Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

W potrzasku urojeń

Posted by Marucha w dniu 2012-08-21 (Wtorek)

Nie minęło nawet chyba kilka godzin od zbrodni ścięcia Krzyża przez opętane chrystofobią ladacznice z ukraińskiego FEMEN-u, a już analityczni geniusze z obozu jedynie prawdziwych patriotów zdążyli zrobić wynalazek, że stoją za tym służby specjalne Kremla, któremu ten zuchwały akt bezbożnictwa ponoć „służy”, bo prezydent Putin może się dzięki temu prezentować jako jedyna alternatywa. Pojmuję, że powodowana troską o prawa człowieka i demokrację w Rosji faktyczna solidarność z „Niegrzecznymi Cipkami” (Pussy Riot) i ich ukraińskimi kumami źle się komponuje z tragediowym tonem stronnictwa „Hajże, na Moskala!”, ale żeby próbować się uwolnić od tego kompromitującego towarzystwa w aż tak idiotyczny sposób, to już doprawdy przekracza wszelkie granice śmieszności.

Ci, którzy produkują te brednie, oszukują przede wszystkim samych siebie. Owe, tak rosyjskie jak ukraińskie, wywłoki są jak najbardziej autentyczne w swoim „antydyktatorskim” nastawieniu, to znaczy stanowią najbardziej „awangardową” forpocztę współczesnego zachodniego modelu „wolności” (są zresztą zbyt młode, żeby choćby pamiętać bezbożnictwo w stylu sowieckim). Jeżeli one są sterowane przez Kreml, to znaczyłoby, że z tego samego miejsca sterowane są, manipulowane i indoktrynowane tysiące tych wszystkich imbecyli, od Nowego Jorku po Warszawę, którzy stają w ich obronie. Chociaż, to ostatnie jest poniekąd prawdą, tyle że „inni szatani są tam czynni”. Nie tysiące, ale miliony ludzi żyjących w obszarze ideologicznego panowania demoliberalizmu, poddanych obróbce ze strony instytucji edukacyjnych wszystkich szczebli, państwa, biznesu, korporacji i ich „szkoleń”, dotowanych „instytucji pozarządowych” tropiących niedemokratyczne myślozbrodnie, a przede wszystkim massmediów i tzw. przemysłu kulturalnego, podlegają codziennej, nieustającej indoktrynacji tymi zatruwającymi dusze ideami, które tylko w radykalnie spektakularnej formie wcielają w życie aktywistki FEMEN-u i im podobne.

Ta indoktrynacja rozpoczęła się już więcej niż trzy stulecia temu, od końca XVII wieku, kiedy wymyślono „świeckie państwo”, to znaczy rozrywające wszelki związek porządku politycznego i społecznego z transcendencją, a w konsekwencji uznające, iż do państwa nie należy również troska o cnotę, a wkrótce potem wynaleziono „prawa człowieka”, z których praktycznie najważniejsze okazało się niczym nieograniczone prawo do czynienia i głoszenia wszelkiej niegodziwości, na czele z bluźnieniem Bogu i profanowaniem wszelkiej świętości. To z tego „prawa” korzystają zdziry z Pussy Riot i FEMEN-u, a na to, by na owo prawo mogły się powoływać, pracowali przez wieki nie agenci KGB/FSB, tylko wielcy i podrzędni ideolodzy liberalizmu. Pierwsi – jak Spinoza, Locke, Paine, J. S. Mill, Dewey czy Rawls – trudząc się wymyślaniem uczonych i wyrafinowanych sofizmatów, drudzy – destylując z ich pism uproszczony „krótki kurs”, nadający się do wtłaczania w mózgi nieszczęsnych ofiar Systemu.

I to nie na Łubiance, lecz w wytwornych, rokokowych salonach XVIII-wiecznego Paryża zachodnioeuropejczyk w każdym calu – Voltaire sformułował swój antychrześcijański program Écrasez l’infâme!, głosząc: „Wyznanie chrześcijańskie jest religią haniebną, podłą hydrą, która musi być zniszczona przez setki niewidzialnych rąk. Konieczne jest, by filozofowie wyszli na ulicę, by ją zniszczyć, tak jak misjonarze krążą po lądach i morzach, by ją głosić. Winni się odważyć na wszystko, zaryzykować wszystko, nawet dać się spalić, byle ją zniszczyć. Écrasez l’infâme! Écrasons l’infâme!”. Kimże innym, jeśli nie „filozofkami niszczącymi tę hańbę” są te piekielnice, które wczoraj w Kijowie ścięły Krzyż Chrystusowy? I nie mówcie mi, że Voltaire był pochlebcą „Semiramidy Północy” (więc „ruskim agentem”), bo wtedy, kiedy ogłaszał ten program, Sophie Friederike Auguste z niemieckiego rodu książęcego zu Anhalt-Zerbst jeszcze nie była carycą Jekatieriną. Zresztą, kiedy już nią została, to choć zrobiła wiele złych rzeczy, bezbożnictwa akurat nie propagowała; co więcej, choć schizmatyczka, była jedyną europejską monarchinią, która nie przyjęła do wiadomości rozwiązania zakonu jezuitów.

To nie w Rosji, lecz w Ameryce powstała sekta libertariańska, która wymyśliła – opartą o też mającą rodowód zachodni, jeszcze z epoki późnego średniowiecza, nominalistyczną ontologię i antropologię – doktrynę prawną, która z zasady, iż „nie ma przestępstwa bez ofiary” wyciąga wniosek, że za przestępstwo można uważać tylko akt agresji jednej konkretnej jednostki przeciwko innej konkretnej jednostce. To właśnie na tę doktrynę mogą się powoływać obrońcy tych, które sprofanowały świątynię Bożą i Krzyż: przecież dla nich Bóg to byt „urojony”, a krzyż to tylko dwie lub trzy skrzyżowane deski drewna, więc co to może obchodzić Prawo, że jacyś zabobonni fideiści oddają temu talizmanowi cześć?

Lecz nie musimy odwoływać się aż do mniemań marginalnych, bądź co bądź, ekscentryków; przecież jednak dają się słyszeć głosy ludzi rozumnych i przyzwoitych, chrześcijan i konserwatystów, którzy powiadają, że to, co zrobiły „dziewczęta” z Pussy Riot to rzecz grzeszna i haniebna, lecz wyrok jest „zbyt surowy”. Okazują oni tym samym, jak bardzo są jednak mentalnie uwikłani w diabelską logikę „świeckiego państwa”, które karze jedynie za „uczynki przeciw ciału”, albo inaczej mówiąc – za te przestępstwa (i to też nie wszystkie…), które wykraczają przeciwko przykazaniom z drugiej tablicy Dekalogu, podczas gdy dla chrześcijanina winno być oczywiste, że nawet zbrodnia morderstwa ze szczególnym okrucieństwem, ba! ludobójstwo, jest niczym w porównaniu ze zbrodnią świętokradztwa i zniewagi wyrządzonej Bogu. Tak oto, odrzucając możliwość karania zbrodni przeciwko przykazaniom z pierwszej tablicy albo godząc się jedynie na symboliczny w istocie wymiar kar za to nakładanych, chcąc nie chcąc, przystają do antropoteistycznej herezji demokracji, w której człowiek stawia się na miejscu Boga.

Przypadek, o którym mówimy jest już chyba ostatnim dzwonkiem alarmowym, wzywającym do otrzeźwienia tych, których „choroba na Moskala” prowadzi do faktycznego sojuszu ideologicznego z „Gazetą Wyborczą”, Ruchem 8 Marca, Ruchem Palikota i wszystkimi innymi oddziałami szturmowymi cywilizacji przeciwchrześcijańskiej, które uwzięły się „zgnieść tę ohydę”. Ale trzeba powiedzieć, że więcej jest wewnętrznej spójności w stanowisku takiej na przykład Wandy Nowickiej, dla której „Niegrzeczne Cipki” to męczennice demokracji, bohatersko walczące z reakcyjnym sojuszem Tronu i Ołtarza, podczas gdy ci, którzy „chytrze” chcą – z pobudek „patriotycznych” – uderzać w Putina maczugą praw człowieka, sami się na nią nadziewają odkrywając ze wstydem, kto i w jaki sposób jest ich szermierzem, więc chcąc wyjść z twarzą z tej konfuzji duby smalone wymyślają i plotą.

Jacek Bartyzel
http://www.legitymizm.org

Komentarzy 5 to “W potrzasku urojeń”

  1. lemi58 said

    W Lubieszowie na Wołyniu (Ukraina) w miasteczku i jego okolicach w czasie II Wojny wymordowano wszystkich Polaków ale pozostał Kościół z krzyżem na wieży. Władza Sowiecka miała z min problem, w końcu „odważny” się znalazł i zrzucił Krzyż. Jak opowiadają mieszkańcy ku przestrodze, mężczyzna marnie zginął a jego rodzina wymarła. Ukrainki także ścięły krzyż katolicki.

  2. 25godzina said

    Partia Liżących Lakierki i Partia Liżących Walonki – Jacek Bartyzel
    http://www.bibula.com/?p=59948

    „(…) Niestety, diagnoza ta dotyczy również aktualnej polskiej rzeczywistości. Ogłuszani werbalnym łomotem doniesień z teatru wojenki domowej POPiS-u, z udziałem plączących się na drugim planie ich pomniejszych akolitów, łatwo możemy przeoczyć ten podstawowy fakt, że tak naprawdę w Polsce istnieją i liczą się jedynie dwie partie: zdecydowanie większa – co zrozumiałe, bo jest to przecież oficjalna doktryna establishmentu państwa od 1989 roku – Partia Liżących Lakierki (tak duża, że dzieląca się na dwie frakcje: jedną tych, którzy uważają, że bardziej estetyczne i korzystne zarazem jest lizanie lakierków waszyngtońskich, druga tych, którzy preferują lakierki brukselskie, czyli de facto berlińskie), druga, utrzymująca się raczej siłą atawizmów z poprzedniej epoki zależności od czerwonej Moskwy, Partia Liżących Walonki. (…)”

  3. olagordon said

    From Moscow to Jerusalem, Always the Talmudic Double Standard

    Od Moskwy do Jerozolimy, zawsze talmudyczny podwójny standard
    http://revisionistreview.blogspot.com/2012/08/from-moscow-to-jerusalem-always.html
    Michael Hoffman -21.08.2012 tłumaczenie Ola Gordon

    Żydowski dziennik Forward z 21.08: „17 sierpnia tłum kilkudziesięciu izraelskich nastolatków – niektórzy mówią 50 – zaatakował czterech palestyńskich rówieśników w centrum Jerozolimy, był to atak, który nawet jerozolimska policja określiła jako próbę „linczu”. Judejska młodzież krzyczała „śmierć Arabom”, kiedy gonili i bili Palestyńczyków. Jedna z palestyńskich ofiar jest po reanimacji i w stanie krytycznym. Niektórzy z rzekomych sprawców zostali już aresztowani. Kiedy rozpoczną się oskarżenia i procesy sądowe, prawdopodobnie ukaże się historia o kilku „zgniłych jabłkach”, które nie reprezentują judejskiej młodzieży jako całości. Ale ten incydent przystawia lustro do twarzy tych, którzy uważają się za część globalnego ruchu syjonistycznego.

    Łatwo jest opisywać takie incydenty jako dzieło kilku radykalnych izraelskich „osadników”, którzy nie reprezentują izraelskiej społeczności czy amerykańskiej diaspory. Ale ten atak był inny. Miał miejsce na Placu Syjonu, w samym centrum Jerozolimy, gdzie każdy turysta w mieście zatrzymuje się by zjeść falafel czy obejrzeć pokazy tallitot. Według naocznych świadków, grupa 100 osób, prawdopodobnie zwykłych Izraelczyków i turystów – patrzyła biernie, nie próbując powstrzymać tego ataku. Ten atak nie był wydarzeniem jednorazowym. Nastąpił tylko kilka miesięcy po tym kiedy grupa izraelskich nastolatków wdarła się do Malha Mall – głównego centrum handlowego w centrum Jerozolimy – wykrzykując rasistowskie epitety i wybierając arabskich pracowników i klientów do bicia”.

    Światowy ruch syjonistyczny ciągle skarży się na tzw. „antysemityzm” w okupowanej Palestynie. Ale wśród Izraelczyków regularnie słyszy się opis Palestyńczyków jako grupy zasługującej na potępienie za jadowity antysemityzm, jeśli ktoś zastąpi jakoś wyraz „Żyd”. Obraźliwe karykatury Palestyńczyków są pokazywane w synagogach. Powszechne są odrzucanie palestyńskiej tożsamości, i gruboskórne negowanie ich historii i popełnianie na nich okrucieństw. Ortodoksyjni rabini piszą autorytatywne książki takie jak Torat Hamelech, zawierające religijne deklaracje oparte na wzywaniu Talmudu do mordowania palestyńskich niemowląt. „Mędrzec Tory, rabin Ovadia Josef, wzywa do eksterminacji samych Palestyńczyków. Czy należy się dziwić, że jacyś judejscy młodzieńcy nienawidzą Palestyńczyków i Arabów i chcą ich bić a nawet linczować?

    Żadne z tych wydarzeń nie zaskakuje jeśli weźmie się pod uwagę treść Talmudu i tekstów pomocniczych, i rodzaj rasowego kultu jakim otaczani są izraelscy „Żydzi” przez protestanckich fundamentalistów w Ameryce, i przez nowoczesny Kościół Rzymski.

    Judejska wyjątkowość unieważnia te horrory. Ta wyjątkowość jest atałym punktem w kontrolowanych przez syjonistów mediach w Ameryce, Brytanii, Kanadzie, Australii i Europie. Judaistyczny Talmud jest wybielany i prezentowany opinii publicznej jako seria debat bez upoważnienia halachicznego.

    Media nigdy nie upamiętniają izraelskich masakr i zbrodni wojennych przeciwko Libanowi i Palestynie – te same media, które corocznie odnotowują każdą datę wiążącą się z prześladowaniami Judejczyków podczas II wojny światowej, od powstania w getcie warszawskim do wyzwolenia Auschwitz. Tymczasem wszelka pamięć o wyzwoleniu brutalnego obozu koncentracyjnego w El Khiam [Liban] – zbudowanym pod kierownictwem i obsadzonym przez ich pełnomocników – dawno odeszła na śmietnik historii, tak jak holokaust dokonany przez Izraelczyków w Bejrucie latem 1982 roku zniknął z medialnych banków pamięci. Ataki dokonane przez rodzinę Assada w Syrii w 1982 roku ostatnio opisano jako najgorsze w regionie w tym czasie – izraelski holokaust w Bejrucie w tym samym okresie nie zasługuje na punkcik na ekranie radaru wybiórczego oburzenia. Liban został ponownie zaatakowany w pierwszej dekadzie XXI wieku, tak jak Gaza. Teraz jest to już zapomniane.

    Jak można wyjaśnić tę perwersyjną amnezję? Odpowiem, że to idealnie odzwierciedla doktrynę talmudyczną, która mówi, że „Żydzi” stojąc ponad każdym innym narodem, nie mogą być sądzeni przez Gojów (poganie), i że oni są jedynymi prawdziwymi istotami ludzkimi na planecie. Napisałem dwie książki badające fakt, że ten dogmat jest rzeczywiście prawem (halacha) w ortodoksyjnym judaizmie, emanującym z Mishna i Gemara (tzn. Talmud Bavli), Rashi, Majmonidesa, the Shulchan Aruch, Mishnah Berurah, itd., do znudzenia.

    Tych faktów nie można uznawać ani o nich dyskutować w konserwatywnych, liberalnych czy stojących pośrodku amerykańskich mediach. Narzędzie zastraszania, sfabrykowany „antysemityzm”, jest wykorzystywany do zatrzymania bojaźliwych dusz – od prawicowego Stowarzyszenia John Birch, do lewicowego czasopisma The Nation – od przyjmowania reklam moich książek, recencji czy krytyki. Oczywiście to nie tylko moje książki poddawane są temu notorycznemu „milczącemu traktowaniu”.

    Każda inna religia, od islamu do chrześcijaństwa, jest otwarta na badania i krytykę, oprócz talmudycznego judaizmu. Wladimir Putin jest teraz postacią bardziej nikczemną w oczach zachodu za obronę świętości odbudowanej Katedry Chrystusa Odkupiciela w Moskwie [Cathedral of Christ the Savior in Moscow], niż saudyjscy szejkowie z wahabijskiego islamu, którzy nie pozwalają na otwarcie dla publiczności w ich kraju ani jednej chrześcijańskiej kaplicy. Media nie wspominają o tym, że katedra, której bronili Putin i sądy przed zbezczeszczeniem jej przez grupę rockową o nazwie tak zdegradowanej jak same jej członkinie, została zrujnowana w latach 1930 przez judejskiego komunistę, Lazara Kaganowicza, który radował się z jej ruiny, deklarując „Matka Rosja została powalona!”

    Gdyby jakaś grupa „punkowa” weszła do synagogi w Niemczech, odbudowanej po zniszczeniu jej przez nazistów, a potem przedstawiła spektakl przeciwko Beniaminowi Netanyahu, z brudnym tekstem w internecie, większość tych samych „obrońców swobody wypowiedzi” teraz wrzeszczących przeciwko rosyjskiemu rządowi za represje wobec „sztuki i satyry”, będą wyć o głowy punków, którzy napadli na synagogę. Prerogatywy artysty byłyby odrzucone jako „cienka pokrywka” dla „antysemickiej mowy nienawiści”, i byliby oni wywiezieni do niemieckich więzień, jak rewizjonistyczni satyrycy i historycy byli więzieni w Niemczech kiedy bluźnili przeciwko świętej ikonie zanikającej komory gazowej w Auschwitz.

    Zawsze talmudyczne podwójne standardy.

    W imię demokracji, tolerancji i wolności dla wszystkich, jesteśmy rządzeni przez ducha Talmudu.

  4. olagordon said

    i jeszcze jeden

    Pussy Riot – Secret History

    Tajna historia Pussy Riot

    http://www.thetruthseeker.co.uk/?p=54943
    Israel Shamir – 22.08.2012 tłumaczenie Ola Gordon

    Powszechnie podziwiane Pussy Riot (w skrócie PR) promowano jako super gwiazdy. Ale kim one są? Nie są grupą rockową ani punkową. Nie mógł tego zrozumieć brytyjski dziennikarz: nie tworzą muzyki, żadnych piosenek, żadnych obrazów, nie nada, nic. Jak można je opisywać jako „artystki”? Był to poważny test dla ich zwolenników, ale zdały go bardzo dobrze: ten słynny miłośnik sztuki, amerykański Departament Stanu, zapłacił [paid] za ich pierwszy singel wyprodukowany przez Guardian ze zlepki jakichś obrazów i dźwięków.
    Możemy strawić obsceniczność i bluźnierstwo; podziwiam Notre Dame de Fleurs Jean Geneta, który je połączył. Ale PR nigdy nie napisały, nie skomponowały, ani nie namalowały niczego wartościowego. Chris Randolph bronił je w Counterpunch porównując je z „kontrowersyjnym Igorem Letowem”. Jak błędne porównanie! Letow pisał pełne obsceniczności wiersze, ale była to poezja, podczas gdy PR nie mają nic oprócz Public Relations.
    Zainteresowane jedynie rozgłosem, ale wątpliwe pod względem artystycznym, trzy młode kobiety z Rosji postanowiły – to brzmi jak limeryk. Ukradły w supermarkecie zamrożonego kurczaka i wykorzystały go jako seksualny gadżet; sfilmowały ten akt, nazwały go „sztuką” i umieściły w internecie (jeszcze tutaj there). Ich innymi osiągnięciami artystycznymi były orgia [an orgy] w muzeum i gruboskórne pokazanie [przepraszam, tu am kłopot – OG] ch*** w erekcji erect prick.
    Nawet w tych wątpliwych dziełach sztuki odegrały rolę pracowników technicznych: chwała należy się rosyjsko-izraelskiemu artyście Plucer-Sarno z Mevasseret Zion, który sobie przypisał pomysł, projekt i prawo autorskie, i otrzymał ważną rosyjską nagrodę. Przyszłe członkinie PR nie dostały nic, a Plucer opisał je jako „napalone ambitne prowincjuszki”, czy nawet gorzej.
    Ostatnio próbowały wejść w świat walki politycznej. Kolejna klapa. Wylewały potop obscenicznych słów na Putina – na Placu Czerwonym, na stacjach metra – z zerowym skutkiem. Nie aresztowano ich, nie ukarano, tylko rozpędzono za upier*****ść. I nie zwróciły na siebie uwagi publiczności. Ważne jest by pamietać, że Putin jest notorycznym wrogiem rosyjskich oligarchów, właścicieli dużej części rosyjskich mediów i żywicieli moskiewskich literati, dlatego codziennie drukują tak dużo anty-putinowskich obelg, że straciły już na wartości szokowania. Nie da się wymyślać nowych diatryb na Putina – wszystkie już powiedziano i opublikowano. A Putin praktycznie nigdy nie ingeruje w wolność prasy.
    Moich zagranicznych przyjaciół prasowych zwykle zdumiewa jednomyślność i dzikość kampanii anty-putinowskiej w rosyjskich mediach. Można ją porównać do ataków na G W Busha w amerykańskiej prasie liberalnej, ale w Ameryce jest wiele gazet konserwatywnych popierających Busha. Putin praktycznie nie ma poparcia w masmediach, wszystkie należą do baronów medialnych. Cennym wyjątkiem jest TV, ale ta jest wyraźnie apolityczna i pokazuje pozbawioną kultury rozrywkę, również prezentowaną przez anty-putinowskich działaczy jak panna Ksenia Sobczak. A zatem PR nie udało się obudzić bestii.
    W końcu te młode megiery zmobilizowano do ataku na Kościół. Do tego czasu dla rozgłosu mogły robić wszystko. Ta kampania antykościelna rozpoczęła się kilka miesięcy temu, dosyć nagle, jakby na rozkaz. Kościół Rosyjski miał 20 lat pokoju, zdrowienia po erze komunistycznej, i zaskoczyła go dzikość tego ataku.
    Chociaż ten temat wymaga dłuższego artykułu, napiszę krótko. Po upadku ZSRR Kościół pozostał jedyną istotną siłą prosolidarności duchowej w rosyjskim życiu. Rządy Jelcyna i Putina były tak materialistyczne jak komunistyczne; głosiły i praktykowały darwinizm społeczny typu neoliberalnego. Kościół zaproponował coś poza zwodniczymi bogactwami na ziemi. Rosjanie którzy stracili poczucie solidarności wcześniej dawanej im przez komunistów, chętnie zgromadzili się wokół alternatywy zaproponowanej przez Kościół.
    Rząd i oligarchowie dobrze traktowali Kościół, bo Kościół miał silne poglądy antykomunistyczne, a bogaci nadal obawiali się Czerwonych kierujących biednymi. Kościół rozkwitał, odbudowano wiele pięknych katedr, po dziesiątkach lat upadku powróciły liczne monastyry. Na nowo silny Kościół stał się jednoczącą siłą w Rosji.
    I wtedy zaczął mówić za biednych i wywłaszczonych; zreformowani i kierowani przez Genadija Zuganowa komuniści odkryli sposób przemawiania do wierzących. Znany ekonomista i myśliciel Michael Chazin przewidział, że przyszłość należy do nowej paradygmy Czerwonego Chrześcijaństwa, czegoś podobnego do wczesnej myśli Rogera Garaudy. Napisał, że projekt Czerwonego Chrześcijaństwa jest zagrożeniem dla elit i nadzieją dla świata. Poza tym, Rosyjski Kościół przyjął postawę bardzo rosyjską i antyglobalistyczną.
    To prawdopodobnie przyspieszyło atak, ale było tylko kwestią czasu, zanim globalne siły anty-chrześcijańskie wystąpią i zaatakują Rosyjski Kościół, tak jak zaatakowali zachodni. Skoro Rosja przystąpiła do Światowej Organizacji Handlu i przyjęła zachodnie obyczaje, to musiała przyjąć sekularyzację. I faktycznie Kościół Rosyjski zaatakowały siły, które nie chcą spójnej Rosji: oligarchowie, wielki biznes, właściciele mediów, pro-zachodnia inteligencja moskewska i zachodnie interesy, które oczywiście wolą skłóconą Rosję.
    Ta ofensywa przeciwko Kościołowi rozpoczęła się od drobnych spraw: media podniecały się drogim zegarkiem patriarchy, prezentem od ówczesnego prezydenta Medwiediewa. Anty-religijna żarliwość przeważała wśród liberalnej opozycji, która demonstrowała przeciwko Putinowi przed wyborami i potrzebowała nowego chłopca do bicia. Główny działacz anty-putinowski Wiktor Szenderowicz powiedział, że zrozumiałby gdyby rosyjscy duchowni prawosławni zostali wyrżnięci tak jak w latach 1920. A inna widoczna postać wśród liberalnych demonstrantów, Igor Eidman, wykrzyknął: „wytępić to plugastwo” – Rosyjski Kościół – w najbardziej chamskich kategoriach biologicznych.
    Rzekomego organizatora PR, Maraat Geldmana, rosyjsko-żydowskiego kolekcjonera sztuki, powiązano z wcześniejszymi akcjami anty-chrześcijańskimi: niszczeniem ikon, lewatywami imitującymi kościół. Problemem jego i PR było to, że trudno było sprowokować reakcję Kościoła. PR dwa razy próbowały sprowokować publiczne oburzenie w drugiej katedrze moskiewskiej, starszej Katedrze Elochowskiej; w obu przypadkach wyrzucono je, ale nie aresztowano. Za trzecim razem spróbowały mocniej; poszły do Katedry Zbawiciela, zniszczonej przez Lazara Kaganowicza w latach 1930 i odbudowanej w 1990; dodały więcej najgorszego typu bluźnierstw, i pozwolono im spokojnie wyjść. Policja robiła wszystko co mogła by uniknąć aresztowania tych megier, ale nie miała wyboru, kiedy PR umieściła w internecie filmy ze swoich występów w katedrach przy akompaniamencie obscenicznej muzyki.
    Podczas rozprawy sądowej obrona i oskarżone robili co mogli najgorszego, żeby zantagonizować sędzię, grożąc jej oburzeniem w USA (sic!) i wygłaszali wyzywające anty-chrześcijańskie mowy nienawiści. Sędzia nie miał innego wyboru niż uznać ich za winnych zbrodni nienwiści (chuliganizm z nienawiścią religjną jako motyw). Prokurator nie oskarżył pozwanych o poważniejszą zbrodnię nienawiści „z zamiarem wywołania kłótni religijnych”, chociaż prawdopodobnie mógłby. (Wymagało by to większej kary; malarze swastyk oskarżeni o wywoływanie niepokojów dostają 5 lat więzienia).
    Wyrok 2 lat odpowiada przeważającej praktyce europejskiej. Za dużo mniejsze wypowiedzi anty-żydowskie w krajach europejskich grozi kara 2-5 lat więzienia za pierwsze przestępstwo. Rosjanie zastosowali prawo dotyczące zbrodni nienawiści wobec sprawców przeciwko wierze chrześcijańskiej, i prawdopodobnie to jest nowością w Rosji. Rosjanie udowodnili, że o Chrystusa dbają tak samo jak Francuzi o Auschwitz, i to zaszokowało Europejczyków, którzy widocznie uważali, że „prawa nienawiści” można stosować tylko dla ochrony Żydów i gejów. Zachodnie rządy wołają o większą swobodę dla anty-chrześcijańskich Rosjan, jednocześnie odmawiają praw rewizjonistom holokaustu u siebie.
    Opozycja anty-putinowska zgromadziła się w obronie PR. Radykalny charyzmatyczny lider opozycji, Edward Limonow, napisał, że opozycja popełniła błąd wspierając PR, gdyż zantagonizowali masy; przepaść między masami i opozycją pogłębia się. Ale jego głos był wołaniem na pustyni, a reszta opozycji radośnie objęła sprawę PR, usłując zrobić z niej broń przeciwko Putinowi. Zachodnie media i rządy również wykorzystały ją do ataku na Putina. Artykuł redakcyjny Guardian wezwał Putina do rezygnacji. Putin wezwał do łagodności dla PR, i rząd był zażenowany tą sprawą. Ale nie było wyboru: niewidzialni organizatorzy imprezy PR chcieli by megiery znalazły się w więzieniu, i tak się stało.
    Pod względem komercyjnym wygrali. Dzięki wsparciu Madonny i Departamentu Stanu prawdopodobnie opuszczą więzienie gotowe do występów światowych i sesji fotograficznych w Białym Domu. Zapisały swoje nazwiska jako marki handlowe i zaczęły rozdawać koncesje. A ich rywalki, grupa Femen (których sztuką jest pokazywanie cycków w dziwnych miejscach), próbowały pobić PR ścinając wielki drewniany krzyż umieszczony dla upamiętnienia ofiar Stalina. Teraz już nie ma żadnych ograniczeń.
    W sierpniu, sezonie wakacyjnym, kiedy nie ma prawdziwych wiadomości, a czytelnicy gazet przebywają nad morzem lub na wsi, proces PR zapewnił rozrywkę potrzebną człowiekowi i bestii. Miejmy nadzieję, że ona wypadnie z programu z końcem głupiego sezonu, ale nie założę się o to.

  5. Zbigniew Kozioł said

    Świetny tekst Shamira. Dzięki Pani za tłumaczenie.

Sorry, the comment form is closed at this time.