Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Bezpartyjna o Ben Buja Nago Bramaputra
    Maverick o Czy następny będzie Władimir…
    Kwal o Wolne tematy (65 – …
    Bogdan Goczyński o Maseczkowy szwindel
    Marucha o Wolne tematy (65 – …
    Staszek z Przyborowa o Duchowa przestrzeń Polski?
    Lily. o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    PJO o Twórca „Patrioty” nie żyj…
    revers o Wolne tematy (65 – …
    Niedźwiedź o Wolne tematy (65 – …
    revers o Czy następny będzie Władimir…
    Kwatermistrz o Wolne tematy (65 – …
    NICK o Wolne tematy (65 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 525 obserwujących.

Tajemnica pieniądza: emisja, kreacja, kradzież

Posted by Marucha w dniu 2012-09-04 (Wtorek)

Pieniądz mógłby być błogosławieństwem, gdyby wszyscy ludzie go rozumieli i potrafili używać. Dziś niestety, służy głównie do masowego okradania ludzi – całych społeczeństw – przez „świat wielkich finansów”, ponieważ nie rozumiemy jak działa pieniądz.

Pieniądz (zwłaszcza współczesny: fiducjarny!) jest genialnym wynalazkiem dającym ludziom nieograniczone możliwości gospodarowania owocami swojej pracy, z których dzisiaj już nawet nie zdajemy sobie sprawy, nie zastanawiając się nawet nad istotą pieniądza.

Wystarcza nam „wiedza”, że im mamy więcej pieniędzy tym dla nas lepiej, tym jesteśmy bogatsi. Pieniądze są dla nas synonimem i symbolem bogactwa. A to jest bardzo niebezpieczne i zgubne dla nas skojarzenie, jeśli się nie rozumie istoty pieniądza. (podkreślam: pieniądza! – a nie, pieniędzy!)

Bo po pierwsze: owszem, pieniądze są symbolem bogactwa – ale nie są jego synonimem wbrew pozorom – pieniądze nie są bogactwem.
Pieniądze to tylko UMOWNY symbol bogactwa, ułatwiający jego wymianę – ale prawdziwym bogactwem jest wszystko to, co za pieniądze chcemy sobie kupić, co dzięki pieniądzom możemy mieć (ubrania, filmy, muzyka, jedzenie, smartphone, samochód, impreza z przyjaciółmi, wypad do knajpy, wycieczka wakacyjna, itp. itd.)
To co nabywamy za pieniądze ma dla nas prawdziwą wartość, w przeciwieństwie do pieniędzy, które mają tylko wartość umowną. (to samo 100zł może być warte mniej lub więcej, w zależności od poziomu cen – od tego, czy przykładowo benzyna jest po 3zł za litr, czy po 5,80zł).

I ta umowna wartość pieniądza (zmienna w czasie!) – to jego tzw. siła nabywcza.

A po drugie: owszem, im MY mamy więcej pieniędzy tym dla nas lepiej (bo możemy więcej sobie za nie kupić), patrząc z perspektywy każdego z nas – ale to NIE ZNACZY, że im więcej pieniądza w gospodarce (im większa podaż pieniądza), tym lepiej dla gospodarki. Właśnie dlatego, że pieniądz ma wartość tylko umowną, zmienną – w odniesieniu do tego, co można za niego kupić, do ilości dostępnego za pieniądze bogactwa.

Zmiana ilości pieniądza w gospodarce to jedynie zmiana przelicznika cen. To wszystko. Niczego to nie zmienia.

I mieliśmy już takie przypadki w praktyce. Niektórzy pewnie pamiętają tzw. denominację, przeprowadzoną w Polsce w 1996 roku. Zmniejszono wówczas ilość pieniądza 10 000 razy (dziesięć tysięcy razy!) – i nic się od tego nie zmieniło – poza przelicznikiem wszystkich cen, łącznie z zarobkami.

Przypomnę, że z każdych 10 000 zł została wówczas 1 złotówka. Przed denominacją zarabialiśmy dziesiątki milionów zł a czekolada kosztowała kilkadziesiąt tysięcy zł – a po denominacji zarabialiśmy w tysiącach zł a czekolada kosztowała tylko kilka zł. 10 000 razy zmniejszyła się ilość pieniądza w gospodarce – i jedynym skutkiem była prosta zmiana przelicznika wszystkich cen i zarobków. Nic się nie zmieniło.

I dokładnie taką samą operację można przeprowadzić w drugą stronę, zwiększając ilość pieniądza w gospodarce o dowolną wielkość – i też nic się od tego nie zmieni – poza przelicznikiem cen.

Wróćmy zatem do genialnego wynalazku jakim jest pieniądz – żeby w pełni go zrozumieć i dostrzec ogromne możliwości jakie ten wynalazek daje ludziom.

Pieniądz – genialny wynalazek

Pieniądz jest genialnym wynalazkiem, ponieważ umożliwia ludziom swobodną wymianę owoców swojej pracy (towarów, usług) oraz pozwala odkładać owoce naszej pracy na później – czyli gromadzić zapasy, oszczędności. A zaoszczędzone (nieskonsumowane jeszcze towary i dobra) to podstawa gospodarki i jakiegokolwiek rozwoju.

Bez pieniądza niemożliwe byłoby ani jedno – ani drugie – w tak dużej społeczności jak państwo, czy nawet miasto.

Ludzie ZA POMOCĄ pieniądza wymieniają się tak naprawdę owocami swojej pracy czyli towarami i usługami – ale gdyby pieniądz nie istniał musieliby się wymieniać BEZPOŚREDNIO. Tzn. np. stolarz, żeby zdobyć telefon komórkowy, musiałby znaleźć kogoś kto sprzedaje telefony i jednocześnie potrzebuje mebli – żeby zechciał się z nim wymienić. Ale to jeszcze pół biedy – bo jak wyliczyć wartość telefonu w meblach, nawet jeśli znalazłby taką osobę? Jeden telefon wart jest 3 krzesła, czy pół szafy z rozsuwanymi drzwiami?

Mam nadzieję, że jest to oczywiste – jak bardzo pieniądz ułatwia nam wymianę i wzajemne rozliczanie owoców naszej pracy.

W tym miejscu warto podkreślić, że ilość pieniądza w gospodarce nie ma znaczenia – tzn. powyżej pewnej minimalnej ilości umożliwiającej rozliczenie dowolnej wymiany – wzrost ilości pieniądza nie ma żadnego znaczenia dla gospodarki – powoduje jedynie zmianą przelicznika cen, o czym pisałem już wyżej.
Obrazowo możemy powiedzieć, że minimalna ilość pieniądza to taka, żeby najtańszy możliwy produkt kosztował więcej niż najmniejsza jednostka rozliczeniowa. Jeśli najtańsza rzecz w Polsce kosztuje więcej niż 1 grosz – to z pewnością pieniądza w obiegu jest wystarczająca ilość.

Bo pieniądz służy tylko do UŁATWENIA nam wymiany prawdziwego bogactwa – czyli owoców naszej pracy. Pieniądz to NIE JEST bogactwo – tylko umowny jego symbol, ułatwiający wymianę. Z niezrozumienia tego faktu, wynika popularny błąd – bo wielu ludzi ma takie mylne wrażenie, że nie jesteśmy w stanie posiadać więcej pieniędzy, niż wynika z podziału jego całkowitej ilości na wszystkich ludzi. Czyli, że w jakiś sposób ilość pieniądza w gospodarce ogranicza naszą możliwość bogacenia się.

A to jest NIEPRAWDA. To jeden z największych i najbardziej szkodliwych – bo nieprawdziwych – stereotypów na temat pieniądza.

Otóż wzbogacić się – jako społeczeństwo – czyli zwiększyć ilość dostępnego dla nas bogactwa możemy TYLKO i WYŁĄCZNIE ludzką pracą. I ilość pieniądza w gospodarce nie ma tu żadnego znaczenia.

Podam bardzo obrazowy przykład tego, co chcę powiedzieć – czyli, że dowolną ilością pieniądza w obiegu jesteśmy w stanie rozliczyć dużo większe bogactwo.

Załóżmy, Drogi Czytelniku, że ja dostarczam Ci internet, za 100zł miesięcznie – a Ty z kolei opiekujesz się moimi dziećmi raz w miesiącu – też za 100zł. Ty mi płacisz 1szego każdego miesiąca 100zł abonamentu za internet, a ja Ci płacę tym samym banknotem za opiekę nad dziećmi w pierwszy weekend miesiąca. I tak co miesiąc. Jedne jedyne 100zł w obiegu – a przez rok ja zarobię 1200zł – i Ty też zarobisz 1200zł (które oczywiście w ciągu roku wydamy na swoje potrzeby – ja na opiekę nad dziećmi – Ty na internet)

Mało tego, możemy zwiększyć swoje bogactwo, więcej pracując – i również rozliczymy je tą samą stówą. Np. oprócz internetu, mogę Ci dostarczać tv i telefon za 100zł miesięcznie (płatne 15tego), a Ty mi możesz sprzedawać benzynę do samochodu, powiedzmy, że tankuję u Ciebie za 100zł na koniec każdego miesiąca.

Jedna stówa w obiegu, Ty mi nią płacisz za internet 1szego, ja Ci ją oddaję za opiekę nad dziećmi w pierwszy weekend miesiąca, Ty mi ją oddajesz w połowie miesiąca za tv i telefon, a ja na koniec miesiąca oddaję Ci ją za paliwo.

Teraz każdy z nas zarabia i wydaje na swoje potrzeby po 2400zł – jesteśmy dwa razy bogatsi i mamy dwa razy więcej (nie dość, że internet to jeszcze tv i telefon – nie dość, że opiekę nad dziećmi to jeszcze paliwo do samochodu) – a w obiegu ciągle jedne jedyne 100zł, dzięki któremu WYMIENIAMY się wypracowywanym wzajemnie bogactwem.

W praktyce taka BEZPOŚREDNIA wymiana między dwoma osobami może zachodzić nawet w ogóle bez użycia pieniędzy – ale pieniądz umożliwia nam właśnie wymianę pośrednią między wieloma osobami – ZA POŚREDNICTWEM pieniądza – ja mogę sprzedawać internet komuś innemu, i za pomocą pieniądza, rozliczyć się z Tobą za opiekę nad dziećmi.

Ale ważne jest co innego – że ograniczona ilość pieniądza w obiegu, w gospodarce – w żaden sposób nie ogranicza naszego bogactwa!

(Wystarczy zauważyć w praktyce, że np. obecnie podaż pieniądza (jego dostępna ilość) wynosi coś ok 860 mld zł, a PKB Polski wynosi w tym samym czasie ok 1500 mld zł – żeby uzmysłowić sobie, że ilość pieniądza w gospodarce nie jest ograniczeniem naszego bogactwa.)

Jak wspomniałem, pieniądz umożliwia nam również gromadzenie owoców naszej pracy – czyli oszczędzanie. Piekarz nie musi się martwić jak przechować zaoszczędzony chleb, żeby miał za co żyć na stare lata – tylko wymienia chleb na pieniądze – i gromadzi oszczędności w pieniądzach.

W ten sposób, może przeznaczyć lata kiedy jest najbardziej prężny na gromadzenie oszczędności na starość, wtedy kiedy już nie będzie na siłach pracować. Pieniądz pozwala mu skumulować wypracowane dziś bogactwo – i użyć go wtedy kiedy tego będzie potrzebował, bez ograniczeń czasowych.

Genialność wynalazku jakim jest pieniądz nie ogranicza się jednak tylko do samej możliwości gromadzenia i przechowywania spieniężonych owoców naszej pracy – ale i do dowolnego dysponowania tymi oszczędnościami, a tym samym do jak najefektywniejszego wykorzystania ludzkiej pracy, którą można dowolnie kumulować w postaci zaoszczędzonego pieniądza.

Zaoszczędzone pieniądze bowiem nie muszą leżeć w szufladzie i gnić – mogą nadal krążyć w obiegu, usprawniając gospodarkę – BEZ USZCZUPLANIA naszych oszczędności.

Mogę pożyczyć komuś swoje oszczędności na 2 lata – i po 2 latach dostanę je z powrotem – a w tym czasie moje oszczędności umożliwią komuś zwiększenie efektywności pracy (inwestycję) czyli ROZWÓJ GOSPODARCZY.

I tak jak w przykładzie powyżej – oprocentowanie pożyczki wcale nie oznacza, że pieniądza w gospodarce zabraknie „bo zjedzą go odsetki” – ponieważ jedną stówą w obiegu mogę spłacić dowolny dług (w granicach rozsądku oczywiście) wraz z odsetkami.
Przecież w poprzednim przykładzie, zamiast za opiekę nad dziećmi, mogę Ci Drogi Czytelniku płacić miesięcznie 100zł jako ratę pożyczki (np. 90zł rata + 10zł odsetek). Tym samym po roku, jednym 100zł banknotem w obiegu spłacę Ci 1200zł (np. 1180zł pożyczki + 120zł odsetek)

Powtórzę w tym miejscu rzecz najważniejszą: pieniądz to nie bogactwo – tylko umowny symbol ułatwiający WYMIANĘ i gromadzenie bogactwa, które WYPRACOWUJEMY – i ograniczona ilość pieniądza w gospodarce w żaden sposób NIE OGRANICZA możliwości naszego bogacenia się czyli rosnącej ilości dostępnych rzeczy, które możemy za te same pieniądze kupić.

Pieniądz – doskonałe narzędzie zbrodni

Z tych samych powodów, tzn. ponieważ pieniądz to tylko umowny symbol bogactwa, a prawdziwym bogactwem jest dopiero to, co za pieniądze możemy kupić (czyli towary i usługi) – pieniądz może też być doskonałym narzędziem zbrodni, służącym do masowego okradania ludzi bez użycia siły ani nawet bez ich wiedzy.

Wystarczy po prostu wydrukować więcej pieniędzy – aby zmienić proporcje posiadanej siły nabywczej w całej gospodarce. Tym sposobem ten kto dodrukował pieniędzy staje się bogatszy, a wszyscy inni stają się biedniejsi, bo siła nabywcza ich pieniędzy ulega zmniejszeniu.

Każde bowiem zwiększenie ilości pieniądza w gospodarce – np. emisja gotówki bądź kreacja pieniądza bezgotówkowego przez system bankowy – oznacza ODEBRANIE siły nabywczej naszych pieniędzy, która to siła nabywcza pojawiła się w postaci świeżo wyemitowanej (lub wykreowanej) kwoty w rękach tego, kto stworzył nowy pieniądz, zwiększając jego ilość (zwiększając tzw. podaż pieniądza).

„Doskonałość” tego narzędzia zbrodni – tej metody kradzieży – polega na tym, że po pierwsze nie można się przed nią obronić – bo nie ma żadnego fizycznego, bezpośredniego ani nawet pośredniego kontaktu ofiar ze złodziejem. Jest to kradzież „zdalna” – jeśli można tak powiedzieć.
Po drugie występuje tu efekt skali, czyli skutki kradzieży „rozdzielają się” na całe społeczeństwo – mówiąc obrazowo jeśli ukradł bym Wam 1 milion złotych (dodrukowując sobie te pieniądze) to nawet byście tego nie zauważyli, bo to oznacza, że średnio każdego Polaka okradłbym na mniej niż 3 grosze – więc kradzież tą metodą jest praktycznie „niewidzialna” – pewnie dlatego jest tak dziś popularna.

Niezależnie od tego, kto zwiększa ilość pieniądza i w jaki sposób – jest to zawsze ODEBRANIE siły nabywczej (pieniędzy) całemu społeczeństwu, czyli wszystkim innym użytkownikom pieniądza.

I są tylko dwie możliwości:
– Jeśli nasze pieniądze są nam odbierane wbrew naszej woli przez państwo – to mamy do czynienia z podatkiem.
– A jeśli nasze pieniądze są nam odbierane wbrew naszej woli przez kogokolwiek innego – to mamy do czynienia z kradzieżą.

Pisząc we wstępie, że pieniądz mógłby być błogosławieństwem – gdybyśmy go wszyscy rozumieli i potrafili używać – miałem na myśli to, że nie powinniśmy pozwalać, aby był używany tak jak dzisiaj jako narzędzie zbrodni do okradania całych społeczeństw przez świat wielkich finansów.

Pieniądz byłby błogosławieństwem, gdyby istniał całkowity zakaz zwiększania jego ilości przez inne podmioty niż Skarb Państwa – oraz każda emisja pieniądza przez Skarb Państwa powodowałaby obniżenie pozostałych podatków w danym roku – o kwotę emisji, (która trafiałaby do budżetu ZAMIAST części podatków, pozwalając na ich obniżenie)

Niewidzialne pieniądze czyli semi-waluty

W tym miejscu wypada jeszcze dodać, że oprócz systemu bankowego, który dziś legalnie kreuje pieniądz bezgotówkowy (zwiększa podaż pieniądza) okradając nas wszystkich z siły nabywczej naszych pieniędzy – a tym samym powodując ubożenie całego społeczeństwa – w gospodarce występuje dziś jeszcze inny rodzaj pieniądza, który jest „niewidzialny” – tzn. nikt nie podejrzewa, że ma do czynienia de facto z pieniądzem. Teoria dotycząca tych „niewidzialnych pieniędzy” jest bowiem tak silnie zakorzeniona w naszych umysłach, że zupełnie nie zauważamy tego, czym są w praktyce.

Otóż czym się różni (w praktyce, nie w teorii!) pieniądz od każdego innego towaru (czy usługi)? Co sprawia, że akurat papierek z napisem 100zł, lub 100 dolarów jest pieniądzem – a papier śniadaniowy jest towarem?

Na każdy, dowolny towar musimy znaleźć kupca – a na pieniądze nie, bo pieniądze w każdej chwili możemy wymienić na dowolny inny towar.

Pieniądzem jest to, co możemy w każdej chwili wymienić, bez potrzeby szukania kupca.

Banknot 100 dolarowy jest w Polsce pieniądzem, bo w każdej chwili możemy go wymienić po aktualnym kursie na złotówki, a tym samym na dowolną inną rzecz (dowolny towar).

Gdyby istniał bank, który wymienia zielone liście na złotówki – to wszyscy chodzilibyśmy po drzewach szukając tam pieniędzy!

I takimi samymi pieniądzmi (a nazywam je semi-walutami) są w praktyce wszystkie „instrumenty finansowe” notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. Jest tak dlatego, ponieważ mechanizm giełdowy polega na wyznaczaniu tzw. kursu instrumentów finansowych – a to sprawia, że w każdej chwili można je wymienić na złotówki „po aktualnym kursie” właśnie – a tym samym na dowolny inny towar.

Istnienie i wyznaczanie czegoś takiego jak kurs – nadaje „instrumentom finansowym” cechę pieniądza – a tym samym emisja dowolnych „instrumentów finansowych” notowanych na GPW – jest de facto emisją pieniądza – czyli jak już wiemy, doskonałym narzędziem okradania ludzi z siły nabywczej ich pieniędzy.

Tak więc wspomniany wcześniej całkowity zakaz zwiększania ilości pieniądza – aby być skutecznym, musi oznaczać również likwidację mechanizmu giełdowego – czyli zakaz wyznaczania kursu (zakaz notowań) „instrumentów finansowych”.

Chciałbym być dobrze zrozumianym – bo wiem już z doświadczenia, że ten temat budzi wiele nieporozumień i kontrowersji: Giełda może istnieć, firmy mogą emitować akcje, ludzie mogą nimi handlować – chodzi tylko o zakaz wyznaczania kursu, aby odebrać „instrumentom finansowym” cechę pieniądza.

Jak to ujął ostatnio jeden z komentatorów – pytając czy dobrze mnie zrozumiał:

„jeżeli GPW przestała by wyznaczać kursy akcji (…)  problem byłby rozwiązany – kursu nie ma i jest normalny handel poszczególnymi instrumentami.”

Tak, ta osoba dobrze mnie zrozumiała. Brak kursu wymiany odbiera „instrumentom finansowym” cechę pieniądza.

Podsumowanie.

Pieniądz jest genialnym wynalazkiem, którego nie w pełni rozumiemy i dlatego pozwalamy używać go przeciwko sobie, nie zdając sobie nawet z tego sprawy.

Głosujemy na i popieramy ludzi, którzy stworzyli i ochraniają system (całe państwo), w którym możliwa jest LEGALNA KREACJA PIENIĄDZA (zarówno poprzez system bankowy jak i mechanizm giełdowy czyli tzw. „rynki finansowe”) – czyli legalne, masowe, okradanie ludzi poprzez odbieranie im siły nabywczej ich pieniędzy.

Praktycznym tego skutkiem jest ciągłe UBOŻENIE nas wszystkich, całego społeczeństwa na rzecz tych, którzy pieniądz kreują – czyli świata wielkich finansów. Jedni się bogacą – a cała reszta popada w biedę i długi – tak to właśnie działa.

Autor: Freedom
http://freedom.nowyekran.pl/

Komentarzy 15 do “Tajemnica pieniądza: emisja, kreacja, kradzież”

  1. JamJestSceptyk said

    „Pieniądz byłby błogosławieństwem, gdyby istniał całkowity zakaz zwiększania jego ilości przez inne podmioty niż Skarb Państwa – oraz każda emisja pieniądza przez Skarb Państwa powodowałaby obniżenie pozostałych podatków w danym roku – o kwotę emisji, (która trafiałaby do budżetu ZAMIAST części podatków, pozwalając na ich obniżenie)”

    A co by było, gdyby Skarb Państwa wydrukował sobie całą kwotę, jaka powinna wpłynąć z podatków, a nasze pieniądze zostawił w spokoju? Odpadnie wtedy koszt poboru podatków, a jakie byłyby inne konsekwencje?

  2. Zerohero said

    Jest tu trochę interesującego filozofowania nt. pieniądza, ale autor nie ustrzegł się od wypisania głupstw. np. takie:

    Jeśli najtańsza rzecz w Polsce kosztuje więcej niż 1 grosz – to z pewnością pieniądza w obiegu jest wystarczająca ilość.

    1) Po pierwsze. Wyrażenie „najtańsza rzecz w Polsce” jest źle określone, bo np. można wyobrażać sobie coraz to mniejsze masy towaru sprzedawanego na wagę albo coraz to prostsze usługi, aż do mrugnięcia okiem. Zawsze zatem będzie coś kosztujące mniej niż 1 grosz. Cała implikacja „jeśli najtańsza rzecz w Polsce..” nosi znamiona twierdzenia i powinna być wypowiadana precyzyjnie bez używania niezdefiniowanych obiektów.

    2) Po drugie, sama implikacja jest pozbawiona sensu. Prosty przykład:

    A – kosztuje 2 grosze, A jest 100 sztuk
    B – kosztuje 10 groszy, B jest 10 sztuk
    C – kosztuje 100 groszy, C jest 1 sztuka.
    Suma towarów (przemysłowych, żywności, usług, nieruchomości, surowców) kosztuje 400
    Najtańszy kosztuje 2 grosze
    Pieniądza na rynku jest 50

    i już widać, że przykład łamie implikację:

    50 1

    czyli założenia autora spełnione (pomińmy uwagę z punktu 1) ), a pieniądza w obiegu nie ma odpowiednio dużo.

    Brak sensu implikacji widać też inaczej – gdy pomyślimy, że jednostki miary to sprawa umowna. Np. „najtańsza rzecz” kosztuje 0,5 grosza. Jest więc wg. autora za mało pieniądza. Podnosimy ceny 4 krotnie i jednocześnie liczbę pieniądza zwiększamy 4 razy i….i mamy ten sam stosunek, a już najtańsza rzecz kosztuje teraz 2 grosze, więc pieniądza powinno być nadal za mało, a w myśli implikacji jest za dużo.

    Z sympatią odnoszę się do oddolnych gdybań, obnażania bandytyzmu bankierów i tak dalej, ale apeluję by robić to maksymalnie starannie :).

  3. Zerohero said

    Re 1

    A co by było, gdyby Skarb Państwa wydrukował sobie całą kwotę, jaka powinna wpłynąć z podatków, a nasze pieniądze zostawił w spokoju? Odpadnie wtedy koszt poboru podatków, a jakie byłyby inne konsekwencje?

    Myślałem kiedyś o tym – państwo emituje pieniądz i np. zostawia sobie część (np. 1/3) a resztę daje ludziom po równo. To chyba byłby system idealny. Pod warunkiem, że:

    1. Państwo nie zostawi sobie za dużo. Bo co prawda podatków nie ma*, ale jest konkurencja na rynku pracy. Jeśli państwo ma np. 90% emisji, to ściągnie z rynku 90% pracowników i trudno będzie kogoś prywatnie zatrudnić.

    2. truzim, ale dla porządku: nie można wydrukować więcej niż jest „pokus” (towarów) dla konsumentów. Suma sumarum ekonomia jest konsumentocentryczna. Naddruk oznacza inflację. W drugą stronę to też działa, ale presja na wspomożenie się naddrukiem jest duża i to z nią trzeba walczyć.

    3. Jacyś mądrzy ekonomiści powinni przeanalizować kwestię wymienialności, narażenia na ataki spekulacyjne i tym podobne.

    4. Tak samo powinny być wprowadzone środki aby ten pieniądz był jednak coś wart. np. prawny monopol dla tego pieniądza na terenie kraju.

    ____
    * – dierżawa ziemi, kupno ziemi od państwa jednak być muszą. Być może i cła.

  4. filip piękny said

    A tymczasem … Na omawianej GPW akcje żydowskich agentur sięgają bruku.
    Agorą handluje się po ok. 6,50 zł , a TVN po ok. 6, 80 zł za akcję. Są to minimalne kursy w historii giełdy , a końca spadków nie widać.

    I oby tak dalej… – admin

  5. AQQ said

    Wg stawki np benzyna srednio 1l- 1,60E , 1h pracy=10E=6l benzyny.
    Polak powinien miec 6l benzyny x 5,80=35zł/h.

  6. filip piękny said

    Ad 4 Dla zobrazowania skali deprecjacji w.w. kursów akcji nie mogę powstrzymać się od dodania maksymalnych kursów z jakich pospadały one na łeb na szyję :
    Agora : ok. 160 zł za akcję ( tak , to nie pomyłka ) , a TVN ok. 27 zł za akcję.

  7. Tomek-Kolejarz said

    A ja tam cały czas podkreślam, że najlepiej, jeśli pieniędzmi na powrót stałyby się kruszce. Warunkiem również sine qua non utrzymania porządku byłby zakaz monopolu na emisję pieniądza i konkurencja walut. Pieniądz fiducjarny obecnie często nawet nie jest wart papieru, na jakim go wydrukowano.

  8. Emisja pieniądza – kasy winno przybywać tyle ile wzrósł PKB. I tutaj PKB, to produkcja i tylko produkcja. Bez handlu, usług, transportu itd. Bo to są koszty, a nie produkcja. Reszta, to już są sprawy techniczne.

    Poza tym, artykuł pisał jakiś liberał. To znaczy mój wróg. Ponieważ to liberalizm niszczy gospodarkę, zniszczył m.in. moje miejsce pracy.

  9. Wandaluzja said

    Rotszyld powiedzxiał, że największą władzę daje pieniądz nominalny. Świadczy o tym nakazane przez Bismarcka KRYMINALNE ślędztwo w/s krachu giełdowego 1873, które wykazało, że to był żydowski zamach na hipotekę niemiecką, bo podstawą kapitału grynderskiego był kapitał hipoteczny. Można powiedzieć, że rząd Tuska obłupia Polaków kryminalnie z resztek kapitału, żeby wyeliminować ich ostatecznie z konkurencji kapitałowej.
    W „Incydentu nie było” piszę, że Pożar Rzymu być dla HIPOTECZNEGO PRZEJĘCIA RZYMU, co nazywa się Spiskiem Pizona. Opiercja ta została sfinansowana przez banki aleksandryjskie a Aleksandria został zbudowana za ukryte przez Mojżesza w Eliacie Złoto Afryki, z drenżu złota w całym pasie zwrotnikowym za żelazo i stal ŚLĄSKĄ na konwencji Pelopsa z wezyrem Józefem.
    Po otruciu Kowalskiego u Urszuli Sipińskiej USA przejł Mercedes-Flick: OJ FLICKU, FLICKU – IDĄ ŻYDZI DO GAZU, DZIECI BOŻE, A TY ODBIERASZ IM BIŻUTERIĘ, WALIZKI Z DOLARAMI TUDZIEŻ AKCJE MERCEDESA… Ten Mercedes-Flick zadłużył Amerykanów NIEMIŁOSIERNIE – bez odbierania biżuterii, walizek z dolarami i akcji Mercedesa.

  10. Zerohero said

    Re 7

    Złoża złota są zbyt skoncentrowane i łatwe do kontroli, w zasadzie od połowy XIX wieku. Lepiej już jest ze srebrem, ale to nadal idiotyzm dać furę pieniądza temu kto ma akurat kopalnie a kazać ciężko pracować narodom, które tych złóż nie mają. Japonia na przykład nigdy by się nie rozwineła gdyby dławił ją przymus ograniczenia się do złota. Poza tym żaden kraj nie może sobie samodzielnie wprowadzić parytetu złota, gdy inni kalkulują kursy swoich walut np. proeksportowo. Teraz np. w kryzysie ceny złota rosną. Ciekaw jestem jakby wyglądał eksport kraju którego waluta względem innych urosła w kilka lat o 200%…

    Kruszec niech sobie będzie pieniądzem inwestycyjno-oszczęnosciowym, nieopodatkowanym. Najlepiej dla ciułaczy oraz jako rezerwy państw i firm. Ale nigdy przenigdy główną walutą. To są pomysły szalone, oderwane od rzeczywistości, przeważnie rodzące się w główkach małych ludzików, którzy nie widzą róznicy w skali swego gospodarstwa a całego kraju.

    Natomiast pieniądz fiducjarny nie jest sam w sobie zły. Krytyka pieniądza fiducjarnego jako takiego to po prostu zręczne omijanie sedna problemu: kto kontroluje ten pieniądz.

  11. Zerohero said

    Re 8

    Nie do końca tak jest. Jak wybuduje Pan 1000 czołgów, to ich żaden obywatel nie kupi. Produkcja ta podbije PKB, Pan wyemituje pieniądz odpowiadający tym czołgom, ale co kupią zań robotnicy budujący czołgi?

    Ilość pieniądza musi odpowiadać ilości dóbr na rynku. Usługi też mogą być dobrem.

    Pan X naprawia samochody, Pan Y jest fryzjerem. X chce do fryzjera, Y chce naprawić samochód. Barter mają robić? Panie! Po to jest właśnie pieniądz by im UŁATWIĆ. Dziwaczne jest uzależnianie koniuktury u fryzjerów od np. koniuktury w hutach.

    A że u nas usługi rozrosły się, ideologowie produkcją gardzą, „usługi” finansowe to czasem 20%PKB? To efekt bankowego bańkowania, kredytów i deficytów. Same usługi nie są złe.

    _______

    I jeszcze jednen przykład. Jak Pan zbuduje zautomatyzowaną fabrykę kosztownych samochodów (roczna produkcja 100tys maszyn) w kraju lizczącym 30 tys mieszkańców (liczby dla ustalenia uwagi, ale eksport wyraźny), to zamierza Pan wyemitować tam kasę odpowiadającą tej produkcji? Pan przecież zasypie ludność papierem.

    Widać, że z emisją nie jest tak łatwo. Przypuszczam, że odpowiednia wiedza i umiejętności u NIEKTÓRYCH ekonomistów są i to tylko kwestia władzy, tzn. kto zatrudnia ekonomistów i co chce maksymalizowac.

  12. Junior mlodszy said

    Wprowadzenie monetaryzmu i adorowanie money lenders jest grzechem naszych czasow. Zakochalismy sie w ekonomii kredytu i toniemy po uszy w wyrezyserowanych dlugach.

    Nasza wiara zabrania lichwy ale jak dotad nikt sie tym nie przejmuje.
    Kosciol nie potrafil walczyc z lichwa a nawet najpobozniejsi katolicy chetnie pracuja w bankach, zgadzaja sie na lichwe i spekulacje finansowe, inwestowanie w prostytucje, narkotyki, sprzet militarny i wiezienia oraz toksyczne dlugi.. Rzady sa zydowskie wiec zloty cielec kroluje Polsce. Przyjdzie zaplacic za te sodomke i gomorke finansowa i commercial dishonesty.
    Sam Krzyz nie wystarczy do wystawiania w miejscu publicznym jesli nie kryja sie za nim nauki Chrystusa.

  13. Test.

  14. Ad. 11

    Nie do końca tak jest. Jak wybuduje Pan 1000 czołgów, to ich żaden obywatel nie kupi. Produkcja ta podbije PKB, Pan wyemituje pieniądz odpowiadający tym czołgom, ale co kupią zań robotnicy budujący czołgi?

    Czołgi kupi naród, czyli rząd, a naród się na te czołgi zrzuci w formie podatków. Czołgi są potrzebne, więc je wyprodukowano.

    Ilość pieniądza musi odpowiadać ilości dóbr na rynku. Usługi też mogą być dobrem.

    Nie mogą. Nie da się żyć z samych usług. Z samej produkcji – Tak. Usługi, jak nazwa wskazuje, pełnią funkcję usługową. A nie funkcję główną.

    Pan X naprawia samochody, Pan Y jest fryzjerem. X chce do fryzjera, Y chce naprawić samochód. Barter mają robić? Panie! Po to jest właśnie pieniądz by im UŁATWIĆ. Dziwaczne jest uzależnianie koniuktury u fryzjerów od np. koniuktury w hutach.

    Jaki barter? Co pan nawymyślał? 🙂 Ten, kto produkuje, płaci fryzjerowi. Fryzjer zarobił, zapłacił za produkty procenta.

    Dziwaczne jest uzależnianie koniuktury u fryzjerów od np. koniuktury w hutach.

    Nikt tego nie chce. Przyrost PKB, to przyrost gotówki w obrocie. A PKB, to produkcja. A nie malowanie ścian i fryzjerstwo. Jeśli dużo wyprodukujemy, to dużo sprzedamy, dużo zarobimy i będziemy mogli sobie malować ściany w mieszkaniach co miesiąć. Ale jeśli produktu nie będzie, to malarze będą jeść skórki od chleba. I teraz: gdy gro produkcji idzie na rynek wewnętrzny, to poppyt jest w miarę stabilny. I popyt na usługi też jest stabilny (modę pomijamy).

    Same usługi nie są złe.

    Oczywiście, że złe nie są. Ale trzeba je stawiać na właściwym miejscu w szeregu. I nie udawać, że nam się gospodarka rozwija, bo szkoły kosmetologii rosną, jak na drożdżach.

    I jeszcze jednen przykład. Jak Pan zbuduje zautomatyzowaną fabrykę kosztownych samochodów (roczna produkcja 100tys maszyn) w kraju lizczącym 30 tys mieszkańców (liczby dla ustalenia uwagi, ale eksport wyraźny), to zamierza Pan wyemitować tam kasę odpowiadającą tej produkcji? Pan przecież zasypie ludność papierem.

    Co to znaczy „zasypie papierem”? Jeśli będzie duża produkcja, to ludzie mają obok zautomatyzowanej fabryki zdychać z głodu? Fabryka wyprodukowała, kasę wyemitowano. Pozostaje problem redystrybucji, czyli podziału tej kasy. Liberałowie twierdzą, że cała ta kasa ma zostać w kieszeni właściciela fabryki. No cóż… Więc niech sobie ten właściciel sprawi swój prywatny rynek, na którym nie wiadomo kto będzie kupował jego produkty.

  15. Tomek-Kolejarz said

    Ad 10

    Nieprawda, nieprawda, nieprawda!

    Jeśli ktoś koncentruje się na wydobyciu złota, co jest ciężkim zadaniem o dość nieprzewidywalnym i niepewnym efekcie, to nie ma czasu wypracować sobie innych dóbr, bardziej koniecznych do życia. Proszę zauważyć, że podczas tzw. gorączek złota najbardziej dorobili się nie poszukiwacze złota, ale ludzie, ktorzy dostarczali im żywności i wszelkiego innego zaopatrzenia.

    Kolega zdaje się nie zrozumiał mojej wypowiedzi. Pisałem o konieczności konkurencji walut. W XV wiecznej Polsce funkcjonowały obok siebie dukaty, floreny, talary, korony etc. Nie było oficjalnego monopolu prawnego środka płatniczego. Kupcy i nie tylko mieli swobodę w jakiej walucie zawierali transakcję i istniała swoboda wymiany walut. Jeśli np. większość dowiedziała się, że czeski król fałszuje monetę dając mniej kruszcu natychmiast taka waluta była niechętnie widziana jako narzędzie transakcji. Obecne manipulacje walutą zazwyczaj w dłuższym okresie do niczego dobrego nie prowadzą.

    Niech małe ludziki w swoich wyjatkowo ciasnych główkach przyjmą do wiadomości prosty i oczywisty fakt z historii, że kruszce, a złoto w szczególności przez tysiące lat znanych nam dziejów cywilizacji w różnych rejonach świata stanowiły główną i podstawową walutę, używaną na codzień z bardzo pozytywnym skutkiem. Jeden zabawny przykład: w XIX wieku przeciętna pensja amerykaśkiego robotnika to były bodajże dwa dolary, czyli równowartość dwóch uncji złota. Obecnie robotnik zarabia dolarów wielokrotnie więcej, ale w przeliczeniu na złoto są to nadal dwie uncje. Daje do myślenia?

    Pieniądz fiducjarny sam w sobie jest zły. Zresztą nie może być inaczej, skoro wymyślili go ludzie, którzy obecnie go kontrolują. We współczesnej formie wywodzi się on z USA. Wiadomo, kto wymyślił FED (zgraja lichwiarzy o żydowskiej i nie tylko proweniencji). Tak tymczasem po stworzeniu FED w 1913 roku i zaprzestaniu wymienialności banknotów na złoto zaczęły się dziać rzeczy do tej pory niesłychane. W 1929 roku Stany a potem cały świat ogarnął kryzys gospodarczy, jakiego do tej pory nie zdołały wywołać żadne najgorsze kataklizmy. Przypomnę, że Stany nawiedzają dość regularnie susze, tornada i powodzie, a w wieku XIX doszło tam do bardzo krwawej wojny domowej. Również resztę świata nękają różne katastrofy naturalne a i codziennością niemalże są straszne wojny. Kryzysy wywołane w/w zdarzeniami nigdy wcześniej, ani potem, ani obecnie nie mialy takiej siły jak ten z 1929 roku, który nastąpił, jakby nie patrzeć 26 lat po wprowadzeniu pieniądza fiducjarnego. Od tamtego czasu gospodarcze zaczęły świat nękać częściej i dotkliwiej, niezależnie od zewnętrzych zdarzeń typu kataklizm, czy wojna. Brak sprawdzonego w historii przez kilka tysięcy lat solidnego pieniądza kruszcowego jest właśnie sednem problemu!

Sorry, the comment form is closed at this time.