Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Bezpartyjna o Wolne tematy (71 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (71 – …
    Sowa o Wolne tematy (71 – …
    Piskorz o Wolne tematy (71 – …
    Głos Prawdy o Wyprane mózgi! Poznaj starożyt…
    Piskorz o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Głos Prawdy o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    revers o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Wanderer o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Głos Prawdy o Czy chcą nas zabić?
    Sowa o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Peryskop o Wandalowie
    UZA o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Wojna jest bezprawie… o Rok 1939 w warunkach „demokrac…
    revers o Czy chcą nas zabić?
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 557 obserwujących.

Niech połączy nas Matka Boża

Posted by Marucha w dniu 2012-08-22 (Środa)

Poniżej drukujemy fragment powieści Jana Engelgarda pt. „Klątwa generała Denikina” odnoszący się do polsko-rosyjskiego pojednania. Główny bohater powieści, płk Piotr Goremkin, trafia z transportem wojska polskiego do Mińska Litewskiego. Jest sierpień 1919 roku. Dowiaduje się od polskich oficerów, że bolszewicy mówili o tajnych rokowaniach z Polską. Trudno mu w to uwierzyć. Idzie na nabożeństwo do miejscowej cerkwi:

Mińsk Litewski, 17 sierpnia 1919

Nabożeństwo dobiegało końca. Goremkin dawno nie był w cerkwi, więc starał się maksymalnie skupić, choć przez cały czas myśl natrętnie wracała do bieżącej sytuacji. Przez ostatnie dni chodził jak w malignie. Informacje, jakie przekazał Szylling były dla niego wstrząsem. Nie mógł się z nimi pogodzić. „Czy to możliwe, żeby Polacy się do tego posunęli, oni, którzy wydawali się tak odporni na bolszewizm? Rozmawiać z bolszewikami w takiej sytuacji, kiedy nie tylko Rosja, ale cała cywilizacja jest zagrożona?”. Myśląc o tym patrzył na piękne wnętrze cerkwi św. Aleksandra Newskiego. Patrzył na ikony, na twarze świętych spoglądających na wiernych stojących naprzeciwko. Spojrzał na ikonę Matki Boskiej Kazańskiej. Jakże była podobna do Czarnej Madonny na Jasnej Górze! Goremkin był w Częstochowie raz, w 1912, bo chciał zobaczyć to miejsce, tak czczone przez Polaków. Kiedy przypominał sobie obraz częstochowski i patrzył teraz na ikonę Matki Boskiej Kazańskiej wydawało mu się, że to są dwa identyczne obrazy. Nie potrafiłby określić czym się różnią. Wiedział, że oryginalna ikona zaginęła na początku tego wieku. Pamięta, jak w Rosji mówiono, że to zły znak, że idą ciężkie czasy. Matka Boska Kazańska powszechnie uznawana była za obrończynię Rosji, za jej orędowniczkę. Kiedy jej zabrakło, przyszły straszne czasy. To tak, jakby z Jasnej Góry zniknęła Czarna Madonna. W tej chwili uzmysłowił sobie jak dużo łączy Polaków i Rosjan, jeśli chodzi o kult Matki Bożej. Nigdy nie był zbyt religijny, ale wiedział na tyle dużo, żeby dostrzec te zbieżności. Widywał w Polsce procesje i inne uroczystości religijne i zawsze odnosił wrażenie, że przeżywanie wiary nad Wisłą było podobne jak w Rosji. A mimo to istnieje między nami taki mur niechęci i braku zrozumienia – zastanawiał się. Z czego to się bierze?

Potężny głos biskupa Melchizedecha śpiewającego ostatnie modlitwy o błogosławieństwo wyrwał go z kontemplacji. Goremkin zdobył się na coś czego nigdy nie praktykował – zaczął się gorliwie modlić: „Panie Boże, spraw, żeby oba nasze narody, wyznające Chrystusa i czczące Matkę Bożą, nie zniszczył ogień nienawiści. Spraw, by wspólnym wysiłkiem przegnały ze świętej ziemi ruskiej diabelskie nasienie bolszewizmu. Niech Matka Boska Kazańska i Matka Boska Częstochowska prowadzą nasze narody do ostatecznego pojednania”. Cały czas wpatrywał się w ikonę, jakby chciał dostrzec jakiś znak. Sam dziwił się sobie, że stać go było na taką modlitwę, jego, który latami nie brał udziału w życiu sakramentalnym, który miał na sumieniu wiele grzechów. Nie jestem jednak chyba aż taki zły?

Spojrzał na biskupa. Melchizedech zaczął przemawiać do wiernych. Goremkin dopiero teraz przyjrzał mu się bliżej. Był stosunkowo młody, ale na jego bladej twarzy swoje piętno wycisnęła choroba. Niezbyt postawny, ale głos miał potężny. „Bracia i Siostry! Podziękujmy Bogu za dar wolności, za to, że możemy bez obawy składać hołd Najwyższemu, tutaj, w prawosławnej świątyni. Przyszły czasy straszne, czasy próby, każdy dzień przynosi nam nowe wyzwania. Łamią się ludzkie sumienia i charaktery, szatan opętał wiele dusz, wiedzieliśmy to jeszcze nie tak dawno. Wierni, którzy latami składali Bogu pokłon, także w tej świątyni – z dnia na dzień stali się mordercami, grabieżcami i świętokradcami. Tak, moi mili, to jest czas próby, tak doświadcza nas Bóg, i musimy przez tę próbę przejść. To jak zdamy ten egzamin zdecyduje o przyszłości Rosji. Musimy modlić się, żeby dobry Bóg przebaczył nam za nasze grzechy, które popełnialiśmy, wierząc, że jego miłosierdzie przyniesie nam zmazanie tychże grzechów i powrót Bożego pokoju na tej świętej ziemi.

Moi mili Mińszczanie, ludzie prawosławny! Módlmy się też za naszych wybawicieli z bolszewickiego piekła, za polskie wojska, które przyniosły nam nadzieję, że ziemska sprawiedliwość może dosięgnąć ciemiężycieli. Módlmy się też za to, żeby hufce rosyjskie idące z południa ku Moskwie podały przyjacielskie dłonie hufcom polskim i żeby wspólnie zniszczyły bolszewicką hydrę. Tak nam Boże dopomóż. Amen”.

Po tych słowach w świątyni zapanowała cisza. Wierni żegnali się, modlili, inni klękali. Po kilku chwilach zaczęli wychodzić na zewnątrz. Goremkin został na miejscu, był umówiony na rozmowę z Melchizedechem. Ten pojawił się po kilku minutach i podszedł do Goremkina wyciągając ręce na powitanie.

– Witam w progach naszej świątyni.

– Ekscelencjo, to mój obowiązek. Nazywam się Piotr Grigorewicz Goremkin, jestem pułkownikiem armii gen. Antona Denikina.

– Tak wiem, mówiono mi o tym. Jestem rad pana widzieć i porozmawiać o naszej przyszłości. Zapraszam na mały poczęstunek, ale zanim to nastąpi, pokażę panu coś ciekawego. Ta świątynia została zbudowana w 1898 roku dla uczczenia żołnierzy rosyjskich poległych w wojnie z Turkami w 1878 roku. O proszę spojrzeć na tą tablicę. Tu wyryto 118 nazwisk żołnierzy 30. Brygady Artyleryjskiej i 119. Pułku Kołomienskiego, którzy zginęli w operacji wyzwolenia Bułgarii spod władzy Turcji. A tam, za ścianą ołtarzową pochowane są szczątki wyższych oficerów, a obok nich znajdują się dwie mogiły ze szczątkami żołnierzy.

– Bolszewicy nie zniszczyli świątyni, kiedy tu byli?

– Ano udało się nam. Wie pan, panie pułkowniku dlaczego? Komendantem był tu Polak-bolszewik. Byłem u niego, a on – jak się okazało – miał ojca, który walczył w tej wojnie na Bałkanach. Kazał postawić tu warty i to nas ocaliło. Odniosłem też wrażenie, że on jest wierzący, a przynajmniej był. Ja to widzę od razu. Polacy to naród religijny, nawet bolszewizm w nich tego nie zabił.

– To bardzo ciekawe, ekscelencjo. Ja w czasie nabożeństwa modliłem się, żeby nas Rosjan i Polaków połączyła Matka Boska Kazańska i Matka Boska Częstochowska.

– Naprawdę! Nie zdaje pan sobie sprawy jaką mi sprawił radość. Ja urodziłem się w Kazaniu, jestem czcicielem Matki Boskiej Kazańskiej. Ta ikona przypomina tę, którą ktoś ukradł. Już wtedy, w 1904, kiedy to nastąpiło – miałem złe przeczucia. No i proszę pomyśleć, nie minęło 10 lat a potem ta przeklęta rewolucja. Ale mimo to nie spodziewałem się, że dojdzie do czegoś takiego, co przeżywamy teraz. Taki dopust Boży, tego nikt nie przewidział.

– Ponoć Rasputin miał takie przepowiednie?

– Niech pan nie wymawia tego imienia w tej świątyni. To był szatan w ludzkiej skórze. Jeśli on tak mówił, to znaczy, że przemawiał przez niego nie prorok, lecz szatan właśnie. Ja nigdy nie mogłem zrozumieć, jak taki gorliwy chrześcijanin jakim był nasz świętej pamięci władca Mikołaj II może tolerować u swego boku coś takiego? Biedna ta Rosja, jeśli dochodziło do takich rzeczy. Ale dość o tym, przejdźmy do refektarza.

Na stole w refektarzu czekał skromny posiłek – kluski i kompot. Biskup wskazał, żeby Goremkin siadał i szybko zadał pytanie:

– No ale niechże pan mówi, co się dzieje, czy naprawdę zbliżamy się do końca tego koszmaru?

– Ekscelencjo, na to wygląda. Na razie wojska gen. Denikina idą do przodu, ale do Moskwy droga jeszcze daleka, nie wiem czy starczy im sił. Prosty lud nie wie gdzie jest prawda, za kim się opowiedzieć. Może być tak, że na końcu zabraknie nam sił.

– A Polacy, oni mają takie wspaniały wojsko, widziałem je. Przecież to już nie tak daleko – za Berezyną zaraz jest Dniepr, a potem Smoleńsk. Pomogą nam chyba?

Goremkin krótko opowiedział biskupowi o złożoności sytuacji i wszystkich wątpliwościach z tym związanych.

– Boże mój, Boże – odezwał się biskup. – To jest bardzo smutne co pan mówi. Jeśli do tego dojdzie i nie pokonamy bolszewików, przyjdzie czas męczeństwa, dla nas, Rosjan, dla prawosławnych, ale i dla Polaków. Ludzie są omylni, często nie wiedzą co czynią. Potem wszakże miliony muszą cierpieć, aż nie wyczerpie się niszczycielska siła. Obawiam się, że tak będzie i teraz.

– W razie czego biskup może pojechać do Polski, uciec stąd.

– O nie, pasterz nie ma prawa opuszczać swojej trzody. Ja tu zostanę, nawet gdyby bolszewicy mieli mnie natychmiast aresztować. Takie jest moje i naszego Kościoła przeznaczenie. To jest nasza Golgota i musimy ją przejść.

Goremkin spojrzał z wielkim respektem na twarz Melchizedecha. „Jeśli tacy duchowni zostaną tutaj, Rosja nie może zginąć, nawet pod bolszewickim jarzmem”. Przez jakiś czas jedli w milczeniu. Biskup odstawił szklankę z kompotem i spytał:

– Co pan będzie robił w Mińsku?

– Wieczorem idę do teatru miejskiego na spotkanie miejscowej społeczności rosyjskiej.

– Niech pan będzie ostrożny. W większości są to ludzie, którzy tu nie mieszkali, uciekli przed bolszewikami. Oni przyjęli wejście Polaków różnie. Większość się cieszy, ale są i tacy, którzy traktują ich jak okupantów. Sam miałem dwie wizyty tych ludzi – nie były to przyjemne rozmowy. Oni żyją w innym świecie, tak, jakby nie wiedzieli co się stało i co się dzieje wokół.

– Będę już szedł, ekscelencjo.

Wstali. Biskup położył dłoń na głowie Goremkina i powiedział:

– Niech Bóg cię błogosławi. Niech Matka Boska Kazańska ma cię w opiece, synu.

Jan Engelgard
Fragment IV rozdziału powieści „Klątwa generała Denikina”
http://sol.myslpolska.pl

Komentarzy 26 do “Niech połączy nas Matka Boża”

  1. JO said

    A nasi Biskupi podczas II wojny gdzie byli?
    A nasi Biskupi po Wojne z kom sie ugadywali I co popadli?
    A nasie Biskupi I Papiez JPII z Kim szedl ramie w ramie w Polsce? Z Jaruzelem, KOR emzydowskim, Kwasniewskim….unia Europejska….

    Co powiedzial dzis Biskup Cyryl? Ze liberalizm Masonsko -Zydowski jest wrogiem a co Redbul Kumorowski, Gronkiewicz, I reszta? ….siedzieli na dupe I zacierali rece, ze znow sa na Fali, przy nowej moze Solidarnosci I Redbul pie,,Przyl o rozdziale, szacunku I wartosciach ale wylacznie Masonskie WYMIENIL.

    Nie Ma co sie dziwic ze Cyryl wyjechal bez Pozegnania sie ze Zdrajcami Narodu Polskiego

  2. Zbigniew Kozioł said

    „Co powiedzial dzis Biskup Cyryl?”

    Czy jest gdzieś dostępna ta wypowiedź?

  3. Tralala said

    Dzisiaj swieto Niepokolanego Serca Marii.

  4. aga said

    http://gloria.tv/?media=274268

  5. Marian said

    Repetitio est mater studiorum: „Ex oriente Lux”, lux veritatis – sapienti sat.

  6. Tuptusia said

    W DNIU 22 SIERPNIA – ŚWIĘTO MARYI KRÓLOWEJ – CAŁY KOŚCIÓŁ
    ODNAWIA POŚWIĘCENIE SIĘ NIEPOKALANEMU SERCU MARYI

    Ojciec Święty Pius XII, który dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 r., ustanawiając to święto w 1954 r.zwrócił się do całego Kościoła w następujących słowach:
    “Naszą Apostolską Władzą WYZNACZAMY I USTANAWIAMY ŚWIĘTO MARYI KRÓLOWEJ, które cały świat winien obchodzić corocznie w dniu 31 maja (dziś jest to dzień 22 sierpnia).
    Równocześnie ZARZĄDZAMY, aby w tym dniu odnawiano poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. To bowiem pozwala żywić niepłonną nadzieję, że nadejdą czasy pomyślne, rozjaśnione triumfem religii i chrześcijańskim pokojem” (Ad caeli Reginam 1954, Pius XII).
    Bądźmy wszyscy apostołami Maryi, by tego dnia zjednoczyła nas wspólna modlitwa, przez którą ponownie oddamy się Niepokalanemu Sercu Maryi – Sercu, które jest nam “schronieniem i drogą, która zaprowadzi nas do Boga”.

    Ze wspomnień Siostry Łucji – fatimskiej wizjonerki

    Tuy, Hiszpania 13 VI 1929 r.
    Uprosiłam u mych przełożonych i mego spowiednika zezwolenie na odprawienie godziny świętej każdej nocy z czwartku na piątek od 11 do północy. Jednej nocy byłam sama. Uklękłam przy balaskach w środku kaplicy, aby odmówić modlitwę Anioła. Ponieważ czułam się zmęczona, wstałam i modliłam się dalej z podniesionymi rękami. Paliła się tylko wieczna lampka. Nagle zrobiło się jasno w całej kaplicy wskutek nadprzyrodzonego światła.
    Na ołtarzu pokazał się jasny krzyż sięgający aż do sufitu. W jaśniejszym świetle można było zobaczyć w górnej części krzyża oblicze i górną część ciała człowieka. Nad piersią, gołąbka również ze światła. A do krzyża przybite ciało drugiego człowieka. Trochę niżej bioder w powietrzu wisiał kielich i wielka Hostia, na którą spadały krople krwi z oblicza Ukrzyżowanego i z jednej rany piersiowej. Z Hostii spływały te krople do kielicha. Pod prawym ramieniem krzyża stała Najświętsza Maryja Panna. Była to Matka Boska Fatimska ze swym Niepokalanym Sercem w lewej ręce, bez miecza i róż, ale z cierniową koroną i płomieniem. Pod lewym ramieniem krzyża wielkie litery jakby z czystej wody źródlanej biegły na ołtarz tworząc słowa: Łaska i Miłosierdzie. Zrozumiałam, że mi została przekazana tajemnica Trójcy Przenajświętszej. I otrzymałam natchnienie na temat tej tajemnicy, którego mi jednak nie wolno wyjawić. Potem rzekła Matka Boża do mnie: «Przyszła chwila, w której Bóg wzywa Ojca Św., aby wspólnie z biskupami całego świata poświęcił Rosję memu Niepokalanemu Sercu, obiecując ją uratować za pomocą tego środka. Tyle dusz zostaje potępionych przez sprawiedliwość Bożą z powodu grzechów przeciwko mnie popełnionych. Przychodzę przeto prosić o zadośćuczynienie. Ofiaruj się w tej intencji i módl się». Mówiłam o tym mojemu spowiednikowi, który mi polecił spisać, czego Matka Boża żądała.

    Ojciec Święty Pius XII w odpowiedzi na prośbę Matki Bożej z Fatimy dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 roku. Ponadto ustanawiając święto Maryi Królowej w 1954 r. zwrócił się do całego Kościoła słowami encykliki Ad caeli Reginam:
    Po długiej tedy i dojrzałej rozwadze, mając to mocne przeświadczenie, że wielkie korzyści wynikną dla Kościoła, gdy ta niezbicie dowiedziona prawda zajaśnieje wszystkim, widocznie, niby pochodnia promienna, zatknięta na świeczniku – mocą Apostolskiej Naszej władzy ustanawiamy święto Królowej Maryi, które ma być obchodzone w całym świecie w dniu 31 maja (aktualnie, po reformie kalendarza jest to dzień 22 sierpnia). Nakazujemy również, aby tegoż dnia ponawiano poświęcenie się rodzaju ludzkiego Niepokalanemu Sercu Panny Maryi. W nim bowiem leży nadzieja nadejścia lepszego wieku, tryumfu wiary i chrześcijańskiego pokoju.
    Niech tedy wszyscy z większą jeszcze niż dotąd ufnością garną się do tronu miłosierdzia i łaski Królowej i Matki naszej, błagając o pomoc w nieszczęściach, o światło w ciemnościach, o pociechę w cierpieniach i smutkach; a nade wszystko niech się wyrwą z niewoli grzechów i służą z wdziękiem dziecięcej pobożności pod berłem tak wielkiej Matki! Niech tłumy wiernych cisną się do Jej świątyń, niech obchodzą Jej święta; niech Jej błagalna koronka będzie we wszystkich dłoniach i niech przeniknie do kościołów i chat, do szpitali i więzień, na drobne zebrania i masowe manifestacje wiernych, celem głoszenia Jej chwały! Niech Imię Maryi słodsze nad nektar i droższe od pereł będzie w najwyższym poszanowaniu; niechaj nikt na to Imię, okryte takim majestatem i zdobne macierzyńskim wdziękiem, nie miota jakichkolwiek przeklętych wyrazów, świadczących o wstrętnej duszy; i niech się nie waży mówić niczego, co by uwłaczało należnej Mu czci!
    Życząc sobie jak najgoręcej, by Królowa i Matka ludu chrześcijańskiego przyjęła te Nasze hołdy i swym pokojem rozbroiła targane zawiścią państwa i by nam po tym wygnaniu ukazała Jezusa, który nam będzie pokojem, wiecznym Weselem, udzielamy Wam z chęcią, Czcigodni Bracia, i Waszej owczarni, jako zadatku pomocy Boga Wszechmogącego i dowodu Naszej miłości, Apostolskiego Błogosławieństwa.
    Dan w Rzymie u św. Piotra, w święto Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny, dnia 11 października 1954

    http://www.sekretariatfatimski.pl/aktualnosci/111-22-sierpnia-maryi-krolowej

  7. Zdziwiony said

    Poza tym ta książka przełamuje jeszcze jeden stereotyp funkcjonujący w naszym społeczeństwie: że ci co „nie lubią Rosji”, to prawica. Było i jest dokładnie odwrotnie: to lewica spod znaku PPS była antyrosyjska, a endecja kwestię rosyjską traktowała racjonalnie.

    W polskim społeczeństwie funkcjonuje stereotyp Józefa Piłsudskiego jako antykomunisty i pogromcy bolszewickiej nawały w 1920 roku. Piłsudski jest wręcz symbolem antykomunizmu nie tylko dla dużej części polskiego społeczeństwa, która swoje polityczne przekonania i sympatie lokuje w nurcie odwołującym się do tradycji „Solidarności”, ale także dla sporej grupy młodego pokolenia. Z czego to wynika? Bez wątpienia jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest słaba znajomość historii, bo na Piłsudskiego i jego dokonania patrzy się przez pryzmat walki z zaborcą w szeregach PPS oraz Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Tymczasem pomijana i przemilczana jest kwestia pertraktowania z bolszewikami w 1919 r. strony polskiej działającej na rozkaz samego Piłsudskiego i to w momencie, gdy zdławienie komunizmu w Rosji można było osiągnąć stosunkowo małym nakładem sił. Tę smutną dla nas Polaków prawdę i jej kulisy odsłania powieść Jana Engelgarda „Klątwa generała Denikina”.

    Książka rozpoczyna się w 1940 r. w Starobielsku, gdzie wysocy rangą polscy oficerowie będący w niewoli NKWD roztrząsają dlaczego losy Polski tak, a nie inaczej potoczyły się. Stawiają sami sobie pytania, czy można było tego uniknąć i siłą rzeczy wracają wspomnieniami do roku 1919, gdy zdławienie bolszewizmu było na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko wesprzeć działania Sił Zbrojnych Południowej Rosji dowodzonych przez generała Antona Denikina… W tym momencie autor przenosi czas swojej powieści do kwietnia 1919 roku.

    Na froncie walki informacyjnej

    Głównymi bohaterami powieści są Maria Biełozierska – Sobolewska, agentka rosyjskiego wywiadu wojskowego działająca w okresie I wojny światowej pod kryptonimem „Kalina” oraz Piotr Grigorewicz Goremkin będący oficerem wywiadu Sił Zbrojnych Południa. Goremkin przyjeżdża do Warszawy z misją przekonania polskich polityków, dziennikarzy oraz wojskowych, że bolszewizm stanowi nie tylko śmiertelne zagrożenie dla Rosji, ale w dalszej perspektywie także dla Polski. W tym celu „odmraża” agentkę „Kalina”, czyli Biełozierską. Goremkin i Biełozierska mają utrudnione zadanie, bowiem w dużej części polskiej opinii publicznej panuje „choroba na Moskala” umiejętnie podsycana przez propagandę PPS, komunistów oraz niemiecką agenturę wpływu. Rosjanie kontaktują się z przedstawicielami największej siły politycznej w Polsce, czyli Narodowej Demokracji, która z gruntu jest antykomunistyczna i to właśnie w endecji dostrzegają jedyną siłę zdolną wpłynąć na bieg historii, aby powstrzymać kataklizm bolszewizmu.

    Śledząc losy głównych bohaterów przenosimy się w czasie do Warszawy z 1919 r. zwanej wówczas „Paryżem wschodu”, a której koniec rozpoczął się w sierpniu 1944 roku. Tutaj należą się słowa uznania dla autora, bo w krótki, ale bardzo plastyczny sposób opisał stolicę Polski w tamtym okresie. W trakcie lektury dosłownie czuje się klimat tamtej wspaniałej Warszawy.

    Znakomicie też oddany jest klimat społeczno – polityczny stolicy, w której ścierają się pragmatyczne poglądy endecji z cierpiącą na „chorobę na Moskala” lewicową częścią sceny politycznej spod znaku Piłsudskiego i PPS. W „Klątwie generała Denikina” świetnie pokazany jest mechanizm grania na emocjach polskiego społeczeństwa, które łatwo daje się podjudzić na Rosję. W tym podjudzaniu prym wiodą czasopisma socjalistyczne, które są propagandowym przedłużeniem polityki prowadzonej przez Piłsudskiego i jego obóz polityczny. Czytając te fragmenty książki odnosi się wrażenie, że bynajmniej rzecz nie dzieje się w 1919 r., ale w obecnej epoce, bo zarzuty ze strony socjalistów, komunistów i niemieckiej agentury wpływu „rusofile”, „rosyjscy agenci” pod adresem tych, którzy są za wspólną walką z siłami Denikina w celu zdławienia bolszewizmu przypominają retorykę współczesnych mediów związanych z jedną z opcji politycznych.

    Ta propaganda była tak silna, że nawet politycy realistycznej części polskiej sceny politycznej, czyli endecji bali się podjąć zdecydowaną akcję polityczną, aby nie być oskarżonymi o „rusofilstwo” czy „rosyjską agenturę”. W tym kontekście w książce znajdujemy też wątek wpływów niemieckich w samej Rosji, w łonie elit rosyjskich, które robią wszystko, aby zohydzić Polskę i Polaków w oczach Rosjan i tym samym ryglować jakiekolwiek zbliżenie polsko – rosyjskie. Ciekawy też jest fragment rozmowy wysokich stopniem oficerów rosyjskich, którzy doskonale pamiętali, że Lenina z jego bolszewicką sektą zainstalował w Rosji wywiad niemiecki pod dowództwem płk. Nikolai.

    Nieznane fakty o gen. Denikinie

    W książce autor nakreślił także postać gen. Denikina oraz zupełnie nieznane w Polsce fakty o nim. Chociażby ten, że matka gen. Denikina Elżbieta Wrzesińska, szlachcianka z Kujaw była Polką i uparła się, aby w metryce chrztu imię przyszłego generała nie było napisane po rosyjsku Anton, ale po polsku Antoni. Sam dowódca Sił Zbrojnych Południa uważał siebie w połowie za Polaka, a za swoją drugą ojczyznę Polskę. Tym więcej dramatyzmu dodaje fakt, że Polska pomocy siłom antybolszewickim dowodzonym przez niego nie udzieliła, a czynniki rządzące w postaci współpracowników Piłsudskiego prowadziły negocjacje z bolszewikami.

    Wraz z bohaterami książki śledzimy kulisy rozmów politycznych na najwyższym szczeblu: od Moskwy przez Warszawę aż po podpisanie Traktatu Wersalskiego. W książce znakomicie ukazano ówczesne mechanizmy polityki międzynarodowej, jej uwarunkowania i zależności, a wszystko to na tle wielkiej geopolitycznej gry nie tylko o przyszłość Rosji i Europy Środkowo – Wschodniej, ale całego świata.

    Jednakże nie tylko miłośnicy geopolityki, dyplomacji i historii znajdą coś dla siebie w omawianej książce, bo także zainteresowani militariami znajdą ciekawe szczegóły odnośnie wyposażenia poszczególnych rodzajów wojsk i ich umundurowania. Tutaj po raz kolejny autor udowodnił, że jest fachowcem w tej dziedzinie. Wisienką na torcie jest fragment opisujący uderzenie Dywizji Korniłowskiej na pozycje bolszewickie, w której żołnierze i oficerowie tej doborowej jednostki zastosowali formę ataku psychologicznego. Powstrzymam się przed opisem na czym taki atak polegał, ale napiszę tylko tyle, że aby takowy szturm można było przeprowadzić żołnierze musieli posiadać nieprawdopodobnie wysokie morale, ducha bojowego oraz poziom wyszkolenia.

    Książka kończy się tak jak zaczyna – w 1940 roku, gdy polscy generałowie jadą w nieznane miejsce przeczuwając jednak co zrobi z nimi NKWD. Kolejnym atutem tej powieści jest załączony w Aneksie tekst autorstwa samego generała Antona Denikina pt. „Kto uratował władzę sowiecką przed zagładą?” napisany w 1937 r. w Paryżu. I to właśnie ten tekst jest tytułową klątwą, bowiem gen. Denikin przewidział kataklizm jaki czekał Polskę z rąk komunistów.

    Powieść pióra Jana Engelgarda, to nietuzinkowa pozycja. Jest w niej w zasadzie wszystko: wartka akcja oparta na faktach, które miały miejsce w historii, wielka polityka prowadzona na największych salonach Europy, miłość, zdrada, gry wywiadu i kontrwywiadu oraz tragizm losów głównych bohaterów. Aż się prosi, aby jakiś reżyser wziął tę książkę na swój warsztat i zrealizował na jej kanwie film. Jest jeszcze jedna zaleta tej pozycji: otóż autor nie przedstawił bohaterów w sposób cukierkowy i patetyczny, co jest częstym mankamentem w tym gatunku literatury.

    Jeżeli chodzi o modus operandi Marii Biełozierskiej oraz Piotra Goremkina, to można pokusić się o przypuszczenie, że na tej płaszczyźnie autora powieści inspirowało znakomite opracowanie N.S. Kirmieła „Biełogwardyjskije specsłużby w grażdanskoj wojnie 1918-1922” (wyd. Kućkowo Pole 2008). Czytając „Klątwę generała Denikina” i analizując sposób działania „Kaliny” oraz Goremkina można tę inspirację dostrzec, ale być może piszący tę rzecz jest w błędzie i Jan Engelgard korzystał z innych źródeł.

    Do beczki miodu dołożę jednak szczyptę dziegciu, bowiem można żałować, że autor tak skąpo opisał samą akcję informacyjno – propagandową socjalistów i obozu Józefa Piłsudskiego mającą na celu zdyskredytowanie zwolenników współpracy z gen. Denikinem i walki z bolszewizmem. Wszak socjotechnika propagandy ówczesnej lewicy spod znaku PPS jest po dziś dzień wykorzystywana w walce z ludźmi, którzy chcą poprawy w relacjach polsko – rosyjskich.

    Historyczna lekcja pokory

    Biali oficerowie ochotnicy, wasza chwała jest nieśmiertelna, a wasza tragiczna śmierć jest hańbą dla Zachodu. (fragment pieśni „Les partisans blancs” – Biali partyzanci)

    „Klątwa generała Denikina” oprócz walorów geopolitycznych, stricte politycznych i historycznych posiada także tę zaletę, że odkurza i przypomina przemilczaną w naszym kraju smutną dla nas Polaków prawdę, że nie tylko, iż nie pomogliśmy zdławić komunizmu, gdy była ku temu okazja, to na dodatek ludzie, którzy obecnie w Polsce są czczeni pertraktowali z bolszewikami. To bardzo ważna, choć bolesna książka, bo przypomina nam o niewygodnej prawdzie tak trudnej do zaakceptowania dla sporej części polskiego społeczeństwa. Dlaczego? Bo uczy nas nie tylko realizmu w polityce, ale także pokory. Pokory przed historią.

    Wystarczy zerknąć na naszą megalomanię w związku z wejściem do kin filmu „1920 Bitwa Warszawska” i ogólnonarodowe samozadowolenie, że „my, pierwsi biliśmy komunistów”. Książka „Klątwa generała Denikina” pokazuje, że nie my Polacy, ale właśnie Rosjanie pierwsi zaczęli na masową skalę walczyć z komunizmem. Właśnie ci Rosjanie, tak chętnie w Polsce wyzywani od „komunistów” i „sowietów” jako pierwsi stawili opór bolszewickiej sekcie Lenina, a idol współczesnych, zapóźnionych „antykomunistów” Józef Piłsudski za pośrednictwem jego współpracowników pertraktował w tym czasie z czerwonymi. Bo to właśnie Rosji komunizm został narzucony siłą i dopóki zdrowa część tej Rosji miała siły i potencjał próbowała zrzucić to jarzmo z siebie, w przeciwieństwie do Niemiec, gdzie inny totalitaryzm w postaci hitleryzmu został wybrany drogą demokratyczną. W Polsce nikt o tym nie mówi i w tym sensie powieść Jana Engelgarda jest książką, która uczy nas pokory wobec faktów historycznych.

    Poza tym ta książka przełamuje jeszcze jeden stereotyp funkcjonujący w naszym społeczeństwie: że ci co „nie lubią Rosji”, to prawica. Było i jest dokładnie odwrotnie: to lewica spod znaku PPS była antyrosyjska, a endecja kwestię rosyjską traktowała racjonalnie, aczkolwiek część obozu kierowanego przez Romana Dmowskiego poddawała się terrorowi psychologicznemu propagandy PPS i zwolenników Piłsudskiego, którzy zarzucali im „rusofilię” i „rosyjską agenturę”, co doskonale przedstawiono w omawianej powieści. Dzisiaj pałeczkę „choroby na Moskala” przejęło środowisko skupione wokół pewnej partii, ale także i inne nie są wolne od tego ciekawego dla socjologów i politologów zjawiska.

    Jedna z najważniejszych powieści historycznych ostatnich dwóch dekad

    Dlatego śmiem postawić tezę, że „Klątwa generała Denikina” jest jedną z najważniejszych powieści historycznych ostatnich dwóch dekad. Poza tym jest książką odważną, bo w epoce powszechnego, bezkrytycznego uwielbienia Józefa Piłsudskiego i jego politycznej drogi stawia pod znakiem zapytania jego wybory geopolityczne i ideowe w 1919 roku. Lektura tej książki u niektórych – szczególnie zapóźnionych „antykomunistów” – może wywołać zdumienie, a nawet szok. Jednakże nie należy mieć złudzeń: dziś w Polsce nie ma klimatu społeczno – politycznego na debatę jaką w normalnej sytuacji ta książka powinna wywołać nie tylko wśród elit politycznych, ale także wśród historyków. Debaty, która powinna się przełożyć na całe społeczeństwo i która mogłaby przewartościować sposób patrzenia na Rosję i prowadzenia polityki w naszym kraju odnośnie Wschodu.

    Pozostaje więc mieć nadzieję, że książka pióra Jana Engelgarda mimo wszystko odbije się pewnym echem w środowiskach zaangażowanych w życie społeczno – polityczne w naszym kraju i chociaż przez chwilę wywoła refleksję. Nie wyobrażam sobie człowieka, który interesuje się historią, polityką i geopolityką i który nie miałby na swoim koncie przeczytanej „Klątwy generała Denikina”. Ta powieść, a w zasadzie literatura faktu – jak podkreślił jej autor – jest lekturą obowiązkową dla każdego kto chce czynnie uczestniczyć w życiu politycznym Polski, bo przedstawia nie tylko polityczne starcie pomiędzy środowiskami Piłsudskiego i Dmowskiego, ale uczy do jakiej katastrofy prowadzi polityka oparta nie na zimnej, beznamiętnej kalkulacji opartej o realia geopolityczne, ale kreowana przez stereotypy, emocje i namiętności.

    Na koniec oddajmy głos profesorowi Andrzejowi de Lazari: „Przestańmy utożsamiać bolszewizm z rosyjskością, zgódźmy się, że komunizm był wrogiem każdego narodu, w pierwszej kolejności samych Rosjan. Książka Jana Engelgarda pomoże nam to zrozumieć. Docenimy walkę Antona Denikina z bolszewizmem. A może nawet pożałujemy, że Józef Piłsudski nie udzielił mu zbrojnego wsparcia?”.

    Tomasz Formicki

    https://marucha.wordpress.com/2011/11/23/dlaczego-napisalem-%e2%80%9eklatwe-generala-denikina/#comment-127829

    Les partisans blancs – Biali partyzanci

    W zimie i w głodzie,
    przez miasta i pola
    na apel Denikina
    maszerowali Biali partyzanci.

    Gdy zebrali się Atamani,
    w swych straceńczych szarżach,
    szablami bili bolszewików,
    gromiąc wystraszonego Trockiego.

    To było dla świętej Rosji,
    dla wielowiekowej Tradycji,
    dla chwały i Ojczyzny,
    to dla tych wartości walczyły te bataliony.

    Świstają kule i wieje wiatr,
    donośnie grzmią armaty,
    między śmiercią a serią strzałów,
    trwa batalion.

    Oni dumnie i prosto stoją w tej zawierusze,
    jak opoka w środku chaosu,
    przyjacielu śmiało podnieś głowę,
    gdy wyruszasz do szturmu.

    Na okrzyk „Niech żyje święta Rosja!”,
    w straceńczej kozackiej szarży,
    złamiemy bolszewików
    i oswobodzimy Ojczyznę.

    Biali oficerowie ochotnicy,
    wasza chwała jest nieśmiertelna,
    a wasza tragiczna śmierć
    jest hańbą dla Zachodu.

    tłumaczenie: Tomasz Formicki

    Pierwszy utwór załączony do recenzji jako materiał multimedialny nosi tytuł „Praszanije Sławianki” (Pożegnanie Słowianki). Jest rosyjską pieśnią patriotyczną skomponowaną w 1912 r. przez Wasyla Agapkina. Był jednym z nieoficjalnych hymnów sił białogwardyjskich walczących z bolszewizmem. „Pożegnanie Słowianki” zyskał także wielką popularność w Polsce i na bazie melodii tego utworu powstała znana pieśń partyzancka „Rozszumiały się wierzby płaczące”. W latach 90. ubiegłego wieku utwór „Pożegnanie Słowianki” był rozważany jako jedna z kandydatur na nowy hymn Federacji Rosyjskiej.
    Pieśń „Les partisans blancs” (Biali partyzanci) jest utworem skomponowanym we Francji przez rosyjskich emigrantów, którzy po klęsce sił białogwardyjskich musieli szukać schronienia przed bolszewizmem w innych krajach. Powyższa, multimedialna wersja jest skrócona o dwie zwrotki.

  8. JO said

    Dziekuje Panie Zdziwiony

  9. Zbigniew Kozioł said

    @7

    Tak. Ja też łapkę daję w górę. Dwie. Dzięki.

  10. Tralala said

    ad 7 Zdziwiony
    Dzieki za polski tekst, dzisiaj spiewaja to francuscy harcerze katoliccy

    Szkoda, ze wielu Bialych z Paryza wspolpracowalo ze Zwiazkiem Radzieckim.

  11. anna said

    Nie żyje x Tadeusz Kiersztyn, wielki Orędownik Intronizacji Chrystusa Króla Polski…
    R.I.P

  12. anna said

    warto to przeczytać

    http://www.rozalia.krakow.pl/wiadomosci/-news,12.htm

  13. Zbigniew Kozioł said

    intencje może i z serca, ale głupie. Skoro RIP to nie może być „niech żyje”. Oj….

  14. anna said

    Ma pan problemy z czytaniem ze zrozumieniem?
    Napisałam, że nie żyje, zmarł wielki Kapłan….

  15. EPITAFIUM said

    17 listopada 2009

    Intronizacja Chrystusa Króla

    INTRONIZACJA – szansa dla Polski

    W grudniu 2006 roku na naszych oczach, w debatach telewizyjnych, w radiu i w prasie rozegrał się prawdziwy dramat – sąd nad Panem Jezusem, czy Parlament może Go ogłosić Królem Polski, czy nie? Adwokaci diabła starali się storpedować projekt uchwały o nadanie Panu Jezusowi tytułu – Jezus Król Polski, zgłoszony przez 46 posłów z LPR, PiS, PSL i jednego posła niezrzeszonego, miotając zarzuty, obelgi, a nawet argumenty „teologiczne”…

    Tej grupie osób przewodzili Wojciech Olejniczak i Joanna Senyszyn, Marek Zając, Marcin Przeciszewski, Jarosław Gowin, Tomasz Terlikowski, Przemysław Gosiewski, Janusz Kochanowicz i wielu innych polityków, dziennikarzy i uczonych. W sukurs pośpieszyli im liberalni biskupi, szermując argumentami zrodzonymi na glebie modernizmu, że Pan Jezus jest Królem w niebie, a jeśli schodzi na ziemię to tylko po to, by panować nad ludzkim sercem, zadawalając się w pełni ta maleńką cząstką ludzkiej rzeczywistości. Tym głosem pełnym oburzenia na inicjatywę katolickich posłów nadania Panu Jezusowi tytułu Jezus Król Polski przemawiali w mediach biskupi: Tadeusz Gocłowski, Tadeusz Pieronek, Leszek Sławoj-Głódź, Józef Życiński. Wtórowali im księża, którzy już zrobili lub dopiero robią karierę w światłach jupiterów: Bock, Kazimierz Sowa, Indrzejczyk, Oszajca i kilku inncych.
    Wśród świeckich i duchownych powstali jednak obrońcy Jezusa Króla Polski, kórym w mediach przewodniczył Artur Górski oraz legendarny kapelan Solidarności, przyjaciel S.B. Jerzego Popiełuszki, ks. Stanisław Małkowski. Tym samym głosem przemawiali Artur Zawisza i Antoni Macierewicz.
    By dopełnić obrazu zgrozy tej sceny sądu nad Jezusem Królem Polski, należy wspomnieć i o tych, którzy milczeli, udając postronnych. Niestety do nich w pierwszym rzędzie zaliczyć trzeba Radio Maryja, TV Trwam i Nasz Dziennik.
    Ten spór o tytuł Jezusa Króla Polski poprzedza batalię o ogólną Intronizację Jego Osoby w naszym Narodzie. Batalia o Intronizację, jak z powyższego widać, może przybrać jeszcze bardziej dramatyczny wymiar i dlatego spróbuję dzieciom wiernym Bogu i Ojczyźnie ukazać przyczyny tego stanu rzeczy, a także wyjaśnić, co należy rozumieć przez termin Intronizacja, czym jest Akt Intronizacyjny i o co w nim chodzi. W końcu ukażę dlaczego do Aktu Intronizacji zostaliśmy przez Boga jako Naród wezwani i dlaczego od dokonania tego aktu uzależnia Pan Bóg nasze ocalenie.

    Trudności z właściwym rozumieniem Intronizacji
    Właściwe rozumienie Intronizacji jako aktu religijnego, nie jest łatwe, gdyż pod tym hasłem pojawiło się w przeszłości wiele różnych praktyk oraz złączono z nim różne treści. Wszystko to sprawiło, że wokół Intronizacji panuje spory zamęt pojęciowy. Powszechnie utożsamia się Intronizację Jezusa Króla z Aktem poświęcenia się Jego Sercu lub dokonuje się Intronizacji Najświętszego Serca Jezusa, co z punktu teologicznego i Objawienia Bożego jest absolutnie nie do przyjęcia.
    To pomieszanie znaczeń i pojęć następowało stopniowo pod koniec XIX w. i na początku XX w., i dotrwało do chwili obecnej. Od razu należy stwierdzić, że Kult Serca Jezusa od Intronizacji Jezusa Króla różni się co do istoty tak, jak Uroczystość Najświętszego Serca różni się od Uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata. Kult Serca Jezusa, przekazany Kościołowi przez św. Małgorzatę Marię Alacoque (1647-1690), nie wspomina i nie zawiera żadnych odniesień do Intronizacji (por. encyklikę Piusa XII o Kulcie Serca Jezusowego – Haurietis Aquas). Jest on ściśle złączony z Kultem Eucharystii i polega na wezwaniu do odwzajemnienia miłości Bogu poprzez osobiste lub zbiorowe poświęcenie się Najświętszemu Sercu Jezusa. Kult Serca Jezusa odnosi się ponadto do części Ciała Jezusa, choć najchwalebniejszej, jak stwierdza to papież Pius XII we wspomnianej encyklice, a Serce w tym znaczeniu jest znakiem (symbolem) miłości Trójcy Św. do człowieka. Natomiast Akt Intronizacyjny odnosi się do Kultu Jezusa Króla i stanowi samą istotę Objawienia, gdyż Bóg od początku objawia się w Starym i Nowym Testamencie jako Król. Intronizujemy zatem nie część Ciała, ale całą Osobę. Wobec Boga, objawiającego się jako Króla całego stworzenia, Intronizacja jest aktem wiary, wyrażonym indywidualnie lub zbiorowo, który pociąga obowiązek uznania w życiu osobistym lub narodowym królowania Jezusa, a zatem obejmuje całą działalność religijną Kościoła, jak również cały porządek świecki państwa (por. encyklika Piusa XI o ustanowieniu Święta Chrystusa Króla Wszechświata – Quas primas). Z tych już kilku rozróżnień wynika jasno, jak bardzo mylną i nieuzasadnioną jest praktyka Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa.
    W zamysłach Bożych Kult Serca Jezusa był ostatnią szansą dana ludzkości, by zachowała z Bogiem swe więzy miłości zgodnie z pierwszym przykazaniem. Ta cząstka Kościoła katolickiego, która żywiła się Kultem Serca Jezusa (zwłaszcza w XVIII i XIX wieku), najlepiej została przygotowana do obrony cywilizacji chrześcijańskiej i Królestwa Bożego w narodach ochrzczonych, przed rodzącymi się w dobie oświecenia ideologiami i instytucjami, jawnie dążącymi do obalenia i wymazania ze świadomości ludzkiej dogmatów wiary. Fala buntu lucyferycznego, jaka przetoczyła się przez cały świat od Rewolucji Francuskiej po II. wojnę światową (i do dziś narasta), jest nienawistnym buntem przeciw Bogu i Jego panowaniu, które uwidacznia się w Jezusie Królu. W tej sytuacji osoby uformowane przez Kult Serca Jezusa były może jedyną siłą zdolną oprzeć się wrogiej propagandzie i na tyle kochającą Boga, by stanąć do heroicznej walki w obronie Jego Królestwa, aż do złożenia ofiary ze swego życia. Wystarczy wspomnieć o bohaterskiej Wandei, o ludzie wieśniaczym, który pod sztandarami Najświętszego Serca Jezusa ruszył w obronie wiary do nierównej walki z odczłowieczonymi hordami wojsk Rewolucji Francuskiej lub o meksykańskich cristeros, którzy w latach dwudziestych XX w. chwycili za broń w obronie Królestwa Bożego przed anty-porządkiem zaprowadzanym przez masoński rząd Meksyku. Cristeros umierali z okrzykiem: Niech żyje Chrystus Król!
    Trzeba bardzo kochać Boga, by nie troszczyć się o własne życie i o doczesny sukces, a o Królestwo Boże. Tej miłości uczyli się ludzie przez praktyki Kultu Serca Jezusa. Dlatego w czasie, gdy zdradzały Chrystusa miliony ludzi ochrzczonych, przechodząc do obozu wroga, w czcicielach Serca Jezusa papieże XIX i pierwszej połowy XX wieku widzieli obrońców Królestwa Bożego, co mylnie interpretuje się jakoby papieże utożsamiali królowanie Jezusa z Kultem Jego Serca.
    W 1925 roku papież Pius XI, aby ukazać najważniejsza prawdę o Jezusie Synu Bożym, prawdę tak starą jak chrześcijaństwo, a zapowiedzianą przez proroków Starego Testamentu, ustanawia Święto Chrystusa Króla. Niezamierzonym skutkiem tych obronnych działań Kościoła było zlanie się w mentalności rzesz wiernych Kultu Serca Jezusa i prawdy o królowaniu Jezusa nad narodami świata w jedną treść. I choć czym innym jest Kult Serca Jezusa, i czym innym jest Intronizacja, czyli uznanie Jezusa swym Królem przez jednostkę lub naród, z czasem coraz bardziej upowszechniała się zbitka pojęciowa Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa teologicznie całkowicie nieuzasadniona. Wiadomym jest, że żaden papież nie użył terminu Intronizacja Serca Jezusa i nigdy nie złączył w jedno tych dwóch oddzielnych kultów. Wiadomym jest też, że termin Intronizacja Serca Jezusa „wynalazł” o. Mateo propagujący na początku XX w., głównie w krajach Ameryki Łacińskiej, w ramach Kultu Serca Jezusa, Dzieło Osobistego Poświęcenia się Rodzin Sercu Jezusa, ale nazywając je Dziełem Intronizacji Serca Jezusa. Dla o. Mateo ta zmiana nazwy oznaczała, że rodziny poświęcające się Sercu Jezusa intronizują, to znaczy zawieszają w swym mieszkaniu na honorowym miejscu obraz Serca Jezusa, by go otoczyć czcią i miłością. Przez wprowadzenie słowa intronizacja o. Mateo chciał podkreślić wagę aktu zawieszenia obrazu, że odtąd w danej rodzinie panuje miłość Serca Jezusa. To wprowadzenie słowa intronizacja do praktyki poświęcenia się Najświętszemu Serca Jezusa, w pobożności ludowej formowanej przez kaznodziejów, z czasem zaczęło nabierać nowego znaczenia, niestety zacierając różnicę pomiędzy Intronizacją Jezusa Króla jako Osoby, a poświęceniem się Jego Sercu. Stąd powstało pomieszanie kultów i ich treści, które w zamyśle Bożym są odrębne.
    Ponieważ Kult Serca Jezusa i Akt Intronizacji dotyczy tej samej Osoby, mogą występować razem, lecz nie należy ich z sobą utożsamiać, to znaczy nie można sprowadzać Aktu Intronizacji Jezusa Króla do praktyki Kultu Jego Serca i nie można, dokonując Aktu Intronizacji, intronizować Jego Najświętsze Serce. Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa jest zatem poważnym błędem doktrynalnym, gdyż intronizując symbol Miłości, jakim jest Najświętsze Serce Jezusa, nadaje mu się cechy osobowe, a tym samym pomniejsza się rangę Intronizacji Jezusa Króla jako Osoby i zaciemnia się prawdę dogmatyczną o Nim. Ponadto Intronizacja Serca Jezusa, nie znajdując uzasadnienia ani w Kulcie Serca Jezusa ani w Objawieniu, jawi się jako niejasna forma pobożności ludowej.

    Intronizacja Jezusa Króla znakiem sprzeciwu
    Chociaż, jak to poniżej wykażę, korzenie Intronizacji Jezusa Króla sięgają początków stworzenia i akt ten znajduje uzasadnienie w całym Objawieniu, to jednak zechciał Pan Bóg posłużyć się S.B. Rozalią Celakówną, by skierować do Polski i do wszystkich narodów żądanie dokonania przez nie w obecnym czasie Intronizacji Jezusa Króla (w dalszej części artykułu zostanie wytłumaczone dlaczego akurat właśnie teraz sprawa Intronizacji Jezusa Króla jest sprawą najważniejszą i jedynym środkiem naszego ocalenia). Jednakże Rozalia nie posługuje się precyzyjnym językiem teologicznym i często nie jest w stanie właściwie zwerbalizować treści otrzymywanych przesłań. Stąd także u niej występuje charakterystyczne dla tego okresu czasu pomieszanie pojęć; zamiennie używa Intronizacji Serca Jezusa oraz Intronizacji Jezusa Króla. Dlatego potrzebne jest gruntowne studium naukowe nad jej tekstami, by odsłonić istotę zleconej jej misji od naleciałości mentalnościowych, kulturowych i dewocyjnych czasu, w którym żyła. Tymczasem osoby angażujące się w działania na rzecz Intronizacji i powołujące się na posłannictwo Rozalii nie mają ani dostępu do materiałów źródłowych, ani odpowiednich kwalifikacji, co nieuchronnie prowadzi do nielogicznych konkluzji, np. wzywa się wiernych do Intronizacji Serca Jezusa, a zarazem Jezusa ogłasza się Królem. Temat powyższy będzie szczegółowo rozważany na kolejnych spotkaniach formacyjnych Polskich Róż.
    Dodatkowe źródło zamieszania wokół Intronizacji powstaje stąd, że w Kościele propaguje się intronizację Pisma Świętego, paschału, obrazu Jezusa Miłosiernego, relikwii św. Andrzeja Apostoła (intronizacja dokonana przez kard. Józefa Glempa), Krzyża, obrazu św. Józefa w rodzinach, a nawet czcigodnych ss. Karmelitanek, relatywizując w ten sposób istotę Intronizacji i jeszcze bardziej w świadomości wiernych zaciemniając właściwe jej znaczenie.
    Wiele do myślenia daje fakt, że w tym szerokim nurcie intronizowania wszystkiego i wszystkich nie ma jedynie miejsca na Intronizację Chrystusa Króla. Te działania są celowe, promowane przez liberalnych teologów, strzegących zasady demokratyzmu także w Kościele i dialogu z judaizmem, z czym kłóci się królowanie absolutne i wszechogarniające jedynego Króla ludzkości. Ulegając tym wpływom, wielu ludzi należących do Kościoła twierdzi, że nie należy dokonywać Intronizacji argumentując, że Pan Jezus nie wybrał tronu, lecz krzyż i nie wybrał korony chwały, lecz koronę z cierni. Ludzie ci chętnie widzą Jezusa Króla jedynie na krzyżu i z koroną cierniową na głowie, zapominając o Jego zmartwychwstaniu i o Jego wstąpieniu na tron po prawicy Boga Ojca.
    Nie mniej przewrotne, bo sprzeczne z Objawieniem i Tradycją, jest przypisywanie intencji czysto politycznych dążeniom o uznanie przez Intronizację Jezusa Królem Polski; w podtekście wyraża się przekonanie o wykorzystywaniu Intronizacji dla osobistych korzyści polityków i ich partii. Na tej podstawie z góry wykreśla się Intronizację Jezusa Króla z kalendarza wydarzeń religijnych.
    Wielu księży proboszczów wzbrania się przed przeprowadzeniem w swej parafii Intronizacji Jezusa Króla, gdyż błędnie uważa, że chodzi o zaprowadzenie w ich kościele parafialnym jeszcze jednego nabożeństwa. Ponieważ różnych nabożeństw, już istniejących, jest sporo (Nabożeństwo Pierwszych Piątków, Pierwszych Sobót, Nabożeństwa Maryjne, do Bożego Miłosierdzia, do Michała Archanioła itd.), pytają się: Po co dodawać nowe? Otóż Akt Intronizacyjny nie jest nowym nabożeństwem, ani w ogóle nabożeństwem, ale jednorazowym, formalnie wyrażonym aktem wiary, w to, że Jezus jest Mesjaszem-Królem, przez którego, w którym i dla którego wszystko istnieje. On jest jedynym władcą świata, którego panowanie nad sobą każdy ma uznać, ale tez może się przeciw Niemu zbuntować, tak jak przeciw Bogu zbuntował się Lucyfer i część wojska niebieskiego. Akt Intronizacyjny de facto osądza księży i świeckich i cały Kościół – czy są wierni Bogu? Po co ten Akt dokonywać wyjaśniają słowa Piusa XI zawarte w encyklice Miserentissimus Redemptor: Gdy wszyscy wierni powszechnie zrozumieją, że muszą walczyć odważnie i bez ustanku pod sztandarami Chrystusa Króla, będą się starać z gorliwością apostolską, by przyprowadzić do Boga niewierzących i buntowników, i będą się starać, by prawa samego Boga były nienaruszone. Walka z lucyferycznymi zastępami spod znaku „kielni i gwiazdy”, z burzycielami panowania Jezusa Króla nad narodami ochrzczonymi, rozpoczęta w XVIII wieku, trwa do dziś. Ponieważ ta walka trwa, trzeba wyznać wiarę św. Piotra: Ty jesteś Król, Syn Boga Żywego (Mt 16,16) i wiarę św. Pawła: Trzeba, ażeby On królował (1 Kor 15,25). Mocą tej wiary należy dokonać Aktu Intronizacji Jezusa Króla Polski, by nadszedł wreszcie upragniony dzień, w którym poszczególne narody i cała ludzkość uzna Jezusa jako swego Króla. Wielokrotnie Pan Jezus oświadczył S.B. Rozalii Celakównie, że tylko w tym jest ratunek i ocalenie dla skołatanej i spętanej złem ludzkości. Trzeba jednak uwierzyć w posłannictwo S.B. Rozalii Celakówny, że Akt Intronizacji Jezusa Króla jest dziś żądany od nas przez Boga i że tych, którzy go nie dokonają Bóg potraktuje jak buntowników (por. Łk 19,41nn).
    Pozostawiając na boku te wyjaśnienia dotyczące Aktu Intronizacji, zastanówmy się, o co chodzi w Intronizacji żądanej przez Boga.

    Tylko swemu Królowi hołd składać będziesz (por. Flp 2, 9-11)
    Samo pojęcie intronizacja (wyniesienie na tron) określa ceremonię wyniesienia kogoś do godności królewskiej. Ceremonia ta zasadniczo składa się z dwóch części: z aktu ustanowienia króla oraz z aktu oddania się pod jego władzę. W systemach władzy monarchicznej król panował nad poddanymi w zakresie określonym prawem królewskim lub prawem danego państwa. Uznanie przez poddanych władcy i jego praw następowało poprzez złożenie mu hołdu.
    Ceremonia Intronizacji dotyczy także, i przede wszystkim, Pana Jezusa. Wyznajemy bowiem, że Jezus jest Królem Wszechświata, a więc Władcą nie tylko wszystkich ludzi i narodów, ale także Panem (Królem) całego stworzenia. Jego władanie jest absolutne: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi (Mt 28,18). Jest więc najwyższym i de facto jedynym Władcą: Królem królów i Panem panujących (por. Ap 19,16). To panowanie Chrystusa nad pojedynczymi osobami i nad całymi narodami zostaje proklamowane przez Intronizację.
    Jednakże w odniesieniu do Pana Jezusa możemy mówić o Intronizacji w znaczeniu tylko częściowym. Jezus otrzymał godność królewską od Ojca, Boga Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, i człowiek nic tu dodać ani ująć nie jest w stanie, tzn. Jezus jest Królem niezależnie od woli człowieka. Natomiast od każdego człowieka i od każdego narodu zależy, czy dobrowolnie uzna królewską godność Chrystusa i czy podporządkuje się Jego władzy. Tego aktu (częściowej Intronizacji) Pan Bóg domaga się od nas z racji podarowanej nam wcześniej wolności wyboru (przez Boga nigdy siłą nie pogwałconej). Sam wybór jednak pociąga za sobą ogromne konsekwencje. Odmowa uznania przez człowieka Jezusa za swego Króla równa się odrzuceniu człowieka przez Boga (por. Łk 19,27). Dla ludzi jest to konsekwencja najstraszniejsza.
    Dokonując zatem Intronizacji Jezusa Chrystusa, nie nadajemy Mu godności królewskiej, ale wprowadzamy Go jako naszego Króla na monarszy tron, wystawiony Mu przez jednostkę, jak i zbiorowo przez cały Naród. Jest rzeczą oczywistą, że gdy nastąpi Intronizacja ogólnopolska, Jezus zostanie ogłoszony Królem Polski. Niestety trzeba z przykrością stwierdzić, że wielu współczesnych modernistów i liberałów drażni w najwyższym stopniu sam tytuł: Jezus Król Polski. To ich podejście do Intronizacji przywołuje dramat sprzed 2 tysięcy lat faryzeuszy i arcykapłanów, którzy owładnięci duchem nienawiści do Jezusa Króla Izraela, doprowadzili do zagłady własnego narodu. Trzeba ufać, że tym razem większość osób odpowiedzialnych za decyzje podejmowane w imieniu naszego Narodu nie dopuści do buntu przeciw swemu Królowi. Tym bardziej trzeba też uważać na próby zastępowania Intronizacji Jezusa Króla Intronizacją Jego Najświętszego Serca, bowiem wrogowie Intronizacji, widząc, że nie mogą jej zahamować, usiłują skierować ludzką gorliwość na temat zastępczy. Następstwem Intronizacji Jezusa na Króla Polski byłaby bowiem zmiana konstytucji i obowiązujących praw – niezgodnych z przykazaniami Bożymi, a na państwo nakładałaby obowiązek zaprowadzenia w społeczeństwie sprawiedliwości ewangelicznej. Natomiast takich konsekwencji Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa za sobą nie pociąga.
    Nie mniej niebezpieczne są usiłowania niektórych teologów, by tytuł Jezus Król Polski zastąpić innym tytułem np. Jezus Król Wszechświata, i jeśli już uznać przez Intronizację Jezusa Królem, to jako Jezusa Króla Wszechświata, a nie jako Jezusa Króla Polski. Śmieszą te wybiegi, które mają na celu jedynie to, by nie obudzić w Polakach świadomości, że mają nad sobą Króla, który nimi rządzi.
    Jezus Król Wszechświata jest tytułem zbyt ogólnym, by wynikały z niego konkretne relacje i zobowiązania. Te dwie godności są tak od siebie odległe, jak od tytułu Maryi Królowej Polski odległy jest tytuł Maryi Królowej Nieba i Ziemi. Jeszcze większym bezsensem jest dokonywanie w imieniu własnym lub narodu Intronizacji Jezusa Króla Wszechświata. Jest to wchodzenie w kompetencje Boga i powtarzanie czegoś niepowtarzalnego, gdyż Intronizacji Jezusa na Króla Wszechświata po Jego Wniebowstąpieniu dokonał Bóg Ojciec i to raz na zawsze (por. Ap 5). Z tego względu tylko pycha lub głupota może podpowiadać ludziom, by dokonywali Intronizacji Jezusa Króla Wszechświata. To co człowiek powinien uczynić zgodnie z wolą Jedynego Boga, Króla całego stworzenia, to uznać Jego panowanie nad sobą, nad własnym narodem przez Akt Intronizacji. Wtedy każdy z nas będzie mógł powiedzieć zgodnie z prawdą, że Jezus jest Jego Królem, a w przypadku dokonanego Aktu Intronizacji przez nasz Naród, że Jezus jest Królem Polski. Trzeba mieć złą wolę i ślepe serce na działanie Ducha Świętego, by wyrzekać się błogosławieństwa, łaski i chluby narodowej, płynącej z tego tytułu. Wystarczy uświadomić sobie, jak cenny dla naszego Narodu jest fakt i płynąca z niego świadomość, że Maryja jest Królową Polski. Ogłoszenie Jezusa Królem Polski nie stoi na przeszkodzie, by został uznany przez Litwinów Królem Litwy czy przez Hindusów Królem Indii. Wręcz przeciwnie, przykład Polski powinien dopomóc innym narodom w uznaniu Jezusa swym Królem.

    Zasadność Aktu Intronizacji
    Wezwanie do Intronizacji zasadza się w relacji Boga do człowieka, wyraża najgłębszy sens Objawienia oraz wynika z faktu bycia chrześcijaninem. Tę triadę znaczeń pokrótce rozwinę.
    Bóg w relacji do stworzenia zawsze jest Królem. Jest to relacja pierwsza i najistotniejsza, bo określa pozycję, powinność i płynące z niej konsekwencje dotyczące ludzi i aniołów. Nie przeszkadza to, że Bóg jako Król jest zarazem naszym Stworzycielem, Ojcem, Zbawicielem itd. Jednakże zarówno w chwale nieba, jak i na ziemi wobec stworzenia jedynie On jest Królem – Tym, który ustanawia prawa, któremu stworzenie służy, któremu składa hołd (kult) czci, uwielbienia i chwały; jest Tym, który sądzi żywych i umarłych. Jednym słowem Bóg jako Król rządzi wszystkim, co stworzył.
    W Piśmie Świętym Starego i Nowego Testamentu, od Księgi Rodzaju po Apokalipsę św. Jana, Bóg objawia się człowiekowi jako Jedyny Król aniołów, ludzi i wszystkich narodów ziemi (Ps 47). Jezus Bóg jest zstępującym z nieba Królem-Mesjaszem, który w Imię Ojca sprawuje królewską władzę nad całym stworzeniem.
    Chrześcijanie są tymi, którzy uwierzyli, że Jezus jest obiecanym Królem-Mesjaszem, który miał przyjść na ziemię. To, że Jezus jest Królem, stanowi określenie dla samego chrześcijaństwa i stanowi istotę życia wiary każdego ochrzczonego. Dobitnie na ten temat wypowiedział się Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Kardynał Józef Ratzinger, obecny Ojciec Święty: Święto Chrystusa Króla jest świętem świeżej daty, lecz jego treść jest tak stara jak sama wiara chrześcijańska, albowiem słowo Chrystus nie jest niczym innym, jak greckim tłumaczeniem słowa „Mesjasz”: pomazaniec, król. Jezus z Nazaretu, ukrzyżowany „Syn cieśli”, jest tak bardzo Królem, że tytułem Królewskim stało się Jego Imię. Nazywając samych siebie chrześcijanami, określamy się sami jako ludzie Króla, jako ludzie, którzy uznają w Nim Króla. (w: Służyć prawdzie, Wrocław 1986, s. 368).
    Sam Kościół zbudowany jest na prawdzie wiary, na dogmacie, że Jezus jest Królem (Mesjaszem) i Bogiem (por. J 20,31). Tę wiarę Kościół pierwszych wieków i średniowiecza otaczał podobna troską jak Eucharystię, która tu na ziemi uobecnia Jezusa Króla. Załamanie tej wiary nastąpiło pod wpływem zwodniczych ideologii humanizmu oświeceniowego i trwa do dziś – konsekwencje tego ukażę w części II. Czy w tej sytuacji Bóg nie powinien zażądać od ludzi i narodów, by w sposób deklaratywny poprzez Akt Intronizacyjny potwierdzili wiarę przodków, że uznają Go swym Królem? Czy uważając siebie za chrześcijan, a zarazem wymawiając się od Intronizacji, nie sprowadzamy religii do fikcji?
    By zrozumieć wagę Intronizacji, dla paradoksu spróbujmy sobie wyobrazić pewien absurd, że ktoś wchodzi do Królestwa Jezusa – Kościoła, czuje się jego obywatelem, ale nie uznaje Jezusa za swego króla. Biorąc pod uwagę, że nad człowiekiem panuje albo Jezus, albo Lucyfer, i nie ma próżni ani trzeciej możliwości, to absurd jest tym większy, gdy ktoś uważa się za członka Królestwa Jezusa – Kościoła, ale opowiada się za królestwem ciemności. Postawa ta, ponieważ odzwierciedla wybór, jakiego niegdyś dokonali Żydzi pomiędzy Jezusem a Barabaszem, zawsze prowadzi do aborcji, eutanazji, wojny z narodami „terrorystami” i do innych morderstw i nadużyć, gdyż Barabasz symbolizuje tylko władztwo Zabójcy (por. J 8,44). Niestety wielu jest ochrzczonych, którzy uważają się za wierzących, a zarazem domagają się wprowadzenia lucyferycznych praw, np. aborcji, wolności seksualnej, lichwy, wyzysku ekonomicznego i pracowniczego itd. Ponieważ ta duchowa schizofrenia prowadzi do coraz większych ciemności i chaosu społecznego, kończącego się zawsze samozniszczeniem, dokonanie poprzez Akt Intronizacyjny zdecydowanego wyboru pomiędzy Jezusem a Lucyferem, jest ostatnią szansą na ocalenie prawdy i siebie samych. Jakże bowiem można głosić Ewangelię o Królestwie (por. Mt 4,23), milcząc o jego Królu, głosić, że Jezus jest moim Zbawicielem, a zarazem ignorować lub zwalczać Akt Intronizacyjny, poprzez który uznajemy Go swym Królem?

    Wymiar doczesny królewskiej władzy Jezusa
    Gdy mówimy o panowaniu Jezusa w dzisiejszym świecie, to od razu musimy dodać, że do czasu paruzji zasiada On na tronie w duchowym świecie człowieka. Tak więc władza i panowanie Jezusa są natury duchowej. Nie oznacza to jednak, że nie dotyczą one świata materialnego. Duchowa rzeczywistość jest wyższa od materialnej, a duch panuje nad materią (gdy jest odwrotnie, występuje zjawisko zniewolenia i degradacji godności osoby). Z tego względu duchowe władztwo Jezusa kieruje całą aktywnością ludzką i wszelkimi relacjami międzyosobowymi. Panowanie Chrystusa nad człowiekiem przenika zatem całą jego rzeczywistość osobową, społeczną, gospodarczą i polityczną. A uznanie bądź nie uznanie Jego godności i władzy królewskiej decyduje o tym, jakimi prawami dany człowiek czy naród będzie się rządził i jakie owoce tych rządów będzie zbierał. Tak więc w rzeczywistości duchowej, objawionej nam przez Boga, Intronizacja jako akt uznania nad sobą Jezusa Króla i poddania się pod Jego władzę jest pierwszym i podstawowym wymogiem wiary. Taki jest sens Intronizacji objawionej w Piśmie Świętym i takiej Intronizacji domagał się Jezus niegdyś od Żydów, i takiej dziś domaga się od Polski i od wszystkich narodów świata. Czy to żądanie nie napełnia dzisiejszych władców świata lękiem i nie wyzwala w nich podobnej reakcji wrogości: Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem, w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? (…) Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima (…) Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch (Mt 2,1nn).
    Dziwić się można tylko kunktatorom z kręgów kościelnych, którzy wraz z niegodziwymi władcami świata spiskują przeciw Jezusowi Królowi i przeciw Jego Królestwu (Ps 2). Czy uświadamiają sobie konsekwencje owych działań?
    Łatwo jest stwierdzić, jak świat wygląda, gdy rządzą nim uzurpatorzy. Jeśli w tym spisku na władzę Chrystusa uczestniczy większość danego społeczeństwa, zapowiada to długą walkę o nastanie tam Królestwa Jezusa i jawi się możliwość przegranej: kto gardzi zwiastunami Królestwa Bożego, Mną gardzi, lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał (por. Łk 10,16). Ponieważ indywidualne uznanie władzy królewskiej Jezusa zmienia sytuację jednostki, lecz zasadniczo nie zmienia sytuacji całego społeczeństwa, dlatego jest rzeczą tak ważną, by Intronizacja dokonywana była nie tylko przez poszczególne osoby, lecz także zbiorowo przez cały naród. By była dokonana zarówno przez władze kościelne, jak i świeckie, bo tylko wtedy Królestwo Jezusa będzie mogło w danym państwie z całą mocą zaistnieć.
    Żądanie Pana Boga wobec ludzkości, by uznała Go swoim Królem poprzez wyrażony oficjalnie i zewnętrznie Akt Intronizacyjny, pojawiło się na początku XX wieku, a powróciło w naszych czasach z podwójną siłą za sprawą Rozalii Celakówny. W dniu 5 XI 1996 r. doszło do otwarcia procesu kanonizacyjnego S.B. Rozalii Celakówny, a wkrótce potem do ujawnienia jej misji związanej z Intronizacją. Te dwa wydarzenia wstrząsnęły i z coraz to większą mocą wstrząsają elitami duchowymi i politycznymi naszego kraju, zmuszając je do wyraźnego opowiedzenia się za lub przeciw Jezusowi Królowi Polski. W misji Rozalii jest bowiem wezwanie do dokonania Intronizacji (uznania Jezusa Królem Polski), skierowane zarówno do władz kościelnych, jak i świeckich: Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Pisma). To żądanie Pana Jezusa, by Aktu Intronizacji w imieniu naszego Narodu dokonały razem i jednomyślnie władze kościelne (episkopat) i władze świeckie (prezydent z parlamentem i rządem), stanowi istotę posłannictwa Rozalii i w dziejach chrześcijaństwa jest absolutną nowością. Szczególnie zaskakuje fakt konieczności udziału w Intronizacji władz świeckich. Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii, że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady. Widzimy więc, że w tych postanowieniach Bożych Polska odgrywa doniosłą i bardzo odpowiedzialną rolę wobec całej ludzkości.
    W świetle powyższych treści powinniśmy postawić sobie pytanie, czy zwalczanie lub wymawianie się od Intronizacji nie jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu?

    Władza świecka w służbie Jezusa Króla
    W moich refleksjach nad Intronizacją, w drugiej ich części, chciałbym się głównie skupić na najbardziej niezwykłym wymiarze posłannictwa Rozalii, dotyczącym udziału w czysto religijnym akcie, jakim jest Intronizacja, władz świeckich. Wyjaśnienie tej kwestii jest bowiem kluczem do zrozumienia, dlaczego u części społeczeństwa Intronizacja wyzwala tak wielkie, negatywne emocje.
    Gdy mówimy o Intronizacji ogólnonarodowej, trzeba od razu dodać, że dla Intronizacji głoszonej przez Rozalię udział władz świeckich jest warunkiem sine qua non. Innymi słowy Intronizacja Jezusa Króla nie będzie ważna bez udziału w niej władz świeckich. Zastanówmy się, dlaczego pojawił się tak niecodzienny warunek i to dopiero po upływie dwóch tysięcy lat działalności Kościoła.
    Już przy pierwszej pobieżnej refleksji nad tym zagadnieniem można stwierdzić, że wezwanie do Intronizacji prowadzi do jawnej konfrontacji wiary z niewiarą, uległości z buntem, chrześcijaństwa z pogaństwem. Jednakże korzenie tej obecnej konfrontacji sięgają o wiele głębiej, do początków misji Kościoła. Dlatego też, by zrozumieć doniosłość przesłania misji S.B. Rozalii, musimy w naszych rozważaniach cofnąć się do czasów bardzo odległych, do początków narodzin Królestwa Bożego w narodach pogańskich.
    Jezus Król, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, wstępując do nieba, by zasiąść na królewskim tronie po prawicy Ojca, daje Apostołom rozkaz zaprowadzenia na całym świecie Królestwa Bożego. Misja ta polega na poddaniu królewskiej władzy Jezusa wszystkich narodów. Cały ówczesny cywilizowany świat dostępny Apostołom tworzyło pogańskie, potężne Imperium Rzymskie. Poza nim żyły liczne plemiona barbarzyńskie, do których Apostołowie mogli dotrzeć po uprzednim zdobyciu dla Chrystusa Cesarstwa Rzymskiego. Stąd walka chrześcijan o zaprowadzenie Królestwa Jezusa przez okres trzech pierwszych wieków dotyczy głównie Cesarstwa Rzymskiego. Walka, do której stanęli Apostołowie i ich następcy, nie polegała na podboju terytorialnym, lecz na pokonaniu w sercach i umysłach ludów pogańskich ich wierzeń i praktyk, które wyrażały się w uprawianiu magii, czarów i różnych misteriów, pozbawionych jakiejkolwiek moralności (zob. Rz 1,18nn).
    Dla lepszego zobrazowania tych zmagań należy przywołać w pamięci obrazy duchowej walki przekazanej nam na kartach Nowego Testamentu. Dotyczą one zmagań Jezusa i Apostołów ze złymi duchami, które opanowały ówczesny świat i ludzi w nim żyjących. Mówiąc zatem o religiach pogańskich i związanych z nimi praktykach i misteriach, musimy pamiętać, że nie były one wytworem ludzkiej wyobraźni, lecz rzeczywistym kontaktem ze złymi duchami, a zwłaszcza z ich władcą Lucyferem, który obdarzał swych wyznawców swą mocą i swą obecnością; chodzi o faktyczną skuteczność magii, czarów, wróżb.
    Apostołowie, posłani jak owce między wilki, wyrywali diabłu ludzi za cenę straszliwych cierpień, jakie spadały na nich w formie licznych i niezwykle okrutnych prześladowań. Cesarstwo Rzymskie bowiem całym swym ustrojem strzegło nienaruszalności demonicznych kultów pogańskich. W tej walce dobra ze złem, miłości z nienawiścią, Kościoła z mocami ciemności chrześcijaństwo w końcu odniosło pierwsze wielkie zwycięstwo. W roku 313 współrządzący Cesarstwem Konstantyn i Licyniusz nadadzą chrześcijanom na terenie całego Imperium Rzymskiego prawo swobodnego wyznawania swej religii, tzw. edykt mediolański. W kilkadziesiąt lat potem chrześcijanie odnieśli pełne zwycięstwo, gdy cesarz Teodozjusz I w 380 r. nakaże wszystkim obywatelom swego państwa wyznawać religię chrześcijańską. Dopełnieniem tego aktu był edykt cesarski z 392 r., zakazujący w całym Imperium Rzymskim wyznawania wierzeń pogańskich i uprawiania związanych z nimi demonicznych kultów.
    By uprzytomnić sobie charakter tego zwycięstwa i jego doniosłość dla dalszych losów Europy, należy odsłonić towarzyszący mu wymiar duchowy: miliony ludzi i niezliczone narody zostały wówczas uwolnione spod władania złego ducha i poddane pod panowanie Jezusa Króla. Tak rodziła się chrześcijańska Europa i tworzyła się nowa cywilizacja. Ponieważ ewangelizacja jest procesem przeobrażeniowym, któremu podlega społeczeństwo zrośnięte z wytworzonymi przez siebie strukturami organizacyjnymi i prawnymi, kulturą i nauką, dlatego też chrześcijaństwo, przeobrażając ludzi, zarazem przeobrażało wszystkie dziedziny życia społecznego Cesarstwa Rzymskiego, nadając im wymiar ewangeliczny. Ten proces powodował w Europie dziejową przemianę. W miejsce cywilizacji grecko-rzymskiej kiełkowała i wzrastała cywilizacja chrześcijańska, stopniowo obejmując swym zasięgiem całą Europę i Azję Wschodnią. Rzeczą najbardziej charakterystyczną dla cywilizacji chrześcijańskiej było współdziałanie Kościoła i państwa, władzy duchowej i świeckiej, w umacnianiu w danym narodzie Królestwa Bożego i w strzeżeniu go przed wrogami.

    Podstawy cywilizacji chrześcijańskiej
    Pomijam w tym artykule zagadnienie supremacji władzy papieskiej (papież namiestnikiem Jezusa Króla) nad władzą cesarską lub królewską i tylko odwołam się do egzemplarnego modelu funkcjonowania tej dwuwałdzy w cywilizacji chrześcijańskiej, by ukazać niezbywalność wynikającego z niej sojuszu (wspólnoty) tronu i ołtarza, czyli ścisłego współdziałania władzy państwowej z władzą kościelną.
    Współdziałanie państwa i Kościoła w obronie religii chrześcijańskiej i w normowaniu życia obywateli według jej zasad, zaistniałe na przełomie IV i V w., w następnych wiekach było nieustannie pogłębiane nie tylko praktycznie, ale też i teoretycznie przez rozwój myśli teologicznej. U progu IX w. jawi się dojrzały model sojuszu (nierozerwalności Kościoła od państwa) tronu i ołtarza. W roku 800 miało miejsce doniosłe wydarzenie: Król frankoński Karol Wielki, mieniąc się władcą chrześcijańskim, przyjął w Rzymie z rąk papieża Leona III koronę cesarską. Tak powstałe w Europie cesarstwo chrześcijańskie, związane ściśle z papieską władzą, było ukoronowaniem długoletniego wysiłku Kościoła, którego celem była konsolidacja i organizacja wspólnoty państw chrześcijańskich na nowych podstawach. Cesarz Karol Wielki, w nawiązaniu do chrześcijańskich cesarzy cesarstwa rzymskiego, stał się obrońcą Kościoła w tym zakresie, jaki należał do kompetencji władzy świeckiej. W ten sposób idea udziału w misji Jezusa władców świeckich zaprowadzała w Europie Królestwo Boże (Respublica Christiana) na ostatecznych zasadach. Cesarz jako pomazaniec Boży miał kierować w sprawach doczesnych całą chrześcijańską społecznością (Christianus populus) w nierozerwalnej wspólnocie (sojuszu) z władzą duchową, papieską.
    Podkreślam bardzo dobitnie słowa „w nienaruszalnej wspólnocie”, gdyż od nienaruszalności tej wspólnoty uzależniony był cały nowo ustanowiony porządek chrześcijańskiej Europy, stanowiący zarazem fundament cywilizacji chrześcijańskiej z dwóch racji.
    Po pierwsze, przy modelu dwuwładzy w państwach chrześcijańskich jest rzeczą absolutnie niemożliwą, by któraś z tych władz znalazła się w duchowej opozycji do drugiej: Królestwo wewnętrznie skłócone nie może się ostać (por. Mt 12,25) lub by któraś z nich służyła innym wartościom i innemu panu: Nikt nie może dwóm panom służyć (por. Mt 6,24).
    Po drugie, władza duchowa, by nie była zmuszona przekraczać swych kompetencji, musi mieć wiernego sojusznika w zarządzie rzeczami doczesnymi. Państwo i Kościół muszą wzajemnie i całkowicie na sobie polegać i się uzupełniać we wspólnym budowaniu i strzeżeniu Królestwa Bożego na tym świecie. By ukazać, jak ważna jest zasada pomocniczości państwa dla prawidłowego funkcjonowania organizmu narodu chrześcijańskiego, wspomnę tylko o kwestii administracji państwowej, prawa karnego, obronności itd., leżących w gestii władzy świeckiej, która w tym celu posiada odpowiednie środki i narzędzia. Zerwanie tej zasady oznaczałoby zburzenie całego porządku obowiązującego narody przynależące do cywilizacji chrześcijańskiej.
    Dla lepszego zrozumienia nieodzowności sojuszu tronu i ołtarza, musimy uświadomić sobie charakter zagrożeń, z którymi borykały się wówczas narody chrześcijańskie. Zagrożenie, to najbardziej widoczne, płynęło nieustannie ze strony plemion barbarzyńskich. W zwalczaniu tego zagrożenia współdziałanie Kościoła i państwa było nieuchronne i nikt tego nie kwestionuje.
    Obok wroga zewnętrznego nieustannie ujawniał się wróg wewnętrzny – duchowy. Do niego zaliczyć należy wszystkich herezjarchów i inspirowane przez nich herezje. Jednakże o wiele większe zagrożenie duchowe dla chrześcijaństwa płynęło ze strony demonicznych kultów i praktyk, niosących z sobą śmiertelną zarazę dotykającą duszy. Trzeba przy tym odróżnić zagrożenie płynące z wierzeń pogańskich, właściwych dla plemion barbarzyńskich zamieszkujących Europę, od potężnych kultów i rytuałów demonicznych świata antycznego, których nieprzerwanym siedliskiem była Europa południowo-wschodnia i Azja. To drugie zagrożenie, szczególnie niebezpiecznie z racji wyrafinowanych praktyk i uwodzących idei, proponujące ludziom udział w „boskiej”, lucyferycznej wiedzy, mocy i władzy, było gorsze od najazdów wrogich armii i wymagało pełnej mobilizacji obronnej od Kościoła i państwa, strzegących razem duchowych granic chrześcijaństwa. Z tej potrzeby zrodziła się Inkwizycja, oskarżana i ośmieszana dzisiaj przez burzycieli starego ładu.

    Wrogowie Królestwa Bożego
    By uzmysłowić skalę duchowego zagrożenia cywilizacji chrześcijańskiej i konieczność współdziałania Kościoła i państwa w jego zwalczaniu, przytoczę jeden z licznych faktów historycznych. Otóż rycerze Zakonu Templariuszy, założonego w Jerozolimie w 1118 r. dla obrony pielgrzymów, po upadku Królestwa Jerozolimskiego w 1187 r. wracają do Europy i osiedlają się we Francji. Wkrótce stają się potęgą ekonomiczną i zdobywają coraz większe wpływy polityczne na dworach królewskich. Jednakże ich działalność budzi wiele podejrzeń z innych racji. Są wielkim zagrożeniem dla chrześcijańskiej Europy z powodu swych heretyckich poglądów na życie i śmierć Jezusa oraz demonicznych praktyk, polegających na bezczeszczeniu krzyża, uprawianiu czarnej magii, magii seksualnej i kultu szatana.
    W piątek 13 października 1307 r. król francuski Filip IV Piękny, w porozumieniu z papieżem Klemensem V, przeprowadza nagłą akcję militarną, której celem było uwięzienie Templariuszy. W samym Paryżu zostaje uwięziony wielki mistrz zakonu Jakub de Molay wraz ze 140. rycerzami. Równocześnie dokonano aresztowań członków zakonu na terenie całej Francji. Proces Templariuszy trwał kilka lat. W toku przesłuchań prowadzonych przez Inkwizycję kościelną, której przewodniczył Inkwizytor brat Wilhelm z Paryża, ustalono, że Templariusze w czasie swego pobytu w Palestynie przejęli od ludów Wschodu gnostycką wiedzę i demoniczne misteria, czcząc Lucyfera w posągu zwanym Baphometem. Przedstawiał on skrzydlatego kozła z wielkimi rogami, z pięcioramienną gwiazdą na łbie, siedzącego na ujarzmionym globie jak na tronie. Inskrypcja „Baphomet” czytana wspak, według kryptografii kabały żydowskiej znaczy: ojciec świątyni pokoju wszystkich ludzi. Templariusze czcili zatem w miejsce Boga Ojca, innego ojca (Lucyfera), budowniczego nowej świątyni (nowego ładu), wszystkich ludzi (wymiar globalny). W roku 1310 spalono na stosie 54 Templariuszy, a w 4 lata później zginął na stosie wielki mistrz Jakub de Molay z trzema innymi najbliższymi współpracownikami. Chociaż papież Klemens V bullą Vox clamantis zniósł Zakon Templariuszy, a następnie zakazał pod karą ekskomuniki w jakikolwiek sposób nawiązywać do jego tradycji, to jednak przywleczonej ze Wschodu zarazy okultyzmu nie udało się już z Europy usunąć. Kult Baphometa, nadal szerzony w głębokiej konspiracji przez zbiegłych Templariuszy, odrodził się z całą siłą w Zakonie Różokrzyżowców, sięgającym swymi początkami XV wieku. Przypuszcza się, że ci protoplasci współczesnej masonerii, nieprzejednani wrogowie Kościoła katolickiego, nazwą swą nawiązali do czerwonego krzyża zdobiącego płaszcze Templariuszy. Nota bene jednym z ojców zjednoczonej pod władzą Baphometa Europy był różokrzyżowiec Jan Amos Komeński (1592-1670), zwany też Comeniusem. Pochodził on z Moraw z rodziny husyckiej i oficjalnie przynależał do groźnej sekty Braci Czeskich. Głównie działał w Polsce, w Lesznie, gdzie parał się szkolnictwem, opracowując zasady dydaktyki w zgodzie ze swymi przekonaniami. Obecnie projekt Comenius jest wcielany przez Unię Europejską w polskim szkolnictwie.
    Spuściznę po Różokrzyżowcach przejęła z czasem masoneria, a sam Comenius uważany jest przez J. Giertycha za jednego z głównych twórców masonerii. Tych parę faktów, podanych w wielkim skrócie, powinno nam uświadomić, jak wielkim zagrożeniem dla cywilizacji chrześcijańskiej, a obecnie dla naszego Narodu jeszcze katolickiego, stanowiły zręby antykościoła, budowane już w średniowieczu przez wyznawców okultyzmu. Zasada bowiem walki o władzę nad światem między dobrem a złem jest zawsze ta sama. Jezus posyła Apostołów z misją poddania pod Jego panowanie wszystkich narodów. Lucyfer działa także w podobny sposób, posyłając na świat swych apostołów okultyzmu z podobnym zadaniem. Walka o dusze ludzkie w razie przegranej jest dla chrześcijan o wiele groźniejsza w skutkach, niż wszystkie krwawe najazdy wrogów zewnętrznych i toczonych w ciągu historii wojen. Czy Kościół i władcy chrześcijańscy w tej walce na śmierć i życie wieczne nie mieli prawa uciekać się do środków ostatecznych, jakimi były tortury i płonące stosy?
    Jeśli w walce z Saracenami czy Turkami nie przebierano w środkach, mordując setki tysięcy ludzi i paląc ogniem wielkie połacie ziemi wraz z osadami i miastami, to nikt nie podważa słuszności tych działań. Jeśli w walce o wiele bardziej bezwzględnej i straszniejszej, bo duchowej, prowadzonej w obronie narodów chrześcijańskich skazano na śmierć ludzi walczących po stronie Lucyfera, to współcześni tryumfatorzy nowego porządku świata nie znajdują dla tych działań granic potępienia.
    Zapytajmy się cóż takiego się stało, że w świecie nam współczesnym nastąpiła tak radykalna zmiana nastawienia do Kościoła i narodów chrześcijańskich, a wraz nią przewrotna ocena faktów historycznych.

    Dechrystianizacja Europy
    Przyjmuje się, że cywilizacja chrześcijańska trwała w Europie od V do XV wieku. Cóż zatem ją zniszczyło? Nie najazdy barbarzyńców, lecz tajne stowarzyszenia i związki osób skupionych wokół Baphometa! Ludzie ci doskonale w nich zorganizowani przenikali stopniowo do władz państwowych i kościelnych, do urzędów i uniwersytetów, zwodzili filozofię i teologię, demoralizowali szkolnictwo, desakralizowali sztukę itd. Wszystko i wszystkich poddawali pod władzę Lucyfera, szerząc, na ile się tylko dało, w danym okresie historii bałwochwalcze misteria, okultyzm, satanizm i wszelki zamęt społeczny. Dziś żyjemy w świecie astrologów, wróżek, magów, uzdrawiaczy, tarota, kabały, pośród wszelkich zwyrodnień seksualnych i równouprawnionych wszystkich religii. Gdyby w naszym czasie żyli i działali Templariusze, cieszyliby się powszechnym uznaniem i szacunkiem, a niejeden z nich dostałby Nobla lub występowałby w telewizji jako wielki humanista i autorytet moralny. Bo dziś już nie ma kto bronić duchowych granic Królestwa Jezusa i chronić ludzi ochrzczonych przed śmiertelnymi wrogami ich życia wiecznego i ich duszy. Za to nauczono ludzi Kościoła katolickiego wstydzić się i przepraszać za struktury i za owoc działań obronnych państw stanowiących niegdyś cywilizację chrześcijańską.
    Demontaż cywilizacji chrześcijańskiej następował stopniowo, kierowany w sposób przemyślany i metodyczny od przeszło 300 lat przez światową masonerię, która wchłonęła w siebie wcześniejsze i działające do tej pory, niezależnie od siebie, wszelkie twory organizacyjne Antychrysta. Dla tego zwycięskiego pochodu zła barierę nie do przebycia wciąż stanowił sojusz Kościoła i państwa. Jak długo on trwał, tak długo prawo stanowione było zgodne z prawem Bożym, a administracja państwowa wymagała od obywateli przestrzegania norm kościelnych, stosując wobec opornych sankcje. Mimo licznych prób (wystarczy wymienić Rewolucję Francuską) przymierze tronu i ołtarza okazało się dla światowej masonerii twierdzą wyjątkowo trudną do zdobycia. Po wielu latach szturmu pierwszego wyłomu dokonano w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Na mocy pierwszej poprawki do konstytucji z roku 1789 zakazano uznawania religii katolickiej za oficjalną, to znaczy spójną z państwem. Następne zwycięstwo masoneria odniosła we Francji. Na mocy Ustawy o stowarzyszeniach z dnia 2 lipca 1901 r. zlikwidowano we Francji setki klasztorów, a w konsekwencji doprowadzono do zamknięcia tysięcy szkół katolickich. Wkrótce potem na mocy Ustawy o separacji Kościoła od państwa z dnia 9 grudnia 1905 r. pozbawiono Kościół katolicki osobowości prawnej – stan ten trwa do dziś.
    W roku 1911 wielki mistrz masonerii portugalskiej, Magalhaes Lima, na kongresie masońskim w Rzymie był entuzjastycznie fetowany za wypowiedź: Przez 10 miesięcy naszych rządów uczyniliśmy to, czego inni nie mogli uczynić przez wiele lat. Wypędziliśmy Jezuitów, zlikwidowaliśmy zgromadzenia religijne, wprowadziliśmy prawo rozwodów i oddzieliliśmy państwo od Kościoła. W innych krajach walka jeszcze trwała i dlatego w roku 1922, w czasie zjazdu lóż Wielkiego Wschodu, który odbył się w Genewie, ustalono dalszy program walki z Kościołem, obowiązujący wszystkie loże. W programie tym jeden z sześciu głównych punktów (oprócz popierania organizacji wolnomularskich i teozoficznych, ruchu sekciarskiego oraz zwalczania szkół religijnych) stanowił zapis o dążeniu do rozdziału Kościoła od państwa. Zdawano sobie bowiem sprawę, że Kościół pozbawiony osłony państwa zostanie wyrugowany z życia publicznego.

    Działania obronne Kościoła
    W obliczu tych ogromnych zniszczeń dokonanych w życiu wielu narodów przez masonerię, chodzi przecież o zbawienie milionów, milionów ludzi, ówczesny Kościół walczył tymi środkami obronnymi, które były w jego dyspozycji. Masoneria została przez papieży dokładnie w licznych encyklikach opisana co do swego lucyferycznego pochodzenia i działania, i wielokrotnie obłożona klątwą. Wszyscy przynależący do masonerii lub ją popierający zostali przez Kościół ekskomunikowani, a sama organizacja na przestrzeni 200 lat została aż 400 razy potępiona przez papieży, co w stosunku do innych sekt stanowi absolutny rekord.
    Nie mniej zdecydowanie przeciwstawiali się papieże próbom rozdzielenia Kościoła od państwa. Wystarczy wspomnieć encyklikę Vehementer nos, w której papież Pius X potępił rozdział Kościoła od państwa jako zasadę absolutnie fałszywą i niezwykle szkodliwą.
    Szkodliwość tej zasady jest tej samej natury co działanie sił ciemności. Państwo, które w swym programie działania nie identyfikuje się z chrześcijańskimi wartościami i zasadami życia, z konieczności musi identyfikować się z ideologią lucyferyczną, a tym samym normować życie społeczne obywateli według jej zasad (np. komunizm, faszyzm, liberalizm, globalizm). Ponieważ poza Bogiem chrześcijan istnieje tylko jeden uzurpator – Lucyfer (ukrywa się on pod wieloma imionami, co czyni pozór wielości religii i bóstw), świat, wyłamując się z ram chrześcijaństwa, musi z konieczności dostać się pod jego władanie. Na pytanie: Jak mogli dopuścić do tego zwycięstwa szatana ludzie ochrzczeni?, odpowiadam pytaniem retorycznym: Jak mogli powiesić swego Króla na drzewie krzyża ludzie obrzezani?
    Zdrada dziesiątków milionów ludzi na przestrzeni ostatnich kilkuset lat, świeckich i duchownych, którzy przystali do masonerii, spowodowała, że we wszystkich narodach dotkniętych laicyzacją państwa następowała detronizacja Jezusa Króla.
    Dla zobrazowania tego dramatu, który nadal rozgrywa się na naszych oczach, przytoczę kilka wypowiedzi papieskich:
    – papież Leon XIII, cytując Psalm 2. i słowa Jezusa: Dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi, stwierdza, że Jego panowanie musi być najwyższe, absolutne i od nikogo niezależne… i dodaje: Błagać będziemy, by Jezus Chrystus, którego władzy przecież podlegamy, rzeczywiście tę władzę nad nami wykonywał… Wtedy tylko będzie można uleczyć tak wiele ran, przywrócić powagę prawa, zaprowadzić ład i pokój, gdy wszyscy chętnie i z uległością przyjmą panowanie Chrystusa (encyklika Annum sacrum, 1899 r.);
    – papież Pius XI: Taki potop zła rozlał się w świecie dlatego, iż większa część ludzi odsunęła Jezusa Chrystusa i Jego święte prawa od praktyki swego życia, od rodziny i spraw publicznych…Usunięto Boga, Jezusa Chrystusa, od prawodawstwa i spraw państwowych, i oświadczono, że władza nie pochodzi od Boga, ale od ludzi. To było przyczyną, że zachwiała się sama podstawa władzy (encyklika Ubi arcano, 1922 r.);
    – papież Pius XI: Dziś, gdy rozkazujemy, by ogół katolików czcił Chrystusa pod imieniem Króla, tym samym uważamy, że podajemy jedno z najskuteczniejszych lekarstw na nasze czasy, a także i na zarazę, która społeczeństwo ludzkie nawiedziła. Zarazą naszych czasów nazywamy tzw. laicyzm, wraz z jego błędami i niegodziwymi dążeniami… Rozpoczęto od zaprzeczenia panowania Chrystusa na wszystkimi ludami. Powoli zrównano religię Chrystusa z religiami fałszywymi i zniżono ją haniebnie do ich rzędu. Następnie poddano ją władzom świeckim… Doprawdy im bardziej pomija się w haniebnym milczeniu najsłodsze Imię naszego Zbawiciela, czy to w zgromadzeniach międzynarodowych, czy w parlamentach, tym głośniej trzeba je wielbić, rozgłaszając wszędzie prawa Jego Królewskiej godności i władzy (encyklika Quas primas, 1925 r.);
    – papież Pius XI: Gdy jednak w ubiegłym wieku, a także i w naszych czasach podstępne machinacje bezbożnych ludzi doprowadziły do tego, że zaczęto się wyłamywać spod najwyższej władzy Jezusa Chrystusa i wypowiedziano otwartą wojnę Kościołowi, wydając prawa oraz ustawy niezgodne z prawem Boskim i naturalnym; gdy na publicznych zebraniach wołano: „Nie chcemy, żeby On był naszym Królem!” : „Trzeba ażeby Chrystus królował!” (encyklika Miserentissimus Redemptor, 1928 r.);
    – papież Pius XII: Uważamy za największą powinność Naszego urzędu i największy obowiązek wobec współczesności dać świadectwo prawdzie. (…) A więc głównym złem, z powodu którego świat współczesny popadł w duchowe i moralne bankructwo oraz ruinę, jest niegodziwe i zaiste zbrodnicze usiłowanie, by pozbawić Chrystusa Jego Królewskiej władzy, a także nie przyjęcie nadanego przez Chrystusa prawa prawdy oraz odrzucenie prawa miłości, które jako Boskie tchnienie jest życiodajną treścią i mocą Jego władania.
    Ratunek i zbawienie dla współczesnego człowieka znajduje się tylko w czci Chrystusa jako Króla, w uznawaniu uprawnień wynikających z władzy, jaką On sprawuje, oraz w doprowadzeniu do powrotu poszczególnych ludzi i całej ludzkiej społeczności do chrześcijańskiego prawa prawdy i miłości (encyklika Summi pontificatus, 1939 r.).
    Powyższe nawoływania papieskie pozostały w świecie bez echa, a po śmierci Piusa XII umilkły. Europa kierowana przez oświeconych humanistów nadal się jednoczy w imię Baphometa, a cały świat zmierza ku globalizacji – jednego imperium królestwa ciemności.

    Dana światu szansa na ocalenie
    Na tle tych dziejowych przemian, które ukazałem, dopiero możemy właściwie odczytać posłannictwo S.B. Rozalii Celakówny. Jej wielkie orędzie, skierowane w pierwszym rzędzie do Narodu Polskiego, a wyrażające żądanie Pana Jezusa, jedynego Króla narodu ludzi ochrzczonych, a więc formalnie przynależących do Jego Królestwa, by dokonać Intronizacji, czyli publicznie uznać Go swym Królem, jest przez Boga daną Polsce i światu ostatnią szansą ocalenia.
    Rozalia w wielkiej wizji dotyczącej zniszczenia świata widzi popękany glob ziemski i gorejącą lawę niszczącą niczym biblijny potop wszystkie kraje i narody, które odmówiły uznania Jezusa swym Królem. Ta scena nie pozostawia niedomówień, a jej autentyczność potwierdzają słowa Pana Jezusa w bardzo licznych Jego wypowiedziach, zapisanych w Ewangeliach. Jest ona ponadto całkowicie zgodna z Apokalipsą św. Jana, a także z ostrzeżeniem przekazanym światu przez Matkę Najświętszą w Fatimie w roku 1917, w czasie wielkiego tryumfu masonerii.
    Wystarczy zastanowić się, czy Bóg może zachować świat w istnieniu, gdyby ludzkość upodobniła się do Lucyfera? Czy nie groziłby wtedy ludzkości ten sam los co diabłu (zob. Ap 19,19nn)? Jezus Król nabył świat za cenę krwi przelanej i powracając, oczyści swą własność, karząc przeniewierców, bluźnierców i świętokradców. Przed dniem kary dał światu dzień miłosierdzia, czas na opamiętanie się za pośrednictwem św. Faustyny. Dziś przemawia do nas przez S.B. Rozalię Celakównę, wskazując nam ostatnią szansę ratunku – Intronizację. Osoby z kręgów patriotyczno-narodowych, które zajmują się sprawami społeczno-politycznymi mają świadomość, jak wszystkie organy i dziedziny życia naszego Narodu zostały poddane władzy twórców antychrześcijańskiego ładu. Widzą rozpacz w oczach milionów Polaków, oszukanych przez przywódców, ogłupionych przez media, odartych z godności dzieci Bożych, wydziedziczonych z majątku narodowego przez ludzi owładniętych duchem złym. Po ludzku myśląc, z tej opresji duchowej i materialnej, w jakiej znalazł się nasz Naród, nie ma wyjścia. Ale trzeba uwierzyć, że Bóg wszystko może. Trzeba uwierzyć w posłannictwo S.B. Rozalii Celakówny i uchwycić się tej jedynej szansy na nasze ocalenie. Wierzę, że Jezus Król Polski nas obroni i że, zgodnie z obietnicą objawioną wielu świętym polskim XX wieku, wywyższy nasz kraj w potędze i chwale, jeśli tylko wypełni Jego wolę, jeśli dokona Intronizacji.
    Dlaczego moje nawoływanie kieruję do ludzi świeckich? Nie chcę się żalić na oportunizm władz kościelnych, na opór, jaki wśród wielu duchownych napotyka sprawa uznania Jezusa Królem Polski. Chcę natomiast w kontekście tego, co uprzednio napisałem, ukazać zadanie ludzi świeckich w dziele Intronizacji. Ponieważ Bóg żąda, a należy to do istoty Jego żądania, by Aktu Intronizacji dokonały również władze świeckie, daje to osobom świeckim, a zwłaszcza prowadzącym działalność polityczną, powód i najwyższą rację do zaangażowania się w walkę o uznanie Jezusa Królem Polski. Ukazałem, jak powstawała cywilizacja chrześcijańska, jak ważny dla jej istnienia był sojusz Kościoła i państwa i w jaki sposób ją zniszczono. Przejęcie przez antykościół w swe ręce władzy świeckiej w państwach chrześcijańskich stało się powodem stoczenia się tych narodów z drogi stromej, prowadzącej do tronu Jezusa Króla. Dziś władza świecka stała się ostoją i protektorem duchowego panowania zła nad narodami. Żądanie zatem Boga, w pełni zasadne, by władza świecka ukorzyła się przed Nim w pokornym Akcie Jego Intronizacji, który ma pociągnąć za sobą przywrócenie w państwie ładu Jego Królestwa, jest ultimatum! Niech ta prawda przynagla zwłaszcza osoby, które poczuwają się do odpowiedzialności za los naszego kraju, w dążeniu do odrestaurowania Królestwa Bożego w naszej Ojczyźnie.
    Na wstępie niniejszych rozważań oświadczyłem, że Intronizacja prowadzi do jawnej konfrontacji z ludźmi i strukturami przeciwnymi Królestwu Bożemu. Sami dobrze widzicie palącą potrzebę wyzwolenia Polski spod ich wpływu. Trzeba odsunąć od władzy ludzi, którzy zdradzili Chrystusa, niezależnie od tego, czy noszą garnitur czy sutannę, czy swe szaty zdobią fartuszkiem, czy purpurą. Trzeba oczyścić Królestwo Maryi z bałwochwalstwa, z niesprawiedliwości społecznej, z zakłamania, by w ten sposób przygotować drogę do tronu Polski dla Jezusa Króla. Intronizacja bardziej niż woda święcona sama z siebie ujawni zdrajców. W tej walce nie tylko o doczesność, ale także o szczęście i życie wieczne, niech przykładem dla nas będzie osoba świecka, na pozór nic nie znacząca, skromna pielęgniarka, Służebnica Boża Rozalia Celakówna.

    ks.Tadeusz Kiersztyn

  16. Teresa said

    Ks. Tadeusz Kiersztyn został zamordowany. Mordu dokonano w podobny sposob jak europosła Filipa Adwenta i jego rodziny oraz kilku innych osób. Zginął Kapłan, który propagował idee intronizacji Jezusa Chrystusa na Krola Polski, aby ocalić Polskę, Kapłan, który piętnował i ujawniał zydo-masonów.?

  17. JO said

    Tak dziala judeodemokracja. Zacznij Dzialac, to ciebie zabija jak Leppere I innych wylacznie z Ks Jankowskim. Komando Zydowskie Smierci dziala.

  18. JO said

    Jestem za Intronizacji Jezusa Krola w Rodzinach I w Polsce. Intronizacji musi byc godna a mozna godnie jej dokonac poprzez Intronizacji Serca Jezusowego, Nawrocenie siebie I Rodziny do Tradycji, postepowanie , zycie musi byc Tradycyjnie Katolickie. Tym intronizujemy Pana Jezusa I tym otwieramy Droge do Intronizacji Pana Jezusa w Polsce zadajac wprowadzenia praw Bozych do Prawodastwa Panstwa Polskiego.
    Pan Jezus Krolem Polski. Bozarodzicielka KROLOWA Polski. Te fakty sa juz dokonane!
    To naszym Zadaniem jest wywalczyc Prawa Krola I Krolowej w naszym Panstwie. Jak jednak chcecie wywalczyc te Prawa Pana Boga, ktore nalezy sie Mu I Naszej Krolowej Polski od Wiekow , gdy Sami nie postepujecie w Prawdzie?

    Czy jestescie Tradycyjnymi Katolikami?
    Czy kobieto modlisz sie z nakryciem glowy?
    Czy ubierasz sie jak dziwka?
    Czy sluchasz muzyki wspolczesnej?
    Czy bierzesz kredyty? Z bank ow?

    Jezeli tak, a nie chcesz tego to walcz do upadlego o Prawa Boze w Polsce I Intronizacje Godna Pana Jezusa jako Krola Polski.

    Ty jednak Masz KROLOWA Marie I nic nie robisz by zmieniac siebie I Swoja Rodzine. Nie Poszukujemy Boga.Obrazasz go swoim strojem, postepowaniem, konsumcja,…….I z haslem I brudnym Zyciem chcesz cos Zdzialac w sprawie zmiany Prawa w Polsce? dajac Unym kreske? Glosujac na nich?bedac samemu konsumentem, klamca, idac za Pozadaniami chcesz zmiany tak Wielkiej Prawa?

    Po co sie pytam, by bylo Martwe I Gorszylo samego Boga jak Krzyz w Parlamen ie judeopolskim?
    Jak cale nasze Zycie w Polsce ktorej Matka Boza JUZ jest KROLOWA?
    Czego WY ludzie chcecie?
    Spelnijcie wpierw warunki….Szukac co macie, oddajac godnosc temu co jest…

    Dranie z czym do Ludu?

  19. Piotrx said

    Ksiądz Tadeusz Kiersztyn nie żyje. Ten polski ksiądz, który służył Królowi Polski.

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2012/08/22/ksiadz-tadeusz-kiersztyn-nie-zyje-ten-polski-ksiadz-ktory-sluzyl-krolowi-polski/

    Miał wypadek samochodowy. Najechany przez TIR-a. Był zwolennikiem Chrystusa Króla Polski, którego intronizację prorokowała Rozalia Celakówna.

    Właśnie się dowiedziałem. Rozmawiałem właśnie dziaisj o tym polskim księdzu z Profesorem Jaroszem. I czytałem jakąś godzinę temu na Nowym Ekranie świadectwo tego POLSKIEGO KSIĘDZA o swoim powołaniu. Wstrząsneło mną to – szczególnie mocno, bo w ostatnią sobotę byłem w Świebodzinie i zachwyciłem się statuą Chrystusa Króla. Kto popiera i służy TAKIEMU Królowi Polski – jest święty na pewno. Tak czuje moje polskie serce.

    /-/ Eugeniusz Sendecki

  20. Tuptusia said

    Ks. Tadeusz Kiersztyn umarł w Godzinie Miłosierdzia,

    odszedł do Króla dla którego żył,

    zaprowadziała go tam Królowa w Dniu Jej Święta.

  21. Tuptusia said

    POMÓŻMY BIEDNYM DZIECIOM w zdobyciu wyprawki do szkoły,
    na ile kto może, poślijmy chociaż po kilka sms-ów.

    Akcja Caritas Polska “tornister pełen uśmiechów” między 15 sierpnia a 2 września.

    Wystarczy wysłać SMS o treści POMAGAM pod numer 72052 (2,46 PLN z VAT).

    http://natablicy.pl/tornistry-dla-najubozszych-dzieci-za-sms,artykul.html?material_id=502a206cb564da3c60000000

  22. JO said

    Wieczne Odpoczywanie Racz Mu dac Panie a Swiatlosc Wiekuista niech mu swici. Amen

    Niech Smierc tego Ksiedza obudzi Narod Polski.
    Uwolnijmy sie od wiezow Masonsko-zydowskich i z czystym Sercem Przywrocmy Panowanie Praw Bozych w Naszym Panstwie odbudowujac Go.

    Chce Podziekowac wszystkim Tradycyjnym Katolikom , ktorzy Nam pomagali bysmy Mogli Splacic Wszystkie zobowiazania Bankowe zaciagniete 12 lat temu. Nigdy wiecej Bakowych pieniedzy! Nigdy wiecej „Tesco”, Mc Donaldow…Tak nam Dopomoz Bog. Maria-Bozarodzicielka Nasza Krolowa Polski i Jej Syna Prawa Nami Rzadza.

    Chrysus Krol! Precz z masonsko-zydowskim swiatem.

    Jak mozna walczyc o prawa Boze w Panstwie lamiac je samemu w zyciu?

    Czy wiecie, ze przez 12 lat placac odsetki i splacajac wirtualny dlug Zywilem Szatana – Jego Slugi, dawalem swoja prace na wojny na Wybory i Wyborow Falszowanie!!

  23. aga said

    Większego jak JO Obłudnika i faryzeusza czasów współczesnych to w życiu swoim jeszcze nie spotkałam.

  24. JO said

    ad.23. To samo moge powiedziec o Pani Pani Ago 🙂

  25. aga said

    Panie JO w ustach Takiego Cadyka jak Pan to można odczytać tylko jako Komplement 😉

  26. Tuptusia said

    JUTRO 26 SIERPNIA IMIENINY NASZEJ MATKI I KRÓLOWEJ PANI JASNOGÓRSKIEJ

    Pod hasłem „Wypełniamy Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego” upływać będą tegoroczne obchody uroczystości Matki Bożej Jasnogórskiej.

    Tradycyjnie podczas uroczystej Sumy sprawowanej na Jasnej Górze 26 sierpnia z udziałem Episkopatu Polski ponowiony zostanie tekst Ślubów, których autorem jest Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. Uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej to największy odpust w Sanktuarium. Sumie pontyfikalnej o godz. 11.00 na jasnogórskim szczycie przewodniczyć będzie abp Józef Kowalczyk, Prymas Polski. Homilię wygłosi abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Jak co roku podczas Mszy św. odbędzie się akt odnowienia Ślubów Jasnogórskich i możliwość złożenia przyrzeczeń Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.
    Uroczystą Eucharystię poprzedzi w tym roku poświęcenie nowego wotum – kamiennej tablicy, na której umieszczony jest tekst Ślubów. Tablicę ufundował Instytut Prymasa Wyszyńskiego w 70. rocznicę swego powstania. O godz. 10.00 na szczycie rozpocznie się modlitwa pielgrzymów „Wypełniamy Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”.

    Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego to modlitwa w formie ślubów złożonych Najświętszej Maryi Pannie Królowej Polski 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze, przy udziale około miliona wiernych. Pod nieobecność kard. Stefana Wyszyńskiego rotę Ślubów odczytał bp Michał Klepacz, pełniący obowiązki przewodniczącego Episkopatu Polski. Na fotelu przeznaczonym dla prymasa Polski leżały biało-czerwone kwiaty. Kard. Wyszyński składał Śluby w miejscu swojego odosobnienia w Komańczy w łączności z Jasną Górą, 10 minut wcześniej, jedynie w obecności Marii Okońskiej.
    W tekście Ślubów zawarte są m.in. wezwania do obrony budzącego się życia, nierozerwalności małżeństwa, troski o serca i umysły dzieci, miłość, sprawiedliwość, zgodę, pokój, walkę z przemocą, troski o głodnych, bezdomnych, płaczących. Wśród wyliczanych wad narodu są: lenistwo, lekkomyślność, marnotrawstwo, pijaństwo i rozwiązłość.
    Jasnogórskie Śluby stały się programem moralnego odrodzenia Narodu, podjętym przez cały Kościół w Polsce: przez biskupów, kapłanów i lud Boży. Program ten nazwany został “Wielką Nowenną przed Tysiącleciem Chrztu Polski”.

    (…)Obchodzona 26 sierpnia uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej ma przede wszystkim charakter dziękczynienia za szczególną rolę Maryi w dziejach całego Narodu, jest też wyrazem czci dla jasnogórskiego obrazu Matki Bożej.

    O ustanowienie święta ojcowie paulini zabiegali kilkakrotnie. Po raz pierwszy zwrócili się z taką prośbą do Stolicy Apostolskiej po obronie Jasnej Góry przed Szwedami w 1665 r. Kongregacja Obrzędów zezwoliła wtedy jedynie na odprawianie Mszy św. wotywnych. Dopiero papież Pius X w 1904 r. zatwierdził uroczystość NMP Częstochowskiej dla Jasnej Góry i dla ówczesnej diecezji włocławskiej. Po raz pierwszy obchodzono ją 29 sierpnia 1906 r. W 1931 r. papież Pius XI ustalił jako uroczystość dzień 26 sierpnia. Pierwszy raz tego dnia czczono Matkę Bożą Jasnogórską w 1932 r. w ramach obchodów jubileuszu 550-lecia Jasnej Góry.
    W diecezjach polskich uroczystość wprowadzano stopniowo od 1910 r. Zgodnie z decyzją Piusa XII święto obchodzone jest jako uroczystość całego Kościoła katolickiego w Polsce od 1956 r.

    http://ekai.pl/wydarzenia/x57782/obchody-uroczystosci-matki-bozej-czestochowskiej/

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: