Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą – dzieje kultu i łaski”

Posted by Marucha w dniu 2012-08-15 (Środa)

Fragmenty książki ks. dr-a Józefa Marii Bartnika i Ewy J.P. Storożyńskiej pod tym samym tytułem.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek
http://www.loretanki.pl/sklep/product_info.php?products_id=1166

Nadesłał p. PiotrX.

Jerzy Kossak – Cud nad Wisłą

Na znanym obrazie Jerzego Kossaka Cud nad Wisłą, ponad żołnierzami polskiego wojska broniącego przyczółków Warszawy przed bolszewicką nawałą, jaśnieje postać Matki Boskiej. To nie żaden przypadek ani licencia poetica. Maryja faktycznie zjawiła się wówczas, by obronić ledwie powstałą po okresie rozbiorów Polskę przed kolejną niewolą, by uchronić tę ziemię przed antychrześcijańską ideologią.

Fakt Jej zjawienia, który przetrwał przede wszystkim w pamięci ludu, oficjalnie był jednak przez dziesięciolecia pomijany milczeniem – niewygodny zarówno dla części polskich polityków, widzących w tym możliwość osłabienia w opinii publicznej znaczenia odniesionego zwycięstwa, jak i dla rządzących po drugiej wojnie światowej w Polsce komunistów, dla których wojna 1920 roku była niepowetowaną klęską. O. Józef Maria Bartnik SJ i Ewa Storożyńska zebrali zachowane świadectwa i odkryli jeszcze jeden, niezwykle cenny rys zjawienia Maryi na przedpolu Warszawy. Otóż Maryja miała się ukazać na niebie w takiej postaci, jak jest przedstawiona na czczonym w kościele ojców jezuitów na Starym Mieście w Warszawie obrazie Matki Bożej Łaskawej – przed wiekami ogłoszonej Patronką miasta i kraju. Stąd niezwykle barwna historia powstania obrazu i rozwoju jego kultu – Maria Łaskawa uznawana była za niezastąpioną orędowniczkę w czasie zarazy, a jej sława sięgała do wielu innych miast Rzeczypospolitej, w tym Krakowa i Wilna. Zwycięstwo roku 1920 zostało jednak uproszone przez polskie społeczeństwo w gorliwej modlitwie. To wskazówka dla nas na dzisiaj…

Od dawna zapowiadana książka, owoc trzydziestu lat posługi Autora w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, już w sprzedaży!

*                          *                            *

Wstęp

(…)
„Praca ks. dr. Józefa Marii Bartnika SJ przerywa tę zmowę milczenia i ujawnia zatajany przez dziewięćdziesiąt lat fakt dwukrotnego publicznego ukazania się Bogurodzicy, 14 i 15 sierpnia 1920 r., w czasie walk o Ossów i Wólkę Radzymińską. Autor przedstawia te nieznane szerszemu ogółowi zdarzenia, które zmieniają dotychczasowe rozumienie przebiegu bitwy o Warszawę. Książka jest monografią tematu. Prezentuje, poczynając od roku 1608, panoramę wydarzeń , których kulminacją będzie zjawienie się Bogurodzicy na ziemi warszawskiej w poświęconym Jej dniu, święto Wniebowzięcia, w roku 1920. Przytacza także proroctwa, które pół wieku wcześniej te zdarzenia zapowiadały. Ujawnienie faktu ukazania się Bożej Matki bolszewikom w decydującym momencie walk, kiedy ważyły się losy nie tylko Polski, lecz także Europy, weryfikuje oficjalną wersję przebiegu Bitwy Warszawskiej, w której dotychczas zdarzenia te nie były odnotowane.”
(…)

Ukazanie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej roku 1920. Kontekst historyczny i polityczny

Pojawienie się Bogurodzicy ponad polskimi oddziałami broniącymi bolszewikom dostępu do Warszawy w wigilię święta Wniebowzięcia (Ossów) i w samo święto (Wólka Radzymińska) nie było ani grą świateł na niebie, ani urojeniem grupki egzaltowanych dewotów, ani też pobożną legendą. Było faktem! Podczas krwawych zmagań, kiedy rozstrzygał się los Polski – a co za tym idzie, Europy – Maryja dwukrotnie zjawiła się na przedpolach Warszawy, a data i okoliczności tego wydarzenia zostały zapowiedziane przez Najświętszą Dziewicę blisko pół wieku wcześniej (por. rozdział 11). Postać Maryi, jaśniejąca na ciemnym niebie, była dobrze widoczna. Bolszewicy bez trudu odgadli, kogo widzą! Zjawienie się Matki Bożej przeraziło ich tak, że w panice rzucili się do ucieczki (por. rozdziały 17 i 18). Po ustaniu działań wojennych ci z nich, którzy byli internowani w obozach jenieckich, wielokrotnie o tym opowiadali.

Fakt publicznego zjawienia się Bogurodzicy, potwierdzony przez setki naocznych świadków, pozornie nie wzbudził zainteresowania czynników oficjalnych. Nie komentowano go ani nie dementowano, niemniej podjęto stanowcze kroki, by nie dopuścić do nagłośnienia sprawy. Obawiano się, że publiczne roztrząsanie tego zdarzenia mogłoby negatywnie wpłynąć na dobre imię polskich żołnierzy, oficerów oraz generalicji, a także Naczelnego Wodza – Marszałka Piłsudskiego, dlatego konsekwentnie je zatajano. Rzecz jasna także w czasach reżimu komunistycznego sprawę przemilczano, choć z zupełnie innych przyczyn.

W marcu roku 1921, po podpisaniu traktatu pokojowego w Rydze, dla odrodzonej ojczyzny zaczęła się nowa epoka. Marszałek Piłsudski jeździł po całym kraju i dekorował zasłużonych żołnierzy, sztandary jednostek oraz trąbki bojowe Krzyżami Srebrnymi Orderu Wojskowego Virtuti Militari. Rozliczano czas wojny, historycy przystąpili do dokumentowania jej przebiegu, honorowano bohaterów, przyznawano ordery i medale. Fakt dwukrotnego publicznego zjawienia się Bogurodzicy na przedpolach Warszawy okazał się bardzo niewygodny dla Ministerstwa Spraw Wojskowych. Dla masonów – a było ich wielu wśród polityków – sprawa ta była nie do przyjęcia, gdyż „masoneria z właściwą sobie zaciekłością stara się wypierać z życia narodowego i państwowego wszelką myśl Bożą i religijną.”
(…)
Pisarz Adam Grzymała-Siedlecki, korespondent wojenny w roku 1920, w swojej książce Cud Wisły nader wnikliwie wskazał na „złożoność czynników cudownego zwycięstwa w bitwie warszawskiej”, podkreślając współistnienie czynników „materialnych”, takich jak:
– zjednoczenie rządu,
– konsolidacja społeczeństwa,
– obudzenie ducha walki u żołnierzy i ochotników, z czynnikiem „duchowym”, na który złożyły się:
– publiczne zawierzenie Polski Sercu Jezusowemu 19 czerwca 1920 r. przez najwyższe władze kościelne, w którym oficjalny udział wzięli Naczelnik Państwa i przedstawiciele władzy;
– powtórzenie zawierzenia przez Konferencję Episkopatu Polski na Jasnej Górze w dniach 26-27 lipca;
– ponowienie aktu obrania Maryi Królową Polski, dokonane przez Episkopat Polski na Jasnej Górze 26-27 lipca;
– nowenny błagalno-pokutne, połączone z procesjami i całodziennym czuwaniem przed Przenajświętszym Sakramentem w całej Polsce, a szczególnie w Warszawie (6-15 sierpnia);
– nowenna błagalno-pokutna na Jasnej Górze w intencji ocalenia Ojczyzny (7-15 sierpnia);
– nowenna o wstawiennictwo Matki Bożej i ratunek dla Polski, odprawiana w każdej świątyni w kraju;
– apel biskupów polskich do Ojca Świętego o modlitwę za Polskę;
– apel biskupów polskich do episkopatów świata o modlitwę za Polskę;
– apel biskupów do narodu – jego owocem było 105 714 zgłoszeń do Armii Ochotniczej gen. Hallera.

Te płynące z milionów serc gorące błagania wzruszyły serce Najczulszej z Matek i wyjednały łaskę Jej dwukrotnego publicznego ukazania się podczas walk na przedpolach stolicy, co w konsekwencji zmieniło bieg historii Polski, Europy i świata. JE Arcybiskup Józef Teodorowicz powiedział, że Maryja „w wielkie swe święta […] zwykła czynić […] swe zmiłowania.” Prawdziwość tych słów potwierdzili… sami bolszewicy!

Z relacji jeńców wojennych wiemy, że 15 sierpnia 1920 r. po północy ujrzeli postać Bożej Matki unoszącą się ponad atakującymi Polakami (w okolicach wsi Mostki Wólczańskie i Wólka Radzymińska). Otwarcie przyznawali, że ukazanie się Bogurodzicy było przyczyną rejterady z pola walki: Was się nie boimy, ale z Nią walczyć nie będziemy!

Komisarz Feliks Dzierżyński tak scharakteryzował wybrańców losu, którym dane było ujrzeć Bogurodzicę: „Armia bolszewicka – to dzicz bezmyślna, chyba niewiele się różniąca od hord tatarskich z zamierzchłej przeszłości”. Aby sprecyzować, co wysoki komisarz miał na myśli, wyjaśnijmy, że słowo «horda» pochodzi z czasów najazdów na Polskę plemion Mongołów, nazywanych u nas Tatarami, których cechowało wyjątkowe barbarzyństwo i okrucieństwo. Mongołowie byli bezlitośni: dzieci i kobiety brali w jasyr, opornych – zabijali, a wziętych w niewolę używali jako żywe tarany do podbicia kolejnych warowni i miast. Żołnierzy spod znaku czerwonej gwiazdy – pentagramu, symbolu Lucyfera – roznosiła ta sama niszczycielska furia, co owe barbarzyńskie plemiona. Bolszewicy, podobnie jak Tatarzy, nie uznawali żadnej świętości ani nie znali uczucia litości. Mieli oni stalowe nerwy i serca z kamienia – bo jak inaczej tłumaczyć brutalne mordy i gwałty, dokonywane na bezbronnej ludności cywilnej i osobach duchownych.
(…)

ŚWIADKOWIE UKAZANIA SIĘ BOGURODZICY

Bogurodzica, groźna jak zbrojne zastępy, pojawiła się na nocnym niebie w chwili, gdy porucznik Stefan Pogonowski wraz ze swoim batalionem znienacka zaatakował pozycje bolszewików (por. rozdział 18). Sołdaci, obudzeni w środku nocy niespodziewaną strzelaniną, struchleli, widząc kobiecą postać unoszącą się na niebie ponad atakującymi Polakami. Jej szeroki, granatowy płaszcz powiewał na wietrze, odcinając się smugami światła od czarnego nieba. Jego poły zasłaniały stanowiska Polaków i znajdującą się za nimi Warszawę. Chaotyczna strzelanina nie trwożyła zawieszonej na niebie Postaci. Co więcej, dostrzeżono, że Niebiańska Osoba jakby wychyla się to w jedną, to w drugą stronę i odrzuca czy też odbija lecące w Jej stronę – czyli w kierunku Polaków – pociski! Osłupieli ze zgrozy bolszewicy obserwowali, jak odrzucone przez Niewiastę kartacze eksplodują tam, gdzie znajdowały się ich odwody! Ksiądz Zdzisław Król przytoczył świadectwo gospodyni ze wsi pod Radzyminem, u której nieprzytomny z przerażenia krasnoarmiejec szukał kąta do ukrycia się.

Wstrząśnięty mówił, że widział na własne oczy, jak „Matier Bożja brasala puli!” Matka Boża rzucała (odrzucała) pociski!. Bolszewicy byli ludźmi twardymi, nie ulegali łękom. Jednak widok majestatycznej postaci Bogurodzicy, jakby zawieszonej na niebie, wywołał wstrząs. Obudził zagłuszone sumienia i… wiarę. A sumienia te, które teraz, w obecności Najświętszej Dziewicy doszły do głosu, wołały, oskarżały i przypominały o popełnionych niegodziwościach, mordach, gwałtach i okrucieństwach! Każdy z nich czuł, że powinien paść na twarz, by oddać Matce Bożej cześć, by błagać o wybaczenie straszliwych win, by żebrać o zmiłowanie! Jednocześnie serca przepełniała trwoga! Uczucie to przeważało i bolszewicy, ogarnięci panicznym strachem, uciekali na łeb, na szyję, porzucając tabory, działa i amunicję. Nikt z krasnoarmiejców nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki, nikt nie lękał się sądu polowego. Wszyscy śmiertelnie bali się Maryi! Ochłonęli dopiero pod Zambrowem, gdzie wstrząśnięci opowiadali chłopom:

Wy etawo nie widieli.
Tuda pod Warszawoj stojała bolszaja armija.
My tuda widieli Bożiju Matier,
katoraja zaslanijala Palijakow

Wyście tego nie widzieli.
Pod Warszawą stała wielka armia.
Myśmy tam widzieli Bożą Matkę,
która osłaniała Polaków.

I oto, wbrew solennym zapewnieniom komisarzy, że Boga nie ma, sołdaci świadczyli o Jego istnieniu – wszak na własne oczy oglądali Bożą Matkę! Jej postać nie była urojeniem, widmem czy duchem. Obserwowali Niebiańską Niewiastę działającą! Widzieli, jak odrzucała wystrzelone w kierunku Polaków pociski! Czy nie jest ironią losu, że prześladowcy wiary i mordercy księży katolickich stali się naocznymi świadkami zjawienia się Najświętszej Maryi? Wrogowie krzyża, programowi ateiści, chętnie i dobrowolnie składali świadectwa istnienia Bogurodzicy! Jaki pogląd mieli bolszewicy na temat istnienia Boga, dowiadujemy się z relacji ks. Wiktora, Mieczkowskiego, proboszcza parafii św. Idziego w Wyszkowie. W sierpniu 1920 r. zmuszony był przyjąć na kwaterę bolszewicką wierchuszkę. Podczas posiłków gościom rozwiązywały się języki: przyszli do mnie na pogawędkę […]. Chrystus był pierwszym rewolucjonistą – rzeki drugi – za rewolucję oddal życie, a kościół wypaczył jego idee, ucząc o wolnej woli, której nie ma i być nie powinno. Komuna tak wychowa człowieka, że tylko dobrze robić będzie. […] Nie ma ani Boga, ani duszy, więc tylko na ziemi trzeba używać, a wy nie okłamujcie ludzi, obiecując im niebo. Jak już wspominaliśmy, bolszewików, którzy widzieli Matkę Bożą w Wólce Radzymińskiej, można było liczyć na setki. Paradoksalnie byli oni świadkami obiektywnymi i rzetelnymi, co gwarantował ich laicki światopogląd. Przekonano ich, że Bóg nie istnieje! Wpojono pogląd, że Pismo Święte jest jedną z baśni tysiąca i jednej nocy, zbiorem podań i legend!

Początkowo nie chciano im wierzyć. Sądzono, że zmyślili historię o ukazaniu się Matki Bożej, by wytłumaczyć niechlubną ucieczkę z pola walki. Jednak zgodnych świadectw było tak dużo, że podejrzenia o mistyfikację musiały się rozwiać. Podejrzewano, że bolszewicy na skutek nadużycia alkoholu mieli zaburzenia psychiczne i zwidy. Było jednak w najwyższym stopniu nieprawdopodobne, by takie same zaburzenia dotknęły kilkuset różnych ludzi, znajdujących się we wsiach oddalonych od siebie o 50 km… Aby sprawę zatuszować, rozpuszczono pogłoskę, że bolszewikom puściły nerwy i uciekali na widok… dziwnego koloru nieba (!?). Jednak nie sposób uwierzyć, że mógłby to być wystarczający powód do dezercji z pola walki! Jeśli bolszewicy w ogóle kogoś się bali, to jedynie swoich komisarzy! Spotkanie z Najświętszą Maryją musiało być dla nich wstrząsającym przeżyciem, skoro, zapominając o lęku przed komisarzami i strachu przed sądem polowym, jednym głosem głosili wielkie dzieła Boże, rozgłaszając wszem i wobec, że… na własne oczy ujrzeli
Bożju Matier.
(…)

Przerywamy zmowę milczenia

Jak już wspomnieliśmy, w okresie międzywojennym ukazanie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej było dla wielu, szczególnie dla ateistów i członków lóż masońskich, ze wszech miar niewygodne. Dla tych osób fakt ten był po prostu… nie do przyjęcia! W ich mniemaniu kompromitował polską armię i mógł negatywnie wpłynąć na wizerunek odrodzonej Polski. Bo cóż by Europa o Polakach pomyślała, gdyby do jej uszu doszło, że do pokonania bolszewików przyczyniła się sama Bogurodzica? Może utarłby się pogląd, że Polacy nie są zdolni do samodzielnej obrony własnego terytorium…

Pomimo tuszowania sprawy fakt dwukrotnego zjawienia się Najświętszej Maryi stał się powszechnie znany dzięki lekarzom, sanitariuszom i innym osobom, które posługiwały w obozach jenieckich i dalej przekazywały usłyszane świadectwa. Bolszewicy zaś chętnie dzielili się swoimi przeżyciami – poranek 14 sierpnia w Ossowie i noc 15 sierpnia w Mostkach Wólczańskich i Wólce Radzymińskiej były najbardziej wstrząsającymi chwilami ich życia. Na własne oczy ujrzeli Bożiju Matier. Informacje o zjawieniu się Bogurodzicy pochodziły także od mieszkańców okolic Radzymina, Wyszkowa, Zambrowa i Marek, pośrednich świadków zdarzenia. Przekazywali oni dalej to, o czym dowiedzieli się od bolszewików. Relacjonowali także to, co sami widzieli: ich przerażenie i trwogę. Fakty te były więc powszechnie znane. Jednak nie można było o nich pisać, temat ten stał się tabu!

Po przewrocie majowym w latach 1926-1939 Polską niepodzielnie rządziła masoneria. Zdecydowana większość polskich premierów była członkami lóż, czyli wyznawcami Lucyfera, a więc wrogami Kościoła! Ci spośród pracowników Ministerstwa ds. Wyznań, którzy należeli do lóż masońskich, zadbali o to, by wyciszyć i zatuszować sprawę publicznego objawienia się mocy Boga. Chodziło o to, by za parę lat nikt już w Polsce o tym nie pamiętał, choć ” Żadnemu narodowi [Bóg] tak nie uczynił (Ps 147, 20).”

Zamiaru tego nie udało się zrealizować, a to dzięki temu, że naród polski trwał przy wierze ojców! Nawet w ciągu stu dwadziestu trzech lat niewoli, kiedy to zaborcy stosowali politykę bezwzględnego wynaradawiania, nie udało się zmusić Polaków do porzucenia wiary. Pomimo usiłowań zaborców, by Polacy zmieniali wyznanie i asymilowali się jako Prusacy, Austriacy i Rosjanie, udało się Polakom wytrwać przy wierze przodków.

Dla caratu „katoliczestwo” było największym wrogiem asymilacji, stąd chwytano się wszelkich sposobów, by Polacy przechodzili na prawosławie. Kuszono karierą, awansami, co za tym idzie odpowiednimi apanażami, słowem: dostatnim życiem. Jak wykazała praktyka, ten, kto zmienił wyznanie, przestawał być Polakiem, stawał się rusofilem i lojalnym poddanym cara. W sercu uciemiężonego narodu królowali Bóg i Jego Matka, a programem życia nadal było hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna. Realizacja tego duchowego programu, wierność tym ideałom niejednokrotnie w historii odgrywały decydującą rolę i stanowiły tarczę przeciwko wynarodowieniu i znikczemnieniu, jakie niosły za sobą lata wojen i niewoli.
(…)

SOS dla Warszawy – Maryja objawia się w sercu okupowanej stolicy (Warszawa Siekierki 1943)

W lipcu 1938 r. Rozalia Celakówna napisała:

Zobaczyłam, w sposób duchowy granicę polsko-niemiecką, począwszy od Śląska aż do Pomorza, całą w ogniu. Widok to był naprawdę przerażający. Zdawało mi się, że ogień zniszczy cały świat. […] Wtem usłyszałam […]: Moje dziecko, będzie straszna wojna, która spowoduje wielkie zniszczenie. Niemcy upadną […] bo Mnie nie uznają jako Boga, Króla i Pana swego..

Na modlitwie Rozalia zrozumiała, że „Warszawa będzie zniszczona, Warszawa legnie w gruzach”. Rzeczywiście: 1 września atak Rzeszy Niemieckiej na Polskę rozpoczął wojnę. Dwa i pół tygodnia później, zgodnie z tajnym porozumieniem „Przymierza dla Europy Wschodniej” (pakt Ribbentrop – Mołotow), na Polskę napadł Związek Radziecki. Wskrzeszone niecałe 21 lat wcześniej państwo polskie utraciło niepodległość. Rozpoczęły się lata podwójnej okupacji: niemieckiej i sowieckiej. (…) W maju 1943 r. Matka Boża Łaskawa, Patronka Warszawy, ukazała się na osiedlu Siekierki. Bogurodzica, niebiańsko piękna, zjawiła się wśród zieleni, na drzewie obsypanym kwiatami. Jej słowa były poważne i brzmiały złowieszczo:

Módlcie się, bo idzie na was wielka kara, ciężki krzyż. Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo się lud nie nawraca. Bóg nie chce ludzi karać. Bóg chce ludzi ratować przed zagładą.
Bóg żąda nawrócenia.

W okresie międzywojennym, a i w czasie wojny sytuacja moralna społeczeństwa polskiego była, jak pisaliśmy, oględnie mówiąc – nie najlepsza.

Jezus Chrystus prosił wybrane dusze – św. siostrę Faustynę, sługi Boże Rozalię Celakównę, Leonię Nastał, Kunegundę (Kundusię) Siwiec – o wynagradzanie za grzechy rozwiązłości: Strasznie ranią Moje Najświętsze Serce grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji.

Nasz Pan prosił o szczególne modlitwy za warszawian, ponieważ stolica Polski nie chciała pamiętać o prawach Dekalogu. Wystarczy zajrzeć do pamiętników i wspomnień z tego okresu. Luminarze życia społecznego i kulturalnego ostentacyjnie prowadzili rozwiązłe życie, zarażając tym stylem swoje otoczenie, a zwłaszcza podatną na wpływy młodzież. Masoni zdawali sobie sprawę z tego, że aby osiągnąć powszechne (na całym świecie) rozluźnienie obyczajów, potrzebna jest demoralizacja na wielką skalę. Starali się, żeby romanse i rozwody sławnych ludzi były nagłaśniane w bulwarowej prasie, tak by niemoralne zachowania przestały bulwersować, spowszedniały i powoli stały się… obowiązującą normą. Pojawił się nowy zawód: fotograf-podglądacz – paparazzi – którego zadanie polegało na dostarczaniu brukowcom dowodów romansów i zdrad osób postawionych na świeczniku.

Masoneria postarała się, by celebryci stali się żywą reklamą zachowań amoralnych. Rozliczne biografie upowszechniały i propagowały rozwiązły styl życia, w którym biseksualizm bynajmniej nie należał do rzadkości.
(…)
Bóg Ojciec, chcąc ocalić mieszkańców Warszawy przed nieszczęściem, zezwoli! Maryi Łaskawej osobiście przestrzec swój lud. Jeśli Warszawa posłucha Najłaskawszej Matki i odwróci się od grzesznego życia, wynagrodzi za grzechy rozwiązłości, cudzołóstwa i te najstraszniejsze, dzieciobójstwa, to może miasto uniknie kary… Maryja, Matka Łaskawa, Patronka Warszawy apelowała do ludu stolicy, aby przez przemianę życia, respektowanie praw Dekalogu i pokutę odwrócił wiszące nad miastem nieszczęście. Bogurodzica prosiła warszawian o modlitwę powszechną, taką jak w 1920 r, kiedy to żarliwie błagano Boga za pośrednictwem Łaskawej Strażniczki Polski o ocalenie przed bolszewikami i wymodlono cud Jej publicznego ukazania się, który w konsekwencji zmienił wynik wojny. Po dwudziestu trzech latach, w roku 1943, czwartym roku okupacji niemieckiej, sytuacja była diametralnie różna: nie lud błagał Maryję, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski, o ustanie okropieństw wojny, lecz to Ona sama zeszła z nieba, by osobiście wzywać warszawian do modlitwy, nawrócenia i pokuty, aby w ten sposób odwrócić od stolicy zapowiedziane nieszczęście! Nie będzie ono: przejawem gniewu Boga wobec swego ludu, ale samozniszczeniem narodu poprzez grzech. Jedyną możliwością wyjścia z tej tragicznej sytuacji jest nawrócenie, wyznanie grzechu, pokuta i zadośćuczynienie. „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy […] zginiecie! (Łk 13, 5).”

Pomimo ośmieszania i wyciszania objawień wiadomości o nich szybko rozchodziły się po Warszawie. Mimo jednak wysiłków przestrogi Maryi nie dotarły do ogółu warszawian. Treść orędzi nie była głoszona z ambon.

Przyczyną tego był głównie brak zainteresowania ze strony kleru. Dla duchowieństwa przesianie Maryi nie było bynajmniej darem Niebios, lecz… kłopotem! „Proroctwa nie lekceważcie!” (1 Tes 5, 20). Ostrzeżenie, które w imieniu Boga Najwyższego Bogurodzica przekazała całemu ludowi stolicy:

Bóg nie chce ludzi karać. Bóg chce ludzi ratować przed zagładą.
Bóg żąda nawrócenia! nigdy do niego nie dotarło…

(…)

Matka Boża tarczą i obroną Polaków.

Częstochowa 1655
(…)
18 listopada 1655 r. generał Muller z kilkutysięcznym wojskiem otoczył klasztor i zażądał natychmiastowej kapitulacji. Składająca się z żołnierzy szwedzkich i… polskich oddziałów, które przeszły na stronę wroga armia oblegająca klasztor w kulminacyjnym momencie liczyła 2250 ludzi i dysponowała silną artylerią. O. Augustyn Kordecki, dowódca obrony, nie miał co prawda doświadczenia militarnego, ale za to znakomity zmysł organizacyjny. Sam przygotował twierdzę do obrony, m.in. wyburzając na polu fortyfikacji klasztornych wszelkie budynki, aby nie zostały wykorzystane przez atakujących. W szeregach obrońców znalazła się dobrze wyszkolona załoga – 160 żołnierzy piechoty – zwerbowana przez Kordeckiego. Wojskiem tym dowodził znakomity oficer Jan Paweł Cellari. Załogę wspomagało 70 zakonników i około 20 szlachciców wraz z czeladzią. Konwent miał pod swoimi rozkazami 50 puszkarzy. Sanktuarium dysponowało dobrą artylerią. Generał Muller przypuścił gwałtowny szturm, myśląc, że od razu zdobędzie ten „kurnik”, jak pogardliwie zwykł określać twierdzę. Ze wstydem jednak i dużymi stratami w ludziach musiał się wycofać, odparty celnymi strzałami broniącej się garstki żołnierzy i zakonników.

I tak, dzień po dniu, przez 5 tygodni szwedzki dowódca ponawiał ataki, pieniąc się z bezsilnej wściekłości, że nie potrafi zdobyć klasztoru. Próbował wymusić kapitulację, lecz determinacja o. Kordeckiego sprawiła, że twierdzy nie poddano. Na morale obrońców miała wpływ jego zdecydowana postawa i wiara w pomoc Bogurodzicy. Wzywając ratunku Bożej Opatrzności, o. Augustyn regularnie prowadził uroczyste procesje eucharystyczne po murach klasztornych. Na Jasnej Górze nieustannie, dzień i noc, zanoszono modły do Bożej Rodzicielki. Bez przerwy również, na zmianę, leżeli krzyżem przed Jej obrazem rycerze, mieszczanie i mnisi.

„Postać pobożnego O. Kordeckiego jakby się pomnażała. Był wszędzie. To go widziano w kaplicy modlącego się żarliwie, to z krzyżem w ręku przebiegał wały, zagrzewając do obrony, to krzepił wątpiących, to rannych pocieszał, wszędzie widać było jego białą postać. A Maryja Jasnogórska co dzień swą opiekę jawnie okazywała. Przy każdym szturmie widziano z obozu szwedzkiego Panią w błękitnym płaszczu, w towarzystwie sędziwego starca, zapewne Św. Pawła pustelnika, jak unosząc się nad oblężoną twierdzą, ręką kule znad klasztoru na obóz nieprzyjacielski odrzucała i płaszczem swym od pożaru Jasną Górę osłaniała. Co dzień z okrzykiem: „Czary, czary katolickie!” padali rażeni własnymi kulami żołdacy szwedzcy. Zastępy ich ciągle malały, […] a klasztor stał cały, i obrońcy jego, ducha nie tracąc, mężnie się bronili przez pięć tygodni.”

W grudniu ostrzał z ciężkich dział spowodował poważne uszczerbki w murze. Niektórzy z obrońców twierdzy opuścili ją, jednak o. Kordecki był zdecydowany kontynuować walkę. W Boże Narodzenie, w nocy z 25 na 26 grudnia, generał Muller wystosował list, w którym kategorycznie żądał okupu i poddania klasztoru. Spotkała go jednak kolejna odmowa.
(…)

Częstochowa 1944-1945
W styczniu 1945 r. marszałek Iwan Koniew, prowadząc Armię Czerwoną na Berlin, zatrzymał się pod Częstochową, by przegrupować wojska. Zajął kwaterę i przy stole zasłanym mapami opracowywał plany strategiczne. Wtem pojawiła się przed nim kobieta, ubrana na czarno, w czarnym szalu na głowie, i zwróciła się do niego po rosyjsku: Idź i natychmiast rozpocznij ofensywę na Częstochowę! Powiedziawszy to, wyszła.

Koniew, mocno zaskoczony, wybiegi z kwatery i pyta! żołnierzy trzymających wartę: „Gdzie jest ta kobieta, która była u mnie?”. Lecz ci odpowiedzieli: „Nie było tu żadnej kobiety!”. Marszałek Koniew, powróciwszy do kwatery, nie namyślając się wiele, cofnął poprzedni rozkaz, a wydał nowy, nakazujący natychmiastowy wymarsz na Częstochowę.

16 stycznia 1945 r. wojska Frontu Ukraińskiego pod rozkazami marszałka Koniewa zdobyły miasto bez jednego wystrzału! Atak był tak gwałtowny, że hitlerowcy nie zdążyli zburzyć miasta. Jeden z braci paulinów wspominał:

Ta godzina wyzwolenia przyszła nagle… […] A Niemcy na Jasnej Górze nic absolutnie nie wiedzieli, że radzieckie wojska już tu są. Jak się dowiedzieli, […] powstała straszna panika. […] zakonnicy wszyscy się modlili; była akurat godzina modłów i byliśmy w kaplicy. […] jeden z naszych zakonników poszedł pytać się, co oni teraz będą robić. Ten komendant odpowiedział, że on w takim wypadku ma rozkaz, pod karą śmierci, spalić Jasną Górę, jak się będzie stąd wycofywał. Klasztor był w pogotowiu. Wszyscy, którzy się tu schronili i zakonnicy, nikt nie spał wtedy. Ja byłem wyznaczony na obserwatora. […]
Przed godziną 23 Niemcy wytoczyli na dziedziniec klasztorny osiem beczek z benzyną. I te beczki ustawili szeregiem, odkorkowali i tak to wszystko się lalo. Jednocześnie tam gdzie Arsenał, była wywleczona ogromna sterta kocy, też zlana benzyną. A na wprost, gdzie taka mozaika ułożona z kamieni, to zastopowali ciężarowe auto, naładowane wybuchowymi materiałami i wszystko to zlali benzyną. Ale znów rozległy się jakieś detonacje i oni uciekli. Tylko częściowo to podpalili.” (…)

24 stycznia marszałek Iwan Koniew w otoczeniu sztabu oficerów wkroczył do jasnogórskiego sanktuarium. Stanąwszy przed obrazem Matki Bożej, powiedział: „Eto ona cochodnia buła u mnia!”

To Ona tego dnia była u mnie! Pociągnął ręką dwa razy po twarzy, zdjął czapkę, pokłonił się nisko i wyszedł. A za nim sztab. Oficerowie byli poważnie zaniepokojeni zachowaniem Koniewa i jego zadziwiającą wypowiedzią. Myśleli, że marszałek zwariował! Wreszcie ośmielili się zapytać, dlaczego powiedział coś tak dziwnego. Koniew wyjaśnił: Tak, jak na tym obrazie, wyglądała kobieta, która dala mi tak stanowcze polecenie, że innej myśli już nie miałem, jak tylko tę, aby natychmiast rozkazać ofensywę na Częstochowę!

Komentarzy 30 to “Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą – dzieje kultu i łaski””

  1. Boryna said

    O objawieniu NMP nad ploem walki pisze Stanisław Cat-Mackiewicz w swojej Historii Polski. Przed wojną ten fakt nie był upowszechniany, ponieważ przeszkadzałby tworzeniu mitu o wielkiej strategii Józefa Piłsudskiego.

  2. Kapsel said

    Papież Pius XI

    apież, Pius XI, Achilles Ratii, był nuncjuszem apostolskim w odrodzonej po zaborach Polsce. Swoją posługę na polskiej ziemi rozpoczął od pielgrzymki na Jasną Górę 15 sierpnia 1918 roku. W 1920 roku osobiście doświadczył w Warszawie zagrożenia ze strony Armii Czerwonej. Widział to niezwykłe zwycięstwo, jedyną właściwie zwycięską kampanię od czasów Odsieczy Wiedeńskiej w 1683 roku o ciężarze nie mniej brzemiennym dla Europy niż tamta odsiecz. Papież Pius XI doskonale wiedział, że „Cud nad Wisłą”, to opatrznościowe ocalenie Polski i Europy, zawdzięczamy nie tylko krwi żołnierzy, ale także błagalnym modlitwom leżących krzyżem rzesz pielgrzymów na Jasnej Górze. Kiedy nuncjusz A. Ratti wracał po zakończeniu misji w Polsce do Rzymu, biskupi polscy w dowód wdzięczności za życzliwość i umiłowanie Polski wręczyli mu kopię Cudownego Obrazu Jasnogórskiego. Zostawszy papieżem, Pius XI powiedział o tym obrazie do swego sekretarza Angelo Roncallego, późniejszego Jana XXIII: „To najmilszy dar złożony mi przez Episkopat Polski”. Tenże obraz Pius XI umieścił w kaplicy papieskiej rezydencji letniej w Castel Gandolfo, a przy nim znalazły się dwa obrazy historyczne, namalowane przez lwowskiego artystę Jana Rosena, przedstawiające obronę Jasnej Góry przed Szwedami oraz „Cud nad Wisłą”.

    Związki z Polską
    25 kwietnia 1918 mianowany przez Benedykta XV Wizytatorem Apostolskim na Polskę.
    9 lutego 1919 bierze udział w otwarciu pierwszego Sejmu Ustawodawczego
    od 6 czerwca 1919 do 4 czerwca 1921 – pierwszy Nuncjusz Apostolski w niepodległej Polsce a święceń biskupich w archikatedrze warszawskiej udzielił mu 28 października 1919 kardynał Aleksander Kakowski, przez co Pius XI sam nazywał siebie polskim biskupem.
    1920 – jako jedyny (oprócz przedstawiciela Turcji) dyplomata nie opuścił zagrożonej przez bolszewików Warszawy
    1921 – Uniwersytet Warszawski przyznał mu tytuł doktora honoris causa
    22 stycznia 1921 – odznaczony przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego Orderem Orła Białego
    1923 – zatwierdził i rozszerzył na całą Polskę święto Matki Bożej Królowej Polski, wyznaczając jego datę na 3 maja
    10 lutego 1925 zawarł konkordat z Polską
    28 października 1925 bullą Vixdum Poloniae powołał w Polsce nowe metropolie i diecezje
    w 1926 prymasem Polski został August Hlond
    17 kwietnia 1938 dokonał kanonizacji błogosławionego Andrzeja Boboli.
    z jego polecenia w Grotach Watykańskich (miejscu pochówku papieży) znajduje się kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej a na ścianach kaplicy papieskiej w Castel Gandolfo sceny z dziejów Polski m.in. Cud nad Wisłą.
    Po wyborze na papieża do polskich kardynałów powiedział: Podziwiam Polaków i kocham i nadal miłować będę drogą Polskę i modlić się za nią nie przestanę (Źródło: Papież Pius XI kocha i zna Polskę s. 7. Lublin 1932)
    Jako Wizytator Apostolski objeżdżając Polskę, w Chełmie 15 września 1918 powiedział m. in. Przybyłem tu do Was, aby pocieszyć Was imieniem Ojca Świętego i udzielić wszystkim błogosławieństwa apostolskiego, które sprawi, że da Bóg, niedługo dźwignie się Wasza Polska – Ojczyzna, a w niej wolny szlachetny Naród Polski nie będzie więcej prześladowany za swoje przekonania katolickie.( Źródło: Papież Pius XI kocha i zna Polskę s 4. Lublin 1932)
    W czasie przyjęcia pątników polskich , zaraz po koronacji, 22 maja 1922 wyraża swoje uczucie szczególniejszej miłości ku Polsce: Nigdy nie ujdą nam z pamięci te chwile, które razem z wami przeżyliśmy, a które rzecznik wasz z taką czcią i tak serdecznie przypominał, i cieszymy się, że wśród was byliśmy jako jeden z was, jako Polak między Polakami. (Źródło: M. Sopoćko. 15 lat rządów Piusa XI s.17)

    Tutaj całość

    http://www.bitwawarszawska.pl/index.php?cmd=zawartosc&opt=pokaz&id=91

  3. Kapsel said

    Cud nad Wisłą w Loreto

    W niewielkim włoskim miasteczku Loreto, w bazylice, znajduje się jedno z najpiękniejszych przedstawień Bitwy warszawskiej 1920 roku, określanej jako Cud nad Wisłą. W tym miejscu, jak nigdzie indziej, tradycja religijna i historyczna, splatają się ze sobą w sposób niezwykły. Paradoks historii sprawił, że w Loreto i okolicach, 24 lata po Bitwie warszawskiej, polscy żołnierze ponownie złożyli krwawą ofiarę w walce o wolność Polski i Europy.

    Cud nad Wisłą

    Na lewej ścianie kaplicy polskiej znajduje się fresk przedstawiający Cud nad Wisłą, czyli zwycięstwo Polaków w wojnie z Rosją sowiecką w 1920 roku. Na tle błękitnego nieba widać Matkę Boską Częstochowską strzegącą polskich żołnierzy. Z lewej strony fresku aniołowie unoszą do nieba ks. Ignacego Skorupkę, bohaterskiego kapłana, śmiertelnie rannego w bitwie o Radzymin. Po prawej, klęczy nuncjusz apostolski Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI, który w sierpniu 1920 roku odmówił opuszczenia Warszawy razem z korpusem dyplomatycznym, pragnąc dzielić los mieszkańców stolicy. Obok niego klęczą Prymas Polski, kardynał Dalbor, oraz arcybiskup warszawski kardynał Kakowski, którzy również pozostali w Warszawie. Na drugim planie fresku artysta przedstawia dowódców wojsk polskich; w centrum – Józef Piłsudski, Naczelny Wódz, w otoczeniu generałów Tadeusza Jordana Rozwadowskiego oraz Józefa Hallera.

    Centralną postacią jest żołnierz, wznoszący sztandar słynnego 30. Pułku Piechoty. Wiąże się z nim wzruszająca historia, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Wiadomo, że żołnierz był jedynakiem, zginął w bitwie, nie pozostawiając po sobie żadnej fotografii. Koledzy opisali jego wygląd artyście, a ten postanowił umieścić postać na fresku. Przez długie lata przybywała do Loreto matka żołnierza, modląc się w kaplicy polskiej, wpatrzona w jedyną podobiznę swego syna.

    Pod obrazem znajduje się napis: „Beatae Mariae Virginis auxilio Poloni ad Vistulam sarmatas fugant A. D. MCMXX” – Polacy wsparci pomocą Najświętszej Maryi Dziewicy odpierają Rosjan nad Wisłą w roku Pańskim 1920.
    Pożar

    Rankiem 6 lipca 1944 roku na bazylikę loretańską spadły niemieckie bomby. Pożar objął kopułę, pod którą znajduje się bezcenna relikwia – Święty Domek. Na szczęście w mieście stacjonował oddział Ułanów Karpackich z II Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa. Polscy żołnierze, narażając życie, weszli na dach bazyliki i po kilkugodzinnej walce z żywiołem, ugasili pożar. W ten sposób ocalili Święty Domek, który niechybnie zostałby zniszczony przez walącą się kopułę. W czasie akcji żaden z polskich żołnierzy nie zginął i nie został ranny. Polacy dziękowali później Matce Bożej za cudowne pośrednictwo.

    Tutaj całość

    http://koszalin7.pl/st/hist/historia_701.html

  4. Maria1 said

    „Dla caratu „katoliczestwo” było największym wrogiem asymilacji, stąd chwytano się wszelkich sposobów, by Polacy przechodzili na prawosławie. Kuszono karierą, awansami, co za tym idzie odpowiednimi apanażami, słowem: dostatnim życiem. Jak wykazała praktyka, ten, kto zmienił wyznanie, przestawał być Polakiem, stawał się rusofilem i lojalnym poddanym cara.” – Czyli historia potwierdza prawdę: Polak=katolik

  5. Kapsel said

    Śmierć księdza Ignacego Skorupki

    W roku 1920 z gimnazjum Łebkowskiego w Warszawie ruszyły do armii ochotniczej dwie najstarsze klasy w komplecie. Jakże nie miały ruszyć? Toć połowa z nich to harcerze, a w dodatku za prefekta szkoły mieli Księdza Skorupkę. Któżby tam śmiał prefektowi w oczy spojrzeć, gdyby nie szedł. Dla Ks. Skorupki – poza zbawieniem – Ojczyzna była wszystkim. A i dla nich. Dość, że na pierwszą wieść o ochotnikach, dyżurny Mrozowiski, z ósmej, podczas pauzy, huknął pięścią w katedrę:
    – Panowie! Idziemy! Dureń tylko zostanie!
    Durnia nie było w klasie. Poszli wszyscy. Do 236 Ochotniczego Pułku Piechoty.

    Ćwiczono ich zaledwie ze trzy tygodnie, bo dłużej się nie dało. Dostali wtedy szkołę! Boże mocny! Wychudli, sczernieli, a każda żyłka bolała ze zmęczenia. Dużą w tym czasie pociechą dla nich była stała obecność ks. Skorupki. Młody prefekt ledwie się ze mszą i co pilniejszymi sprawami uwinął, zaraz biegł do koszar. Pogodny, a pełen świętego zapału, był dla nich jak ukochany starszy brat. Umacniał ducha, interesy swoich chłopców załatwiał, paczki i listy z miasta i do miasta naszał chętnie. Nieraz za własny ciężko zarobiony grosz kupował czekolady na dwa plutony. A przede wszystkim, ani na chwilę nie zwątpił o polskim zwycięstwie. Mimo najgorszych wieści, śmiał się tylko i żartował z Moskwy dobrodusznie:
    – Udało się wieprzowi własnego ucha sięgnąć – mawiał pogardliwie – bo i cóż ci Moskale? Znam ich dobrze, bom jeden rok pośród nich spędził, ratując naszych uchodźców podczas wielkiej wojny. Chłopy ciemne, pijane i głupie. Batem ich pędza, to i lezą. A trafią na wypoczęte wojsko, to staną. A tu już pułków ochotniczych bez liku. Poznańskie z pomocą idzie, cały kraj, jak jeden obóz. I dotychczas Moskwa tylko liczbą bierze. A cóż jest liczba wobec ducha? Nie dadzą wam rady chłopcy. Nie!
    – Pewnie, że nie dadzą – odezwał się poważnie znany żartowniś, Zakrzewski – Wziąć choćby takiego Stasia Wrzoska. Karabin mu się o pięty obija, bagnetem się podpiera jak laską, a niech chuchnie to trzech chłopa wywróci. Żołnierz jak się patrzy.
    Roześmiali się wszyscy, roześmiał się ks. Ignacy. Bo Staś Wrzosek, najmłodszy z siódmej klasy, rzeczywiście drobniutki był i szczupły jak dziecko. Czupurny za to i w bójkach waleczny jak żaden. Zaczerwienił się teraz ze złości, ale odrzekł spokojnie:
    – Głupiś Zakrzewski. Właśnie Ciąglowicz i ja, to żelazna brygada. Mnie żadna kula nie trafi, bo nie ma w co. A w Ciąglewicza można walić bez skutku, jak w poduszki. Nie bójcie się nic! My was poprowadzimy do zwycięstwa!
    Znowu śmiali się chłopcy. Grubas Ciąglewicz nie rzekł nic, jako flegmatyk. Może też nie zdążył, bo nagle pojawił się sierżant Wójcik i wrzasnął wielkim głosem:
    – Alarm chłopcy! Alarm! Wystąp w rynsztunku i z bronią.
    Zerwali się równo ze świstem. Jak za straszliwą umową witała słońce z dwóch stron kanonada. Rosyjskie działa waliły gdzieś spod Radzymina, polskie z poligonu w Rembertowie. W powietrzu stanął jednostajny huk i łomot. Gotując się na spieszny alarm, chłopcy nie widzieli przecież pękających szrapneli ani granatnych wybuchów. Artyleria tłukła ponad głowami wojsk, do sobie tylko znanych celów. Parząc wargi gorącą kawą i pojadając spiesznie ogromne pajdy chleba, spostrzegli z radością, że w nocy nadeszły do Ząbków nowe odziały wojsk. Po obu stronach plantu kolei stały bataliony w oczekiwaniu, z bronią u nogi, w błyszczących chełmach szturmowych. Na komendę sformowali kolumnę i oni. Zjawił się ks. Skorupka i udzielił im absolucji ”In articulo mortus”. Nadjechał generał Haler i przemówił krótko do wojsk. I oto szereg za szeregiem, batalion za batalionem jęły znikać w otaczających lasach i zagajnikach.
    Drużynowy Mrozowiski z ósmej, dziś w randze plutonowego, choć bardzo w tej chwili zajęty, dostrzegł przecie po kilku krokach, idącego obok siebie prefekta. Ksiądz podwinął nieco sutannę, a w ręku miał brewiarz i hebanowy krzyżyk ze srebrną Męką Pańską. Mrozowski zdziwił się tęgo.
    – A ksiądz dokąd? – zapytał
    – Z wami. I ja się przydam – rzekł prefekt nie odrywając oczu od książki.
    Mrozowisk spojrzał jeszcze na krzyżyk i na kolbę swego karabinu, ale nic nie powiedział. Nie odezwał się ani słowem nikt z całego plutonu, choć dziwili się wszyscy. Ksiądz miał na twarzy powagę i zatopiony był w modłach. Szli tak szeroką drogą leśną może z pół godziny. Mimo bezustannego grzmotu armat, nie działo się właściwie nic. Nie celowano do nich, nie widzieli nieprzyjaciela. Szli jak na wycieczkę harcerską, tylko, że z bronią. W szeregach znowu już słychać półgłośne żarty i wesołe zaczepki. Koleżka Ziętkiewicz natrząsał się z koleżki Sznajdra, który nawet i w lecie nasza koszulę wełnianą w obawie kataru. Teraz w sierpniowym upale i pod ciężarem rynsztunku pot lał się zeń jak z cebra…
    Doszli już prawie do skraju lasu, gdy nagle ponad ich głowami rozległ się jakiś piekielny ryk, czy chichot. Zadarłszy w górę głowy, ujrzeli na błękitnym niebie pomarańczowy błysk i obłoczek białego dymu. I znowu chichot, błysk i obłoczek. Szrapnele. Białe dymy stały już chmurami w powietrzu jak gołębie. Układały się gdzieś w prawo od nich, nad lasem. Zaraz rozległy się komendy.
    – Stój! Ładuj broń!
    Żarty urwały się od razu. Szczęknęły zamki karabinów i kolumna najeżyła się bagnetami.
    – W tyralierę!
    Jak długie sznury pocisków, rozsypały się po obu stronach drogi łańcuchy strzelców. Ksiądz Skorupka od chwili już schował brewiarz i stanął za drugim plutonem.
    – Naprzód! Marsz!
    Wybuchy szrapneli zbliżały się coraz bardziej. Łańcuchy ruszyły równym krokiem z bronią w ręce. Wyszły z lasu w rzadki niewysoki zagajnik. Jak na dłoni mieli teraz zabudowania wsi Ossowa.
    Zaraz też rozległ się stamtąd suchy trzask salw karabinowych. Kule gwizdały górą i odbijały się z pluskiem o sosny opuszczonego przed chwilą lasu. Chłopcy pobledli z wrażenia.
    Głowy schylały się samo przez się, ruchem mimowolnym i śmiesznym.
    Raz po raz rozbiegały po batalionie groźne okrzyki:
    – Odstęp trzymaj! Odstęp!
    Szli znowu chwilę, która wydawała się bez końca. Kule nie robiły im szkody. Lecz oto przestrzeń przed nimi rozdarł nieznośny terkot:
    Trrrrrr! Trrrrrr! Trrrrr! – Jakieś gniewne warczenie i plucie. To karabin maszynowy. Jeden i drugi. I nagle Ziętkiewicz, na środku łańcucha, zakręcił się na pięcie jak fryga i runął. Szeregi zbladły jeszcze bardziej, twarze stały się szare i złe. Ale już znowu padł ktoś na bok z jękiem, a z drugiego łańcucha rozległ się przeraźliwy wrzask. Żołnierze jakby zawahali się chwilę. Sąsiedzi jęli tracić odstęp, cisnąc się jak najdalej od miejsc, gdzie padli zabici i ranni. Wróciła im przytomność nowa komenda:
    – Padnij! Celownik tysiąc! Pal!
    Łańcuchy padły na ziemię, jak kosą ścięte. Chłopcy strzelali z pasją i bezładnie do niewidzialnego wroga. Mierzyli w budynki i w każdy między budynkami odstęp. Maszynki zamilkły teraz jak trafione. Odpowiadał tylko rzadki ogień karabinowy. Poderwano ich z ziemi znowu:
    – Biegiem! Marsz! Odstęp trzymaj!

    Rzucili się naprzód i od razu też dobiegł ich straszliwy terkot. Dał kozła jeden z szeregu, drugi, trzeci… Znowu padli i znowu się poderwali… Powtarzało się ciągle to: „padnij” i „biegiem marsz”! Przebytą drogę znaczyli coraz cięższymi stratami.
    Ks. Skorupka został w tyle od dłuższej już chwili: od czasu, gdy padł w serce trafiony Ziętkiewicz. Ksiądz Skorupka zamknął mu niewidzące już oczy własnoręcznie, a potem przyłączył się do pułkowego lekarza, pomagał dźwigać rannych sanitariuszom i udzielał ostatniej pociechy konającym. On to przykładał hebanowy krzyżyk do sinych warg facecjonisty Zakrzewskiego, on ocierał zimny pot z czoła koleżki Sznajdra. (Nie pomogla wełniana koszulka…)
    W pewnej chwili usłyszał nie dalekie, a straszliwe od Ossowa wrzaski. Skończył modlitwę za konającego, uniósł głowę i zobaczył, że z zabudowań, biegiem ruszyło rosyjskie mrowie, wprost na batalion. Maszynki zamilkły na dobre. Kontratak. „No teraz dobrze dostaną” – myślał ksiądz o Moskwie, przyłożywszy dłoń do czoła, aby lepiej widzieć. Lecz nagle, oderwał rekę i podniósł się z ziemi. Na jego przystojnej twarzy odbił się gniew i zdumienie. „Co takiego? Co się dzieje?” – nie mógł zrozumieć z początku.
    – Naprzód! Chłopcy! Naprzód!
    Poderwali się, co prawda, z ziemi i poszli, ale nie naprzód, tylko w tył. Uciekają. Przerazili się wrzasku i moskiewskich bagnetów. Uciekają! Ucieka cały pierwszy łańcuch, ucieka i drugi. Trzeci chwieje się już w oczach…
    Ks. Skorupka uniósł sutannę ręką i bez chwili namysłu, rzucił się naprzeciwko panice.
    – Stój! Chłopcy! Stój! – krzyknął.
    Kilku minęło go z przerażonymi oczyma. Lecz zdążył już wstrzymać za połę małego Wrzoska.
    – Stój! Tchórzu! Stójcie chłopcy! Zatrzymuj innych, Wrzosek!
    Stanęło już kilku na raz. Nadbiegł wolno i plutonowy Mrozowski. Zatrzymał się zaraz. Coś gadał, że zginęli wszyscy oficerowie. Był wściekły. Zawracał uciekinierów za kołnierz, a i razów kolbą nie żałował. Stanęli już wszyscy. Wracali nawet ci, co najdalej odbiegli. Kilku bez broni.
    – W tyralierę! Chłopcy! Padnij! Pal! Komenderował prefekt. Padli i huknęli nagle ze wszystkich luf. A strzelał już trzeci łańcuch i czwarty i piąty. Trach, trach, trach – szła salwa za salwą. Moskwa urwała wrzask i zawahała się widocznie. Gęsto skupieni do ataku, kładli się pokotem od niedalekich strzałów. Trach, trach, trach – waliły nowe salwy. Moskale stanęli i przywarowali do ziemi, na rozkaz widać. Jęli odstrzeliwać się niezdarnie.
    Ksiądz Skorupka nie dał opamiętać się swoim chłopcom. Wyszedłszy przed łańcuchy, wzniósł do góry hebanowy krzyżyk, zanim przebrzmiała pierwsza salwa leżącej teraz Moskwy.
    – Śpiewaj „Serdeczna Matko” i naprzód marsz!
    Z pieśnią na ustach ruszyła tyraliera do ostatniego ataku. Ksiądz na przedzie bezbronny, z krzyżem w ręce, z rozognioną twarzą. Biegli za nim nie dbając o padających kolegów. Miast niedawnej trwogi ogarnął ich szał walki. Mijali prefekta w tęgich skokach, byle prędzej do Moskali dopaść. Pierwsze ich szeregi rzuciły nagle broń i uniosły ręce do góry. Reszta padła w tył w panicznym strachu. A z lasu, od strony Ząbków rozwijała już swoje szeregi Dywizja Litewsko-Białoruska…
    Warszawa była ocalona.
    Lecz ksiądz Ignacy Skorupka nie widział już tych triumfów. Leżał sobie na polu cichy i spokojny z hebanowym krzyżykiem w wyciągniętej ręce. Dosięgła go wraża kula i krwią zbroczyła kapłańską suknię. Porzucił zwycięzców na zawsze i wrócił do tych chłopców, co wcześniej odeń padli, by zapewnić im wieczystą już opiekę. Nie tak wiele był od nich starszy. Miał lat dwadzieścia siedem.

    http://www.strony.ca/Strony22/articles/a2202.html

  6. Kapsel said

    ♥ ZAPŁACIŁ MIŁOŚCIĄ SERCA ♥

    ♥ ZAPŁACIŁ MIŁOŚCIĄ SERCA – Cud nad Wisłą. ♥

    15 sierpnia 1920 r. w sztabach bolszewickich pułków czekały już gotowe sztandary z napisami: „Warszawa nasza!”.
    Ale Opatrzność przygotowała zdecydowanie różny od zaplanowanego przez Lenina, Trockiego i Tuchaczewskiego scenariusz obchodów tej uroczystości.
    W wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (14 sierpnia), poczynając od pierwszej godziny po północy, nastąpią wydarzenia, które staną się początkiem zasadniczej, cudownej zmiany sytuacji na froncie walk z niezwyciężoną armią spod znaku czerwonej gwiazdy.
    Ogromną rolę w tych wydarzeniach odegra bohaterski kapłan ks. Ignacy Jan Skorupka.

    13 sierpnia rano 1. i 2. kompania 236. pułku młodocianych żołnierzy, dowodzone przez porucznika Stanisława Matarewicza (1891–1920) i podporucznika Mieczysława Słowikowskiego (1896–1989), razem z kapelanem ks. Ignacym Skorupką wyruszą na front, by dołączyć do oddziałów, które bronią wejścia do Warszawy od strony Pragi.
    Ksiądz kapelan maszeruje w jednej grupie ze swoimi dawnymi uczniami, teraz towarzyszami broni. Idzie w stroju duchownym, w sutannie okrytej czarną narzutką, chroniącą od pyłu i kurzu, na szyi ma fioletową stułę.

    Wszak napisał w swoim dzienniku:
    „Sutanna wołać będzie do wszystkich, iż to sługa Boży.
    A więc człowiek głoszący istnienie, działanie Boga.
    Ja chcę być sługą Bożym – pragnę odpowiedzieć zamiarom Boga względem mnie”.

    Na błękitnej wstążce błyszczy inkrustowany krzyż, dar siostry Matyldy Getter, przełożonej Franciszkańskiej Rodziny Maryi.

    Podczas marszu ks. Ignacy intonuje pieśni, które zalęknionym 17–latkom dodają ducha:

    Błękitne rozwińmy sztandary,
    czas strząsnąć
    zwątpienia już pleśń,
    Niech w sercach
    zagorze znicz wiary,
    I gromka niech ozwie się pieśń:

    Spod znaku Maryi
    zwycięski my huf,
    błogosław nam, Chryste, na bój.
    Stajemy jak ojce,
    by służyć Ci znów,
    My, Polska, my, naród, lud Twój!

    Około południa kompanie ochotników docierają do Ząbek. Tutaj, na wzgórzu, przy małym drewnianym kościele, ks. Ignacy odprawi Mszę Świętą. Według świadectwa lekarza 236. pułku kapitana Salaka, ks. Skorupka, przemawiając do żołnierzy od ołtarza, wypowie prorocze słowa: „Czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale niezadługo – piętnastego, w dzień naszej Królowej, losy odwrócą się w naszą stronę” [13]. Gorące słowa księdza budzą w zatrwożonych sercach otuchę, budzi się ufność w pomoc i opiekę Matki Najświętszej, która przecież nie tylko łaskawie patronuje Warszawie, ale i strzeże Polski.

    Wspólnie wzywają pomocy Maryi słowami pieśni:

    Gdy naród jest w potrzebie,
    by zwalczyć antychrysta,
    Przybądź z pomocą z Nieba,
    Łaskawa Matko Przeczysta!

    Ogień nieprzyjacielski się wzmagał. Szereg żołnierzy biegnących w tyralierze zaczynał się łamać i chylić ku ziemi. Ksiądz Skorupka, widząc załamanie szyku, wybiega przed swoich towarzyszy. Jest w pierwszej linii. Sam prowadzi tyralierę, zagrzewając młodocianych żołnierzy do walki, widząc chaos wśród dzieciaków, młodzieży, którzy nie wiedzieli, do kogo strzelają, zawołał: »Za Boga i Ojczyznę!«.
    (…) porwany wewnętrznym nakazem, wznosząc w jednej ręce krzyż, drugą wskazując kierunek natarcia, pobiegł naprzód, aby pociągnąć za sobą żołnierzy i zatrzymać wroga.
    Krzyż w ręku księdza miał dodać odwagi tym bardzo młodym żołnierzom, od których Bóg i Ojczyzna zażądała nadludzkiej ofiary”

    Nikt nie zauważył, kiedy zginął ks. Skorupka.

    Niemniej chwila śmierci tego kapłana stała się punktem zwrotnym bitwy pod Ossowem i jednym z punktów zwrotnych w dziejach wojny 1920 roku!

    Jak ujął to ks. kard. Aleksander Kakowski, ofiara kapłańskiego życia, złożona na ołtarzu Ojczyzny, świadomie i dobrowolnie, wydała stokrotny plon: „Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami!”

    ♥KAPŁAN OPATRZNOŚCIOWY
    Ignacy Skorupka urodził się w Warszawie 31 lipca 1893 r., w dniu, w którym przypada wspomnienie św. Ignacego Loyoli. Ród Skorupków wywodził się z patriotycznej podlaskiej szlachty, herbu Ślepowron. Jeden z dziadków Ignacego brał udział w Powstaniu Styczniowym, zaś inny krewny był w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy w Warszawie. Ten patriotyczno–religijny klimat rodzinnego domu wywarł decydujący wpływ na formację duchową Ignacego.
    Uczył się świetnie i chociaż wróżono mu piękną przyszłość, nie krył swego powołania do kapłaństwa – już jako mały chłopiec służył do Mszy Świętej. W wieku 16 lat wstąpił do seminarium, gdzie wkrótce stał się ulubieńcem zarówno przełożonych, jak i kolegów, z racji swej sumienności, zamiłowania do porządku, mrówczej pracowitości i… charyzmatu braterstwa.
    Święcenia kapłańskie otrzymał w 1916 roku. Początkowo pracował w Bogorodsku, Klińcach, a następnie w Łodzi, gdzie pełnił funkcję wikariusza i prefekta tamtejszych szkół.
    W 1919 r., w wieku 26 lat, ks. Ignacy otrzymuje nominację na notariusza i archiwistę Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Jednocześnie podejmuje obowiązki prefekta dwóch szkół warszawskich i kapelana „ogniska” prowadzonego dla 200 sierot przez Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi.
    Wkrótce staje się poszukiwanym kaznodzieją: głosi kazania u Panien Kanoniczek na pl. Teatralnym, u Panny Maryi na Koszykach, a w 1920 roku także w katedrze św. Jana Chrzciciela.

    Ksiądz Ignacy Jan Skorupka

    W chwili powszechnej mobilizacji, 7 lipca 1920 roku, ks. Skorupka zwraca się do swego przełożonego JE ks. kard. Aleksandra Kakowskiego z prośbą o pozwolenie na wstąpienie do wojska. Hierarcha jednak stanowczo odmawia.
    Dwudziestosiedmioletni ks. Ignacy jest osobowością wybitną, z którą metropolita warszawski wiąże pewne plany, dlatego też kolejna prośba, którą złoży w dniu urodzin, 31 lipca, i tym razem zostanie kategorycznie odrzucona.
    Jednak ks. Ignacy nie podda się tak łatwo! Zwraca się bezpośrednio do biskupa polowego ks. Stanisława Galla i otrzymuje upragnioną nominację na lotnego kapelana praskiego garnizonu!

    Ksiądz Skorupka jest jedynym kapelanem w prawobrzeżnej Warszawie. Stara się być wszędzie tam, gdzie przebywają żołnierze.
    Całe dnie spędza na dworcach, gdzie żegna i błogosławi idących na front ochotników.
    W szpitalach i w koszarach spowiada, udziela sakramentów, dodaje otuchy, umacnia wiarę i krzewi ufność w Opatrzność Bożą.
    Szczególnie często jest widywany w budynku gimnazjum Władysława IV, służącym za koszary I batalionu 236. pułku piechoty Legii Akademickiej, do którego zostało wcielonych wielu jego uczniów.
    Im właśnie ks. Ignacy chce towarzyszyć na froncie.

    Wymarsz, początkowo zaplanowany na 9, opóźni się o 4 dni czyli 13 sierpnia.
    Dzięki temu ks. Skorupka zdąży odbyć spowiedź generalną (u Ojców Kapucynów na Miodowej) i sporządzić testament, w którym m.in. napisze:
    „Dług za wpisy szkolne spłacam swym życiem. Za wpojoną miłość Ojczyzny płacę miłością serca”. ( Ks. dr Józef M. Bartnik SJ)

    Ks. Ignacy J. Skorupka zginął 14 sierpnia 1920 w bitwie pod Ossowem.

    Grób ks. Ignacego Skorupki, Powązki, kwatera 244 – IV brama.
    Rodzina w pierwszą rocznicę śmierci 14 sierpnia 1921r.

    Pomnik księdza Ignacego Skorupki przed bazyliką katedralną św. Michała i św. Floriana w Warszawie

    Wizerunek Matki Bożej Łaskawej, Patronki
    Warszawy i Strażniczki Polski, która według relacji bolszewików
    ukazała się im w Wólce Radzymińskieji Ossowie
    podczas Bitwy Warszawskiej w dn.15 sierpnia 1920 roku,
    wzbudzając popłoch i panikę w ich szeregach.
    Widziano podono również na Niebie postać kapłana z krzyżem w ręce, (z opisu uciekających bolszewików) podobną do postaci nieżyjacego już ks. Ignacego J. Skorupki.

    Obraz Jerzego Kossaka: „Cud nad Wisłą 15 sierpnia 1920 roku”

    Jeden z uczestników bitwy warszawskiej 1920 r., ks. Stanisław Tworkowski, następująco podsumował tamte dramatyczne wydarzenia:

    „Cud nad Wisłą to dzieło Bożej Opatrzności, w które swój wysiłek włączył mój naród, naród wierzący, naród wzywający Boga, miłujący Go…
    To była walka w imię Jezusa Chrystusa,
    w imię Krzyża Świętego.
    Symbolem tego jest nasz kapelan katolicki – ks. Ignacy Skorupka,
    który z krzyżem w ręku biegł w tyralierze pod Ossowem. (…)

    Tajemnicę Cudu nad Wisłą stanowi
    gorliwa modlitwa różańcowa ludu Warszawy na placu Zamkowym…
    Przebieg walki z przytłaczającymi siłami bolszewików
    i odparcie ich w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny”.

    Panno Łaskawa, Królowo Polski módl się za nami!

    http://gloria.tv/?media=321432

  7. Kapsel said

    MATKA BOŻA ŁASKAWA, PATRONKA WARSZAWY

    Wizerunek Najświętszej Maryi Panny przywiózł z Rzymu w 1651 roku abp Jan de Torres, nuncjusz papieża Innocentego X, i ofiarował Janowi Kazimierzowi, a król z kolei – warszawskim pijarom. Obraz stał się przedmiotem powszechnego w Warszawie kultu. Po umieszczeniu go w kościele Świętych Prima i Felicjana przy ul. Długiej (obecnie katedra polowa), 24 marca 1651, nuncjusz w obecności pary królewskiej pobłogosławił złotą koronę, dar miasta Warszawy, i nałożył na głowę NMP. W tym samym też roku wysłano do Faenzy, gdzie znajduje się oryginał obrazu, chorągiew z łacińskim napisem:

    „Miasto Warszawa śluby Ci składa i pozdrawia Cię Dziewico, i pragnie by obraz, co niesie zdrowie ludom i Królestwom, był ochroną zachowany w kościele pijarów. Bądź taką, jaką byłaś pod niebem Południa. Bądź strażniczką Lechii i pozwól, że nazwiemy Cię Patronką udręczonego ludu. Chroń berła Kazimierzowego i ofiaruj Lechii pokój oraz złamane strzały. Wojny otomańskie oraz choroby odpędź daleko. A swoich czcicieli i świątynię swoją broń, o Maryjo.”

    Była to pierwsza w Polsce koronacja maryjnego obrazu. O sześćdziesiąt sześć lat uprzedziła ona koronację jasnogórskiej Czarnej Madonny. Została ona dokonana za wiedzą papieża, ale bez urzędowego dekretu Kongregacji Obrzędów – stąd też kard. Prymas Stefan Wyszyński rekoronował ten cieszący się wielowiekowym kultem obraz 7 października 1973, a NMP Łaskawa została ogłoszona główną Patronką Warszawy.

    http://www.laskawa.pl/node/132

    Obraz NMP Łaskawej

  8. aga said

    http://gloria.tv/?media=322014

  9. Kapsel said

    a teraz trochę współczesności

    Pewnieście już poruszali ten temat, gdy był on na czasie, tzn. gdy kościół Matki Bożej Łaskawej na warszawskiej starówce otrzymał nowe drzwi. Mnie jednak wtedy tu nie było, a poza tym dziś dopiero wpadł mi w monitor pewien artykuł. Muszę przyznać, że te mitorajowe drzwi od razu mnie odrzuciły. Niemal dosłownie, bo do nich jakoś strach się zbliżyć. Ma się wrażenie, że te postaci poodpadają z nich i runą na ciebie. Oto artykuł (pierońsko długi):

    Drzwi „anielskie”

    Będąc niedawno na Warszawskiej Starówce, przechodziłam obok kościoła Matki Bożej Łaskawej i po raz pierwszy przyjrzałam się nowym drzwiom. Ogarnęło mnie przerażenie. Drzwi do kościoła wymieniono i zamiast dawnych drewnianych zamontowano nowe. A te nowe otrzymały nazwę „drwi anielskich”.

    całość i zdjęcia

    http://rebelya.pl/forum/watek/44495/

    p.s. klikając można sobie powiększyć

  10. Kapsel said

    Re 8
    Pani Aga

    a tutaj z ubiegłego roku dobrze się komponuje z kom 9 …

    Kazanie ks. Piotra Natanka – 15.08.2011

  11. 166 bojkot TVN said

    Ostatni taki bohater. Kpt. Józef Kowalski, jedyny żyjący weteran Bitwy Warszawskiej, ma 112 lat
    http://wpolityce.pl/wydarzenia/34087-ostatni-taki-bohater-kpt-jozef-kowalski-jedyny-zyjacy-weteran-bitwy-warszawskiej-ma-112-lat

  12. Piotrx said

    Ojczyzno ma tyle razy we krwi skąpana

  13. Kapsel said

    ♥ CUD NAD WISŁĄ JAKO CUDOWNA INTERWENCJA MARYI ♥

    Nie ulega wątpliwości, ze z upadkiem Warszawy nie tylko Polska, ale i cala środkowa Europa stanęłaby otworem dla sowieckiej inwazji.
    Przez wieki Polska była tarcza Europy przeciw inwazji azjatyckiej. W żadnym jednak momencie historii niebezpieczeństwo totalnego zniewolenia nie było tak groźne jak tym razem. Modlitwy zaś składane przez ręce Maryi, Patronki Stolicy i Królowej Polski, nigdy nie były tak gorące.
    W obliczu nadciągającego nieszczęścia modlono się dosłownie wszędzie, nie tylko w kościołach, które nie mogły pomieścić wszystkich wiernych, choć otwarte były cała dobę.

    Od Starówki, siedziby Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy, aż do kościoła Świętego Krzyża tłum trwał na modlitwie, dzień i noc wzywając pomocy swojej Patronki i Królowej.

    Przed figura Najświętszej Panny znajdującej sie na otwartej przestrzeni Krakowskiego Przedmieścia czuwano i modlono się bez przerwy.

    Przypominano Łaskawej Patronce Stolicy, ze już raz złamała strzały Bożego gniewu i uratowała Warszawe przed czarną zarazą (epidemia cholery).
    Błagano, by zechciała uratować swój lud i swoje królestwo.
    Błagano, by zechciała zdusić czerwoną zaraze i zapobiegła rozniesieniu się krwawego bolszewickiego terroru, nietylko w naszej Ojczyźnie, ale i w Europie.
    Zdawano sobie sprawę z grozy sytuacji.
    Docierały do Warszawy przerażające wiadomości o tym, jak bolszewicy rozprawiali sie z inteligencją i osobami duchownymi na zajmowanych ziemiach (pisze o tym szerzej w mojej przygotowanej do druku książce „Matka Boża Łaskawa w Bitwie Warszawskiej”) i tym żarliwiej błagano o cud.
    Tylko cud, tylko interwencja Niebios mogła powstrzymać ten nieubłagany, trwający od miesiecy zwycięski pochód Armii Czerwonej przez nasz kraj – w drodze na Zachód.
    W sierpniu 1920 roku stojąca u wrót stolicy Armia Czerwona miała wielokrotną liczebną przewagę nad naszymi siłami.
    Bolszewicy byli absolutnie pewni zwycięstwa – ustalili nawet date zajęcia stolicy i przejęcia władzy w Polsce na 15 sierpnia.
    W Wyszkowie czekał już tymczasowy rząd z Konem, Dzierżyńskim i Marchlewskim na czele.
    W Warszawie bolszewickich „wyzwolicieli” oczekiwała komunistyczna V kolumna, 40-tysieczna rzesza robotników, mająca godnie przywitać swoich „oswobodzicieli” i wraz z nimi roznieść w pył (czytaj: wymordować) warszawskich „burżujów i krwiopijców”.
    Warszawa była praktycznie bezbronna.
    Wszyscy zdolni do walki mężczyźni na mocy dekretu o powszechnej mobilizacji już od miesięcy przebywali na froncie. Stolicy mieli bronić ochotnicy, gimnazjaliści, podrostki, dla których karabin często był przekraczającym ich siły ciężarem, i starzy weterani z powodu wieku pozostający poza czynną służbą.

    ♥DOPOMOGĘ WAM

    Wszystko to, co od momentu odzyskania niepodległości w 1917 roku przeżywała Polska, przewidziała Opatrzność Boża. Na 48 lat przed opisywanymi wydarzeniami sama Najświętsza Dziewica przygotowywała lud swojego kraju nie tylko na odzyskanie upragnionej niepodległości, ale także na to, co dzisiaj nazywamy wojną bolszewicko-polską (nb. nigdy oficjalnie niewypowiedziana).

    W Wielki Piątek 1872 r. Matka Najświętsza przekazuje mistyczce Wandzie Nepomucenie Malczewskiej (obecnie kandydatce na ołtarze) następujące słowa:

    „Skoro Polska otrzyma niepodleglosc, to niezadlugo powstana dawni gnebiciele, aby ja zdusic. Ale moja mloda armia, w imie moje walczaca, pokona ich, odpedzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomoge”.

    Rok pozniej, w Swieto Wniebowziecia, Matka Boza mowi: „Uroczystosc dzisiejsza niezadlugo stanie sie SWIETEM NARODOWYM was, Polakow, bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem dążacym do waszej zagłady. To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością” (ksiądz prałat G. Augustynik, Miłosc Boga i Ojczyzny w życiu i czynach świątobliwej Wandy Malczewskiej, wyd. VII, Arka, Wrocław 1998).

    ♥ WIELKI ZNAK NA NIEBIE

    Nie tylko Warszawa, ale cala Polska modli sie o ratunek. Na Jasnej Górze Episkopat Polski wraz z tysiącami wiernych śle błagania do Królowej Polski. Nie ma świątyni, w której by nie odprawiano wielogodzinnych nabożeństw blagalnych, a wszystko w atmosferze ZAWIERZENIA losów bolszewicko-polskiej wojny naszej Pani i Królowej.

    Modlitwa tysięcy zjednoczonych serc wyprasza cud – PRAWDZIWY CUD – ukazaniesie Najświętszej Dziewicy.

    Matka Boża ukazuje sie w postaci Matki Łaskawej – Patronki Warszawy.
    Jest przecież z woli magistratu i ludu miasta tego Patronką – Tarczą i Obroną, od 1652 roku.
    Matka Łaskawa pojawia sie na niebie przed świtem, monumentalna postać, wypełniająca swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo.Ukazuje sie odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolice.
    Zjawia sie w otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z hasłem „W imie Maryi” rozegnało poganskie watahy. Matka Boża trzyma w swych dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone.

    ♥PANIKA BOLSZEWIKÓW

    Postać Matki Bożej była widziana przez dziesiątki, lepiej powiedzieć: setki bolszewików atakujących polskie oddziały w bitwie o dostęp do stolicy. To pojawienie sie na niebie wywołało wśród sołdatów strach, przerażenie i panike, której nie sposób opisać.
    Naoczni świadkowie wydarzenia, zahartowani w boju, niebojący się ani Boga, ani ludzi, programowi ateiści, na widok postaci Maryi, groźnej „jak zbrojne zastępy”, rzucali broń, porzucali działa, tabor, aby w nieopisanym popłochu, na oślep, pieszo i konno, salwować się ucieczką.
    Przerażenie, jakie wywołało ujrzane zjawisko, i paniczny strach były tak silne, ze nikt nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki – karze śmierci dla dezerterów.
    Uciekinierzy poczuli sie bezpieczni dopiero w okolicach Wyszkowa i stąd – od ich słuchaczy – pochodzą pierwsze relacje o tym wstrząsajacym wydarzeniu.

    Można ubolewać, ze fakt cudownej interwencji, łaskawej pomocy Matki Niebieskiej, fakt oczywisty, znany i przyjmowany przez ludzi, a relacjonowany przez dorosłych, żołnierzy, konsekwentnie przemilczano zarówno w przedwojennej Polsce, jak i później, w czasach rządów komunistycznych.

    Niestety, również i teraz fakt ten jest pomijany milczeniem, choć z zupełnie innych przyczyn.
    W sanacyjnej Polsce oficjalnie podawana przyczyna Cudu nad Wisłą, czyli
    nagłego odwrotu zwycięskiej (do tej pory) Armii Czerwonej spod bram Warszawy, był tylko geniusz Marszałka Piłsudskiego.
    Z kolei za rządów ateistycznych w komunistycznej Polsce nie do pomyślenia było nawet wspominanie o prawdziwym scenariuszu wydarzeń.
    Ukazanie sie Matki Bożej widziane i relacjonowane przez naocznych świadków, sowieckich żołnierzy, było przez historyków reżimu zaszufladkowane jako przypadkowa gra świateł na niebie, pobożna maryjna legenda, wymysł grupki pobożnych pań, a najczęściej w oficjalnych przemówieniach komunistycznych władz – pomijane całkowitym milczeniem.

    ♥ W UKRYCIU PATRONUJE STOLICY
    Po wielkim modlitewnym zrywie sierpnia 1920 r., na skutek wspomnianych uwarunkowan politycznych (odsyłam do mojej ksiazki „Matka Łaskawa w Bitwie Warszawskiej”) Patronka Stolicy zostala zapomniana.

    Ufundowane przez polskie kobiety wotum dziękczynne przeznaczone dla Matki Bożej za uratowanie stolicy i Polski od okupacji bolszewickiej – złote berło i jabłko, zostało przekazane na Jasną Górę.

    Patronka Warszawy – Matka Łaskawa nie doczekała się od magistratu miasta i swojego ludu oficjalnego dowodu wdzięczności, dowodu pamięci.
    Propaganda władzy sanacyjnej udowadniała, że żadnego cudu, objawienia się Matki Bożej w Ossowie nie było, bo być nie mogło. Zwyciężył bolszewików swoim geniuszem militarnym Józef Piłsudski!
    Sam zaś Marszałek w słowach skierowanych do ks. kard. A. Kakowskiego powiedział: „Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy te wojne wygrali” (sic!).

    Mijają lata – zapomniana Matka Łaskawa na Świętojańskiej w ukryciu patronuje stolicy.
    O tym patronacie wiedzą tylko czciciele staromiejskiej Madonny.
    Władysław z Gielniowa, drugi patron stolicy, staje sie powoli w świadomości warszawiaków głównym patronem miasta, co zreszta trwa po dziś dzień.

    Wybucha druga wojna światowa.
    Mimo ze miasto ma swoją Patronke i wierną Opiekunke, jednak w ferworze walk, konspiracji, koszmarze okupacji lud Warszawy nie pamięta o tym, nie szuka u swej Patronki pomocy.

    Nikt oficjalnie nie powierza Matce Bożej Łaskawej wojennych losów stolicy.

    Okupowana Warszawa wierzy w swój spryt, waleczność, ufność pokłada w filipinkach, butelkach z benzyną, niezawodnym orężu. TARCZA i OBRONA ludu warszawskiego, sprawdzona w ciężkich chwilach stolicy, Matka Najłaskawsza, wierna Przyjaciółka warszawian nie jest wzywana.

    Indywidualna modlitwa grupki wiernych na Świętojańskiej to wszystko.
    O ile w 1920 roku całe miasto chroniło się pod płaszcz łaskawej opieki swej Patronki, o tyle w 1939 i 1944 roku o Matce Bożej nie pamiętano czy też nie chciano pamietać, nie wzywano jej skutecznej opieki nad miastem. Nie zawierzono Tarczy i Obronie ludu warszawskiego losów stolicy i jej mieszkańców, co gorsza – nie pamiętano o zawierzeniu Powstania Warszawskiego.

    Maria Okonska w swoich wspomnieniach pisze o powszechnej w czasie trwania powstania modlitwie maryjnej.
    Matce Bozej powierzano sie indywidualnie, ufano, ale zabraklo najważniejszego OFICJALNEGO zawierzenia przez dowództwo Armii Krajowej losów powstania Matce Bożej Łaskawej, od 292 lat patronującej stolicy.
    Uważam, że nadszedł czas, aby zwrócić uwagę opinii publicznej na ten fakt i jego tragiczne skutki. Zaniedbanie to jest tym dziwniejsze, ze Polska od wieków jest Maryjna, a dowody opieki Matki Bożej nad naszym Narodem i Ojczyzną, poczynając od obrony Częstochowy, a na Cudzie 1920 roku kończąc, są tak oczywiste i niosące ufność w Jej niezawodną nieustającą pomoc.

    Konsekwencja braku zawierzenia losów stolicy tej od wieków niezawodnej Tarczy i Obronie – Matce Łaskawej, była totalna klęska Powstania Warszawskiego, wykrwawienie Narodu, śmierć najwartościowszych synów tego miasta i w konsekwencji całkowite zburzenie i spalenie stolicy Polski.

    Cóż, również i teraz historia sie powtarza.
    Władze Warszawy usilują sobie radzić bez pomocy i wsparcia jej Patronki.
    W każdym urzędzie miejskim króluje komputer wraz z wizerunkiem syrenki – herbem stolicy.
    Patronka miasta nie została zaproszona do współrządów.
    Na marginesie warto wspomnieć, ze Warszawa, dzieląca się dawniej na dwa miasta – Stare i Nowe, ma też dwa herby – Nowe Miasto (wokół kościoła Sióstr Sakramentek) ma w herbie Najświętszą Dziewice,
    Stare Miasto zaś (od Barbakanu do placu Zamkowego) – mitologiczną syrene.
    Jest mi bardzo przykro, ze Patronka Stolicy – Matka Łaskawa, znana praktycznie od 1920 roku, nie jest kochana i publicznie czczona.
    Ubolewam, ze prezydenci miasta z magistratem nie zawierzaja swej pracy Jej opiece. Ze rektorzy wyzszych uczelni, przedstawiciele policji, służb miejskich nie ślubują Jej służyć – nawet w kontekście tylko indywidualnego zawierzenia.

    ♥ Od blisko dwóch lat
    w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starówce (ul. Swietojanska 10) w kazda pierwsza sobotę miesiąca podczas sprawowanej przeze mnie o godz. 8.30 Mszy Swietej dokonywany jest publicznie akt zawierzenia Matce Bożej.

    Przybywają na te Msze Świętą właściciele małych firm i dużych zakładów pracy. To tutaj Warszawskie Zakłady Kaletnicze „Noma” zawierzyły swoją działalność i wszystkich pracowników, fundując wotum – klęcznik do Komunii Świętej dla wiernych sanktuarium.

    Obraz w głównym ołtarzu uważany za cudowny.

    Ciągle przybywa nowych czcicieli Matki Łaskawej, bo jedni od drugich dowiadują się o błogosławionych skutkach tego pierwszosobotniego zawierzenia.

    Kończąc, wyrazam nadzieje, ze może pewnego dnia władze miasta – nawet incognito – przybędą na Świętojańską, nie tylko, aby sie Matce Łaskawej pokłonić, ale też aby zaprosić Ją do współpracy.http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/08/laskawa.jpg?w=160&h=102
    ks. dr Jozef Maria Bartnik SJ

    Zrodlo tekstu : http://aniol-ave.blogspot.com

    *–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–*–
    ♥ HISTORIA OBRAZU MATKI BOŻEJ ŁASKAWEJ PATRONKI WARSZAWY

    Obraz Matki Bożej, trzymającej w dłoniach połamane strzały gniewu Bożego, pochodzi z XVII wieku. Jest barokową interpretacją łaskami słynącej Madonny z Faenzy we Włoszech. Przywieziony został do Warszawy przez arcybiskupa Jana de Torres w 1651 roku, jako dar papieża Inocentego X dla króla Jana Kazimierza.
    W tym samym roku dokonano intronizacji i koronacji obrazu. Była to najstarsza na ziemiach polskich koronacja obrazu Matki Bożej. Najświętsza Maryja Panna Łaskawa stała się od XVII wieku Patronką Stolicy,
    W czasie działań wojennych we wrześniu 1939 roku i podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku kościół płonął, a w grudniu 1944 roku został wysadzony w powietrze przez Niemców.
    Przewidując niebezpieczeństwo, obraz Matki Bożej Łaskawej wcześniej zamurowano w piwnicy Archiwum Akt Dawnych na Starym Mieście, a w październiku 1944 roku przewieziono do Walendowa.
    Do odbudowy świątyni Ojcowie Jezuici przystąpili w 1948 roku.
    Dnia 27 lutego 1955 roku obraz wrócił do kościoła przy ul. Świętojańskiej 10 (obok Katedry Św. Jana Chrzciciela).
    Rekonstrukcję bryły kościoła ukończono w 1973 roku. W październiku 2007 roku zakończono prace konserwatorskie obrazu, trwające od maja 2006r.

    Obraz NMP Łaskawej przed odnowieniem

    obraz NMP Łaskawej po odnowieniu

    W 1970 roku Stolica Apostolska uroczyście zatwierdziła tytuł Matki Bożej Łaskawej Patronki Stolicy, a 7 października 1973 roku Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński dokonał ponownej koronacji łaskami słynącego obrazu.
    O wysłuchiwaniu przez Matkę Bożą Łaskawą zanoszonych do niej próśb świadczą liczne wota dziękczynne.

    W kościele Jezuitów (Matki Boskiej Łaskawej)
    przechowywana jest także rzeźba Matki Bożej Łaskawej, polichromowana, wykonana na wzór obrazu w końcu XVII w.

    Służyła ona dawniej jako feretron podczas procesji kościelnych. Figurę obnoszono po mieście w celu odwrócenia klęsk i nieszczęść, za wstawienniczwem Maryi .

    Barokowa rzeźba NMP Łaskawej

    Nad wrogiem daj nam zwycięstwo Maryjo Matko Łaskawa
    Niech Chrystus będzie nam drogą dziś prosi Ciebie Warszawa

    Nad wrogiem daj nam zwycięstwo Maryjo Matko Łaskawa
    Niech Chrystus będzie nam prawdą dziś prosi Ciebie Warszawa

    Nad wrogiem daj nam zwycięstwo Maryjo Matko Łaskawa
    Niech Chrystus będzie nam życiem dziś prosi Ciebie Warszawa

    ♥ MODLITWA DO MATKI BOŻEJ ŁASKAWEJ ♥

    Błogosławiona Matko Boża Łaskawa, skieruj na nas swoje miłosierne spojrzenie. Od trzech przeszło wieków Warszawa Cię wzywa jako swoją Patronkę i Orędowniczkę przed tronem Boga.
    Ty zawsze spieszyłaś na pomoc naszej Stolicy w jej ciężkich chwilach dziejowych kiedy padały jej mury strawione siłą bombardowań i ogniem. Gdy krew męczeńska niby rzeka płynęła jej ulicami, o Matko, bylaś z Warszawą i strzegłaś jej ducha, by pozostał nie zatruty.
    O strzeż nas teraz i oddal od miasta naszego wszelkich nieprzyjaciół. Niech grzech nie plami dusz mieszkańców Stolicy. Niech nędza moralna i podłość nie pełzają po jej ulicach i placach. Niech Warszawa pozostanie na zawsze miastem nieujarzmionym. Niech w sercach jej mieszkańców potężnieje wiara, zmartwychwstaje nadzieja i rozpłomienia się miłość mocniejsza niż śmierć.
    Spraw, by w odbudowanych domach Stolicy żyli ludzie o sercu nowym, współczującym, gościnnym i otwartym dla wszystkich. Uproś u Boga, by Stolica nasza i Polska cała szły drogą swych przeznaczeń, wypisanych na kartach historii.
    Wspomożycielko wiernych, przybądź nam z pomocą.
    Pocieszycielko strapionych, uspokój nasze serca.
    Uzdrowienie chorych, ulecz cierpiących na duszy i ciele.
    Patronko Warszawy, módl się za nami u Boga.
    Wstawiaj się za nami do Syna Twego, byśmy po życiu ziemskim, mogli na zawsze zjednoczyć się z Ojcem, który jest w Niebie i wraz Tobą śpiewać Mu „Magnificat” Chwały Wiecznej. Amen.

    http://gloria.tv/?media=321565

  14. Piotrx said

    Ojczyzna – Adam Szewczyk

    O czystość łez, o wolność dusz
    o wolny kraj błagamy Cię Panie.
    O lepszy dzień, spokojną noc
    o Polskę błagamy Cię Panie.
    Ojczyzno co się z Tobą stało
    czy chcesz aby bolało?
    Polsko czy już zapomniałaś
    Polsko kiedy płakałaś?
    Ojczyzno gdzie jest Twoja siła
    Ojczyzno kiedy walczyłaś?
    Polsko to nie Twoja droga
    Polsko wracaj do Boga!
    Od kłamstw, od bezbożności,
    od ludzi złych zachowaj nas Panie.
    Od krzywdy dziecka, od płaczu Matki.
    Od krwi przelanej zachowaj nas Panie…
    Ojczyzno co się z Tobą stało?

  15. wi42 said

    Cytat: „Stanąwszy (Koniew) przed obrazem Matki Bożej, powiedział: „Eto ona cochodnia buła u mnia!””
    Powinno byc : „Eto ona siewodnia była u mienia” (fonetycznie)

  16. Zdziwiony said

    DZIĘKI CI BOŻE, bo los Polski zawisł na włosku.

    Przypomnijmy co o „Wyprawie Kijowskiej „ pisał Stefan Żeromski w„Rzeczpospolitej z 22 czerwca 1920 roku:

    „Jakiż śmiech pomyśleć – że nie zdobywszy jeszcze granic zachodu i północy,takie ziemie mając zajechane i wyszarpane przez Niemców w ich niebezpiecznym zazębieniu – my krwią bohaterską naszych rycerzy zlewamy teraz przyczółki mostowe na Dnieprze i zdobywamy rzekę Soszę! Wdaliśmy się w szarpaniny Dnieprze Moskwą, zaniedbując zachód i morze. Polska runęła w przepaść, zaniedbawszyzachód i morze. Biada nam po tysiąckroć, jeśli w tej straszliwej godzinie nie okażemy się narodem, świadomym swojego celu i sensu swojego życia, w tej godzinie, kiedy ma się zdecydować los pokoleń przyszłych. Biada nam po tysiąckroć, jeśli teraz opuścimy Mazurów i zaprzedamy w niemiecką niewolę braci spod Kwidzynia i Sztumu – Jeżeli trzeba nie zdobędziemy Iławy, Kwidzynia ,Malborka!”(!!!).

    „W ciągu jednego roku 1920 Józef Piłsudski złamał dwa traktaty, z Litwinami „Suwalski” i z Ukraińcami .”Warszawski”- pisze Józef Mackiewicz.,którego dewizą życiową było:” Jedynie prawda jest ciekawa.”. Zatrzymajmy się chwilę nad tym co działo się rok wcześniej.

    Co pisze Mackiewicz o Piłsudskim w swojej książce „Zwycięstwo prowokacji”: Piłsudski, całe swoje życie poświęciwszy walce z carską Rosją, z właściwym dla polityków o jednostronnej rutynie uporem, był najdalszy od poddania rewizji starej doktryny. Fenomenu rewolucji bolszewickiej nie rozumiał. Traktował ją po prostu jako osłabienie Rosji, zaś obalenie bolszewizmu przez kontrrewolucję, jako potencjalne wzmocnienie. Stąd stawiał na Rosję „słabszą” ( bolszewicką), a więc stanowiącą mniejsze zagrożenie dla Polski.(…)Łączyły go też ścisłe więzy z Polską Partia Socjalistyczną, czyli kierunkiem narodowych socjalistów, pokrywającym się w pewnym sensie z lewicowo- radykalnym nacjonalizmem sąsiadów”.
    I dalej rzeczy arcyciekawe:
    „ W połowie maja 1919 roku przybywa do Warszawy, wysłany z tajną misją przez Lenina, najwybitniejszy wówczas komunista polski Julian Marchlewski. Zostaje dobrze przyjęty w kołach PPS i bliskim otoczeniu Piłsudskiego. Konferuje z ówczesnym wiceministrem spraw wewnętrznych Józefem Beckiem, Tadeuszem Hołówką ( zamordowanym później w tajemniczych okolicznościach!). Dziś nie może ulegać wątpliwości, że już wtedy musiała zapaść ostateczna decyzja co do tego, której z „dwóch Rosji” należy życzyć zwycięstwa. Piłsudski stawia na „Rosję czerwoną”, na bolszewików.
    W chwili gdy Lenin rozpoczyna decydującą kontrofensywę przeciwko Kołczakowi, na łamach naczelnego organu PPS „Robotnik” ukazuje się programowy artykuł Tadeusza Hołówki (17.czerwca 1919 roku) pt, ” Widmo caratu”(…) W tym czasie wojska polskie stoją na linii Berezyny. Działania wojenne zacichły prawie zupełnie”(????)

    Dlaczego Piłsudski zatrzymał ofensywę Wojska Polskiego?
    II Korpus Polski w 1945 roku wydał broszurę pt ”Polska a kapitalistyczna interwencja w stosunku do ZSRR” gdzie pochwala się te decyzję Piłsudskiego pisząc na stronie 16: Wojska polskie zatrzymują się mimo jak najbardziej sprzyjającej sytuacji dla kontynuowania dalszej ofensywy. Głównym, powodem tego zatrzymania było głębokie uświadomienie sobie przez ówczesny rząd polskii polską myśl społeczną przekonania, że dalsza ofensywa polska mogłaby w dużym stopniu przyczynić się do zwycięstwa kontrrewolucji rosyjskiej”(???).
    Wolą jednak bolszewików…

    Od czerwca Denikin zdobywa Charków, Carycyn, Wołgograd. Wszędzie na tyłach armii sowieckiej wybuchają powstania chłopskie. Rozpoczyna się wielka ofensywa w kierunku na Kursk. Lenin wpada w panikę! Ogłasza słynne wyzwanie: ”Wszystko do walki z Denikinem!”
    Do października 1919 roku Denikin uwolnił od bolszewików 18 guberni i 42 mln ludzi!
    Od 25 września bolszewicy wycofują z frontu polskiego. „Łotewską Dywizję”, później brygadę Pawłowa i czerwone kozactwo i rzucają to wszystko na odcinki najbardziej dla nich zagrożone.
    WOJSKA POLSKIE NA ROZKAZ PIŁSUDSKIEGO STOJĄ Z BRONIĄ U NOGI!!!!

    Z jakiego powodu? To był czas gdy Armia Polska mogła dobić bolszewickiego diabła!

    Denikin proponuje Piłsudskiemu, aby wykonał uderzenie w kierunku na Mozyrz z wyjściem na prawy brzeg Dniepru. Byłby to cios śmiertelny zadany w bok prawego skrzydła głównych sił sowieckich(!!!). W ten sposób cała 12 armia sowiecka znalazłaby się w potrzasku i uległa zniszczeniu. Jednocześnie zwolnione zostałyby wojska polskie na odcinku południowym i zabezpieczone lewe skrzydło Denikina. Bolszewicy ponieśliby całkowita klęskę!!!!
    Słusznie pisze Mackiewicz (str80) że:” Piłsudski dokonał wyboru. Katastrofalne skutki tego wyboru są znane. Bolszewicy po rozgromieniu armii białych, wszystkimi siłami runęli na Polskę i w pół roku później, już nieegzystencja bolszewizmu, a z kolei los Polski zawisł na włosku”(!!!).

  17. Piotrx said

    Re 15:

    Cytat: “Stanąwszy (Koniew) przed obrazem Matki Bożej, powiedział: „Eto ona cochodnia buła u mnia!””
    Powinno byc : “Eto ona siewodnia była u mienia” (fonetycznie)

    Tak o ile mówiłby on wtedy czystym „literackim” rosyjskim , ale mógł też mówić nieco „zepsutym” rosyjskim z domieszką ukraińskiego (tak mówi np. wielu na Wschodzie Ukrainy) – i tak by to mogło fonetycznie brzmieć – Koniew był dowódcą frontu ukraińskiego i w otoczeniu ludzi stamtąd pochodzących mógł takiej odmiany na codzień uzywać. Nie znam też pochodzenia jego rodziny , moze i to miało jakiś wpływ na używany język – oficjalnie urodził się chyba w obwodzie kirowskim?

    Trudno mi powiedzieć skąd autorzy zaczerpnęli tą wypowiedz ale w takiej formie jest ona podana w książce.

  18. Janka said

    „Przed wojną ten fakt nie był upowszechniany, ponieważ przeszkadzałby tworzeniu mitu o wielkiej strategii Józefa Piłsudskiego.”

    Strategia Pilsudera bylo dac tyly co tez zrobil.
    Gdyby nie gen. Rozwadowski i poslkie wojsko zydokomuna sowiecka opanowalaby cala zachodnia Europe. Poniewaz to wtedy nie wyszlo stworzyli UE ktora sie wali.

  19. Piotrx said

    Re 16:

    Głowna winę za upadek „Białych” ponosili sami „Biali”

    Np taki Koniew – służbę wojskową rozpoczął w 1916, jako szeregowiec w armii carskiej. Po ukończeniu szkoły podoficerskiej został skierowany na Front Południowo-Zachodni. Zdemobilizowany w 1918. W 1918 wstąpił do partii komunistycznej WKP(b) i Armii Czerwonej, w szeregach której walczył w wojnie domowej.

    A takich „koniewów” którzy zaczynali kariery w armii carskiej a kończyli u bolszewików było tysiące o ile nie wiecej. „Biali” przegrali głownie na polu ilosciowym , dlatego że milony Rosjan dały sie omamić i poparły bolszewików, pytanie dlaczego ? . W końcu gro wojskowych sił bolszewickich stanowili wlasnie oni . Dlaczego „Biali” zwalczali tez scisle niepodleglosciowy i patriotyczny chłopski ruch „Zielonych” i nie szukali porozumienia z nimi ?

    „Słabość rosyjskich sił narodowych i rządów Denikina polegała, jak wykazały wydarzenia, na niedostatecznej sile liczebnej wojska gdyż wobec nastrojów ludności armia była tylko ochotnicza. Najważniejszym było, że poza przetrzebioną inteligencją, sterroryzowanymi i zdziesiątkowanymi warstwami posiadającymi tylko kozacy byli masą po stronie „białych”, choć nie wszyscy. Chłopi widzieli w nich obrońców praw byłych właścicieli ziemskich, co decydowało o postawie nieufnej lub wrogiej.
    (…)
    Znakomity geopolityk Mackinder, który był w misji brytyjskiej przy Denikinie, zwracał mu później uwagę na błąd popełniony: chce mieć Polskę małą, bez jej dawnych ziem wschodnich, a chce by to małe państwo ryzykowało swe istnienie by kolosa rosyjskiego podźwignąć. ”

    ****

    Marian Kukiel – „Dzieje polityczne Europy” – Londyn 1992

    „….. Na pierwszym planie były teraz siły antysowieckie czynne na południu pod dowództwem Denikina. Panowały one w zimie 1918 na 1919 nad północnym wybrzeżem Morza Czarnego, od Kaukazu po Odessę; miały przez pewien czas pomoc sił ekspedycyjnych. Mimo tego nastąpiła w kwietniu utrata Odessy i Krymu, o co sprzymierzeńcy winili brak ochoty bojowej w improwizowanych wojskach „białych” Rosjan. Jednakże latem armia Denikina, osaczona w obszarze Rostowa i nad dolnym Donem, przeszła do kontrofensywy i rozbiła cztery armie sowieckie, przy czym powstanie dońskich kozaków przyczyniło się do zwycięstwa. Silnie wspierany sprzętem przez Anglię, wziął Charków i Carycyn, odzyskał Odessę, Chersoń, Nikołajew, Krym, wreszcie oddziały jego weszły do Kijowa. Kontrofensywa sowiecka podjęta w sierpniu przeważającymi siłami zgromadzonymi przez Trockiego, skończyła się klęską i odwrotem. Z kolei padły Tambow, Woroneż, Kursk, Orzeł. W październiku Denikin zagrażał Moskwie.

    W tymże czasie korpus „białych” Rosjan Judenicza, skoncentrowany przy pomocy brytyjskiej w rejonie Narwy, posunął się pod sam Piotrogród; odparty został niemal u przedmieść.

    Ze strony mocarstw sprzymierzonych było naleganie na Polskę, by weszła w porozumienie i współdziałała z Denikinem. Porozumienie to okazało się bardzo trudne. Denikin podobnie jak Kołczak stał na gruncie niepodzielności dawnego cesarstwa rosyjskiego, „Rosji wielkiej, zjednoczonej, niepodzielnej” z przyłączeniem Galicji wschodniej i Chełmszczyzny, odrzucał myśl plebiscytów na obszarze dawnej Polski, chciał by oswobodzone przez nią obszary za Bugiem były traktowane jako Rosji przynależne i okupowane w jego imieniu.

    Znakomity geopolityk Mackinder, który był w misji brytyjskiej przy Denikinie, zwracał mu później uwagę na błąd popełniony: chce mieć Polskę małą, bez jej dawnych ziem wschodnich, a chce by to małe państwo ryzykowało swe istnienie by kolosa rosyjskiego podźwignąć.

    Naczelnik Piłsudski widział zatem większe niebezpieczeństwo w zwycięstwie carskich generałów, aniżeli w utrzymaniu się bolszewików, chociaż w czas dostrzegał niezdolność „białych” do stworzenia silnego uchu narodowego opartego o masy i ostrzegał sprzymierzonych, że nie warto się z nimi wiązać.

    Fakt ten oddalałby znacznie możliwość zagrożenia Polski z tej strony, gdyby punkt widzenia Denikina nie miał silnego poparcia Zachodu. Jest rzeczą sporną czy współdziałanie polskie byłoby zadecydowało o ostatecznym zwycięstwie Denikina i jaki wpływ byłoby to miało na losy Europy i świata.

    Operacje polskie na froncie wschodnim od września 1919 stanęły: polskie siły zbrojne przechodziły reorganizację. Większa ofensywa polska i październiku w kierunku bramy smoleńskiej mogła niewątpliwie i związać parę dziesiątek tysięcy czerwonych, których Trocki przerzucał teraz przeciw Denikinowi. Czy dałoby mu to zwycięstwo, trudno powiedzieć.

