Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Jack Ravenno o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    zagobasum o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    JW o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    maxi o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
    bryś o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Aryjczyk z pochodzen… o Niemiecka minister zachęca do…
    Leo o Filozoficzny wymiar Specjalnej…
    Józef Bizoń o Kaczyński – fałszywy kate…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Mit Bastylii – studium zbrodni, kłamstwa i manipulacji

Posted by Marucha w dniu 2012-07-17 (Wtorek)

Co sądzić o francustwie, które do dziś dnia obchodzi rocznicę ohydnego przelewu krwi przez grupę zwyrodnialców jako święto narodowe? – admin.

Jean-Pierre Houëll, „Zdobycie Bastylii”, aresztowanie markiza de Launay.

Nie spodziewał się, zaiste, francuski król Karol V – pomimo przydomka Mądry – że wzniesiona przezeń w Paryżu twierdza zdobędzie międzynarodową i ponadczasową sławę. Tym mniej się tego spodziewał zasiadający cztery wieki później na paryskim tronie Ludwik XVI, tymczasem to właśnie za jego panowania staruszka Bastylia stała się miejscem narodzin mitu – niebezpiecznego, destruktywnego, kłamliwego, ale jakże żywotnego.

Kłamstwo Bastylii stanowi akt założycielski Nowego Wspaniałego Świata. Kłamstwo Bastylii dało bowiem początek kłamstwu Wandei, to z kolei zapoczątkowało kłamstwo „wiosny ludów”, z którego zrodziło się kłamstwo komuny paryskiej, skutkujące kłamstwem „Aurory”. I tak dalej – przez kłamstwo darwinizmu, kłamstwo dekolonizacji, kłamstwo sprawiedliwości społecznej, kłamstwo rewolucji obyczajowej, aż do… no, właśnie – dokąd nas to zaprowadzi?

Osiemnastowieczna Francja była bezsprzecznie największą europejską potęgą. Prężnie działała gospodarka – rosły kopalnie, rozwijał się przemysł metalurgiczny i włókiennictwo. Według wyliczeń ówczesnego ministra skarbu Neckera, w rękach francuskich znajdowała się połowa gotówki będącej wówczas w obiegu w całej Europie. Oto, co na ów temat pisze wybitny francuski historyk, Jacques Bainville:

Wedle zgodnych świadectw, za panowania Ludwika XVI kwitnął wielki dobrobyt. Nigdy świetniej nie rozwijał się handel, nigdy mieszczaństwo nie było bogatsze. Kraj obfitował w pieniądze. Deficyt, aczkolwiek osiągnął wielkie rozmiary, mógł być pokryty przez powiększenie dochodu z podatków. Niestety, wysiłki reformatorskie ministrów rozbijały się o tradycyjne opory nie tylko warstw uprzywilejowanych, ale i wszystkich podatników, których stałym opiekunem był parlament.

Burżuazja nadęta pychą

Francuzi nie chcieli płacić podatków. Wbrew pozorom, największy wobec takiej konieczności opór pochodził nie od szlachty i duchowieństwa, ale – jak wskazuje Bainville – od licznych kategorii osób, prawie zawsze bogatych lub zamożnych, które dotychczas albo nie podlegały podatkom, albo też płaciły, co łaskawie chciały. Wśród nich zaś większość zaliczała się do mieszczaństwa, do trzeciego stanu, monopolizującego urzędy i godności sądowe, z którymi związane było zwolnienie od ciężarów fiskalnych.

Niestety jednak, przyszedł moment, gdy w państwowym skarbcu błysnęło dno, a władza nie była w stanie nic na to poradzić. Władza w Królestwie Francji nie była bowiem wcale absolutna. Trzymały ją na wodzy parlamenty. To wskutek ich matactw doszło do zwołania Stanów Generalnych. Stare wiadro Stanów Generalnych, wydobyte z rupieciarni przez miłośników pamiątek, miało napełnić się nowym winem – ironizuje Bainville. Okazało się ono jednak miotłą, wprawiającą w ruch wielkie wyprzątanie, w którym znikną przywileje, prerogatywy, stare swobody prowincjonalne, nawet parlamenty, rząd i monarchia – słowem: wszystkie te czynniki, które łudziły się, że przez powrót do dawnej instytucji utrwalą się albo się odmłodzą.

Zwołanie Stanów Generalnych ośmieliło górę stanu trzeciego do przekształcenia ich w Zgromadzenie Narodowe, doły zaś – czyli paryskie pospólstwo od dawna buzujące rewolucyjnymi nastrojami, karmione ochłapami salonowych elukubracji niedouczonych „filozofów” i, jak każdy element kryminogenny, w lot chwytające najsubtelniejsze nawet oznaki rozluźnienia dyscypliny – do zadymy.

11 lipca rozpoczynają się zamieszki – pośród wrzasku, sygnałów alarmu i fałszywych nowin, oszalały tłum miota się, to atakując nieliczne oddziały wojska, to oddając się pijatyce. Mnożą się napady na domy, sklepy i warsztaty. Panuje nastrój całkowitej anarchii. Paryżanie zabarykadowani w swych domostwach oddają ulicę na łup dzikiej bandy, która rozbiwszy gmach komendy policji oraz więzienie La Force zdołała się uzbroić i znacznie wzrosnąć w siłę.

Szlachta ogłupiona liberalizmem

14 lipca 1789 roku motłoch zbrojny w strzelby i piki ze splądrowanych magazynów rusza w kierunku stołecznej fortecy zwanej Bastylią (ze staroprowansalskiego bastida – zamek, twierdza), bronionej przez czterdziestu Szwajcarów i osiemdziesięciu inwalidów wojennych pod dowództwem Bernarda-René markiza de Launay. Potężna czternastowieczna twierdza, przekształcona w więzienie dopiero przez Ludwika XIV, pomimo tak szczupłej załogi mogła się długo bronić przed bezładną bandą cywilów. A raczej: mogłaby, gdyby chciano jej bronić. Jednak de Launay zbyt był oświeconym liberałem, by wycelować armaty w tłum. Nie tylko więc polecił je wycofać, ale kazał wręcz burzyć strzelnice, po czym zaprosił delegatów oblegających na układy.

Tymczasem zgraja pod murami rosła w zastraszającym tempie. Wkrótce też odezwały się armaty buntowników, co rzuciło strach na załogę – w obliczu niezdecydowania komendanta nie była ona w stanie stawić zdecydowanego oporu. Bierna postawa obrońców zwykle stanowi zachętę dla atakujących; tak też było i tym razem. Tłum bez wielkiego trudu wdarł się na pierwsze podwórze i po splądrowaniu budynków skierował lufy wszystkich czterech (!!!) dział na drugie wrota. Załoga odruchowo odpowiedziała strzałami, lecz po chwili, nie czując nad sobą silnej ręki dowódcy, zmusiła go do kapitulacji.

De Launay został z miejsca zamordowany; jego ciało wrzucono do strumienia, a głowę odciętą przez kuchcika, który – wedle relacji świadka – umiał obchodzić się z mięsem zatknięto na pikę i do wieczora obnoszono po mieście. Zginęli również trzej oficerowie; powieszono dwóch inwalidów, trzeciemu zaś obcięto rękę.

W tym czasie trwały przeszukiwania więzienia, w którym znaleziono bynajmniej nie setki czy nawet dziesiątki „ofiar reżimu”, lecz siedmiu (sic!) więźniów i to wcale nie politycznych, tylko: czterech fałszerzy, dwóch wariatów i jednego młodego hrabiego, zamkniętego tam na prośbę własnej rodziny, oskarżającej go o kazirodztwo (mało kto jednak dowiedział się o tym, gdyż fałszerze natychmiast się ulotnili, wariaci trafili do zakładu dla psychicznie chorych w Charenton, jeden tylko uczeń markiza de Sade został przyjęty z wielką okazałością przez związki rewolucyjne, gdzie wygłosił rozczulające mowy przeciwko tyranii i despotyzmowi – jak to relacjonuje znamienity historyk francuski, Pierre Gaxotte. Oto, jakim „symbolem ucisku” okazała się być Bastylia.

Motłoch pijany krwią

Kim natomiast byli sprawcy jej upadku, dowiemy się najlepiej z lektury zapisków naocznego świadka koszmaru. François-René de Chateaubriand bacznie, choć z przerażeniem obserwował widowisko, które obłudnicy bez serca uważają za tak piękne. Wśród morderstw oddawano się orgiom, jak podczas zamieszek w Rzymie za Otona i Witeliusza. W dorożkach paradowali „zdobywcy” Bastylii, szczęśliwi pijacy ogłoszeni zwycięzcami w szynkach; ich eskortę stanowiły prostytutki i sankiuloci, którzy zaczynali już rządzić. Przechodnie z czcią strachu odkrywali głowy przed tymi bohaterami, z których kilku wskutek wyczerpania nie przeżyło triumfu. Mnożyły się klucze do Bastylii; rozsyłano je do wszystkich liczących się głupców na cztery strony świata.

Nocą 14 lipca 1789 roku do królewskiej rezydencji w Wersalu dotarły wieści o tragicznych wypadkach na ulicach Paryża. Wówczas to doszło do historycznej wymiany zdań – oburzony król wykrzyknął: C’est une révolte!, na co książę de la Rochefoucauld-Liancourt odparł: Non, Sire, c’est une révolution!

Noc położyła kres krwawemu rozpasaniu. Nazajutrz Paryż obudzi się z ogromnym „kacem moralnym” – trzeba więc tworzyć legendę. Przywódcy lewicy – pisze Pierre Gaxotte – wnet użyli wszelkich środków, ażeby popełnione zbrodnie przedstawić jako czyny bohaterskie i w ten sposób usprawiedliwić podżegaczy. Legenda o Bastylii zrodziła się w cztery godziny po jej zdobyciu. I oto 15 lipca rentierzy paryscy, którzy obudzili się rano zawstydzeni i zaniepokojeni z powodu ustąpienia przez siebie pola mordercom, dowiedzieli się nagle, że nigdy nie było żadnych morderców, że cały naród powstał dla obrony wolności i że zabójstwo de Launay’a i de Flesselles’a stanowiło po prostu wzniosły objaw wszechwładnej sprawiedliwości narodowej.

14 lipca 1789 roku władza we Francji przeszła de facto w ręce terrorystów. Panowie posłowie [do Zgromadzenia Narodowego – przyp. J. W.] deklamowali, a lud działał – zauważa Teodor Jeske-Choiński. Panowie posłowie rozprawiali całymi tygodniami, miesiącami o prawach człowieka i tym podobnych ładnych marzeniach, roztkliwiali się nad dobrocią, szlachetnością pierwotnego człowieka, budowali państwo z frazesów, a lud palił dalej zamki, klasztory, wycinał lasy, rozgrabiał zboże na targach miasta, niszczył wszelką cudzą własność. Zamiast ukarać wichrzycieli, Zgromadzenie Narodowe usiłowało ich przekonać dziecinnymi manifestami (…). A lud, który już polizał cudzej własności i zasmakował w bezkarnej kradzieży – palił, rabował dalej drwiąc sobie z panów posłów.

Żeby nie być gołosłownym i nie polegać wyłącznie na komentarzach historyków, jeszcze raz oddajmy głos Chateaubriandowi:

Oto grupa obszarpańców zjawia się u końca ulicy; pośrodku wznoszą się dwie chorągwie, których nie widzimy dobrze z daleka. Kiedy zbliżyli się, ujrzeliśmy zniekształcone głowy o potarganych włosach, które ci poprzednicy Marata nieśli na pikach: były to głowy Foullona i Bertiera [generalnego kontrolera finansów oraz jego zięcia, intendenta Paryża – przyp. J. W.]. Wszyscy odeszli od okien; ja zostałem. Mordercy zatrzymali się przy moim oknie i wznieśli ku mnie piki śpiewając, tańcząc i skacząc, żebym lepiej zobaczył blade wizerunki. Oko jednej z głów, wypłynąwszy z orbity, zsuwało się po ściemniałej twarzy; pika przechodziła przez otwarte usta, zęby wgryzały się w żelazo.

– Zbóje – zawołałem w oburzeniu, którego nie mogłem pohamować – więc tak rozumiecie wolność?
Gdybym miał broń, strzeliłbym do tych nędzników jak do wilków. Z wyciem zaczęli uderzać co sił w bramę, chcąc ją wyważyć i dodać moją głowę do głów ofiar.

Na szczęście oprawcy nie zdołali wtargnąć do środka, jednakże – jak dalej opowiada Chateaubriand – te głowy i inne, które zobaczyłem wkrótce potem, odmieniły moje skłonności polityczne; mam odrazę do uczt kanibalów…

Lewica nieuleczalnie chora

Z napompowanych mitologią lekcji historii w peerelowskiej szkole wynosiło się nieodparte przekonanie, iż proces burzenia Bastylii był błyskawiczny: oto – trawestując słowa Cezara – ruszyli, zdobyli, zburzyli. Tymczasem, choć tłum natychmiast przystąpił do burzenia twierdzy, rozbiórka jej trwała bez mała rok. Większych kamieni z Bastylii użyto między innymi do budowy Mostu Concorde, na mniejszych zaś kierujący rozbiórką majster nazwiskiem Palloy dorobił się majątku, sprzedając je jako souvenirs de la Revolution. W pierwszą rocznicę zdobycia Bastylii w miejscu wyburzonych murów dało się już zorganizować zabawę taneczną, pośród ruin zaś stanęła gilotyna, która w swoisty sposób potwierdziła podrzędność tego miejsca – podczas Wielkiego Terroru stracono tam zaledwie siedemdziesiąt trzy osoby!

Tak oto w rzeczywistości wyglądało zarówno „zdobycie” Bastylii, jak i późniejsze, nie mniej „bohaterskie” wyczyny „uciemiężonego ludu”. Warto pamiętać o tym nie tylko w lipcu, ale przez cały rok, gdyż mając w pamięci zmitologizowane wydarzenia sprzed dwu wieków łatwiej odnieść się do mitów tworzonych współcześnie. Lewica bowiem nigdy nie zrezygnowała – i nie zrezygnuje – z fabrykowania wyssanych z palca historyjek, gdyż niebezpieczna mitomania jest jej nieuleczalną chorobą.

Jerzy Wolak
http://www.pch24.pl

Komentarzy 12 do “Mit Bastylii – studium zbrodni, kłamstwa i manipulacji”

  1. Wandaluzja said

    Arytkuł POTWIERDZA, że Powodem Wielkiej Rewolucji Francusakiej był dług Ludwika XIV, który Maria Antonina chciała stopić polityką inflacyjną więc ZWOŁAŁA parlamnt, żeby uchwalił emisję pieniądza nominalnego. Iluminaci przewidzieli taki obrót sprawy więc wysłali do Paryża 2 emisariuszy: Robespiera i Buonarotiego, który nawiązali kontakt z La Fayetem i Mirabouem, co omal nie zakończyło się fatalnie, gdyż La Fayett nie stanął na wysokości zadania. Ci poszukali posiadaczy skryptów dłużnych i większych pakietów obligacji, których powiadomili o Zamachu Marii Antoniny.
    Gdy król rozwiązał Parlament to Mirabou poprowadził deputowanych stanu III do hali tenisowej, gdzie powołano Opałczenie, wobec czego na żądanie Mistrza Ceremonii OPUSZCZENIA HALI Mirabou zażądał FIZYLIERÓW. Zjawiło się dowództwo garnizonu paryskiego z PROŚBĄ O ROZKAZY.
    Podobnie rewolucja rosyjska była skutkiem WYGNANIA przez Żelaznego Kanclerza rosyjskich papierów wartościowych z giełdy berlińskiej: CHCECIE ZAROBIĆ TO IDŹCIE DO CZECH, ale ciekawe, kto wygra dług niemiecki? Obiecanie POLKOM miliona ton złota z satelitarnej detekcji za tuskowanie Funkcjonalnej Chronologii Architektury Niemieckiej.

  2. guła said

    #1
    „Obiecanie POLKOM – rzecz jasna czeską, ale czytane WPROST jest jak najbardziej na miejscu.
    Nieprawdaż drogie panie. „Oj jaki un przystojny”

  3. Pokręć said

    W Krakowie na Rynku ponoć, w 200-na rocznicę tej krwawej jatki konsulat francuski urządził święto. W rogu stanęła grupka ludzi z prawdziwymi flagami Francji – królewskimi, takimi z liliami Burbonów i zapytani, czy oni są chorzy, głupi, czy durni, zakrzykneli „vive la France, vive le roi”! I wyjaśnili, że kochają Francję i Francuzów. Ale nie kochają diabła, co Francję opętał i dręczy.

    Po drugie – deficyt budżetowy, nawet, jeśli łatwo spłacalny – zawsze prowadzi do rewolucji. Ciekawe, czym się skończy nasz deficyt budżetowy. Rozwalimy Pałac Kultury?

  4. walerianda said

    Nie powinniśmy niczego niszczyć ani rozwalać i być przy tym wysoce i dalece humanitarni. Zaproponować dożywotnie ciężkie roboty albo opuszczenie naszej Ojczyzny.

  5. AlexSailor said

    Ciągle mam kłopoty ze zrozumieniem, nie, nie zrozumieniem, z przyjęciem do wiadomości, jak to się stało, że w Rosji obalono cara, a we Francji wygrała rewolucja antyfrancuska.

    Moim skromnym zdaniem, nie dług czy braki w skarbcu były powodem, nie chęć czy nawet opór (słuszny bez wątpienia) w nakładaniu podatków.
    Król i państwo mam mieć taki majątek, żeby podatki były niepotrzebne, a gdy ma za mało, to cześć kosztów utrzymania państwa powinien zrzucić najpierw na arystokrację, w tym finansową, wydając jej stosowne rozkazy pod karą zdrady zagrożoną oczywiście konfiskatą majątku i karą śmierci.

    Jądrem rewolucji antyfrancuskiej, jak i bolszewickiej w Rosji, była potencjalna, już realizująca się mocarstwowość tychże.
    Francja była potęgą, Rosja była potęgą, ba – nawet Rzeczypospolita zapowiadała się na potęgę i przestała istnieć.

    Stara kryminalistyczna zasada głosi, ten popełnił, kto uzyskał korzyść.
    Dalej wystarczy pomyśleć.

    Zarówno rewolucja antyfrancuska, upadek Rzeczypospolitej, czy rewolucja bolszewicka (no tak ją roboczo nazwijmy – każdy wie o co chodzi), zaczęła się kilkadziesiąt lat wcześniej.
    I była tylko zwieńczeniem, prowadzonej wcześniej wojny informacyjnej.
    To zjawisko obserwowaliśmy w Libii, obserwujemy w Syrii czy Iranie, a nie udało się go przeprowadzić w Serbii.

    Jak to możliwe, że król uwielbiany przez poddanych, w kraju opływającym w dostatki, zostaje zamordowany, nikt go nie broni, ba on sam się nie broni i jeszcze abdykuje?
    Pod rozkazami wojska, które jednym dmuchnięciem zmiotłyby bandę zdrajców i obdartusów.
    Ludność kraju drżąca przed bandytami nazywającymi siebie rewolucjonistami z utęsknieniem czekała takiej reakcji.
    I co? Car abdykuje bo napadła do banda oprychów, gdy jechał pociągiem, a Ludwik VI unika przemocy zakazując wojskom rozprawić się ze zdrajcami.
    Konsekwencja morze krwi i nieszczęść.

    Najpierw wróg zwyciężył w wojnie informacyjnej, a reszta poszła jak z płatka.
    Ot trochę agentury, trochę pieniędzy, trochę propagandy.

  6. Piotrx said

    „Kiedy Ludwik XVI zastanawiał się co robić z tym fantem, delegaci Stanu Trzeciego otwarcie ogłosili się Zgromadzeniem Narodowym i przenieśli swe obrady na kort tenisowy Wersalu, jako, że król kazał pozamykać sale spotkań. Na ich wezwanie, wkrótce wielu księży katolickich oraz kilkanaścioro arystokratów przeszło do ich obozu. Król co prawda uprawomocnił Zgromadzenie ale jednocześnie rozkazał wojsku otoczyć Wersal. Niestety, wahał się zbyt długo nad rozwiązaniem niebezpiecznej sytuacji i początek końca nastąpił w momencie, kiedy paryski plebs, odpowiednio podjudzony stałymi pogłoskami o nadchodzącym głodzie i niedoli, zaatakował Bastylię 14 czerwca 1789 roku (oficjalna data rozpoczęcia rewolucji, święto państwowe we Francji).

    W oficjalnej historiografii Francji jest to przedstawiane jako szturm ludu na bastion tyranii, wyzwolenie z lochów tysięcy młodych idealistów, zwolenników demokracji, wolności, równości i braterstwa. W rzeczywistości, w momencie ataku, załoga Bastylii liczyła 32 Szwajcarów plus kilkunastu inwalidów i weteranów pod wodzą markiza de Launay. Uwolniono 7 osób: czterech fałszerzy pieniędzy, dwóch obłąkanych i utracjusza, zamkniętego tam na prośbę rodziny. Poza tym na ironię zakrawa fakt, że Bastylia zawsze była więzieniem dla arystokracji, co powszechnie było znane wtedy w całej Francji. No, ale to było wtedy a dziś, w wyniku wielkiego prania mózgów nad Loarą, jawi się to Francuzom jako kazamaty dla wolności. A zatem nie tylko Polska ma swojego Michnika – Szechtera z jego organem (prasowym), Francuzom też się nie udało umknąć mackom oprawców. Tak więc w rzeczywistości paryski plebs włamał się do twierdzy w poszukiwaniu prochu i broni a nie po to, by kogoś tam uwalniać.”

    calość tekstu:

    „Pierwsze zbrodnie – Rewolucja Anty-Francuska” – Zbyszek Koreywo

    „Bez względu na to, czy Iluminaci mają jedną specjalną organizację, która jest ich naturalnym spadkobiercą (…) możemy być pewni, że kontynuatorzy tej filozofii reprezentowani są dosłownie przez setki organizacji i ludzi z różnych dziedzin życia” – David Allen Lewis „Mroczni Aniołowie Światła” (The Dark Angels of Light)

    „W Rewolucji francuskiej wszystko, aż do najokrutniejszych zbrodni, zostało przewidziane, przemyślane, uplanowane, rozstrzygnięte, ustanowione przez ludzi, którzy ciągnęli za sznurek przygotowane konspiracje w tajnych stowarzyszeniach” – ks. Augustin Barruel (1741 – 1820)

    Były w historii Zła Adama Weishaupta dwa momenty, które zapewniły mu powodzenie na przyszłe stulecia. Najpierw infiltracja wolnomularstwa europejskiego a następnie pozyskanie do współpracy najbogatszej rodziny bankierskiej – Rothshildów. To pierwsze zapewniło strukturę organizacyjną a drugie zaplecze finansowe.

    Na pierwszą przymiarkę do zbrodni przeciwko ludzkości zwyrodnialców spod znaku gwiazdy pięcioramiennej [i] nie trzeba było długo czekać. W 1789 roku Francja otwarła szczególny rozdział swej historii w postaci tzw. Rewolucji Francuskiej.

    Wydarzenie to jest bodajże jednym z najmniej znanych epizodów w historii Europy. To znaczy prawda o tamtych strasznych latach jest, jak sądzę, mało znana powszechnemu ogółowi. Jak to bowiem możliwe, że do tej pory Francuzi co rok uroczyście świętują rocznicę tamtych krwawych lat, które na całe wieki genetycznie zdegenerowały ich kraj. Jest to, jak myślę, jeszcze jeden dowód na to, że Prawda na skalę światową może być świadomie skrywana a fałszywa historia podstawiana w jej miejsce – w wyniku zakulisowych działań sił potężnych aczkolwiek totalnie amoralnych. Innymi słowy jest to kolejny dowód na to, że sprzysiężenie Zła przeciwko nam jest nie tylko realną groźbą ale i codzienną praktyką.

    Natomiast tzw. Rewolucja Francuska wzięła swój początek od Zgromadzenia Stanów Generalnych (kleru, arystokracji i ludu) 5 maja 1789 roku w Wersalu. Zgromadzenie to zostało zwołane przez króla Ludwika XVI w roku poprzednim, w celu rozwiązania kryzysu finansowego państwa francuskiego (warto by przestudiować temat: jak się robi finansowe krachy). Wkrótce Zgromadzenie zostało osaczone przez stan trzeci czyli przedstawicieli ludu francuskiego, którzy doszli do przekonania iż tylko oni są ważni dla kraju i w związku z tym tylko im należy się pełnia władzy (sami tego, jak sądzę, nie wymyślili czyli brudne paluchy Illuminati były w tym umoczone). Poza tym nieodparcie nasuwa się tu oczywista analogia do rewolucji bolszewickiej w Rosji.

    Kiedy Ludwik XVI zastanawiał się co robić z tym fantem, delegaci Stanu Trzeciego otwarcie ogłosili się Zgromadzeniem Narodowym i przenieśli swe obrady na kort tenisowy Wersalu, jako, że król kazał pozamykać sale spotkań. Na ich wezwanie, wkrótce wielu księży katolickich oraz kilkanaścioro arystokratów przeszło do ich obozu. Król co prawda uprawomocnił Zgromadzenie ale jednocześnie rozkazał wojsku otoczyć Wersal. Niestety, wahał się zbyt długo nad rozwiązaniem niebezpiecznej sytuacji i początek końca nastąpił w momencie, kiedy paryski plebs, odpowiednio podjudzony stałymi pogłoskami o nadchodzącym głodzie i niedoli, zaatakował Bastylię 14 czerwca 1789 roku (oficjalna data rozpoczęcia rewolucji, święto państwowe we Francji).

    W oficjalnej historiografii Francji jest to przedstawiane jako szturm ludu na bastion tyranii, wyzwolenie z lochów tysięcy młodych idealistów, zwolenników demokracji, wolności, równości i braterstwa. W rzeczywistości, w momencie ataku, załoga Bastylii liczyła 32 Szwajcarów plus kilkunastu inwalidów i weteranów pod wodzą markiza de Launay. Uwolniono 7 osób: czterech fałszerzy pieniędzy, dwóch obłąkanych i utracjusza, zamkniętego tam na prośbę rodziny. Poza tym na ironię zakrawa fakt, że Bastylia zawsze była więzieniem dla arystokracji, co powszechnie było znane wtedy w całej Francji. No, ale to było wtedy a dziś, w wyniku wielkiego prania mózgów nad Loarą, jawi się to Francuzom jako kazamaty dla wolności. A zatem nie tylko Polska ma swojego Michnika – Szechtera z jego organem (prasowym), Francuzom też się nie udało umknąć mackom oprawców. Tak więc w rzeczywistości paryski plebs włamał się do twierdzy w poszukiwaniu prochu i broni a nie po to, by kogoś tam uwalniać.

    Kolejnym etapem rewolucji było ogłoszenie 29 sierpnia 1789 roku tzw. Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, co do dziś jest uważane w kręgach mniej poinformowanych jako przełom w historii ludzkości, jako przejaw szczytnych idei humanitaryzmu.

    W rzeczywistości jest to dokument zdumiewająco podobny do sowieckiej konstytucji, gdzie wszystko się zgadza oprócz kasy, jak mawiał pewien kierownik centrum handlowego. I tak, kiedy dziesiątki milionów szły na śmierć w łagrach, pionierzy i komsomolcy śpiewali, że: „nie znaju takoj storony, gdzie tak wolno dyszy czełowiek. Pewnie, że hasła: Równość, Wolność i Braterstwo brzmią bardzo dobrze, podobnie jak tuziny innych, równie utopijnych maksym. Równość, owszem ale tylko wobec prawa. Poza tym ludzie rodzą się ze skłonnością do tycia albo chudzielce, mądrzy albo głupi, leniwi albo pracowici, ze skłonnościami do zachowań kryminalnych albo nie itd. itd. Wolność – oczywiście, szczególnie słowa, myśli i wyznania ale już nie zachowań, bo te są regulowane przez tysiące pisanych i niepisanych nakazów. Braterstwo – jasne, szczególnie z ludźmi honoru, uczciwymi i wrażliwymi. No, ale jak się tak dobrze rozejrzeć, to nie każdy może być moim „bratem’ a i ja nie nadaje się na kandydata do każdej rodziny. Tak więc pomimo niezwykłej atrakcyjności Deklaracji, jasnym jest, że wprowadzenie jej w życie byłoby możliwe tylko w świecie idealnym. Niemniej nie o wprowadzanie w życie utopii chodziło inżynierom Rewolucji Francuskiej a o masową i zaplanowaną eksterminację arystokracji, duchowieństwa i ludzi inteligentnych, bo nie zgadzających się na Zło. Nie ulega dla mnie też wątpliwości, że plan ten mógł się wyląc tylko w chorych, perwersyjnych i okrutnych głowach szatańskiego pomiotu.

    I tak, wkrótce po szczytnych zasadach Deklaracji Praw Człowieka, następują jedne po drugich dekrety, które pokazują prawdziwe cele Rewolucji.

    Najpierw prywatyzacja majątku kościelnego czyli jawny rabunek cudzej własności.

    Zaraz potem, 13 lutego 1790, dekret rozwiązujący wszystkie zakony a w sierpniu zakaz noszenia strojów kościelnych czyli sutann. 12 lipca 1790 ukazuje się tzw. Konstytucja Cywilna Kleru, która praktycznie unicestwia kościół katolicki we Francji. Miedzy innymi zażądano w niej, by proboszczów i biskupów wybierać w drodze powszechnych wyborów.

    Iluminaci już wtedy wiedzieli, że stosując tzw. demokrację, dostaną i osiągną wszystko co tylko zechcą. W dodatku zawsze będzie można zwalić winę na społeczeństwo, że niby samo tak chciało. 27 maja 1792 roku zarządzono deportację do kolonii wszystkich duchownych, odmawiających zaprzysiężenia na nową Konstytucję Cywilną. Niecały rok później zadekretowano, że odmowa złożenia przysięgi będzie karana śmiercią. Taki sam los miał czekać tych wszystkich, którzy będą księży ukrywać (przypomina się niemieckie prawo w okupowanej Polsce, karzące śmiercią za ukrywanie Żydów) lub brać udział w nabożeństwach. 17 września 1793 roku ukazuje się rozporządzenie o podejrzanych.

    Zgodnie z tym prawem, każdy mógł być skazany na śmierć w oparciu o anonimowy donos.

    I tak rozpoczął się okres, zwany „Wielkim Terrorem”, kiedy to w imię chlubnych ideałów mordowano ludzi jak bydlęta. Czas dziś święcony we Francji choć tak naprawdę była to Rewolucja Anty-Francuska. Ale najgorsze jeszcze miało przyjść – i przyszło w Wandei ale o tym za miesiąc w następnym felietonie.

    Zbyszek Koreywo

  7. Piotrx said

    „zaatakował Bastylię 14 czerwca 1789 roku (oficjalna data rozpoczęcia rewolucji, święto państwowe we Francji).”

    Autor chyba miał na myśli datę 14 lipca 1789?

  8. Zerohero said

    Francuskie liberały z XVIII wieku nie chciały płacić troszkę więcej, to teraz suma sumarum płacą ponad połowę z widokiem na więcej. Polskie liberały z XVII wieku nie chciały płacić podatków nawet na armię, to potem im mająteczki po powstaniach Rosjanie konfiskowali. Tak to jest z durnym łbem, że w dobrym momencie grosika nie zainwestuje, a potem szasta własną krwią.

  9. Wandaluzja said

    www,wandaluzja.com – 45. Juliusz Prawdzic-Tell, UNCYDENTU NIE BYŁO, Gdańsk, 2001: Daniel Pipes, POTĘGA SPISKU, Sławomir Kędzierski BEJ Service, Warszawa 1998

    Według mnie tytuł jest mylący. Powinno być: KONSPIRACJONIZM – Powody paranoicznego myślenia historycznego i politycznego. DP podkreśla, że Wielka Rewolucja Francuska (WRF) rozpętała konspiracjonizm, który to proces trwa do dziś.
    Ja zaś uważam, że spisek stał się podstawą dynamizmu politycznego. Jeśli WRFr dała obywatelowi osobowość polityczną to tym kapitałem grają zawodowi politycy, nie zawsze w dobrej wierze – ale ważne jest tu, jak depozytariusze są rozliczani przez deponentów, czyli jak w banku.
    DP przytacza piękną anegdotę. Dwaj uczeni niemieccy spacerują po śniadaniu po kurorcie. Kupują gazetę, gdzie na I stronie jest wiadomość o zburzeniu Bastylii. Patrzą na siebie znacząco i mówią jednym głosem TO SPRAWA ILUMINATÓW!
    DP raczej uzasadnia pogląd, że WRFr została wywołana przez iluminatów bawarskich, którzy zaprzysięgli Burbonom zemstę za aneksję Alzacji i Lotaryngii.
    W r. 1787 iluminaci wysłali do Paryża 2 emisariuszy, których ja identyfikuję jako Filipa Buonarrotiego i Robespiera. Emisariusze nawiązali kontakt z masonami francuskimi, z których najważniejszym okazał się w tej grze Honoriusz Mirabeau.
    Iluminaci wiedzieli, że Ludwik XVI siedzi na beczce prochu, którą chcieli zdetonować. Tym prochem był dług wewnętrzny Ludwika XIV w wysokości 3 miliardów luidorów, tj. ok. 20 miliardów franków w złocie – co było głównym powodem afery Lawa.
    Emisariusze pokazali więc Honoriuszowi Mirabeau karty Marii Antoniny – może antycypowane – a temu zrobiło się niedobrze. Na takie dictum nie pozostało mu nic innego, jak poszukać posiadaczy ważniejszych pakietów obligacji i skryptów dłużnych, którzy mieli krewnych na wyższych stanowiskach wojskowych.
    Plan Marii Antoniny był dość prosty: Zwołać parlament, który uchwali emisję pieniądza nominalnego, którym – przy pomocy polityki inflacyjnej – stopi się dług państwowy.
    Na takie gry można sobie było jednak pozwolić w Rosji czy Polsce – ale nie we Francji, gdyż skąpcy francuscy są najgroźniejsi. Wraz z postępowaniem Marii Antoniny następowała kontrakcja, w postaci powodowanego przez masonów (korupcję) „sztucznego głodu” oraz porozumienia Mirabeau z La Fayette’m i dowódcą gwardii szwajcarskiej – gdyż wpływy iluminatów szły do Francji przez Szwajcarię.
    Gdy posłowie Stanu Trzeciego nie uznali rozwiązania przez króla Parlamentu i udali się do sali Tenisowej to nowo wyłonione dowództwo garnizonu paryskiego zgłosiło się do nich z PROŚBĄ O ROZKAZY.

  10. aga said

    Wykorzystując słownictwo buszujących w gajowce nardofcuf:) :

    „czapki z głów tępa ,lewacka hołoto”!!!

    W Imię Przenajświętszej Trójcy – Ojca, Syna i Ducha Świętego:

    Dziś, 25 grudnia [roku] 1792, ja, Ludwik XVI Król Francji, będąc już ponad cztery miesiące uwięziony wraz z moją rodziną w wieży Temple w Paryżu przez tych, którzy niegdyś pozostawali moimi poddanymi, a także pozbawiony możności jakiegokolwiek porozumiewania się, nawet z rodziną, od dnia 11 bieżącego miesiąca; co więcej – włączony w proces, którego zakończenia nie sposób przewidzieć z uwagi na ludzkie nastroje, a którego powodu ani znaczenia nie podobna znaleźć w żadnym istniejącym prawie, nie mając zaś prócz Boga, któremu się poświęcam, żadnych innych świadków moich myśli, niniejszym oświadczam w Jego obecności moje ostatnie życzenia i uczucia.

    Pozostawiam moją duszę Bogu, memu Stwórcy; modlę się, by przyjął ją w swoim miłosierdziu i nie sądził jej podług zasług jej samej, lecz tych Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który złożył Samego Siebie jako ofiarę Bogu Ojcu za nas – ludzi, niezależnie od tego, jak zatwardziałych [w grzechu] – a [wśród tych] mnie pierwszego.

    Umieram w łączności z naszą Świętą Matką, Katolickim, Apostolskim i Rzymskim Kościołem, dzierżącym autorytet poprzez nieprzerwaną sukcesję od czasów Św. Piotra, któremu zawierzył sam Chrystus; wierzę mocno i wyznaję wszystko to, co zawarto w Credo oraz przykazaniach Bożych i kościelnych, sakramentach, a także tajemnicy, w tym, czego naucza Kościół – i czego nauczał zawsze. Nigdy nie próbowałem ustanowić się sędzią różnych sposobów wykładania dogmatów, które dzielą Kościół Jezusa Chrystusa, ale zgadzam się i zawsze będę się zgadzał, gdyby spodobało się Bogu obdarzyć mnie życiem, z decyzjami, jakie wydają i jakie wydawać będą duchowni przełożeni Świętego Kościoła Katolickiego, zgodnie z dyscypliną, do której dąży Kościół od czasów Jezusa Chrystusa.

    Z całego serca żałuję naszych braci, którzy tkwią w błędzie, ale nie chcę być im sędzią i nie miłuję ich przez to mniej w Chrystusie, czego naucza nas nasze chrześcijańskie miłosierdzie, modlę się też do Boga, by odpuścił mi moje grzechy. Poszukiwałem ich dokładnie by je poznać, znienawidzić je, a także by poniżyć się w Jego obecności. Nie mogąc uzyskać posługi katolickiego księdza, modlę się, by Bóg przyjął wyznanie, które czynię umieszczając moje nazwisko (jakkolwiek wbrew mojej woli) przy czynach, mogących stać w sprzeczności z dyscypliną i wiarą Kościoła Katolickiego, do których zawsze pozostaję szczerze przywiązany. Proszę o to, by Bóg przyjął moje mocne postanowienie, że – jeśli tylko pozwoli mi żyć, zadbam o posługę katolickiego kapłana, tak szybko, jak będzie to możliwe, aby wyznać moje grzechy i przyjąć sakrament pokuty.

    Błagam tych, którym zawiniłem przez nieuwagę (gdyż nie przywołuję [w pamięci] nikogo, kogo mógłbym skrzywdzić umyślnie), a także tych, którym dostarczyłem złego przykładu albo powodu do zgorszenia, by wybaczyli zło, które w ich mniemaniu mogłem im wyrządzić.

    Usilnie proszę tych, którzy w swojej uprzejmości zechcą dołączyć swoje modlitwy do mojej, by wyprosili Boże przebaczenie moich win.

    Z całego serca wybaczam tym, którzy uczynili się moimi wrogami, mimo, że nie dałem im do tego żadnego powodu, i modlę się, by Bóg raczył im wybaczyć, jak również tym, którzy przez fałsz lub nierozumną gorliwość wyrządzili mi wiele szkody.

    Powierzam Bogu moją małżonkę i moje dzieci, moją siostrę, moją ciotkę, moich braci, a także wszystkich, którzy pozostają związani ze mną poprzez więzy krwi lub w jakikolwiek inny sposób. Modlę się zwłaszcza o to, by Bóg spojrzał ze współczuciem na moją żonę, moje dzieci i moją siostrę, którzy jakże długo już cierpią wraz ze mną, i by podtrzymał je w swoim miłosierdziu w razie, gdyby mnie stracili, tak długo, jak długo przebywać będą pośród śmiertelnych.

    Powierzam moje dzieci mojej żonie; nigdy nie wątpiłem w jej matczyną czułość względem nich. Zalecam jej ponad wszystko, by uczyniła z nich dobrych chrześcijan i uczciwych ludzi; niech ukaże im wspaniałości tego świata (o ile ich przekleństwem będzie takowych doświadczyć) jako dobra niebezpieczne i ulotne, i niech skieruje ich uwagę w kierunku jedynej pewnej i trwałej chwały – ku wieczności. Proszę też moją siostrę, by była uprzejma nie ustawać w swojej czułości względem moich dzieci i by zajęła miejsce ich matki w razie, gdyby miały nieszczęście utracić własną.

    Błagam moją żonę o wybaczenie wszelkiego bólu, który cierpiała z mojego powodu, a także smutku, do którego się przyczyniłem w trakcie trwania naszego związku; jeśli czyniła by sobie jakieś wyrzuty, może być pewna, że nie żywię niczego, co było by przeciwko niej.

    Jak najserdeczniej napominam moje dzieci, by po tym, co winne są Bogu, a co ma być na pierwszym miejscu, zawsze pozostały zjednoczone między sobą, uległe i posłuszne matce, wdzięczne za całą opiekę i kłopot, jakiego jej przysporzyły, niechaj też zachowają mnie w pamięci. Błagam, by szanowały moją siostrę jak swoją drugą matkę.

    Zaklinam mojego syna, by mając owo nieszczęście zostania królem pamiętał, że winien jest samego siebie [poświęcić] dla szczęścia swych poddanych; że musi zapomnieć o wszelkiej nienawiści i urazach, w szczególności tych związanych z nieszczęściem i smutkami, których doświadczam ja sam; że może uczynić ludzi szczęśliwymi tylko przez rządy oparte na prawie, równocześnie jednak musi pamiętać, że król nie jest w stanie przysporzyć sobie szacunku i czynić dobra, które ma w sercu dopóty, dopóki nie ma koniecznego autorytetu, i że w innym wypadku, będąc zaplątanym we własne czyny, bez podobnego natchnieniu respektu, jest bardziej szkodnikiem, niż kimś użytecznym.

    Nakazuję memu synowi, by troszczył się o wszystkie osoby, które pozostają ze mną związane tak bardzo, jak pozwolą mu na to okoliczności; by pamiętał, że jest to święty dług, który dotyczy również dzieci i krewnych tych, którzy zginęli za mnie, jak również tych, którzy pozostają przeklęci ze względu na moją sprawę. Wiem, że wiele jest osób znajdujących się niegdyś blisko mnie, które jednak nie podążyły w moją stronę, choć powinny, a które okazały nawet swą niewdzięczność, wybaczam im jednak (często w chwilach trudu i zawieruchy nie bywa się bowiem panem samego siebie) i błagam mojego syna, by – jeżeli znajdzie po temu sposobność, myślał wyłącznie o ich nieszczęściu.

    Winien teraz jestem okazać moje uznanie tym, którzy obdarzyli mnie prawdziwym i bezinteresownym uczuciem; jak bowiem z jednej strony zostałem dotkliwie skrzywdzony przez niewdzięczność i brak lojalności tych, którym zawsze okazywałem uprzejmość, podobnie jak ich krewnym i przyjaciołom, tak z drugiej strony pojawiła się sympatia i dobrowolne zainteresowanie, jakie okazało mi wiele osób. Błagam ich o przyjęcie mojego podziękowania. W sytuacji, jaką mamy obecnie, obawiam się ich narażać poprzez mówienie wprost, ale w sposób szczególny zalecam memu synowi, by znalazł okazję do rozpoznania tych ludzi.

    Uznałbym jednak za potwarz dla narodu, gdybym otwarcie nie polecił memu synowi pp. De Chamilly i Hue, których autentyczne przywiązanie do mnie doprowadziło do uwięzienia ich wraz ze mną w tym smutnym domostwie. Polecam również p. Clery, którego troskę [o mnie] wysławiam, odkąd tylko jest przy mnie. Jako że to on pozostaje ze mną aż do końca, proszę usilnie pana z Komuny[1] o powierzenie mu moich ubrań, książek, mojego zegarka, portmonetki, jak również wszelkich innych drobiazgów, zdeponowanych przy radzie Komuny.

    Jak najchętniej wybaczam raz jeszcze tym, których postawiono mi na straży, złe traktowanie oraz zdenerwowanie, które uznali za niezbędne do zapanowania nade mną. Znalazłem pośród nich kilka wrażliwych i współczujących dusz – niech ich serca cieszą się spokojem, jaki daje im ich sposób myślenia.

    Błagam pp. De Malesherbes[2], Tronchet[3] i De Seze[4], by przyjęli moje podziękowania i uczucie za wszelkie starania i kłopot, który mieli z uwagi na mnie.

    Kończę oświadczając przed Bogiem, gotów stanąć przed nim, że nie zarzucam sobie żadnych zbrodni, o jakie jestem oskarżony.

    Sporządzone wraz z kopią w wieży Temple, 25 grudnia 1792.

    Ludwik

  11. aga said

    Powyższy testament, znajdujący się obecnie w paryskim Archiwum Narodowym, został przekazany przez Ludwika XVI p. Baudrais, urzędnikowi miejskiemu, 21 stycznia 1723, tuż przed wyprowadzeniem króla na egzekucję. Baudrais natychmiast podpisał go celem poświadczenia autentyczności i przekazał Komunie, gdzie dokument uznano i potwierdzono podpisami p. Coulomneau – sekretarza, a także p. Drouel, wice-przewodniczącego.

    Śmierć Ludwika XVI:

    „O godzinie 9 [21 stycznia] przyszedł Santerre z grupą funkcjonariuszy i dziesiątką gwardzistów: gdy król ujrzał, że wszyscy mają nakryte głowy, natychmiast zażądał swego kapelusza. Chciał wręczyć swój testament delegatowi Komuny, sławnemu potem „wściekłemu” księdzu Roux. Chwalił się on później swą brutalną odpowiedzią: „Nie jestem tu, by wykonywać twoje polecenia, lecz by cię doprowadzić na szafot”. Testament wziął inny funkcjonariusz. Ludwik prosił o oddanie dokumentu jego żonie.

    W zakrytym powozie umieszczono króla wraz ze spowiednikiem i dwoma oficerami, gwardzistą narodowym i żandarmem. Król czytał psalmy z brewiarza księdza Firmonta. Powóz otaczała bardzo silna eskorta; na drodze przejazdu stał gęsty szpaler gwardzistów z karabinami i pikami. Na bulwarze Bonne Nouvelle małe zamieszanie: z lekkiego wzniesienia nad bulwarem słynny potem konspirator, baron de Batz z garstką przyjaciół usiłował zagrzać tłum do ratowania króla. Poniósł kompletne fiasko, ale zdołał umknąć.

    Droga na plac Rewolucji – dzisiejszy plac de la Concorde – trwała ponad godzinę. Szafot stał blisko postumentu obalonego pomnika Ludwika XV,wokół gilotyny spora pusta przestrzeń i czworobok gwardzistów. Dalej morze ludzi. A oto opis egzekucji ze 185 numeru gazety „Les Revolutions de Paris”: „Po przybyciu na plac Rewolucji… [Ludwik] wysiadł z powozu. Natychmiast został przekazany w ręce kata; sam zdjął frak i krawat, został w zwykłej kamizelce z miękkiej białej wełny. Nie chciał, by mu podcinano włosy, a przede wszystkim by go wiązano; kilka słów wypowiedzianych przez spowiednika wnet go przekonało. Wszedł na szafot, postąpił ku lewemu brzegowi, z twarzą mocno zaczerwienioną spoglądał przez kilka chwil na całe otoczenie i zapytał, czy dobosze nie przestaną bić w bębny. Chciał się wychylić i przemówić, wiele głosów wykrzyknęło do egzekutorów – było ich czterech – by wykonali swoje zadanie. Niemniej, gdy zaczęto go przywiązywać, powiedział wyraźnie te słowa: Umieram niewinnie, przebaczam mym wrogom, pragnę, by moja krew przyniosła pożytek Francuzom i uśmierzyła gniew Boga”. Relacja księdza Firmonta w zasadzie pokrywa się z opisem dziennikarza. Ujawnia ona, że gdy król protestował przeciw wiązaniu mu rąk, spowiednik rzekł mu: „Sire, w tej nowej zniewadze dostrzegam tylko ostatni rys podobieństwa miedzy Waszą Królewską Mością i Bogiem, który będzie Jej nagrodą”. Ludwik miał odrzec, znów z aluzją do Chrystusa na górze Oliwnej, że wypije ów kielich aż do dna. Zadziwiające, ale chyba prawdziwe: uznał, iż jego niewinna ofiara za grzechy Francuzów, podobna do męki Chrystusa, może odkupić jego naród, uśmierzyć gniew Boga! W tej wersji jego ostatnich słów, którą dał Firmont, jest zresztą aluzja do zbiorowej odpowiedzialności Francuzów: „Umieram niewinny wszystkich zbrodni, które mi zarzucano. Wybaczam sprawcom mej śmierci i proszę Boga, by krew, którą rozlejecie, nie spadła nigdy na Francję”. Głowę króla kat Sanson okazał ludowi.

    Był poniedziałek, 21 stycznia 1793 r., urzędowy protokół podaje godzinę: 10.22.

    Zwłoki przewieziono na ulicę Anjou-Saint-Honore, gdzie był cmentarz parafii Madeleine. Akt pogrzebu, podpisany przez dwóch funkcjonariuszy władz paryskich oraz proboszcza i dwóch wikariuszy tej parafii, stwierdzał, że oddział pieszych żandarmów złożył na cmentarzu „trupa Ludwika Kapeta, który, jak stwierdziliśmy, miał wszystkie członki w całości, ale głowa była oddzielona od tułowia. Zauważyliśmy, że włosy z tyłu głowy zostały ostrzyżone i że trup był bez krawata, fraka i trzewików. Poza tym ubrany był w koszulę, pikowany kaftan w kształcie kamizelki, spodnie z szarego sukna i parę pończoch z szarego jedwabiu. Tak ubrany został złożony do trumny, którą spuszczono do fosy i natychmiast przykryto”.

    Za: J. Baszkiewicz, Ludwik XVI, 1983.

    Tłumaczenie i opracowanie: Mariusz Matuszewski

  12. JO said

    To Byl Krol, Bozy Pomazaniec

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: