Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kościół przesiąknięty modernizmem (1)

Posted by Marucha w dniu 2012-08-16 (Czwartek)

1. Przenikanie modernizmu do Kościoła

Krótki zarys

Jestem szczęśliwy, mogąc stwierdzić, iż wszędzie na całym świecie w środowisku katolickim odważne jednostki gromadzą się wokół kapłanów wiernych katolickiej wierze i Kościołowi katolickiemu, aby utrzymać Tradycję, będącą szańcem naszej wiary. Jeżeli istnieje ruch równie powszechny, znaczy to, iż sytuacja w Kościele jest naprawdę poważna. Gdyż jeśli dochodzi do tego, że księży katolickich traktuje się jak buntowników, dysydentów, nieposłusznych (podczas gdy chodzi o dobrych kapłanów, z których niejedni posługiwali w parafiach przez ponad trzydzieści lat ku wielkiemu zadowoleniu swoich parafian) to musi być kryzys. Oni czynią to, aby zachować katolicką wiarę, działają świadomie, wzorując się na męczennikach.

Być prześladowanym przez swoich braci albo przez nieprzyjaciół Kościoła (obojętnie czyja jest uderzająca ręka, ważne, że działa ona przeciwko zachowaniu wiary), to być męczennikiem.

Ci wierni księża są świadkami katolickiej wiary Wolą oni raczej, by ich uważanie za buntowników i odstępców, aniżeli utracić wiarę.

Wszędzie na całym świecie jesteśmy świadkami tragicznej i niesłychanej sytuacji, jaka, jak się wydaje, nigdy dotąd nie miała miejsca w Kościele. Zatem musimy mimo wszystko spróbować dokładnie wyjaśnić to wyjątkowe zjawisko. Jak to się dzieje, ze dobrzy katolicy, dobrzy księża wytężają siły by utrzymać katolicką wiarę w świecie katolickim, będącym w pełni rozkładu? Sam papież Paweł VI mówił o samozniszczeniu Kościoła. Termin samozniszczenie nie oznacza nic innego jak to, iż Kościół sam się niszczy, sam przez się, a zatem przez swoich członków. Wspominał o tym już święty Pius X papież w swojej pierwszej encyklice, mówiąc: „Teraz nieprzyjaciel Kościoła znajduje się już nie na zewnątrz Kościoła, jest on w Jego wnętrzu”. I papież nie wahał się wskazać miejsca gdzie on był: „Nieprzyjaciel jest w seminariach”.

Dlatego już na początku tego wieku święty Pius X ujawniał w swojej encyklice obecność nieprzyjaciół Kościoła w seminariach.

Jest rzeczą oczywistą, iż owi seminarzyści, przesiąknięci modernizmem, sillonizmem (ruch chrześcijańskiej demokracji, biorący nazwę od sillon ‘bruzda’ – przyp. tłum.) i ideami postępowymi zostali kapłanami. Niektórzy z nich zostali biskupami, a następnie kardynałami. Można by wymienić nazwiska tych, którzy byli w seminarium na początku obecnego wieku (teraz już nieżyjących), a których duch był modernistyczny i lewicowy.

Zatem już papież Pius X ujawniał ów podział w Kościele, swoiste pęknięcie w samym łonie Kościoła i wśród duchowieństwa.

Nie jestem już młody i w ciągu swego życia seminaryjnego, kapłańskiego i biskupiego miałem okazję stwierdzić istnienie tego rozłamu, który zauważyłem już w Seminarium Francuskim w Rzymie, gdzie z łaski Pana Boga studiowałem Wyznaję, iż studia w Rzymie niezbyt mnie pociągały Osobiście wolałbym, tak jak seminarzyści z mojej diecezji, znaleźć się w seminarium w Lilie i zostać skromnym wikarym, a następnie proboszczem wiejskiej parafii, widziałem siebie jako duchownego ojca parafian, do których człowiek przywiązuje się, aby wpoić im wiarę oraz chrześcijańskie obyczaje Był to mój ideał jednak stało się, iż po pierwszej wojnie światowej mój brat był już w Rzymie, ponieważ okoliczności wojenne oddzieliły go od rodziny mieszkającej na północy Francji i z tego powodu moi rodzice nalegali, abym po prostu dołączył do niego: „Ponieważ twój brat jest już w Seminarium Francuskim w Rzymie, dołącz do mego i studiujcie razem”.

Pojechałem więc do Rzymu. W latach 1923–1930 zrobiłem studia na Uniwersytecie Gregoriańskim W roku 1929 zostałem wyświęcony na kapłana i przez rok byłem duchownym w Seminarium.

Pierwsze ofiary modernizmu

Podczas tego okresu seminaryjnego zdarzyły się rzeczy tragiczne, które przypominają mi dokładnie to samo, co przezywam od czasu Soboru Praktycznie jestem w takiej samej sytuacji, w jakiej znajdował się nasz rektor Seminarium w tamtym czasie, ojciec Le Floch, przełożony Seminarium Francuskiego przez trzydzieści lat Był to człowiek godny, Bretończyk, silny i stały w swej wierze jak bretoński granit. Wykładał nam encykliki papieży i uczył, czym jest zakazany przez świętego Piusa X modernizm, modernistyczne błędy potępione przez Leona XIII, czym jest potępiony przez Piusa IX liberalizm Kochaliśmy więc naszego Ojca Le Flocha i byliśmy bardzo do niego przywiązani.

Jego niezłomność odnośnie doktryny i Tradycji oczywiście nie podobała się progresistom W owym czasie istnieli już progresiści, skoro papieże ich potępiali. Nie podobał się on nie tylko progresistom, lecz również rządowi francuskiemu. Rząd francuski obawiał się, że za pośrednictwem ojca Le Flocha i poprzez edukację daną seminarzystom, tradycyjni biskupi zainstalują się we Francji i nadadzą francuskiemu Kościołowi charakter tradycyjny i oczywiście antyliberalny. Otóż rząd francuski był masoński, a zatem głęboko liberalny i mocno przerażony na myśl, iż nieliberalni biskupi mogliby objąć najważniejsze stanowiska. Aby usunąć ojca Le Flocha wywierano naciski na papieża. Odpowiedzialnym za tę operację był Francisque Gay, przyszły lider M.R.P. (Mouvement Republicain Populaire – chrześcijańsko-demokratyczna partia francuska – przyp. tłum.). Pojechał on do Rzymu i wywierał presję na papieża Piusa XI, denuncjując ojca Le Flocha jako rzekomo należącego do Action Française i jako polityka agitującego wśród seminarzystów, aby byli członkami Action Française.

Wszystko to było kłamstwem. Przez trzy lata miałem okazję przysłuchiwać się religijnym konferencjom ojca Le Flocha. Nigdy nam nie wspominał o Action Française.

A dzisiaj mi się mówi: „W przeszłości był ksiądz biskup członkiem Action Française”. Nigdy nim nie byłem.

Oczywiście głosi się, iż jesteśmy członkami Action Française, nazistami, faszystami, wszystkim tym, co można nam przykleić jako pejoratywne etykietki, gdyż jesteśmy przeciwni nowatorstwu i antyliberalni.

Przeprowadzono zatem śledztwo: kardynał arcybiskup Mediolanu został wysłany na miejsce. Nie był to kardynał nieznany. Benedyktyn, człowiek wielkiej świętości i ogromnej inteligencji, został wyznaczony przez papieża Piusa XI, aby zrobić wywiad w Seminarium Francuskim i sprawdzić czy to, co mówił Francisque Gay było prawdą czy też kłamstwem. Dochodzenie odbyło się. Rezultatem było stwierdzenie: Seminarium Francuskie funkcjonuje wyjątkowo dobrze pod kierownictwem ojca Le Flocha. Nie mamy absolutnie nic do zarzucenia przełożonemu seminarium.

To nie wystarczyło.

Trzy miesiące później nastąpiło nowe badanie, tym razem z wyraźną intencją skończenia z ojcem Le Flochem. Nowe śledztwo było prowadzone przez członka rzymskich Kongregacji, który w efekcie doszedł do wniosku, iż ojciec Le Floch był zwolennikiem Action Française, że był on niebezpieczny dla seminarium i że należało zatem zażądać, aby złożył dymisję. I zrobiono to. W 1926 r. Stolica Apostolska poprosiła ojca Le Flocha by zechciał zrzec się kierownictwa Seminarium Francuskiego. Byliśmy zrozpaczeni. Ojciec Le Floch nigdy nie był politykiem. Był to człowiek tradycyjny, przywiązany do doktryny Kościoła i papieży, wielki przyjaciel papieża Piusa X, który darzył go ogromnym zaufaniem. I właśnie dlatego, że był przyjacielem Piusa X, progresiści nienawidzili go.

Zresztą, w czasie mojego pobytu w Seminarium Francuskim, nie tylko ojciec Le Floch był atakowany, lecz także kardynał Billot, pierwszorzędnej wagi teolog, dzisiaj jeszcze poważany i studiowany w naszych seminariach. Ksiądz Billot, kardynał świętego Kościoła, został zdjęty z urzędu. Pod pretekstem, iż miał związki z Action Française pozbawiono go purpury i wysłano go za pokutę niedaleko Albano (do domu Jezuitów w Castelgandolfo) z zakazem wychodzenia. Oczywiście kardynał Billot nie był sympatykiem Action Francaise, lecz darzył szacunkiem Maurrasa i cytował go w swoich dziełach teologicznych. Na przykład, w drugim tomie traktatu o Kościele (De Ecclesia) kardynał Billot zrobił wspaniałe studium liberalizmu i w przypisach przytoczył kilka cytatów z Maurrasa. Wówczas był to grzech śmiertelny. Wygrzebali to, aby pozbawić kardynała jego godności. Nie jest to drobiazg; jeden z największych teologów swego czasu pozbawiony godności kardynalskiej, zredukowany do stanu zwykłego księdza, ponieważ nie był biskupem. (W tym okresie istnieli jeszcze kardynałowie diakoni.) Pachniało to już prześladowaniem.

Papież Pius XI uległ wpływom progresistów

Papież Pius XI uległ wpływom tych progresistów, którzy znajdowali się już w Rzymie. Właśnie w tym punkcie widzimy wyraźną różnicę między kolejnymi papieżami; a jednak w owym czasie papież Pius XI ogłosił wspaniałe encykliki. To nie był liberał. Jego encyklika przeciwko komunizmowi Divini Redemptoris. Jego encyklika o Chrystusie Królu (ustanawiająca święto Chrystusa Króla, a zatem powszechne panowanie Naszego Pana Jezusa Chrystusa) są cudowne. Jego encyklika dotycząca chrześcijańskiego wychowania jest absolutnie godna podziwu i stanowi dzisiaj podstawowy dokument dla tych, którzy pragną bronić katolickiej wiary.

Tak więc na płaszczyźnie doktrynalnej papież Pius XI był człowiekiem godnym podziwu, lecz pozostawał słabym w dziedzinie działalności praktycznej, gdyż łatwo ulegał wpływom. Między innymi w czasie wojny w Meksyku, gdy wydał rozkaz Cristeros, obrońcom religii katolickiej i żołnierzom Chrystusa Króla, aby zaufali rządowi i złożyli broń. Oni zaś, zaledwie złożyli broń, wszyscy zostali zmasakrowani. W Meksyku jeszcze pamięta się o tej strasznej rzezi. Papież Pius XI zaufał rządowi, który go oszukał. Po tym co zaszło był zrozpaczony. Nie wyobrażał sobie, iż rząd, który najpierw obiecał mu poprawnie traktować obrońców wiary, mógł ich potem wszystkich zmasakrować. W rzeczywistości tysiące Meksykańczyków zostało zamordowanych z powodu swojej wiary.

Już na początku obecnego wieku znajdujemy się w obliczu zapowiadającego się podziału w Kościele. I tak powoli lecz w sposób pewny zbliżamy się do przedednia Soboru.

Papież Pius XII był wielkim papieżem, zarówno w swoich pismach jak i w sposobie rządzenia Kościołem. Za czasów Piusa XII wiara była bardzo mocno podtrzymywana i oczywiście progresiści nie lubili go, ponieważ przypominał on podstawowe zasady teologii oraz Prawdy.

Wtenczas przyszedł Jan XXIII, który zupełnie nie miał temperamentu Piusa XII. Jan XXIII był człowiekiem bardzo prostym, bardzo poufałym. Nigdzie nie dostrzegał problemów.

Powiedziano mu, gdy chciał zwołać swój synod w Rzymie:

Ależ, Ojcze Święty, synod wymaga przygotowań, potrzeba co najmniej jednego roku, być może nawet dwóch, aby przygotować takie spotkanie, którego owoce byłyby liczne i by reformy mogły być naprawdę przemyślane, a następnie zastosowane z korzyścią dla rzymskiej diecezji. Tego nie można zrobić ot tak, w przeciągu dwóch lub trzech miesięcy; potem dwa tygodnie posiedzeń i wszystko pójdzie jak z płatka. To nie jest możliwe.

Ach! tak, tak, wiem…, rozumiem…, zrobimy mały synodzik, przez kilka miesięcy przygotuje się go i wszystko bodzie dobrze.

Szybko przygotowano synod: komisje w Rzymie, wszyscy są zaaferowani: piętnaście dni synodu i wszystko było skończone. Papież Jan XXIII był zadowolony, jego mały synodzik odbył się: rezultat zerowy! W rzymskiej diecezji nie zaszły żadne zmiany. Sytuacja pozostała dokładnie taka sama.

Soborowy dryf

Tak samo było i z Soborem.

Mam zamiar zwołać sobór.

Już Pius XII był usilnie namawiany przez niektórych kardynałów, aby zwołał sobór. Lecz odmówił, uważając iż jest to rzecz niemożliwa.

Nie można, mówił, w naszych czasach zrobić soboru z 2500 biskupami. Naciski, jakie wywierałyby na nas środki społecznego przekazu są zbyt niebezpieczne, by można było zebrać sobór. Ryzykowalibyśmy iż przekroczy to nasze możliwości.

I nie zwołał soboru.

Lecz papież Jan XXIII powiedział: ależ tak, nie trzeba być pesymistą; należy patrzeć na sprawy z ufnością. Zgromadzimy się na okres trzech miesięcy, razem z wszystkimi biskupami z całego świata. Zacznie się 13 października, a potem między 8 grudnia i 25 stycznia wszystko skończone; wszyscy wyjeżdżają, wracają do domu i sobór jest zamknięty.

I papież rzucił pomysł soboru! Należało go jednak mimo wszystko przygotować. Co jak co, ale sobór różni się trochę od synodu. Zatem trzeba było zorganizować go przynajmniej dwa lata przedtem. Jako arcybiskup Dakaru i przewodniczący Konferencji Biskupów Francuskiej Afryki Zachodniej, zostałem mianowany członkiem centralnej Komisji przygotowawczej. Przez dwa lata jeździłem więc do Rzymu co najmniej z dziesięć razy, aby uczestniczyć w zebraniach tejże głównej Komisji przygotowawczej, która rzeczywiście była bardzo ważna, ponieważ to do niej napływały wszystkie dokumenty pomniejszych komisji, przeznaczone do rozpatrzenia i przedłożenia soborowi. Zasiadało w niej siedemdziesięciu kardynałów, około dwudziestu arcybiskupów i biskupów oraz eksperci. Lecz ci ostatni nie byli członkami komisji. Byli oni tam jedynie po to, aby członkowie mogli ewentualnie zasięgać ich rady.

Pojawienie się podziału

W ciągu tych dwóch lat zebrania odbywały się jedne po drugich i wszyscy obecni członkowie wyraźnie dostrzegli istniejący głęboki podział w Kościele. Głęboki rozłam, który nie był dziełem przypadku, ani też czymś powierzchownym, lecz rozdźwięk o wiele wyraźniejszy wśród kardynałów aniżeli arcybiskupów i biskupów. Przy okazji głosowań widziano kardynałów konserwatywnych głosujących w pewien określony sposób i kardynałów progresistów w inny. Wszystkie głosowania były prawie zawsze identyczne. Jest rzeczą jasną, iż istniał rzeczywisty podział między kardynałami.

Oto mały incydent, opisany w jednej z moich książek pt. Biskup mówi. Przytaczałem go często, ponieważ jest on rzeczywiście znamienny dla zamknięcia głównej Komisji i początku soboru. Zdarzyło się to podczas ostatniego posiedzenia; uprzednio otrzymaliśmy dwa dokumenty, dotyczące tego samego zagadnienia. Kardynał Bea przygotował tekst De libertate religiosa, „O wolności religijnej”. Kardynał Ottaviani opracował inny: De tolerantia religiosa, „O tolerancji religijnej”.

Jako, iż dotyczyły tego samego tematu, te dwa tytuły były znamienne dla dwóch odmiennych koncepcji. Kardynał Bea mówił o wolności wszystkich religii, a kardynał Ottaviani o wolności religii katolickiej i o tolerancji fałszywych religii. W jaki sposób komisja mogła to pogodzić?

I od pierwszej chwili kardynał Ottaviani zwrócił się do kardynała Bei, mówiąc:

Eminencjo, ksiądz nie miał prawa przedstawić tego dokumentu.

Kardynał Bea odpowiedział:

Przepraszam, jako przewodniczący Komisji ds. Jedności, miałem pełne prawo opracować ten dokument. Zredagowałem go świadomie. A nawiasem mówiąc, jestem zupełnie przeciwny tezie Waszej Eminencji.

Mamy zatem dwóch najznakomitszych kardynałów: kardynała Ottavianiego, prefekta. Świętego Oficjum, oraz kardynała Beę, spowiednika papieża Piusa XII, jezuitę cieszącego się ogromnym wpływem wśród kardynałów, dobrze znanego w Instytucie Biblijnym, który zrobił całkiem wyjątkowe studia. Mamy zatem dwie wybitne osobistości, zwalczające się na punkcie podstawowej tezy w Kościele. Inną rzeczą jest wolność wszystkich religii, to znaczy stawianie na jednej stopie prawdy i błędu, a inną wolność religii katolickiej i tolerancja błędu. Tradycyjnie Kościół zawsze był za tezą kardynała Ottavianiego, a nie za tezą kardynała Bea, która jest całkowicie liberalna.

Wtedy kardynał Ruffini z Palermo wstał i powiedział:

Jesteśmy postawieni przed dwoma współbraćmi, zwalczającymi się na punkcie bardzo ważnej kwestii w Kościele. Będziemy zmuszeni zwrócić się z tym do wyższej władzy.

Bardzo często papież przewodniczył naszym zebraniom, lecz nie był obecny na tym ostatnim spotkaniu. Zatem kardynałowie zarządzili głosowanie:

Nie chcemy czekać, aż przyjdzie Ojciec Święty, będziemy głosować.

Zrobiono więc głosowanie. Prawie połowa kardynałów głosowała za tezą kardynała Bei, a druga za tezą kardynała Ottavianiego. Za kardynałem Beą głosowali kardynałowie holenderscy, niemieccy, austriaccy – na ogół z Europy lub z Ameryki Północnej. Jeśli zaś chodzi o kardynałów-tradycjonalistów, to byli oni z Kurii rzymskiej, z Ameryki Południowej i na ogół ze sfery języka hiszpańskiego.

Był to prawdziwy rozłam w Kościele. Począwszy od tej chwili, zacząłem zastanawiać się jak potoczy się sobór z takimi sprzecznościami w równie ważnych tezach. Kto na nim będzie górą? Kardynał Ottaviani wraz z kardynałami sfery języka hiszpańskiego oraz innych językach romańskich, czy też kardynałowie europejscy i północnoamerykańscy?

Istotnie walka w łonie soboru rozpoczęła się natychmiast, od pierwszych dni. Kardynał Ottaviani przedstawił listę członków wchodzących w skład komisji przygotowawczych, pozostawiając każdemu pełną swobodę wybrania komisji, które go interesowały. Oczywiście wszyscy nie znaliśmy się osobiście. Każdy przyjeżdża ze swojej diecezji; jak w takiej sytuacji można znać 2.500 biskupów z całego świata? Prosi się nas o głosowanie, aby wybrać członków soborowych komisji. Kogo wybrać? Nie znaliśmy biskupów z Ameryki Południowej, z Południowej Afryki, z Indii…

Zatem kardynał Ottaviani zasugerował: Rzym już dokonał wyboru członków wszystkich komisji przygotowawczych, mogłoby więc to być wskazówką ułatwiającą ojcom soborowym dokonanie wyboru. Było to zupełnie normalne.

Kardynał Lienart wstał i powiedział:

Nie zgadzamy się na takie rozwiązanie. Prosimy o czterdzieści osiem godzin na zastanowienie się, aby lepiej poznać tych, którzy mogliby wchodzić w skład rozmaitych komisji. Jest to presja wywierana na ocenę ojców. Nie akceptujemy tego.

Sobór rozpoczął się przed dwoma dniami i już doszło do gwałtownego starcia między kardynałami. A co się zdarzyło?

Podczas tych 48 godzin liberalni kardynałowie przygotowali już mieszane listy biskupów z wszystkich krajów świata i kazali je powkładać do skrzynek listowych wszystkich ojców soborowych. Wszyscy otrzymaliśmy więc listę proponującą członków danej komisji: taki i taki… z różnych krajów. Wielu powiedziało sobie: w końcu, dlaczegóżby nie? Osobiście ich nie znam. Ponieważ lista jest już gotowa, nie pozostaje nic innego jak posłużyć się nią.

Czterdzieści osiem godzin później lista liberałów znalazła się na pierwszym miejscu. Lecz nie zdobyła dwóch trzecich głosów, tak jak wymagał tego soborowy regulamin.

Zatem jak zareaguje papież? Czy, aby ją zatwierdzić, papież Jan XXIII zrobi odstępstwo od regulaminu? Oczywiście liberalni kardynałowie obawiali się. Poszli więc szybko do papieża i powiedzieli:

Ojcze Święty, mamy ponad połowę głosów, prawie 60%. Nie możesz tego nie przyjąć. Nie będziemy jeszcze raz głosować, nigdy z tego nie wybrniemy. Reprezentujemy przeważającą większość soboru, nie pozostaje zatem nic innego, jak to zaakceptować.

I papież Jan XXIII zaakceptował. A zatem od początku, wszyscy członkowie soborowych komisji byli mianowani przez frakcję liberalną. Wyobraźcie sobie jaki ogromny wpływ miało to na sobór.

Jestem pewien, iż papież Jan XXIII przedwcześnie umarł z powodu tego, co widział i czego domyślał się podczas soboru, on, który sądził, że po kilku miesiącach wszystko będzie zakończone: Sobór trzymiesięczny, żegnamy się i wszyscy wracają do domu, szczęśliwi i zadowoleni, iż spotkali się w Rzymie i uczestniczyli w miłym zebranku.

Odkrył on, że sobór był środowiskiem i miejscem utarczek. Podczas pierwszej sesji soborowej nie został opublikowany żaden tekst. Papież Jan XXIII był tym zbulwersowany i… jestem przekonany, iż przyspieszyło to jego śmierć. Mówiono nawet, że powiedział na łożu śmierci: „Przerwijcie sobór, przerwijcie sobór”.

Paweł VI udziela swego poparcia liberałom

Nastał papież Paweł VI; oczywiście udzielił swego poparcia frakcji liberalnej. Jak to zrobił?

Na początku swego pontyfikatu, podczas drugiej sesji soborowej, natychmiast mianował czterech moderatorów. Mimo, iż było dziesięciu przewodniczących, którzy przewodniczyli soborowym obradom w czasie pierwszej sesji! Każdy z nich przewodniczył jednemu posiedzeniu, zastępował go następny, potem trzeci… Siedzieli za stołem ustawionym na podwyższeniu. Oni kierowali soborem.

Otóż kim byli owi moderatorzy? Kardynał Doepfner z Monachium, bardzo postępowy, bardzo ekumeniczny. Kardynał Suenens, znany na całym świecie z powodu swoich charyzmatyków i wygłaszający odczyty popierające małżeństwa księży. Znany ze swego filokomunizmu kardynał Lercaro, którego jeden z wikariuszy generalnych był członkiem partii komunistycznej. I w końcu kardynał Agagianian. Reprezentował on, jeśli tak można powiedzieć, w pewnym stopniu frakcję tradycjonalistyczną. Był to człowiek bardzo dyskretny, niesłychanie skromny, zupełnie nie rzucający się w oczy i dlatego też nie miał istotnego wpływu na sobór. Lecz trzej pozostali prowadzili swoją robotę z rozmachem. Ustawicznie zbierali kardynałów liberalnych, co powodowało, iż istniała ogromna siła, wspierająca soborową frakcję liberałów.

Oczywiście, począwszy od owej chwili, kardynałowie i biskupi tradycjonalistyczni poczuli się jakby usunięci na stronę, pogardzani.

Gdy biedny, prawie niewidomy kardynał Ottaviani zabierał głos i nie kończył w przeciągu przyznanych mu dziesięciu minut, dawały się słyszeć szemrania wśród młodych biskupów, żądających, by kazano mu zamilknąć i dać mu do zrozumienia, iż ma się dosyć jego gadania. Obrzydliwe! Zrobić coś takiego temu czcigodnemu kardynałowi, szanowanemu przez cały Rzym, posiadającemu ogromny wpływ w Kościele świętym, prefektowi Świętego Oficjum (co nie jest małą funkcją)… Było rzeczą skandaliczną widzieć jak traktowano tych, którzy byli tradycjonalistami.

Ksiądz Staffa (mianowany później kardynałem), bardzo energiczny, został poproszony przez przewodniczącego soboru o zamilknięcie. Rzeczy niewyobrażalne!

Rewolucja w Kościele

Oto jak odbył się ten sobór. Jest oczywistym, że kardynałowie liberalni i liberalne komisje oddziaływali na wszystkie tezy oraz dokumenty soborowe. Zatem nic dziwnego, iż mieliśmy teksty niejasne, przychylne zmianom i czystej rewolucji w Kościele.

Czy mogliśmy coś zrobić, my, przedstawiciele tradycyjnej frakcji biskupów i kardynałów? Bardzo niewiele. Było nas 250 przychylnych utrzymaniu Tradycji i wrogich zbyt wielkim zmianom w Kościele; wrogich fałszywej odnowie, fałszywemu ekumenizmowi, fałszywej kolegialności. Byliśmy przeciwni tym rzeczom. Oczywiście tych 250 biskupów stanowiło małą przeciwwagę i przy niejednej okazji spowodowało zmodyfikowanie tekstów. Zło zostało nieco ograniczone. Lecz nie udało się nam przeszkodzić przejściu niektórych projektów, a w szczególności deklaracji o wolności religijnej, której tekst był poprawiany aż pięć razy. Pięć razy deklaracja ta powracała pod głosowanie. Zawsze przeciwstawialiśmy się. Stale było 250 głosów przeciwko. Papież Paweł VI polecił zatem dorzucić do tekstu dwa krótkie zdania, mówiąc: w tym tekście nie ma niczego, co byłoby sprzeczne z tradycyjną doktryną Kościoła i Kościół zawsze pozostaje prawdziwym i jedynym Kościołem Chrystusowym.

Tak więc biskupi, szczególnie hiszpańscy, powiedzieli sobie: skoro papież to dorzucił, problem przestał istnieć, ponieważ w tekście nie ma nic przeciwnego Tradycji.

Moim zdaniem, jeżeli istnieją sprzeczności, krótkie zdanie papieża stanowi zaprzeczenie wszystkiego co znajduje się w tekście. Jest to więc schemat sprzeczny. Tego nie można zaakceptować. Zatem, o ile dobrze pamiętam, pozostało jedynie 74 biskupów będących ciągle przeciwnych.

Jest to jedyny dokument, który napotkał tak silną opozycję: 74 na 2.500, co, matematycznie biorąc, jest drobnym ułamkiem!

Nie należy więc dziwić się reformom przeprowadzonym po zakończeniu soboru. W całej tej historii liberalizmu, liberałowie, zwyciężywszy na soborze, wymogli na papieżu Pawle VI stanowiska w rzymskich Kongregacjach. I faktycznie dano progresistom ważne stanowiska. Jak tylko jakiś kardynał umierał lub jakaś inna okazja pozwalała papieżowi Pawłowi VI odsunąć kardynała tradycyjnego, natychmiast mianował on na jego miejsce kardynała liberalnego. I w taki to oto sposób Rzym został opanowany przez liberałów. Jest to fakt nie do zaprzeczenia, podobnie jak i to, iż soborowe reformy tchnęły duchem ekumenizmu, czyli po prostu duchem protestanckim.

Reforma liturgiczna

Poważniejszą sprawą była reforma liturgiczna. Jak wiemy, była ona dziełem dobrze znanego księdza Bugniniego, który przygotował ją z dużym wyprzedzeniem czasowym. Już w 1955 roku ksiądz Bugnini polecił przetłumaczyć protestanckie teksty biskupowi Pintonellemu (włoskiemu głównemu kapelanowi wojskowemu, który podczas okupacji spędził dużo czasu w Niemczech), gdyż sam nie znał niemieckiego. Biskup Pintonello osobiście mi powiedział, że przełożył protestanckie księgi liturgiczne dla księdza Bugniniego, który w tym czasie był jedynie zwykłym członkiem jednej z komisji liturgicznych, czyli nikim. Później został on profesorem liturgii na Uniwersytecie Laterańskim. Papież Jan XXIII polecił mu odejść z powodu jego modernizmu i progresizmu. I popatrzcie – z powrotem został przewodniczącym Komisji ds. reformy liturgii. Mimo wszystko jest to nieprawdopodobne! Osobiście miałem okazję przekonać się jaki był wpływ księdza Bugniniego. Zastanawiającym jest, jak coś podobnego mogło zdarzyć się w Rzymie.

W tym czasie, bezpośrednio po soborze, byłem generalnym przełożonym Zgromadzenia Ojców Ducha Świętego. Mieliśmy w Rzymie coś w rodzaju stowarzyszenia generalnych przełożonych. Poprosiliśmy księdza Bugniniego, aby wytłumaczył nam czym jest ta jego nowa msza, ponieważ w końcu nie było to mimo wszystko małe wydarzenie. Natychmiast po soborze jest mowa o mszy normatywnej, nowej mszy, novus ordo; co to za historia? Nie było o tym mowy na soborze. Co się dzieje? Poprosiliśmy zatem księdza Bugniniego, aby zechciał osobiście to wyjaśnić osiemdziesięciu czterem generalnym przełożonym, pośród których byłem i ja.

Ksiądz Bugnini z wielką naiwnością wytłumaczył nam co to jest msza normatywna: zmieni się to, zmieni się owo, wstawi się nowe ofertorium, będzie można wybierać kanony, będzie można skrócić modlitwy na komunię, będzie do wyboru wiele schematów na rozpoczęcie mszy. Możliwym stanie się odprawianie mszy w języku danego kraju…

Spoglądaliśmy na siebie i mówiliśmy: to niemożliwe!

Mówił on zupełnie tak, jakby Msza Święta nie istniała uprzednio w Kościele. Mówił o swojej mszy normatywnej jak o nowym wynalazku.

Osobiście byłem tak wstrząśnięty (mimo, iż na ogół dość łatwo zabieram głos, aby przeciwstawić się tym, z którymi nie zgadzam się), iż zabrakło mi słów. Nie mogłem wykrztusić ani jednego zdania. Jest rzeczą niemożliwą, aby temu stojącemu przede mną człowiekowi powierzono całą reformę katolickiej liturgii. Najświętszej Ofiary Mszy, sakramentów, brewiarza, wszystkich naszych modlitw.

Dokąd zmierzamy? Dokąd zmierza Kościół?

Dwóch generalnych przełożonych miało odwagę podnieść się. Jeden z nich zapytał księdza Bugniniego:

Czy to jest czynne uczestniczą, czy to jest uczestnictwo fizyczne, to znaczy modlitwy ustne, czy tez jest to uczestnictwo duchowe? W każdym razie ksiądz tyle mówił o uczestnictwie wiernych, ze wydaje się, iż ksiądz nie uznaje już mszy bez wiernych, ponieważ cala księdza msza została zrobiona w oparciu o uczestnictwo wiernych. My benedyktyni odprawiamy mszę bez wiernych. Czy zatem możemy kontynuować odprawianie prywatnych mszy, gdy nie mamy uczestniczących w nich wiernych?

Powtarzam wam dokładnie to, co odpowiedział ksiądz Bugnini. Tak bardzo mnie to uderzyło, iż jeszcze dzisiaj słyszę jego słowa:

Prawdę mówiąc, o tym zupełnie nie pomyśleliśmy!

Następnie ktoś inny wstał i powiedział:

Wielebny ojcze, mówiłeś: zniesie się to, zniesie się owo, zastąpi to przez owo, i zawsze modlitwy coraz to krótsze; mam wrażenie, że nową mszę odprawiać się będzie w dziesięć, powiedzmy dwanaście minut, co najwyżej w kwadrans! Nie jest to rozsądne, to nie jest objaw szacunku dla tego nieporównywalnego aktu Kościoła.

Otóż Bugnini odpowiedział:

Zawsze można coś dodać.

Czy to jest poważne? Sam to słyszałem. Gdyby ktoś inny mi to opowiedział, mógłbym, wątpić, lecz słyszałem to na własne uszy.

Później, gdy owa msza normatywna stała się rzeczywistością, byłem tak przerażony, że z kilkoma księżmi i teologami, zrobiliśmy małe zebranie, którego rezultatem jest Krótka analiza krytyczna, przesłana kardynałowi Ottavianiemu. Przewodniczyłem temu posiedzeniu. Powiedzieliśmy sobie: trzeba zwrócić się do kardynałów. Nie można tego pozostawić bez żadnej reakcji.

Zatem poszedłem osobiście do Sekretarza Stanu, kardynała Cicognaniego, i powiedziałem mu: „Eminencjo, ksiądz nie może do tego dopuścić. To niemożliwe. Co to jest ta nowa msza? To rewolucja w Kościele, rewolucja w liturgii”.

Kardynał Cicognani, który był Sekretarzem Stanu Pawła VI, wziął się za głowę i rzekł mi:

Och, Ekscelencjo, wiem… Zgadzam się z księdzem, lecz cóż mogę zrobić? Ksiądz Bugnini może wejść do biura Ojca Świętego i kazać mu podpisać wszystko to, co chce.

I nikt inny jak Sekretarz Stanu mi to powiedział! Zatem Sekretarz Stanu, po papieżu druga osobistość w Kościele, stal niżej aniżeli ksiądz Bugnini, który mógł iść do papieża kiedy tylko chciał i kazać mu podpisać to, co chciał.

Wyjaśnia to więc, dlaczego papież Paweł VI podpisał teksty, których nie przeczytał. Powiedział on to kardynałowi Journet, członkowi bardzo rozsądnemu, profesorowi na uniwersytecie we Fryburgu (w Szwajcarii), wielkiemu teologowi. Gdy kardynał Journet zobaczył tę definicję mszy w Instrukcji poprzedzającej nowe ordo, powiedział: nie można zaakceptować tej nowej formuły mszy; muszę pojechać do Rzymu i zobaczyć papieża.

Pojechał więc i powiedział:

Ojcze Święty, nie możesz pozostawić tej definicji, ona jest heretycka. Nie możesz podpisywać się pod czymś takim.

A Ojciec Święty odpowiedział mu (kardynał Journet powiedział to nie mnie, lecz komuś innemu, kto potem mi to powtórzył):

Och, prawdę mówiąc, nie czytałem jej. Podpisałem bez przeczytania.

Oczywiście, jeżeli ksiądz Bugnini miał taki wpływ na niego, jest to zupełnie możliwe. Mówił on Ojcu Świętemu:

„Wasza Świątobliwość może podpisać” – „Lecz czy Wasza Świątobliwość rzeczywiście zwróciła uwagę…” – „Tak, Wasza Świątobliwość może podpisać”.

I papież podpisał.

Nie przeszło to przez ręce Świętego Oficjum. Wiem to, ponieważ sam kardynał Śeper powiedział mi, że był nieobecny, gdy zostało wydane nowe ordo i że nie przeszło ono przez Święte Oficjum. Zatem to nikt inny jak Bugnini wymógł ten podpis, być może nawet przymusił on papieża. Tego nie wiemy, lecz nie ulega żadnej wątpliwości, iż posiadał on wyjątkowy wpływ na Ojca Świętego.

Trzeci fakt, dotyczący księdza Bugniniego, którego sam byłem świadkiem: z okazji udzielanego właśnie wtedy pozwolenia na dawanie komunii na rękę (jeszcze jedno okropieństwo!), powiedziałem sobie, iż nie mogę na to przyzwolić, muszę pójść zobaczyć się z kardynałem Gutem (Szwajcar), prefektem Kongregacji ds. Kultu Bożego. Udałem się zatem do Rzymu, gdzie natychmiast kardynał Guth bardzo uprzejmie przyjął mnie i powiedział:

Każę przyjść arcybiskupowi Antoniniemu, mojemu zastępcy, aby mógł on usłyszeć słowa Waszej Ekscelencji.

I zaczęliśmy rozmowę. Powiedziałem:

Eminencjo, proszę mnie posłuchać. Jako odpowiedzialny za Kongregację ds. Kultu Bożego, Wasza Eminencja nie może zgodzić się na opublikowanie tego dekretu, pozwalającego przyjmować komunię na rękę. Niech Wasza Eminencja wyobrazi sobie, jakie to pociągnie za sobą świętokradztwa. Niech Wasza Eminencja wyobrazi sobie brak szacunku dla świętej Eucharystii, który rozpowszechni się w całym Kościele. Jest to rzecz nie do przyjęcia. Wasza Eminencja nie może pozwolić, by uczyniono coś podobnego! Niektórzy księża rozpoczynają już dawać komunię w taki sposób. Należy natychmiast tego zakazać. A w tej nowej mszy zawsze posługują się małym kanonem – drugim – który jest krótki.

Odnośnie do tego, kardynał Gut powiedział do arcybiskupa Antoniniego:

Przepowiedziałem Waszej Ekscelencji, iż nastąpi to, że księża, aby zyskać na czasie i by jak najszybciej skończyć mszę, będą wybierać najkrótszy kanon.

Następnie kardynał Gut powiedział mi:

Ekscelencjo, jeżeli ktoś zapyta się jakie jest moje zdanie (gdy mówił, miał na myśli papieża, ponieważ jedynie papież był jego zwierzchnikiem), lecz nie jestem pewien, iż się mnie o to poprosi (jego, prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego, odpowiedzialnego za wszystko co dotyczy kultu, liturgii!), uklęknę, Ekscelencjo, przed papieżem i powiem mu: Ojcze Święty, nie czyń tego, nie podpisuj tego dekretu. Rzucę się, Ekscelencjo, na kolana! Lecz nie wiem, czy zapyta się mnie o zdanie, gdyż to nie ja tutaj rządzę.

Słyszałem to na własne uszy. Czynił on aluzję do Bugniniego, będącego w kolejności trzecią osobą w Kongregacji ds. Kultu Bożego. Był w niej kardynał Gut, arcybiskup Antonini oraz ksiądz Bugnini, przewodniczący Komisji liturgicznej. Trzeba było to słyszeć! Trzeba jednak zrozumieć również moją reakcję, gdy mówi mi się: Ekscelencja jest dysydentem, nieposłusznym, buntownikiem.

Wślizgnęli się do Kościoła, aby go zniszczyć

Tak, jestem buntownikiem. Tak, jestem dysydentem. Tak, jestem im nieposłuszny, tym wszystkim Bugninim, ponieważ są to osoby, które wślizgnęły się do Kościoła, aby Go zniszczyć!

Nie ma innego wytłumaczenia.

Czyż zatem weźmiemy udział w zniszczeniu Kościoła? Czy powiemy: tak, tak, amen, nawet wtedy, gdy nieprzyjaciel przedostał się do otoczenia Ojca Świętego i może nakazać Ojcu Świętemu podpisać wszystko, co tylko chce?

Pod czyim naciskiem? Tego zupełnie nie wiemy. Istnieją sprawy tajemne, które oczywiście uchodzą naszej uwadze.

Niektórzy mówią, że to masoneria.

Możliwe, tego nie wiem. W każdym razie istnieje tajemnica. Przecież to był zwykły ksiądz, nie będący kardynałem ani nawet biskupem, w tamtym czasie jeszcze bardzo młody, który awansował wbrew woli papieża Jana XXIII. Papież bowiem usunął go z Uniwersytetu Laterańskiego, tymczasem on awansował, aż osiągnął szczyty, co sprawiło, że kpił sobie z kardynała Sekretarza Stanu, kpił sobie z kardynała prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i mógł on zwrócić się bezpośrednio do Ojca Świętego i kazać mu podpisać to co chce? Nigdy nie widziano czegoś podobnego w świętym Kościele. Wszystko zawsze przechodzi przez odpowiednie władze. Tworzą się komisje, studiuje dokumenty. Lecz ten typ był wszechmocny!

To on sprowadził protestanckich pastorów, aby zmienić naszą Mszę. Nie był to kardynał Gut, ani kardynał sekretarz Stanu. Być może nawet nie był to papież. To on! Kim więc jest ten Bugnini?

Pewnego dnia, jego poprzednik na czele Komisji liturgicznej, benedyktyn i dawny opat u Świętego Pawła za Murami, powiedział mi:

Ekscelencjo, proszę mi nie wspominać o księdzu Bugninim; zbyt wiele rzeczy wiem na jego temat. Proszę mnie nie pytać kto to jest.

Odrzekłem mu: „Ależ proszę mi powiedzieć, należy wiedzieć, należy te sprawy ujawnić”. „Nie mogę Waszej Ekscelencji opowiedzieć o Bugninim”.

Jednakowoż znał go dobrze. To prawdopodobnie on poprosił Jana XXIII, aby kazał Bugniniemu odejść z Uniwersytetu Laterańskiego.

Zatem wszystkie te sprawy wskazują nam iż, jak to już mówił święty Pius X, nieprzyjaciel przeniknął do wnętrza Kościoła, że, tak jak oznajmiła Matka Boska z La Salette i prawdopodobnie również tak jak jest to powiedziane w trzeciej tajemnicy fatimskiej, znajduje się on na najwyższych szczeblach.

A więc, jeżeli nieprzyjaciel jest rzeczywiście wewnątrz Kościoła, czyż należy mu być posłusznym?

Och, ale przecież on reprezentuje papieża.

Przede wszystkim, wcale tego nie wiemy. Nie wiemy dokładnie, co myśli papież.

Mimo wszystko posiadam jednak bezpośrednie dowody, iż papież Paweł VI pozostawał pod wielkim wpływem kardynała Villot. Mówiło się, że kardynał Villot był wolnomularzem. Nic o tym nie wiem. Tyle rzeczy się wydarzyło… Zrobiono fotokopie listów wolnomularzy zaadresowanych do kardynała Villota. Nie posiadam na to dowodu. W każdym bądź razie, kardynał Villot miał bardzo znaczny wpływ na papieża. Zgromadził on w swoim ręku całą władzę w Rzymie. Stał się władcą o wiele większym aniżeli papież. Wszystko przechodziło przez jego ręce. Wiem coś o tym. Pewnego dnia poszedłem zobaczyć się z kardynałem Wrightem w związku z katechizmem kanadyjskim. I powiedziałem mu:

— Niech Wasza Eminencja przejrzy ten katechizm. Czy są znane Waszej Eminencji te małe broszurki, zatytułowane Zerwanie? Jest to okropne. Uczy się dzieci zerwania: należy zerwać z rodziną, ze społeczeństwem, z Tradycją…, oto katechizm, jakiego naucza się dzieci w Kanadzie, posiadający imprimatur księdza biskupa Couderca. To nikt inny jak Wasza Eminencja jest odpowiedzialny za powszechny katechizm. Czy Wasza Eminencja zgadza się z tym katechizmem?

— O nie, o nie, odpowiedział, ten katechizm nie jest katolicki.

— Nie jest katolicki? Niech zatem Wasza Eminencja natychmiast to ogłosi Konferencji Biskupów Kanady. Proszę ich powstrzymać i wrzucić ten katechizm w ogień i z powrotem wziąć prawdziwe katechizmy

— Jak Wasza Ekscelencja wyobraża sobie możliwość przeciwstawienia się Konferencji Biskupów?

Powiedziałem wtedy: to koniec. Nie ma już autorytetu w Kościele, skończyło się. Jeżeli Rzym nie może już nic powiedzieć konferencji biskupów, nawet jeżeli niszczy ona wiarę swoich owieczek, zatem nastąpił koniec Kościoła.

I do tego doszliśmy: Rzym boi się konferencji biskupów! Owe konferencje są okropne. We Francji ma miejsce prowadzona przez biskupów kampania na rzecz antykoncepcji. Zostali oni moim zdaniem zwerbowani przez rząd socjalistyczny, który obecnie stale nakazuje wyświetlać w telewizji taki oto slogan: „Bierzcie pigułkę, aby uniknąć przerwania ciąży”.

Nie znaleźli niczego lepszego i robią bezsensowną propagandę na rzecz pigułki. Aby uniknąć aborcji, pokrywa się koszty pigułki propagowanej wśród dwunastoletnich dziewczynek! I biskupi na to zezwalają! W biuletynie diecezji Tulle (mojej dawnej diecezji), który wciąż otrzymuję, znalazły się oficjalne pisma pochwalające antykoncepcję, autorstwa biskupa Brunon, byłego generalnego przełożonego Zgromadzenia Saint-Sulpice. Jednego z najlepszych biskupów francuskich. Taka jest rzeczywistość!

Dlaczego nie jestem posłuszny

Co należy czynić?

Mówi się mi: powinien ksiądz słuchać, jest ksiądz nieposłuszny, Wasza Ekscelencja nie ma prawa nadal tak postępować, ksiądz dzieli Kościół.

Czym jest prawo? Czym jest dekret? Kto zmusza nas do posłuszeństwa?

Prawo, mówi Leon XIII, jest rozumnym przepisem w celu osiągnięcia wspólnego dobra, lecz nie wspólnego zła. Jest to tak oczywiste, że gdy jego celem jest zło, przestaje ono być prawem.

Leon XIII wyraźnie to powiedział w swojej encyklice Libertas.

Prawo, którego celem nie jest wspólne dobro, nie jest już prawem i nie należy go przestrzegać.

Wielu rzymskich kanonistów mówi, iż Msza Bugniniego nie jest prawem. Nie wydano nakazu odprawiania nowej Mszy, lecz jedynie upoważnienie, pozwolenie. Przypuśćmy nawet, iż byłby rozkaz z Rzymu, rozumny przepis w celu wspólnego dobra, nie zaś wspólnego zła. Otóż właśnie nowa Msza niszczy Kościół, niszczy wiarę. Jest to oczywiste. Arcybiskup Gregoire, biskup Montrealu, był bardzo odważny w opublikowanym przez siebie liście. Jest on jednym z nielicznych biskupów, który ośmielił się napisać list denuncjujący zło nękające Kościół w Montrealu.

Przykro nam, iż duża liczba wiernych porzuca parafie. W dużej mierze przypisujemy to reformie liturgicznej.

Miał odwagę to powiedzieć.

Stoimy w obliczu wyraźnego spisku wewnątrz Kościoła, uknutego przez obecnych kardynałów, jak na przykład kardynała Knoxa, który przeprowadził tę słynną ankietę dotyczącą Mszy łacińskiej i Mszy świętego Piusa V na całym świecie. Jest to wyraźne i oczywiste kłamstwo, którego celem jest wywarcie wpływu na papieża, aby powiedział: jeżeli pragnie powrotu do Tradycji jedynie mała garstka, projekt ten upadnie sam przez się. To jest nic nie warte.

Tymczasem papież Jan Paweł II, przyjmując mnie na audiencji w listopadzie 1978 r., gotów był podpisać akt, mówiący, iż księża mogliby jednak odprawiać Mszę zgodnie ze swoim wyborem. Był gotów to uczynić.

Lecz w Rzymie istnieje grupa kardynałów bardzo przeciwnych Tradycji: kardynał Casaroli, kardynał prefekt Kongregacji ds. Zakonów, kardynał Baggio, prefekt Kongregacji Biskupów (bardzo ważne stanowisko), odpowiedzialny za mianowanie biskupów. Następnie słynny Virginio Levi, osobistość numer dwa w Kongregacji ds. Kultu Bożego, a który być może jest nawet gorszy od Bugniniego. Na koniec mamy kardynała Hamera, arcybiskupa belgijskiego, drugiego w Świętym Oficjum, pochodzącego z okolic Lowanium, przepojonego wszystkimi modernistycznymi ideami Lowanium. Są oni niesłychanie przeciwni Tradycji; nie chcą nic o niej słyszeć. Sądzę, że gdyby tylko mogli mnie uciszyć, chętnie by to uczynili.

Przynajmniej niech pozostawią nam swobodę

Sprzysięgają się oni przeciwko mnie, gdy tylko słyszą, iż czynię starania u Ojca Świętego, by spróbować uzyskać wolność dla Tradycji. Niech zostawi się nas w spokoju; niechaj pozwoli się nam modlić tak jak modlono się przez wieki; niech nam będzie wolno kontynuować to, czego nauczyliśmy się w seminarium; niech pozwoli się nam dalej czynić to, czego nauczyliśmy się w młodości, co jest najpewniejszym sposobem aby się uświęcać. Tego nauczono nas w seminarium. Praktykowałem to, gdy byłem księdzem. Jako biskup, mówiłem swoim księżom i wszystkim seminarzystom: oto, co należy czynić, aby wstać świętym. Kochajcie Najświętszą Ofiarę Mszy, tę, którą dał wam Kościół, kochajcie sakramenty, katechizm, a przede wszystkim niczego nie zmieniajcie. Strzeżcie dwudziestowiecznej Tradycji, która nas uświęca, która uświęcała świętych.

Obecnie należałoby wszystko zmienić. To jest niemożliwe. Niech przynajmniej pozostawi się nam swobodę!

Oczywiście więc, gdy oni to słyszą, natychmiast udają się do Ojca Świętego i mówią: „Nic dla Arcybiskupa Lefebvra. Nic dla Tradycji. A zwłaszcza niech Ojciec Święty nie cofa się”.

Jako, iż ci kardynałowie są bardzo ważni (kardynał Casaroli, Sekretarz Stanu, a także inni), papież nie ośmiela się. Jest kilku kardynałów, którzy byliby raczej za rozwiązaniem zadowalającym obie strony, jak na przykład kardynał Ratzinger. Zastąpił on zmarłego w Boże Narodzenie 1981 r. kardynała Śepera. Kardynał Ratzinger był jednakowoż bardzo liberalny podczas soboru. Był przyjacielem Rahnera, Hansa Kunga, Schillebeeckxa. Lecz po nominacji do Monachium, funkcja biskupa diecezji otworzyła mu trochę oczy. Obecnie jest on z pewnością o wiele bardziej świadomy niebezpieczeństwa reform i bardziej pragnie powrotu do tradycyjnych norm, podobnie jak i kardynał Palazzini, zajmujący się Kongregacją ds. Beatyfikacji oraz kardynał Oddi, odpowiedzialny za Kongregację ds. Duchowieństwa. Ci trzej kardynałowie byliby skłonni dać nam swobodę. Lecz inni mają jeszcze zbyt wielki wpływ na Ojca Świętego…

Pięć tygodni temu byłem w Rzymie, by spotkać się z kardynałem Ratzingerem, którego papież mianował (przy Bractwie i przy mnie) osobistym pośrednikiem pomiędzy nim a mną na miejsce kardynała Śepera. Kardynał Śeper został wyznaczony podczas audiencji udzielonej mi przez papieża Jana Pawła II, który kazał go wezwać i powiedział mu:

Eminencjo, ksiądz będzie łącznikiem w kontaktach Arcybiskupa Lefebvra ze mną. Będzie moim pośrednikiem.

Obecnie papież mianował kardynała Ratzingera. Pojechałem go zobaczyć i rozmawialiśmy przez godzinę i trzy kwadranse. Oczywiście kardynał Ratzinger wydaje się być bardziej rzeczowy i zdolniejszy do znalezienia dobrego rozwiązania. Praktycznie, obecnie jedyną wyraźną przeszkodą pozostaje Msza. W końcu, od początku wszystko sprowadzało się do Mszy, ponieważ oni doskonale wiedzą, iż nie jestem przeciwny soborowi. W soborze istnieją rzeczy, których nie akceptuję. Nie podpisałem na przykład schematu o wolności wyznań, nie podpisałem schematu o Kościele w współczesnym świecie. Lecz nie można powiedzieć, że jestem całkowicie przeciwny soborowi; są jedynie sprawy, na które nie można się zgodzić, które są sprzeczne z Tradycją. Nie powinno to ich nadmiernie żenować, ponieważ sam papież powiedział:

Należy postrzegać sobór w świetle Tradycji.

Jeżeli widzi się sobór przez pryzmat Tradycji, osobiście mnie on w niczym nie przeszkadza. Chętnie podpiszę się pod tym zdaniem, gdyż wszystko co jest sprzeczne z Tradycją należy oczywiście odrzucić. W trakcie udzielonej mi audiencji papież zapytał mnie:

Czy zatem Wasza Ekscelencja zgadza się podpisać pod tym sformułowaniem?

Odpowiedziałem:

— Ojcze Święty, to ty go użyłeś i jestem gotów je podpisać.

— Zatem, zapytał, dogmatyczne przeszkody nie istnieją już między nami?

Odpowiedziałem:

— Mam nadzieję.

— W takim razie co jeszcze pozostaje? Czy akceptujecie papieża?

— Oczywiście, iż uznajemy papieża i modlimy się za niego we wszystkich naszych seminariach. Być może nasze seminaria są jedynymi seminariami na świecie, w których modli się w intencji papieża. Poza tym żywimy wielki szacunek dla papieża. Gdy papież prosił mnie o przybycie, zawsze zjawiałem się. Lecz – powiedziałem – istnieje kwestia liturgii, która jest naprawdę wielce skomplikowana. Liturgia obecnie niszczy Kościół, doprowadza do ruiny seminaria. Jest to niesłychanie ważna rzecz.

— Ależ nie. Jest to kwestia dyscypliny. To nie jest zbyt ważne. Jeśli chodzi jedynie o to, sądzę iż wszystko może się ułożyć.

Następnie papież wezwał kardynała Śepera, który natychmiast przyszedł. Gdyby nie zjawił się tak szybko, według mnie papież byłby gotów podpisać porozumienie. Kardynał Śeper przyszedł jednak i papież powiedział mu:

Sądzę, iż wcale nie jest trudno porozumieć się z Arcybiskupem Lefebvrem. Wierzę, że będzie można znaleźć rozwiązanie. Pozostaje jedynie kwestia liturgii, która jest nieco skomplikowana.

Och, niech Wasza Świątobliwość niczego nie przyznaje Arcybiskupowi Lefebvrowi, wykrzyknął kardynał. Oni robią sztandar z Mszy świętego Piusa V — Jest to prawdą, odparłem, Msza święta jest sztandarem naszej wiary, Mysterium fidei. Jest to wielka tajemnica naszej wiary. Oczywiście, iż jest to nasza chorągiew; jest wyrazem naszej wiary.

Wywarło to bardzo duże wrażenie na Ojcu Świętym, który zdawał się zmieniać w oczach. Moim zdaniem, wskazuje to, iż papież nie jest człowiekiem odważnym. Gdyby był odważny, powiedziałby: „Zbadam to osobiście. To się da załatwić”.

Nie, natychmiast poczuł jakby obawę. Stał się bojaźliwy i w momencie gdy opuszczał biuro, powiedział kardynałowi Śeperowi:

Wasza Eminencja może teraz mówić. Może spróbować załatwić sprawy z Arcybiskupem Lefebvrem. Możecie tutaj pozostać. Ja zmuszę pójść na spotkanie z kardynałem Baggio, który ma mi do pokazania niesłychanie dużo dokumentów dotyczących biskupów. Muszę już iść.

I na odchodnym powiedział mi: „Ekscelencjo, proszę zatrzymać się. Proszę zatrzymać się”.

Był odmieniony. W przeciągu zaledwie kilku minut zupełnie się zmienił. Właśnie podczas tego spotkania pokazałem mu list otrzymany od jednego z polskich biskupów.

W ubiegłym roku ów biskup (czyli w 1977 roku; chodzi tu o bpa Tokarczuka – przyp. tłum.) napisał do mnie, aby powiedzieć, iż gratuluje mi tego, czego dokonałem w Ecône, gratuluje księży, których formowałem.

Wyraził on życzenie, abym utrzymał dawną Mszę w całej Tradycji. I dodawał:

Nie jestem sam. Wśród nas jest wielu biskupów podziwiających Waszą Ekscelencję, podziwiających seminarium i formację dawaną waszym księżom oraz Tradycję, którą Wasza Ekscelencja utrzymuje w Kościele, ponieważ, jeśli chodzi o nas, w Polsce, to jesteśmy zmuszani do przyjęcia nowej liturgii, która powoduje, iż nasi wierni tracą wiarę.

Oto co pisał ten polski biskup. Przed spotkaniem z Ojcem Świętym włożyłem więc jego list do kieszeni, gdyż mówiłem sobie: z pewnością papież będzie mi mówił o Polsce. I nie przeliczyłem się.

Powiedział mi:

Lecz Wasza Ekscelencja wie, w Polsce wszystko ma się bardzo dobrze. Dlaczego Wasza Ekscelencja nie chce zaakceptować reform? W Polsce nie ma z tym problemów. Żałuje się jedynie łaciny, ponieważ łączyła nas ona z Rzymem, a my jesteśmy bardzo rzymscy. Jest to naprawdę smutne, lecz, zdaniem Waszej Ekscelencji, cóż mogę uczynić? Nie ma już łaciny w seminariach, ani w brewiarzu, ani we Mszy. Nie ma już łaciny. Jest to godne pożałowania, lecz tak to już jest. Widzi Ekscelencja, w Polsce przyjęto reformy; nie stworzyło to żadnego problemu: nasze seminaria i nasze kościoły są pełne.

Powiedziałem Ojcu Świętemu: „Ojcz.e Święty, pozwól, iż pokażę list otrzymany z Polski”

Pokazałem mu go. Gdy zobaczył nazwisko biskupa, papież powiedział: „Ach! Jest to największy wróg komunistów”. „Och, to dobra referencja”.

I papież z uwagą przeczytał list. Patrzyłem na jego twarz, aby zobaczyć jaką będzie jego reakcja na zdanie dwa razy powtórzone w liście: zmusza się nas do przyjęcia nowej liturgii, która powoduje, iż nasi wierni tracą wiarę. Oczywiście przełknąć to było dosyć trudno. Na koniec papież zapytał mnie:

— Czy ksiądz otrzymał ten list ot, tak?

— Zgadza się, przyniosłem jego kserokopię.

— Och, z pewnością jest to falsyfikat.

Cóż mogłem odrzec? Nie byłem w stanie dać żadnej odpowiedzi. Papież powiedział mi: „Ekscelencjo, komuniści są niesłychanie zręczni usiłując stworzyć podziały wśród biskupów”.

Zatem, jego zdaniem, był to list sfabrykowany przez komunistów, którzy mi go przesłali. Lecz bardzo w to wątpię, ponieważ ów list został nadany w Austrii i przypuszczam, iż autor bał się, że komuniści przechwycą go i że nie dotrze on do mnie. Dlatego wysłał list w Austrii. Odpisałem temu biskupowi, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.

Przytaczam to, gdyż wydaje mi się, że również w Polsce istnieją głębokie podziały. Zresztą zawsze one miały miejsce między „księżmi-patriotami” i tymi, którzy pragnęli zachować Tradycję. Za żelazną kurtyną było to tragiczne.

Oddziaływanie komunistów na Rzym

Należy przeczytać książkę jezuity Floridiego Moskwa i Watykan. Jest ona nadzwyczajna. Ukazuje wpływy komunistów w Rzymie, którym udaje się mianować biskupów, a nawet dwóch kardynałów: kardynała Lecaia i kardynała Tomaśka. Kardynała Lecaia jako następcę kardynała Mindszenty’ego i kardynała Tomaśka jako następcę kardynała Berana; jako zastępców bohaterów i męczenników wiary. Na ich miejsce wybrano „księży-patriotów”, czyli ludzi zdecydowanych przede wszystkim na ugodę z rządami komunistycznymi, wybrano księży prześladujących kapłanów tradycjonalistycznych. Księża udzielający potajemnie chrztu na zapadłej wsi lub uczący w ukryciu katechizmu, aby kontynuować dzieło pasterzy Kościoła katolickiego, są więc prześladowani przez tych biskupów, którzy im mówią: nie macie prawa nie przestrzegać zarządzeń komunistycznych rządów. Szkodzicie nam postępując w ten sposób.

A ci kapłani gotowi są oddać własne życie, aby tylko ustrzec wiary dzieci, zachować wiarę w rodzinach, aby udzielać sakramentów osobom potrzebującym. Oczywiście w tych krajach, gdy księża chcą zanieść Najświętszy Sakrament do szpitala, lub obojętnie co zrobić, muszą zawsze prosić o pozwolenie. Jeżeli opuszczają zakrystię, zmuszeni są prosić o zgodę Partii, aby pozwolono im zrobić to czy owo. Jest to nie do zniesienia. Ludzie umierają więc bez sakramentów. Dzieci nie są już wychowywane po katolicku… Dlatego więc ci księża czynią to potajemnie. A jeżeli złapie się ich, są szykanowani przez biskupów. To przerażające.

Ani kardynał Wyszyński, ani kardynał Slipyj, ani kardynał Mindszenty, ani kardynał Beran nie zrobiliby czegoś podobnego. Przeciwnie, dodawali oni odwagi dobrym księżom, mówiąc im: nie bójcie się! Jeżeli pójdziecie do więzienia, to dlatego iż wypełnialiście wasz kapłański obowiązek. Jeśli waszym przeznaczeniem jest być męczennikami, zostaniecie nimi.

Wszystko to świadczy o wpływie (komunistów – przyp. tłum.) wywieranym na Rzym, który zaledwie możemy sobie wyobrazić. Jest to rzecz trudna do uwierzenia.

Osobiście nigdy nie byłem przeciwny papieżowi. Nigdy nie mówiłem, że papież przestał być papieżem. Jestem absolutnie za papieżem, za następcą Piotra. Nie chcę odłączyć się od Rzymu. Lecz jestem przeciwny modernizmowi, przeciwny progresizmowi, przeciwny temu całemu złemu i zgubnemu wpływowi protestantyzmu widocznemu w reformach oraz przeciwny wszystkim tym zmianom, które nas zatruwają i zatruwają życie wiernych. Jednakże mówi mi się: jesteś przeciwko papieżowi. Nie, nie jestem przeciwny papieżowi. Przeciwnie, śpieszę mu z pomocą, ponieważ papież nie może być modernistyczny, nie może popierać progresistów! Nawet jeżeli, kierowany pobłażliwością, przymyka oczy, może to się zdarzyć. Święty Piotr, zanim spotkał świętego Pawła, był również pobłażliwy dla żydów. I święty Paweł surowo mu to wypominał: „Nie postępujesz, zgodnie z Ewangelią”, powiedział święty Paweł do świętego Piotra.

Święty Piotr był papieżem, a mimo to święty Paweł ośmielił się go zganić. Powiedział z energią: „Zarzuciłem głowie Kościoła, iż nie postępował zgodnie z prawem Ewangelii”.

Powiedzieć coś podobnego papieżowi było poważną sprawą. Święta Katarzyna Sieneńska czyniła również gwałtowne wymówki papieżom. Znajdujemy się w identycznej sytuacji. Mówimy: Ojcze Święty, nie spełniasz swego obowiązku. Jeżeli pragniesz, aby Kościelna nowo rozkwitnął, musisz powrócić do Tradycji! Zrujnujesz Kościół, jeśli zezwolisz na prześladowanie Tradycji przez wszystkich tych kardynałów, wszystkich tych modernistycznych biskupów!

Jestem pewien, że w głębi duszy papież jest mocno zaniepokojony i że poszukuje on sposobu, aby odnowić Kościół. Wierzę, że poprzez nasze modlitwy, nasze umartwienia, poprzez modlitwy tych, którzy kochają Kościół święty, kochaj ą papieża, znajdziemy rozwiązanie, zwłaszcza zaś przez nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy. Jeżeli modlimy się do Najświętszej Maryi Panny, Ona nie może opuścić Swego Syna, nie może opuścić Kościoła, założonego przez Jej Syna, Jego mistycznej Oblubienicy. Nie będzie to rzecz łatwa, będzie to prawdziwy cud, ale to się spełni.

Lecz jeśli chodzi o mnie, nie chcę, aby zmuszano mnie do mówienia, że nowa Msza jest dobra, że jest ona jedynie nieco gorsza od poprzedniej, ale mimo wszystko dobra. Tego nie mogę powiedzieć. Nie mogę powiedzieć, że nowe sakramenty są dobre. Zostały one opracowane przez protestantów; były zrobione przez Bugniniego. 19 marca 1965 r. Bugnini wypowiedział te oto słowa, zamieszczone we francuskiej edycji „L’Osservatore Romano” i w „Documentation catholique”:

„Z naszych katolickich modlitw i z katolickiej liturgii należy usunąć wszystko to, co może stanowić nawet cień przeszkody dla naszych odłączonych braci, to znaczy dla protestantów”.

Powiedział to 19 marca 1965 r., a zatem przed wszystkimi reformami! Czyż jest do pomyślenia, abyśmy zaczęli pytać protestantów a propos Najświętszej Ofiary Mszy, naszych sakramentów, wszystkich naszych modlitw, naszego katechizmu: z czym się nie zgadzacie? Nie podoba się wam to, nie podoba się wam owo… W porządku, zniesiemy to.

To niemożliwe. Być może przez to jeszcze nie zostanie się heretykiem, lecz wiara katolicka będzie osłabiona. I w ten sposób przestaje się już wierzyć w otchłań, w czyściec, w piekło. Nie wierzy się już w grzech pierworodny, nie wierzy się w anioły. Przestano wierzyć w łaskę. Już nie mówi się o nadprzyrodzoności. To ruina naszej wiary.

Musimy zatem za wszelką cenę zachować naszą wiarę i modlić się do Najświętszej Dziewicy, ponieważ, po ludzku rzecz biorąc, przedsięwzięcie którego chcemy się podjąć jest zadaniem olbrzymim i bez pomocy Pana Boga nie zrealizujemy go. Zdaję sobie sprawę z własnej bezsilności, z tego, że jestem w izolacji. Co mogę zrobić bez pomocy papieża? Bez kardynałów? Nie mam żadnego pojęcia. Przychodzę jak pielgrzym, z moją laską pielgrzyma. I mówię: zachowajcie wiarę, zachowajcie wiarę. Stańcie się raczej męczennikami, aniżeli odstępcami od wiary. Trzeba zachować sakramenty i Najświętszą Ofiarę Mszy.

Nie można mówić: och, proszę księdza, jeżeli to jest zmienione, jeszcze nie znaczy, ze to jest bardzo niebezpieczne; mimo wszystko moja wiara jest dobrze zakorzeniona, nie ryzykuję jej utraty.

Daje się dostrzec, że ci, którzy przyzwyczaili się do uczestniczenia w nowej Mszy, w nowych sakramentach, powoli zmieniają mentalność.

Po kilku latach, wypytując kogoś kto poszedł na tę nową Mszę, na tę Mszę ekumeniczną, stwierdzi, że przesiąknął on duchem ekumenicznym; to znaczy, iż doszedł do tego, że ustawia wszystkie religie na tym samym poziomie. Gdy zapyta się go: czy można zbawić się w protestantyzmie, w buddyzmie, w islamie? Odpowie: alei oczywiście, wszystkie religie są dobre.

I to jest właśnie to! Stał się liberałem, protestantem; przestał być katolikiem.

Istnieje tylko jedna religia, nie ma dwóch. Jeżeli Pan Jezus jest Bogiem i jeżeli Bóg ustanowił tylko jedną religię, religię katolicką, nie mogą więc istnieć inne prawdziwe religie; jest to niemożliwe. Wszystkie inne religie są fałszywe. Właśnie dlatego kardynał Ottaviani mówił o „tolerancji religijnej”. Toleruje się błędy, gdy nie można zapobiec ich rozpowszechnianiu się. Lecz nie stawia się ich na tym samym poziomie co Prawdę, w przeciwnym razie zanika duch misyjny! Jeżeli wszystkie te fałszywe religie zbawiają, dlaczego zatem urządzać misje? Co będzie się na nich robić? Zostawcie ich w swoich religiach i wszyscy oni zbawią się. To niemożliwe. Co zatem robił przez dwadzieścia wieków Kościół? Dlaczego wszyscy ci męczennicy? Dlaczego wszyscy ci, którzy byli masakrowani podczas misji? Zatem misjonarze tracili bez potrzeby swój czas, swoją krew, własne życie! Nie możemy się na to zgodzić!

Należy pozostać katolikiem i bardzo niebezpieczną rzeczą jest popadniecie w ekumenizm oraz przyjęcie religii, nie będącej już religią katolicką.

Gorąco pragnę, abyśmy wszyscy byli świadkami Naszego Pana Jezusa Chrystusa, Kościoła katolickiego, świadkami papieża, katolickości, nawet jeżeli przez to mielibyśmy być pogardzani, znieważani w gazetach, w parafiach, w kościołach.

I co z tego? Pozostaniemy świadkami wiary Kościoła katolickiego, prawdziwymi synami Kościoła katolickiego i prawdziwymi synami Najświętszej Maryi Panny.

http://www.piusx.org.pl

Komentarzy 49 do “Kościół przesiąknięty modernizmem (1)”

  1. aga said

    Konieczne Vaticanum II

    Zacznijmy zatem od początku tej historii, czyli od zwołania Vaticanum II. Nie był to, o czym warto pamiętać, jakiś kaprys Jana XXIII. Świadomość konieczności jakiegoś aggiornamento czy przynamniej kontynuacji zawieszonych obrad Vaticanum I, była obecna także u poprzedników tego papieża. Pius XII przygotowywał się do soboru, dostrzegał bowiem dynamicznie zmieniający się świat, w którym znakomicie przystosowane do przetrwania w środowiskach tożsamościowych katolickie wspólnoty, przestawały się odnajdywać. Pius XII przeprowadzał reformy liturgiczne, które są zresztą ostro krytykowane w środowiskach tradycjonalistów.

    Jan XXIII podjął zadania, jakie zostawił jego poprzednik. I zrobił to często w jego teologicznym duchu. Rewolucyjność zmian wprowadzanych przez Jana XXIII jest w istocie mitem, który ma usprawiedliwić mówienie o „zerwaniu”, braku ciągłości czy wręcz soborowym ukonstytuowaniu odnowionego Kościoła. Mitem tym, z równym upodobaniem, posługują się zarówno tradycjonaliści, jak i postępowcy. Dla jednych jest on usprawiedliwieniem decyzji o nieposłuszeństwie i ukonstytuowaniu nowej wspólnoty przez arcybiskupa Lefebvre’a, w imię wierności starej nauce; dla drugich wyjaśnieniem takiego samego nieposłuszeństwa Janowi Pawłowi II czy Benedyktowi XVI tyle, w imię wierności rewolucji soborowej.

    Obie grupy przy tym błądzą. Jedna bowiem absolutyzuje status quo, którego z przyczyn społecznych nie dało się utrzymać, dla drugiej zaś najwyższą wartością jest zmiana, dostosowanie się, przyjęcie współczesności jako modelu eklezjalnego. Sobór poszedł jednak drogą środka. Uznał, że trzeba szukać nowego języka i nowych metod dla głoszenia niezmiennej Prawdy. „… Kościół zawsze ma obowiązek badać znaki czasów i wyjaśniać je w świetle Ewangelii, tak aby mógł w sposób dostosowany do mentalności każdego pokolenia odpowiadać ludziom na ich odwieczne pytania, dotyczące sensu życia obecnego i przyszłego oraz wzajemnego ich stosunku do siebie” – podkreślają autorzy Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”.

    Kryzys wpisany w Sobór

    Ostre spory podczas Soboru, ruchy frakcyjne czy nawet kryzys, który nastąpił po zakończeniu obrad (spowodowany także nałożeniem się czasowym epoki posoborowej w Kościele i rewolucji seksualnej w świecie) nie stanowi również dowodu na jakąś zasadniczą fałszywość soborowych decyzji. A nie stanowi, bowiem kryzys jest niejako wpisany w historię Kościoła, i niemal każdy sobór kończył się takim lub innym kryzysem, a nawet rozłamem w Kościele. Epoka po Soborze jest zawsze czasem trudnej asymilacji prawdy objawionej w jego trakcie przez Ducha Świętego Kościołowi. Asymilacja to jednak często czysto ludzka, z bardzo ludzkimi elementami.

    Znaczenie Soboru dla Kościoła można zatem ocenić dopiero w kilka stuleci po tym, jak do niego doszło. Wcześniej ogromny organizm Kościoła zmaga się z przesłaniem, niekiedy – jak w przypadku każdej szczepionki – gorączkuje czy nawet odczuwa bóle. I tak samo było z przesłaniem Soboru Watykańskiego II, które wywołało wstrząs, skłoniło część (niemałą, ale nałożyły się na to także inne, niż kościelne powody) duchowieństwa i wiernych do porzucenia wiary czy próby takiej jej redefinicji, która oznaczała herezję. Część z eksperymentów (tak jest z pewnymi elementami reformy liturgicznej) także się nie sprawdziła, i zapewne zostanie w przyszłości odrzucona. Tak samo było jednak w czasie poprzednich soborów, które skutkowały ogromnymi wstrząsami, a część z ich decyzji było doprecyzowana w przyszłości. Taka ocena nie zdejmuje odpowiedzialności osobistej z konkretnych osób. Można i trzeba pisać o tym, na ile za kryzys odpowiadają konkretni teologowie (choćby Karl Rahner SJ czy Hans Küng), a także watykańscy kurialiści (choćby ks. Annibale Bugnini), a na ile Paweł VI, który wyraźnie lękał się twardych decyzji. Pełna ocena będzie jednak możliwa dopiero za kilka wieków.

    Dynamizm Soboru

    Szersze spojrzenie na rzeczywistość posoborową, a także na pontyfikaty Pawła VI i Jana Pawła II oznacza również dostrzeżenie wszystkich skutków ich posługi. A nie są one, jak próbują to przedstawiać apologeci arcybiskupa Lefebvre’a ani głównie, ani wyłącznie negatywne. Realny kryzys Kościoła na Zachodzie nie powinien przysłaniać błyskawicznego i związanego z soborowym otwarciem na inkulturację, rozwoju chrześcijaństwa i katolicyzmu w Azji czy Afryce. Uznanie, że tak jak Europa związana jest z łacińskim przeżywaniem chrześcijaństwa, tak Afryka powinna być związana z afrykańskim, otwiera ogromne możliwości rozwoju dla Kościoła. A efekty tego otwarcia (wraz z towarzyszącymi im wstrząsami) będziemy oglądać w nadchodzących dziesięcioleciach, gdy zachodnie chrześcijaństwo będzie coraz mniej istotnym elementem tożsamości katolickiej.

    Pontyfikaty Pawła VI Jana Pawła II to czas gdy Kościół stał się liderem w walce o życie i godną ludzką seksualność. „Humanae vitae”, Katechezy o małżeństwie, „Evangelium vitae” – to dokumenty, które stanowią – jak to ładnie określił George Weigel – „bomby zegarowe”, które określą przyszłość katolicyzmu. Nauczania o godności małżeństwa, cudzie płodności, świętości aktu seksualnego w małżeństwie – stanowią dynamit, który określa już teraz życie wielu katolickich rodzin. A trzeba mieć świadomość, że przed Soborem godność małżeństwa, płciowości była o wiele mniej doceniana, podobnie jak samo życie świeckich.

    Skutkiem Soboru, ale także działań posoborowych papieży, jest także niezwykłe pogłębienie, za pośrednictwem ruchów i wspólnot katolickich, życia świeckich. Opus Dei, Droga Neokatechumenalna, Fokolare, Communione e Liberazione – wszystkie te ruchu, które pokazują radykalizm życia katolickiego, także w świecie, nie byłyby możliwe bez soborowego otwarcia. A przecież rewolucja, którą one rozpoczynają, dopiero się zaczyna. Franciszkanizm owocuje w Kościele (mimo licznych trudności, jakie wywoływali odlotowi uczniowie św. Franciszka) do chwili obecnej, i podobnie owocować przez wieki – o ile wcześniej nie nastąpi Paruzja – będzie Droga czy Dzieło.

    Także debata nad Asyżem (którego przesłanie zostało podjęte, co warto przypomnieć tradycjonalistom, przez Benedykta XVI) nie powinna ignorować (nawet w słusznych zastrzeżeniach do pewnych jego form czy w dyskusji nad realnymi problemami jakie wydarzenie to wywołało) tamtej sytuacji. Światu groziła wówczas wojna totalna, sam Jan Paweł II często wracał do tego tematu, a objawienia maryjne nie pozostawiają wątpliwości, że zagrożenie było (jest zresztą także) realne. Modlitwa do Boga zanoszona w różnych tradycjach religijnych (a nawet najzagorzalsi przeciwnicy ekumenizmu czy dialogu międzyreligijnego, muszą przyznać, że szczera modlitwa nawet jeśli zanoszona do bożka, jest przyjmowana przez Boga) miała to zagrożenie oddalić. I jak pokazuje historia oddaliła. Zimna wojna zakończyła się bowiem nie tylko z powodów politycznych, ale także duchowych. Walka z komunizmem zawsze była bowiem walka duchową.

    Posłuszeństwo Kościołowi

    Tych pozytywnych owoców zdają się nie dostrzegać bezkrytyczni apologeci arcybiskupa Lefebvre’a i założonego przez niego ruchu. Skupiając się na słusznej krytyce nadużyć nie próbują oni nawet zastosować własnych reguł do postaci założyciela Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. A gdyby to zrobili, to część z kultu, jakim go otaczają musiałaby być zredukowana. A powodem nie jest brak osobistej świętości czy charyzmy abp Lefebvre’a, ale fakt, że zakwestionował on w istocie władzę papieską. I nie chodzi o wypowiedzi, ale o działania. Wyświęcenie, w intencji ochrony prawdziwego nauczania Kościoła, biskupów bez zgody papieskiej, oznacza w istocie, że hierarcha ten uznał, że już nie Piotr i jego następcy są gwarantami trwania Kościoła, nie oni są opoką wspólnoty, której bramy piekielne nie przemogą. A nawet mocniej, że on – zwykły, niewątpliwie bardzo przenikliwy i święty, ale jednak tylko biskup – ma stać na straży Prawdy, której wyrzekli się papieże.

    I mądre słowa, teologiczne analizy nie mogą przesłonić wymowy faktów. Arcybiskup Lefebvre we własnym mniemaniu bronił Kościoła przed papieżami. I nawet jeśli w konkretnych sprawach miał rację (przypomnijmy, że św. Paweł ostro niekiedy krytykował św. Piotra), to rozerwanie jedności (a takim aktem było wyświęcenie biskupów bez zgody Ojca świętego) niewątpliwie nie było działaniem katolickim. W tej kwestii arcybiskup Lefebvre, nawet jeśli jego intencje były szlachetne i dobre, zadziałał źle, stawiając się poza Kościołem. Decyzja Jana Pawła II o ekskomunice była tylko prostym stwierdzeniem faktu, a nie karą czy zemstą. Papież zwyczajnie nie mógł zrobić nic innego. Do ogłoszenia ekskomuniki zmusił go sam Lefebvre.

    Nie twórzmy nowych mitów

    I na koniec apelowałbym do obrońców arcybiskupa Lefebvra, by w słusznej intencji obrony tradycji liturgicznej, nie tworzyli nowych mitów eklezjalnych, w których Benedykt XVI przeciwstawiany jest Janowi Pawłowi II. Sugestia, że dopiero on zerwał z relatywizmem (a taką znaleźć można w artykule dr Cenckiewicza) jest zabawna w swojej absurdalności dla kogoś kto czytał „Veritatis splendor” czy „Fides et ratio”. Relatywizm atakowany był przez Jana Pawła II dokładnie tak samo jak przez Benedykta XVI. Obecny papież jest bardziej wrażliwy na kwestie liturgiczne, niż jego poprzednik, ale jednocześnie lektura przemówień obecnego biskupa Rzymu nie pozostawia wątpliwości, że nie zmienił on nauczania o ekumenizmie, dialogu międzyreligijnym (odsyłam do tekstów z Asyżu Benedykta XVI). A w kwestiach społecznych, gdyby stosować do nauczania Kościoła terminy polityczne, nawet skręcił w lewo.

    Wszystko, co napisałem nie ma na celu podważania znaczenia dialogu z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X. To ważny i potrzebny dialog. Potrzebny także po to, by lepiej zrozumieć Sobór i skuteczniej wprowadzać go w życie. Aby ten dialog miał jednak sens musimy zrezygnować z czystej apologii i skupić się na faktach. Także niewygodnych dla skądinąd budzącego także moją sympatię arcybiskupa Lefebvre’a.

    Tomasz P. Terlikowski
    Zobacz profil korek korek napisał/a:

    poniedziałek, 20 lutego 2012, 14:38

    Mam prawie że identyczną opinię o całej tej sytucji.

    Jestem tylko ostrzejszy w ocenie postawy abp i jego zwolenników. Jestem w stanie przyznać iż subiektywnie mogą mieć dobre intnencje, ale ta ich ignorancja jest zawiniona i długo pracowali na to, by obecnie nie rozumieć tego, co mówi do nich Kościół i Papieże.

    . Kolejne grzechy, które popełniali i popełniaja nadal niszcząc dyscyplinę kościelną tylko zaciemniają rozum i z coraz większym trudem dociera do nich światło Prawdy głoszonej przez Kościół.

    .A u początku tej całej historii buntu było kłamstwo, którego ojcem jest Szatan. Fundamentem nieporozumienia jest postawienie w stan oskarżenia Kościoła – Ciała Chrystusa; jakoby trzeba było się przed nim bronić, by dojść do Prawdy.

    .W podobny sposób szatan wyprowadził w pole Adama i Ewę, gdy zasiał w ich sercach ziarno nieufności wobec Boga i sprowokował ich do nieposłuszeństwa i by wzięli sprawy we własne ręce, jeżeli chcą poznać dobro i zło, jak Bóg. Postawienie w stan oskarżenia Boga w raju, to dokładnie to samo co w XX wieku zrobił abp. Lefebvre z oskarżeniem Kościoła.

    I nie ma się co dziwić, że spirala grzechu rozlała się po świecie, a człowiek nie uznający tego pierwszego grzechu nie jest w stanie dotrzeć do Prawdy.

    http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/terlikowski:_lefebvre,_jan_pawel_ii_i_vaticanum_ii_19226/

  2. JO said

    Posty Pani Agi wychwalajace V II sa zenujace. W Afryce i w Azji Rozwija sie Judeokatolicyzm a nie Katolicyzm. Katolicyzm zliberalizowany, reformacki, zydowski = takie mamy olbrzymie skutki soboru i pontyfikatow modernistycznych Papiezy, ktorzy zamiast dbac o czystosc Sw Magisterium, robili wszystko by go zmienic wprowadzajac neozydowskie tredy , nowa Eytyke…

    Spodobalo mi sie okreslenie pewnego przeciwnika JPII , ktory wskazal na poczynania JPII jakby byly czynione pozycji obserwatora , ktory byl DZIECKIEM

    Teraz czekam na wyzwiska i szkalowanie mnie przez Pania Age….

    Pani Ago, choc nie przepadam za Romanem K ostatnio, to teraz rozumiem co mial na mysli opisujac Pani Ludzkie poczynania. Pani nie kontroluje swijego „A”…

  3. Marucha said

    Re 2:
    Muszę poprzeć opinię p. JO.
    Obrona II Soboru Watykańskiego jest niemożliwa.
    Sobór, jaki był – i kto w nim brał udział, kto manipulował i jakie „dobre owoce” przyniósł – każdy widzi. Nie pomogą tu żadne dywagacje, żadne odkręcanie kota ogonem.

    A powoływanie się w powyższym kontekście na niejakiego katolicznika Terlikowskiego, to już niestety dno, pani Ago. Podobnie, jak cytowanie Frondy w kwestiach teologicznych.

  4. aga said

    Żenujące to sa P/ ataki na Papieży posoborowych ,Panie JO..Może zamiast czytać gajówkę , z której i tak już się Pan raczej nie dowie ponad to co Pan wie i zakodowało się mocno w główce,może niech Pan sięgnie po Orędzia Don Ottavvio Michelego ,to trochę Pan ochłonie… Narazie to stwierdzam,ze
    diabeł się cieszy zarówno z progresistów-modernstow jak i pewnych „obrońców” KK i „tradycjonalistów” .

    Chociaz obawiam się ,że to wołanie na puszczy,bo dla Pana Kościól zastygł przed ’65 w ledwo żywej skamieniałości :))

    Chciałem mieć i powołałem Sobór!!!!

    Pan Jezus – Chciałem mieć i powołałem Sobór.

    Don Ottavio: Co uczynisz, Panie, by nie pozwolić na upadek Twego Kościoła?
    Jezus: Powtarzam ci, że jeśli zgniłe wody będą wciąż wzbierały, nie zależy to tylko od trującej działalności piekła. Odpowiedzialność ciąży również na duszy pasterzy, kapłanów i zakonników, którzy nie reagowali jak potrzeba na zasadzki nieprzyjaciela, lub nie powstrzymywali zła. Dość często pomagali oni planom szatana. Czasem nawet stawali się wykonawcami zła. Ta bolesna rzeczywistość zwiększyła zuchwalstwo zła i osłabiła bardzo moce dobra.
    Cóż więc uczyniłem i czynię teraz?
    Ja jestem Życiem, a życie jest ruchem zwróconym ku dobru dusz, które kocham i chcę zbawić. Wzbudziłem wielkich świętych, posyłałem Moją Matkę, która ukazała się w tylu miejscach i tylu osobom.
    Mówiłem już, że wiele z objawień Mojej Matki wywoływały sprzeciw i negowane były dla próżnych obaw i względów ludzkich. Aby uniknąć kłopotu, szukało się pokoju, ale to nie dało wcale pokoju prawdziwego.
    – Wybrałem dla Mego Kościoła świętych Papieży.
    – Wzbudziłem ruchy dla uświęcenia duchowieństwa.
    – Chciałem mieć i powołałem Sobór.
    Gdyby to wszystko, co wzbudziłem w Kościele, było przyjęte z inteligentnym i skutecznym dostosowaniem, z adekwatną mobilizacją wszystkich dusz Bogu poświęconych, jak tego zresztą Pius XII żądał od całego Kościoła, burzliwe wody nie osiągnęłyby wtedy aktualnego poziomu.
    Pytasz Mnie, synu. co Ja uczynię by zbawić Mój Kościół? Przelewam nadal Moja Krew, nawet jeśli ją znieważają świętokradzko.

    “Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”
    DON OTTAVIO MICHELINI
    ORĘDZIA PANA JEZUSA DO KAPŁANÓW
    DZIEŁO W SZEŚCIU CZĘŚCIACH
    Zostanie przekazane wielu, aby w wielu na nowo zajaśniała Boża Miłość

  5. aga said

    Dowodem jak bardzo diabeł nienawidzi bł.Jana Pawla II niech będzie to zdjęcie,które w „zmodyfikowanej ” wersji krąży po internecie sugerując jakoby to był młody Wojtyłla ze swoim dzieckiem a zwyczajnie odcięta jest postać ojca dziecka !

    http://gloria.tv/?media=313649

  6. Marucha said

    Re 4, 5:
    Jeszcze bardziej jest żenująca – per fas et nefas – obrona wszelkich błędów, by nie rzec herezji (z arcy-herezją na czele: modernizmem), jakich dopuścili się posoborowi papieże.
    Wybaczy Pani, ale bardziej wierzę abp-owi Lefebvre, niż polskim bloggerom, a poza tym sam mam oczy i uszy.

    Co do osobistych, podłych ataków na JPII – to oczywiście (czy sądzi Pani inaczej?) je potępiam i się od nich odcinam.

  7. Kudlaty said

    KATOLICYZM LAISSEZ FAIRE
    Ks. Rama Coomaraswamy

    „Niewykształcony egotysta pragnie tylko tego, czego on sam chce. Daj mu religijną edukację i oczywistym stanie się dla niego, że to czego on chce jest tym czego chce Bóg, że jego ideą przewodnią jest to cokolwiek co wyda mu się prawdziwym Kościołem i że jakikolwiek kompromis będzie metafizycznym Monachium, ułagodzeniem Radykalnego Zła” (Aldous Huxley) (1).

    Św. Maksym Wyznawca kiedy bronił ortodoksyjnej wiary był prowokowany pytaniem: „Czy tylko ty będziesz zbawiony a wszyscy inni będą potępieni?” Oto jego odpowiedź:

    „Trzej młodzieńcy, którzy nie oddawali czci bożkowi (podczas gdy wszyscy inni to czynili) nie potępiali nikogo. Nie uczestniczyli w tym do czego przystępowali inni, ale trwali przy tym czego nie utracili z prawdziwego kultu. Podobnie Daniel, kiedy został wrzucony do jaskini lwa, nie potępiał nikogo kto zgodnie z dekretem Dariusza nie modlił się do Boga, ale trwał przy tym co było jego własną powinnością, i wolał raczej umrzeć i nie obrazić Boga niż być dręczonym przez własne sumienie z powodu naruszenia prawa naturalnego. Tak to jest również ze mną; oby Bóg sprawił abym nikogo nie potępiał ani też mówił, że tylko ja jestem zbawiony. Ale wolę raczej umrzeć niż mieć na swoim sumieniu to, że w jakikolwiek sposób zaniedbałem coś co związane jest z wiarą w Boga” (2).

    Można być już znużonym niekończącymi się argumentami dotyczącymi natury i charakterystyki posoborowych papieży, jak również stałego refrenu wielu posoborowych katolików który mówi, że nie ma znaczenia jakim jesteś katolikiem tak długo jak długo ty uznajesz tych papieży za prawowitych i wyznajesz swoją lojalność względem nich. Te argumenty są oczywiście bez znaczenia poza kręgami katolickimi, ale niemniej jednak służą do tego aby robić z nas głupców w oczach tych, którzy są zainteresowani Kościołem – a co gorsza, są one mylące dla potencjalnych konwertytów. Co gorsza, służą one do tego abyśmy pozwolili sobie na odwrócenie uwagi od prawdziwego problemu, który nas dzieli. Tym zagadnieniem nie są papieże ale autorytet władzy.

    Słabo zrozumianym aspektem katolicyzmu jest to, że katolik musi poddać się władzy. Istotnie, wszyscy ludzie poddają się jakiejś władzy, zwykle autorytetowi ich własnych uczuć (3). Ale katolik wie że musi przyjąć „nauczającą władzę swojego Kościoła”, i kiedy spostrzeże lub poczuje, że nie może przyjąć jakiejś konkretnej doktryny, ma tylko możliwość porzucenia swojej wiary – gdyż, jeżeli zaprzecza nawet pojedynczemu artykułowi wiary, stawia się przez to poza Kościołem. W istocie, w takich okolicznościach uznaje on za swego przewodnika jakiś inny autorytet – albo autorytet krytyka, któremu nie potrafi odpowiedzieć, lub częściej swój własny – tym samym, staje się sam dla siebie autorytetem władzy.

    Właściwą dla katolika postawą nie jest „myśleć sobie (dla siebie)”, ale „myśleć poprawnie”. I właśnie nauczająca władza Kościoła pomaga mu to uczynić. On może nie rozumieć jakiegoś danego punktu doktryny – któż faktycznie może powiedzieć, że rozumie tajemnicę Trójcy Przenajświętszej albo Zmartwychwstanie? (4). A jednak on wie, że musi to przyjąć, i jeżeli stanowi to dla niego problem, musi udać się do Ojców Kościoła i tych którzy otrzymali święcenia a którzy są po to aby mu pomagać. Zawiera się to w modlitwie św. Augustyna: „pozwól mi uwierzyć abym mógł zrozumieć, i pozwól mi zrozumieć abym mógłby uwierzyć”.

    Prawdziwa władza domaga się posłuszeństwa i poddania. Odmowa posłuszeństwa prawowitej władzy jest aktem buntu, który w najdalszej formie prowadzi do anarchii. To poddanie się naszej woli i umysłu autorytatywnemu nauczaniu Kościoła można zobaczyć w świetle posłuszeństwa. Nasza odmowa posłuszeństwa jest aktem buntu, jest umieszczeniem „mojej woli ponad Jego wolą”. Ci którzy mogą poczuć się obrażeni tym rozumowaniem być może łatwiej to przyjmą jeżeli zastąpimy wyrażenie „nauczanie Kościoła” wyrazem „Prawda”. Może tu pojawić się zarzut, że nikt nie odmówi przyjęcia prawdy kiedy zostanie mu ona pokazana. Ale nawet z praktycznego punktu widzenia, wiemy że w życiu zdarza się wiele okazji kiedy wszyscy potrafimy znajdować sposoby na uniknięcie spojrzenia prawdzie w oczy. Należy oczywiście pamiętać, że posłuszeństwo jest cnotą moralną, natomiast Wiara, Nadzieja i Miłość są cnotami teologicznymi a co za tym idzie należą do wyższego porządku. Każdy musi się strzec aby nie dawać posłuszeństwa błędowi.

    Zamiast spierania się o naturę albo prawowierność posoborowych papieży, rozważmy raczej jakiemu autorytetowi mamy zamiar poddać nasze dusze. A znaczy to przede wszystkim, co przyjmujemy za prawdę oraz jakich zgodnie z tym wyborem wybierzemy przewodników aby zbawić nasze dusze. Bez tego nie może być żadnego życia duchowego.

    Bez Wiary, jak mówi nam św. Paweł, niemożliwe jest aby być miłym Bogu (a). Wiara nie jest jakimś nieokreślonym rodzajem uczucia. Według św. Tomasza z Akwinu, Wiara ma obiektywną wartość o tyle o ile jej przedmiot przedstawiany jest nam jako nauczanie Kościoła. Ma też aspekt subiektywny, który jest naszym wyrażeniem zgody i poddaniem się tej nauce. Kościół jest ciałem Chrystusa w świecie, lub innymi słowy, jest obecnością Chrystusową w tym świecie. A zatem to czego Kościół naucza jest lub powinno być tym, czego uczy Chrystus i stąd nieodłączne dla wiary katolickiej jest nasze poddanie się temu czego uczy Kościół.

    W tym miejscu może pojawić się zarzut, że w Kościele jest wielu nieuczciwych i/albo złych osobników i rzeczywiście jest to prawdą gdyż, właśnie tak jak Chrystus przyszedł dla wszystkich ludzi, Kościół jest ciałem ustanowionym aby objąć nie tylko świętych ale też grzeszników. Jednakże Kościół jako taki jest doskonałą społecznością i nie może zgrzeszyć. Tak więc jest niemożliwe dla prawdziwego Kościoła aby nauczał błędu. Zaprzeczenie temu oznacza wyparcie się Wiary.

    Chrystus założył Swój Kościół na Skale Piotrowej. Tak jak biskupi kontynuują zadanie Apostołów, Papież kontynuuje rolę Piotra. Z tego powodu teolodzy i późniejsi papieże przez stulecia wydając lub przyjmując decyzje używali wyrażenia „Piotr przemówił”. Piotr lub panujący papież, w jego funkcji papieskiej, jest „jedną hierarchiczną osobą z Naszym Panem…”. Kiedy Piotr przemawia, to Chrystus mówi, i jak Dom Gueranger stwierdza: nie słuchać papieża, to jak nie słuchać Boga samego. Doktryna mówiąca o tym, że aby zbawić nasze dusze musimy być posłuszni papieżowi była powtarzana bardzo często przez teologów, świętych, i Encykliki papieskie (5). Absurdem jest zanosić petycję do papieża aby zmienił swoje zdanie i przywrócił nam starożytne tradycyjne ryty Kościoła. Wyobraźmy sobie grupę faryzeuszy wnoszących petycję do Chrystusa aby wycofał niektóre ze swoich bardziej szorstkich nauk.

    Gdyby jakiś papież poszedł do watykańskiej kuchni i wyraził podziw dla jakiegoś rodzaju makaronu, a nawet zasugerował, że każdy powinien jeść posiłek tak wysokiej jakości on nie uczyniłby przez to więcej niż dał tylko upust swojej prywatnej opinii i pragnieniu. Nie przemawiałby wtedy z autorytetem Chrystusa ani też w żaden sposób nie pragnąłby narzucać tej opinii wiernym. Papież musi jasno dać do zrozumienia, że działa w swojej funkcji papieża zanim jego słowa mogą nieść ze sobą autorytet Chrystusa. On musi przemawiać ze Stolicy Piotrowej, lub używając technicznego wyrażenia, ex cathedra. Mówiąc jeszcze inaczej, on musi uczynić to jasnym, że używa tej władzy która pochodzi od Chrystusa a która została mu powierzona. Kiedy tak uczyni, jesteśmy zobowiązani przyjąć to co on mówi za prawdę a co za tym idzie dać jemu lub jego słowom przyzwolenie naszego intelektu.

    Jak mamy poznać, że papież działa w granicach swojej władzy? Jego władza ma trzy aspekty, a mianowicie: „uczyć, rządzić i uświęcać” – i stąd nosi on albo nosił potrójną koronę. Ilekroć używa on tej władzy przemawia wówczas ze Stolicy Piotrowej, tj. ex cathedra; działa również jako Nauczyciel (łac. Magister), i stąd termin Magisterium. Magisterium nie jest jakimś martwym zbiorem reguł i zasad – to jest żyjący organ i papież (kierowany przez Ducha Świętego) stale objaśnia i zastosowuje naukę Naszego Pana do specyficznej sytuacji jaka pojawia się na przestrzeni wieków. Tak też, w 1958 r. Pius XII nauczał, że „pigułka” może być używana z przyczyn medycznych, ale nie jako środek kontroli urodzin. Podobnie, kilka lat wcześniej wyszczególnił w niedwuznacznych wyrażeniach co jest istotne w formie i materii konsekracji biskupich.

    Powinno być jasnym, że w Kościele jest tylko jedno Magisterium czyli władza nauczająca. Jakkolwiek wyraża się ono w dwu formach. Jest tak zwane Magisterium „Uroczyste” albo „Nadzwyczajne” (extraordinarium) kiedy pochodzi od autentycznych definicji Soboru, albo samego Papieża: są to definicje Soborów Ekumenicznych. W tej kategorii zawierają się „Symbole lub Wyznania Wiary”, takie jak Skład Apostolski, Trydenckie Wyznanie Wiary i Przysięga Antymodernistyczna. Jest też tak zwane Magisterium „Zwyczajne i Powszechne” (ordinarium et universale) kiedy wyraża się w tych prawdach, które są wyrażane przez codzienne ciągłe nauczanie Kościoła i odnosi się do powszechnych praktyk Kościoła łączących się z wiarą i moralnością a manifestowanych poprzez „jednomyślną zgodę Ojców, decyzje rzymskich Kongregacji dotyczących wiary i moralności, konsensus wiernych, powszechny zwyczaj albo praktykę wiążącą się z dogmatem. Do tej kategorii zaliczają się Encykliki Papieskie (6). Magisterium jest nazywane „pontyfikalnym” jeżeli jego źródłem jest Papież, i „powszechnym” jeżeli pochodzi od biskupów pozostających w jedności z Papieżem. Prawdy głoszone przez Magisterium (zarówno to Uroczyste jak i Zwyczajne) są uznane za de fide divina et catholica (będące przedmiotem wiary Boskiej i katolickiej). W ostatnich katechizmach „Kościoła” posoborowego, mimo że używa się tam nieznacznie innego sposobu wyrażania, jasno uczy się, że „doktrynom Zwyczajnego i Autentycznego Magisterium należy się akceptacja woli i umysłu, nawet jeżeli te nauki nie są podane do akceptacji jako wynik definitywnych aktów”. (Por. Kenneth Whitehead, artykuł w „Homiletic and Pastoral Review”, z grudnia 1998). To stwierdzenie zostało wprowadzone do nowego „Kodeksu Prawa Kanonicznego” (1983) (7). Powinno być jasne, że chociaż możemy spierać się o to co jest a co nie jest częścią Magisterium Zwyczajnego, nie możemy podważać faktu, że Magisterium Zwyczajne wymaga naszej intelektualnej akceptacji. Nie możemy też próbować uczyć, że Zwyczajne Magisterium może zawierać błąd, jako że Kościół (tj. Chrystus) nigdy nie mógłby żądać poddania naszej woli i umysłu do błędu. Niech będzie też wolno zauważyć, że dokumenty Vaticanum II zostały ogłoszone jako „najwyższa forma Magisterium Zwyczajnego” przez trzech posoborowych „papieży”, oraz że zmiany liturgiczne i sakramentalne wprowadzone po tym Soborze zostały promulgowane na mocy autorytetu „Magisterium”.

    Niniejsze opracowanie zatytułowałem „Katolicyzm laissez faire”. Mam przez to na myśli ten fakt, iż katolicy niemal każdej kategorii twierdzą, że pozostają „wierni”, podczas gdy biorą lub opuszczają pewne aspekty wiary, których oni albo nie lubią albo uważają za nieodpowiednie. Na przykład, wiele osób, opierając się na pewnym resztkowym sensus catholicus (b), nie lubi novus ordo missae i nie może pogodzić się z wszystkim co wiąże się z Vaticanum II. Decydują się oni chodzić na novus ordo odprawiane przez konserwatywnych księży, kiedy w rzeczywistości wszystkie msze novus ordo – niezależnie od tego czy odprawiane przez liberalnych czy też konserwatywnych księży – są autoryzowane i przypuszczalnie równej ważności (8). Następnie wypracowali oni rozmaitość rozwiązań, które pozwalają im „przebierać i wybierać”, np. oświadczając, że tylko Magisterium Extraordinarium (tj. Nadzwyczajne) jest nieomylne; że papież tylko używa swojego autorytetu ex cathedra kiedy wypowiada coś dotyczącego Nadzwyczajnych obszarów; że Zwyczajne Magisterium może zawierać błędy (Michael Davies), albo znowu, że należy tylko przyjąć te części Vaticanum II, które powtarzają to co było wcześniej nauczane (Bractwo Św. Piusa X – niektórzy nazywają to teorią „Martwego Magisterium”). A co mamy powiedzieć o absurdalności Abbe de Nantes, który po publicznym ogłoszeniu Karola Wojtyły jako winnego „herezji, schizmy i skandalu”, zwraca się do niego jako do „naszego brata w wierze”. Żadna z tych opinii nie może być etykietowana jako „katolicka”, i wbrew zaprzeczeniom, każda z nich implikuje próby ograniczenia autorytetu Zwyczajnego Magisterium co jest równoznaczne z przyjęciem jakiegoś „obcego” autorytetu jako stojącego ponad Magisterium. Czy mamy wyrzucić Zwyczajne Magisterium albo zredukować go do pewnego rodzaju interesujących filozoficznych przemyśleń? Albo czy mamy wybrać które stwierdzenia w nim są błędne? Kiedy arcybiskup Lefebvre zaproponował ideę, że zaakceptuje on tylko to co było tradycyjne w dokumentach Vaticanum II, Paweł VI całkiem słusznie powiedział mu, że on, papież, będzie o tym decydował, i że jeżeli Lefebvre to zrobi będzie uzurpował sobie władzę papieską. Doprawdy, postawy te prowadzą nas do sytuacji w której stajemy się protestantami; przebierania i wybierania tego co przyjmiemy, a jak to mówiło się w rozsądniejszych czasach: „każdy protestant jest sam dla siebie Papieżem”. A zatem jeżeli ktoś akceptuje autorytet posoborowych „papieży” musi przyjąć też ich Magisterialne nauczanie i dokumenty. Jeżeli uznaje tych ludzi za prawdziwych papieży, musi być im posłuszny i akceptować ich nauki. Musi wtedy przyjąć WSZYSTKIE nauki Vaticanum II oraz uznać zmiany liturgiczne, które wprowadzili z posłuszeństwem właściwym dla synów i córek Kościoła. Możemy oczywiście dyskutować na ich temat. Możemy próbować zrozumieć je lepiej, ale znając nasze ograniczone zdolności intelektualne, nie możemy ich odrzucać.

    Ale pojawia się tu problem! Wiemy, że Kościół nie może nauczać czegoś co sprzeciwia się zdrowemu rozumowi. A wiemy, że wiele z nowego nauczania zaprzecza wcześniejszym doktrynom Magisterium Kościoła – doktrynom, które jak byliśmy tego nauczani są absolutnie prawdziwe (9). Duch Święty nie może kłamać i nie może zaprzeczać sam Sobie, a z tego wynika logicznie, że albo Kościół nauczał błędu w przeszłości albo uczy błędu teraz.

    Podobnie, spotyka się księży, którzy wiedzą, że „Słowa naszego Pana” w nowej mszy pochodzą z tak zwanej mszy Lutra i nie są „Słowami Konsekracji” tradycyjnie (tj. przez przekazanie) przypisywanymi Chrystusowi (10). Oni wiedzą, że nowa formuła jest wątpliwa i nie powoduje skutków sakramentalnych, dlatego używają starych słów z obawy o brak konsekracji. Jednocześnie twierdzą oni, że pozostają „w posłuszeństwie” ale w rzeczywistości ignorują rubryki ustalające sposób w jaki nowa msza ma być odprawiana. Jeszcze inni będą pracować na statkach turystycznych gdzie są niezależni od miejscowej hierarchii a mimo to będą uważać, że pozostają „w posłuszeństwie”; jeszcze inni będą łączyć się z Rycerzami Maltańskimi co według nich sprawia, że są bezpośrednio zależni od „papieża” i będą nam mówić, że papież nigdy nie zakazał Rycerzom odprawiania tradycyjnej Mszy. Tak więc mamy znów inny przykład katolicyzmu laissez faire (11).

    Oczywiście Rzym jest świadomy konfliktu wywołanego tą sytuacją i poczuł się zobowiązany aby sprawić ulgę naszym sumieniom. Dostarczył nam „Mszę Indultową” (nazywaną często „Mszą łacińską,” a nawet mylnie „Mszą Trydencką”). Ta Msza wprowadzona przez Jana XXIII aby wypróbować reakcję świeckich na zmianę rytu (a która przypadkowo zniszczyła tradycyjny Brewiarz będący duchowym pokarmem kapłana), zmieniła stosunkowo niewiele rzeczy i zachowała nie ulegającą wątpliwości ważność. Początkowo, korzystając z tego faktu, trzeba było iść do Kurii i podpisać oświadczenie akceptujące zarówno nową mszę jak i nauki Vaticanum II. Było to równoznaczne ze stwierdzeniem, że nie ma się doktrynalnych obiekcji w stosunku do nowej mszy albo Vaticanum II, i po prostu z estetycznych powodów bardziej preferuje się stare formy kultu. Teraz gdy ten warunek nie jest już otwarcie wymagany, to jednak jest on zawarty implicite (w sposób ukryty) w Indulcie, a obecny Rzym dał jasno do zrozumienia, że Msza Indultowa jest tymczasowym środkiem mającym na celu utrzymanie tradycjonalistycznego ruchu niezadowolonych w granicach nowego „Kościoła” – który to ruch ostatecznie będzie zupełnie zlikwidowany. Poza tym, nie łatwo jest znaleźć Mszę Indultową – w niektórych diecezjach jest zakazana, gdzie indziej dopuszczona tylko raz albo dwa razy w miesiącu, a zwykle w odległych kościołach i w niedogodnych godzinach. Księża odprawiający tą Mszę robią to na stołach (nie na ołtarzu) i często używają hostii „konsekrowanych” na wcześniejszych mszach novus ordo. I w końcu, jeżeli pełniący te obowiązki duchowny nie był wyświęcony przed rokiem 1968, nie można mieć żadnej pewności, że może on konsekrować cokolwiek (12).

    Katolik nie może w religijnych sprawach kierować się opinią, która sprzeciwia się rozumowi. Podczas gdy pewne rzeczy przekraczają zdolności rozumu, takie jak np. Trójca Święta, nie są one z rozumem sprzeczne. Jeżeli konserwatywny katolik Novus Ordo odrzuca niektóre nauki Vaticanum II, i/lub jeżeli odmawia uczestnictwa w novus ordo missae, musi on uznać fakt, że zaprzecza auterytetowi posoborowych „papieży”. Może on mieć słuszne podstawy dla takiej decyzji, ponieważ nikt nie ma prawa zmieniać naszej wiary – nawet anioł z nieba, jak mówi św. Paweł. Ale nie może tego robić gdy jednocześnie mieni się być lojalnym zwolennikiem tych „papieży”. Jeżeli te osoby są prawdziwymi papieżami, przestańmy bawić się w gry i zrozumiejmy, że posiadają oni władzę; władzę Chrystusa. Przyjmijmy zatem ich nauczanie i ich rządy i zaprzestańmy prób bycia „tradycyjnymi”. Jeżeli zaakceptowałbym ich władzę, nigdy nie uczęszczałbym na Msze Trydenckie lub spierał się o jakiekolwiek z twierdzeń Vaticanum II, których nie aprobuję. Kiedy Rzym przemówił, sprawa jest rozstrzygnięta (c).

    Nie stanowi to jednak problemu dla konserwatywnego Novus Ordo katolika. Można spotkać wielu tradycyjnych katolików nalegających na Mszę Trydencką, ale odmawiających przyjęcia nauki Kościoła dotyczącej Chrztu Pragnienia – jeden z takich osobników zapewniał mnie ostatnio, że św. Tomasz z Akwinu, św. Augustyn i kilku innych doktorów Kościoła byli w błędzie co do tego zagadnienia. Inny tradycyjny kapłan poinformował mnie, że kobiety w jego parafii nie przykrywają swoich głów podczas Mszy ponieważ jest to staromodne. Ostatnio mój kolega kapłan został poproszony o odprawienie Mszy w dalekiej miejscowości, ale świecki komitet poinformował go, że w swoim kazaniu nie może dyskutować pewnych doktrynalnych zagadnień. Tradycyjni kapłani są dotknięci plagą świeckich teologów i profesorów prawa kanonicznego którzy myślą, że oni wiedzą lepiej jak prowadzić Kościół i co jest dopuszczalne a co nie. Można by przedstawić długą listę podobnych przykładów, ale sprawa jest jasna. Ci ludzie również biorą tylko te części nauczania Kościoła, które sami uważają za dopuszczalne – co do reszty to są szczęśliwi, że ich to nie dotyczy.

    W tej sytuacji widzimy, że nie chodzi tu o debatę jak określić posoborowych „papieży” ale o kryzys w rozumieniu pojęcia autorytetu władzy. Religia oparta na Objawieniu nie może nigdy być demokratyczną organizacją. Tak jak w obrębie duszy, każdy musi mieć hierarchię wartości. Nikt nie może sobie pozwolić aby uczucia lub uprzedzenia miały taką samą wartość co Prawda. Podobnie w religii, Prawda musi być najwyższym kryterium. Jednym z pierwszych oficjalnych ataków przeciw tej zasadzie była nauka Vaticanum II o kolegialności. Ale ta idea idzie głębiej. Żyjemy w atmosferze gdzie nasze myślenie poddane zostało silnym wpływom przez panującą liberalną ideologię, którą można zreasumować następująco: „co jest prawdziwe dla ciebie jest prawdziwe dla ciebie, ale równie dobrze może nie być prawdziwe dla mnie”. Przenosząc to na obszar religii, wielu katolików zarówno konserwatywnych Novus Ordo jak również tych uważających się za tradycyjnych zdecydowało, że właśnie oni (albo czasami ksiądz X) będą decydować o tym co jest dla nich tradycyjne i dopuszczalne. Tę tendencję samodzielnego decydowania co jest a co nie jest dopuszczalne nazwałem „Katolicyzmem laissez faire”. Stała się ona tak powszechna pośród pewnych grup tradycyjnych, że świeccy nie mają żadnych skrupułów w mówieniu kapłanom co oni mogą a czego nie mogą powiedzieć w swoich kazaniach, i niech Dobry Pan pomoże tym kapłanom, którzy nie odprawiają Mszy w sposób w jaki jakaś grupa uważa, że Msza powinna być odprawiana. Znany mi dominikański kapłan jest czasami krytykowany ponieważ ludzie nie są świadomi, że ryt dominikański nieznacznie różni się od rzymskiego.

    Co zatem z tradycyjnymi kapłanami albo świeckimi, którzy nie uznają władzy bieżących „papieży” uzasadniając to faktem, że gdyby mieli przyjąć ich nauki musieliby odstąpić od wiary. Oni również muszą oprzeć swoją decyzję na autorytecie, i rzeczywiście w tym czego uczą i robią poza osobistą opinią kierują się autorytetem. Jeżeli posoborowi „papieże” odpadli od Wiary (co stanowi jedyną podstawę pozwalającą nam nie słuchać ich) wtedy Wiara pozostaje nietknięta. I właśnie tej Wierze musimy oddać nasze poddanie się i posłuszeństwo. Ta Wiara jest zawarta w żywym Magisterium Kościoła. Większość tradycyjnych kapłanów jest wierna Magisterium do czasu śmierci Piusa XII, i uważa że od tego czasu Stolica Piotrowa nie posiada tymczasowo widzialnego autorytetu władzy, a co za tym idzie odmawiają oni przyjęcia Vaticanum II oraz którejkolwiek z liturgicznych i sakramentalnych zmian jakie po nim nastąpiły. Prawdą jest, że nie posiadają oni formalnej jurysdykcji, ale widzą że jurysdykcja dostępna im przez normalne kanały posoborowego „Kościoła” daje im prawo odprawiania mszy Lutra – mszy będącej ofiarą chwały i dziękczynienia, ale już dłużej nie będącą ofiarą przebłagalną i immolacją. Jeżeli brak im formalnej jurysdykcji z powodu obecnego stanu zagrożenia, Kościół dostarcza jej na podstawie epikei jak to objaśnia kanon 188 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 r. Jednocześnie przestrzegają oni Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 w każdej rzeczy, która jest możliwa. (Bóg może prosić nas abyśmy byli rozsądni, ale Sam będąc rozsądnym, nie prosi nas o rzeczy niemożliwe). Kiedy tradycyjny biskup jest dostępny, oni wiążą się z nim i szukają jego rady kiedy muszą być podjęte decyzje kanoniczne. Z pewnością stan taki nie jest idealny, ale oni uważają swoją sytuację za podobną do tej w jakiej byli kapłani działający w początkach komunistycznej Rosji. Ich zadanie polegało na dostarczaniu wiernym nauczania i sakramentów i często przez lata działali oni bez kontaktu z wyższymi władzami. Na szczęście, większość problemów zdarzyła się już w ciągu wieków i naprawdę decyzje Kościoła zawarte w Magisterium są więcej niż wystarczające aby kierować nami zarówno teraz jak i w przyszłości.

    Niestety tradycyjni kapłani zdają się być zajęci niekończącymi się sporami o pomniejsze sprawy. Zgadzają się co do 99% zagadnień, ale zużywają ogromne ilości energii na walki dotyczące niewielkiej reszty. Te problemy są przy dobrej woli do rozwiązania i można tylko mieć nadzieję, że dzięki uznawaniu wspólnego autorytetu władzy kierującego ich życiem możliwa stanie się pełna zgoda….

    Jakie wnioski należałoby wyciągnąć z tego wszystkiego? Mogę zasugerować, że musimy powrócić do hierarchicznego pojęcia religii. Jeżeli wierzymy, że „papieże” posoborowi są prawdziwymi papieżami, prawdziwymi Wikariuszami Chrystusa, starającymi się przeprowadzić Kościół w następne tysiąclecie, bądźmy zatem im posłuszni i podążajmy za WSZYSTKIMI ich naukami oraz bądźmy posłuszni WSZYSTKIM ich rozkazom. Przestańmy bawić się w gry o to co jest dopuszczalne a co nie jest. A jeżeli z drugiej strony dostrzegamy, że czyniąc tak stalibyśmy się odstępcami od Wiary, wtedy wycofajmy nasze posłuszeństwo wobec nich i szukajmy tego pozostałego autorytetu władzy – ciągle jeszcze pełnego autorytetu – który pochodzi z naśladowania Chrystusa. Był czas kiedy mogłeś iść do dowolnego kapłana z pytaniem i dostać tę samą odpowiedź ponieważ Kościół był monolityczną budowlą. Taka sytuacja już dłużej nie ma miejsca i doprawdy, trudno jest znaleźć dwóch księży którzy dadzą taką samą odpowiedź na jakieś konkretne pytanie. Dlatego też musimy zrobić wysiłek aby wiedzieć jakie jest właśnie nauczanie Kościoła w wielu sprawach. Wymaga to pracy, ale jest bardzo opłacalne – i doprawdy, jeżeli nasza religia jest czegoś warta, to na pewno jest warta wysiłku jaki wkładamy w studiowanie takich rzeczy jak np. rynek akcji. W przeciwnym wypadku wpadniemy w pułapkę przebierania i wybierania tego co czujemy, że powinniśmy w to wierzyć a nasze dzieci zaczną odpadać od Wiary. Ma to dalsze konsekwencje. Był czas kiedy można było mówić o odstępstwie od Wiary. Teraz nasze dzieci odpadają od rozmaitości wiar dokładnie dlatego ponieważ zostaliśmy postawieni w sytuacji uczenia ich rozmaitości różnych wiar. Zamiast spierania się o to jak określić „papieży” (co faktycznie zakłada ich wadliwą naturę), zadajmy sobie stale pytanie „na mocy jakiego autorytetu”. W zgodzie z jakim autorytetem władzy mamy przeżyć nasze życie i zbawić nasze dusze.

    I jeszcze ostatnia uwaga. W obecnym zamieszaniu wiele osób bierze na siebie zadanie kierowania życiem innych. Na przykład, jedna zakonnica mówi ludziom, że nie powinni iść na Novus Ordo Missae ponieważ jest heretyckie, ale że jednocześnie nie powinni iść na Mszę tradycyjną ponieważ tradycyjni kapłani nie mają jurysdykcji. Ktoś inny informuje nas, że Kościół jest martwy i zniechęca każdego do chodzenia na jakąkolwiek Mszę. Jeszcze inni bronią przynależności do pseudoreligijnego kultu (d) Michaela Daviesa lub Abbe de Nantes. Zasada jest jasna. Zawsze uprawnionym jest zachęcanie innych do słuchania nauczania Kościoła. Jednakże, jedną rzeczą jest mieć swoje prywatne rozwiązanie obecnej sytuacji, zgodnie z którym na pewno każdy jest zobowiązywany w sumieniu postępować. Natomiast całkiem czym innym jest wymuszać to rozwiązanie na innych bez posiadania do tego jasnego mandatu. Na przykład, naleganie Michaela Daviesa aby ci, którzy chodzą na Mszę tradycyjną musieli pytać księdza czy odmawia una cum jest klasycznym przykładem, w którym bierze on na siebie funkcję Magisterialną – pomijając przy tym fakt, że jeżeli ktoś jest una cum z Janem Pawłem II, to nie ma żadnego interesu odprawiania lub chodzenia na Mszę Trydencką. (Msza Indultowa jest domyślnie una cum). Kiedy świeccy ośmielają się dawać duchowe wskazówki innym (pomijając udzielanie wyjaśnień i zachęcanie do posłuszeństwa nauczaniu Kościoła), biorą na siebie straszną odpowiedzialność za duszę tej osoby za co będą musieli odpowiedzieć.

    Ks. Rama Coomaraswamy

  8. aga said

    Panie gajowy
    Skoro bardziej Pan wierzy abp. Lefebvre to może niech Pan wsłucha się w to co mówił na temat rzekomych świadomych herezji papieża?Pan Kapsel wyszukał słowa abp. M. Lefebvre dokładnie na ten temat:

    https://marucha.wordpress.com/2012/08/05/mgr-williamson-soborowa-infekcja/#comment-188773

    Moje zdanie tu nie ma najmniejszego znaczenia ale zalecałabym w takich sądach ostrożność,bo jak Pan zapewne wie wszyscy wielcy święci przez im współczesnych byli obwoływanie heretykami,dziwakami,a nawet co niektórzy liberałami :)Również Sobór Trydencki uchodził i był oceniany w oczach wielu współczesnych hierarchów jako herezja!

    Zatem my lepiej pokornie przyjmijmy,że tak się dzieje i dzisiaj – Pan Bóg wybiera tych ,których On chce a nie ,których my byśmy widzieli.
    A z drugiej strony jako zabezpieczenie mamy też wielu księży – faktycznie broniących Tradycji,bo w w Jedności z Papieżem – ,którzy twierdzą ,ze zarówno ks. Ottavio Michelini jak i ks. Stefano Gobbi będą kiedyś ogłoszeni świętymi KK.

  9. aga said

    Panie gajowy,będę powtarzać do znudzenia : istotne jest czy papież wypowiadał się korzystając ze swojej osobistej nieomylności,czyli czy wypowiada się ex cathedra czy mówi zwyczajnie i powszechnie
    Nawet bp. Fellay ostatnio stworzył pojęcie :”super – herezji” 😉

  10. aga said

    Sedewakantyzm = na złość mamie odmrożę sobie uszy :))

  11. Inkwizytor said

    Re: 10

    Pani Ago, to nie tak 🙂 sedewakantyzm nie jest bezmyślną negacją. Sedewakantyści może jak nikt inny wierzą w zapewnienie Jezusa, ze Kościół zbudowany jest na Skale. My nigdy nie opuściliśmy Kościoła, twierdzimy jednak, że Pan Jezus nie może być z papieżami, którzy otwarcie głosza to co dawniej było potępione przez ich poprzedników

  12. JO said

    „Chociaz obawiam się ,że to wołanie na puszczy,bo dla Pana Kościól zastygł przed ’65 w ledwo żywej skamieniałości ) „- Aga

    Pani sie myli. Kosciol jeden, NIEZMIENNY wciaz jest i to widac po owocach jakie wydaje Bractwo. Bynajmniej nie sa to owoce, ktore nazwalbym skamieniolosciami. Te owoce to 10 , 9 ..osobowe RODZINY POLSKIE i da Bog z nich Ksieza i Zakonnice…i NAROD POLSKI….

  13. lemi58 said

    Podkopywanie nieomylności Papieża następcy Boga Jezusa jest tak naprawdę zwalczaniem Boga. Liturgia jest jedynie oprawą tego co najważniejsze, przypomina o tym sam Bóg w cudzie w Sokółce. Przecież Ta Hostia, która upadła przeznaczona była do utylizacji. Na jej przykładzie Bóg określa co jest najważniejsze. Nie jest ważne miejsce czyli ołtarz, nie są ważne słowa i pieśni lecz najważniejsze jest To co dokonuje się w trakcie.
    Jeśli wziąć pod uwagę ostatnią modlitwę Jezusa, to prosił On Ojca o JEDNOŚĆ.

  14. ojojoj said

    Pani Ago, a jak KK oglosi swietym Belzebuba to co ? Pojdzie pani bic poklony ?

  15. marta1 said

    ad 13
    Jednosc tak , ale jednosc w Prawdzie, a nie Jednosc jako najwyzsza wartosc ,w ktorej Prawda jest poswiecana dla tzw jednosci.
    Jedna z Dekretow soboru watykanskiego , Dekret o ekumenizmie, zwany Unitatis Redintegratio
    http://www.archidiecezja.lodz.pl/czytelni/sobor/de.html
    mowi :
    ” ….Prawie wszyscy jednak, chociaż w różny sposób, tęsknią za jednym i widzialnym Kościołem Bożym, który BY BYL naprawdę powszechny i miał posłannictwo do całego świata, aby ten świat zwrócił się do Ewangelii i w ten sposób zyskał zbawienie na chwałę Bożą. ..”

    jak widac ,na samym początku tego Dekretu o ekumenizmie, Sobór Watykański II naucza, że ​​prawie każdy pragnie jednego
    prawdziwie Bozego Kościoła powszechnego, którego misją jest nawrócenie świata z Ewangelią.
    Co to jest naprawdę powszechny Kościół, którego misją jest nawrócenie świata Ewangelią?
    To katolicki Kościół, oczywiście, który SAM juz jest jedynym, prawdziwym Kościołem Chrystusowym.
    Więc o czym zatem mowi Sobór Watykański II ??
    Dlaczego Sobór Watykański II naucza, że ​​prawie każdy ” tęskni” za naprawdę jednym, powszechnym, apostolskim, widzialnym Kosciele Chrystusa, gdy tak naprawde juz Go ( ten Kosciol) mamy?”
    O co tu chodzi??
    Czyzby istniejacy jedyny, swiety i prawdziwy KKatolicki NIE byl wystarczajaca jedyny, swiety i prawdziwy??
    Takim ma sie niby stac DOPIERO po przylaczeniu roznych heretyckich wspolnot „chrzescijanskich’???

  16. ojojoj said

    Lemi czy ty taki glupi jestes czy za duzo onetu?
    1) papiez nie jest nastepca Boga glupku, tylko jest nastepca Piotra, ucznia Boga
    2) nie jest wazne miejsce czyli oltarz, slowa i piesni – no to przyjmujmy hostie w kiblu, po pijaku, spiewajac ave satanus, a na koniec kazdy na kazdego niech zrobi kupe

    Lemi, jezeli nie jestes dzieckiem onetu czy innej interi, ani nie jestes pijany, to w takim razie jestes klasycznym przykladem tego do czego doprowadzil SV II, opisanym w powyzszym artykule.

  17. marta1 said

    Dekret o ekumenizmie, zwany Unitatis Redintegratio
    http://www.archidiecezja.lodz.pl/czytelni/sobor/de.html
    # 4
    „..Rozbicie między chrześcijanami jest jednak dla Kościoła ZAPORA na drodze do urzeczywistnienia właściwej mu PELNI katolickości w tych dzieciach, które przez chrzest wprawdzie do niego przynależą, ale odłączyły się od pełnej wspólnoty (communio) z nim.
    Owszem, nawet samemu Kościołowi utrudnia to w konkretnym życiu uwypuklenie pełni katolickości pod każdym względem….”

    Tutaj, w # 4 tego samego dekretu o ekumenizmie Sobor Watykanski II zaprzecza, że Kościół Chrystusowy jest w PELNI
    Katolicki !
    W takim razie zamiast powiedziec „Wierzę w jeden, święty, powszechny Kościół katolicki „,
    trzeba by powiedzieć:” Wierzę, w Kościol NIE w pełni katolicki..”.

    .Słowo katolicki oznacza „Uniwersalny”. Sobór Watykański II odrzucił, że Kościół katolicki jest powszechny/katolicki/uniwersalny nauczając, że prawie każdy „pragnie” Kościoła powszechnego/uniwersalemgo/katolickiego , a takowy niby jeszcze NIE istnieje.

  18. marta1 said

    a tu kolejny kwiatek z tego dekretu o ekumenizmie
    # 3
    „…Nasi bracia odłączeni sprawują wiele chrześcijańskich obrzędów, które – zależnie od różnych warunków każdego Kościoła lub Wspólnoty – niewątpliwie mogą w rozmaity sposób wzbudzić rzeczywiste życie łaski i którym trzeba przyznać zdolność otwierania WSTEPU DO społeczności zbawienia.
    Same te Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale NIE są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia.
    Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi JAKO SRODKAMI zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu….”

    Co na to Tradycyjne Magisterum KK??
    ano,

    Papież Eugeniusz IV, Sobór Florencki, ex cathedra :
    „Święty Kościół Rzymski mocno wierzy, wyznaje i głosi, że wszyscy, którzy są
    poza Kościołem katolickim, NIE tylko poganie, ALE także Żydzi i heretycy i schizmatycy,
    nie moga uczestniczyć w życiu wiecznym i pójdą w ogień wieczny, który został przygotowany przez
    diabla i jego aniołow, chyba że sie połącza z Kościoła Katolickim przed końcem ich życia..”

  19. błysk said

    Wat.II jest dziełem masonów .Ostatni papieże przed tym soborem byli dziwnie słabi. Sam arc. Lefebvre,a mówi,że kard. Bea/żyd przecież/ był spowiednikiem Piusa XII.Toteż nic dziwnego,że tylu pojawiło się masonów w okresie jego pontyfikatu. Żydostwo przystąpiło do generalnego ataku na Kościół i świat i czas to przyjąć do wiadomości. Od porządnego kapłana wyrzuconego z Warszawy w Bieszczady dowiaduję się,że istnieje program wyeliminowania klękania na Komunię świętą we wszystkich diecezjach / oprócz drohiczyńskiej gdzie zachowano klękanie/,że już są kobiety szafarze chyba w diecezji częstochowskiej ,że planuje się zlikwidowanie spowiedzi przed I Komunia świętą ,że z seminariów duchownych wyrzucani są klerycy , którzy klękają. Jest to program zupełnej protestantyzacji Kościoła. Podobno świadomość istnienia takiego programu jest wśród księży ,ale od wystąpień powstrzymuje ich dyscyplina kościelna. Pożyjemy ,ale nie biernie tylko aktywnie wspierając katolicyzm, i zobaczymy co będzie w Polsce.

  20. marta1 said

    Dalej z tego dekretu ekumenicznego Watykanu II.
    # 3
    „..Tych zaś, którzy obecnie rodzą się w takich Społecznościach i przepajają się wiarą w Chrystusa, nie można obwiniać o grzech odłączenia. A Kościół katolicki otacza ich BRATERSKIM szacunkiem i miłością.
    Ci przecież, co wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie (communio) ze społecznością Kościoła katolickiego. ..”

    Kościół katolicki NIE patrzy na członków wyznań nie-katolickich z szacunkiem.
    Kościół działa i ma nadzieję na ich nawrócenie, lecz POTEPIA i okresla JAKO heretykow członkow sekt, które odrzucają katolickie nauczania.
    Papież Innocenty III, IV Sobór Laterański, 1215, na heretyków:
    „Ekskomunikujemy i wyklinamy każda herezja podnoszena przeciw świętej,tradycyjnej
    i katolickiej wierze , o ktrej nauczamy powyzej. Potępiamy wszystkie heretykow, niezależnie od nazw pod ktorymi mogą oni sie ukrywac . Mają oni rzeczywiscie różne oblicza( twarze) i, ale ich ogony są ze sobą powiązane w takim stopniu, w jakim są podobni w swojej dumie „. 29
    Papież Pelagiusz II, List 1 Quod ad dilectionem,
    „Jeśli ktoś jednak, albo sugeruje albo wierzy, lub ośmiela się uczyć w przeciwieństwie do prawdzwiej
    wiary, niech wie, że jest potępiony, a także wyklety według opinii tych samych Ojców (Kosciola) …”.

  21. Marucha said

    Re 13:
    Nikt nie podkopuje nieomylności papieskiej – mam raczej wrażenie, że Pan zupełnie nie wie, czego ona dotyczy i jakie warunki ma spełniać jej orzeczenie.

  22. Kapsel said

    Przeglądając portal gloria tv znalazłem w wypowiedzi bp. Donalda J Sanborn między innymi taką wypowiedź:

    ………Benedykt XVI wydał książkę, w której stwierdził, że użycie środków antykoncepcyjnych jest moralnie usprawiedliwione oraz inną, w której zaprzecza fizycznemu i historycznemu zmartwychwstaniu Chrystusa. Nie odwołał ani jednej z swych rażących i jawnych herezji z przeszłości, którymi przepełnione są jego książki…..

    http://pl.gloria.tv/?media=299349

    Książka o środkach antykoncepcyjnych mnie nie interesuje ale ta druga gdzie B XVI zaprzecza ……fizycznemu i historycznemu Zmartwychwstaniu Chrystusa….jak mówi bp.Donald J Sanborn,bardzo mnie interesuje.
    Czy ktoś z Państwa zna tytuł ? A może jest wydanie w języku polskim ? No cóż,papier wszystko przyjmie a bezduszna maszyna wydrukuje dlatego jeszcze bardziej zależy mi na opinii o wydawcy tej książki.
    Będę bardzo wdzięczny za pomoc w znalezieniu tej książki i z góry serdecznie dziękuję.

  23. Marucha said

    Re 22:
    … a podobno zdaniem blogerszczyków (na których chętnie powołuje się p. Aga, jak na objawienia) papież „NIE MOŻE” popaść w herezje…

  24. 25godzina said

    @Kapsel
    >Benedykt XVI wydał książkę, w której stwierdził, że użycie środków antykoncepcyjnych jest moralnie usprawiedliwione …

    Benedykt XVI niczego nie wydawał. O ile pamiętam, to w rozmowie Papież powiedział co innego a w książce (wywiadzie-rzece) ukazało się co innego. Nie zupełnie innego, ale na tyle że sens słów Papieża został zmieniony. W tym drugim przypadku było pewnie tak samo.

    Po co w ogóle zwracać uwagę na komentarze, komentarzy do komentarzy do słów które nie wiadomo czy w ogóle padły a wydane zostały z dziwnie wielkim hukiem i są mielone w „mediach głównego nurtu”?

  25. Kapsel said

    Re 8
    Pani Aga
    Pan Kapsel wyszukał słowa abp. M. Lefebvre dokładnie na ten temat:

    Bardzo Pani dziękuję bo już myślałem że tego co Kapsel wyszukał nikt nie czyta a okazuje się że na Panią zawsze można liczyć.Wypowiedź bardzo interesująca bo nakazuje odpowiednią postawę wobec Papieża a przy tym zdecydowanie dyskredytuje owe słynne 101 herezji „Santo Subito” napisanej,jak się okazuje przez stuprocentowego heretyka , co potwierdzają sami sedewakantyści i zdecydowanie odcinają się od jego osoby a nawet ostrzegają przed tym że działalność tego pana ma na celu ośmieszenie postawy jaką jest prawdziwy sedewakantyzm.

    Koniec z dowolnością w tłumaczeniu tekstów Mszału

    O poprawne tłumaczenie tekstów liturgicznych zaapelował Papież do swych współbraci z Konferencji Episkopatu Niemiec oraz episkopatu Austrii. W Bonn opublikowano dziś osobisty, pięciostronnicowy list Ojca Świętego, w którym zwrócono uwagę na błędy, jakie wkradły się do tekstów posoborowych w języku niemieckim.

    W liście podpisanym przez Benedykta XVI 14 kwietnia chodzi o słowa wypowiedziane przez Pana Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy, a powtarzane przez kapłana podczas przeistoczenia, o głębokich konsekwencjach teologicznych. Mowa w nich o ofierze Jezusa na Krzyżu, o której w tekście łacińskim mówi się , jako o złożonej „pro multis”-„za wielu”, ale w tekstach posoborowych słowa te przetłumaczono na niemiecki „fuer alle” – „za wszystkich”. Benedykt XVI przypomina, że także o śmierci „za wielu” mówi w 53 rozdziale prorok Izajasz i zaznacza, że tekstów liturgicznych nie wolno interpretować arbitralnie. Wskazuje, że wierność nie literalna, lecz strukturalna ma swoje ograniczenia , a wierni powinni wiedzieć, że w różnych językach wyrażają te same treści.

    http://www.wieden1683.pl/news/koniec-z-dowolnoscia-w-tlumaczeniu-tekstow-mszalu/

  26. Kudlaty said

    Ad 22 Kapsel
    Ksiazka nosi tytul”Jezus z Nazaretu”.
    Mozna kupic na Allegro.

  27. Kapsel said

    Re 24
    Po co w ogóle zwracać uwagę na komentarze

    No przecież ja nie o żadnych komentarzach komentarzy tylko o wypowiedzi bardzo poważnej osoby którą lubię czytać i dlatego to mnie zaskoczyło,…niech Pan zajrzy do linku.A gdzie mam zapytać jak nie tutaj ?

    Re 23
    Pani Aga w zdecydowanej większości powołuje sie na dobre źródła a to o czym Pan teraz mówi ja odbieram jako takie przedstawienie opinii innych osób.(blogerszczycy)

  28. Kapsel said

    Re 26

    a coś na temat wydawcy może Pan powiedzieć ?

  29. Kapsel said

    Pogrzebałem trochę w temacie z komentarza 22 i znalazłem rozwinięcie tego tematu.Jest tutaj:

    Modernizm wskrzeszony:
    Benedykt XVI o Zmartwychwstaniu
    BP DONALD J. SANBORN

    …..Otóż, ktoś mógłby powiedzieć, iż posuwam się za daleko w tym oskarżeniu, gdyż Ratzinger wyznaje wiarę w Zmartwychwstanie Chrystusa. Odpowiadam, że Ratzinger wierzy w coś o Zmartwychwstaniu Chrystusa, lecz nie wierzy w katolicki dogmat o Zmartwychwstaniu. ….

    http://www.ultramontes.pl/sanborn_modernizm_wskrzeszony.htm

    a tutaj słowa B XVI ale nie z książki a z kazania

    ….Drodzy bracia i siostry!

    Poniedziałek Wielkanocny jest w wielu krajach dniem wolnym, kiedy wybieramy się na spacer na łonie przyrody lub w odwiedziny do nieco dalszych krewnych, żeby pobyć trochę razem jako rodzina. Chciałbym jednak, aby zawsze w umysłach i sercach chrześcijan obecny był motyw tego święta, czyli zmartwychwstanie Jezusa – decydująca tajemnica naszej wiary. Jak bowiem pisze święty Paweł do Koryntian: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15, 14). Dlatego ważne jest w tych dniach ponowne odczytanie opisów zmartwychwstania Chrystusa, które znajdujemy w czterech Ewangeliach. Chodzi o opowieści, które w różny sposób przedstawiają spotkania uczniów z Jezusem zmartwychwstałym i pozwalają nam w ten sposób rozważać to zdumiewające wydarzenie, które przeobraziło historię i nadaje sens życiu każdego człowieka.

    Wydarzenia zmartwychwstania jako takiego nie opisali Ewangeliści: pozostaje ono tajemnicze – nie jakoby było mniej rzeczywiste, ale ponieważ jest ukryte, leżące poza zasięgiem naszego poznania: jak światło tak oślepiające, że nie można na nie patrzeć oczyma, gdyż oślepiałoby. Opisy rozpoczynają się natomiast od dnia po szabacie, gdy o świcie kobiety udają się do grobu i znajdują go otwartym i pustym. Św. Mateusz mówi również o trzęsieniu ziemi i o aniele jaśniejącym jak błyskawica, który odsunął wielki kamień grobowy i usiadł na nim (por Mt 28,2). Otrzymawszy od anioła wieść o zmartwychwstaniu, kobiety – pełne bojaźni i radości – pobiegły, aby przekazać tę wiadomość uczniom i właśnie w tym momencie spotkały Jezusa, upadły Mu do nóg i oddały Mu pokłon, a On powiedział do nich: „Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”….

    http://radiowarszawa.com.pl/2012/04/benedykt-xvi-nigdy-nie-zapominajmy-o-znaczeniu-zmartwychwstania/

    Nie mam książki a już na pewno odpowiedniego przygotowania aby wchodzić dysput na ten temat ale ja w takich słowach B XVI……. Wydarzenia zmartwychwstania jako takiego nie opisali Ewangeliści: pozostaje ono tajemnicze – nie jakoby było mniej rzeczywiste, ale ponieważ jest ukryte, leżące poza zasięgiem naszego poznania: jak światło tak oślepiające, że nie można na nie patrzeć oczyma, gdyż oślepiałoby….. nie widzę nic gorszącego….

    Lubię poczytać bp.D.Sanborn ale tego typu wypowiedzi gdzie chodziło o Papieży starałem się unikać i widzę że nie mam czego żałować bo bliższe mi są słowa abp. Lefebreve……pragnę, abyśmy wszyscy byli świadkami Naszego Pana Jezusa Chrystusa, Kościoła katolickiego, świadkami papieża, katolickości,……. no i oczywiście te które przypomniała Pani Aga podając doń link.

  30. z youtube said

    POJEDNANIE KATOLICYZMU I PRAWOSLAWIA, SOLA W OKU MASONERII – ROZWAZANIA JERZEGO M.

  31. aga said

    Ks. Leszek Królikowski o Instytucie Dobrego Pasterza

    SZUKAM ZBŁĄKANYCH OWIECZEK

    Instytut Dobrego Pasterza ma tutaj do odegrania bardzo ważną rolę – podjąć dyskusje o Soborze Watykańskim II, mając zawsze przed oczami dobro Kościoła. Na pewno nie jest to rola łatwa. Wyjście Kościoła z kryzysu nie nastąpi z dnia na dzień, ale będzie owocem długotrwałej walki, w której Instytut zamierza uczestniczyć – mówi ks. Leszek Królikowski w rozmowie z Marcinem Wielickim.

    Dlaczego Ksiądz zdecydował się opuścić Bractwo św. Piusa X?

    Motywem bezpośrednim opuszczenia Bractwa był ponowny wybór bp. Bernarda Fellay na przełożonego generalnego i wybór ks. Mikołaja Pflugera na pierwszego asystenta. Obaj reprezentują linię, która zmierza do coraz większego zamykania się Bractwa. Abp Marcel Lefebvre postrzegał Bractwo jako dzieło Kościoła i dla Kościoła. Dlatego przywiązywał tak wielką wagę do kanonicznego utworzenia Bractwa 1 listopada 1970 roku. To zatwierdzenie Bractwa, jak i późniejszy list pochwalny kardynała Wrighta, były dla niego znakiem, że znajduje się na dobrej drodze. Obecnie jednak Bractwo staje się celem samym w sobie i nie chce już służyć Kościołowi, co według abp. Lefebvre’a miało być jego misją. Bractwo postawiło jako warunek rozmów z Rzymem liberalizację mszy tradycyjnej. Gdy się jednak słyszy, jak ks. Duverger, druga osoba w Bractwie we Francji, mówi, że liberalizacja mszy trydenckiej byłaby niekorzystna dla Bractwa, gdyż odciągnęłaby wiernych z kaplic Bractwa, to można sobie zadać pytanie, czy warunek postawiony przez Bractwo jest wyrazem szczerego pragnienia, czy też pretekstem, by nie usiąść do rozmów z Rzymem.

    Na jakiej zasadzie będzie działał Instytut Dobrego Pasterza?

    Instytut jest zgromadzeniem życia apostolskiego, tak jak chociażby Pallotyni, Jezuici czy Bractwo Świętego Piotra. Podlega bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, która w kontaktach z Instytutem reprezentuje kardynała Dario Hoyos jako przewodniczący Komisji Ecclesia Dei. Instytut ma prawo zakładania parafii personalnych, działających na podobnej zasadzie jak ordynariat wojskowy. Co bardzo ważne, liturgia tradycyjna została uznana za obrządek własny Bractwa, co między innymi oznacza, że księża Instytutu nie mogą odprawiać mszy posoborowej. Stanowi to przygotowanie do przewidzianego na listopad dokumentu papieskiego, który ma pozwalać na publiczne odprawianie mszy tradycyjnej (trydenckiej) każdemu księdzu obrządku łacińskiego. Instytut otrzymał prawo konstruktywnej krytyki Soboru Watykańskiego II, a nawet zadanie przygotowania jego autentycznej, pochodzącej od urzędu kościelnego, interpretacji. Bez przesady można uznać, że są to prawa wychodzące ponad to, czego domagał się abp Lefebvre, który pragnął jedynie wolności dla „eksperymentu Tradycji”.

    Gdzie będą przeoraty, seminaria Instytutu?

    Istnieje już parafia w Bordeaux z kościołem św. Eligiusza. W Paryżu istnieje Centrum św. Pawła, które prowadzi cykl konferencji, zajęcia z łaciny, filozofii, psychologii, języków obcych. Czy zostanie ono przekształcone w parafię, trudno powiedzieć, gdyż do tradycji archidiecezji paryskiej należy niezatwierdzanie parafii prowadzonych przez instytuty religijne. Bodaj jedyny wyjątek stanowią lazaryści. Ponadto utworzenie Instytutu wywołało prawdziwą furię wśród tak zwanych postępowych katolików we Francji, którzy rozpoczęli medialną ofensywę skierowaną przeciwko Instytutowi. Instytut zakłada też dom w Rzymie dla księży i seminarzystów tam studiujących. Do tego należy dodać jeden lub dwa domy w Ameryce Południowej. To stan na dzień dzisiejszy. Sądzę, że w ciągu najbliższych miesięcy może to ulec zmianie i będziemy mieli więcej tego typu parafii. Prowadzone przez ks. Aulagniera seminarium otworzy swe podwoje w Courtalain, niedaleko Chartres.

    Jak się przedstawia sytuacja w Niemczech? Przecież tam są takie nazwiska-legendy walki o katolicką Tradycję, jak bracia księża Józef i Stefan Maessenowie, czy proboszcz Goesche.

    Pożyjemy, zobaczymy. Wiadomość o utworzeniu Instytutu jest zbyt świeża, żeby już teraz można było przewidzieć wszystkie reakcje. Fakt, że ks. Mikołaj Pfluger był przez wiele lat przełożonym, nominalnym lub faktycznym, dystryktu w Niemczech i jest tam dobrze znany, odgrywa swą rolę. W Niemczech, podobnie jak i w innych krajach, jest wielu księży krytycznych w stosunku do władz Bractwa. Natomiast niewiadomą jest, co uczynią.

    A Ksiądz gdzie będzie?

    W Rzymie podejmę studia doktoranckie z filozofii na Angelicum (Uniwersytet sw. Tomasza z Akwinu). Mam nadzieję, że nie oderwą mnie one całkowicie od pracy apostolskiej, czy to Włoszech, czy to we Francji, czy to w Polsce, jeśli będzie taka potrzeba.

    Jaka jest szansa na zainstalowanie się Instytutu w Polsce?

    Taka szansa na pewno istnieje. Dwa tygodnie po utworzeniu Instytutu to jednak za wcześnie, żeby móc podać konkretną datę czy miejsce. Dużo będzie zależało od oddźwięku, jaki zatwierdzenie Instytutu będzie miało wśród polskich katolików, jak i od postawy polskich biskupów.

    No właśnie. W naszym kraju powołanie Instytutu jest szeroko komentowane w środowiskach tradycjonalistycznych, czy jest już jakiś oddźwięk z Polski? Czy w tej sprawie kontaktowali się z Księdzem jacyś polscy kapłani lub wierni?

    Na razie niewielki, ale sądzę, że wkrótce będzie jeszcze większy. Lista kontaktów, zarówno z duchownymi, jak i z wiernymi rośnie z dnia na dzień.

    Czy nie boi się Ksiądz, że Instytut pójdzie drogą ustępstw na rzecz modernizmu. Tak jak to miało miejsce ze zgromadzeniem z Campos, które też swego czasu deklarowało wierność Tradycji, a skończyło się na wspólnym koncelebrowaniu mszy razem z modernistami?

    Jak już powiedziałem, zatwierdzone przez Stolicę Apostolską statuty Instytutu przewidują jako jego obrządek własny msze, sakramenty i sakramentalia (przykładowo konsekracja kościoła, błogosławieństwa – święcenie medalika, szkaplerza, różańca według obrządku tradycyjnego – przyp. red.). W zasadzie członkowie Bractwa nie mają więc prawa odprawiania Mszy świętej w innym obrządku. Każdy z nas może upaść tak głęboko, jak tylko sam na to pozwoli. To dotyczy każdego śmiertelnika. O absolutnej gwarancji nie może być mowy. Jedyną gwarancją jest ta dana przez Chrystusa Kościołowi, że bramy piekielne go nie przemogą. Wierzę głęboko, że z pomocą Łaski Bożej Instytut pozostanie zawsze wierny wierze katolickiej.

    Jak Ksiądz ocenia sytuację w Kościele, gdzie z jednej strony próbuje się znieść klęczenie w kościele, a z drugiej idzie w stronę liturgii gregoriańskej?

    Już św. Pius X zauważył, że wrogowie Kościoła znajdują się też wewnątrz Kościoła. Ale nawet wśród tych, którym leży na sercu dobro Kościoła, panują różne poglądy na temat źródeł kryzysu w Kościele i środków zaradczych, jakich należy użyć. Sądzę, że Instytut Dobrego Pasterza ma tutaj do odegrania bardzo ważną rolę – podjąć dyskusje o Soborze Watykańskim II, mając zawsze przed oczami dobro Kościoła. Na pewno nie jest to rola łatwa. Wyjście Kościoła z kryzysu nie nastąpi z dnia na dzień, ale będzie owocem długotrwałej walki, w której Instytut zamierza uczestniczyć.

    Czego na koniec można życzyć Księdzu i Instytutowi?

    Przede wszystkim błogosławieństwa Bożego i opieki Matki Bożej, a także wierności w służbie Kościołowi i zachowania misyjnego ducha, który chce niczym Dobry Pasterz szukać zbłąkanych owieczek, a nie zamyka się za odrutowanym murem w obawie przed zarażeniem przez „zły świat”.

    Dziękuję za rozmowę.

    Źródło informacji: http://www.prawy.net/?dz=felietony&id=14165&subdz

  32. aga said

    Panie Marucha,
    napewno dotychczasowi papieże tzw.posoborowi nie wpadli w herezję, bo nie zmienili Prawd Wiary ani nauczania Sw. Magisterium KK.

    Cóż od początku KK a w szczególności od sponsorowanej schizmy Focjusza/Cerulariusza, potem Lutra wrogowie KK posługiwali się megalomanami o przeroście własnej ambicji lub tzw. pożytecznymi durniami ,którzy bardziej niż Chrystusowi wierzyli w swoje własne posłannictwo ”
    obrony Kościoła …przed Kościolem :))

    A tu przykład jak tzw. lefebryści manipuluja historią :

    Czy św Atanazy, „Obrońca ortodoksji,” był niesłusznie ekskomunikowany przez papieża? Niektórzy tradycjonaliści twierdzą, że był i że uprawomocnia to stanowisko Bractwo Świętego Piusa X, jakoby abp Marcel Lefebvre został niesłusznie ekskomunikowany. Na przykład Jaacek2 zapytał mnie niedawno, podczas naszej dyskusji pod jednym z postów na blogowisku: „A co ze św. Atanazym, który sprzeciwił się papieżowi, czy on ratował Kościół, czy burzył Twoim zdaniem?” A zatem co?

    Cóż, po pierwsze nie jest do końca pewne, czy listy papieża Liberiusza potępiające świętego Atanazego są autentyczne. Badacze od wieków nad tym dyskutują i opinie ciągle są rozbieżne. Ciekawy artykuł na ten temat można przeczytać TUTAJ. Artykuł napisany przez biskupa Michała Nowodworskiego dla czasopisma „Przegląd Katolicki”, Warszawa, 31 Marca 1870 roku, Nr 13, ss. 193-203.

    Jednak nawet, gdy przyjmiemy, że te listy są autentyczne, to ciągle nie można porównać sytuacji świętego biskupa Atanazego z sytuacją Bractwa i biskupa Lefebvre. A oto moje uzasadnienie, dlaczego:

    Następca i syn cesarza Konstantyna, Konstancjusz II, odszedł od ortodoksyjnego chrześcijaństwa i stał się wyznawcą herezji Ariusza. Zesłał on papieża Liberiusza na wygnanie, uwięził i torturował, chcąc go zmusić do przyjęcia arianizmu i do potępienia Atanazego, jednego z niewielu biskupów – obrońców ortodoksyjnej wiary.

    Zatem jeżeli nawet Listy papieża Liberiusza są autentyczne, ciągle nie mają wartości, gdyż zostały wymuszone torturami. Przed uwięzieniem Liberiusz wielokrotnie bronił przed Arianami i Atanazego i prawdziwej wiary. Wielu badaczy uważa, że listy te były de facto wprost dyktowane przez oprawców papieża, słowo w słowo, by stały się dokładnym zaprzeczeniem jego wcześniejszych listów z poparciem dla aleksandryjskiego biskupa.

    Nie ma więc tu żadnej analogii do sytuacji arcybiskupa Lefebvre i Bractwa. Lefebvre nie został ekskomunikowany przez dekret Jana Pawła Drugiego, ale automatycznie, latae sententiae, przez własny akt nieposłuszeństwa, gdy wyświęcił czterech biskupów bez zgody papieża. A nawet więcej, bo wbrew wyraźnemu poleceniu papieża, by tego nie robić.

    Prawa kanonicznego, które arcybiskupowi Lefebvre było bardzo dobrze znane, jest jasne:

    Kan. 1382 – Biskup, który bez papieskiego mandatu konsekruje kogoś na biskupa, a także ten, kto od niego konsekrację przyjmuje, podlegają ekskomunice wiążącej mocą samego prawa, zastrzeżonej Stolicy Apostolskiej.

    A co do „wyższej konieczności”, to wybaczcie, ale tak może twierdzić tylko ten, kto nie ma pojęcia o historii Kościoła. Kościół był wielokrotnie w sytuacji, gdzie być może zachodziła jakaś „wyższa konieczność”, ale z pewnością nie było to w czasach rebelii arcybiskupa Lefebvre. A jeżeli przyjmiemy inaczej, to cały KPK możemy sobie wsadzić do butów, bo dziś znalazłoby się pewnie parę tysięcy biskupów, którzy są „mądrzejsi” od Kościoła i papieża i którzy chętnie by coś sobie zreformowali. W lewo, albo w prawo, albo dookoła.

    Poza tym… co to za porównanie świętego Atanazego i Lefebvre’a? Jedna z najwybitniejszych postaci w historii Kościoła, doktor Kościoła, człowiek, który wielokrotnie zsyłany za obronę wiary, w czasach, gdy większość biskupów poddała się fałszywej nauce, stał zawsze wiernie nauczaniu Kościoła i postanowieniom Soboru, którego ustalenia zostały zatwierdzone przez papieża.

    A Lefebvre? Gdyby nie jego akt nieposłuszeństwa, nikt by nawet o nim nie słyszał. Przejdzie do historii, to pewne. Jako mała notatka gdzieś w odnośnikach. Przejdzie dlatego, że był nieposłuszny ustaleniom Soboru, który także został zatwierdzony przez papieża. Lefebvre równy Atanazemu? Chyba żart.

    korek napisał/a:

    Cesarz Konstancjusz II raczej nie był wyznawcą arianizmu. On chciał mieć po prostu spokój w cesarstwie i jedną religię, która wzmocni jego imperium. Był raczej takim moderatorem, który starał się zwaśnione strony pogodzić. W tym celu zwołał np.: wielki zjazd biskupów w Sardyce, zdaje się w 343 roku, który w zamierzeniu miał być wielkim soborem. Zjechało tam znacznie więcej biskupów niż na soborze w Nicei. I to po równo ze Wschodu jak i Zachodu. Niestety na skutek waśni biskupi od razu podzieli się na Synod Zachodni i Wschodni (poszło o Atanazego i Marcelego z Ankyry) i osobno ułożyli wyznania wiary. Te wyznania wiary i to jest ciekawe, zarówno ze wschodu jak i zachodu, NIE ZAWIERAJĄ SŁOWA HOMOOUSIOS!!!!!! I św. Atanazy biorący udział w synodzie po stronie zachodniej podpisał to wyznanie! i po swoim powrocie do Aleksandrii zwołał osobny synod dla Egiptu, który również zaakceptował to wyznanie!

    .

    Do czego zmierzam.

    .

    Mianowicie do tego, że homoousios, o które się zażarcie wtedy kłócono, nie było wtedy jeszcze uważane za niezastępowalne. Sprawiało wiele problemów interpretacyjnych, ponieważ było słowem nowym. W potocznym języku ousia była bardzo materialna – coś jak nasza dzisiejsza substancja – i to powodowało liczne błędy interpretacyjne w odniesieniu do Trójcy Św.

    .

    Te same wyznania wiary z 343 roku jednocześnie piszą wprost, że Syn jest Bogiem z Boga, światłem ze światłości, że jest z natury bożej, a więc podają jak najbardziej ortodoksyjną naukę, TYLKO UNIKAJĄ SŁOWA HOMOOUSIOS.

    .
    Papież Liberiusz w niewoli prawdopodobnie podpisał jedną z formuł z Sirmium, które nie zawierało słowa homoousios, ale zrobił to również Atanazy. Ale samo wyznanie wiary nie było heretyckie.

    Lefebvre nie jest Atanazy, dlatego, że Lefebvre sprzeciwiał się woli całego Kościoła, a Atanazy zawsze miał przy sobie Zachód i papieża, z wyjątkiem sytuacji, w których władza państwowa użyła siły.

    http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/lefebvre_to_nie_atanazy

  33. aga said

    Jeśli jednak Papież (nie ex-cathedra, bo to z definicji niemożliwe) mówi zdanie błędne to:
    1 jeśli zdanie to nie było do tej pory potępione przez Kościół – to „jedynie” się myli. Tak np. mylił się św. Tomasz z Akwinu odnośnie grzechu pierworodnego Maryi
    2 jeśli zdanie to było potępione przez Kościół, to:
    2.1 gdy Papież o tym nie wiedział – staje się heretykiem materialnym. W momencie zwrócenia mu uwagi, że głosi herezję
    2.1.1 jeśli odrzuci tą herezją – nadal pozostaje papieżem.

    2.2 gdy papież wie o potępieniu
    lub
    2.1.2 jeśli mimo napomnień herezji nie odrzuci –
    – staje się heretykiem formalnym, traci urząd.

    Aby być „ukaranym za herezję – odnieść konsekwencje prawne herezji, czyli utracić urząd – herezja musi być publiczna i uporczywa. Publiczna – czyli znana ogółowi, uporczywa mimo napomnień/potępień Kościoła

    http://krzyz.nazwa.pl/forum/index.php?topic=6929.15

  34. Marucha said

    Re 31:
    1. Nieprawdą jest, iż bp. Fellay dąży do „zamykania” Bractwa; przeciwnie, był krytykowany za chęć pójścia na doktrynalne ustępstwa. Nieprawdą jest, iż Bractwo nie chce służyć Kościołowi – nie chce, ale Judeokościołowi.
    2. Instytut Dobrego Pasterza jest na drodze rozpłynięcia się w modernizmie, o czym już pisaliśmy. Zmusza się go do uznania „zdobyczy” II Soboru, do odprawiania nowusa itd. Mimo to dobrze życzę jego kapłanom.

    Re 32:
    W odróżnieniu od papieża Liberiusza, abp. Lefebvre będzie wyniesiony na ołtarze, pani Ago. Lekceważący Pani doń stosunek niczego tu nie zmieni. Gdyby nie On, nie mielibyśmy dziś Mszy Trydenckiej – w ogóle. On zwrócił uwagę na herezje II Soboru. Pani nazywa to „rebelią”, ja trzymaniem się Prawdy. Przekazać nieskażone to, co się otrzymało.
    Zdanie jakichś modernistycznych czy półmodernistycznych blogerszczyków jest bez znaczenia, a w szczególności odnośnie wyższej konieczności.

    Re 33:
    Począwszy od Jana XXIII wszyscy papieże popadli w modernizm, który jest matką wszelkich herezji. Tyle w temacie.

  35. aga said

    Panie Marucha,
    czy Pan może ma jakieś orędzia od Ducha Sw?
    😉

    -2. Instytut Dobrego Pasterza jest na drodze rozpłynięcia się w modernizmie, o czym już pisaliśmy. Zmusza się go do
    uznania “zdobyczy” II Soboru, do odprawiania nowusa itd. Mimo to dobrze życzę jego kapłanom. – nieprawda.Prosze zerknąc na statut zatwierdzony przez BXVI.

    – Nieprawdą jest mój lekceważący stosunek do abp. Lefebvre ale zastanawia mnie jego chwiejność; podpisanie deklaracji soborowcy, w chwilę potem krytyka; pdobnie podpisanie zobowązania o niewyświęcaniu biskupów , 2 dni później zlamanie tej deklaracji.
    Dziwi mnie ,że Pan tak zawsze ostrożny i odcedzający muszki w pajęczynie, przepuszcza takie bąki wypasione ..
    Zresztą nie tylko te. N.p. Bączysko prawosławia :))

    Poza tym oburza mnie instrumentalne posługiwanie się jego osobą przez pewne osoby. a także agresja wprost opetańcza zagorzałych czcicieli abp. Lefebvre w stosunku do papieża JPII i wcale nie mam na mysli JO!

    – Absolutyzowanie ,że gdyby nie on nie mielibyśmy Mszy Trydenckiej jest naciągane i sekciarskie ,bo w Polsce Msza Trydencka jest odprawiana w Poznaniu od ’69 r.A zatem zanim powstało SPX.
    – Ach ta pogarda : moderniści, półmoderniści .A może w sercach mają więcej miłości Boga i bliźniego niż lefebryści ,Panie Marucha,tego Pan nie dopuszcza?
    Nie wydaje mi się aby Terlikowski,fronda,czy Milcarek a to ich fora cytowałam byli modernistami.

    Przypominam,że tak samo wyrażali się pewni hierarchowie o Soborze Trydenckim,nazywając go modernistycznym i wykluczyli się z KK.Kto dzisiaj o nich pamięta?

    -Papieże mogli sobie popaść w co Pan uważa ale Sw. Magisterum nie zmienili,więc w chwili obecnej pogrążanie się w odmętach rozstrzygania kwestii,których nie mamy uprawnień ani możliwości ani Autorytetu rozstrzygać jest bezcelowe i pracuje dla naszych wrogów.

    Panie Marucha :

    – nie można być uznawać Rzymu a jednocześnie go nie uznawać
    – uważać się z a Tradycjonalistę a nie uznawać nauczania papieża Benedykta XVI
    — być lefebrystą a mieć slabość do prawosławia 🙂
    – byc lefebrystą a jednocześnie sedewakntystą

    Odnoszę wrażenie,że każdy pseudo-argument jest dobry aby uderzyć w Rzym i papieża dla niektórych osób być może o dobrych intencjach – a o to przeciez chodzi wrogom KK.
    I również Pan kiedy jest wygodne dryfuje Pan w kierunku sedewakantyzmu,pisząc ,że jest panu bliski,więc przypomnę artykuł ks. D.Bouleta :

    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/904

    pozdrawiam i życzę owocnych obserwacji nie tylko przyrody :))

  36. aga said

    Dla Pana Kapsla i innych wiernych Tradycji gajówkarzy :

  37. JO said

    ad.35.

    Pani Ago. Pani Udaje Durnia . Kpi Pani z Postawy „lefebrystow” w te sama mode jak Posoborowcy atakujacy Bractwo.

    Pani dokladnie wie, ze Biskup L. byl musial byc poddany Unych dezorientacji poprzez Klamstwo, w ktorym zapewniali jak i dzis o dobrych intencjach i tlumaczyli jak i Pani dzis POKRETNIE i tu nie ma co sie NIKOMU dziwic w tym Biskupowi L.

    To dlatego Pani slowa „Nieprawdą jest mój lekceważący stosunek do abp. Lefebvre ale zastanawia mnie jego chwiejność; podpisanie deklaracji soborowcy, w chwilę potem krytyka; pdobnie podpisanie zobowązania o niewyświęcaniu biskupów , 2 dni później zlamanie tej deklaracji.”
    Sa niedozaakceptowania ……

    Pani Umyslnie uzywa swojej inteligencji (uwazam) i Kreci i Kreci i Kreci.

    Prosze tu NIE PISAC!!
    Pani Rozsiewa Tu Modernizm a wszelkich poprawiaczy takich jak Pani Gajowy Powinien Banowac zgodnie z Regulami Gajowki.
    Takich Jak Pani sa na peczki na innych forach – won kobieto z e swoim poprawianiem Tradycji do Posoborowcow. Precz

  38. Kapsel said

    Re 36
    Pani Ago…..jeśli chodzi o pana Terlikowskiego to niestety ale tutaj się z Panią nie zgodzę.Owszem potrafi ładnie napisać i coś powiedzieć ale jest niestety , zbyt pro izraelski i chcę Pani doradzić ostrożność.Sam cytowałem jego wypowiedzi w Gajówce które stawiają go w złym świetle.

  39. Kapsel said

    Instytut Dobrego Pasterza.

  40. marta1 said

    Sobor Watykasnki 2 podstepnie , subtelnie , bocznymi drzwiami wprowadzil hasla masonskiej rewolucji francuskiej: wolnosc , rownosc i braterstwo w tradycyjne nauczanie KK.
    Po zanalizowaniu wazanych dekretow ,ktore byly wydane i uznane przez ten „zbojecki sobor” nie mozna miec co do tego watpliwosci. Hasla te mialy i maja na celu urobienie sumien miliardow katolikow na zaakceptowanie jednej, swiatowej, globalnej (szatanskiej) religii do ktorej utworzenia anty-Kosciol aktywnie dazy od wielu dziesiatek lat. Pod plaszczykiem hasel ekumenizmu, dialogowania, kolegializmu, synkretyzmu, wolnosci religijnej i innnych tego typu banialuk, ktore niestety tak dalece sie wdarly w umysly i serca miliarda katolikow ,
    ze uwazaja oni czesto, ze TO jestJ WLASCIWA NAUKA KK.
    Posoborowi papieze dosc jawnie wspieraja , chwalakomuniszm, socjalim i budowe globalnego rzadu. Po zaanalizowaniu ich wypowiedzei nie mozna miec co do tego watpliwosci.

    W czasie Watykanu 2 doszlo do utworzenia NOWEJ, modernistycznej
    „religii”, ktora ma, wbrew pozorom, niewiele wspolnego z Tradycyjnym, 2000 letnim nauczeniem KK.
    Im szybciej ludzie sobie zdadza sprawe z tego tym lepiej.
    Jest tylko JEDNA lodz na swiecie ,ktora prowadzi do zbawienia, ktora ma nastawiony kurs na wlasciwy port.
    Jest to lodz Piotrowa, tradycyjny KK ,ktory oficjalnie istnial do czasow Soboru Watykanskiego 2.

  41. Maria1 said

    Ad Kapsel 22)
    Joseph Ratzinger: Eschatologia – śmierć i życie wieczne. Przekł. Marek Węcławski. Księg. św. Wojciecha. Poznań 1984 s.271
    O Autorze: „Jako teolog kardynał Ratzinger nawiązuje do tradycji augustyńskiej, a jego myśl skupia się szczególnie wokół Kościoła, jako wspólnoty braterstwa, Ciała Chrystusa i Eucharystii – „Kościoła wiary w Boga, który stał się człowiekiem i przyrzekł nam życie wbrew śmierci.”
    Myślę, że styl tekstów tego niemieckiego teologa przerasta wielu tlumaczy i zwykłych czytelników, stąd nieporozumienia i oskarżenia o herezje. Ktoś nieuważnie czytający może wziąć cytowane przez Kardynała opinie innych teologów, z którymi polemizuje, za jego własne…

  42. Kapsel said

    p.Maria1

    Czyli stare cały czas jest nowe,cedzimy komara połykamy wielbłąda.

  43. aga said

    ad.38
    Panie Kapsel,

    rozmawiamy o sprawach wiary i obrony Jednego Kościoła Katolickiego.I tutaj wiele poglądow nie tyle Terlikowskiego co z blogowiska frondy ,które on administruje.Nota bene pisza tam rownież lefebryści ; n.p. Klarcia czy Polipid i nie są wykasowywani.

    Natomiast nie znam poglądów SPX na sprawę Izraela i Palestyńczyków..Może ktoś zna ,bo warto by porównać,jesli w ogóle jakowes na te tematy niebezpieczne gloszą..

    Z drugiej strony jesli pewni księża Bractwa,których szanue nasz Gajowy mają poglądy antyrosyjskie na równi z sektą smoleńską to czy będzie to oznaczać, że Gajowy przestanie ich słuchać w kwestiach wiary? 🙂
    pozdrawiam
    .

  44. Kapsel said

    Re 43
    Pani Ago

    Ja nie mam nic przeciwko temu aby czytać i przywoływać poglądy różnych ludzi z blogowiska jakim jest Fronda,mam tylko uwagi do samego Terlikowskiego.W kwestii „polityki zagranicznej” Bractwa że tak powiem , nie mam zielonego pojęcia i też chętnie się czegoś dowiem o ile można tak w ogóle mówić bo misję Bractwa postrzegam tak jak to w swojej deklaracji powiedział sam założyciel………..„Całym sercem i całą duszą należymy do Rzymu katolickiego, stróża wiary katolickiej oraz tradycji niezbędnych do jej zachowania, do wiecznego Rzymu, nauczyciela mądrości i prawdy.

    Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy pójście za Rzymem o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która wyraźnie zaznaczyła się podczas II Soboru Watykańskiego, a po soborze we wszystkich z niego wynikających reformach”…….i dlatego powołał do życia słynne seminarium w Econe.

    Tutaj wypowiedź z której na pewno teraz bardzo cieszy się abp.Lefebrve,podawałem już w Gajówce.

    Sri Lanka: Kard. Ranjith chce, żeby lankijskich kleryków kształcili księża FSSPX

    Ordynariusz Kolombo kard. Albert Malcolm Ranjith zapowiedział, że w przypadku uzyskania statusu kanonicznego przez Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X jest gotów powierzyć kapłanom FSSPX zadanie opieki nad klerykami pochodzącymi z jego diecezji. Zdaniem kardynała, taka decyzja przyczyniłaby się do poprawy jakości kształcenia i formacji przyszłych lankijskich księży.

    O deklaracji kard. Ranjitha poinformował ks. Benedykt Waillez FSSPX, przełożony dystryktu Belgii i Holandii. W swym niedzielnym kazaniu, wygłoszonym w brukselskim kościele pw. św. Józefa, ks. Waillez powiedział, że jest to kolejny dowód, iż zagadnienia poruszane przez katolickich tradycjonalistów i głoszone przez nich argumenty wywierają coraz silniejszy wpływ na cały Kościół, a pobudki, którymi się kierują, zyskują coraz większe zrozumienie.

    W 2005 r. Ojciec Święty Benedykt XVI powołał kard. Ranjitha na urząd sekretarza Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, w 2009 r. ustanowił go arcybiskupem Kolombo na Sri Lance, a w 2010 r. kreował kardynałem (źródła: messainlatino.it, gloria.tv, 16 maja 2012).

    https://marucha.wordpress.com/2012/07/06/bp-bernard-fellay-fsspx-znajdujemy-sie-znow-w-punkcie-wyjscia/#comment-176703

  45. aga said

    Lefebrysta tahamata napisal:

    Dla mnie ten cały teatr to ciąg dalszy rosyjskiej polityki historycznej wspieranej przez polską agenturę. Uważam, że to takie posmoleńskie nowe otwarcie. Palenie zniczy na bolszewickich grobach, odsłanianie pomników moskalom najeżonych bagnetami (Komorowski miał odsłaniać, bagnety w wyniku protestów usunięto) i pojednanie dwóch religii: jedynej prawdziwej z jedyną KGB-owską. I przy okazji to jeszcze jeden zgniły owoc ekumenizmu i SV II.

    http://pl.gloria.tv/?media=322464&postings

    No i oczywiście już abp. Michalik agentem SB o pseudonimie „zefir”:

  46. Kapsel said

    Re 45
    Jest rzeczą oczywistą że wypowiedzi poszczególnych osób nie świadczą o samym Bractwie,ale i prawdą jest że warto popatrzeć i od podwórka, bo to też ważne co się mówi i na podwórku.Pytanie tylko na ile jest to podwórkowy jarmark a na ile wynik trendów czy prądów zasłyszanych od ludzi którzy rzeczywiście maja coś do powiedzenia.

  47. Kapsel said

    Re 45
    Droga Pani Ago.

    po napisaniu powyższego komentarza przyszło mi na myśl ….nie lekceważ wszystkiego bo często tak bywa że ,jaki kram taki pan…..i w związku z wizytą Cyryla I przypomniała mi się batalia na temat czy dokonało się poświęcenie Rosji z Objawień w Fatimie.Pamiętam głos bardzo zdenerwowanego ks.Natanka który wprost krzyczał…nie przysyłajcie mi takich bzdur że Poświęcenia nie było,a skąd wiesz jeden z drugim że nie zostało przyjęte,Matka Boża ci to powiedziała ? macie widzenia z Matką Boża. ? Wspominając ten dzień krzyczał jeszcze….a to ze wtedy na Placu św.Piotra wyłączono prąd aby nie nagrać tego i aby ludzie nic nie słyszeli to wam Matka Boża już nie powiedziała ? Dla porównania słowa ks. Karol Stehlin FSSPX ……Od chwili objawień w Fatimie minęło 95 lat, a Rosja wciąż nie została poświęcona Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Sam ten fakt mówi bardzo wiele o rozmiarach kryzysu Kościoła katolickiego(Bibuła Plan Boży dla świata – ks. Karol Stehlin FSSPX)……..oraz artykuł w Zawsze Wierni………Fatima wzgardzona. Poświęcenie Rosji wciąż niedokonane…….

    Muszę Pani przyznać że takie niby niewinne wypowiedzi „blogerszczyków” jednak dają do myślenia.

    25 marca 1984 r. Jan Paweł II, w kolegialnej łączności ze wszystkimi biskupami świata, poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi. Każdy biskup miał zjednoczyć się w tym akcie z Ojcem Świętym. Biskupowi Pawłowi Hnilicy udało się w tym dniu znaleźć w Moskwie i w sercu kraju połączyć się duchowo z Papieżem w akcie zawierzenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Poniżej umieszczamy fragmenty jego świadectwa.

    „Punktem kulminacyjnym mego pobytu w Moskwie było święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Była to sobota, dzień, w którym Kreml jest otwarty dla turystów. Tak więc ułożyłem pewien plan. Również ja byłem turystą. (…) Wszedłem do wnętrza kościoła św. Michała. Podszedłem do ołtarza, wyciągnąłem z torby komunistyczną ‚Prawdę’ i rozłożyłem ją. Między stronami ‚Prawdy’ znajdował się ‚L’Osservatore Romano’ z tekstem aktu poświęcenia Rosji przez papieża. Zacząłem się modlić: ‚Pod Twoją obronę uciekamy się… naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych!…’ (…). Tam, w kościele na Kremlu, zjednoczyłem się z Ojcem Świętym i z wszystkimi biskupami świata i w łączności z nimi dokonałem aktu poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi.

    Potem udałem się do kościoła Wniebowzięcia Matki Bożej. Tam, przy Maryjnym ołtarzu, ponowiłem akt poświęcenia. Po drugiej stronie stał tron patriarchy. Położyłem na nim medalik i powiedziałem do Maryi: ‚Przyprowadź na ten tron, tak szybko jak to jest możliwe, prawdziwego patriarchę’. Znów wyciągnąłem z torby swą moskiewską ‚Prawdę’ z ‚L’Osservatore Romano’ wewnątrz, zjednoczyłem się duchowo z Ojcem Świętym i wszystkimi biskupami i raz jeszcze w skupieniu odmówiłem modlitwy. W tym kościele odprawiłem nawet Mszę Świętą!

    Jak mogłem tego dokonać? Udawałem, że robię zdjęcia. Pusta fiolka po aspirynie służyła za kielich. Było w niej trochę wina i kilka kropel wody. Hostie znajdowały się w nylonowym woreczku. (…) Łaciński formularz na uroczystość Zwiastowania znajdował się ukryty na stronach ‚Prawdy’. Być może po raz pierwszy ta gazeta zawierała całą prawdę – tekst o Zwiastowaniu Pańskim.

    Była to najbardziej wzruszająca Msza w moim życiu. (…) Odczuwałem wielką miłość Boga, Jego miłość i dobroć. Komunizm wydawał mi się tak niepozorną rzeczą; wszystkie niebezpieczeństwa były niczym, nie istniały w ogóle. Był tylko Bóg i Maryja. Podczas ofiarowania powtórzyłem akt poświęcenia Rosji Sercu Maryi. (…)

    Opowiedziałem to wszystko Ojcu Świętemu. Był przekonany, że jest to dla niego znak. Papież miał bowiem wielkie trudności z przekonaniem niektórych biskupów i kardynałów w Rzymie do dokonania aktu poświęcenia. (…) Jak powiedziałem, był to dla Ojca Świętego wielki znak: Bóg chce tego poświęcenia. Wysłał nawet na ten dzień do Moskwy katolickiego biskupa, by tam dokonał aktu poświęcenia w łączności z biskupami całego świata. Ojciec Święty powiedział do tego biskupa: ‚Tamtego dnia, Pawle, Matka Boża prowadziła cię za rękę’. ‚Nie, Ojcze Święty – odpowiedziałem – Ona niosła mnie na rękach, trzymała w swoich ramionach'”.

    http://pustkow.freehost.pl/fatima/nd1303f.php

    Chylę czoła i pozdrawiam również.

  48. Kapsel said

    Matka Najświętsza miała plan

    Biskup Hnilica wspomina: „Zostałem wyświęcony na kapłana w szpitalu, w izolatce. W tym czasie wszyscy biskupi w naszym kraju byli aresztowani. Nie było biskupa na wolności, który mógłby udzielić mi święceń. Jeden z nich przebywał jako pacjent w szpitalu. W dniu moich święceń lekarz (chrześcijanin) powiedział strażnikom: „Pacjent musi przejść badania na oddziale chorób zakaźnych”. Policjanci, bojąc się zakażenia, pozwolili biskupowi wejść do izolatki bez nich. Ja już tam czekałem”. Tego dnia przyszły świadek Fatimy powiedział do Najświętszej Panienki: „Od dzisiaj Ty jesteś moją matką!”. Oddał się Jej w sposób szczególny. Na zawsze.

    W wieku trzydziestu lat został potajemnie konsekrowany na biskupa. Udzielający mu sakry biskupiej hierarcha, sam konający, powierzył mu diecezję, która obejmowała obszar od Berlina, przez Moskwę, aż po Pekin. Trzydzieści lat później ks. bp Hnilica mówił do Jana Pawła II, że tylko Ojciec Święty ma większą diecezję od niego. Papież powiedział: „Pawle, to twoje pole misyjne. Znajdź sobie najlepszych chrześcijan na misjonarzy”.

    13 maja 1981 r., w dniu fatimskim, Jan Paweł II został ugodzony kulami zamachowca. Wówczas zaczęła się wielka „misja” ks. bp. Hnilicy. „Podczas pobytu w szpitalu, Ojciec Święty zapragnął dowiedzieć się wszystkiego o Fatimie” – wspomina. „Dostarczyłem mu wszystkie dostępne dokumenty. Kiedy opuścił szpital, przyniosłem mu figurkę Matki Bożej Fatimskiej, którą przywieźli z Fatimy w dniu zamachu na jego życie jacyś niemieccy pielgrzymi. Chcieli ofiarować ją Ojcu Świętemu. Kiedy oddawałem ją Ojcu Świętemu, Papież do mnie powiedział: ‚Podczas tych trzech miesięcy zrozumiałem, że jedynym sposobem ocalenia świata od wojny, ocalenia od ateizmu, jest nawrócenie Rosji zgodnie z orędziem z Fatimy'”.
    Ta figura znalazła się w Polsce. „Ojciec Święty znał kaplicę zbudowaną na wzgórzu na wschodniej granicy polskiej, na granicy z Rosją, i tam polecił umieścić figurę. Matka Boża patrzy na Rosję…”.

    Ksiądz biskup Hnilica był zawsze blisko Maryi i Papieża. Nie sposób opisać jego „życia dla Maryi” dzień pod dniu. Ale nie ma takiej potrzeby. Wszystko, co robił i jak robił, skupia się jak w soczewce w jednym wydarzeniu. Opowiedzmy o nim.

    Misja w Moskwie

    Kiedyś ks. bp Paweł Hnilica usłyszał od biskupa diecezji fatimskiej: „Musimy zawieźć Fatimę do Rosji. Tylko wówczas nadejdzie tryumf Maryi”. Jak to jednak uczynić – zastanawiał się przyszły Świadek Fatimy. Trzydzieści lat starał się dostać do Moskwy. Bezskutecznie. Ale udało się – ks. bp Hnilica zawiózł Fatimę do Moskwy w najważniejszym dniu współczesnej historii narodu rosyjskiego, 25 marca 1984 roku. Tego dnia na placu św. Piotra w Rzymie Jan Paweł II poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi. Czynił to w jedności ze wszystkimi biskupami świata, którzy uczynili to samo w swoich diecezjach. A dla ks. bp. Hnilicy jego diecezją była Moskwa. „Jak się tam znaleźć?” – myślał. Okazało się, że Matka Najświętsza miała plan…

    W lutym 1984 r. ks. bp Hnilica był w Kalkucie, gdzie pracował z Matką Teresą. Tam go olśniło: chyba tamtejsi urzędnicy z sowieckiej ambasady nie znają go! Więc trzeba spróbować zwrócić się z prośbą o wizę do Moskwy na czas 22-25 marca. Matka Teresa prosiła wszystkie siostry o modlitwę. I stał się pierwszy cud: wiza znalazła się w paszporcie biskupa Hnilicy.

    Potem był długi lot z Indii. Wylądował w Moskwie o czwartej nad ranem. W jego bagażu – mnóstwo „kompromitujących” dewocjonaliów. Potrzebny był teraz drugi cud. Mając włoski paszport, biskup Huili przed urzędnikiem udawał Włocha. Język włoski był dla celnika zupełnie niezrozumiały, ale Świadek Fatimy wiedział, że musi udawać Włocha. „Potem urzędnik zaczął wydzwaniać” – wspomina biskup Hnilica.

    Rozpoczął odmawiać Różaniec. Przez lotnisko przewijały się kolejne tajemnice zbawienia, a gdzieś w wysokich urzędach sowieckich ktoś wciąż nie podnosił słuchawki. Ktoś musiał spać tak głęboko, jakby uśpiło go niebo. Urzędnik wyszedł, zaczął wypytywać bp. Hnilicę. „Si, si” – odpowiadał naiwnie udający turystę biskup. Celnik powrócił do aparatu telefonicznego. Następne tajemnice różańcowe uobecniały się w sercu imperium zła. Biskup Hnilica rozmawiał z Maryją, Tą, która go rozumiała. Mówił: „Jestem w Twoich rękach. Niech się dzieje wola Boża”. Urzędnik wciąż nie mógł się dodzwonić. W końcu zaczął się denerwować. Rzucił słuchawkę i w paszport wbił pieczątkę. „Dalej” – powiedział.

    To „dalej” oznaczało sprawdzenie bagażu i potrzebę kolejnego cudu. Bo w walizce naszego „turysty” leży krzyż biskupi, Biblia, kilkaset Cudownych Medalików. Na spojrzenie żołnierza bp Hnilica odpowiedział, że to jego pamiątki z Rzymu: „Możesz sobie wziąć kilka, towarzyszu” – dodał serdecznie. I żołnierz wziął. A potem kazał zamknąć bagaż i ruszyć do hotelu.

    Nadeszła uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Tego roku dzień ten Maryja wzięła w swe posiadanie podwójnie: była sobota. A w sobotę… Kreml jest otwarty dla turystów. A to ci niespodzianka – powie ktoś. U Boga nie ma niespodzianek – odpowiadał bp Hnilica. To był po prostu następny element pięknej Maryjnej reżyserii.
    Oczywiście świadek Fatimy był tego dnia turystą. Tylko że turysta wchodzący na Kreml musi zostawić torbę w przechowalni; nie wolno niczego wnosić do środka. A w turystycznej torbie bp. Hnilicy były rzeczy, bez których nie mógł się obyć w swej misji. Kolejna przeszkoda po ludzku nie do przebycia wymagała interwencji z nieba. Strażnik był drobiazgowy, typowy służbista. „To musi zostać” – powiedział, wskazując na torbę biskupa.

    Ksiądz biskup Hnilica zrozumiał, że czas dać Maryi miejsce na działanie w sercu strażnika. Zaczął rozmawiać. Skąd pochodzi, czy ma dzieci, jak mają na imię. Gdy usłyszał, że to Konstantyn i Michaił, pojął, że Matka Najświętsza daje mu szansę. To były chrześcijańskie imiona. Pogratulował Rosjaninowi, że wybrał piękne imiona, i zaraz zapytał, gdzie teraz są jego dzieci. „U babuszki”. A babcie w Rosji to kobiety wierzące! – miał więc potwierdzenie, że Kreml czeka na spełnienie jego misji. „Są w dobrych rękach” – powiedział i oto strażnik uśmiechnął się i zaczął patrzeć na niego inaczej. Padło jeszcze kilka zdań… W końcu bp. Hnilica powiedział wprost: „Wiesz, towarzyszu, ta torba jest mi potrzeba. W środku mam rzeczy osobiste”. I… służbista machnął ręką. „W drodze wyjątku” – powiedział i puścił biskupa z turystyczną torbą.

    Pierwszy kościół, na jaki się natknął, okazał się być pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Tak odpowiedziała przewodniczka. Tu był potrzebny kolejny cud, który już z kolei? Ksiądz biskup musiał być przez dłuższą chwilę sam. Ale jak uwolnić się od przewodniczki? Znów ks. bp Paweł Hnilica, wiedziony Bożym instynktem pyta: „Czy wie pani, kto to jest św. Michał?” Kobieta dała prawidłową odpowiedź i zapytana wprost, potwierdziła, że jest osobą wierzącą w Boga! Biskup Hnilica powiedział: „Ja też jestem wierzący”. I przewodniczka zostawiła go samego.

    Ksiądz biskup wszedł do wnętrza kościoła i przed ołtarzem św. Michała wyciągnął z torby komunistyczną „Prawdę”. Rozłożył ją i zaczął czytać. Kto wiedział, że ten samotny turysta to biskup, że „Prawda” skrywa tekst aktu poświęcenia Rosji przez Papieża? Nikt, tylko Niebo. Ksiądz biskup Hnilica odmówił „Pod Twoją obronę”, Maryja otoczyła go swym płaszczem, by mógł spokojnie zjednoczyć się z Ojcem Świętym i odmówić akt poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Nikt mu nie przeszkadzał…

    Potem wszedł do kościoła Wniebowzięcia Matki Bożej i tam odprawił Mszę Świętą, podczas której ponowił akt poświęcenia Rosji. „Jak mogłem tego dokonać? – pyta retorycznie w swych wspomnieniach. – Udawałem, że robię zdjęcia. Pusta fiolka po aspirynie służyła mi za kielich. Było w niej trochę wina i kilka kropel wody. Hostia znajdowała się w nylonowym woreczku. Łaciński formularz Mszy na uroczystość Zwiastowania znajdował się ukryty w stronicach ‚Prawdy’. Być może po raz pierwszy ta gazeta zawierała całą prawdę – tekst o Zwiastowaniu Pańskim”.

    To była najbardziej wzruszająca chwila jego życia. „Odczuwałem wielką moc Boga, Jego miłość i dobroć. Komunizm wydawał mi się tak niepozorną rzeczą; wszystkie niebezpieczeństwa były niczym, nie istniały w ogóle. Był tylko Bóg i Maryja”. Potem bp Hnilica opowiedział wszystko Ojcu Świętemu. Jan Paweł II był przekonany, że jest to dla niego znak: Bóg chce tego poświęcenia. Poruszony Papież powiedział: „Tamtego dnia, Pawle, Matka Boża prowadziła cię za rękę”. „Nie, Ojcze Święty, Ona niosła mnie na rękach, trzymała w swoich ramionach”.
    Biskup Hnilica. Człowiek, który uwierzył, że to Bóg – nie ludzie – kieruje historią. Człowiek, który działał, by mógł działać Bóg. Człowiek, który służył Matce Najświętszej, wiedząc, że to Ona ma ocalić świat. Człowiek, który kochał Ojca Świętego, widział w nim bowiem kamień, na którym Chrystus zbudował niezwyciężony Kościół. Człowiek, który się na Bogu i jego Matce nie zawiódł. Nigdy.
    Biskupie Pawle Hlinico, świadku Fatimy, bądź naszym nauczycielem.

    http://www.traditia.fora.pl/fatima,55/matka-najswietsza-miala-plan,905.html

  49. […] Email […]

Sorry, the comment form is closed at this time.