Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Troll Polonii o Wolne tematy (54 – …
    RomanK o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Sebastian o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Marucha o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Troll Polonii o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Nina o Wolne tematy (54 – …
    Kapsel o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Ktoś o Festiwal krzywoprzysięstwa?
    Anoda o Wolne tematy (54 – …
    Kwal o Rezerwy walutowe rządu wciąż s…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 496 obserwujących.

O Kościele i papieżu (1)

Posted by Marucha w dniu 2012-08-14 (Wtorek)

Cz. I

„Mój kraj mnie zranił” – tak napisał młody poeta w roku 1944, w czasie czystki1, gdy zwierzchnik państwa [Karol de Gaulle] nieugięcie prowadził złowieszcze zadanie, przygotowane ponad cztery lata wcześniej. Mój kraj mnie zranił – to nie jest coś, co chciałoby się ogłosić całemu światu. Jest to raczej sekret, o którym szepcze się samemu sobie z wielkim smutkiem, mimo wszystko próbując zachować nadzieję. Będąc w Hiszpanii w latach 50. XX wieku, zapamiętałem ogromną rezerwę, z jaką moi przyjaciele, niezależnie od swej przynależności politycznej, wypowiadali się na temat pewnych aspektów wojny domowej. Ich kraj ciągle ich ranił.

Ale co począć, gdy nie jest to już tylko sprawa doczesnej ojczyzny, ale sprawa Kościoła – oczywiście nie samego w sobie, ponieważ pozostaje on zawsze święty i bez cienia błędu, tylko Kościoła reprezentowanego przez jego widzialną głowę; gdy jest to sprawa tego, kto obecnie dzierży prymat św. Piotra?2 Jak powinniśmy się do tego odnosić, jaki ton głosu należy przyjąć, gdy przyznamy się sami sobie w sekrecie: „Ach! Rzym mnie zranił!”?

Niewątpliwie publikacje tzw. dobrej prasy nie przestaną nas informować, że w ciągu minionych 2000 lat Kościół nigdy nie miał tak wspaniałego pontyfikatu. Ale kto mógłby traktować poważnie te chóralne pieśni pochwalne establishmentu? Gdy obserwujemy, co jest nauczane i praktykowane w łonie Kościoła w czasie obecnego pontyfikatu, a raczej gdy obserwujemy, co w nauce i praktyce zostało zaniechane, oraz to, że legalna hierarchia kościelna, która mieni się prawdziwym Kościołem, nie wie, jak chrzcić dzieci, grzebać zmarłych, ważnie sprawować Mszę św., odpuszczać grzechy w czasie spowiedzi; gdy z przerażeniem widzimy rozprzestrzenianie się wpływów protestanckich niczym brudnej fali powodziowej, a najwyższa władza nie wydaje zdecydowanego rozkazu zamknięcia tamy; jednym słowem, gdy stajemy wobec tego, co się dzieje, musimy wręcz powiedzieć: „Ach! Rzym mnie zranił”.

Wszyscy wiemy, że chodzi o coś innego niż grzeszność, w pewnym sensie prywatną, której dzierżawcy prymatu Piotrowego aż nazbyt często ulegali w historii. W tamtych przypadkach ich ofiary, mniej lub bardziej skrzywdzone, mogły się bronić względnie łatwo, zachowując większą czujność w zakresie osobistego uświęcenia. Musimy zawsze zważać na nasze uświęcenie. Jednakże – i to jest coś, czego nigdy w przeszłości nie widziano w takim stopniu – niegodziwość, na którą zezwala człowiek, który dzisiaj zajmuje tron Piotrowy, polega na tym, że porzuca się najważniejsze środki uświęcenia pod wpływem zręcznych manewrów innowatorów i dysydentów. Papież pozwala na systematyczne podkopywanie autorytetu słusznej doktryny, sakramentów i Mszy św. Stawia nas to w wielkim niebezpieczeństwie. Jeśli nawet uświęcenie dusz nie stało się całkowicie niemożliwe, to z pewnością jest o wiele trudniejsze – a przecież jednocześnie jego potrzeba jest o wiele bardziej nagląca.

Czy jednak w tym niebezpiecznym i kluczowym momencie wciąż jest możliwe, by prosty wierny – mała owieczka z ogromnej trzody Jezusa Chrystusa i Jego wikariusza – nie stracił ducha, by nie padł łupem potwornego aparatu, który sukcesywnie zmusza do zmiany wiary, kultu, zwyczajów religijnych, pobożności – innymi słowy: do zmiany jego religii?

Ach! Rzym mnie zranił! Byłoby czymś naprawdę słusznym i sprawiedliwym powtarzać samemu sobie z łagodnością słowa prawdy, proste słowa nadprzyrodzonej prawdy zaczerpnięte z katechizmu, tak by nie powiększać istniejącego zła, lecz raczej pozwolić dać się głęboko przekonać nauce zaczerpniętej z objawienia, że pewnego dnia Rzym zostanie uleczony, a fałszywy „Kościół” zostanie zdemaskowany i nagle obróci się w proch. Jego siła bierze się bowiem przede wszystkim z faktu, że jego kłamliwa nauka, prezentowana jako prawda, nie została odrzucona przez hierarchów. W samym centrum tego nieszczęścia chciałoby się przemawiać słowami, które współbrzmią z tajemniczym, bezsłownym szeptem Ducha Świętego w samym sercu Kościoła.

Ale od czego zacząć? Bez wątpienia przywołując pierwszą prawdę dotyczącą zwierzchnictwa Jezusa Chrystusa nad Kościołem. Zechciał On, by Jego Kościół miał swoją widzialną głowę w osobie Biskupa Rzymu, który jest Jego ziemskim zastępcą i jednocześnie biskupem wszystkich biskupów, całej trzody Pańskiej. Przekazał mu prerogatywę Skały, tak by gmach Kościoła nigdy nie runął. Modlił się, by przynajmniej on, spośród wszystkich innych biskupów, nie doprowadził wiary do ruiny; aby, nawróciwszy się po wszystkich upadkach, które musiały mu być oszczędzone, utwierdzał swoich braci w wierze – lub jeśli on sam tego nie uczyni, aby z pewnością dokonał tego jeden z jego najbliższych następców.

Jest to niewątpliwie pierwsza pocieszająca myśl, którą Duch Święty podaje nam w tych smutnych dniach, w których Rzym – przynajmniej częściowo – doświadcza najazdu sił ciemności: nie ma Kościoła bez nieomylnego, obdarzonego prymatem wikariusza Chrystusowego. Co więcej, bez względu na nędzę ­– nawet w sferze religijnej – swego widzialnego i tymczasowego zastępcy to Pan Jezus jest Tym, który wciąż rządzi Kościołem, Tym, który rządzi swoim zastępcą w rządzeniu Kościołem, Tym, który tak mądrze rządzi, by Jego zastępca nie mógł włączyć swego nadrzędnego autorytetu we wstrząsy ani nie współdziałał w zmienianiu religii. Przez zasługę dobrowolnej i skutecznej męki Chrystusowej Boska moc Jego królowania w niebie sięga aż tak daleko. On przewodzi swemu Kościołowi i od wewnątrz, i z zewnątrz, On też ma władzę nad całym wrogim Mu światem.

Modernistyczna strategia

Strategia modernistów przewiduje dwa etapy: po pierwsze, tworzy się równoległą, heretycką hierarchię, której wpływ nakłada się na działania prawowiernej hierarchii; następnie angażuje się ją w działalność duszpasterską, zmierzającą ku „wielkiej odnowie”, która przemilcza lub wypacza prawdy wiary; która odmawia udzielania sakramentów lub sprawuje je w sposób wątpliwy. Wielką przebiegłością modernistów jest używanie tego piekielnego duszpasterstwa zarówno przy fałszowaniu świętej doktryny powierzonej przez Wcielone Słowo Boże hierarchicznemu Kościołowi, jak i przy zmienianiu bądź nawet destrukcji świętych znaków łaski, których Kościół jest wiernym szafarzem.

W rzeczy samej Głowa Kościoła zawsze jest nieomylna, zawsze bez zarzutu, zawsze święta, bez żadnych zakłóceń i zastojów w Jej trudzie uświęcania. I ta Głowa jest jedyną władzą dla wszystkich innych, nawet najwyższych, które jedynie dzierżą władzę przez Nią i dla Niej. Ale tą świętą Głową, bez żadnej skazy, całkowicie odłączoną od grzeszników i wyniesioną ponad niebiosa, nie jest papież! Jest nią Ten, o którym List do Hebrajczyków mówi tak doniośle; jest nią Najwyższy Arcykapłan – Jezus Chrystus.

Władza papieska

Jezus, nasz Odkupiciel, zanim wstąpił do nieba i stał się niewidzialny dla naszych oczu, zechciał poprzez krzyż ustanowić dla swojego Kościoła ponad i poza licznymi szczególnymi posługami jedną posługę powszechną – widzialnego wikariusza, który samotnie dzierży naczelną jurysdykcję. Nadał mu niniejsze prerogatywy:

„Ty jesteś opoka, a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mt 16, 18).

„Panie, ty wszystko wiesz; ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owce moje” (J 21, 17).

„Ale ja prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja; a ty kiedyś, nawróciwszy się, utwierdzaj braci twoich” (Łk 22, 32).

Jeśli zatem papież jest widzialnym zastępcą Jezusa Chrystusa, który wstąpił do niewidzialnych niebios, nie jest nikim więcej, jak tylko wikariuszem, vices gerens (‘pełniący zastępstwo’); pełni czyjś urząd, ale pozostaje sobą. Łaska, która nadaje życie Mistycznemu Ciału, nie pochodzi od papieża. Ta łaska, tak samo dla papieża, jak i dla nas, pochodzi od jedynego Pana – Jezusa Chrystusa. Tak samo ma się rzecz ze światłem Objawienia. Papież ma swoją szczególną rolę jako strażnik środków łaski – siedmiu sakramentów – podobnie jak objawionej prawdy. Otrzymuje specjalną pomoc, żeby być strażnikiem i wiernym sługą. Ale jeśli papież ma otrzymywać to specjalne wsparcie w wykonywaniu swej władzy, nie może zaniedbywać jej wykonywania. Ponadto, chociaż jest chroniony przed popadnięciem w błąd, gdy angażuje nieomylność, może się mylić w innych przypadkach. Ale nawet błąd popełniony przez papieża w sprawach, które nie angażują jego nieomylności, nie powstrzymuje jedynej Głowy Kościoła, niewidzialnego Arcykapłana, od nieustannego rządzenia swym Kościołem; nie pozbawia też Jego łaski skuteczności ani Jego prawa słuszności. Pomimo tego błędu Chrystus może przecież ograniczać miarę upadków swego widzialnego zastępcy lub też powołać, bez zbędnej zwłoki, nowego, godnego papieża, który naprawi zepsucie lub zniszczenie dopuszczone przez jego poprzednika. Dzięki temu nieudolność, słabość czy nawet jakaś zdrada ze strony papieża nie trwają dłużej niż jego ziemska egzystencja.

Pan Jezus po swym wniebowstąpieniu wybrał i ustanowił 263 papieży. Niektórzy, niezbyt wielu, byli tak wiernymi wikariuszami, że wzywamy ich świętego wstawiennictwa jako przyjaciół Boga. Jeszcze mniejsza jest liczba tych, którzy dokonali bardzo poważnych nadużyć. Większość jednak wiernie wypełniała swe obowiązki, ale żaden z nich, piastując urząd papieski, nigdy nie zdradził i nie mógłby zdradzić [Chrystusa] do tego stopnia, by na mocy swego autorytetu wprost nauczać herezji. Biorąc pod uwagę, że jest to prawdziwe w przypadku każdego papieża z osobna i wszystkich ich razem w relacji do królującej w niebie Głowy Kościoła, w obliczu słabości konkretnego papieża nie wolno nam zapominać o trwałości i świętości władzy naszego Zbawiciela ani o Jego mądrości i mocy. Trzyma On bowiem w swojej prawicy nawet niegodnych papieży i który utrzymuje ich niegodziwość w ściśle określonych granicach.

Aby jednak pokładać tę ufność w najwyższą, niewidzialną Głowę Kościoła, nie usiłując równocześnie negować poważnych upadków, od których, pomimo swych prerogatyw, Biskup Rzymu, widzialny zastępca [Chrystusa], dzierżca kluczy do królestwa niebieskiego, nie jest bynajmniej wolny; aby pokładać w Panu Jezusie to realistyczne zaufanie nie usiłujące obejść jakoś tajemnicy następcy Piotra obdarzonego specjalnymi przywilejami, ale też podlegającego ludzkim słabościom; aby ten przytłaczający nas niepokój mógł zostać ukojony teologiczną cnotą nadziei, jaką pokładamy w Najwyższym Kapłanie – jest oczywiste, że nasze życie wewnętrzne musi być skoncentrowane na Jezusie Chrystusie, a nie na papieżu. To oznacza, że nasze życie wewnętrzne – z całym szacunkiem dla papieża i hierarchii – nie może się opierać na hierarchii i papieżu, ale na Boskim Kapłanie, Kapłanie, który jest Słowem Wcielonym, Odkupicielem, od którego widzialny, naczelny wikariusz zależy bardziej nawet, niż pozostali kapłani. Bardziej niż inni, ponieważ ze względu na swój wyjątkowy urząd znajduje się on pod szczególną opieką Jezusa Chrystusa. Bardziej niż inni, w bardziej dostojny i niepowtarzalny sposób, nie może zaprzestać utwierdzania swych braci w wierze.

Kościół nie jest mistycznym ciałem papieża – Kościół wraz z papieżem jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. Gdy wewnętrzne życie chrześcijan jest coraz bardziej skupione na Chrystusie, nie popadają oni w rozpacz, nawet gdy cierpią z powodu upadków papieża, czy będzie to Honoriusz I, czy rywalizujący ze sobą papieże średniowiecza, czy też – nie daj Boże! – papież, który ulegnie błędom szerzonym przez modernizm. Jeśli Chrystus Pan jest zasadą i duszą życia wewnętrznego chrześcijan, nie muszą oni oszukiwać samych siebie w kwestii upadków papieża, by nadal być pewni jego władzy; wiedzą, że te grzechy nigdy nie osiągną takich rozmiarów, by Jezus Chrystus zaprzestał rządzić swoim Kościołem, ponieważ błędy Jego zastępcy nigdy nie będą w stanie pozbawić Go tej władzy. W dalszym ciągu Pan będzie prowadzić takiego ulegającego błędom papieża, strzegąc go od zaangażowania jego autorytetu do wypaczania wiary, którą otrzymał z nieba.

Prawdziwe posłuszeństwo

Życie wewnętrzne skoncentrowane na Jezusie Chrystusie, a nie na papieżu, nie ignoruje bynajmniej papieża: w przeciwnym razie przestałoby być chrześcijańskim życiem wewnętrznym. Wewnętrzne życie skupione na osobie Pana Jezusa uwzględnia urząd wikariusza Jezusa Chrystusa i posłuszeństwo temu wikariuszowi, na pierwszym miejscu stawia jednak Boga. Innymi słowy, posłuszeństwo papieżowi, nie będąc bynajmniej posłuszeństwem bezwarunkowym, jest zawsze praktykowane w świetle wiary i prawa naturalnego.

Żyjemy przez i dla Jezusa Chrystusa, dzięki Jego Kościołowi, rządzonemu przez papieża, któremu podlegamy we wszystkim, co leży w jego kompetencjach. Nie żyjemy przez i dla papieża, tak jakby wysłużył on dla nas wieczne zbawienie – dlatego chrześcijańskie posłuszeństwo nie zawsze i nie we wszystkim może utożsamiać papieża z Jezusem Chrystusem. Zazwyczaj wikariusz Chrystusa rządzi godnie, zgodnie z Tradycją apostolską, nie wywołując znaczących konfliktów w sumieniach posłusznych katolików. Ale czasami może być i odwrotnie. Może zdarzyć się i tak, że wierni będą sobie zadawać pytanie: jak mamy pozostać wierni Tradycji, postępując zgodnie z rozkazami papieża?

Życie duchowe syna Kościoła, który porzuca artykuły wiary dotyczące papieża, zaniedbuje posłuszeństwo jego prawowitym rozkazom i modlitwę się za niego, przestaje być życiem katolickim. Z drugiej strony wewnętrzne życie, które opiera się na bezwarunkowym posłuszeństwie papieżowi, ślepo, zawsze i we wszystkim, jest wewnętrznym życiem podporządkowanym z konieczności względom ludzkim, przywiązanym do stworzeń, życiem narażonym na pokusy kompromisu. Prawdziwy syn Kościoła, przyjmując całym sercem artykuły wiary dotyczące wikariusza Chrystusowego, wiernie modli się za niego i okazuje mu posłuszeństwo, ale jedynie w prawdzie, to znaczy tylko wówczas, gdy papież zachowuje i przestrzega nietkniętej Tradycji apostolskiej i zasad prawa naturalnego.

Święty Kościół, grzeszni ludzie

Zwróćmy uwagę na wspaniałą modlitwę na początku kanonu rzymskiego, w której kapłan, błagając z powagą najłaskawszego Ojca przez Jego Syna Jezusa Chrystusa, by uświęcił nieskalaną ofiarę składaną „pro Ecclesia tua sancta catholica – za Twój święty Kościół katolicki”, kontynuuje: „una cum famulo tuo Papa nostro… et Antistite nostro… – wraz ze sługą Twoim Papieżem naszym… i Biskupem naszym…”. Kościół nigdy nie wyobrażał sobie, że mógłby się modlić „una cum SANCTO famulo tuo Papa nostro et SANCTO Antistite nostro… – wraz ze ŚWIĘTYM sługą Twoim Papieżem naszym i ŚWIĘTYM Biskupem naszym…”, podczas gdy każe mówić kapłanowi: „za Twój ŚWIĘTY Kościół”. Papież, w przeciwieństwie do Kościoła, niekoniecznie musi być święty. Kościół jest święty, nawet mając grzesznych członków, do których i my się zaliczamy; grzesznych członków, którzy niestety nie są święci bądź też nie dążą do świętości. Może się nawet zdarzyć, że w tej kategorii znajdzie się również papież. Tylko Bóg to wie. W żadnym razie nie powinniśmy się gorszyć na widok takiego położenia wikariusza Chrystusowego, nie powinniśmy się gorszyć, gdy Kościół doświadcza cierpień – niekiedy bardzo okrutnych – ze względu na kondycję swej widzialnej głowy. Nie wolno nam się gorszyć, gdyż nawet jako poddani papieża nie mamy obowiązku podążać za nim na ślepo, bezwarunkowo, zawsze i we wszystkim.

Prawo świeckich

Chrystus Pan rządzi swoim Mistycznym Ciałem przez papieża i podporządkowaną mu hierarchię w taki sposób, że Kościół może być zawsze pewien posiadania i właściwej interpretacji własnej Tradycji. Odnośnie do prawd katechizmowych, celebracji Najświętszej Ofiary i sakramentów, zasadniczej struktury hierarchii, stanów życia i powołania do doskonałej miłości, innymi słowy odnośnie do wszystkich najważniejszych kwestii Kościół cieszy się asystencją Bożą w taki sposób, że każdy ochrzczony katolik, posiadający wiarę, dobrze wie, czego musi się trzymać. Dlatego gdy prosty chrześcijanin, odwołując się do Tradycji w jakiejś kwestii powszechnie znanej, odmawia posłuszeństwa kapłanowi, biskupowi, konferencji episkopatu, a nawet papieżowi, którzy w tej kwestii niszczą Tradycję, nie okazuje w ten sposób – jak niektórzy twierdzą – znamion charakterystycznych dla pychy czy polegania na własnym osądzie, ponieważ nie jest bynajmniej oznaką pychy lub niesubordynacji odwoływanie się w tych sprawach do Tradycji ani też odmowa jej porzucenia. Niezależnie czy konferencje episkopatów, czy raczej sekretariaty kongregacji rzymskich są odpowiedzialne za to, że katoliccy kapłani odprawiają Msze bez jakichkolwiek oznak adoracji, bez zewnętrznych oznak wiary w święte tajemnice, każdy wierny katolik wie, że nie wolno sprawować Mszy w sposób jawnie demonstrujący brak wiary. Ten, kto odmawia uczestnictwa w takiej Mszy, nie kieruje się prywatnym osądem, nie jest buntownikiem. Jest wiernym katolikiem trwającym przy Tradycji, która pochodzi od Apostołów i której nikt w Kościele nie może zmienić. Nikt w Kościele, bez względu na swoje stanowisko w hierarchii, nie ma prawa zmieniać Kościoła ani Tradycji apostolskiej.

We wszystkich zasadniczych kwestiach Tradycja apostolska jest całkiem jasna. Nie trzeba analizować jej przez szkło powiększające ani być kardynałem lub prefektem jakiejś rzymskiej dykasterii, żeby wiedzieć, co jest z nią sprzeczne. Wystarczy nauka czerpana z katechizmu i udziału w liturgii z okresu poprzedzającego modernistyczne zepsucie.

Zbyt często, gdy chodzi o kwestię łączności z Rzymem, wierni i kapłani byli formowani przez obawę, częściowo światową, w taki sposób, że reagują panicznym lękiem i wyrzutami sumienia, że wolą już niczego nie analizować, bo pierwszy lepszy ktoś oskarżył ich o brak łączności z Rzymem. Prawdziwie chrześcijańska formacja, przeciwnie, poucza nas, byśmy starali się o jedność z Rzymem nie powodowani lękiem i bez roztropnego rozeznania, ale w prawdzie i pokoju, z synowską bojaźnią w wierze.

Trzeba bowiem przypomnieć że, po pierwsze, w zasadniczych kwestiach Tradycja Kościoła jest skrystalizowana, pewna i niezmienna; po wtóre – że każdy chrześcijanin, pouczony o podstawowych prawdach wiary, poznaje je bez wahania; po trzecie – to wiara, a nie prywatna interpretacja sprawia, że rozpoznajemy te prawdy, podobnie jak nasze przywiązanie do Tradycji wynika z posłuszeństwa, pobożności i miłości, a nie z niesubordynacji; po czwarte – że działania hierarchii czy też słabość papieża, które miałyby na celu podważanie Tradycji lub tolerowałyby próby jej podważania, zostaną pewnego dnia pokonane, gdyż Tradycja zatryumfuje. Ω

http://www.piusx.org.pl/

Komentarzy 5 to “O Kościele i papieżu (1)”

  1. Kapsel said

    Wszyscy wiemy, że chodzi o coś innego niż grzeszność, w pewnym sensie prywatną, której dzierżawcy prymatu Piotrowego aż nazbyt często ulegali w historii.

    oczywiście że tak a na dowód Papieże epoki Renesansu,

    niewątpliwie pierwsza pocieszająca myśl, którą Duch Święty podaje nam w tych smutnych dniach, w których Rzym – przynajmniej częściowo – doświadcza najazdu sił ciemności: nie ma Kościoła bez nieomylnego, obdarzonego prymatem wikariusza Chrystusowego. Co więcej, bez względu na nędzę ­– nawet w sferze religijnej – swego widzialnego i tymczasowego zastępcy to Pan Jezus jest Tym, który wciąż rządzi Kościołem tą świętą Głową, bez żadnej skazy, całkowicie odłączoną od grzeszników i wyniesioną ponad niebiosa, nie jest papież! Jest nią Ten, o którym List do Hebrajczyków mówi tak doniośle; jest nią Najwyższy Arcykapłan – Jezus Chrystus.

    .Papież, w przeciwieństwie do Kościoła, niekoniecznie musi być święty. Kościół jest święty, nawet mając grzesznych członków

    Panie Gajowy bardzo serdecznie dziękują za ten artykuł,który bardzo jasno i czytelnie przemawia najszczególniej do tych którzy mylą Kościół z Mistycznym Ciałem Chrystusa i wymagają od Papieża aby Kościół był mistycznym ciałem Papieża.

    Serdecznie Pozdrawiam.

  2. Kapsel said

    Myślę że bardzo nie odbiegnę od tematu artykułu jak wspomnę Matkę Kościoła w dzień przed Jej Świętem Wniebowzięcia:

    Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

    Prawda o chwalebnym Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny z duszą i ciałem jest znana w Kościele i czczona od najdawniejszych wieków. Przeświadczenie o tym, że ciało Matki Bożej nie mogło podlegać rozkładowi, tak jak ma to miejsce w przypadku wszystkich innych ludzi, podległych skutkom grzechu pierworodnego, wyrażone zostało w ciągu historii Kościoła w wielu świadectwach, wzmiankach i śladach.

    Jak podkreślił Ojciec Święty Pius XII w Konstytucji Apostolskiej Munificentissimus Deus, określającej jako dogmat wiary Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, to odwieczne przekonanie w Kościele potwierdzają wyraźnie liczne świątynie oddane Bogu pod wezwaniem Maryi Panny Wniebowziętej na długo przed ogłoszeniem tego dogmatu w 1950 roku. Świadczą o tym również święte obrazy otaczane czcią w kościołach przez wiernych. Niewątpliwie, potwierdza tę wiarę również krakowski ołtarz Wita Stwosza, przedstawiający Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny. Także księgi liturgiczne od czasów chrześcijańskiej starożytności tak we wschodnich, jak i w zachodnich obrządkach Kościoła, potwierdzają obchody liturgiczne tej tajemnicy wiary. Nazywają one to święto „Zaśnięciem” lub „Wniebowzięciem Świętej Maryi”. Wszystkie one zgodnie stwierdzają, że gdy Matka Boża przeszła z życia ziemskiego do nieba, Jej święte Ciało z woli Bożej otrzymało to, co odpowiadało godności Matki Słowa Wcielonego i pozostałym przywilejom Jej udzielonym (cyt. za Munificentissimus Deus).

    Poza tym, bardzo ważnym argumentem za zabraniem Maryi z jej ciałem i duszą do nieba jest fakt, że nigdy w historii chrześcijaństwa nie twierdzono, że w jakimś miejscu znajduje się jej grób. Gdyby chrześcijanie nie wierzyli we Wniebowzięcie Matki Chrystusa, z pewnością otaczaliby czcią i szacunkiem miejsce jej wiecznego spoczynku, podobnie jak ma to miejsce np. w przypadku grobu św. Piotra czy innych Apostołów.

    Z czasem papieże nadawali temu świętu coraz bardziej uroczysty charakter. Św. Sergiusz I wprowadził Litanie, czyli procesje stacyjne w uroczystości maryjne, wymieniając obok siebie święto Narodzenia, Zwiastowania, Oczyszczenia i Zaśnięcia Najświętszej Panny Maryi. Leon IV poleca uroczyście obchodzić święto Wniebowzięcia Świętej Bożej Rodzicielki.

    Również Ojcowie i Doktorzy Kościoła mówili o prawdzie Wniebowzięcia NMP. Szczególnym jej głosicielem był m.in. św. Jan Damasceński. „Potrzeba było, by Ta, która rodząc zachowała nienaruszone dziewictwo, zachowała również i po śmierci swe ciało bez żadnego skażenia. Potrzeba było, by Ta, która Stwórcę w swym łonie jako Dziecię nosiła, przebywała w Boskich przybytkach. Potrzeba było, by Oblubienica poślubiona przez Ojca zamieszkała w niebieskich komnatach. Potrzeba było, by Ta, która widziała Syna swego na krzyżu i doznała w serce ciosu miecza boleści, uniknąwszy go przy rodzeniu, oglądała tegoż Syna zasiadającego wraz z Ojcem. Potrzeba było, by Matka Boża posiadała to, co do Syna przynależy i otrzymywała cześć od całego stworzenia jako Matka Boga i służebnica zarazem”(cyt. za Munificentissimus Deus).

    Teologowie i scholastycy podkreślali, że przywilej Wniebowzięcia Maryi Dziewicy zgadza się w pełni z Pismem Świętym. Pośród świętych, przypominających o tajemnicy Wniebowzięcia wymienić można: św. Antoniego Padewskiego, św. Alberta Wielkiego, św. Tomasza z Akwinu, św. Bernardyna ze Sieny, św. Roberta Bellarmina, św. Franciszka Salezego, św. Alfonsa czy też św. Piotra Kanizjusza.

    Dlatego właśnie Papież Pius XII, idąc za tradycją Świętego Kościoła Katolickiego w 1950 roku Konstytucją apostolską Munificentissimus Deus ogłosił dogmat o Wniebowzięciu słowami: „…ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej”. Pośród argumentów teologicznych jakie Ojciec Święty wylicza uzasadniając tę prawdę, warto przypomnieć m. in., że Matka Boga jest najściślej zjednoczona z Boskim swoim Synem i dzieli Jego los. Skoro więc poczęła Jezusa – Zbawiciela, karmiła, nosiła na rękach, niemożliwym jest, aby po ziemskim swym życiu została od niego oddzielona ciałem. Jezus Chrystus też jako najdoskonalszy wykonawca prawa, który uczcił odwiecznego Ojca, nie mógł nie uczcić swej ukochanej matki.

    Koniecznym było, aby Maryja Dziewica najściślej zjednoczona ze swym Synem w walce z szatanem, mająca doprowadzić do najpełniejszego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, została wzięta z duszą i ciałem do nieba. Tak jak Zmartwychwstanie Chrystusa jest zwycięstwem nad grzechem i jego skutkami, w tym śmiercią, „tak trzeba było, aby wspólna walka świętej Dziewicy i Syna zakończyła się dziewiczego ciała”. Maryja Niepokalana w swoim poczęciu, nienaruszenie dziewicza w Boskim macierzyństwie osiągnęła jakby najwyższą koronę swoich przywilejów poprzez zachowanie od zepsucia grobu, „aby na podobieństwo Syna, po zwycięstwie nad śmiercią, z duszą i ciałem zostać wyniesioną do najwyższej chwały nieba i tam jaśnieć jako Królowa po prawicy tegoż Syna, nieśmiertelnego Króla wieków”.

    Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla: „Wniebowzięcie Maryi jest szczególnym uczestniczeniem w Zmartwychwstaniu Jej Syna i uprzedzeniem zmartwychwstania innych chrześcijan”.

    http://sanctus.pl/index.php?grupa=1&podgrupa=318&doc=256

    15 sierpnia
    Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

    Prawdę o Wniebowzięciu NMP ogłosił jako dogmat wiary papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w Konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus”:

    „…powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej” (Breviarium fidei VI, 105)

    Wniebowzięcie Maryi Orzeczenie to Ojciec święty wypowiedział uroczyście w bazylice św. Piotra w obecności prawie 1600 biskupów i niezliczonych tłumów wiernych. Orzeczenie to oparł nie tylko na dogmacie, że kiedy przemawia uroczyście jako wikariusz Jezusa Chrystusa na ziemi w sprawach prawd wiary i obyczajów, jest nieomylny, ale także dlatego, że ta prawda była od dawna w Kościele uznawana. Papież ją tylko przypomniał, swoim najwyższym autorytetem potwierdził i usankcjonował.

    Przekonanie o tym, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uwielbił, uczynił podobnym do swojego ciała w chwili zmartwychwstania i zabrał do nieba, było powszechnie wyznawane w Kościele katolickim. Już w VI wieku cesarz Maurycy (582-602) polecił obchodzić na Wschodzie w całym swoim państwie 15 sierpnia osobne święto dla uczczenia tej tajemnicy. To oznacza, że święto to musiało lokalnie istnieć już wcześniej, przynajmniej w V w. W Rzymie istnieje to święto z całą pewnością w wieku VII. Wiemy bowiem, że papież św. Sergiusz I (687-701) ustanawia na tę uroczystość procesję. Papież Leon IV (+ 855) dodał do tego święta wigilię i oktawę. Z pism św. Grzegorza z Tours (+ 594) dowiadujemy się, że w Galii istniało to święto już w VI w. Obchodzono je jednak nie 15 sierpnia, ale 18 stycznia. W mszale na to święto, używanym wówczas w Galii, czytamy, że jest to „jedyna tajemnica, jaka się stała dla ludzi – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny”. W prefacji zaś są słowa:

    Tę, która nic ziemskiego za życia nie zaznała, słusznie nie trzyma w zamknięciu skała grobowa.

    U Ormian uroczystość Wniebowzięcia Maryi rozpoczyna nowy okres roku kościelnego. Liturgia ormiańska na ten dzień mówi m.in.:

    Dziś duchy niebieskie przeniosły do nieba mieszkanie Ducha Świętego. (…) Przeżywszy w swym ciele życie niepokalane, zostałaś dzisiaj owinięta przez Apostołów, a przez wolę Bożą uniesiona do królestwa swojego Syna.

    W liturgii abisyńskiej, czyli etiopskiej, w tę uroczystość Kościół śpiewa:

    W tym dniu wzięte jest do nieba ciało Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej, naszej Pani.

    15 sierpnia obchodzą pamiątkę tej tajemnicy również Chaldejczycy, Syryjczycy i Maronici. Kalendarz koptyjski pod dniem 21 sierpnia opiewa Wniebowzięcie ciała Matki Bożej do nieba.

    Wniebowzięcie Maryi Bywają różne nazwy dzisiejszej uroczystości: Wzięcie, Przejście, Zaśnięcie, Odpocznienie Maryi itp. Nie wszyscy Ojcowie Kościoła, zwłaszcza na Wschodzie, byli przekonani o fizycznej śmierci Matki Najświętszej. Dlatego także Pius XII w swojej Konstytucji Apostolskiej nie mówi nic o śmierci, a jedynie o chwalebnym uwielbieniu ciała Maryi i jego wniebowzięciu. Kościół nie rozstrzygnął zatem, czy Maryja umarła i potem została wzięta do nieba z ciałem i duszą, czy też przeszła do chwały nie umierając, lecz „zasypiając”, jak głosi wschodnia tradycja.

    Niemniej jasne i stanowcze są wypowiedzi Ojców Kościoła. Na Zachodzie pierwszą wzmiankę o tym niezwykłym przywileju Maryi podaje św. Grzegorz z Tours: (+ 594):

    I znowu przy Niej stanął Pan, i kazał Jej przyjąć święte ciało i zanieść w chmurze do nieba, gdzie teraz połączywszy się z duszą zażywa wraz z wybranymi dóbr wiecznych, które się nigdy nie skończą.

    Św. Ildefons (+ 667):

    Wielu przyjmuje jak najchętniej, że Maryja dzisiaj przez Syna Swego (…) do pałaców niebieskich z ciałem została wyniesiona.

    Św. Fulbert z Chartres (+ 1029) pisze podobnie:

    Chrześcijańska pobożność wierzy, że Bóg Chrystus, Syn Boży, Matkę swoją wskrzesił i przeniósł Ją do nieba.

    Św. Piotr Damiani (+ 1072) tak opiewa wielkość tajemnicy dnia Wniebowzięcia:

    Wielki to dzień i nad inne jakby jaśniejszy, w którym Dziewica królewska została wyniesiona do tronu Boga Ojca i posadzona na tronie. (…) Budzi ciekawość aniołów, którzy Ją pragną zobaczyć. Zbiera się cały zastęp aniołów, aby ujrzeć Królową, siedzącą po prawicy Pana Mocy w szacie złocistej w ciele zawsze niepokalanym.

    Z innych świętych można by wymienić: św. Anzelma (+ 1109), św. Piotra z Poitiers (+ 1112), św. Bernarda (+ 1153) i św. Bernardyna (+ 1444).

    Wniebowzięcie Maryi Najpiękniej jednak o tej tajemnicy piszą Ojcowie Wschodu. Św. Jan Damasceński (+ ok. 749) podaje, jak cesarzowa Pulcheria (ok. roku 450) wystawiła kościół ku czci Matki Bożej w Konstantynopolu i prosiła listownie biskupa Jerozolimy Juwenalisa o relikwie Matki Bożej. Juwenalis odpisuje jej na to, że relikwii takich nie ma, gdyż ciało jej zostało wzięte do nieba „jak to wiemy ze starożytnego i bardzo pewnego podania”. Z kolei św. Jan Damasceński opisuje śmierć Maryi Panny w otoczeniu Apostołów:

    Kiedy zaś dnia trzeciego przybyli do grobu, aby opłakiwać Jej zgon, ciała już Maryi nie znaleźli.

    Kazanie swoje kończy refleksją:

    To jedynie mogli pomyśleć, że Ten, któremu podobało się wziąć ciało z Dziewicy Maryi i stać się człowiekiem; Ten, który zachował Jej nienaruszone dziewictwo nawet po swoim narodzeniu, uchronił Jej ciało od skażenia i przeniósł je do nieba przed powszechnym ciał zmartwychwstaniem. (…) W czasie tego wniebowzięcia, o Matko Boża, wojska anielskie przejęte radością i czcią okryły swoimi skrzydłami Twoje ciało, wielki namiot Boży.

    Św. Modest, biskup Jerozolimy (+ 634), niemniej pewnie opowiada się za tajemnicą Wniebowzięcia Maryi:

    Jako najchwalebniejszą Matkę Chrystusa, Zbawcy naszego, który jest dawcą życia i nieśmiertelności, wskrzesił Ją z grobu i wziął do siebie w sposób sobie wiadomy.

    Św. Andrzej z Krety (+ 740):

    Był to zaiste nowy widok, przechodzący siły rozumu, gdy niewiasta, która swoją czystością przewyższała niebian w ciele (swoim) weszła do niebieskich przybytków. Jak przy narodzeniu Chrystusa nienaruszonym był Jej żywot, tak samo po Jej śmierci nie rozsypało się Jej ciało. O dziwo! Przy porodzeniu pozostała nieskażoną i w grobie również nie uległa zepsuciu.

    Św. German, patriarcha Konstantynopola (+ 732) w kilku kazaniach sławi tę tajemnicę, a nawet opisuje przymioty ciała Maryi po jej wzięciu do nieba:

    Najświętsze ciało Maryi już powstaje z martwych, jest lekkie i duchowe, gdyż zostało już przemienione na zupełnie nieskazitelne i nieśmiertelne. (…) Tak jak napisano, jesteś piękna i Twoje dziewicze ciało jest święte, jest przybytkiem Boga i dlatego zostało zachowane od obrócenia się w proch. (…) Niemożliwym było, aby Twoje ciało, to naczynie godne Boga, w proch się rozsypało po śmierci. (…) Ciało Twoje dziewicze jest całkiem święte, choć jest ciałem ludzkim. Ponieważ dostąpiło najdoskonalszego żywota nieśmiertelnego (…) nie może ulec śmierci.

    Św. Kosma, biskup z Maiouma (+ 743), mówi:

    Rodząc Boga, Niepokalana, zdobyłaś palmę zwycięstwa nad naturą, (…) zmartwychwstałaś dla wieczności. Grób i śmierć nie mogą zatrzymać pod swoją władzą Bogurodzicy.

    Wniebowzięcie Maryi Teolodzy Kościoła usiłują nie tylko stwierdzić fakt istnienia tej tajemnicy, ale także go uzasadnić. O tej tajemnicy pisali św. Tomasz z Akwinu (+ 1274), św. Albert Wielki (+ 1280), Jan Gerson (+ 1429), Suarez (+ 1617) i inni. Kiedy w XV w. Jan Marcelle w kazaniu na Wniebowzięcie Maryi wypowiedział zdanie, że „nie jesteśmy wcale zobowiązani pod grzechem śmiertelnym wierzyć, że Maryja została z ciałem do nieba wziętą”, gdyż nie jest to dogmat, cały fakultet uniwersytetu paryskiego wystąpił z całą stanowczością przeciwko niemu i zażądał, by te słowa odwołał, gdyż tego rodzaju wypowiedź pobrzmiewa herezją i jest sprzeczna z ogólnie wyznawaną prawdą.
    Pisarze kościelni podkreślają, że skoro Matka Chrystusowa była poczęta bez grzechu, skoro Bóg obdarzył Ją przywilejem Niepokalanego Poczęcia, to konsekwencją tego jest, że nie podlegała prawu śmierci. Śmierć bowiem jest skutkiem grzechu pierworodnego. Ponadto nie wypadało, aby ciało, z którego Chrystus wziął swoją ludzką naturę, miało podlegać rozkładowi. Chrystus, którego ciało Bóg zachował od zepsucia, mógł zachować od skażenia także ciało swojej Matki. Wreszcie tajemnica zmartwychwstania i wniebowzięcia jest przewidziana dla wszystkich ludzi, dlatego nie sprzeciwia się rozumowi, aby Chrystus dla swojej Rodzicielki przyspieszył ten dzień.
    Dlaczego jednak dopiero od VI w. ta prawda przenika tak mocno świadomość wierzących? W Kościele jest więcej takich prawd, które rozwijały się i zostały wyjaśnione definitywnie później. Tak było np. odnośnie osoby Jezusa Chrystusa, gdy występowano przeciwko Jego naturze Boskiej, dwóm naturom, dwóm wolom (arianizm, nestorianizm, monofizytyzm), a nawet przeciwko jego naturze ludzkiej. Ogłoszenie prawdy o Wniebowzięciu Maryi jako dogmatu wiary było przypieczętowaniem i ukoronowaniem starożytnej tradycji Kościoła.

    Wniebowzięcie Maryi Według przekazów Tradycji Matka Boża ostatnie lata swego życia spędziła w Jerozolimie w pobliżu Wieczernika albo w Efezie. Większość badaczy przychyla się do pierwszej możliwości. Istnieje przekaz, że św. Jan Apostoł opuścił Ziemię Świętą w czasie pierwszego wielkiego prześladowania Kościoła w roku 34 i udał się z Maryją do Efezu. Chciał Ją w ten sposób uchronić przed niebezpieczeństwami prześladowań. Jednakże w pierwotnej literaturze chrześcijańskiej nie ma żadnej wzmianki o takiej podróży. Ponadto ustalono, że św. Jan udał się do Efezu dopiero ok. 68 roku, Maryja miałaby wtedy około 85-90 lat. Św. Paweł Apostoł, który wkrótce po śmierci Chrystusa przybył do Efezu, nic nie wspomina, aby przed nim w tym mieście był św. Jan z Maryją. Nie napotkał tam też żadnych śladów chrześcijaństwa.
    Apokryficzne Acta Johannis z drugiej połowy II w. wspominają, że Jan, gdy przybył do Efezu, sam był już stary, nie ma też żadnej wzmianki, by Maryja była tam z nim. Aeteria, pątniczka nawiedzająca miejsca święte w latach 385-386, wspomina, że Jan był pogrzebany w Efezie, natomiast nie wie nic, aby tam był grób Maryi. Pseudo-Dionizy Areopagita pisze, że w czasie swojej pielgrzymki do Ziemi Świętej w roku 363-364 dowiedział się od św. Cyryla Jerozolimskiego, patriarchy Jerozolimy, że grób Maryi był w Jerozolimie w Dolinie Jozafata. Podobny opis zawiera apokryf Księga Jana z IV w. W tym apokryfie jest mowa o tym, że Maryja umarła śmiercią naturalną w Jerozolimie, została pogrzebana u stóp Góry Oliwnej w Dolinie Jozafata i że została wzięta do nieba. Wszystkie znane starożytne apokryfy wskazują, że grób Maryi jest w Getsemani w Dolinie Jozafata. Obecnie znajduje się tam kościół, którym opiekują się prawosławni Grecy.

    Wniebowzięcie Maryi Kult Maryi Wniebowziętej był w Kościele bardzo żywy i zdecydowanie wyróżniał się wśród wielu innych. Początki święta sięgają już wieku V. Wystawiono tysiące świątyń pod wezwaniem M.B. Wniebowziętej. W ciągu wieków powstało 8 zakonów pod tym wezwaniem: 1 męski (asumpcjoniści – Augustianie od Wniebowzięcia) i 7 żeńskich. W ikonografii scena Wniebowzięcia Maryi należy do bardzo często przedstawianych (dla przykładu: Fra Angelico – w kilku obrazach, Taddeo di Bartolo, Ottaviano Nelli, Giotto, Pinturicchio, C. Bellini, Raffael, Tycjan, Tintoretto, Tiepolo, Perugino, Procaccini, Filippino Lippi, Veronese, Murillo, Velasquez, Konrad von Goest; rzeźbiarze: Liberale da Verona, L. della Robbia, Michał Pacher, Wit Stwosz). Pod opiekę Maryi Wniebowziętej oddał Węgry król św. Stefan, a Francję – król Ludwik XIII (powtórzył to także Ludwik XV).

    W polskiej (i nie tylko) tradycji dzisiejsze święto zwane jest również świętem Matki Bożej Zielnej. Na pamiątkę podania głoszącego, że Apostołowie zamiast ciała Maryi znaleźli kwiaty, poświęca się kwiaty, zioła i kłosy zbóż. Lud wierzy, że zioła poświęcone w tym dniu za pośrednictwem Maryi otrzymują moc leczniczą i chronią od chorób i zarazy. Rolnicy tego dnia dziękują Bogu za plony ziemi i ziarno, które zebrali z pól.

    http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/08-15a.php3

  3. aga said

    Wieshaupt:”musicie wchodzić pomiedzy katolików i być bardziej katoliccy niz sami katolicy”

    „atakować papieża, atakować Rzym !”

    taka sobie dedykacja dla autora powyższego:

    Nie szukaj tego, co jest zbyt ciężkie,
    ani nie badaj tego, co jest zbyt trudne dla ciebie.

    O tym rozmyślaj, co ci nakazane,
    bo rzeczy zakryte nie są ci potrzebne.

    Nie trudź się niepotrzebnie nad tym, co siły twoje przechodzi –
    więcej, niż zniesie rozum ludzki, zostało ci objawione.

    Wielu bowiem domysły ich w błąd wprowadziły
    i o złe przypuszczenia potknęły się ich rozumy.

  4. […] O Kościele i papieżu (1) […]

  5. Maria1 said

    Żyd o posoborowym Kościele pokatolickim:
    http://gazetawarszawska.com/2012/08/15/x-curzio-nitoglia-o-tym-co-sadzi-zyd-robert-aron-o-ewolucji-kosciola-soborowego/

Sorry, the comment form is closed at this time.