?
    Ich „misjonarze” zazwyczaj chodzą po domach parami, aby nie przygotowanego dyskutanta móc brać w ogień krzyżowych pytań i podsuwanych myśli, aby nie poz-wolić mu myśleć samodzielnie. Często biorą ze sobą, jako przynętę, ładną dziewczynę, lub schludnie ubrane dzieci. Wówczas jest trudniej odmówić im wejścia do mieszkania, jest trudniej dać ostrą i zdecydowaną odprawę. We wstępnej fazie, im głów-nie chodzi o to, aby przekroczyć próg domu. Dochodzi wówczas do badawczej dyskusji. Następnie, nie zrażając się, iż ktoś z nimi się nie zgadza, usi-łują zostawić przynajmniej jedną książkę. Tak, do przeczytania lub pooglądania jej. Daje to im pre-tekst do ponownych odwiedzin, gdyż przyjdą odebrać pożyczoną książkę. W międzyczasie, znając już mniej więcej upatrzoną ofiarę, jej mocne i słabe punkty, przygotowują się do drugiej wizyty. Czasa-mi następuje podmiana „misjonarza” aby móc mocniej dopasować się do „nawracanego” . W czasie drugich od-wiedzin, usiłuje się wymusić zgodę na cotygodnio-we odwiedziny w celu wspólnego czytania książek j. wspólnych modlitw. Po tym następuje próba zapro-szenia upatrzonej ofiary na zebranie ich sekty, do „sali królestwa”. O ile do tego dojdzie, wówczas na-kłaniają do przyjęcia ich chrztu i do aktywnej pracy propagandowej na rzecz sekty. Po chrzcie, ca-le życie nowoprzyjętego jest w rękach szamanów z Watch Tower . Cyrograf został podpisany. Nastąpi-ła przeprowadzka do buszu.

    * * *
    Na zakończenie niniejszej broszury wypada wspom-nieć o loży B’nai B’rith, co oznacza „Synowie Przymierza”. To przymierze jest przypieczętowane obrzezaniem. Zatem, B’nai B’rith jest masońską orga-nizacją przeznaczoną wyłącznie dla Żydów [15]. Zosta-ła założona w Nowym Jorku, w 1843 roku, przez kil-ku niemieckich Żydów, którym przewodził Henry Jo-nes.
    Z czasem, stała się żydowską międzynarodówką. Działalność polityczną przykryła filantropią i do-broczynnością. Ta mimikra niewiele mogła Żydom po-móc. Ich wilczy pazur zawsze wychodził na wierzch z rewolucyjnego worka. Wszechobecność Żydów w dzia-łalności wywrotowej poczęła budzić u ludzi podej-rzenie i odruchy protestu. Chcąc temu przeciwdzia-łać, postanowiono wprowadzić „Wielki Strach”. Stąd, w 1913 roku, tuż przed bonanzą żydowskich bankierów, czym była I wojna światowa, założono w Chica-go represyjną organizacje ADL (Anti-Defamation League of B’nai B’rith), której celem było zapobiec rosną-cym nastrojom antyżydowskim, a wywołać prożydowską histerią. Postanowiono prowadzić negatywną, repre-syjną propagandę skierowaną przeciwko wszelkiej opozycji, wprowadzając przy tym powszechną cenzurę na środki masowego przekazu. ADL poczęła pełnić ro-le gestapo konspiracji. Z czasem kontrolowała wszystkie organizacje „walczące, o ludzkie prawa” , kon-trolowała sklepy, hotele, radiostacje, agencje re-klamowe i wszystkie środki masowego przekazu.

    Nic dziwnego, że ks. E. Cahill, T.J., w broszurze pt. „Wolnomularstwo”, Londyn, 1947 rok, tak pisze: „…na podstawie wielu dokumentów masońskich stwierdzić można po-nad wszelką wątpliwość, iż przywódcy antychrześcijańskiego ruchu uważają prasę jako jeden z najskuteczniejszych instru-mentów walki, jakim się posługują. Wielka kapitalistyczna prasa północnoamerykańska, angielska i francuska, jest w tej chwili całkowicie uzależniona od światowych powiązań kapi-talistycznych, w których międzynarodowi magnaci finansowi, a w przeważającej mierze żydzi, zajmują najbardziej wpływowe stanowiska. Jeśli chodzi o prasę nie będącą bezpośrednią własnością Żydów, to tam wpływy żydowskie ujawniają się dość często w zarządach tego rodzaju wydawnictw. Wiadomo również powszechnie, iż w istocie kontrola nad całą świecką prasą Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych sprawowana jest przez wielkie finansowe i handlowe interesy żydowskie dzięki opanowaniu działów ogłoszeniowych i reklamowych tych gazet i czasopism. Pomijając już tzw. kapitalistyczną prasę, nawet cała socjalistyczna prasa światowa pozostaje w rękach lub poddawana jest przemożnym wpływom finansjery żydowskiej”.

    ADL zaczęła zbierać informacje o każdym, kto mógł stanowić dla niej zagrożenie, przesyłając je do centralnego archiwum, a stamtąd szły instrukcje do oddziałów terenowych mówiące kiedy i jakich ludzi uziemić. W praktyce okazało się, że ofiary ADL rzadko były antyżydowskie, ale zawsze silnie anty-komunistyczne. Ataki Żydów na narodową durne, na uczucia patriotyczne, na wystąpienia antykomunis-tyczne, potwierdzają wyraźnie, że pracują dla in-ternacjonalizmu, że sprzyjają ogólnoświatowej rewolucji; gdyż internacjonalizm jest filozofią ogólnoświatowego państwa, które da wsparcie żydow-skiemu kapitałowi. Wówczas człowiek będzie musiał pracować tam, gdzie mu się wskaże, i tak, jak mu się nakaże.

    W 1917 roku wielkim mistrzem B’nai B’rith na Rosję był Sliozberg, przewodnik duchowy Aleksandra Kiereńskiego. Kiereński był masonem 32° w Obrządku Szkockim.
    Nazwisko Kiereński przejął po ojczymie, gdyż początkowo nazywał się Aron Kirbiz. Mają Ży-dzi słabość do „polskich” nazwisk. Nic w tym dziw-nego, że Aleksander Kiereński swoją rewolucję roz-począł od wydania nakazu spalenia całego nakładu „Protokołów Mędrców Syjonu”, który czekał na przewóz, w wagonie, na bocznicy kolejowej. Debir, miasto książek, został zdobyty.

    Masoński slogan: „Wszyscy ludzie są braćmi” rozlegał się tak we Francji z roku 1789, jak i w Rosji z roku 1917. Wyrośli na turańszczyźnie Rosjanie
    byli mniej patriotyczni od Francuzów. Naród rosyj-ski nie posiadał głów koronowanych ukształtowanych na rzymskich zasadach, na zdobyczach cywilizacji łacińskiej. Dlatego też, najpierw nihilizm Nieczajewa, a później bolszewizm Lenina, mogły się jedy-nie tam przyjąć. Pomimo wielu starań, łaciński Zachód oparł się nihilistom i bolszewikom. Turańska Rosja nie była w stanie tego uczynić i została pochłonięta. Do głosu doszło żydostwo pochodzenia niemieckiego, które utworzyło czerwoną arystokra-cję. Bolszewizm, ze swoim socjalizmem państwowym, popartym przez interbankierów, poszedł śladami Babeufa. Bolszewicy realizowali plany jakobinów punkt po punkcie. Pięcioramienna gwiazda [16], symbol syjonizmu, była na czapkach bolszewików od począt-ków rewolucji. Zawołanie: „Wszystko o dla państwa!”, stało się równoznaczne z zawołaniem: „Wszystko dla
    Żydów!”.

    Traktat pokojowy z 1918 roku był inspirowany przez lożę B’nai B’rith. Powojenny porządek geopolityczny został zatwierdzony na międzynarodowej konfe-rencji, która odbyła się w Paryżu, w dniach 29-30 czerwca 1917 roku. Liga Narodów była jej dziełem. Jako wstępny krok do utworzenia „Federacji Świata”. Miała być ukoronowaniem rewolucji francuskiej z roku 1789. Powstałe w Europie, po traktacie wersals-kim, demokratyczne państwa oddano w ręce masonów. Polskę również. Francją rządził Wielki Wschód, a Czechosłowacją Edward Benesz (1884-1948). Kontro-lowany przez masonów bolszewizm usiłował przejąć władzę w Niemczech, na Węgrzech i we Włoszech. Ka-tolicką Austrię socjaliści doprowadzili do ruiny.

    Podobnie rzecz miała się z rokowaniami pokojowymi po drugiej wojnie światowej. Konferencja w Jałcie jest również masońskiego pochodzenia. Roosevelt zawarł porozumienie ze Stalinem bez wiedzy narodu amerykańskiego. Pomagał mu w tym czechosłowacki prezydent Benesz, przyszły teść Zbigniewa Brzeziń-skiego. Roosevelt i Benesz byli masonami najwyż-szych stopni. Benesz, fanatyczny agent masoński, był zaślepionym przyjacielem Związku Radzieckiego. Służył ZSRR przez całe polityczne życie i życiem za to przypłacił. Konferencja w Jałcie, z 1945 ro-ku, stała się areną współpracy masonerii, żydostwa i komunistów w celu oddania rządu USA na usługi Stalina. Benesz był dla Roosevelta najważniejszym nauczycielem w sprawach Związku Radzieckiego. Lek-cje rozpoczęły się stosunkowo wcześnie, już w 1939 roku. Stanowiły one przygotowanie dla prezydenta USA przed spotkaniami w Teheranie i Jałcie.

    Roosevelt liczył się ze zdaniem swojego nauczyciela i zasięgał rad w czasie przebiegu drugiej wojny światowej. Co więcej, Roosevelt był agentem między narodowego żydostwa. Wiele wyjaśnia list Roosevelta, z dnia 20 lutego 1943 r. [17] , do Żyda Zabrousky, który był łącznikiem ze Stalinem. Z listu dowiadu-jemy się, że Rada Narodowa Młodego Izraela zaofe-rowała swoje pośrednictwo w negocjacjach Roosevelta ze Stalinem. Są tam podane szczegóły planowane-go porządku w świecie po zakończeniu wojny i jest mowa o zamiarach udzielenia Stalinowi wszelkich pełnomocnictw i poparcia. Roosevelt dziękuje Zab-rousky za tak wspaniały dar, który otrzymał, a był nim zwój Tory. Nic dziwnego, że mając takich opie-kunów, oddziały lotne NKWD mogły działać z tak du-żą pewnością siebie.

    Po zakończeniu drugiej wojny światowej, w krajach europejskich wymiar sprawiedliwości oddano w ręce Żydów. Loża B’nai B’rith tryumfowała. Żydowscy sę-dziowie poczęli wydawać wyroki na narodowych pa-triotów, jako na „faszystów”, wrogów ludu i zaplute karły reakcji. Dla nich każdy, kto posiada plany na budowę lepszego jutra, jest zaplutym karłem reakcji.
    Ferment rewolucyjny żeruje na ludzkim strachu. Ilu Polaków zapisało się do PZPR, w okresie powojen-nego terroru, po prostu ze strachu, szukając w „partii” schro