Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Bezpartyjna o Ben Buja Nago Bramaputra
    Maverick o Czy następny będzie Władimir…
    Kwal o Wolne tematy (65 – …
    Bogdan Goczyński o Maseczkowy szwindel
    Marucha o Wolne tematy (65 – …
    Staszek z Przyborowa o Duchowa przestrzeń Polski?
    Lily. o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    PJO o Twórca „Patrioty” nie żyj…
    revers o Wolne tematy (65 – …
    Niedźwiedź o Wolne tematy (65 – …
    revers o Czy następny będzie Władimir…
    Kwatermistrz o Wolne tematy (65 – …
    NICK o Wolne tematy (65 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 524 obserwujących.

Francuska Golgota

Posted by Marucha w dniu 2012-09-04 (Wtorek)

Ocenia się, że podczas rewolucji we Francji życie za wiarę oddało około trzech tysięcy katolickich kapłanów. Wśród nich zamordowani 2 września 1792 r. franciszkanin o. Jan Franciszek Burte, gwardian stołecznego klasztoru oraz jego zakonny współbrat, Seweryn Jerzy Girault, kapelan paryskich sióstr zakonnych. Rewolucja stawiała sobie za cel stworzenie „nowej Francji” i „nowego człowieka”. Każdego, kto nie mieścił się w „republikańskich wymiarach”, przykrawała do nich gilotyna.

Egzekucja katolickiego księdza w Rennes, 1792 r. Repr. Mary Evans Picture Library/Forum

Antychrześcijańskie oblicze rewolucji francuskiej objawiło się na dwa sposoby: w aspekcie destruktywnym (czyli polityce wymierzonej w Kościół katolicki i duchowieństwo, a także niszczeniu symboli chrześcijaństwa w sferze publicznej, w tym kościołów) oraz w aspekcie twórczym, o wiele groźniejszym – jak zauważył Józef de Maistre – od tego pierwszego (czyli tym, co na gruzach chrześcijańskiej Francji rewolucjoniści chcieli zbudować). Oba aspekty łączyło przeświadczenie zaczer­pnięte z ateistycznego dziedzictwa Woltera, iż należy wymazać tę niegodziwość, czyli – wedle „patriarchy oświecenia” – chrześcijaństwo.

Uczniowie de Sade’a

Tak, obywatele, religia jest nie do pogodzenia z ustrojem wolności, czujecie to tak samo jak ja. Nigdy wolny człowiek nie pochyli głowy przed bogami chrześcijaństwa; nigdy jego dogmaty, rytuały, tajemnice, moralność nie będą mogły odpowiadać republikaninowi… Oddajcie nam pogańskich bogów! Chętnie będziemy czcić Jowisza, Herkulesa czy Pallas Atenę, ale nie chcemy więcej tego baśniowego stwórcy świata. (…) Nie chcemy więcej tego Boga nieogarnionego, który wszystko ponoć napełnia – takimi słowy zagrzewał rewolucjonistów do kontynuowania antychrześcijańskiej polityki we Francji markiz de Sade – znany zboczeniec seksualny, który zresztą z racji swego zboczenia został na prośbę własnej rodziny osadzony na jakiś czas w Bastylii. W tym kontekście jej zburzenie nabiera całkiem nowego znaczenia.

Gdy de Sade wypowiadał te słowa, już od ponad pięciu lat trwała rewolucyjna polityka wymierzona we Francję jako „pierworodną córę Kościoła”. W pierwszej kolejności uderzono bowiem właśnie w Kościół. Już w roku 1789 skonfiskowano wszystkie należące doń majątki, które podobnie jak w szesnastowiecznej Anglii stały się początkiem fortun nowej, republikańskiej arystokracji. W lutym 1790 roku rewolucyjne Zgromadzenie Narodowe zadekretowało zniesienie wszystkich zakonów we Francji, a 15 sierpnia 1791 roku (nieprzypadkowo wybrano dzień wielkiego święta kościelnego) zakazano księżom noszenia sutann. We wrześniu 1793 roku – w apogeum szalejącego wówczas jakobińskiego terroru – uchwalono „prawo podejrzanych”, otwierające możliwość zgilotynowania osoby także za żywienie arystokratycznych sympatii; te ostatnie mogły oznaczać również uczestnictwo we Mszy Świętej odprawianej w prywatnych mieszkaniach przez tzw. niezaprzysiężonych księży, czyli tych, którzy nie złożyli przysięgi na wierność tzw. konstytucji cywilnej kleru.

Ten akt prawny, uchwalony w lipcu 1790 roku, stanowił faktyczne wypowiedzenie wojny Kościołowi we Francji i Rzymowi. Anglikanin, Edmund Burke, komentujący na gorąco uchwalenie owej ustawy na kartach swoich Rozważań o rewolucji we Francji, pisał: Wydaje mi się, że ten nowy ustrój kościelny ma być tylko przejściową i przygotowawczą fazą prowadzącą do całkowitego wyrugowania wszystkich form religii chrześcijańskiej, gdy tylko umysły ludzi zostaną przygotowane do zadania jej ostatniego ciosu za sprawą urzeczywistnienia planu otoczenia jej kapłanów powszechną pogardą. Ludzie, którzy nie chcą wierzyć, że filozoficzni fanatycy kierujący tą akcją od dawna ją planowali, nie mają pojęcia o ich charakterach i poczynaniach.

Ojciec europejskiego konserwatyzmu nie pomylił się w niczym. Konstytucja cywilna kleru była bowiem próbą ustanowienia we Francji schizmatyckiego wobec Rzymu Kościoła. Z katolickich duchownych czyniła funkcjonariuszy państwowych wybieranych (w tym biskupi) przez wszystkich obywateli danego departamentu (obszar diecezji przykrojono do granic administracyjnych) – również ateistów. 10 marca 1791 roku tę uzurpację rewolucyjnego państwa oficjalnie odrzucił i potępił papież Pius VI. Król Ludwik XVI, chociaż podpisał dokument, traktował go jak kroplę przelewającą kielich goryczy – o czym poinformował w liście pozostawionym na krótko przed nieudaną ucieczką z Paryża.

Konstytucja cywilna kleru okazała się przełomowa również dlatego, że dostarczyła pretekstu dla rozpętania kolejnej spirali przemocy przeciw duchowieństwu, które nie przysięgając na nią dochowywało wierności widzialnej Głowie Kościoła. 27 maja 1792 roku zadekretowano więc deportację do kolonii wszystkich duchownych odmawiających zaprzysiężenia. Jednak już 18 marca 1793 roku Republika poszła dalej i uchwaliła dla odmawiających zaprzysiężenia karę śmierci. Taka sama kara spotkać miała również świeckich, którzy udzielali schronienia kapłanom niezaprzysiężonym lub uczestniczyli w nabożeństwach przez nich odprawianych bądź korzystali z udzielanych przez nich sakramentów. Jak mówił w roku 1793 „kat Lyonu”, jakobiński komisarz Chalier, księża są jedyną przyczyną nieszczęść we Francji. Rewolucja, która jest triumfem oświecenia, tylko z obrzydzeniem może spoglądać na zbyt długą agonię zgrai tych niegodziwców.

Męczennicy czasów rewolucji

Ocenia się, że podczas rewolucji we Francji życie za wiarę oddało około trzech tysięcy katolickich kapłanów. W roku 1793 w aktach orleańskiego Trybunału Rewolucyjnego, dotyczących osoby jednego z owych męczenników – ks. Juliena d’Herville, niezaprzysiężonego jezuity – zapisano między innymi, że znaleziono przy nim wszystkie środki dla uprawiania fanatyzmu i przesądu: szkaplerz z dwoma medalikami, małe okrągłe pudełko z zaczarowanym chlebem [chodzi o konsekrowane hostie – przyp. aut.], taśmę, na której był przyczepiony duży krzyż ze srebra, serce wykonane ze srebra oraz kryształowy relikwiarz.

Danton namawiał swoich kolegów z rewolucyjnego Konwentu, by wszystkich „opornych księży” załadować na barki i wyrzucić na jakiejś plaży we Włoszech, ojczyźnie fanatyzmu. W końcu jednak wybrano mordercze tropiki Gujany Francuskiej, która stała się miejscem zesłania i męczeństwa niezaprzysiężonych. Przez ponad pół roku (od końca roku 1793) takiego losu oczekiwało na barkach zacumowanych u wejścia do portu w Bordeaux ponad ośmiuset księży. Stłoczeni w nieludzkich warunkach, pozbawieni żywności, lekarstw i elementarnych warunków ludzkiej egzystencji, czekali na wypłynięcie na ocean. W tych okolicznościach spośród 829 księży zmarło aż 547. Trwali jednak w owych ­katuszach do końca, wspólnie się modląc i nawzajem spowiadając.

1 października 1995 roku papież Jan Paweł II beatyfikował sześćdziesięciu czterech z nich, bo jak sam podkreślił w homilii beatyfikacyjnej, na dnie udręki zachowali ducha przebaczenia. Jedność wiary i jedność ojczyzny uznali za sprawę ważniejszą niż wszystko inne.

Martyrologium Kościoła francuskiego czasów rewolucji, sporządzane przez Jana Pawła II, bynajmniej się na tym nie kończy. W lutym 1984 roku beatyfikował on 99 męczenników z Angers – ofiary krwawej pacyfikacji Wandei przez władze Republiki. Do chwały ołtarzy wyniesiono wówczas jedenastu księży i trzy zakonnice. Papież z Polski kontynuował w tym względzie dzieło swoich poprzedników na Stolicy Piotrowej. W roku 1906 bowiem św. Pius X beatyfikował szesnaście karmelitanek z Compiegne straconych w apogeum dechrystianizacyjnych działań władz republikańskich (1793-1794). Wiezione na miejsce stracenia bydlęcymi wozami wszystkie śpiewały Miserere i Salve Regina (Witaj Królowo Niebios). Ujrzawszy szafot, odśpiewały Veni Creator (Przybądź Duchu Święty) i na głos odnowiły swoje przyrzeczenia chrzcielne i śluby zakonne.

Osobną grupę wśród męczenników czasów francuskiej rewolucji stanowią świeccy posyłani na szafot za miłosierdzie okazane duchownym (poprzez udzielenie im schronienia we własnym domu). Część z nich doczekała się oficjalnego uznania swej chwały męczeństwa przez Kościół (jak męczennicy z Angers), większość jednak to święci bezimienni.

Niektórych jednak znamy, jak na przykład osiemdziesięcioletnią wdowę, Annę Leblanc i jej sześćdziesięcioletnią córkę, Anastazję, skazane na śmierć 1 lipca 1794 w Morlaix. Ich zbrodnią było przechowywanie w domu ściganego księdza, Augustina Clecha z diecezji Tregnier. Maria Gimet, robotnica z Bordeaux, natomiast, z pomocą Marii Bouquier (pracowała jako służąca) ukrywała w swoim mieszkaniu trzech księży: Jeana Molinier z diecezji Cahors, Louisa Soury z diecezji Limoges oraz Jeana Lafond de Villefumade z diecezji Perigueux. W uzasadnieniu wyroku śmierci dla owych kobiet czytamy, iż podzielały kontrrewolucyjne uczucia niezaprzysiężonych księży, (…) chlubiły się, że ich ukrywały oraz kilkakrotnie powtarzały, że lepiej być posłusznym prawu Bożemu niż prawu ludzkiemu. Nie znaleziono żadnych okoliczności łagodzących (na przykład w postaci plebejskiego pochodzenia oskarżonych).

Zniszczyć papieski Rzym!

Osobno omówić należy wrogie akty rewolucyjnego państwa (czy to Republiki, czy wywodzącego się z „ideałów roku 1789” Pierwszego Cesarstwa) wymierzone w Stolicę Apostolską i kolejnych papieży. Już w roku 1790 zaanektowano należący do papiestwa Awinion. Uchwalona w tym samym roku cywilna konstytucja kleru była niczym innym jak wypowiedzeniem wojny papieżowi. Od słów do czynów Republika przeszła w roku 1796, z chwilą błyskotliwej ofensywy generała Bonapartego w Italii. Dwa lata później, 1 lutego 1798 roku, wojska francuskie pod dowództwem generała Berthiera zajęły papieski Rzym. Wkrótce też „lud rzymski” (czytaj: co bardziej aktywni członkowie lóż wolnomularskich) „spontanicznie” (pod czujną obserwacją przybyłych zza Alp zaprzyjaźnionych wojsk) ogłosił powstanie Republiki Rzymskiej, znosząc w ten sposób istniejące od ponad tysiąca lat Państwo Kościelne. Aby dotkliwiej upokorzyć papieża, decyzję tę promulgowano 15 lutego 1798 roku, w rocznicę jego wyboru na Stolicę Piotrową.

Ponad ­osiemdziesięcioletniego, schorowanego Piusa VI francuscy rewolucjoniści wygnali z Rzymu i umieścili w surowych warunkach twierdzy Palence, gdzie 29 sierpnia 1799 roku zakończył on życie ze słowami: In te Domine speravi, non confundar in aeternum (Tobie Boże zaufałem, nie zawstydzę się na wieki) na ustach. Wysłannik Republiki tak raportował to paryskiemu Dyrektoriatowi: Ja, niżej podpisany obywatel, stwierdzam zgon niejakiego Braschi Giovanni Angelo, który pełnił zawód papieża i nosił artystyczne imię Piusa VI. Na końcu zaś nazwał zmarłego papieża: Pius VI i ostatni.

Podobne nadzieje wyrażał, jeszcze przed śmiercią Piusa VI, generał Napoleon Bonaparte – przyszły cesarz Francuzów. Pisał on do swojego brata, Józefa, pełniącego funkcję francuskiego wysłannika przy Państwie Kościelnym: Jeśli papież umrze, należy uczynić wszystko, by nie wybrano następnego i aby nastąpiła rewolucja [w Państwie Kościelnym]. Ale kolejnego Następcę św. Piotra wybrano podczas konklawe poza Rzymem (w Wenecji) i w dodatku przybrał on imię Piusa VII. To z nim Bonaparte jako Pierwszy Konsul zawarł w roku 1801 konkordat kładący kres najgorszej fali prześladowań Kościoła we Francji i umożliwiający odbudowę struktur kościelnych. Kreujący się na następcę Karola Wielkiego Korsykanin potrzebował papieża, by odbyć cesarską koronację w Paryżu. Ale cały czas traktował on biskupa Rzymu jako podwładnego sobie funkcjonariusza. Nie tolerował żadnego sprzeciwu i wymagał bezwzględnego posłuszeństwa. Gdy w roku 1809 Pius VII „ośmielił się” wyrazić swój sprzeciw wobec brutalnej inwazji Cesarstwa na katolicką Hiszpanię, został aresztowany i przewieziony do Francji, gdzie pozostał więźniem cesarza Francuzów aż do jego upadku w roku 1814.

„Nowy człowiek” Rewolucji

Rewolucja poczytywała sobie za cel stworzenie „nowej Francji” i „nowego człowieka” – każdego, kto nie mieścił się w „republikańskich wymiarach”, przykrawała do ich wielkości gilotyna. Choć nie tylko. Oto w roku 1793, podczas jednej z debat toczonych w Konwencie, poważnie roztrząsano projekt jednego z jakobińskich deputowanych zakładający zburzenie w imię republikańskiej równości wszystkich wież kościelnych we Francji. Do realizacji projektu nie doszło, co jednak nie zmienia faktu, że rewolucja francuska to kolejna odsłona radykalnego, antykatolickiego ikonoklazmu. Niszczono całe kościoły (w tym, wspaniałą bazylikę w Cluny) lub je poważnie uszkadzano (zwłaszcza tzw. portale królewskie, m.in. w paryskiej Notre Dame i w jej odpowiedniczce w Chartres). Z perełki gotyku, kaplicy Saint Chapelle w Paryżu (zbudowanej przez św. Ludwika IX w XIII wieku jako relikwiarz dla Korony Cierniowej) uczyniono magazyn na zboże. Katedrę w Chartres od zburzenia uchronił pewien obywatel, który wykupił ją od władz po cenie gruzu (dzisiaj katedra figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO). Komitet rewolucyjny w Bourges postanowił zburzyć dwa kościoły (w tym również wspaniałą tamtejszą katedrę), ponieważ w sytuacji, kiedy triumfuje filozofia, należy dołożyć wysiłku do zniszczenia wszystkich świątyń, które świadczą o głupocie naszych ojców i konserwują nadzieje winne przesądów i szarlatanerii.

„Nowy człowiek” miał funkcjonować w nowym czasie („nowym” znaczy antychrześcijańskim). W takim właśnie kontekście należy rozpatrywać wprowadzenie przez francuskich rewolucjonistów w roku 1792 nowego, tzw. republikańskiego kalendarza. Początkiem nowej ery miała być data proklamowania republiki we Francji – 22 września 1792 roku. Zniesiono Dzień Święty (niedzielę) oraz wszystkie pozostałe święta chrześcijańskie. Zamiast siedmiodniowego tygodnia wprowadzono dziesięciodniowe dekady (chodziło o zamazanie odrębności niedzieli). Jak mówił jeden z projektodawców republikańskiego kalendarza, Fabre d’Eglantine: Długie przyzwyczajenie do gregoriańskiego kalendarza wypełniło pamięć ludu znaczną ilością wyobrażeń, które długi czas szanowano i które jeszcze dzisiaj są źródłem błędów religijnych. Konieczne jest więc zastąpienie tych wizji ignorancji rzeczywistością umysłu, zastąpienie godności kapłańskiej prawdą natury.

„Nowego człowieka” w „republikańskiej cnocie” miała wychować nowa szkoła, wyjęta spod jakiegokolwiek wpływu Kościoła i oddana pod całkowitą dominację rewolucyjnego państwa. Republikański model edukacji miał być oparty wprost na zasadach antychrześcijańskich. Wspominany na początku teoretyk i praktyk rewolucji, markiz de Sade, zachęcał do tego słowami: Francuzi, zadajcie tylko pierwsze ciosy [religii katolickiej – przyp. aut.], reszty dopełni oświata publiczna.

Co może oznaczać takie „republikańskie wychowanie”, któremu poddano całe jedno pokolenie Francuzów (w ciągu niemal trzydziestu lat, jakie minęły od roku 1789 do roku 1815), najlepiej dokumentują słowa św. Proboszcza z Ars, który porównał swoich parafian do istot różniących się od zwierząt jedynie chrztem. Pokolenie to, wyrosłe i ukształtowane przez rewolucję (której Pierwsze Cesarstwo było wszak wiernym kontynuatorem), ucieleśniało przerwanie ciągłości nie tylko z dawną Francją królów, ale przede wszystkim z Francją chrześcijańską – „pierworodną córą Kościoła”. Rewolucja nie jest bowiem najgorsza w tym, co niszczy, ale w tym, co tworzy.

Aleksander Smolarski
Artykuł ukazał się w 12. numerze dwumiesięcznika „Polonia Christiana”

http://www.pch24.pl/

Komentarzy 9 do “Francuska Golgota”

  1. dtzkyyy said

    Dziwny jest ten świat!

    Miałem zamiar napisać tekst o Wandei, żeby zrymować go z współczesnością. Przeczytałem świetny tekst „Niepojęta Wandea” z Francuskiego Zbióra (http://annuaire-fr.narod.ru/statji/Miagkova-2003.html). Natknął się na Fundację Wandea w Łodzi (http://www.fundacjawandea-imk.pl/) i artykuły prof. BARTYZELA „O prawdziwej Kontrrewolucji” oraz „O Francuskiej Golgocie” Aleksandra SMOLARSKIEGO… Zajrzął w Gajowkę ba! MARUCHA też opublikował tego artykuła!

    Myślimy unisono. Moje gratulacje!

    Zalecam wyżej wymieniony artykuł „Niepojęta Wandea” rozumiejącym po rosyjsku.

  2. Kudlaty said

    Fragment „Zmierzchu Izraela” Henryka Rolickiego (Tadeusza Gluzińskiego):
    W czasie rewolucji żydzi przyznawali się wobec swych przyjaciół i zaufanych do swych marzeń mesjańskich. Niejaki Simonini, generał włoski dawnej armii rewolucyjnej, wysłał w dn. 5 sierpnia 1806 r. z Florencji list do ks. Barruela, autora znanych nam „Pamiętników”, który adresat otrzymał w Paryżu w dn. 20 sierpnia. Oryginał listu, którego treści nie chciał ks. Barruel zużytkować w „Pamiętnikach”, wysłał do Papieża Piusa VII i znajduje się w archiwum watykańskim, kopia zaś doręczona została cesarzowi Napoleonowi i miała wpłynąć na jego stosunek do żydów. Oto wyjątki z listu (list jest bardzo długi):
    „Jak pięknie zdemaskował pan te niegodne sekty, które torują drogę Antychrystowi i są nieprzejednanymi wrogami nie tylko religii chrześcijańskiej, ale każdego kultu, każdej społeczności, każdego porządku. Istnieje jednak jedna, której pan ledwo dotknął lekko… Pan rozumie dobrze, że mówię o sekcie żydowskiej”.
    Simonini opowiada potem, że wszedł w zażyłość z żydami podczas rewolucji w Piemoncie. Oni pierwsi zwrócili się do niego, a on po pewnym czasie przyznał im się, że urodził się w Livorno z rodziny żydowskiej. Pozbawiony rodzeństwa, jako mały chłopiec został ochrzczony i wychowany przez chrześcijan, lecz zachował zawsze miłość do judaizmu. Na to żydzi zaproponowali mu wstąpienie do wolnomularstwa, na co się Simonini zgodził. Po dłuższych latach obcowania, żydzi rozwiązali przed nim swe języki. I oto, czego się dowiedział:
    „1) że Manes (twórca sekty manichejczyków – przyp. aut.) i niegodny Starzec z Gór wyszli z ich narodu; 2) że wolnomularze i iluminaci zostali stworzeni przez żydów, których nazwiska mi wymieniono, lecz wyszły mi niestety z pamięci; 3) że – jednym słowem – od nich biorą swój początek wszystkie sekty przeciwchrześcijańskie, tak liczne obecnie w świecie, że liczą większą ilość milionów ludzi każdej płci, każdego stanu, każdej rangi i każdego zawodu; 4) że w samych tylko naszych Włoszech mają 800 zwolenników wśród księży, tak świeckich, jak zakonnych, kilku biskupów i kilku kardynałów i nie tracą nadziei, że wkrótce mogą mieć papieża swego stronnika (przypuściwszy, że byłby to papież schizmatycki, rzecz wydaje się możliwa); 5) że również i w Hiszpanii mają wielką liczbę zwolenników, nawet wśród kleru, mimo, że w tym kraju panuje jeszcze przeklęta inkwizycja; 6) że dom Burbonów był ich największym wrogiem i mają nadzieję zniszczyć go za parę lat; 7) że, aby lepiej zmylić chrześcijan, udają sami, że są chrześcijanami, podróżując i przejeżdżając z jednego kraju do drugiego z fałszywymi świadectwami chrztu, które kupują od pewnych, skąpych i przekupionych proboszczów; 8) że mają nadzieję otrzymać za pomocą pieniędzy i kabały od wszystkich rządów obywatelstwo, jak to się już stało w niektórych krajach; 9) że, posiadając prawa obywatelskie, jak inni, kupowaliby domy i ziemię, ile by tylko mogli i że za pomocą lichwy dojdą wkrótce do przepędzenia chrześcijan z ich dóbr nieruchomych i skarbów; 10) że wskutek tego obiecują sobie prędzej niż w ciągu wieku stać się panami świata, znieść wszystkie inne sekty, aby ich sekta mogła rządzić, porobić synagogi z kościołów chrześcijan i tych z nich, co pozostaną, doprowadzić do stanu prawdziwego niewolnictwa”

  3. Tralala said

    Amerykanie nakrecili film dla dzieci o Wandeji, uznany za najlepszy film roku dla mlodych widzow.
    ………………
    Czytam „Wojna przeciwko Jezusowi” Antonio Socci, jest tam dobry rozdzial o Wolterze, dobry do pokazania mlodziezy jako odtrutke na to, co sie w szkolach oficjalnie o nim mowi.

    Ksiazka jest ciekawa, chociaz pewne stwierdzenia pisarza irytuja mnie osobiscie; wedlug AS wojna z chrzescijanstwem prowokowana jest przez islam (wg. mnie przez „starszych braci” na puszczajacych i muzulmanow na katolikow), a wieze w Nowym Jorku zniszczyli muzulmanscy terrorysci, co jest juz od dawna mocno podwazone.
    ………………
    I a propos teologii naszego wspanialego papieza Benedykta XVI – istnieje ciekawa ksiazka
    bp. Bernarda Tissier de Mallerais ” l’Etrange theologie de Benoit XVI – Hérmeneutique de contininuité ou rupture”. (Dziwna teologia BXVI – hermeneutyka kontynuacji czy zerwanie)
    http://seldelaterre.fr/product_info.php?products_id=334&osCsid=5ef6440a8507730c030c1879a5cb23a9

    Moze pan Marost ja zna i cos wiecej nam powie…
    ………………….

    Oraz pytanie do gajowkowiczow:
    zarzucono BXVI, ze w swojej dwutomowej ksiazce „Jezus z Nazaretu”, papiez ani razu nie powiedzial, ze Jezus jest Bogiem.
    Nie znam tej ksiazki (niestety nie moge kupic wszystkiego!) lecz jezeli ktos ja czytal, czy moze potwierdzic te opinie, a jezeli jest bledna, podac choc jeden cytat powierdzajacy blad?

  4. marost said

    Le Mans, w polowie drogi pomiedzy Paryzem a Nantes. Tu zakonczylo sie powstanie przeciwko Rewolucji. Sciany starych kosciolow (nb… one wszystkie sa bardzo stare) pokryte sa listami poleglych w tym powstaniu.
    Jeszcze w latach 80tych o Powstaniu Wandejskim slyszalo sie w tutejszych mediach tyle, ile w Polsce o Katyniu. Znajomi nauczyciele szkoly sredniej mowili nam, ze swojego czasu pewne wydawnictwo wydalo ksiazke o powstaniu – dokument o nakladzie dwudziestu egzemplarzy…!!!
    Mnie natomiast interesowalo jaki wplyw miala RF na sytuacje w Polsce i jakis czas temu zamiescilem tu krotki tekst o Jakobinach polskich – wydaje mi sie ze temat ten jest w Polsce „splaszczany” – widocznie ktos ma w tym jakisc cel. Kto mowi Rewolucja Francuska – mowi masoneria, czy tego chce czy nie, choc coraz mniej zwlaszcza mlodych te rzeczy ze soba kojarza.

    Zacytuje ponownie ten tekst:

    (…)Rewolucja Francuska. Wojna od podstaw przygotowana i prowadzona przez Masonerie.
    Wielkim badaczem roli jakobinizmu w RF byl Jezuita nazwiskiem Barruel. Jego ksiazki do dzis sa na indeksie. Zdaje sie ze mialo cos sie ukazac nakladem ANTYK….
    Wlasnie… Jakobinizm – owczesna ideologia na wskros lewicowa. Cala afera sprzed paru lat wokol „…i czasopisma” ukazala na swiatlo dzienne „Ordynacka”… taki klub – zupelnie na miare tego z I polowy XVIII wieku, ktory swoja siedzibe mial – oczywiscie nie na Ordynackiej ale w klasztorze Dominikanow pw sw Jakuba (Jacobin ‚Zakobę’) w Paryzu, ktorzy to… podobno? ze wzgledow czysto finansowych wynajeli swoje pomieszczenia klasztorne (zwlaszcza refektarz) na zebrania „tego” co sie potem nazywalo „Club Jacobins”. Byla to prawdziwa „kuznia” wielkiego planu przebudowy swiata a jednym z najwiekszych w historii przywodcow byl mason Robespierre.
    Jakobinizm – lewicowa ideologia – wykazala w ciagu tych kilku lat panowania swoje bestialskie oblicze nieznane swiatu dotychczas zwlaszcza wobec ludzi Kosciola. To w owczenej Francji powstaly pierwsze mydelka z ludzkiego tluszczu i rekawiczki z ludzkiej skory… i wiele innych „dokonan”, do ktorych nawet najdziksze zwierze nie byloby zdolne.

    Do czego zmierzam?
    Otoz, troche pamietalem ze szkoly ale wiecej i troche inaczej slyszalem kilka lat temu w jednej z audycji RM nt wielkiego Polaka z tamtego okresu Hugo Kollataja. Ze szkoly, choc mgliscie jawil mi sie jako „jakis” taki „wielobranzowy” aktywny dzialacz lewicowy. I rzeczywiscie – encyklopedia podaje: „polski polityk, publicysta oświeceniowy, katolicki prezbiter, kanonik, satyryk, geograf, w latach 1783 –1786 rektor Komisji Edukacji Narodowej, referendarz wielki litewski od 1786, podkanclerzy koronny od 1791, radca wydziału skarbu Rady Najwyższej Narodowej w 1794 roku.”
    Z audycji, ku naszemu zdziwieniu wynikalo, ze byla to postac bardzo pozytywna – rzec mozna swietlana, dzis powiedzialoby sie „skarb narodowy”….
    Swojego czasu czytajac jedna z ksiazek Baruela, przyszlo mi na mysl „zapytac” Googla: „Jakobini polscy”. I oto odkrylem ponownie ta swietlana postac w doborowym towarzystwie. Mowa tu min o „Kuznicy Kollatajowskiej”…itp (to akurat pamietalem ze szkoly).
    Google podaja wiecej: Jakobini polscy odegrali znaczną rolę w przygotowaniu i przeprowadzeniu insurekcji warszawskiej podczas insurekcji kościuszkowskiej (17-18 kwietnia 1794), a także insurekcji wileńskiej. *** Wzorowali się na jakobinach francuskich***!!! (podkreslenie moje). Dążyli do likwidacji monarchii, zniesienia
    pańszczyzny i poddaństwa chłopów, zrównania stanów, a także ograniczenia przywilejów Kościoła. Przyczynili się do rozruchów w Warszawie 9 maja i 28 czerwca 1794, w wyniku których doszło do samosądów na targowiczanach.”

    Nie trzeba bylo dlugo poszukiwac – w polskich zrodlach latwiej dowiedziec sie ze ks Hugo Kollataj nalezal do tej samej sekty co Robesspierre, niz we francuskich o tym drugim jako masonie.

    PS. pytanie, ktore uparcie sie stawia: czy Jakobinizm w Polsce przezyl do dzis? – czy sa w Polsce Jakobini?

  5. marost said

    AD 3.
    [i] Moze pan Marost ja zna i cos wiecej nam powie…[/i]

    Niestety na poszukiwanie i lekture „papierowych” ksiazek juz nie wystarcza mi czasu.
    O tych hermeneutykach mowil Papiez w swoim przemowieniu do kardynałów, biskupów i pracowników Kurii Rzymskiej w dniu 22 XII 2005
    Fragment tego przemowienia zestawilem tutaj:
    http://m-ostrowski.com/html/BXVI.html
    Mnie to wkurza – BXVI to chyba jeden z najwiekszych wynalazcow przelomu stuleci. Wymyslil ze msze wg VOM i NOM to te same tylko forme maja inna…itp. A potem te hermeneutyki….
    Sobory zawsze zwolywano gdy papiez nie byl w stanie sam rozwiazac problemow kosciola. Przykladem jest pierwszy Sobor z ok 40roku, gdy narastal konflikt pomiedzy nauczaniem Sw Pawla, ktory odrzucal stare zwyczaje (obrzezanie itp) i zydami sie nie przejmowal – „przekazywal to co otrzymal” – czysta wiare objawiona przez Mesjasza….
    Sobory dawaly pelna wykladnie, jasna interpretacje rozwiazan naroslych problemow… bo po to przeciez je zwolywano.
    SWII to pierwszy sobor, ktory zaraz „na wejsciu” odrzucil papieski „katalog” problemow do rozwiazania i za zmowa tzw „bandy czterech” popartej w zamian za obiecanki pomocy przez przedstawicieli biednych obszarow Kosciola.
    Pol roku przed SVII na Synodzie Rzymskim po ktorym slady skrzetnie zamazano wizja Kosciola, jego problemy jawily sie zupelnie inaczej (cf tekst ponizej).

    Denerwujace jest to, ze decyzje SWII zamiast klarownie wyjasniac sprawy wazne, musza? – powinny? byc odpowiednio(?) inerpretowane. Bo nie jest pewne (???) czy SWII dazyl do zerwania z Tradycja czy do zachowania jej…. jesli tak wazna kwestia nie jest w sposob jasny okreslona w dokumentach najwazniejszego gremium Kosciola to co o tym myslec? Czy nie nalezy ich poprostu wrzucic we wlasciwe(!!!) miejsce i wielokrotnie „nacisnac spluczke i zamknac klape”????.
    Jest tez wynalazek BXVI ostatnich lat – porzadek posoborowy jest ewidentna czescia Tradycji a wiec mowiac Tradycja Apostolska mowi sie rowniez o Novous Ordo…bo Tradycja jest zywa. Trzeba tylko zalozyc sobie „hermeneutyczne” okulary i bedzie sie widzialo „to co trzeba”!!!!
    Przychodzi na mysl stwierdzenie JPII ze w Moguncji 1980 r ze „stare przymierze jest wciaz aktualne….” – ale to inna bajka.

    Synod Rzymski

    Ameiro pisze ze na temat Synodu rzymskiego praktycznie nie ma
    dokumentow. W jezyku polskim znalazlem tylko ten tekst w artykule nt ks
    Czajkowskiego, ktory mial powiedziec:
    „Pamiętaliśmy niedawny Synod Rzymski, na którym dyskutowano o kształcie
    butów i kapeluszy dla księży”.
    Oto rozdzial 31 z ksiazki Iota Unum – moze to kogos z Panstwa
    zainteresuje….??? (Jesli trzeba przesle w wersji „bez akcentowanych”)

    [Iota Unum]31. Jeszcze o paradoksalnym zakończeniu Soboru: Synod Rzymski.
    O „paradoksalnym” zakończeniu Soboru – między innymi, jak już
    wyjaśniłem, w zestawieniu z tym, co charakteryzowało jego fazę
    przygotowawczą – świadczą nie tylko dokumenty końcowe, lecz również
    następujące, istotne fakty:
    – chybione prognozy papieża oraz tych, którzy zajmowali się
    przygotowaniami do Soboru;
    nieskuteczność pierwszego Synodu Rzymskiego zwołanego przez Jana XXIII,
    a który był wstępem do Soboru;
    – niemal natychmiastowe zniweczenie Konstytucji Apostolskiej Veterum
    sapientia określającej, jak powinno wyglądać oblicze kulturowe Kościoła
    i Soboru.
    Papież Jan XXIII, który wyobrażał sobie Sobór jako wielki akt odnowy
    Kościoła oraz szansę na jego usprawnienie funkcjonalne, sądził, że
    dołożył wszelkich starań, by tak się istotnie stało i miał nadzieję, że
    uda mu się doprowadzić do zakończenia Soboru w ciągu kilku miesięcy48 –
    mniej więcej tak, jak było w przypadku pierwszego Soboru Laterańskiego w
    1123 r. (za Kaliksta II), gdy trzystu biskupów zakończyło obrady po
    dziewiętnastu dniach, czy w przypadku drugiego Soboru Laterańskiego w
    1139 r. (za Innocentego II) z udziałem tysiąca biskupów, który trwał
    siedemnaście dni.

    Tymczasem Sobór Watykański II rozpoczął się 11 października 1962 r., a
    zakończył 8 grudnia 1965 r. – co oznacza, że trwał nieprzerwanie trzy
    lata. Niespełnienie się owych przewidywań wynikało z fiaska Soboru,
    który został przygotowany: w jego miejsce powstał Sobór różny od
    pierwszego. Powstał niejako „samorodnie”, autogenicznie, jak
    powiedzieliby starożytni Grecy.

    Pierwszy Synod Rzymski był pomyślany i zwołany przez Jana XXIII jako
    uroczysty akt przedwstępny, prefiguracja tego, co miało wydarzyć się na
    Soborze generalnym. Dosłownie tak to określił on sam w swoim
    przemówieniu do duchowieństwa i wiernych z 29 czerwca 1960 r. Wszyscy
    zdawali sobie wówczas sprawę, że znaczenie tego Synodu wykracza daleko
    poza granice diecezji rzymskiej. Przyrównywano go do synodów zwołanych
    przez Karola Boromeusza przed Soborem Trydenckim. Była to zarazem okazja
    do „odkurzenia” starego powiedzenia, że cały świat katolicki jest
    wzorowany na partykularnym kościele rzymskim. O tym, że w zamyśle
    papieża Synod Rzymski miał stanowić przykład ukazujący drogę tym, którzy
    wezmą udział w Soborze, świadczy również fakt, że Jan XXIII polecił
    bezzwłocznie przetłumaczyć łacińskie dokumenty Synodu na język włoski i
    na inne najważniejsze języki.

    Dokumenty Synodu Rzymskiego, zatwierdzone w dniach 25, 26 i 27 stycznia
    1960 r., stanowiły wyraźny powrót do tego, co jest samą istotą Kościoła.
    Nie mam w tym przypadku na myśli jego istoty nadprzyrodzonej, której tak
    czy inaczej żadna siła nie jest w stanie naruszyć, lecz jego istotę
    historyczną. By posłużyć się językiem Machiavelliego, chodzi o „powrót
    instytucji do jej zasad”. Synod proponował radykalną restaurację we
    wszystkich wymiarach życia Kościoła. Propozycje dotyczące dyscypliny
    duchowieństwa były oparte na tradycyjnych wzorcach wypracowanych podczas
    Soboru Trydenckiego, a w szczególności na dwóch zasadach: pierwsza z
    nich dotyczy szczególnej natury osoby konsekrowanej, która otrzymuje
    nadprzyrodzony charyzmat pełnienia dzieł Chrystusa. Tym samym jest ona
    wyraźnie wyodrębniona z laikatu („sacrato” oznacza oddzielony). Druga
    zasada, wynikająca z pierwszej, to zasada ascetycznego wychowania oraz
    ducha ofiary -co odróżnia duchowieństwo od laikatu jako zbiorowość, choć
    indywidualnie także osoby świeckie mogą wieść życie ascetyczne. Przeto
    Synod zalecał osobom duchownym styl życia wyraźnie odróżniający się od
    stylu laikatu. A wymaga on m.in. noszenia stroju duchownego,
    umiarkowania w jedzeniu, powstrzymywania się od brania udziału w
    publicznych widowiskach, stronienie od zajęć świeckich. Tym samym
    została ponownie podkreślona specyfika całej „formacji” osób duchownych,
    co rok później papież jeszcze raz uroczyście potwierdził w Konstytucji
    Weterum sapientia. Polecił on też ponowne wydanie Katechizmu Soboru
    Trydenckiego, co niestety nie zostało wykonane. Dopiero w 1981 r. ukazał
    się jego przekład we Włoszech, notabene z inicjatywy prywatnej (OR z 5-6
    lipca 1982).

    Nie mniej istotne wydają się regulacje Synodu dotyczące liturgii.
    Potwierdzono uroczyście obowiązkowy charakter łaciny, potępiono wszelką
    kreatywność celebransa, mogącą powodować zdegradowanie czynności
    liturgicznych, a więc czynności sprawowanych wobec ludu Bożego z
    ramienia Kościoła, do rangi nabożeństw prywatnych. Podkreślono obowiązek
    bezzwłocznego („quamprimum”) chrzczenia nowonarodzonych dzieci.
    Przypomniano o zalecanym, tradycyjnym kształcie i usytuowaniu
    tabernakulum. Zalecono kultywowanie śpiewu gregoriańskiego oraz
    postanowiono, że nowe pieśni kościelne tworzone przez lud wymagają
    zatwierdzenia przez biskupa ordynariusza. W myśl dokumentów Synodu
    należy wyeliminować z kościołów wszelkie elementy świeckie. W związku z
    tym nie powinny się tam odbywać widowiska i koncerty; powinno się też w
    nich zakazać sprzedaży druków i obrazów, robienia zdjęć i zapalania
    świec przez wiernych, którą to czynność należy pozostawić kapłanom.
    Dawne rygory dotyczące sposobu obchodzenia się ze sferą sacrum powinny
    objąć też -jak podkreślono – miejsca konsekrowane, wobec czego należy
    przywrócić zakaz przebywania kobiet w prezbiterium. Wreszcie ołtarz
    usytuowany w taki sposób, że kapłan stoi twarzą do wiernych, jest
    dopuszczalny jedynie w drodze wyjątku: udzielenie takiej dyspensy leży w
    gestii biskupa diecezjalnego.

    Któż by nie widział tego, że owe radykalne wskazania Synodu na rzecz
    powrotu do dyscypliny zostały rychło przekreślone przez Sobór, i to
    nieomal punkt po punkcie. W ten oto sposób Synod Rzymski, który miał być
    poniekąd prefiguracją i „szablonem” dla Soboru, popadł w ciągu zaledwie
    kilku lat w całkowite zapomnienie, czy też raczej został świadomie
    wymazany z pamięci49. Powyższą konstatację zilustruję czymś, co mnie
    samemu się przytrafiło: otóż szukałem w bibliotekach Kurii i w archiwach
    diecezjalnych jakichkolwiek dokumentów Synodu Rzymskiego. Na próżno!
    Musiałem w końcu wypożyczać je ze świeckich bibliotek publicznych50.
    _____________________________________
    48 Wynika to z positio, czyli tezy figurującej w materiałach fazy
    wstępnej procesu beatyfikacyjnego Jana XXIII, o której dowiedział się
    dziennikarz F. d’Andrea wskutek czyjejś niedyskrecji (por. Il Giornale
    Nuovo z 3 stycznia 1979). Ale wynika to również ze słów samego papieża
    wypowiedzianych na audiencji generalnej z 13 października 1962 r.:
    wyraził on wówczas nadzieję, że Sobór będzie mógł się zakończyć przed
    Bożym Narodzeniem.
    49 W OR z 4 czerwca 1981 r. ukazał się artykuł utrzymany w duchu
    „loąuimini nobis placentia”. Napisano w nim, że dzieło odnowy Kościoła
    zostało zapoczątkowane przez Jana XXIII. Droga do tej odnowy wiodła
    przez Synod rzymski i przez Sobór, przy czym „oba ostatecznie stopiły
    się w jedno”. Owszem – pod warunkiem, że „stopienie się” oznacza
    „unicestwienie”. Trzeba tu podkreślić, że w dokumentach soborowych nie
    pojawia się ani jedna, choćby najmniejsza
    wzmianka o Synodzie.
    50 Prima Romana Synodus, A.D. MDCCCCLX, Typ. Polyglotta Vaticana, 1960.

  6. Tralala said

    ad 5
    „Mnie to wkurza – BXVI to chyba jeden z najwiekszych wynalazcow przelomu stuleci. Wymyslil ze msze wg VOM i NOM to te same tylko forme maja inna…itp.”

    Zgadzam sie z Panem, to jest okropnie irytujace, a jeszcze bardziej kiedy sie czyta, lub slyszy, ze B XVI „to taki tradycyjny papiez”.

    Niemniej warto byloby ksiazke bp. Bernarda Tissier de Mallerais przeczytac.

  7. Kudlaty said

    @4
    Do klubu Jakobinow wstapil tez polski krol Stanislaw August w r.1789,a rok pozniej Wielki Mistrz polskiego wolnomularstwa Szczesny Potocki,przywodca konfederacji Targowickiej.

  8. RomanK said

    W kazdym katolickim domu powinna byc ta ksiazka napiusana przez ks,Bpa Senastiana Pelczara o Rewolucji Francuskiej

    http://www.tedeum.pl/tytul/1022,Rewolucja-francuska-wobec-religii-katolickiej-i-jej-duchowienstwa
    Zaledwie 14 zlotych..namawiamkazdego niech zroi prezent najblizszym i da im ta ksiazke..

  9. Tralala said

    ad 8
    Taki wpis to rozumiem !

Sorry, the comment form is closed at this time.