Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Martusia o Kościół w rękach predatora. Dr…
    revers o Wolne tematy (54 – …
    Maverick o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    wanderer o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    wanderer o XXI wiek. Więźniarkę zgwałciła…
    wanderer o Paradoks Pałacu Saskiego
    lewarek.pl o Traditionis Custodes
    Miet o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    wanderer o Traditionis Custodes
    wanderer o Traditionis Custodes
    Listwa o Wolne tematy (54 – …
    UZA o XXI wiek. Więźniarkę zgwałciła…
    lewarek.pl o Paradoks Pałacu Saskiego
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Nowica – zagubiona wioska w Beskidzie Niskim

Posted by Marucha w dniu 2012-10-03 (Środa)

Gajowy nie mógł się oprzeć, by nie wkleić poniższego artykułu…

Nowica - zagubiona wioska w Beskidzie Niskim

Autor: Paweł Klimek / Onet.

Kilkanaście drewnianych chat, cerkiew, przydrożne kapliczki. zapach siana i wilgotnej łąki. Po prostu wieś. A jednak jest w Nowicy coś, co przyciąga niektórych tak skutecznie, że przenoszą się do zagubionej w Beskidzie Niskim wioski.

Niełatwo tu dotrzeć. Autobus dojeżdża tylko do Małastowa. Stąd kręta i stroma droga prowadzi na Przełęcz Małastowską, a potem do granicy ze Słowacją. Ale odkąd w Koniecznej nie ma już celników, nie toczy się tam handel, pekaes przez Przełęcz zlikwidowano.

Jeśli nie złapie się stopa, trzeba mozolnie wspinać się trzy kilometry serpentyną szosy albo pójść skrótem, ostro pod górę przez las. Z Przełęczy do Nowicy, wioski leżącej u podnóży Magury Małastowskiej w Beskidzie Niskim, są jeszcze 4 kilometry. Bardzo rzadko przejeżdża tędy jakiś samochód. Wąski asfalt prowadzi to w dół, to w górę, między jodłowo-bukowym lasem.

Śpiewają ptaki, kołyszą się na wietrze trawy, w rowie czerwienią się poziomki. Powoli drzewa ustępują łąkom obsypanym kwiatami. Potem droga zaczyna schodzić w dół i oczom przybysza ukazują się nieduże, zgrabne cebule cerkwi na Przysłupiu. Gospodyni, której pies wybiega na drogę, uspokaja: – On nic złego nie robi, tylko się cieszy, że ktoś idzie. Pani turystka? A skąd pani idzie? Z Małastowa? Uuu, to daleko.

A autobusu nie ma. Ludzie odcięci są tu od świata zupełnie. Nic dziwnego, że młodzi się wynoszą. A tu taka piękna wioska! Z tego samego powodu, dla którego jedni z Nowicy wyjeżdżają, inni się sprowadzają. Tak jak Szymon, który trafił do Nowicy po raz pierwszy jesienią 1989 r.

Kupił dom, przyjeżdżał coraz częściej, a od 12 lat mieszka tu na stałe. W łemkowskiej chyży z lat 20. XX w., parterowej chacie, w której dawniej ludzie mieszkali przez ścianę z inwentarzem, na podłodze było klepisko, na dachu drewniany gont. Prąd doprowadzono w 1996 r., bieżącej wody, kanalizacji czy gazu nie ma do dziś. Ale chata jest duża, ma przestrzeń na kamieniarskie narzędzia Szymona. Bo Szymon remontuje nagrobki. To właśnie za ich sprawą znalazł się w zapomnianej przez świat łemkowskiej wsi.

Beskid Niski, okolice Nowicy

Autor: Paweł Klimek / Onet.Beskid Niski, okolice Nowicy

Do położonej w głębokiej dolinie Nowicy trafił też Leszek. To było jakieś 20 lat temu, kiedy Beskidy były jeszcze zupełnie dzikimi, nieprzejezdnymi górami. Drogi były tylko bite, pełne dziur, wybojów, chodziło się głównie na piechotę. A że Leszek dużo chodził po górach, przez przypadek trafił do Nowicy.

Kupił łemkowską chyżę z 1914 r., do której przyjeżdżał przez lata z żoną i czwórką dzieci. Kiedy dorosły, przeprowadzili się tu z Aliną na stałe. Kupili jeszcze kawałek chyży z 1877 r., którą ludzie palili w piecu. Przywieźli do Nowicy, wyremontowali, urządzili w niej pokoje do wynajęcia. W uratowanych przed zawaleniem albo pocięciem na opał chałupach mieszkają też Tatiana, Miłosz, Bolek, Iza i jeszcze kilku przyjezdnych.

– Łemko drewnianej chaty sobie nie postawi – mówi Szymon. Bo to według niego „obciach”, nic niewarte „barachło”. Dom musi być murowany. Co innego „turyści” – jak mieszkańcy wsi nazywają miastowych, którzy ściągnęli do Nowicy na stałe z różnych stron Polski. Dzięki temu Nowica zachowała tradycyjną zabudowę. A niewiele brakowało, by zupełnie zniknęła z mapy.

Olchowiec - Kolonia, chata łemkowska (łemkowska chyża)

Autor: Agencja BE&W – Łemkowska chyża w Kolonii Olchowiec

W czasie przeprowadzonej w 1947 r. akcji Wisła wysiedlono stąd wszystkich mieszkańców. Część rodzin wróciła do swoich domów po 1957 roku. Wraz z nowym ustrojem sprowadziło się tu też kilku Łemków spoza wsi. Między innymi sąsiad Szymona, przed wojną bezrolny chłop ze Smrekowca. Wysiedlony na Ziemie Odzyskane wrócił po latach z pieniędzmi i kupił gospodarstwo w Nowicy.

Nie mógł znieść, że Szymon nie uprawia ziemi. – Jak to tak? – mówił. – To się nie godzi. Pewnego dnia Szymon poczuł nagle zapach gnojówki. Dziwne. Nie ma krowy, konia ani nawet kur. Skąd ten zapach? Zaczął szukać przyczyny. Z boku chyży leżała góra gnojówki. Okazało się, że sąsiad, który przejeżdża tędy do swojego pola, podrzucił przy okazji trochę nawozu. Żeby chociaż ogródek powstał.

Napięte relacje miał też Szymon z sąsiadem zza rzeki. Trzeba było 23 lat, żeby Dymitr przyszedł do Szymona w Boże Ciało. – Pan tak siedzi sam, ja siedzę sam. Może byśmy piwo wypili, pogadali – zaproponował. Szymon do dziś wspomina to jako ważne wydarzenie. Bo zdaje sobie sprawę, że zostać „tutejszym” w pierwszym pokoleniu się nie da.

To samo mówi Leszek. – Tutejsi są wychowani w innym rytmie. Nie ma szansy, żeby stać się częścią ich świata. Nic dziwnego, że manifestują swoją odrębność, nazywając miastowych wciąż „przyjezdnymi” bądź „turystami”. Są im jednak życzliwi. – Jeśli chodzi o podstawowe zasady bycia tutaj, dotykania ziemi, przewidywania pogody, to my jesteśmy kalekami – mówi Leszek.

Jesteśmy faktycznie turystami, którzy zachwycają się tym czy owym, ale bez pomocy miejscowych są często bezradni. A oni nie odmawiają nam pomocy. I to w Nowicy jest niezwykłe, że mimo tylu różnic spotykamy się ze sobą, lubimy się, szanujemy. To bardzo zacne miejsce.

Iza, która przyjeżdżała do Nowicy przez 14 lat, zanim 4 lata temu sprowadziła się z córką Hanią na stałe, wspomina, że miała już dość powierzchownego blichtru miasta. A tu nieznajome dzieci mówiły jej „dzień dobry”. A gazdowa, pani Janka, zapraszała ją na świeżo usmażone placki. Mogła też zawsze liczyć na pomoc. Czy to miejscowych, czy przyjezdnych. Urzekły ją panujące tu relacje między ludźmi.

Iza zwraca też uwagę, że tu nikt się nie grodzi, nie ma płotów. A Leszek dodaje, że dom można bezpiecznie zostawić na noc niezamknięty. I nic nie zginie. Tu pewnych rzeczy się po prostu nie robi. – Jak drzwi frontowe, od ulicy, są otwarte – dodaje Szymon – to znaczy, że gospodarze są w domu, można wejść. Jeśli zamknięte, oznacza to, że właściciela nie ma. Albo nie życzy sobie wizyty.

Z jednej strony otwartość, z drugiej szacunek dla zasad. Jeśli ktoś ich nie respektuje, nie ma tu dla niego miejsca. Kilka lat temu przyjechał do Nowicy pewien człowiek. Kupił ziemię, ogrodził się drutem kolczastym, zbudował dom. Dziś już dom sprzedaje. Odciął się od społeczności, więc nie został przez nią przyjęty.

Beskid Niski, okolice Nowicy

Autor: Paweł Klimek / Onet.Beskid Niski, okolice Nowicy

Wieczorem Alina ogląda wielką złotą ćmę krążącą wokół lampy w kuchni. Szymon wita się z ropuchą, która od kilku dni przychodzi o zmroku na próg jego chyży. Iza nasłuchuje poszczekujących w lesie koziołków. Wszyscy zgodnie podkreślają, że w Nowicy widzi się więcej.

Wędrując leśną drogą na Leszczyny, spotkać można świeży trop wilka, niemal wdepnąć w legowisko sarny w łopianach, spotkać zygzakowatą żmiję na kamieniu. Można stanąć oko w oko z kuną czy lisem. Są tacy, którzy widzieli niedźwiedzia. I ptaki, mnóstwo ptaków. Rozśpiewane w lesie, polujące nad łąkami. Usłyszeć można nawet złowrogie krakanie
kruka.

Człowiek jest tu blisko przyrody. Trochę jak na średniowiecznych obrazach Hieronima Boscha, gdzie ludzie, rośliny i zwierzęta żyją zgodnie tuż obok siebie. I podobnie jak w te obrazy można się godzinami w Nowicę wpatrywać. Wszystko występuje tu w skali mikro: małe poletka, nieduże ogródki, mikrospołeczność. Ten mikrowszechświat ma też wymiar makro.

Człowiek mógłby ogarnąć wzrokiem Nowicę w jednej chwili i pójść dalej. A tymczasem zatrzymuje się co krok. Żeby obejrzeć słoje belek, z których zbudowane są chyże. Przyjrzeć się niskiej obórce, w której stoi nowo narodzone cielę. Powąchać rosnące na łąkach białe drobne storczyki – podkolany.

Nowica wciąga w swój wymiar makro. Dlaczego? Może z tego powodu, że tak tu spokojnie, cicho i swojsko. Że rytm dnia jest nieśpieszny, że nie trzeba, a nawet nie ma jak i dokąd pędzić. A może dlatego, że leży w dolinie i kiedy się już do niej dotrze, nie chce się wyjeżdżać. I nikt nie wyjeżdża.

Żaden z miastowych, którzy się tu osiedlili, nie wyjechał. Czasami znikają na trochę, podreperować finanse, pracując za granicą czy w dużym mieście. I wracają. Bo już nie potrafią żyć gdzie indziej.

– Wszyscy, którzy się tu przenieśliśmy, jesteśmy nieco aspołeczni. Mamy dosyć powierzchowności, ciągłej gonitwy, wyścigu szczurów. I ta świadomość nas łączy – mówi Leszek. – Nie jesteśmy święci – dodaje Iza. Nie każdy lubi każdego. Ale panuje tu atmosfera akceptacji dla inności. Wszyscy mamy podobną wrażliwość. Dlatego dobrze się tu czujemy.

Po południu, kiedy upał daje nieco za wygraną, cała wieś zajmuje się grabieniem siana. Jesienią odbywają się wspólne wykopki, przy których pomagają też „przyjezdni”. Miejscowi przychodzą z kolei na organizowane przez „turystów” koncerty czy spektakle teatralne. Dwie zupełnie różne społeczności żyją zgodnie na planecie Nowica. 

http://poznajpolske.onet.pl

Komentarze 22 do “Nowica – zagubiona wioska w Beskidzie Niskim”

  1. efka said

    Mam nieszczęście mieszkać obok Łemka na kresach zachodnich. Jakoś tutaj też nie pasuje, zachowuje się jakby był na chwilę i nie osiadł na stałe. Relacje z sąsiadami ma niepoukładane i jakoś tak nic nie idzie w dobrą stronę. Ot, taki człowiek nie na swoim miejscu. Niezadowolony nie wiedzieć czemu.

  2. Marucha said

    Nie jest u siebie…

  3. Jones said

    niech wracaja Lemkowie do Siebie na Lemkowszczyzne.Kto jednak moze, niech nie sprzedaje ziemi na zachodzie i polnocy a walczy by trwac przeciw germanizacji – europeizacji.

  4. urden said

    Ciekawe jakby Ciebie wysiedlili z jedną walizką z Twojego domu i kazali osiedlić się na obcym terenie w obcej kulturze….

  5. Fran SA said

    Efka i inni

    W czasach licealnych, a wiec dosc dawno temu zdobywalismy sprawnosci harcerskie; bodajze ‚Trzy piora’. Mielismy wyjsc na Hale Laboska i tam sie ‚zywic czym da las’. Alisci swiezo o poranku wyszlismy z lasu, bo zwabil nas dzwonek na hali. Niby nie wolno nam bylo ogladac ludzi ale ciekawosc byla silniejsza od odznaki. Na srodku hali, na zboczu plynal strumien na ktorym byl zalozony taki maly mlynek z kolatka.
    Z chalupki nad strumieniem wyszla jaks staruszka i zagadala do nas w jezyku obcym!
    Bardzo nam bylo dziwnie. Nie moglismy sie dogadac z babcia na POLSKIEJ ziemii??!!
    Staruszka przyniosla nam blaszany kubek obrosniety czym sie dalo i patyna stuleci. Pilismy te czysta wode jak starozytni Grecy nektar. Potem babcia przyniosla, w rownie brudnym kubku … swieze mleko. Nie moglismy sie w zaden sposob porozumiec. Ale usmiechalismy sie z wdziecznosci.

    Po przyjezdzie do Krakowa opowiadalismy to (dla nas wielkie przezycie – jakis taki mlodziezowy nacjonalizm; niby w Polsce – a nie gada po polsku) naszemu profesorowi od geografii.
    ‚A, to Lemki, powiedzial pan geograf, pamietajcie dzieci, ze rozne sie dzialy niesprawiedliwosci, ale mysmy Lemkow skrzywdzili.’
    Moj nauczyciel z liceum, obecnie profesor plena titulo z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, opowiadal nam, ze jak dorosniemy, to mamy bojowe zadanie: ratowac lasy polskie i starac sie o to, zeby wszyscy obywatele Polski mieli prawo do wlasnego jezyka i kultury. ‚Bo wiecie, opowiadal nam rewelacje nasz nauczyciel od geografii, w Anglii kazda grupa etniczna ma swoja radiostacje, a my nawet Slazakom i Kaszubom, ba, nawet naszym lojalnym goralom odmawiamy prawa do kultywowania kultury i przepieknej gwary goralskiej. Nie dopuscie dzieci, zeby gwara goralska zanikla.’
    Opowiadal nam jeszcze, ze socjalizm wynaradawia grupy jezykowe i ze ‚kazdy chlopo-robotnik musi gadac ‚po pansku’, a przeciez gwara polska jest rownie piekna jak i jezyk Staffa czy Zeromskiego”
    Opowiadal nam tenze geograf jeszcze takie rzeczy: ‚Jestescie harcerzami; kazda piedz polskiej ziemi, kazdy krzak i lasek opowiada nam nasza historie; i nie nalezy sie jej wstydzic’
    Marzy mi sie, powiedzial ( obecny) prof. Piskorz, zeby kazda gwara w Polsce i kazdy jezyk mowiony w Polsce mialy wlasne programy w radiu.
    Bylo to wiele lat temu. Za czasow Gierka.

    A nam nie udalo sie ani ratowac polskich lasow, ani bardzo kolorowej gwary polskiej i zapomnianych jezykow; mimo, ze przynajmniej dwoch poslow w Sejmie jest z naszego liceum. A jeden ( nie posel – i moj byly uczen ) zginal w katastrofie smolenskiej..
    A jeszcze chwile i dzieci polskie beda gadac angielskimi makaronami. Niby tez jezyk komunikacji. O co wiec kruszyc kopie? O Lemkow? Hala Laboska pachnie tak samo.
    Dla mnie- nie. Bo kazda hala i polonina ma swoja historie. Szumia o niej kwiaty.

  6. Sowa said

    Re 6: „kazda piedz polskiej ziemi, kazdy krzak i lasek opowiada nam nasza historie; i nie nalezy sie jej wstydzic’”
    Piękne.

    Ja zawsze chętnie wracam do czytania książek Franciszka Kotuli, z których najbardziej lubię „Po rzeszowskim Pogórzu błądząc”. Opisuje świat, który jeszcze całkiem niedawno mieliśmy pod stopami. Ale który, wraz z tamtymi ludźmi przeminął…

    P.S. Nie Laboska, ale Łabowska. Od nazwy wsi – Łabowa (k. Krynicy).

  7. Fran SA said

    ad.6.
    Sorry, Sowa, nie mam polskiej czcionki

  8. Ad. 5

    Skutkiem regionalizmów będą regiony. Ślunzacy swoje, Kaszebe swoje, Mazury swoje bedom ciągnąć. A Polskie?

    Angoli różnej maści cementują w jedno państwo nie to, że każda maść ma swoją radiostację. ale to, że całością kierują lordowie. Taka ichniejsza szlachta.

  9. RomanK said

    Lemki wygnane…a nasaiedlic nie moga pol wieku….
    Komu zatem przeszkadzali???na swojej ziemi..ktorej nie chca inni…mimo ze piekna…
    Babcia zagadala obca mowa:-)))) nei mozna bylo zrozumiec….
    taki matolek byliscie panie Fran???? ja tam rozumialem kazda babke czy to Polak aczy Lemkynia, czy Slovacka…:-)))

  10. RomanK said

    Polacy z rumuńskiej Bukowiny chcą przyciągnąć turystów z Polski

    Żyjący w Rumunii, w południowej Bukowinie Polacy rozpoczęli intensywną promocję walorów turystycznych swojego regionu. Rozwój agroturystyki ma pomóc im w przeciwdziałaniu bezrobociu i zapobiec wyjazdowi ludzi za granicę w poszukiwaniu pracy.

    Na południowej Bukowinie, w okręgu Suczawa istnieją trzy miejscowości, w których większość stanowią Polacy: Nowy Sołoniec, Pojana Mikuli i Plesza. Mieszka tam niespełna 2 tys. Polaków.

    Popularyzacją turystyczną regionu zajmuje się polsko-rumuńskie Stowarzyszenie „Obczyny”. Trwa wytyczanie szlaków turystycznych, powstał przewodnik, tworzona jest strona internetowa, przygotowywany jest album fotograficzny. Stowarzyszenie ma nadzieję na nawiązanie współpracy z polskimi biurami turystycznymi. Środki pomocowe na aktywizację ruchu turystycznego tego regionu przekazuje m.in. polski MSZ.

    Istotnym celem działań stowarzyszenia jest też walka z funkcjonującymi w Polsce stereotypami dotyczącymi Rumunii i Rumunów.

    Jak powiedział Wojciech Krysiński ze Stowarzyszenia „Obczyny” – regionalista, popularyzator Bukowiny i autor przewodnika po tym regionie – rozwój turystyki to również sposób na przeciwdziałanie negatywnym zjawiskom związanym z wysokim bezrobociem. Wielu Polaków wyjeżdża za granicę do pracy, co powoduje m.in. zjawisko tzw. eurosieroctwa.

    – Gdy upadły zakłady pracy i znacznie zmniejszyła się opłacalność hodowli owiec, ludzie zostali bez pracy i pieniędzy. Po wejściu Rumunii do UE szansą zarobku stał się wyjazd na Zachód. W efekcie w wielu domach pozostały osoby najstarsze i dzieci; dorośli wyjechali do pracy. Trzeba było znaleźć pomysł, by rodziny znowu były pełne, a dzieci nie musiały tak ciężko pracować fizycznie na roli w zastępstwie rodziców – powiedział Krysiński.

    Dzięki działaniom Stowarzyszenia, w 2003 roku opracowany został projekt rozbudowy szlaków turystycznych w południowej Bukowinie. Zaplanowano wytyczenie szlaków pozwalających na ok. 350 godzin marszu.

    – Na Bukowinie obecnie funkcjonuje turystyka związana ze zwiedzaniem malowanych monastyrów. W miejscowościach, gdzie się one znajdują zbudowano pensjonaty, a ruch turystyczny jest spory. W polskich wioskach chcemy uruchomić agroturystykę, ona przynosi dochód, gdy ktoś przyjeżdża tu na dłuższy wypoczynek. A Polacy będą tu przyjeżdżać, bo mamy zdrową żywność, a w najbliższych okolicach znajduje się sześć zabytków klasy zerowej, nie ma też bariery językowej. Wyznaczone szlaki turystyczne umożliwiają aktywny wypoczynek – powiedział Krysiński.

    Według szacunków Stowarzyszenia, liczba turystów z Polski na tym terenie wzrosła w ciągu ostatnich kilku lat pięciokrotnie, osiągając obecnie poziom ok. tysiąca osób rocznie.

    Prezes Stowarzyszenia Łukasz Juraszek, mieszkaniec jednej z polskich wiosek przyznał, że wpływy z turystyki stają się dla żyjących w nich Polaków coraz ważniejszym źródłem dochodu.

    – Teraz praktycznie w każdym domu jest przynajmniej jeden pokój z łazienką do wynajęcia, Żyjący tu Polacy z dużym zainteresowaniem podchodzą do naszych pomysłów. Rodacy przybywają tu jak do małej Polski i czują się jak u siebie. Wypoczywając – pomagają nam – powiedział.

    Wynajmująca pokoje turystom mieszkanka Nowego Sołońca Weronika Jedynak przyznała, że ruch turystyczny w ciągu ostatnich kilku lat zauważalnie wzrósł. Jak powiedziała, wielu Polaków przyjeżdża bez świadomości, że żyje tu polska mniejszość.

    – Wielu turystów przyjeżdżających na Bukowinę jest zdziwionych, gdy trafia do naszych wiosek i słyszy język polski – powiedziała.

    Łukasz Juraszek podkreślił, że poważnym problemem hamującym rozwój turystyki są wciąż istniejące nieprawdziwe stereotypy dotyczące Rumunii i Rumunów.

    Część Polaków nadal utożsamia Rumunów z Cyganami żebrzącymi na ulicach polskich miast, a sytuacja w Rumunii cały czas kojarzona jest z czasami komunistycznymi.

    Ogólna liczba żyjących w Rumunii Polaków to niespełna 6-7 tys. osób. Są potomkami m.in. przybyłych tu w XVIII górników, którzy stworzyli kopalnię soli w miejscowości Kaczyka, a także górali czadeckich, którzy osiedlili się na Bukowinie na początku XIX wieku. Przed II wojną światową w Rumunii żyło 80 tys. Polaków.

    Jedną z największych atrakcji Bukowiny jest grupa unikalnych malowanych cerkwi prawosławnych, ozdobionych pokrywającymi fasady, pochodzącymi z XVI w. freskami zewnętrznymi. Część z nich zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

  11. RomanK said

    Szanowny Panie Gajowy..namawiam na nastepna Inspekcje Lasow Bukowiny….

  12. RomanK said

  13. Fran SA said

    Ad.9
    Roman k
    Wszyscy bylismy matolkami w liceum. Ale niektorzy pozostali nimi do konca.

    Ad. 6
    Krzysztof M
    Ani w Kanadzie, ani w Szwajcarii, Australii, Nowej Zelandii, Indonezji czy Poludniowej Afryce nie przeszkadzaja radiostacje roznojezyczne, mimo, ze nie rzadza w nich ‚lordy’.
    Tym ‚angielskim’ lordom, ktorzy teraz zasiadaja w Izbie Lordow, Tony Blair sprzedawal tytuly angielskie za nie bardzo drobna oplata, czym chwilowo podreperowal brytyjski budzet.

  14. Marucha said

    Re 9:
    Łemkowie potrafili gospodarować na tych pofałdowanych terenach. Umieli uprawiać swoją ziemię, siać, hodować, zbierać.
    Przybysze co najwyżej zakładają gospodarstwa agroturystyczne, które w rzeczy samej są po prostu pensjonatami lub hotelikami, a krowy czy kury tam nie uświadczysz. Są pewne wyjątki, oczywiście… to ci, którzy pokochali tę krainę.
    Operacja „Wisła” być może była konieczna, aby odciąć bandy UPA od (wymuszanej przeważnie) pomocy miejscowej ludności. Choć można to było załatwić inaczej: dać wsiom ochronę wojska. Albo za kilka lat, gdy już się wszystko uspokoiło, pozwolić im wracać. Dlaczego z tym czekano aż tyle lat?

  15. Marucha said

    Re 11:
    Jeśli Bóg pozwoli i da zdrowie – zrobię to.

  16. Easy Rider said

    Ad 14.

    Z przyczyn bardzo osobistych, dziękuję Gajowemu za zamieszczenie tego artykułu.

    Natomiast chciałbym zwrócić uwagę, że Akcja „Wisła” może była konieczna na terenach, gdzie rzeczywiście istniały bandy, czyli najdalej na zachód gdzieś do części powiatu krośnieńskiego. Na terenie powiatów: jasielskiego, gorlickiego i nowosądeckiego nie było żadnych band – tam akcja „Wisła” miała charakter czystki etnicznej.

  17. sw. Mikołaj said

    Nowica – prawie jak w raju, już tęsknię za tym miejscem…

    A czy można kupić tam Gazetę Wyborczą?…

  18. RomanK said

    Juzci panie Fran,,kto w liceum byl matolkiem ijuz na starosc zostanie…nie zdazy zmadrzec…Nazywamy to opoznieniem w rozwoju..coz doleglowosc- jak kazda inna…lupiez, lepackosc, czy dewotoidiotyzm patriotyczny:-))) i debilizm salonowo forumowy:-))echhh,,kazdy ma swojego mola…

  19. RomanK said

    Tma wszyscy potrafili gospodarzyc…gospodarzyli tak samo..nikt nie wyciagal lap o nic..na nic nei czekal..
    na tych gorkach o ziemi V klasy i VI czyli juz nieuzytki w klasyfkacji..zbieralismy z ha 4-5 ton pszenicy…
    tego nie moga pojac w Texasie..gdzie ziemia nieporownywalnie lepsza….ale Ci ludzie- Lemkowie potrafili gnoj na plecach wynosic, gdzie kon nie uciagnal…. na swoje stajonko.wydarte lasom….to nie zaden bleff… siano w plachatach znosic na plecach do doliny, z polan i hall.. jak bylo za stromo na woz konny…nie zmarnowalo sie nic…nawet pokrzywy….wszystko bylo zamieniane na maslo , smietane i ser,,, krpwy pasly sie do pewnej wysokosci …stad byly smieszne pagorki z czapkami trawy.na szczytach wypasione do polowy:-)).ale tam puszczano owce i te wygolily wszyskto do cna..wdeptujac w ziemie bobki i nawozac ziemie…
    Pasly sie oiwieczki od krow pozniej na czapkach, zeby nei wyzrec trawy nizej krowom…to byl caly sytem uprawy w Gorach… Komu to przeszkadzalo…ludzie powiedzcie mi >>> KOMU>>>>Q@@@@
    TYlko ci ludzie umieli ta swoja najgorsza dla ronlika ziemie uprawiac i z niej zyc..broniac- jak trzeba do upadlego??? Tej ziemi Lemkowszczyzny i Polski..bo dla nich Polska zawsze byla Ojczyzna..raz gorsza raz lepsza- ale ich Ojczyzna…taka sama jak i nasza.bo taka sama ta Polska byla i dla nas Polakow, chlopow i\, kmieci..i taka jest do dzis….wiem co mowie z autopsji……Teraz ich wpychaja na sile do Ukrainy….dlaczego???
    Oni wiedza kim sa…oni sa Lemki..Rusnaki..nie zadne Ukraincy… tak- jak Slazaki, Mazury inne plemiona..Lasze….. dlaczego wies Krepna nei moze miec dorgowskazu po Lemkowsku jak wszyscy wiemy, ze Krepna to Lemkowska wies??? Komu to przeszkadza…
    Jak komus w Warszawie to przeszkadza nei musi tam jechac , ani czytac…ale tam jest ich miejsce…wlasne..dlaczego nei maja sie czuc- jak u siebie w domu..w ktorym caly czas byli i sa????.
    Komu to przeszkadza????

  20. Marucha said

    Re 19:
    Dokładnie, panie Romanie, tak właśnie było.
    Ci ludzie uważali się za Polaków – tak jak Podhalanie, Ślązacy, Kaszubi czy Pogórzanie. Mówili gwarą, która mniej odbiegała od polskiego, niż np. kaszubska. Byli świadomi pewnej odrębności, oczywiście.
    Dziś niestety od Polski się odwracają, kierują się w stronę Ukrainy lub Rosji. Czy to tylko ich wina?
    Komu przeszkadzają dwujęzyczne nazwy wsi? Może i przeszkadzają łemkowskie śpiewy Serenczy?

    Oj, czorna ja se czorna,
    Oj, czorna jak cyhanka.
    Toj szczej polubiła, toj szczej polubiła,
    Czorniawoho Iwanka. (bis)

    Iwanka polubiła, czorniawoho Iwanka.
    Wysokyj jak strunkyj, wysokyj jak strunkyj,
    Soroczka wyszywanka. (bis)

    Iwanka polubiła, Iwanka toho durnia.
    Szczob ja ne zbudyła, szczob ja ne zbudyła,
    To spaw by do południa. (bis)

    Marusiu ty Marusiu, lublu ja Twoju wrodu.
    Lublu dywytysia, lublu dywytysia,
    Jak Ty idesz po wodu. (bis)

    Jak Ty idesz po wodu, Jak Ty idesz z wodoju.
    Lublu dywytysia, lublu dywytysia,
    Marusiu za Toboju. (bis)

    Marusiu taj Marusiu, lublu Tebe jak żinku.
    Lublu dywytysia, lublu dywytysia,
    Jak Ty nesesz horiłku. (bis)

    Marusiu ty Marusiu, lublu ja Twoju chustku.
    Lublu dywytysia, lublu dywytysia,
    Jak Ty nesesz zakusku. (bis)

    Oj u poli dwa duboczky, obydwa zełeneńki.
    My tak parowani, my tak parowani.
    Oboje mołodeńki. (bis)

    A tu wersja w wykonaniu legendarnego Chóru im. Piatnickiego…

  21. Marucha said

    A tutaj inny zespół łemkowski, Czeremszyna:

  22. plka44 said

    Kiedyś byłam w Górach Beskidzkich Niskich na zgromadzeniu Rainbow , to było chyba w 2008 albo 2007 , poznałam tam ludzi , którzy mieszkają w tej że puszczy , jeśli ktoś może mi napisać , gdzie to dokładnie było , albo ma jakiś kontakt z ludźmi , którzy jeszcze tam jeżdżą i czy to w ogóle jeszcze istnieje , byłabym wdzięczna. Miło by by było nawiązać kontakt z tymi co tam poznałam. Pozdrawiam. Ska.

Sorry, the comment form is closed at this time.