Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    wanderer o Będziemy mieli dokumenty, jak…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (54 – …
    Głos Prawdy o Wolne tematy (54 – …
    Wanderer o Jeszcze o Gierku…
    revers o Wolne tematy (54 – …
    bryś o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Jeszcze o Gierku…
    revers o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Obywatele w obronie radcy praw…
    Listwa o Obywatele w obronie radcy praw…
    Antychazar o Syjonizm prawnie chroniony?
    Listwa o Traditionis Custodes
    plausi o Obywatele w obronie radcy praw…
    Listwa o Traditionis Custodes
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Kościół a nauka – mitologia a fakty (1)

Posted by Marucha w dniu 2012-07-15 (Niedziela)

Polactfo powszechnie uważa, że Kościół stał na drodze postępu naukowo-technicznego, że Galileusza spalono na stosie, a Giordano Bruno był wybitnym naukowcem.
Polactfo wie, że Św. Inkwizycję powołano do torturowania niewinnych ludzi i palenia czarownic, a Średniowiecze to okres ciemnoty i fanatyzmu.
Polactfo samo tego nie wymyśliło. Polactfo powtarza to, co wykładają mu od stuleci starsi i mądrzejsi. Polactfo jest niezdolne ani do własnej refleksji, ani do kojarzenia faktów, a historii oczywiście nie zna, bo to się do niczego nie przydaje – zatem propaganda trafia na podatny grunt.
Polactfa nie należy utożsamiać z wymierającym narodem Polaków.

Pan PiotrX nadesłał nam fragmenty książki ks. Jose Maria Moralesa, przedstawiającej w sposób niemal encyklopedyczny ogromny wkład ludzi Kocioła Katolickiego w rozwój nauki na przestrzeni wieków:

Jose Maria Riaza Morales SJ, Kościół i nauka – konflikt czy współpraca?, przeł. Szymon Jędrusiak, Wydawnictwo WAM, Kraków 2003.

Już z samego spisu treści wynika, na jak wielu polach działał Kościół:
– zachowanie i propagowanie nauki greckiej i rzymskiej (matematyka, astronomia, fizyka, nauki przyrodnicze, anatomia) oraz przyswajanie Zachodowi nauki arabskiej
– szkolnictwo
– narodziny pierwszych uniwersytetów i instytucji naukowych
– reforma kalendarza
– tworzenie obserwatoriów astronomicznych
– rolnictwo
Etc. etc. etc.

Oddajmy teraz głos Jose Moralesowi.
Admin.

„Inwazje barbarzyńców zatrzymały ewolucję kultury Zachodu i pchnęły ją wstecz… Wojenne pożogi położyły kres wszelkiej naukowej twórczości oraz istnieniu wielu struktur społecznych, które zapewniały jej ciągłość”. „Upadek Zachodniego Imperium oznacza także ruinę kultury klasycznej. Ośrodki naukowe upadają, na głucho zamykane są instytucje kulturalne i pedagogiczne; nastaje czas chaosu i barbarzyństwa. Nauka zamiera, albo może lepiej – zostaje porzucona”. W podobnych barwach to, co się stało, odmalowuje Beaujeu: „Nauka starożytna, w chwili gdy zadawano jej i całemu Imperium Zachodniemu ostateczny cios, była głęboko – być może już nieodwracalnie – upośledzona. I jeśli materialne i moralne warunki stworzone przez pierwszych Lagidów dały silny impuls do rozwoju nauki hellenistycznej, tak zniszczenia dokonane przez germańskich najeźdźców i ich późniejsze panowanie unicestwiły moralne i materialne możliwości rozwijania nauki czy prowadzenia jakichkolwiek badań”.

Zbawienny trud mnichów

Znaczenie Kościoła po rozpadzie Imperium, trafnie oddają słowa Ducasse’ego: „W ciągu kilku stuleci ucywilizowane niegdyś przez Rzym ludy znalazły się na poziomie kulturowo-społecznym znacznie niższym niż w starożytności, nawet tej przedhelleńskiej… Klęska była tak wielka, cierpienia tak długotrwałe i dotkliwe, że zmusiło to ludzi do ponownego rozbudzenia myśli technicznej i wyniesienia jej z ówczesnego nędznego stanu na wyższy poziom. Tak w skrócie można by określić gigantyczne dzieło średniowiecza.

Podejmowali je czasami przywódcy polityczni, jednak najczęściej siłą sprawczą był Kościół. Przemienna uprawa pól, udoskonalana technika karczunku, lepsza orka – gdziekolwiek by spojrzeć, wszędzie impuls wychodził od Kościoła, a zwłaszcza od zakonów monastycznych… System uprawy roli i prawidła gospodarki rolnej trzeba było budować niemal od początku”.

„Nie ma się więc co dziwić legendarnej popularności owych pionierskich mnichów, osiadłych w lasach i na pustkowiach… Od VI do X wieku jeszcze na niewielką skalę, potem, zwłaszcza od IX do XIII wieku, rolnicza kolonizacja i przygotowywanie nowych ziem pod uprawę prowadzone były przez zakony metodycznie”. Z drugiej strony nastąpił wtedy „rozwój rzemiosł, które Kościół wspierał reorganizując swoje warsztaty i szkoląc rzemieślników różnych specjalności”.

A oto, co napisał Hull: „panowała tak duża niepewność jutra (w okresie 500-1000 r. n.e.), że postęp intelektualny był praktycznie niemożliwy. Stąd dług, jaki ma Europa wobec Kościoła jest trudny do przeszacowania. Wpływ Kościoła w tych mrocznych wiekach, cywilizacyjny i unifikujący, miał ogromne znaczenie dla kształtowania się Europy”.

W okresie od V do VIII wieku „wszelka działalność kulturowa odbywa się pod osłoną murów benedyktyńskich klasztorów i bardzo powoli przenika do szkół katedralnych, klasztornych i pałacowych. Kościół stał się depozytariuszem i protektorem kultury starożytnej w owym czasie kulturowego zaćmienia”. „Wszyscy historycy oddają sprawiedliwość wielkiemu dziełu zakonników, którzy pozwolili Europie przetrwać nieuchronne wstrząsy towarzyszące jej narodzinom… Do życia kulturalnego należało także czuwanie nad ogniem wiedzy i nauki, w epoce, gdy intelektualne zajęcia straciły dla większości sens”. Mnisi przyjęli rolę orędowników starożytnej wiedzy.

Rzymianin Magnus Aurelius Cassiodorus (ok. 490-583) w sędziwym wieku wycofuje się z życia świeckiego i w Sauillace na południu Włoch zakłada klasztor w Vivarium, którym kieruje i gdzie dokonuje żywota. Zakonnicy wspólnoty spędzają czas na przepisywaniu prac dawnych mistrzów, które Kasjodor cierpliwie wyszukuje. Jest to bodaj pierwsza tego typu wspólnota. To, co zapoczątkował Kasjodor, będzie kontynuowane w następnych wiekach w klasztorach średniowiecznych, zwłaszcza benedyktyńskich.

Tradycja monastyczna zrodziła się w Egipcie. Przyjęła się najpierw na wybrzeżach Prowansji wraz z założeniem klasztorów w Lerins i Saint-Victor de Marseille (w latach 410 i 418), potem w Irlandii za sprawą św. Patryka i jego uczniów (około 452). Mnisi irlandzcy trafiają do wszystkich krajów celtyckich, Szkocji, północnej Anglii i Armoryki.

U schyłku VI wieku Szkoci przeniknęli do królestwa frankońskiego i do plemion germańskich, zakładając klasztory w Luxeuil (610) i St. Gallen (612) we Francji oraz Bobbio w Italii. Potężnym impulsem dla monastycyzmu stało się ogłoszenie około 525 r. przez św. Benedykta słynnej reguły. Klasztor w Monte Cassino przekształcił się w opactwo-matkę benedyktynów, których klasztory, pełniące także rolę ośrodków kultury, pojawiają się na znacznym obszarze Europy.

Mianem skryptorium określano pomieszczenie istniejące przy każdym dużym klasztorze, gdzie mnisi – skryptorzy kopiowali manuskrypty, w całkowitej ciszy oddając się swej żmudnej pracy. Posługiwali się minuskułą karolińską, pismem lombardzkim albo wizygockim. Bardzo często klasztory wymieniały między sobą kodeksy, by uzupełnić własne zbiory biblioteczne; ocaliło to przed zgubą wiele starożytnych pism. Beaujeu stwierdza: „Bez Kasjodora i jego mnichów, i wszystkich, którzy przez te wszystkie wieki niezmordowanie kopiowali rękopisy, cały dorobek literacki i naukowy minionych epok zostałby zaprzepaszczony w tej strasznej dziejowej katastrofie… i zapewne nigdy ludzkość nie dojrzałaby do Odrodzenia”.

„Okres pomiędzy V a X wiekiem możemy nazwać epoką medycyny klasztornej. Mnisi z zapałem poświęcają się zachowaniu wiedzy klasycznej ocalałej po barbarzyńskiej nawale… Spuścizna kulturowa zawarta w ich bibliotekach, wzbogacanych powoli acz systematycznie dzięki pracy kopistów, przekształciła klasztory w ośrodki intelektualne i naukowe o pierwszorzędnym znaczeniu”24.

„W wieku VI benedyktyni rozpoczęli studiowanie niektórych dzieł Hipokratesa i Galena i stopniowo upowszechniali te pisma na Zachodzie”. „To właśnie klasztorom benedyktyńskim przypisać należy wielką zasługę powołania do życia w owych trudnych czasach pierwszych szpitali. Mnisi zakładali i otaczali troskliwą opieką małe ogrody botaniczne; prowadzili też skromne biblioteki medyczne, w których znaleźć można było prace Pliniusza, Celiusa Aurelianusa, Celsusa, streszczenia i wypisy z Corpus hipocraticum, z dzieł Galena i Dioskuridesa, a nawet pewnych śladów Pawła z Eginy i Aleksandra z Tralles”.

Rdzeń naukowej literatury medycznej miał rodowód „kościelny, jak widać na przykładzie Commentarium Medicinale Benedykta Crispo, arcybiskupa Mediolanu (681)… czy późniejszego traktatu medycznego o chorobach i środkach zaradczych pióra opata Monte Cassino, Bertaria (857-884), w IX wieku”
.
Od Kasjodora do Hrabana Maura

Choć wieki średnie ogarnął naukowy i kulturowy mrok, na jego tle niczym gwiazdy jaśniało kilka wielkich indywidualności. „Mimo wszystko, pewna część ludzi światłych zaczyna odczuwać ciężar odpowiedzialności, jaki spoczął na ich barkach, a mianowicie: „ocalić i przekazać następnym pokoleniom spuściznę starożytności”. Ci ludzie, jak podkreśla Carreras Artau, to duchowni. „Nauka przestaje mieć znaczenie; jedynie kilka wybitnych postaci wywodzących się z Kościoła, świadomych, iż wiedza gromadzona wysiłkiem tylu pokoleń może bezpowrotnie zginąć, pospieszyło pisać encyklopedie. Usiłowali w nich zebrać dla potomnych przynajmniej jakąś część starożytnej wiedzy”.

Wymienia się przy tej okazji zazwyczaj kilka nazwisk: Włocha Kasjodora, Hiszpana św. Izydora (560-636), Anglików: św. Bede (ok. 673-735) i Alkuina (735-804) oraz Niemca Hrabana Maura (ok. 780-856).

Kasjodor, oprócz poświęcenia się dziełu przepisywania manuskryptów, sam pisze. Jego twórczość podporządkowana jest celom dydaktycznym. Najważniejsze jego dzieło, pisane z myślą o podległych mu mnichach, nosi tytuł Institutiones. Jest to rodzaj encyklopedii w dwóch tomach, swoisty bibliograficzny przewodnik po świecie nauki. Autor utrwala w nim między innymi podział sztuk wyzwolonych na trivium (gramatyka, retoryka, dialektyka) i quadrivium (arytmetyka, geometria, astronomia i muzyka).

Ale Institutiones to tylko przedsmak tego, co znajdziemy w twórczości św. Izydora, biskupa Sewilli. Dziełem, które przysporzyło mu największej sławy, w którym wykłada w sposób kompendialny całą dostępną mu wiedzę, jest encyklopedia Etymologiarum libri XX seu Origines {Dwadzieścia ksiąg pochodzeń, czyli etymologii). Pierwsze księgi poświęca Izydor siedmiu sztukom wyzwolonym (trivium i quadrivium). Ograniczmy się tylko do zagadnień naukowych. I tak w księdze III otrzymujemy wykład z arytmetyki, geometrii, astronomii i muzyki (elementy quadrivium); część IV zajmuje się medycyną; księga XI to wykład z anatomii człowieka; w księdze XII Izydor przechodzi do świata zwierząt, w XIII zaś wiele rozdziałów poświęca zjawiskom atmosferycznym. Księga XVI zawiera wiadomości o szlachetnych kamieniach, metalach, minerałach, księga XVII w całości dotyczy rolnictwa.
Św. Izydor pozostawił także po sobie dwa ważne dla nas, bo tyczące nauki, traktaty. Pierwszy De natura rerum {O istocie rzeczy) dotyczy astronomii, kosmografii i meteorologii, drugi – De ordine creaturarum (O porządku stworzeń) – można by uznać za uzupełnienie poprzedniego. Z kolei w trzecim rozdziale innego jeszcze dzieła De officiis (O urzędach) porusza temat górnictwa.

Wpływ Izydora z Sewilli sięgał daleko poza granice Półwyspu Pirenejskiego. Jego pisma szybko przedostały się najpierw do Francji, Italii i Irlandii, a potem rozprzestrzeniły się na całą chrześcijańską Europę. W tamtych czasach Etymologie stanowiły obowiązkową pozycję każdej poważnej biblioteki klasztornej. Szacuje się, że w średniowieczu krążyło około 10 000 kopii tego niezwykłego dzieła.

Omawiając dorobek wybitnego uczonego Kościoła Hiszpanii wizygockiej, Beaujouan stwierdza: „podobnego dzieła, «ocalenia dla potomnych», podejmuje się w Anglii Beda Venerabilis (Czcigodny)”. Ten kapłan i zakonnik benedyktyński nazywany był „angielskim Izydorem”. Znał zresztą doskonale dorobek słynnego Hiszpana, podobnie jak on wczytywał się w dzieła starożytnych autorów i przetwarzał swą rozległą, encyklopedyczną wiedzę na liczne pisma i traktaty dotykające najróżniejszych dziedzin poznania. Podobnie jak Izydor, stał się Beda przez swą twórczość jednym z wielkich mentorów średniowiecza.

W obszarze naszego zainteresowania znajduje się jego De natura rerum, kompendium wiedzy z kosmologii, oraz De temporum ratione – traktat z chronologii. W sposób istotny wpłynął na rozwój nauk przyrodniczych. „Zajmował się astronomią proponując reformę kalendarza podobną do gregoriańskiej; wprowadził też zwyczaj datowania wydarzeń w odniesieniu do narodzin Jezusa, czyli ery chrześcijańskiej”. Beda Venerabilis wykazuje takie zamiłowanie do nauk czystych, że można by go uznać za specjalistę od rachunków i arytmetyki. Osobiście obserwował zależność pływów morza od ruchów Księżyca, wiatry, przesilenia czy nierówności dnia i nocy; zaobserwował nawet ich zmianę w zależności od szerokości geograficznej”

Wedle Beaujeu, Posydoniusz, filozof i uczony grecki, dokonał w traktacie O oceanie najpełniejszej w starożytności analizy zjawiska pływów zaobserwowanego przez niego w Kadyksie. Od tamtego czasu „w teorii przypływów i odpływów nie zanotowano postępów aż do XVI wieku.

Niemniej pewien uczony wieków średnich dokonał korekty analizy Posydoniusza: Beda Czcigodny, który w VII wieku osobiście dokonywał obserwacji u wybrzeży Anglii”. Spadkobiercą naukowej tradycji Bedy był angielski diakon Alkuin z Yorku; wykształcony w szkole w Yorku upowszechnia we Francji kulturę i naukę Anglosasów. W Akwizgranie zakłada słynną Szkołę Pałacową i staje się obok Karola Wielkiego głównym promotorem kulturowego odrodzenia epoki Karolingów. Później jako opat kieruje klasztorem Św. Marcina w Tours. Wzbogaca bibliotekę o kopie manuskryptów przenoszonych z bogatej biblioteki w Yorku, przykłada wagę do ulepszenia metody ich kopiowania i czyni z podległego mu skryptorium jedno z najbardziej sławnych. Wprowadza bardzo ambitny program nauczania do wszystkich wielkich szkół klasztornych w królestwie Franków. Ten uczony o niesłychanej erudycji był niezwykle płodny jako pisarz, w jego twórczości bowiem znajdują się między innymi traktaty z matematyki i muzyki. Zdarza się także, iż wprost przepisuje z Kasjodora, Izydora z Sewilli, Bedy…

Z kręgu uczniów Alkuina wywodzą się najznamienitsze postacie nauki i kultury, filary renesansu karolińskiego. Jednym z nich jest Hraban Maur, niemiecki benedyktyn, opat klasztoru w Fuldzie i arcybiskup Moguncji. Za swą niezwykle obszerną twórczość pisarską i pracę dydaktyczną w szkole klasztornej uhonorowany został tytułem primus praeceptor Germaniae (pierwszy nauczyciel Niemiec). Wzorując się na izydoriańskich Etymologiach, pisze jedno ze swych najważniejszych dzieł – De universo, encyklopedię w 22 księgach; inne jego dzieło, De computo, traktuje o kalendarzu. Hraban Maur jest ostatnim z wielkich uczonych VI-IX w., którzy gromadzili rozproszone i stopniowo zapominane elementy tradycji starożytnej po rozpadzie instytucji i struktur Imperium Rzymskiego.

(….)

LUDZIE KOŚCIOŁA WPROWADZAJĄ NAUKĘ DO AULI UNIWERSYTECKICH

Niezwykle ważną rolę w rozkwicie powstałych uniwersytetów odgrywają nowe zakony religijne, które pojawiają się na początku XIII wieku. Zakony medytacyjne dominikanów i franciszkanów stanowią od połowy stulecia istotny czynnik rozwoju nauki zarówno na uniwersytecie w Paryżu, jak i w Oksfordzie.

W murach prestiżowej uczelni paryskiej „zadomawiają się” najpierw dominikanie –w 1217r.,a w dwa lata później franciszkanie, w latach 1229-31 przedstawiciele tych zakonów stają się już trwałym elementem kadry nauczającej. W Oksfordzie grupa franciszkanów osiada na stałe w 1225 r. „Uniwersytet oksfordzki. który walczył o palmę pierwszeństwa z uczelnią paryską, uchodził w 2. połowie XIII wieku za drugi pod względem kategorii pośród wszystkich istniejących podówczas ośrodków uniwersyteckich. Zakony medytacyjne swymi wpływami nadały tej uczelni europejską rangę… W Paryżu prym dzierżyli dominikanie, w Okslordzie – franciszkanie”.

Franciszkanie w Oksfordzie

Oksfordzkich franciszkanów cechuje zamiłowanie do nauk matematycznych i empirycznych. Widzimy ich tym samym w roli spadkobierców kierunku, który w poprzednim stuleciu przydał takiego splendoru szkole w Chartres. „Oksford zasłużył na miano pioniera nowożytnej nauki eksperymentalnej”.

Za twórcę tzw. szkoły oksfordzkiej uważany jest Anglik Robert Grosseteste (ok. 1175-1253), kanclerz Oksfordu około 1221 r. i później, od 1235 r. do śmierci biskup diecezji Lincoln, do której należało miasto. Uchodził za znawcę greki, sam zresztą parał się i tumaczeniami. Szczególnym uznaniem darzył pracę translatorską franciszkanina Adama Marscha; to dzięki niemu w kulturze zachodniej poczęło krążyć wiele pism naukowych i filozoficznych tłumaczonych na łacinę z greki i arabskiego. Ten matematyk, astronom i fizyk dużą wagę przykłada do uprawiania nauk z ąuadrivium, wykazuje przydatność metod matematycznych do badania zjawisk przyrodniczych i dąży, nie szczędząc wysiłku, do osadzenia filozofii na gruncie wiedzy naukowej.

Jego prace i pisma dotyczą najróżniejszych zagadnień z dziedziny m.in. astronomii, meteorologii, kosmogonii, optyki, fizyki, np.: O liniach, kątach i figurach, O świetle i powstawaniu form, O refrakcji i refleksji promieni, O tęczy, O kolorach, O powstawaniu dźwięków, O cieple słonecznym, O kometach, O ruchu ciał i światła, O granicach ruchu i czasu, itd.

Całą spuściznę po Grosseteste przejął jego słynny i oddany mu uczeń, angielski franciszkanin Roger Bacon (ok. 1214-1292). Ten wszechstronny umysł „opracował teorię szkieł wypukłych, napisał instrukcję budowy luster parabolicznych, poznał zasadę camera obscura, badał mechanizm wzroku….”. „Przypuszczalnie jako jeden z pierwszych ludzi na Zachodzie poznał proch strzelniczy; nie wiemy, czy wynalazł okulary, z pewnością jednak, badając układy soczewek i luster, przyczynił się do wynalezienia mikroskopu i teleskopu”. „Udowodnił, że tęcza nie może powstać, gdy Słońce znajduje się wyżej niż 42 stopnie nad horyzontem”. „Przewiduje możliwość wytworzenia maszyn latających, łodzi bez wioseł, wozów samojezdnych, urządzeń do schodzenia na dno morza, mostów wiszących oraz aparatów do czytania na dużą odległość””. Zapowiada wynalazki, które dużo później urzeczywistnią się w postaci maszyn parowych, samochodów, samolotów, łodzi podwodnych itd.

„Matematyka była dla Bacona kluczem i początkiem wszystkich nauk”. Mocno podkreśla, iż rozwój astronomii wymaga silnego wsparcia ze strony matematyki. Ta, zastosowana do obserwacji, jest jedyną drogą do poznania natury. Wzywa do rozwijania nauki na fundamencie eksperymentu, sam z zapałem oddaje się nauce doświadczalnej. W jego mniemaniu połączenie metody matematycznej z eksperymentalną otwiera uczonemu drogę do zdobycia wszelkiej wiedzy. Doceniono jego niezwykłą intuicję w dostrzeżeniu roli, jaką dedukcja w połączeniu z indukcją odgrywa w rozwoju nauki.

Copleston, stawiając obok siebie Rogera Bacona i późniejszego o kilka wieków, choć równie sławnego, Anglika Francisa Bacona, tak pisze: „Jak zauważył profesor Adamson, «można zaryzykować twierdzenie, że kiedy mówimy o reformie nauki Bacona, winniśmy przywołać na myśl raczej zapomnianego mnicha z XIII niż błyskotliwego i sławnego kanclerza z XVII wieku». Bridges zauważa, iż o ile Francis Bacon był nieporównywalnie lepszym pisarzem, Roger Bacon cieszył się znacznie większą estymą i wykazywał dużo głębsze zrozumienie dla owego zespolenia naukowej dedukcji i indukcji, które cechuje prawdziwego uczonego”.

Angielski franciszkanin John Peckham (ok. 1220-1292) przebywał w Paryżu i Oxfordzie, a potem piastował godność arcybiskupa Canterbury. Napisał między innymi wysoko cenioną pracę z optyki Perspectiva communis. Jego dzieła „wydawano jeszcze w XVI wieku, kiedy szeroko znane już były prace Keplera i Galileusza”. Inny angielski franciszkanin, uczeń Roberta Grosseteste współczesny Peckhamowi, Bartłomiej Anglik, pisze dziewiętnastotomową encyklopedię zatytułowaną Posiadacz wszystkich rzeczy, w której porusza zagadnienia z wielu nauk przyrodniczych. Przełożona z łaciny na języki włoski, francuski, hiszpański szybko zdobyła sobie w średniowieczu wielkie uznanie
i popularność.

Wśród wymienianych tu franciszkanów nie może zabraknąć Francuza Pierre’a Olieu (Olivi ok. 1248-1298), choć nie należał on do grupy oksfordzkiej. „Zasługą Oliviego jest duży wkład w rozwój dynamiki, a zwłaszcza jednej z jej podstawowych zasad: bezwładności”. Ogłasza teorię, w myśl której motor wprawia pocisk w ruch przekazując mu impuls; pod wpływem owego impulsu, nawet po jego ustaniu, ciało porusza się dalej, póki nie zatrzyma się na skutek siły oporu powietrza lub innej siły. XIV-wieczni fizycy łacińskim określeniem impetus nazywać będą ów impuls czy energię, która sprawia, iż rzucony kamień po opuszczeniu ręki leci dalej, aż zatrzyma go opór powietrza
i siła grawitacji.

Z pewnością do oksfordzkiej grupy franciszkanów zaliczyć należy Anglika Wilhelma Ockhama (ok. 1300-1349), który „stawiał na doświadczenie i rozumowanie; określił też zasadę akcji i reakcji”. Jego empirystyczne nastawienie oraz śmiałe koncepcje filozoficzne przyczyniły się do ożywienia badań naukowych. Często w swych rozważaniach stosował zasadę ekonomiki myślenia, znaną później jako „brzytwa Ockhama”, która głosi, że „bytów nie należy mnożyć bez potrzeby”.

Warto przypomnieć, że to słynne średniowieczne hasło bliskie jest „zasadzie prostoty” stosowanej we współczesnych teoriach naukowych.

W tym samym roku co Ockham umiera angielski duchowny Tomasz Bradwardine (ok. 1290-1349), wprawdzie nie franciszkanin, ale wykładowca w Oksfordzie. Ten arcybiskup Canterbury to typowy przedstawiciel matematycznej tradycji oksfordzkiej uczelni. „Napisał między innymi traktat o continuum, Tractatus de continuo, gdzie odnaleźć możemy ustępy jakby wyjęte z najnowszej teorii o zbiorach”. „Dochodzi do wniosków, które wywarły wpływ na późniejszy rozwój rachunku nieskończenie małych liczb”. Rozróżnia dwa rodzaje nieskończoności – potencjalną i nieosiągalną. Matematykę wzbogacił ponadto dwoma dziełami: Arytmetyka teoretyczna {Arithmetica speculativa) i Geometria teoretyczna {Geometria speculativa), w których położył fundamenty pod teorię wielokątów gwiaździstych. W Traktacie o proporcjach bada matematyczne zależności pomiędzy prędkością, siłą poruszającą i oporem.

Do tego szacownego grona dodać jeszcze wypada hiszpańskiego franciszkanina, urodzonego w Palma de Mallorca, Rajmunda Llulla (Raimundo Lulio, ok. 1232-1316), męczennika i błogosławionego. Ten prawdziwie uniwersalny umysł posiada rozległą wiedzę w wielu dziedzinach, a na jego zróżnicowany dorobek składa się co najmniej 250 tytułów. Nie brak wśród nich dzieł poświęconych astronomii, geometrii, nawigacji, logice, itd. Pisze po łacinie, katalońsku i arabsku; na podkreślenie zasługuje zwłaszcza jego wkład w kształtowanie się naukowego języka katalońskiego. Przede wszystkim jednak jest autorem genialnej Ars magna albo Ars generalis, uniwersalnego, opartego na matematyce opracowania systemu logicznego dla wszelkich nauk. Jego Ars polega na mechanicznym ogarnięciu za pomocą symboli liczbowych, tabel i odsyłaczy wszystkich prawd i koncepcji naukowych. Konstruuje tablicę, której użycie wedle ściśle określonych reguł, przynosi logiczno-matematyczne rozwiązanie każdego rozważanego problemu. Ars magna jest przykładem „pierwszej próby wyrażenia myśli ludzkiej more geometrico, stając się tym samym zapowiedzią Ars combinatoria Leibniza oraz współczesnej logiki symbolicznej czy matematycznej”.

Dominikanie w Paryżu

Pozostawimy teraz franciszkanów, by zająć się dominikanami. W tym celu musimy opuścić Oksford i przenieść się na początek do Paryża. Jako pierwszemu przyjrzyjmy się Francuzowi Vicenle de Beauvais (ok. 1190-1264). Ten dominikanin o wielkiej erudycji streszcza w swym monumentalnym dziele – encyklopedii Speculum maius – całą ówczesną wiedzę; wiele miejsca poświęca zagadnieniom z fizyki i nauk przyrodniczych, ze szczególnym uwypukleniem alchemii. Z kolei o Belgu, profesorze paryskiej uczelni, pisze Beaujouan: „Dominikanin Tomasz z Cantimpre (ok. 1201-1270) zasługuje… na honorowe miejsce w historii zoologii”. W swej 20-tomowej encyklopedii De natura rerum gromadzi najróżniejsze dane o zwierzętach, roślinach, kamieniach i metalach.

Św. Albert Wielki (ok. 1193-1280), niemiecki dominikanin, biskup Ratyzbony, wykładowca uczelni w Paryżu i Kolonii, któremu słusznie jego współcześni nadali znaczący tytuł doktora powszechnego {doctor universalis), ogarniał swym naukowym spojrzeniem cały wszechświat, od kamieni po gwiazdy. Jego sława erudyty jest w pełni zasłużona. Pozostawił dla potomności prace nie tylko z teologii i filozofii, ale również z matematyki, astronomii, meteorologii, fizyki, chemii, mineralogii, geologii, rolnictwa, zoologii, botaniki, medycyny… Wydanie jego dzieł przedsięwzięcie A. Borgneta – obejmuje 38 opasłych tomów w formacie in auarto. M. de Wulf powiedział o nim, że rozbudzał w swej epoce pragnienie, by wiedzieć wszystko. „Jako człowiek nauki jest jednym z prekursorów nauki doświadczalnej… Albert, podobnie jak Roger Bacon, głośno i często mówi o konieczności obserwacji, doświadczenia i dochodzenia do prawdy na drodze rozumowania, ucząc tym samym swych współczesnych kierować wzrok w stronę natury”. „Największy uczony swej epoki”, jak pisze o nim Singer, „zalicza się do wąskiego grona ludzi średniowiecza, którzy poświęcili się osobistej obserwacji przyrody”. Polegał na eksperymencie i obserwacji niemal bezgranicznie, dając impuls do bezpośredniej eksploracji przyrody we wszelkich jej przejawach. Głosił, że im więcej przeprowadzi się doświadczeń, tym przydatniejsze stają się do analizy badanych zjawisk i tym łatwiej wyeliminować przypadkowość i błędy. „Przyzwyczajony do podróżowania, odbywania długich spacerów wśród pól, podglądania pracy alchemików, rybaków, górników, umiał łączyć nieprzebraną wiedzę z upodobaniem do konkretów i – przede wszystkim – ze zdrowym rozsądkiem”. „Mimo uniwersalności swych zainteresowań, Albert Wielki jawi się nam jako największy przyrodnik epoki średniowiecza”.

W swych pracach – O roślinach czy O zwierzętach – obok wiedzy zaczerpniętej od innych autorów zamieszcza wyniki własnych badań. „Skalą i jakością obserwacji przyrody zasłużył sobie na miano najlepszego botanika i zoologa epoki średniowiecza. Jeden z kastylijskich infantów, brat Alfonsa Mądrego, udał się nawet do Paryża, by bezpośrednio od Alberta czerpać wiedzę w tych dziedzinach… Trzeba podkreślić, że dzięki potężnemu impulsowi idącemu od św. Alberta nauka w chrześcijańskich państwach Zachodu ruszyła z miejsca”.
„Carlos Jessen nazywa go «błyskotliwym chorążym nauk przyrodniczych na Zachodzie»…, który jako pierwszy w artystyczny sposób opisał przyrodę Niemiec…, jako pierwszy, i jedyny, wyjaśnił historię naturalną we wszystkich jej aspektach”. H.J. Stadler twierdzi: „Gdyby nauki przyrodnicze rozwijały się drogą obraną przez św. Alberta, zaoszczędzono by im gdzieś ze trzy stulecia”.

G. Fraile pisał: „Franz Strunck uważa, iż wiedza św. Alberta na temat niemieckiej flory jest wprost niebywała. Jego traktat De animalibus, wydany przez H.J. Stadlera, stanowi nadzwyczaj kompletny opis europejskiej fauny, pełny osobistych obserwacji”. Jak przypomniał nam Garcia Figar: „Doktor Meyer pisał w 1836 roku: «Przed Albertem nie znajdziemy nikogo, kto mógłby się z nim równać, może poza Teofrastem, którego Albert nie znał. Po nim z kolei nie ma nikogo, kto tak żywo rozumiałby naturę roślin, nikogo, kto z taką uwagą by je badał, aż do czasów Conrado Gessnera i Cesalpiniego”.

Do szkoły św. Alberta Wielkiego należy Dietrich von Freiberg (Theodoricus Teutonicus de Yriberg, ok. 1250-1313), także niemiecki dominikanin, i także wykładowca paryskiej uczelni. „Jako pierwszy we właściwy sposób wyjaśnił nam zjawisko tęczy, tłumacząc rolę kropelek wody zawieszonych w powietrzu”.

Podkreśla duże znaczenie doświadczenia dla nauki. Jest, jak mówi Beaujouan, jednym z największych eksperymentatorów swej epoki. „Prawdziwym arcydziełem z dziedziny nauki doświadczalnej średniowiecza jest bez wątpienia De iride {O tęczy), praca napisana pomiędzy 1300 a 1310 r. przez Dietricha von Freiberga (Theodoricus Teutonicus). Aby wyjaśnić zjawisko tęczy w miejsce kropel, użył szklanych kul, które wypełnił wodą. Tym sposobem wykazał, dlaczego łuk wtórny ma promień zewnętrzny o 11 stopni większy niż łuk główny i odwróconą kolejność barw”. W dziele tym rozwija teorię, która ma wyjaśnić to zjawisko za pomocą eksperymentu, który kilka stuleci później zostanie powtórzony przez Kartezjusza.

O Jordanusie Nemorariusie tak pisał Colerus: „Nie będziemy wchodzić w szczegóły obszernego dorobku tego dominikanina, mimo wielkiego pod każdym względem wpływu, jaki wywarł na swą epokę… W jego dziełach napotykamy definicje, które równie dobrze mogłyby zostać sformułowane w XIX wieku przez Bolzano czy Dedekinda… Definicje w takim stylu u zarania XIII stulecia budzą zdumienie, dowodzą bowiem, iż rachunek całkowy, ze wszystkimi jego trudnościami i sprzecznościami, już torował sobie drogę”. „Mówią, że (Jordanus) wykładał na uniwersytecie w Paryżu”. „Matematyk, dominikanin Jordanus Nemorarius (i jego szkoła) odkrył prawo dźwigni i sposób określania siły ciężkości działającej na ciało na równi pochyłej za pomocą doświadczenia, które później przeprowadzili Stevinus i Galileusz”.

Podobno dominikanin Jordanus Nemorarius „pierwszy użył oznaczeń literowych w miejsce konkretnych liczb. Jego traktat o planisferii jest najstarszym, który omawia, w ogólnej jeszcze formie, własności rzutu stereograficznego”. Napisał wiele prac o astronomii Ptolemeusza, z geometrii (między innymi De triangulis, gdzie rozważa problem podwojenia sześcianu i trysekcji kąta) oraz dzieło Deponderibus, w którym porusza temat sprawności maszyn prostych”. Na zakończenie tej krótkiej informacji biograficznej, warto zapamiętać, iż nie należy raczej łączyć Jordanusa Nemorariusa z Jordanem z Saksonii (1190-1237).

(c.d.n.)

Komentarzy 50 do “Kościół a nauka – mitologia a fakty (1)”

  1. Boryna said

    Morales nie widzi jednak ,że był postęp cywilizacyjny na wschodzie Europy.Polska u niego jest białą plamą. Ten stereoptyp żyje na zachodzie do dziś.

  2. Fran SA said

    Mikolaj Kopernik byl kanonikiem kapituly Warminskiej a Komisja Edukacji Narodowej skladala sie z biskupow i ksiezy.
    To zadna tajemnica i wszystkim bylo wiadome; natomiast nie wiadomo z jakich powodow opowiada sie o ciemnogrodzie.
    Oglupianie narodow marksizmem i chucpa zrobilo sie nie do przyjecia. Doprowadza do jakiejs samozaglady.
    A wspolczesna historia zaczyna sie i konczy na Holokauscie.

  3. lopek said

    Podgryzanie chrześcijaństwa trwa od jego zarania a jednocześnie odcina się chrzescijan od korzeni owego chrześcijaństwa!
    Barbarzyńcy nigdy nie zaprzestali walki z człowiekiem i jego człowieczeństwem.

  4. Piotrx said

    I teraz można sobie porównać jak zakłamany obraz Koscioła serwują choćby takie filmy jak np. „Imię Róży” czy „Nostradamus” – w tym ostanim tytułowy bohater pokazany jest tam niemal jako wielki uczony który musi ukrywać swe prace „naukowe” przed zacofanym otoczeniem…..

  5. Marucha said

    Re 1:
    Widzi Pan, gdy kiedyś umieściłem w gajówce ciekawy artykuł o dawnych bogach Polaków – koniec końców część naszej historii – to niejedna osoba zarzuciła mi walkę z Kościołem i propagowanie pogaństwa.
    Więc skoro sami nie chcemy znać własnej historii – to dlaczego obcy mają ją znać?

  6. SPRZECIW said

    A powie mi kto kto spalił bibliotekę aleksandryjską?

  7. SPRZECIW said

    KTOŚ

  8. Marucha said

    Re 6, 7:
    Skoro SPRZECIW najwyraźniej nie umie korzystać z zasobów Internetu, zacytuję mu bodaj Wikipedię:

    Podczas inwazji Cezara na Egipt (48/47 p.n.e.) od okrętów egipskich zajął się ogniem Pałac Królewski, a następnie ogień przeniósł się na bibliotekę (Brucheion). Prawdopodobnie nie wszystkie zbiory spłonęły, bo Serapeion został nienaruszony, ale na pewno spora ich część. W czasie pożaru spłonęło przypuszczalnie ok. 40 tys. woluminów. Według świadectwa historyka greckiego Plutarcha, wódz rzymski Antoniusz ofiarował królowej Kleopatrze tytułem rekompensaty 200 tys. woluminów z biblioteki w Pergamonie. Niejasne są okoliczności upadku bibliotek aleksandryjskich. Inną wersję zawiera przekaz kilku autorów arabskich z XII-XIV wieku, jakoby bibliotekę spalono w 642 r. na rozkaz kalifa Omara I, który miał powiedzieć: „Albo te księgi zawierają to samo co Koran, więc są niepotrzebne, albo coś innego, więc są szkodliwe”.

  9. Piotrx said

    P.S. Panie Gajowy nie wiem czy odreagowuje Pan inny wątek, ale takie zarzuty o niewiedzę mozna też postawić przedstawicielom praktycznie każdego innego narodu – propaganda antykatolicka działa od wieków i od wieków są upowszechniana różne „czarne legendy” , a ostatnimi czasy ten proces działa z ogromną silą i skutecznością – oświata i media (radio, film, TV, książki) są w ogromnej wiekszości w rękach naszych wrogów

    Termin „Polactwo” mnie osobiście razi i mi nie odpowiada i zle sie kojarzy ,Kiedyś dawno mialo nawet znaczenie pozytywne ale ostatnio uzywane jest przez naszych wrogów dla pohańbienia Polaków.

    W jezyku polskim jest wiele innych slów oddających głupotę czy zaprzaństwo niektórych naszych rodaków .

    ……
    „Polactwo” jest równie, jak ono piękny i wspaniały. Słowo to wywodzi się ze staropolszczyzny (Wacław Potocki miał w jednym z wierszy pisać: „Polactwo wali naprzód!”) i po dziś dzień przetrwało w mowie ludu polskiego Opolskiego Śląska, Krajny, Wielkopolski i Mazur. W w. XIX etymolodzy zanotowali słowo to na Westfalii i Nadrenii, we Francji i Belgii króluje po dziś dzień, co świadczy, iż nie jest nowotworem, jeno przybyło z ojczystych stron. Warstwy wyższe zagubiły gdzieś to słowo wspaniałe, które swoją jednorodnością i jędrnością razić musiało uszy szczególnie tych, którym bardziej imponował wymuskany barokowy kościół, niż drewniany, modrzewiowy kościółek wiejski. „Polactwo” ostało się zatem tam, gdzie walka toczyła się przez wieki o codzienny chleb narodowy: – mowę, obyczaj i modlitwę
    (….)
    Polactwo jest tłumaczeniem niemieckiego „Polentum”. (Pomijając wyżej przytoczone dane o pochodzeniu słowa Polactwo, stwierdzić trzeba, iż „Polentum” oznacza po niemiecku Polszczyznę. Odpowiednikiem Polactwa byłoby słowo „Polenschaft” (tak jak Bruderschaft -bractwo), ale słowo takie w języku niemieckim nie istnieje).

    Germanizator Pastor Skowronek używał słowa „Polactwo” w znaczeniu obelżywym. Tak, ale była to metoda germanizatorów, którzy również ze słowa „Polak” ukuli umyślnie słowo obelżywe, by ludzie wstydzili się nazywać Polakami i nie chcieli należeć do Polactwa. Wyrzeczenie się zatem tych słów byłoby germanizatorom bardzo na rękę.

    http://halat.pl/polactwo.html


    ***
    Morales wspomina też o Polakach i ich osiągnieciach : Kopernik, czy jezuita Michał Boym ,tutaj cytowane są tylko wybiórcze fragmenty z jego pracy. Książka z racji swej ograniczonej obiętości nie jest w stanie podać wszystkiego- wymienia tylko tych najważniejszych i najbardziej znanych.

    O tym co poniżej bylo juz w innym watku ale dla uzupelnienia tematu nauki – jeszcze o dokonaniach polskich przedstawicieli Koscioła katolickiego , względnie uczonych z zagranicy ale działających w Polsce ….

    O. Felicjan Paluszkiewicz SJ
    fragment opracowania “Święty Andrzej Bobola (1591-1657)”

    Środowisko wileńskie

    Najdłuższy okres życia w Towarzystwie Jezusowym, dwadzieścia jeden na czterdzieści sześć lat, spędził Bobola w Wilnie, wówczas najprężniejszym ośrodku życia umysłowego Rzeczypospolitej. Batorowy Uniwersytet, Alma Mater Vilnensis, był w pełni rozkwitu. W czasie pobytu Andrzeja Boboli w Wilnie działali tam sławni jezuici, których drogi krzyżowały się z jego drogami. Niektórzy z nich zyskali sławę europejską.

    Marcin Śmiglecki, najwybitniejszy logik i najlepszy pisarz filozoficzny dawnej Polski, autor monumentalnego dzieła Logica, które w Oxfordzie służyło jako podręcznik uniwersytecki. Śmiglecki napisał również ceniony traktat ekonomiczno-etyczny O lichwie (kilkanaście wydań) oraz wiele rozpraw teologicznych: O Bóstwie przedwiecznym Syna Bożego, Absurda synodu toruńskiego, Dysputacja wileńska, O jednej widomej Głowie Kościoła i in. Był inicjatorem nurtu metafizyki neoscholastycznej, którą przejęli Gottfred Leibniz i Christian Wolff.

    Zygmunt Lauxmin profesor Akademii, w 1645 r. brał udział w “Colloquium charitativum” w Toruniu. Opracował nową i oryginalną, poglądową metodę nauczania retoryki, uwzględniającą naturę dykcji, w podręczniku: Praxis oratoria, który został wysoko oceniony przez znawców zarówno katolickich, jak ewangelickich, nie tylko w Polsce, ale również poza krajem. Wydawano go wielokrotnie w Monachium, Frankfurcie, Kolonii, Würzburgu, Pradze i Wiedniu. Tępił makaronizm, zachęcał do studiowania filozofów, podkreślając, że zasadniczym znamieniem sztuki oratorskiej jest mądrość. Nauczał w bursie muzyków czego owocem była ogłoszona drukiem Ars et praxis musicae. Znał doskonale lud i jego problemy. Chłopi litewscy oblegali jego konfesjonał i nazywali go: “tvas limanas” (wesoły ojciec).

    Adam Adamandy Kochański, najwybitniejszy umysł polski XVII stulecia, uczony o szerokim wachlarzu specjalności: matematyka, fizyka, chemia, mechanika. Przemyśliwał nad budową maszyny liczącej, łodzi podwodnej i samolotu. Zajmował się tworzeniem języka uniwersalnego, statyką, zagadnieniami magnetyzmu Ziemi, ujednoliceniem miar, rektyfikacją okręgu… Z dużym nakładem pracy i pomysłowości opracował tablice matematyczne sinusów i tangensów. Interesował się konstrukcją zegarów i wprowadził w ich mechanizmach szereg istotnych ulepszeń: wahadło zastąpił sprężyną, co umożliwiło konstrukcję zegarka kieszonkowego. Zajmował się też zastosowaniem wahadła do pomiaru długości geograficznej na morzu. Napisał pierwszą pracę teoretyczną o konstrukcji zegarów. Swoje nowatorskie zdobycze publikował w lipskim Acta Eruditorum. Utrzymywał korespondencję naukową z czołowymi intelektualistami epoki, m.in. z G. Leibnizem, Atanazym Kircherem i Janem Heweliuszem.

    Jan Jachnowicz, kaznodzieja litewski, przełożył Ewangelie polskie i litewskie, tak niedzielne, jako i wszystkich świąt, które miały kilkadziesiąt wydań. Napisał kilka książek i broszur oraz z języka litewskiego na polski przetłumaczył Konstantego Szyrwida Punkty do kazań na Wielki Post. Rozwinął działalność misyjną na Żmudzi. Otworzył szpital i wiele czasu poświęcał pracy charytatywnej, do której okazję dawały częste wojny i towarzysząca im zaraza.

    Mateusz Bembus, profesor teologii, wybitny mówca patriotyczny, kaznodzieja królewski po ustąpieniu Piotra Skargi, rozwijał równocześnie działalność pisarską. Wydał podręcznik dla dowódców wojskowych: Bellator christianus. W 1629 r. brał udział w synodzie unickim we Lwowie i w akcji unijnej Kościoła ormiańskiego. Trwałym śladem tej pracy są dwie publikacje: Wzywanie do jedności katolickiej oraz Ormiańskie nabożeństwo.

    Konstanty Szyrwid, profesor-biblista oraz kaznodzieja w języku polskim i litewskim. Opublikował pionierską pracę, słownik łacińsko-polsko-litewski, gramatykę litewską oraz Punkty kazań od Adwentu aż do Postu, litewskim językiem z wytłumaczeniem na polskie, w których poruszał sprawy społeczne. Położył wielkie zasługi dla rozwoju literackiego i teologicznego języka litewskiego.

    Oswald Krüger, profesor matematyki, specjalista inżynierii wojskowej skonstruował nowy celownik artyleryjski. Poza tym opublikował szereg innych rozpraw z zakresu praktycznych zastosowań matematyki, astronomii i optyki W 1655 r. Jan Kazimierz, przewidując wojnę z Moskwą, powołał go na stanowisko inżyniera królewskiego, powierzając odlewanie armat według opracowanej przez Krügera metody pozwalającej na zmniejszenie ich masy przy zachowaniu nośności działa i siły rażenia. Niektórzy historycy stawiają hipotezę, że dzięki armatom Krügera była możliwa wiktoria wiedeńska. Lekkie działo mogło przez górzysty teren przenieść kilku żołnierzy. Natomiast ciężkie działa niemieckie ciągnięte przez woły utkwiły w czasie przeprawy przez Kalemberg. Turcy nie brali pod uwagę ostrzału artyleryjskiego od strony wzgórza. Ów niespodziewany ogień artyleryjski wywołał panikę wojsku Karola Mustafy.

    Wojciech Kojałowicz Wijuk, biblista i patrolog, wśród współczesnych uchodził za najlepszego kaznodzieję Litwy. Wielostronnie uzdolniony, publikował przeważnie popularne dziełka religijne i historyczne. Pozostawił po sobie trzydzieści cztery prace polemiczne.

    Jan Chądzyński, uczył retoryki, teologii moralnej, filozofii i języka hebrajskiego. Autor Discursu kapłana jednego polskiego, stanął w obronie chłopów. Z własnym wstępem wydał Dissertatio de praestantia Łęczyckiego oraz kilka drobnych druków.

    Do innego rzędu wielkości należeli Jerzy Giedroyć, potomek starożytnej rodziny książąt litewskich oraz złotnik, br. Jan Sędkowicz. Pierwszy w czasie praktyki pedagogicznej w Połocku, swoim darem przekonywania pozyskał dla Kościoła wielu prawosławnych. Zostawszy kapłanem, z zapałem pracował jako misjonarz ludowy, nie bacząc na trudy wynikające z tego rodzaju pracy. Od świtu do godzin wieczornych słuchał spowiedzi, bez przerwy nawet na posiłek. Szczególną troską otaczał ubogich, niosąc im pociechę duchową i pomoc materialną. W czasie epidemii, która nawiedziła Wilno, poświęcił się posłudze zakaźnie chorym i zarażony od nich zmarł 12 lipca 1653 r. Współcześni nazywali go świętym.

    Brat Sędkowicz, mistrz w wykonywanym zawodzie, zdobił wiele kościołów Towarzystwa Jezusowego w całej Polsce. W kościele jezuickim w Poznaniu (zabytek klasy zerowej, obecnie fara), pozostało po nim tabernakulum z miedzi zdobione szlachetnymi kamieniami. W Wilnie pracował nad wystrojem kościoła św. Kazimierza.

    W naszych kolejnych spotkaniach poznajemy bliskich Andrzejowi jezuitów, którzy swoimi osiągnięciami mobilizowali do tego, aby nie poprzestawać na przeciętności lecz dążyć do ignacjańskiego MAGIS.

    Sławni rówieśnicy

    Otoczenie, w którym następował ciągły wzrost duchowy Boboli to nie tylko intelektualny klimat Wilna. Akademickie środowisko wileńskie nie było oazą na pustkowiu. Pozostały teren Rzeczypospolitej zamieszkiwali jezuici, z którymi przypuszczalnie Andrzej nigdy nie spotkał się, ale byli znani w Polsce i poza jej granicami. Niewątpliwie wpływali oni wszyscy na intelektualny rozwój pozostałych placówek Towarzystwa Jezusowego.

    Czternaście miesięcy po wstąpieniu Andrzeja Boboli, do jezuickiego nowicjatu, 27 września 1612 r., umarł w Krakowie Piotr Skarga. Mowę nad trumną królewskiego kaznodziei wygłosił dominikanin, Fabian Birkowski. Podsumował w niej osiągnięcia kapłana zatroskanego o dobro ojczyzny. W tym samym roku, i w latach następnych, ukazało się drukiem kilka wydań tego kazania. Nieprawdopodobne, aby magister nowicjatu zaniechał dogodnej okazji ukazania szukającym ideału ludziom rozpoczynającym życie zakonne, wzoru osobowości jezuity, który jest chlubą nie tylko własnego zakonu, ale również Kościoła w Polsce.

    Piotr Skarga, już jako kapłan, w 1568 r. wyjechał do Rzymu, gdzie w rok później wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. W 1579 r. został pierwszym rektorem Akademii Wileńskiej, następnie z polecenia Stefana Batorego organizował kolegia jezuickie w Połocku, Rydze i Dorpacie. Wielki społecznik założył kilka instytucji dobroczynnych: Bractwo Miłosierdzia, Bractwo św. Łazarza, Bank Pobożny i Skrzynkę św. Mikołaja. Od 1588 r. był kaznodzieją nadwornym Zygmunta III. Zwolniony z obowiązków kaznodziei w 1612 r., zamieszkał w Krakowie. Zmarł w opinii świętości. Gorący patriota, wywierał olbrzymi wpływ na życie polityczne i społeczne kraju. Został po nim imponujący dorobek pisarski, m.in: O jedności Kościoła Bożego, Żywoty świętych, Siedem filarów, na których stoi katolicka nauka o Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza, Kazania na niedziele i święta całego roku, Kazania przygodne Kazania sejmowe, Synod Brzeski, Kazania o siedmiu sakramentach Kościoła katolickiego, Wzywanie do pokuty obywatelów Korony Polskiej i W. X. Litewskiego; przełożył na język polski Cezarego Baroniusza Roczne dzieje kościelne, opracował modlitewnik dla wojska Żołnierskie nabożeństwo. Dzięki dziełom pisanym pięknym językiem polskim miał duży wpływ na rozwój polszczyzny XVI w.

    Dalej, kierując się kolejnością wstępowania do Zakonu, należy wymienić Grzegorza Knapa, który wstąpił do jezuitów bez mała pół wieku przed Bobolą, ale efekt jego mrówczej pracy ukazywał się w czasie, gdy Andrzej święcił pierwociny swojego kapłaństwa. Najpierw Knap był nauczycielem w szkołach jezuickich, później zwolniono go z pracy dydaktycznej, aby miał dostatecznie dużo czasu na opracowanie słownika polko-łacińsko-greckiego. Owoc trudu Kapa, Thesaurus polono-latino-graecus (t. 1-3: 1621-32) jest najlepszym dziełem leksykograficznym Polski przedrozbiorowej. Poza słownikiem pisał jeszcze dramaty dla sceny szkolnej.

    Karol Malapert przybył do Polski w 1613 r. z Hiszpanii. Profesor filozofii w Pont-ŕ-Mousson, w Kaliszu wykładał matematykę. Wespół ze swoimi słuchaczami Aleksandrem Sylviusem i Szymonem Peroviusem przeprowadzał obserwacje astronomiczne plam słonecznych za pomocą lunety w Polsce zastosowanej po raz pierwszy. W 1617 opuścił Polskę i został dziekanem filozofii w Douai oraz tamże profesorem matematyki. W 1629 r. wyjechał do Hiszpanii powołany przez Filipa IV na katedrę matematyki w Madrycie.

    Szymon Perovius w czasie studiów filozoficznych w Kaliszu brał czynny udział w badaniach astronomicznych Malaperta. Po jego powrocie do Belgii, objął w Kaliszu obserwatorium astronomiczne i kontynuował badania plam słonecznych, które Malapert w 1633 r. opublikował w Austriaca sidera. Po ukończeniu studiów został profesorem matematyki w Kaliszu. Poza tym wykładał w jezuickich kolegiach w Krakowie, Lwowie i Sandomierzu. Znaczną część życia spędził na pracy duszpasterskiej będąc misjonarzem w Brześciu n. Bugiem, w Perejesławiu.

    Kacper Drużbicki jeden z bardziej wybitnych jezuitów polskich XVII wieku, w pełni urzeczywistnił ignacjański ideał sharmonizowania życia zjednoczonego z Bogiem z intensywną działalnością apostolską. Asceza, jaką uprawiał i propagował, miała charakter wolitywny. Kładł nacisk na wyrobienie wewnętrzne. Jego pobożność, wybitnie chrystocentryczna, bazowała na Eucharystii i kulcie Jezusowego Serca. Doznawał daru modlitwy mistycznej. Przeżycia wewnętrzne miały wpływ na jego postawę zewnętrzną: m.in. brał w obronę chłopa pracującego na roli. Chociaż mówcą był świetnym, nie przyjął zaproponowanej przez Jana Kazimierza funkcji kaznodziei królewskiego. Zostawił w rękopisie dwadzieścia cztery tomy kazań. Niestety, nie wydrukował ich. Strzępy, tego co napisał, później wydali jego uczniowie. Z ocalałych fragmentów widać, że był wybitnie utalentowany. Po śmierci Drużbickiego rozwinął się jego kult, ale niepokoje polityczne uniemożliwiły wszczęcie procesu beatyfikacyjnego. Ponowne zainteresowanie Drużbickim rozbudziło się w okresie przedmilenijnym.

    Adrian Pikarski w latach wykładał filozofię i teologię w Akademii Poznańskiej i kolegium w Kaliszu, następnie został kapelanem obozowym Stefana Czarnieckiego. Brał udział w wojnach szwedzkiej, duńskiej i moskiewskiej. Wspomina o nim w Pamiętnikach Jan Chryzostom Pasek. Od 1661 r. pełnił rolę kaznodziei królewskiego kolejno trzech monarchów: Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Jana Kazimierza i Jana III Sobieskiego. Pozostawił w rękopisie diariusz wyprawy przeciw księciu siedmiogrodzkiemu, Jerzemu II Rakoczemu.

    Bartłomiej Nataniel Wąsowski uczył w Toruniu, Bydgoszczy i Gdańsku. W latach 1550-56 jeździł po Europie Zachodniej, a doświadczenia z podróży spisał w obszernym diariuszu zatytułowanym Europea Peregrinatio. W 1673 r., założył w Jarosławiu studium matematyczne i zabiegał o otwarcie szkoły rycerskiej; w 1678 r. postarał się u Jana III Sobieskiego o nadanie kolegium w Poznaniu godności akademii. Był też wybitnym architektem. Opublikował Callitectonicum seu de pulchro architecturae. Teolog praktyk, autor książki teologicznej Apparatus sacerdotum oraz ascetycznej Podniety nabożeństwa zakonnego.

    Wojciech Tylkowski uczył retoryki, matematyki i teologii we Wrocławiu, Nysie, Braniewie i Warszawie. W latach 1669-73 pełnił w Rzymie obowiązki penitencjarza dla Polaków. Po powrocie wykładał matematykę w Akademii Wileńskiej, a od 1684 r. teologię w kolegium warszawskim. Władał biegle językami: łacińskim, greckim, hebrajskim, francuskim, hiszpańskim, litewskim, niemieckim i włoskim. Napisał ponad pięćdziesiąt wartościowych książek z różnych dziedzin, ale najwięcej (złej!) sławy przysporzyły mu Uczone rozmowy. Jest to rodzaj encyklopedii, w której Tylkowski bezkrytycznie zamieścił mnóstwo obiegowych wiadomości, sensacyjnych, ale nieprawdziwych. Wrogim Zakonowi krytykom posłużyło to do złośliwego ośmieszenia autora, którego doceniła dopiero historiografia współczesna.

    Wpływu ogólnego klimatu, w jakim przychodzi człowiekowi wcielać swoje posłannictwo życiowe, nie da się przecenić ponieważ do ciągłej drogi wzwyż mobilizują człowieka inni.

    Współcześni misjonarze

    Od zarania Towarzystwa jezuici podjęli Chrystusowe posłannictwo: “Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody”. Już pierwszy z sześciu przyjaciół Ignacego Loyoli, św. Franciszek Ksawery, w 1541 r. popłynął do Indii, Japonii, i planował dotarcie do Chin. Chrystusowe polecenie pilnie wypełniali również jezuici polscy. Jedni szli katechizować Żmudzinów, Łatgarów lub zaniedbanych religijnie Poleszuków, inni udawali się do krain zamorskich, wszędzie tam, gdzie tylko docierały statki kupieckie. Na azjatyckich szlakach wśród jezuitów współczesnych Boboli najbardziej wsławili się Wojciech Męciński, Andrzej Rudomina, Piotr Michał Boym, Jan Mikołaj Smogulecki, Tomasz Młodzianowski i Stanisław Solski.

    Pierwszym wybitnym misjonarzem pokolenia Andrzeja Boboli był Męciński. Zapragnął palmy męczeńskiej, zgłosił się więc na misję do Japonii, gdzie zazwyczaj prędko uśmiercano chrześcijan.

    Wszystko sprzeciwiało się jego staraniom dotarcia do wymarzonego celu. Najpierw został zawrócony z drogi przez generała Zakonu Mutiusa Vitelleschiego, aby przed Trybunałem w Piotrkowie poświadczyć, że swoje dobra usytuowane w widłach Wisły i Wieprza, dobrowolnie oddał krakowskiemu kolegium jezuitów. Przy okazji stwierdził marnotrawstwo w zarządzaniu jego ojcowizną. Z goryczą napisał do generała, prosząc o interwencję i zmianę rektora kolegium. Następnie, w czasie dramatycznej żeglugi, wiatr dwakroć spychał ich okręt z powrotem do Lizbony. Za trzecim razem, w okolicy Makao, które było etapem jego podróży, statek dostał się w niewolę Holendrów. Uwięziony Męciński znalazł się w nieludzkich warunkach. Wśród pojmanych Portugalczyków zaczęły się szerzyć rozmaite choroby. Potrzebującym opieki lekarskiej służył swoją wiedzą medyczną, zdobytą na Uniwersytecie Jagiellońskim przed wstąpieniem Zakonu. W końcu udało się mu uciec i schronić w najbliższej placówce jezuickiej.

    Zginął w Nagasaki, 1646 r. Przywiązany za nogi, powieszony na drągu głową w dół, spuszczony do lochu ciemnego, tylko lewą rękę miał wolną dla dania znaku, jeśliby chciał odstąpić od wiary. Wisiał tak siedem dni. Kilkadziesiąt biografii, niemal we wszystkich językach europejskich, rozsławiło jego męczeńską śmierć.

    W 1618 r., po powrocie z Pułtuska do Wilna, zastał Bobola odbywającego tam nowicjat Rudominę, który w dzień planowanego związku małżeńskiego, zmienił decyzję i wstąpił do jezuitów. Już w czasie studiów w Lowanium okazał zamiłowanie do pióra i przetłumaczył na język polski książkę Jana Chokiera de Surlet O odmianie państw. W 1627 r. wyruszył w kierunku Chin. Pierwszy etap podróży zakończył w Indiach, w Goa. W czasie postoju poświęcił się posłudze charytatywnej wśród biednych i niewolników. Dalej popłynął do Makao i Kiatingu, gdzie Europejczycy uczyli się języka chińskiego. Szybko przyswoił sobie język i napisał po chińsku dwie popularne broszury ascetyczne: Theu che pa fou sin tou [Osiemnaście obrazów serca] oraz Che fou kin tai tou [Dziesięć obrazów człowieka pracowitego i leniwca]. Następnie apostołował w Makao, Kiatingu, Fukien i Fuczou. Został wtedy współautorem dziełka Keu to je tchao [Odpowiedzi na różne pytania], traktującego o zagadnieniach wiary i nauk przyrodniczych.

    Do Fukien skierowano Rudominę W 1628 r. Coraz bardziej zapadał jednak na zdrowiu i w 1631 r. umarł, mając zaledwie 35 lat. Jeden z misjonarzy napisał, że Chińczycy mają go za świętego; w trudnych chwilach ucisku lub grożących niebezpieczeństwach nawiedzają jego grób.

    Boym po odbyciu formacji zakonnej w Polsce wyjechał do Rzymu, stamtąd do Lizbony, aby z końcem 1643 r. popłynąć do Makao. Z drogi przysłał jezuicie Grzegorzowi Ciślakowi list będący najstarszym reportażem o Mozambiku. Swoją relację ozdobił rysunkami miejscowej fauny i flory. Ucząc w kolegium jezuickim w Makao zapoznawał się z językiem, kulturą i medycyną chińską. Tutaj prawdopodobnie powstał jego słynny Atlas Chin ozdobiony miniaturkami przedstawiającymi sylwetki Chińczyków oraz sceny z ich życia.

    W 1651 r. odpłynął do Europy, jako wysłannik nowo nawróconej cesarzowej Heleny do papieża Innocentego X. Misja ta przysporzyła Boymowi mnóstwo kłopotów. Papież uznał to poselstwo za samozwańcze. Czekając cztery lata na audiencję, Boym owocnie wykorzystał przymusową bezczynność. Przygotował do druku kilka swoich prac, m.in. dzieło Flora Sinensis oraz dzieła medyczne: Specimen medicinae Sinicae (o pulsie i sposobach diagnozy na podstawie badania tętna, co otworzyło nowe drogi europejskiej sztuce lekarskiej) oraz Clavis medica, bezskutecznie zabiegając o ich wydanie. W 1656 r. podążył znowu do Państwa Środka. Z prac Boyma za życia Boyma ukazała się drukiem jedynie Flora sinensis. Inne rękopisy poginęły rozproszone po archiwach i zbiorach prywatnych. Niektóre z nich wykorzystali nieuczciwi plagiatorzy, publikując pod swoimi nazwiskami. Po powrocie z Rzymu równolegle z pracą misjonarską prowadził dalsze badania, które uczyniły z niego pierwszego polskiego sinologa. Zmarł w sierpniu 1659 r.

    Smogulecki, jako piętnastolatek wydał traktat astronomiczny Sol illustratus ac impugnatus, ceniony przez współczesnych astronomów, cytowany nawet przez Heweliusza i Kepplera. W 1638 r. Smogulecki wstąpił do jezuitów. Po święceniach kapłańskich wyjechał na misje do Chin. Europę opuścił w 1644 r. Gdy dotarł do Chin najechali je Tatarzy. W zawierusze wojennej nieszczęśliwie stracił przywieziony ze sobą sprzęt astronomiczny. Ponieważ z powodu utraty przyrządów astronomicznych, nie miał okazji kontaktu z uczonymi, poświęcił czas katechizacji prostego ludu. Mimo niesprzyjające sytuacji ochrzcił wielu pogan. Później, dzięki wiedzy matematycznej, trafił do elity intelektualnej. Zapoznał Chińczyków z logarytmami. Cesarz usłyszawszy o uczonym Polaku, zaprosił go na swój dwór. W trakcie rozmowy z cesarzem Smogulecki przedstawił swój plan ewangelizacji Mandżurii. Cesarz zgodził się na projekt, przestrzegł jednak przed trudnościami. Otrzymawszy list polecający, Smogulecki wyruszył na obszar Chin, na którym nie stanęły jeszcze stopy misjonarzy. W czasie podróży apostolskich 17 września 1656 r. w Tschao-king-fou zapadł nagle na jakąś nieznaną chorobę, która pozbawiła go życia.

    Młodzianowski, jeden z najwybitniejszych jezuitów XVII w., do Towarzystwa wstąpił w 1637 r. Wielostronny działacz, misjonarz w Persji, filozof, teolog, kapelan obozowy, kaznodzieja trybunalski w Lublinie, zajmował się także reformą pisowni polskiej. Rozgłos zdobył dzięki rozległej aktywności oraz bogatej, liczącej tysiące stronic, spuściźnie pisarskiej: ascetycznej, kaznodziejskiej, filozoficznej i teologicznej. Pod koniec 1653 r, otrzymał zezwolenie generała Zakonu, Goswina Nickela, na wyjazd do Persji. W 1654 r. popłynął z Marsylii do Sudanu. Po wielu trudach i przeszkodach, dotarł do Isfahanu, który miał być głównym terenem jego działalności. By móc pracować wśród tubylców najpierw podjął naukę języka perskiego. Z czasem przekonał się o braku widoków na owocność wysiłków misjonarskich. W 1657 r. wyruszył w drogę powrotną, która zajęła mu niemal rok. Wróciwszy do Polski dowiedział się o straszliwych rzeziach dokonywanych przez Kozaków i o męczeństwie Andrzeja Boboli. Skierowano Młodzianowskiego do Poznania na profesora teologii. Zostawszy rektorem kolegium, w 1678 r. postarał się o podniesienie jezuickiej szkoły do godności Akademii. W Poznaniu napisał i przygotował do druku większość swoich dzieł, m.in. Integer cursus theologicus et philosophicus, Kazania i homilie na niedziele doroczne, także święta uroczyste, Rozmyślania albo lekcja duchowna oraz Akty przygotowania się na śmierć.

    W 1654 r., a więc na trzy lata przed męczeństwem św. Andrzeja, wyruszył do Konstantynopola Solski. Wyuczywszy się języka tureckiego, pracował jako misjonarz, zyskując równocześnie sławę matematyka i architekta. Wskutek niesprzyjających okoliczności musiał powrócić do Polski. Od 1666 r. był kapelanem obozowym hetmana Jana Sobieskiego, a po jego objęciu tronu matematykiem królewskim i geometrą. Opublikował dwa dzieła: Architekt polski, pierwszy polski podręcznik traktujący o zastosowaniu mechaniki w budownictwie, oraz Geometra polski – przystępny wykład geometrii stosowanej. Poza tym był autorem licznych drobnych publikacji matematycznych.

  10. Zbigniew Kozioł said

    @4

    Nie znam filmów “Imię Róży” czy “Nostradamus”. Na pierwszy zerknę z ciekawości. Historie i filmy o Nostradamusie zaś są dobre na późny wieczór bezsenny, gdy nic lepszego w TV nie ma. A i to.. mnie temat odtrąca.

    Ale, przecie „mamy” polski film o Koperniku, Petelskich. Film zrobiony nieźle i wcale ciekawy, ale odbieram ten film jako historycznie nieco zakłamany i manipulacyjny wobec roli Kościoła.

    O ciąg dalszy bardzo proszę.

    Odnośnie historii (innej), proszę serdecznie Pana PiotraX (jako że Pan zna się) o zerknięcie na ten mój wpis wcześniej:

    https://marucha.wordpress.com/2012/07/14/tajemnica-dna-baltyku/#comment-178988

  11. albtps said

    Niezrozumiałe jest dla mnie, że na tym blogu używa się słowa „polactfo.” Policzyłem: 6 razy we wstępie admina do artykułu.

    „Polactfa nie należy utożsamiać z wymierającym narodem Polaków.” Co to znaczy? Zupełnie nie rozumiem.

    Jak w każdym innym kraju, około 10 – 15% społeczeństwa ma jakieś pojęcie o historii swojego kraju i o historii w ogóle, a reszta patrzy w telewizor i dba tylko o to, aby lodówka była pełna.

    Giordano Bruno zginął na stosie. Gallileo odwołał swoją „błędną” heliocentryczną teorię i uniknął śmierci. Jego — nie, przepraszam, Kopernika „O Obrotach…” zdjęto z Indeksu dopiero w latach … osiemdziesiątych? Są to trzy przykłady ingerencji Kościoła w nauki ścisłe. Z których nie można, oczywiście, ekstrapolować, ale….

    Zdziwiła mnie pogarda do Polaków na wstępie tego artykułu. Nie są inni od żadnej innej nacji na tej ślicznej, ślicznej ziemi: chcą mieć swój kraj, swoje obyczaje, swoje tradycje, a że nie znają historii Kościoła i jego wpływu na rozwój nauk — to co z tego? Rozwój nauki zatrzymał się z tego powodu? Jak pisałem: 10 – 15%. Reszta dba o lodówkę.

  12. Rysio said

    „…Giordano Bruno zginął na stosie. Gallileo odwołał swoją “błędną” heliocentryczną teorię i uniknął śmierci….”

    Już filozofowie Greccy wiedzieli, że ziemia jest okrągła.

    Doskonale też wiedzieli o tym, że ziemia jest okrągła: Św Klemens (? – 97), Orygenes (185-254), Św Ambroży (339-397), Św Augustyn z Hippony (354-430), Św Izydor (560-636), Św Albert Wielki (1193-1280), Św Tomasz z Akwinu ( 1225 – 1274).

    PS. Zresztą pełno jest wzmianek w ich dziełach o okrągłości ziemi.

  13. Rysio said

    Summa Theologiae

    Reply to Objection 2: Sciences are differentiated according to the various means through
    which knowledge is obtained. For the astronomer and the physicist both may prove the same
    conclusion: that the earth, for instance, is round: *** the astronomer by means of mathematics (i.e.
    abstracting from matter), but the physicist by means of matter itself. Hence there is no reason why
    those things which may be learned from philosophical science, so far as they can be known by
    natural reason, may not also be taught us by another science so far as they fall within revelation.
    Hence theology included in sacred doctrine differs in kind from that theology which is part of
    philosophy.

    that the earth, for instance, is round: ***

  14. albtps said

    Re: 12 & 13

  15. jowram said

    Jak Komisja Europejska pilnuje demokracji
    Jerzy Przystawa

    Crin Antonescu
    Komisja Europejska
    Rumunia
    Traian Basescu
    Victor Ponta

    Zgodnie z przepowiednią Gazety Wyborczej z 6 lipca br.(skąd oni to wszystko wiedzą?) „Europa przypilnuje Rumunii” i właśnie w piątek, 13 lipca 2012, Komisja Europejska wystosowała do rządu rumuńskiego w ultymatywnym tonie utrzymane żądania, bez spełnienia których Rumunia nie może być uważana za państwo, w którym obowiązują „rządy prawa i niezawisłych sądów”.

    Za portalem rumuńskim hotnews.ro, przytoczę warunki sformułowane w liście Komisji Europejskiej do premiera Victora Ponty. Jest to de facto odpowiedź na wysiłki rządu rumuńskiego, który, podczas ubiegło tygodniowej wizyty Ponty w Brukseli, usiłował przekonać Komisję Europejską i opinię międzynarodowa, że kroki podjęte przez Parlament Rumuński i rząd w celu usunięcia z urzędu Prezydenta Traiana Basescu, były zgodne z duchem i wymogami państwa praworządnego.

    A zatem, Komisja Europejska oświadcza:

    Pełniący obowiązki prezydenta Rumunii Crin Antonescu, nie ma prawa powołać nowego szefa DNA (rumuńskiego odpowiednika polskiego CBA) i nie ma prawa mianować nowego prokuratora generalnego.
    Urzędujący prezydent, Crin Antonescu, nie może udzielić prawa łaski ostatnio aresztowanemu byłemu premierowi Adrianowi Nastase, który był promotorem pracy doktorskiej Victora Ponty.
    Ministrami rządu mogą być tylko tacy ludzie, na których nie ciążą żadne zarzuty o charakterze kryminalnym lub moralnym, a ci, którym takie zarzuty postawiono muszą złożyć urząd (tutaj wymienia się expressis verbis ministra edukacji Ecaterinę Andronescu, która zasiadała na tym urzędzie już w rządach Adriana Nastase i Emila Boci). Posłowie, którym postawiono zarzuty konfliktu interesów, muszą złożyć mandaty poselskie (wymienia się tu przykładowo Sergiu Andona i Florina Pislaru).
    Rzecznikiem Praw Obywatelskich może być tylko osoba ciesząca się zaufaniem wszystkich partii politycznych.
    Wszystkie ostatnie decyzje Parlamentu dotyczące ograniczenia praw sędziów Trybunału Konstytucyjnego muszą zostać anulowane i cofnięte.
    Nowa ustawa o referendum, która zniosła wymóg kworum, musi zostać anulowana i referendum musi być przeprowadzone zgodnie z poprzednim prawem.
    Gazeta Urzędowa (odpowiednik Dziennika Ustaw) nie może dokonywać selekcji publikowanych decyzji rządowych i ustaw.

  16. Słowiaństwo było religią i nadal jest said

    Do starożytności słowiańskiej sięgamy nie po to, by wskrzeszać prymitywne wierzenia, odświeżać formy dawno już zamarłe; zwracamy się do naszej pogańskiej przeszłości jako do kolebki duchowej dlatego, że w naturalizmie pierwotnej Słowiańszczyzny widzimy prawidłowy, zdrowy etap historycznego rozwoju polskiego człowieka.
    Na postawę Słowianina wobec świata nie kładło się cieniem żadne memento mori [pamiętaj o śmierci] ,żadne pulvis es… [prochem jesteś…]
    Życie dla Słowianina nie było przygotowywaniem się do “przestawienia się” (patrz Nestor) do nawi. Życie, choć pełne trudu i niebezpieczeństw, miało swe uroki i uśmiechało się do tych, którzy z siłą ramienia łączyli tężyznę ducha.-
    “A któż się taki narodził i po ziemi stąpa? My dań przywykliśmy brać, a nie dawać, a to nam zapewnione jest, dopóki mamy w rękach miecze”.- Tak miał odpowiedzieć Dobryta, wódz Słowian południowych, posłom awarskim, przybyłym z żądaniem haraczu.
    Dla nas słowiańskość to nie mdła sielkość anielskość, to tradycje czasów, kiedy to skaliste brzegi Skandynawii grzmiały echem kopyt jazdy Raciborów, Uniborów, Dunimirów.”…skoro tylko Słowianie pojawiają się na arenie historii, widzimy ich jako lud wojowniczy, agresywny i nie znający spokoju”.1
    Polską Słowiańszczyznę symbolizuje nam bohaterska postać księcia Masława.
    Zatrzymujemy przyjęte w literaturze imię: Masław, choć prawdopodobnie brzmiało ono poprawnie: Miecław.
    Nie omieszkali postaci tej zakłamać i zohydzić nasi przewielebni bajhistorycy. Czy to będzie Kadłubek, czy Kromer, każdy z tych biskupów katolickich z lubością maluje śmierć poganina Masława, którego, obdarłszy najpierw ze skóry, mieli rzekomo powiesić jego zawiedzeni stronnicy. -”Alta petisti – alta tene”. Tak, mściwie i urągliwie streszcza się katolicki przekaz o pogańskim księciu, który nie był skory do padania w ramiona krzyża.
    Co o Masławie winien wiedzieć Polak? Wiedzmy, że już Mieszko II odnosił się do chrześcijaństwa nieprzyjaźnie, że oparł swe rządy na żywiołach pogańskich i wygnał z kraju cudzoziemskich mnichów. Po śmierci Mieszka II wdowa Ryksa uszła wraz z synem Kazimierzem do swej ojczyzny, do Niemiec.
    Kraj ogarnęło powstanie pogańskie. Na Mazowszu władzę objął możnowładca Masław, zorganizował kraj państwowo i panował jako udzielny książę. W czasach ogólnego zamętu i najazdów sąsiadów na Mało – i Wielkopolskę państwo Masława było ostoją porządku i schronieniem dla uchodźców z innych dzielnic Polski.

  17. bylekto said

    Szanownemu adminowi chciałbym tylko zwrócić uwagę, że polactfo niczym szczególnym się nie wyróżnia na tle ełropejstfa, tj angielstfa szfedstfa szwabstfa i kacapstfa. Moje kontakty z zagranictfem fszelkiej maści dowodzą jeszcze gorszej ignorancji takowego. Więc prosze nie odstawiać tu michnictfa gardzącego moim Narodem!

  18. Piotrx said

    Re 10:

    dziękuję Panie Zbigniewie – zajrzałem na tą rosyjskojęzczną stronę nt walk o Brześć i przeczytałem – bardzo ciekawe

    Postaram sie zamiescic kolejne fragmenty z ksiazki „Kosciół i nauka

  19. Zbigniew Kozioł said

    @17 (Pan PiotrX)

    Chciałem, żeby Pan odpisał, czy ktoś inny w miarę kompetentny. Nawet zaproponowałem Panu Dworeckiemu, iż zrobiłbym ewentualnie przekład, z jego pomocą. Tak mnie to zafrapowało. Ja oczywiście czuję pana nieco, ale pan też nade wszystko bedzie posługiwał się prawda.. Tam nawet nie tylko sam temat, a wypowiedzi internautów tak wiele znaczą.

  20. Marucha said

    Re 17 – i podobne wpisy:
    1. Oczywiście istnieje również angielstfo, francustfo, niemiectfo itd. Ale to ich sprawa. Mnie obchodzi przede wszystkim naród polski. Bardziej niż inne. A nawet mam wobec niego wyższe wymagania.
    2. Napisałem też wyraźnie: Polactfa nie należy utożsamiać z wymierającym narodem Polaków.

  21. Abc said

    Nalegam na nie używanie słowa „polactfo” bo jest wstrętne. Naparzanie epitetami jest niesmaczne i niegodne. Nawet jak sie ma rację, to poo takim wstępie już się jej nie ma. A poza tym jak „prostaczkowie” mają się obronić przed wypraniem mózgów? Przecież są oni bezbronni jak stara panna w rękach zawodowego uwodziciela. Nie mają i nie mogą mieć aparatu umysłowego zdolnego się oprzeć „władzom”. Im trzeba nieść kaganek oświaty (hehehe ale to brzmi) a nie obrażać brzydkim epitetem. Nie tędy droga.

  22. Sław. said

    Re. 16: Miecław byl władcą niezależnym [ prawdopodobnie bratem Kazimierza Odnowiciela] , nie płacił trybutu cesarzowi niemieckiemu w przeciwieństwie do Bezpryma, Kazimierza Odnowiciela i innych książąt. Miał wpływ na wiele wydarzeń w Polsce i Europie Środkowej oraz na części Sławiańszczyzny.W 1040 roku przegonił z Mazowsza żydowskich handlarzy niewolnikami ,którzy przybyli do Polski około 500 roku.Łapali Sławian i wywozili do Pragi.Później został zamordowany, a koczownicy dalej mordują, kościół nas sprzedał.

  23. Sław. said

    Sławianin, Polak nie używa takiego określenia do swoich Rodaków ! ! !

  24. Piotrx said

    Re 20:
    „Napisałem też wyraźnie: Polactfa nie należy utożsamiać z wymierającym narodem Polaków.”

    Panie Gajowy, swoje zdanie krytyczne już wyraziłem i zdania nie zmienię. W obecnych czasach jest to dla mnie obrzydliwe określenie choćby i każdorazowo poparte kilkunastoma zdaniami wyjaśnienia. Tak jakby ktoś celowo „przedrzezniał” termin określający Polaków.

    Ale to Pańska Gajówka i zrobi Pan co uważa.

    P.S.
    Pan to wie i paru innych też , ale np. może ktoś nieprzychylnie nastawiony do Polaków po wejsciu do Gajówki podchwyci „hasło” i zacznie go uzywać jako obrazliwe uogólnienie wszystkich Polaków?. Po co mamy je jeszcze propagować – czy sami siebie mamy dodatkowo upokarzać skoro już i tak inni nas ciągle upokarzają?.

  25. Marucha said

    Drodzy Państwo,
    Proszę o zaproponowanie jakiegoś określenia na tę ogromną część polskiego społeczeństwa, które w Polsce urodzone, ochrzczone i wychowane
    – nie myśli po polsku
    – nie zna i nie chce znać ani swej historii, ani kultury
    – nie rozumie i nie chce zrozumieć pojęcia „interes narodowy”
    – patriotyzm uważa za niepraktyczną głupotę
    Itd.

  26. Franek said

    Are you polish ? – No – I am from Poland.

    To samo, a jaka różnica – prawda ?

  27. odpowiedź said

    wykastrowane na umyśle ofiary okultystycznego i uprawiającego NOWE TECHNOLOGIE żydo-bydła czyli mafii Lucyfera.

  28. Sław. said

    Re.25: Nie sądzę, że ogromna część społeczeństwa polskiego nie rozumie swojej racji stanu. Polak ma swoją godność i przyjdzie czas, że będzie walczył. Tymczasem jesteśmy jak Spętane Anioły.

  29. Sław. said

    Eugeniusz Sendecki-YouTube. Tak wygląda sytuacja w judeji.

  30. z internetu said

    Święty Andrzej Bobola urodził się prawdopodobnie 30 listopada 1591 r. w Strachocinie. 2 czerwca 1630 złożył profesję (ślubowanie) czterech ślubów zakonnych w kościele św. Kazimierza w Wilnie, po czym został superiorem (przełożonym) domu zakonnego w Bobrujsku w latach 1630-1633. Następnie pracował w Płocku (1633-1636), w Warszawie jako kaznodzieja (1636-1637) i ponownie w Płocku (1637-1638) jako prefekt kolegium i kaznodzieja. Kolejne cztery lata (1638-1642) spędził w Łomży, będąc doradcą rektora, kaznodzieją i dyrektorem szkoły humanistycznej. W okresie od 1642-1646 przebywał w Pińsku i okolicach prowadząc rozwiniętą działalność ewangelizacyjną, a w latach 1646-1652 ze względów zdrowotnych przebywał w Wilnie, przy kościele św. Kazimierza, głosząc kazania i prowadząc wykłady oraz misje. Wrócił ponownie na ziemię pińską, podejmując szeroko zakrojoną ewangelizację — znany jest jako apostoł Pińszczyzny.

    16 maja 1657 podczas powstania Chmielnickiego dostał się we wsi Mohilno w ręce Kozaków. Zamęczono go w okrutny sposób na śmierć w rzeźni w Janowie Poleskim.

    O kanonizację Świętego Andrzeja Boboli zabiegał o. Marcin Godebski – rektor kolegium jezuickiego w Pińsku i Aleksander Wyhowski – biskup łucki.
    30 października 1853 został beatyfikowany, a 17 kwietnia 1938 kanonizowany przez papieża Piusa XI. 16 maja 1957 roku Pius XII promulgował encyklikę Invicti athletae Christi w trzechsetną rocznicę męczeństwa św. Andrzeja Boboli.

    Aby był ład hierarchiczny w Polsce, patronuje temu św. Wojciech. Aby był ład moralny – patronuje św. Stanisław. Ale, by w Polsce był ład ekumeniczny i niepodległościowy, by dobrze układały się stosunki z narodami naszej Wschodniej granicy, potrzeba nowego patrona, a nim byłby św. Andrzej Bobola, który dla tych spraw oddał życie.

    Program z cyklu „Widzialne i Niewidzialne” poświęcony
    św. Andrzejowi Boboli.

  31. Marucha said

    Re 28:
    Przyjdzie czas… jak na Etrusków czy Połabian…

  32. RomanK said

    Panie Gajowy..polactwo to specjanie wymyslony termin przez Ziemkiewicza zeby zastapiuc nim slowo gudlaje..stare dobre o nosne,..,.,
    Co do Etruskow… Rzyianie powadali ze nei mozna czytac etruskiego..owszem jesli zna sie praslwoianski runy czyta sie latwo..to samo z dyskiem z Krety..Phaistos…

  33. albtps said

    Skopałem kiedyś komputer przyjaciółki. Powiedziałem, „Ależ jestem durniem.” Odpowiedziała mi, „Nie nazywaj się durniem, bo sama zacznę cię tak nazywać. Zrobiłeś błąd.”

    W dalszym ciągu nie wiem, zo znaczy zdanie: „Polactfa nie należy utożsamiać z wymierającym narodem Polaków.”

    Mógłbym prosić o wyjaśnienie? IQ 75 — borderline, potyrzebymuję pomocy.

  34. albtps said

    PISA (Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (Programme for International Student Assessment) ): wyniki tutaj:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/PISA_%28badanie%29

    Rzeczywiście, ciągną się nasze dziatki w ogonie.

  35. […] on Św. Tomasz z Akwinu – Cz…MatkaPolka on Święto narodowe 15 lipcaalbtps on Kościół a nauka – mitolo…albtps on Kościół a nauka – mitolo…Rysio on To nic, że […]

  36. ..... said

    Każdemu pod rozwagę.
    Najważniejsza walka toczy się o Twoją i o moją duszę …
    O roli Jezuitów i masonerii w historii ludzkości i kościoła.


    Tajemnica Tajemnych Stowarzyszeń

    Trzeba szukać prawdy i drogi wyjścia z obecnej, żydowskiej,masońskiej matni. Trzeba szukać,bo kto szuka,ten znajdzie.

  37. JO said

    ad.25. Oni juz dawno byli nazwani przez Naszych Ojcow za I Rzeczpospolitej – TO „KOSMOPOLICI polscy” i nie trzeba tu uzywac perojatywnego , zydowskiego slowa Polactwo..

  38. Fran SA said

    Ad. 36
    ……powiedzial/a

    Z wielkim trudem udalo mi sie przejsc przez ten nieprawdopodobny balagan informacji i pomieszania interpretacji dowolnie wybranych cytatow.
    W sumie to wyglada tak, jakby te wyklady byly oplacane przez Mossad. Nie ma ani slowka o wypedzaniu chrzescijan z Jerozolimy przez fanatycznych pejsow.
    Ani o przesladowaniach Palestynczykow.

    W nastepnych wykladach dowiemy sie pewnie, ze Sudan tez podzielili jezuici a Libie, Irak i Afganistan bombarduja wierni katolicy. Ci sami jezuici wpuscili Dicka Cheneya na Balkany.

    Z wywodow tego ewangielisty wynika niedwuznacznie, ze tow. Mao Tse-tung, Pol Pot i Lenin byli jezuitami!
    Ba, przewodniczyl im duch i nauki znanego jezuity Karola Marksa.
    Widac z tego, ze ataki na Watykan i kosciol katolicki siegaja apogeum. I nie przebieraja w srodkach.

    Roznych symboli czepial sie tez zyd Dan Brown w swoich wywodach o niczym pt. Da Vinci Code. (taki Harry Potter dla nieukow)

  39. ..... said

    Ad 38 Fran SA
    Wykład bazuje na cytatach, wiarygodnych fotografiach bez retuszu i na faktach. Obecny papież chce budować centralny bank światowy dla wielu krajów i NWO – o tym też wykładowca nie wspominał, jak i o wielu innych przekrętach, herezjach i bluźnierstwach posoborowych krypto-żydowskich „duchownych”.

    Posoborowy zażydzony kościół jest „nieustannie atakowany”
    – nawet kiedy kot ma wiatry – to też znawcy tematu interpretują to jako atak na kościół.
    Mają kolejny, mentalny – „holokaust”.

    Wykład w mojej ocenie zasługuje na uwagę.
    Nieco więcej w nim prawdy niż w zakłamanym posoborowym.

  40. Zdziwiony said

    Czy judaizm jest integralną częścią Kościoła?

    ks. Patryk de La Rocque FSSPX, Papież Asyżu, str. 161 i nn., wyd. Te Deum Warszawa 2012

    [Jedna z najważniejszych książek dla światłego katolika, szczególnie Polaka, początku XXI wieku. Będę do niej wracał. W oryginale obszerne cytaty i odnośniki do dokumentów. Przed komentowaniem warto przestudiować. M. Dakowski]

    Wypowiedzi Jana Pawła II często pozwalają żywić przekonanie, że współczesny judaizm – z racji swego domniemanego i nieświa­domego chrześcijaństwa – jest integralną częścią Kościoła. Papież poszedł nawet dalej. W sytuacji, gdy niektóre prądy judaizmu przyj­mują koncepcję chrześcijaństwa jako zwiastuna nadejścia Mesjasza oczekiwanego przez Izrael, Jan Paweł II nie tylko nie rozwiał tego złudzenia, ale – przeciwnie – podtrzymywał je, a nawet wspierał swoim autorytetem. W ten sposób naraził Kościół na powstanie wra­żenia, że pozostaje on na usługach Synagogi.

    CZY JUDAIZM JEST NIEUŚWIADOMIONYM CHRZEŚCIJAŃSTWEM?

    W 1980 r. Jan Paweł II wyjaśnił, na czym polega – jego zda­niem – obowiązek podtrzymywania wyjątkowych relacji między judaizmem i katolicyzmem. Wyróżnił wówczas trzy aspekty tego dialogu; tutaj rozpatrzymy tylko pierwsze dwa. Najpierw papież scharakteryzował pierwszy wymiar jako wewnętrzny dialog w Kościele, w którym dokonuje się spotkanie ludu Nowego Testa­mentu z żydami reprezentującymi Stary Testament. Ten aspekt, tak przedstawiony, nie przestaje jednak jawić się jako cokolwiek sztuczny. Następnie Jan Paweł II przeszedł do drugiego wymiaru, mając na myśli „spotkanie między dzisiejszymi Kościołami chrześ­cijańskimi i dzisiejszym ludem tego Przymierza, które Bóg zawarł z Mojżeszem” . W tym wypadku tylko pierwszy aspekt został opi­sany jako wewnętrzny dialog w Kościele, natomiast drugi – nie. Z biegiem lat Jan Paweł II pomieszał te dwa aspekty, aby ostatecznie stwierdzić, że współczesny judaizm jest nieodłączną częścią chrześ­cijaństwa.

    Pierwszy krok w tym kierunku zrobiono w 1984 r., kiedy Jan Paweł II, zwracając się do liderów stowarzyszenia B’nai B’rith [chodzi o żydowska lożę masońską md] , zacy­tował swoje przemówienie z Moguncji, ale już bez przypomnienia rozróżnienia, które było w nim zawarte. Papież nie rozwinął wnio­sków, jakie wypływały z tego przemówienia, ale usunął rozróżnienie: „Spotkanie katolików i żydów nie jest spotkaniem dwóch starożyt­nych religii, które idą swoją drogą i które w przeszłości doświad­czyły poważnych i bolesnych konfliktów. To spotkanie «braci», to dialog – jak to powiedziałem 17 listopada 1980 r. do przedstawi­cieli niemieckiej społeczności żydowskiej w Moguncji – pomiędzy pierwszą i drugą częścią Biblii. I tak, jak dwie części Biblii są odręb­ne, ale bardzo szeroko ze sobą powiązane, tak samo naród żydow­ski jest powiązany z Kościołem katolickim” .

    Wszystko zostało więc przygotowane do sformułowania ostatecznego twierdzenia, które zostało wypowiedziane w 1986 r. w synagodze rzymskiej: „Kościół Chrystusowy, zagłębiając się we własną tajemnicę, odkrywa więź łączącą go z judaizmem. Religia żydowska nie jest dla naszej religii rzeczywistością zewnętrzną, lecz czymś wewnętrznym. Stosunek do niej jest inny aniżeli do jakiejkolwiek innej religii” . Twierdzenie to było później często powtarzane w rozmaitych formach: „Powta­rzam to, co powiedziałem podczas wizyt}j jaką złożyłem rzymskiej wspólnocie żydowskiej, mianowicie, że my, chrześcijanie, uważamy żydowskie dziedzictwo religijne za nieodłączną część naszej własnej wiary: «jesteście naszymi starszymi braćmi»” .

    To przesunięcie znaczenia, dokonane ukradkiem, miało bardziej doktrynalny niż werbalny charakter. Wskazuje ono na wyraźną zmianę perspektywy. Podkreśla i ugruntowuje papieską decyzję, realizowaną już od chwili powierzenia stosunków żydowsko­-chrześcijańskich Sekretariatowi ds. Jedności Chrześcijan, a nie Papieskiej Radzie ds. Dialogu Międzyreligijnego. Odtąd judaizm jest pojmowany jako nieuświadomione chrześcijaństwo, a nie jako postawa wyrażająca odrzucenie Chrystusa, które jest konsekwencją niedowiarstwa. Z tego względu modlitwa o nawrócenie żydów staje się bezprzedmiotowa. Należy się modlić tylko o to, aby wyznawcy judaizmu „odnaleźli się w Nowym Przymierzu”.

    Dlatego podczas spotkania międzyreligijnego w Asyżu w 1986 r. rabin Eliasz Toaff został usadowiony po prawej stronie papieża, pośród przedstawi­cieli wyznań chrześcijańskich, podczas gdy reprezentantom reli­gii niechrześcijańskich przydzielono miejsca po jego lewej stronie.

    Skądinąd na przesłanej tego dnia do prasy oficjalnej liście uczest­ników spotkania rabin Toaff został zaliczony do „dostojników” chrześcijańskich.

    Jan Paweł II rozwijał swoją koncepcję ukradkiem, tak by nie było trzeba szukać oparcia w żadnych pismach patrystycznych ani w dokumentach Magisterium Kościoła sprzed Vaticanum II, po czym – koniec końców – głośno i wyraźnie utrzymywał, że współczes­ny judaizm jest nieodłączną częścią naszej religii, czyli – inaczej mówiąc – głosił, że judaizm jest chrześcijański. Twierdzenie to nie tylko jest w oczywisty sposób sprzeczne z nauczaniem Nowego Testamentu i całej Tradycji Kościoła, nie tylko wzbudza poważne wątpliwości natury eklezjologicznej, ale również jest zwodnicze dla wyznawców judaizmu. Albowiem pozwala im sądzić, że posiadają coś, czego w rzeczywistości ich religia im nie dostarcza, a mianowi­cie, że posiadają łaskę potrzebną do zbawienia. Podtrzymywanie tego złudzenia wprost kłóci się z miłosierdziem, ponieważ ktoś, kto prak­tykuje tę cnotę, troszczy się o nadprzyrodzone dobro bliźniego.

    CZY KOŚCIÓŁ JEST SŁUGĄ SYNAGOGI?

    Jan Paweł II kilkakrotnie, w rozmaitej formie, podtrzymywał w dwuznacznych wypowiedziach błędną perspektywę niektórych prądów judaizmu, wedle której chrześcijaństwo – podobnie zresz­tą jak islam – miałoby posiadać pewną wartość, w takiej mierze, w jakiej stanowiłoby przygotowanie na przyjście Mesjasza oczeki­wanego przez Izrael. W tej optyce Jezus byłby więc tylko człowie­kiem Bożym, jednym spośród wielu, którego przeznaczeniem mia­łoby być podsycenie znaczenia Tory.

    Ta błędna perspektywa spotykała się – tytułem przykładu ­z cichym wsparciem Jana Pawła II za każdym razem, kiedy przed­stawiał on jako wzór dialogu żydowsko-chrześcijańskiego postaci Franciszka Rosenzweiga, Marcina Bubera czy Emmanuela Levina­sa. Warto wspomnieć, że ostatni z wymienionych cieszył się głę­bokim szacunkiem papieża. W rzeczywistości ci trzej żydowscy myśliciele przyjmowali pozytywną wartość chrześcijaństwa tylko o tyle, o ile jest ono zwiastunem i krzewicielem myśli żydowskiej.

    Wobec tego, czy stawianie takich ludzi za wzór, bez sformułowa­nia żadnego dodatkowego ostrzeżenia, nie jest w istocie zachętą do podążania za ich błędnymi koncepcjami?

    W każdym razie niektórzy Żydzi nie omieszkali tego zrobić, jak to relacjonuje sam Jan Paweł II: „Kiedyś, po zakończeniu jednego z moich spotkań ze wspólnotami żydowskimi, ktoś z obecnych powiedział mi: «Pragnę podziękować papieżowi za wszystko, co Kościół katolicki w ciągu tych dwóch tysięcy lat uczynił dla pozna­nia prawdziwego Boga»”). Z całą pewnością ten przedstawiciel judaizmu mówił o Bogu Izraela, a nie o Jezusie Chrystusie. Sło­wem, podziękował Kościołowi za to, że stał się sługą Synagogi. Jan Paweł II, komentując to zdarzenie w książce Przekroczyć próg nadziei, zamiast zakwestionować zawartą w tej wypowiedzi błędną perspektywę, podtrzymał ją. Zamiast przypomnieć, że Nowe Przy­mierze – czyli Kościół katolicki – jest spełnieniem Starego Przy­mierza, papież powiedział po prostu, że służy on spełnianiu tego „co znajduje swoje korzenie” w Starym Przymierzu, wspierając tym samym wypowiedź wspomnianego Żyda:

    „Z tych słów pośrednio widać, jak Nowe Przymierze służy spełnianiu tego, co znajduje swoje korzenie w powołaniu Abrahama, w Przymierzu synajskim, zawar­tym z Izraelem i w całym tym przebogatym dziedzictwie proroków natchnionych przez Boga, którzy już na setki lat przed spełnieniem uczynili obecnym przez swoje Święte Księgi Tego, którego Bóg miał zesłać w «pełni czasu»” .

    W tej sprawie trzeba jeszcze przywołać ważne spotkanie, jakie Jan Paweł II odbył z przedstawicielami społeczności żydowskiej w Moguncji w 1980 r. Przy tej okazji papież uznał za swoją Deklara­cję biskupów niemieckich o stosunku Kościoła do judaizmu, życząc, aby „ta deklaracja stała się dobrem duchowym wszystkich katolików w Niemczech”. Otóż przedmiotem tej deklaracji jest opis Kościo­ła katolickiego w kategoriach współpracy ze współczesnym juda­izmem. Kościół katolicki, będący wszak sukcesorem starożytnego judaizmu, w tym dokumencie jest traktowany jako krzewiciel jego nadziei mesjańskiej. Oczekiwanie na ponowne przyjście Chrystu­sa w chwale zostało więc przyrównane do żydowskiego oczekiwa­nia na ustanowienie panowania powszechnego i bezwarunkowego pokoju społecznego). Na rzecz tego panowania autorzy dokumentu zobowiązali się działać wspólnie z Żydami.

    Tę samą poważną dwuznaczność zawiera przemówienie wygło­szone przez Jana Pawła II w synagodze rzymskiej w 1986 r. Dlacze­go współcześni wyznawcy judaizmu nie mieliby sądzić, że Kościół katolicki w pewien sposób uznaje się za sługę Synagogi, skoro sły­szą, że są przezeń określani mianem „starszych braci [w wierze]” i że głosem swego najbardziej dostojnego reprezentanta tenże Koś­ciół mówi o swym pragnieniu współpracy z Synagogą przed nadej­ściem szalom ?

    Na skutek kilkakrotnie powtarzanych wypowiedzi o niezwykle dwuznacznym charakterze Jan Paweł II pozwolił wierzyć, że Kościół uważa się za współpracownika żydowskiej nadziei. Papież poka­zał, że Kościół krzewiący mesjańską nadzieję pragnie współdziałać z judaizmem na rzecz nadejścia szalom, stanowiącego przedmiot żydowskiej nadziei. Z szalom miałaby zostać utożsamiona druga paruzja Jezusa Chrystusa. We wspomnianych wypowiedziach Jan Paweł n odwrócił naturę relacji pomiędzy Synagogą i Kościołem, czyniąc Kościół sługą Synagogi. Papież nie tylko wyrządził w ten sposób krzywdę Kościołowi katolickiemu, ale również zabrakło mu miłości wobec dzisiejszych rzeczników judaizmu. Jan Paweł II podtrzymał ich błędne wyobrażenia i oczekiwania, uznając pewną wyższość judaizmu nad chrześcijaństwem, podczas gdy ta sprawa przedstawia się dokładnie odwrotnie.

    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=6688&Itemid=46

  41. aga said

    ad.9
    Ma Pan racje ,Panie Piotrze X.Poza tym nadużywanie tego terminu sprawia bardziej wrażenie jakby osoba ,która to robi dawała ujść nie tyle złości co skrywanej pogardzie i nienawiści do Polaków.
    JO podsunał wystarczająco dosadny termin: kosmopolici.Tym bardziej,że bardzo często ci „polacy” sami tak siebie nazywają.

  42. Marucha said

    Re 41:
    No, Pani Ago… Śmiało! Wyciągnijmy wnioski!
    Marucha jest polonofobem, innej możliwości nie ma.

    Nikt nigdy mnie nie zmusi do okazania niczego innego prócz śmiertelnej pogardy dla tępych, agresywnych tumanów i świń, udających Polaków

    A Państwo brońcie sobie honoru narodu polskiego… Czego bronicie? Bronicie świń i osłów przed nazwaniem ich świniami i osłami.

  43. Inkwizytor said

    Re: 42

    Zgadzam się, dla durni i tumanów, którym wszystko jedno co dzieje się z Polską nie ma innego określenia jak „polactfo”. Założę się, że polactfo potulnie będzie płacić np szykowany kataster nawet kosztem swoich dzieci. Im nie dadzą chleba a ryżemu bandycie Tfuskowi zapłacą.

  44. Marucha said

    Re 43:
    Dlatego właśnie używam „polactFo” zamiast „polactWo”, gdyż ta druga forma ma pewne historyczne, pozytywne konotacje.
    Gajowy Marucha, polonofob i agent sowiecki

  45. Sław. said

    Kościół od głupoty nas nie ochroni, a raczej ją rozwija. Wystarczy powiedzieć: z a g u b i e n i, http://www.youtube.com/user/Polonocentryzm konkretnie.

  46. wet3 said

    @ 45
    Przestan! Pleciesz jak stara papuga.

  47. wet3 said

    @ Marucha
    Podobnie jak pan, mam wiele zastrzezen do sporej grupy naszych rodakow. Podobnie jak Piotrx i Aga, nie podzielam panskiego slownictwa na ich okreslenie, gdyz przypomina mi za bardzo opluwania samego siebie. „JO” nazwal ich kosmopolitami, a dla mnie najlepszym okresleniem wydaje sie byc „euromalpy”.

  48. wet3 said

    @ 47
    … albo „euromatoly”.

  49. […] Email […]

  50. aga said

    ad.42
    Panie Marucha ,bez przesady. Pan jesteś rusofilem,łemkofilem ale napewno nie polonofobem.Jest wcale nie tylko subtelna ale znacząca różnica między Panem a wiadomą osobą 😉

Sorry, the comment form is closed at this time.