Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Mg-42 o Katolicyzm, kapitalizm i …
    Marek Rogalski o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Kura domowa o Wolne tematy (67 – …
    Piotr B. o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
    Lily o Wolne tematy (67 – …
    Us o Operacja na Ukrainie a globaln…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 621 obserwujących.

Sedewakantyzm – Analiza teologiczna i kanoniczna (2)

Posted by Marucha w dniu 2012-09-21 (Piątek)

Poprzednia część:

Problemy hipotezy sedewakantystycznej

Skoro rozważyliśmy teologiczną i kanoniczną możność popadnięcia papieża w herezję, przejdźmy do zagadnienia, które nas dotyczy, a mianowicie: co możemy sądzić o teoriach sedewakantystycznych, które się wokół nas propaguje?

Widzialność i niezniszczalność Kościoła

Główną trudnością sedewakantyzmu jest wyjaśnienie, w jaki sposób Kościół pozbawiony głowy może istnieć widzialnie. Święty Robert Bellarmin podkreśla powszechność i niezmienność wiary w widzialność Kościoła. Twierdzi, że konieczne jest posłuszeństwo widzialnej głowie Kościoła pod karą wiecznego potępienia (1). Widzialność Kościoła jest bezpośrednio związana z Biskupem Rzymu. I Sobór Watykański uczy, że trwanie i źródło jedności Kościoła i jego widzialny fundament zależą od wiecznego istnienia Biskupa Rzymskiego:

Aby zaś episkopat był jednym i niepodzielnym i aby przez zespolenie ze sobą kapłanów całość wierzących zachowała jedność wiary i wspólnoty, uczynił św. Piotra zwierzchnikiem innych Apostołów i w nim ustanowił zasadę i widzialny fundament obydwu jedności. (…) Uważamy z aprobatą Świętego Soboru za rzecz konieczną dla ustrzeżenia owczarni Chrystusowej, dla jej bezpieczeństwa i wzrostu — aby przedstawić wszystkim wiernym naukę, jaką mają wyznawać i zachować w myśl prastarej i nieprzerwanej wiary całego Kościoła o ustanowieniu, trwaniu i naturze świętego prymatu Stolicy Apostolskiej, na którym spoczywa moc i trwałość Kościoła, a także obowiązek potępienia i odrzucenia błędów przeciwnych i zgubnych dla owczarni Pańskiej (2).

Ks. Gréa używa bardzo mocnych sformułowań, by wyjaśnić wiecznotrwałość Stolicy Piotrowej:

Taki jest urząd św. Piotra, że przez niego, i tylko przez niego, Jezus Chrystus, Pan Kościoła, staje się widzialnie obecny. Stąd jest oczywiste, że ten urząd musi trwać tak długo, jak istnieje Kościół; ponieważ Kościół nie może być pozbawiony ani na chwilę życiodajnego strumienia płynącego od swego Pana. Skoro więc Kościół nie może być pozbawiony nawet na jeden dzień widzialnego i zewnętrznego zarządu ze strony swego Boskiego Oblubieńca, jest zatem konieczne zapewnienie sukcesji św. Piotra (3).

Cytat z ks. Gréi musi być właściwie rozumiany. Między śmiercią jednego papieża a wyborem następnego występuje stan sedewakancji, kiedy widzialny i zewnętrzny zarząd Kościoła w sprawach bieżących jest sprawowany przez urzędy Stolicy Apostolskiej. W ten sposób jest zachowywana trwałość urzędu Piotrowego. Papieże Pius X, Pius XI, Pius XII, Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II ustanawiali dokładne reguły na czas wakatu Stolicy Apostolskiej, czyli od śmierci papieża do wyboru jego następcy. Te reguły określają władzę kardynałów i Kurii Rzymskiej podczas interregnum.

Najdłuższe interregnum w historii Kościoła trwało trzy lata. Obecnie, zdaniem ludzi opowiadających się za teoriami sedewakantystów, Kościół miałby pozostawać bez papieża przez 40 czy nawet więcej lat. Sedewakantyści twierdzą, że nie odrzucają papiestwa, prymatu ani niezniszczalności Kościoła (4), ale jest nagim faktem, że nie są w stanie wystąpić z sensownym rozwiązaniem, kiedy i przez kogo zostanie wybrany następny papież. Oto główna trudność związana z ich poglądami.

Wybór posoborowych papieży

Konstytucja apostolska Cum ex apostolatus papieża Pawła IV (1555—1559) uznaje za nieważny wybór heretyka na jakikolwiek urząd kościelny, włączając urząd papieski, jednakże nie można przy jej użyciu dowieść nieważności wyboru Pawła VI czy Jana Pawła II. Po pierwsze, należy przypomnieć, że bulla ta miała charakter dyscyplinarny, nie doktrynalny. Od tego czasu Kościół osądził, że lepiej dla niego, by ważnie rządził nim heretyk, niż by ten sam człowiek sprawował rządy nieważnie, a wszystkie jego akty były pozbawione znaczenia i władzy. Prawo dotyczące wyboru papieża, które obowiązywało podczas elekcji Jana XXIII i Pawła VI, pochodziło od Piusa XII († 1958), który 8 grudnia 1945 r. wydał następujący dekret:

Żaden z kardynałów nie może być, pod pretekstem ekskomuniki, suspensy czy interdyktu, czy jakiejkolwiek przeszkody kanonicznej, pozbawiony ani czynnego, ani biernego prawa wyboru na Stolicę Piotrową. Niniejszym zawieszamy wszelkie tego rodzaju kary wyłącznie na czas wspomnianego wyboru; poza tym czasem pozostają one w mocy (5).

Czynne prawo wyborcze oznacza prawo do głosowania, zaś bierne prawo wyborcze — możliwość zostania wybranym na urząd. W ten sposób żaden kardynał, na którym mogła ciążyć jakaś ekskomunika, nie został pozbawiony czynnego ani biernego prawa wyborczego, zatem każdy z nich mógł zostać papieżem. Tak więc, nawet gdyby Jan XXIII i Paweł VI zaciągnęli ekskomunikę z jakiegokolwiek powodu — ze względu na herezję, przynależność do masonerii czy cokolwiek — wciąż byliby ważnie wybranymi papieżami.

Ten sam wniosek ma zastosowanie do Jana Pawła I i Jana Pawła II, którzy zostali wybrani na urząd papieski zgodnie z zasadniczo identycznymi przepisami, wydanymi przez Pawła VI 1 października 1975 r. Oni także byli ważnie wybranymi papieżami. Ksiądz Brian Harrison komentuje:

Tak więc gdyby prawo kościelne wymagało, aby kardynał zdatny do wyboru na papieża był wolny od wszelkich kar kościelnych, wówczas głosujący nie mieliby żadnej gwarancji, czy konkretny kandydat nie jest niezdatny ze względu na jakieś niejawne przestępstwo, przez które mógłby zaciągnąć ekskomunikę. Mogliby niechcący dokonać nieważnego wyboru, a «papież», którego wybraliby, nie byłby naprawdę papieżem. Nieważność jego aktów byłaby czymś w rodzaju duchowego raka, po cichu niszczącego od wewnątrz witalne struktury Kościoła: biskupi przez niego powoływani nie mieliby prawa rządzić swymi diecezjami; żadne prawo, które by ustanowił, nie miałoby mocy wiążącej; a w szczególności kardynałowie, których by mianował, nie mogliby wybrać jego następcy.

Jak w takim razie — i czy w ogóle — można byłoby przywrócić prawdziwe papiestwo? Kto byłby kompetentny, by o tym zdecydować? Kiedy fakt ukrytej ekskomuniki wyszedłby w końcu na jaw, powstałby w wyniku tego niewyobrażalny chaos. Nikt nie miałby pewności, czy ktoś w ogóle ma jakąkolwiek rzeczywistą władzę w Kościele, a schizmy — być może cały szereg schizm — byłyby niemal nieuniknione. Prawo kościelne przewiduje zatem i zapobiega takiej katastroficznej sytuacji, pozwalając, by nawet niejawny heretyk lub apostata, jeżeli zostałby wybrany papieżem, objął Tron Piotrowy z pełną władzą jurysdykcyjną nad całym Kościołem na ziemi (6).

Arcybiskup Lefebvre mówił także o innej trudności, która mogłaby dotyczyć ważności wyboru papieży posoborowych:

Czy pozbawienie prawa wyborczego kardynałów, którzy ukończyli 80 lat, a także tajne spotkania, które poprzedzały i przygotowały dwa ostatnie konklawe, czynią je nieważnymi? Nieważnymi — nie, to za wiele. Wątpliwymi w swoim czasie — być może. W każdym jednak razie następująca później jednomyślna akceptacja wyboru przez kardynałów i duchowieństwo rzymskie wystarczy, by uczynić je ważnymi. Taka jest opinia teologów (7).

Sprawa kard. Siriego

Niektórzy sedewakantyści twierdzą, że konklawe, które wybrały papieża Jana XXIII, a także Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II, były obciążone bardzo poważnymi wadami. Twierdzi się, że Józef kardynał Siri, były arcybiskup Genui, został wybrany papieżem w 1958 i 1963, a prawdopodobnie także w 1978 r. Kardynał Siri był szalenie popularny we Włoszech, szczególnie ze względu na swe wielkie osiągnięcia w dziedzinie społecznej. Był także uważany za zdecydowanego konserwatystę, mimo iż podczas Vaticanum II nie opowiadał się publicznie po stronie Tradycji. Tak więc najwyraźniej kard. Siri został „wybrany” na papieża podczas konklawe, które zebrało się po śmierci Piusa XII. Niektórzy posuwają się tak daleko, iż twierdzą, że kard. Siri przyjął wybór kardynałów i przybrał sobie imię Grzegorza XVII.

Krótko przed publicznym ogłoszeniem jego wyboru grupa kardynałów miałaby się zbuntować przeciwko niemu i zmusić go do rezygnacji z urzędu. Wówczas został wybrany kard. Roncalli i ukazał się światu jako Jan XXIII. Niektórzy sedewakantyści wyciągnęli nawet niedawno ujawniony raport FBI, by udowodnić swe tezy. Twierdzą dalej, że „papież Siri” miał w tajemnicy mianować kardynałów, aby zapewnić w przyszłości sukcesję.

