Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    1956 o Polska przygotowuje się na „in…
    Wladca o „Exxpress”: Terror przeciwko…
    Wladca o „Exxpress”: Terror przeciwko…
    1956 o To Wojna
    Józef Bizoń o „Nigdy więcej” zamordyzmu!
    OutsiderR o Polska przygotowuje się na „in…
    1056 o To Wojna
    1956 o „Exxpress”: Terror przeciwko…
    Emilian58 o Wolne tematy (68 – …
    Jack Ravenno o To Wojna
    Marguar o To Wojna
    Emilian58 o To Wojna
    minka o O pożytkach z sentencji
    Jack Ravenno o To Wojna
    Jack Ravenno o „Exxpress”: Terror przeciwko…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 620 obserwujących.

Zapomnij o Alzheimerze!

Posted by Marucha w dniu 2012-09-02 (Niedziela)

Jesienią zeszłego roku ukazała się w Niemczech książka Cornelii Stolze Zapomnij Alzheimera! Prawda o chorobie, która nie jest chorobą (Vergiss Alzheimer! Die Wahrheit über die Krankheit, die keine ist). Wydało ją znane wydawnictwo Kiepenheuer & Witsch z Kolonii.

Autorka, z wykształcenia biolog, współpracowała z takimi czasopismami jak „Die Zeit”, „Stern” „Süddeutsche Zeitung”, „Spiegel”, „Financial Times Deutschland” i „Geo”. Była redaktorką ds. naukowych w „Berliner Zeitung” i „Die Woche” oraz referentką prasową w różnych instytucjach naukowych jak Max-Delbrück-Zentrum für Molekulare Medizin w Berlinie i Max-Planck-Institut für Biochemie. Opublikowała kilka książek popularno-naukowych; główne obszary jej zainteresowania to medycyna, biologia, biotechnologia, genetyka i psychologia, polityka naukowa.

Książka Zapomnij o Alzheimerze! spotkała się z pewnym zainteresowaniem niemieckich mediów – m.in. tygodnik „Wirtschaftswoche” zorganizował debatę pomiędzy Cornelią Stolze a profesorem Konradem Beyreutherem, koryfeuszem badań nad „chorobą Alzheimera”, wieloletnim dyrektorem – do czasu przejścia na emeryturę – Centrum Biologii Molekularnej na Uniwersytecie w Heidelbergu. I, łagodnie mówiąc, profesor Beyreuther nie wypadł w niej najlepiej.

Stolze przypomina, że pod koniec lat 80. ubiegłego wieku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała „chorobę Alzheimera” za „jeden z największych problemów medycznych współczesnego świata”, media rozpisywały się o „epidemii, która rozszerza się niepowstrzymanie w zachodnich krajach przemysłowych”. Wspomniany wyżej prof. Konrad Beyreuther ostrzegał, że „Alzheimer” zostanie „top-killerem” w świecie zachodnim. Niczym czwarty jeździec Apokalipsy „Morbus Alzheimer” wyłonił się z ciemności, zamierzając – w istnym tour de force – prześcignąć starych towarzyszy: raka, zawał, arteriosklerozę. Temat stał się wszechobecny w mediach, zagościł w powieściach, filmach, serialach, w gazetach straszono globalną epidemią, która przyczyni się do zbiednienia całych społeczeństw i sparaliżuje systemy opieki zdrowotnej (zapewne ukryta sugestia, że „ministerstwa chorób”, aby tego paraliżu uniknąć, powinny wydać więcej pieniędzy na refundowane leki). Pisano o tykającej bombie zegarowej podłożonej pod starzejące się społeczeństwa zachodnie, w których, co oczywiste rośnie liczba przypadków demencji. Ten demograficzny trend stanowi społeczny kontekst kampanii alzheimerowskiej, trafiającej w czuły nerw społeczeństw, w których ludzie starzy są z jednej strony przedmiotem opieki ze strony rządów i innych instytucji publicznych, a z drugiej istotnym składnikiem elektoratów wszystkich partii (mają dużo czasu na chodzenie na wybory).

„Alzheimer” stał się dźwiękiem budzącym przerażenie, skoncentrowały się w nim jak w – nomen omen – pigułce wszystkie lęki wiążące się ze starzeniem: lęk przed słabością i bezsilnością, przed utratą kontroli nad swoim umysłem, ciałem i życiem, przed samotnością, izolacją, przed utratą miłości oraz tego, co nam zostaje przy końcu życia – własnego „ja” i poczucia wewnętrznej godności. Te lęki nasilają się pod wpływem paniki, jaką sieją wielkie organizacje typu Alzheimers’s Disease International, czyli, zdaniem Cornelii Stolze, najzwyczajniejsi w świecie lobbyści przemysłu farmaceutycznego, krzyczące ile sił w płucach, że liczba chorych na demencję (w potocznym i medialnym przekazie utożsamianej z „chorobą Alzheimera”) z 36 milionów ludzi wzrośnie w 2050 do 115 milionów.

Dlatego wielu starych ludzi z wdzięcznością przyjmie książkę Cornelii Stolze, której zasadnicza teza brzmi: coś takiego jak „choroba Alzheimera” czyli „nieodwracalny proces neurozwyrodnieniowy, u podłoża którego leżą zanik neuronów oraz odkładanie się w mózgu patologicznych złogów białkowych” powodujące jak się dziś uważa większość przypadków otępienia (demencji) – według niektórych szacunków nawet 50%, a u chorych powyżej 70 roku życia ok. 70% – w ogóle nie istnieje. Do dziś nikt nie dostarczył prawdziwego diagnostycznego dowodu na istnienie „choroby Alzheimera”. Nie można rozpoznać „Alzheimera” po objawach klinicznych. Nikt nie wie, czym jest choroba Alzheimera.

Po dziesięcioleciach intensywnych badań nie można tej rzekomej choroby jednoznacznie zdiagnozować. Na temat cech i przyczyn choroby krążą najróżniejsze teorie. Nie tylko różne szkoły mają odmienne zdanie, ale zdarza się, że badacze sami sobie, w swoich publikacjach, wywiadach i innych publicznych wystąpieniach, zaprzeczają. Najczęściej wskazuje się na obecność płytek proteinowych beta-amyloidowych w mózgu, które ponad 100 lat temu Alois Alzheimer odkrył u swojej pacjentki Auguste Deter, ale nie jest to kliniczna diagnoza choroby, lecz proces, który „prowadzi do choroby Alzheimera”. Nie ma na to jednak żadnego naukowego dowodu, przeciwnie, od dawna wiadomo, że u około jednej trzeciej normalnie starzejących się ludzi, którzy do śmierci zachowali w pełni jasną głowę, obdukcja wykazała, że mieli w mózgu tyle płytek proteinowych beta-amyloidowych, że powinni chorować „na Alzheimera”. I odwrotnie, wielu ludzi w późnym wieku chorujących na demencję, nie ma tych płytek. Inni badacze przyczynę widzą w tzw. białkach tau, a inni, jak to zwykle bywa, kiedy nauki medyczne nie potrafią czegoś wyjaśnić, chwytają się jak brzytwy wszechwyjaśniających genów.

Autorka przekonuje, że cała koncepcja wczesnego wykrywania, diagnozy i terapii „Alzheimera” stoi na glinianych nogach. Przyznał to pośrednio podczas dyskusji zorganizowanej przez „Wirtschaftswoche”, zapędzony przez nią w kozi róg, prof. Konrad Beyreuther. Oświadczył co prawda, że wciąż wierzy w istnienie „choroby Alzheimera”, ale przyznał, że testy mające wcześnie wykrywać chorobę są niewiarygodne, że szczepionki „na Alzheimera” nie było i nie będzie, zaś dostępne na rynku leki przeciwko „Alzheimerowi” nie działają, tzn. nie powstrzymują biegu choroby. Jeszcze 10 lat temu prof. Beyreuther mówił coś dokładnie przeciwnego, twierdził mianowicie, że testy dają prawie 100 procentową pewność i obiecywał, że przy pomocy lekarstw nadejście choroby da się oddalić w czasie! Dzisiaj już tego nie mówi. Jest to poniekąd przyznanie się do porażki, na co prof. Beyreuther może sobie teraz, kiedy jest już na emeryturze, pozwolić. Chyba nawet przestraszył się własnej odwagi, bo szybko uzupełnił swoje wywody zachętą do kupowania leków przeciwko „Alzheimerowi”, które wprawdzie są nieskuteczne, ale za to poprawiają pacjentom nastrój i samopoczucie, ułatwiają bliskim i personelowi pielęgniarskiemu obcowanie z pacjentami i obniżają koszty opieki nad chorymi.

POCHOPNE DIAGNOZY

Jeśli nie nieodwracalne degeneracyjne zmiany w mózgu, to co jest przyczyną otępienia starczego (demencji)? Tych przyczyn jest bardzo wiele, niektóre choć znane od dawna, są coraz bardziej są ignorowane, tak aby „Alzheimer” mógł zagarnąć dla siebie całą „pulę”, i jako monokausalne wyjaśnienie zdominować badania nad demencją i jej terapię. Stolze zwraca uwagę najpierw na oczywisty fakt, że nasz mózg starzeje się, a wraz z jego starzeniem się słabną funkcje i siły naszego umysłu; u większości ludzi wydajność mózgu maleje z wiekiem. U jednych ludzi proces ten zaczyna się wcześniej u innych później, ma też inny przebieg, ale fakt że nasz umysł w wieku lat 80 nie funkcjonuje tak sprawnie jak w wieku lat 30., nie oznacza jeszcze, że jesteśmy chorzy na demencję, zmarszczek na twarzy czy siwizny też nie uznaje się (na razie?) za choroby. Gdybyśmy wszyscy żyli 120 lat, nasze mózgi zestarzałyby się tak bardzo, że każdemu można by postawić diagnozę: demencja (czyt.”Alzheimer”).

Trzeba też mieć na uwadze to, że demencja nie jest de facto pojedynczą jednostką chorobową, ale zespołem symptomów takich jak utrata intelektualnych umiejętności, zapominanie, osłabienie funkcji poznawczych, zaburzenia koncentracji i uwagi, problemy z mową, zmęczenie, objawy depresyjne, uczucie zagubienia, dezorientacji i lęku, niepokój, a czasem nawet agresywność, chwiejność nastroju i nadmierna drażliwość aż po otępienie umysłowe i urojenia prześladowcze.

Stolze, powołując się na badania przeprowadzone w różnych krajach, twierdzi, że być może nawet do 3/4 wszystkich diagnoz postawionych przez lekarzy domowych i brzmiących „demencja” – spowodowana przez „Alzheimera” – jest fałszywe, tzn. lekarze pośpiesznie i pochopnie stawiają taką diagnozę. Jeśli nie znajdują niczego (a często nawet nie szukają), co w ich oczach wyjaśniałoby, dlaczego pacjent jest w tym stanie, to musi to być demencja („Alzheimer”). Stolze wysuwa dość radykalną tezę, że ta masowo dziś diagnozowana choroba jest w dużej mierze po prostu medycznym błędem. Ponieważ demencja lub demencjopodobne symptomy mogą być wywoływane przez najróżniejsze choroby lub toksyczne uszkodzenia mózgu, to tutaj należy w pierwszej kolejności poszukiwać przyczyn obniżenia umysłowej sprawności. Okaże się wówczas, że zjawiska zebrane pod nazwą „demencja” (wywołana przez „Alzheimera”) w wielu przypadkach mogą być – o ile jej prawdziwe przyczyny zostaną rozpoznane – odwracalne.

Zaletą książki Stolze są jej obserwacje dotyczące działania całego systemu medycyny i służby zdrowia wobec starych ludzi. Diagnozuje się u nich jako demencję („Alzheimera”) pewne życiowe zachowania i sytuacje, w efekcie diagnoza jeszcze pogarsza stan starego człowieka. Dobrym przykładem jest sytuacja, kiedy u takiego człowieka wystąpi poczucie zagubienia i kłopoty pamięcią. Lekarz diagnozuje u niego „demencję” i wysyła do szpitala, a ponieważ taka nagła zmiana miejsca, przeniesienie na nieznany teren, w obcą przestrzeń jest dla ludzi starszych i chorych dużym obciążeniem psychologicznym, to dezorientacja, zakłócenia świadomości pogłębią się, co będzie dowodem na to, że diagnoza była słuszna. Z tą diagnozą pacjent powraca do domu i ciągnie się ona za nim do końca życia, kolejni lekarze jej nie weryfikują, lecz po prostu akceptują jako daną.

To co mogło być przejściowym zachwianiem funkcji poznawczych staje się chorobą, którą trzeba leczyć podając pacjentowi leki „na demencję”. Prawdopodobieństwo diagnozy „demencja” („Alzheimer”) wzrasta, jeśli starsze osoby żyją samotnie, nie dosłyszą, nie rozumieją dobrze lekarza, mają niższe wykształcenie etc. Często zdarza się, że jako „demencję” diagnozuje się – nierzadkie u starszych ludzi – depresje, które charakteryzuje słabość koncentracji, zwolnione myślenie, luki w pamięci. Dezorientacja, nadmierne podniecenie lub apatia klasyfikuje się jako „Alzheimera”, podczas gdy może to być skutek odwodnienia organizmu i za małej ilości elektrolitów. Inne przyczyny demencji to przeoczone mikroudary, nadużywanie alkoholu i narkotyków, niedożywienie, złe i słabe odżywianie, fizyczne i duchowe odrętwienie, samotność, brak kontaktu z ludźmi.

Mówiąc o złym odżywianiu, należałoby chyba dodać, że tłuszcz i cholesterol mają zasadnicze znaczenie dla zdrowia ludzkiego mózgu. Chociaż mózg stanowi 2 % masy ludzkiego ciała, zawiera ok. 25% cholesterolu zgromadzonego w całym organizmie człowieka. Nasuwa się przypuszczenie, że dążenie do obniżenia poziomu cholesterolu (wspomniany wyżej prof. Beyreuther przez lata bardzo aktywnie promował zażywanie statyny jako leku przeciw „Alzheimerowi”) – także może negatywnie wpływać na sprawność umysłu, co potem zdiagnozowane jest jako „Alzheimer”.

Istnieje wiele innych chorób i schorzeń, które wywołują takie pozornie klasyczne symptomy „Alzheimera”. Na przykład podwyższone ciśnienie śródczaszkowe ma z reguły trzy typowe symptomy – zakłócenia w myśleniu i pamiętaniu, niepewny chód, nietrzymanie moczu, co lekarz może potraktować jako symptomy „Alzheimera”, tymczasem kiedy odciągnie się płyn mózgowy, spadnie ciśnienie i znikną objawy. Spośród innych chorób dających symptomy „Alzheimera” wymienić można schorzenia wątroby i nerek, niedoczynność tarczycy, obniżony poziom cukru przy cukrzycy, hipernatremia, hiponatremia, hiperkalcemia, niedoczynność przysadki, choroba Parkinsona, alkoholizm, syndrom Korsakowa, enecefalopatia Wernickego, zapalenie opon mózgowych, zapalenie mózgu, neurosyfilis, ropień mózgu, krwiak podtwardówkowy, zator mózgu, wstrząs mózgu, zapalenie tętnic, układowe zapalenie naczyń itd. Dlatego lekarze powinni bardzo uważać, aby nie diagnozować pochopnie demencji („Alzheimera”) w sytuacji, gdy wchodzi w grę inna choroba.

CODZIENNA LEKOMANIA

Bardzo istotnym kontekstem dla wzrostu przypadków demencji, która wszak dotyczy funkcjonowania ludzkiego umysłu, jest gwałtowny wzrost spożycia w populacjach Europy i Ameryki Północnej najrozmaitszych leków i preparatów, z których wiele wpływa negatywnie na funkcjonowanie umysłu. W Niemczech 1,4 do 1,5 miliona ludzi w jest uzależnionych od tabletek, według niektórych 1.9 miliona. Nastąpiła ogromna medykalizacja życia, liczba lekarstw ordynowanych w USA od 1998 roku wzrosła o połowę. Antybiotyki, leki przeciw alergiom, osteoporozie i inkontynencji, preparaty na serce, przeciwko astmie mogą wywoływać symptomy demencjopodobne; niektóre leki m.in. preparaty kortyzonowe oddziałują dokładnie na te obszary mózgu, (hipokamp, kora przedczołowa), które według powszechnej opinii naukowej, dotyka „choroba Alzheimera”.

Ze środków „psychoaktywnych” wymienić można, wprowadzone do obiegu już w latach 50. XX wieku, tzw. trójcykliczne antydepresanty, powodujące umysłowe zaburzenia. Antydeprsanty mogą wywoływać symptomy demencji i typowe zjawiska jej towarzyszące jak agresywność, myśli samobójcze etc. Przepisywanie, zażywanie i sprzedaż środków psychofarmakologicznych, antydepresantów, środków uspokajających i przeciwbólowych, bezustannie rośnie, co nie pozostaje bez wpływu na funkcjonowanie umysłów. Obecnie w Niemczech zapisuje się rocznie prawie miliard dziennych dawek antydepresantów, co daje dwukrotny wzrost w ciągu 10 lat.

Stolze podaje, że istnieje ponad 130 lekarstw mogących wywoływać demencję lub ostry stan dezorientacji, zamęt umysłowy, halucynacje i inne zmiany świadomości, co prowadzić może do błędnych diagnoz. Szczególnie problematyczne są środki uspokajające, bardzo często aplikowane pensjonariuszom domów starców i domów opieki. Dawno już bowiem zauważono, że niektóre leki wywołują skutki dokładnie odwrotne od zamierzonych – środki uspokajające zamiast uspokajać mogą wywoływać stany dezorientacji, niepokoju, napadów lęku, depresji, środki nasenne – brak snu i podniecenie.

Ludzie starzy stanowią specyficzną grupę pacjentów (i klientów): częściej chorują, i to na kilka chronicznych chorób, stąd rośnie liczb lekarstw regularnie przez nich przyjmowanych; zdarza się, że przepisywane są przez różnych lekarzy. Do tego dochodzą leki kupowane bez recepty. W rezultacie powstają kombinacje leków, mixy różnych środków, o których często nie wiadomo jak wzajemnie na siebie oddziałują. U ludzi powyżej 65 roku życia mniejsze dawki leków działają tak samo jak dawki przeznaczone dla ludzi młodszych , stąd przy nie zawsze ścisłym przestrzeganiu dawkowania, wzrasta ryzyko wystąpienia skutków ubocznych.

SKUTKI UBOCZNE JAKO CHOROBY

Masa najrozmaitszych leków trafia do ludzi starszych poprzez system domów starców i domów opieki, od 60 do 70 procent ich mieszkańców zażywa środki psychofarmakologiczne, najczęściej neuroleptyki. 40% pacjentów z domów starców przyjmuje leki, uznawane za potencjalnie niebezpieczne. Niepokój, koszmary, nadmierna ruchliwość, lęki, apatia, drażliwość, nadmierne podniecenie, stany niepokoju, zakłócenia rytmu snu mogą być interpretowane jako postępująca demencja, podczas gdy w rzeczywistości wywołane zostały przez leki. Leki z grupy benzodiazepinów zapisywane jako środki uspokajające i nasenne mogą skutkować pogorszeniem pamięci krótkotrwałej, zaburzeniami funkcji kognitywnych (poznawczych), dezorientacją, przytłumieniem świadomości, nieskoordynowanymi ruchami, trudnościami z wymową czyli objawami… demencji. Innymi słowy środki , które masowo zapisuje się nawet przeciwko łagodnym formom nieprawidłowego funkcjonowania umysłu , mogą powodować demencję.

Skutki uboczne jednego leku traktuje się jako objawy choroby, dlatego zamiast odstawić lek pierwotny, wprowadza się nowy mający zwalczać ten objaw, będący w rzeczywistości skutkiem ubocznym; w ten sposób tworzą się receptowe kaskady (kto wie, czy w przyszłości nazwa zdiagnozowanej choroby nie będzie brzmieć „skutek uboczny”). To samo odnosi się do specyficznych leków „na Alzheimera”, aplikowanych ludziom, u których tę „chorobę” zdiagnozowano. Miliony starszych ludzi przyjmuje leki typu memantyna i inhibitory cholinesterazy, wywołujące, jako skutki uboczne, dokładnie te symptomy, które uważa się za charakterystyczne cechy „choroby Alzheimera”. Może być więc tak, że komuś błędnie zdiagnozuje się demencję, zapisze mu leki i po zażywaniu leków wystąpią dokładnie te symptomy, które (rzekomo) należą do obrazu choroby! Jedyny realny skutek przyjmowania leku to „skutki uboczne” czyli „Alzheimer”! Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że starzy ludzie nie zawsze potrafią podać ile i jakie lekarstwa biorą, większość nie mówi lekarzom o skutkach ubocznych, nie wie kiedy dokładnie te skutki wystąpiły. Skąd lekarz ma wiedzieć, czy to choroba czy skutki zażywania, jeśli pacjent nie jest w stanie opisać dolegliwości, nie mówiąc już o dokładnym określeniu, kiedy się pojawiły.

Im bardziej się starzejemy, ostrzega Cornelia Stolze, tym łatwiej wpadamy w diabelski krąg współczesnej medycyny. Następstwem błędnej diagnozy są błędne terapie ze skutkami ubocznymi, które z kolei pociągają za sobą łańcuch fałszywych diagnoz i dalszych leków. Kto ma pecha, a nie ma obok siebie kochającej rodziny, bliskich, przyjaciół lub czujnego lekarza, nie wyjdzie z tego do końca życia.

PRZYPADEK WALTERA JENSA

Znany w Niemczech pisarz, filolog, krytyk literacki, przez kilka dziesięcioleci ważna postać niemieckiego życia publicznego prof. Walter Jens (ur. 1923) w wieku 81 lat zapadł na poważną demencję. Jego syn Tilman opisał historię choroby, w książce Demencja. Pożegnanie z moim ojcem. Ponieważ Jens znany był szerokiej publiczności ze swoich wystąpień w mediach i udziału w różnych akcjach społecznych i politycznych, uczyniono go prominentnym przykładem „choroby Alzheimera”. Jednak historia jego życia powinna kierować naszą uwagę w zupełnie innym kierunku; Jens od dzieciństwa cierpiał na astmę leczoną coraz większymi dawkami kortyzonu. Jako dorosły miewał często depresje, przechodził kryzysy psychiczne, cierpiał na chorobliwe lęki. Aby te stany przezwyciężyć, zażywał rozmaite antydepresanty, tabletki uspokajające itp. W wieku 63 lat uzależnił się od leków, przez kilkanaście brał coraz to nowe środki psychofarmakologiczne, eksperymentował z różnymi preparatami, zażywał bez konsultacji z lekarzem, robił koktajle z leków, wyłudzanych bez recepty od aptekarzy w Tybindze, którzy ufali „panu profesorowi”; w całym domu miał schowki na tabletki, chował je w szufladach, pomiędzy książkami, w kieszeniach ubrań.

W 2003 roku okazało się, że Jens, po wojnie postępowy wzorowy antyfaszysta i moralista skłonny do surowego oceniania ludzi za ich polityczne grzechy z przeszłości, był w młodości członkiem Narodowosocjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec kierowanej przez Adolfa Hitlera. Ten epizod ze swojej biografii Jens, pełniący rolę moralnego autorytetu, przemilczał i najprawdopodobniej wyparł z pamięci, jego ujawnienie stało się to dlań traumatycznym przeżyciem i – jak się podejrzewa – spowodowało zwiększenie dawek zażywanych leków. Coraz bardziej tracił orientację, aż w końcu był tak otępiały, że nie można z nim było nawiązać kontaktu, wreszcie trafił go szpitala. Dziś robi się z Jensa celebrytę „choroby Alzheimera”, zamiast szukać przyczyn „zaćmienia umysłu” w wieloletnim zatruwaniu mózgu coraz większymi dawkami najrozmaitszych środków psychofarmakologicznych.

WIELKI STRACH

Panika na tle stałego wzrostu liczby chorych na demencję (w potocznym i medialnym przekazie utożsamianą z „chorobą Alzheimera”) nie tylko zaburza racjonalne myślenie u lekarzy, którzy nie szukają innych przyczyn demencji, z miejsca diagnozując u starszych ludzi „Alzheimera”, ale każdemu starzejącemu się człowiekowi każe myśleć, że na pewno stanie się jedną z ofiar „epidemii”. Rozpowszechnia się lęk przed przyszłą diagnozą i lęk spowodowany szokiem diagnozy. W przerażenie wprawiają ludzi testy wczesnego wykrywania – jak wiemy zupełnie niewiarygodne i wykrywające co najwyżej błędną diagnozą Alzheimera. Zaczynają swoją odyseję przez szpitale i praktyki ze strachu przed chorobą, której tak naprawdę nikt nie potrafi zdiagnozować. Stają się ofiarami przed-sądów, błędnych diagnoz i błędnych terapii.

Strach jest wielkim czynnikiem ryzyka przy sprawności mózgu. Lęk przed diagnozą lub fałszywa diagnoza mogą więc w pewnej mierze wywoływać symptomy „Alzheimera”, Ludzie popadają w depresje, dręczą ich samobójcze myśli, ba, znane są przypadki samobójstw ludzi, u których zdiagnozowano „Alzheimera”, albo sami ją sobie postawili. Nie chcieli dłużej żyć wyobrażając sobie, że już niedługo utracą pamięć, że ogarnie ich duchowa ciemność i stracą kontrolę nad własnym życiem.

TWORZENIE CHOROBY

W wywiadach dziennikarze pytają często Cornelię Stolze, czy nie jest rzeczą obojętną jak nazywa się problem , „Alzheimer”, demencja czy jeszcze inaczej. Stolze odpowiada nieodmiennie, że absolutnie nie, albowiem poprzez zafiksowanie na „Alzheimerze” lekarze nie rozpoznają prawdziwych przyczyn skarg pacjentów; wszystkie symptomy i przyczyny wrzuca się do jednego worka i nakleja nalepkę „Alzheimer”. I to jest kluczowa sprawa – stworzenie „jednego worka” z nalepką „Alzheimer”, potrzebna jest „Big Label”, “Big Idea” , gdyż tylko wówczas można się nią posłużyć na masową skalę, tylko wówczas dopasowana jest do wielkich systemów zinstytucjonalizowanej medycyny i nauki , do aparatów politycznych i medialnych, zaspokajając interesy sprzymierzonych z nimi wielkich firm farmaceutycznych; poprzez wykreowanie wielkiej “Sprawy”, wielkiej choroby o jednym źródle, jednej przyczynie uruchamiamy dynamikę polityczną i finansowa, w wyniku której wokół tej “Sprawy” tworzą się coraz to większe grupy interesów, coraz więcej ludzi, grup, instytucji, ośrodków politycznych, medialnych i finansowych żyje z tej „Sprawy”. Kiedy wielki worek z napisem „Alzheimer” rozwiążemy, wszystkie zjawiska, symptomy, diagnozy, przyczyny, syndromy, etc. rozlecą się na wszystkie strony, wielka „Sprawa” rozpadnie się na setki małych spraw, nie przynoszących wielkich zysków – ani finansowych, ani politycznych, ani prestiżowych.

NIE ZPOMINAJMY O PIENIĄDZACH!

Skoro „Alzheimer” nie istnieje jako choroba, którą można zdefiniować i zidentyfikować tak jak definiuje się i identyfikuje gruźlicę lub raka, to czym jest? Jest, według Stolze, wykreowanym konstruktem, służącym do podsycania lęku, zdobywania środków na badania, przyspieszania naukowych karier, uznawania zdrowych za chorych i stworzenia wielkich rynków dla procedur diagnostycznych i leków.

Cornelia Stolze tłumaczy w swojej książce dlaczego do tej pory – choć stale ogłasza się „przełomy w badaniach nad Alzheimerem”, reklamuje „nowe strategie terapeutyczne” i „rewelacyjne leki” – nikt nie potrafił postawić precyzyjnej diagnozy , dlaczego testy są niewiarygodne a terapie nieskuteczne, i dowodzi, że naukowcy, lekarze, chorzy i ich krewni, politycy, administratorzy chorób i działacze organizacji typu Alzheimers’s Disease International (ADI) gonią za fantomem, którego nigdy, rzecz prosta, dogonić nie zdołają. Jednak owa pogoń za fantomem przynosi całkiem nie fantomatyczne, ale raczej fantastyczne korzyści. Tygodnik „Wirtschaftswoche” podaje za różnymi źródłami, że lekarstwa „na Alzheimera” sprzedano na świecie w 2000 roku za 0,7, miliarda dolarów, w 2010 już za 8,3 miliarda; prognozuje się, że w 2015 będzie to ponad 19 miliardów dolarów. Oczywiście spotkamy tu samych starych znajomych jak Pfizer, Merz, Novartis, Eli Lilly, Eisai, które mają to co najbardziej lubią – wielką chorobę z jedną wielką przyczyną , którą zwalczyć można bijąc w nią salwami z leków – magicznymi substancjami o tajemniczo brzmiących nazwach aricept, axura, memantyna, namenda, ebixa, donepezil, galantamina, riwastygmina itp.

Warto tu zwrócić uwagę na to, że ludzie starzy, są z wielu względów idealną i coraz liczniejszą grupą klientów; coraz liczniejszą także z tego powodu, że mają coraz wcześniej, wręcz prewencyjnie, zacząć zażywać leki „na Alzheimera”, twierdzi się bowiem, że im wcześniej zacznie się je brać (kupować), tym lepiej (także dla producentów). Idzie więc o to, aby u jak największej liczby ludzi maksymalnie wydłużyć okres przyjmowania leków. Najlepiej byłoby, gdyby zaczęli mając ok. 50 lat i zażywali je aż do śmierci. Dysponują swoimi zasobami wydawanymi na leki, są na utrzymaniu rodzin, które kupują dla nich leki, a ponadto wielka ich rzesza włączona jest w system domów starców i ośrodków opieki społecznej itd., wchłaniający ogromne ilości leków. Wszystko to widzieć należy oczywiście w szerszym kontekście funkcjonowania systemu zinstytucjonalizowanej medycyny, państwowej służby zdrowia, kas chorych, komisji lekarskich, systemu refundacji leków, czyli funkcjonowania wszystkich kanałów pozarynkowego rozprowadzania leków produkowanych przez prywatne firmy. Ludzi starsi są idealnymi klientami, ponieważ są bardziej zależni od innych, bardziej bezbronni wobec świata, wobec nacisków, perswazji, reklamy.

Z książki Cornelii Stolze wynika, że największe pieniądze zarabia się na wykreowanej chorobie, której rozwoju nie powstrzymuje się, ponieważ albo ma ona inne przyczyny, albo wiąże się z nieodwracalnymi procesami zachodzącymi w ludzkim organizmie. Wówczas nikt nie jest w stanie udowodnić, czy terapia jest skuteczna, czy też nie. A skoro nie można to – jak stwierdziło pewne grono niemieckich ekspertów cytowane przez autorkę – nie można również podjąć uzasadnionej decyzji o odstawieniu leku na podstawie jego nieskuteczności. W związku z tym zalecenie ekspertów brzmi, aby stale, nieprzerwanie podawać lek, którego nieskuteczności nie da się w 100% udowodnić. Genialnie proste!

Cornelia Stolze szczegółowo omawia typy leków i ich producentów, instytucje nadzoru które je dopuszczają, bez owijania w bawełnę, po nazwisku, pokazuje jak ścisłe są w Niemczech związki różnych ekspertów, naukowców i lekarzy biorących udział w wypracowywaniu medycznych standardów i zaleceń rozpoznawania i leczenia chorób, z firmami farmaceutycznymi. Są oni udziałowcami boomu na leki przeciwko „Alzheimerowi”.

W Niemczech w 2000 roku liczba przepisanych dawek dziennych inhibitorów cholinesteraz wyniosła 6 milionów, dziewięć lat później 47 milionów, czyli nastąpił wzrost o ponad 780 procent w ciągu mniej niż dziesięciu lat. Wspomniany wyżej koryfeusz badań nad „Alzheimerem” prof. Konrad Beyreuther brał pieniądze na badania i honoraria za doradztwo od producentów leków, opracował testy rozprowadzane za pośrednictwem firmy Abeta, w której miał udziały (dzisiaj należy do Mercka). Od wielu lat na swoich kongresach badacze rozpowszechniają slogany reklamowe koncernów farmaceutycznych. Stolze pisze, że wielu ludzi żyje z wrzawy robionej wokół „Alzheimera”. Wszystko to w dużej mierze inscenizowany spektakl, którego reżyserzy, scenarzyści i aktorzy nie poświęcają specjalnej uwagi prawdziwym przyczynom starczej demencji.

Ponieważ brak kryteriów pozwalających stwierdzić, czy terapia się powiodła, czy nie, pacjenci otrzymują drogie i bezużyteczne lekarstwa, które nie pomagają im, ale ich producentom, leki, których skuteczności nie można nijak zmierzyć. Stolze cytuje wypowiedź Petera Sawickiego przewodniczącego kolońskiego Instytutu na rzecz Jakości i Racjonalnego Gospodarowania w Opiece Zdrowotnej (Institut für Qualität und Wirtschaftlichkeit im Gesundheitswesen) z 2006 roku temat inhibitorów: „To niedorzeczność, od dziesięciu lat leczymy pacjentów lekami, które mają poważne skutki uboczne, nie wiedząc naprawdę, czy się do czegoś nadają.” Taki jest ostateczny wniosek, jaki możemy wyciągnąć po lekturze książki Cornelii Stolze: fałszywa teoria rodzi fałszywą diagnoza, fałszywa diagnoza rodzi fałszywą terapię, fałszywa terapia nie pomaga, lecz szkodzi. Fałszywa teoria nigdy nie jest niewinna, zawsze przynosi niepotrzebne cierpienia wielu, wielu ludziom.

Tomasz Gabiś
http://www.tomaszgabis.pl

Komentarzy 17 do “Zapomnij o Alzheimerze!”

  1. Romney nie jest kimś, kogo Amerykanie chcą w Białym Domu. Przewodzenie państwu jest czymś innym, niż działanie w biznesie, gdzie można manipulować i ryzykować. Gdyby tak było, należałoby usunąć wszystko co przynosi straty, czyli programy socjalne, chorych, starych ludzi, szkoły publiczne, zapomogi dla najbiedniejszych oraz stypendia dla studentów, gdyż one przynoszą tylko straty, a nie profity. Romney dobrze rozumie w jaki sposób działa rynek i potrafi nim manipulować; rozumie słabe i silne strony ekonomi oraz rynku. Tego czego Romney nie rozumie i nigdy się nie nauczył ponieważ tego nie przeżył, to cierpienie tych, którzy zostali pozbawieni pracy, środków do życia oraz możliwości wyżywienia rodziny. Za kilka miesięcy, Romney zmierzy się z prezydentem Barackiem Obamą, który będzie bardzo trudnym rywalem, ale prawdziwym rywalem samego Romney’a są jego własne oczekiwanie bycia prezydentem USA.

  2. Malgorzata said

    Bardzo dobry artykul ! Ciesze sie, ze w Gajowce pojawiaja sie tego typu informacje. Stracilam zaufanie do przesadnego leczenia farmakologicznego, ktore dzisiaj uwaza sie za cos normalnego. Poszerzajmy wiadomosci na temat skutkow ubocznych srodkow farmakologicznych zalecanych przez medycyne konwencjonalna! Unikniemy przez to efektu jak w grze w Domino gdzie jedne niedomaganie prowadzi do choroby, a ta znowu do nastepnej choroby i tak dalej. Poswiecmy wiecej czasu na zrozumienie jak funkcjonuje nasz organizm, nie chodzi mi o poznanie skomplikowanych struktur anatomicznych albo szczegolowe analizowanie fizjologii czlowieka ale o ogolna wiedze o naszym zdrowiu. Dzieki takim artykulom jak powyzej moze nareszcie zaczniemy zadawac sobie pytanie, czy wspolczesne srodki farmakologiczne sa takie dobroczynne.

  3. zagrypiona said

    No, i teraz wystarczy w miejscu ‚alzhaimera’ wklepać ‚rak’. To samo. Zero profilaktyki, zero wiarygodnych informacji, aplikowanie ‚leków’ = drastyczny spadek zdrowia = śmierć. Nie szuka się przyczyn, nie eliminuje się tego co prawdopodobnie może być rakotwórcze, tylko dalej biznes kreci im więcej pacjentów tym lepiej. Nie dość ze można się obłowić to jeszcze zupełnie legalnie potestowac na królikach doświadczalnych, zdesperowanych by przeżyć, jakieś trucizny. Oto czym stoi dzisiejsza ‚medycyna’. Przyzwoici nieliczni pośród grona lekarskiego już dawno powinni się z tego towarzystwa niedouków siedzących w kieszeni firm farmaceutycznych wypisać.

  4. Maciejaszu said

    Co jak co, ale ta książka pani Stolze (dobre nazwisko ;D) winna być przetłumaczona na polski i u nas wydana. Jednak coś mi się wydaje, że to marzenia ściętej głowy… Brawo za artykuł, powielać gdzie tylko można i wciskać go na siłę wszystkim znajomym- oto nasze zadanie

  5. RomanK said

    Wiekszosc przypadkow to najzwyczajniejszy chronoczny brak magnezu..ktory ucieka z wiekszosci ludzi po 40=ce….Chroniczny brak magnesium powoduje zmiane elektrolitu, a mozg- jak bateria…
    Zreszta poczytajcie sami:
    http://www.monitor-polski.pl/na-poczatku-bylo-slowo-dna-moze-zostac-przeprogramowany-slowami-i-czestotliwosciami/

  6. Zbigniew Kozioł said

    „Zero profilaktyki, zero wiarygodnych informacji, aplikowanie ‘leków’” – to od Zagrypionej z @2.

    Znaczy tak. Profilaktyka istnieje, choć zależy gdzie. Np. w Kanadzie dużą uwagę przywiązują do raka piersi u kobiet i wczesna wykrywalność, gdy jeszcze są duże szanse na leczenie, jest wysoka. Ale, w zasadzie Pani ma rację. Otarłem się o tamten system, raczej nie w związku ze swoim zdrowiem, choć nieco też, bardziej opiekując się innymi.

    Trzeba mieć świadomość, że lekarze, najczęściej, są już urobieni przez system w którym funkcjonują. Ja akurat sobie wspaniało myślę, że lekarzy nie należy, zwykle, obarczać za świadome łamanie etyki lekarskiej. Po prosto są ograniczeni w swej wiedzy i pod szczególnym oddziaływaniem firm i środowiska, jak tez i odpowiednio zostali przygotowani do swej roli. Widziałem w życiu kilka razy całkiem nietrafionych a poważnych diagnoz (w Kanadzie).

    Istotnie też, nawet w profilaktyce – chodzi o pieniądze. Stosuje się metody drogie. Bo to co jest drogie daje też forsę środowisku.

    A już szczególnie cholera mnie bierze gdy czytam o fizyce. Śledzę na bieżąco doniesienia na temat nowych eksperymentów w szeroko rozumianej fizyce czy technologii. Codziennie dostaję kilka doniesień o takich, które, choćby bardzo daleko i pośrednio, mogą być związane ze zdrowiem. Potencjalnie. W tych doniesieniach, jeśli tylko ma to maleńki sens, odkreślają: to może przyczynić się do znalezienia lekarstwa na chorobę xyz, albo to może pomóc .. itp itd. Aż szlag mnie trafia. Piszą tak dla samoreklamy. Bo w medycynie jest największa forsa.

    Pani pisze też o tym, że mało jest informacji. Tak. Tu jest duży problem. Zdałem sobie sprawę. Gdy pojawia się jakaś dolegliwość, człowiek pędzi do lekarza. Ale czasem trudno lekarzowi objaśnić szczegóły. Brak jest rozumienia wśród ludzi samych tego, co może dziać się z organizmem ich własnym. Ja np. mam pewne problemy ze zdrowiem. Mnie się zdaje, że gdybym miał wiedzę choćby odrobinę większą, to zgadłbym, co mi jest. A tymczasem nawet żonie, która jest aptekarką i też wiele wie, nie potrafię wytłumaczyć (aptekarka to też szczególna profesja!).

    Otóż brak jest uczenia ludzi o swoim organizmie, o jego funkcjonowaniu, o objawach i o przebiegu chorób. Bo po co? Mają iść do lekarza! Owszem, istnieje wiele programów w TV, gdzie lekarz coś objaśnia. A potem poleca lek… No, dziękuję uprzejmie…

  7. Caj said

    Ad: 1
    Mamy przyklad do czego prowadzi ta choroba. Gosc przeczytal artykul i ……………..napisal o usraeleskich wyborach : -)

    Mnie fonetyczna nazwa tej choroby skojarzyla sie panem Cajmerem, dyrektorem orkiestry polskiego radia za zydo-komumy. Musial niezle grac w tej kapeli, bo kiedy emigrowal do Izraela kazal przetopic zloto i odlac patelnie ktora mu skonfoskowano na granicy. Widac znow jakis antysemitnik zrobil donos : -)
    Jak podal wowcas prasa podejrzewano ze zloto pochodzilo z zebow biednych Zydow ktorzy zgineli w obozie. Widac pan Cajmer mial chody z bylymi nadzorcami z Juderantow.

  8. JO said

    Te chorobe podobno wywoluje miedzy innymi Aluminium w Deodorantach dla ludzi…

  9. dr TS said


    Świat bez raka. Witamina B17. Może wreszcie uwolnicie się Państwo od strachu przed tą chorobą. To tak jak ze szkorbutem i Beri-Beri.
    Ja stosuję już pestki moreli (5 dziennie) od pól roku. Żadnych skutków ubocznych. Jem też migdały i kaszę jaglana. Zalecam też żurawinę i jagody(borówki). Przekażcie to Państwo innym. Niech też się sami chronią.

  10. dr TS said

    Należy na YouTube wpisać
    Świat bez raka.

  11. dr TS said

    Przepraszam, że tak piszę w częściach, ale to pierwszy raz.
    Łącznie jest na YouTube 6 części filmu zamieszczonego jak wyżej.

  12. konfuzjusz said

    Magnez tez, ale nie tylko.

    W procesie uzdatniania wody jako pomoc filtracyjna stosuje sie dodatek siarczanu glinu. Wraz z woda wapienna tworzy ten zwiazek wodorotlenek glinu, ktory za przyczyna (w uproszczeniu powiedziawszy) potencjalu elektrostatycznego koaguluje w postaci platkow czy tez flaczkow i osadza sie w osadnikach, zabierajac po drodze drobne czasteczki zanieczyszczen mechanicznych. Tu z kolei wchodza w gre sily adhezji zwanie kiedys silami Wanderwalsa. Ale nie zaglebiajmy sie w mechaniizm procesu. Wodorotlenek aluminium musi pozostawiac slad w wodzie, trudno wyczuc, w jakiej ilosci, bo nie przeprowadza sie testu na aluminium, na przyklad z alizaryna. (na twierdzenie w/s obecnosci pozostalosci aluminium po wytraceniu w wodzie pitnej nie mam dowodow, a jedynie przeslanki – powiadam uczciwie).
    Poniewaz czasem ciekawosc mnie zzera, pytam sie kiedys specjalisty (on juz nie pracuje), czy slady aluminium w wodzie pitnej nie prowadza do zwiekszonego zagrozenia choroba Alchajmera. Czemu takie podejrzenie – odpowiada pytaniem na pytanie. Bo stwierdzono zwiazek miedzy obecnoscia aluminium w mozgu i wystepowaniem tej dolegliwosci. A nie pomyslales, on powiada, ze byc moze choroba powoduje akumulowanie sie aluminium w mozgu?

    Nie wiem. Jesli sa jakies badania w tej materii, nie znalazlem zadnej publikacji.

    Fluor w wodzie jest wiekszym problemem niz aluminium, a nawet uwazam ze wiekszym niz metale ciezkie.

    (jak co to ja tego nie powiedzialem)

    Pozdr.

  13. niereligijna said

    Zbigniew Koziol rak piersi najczesciej powoduje „profilaktyka” typu mamogram, wiec dlatego maja ogromne osiagniecia i sukcesy.

  14. Maria1 said

    ‚Tylko bojkot wszystkich ‚wynalazkow’ dla naszego ‚zdrowia , zatrutej zywnosci , napojow , alkoholu i wlasciwa informacja przekazywana dalej chocby poczta pantoflowa zniweluje uczucie strachu i uzaleznienia od tych koszernych mordercow.
    W ten sposob odcina sie tez olbrzymie obroty pieniezne generowane na zasadzie – im gorzej (dla gojow ) to tym lepiej dla koszernych parchow…
    Im bardziej sprochniale jest powalone drzewo, to tym wiecej grzybow i roztoczy na nim sie rozwija ! .
    Im bardziej mafia straszy ‚rakiem’ i innymi pseudonaukowymi bzdurami, to tym bardziej ludzie boja sie i wierzac w to wszystko poddaja sie dobrowolnie roznym torturom ‚medycznym’ i daja sie zabijac na raty w szpitalach onkologicznych, kiedy to ‚rak’ jest specjalnie wymyslona sciema do sprzedazy smiercionosnych trucizn, dalszego napromieniowania czy poddawania sie koszernym ‚operacjom’ lacznie z pladrowaniem kas ‚chorych’.
    To przeciez Rockefeller zaczal sprzedawac rope naftowa w malych buteleczkach wlasnie na …raka.
    Ustawil tez programy szkolenia na akademiach medycznych ….niszczac przy tym wiedze o naturalnej medycynie.
    Kto sie da jeszcze nabrac w te ‚strachy na Lachy’ wiedzac juz o tym :

    http://piotrbein.wordpress.com/2012/02/13/nowotwor-to-grzyb-uleczalny/

    Dodam jeszcze , ze jestem od trzydziestu lat lekarzem ogolnym i medycyny chinskiej i na podstawie wiedzy osiagnietej poza wtlaczanymi jedynie slusznymi programami moge stuprocentowo pewnie potwierdzic, ze ‚rak’ to grzyb uleczalny , a nawet prostymi sposobami mozna zapobiec jego zagniezdzeniu sie i rozwojowi w zakwaszonym organizmie.
    W zdrowym ciele zdrowy duch i narod, ktory wie jak sie bronic tez przed ‚rakiem’ bedzie mial w koncu sily do pozbycia tego najbardziej niebezpiecznego ‚raka’ Ludzkosci i Natury, tego pasozyta czlekoksztaltnego, ktory egzystuje dzieki wymyslaniu i tworzeniu chorob ‚cywilizacyjnych’ oraz straszeniu nimi ustawiajac sie jeszcze perfidnymi klamstwami jako “zbawca medyczny” ze swoimi smiercionosnymi wynalazkami.’
    ………………………………………………………………….
    Stopień zakwaszenia organizmu, który w przypadku dużego zakwaszenia jest jednym z czynników prowadzących do nowotworów:

    http://filtry-do-wody-superaqua.pl/choroby/kwasica-zakwaszenie-organizmu/

  15. JO said

    Maria 1! Tak, ale to nie tylko Jedyna przyczyna nowotworow. jednak b Dusza procentowo. Zla zywnosc, Nisko zawartosc mikroelementow, zakwaszanie powodujace zle wchwanianie….to przyczyny Nowotworow.
    ——-

    Zgadzam sie, ze by pokonac Zyda w Polsce, trzeba zbiorowej Postawy, ktora moze spowodowac tylko Kosciol Katolicki-Chrystus. To dlatego rozwalajac KK od Srodka, Uni pozbawiaja Nas TARCZY
    ——-
    Bronmy Wiary, Swojej Duszy, nie wspierac my Zydow kupujac u nich Towary, nie dajmy sie podlic, ku…r….w….I,,,c, a Postawmy sie jak Bog Kaze a Uni zniknal jak mysz….pod miotla….

  16. bardzo said

    Kwasica jest skutkiem wiernosci diecie Atkinsa. Diety do dzis propagowanej, choc sam Atkins poszedl na zawal nie tak dawno.
    Kolko zaczyna sie zamykac.
    (niskie pH w okreznicy pomaga w zapobieganiu nowotworom tamze i dlatego po kuracji antybiotykami nalezy uzupelnic mikroflore bifidobakterow zniszczona podczas procesu. Nastepne kolko sie zamyka.

  17. Kapsel said

    Z dr. Jakubem Sienkiewiczem z Kliniki Neurologii Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie, znanym muzykiem, liderem zespołu „Elektryczne gitary”, autorem takich przebojów jak m.in. „Co ty tutaj robisz”, „Kiler”, rozmawia Renata Krzyszkowska

    Niedawno ogłosił Pan, że postanawia zakończyć swą działalność artystyczną i poświęcić się całkowicie medycynie. Czy to decyzja nieodwołalna?
    Właściwie tak. Już nie koncertuję, praca lekarza jest za bardzo absorbująca. By wykonywać ją dobrze, trzeba z czegoś zrezygnować. Nie zarzekam się jednak, że nie napiszę już żadnej piosenki. Jeśli uzbiera się ich kilka, to być może pomyślę o wydaniu płyty. Obecnie swoje nowe piosenki bezpłatnie udostępniam w Internecie. Na stronie http://www.sienkiewicz.art.pl są moje dwie ostatnie płyty w postaci programów, które umożliwiają ich ściągnięcie i przegranie na płytę CD. Są tam też dostępne ich okładki, tak więc każdy, kto chce, może słuchać za darmo mojej muzyki, a nawet bez konieczności kupowania w sklepie stać się posiadaczem albumów: „Fikcja solo” z 2005 r. i „Plaga” z 2006.

    Jest Pan osobą bardzo aktywną, bo oprócz bycia neurologiem specjalizującym się w chorobie Parkinsona, nagrał Pan kilkanaście płyt, wystąpił w dwóch filmach, do kolejnych kilku napisał muzykę. Jest Pan autorem poczytnych felietonów w prasie, przez pewien czas był Pan wiceprezesem rady programowej „Radia dla ciebie”. Czy Pana doba ma 48 godzin?
    Staram się mało spać (śmiech). To prawda, przyzwyczaiłem się spać pięć godzin na dobę. W moim wieku to wystarczy.

    Czy to prawda, że nigdy nie chciał Pan być muzykiem, ale został nim tylko po to, by podreperować domowy budżet?
    Przyznaję, że tak było. Piosenki pisałem już w szkole średniej, ale tylko do przysłowiowej szuflady. Nigdy nie planowałem żadnej kariery muzycznej. Możliwość dorabiania śpiewaniem zacząłem brać po uwagę dopiero gdy przekroczyłem trzydziestkę, miałem już dyplom lekarza i rodzinę. W szpitalu nie zarabiałem dużo. Było to jeszcze w czasach realnego socjalizmu, ale także wtedy pensje medyków były naprawdę nieciekawe. Lekarze podobnie jak dzisiaj dorabiali sobie jak mogli. By utrzymać rodzinę, przez pewien okres jeździłem nawet w prywatnym pogotowiu alkoholowym. Już w tamtych czasach wielu moich kolegów wyjeżdżało na Zachód, skąd wracali ze sporym zastrzykiem finansowym. Zamiast pójść ich śladem i wyjechać, postanowiłem wyjść na estradę, upublicznić swoje utwory, nawiązać współpracę z wytwórnią płytową, która zechciałaby je wydać.

    Nigdy nie chciał Pan wyjechać?
    Od wyjazdu wolałem śpiew. Nie nadaję się na emigranta. Lubię przebywać na dobrze sobie znanym gruncie, czuć, że jestem u siebie, wśród starych znajomych, poruszać się w swoich rewirach. Wolę funkcjonować w dobrze sobie znanej obyczajowości i kulturze, rozumieć zachodzące w niej zjawiska. Choć nie wszystko mi się w Polsce podoba, to jednak czuję się tu bezpiecznie, tu mi dobrze. Wyjazd to dla mnie za duże ryzyko.

    Ale wyjście na estradę, otworzenie duszy przed publicznością, wystawienie siebie na ostrze krytyki to też ryzyko, a jego podjęcie wymaga odwagi.

    To akurat jest dla mnie proste. Stojąc na estradzie, mam przed sobą dość anonimowy tłum, skierowane na mnie reflektory oślepiają, tak że prawie nie widzę publiczności, do której śpiewam. To redukuje mój stres niemal do zera.

    Czy zawód lekarza pomaga w jakiś sposób w muzykowaniu?
    Kontakt z wieloma pacjentami daje pewną wiedzę statystyczną o ludziach i życiu, co może się potem przekładać na treść piosenek i ich charakter. Niejeden pacjent może stać się do tego ciekawą inspiracją. Mógłbym na ten temat opowiedzieć wiele anegdot, ale nie zrobię tego, bo złamałbym tajemnicę lekarską. Jakiś związek niewątpliwie istnieje.

    A czy muzyka może pomagać w pracy neurologa, np. w leczeniu choroby Parkinsona?
    Oczywiście. Istnieje takie zjawisko jak kinezja paradoksalna. Polega ono na tym, że w warunkach ekstremalnych, np. w czasie kataklizmów, jak trzęsienie ziemi czy pożar, chorzy na Parkinsona, którzy na co dzień mają już kłopoty w sprawnym poruszaniu się, potrafią uciekać tak samo skutecznie jak ludzie zdrowi. Na pewien czas ich sprawność się po prostu samoczynnie poprawia. Do podobnych reakcji może dochodzić także pod wpływem muzyki. To nie przypadkowe, że Stołeczne Stowarzyszenie Osób z Chorobą Parkinsona pierwotnie zawiązało się jako kółko taneczne. Chorzy intuicyjnie wyczuwali, że w tańcu poruszają się lepiej, że uruchamia on w ich mechanizmy, które przełamują bezruch wynikający z choroby. Zastosowanie rytmicznych bodźców np. w formie muzyki marszowej ułatwia też przeprowadzanie ćwiczeń ruchowych.

    Czy istnieje jakaś profilaktyka choroby Parkinsona i innych schorzeń neurodegeneracyjnych, np. Alzheimera?
    Od dawna poszukuje się czynników, które zatrzymywałyby, spowalniały lub odwracały zmiany degeneracyjne. Jeszcze nie znamy takich substancji. Ostatnio zwraca się uwagę na możliwą ochronną rolę estrogenów i niesterydowych leków przeciwzapalnych. Niestety nie istnieje profilaktyka schorzeń neurodegeneracyjnych, ponieważ są one w znacznym stopniu uwarunkowane genetycznie. Ich głównym czynnikiem ryzyka jest wiek, a wszyscy się starzejemy. Fakt, że dość wcześnie możemy wykryć te schorzenia, ma dość ograniczone znaczenie, jeśli wziąć pod uwagę, że tak na prawdę nie dysponujemy lekiem znacząco spowalniającym zmiany neurodegeneracyjne w mózgu. Oczywiście powinniśmy łagodzić skutki choroby. W przypadku Parkinsona duże znaczenie ma rehabilitacja ruchowa. Dyskretne objawy choroby można przełamać i skompensować nawet prostą, codzienną aktywnością. Chorzy powinni zatem być jak najdłużej czynni zawodowo, bo np. wykonywanie dobrze sobie znanych, rutynowych czynności zawodowych pomaga w walce z chorobą i może także przeciwdziałać często towarzyszącej jej depresji. Gdy objawy choroby się nasilą i potrzebna będzie rehabilitacja, to osobie aktywnej łatwiej też się do niej zmobilizować.

    Duża aktywność umysłowa aż do późnej starości ani trochę nie zabezpiecza przed pojawieniem się tych chorób?
    Jeśli choroba zaatakuje kogoś będącego na wyższym poziomie intelektualnym, to oczywiście wszelkie rodzaje otępienia objawią się u niego później niż u kogoś, kto był mniej aktywny umysłowo. Zanik neuronów będzie postępował u obu ludzi jednakowo, ale dłużej sprawny będzie ten, kto ma ich większy zapas.

    To mało pocieszające, ale na szczęście wciąż jesteśmy w radosnym okresie Bożego Narodzenia i może nawet chorym udaje się oderwać od codziennych problemów. Jak Pan spędzał tegoroczne święta?
    Tak samo jak zawsze, czyli z rodziną. Towarzystwo jest całkiem spore, bo mam dzieci w wieku 22, 19, 14, 11 i 5 lat. Dwójka najstarszych dzieci ma już swoje pomysły na spędzanie wolnego czasu, ale tak jak zawsze do tej pory razem usiedliśmy do wigilijnego stołu. Na szczęście nie musiałem mieć w tym czasie dyżuru w szpitalu.

    http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/wywiad/nie_nadaje_sie_na.html

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: