Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    MatkaPolka o Traditionis Custodes
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    Sebastian o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    Sebastian o Wolne tematy (53 – …
    plausi o Klęska ministra Niedzielskiego…
    plausi o Klęska ministra Niedzielskiego…
    lewarek.pl o Wolne tematy (53 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Naprzód z Bożych, potem z ludzkich względów

Posted by Marucha w dniu 2012-10-02 (Wtorek)

Może to budzić w pierwszym odruchu zdziwienie i sprzeciw, niemniej jeśli podejdziemy do kwestii bez gniewu i uprzedzenia, to będziemy musieli się zgodzić, iż patriotyzm sam w sobie, „nieprześwietlony” niczym, co by go transcendowało – to znaczy wznosiło wyżej niż sprawy ziemskie – jest wprawdzie cnotą, ale cnotą „pogańską”.

Miłość ojczyzny, całkowite oddanie sprawom publicznym własnej polis czy civitas, zdolność do poświęcenia dla niej wszystkiego, nawet życia („słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę”), to najwyższy poziom etyczności, do jakiego była w stanie wznieść się myśl i praktyka (logos i ethos) tych narodów starożytnych, które – jak Grecy i Rzymianie – też wprawdzie pogrążone były w mrokach pogaństwa i nie doznały Objawienia, lecz wybitna zdolność odczytywania nakazów prawa naturalnego w pierwszym wypadku, a surowy etos republikański w drugim wypadku, pozwoliły im tę właśnie cnotę uprawiać czynnie w sposób niedostępny dla żyjących pod jarzmem despotyzmu ludów orientalnych.

Ubóstwo antycznych wyobrażeń o zaświatach (zresztą hebrajskiego Szeolu też), nawet ich zwyczajna „nieatrakcyjność” – homeryccy herosi, znający przecież jedynie militarną arete, po prostu nudzą się w Elizjum – sprawiały, że jedyną prawdziwą nagrodą za życie cnotliwe, w służbie ojczyzny, była nadal ziemska, lecz pośmiertna sława, albo jeszcze lepiej – chwała, życie w pamięci wdzięcznych rodaków i współobywateli. Nawet szczytem klasycznej filozofii politycznej (Arystoteles) jest przecież uznanie, że bycie dobrym obywatelem stanowi obiektywną miarę bycia człowiekiem dojrzałym (spoudaios), tzn. aktualizującym pełnię potencji człowieczeństwa.

Z kolei patriotyzm rzymski identyfikował się wprawdzie całkowicie z „narodową” religią, był najwyższym przejawem religijnej czci i zbożności (pietas), a w swojej najbardziej wzniosłej postaci przejawiał się nawet jako mistyczny rytuał „dewocji” (devotio), poprzez który wódz (magistratus cum imperio) rozpętywał celowo tajemnicze siły natury po to, aby z własnej woli nie wyjść żywym z bitwy, poświęcając tym samym swoje życie dla ocalenia republiki; lecz przecież wciąż była to jedynie ziemska „religia obywatelska”, theologia civilis, którą ostatecznie bardzo surowo osądził św. Augustyn, pisząc, iż nie należy się po niej spodziewać życia wiecznego (De civ. Dei, VI, 12).

Chrześcijaństwo zmienia radykalnie ten sposób pojmowania rzeczy – jak zresztą wszystko inne. Nie znaczy to, iżby powinności patriotyczne i obywatelskie (i jakiekolwiek inne) należało odrzucić – tego rodzaju (błędne) wnioski wyciągali zawsze jedynie chiliastycznie nastawieni sekciarze. Jednakowoż, zmusza ono do zasadniczego przewartościowania wszystkich aspektów ludzkiej egzystencji doczesnej z punktu widzenia nadrzędnej perspektywy eschatologicznej. W świetle zatem chrześcijańskiego eschatonu i nadziei na zbawienie wieczne, każdy doczesny cel (telos), nawet tak szlachetny i wzniosły, jak służba ojczyźnie, musi zostać w pewien sposób zrelatywizowany. Jest w tym nawet pewien tajemniczy paradoks, albowiem jeśli realizowanie jakiegokolwiek historycznego telos, znaczy tyle, co „odraczanie końca, powstrzymywanie upadku” (Robert Spaemann, Ten, który powstrzymuje – i ostatni bój, [w:] Koniec tysiąclecia, Kraków 1999, s. 67), to należy zdać sobie sprawę, że owo odraczanie jest tylko „do czasu”. Każdy patriota pragnie – co oczywiste – „odroczyć koniec” i „powstrzymać upadek” swojej ojczyzny, jednak w perspektywie eschatologicznej żadna ojczyzna nie zdoła oprzeć się rozpadowi. Nie wiemy jednak, i nawet nie powinniśmy próbować tego dociekać, jaka przestrzeń czasu została nam podarowana jako „odroczenie”, co właśnie jest podstawą do nieustawania w wytrwałej realizacji patriotycznego telos.

Reasumując: egzystencja chrześcijanina w świecie doczesnym naznaczona jest (jak to z niezrównaną subtelnością i głębią wyjaśniał zwłaszcza św. Augustyn) pewnego rodzaju dualizmem: żyje on wprawdzie zawsze w jakiejś civitas terrrena (ojczyźnie ziemskiej), wypełniając sumiennie wszystkie obowiązki obywatelskie, ale jak pielgrzym (peregrinus), zdążający do wiecznej i niezniszczalnej ojczyzny w Niebie, do Królestwa Bożego (civitas Dei), którego przedsionkiem i przewodnikiem na ziemi jest pielgrzymujący i walczący Kościół (Ecclesia militans). Nie ma zaś innej drogi do zharmonizowania owych dwóch ojczyzn i pogodzenia patriotycznego telos z chrześcijańskim eschaton, jak przesycenie ojczyzny ziemskiej pierwiastkami duchowości, darami nadprzyrodzoności, czyli czynienie owej ojczyzny doczesnej civitas terrena spiritualisata; jedynie taka ojczyzna będzie „państwem szczęśliwym” (imperium felix).

Nie jest jednak przypadkiem, że ta nowa, chrześcijańska wizja cnót naturalnych, na czele z cnotą patriotyzmu, została frontalnie i gwałtownie zaatakowana, od kiedy tylko – u progu tzw. nowożytności – ów wielki zamysł wznoszenia fundamentów Królestwa Bożego w „uduchowionych” civitates terrenas zaczął się dramatycznie kruszyć. Atak przypuścili reprezentanci tzw. neorepublikanizmu nowożytnego, najpierw – jak Niccolò Machiavelli – zamyślający o wskrzeszeniu rzymskiej „religii patriotycznej” lub czegoś ją przypominającego, później – jak Jean-Jacques Rousseau – wymyślający od podstaw nową, laicką „religię obywatelską”. Sednem antychrystianizmu „neorepublikanów” było obwinienie chrześcijaństwa o promowanie cnót (jak pokora czy miłosierdzie) co najmniej nieprzydatnych, a najczęściej wręcz szkodliwych dla republiki, a – w konsekwencji – oskarżenie chrześcijan o to, że są nieuchronnie złymi obywatelami, obojętnymi na doczesną pomyślność republiki, właśnie dlatego, że swoją prawdziwą ojczyznę mają w Niebie, a po tej ziemskiej jedynie się obojętnie „przechadzają”.

Zarzuty „neorepublikanów” były oczywiście nieprawdziwe, gdyż bez trudu można je sfalsyfikować nie tylko teoretycznie, ale i na gruncie doświadczenia historycznego. Niepodobna przecież wskazać ani jednego patriotyzmu żadnego ze współczesnych narodów europejskich, który by nie uformował się już w epoce średniowiecznej Christianitas i pod dobroczynnym wpływem religii Chrystusowej: gesta Dei per Francos, pojęcie hispanidad jako rekonkwisty i misyjnej konkwisty Nowego Świata, Polska jako antemurale christianitatis – to tylko niektóre przykłady wykształcenia się patriotyzmu, i to od razu podniesionego do potęgi transcendentnej.

Niestety, neopogańskie lub zupełnie już zsekularyzowane idee niezwykle egzaltowanego, lecz u podstaw zdefektowanego patriotyzmu, wsparte pierwszym – plebejskim i rewolucyjnym – nacjonalizmem, zaczęły szerzyć się jak niszczący pożar po Europie i świecie. Francuscy jakobini też przecież nazywali się patriotami, a do oskarżenia i zamordowania królowej Marii Antoniny wystarczył im ten powód, iż była ona „Austriaczką” (tak jakby wszystkie poprzednie królowe nie były też „Austriaczkami”, „Włoszkami”, „Hiszpankami”, a jedna nawet Polką, i nikomu to nie przeszkadzało). To włoscy patrioci Risorgimenta „święcili noże” przeciwko „hydrze” papiestwa, a smutną pamiątką ich patriotycznego bałwochwalstwa (idolatrii) jest koszmarny „Ołtarz Ojczyzny” (Altare della Patria) w samym sercu Rzymu.

Przykro to pisać, lecz trzeba przyznać, że tego rodzaju patriotyzm – bezbożny lub próbujący zinstrumentalizować wiarę ludu, sprzymierzający się także z ogólnoeuropejską rewolucją – zdominował również polskie działania niepodległościowe w dobie rozbiorowej i porozbiorowej, aż po bliższe nam czasy. Wystarczy tu przypomnieć ateistę Edwarda Dembowskiego, który z cyniczną premedytacją urządzał procesję religijną, z krzyżami i feretronami, by porwać galicyjskich chłopów do rewolucji komunistycznej, retorycznie ozdobionej hasłami patriotycznymi, czy agitatorów PPS rozdających robotnikom święte obrazki wraz z broszurkami wywrotowymi podczas rewolucji 1905 roku, wreszcie posługiwanie się ruchem Solidarności przez tzw. lewicę laicką i nie tylko.

Taki patriotyzm jest całkowitą aberracją i w rzeczywistości pomniejsza raczej i poniża Polskę, aniżeli ją wywyższa. Zapoznaje on tę kardynalną prawdę, o której w jednym ze swoich kazań mówił ks. Hieronim Kajsiewicz CR (1812-1873), iż „religia katolicka, bracia moi, była i jest podstawą całego życia umysłowego, moralnego i historycznego Polski”, jeśli zatem – jak dopowiadał inny z Ojców Zmartwychwstańców, ks. Piotr Semenenko CR (1814-1886) – nie będziemy narodem katolickim „doprawdy, a czynnie, stanowczo i wyłącznie” to „nie będziemy wcale narodem” (Wyższy pogląd na historię Polski. Myśl Boża w jej dziejach, Kraków 1892, s. 101). Sens tego pouczenia nie do końca był rozumiany nawet przez tych, którzy szczerze łączyli uczucia narodowe z religijnymi wyrażając to znaną formułą „Polak – katolik”. W rzeczywistości – jak zauważał integralny konserwatysta katolicki, Hieronim hr. Tarnowski (1884-1945) – powinno się mówić i myśleć odwrotnie, tj. „katolik – Polak”, bo dopiero ta formuła wyraża właściwy porządek rzeczy, cnót i powinności. „Niekoronowany król Polski” na wychodźstwie, Adam Jerzy ks. Czartoryski (1770-1861) mawiał, że nie katolicyzm powinien pochodzić z miłości ojczyzny, lecz patriotyzm z miłości Boga – i to jest właśnie najbardziej ścisłe i adekwatne ujęcie relacji pomiędzy religią a patriotyzmem, najlepiej uzasadnione przez św. Tomasza z Akwinu, który miłość ojczyzny wyprowadził z IV przykazania.

W słynnym Kazaniu o trojakim życiu i trojakim patriotyzmie. Z powodu zdawkowego zarzutu, że katolik nie może być patriotą ks. Kajsiewicz wyróżnił trzy patriotyzmy: instynktowny, „rzewny i tęskny, choć ciemny” – znamienny dla ludów młodych (i, dodajmy: ludzi niedojrzałych); umysłowy albo rozumowy – będący miłością do historii i moralności swojego narodu, silny i namiętny, ale skrzywiony „samolubnym indywidualizmem”; wreszcie Boży – czyli miłość ojczyzny w Bogu i dla Boga: taka miłość „u szczytu swego zlewa się z czysto już duchową miłością matki naszej Kościoła, a następnie z samą miłością niebieskiego jej Oblubieńca, Głowy i Pana” (cyt. za: H. Kajsiewicz, O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, Kraków 2009, s. 60).

Dopiero zatem ten trzeci jest patriotyzmem kompletnym, patriotyzmem znajdującym usprawiedliwienie w oczach Boga. „Miłość tedy ojczyzny – wykłada w Kazaniu o duchu narodowym i duchu rewolucyjnym ten sam kaznodzieja – dobrze pojęta sprawiedliwa jest, wrodzona, od Boga wlana do serc, słowami Ducha Świętego i przykładem Zbawiciela zalecona”. Jednak w zakończeniu tego kazania padają również słowa mocne i może, w pierwszym odruchu, wzbudzające sprzeciw, ale przecież niepodobna się z nimi nie zgodzić, jeżeli myśli się po katolicku integralnie i konsekwentnie: „Mnie droga chwała tego imienia [Polski], ja kocham mój naród, wie to Bóg! Mniejsza, co ludzie powiedzą; a nie taję, że gdyby Polska miała wpaść w ręce bezbożników, gdyby miała zostać piekłem, ja nie chcę widzieć Polski” (cyt. za: tamże, s. 109, 122).

Dlaczego tak bezkompromisowo jednoznaczne postawienie sprawy ma sens, wyjaśniał również w połowie XIX wieku patriarcha polskiego konserwatyzmu Ludwik Górski (1818-1908). Dostrzegł on nie tylko ewidentne pokrewieństwo pomiędzy zbrodnią rozebrania Polski przez złączone bluźnierczą „komunią” heretyckie Prusy, schizmatycką Rosję i józefińską Austrię a triumfem satanizmu w zrewolucjonizowanej Francji, lecz także tragiczne nieporozumienie, jakim było złączenie przez partię kierującą opinią publiczną w zniewolonym już narodzie sprawy narodowej z tymi (oświeceniowymi) ideami, które umożliwiły zarówno bezprzykładne w dziejach Europy zniszczenie królestwa chrześcijańskiego, jak antykatolicką i antymonarchiczną zarazem rewolucję. Tym samym, owi „ultrapatrioci” dokonywali zdrady prawdziwej polskiej tradycji, sensu dziejów Polski, który sprawił, że nawet jeszcze „nie dosyć silni, aby szatana własnemi siłami pokonać; zbyt wierni, aby się dać z drogi prawdy sprowadzić, upadliśmy, ale upadając byliśmy ciągłą przeciw duchowi XVIII wieku, to jest przeciwko duchowi rewolucji społecznej i religijnej protestacją”. „Mamyż zatem – pytał Górski – potępić przeszłość naszą, narodzenie Polski od jej upadku zaczynać, w zatrutem źródle XVIII-go wieku czerpać dla niej tradycję, jej początek i przyszłość wiązać z powstaniem i tryumfem zasad, które religia potępia i na których wynikłości każde poczciwe sumienie się oburza?” (O konserwatorstwie w Polsce. Szkic z roku 1853, Warszawa 1991, s. 13).

W konkluzji tego wywodu autor przestrzegał: „Strzeż nas Boże, abyśmy kiedykolwiek religię jedynie za środek polityczny uważali i używać chcieli”. Niestety, ta przestroga była i jest nadal lekceważona, albowiem skłonność do instrumentalnego wykorzystywania uczuć i symboli religijnych, traktowania sprawy Chrystusowego Krzyża jako „substytutu” spraw niewątpliwie ważnych, lecz – jak wszystko, co doczesne – niższego rzędu, występuje w naszym życiu publicznym raz po raz, zwłaszcza w momentach traumatycznych cierpień, czego jednak nie można traktować jako usprawiedliwienia. Jeszcze zaś gorzej kiedy temu odwróceniu hierarchii rzeczy – i faktycznemu kierownictwu jego politycznych promotorów – poddają się nawet kapłani. Byli nawet – pisał ks. Kajsiewicz – księża, którzy „krucyfiksem wywijając” dowodzili, że „Chrystus był demokratą” i nie wahali się „Stwórcy wszech rzeczy i Odkupicielowi wszystkich miano namiętnego stronnictwa przypiąć, a to wszystko w imię patriotyzmu!” (List otwarty do wydawcy „Przeglądu Poznańskiego”, w: O duchu rewolucyjnym…, s. 96).

W świetle powyższego nic nie traci na aktualności napisany na początku 1863 roku List otwarty do braci księży grzesznie spiskujących i do braci szlachty niemądrze umiarkowanych ks. Kajsiewicza, którym ten kapłan starał się zapobiec, niestety bezskutecznie, tragedii wybuchu powstania styczniowego: „I wy bracia, z powołania sól ziemi, światło świata, wy, przyrodzeni nauczyciele świeckich, jakiegokolwiek stopnia i godności, oddajecie się pod ślepe posłuszeństwo, komu? Oddajecie się świeckim, powszechnie młodym, w liczbie których są pewno i niekatolicy i niechrześcijanie, a zawsze związanym prawdopodobnie piekielnymi przysięgami pod grozą śmierci z wyższymi władzami (…)? Dla wydobycia się spod obcej wprawdzie, despotycznej i niekatolickiej władzy, dla wywalczenia wolności sobie i ojczyźnie zaczynacie od zaprzedania dusz waszych władzy pokątnej, bezimiennej, samowtrętnej, przed nikim nie odpowiedzialnej? (cyt. za: tamże, s. 264).

Wszystkie wielkie duchy naszej narodowej kultury: myśliciele, kaznodzieje, poeci, uczą nas, że – przywołując tytuł i zawartość traktatu Zygmunta hr. Krasińskiego – „o stanowisku Polski” rozważać należy w pierwszym rzędzie „z Bożych”, a dopiero w drugim „z ludzkich względów”. I w tym jednak kryje się niebezpieczeństwo, któremu ci sami wieszczowie i myśliciele, acz w różnym stopniu, ulegali, a mianowicie co najmniej nieostrożnemu, a niekiedy wręcz bluźnierczemu identyfikowaniu cierpień Polski z odkupieńczą ofiarą Chrystusa. Nieuprzedzona i uważna lektura dzieł naszych wieszczów pozwala jednak przyznać, że zdolni byli oni również do autorefleksji pozwalającej odrzucić te błędy myśli i zboczenia wyobraźni. Na przykład Juliusz Słowacki, kiedy już wyzwolił się z trujących oparów towiańszczyzny, piętnując fałszywy mesjanizm „cierpiętniczy” i plagiatorski – niczym biblijny prorok wołał do wyznawców idei „Polski – Chrystusa Narodów”:

„Biada wam! Którzy sobie wmawiacie: że krzyżem podobni jesteście do Chrystusa… niepomni na to: że Chrystus niewinnie, owszem wolę swą zgodziwszy z wolą Ojca, na krzyżu cierpiał za narody.

Owszem, podobni jesteście do sług! którzy rozkazu Bożego nie wykonali – kościołów, w których by świętość ducha ludzkiego mieszkać mogła… nie postawili, – pracy się wyrzekli, – oczekiwanie serc ludzkich (utęsknionych zawsze za ideałem) zawiedli, – wyższość niższym ideom przyznali…” (Do Emigracji o potrzebie idei, [w:] Dzieła wszystkie, t. VII, Wrocław 1956, s. 319).

Naśladowanie obcych („francuskich”) idei – cielesnych komunizmów i purpurowych demokracji, jak pisał poeta w Liście do Księcia A. C. – zamiast odrodzenia uśpionej „brzękiem różnych opinij” naszej „wnętrznej polskiej natury” – oto, co staje na przeszkodzie spełnieniu sprawy poleconej Polsce od Boga „aby czyniła Wysokość między Wysokościami” (tamże).

Odpowiedź na pytanie „po co nam Polska?” jest więc w gruncie rzeczy dość prosta. Po pierwsze – lecz w kolejności faktycznej, wynikającej z fizycznych ograniczeń ludzkiej natury, bo aby móc „filozofować”, naprzód trzeba „żyć”, a nie w porządku wartości – potrzebna jest nam ona dla naszego bezpieczeństwa, ładu i wolności. Trzeba więc – jak mówi Konrad Wyspiańskiego – ażeby Polak „siedział w swoim kącie, na swoich śmieciach i BYŁ” (Wyzwolenie, II, w. 644-644). Lecz to jest zaledwie pierwszy, choć niezbędny stopień istnienia, narodowy bios – jak by powiedział Feliks Koneczny (1862-1949) – który domaga się uzupełnienie przez polskie logos i ethos. „Polska żywa”, jako wskrzeszone Państwo, w Bożonarodzeniowej modlitwie tegoż Konrada ma być także Jezusową „Polską objawienia”, a Polacy – „strażą polską”, stojącą „u twych”, tj. Bożych, znaków (tamże, w. 1497-1501).

Zawsze aktualnym przesłaniem pozostać więc winny słowa, które napisał wybitny publicysta katolicko-narodowy, zamordowany niestety w kwiecie wieku przez hitlerowców w Oświęcimiu, Karol Stefan Frycz (1910-1942): „Polska musi czuć, że służy swojej cywilizacji, swojemu Bogu, i że jej potęga i wielkość nigdy nie są celem samym w sobie” (Na polu chwały, „Myśl Narodowa”, 1937, s. 82).

Jacek Bartyzel
Pierwodruk w: „Nasz Dziennik”, 5-6 III 2011, nr 53.

http://www.legitymizm.org

Komentarzy 6 do “Naprzód z Bożych, potem z ludzkich względów”

  1. niereligijna said

    Rok temu poznalismy amerykanskiego indianina, bardzo religijny (oglada codziennie syjonistyczne tele-ewamgele),
    Patriota z niego tez wielki.
    Kiedys pojechalismy z nim z wizyta do domu emigrantow z Gruzji. My i oni po swoich zyciowych i historycznych doswiadczeniach mamy ta sama opinie o zydach . Nasz znajomy indianin przysluchiwal sie z uwaga konwersacji, az wreszcie mu nerwy puscily i z lzami w oczach mowi do nas, ze za to ze zydow nie lubimy to do piekla pojdziemy!!!
    Spojrzelismy na niego zdziwieni i zapytalismy: kto ci to powiedzial?
    -w bibli jest tak napisane!
    spedza z nami dosc duzo czasu, wiec zaczelismy mu odkrwac tajemnice swiata, pomogl nam bardzo wyklad Jack Otto „NWO”, potem informacje kto zalozyl szkoly dla pastorow ewangelistow, kilka filmow o chemtrails, monsanto.
    Indianin zaczal widziec wroga swojej ukochanej ameryki.
    Wtedy zadalam mu pytanie:
    – jestes patriota?
    -tak!
    -pomoglismy ci poznac przeciwnika, wiec teraz wiesz z kim masz walczyc o dobro swojego kraju.
    popatrzyl na nas przerazonymi oczami i mowi:
    – nie ma sposobu zeby walczyc, zbyt duzo ludzi nie ma pojecia co sie dzieje, pozostalych nic nie obchodzi, ja nie chce juz tu mieszkac, chce stad wyjechac.

    Co to jest milosc do ojczyzny? milosc bez wzajemnosci zapewne.
    a patriotyzm?
    slowa i manipulacje by wykorzystywac emocje ludzi.

  2. Tralala said

    Najpierw powrot do Boga, a z tej perspektywy widzi sie inaczej…
    Potem nastepny kawalek fundamentu : wy….rzyc okupujaca swiat bande (kazdy wie jaka)
    A potem bedziemy mogli stawiac sciany Polski.

    Zakonczyl swoj komentarz bp Williamson:

    ..”A co do was, wierni, jeżeli okropności współczesnego życia wywołują u was „głód i i pragnienie sprawiedliwości”, radujcie się jeśli potraficie, że te okropności utrzymują was w rzeczywistości, a nie wątpcie, że jeśli wytrwacie w tym głodzie i pragnieniu, „będziecie nasyceni” (Mt.V, 6). Błogosławieni ubodzy w duchu, cisi, którzy się smucą, mówi Nasz Pan w tym samym miejscu. A co do najpewniejszej ochrony zapobiegawczej, aby wasze umysły i serca nie zmogło marzenie, odmówcie codziennie pięć, albo lepiej, piętnaście Tajemnic różańcowych Naszej Pani. ”

    calosc : http://zniepokalana.blogspot.fr/

  3. Siggi said

    Chcialoby sie autora tekstu Jacka Bartyzela zapytac;” …Pan kpi,czy o droge pyta?”Niby probuje zdefiniowac postawe patriotyczna a wychodzi,ze patriota to tylko prawomyslny katolik.Niereligini sa bez szans.
    W bardzo wielu krajach publiczne podkreslania o sobie ,czy o kims innym,…ze to wielki patriota traktowane jest jako nietakt.Miara postawy obywatelskiej,zeby nie powtarzac ciagle patriotycznej jest np.to czy jestem uczciwym platnikiem podatku od dochodow na rzecz mojego panstwa,ktore odpowiada za organizacje caloksztaltu zycia w panstwie-ojczyznie.
    To zdanie z tekstu”…slodko i zaszczytnie jest umrzec z ojczyzne.”,jest naiwne i wrecz glupie.Polsce potrzebny jest zywy,sprawny Polak a nie trup!Nas,Polakow od dziesiecioleci przesladuje uczucie utraty niepodleglosci spowodowane przede wszystkim rozbiorami i II wojna i stad ta sama retoryka przy takich tematach.
    Nic gorszego ,co moze sie dziac obecnie w Polsce to dzielenia Polakow na;patriotow i nie… Z tym czesto sie spotykamy przy roznych okazjach.Wrecz ,jak sie chce komus ublizyc publicznie to wystarczy powiedziec,ze nie jest patriota,tzn kim?Zdrajca ???I tak sie zaczyna nasze piekielko.
    Jednym z fundamentalnych praw jednostki jest wybor ojczyzny.Swiete prawo,nic nikomu do tego. Ja kochalem Polske Ludowa,kocham III RP i… Formoze takze.A w Kalifornii moze dam sie spopielic. Szczesc Boze – Shalom !!! Siggi z CA.

  4. Marucha said

    Re 3:
    Panie Siggi, rozumiem, że Panu nie podoba się połączenie patriotyzmu z katolicyzmem. I nie Panu jednemu, zapewne. Cóż z tego, że historia Polski jakoś nie obfituje w patriotów-ateistów…

    Natomiast jeszcze w przedwojennej Polsce gdyby ktoś powiedział o sobie, że nie jest patriotą, byłby traktowany, jak wyrzutek, jak niemal śmieć.

    Niech Pan nam łaskawie nie mówi o jakichś mitycznych krajach, gdzie patriotyzm jest nietaktem – nietaktem to on może być tylko dla kosmopolitycznego barachła i dla „międzynarodowych”.

    I jeszcze jedno: ojczyzny Pan sobie nie wybiera. Może Pan sobie tylko zmienić miejsce zamieszkania i obywatelstwo, ewentualnie lojalność.

  5. 25godzina said

    @Sigi
    >W bardzo wielu krajach publiczne podkreslania o sobie ,czy o kims innym,…ze to wielki patriota traktowane jest jako nietakt.
    Ok, to wymień powiedzmy dziesięć.

    >Nic gorszego ,co moze sie dziac obecnie w Polsce to dzielenia Polakow na;patriotow i nie…
    Zacytuje Adasia Miałczyńśkiego zamiast swojego komentarza, bo nic lepszego nie wymyśle: „Je pier*dole, kur*a!”

    >Wrecz ,jak sie chce komus ublizyc publicznie to wystarczy powiedziec,ze nie jest patriota,tzn kim?Zdrajca ???
    Kim jest jak nie jest patriotą? Śmieciem, pasożytem, darmozjadem. Sam siebie stawa poza wspólnotą narodową… krótko mówiąc niech stad wypioerd*la.

    Nawet tu w Gajówce kretynów nie brakuje, ale twoje wpisy wyznaczają zupełnie nowy wymiar idiotyzmów. Płacą ci za to bazgrolenie?

  6. niereligijna said

    co to jest patriotyzm?
    co patriota robi?
    jak ma sie teraz zachowywac patriota? (z troski o ojczyzne w zyciu nie poszlam na wybory,, mimo ze mi niektorzy chcieli „jezdzic po sumieniu”, ze to nie patriotyczne?)
    jaka jest srednia ilosc ignorantow przypadajaca na jednego patriote?
    jesli ludzi nie obchodzi los sasiada z sasiedniego mieszkania to co go obchodzi los calego kraju.
    Mam sasiadke, koreanke, baaaardzo religijna! co niedziela jezdzi do kosciola, moze tez w tygodniu,
    dala mi broszurki o „grzechu”,
    Ona jest tez biznesmenka, sprzedaje rzeczy dla koreanskiej firmy typu Amway, chciala mi sprzedac paste do zebow z propolisem, uhhh! gel! pieknie pachnie, ale odmowilam bo przeczytalam ze ma fluor i sacharyne w skladzie. Ona przyniosla mi ja za dwa tygodnie jako prezent i mowi ze fluor w tej pascie jest organiczny i zebym sprobowala.
    Nie mam pojecia jakimi kategoriami mysla ludzie religijni. Fluor jest trucizna bez wzg czy sie za niego zaplaci czy dostanie za darmo.
    Dokladnie tak samo jak sacharyna.
    Czlowiek uczciwy jest albo nie jest i to nie ma nic wspolnego z tym czy jest religijny, albo twierdzi ze jest patriota.

    teraz toczy sie wojna z ludzkoscia w naszym i w kazdym dla nas wrogim lub przyjaznym kraju.
    Amerykanie potepiaja muzulmanow za to ze zle traktuja kobiety, jada z karabinami naprawiac swiat, a tu jest krotki film jak przedstawiciel wladzy w ameryce potraktowal kobiete idaca po ulicy.

Sorry, the comment form is closed at this time.