    W tymże czasie, gdy Judenicz zagrażał wzięciem Piotrogrodu, i zawiązała się rozstrzygająca bitwa pod Orłem (październik 1919)J w której przewaga liczebna czerwonych i koncentracja ich znacznej j siły na decydującym kierunku dały im zwycięstwo. Odzyskali Orzeł ] i Woroneż, po czym nastąpiło w ciągu listopada i grudnia załamanie! się armii Denikina, utrata Charkowa, Kijowa – w pierwszych miesiącach 1920 – i walki o Rostów, który przechodził z rąk do rąk.

    Słabość rosyjskich sił narodowych i rządów Denikina polegała, jak wykazały wydarzenia, na niedostatecznej sile liczebnej wojska gdyż wobec nastrojów ludności armia była tylko ochotnicza. Na ważniejszym było, że poza przetrzebioną inteligencją, sterroryzowanymi i zdziesiątkowanymi warstwami posiadającymi tylko kozacy byli masą po stronie „białych”, choć nie wszyscy. Chłopi widzieli w nich obrońców praw byłych właścicieli ziemskich, co decydowało o postawie nieufnej lub wrogiej.

    Toteż rządy na obszarach zajętych przez „białych” miały – wbrew zamiarom Denikina czy Kołczaka na Syberii charakter zbliżony do okupacji wojskowej, zbyt często utrzymującej posłuszeństwo za pomocą ekspedycji karnych i masowych represji, przy czym elementy awanturnicze wyżywające się w wojnie domowej, dopuszczały się nadużyć i okrucieństw, co z kolei odbijało się na sile moralnej wojska….

  20. Piotrx said

    Pospieszyłem się – mój j bląd – mialo być „Główna przyczyną upadku “Białych” była ich liczebna słabość i brak oparcia w masach ludności”

  21. 166 bojkot TVN said

    http://niepoprawni.pl/blog/394/zdjecia-z-rekonstrukcji-bitwy-warszawskiej-1920

  22. błysk said

    Książka jest cenna , bo pokazuje co może sprawić zbiorowa,żarliwa modlitwa .Nie wiedziałem,że NMP ukazała się żołnierzom bolszewickim .Toteż określenie „cud nad Wisłą ” jest trafne. Niedawno byłem w sanktuarium w Wąwolnicy k. Puław .Tam również NMP ukazała się plądrującym Tatarom w roku 1278 / najpierw zajaśniał Jej wizerunek ,a potem NMP uniosła się kilka metrów/ , co spowodowało ich paniczna ucieczkę porzucenie jasyru i łupów oraz wybicie ich przez Polaków. Trzeba wierzyć w objawienia się NMP i Jej cudowne interwencje , jak choćby w objawienie się marsz. Koniewowi.

  23. luxjacek said

  24. MatkaPolka said

    Raport dotyczący działalności agenta niemieckiego, dyktatora, „Marszalka” samozwańca, sługusa wrogów Polski i Polaków, renegata Józefa Piłsudskiego i jego popleczników – zdrajców narodu polskiego.

    Dalej całość i linki do Raportu

    Jedna z pierwszych czynności generała Władysława Sikorskiego w Paryżu po klęsce wrześniowej było powołanie Komisji do Zbadania Klęski Wrześniowej

    Jest to dokument przerażający – pisze general Izydor Modelski

    WOJSKOWE PRZYCZYNY KLĘSKI WRZEŚNIOWEJ

    http://79.173.24.103/zasoby_www/dokumenty/Gen.MODELSKI_PRZYCZYNY_KLESKI_WRZESNIOWEJ_1939R

    ZESZYT DZIEWIĘĆDZIESIĄTY DRUGI

    ZESZYT DZIEWIĘĆDZIESIĄTY TRZECI

    ZESZYT DZIEWIĘĆDZIESIĄTY CZWARTY

    ZESZYT DZIEWIĘĆDZIESIĄTY CZWARTY cz. II

    ZESZYT DZIEWIĘĆDZIESIĄTY PIĄTY

    ZESZYT DZIEWIĘĆDZIESIĄTY PIĄTY cz II

    MARSZAŁEK RYDZ – ŚMIGŁY
    PRZYPISYWAŁ KLĘSKĘ WRZEŚNIOWĄ PIŁSUDSKIEMU

    DODATEK
    Przedruk komunikatów Towarzystwa im, Dmowskiego,
    tomII ,Londyn 1977/78, str 269-271
    Nadesłane przez Wacława Drzewieckiego
    Inżynier Wacław Drzewiecki , zamieszkały w Stanach Zjednoczonych ,
    Nadesłał do redakcji “Opoki” wyciąg z dokumentu Ministerstwa Spraw
    Wojskowych w Londynie , z dnia 1 Września 1941 roku, noszącego tytuł

    “Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej ( próba syntezy)”.
    “Jest to wyciąg z olbrzymiego wspaniałego dzieła
    Opracowanego w Londynie w 1941 roku, na podstawie miedzy innymi

    Dokumentów- relacji, złożonych w Patryzy do naszego Biura Rejestracyjnego
    przez:

    21 generałów i dowódców Wielkich Jednostek
    61 oficerów Sztaby Generalnego i pracujących w sztabach
    9dowódcow piechoty dywizyjnej I artylerii dywizyjnej
    21 dowódców pułków
    13 dowódców batalionów(dywizjonów) i innych majorów
    37 dowódców poddziałów
    117 młodszych oficerów

    Całość opracowania obejmuje 293 strony maszynopisu formatu kancelaryjnego. Wyciąg przygotowany przeze mnie obejmuje tylko podstawowe ujecie odpowiedzialności za klęskę wrześniowa Józefa Piłsudskiego. Oryginał zawiera tysiące dalszych bezcennych szczegółów I osądów.”

    Dokument oznaczony jest jako ściśle tajny, rzecz prosta , po upływie więcej niż 38 lat(Obecnie 69) tajność at już nie obowiązuje. Normalnie archiwa tajne towering sa po 30 latach, a juz zwłaszcza nie może być mowy o dalszym trwaniu tajności w szczególnych warunkach polskich , gdy dawny aparat rządowy zawalił sie I jego sekrety przestały być tajemnica wymagająca strzeżenia.

    Redakcja “Opoki”

    Wyciąg z dokumentu Ministerstwa Spraw Wojskowych w Londynie .

    Strona tytułowa. Ściśle tajne L.Ew.Nr 2 dz. 1740/I.G.ZI/41 “Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej ( próba syntezy)”.
    Wykonano w dwóch egzemplarzach- Naczelny Wódz Generał broni Wł. Sikorski L.Ew.Nr 1 –
    Generał brygady dr. I.Modelski L.Ew.Nr 2 , 1 września 1941 roku”.

    Fragment z książki Henryka Pajaka – Chazarska dzicz rządzi światem

    ROZDZ. III

    Z owsianą armią przeciwko Niemcom

    Matko! czy są gdzieś jeszcze te ciche godziny snów o sławie, zwycięstwie i życiu-bezklęsce, marzone i zaklęte: z Bogiem, sławą, synem.

    /Krzysztof Kamil Baczyński,

    Do Matki/

    W tomie „Zagłada Rosji” opisaliśmy kulisy podboju olbrzymiego państwa i narodu rosyjskiego przez żydochazarską dzicz: rosyjskojęzyczną i „amerykańską”. Padła Rosja carska, dwadzieścia lat później padła Polska.

    Jakie były tego skutki?

    W spisie powszechnym ludności z 1938 roku naliczono ponad 35 milionów Polaków.

    W spisie z 1946 roku doliczono się zaledwie 24 miliony Polaków. Demograficzne „manko” wyniosło ponad jedenaście milionów, a razem z nienarodzonymi dziećmi zamordowanych Polek, tę liczbę należy powiększyć o 3-4 miliony „in minus”.

    Razem – ponad 15 milionów demograficznego regresu.

    To chyba wystarczający powód i usprawiedliwienie, aby pisać o przyczynach i rozmiarach tej niespotykanej w historii narodów hekatomby – metodologii unicestwienia jednej trzeciej populacji katolickiego narodu żyjącego w samym centrum rzekomo cywilizowanej Europy. Czy dlatego, że katolickiego?

    Były tego przyczyny zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzne: pierwsza zaplanowana już w połowie XIX wieku żydowska wojna europejska, która po wejściu do wojny przez chazarskie żydostwo Ameryki Północnej, zamieniła się w wojnę światową.

    Przyczyna wewnętrzna – dywersyjne, żydomasońskie rządy w Polsce odrodzonej po 123 latach niewoli.

    Rządy te konsekwentnie zmierzały do maksymalnego osłabienia naszych możliwości obronnych. Do obłędnych prowokacji politycznych i militarnych przeciwko a to Żydobolszewii /wyprawa kijowska/, a to współudziału w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku. Tajny pakt z Hitlerem zawarty w 1934 roku z zamiarem wspólnego z Niemcami najazdu na Żydobolszewię?
    Wreszcie, torpedowanie możliwości rzeczywistego sojuszu polityczno-militarnego z żydomasońską Francją i Czechosłowacją przeciwko Niemcom, na tle jednoczesnego niszczenia możliwości obronnych naszej armii.

    O rzekomej determinacji Francji w obronie przed odradzającym się militaryzmem prusko-niemieckim, świadczyła potężna linia obronna Maginota na granicy francusko-niemieckiej; projekt wyjątkowo kosztowny i skuteczny, jednak pod warunkiem, że Niemcy zaatakują od tej właśnie strony, a nie obejdą tej linii przez Belgię. Linia obronna, z góry zakładająca tylko obronę, a nie atak.

    Pomińmy tu polityczne przyczyny naszej samotności we wrześniu 1939 roku. Sięgnijmy do przyczyn wojskowych. Naszym przewodnikiem będzie w tej wędrówce generał Izydor Modelski w jego studium: „Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej. Próba syntezy”.

    Studium powstało po klęsce wrześniowej. Nigdy nie przebiło się do poprawnych historyków w PRL, i w PRL-bis pod nazwą „Trzeciej RP” .

    Znamienne – stwierdza generał Modelski we wstępie, iż jedną z pierwszych czynności generała Władysława Sikorskiego w Paryżu po klęsce wrześniowej, było powołanie Komisji do Zbadania Klęski Wrześniowej. „Jest to dokument przerażający” – pisze generał Modelski.

    Dodał:

    Najgorsze, że te dokumenty zostały z miejsca udostępnione aliantom, co znakomicie zdeprecjonowało polski wysiłek wojenny.

    Autor zaczyna od skutków duchowych 123-letniej niewoli;

    Bo też najczarniejszą hipoteką zostawioną Polsce przez długoletnich zaborców, było zarażenie duszy polskiej miazmatami nihilizmu rosyjsko-azjatyckiego i zatrucie jej poglądami liberalistyczno-ateistycznymi niepolskiego i niearyjskiego pochodzenia. Na takim tylko podłożu mogło powstać to wszystko, co w Polsce niepodległej przeżyliśmy, a co było tak niezrozumiałym dla duszy polskiej – 20 lat Niepodległej Polski to bezustanna walka światopoglądu azjatycko-nihilistycznego z wszystkim, co dotychczas było Polakom święte, więc Bogiem, Kościołem, nacjonalizmem polskim i polską tradycją, wykpiwanie „Cudu nad Wisłą”, wygnanie Sienkiewicza ze szkół średnich, zakaz [wydawania] „Przewodnika Katolickiego” i „Krucjaty Eucharystycznej”, propaganda świadomego macierzyństwa – 200 000 dzieci zabijanych w łonie matek co roku w Polsce; wygnano grekę i łacinę ze szkół.

    Chora dusza polska i w następstwie zgnilizna moralna jest największą i zasadniczą przyczyną naszej klęski militarnej w 1939 roku.

    W szkołach zwalczano literaturę piękną, głównie Sienkiewicza, K. H. Rostworowskiego i innych wybitnych polskich pisarzy. Narzucono „brudną” lekturę Żyda Boya-Żeleńskiego i bezwartościowe bzdety żydomasona Kaden-„Bandrowskiego”.

    Na zachodnich terenach Polski Odrodzonej młodzież polską jawnie prześladowano podczas podejmowanych akcji narodowo-patriotycznych. Zajścia były często wręcz prowokowane przez czynniki rządowe, jak np. zajścia akademickie we Lwowie, Poznaniu, Warszawie, nawet w super-sanacyjnym Lwowie.

    W niesławnej bitwie ulicznej polskiej młodzieży akademickiej z policją i sikawkami straży ogniowej, dowodził generał dywizji /lekarz ginekolog/ Sławoj-Składkowski.
    Polem bitwy było Krakowskie Przedmieście w Warszawie.
    Tymczasem młodzież niemiecka ćwiczyła bezkarnie pod opieką władz polskich w obozach letnich: musztrę, służbę polową, etc. /Nowy Tomyśl, Gniezno, Pomorze/. Późniejsi hitlerowscy agenci Piątej Kolumny wyjeżdżali przez Gdańsk do III Rzeszy na przeszkolenie wojskowe i narodowo-socjalistyczne ze zniżkowymi, a nawet darmowymi biletami kolejowymi! Płacili Polacy, czyli „rząd polski”.

    Dlaczego dzieciom polskim zakazano czytania „Przewodnika Katolickiego”, należenia do „Krucjaty Eucharystycznej”?

    Wiosną 1939 roku ponad 500 szkół nie miało katechetów i nauki religii, gdyż „polskie” władze sprusaczone na tamtych terenach nie dopuszczały księży do szkół, a to w myśl dyrektyw skomunizowanego Związku Nauczycielstwa /nie-/ Polskiego. Wpychano dzieciom i młodzieży bezbożne „Płomyczki” i „Płomyki” wydawane przez tenże Związek.

    Podobna dyskryminacja obowiązywała w wojsku. Oficer zawodowy ośmielający się krytykować stosunki w wojsku szedł na czarną listę za czytanie „Myśli Narodowej’: „Warszawskiego Dziennika Narodowego”, „Kuriera Poznańskiego” lub innych pism „opozycyjnych” /skąd my znamy to słowo!/.

    Oficerów uczestniczących w niedzielnych Mszach św. wykpiwano i ośmieszano, nawet uważano ich za wrogów państwa, albo za zwolenników „rzymskiej międzynarodówki”.
    W tym czasie inni oficerowie lżyli bezkarnie i obrażali posiwiałych biskupów – patriotów /Kielce, Łomża, Pińsk, Kraków/.
    Inni napadali słowem i czynem na koryfeuszy myśli katolicko-narodowej, takich jak Dmowski, Korfanty, Trąmpczyński, Zdziechowski, Nowaczyński, Cywiński.

    Brutalnie łamano charaktery, przekonania i sumienia młodych oficerów, często nie pozwalając im żenić się z jakąś zacną panną, podczas gdy generałowie i pułkownicy – dawni pastuszkowie z „Pierwszej Kadrowej” nagminnie się rozwodzili i zmieniali żony jak rękawiczki.

    Nawiązując do tej plagi rozwodów, generał Izydor Modelski wspomina, jak to za trumną generała Orlicz-Dreszera szły trzy wdowy kłócące się o emerytury. W innym przypadku trzech mężów tej samej pani było w wojsku zawodowymi oficerami.

    Generał Modelski opisuje sądy czyli samosądy, często krwawe:

    – Wreszcie, niesprawiedliwość w sądach.
    W nocy kilku uzbrojonych oficerów 36 p. p., na rozkaz dowódcy pułku mówiącego w domu po niemiecku – płk Ulricha, napada na dom ppor. rez. Wójcika w Piastowie, biją go, maltretują jego żonę, a gdy napadany w obronie własnej strzela z posiadanego legalnie rewolweru, a sprawa nazajutrz dostaje się do prasy, nie da się zatuszować, zebrany w specjalnym składzie sąd – w którym oskarżał późniejszy minister „sprawiedliwości” Grabowski –wydaje wyrok skazujący ofiarę napadu, ppor. Wójcika na więzienie… za dokonanie napadu i strzelanie do oficerów! To już szczyt cynizmu i bezwstydu. Pan prokurator Grabowski zapoczątkował tym wyrokiem swą wielką karierę i hańbi polski wymiar sprawiedliwości, stawiając go na jednym poziomie z hitlerowskimi lub bolszewickimi.

    – Doboszyński jest dwukrotnie zwolniony od winy i kary przez legalny Sąd Rzeczpospolitej i po obu wyrokach prokurator zatrzymuje go wbrew ustawom i obowiązującej procedurze w więzieniu na rozkaz ministra Grabowskiego.

    – To rozzuchwala. Więc generał Dąb-Biernacki wydaje rozkaz służbowy 16 oficerom „ukarania” profesora Cywińskiego, zasłużonego starego działacza i patriotę polskiego w kresowym Wilnie. I szesnastu uzbrojonych polskich oficerów napada na bezbronnego i starszego wiekiem cywila. Żaden z nich nie odmówił wykonania tak bezprawnego i tak hańbiącego rozkazu.

    Po napadzie na Cywińskiego – pisze generał I. Modelski – ani jeden polski generał nie odmówił podania ręki generałowi Dąb- Biernackiemu. Rydz-Śmigły zabronił wszczęcia dochodzenia przeciwko Dąb-Biernackiemu.

    Na pytanie Melchiora Wańkowicza, kogo marszałek Rydz-Śmigły uważa za głównego sprawcę klęski wrześniowej, Śmigły odpowiedział zdecydowanie:
    Józefa Piłsudskiego, który zajmując się zbytnio polityką wewnętrzną i zagraniczną, zaniedbał całkowicie armię. Gdyby wojna wybuchła nie w 1939 r. a w r. 1935, trwałaby jeden dzień /…/! Drugim sprawcą jest premier Kwiatkowski, który kilkakrotnie odmawiał mi kredytów na rozbudowę i unowocześnienie armii.

    Generał Modelski, jak przystało na obiektywnego analityka wrześniowej tragedii, owszem, przyznał rację Śmigłemu, ale po wyliczeniu skutków dyletanckich i wręcz sabotażowych decyzji Piłsudskiego, odniósł się do roli Rydza-Śmigłego i nie zostawił na nim suchej nitki.

    Co do Piłsudskiego, gen. Modelski wyliczał:

    Przed rokiem 1926 on zrywał sejmy, sztucznie tworzył „partyjnictwo”, „pikował” rządy, walczył z większością polską opierając się – poza bagnetami swej „pierwszej brygady” – na mniejszościach wrogich Polsce, dyskredytował ludzi zasłużonych, zdolnych i Polsce bez reszty oddanych /Witos, Korfanty, itd./ – on odtrącał rękę większości polskiej, wyciągniętą do zgody dla dobra Polski /Dmowski, Paderewski, Korfanty, Trąmpczyński, itd./ – on już przed majem 1926 był jedyną i największą przeszkodą w osiągnięciu zgody narodowej wszystkich Polaków dla dobra państwa.

    Cel tego terroru był jeden – ludzi niezależnych odsuwać od rządów, aby Piłsudski mógł rządzić Polską jak folwarkiem. Podzielił Polaków na obywateli pierwszej i drugiej kategorii. Do pierwszej należeli „pierwszobrygadowcy”, dla których były otwarte wszystkie stanowiska w administracji i armii. I druga szary tłum tolerowany jak bydło robocze. W wojsku, na wysokości plutonu, kompanii, batalionu dowodzili starzy, ciągle tylko podoficerowie z bitew pierwszej wojny światowej, o wielkim doświadczeniu bojowym. Brak im było tylko dowódców wyższych stopni, bo legionowe niedojdy do tego się nie nadawały.

    Francuski generał Trousson czarno widział przyszłość takiej armii dowodzonej przez dyletantów:

    /…/ Gdy jednak wojna przyjdzie, okaże się cała próżnia tego gmachu.

    Myśmy to przeżyli w roku 1870/1871. Rezultatem był Sedan…

    Pucz majowy był przygotowywany zdradziecko.
    W pierwszej kolejności masoneria, a tak naprawdę to żydomasoneria brytyjska poleciła Piłsudskiemu taktycznie odsunąć się od władzy, odejść w cień.
    Następnie rozpoczynała się masowa destrukcja propagandowa, ferment, plotki, pogłoski. To wojna nerwów, po której „naród” ma przyjąć z westchnieniem ulgi człowieka „twardej ręki”, czyli Piłsudskiego. Ministrem Spraw Wojskowych zostaje generał Żeligowski, który zapowiada w Sejmie, że w razie potrzeby wojsko „wyprowadzi w pole”, obsadzi kluczowe stanowiska w wojsku ludźmi Piłsudskiego. Generał Dreszer podczas demonstracji w Sulejówku oznajmia patetycznie o „szablach, które Tobie, Komendancie, stawiamy do dyspozycji”.

    Nadchodzi etap prowokacji. W tym celu wymyślono „napad endeków” na dworek Wodza w Sulejówku. Dziwnym trafem ten rzekomy napad „proroczo” przewidział pijak i birbant pułkownik Wieniawa-Długoszowski już w przeddzień „napadu”, będąc na dużym rauszu. Po prostu wygadał się. Tu glossa generała Modelskiego o tym błaźnie-lizusie, ulubieńcu „Komendanta”:

    Toteż w knajpach warszawskich skacząc po stołach robił poprzedzającej nocy w towarzystwie kobiet z półświatka, zwłaszcza żydowskiego, odpowiedni nastrój „pierwszobrygadowy”, zmuszając publiczność obecną w lokalu do śpiewania „Pierwszej Brygady”. Była to awantura godna tragifarsy, jaką niebawem rozpoczęto pod nazwą „sanacji moralnej” .

    Nazajutrz generał Żeligowski dotrzymał słowa danego w Sejmie i „wyprowadził wojsko w pole” /…/. Całą ohydę tego rokoszu, z bardzo ciekawym opisem niepolskich fizjonomii tych, którzy ten rokosz popierali, na ulicy deptali Sztandar Prezydenta Rzeczpospolitej, strzelali od tyłu do polskiej młodzieży akademickiej, znęcali się nad schwytanymi oraz charakterystykę dowódców, którzy poza przysięgą, łamali jeszcze słowo honoru, dobrowolnie dane, jak to zrobił ówczesny dowódca 1 pułku szwoleżerów, pułkownik Grobicki, uwypuklił w krótkiej, rzeczowej, a jakże dramatycznie ujętej broszurze generał Stanisław Haller.

    Generał Modelski i generał Stanisław Haller „Rokosz majowy” uznali „za jedną z głównych przyczyn klęski wojskowej w kampanii wrześniowej jesienią 1939 roku”.

    W wyniku tego puczu pełnię władzy nad sterroryzowanym narodem przejął megalomański pyszałek i dyletant wojskowy. Oto jego dorobek:

    Piłsudski przez ten rokosz wprowadził na najwyższe stanowiska w państwie i w wojsku miernoty moralne i intelektualne, które już po jego śmierci, przez cztery lata prowadziły naród do katastrofy wrześniowej.

    Gen. S. Haller, cytowany przez gen. I. Modelskiego.

    Piłsudski metodycznie wprowadzał ferment, wzajemną nienawiść do korpusu oficerskiego. Usunął najlepszych przez zabójstwa i więzienia /mord na generale Ostoja-Zagórskim/, otrucie generała T. Rozwadowskiego, rzeczywistego zwycięzcy Bitwy Warszawskiej 1920 roku, albo przez przedwczesne emerytury /generałowie Szeptycki i Haller/, albo przez marginalizację, czego przykładem był generał W. Sikorski.

    W zamian, wprowadzał na najwyższe stanowiska nadętych młokosów, karierowiczów, nierobów, dyletantów wojskowych.

    Piłsudski łamiąc prawo i konstytucję odsunął naród spragniony wolności i samorządności, od wpływu w rządach państwem. Odsunął naród od kontroli poczynań tych miernot, karierowiczów i malwersantów.

    Tak to dosłownie podsumował generał Stanisław Haller, brat Józefa Hallera, twórcy „Błękitnej Armii”, który w sile 90 tysięcy żołnierza przybył z Francji bronić Polski przed nawałą żydobolszewicką w 1920 roku.

    Rząd, który stanął murem za prezydentem Wojciechowskim, niestety działał bez zdecydowania wobec puczystów. Oto przykłady, jedne z wielu;

    – generał Ładoś nie wiadomo dlaczego zwlekał pod Ożarowem z natarciem na Warszawę;

    – generał Żymierski namawiał do tej zwłoki generała Ładosia;

    – mobilizacja rządowych wojsk była połowiczna, niezdecydowana;

    – na tę jawną rewoltą nie odpowiedziano adekwatnie, np. egzekucjami prowodyrów „czerwonych” kolejarzy jawnie uprawiających sabotaż transportowy.

    Większość korpusu oficerskiego widziała ten kontrast niemrawości rządowych decyzji na tle zdecydowania rokoszan i zdezorientowana wybrała postawę wyczekiwania.

    Generał Modelski dyskretnie pomija swoją osobę, która mogła okazać się kluczową w losach tej wojny domowej, wojny antynarodowej.

    Dowiadujemy się o tym dopiero z cennej pracy Tadeusza Siedlika „Z historii Polski 1900-1939”, str. 178:

    Mimo przeważających sił zamachowców, gen. Rozwadowski podjął próbę odzyskania kontroli nad Warszawą, licząc na szybkie przybycie 10. pułku piechoty z Łowicza, 57 i 58 pułku z Poznania, 71 pułku z Ostrowi Mazowieckiej i 26 pułku ze Lwowa. Bardzo ważnym elementem w jego planach był także 30 pułk stacjonujący w Cytadeli /fortecy położonej w północnej części Warszawy/ pod komendą płk Izydora Modelskiego. W nocy z 12 na 13 maja Rozwadowski wysłał rozkaz do Modelskiego, aby zaatakował buntowników od północy w tym samym czasie, kiedy główne siły rządowe zaatakują główne siły spiskowców z południa. Nie wiedział jeszcze, że spiskowcom udało się aresztować płk Modelskiego i Cytadela wpadła w ręce buntowników pod komendą jednego z głównych konspiratorów, gen. Burhardta-Bukackiego.

    Zanim by jakiekolwiek posiłki przyjechały z Poznania, Łowicza, Ostrowi Mazowieckiej, a zwłaszcza z dalekiego Lwowa /gen. Sikorski/ pułk dowodzony przez płk. Modelskiego mógł przesądzić o walkach w Warszawie, a przynajmniej uczynić Cytadelę bastionem nie do zdobycia na czas nieokreślony.

    Tak oto, w ciągu kilkunastu następnych lat „Piłsudasowi” udało się:

    zanarchizować wojsko,

    zdeprawować dusze,

    wprowadzić wojsko do polityki i politykę do wojska,

    obsadzić na kluczowych stanowiskach w wojsku niefachowców, dyletantów, nierobów, letkiewiczów, birbantów,

    skupić całą dyktatorską władze w swojej garści.

    Pełnię władzy w wojsku skupiał Generalny Inspektor Sił Zbrojnych, wkrótce Wódz Naczelny czyli Piłsudski, ale odpowiedzialność konstytucyjną przed Sejmem, czyli przed narodem za obronę państwa, Piłsudski pozostawił przezornie Ministrowi Spraw Wojskowych.

    Dlaczego jemu? Otóż dlatego, że obydwa te stanowiska, czyli Generalnego Inspektora i równocześnie Ministra Spraw Wojskowych „Piłsudas” pozostawił w swoich rękach.

    Chodziło o to, aby nawet tylko formalnie nie podlegał Ministrowi; widząc ułomność tej struktury, móc uchylić z góry jej następstwa.

    W żadnym państwie europejskim generał desygnowany w czasie pokoju na Naczelnego Wodza, nie miał tak absolutnej władzy jak Piłsudski. Odtąd każdy jego rozkaz był świętym przykazaniem. To była brutalna dyktatura.

    Generalny Inspektor powołał twór pod nazwą Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych. Aż do wiosny 1939 roku, a więc jeszcze przez cztery lata od śmierci „Wodza”, tenże Inspektorat nic nie robił i nic nie dokonał, zasłuchany w strategię „Wodza”.

    Piłsudski praktycznie sparaliżował prace Sztabu Głównego. Dotyczyło to zwłaszcza tak kluczowej sprawy, jak mobilizacja na wypadek wojny. Prace nad tym planem czas jakiś kontynuowano, ale już w 1932 roku rozkazem nowego Szefa Sztabu Głównego gen. Gąsiorowskiego, spalono wszystko włącznie z brulionami, tak że „nawet ślad zaginął”, a zrobił to na polecenie Piłsudskiego.

  25. Zdziwiony said

    Re.19

    Panie PiotrzeX, napisał Pan: „Naczelnik Piłsudski widział zatem większe niebezpieczeństwo w zwycięstwie carskich generałów, aniżeli w utrzymaniu się bolszewików…
    Fakt ten oddalałby znacznie możliwość zagrożenia Polski z tej strony, gdyby punkt widzenia Denikina nie miał silnego poparcia Zachodu.”

    Dziękuję Panu, ale

    jednak należy byc pewien, że ten „naczelnik” wiedział jaka barbarzyńska władza chce zawładnąć Rosją (nie można z taką władzą się układać). To, że miał ten „naczelnik” chorobliwą nienawiść do Rosji Białej – można zrozumieć, ale by układać się z diabłem?
    O niszczycielskiej władzy bolszewickiej w Rosji z pewnością ten „naczelnik” był dobrze obeznany choćby od takich ludzi jak gen. Józef Dowbor Muśnicki, który był doświadczył barbarzyństwa władzy bolszewickej u jej zarania. Niestety takch ludzi jak Dowbor Muśnicki piszących nb o Niemcach i to z małej litery natychmiast odsuwał na boczny tor.
    Na dowód tego warto przeczytać Dowbora-Muśnickiego: Krótki szkic do historii I-go Polskiego Korpusu.

    cz.3: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=165743&from=&dirids=1&ver_id=&lp=21&QI=

    cz.1 i 2: http://www.sbc.org.pl/publication/13266

    cz.3: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/aresults?action=SearchAction&QI=0546A976646577A649FC8343B1E662CA-20

  26. Zdziwiony said

    Twój komentarz oczekuje na moderację.
    2012-08-17 (piątek) @ 09:35:54

  27. jaro said

    Re.9
    Drzwi „anielskie” to nie jedyna ciekawa rzecz w sanktuarium. Można ze strony:
    http://www.laskawa.pl/node/178
    odbyć wirtualny spacer po sanktuarium i zobaczyć jak wygląda wewnątrz. W ołtarzu głównym podobnie jak chyba już wszystkich katedrach i wielu kościołach nie ma już Pana Jezusa w tabernakulum jest za to tron celebransa:
    http://img232.imageshack.us/edit_preview.php?l=img232/2840/otarzgwny.jpg&action=rotate
    http://img811.imageshack.us/edit_preview.php?l=img811/165/troncelebransa.jpg&action=rotate
    Tabernakulum jest ukryte w prezbiterium choć nieco widoczne ale tylko od strony ołtarza, wierni nie muszą spoglądać na Pana:
    http://img84.imageshack.us/edit_preview.php?l=img84/9233/widoknatabernakulum.jpg&action=rotate
    http://img825.imageshack.us/edit_preview.php?l=img825/4058/widoknatabernakulum1.jpg&action=rotate
    a tak wygląda w przybliżeniu:
    http://img256.imageshack.us/edit_preview.php?l=img256/2158/widoknatabernakulumwpre.jpg&action=rotate.
    Pozostawiam to tabernakulum bez komentarza.
    Na koniec mały spacer do podziemi, a tam „artystycza” wizja Pana Jezusa ukrzyżowanego, tylko jakoś „artysta” zapomniał o krzyżu i przybił wizerunek do ściany.
    http://img600.imageshack.us/edit_preview.php?l=img600/2874/panjezusprzybitydoscian.jpg&action=rotate

  28. MatkaPolka said

    PiotrzeX

    Biała Rosja przecież była sprzymierzona z Aliantami Zachodnimi
    Rozbiory Polski trzeba przypisac wyłącznie Prusom – Katarzyna II była Prusaczka tak jak cały ówczesny dwór carski.

    Polska odzyskała niepodległość, bo I wś przegrały Prusy – wygrali alianci w tym Rosja.
    Odzyskanie niepodległości przez Polskę to zgoda Aliantów na to – wielki sukces dyplomatyczny Dmowskiego.

    Ale Prusy zablokowały zwycięstwo Rosji , wysyłając, Lenina aby zrobił rewolucje bolszewicka w Rosji i agenta pruskiego Piłsudskiego, aby kontrolował sytuacje w Polsce i aby rewolucja bolszewicka się udała

    O jakim zagrożeniu Polski przez białą Rosje (Alianta) mówimy . Pomoc dla białej Rosji była w takim razie obowiązkiem Polski w stosunku do aliantów, do czego agent niemiecki Piłsudski nie dopuścił.

  29. Kapsel said

    Re 27
    Bardzo dziękuje za rozwiniecie tematu,jak najbardziej jestem za upublicznianiem takich treści.Pozdrawiam.

    Panie Gajowy a może warto pomyśleć o jakiejś zakładce w tym temacie,na przykład……Stop modernistom,nie chcemy takich świątyń !!!…..
    Ma to bardzo duże znaczenie ponieważ słowa ulotne są a takie zdjęcia czy filmiki i krótkie opisy są bardzo wymowne.

  30. shadowman said

    Zastanawiam się jakby wyglądały losy Polski i świata, gdyby Polacy do końca zniszczyli bolszewicką armię tak, aby Lenin darował sobie plan czerwonej światowej rewolucji. Czy zginęło by mniej ludzi? Czy do władzy dochodziliby ludzie pokroju Czerwonych Khmerów? Czy by były te wszystkie wojny w Wietnamie, Korei? Czy Mao nie doszedłby do władzy i nie wybił 0,1 mld istnień ludzkich dla rewolucji kulturalnej? Czy byłby Katyń i inne masowe mordy na Polakach? Jeżeli całkowite zwycięstwo Polaków oszczędziło by 200 mln istnień ludzkich to wychodzi na to że Piłsudski aka Selman pośrednio ma na sumieniu 100- 200 mln istnień ludzkich.

Sorry, the comment form is closed at this time.