Mówiąc wprost, teoria ta nie ma sensu z wielu powodów. Po pierwsze, prawo kościelne nakazuje pod karą ekskomuniki utrzymywać w tajemnicy przebieg konklawe. Nawet jeśli kard. Siri zostałby rzeczywiście wybrany, pozostaje faktem, że nigdy nie okazał tego publicznie. Był wśród kardynałów, którzy złożyli homagium Janowi XXIII i Pawłowi VI. Po konklawe w latach 1958 i 1963 wrócił do swej diecezji. W r. 1969, choć z oporami, przyjął novus ordo Missae. Za jego rządów pewien Francuz, ks. Guérin, założył w Genui konserwatywną wspólnotę kapłanów. W latach 1970. ks. Guérin mieszkał w Paryżu. Zwykł tam odprawiać co tydzień nową Mszę po łacinie, z biretem i kadzidłem, w której osobiście wielokrotnie uczestniczyłem. Znam też osobiście dwóch członków wspólnoty ks. Guérina, którzy zostali wyświęceni przez kard. Siriego. Pracują obecnie we Francji i odprawiają nową Mszę. Zostali wyświęceni podczas nowej Mszy, choć sprawowanej dosyć konserwatywnie. W końcu kard. Siri zmarł w 1989 r.

Ale najważniejszym powodem, dla którego musimy odrzucić teorię „papieża Siriego”, jest fundamentalna zasada, zgodnie z którą przyjęcie bez zastrzeżeń papieża przez Kościół powszechny jest nieomylnym znakiem i skutkiem ważnego wyboru. Wszyscy teologowie są w tym punkcie zgodni. Kard. Billot pisze:

Bóg może dopuścić, by wakat Stolicy Apostolskiej trwał przez jakiś czas. Może On także dopuścić, żeby powstały pewne wątpliwości co do ważności tego lub innego wyboru. Jednakowoż Bóg nigdy nie dopuści, aby cały Kościół uznał za papieża kogoś, kto nim nie jest rzeczywiście i zgodnie z prawem. Jeżeli więc papież jest akceptowany przez Kościół i zjednoczony z nim tak, jak głowa złączona jest z ciałem, nikt nie może podnosić wątpliwości, czy jego wybór jest wadliwy (…). Powszechna akceptacja Kościoła uzdrawia bowiem w korzeniu każdy obarczony wadami wybór (8).

Wyobraźmy sobie teraz, że jestem w totalnym błędzie i że naprawdę kard. Siri został wybrany papieżem w 1958 i 1963 r. Idźmy nawet dalej: wyobraźmy sobie na chwilę, że „papież Siri” potajemnie mianował kardynałów, aby umożliwić wybór następcy. Kardynałowie wyznaczeni w tajemnicy byliby nazywani kardynałami in pectore. Wielokrotnie w dziejach Kościoła papież powoływał kardynałów in pectore. Papieże z różnych powodów nie chcieli ujawniać ich imion, przynajmniej przez jakiś czas. Zwykle powodem była ochrona życia kardynałów, którzy mieszkali w krajach, gdzie Kościół był prześladowany. Tak było w przypadku kard. Slipyja, głowy Kościoła greckokatolickiego w latach 1944—1984. Jest regułą, że imię kardynała in pectore musi być ujawnione przed śmiercią papieża, który go mianował. Dlatego wszyscy kardynałowie in pectore, których imiona nie zostały ujawnione przez papieża przed śmiercią, automatycznie tracą tytuł (9). Tak właśnie było w przypadku kard. Slipyja, który został mianowany kardynałem in pectore przez Jana XXIII w r. 1960. Ponieważ Jan XXIII nigdy nie ujawnił jego imienia, kard. Slipyj nie mógł brać udziału w konklawe z 1963 r. Jednakże Paweł VI oficjalnie przywrócił tytuł kardynalski abp. Slipyja, udzielając mu wszelkich praw i przywilejów księcia świętego Kościoła rzymskiego.

Jasno więc widać, że każdy „kardynał”, mianowany w tajemnicy przez „papieża Siriego”, utraciłby swój tytuł w 1989 r., wraz ze śmiercią kard. Siriego, a wraz z nim prawo do udziału w konklawe, mającym wybrać następcę „papieża Siriego”. Dla niektórych nie jest to jednak argument przekonujący. Mogą twierdzić, że „papież Siri” zmienił prawo dotyczące wyboru papieża, aby umożliwić kardynałom in pectore udział w konklawe i wybór swego następcy. Gdy posuniemy się już tak daleko, jedyną rzeczą, którą można powiedzieć, jest konkluzja, że tego typu miłośnicy spisków całkowicie utracili kontakt z rzeczywistością.

Sprawa abp. Thuca

Jest oczywistym faktem, iż sedewakantystyczny światek, mimo panujących w nim ogromnych podziałów, zawdzięcza swe przetrwanie w dziedzinie sakramentów abp. Piotrowi Marcinowi Ngo-Dinh-Thucowi (1897—1984). Biskup Thuc był rzymskokatolickim arcybiskupem Hué w Wietnamie. Gdy w 1975 r. zapanowali tam komuniści, musiał uciekać do Europy, gdzie poczuł się opuszczony przez władze rzymskie. W 1976 r. konsekrował biskupa Klemensa Dominguez y Gomez, założyciela sekty z Palmar de Troya. Arrcybiskup Thuc został za to ekskomunikowany przez Stolicę Apostolską, ale jeszcze w tym samym roku „pojednał się” z Pawłem VI. W 1977 r. konsekrował bp. Laborie, założyciela sekty nazywanej „Łaciński Kościół Tuluzy”. Potem, w latach 1981—1982, konsekrował bp. Gerarda des Lauriers i trzech innych biskupów, każdego w oddzielnej ceremonii. Konsekracje te odbyły się w jego prywatnym mieszkaniu w Tulonie. W r. 1982 wydał oświadczenie nazywane „deklaracją monachijską”, w której stwierdził, że Stolica Piotrowa wakuje ze względu na utratę urzędu przez Jana Pawła II. Co ciekawe, bp Thuc ostatecznie „pojednał się” z Rzymem krótko przed swą śmiercią w 1984 r.

Tak więc od 1976 r. aż do śmierci bp Thuc oscylował między sedewakantyzmem a pojednaniem z papieżem. Sam ten fakt wystarczy, by nie brać całkiem serio „deklaracji monachijskiej”. Sądzę, że bp Thuc był osobiście dobrym człowiekiem, ale jego gotowość do udzielania konsekracji biskupich sprawiła, że dał się łatwo wykorzystać przez wielu chętnych kandydatów. Wydaje się wątpliwe, by mógł on stać się narzędziem Opatrzności, z pewnością jednak jego działalność okazała się „opatrznościowa” dla sedewakantystów (10). Nie powinniśmy zapominać, że dzisiejsi biskupi sedewakantystyczni, a także kapłani, których wyświęcają, pochodzą z linii abp. Thuca.

Sedewakantystyczny światopogląd

Msza una cum

Biskup Gerard des Lauriers (11) zwykł mawiać: „Ten, kto wymienia Jana Pawła II w Te igitur kanonu Mszy św., nieuchronnie i obiektywnie popełnia podwójne przestępstwo: świętokradztwo i schizmę”. Jest jednak inaczej: wyrażenie una cum w kanonie Mszy nie oznacza, że ktoś potwierdza, iż pozostaje we wspólnocie z błędnymi opiniami papieża, lecz raczej wyraża zamiar modlitwy za Kościół i za papieża, jego widzialną głowę. Po to, aby upewnić się, że jest to interpretacja słuszna, zajrzyjmy do rubryk mszalnych dotyczących biskupa odprawiającego Mszę. W takim przypadku biskup modli się za Kościół, „una cum (…) me indigno famulo tuo”, co wcale nie znaczy, że modli się „we wspólnocie ze mną, Twym niegodnym długą” (co przecież nie ma sensu), lecz „i za mnie, niegodnego sługę Twego”. (…)

Ważność zreformowanych sakramentów

Wielu spośród sedewakantystów utrzymuje, że nowa Msza i nowe sakramenty są zawsze nieważne. Twierdzą, że wszyscy kapłani wyświęceni po 1969 r. nie są w ogóle kapłanami. Co do tej kwestii zacytujmy abp. Lefebvre’a:

Nietrudno wykazać, że nowa Msza wyraża niewytłumaczalne zbratanie z teologią i liturgią protestancką. Nie wyraża się jasno lub nawet zaprzecza następującym dogmatom dotyczącym Najświętszej Ofiary Mszy (…). Czy należy więc wnioskować, że wszystkie te Msze są nieważne? Nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby tak twierdzić, o ile tylko są spełnione zasadnicze warunki ważności (materia, forma, intencja i ważnie wyświęcony kapłan). Otaczające konsekrację modlitwy ofertorium, kanonu i komunii kapłana są konieczne nie do ważności ofiary i sakramentu, lecz raczej do ich integralności. Jest jednak jasne, że obecnie coraz mniej Mszy jest ważnie odprawianych, gdyż wiara kapłanów uległa deformacji. Nie wyrażają już oni intencji czynienia tego, co Kościół zawsze czynił. Tej intencji Kościół nie może zmienić. Dzisiejsza formacja tzw. seminarzystów nie przygotowuje ich do ważnego odprawiania Mszy św. (12).

Niezrozumienie natury Kościoła

Pragnę tu przedstawić diagnozę światopoglądu sedewakantystów. „Sedewakantyści mają prawdziwą obsesję na punkcie papiestwa. Można nawet zastanawiać się, czy u wielu z nich nie wynika to z jakiegoś rodzaju traumatycznego doświadczenia. Ich całkowicie zrozumiały synowski szacunek dla papieża zdaje się wywoływać w nich prawdziwą panikę na myśl o skonfrontowaniu pielęgnowanego przez nich, wyidealizowanego obrazu papiestwa, z Pawłem VI czy Janem Pawłem II. Sedewakantyzm wygląda bardziej na problem psychologiczny niż teologiczny. (…)

Dziś widzimy aż nazbyt dobrze, jakie skutki wywołuje u gorliwych katolików ten istny potop teologicznych argumentów. Stali się sami sobie papieżami. Odsądzają od czci i wiary swych własnych kapłanów. Wielu z nich nie przystępuje już do spowiedzi świętej. Wielu nie słucha nieomylnego nauczania Kościoła. Najczęściej doprowadzają swe rodziny do moralnej katastrofy” (13). Pielęgnowany przez nich wyidealizowany obraz papiestwa prowadzi ich w praktyce do takiego działania, jakby Kościół był jedynie Boską instytucją. A jednak Kościół, ponieważ został założony przez Jezusa Chrystusa, jest zarówno Boski, jak mi ludzki. Boski ze swego pochodzenia, swego Założyciela i niewidzialnej Głowy… ale ludzki w swych członkach, w szczególności w swej widzialnej głowie, w papieżu.

Ponieważ jest Boski, Kościół pozostaje Chrystusową oblubienicą bez skazy i zmarszczki… ale ponieważ jest ludzki, Kościół składa się z ludzi, którzy są, podobnie jak ty czy ja, grzesznikami. Nie powinniśmy więc być zaskoczeni, że obecny papież może — jak św. Piotr — zdradzić swego Mistrza. Wraz z narodzinami sedewakantyzmu widzimy wskrzeszenie starych błędów Jana Wyclifa i Jana Husa, którzy twierdzili, że grzesznicy nie są już członkami Kościoła. Zacytujmy kilka zdań potępionych przez Sobór w Konstancji (1414—1418):

*Jeżeli papież jest przewidziany [na potępienie] i zły, a w konsekwencji jest członkiem [królestwa] diabła, to nikt mu nie dał władzy nad wiernymi, z wyjątkiem, być może, cesarza (14).

*Jeżeli papież jest zły, a w szczególności jeśli jest przewidziany [na potępienie], wówczas, jak Judasz Apostoł, pochodzi od diabła (…) i nie jest głową świętego Kościoła wojującego, ponieważ nie jest jego członkiem (15).

Subiektywizm

Niezależnie od tego, jak sedewakantyści usprawiedliwialiby swoje stanowisko, musimy przyznać, że ich teza nie jest oparta na obiektywnych faktach, lecz raczej nosi znamiona subiektywizmu. Obiektywne kryterium wymagane przez katolicką teologię dla rozpoznania, kto jest prawdziwym papieżem, to uznanie elekta przez kardynałów, biskupów i cały Kościół. W opinii sedewakantysty to kryterium nie może już mieć obiektywnej wartości. Musi on odwoływać się do źródła zasadniczo subiektywnego, nawet jeśli ze wszystkich sił pragnie, by wyglądało na obiektywne.

Ponieważ stanowisko sedewakantystów nie jest oparte na bezpiecznych i obiektywnych zasadach teologii katolickiej, nie powinniśmy być zaskoczeni w obliczu ich zdumiewających zwrotów i wolt.

Przytoczę tylko jeden z wielu przykładów: w latach 1980. ks. Olivier de Blignieres, wówczas zdecydowany zwolennik sedewakantystycznej tezy ks. Gerarda des Lauriers, założył we Francji wspólnotę zakonną. Potem, na skutek motu proprio Ecclesia Dei (1988), tenże ks. de Blignieres wykonał woltę i oddał się w opiekę Papieskiej Komisji Ecclesia Dei. Jego wspólnota, Bractwo Św. Wincentego Ferreriusza, została natychmiast uznana przez władze rzymskie, a nawet otrzymała status wspólnoty na prawie papieskim. Na gruncie doktrynalnym ks. de Blignieres twierdził w latach 1980., że wolność religijna jest herezją. Obecnie pisze książki usprawiedliwiające wolność religijnąVaticanum II.

ks. Dominik Boulet FSSPX
Tekst za stroną www.sspx.ca

Przełożył Józef Gubała.

Przypisy:

  1. DTC (Dictionnaire de Théologie Catholique), artykuł: „Kościół”, kol. 2143.
  2. Konstytucja Pastor aeternus, 18 lipca 1870.
  3. Dom Gréa, De L’Eglise de de sa Divine Constitution, Paris, 1885, s. 153. Książka ta zawiera komentarz do konstytucji dogmatycznej Pastor aeternus Vaticanum I. Można tam także znaleźć bardzo interesujący fragment, dotyczący „nadzwyczajnego działania episkopatu” w czasie kryzysu. Ks. Gréa daje trzy powody dla takiego działania: 1° stan konieczności, w którym zagrożone jest samo istnienie religii; 2° kiedy posługa zwyczajnych pasterzy została unicestwiona lub jest bezsilna; 3° gdy nie ma nadziei na odwołanie się do Stolicy Apostolskiej.
  4. Bp Marek A. Pivarunas CMRI, Sedevacantismop. cit.
  5. Konstytucja apostolska Vacantis apostolicae sedis, 8 grudnia 1945.
  6. A Heretical Pope Would Govern The Church Illicitly But Validly, „Living Tradition” maj 2000.
  7. Abp Marceli Lefebvre, The New Mass and the Pope, 8 listopada 1979.
  8. Kard. Billot, Tractatus de Ecclesia Christi, t. I, s. 612—613. Obok o. Garrigou-Lagrange OP Ludwik kard. Billot SI był jednym z najwybitniejszych teologów rzymskich XX w. Blisko przyjaźnił się z ks. Henrykiem Le Flochem, przełożonym seminarium francuskiego w Rzymie, gdzie studiował abp Lefebvre. Ks. Berto, który studiował w tym samym seminarium i był osobistym teologiem abp. Lefebvre’a podczas Vaticanum II, powiedział: „Geniusz kard. Billota miał uratować, oczyścić, rozwinąć i odnowić doktrynę Doktora Anielskiego; nauczał on czystej doktryny św. Tomasza, którą opanował po mistrzowsku z niezrównaną charyzmą”. Por. V.A. Berto, Pour La Sainte Eglise Romaine, Cedre, 1976.
  9. Kan. 233 nr 2: „Jeżeli jednak Biskup Rzymski oznajmi mianowanie jakiegoś [kardynała] na konsystorzu, [ale] zachowa jego imię in pectore, promowany tą drogą nie cieszy się żadnymi prawami ani przywilejami kardynalskimi, lecz kiedy Biskup Rzymski później ujawni jego imię, cieszy się nimi od dnia ogłoszenia, z zastrzeżeniem jednak prawa precedencji od [czasu] zachowania in pectore”.
  10. Sedevacantism — A False Solution to a Real Problem, s. 51—57, Angelus Press, 2003.
  11. Ks. (potem bp) Michał Gerard des Lauriers OP († 1988). W latach 1970. abp Lefebvre zaprosił ks. Gerarda do nauczania w seminarium Bractwa w Ecône. Później abp Lefebvre musiał zdymisjonować ks. des Lauriers ze względu na jego sedewakantystyczne teorie. Końcem lat 70. ks. des Lauriers rozwinął swą teorię papieża materialnego, znaną jako teoria Cassiciacum. W 1981 r. został konsekrowany na biskupa przez bp. Thuca.
  12. Abp Marceli Lefebvre, The New Mass and the Pope, 8 listopada 1979.
  13. Concerning a Sedevacantist Thesis, „SiSiNoNo” listopad 1998.
  14. Potępione tezy Jana Wyclifa, Denz 588.
  15. Potępione tezy Jana Husa, Denz 646.

http://www.piusx.org.pl/

Komentarzy 45 do “Sedewakantyzm – Analiza teologiczna i kanoniczna (2)”

  1. filip piękny said

    Jednym słowem mamy kukułcze jajo w postaci papieży – heretyków. Podrzucone nam przez ?
    Gorzej jest z wiernymi, którzy na skutek działań takich delikwentów odchodzą od prawdziwej wiary katolickiej. Zwłaszcza jeśli chodzi o Pierwsze Przykazanie i grzechy przeciwko Duchowi Świętemu.Nie trudno domyślić się jest wyroków Bożych dotyczących ich dusz.

  2. Kapsel said

    Antypapieże modlą się o nawrócenie katolików

    Podczas Wielkiej Schizmy władzę nad Kościołem sprawowało góra trzech zwierzchników. Dziś na całym świecie jest ich kilkunastu – najwięcej w historii

    Grzegorz XVIII, Jan XX, Pius XIII, Linus II, Walerian, Michał oraz co najmniej siedmiu Piotrów II – to lista urzędujących na całym świecie antypapieży. Różni ich bardzo wiele, ale co do jednego są zgodni – w Watykanie zasiada uzurpator. – Jan Paweł II i Benedykt XVI to heretycy – stwierdzają.

    Skąd ten wysyp antypapieży? Część z nich to sedewakandyści (od łac. sede vacante – pusty tron), którzy nie mogą pogodzić się z reformami II Soboru Watykańskiego. Za ostatniego prawowitego papieża uznają Piusa XII zmarłego w 1958 r. i nie aprobują jego następców. Dlatego najwięksi radykałowie postanowili wybrać własnych.

    Co Kościół myśli o antypapieżach? – Nawet herezja może być zdrowa, ale te zachowania przekraczają moją wyobraźnię. Część z tych przypadków powinniśmy traktować w kategoriach psychiatrycznych, a nie teologicznych – mówi o. Dariusz Kowalczyk, prowincjał jezuitów.

    Współcześni antypapieże najchętniej przybierają imię Piotra II. A to dlatego, że zgodnie z rzymskokatolicką tradycją żaden z oficjalnych papieży do tej pory nie nadał sobie tego imienia. Samozwańczo Piotrem II mianowali się m.in. Niemiec Julius Tischler, Belgowie Aime Baudet i Pierre Henri Bubois, Francuz Maurice Archieri of Le Perreux, Australijczyk William Kamm oraz Amerykanin Chester Olszewski.

    Pierwszym papieżem o imieniu Michał mianował się z kolei w 1990 r. Amerykanin David Allen Bawden. Na konklawe przybyło zaledwie sześć osób, w tym jego rodzice. Michał I mieszka ze swoją matką w Kansas. Modli się o nawrócenie Benedykta XVI, bo – jak twierdzi – na razie szansę na zbawienie ma nie miliard katolików na całym świecie, ale 30 jego wyznawców. Swoje encykliki i przemówienia publikuje regularnie na stronie internetowej vaticaninexile.com (watykan na uchodźstwie).

    Od 1998 r. w USA działa „prawdziwy Kościół katolicki” pod przywództwem Piusa XIII, czyli byłego zakonnika Luciana Pulvermachera. Ten dla bezpieczeństwa nie zdradza miejsca swojego pobytu. Na konklawe telefonicznie głosowało na niego kilkadziesiąt osób. Z komina małej chatki w lesie w stanie Montana zgodnie z tradycją uniósł się biały dym, a w świat poszedł komunikat „Habemus Papam”. Szacuje się, że uznaje go kilkadziesiąt rodzin.

    Na znacznie większe poparcie może liczyć Manuel Alonso Corral (od zeszłego roku Piotr II), głowa schizmatycznego Kościoła palmariańskiego. Założył go pewien hiszpański agent ubezpieczeniowy Clement Dominguez y Gomez, któremu objawiła się Matka Boska i wyjawiła, że Watykan opanowali masoni i komuniści. On też ogłosił się papieżem – Grzegorzem XVII, a koronowało go w Sewilli czterech kardynałów, których sam wcześniej mianował. Zwierzchnictwo nowego papieża uznało kilkadziesiąt tysięcy osób z Hiszpanii i Ameryki Łacińskiej.

    http://rzymskikatolik.blox.pl/2006/06/Antypapieze-modla-sie-o-nawrocenie-katolikow.html

    …….Podczas Wielkiej Schizmy władzę nad Kościołem sprawowało góra trzech zwierzchników. …….

    wyjaśniałem już dzisiaj , komu KK zawdzięcza ten okres w swojej historii….ale przypomnę raz jeszcze

    NIEWOLA AWINIOŃSKA PAPIEŻY

    Papież Benedykt XI (1303-1304) w 1304 roku opuścił Rzym w obliczu niepokojów społecznych wywołanych przez ród Colonnów i przeniósł się do Perugii, gdzie wkrótce zmarł. Konklawe zebrało się więc w tym mieście. Kolegium kardynalskie było podzielone na frakcję francuską i włoską, trwało 11 miesięcy. W końcu wybrany został kandydat Francuzów: Klemens V (1305-1314). Ten wybór zapoczątkował tzw. niewolę awiniońską papieży (1309-1377). Nastąpiło w tym okresie głębokie uzależnienie papiestwa od królów francuskich. „Niewola” była wynikiem dążności państw do wyzwolenia się spod zwierzchności Kościoła, proces ten nasilał się od XIII stulecia. Problem tkwił w stosunku pomiędzy władzą świecką a duchową i ich wzajemnych kompetencjach.

    Bezpośrednią natomiast przyczyną awiniońskiej niewoli papieży stał się zatarg pomiędzy dwoma politykami o silnych charakterach: królem Francji – Filipem IV Pięknym (1285-1314) a papieżem Bonifacym VIII (1294-1303). Konflikt o pieniądze przekształcił się w zasadniczy spór o władzę świecką papieża nad królami. Król Filip IV obłożył podatkiem dobra kościelne we Francji (początek 1296 roku), na rzecz prowadzonej przez niego wojny z Anglią. Krok ten wywołał protest papieża, który w bulli „Clericis laicos” z 24 lutego 1296 roku pod karą ekskomuniki zakazywał władcom świeckim opodatkowywania Kościoła, a duchowieństwu zabraniał płacenia jakichkolwiek danin bez uprzedniej zgody papieża. Na pretensje papiestwa Filip IV odpowiedział represjami fiskalnymi – 17 sierpnia 1296 roku wprowadził zakaz m.in. wywozu kruszców poza granice Francji, co wstrzymało płynące z tego kraju do Rzymu różnego typu opłaty i daniny na rzecz Kurii rzymskiej. 31 lipca 1297 roku w obliczu trudności wewnętrznych w Państwie Kościelnym, jak i sukcesów wojsk francuskich we Flandrii Bonifacy VIII ogłosił pojednawczą encyklikę „Esti de statu”, w której przyznał Francji w razie nagłej potrzeby prawo opodatkowania kleru bez ubiegania się o uprzednią zgodę Rzymu. Jednak po sukcesie wprowadzonego przez siebie pierwszego roku jubileuszowego (1300), z którym wiązał się wzrost prestiżu papieża, jak i zasobność kasy Państwa Kościelnego, konflikt ponownie zaostrzył się, ponieważ Bonifacy VIII powrócił do poglądów zawartych w bulli z 1296 roku. Na takie stanowisko papieża nałożyła się klęska militarna armii francuskiej we Flandrii i ponowna potrzeba podreperowania budżetu Francji z kiesy Kościoła. Równocześnie w państwach włoskich i w samej Kurii rzymskiej wzrastała potężna opozycja antypapieska, na czele której stał wydziedziczony przez Bonifacego ród Colonnów. W tej sytuacji nastąpił gwałtowny upadek autorytetu papieża w Rzymie. Kanclerz króla francuskiego Wilhelm de Nogaret wykorzystując wraz z Colonnami sytuację uwięzili papieża w Anagnii 7 września 1303 roku (tu uciekł z Rzymu Bonifacy VIII). Papież Bonifacy VIII po uwolnieniu przez poddanych w przeciągu miesiąca zmarł. Od tego pontyfikatu papiestwo zaczęło tracić coraz bardziej wpływy i uznanie. Papieskie roszczenie do pełni władzy skończyło się wielkim niepowodzeniem, które jeszcze bardziej uwidoczniło się w trakcie kolejnych pontyfikatów.

    Następca Bonifacego, Benedykt XI częściowo załagodził spór. Papież Klemens V, uległy Filipowi, wobec zaostrzających się w Państwie Kościelnym i w państwach włoskich antyfeudalnych ruchów społecznych (1303-1307), postanowił tymczasowo przebywać u swojego wasala, władcy Neapolu i osiadł w roku 1309 w Awinionie, by uniknąć jednak bezpośredniego nacisku ze strony króla Francji. Z takim naciskiem ze strony Filipa IV spotkał się już w czasie swojej koronacji w Lyonie. Jednak pontyfikat tego papieża był czasem podporządkowania polityki papiestwa polityce Francji. Element francuski zdobył w tym okresie przewagę w kolegium kardynalskim oraz kurii. W 1307 roku Klemens V wziął udział w rozprawie króla z zakonem templariuszy. Przeprowadził na żądanie króla francuskiego ostateczną kasatę zakonu w roku 1312.

    Po śmierci Klemensa V konklawe trwało 2 lata i 3 miesiące, wybrano papieżem Jana XXII (1316-1334). Jego pontyfikat charakteryzował się poważnym nepotyzmem oraz żądzą złota – w zamian za obdarzanie urzędami kościelnymi. Nie podjął też żadnych kroków, by powrócić do Rzymu. Następcy Klemensa odkupili miasto (1348 – Klemens VI) z przyległościami od królowej Neapolu Joanny I (1343-1382) i wybudowali w nim siedzibę papieską, co jeszcze bardziej związało papiestwo z Francją. Benedykt XII (1334-1342) zainicjował budowę papieskiego pałacu w Awinionie. Za pontyfikatu Klemensa VI, byłego doradcy francuskich królów, Kuria w Awinionie bardziej przypominała dwór świecki niż urząd papieski. Swoimi wydatkami wpędził w poważne problemy finansowe Kurię, a poprzez to papiestwo jeszcze bardziej uzależniało się od Francji. Innocenty VI (1352-1362)w obliczu trudnej sytuacji finansowej próbował reformować Kurię, zmniejszył orszak dworski i starał się administrować oszczędniej, jednak jego nepotyzm nie pozwolił mu uzyskać widocznych efektów tych działań. Groźba utraty Państwa Kościelnego skłoniła papieża Urbana V (1362-1370) do opuszczenia 30 kwietnia 1367 roku Awinionu. 16 października papież wkroczył do Rzymu. Ten krok uczynił wbrew woli dworu francuskiego, jak i francuskich kardynałów. Nie zdołał jednak przezwyciężyć trudności i oporu w samym Państwie Kościelnym i dlatego 27 września 1370 roku powrócił do Awinionu. Grzegorz XI (1370-1378) wbrew królowi Francji opuścił 13 września 1376 roku Awinion wraz z 13 kardynałami i powrócił do Rzymu. Zakończył tym samym niewolę awiniońską papieży.

    Wszyscy papieże, rezydujący w Awinionie, byli narodowości francuskiej. Papieże w Awinionie korzystali ze wsparcia królów Francji, jednak byli też od nich uzależnieni i zagrożeni politycznie i militarnie. Na skutek przeniesienia Kurii do Awinionu, zaczęła się szerzyć symonia i nepotyzm w Państwie Kościelnym, autorytet papieża gwałtownie spadł, a wśród części duchownych rozpowszechniła się rozwiązłość i brak dyscypliny. Przedłużający się pobyt poza Rzymem, wzrastający nepotyzm oraz rosnące obciążenia fiskalne, ściągane na rzecz Kurii papieskiej, wzmacniały niechęć do rezydujących w Awinionie papieży, powodując dalszą utratę ich autorytetu i wpływów politycznych. W Państwie Kościelnym w okresie niewoli awiniońskiej nasiliły się tendencje odśrodkowe, wyemancypowania się spod władzy papieży z Awinionu. Niewola awiniońska przyczyniła się do osłabienia papieży w państwach włoskich, jak i do przekreślenia teokratycznych pretensji papiestwa. O jego degradacji politycznej przesądziła również rezygnacja cesarzy niemieckich z ingerencji w sprawy włoskie. Przeniesienie stolicy papieży do Awinionu pociągnęło za sobą katastrofę ekonomiczną Rzymu. Powrót Grzegorza XI do Rzymu nie zakończył jednak kryzysu papiestwa. Po wyborze następcy Grzegorza XI, Włocha Urbana VI (1378-1389), przedstawiciele kleru francuskiego w kolegium kardynalskim dokonali wyboru antypapieża, Francuza Klemensa VII (1378-1394), co wywołało tzw. schizmę zachodnią (1378-1417).

    Papierze rezydujący w Awinionie:
    * Klemens V
    * Jan XXII
    * Benedykt XII
    * Klemens VI
    * Innocenty VI
    * Urban V
    * Grzegorz XI

    http://www.voyager64.com/niewolapap.html

  3. Marucha said

    Re 2:
    „Nawet herezja może być zdrowa”
    Ciekawe, w jakich przypadkach…

  4. Kapsel said

    Re 3
    “Nawet herezja może być zdrowa”

    artykuł podałem dla faktów czysto historycznych bo spadkobiercy Filipa Apostaty i Mordercy cały czas nawołują do tego samego tutaj w Gajówce i to jest chyba bardziej niebezpieczne. Jest to jawne nawoływanie bo buntu przeciwko legalnie wybranym Papieżom i szkoda że Pan tego nie widzi albo i nie chce widzieć.

    czy Pan Gajowy będzie tylko kibicował czy też weźmie czynny udział w wykopaniu zwłok posoborowych Papieży i spaleniu na stosie jako heretyków ?

  5. Marucha said

    Re 4:
    Zupełnie nie rozumiem Pana.
    Wielokrotnie pisałem, iż – zgodnie z Bractwem – uznaję posoborowych papieży za legalnych i do żadnego buntu przeciwko nim nie nawoływałem, nie nawołuję i nie mam zamiaru nawoływać.
    Natomiast nawołuję do modlitwy za nich, gdyż błądzą.

  6. filip piękny said

    Ad 4
    „Kapsel, nazywany inaczej zamknięciem koronowym – to najpopularniejsze, obok zakrętki, hermetyczne zamknięcie szklanej butelki zapewniające szczelność, a tym samym trwałość płynu. Twórcą kapsla był w 1892 pochodzący z USA William Painter, który swój wynalazek nazwał Crown Cork[1].”

    Myślę, że drugim znaczeniem kapsla powinien być termin fanatyk – heretyk.
    Tylko w chorej głowie mogą się rodzić tego typu daleko idące szaleńcze asocjacje i wnioski, sformułowane w poście 4.
    Czyim jeszcze spadkobiercą jest Kapsel ?

  7. Jones said

    ad.5. Dzis dzien „ataku” na Gajowego. Cos jest nie tak z Pogoda chyba. 🙂

  8. Kapsel said

    Re 5
    Panie Gajowy

    Gajówkę prowadzi Pan od lat sześciu z czego połowę okresu tego czasu jestem , za Pana przyzwoleniem Jej stałym bywalcem.Przez ten okres już kilka razy ujął się Pan za mną jak była taka potrzeba, co ja pamiętam i zawsze Panu za to podziękowałem.Więc czemu teraz wyławia Pan jakieś nic nie znaczące dla rozmowy,którą już drugi dzień prowadzę, zdania i tym samym zmienia cały tok i kierunek prowadzonej rozmowy.Odebrałem to jako poparcie dla mojego rozmówcy i dlatego tak zapytałem.Już drugi dzień próbuje przetłumaczyć temu młodemu człowiekowi że używanie akurat takiego nicka na stronie która tak bardzo dba o Święte Imię Tradycji jest bardzo nie na miejscu.Być może mój rozmówca nie wie kto to jest król Filip zwany Pięknym i w swoich komentarzach starałem sie to pokazać.Jednakoż poglądy jakie ów pan tutaj propaguje i do tego używanie takiego a nie innego nicka oraz upór aby tego nie starać się zrozumieć myślę że powinny Pana zastanowić.Tu nie chodzi o mnie ,tu chodzi o te czterysta tysięcy ludzi którzy zaglądają do Gajówki.Nie jestem sam w tym zdaniu bo już były osoby które temu panu zwracały na to uwagę.Ale ja już ten temat zamykam a Pan zrobi jak uważa w końcu to Pana strona i co mi do tego że za chwilę zacznie tutaj pisywać i Hitler i Stalin.

    Re 6
    Drogi Dzieciaku.

    Nawet jakbyś nie wiem jak się nie starał to i tak nie zrobisz z Kapsla ,Filipa Pięknego.Taki wynalazek jak Kapsel codziennie przynosi ludziom dobry pożytek w przeciwieństwie do Królów Przeklętych.To dwa różne światy więc daruj sobie wysiłek a będziesz dużo zdrowszy i wtedy zmienisz nick na Filip z Konopi , bo to jest właściwe dla takiej maści jaką jesteś.

    Re 7

    a może by tak Pan raczył coś na temat historii KK , albo w końcu odpowiedzię na moje już dawno zdane pytania a nie tylko judzić jak ten z tego filmiku.

    Jest tu jakiś cwaniak?

  9. filip piękny said

    Ad 8 Maścią to ty jesteś niemowlaku umysłowy. Nawet domyślam się z jakich stron.

  10. ala said

    „…Zależy mi na NAWRÓCENIU SIĘ WATYKANU – natomiast jeśli ceną, jaką Bractwo musiało by zapłacić za pogodzenie się Watykanem, miały by być jakiekolwiek ustępstwa dogmatyczne, to mówię NIE..”

    Panie Marucha,
    to, ze zalezy panu na nawroceniu Watykanu to bardzo dobrze.
    Przyznal zatem pan, ze Watykan wszedl na droge grzechu, droge szatana.
    Mamy sie modlic o nawrocenie grzesznikow, ale nikt nie wymaga aby grzesznicy aprobowali, „blogoslawili” nasze dzialania.
    Pan , z jednej strony uznaje grzesznosc Watykanu, a z drugiej strony ,lacznie z Bractwem, zabiega o uznanie, aprobate owego grzesznego Watykanu.
    Nie widzi pan oczywistej niespojnosci w pana rozumowaniu???

    Druga sprawa . Napisal pan pod koniec sierpnia ponizsze zdanie:
    „..Re 73:
    Bzdury. Kościół Prawosławny nigdy nie popadł w apostazję – ani nie jest heretycki. Jest natomiast schizmatycki , choć obiektywnie rzecz biorąc prawosławni mają swoje argumenty, które każą nam się zastanawiać, który Kościół jest schizmatycki względem którego..”
    https://marucha.wordpress.com/2012/08/20/prawoslawny-sojusznik-watykanu/#comments

    Prawdziwy katolik nie napisal by czegos podobnego.
    Napisanie „…ktory Kosciol jest schizmatycki wzgledem ktorego…” jest czysta herezja ktorej ZADEN, prawdziwy, szanujacy sie, wierzacy katolik
    by NIGDY nie napisal.
    Niech pan sie powaznie zastanowi nad tym , co pan tam wymodzil.

  11. Kapsel said

    Panie Gajowy

    Co Kościół myśli o antypapieżach? – Nawet herezja może być zdrowa, ale te zachowania przekraczają moją wyobraźnię. Część z tych przypadków powinniśmy traktować w kategoriach psychiatrycznych, a nie teologicznych – mówi o. Dariusz Kowalczyk, prowincjał jezuitów.

    jak Pan chce to niech Pan zapyta o. Dariusza Kowalczyka co miał na myśli mówiąc w ten sposób.Ustaliłem namiary na o.Kowalczyka które Panu podaje:

    ks. dr Dariusz Kowalczyk

    http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&lang=pl&objectId=88163
    http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/opisInstytucji?rtype=opis&lang=pl&objectId=4772

  12. Kapsel said

    i jeszcze tutaj

    Mądremu wystarczy Dariusz Kowalczyk SJ

    http://www.areopag21.pl/madremu_wystarczy

    http://www.jezuici.pl/wb/pages/kontakt.php

  13. Marucha said

    Re 6:
    To nie był komentarz na poziomie.

    Re 8:
    Przykro mi, jeśli Pana w jakikolwiek sposób uraziłem. Uważam Pańskie poglądy za umiarkowane i spokojne, choć może nie wszystkimi się zgadzam.
    Moja uwaga o herezjach była wyrazem zdziwienia, że ksiądz może takie rzeczy głosić i oczywiście nie od Pana oczekiwałem odpowiedzi, gdyż pytanie było raczej retoryczne.
    A ks. Kowalczyk jakoś tak intuicyjnie nie budzi mego zaufania, choć w jego wypowiedzi było wiele słuszności.

  14. Kapsel said

    Kiedy Papież lub katolik popełnia herezję i staje się heretykiem ?

    Musiałby wtedy w sposób publiczny i uporczywy zaprzeczać jakiemuś dogmatowi wiary.

    To przypomnienie dla tych którzy w Gajówce tak bardzo chętnie , w sposób publiczny i uporczywy nadużywają tego słowa.

  15. Jones said

    Do ala, Sa tematy, ktore zwykly czlowiek nie Ma Prawa poruszac. Odpowiedz Pana Gajowego w Sprawie Schizmy jest jak najbardziej wlasciwa, gdyz zaiste po dzis Dzien Spor Trwa Pomiedzy Dwoma Zakonami a tylko Bog zna Odpowiedz .

    Dwie strony Akceptuja Swoje Stanowisko obstajac przy swoim, Tradycje pielegnujac…
    Niech Kazdy Robi Swoje, a Duch Swiety Natchnie I problem zakonczy.

  16. Jones said

    Tak, nie byl na poziomie.

  17. Jones said

    Nie, byly na poziomie…

  18. Marucha said

    Re 10:
    Pani Alu,
    1. Niczego nie muszę przyznawać, bo o tym, iż Watykan wszedł na błędną drogę pisuję od wtedy, kiedy jeszcze większości nie śniło się bodaj najmniejszym słówkiem skrytykować papieża, II Sobór był obiektem ubóstwienia, a moje poglądy i propagowanie Mszy Trydenckiej uważano za dzieło szatana (tak!).
    2. Bractwo nie zabiega o żadne „uznanie Watykanu”, bo nie jest mu ono właściwie do niczego potrzebne, lecz zabiega o to, aby w efekcie toczonych rozmów Watykan zrozumiał swe błędy. I dopiero wówczas można będzie mówić o innych sprawach, jak np. status kanoniczny Bractwa.
    Bractwo zabiega też o to, aby każdy katolik miał nieskrępowany dostęp do Tradycji.
    3. Co do prawosławia… Pani Alu, lepsi teolodzy, niż my, mają pewne wątpliwości. Być może Bóg tak chciał.

  19. marta1 said

    ad 15 Taka odpowiedzia kpi sobie pan w zywe oczy z meczenikow .
    ktorzy oddali swe zycie ,na przestrzeni wiekow , bo nie chcieli sie nawrocic na wiare prawoslawna.

  20. Marucha said

    Re 19:
    Bycie męczennikiem nie oznacza, że miało się rację.

    Można być męczennikiem słusznej sprawy, albo niesłusznej.
    Kościół nauczał na przykład, że choćby heretyk przelał swą krew za Chrystusa, nie ma to żadnej wartości, zob. http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/294

    Oczywiście nie porównuję heretyków z dobrymi katolikami, którzy przelali krew za swą wiarę. Będzie to im na pewno w niebie policzone. Ale wciąż nie znaczy to, iż mieli rację. Może mieli, a może nie.

    Swoją drogą ilustruje Pani swój komentarz piosenką Żyda Kaczmarskiego…

  21. marta1 said

    „..Święty Andrzej Bobola urodził się prawdopodobnie 30 listopada 1591 r. w Strachocinie[1]. Jego ojciec Mikołaj Bobola był dzierżawcą sołectwa strachocińskiego, wchodzącego w skład dóbr królewskich. W 1606 r., gdy rozpoczynał studia, zginął jego kuzyn Wojciech Bobola w bitwie pod Moskwą. W latach 1606-1611 studiował w szkole jezuickiej w Braniewie, następnie (31 lipca 1611 roku) wstąpił do tego zakonu i nowicjat odprawił w Wilnie. Mistrzem – spowiednikiem św. Andrzeja Boboli w nowicjacie. był ks. Wawrzyniec Bartilius, (1569-1635) jezuita, filozof i teolog……
    16 maja 1657 podczas powstania Chmielnickiego dostał się we wsi Mohilno w ręce Kozaków. Zamęczony w okrutny sposób na śmierć w rzeźni w Janowie Poleskim przez Kozaków zazdrosnych o fakt, że NAWRACAL osoby prawosławne na WIARE KATOLICKA .”..
    Jak widac Swiety Andrzej Bobola tez byl w bledzie,
    i Papiez, ktory Go oglosil swietym tyz.

  22. Jones said

    Akurat Kaczmarski Bart Zydowski to Dobry przyklad….popchnal Polakow Piesniami do Zydowskiej Rewolucji….I taki jest cel Pani SONO Przykladu Filmowo Piosenkowego

  23. marta1 said

    ad 19
    Czyli jesli Kosciol oglosil Andrzeja Bobole Swietym, meczennikiem, to wedlug pana jest on w Niebie za obrone sprawy byc moze „nieslusznej”, czyli za obrone wiary katolickiej , ktora wedlug Sw Andrzeja Boboli byla ,Jedna, sluszna, Prawdziwa Wiara
    za ktore warto bylo w mekach oddac swe zycie.

  24. marta1 said

    ad 22 jak zwykle zbacza pan z tematu gdy nie wie pan co powiedziec, gdy nie ma pan argumentow.

  25. Jones said

    Pani Marta/SONO Sw Bobola Umarl za Prawdziwa Wiare Ortodoksyjna, Katolicka. Judeoprawoslawie nie bylo Prawoslawiem=Katolicyzmem

  26. Marucha said

    Re 21, 23, 24:
    Św. Andrzej Bobola został zamęczony nie dlatego, że nie chciał przejść na prawosławie, lecz że nawracał. Czynił to w zgodzie z własnym sumieniem i jest godny najwyższego szacunku.

    Przypisuje mi Pani poglądy, jakich nie mam, a mianowicie Pani zdaniem uważam rzekomo, iż Św. Andrzej Bobola bronił niesłusznej sprawy. Nie mogła Pani tego u mnie wyczytać, więc wzięła to sobie z głowy.

  27. Piotrx said

    Dla zainteresowanych wiecej o dwóch męczennikach

    Święty Andrzej Bobola (1591-1657)
    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/bobola.html

    Święty Jozafat Kuncewicz – męczennik za unię
    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/kuncewicz.html

  28. marta1 said

    ad 27 Tu na gajowce tacy swieci meczenicy nie sa traktowani powaznie.
    Powinni oni, zgodnie z duchem ekumenizmu, dialogowac i wymieniac uprzejmosci,
    a nie nawracac.
    Nawracanie z prawoslawnia na katolicyzm jest wedlug co niektorych gajowkowiczow bardzo be i niedobre.

    Tego NIKT nie powiedział. Proszę swe komentarze opierać na faktach, a nie konfabulacjach. – admin

  29. marta1 said

    widze tez ,ze pan Marucha nie tylko wybiorczo traktuje dogmatyczne Prawdy KK ,
    ale tez i moje komentarze.
    Gratulacje.
    Prawda jest dobra , ale nie ta co po oczach daje, Hm??

    Jeśli jest prawdą. – admin

  30. Piotrx said

    Męczeństwo Jozafata Kuncewicza, obraz pędzla Józefa Simmlera

  31. marta1 said

    ad 29 Prawda jest to, ze przed-soborwy KK traktowal prawoslawie za schzmatykow i heretykow.
    Chyba sie z tym pan zgodzi???
    Chce pan dowodow??

    Znam te sprawy.
    KK traktował prawosławnych jak schizmatyków.
    Mówi się o „Schizmie Wschodniej”, a nie „Herezji Wschodniej”. Prawda?
    Prawosławny chrzest był od dawna, a nie od II Soboru, ważny w Kościele Katolickim – a w razie konieczności (np. zbliżająca się śmierć) katolik mógł także wyspowiadać się u prawosławnego księdza i przyjąć komunię.
    Proszę te fakty przyjąć do wiadomości.
    Admin

  32. Zdziwiony said

    Jak dzisiejszy ekumenizm proklamowany i praktykowany w ostatnich dziesięcioleciach, jest sprzeczny z ENCYKLIKĄ
    „Mortalium animos” Piusa XI :

    (…)
    Coś całkiem podobnego pragną pewne koła wytworzyć w zakresie porządku, ustanowionego przez Chrystusa Pana Nowym Testamentem. Wychodzą z założenia, dla nich nie ulegającego wątpliwości, że bardzo rzadko tylko znajdzie się człowiek, któryby nie miał w sobie uczucia religijnego, widocznie żywią nadzieję, że mimo wszystkie różnice zapatrywań religijnych, nie trudno będzie, by ludzie przez wyznawanie nie których zasad wiary, jako pewnego rodzaju wspólnej podstawy życia religijnego w braterstwie się zjednali. W tym celu urządzają, zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera.
    (…)
    Wielu np. jest zdania, że Kościół Chrystusa nie musi być widomy) przynajmniej o tyle, że nie musi występować w formie jednego ciała wiernych, wyznających jedną i tę samą naukę i pozostających pod jednym nauczycielem i jednym kierownikiem. A pod widomym Kościołem nie rozumieją niczego innego, jak tylko fakt związku, złożonego z rozmaitych chrześcijańskich wspólnot, choćby te wspólnoty wyznawały różne, albo wzajemnie zwalczające się nauki.
    (…)
    W tym miejscu należy objaśnić i usunąć błędne zapatrywania, na których wspiera się cała podstawa tych spraw i to różnorodne wspólne dążenie niekatolików ku zjednoczeniu chrześcijańskich Kościołów, o czym była mowa. Inicjatorzy tej idei prawie wciąż przytaczają słowa Chrystusa: „Ut omnes unum sint… Fiet unum ovile et unus pastor” (Aby wszyscy byli jedno… Jedna niech będzie owczarnia i jeden pasterz), ale w ten sposób, jakby te słowa wyrażały „życzenie i prośbę, które mają się dopiero spełnić. Są bowiem zdania, że jedność wiary i kierownictwa – co jest znamieniem prawdziwego i jednego Kościoła Chrystusa – nigdy poprzednio nie istniała i dzisiaj także nie istnieje. Może to według ich zdania być wprawdzie życzeniem, które może też kiedyś wspólną wolą wiernych się urzeczywistnić, lecz tymczasem – tak sądzą – jest to tylko pięknem marzeniem. Mówią też, że Kościół sam przez się, już ze względu na swą naturę rozpada się na części, tj. składa się z wielu odrębnych kościołów, czy też odrębnych wspólnot, które wprawdzie w kilku zasadniczych punktach nauki są, zgodne, ale w innych punktach się różnią. Istnieją one według ich zdania na równych prawach. Kościół – tak sądzą – co najwyżej tylko w okresie od czasów apostolskich aż do soborów powszechnych był jeden jedyny i zgodny. Mówią, że należy więc dawne sprawy sporne i różnice zdań, które po dziś dzień są kością niezgody wśród rodzin chrześcijańskich, pozostawić na boku, z innych zaś nauk ulepić i przedłożyć wspólna regułę wiary, której wyznawanie zbratałoby wszystkich i przez co wszyscy czuliby się braćmi.
    (…)
    Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich. Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli. Powtarzamy, by powrócili do jednego Kościoła Chrystusa, który jest wszystkim widomy i po wsze czasy, z woli Swego Założyciela, pozostanie takim, jakim go On dla zbawienia wszystkich ludzi ustanowił. Mistyczna Oblubienica Chrystusa przez całe wieki pozostała bez zmazy i nigdy też zmazy doznać nie może. Daje już o tym świadectwo Cyprian: „Oblubienica Chrystusa – pisze on – nigdy nie może być pozbawiona czci. Jest ona nieskalana i czysta. Zna tylko jedno ognisko, świętość tylko jednej komnaty przechowuje w czystości”. I ten święty świadek słusznie się dziwił, jak ktoś wierzyć może, „że ta jedność, której fundamentem jest niezmienność Boga, której spoistość poręczona jest tajemnicą niebios, mogłaby być w Kościele zerwana i rozbita przez waśń poróżnionych ludzi”. Skoro to mistyczne ciało Chrystusa, Kościół, jedno jest, spojone i złączone jak ciało fizyczne, bardzo niedorzecznym człowiekiem okazałby się ten, kto by chciał twierdzić, że ciało mistyczne Chrystusa może się składać z odrębnych, od siebie oddzielonych członków. Kto więc nie jest z Kościołem złączony, ten nie może być Jego członkiem i nie ma łączności z głową.- Chrystusem.
    (…)
    Do Stolicy Apostolskiej ustanowionej w tym mieście, którą Książęta Apostołów, Piotr i Paweł, krwią swą uświęcili, do Stolicy Apostolskiej, powiadamy, do korzenia i Matki Kościoła katolickiego niechaj zbliżą się synowie odłączeni, nie w tej myśli i nadziei, że Kościół Boga Żywego, ten filar i podpora prawdy” poświęci czystość wiary i cierpieć będzie ich błędy, lecz po to, by oddać się w opiekę Jego urzędu nauczycielskiego i Jego kierownictwa. Oby Nam dane było to szczęście, którego nie doczekało się wielu z Naszych poprzedników, byśmy mogli z ojcowską miłością uściskać synów, nad których odłączeniem się z powodu nieszczęsnego rozbratu głęboko ubolewamy.

    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/mortalium_animos_06011928.html

  33. Piotrx said

    „Bohaterski teolog greckokatolicki Konstantyn Meliteniotes”

    O.Benedykt Huculak OFM

    /fragmenty/

    Według ścisłego rozumienia wczesnochrześ-cijańskiego wyznawcą (confessor, homologetes) nazywany był świątobliwy katolik, który w czasie prześladowań Kościoła nie został wprawdzie zabity za wiarę w Chrystusa Pana, lecz był więziony i poddawany cierpieniom. Jak męczennika zwykło się nazywać świadkiem (martys), bo krwią swoją pieczętował prawdziwość nauki objawionej w Chrystusie; tak i wierny, który jedynie cierpiał, nazywany był wyznawcą, czyli tym, który w imię wierności Zbawicielowi przyjmując i znosząc mękę, przekonywująco wyznał prawdę o Jednorodzonym Synu Bożym, który – „gdy nadeszła pełnia czasu” (Gal. 4, 4) – „dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba, i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem” (Symbol Nic.-KP).

    Kiedy w czwartym stuleciu ustały prześladowania chrześcijan, tytuł wyznawcy zaczął wprawdzie być przyznawany świętym nowym, którzy już nie mieli sposobności cierpieć za wiarę; ale zdarzały się i wówczas przypadki, kiedy nazwa ta jakby odzyskiwała całą pełnię swojego pierwotnego znaczenia. Do grona takich osób należy bizantyński opat Maksym, który w połowie VII wieku niemal samotnie usiłował otworzyć oczy swoich rodaków na błędnowierstwo zawarte w monoteletyzmie, czyli nauce o rzekomo jednej tylko woli (monon thelema) w Chrystusie Panu, krzewionej przez czynniki najbardziej wpływowe, a nawet ustawowo nakazanej przez ówczesnych cesarzy greckich.

    Kiedy w Konstantynopolu uwięziono Maksyma w roku 653, został on tymczasowo skazany na wygnanie do Tracji; ale gdy na zesłaniu umarł Papież Marcin I (649 — 655), który wespół z całym Zachodem łacińskim popierał owego szlachetnego Greka, został on w roku 662 poddany ponownemu sądowi. Razem z uczniem swoim Anastazym został on wtedy skazany na obcięcie języka i prawej ręki oraz na ostateczne zesłanie do odległego okręgu Kolchida nad Morzem Czarnym. Wycieńczony cierpieniami zmarł tam 13 sierpnia tego samego roku 662. Jest on jedynym świętym, dla którego wczesnochrześcijański tytuł „wyznawca” stał się przydomkiem; powszechnie bowiem znany jest on jako św. Maksym Wyznawca (hagios Maximos ho Homologetes).

    Wielkie burze dziejowe naznaczone błędnowierstwem zdarzały się często w Bizancjum. Przed wspomnianym monoteletyzmem zostało ono opanowane przez arianizm, który przez cesarza Konstancjusza ustanowiony został nawet wyznaniem państwowym. To wtedy osa-motniony wśród Greków arcybiskup Aleksandrii, św. Atanazy (ok. 295 — 373), łącznie spędził około siedemnastu i pół roku na pięciu swoich wygnaniach. Wkrótce natomiast po urzędo-wym monoteletyzmie zostało Bizancjum dogłębnie wstrząśnięte błędnowierczą zawieją obrazoburczą, kiedy to Biskup Rzymski ukarany został wyrwaniem spod jego bezpośredniego zarządu kościelnego okręgów Illirikum (m.in. dzisiejszej Grecji, Albanii i Serbii), a także Sycylii oraz Kalabrii.

    Po krótkim zaś okresie względnego spokoju pojawiła się znów bardzo wysoka fala błędnowiercza, napędzana tym razem przez patriarchę Focjusza (858 — 867, 878 — 886), którego kościelno-polityczne niepowodzenie w Bułgarii nastroiło wrogo do Kościoła Rzymskiego. W tym duchu zaczął on przebiegle rozpowszechniać pogląd, jakoby według Ojców greckich Duch Święty nie pochodził od Syna, lecz jedynie od Ojca (ek monou tou Patros); a na takim tle katolików łacińskich, wyznających pochodzenie Trzeciej Osoby od Ojca i Syna (ex Patre Filioque), zaczął oskarżać o głoszenie błędu. Postawa Focjusza została wprawdzie potępiona przez Sobór Ekumeniczny Konstantynopolitański IV (869-870), który też zakończył rozłam kościelny spowodowany przez owego patriarchę; lecz wytworzony przezeń nowotwór teologiczny rozjątrzył się na nowo w XI wieku za patriarchatu Michała Cerulariusza (1043 — 1058), i wskutek szybkich przerzutów opanował niemal cały organizm Bizancjum. W takim stanie został je rozłam kościelny, który nastąpił w roku 1054.

    Od czasów Focjusza ludowi bizantyńskiemu nie znającemu źródeł, sprytnie lecz niezgodnie z prawdą, zdołano wmówić, że w świetle nauczania Ojców greckich Duch Święty odwiecznie nie pochodzi od Syna. Nie brakło tam wprawdzie teologów rzetelnych, którzy – w szczegółach ukazując odnośne wypowiedzi wschodnich Ojców Kościoła – z całym przekonaniem stwierdzali, że rdzenna teologia grecka współbrzmi z nauczaniem Kościoła Rzymskiego także w przekonaniu, że Duch Święty pochodzi również od Syna Bożego; lecz grono nauczycieli wiary na tle nieporównanie liczniejszego środowiska stronników Focjusza mogło przypominać Dawida stojącego przed Goliatem (por. 1 Kri. 17, 40 nn.) albo proroka Eliasza na górze Karmel – przed czterystu pięćdziesięcioma prorokami Baala (por. 3 Kri. 18, 17 nn.). Ponieważ zaś focjanizm stał się nie tylko rozpowszechnionym poglądem, „dogma-tem ojczystym (patrikon dogma)” niechętnych dla łacińskiego Zachodu mieszkańców Bizancjum, lecz bywał także ideologią patriarchów oraz cesarzy, przeto Grecy którzy zdobywali się na odwagę wiernego stania przy prawdziwym nauczaniu Ojców, stawali się ofiarami różnych prześladowań.

    Jeżeli niegdyś, podczas szalejącego monoteletyzmu, nie wszyscy ucierpieli w tej mierze co św. Maksym Wyznawca, to jednak musieli wypić kielich goryczy nieraz bardzo niszczący.

    Tak na przykład Papieżowi św. Marcinowi I, który wespół z Kościołem łacińskim wspierał Maksyma, tenże cesarz bizantyński Konstans II nie kazał wprawdzie obciąć języka i ręki; ale sponiewierany ów mąż Boży, początkowo skazany na śmierć, w zamian wygnany został aż do Chersonu (Sewastopola) na Krymie, gdzie w 655 roku zmarł wskutek wyczerpania. Podobny los stał się udziałem trzech wybitnych teolo-gów greckich, którzy po odejściu Bizancjum od unii zawartej na Ekumenicznym Soborze Liońskim II (1274) pozostali wierni temu, czego naprawdę o pochodzeniu Ducha Świętego uczą wschodni Ojcowie Kościoła. Do tej trójki szlachetnych Greków, obok Jana Bekkosa i Jerzego Metochitesa, należy archidiakon bizantyński Konstantyn Meliteniotes.
    (….)
    Dnia 8 stycznia 1283 roku zebrał się synod konstantynopolitański, który miał na celu ukarać przywódcę katolików bizantyńskich – Jana Bekkosa. Pośród szalejącego gniewu mieszkańców miasta, wobec wrogo usposobionych członków synodu, został on zmuszony prosić patriarchę Józefa o ułaskawienie, a także podpisać wyznanie wiary, ułożone przez owo zgromadzenie; po czym zesłany został do Prusy, miasta w zachodniej Bitynii. Kanclerz zaś Meliteniotes uwięziony został w Konstantynopolu w klasztorze pw. Wszechmogącego; na-tomiast Jerzego Metochitesa, który wówczas chorował, pozostawiono w domu, lecz pod nadzorem straży. Gdy tymczasem umarł patriarcha Józef (23 III 1283 r.), niezwłocznie znaleziono następcę w osobie Jerzego Cypryjczyka, który był opuścił stronnictwo unitów, kiedy tylko — po śmierci Michała VIII – okazało się, że nowy cesarz dąży do unicestwienia więzi ze Stolicą Rzymską. Cypryjczyk, który – nie biorąc tu pod uwagę duchownych greckokatolickich — innych przewyższał swoim wykształceniem, Andronikowi zdał się osobą odpowiednią do zadań patriarchy, przede wszystkim ze względu na ostre spory polityczno-kościelne, jakie rozgorzały między stronnikami Arseniusza oraz Józefa, niegdyś patriarchów; bo obydwa nurty zgadzały jedynie w tym, że były wrogo nastawione do unii. Jerzy, który w owym czasie był jeszcze lektorem, wkrótce otrzymał kolejne święcenia dochodząc do stopnia prezbitera, a jednocześnie – podejmując życie zakonne pod nowy imieniem Grzegorz, pod którym też nieco później, w Niedziele Palmową przypadającą 1 kwietnia 1283 roku, otrzymał sakrę biskupią.

    Ledwo minął tydzień, na nowo został zgromadzony synod, który w obecności Cypryjczyka ogłosił usunięcie ze stanu duchownego wszystkich biskupów, którzy przyjęli unię. Wyświęconych zaś przez Jana Bekkosa kapłanów konstantynopolitańskich zawiesił w posłudze, natomiast tym, którzy mieszkali poza stolicą, po-zwolił sprawować Mszę i sakramenty.

    Żadne chyba inne zebranie tego rodzaju nie okazało się tak wielkim zbójectwem (latrocitiium), by użyć tu określenia, którym św. Leon Wielki – Papież nazwał przez ludzi Dioskura z Aleksandrii udaremniony drugi sobór w Efezie (448). To, do czego doszło na owym synodzie w Konstantynopolu, do głębi poruszyło nawet Gregorasa i Pachymeresa, dziejopisarzy biztyńskich, którzy byli przeciwni zjednoczeniu.

    Rzeczywiście, „tych wszystkich, przeciw którym – pisze wspomniany Gregoras – (członkowie synodu) mieli wydać ów haniebny osąd spędzili jak bydło do wielkiej świątyni na Blachernach. Podczas gdy tamci zarówno słowami jak i gestami błagalnymi starali się wzbudzi litość oraz w inny sposób przejawiali starodawną uprzejmość…, ci żadną miarą nie uważali stosowne odejść od swego barbarzyńskiego dekretu. Któż zaś jest aż tak twardy i żelaznego! ducha, by mógł przekazać owo poniżające obe-jście i nieludzkie prostactwo skierowane przeciw nieszczęsnym biskupom i wszystkim kapłanom? Wypowiedziawszy do nich obelżywe słowa, przełożeni rozkazali obecnym niższego stopnia, aby ściągnąwszy tamtym nakrycia głowy rzucili je na ziemię, trzykrotnie wykrzykując: ‚Nie jest godzien’ (…) aby zdejmowali im przez głowę odzież, ponownie wykrzykując trzy razy: ‚Nie jest godzien’; a potem bijąc ich oraz policzkując – ze świątyni wyrzucili ich jak
    zbrodniarzy”.

    Któż by nie cierpiał na myśl o zdartych biskupich czepcach, na ziemię rzuconych oraz podeptanych; o porozrywanych tunikach kapłańskich, o policzkowaniu; tym bardziej, że tego wszystkiego dopuszczono się w kościele na Blachernach, poświęconym Najświętszej Dziewicy Maryi? Tym razem chodziło głównie o biskupów. Pozostali zaś duchowni mieli być sprowadzeni do stanu świeckiego dopiero w dwa lata później, na synodzie zgromadzonym wprawdzie w tej samej części Konstantynopola, lecz już nie w kościele Matki Bożej, ale w pałacu cesarskim. Wtedy to na zebraniu, któremu przewodniczył patriarcha Grzegorz (Jerzy) z Cypru, obecny był sam cesarz Andronik; on je zresztą wyznaczył, aby zadośćuczynić prośbie zesłańca Jana Bekkosa. Ten bowiem, przebywając w bityńskiej Prusie, poruszony zachowaniem tamtejszego biskupa, nie wahał się przystąpić do obrony honoru własnego i wiary katolickiej. W tym celu starał się o możliwość swobodnej rozmowy z przeciwnikami o sprawach dogmatu, aby móc uwolnić się od oskarżenia o błędnowierstwo. Domagał się jawnego spotkania z oskarżycielami, a szczególnie z ich przywódcą Grzegorzem Cypryjczykiem. O tym zaś nie tylko otwarcie mówił mieszkańcom okręgu Prusy, lecz także napisał w daleko sięgającym liście okólnym, jak to wynika z oświadczenia Konstantyna Meliteniotesa.

    Rzeczywiście, dotarłszy do wielu obywateli Bizancjum list ów sprawił, że wiele osób opowiadało się za Janem Bekkosem. Bardzo wzrosła tymczasem niezgoda między stronnictwami, o których wspomniano wyżej. Wzmocnił się przede wszystkim nurt arsenków, stając się poważnym zagrożeniem dla cesarza Paleologa i patriarchy Grzegorza. Dlatego to Cypryjczyk, od początku przestra-szony żądaniem Bekkosa, po długotrwałym zwlekaniu już nie mógł uniknąć przedłożenia sprawy Andronikowi, aby ten pozwolił na zwołanie synodu.
    (….)
    Podczas gdy to działo się w Bizancjum, Konstantyn Meliteniotes, Jan Bekkos i Jerzy Metochites byli znowu trzymani w więzieniu: tym razem – w zamku św. Grzegorza, w pobliżu Nikomedii, gdzie znaczny cierpieli niedostatek. Nieco zmniejszył się on po tym, jak odwiedził ich cesarz Andronik razem z patriarchą Atanazym, następcą Grzegorza z Cypru. W rozmowie tej, a także potem, gdy wrócił do Kon-stantynopola, Andronik starał się skłonić ich do zmiany dotychczasowego stanowiska w sprawie dogmatu i do nawiązania łączności z duchowieństwem cesarskim. To jednak nie udałomu się, bo trzej przyjaciele niewzruszenie trwali w prawdzie katolickiej, wykładając ją i naświetlając jeszcze w nowych pismach; w wierności tej, dzięki łasce Bożej, mieli wytrwać aż do śmierci. Ich podziwu godna postawa przepięknie objawia się m.in. w duchowym testamencie Jana Bekkosa, który, sporządził on pod koniec życia ziemskiego; w więzieniu zmarł on w marcu roku 1297.

    Nie inne były losy obydwu jego przyjaciół. „Meliteniotesa, wyprowadzonego z tego więzienia, dołączono do Metochitesa, który (wówczas) przebywał w mieście (Konstantynopolu). Kiedy jednak zdano sobie sprawę, że próżna jest nadzieja na to, że zgodzą się oni na żądania urzędników i duchownych cesarza, skierowani zostali do więzienia w pobliżu wielkiego pałacu, czyli konstantynopolitańskiego zamku cesarskiego. Jerzy Metochites umarł w tym więzieniu w 1328 r. po czterdziestu pięciu latach pozbawienia wolności. Przez dwadzieścia lat był on tam zupełnie sam; w samotności też umarł, bo Konstantyn Meliteniotes, który spośród nich pierwszy zaczął pracować dla sprawy unii, zasnął w Panu dnia 2 kwietnia 1307 roku. „Stary gość więzienia – zaświadcza Pachymeres – Meliteniotes umiera, trwając tak samo jak Bekkos w pierwotnym swoim przekonaniu; a cesarza nie prosząc o nic więcej, jak tylko o to, by jego ciało kazał pochować na którejś z opuszczonych wysp”. Życzenie to zostało spełnione (….)

  34. Piotrx said

    I jeszcze parę tekstow ze strony Zawsze Wierni

    Różnice między unią a schizmą wschodnią
    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/359

    Prawosławie i porozumienie z Balamand
    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/137

    Dogmat o Trójcy Świętej, prawosławie, ekumenizm
    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/176

  35. Zdziwiony said

    ad 32;

    Chanukowy Dancing

  36. głupia zuzia said

    No to może tak w skrucie w imieniu głupszych i gorszych .Nie mam zamiaru ginąć ani nadstawiać du.. za kogokolwiek ani za cokolwiek czy to na tym świecie czy na tym drugim w który wierzycie.Niech se każden ginie sam za swoją wiare a ja wierze tylko na tyle na ile mi jest to potrzebne i nie zamierzam gonąć za żadną inną sprawę tylko ewentualnie za swoją własną.No wiadomo że zaraz każden tu piszący gotowy jest udowodnić mi że właśnie jego interes jest moją sprawą.No to udowadniajcie a ja sobie rospatsze w moim małym rozumku co mi się opłaca a co nie.I niech się tak Marucha tak nie irytuje bo mie to jakoś nie wzrusza.Interes jest interes i nie mam zamiaru brać udział w grze w ciemno według poznańskiej pyry co to udaje gre w pokera z tym że on zna karty i licytuje.Takie zasady to niech sobie poznańska pyra wsadzi między nogi i wyobraża że to jest jego kochanka i ją zapładnia swoimi zboczonymi upodobaniami.

    To wiesz co, Zuziu? Jak cię obchodzi tylko twoja własna dupa, to nie masz tu czego szukać.
    Spadaj, prowokatorko.
    Admin

  37. Tralala said

    ad 18 Marucha
    napisal: „… 2. Bractwo nie zabiega o żadne “uznanie Watykanu”, bo nie jest mu ono właściwie do niczego potrzebne, lecz zabiega o to, aby w efekcie toczonych rozmów Watykan zrozumiał swe błędy. I dopiero wówczas można będzie mówić o innych sprawach, jak np. status kanoniczny Bractwa…..

    Wlasciwie nalezaloby napisac „Bractwo NIE ZABIEGALO, i jak Bog da ZABIEGAC NIE BEDZIE…”

    bo jak wynika z przed, w czasie i po Kapitule generalnej, to w czasie terazniejszym Bardzo Zabiega, aby byc UZNANYM – Jak mozna wywnioskowac z roznych wypowiedzi i wywiadow z bp Fellay’em z ostatniego polrocza. Moze to „parcie” na Rzym szefom Bractwa przejdzie.
    ………….
    Gdzie zniknal pan Wet3 ?

  38. Marucha said

    Re 37:
    Ma Pani rację w tym sensie, iż bp. Fellay wydaje się zabiegać o uznanie Watykanu, co jego zdaniem ułatwi dotarcie przez Bractwo do szerszych rzesz wiernych (a zdaniem prostego gajowego będzie początkiem pacyfikacji i modernizacji Bractwa).
    Jednak np. taki bp. Williamson jest zupełnie innego zdania i uważa, że nie uznanie przez Watykan jest najważniejsze, lecz dogmatyka.
    Bóg da, że będzie tak, jak do tej pory było, czyli prawda jest najważniejsza.

  39. Rysio said

    re 20. Rysio na blogu Gajowego – jest męczennikiem ekonomicznym.

    😉

    PS. No i wiem, że mam rację.

  40. Tralala said

    ad 38
    Bp Tissier de Malerais tez powiedzial w ciagu ostatniej swojej konferencji o zyciu abp Lefebvre’a, ze do przylaczenia nie dojdzie. Amen.

  41. dr TS said

    „I bez owczarków wilki bacę zjadły” (nie Krasicki).

  42. Moze krotko i na temat:
    ====================
    „Pewien kapłan opowiadał:

    „Gdy byłem w Niemczech w 1946 r., podszedł do mnie żołnierz, jak się później okazało – protestant i tak się do mnie zwrócił:
    – Mam do księdza prośbę, a raczej pytanie. Czy zechciałby mi ksiądz odpowiedzieć?
    – Z miłą chęcią – odrzekłem.
    – Czy wy katolicy wierzycie, że w tej małej Hostii jest Chrystus prawdziwie obecny, Ten Sam, który chodził kiedyś po ziemi?
    – Tak, oczywiście!
    – I wierzycie, ze podczas waszej Mszy św. zjawia się On na ołtarzu?
    – Naturalnie!
    –A czy wierzycie, ze w Komunii św. przychodzi do was Chrystus, którego uznajecie za prawdziwego Boga?
    – Ależ tak! – odpowiadam.

    – To kłamstwo Księże! Bo gdyby katolicy w to wierzyli, to czołgaliby się na kolanach od drzwi kościelnych aż do ołtarza, a jak oni się zachowują!”

    ==============================
    wyszukal i zapodal:
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  43. marta1 said

    ad 31
    Chrzestu, w razie nadzwyczjnych okolicznosciach, moze udzielic KAZDA osoba, nawet ateista

    Tak jest, pod warunkiem, że rzeczywiście ma intencję dokonania go – admin

  44. marta1 said

    ad 42 Ta powyzsza „anegdota” dobrze odzwierciedla podstawowy problem wiekszosci tzw. „katolikow”,
    czyli BRAK PRAWDZIWEJ WIARY. Kiedys zrobilam mala „sonde ” wsrod znajomych/niby katolikow, co sadza na temat diablow/demonow. Wiekszosc uznala je za cos w rodzaju baby jagi dla niegrzecznych dzieci.
    Poziom wiary i wiedzy o tej wierze jest gorzej niz zenujacy u wiekszosci.

  45. Inkwizytor said

    Kiedy wy maranki nauczycie się wreszcie pisać po polsku ? Co to jest „chrzestu” !!!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: