Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Lekcja bicia opozycji

Posted by Marucha w dniu 2012-08-14 (Wtorek)

Tyran i dyktator Łukaszenka bije opozycję, której – broń Boże – Zachód wcale nie finansuje. W Polsce nie biją. Co najwyżej pojawiają się nieznani sprawcy. – admin.

Białoruskie władze wprowadzają do szkół, w trybie pilnym, nową edycję podręcznika do przysposobienia obronnego. Byli żołnierze armii sowieckiej uzasadniają w nim zastosowanie przemocy podczas pacyfikacji demonstracji z 19 grudnia 2010 roku.

Jak pisze portal Kresy24.pl, to próba wzmocnienia negatywnych emocji w i tak podzielonym społeczeństwie. Chodzi o urabianie nieświadomej politycznie młodzieży. Nowa edycja podręcznika do przysposobienia obronnego, który od września wchodzi do białoruskich liceów, zawiera dodatkowy rozdział zatytułowany „Wojna informacyjna”, w którym autorzy, czyli byli żołnierze Armii Czerwonej, brutalne działania OMON-u sprzed prawie dwóch lat opisują jako wzorcowo przeprowadzoną operację, a jej organizatorów jako finansowanych przez Zachód wichrzycieli [A to bezczelny! Wiadomo wszystkim, na czele z Naszym Dziennikiem,  że nikt białoruskiej opozycji nie finansuje. Podobnie, jak rosyjskiej – admin] Obowiązkowy dla wszystkich licealistów materiał ma wzbudzać u młodych osób nienawiść do przeciwników politycznych urzędującej władzy, a społeczeństwo białoruskie przekształcić w „koszary dla idiotów”.

Siła propagandy

W dodanym rozdziale, którego treść opublikował jako pierwszy rosyjskojęzyczny portal Revbel.org, możemy przeczytać m.in. treści typu: „Przykładem aktywnego przeciwdziałania agresji informacyjnej może być kontrpropaganda, przeprowadzona w Republice Białorusi po nieudanym spisku mającym na celu obalenie rządu w grudniu 2010 roku. Nie mogący znieść klęski w wyborach prezydenckich z 19 grudnia 2010 niektórzy ekskandydaci starali się przejąć władzę siłą. Pomagały im w tym zagraniczne służby wywiadowcze, korzystali ze wsparcia zachodnich struktur, które zaplanowane i przygotowane było znacznie wcześniej”. Wojskowi propagandyści wyjaśniają, że najważniejsze w kontrpropagandzie jest powoływanie się na „wiarygodne fakty, statystyki i przekonujące podstawy prawne”. Podkreślają, że za sianie nieprawdziwych informacji mających na celu destabilizację kraju odpowiadają opozycyjne media, w tym m.in. portal internetowy „Karta 97”. „Zaraz po zamknięciu lokali wyborczych strona internetowa „Karty 97” pośpieszyła z niezwykłą wiadomością, że jeden z kandydatów na prezydenta ogłosił upadek „reżimu Łukaszenki” i zapowiedział powołanie „rządu ocalenia narodowego”. W tym samym momencie „bojownicy” wybijali okna i drzwi w siedzibie rządu” – czytamy w podręczniku.

Autorzy podkreślają, że w tym czasie funkcjonariusze milicji rozpędzali – na pewno kulturalnie – uczestników finansowanego przez Zachód nielegalnego zgromadzenia na placu Niepodległości, zatrzymując jedynie „najbardziej agresywnych sprawców”. „Kolejnym etapem było dochodzenie do prawdy, sukcesywne docieranie do ludzi, którzy we wszystko to byli zamieszani. Białoruska telewizja pokazała program „Plac. Żelazem po szybie”. W tym dokumentalnym filmie przedstawiona była cała dynamika nieudanego zamachu: planowanie spisku, pieniądze europejskich fundacji, wezwania do pójścia na ulicę, brutalne oblicze pijanych młodzieńców i wybijanego szkła” – piszą. Dalej czytamy: „O politycznych spiskach i jego konsekwencjach mówiono w radiu. Gazety publikowały artykuły, telewizja pokazywała filmy dokumentalne, zdjęcia, reakcje oburzonych obywateli. Gazeta „Sowiecka Białoruś” w rubryce „Za kulisami spisku” opublikowała serię artykułów pt.: „Niektóre odtajnione dokumenty dotyczące wydarzeń z 19 grudnia”. Opublikowano kopię „Planu Strategicznego” skład „Rządu Ocalenia Narodowego”, umowy dotacji, instrukcje wysyłania nielegalnych pieniędzy na Białoruś. Z dokumentów jasno wynikało, kto o co prosił, kto za co płaci”. I – jak twierdzą autorzy – „jeden z kandydatów na prezydenta, na realizację swojego planu „zwycięskiej strategii” poprosił zachodnich sprzymierzeńców o ponad 19,2 mln dolarów amerykańskich”.

Posługując się powyższymi faktami (sic!) niezbicie dowodzącymi – a jakże – olbrzymią rolę niepaństwowych, czyli wspieranych przez Zachód wrogich władzy mediów, czołowi oficerowie – specjaliści od propagandy – podsumowują, że podstawowym warunkiem zachowania suwerenności informacyjnej państwa i jego rozwoju jest zachowanie państwowych mediów, które jako jedyne są w stanie rozróżnić przedzierającą się do medialnej rzeczywistości zachodnią propagandę.

Marta Ziarnik
http://naszdziennik.pl/

Komentarzy 8 to “Lekcja bicia opozycji”

  1. JerzyS said

    To może na rozgrzewkę:

    Stanisław Głabiński Wspomnienia Polityczne
    ROZDZIAŁ VII
    INSTYTUCJA NIEZNANYCH SPRAWCÓW
    Obok policji, sądów i prokuratury istniała w całym okresie rządów sanacyjnych w Polsce osobna tajemnicza instytucja, którą można nazwać „instytucją nieznanych sprawców”. Powierzchownie instytucja ta podobna była do gangsterów amerykańskich, miała bowiem zbliżoną do nich technikę pracy. Ale różniła się od nich tym, że miała za sobą cichą aprobatę sfer rządowych, ze prokuratura rządowa nie mogła się wtrącać do jej zbrodniczych czynności, a w niektórych przypadkach nie wolno było pod surową karą głosić o jej postępkach. Skąd się wzięła ta instytucja, nieznana zupełnie w okresie przed majowym?
    Prawdopodobnie wylęgła się ona w czasach konspiracji rewolucyjnych piłsudczyzna jako kara za niewiernych lub nieposłusznych członków konspiracji i została w innych warunkach zastosowana w wolnym państwie polskim w stosunku do ludzi niemiłych lub niewygodnych dla tej organizacji, chociaż wobec obowiązującego prawa niczego złego nie popełnili. Była to więc karygodna, a niekiedy zbrodnicza samowola, sprzeczna z elementarnymi podstawami państwa nowożytnego. Była ona tak ściśle związana z niektórymi organami państwowymi, że o ściganiu jej nie było mowy. Już jako minister wyznań i oświaty w r. 1923 dowiedziałem się o działalności bezkarnej tajnej mafii. Gdy raz wyjeżdżałem z mego mieszkania do biura w ministerstwie, zobaczyłem jadącego ze mną obok szofera jakiegoś towarzysza. Na moje zapytanie, kim jest i po co ze mną jedzie, odpowiedział, że robi to z nakazu władzy, ponieważ mają informacje o planowanych zamachach na mnie i niektórych ministrów. Wskutek mego sprzeciwu opuścił samochód, ale pilnował mnie pieszo z innym towarzyszem. W nocy miałem zwyczaj pracować w biurze i pieszo powracać do swego mieszkania. Zawsze wbrew mojej woli towarzyszyli mi z oddali dwaj detektywi, powołując się na rozkaz władzy. Władza ta jednak nie śmiała niczego przedsięwziąć przeciw planom zamachowców o których wiedziała. Tak samo mafia nieznana kontrolowała rozmowy telefoniczne moje i innych ministrów. Minister poczt i telegrafów zainterpelowany przeze mnie zbadał tę sprawę i na posiedzeniu Rady Ministrów przyznał mi, że istnieje podsłuch za pomocą jakiegoś aparatu umieszczonego pod miastem na Wiśle. Nie miał jednak odwagi wystąpić przeciw mafii i zniszczyć jej urządzeń. Mówiono mi poufnie, że mafia ta znajduje się w drugim Wydziale Wojskowym, mającym cele wywiadowcze. Byłoby zapewne więcej zgodne z obowiązkami tego wydziału gdyby działalność wywiadowczą rozwinął raczej za granicą i w kraju wśród żywiołów podejrzanych, zamiast służyć partyjnym celom mafii przez kontrolowanie rządu i śledzenie tajemnic rządowych. Bardzo gorliwą działalność rozwinęła tajna instytucja nieznanych sprawców po zamachu majowym. Szerokiego rozgłosu nabrała sprawa zniknięcia generała Zagórskiego, którego po wypuszczeniu z więzienia na Antokolu w Wilnie i przyjeździe do Warszawy, zaproszono do samochodu Naczel¬nego Wodza i wywieziono w nieznane miejsce, skąd już więcej nie wrócił. Nie tylko pozbawiono go życia, ale rzucono na niego publicznie potwarz, że był zdrajcą kraju, że uciekł do Francji, a potem do Ameryki itp. Zakazano wspominać o Zagórskim w prasie pod groźbą konfiskaty. Nawet w sejmie i w senacie nie wolno było o nim wspominać bez narażenia się na hałaśliwe okrzyki sanatorów i na surową naganę przewodniczących marszałków. W tym wypadku prokuratura milczała, a instytucja nieznanych sprawców święciła triumfy. Wielki wódz i faktyczny zwycięzca z r. 1920, szef sztabu Tadeusz Rozwadowski umarł po zwolnieniu go z więzienia na Antokolu, a głos publiczny wskazywał na zatrucie jako przyczynę śmierci. Nikt nie śmiał badać właściwych przyczyn. Później znane były publiczne napady na znakomitego pisarza Nowaczyńskiego, którego dotkliwie pobito i raniono oraz pozbawiono jednego oka, na publicystę Mostowicza, na ministra skarbu Zdziechowskiego, którego we własnym mieszkaniu gromadnie napadnięto, obito do utraty przytomności i pozostawiono prawie martwego na podłodze. Wszystkie te napady były znane i piętnowane publicznie, ale prokuratura nie miała odwagi zająć się nimi z respektu dla instytucji nieznanych sprawców. Z czasem nastąpiła decentralizacja tej instytucji z Warszawy na cały kraj. Poparciem tej instytucji wsławili się niektórzy wojewodowie, jak np. wspomniany już M. Kirtiklis, wojewoda pomorski, a później białostocki i niektórzy starostowie. Główne wypadki w Brześciu potępione przez wszystkie warstwy niezależne, odbiły się ponurym echem w procesie sądowym, ale proces ten nie był skierowany przeciw sprawcom gwałtu, lecz przeciw jego ofiarom. Między ofiarami znaleźli się ludzie, którzy z odezwą lewicy nie mieli nic wspólnego, jak Wojciech Korfanty i b. wojewoda A. Dębski, ale prokuratura nie śmiała ścigać istotnych złoczyńców, a nawet miała wielki rozpęd do oskarżania ofiar o zamiary antyrządowe. Proces ten i wyroki sądowe były kulminacyjnym triumfem nieznanych sprawców. Bóg wynagrodził Korfantego za krzywdy doznane od prześladowczej mafii, bo powołał go do siebie, zanim mógł oglądać straszliwe skutki 13-to letnich rządów takiej „sanacji” moralnej. Mieliśmy także we Lwowie występy nieznanych sprawców, z których najgłośniejszym był napad uzbrojonej w hełmy i gazy łzawiące policji lwowskiej, dokonany o północy w kilkaset ludzi na bezbronny dom techników zbudowany częściowo ich własną pracą. Policja w nocy bez uprzedzenia władzy akademickiej wtargnęła do domu, podrzuciła dla stworzenia pozorów jakieś rewolwery, czy inną broń, pobiła niewinnych techników zrywających się z łóżek, znieważyła oficerów rezerwowych i skonfiskowała im rewolwery jako swoje trofea, mimo interpelacji poselskiej, nikt za ten niesłychany napad nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Tak jak za Sasów, tak za rządów sanacji Polska „nierządem stała”, z tą różnicą ze za Sasów winną nierządu kraju była szlachta licząca kilkaset tysięcy osób, mających zasługi i tradycje historyczne, w sanacyjnej Polsce zaś rządzącą elitą była mafia pretensjonalna, która bratnią krwią niegodziwie przelaną dostała się do steru państwa .Instytucja nieznanych sprawców, osłanianych przez władzę państwową, bezkarnych i nieodpowiedzialnych za swe zbrodnie, nie ma przykładu w dziejach Polski, ani w dziejach innych kulturalnych narodów. Nie można jej porównywać z „prawem pięści” w średniowieczu w Niemczech, ponieważ to prawo było wyrazem nieuporządkowanych stosunków państwowych, instytucja zaś nieznanych sprawców cieszyła się tolerancją władzy państwowej. Była ona specjalnością rządów sanacyjnych, które z gwałtu się zrodziły i na gwałcie się opierały. Sanacja deklamowała nieustannie o potrzebie silnego rządu, ale ten silny rząd był jej potrzebny tylko dla ścigania i tępienia przeciwników politycznych, a zgoła nie w tym celu, aby wprowadzić w kraju sprawiedliwe rządy i zniszczyć samowolę w życiu prywatnym i publicznym. Była to kasta uprzywilejowana, żądna władzy bez odpowiedzialności, dla której prawo i praworządność były czczym frazesem. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że przywódcy sana¬cji tolerowali tę instytucję, nigdy nie oburzali się na jej zbrodnie i traktowali ją jako uzupełnienie działalności sądów i innych władz państwowych. Gdy w komisji budżetowej senatu sędziwy ks. Bolt, mąż zasłużony około narodowego odrodzenia Pomorza, wskazał na anarchię szerzoną przez niektórych starostów na Pomorzu np. przez starostę Twardowskiego i przytaczał jaskrawe przykłady nadużyć i korupcji tych urzędników, obecny w komisji minister Kościałkowski zgromił w sposób gwałtowny i nieprzyzwoity ks. Bolta nazywając bez sprawdzenia zarzuty jego kłamstwem i oszczerstwem. Później dopiero rozprawy sądowe wykazały, że ks. Bolt we wszystkiem miał rację, ale pan Kościałkowski nie uznał za swój obowiązek wynagrodzić krzywdy moralnej wyrządzonej sędziwemu kapłanowi i wielkiemu patriocie. Wstrzymywała go od tego instytucja nieznanych sprawców związana tradycyjnie i organizacyjnie z systemem rządów piłsudczyzny.

  2. JerzyS said

    Instytucja Nieznanych Sprawców

    Słyszałem że,

    „Instytucja Nieznanych Sprawców ”
    składała się z dzielnych oficerów i była finansowana z Kapituły Orderu Virtuti Militari.

    Myślę , że warto ustalić nazwiska ofiar,
    beneficjentów,
    skład osobowy „Instytucja Nieznanych Sprawców „,
    oraz ich awanse i kariery .

    Na początek

    Ofiary to:
    1. Generał Zagórski
    2. Dołęga Mostowicz

    „Generała Zagórskiego zaatakował najpierw „Klub Mrówczy”.

    Byli to oficerowie , którzy chcieli swoimi ludźmi obsadzić węzłowe stanowiska w Departamencie Żeglugi Powietrznej.

    Skład klubu znamy:
    To pułkownicy Rayski i de Beaurain, ppłk.Grzędziński, i Zych Płodowski, majorowie Klaus, Kwieciński i Makowski, por.Piątkowski,
    oraz ten od którego powstała nazwa i którego mieszkaniu spiskowali
    kpt. Mrówka.

    Atak ten jak podają źródła był pierwszym etapem przygotowywanego przez Piłsudskiego zamachu politycznego.

    Tych znamy.

    Natomiast tych którzy zakończyli to dzieło „Nieznanych Sprawców ” nie do końca właśnie dzięki protekcji zleceniodawcy i osłonie działań II Oddziału oraz jego wpływu na śledztwo!”

    „Instytucja „nieznanych sprawców” w okresie II RP jak najbardziej miała miejsce, bardzo często w formie „nieznanych oficerów”

    Nieznani oficerowie naszli mieszkanie Jerzego Zdziechowskiego i pobili go.

    Również Nowaczyńskiego, którego wywieziono za miasto tajemniczym samochodem, uszkodzono oko.
    To samo zdarzyło się z redaktorem Dołęgą-Mostowiczem.

    „Nieznani oficerowie” czasami przyjmowali postać „znanych oficerów”

    Wtedy generał Dąb-Biernacki jako inspektor armii w Wilnie nakazał pobicie Cywińskiego i redakcji „Dziennika Wileńskiego” Oficerowie przyszli do mieszkania Cywińskiego i pobili go nieludzko na oczach żony i małej córeczki, potem udali się do redakcji, gdzie pobili równie zacnego człowieka, redaktora Aleksandra Zwierzyńskiego, byłego wicemarszałka sejmu. Władze zjawiły się, podziękowały oficerom i aresztowały Cywińskiego i redaktorów Zwierzyńskiego i Federowicza. (…) Młodzież uniwersytecka w Wilnie urządzała wtedy demonstracje uliczne wołając „Precz z bandytami w oficerskich mundurach””

    Ponieważ każdy średnio rozgarnięty wie , ze nie ma nic za darmo , to ….

    Nieznanych Sprawców musiał ktoś zadaniować , rozliczać , opłacać, i dawać im gwarancje bezkarności , bo kto jak kto , ale oficerowie którzy dostawali VM w czasie pokoju musieli być wyjątkowymi tchórzami. bez gwarancji bezkarności na pewno , by do mordów się nie posunęli .

  3. JerzyS said

    Straszne twarze z Kercelaka
    Rafał Jabłoński 14-07-2011,
    http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/615891.html
    Nożem pod żebra, brzytwą obciąć uszy, żelazną laską rozbić głowę, przestrzelić brzuch z rewolweru – to metody gangów z Kercelaka, które przez trzy dekady terroryzowały ten bazar. Po wojnie niektórzy usiłowali mitologizować całe towarzystwo, ale prawda była żałosna – działali tam najgorsi bandyci w mieście. Choć jeden dostał Krzyż Niepodległości z Mieczami.

    Targowisko zwane Kercelakiem powstało wkrótce po powstaniu styczniowym na gruntach Józefa Kercelego, które to dziś lokalizujemy wokół skrzyżowania al. Solidarności z Towarową (dochodziły wzdłuż tej ostatniej do Ogrodowej). W tym czasie był to jedyny bazar w mieście nieznajdujący się między domami, na terenie zamkniętym. A na nim tłum ludzi, bo ceny przystępne, sprzedawcy stali i przyjezdni, no i na koniec cały margines społeczny – drobni złodzieje, prostytutki (wokoło sporo domów publicznych) oraz bandyci wymuszający haracze. Wedle relacji, proceder ten nie był powszechny przed początkiem XX stulecia, bo carska policja (i tak przekupna) starała się trzymać jako taki porządek. Niestety, po I wojnie światowej zaczęły się na Kercelaku dziać straszne rzeczy.

    W ciągu ostatniego półwiecza napisano parę książek o wątpliwych bohaterach tego miejsca, ale o wiarygodności tych lektur krążą różne opinie. Dlatego oparłem się wyłącznie na doniesieniach gazetowych, być może nieco ułomnych, lecz doskonale przybliżających klimat początku lat 30.

    Niejaki „Tasiemka”

    Wieści o bandach na Kercelaku i krwawych porachunkach krążyły po mieście, jednak traktowano je trochę jak romantyczne – jak wówczas mówiono – „apaszowskie” ballady. Kubeł z pomyjami wylał się wiosną 1932 r. Stołeczne gazety zaczęły pisać o gangu terroryzującym handlarzy. Żeby podkręcić temat, szukano amerykańskich powiązań. – Spójrzmy na tytuł z „Robotnika” – „Warszawski Al Capone – Niesamowita historia o „dyktaturze” p. Tasiemki na Kercelaku”. Inkryminowany, o nazwisku Siemiątkowski, miał być nawet radnym miasta Warszawy, a przypisywano mu stworzenie wielkiej sieci przestępczej pobierającej od wszystkich kupców, właścicieli budek oraz straganów haracz miesięczny.

    Opornych bito, niektórych katowano („z głowy zrobiono „nóżki w galarecie”, jak mówili potem w jednej z knajp wykonawcy wyroku”), a bywało, że i mordowano. „Robotnik”, najszerzej opisujący te zdarzenia, wspomniał, że banda wymyślała opłaty od byle czego, m.in. od zamknięcia stoiska. Jeden z opornych nie chciał zapłacić, więc „uderzeniami kolb rewolwerowych i żelaznych lasek zmasakrowano kupca”.

    A policja? Cierpliwie przyjmowała skargi i nic nie robiła. Nic więc dziwnego, że krążyły legendy o znajomościach Łukasza Siemiątkowskiego i to sięgających czasów Organizacji Bojowej PPS.

    Siemiątkowski zwany Tasiemką rzadko kiedy zajmował się brudną robotą, bo od tej miał kilkudziesięciu ludzi.
    Sam urzędował w knajpie na rogu Kercelaka i Ogrodowej, do której znoszono mu pieniądze.
    Możliwości rozrywki były w onych czasach niewielkie
    – albo upijano się w okolicznych lokalach, albo odwiedzano prostytutki; i głównie na to szły zrabowane pieniądze.

    Kiedy prokuratorzy, a za nimi dziennikarze, zaczęli wgłębiać się w gangsterski świat Woli, okazało się, że macki „Tasiemki” sięgały dalej – wymuszano pieniądze od okolicznych sklepikarzy, ze wszystkich domów publicznych, z innych targowisk, a nawet z podwarszawskich miejscowości, w tym Pruszkowa i Grodziska Mazowieckiego.

    Banda nie miała uprzedzeń społecznych, więc byli w niej katolicy, prawosławni i wyznania mojżeszowego.

    Kiedy jeden z nich, niejaki Rozenfeld, postanowił zrobić wielki interes w Otwocku, wyprawiono się tam i rozbito posiedzenie lokalnej gminy żydowskiej. Szło o wydzierżawienie mykwy – miejsca, gdzie odbywały się rytualne kąpiele – dającego bardzo duże zyski. Więc Rozenfeld z chłopcami „Taty Tasiemki” (bo i tak go zwano) wymusił wydzierżawienie sobie mykwy – bezpłatnie! Protesty, jak zwykle, zdały się na nic.

    Zagramy?

    Banda Siemiątkowskiego opanowała hazard na Woli. A grano wtedy w: oko, pasek, trzy karty, blaszkę, cukierki, ruletkę i loteryjkę. Stawki nie były duże – po dwa czy pięć złotych, ale gdy tylko komuś lepiej poszło i wygrywał większe sumy, to dostawał w łeb, po czym ordynarnie obrabowywano go przy innych graczach. Banda „Tasiemki” miała też swoje domy gry, m.in. przy Krochmalnej 73 czy też Pańskiej, gdzie policja znalazła 61 talii kart.

    W tym czasie w mieście, według wyliczeń funkcjonariuszy, działało 25 000 prostytutek, w większości indywidualnie albo pod „opieką” alfonsa. To był żywioł nie do opanowania, ale na wesołych domkach „Tasiemka” mógł położyć łapę.

    Kiedy wszedł w kontakt ze słynną „ciocią Kujawską”, mającą kilka „przedsiębiorstw”, wszystko wydawało się w porządku. Lecz „ciocia” naraz zmarła i chodziły wieści, że w niezbyt naturalny sposób. Pozostawiła po sobie podobno ćwierć miliona złotych w biżuterii, ciężkich monetach i w gotówce.

    Reporterzy „Robotnika” dotarli do „cennika” „Taty Tasiemki”
    – otóż miesięczny haracz od jednego bajzlu, jak to wtedy mówiono, wynosił 200 zł,
    natomiast od każdej pracownicy po 150 dodatkowo.
    Ludzie „Tasiemki” mieli wizyty za darmo,
    a szefostwo gangu prawo oceny nowych pensjonariuszek.

    W latach 30. „Tasiemka” prowadził też kilka takich interesów, między innymi dwa przy Pańskiej; jeden pod numerem 19.

    Ku końcowi

    Stołeczne gazety zaczęły opisywać wyczyny bandytów i w końcu znaleźli się świadkowie. 8 lutego 1932 r. gang napadł na mieszkanie rodziny Ochników przy Ogrodowej 62, którzy sprzedali budkę na bazarze. Ochnik leżał chory w łóżku i odmówił procentu od sprzedaży. Wówczas to główny wykonawca wyroków, niejaki Leon (Panteleon) Karpiński, wraz z dwoma komilitonami zaczęli lać chorego. W obronie stanęło dwóch będących w mieszkaniu znajomych z Konotopy, którzy spuścili Leosiowi łomot. Ten wrócił w towarzystwie 12 bandytów i nie dość, że pobili wszystkich w domu, to jeszcze go doszczętnie zdemolowali.

    Innym opornym kupcom niszczono stoiska albo podrzucano komunistyczną bibułę, zawiadamiając potem policję. W tym czasie na Kercelaku zaczęły powstawać konkurencyjne grupy, m.in. Zubowicza, a nawet odprysk gangu terroryzującego stołecznych tragarzy (zakładano w tym czasie niby-związki zawodowe) doktora Łokietka.

    W końcu powstał taki skandal wokół Kercelaka, że policja przymknęła „Tasiemkę” i 17 jego ludzi, w tym Leona Karpińskiego (pod podłogą budki jego rzekomej żony znaleziono skład broni palnej, naboje, kastety oraz żelazne laski), a także Judkę Steinwolfa, Aleksandra Bocheńskiego, Cieślika („Stasiek – Żyd”), Jakóbczyka („Stasiek – Sztywniak”), Ch. Kantora i G. Lipszyca. Gdy ci siedzieli, to rozbestwiona banda Romualda Zubowicza zaczęła obcinać uszy różnym „opornym”, a drukarza Walczaka („Ostroroga 33”), podejrzanego o kapowanie, zadźgała nożami, zadając ciosy w brzuch, dla pewności jeszcze „dostrzeliwując”. Zubowicz i 25 ludzi poszło do aresztu, ale 12 wypuszczono pod rygorem nadzoru policyjnego.

    Same zagadki

    Tymczasem warszawiacy dowiedzieli się ze zdumieniem, że „Tata (Papa) Tasiemka” dostać miał rzekomo Krzyż Niepodległości z Mieczami.
    Wtedy nie wiedziano, czy to prawda, ale bezkarność Siemiątkowskiego zaczęto łączyć z jego działalnością w PPS w okresie rewolucji 1905 r.

    Istotnie, „Tasiemka” dość szybko wyszedł z aresztu, dostał niski wyrok, który mu jeszcze obniżono, i znalazł się na wolności.

    Zaczęto przebąkiwać, że on oraz tzw. Towarzysz Łokietek (gazety podawały, że podobno był lekarzem) wykonywali brudną robotę dla dawnych kolegów, a w latach 30. prominentnych członków władz, w tym i rządu. Obu łączono ze słynnym zabójstwem gen. Zagórskiego.

    Po wspomnianym wyroku bandyckie działania na Kercelaku nieco osłabły, ale wymuszenia haraczy (głównie na Żydach) trwały do wojny. „Tasiemka” został aresztowany przez Niemców, trafił na Pawiak, a potem do obozu na Majdanku, gdzie stracił życie w 1944 r. Jedni twierdzili, że dostał się tam za nielegalny handel, inni, że za działalność konspiracyjną. Kercelak niemal cały spłonął podczas sowieckiego nalotu w 1942 r., a potem był drugi raz zniszczony podczas Powstania. Pozostała po nim tylko nazwa i legendy o ludziach, którzy byli zwykłymi bandytami.
    =====================================

    A więć patrząc na to „Banda nie miała uprzedzeń społecznych, więc byli w niej katolicy, prawosławni i wyznania mojżeszowego.”

    Mamy jasność
    Ani masa , ani rasa , tylko kasa!
    _________________
    JerzyS
    „Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn.”
    Arystoteles

  4. 166 bojkot TVN said

    http://vod.gazetapolska.pl/2224-ziemkiewicz-czyta-pozew-od-michnika

  5. maasteer69 said

    Gruziński namiestnik i ulubieniec naszych mendiów Sakasyfilis tez tłumi opozycję, ale ta gruzińska chce obalić władze która służy starszym i mądrzejszym

    A tak w ogóle to brawo Panie Łukaszenka!!

  6. Zbyszko said

    Przepraszam że tu wpisuję, ale jest ważny temnat, chyba juz jawnej zdrady Polski: http://beatrycze.nowyekran.pl/post/69680,belweder-pod-izraelska-flaga

  7. wi42 said

    Co najwyżej pojawiają się nieznani sprawcy. – admin.
    Albo sprawcow nie ma – ci co trzeba popelniaja samobojstwo.

  8. Pokręć said

    Panie Gajowy, nieznani sprawcy to relikt przeszłości. Dziś grasuje seryjny samobójca. Ale generalnie spełnia tę samą rolę.

Sorry, the comment form is closed at this time.