Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Listwa o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    wanderer o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    wanderer o XXI wiek. Więźniarkę zgwałciła…
    wanderer o Paradoks Pałacu Saskiego
    lewarek.pl o Traditionis Custodes
    Miet o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    wanderer o Traditionis Custodes
    wanderer o Traditionis Custodes
    Listwa o Wolne tematy (54 – …
    UZA o XXI wiek. Więźniarkę zgwałciła…
    lewarek.pl o Paradoks Pałacu Saskiego
    lewarek.pl o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    Listwa o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    Piskorz o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Cyfrowa rewolucja i o tym jak książki zostaną zakazane

Posted by Marucha w dniu 2012-10-01 (Poniedziałek)

The Digital Revolution & How Books Will Be Banned
http://wariscrime.com/new/the-digital-revolution-how-books-will-be-banned/
Autor: Jorge Gato, 25 IX 2012 r.; przekład: Ussus

Dwaj najbardziej proroczy pisarze XX w. to Georg Orwell i Aldous Huxley. Obaj zanalizowali aspekty obecnej okultystycznej dyktatury naukowej. Orwell był skonfundowanym radykałem, który krytykował faszyzm i komunizm. Huxley należał do elit; jego brat był głównym graczem eugenicznej machiny.

Rosyjski pisarz Jewgienij Zamjatin napisał powieść „My” w 1921 r. Była to pierwsza książka zakazana przez sowiecką cenzurę. Sądzę, że jest ona tak dobra jak „Rok 1984” i „Nowy wspaniały świat”.

Orwell przewidywał, że faszystowska globalna dyktatura zaprowadzi absolutną cenzurę poprzez proste niszczenie, porównywalne do palenia w Świętym Imperium Rzymskim i nazistowskich Niemczech. „Nowy porządek” uniemożliwi niezależne myślenie.

Huxley natomiast sądził, że ogólnie ludzie stoczą się intelektualnie i przestaną czytać książki, które są przecież pokarmem dla intelektu. Rozkochają się w seksualnych perwersjach, będą brali proszki zmieniające świadomość, co z kolei doprowadzi do upadku niezależnego myślenia.

Kto miał rację? Obydwaj! Ich przewidywania uzupełniają się nawzajem.

E-booki – wkraczają do szkół

Przepowiednie Huxleya to jak psychodeliczne latające kolorki. Rządowa i korporacyjna propaganda konsumpcyjna lat 70. XX w. poszła gładko; dziś galerie handlowe stały się świątyniami. Moralność jest podkopywana przez media (telewizję, film, internet); ostatecznie to kultura „popularna” kładzie na niej swoją łapę. Bardzo nieliczni lubią czytać. Wielu, dosłownie, nie jest w stanie tego robić, a to przez wyprane, przez telefony komórkowe i media społecznościowe, własne mózgi. W rzeczy samej, sowiecki dysydent Jurij Biezmienow przewidział proces tej moralnej degeneracji i społecznego upadku w 1984 r.

Orwellowskie metody pojawiają się w szkolnych klasach na całym świecie. W pewnej elitarnej szkole w Meksyku, uczniowie obserwują jak ich książki powoli fizycznie znikają. Niektóre będą dostępne przez kupno na Amazonie lub Apple iPads.

Na przekór wszelkim trendom cyfrowej mody, decydenci z ministerstw edukacji powinni zwrócić uwagę na elity z Doliny Krzemowej. Elity posyłają własne dzieci do szkół BEZ komputerów.

Używanie tradycyjnych książek jest stopniowo ograniczane. Nauczyciele są bombardowani reklamami e-booków. Namawia się ich do tworzenia własnych na użytek wewnątrzszkolny.

Cóż za problem, ktoś może zapytać?! Hmm… zwróć uwagę na mały przekręt Amazona z jego Kindle i „Rokiem 1984” Orwella. Amazon zdalnie usunął e-booka „Rok 1984” z czytników klientów wraz z literaturą Ayn Rand. To bardzo źle, że „Rok 1984” nie jest już czytany w szkołach.

Globalna „arystokracja celów” jest w stanie cenzurować rewolucyjną literaturę przez proste usuwanie jej z e-booków czytelników. Wraz z zanikiem książek drukowanych, jest to wielkie zagrożenie dla przyszłych pokoleń niezależnych myślicieli.

W skład międzynarodowej oligarchii wchodzi najprawdopodobniej jeden z dyrektorów Amazona Jeff Bezos, który uczestniczył w spotkaniu grupy Bilderberg w St. Moritz w Szwajcarii 2011 r. Dla niezorientowanych – Bilderberg jest elitarną grupą posiadającą ogromny wpływ na całym świecie, działająca dla własnych celów. Możesz znaleźć w internecie aktualne skany prywatnych notatek z ich spotkań, które ukazują ich zdradliwą działalność w kwestiach globalnych. Wtrącają się we wszystko – od utworzenia Unii Europejskiej i Unii Północno-Amerykańskiej, po szok 1973 r. z ropą naftową, który doprowadził do utworzenia dzisiejszej mitologii o tejże.

RFID – powszechny gaj

Niektóre szkoły w Meksyku wprowadziły legitymacje RFID dla uczniów i nauczycieli. Wprawdzie nie są tak zaawansowane jak gdzie indziej, ale jest to krok w tym samym kierunku. Nasze „uwierzytelnienia” RFID mają dwa cele prócz nadzoru i wtrącania się w naszą prywatność. Szkoły mają sprytną umowę z lokalnymi bankami; ID dubluje kartę kredytową, umożliwia w przyszłości dodanie groźnych funkcji do „przeklętych” przedmiotów.

Szkoły, jak ta w Meksyku, wykorzystują więcej zaawansowanych urządzeń, które umożliwiają śledzenie uczniów na bieżąco. To nie tylko niszczy prawo do prywatności, ale także korumpuje władze, daje dostęp przestępcom seksualnym i złodziejom do danych potencjalnych ofiar.

W Texasie pewna chrześcijańska rodzina pierwsza przeciwstawiła się tyranii. Rozpoznali słowa z Apokalipsy mówiące o tym, że nikt nie będzie w stanie „kupić ani sprzedać dopóki nie będzie miał znaku”. Rzeczywiście, bez urządzenia z RFID nie jesteś w stanie funkcjonować w pracy lab w środowisku edukacyjnym.

Jak możesz się chronić

Wszystkie te systemy podlegają centralnej władzy – globalnej międzynarodówce stojącej ponad suwerennością narodów. Możesz zrobić parę rzeczy, by choć trochę powstrzymywać tyranię:

1. Twórz własną bibliotekę i kupuj tak wiele drukowanych książek jak to tylko możliwe. Możesz robić to także z przyjaciółmi.

2. Rób kopie zapasowe elektronicznych książek na oddzielnych nośnikach danych i dyskach zewnętrznych.

3. Używaj toreb, okładek paszportowych, portfeli pokrytych aluminium np. takich firm jak ID Stronghold, by chronić własną prywatność i zabezpieczyć się przed kradzieżą pieniędzy i tożsamości.

4. Minimalizuj swoje ślady w sieci. Używaj alternatywnych, chociaż nieidealnych, serwisów mailowych jak np. Hushmail. Używaj Key Scramblera, by chronić swoje hasła i programów szyfrujących np. True Crypta. Usuń się ze stron People Search.

5. Używaj kabli do połączeń internetowych. Zabezpieczysz się przed szkodliwą dla zdrowia radiacją elektromagnetyczną i zwiększysz bezpieczeństwo danych.

Bez prawdy nie ma wolności

Najważniejsze to stanąć do walki z tyranią. Prędzej lub później będziesz musiał się z tym zmierzyć. Wiele instytucji traktuje własnych pracowników jak małe trybiki w ogromnej maszynie – zużywalne i łatwe do zastąpienia. To kolejny powód do poszukiwania alternatywnych źródeł dochodu oraz rozwoju własnych umiejętności i talentów. Historia świata – przeszła, teraźniejsza, przyszła – jest zapisana w Biblii, która mówi nam, że nadchodzi wielka tyrania. Także świeccy naszych czasów:

”Lecz w ogóle jego wybory i wola będą bardzo ograniczone przez fakt, że zostanie mu nadany numer. Numer ten będzie za nim podążał od narodzenia do śmierci – przez okres szkolny, służbę wojskową, inne służby publiczne, płacenie podatków, opiekę medyczną, aż po emeryturę i rachunek za pogrzeb. (Tragedy and Hope, s. 866)”

Patric McGoohan ukazał nam to w klasycznym „The Prisoner” [więzień] z 1967 r., gdzie stanął za godnością osobistą i stwierdził, że „nie będzie popychany, rządzony, znakowany, indeksowany, instruowany lub numerowany.” Nasze życie należy do nas.

Protestujący w Hong Kongu zapobiegli ostatnio jawnemu praniu mózgów w szkołach (w przeciwieństwie do subtelnego indoktrynowania, które już od dawna jest prowadzone). Oby nadal mieli tyle szczęścia. Gray State już tu jest. Nadchodzi coś strasznego.

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com

Komentarzy 20 do “Cyfrowa rewolucja i o tym jak książki zostaną zakazane”

  1. Greg said

    Myślę, że nie ma co robić tak wielkiej paniki. Nie zapominajmy o tym, że są Chińczycy i ooni też robią czytniki – właśnie ja taki mam. Mi do niczego mi jest potrzebny amazon, książki składuję w pdf-ach, w e-pub-ach które sobie samodzielnie utworzyłem itp. To co potrzeba, to ściągam z netu, przerabiam na pdf-a, albo inny format zgrywam na płytki i nie widzę problemu. Ponadto jak na razie nie ma tak zabezpieczonego formatu, którego nie dałoby się złamać.
    Ja osobiście widzę pozytywy z korzystania z takich czytników. Masz wszystko przy sobie (a dźwiganie książek zniechęca), nie jesteś skazany na jedną książkę, którą masz w danej chwili, jest to tanie, nie przeraża cię wizja, że nie będziesz miał gdzie tego pomieścić, można łatwo coś wyszukać, tworzyć notatki, tego nie zgubisz nie zniszczysz, nie składuje to kurzu itp.

    Natomiast oczywiście jestem zwolennikiem bojkotowania polityki amazona i ich czytników. Wszystkie inne urządzenia nie umożliwiają zdalnego usuwania zawartości. Wydaje mi się, że problem tkwi w niewiedzy i bezradności – może z tym trzeba by się było uporać.

  2. AlexSailor said

    Co za PIERDOŁY. Książka elektroniczna, to taka sama książka jak papierowa.
    Więcej.
    Można ją czytać jak papierową, posiada mechanizmy wyszukiwania, robienia notatek, mieści całą bibliotekę, umożliwia powiększenie tekstu.
    Książka wypalona na płycie jest nie do zmienienia, jest trwalsza (oczywiście płyty a nie atrapy), zajmuje mało miejsca.

    Książka elektroniczna i czytnik elektroniczny jest tak samo jak nóż. Można nim kroić chleb, można zabić.
    Zbrodnicza jest tylko głupota ludzka, np. płacenie kartami, tam gdzie można gotówką.

  3. Fran SA said

    Mnie troche martwi fakt, ze zamyka sie antykwariaty i niestety z pustego i Salomon nie naleje. Ksiazki elektroniczne skads trzeba zladowac i moga byc wygodne do czytania romansow albo calych artykulow. Ja lubie ‚grzebac’ w ksiazkach, czesto w kilku na raz. Niestety nie wszystko mozna sciagnac z Internetu poniewaz nie wszysko tam jest.
    A prywatnie, dla wlasnej uciechy, lubie porownywac informacje sprzed lat z obecnymi; wiele informacji z Internetu znika. Zaden czytnik elektroniczny mi w tym nie pomoze; zajelo by to wieki, zeby odnalezc podobne zrodla. W ogole dostep do informacji w komputerze jest czasochlonny i czesto ograniczony . W mojej pracy, ktora polega na researchu, komputer jest bardzo przydatny jako …dodatkowe narzedzie poszukiwan.
    Jest ogromnie duzo materialow, ktorych nie mozna znalezc w komputerze.
    A taka wikipedia czyli debilek nie moze sluzyc jako material zrodlowy, bo nie jest autoryzowana i kazdy moze sobie tam ‚podrasowac’ informacje.
    Ja wierze, ze kazdy ma prawo byc ‚staroswieckim’ i kazdy ma prawo wyboru. Lubie dotykac ksiazki i wertowac kartki.
    Byc moze, ze przyjdzie czas, ze te ksiazki elektroniczne beda rozdawane w domach starcow.

    A na razie ped do zle pojetej ‚nowoczesnosci’ i zachwyty nad gadzetami – troche martwia; ktos probuje na sile pozbawic nas pamieci i umiejetnosci pamietania.

  4. niereligijna said

    poczytacie sobie przy swiecy gdy wam prad wylacza te swoje elektroniczne ksiazki, a gdy bedzie wam zimno to kartki z elektronicznej ksiazki uzyjecie by ogien rozpalic,
    Elektroniczne ksiazki – kochane matoly to forma kontroli, beda wam dozowac i selekcjonowac co mozecie sobie poczytac i wiedziec.
    widze ze juz macie problemy z mysleniem jak na wolnego czlowieka przystalo.

  5. Marucha said

    Re 4:
    No, nie przesadzajmy.

    Książki elektroniczne mają wiele zalet.
    1. W małym pudełku można zmieścić sporą bibliotekę, szczególnie pożyteczne są różne słowniki, leksykony i encyklopedie.
    2. Przeszukiwanie książek elektronicznych jest bez porównania szybsze, niż drukowanych (proszę np. spróbować wyszukać w czytanej właśnie drukowanej książce wszystkie strony, gdzie występuje słowo „nieznany” lub „nieznana”. W czytniku elektronicznym to kwestia kilku, kilkunastu sekund).
    3. Słowniki mogą również zawierać nagrania poprawnej wymowy, encyklopedie – filmiki wideo ilustrujące jakieś pojęcie.

    Wady oczywiście też są: konieczność zasilania z baterii/zasilacza czy nierzadko mniej czytelne ekrany. No i oczywiście przyzwyczajenie do zapachu zadrukowanego papieru…

    Co do zdalnego usuwania książek z czytników czy tabletów: po prostu zablokować im dostęp do Internetu albo używać czytników w ogóle bez możliwości dostępu do sieci. Gromadzić książki w lokalnej pamięci.

    Co do selekcjonowania książek elektronicznych – to nie ma żadnych przeszkód, aby zaistniały wydawnictwa „drugiego obiegu”. Jest to nawet dużo łatwiejsze, niż w przypadku książek czy pism drukowanych. I taki drugi obieg istnieje, np. p. Jasiek z Toronto dysponuje dużą liczbą ebooków w różnych formatach i chętnie je rozsyła zainteresowanym za darmo.

  6. zerohero said

    Re 2, AlexSailor

    Racja z tym nożem, ale e-book w połączeniu z zamkniętymi formatami, patentami, pomysłami typu apple-store może się okazać łatwiejszy do kontroli. Format elektroniczny wcale nie jest taki trwały. Płyty są nietrwałe. Smarfony, czytniki etc. to szmelc którego czas życia jest z góry obliczany na 5, 10 lat. Ja mam dużo starych komórek w których padła bateria, a to oznaczało i padnięcie komórki. Teraz popularne są klucze USB. Pan nagra coś na takim kluczu, zobaczymy jak za 20 lat Pan będzie szukał interfejsu USB. Ja w każdym razie wyrzuciłem stare dyskietki 3.5” bo w domu już nie ma ani jednej stacji dysków.

    A poza tym e-book to była tylko część wpisu.

  7. Greg said

    Re 4: > a gdy bedzie wam zimno to kartki z elektronicznej ksiazki uzyjecie by ogien rozpalic
    – No faktycznie, przekonujące, może jednak wrócę do tradycyjnych książek… Dodam że książka może również uratować nas w ubikacji, a czytnik nie…

    Re 5:
    – właśnie tym punktem 3 przypomniał mi Pan o jednej ważnej zalecie – ja kupiłem sobie czytnika e-booków za 600 zł, który ma syntezer mowy ivony – czyli jeszcze jedna ważna zaleta – te książki potrafią czytać (jak mamy zmęczone oczy, za mało światła, albo jedziemy autobusem i mamy chorobę lokomocyjną). No dodam, że takie ebooki mogą też posłużyć za przeglądarkę internetową itp.
    Jeśli chodzi o zdalne usuwanie książek – jest na to prostsza metoda – kupujemy taki czytnik, który nie ma takiej funkcjonalności. Tak się składa że zdecydowana większość tego nie ma, niż ma – i po problemie.

    Re 6: właśnie dostrzegam potrzebę, aby walczyć z takimi wynalazkami typu system apple, system microsoft windows phone itp. Google android jest w miarę ok – świadomy użytkownik ma 100 razy większą kontrolę niż użytkownicy powyższych systemów. I mam nadzieję, że w tym kierunku będą szły nasze konsumenckie upodobania.

    Jeśli chodzi o płytki – to nie widzę problemu. Niedawno zgrałem zawartość z płytki nagranej 11 lat temu, która wówczas uchodziła za najgorszą i najtańszą. Co jakiś czas można zebrać materiały z kilku płytek i nagrać nową na większym nośniku. Też za zwyczaj nie ma potrzeby, aby te dane składować dłużej, niż kilkadziesiąt lat. Nie wspominając o tym, że popularne materiały to będzie można również przegrać sobie od znajomych. Tak czy siak, zalecam archiwizować wszystkie swoje dane w dwóch egzemplarzach.

    Natomiast wadą tych czytników jest jeszcze jedna rzecz – nie można sobie szybko przeskakiwać do dowolnego miejsca, nie można szybko przekartkowywać itp. Ale wydaje mi się, że to kwestia oprogramowania. Szkoda, że cwaniaczki celowo opóźniają postęp technologiczny (aby zalać starą technologią rynek i wtedy wypuścić nową). Już dawno w testach są ekrany kolorowe, elastyczne i szybko działające. Niestety najpierw będą wchodziły kolorki (już są, ale cena przeraża), za 5 lat elastyczność, a za następne 5 lat będzie to działało już tak szybko jak tablety.

    To jest tylko kwestia oprogramowania.
    Dobre czytniki (czy programy na smartphony i tablety) dają możliwość skoczenia na dowolną stronę, albo np. do około 3/4 książki.
    Właściwie biało-czarnego czytnika nie ma co kupować. Lepszy jest tablet + programy, jakie się ściąga za darmo lub za parę złotych.
    Admin

  8. greg said

    Re 7 (do admina)
    Nie wiem, czy używałeś tego, bo ja na co dzień. Widziałem taki jeden czytnik, który był bardzo szybki i faktycznie potrafił przewijać szybko strony.

    Jeśli chodzi o tablety, to niestety nie jest to samo.
    1. Tablety świecą, migają, męczą wzrok, a z czytników czyta się jak z papieru – nic nie miga, nic nie świeci, nie ma tych refleksów itp.
    2. Z czytników można czytać w pełnym słońcu jak z kartki papieru, a z tabletu nie ma szans
    3. Bateria w tablecie starcza najwyżej na kilka godzin, a w czytniku na cały miesiąc.ciągłego używania

    Oczywiście to są zalety czytników w porównaniu do tabletów. Wiadomo – mają też wady:
    1. Z tableta można czytać po ciemku, z czytnika nie ma szans.
    2. Nieporównywalnie lepsza wygoda w użytkowaniu – strony można błyskawicznie przewijać, powiększać itp
    3. Nieograniczone możliwości w instalowaniu przeróżnych aplikacji, funkcjonalności, wygoda w korzystaniu z netu, możliwość oglądania filmów itp.

    Więc jak ktoś dużo poświęca na przeglądanie internetu, oglądanie filmów, lubi uniwersalność – to tablet. Jak ktoś godzinami czyta, czyta i czyta, to dla niego przede wszystkim czytnik.

  9. Marucha said

    Re 8:
    Owszem, używam i czytników, i tabletów i smartphonów.
    Nie trzeba mnie przekonywać, iż istnieją szybkie czytniki, bo sam o tym napisałem

    Jeśli chodzi o te tablety, co „świecą, migają i męczą wzrok” to zupełnie nie rozumiem, o co chodzi. Może to jakieś reklamy, dołączane do darmowych programów? Ja normalnie sobie przeglądam strony…

    Co do baterii – to owszem, zgoda, tablety zużywają dużo więcej prądu ze względu na większą funkcjonalność. Czytelność tabletów w świetle jest też (na razie) gorsza, a to ze względu na różne wymogi stawiane ekranom.

  10. greg said

    chodzi o coś innego. Tablety generują światło (miganie ekranu – odświeżanie jak w telewizorze – kilkanaście albo kilkadziesiąt razy na sec, więc tego normalnie nie widzimy, bo nasze oko zatrzymuje obraz na ok. 1/10 sec). Natomiast czytniki odbijają światło. Tam prąd przez ekran przepływa tylko wówczas, kiedy zmienia się jej zawartość. Po jej zmianie prąd już nie płynie – poszczególne pixele ulegają przepolaryzowaniu i na ich powierzchni pojawia (albo ukrywa) się pewna substancja odbijająca (lub pochłaniająca) światło. To właśnie nieustanne świecenie tych ekranów i działanie tej elektroniki odświeżającej tę zawartość, działanie aplikacji w tle itp (w tabletach) powoduje największe zużycie energii. W czytnikach to tak jak wspomniałem – prąd jest pobierany w zasadzie tylko podczas zmiany zawartości strony.

    Ok, capisco – admin

  11. E-zbuk said

    Wielkie szkody powoduja tzw. media socjalne. Sa one tez kopalnia informacji osobistych. Ile kosztowaloby i ile zabralo czasu bezpiece zebranie zdjec i informacji osobistych? A tu matoly sami publikuja zdjecia, prywatne informacje i listy kontaktow.

    #2
    Problemem jest kontrola – w tym wypadku wydawnictw i kolportazu e-books. W Kanadzie, po przejeciu wielu ksiegarni zydostwo kazalo wycofac ze sprzedazy Mein Kampf.

    #3
    Ma Pani racje, ale matolom tego Pani nie wytlumaczy.
    Ebooks i czytniki reklamuje Telavizja i to jest trynd i postep. Matol musi byc postepowy i o tym swiadczy pokazywanie elektronicznej zabawki : -)))

    #7
    “Jeśli chodzi o zdalne usuwanie książek – jest na to prostsza metoda – kupujemy taki czytnik, który nie ma takiej funkcjonalności. Tak się składa że zdecydowana większość tego nie ma, niż ma – i po problemie.”

    Czy o wirusach Greg slyszal? Nie mal go Greg jeszcze przemyconego w e-book? Spokojnie to tylko kwestia czasu – i „po problemie”.

    “właśnie dostrzegam potrzebę, aby walczyć z takimi wynalazkami typu system apple, system microsoft windows phone itp. Google android jest w miarę ok – świadomy użytkownik ma 100 razy większą kontrolę niż użytkownicy powyższych systemów. I mam nadzieję, że w tym kierunku będą szły nasze konsumenckie upodobania.”

    Google, najwieksza firma zbierajaca, czesto nielegalnie, osobiste i inne dane “jest w miare OK”. To chyba zart choc kiepski.
    A jesli Greg swym bystrym okiem „dostrzegl potrzebe”……to czyj operacyjny system bedzie uzywal?

  12. sw. Mikołaj said

    Co za stek bzdur na temat „czytników”…
    Jakie „czytniki”?! Czytnik (reader) to urządzenie do czytania kart pamięci i z książkami elektronicznymi nie ma nic wspólnego (chociaż one też czytają karty pamięci). Jak już to ebook reader…Tablety również nic z nimi wspólnego nie mają.
    Książki elektroniczne wcale nie odbijają światła, chyba że mają ekran dotykowy (touch screen) który tworzy dodatkową warstwę. Można przeskakiwać ze strony na stronę i w dowolne miejsca. Znalezienie czegokolwiek trwa sekundy!
    Moj ebook (mam ich kilka) odtwarza formaty ksiażkowe, txt, rtf, doc, pdf (praktycznie wszystkie pliki tekstowe) plus jpg i mp3. Nawet tekst ze skanera po konwersji przez OCR można odczytać na ebook.
    Amazon nie używa internetu, jest jedyny który ma swoją własną sieć tzw. Whispernet – wlączam ją tylko jak kupuję książkę, więc w jaki sposób mogą mnie kontrolować? Inne ebooki wykorzystują bezprzewodowe połączenie lub USB komputera podłączonego do sieci by ściągnąć ksiażki, więc znowu – o jakiej kontroli mówimy jeżeli wyciągniemy kabelek? Coś się komuś popieprzyło?…
    Z ebooka nie można czytać po ciemku? Oczywiście, że można – np. Sony PRS-700 ma wbudowane dwustopniowe oświetlenie ekranu.
    Elektroniczna książka to bez wątpienia najlepszy wynalazek ubiegłego 10-lecia. Tysiące ksiażek w jednym miejscu, dostępne w każdej chwili…

    Co do głównego artykułu to hmm… Amazon sprzedaje 24 różne edycje książki „1984” na jego Kindle ebook!

  13. Marucha said

    Re 12:
    Chyba otwiera Pan drzwi do lasu… gdzie ten stek bzdur?

    Czy ktoś tu mylił czytniki książek elektronicznych (e-book readers) z samymi książkami elektronicznymi, które są plikami danych mogącymi być odczytywanymi na czytnikach, smartphonach, tabletach lub komputerach?

    Owszem, czytnik Kindle Amazona używa własnej bezprzewodowej sieci Whispernet opartej na technice 3G, a więc wykorzystuje sieć telefonii komórkowej – ale oprócz tego może używać normalnego Internetu WiFi. Sieć ta jest używana m.in. do ładowania książek, zapisywania zakładek, synchronizacji itd.

    Co do odłączania urządzenia od sieci – to też o tym pisaliśmy. Niestety, większość użytkowników nie bardzo ma o tym pojęcie, dlatego też było możliwe usunięcie ich książek z czytnika.

  14. Greg said

    Re 11 (E-zbuk)
    oooo, specjalistę mamy na forum…

    > Czy o wirusach Greg slyszal? Nie mal go Greg jeszcze przemyconego w e-book? Spokojnie to tylko kwestia czasu – i “po problemie”.

    – A ja się spytam inaczej… Nie czy słyszał pan o wirusach, tylko czy wie pan cokolwiek o wirusach? Śmiem twierdzić, że niewiele.

    1. Wirusy działają najprężniej w systemach najbardziej spopularyzowanych (np. MS Windows), oraz żerują na fakcie, że komputery są stale podłączone do internetu (dzięki czemu np. same mogą się wysyłać przez maila). Moc rażenia takiego oprogramowania zależy przede wszystkim od tego, jak szybko zdoła się rozprzestrzenić, zanim powstanie na niego stosowna szczepionka. Właśnie wirusy opłaca się robić nie pod linuxa, tylko pod windowsa. Dla kilku użytkowników nie robi się takiego oprogramowania – szkoda czasu.
    2. Jak już powstaną szczepionki na wirusa, to już praktycznie po nim. Osłona antywirusowa jest na skrzynkach pocztowych (gmail, wp.pl, itp), przed tym ostrzegają przeglądarki internetowe (stopbadware), oraz wyszukiwarka google. Oczywiście bywają infekcje, ale to są tak rzadkie o odosobnione przypadki, że nie warto sobie tym w ogóle głowy zawracać.
    3. tak samo jest np. z android market. Taki soft zostaje od razu zdjęty z marketu, a dodatkowo zablokowane konto tego, kto to wsadził.
    4. Wirusy najczęściej są w zawartości, która jest przeznaczona na bezmyślnej masy. Nikt ci nie wsadzi wirusa do oryginału greckiego Nowego Testamentu, tylko przeważnie do jakiejś pornografii – to jest brane bardziej masowo i jest przeznaczone dla ludzi, którzy myślą wyłącznie swoim fiutkiem.

    A jak to wygląda z czytnikami – tych modeli jest chyba z kilkadziesiąt, każde urządzenie ma inne oprogramowanie (jak wirus ma łamać system poprzez jego dziury, to musi być osobny wirus na każde urządzenie, a żeby wykryć dziurę w oprogramowaniu – to na prawdę ciężka robota). Oprócz tego wiele z tych modeli ma różne wersje tego oprogramowania. Dodatkowo te urządzenia nie są na stale podłączone do sieci. Więc nawet jak na kilkadziesiąt milionów urządzeń zostanie zarażonych kilkaset (po tym czasie to oprogramowanie zostanie zidentyfikowane i zablokowane), to uważam, że bardziej powinniśmy bać się wychodzić z domu, niż wirusów na czytniki e-booków. Zapewniam, że crakerzy swoją aktywność zaangażują do tworzenia wirusów na inne platformy i urządzenia.

    > Google, najwieksza firma zbierajaca, czesto nielegalnie, osobiste i inne dane “jest w miare OK”. To chyba zart choc kiepski.
    – Zbiera każdy, ale tak jak wspomniałem – świadomy użytkownik jest w stanie przynajmniej dać sobie z tym radę. Moich danych nie zbiera, bo ja potrafię czyścić ich cookiesy po każdej sesji. W swoim androidzie mogłem sobie w łatwy sposób włączać/wyłączać transmisję danych, gps-a itp. Np. w windows phone nie masz na to wpływu, kiedy ten gps się włączy, a kiedy wyłączy. W androidzie można instalować z zewnątrz aplikacje, a jak chce się zainstalować jakiś dokument na komórkę, to nie musi przechodzić przez skydrive, ani żadną inną chmurę, tylko można wgrać bezpośrednio z komputera. A jak ktoś jest głupi i wysyła kontakty na serwer google (często podłączając jeszcze do tego zdjęcia, to już nic się nie poradzi – można tylko uświadamiać, żeby tego nie robili). Widzę, że strasznie z pana wykształcuny człowiek… Szkoda gadać.

  15. sw. Mikołaj said

    re 13

    Te bzdury to np.:

    – ebook to forma kontroli
    – nie można przeskakiwaćdo dowolnego miejsca
    – odbija światło
    – nie można czytać po ciemku

    Plik to jest plik i zostanie zawsze plikem czyli opakowanymi bitami. Pod terminem ksiażka elektroniczna rozumiem plik plus hardware czy nawet sam hardware. Żaden tam Adobe Digital czy inny soft, który udaje książkę na komputerowym ekranie, więc może to ja mylę i dlatego się nie rozumiemy. No i podarujmy sobie wszelkie opcje Mobi, bo kto chce czytać tekst inny niż sms na telefonie czy tablecie – to nie ta jakość nawet przy doskonałej rozdzielczości.

    Amazon nie może wymazywać zawartości Kindle. Może zablokować dostęp do zawartości tylko wtedy jeżeli Kindle jest używany niezgodnie z licencją tzn. inaczej niż do prywatnego użytku czy w przypadku przeróbek softwaru i hardwaru. A wymazywanie książek jak „1984” o których kupno wręcz się prosi (inaczej nie reklamował by ich) nie mieści się w głowie.

    Dla wszystkowiedzących i we wszystko wierzących tumanów ciekawostka: Mein Kampf – elektroniczną wersję czy papierową też można kupić w Amazonie!

  16. Fran SA said

    Wlasnie pokazali interview z Arnoldem Schwarzernegerem w TV. Byly gubernator Kalifornii napisal ksiazke-autobiografie.
    Zastanawiam sie, czemu jej nie napisal na e-book; i czy tak samo sie pisze ksiazki na elektronicznych gadzetach jak i czyta?.

  17. Marucha said

    Re 15:
    1. Ebook (a raczej czytnik ebooków z odpowiednim oprogramowaniem i dostępem do sieci) może być formą kontroli. Niektórzy się zabezpieczą, inni nie.
    2. Oczywiście można.
    3. Zależy od typu ekranu. Nowoczesne czytniki nie mają tego problemu.
    4. Zależy od typu ekranu. Nowoczesne czytniki nie mają tego problemu.
    5. Książka elektroniczna, czyli ebook, to plik danych w odpowiednim formacie (jest ich wiele). Książkę elektroniczną można odczytywać na specjalnym czytniku (np. Kindle), na smartphonie, tablecie lub komputerze (co jest mniej wygodne). Pana definicja jest błędna i nie zgadza się z powszechnym rozumieniem tego pojęcia.
    6. Smartphone o rozdzielczości ekranu 800×600 albo 1280×800 (jak np. Galaxy Note) bardzo dobrze nadaje się do czytania ebooków. Wiem sam po sobie. Dokładnie to samo dotyczy tabletów. Też wiem sam po sobie. Pan ma chyba na myśli telefony z małym ekranem.
    7. Owszem, Amazon wymazał „1984” z czytników Kindle:
    http://www.theregister.co.uk/2009/07/18/amazon_removes_1984_from_kindle/
    Nie chodziło, nawiasem mówiąc, o niepoprawność polityczną książki, lecz o (mimowolne?) pogwałcenie praw autorskich.
    Cytat:
    „These books were added to our catalog using our self-service platform by a third-party who did not have the rights to the books,” an Amazon spokesman tells us. „When we were notified of this by the rights holder, we removed the illegal copies from our systems and from customers’ devices, and refunded customers.”

    Załączam pomniejszone zrzuty ekranu z tabletu Samsung Galaxy Tab 7.7 o rozdzielczości 1280×800.

  18. Od prawie 20 lat mam zapisane na plycie CD ponad 80 ksiazek i w dalszym ciagu moge je odtworzyc na kazdym komputerze, a jednoczesnie posiadam ok. 250 ksiazek w wersji elektronicznej i bez zadnego problemu mozna te ksiazki „przerzucac” w dowolny format i na dowolny czytnik.
    Nie wiem skad obawy o komputery czy doplyw pradu do urzadzen. Komputer moze byc zasilany nawet ze slonecznej baterii lub z dowolnego akumulatora samochodowego…
    No tak, ale zaraz pojawia sie wypowiedzi typu: „..a jak benzyny czy ropy zabraknie?…” (no to bedzie silnik na wodor – ktory dawno zostal stworzony tj. paliwo jako wodor do silnikow spalinowych)…
    „A jak wymysli ktos komputer o zupelnie innym formacie i nie bedzie mozna odtworzyc zapisanych tresci w wersji elektronicznej…”…itp., pesymistow „wypociny” czy dyrdymaly na ten temat…
    W 1992 roku postanowilem przepisywac ksiazki (recznie) na format doc i txt (MS-Word i Text) by w jednej chwili czytalo lub przegladalo jak najwiecej ilosc odbiorcow, gdzie w tym samym czasie moi znajomi stwierdzali ze jestem „oszolomem” czy „wariatem” przepisujac ksiazki (ciekawe ksiazki) nie posiadajac skanera czy edytora tekstu… Coz, jak widac nie tylko dzisiaj ksiazki sa dostepne w wersji elektronicznej, ale i stroony internetowe (witryny) ktore reklamuja ksiazki w wersji elektronicznej za drobna oplata uiszczana rowniez przy pomocy elektronicznego „payPal’a…”…
    Osobiscie, zyczylbym sobie, aby rewolucja odbywala sie rowniez w umyslach, a nie tylko w elektronice…

    ==========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  19. Greg said

    Re 13:
    Prawie pan masz rację 🙂 A jak to z każdym „prawie”…

    > bzdura 1: ebook to forma kontroli

    – nie jest to zupełnie taka bzdura. Amazon potrafi powiedzieć o użytkownikach, jaki jest ich poziom intelektualny, czym się interesują, jak chłoną itp. Niby nic wielkiego… ale… zwróć uwagę, że robi się pewne poczynania, aby ta kontrola była jeszcze większa. I ja zauważyłem to szczególnie na przykładzie microsoftu. Sworzyli swój system operacyjny na komórki Windows Phone. Miałem to w ręku – to co mnie zdziwiło, to za pomocą dostępnego oprogramowania można było przegrać z komputera jedynie: filmy, muzykę, podcasty i zdjęcia. Jak ktoś chciał sobie wgrać jakieś dokumenty, to mógł to zrobić jedynie przez chmurę (wysyłasz na serwer z komputera i komórką ściągasz to z tego serwera). Zapewniam, że żaden człowiek do tych naszych plików nie zajrzy, ale za to mają odpowiednie roboty, które powsadzają te dane w odpowiednich tabelkach – w jednej z tych kolumn będzie nasz identyfikator. A tak się składa, że kto ma kasę i/lub ogromny zasób informacji, ten ma władzę – ogromną władzę.

    > bzdura 2: nie można przeskakiwaćdo dowolnego miejsca
    – nie zrozumiałeś. Ja nie mówiłem, że nie można, tylko mówiłem, że na dzień dzisiejszy w e-bookach jest to bardzo niewygodne i czasochłonne. To zasadnicza różnica.

    > bzdura 3: odbija światło
    – Nie wiem o co chodzi. Czy o refleksy, czy o sposób działania czytnika. Czytniki e-booków nie świecą, tylko zmieniają poziomy szarości ekranu – kolor biały odbija światło (tak jak biała kartka papieru), kolor czarny pochłania światło. Zwykła fizyka, prosta sprawa. A refleksy to coś innego – tak więc nie wiem, o co chodzi.

    > bzdura 4: nie można czytać po ciemku
    – przepraszam, można – z latarką (mowa o czytniku).

    Co do reszty to nie wiem, miałem kilka mies. kindla, popsuł mi się, kupiłem inny czytnik. Nie wiem, czy miał takie funkcjonalności, czy nie, więc nie będę się wypowiadał.

  20. sw. Mikołaj said

    re 17

    Pana terminologia jest jak najbardziej poprawna, ja o tym wiem, jednak zawsze kiedy biorę do ręki mój Kindle mam nieodparte wrażenie, że trzymam książkę (którego nie mam jak używam tablet czy laptop) a nie jakiś „czytnik” w dodatku bez przymiotnika. To jest za ogólne określenie…

    Jeżeli chodzi o inne urządzenia do czytania to owszem one się nadają (kiedyś czytałem gazetę na Blackberry) ale do jakości e-inku jest im daleko. To jest po prostu inny komfort czytania właściwie nie do odróżmienia od drukowanych oryginałów i też o tym coś wiem, bo używam wszystko, zależnie od okoliczności – tablet Samsung Galaxy również.

    Co do Amazonu i „1984” było to wyraźne działanie niezgodne z umową, ale nawet w takim przypadku gdyby gość nie włączył whispernetu (a jak sam powiedział – włączył) nic by się nie działo. Z ową szkołą mogło być coś podobnego lub 100 innych powodów, które sprowokowały akcję Amazonu – jeżeli coś takiego w ogóle miało miejsce.

Sorry, the comment form is closed at this time.