Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    osoba prywatna o Wolne tematy (08 – …
    UZA o Linia podziału
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    CBA o O paranoi giedroyciowych i bar…
    CBA o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Irmina Blad o „Hiszpańscy” nurkowie na…
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    rafalryszkiewicz o UE chce „położyć łapę” na lasa…
    CBA o Wolne tematy (08 – …
    Irmina Blad o O paranoi giedroyciowych i bar…
    osoba prywatna o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Boydar o Transmutacja biologiczna – ską…
    JackTheCrasher o Wolne tematy (08 – …
    bryś o UE chce „położyć łapę” na lasa…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Ekonomia, etyka cnót, dobrobyt

Posted by Marucha w dniu 2012-09-13 (Czwartek)

Współczesny człowiek jest głęboko przekonany o tym, że jedno z najważniejszych zadań państwa polega na zapewnieniu obywatelom dobrobytu. Państwo może wywiązywać się z tego obowiązku na różne sposoby. Zgodnie z doktryną liberalizmu, państwo ma być odpowiedzialne za stworzenie porządku prawnego (prawa umów), który zagwarantuje obywatelom szeroką wolność gospodarczą, a przez to umożliwi im bogacenie się. Według doktryn socjalistycznych państwo ma być jedynym podmiotem gospodarczym, bezpośrednio odpowiedzialnym za wytwarzanie dobrobytu. Między tymi dwoma biegunami znajdują się różne stanowiska pośrednie, jak ordoliberalizm, koncepcja społecznej gospodarki rynkowej czy też różne teorie liberalizmu socjalnego.

Order św. Grzegorza Wielkiego, najwyższe odznaczenie papieskie dla osób świeckich

Większość z tych doktryn (z wyjątkiem skrajnego socjalizmu zupełnie znoszącego własność prywatną) znajduje swoich zwolenników wśród przedstawicieli tak zwanej prawicy. Po prawej stronie sceny politycznej znajdują się więc zarówno zwolennicy szkoły austriackiej, jak i interwencjonizmu państwowego. Ci pierwsi podkreślają, że własność prywatna jest jednym z filarów prawa naturalnego i musi być odpowiednio chroniona. Drudzy natomiast wskazują na kluczową rolę sprawiedliwości społecznej w każdej wspólnocie państwowej. Niestety, obie strony nie dotrzegają, że w gruncie rzeczy posługują się pojęciami, które nie mają nic wspólnego z prawem naturalnym, na które często się powołują. Nowożytny sposób myślenia o ekonomii w zasadniczy sposób różni się bowiem od klasycznej koncepcji ekonomii jako nauki praktycznej. Przyjrzyjmy się więc bliżej obu tradycjom.

Punktem wyjścia dla naszych rozważań będzie teoria polis i oikos Arystotelesa. Arystoteles rozróżniał dwie strefy działalności człowieka, polis i okois, czyli strefę publiczną oraz strefę domostwa. Polis była zarezerwowana wyłącznie dla ludzi wolnych i równych, czyli obywateli. Poprzez działalność publiczną mogli oni realizować swoją wolność i ćwiczyć się w cnotach. Dla Arystotelesa szczęśliwe życie polegało na życiu w zgodzie ze swoją naturą, co można było osiągnąć wyłącznie poprzez rozwijanie u siebie cnót rozumu oraz cnót etycznych. Polis była strefą wolną od wszelkich naturalnych konieczności; to sfera podporządkowana rozumowi oraz wolnej woli (czyli wyższym częściom duszy). W przeciwieństwie do polis, oikos była podporządkowana naturalnym koniecznościom, czyli temu wszystkiemu, co służy utrzymaniu biologicznej egzystencji człowieka. Tutaj nie było miejsca na poznanie naukowe, na kontemplację prawdy oraz na moralne samodoskonalenie się. Zadaniem osób przypisanych do oikos, czyli kobiet i niewolników, było zaspokajanie materialnych potrzeb wolnych obywateli. Ich praca była bowiem warunkiem tego, aby wolni obywatele mogli rozwijać wyższe części swojej duszy.

Na gruncie koncepcji Arystotelesa państwo było odpowiedzialne za moralne doskonalenie swoich członków, zapewnienie im dobrobytu natomiast nie należało do zakresu jego kompetencji. Podobnie sprawy się miały w średniowieczu. Jednakże w epoce tej, pod wpływem chrześcijaństwa, nastąpiła rehabilitacja pracy, która przestała być postrzegana jako coś, co hańbi wolnego człowieka. Głównie za sprawą nauki św. Benedykta praca stała się nawet narzędziem do moralnego samodoskonalenia się człowieka. Przestrzeganie reguły „módl się i pracuj” miało zapewnić chrześcijaninowi wewnętrzną równowagę i skierować jego uwagę na Boga. Średniowieczna koncepcja pracy była bowiem ściśle powiązana z charakterystycznym dla tej epoki teocentryzmem. Celem pracy było służenie Bogu i działanie na Jego chwałę. Materialna zamożność była postrzegana jako znak Bożego błogosławieństwa, natomiast materializm był potępiony i traktowany jako przeszkoda na drodze do zbawienia (co oczywiście nie zawsze było przestrzegane w praktyce, także przez przedstawicieli kleru). Praca przestała więc być postrzegana jako zajęcie niegodne wolnego człowieka, ale nadal była postrzegana jako środek do realizowania jego duchowego rozwoju.

Klasyczna koncepcja ekonomii najpełniej została rozwinięta przez św. Tomasza z Akwinu. Za Arystotelesem rozróżniał on trzy rodzaje nauk: nauki teoretyczne, praktyczne oraz wytwórcze. Ekonomia należała do nauk praktycznych, obok etyki oraz polityki. Przedmiotem nauk praktycznych była realizacja dobra. W przypadku etyki chodziło o realizowanie dobra indywidualnego, ekonomii – dobra rodziny, a polityki – dobra wspólnoty państwowej. Sercem tomaszowej koncepcji nauk praktycznych była jego nauka o cnotach. Zarówno działalność etyczna, polityczna, jak i ekonomiczna miały na celu ćwiczenie się w cnotach. Tak więc także działalność ekonomiczna miała być podporządkowana takim cnotom kardynalnalnym jak umiarkowanie, roztropność, sprawiedliwość oraz męstwo. Z cnotą umiarkowania powiązana była cnota hojności, która jest złotym środkiem pomiędzy takimi skrajnościami jak skąpstwo oraz rozrzutność. Ćwiczenie się w tej cnocie miało przeciwdziałać temu, by chrześcijanin uległ materializmowi (materializm polega na tym, iż nie to, co wyższe, lecz to, co niższe staje się głównym przedmiotem pożądania człowieka). Także ćwiczenie się w cnocie sprawiedliwości miało przyczynić się do tego, by popędliwa częśc duszy człowieka nie zaczęła panować nad częścią rozumną.

Aby lepiej zrozumieć koncepcję ekonomii jako nauki praktycznej, należy bliżej przyjrzeć się właśnie cnocie sprawiedliwości, a w szczególności sprawiedliwości wymiennej. Naukę o sprawiedliwości Tomasz z Akwinu przejął od Arystotelesa, który rozróżniał między sprawiedliwością rozdzielającą, wyrównującą i wymienną. „Cnota sprawiedliwości polega na usprawnieniu woli do liczenia sie w postępowaniu z uprawnieniami innych względem nas oraz na wykonywaniu czynów sprawiedliwych(…) Niesprawiedliwość wiąże się z żądzą posiadania większej porcji dóbr”.1 Sprawiedliwość rozdzielająca polega na „proporcjonalnym dopasowaniu składników proporcji, niesprawiedliwość na wykraczaniu przeciw niej, kiedy jej elementy stają się zbyt duże lub zbyt małe. Pokrzywdzony ma mniej niż powinien, krzywdzący więcej niż wymaga tego proporcja”.2 Sprawiedliwość wyrównująca (prawna) „dotyczy zobowiązań powstałych zależnie od woli zainteresowanych stron lub wbrew woli jednej z nich”.3 Natomiast sprawiedliwość wymienna powiązana jest z kwestią odpłaty (wzajemności) w relacjach dobrowolnie nawiązywanych przez strony. Dobrowolność wyraża się ”w umowie stron odnośnie tego, co będzie zyskiem i stratą dla każdej z nich oraz jak i czym wzajemnie się je wyrówna. (…) W normalnych stosunkach miedzyludzkich polegajacych na wymianie, odpłata stanowi konieczny warunek utrzymywania sie wspólnoty członków społecznosci. Również tutaj będzie miała miejsce pewna proporcjonalność, ponieważ we wzajemnych świadczeniach usługi czy produkty jednych są często cenniejsze niż drugich, ponadto, sami wymieniający często nie są sobie równi. W przypadku braku proporcjonalności odpłaty, czyli krzywdy jednej ze stron nie ma podstaw do dokonywania wymiany i tym samym—do istnienia wspólnoty. Warunkiem dokonywania wymiany jest porównanie wartości usług czy towarów. Temu służy pieniądz, który ma także spełniać rolę czynnika pośredniczącego w wymianie; realnym miernikiem ich wartości jest potrzeba—pożytek —która łączy wszystkie strony wymiany. Proporcję w wymianie należy ustalić przed dokonaniem transakcji, ponieważ wtedy jeszcze jej uczestnicy są sobie równi i mogą jej dokonać sprawiedliwie, natomiast po wymianie ktoś może mieć przewagę w tym sensie, że uzyska więcej, niż dał w stosunku do wartości przedmiotów. Inny element rozważań Arystotelesa antycypuje współczesnie badane i opisywane przez ekonomię zjawiska: zmiany wartości pieniądza oraz umowność jego wartości, realną niewspółmierność tak bardzo rózniących sie towarów i usług, jak np. nauczanie i produkcja mebli, aczkolwiek jest to poza zainteresowaniem ekonomistów, którzy chcieliby wszystko ujednolicić ze względu na wartość materialną”.4 Na gruncie koncepcji ekonomii jako nauki praktycznej sprawiedliwość jest cnotą, która powinna być rozwijana przez wszystkich członków danej wspólnoty politycznej. Wyprzedzając dalsze rozważania, należy podkreślić, że sprawiedliwość społeczna w znaczeniu marksistowskim nie ma nic wspólnego z taką koncepcją sprawiedliwości.

Podsumowując tę część rozważań, należy stwierdzić, że zgodnie z koncepcją Arystotelesa oraz św. Tomasza z Akwinu, podstawowym celem ekonomicznej działalności człowieka – tak jak etycznej i politycznej – jest życie zgodne z ludzką naturą, a więc rozwijanie rozumnej i wolnej części duszy człowieka. Etyka, ekonomia i polityka są z sobą ściśle powiązane, gdyż dobro poszczególnych ludzi może być realizowane tylko we wspólnocie rodzinnej i państwowej, a dobro wspólnoty może być realizowane wyłącznie przez jednostki, które chcą doskonalić się pod względem etycznym.

Z tego krótkiego opisu ekonomii jako nauki praktycznej dość jasno wynika, że w nowożytności tradycja ta poszła w zupełne zapomnienie. Nowożytne koncepcje ekonomiczne są ściśle powiązane z nowożytną doktryną racji stanu, której źródeł należy szukać u Hobbesa i Machiavellego. Ci dwaj myśliciele dokonali naturalizacji polityki i państwa , które przestało służyć celom transcendentym. Państwo stało się bogiem śmiertelnym, jak to określił Hobbes. Odtąd jego celem jest służenie wyłącznie racjom czysto doczesnym. Nowożytna koncepcja sprowadza państwo do roli aparatu, używanego w celu osiągnięcia określonego celu:5 „Cechą neutralnego narzędzia, jakim jest państwo nowożytne, jest możliwość posługiwania się nim przez dowolną ekipę rządzącą dla dowolnego celu (…)“.6 Państwo staje się środkiem do konstruowania porządku społecznego poprzez świadome i celowe organizowanie życia społecznego. Zadaniem państwa staje się skuteczne osiąganie takich celów jak bezpieczeństwo oraz dobrobyt swoich obywateli, w zamian za co obywatele podporządkują się kierowniczym przedsięwzięciom państwa.7 Państwo staje się maszyną obsługiwaną przez fachowców, których zadaniem jest zapewnienie sprawnego jej funkcjonowania oraz jak najwyższej wydajności. „Naprzeciwko tradycyjnej, organicystycznej wizji państwa pojawiła się wizja ludzka: mechanizm będący8 «pierwszym produktem epoki technicznej, co znakomicie ujął Hugo Fischer, nazywając go mianem machina machinorum. Z państwem tym nie łączą się już więcej duchowo-historyczne lub socjologiczne wizje, lecz nowa techniczno-przemysłowa epoka, której państwo to jest typowym, lecz zarazem prototypowym dziełem (…). To pierwsze czysto ludzkie dzieło, twór rzemieślnika, materii i umiejętności, maszyny i budowniczego maszyn, czyli właśnie człowieka»“.9

Podstawowa różnica między przednowożytną koncepcją ekonomii jako nauki praktycznej a nowożytnymi teoriami ekonomicznymi sprowadza się więc do odmiennego pojmowania relacji między etyką, ekonomią oraz polityką. Za sprawą teorii Hobbesa oraz Machiavellego następuje odwrócenie schematu arystotelesowskiego, który zakładał, że państwo przede wszystkim odpowiedzialne jest za moralne doskonalenie swoich członków, natomiast kwestie dotyczące posiadania materialnych dóbr są sprawą prywatną. W nowożytności mamy do czynienia ze schematem dokładnie odwrotnym: kwestia moralnego samodoskonalenie się stała się sprawą wyłącznie prywatną, a dobrobyt publiczną. Tym samym nastąpiło przedefiniowanie roli państwa, które przestało być odpowiedzialne za umożliwienie obywatelom prowadzenia życia cnotliwego, a stało się odpowiedzialne za ich dobrobyt. To, co u Arystotelesa przynależało do sfery oikos, stało się przedmiotem polityki. Takie postawienie sprawy prowadzi do tego, że całe społeczeństwo staje się – w sensie ekonomicznym – czymś na kształt wielkiej rodziny, gdyż zapewnienie dobrobytu dla poszczególnych jednostek staje się zadaniem kolektywnym. „W naszym pojmowaniu (…) narody i wspólnoty polityczne postrzegamy na podobieństwo rodziny, o której codzienne sprawy musi dbać olbrzymia, ogólnonarodowa administracja gospodarcza. Myśl naukowa odpowiadająca tej przemianie to już nie nauka polityczna, lecz „ekonomia narodowa” lub „ekonomia społeczna” czy Volkswirtschaft, które wszystkie wskazują na coś w rodzaju „kolektywnego prowadzenia gospodarstwa”; kolektyw rodzin, pod względem ekonomicznym zorganizowanym na wzór jednej ponad-ludzkiej rodziny, jest tym, co nazywamy „społeczeństwem”, zaś jego polityczna forma organizacji nazywana jest „narodem””.10 Hannah Arendt wskazuje na to, że na gruncie arystotelizmu nowożytne pojęcie polityki ekonomicznej należałoby uznać za czysty nonsens.

Do oderwania państwa i ekonomii od metafizyki i etyki przyczynił się także protestantyzm. W szczególności doktryna Kalwina spowodowała emancypację oikos spod władzy polis (w rozumieniu Arystotesa, a nie nowożytnej polityki ekonomicznej). Zdaniem Kalwina, głównym zadaniem człowieka są praca i bogacenie się. Związane jest to z doktryną predestynacji, zgodnie z którą człowiek nie ma wpływu na swoje zbawienie, a jedynie na podstawie stanu swojej zamożności może „zgadywać”, czy należy do zbawionych, czy nie. Zarówno Kalwin, jak i Luter uznali, że człowiek jest zupełnie zepsuty przez grzech pierworodny, przez co nie jest ani rozumny, ani wolny. Na gruncie takiego skrajnego pesymizmu antropologicznego niemożliwym staje się rozwijanie wyższych części duszy, do czego zobowiązani są katolicy na gruncie etyki tomistycznej. Z pesymizmu antropologicznego obu teologów protestanckich wynika więc przyzwolenie na to, aby człowiek zrezygnował z doskonalenia swojego rozumu i wolnej woli. Tak narodziły się nowe koncepcje racjonalności, zgodnie z którymi działalność racjonalna polega np. na maksymalnym bogaceniu się (Kalwin) albo na ślepym posłuszeństwu państwu (Luter). Tym samym działalność ekonomiczna jednostek, jak również państwowa polityka ekonomiczna przestały podlegać wymogom rozumu praktycznego i konieczności realizowania dobra przez wszystkich członków wspólnoty politycznej.

Idea emancypacji strefy oikos spod władzy polis została zradykalizowana u Karola Marksa. Marks żąda całkowitej likwidacji państwa, gdyż upatruje w nim narzędzia ucisku proletariatu przez kapitalistów. Twierdzenie Marksa, że państwo stało się narzędziem w ręku bogatych, służącym im do zabezpieczenia swoich interesów, idealnie wspisywało się w wyżej opisaną koncepcję państwa jako maszyny. Ten, kto ma władzę nad maszyną, może bowiem tak nią pokierować, aby maksymalnie zabezpieczyć swoje własne interesy. Dlatego też Marks żąda, aby to proletariat przejął kontrolę nad maszyną i stworzył nowy system, w którym nie będzie własności prywatnej i ucisku klasowego. Ostatecznie państwo ma zostać zklikwidowane. W koncepcji Marksa nie ma więc miejsca na polis, co jest konsekwencją jego materializmu. Zgodnie z przyjmowaną przez Marksa antropologią człowiek jest istotą wyłącznie materialną, co oznacza, że celem jego życia jest wyłącznie zaspokajanie potrzeb materialnych. Potrzeby duchowe zostają przez Marksa „zdemaskowane” jako „opium dla ludu”. Jednym słowem, koncepcja Marksa sprowadza się do absolutyzacji strefy oikos i całkowitej likwidacji polis.

Podsumowując tę częśc rozważań, należy stwierdzić, że: „Od dwóch stuleci Europa stara się, by normą postępowania w tym świecie nie było życie wieczne, niebo i Bóg. Wieczne wartości mają uratować człowieka ale jedynie wówczas, gdy umieści on je w doczesności, pośród ludzi, w społeczeństwie. Postępując w ten sposób w międzyczasie to gospodarka stała się odnośnikiem wszystkich wartości wraz ze swym kultowym dziełem „Kapitał“ jako „biblią” nowego materializmu. To już nie rozróżnienie „prawda czy nieprawda” kierują myśleniem i życiem współczesnych ludzi, ale fakt, czy coś się sprzedaje czy nie”.11

Ten skrótowy opis obu tradycji pokazał, że nowożytny paradygmat myślenia o państwie i ekomomii jest nie do pogodzenia z koncepcją ekonomii i polityki jako nauk praktycznych. Nowożytność próbuje skonstruować mechaniczny porządek, który ma zapewnić ludzkości dobrobyt. Liberalizm wierzy w siłę niewidzialnej ręki rynku, która ma zapewnić harmonię wszystkich interesów. Czysty egoizm, a nie konieczność przestrzegania cnoty sprawiedliwości, ma być ucieleśnieniem racjonalnego zachowania. Socjalizm także jest próbą skonstruowania takiego mechanicznego porządku, tym razem to państwo ma zapewnić sprawiedliwą dystrybucję dóbr. W państwie socjalnym sprawiedliwość przestaje być cnotą indywidualną, a staje się przymiotem zbiurokratyzowanego państwa. Co więcej, w systemie komunistycznym, w którym w ogóle nie ma własności prywatnej, ćwiczenie się w cnocie sprawiedliwości w ogóle nie jest możliwe, gdyż do tego potrzeba własności prywatnej.

W nowożytności zapanowało przekonanie, że etyka cnót nie jest konieczna do tego, by zbudować porządek społeczny. Warto przywołać tu słowa Kanta, który twierdził, że: „Problem zorganizowania państwa jest rozwiązywalny, mówiąc bez ogródek, nawet dla narodu diabłów (jeśli tylko posiadają one rozum) i wyrażałby się następująco: w taki sposób zorganizować pewną liczbę istot rozumnych, które dla swego przetrwania wspólnie potrzebują powszechnych praw, z których jednak każda w tajemnicy skłonna jest uchylać się od nich i tak zorganizować ich ustrój, ażeby, bez względu na przeciwieństwa ich prywatnych pobudek, te ostatnie na tyle były przez nich nawzajem powstrzymywane, że w publicznych stosunkach między nimi rezultat byłby taki, jak gdyby owych złych pobudek nie mieli oni w ogóle”.12 Jednym słowem, nie trzeba przestrzegać etyki cnót, a dobrze funkcjonujące mechanizmy mają zapewnić porządek państwowy. To samo dotyczy ekonomii.

W przeciwieństwie do nowożytnych koncepcji państwa i społeczeństwa jako maszyny, koncepcja ekonomii jako nauki praktycznej zakłada, że świat międzyosobowy rządzi się innymi prawami niż świat przyrody i techniki. Samymi mechanizmami raju się nie zbuduje. Na gruncie tej koncepcji dobro wspólne może być realizowane tylko tam, gdzie ludzie ćwiczą się w cnocie sprawiedliwości, hojności i starają się zachować umiar we wszystkim, co robią. Ćwiczenie się w cnotach ma jednak przede wszystkim zachować właściwą relację między duchem a ciałem, tak aby niższe części duszy nie zdominowały wyższych.

W tej chwili człowiek w coraz większym stopniu otacza się rzeczami, natomiast relacje międzyludzkie stają się coraz uboższe. Najwyższy więc czas, aby przywrócić właściwą miarę rzeczy.

Magdalena Ziętek

  1. Powszechna Encyklopedia Filozofii, http://www.ptta.pl/pef/pdf/c/cnotyiwady.pdf  
  2. Tamże.  
  3. Tamże.  
  4. Tamże.  
  5. Szerzej na ten temat w: M. Ziętek, Europejskie prawo konsumenckie jako wyraz technokratycznej koncepcji prawa umów, w: M. JagielskaE. Rott-Pietrzyk,  A. Wiewiórowska-Domagalska (red.), Kierunki rozwoju europejskiego prawa prywatnego, Warszawa 2012, s. 275.  
  6. A. Wielomski, Konserwatyzm – między Atenami i Jerozolimą. Szkice post-awerroistyczne, Warszawa 2009, s. 61.  
  7. C. Schmitt, Der Staat als Mechanismus bei Hobbes und Descartes, Archiv für Rechts- und Sozialphilosophie, 1937, Nr XXX, 4, s. 163.  
  8. A. Wielomski, Konserwatyzm – między Atenami i Jerozolimą, s. 59.  
  9. C. Schmitt, Der Leviathan in der Staatslehre des Thomas Hobbes, Stuttgart 1992, s. 53–54, cyt. za: A. Wielomski, Konserwatyzm – między Atenami i Jerozolimą, s. 59.  
  10. H. ArendtKondycja ludzka, Warszawa 2000, s. 34.  
  11. Kard. J. Meisner,  Homilia w rocznicę śmierci św. Teresy Benedykty od Krzyża OCD,  http://rebelya.pl/post/2379/kard-meisner-o-edycie-stein-pozwolia-sie-powoac (09.08.2012).  
  12. I. Kant, Do wiecznego pokoju, Trzeci definitywny artykuł, Pierwsze uzupełnienie.  

http://www.dystrybucjonizm.pl/

Komentarzy 6 do “Ekonomia, etyka cnót, dobrobyt”

  1. Rysio said

    „………….W tej chwili człowiek w coraz większym stopniu otacza się rzeczami, natomiast relacje międzyludzkie stają się coraz uboższe. Najwyższy więc czas, aby przywrócić właściwą miarę rzeczy……………..”.

    A więc proponuję aby wszyscy zmniejszyli swoje zakupy powiedzmy o połowę.

    Zmniejszy się nie tylko zapotrzebowanie na towar ale także ilość miejsc pracy – bo towaru nie trzeba będzie produkować w tak olbrzymich ilościach.

    Wszyscy będziemy siedzieć przy ogniskach, trzymać się za ręce i śpiewać kumba-ja.

    Oczywiście nie pijąc piwa – bo zadecydowaliśmy aby go nie kupować.

    Ciekawe jak długo byśmy tak sobie pośpiewali?

    PS. Magdalena Ziętek niestety o ekonomii wie mniej niż zero. O Tomaszu z Akwinu – też.

    😦

  2. Dzięcioł said

    Panie Gajowy litości! Niedawno portal konserwatyzm.pl podziękował (z wielką ulgą dla czytelników – choć przy tym rozstaniu kobiecych żali było co niemiara: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4064/moja-ostatnia-i-krotka-odpowiedz-magdalenie-zietek) autorce za współpracę – potraktujmy to może jako naukę. Pozdrawiam

  3. M said

    Dobry i przystępny artykuł traktujący przekrojowo o filozofii. Nie ma się do czego przyczepić i chociaż z konieczności jest on szczupły, to jednak spełnia swoją rolę. Nikt nie związany z filozofią, nie miałby zapewne ochoty samodzielnie zaczytywać się w trudnych i przez to zniechęcających tomach, a tu wszstko wyłuszczone jak na dłoni.

  4. Ad. 2

    ” potraktujmy to może jako naukę”

    – Potraktujmy to jako naukę, że Fronda, to Fronda. I jak ktoś pisze nie po linii Frondy, to wylatuje.

  5. Rysio said

    „…Nikt nie związany z filozofią, nie miałby zapewne ochoty samodzielnie zaczytywać się w trudnych i przez to zniechęcających tomach, a tu wszstko wyłuszczone jak na dłoni…”.

    Oczywiście, że wszystko wyłuszczone jak na dłoni ale tylko dla matołów i nieuków takich jak ty.

  6. Tomek-Kolejarz said

    Ad 2

    Litości! Takie stwierdzenie odnosi się raczej do wypowiedzi szanownego kolegi.

    Po pierwsze to pani mecenas Ziętek sama zrezygnowała z dalszego publikowania tekstów na portalu konserwatyzm.pl

    Po drugie z nieukrywaną radością tę rezygnację przyjęli przedstawiciele tzw. kącika germanofila – zgraja oszołomów podpisujących się obiema rękoma i nogami pod dupo-niemiecko-lizusowskimi poglądami prof. Piskozuba. Przypomnę, że to właśnie ten człowiek był wykładowcą kilku historyków będących obecnie znanymi politykami PO, mającymi w niej spore wpływy.

    Po trzecie portal konserwatyzm.pl to dość dziwny twór. O ile zazwyczaj zgadzam się z poglądami piszących tam konserwatystów, to jednak ciężko pewne sprawy uznać za dobre i potrzebne. Portal ma dziwnych publicystów, których ciężko uznać w świetle ich codziennych postępków za konserwatywnych vide senator PO J.F. Libicki. Rozumiem, że trzeba zachować ciekawość i otwartość badacza historii i myśli politycznej, ale czemu niby ma służyć publikowanie proniemieckiej propagandy w kąciku germanofila, czy obecnie publikowanie prorosyjskiej propagandy polegającej na bezkrytycznie pozytywnej opinii na temat listu patriarchy Cyryla i abp. Michalika. Jeszcze te kanapowe animozje prof. Wielomskiego wobec prof. Bartyzela – wówczas naprawdę sytuacja robi się komicznie żałosna.

    Na takim tle mecenas Ziętek jawi się jako jeden z najlepszych publicystów, jacy pisywali na tymże portalu. Szczerze mówiąc niejednokrotnie lepszym od samego prof. Wielomskiego, gdyż M. Ziętek potrafi używać bardziej wyważonego języka i zawsze dokładnie potrafi wyrazić, o co jej chodzi.

    Wracając do rzeczy. artykuł ukazuje istotę problemów współczesności. Jest nią wyrzucenie Boga i etyki opartej na boskim prawie z życia zarówno pojedyńczego człowieka jak i całych narodów.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: