Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Listwa o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    lewarek.pl o Stalingrad
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Listwa o Upadek cywilizacyjny Polski
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    lewarek.pl o Szymowski prześwietla premiera
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    marcinxw o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Nowy atak „Tygodnika Powszechnego” na Jasną Górę

Posted by Marucha w dniu 2012-09-13 (Czwartek)

Publikuję artykuł, który z mało chwalebnych, smutnych powodów jakoś nie może się doczekać publikacji w mediach katolickich. Materiał otrzymałam od jednej z osób zatrudnionej w redakcji takiego czasopisma, osoby która dość ma milczenia o modernistycznych “świętych krowach”, czy raczej o “złotych cielcach”, którym kłaniają się w pas strwożeni dziennikarze i naczelni. Wolą milczeć, gdy atakowana jest Jasna Góra, czyżby naiwnie sądzili, że to milczenie cokolwiek uchroni ich pisma, gdy czas rozgrywki i ataku przyjdzie na nie same?

A oto ów nieopublikowany tekst o. prof. Janusza Zbudniewka – paulina:

Równie często używane są określenia „Gazeta Koszerna” oraz „Żydownik Powszechny”. Dobrze oddają sedno sprawy.

Nowy atak „Tygodnika Powszechnego” na Jasną Górę

Stało się już zwyczajem, że przed dorocznymi jasnogórskimi świętami redakcje liberalnych pism lubią popisywać się jakimś trefnym komiksem, lub upiornym w szaty aniołka cynizmem. Słynęły kiedyś z tego dawne tygodniki, m.in.: „Mucha”, „Myśl Niepodległa, „Argumenty”, „Głos Wolnych”, „Kulisy”, „Polityka”, „Sztandar Młodych”, a od czasu transformacji ustrojowej lat 80. ub. wieku nade wszystko „Gazeta Wyborcza” n.b. ufundowana potężnym zastrzykiem dewiz przez Polonię zagraniczną, która z woli L. Wałęsy dostała się obecnemu jej redaktorowi.

Każde z w/w. pism redagowane przez określone grupy wrogie Kościołowi, o politycznym wydźwięku obcym narodowym interesom, zostawiło i nadal promuje mroczną opinię o sprawach narodowych i religijnych naszego Narodu. Do grupy tej wpisuje się nie od dzisiaj krakowski „Tygodnik Powszechny”, wielokrotnie już oceniany jako wrogi Prymasowi Tysiąclecia, antymaryjny i pozbawiony patriotyzmu, czego sam doświadczyłem już we wczesnej młodości. To w nim Jerzy Narbutt w 1959 r. wytoczył pierwszy ciężki kaliber armat na jasnogórskie zgromadzenia, zestawiając je z folklorem Kalwarii Zebrzydowskiej, który go nie dziwił, natomiast na Jasnej Górze budził uprzedzenie zbiorowiskiem wiernych z całej Polski bez poczucia jedności, zapatrzonej w „sarnie oczy Czarnej Madonny” (TP 1959 nr 42). Popis krytyki maryjnej religijności wniósł rok później Jacek Susuł, jeden ze stałych redaktorów TP (1960 nr 25), któremu oprócz form religijności nie odpowiadał nade wszystko sam wizerunek Matki Bożej. Artykuł stał się silnym wsparciem dla komunistycznego socjologa E. Ciupaka, nie wyłączając wrogiej akcji „katolickich reformistów” grupy „Znaku” i „Więzi”, wynosząc ją poza granice kraju, m.in. do odbywającego się Soboru w Rzymie sławetnym Pro memoria alcuni aspetti del celto mariano in Polonia.

Po tej linii poszedł J. Prokop deprecjonując tradycyjne formy maryjnych nabożeństw na Jasnej Górze, choć mniej ludowych niż w innych sanktuariach Polski („Więź” 1963 nr 7/8). To one, m.in. spowodowały pewne zgrzyty na linii kardynałów Wyszyński – Wojtyła, gdy w 1970 r. TP opublikował na swoich łamach (nr 7) hołdowniczy artykuł S. Stommy o „bohaterskiej” obronie Jasnej Góry przez głośnego fantastę Borysa Polewoja, który dwa latach później potwierdził je w kolejnych konfabulacjach (TP 1972 nr 18).

Drobnych kontrowersji nie miejsce tu wspominać. Rejestr ich będzie wkrótce przedmiotem odrębnej bibliografii sanktuarium. Nie można jednak pominąć antypolskich i antyjasnogórskich wystąpień Czesława Miłosza, który analizując czasy szwedzkiego „potopu”, w wywiadzie danym A. Fiutowi wybrzydzał się z polskiego „niestety katolicyzmu”, reprezentowanego w postawie Jasnej Góry, na rzecz „uniwersalnej idei protestanckiej” tkwiącej w narodzie szwedzkim (Czesława Miłosza autoportret przekorny” 1988). Upust swego cynizmu otworzył w Traktacie Teologicznym opublikowanym na łamach TP (2001 nr 47), w którym napisał m.in., że „sanktuaria maryjne służą umacnianiu narodowej ułudzie i uciekaniu się po obronę pogańskiej bogini, przed najazdem nieprzyjaciela”.

Popisem środowiska krakowskiego TP była niewątpliwie książka ks. Czesława Skowrona podpisana pseudonimem Tadeusza Kosa o fundacji jasnogórskiego klasztoru i zakazie obrazów w Starym i w pierwszych wiekach chrześcijaństwa (2002), owacyjnie zareklamowana przez ks. Jana Kracika na łamach TP (2002 nr 42). O rewelacjach autorskich dociekań w kwestii fundacji klasztoru pisaliśmy już w „Studia Claromontana” 21: 2003, gdzie wypadło wytknąć mu założony a priori ideologiczny cel podważenia autentycznej i na szczęście zachowanej dokumentacji – na rzecz jego wielowątkowych gdybań, kłócących się ze sobą hipotez i niespójnych wniosków. W kwestii czci świętych obrazów autor posunął się do negowania nauki II soboru Nicejskiego z 787 r., co jako duchownemu, co najmniej nie wypadało głosić teorie dawno odparte mimo presji agresywnego islamu, a w czasach nowożytnych krytyki luterańskich reformatorów. O zamiar wzniecenia religijnego konfliktu autora nie posądzaliśmy, dlaczego jednak zależało mu na podrzucaniu jej nawet do krucht kościołów w diecezji krakowskiej, dzięki czemu ją pozyskałem za symboliczne „co łaska”, tego nie wiem. Tak czy inaczej wypadło ją zarejestrować (delikatnie mówiąc) do literatury populistycznej na zamówienie.

W tym kontekście zdziwił mnie artykuł w TP z 5 VIII b.r. pióra Katarzyny Wydry i Marcina Żyły. Zapoznałem się z nim dość późno, ponieważ z zasady od kilku lat go nie czytam, a jego wydruk dostałem kilka dni temu. Założenia autorów są jasne. Posługują się opowiadaniem anonimowej 32 letniej sfrustrowanej Gośki, urodzonej w dawnym jasnogórskim Domu Pątnika w Częstochowie. Najwyraźniej obojętna wobec natłoku przemian kulturowych, religijnych i historycznych, jakie się dokonały w ostatnich latach, czytelnych jak na dłoni we wszystkich zakątkach jasnogórskiego sanktuarium, gdzie wiara, modlitwa i zaufanie w pielgrzymstwie oraz osobistych zawierzeniach Matce Bożej – wyrażane w tablicach, skromnych wotach, urnach z prochami bohaterów i mundurach żołnierskich itp., najwyraźniej ją drażnią. Nie pojmuje dawnej i aktualnej sytuacji, gdy jasnogórskie sanktuarium to nie wiejska, a nawet wielkomiejska kolegiata zwartej społeczności wiernych, ale miejsce narodowej wspólnoty, do której jak do Mekki przybywają wierni z całej Polski, a także obcokrajowcy, co nie powinno ją dziwić, jeśli zna choćby jedno sanktuarium tej rangi w Europie czy świecie ? A jeśli je zna, to wie jakie są tam zwyczaje, folklor, dewocjonalia wysokiego lub ubogiego lotu, nie inne niż może krewnych Gośki, którzy z nich żyli w przeszłości i jeśli są godne świętości – takie świecimy dla ich dobra obecnie !!!

Pogubiła się Relatorka i dwójka autorów, gdy zmieszali nastroje patriotyczne z aktualiami, które przejdą do historii chwały i sławy, jeśli Jasna Góra nie pójdzie z prądem mody i populizmu w stylu ks. Kazimierza Sowy, którego cytują jak wyrocznię, a tymczasem może nie wiedzą, kiedy najpierw wyzywał on partię opozycyjną „dziczą pisowską”, czym obraził ludzi i za co musiał przepraszać (Nesweek 2011 nr 31), ale nie wydaje się, aby zmienił swoje obłędne stanowisko wobec swojej partii, która jak żadna dotąd wodzi nas po manowcach obłudy i zdrad.

Toteż warto zapytać się autorów, gdzie mają się udawać moherowe panie i słuchacze Radia Maryja, gdzie mogą pójść z bólami poranieni zamachem smoleńskim – dzieci, żony, matki? Do świątyni Opatrzności, by złożyć wota na płycie symbolizującej grób Jana Pawła II nad jego chusteczką od nosa, nie mówiąc o próbie, czy może fakcie kropli krwi jako jego kolejnej relikwii ?, a może na archiwaliach kontestowanego do niedawno Prymasa Tysiąclecia, którego prywatne rękopisy mają być przeniesione pod kopułę wilanowskiej świątyni?

Toteż nie tam, czy do Łagiewnik, lecz na Jasną Górę przyniosły strwożone rodziny tragedią Smoleńska – usuniętą stamtąd tablicę, tu złożyli mundury lotników odartych ze czci i sławy – by prosić Matkę Bożą, aby nie zostali pozbawieni pociechy w Radiu i Telewizji TRWAM. Złożyłem również i ja obok reliktów tragedii – skrawek rozerwanego „Tupolewa” zanim wyrzucili nas siłą z bagienka zdrady sowieccy milicjanci w podczas pielgrzymki w dniu 7 IV 2011 r. Żyję nadzieją, że doczekam się prawdy o katastrofie, by zaprzeczyć opiniom o błędach „pijanego” generała czy niedołęstwie pilotów.

Toteż jeśli gorszy Gośkę, a może i autorów artykułu jasnogórski pomnik z nazwiskiem niewygodnego prezydenta (i kwiatu polskiej prawicy), który co niektórym przeszkadzał, to na zasadzie metafory warto pamiętać słowa Zbawiciela o kamieniu odrzuconym przez budujących, który tutaj stał się fundamentem, na którym wsparła się spiżowa tablica ofiar zamachu. To prawda, nie jestem zachwycony projektem pomnika z fikcyjną brzozą, ale jak symbol zakłamania też ma on swoją wymowę. Taki jest nasz obowiązek pomagać w znalezieniu prawdy. „My tu po to jesteśmy, aby budzić wiarę w narodzie”, wyznał w czasie okupacji penitent oskarżający się za brak patriotyzmu przed paulińskim spowiednikiem. Jestem dumny, że na tej drodze trwamy i dzisiaj, wszystko jedno ile jeszcze napisze na nas TP, „Gazeta Wyb.”, czy podstępne, lisie gazetki.

Tak można by mówić o wszystkich drobiazgach, które stoją na wałach, wiszą na ścianach, leżą w gablotach izb pamięci wotywnych. Osobiście nieraz buntuje się na ich mnożenie zamiast duchowej konferencji, ale cóż zrobić gdy wierni chcą w tej formie powiększać swoją wiarę? Toteż naszym adwersarzom chciałbym postawić pytanie, czy zastanowili się dlaczego bł. Jan Paweł II przysłał tu swoje wota i zakrwawiony pas? Wymienili go jednym ciągiem wśród pomników i tablic prostackim stwierdzeniem jako „maryjno-ojczyźniany Disneyland”, który Gośkę nie pobudza do duchowego życia. No właśnie, w tym widzi ona „przekleństwo Jasnej Góry, … że jej przestrzeń jest wykorzystywana do interesów politycznych, niekiedy bardzo doraźnych”. Tym razem, to co ją gorszy jest ważnym nerwem duchowości i zadań sanktuarium, a że Gośka i autorzy są może z pokolenia, gdy w latach powojennych Częstochowę przygotowywano do siania nienawiści i walki z Jasną Górą, to niech zechcą wiedzieć, że w latach w ΄70., a więc na kilka lat przed upadkiem komunistycznego systemu, rektor częstochowskiej WSP Marian Jakubowski z dwoma innymi teoretykami realnego socjalizmu, wydał instrukcję walki z Jasną Górą przez odcięcie jej wpływów na naród i utrudnienia z nią reszty świata. Plan bynajmniej nie upadł, linię kolejową odcięto via Częstochowa, po dwóch dekadach życzliwej współpracy z zarządem miasta, nowy zarząd wybrany kilka miesięcy temu odezwał się z tą samą siłą, z jaką nie jeden raz dawała o sobie znać wroga Kościołowi „Gazeta Wyborcza” w częstochowskiej mutacji z bluźnierczymi komiksami rzucanymi gratis pielgrzymom.

Obecnie, chociaż nie czytam z zasady „Tygodnika Powszechnego”, to jednak zadałem sobie trud prześledzenia kilku internetowych informacji o jego profilu, a także odwiedziłem Czytelnię ss. Franciszkanek przy ul. Piwnej w Warszawie, by sprawdzić poprawność wersji elektronicznej omawianego artykułu, którym mnie uraczono. Znalazłem w nim „okruch” Czcigodnego bpa Grzegorza Rysia, stałego współpracownika tegoż tygodnika, a dla mnie specjalistę po fachu w badaniach nad dziejami średniowiecza, wobec czego zaprosiłem go w 1994 r. z wykładem dla studentów. Jest on obecnie przewodniczącym Sekretariatu Episkopatu Polski d/s. Nowej Ewangelizacji.

Tak w skrócie, choć w szczegółach targają mnie jego wypowiedzi, na czym ta ewangelizacja ma polegać, skoro jak wyznał on w rozmowie z M. Műllerem „nie jest ona dla niewierzących, ale dla tych, którzy są ochrzczeni”. No właśnie, zdaje mi się, że takich pism jak TP nie biorą do rąk ateiści, lecz wąskie grono wiernych, którym model Kościoła hierarchicznego nie odpowiada, a nade wszystko model ludowej pobożności. Redakcja łącznie z gronem współpracowników w białych habitach (proszę nie mylić z paulińskimi), ma chyba w świadomości mocne słowa Jana Pawła II z okazji jubileuszu TP zaniepokojonego kierunkiem, jakim kroczy i co z jego działalności dzisiaj wynikło ? Pytanie to stawiam à propos artykułu zamieszczonego w początku sierpniu, gdy pielgrzymi ze wszystkich niemal zakątków Polski idą w modlitewnym marszu na Jasną Górę i na odpusty Wniebowziętej do wielu sanktuarium w Polsce.

Warszawska Pielgrzymka po raz 301, doszła na Jasną Górę z hasłem Kościół domem życia, a więc pod prąd modnym trendom rozbijania rodziny, morderstwom potomstwa itp. Treść omawianego tu artykułu w katolickim z tradycji tygodniku, jest smutnym obrazem aprobaty dla degradacji wszystkiego co stanowi wartość duchową i kulturową choćby 1/3 społeczeństwa, którego należy uszanować, a nie promować kaprysów sfrustrowanych jednostek żądnych igrzysk, a nie narodowej historii, gdy owa „Reszta Izraela” pragnie świętować z powagą rocznice zwycięstw lub też klęsk, których nie musi się wstydzić.

Toteż dołączam się do wdzięczności dla abpa praskiej diecezji Henryka Hosera i gratulacji dla niego ze strony sędziwego kard. Stanisława Nagyego, a współczuję tym, którym przyjaźń dla władzy nie pozwoliła bronić narodowych świętości. No cóż, nie wszyscy pamiętają o rzymskiej maksymie – Amicus Plato, sed magis amica veritas!

Dla informacji dedykuję zainteresowanym jedno z mocnych przemówień bł. Jana Pawła II do biskupów polskich, by nie zgasili promyka nadziei, jaką naród żywi do Jasnogórskiej Matki, danej nam ku obronie (L̀Osservatore Romano, wyd. pol., 17: 1993 nr 3).

Warszawa, 10 sierpnia 2012. o. prof. Janusz Zbudniewek (paulin)

Maria Kowalska
http://niepoprawni.pl

Pomińmy milczeniem przebijający w artykule kult smoleński… reszta jest słuszna, acz niezbyt zaskakująca „heretyków Tradycji” swymi treściami. – admin

Komentarzy 50 do “Nowy atak „Tygodnika Powszechnego” na Jasną Górę”

  1. błysk said

    Artykuł jest przemieszaniem różnych treści: a więc słuszny odpór dany atakującym Jasną Górę , w tym TP /którego prawd. mało kto czyta/,ale z drugiej strony ów kult smoleński i kult JPII,co jak na profesora świadczy nie najlepiej o jego spostrzegawczości. Chciałbym też zwrócić uwagę,że w klasztorze o,paulinów na ul.Długiej w Warszawie mają miejsce tzw. msze neokatechumenatu ,a zatem i zakon paulinów nie jest wolny od współpracy z herezją. Może czas zainteresować się i własnym podwórkiem ,tym bardziej że pisano coś niepokojącego o jakichś niepokojących „dodatkach” do Obrazu NMP na Jasnej Gorze.

  2. błysk said

    Także kult Józefa Piłsudskiego w obrazach na Jasnej Gorze, co jest już zupęłnej materii pomieszaniem zważywszy na wątpliwą religijność i wątpliwy katolicyzm Piłsudskiego.

  3. Jones said

    Przykro jest mi to napisac, ale Paulini przeszli na strone Szatana.

    To nie jest juz ten sam zakon co za Kard Wojtyly.

    Jasna Gora jest Okupowana tak jak KUL z naszych skladek zbudowany i juz Judeoepiskopat.

    To co na Jasnej Gorze czasem dobrego sie uslyszy to tylko podrygi w moim mniemaniu dla zmylki….powoli, powoli zmylic, przekierunkowac….TALMUD

    Zaden Paulin nie pozwolilby wejsc Pielgrzymce z Kobietami „tanczacymi na Rurze”…

  4. Witek w okularach co mu tramwaj włosy obciął said

    Piórem w ślepia:
    autor anonimowy.

    SZOWINISTOM ŻYDOWSKIM, NIEMIECKIM I MASONOM DO SZTAMBUCHA !

    Morderco Egipcjan i Greków na Cyprze,
    Żywcem piłowanych. Tego się nie wyprzesz.
    Zmurszałe twe plemię, już Didor wspomina…,
    Hańbą się okryłeś – zabijając Syna,

    Boga i Człowieka. Mimo twego trudu,
    Zniszczył On twą pychę „wybranego ludu”.
    Odtąd ci zostało w zawody iść z czartem,
    Kto większym złoczyńcą, szują i bękartem.

    Z Hitlerem zawarłeś umowę wieczystą,
    Przedłużyłeś wojnę… o dwa lata blisko,
    Na zagładę Niemcom, z Polski, z Europy,
    Wysłałeś swych braci, w Oświęcim, w Sztutthofy…

    Dla Niemców Hitlera dałeś złota tony,
    Żydów – SS-manów i pomysł szalony,
    By za twe „srebrniki” nadczłowiek germański,
    Mordował część żydów i „gojów” słowiańskich.

    Niemiec Polskę obsiał, za to żydzie złoto,
    Obozami śmierci. A dziś ! O sromoto !
    Twe banki i Niemce, złotem z trupów zdjętych,
    Przekupują żydów – „…lud z ziemi wyklęty !

    100 milionów istnień słowiańskich potworze,
    Uśmierciłeś w wieku dwudziestym lub gorzej.
    Libero-komuna, dwie wojny światowe,
    Liban, Jugosławia, bolszewizm, dzień kobiet.

    Morderstwa poczętych i nie narodzonych,
    Katyń, Palestyna, to owoc szalony,
    Zdziczałego twego – szowinizmu dzisiaj,
    Zadżumiona bestio, herbu syfilisa.

    Zbrodnią i mamoną – chcesz zarządzać Światem,
    Dla ELIT Narodów stałeś się więc katem !
    Masonów zrodziłeś, jako wszech-światowy,
    Wspólnie z czartem pomiot – okrągłostołowy

    Skrywasz ludobójstwa ! Z Niemcem współpracujesz,
    Ograbiasz Polaków, przemysł likwidujesz.
    Kanalia Geremek ochoczo gardłuje;
    Chłopskich dwa miliony gospodarstw zrujnuję.

    Skrzeczy Lewandowski, błazen ministerialny,
    „Własność jest dla obcych…” – Podatek katastralny,
    Pozbawi POLAKÓW WŁASNOŚCI i ziemi,
    W Judeo-Germanię wnet Polskę przemieni !

    W NATO-wskim mundurze, z US-Army żołdakiem,
    Chcesz żydzie i Niemcze zawładnąć Polakiem.
    Z Brukselą Słowianom tworzysz UE – żydo raj, (Reich)
    I z Niemcem co usprawnił, RU-szt w „ARBEIT MACHT FREI”

    Jugo-SŁOWIAN niszczysz NATO-wskim bagnetem,
    Na landy ćwiartujesz, niemieckim odwetem,
    Za klęski co Serbia, im w wojnę zadała.
    Doczekasz się żydzie zagłady kahała !

    Będziesz w piekle tańczył zmieciony w czeluści,
    Przetrącony Mieczem Piastowskim, oszuście !
    Tym mieczem, o którym Jeremiasz wspomina,
    Będziesz wytępiony ! W y b i j a g o d z i n a !

    A dziś pluję w ciebie, ty… pokrętny draniu,
    Pluję w „Talmud”, „Mein Kampf”, rano przy wstawaniu,
    Na twe banki, „Hity”, na CIELCA ZŁOTEGO”…,
    Na Wajdę, Cywińską i Szczypiorskiego !

    Pluję na pismaków z „gazety Wyborczej”,
    Na Olgę Lipińską i jej kabarety.
    W przybłędów z „Midrasza” i D. Warszawskiego,
    W Alinę Grabowską i Mazowieckiego.

    W Jan K.(a) Bieleckiego i Czesia z Warszawy,
    I w rabinów Weissów i w ich mózg koślawy.
    W Kongres wszech-Światowy Żydów w Ameryce,
    Co milczał, gdy żydów mordowały „FRYCE”.

    Tfu ! Pluję na Urbana „wszawego wypierdka”,
    Pluję na Kuroniów…, Michników…, Geremka.
    W mózg Balcerowiczów i Kwaśniewskim w oczy,
    W pogańską tradycję, boś świnią w swołoczy !

    Lichwiarzu, oszuście, spekulancie , zdrajco,
    Rozsiewco kalumnii, zbrodni winowajco,
    Sprzedajny Judaszu, Świata burzycielu,
    Talmud cię prowadzi – w piekło – wprost do celu.

    Parchaty szmatławcu, zbrodnią naznaczony,
    Ty dziki szubrawcu przez wieki tępiony,
    Zrodzony przez biesa, Lucyfera synu,
    Lepiej dla ludzkości, gdybyś sczezł, zaginął !

  5. Dzięcioł said

    Re Błysk; pełna zgoda, nie brak w tym tekście pomieszania z poplątaniem, takiej papki modernistycznej, gdzie prawda miesza się z błędem. Faktycznie, niezbyt błyskotliwa myśl jak na duchownego i profesora.

  6. Jones said

    Niedaleko Jasnej Gory jest miasteczko Wieruszow. Tam chyba zmarl Ksiadz Kordecki w tym Klasztorze rowniez Paulinow. Co tam sie dzieje …po rostu upadek.

    Ten Upadek jest widoczny w Wybudowanym przez Wiernych bez oporu zadengo Ksiedza, zakonnika – KOsciola Modernistycznego, Judeokatolickiego o ksztalcie PIRAMIDY.

    Msze oczywiscie sa tam Judeokatolickie, Dupa do Tabernakulum z rewia Mody… owoce oczywiscie sa widoczne – z miasteczka niegdys b Katolickiego zrobila sie Siedziba NeoZydow, upadek, rozwody, satanizm dzieci
    —————-

    Kobiety przekroczyly i tam granice – zamiast posiadac poczucie wstydu i ochranic swe cialo przed oczyma mezczyzn i innych kobiet to one ubraniem podkreslaja Sexualnosc….bezgranicznie….cywilizacja prostytucji, nudyzmu…

  7. Jones said

    Czego Komunizm nie dal rady zrobic – Liberalizm dosiegnal.

    I tak jest w Calej Polsce, procz jak mi sie wciaz wydaje wsrod Prawoslawnych i Bractwa Wiernych, przynajmnie nie na taka SKALE i nie w takiej Formie

  8. aga said

    Liberalizm tzw. lefebrystów polega na atakach na Papieży ,co jest wyjątkowo perfidną odmianą tegoż liberalizmu.Na straży Tradycji ale w Jedności i pełnej Komunii z Namiestnikiem Chrystusa stoją nie tylko Tradycjonaliści z Bractwa Św. Piotra ale także Opus Dei .

    słowa św. Josemarii Escrivy de Balaguer: „Wierność Biskupowi Rzymskiemu zakłada jasny i określony obowiązek poznania myśli Papieża wyrażonej w encyklikach bądź w innych dokumentach i starania się ze wszystkich sił, aby wszyscy katolicy z uwagą słuchali nauczania Ojca Świetegoi do tego nauczania dostosowywali swoje życie” (Kuźnia 633)

    „My katolicy powinniśmy pamiętać, że w hierarchi miłości i autorytetu po Bogu i naszej Matce, Najświętszej Maryi Pannie, znajduje się Ojciec Święty. Niech codzienna pamięć o wielkim ciężarze, jaki spoczywa na Papieżu i na biskupach, zobowiązuje cię do czczenia ich i kochania miłością prawdziwą oraz do wspomagania ich twą modlitwą” (Kuźnia 135,136)

    Źródło: Josemaria Escriva, „Forja”, tłum. Jan Jarco, wyd. Apostolicum, Katowice-Ząbki 2001, s. 616-617.

    „Przyjmuj słowo Papieża z religijną pokorą, wewnętrzną i skuteczną akceptacją; i przekazuj je innym! Kochaj i czcij Ojca Świętego, módl się i umartwiaj w jego intencji – z coraz większym oddaniem – gdyż jest On fundamentalną opoką Kościoła. Przez wieki i do końca naszych czasów kontynuuje wśród ludzi owo dzieło uświęcenia i rządzenia, jakie Jezus powierzył Piotrowi” (Kuźnia 133,134)

    A filarem TRADYCJI jest przyjmowanie podstawowych prawd wiary katolickiej :

    1. rola Magisterium Kościoła

    2. prymat papieski

    3. potrójna władza następców Apostołów, a wśród nich szczególna rola następcy św. Piotra

    Jak czegoś nie wiem to kierunek Rzym,Panie JO a wszystko inne to schizma, odszczepieństwo, a w końcu herezja!

    KKK:

    – 889: Dla zachowania Kościoła w czystości wiary przekazanej przez Apostołów, sam Chrystus, który jest prawdą, zechciał udzielić swojemu Kościołowi uczestnictwa w swojej nieomylności. Przez „nadprzyrodzony zmysł wiary” Lud Boży „trwa niezachwianie w wierze” pod przewodnictwem żywego Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.

    891: Nieomylnością tą z tytułu swego urzędu cieszy się Biskup Rzymu, głowa Kolegium Biskupów, gdy jako najwyższy pasterz i nauczyciel wszystkich wiernych Chrystusowych, który braci swych umacnia w wierze, ogłasza definitywnym aktem naukę dotyczącą wiary i obyczajów… Nieomylność obiecana Kościołowi przysługuje także Kolegium Biskupów, gdy wraz z następcą Piotra sprawuje ono najwyższy Urząd Nauczycielski”, przede wszystkim na soborze powszechnym. Gdy Kościół przez swój najwyższy Urząd Nauczycielski przedkłada coś „do wierzenia jako objawione przez Boga” i jako nauczanie Chrystusa, „do takich definicji należy przylgnąć posłuszeństwem wiary”. Taka nieomylność rozciąga się na cały depozyt Objawienia Bożego .

  9. Marucha said

    Re 8:
    Znów rozmija się Pani z prawdą:

    Liberalizm tzw. lefebrystów polega na atakach na Papieży ,co jest wyjątkowo perfidną odmianą tegoż liberalizmu.Na straży Tradycji ale w Jedności i pełnej Komunii z Namiestnikiem Chrystusa stoją nie tylko Tradycjonaliści z Bractwa Św. Piotra ale także Opus Dei .

    1. Używa Pani słowa „liberalizm”, które tak pasuje do Bractwa, jak kij do oka.
    2. Bractwo nie atakuje papieży, lecz się za nich modli. Natomiast atakuje przejawy modernizmu, od kogo by nie pochodziły.
    3. Piękna mi „straż Tradycji” w pełnej komunii z herezjami Vaticanum II.

  10. Tralala said

    ad 8
    No, no, pani Ago, przeszla juz Pani nawet sama siebie – gratulacje !
    …..

    La Croix -10 wrzesien 2012

    ——————————————————————————–
    3 000 do 4 000 pielgrzymow – tradycyjnych katolikow oczekuje Rzym od 28 pazdziernika do 3 listopada. Ta pielgrzymka « Summorum pontificum » na na celu podziekowanie Benedyktowi XVI wyzwolenie eucharystycznej celebracji wg. nadzwyczajnego rytu.
    Punktem kulminacyjnym pielgrzymki (wg. jej kapelana P. Claude Barthe, bedzie celebracja rytu sw. Piusa V w bazylice St. Piotra, w sobote 3 listopada o godzinie 10. Jezeli ta celebracja jest byla slusznie zezwolona przez kard. Angelo Comastri, glownego kaplana baziliki, nie znane jest jeszcze miejsce przeznaczone dla niej we wnetrzu bazyliki, ani nazwisko celebrujacego. Taka celebracja odbyla sie juz 2 razy w bazylice sw. Piotra. Nie wiadomo tez czy ta pielgrzymka zostanie przyjeta na audiencji u B. XXVI. (tlumaczenie na kolanie)
    http://tradinews.blogspot.fr/

    O takiej przyszlej celebracji, mowil w kazaniu z 12.08.12 ks. Chazal

    „…Obecnie istnieje plotka, że będzie we wrześniu wielkie zawiadomienie o wielkim święcie miłości i pojednania, coś w rodzaju hootenanny, wiecie, z udziałem wszelkich Bractw i Instytutów indultowych i Motu Proprio, wszyscy zebrani dookoła Benedykta XVI-go w samej bazylice św. Piotra, w celu wzbudzenia apetytu u reprezentantów FSSPX, w perspektywie podpisania [zgody] w 2013 roku.
    To jest głównie to, co zauważamy na horyzoncie, warunkowo, bo – czemu nie wyobrazić sobie, że Benedykt XVI ma w rękawie inną kartę : użyć majestat rzymskich budowli do, jak my to nazywamy, wielkiego pojednania, wiecie, wielka klasa, wszędzie koronki, klamry, jastrychy i złocone ornamenty, wszelkie przybrania, zewnętrzne piękno tradycyji, wszelkie zewnętrzne oznaki. Wyobraźcie sobie pociąg ze wszystkimi zewnętrznymi oznakami Tradycji, który zbliża się ku ziemi Euforycznego Pojednania, prosto w kierunku zniszczonego mostu znajdującej się w dole linii torów – nie pierwszego, drugiego, trzeciego roku, lecz pięć lat później…”
    http://zniepokalana.blogspot.fr/2012/09/kazanie-ks-francois-chazala-z-12082012.html

  11. Fran SA said

    Zgadzam sie. O Jasnej Gorze i zmianach w klasztorze akurat nic nie wiem, wiec nie zabieram glosu. Ale artykul jest bardzo powiklany. Szczegolnie dla takich jak ja, co o radosnej dzialanosci klasztoru niewiele wiedza. Przekaz tego slowotoku jest nieczytelny a i polszczyzna niezreczna. Skladnia zdania przypomina troche motek welny, do ktorego dobral sie rozbawiony kotek.
    Na ogol sie nie czepiam niczyjego pisania bo kazdy pisze jak umie – i nie kazdy musi byc erudyta i Szekspirem – ale od akademika z tytulem profesora nalezaloby wymagac troche wiecej przejrzystosci stylu. Czy ten pan profesor Paulin wyglasza kazania?

  12. Kudlaty said

    Pani Ago,prosze nie streczyc Escrivy
    „Warto odnotować, że jak na ironię, skrajnie prawicowa opozycja zarzuca czasem Escrivie i Opus Dei postawę „kryptożydowską”. W 1942 r. jeden z hiszpańskich profesorów prawa, związany z Falangą, pisał, że grupa członków Opus Dei założyła stowarzyszenie o nazwie Socoin, będącej akronimem słów: Sociedad de Colaboración Intelectual (Towarzystwo Współpracy Intelektualnej). Rzeczywistego znaczenia tej nazwy trzeba, zdaniem profesora, szukać w rabinicznej hebrajszczyźnie, w której określenie socoim odnosi się do sekty morderców. Opus Dei jest więc, jak sugerował, „żydowską sektą masońską” lub przynajmniej „żydowską sektą związaną z masonerią”. W 1994 r. kolumbijska oficyna Orion Publications wydała książkę Opus Judei, poświęconą ujawnieniu „ukrytego judaizmu Opus Dei”. Jej autor utrzymuje, że w XX wieku tajne żydowskie grupy w Hiszpanii przeniknęły do Opus Dei i duża część jego symboliki i słownictwa wywodzi się z żydowskiej tradycji mistycznej i kabalistycznej. Sugeruje też istnienie pewnych związków między finansowymi operacjami Opus Dei i „międzynarodowym żydostwem” (s. 64-66).
    Jarosław Sołtys 07.06.2006/JS
    John L. Allen, jr., Opus Dei, Świat Książki, Warszawa 2006, s. 352.

  13. aga said

    Panie Marucha nazywanie papieży „heretykami i apostatami to nie atak?

    Brak jedności z Głową Kościoła Katolickiego to szczyt modernizmu i liberalizmu o jakim nie sniło się nawet piętnującym to zjawisko papieżom.

    Filar Tradycji katolickiej to uznawanie Prymatu Papieża.

    Wszystko inne to odszczepieństwo, i nie wnikam na lewo czy na prawo.

    Największa herezją dla katolika to mówienie,że papież jest heretykiem a jego nauczanie lub nauczanie soboru – herezją.

    Ale zapewne komuś komu bliskie jest odszczepieństwo prawosławne jak i różnym „autonomistom ślaskim”,którzy zaludniaja kaplice Bractwa w Szczecinie i na Śląsku to nie straszno i nie dziwnie.

    Nowa forma walki z papieżem rzekomo dla dobra Kościola jest bardziej chwytliwa i chyba skuteczna niż prymitywne walenie w niego różnych ateuszy i lewactwa.

    Luter „ratował i naprawiał „padły” Kościół bez Niepokalanej a teraz widze ,że są grupki samozwańcze,które będą „naprawiać ” Kościól – zniepokalaną.
    Cóż,diabeł tez rozwija się w swojej perfidii

    Pani bredzi, Pani Ago. Bredzi, zmyśla, konfabuluje. – admin

  14. aga said

    – Jestem RZYMSKIM-KATOLIKIEM to moja duma,

    – KOCHAM Czcigodnego Następcę św. Piotra i modlę się za Niego,

    – jestem wdzięczna Bogu, że mogłam żyć w czasach tak wspaniałych Papieży jak Jan Paweł II i Benedykt XVI,

    – przyjmuję w pokorze i z pewnością sumienia całe nauczanie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła,

    – dziękuje Bogu za Katechizm Kościoła Katolickiego,

    – dziękuje Bogu, za niewiarygodne i wspaniałe dzieło, niejako namacalny dar Ducha Świętego jakim był i jest Sobór Watykański II,

    – cieszę się i mam wielki pokój duszy, że dzięki łasce Bożej trwam w jedności z moją najmilszą Matką Kościołem Świętym, która zrodziła mnie do życia w wierze i karmi mnie pokarmem dającym życie tj. Słowem Bożym czystym, nieskażonym, zbawiennym

    – dziękuje za Świętych Pasterzy w Kościele, którzy nie pozwalają by moją duszę omamiły jakieś błędne nauki

    – dziękuje za każdy sakrament pokuty, w którym dusza moja doznaje wewnętrznego oczyszczenia i pojednania z Bogiem i Kościołem

    – PANIE JEZU CHRYSTE nie pozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie i czcigodnego Namiestnika Twego. UBI CHRISTUS, IBI PETRUS, UBI PETRUS IBI ECCLESIA!!!!

    No to mamy deklarację wiary pani Agi. Komentować nie będę, bo nie chcę kląć, zwłaszcza pod adresem „niewiarygodnego dzieła” protestantów i msaonerii, jakim był II Sobór i jego osławione „dobre owoce”.
    Teraz czekamy na zaprzeczenie w żywe oczy, iż p. Aga wszakże bynajmniej żadną modernistką nie jest. – admin

  15. aga said

  16. Kudlaty said

    Re 12
    Jednym ze źródeł informacji o postawie Escrivy wobec Żydów jest cytowany często przez rzeczników Opus Dei fragment ze spotkania w Wenezueli 14 lutego 1975 r. Ktoś z publiczności wstał, by zadać Escrivie pytanie. A oto co działo się dalej:
    Pytający: Ojcze, jestem Żydem…
    Escrivá: Bardzo kocham Żydów, bo do szaleństwa kocham Jezusa, który jest Żydem. Nie mówię: był, ale jest. Iesus Christus eri et hodie ipse et in saecula. Jezus Chrystus wciąż żyje i jest Żydem tak jak ty. Drugą miłością mojego życia też jest Żydówka – błogosławiona Dziewica Maryja, matka Jezusa Chrystusa. Dlatego patrzę na ciebie z sympatią…
    Pytający: Myślę, Ojcze, że odpowiedziałeś na moje pytanie.

    Wiele żydowskich źródeł przyznaje, że Escrivá czuł, jak piszą, sympatię do judaizmu. Rabin Angel Kreiman, były naczelny rabin Chile i wiceprzewodniczący Światowej Rady Synagog, mówił o Escrivie na poświęconym mu kongresie w Rzymie w 2002 r.: „Wiele pojęć Josemarii Escrivy przywodzi na myśl tradycję talmudyczną i ujawnia jego głębokie umiłowanie świata żydowskiego… Tym, co najbardziej upodabnia jego nauczanie do judaizmu, jest powołanie człowieka, by służył Bogu twórczą pracą, doskonaląc dzieło stworzenia każdego dnia przez doskonałość pracy”. Kreiman, który w 1994 r. stracił żonę w zamachu bombowym na żydowski dom pomocy społecznej w Argentynie, dodał: „Członkowie Opus Dei pomagali mi od pierwszych dni moich studiów wytrwać przy powołaniu; widziałem, że tak samo pomagali innym rabinom, za co jestem im głęboko wdzięczny”

  17. Jones said

    Doszlo do Takich czasow, ze Katolik jest nazwany Heretykiem a Heretyk Katolikiem.

    Doszlo do takich czasow, gdzie Zyd jest zwany Polakiem a Polak Terrorysta, Beretem…

    Dojdzie juz niedlugo, ze tacy jak Pani Aga dadza przyzwolenie na naz Mordowanie…bo Tradycyjny Katolicyzm bedzie okrzykniety Niebezpieczna Terrorystyczna Sekta scigana z Urzedu jak „Talibowie”

  18. Fran SA said

    Pani Ago,
    I ja tez czasem lubie zacytowac rozne rzeczy ale bardzo sie staram, zeby pasowaly do dyskusji i popieraly moje argumenty.
    Levebrysci maja racje, poniewaz zaden Sobor nie ma prawa zmieniac liturgii. Tylko zydom wszystko wolno.
    Postanowienia II Soboru sa co najmniej zaskaujace. Co ma papiez do Holokaustu??? Czy do antysyjonizmu? Co to w ogole znaczy? Dlaczego zabrania sie Modlitwy Piatkowej? Gdzie to pisze, ze Papiez ma przepraszac zydow? I za co? Albo opowiadac, ze do zbawienia nie sa potrzebne dobre uczynki.?
    Czy jak moja rodzina, babcie i dziadki i prababcie modlily sie po lacinie, to znaczy, ze te modly byly niewazne?? To do Soboru caly Kosciol bladzil i namawial do herezji?
    Dlaczego koscioly maja teraz przypominac synagogi a tzw. msze, jakies szamanskie wystepy dzikich ludow znad Zambezi? U nas pod koniec mszy teraz trzeba mowic ‚Pokoj z toba/wami’ (Peace be with you) Takie troche ‚szalem alejchem’. Bardzo trudno sie skupic na modlitwie w obecnym ‚obrzadku’.
    Papiez jest Namiestnikiem Boga na Ziemi a nie pana Netanjahu i innych Chazarow z Tel Awiwu.
    Papiez jest wybierany jako glowa Kosciola Katolickiego. Trudno, zeby spelnial zachcianki tych, co nienawidza Chrystusa i na widok Krzyza wyja jak wilki w lesie zimowa pora.
    Papiez nie jest Bogiem. Papiez odpowiada przed Bogiem.
    Nie pojmuje jak zachowanie swietych tradycji i obrzedow religijnych mozna nazwac ‚liberalizmem’.
    Wedlug Pani argumentow, to nastepnym papiezem moze byc wybrana np. pani Clinton
    A Lefebrysci to taki liberalizm jak z futeralu instrument.

  19. Wojtek said

    Pani Ago, mówiąc po prawdzie, to tradycjonaliści z bractwa św. Piotra, z ich przełożonym polskim, a także Opus Dei nie są obrońcami tradycji, a jedynie idą w forpoczcie „odnowy”.
    Tyle że odnowy szatańskiej, przygotowującej na przyjście antychrysta.

  20. Tralala said

    Panie Marucha, czy Pan moze nam oszczedzic galimatiasu pani Agi?

    Jestesmy w trudnym momencie, kiedy trzebaby zebrac sily by bronic ostatniego bastionu Tradycji. To jest wazne nie tylko dla „lefebrystow”, ale dla calego KK, ktory kiedys sie podniesie – daj Bog – z tej masonskiej herezji, wazne dla Polski, ktora nie stanie na nogi bez czystej wiary w Naszego Pana, wazne dla niewierzacych, ktorzy by sie nawrocic musza miec na czym sie oprzec (co nie jest „mysle co chce”, ale wyraznym Tak i Nie) .

    Takie „tanczace we wszystkie strony” wpisy nie pomagaja „niezdecydowanym” obrac wlasciwego kierunku. Z herezja sie nie dyskutuje, jak powiedzial sw. Pawel, a swiety kardynal Robert Bellarmin pisal :
    « Tak jak wolno oprzec sie papiezowi , ktory dokonuje agresji fizycznej, tak samo wolno opierac sie mu kiedy czyni zlo duszom, lub powoduje zaklocenia w spoleczenstwie, a jeszcze bardziej gdy probuje niszczyc Kosciol. Dozwolone jest, mowie, oprzec mu sie nie wykonujac jego rozkazow i przeszkadzajac zrealizowaniu jego woli. » (Z Romano Pontefice, l. II, c. 29)

  21. Jones said

    ad.20 Dolaczam sie do Wielkiej Prosby Pani Tralalala. Prosze o Moderowanie Wypowiedzi Pani Agi. Modernistyczne teksty – BANOWAC

  22. Amadeus said

    Ja także nie rozumiem jak można porównywać tradycjonalizm do liberalizmu. Po za tym zgadzam się z twoją wypowiedzią Fran.
    Co do pani Agi, pani chyba nie zauważa znaków dzisiejszych czasów.
    Także jestem Katolikiem ale…
    Watykan traci wiarę właśnie przez ustalenia na soborze Watykańskim II. Ponieważ wpuścił w swoje szeregi sekty protestanckie i żydów. Teraz to właśnie oni tworzą prawo, tradycyjny Watykan leży na łożu i kona.
    Dlaczego papieże przed-soborowi (II sobór watykański) w swoich encyklikach przestrzegali przed masonerią-czcicielami diabła. A sobór Watykański II otworzył drzwi Watykanu przed tą sektą.
    Więc nie dziwne są wypowiedzi czołowych egzorcystów watykańskich, że wiele, a nawet większość kardynałów czci diabła.
    Toczy się wojna, a pani tego nie zauważa i ślepo wierzy we wszystko co wypowiedzą wątpliwej wiary kardynałowie. Pani wręcz wymaga ślepego posłuszeństwa diabłu.
    Nie zadała sobie pani pytania: dlaczego w tych właśnie czasach Watykan wręcz wymaga ślepego posłuszeństwa?

    Przykład sekciarskiej wypowiedzi prefekta kongregacji do spraw wiary: Kapłani nie muszą wierzyć w przemienienie chleba w ciało, wina w krew.
    Tylko jest jedna pułapka i szatan dobrze o tym wie, jak kapłan nie wierzy w przeistoczenie to te przeistoczenie w ogóle nie następuje. Wierny wtedy przyjmuje tylko zwykły chleb nic więcej, nie dostaje żadnych łask. To tak jakby w ogóle przestał przyjmować komunie. Nie wspominając o bluźnierczym przyjmowaniu Komuni Świętej, czy niedokładnym a wręcz nie właściwym odprawianiu mszy itd..
    Ale nie, dla pani to wszystko co zostało ustalone na SWII i teraz jest mówione i robione przez pseudo kardynałów jest wręcz świętością i musimy powtarzam musimy według pani się do tego stosować.

    Bóg nie lubi modernizmu, zniszczy go, a niestety pani jest po stronie modernistów.

  23. Amadeus said

    Tralala napisał/a:
    « Tak jak wolno oprzec sie papiezowi , ktory dokonuje agresji fizycznej, tak samo wolno opierac sie mu kiedy czyni zlo duszom, lub powoduje zaklocenia w spoleczenstwie, a jeszcze bardziej gdy probuje niszczyc Kosciol. Dozwolone jest, mowie, oprzec mu sie nie wykonujac jego rozkazow i przeszkadzajac zrealizowaniu jego woli. » (Z Romano Pontefice, l. II, c. 29)

    I to święta racja, nie można iść za wilkami, które polują na duszę. Nie można iść za ślepymi przewodnikami. To Bogu nie jest miłe kiedy ktoś za takimi podąża. Po za tym czy wtedy nie łamie I przykazania Bożego?

    Właśnie, przyszedł czas oporu.

  24. AV said

    Trochę z innej beczki. Kumpel w pracy mi powiedział, że Gadzinówka Wybiórcza przestaje się ukazywać w formie papierowej od dnia 1 stycznia 2013 r!!! Być może na forum była już taka informacja, ale w razie „W” informuję/przypominam. PS nie wiem skąd ma te info, ale pieje z zachwytu o tym od kilku dni (ja też). 🙂

  25. Jones said

    Czas oporu To dzialanie a nie tylko gadanie. Opuscmy matke, ojca, zone, dziecko jezeli nie slucha Jedynej Prawdy.

    Ja musialem oddalic sie od tych co nie sluchali….

    Nie Chdzmy na judeoMsze, Zydowskie Msze. Opuscmy Zydowskie Koscioly.

    Nie bierzmy Kredytow z Bankow Zydowskich.

    Nie ogadajmy Zydowsko-Masonskiej Teliwizji, nie sluchajmy ich Radio.

    Odrzucmy Zydowska Mode Unisexu, dzinsowych spodni, unisexu kurtek, czapek, butow, ….

    Orozniajmy sie Detalami, ktore KRZYCZA delikatnie ale dzialaja jak ATOM …..

    Laczmy sie w Tradycjonalistow Grupy, wspomagamy sie, napominajmy, nosmy Brzemiona drugich….Separujmy sie Od Unych-Zydow-Modernistow-Masonow nawet jak beda bbb mili….

    Dbajmy o Wlasne Rodziny z mysla o 7 pokoleniu

    Rodzine poswiecmy Panu Bogu wiedzac, ze Nasze dzieci sa Dla Niego – zrozum, ze kazde dziecko urodzone na Chwale Boga cieszy Trojce Swieta – z Naszych dzieci maja byc Ksieza Tradycyjnie-Ortodoksyjnie Katoliccy…

    Wspomagajmy Naszych Tradycyjnych Ksiezy. Walczmy o nich, pracujmy razem z nimi i dla nich, oni potrzebuja Nas jak My Ich…

  26. Roz said

    Popieram prosby by chazarskiej rajfurze Adze postawic szlaban. Dosc belkotu.

  27. Z zezem said

    W tych parchatych czasach i weterynarz moze zostac Papiezem.

  28. Kronikarz said

    Niech zyje walecznosc i akuratnosc spojrzenia Gajowego !

  29. Kronikarz said

    Aga, ha, haha, znaczy, ze Aga to mocherowy koncentrat,

    …alez ona nie dosasta do piet prostym babinom wierzacym w Boga, no no, czyli, ze ta Aga jest tu pospolita dywersantka, ciekawe, moze i tak, bo taka ta Agunia zawsze pismacko pobozna, taka waleczna, ale z kim, no z takimi jak Michalkiewicz, kurcza, jaka papapetyczka z tej Agi, a tfu, i ona chciala mnie ze znajomosci tekstow kiedys sprawdzac, ona ciagle pluje na Michalkiewicza, a no prosze sobie poczytac tu, chocby tu :

    o „koszernej świni z rogami” Stanisława Michalkiewicza

    Posted by Włodek Kuliński – Wirtualna Polonia w dniu 2012-09-12

    Przecież Izrael, przyznający sobie prawo unicestwienia każdego, kto stanie na drodze urojeń wyznawanych przez kierujących tym państwem szowinistów w rodzaju „oszusta pokojowego” Szymona Peresa, jest ideologicznym, a może nawet – również politycznym spadkobiercą przywódcy III Rzeszy.

    • • • •

    Koszerna świnia z rogami

    Ach, jaka szkoda, że Hitler tego nie dożył! A ściślej mówiąc – nie tylko on, bo jestem pewien, że i Józef Stalin nie posiadałby się z radości na wieść, że rząd niemiecki „opowiada się” za wprowadzeniem obowiązku instalowania w prywatnych samochodach kamer pozwalających na obserwowanie w czasie rzeczywistym zarówno kierowców, jak i pasażerów. No i słuszna jego racja – bo czyż w IV Reichu, budowanym właśnie przez Naszą Złotą Panią można sobie wyobrazić sytuację, w której przestrzeń w prywatnych samochodach wymyka się kontroli Gestapo? Tego nie można wyobrazić sobie nawet w gorączce, zwłaszcza gdy zwrócimy uwagę, że powierzchnia prywatnych samochodów w dzisiejszych czasach jest porównywalna z powierzchnia niewielkiego państwa. A czyż w IV Reichu można pozostawić taką dużą powierzchnię poza zasięgiem Gestapo? Jasne, że nie można, toteż tylko patrzeć, jak obowiązek instalowania kamer podglądających kierowców i pasażerów prywatnych samochodów zostanie wprowadzony nie tylko w Niemczech, ale całej IV Rzeszy, a zatem – również w naszym nieszczęśliwym kraju.

    Wprawdzie banda konfidentów poprzebieranych za dziennikarzy tych wszystkich – ach, chciałem już wymienić nazwy tych wszystkich ubeckich stacji telewizyjnych, a nawet nazwiska konfidentów poprzebieranych za dziennikarzy – ale skoro kolega Ziemkiewicz został zmuszony do dobrowolnego rewokowania w procesie z panem redaktorem Durczokiem, to znaczy, że niezawisłe sądy musiały już otrzymać stosowne instrukcje. Ha! W takim razie mój proces z TVN-em dobrze nie wygląda i tylko patrzeć, jak pełnomocnikujący tej stacji pan profesor Kruszewski, u którego boku w procederze zaprawia się również córka, (niedaleko pada jabłko od jabłoni!) za sprawą niezawisłego sądu przytroczy sobie do pasa również i mój skalp. Niech mu tam będzie na zdrowie; w państwie takim, jak nasz nieszczęśliwy kraj, miejsce ludzi normalnych jest w więzieniu, natomiast kryminalistów i łajdaków – w rządzie, a w najgorszym razie – w opozycji. Nie widzę jednak powodu, by ułatwiać mu sytuację. W końcu nawet w Piśmie Świętym jest powiedziane, że każdy będzie zdobywał swój kawałek chleba w pocie czoła. Tedy – chociaż jestem pewien, że i on wie i ja wiem – to milcz serce!

    Zatem wprawdzie banda konfidentów… – i tak dalej – kręci nosem na te regulacje, bredząc coś o „przestrzeni wolności” – ale nie zwracajmy najmniejszej uwagi na tę perfumowaną kupę gówna. To tylko z powodu niedzieli, kiedy to oficerowie prowadzący grillują na daczach i zaprawiają się bimbrami – ale kiedy w poniedziałek przyjadą do swoich biur, to niezależne media dostaną stosowne iskrówki („i skoczyła iskrówka, zawrzały redakcje”), a poprzebierani za dziennikarzy konfidenci zaczną śpiewać z innego klucza. Zresztą nie tylko konfidenci – bo przecież zdecydowana większość dziennikarzy w naszym nieszczęśliwym kraju, to banda idiotów, którzy – podobnie jak Dajakowie na Borneo – nie potrafią uchwycić związku przyczynowego miedzy spółkowaniem, a rodzeniem się dzieci. Stąd w tych środowiskach taka popularność zapładniania w szklance; skoro są pewni, że mleko robi się w fabryce, to pewnie myślą, że dzieci też.

    Wystarczy przypomnieć klangor podniesiony przed kilkunastu laty, kiedy na polecenie Gestapo, w naszym nieszczęśliwym kraju w prywatnych samochodach wprowadzano obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa. Kiedy jedyny normalny człowiek wśród tworzącej tubylcze elity bandy idiotów, to znaczy – Janusz
    Korwin-Mikke przeciwko temu obowiązkowi protestował ostrzegając, że jeśli zgodzimy się na ingerencję biurokratycznej szajki w przestrzeń wolności, to za tym pierwszym krokiem pójdą następne i następne – aż skończy się na tym, że przez całą dobę albo będziemy poprzypinani kajdankami do najbliższego kaloryfera, albo w związku z ustanowieniem godziny policyjnej, będziemy musieli siedzieć w aresztach domowych – oczywiście dla własnego bezpieczeństwa – bo wiadomo, iluż nieszczęść można by uniknąć, gdyby ludzie nie wychodzili z domów! Żyją jeszcze ludzie pamiętający szyderstwa, jakich mu nie szczędzili „mądrzy i roztropni” mikrocefale – no a teraz właśnie nastała kolejna godzina prawdy. Czy nie można by wszystkich postępaków skoszarować gdzieś w Bieszczadach i ogrodzić teren? Mogliby tam rżnąć się wszyscy ze wszystkimi we wszystkie możliwe otwory ciała, zapładniać kopulantki w szklance, przestrzegać zasad partnerstwa no i oczywiście pilnować, żeby wszyscy ludzie byli braćmi, pamiętając, iż brat brata w d… harata – a resztę nieszczęśliwego kraju zostawić w spokoju? „Jak pięknie by mogło być” – „ale próżno marzyć o tem”.

    Więc szkoda, że Hitler tego nie dożył – zresztą nie tylko tego. Oto w „Najwyższym Czasie!” (dlaczego wartościowe korespondencje z kraju i z zagranicy w zasadzie można spotkać tylko w tzw. pismach „niszowych”, podczas gdy u pana red. Lisa, co to wraz z panią red. Lisową przez swoje przewody pokarmowe każdego miesiąca przepuszczają krocie – niestety również publiczne – czy u pana red. Baczyńskiego – tylko sam Scheiss, również w wykonaniu niedouków w rodzaju pana Wojewódzkiego?) czytam w korespondencji Katawa Zara z Tel Aviwu, że tamtejszy dygnitarz, były szef sztabu generalnego Mosze Jaalon oświadczył, że „Iran musi wybrać między przeżyciem, a pitraszeniem broni atomowej”. Kataw Zar z właściwą sobie przenikliwością spenetrował prawdę, że w tym oświadczeniu kryje się groźba użycia przeciwko Iranowi broni jądrowej, której Izrael, jak wiadomo, „nie ma” – bo jakże inaczej mały kraj chciałby postawić na krawędzi „przeżycia” „wielomilionowe, rozległe państwo” – jeśli nie przy pomocy głowic nuklearnych?

    Możemy sobie wyobrazić, jak ucieszyłby się Adolf Hitler, gdyby mógł usłyszeć tę deklarację! Non omnis moriar – miałby prawo tak powiedzieć bez najmniejszej przesady – bo przecież Izrael, przyznający sobie prawo unicestwienia każdego, kto stanie na drodze urojeń wyznawanych przez kierujących tym państwem szowinistów w rodzaju „oszusta pokojowego” Szymona Peresa, jest ideologicznym, a może nawet – również politycznym spadkobiercą przywódcy III Rzeszy. W swoim czasie, to znaczy – za życia Adolfa Hitlera świat, a w każdym razie – mieszkańcy naszego nieszczęśliwego kraju pocieszali się, że „nie dał Pan Bóg świni rogów, bo by ludzi bodła”. Wygląda jednak na to, że Pan Bóg, w swoich niepojętych zamiarach, postanowił przeprowadzić eksperyment z przyprawieniem świni rogów. Ma się rozumieć, że dla świata nic dobrego z tego wyniknąć nie może – ale nie można wykluczyć, że taki właśnie efekt jest w ramach tego eksperymentu wkalkulowany. Skoro na świecie namnożyło się tylu durniów, to może rzeczywiście coś z tym fantem trzeba zrobić? Kiedyś był potop, no to tym razem – zwłaszcza, że Pan Bóg obiecał potopu nie powtarzać – może nuklearny pożar?

    Stanisław Michalkiewicz

    http://michalkiewicz.pl/

  30. „Niewygodny prezydent – Kwiat polskiej prawicy” – to z artykułu (wyżej).

    ——————————————————————————

    Budują na polskiej ziemi „Rzeczypospolitą Obojga Narodów”
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/10/22/buduja-na-polskiej-ziemi-%e2%80%9erzeczypospolita-obojga-narodow%e2%80%9d/

    „I mogę państwa zapewnić, że chociaż rządy w Polsce się zmieniają, jak w każdym demokratycznym państwie, to polityka wobec Izraela się nie zmieni”
    – Prezydent RP Lech Kaczyński, Izrael – 11.09.2006 r.
    .
    „Razem z nami są ministrowie obu rządów i będziemy dziś i jutro pracowali, by zaprojektować wspólną przyszłość” – Premier Izraela Beniamin Natanyahu, Jerozolima 23 luty 2011 r. – na powitanie premiera RP Donalda Tuska wraz z jego rządem.

    ———————————–
    Chanuka i patriotyzm inaczej?
    http://jozefbizon.wordpress.com/2011/08/16/chanuka-i-patriotyzm-inaczej/

    „Stosowanie strategii „najciemniej jest pod latarnią” ma się u nas bardzo dobrze. A jeśli to wszystko umiejętnie i sugestywnie wymiksować z wiarą i polskimi narodowymi świętościami, to sukces SOROSA jest murowany. Nikłe są bowiem szanse na dotarcie z racjonalnymi argumentami do tak zaczadzonych, bo brak już jest u nich miejsca na własny rozum – bo został on skutecznie wyparty rozumem cudzym.

    10 kwietnia 2010 r. odsłania nam w całej ostrości skalę dokonanej i dokonywanej manipulacji na Narodzie Polskim.
    Nagle okazało się, że ważne jest jedynie to, że zginęli śmiercią tragiczną. Reszta wcześniejszych dokonań stała się nagle nieważna
    – i to o dziwo dla wszystkich bez żadnego wyjątku. W rozwikłaniu tej zagadkowej sytuacji mogą pomóc wykłady odbyte w 2005 r. w Fundacji Batorego George’a Sorosa…..”

  31. Catolicus said

    Mądry pojmie to w lot,
    dla „aga powiedział/a” – nie pomoże młot.
    Z niektórymi nie da się podyskutować. Może „Gospa” tak ich zmieniła”?

    W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

    Książę najchwalebniejszy niebiańskiego wojska, / św. Michale Archaniele, / broń nas w walce przeciwko książętom i władzom, / przeciwko wład-com świata tych ciemności, / przeciwko duchom nieprawości, w przestworzach. / Przyjdź z pomocą ludziom, / których Bóg na obraz podobieństwa Swojego stworzył / i od niewoli szatańskiej wykupił ceną wielką / Ciebie jako stróża i patrona / czci św. Kościół. / Tobie Bóg powierzył dusze odkupionych ludzi, / abyś je w najwyższym szczęściu umieścił. / Błagaj Boga pokoju, / aby starł szatana pod nogami naszymi, / aby już nie miał mocy trzymać w niewoli ludzi i szkodzić Kościołowi.

    Przekaż nasze prośby przed Oblicze Najwyższego, / aby rychło uprzedziło nas Miłosierdzie Boże / i abyś schwytał smoka, / starego węża; / który jest diabłem i szatanem / i związanego rzucił do przepaści; / aby nie zwodził dalej ludzi.
    AMEN.

  32. MatkaPolka said

    Życzymy „przyjemnego” odbioru.

    08.30 TVN – Dzień dobry TVN – prowadzi Bartosz Węglarczyk – wnuk jednego z największych stalinowskich ZBRODNIARZY, osobiście
    TORTURUJĄCEGO bohaterów z NSZ, WIN i AK

    18.00 TVP2 – Panorama – prowadzi Hanna Lis – córka KANALII z okresu stanu wojennego

    19.30 TVP1 – Wiadomości – prowadzi Piotr Kraśko – wnuk jednego z czołowych komunistycznych CENZORÓW, syn PRLowskiego ministra ds wyznań

    20.00 TVN24 – Kropka nad i – prowadzi Monika Olejnik – córka funkcjonariusza SB, konfident służb PRL pseudonim „Stokrotka”

    21.30 TVN – Kuchenne rewolucje – prowadzi Magda Gessler – córka PRL-owskiego dziennikarza i agenta SB

    21.40 TVP2 – Tomasz Lis na żywo – syn wysokiego OFICERA Ludowego Wojska Polskiego

    22.00 TVN24 – Szkło kontaktowe – prowadzi Grzegorz Miecugow – syn STALINOWSKIEGO dziennikarza znanego z podpisania się pod „Apelem krakowskim”

    22.30 TVN – Kuba Wojewódzki Show – syn funkcjonariusza SB i PRL-owskiego prokuratora

    Życzymy PRZYJEMNEGO odbioru !

    Zakładamy że oni robią kariery we wszystkich miastach i miejscowościach. Komuchów i ubeków trochę jednak było i oni nie zniknęli ale dzięki „okrągłemu stołowi” zmienili książeczki partyjne na czekowe. Dlatego zachęcamy piszmy o nich. My nie uważamy, że dzieci odpowiadają za czyny rodziców ale jeżeli korzystali (a skorzystali) z tak niegodziwie zgromadzonych dóbr to jest to już ich odpowiedzialność.

  33. Jones said

    Ad.32. To tylko w mediach a co jest w Gospodarce? ADM ach…? ZGM ach? Urzedach miejskich? Wojewodzkich? Gminach? Bankach?Koscolach – Episkopacie?

  34. Amadeus said

    Przykład wypowiedzi gnostyckich wiernego wyznawcy neo-kościoła pana Szymona H.(Hołownia)
    Poniżej linki do trzech części wywiadu na antenie masońskiej telewizji TVN, program: religia.TV(sic!). Wywiad z panem Wojciechem Cejrowskim:


  35. aga said

    Panie Marucha,

    1.czy Pan zna jakikolwiek dokument SVII w całości czy tylko we fragmentach i interpretacji z zawszewierni?
    Na jakiej podstawie twierdzi Pan ,że IISV był heretycki? Ileu papieży czy synodów biskupich się wypowiedziało na ten temat?

    Sobór Watykański,owszem- nie był soborem dogmatycznym, bo nie ogłosił żadnego nowego dogmatu. Jednak wśród jego dokumentów są dwie konstytucje dogmatyczne: o Kościele „LUMEN GENTIUM” oraz o Objawieniu Bożym „DEI VERBUM”,które powtarzają! naukę już wcześniej wyrażoną w dogmatach. Te dokumenty zawierają naukę nieomylną.I Katolik nie może ich podważać czy nzaywac heretyckimi, tym bardziej kiedy – jak podejrzewam ich nie zna?
    Z faktu, że SVII był soborem pastoralnym a nie dogmatycznym, nie wynika, że katolik nie ma obowiązku uznawania jego postanowień!

    KKK 891: „Gdy Kościół przez swój najwyższy Urząd Nauczycielski przedkłada coś „do wierzenia jako objawione przez Boga” i jako nauczanie Chrystusa, „do takich definicji należy przylgnąć posłuszeństwem wiary”.

    KKK 892: „Nauczaniu zwyczajnemu wierni powinni okazać „religijną uległość ich ducha” , która różni się od uległości wiary, a jednak jest jej przedłużeniem”.

    Interpretacja dokumentów soborowych – należy dokonywać w świetle dotychczasowego nauczania Kościoła. Benedykt XVI przypomniał o tym w cytowanym liście: „niektórym z tych, którzy określają się mianem wielkich obrońców Soboru trzeba też przypomnieć, że Vaticanum II zawiera w sobie całą doktrynalną historię Kościoła. Ten, kto chce być posłuszny Soborowi, musi przyjmować wiarę wyznawaną w ciągu wieków i nie może podcinać korzeni zapewniających drzewu życie.”

    Pozostałe konstytucje, dekrety oraz deklarację mają charakter duszpasterski. Nie zawierają prawd zdogmatyzowanych. Jak ujmuje to KKK 892: „nie formułując definicji nieomylnej i nie wypowiadając się w „sposób definitywny””. Stanowią magisterium zwyczajne. Ich stopień pewności teologicznej jest w związku z tym mniejszy.

    To smutne, ale śmiem twierdzić,że nie zna Pan dokumentów Soboru Watykańskiego II. i i zawierzył Pan paru -może faktycznie zatroskanym o Kosciól a może demagogom?

    http://archidiecezja.lodz.pl/sobor.html

    2.Prosze prześledzić wpisy powyżej;

    gratuluję Panu „towarzycha”; palikociarnia czy urbanowskie nie by się mogło uczyć.Rowniez skuteczności,bo o ile jest skuteczniejsz akcja przeprowadzana w rzekomej obronie niz otwarty atak,nieprawdaż?

    Jesli Nasz Umiłowany Papież Benedykt XVI jest przez owych w/w osobnikow nazywany modernistą to dla mnie to będzie tylko Wielki zaszczyt.

    Jest wystarczająco wiele poważnych opracowań teologicznych na temat herezji II SW, z których wiele (w całości lub fragmentach) było zamieszczanych w gajówce, aby na nowo międlić temat od zera. – admin

  36. Jones said

    Pani Aga, Masonow i Protestantow Uwaza za Kosciol.

    Pani Ago, niech Pani Idzie do Swego Kosciola i juz tu nie wraca poki sie nie nawroci , poki nie bedzie Pani miala Pragnienia Poszukiwania Prawdy, ktore Pani zagubila…

    Pani poszukuje Klamstwa i Klamstwo jest Pani Pokarmem…

  37. JUŻ WYDANE – DWIE NOWE PŁYTY Z 16 FILMAMI PRAWDY

    Źródło: https://filmyprawdy.wordpress.com/

    DWIE NOWE PŁYTY Z FILMAMI PRAWDY JUŻ DOSTĘPNE W DZIALE ZAMÓWIEŃ

    WYKAZ 16 NOWYCH FILMÓW:
    https://filmyprawdy.wordpress.com/2012/09/13/juz-wydane-dwie-nowe-plyty-z-16-filmami/

    Serdecznie zapraszamy do naszej ogólnopolskiej akcji Wojny Informacyjnej – tylko jako zjednoczony, świadomy i doinformowany naród możemy odnieść zwycięstwo.
    Nie jest to akcja nastawiona na jakiekolwiek zyski, liczy się jedynie przekaz danej informacji w dobrej formie do jak największej liczby odbiorców, jedynie w cenie produkcji płyt.

    Zapraszamy również do akcji:

    WSZYSTKIE 60 FILMÓW NA 10 PŁYTACH
    https://filmyprawdy.wordpress.com/2012/01/07/wszystkie-filmy-na-6-plytach/

    WYKAZ WSZYSTKICH 60 FILMÓW DOSTĘPNYCH W NASZEJ AKCJI INFROMACYJNEJ:
    https://filmyprawdy.wordpress.com/filmy-prawdy-wykaz-filmow/

  38. Jan said

    Jan powiedział(a):
    Wychwalany SV II przynosi coraz bardziej widoczne złe owoce. Mnożą się rożne formy zniewolenia umysłowego i duchowego, określane „nowymi ruchami”.
    Opętani charyzmatycy już nie potrafią odróżnić dobra od zła, prawdy od kłamstwa i co bardzo zastanawiające w dyskusjach i argumentacjach idą w bój zaślepieni za kłamstwem z nienawiścią do prawdy. Pani Aga jest tego dowodem. Wobec zgnilizny i upadku powszechnego, akurat obrała sobie za cel FSSPX. Czemu
    Gdzie diabeł nie może tam babę pośle.

  39. Kudlaty said

    ‚Katolicyzm jest moją ojczyzną’. Ale dziś, po Soborze Watykańskim II, po upadku hierarchicznego, sakramentalnego, ‚średniowiecznego’ Kościoła [Prawdziwa religia jest monastyczna, ascetyczna, autorytarna, hierarchiczna], po ‚otwarciu na świat’, po zmianie rytuału [Rytuał jest wehikulem sacrum. Każda innowacja profanuje. Kto reformuje rytuał, rani Boga] wierny tradycji katolik prawie już nie poznawał swojej ojczyzny.

    Kiedy Kościołowi nie udało się skłonić ludzi, aby praktykowali to, czego naucza, współczesny Kościół postanowił nauczać tego, co ludzie praktykują.

    Drugi Sobór Watykański bardziej niż zgromadzeniem biskupów był tajną konferencją biznesmenów poirytowanych tym, że stracili klientów. Wstawienie ‚bliźniego’ w miejsce Boga było celem liberalnego protestantyzmu z zeszłego stulecia i posoborowego katolicyzmu. Pod wpływem postępowego kleru religia nie jest opium, lecz trucizną dla ludu. Postępowy kler ozdobił dzisiejsze kościoły nie krzyżami lecz chorągiewkami wskazującymi kierunek wiatru.

    Lepszy mały Kościół ale z katolikami niż liczny – z rotarianami. Chcąc otworzyć ramiona przed współczesnym światem, Kościół rozłożył przed nim nogi.” Nicolás Gómez Dávila

  40. aga said

    ad.35″Jest wystarczająco wiele poważnych opracowań teologicznych na temat herezji II SW, z których wiele (w całości lub fragmentach) było zamieszczanych w gajówce, aby na nowo międlić temat od zera. – admin ”

    Panie gajowy jakich teologów? Znajdzie Pan po jednej i po drugiej stronie ,kto wie czy nie tęższe głowy i co z tego wyniknie,lepiej nie myśleć.
    Gdybyśmy zezwolili teologom na reformowanie Kościoła, dopiero mielibyśmy problem.
    Katolik ma słuchać Papieża! To jest istota i różnica między katolikami a wszystkimi innymi tzw. denominacjami chrześcijańskimi..

    Katolik ma być wierny Kościołowi i Papieżowi, a nie „pewnej grupie dostojników”. W czasach świętego Atanazego ta „pewna grupa dostojników” związana z arianami liczebnie przewyższała liczbę biskupów uważających Jezusa za Boga. I co z tego? To tylko udowadnia, że nawet jak większość dostojników uważa inaczej, to możemy zaufać papieżowi i Kościołowi.

    FSSPX uznało swój autorytet za wiążący, ważniejszy od autorytetu papieskiego. A biskup ma obowiązek posłuszeństwa wobec papieża. Jeżeli wybiera inaczej, buntuje się z samej definicji. I nie oceniam tu teraz, czy miał rację, czy nie. Nie ma to znaczenia. Istotne jest, że zrobił coś, czego robić nie powinien.
    Buntownikiem przeciw Kościołowi jest tak samo ten, który odchodzi na lewo, jak i ten, kto odchodzi na prawo. Lefebryści tak samo błądzą, jak błądzą katolicy za „wolnym wyborem”, czyli aborcją, czy za kapłaństwem kobiet. Uważanie, że dokumenty Soboru Watykańskiego, czy wprowadzone po nim reformy są błędem jest grzechem pychy. Oczywiście, że można i trzeba się zastanawiać nad celowością pewnych reform i należy do nich podchodzić krytycznie. Ale zawsze w kontekście podporządkowania się postanowieniom Kościoła i wewnątrz Kościoła.
    Nie neguję faktu, że wielu kapłanów wprowadza różne eksperymenty, będące naruszeniami liturgicznymi. Uważam jednak, że nie wynika to wcale z reform SVII ale z problemu dyscypliny tychże.

    FSSPX nie ma monopolu na tradycjonalizm. Tradycjonalizm który jako ruch kościelny nie rozwija się gdzieś, na obrzeżach Kościoła ale w samym jego centrum, pod protekcją Ojca Świętego i kontrolą komisji Ecclesia Dei- n.p.Bractwo Św. Piotra, Instytut Dobrego Pasterza,etc.

    Zgadzam się , że w Kościele są nadużycia. Bo Kościół, to jak szpital dla chorych, a nie muzeum świętych;
    że wiele złego stało się w ostatnim półwieczu, tak, jak wiele złego dzieje się w każdym półwieczu i ,że wymaga to naprawy.(Ale naprawy tylko w COMMUNIO Z Następcą Piotra,który boryka się z buntem nie tylko po prawej ale i po lewej stronie. czy to nie jest dobry moment aby wlasnie tradycjonaliści-piusowcy wsparli Papieża przeciwko ultramodernistom?)

    Błędy i wypaczenia są konsekwencją tego załamania się naszej cywilizacji, a nie reform SVII. Jestem przekonana, że bez reformy kryzys w Kościele byłby znacznie większy…
    I tutaj należy się przyjrzeć rzetelnie upadkowi naszej cywilizacji ,który zarysował się n.p. we Francji na wiele lat przez Soborem a nie jednostronnym i tendencyjnym opracowaniom FSSPX,które maja na cel udowodnić z góry przyjętą tezę.

    Wykroczenia w Kościele były dawniej, są i teraz. Nie było okresu w historii Kościoła, żeby ich nie było. Przyczynami reformacji nie była tylko chęć wyzwolenia się spod politycznej mocy Kościoła, ale także szereg naruszeń w tym Kościele.Grzeszników w Kościele nigdy nie brakowało, nie brakuje ich nadal i, niestety, nie zabraknie w przyszłości. Teza, że gdybyśmy nic nie reformowali i zostawili tak, jak było 50 lat temu, to mielibyśmy wtedy pełne kościoły nie ma pokrycia w historycznych faktach.

    Jeśli teologowie czy księża Bractwa mówią co innego to żerują na ludzkich emocjach i nieznajomości historii KK.

    Bowiem lata jakie nastąpiły po obu straszliwych wojnach były latami ideologizacji życia, ateizacji,buntu, podważania autorytetów, rewolucji seksualnej, niszczenia tabu i wszelkich tradycyjnych świętości. Oczywiście nie każdy taki był, ale na tyle dużo, że widzimy w dalszym ciągu tę mentalność wśród wielu ludzi pokolenia „wyżu demograficznego”
    Wiele osób tego pokolenia nigdy nie wydoroślało. Mimo, że są już w wieku emerytalnym, lub tuż przed, dalej zachowują się jak nieodpowiedzialne dzieci. Aktywizm polityczny, ekologiczny, obyczajowy, wojujący feminizm itd., to są ich „bożki”. Mentalność ta nie ominęła także Kościoła, zwłaszcza na zachodzie. W końcu księża nie zostali przywiezieni z Marsa, ale są to nasi bracia i synowie. Konsekwencją tego wszystkiego było m.on.eksperymentowanie z liturgią w sposób nie mający nic wspólnego z reformami, jakie zalecał SV II i dokumenty posoborowe.

    Ale zapewne każdy mając odrobinę dobrej woli zaobserwuje,że ten Duch buntu i rebelii znika, wśród
    młodych kapłanów, co kończą seminarium w ostatnich latach, widzę powrót do ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Nikt już nie eksperymentuje i stara się być wierny Rzymowi w duchu posłuszeństwa i oddania się Kościołowi.

    Nie zgadzam się Panie Marucha,że brednią i bzdurą jak Pan napisał jest posłuszeństwo Papieżowi i,że jest właśnie istota katolicyzmu i jego ostoja.
    Bóg rozliczy nas z tego rozliczy a , nie z mojej mądrości, jaką w swej pysze przypisuję sobie. Nie będę pochwalona za to, że mi się udało napisać błyskotliwą sentencję, ale za to, że się podporządkowałem mądrości Kościoła. A jak Kościół popełnia błędy, to Duch Święty spowoduje, że zostaną one skorygowane. Zawsze tak było w historii KK.Wystarczy przypomnieć zakaz odprawiania publicznej mszy przez Świętego Ojca Pio, czy szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego według widzeń Świętej Faustyny.

    Jednak Ojciec Pio pierwszy by nam powiedział, żeby nie krytykować postanowień Rzymu, ale się im podporządkować.

    Katolik, Panie Marucha ,autentycznie wierzyć ma w asystencję Ducha Świętego,który działa przez kapłanów, biskupów i papieży, ale działa także wbrew ich woli i postanowieniom!!! Niech Pan sięgnie do żywotów świętych; a może da Pan Duchowi Sw. większy kredyt zaufania ?
    :))

    Kościół się ostoi i zawsze wybierze to, co jest Wolą Boga. Obiecał nam to Jezus, a On nie mógł skłamać, ani się mylić. Więc lepiej wyborowi Kościoła mogę przyklasnąć, nawet wtedy, gdy się go nie rozumie i nawet wtedy, gdy się z nim w swoim ludzkim, ułomnym pojmowaniu nie zgadzamy.

    Zapytałam Pana o znajomość zródła czyli kompletnych dokumentów soborowych ,bo niestety smiem twierdzić,że większość tzw. lefebrystów znajomość tych treści ogranicza do opracowań FSSPX.

    Ja słucham papieża –

    http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/o_nihilizmie,_piekle_i_kryzysie_w_kosciele_czyli_o_czym_rozmawiala_fronda_z_dzisiejszym_papiezem__23504

    a Pan teologów i księży Bractwa.Czy nie uważa Pan ,że to niebezpieczne i zgubne opierać się na INTERPRETACJI jednego źródła w ogóle a co dopiero źródła o niewyjaśnionym do końca statusie?

    Przeinaczona historia Sw. Atanazego – który nigdy nie był w opozycji do papieża Liberiusza jak się wśród Bractwa głosi! – skłoniła mnie aby bliżej przyjrzeć się innym tezom okarżeniom głoszonym przez Bractwo Sw. Piusa.

    Niektóre przekłamania FSSPX:

    -„Sobór Watykański II jest winny, ze ludzie odchodzą od Kościoła.”

    Proszę rzetelnie sprawdzić, w którym czasie Francja z kraju ludzi wierzących stała się nagle terenem misyjnym…
    To było dużo szersze zjawisko,nasilone w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia. Cały świat wrzał, powalano autorytety, uciekano od tradycji, buntowano się przeciw establishmentowi. Ja śmiem twierdzić, że nie tylko ludzie nie odchodzili od Kościoła przez SV II, ale wręcz, że gdyby nie Sobór, odeszłoby ich znacznie więcej. Ludzie zresztą odchodzili i nadal odchodzą od wszystkich tradycyjnych wspólnot eklezjalnych, a przecież ani luteranie, ani prezbiterianie, ani anglikanie, czy metodyści nie mieli żadnego soboru.

    -„Przed zdjęciem ekskomuniki (przed Benedyktem) zwolennicy tradycjonalizmu nie mieli miejsca w Kościele.”

    Cóż, ja sama niejednokrotnie uczestniczyłam zarówno w Mszach Trydenckich, jak i w Mszy posoborowej, odprawianej po łacinie. Zapewne istniały miejsca, gdzie taka liturgia nie była dostępna, ale przy odrobinie dobrej woli nie były to przeszkody nie do pokonania…

    -„Msza trydencka jest cacy, posoborowa be.”

    Ale Msza Trydencka także była kiedyś „nowinką”.- dlaczego zatem nie pójść dalej?
    Dlaczego tradycjonaliści są usatysfakcjonowani liturgią ustanowioną przez Kościół wiele lat po Chrystusie? I to liturgią odprawianą w „języku ludzi”? Łacinę bowiem znał każdy wykształcony człowiek, w całym Kościele, a aramejskiego, czy greki – nie. A zatem dlaczego nie cofnąc się do czasow sprzed Soboru Trydenckiego,który nota bene tez był w czasie mu współczesnym uznany za modernę i część ówczesnych hierarchów odmówila mu posłuszeństwa stawiając się poza kościołem.

    – Sugestie, jakoby Paweł VI i Jan Paweł II byli heretyckimi papieżami, a przez to ich nauczanie katolika nie obowiązuje, jest wbrew zasadzie o nieomylności papieża.

    -To jest przede wszystkim wbrew logice. Na jakiej podstawie ktokolwiek może autorytatywnie stwierdzić, że jakiś papież jest heretykiem? czy że jest „nieważnym” papieżem? To może być tylko czyjaś opinia, która „z definicji” jest błędna. Prawdę mówiąc taka opinia jest tak śmieszna i żałosna, że wręcz nie ma jak przeciw niej argumentować. Gdyby każdy tak podchodził do Kościoła, to mielibyśmy… wiem, co. To, co mają protestanci. Ponad 30 tysięcy wspólnot, z których każda uważa się za tę jedyną, uczącą „prawdziwej wiary”. 😉

    A co z kanonem 1404 ,iż nikomu nie wolno osądzać Stolicy Apostolskiej?czy to nie jest cześć Tradycji,bo nie przypominam sobie aby którykolwiek z posoborowych papiezy go anulował lub zmienił?
    Może to zrobić tylko następny papież lub synod biskupi co nie miało i nie będzie mieć miejsca.

    – Powoływanie się – manipulatorskie – na Alicję Hildebrandt,ktora nie ma nic przeciwko nauczaniu IISV.Owszem, krytykuje pewne zjawiska, jakie mają miejsce w Kościele, czasem promowane jako owoc SVII, mimo tego, że SV II wcale tego nie nauczał. Widać to wyraźnie choćby w tych fragmentach:

    „Jednym z przejrzystych celów Soboru była gwarancja, że język łaciński pozostanie językiem liturgicznym Kościoła. „Szersze użycie” języków narodowych było dozwolone tylko tam, gdzie zachodziła taka potrzeba ku większemu dobru wiernych., ale Sobór orzekł również, że: „użycie języka łacińskiego […] ma być zachowane”. Słowa Soboru są tak jasne, że można się tylko dziwić, jak zostało to radykalnie zreinterpretowane.”

    „Dlaczego tak się stało, że wielkimi nakładami finansowymi zlikwidowano balaski, kiedy Sobór nawet nic nie wspominał o tej najbardziej godnej pożałowania innowacji, nie mówiąc o takim obrazoburczym zwyczaju eliminowania cennych prac artystycznych, malarstwa, rzeźb, które rzekomo „odwracały naszą uwagę”.

    Alice von Hildebrand jest doskonałym przykładem tego w jaki sposób należy troszczyć się o Kościół. Nie przez krytykowanie Jego dokumentów, nigdy nie słyszałam, by ona skrytykowała jakiekolwiek nauczanie Kościoła, ale poprzez krytykę tych, którzy to nauczanie przekręcają, promując swoje cele

    Panie Marucha na koniec,co Panu przypomina mentalność ludzi, którzy uważają, że tylko ich myślenie (lub im podobnych) jest słuszne???

    A z drugiej strony ta wszechobecna ze strony tzw.lefebrystów agresja na wszystkich portalach a także w realu??? -inwektywy pogardliwie nazywanie wszystkich,którzy maja inne niż oni zdanie od modernistami, kłamcami,chazarami, etc.
    Z niczym się Panu to nie kojarzy?
    😉
    Moim zdaniem to bardzo wiele o nich mowi a nie o osobach,które w taki despreacki sposób próbuja spostponowac czy też Pana rękami zabannować.

    Idę o zakład,że żadna z tych w/w osób nie zna dokumentow soborowych ani interpretacji oficjalnej KK a jedynie opracowania FSSPX. To jest właśnie sekciarstwo.

    Mam głębokie przekonanie, że agresja, z reguły jest też powodowana lękiem. Podobnie jest z różnego rodzaju „usztywnieniami”.
    Odrzucanie Drugiego Soboru Watykańskiego jest takim „usztywnieniem”. Dlaczego? Bo łatwiej jest uchwycić się formułek o zgubnym modernizmie, który wtargnął do Świętego Kościoła, o wszechobecnym żydostwie etc. i przypisywać im znamię katolickości, niż zgodnie z intencją Soboru samemu wziąć
    odpowiedzialność za świat, „który jest zagubiony”. Taka postawa jest wg mnie oznaką kryzysu katolickiej tożsamości, kryzysu więzi z Chrystusem. Vaticanum II zrobiło genialną rzecz, pchnęło nas na szerokie wody świata, po to, żeby nieść mu Ewangelię. Część z nas nie chce tego przyjąć do wiadomości i woli się chować za plecami hierarchii, najlepiej tej przedsoborowej. Powtarzam to jeszcze raz: moim zdaniem ze strachu. Jan Paweł II, który był realizatorem postanowień Soboru, niestrudzenie powtarzał, że Źródłem naszej siły jest Jezus Chrystus. I to On, a nie „usztywnianie formy” jest nie tylko istotą katolickości ale i naszą mocą w wędrówce przez ten, nie zawsze nam przychylny świat.

    pozdrawiam

  41. Amadeus said

    Aga, o czym ty piszesz? Ty mieszasz prawdę z kłamstwem tak jak robi to szatan, no niestety to jest fakt.
    Piszesz; coś takiego, a jak nie ty piszesz, to kopiujesz i się tym samym pod tym podpisujesz:

    „Katolik ma być wierny Kościołowi i Papieżowi, a nie „pewnej grupie dostojników”. W czasach świętego Atanazego ta „pewna grupa dostojników” związana z arianami liczebnie przewyższała liczbę biskupów uważających Jezusa za Boga. I co z tego? To tylko udowadnia, że nawet jak większość dostojników uważa inaczej, to możemy zaufać papieżowi i Kościołowi.

    FSSPX uznało swój autorytet za wiążący, ważniejszy od autorytetu papieskiego. A biskup ma obowiązek posłuszeństwa wobec papieża. Jeżeli wybiera inaczej, buntuje się z samej definicji. I nie oceniam tu teraz, czy miał rację, czy nie. Nie ma to znaczenia. Istotne jest, że zrobił coś, czego robić nie powinien.
    Buntownikiem przeciw Kościołowi jest tak samo ten, który odchodzi na lewo, jak i ten, kto odchodzi na prawo. Lefebryści tak samo błądzą, jak błądzą katolicy za „wolnym wyborem”, czyli aborcją, czy za kapłaństwem kobiet. Uważanie, że dokumenty Soboru Watykańskiego, czy wprowadzone po nim reformy są błędem jest grzechem pychy. Oczywiście, że można i trzeba się zastanawiać nad celowością pewnych reform i należy do nich podchodzić krytycznie. Ale zawsze w kontekście podporządkowania się postanowieniom Kościoła i wewnątrz Kościoła.
    Nie neguję faktu, że wielu kapłanów wprowadza różne eksperymenty, będące naruszeniami liturgicznymi. Uważam jednak, że nie wynika to wcale z reform SVII ale z problemu dyscypliny tychże.”

    Komentarz mój do tego fragmentu:
    Katolik nie jest obwiązany do posłuszeństwa papieżowi jeżeli papież niszczy wiarę i duchowość chrześcijan. Katolik ma wręcz obowiązek przeciwstawić się takiemu papieżowi. A ty Ago piszesz że możemy się przeciwstawić papieżowi, ale bezwzględnie go słuchać- to jest jakiś oksymoron. Chrześcijanin musi być posłuszny Bogu i jego prawu, a nie papieżowi i jego kościołowi. A ty Ago zaczynasz już tutaj mataczyć. Nie kojarzę, żeby Lefebryści błądzili z aborcją czy kapłaństwem kobiet.

    „Uważanie, że dokumenty Soboru Watykańskiego, czy wprowadzone po nim reformy są błędem jest grzechem pychy. Oczywiście, że można i trzeba się zastanawiać nad celowością pewnych reform i należy do nich podchodzić krytycznie. Ale zawsze w kontekście podporządkowania się postanowieniom Kościoła i wewnątrz Kościoła.”

    To już jest totalny mętlik. Przeciwstawiać się decyzjom, ale je bezkrytycznie przyjmować.
    Pycha? To raczej pani ją tutaj pokazuje. Pycha nie dopuszcza do siebie słów krytyki, a właśnie pani nie dopuszcza słów krytyki na postanowienia SVII, więc kto to tutaj zalatuje pychą?

    „Nie neguję faktu, że wielu kapłanów wprowadza różne eksperymenty, będące naruszeniami liturgicznymi. Uważam jednak, że nie wynika to wcale z reform SVII ale z problemu dyscypliny tychże.”

    To już jest totalne kłamstwo. Przecież SVII zreformował liturgie, proszę przejdź się na św. msze trydencką. Bo nie wierze, aby była pani kiedykolwiek na takiej mszy.
    To przestaniesz wypisywać takie pierdoły, bo dopiero zobaczysz tą reformę liturgii jakie zrobiło SVII, a nie tylko lekkie zmiany. Dopiero zobaczysz jak wielkim odstępstwem jest msza posoborowa. Jaka jest przeżarta ohydą.
    Kiedy chodziłem na nową msze w pewnym momencie zaczęło mnie wszystko, ale to wszystko denerwować. W ogóle nie odczuwałem spokoju duszy, wszystko we mnie się gotowało złością i gniewem. Bóg tak mnie poprowadził, że trafiłem na msze Trydencką [nawet nie wiem dlaczego wpadły mi do reki takie książki, które dały mi odwagę pójść na św. msze trydencką] po wyjściu z mszy trydenckiej byłem tak szczęśliwy, taki uradowany, wszystkie żale, smutki i złości mi nagle przeszły. Poczułem na tej mszy obecność Boga, którą nie czułem na nowej mszy. I od tamtej pory chodzę na św. msze trydenckie i już nie mam niepokoju duszy, złości na wszystko i chęci gniewu.

    „Vaticanum II zrobiło genialną rzecz, pchnęło nas na szerokie wody świata, po to, żeby nieść mu Ewangelię.”

    I to jest właśnie problem, ale pani tego nie dostrzega bo jest pani po prostu ślepa.
    Jest pewna zależność: jak się idzie do świata, to się odchodzi od Boga.
    Protestanci odwrócili się do świata twarzą, a plecami do Boga i widać co się z nimi stało- synagoga szatana. To samo- jak pani sama napisała -zrobił SVII i czym się staje – synagogą szatana.
    Przecież nasz Mesjasz Pan Jezus powiedział: Syn człowieczy nigdzie nie mam miejsca dla siebie, nie ma się gdzie skryć”
    A co kościół po SVII zrobił? Skrył się.
    Zmienił Boga na bożki ludzi ,którym trzeba się przecież przypodobać i stał się ohydą i odrazą.
    Sama pani tak napisała, że nowym bogiem dla kościoła są ludzie i świat:

    „Vaticanum II zrobiło genialną rzecz, pchnęło nas na szerokie wody świata, po to, żeby nieść mu Ewangelię.”

    Spytali się apostołowie Jezusa po czym poznać czasy ostateczne?
    Jezus im odpowiedział: Będą wojny i pogłoski o wojnach,człowiek wystąpi przeciwko człowiekowi, syn przeciwko ojcu, ojciec przeciwko synowi, sąsiad przeciwko sąsiadowi. Powrócą dni Noego. A Ewangelia będzie głoszona po całej ziemi.*

    Ale i tak pani tego nie zrozumie.

    PS. Nie czytałem wszystkiego dokładnie ponieważ nie chciało mi się mieszać prawdy z kłamstwem. Odniosłem się tylko do tych fragmentów co przeczytałem dokładniej.

    * Nie szukałem fragmentu w Biblii, ale wiem, że jest taki fragment z dniami Noego i ewangelia głoszoną po całym świecie w daniach ostatecznych.

  42. Tralala said

    ad 40 Aga
    Wypowiedz jednego z kaplanow, a mozna ja zacytowac tez w sprawie nieposluszenstwa papiezowi:
    „…Istnieje jeden wyjątek : nie jesteśmy robotami w stosunku do reguły lecz kapłanami i braćmi zdolnymi do samodzielnego myślenia, którzy idą za wolą przełożonego, kiedy jest ona w jedności z wolą Boga. Jeżeli działanie przelożonego jest sprzeczne z wolą Boga, mamy obowiązek odmówić posłuszeństwa i wybrać raczej wolę Boga….”
    Calosc: http://zniepokalana.blogspot.fr/

    ad 41 Amadeus
    Ma Pan racje, i nawet w tym, ze nie sposob paragraf po paragrafie odpowiedziec pani Adze, odpowiedzi sa w ksiazkach, ktorych pani Aga nie czyta.

    Znam wielu, ktorych nowa msza „wypedzila” z KK i to na dziesiatki lat. Czesc z nich trafila do „lefebrystow”, a wiekszosc utracila wiare na amen.

  43. Zdziwiony said

    ad.40

    „Jan Paweł II, który był realizatorem postanowień Soboru, niestrudzenie powtarzał, że Źródłem naszej siły jest Jezus Chrystus. I to On, a nie “usztywnianie formy” jest nie tylko istotą katolickości ale i naszą mocą w wędrówce przez ten, nie zawsze nam przychylny świat.”

    Bardzo dobra praca Izabelli Smentek:

    MODEL KOŚCIOŁA WEDŁUG JANA PAWŁA II

    Click to access Smentek.pdf

    lub:

    http://digital.fides.org.pl/dlibra/docmetadata?id=275&from=publication

  44. Marucha said

    Re 43:
    Chyba jasne, o co chodzi w krytyce „usztywniania formy”…
    Sapienti sat.

  45. Kapsel said

    Czas zapaśników Boga

    Jan Paweł II przeprowadził w trzecie tysiąclecie Kościół wciąż tętniący żywą wiarą, ale zagrożenia nie ustały. Przed nowym papieżem stoi zadanie odparcia tych ataków i przygotowania pełnego triumfu Chrystusa Pana w Jego Kościele

    Kiedy jest już po wszystkim, kiedy zamknięto wieko potrójnej trumny jak potrójnej korony żałobnej, pod przymkniętymi powiekami zostają obrazy. Naprzód te z godzin konania, które ostatnią katechezą, uczącą chrześcijańskiej ars moriendi, wieńczą wspaniale najbardziej powszechnie odczuwany rys charyzmatu tego papieża. Lecz dobrze się stało, że nie dozwolono, by oko telewizyjnej kamery pozwoliło tłumom wglądać w mysterium tremendum złożenia do grobu. Dzięki temu ostatni zapamiętany obraz – trumny znikającej w majestatycznym mroku za bramą Bazyliki św. Piotra – przypomniał nam nie mniejszej piękności, a trudniejszy, zagubiony w dzisiejszym splebeizowanym świecie, „patos dystansu”, którego smak mgliście pamiętać możemy jedynie ze starych rycin ukazujących wikariuszy Chrystusa obnoszonych w sedia gestatoria.
    A teraz na tę sekwencję obrazów wielkiego Przejścia nakłada się myśl potwierdzająca naukę św. Tomasza z Akwinu, iż „zachowywanie jest tworzeniem w ciągłości”. Oto Duch Święty obdarował Kościół papieżem, który jako kardynał i prefekt Kongregacji Nauki Wiary był i najbliższym współpracownikiem Jana Pawła II, i nieugiętym obrońcą ortodoksji. Jak mało kto, z taką konsekwencją kardynał Joseph Ratzinger przypominał, że chrześcijaństwo nie zadowala się „tolerancją”, ale domaga się spójności pomiędzy religią publiczną (theologia civilis) a religią prawdziwą (religio vera).

    ROZMIARY POSOBOROWEJ AUTODESTRUKCJI

    „Zapaśnik Boga” zszedł ze sceny Wielkiego Teatru Świata jako aktor doskonały, posłuszny bez reszty boskiemu autorowi tego widowiska. Jednakże pontyfikatu Jana Pawła II nie można w pełni zrozumieć bez ogarnięcia wspomnieniem poprzedniego aktu tego dramatu, jakim był czas wielkiego zamętu w Kościele katolickim po Soborze Watykańskim II. Jak dawno temu zauważył nieżyjący już kardynał Julius Döpfner, Kościół po soborze przypomina wielki plac budowy, lecz na tym placu zagubiono projekt i każdy teraz kontynuuje tę budowę wedle swego upodobania.
    Zapoczątkowane lekkomyślnym hiperoptymizmem papieża Jana XXIII „otwarcie” na współczesność pod hasłem „udzisiejszenia” wystawiło Łódź Piotrową nie tylko na podmuchy nieprzyjaznych prądów, ale również na ekscesy „dostosowawcze” tych, którzy winni byli bronić depozytu wiary nawet za cenę męczeństwa. Po heroicznej „epoce Piusów”, w której Kościół bronił nie tylko siebie, lecz również społeczeństwa, cywilizacji chrześcijańskiej, przed kolejnymi przypływami rewolucji, nastał czas gorączkowego a małodusznego deliberowania nad tym, jak dalece wejść w to „nowe, racjonalne społeczeństwo”, jak zawrzeć niemożliwy pakt pomiędzy prawdą a fałszem, pomiędzy mówieniem „tak” a przeczeniem albo mówieniem „tak, ale”, pomiędzy Chrystusem i Barabaszem.
    Duch Święty ustrzegł wprawdzie Ojców Vaticanum II przed zatwierdzeniem jakichkolwiek tez, które byłyby wprost sprzeczne z dogmatami wiary katolickiej, niemniej nieprecyzyjność, niejasność oraz często mętne socjologizowanie i obfite czerpanie ze słownika „zaangażowanej” publicystyki uchyliły szeroko drzwi procederowi rozmywania doktryny aż po jawne herezje, głoszone bezkarnie z katedr teologicznych i nawet biskupich. W szczególności deklaracją o wolności religijnej sobór „ratyfikował” laickie państwo demoliberalne, wyrzekając się tym samym społecznego panowania Chrystusa Króla. Kilka lat po soborze i zresztą w zupełnej sprzeczności z jego konstytucją Sacrosanctum concilium, spreparowany naprędce i przy uczestnictwie niekatolików nowy ryt, banalizujący Tajemnicę, zastąpił doskonale katolicki i kanonizowany przez św. Piusa V klasyczny ryt rzymski.
    Rozmiary autodestrukcji pozwalają stwierdzić, że wraz z soborem rozpoczął się w historii Kościoła największy kryzys od czasów arianizmu, gorszy od rozłamu wprowadzonego przez protestantyzm, bo wewnętrzny, podobny arianizmowi przede wszystkim w tym, że sprowokowany „odgórnie”.

    BEZDROŻA ALTERNATYWNYCH ŚCIEŻEK

    Wybór dokonany przez konklawe w październiku 1978 roku przyjęty został z ogromną nadzieją przez wszystkich zatroskanych postępującym samozniszczeniem Kościoła. Przybysz „z dalekiego kraju” był postrzegany jako gałązka ze szczepu Regnum orthodoxum, polski semper fidelis Chrystusowi, Maryi i Rzymowi; jako dziedzic konserwatywnego Kościoła polskiego, w tym jego ostatnich wielkich przywódców: księcia-metropolity Adama Sapiehy Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego. Jednocześnie biskup Karol Wojtyła był także aktywnym promotorem Vaticanum II, przeświadczonym, iż właściwa, wierna „literze”, a nie wyimaginowanemu „duchowi” soboru interpretacja i aplikacja jego uchwał może przynieść owoce dobre i zdrowe. Wypadkową tych dwóch okoliczności było przyjęcie strategii „pośredniej drogi” pomiędzy tradycją a reformą, odczytywania „znaków czasu” w świetle niezmiennego depozytu wiary.
    Szło tu o „restaurację” pojętą, w myśl słów najbliższego współpracownika papieża, kardynała Josepha Ratzingera, jako „poszukiwanie sposobów odzyskania równowagi po okresie przesadnego otwarcia się na świat, po okresie zbyt pozytywnego interpretowania agnostycznego i ateistycznego świata”.
    Symboliczna dla tego podejścia jest jednoczesna beatyfikacja autora wiekopomnego, lecz dotąd spychanego w „dół niepamięci”, Syllabusa błędów nowoczesności – Piusa IX i „nowatora” Jana XXIII.
    Konsekwencją obranej linii pontyfikatu była atoli ujawniająca się na wielu polach połowiczność rozwiązań. Najbardziej zuchwali – by wymienić przykładowo ks. Hansa Künga czy bpa Jacques’a Gaillota – zaczęli być w końcu dyscyplinowani, ale nie zdołano położyć zupełnie kresu możności ich oddziaływania, tak samo jak rebelianckim ruchom stawiającym sobie za cel „demokratyzację Kościoła”. Potępiona została (pseudo) teologia „wyzwolenia”, ale podtrzymywanie „opcji preferencyjnej na rzecz ubogich” grozi ciągle redukcją do „horyzontalnych”, socjoekonomicznych odniesień.

    DEZORIENTACJA SUMIENIA

    Z ust Jana Pawła II słychać było wielokrotnie ostrzeżenia przed totalitarnymi konsekwencjami demokracji oraz przed jej „kanonizowaniem”, lecz pomijany milczeniem pozostawał „ateizm polityczny” samej ideologii demokratycznej z jej „dogmatem” o pochodzeniu władzy od ludu. Wiemy, że osobistej trosce Ojca Świętego katolicy wierni łacińskiej tradycji liturgicznej zawdzięczają zgodę na msze „indultowe”, dawkowane jednak przez kurie „kroplomierzem” i w wielu miejscach świata otwarcie sabotowane. „Msza wszech czasów” nie odzyskała dotąd pełnego obywatelstwa w Kościele; nie została dana zgoda na „eksperyment tradycji”, o który błagał arcybiskup Marcel Lefebvre. Natomiast wbrew nauczaniu Jana Pawła II i autoryzowanym przez niego oficjalnym dokumentom o konieczności największej czci dla eucharystii poszczególne episkopaty – ostatnio także w ojczyźnie papieża – zezwalają na świętokradczą komunię „na rękę”.
    Autentyczna miłość do Ojca oraz posłuszeństwo, które nie może być pasywne, fetyszystyczne i bezwarunkowe, nakazują otwarcie wyznać ból z powodu tego, co głęboko raniło i dezorientowało katolickie sumienia. Jest to zarazem to wszystko, co budziło i budzi nadal wyjątkowo hałaśliwie objawiany zachwyt „świata”.
    To ekumenizm, nie zawsze nazywany wyraźnie zaproszeniem chrześcijan do jedności z Kościołem i w Kościele katolickim, który jest jedynym prawdziwym Kościołem Chrystusowym; to ów „meaculpizm”, który wskutek niedopowiedzeń bywał natrętnie przedstawiany jako obciążanie wyłączną winą za zło tego świata nie tylko grzesznych katolików, lecz także samego Kościoła; to wreszcie i nade wszystko ów „dialog międzyreligijny”, którego najbardziej spektakularnymi momentami były papieskie wizyty w miejscach kultu religii niechrześcijańskich oraz spotkania w Asyżu. Nie dopuszczamy do siebie myśli, iżby za tymi krokami oraz za przekonaniem o istnieniu „ziaren prawdy” w innych religiach stała intencja synkretyczna.
    Wyraźnie przeczy temu zresztą mocne potwierdzenie jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła w zatwierdzonej przez Jana Pawła II deklaracji Kongregacji Nauki Wiary Dominus Iesus. Mimo to cel tych przedsięwzięć pozostaje trudną zagadką. Jeśliby nawet utopia powszechnego „pojednania” wszystkich ze wszystkimi mogła się ziścić, co jest niemożliwe, to i tak nie warto prowokować ryzyka utwierdzania się kogokolwiek w błędnym mniemaniu o prawomocności „alternatywnych ścieżek” zbawienia. Civitas terrena, choćby ciesząca się pełnią pokoju w sensie ziemskim, nie ma bowiem żadnego sensu i miejsca w historii zbawienia. Gdy spełni się eschaton dziejów, „państwo ziemskie” zostanie po prostu zdmuchnięte jak świeca, tak samo jak doczesne życie każdego człowieka.
    W imię rzeczywiście integralnego, pozbawionego „selektywności”, zachowywania nauk Jana Pawła II należy upominać się o nieprzemilczanie tego wszystkiego, co było dobitnym potwierdzeniemnieomylnej nauki Magisterium w kwestiach dogmatycznych, integralności wiary i absolutnego prawa moralnego, a także obroną fundamentalnych norm dyscyplinarnych.
    Wspomnijmy tu, z rzeczy najwyższej wagi, unaocznienie „szokującej” nowoczesną mentalność tajemnicy odkupienia człowieka skaleczonego grzechem pierworodnym w Redemptor hominis i encyklice o Duchu Świętym; utwierdzenie w – słabnącej u wielu katolików i nawet kapłanów – wierze w realność przeistoczenia przez ostatnią encyklikę Ecclesia in Eucharistia; obronę w najbardziej filozoficznej z encyklik: Fides et Ratio, realistycznej metafizyki bytu, której odrzucenie (co papież przypomniał raz jeszcze w osobistej książce „Pamięć i tożsamość”) pozbawia byty stworzone, więc przede wszystkim człowieka, nieodzownego oparcia w Bogu jako samoistnym Istnieniu; podkreślenie, w Veritatis Splendor, zależności wolności od prawdy i odrzucenie doktryn negujących obiektywne prawo naturalne.

    ZADANIE BENEDYKTA XVI

    Trudno wręcz ogarnąć wszystkie akty i wypowiedzi w obronie „cywilizacji miłości” i tożsamości narodów, wyrażającej się najpełniej w ich kulturze, a heroicznego sprzeciwu wobec „cywilizacji śmierci”. Nie da się już schować pod korcem – jedynego bodaj w długiej historii tego pontyfikatu – aktu zawierającego wprost odwołanie się do bezwzględnie wiążącego sumienia dogmatu o nieomylności papieskiej, czyli listu apostolskiego Ordinatio sacerdotalis, przekreślającego raz na zawsze możliwość udzielania święceń kapłańskich kobietom.
    Wreszcie, z długiego szeregu świętych i błogosławionych, którymi Jan Paweł II obdarował Ecclesia Militans, godzi się wspomnieć tu niespotykany od dawna nawet w czasach przedsoborowych fakt wyniesienia na ołtarze dwojga władców chrześcijańskich: królowej – św. Jadwigi Andegaweńskiej i cesarza – bł. Karola Habsburga. Był to jakże wymowny, acz subtelny, sposób uzmysłowienia „odczarowanemu” światu stechnicyzowanej i zekonomizowanej polityki, że archetypem doczesnej „społeczności doskonałej” jest monarchia chrześcijańska, w której źródło prawowitości stanowi „legitymizm wiary”.
    Jan Paweł II przeprowadził w trzecie tysiąclecie Kościół wciąż tętniący żywą wiarą, ale zagrożenia nie ustały. Przed Benedyktem XVI stoi zadanie odparcia tych ataków i przygotowania pełnego triumfu Chrystusa Pana w Jego Kościele. Sprawą pierwszą co do ważności jest przywrócenie pełnego obywatelstwa w Kościele tradycyjnej mszy rzymskiej, a każdemu kapłanowi katolickiemu – bezwarunkowego prawa jej odprawiania. Niejako przy okazji będzie to rozwiązaniem bolesnej kwestii położenia tych wspólnot tradycjonalistycznych, których status w Kościele pozostaje nieuregulowany. Papież Benedykt XVI może dokończyć dzieło, które w 1988 roku nie powiodło się kardynałowi Ratzingerowi. To jest możliwe.

    http://www.fidelitas.pl/publicystyka.php?tryb=wyswietl&id=16

  46. Kudlaty said

    ZASTOSOWANIE DWUZNACZNOŚCI

    Przed liberałami, którzy opanowali sobór pozostał tylko jeden główny problem. Musieli oni wyrazić swoje poglądy w sposób, który nie byłby wyraźnie i otwarcie heretycki (mogłoby to wytworzyć dużo silniejszą opozycję i sprzeciw). Rozwiązaniem było użycie dwuznacznych stwierdzeń. Jak stwierdził kardynał Heenan „zredagowanie poprawek przeznaczonych do głosowania stanowiło najbardziej delikatną część pracy komisji. Zdeterminowana grupa mogła zetrzeć opozycję i wyprodukować formułę umożliwiającą zarówno ortodoksyjną jak i modernistyczną interpretację” (34). Każdorazowo, gdy podnosiły się protesty przeciw takiej taktyce, informowano osobę zgłaszającą zastrzeżenia, że sobór jest „pastoralny”, a nie „dogmatyczny”. To, co z tego wynikło arcybiskup Lefebvre określił jako „konglomerat dwuznaczności, nieścisłości, niewyraźnie wyrażonych odczuć, sformułowań dopuszczających możliwość dowolnej interpretacji oraz szerokiego otwarcia wszystkich furtek” (35). Oczywiście jest w dokumentach dużo stwierdzeń, które wydają się dobre, ponieważ charakterystyczne dla herezji jest to, że przychodzi okryta płaszczem ortodoksji. Dokumenty same w sobie są rozwlekłe, pełne niejasnej frazeologii i psychologizmów. Używane są często wyrażenia (takie jak „historia zbawienia”) (36), podatne na różnorodną interpretację. Stwierdzenia użyte w jednym akapicie, są kilka akapitów dalej użyte z zastrzeżeniami, co umożliwia ich wieloraką interpretację oraz cytowanie wyrwane z kontekstu. Oddając liberałom sprawiedliwość, niektórzy z periti tacy jak Yves Congar i Schillebeeckx nie pochwalali takich metod i chcieli wyrazić liberalny punkt widzenia otwarcie i jasno. Oczywiście nie zostali wysłuchani. Aby czytelnik nie uznał, że ta opinia jest niesprawiedliwa, zacytuję profesora O. Cullmanna, jednego z najznakomitszych protestanckich „obserwatorów” na soborze:

    „Większość ostatecznych wersji dokumentów posiada charakter kompromisowy. W bardzo wielu wypadkach są one zestawieniem przeciwnych punktów widzenia nie posiadającym między sobą żadnego prawdziwego wewnętrznego związku. Tak więc każdemu potwierdzeniu władzy biskupów towarzyszy do pewnego stopnia nudne położenie nacisku na władzę Papieża… Jest to przyczyną tego, że mimo iż akceptuję kompromisowy charakter tekstów, to nie podzielam pesymizmu tych, którzy podpisują się pod sloganem: «Nic dobrego nie wyniknie z Soboru!» Wszystkie teksty są sformułowane w taki sposób, że nie zamykają żadnych drzwi i na przyszłość nie przedstawią sobą żadnej przeszkody dla dyskusji między katolikami albo dla dialogu z niekatolikami, jak miało to miejsce z dogmatycznymi decyzjami poprzednich Soborów” (37).

    Dwuznaczność i „dwój-mowa” zawsze były ucieczką dla łotra chcącego okłamać, nie tylko swojego sąsiada, ale również samego siebie. W jaki sposób niegrzeczne dziecko odpowiada oskarżającemu go rodzicowi, chcąc ukryć przed nim prawdę i nie chcąc zarazem otwarcie skłamać? Mówi wtedy dwuznacznie. Odstępuje od biblijnego nakazu „niech wasza mowa będzie, tak – tak, nie – nie”. Modernista po prostu stracił wiarę w Objawienie i jeżeli chce pozostać w granicach widzialnego kościoła, to musi albo zmienić znaczenie pewnych słów, albo zmienić słowa tak, by oznaczały, co innego dla niego, a co innego dla wiernych. A zatem, jak wyłożył to jeden modernista: „człowiek uczy się stosowania podwójnych znaczeń, pokrętnie złożonych zdań i paragrafów, które bardziej ukrywają niż odsłaniają swe znaczenie”. Egzystencjalny teolog odczuwa pozytywną niechęć do jasności wyrażania. Jak powiedział ojciec Daley na temat Tyrrella: „Uwierzył on, że jasność jest pułapką dla nieostrożnych i że można jej uniknąć tak długo jak człowiek nie ufa jasności i uznaje ją za cechę nieudolności”. Pius X w swojej encyklice Pascendi zauważył, że pisma modernistycznej kliki wydają się „niepewne i chwiejne”, podczas gdy te pochodzące od Kościoła są zawsze „zdecydowane i stanowcze”. Dalej stwierdził: „modernistów (tak przecież zwą się zwykle) najprzebieglejszy manewr polega na tym, że nie przedstawiają swych doktryn ujętych w pewien porządek i zebranych w jedną całość, lecz jakoby rozproszone i oddzielone jedne od drugich, ażeby uchodzić za chwiejnych i niejako niestałych, gdy tymczasem są pewni i stanowczy”.

    A zatem to dwuznaczność soborowych stwierdzeń pozwala na dowolną interpretację, jakiej tylko człowiek zapragnie. Ponadto, kiedy czyta się dokumenty jako całość, odnajduje się pewien „zamysł” albo ducha, który jest „przykry dla pobożnych uszu”. W całym Vaticanum II istnieje, jak to stwierdził kardynał Suenens, „wewnętrzna logika, która w kilku przypadkach została uchwycona i rozwinięta, ukazując w codziennej praktyce pierwszeństwo życia nad prawem. Duch przenikający te teksty był silniejszy niż same słowa” (38). To jest właśnie ten podskórny prąd, który wypłynął jako „Duch Vaticanum II”, „duch” akceptujący prawie wszystkie modernistyczne pojęcia takie jak „postęp”, „dynamiczny rozwój” i „uniwersalizm” (39). Konserwatywni katolicy Novus Ordo zaprzeczający, że taki duch istnieje, dobrze by zrobili gdyby rozważyli słowa Jana Pawła II mówiącego, że było jego „niewzruszoną wolą postępować na drodze jedności w DUCHU DRUGIEGO SOBORU WATYKAŃSKIEGO….” (inauguracyjna ceremonia jego pontyfikatu).
    ks,R.Coomaraswamy „Vaticanum II”

  47. aga said

    Nasz Umiłowany papież Benedykt XVI pięknie realizuje słowa Chrystusa również w Libanie:

    Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. (J 17, 20-23).

    I cóż w tym jest rewelacyjnego?
    Jakie stanowisko zajmuje BXVI wobec wojny domowej w Syrii, gdzie zagrożony jest los chrześcijan? Może nam Pani naświetli?
    Admin

  48. Kudlaty said

    Re46

    DOKUMENTY SOBOROWE

    Ramy tego opracowania nie pozwalają na szczegółowe przestudiowanie całego Vaticanum II, dlatego szczególną uwagę zwrócimy na Duszpasterską Konstytucję o Kościele w Świecie Współczesnym (Gaudium et Spes – oznaczaną jako GS), oraz Konstytucję Dogmatyczną o Kościele (Lumen Gentium – oznaczoną jako LG), które zarówno Paweł VI jak i Jan Paweł II uznają za dokumenty o fundamentalnym znaczeniu. Jeżeli chodzi o pierwszy z nich, to JP II był jego głównym autorem.

    „Tak ród ludzki przechodzi od statycznego pojęcia porządku rzeczy do pojęcia bardziej dynamicznego i ewolucyjnego” (GS, 5).

    „Umysł ludzki rozszerza w pewien sposób swoje panowanie także nad czasem: sięga w przeszłość – drogą poznania historycznego, a w przyszłość – umiejętnością przewidywania i planowaniem. Rozwijające się nauki biologiczne, psychologiczne i społeczne nie tylko pomagają człowiekowi do lepszego poznania samego siebie…” (GS, 5).

    „To znamię powszechności, które zdobi Lud Boży, jest darem samego Pana, dzięki temu darowi Kościół katolicki skutecznie i ustawicznie dąży do zespolenia z powrotem całej ludzkości wraz ze wszystkimi jej dobrami z Chrystusem-Głową w jedności Ducha Jego… Do tej zatem katolickiej jedności Ludu Bożego, która jest znakiem przyszłego pokoju powszechnego i do niego się przyczynia, powołani są wszyscy ludzie i w różny sposób do niej należą lub są jej przyporządkowani zarówno wierni katolicy, jak inni wierzący w Chrystusa, jak wreszcie wszyscy w ogóle ludzie, z łaski Bożej powołani do zbawienia…” (LG, 13).

    „Należy jednak przezwyciężyć i usuwać wszelką formę dyskryminacji odnośnie do podstawowych praw osoby ludzkiej, czy to dyskryminacji społecznej, czy kulturalnej, czy też ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pozycję społeczną, język lub religię, ponieważ sprzeciwia się ona zamysłowi Bożemu” (GS, 29).

    „Ponadto ponieważ Kościół mocą swej misji oraz zgodnie ze swoją istotą nie powinien wiązać się z żadną szczególną formą kultury albo systemem politycznym, gospodarczym czy społecznym… Z tego powodu Kościół tak swoich synów, jak i wszystkich ludzi upomina, aby w duchu rodziny synów Bożych przezwyciężali wszelkie spory między narodami i rasami…” (GS, 42).

    „Doświadczenie minionych stuleci, postęp nauk, bogactwo złożone w różnych formach kultury ludzkiej, w których okazuje się pełniej natura samego człowieka i otwierają się nowe drogi do prawdy…” (GS, 44).

    „Jest właściwością osoby ludzkiej, że do prawdziwego i pełnego człowieczeństwa dochodzi ona nie inaczej jak przez kulturę, to znaczy przez kultywowanie dóbr i wartości naturalnych. Gdziekolwiek więc chodzi o sprawy życia ludzkiego, tam natura i kultura jak najściślej wiążą się z sobą…” (GS, 53).

    „Z każdym dniem zwiększa się liczba mężczyzn i kobiet jakiejkolwiek grupy czy narodowości, świadomych tego, że są sprawcami i twórcami kultury swej wspólnoty… W ten sposób jesteśmy świadkami narodzin nowego humanizmu, w którym określa człowieka przede wszystkim odpowiedzialność wobec jego współbraci i wobec historii…” (GS, 55).

    „Stąd kulturę dzisiejszą znamionują następujące szczególne cechy: nauki zwane ścisłymi rozwijają ogromnie zmysł krytyczny; nowsze badania psychologiczne głębiej tłumaczą aktywność ludzką; dyscypliny historyczne bardzo się przyczyniają do ujmowania rzeczy pod kątem widzenia ich zmienności i ewolucji… Wten sposób przygotowuje się powoli bardziej powszechna forma ludzkiej kultury, która tym bardziej rozwija i wyraża jedność rodzaju ludzkiego, im lepiej uwzględnia odrębność różnych kultur…” (GS, 54).

    „Z natury społecznej człowieka wynika, że istnieje wzajemna zależność między postępem osoby ludzkiej i rozwojem społeczeństwa. Osoba ludzka jest i powinna być zasadą, podmiotem i celem wszystkich urządzeń społecznych, ponieważ z natury swej koniecznie potrzebuje ona życia społecznego. Ponieważ życie społeczne nie jest dla człowieka tylko czymś dodatkowym, wzrasta on we wszystkich swych przymiotach i staje się zdolny odpowiedzieć swemu powołaniu przez obcowanie z innymi, przez wzajemne usługi i rozmowę z braćmi…” (GS, 25).

    „Dlatego też Kościół uważa, że przez poszczególnych swych członków i całą swoją społeczność może poważnie przyczynić się do tego, aby rodzina ludzka i jej historia stawały się bardziej ludzkie. Ponadto Kościół katolicki chętnie wysoko ceni to, co dla wypełnienia tego samego zadania wniosły i wnoszą wspólnym wysiłkiem inne Kościoły chrześcijańskie albo wspólnoty kościelne…” (GS, 40).

    „tak też Jemu «podobało się uświęcać i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył» (LG, 9). Stąd od początku historii zbawienia wybierał ludzi nie tylko jako jednostki, lecz i jako członków pewnej wspólnoty. Tych bowiem wybranych, odsłaniając swój zamysł, nazwał Bóg «ludem swoim» (Wj 3, 7-12)… Ten wspólnotowy charakter osiąga swoją doskonałość i wypełnia się w dziele Jezusa Chrystusa” (GS, 32).

    „Kościół uznaje ponadto wszystko to, co jest dobre w dzisiejszym dynamizmie społecznym: przede wszystkim ewolucję ku jedności oraz proces zdrowej socjalizacji i stowarzyszania się obywatelskiego i gospodarczego. Popieranie bowiem jedności wiąże się z najgłębiej rozumianą misją Kościoła, ponieważ on sam jest «w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego…» (LG, 1)” (GS, 42).

    „«Ponieważ rodzaj ludzki zespala się dziś coraz bardziej w jedność obywatelską, ekonomiczną i społeczną, tym bardziej przeto słuszną jest rzeczą, aby kapłani, połączywszy pod przewodnictwem biskupów i papieża swe troski i wysiłki, usuwali wszelkie powody rozproszenia, tak iżby cały rodzaj ludzki doprowadzony był do jedności rodziny Bożej» (LG, 28)” (GS, 43).

    „Niech łączą znajomość nowych nauk i doktryn oraz najnowszych wynalazków z obyczajami chrześcijańskimi i z wykształceniem w doktrynie chrześcijańskiej, tak żeby kultura religijna i prawość ducha szły u nich w parze ze znajomością nauk i rozwijających się z każdym dniem umiejętności technicznych” (GS, 62).

    Takie zatem potpourri (aromatyczna mieszanka korzeni i ziół) tworzą stwierdzenia zaczerpnięte z uroczystego nauczania Magisterium posoborowego Kościoła. Takie to idee jego członkowie muszą „skrupulatnie przestrzegać” i swoim intelektem zaakceptować. Ale jaki jest dowód na poparcie tezy, że „ród ludzki przechodzi od statycznego pojęcia porządku rzeczy do pojęcia bardziej dynamicznego i ewolucyjnego”? Jakże można uznać za chrześcijański ten „nowy humanizm”, którego świadkami narodzin jesteśmy, zdefiniowany „przede wszystkim przez odpowiedzialność człowieka wobec jego braci i historii”: a nie odpowiedzialność wobec Boga? I od kiedy to człowiek „stał się zdolny odpowiedzieć swemu powołaniu przez obcowanie z innymi, przez wzajemne usługi i rozmowę z braćmi”? W którym miejscu Pismo Święte mówi nam, że jesteśmy zbawieni raczej jako członkowie wspólnoty niż jako poszczególne osoby? Od kiedy to funkcją Kościoła stało się uczynienie „rodziny ludzkiej bardziej ludzką”? I o co chodzi w całej tej mowie o „jedności”, „procesie zdrowej socjalizacji”, który „należy do najgłębszej natury Kościoła” i który umożliwia – a nawet wspiera – „usunięcie wszelkich fundamentów podziałów”, mogących ją zahamować? Stwierdzenie, że Kościół nie jest „związany z żadną polityczną, społeczną albo ekonomiczną strukturą” oznacza, że może funkcjonować w dowolnej politycznej, społecznej albo ekonomicznej strukturze dzisiejszego świata, włączając w to komunizm. I jak Kościół może głosić, że wszelka dyskryminacja ze względu na religię powinna „być przezwyciężona i usunięta”? Niewątpliwie, jeżeli wierzy, że jest prawdziwą religią, to nie może nie dokonywać rozróżnienia między sobą a innymi fałszywymi religiami. I o co chodzi w całym tym nonsensie o „dostosowywaniu naszej moralności i religijnej praktyki do odkryć współczesnej nauki” – jak gdyby nie było wiadome, że podlega ona ciągłym zmianom. Wszystko to jest czymś bardzo odległym od Kościoła naszych przodków.

    Nic dziwnego, że protestancki obserwator Dr McAfee Brown powiedział, że „pojawiają się nawet sporadyczne aluzje, że ojcowie soborowi słuchali nie tylko Ewangelii Marka, lecz również ewangelii Marksa”. Doprawdy, jak wyraził się ojciec Campion – periti i tłumacz tego dokumentu: „Teologiczne aggiornamento oznacza coś więcej niż proste przeredagowanie konwencjonalnego teologicznego nauczania na współczesną terminologię” (40). Arcybiskup Lefebvre i Michael Davies określają te i inne podobne ustępy mianem „bomb zegarowych”. W rzeczywistości są czymś dużo groźniejszym; stanowią niedwuznaczny dowód, że wierni – a właściwie nie tylko wierni, lecz sama ludzkość – zostali „sprzedani” na soborze. Interpretacja takich sformułowań „w świetle tradycji” leży daleko poza granicami intelektualnych możliwości większości ludzi. Każdy kto chciałby zrozumieć co stało się z Kościołem w naszych czasach, dobrze by zrobił gdyby uważnie przestudiował te dokumenty. Jak to określił Abbe de Nantes, dokumenty te stanowią „obszerną platformę startową dla… wywrotowych działań” modernistów. (CRC, maj 1980).

  49. Tralala said

    a 48 Dzieki za to zestawienie, mam komu podrzucic.

    Dwuznacznosc jest jak wielka lyzka niosaca trucizne. Pewna 30letnia dama slyszac skargi na dwuznacznosc waznych dokumentow, odpowiedziala: „no i dobrze, kazdy moze sobie zrozumic jak chce i jest zadowolony”.sic.
    Koniecznosc dwuznacznosci tlumaczyl w ostatnich miesiacach nawet bp. Fellay, kiedy powiedzial w ktoryms z wywiadow (jeszcze przed Kapitula), ze cala trudnosc w tym, by pisac dokumenty tak, aby kazda ze stron (Rzym i FSSPX) przeczytala i zrozumiala to czego oczekuje.

    O dwuznacznosci deklaracji Kapituly FSSPX, napisano cos tutaj :

    http://zniepokalana.blogspot.fr/search/label/Analiza%20dwuznaczno%C5%9Bci%20w%20Deklaracji%20Kapitu%C5%82y%20generalnej%20FSSPX%20%20z%2019%20lipca%202012%20roku

  50. Kudlaty said

    Katolicki komentarz do „encykliki” Evangelium vitae Jana Pawła II

    „SODALITIUM”

    W poprzednim numerze Sodalitium (nr 36, s. 69) wspomnieliśmy o naszym zamiarze przeanalizowania dwóch ostatnich „encyklik” Jana Pawła II, Evangelium vitae i Ut unum sint; ukazanie się pierwszej z nich ucieszyło „konserwatystów”, a drugiej „postępowców”, lecz niestety, żadna z nich nie mogła uradować katolików. Ze względu na niedostateczność czasu i miejsca, ograniczymy się w niniejszym numerze Sodalitium do skomentowania „Evangelium vitae”. Cyfry podane w nawiasach wskazują numer punktu w samej „encyklice”, a rzymskimi liczbami podana jest strona francuskiego wydania L’Osservatore Romano, nr 14 z 4 kwietnia 1995 poświęconego Evangelium vitae. W ówczesnym okresie Jan Paweł II zajmował się szczególnie rozwijaniem trzech następujących tematów swojego „Magisterium”: ponawianiem prośby o przebaczenie „błędów” Kościoła, komentarzem do dokumentów soborowych z okazji XXX rocznicy Vaticanum II, oraz licznymi przemówieniami dotyczącymi kwestii kobiecych i… feministycznych z okazji roku kobiet. O tych to dokumentach jak również o „encyklice” Ut unum sint, napiszemy – jeśli taka będzie Wola Boża – w kolejnym numerze Sodalitium.

    EVANGELIUM VITAE

    „Ewangelia życia znajduje się w samym sercu orędzia Jezusa Chrystusa” (nr 1, s. I). Od tych to bardzo znaczących słów rozpoczyna się „encyklika” Jana Pawła II, która jest afirmacją „wartości i nienaruszalności życia” (nr 1, s. 1, prezentacja „encykliki”). Lecz czy Ewangelia, którą głosi nam Jan Paweł II jest rzeczywiście i w pełni Ewangelią Jezusa Chrystusa, Naszego Pana? Encyklika każe nam w to wierzyć. Jan Paweł II z zapałem przypomina Biskupom: „na mocy powierzonego nam zadania mamy (…) czuwać nad integralnym i wiernym przekazem nauczania na nowo ujętego w tej Encyklice oraz stosować wszelkie odpowiednie środki, aby chronić wiernych przed każdą doktryną sprzeczną z tym nauczaniem”. Następnie upomina duchownych i teologów, ażeby świadomi swoich zadań „wystrzegali się poważnego wykroczenia, jakim jest zdrada prawdy (…) przez głoszenie osobistych poglądów sprzecznych z Ewangelią życia, wiernie przedstawioną na nowo i interpretowaną przez Magisterium” (82, s. XV). Chodzi zatem o „Magisterium”, i to o „Magisterium” kolegialne, według eklezjologii Vaticanum II; Evangelium vitae jest „owocem współpracy Episkopatu wszystkich krajów świata” (nr 5, s. II).

    Jan Paweł II przytacza kilka prawd katolickich

    Z pewnością wierny katolik nie odczuwa żadnej trudności, by przyłączyć się do potępienia rozmyślnego zabijania niewinnych (nr 57, s. XI), aborcji (62, XII) i eutanazji (65, XII), gdyż wzywa do tego powszechne Magisterium Kościoła. „Encyklika” powtarza również potępienie antykoncepcji (por. nr 13), technik sztucznej reprodukcji oraz – mimo iż w inny sposób – badań prenatalnych (nr 14), eksperymentów dokonywanych na embrionach (63, XII)… Jan Paweł II ubolewa nad tym, że „zbrodnie” są uznane za „prawa” (11, III), oraz że „czyny jednomyślnie uważane niegdyś za przestępcze i w powszechnym odczuciu moralnym niedopuszczalne, zyskują stopniowo społeczną aprobatę” (4, II), oraz przypomina, że „Bóg nie może pozwolić, aby zbrodnia pozostała bezkarna” (8 i 9, II). Potwierdza istnienie więzi pomiędzy wolnością a prawdą obiektywną (19, IV), a w rezultacie wysuwa stąd wniosek, iż „w ciągłości z całą Tradycją Kościoła pozostaje także nauczanie o koniecznej zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym” (72, XIV); w przeciwnym wypadku prawo cywilne jest „niegodziwym” a jego zarządzenia „pozbawione są wszelkiej mocy obowiązującej” (71, XIV), dlatego wówczas „kończy się władza, a zaczyna potworne bezprawie” (72, XIV). Ustawy, podobne do tych o aborcji czy eutanazji, „nie tylko nie są w żaden sposób wiążące dla sumienia, ale stawiają wręcz człowieka wobec poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się im poprzez sprzeciw sumienia” (73, XIV). Katolicy muszą przeciwstawić się „wobec obiektywnego «spisku przeciw życiu», w który zamieszane są także instytucje międzynarodowe, zajmujące się propagowaniem i planowaniem prawdziwych kampanii na rzecz upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i aborcji” (17, IV), a które to przeradzają demokrację w „system totalitarny” (20, IV).

    Powyższe zestawienie punktów „Ewangelii życia” zgodnych z nauczaniem Kościoła nie zwalnia nas teraz od zasygnalizowania punktów dwuznacznych lub wręcz sprzecznych z tymże nauczaniem…

    Ewangelia o godności osoby

    „Encyklika” z 25 marca 1995 mieni się być pewnego rodzaju uzupełnieniem „Listu do Rodzin” z 2 lutego poprzedniego roku (por. 6, II), obficie w niej cytowanego (43, VIII). W komentarzu do tego Listu, który ukazał się w Sodalitium (nn. 36, ss. 63-66; 37, ss. 55-64; 42, ss. 42-56) wykazaliśmy jak wiele nauczanie Wojtyły, dotyczące tego tematu, zawdzięcza zarówno gnozie i kabale, jak i personalizmowi pism Krempela i Domsa, potępionemu przez Święte Oficjum. Aby głębiej zrozumieć niektóre zagadnienia Evangelium vitae powinien się czytelnik zapoznać z Listem do Rodzin (oraz z naszym do niego komentarzem). Jednym ze wspólnych tematów „encykliki” i „Listu” (jak również całej myśli wojtyliańskiej) jest ludzka godność.

    „Ewangelia miłości Boga do człowieka, Ewangelia godności osoby i Ewangelia życia stanowią jedną i niepodzielną Ewangelię” (2, I). Cóż głosi ta Ewangelia? Godność osoby ludzkiej: „każda osoba” powinna być „uznawana i szanowana ze względu na swą samoistną wartość” (88, XVI), z tego tylko względu, że jest osobą. Osoba ludzka ma, w rezultacie, godność „niezmierzoną” (80, XV), „nieporównywalną” (2, I), „niemalże boską” (25, V; 84, XVI). Odnosi się to do wszystkich ludzi (25, V; 70, XIII). Grzech nie pozbawił człowieka owej „niemalże boskiej” godności: „nawet zabójca nie traci swej osobowej godności” (9, III), która istnieje pomimo grzechu pierworodnego, o którym nawet nie wspomniał w rozdziale o „godności dziecka jeszcze nie narodzonego” (44, IX), do którego stosuje się to samo co i do proroka Jeremiasza oczyszczonego z grzechu w łonie matki (Jer. 1, 5; Evangelium vitae 44, IX), do Jana Chrzciciela (oczyszczonego jak i Jeremiasz) i do Jezusa Chrystusa (bez grzechu) (por. Evangelium vitae 45, IX). Posuwa się aż do następującego stwierdzenia à propos przerywania ciąży: „Tym, kto zostaje zabity, jest istota ludzka u progu życia, a więc istota najbardziej niewinna, jaką w ogóle można sobie wyobrazić” (58, XI). Podobne twierdzenie jest implicytnym zanegowaniem dogmatu o grzechu pierworodnym; prawdą jest, że dziecko w łonie matki jest niewinne (wolne od wszelkiego grzechu osobistego) i że nie może być uznawane za niesprawiedliwego napastnika matki, lecz nie jest ono, w znaczeniu absolutnym, najbardziej niewinną osobą jaką w ogóle można sobie wyobrazić: po przyjęciu chrztu świętego to samo dziecko jest niewątpliwie znacznie bardziej niewinne niż wcześniej!

    Niemalże boska godność każdego człowieka zakłada nie tylko „szacunek dla każdej osoby” (98, XVIII), lecz także w miarę możności każe „czcić i szanować każdego człowieka z sercem pełnym religijnego zachwytu, jak nam zalecał Paweł VI w jednym ze swoich orędzi na Boże Narodzenie” (83, XV); należy czcić każdą osobę (41, VIII); czcić życie ludzkie (51, X). Rzeczywiście, na zakończenie Soboru Paweł VI wyraźnie mówił o „kulcie człowieka”, wyrażenie to zostało przejęte przez Jana Pawła II. Z tej to godności wypływa „uznanie człowieka za istotę, którą nie można «rozporządzać»”, oraz uznanie faktu, że „człowiek (…), nie może podlegać niczyjemu panowaniu” (19, IV). Nawet Bożemu? Mamy tutaj do czynienia z zasadą paralelną do zasady Kanta przyjętej przez Wojtyłę, według której osoba ludzka musi być zawsze i dla wszystkich (nawet dla Boga) celem, a nigdy środkiem (por. Sodalitium, nr 37, ss. 61-62).

    Zasada ta jest fundamentem „teorii praw człowieka” (19, IV), „szlachetnej deklaracji” uznającej „wartość i godność każdej ludzkiej istoty jako takiej, bez względu na jej rasę, narodowość, religię czy poglądy polityczne i pochodzenie społeczne” (18, IV).

    Jeślibyśmy szukali podstaw w Piśmie świętym lub Tradycji tej „Ewangelii godności ludzkiej”, Jan Paweł II odpowiada nam księgą Rodzaju (dwoma pierwszymi rozdziałami), niektórymi psalmami (szczególnie ósmym: 35, VII), dziełem świętego Ireneusza („Chwałą Bożą jest człowiek żyjący”) (34, VII) i interpretacją jaką Vaticanum II nadał Wcieleniu w Gaudium et spes nr 22: „Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”, to „wspaniała prawda”, która, oczywiście, dwukrotnie została przytoczona (2, I i 104, XIX) także i w tym dokumencie. „Człowiek, człowiek żyjący, stanowi pierwszą i podstawową drogę Kościoła” (2, I; cytat wyjęty z Redemptor hominis, nn. 14 i 285). Jednakże, ponieważ tematy te były już przedmiotem badań na łamach Sodalitium (nr 20, ss. 11-12; i nr 37, ss. 60-61) możemy jedynie odesłać tamże szanownego czytelnika. Przypomnijmy tylko syntetycznie, iż cała godność osoby ludzkiej polega na tym, że jest stworzeniem obdarzonym rozumem i wolną wolą, powołanym następnie, bez jakiejkolwiek zasługi, przez Boga do życia nadprzyrodzonego: nie mniej, ale też nie więcej. Jednakże, nie tracąc natury ludzkiej, a zatem zasadniczo swojej godności, człowiek może, niestety utracić swą godność przez czyn: „Jeżeli rozum zgadza się na błędne poglądy, jeżeli wola obiera i skłania się do tego, co złe, to ani pierwszy, ani druga tym nie nabywają doskonałości, ale obie tracą swoją przyrodzoną godność i popadają w zepsucie” (Leon XIII, Encyklika Immortale Dei, 1 XI 1885). I natychmiast, w konsekwencji, wypływa stąd negacja wolności religijnej: „cokolwiek sprzeciwia się cnocie i prawdzie, to tego nie godzi się wyjawiać i przedstawiać oczom ludzkim, a tym mniej osłaniać to łaskawymi względami i powagą cokolwiek za dobre uważa, i knuć nowe w państwie zmiany” (ibidem). Wystarczy tych kilka prostych uwag, ażeby runął i w proch się rozsypał gmach wzniesiony przez Vaticanum II i Jana Pawła II opierający się na fundamencie fałszywej koncepcji godności osoby ludzkiej.

    Ewangelia jakiego życia?

    Ewangelia o godności człowieka jest Ewangelią życia. „Wyrażenie «Ewangelia życia» nie znajduje się wprawdzie w Piśmie świętym” – przyznano, co prawda, w przypisie (2, I). A zatem chodzi tu o neologizm, wobec którego należy zachować ostrożność. Termin „życie” w odniesieniu do człowieka może wskazywać na zupełnie różne rzeczy: życie naturalne, wspólne wszystkim ludziom, życie łaski, nadprzyrodzone, właściwe niektórym, a wreszcie życie chwalebne, życie wieczne w Niebie. Rzecz jasna, pierwsze jest warunkiem drugiego, drugie warunkiem trzeciego (jednakże po utracie pierwszego!); oczywiście, wszystkie mają wielką wartość, lecz nie mają równej wartości! „Encyklika” mówi o tych różnych znaczeniach terminu „życie”, lecz w wielu wypadkach nie precyzuje o jakim życiu mowa, stwarzając tym samym ubolewania godne dwuznaczności. A jest to tym bardziej żałosne, że właściwym tematem dokumentu jest obrona naturalnego życia ludzkiego, któremu mogą błędnie zostać przypisane uwagi odpowiadające tylko i wyłącznie życiu nadprzyrodzonemu. Proces naturalnej ludzkiej egzystencji jest „opromieniony obietnicą i odnowiony przez dar życia Bożego, które urzeczywistni się w pełni w wieczności” (2, I). Z pewnością, „obietnica” życia Bożego jest dla wszystkich; lecz ów dar, „dar życia Bożego”, nie. „Encyklika” tego nie wyjaśnia, a nawet gmatwa pojęcia, kiedy nieco dalej mówi o „nieporównywalnej wartości każdej osoby ludzkiej” z uwagi na fakt, że „Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem” (2, I): udzielając każdemu „daru życia Bożego”? „Każdy człowiek właśnie ze względu na tajemnicę Słowa Bożego, które stało się ciałem (por. J 1, 14) – kontynuuje „encyklika” – zostaje powierzony macierzyńskiej trosce Kościoła” (3, I). Oczywiście, zadaniem Kościoła jest głoszenie Ewangelii wszystkim ludziom, jednakże nie wszyscy ludzie są dziećmi Kościoła, są nimi tylko ochrzczeni. „Równa godność osobowa” wspólna wszystkim ludziom nazywana jest „duchowym pokrewieństwem” (8, II) – otóż, określenie to ma sens tylko, gdy chodzi o życie duchowe, właściwe tylko tym którzy znajdują się w stanie łaski u Boga. Według Jana Pawła II „człowiek w naturalny sposób dąży ku Bogu”, który jest „ostatecznym celem i zaspokojeniem każdej osoby” (35, VII), natomiast „miłość do życia (…), rozwija się w radosnym przeświadczeniu, że można uczynić z własnej egzystencji «miejsce» objawienia się Boga, spotkania i komunii z Nim” (38, VIII). Otóż, Bóg powinien być ostatecznym celem każdego, ale nim nie jest. Niestety wielu żyje nie mając wcale „radosnego przeświadczenia”, że mogą w swym życiu zjednoczyć się z Bogiem. Należy tu dokładnie rozróżnić (lecz „encyklika” tego nie czyni) między naturalnym i nieskutecznym pragnieniem szczęśliwości (właściwym wszystkim ludziom), a naturalnym dążeniem, jakie wszyscy ludzie rzekomo mają ku Bogu (czy chodzi tu o Boga, jako autora łaski czy natury?). Tymczasem według Jana Pawła II Duch nie tylko tchnie kędy chce, ale i „dosięga” a nawet „ogarnia każdego człowieka żyjącego na tym świecie” (77, XV). Czy ogarnia On także i tych którzy grzeszą przeciwko Duchowi Świętemu?

    Zamordowane dzieci nienarodzone są w Niebie

    Po raz więc kolejny Jan Paweł II daje do zrozumienia – nie mówiąc tego wyraźnie – że wszyscy ludzie są w pewien sposób złączeni z Bogiem, otrzymując tym samym życie wieczne. Pod tym względem najbardziej jasnym fragmentem jest ten dotyczący wiecznego losu nieszczęsnych dzieci – ofiar aborcji. Przepełniony smutkiem, zwracając się do matek tych dzieci, Jan Paweł II mówi, zachęcając je do pokuty: „Odkryjecie, że nic jeszcze nie jest stracone, i będziecie mogły poprosić o przebaczenie także swoje dziecko: ono teraz żyje w Bogu” (99, XVIII) (*). Jakże można usprawiedliwić podobne twierdzenie nie negując przy tym dogmatu o grzechu pierworodnym i o konieczności chrztu do zbawienia? No chyba, że uważa się, – nie mówiąc tego i nie mając na to żadnych dowodów – że każda aborcja jest męczeństwem, chrztem krwi. Paradoksalnie, bo to właśnie w „encyklice” przeciwko aborcji zanegowana została najtragiczniejsza konsekwencja przerwania ciąży, którą jest pozbawienie ofiar tego ciężkiego grzechu wizji uszczęśliwiającej.

    Piekło nieznane

    „Kardynał” von Balthasar zapewniał, że Jan Paweł II podzielał jego neo-orygenistyczną opinię, według której wszyscy dostępują zbawienia, a piekło jest puste. Jak by nie było, w „encyklice” tej nie ma żadnej wzmianki o piekle, ani tym bardziej o potępionych. Po wspomnieniu paraboli o zaślepionym bogaczu, który umiera nocą, komentarz Jana Pawła II ogranicza się do stwierdzenia, że ów bogacz tracąc życie „nigdy nie pojmie jego prawdziwego sensu” (32, VII). A konsekwencje oddalenia się od prawdy o życiu opisane są tymi słowami: „Oderwać się od niej znaczy skazać samego siebie na egzystencję pozbawioną znaczenia i nieszczęśliwą, a w konsekwencji stać się wręcz zagrożeniem dla istnienia innych…” (48, s. IX). Nic poza tym? Owszem, nieco dalej (52, s. X) powiedziane jest, że „człowiek musi się (…) rozliczyć przed swoim Panem” z życia, które otrzymał, lecz ani tam nie powiedziano w ogóle w jaki sposób. W punkcie 53 (s. X), Szatan wychodzi na scenę, ale nie piekło: „… Bóg ukazuje, że «nie cieszy się ze zguby żyjących» (Mdr 1, 13). Tylko Szatan może się nią cieszyć: (…) zwodząc człowieka, prowadzi go do grzechu i śmierci, które ukazuje jako cel i owoc życia”. O jakiej śmierci jest tutaj mowa? O śmierci wiecznej, czy tylko o śmierci doczesnej? Na te pytania „encyklika” udziela odpowiedzi dopiero na końcu, gdzie powiedziane jest, że „życie człowieka zostało uwolnione od wyroku ostatecznej i wiecznej śmierci” (nr 102, s. XIX). Czy aby rzeczywiście życie wszystkich ludzi zostało uwolnione od śmierci wiecznej? Albo, ogólnie rzecz biorąc, czy człowiek może uwolnić się od śmierci wiecznej (jednak ludziom nie zawsze się to udaje)? Nie należy szukać w Evangelium vitae rozwiązania tej wątpliwości, gdyż to właśnie ona ją sugeruje!

    Zbrodnicze decyzje, wielkoduszne okoliczności łagodzące

    O ile Evangelium vitae nie wspomina o piekle (a mniej niż kiedykolwiek o potępieniu), to jednak nie omieszkała potępić grzechy, które do niego prowadzą…, przynajmniej teoretycznie. O tak, gdyż w praktyce łatwo i wielkodusznie dopuszcza okoliczności łagodzące. Czytamy, na przykład, à propos aborcji: „Decyzje wymierzone przeciw życiu rodzą się czasem z trudnych czy wręcz dramatycznych doświadczeń głębokiego cierpienia, samotności, całkowitego braku perspektyw ekonomicznych, depresji i lęku o przyszłość. Tego rodzaju okoliczności mogą także znacznie złagodzić odpowiedzialność subiektywną, a w konsekwencji także winę tych, którzy podejmują takie decyzje, ze swej natury zbrodnicze” (18, IV). Nikt nie przeczy ewentualnemu zaistnieniu okoliczności łagodzących, jednakże „encyklika” nie uściśla czy te okoliczności (na liście których nie figuruje utrata rozumu) mogą uczynić z aborcji zwykły grzech powszedni, a nawet daje do zrozumienia, że nie chodzi tu już nawet o grzech ciężki. Ów laksyzm jest jeszcze bardziej wyraźny w przypadku gdy chodzi o samobójstwo, dla usprawiedliwienia którego przywołuje się „określone uwarunkowania psychologiczne, kulturowe i społeczne” które, nie tylko złagodziłyby, ale wręcz zupełnie zniosły (tutaj także nie wspomina się o przypadkach szaleństwa) „odpowiedzialność subiektywną” (66, XIII).

    Czy transplantacje organów nie są zamachem na życie ludzkie?

    W „encyklice” poświęconej obronie życia ludzkiego zadziwiające jest oświadczenie o legalności transplantacji organów. „Oddawanie organów” określone jest jako gest, zasługujący „na szczególne uznanie” (86, XVI) o ile tylko przebiega „zgodnie z wymogami etyki” (ibidem). Nieakceptowalne normy etyki „daru” organów zostały zasygnalizowane i potępione (wyjątki z tekstu: „pobierania tychże organów od dawców, zanim jeszcze zostaliby uznani według obiektywnych i adekwatnych kryteriów za zmarłych” (15, IV); „praktyka wykorzystywania embrionów i płodów ludzkich jeszcze żywych (…) już to jako «materiału biologicznego» do wykorzystania, już to jako źródła organów albo tkanek do przeszczepów, służących leczeniu niektórych chorób” (63, XII); spowodowania eutanazji w celu „udostępnienia organów do przeszczepów” (64, XII), natomiast zapomniano wspomnieć o zwykłym handlu organami). Pozostaje jednakże pochwała dla przeszczepów dokonanych „zgodnie z wymogami etyki”. Otóż, nie istnieją etycznie akceptowalne formy pobierania i transplantacji organów! Nie w przypadku organów życiowych (serce, płuca, wątroba, etc.), tym bardziej, że Pius XII oświadczył, iż pacjent, nawet sztucznie podtrzymywany przy życiu – i właśnie dzięki temu – postrzegany jest nadal za żyjącego (a pobranie organów mogłoby spowodować jego śmierć). Nawet w przypadku, mimo wszystko mniej poważnym, organów podwójnych (jak na przykład nerki), gdyż chodzi tu o okaleczenie ciała zdrowego, co jest niegodziwe nawet w słusznym celu (por. Sodalitium, wyd. wł., nr 12, s. 22). Tak więc w tym przypadku „encyklika” nie broni „ewangelii życia”. A kiedy jej broni, to argumentacja nie opiera się na tradycyjnej moralności…

    Nowa, personalistyczna podstawa moralności katolickiej

    W komentarzu do Listu do Rodzin (Sodalitium, nr 38, ss. 42-51) podkreśliliśmy sposób w jaki Wojtyła na nowo interpretuje całą moralność katolicką w nowym świetle personalizmu, dochodząc do nowej definicji rodziny, małżeństwa i ich celów. Tym sposobem „encyklika” potępia antykoncepcję, lecz już nie dlatego, iż pociąga za sobą naruszenie natury, ale dlatego że „jest sprzeczna z pełną prawdą aktu płciowego jako właściwego wyrazu miłości małżeńskiej” (13, III). Podobnie, techniki sztucznej reprodukcji nie naruszają natury lecz „oddzielają prokreację od prawdziwie ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego” (14, III). Sama aborcja „stanowi radykalne zagrożenie dla całej kultury praw człowieka” (18, IV). „Płciowość”, która dzięki Janowi Pawłowi II triumfalnie wkroczyła do „Magisterium” nie jest już możnością naturalną i prozaiczną ku prokreacji, lecz stała się niemal mistycznym „znakiem, miejscem i językiem miłości, to znaczy daru z siebie i przyjęcia drugiego człowieka wraz z całym bogactwem jego osoby” (23, V; por. także 81, XV).

    Przesadna egzaltacja małżeństwa

    Logiczną konsekwencją personalizmu i (kabały!) jest, jak zawsze, nadmierne wychwalanie związku małżeńskiego przez Wojtyłę (por. Sodalitium, nr 36, ss. 64-66 i nr 37, s. 63). Istnieje rzeczywiście „pierwotne powołanie do miłości, właściwe każdemu człowiekowi” (25, V). Czymże ono jest? Aby zobrazować to powołanie każdego człowieka do miłości „encyklika” dwukrotnie odsyła nas do biblijnej Księgi Rodzaju 1, 27 („stworzył mężczyznę i niewiastę”) i Księgi Rodzaju 2, 18-24 (stworzenie Ewy). Na ten temat Jan Paweł II dodaje: „Dopiero pojawienie się kobiety (…) może zaspokoić potrzebę dialogu międzyosobowego, mającego tak żywotne znaczenie dla ludzkiej egzystencji” (35, VII). „Kiedy mężczyzna odłączony jest od niewiasty, biada światu”, skomentowałaby to Zohar, – najważniejsza księga kabalistyczna Żydów (por. Rosenberg, L’Ebraismo, Mondadori, s. 128). Toteż małżeństwo jest „ponad wszystkie ziemskie dary” (43, IX), zrodzenie dziecka jest wydarzeniem „wysoce religijnym” (43, VIII), i à propos owego zrodzenia uściśla, że „życie ludzkie jest darem, który przyjmujemy po to, aby go ponownie ofiarować” (92, XVII); oto zasada, która, jeśli ją rozumieć bez obostrzeń, wprowadziłaby w konsekwencji powszechny obowiązek małżeństwa! Zresztą, czyż „płciowość” nie jest „bogactwem każdej osoby” (97, XVIII)?

    Państwo personalistyczne: demokracja i prawa człowieka

    „Jeśli wartość demokracji jest dziś prawie powszechnie uznawana, to należy w tym widzieć pozytywny «znak czasów», co również stwierdził wielokrotnie Urząd Nauczycielski Kościoła” (70, XIII). A zatem „Urząd Nauczycielski” (Jana Pawła II, a nie Kościoła) uczynił preferencyjny wybór na korzyść demokracji jako najlepszej, o ile nie jedynej, legalnej formy rządu [która, powiedzmy to przy okazji, zawiera według Jana Pawła II, a wbrew nauczaniu Grzegorza XVI, „wolność informacji” (98, XVIII)]. Jednakże demokracją, której Jan Paweł II chce bronić jest „zdrowa demokracja” (71, XIV), w której większość nie zawsze i niekoniecznie jest źródłem prawdy: „gdyby na skutek tragicznego zagłuszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podał w wątpliwość nawet fundamentalne zasady prawa moralnego, zachwiałoby to samymi podstawami ładu demokratycznego, tak że stałby się on jedynie mechanizmem empirycznej regulacji różnych i przeciwstawnych dążeń” (70, XIII); w konsekwencji według Jana Pawła II „wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera” (70, XIII), a zatem jak już zauważyliśmy, niegodziwa „ustawa”, mimo iż przegłosowana przez większość, nie jest rzeczywistą ustawą [a jednak, na przekór temu, uznano za słuszne głosowanie za prawem niegodziwym, zezwalającym na przerywanie ciąży, o ile jest ono bardziej restrykcyjne, niż poprzednie, jak gdyby mniejsze zło nie było nadal złem (73, XIV). Cóż pomyśleli by o tym profesorowie Sanfratello i De Mattei którzy, za swoich czasów, walczyli przeciwko tak zwanej „mini aborcji” proponowanej przez Ruch w obronie życia?]. Aż dotąd krytyczne stwierdzenia wypowiedziane przez Jana Pawła II pod adresem obecnie istniejącego systemu demokratycznego były stosowne, nawet jeśli zapominał wspomnieć, iż bez łaski i wiary, „tragiczne zagłuszenie sumienia zbiorowego”, – zważywszy na istnienie grzechu pierworodnego – nie jest wyjątkiem lecz regułą! Jednakże stanowisko „encykliki” staje się niemożliwe do popierania w momencie, gdy zaczyna wyliczać wartości „zdrowej demokracji”: „do wartości podstawowych i koniecznych należy z pewnością godność każdej ludzkiej osoby, poszanowanie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a także uznanie «dobra wspólnego» za cel i kryterium rządzące życiem politycznym” (70, XIII). Zważywszy, że samo dobro wspólne nie polega na niczym innym jak na „poszanowaniu praw i obowiązków ludzkiej osoby”. (71, XIV, cytat z Jana XXIII). Z tego wynika, że jedyną nienaruszalną wartością jest, po raz kolejny, wartość godności osoby, interpretowanej w ramach personalistycznej filozofii wojtyliańskiej. Pojęcie to nadal nieustannie jest powtarzane: „kierując się szacunkiem dla wszystkich i logiką demokratycznego współistnienia” należy przyczyniać się „do budowania społeczeństwa opartego na uznaniu i ochronie godności każdej osoby oraz na obronie i promocji życia wszystkich”. Jest to zadanie, które spoczywa przede wszystkim na „odpowiedzialnych za sprawy publiczne”, na tych którzy są „powołani do służby człowiekowi” (90, XVII). Kościół (według Wojtyły, przyp. tłum.) „pragnie po prostu przyczyniać się do budowy państwa o ludzkim obliczu [a zatem nie chrześcijańskiego]. Państwa, które uznaje za swą podstawową powinność obronę fundamentalnych praw człowieka (…). Tylko szacunek dla życia może stanowić fundament i gwarancję najcenniejszych i najpotrzebniejszych dla społeczeństwa wartości, takich jak demokracja i pokój”. Nie może bowiem istnieć prawdziwa demokracja, „jeżeli nie uznaje się godności każdego człowieka i nie szanuje jego praw”, ani prawdziwy pokój – według Pawła VI – bez „praw człowieka” (101, XIX). Z pewnością państwo powinno bronić praw osoby ludzkiej (które grzesznik może jednakże utracić), ale nie tylko. Pius IX przypomina nam (Encyklika Qui pluribus, 9 XI 1846; Encyklika Quanta cura, 8 XII 1864; zdanie wyjęte jest ze świętego Leona Wielkiego, List 166): „Władza królewska nie tylko do rządzenia światem, ale przede wszystkim dla obrony Kościoła jest daną”. A Leon XIII potwierdza: „A przeto święte powinno być u panujących Imię Boże: jest to jeden z najpierwszych ich obowiązków religię [„i to nie jaką się komu podoba, lecz tę, którą Bóg przykazał i wobec innych wyłącznie nacechował znakami prawdy pewnymi a niewątpliwymi”] otaczać opieką, życzliwością zasłaniać, powagą swą i prawami bronić, a nic nie ustanawiać i nie zarządzać nic takiego, co by jej bezpieczeństwu było przeciwnym” (Encyklika Immortale Dei, 1 XI 1885).

    „Znaki nadziei”: pokój, nieużywanie przemocy, ekologia i bioetyka, feminizm. Problem kary śmierci.

    Potępiając zamachy na życie i godność człowieka, Evangelium vitae nie traci głębokiego optymizmu, którym przesiąknięty jest jej wzorzec, soborowy dokument Gaudium et spes. Pojawiają się bowiem „pozytywne znaki” (porządku naturalnego): „ośrodki opieki nad życiem”, „grupy wolontariuszy” i inne organizacje filantropijne (nr 26), ruchy pro-life, propagujące nieużywanie przemocy (nr 27, VI). Ekologia i etyka są wychwalane bez ograniczeń (10, III; 27, VI; 42, VIII). Kobiety zachęcane są do tego by stawały się promotorkami „nowego feminizmu (…) działając na rzecz przezwyciężania wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku” (99, XVIII). „Do znaków nadziei trzeba także zaliczyć fakt, że (…) wzrasta nowa wrażliwość coraz bardziej przeciwna wojnie (…), i coraz aktywniej poszukująca skutecznych sposobów powstrzymywania – choć «bez użycia przemocy» – uzbrojonych agresorów” (27, VI). W jaki sposób miałoby być możliwe powstrzymywanie uzbrojonych agresorów bez użycia przemocy, tego nie rozumiemy… chyba że cudem. „W tej samej perspektywie należy widzieć coraz powszechniejszy sprzeciw opinii publicznej [!?] wobec kary śmierci, choćby stosowanej jedynie jako narzędzie «uprawnionej obrony» społecznej” (27, VI). Do tego tematu znów powrócono w 56 punkcie (s. XI). Co do kary śmierci „zarówno w Kościele, jak i w społeczności cywilnej oraz powszechniej zgłasza się postulat jak najbardziej ograniczonego jej stosowania albo wręcz całkowitego zniesienia”. Lecz czy tendencja ta jest słuszna czy też nie? Na jakiej miałaby opierać się podstawie? „Problem ten należy umieścić w kontekście sprawiedliwości karnej, która winna coraz bardziej odpowiadać godności człowieka, a tym samym – w ostatecznej analizie – zamysłowi Boga względem człowieka i społeczeństwa”. Podsumowując, kara śmierci jest rzekomo niezgodna, a przynajmniej mniej zgodna z objawioną przez Boga godnością człowieka. Jest to zupełnie fałszywe (por. św. Tomasz, II-II, q. 64, a. 2) zważywszy, że przez grzech człowiek „utracił godność ludzką” i stał się „szkodliwszym od zwierzęcia”. Według Jana Pawła II (i Nowego Katechizmu nr 2267) w żadnym wypadku kara śmierci nie może być prawnie karą o charakterze pomsty, celem ukarania (oraz ekspiacji) popełnionego zła. Kara śmierci według JPII kontrastowałaby z (fałszywym) pojęciem godności człowieka, a „możliwość odmiany życia” (27, VI; 56, XI) byłaby definitywnie winnemu odebrana; byłaby godziwą tylko w przypadku „uprawnionej obrony” społeczeństwa i tylko wtedy, gdy nie można postąpić inaczej, lecz praktycznie zawsze należy jej unikać. „Encyklika” zapomina, że kara śmierci może właśnie być dla winnego środkiem – który przyjmie – zadośćuczynienia i zdobycia życia wiecznego, w każdym bądź razie odrzucenie kary śmierci jako kary o charakterze pomsty jest, znacznie bardziej, równoznaczne, z choćby tylko domyślnym zanegowaniem kary piekła, kary nieporównywalnie cięższej, o charakterze czysto karzącym, bez żadnej możliwości odkupienia potępieńca. Lecz czy samo piekło nie jest mniej zgodne z nienaruszalną godnością osoby ludzkiej?

    Jeśli kara śmierci jest prawie zawsze niegodziwa, „wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy (…) są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy” (3, II, cyt. z Gaudium et spes 27). Nie chcąc dokonywać apologii tortur (rozumianych jako kara lub sposób wydobywania zeznań), któż nie dostrzeże, iż przyjąwszy karę śmierci, nie można nie dopuszczać, przynajmniej teoretycznie i w niektórych przypadkach, legalności tortur? Jeśli można więcej (kara śmierci) można i mniej (okaleczenia lub tortury); to właśnie przyjął Kościół, bez fałszywego sentymentalizmu, i to także przyjmują najlepsi teologowie moraliści (między innymi święty Alfons Liguori), a o ile Vaticanum II i Evangelium vitae (nie mówiąc o nowym Katechizmie) mogą ganić nadużycia w tej materii lub promować zniesienie tortur, to z pewnością nie mogą deklarować (jak to czynią) ich zupełnej niegodziwości moralnej.

    Demografia, sprawiedliwość i miłosierdzie

    Kontynuując analizę „encykliki” w materii społecznej, natykamy się na kwestię demograficzną i ekonomiczną. „Encyklika” słusznie demaskuje odpowiedzialność rządów oraz instytucji międzynarodowych za promowanie kampanii demograficznej opartej na „antykoncepcji, sterylizacji i aborcji” (91, XVII). Lecz jakie są tego przyczyny i jakie są proponowane środki zaradcze? Niestety, nie chodzi nigdy o środki nadprzyrodzone, a jedynie o środki naturalne i to z przyczyn również naturalnych (por. np. 11, III). Uniwersalnym panaceum byłaby „odpowiedzialna prokreacja” połączona ze wspieraniem „metod naturalnych” (88, XVI; 97, XVIII) które, mimo iż dozwolone w granicach stanowczo i ściśle ustalonych przez Piusa XII, mogą dać małżonkom do zrozumienia, jak w istocie pisze w „encyklice”, iż mają prawo „podejmować decyzje o prokreacji z pełną wolnością” (91, XVII): pełna wolność względem państwa – naturalnie, ale z pewnością nie z punktu widzenia prawa naturalnego i Boskiego! Innym rozwiązaniem podanym przez „encyklikę” jest tworzenie „ekonomii wspólnoty i współudziału w dobrach, zarówno na szczeblu międzynarodowym, jak i krajowym” aby „wytwarzać więcej środków i sprawiedliwiej dzielić bogactwo”, (91, XVII) oraz „środki medyczne” (26, VI), „dając wszystkim równy udział w korzystaniu z dóbr stworzenia” (91, XVII). W rezultacie liczne zamachy na życie są rzekomo konsekwencją „niesprawiedliwego podziału ziemi pomiędzy poszczególne narody i klasy społeczne” (10, III), jak gdyby aborcja i antykoncepcja były plagą uderzającą tylko w ubogich i w kraje mało rozwinięte, nie zaś, zwłaszcza, w bogate i zamożne społeczeństwa. Tak ogólne twierdzenie o niegodziwym podziale bogactw może tylko podsycać nienawiść „pomiędzy poszczególnymi narodami i klasami społecznymi”, między „krajami bogatymi, które zamykają krajom ubogim dostęp do rozwoju” a „krajami ubogimi”, jedynie z powodu „egoizmu” tych pierwszych (18, IV). Rzecz jasna, istnieją akty niesprawiedliwości, oczywiście istnieje lichwiarstwo na poziomie stosunków między państwami, nie mówiąc o niegodziwych spekulacjach dzikiego kapitalizmu. Lecz „encyklika” nie uściśla racji i ich braku, przypisuje wszystkie błędy jednym, wszystkie prawa innym, myli powinności miłosierdzia ze sprawiedliwością, zapomina, że bieda jednych może także czasami wynikać z ich własnej winy, i że biedni zawsze będą żyli wśród nas. Wykradzione bogactwa muszą oczywiście zostać zwrócone obrabowanemu w obliczu sprawiedliwości; ale bogactwo legalnie nabyte, czy to przez indywidualną osobę czy też przez naród, niekoniecznie musi być „sprawiedliwie podzielone” pomiędzy wszystkimi, w celu osiągnięcia „wspólnoty dóbr”; postulowanie w tym przypadku prawnego obowiązku nie jest zgodne z katolickim nauczaniem społecznym, lecz z komunistyczną doktryną społeczną.

    Ekumenizm antyaborcyjny

    Evangelium vitae podobnie jak wszystkie dokumenty posoborowe jest splamiona błędem ekumenizmu. Zaadresowana jest, podobnie jak Pacem in terris, „do wszystkich ludzi dobrej woli” (tytuł s. 1), słowa oznaczające obecnie niewierzących, i będące zupełnym nadużyciem. Ewangelia życia byłaby również cennym punktem „spotkania i dialogu także z niewierzącymi” (82, XV; por. także 95, XVIII) i to nawet „dla wszystkich” (101, XIX). Z pewnością niemoralny charakter aborcji poznawalny jest przez sam rozum, lecz smutna historia ludzkości, począwszy od starożytności aż po obecne czasy, ukazuje jak to „niewierzący”, dotknięci grzechem pierworodnym oddalają się skutkiem tego nieustannie od prawa moralnego, nawet naturalnego! A ponadto, czy Ewangelia życia nie obejmuje także według Jana Pawła II „życia nadprzyrodzonego”? Po raz kolejny stwierdzamy, że neologizm Ewangelia życia stanowi wyrażenie niejednoznaczne i wielowartościowe. W ten to sposób do „dnia chorego” (97, XVIII) czy „dnia młodzieży” (17, IV) dorzucony zostanie „dzień życia” (85, XVI): o jedno „święto” więcej w humanistyczno-masońskim kalendarzu, dziwnie przypominającym religię człowieka wymyśloną przez francuskiego pozytywistę Augusta Comte’a! Ostatnią dwuznacznością jest nazywanie ludu żydowskiego „ludem Przymierza” (49, IX; 54, X), „ludem wybranym” (53, X), który przygotował się na „wielką zapowiedź Jezusa” (54, X) nie uściślając czy, zważywszy na skutki tych przygotowań, pozostaje nadal ludem wybranym Nowego Przymierza czy też nie.

    Pismo święte w Evangelium vitae

    Zanim zakończymy niniejszą analizę Evangelium vitae, pozostaje nam jeszcze zwrócić uwagę na styl literacki „encykliki”, który podobnie jak wszystkie teksty posoborowe powoduje niesmak u katolickiego czytelnika nie tylko z powodu jego rozwlekłości lecz także dlatego, że bardziej przypomina prywatne dzieło filozoficzne, niż tekst Magisterium kościelnego, do którego rzekomo należy, a który winien być w pełni oparty na Piśmie świętym i na Tradycji. Co się tyczy Pisma świętego, cytatów z niego nie brakuje, lecz zaskakują przez dowolność z jaką autor ich używa (posuwając się aż do wstawek, jak to widzieliśmy w Sodalitium (nr 37, s. 55). Rzecz ta nie powinna nas dziwić zważywszy, że Wojtyła nie ukrywa swego osobistego przylgnięcia (które usiłuje przemycić pod pozorem wierności względem Magisterium) do racjonalizmu Wellhausena, zm. w 1918. Po raz kolejny pisze à propos Księgi Rodzaju 2, 7: „jahwistyczny opis stworzenia jest wyrazem tego samego przeświadczenia…” (35, VII). I to pomimo opinii Komisji Biblijnej (z 27 czerwca 1906) o autentyczności mojżeszowego Pięcioksięgu, a także przede wszystkim mimo tego co twierdzi Objawienie, gdyż Pan Jezus (por. Mk 12, 26; Mt. 8, 4; Mt. 19, 8; J 5, 46); Apostołowie (Dz. Ap. 3, 22); święty Paweł (Rzym. 10, 5. 19; 1 Kor. 9, 9) i Ojcowie Kościoła jednogłośnie przypisują Księgę Rodzaju Mojżeszowi, a nie anonimowym i późniejszym redaktorom jahwistycznym i elohistycznym. Dobrze wiemy, że liczni egzegeci modernistyczni usiłują dopasować racjonalizm Wellhausena do Objawienia, ale czy należy właśnie w dokumencie soborowego „Magisterium” mówić o „opisie jahwistycznym”?

    Nie bądźmy więc zaskoczeni swobodą z jaką Wojtyła używa Słowa Bożego, które nieustannie wychwala!… A oto kilka przykładów. „Encyklika” mówi (32, VII) „Podobnie jak niegdyś Bóg, «miłośnik życia» (por. Mdr 12, 26)…”. Słowa te przytoczone zostały w cudzysłowie, podczas gdy w rzeczywistości są one tylko złą parafrazą Mdr. 11, 24-25, gdzie nie jest napisane, że Bóg jest „miłośnikiem życia”. „Nawet wróg przestaje być wrogiem dla tego, kto ma obowiązek go kochać” czytamy pod nr. 41, VIII. Dla wygłoszenia tak naciąganego twierdzenia Wojtyła przytacza Ewangelię świętego Mateusza (5, 38-48) i świętego Łukasza (6, 27-35). Naturalnie, że Pan Jezus nie twierdzi, że nieprzyjaciel nie jest nieprzyjacielem. Gdy mówi „miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Mt. 5, 44), to właśnie zakłada, że trzeba miłować ich jako stworzenia Boga, nadal jeszcze zdolne do nawrócenia, a nie jako nieprzyjaciół (por. św. Augustyn, De Doctrina Christiana, l. 1, c. 27: „każdy grzesznik, jako grzesznik, nie powinien być miłowany, lecz każdy człowiek jako człowiek powinien być miłowany z miłości do Boga”. Święty Tomasz II-II, 25, 8). Pod nr. 42 (s. VIII), ze zdumieniem odkrywamy, że Pan Bóg zajmował się „kwestią ekologiczną” już w księdze Rodzaju, a wraz z zakazem „spożywania owocu z drzewa” (Gen. 2, 16-17) Pan próbował realizować „ochronę naturalnych «habitatów» różnych gatunków zwierząt i form życia…”. Oto teraz odkrywamy, że grzech pierworodny, był grzechem przeciw ekologii! Lecz przejdźmy od zagadnienia śmiesznego do tragicznego wraz z nową interpretacją słów świętego Łukasza, według których, przy śmierci Pana Jezusa, „zasłona przybytku rozdarła się przez środek”. Według Ojców i całego Kościoła rozdarcie zasłony świątyni Jerozolimskiej oznacza koniec Starego Przymierza i jego ofiar oraz opuszczenie przez Boga świątyni odtąd bezużytecznej i sprofanowanej. Jednak zważywszy, że Jan Paweł II uważa Stary Testament za nadal aktualny (Doc. cath., 3/05/1981, nr 1807, s. 427) wydarzenie z Wielkiego Piątku jest obrazem „wielkiego kosmicznego wstrząsu i nadludzkiego zmagania między siłami dobra i siłami zła, między życiem i śmiercią (…) między «kulturą śmierci» i «kulturą życia»” (50, X). Rzeczywiste znaczenie Ewangelii jest tym samym poważnie zniekształcone. Niesłychana jest również interpretacja słów „oddał ducha”. „… I skłoniwszy głowę oddał ducha (J 19, 30). (…) Wyrażenie «oddał ducha» opisuje śmierć Jezusa (…), ale wydaje się wskazywać także na «dar Ducha», przez który On wybawia nas od śmierci i otwiera na nowe życie” (51, X). Być może… jednakże nie udało nam się odkryć na czym opiera się ta interpretacja, tym bardziej, że Duch Święty został posłany przez Syna nie w chwili Jego śmierci, tylko po Jego Wniebowstąpieniu, w Dzień Zielonych Świątek.

    „Bóg okazuje również, że «nie cieszy się ze zguby żyjących» (Mdr 1, 13)” czytamy wreszcie we francuskiej wersji „encykliki” (53, X), a cytat ten odsyła nas do Księgi Mądrości. Jeśli poszukamy cytatu spostrzeżemy, że jest on w gruncie rzeczy mocniejszy, gdyż nie mówi o „zgubie” lecz o „zatraceniu”. Czyżby kolejna cenzura idei potępienia? W każdym bądź razie, Księga Mądrości wyraża, iż Bóg nie stworzył śmierci (doczesnej i wiecznej) dla niej samej, lecz jedynie per accidens, jako karę za grzech.

    Ostatnia uwaga. W niniejszym artykule zasygnalizowaliśmy już do jakiego stopnia źle brzmiące (to najłagodniejsze określenie, jakiego można użyć) jest wojtyliańskie twierdzenie, według którego każdy człowiek ma niemal Boską godność (25, V; 84, XVI), która ponadto jest „nienaruszalna” [czy w piekle również?]. Lecz Jan Paweł II stwarza pozory, iż opiera się na Piśmie świętym! „W obliczu bezmiaru wszechświata człowiek wydaje się istotą niewiele znaczącą, ale właśnie ten kontrast uwypukla jego wielkość: «Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich [można także tłumaczyć: niewiele mniejszym od Boga], chwałą i czcią go uwieńczyłeś» (Ps. 8, 6)” (35, VII). System ten już się sprawdził (por. Sodalitium nr 37, s. 55): zasygnalizowawszy dwie możliwe wersje oryginalną i sfałszowaną, Jan Paweł II przytacza tylko tę ostatnią, podobnie jak pod nr. 84, s. XVI. Fałszywa wersja? Oczywiście. Słowo Boże ostatecznie mówi: „uczyniłeś go niewiele mniejszym od Aniołów”, a nie „niewiele mniejszym od Boga”! Święty Robert Bellarmin wyjaśnia (Explanatio in Psalmos, Ps. 8, 8): „… gdy Psalmista mówi: «Uczyniłeś go niewiele mniejszym od Aniołów», w tekście hebrajskim nie znajdujemy terminu Aniołów, których Żydzi nazywają malachim, lecz słowo Elohim, które można przetłumaczyć jako Bóg lub Bogowie; ale z uwagi na fakt, że w Piśmie świętym termin ten często przypisywany jest Aniołom, a nawet ludziom, którzy rozkazują innym, słusznie, rozstrzygając znaczenie, jakie chciał wyrazić Prorok, Septuaginta podaje tłumaczenie [po grecku] od Aniołów. Tłumaczenie to zatwierdza Apostoł [święty Paweł] w Liście do Żydów 2, 7”. Hebrajski tekst mógłby więc teoretycznie być rozumiany w znaczeniu, które nadaje mu Wojtyła, lecz zarówno wersja Septuaginty jak i święty Paweł, zwłaszcza, odrzucają tę interpretację. Z uwagi na fakt, że List do Hebrajczyków pochodzi z Boskiego natchnienia, jakim sposobem Jan Paweł II mógł wystąpić przeciw Objawieniu i wybrać tłumaczenie odrzucone przez Ducha Świętego? Jednakże pragnienie Wojtyły przypisania niemal Boskiej godności człowiekowi jest takie, że uważa on, iż może zupełnie nie liczyć się z natchnieniami Ducha Świętego.

    Wniosek

    Jak zauważyliśmy na początku naszej analizy Evangelium vitae rości sobie prawo do zgodności swojego nauczania z Magisterium Kościoła. I tak powinno być. Lecz jest to niemożliwe; dokument ten, który mimo wszystko nie jest najgorszym tekstem Wojtyły zawiera, jak widzieliśmy, niejasności i błędy niemożliwe do pogodzenia z dokumentem promulgowanym przez prawdziwą oraz legalną władzę Kościoła. A skutki tego – jak wiemy – są poważne, lecz nieuniknione.

    Artykuł z czasopisma: „Sodalitium” (wersja francuska), nr 40, styczeń 1996, ss. 56-65.

    Wersja włoska: „Sodalitium”, nr 42, styczeń 1996, ss. 53-62.

    Z języka francuskiego i włoskiego tłumaczyła Iwona Olszewska

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: