Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kard. J. Meissner: FSSPX musi w całości przyjąć nauczanie papieża i II Soboru Watykańskiego

Posted by Marucha w dniu 2012-08-31 (Piątek)

Kardynał Joachim Meisner, arcybiskup metropolita koloński, podkreśla, że Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X musi w pełni przyjąć nauczenie papieża i II Soboru Watykańskiego, w tym również Deklarację o wolności religijnej, nauczanie dotyczące relacji z Żydami oraz liturgię w jej obecnej formie – taka deklaracja niemieckiego hierarchy padła w wywiadzie udzielonym agencji Kathnews.

Kard. MeissnerWedług kardynała „możliwość powrotu FSSPX do wspólnoty Kościoła katolickiego” wiąże się również z wycofaniem zarzutów wobec papieża, że w pewnych sprawach jest on nieortodoksyjny. „Kto całkowicie lub częściowo odrzuca deklaracje doktrynalne, nie może być w pełnej komunii z Kościołem” – powiedział kard. Meissner.

Metropolita Kolonii przypomniał również, że „Ojciec Święty wielokrotnie wyraził uznanie dla wiary żydowskiej oraz podkreślał wagę dialogu między chrześcijanami a Żydami. Papież Benedykt XVI podczas odbywającego się w 2005 r. Światowego Dnia Młodzieży odwiedził miejscową synagogę i zacytował słowa swego poprzednika Jana Pawła II: «Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm»” (źródło: cathcon.blogspot.com, 24 sierpnia 2012).

http://news.fsspx.pl/

Jeśli ceną za „powrót Bractwa do Kościoła” (którego nigdy nie opuścili) ma być akceptacja herezji i błędów II Soboru Watykańskiego, a także obłędnego żydofilstwa papieży, to lepiej, żeby wszystko pozostało po staremu.
Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X jest jedyną liczącą się w świecie siłą, która walczy o czystość wiary katolickiej. Stąd też takie wściekłe nań ataki, stąd tyle wypowiedzi różnych judeokardynałów i judeobiskupów, przywołujących Bractwo do porządku.
Przydało by się, aby kard. Meissner nauczył się odróżniać deklaracje doktrynalne od prywatnych poglądów papieży, które katolików nie obowiązują. Ale podejrzewamy, iż ów heretyk celowo miesza wiernym w głowach.
Admin

Komentarzy 79 to “Kard. J. Meissner: FSSPX musi w całości przyjąć nauczanie papieża i II Soboru Watykańskiego”

  1. JO said

    Jakbym czytal Pania Age ostatnio….

  2. Marucha said

    Re 1:
    Taki typowy judeokatolik, który na czarne powie białe, a na białe – czarne.
    Grzeszy nie tylko na własny rachunek, ale perfidnie wprowadza w błąd wiernych, którzy niekoniecznie orientują się w sprawach, o których mówi. Tym większa będzie dlań kara, jeśli się nie opamięta.

    Papież Pius V (ten sam, który kanonizował Mszę Trydencką) zakazał jakichkolwiek rozmów teologicznych czy innego „dialogowania” z żydami.
    Czy ktoś tę – ważną po wsze czasy – bullę unieważnił?
    Jeśli tak – to kto i kiedy?
    Jeśli nie – to jakim, psia krew, prawem toczy się jakiś „dialog” judaizmu z katolicyzmem?
    Kto, ku@wa mać, daje pozwolenie księżom na wstawianie żydowskiej menory jako centralnego punktu świątyń katolickich?

  3. Nemo said

    Tak menora w kcie3le katolickim to hańba ;słyszałem o takich przypadkach choć osobiście nie widziadłem.

  4. Pokręć said

    Dobra, ale kard. Meissner musi jednocześnie przyjąć cała Tradycję Kościoła. Włącznie z nauczaniem poprzednich soborów i papieży.

  5. JO said

    Ad.2.menora w KK to ROZKAZEM Masonerii, wroGow Kosciola, to Znak Okupacji KK ….

  6. Kapsel said

    kard. Meissner, w trochę w innym ujęciu:

  7. Tralala said

    Modernisci z ich fenomenologia agnostyczna, sa nie do rekuperacji, to jest zboczenie myslowe z ktorego NIE MOZNA sie wyleczyc. Subjektywizm/idealizm, inaczej mowiac „jezeli chce zeby krowa byla malpa, to jest malpa” zatrul im wszelkie polaczenia mozgowe.
    Zasada „zdrowego rozsadku” scholastycznej filozofii, a wiec filozofii katolickiej, jest im wstretna. Ich niebezpieczenstwo dla nas polega na tym, ze jak pisal Pius X: czytajac moderniste jedna strona jest doskonale katolicka, a nastepna doskonale racjonalistyczna (czlowiek na miejscu Boga), co robi ludziom wode z mozgu.
    Rezultatem sa takie zdania: „papiez Benedykt XVIsty tak milo wyglada, ze nie mozna posadzac go o nieszczerosc w sprawie Tradycji” i wpisy typu pani Agi.

  8. Kudlaty said

    „wyscie z ojca diabla i pozadliwosci ojca waszego czynic chcecie,on byl mezobojca od poczatku i w prawdzie nie zostal,bo w nim prawdy nie ma,gdy mowi klamstwo,ze swego wlasnego mowi,iz jest klamca i ojcem klamstwa.
    Kto z Boga jest,slow Bozych slucha,dlatego wy nie sluchacie,ZE Z BOGA NIE JESTESCIE.
    Zaden zydoznawca dotad tak ich nie scharakteryzowal dosadnie,nikt tak nie ujal istoty ich duszy,ani nie przedstawil tak gleboko celow ich dazen :”pozadliwosci ojca waszego{DIABLA)czynic chcecie”.
    Coz wobec tego czynic?Jak sie wobec nich zachowac?
    Tu znow Chrystus Pan daje nam odpowiednia nauke:”Jesli reka twoja albo noga twoja gorszy cie,odetnij ja i zarzuc od siebie.Lepiej tobie ulomnym albo chromym wnijsc do zywota,anizeli majac dwie rece albo dwie nogi,byc wrzuconym w ogien wieczny.”
    Naturalnie mowi tu Chrystus Pan w przenosnym slowa znaczeniu,zaznaczajac obrazowo koniecznosc bezwzglednego odrzucenia gorszycieli ,chocby byli oni naszymi przyjaciolmi ,chocby nam byli tak pozytecznymi i tak potrzebnymi,jak reka ,noga czy oko ,musi sie ich odrzucic.
    Cala Katolicka Teologia moralna uwaza to za konieczne do wypelnienia i uczy:jesli gorszy cie twoj przyjaciel zerwij z nim ,usun go od siebie.
    Wobec tego pytam:a jesli zyd cie gorszy,to co wtedy?Czy z racji postepu i tolerancji masz z nim zachowac dobre stosunki,ulegac jego destrukcyjnym wplywom i doprowadzic swoj narod do piekla rosyjskiego lub ognia hiszpanskiego,czy tez zawczasu zydow wyrzucic od siebie?
    Niech to rozwaza zawczasu mezowie stanu i ci ,ktorym dobro narodu lezy istotnie na sercu.

    Ks.dr Stanislaw Trzeciak „Talmud o gojach a kwestia zydowska w Polsce”

  9. Tralala said

    http://www.truetrad.com/index.php/latestnews/168-8-29-12-bishop-tissier-says-bishop-fellay-still-very-committed-to-a-deal

    8-29-12: Bishop Tissier says Bishop Fellay still very committed to a deal
    Do not be fooled by all the propaganda and sweet-talk coming from the SSPX designed to lure us to sleep. Bishop Fellay still wants a deal with Rome and is quietly but very surely moving in that direction. The latest evidence given us from a reader who heard it directly from Fr. Pfeiffer:

    ——————————————————————————–

    On Monday, August 27th, Fr. Joseph Pfeiffer told about 15 of us in Saint Marys, KS that Bishop Tissier de Mallerais spoke with Fr. Chazal (either that same day or in the previous few days), in Ecône, Switzerland. (Apparently Fr. Chazal is still allowed there; his explusion is not yet finished). The Bishop told Fr. Chazal the following (which is paraphrased but accurate):
    I am very heartbroken; all of our efforts to stop Bishop Fellay have been in vain. He has ignored us three bishops, ignored those who were opposed to his plans at the General Chapter. He has ignored the death of the other organizations that have made deals with Rome, ignored the priests who have spoken out, ignored the many faithful who have confronted him. Bishop Fellay still is completely committed to a deal with Rome, and is not at all altering his course. Bishop Fellay stated after the General Chapter had concluded that we must make a deal now; now is the critical time, before Pope Benedict dies. The SSPX/Rome talks are scheduled to resume in October.
    Fr. Pfeiffer also added that Bishops Fellay and Tissier have made a sort of truce until that time.
    God help us all! Holy Ghost, please englighten Bishop Fellay as to his folly before it is too late.

    Co po polsku parafrazujac (z francuskiej wersji, na kolanie, ale dokladnie):
    29 sierpnia 2012: Mgr Tissier mowi, ze dla Mgr Fellay’a przylaczenie do Rzymu jest w dalszym ciagu bardzo wazne. Nie dajcie sie ukolysac przez propagande i usmierzajace sprawe propos wychodzace od FSSPX w celu uspienia nas. Mgr Fellay stale chce ukladu z Rzymem i spokojnie, ale pewnie zmierza w tym kierunku. Ostatni dowod podany nam zostal przez jednego z wiernych, ktory bezposrednio slyszal Fr. Pfeiffer’a:
    ————————————————– ——————————
    Poniedzialek, 27 sierpnia ksiadz Joseph Pfeiffer powiedzial nam (bylo nas ok. 15) w Saint Marys, Kansas, ze Mgr Tissier de Mallerais rozmawial z ksiedzem Chazal ‘em (tego samego dnia, lub przed), w Ecône, w Szwajcarii. (…). Biskup mowil do ks. Chazal’a co nastepuje (parafrazowane lecz precyzyjne) :
    Naprawde przykro mi ; wszystkie nasze wysilki by powstrzymac Mgr Fellay okazaly sie na nic. Zgignorowal nas, trzech biskupow, zignorowal tych, ktorzy przeciwstawiali sie jego planom poczas Kapituly. Zignorowal smierc tych wszystkich grup, ktore zawarly uklad z Rzymem, zignorowal kaplanow wypowiadajacych sie na ten temat, zignorowal wiernych sprzeciwiajacych sie mu. Mgr Fellay w dalszym ciagu dazy do ukladu z Rzymem i wcale nie zmienia orientacji . Mgr Fellay oswiadczyl po zakonczniu Kapituly, ze to wlasnie teraz trzeba zawrzec uklad (to jest krytyczny moment), zanim umrze B. XVI. Rozmowy FSSPX/RZYM zostana wznowione w pazdzierniku.
    Ks. Pfeiffer dorzucil, ze biskupi : Mgr Fellay i Mgr Tissier postanowili zawieszenie broni, az do wznowienia rozmow .
    Niech Bog przyjdzie nam wszystkim z pomoca! Duchu Swiety, prosze, racz oswiecic Mgr Fellay’a a propos jego wariactwa zanim nie bedzie za pozno.

  10. filip piękny said

    Z tego wynika, że kolejka chętnych do piekła z każdą chwilą rośnie. Przynajmniej w niebie będzie luźniej.

  11. Marucha said

    Re 3:
    Gajowy osobiście wykonał zdjęcie wnętrza pewnego kościoła w Nadarzynie i umieścił je tu:
    https://marucha.wordpress.com/2010/09/08/kilka-fotek-z-gor-swietokrzyskich/

  12. Marucha said

    Re 4:
    Pan jest oczywiście sarkastyczny. Kard. Meissner zdążył już przyjąć „nową tradycję”, sprzeczną z Tradycją.

  13. Kapsel said

    Dziś już szatan wdarł się na najwyższe stanowiska

    Dziś już szatan wdarł się na najwyższe stanowiska świeckie
    i kościelne i kieruje biegiem wydarzeń.
    Kazanie wygłoszone przez ks. Eugeniusza Miłosia
    dnia 3 IV 2011 r. w Krakowie

    W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszeliśmy, jak Samuel namaścił Dawida na króla.
    Uczynił to z wielkim strachem, w tajemnicy przed tymi, którzy wówczas mieli władzę.
    A powód był bardzo poważny. Gdyby się o tym dowiedział król Saul, wówczas z całą pewnością Samuel zostałby przez niego zabity. W drugim czytaniu w liście do Efezjan słyszeliśmy słowa: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu (por. Ef 5, 8-14). Takimi mamy się stać i my. Dzisiejsza Ewangelia według św. Jana opowiada, jak Pan Jezus uzdrowił niewidomego od urodzenia. Ten miłosierny uczynek Pan Jezus uczynił, pomimo że niezadowoleni z tego byli ci, którzy wówczas mieli władzę.
    W pierwszych latach kapłaństwa, prawie pięćdziesiąt lat temu, interesowałem się bardzo objawieniami Matki Boskiej. Byłem ciekawy, czego Matka Boska się domaga.
    Pragnąłem, by według Jej życzeń ustawić swoją działalność kapłańską. Doszedłem do wniosku, że Matka Boska nie ogłasza nowych prawd, tylko robi to, co powinien robić na parafii każdy proboszcz i każdy wikary. Czyni to na sposób kobiecy, często posługując się łzami. Co najmniej w połowie objawień ukazywała się jako płacząca, jak matka, która widzi błędne postępowanie swych dzieci i nie jest w stanie nic zrobić, tylko łzami chce ich wzruszyć i nawrócić. Widząc łzy Matki, każdy, nawet marnotrawny syn, łatwo może się domyślić, co należy w swym życiu poprawić. Matka Boża przepowiedziała też, że nadejdą takie czasy, w których szatan wedrze się na najwyższe stanowiska nie tylko świeckie, ale i w Kościele i będzie kierował biegiem wypadków. Te czasy teraz przeżywamy. Szatan wdarł się na najwyższe stanowiska w osobach ludzi, którzy bardziej
    służą złu niż Panu Bogu, a także w osobach ludzi, którym jest obojętne, czy służą prawicy, czy lewicy, czyli po której stoją stronie.
    Warto uświadomić sobie, że szatanowi bardzo pomogli wodzowie komunistyczni, którzy starali się wepchnąć do seminariów swych niewierzących synów na kleryków po to, by później jako duchowni wypaczali działalność księży. W pewnej części to się im udało. W ten sposób szatan wdarł się na najwyższe stanowiska w Kościele, co poznać można po skutkach, czyli po ich działalności. By to lepiej zrozumieć, postawmy pytanie: Co by zrobił szatan, gdyby miał władzę w Kościele, a jakiś ksiądz chciał wygłosić kazanie o Chrystusie Królu? – To by mu zabronił! – i tak właśnie jest. Co by zrobił szatan, gdyby miał władzę w Kościele, a katolicy świeccy chcieliby postawić wielki pomnik Chrystusa Króla? – To by zabronił! – I tak właśnie się stało. Co by zrobił szatan, gdyby miał władzę w Kościele, a katolicy świeccy chcieli urządzić adorację Najświętszego Sakramentu, przez dziewięć dni w godzinach, gdy w kościele nie ma żadnych nabożeństw, a więc od godziny 15.00 do 18.00? – To by zabronił! I tak było!
    Co by zrobił szatan, gdyby katolicy świeccy urządzili marsz ku czci Chrystusa Króla Polski i gdyby prosili, by na zakończenie marszu odprawiono dla nich w kościele Mszę Świętą? – To by się na to nie zgodził! I tak się stało! – Msza Święta została odprawiona nie w kościele tylko na cmentarzu.
    Ale to są wszystko sprawy drobne. Przejdźmy do ważniejszych. Co by zrobił szatan z wiarą prawdziwą, objawioną przez Boga, gdyby miał władzę w świecie?
    Prześladowałby ją i przekręcał w całym świecie! – I tak się dzieje. W Polsce trwa
    bardzo ciężkie prześladowanie katolików realizowane w sposób bardzo ukryty. Katolicy, zwłaszcza młodzi skazani są na banicję, czyli wygnanie. W poszukiwaniu środków do życia, w poszukiwaniu pracy muszą jechać za granicę, gdzie siłą rzeczy słabnie ich więź z wiarą ojców. A grozi jeszcze cięższe prześladowanie, nawet wyrzucenie religii ze szkoły, czego domagają się zwolennicy światopoglądu laickiego, czyli bezbożnego. Zastanówmy się teraz – chociaż to dla każdego dawno powinno być jasne – jaka jest najskuteczniejsza obrona przed prześladowaniem? – Bardzo prosta! Należy doprowadzić ludzi wierzących do wszystkich stopni władzy. Gdy władzę w samorządach gminnych, powiatowych, wojewódzkich, sejmie i senacie, obejmą ludzie wierzący – nie będzie prześladowania, bo nikt nie będzie chciał prześladować samego siebie. I znowu zapytajmy: Jak w takiej sytuacji postąpiłby diabeł, gdyby miał władzę? Jak kazałby się zachować księżom i duszpasterzom? Z pewnością starałby
    się ich trzymać w pozornie słusznych, a w rzeczywistości w błędnych przekonaniach odnośnie do polityki, czyli w kłamstwie mającym pozór prawdy. Kłamstwo bowiem jest najbardziej szkodliwe wówczas, gdy uchodzi za prawdę. Z pewnością powiedziałby, żeby się księża do spraw publicznych nie mieszali, bo to jest sprawa polityczna, a do polityki księża nie powinni się mieszać. – I tak się stało! Niby słusznie! Faktycznie księża mają władzę duchową i nie powinni się starać o zdobycie władzy świeckiej, a więc o posadę burmistrza, posła, senatora czy wojewody, bo to zupełnie inny dział i ludzie świeccy zrobią to o wiele lepiej. To prawda! Ale to jest tylko część prawdy. Bo powinni zrobić wszystko, by władza świecka znalazła się w rękach ludzi wierzących, uczciwych, a tego nie robili! I tu jest błąd. – Możemy zapytać: czy Samuel mieszał się do polityki, gdy widząc, że władza jest w rękach ludzi nieodpowiednich, namaścił Dawida na króla? Sam nie zabiegał o to, by zostać królem, ale do władzy wyznaczył człowieka, który potrafił ją pełnić o wiele lepiej niż poprzednik.
    Wówczas zaczęła się największa świetność Izraela. Takie zadania dla księży są dziś. Trzeba im o tym powiedzieć.
    Niestety księża uwierzyli, że nie mogą się mieszać do spraw ważnych, publicznych, dotyczących całego narodu, bo się je nazywa politycznymi. W ten sposób naród mający wystarczającą ilość księży, znalazł się bez duszpasterzy. Księża są wprawdzie kapłanami, ale przestali być duszpasterzami, czyli tymi, którzy wyjaśniają swym wiernym, jak mają postępować w zmaganiach z niewierzącymi. Nie tłumaczyli, jak mają się zachować wierzący, a więc zwolennicy cywilizacji życia, w starciu ze zwolennikami cywilizacji śmierci – jak to nazwał Papież Jan Paweł II.
    Inny błędnym mniemaniem, jakie księża dali sobie wmówić, jest przekonanie, że
    są ponad podziałami, czyli ani po jednej, ani po drugiej stronie. Ani po stronie ludzi wierzących, ani po stronie niewierzących. Inaczej mówiąc są obojętni na problemy jednych i drugich albo są wodzami jednych i drugich. Wielu księżom to nawet imponuje!
    Zdaje się im, że są przez to ważniejsi. Tu trudno znaleźć nawet jakiś pozór prawdy. Księża z natury rzeczy, z ustanowienia Bożego są duszpasterzami, a więc wodzami ludzi wierzących, stojących po prawej stronie, czyli wyznających cywilizację życia. Stanąć ponad podziałami, to znaczy zrezygnować z duszpasterzowania i równocześnie popierać cywilizację życia i cywilizację śmierci. To jest niemożliwe. To tak jakby przed południem głosili kazanie, jak budować Kościół Boży, a wieczorem, w zupełnie innym towarzystwie, podpowiadali, jak niszczyć Kościół Boży. A jednak i to szatan osiągnął. Byli to tak zwani TW, czyli tajni współpracownicy bezbożnej strony. To były wilki w stadzie owiec, a nie duszpasterze. Pan Jezus wyraźnie pouczał: Nie można dwom panom służyć. Duszpasterze, którzy uwierzyli, że są ponad podziałami, stawali się nie tyle ludźmi ważniejszymi, co niemającymi żadnego znaczenia w walce Kościoła o zbawienie; sami stawiali się poza margines społeczeństwa. By tę sprawę lepiej zrozumieć, zróbmy drastyczne, niezbyt może ładne porównanie. Walka pomiędzy cywilizacją życia a cywilizacją śmierci odbywa się na różne sposoby, także w czasie wyborów. Zapytajmy się, kto ma większy wpływ na to, by katolicy doszli do władzy: bezdomny pies, który boi się zaszczekać, czy też ksiądz, który słowa na ten temat nie piśnie, bo uważa, że jest ponad podziałami? – Jeden i drugi nie ma żadnego znaczenia. I to trzeba księżom uświadomić, że stając ponad podziałami, stali się ludźmi bez wartości.
    Inne błędne twierdzenie jakiego księża się trzymają, to powiedzenie: Niech każdy głosuje według własnego sumienia. Pozornie słuszne! Księża, którzy tak mówili, byli przekonani, że postępują inteligentnie. Ale gdy przypatrzymy się sprawie dokładniej, zauważymy, że sumienia urabiała lewicowa, bezbożna telewizja i w tej sytuacji takie zalecenie było równoznaczne z twierdzeniem: Niech każdy głosuje tak, jak wam każe lewicowa telewizja. Więc była to wyraźna, choć nieuświadomiona współpraca duszpasterzy z lewą stroną. I dlatego posłuszni katolicy w Polsce głosowali jak głosowali! Twierdzenie: Niech każdy głosuje według swojego sumienia jest równoznaczne z zaleceniem: Róbta, co chceta. To księża powinni urabiać sumienia, a nie mówić: Róbta, co chceta, choćby w inteligentny sposób.
    Dla lepszego zrozumienia podam przykład z własnego doświadczenia. Gdy byłem
    proboszczem, starałem się swoim parafianom tłumaczyć, jak mają postępować, także jak mają głosować. Oczywiście w moim obwodzie wyborczym wygrywali katolicy. Przed kolejnymi wyborami przyszedł do mnie pan trzymający z lewicowym ugrupowaniem i zaproponował: Niech ksiądz nie mówi ludziom na kogo mają głosować, tylko: „Niech każdy głosuje według własnego sumienia”, a my za to wyremontujemy kaplicę na cmentarzu, założymy nowy dach, zainstalujemy chłodnię. Księdza nie będzie nic obchodzić, ksiądz dostanie gotowe kluczyki. Ludzie lewicy za to jedno zdanie tyle chcieli dla parafii zrobić!
    Wydaje mi się, że dalsze tłumaczenia są zbędne.
    Innym błędem, który księżom wmawiano, był ten, że jak ksiądz powie na kogo należy głosować, to ludzie zrobią odwrotnie! Po dwudziestu latach różnych głosowań księża powinni wiedzieć, że tak nie jest, skoro w katolickiej Polsce wszystkie wybory wygrywa lewica. Zauważają niektórzy, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła. Zastanówmy się, jaka może być tego przyczyna? Wyjaśnijmy ten problem przez porównanie: gdy kazania głosił bł. ks. Jerzy Popiełuszko, wówczas na nabożeństwa odprawiane przez niego ciągnęli ludzie z daleka. A gdy kazania głosił inny ksiądz, nawet wyższy rangą od niego, to takich tłumów nie było! Dlaczego? Bo ks. Popiełuszko mówił jako duszpasterz to, co dla ludzi w sprawach publicznych było ważne. Mówił, jak mają się zachować w owych trudnych czasach. Mieli więc wyraźne wskazówki. Było więc po co przychodzić. A jakie wskazówki otrzymują wierni dzisiaj co do spraw publicznych?
    A przecież walka z Bogiem wcale nie ustała!
    Po co to wszystko mówimy? Dawny katechizm uczył, że księża stanowią Kościół
    nauczający, ludzie świeccy to Kościół słuchający. W dzisiejszych czasach w pewnych sytuacjach sprawy się odwróciły. To ludzie świeccy muszą wyjaśniać księżom, na czym polega ich błąd. To jest zadanie dla każdego tu z obecnych. Od czegoś trzeba zacząć. Księża mają władzę duchową, a więc nie do zastąpienia, tylko jej nie sprawują.
    Mogą osiągnąć wszystko, co tylko zechcą. Trzeba ich tylko obudzić z błogiej śpiączki.
    Chodzi o to, by w dzisiejszych czasach postąpili tak, jak kiedyś postąpił Samuel.
    Matka Boża przepowiedziała także: W końcu zwycięży moje Niepokalane Serce.
    A w odniesieniu tego zwycięstwa powinni pomóc Maryi jej rycerze, czyli wszyscy uznający Ją za Matkę Bożą, a Jej Syna za Króla.
    ks. kan. Eugeniusz Miłoś

    http://pl.gloria.tv/?media=288061

    Kraków, 13.10.2004r.
    PROTEST

    ……Ksiądz Arcybiskup bronił stanowiska ks. bpa Wiktora Skworca — ordynariusza diecezji tarnowskiej – któremu te właśnie „środowiska radykalne” zaangażowane w budowę Pomnika i Centrum mają za złe, iż sprzeciwił się tej idei. Oczywiście w kazaniu Ksiądz Arcybiskup nie nakreślił kontekstu całej sprawy — wybrał natomiast tylko ten wątek, odpowiednio zmanipulowany, który był potrzebny do własnej interpretacji negatywnej oceny dzieła przez Biskupa Tarnowskiego. Stanowisko przeciwne budowie Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata ks. bp Wiktor Skworc szeroko rozpropagował w środowiskach polonijnych, z pominięciem Zarządu Fundacji Milenium 2000 w Tarnowie oraz środowisk inicjatywnych tego dzieła. Prawda w tej kwestii jest taka, że środowiska związane z budową Pomnika i Centrum przez kilka ostatnich lat wielokrotnie próbowały nawiązać kontakt z ks. bp. Wiktorem Skworcem, aby podczas bezpośrednich spotkań można było wyjaśnić szereg nieporozumień, oddalić kłamliwe oceny i opinie celowo rozpowszechniane wśród Polonii i w Polsce przez przeciwników idei budowy Pomnika i Centrum, poprawić to, co ewentualnie jest błędne – a nade wszystko współpracować z ordynariuszem miejsca, gdzie planowana jest budowa Pomnika i Centrum. Temu też celowi miała służyć sesja naukowa zorganizowana w kwietniu 2003 r. w Tarnowie pt. „Pomnik Chrystusa Króla Zbawiciela Świata i Centrum Jedności Polonii na Górze św. Marcina w Tarnowie — dzieło dziedzictwa narodowego, kultury, sztuki, architektury i budownictwa”. Zaproszenie do wzięcia udziału w tej sesji zostało przez Księdza Biskupa zignorowane. Zabronił też, by przed tą sesją w kościele Ojców Bernardynów w Tarnowie sprawowano Mszę św. w tej intencji (uczestnicy sesji musieli wziąć udział w innej Mszy św. sprawowanej przez innego kapłana i w innych intencjach). Ksiądz Biskup zabronił także uczestnictwa w sesji naukowej ks. prof. Jerzemu Bajdzie. Podobne zakazy otrzymali: ks. prof. Tomasz Jelonek od ks. kard. Franciszka Macharskiego i ks. kan. Eugeniusz Miłoś od ks. bpa Kazimierza Górnego. Wszyscy trzej księża mieli wygłosić referaty na tej sesji. Jak dotąd – mimo licznych prób nawiązania kontaktów i dialogu – nie zostaliśmy przyjęci na audiencji przez ks. bpa Wiktora Skworca oraz nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi na nasze pisma. Ksiądz Biskup nie poprosił także na rozmowy przedstawicieli Zarządu Fundacji Milenium 2000, której siedziba mieści się niedaleko kurii biskupiej, ani też przedstawicieli Komitetu Naukowego i Doradczego Dzieła Budowy Pomnika i Centrum, złożonego z wybitnych przedstawicieli świata nauki, kultury, sztuki i Kościoła katolickiego. Takie postępowanie biskupa katolickiego odbieramy bardzo boleśnie. Stawiamy sobie pytanie: Jaki przykład daje biskup katolicki wyznawcom Chrystusa i dlaczego jest tak zdecydowanie i uporczywie przeciwny kultowi Chrystusa Króla, chociaż jest takie święto w roku liturgicznym?…..

    http://www.antyk.org.pl/wiara/protest.htm

  14. Sław. said

    Droga do normalności, natury jest dokładnie opracowana tylko wdrażać: http://www.youtube.com/user/Polonocentryzm.

  15. Inkwizytor said

    Re: 14

    Raczej droga do pogaństwa i bezbożności a nie normalności. Proszę nie stręczyć na katolickim portalu stalinisty i antykatolika.

  16. A czego się spodziewaliście po Niemcu?

  17. Kapsel said

    Re 16
    w rzeczy samej !, tutaj następne przykłady.

    Msza z grilla
    2011-08-18 08:58:45: Wiedeń, proboszcz katedry św. Szczepana ks. prał. Antoni Faber celebruje Najświętszą Ofiarę do piwa, peta i kotleta. Posoborowa beznadzieja, posoborowy bajzel i posoborowe dziadostwo do kwadratu. Pogarda dla Najświętszej Ofiary wyziera z każdego kadru filmu. W ulotce mszalnej czytamy: Do komunii zaproszeni są wszyscy ochrzczeni chrześcijanie, którzy w sercu odczuwają życzenie przyjęcia komunii i wyznają realną obecność Pana pod postacią Eucharystii. oraz w Symbolu: wierzę w święty Kościół chrześcijański…

    http://pl.beta1.neu.gloria.tv/?media=186041

    Baczność! Kardynał Schönborn odprawia…

  18. Zdziwiony said

    Re.17

    Powszechna nieznajomość i nieprzestrzeganie prawa kanonicznego wyrządziły Kościołowi wiele szkód. Nowa ewangelizacja nie może się zatem obejść bez przywrócenia kościelnemu prawu jego należytej roli – uważa kard. Raymond Burke, prefekt watykańskiego Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. Zabrał on głos na kongresie kanonistów, który odbył się w stolicy Kenii Nairobi. Przypomniał, że jako student i młody ksiądz sam był świadkiem powszechnego odrzucenia prawa kanonicznego w Kościele w imię złego rozumienia Soboru. Samo istnienie kodeksu uważano za przedawnione i niemożliwe do pogodzenia z duszpasterstwem – mówił kard. Burke. W jego przekonaniu negatywne konsekwencje takiej postawy do dziś przejawiają się w różnych dziedzinach życia kościelnego: w liturgii, katechizacji czy życiu zakonnym.

    Lekceważenie prawa w znaczącej mierze przyczyniło się również do skandali seksualnych wśród duchowieństwa. Kościół był przygotowany na takie przypadki, posiadał dobre procedury prawne, wystarczyło je zastosować – podkreślił pochodzący ze Stanów Zjednoczonych hierarcha. Przypomniał, że przed lekceważeniem kościelnego prawa bezskutecznie przestrzegał już Paweł VI, pokazując, że postawa taka nie ma nic wspólnego z Soborem. Dziś odrodzenie Kościoła dzięki nowej ewangelizacji musi też z konieczności przywrócić szacunek dla prawa kanonicznego. W pierwszym rzędzie powinno to dotyczyć norm liturgicznych, ponieważ chronią one to, co w Kościele najświętsze – powiedział prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej na kongresie kanonistów w Nairobi.

    http://pl.radiovaticana.va/Articolo.asp?c=617300

  19. Marucha said

    Dla dobra Kościoła powinniśmy się godzić z obecnością zdrajców, bluźnierców i heretyków wśród hierarchii, czyż nie?
    Msza Święta do kotleta – i Msza Trydencka… toć to tylko różne obrządki, ważne żeby w sercach panowała „miłość” i żeby jedność była.
    Bo w jedności leży siła
    Byle tylko jedna była
    Jedna świnia, jedna krowa
    Jedna dupa, jedna głowa

  20. Kapsel said

    Austria: Watykan żąda interwencji w sprawie „kapłanów-reformatorów”
    Arcybiskup Wiednia, kardynał Christoph Schönborn otrzymał z Watykanu list, w którym urzędnicy watykańscy domagają się wszczęcia zdecydowanych działań wobec liberalnych księży.

    https://marucha.wordpress.com/2012/04/12/austria-watykan-zada-interwencji-w-sprawie-%E2%80%9Ekaplanow-reformatorow/

  21. Marucha said

    Re 21:
    50 lat rozpuszczania – w imię „otwarcia” Kościoła na współczesny świat – hierarchii i księży daje, jak widać, słynne dobre owoce.

  22. Sław. said

    Re.15.Poważny i uczciwy Człowiek, dzieli się swoją wiedzą w ciekawych felietonach. Kocha Ojczyznę i pragnie Ją ratować.

  23. Zdziwiony said

    Re.19

    Z szacumkiem do Pana Maruchy;

    co mi pozostaje(!), pozostać w tym Kościele posoborowym i być gotów walczyć – nie pod tchórzliwymi pseudonimami, lecz z imienia i nazwiska – o Sprawę Najświętszą?
    Kościół jest (ze)psuty od wnętrza, czyż nie ma nadzieji by to zło usuwać. Właśnie, to jest trudniejsze, ale nie zachowam się jak Apostołowie-tchórze z Ogrójca, którzy uciekli od Mistrza i zostawili Go samego?
    Trzeba bić na alarm, reagować, protestować, rozmawiać, ostrzegać, upominać, zachęcać, pod własnym imieniem i nazwiskiem pisać do pasterzy Kościoła, pisać do Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, sprawę poruszać prywatnie i publicznie (co w części wraz z żoną czynimy). Trzeba – tak, jak nasi przodkowie przez tysiąc lat i tak, jak nas uczyła Tradycja. Na naszych oczach w ostatnich kilkudziesięciu latach następuje destrukcja kultu Eucharystii na polskiej ziemi. Tak, to się stało i to się dzieje zaledwie w ostatnich kilkudziesięciu latach. Przerażają otumanienie i bierność większości.
    Co się dzieje w Kościele w Polsce?
    Często ostatnio mówi się o zewnętrznych zagrożeniach Kościoła. Takie mówienie nie jest trudne.
    A co się dzieje wewnątrz Kościoła, u nas, w naszych sprawach? Kto dzisiaj poważnie i kompetentnie podnosi sprawę postępującej, zaplanowej i systematycznie realizowanej destrukcji Kościoła, destrukcji kultu Eucharystii, destrukcji katolickiej wiary, destrukcji, która ma miejsce także przy współudziale lub bierności tych, którym zlecono szczególną troskę duszpasterską? Likwiduje się Msze Święte, likwiduje się adoracje Najświętszego Sakramentu, likwiduje się procesje, likwiduje się procesje w oktawie Bożego Ciała, nonszalancko i bezczelnie likwiduje się postawę klęczącą przy przyjmowaniu Komunii Świętej, wprowadza się kolejki stojących jak gęsi i Komunię Świętą na rękę.
    Czy mnie ma to nie obchodzić?
    W wielu środowiskach katolicy płci obojga bezmyślnie poddają się dziwnym ludzkim zarządzeniom proboszczy (no tak i biskupów). Nie protestują, stoją, szybko uciekają z kościoła zaledwie ksiądz pobłogosławi na zakończenie Mszy Świętej. Gaśnie miłość do Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Osamotnione tabernacula. Osamotniony Pan Jezus. Szybko zamykane kościoły, najlepiej na cały dzień. Tworzy się nowa ateistyczna religia praw człowieka i godności człowieka, religia „miłości bliźniego”, religia wspólnoty i komfortowego samopoczucia, religia samospełnienia, religia samorealizacji, religia zaspokojenia potrzeb, religia egoistów, religia antropocentryczna – bluźniercza antyreligia! Religia ludzi, którzy uprawiają rewię samouwielbienia przed ołtarzem Pańskim, coraz częściej oklaskiwaną (np. Msze Św.z o. Rydzykiem). Kiedyś Sługa Boży Kardynał Wyszyński ostrzegał przed tendencją do traktowania Pana Boga i wszystkich Świętych pod kątem własnej użyteczności. Pan Bóg i wszyscy Święci są ważni, o ile będę miał z nich korzyść. To już jest faktem. Jednym z ewidentnych powszechnych objawów tej nowej ateistycznej religii jest fakt, że już usta większości Polaków w ogóle przestały wymawiać: NIECH BĘDZIE POCHWALONY JEZUS CHRYSTUS

    Kto się tym przejmuje? Kto poważnie podnosi te kwestie na forum wewnątrzkościelnym? Kto formułuje pogłębioną diagnozę? Kto podaje adekwatne (!!) środki zaradcze?

    P.S.
    Owszem, biorę udział w Mszy Trydenckiej, ale jest raz w m-cu, z dojazdem 70 km.

  24. Marucha said

    Re 23:
    Ja już nie wiem, jak mam pisać, żeby było zrozumiale… a tyle razy próbowałem.

    Kto Pana zdaniem tchórzliwie opuścił Kościół? Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X? Od kiedy to przestało być częścią Kościoła i kto to ogłosił?

    Dalej pisze Pan: Trzeba bić na alarm, reagować, protestować, rozmawiać, ostrzegać, upominać, zachęcać, pod własnym imieniem i nazwiskiem pisać do pasterzy Kościoła, pisać do Papieskiej Komisji Ecclesia Dei…
    A co innego robi Bractwo, jeśli nie bije na alarm, protestuje, stawia diagnozy itd. – a co więcej DAJE PRZYKŁAD?

  25. Kapsel said

    Masoneria obecna w Polsce

    Papież Klemens XII jako pierwszy w ostrych słowach potępił masonerię. Zabronił katolikom, pod karą klątwy kościelnej, należenia do masonerii i współpracy z nią

    Opinia Kościoła w ocenie masonerii jest jednoznaczna i nie uległa zmianie od 28 kwietnia 1738 r., gdy papież Klemens XII ogłosił bullę „In eminenti apostolatus speculo”. Jako pierwsza potępiła ona w ostrych słowach masonerię (działającą w swych nowożytnych strukturach od 1717 r.). Papież zabronił katolikom, pod karą klątwy kościelnej, należenia do masonerii i współpracy z nią pod jakąkolwiek postacią. Ten sąd Kościoła został później powtórzony ponad 400 razy przez Urząd Nauczycielski Kościoła (w tym w 14 encyklikach).

    Wnioski z dialogu Kościoła z masonerią

    Po Soborze Watykańskim II zostały podjęte próby dialogu Kościoła z masonerią, który trwał ok. 20 lat. Okazało się jednak szybko, że dialog ten jedynie potwierdza dotychczasowe stanowisko Watykanu. Wspólne rozmowy rozpoczęły się w Wiedniu (1968 r.) i były kontynuowane w Innsbrucku, Augsburgu, Norymberdze i Einsiedeln. W latach 1974-80 odbywały się oficjalne rozmowy z polecenia Niemieckiej Konferencji Episkopatu i zjednoczonych lóż Niemiec. Po sześciu latach obustronnych spotkań, po „ponownym przebadaniu trzech pierwszych stopni masońskich”, konferencja biskupów niemieckich opublikowała 12 maja 1980 r. „Oświadczenie w sprawie przynależności katolików do masonerii”, w którym stwierdziła jednoznacznie, że nie jest możliwa dla katolika równoczesna przynależność do Kościoła katolickiego i masonerii. Swoje stanowisko uzasadniła konkretnymi argumentami:
    1. Masoneria uwypukla w swych założeniach światopoglądowych humanitarne i etyczne tendencje. Co do założeń religijnych pozostawia swym członkom decyzję subiektywną. Takiej postawy nie da się pogodzić z wiarą w objawione prawdy Boże, autentycznie wyjaśnione przez Urząd Nauczycielski Kościoła;
    2. Podejście do obiektywnej prawdy sugeruje ze strony masonerii pewien relatywizm, co stanowi przeszkodę dla przyjęcia katolickich prawd dogmatycznych;
    3. Masoneria przyjmuje możliwość wyznawania każdej religii, stawiając je wszystkie na tym samym poziomie, co potwierdza relatywistyczne stanowisko wobec katolicyzmu;
    4. Pojęcie Boga jako „wielkiego Budowniczego wszystkich światów” sugeruje ujęcie deistyczne; pojęcie Boga u masonów nie jest tym samym zgodne z chrześcijańskim obrazem Boga, który objawił się w Jezusie Chrystusie;
    5. Pojęcie tolerancji „wobec idei” różni się od ujęcia katolickiego;
    6. Rytuały masońskie związane z trzema stopniami, mające charakter inicjacji, stanowią jakąś formę konkurencyjną w stosunku do przemiany sakramentalnej;
    7. Etyczne udoskonalenie człowieka realizuje się w masonerii na płaszczyźnie czysto naturalnej, podczas gdy w chrześcijaństwie dokonuje się ono poprzez łaskę Chrystusa w Duchu Świętym;
    8. Masoneria mieści w sobie różne kierunki, od ateistycznej loży francuskiej „Wielki Wschód”, poprzez loże kierunku angielskiego, aż po „chrześcijańską masonerię”. Ta ostatnia jednak bardziej jest wierna w swych poglądach masonerii niż chrześcijaństwu. W ocenie masonerii należy uwzględnić te rozmaite kierunki.

    Zrzeszenia wolnomularskie

    Kongregacja Doktryny Wiary, w niespełna rok po „Oświadczeniu” Episkopatu niemieckiego, 17 grudnia 1981 r. wydała deklarację, w której czytamy: „dotychczasowa praktyka dyscyplinarna Prawa Kanonicznego nie została w niczym zmodyfikowana i obowiązuje w całej pełni”.
    Nowy kodeks prawa kanonicznego, który wszedł w życie 27 listopada 1983 r., nie zawiera w sobie pełnego tekstu dawnego kanonu 2335, który wymieniał masonerię jako stowarzyszenie zakazane dla katolika. Milczy na temat masonerii, mówiąc jedynie ogólnie o organizacjach wrogich Kościołowi. Kanon 1374 głosi: „Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem”. Niemniej jednak w przeddzień wejścia nowego kodeksu w życie, 26 listopada 1983 r., w Watykanie została ogłoszona deklaracja Kongregacji Doktryny Wiary, która podtrzymała dotychczasowe stanowisko Kościoła zakazujące przynależności do masonerii pod groźbą utraty prawa do przyjmowania sakramentów świętych oraz zakazujące biskupom odmiennego interpretowania tego zakazu na użytek lokalny. Deklaracja uczy, że pomimo iż nowy kodeks nie wymienia imiennie masonerii, „negatywna ocena Kościoła o wolnomularskich zrzeszeniach pozostanie więc niezmienna, ponieważ ich zasady były zawsze uważane za nie do pogodzenia z nauką Kościoła i dlatego też przystąpienie do nich pozostanie nadal zabronione. Wierni, którzy należą do wolnomularskich zrzeszeń, znajdują się w stanie ciężkiego grzechu i nie mogą przyjmować Komunii świętej”.
    Po długiej historii prób wzajemnych kontaktów katolików i wolnomularzy stosunek Kościoła katolickiego pozostaje więc niezmienny od ponad dwóch i pół wieku.
    W tym samym czasie prowadzone były rozmowy masonerii z innymi odłamami chrześcijaństwa. Kościół ewangelicki w Niemczech rozpoczął rozmowy w 1973 r. W ich wyniku wydał oświadczenie, na mocy którego każdy ewangelik ma według własnego sumienia ocenić możliwość wstąpienia do masonerii. Po przeprowadzonych rozmowach Kościół anglikański w 1987 r. zajął wyraźnie negatywne stanowisko wobec masonerii.

    Organizacje masońskie w Europie

    W historii masoneria nazywała samą siebie „rywalką doktryny Kościoła”, „anty-Kościołem”. Wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji – Jean-Robert Ragache podczas wystąpienia na dorocznym zgromadzeniu wolnomularzy w 1990 r. powiedział: „Nie chciałbym, aby na Wschodzie marksizm zastąpiony został przez katolicyzm. Należy powołać w krajach, gdzie upadł komunizm, silną organizację masońską, która stanie na drodze klerykalizacji. Nie można dopuścić, aby dogmatyzm triumfował. W ostatnim czasie powołane zostały do życia loże w Pradze, Brnie i Pilźnie. Czyni się usilne starania, aby zrobić to samo w Polsce. Niestety, plany «obudzenia lóż» w Warszawie, Krakowie i Łodzi napotykają na wielkie trudności ze względu na istnienie dobrze zorganizowanego katolicyzmu”.
    Nieformalnie rozpoczęła swoją działalność w Polsce Loża Wielkiego Wschodu i powołano Fundację Sztuki Królewskiej. Dwie nowo powstałe loże zorganizowane zostały dzięki staraniom wielkiego mistrza Wielkiej Loży Wschodu we Francji – Jeana-Roberta Ragache’a oraz wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Włoch – prof. Giuliano Di Bernardo. Wielka Loża Narodowa Polski została „obudzona” 17 grudnia 1991 r. na wspólnym zebraniu trzech lóż: „Kopernika”, „Waleriana Łukasińskiego” oraz „Przesądu Zwyciężonego”. Część oficjalna, przy współudziale masonów z Wielkiego Wschodu Włoch, którzy pomagali w odbudowie polskiej masonerii, odbyła się poza Warszawą, 27 grudnia 1991 r., w dzień św. Jana Ewagelisty – w święto wolnomularskie. Wielka Loża Narodowa rytu szkockiego została zarejestrowana sądownie jako stowarzyszenie 22 lutego 1993 r.
    Masoneria w dwóch swych głównych nurtach powróciła do życia w społeczeństwie polskim (rozwiązana dekretem Prezydenta RP z 22 listopada 1938 r.). Według prof. Tadeusza Cegielskiego, namiestnika Wielkiej Loży Narodowej Polski, w czterech działających w Polsce obediencjach (wielkich lożach) działa 500 osób (w Stanach Zjednoczonych – ponad 2 mln; w Wielkiej Brytanii – 350 tys.; w Brazylii i Australii – po 200 tys.). Choć w zestawieniu liczbowym nie jest to liczba imponująca, to jednak powróciła do wielkości sprzed 1938 r., gdy Prezydent zakazał jej działalności w Rzeczypospolitej. Bo to nie ilość decyduje o wpływie i znaczeniu społecznym.

    Ks. Andrzej Zwoliński

    http://www.niedziela.pl
    /artykul_w_niedzieli.php?doc=nd201210&nr=21

  26. aga said

    Pani Tralala myślałam,że pani trochę wyższy poziom prezentuje ale widzę ,że i Pani scholastycznemu umysłowi nieobce manipulacje,naginanie lub przesada a nawet wkładanie w usta czego ktoś drugi nie powiedział.
    Proszę mi przypomnieć gdzie ja pisałam jak miło nasz umiłowany papież BXVI ?
    Pisałam,że ktoś kto uważa się za katolika powinien Go słuchać i żyć w jedności z nim ; a już napewno nie mówić ,że Go słucha a go nie słuchać.Rzeczywiści wyżyny scholastyki 🙂

    Benedykt XVI podkreślił, że zachowanie jedności Kościoła wymaga pielęgnowania typowo ewangelicznych cnót, które nie znalazły się na liście cnót przedchrześcijańskich. Należą do nich przede wszystkim pokora i łagodność. Ta ostatnia – zastrzegł Papież – nie oznacza bynajmniej słabości. Bo i Chrystus potrafił być surowy, kiedy było to konieczne, ale zawsze czynił to z dobrym sercem. Zawsze widać w tym było Jego dobroć i życzliwość. Pokora zaś to nie mieć o sobie zbyt wielkiego mniemania, zachować właściwą miarę – wyjaśnił Benedykt XVI.

    „Przeciwieństwem pokory jest pycha, źródło wszystkich grzechów – mówił Ojciec Święty. – Pycha to arogancja, która chce przede wszystkim władzy, dba o pozory, chce dobrze wypadać w oczach innych, być kimś, coś znaczyć, nie chce podobać się Bogu, ale sobie, i być przez innych akceptowana, czy w istocie, wielbiona przez innych. «Ja» znajduje się w centrum świata. Moje wyniosłe «ja», które wszystko wie lepiej. Być chrześcijaninem znaczy przezwyciężyć tę prapokusę, która stanowi istotę grzechu pierworodnego, by być jak Bóg, bez Boga. Chrześcijanin ma być prawdziwym, szczerym i realistą. Pokora to przede wszystkim prawda, życie w prawdzie, poznawanie własnej małości. Uczmy się tego realizmu: nie chcieć dobrze wyglądać, ale podobać się Bogu. Myślę, że zbawienne są te drobne upokorzenia, które co dnia musimy znosić, bo one uczą nas prawdy o sobie i uwalniają nas z próżnej chwały, która jest niezgodna z prawdą i nie może dać mi szczęścia. Zgodzić się na to i uczyć się przyjąć moją pozycję w Kościele, moją skromną posługę, która jest wielka w oczach Boga. Właśnie ta pokora i ten realizm sprawiają, że stajemy się wolni. Kiedy jestem pokorny, jestem też na tyle wolny, że mogę się przeciwstawić dominującej opinii, poglądom innych. To właśnie pokora daje mi tę możliwość, wolność prawdy”.

    Podczas spotkania z kapłanami swej diecezji Benedykt XVI zwrócił też uwagę na słabą znajomość prawd wiary we współczesnym Kościele. Wiara nie jest bowiem jedynie osobistym aktem zaufania, ale ma też swoją treść, która nas jednoczy – zauważył Papież.

    „Wielkim problemem współczesnego Kościoła jest nieznajomość wiary, analfabetyzm religijny, jak o tym ostatnio mówili kardynałowie – przypomniał Ojciec Święty. – Ten analfabetyzm uniemożliwia nam rozwój i umacnianie jedności. Dlatego też my sami musimy na nowo przyswoić sobie treść wiary, jako bogactwo jedności, a nie jako zbiór dogmatów i przykazań. Nie można żyć w niedojrzałości duchowej, niedojrzałości wiary… A widzimy, że w naszym świecie tak właśnie jest. Wszystko się kończy na pierwszej katechizacji. Pozostaje z niej jakieś jądro, albo i nie. Wierzący pozwala się unosić na falach świata i nie jest w stanie jako dorosły kompetentnie i z głębokim przekonaniem wyłożyć filozofii wiary, jej wielkiej mądrości, jej racjonalności, by otworzyć również oczy innych, otworzyć ich oczy na to, co jest prawdziwe i piękne w świecie”.

    Benedykt XVI zastrzegł jednak, że pojęcie wiary dojrzałej i emancypowanej było w ostatnich dziesięcioleciach rozumiane opacznie, jako swoiste uwolnienie się od nauczania Kościoła. W rzeczywistości jednak taka emancypacja prowadzi do podporządkowania się dyktaturze świata, ogółu i mediów i nie jest prawdziwą emancypacją – powiedział Papież na dorocznym spotkaniu z rzymskimi kapłanami.

    kb/ rv

    źródło: http://www.oecumene.radiovaticana.org/POL/articolo.asp?c=565703

  27. aga said

    Nie interesuje mnie co owi ten czy tamten biskup,teolog jesli nie sa w zgodzie z Papieżem. Ja słucham papieża i czytam historię KK a z niej wynika,że kryzysy wybuchały w naszej Umiłowanej Matce Kościele Katolickim również po soborach.I trwały 40-50 lat a potem Kościół wracał w swoje utarte koleiny. I dzisiaj Łódź Piotrowa ręką naszego umiłowanego Papieża Benedykta XVI powraca .

  28. aga said

    A to coś specjalnego dla pana JO 🙂

    http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x21358/to-szatan-sprzeciwia-sie-beatyfikacji-jana-pawla-ii/

  29. aga said

    Jan Paweł II był za życiem, a TY?
    kategoria: Aborcja

    Dodano: czwartek, 12 maja 2011, 17:59

    Wczoraj pisałem o tym byśmy nie traktowali Jana Pawła II jako sympatycznego „dziadka od kremówek”, ale byśmy raczej przyjrzeli się temu, czego nauczał. Jako, że ostatnio zajmowałem się zbiórką podpisów dla ustawy chroniącej życie, oraz że dla Papieża była to jedna z najważniejszych kwestii, to chciałbym przypomnieć to, co On mówił na ten temat.

    Wszyscy kojarzymy Ojca Świętego jako wiecznie ciepłego i dowcipnego. Tymczasem, w 1991 r. na lotnisku w Kielcach Jan Paweł II, mówiąc o zabijaniu nienarodzonych dzieci wręcz grzmiał: „To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć!”. To był chyba jeden z nielicznych razy gdy Papież krzyczał. Ten temat po prostu tak bardzo leżał mu na sercu. To, jak ważny to był on dla dla Jana Pawła II, potwierdzały często osoby, które osobiście znały Papieża na przykład Wanda Półtawska.

    Najpełniejszą naukę dotyczącą aborcji Jan Paweł II zawarł w encyklice Evangelium Vitae. Encyklika ta stanowi nie tylko wykładnię nauczania Kościoła, ale można w niej znaleźć bardzo mądre, logiczne argumenty przeciwko zabijaniu dzieci, które powinny dać nam do myślenia bez względu na to czy jesteśmy wierzący czy nie.

    Jan Paweł II z całą pewnością był, za życiem. Zawsze. Także wtedy, a może szczególnie wtedy gdy dziecko jest upośledzone czy chore albo zostało poczęte w wyniku przestępstwa. A TY? Czy chcesz być jak Jan Paweł II ?

    Evangelium Vitae (fragmenty)

    „Jesteśmy dziś świadkami deptania fundamentalnego prawa do życia wielkiej rzeszy słabych i bezbronnych istot ludzkich, jakimi są zwłaszcza dzieci jeszcze nie narodzone. Jeżeli u schyłku ubiegłego stulecia Kościół nie mógł milczeć wobec istniejących wówczas form niesprawiedliwości, tym bardziej nie wolno mu milczeć dzisiaj(…)

    Kiedy w ukryciu powstawałem, oczy twoje już wtedy mnie widziały” (por. Ps 139 [138], 15-16): odrażająca zbrodnia przerywania ciąży

    Wśród wszystkich przestępstw przeciw życiu, jakie człowiek może popełnić, przerwanie ciąży ma cechy, które czynią z niego występek szczególnie poważny i godny potępienia. Sobór Watykański II określa je wraz z dzieciobójstwem jako „okropne przestępstwa”.

    Dzisiaj jednak świadomość jego zła zaciera się stopniowo w sumieniach wielu ludzi. Akceptacja przerywania ciąży przez mentalność, obyczaj i nawet przez prawo jest wymownym znakiem niezwykle groźnego kryzysu zmysłu moralnego, który stopniowo traci zdolność rozróżnienia między dobrem i złem, nawet wówczas, gdy chodzi o podstawowe prawo do życia. Wobec tak groźnej sytuacji szczególnie potrzebna jest dziś odwaga, która pozwala spojrzeć prawdzie w oczy i nazywać rzeczy po imieniu, nie ulegając wygodnym kompromisom czy też pokusie oszukiwania siebie. Kategorycznie brzmi w tym kontekście przestroga Proroka: „Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności” (Iz 5, 20). Właśnie w przypadku przerywania ciąży można się dziś często spotkać z dwuznacznymi określeniami, jak na przykład „zabieg”, które zmierzają do ukrycia jego prawdziwej natury i złagodzenia jego ciężaru w świadomości opinii publicznej. Być może, samo to zjawisko językowe jest już objawem niepokoju nurtującego sumienia. Jednak żadne słowo nie jest w stanie zmienić rzeczywistości: przerwanie ciąży jest — niezależnie od tego, w jaki sposób zostaje dokonane — świadomym i bezpośrednim zabójstwem istoty ludzkiej w początkowym stadium jej życia, obejmującym okres między poczęciem a narodzeniem.

    Ciężar moralny przerywania ciąży ukazuje się w całej prawdzie, jeśli się uzna, że chodzi tu o zabójstwo, a zwłaszcza jeśli rozważy się szczególne okoliczności, które je określają. Tym, kto zostaje zabity, jest istota ludzka u progu życia, a więc istota najbardziej niewinna, jaką w ogóle można sobie wyobrazić: nie sposób uznać jej za napastnika, a tym bardziej za napastnika niesprawiedliwego! Jest ona słaba i bezbronna do tego stopnia, że jest pozbawiona nawet tej znikomej obrony, jaką stanowi dla nowo narodzonego dziecka jego błagalne kwilenie i płacz. Jest całkowicie powierzona trosce i opiece tej, która nosi ją w łonie. Ale czasem to właśnie ona, matka, podejmuje decyzję i domaga się zabójstwa tej istoty, a nawet sama je powoduje.

    To prawda, że często przerwanie ciąży jest dla matki przeżyciem dramatycznym i bolesnym, ponieważ decyzja o pozbyciu się owocu poczęcia nie zostaje podjęta z racji czysto egoistycznych i dla wygody, ale w celu ratowania pewnych ważnych dóbr, takich jak własne zdrowie albo godziwy poziom życia innych członków rodziny. Czasem zachodzi obawa, że poczęte dziecko będzie musiało żyć w tak złych warunkach, iż lepiej się stanie, jeśli się nie narodzi. Jednakże wszystkie te i tym podobne racje, jakkolwiek poważne i dramatyczne, nigdy nie mogą usprawiedliwić umyślnego pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej.

    Decyzję o zabójstwie dziecka jeszcze nie narodzonego podejmuje często nie tylko matka, ale inne jeszcze osoby. Winien może być przede wszystkim ojciec dziecka, nie tylko wówczas, gdy bezpośrednio nakłania kobietę do przerwania ciąży, ale także kiedy pośrednio przyczynia się do podjęcia przez nią takiej decyzji, pozostawiając ją samą w obliczu problemów związanych z ciążą: w ten sposób rodzina zostaje śmiertelnie zraniona i zbezczeszczona w swej naturze jako wspólnota miłości oraz w swym powołaniu, jako „sanktuarium życia”. Nie należy też pomijać nacisków, jakie są wywierane przez szersze środowisko rodziny i przyjaciół. Nierzadko kobieta poddawana jest tak silnej presji, że czuje się psychicznie zmuszona do wyrażenia zgody na przerwanie ciąży: nie ulega wątpliwości, że w takim przypadku odpowiedzialność moralna spoczywa w szczególny sposób na tych, którzy bezpośrednio lub pośrednio zmusili ją do przerwania ciąży. Odpowiedzialni są także lekarze i pracownicy służby zdrowia, gdy oddają na służbę śmierci wiedzę i umiejętności zdobyte po to, by bronić życia.

    Ale odpowiedzialność spada też na prawodawców, którzy poparli i zatwierdzili prawa dopuszczające przerywanie ciąży oraz — w takiej mierze, w jakiej sprawa ta od nich zależy — na zarządzających instytucjami służby zdrowia, w których dokonuje się przerywania ciąży. Ogólna i nie mniej poważna odpowiedzialność spoczywa zarówno na tych, którzy przyczynili się do rozpowszechnienia postawy permisywizmu seksualnego i lekceważenia macierzyństwa, jak i na tych, którzy powinni byli zatroszczyć się — a nie uczynili tego — o skuteczną politykę rodzinną i społeczną, wspomagającą rodziny, zwłaszcza wielodzietne albo zmagające się ze szczególnymi trudnościami materialnymi i wychowawczymi. Na koniec, nie należy lekceważyć zorganizowanego sprzysiężenia, ogarniającego także instytucje międzynarodowe, fundacje i stowarzyszenia, które prowadzą programową walkę o legalizację i rozpowszechnienie aborcji na świecie. W tym sensie problem przerywania ciąży wykracza poza sferę odpowiedzialności poszczególnych osób, a zło przez nie wyrządzone przyjmuje daleko idący wymiar społeczny: przerwanie ciąży jest niezwykle bolesną raną zadaną społeczeństwu i jego kulturze przez tych, którzy powinni być jego budowniczymi i obrońcami. Jak napisałem w moim Liście do Rodzin, „stajemy tu wobec olbrzymiego zagrożenia nie tylko poszczególnego jednostkowego życia ludzkiego, ale całej naszej cywilizacji”. Stajemy wobec czegoś, co można określić jako „strukturę grzechu” wymierzoną przeciw jeszcze nie narodzonemu życiu ludzkiemu.

    Niektórzy próbują usprawiedliwić przerywanie ciąży, uważając, że owoc poczęcia przed upływem pewnej liczby dni nie może być uważany za osobowe życie ludzkie. W rzeczywistości, „od chwili zapłodnienia komórki jajowej rozpoczyna się życie, które nie jest życiem ojca ani matki, ale nowej istoty ludzkiej, która rozwija się samoistnie. Nie stanie się nigdy człowiekiem, jeżeli nie jest nim od tego momentu. Tę oczywistą prawdę, zawsze uznawaną, (…) nowoczesna genetyka potwierdza cennymi dowodami. Ukazała ona, że od pierwszej chwili istnieje dokładny program tego, kim będzie ta żywa istota: człowiekiem, tym konkretnym człowiekiem, którego cechy szczególne są w pełni określone. Od zapłodnienia rozpoczynają się dzieje życia człowieka, choć potrzeba czasu, aby każda z jego wielkich potencjalnych zdolności w pełni się ukształtowała i mogła być wykorzystana”. Chociaż obecność rozumnej duszy nie może być stwierdzona w żaden sposób doświadczalnie, to jednak sama wiedza naukowa o embrionie ludzkim „dostarcza cennej wskazówki dla rozumowego rozpoznania obecności osobowej od pierwszego momentu pojawienia się życia ludzkiego: czy jednostka ludzka nie jest osobą ludzką?”.

    Chodzi tu zresztą o sprawę tak wielką z punktu widzenia powinności moralnej, że nawet samo prawdopodobieństwo istnienia osoby wystarczyłoby dla usprawiedliwienia najbardziej kategorycznego zakazu wszelkich interwencji zmierzających do zabicia embrionu ludzkiego. Właśnie dlatego, niezależnie od dyskusji naukowych i stwierdzeń filozoficznych, w które Magisterium nie angażowało się bezpośrednio, Kościół zawsze nauczał i nadal naucza, że owoc ludzkiej prokreacji od pierwszego momentu swego istnienia ma prawo do bezwarunkowego szacunku, jaki moralnie należy się ludzkiej istocie w jej integralności oraz jedności cielesnej i duchowej: „Istota ludzka powinna być szanowana i traktowana jako osoba od momentu swego poczęcia i dlatego od tego samego momentu należy jej przyznać prawa osoby, wśród których przede wszystkim nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty ludzkiej do życia”.

    Teksty Pisma Świętego, które w ogóle nie mówią o dobrowolnym przerwaniu ciąży, a więc nie zawierają bezpośredniego i określonego potępienia tego czynu, wyrażają wielki szacunek dla ludzkiej istoty w łonie matczynym, co każe nam wyciągnąć logiczny wniosek, że także ona jest objęta Bożym przykazaniem: „nie zabijaj”.

    Życie ludzkie jest święte i nienaruszalne w każdej chwili swego istnienia, także w fazie początkowej, która poprzedza narodziny. Człowiek już w łonie matki należy do Boga, bo Ten, który wszystko przenika i zna, tworzy go i kształtuje swoimi rękoma, widzi go, gdy jest jeszcze małym, bezkształtnym embrionem i potrafi w nim dostrzec dorosłego człowieka, którym stanie się on w przyszłości i którego dni są już policzone, a powołanie już zapisane w „księdze żywota” (por. Ps 139 [138], 1. 13-16). Jak poświadczają liczne teksty biblijne, także człowiek ukryty jeszcze w łonie matki jest w pełni osobową istotą, ku której zwraca się miłościwa i ojcowska Opatrzność Boga.

    Tradycja chrześcijańska — jak ukazuje wyraźnie Deklaracja opublikowana w tej sprawie przez Kongregację Nauki Wiary — od początku aż do naszych czasów jest jasna i jednomyślna, określając przerwanie ciąży jako szczególnie poważny nieład moralny. Od pierwszej chwili zetknięcia się ze światem grecko-rzymskim, w którym były szeroko praktykowane przerywanie ciąży i dzieciobójstwo, wspólnota chrześcijańska stanowczo sprzeciwiała się swoim nauczaniem i postępowaniem obyczajom przyjętym w ówczesnym społeczeństwie, jak o tym świadczy już cytowane tu Didache. Atenagoras, jeden z greckich pisarzy kościelnych, przypomina, że chrześcijanie uważają za zabójczynie kobiety, które stosują środki poronne, ponieważ dzieci, chociaż jeszcze ukryte w łonie matki, „są już otoczone opieką Bożej Opatrzności”. Tertulian, pisarz łaciński, stwierdza: „Kto nie pozwala człowiekowi się narodzić, zabija go przed czasem: nie ma znaczenia, czy zabija się osobę już narodzoną, czy też powoduje się śmierć w chwili narodzin. Jest już człowiekiem ten, kto ma nim być”

    Na przestrzeni dwóch prawie tysięcy lat istnienia Kościoła tę naukę głosili niezmiennie Ojcowie Kościoła, jego Pasterze i Doktorzy. Także dyskusje w zakresie nauk ścisłych i filozofii, dotyczące konkretnej chwili, w której następuje zjednoczenie z duszą rozumną, nigdy w najmniejszym stopniu nie podważyły moralnego potępienia aborcji.

    Najnowsze nauczanie papieskie bardzo stanowczo potwierdziło tę powszechną doktrynę. W szczególności Pius XI w Encyklice Casti connubii odrzucił fałszywe usprawiedliwienia przerywania ciąży; Pius XII potępił wszelką aborcję bezpośrednią, to znaczy każdy akt, który zmierza wprost do zabicia jeszcze nie narodzonego życia ludzkiego, „niezależnie od tego, czy zabójstwo stanowi cel sam w sobie, czy też jest tylko środkiem do celu”; Jan XXIII potwierdził prawdę, że życie ludzkie jest święte, ponieważ „od samego początku wymaga działania Boga Stwórcy”. Sobór Watykański II, jak już zostało wspomniane, bardzo surowo potępił przerywanie ciąży: „Należy (…) z największą troską ochraniać życie od samego jego poczęcia; spędzanie płodu, jak i dzieciobójstwo są okropnymi przestępstwami”.

    Już od pierwszych wieków dyscyplina kanoniczna Kościoła nakładała sankcje karne na tych, którzy splamili się grzechem przerywania ciąży i taka praktyka, przewidująca lżejsze lub cięższe kary, znalazła potwierdzenie w różnych okresach historii. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku za przerwanie ciąży groził karą ekskomuniki. Także odnowione prawodawstwo kanoniczne idzie po tej samej linii, gdy stwierdza: „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”, to znaczy przez sam fakt popełnienia przestępstwa. Ekskomunika obejmuje wszystkich, którzy dopuszczają się tego przestępstwa, wiedząc, jaką jest obłożone karą, a więc także tych współsprawców, bez których udziału to przestępstwo nie zostałoby popełnione. Za pomocą takiej surowej kary Kościół wskazuje na to przestępstwo jako na jedno z najcięższych i najbardziej niebezpiecznych, zachęcając sprawcę do gorliwego poszukiwania drogi nawrócenia. W Kościele bowiem kara ekskomuniki wymierzana jest po to, aby w pełni uświadomić winnemu powagę popełnionego grzechu, a z kolei by doprowadzić go do koniecznego nawrócenia i pokuty.

    Ta wielka jednomyślność tradycji doktrynalnej i dyscyplinarnej Kościoła pozwoliła Pawłowi VI stwierdzić, że nauczanie w tej dziedzinie „nie zmieniło się i jest niezmienne”. Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.

    Żadna okoliczność, żaden cel, żadne prawo na świecie nigdy nie będą mogły uczynić godziwym aktu, który sam w sobie jest niegodziwy, ponieważ sprzeciwia się Prawu Bożemu, zapisanemu w sercu każdego człowieka, poznawalnemu przez sam rozum i głoszonemu przez Kościół.

    (…)

    Należy zwrócić specjalną uwagę na ocenę moralną prenatalnych technik diagnostycznych, które pozwalają na wczesne wykrycie ewentualnych anomalii w organizmie jeszcze nie narodzonego dziecka. W istocie ze względu na złożoność tych technik ich ocena winna być dokładniejsza i bardziej określona. Są one moralnie godziwe, gdy nie stwarzają nadmiernych zagrożeń dla dziecka i dla matki i gdy stosowane są po to, by umożliwić wczesne leczenie lub też by dopomóc w spokojnym i świadomym przyjęciu mającego się narodzić dziecka. Zważywszy jednak, że możliwości leczenia przed narodzeniem są jeszcze dziś ograniczone, nierzadko zdarza się, że techniki te służą mentalności eugenicznej, która dopuszcza selektywne przerywanie ciąży, aby zapobiegać narodzinom dzieci dotkniętych przez różnego rodzaju anomalie. Tego rodzaju mentalność jest haniebna i w najwyższym stopniu naganna, ponieważ rości sobie prawo do mierzenia wartości ludzkiego życia wyłącznie według kryteriów „normalności” i zdrowia fizycznego, otwierając tym samym drogę do uprawomocnienia także dzieciobójstwa i eutanazji.

    W rzeczywistości jednak właśnie odwaga i radość, z jaką idą przez życie liczni nasi bracia dotknięci poważnymi upośledzeniami, jeśli zaznają akceptacji i miłości z naszej strony, stanowi niezwykle wymowne świadectwo autentycznych wartości, które kształtują życie i sprawiają, że nawet w trudnych warunkach jest ono cenne samo w sobie i dla innych. Kościół stoi u boku tych małżonków, którzy z wielkim niepokojem i bólem godzą się przyjąć dzieci dotknięte poważnymi upośledzeniami, jest też wdzięczny tym wszystkim rodzinom, które przez adopcję przyjmują dzieci porzucone przez rodziców z powodu kalectwa lub choroby.

    (…)

    Przykazanie „nie zabijaj” także w swojej treści najbardziej pozytywnej, jako nakaz szanowania, kochania i umacniania życia, jest wiążące dla wszystkich ludzi. Rozbrzmiewa bowiem w sumieniu każdego człowieka niczym nie milknące echo pierwotnego przymierza Boga Stwórcy z człowiekiem; wszyscy mogą je poznać dzięki światłu rozumu i zachowywać dzięki tajemniczemu działaniu Ducha Świętego, który tchnąc tam, gdzie chce (por. J 3, 8), dosięga i ogarnia każdego człowieka żyjącego na tym świecie.

    Wszyscy zatem mamy nieść naszemu bliźniemu posługę miłości, broniąc jego życia i wspomagając je zawsze, a zwłaszcza wówczas, gdy jest słabe lub zagrożone. Powinniśmy troszczyć się o nie tylko jako jednostki, ale także jako wspólnota, czyniąc z bezwarunkowego szacunku dla życia ludzkiego fundament nowego społeczeństwa.

    Jesteśmy wezwani, aby kochać i szanować życie każdego człowieka oraz dążyć wytrwale i z odwagą do tego, by w naszej epoce, w której mnożą się zbyt liczne oznaki śmierci, zapanowała wreszcie nowa kultura życia, owoc kultury prawdy i miłości”

    http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/jan_pawel_ii_byl_za_zyciem,_a_ty__26744

  30. aga said

    Pan Marucha,Tralala, JO,

    niestety muszę dorzucić również tę smutna refleksję z podwórka polskiego:
    „tradycjonalizm” stał się dosyć modny, i odnoszę wrażenie, że wielu niewinnych zwolenników – miłośników Mszy Św. w rycie trydenckim, nie rozmie zagrożenia, jakie niesie ze soba propaganda zbliżona do ruchu. A warto też zauważyć sporą grupę byłych działaczy PZPR i SB, którzy „nawrócili się” właśnie na „tradycję”. To ich nowy przyczółek do walenia w KK. Ich wielkim wrogiem jest „tradycyjnie” JP II, którego nie przestają prześladować także po śmierci.

  31. Zdziwiony said

    Re.24

    Kto Pana zdaniem tchórzliwie opuścił Kościół? Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X? Od kiedy to przestało być częścią Kościoła i kto to ogłosił?

    To co napisałem pod @23 to nie po to by Pana sprowokować do PYTAŃ powyższych. Arcybiskup Marcel Lefebvre jest jednym z tych, którym „sprzeciwiać się będą” (ekumenizm i zmieniona liturgia).
    Albo mnie Pan nie zrozumiał, albo udaje, że nie rozumie, myślę, że chodzi o to drugie.

    Wyraziłem swoje mysli w kontekscie jednego z dokumentów SVII:

    Dekret o apostolstwie świeckich „APOSTOLICAM ACTUOSITATEM”

    POWOŁANIE ŚWIECKICH DO APOSTOLSTWA

    DA 2. Kościół powstał do życia w tym celu, by szerząc królestwo Chrystusowe po całej ziemi ku chwale Ojca, uczynić wszystkich ludzi uczestnikami zbawczego odkupienia i by przez nich skierować cały świat rzeczywiście do Chrystusa. Wszelka działalność Ciała Mistycznego zmierzająca do tego celu nazywa się apostolstwem, które Kościół sprawuje poprzez wszystkie swoje członki, jednak na różne sposoby; powołanie bowiem chrześcijańskie jest z natury swojej również powołaniem do apostolstwa. Podobnie jak w organizmie żywym żaden członek nie zachowuje się całkiem biernie, ale uczestnicząc w życiu ciała, bierze równocześnie udział w jego działaniu, tak i w ciele Chrystusa, którym jest Kościół, całe ciało „według zakresu działania właściwego każdemu członkowi przyczynia sobie wzrostu” (Ef 4,16). Co więcej, tak wielka jest w tym ciele więź i zespolenie członków (por. Ef 4,16), iż członka, który nie przyczynia się według swej miary do wzrostu ciała, należy uważać za niepożytecznego tak dla siebie, jak i dla Kościoła.
    Istnieje w Kościele różnorodność posługiwania, ale jedność posłannictwa. Apostołom i ich następcom powierzył Chrystus urząd nauczania, uświęcania i rządzenia w Jego imieniu i Jego mocą. Jednak i ludzie świeccy, stawszy się uczestnikami funkcji kapłańskiej, prorockiej i królewskiej Chrystusa, mają swój udział w posłannictwie całego Ludu Bożego w Kościele i na świecie. I rzeczywiście sprawują oni apostolstwo przez swą pracę zmierzającą do szerzenia Ewangelii oraz uświęcania ludzi i do przepajania duchem ewangelicznym oraz doskonalenia porządku spraw doczesnych, tak że ich wysiłek w tej dziedzinie daje jawnie świadectwo o Chrystusie i służy zbawieniu ludzi. Ponieważ zaś właściwością stanu ludzi świeckich jest życie wśród świata i spraw doczesnych, dlatego wzywa ich Bóg, by ożywieni duchem chrześcijańskim, sprawowali niczym zaczyn swoje apostolstwo w świecie.
    DA 3. Obowiązek i prawo do apostolstwa otrzymują świeccy na mocy samego zjednoczenia swojego z Chrystusem – Głową. Wszczepieni bowiem przez chrzest w Ciało Mistyczne Chrystusa, utwierdzeni mocą Ducha Świętego przez bierzmowanie, są oni przeznaczeni przez samego Pana do apostolstwa. Dostępują poświęcenia na królewskie kapłaństwo i święty naród (por. 1 P 2,4-10), by przez wszelkie uczynki składać duchowe ofiary i po całej ziemi dawać świadectwo Chrystusowi. Sakramenty natomiast, zwłaszcza Eucharystia, udzielają i wzmagają ową miłość, która jest jakby duszą całego apostolstwa.
    Apostolstwo sprawuje się w wierze, nadziei i miłości, które rozlewa Duch Święty w sercach wszystkich członków Kościoła. Co więcej, przykazanie miłości, które jest największym poleceniem Pana, przynagla wszystkich wiernych do zabiegania o chwałę Boga przez nadejście Jego królestwa i o życie wieczne dla wszystkich ludzi, by poznali jedynego Boga prawdziwego oraz tego, którego posłał, Jezusa Chrystusa (por. J 17,3).
    Wszystkim zatem wiernym nałożony zostaje wspaniały obowiązek przyczyniania się do tego, aby wszyscy ludzie na całym świecie poznali i przyjęli boskie orędzie zbawienia.
    Dla spełniania tego apostolstwa udziela wiernym Duch Święty, sprawujący dzieło uświęcenia Ludu Bożego przez posługę słowa i sakramenty, także innych szczególnych darów (por. 1 Kor 12,7), „udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor 12,11), by „służąc sobie wzajemnie każdy tą łaską, jaką otrzymał” przyczyniali się i oni „jako dobrzy szafarze różnorodnej łaski Bożej” (1 P 4,10) do budowania całego ciała w miłości (por. Ef 4,16). Z przyjęcia tych charyzmatów, nawet zwyczajnych, rodzi się dla każdego wierzącego prawo i obowiązek używania ich w Kościele i świecie dla dobra ludzi i budowania Kościoła, w wolności Ducha Świętego, który „wionie tam, gdzie chce” (J 3,8), a zarazem w zjednoczeniu z braćmi w Chrystusie, zwłaszcza ze swymi pasterzami, do których należy wydawanie sądu o prawdziwej naturze tych darów i należnym ich używaniu, oczywiście nie w tym celu, aby gasić Ducha, ale by doświadczać wszystkiego i zachować to, co dobre (por. 1 Tes 5,12. 19. 21).

    DA 4. Ponieważ Chrystus posłany do Ojca jest źródłem i początkiem całego apostolstwa w Kościele, jest rzeczą oczywistą, że owocność apostolstwa świeckich zależy od ich żywotnego zjednoczenia z Chrystusem według słów Pana: „Kto mieszka we mnie, a ja w nim, ten wiele owocu przynosi, bo beze mnie nic uczynić nie możecie” (J 15,5). To życie w najgłębszym zjednoczeniu z Chrystusem w Kościele podtrzymują pomoce duchowe, wspólne wszystkim wiernym, zwłaszcza czynny udział w świętej liturgii. Tych pomocy powinny świeccy tak używać, aby przy należytym spełnianiu świeckich zajęć wśród zwyczajnych warunków życiowych nie oddzielali od swego życia łączności z Chrystusem, ale umacniali się w niej, wykonując swoją pracę według woli Bożej. Na tej drodze mają świeccy ochotnie i radośnie postępować w świętości, usiłując przezwyciężać trudności roztropnie i cierpliwie. Ani troski rodzinne, ani inne sprawy świeckie nie powinny pozostawać poza sferą ich życia duchowego według słów Apostoła: „Wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub uczynku, wszystko w imię Pana Jezusa Chrystusa „czyńcie”, dziękując przez niego Bogu Ojcu” (Kol 3,17).
    Takie życie wymaga ustawicznego ćwiczenia się w wierze, nadziei i miłości.
    Tylko przez światło wiary i rozważanie słowa Bożego można zawsze i wszędzie poznawać Boga, w którym „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28), w każdym wydarzeniu szukać Jego woli, widzieć Chrystusa we wszystkich ludziach, czy to bliskich, czy obcych, trafnie osądzać prawdziwe znaczenie i wartość rzeczy doczesnych tak samych w sobie, jak i w stosunku do celu człowieka. Ci, co mają ową wiarę, żyją w nadziei objawienia synów Bożych, pomni na krzyż i zmartwychwstanie Pana.
    W tej doczesnej pielgrzymce życia, ukryci z Chrystusem w Bogu, wolni od więzów bogactwa, zwracając się do dóbr wiecznotrwałych, wielkodusznym sercem poświęcają się całkowicie szerzeniu Królestwa Bożego i kształtowaniu oraz doskonaleniu porządku spraw doczesnych w duchu chrześcijańskim. Wśród przeciwności tego życia znajdują siłę w nadziei, żywiąc przekonanie, że „utrapień czasu teraźniejszego nawet porównać nie można z przyszłą chwałą, która się w nas objawia” (Rz 8,18).
    Przynaglani miłością, która jest z Boga, świadczą dobro wszystkim, a zwłaszcza braciom w wierze (Gal 6,10), usuwając „wszelką złość oraz wszelki podstęp, obłudę, zazdrość i wszystkie obmowy” (1 P 2,1) i pociągając w ten sposób ludzi do Chrystusa. A miłość Boża, która „rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który jest nam dany” (Rz 5,5), uzdalnia ludzi świeckich do wyrażania w swoim życiu naprawdę ducha błogosławieństw ewangelicznych. Idąc za ubogim Jezusem, nie upadają na duchu z powodu niedostatku ani nie nadymają się z powodu obfitości dóbr doczesnych; naśladując Chrystusa pokornego nie są chciwi próżnej chwały (por. Gal 5,26), ale starają się więcej podobać Bogu niż ludziom, zawsze gotowi opuścić wszystko dla Chrystusa (por. Łk 14,26) i prześladowanie cierpieć dla sprawiedliwości (por. Mt 5,10), pomni na słowa Pana: „Jeśli kto chce za mną iść, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie” (Mt 16,24). Pielęgnują między sobą przyjaźń chrześcijańską, spieszą sobie nawzajem z pomocą w każdej potrzebie.
    Stan małżeński i rodzinny, bezżenność lub wdowieństwo, sytuacja chorobowa, działalność zawodowa i społeczna winny wyciskać na tej duchowości świeckich swoiste znamię. Niech więc świeccy nieustannie rozwijają otrzymane przymioty i zdolności odpowiadające owym warunkom życia i niech używają właściwych sobie darów, otrzymanych od Ducha Świętego. Poza tym świeccy, którzy idąc za swym powołaniem, wstąpili do któregoś ze stowarzyszeń lub instytutów zatwierdzonych przez Kościół, niech zarazem usiłują przyswoić sobie wiernie szczególne znamię życia duchowego, właściwe tym instytutom.
    Niech również cenią sobie wysoko kwalifikacje zawodowe, zmysł rodzinny i obywatelski oraz cnoty odnoszące się do życia społecznego, jak: uczciwość, poczucie sprawiedliwości, szczerość, uprzejmość, siłę ducha, bez których nie może się utrzymać życie prawdziwie chrześcijańskie.
    Doskonałym wzorem takiego życia duchowego i apostolskiego jest Najświętsza Maryja Panna, Królowa Apostołów, która w czasie życia ziemskiego, podobnego do innych, pełnego trosk rodzinnych i pracy, jednoczyła się zawsze najściślej ze swoim Synem i współuczestniczyła w całkiem szczególny sposób w dziele Zbawiciela; teraz zaś wniebowzięta, „dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi swego Syna, pielgrzymującymi jeszcze oraz narażonymi na niebezpieczeństwa i utrapienia, dopóki nie zostaną doprowadzeni do szczęśliwej ojczyzny”. Niech wszyscy z wielką pobożnością oddają jej cześć i niech powierzają jej macierzyńskiej opiece swoje życie i apostolstwo.

  32. aga said

    Stan prawny jest taki :

    1) Abp Lefebvre został ekskomunikowany z dwóch paragrafów za schizmę kan. 1364 i za samowolną konsekrację biskupów kan. 1382

    .Tutaj jest sprawa jasna: Lefebvre to schizmatyk.

    2)w dokumencie ekskomunikującym wzywa się by wszyscy zrezygnowali z popierania schizmy Lefebvra bo inaczej też podpadną pod ekskomunikę.

    3)ale z dalszych dokumentów Ecclesia Dei wynika, że Kościół do końca nie sprecyzował, co to znaczy popieranie schizmy Lefebvra i samo bractwo oficjalnie przez Kościół nie jest uznawane za schizmę, choć trzeba również zaznaczyć, iż Kościół tego nie wyklucza. Jak wyjaśnił w jednym z listów kardynał Hoyos, należy stanowisko Watykanu rozumieć w sensie prawnym: Kościół nie wydał oficjalnego dokumentu stwierdzającego, że bractwo jest schizmą i unika tego, gdyż obecnie prowadzone są rozmowy, które mają pogodzić bractwo z Kościołem.

    Ale to nie oznacza, że w przyszłości taki dokument nie zostanie ogłoszony..

    Polecam stronę: http://ecclesiadeiphils.multiply.com/journal?&page_start=20, gdzie jest więcej dokumentów na ten temat.

    5) ekskomuniką zostali objęci również 4 arcybiskupi bractwa, która to ekskomunika została ostatnio zdjęta w geście dobrej woli ze strony papieża.

    „Monsignor Marcel Lefebvre, Archbishop-Bishop Emeritus of Tulle, notwithstanding the formal canonical warning of 17 June last and the repeated appeals to desist from his intention, has performed a scismatical act by the episcopal consecration of four priests, without pontifical mandate and contrary to the will of the Supreme Pontiff, and has therefore incurred the penalty envisaged by Canon 1364, paragraph 1, and Canon 1382 of the Code of Canon Law.”

    Jest dokument Kongregacji nigdy nie odwołany i w tym świetle należy odczytywać pozostałe. Tak karze tradycja ;).
    Poza tym dokument z dnia kolejnego z 2 czerwca 1988 również pisze jasno o schiźmie:

    3. In itself this act was one of disobedience to the Roman pontiff in a very grave matter and of supreme importance for the unity of the Church, such as is the ordination of bishops whereby the apostolic succession is sacramentally perpetuated. Hence such disobedience–which implies in practice the rejection of the Roman primacy–constitutes a schismatic act. [Code of Canon Law, 751.]

    kanon 751 definiuje , co to jest schizma.

    oraz:

    Everyone should be aware that formal adherence to the schism is a grave offense against God and carries the penalty of excommunication decreed by the Church’s law. [Cf. Code of Canon Law, 1364.]

    .

    Jak wyjaśnił kardynał Hoyos w swoim liście, to unikanie w mówieniu o schiźmie całego bractwa (w przeciwieństwie do jasno zdeklarowanej schizmy Lefebvra) wynika z prób zbliżenia z lefebrystami. Ale należy to rozumieć jedynie formalnie, prawnie: jak dotąd nie było dokumentu jasno mówiącego, że całe bractwo en block jest w schiźmie. Co nie oznacza, że faktycznie w nim nie jest. Ale na razie o tym nie mówimy z powodu prób porozumienia.

  33. Franek1 said

    Re 32

    Pani Ago,

    Jaśniej a jednocześnie delikatniej już chyba nie można powiedzieć tego, co Pani przypomniała w tym swoim wpisie. Cenię sobie ten wpis szczególnie z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że w tej witrynie jest raczej zwyczaj uporczywego negowania tych sprawdzalnych przecież faktów prawnych. Po drugie dlatego, że uwypukla Pani motywy zgoła niejurydycznej postawy Stolicy Apostolskiej wobec Bractwa: wzgląd na toczące się rozmowy.

  34. Marucha said

    Re 30:
    O jaką „propagandę” w związku z Bractwem Pani chodzi.?

    Re 32:
    Dlaczego Pani mija się z prawdą nie bez udziału świadomości?
    1. Bractwo NIGDY nie było schizmatyckie i nie było tak określane przez poważnych teologów. Schizma oznacza próbę założenia własnego Kościoła, pani Ago. To co pieprzą różni moderniści, jest bez znaczenia.
    2. Zdjęcie krzywdzącej i pochopnej ekskomuniki nie było „łaską” ze strony Papieża, lecz zwykłym oddaniem sprawiedliwości. Nie bez znaczenia też była tu krucjata różańcowa Bractwa.
    3. To nie Bractwo odbiegło od Ewangelii i Tradycji (jeśli tak, to gdzie?) – to Kościół Katolicki przesiąknął wpływami masonerii, protestantyzmu i judaizmu.
    4. Dlaczego JPII tak się pospieszył z ekskomuniką biskupów Bractwa, a jednocześnie tolerował bez zmrużenia okiem najstraszniejsze herezje głoszone przez takich, jak Lubac, Congar, Kung i inni? Dlaczego toleruje Msze przy kotlecie albo Msze tańczone?

  35. Tralala said

    Na stronie

    https://marucha.wordpress.com/2012/07/24/prefekt-kongregacji-nauki-wiary-o-rozmowach-z-bractwem-sw-piusa-x-warunkiem-zjednoczenia-z-rzymem-jest-uznanie-nauki-ii-soboru-watykanskiego/#comment-181132

    pod 11), pan Morost podal 6 warunkow jakie ustanowila Kapitula FSSPX w sprawie rozmow z Rzymem.

    Dodaje tlumaczenie tekstu Mgr Williamsona mowiacego o tych warunkach:

    Mgr Williamson – Szesc warunkow – Numer CCLXVIII (268) 1 wrzesien 2012
    [a propos 6 warunkow przedstwionych na koniczenie Kapituly, od ktorych ma zalezec zgoda FSSPX na przylaczenie do Rzymu – nota tlumacza].

    W oficjalnym liscie do Superiorow Dystryktow FSSPX z 18 lipca , jego Sekretarz Generalny przedstawia szesc „Warunkow” dla wszelkich przyszlych umow Bractwa z Rzymem. Sa one owocem, czasami intensywnych, dyskusji 39 czlonkow Kapituly Generalnej Bractwa majacej miejsce w lipcu. Oczywiscie swiadcza one [warunki] o alarmujacej slabosci szefow Bractwa jako calosci.

    Pierwszym warunkiem « sine qua non» jest zgoda na to, zeby Bractwo mialo wolnosc nauczania niezmiennej prawdy katolickiej Tradycji i krytykowania odpowiedzialnych za bledy modernizmu, liberalizmu i soboru watykanskiego II. Bardzo dobrze. Lecz, przyjrzyjcie sie do jakiego stopnia wizja Kapituly zmienila sie w porownaniu do tej, jaka mial Mgr Lefebvre. To juz nie jest : „Rzym musi sie nawrocic, bo Prawda jest absolutna”. Teraz jest jedynie : „Bractwo wymaga dla siebie mozliwosci gloszenia Prawdy”. Zamiast atakowania zdrady Soboru, teraz, Bractwo upomina sie u zdrajcow o pozwolenie na gloszenie Prawdy ! Coz za upadek, w zasadzie !

    Drugi warunek wymaga wylacznego uzywania/stosowania liturgii z 1962 roku. I jeszcze raz, bardzo dobrze, poniewaz liturgia z 1962 nie zdradza Wiary, jak robi to liturgia Soborowa narzucowna przez Rzym od 1969 r. Ale czy nie widzimy, nawet teraz, jak Rzym przygotowuje sie do narzucenia „Tradycyjnym” Kongregacjom, ktore sie podporzadkowaly jego wladzy, Mszalu „wzajemnego wzbogacenia”, ktory miesza Msze Tradycyjna z Nowa Msza ? Dlaczego Bractwo SSPX, raz podporzadkowane Rzymowi, mialoby byc lepiej „chronione” niz te inne Kongregacje?

    Trzeci warunek wymaga gwarancji na posiadanie przynajmniej jednego biskupa. Pytanie kluczowe jest: Kto go wybierze ? Czytelniku, w tekscie jakiejkolwiek przyszlej „umowy” z Rzymem, spojrz od razu na paragraf, ktory mowi o nominacji biskupow. W 1988 Rzym zasugerowal zeby Arcybiskup zaprezentowal trzech kandydatow, z ktorzych wybierze jednego. Nastepnie Rzym odrzucil wszystkich trzech. Kiedy wreszcie katolicy zrozumieja ? Musza walczyc i dalej walczyc w tej tytanicznej wojnie miedzy Religia Boga i religia czlowieka.

    Czwarty warunek zyczy sobie, aby Bractwo dysponowalo swoimi wlasnymi sadami pierwszej instancji. Lecz jezeli sad wyzszy, jaki by nie byl, jest tym oficjalnego Kosciola i moze odrzucic decyzje sadow nizszych, jaka decyzja katolicka sadu Bractwa moglaby miec jeszcze jakakolwiek sile?

    Piaty warunek pragnie uwolnienie Domow Bractwa od kontroli biskupow diecezjalnych. Niesamowite ! Oto przez prawie 40 lat jak Bractwo nie poprzestaje walki o ratowanie Wiary oslaniajac prawdziwe jej praktykowanie przed wtracaniem sie posoborowych biskupow miejsca, a oto teraz Kapitule Generalnej wystarczy jedynie zazyczyc sobie niezaleznosc od tych samych biskupow ? Drodzy czytelnicy, Bractwo nie jest juz tym czym bylo. Znajduje sie ono, mozna rzec, w rekach ludzi calkiem innych niz Mgr. Lefebvre !

    Szosty i ostatni warunek chce by w Rzymie powstala komisja z przewaga czlonkow reprezentujacych Tradycje, ktorej celem byloby chronienie Tradycji, lecz [komisja] „podlegajaca Papiezowi”. Zalezna od Papieza? Ale czy Soborowi Papieze sami nie byli mistrzami Soborowosci [Cociliarisme] ? Albo czyz byloby juz tak, ze Sobor przestal byc problemem?

    Wnioskujac, te warunki [jest ich 6] sa bardzo powazne. Jezeli kwatera glowna Bractwa nie obudzi sie ze swego sennego marzenia (jakie te warunki odzwierciedlaja) o pokoju z Soborowym Rzymem, wydaje sie, ze ostatni swiatowy bastion katolickiej Tradycji ryzykuje oddanie sie w rece wrogow Wiary. Czyzby czasy bastionow skonczyly sie? Moi przyjaciele, gotujcie sie do walki o Wiare nawet od wnetrza waszych domostw. Z waszych domowych ognisk tworzcie bastiony !
    Kyrie eleison.

    http://tradinews.blogspot.fr/

  36. Marucha said

    Re 35:
    Smutne to, gdy prawda idzie na kompromisy ze względu na jakieś ułatwienia… Może sedewakantyści mają trochę racji…

  37. Tralala said

    ad 36
    panie Marucha, przeczytalam Pana zdanie i…usmiechnelam sie z zaduma, no wlasnie, moze?…
    Nie o ludzi musimy sie opierac, nie o ludzi.

  38. Rozalia said

    Nie widze tego jako kompromis. To sa WARUNKI kapitulacji. Przypomina dialog z judaizmem i jego wyniki.
    Nie rozumiem tylko dlaczego kapitulacja i przed czym?

  39. A tak ogólnie – to nie tylko ekumeniczne dialogowanie jest bez sensu, ale i to świeckie w zupełnie innych obszarach.

  40. miś said

    Ad. 36 Sz. P. Gajowy zawsze bez błędnie wskazywał Pan prawdę i byłem z Pana ogromnie dumny, więc proszę o porzucenie tego defetyzmu.
    Jeszcze znajdzie się siła która kłamstwo obali, a jeśli myśli bp. Wiliamsona będą się szerzyć w bractwie na co potrzeba odrobiny czasu, to nie będzie źle.
    Sursum corda

  41. Marucha said

    Re 37, 38, 40:

    Zadaniem Bractwa było nawrócenie Watykanu na ortodoksję i wykorzenienie szerzących się, jak zaraza, błędów. Miało ono być wyrzutem sumienia, bolesnym wrzodem przypominającym o chorobie trawiącej Kościół.

    Natomiast bp Fellay – o ile dobrze rozumiem – pragnie przede wszystkim normalizacji wzajemnych stosunków oraz swobody w głoszeniu nauk Bractwa, rezygnując niejako z głównej jego misji.

    A więc w Kościele mają istnieć obok siebie na równych prawach zwolennicy wspólnych z czcicielami demonów nabożeństw – i tradycjonaliści. Msze odprawiane kukiełkami albo Msze „do kotleta” mają być zrównane z Mszą Świętą Trydencką. Taki, kurde, teologiczny multikulturalizm, byle tylko Bractwo znalazło sobie jakiś własny kącik i nikt mu nie przeszkadzał.

    To tylko ułuda. Z chwilą, gdy Bractwo podporządkuje się Watykanowi na takich zasadach, rozpocznie się nieubłagany proces jego niszczenia poprzez wymuszanie uznania „dobrych owoców” II Soboru.. Tak, jak w przypadku Instytutu Dobrego Pasterza.

    Re 33:

    Panie Franku, czy potrafi Pan napisać coś od siebie, czy tylko zachwycać się wpisami Pani Agi?
    Czy słyszał Pan o tym, że zarówno stare Prawo Kanoniczne z 1917 roku, jak i nawet to unowocześnione z 1984 roku, a promulgowane przez papieża Jana Pawła II, przewiduje tzw. wyższą konieczność?
    Czy wie Pan, że wystarczy SUBIEKTYWNE przekonanie o jej zaistnieniu, aby uniewinnić osobę nieposłuszną papieżowi?

    A czy może być jakaś konieczność wyższa od potrzeby ratowania Kościoła przed zalewem modernistycznych herezji i faktycznym zakazywaniem ważnej o wsze czasy Mszy Trydenckiej, która była centrum naszej wiary?
    Czy czytał Pan cokolwiek na temat niesłuszności owej ekskomuniki, którą Jan Paweł obłożył TRADYCJĘ – zamiast ekskomunikować różnych Lubaców, Kungów, Congarów, Życińskich, Czajkowskich, Lutrów, Sowy itp? Gdy wrócę do domu, odszukam b. dobrą (choć wielce techniczną) książkę na ten temat, w języku angielskim.

    Wiem, że marnuję czas na uświadamianie Panu oczywistości. Modernizm jest chyba nieuleczalny.
    P. Kudłaty celnie przypomniał: „Upomnij brata swego raz i drugi ,a jesli nie poslucha odejdz i otrzep pyl po nim”.
    Chyba nadchodzi czas na odejście i strzepnięcie pyłu…

  42. Inkwizytor said

    Będzie tak jak mówi Pan Marucha, również ja o tym pisałem. Bractwo dostanie jedną z kaplic w ekumenicznym Neokościele Benedykta XVI. Te warunki to de facto kapitulacja FSSPX i jego koniec. Część przyłączy się do Neokościoła, inni do nas.

  43. Tralala said

    ad42 i kilka poprzednich

    Opor kontra „przylaczaniu” wewnatrz Bractwa istnieje, kto czyta po francusku, angielsku, lub hiszpansku, latwo zda sobie z tego sprawe. Oficjalnie ten opor (zlozony z kilku ksiezy narazie, ale od czego zaczynal bp. Lefebvre?) ma juz swoje miejsce startu w USA z dzialajaca kaplica i domem dla „wykluczonych” ewentualnie kaplanow.
    Nieoficjalny opor jest znacznie powazniejszy i mocno tlumiony zakazami, sekretami, wysmiewaniem (hi,hi,hi – „zatroskani” wierni – np. polskie forum Krzyz), banowaniem z forumow i zastraszaniem „ciezkim grzechem” rozbijania Bractwa.
    (Te ataki na opor rzypominaja zreszta dzialanosc wszelkich grup modernistyczno- liberalnych wyzywajacych np. patriotow od moherow czy faszystow itd.)

    Ksiedzu Pfeiffer’owi (a moze Chazal’owi – nie pamietam) na list o niebezpieczenstwie „przylaczania”, bp. Fellay odpowiedzial, ze spokojnie i powoli przylaczy Bractwo do Rzymu nie liczac sie z niczym i z nikim. Nie pomagaja przestrogi takich grup jak Bractwo Dobrego Pasterza (przyjrzyjcie sie czego teraz Rzym od nas wymaga!), czy delegacja 3 zakonow „przyjaciol” FSSPX, ktora w tym celu udala sie do Menzingen.

    Trzeba jednak zdac sobie sprawe z tego, ze kaplani i wierni Bractwa tworzacy oficjalnie, lub nieoficjalnie grupe przeciwna ukladom z Rzymem absolutnie nie maja na celu podzielenia Bractwa, ale jedynie nie dopuszczenia do oddania go w rece rzymskich modernistow.

    Ci, ktorzy sadza, ze Kapitula zakonczyla sie wycofaniem sie z „przylaczania” mocno zdziwia sie kiedy w jesieni rozmowy z Rzymem rusza z kopyta. Chefowie Bractwa doskonale wiedza jak i kiedy uspic adwerserow swoich dzialan.
    Bractwo ucierpi na tej sprawie finansowo, bo coraz wiecej wiernych odmawia pomocy materialnej; chcialoby usunac bp. Williamsona, lecz ten „posiada” jedyne anglojezyczne seminarium w Winona, a na nowe seminarium skladki przestaly wplywac.

  44. Tralala said

    Z forum: http://lefebvristes.forum-box.com/t509-Nomination-de-Mgr-Muller-Benoit-XVI-veut-il-revenir-a-la-Tradition.htm

    „”- Domument juz sprzed pewnego czasu, lecz ciarki przechodza kiedy pomyslec, ze ten sam Mgr Muller jest dzis na czele Kongregacji Doktryny i Wiary…
    Mgr Gehrard Ludwig Müller, biskup Ratysbony wymagal by Mgr Williamson „opuscil stan kaplanstwa z wlasnej woli, lub sila”,weszlo w szeregi diecezji, a ordynacje FSSPX zostaly uniewaznione.
    Mgr Müller mowi o FSSPX « upartosc maginesowych grup »
    http://cathcon.blogspot.co.uk/2009/02/regensburg-bishop-all-four-sspx-bisho…
    Nie polecam tego blogu, lecz jedynie dla tego tematu…odkrywczego !
    …………………….
    Dzielo Mgr Lefebvre’a jest przeszkoda transformacji KK w religie uniwersalna i synkretyczna poczetej podczas soboru W 2, kontynuowanej w Asyzu ; cala ta operacja jest manipulowana przez Talmud i w interesie Talmudu. Sprzysiezenie anty chrzescijanskie, ktorym jest soborowa Rewolucja pozwolilo na wprowadzenie masonow na czolo KK i na usuniecie tradycyjnych katolikow.
    Umowy proponowane sont proba zatopienia FSSPX w ruchomych piaskach Soboru, aby zlikwidowac ostatni bastion oporu. A teraz oto Mgr Muller ze swoja palka, aby zakoczyc sprawe.””

  45. Franek1 said

    Re 41

    Manie Marucha,

    Zasypał mnie Pan pytaniami. Co do pierwszego pytania, czy mianowicie potrafię napisać coć od siebie, czy tylko zachwycać się wpisami Pani Agi, chętnie zakładam, że nie jest ono dżentelmeńskim sposobem obrażania, lecz tylko i wyłącznie pytaniem retorycznym. Ponieważ jednak to pytanie sugeruje odpowiedź negatywną, pozwolę sobie przypomnieć dyskusję, jaką w tej witrynie miałem przyjemność z Panem prowadzić rok temu w związku z artykułem „Błogosławieństwo czy pułapka? https://marucha.wordpress.com/2011/08/21/blogoslawienstwo-czy-pulapka/
    Poruszaliśmy wtedy sprawy, o których pisze pani Aga pod nr 32.

    Poruszaliśmy wtedy również kwestię rzekomego stanu (wyższej) konieczności w obliczu zaistniałych rzekomo nadzwyczajnych okoliczności (czego dotyczy Pańskie drugie pytanie), ale to nie ma nic i to absolutnie nic wspólnego z dokonaną w 1988 roku przez Lefebvre’a konsekracją czterech kapłanów z Bractwa na biskupów, ani z poddaniem się tejże konsekracji przez tychże kapłanów. To nie jest zwykłe nieposłuszeństwo papieżowi (jakim by było np. organizowanie przez kapłana pielgrzymek do Medjugorie, mimo, iż Papież mu tego zakazuje), to nie jest też żadną miarą kwestia sumienia, to jest publiczny akt schizmatycki!!! Powoływanie się w tym kontekscie (powtarzam: w tym kontekscie!) na zasadę, że wystarczy SUBIEKTYWNE przekonanie o jej zaistnieniu wyższej konieczności, aby uniewinnić osobę nieposłuszną papieżowi (trzecie Pańskie pytanie) – to zwyczajna etyka sytuacyjna, czystej wody modernizm!

    Co do obłożenia TRADYCJI ekskomuniką przez papieża Jana Pawła II (czwarte Pańskie pytanie) nie odpowiadam na nie, bo jest ono dla mnie po prostu niezrozumiałe. Co zaś do rzekomej ekskomuniki Bractwa, to zupełnie jasno napisała pani Aga w cytowanym wyżej wpisie. Ponieważ jednak Pan ciągle powtarza nieprawdę, jakoby papież Jan Paweł II ekskomunikował Lefebvre’a i czterech kapłanów konsekrowanych przez niego na biskupów, pragnę raz jeszcze zwrócić uwagę na sprawdzalny fakt, że ani Lefebvre’a, ani czterech konsekrowanych przez niego na biskupów, nie tylko papież Jan Paweł II, ale absolutnie nikt nigdy nie ekskomunikował. To Lefebvre i owi biskupi świadomie i dobrowolnie sami się ekskomunikowali: ściągnęli na siebie ekskomunikę, przewidzianą przez prawo za popełnione przez nich czyny (konsekracja i przyjęcie konsekracji) i stworzyli jednocześnie schizmę. Dekret, który Jan Paweł II wydał później (!!!!), nie jest żadnym nałożeniem ekskomuniki (nie można wszak ekskomunikować ekskomunikowanego!), lecz tzw. deklaracja zaistniałego wcześniej bezdyskusyjnego faktu wykluczenia się przez owych pięciu duchownych Bractwa z Kościoła oraz faktu stworzenia przez nich w ten sposób schizmy. Kościelne adagium „Roma locuta, causa finita” nie powstało po Soborze Watykańskim II.

    Zasmuciło mnie, że doszedł pan do przekonania, że marnuje Pan czas na uświadamianie mi oczywistości i daje wyraz obawie, że modernizm jest chyba nieuleczalny. Ku mojemu pocieszeniu jednak widzę, że mimo podszeptów pana Kudłatego, nie stracił Pan wobec mnie cierpliwości, którą w tej witrynie nie tylko ja sobie cenię, Stąd jeszcze ze dwa słowa. Po pierwsze zupełnie nie pojmuję, jakim cudem moje wpisy w tej witrynie wywołują u Pana skojarzenie z modernizmem. Co do oczywistości zaś, to – jak Pan bez wątpienia wie – w myśli atystotelesowsko-tomistycznej, która z czasem weszła do tradycji Kościoła jako narzędzie, rozróżnia się zdania oczywiste dla wszystkich (quoad omnes) i zdania oczywiste dla niektórych (quoad sapientes), to znaczy dla tych, którzy rozumieją terminy, z których złożone jest to zdanie i znają podstawy logiczne, na których to zdanie bazuje. Zdanie więc nieoczywiste dla kogoś, może się dla niego stać oczywistym, gdy mu się wyjaśni jego sens i przedstawi przesłanki, na jakich jest ono oparte. dyskusje (niesofistyczne!) dotyczą właśnie tych tymczasowo nieoczywistych oczywistości. Dyskusja wszak nie polega na powtarzaniu jak mantry własnych tez przez dyskutantów, lecz wykazywaniu współdyskutantowi prawdziwości własnych tez przy pomocy przekonujących argumentów logicznych. Pisząc to Panu uświadamiam sobie, że wyważam otwarte drzwi, jako że udostępnianie nam przez Pana niniejszej witryny jest o wiele wymowniejsze niż nieraz szorstkie Pana słowa i czyni oczywistym, że nie tylko dyskusji, ale również wymiany informacji na wspólne tematy nie uważa Pan bynajmniej za stratę czasu, czyli własnego życia.

    Te ostatnie słowa nich Pan będzie łaskaw odebrać jako wyraz mojego dla Pana szacunku i wdzięczności, bo w tym duchu je szczerze napisałem.

  46. Marucha said

    Re 45:
    Panie Franku, jak widzę różnimy się co do poglądów na wyższą konieczność. Moim zdaniem (popartym przez wielu teologów) taki przypadek zaistniał. Gdyby nie nieposłuszeństwo abp-a Lefebvre, najprawdopodobniej Msza Św. Trydencka już by nie istniała, a judeomodernizm swobodnie i bez żadnych przeszkód hulał w Kościele. Kwestia subiektywizmu jest wystarczająco potraktowana w Prawie Kanonicznym, ale w tym przypadku żaden subiektywizm w grę nie wchodził. Zagrożenie Kościoła przez masonerię i jej dzieci, modernistów, było ewidentne – czego świadkiem jest dzisiejszy stan Koscioła.

    Jak byśmy nie wykręcali – fakty są takie, że JPII ekskomunikował Tradycję, a tolerował heretyków.

    Zdumiewa mnie Pańskie twierdzenie, iż abp Lefebvre i czterech innych biskupów nigdy nie zostali ekskomunikowani – mało nie spadłem z krzesła… To w takim razie jaką ekskomunikę zdjął BXVI z Bractwa kilka lat temu? Nieistniejącą ekskomunikę?
    Nie żonglujmy słowami: bez świadomego udziału Jana Pawła II o ekskomunice nigdy by się nie mówiło – co najwyżej o nieposłuszeństwie. Samo zdjęcie ekskomuniki jest dowodem na jej pochopny i krzywdzący charakter.
    Swoją drogą ciekawe, dlaczego JPII tak bardzo nie chciał konsekracji biskupów w duchu Tradycji… co Go tak cisnęło? Co Mu w tej Tradycji tak przeszkadzało?

    Ech, Panie Franku…

    Jaką znowu „schizmę” stworzyło Bractwo? Czy jego celem było założenie jakiegoś nowego Kościoła wraz ze strukturami? Nie, nigdy nie było takiego zamiaru. Celem Bractwa było nawrócenie Watykanu. Po co więc Pan powtarza modernistyczne, naciągane głupoty?

    Dlaczego Pana wpisy wywołują u mnie wrażenie modernizmu? Bo są przesiąknięte jego duchem, Panie Franku. Nawet jeśli prywatnie może być Pan zwolennikiem Tradycji, godzi się Pan na jej niszczenie w duchu posłuszeństwa.

  47. aga said

    Środowiska obce Polsce a wywodzące się z Francji i Szwajcarii wzięły się za krytykę Wielkiego Papieża. Skrajnie sfrustrowane i wyobcowane w swoich zateizowanych krajach, nie rozumiejące tego, że II wojna światowa i komunizm zmiotła Kościół z piedestału i odarła z czadu kadzideł, próbują Sobór Watykański II sprowadzić do działania szatana w Kościele zamiast przyjąć ten prosty fakt, że SVII był koniecznością i być albo nie być dla Kościoła.

    Na osobie upartego staruszka bp.Lefebvra, który otrzymał 777 możliwości powrotu do łączności z Kościołem ukuli sobie własną „religię” kręcąc się z uporem maniaka wokół liturgii i w niej upatrując „odpowiedzialności” za całe zło tego świata. Żałosna grupa sfrustrowanych „wiernych” często prowadzona jak na sznurku przez agentów walczących z Kościołem. Tymczasem naprawiać Kościół można było jak pokazuje przykład Benedykta XVI czy Jana Pawła II , aktywnie uczestnicząc w jego życiu.

    szatan nie zaspał ani nic nie traci ze swojej inteligencji i przebiegłości…
    Ateiści, antyklerykałowie,libertyni to już zgrana od 300 lat karta. Dzisiaj jego agenci walczą z Kościolem pod hasłami,że Kościoła bronią.
    A pożyteczni durnie ,jak mawiał O.M.A.Krapiec ,mający owszem nawet dobre intencje nazywane dzisiaj wyższą koneczności :)zawsze się znajdą.

    Wspólnoty w pełnej jedności ze Stolicą Apostolską

    Bractwo Świętego Jana
    Bractwo św. Jana Kantego
    Bractwo Świętego Piotra
    Bractwo Chrystusa Kapłana i Maryi Królowej
    Bractwo Kapłańskie św. Tomasza Becketta
    Bractwo Świętego Wincentego Ferrera
    Centrum Św. Benedykta
    Dzieło Matki Kościoła
    Franciszkanie Niepokalanej
    Instytut Chrystusa Króla
    Instytut Dobrego Pasterza
    Instytut Świętego Filip Neri
    Militia Templi – Christi pauperum Militum Ordo
    Instytut św. Józefa
    Kanonicy Regularni Matki Bożej
    Kanonicy Regularni Nowej Jerozolimy
    Karmel Niepokalanego Serca Maryi
    Misjonarze Bożego Miłosierdzia
    Misjonarze Miłosierdzia Bożego
    Mnisi od Wniebowstąpienia Naszego Pana
    Oblaci Benedyktyńscy Krzyża Świętego z Riaumont
    Oblaci Mądrości Bożej
    Oblaci Naszej Pani z Góry Karmel
    Ojcowie św. Benedykta
    Opactwo Benedyktyńskie Naszej Pani z Gaussan
    Opactwo Benedyktyńskie Naszej Pani z Triors
    Opactwo Benedyktyńskie Fontgombault
    Opactwo Benedyktyńskie Matki Bożej z Randol
    Opactwo Benedyktyńskie Różańca Świętego
    Opactwo Benedyktyńskie św. Magdaleny z La Barroux
    Opactwo Benedyktyńskie z Clear Creek
    Opus Mariae Mediatricis
    Apostolska administratura personalna Świętego Jana Marii Vianneya[1]
    Synowie Najświętszego Odkupiciela[2]
    Słudzy Jezusa i Maryi
    Tradycyjni Kartuzi
    Zakon Rycerstwa Świątyni

    Wspólnoty związane z ruchem abp. Lefebvra

    Bractwo Przemienienia Pańskiego
    Bractwo Świętego Piusa X
    Dominikanie Tradycji z Avrillé
    Kapucyni Tradycyjnej Obserwancji
    Misja Dobrej Nadziei
    Opactwo Benedyktyńskie Krzyża Świętego w Nova Friburgo
    Opactwo Benedyktyńskie Matki Bożej w Bellaigue
    Opactwo Benedyktyńskie Matki Bożej z Guadelupe w Silver City
    Pomocnicy Chrystusa Króla

    Wspólnoty związane z sedewakantyzmem

    Bractwo Niepokalanej Maryi Panny
    Bractwo Świętego Jana Apostoła
    Bractwo Świętego Piusa V
    Kongregacja Maryi Niepokalanej Królowej
    Instytut Matki Bożej Dobrej Rady
    Klasztor Świętej Rodziny
    Trydenckie Bractwo Kapłańskie
    Trydencki Kościół Katolicki

  48. aga said

    „najprawdopodobniej Msza Św. Trydencka już by nie istniała, a judeomodernizm swobodnie i bez żadnych przeszkód hulał w Kościele.”
    Dobrze,że dodał Pan to „najprawdopodobniej”.

    Proszę zapytać księży z Bractwa czy jest prawdą to świadectwo i dlaczego nie ma o takich postawach „tradycjonalistów” ani mru mru 🙂 w zawszewierni?:

    Wanda Wiśnia na frondzie :zdemaskowała inne kłamstwo:

    ” W lipcu 2007 roku byłam na uniwersytecie letnim w Villepreux
    organizowanym przez tradycjonalistów z Renaissance Catholique (temat:
    Czy nacjonalizm jest grzechem?). Wtedy wszyscy uczestnicy i prelegenci
    cieszyli się z papieskiego motu proprio. Na jednej z konferencji
    „guru” francuskich tradycjonalistów, stary już Jean Madiran
    powiedział, że dla ich środowiska rok 1978 był przełomowy. Od razu
    sobie pomyślałam, że pewnie dlatego, że Jan Paweł II został papieżem i
    zaczęły się „prześladowania”. Otóż nie. Madiran powiedział, że kiedy
    Karol Wojtyła został papieżem w 1978 roku, to…. można było w końcu
    swobodnie sprawować mszę w starym rycie!

    Konferencję mam nagraną, kto zna francuski, to służę nagraniem. „

  49. aga said

    Niszczymy Kościół, a on wciąż istnieje

    904 rok. Namiestnikiem Chrystusa na Ziemi zostaje Sergiusz III. Za jego rządów dwór papieski bywał porównywany z domem publicznym. Cesarz wschodni wielokrotnie upominał kapłanów rzymskich z papieżem na czele, przypominając im o godności sprawowanej funkcji. Bez skutku.

    956 rok. W wieku 18 lat głową Kościoła powszechnego zostaje Jan XII – obojętny na sprawy religijne i zafascynowany kobiecymi wdziękami. Jego śmierć kończy okres pornokracji w dziejach papiestwa.

    1231 rok. Papież Grzegorz IX ogłasza w konstytucji Excommunicamus, że właściwą karą za herezję jest śmierć.

    1252 rok. W bulli Ad extirpanda papież Innocenty IV zezwala na stosowanie tortur w celu zdobycia zeznań w trakcie procesów przed inkwizycją.

    1305 rok. Papież Klemens V staje się nieformalnym wasalem króla Filipa Pięknego. Stolica Papieska zostaje przeniesiona z Rzymu do francuskiego Awinionu.

    1492 rok. Dzięki poparciu rodu Sforza oraz przekupieniu niezdecydowanych kardynałów, Rodrigo Borgia zostaje mianowany Następcą św. Piotra i przyjmuje imię Aleksandra VI. Będąc świadkami jego braku poszanowania dla ślubów kapłańskich, Rzymianie nazwali go „najbardziej cielesnym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek widziano”.

    2011 rok. Do dziś ludzie (nie)chętni Kościołowi wyliczają papieży, którzy podejmowali niechlubne decyzje albo prowadzili równie niechlubny tryb życia.

    Może więc warto zastanowić się nad demokratyzacją sposobu wyboru papieża? Może warto ograniczyć jego władzę, aby nie narzucał swoich złudnych przekonań całej wspólnocie wiernych? – pytają. Przecież papieże tyle razy się kompromitowali, że to cud, iż Kościół jeszcze się nie rozpadł…

    Podobno na jednym ze spotkań Napoleona Bonaparte z papieżem Piusem VII, ten pierwszy miał wypowiedzieć mocno prowokacyjne słowa:

    – Wasza Świątobliwość, w przeciągu kilkunastu lat zniszczę wasz Kościół.

    Papież odparł:

    – Wasza Cesarska Mość… my księża od setek lat niszczymy Kościół, a on wciąż istnieje. A pan sądzi, że mu się uda w ciągu kilkunastu?

    Niejeden papież spustoszył swoją duszę pożałowania godnymi wybrykami, ale żaden z nich nie zniszczył Kościoła. Niejeden świecki władca ograniczał władzę papieży, ale żadnemu nie udało się zmniejszyć znaczenia samego urzędu papieskiego. Bo Bóg właśnie papiestwo ustanowił „Opoką” Kościoła, którego „nie przemogą bramy piekielne”, a co dopiero ludzie. Osoby pokroju Aleksandra VI umierały, a urząd papieski pozostawał cierpliwy i trwał, aż pojawiał się ktoś godny jego pełnienia.

    A nas – pojedynczych chrześcijan – bramy piekielne mogą przemóc. Pełnione przez część z nas urzędy dyrektorów, prezesów, przewodniczących, inspektorów itd. – zawsze mogą stracić swoje pierwotne znaczenie. Bo te stanowiska wymyślił człowiek i to on nadał i nadaje im konkretne zadania i cele. Chcielibyśmy, żeby tak samo było z biskupem Rzymu? Żebyśmy wybierali papieża? Żebyśmy przejęli część jego władzy, chociażby możliwość wyboru biskupów? Gdyby całe społeczeństwo ochrzczonych rządziło Kościołem to czy starczyłoby jeszcze miejsca na Boga?

  50. aga said

    No to ja już rozumiem Pani Marucha skąd u Pan slabośc do prawosławnych schizmatyków 😉
    A czy pan wie ,że to właśnie prawoslawni uważali,że msza trydencka była nieważna, bo w liturgii nie było inwokacji, „zaproszenia Ducha Świętego”. Według nich bez inwokacji nie może się odbyć ofiara Mszy Świętej i nie następuje przeistoczenie chleba i wina w Ciało I Krew Pana Jezusa. Dlatego też im bardziej podoba się liturgia Novus Ordo.

    Oczywiście to przykre ale jak ktoś chce być rebeliantem, to zawsze znajdzie powód. Jak ktoś chce być bardziej nieomylny niż magisterium Kościoła i papież, to wynajdzie sobie pretekst. Stąd taka popularność sekt i denominacji. Tam pastor jest „papieżem” i co on powie, to jest doktryną i dogmatem tej sekty. A jak się komuś nie podoba taka rzeczywistość, to… zakłada swoją sektę, gdzie sam staje się papieżem i nieomylnym autorytetem. I mamy ponad 30 tysięcy kościołów chrześcijańskich, zaprzeczających sobie i uważających, że tylko one, każdy z nich, posiadł pełnię prawdy. Żałosne.

    Tymczasem odpowiedź jest tak prosta, że zdziw, że ta dyskusja jeszcze jest kontynuowana. Jezus powiedział:

    Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (Mt 16, 18-19)

  51. aga said

    Zjednoczenie 7 kościołów protestanckich z katolickim

    Jak podaje oficjalna strona http://www.vatican.va/ – 27 marca br. na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie odbyło się spotkanie zwierzchników siedmiu kościołów protestanckich z delegacją papieską kościoła katolickiego. Tematem obrad były warunki zjednoczenia niniejszych wyznań chrześcijańskich w strukturze tego ostatniego pod auspicjami następcy Św. Piotra. Wszyscy przedstawiciele zgodnie przystali na ekumeniczne zjednoczenie, jednak, jak wspólnie dodali: „pod pewnymi warunkami”.

    1. Duży nie będzie dążył do wchłonięcia małego.
    2. Mały nie będzie chciał nawracać dużego.
    3. Przedstawiciele kościoła protestanckiego chcą zachować autonomię od zwierzchnictwa papieża – na co z niechęcią (ale jednak) przystała strona rzymskokatolicka, zaś członkowie największego wyznania chrześcijańskiego, za zgodą delegatów protestanckich, będą mogli nadal odbywać pielgrzymki do „miejsc świętych”. Jednomyślnie zgodzono się by dodać do nich Wittenbergę i Genewę.

    Rzecznik Kongregacji Nauki Wiary kard. Mariano Clemente poproszony o komentarz powiedział: „Przed nami jeszcze wiele rozmów, jednak z wielkim zadowoleniem mogę dziś powiedzieć: Mamy ich! (uśmiech) Musimy popracować jeszcze nad ich starymi przyzwyczajeniami doktrynalnymi, ale w zasadzie to co sobie założyliśmy przed obradami – w 100% wypełniliśmy. Są nasi. Jeśli chodzi o Wittenbergę i Genewę to zawsze trzeba ponieść jakąś cenę kompromisu. Nie sądzę, że jest ona wielka w stosunku do naszych zysków. Tym bardziej, że wpływy z ich niedzielnych ofiar mają trafiać do Rzymu”.

    Nieco inną perspektywę przedstawiał na konferencji prasowej zwierzchnik jednego z najbardziej lichych protestanckich kościołów Rene Leguen: „Czekaliśmy na to wiele lat. Złapaliśmy byka za rogi. I to w jaskini lwa. Mają przejąć od nas więcej niż my od nich. I w zasadzie o to nam chodziło. O resztę będziemy zabiegać na kolejnych obradach. Nie ma pośpiechu, zasadą „krok po kroku” zburzymy i zdobędziemy ‚całe Jerycho’ „.

    Kolejne spotkanie delegatów zaplanowano na 23 maja br.

  52. aga said

    Tak ,zaprawdę ,Panie Marucha mają rację sedewakantyści…

    Źródło: Sekty i Fakty
    Bunt w imię ortodoksji Czyli: sedewakantyści, palmarianie, współcześni antypapieże
    Mirosław Salwowski

    „Łatwiej byłoby zagasić słońce niż uczynić Kościół niewidzialnym” – św. Jan Chryzostom

    Problem sedewakantystycznych grup bądź uzurpatorów do tronu papieskiego nie jest w Polsce szerzej znany, chociaż pojawia się on na poboczu trwającej obecnie dyskusji na temat miejsca ruchu Tradycji w Kościele. Żeby w zamęcie pojęć pojawiających się w trakcie debaty odnośnie ruchu tradycyjnego, pomóc czytelnikowi nie zgubić się, prezentujemy tekst, będący próbą przedstawienia zjawiska sedewakantyzmu i antypapieży.
    Kim są sedewakantyści

    Podstawą istnienia sedewakantyzmu i większości obecnych antypapieży jest przekonanie, iż Sobór Watykański II odszedł w swym nauczaniu od niezmiennej doktryny Kościoła Św., poprzez co nie może być zaakceptowany (jako „propagujący herezje”), przez żadnego prawowiernego katolika. Sedewakantyści oraz antypapieże odrzucają również Nową Mszę z 1969 r. jako przesiąkniętą duchem protestanckim, wyrażając przy tym zdecydowaną wątpliwość czy w ogóle jest ona sakramentalnie ważna. W łonie sedewakantyzmu można wyróżnić nurt umiarkowany i radykalny.

    Radykalni sedewakantyści twierdzą, iż papieże uparcie propagujący nauczanie Soboru Watykańskiego II w kwestiach ekumenizmu i wolności religijnej stali się heretykami, przez co odłączyli się od Kościoła Św. i nie mogą w ten sposób być następcami św. Piotra.

    Umiarkowany sedewakantyzm bazuje w dużej mierze na koncepcji francuskiego dominikanina – o. M.L. Gerarda des Lauriersa, w myśl której papieże posoborowi są wybrani ważnie kanonicznie, lecz głoszenie herezji zabiera im władzę pontyfikalną, aż do czasu ich porzucenia.
    Od kiedy wakat?

    Sedewakantystów różnicuje osąd co do czasu, wyznaczającego początek wakowania Stolicy Piotrowej, gdyż różnie postrzegają oni stopień zaangażowania się poszczególnych papieży w nauczanie o wolności religijnej czy ekumenizmie. Większość z nich za ostatniego papieża uważa Piusa XII bądź Jana XXIII. Istnieją jednak grupy, które za ostatniego następcę Św. Piotra uważają Piusa XI a nawet Piusa IX.

    Spośród współczesnych antypapieży wielu przeszło drogę sedewakantyzmu. Przykładem może tu być antypapież Pius XIII (o. Lucjan Pulvermacher), który utrzymując, że począwszy od Jana XXIII wszyscy papieże są heretykami, doszedł do wniosku, iż musi odbudować Kościół Katolicki na czele z prawowitym papieżem we własnej osobie.
    Od modernizmu do tradycjonalizmu

    Ruch sedewakantystyczny zaczął się krystalizować na przełomie lat 60-tych i 70-tych obecnego stulecia. Jednym z pierwszych sedewakantystów był meksykański ksiądz – Moises Carmona de Rivera, który założył dwie organizacje mające na celu walkę z wpływami modernistycznymi w Kościele. Były to ugrupowania: Pro Ecclesia Romana Catholica, oraz Unia Trydencka.

    Swego rodzaju autorytetem dla umiarkowanej części sedewakantystów był, wspomniany wcześniej dominikanin, o. Gerard des Lauriers, pełniący do roku 1979 funkcję wykładowcy w seminarium Bractwa Św. Piusa X w Eco’ne. Jednak ze względu na swe przekonania co do papieży posoborowych, musiał odejść z tego stanowiska.

    Losy tych dwóch kapłanów, połączy niedługo ze sobą inna znana w ruchu sedewakantystycznym postać a mianowicie wietnamski arcybiskup Piotr Marcin Ngo-Dhin-Thuc. Ten wietnamski hierarcha, który (jak twierdzi M.D. Zdort w „Rzeczypospolitej” z 15 VI b.r.) podczas soboru miał być czołowym modernistą popierającym min. Kapłaństwo kobiet, w latach 70-tych pod wpływem tradycjonalistów, stał się gorliwym przeciwnikiem Soboru Watykańskiego II. Abp Thuc po krótkiej „przygodzie” w Palmar de Troya (o czym szerzej piszę nieco dalej), poparł ruch sedewakantystyczny.

    W roku 1977 abp Thuc potajemnie udzielił sakry biskupiej ks. Laboire z Tuluzy. Cztery lata później, z rąk tego samego hierarchy sakry biskupie otrzymali trzej kolejni kapłani: Adolfo Zamorra, oraz znani nam już Moises Carmona de Rivera i Michel Louis Gerard des Lauriers.

    W roku 1982 abp Thuc znów udzielił święceń biskupich, tym razem księdzu Christianowi Datessenowi. Wyświęceni w ten sposób biskupi konsekrowali następnych kapłanów, dając w ten sposób początek linii kapłanów i biskupów kwestionujących prawowitość posługi papieża Jana Pawła II. Obecnie istnieje już ok. 30 sedewakantystycznych biskupów.
    Przeciw KPK

    Spore kontrowersje w środowiskach tradycyjnych wywołuje status kanoniczny biskupa Marca A. Pivaranusa i założonej przez niego wspólnoty pod nazwą: Kongregacja Niepokalanej Maryi Królowej (CMRI). Ugrupowanie to będące jednym z radykalniejszych ogniw ruchu sedewakantystycznego, zdecydowanie odmawia prawowierności ostatnim dwom papieżom; tzn. Pawłowi VI i Janowi Pawłowi II (pontyfikat Jana Pawła I był zbyt krótki aby go pod tym kątem oceniać).

    Nie uznaje również ważności Nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983r. a to min. z tego względu, iż zezwala on (pod pewnymi warunkami) na udzielanie Sakramentów innowiercom. Należy zaznaczyć, że sam biskup Pivaranus, stojący na czele wspomnianej wspólnoty, był konsekrowany przez biskupa starokatolickiego, nie mającego oczywiście łączności z Watykanem.

    Inną wspólnotą sedewakantystyczną, było powstałe w I979r. Bractwo Św. Wincentego Ferrariusza, założone przez o. Oliviera de Blignieres (patrz „Mect the Sedevacantist Priest”, „Angelus”, z listopada 1998r.). Piszę „było”, gdyż wspólnota ta już ponad 10 lat temu zerwała swe związki z ruchem sedewakantystycznym.
    Z Bractwa do Bractwa

    W roku 1983 szeregi bractwa Piusa X musiała opuścić grupa sedewakantystycznie nastawionych księży i seminarzystów na czele z o. Clarencem Kelly. Grupa ta dała początek nowej wspólnocie pod nazwą Bractwo Św. Piusa V (por. „Sedewakantyzm: rewolta w imię Tradycji”, Maciej Przebindowski; „Stańczyk” nr 21 1994r.). Z czasem Bractwo Piusa V podzieliło się na frakcję umiarkowaną oraz radykalną. Grupę umiarkowaną stanowią księża skupieni wokół bp Kelly (nielegalnie konsekrowanego przez bp Mendeza w 1993r.).

    Natomiast radykałom przewodzi bp Daniel Dolan. W połowie lat 80-tych od Bractwa Św. Piusa X oderwała się z kolei grupa włoskich kapłanów, tworząc stowarzyszenie „Sodalitium”, będące umiarkowaną odnogą sedewakantyzmu.

    W Europie i USA działają dwie organizacje, będące swego rodzaju „platformą komunikacyjną” dla sedewakantystycznych biskupów. Są to: Kościół Katolicki Rytu Trydenckiego oraz Sojusz Katolicki. W organizacjach tych działają czy też działali biskupi z USA, Francji, Niemiec, Japonii, RPA, Wielkiej Brytanii, Madagaskaru i Meksyku. Można tu też wymienić Bractwo Kapłańskie Arcybiskupa Ngo-Dinh-Thuca, założone przez bp Jeana de La Roux z Francji a grupujące biskupów z Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Belgii, Niemiec oraz USA (por. „Ekspansja Sedewakantyzmu”, Robert Nogacki; „Myśl Polska” z 3 X 1999r.).
    Sedewakantyści a Bractwo Św. Piusa X

    Należy zaznaczyć, że największe skupiska ruchu sedewakantystycznego znajdują się w USA, Meksyku i Francji. Sedewakantyści posiadają tam własne seminaria, kościoły, kaplice czy nawet czasopisma. Korzystają też ze zdobyczy najnowszej techniki zakładając swoje własne strony internetowe. Część księży sedewakantystów współpracowała wcześniej z Bractwem Św.Piusa X.

    Trzeba jednak przyznać, iż kierujący wtedy owym Bractwem abp Lefebvre, mimo swego krytycznego stanowiska wobec posoborowych papieży, uznawał ich za prawowitych, pasterzy, a od swych kapłanów, wymagał przysięgi na wierność Ojcu Świętemu. Zdecydowana postawa abp Lefebvre’a wobec sedewakantyzmu i antypapieży przyczyniła się do tego, iż nie zyskali oni szerszego poparcia w środowiskach tradycyjnych.

    Jeśli chodzi o ścisłość to należy tu jeszcze zaznaczyć, iż sedewakantyzm całkowicie nie neguje katolickich dogmatów o nieomylności i prymacie Papieża. Jednak główna teza tego ruchu (głoszącego iż Stolica Piotrowa przez kilkadziesiąt lat pozostaje pusta), wypływa z całkowicie błędnych przesłanek. Przecież Jezus Chrystus zakładając swój Kościół ustanowił papiestwo jako widzialny fundament jedności i niezniszczalności tego Kościoła. Oczywiście jak uczy historia. okresy wakatu na Stolicy Piotrowej niejednokrotnie miały miejsce. Nie należy jednak zapominać, że na ten okres (aż do pomyślnego wyniku konklawe), są wyznaczone wcześniej osoby, które sprawują pieczę nad Kościołem aż do wyboru nowego Papieża.

    Sedewakantyści, współcześni antypapieże, palmarianie i inni głoszący, iż ,,i prawdziwym Kościołem, jeżeli autentycznie szukają prawdy powinni wziąć sobie do serca nauczanie Soboru Watykańskiego I, który głosi: „Jeśli ktokolwiek twierdzi. że nie jest w zgodzie z instytucją Chrystusa. Naszego Pana, to jest z prawa Bożego, że św. Piotr ma ciągłą sukcesję w prymacie nad całym Kościołem (…) niech będzie anatemie”. (Denz. 1825).

    Mirosław Salwowski
    Close
    Praktyczny poradnik za darmo!

    Menu:

    Podstawowe informacje o sektach
    i psychomanipulacji

    Archiwum czasopisma „Sekty i Fakty”

    Psychomanipulacja.pl poleca:
    Kryzys sumienia

  53. Tralala said

    ad 48 Aga
    „Od razu sobie pomyślałam, że pewnie dlatego, że Jan Paweł II został papieżem i
    zaczęły się “prześladowania”. Otóż nie. Madiran powiedział, że kiedy
    Karol Wojtyła został papieżem w 1978 roku, to…. można było w końcu
    swobodnie sprawować mszę w starym rycie!”

    Ten sam Jean Madiran /Jean Arfel/: „…Certes, Jean-Paul II a voulu se montrer favorable aux « traditionalistes » ; mais point à la messe traditionnelle…”

    po polsku: „Spewnoscia, JP II chcial sie pokazac przychylnym „tradycjonalistom”, lecz nie mszy tradycyjnej”. – kawalek z 1985 r.
    Jean Madiran ostatnio napisal :”Jak ma sie Msza?” , omowienie tego artykulu (skad wzielam cytat z JM) jest tu:
    http://lefebvristes.forum-box.com/t464-Jean-Madiran-Comment-va-la-Messe-en-2012-et-en-1985.htm?q=jean+madiran

    Zreszta, jednym, lub drugim cytatem chce Pani obronic co?
    Koniecznie udowodnic, ze JP2 byl najlepszym papiezem i najbardziej swietym czlowiekiem?

    Co do jego poboznsci, nic nam nie wolno powiedziec, to sprawa miedzy Bogiem, a JP2.

    Co do pontyfikatu i spraw Polski – tu mozemy sobie oceniac.

    Przykro nam, ze Polak zasiadajacy tak wysoko, „wpuscil rodakow w maliny” Unii Europejskiej, pozwalal na jeszcze wieksza degrengolade KK, wspieral herezje i poganstwo, umozliwil swoim dzialaniem kult wlasnej osby, etc. ? – to sa sentymenty, a wyciaganie wnioskow kierowanych sentymentami, to tez modernizm.
    Tylko dlatego, ze komus przykro (ze tak wlasnie dzialal Polak), nie moze usprawiedliwiac faktow.
    Fakty sa stale, niezmienne i nasze osobiste odczucia nie maja tu nic do rzeczy.

    Chce Pani miec wlasny obraz JP2? To sprawa Pani, pani Ago. Tylko po co probuje nas Pani do niego przekonac? Na Internecie jest multum miejsc gloszacych jego chwale, ma Pani tam pole do popisu, po co tracic czas tutaj.
    A przy okazji – JP2 byl pod silnym wplywem niemieckiej szkoly teologicznej Tübingen, protestanckiej i heretyckiej.

  54. aga said

    Polecam dyskusję na portalu apologetyka;ale tylko ludziom dobrej woli:

    Zatem trzeba wyraźnie powiedzieć, że lefebryści zaprzeczają pewnym prawdom objawionym (…) lefebryści głoszą herezję zaprzeczając prawu człowieka do wolności religijnej

    Czyli wg Ciebie papieże Grzegorz XVI, bł. Pius IX, Leon XIII, św. Pius X i Sł.B. Pius XII też ‚głosili herezję’ i ‚zaprzeczali prawdom objawionym’ odmawiając człowiekowi prawa do braku przeszkód w sprawowaniu fałszywych kultów w sferze publicznej?
    kokonik
    15-02-09, 22:38
    Na wstępie zauważyłbym, że ci papieże nawet na swoim podwórku nie robili przeszkód innowiercom w sprawowaniu fałszywych kultów i nikogo siłą nie zmuszali do konwersji na katolicyzm.

    Zatem opacznie rozumiesz treści ich wystąpień. Dlaczego opacznie? Bo nie zdajesz sobie sprawy z odmienności kontekstu.

    Ich wypowiedzi dotyczyły obrony dominującej pozycji katolicyzmu, która to pozycja była zastana i nie trzeba jej było wykuwać siłą, lub wbrew woli innych ludzi. Mieli po prostu szczęście, że swoje uprzywilejowanie odziedziczyli ” za darmo”. Bez wątpienia sytuacja, w której dominuje prawdziwa religia jest lepsza dla dusz, niż zrównanie katolicyzmu z pozostałymi religiami.
    Zatem liberalne poglądy garstki zapaleńców spotykały się z ostrą reakcją, po to, by uzmysłowić przytłaczającej liczbie katolików i katolickich władców, że idea równouprawnienia fałszywych religii z prawdziwą jest regresem, jest szkodliwa, że katolik nie może się na nią zgadzać pod pozorem fałszywego współczucia. Nie może myśleć iż zastaną sytuację, de facto idealną, należy zmienić na coś niby lepszego: równouprawnienie.

    Co jednak jeżeli katolicy nie słuchali i powoli, siłą lub polityką faktów dokonanych zrównywano w prawach inne religie? Czy papieże ci wzywali do jakiegoś siłowego rozwiązania? Nie. A co jeżeli się okazało, że de facto katolicy są już mniejszością w swoim kraju i że władze już nie są katolickie? A taki był kontekst SWII…

    Wtedy wracamy do sytuacji, w której działał Jezus i Apostołowie, która to sytuacja okazuje się być normą, a XIX wieczna pozycja katolicyzmu wyjątkiem i stanem, który już się nie powtórzy.

    Zatem wypowiedzi papieżów nie zaprzeczają Soborowi. Dlatego, że w XX wieku już nie ma christianitas i co więcej już go nie będzie. Z tym się nie mógł pogodzić abp. Lefebvre i chciał dalej wciągać Kościół w swoją walkę z rewolucją francuską. A Kościół stwierdził, że walkę tę przegrał (bo w sporze o władzę zakonnik wierny swojemu powołaniu zawsze przegra z żołnierzem) i że nie odzyska już swojej pozycji, chyba żeby zaprzeczył swoim ideałom: czyli właśnie wolności sumienia, godności człowieka i wypływającej stąd wolności w sprawach religijnych, które to były od zawsze głoszone w KK.
    Mariusz
    18-02-09, 15:05
    Jeśli piszesz, że nauczanie o wolności religijnej miało charakter przypadłościowy, okazjonalny, zmienny zależnie od okoliczności, kontekstu etc. to czemu miotasz takimi słowami jak ‚herezja’ czy ‚prawda objawiona’? Prawda objawiona nie zależy od okoliczności i kontekstu, jest zawsze taka sama.
    kokonik
    18-02-09, 20:09
    Wolność religijna w żadnym wypadku nie ma charakteru przypadłościowego. Jest to prawda od zawsze uznawana w KK, a wynika z godności osoby ludzkiej i z tego, że nikogo do wiary nie można przymusić.

    Wolność religijna jest jak najbardziej nauką stale obecną w nauczaniu katolickim, należy do magisterium zwyczajnego powszechnego i zaświadczył o tym Święty Sobór parokrotnie:

    Poza tym oświadcza, że prawo do wolności religijnej jest rzeczywiście zakorzenione w samej godności osoby ludzkiej, którą to godność poznajemy przez objawione słowo Boże i samym rozumem.

    To, co obecny Sobór Watykański oznajmia o prawie człowieka do wolności religijnej, ma fundament w godności osoby, której to godności wymagania uświadomiły się pełniej rozumowi ludzkiemu dzięki doświadczeniu wieków. Co więcej, owa nauka o wolności ma korzenie w boskim Objawieniu, wobec czego chrześcijanie z tym większą czcią powinni jej przestrzegać. Wprawdzie Objawienie nie formułuje wyraźnie prawa do wolności od zewnętrznego przymusu w sprawach religijnych, ale za to ujawnia w pełnych wymiarach godność osoby ludzkiej, ukazuje szacunek Chrystusa dla wolności człowieka przy wypełnianiu przezeń obowiązku uwierzenia Słowu Bożemu, a przy tym poucza nas, w jakim duchu powinni podejmować i wykonywać wszystkie swoje czyny uczniowie takiego Mistrza. Wszystko to dobrze uwydatnia ogólne zasady, na których opiera się nauka tej Deklaracji o wolności religijnej. A przede wszystkim wolność religijna w społeczeństwie pozostaje w pełnej zgodzie z wolnością aktu wiary chrześcijańskiej.

    Jednym z zasadniczych punktów nauki katolickiej, zawartym w słowie Bożym i nieustannie głoszonym przez Ojców, jest zdanie, że człowiek powinien dobrowolnie odpowiedzieć Bogu wiarą; nikogo więc wbrew jego woli nie wolno do przyjęcia wiary przymuszać.

    Kościół więc, wierny prawdzie ewangelicznej, idzie śladami Chrystusa i Apostołów, kiedy uznaje i popiera zasadę wolności religijnej jako harmonizującą z godnością ludzką i objawieniem Bożym.

    Zaczyn ewangeliczny długo tak działał w umysłach ludzkich i w wielkim stopniu przyczynił się do tego, że z upływem czasu ludzie zaczęli szerzej rozumieć godność swej osoby i że dojrzało przekonanie, iż w sprawach religijnych powinna ona zachować w społeczeństwie wolność od wszelkiego przymusu ludzkiego.

    O kontekście pisałem, bo jest potrzebny, by zrozumieć o czym pisali papieże w XIX w. A mianowicie nie krytykowali wolności religijnej zdefiniowanej przez SWII, tylko krytykowali pogląd iż katoliccy władcy, władza państwowa, obywatele nie mają obowiązków moralnych wobec Boga.

    Mamy do czynienia z dwoma stronami medalu. Z jednej strony katolicyzm ma pewien spójny model władzy państwowej, królewskiej, której jednym z zasadniczych obowiązków jest dbanie o pomyślność jedynej prawdziwej religii – religii katolickiej. Jest nim również obowiązek dbania o takie urządzenie ładu społecznego, by jak najwięcej osób mogło się zbawić.

    Z drugiej strony nigdy nie przebrzmiały przykład Jezusa i Apostołów, którzy nikogo nie zmuszali do przyjęcia wiary katolickiej i ostateczny osąd zostawiali Bogu, a więc ową wolność religijną.

    W kontekście XIXw papieże pisali głównie o pierwszej stronie medalu, bo jeszcze istnieli katoliccy władcy, a walka o christianitas ciągle trwała. W kontekście XX wieku pisali o drugiej stronie medalu.

    Teraz jeżeli chcesz być w zgodzie z całą Tradycją katolicką pięknie podkreśloną przez SWII, to powinieneś dążyć do takiego urządzenia państwa, by było jasne dla obywateli, która religia jest prawdziwa – a więc katolicyzm, powinieneś ją wspierać, reklamować, akcentować w państwowych symbolach itd.; z drugiej strony nikomu nie powinieneś zakazywać praktykowania swobodnego jego własnej religii, także publicznie ( bo rzadko która religia ze swej natury jest prywatna), nawet godząc się na nawracanie katolików na tę błędną wiarę.

    Szanując jednak wolność religijną nie można owego katolickiego państwa wprowadzać siłą i poza regułami państwowymi. Jeżeli większość obywateli nie chce państwa katolickiego nie można wymagać od polityków, by w demokracji coś tam robili na skróty.

    Jest jeszcze jeden aspekt. w obecnej sytuacji znacznego oddalenia się społeczeństw od wiary, wręcz wrogości do katolicyzmu, nie jest moralnie naganne (to zależy od roztropnego sądu) w ogóle zaniechać dążeń do wprowadzenia państwa katolickiego, gdyż z tego próżnego dążenia mogłoby wyniknąć jakieś większe zło. Innymi słowy dopuszcza się tolerowanie pewnej niedoskonałości, by nie wynikło z tego jakie większe nieszczęście.

    http://apologetyka.katolik.pl/forum/archive/index.php/t-522.html

  55. aga said

    Pani Tralala
    rozmawiamy o Mszy trydenckiej i stosunku do niej Jana Pawła Wielkiego do niej czy wałkujemy po raz 100 Unię??
    A może po raz 101 będziemy wałkować asyz,buddę i sziwe?Pani może uważac,że Bł. Jan Paweł II był złym papieżem a ja mogę uważać – na szczęscie nie tylko ja – że to był jeden z największych papieży i będzie kiedys Doktorem KK.idąc za pani tokiem myślenie musialbym zakwestionowac paru papieży,którzy broniąc KK i swojego Prymatu, zupełnie nie zauważali trudnej i skomplikowanej sytuacji Polski na przestrzeni wieków minionych.

    A wracając do meritum:

    Mason kardynał Beneli podważał dokumenty soborowe tak ,że papież Jan Paweł II zmuszony był zwołać komisję aby orzekła czy msza trydencka została przez sobór Watykanki II zabroniona.
    Alfons kard. Stickler SDB na konferencji dla „The Latin Mass Society”, zorganizowanej w New York w maju 1995, powiedział:
    „Papież, Jan Paweł II w roku 1986 postawił komisji złożonej z dziewięciu kardynałów dwa pytania.
    Po pierwsze, czy papież, Paweł VI lub inna prawowita władza prawnie zabroniła powszechnej celebracji MSZY TRYDENCKIEJ w czasie obecnym?
    To pytanie Papieża skierowane zostało także do kardynała Benelli (MASONA) [głównego odpowiedzialnego za reformę liturgii na II Soborze Watykańskim](…).
    On nie odpowiedział ani tak ani nie. Dlaczego? On nie mógł powiedzieć:
    ‘Tak, Papież zabronił’, bowiem Papież nie mógł
    zabronić Mszy, która była od początku ważna i obowiązująca, i która była MSZĄ TYSIĘCY ŚWIĘTYCH I WIERNYCH (…)
    Odpowiedz udzielona przez ośmiu kardynałów stwierdzała,
    że Msza św. Piusa V nigdy nie została zakazana. Mogę doprecyzować tutaj jeszcze jedno: byłem jednym z tych kardynałów(Alfons kard. Stickler SDB) . Tylko jeden był przeciw. Wszyscy pozostali byli przychylni pełnemu zezwoleniu: aby każdy mógł wybrać starą MSZĘ…).
    Drugie pytanie było bardzo interesujące: czy jakiś biskup może
    zabronić kapłanowi, znajdującemu się w stanie uregulowanym, celebrowania Mszy trydenckiej?

    Dziewięciu kardynałów uznało jednomyślnie, że żaden biskup nie może zabronić ,żadnemu księdzu katolickiemu odprawiania Mszy trydenckiej. „Nie ma oficjalnego zakazu, i myślę, że żaden papież nigdy go oficjalnie nie zadekretuje”.

    Za pozwoleniem Stolicy Apostolskiej liczne opactwa, konwenty, instytuty kapłańskie oraz wielu księży diecezjalnych na całym święcie sprawują liturgie według ksiąg liturgicznych z r. 1962.
    Bulla Quo Primum Tempore Ustanowienie Wiecznego Kanonu Mszy św.
    Konstytucja Apostolska Jego Świątobliwości Papieża św. Piusa V 14 lipca z1570 r.

    http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/Ojciec-Pio-Jan-Pawel-2-Benedyk,2,ID413669036,n

  56. JO said

    Ad.47. Czy Moze Pan Banowac Pania Age , Panie Gajowy ?

  57. JO said

    Panie Gajowy, ja sie sprzeciwiam Gloszeniu Modernizmu prez Pania Age na tym portalu. Ja sie sprzeciwiam, by ktokolwiek mowil Zle na Bractwo Sw Piusa X na tym portalu zarzucajac herezje, odstepstwa od Wiary. Ja sie sprzeciwiam nazywanie Prawdy Falszem a Falszu Prawda na tym portalu, odwracaniu „kota ogonem” – MODERNIZMOWI, Relatywizmowi….

    Pan pozwala Panie Gajowy szerzyc tu herezje

  58. JO said

    Rozmowa z Zydami to przeciez Rozmowa – dialog z Modernistami. I odwrotnie rozmowa z Modernistami to rozmowa dialog z Zydami… Tego Zabrania Sw Magisterium.

    Dialog w Stylu Pani Agi, Rozmowa w Stylu Pani Agi jest Dialogiem z Zydami, ich Duchem, ich Idealami.

    Prosze Gajowego by z tym Skonczyl na forum Gajowki

  59. Marucha said

    Pani Ago,

    Pani wręcz fanatyczna płodność w kwestiach Kościoła, wyrażająca się w wielu wpisach zawierających jawnie modernistyczne treści, a nierzadko rzeczy nieprawdziwe bądź celowo złośliwie interpretowane, skłania mnie – jak na razie – do pokornego poproszenia Pani, aby zechciała Pani swą twórczość sama z siebie w tym temacie ograniczyć.

    Ta witryna reprezentuje Kościół Katolicki – tożsamy z Kościołem Tradycyjnym – a nie Judeokościół, Kościół Posoborowy, Kościół Modernistyczny, czy jak go tam nazwiemy.

    Przekonany o słuszności życiowej decyzji abp-a Lefebvre, który uratował przynajmniej jakąś cząstkę Kościoła Chrystusowego, w tym Mszę Świętą Trydencką, oznajmiam, iż gajówka ma zamiar pozostać przy swych poglądach. Dodatkowym czynnikiem są tu niekiedy żałosne wręcz „argumenty” modernistów, którzy rzekomo dla „dobra Kościoła” dbają o jego jedność.

    Gajówka nie życzy sobie ŻADNEJ JEDNOŚCI z judeokatolikami, kryptosatanistami, heretykami, masonami itd. Gajówce bardzo zależy na jedności chrześcijan, ale nie za cenę kompromisów z prawdą.

  60. Marucha said

    Re 51:
    No proszę, kurwa mać, łatwiej jest się Watykanowi zjednoczyć z heretykami i przyznać im autonomię, niż z katolikami pragnącymi trwać przy Magisterium.

    A przy okazji…
    Odpowiedz udzielona przez ośmiu kardynałów stwierdzała,
    że Msza św. Piusa V nigdy nie została zakazana. Mogę doprecyzować tutaj jeszcze jedno: byłem jednym z tych kardynałów(Alfons kard. Stickler SDB) . Tylko jeden był przeciw. Wszyscy pozostali byli przychylni pełnemu zezwoleniu: aby każdy mógł wybrać starą MSZĘ…).

    Drugie pytanie było bardzo interesujące: czy jakiś biskup może zabronić kapłanowi, znajdującemu się w stanie uregulowanym, celebrowania Mszy trydenckiej?
    Dziewięciu kardynałów uznało jednomyślnie, że żaden biskup nie może zabronić ,żadnemu księdzu katolickiemu odprawiania Mszy trydenckiej. „Nie ma oficjalnego zakazu, i myślę, że żaden papież nigdy go oficjalnie nie zadekretuje”.

    Tak jest, nikt nigdy Mszy Trydenckiej nie zakazywał. Sama z siebie, na życzenie ludu bożego, zniknęła. Wprawdzie do dziś biskupi zabraniają jej odprawiania, ale to pewnie mi się tylko tak wydaje.
    Jak zwykle, co innego słyszę, co innego widzę.

  61. JO said

    ad.59. Bardzo Dziekuje Panie Gajowy . My Chcemy Boga, Wiary Katolickiej-Ortodoksyjnej. My Blagamy By Gajowka Pozostala Ortodoksyjna!, by Zaden Modernistyczny Tekst, wpis TU NAS nie pouczal, nie pouczal Naszej Wiary Swietej, Katolickiej-Ortodoksyjnej, Czystej, Sw Magisterium Pana Jezusa, Naszego Pana, Naszego Krola.My chcemy Prawdy i Tylko Prawdy, chcemy Prawdziwej Wolnosci, Zycia.

  62. JO said

    Co jest Prawda – Pan Chrystus a by ja Rozumiec , znac pozostawil Ducha Swietego oraz Tradycje w Swoim Kosciele. Nasi Swieci okreslili wyraznie co jest Nasza Wiara a co nie jest. Wpisy Modernistyczne maja na celu zliberalizowac…rozumienie nasze Wiary. Wpisy Zydowskie – Wpisy Masonskie…. MY mamy zabronione ich sluchac i z nimi dyskutowac.Zabrania Nam Tego Nasza Wiara, sam Pan Bog!

  63. JO said

    Katolik Wolny ma obowiazek Rzyc w Granicach Wolnosci…granice te narzucaja Sposob Wypowiadania sie , wiazania tematow, rozumowania tematow i ich wykladania. Modernisci przekraczaja GRANICE Katolickiej Wypowiedzi i Rozumowania, wykladaja swe racje w sposob Irracjonalny, grozny dla Ludzi, dla Wolnosci.

    My chcemy Byc Wolni.

    Modernisci puszczaja Muzyke Wspolczesna, KRZYK, przekraczajac Granice WOLNOSCI. Rozmowa Modernistow, ich slowa to takie modernistyczne RADIO, ktore KATOLIK ma w obowiazku – WYLACZYC!

  64. JO said

    Katolik zna co to chierarchia, Autorytet. Pouczony Katolik przez Autorytet jest Pokorny i Slucha i stosuje sie do Zalecen.

    Modernisci Lamia wszelkie Granice Chierarchii nie suchajac ZADNEGO Autorytetu, sa nachalni a w nachalnosci Agresywni.

    Modernisci wciaskaja sie tam, gdzie ich nikt nie chce i sa na sile – ZMIENIAJAC NAS, Konfliktujac, Konfudujac.

    Modernisci NIE maja Prawa Byc wsrod NAS!

  65. JO said

    To Modernisci Maja sie Nawrocic i przez Nawrocenie ZMIENIC…

    a Nie Tradycjonalisci maja sie dostosowac do Modernistow i Zyc i Rozumowac ich Filozofia Szatanska…

  66. JO said

    My chcemy Slowa-Zycia

    a nie verbalnej , szatanskiej biegunki…

  67. Franek1 said

    Re 46

    Niestrudzony Panie Marucha,

    Jeśli moje przypomnienie łatwo sprawdzalnych faktów uważa Pan za powtarzanie modernistycznych, naciąganych głupot, nic na to nie poradzę. Nic nie poradzę również na to, że gdy ja mówię o kozie, Pan mówi o wozie: nigdy przecież nie stwierdziłem, że Bractwo stworzyło schizmę. Wręcz przeciwnie.

    Co do Pańskiej informacji, jakoby celem Bractwa nie było założenie jakiegoś nowego Kościoła wraz ze strukturami, to przypomina mi się przeczytana w KAI-iu informacja z ubiegłego lipca:

    Bp Bernard Fellay, przełożony generalny lefebrystów zapewnił w wywiadzie opublikowanym na łamach oficjalnego portalu Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, że nie chcą oni tworzyć „Kościoła paralelnego”, ani też „paralelnego magisterium”.

    Niestety tej gołosłownej deklaracji urągają publicznie znane fakty. Czyżby Pan naprawdę był przekonany, że duchowieństwo z Bractwa mieszka tylko i wyłącznie w Écône? Czy nie słyszał Pan nic o tego Bractwa dystryktach, przeoratach, nowych placówkach, nowych kościołach i kaplicach? Naprawdę nie wie Pan nic o rzuconych na Polskę kapłanach lefebrystach? – To nie są struktury? Krasnoludki je zbudowały? Nie chcem, ale muszem – jak rzekł pewien światowej sławy noblista?

    Panie Marucha, ja wcale nie godzę się na niszczenie Kościoła w duchu posłuszeństwa. Nikt mnie – jak Pan się domyśla – o zgodę nie prosi. Jestem jednak nieprzejednanym przeciwnikiem każdego, kto rozwala Kościół, niezależnie od tego, czy to robi w duchu posłuszeństwa, czy też uniżenie pokornego posłuszeństwa-inaczej (jak to czynią duchowni z Bractwa); niezależnie od tego czy jest przepasany masońskim fartuszkiem, czy też ma na sobie barokowy ornat. Szczególnie jestem przeciwnikiem wilków w owczej skórze, którzy podkradają Kościołowi owce żerując na ich szczerej i prostej wierze, nierzadko przecież zatrzymanej na poziomie zapomnianego katechizmu, i sącząc w nie nienawiść do Kościoła Chrystusowego czynią z nich najbardziej kompetentnych ekspertów od najzawilszych kwestii filozoficznych i teologicznych.

  68. Marucha said

    Re 61:
    Panie JO, gajówka dopuszcza różne punkty widzenia na kwestię Kościoła, ale istnieją granice. Tą granicą jest PRAWDA. Niech nas Bóg uchowa od jedności pojmowanej, jako kompromis prawdy z fałszem, współistniejących obok siebie na równych prawach.

    Re 67:
    Oczywiście, że Bractwo ma własne struktury – podobnie jak ma je wiele zakonów, czy choćby judaistyczna sekta „Neokatechumenat” (której żaden papież jakoś się nie pokwapił ekskomunikować i która legalnie działa w Kościele).
    A tak w ogóle – jeśli dla Pana trwanie przy prawdzie i wierność Magisterium jest „rozwalaniem Kościoła” albo nawet „sączeniem nienawiści do Kościoła” – to obawiam się, że nie mamy wspólnego języka i pochodzimy z innych planet. Dyskusja jest zatem bezcelowa.

  69. 25godzina said

    @Marucha
    >żałosne wręcz “argumenty” modernistów, którzy rzekomo dla “dobra Kościoła” dbają o jego jedność…

    O podziale na tradycjonalistów i modernistów będą wg mnie (to nie jest uwaga personalna do Gajowego, tylko mówię o „troszczących” się o jedność Kościoła żydoczerwonych przekaziorach) wrzeszczeć przede wszystkim ci, co chcą Kościołowi zaszkodzić. Będą podkreślać, różnice, wywoływać konflikty itd itp. Ja patrzę na to w w kategoriach prawda-kłamstwo. Już samo określenie judeo-katolicyzm, czy judeo-chrześcijaństwo jest absurdalne, bo nie można połączyć wody z ogniem. Nie można jednocześnie wyznawać Chrystusa i nie wyznawać Go… .To jest absurd, kłamstwo, niechlujstwo… i tu nie trzeba w ogóle wchodzić w to czy ktoś wyznaje wiarę katolicką czy nie. To jest elementarna uczciwość intelektualna.

    Jak ktoś stręczy judeo-chrześcijaństwo to zwyczajnie jest idiotą, albo propagandzistą koszernej sprawy. Tak czy siak nie zasługuje nawet na miano pastucha. Nie dba o owce i pozwala im się rozproszyć, wystawia je wilkom na pożarcie… krótko mówiąc partoli niemiłosiernie arcyważną robotę, której podjął się dobrowolnie.

    Niech Pan zauważy, z jaką wściekłą nienawiścią odnoszą się do tradycjonalistów nasi „starsi bracia”. Kościół Katolicki – a raczej jego ziemskie struktury – zostały już, na dobrą sprawę, spacyfikowane. Jeszcze tylko różni lefebryści i sedewakantyści wierzgają przeciw ościeniowi…
    Admin

  70. Kapsel said

    Re 54
    Pani Aga

    „Wolność religijna w żadnym wypadku nie ma charakteru przypadłościowego. Jest to prawda od zawsze uznawana w KK, a wynika z godności osoby ludzkiej i z tego, że nikogo do wiary nie można przymusić.

    Wolność religijna jest jak najbardziej nauką stale obecną w nauczaniu katolickim, należy do magisterium zwyczajnego powszechnego i zaświadczył o tym Święty Sobór parokrotnie:”

    Bardzo mi się podoba jak w wielu swoich komentarzach przywołuje Pani fakty z historii KK, i jak ten komentarz który przypomina mi coś o czym teraz chciałem kilka słów.Stare przysłowie mówi….historia kołem się toczy…i coś w tym jest.Wyłowione z komentarza cytaty nawiązują między innymi do słynnego Soboru w Konstancji.Myślę że chyba wiele nie przesadzę jak powiem że to był podobny czas zamętu jak i chyba teraz jest.Ale ja nie o tym a o nawiązaniu do cytowanych słów.Otóż te zasady są dziełem delegacji polskiej a konkretnie Pawła Włodkowic z Brudzewa i powstały w odpowiedzi na przywileje krzyżackie którymi tak szastali Krzyżacy w tamtym okresie historii.Warto przypomnieć te cytaty:

    Paweł Włodkowic z Brudzenia (ok. 1370–1436) – polski pisarz polityczny i religijny, prawnik, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek poselstwa na sobór w Konstancji.

    Nie wolno niewiernym, choćby nawet nie uznawali cesarstwa rzymskiego, zabierać państw ich, posiadłości lub przywilejów, ponieważ bez grzechu za sprawą Boga je posiadają, który to wszystko bez różnicy stworzył dla człowieka, którego ukształtował na swój obraz. (…) Pisma cesarskie udzielone krzyżowcom z Prus albo innym w sprawie zajęcia ziem niewiernych żadnych im nie dają praw, ale raczej oszukują wiernych w Chrystusie, ponieważ nikt nie daje nic z tego czego nie posiada, ani też tego rodzaju dokumenty, ani papieży, ani cesarzy nie mogły im dać jakichkolwiek uprawnień, szczególnie przeciw prawu naturalnemu i Bożemu.(…) Wszelkie prawo naturalne, boskie, kościelne i świeckie potępia zwalczających tych, którzy pragną żyć w pokoju.
    Źródło: O władzy papieża i cesarza wobec niewiernych, 1416 r., w: Krzysztof Baczkowski Dzieje Polski późnośredniowiecznej, Kraków 1999.

    Nie należy niepokoić ani osób, ani majątków niewiernych, którzy chcą spokojnie żyć między chrześcijanami (…) Niewiernym wolno bez popełnienia grzechu władać posiadłościami i majątkami oraz dzierżyć władzę, gdyż wszystkie te rzeczy stworzone zostały nie tylko dla wiernych [chrześcijan], ale dla wszystkich istot rozumnych.
    Źródło: Polska myśl demokratyczna w ciągu wieków. Antologia, oprac. M. Kridl, W. Malinowski, J. Wittlin, Warszawa 1987, str. 118.

    http://pl.wikiquote.org/wiki/Pawe%C5%82_W%C5%82odkowic

    Warto też przypomnieć że wkrótce po tym Soborze „sierotki husyckie” dzielnie i wiernie wspierały Władysława Jagiełłę.

  71. Marucha said

    Re 70:
    Oczywiście nikogo nie można zmusić siłą do przyjęcia wiary katolickiej i Kościół to od dawna uznaje.
    Czym innym jednak jest państwowa wolność religijna, a raczej „wolność od religii”, która sprowadza się oczywiście, prędzej czy później, do prześladowania chrześcijan.

    Pius VI. Quod aliquantulum, list z 10 marca 1791 r. do francuskich biskupów zgromadzenia narodowego:

    Koniecznym skutkiem Konstytucji uchwalonej przez zgromadzenie jest unicestwienie religii katolickiej, a, wraz z nią, posłuszeństwa należnego królom. W tym celu ustanowiono, jako prawo człowieka w społeczeństwie, tę wolność absolutną, która nie tylko zapewnia prawo nieingerowania w czyjeś poglądy religijne, ale ponadto przyznaje swobodę bezkarnego myślenia, mówienia, pisania, a nawet drukowania w sprawach religijnych wszystkiego, co najbardziej nieskrępowana wyobraźnia może podsunąć.
    Skandaliczne prawo, które niemniej jednak zgromadzeniu wydawało się być skutkiem naturalnej równości i wolności wszystkich ludzi. Ale cóż może być bardziej bezsensownego, niż ustanowienie tej równości między ludźmi i tej nieskrępowanej wolności, która zdaje się hamować działanie rozumu, najcenniejszego daru natury danego człowiekowi, i jedynej rzeczy, która odróżnia go od zwierząt103?

    Pius IX. Quanta Cura, encyklika z 8 grudnia 1864 r., powtarzająca potępienie poprzednika.

    Dokładnie wiecie, Czcigodni Bracia, że nie brakuje dziś ludzi, którzy wnoszą do społeczeństwa bezbożną i absurdalną zasadę naturalizmu, jak to nazywają, i mają odwagę nauczać: „że najlepsze urządzenie państwa i w ogóle postęp społeczny wymagają tego, by społeczność ludzka była zorganizowana i rządzona bez żadnego względu na religię, tak jakby ta w ogóle nie istniała, lub przynajmniej, bez czynienia żadnej różnicy między różnymi religiami, między religią prawdziwą a fałszywymi”. Co więcej, wbrew nauczaniu Ewangelii, Kościoła i świętych Ojców, nie boją się oni twierdzić, że „najlepszym rządem jest ten, który nie nakłada na władze obowiązku powstrzymywania gwałcicieli religii katolickiej sankcjami karnymi, chyba że wymaga tego porządek publiczny”.

    Jako konsekwencję tej absolutnie fałszywej idei rządu społecznego, nie obawiają się oni głosić tej błędnej opinii, jak najbardziej szkodliwej dla Kościoła katolickiego i zbawienia dusz, którą Nasz niezapomniany Poprzednik Grzegorz XVI nazwał majaczeniem108, „że wolność sumienia i wyznania jest własnym prawem każdego człowieka; że w każdym właściwie ukonstytuowanym społeczeństwie należy ją proklamować; i że obywatele mają pełne prawo wyrażania swoich opinii głośno i publicznie, cokolwiek to może znaczyć, słowem, drukiem lub w inny sposób, bez możliwości ograniczenia tego prawa ze strony władzy kościelnej lub cywilnej”. Teraz, wspierając te szaleńcze twierdzenia, nie myślą, ani nie rozważają, że głoszą „wolność zguby’, i że „jeżeli zawsze będzie się zezwalać ludzkim opiniom na popadanie w kolizję [z prawdą], to nigdy nie bedzie brakować ludzi, którzy odważą się stawić opór prawdzie i zaufają gadatliwości ludzkiego rozumu, tej skrajnie szkodliwej próżności, której chrześcijańska wiara i mądrość muszą z ostrożnością unikać, w zgodzie z nauczaniem samego naszego Pana”

    I wiele innych wypowiedzi papieskich, których nie cytuję..

  72. JO said

    W Gajowce Prawda jest Panujaca I za to Dziekuje Gospodarzowi. Kazdy Falsz w Gajowce Ma pelzac jak waz, byc zgnieciony Przez Prawde.

  73. 25godzina said

    @Marucha
    >Niech Pan zauważy, z jaką wściekłą nienawiścią odnoszą się do tradycjonalistów nasi “starsi bracia”. …

    To jasne, bo FSSPX psuje im cała propagandową podbudowę pod stręczoną koszerną mitologię. która z kolei jest zasłoną dymną do okradania gojów, do wyzyskiwania ich do cna, do zacharowywania ich w interesie lichwy itd itp.

    Żydom o żadne teologiczne spory nigdy nie chodziło i chodzić nie będzie. Oni wręcz – jak mówić ks. Chrostowski – mają zakaz podejmowania publicznych (w jakichkolwiek) ,teologicznych rozmów z katolikami. Czego się boją? Dobrze wiedzą, że czekolada którą sprzedają to w istocie lukrowane g*wno. Po prostu.

    Swego czasu w Salonie24 poprowadziłem swój prywatny dialog z żydami (skończyło się banem, bo ponoć kogoś tam obraziłem pisząc Bóg mała literą, mimo że nie udało mi się ustalić kim ten rzekomy żydowskim bóg na którego rzekomo czekają tak na prawdę jest) z Forum Żydów Polskich i przekonałem się że to prawda.

    Jakby nie patrzeć, jeśli żydzi nie wyznają Chrystusa, a wręcz uważają Go za obrazę ich boga, to znaczy że wyznają (oczekują nadejścia) anty-Chrystusa, antychrysta a Talmud (pytałem na FŻP jak to możliwe, że po VIII wiekach życia w Polsce i przy takich nakładach na „odbudowę” żydowskiej „kultury” u nas , nie ma jednego, jednolitego i dostępnego w każdej dobrej księgarni wersji Talmudu? Nie umieli powiedzieć, niby że jest w przygotowaniu. ) nie ma nic w spólnego z Dekalogiem.

    Tak mi przynajmniej wychodzi.

    >Jeszcze tylko różni lefebryści i sedewakantyści wierzgają przeciw ościeniowi…

    Sedewakantyści idą drogą Lutra, tzn wychodzą z Kościoła. Wg mnie to jest „zakamuflowana opcja żydowska”, tyle że jej praw flanka (lewą są moderniści). Abp. Lefebvre podpisał zdaje się czternaście dokumentów Soboru Watykańskiego II na bodaj szesnaście wszystkich. Dwa zakwestionował, czyli w sumie mały procent.

    Wg mnie brakuje twardej ręki i porządku w strukturach Kościoła. To akurat podobało mi sie u Cyryla. Słychać było po tonie głosu, sposobie mówienia że on z nikim żadnego dialogu nie prowadzi, tylko wydaje polecenia.

  74. JO said

    Cala Azja , nie tylko muzeumanska patrzy na Europe jak na chory, Trupi, rozkladajacy sie organizm z powodu ” wolnosci Religijnej”.Widzi w Nas sexistow, nudystow, po prostu zboczencow.

    To wszystko Przez WOLNOSC Czlowieka I Obywatela…, nejwiekrza niewole jaka system Talmudyczny stworzyl.

    Modernistow Powinno sie Zabijac, skoro tego My nie Robimy, ONI zabijajac Nas.

  75. JO said

    …tzn., Uni Nas Morduja…., perfidnie, wyrachowanie Morduja..

  76. Kapsel said

    Re 71
    Czym innym jednak jest państwowa wolność religijna, a raczej “wolność od religii”, która sprowadza się oczywiście, prędzej czy później, do prześladowania chrześcijan.

    Jasne że tak.I dlatego chcę Intronizacji ,co Daj Panie Boże jak najszybciej.Amen.

    Christus Vincit, Christus Regnat, Christus Imperat.

  77. Tralala said

    Jak sw. Tomasz z Akwinu widzial wolnosc? Wolnosc wyboru drogi do celu. To znaczy jak chcesz dotrzec do Warszawy, to sobie mozesz wybrac: rower, konia, auto, pociag, samolot, hulajnoge. Nie cel „wolno wybierasz”, ale sposob dojcia do niego.

  78. aga said

    Trzeba rozróżnić prawdy dogmatyczne od sądów roztropnościowych [tak jak to wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu]. Papieże z XIX w. bronią praw duchowej sfery życia w trudnym okresie przechodzenia ustrojów europejskich od monarchii do demokracji. W ustroju monarchicznym za kształt praw w państwie odpowiada monarcha, zaś w demokracji – wszyscy obywatele. Tak więc encykliki społeczne skierowane są do monarchów i przestrzegają ich przed skutkami zastąpienia prawa naturalnego arbitralnym prawem stanowionym [zasadniczy błąd rewolucji francuskiej].
    Zobaczmy to na przykładach:

    Z tego to zatrutego źródła indyferentyzmu pochodzi owa fałszywa i absurdalna maksyma, albo raczej majaczenie, że wolność sumienia winna być nadana i zagwarantowana każdemu. Błąd ten należy do najbardziej zaraźliwych, a drogę mu przeciera owa wolność wyrażania opinii, absolutna i bez ograniczeń, która, dla zniszczenia Kościoła i państwa, wszędzie się szerzy, a którą pewni ludzie, poprzez swoje zuchwalstwo, nie boją się przedstawiać jako korzyść dla religii.
    Mirari Vos 15
    Jeśli przeczytać dobrze całą encyklikę, to widać dobrze, że Grzegorz XVI ma na myśli taką „wolność sumienia”, która wyraźnie sprzeciwia się nadanemu przez Boga prawu naturalnemu. Monarcha nie może pozwolić na to, aby w jego państwie tzw. wolnomyśliciele wywracali całą moralność i autorytet władzy do góry nogami pod pretekstem, że to jakoby „racjonalne”.

    Również w nauce, gdzie panuje pełna wolność wypowiadania opinii, panuje takie ograniczenie. Nikt nie może sobie dowolnie zmieniać stwierdzonych praw fizyki i zmieniać wartości stałych uniwersalnych.

    Tymczasem SWII nie taką „wolność sumienia” [a raczej jej karykaturę propagowaną w XIX wiecznej prasie liberalnej] ma na myśli.

    Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie.
    Dignitatis Humanae I,2

    Wolność sumienia wg dokumentów soborowych, to wysiłek szczerego poszukiwania prawdy w tym, co człowiek może usłyszeć jako głos Boga, który słyszy w głębi swego jestestwa. To nie jest „wymyślanie sobie” różnych wygodnych rozwiązań zgodnie z ludzkimi pożądliwościami, ale sprzecznych z prawem natury, tak jak to rozumieli liberałowie z XIX w.
    Precyzyjnie definiuje to encyklika Veritatis splendor:

    31. Ludzkie problemy najszerzej dyskutowane i rozmaicie rozstrzygane we współczesnej refleksji moralnej sprowadzają się wszystkie — choć na różne sposoby — do zasadniczej kwestii: do kwestii wolności człowieka.

    Można z całą pewnością stwierdzić, że w naszych czasach ukształtowała się szczególna wrażliwość na kwestię wolności. „W naszej epoce ludzie coraz bardziej uświadamiają sobie godność osoby ludzkiej” — stwierdza już soborowa deklaracja Dignitatis humanae o wolności religijnej. Stąd postuluje się, aby „w działaniu ludzie cieszyli się i kierowali własną rozwagą i odpowiedzialną wolnością, nie przymuszani, lecz wiedzeni świadomością obowiązku”. Zwłaszcza prawo do wolności religijnej oraz szacunek dla sumienia poszukującego prawdy uważane są coraz powszechniej za fundament integralnie pojętych praw osoby.

    Tak zatem pogłębiona wrażliwość na godność ludzkiej osoby i na jej wyjątkowość, a także należny respekt dla decyzji sumienia stanowi niewątpliwie pozytywny dorobek współczesnej kultury. Wrażliwość ta, sama w sobie autentyczna, wyrażana jest na różne sposoby, mniej lub bardziej odpowiednie. Niektóre z nich jednak odchodzą od prawdy o człowieku jako stworzeniu Boga i Jego obrazie i dlatego muszą zostać skorygowane lub oczyszczone w świetle wiary.

    32. I tak, w niektórych nurtach myśli współczesnej do tego stopnia podkreśla się znaczenie wolności, że czyni się z niej absolut, który ma być źródłem wartości. W tym kierunku idą doktryny, które zatracają zmysł transcendencji lub które otwarcie deklarują się jako ateistyczne. Sumieniu indywidualnemu przyznaje się prerogatywy najwyższej instancji osądu moralnego, która kategorycznie i nieomylnie decyduje o tym, co jest dobre, a co złe. Do tezy o obowiązku kierowania się własnym sumieniem niesłusznie dodano tezę, wedle której osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia. Wskutek tego zanikł jednak nieodzowny wymóg prawdy, ustępując miejsca kryterium szczerości, autentyczności, „zgody z samym sobą”, co doprowadziło do skrajnie subiektywistycznej interpretacji osądu moralnego.

    Jak łatwo zrozumieć, istnieje związek między tą ewolucją a kryzysem wokół zagadnienia prawdy. Zanik idei uniwersalnej prawdy o dobru, dostępnym poznawczo dla ludzkiego rozumu, w nieunikniony sposób doprowadził także do zmiany koncepcji sumienia: nie jest już ono postrzegane w swojej rzeczywistości pierwotnej, czyli jako akt rozumowego poznania dokonywany przez osobę, która w określonej sytuacji ma zastosować wiedzę uniwersalną o dobru i tym samym wyrazić swój sąd o tym, jaki sposób postępowania należy uznać tu i teraz za słuszny. Powstała tendencja, by przyznać sumieniu jednostki wyłączny przywilej autonomicznego określania kryteriów dobra i zła oraz zgodnego z tym działania. Wizja ta łączy się z etyką indywidualistyczną, według której każdy człowiek staje wobec własnej prawdy, różnej od prawdy innych. Posunięty do skrajnych konsekwencji, indywidualizm prowadzi do zaprzeczenia samej idei natury ludzkiej.

    Te różnorodne koncepcje stanowią podłoże nurtów myślowych, według których istnieje antynomia między prawem moralnym a sumieniem, między naturą a wolnością.

    Tak więc Jan Paweł II odróżnia prawidłową koncepcję sumienia i nieprawidłową. Gdy Grzegorz XVI krytykuje wolność sumienia, ma na myśli nieprawidłową koncepcję sumienia, propagowaną w tym czasie w prasie liberalnej.
    Gdy SWII mówi o wolności sumienia ma na myśli koncepcję prawidłową, stąd właśnie charakterystyczna wzmianka: „byle w godziwym zakresie”.

  79. Zdziwiony said

    Add.23

    „Los Europy zawisł od losu Kościoła w Polsce.” Aktualnośc przesłania św. Piusa X

    Dziś w tradycyjnym kalendarzu liturgicznym wspomnienie św. Piusa X, świętego papieża XX wieku. Warto sięgać do jego dziedzictwa.

    „Bez Kościoła stałaby się ziemia jedną wielką knieją, pełną drapieżnych zwierząt, pożerających się nawzajem. Zbyt słabe jest prawo świeckie, aby mogło okiełznąć złość ludzką.” Teodor Jeske-Choiński, „Tiara i korona”

    Pora bardziej zdecydowanie zacząć rozprzestrzeniać Kontrrewolucję. Przy bierności rzesz ludzi dobrych, przy letargu pasterzy Kościoła, przy obojętności nas samych na nasze własne słabości i grzechy dogorywa cywilizacja chrześcijańska. Nie pozostało z niej prawie nic. Nie ma chrześcijańskich instytucji, chrześcijańskiego prawa, zanikają chrześcijańskie rodziny, obyczaje, moralność. Nawet Święta nie są już chrześcijańskie: Boże Narodzenie kojarzy się z brodatymi krasnalami, Wielkanoc z żółtymi pisklętami, a główne celebracje tych świąt przeniosły się do hipermarketów. Dogorywa cywilizacja chrześcijańska. Dogorywają nie z natury zmienne formy i akcydentalia, ale dogorywają same zasady, które przez tyle wieków ożywiały narody i społeczności, dając tworzącym je osobą możliwość wzrostu do pełni człowieczeństwa.

    Czy uda się utrzymać istotne znaczenie tych zasad? O tym wie Opatrzność. Czy warto starać się i walczyć o to, by stanowiły ożywczą siłę – odpowiedź zna każdy, kto zna wagę tych zasad.

    Mam tu na myśli zasady, jakie wprowadziło wspomagając się grecką filozofią i rzymskim prawem, chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo, które przesyciło wymiarem nadprzyrodzonym wszystkie dziedziny życia: politykę, życie rodzinne, naukowe dociekania, prawo, obyczaje – wszystko, czym człowiek się zajmował. Z czasem, na skutek procesów historyczno-kulturowych zaczęły zasady chrześcijańskie ustępować laickim. Postępowała sekularyzacja wszystkich dziedzin życia. Zanikała w umysłach ludzkich świadomość nadprzyrodzoności. Wydaje się, że dziś sekularyzacja osiąga swe apogeum. Czy świat jest tak ekspansywny, czy Kościół, strażnik Cywilizacji chrześcijańskiej, przestał być ofensywny, przestał być „znakiem sprzeciwu” wobec profanum, a stara się dostosować swoje istnienie do życia w zgodzie ze „światem”, który zaprzecza boskiemu pochodzeniu i wiecznemu powołaniu człowieka?

    Obserwując dokumenty i praktykę dzisiejszych duszpasterzy i hierarchów Kościoła ma się nieodparte wrażenie jakby nieważne, nic nie znaczące były wypowiadane jeszcze tak niedawno przez Namiestnika Chrystusowego słowa: „Dobro i zło w duszach, zależy od formy posiadanej przez społeczność, od jej zgodności lub niezgodności z prawem Boskim. Zależy od tego, czy ludzie –bez wyjątku powołani, by ożywiała ich łaska Chrystusa – oddychają zdrowym i ożywiającym powietrzem prawdy i cnoty moralnej, czy zgubnymi, a niejednokrotnie śmiercionośnymi bakcylami błędu i deprawacji.”1Smutna to konstatacja, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że wielu duszpasterzom, z różnych stopni hierarchii jest rzeczywiście obojętne, jakim powietrzem oddychają ich owieczki. Biorąc choćby za przykład nasze polskie doświadczenie – widzieliśmy czasem milczącą zgodę biskupów, czasem wręcz zapał w popieraniu wchodzenia Polski w polityczno – prawne struktury UE, które, dziś widać to już wyraźnie, są zabójcze dla ładu moralnego.

    Wielu Papieży, by wspomnieć tylko bł. Piusa IX, Leona XIII, św. Piusa X, Piusa XI, Piusa XII – ostrzegało przed wrogami Kościoła pozostającymi wewnątrz Kościoła. Sięgnijmy do Pascendi Dominici Gregis: „A wyznać musimy, że szczególniej w ostatnich czasach wzrosła liczba takich nieprzyjaciół krzyża Chrystusowego, którzy za pomocą nowych a podstępnych środków usiłują paraliżować ożywcze działanie Kościoła, a nawet, gdyby się udało, doszczętnie wywrócić samo nawet królestwo Chrystusowe. (…)

    Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów przybywa nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni.

    Będziemy więc mówić nie o niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików świeckich, oraz – co jest boleśniejsze – o wielu z grona samych kapłanów, którzy wiedzeni pozorną miłością do Kościoła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologicznej, przepojeni natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, głoszonymi przez wrogów Kościoła, zarozumiale siebie mienią odnowicielami tego Kościoła i rozzuchwaleni liczbą swych zwolenników, napadają nawet na to, co tylko jest najświętszego w dziele Chrystusowym (…).

    (…) przeprowadzają oni swe zgubne dla Kościoła plany nie poza tym Kościołem, lecz w nim samym: stąd też niebezpieczeństwo ma swoje siedlisko niejako w samych żyłach i wnętrznościach Kościoła, ku tym pewniejszej szkodzie, im lepiej oni go znają. Nadto, przykładają siekierę nie do gałęzi i latorośli, lecz do samych korzeni, to znaczy do wiary i do jej żył najgłębszych.”2

    O wrogach Kościoła działających na szkodę Kościoła w jego wnętrzu mówiło się do czasu Vaticanum II. Później, po Soborze, przestało się o nich mówić, a do wiadomości wiernych, zwłaszcza za żelazną kurtyną z rzadka docierały odgłosy sporów pomiędzy Ojcami Soborowymi (może to i dobrze?). Są trzy możliwości wyjaśnienia tej zmowy milczenia wokół wewnętrznych wrogów: albo Papieże, którzy o tym mówili, cierpieli na manię prześladowczą, albo wrogowie Kościoła „z dnia na dzień” wymarli, albo… osiągnęli, do czego dążyli. Dwie pierwsze możliwości wolno od razu wykluczyć. Trzecia jest wielce prawdopodobna.

    Trzeba dziś na nowo stawiać pytanie, a raczej postawić je po raz pierwszy bardzo mocno: na ile poważne są ostrzeżenia Papieży sprzed Soboru Watykańskiego II? Na ile poważnie należy traktować choćby encyklikę „Pascendi…”? Czy tylko jako świadectwo tamtego, z początku XX wieku, czasu, tamtej mentalności? Czy też jak profetyczne ostrzeżenie Namiestnika Chrystusowego? Nie wolno od tych pytań uciekać, nie wolno dawać zbywających odpowiedzi. Tym, co utrudnia odpowiednią postawę wobec owych spraw kluczowych jest – jak trafnie to określił Dietrich von Hildebrand w swym dziele „Spustoszona winnica” – letarg strażników. To stan, który jest dla nas, świeckich w ten czy inny sposób zaangażowanych w sprawy Kościoła, czymś wielce znamiennym acz niezrozumiałym. „(…) fakt, że choroba ta [letarg] wdarła się także do Kościoła, jest jednym ze strasznych objawów zastąpienia walki przeciw duchowi świata pod hasłem aggiornamento – uległością wobec ducha czasu.” Ów letarg to chyba jedna z istotnych przyczyn kryzysu Kościoła i galopującej sekularyzacji społeczeństw.

    Zagadnieniem bezpośrednio z tym związanym jest zagadnienie doktryny katolickiej, sposobu nauczania i kształcenia w seminariach duchownych, a także pośród elit intelektualnych Kościoła. Raz jeszcze zajrzyjmy do encykliki „Pascendi…”: „Trzy są główne przeszkody, które w swych dążeniach [moderniści] spotykają na drodze: filozofia scholastyczna, powaga Ojców Kościoła i Tradycja i urząd nauczycielski Kościoła. Przeciwko temu walczą najzawzięciej. Toteż filozofię i teologię scholastyczną gdzie tylko mogą ośmieszają i nią pogardzają”.3 I jeszcze jeden cytat: „Ze swej strony wielokrotnie podkreślałem znaczenie formacji filozoficznej dla tych, którzy w praktyce duszpasterskiej będą musieli się zmagać z problemami współczesnego świata i rozumieć przyczyny określonych zachowań, aby właściwie na nie reagować.

    Jeżeli w różnych sytuacjach Magisterium zmuszone było interweniować w tej materii. Między innymi po to, by potwierdzić wartość intuicji Doktora Anielskiego i silnie zalecać studiowanie jego myśli, to dlatego, że zalecenia te nie zawsze były realizowane z pożądaną gorliwością. W okresie po Soborze Watykańskim II w wielu szkołach katolickich można było zauważyć pewien regres w tej dziedzinie, co było wyrazem mniejszego poważania nie tylko dla filozofii scholastycznej, ale w ogóle dla studium filozofii jako takiej. Ze zdziwieniem i przykrością muszę stwierdzić, że wielu teologów podziela ten brak zainteresowania filozofią.”4

    Mało zauważalny, a wielce istotny fakt: brak należytego, filozoficznego wykształcenia pośród duchowieństwa i katolickich elit. Często spotykam się z wypowiedziami czy to kleryków, czy księży pracujących już w duszpasterstwie, czy, i to chyba najsmutniejsze, wykładowców seminariów duchownych, w których filozofia jest traktowana z jakimś nonszalanckim lekceważeniem. Dla jednych jest to lub była przeszkoda do kapłaństwa, inni narzekają na jej „wzniosłość”, jakże nieprzydatną w codziennej, żmudnej pracy duszpasterskiej. Są tacy, którzy z lubością opowiadają o niej niewybredne dowcipy.

    Fakt takiego stosunku do formacji intelektualnej, zwłaszcza filozoficznej, jest przyczyną tego, że wielu ludzi Kościoła nie rozumie zjawisk cywilizacyjnych, nie jest w stanie dostrzegać ich źródeł, przewidywać konsekwencji. Ów brak klasycznego filozoficznego wykształcenia, niechęć do niego, o której z przykrością i troską mówili Papieże powoduje również i to, że kapłani, biskupi, profesorowie w seminariach z wielką łatwością poddają się cywilizacyjnym i intelektualnym nowościom, które są duchowymi truciznami, doprowadzającymi do tego, że coraz częściej w życiu społecznym i indywidualnym Bóg staje się „Wielkim Nieobecnym”. Innni jeszcze, przyjąwszy za swoją ”filozofię przetrwania”, tkwią w letargu.

    Ci zaś, którzy próbują się kształcić w innych dziedzinach, np.społecznych, dotyczących nauczania społecznego Kościoła, rzadko sięgają wstecz poza Sobór Watykański II. Czytając wykazy prac dotyczące Magisterium społecznego Kościoła można odnieść wrażenie, jakby rozpoczęło się ono wraz z VS, a swoje apogeum osiągnęło w myśli Jana Pawła II. Konsekwencją tego jest fakt, że mamy wielu biskupów i księży prezentujących tradycyjne poglądy moralne w kwestii np. aborcji, antykoncepcji, wychowania, innych szczegółowych zagadnień z dziedziny etyki, a jednocześnie nie widzą, że kryzys przez nich piętnowany ma swe źródło właśnie w osłabieniu wyrazistości doktryny Kościoła jakie nastąpiło w czasie VS.

    Trudno powstrzymać gorycz, gdy czyta się takie słowa, napisane w 1928 roku przez Feliksa Konecznego: ”A dokąd rwały się serca i ręce polskiej inteligencji, jeśli nie do tego, by z Polski zrobić państwo chrześcijańskie. Zapał jest potężną dźwignią czynu i nie godzi się lekceważyć go. Gdy wybija godzina Etosu, zapał jego koroną. Chodzi jednak o to, by do czynu być dobrze przygotowanym, by Logos wypełnił się wszechstronnie przedtem. (…)

    Przygotowanie umysłów do trafnego wyboru środków, ażeby ziścić wielkie pomysły, należy przede wszystkim do Kościoła (…).”5

    Chodziło Konecznemu o podkreślenie, że Kościół w Polsce, po latach zaborów, jest jedyną siła, zdolną do intelektualnego określenia, jakie konieczne warunki musi spełniać państwo chrześcijańskie, tylko Kościół jest w stanie wolitywny i emocjonalny zapał społeczeństwa odzyskującego niepodległość, wprowadzić na właściwe tory, dać właśnie ów Logos.

    Czy dzisiaj byłby do tego zdolny? Raczej nie. Intelektualne ośrodki Kościoła, proszę wybaczyć uproszczenie, to wciąż Tygodnik Powszechny, Znak i Więź. Rząd dusz nad umysłąmi katolików przejmuje też Gazeta Polska, promująca raczej jakobińsko-nacjonalistyczna wizję życia społecznego, niż zasady sformułowane przez papieży. Niestety, ośrodki te grupują raczej tych, którzy w swych działaniach odpowiadają opisowi z Pascendi, którzy, „wiedzeni pozorną miłością Kościoła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologicznej, przepojeni natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, zarozumiale siebie mianują odnowicielami Kościoła…” etc. Ośrodki inspirowane klasyczną myślą filozoficzną, polityczną, cywilizacyjną wciąż pozostają małymi enklawami, choć coraz częściej można obserwować ich ruchy ekspansywne, coraz mocniej zadzierzgają się nici współpracy. Mam tu na myśli środowisko „Christianitas”, Instytut im. Ks. Piotra Skargi i Centrum Kultury i Tradycji. Z kolei inne ośrodki, nazwijmy je „antypostępowe”, nawet jeśli mają jakąś siłę medialną czy społeczną, bezrefleksyjnie promują socjalizm od strony polityczno-cywilizacyjnej, zaś jeśli chodzi o relację do nurtu „postępowego”, zadowalają się groźnym pohukiwaniem, ewentualnie jeszcze „własną pieszczą się boleścią” – tą teraźniejszą i tą z przeszłości. Jak dotąd nie okazują zrozumienia dla konieczności zmasowanej integralnej Kontrrewolucji. Uderzają w zjawiska, nie w istotę. Są defensywne, nie ekspansywne.

    Pora bardziej zdecydowanie rozprzestrzeniać Kontrrewolucję. Raz jeszcze oddajmy miejsce Feliksowi Konecznemu: „W Polsce toczy się walka o przyszłość Europy. (…) los Europy zawisł od losu Kościoła w Polsce.

    W Polsce okaże się – i to stosunkowo w czasie krótkim – czy Kościół nie przestanie na kilka pokoleń być czynnikiem życia publicznego, czy też stanie na czele nowego okresu dziejów.

    Tu chodzi o grę tak wielką, jak rzadko w historii. (…). Chcąc zwyciężyć, trzeba zwyciężyć w tym boju w Polsce. Tu pole chwały, lub tu rozłogi klęski. Tu, u nas rozstrzygnie się wszystko”6

    W obliczu innego nieco zagrożenia pisał te słowa Feliks Koneczny, inna była też nasza sytuacja kulturowa. Po części spełniły się słowa Konecznego, i pole walki zaczyna przypominać rozłogi klęski. Ale starcie Rewolucji i Kontrrewolucji wiąż trwa.

    Arkadiusz Robaczewski

    1 Pius XII, Orędzie radiowe La solennita della Pantacoste z 1 czerwca 1941 roku., cyt za „Krzyżowiec XX wieku”, s.219

    2 Pascendi Dominici Gregis, s.4-5, Warszawa 1996

    3 Tamże, s. 63

    4 Fides et Ratio, pkt. 60-61

    5 F. Koneczny, Kościół w Polsce wobec cywilizacji, w: Obronić cywilizację łacińską!,,s.139, Lublin 2002

    http://www.wieden1683.pl/news/los-europy-zawisl-od-losu-kosciola-w-polsce-aktualnosc-przeslania-sw-piusa-x/

Sorry, the comment form is closed at this time.