Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Tolerancja czy pobłażanie?

Posted by Marucha w dniu 2012-08-06 (Poniedziałek)

Tolerancja (łac. tolero, -are – cierpliwie znosić, wytrzymywać) dotyczy relacji międzyludzkich, jest cnotą, czyli dzielnością moralną i niejako ukoronowaniem cnót społecznych kardynalnych: roztropności, męstwa, sprawiedliwości i umiarkowania, a polega na wyrozumiałości (wielkoduszności) wobec błędu.

Dlaczego wobec błędu? Błąd się zdarza, pojawia się on w naszym poznaniu, czynności trudnej i wielorako uwarunkowanej, i jest nieświadomym wzięciem fałszu za prawdę. Tolerancja-wyrozumiałość odnosi się do błędu (nikt nie chce błądzić!), ale nie dotyczy fałszu i jego nieuniknionej konsekwencji, jaką jest zło! Nie ma tolerancji dla fałszu i zła. Tolerancja jest koniecznym składnikiem życia wspólnotowego, ale jej stosowanie nie jest łatwe. Jak każda z cnót również tolerancja może uchybić zasadzie “złotego środka” i popaść bądź w niedomiar, czyli surowość, bądź w nadmiar, czyli w pobłażliwość. Jej stosowanie wymaga mądrości, na którą składają się wiedza o istocie życia społecznego oraz doświadczenie, które rozporządza bogatym wachlarzem przykładów jej dobrego i złego użycia.

W mechanice tolerancję określa się jako tzw. dopuszczalny błąd, dzięki któremu poszczególne części mechanizmu współpracują ze sobą. Ten “błąd” nie może być ani za duży, ani za mały. Analogicznie jest w życiu społecznym, z tą wszakże różnicą, że życie to ma charakter organiczny, dzięki czemu posiada ono zdolność samonaprawy, czyli eliminacji błędu poznawczego i jego konsekwencji. W indywidualnym przypadku tolerancji towarzyszy napomnienie, dzięki któremu sprawca zła powinien zrozumieć swój błąd, ocenić swoje postępowanie jako moralnie niegodziwe, a także zadośćuczynić osobom pokrzywdzonym. Czy jego czyn podlega penalizacji – to zależy od skali wyrządzonego zła.

Przedstawione wyjaśnienie problemu tolerancji stanowi dorobek poznawczy tradycji realizmu filozoficznego, leży u podstaw etycznych cywilizacji łacińskiej (personalistycznej) i kultury klasycznej. Jednakże kultura Europy – bo o nią tu chodzi – jest poważnie zainfekowana idealizmem, czego dzisiejszym wyrazem jest agresywne – jak to trafnie określono – nietolerancyjne wołanie o tolerancję. Wybrzmiewa ono dosadnie w plebejskich hasłach: “Zabrania się zabraniać!” i “Róbta, co chceta”, za którymi kryje się zwyczajny relatywizm prawdy i dobra, czyli pogląd o ich względności czy też o równosilności wszelkich poglądów na prawdę i dobro. Odnotujmy, że z tego założenia wynika, iż istotą tolerancji jest bezkrytyczna akceptacja wszelkiego poglądu, nawet jeśli jest głupi, moralnie nikczemny czy – jak w przypadku relatywizmu – absurdalny (wewnętrznie sprzeczny). O takiej tolerancji paplają nie tylko trybuni ludowi czy płynące “z duchem czasów” media, ale także nauczyciele, również z cenzusem uniwersyteckim.

Do zmiany znaczenia słowa “tolerancja” z pozytywnego (wyrozumiałość wobec błędu) na negatywne (konieczność akceptacji relatywizmu) doszło za sprawą wspomnianego idealizmu. Jego dziełem jest tzw. modernizm (łac. modernus), zapoczątkowana u progu czasów nowożytnych ideologia samozbawienia się człowieka, której dewizą jest jakobińskie hasło “Wolność, równość, braterstwo albo śmierć!” (Liberté, égalité, fraternité ou la mort!). Konsekwencją tej ideologii jest “cywilizacja śmierci” realizowana przez komunizm, faszyzm, nazizm, które zatruły kulturę ateizmem oraz biologicznym i kulturowym rasizmem, dlatego jej admiratorzy proklamują dziś tzw. postmodernizm i modyfikują jakobińskie hasło na “Wolność, pluralizm, tolerancja!”. Pomijają co prawda złowrogo brzmiącą część starego hasła, są bowiem liberałami, ale z pasją walczą o tolerancję, a śmierć towarzyszy ich poczynaniom politycznym (eugenika, aborcja, eutanazja). Podobnie jak moderniści stawiają na wolność, ale pojmują ją negatywnie: jako brak jakichkolwiek zewnętrznych przeszkód w działaniu.

Na straży procesu “wyzwalania wolności” ma stać tolerancja, czyli programowa i systemowa pobłażliwość wobec ataku na rodzinę, małżeństwo, religię, edukację, czyli na to wszystko, co w ich mniemaniu zagraża wolności. Odnotujmy na koniec, że nie tylko człowiek myślący dorzecznie i racjonalnie respektuje realistyczny sens tolerancji. Czyni to także “politycznie poprawny” liberał, który “oficjalnie” głosi relatywizm, ale na co dzień i “prywatnie” odróżnia prawdę od fałszu oraz dobro od zła. Mieszka w nim dwóch ludzi, a taki stan określa się w medycynie mianem schizofrenii.

Prof. Henryk Kiereś
Kierownik Katedry Filozofii Kultury KUL profesor WSKSiM
http://www.naszdziennik.pl

Komentarze 3 do “Tolerancja czy pobłażanie?”

  1. niereligijna said

    tolerancja dla bledu moze byc pozytywnie i praktycznie uzasadniona, ale czy tolerancja wobec klamstwa nie zniszczy prawdy?
    jestem tolerancyjna jesli chodzi o bledy np genetyczne,
    ale uwazam ze te bledy genetyczne nie powinny miec wplywu na prawidlowe i normalne zycie.
    Jesli nie tlumacze swojego punktu widzenia w przejrzysty sposob to wyjasnie to inaczej.
    cyfry np moga reprezentowac slowa, by to zobrazowac.
    slowo kobieta bedzie to cyfra – 3
    slowo mezczyzna to cyfra -2
    3+2=5
    5 to cyfra reprezentujaca zawsze slowo malzenstwo
    2+2=4
    3+3=6
    zaden z tych rownan matematycznych nie daje wyniku 5 (malzenstwo)
    uwazam ze trzeba znalesc nowe slowa (nowomowa) dla tych pozostalych wynikow, bo jesli nie to znaczy ze jestesmy tolerancyjni dla klamstwa, i prawda przestaje miec jakiekolwiek znaczenie
    a wtedy przyjdzie czas ze poniesiemy tego konsekwencje
    2+2=5 i 3+3=5 jest bledem, ale nie ma szans byc prawda
    komu zalezy na tolerancji dla klamstwa? tylko temu kto nie lubi prawdy.

  2. ojojoj said

    Jak nie ma sie wyczucia (czyli tolerancji) to mozna zerwac srube. A wtedy wiecej roboty niz ta cala wymiana takiego np. alternatora w samochodzie. Bo teraz trza wiercic dziure, srube zachaczyc jakims srubokretem i wykrecac modlac sie zeby gwintu nie popsuc, bo wtedy kicha blada i trza nagwintowywac otwor na silniku albo wymieniac caly silnik. A wystarczylo kupic odpowiedni klucz, w ktorym mozna ustawic granice tolerancji. Ot cala filozofia.

  3. aga said

    Żyd przyznaje, że “holocaust” jest oszustwem
    i elementem wojny psychologicznej

    źródło: http://johnfriendsblog.blogspot.com/2012/07/jew-admits-holocaust-is-fraud-and-psyop.html

    Carolyn Yeager zamieściła naprawdę ciekawe wyjątki ze swego artykułu “On the Roads of Truth: Searching for Warwick Hester” autorstwa Klausa Schwensena, opublikowanego w najnowszej edycji „Inconvenient History”, w którym amerykański żyd przyznaje, że domniemany “Holocaust” sześciu milionów żydów w Europie z rąk Hitlera i NSDAP podczas II WŚ jest totalnym oszustwem. Carolyn pisze:

    “Zdumiewające wyznanie ze strony amerykańskiego żyda, psychologa, znaleźć można w artykule z letniego wydania (2012) periodyka „Inconvenient History Journal”. Schwensen mówi o jakimś “Warwicku Hesterze”, który (w latach 50-tych) napisał „krytycznie na temat liczby 6 milionów i o rozmiarach żydowskiej ofiary w czymś, co odtąd wryło się w historię pod nazwą – Holocaust.’”Jest on zatytułowany “On The Roads of Truth: Searching for Warwick Hester”, a autorem jest Klaus Schwensen.

    Schwensen opowiada o jakimś “Warwicku Hesterze”, który (w latach 50-tych) napisał “krytycznie o liczbie 6 milionów i całej żydowskiej hekatombie ofiar w czymś, co odtad znane jest jako ’the holocaust.’”

    “Warwick Hester” oblicza światową populację żydowską w okresie 1933 r. oraz około 1950 r., co jest oczywiście liczbą stojącą w rażącej sprzeczności wobec 6 milionów zamordowanych rzekomo przez nazistów. W związku z tym, opowiada on następującą historię:

    Ostatnio podczas rozmowy z osobą pochodzenia żydowskiego, którą bardzo cenię, zwróciłem uwagę na dysproporcję (członków żydowskiej populacji). Zapytałem go, czy on sam wierzy szczerze w to, że naziści zabili 6 milionów ludzi. Odpowiedział: „Naturalnie, że nie. Oni nie mieliby na to ani czasu ani środków. To, co na pewno mieli – to zamiar zrobienia tego. Tutaj zaczyna się oczywiście polityka (tzn. psychologia propagandy). Stosując rozumowanie na temat zamiaru, możesz wtedy dojść do wykazania jakiejś liczby. Uważaliśmy, że 6 milionów to nie nadto wiele, aby wydawało się dopuszczalne, ale to wystarczało, aby ludzkość trzęsła się przez cały wiek. Taką szansę dał nam Hitler, a my zrobiliśmy całą resztę, aby to miało dobry efekt”.

    Powiedziałem, że on powinien brać pod uwagę, że kłamstwo polityczne takie, jak to, w świetle konsekwentnych badań, samo się zdemaskuje i obróci się w efekcie przeciw temu, kto to wymyslił. Lecz ten żyd, psycholog, zaprzeczył temu. To (propaganda) wniknęło tak głęboko w podświadomość mas, że to łgarstwo nigdy nie zostanie obalone. Człowiek ogólnie biorąc jest zupełnie bezkrytycznty. To, co zostaje zakorzenione w podświadomości, nawet u osobnika posiadającego zdrowy rozsądek, prawie nigdy nie może zostać wyrzucone z tej sfery psychiki. Jako dowód, zacytował fakt, że już obecnie [1954!], po relatywnie krótkiej kampanii propagandowej, to zagadnienie nie wymaga dalszej pogłębionej dyskusji. „Nie mamy z tym problemu, gdyż stworzyliśmy historyczny fakt, który teraz jest w podręcznikach szkolnych do historii, tak jak daty bitew”.

    Więc mamy tu niezły “pasztecik”, technika Wielkiego Łgarstwa oraz psychologicznej manipulacji połączonej z eksploatacją użyta przez międzynarodowe żydostwo po to, aby forsować swą rasistowską agendę światowej dominacji i podległości, co opisuje i przyznaje sam żyd. Przypomina mi się doskonałe podsumowanie całej tej taktyki żydowskiej przez Hitlera, która celuje w „bezkrytyczność” mas (w tym i żydów), grając na ich psyche i emocjach.

    “Ale to przylgnęło do żydów tak mocno, wraz z ich niezmierzoną zdolnością do czynienia fałszów, oraz ich walczących towarzyszy, Marksistów, aby składać odpowiedzialność za upadek dokładnie na człowieka, który sam przed sobą okazał wolę i energię nadludzką w swych wysiłkach powstrzymania katastrofy, jaką przewidział, aby uchronić naród przed nadejściem godziny jego zupełnego rozpadu i hańby. Przez złożenie odpowiedzialności za przegranie wojny na barki Ludendorffa, oni odebrali broń prawa moralnego z rąk jedynego przeciwnika dość niebezpiecznego, który mógł odnieść sukces w zaprowadzeniu zdrajców przed oblicze Ojca Sprawiedliwości. A wszystko to brało się z zasady, jaka zresztą jest dość prawdziwa w swej istocie, że w wielkim kłamstwie jest zawsze pewna siła wiarygodności; z racji tego, że szerokie masy narodu zawsze są łatwiejsze do skorumpowania w głębszej warstwie swej natury emocjonalnej niż możnaby to osiągnąć środkami świadomymi albo dobrowolnie; w ten sposób w prymitywnym uproszczeniu takich umysłów, są one znacznie szybciej popaść w sidła wielkiego kłamstwa niż małego kłamstewka, gdyż częściej one same stosują małe kłamstewka w małych sprawach, lecz poczułyby się nieswojo, gdyby miały zanegować fałszerstwu na wielką skalę.

    Nigdy nie wpadnie im do głowy fabrykowanie kolosalnych łgarstw, a przez to, że nigdy nie uwierzyliby, że inni mogliby mieć tyle bezczelności, aby wypaczać prawdę w tak niesłychany i haniebny sposób. Nawet jeśli istnieją fakty, jakie dowodzą tego łgarstwa, a zatem mogłyby wnieść światło prawdy w ich umysły, oni nadal będą wątpić i wahać się i wciąż myśleć będą, że może istnieć jakieś inne wyjaśnienie. Bowiem nadmuchane bezczelne kłamstwo zawsze zostawia ślady za sobą, nawet po tym, jak zostanie przygwożdżone prawdą, jest to fakt znany wszystkim ekspertom od kłamania na całym świecie oraz wszelkiej maści konspiratorom zbierającym się w imieniu sztuki kłamania. Ci ludzie wiedzą nawet zbyt dobrze, jak używać fałszerstwa dla osiągania najbardziej zasadniczych celów.

    Od niepamiętnych czasów żydzi jednak wiedzieli lepiej od innych, jak prawidłowo wykorzystywać fałsz i kalumnie. Czyż całe ich jestestwo nie jest zbudowane na jednym wielkim kłamstwie, mianowicie, że są religijną społecznością, podczas gdy w istocie są rasą? I co to za rasa! Jeden z największych myślicieli, jakich wydała na świat ludzkość, określił żydow na wszystkie czasy etykietą, jaka do głębi jest odzwierciedleniem prawdy. On (Schopenhauer) nazwał żyda “Wielkim Mistrzem wszelkiego kłamstwa”. Ci, którzy nie zdają sobie sprawy, jak wygląda prawda oraz nie pojmują tego określenia, albo wierzyć mu nie chcą, nigdy nie będą zdolni użyczyć swej dłoni w wysiłku dowiedzenia prawdy”.

    Adolf Hitler, cytat z Mein Kampf (str. 184-185) – tłum. z j.ang. – przypis tłum.

    Również niedawno ogłoszono, że 80 tysięcy kolejnych „ocalałych z holocaustu” otrzyma rekompensaty od rządu niemieckiego, w sumie 300 mln $:

    “Niemcy zgodziły się na wypłatę odszkodowań dla dodatkowych 80.000. żydów, co urzędnicy Konferencji ds Roszczeń opisują jako historyczny przełom. Umowę zawarto po negocjacjach między urzędnikami niemieckimi i reprezentantami Konferencji ds Roszczeń, i będzie ona skutkować wypłatą dodatkowych odszkodowań na sumę w przybliżeniu 300 mln $. Większość środków trafi do ofiar nazistowskich z byłych republik Związku Sowieckiego, które nigdy wcześniej nie spełniały warunków uzyskania rent lub odszkodowań ze strony państwa niemieckiego.

    „To już ostatnia grupa osób, które nigdy nie dostały żadnych odszkodowań”, powiedział Greg Schneider, wiceprezes Konferencji ds Roszczeń dla gazety JTA w rozmowie telefonicznej z Waszyngtonu, gdzie odbywały się te negocjacje.

    „Dla ludzi, którzy tyle wycierpieli podczas Shoah, przyznanie się Niemiec jest bardzo ważne. Aby mogło do tego dojść, musiała zaistnieć 60 lat temu pierwsza umowa o odszkodowaniach, a to że zaspokojenie uzyska 80.000. ludzi jest wielkim świętem” powiedział. „Dla osoby ocalałej teraz w tak podeszłym wieku, ostateczne przyznanie się ze strony Niemiec jest niezwykle ważne”.

    Słowa nie są w stanie opisać w jak zacofanym i niesprawiedliwym świecie obecnie żyjemy. Żydowscy ocaleńcy z “holocaustu” na całym świecie (chwila, myślałem jednak, że Niemcy próbowali pozabijać wszystkich żydów? A więc dlaczego jest tylu ocaleńców?) otrzymali niewypowiedziane miliony dolarów od tych ludzi, którzy doświadczyli prawdziwego holocaustu podczas IIWŚ: od Niemców.

    W świecie sprawiedliwym, to żydzi musieliby zapłacić odszkodowania dla świata innowierców za wszystkie wojny, śmierć, zniszczenie, ludobojstwo i inne okrucieństwa i psychologiczne manipulacje, jakimi nas prześladowali. Plutokratyczni żydowscy kapitaliści, bankierzy, podżegacze wojenni i bandyci żerujący na ludzkim nieszczęściu, magnaci mediów i w ogóle wszelkiej maści oszuści w tym świecie zostaliby natychmiast aresztowani, pozbawieni swych majątków i zesłani do Guantanamo Bay na przesłuchania, skutecznie i na stałe odizolowani od społeczeństwa, i nigdy nie pozwolonoby im więcej zajmować stanowisk dających wpływ na sprawy nie-żydowskiego świata. Ale pewnego dnia…

    Za: http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2012/08/06/zyd-przyznaje-ze-holocaust-jest-oszustwem-i-elementem-wojny-psychologicznej-5-2/

Sorry, the comment form is closed at this time.