Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    bryś o Obywatele w obronie radcy praw…
    stupaszczy o Obywatele w obronie radcy praw…
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    Sebastian o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    MatkaPolka o Traditionis Custodes
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Zmiana klimatu w relacjach Watykan – FSSPX

Posted by Marucha w dniu 2012-10-07 (Niedziela)

Od poprzedniej notki na blogu na ten temat dzielą nas zaledwie trzy miesiące. Pięć miesięcy dzieli nas od fali ogromnego parcia na porozumienie, która owszem, miała za sobą pewne przesłanki, ale podszyta była wyraźnie wishful thinking. W międzyczasie klimat co do porozumienia nie tyle ochłodził się, co wręcz wszedł w fazę małego zlodowacenia.

O ile u Piusowców niewiele się zmieniło przez ten czas (nie licząc awantury z wykluczeniem X. Bp. Williamsona z udziału w lipcowej Kapitule Generalnej), to na Watykanie można już odczuć bardziej progresywny smrodek, ciągnący się za nowym prefektem Kongregacji Nauki Wiary, JE abp Gerardem Mullerem. Jest on obecny zarówno w rozmaitych wywiadach udzielanych przez Arcybiskupa jak i w bieżących dokumentach Kościoła, na których z pewnością widnieje parafa niemieckiego hierarchy.

W skrócie, traktuje się ponownie (jak za JP2) niekatolików tak, jak powinno się traktować lefebrystów, a lefebrystów tak powinno się traktować niekatolików.

Abp Muller oznajmia: „Bractwo nie jest dla nas partnerem do negocjacji, ponieważ nie negocjuje się wiary”, precyzując, iż nie może być żadnych odstępstw od wiary, jaka została określona na II Soborze Watykańskim. Równolegle Benedykt XVI podpisuje 14 września br. adhortację apostolską „ECCLESIA IN MEDIO ORIENTE”. Dokument ten stanowi podsumowanie synodu biskupów z Bliskiego Wschodu, który odbył się 2 lata temu, ale w odniesieniu do ekumenizmu, wolności religijnej czy reform wschodnich liturgij katolickich używa języka praktycznie nieobecnego podczas pontyfikatu Benedykta XVI. Zaryzykowałbym tezę, że jest to pewien symptom teologicznego cofnięcia się Kościoła do czasów sprzed deklaracji Dominus Iesus z roku 2000. Oto kilka myśli z ww. dokumentu:

Wraz z Kościołem katolickim obecne są na Bliskim Wschodzie bardzo liczne i czcigodne Kościoły, do których dołączyły nowsze wspólnoty kościelne. Ta mozaika wymaga wielkiego i nieustannego wysiłku na rzecz jedności, w poszanowaniu swoich bogactw, aby umocnić wiarygodność głoszenia Ewangelii i chrześcijańskie świadectwo . Jedność jest darem Boga, który rodzi się z Ducha i który trzeba rozwijać z cierpliwą wytrwałością (por. 1 P 3, 8-9). Wiemy, że istnieje pokusa, aby w obliczu podziałów odwoływać się wyłącznie do kryteriów ludzkich, zapominając o mądrych radach świętego Pawła (por. 1 Kor 6, 7-8). Zachęca on: „Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4, 3).

Martyrologia ukazuje, że święci i męczennicy należący do różnych Kościołów byli – a niektórzy są nimi obecnie – żywymi świadkami tej jedności bez granic w Chrystusie chwalebnym, przedsmaku naszego „bycia zjednoczonymi” jako lud ostatecznie z Nim pojednany.

Z myślą o odnowie duszpasterstwa ekumenicznego, mając na uwadze wspólne świadectwo, warto dobrze zrozumieć soborowe otwarcie na pewną „communicatio in sacris” w odniesieniu do sakramentów pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych , która jest nie tylko możliwa, ale która może być godna polecenia w pewnych sprzyjających okolicznościach, zgodnie z określonymi normami i za aprobatą władz kościelnych.

Wolność religijna jest szczytem wszystkich wolności. Jest świętym i niezbywalnym prawem. Obejmuje ona równocześnie na poziomie indywidualnym i zbiorowym wolność sumienia w sprawach religijnych oraz swobodę kultu. Obejmuje też swobodę wyboru religii, którą uważa się za prawdziwą, i publiczne wyrażanie swojej wiary . Możliwe musi być swobodne wyznawanie i ukazywanie swojej religii oraz jej symboli, bez narażania swojego życia i wolności osobistej. Wolność religijna jest zakorzeniona w godności osoby. Zapewnia ona wolność moralną i sprzyja wzajemnemu szacunkowi.

Tolerancja religijna istnieje w wielu krajach, ale niewiele zobowiązuje, ponieważ pozostaje ograniczona w zakresie swego działania. Konieczne jest przejście od tolerancji do wolności religijnej.

Dobrze wiemy, że prawda poza Bogiem nie istnieje jako „sama w sobie”. Byłaby wówczas bożkiem. Prawda może się rozwijać tylko w inności, która otwiera na Boga, która pozwala poznać swoją odmienność poprzez moich braci w człowieczeństwie i w nich. Dlatego niewłaściwe jest twierdzenie w sposób wykluczający: „posiadam prawdę”. Prawda nie jest czyjąś własnością, lecz zawsze jest darem, który wymaga wysiłku do coraz głębszego przyswajania prawdy.

Jesteśmy w przededniu szumu związanego z pięćdziesięcioleciem Soboru Watykańskiego II. Sądzę, że jeszcze przed nami największa ofensywa zombich z minionego (?) okresu, (samo)chwalców posoborowia i samego Soboru. Ich głos będzie tem mocniejszy, że w zasadzie wszyscy teologowie konserwatywni wypływali w mediach (katolickich i mejnstrimowych) na fali rozmów pomiędzy FSSPX a Watykanem. Wiedziałem o tem ja , a jak widzimy z rozmowy z abp. Mullerem, wie to również szef  „Kongregacji Niszczenia Wiary”.

Czy to oznacza, że z punktu widzenia doktrynalnego kończy się „mała stabilizacja” Benedykta XVI ? Czy idea „hermeneutyki ciągłości” w interpretacji dokumentów Kościoła pojawi się jeszcze w praktyce ? Czy kościelni konserwatyści będą musieli pogodzić się z faktem, iż obejmować ich będzie tolerancja religijna, której będą doświadczać ze strony osób, które obiektywnie rzecz biorąc nie są katolikami ?

Tego wszystkiego nie da się wykluczyć, zwłaszcza, że z perspektywy rezerwatów, skansenów podlegających papieskiej komisji Ecclesia Dei, sytuacja może przez jeszcze kilka lat nie wyglądać aż tak źle. Pytanie tylko, w jakiej kondycji przetrwamy najbliższe 20 lat, zanim kapłani i klerycy ukształtowani w duchu Summorum Pontificum osiągną znaczącą pozycję w Kościele Powszechnym …

Do tego czasu doceniajmy i wspierajmy struktury niepodlegające ewentualnemu zlodowaceniu, niezależnie od tego, czy są (cokolwiek by to nie znaczyło) „w pełnej łączności” ze Stolicą Apostolską, czy nie.

Krusejder
http://przedsoborowy.blogspot.se

Komentarzy 48 do “Zmiana klimatu w relacjach Watykan – FSSPX”

  1. Pokręć said

    A ja mam to w d… Głęboko. Niech sie Lefebryści, Watykan i ks. Natanek żrą między sobą do woli, mnie, jako zwykłego wiernego mało to obchodzi. Jak im potrzebne są papierki i mają za bardzo ponadmuchiwane ego, trudno, ich sprawa. Ja chcę po prostu iśc sobie na Mszę Św. czy do spowiedzi do księdza, praktykować wiarę i religię zgodnie z Tradycją i Pismem Św, zgodnie z nauczaniem papieskim a nie tracić czas i energię na obserwowanie przepychanek biskupio – kardynalskich i oglądanie kłótni o cholerny przecinek w jakimś urzędowym dokumencie.
    Jak cholerni żydzi, jak żydzi!

  2. Marucha said

    Re 1:
    Panie Pokręć, Pana stanowisko jest po prostu arcygłupie – Pan chciałby nic nie widzieć, nie słyszeć, nakryć sobie głowę kubłem. Pana NIE OBCHODZI walka prawdy z kłamstwem.
    Jak Pan chce praktykować wiarę zgodnie z Tradycją i Pismem Świętym, to MUSI Pan zająć stanowisko, które owej Tradycji i Pisma Świętego broni.

  3. Ad. 1

    „Ja chcę po prostu iśc sobie na Mszę Św. czy do spowiedzi do księdza, praktykować wiarę i religię zgodnie z Tradycją i Pismem Św, zgodnie z nauczaniem papieskim”

    – I co panu w tym przeszkadza? Bo czytać artykułów jw. to pan wcale nie musi. Z ambony też pan o tych sprawach nie słyszy. Więc co panu przeszkadza?

  4. Halina said

    Żydostwo w mendiach poinformowało w unych wiadomościach o ważnej dla hołoty żydowskiej nowinie, że kamerdyner watykański „nie miał współpracowników” – co potwierdzili w przeprowadzonym przez nich śledztwie. Hołocie straszliwie zależy, żeby goje byli każdy osobno, żeby się nie-żydzi nie porozumiewali między sobą.
    Zapisali to nawet w układzie cyfr PESEL – w peselach żydów są łączenia odległych cyfr, w peselach gojów – odległe cyfry nie mają połączeń ze sobą („siekanka” u nie-żydów).
    Żydziochy traktują zdobyczny Watykan jako swój centralny „bastion” do niewypowiedzianej a trwającej wojny o „sprawę żydowską”. Jakbyście byli mądrzy – wszyscy nie-żydzi – zrozumielibyście, jaki ważne jest mówienie prawdy o tym, kto żyd, kto nie-żyd. Takie rozpoznanie byłoby total-klęską żydziochów – bo ich jest mało i są bez prawa do dziedzictwa po pokoleniach nie-żydowskich.
    Ale do was mówić -to jak grochem o ścianę prać – i raczej dacie posłuch elokwentnym kłamstwom żydowskim,niż temu,co do was od lat już mówię. Jak kiedyś odejdę do Pana – zostaniecie sami z waszą bezradnością wobec diabelskich sztuczek Lucyfer bandy.

  5. Józef said

    Krzysztof M powiedział/a

    2012-10-07 (niedziela) @ 10:44:07
    Ad. 1

    – I co panu w tym przeszkadza?
    [/Pokręć powiedział/a

    2012-10-07 (niedziela) @ 08:40:21
    A ja mam to w d… Głęboko/]

    I to jest główna prawda wiary tego pana.

  6. Marucha said

    Re 4:
    Pani Halino, chętnie bym się zapoznał z metodą kodowania niejawnych danych w PESEL-u. Niestety, nie znalazłem nigdzie żadnego precyzyjnego algorytmu, jedynie dość mętne i nie trzymające się kupy opisy werbalne.
    Jeśli Pani zna taki algorytm, to proszę o zacytowanie go, podanie linku, etc.

  7. AlexSailor said

    @Pokręć
    Co się z Panem dzieje?!

  8. marost said

    Obserwuje tu i owdzie komentarze artykulow nt stosunkow modernisci – katolicy (by bylo jesniej: katolicy tradycyjni – Rzym) odnosze wrazenie ze zdecydowana wiekszosc wypowiedzi to glosy jesli nie poparcia to troski aby FSSPX jako najwiekszy obronca Tradycji (stad taka nienawisc do nich ze strony modernistow) nie wdalo sie w pertraktacje jakiejs ugody, ktora de fakto moze byc tylko praktyczna tym samym unicestwiajaca postawe Bpa Lefebvre obroncy KK z Jego najwiekszym skarbem – msza swieta i jej owoce zwazywszy na to co Bractwo reprezentuje:np 551 ksiezy w 35 krajach swiata, szkoly seminaria, zakony …itp.

    Niepokojace jest w tej sytuacji, ze obroncy Tradycji najwyrazniej zaczynaja „dreptac w kolko” co przypomina (prosze wybaczyc) postawe muzulmanow: 5 x w ciagu dnia: nie ma innego boga poza allachem…itd i od nowa!) gdyz z tych tresci wynika ze: nie ma innego katolicyzmu jak ten przedsoborowy a modernisci to zdrajcy Chrystusa… i tak w kolko.

    Mysle, ze tego wlasnie chca modernisci!!!! – aby katolicy zwiazani z Tradycja Apostolska w koncu zapomnieli o co w koncu sie upominaja a co najwazniejsze by nie potrafili „przekazac tego co otrzymali” nastepnym pokoleniom. Trzeba zauwazyc ze sila by nie powiedziec potega Bractwa jest trzymanie sie ewangelicznej reguly: „przekazalem to, co otrzymalem” – co zreszta powtarzal bp Lefebve. A wiec nie walka na epitety, oskarzenia ale wskazanie zla zgodnie z nauka Ojcow Kosciola z jednoczesnym przekazywaniem tej nauki.
    Bardzo czesto mozna zauwazyc u ludzi uwazajacych sie za obroncow liturgii mszy trydenckiej lub w ogole VOM, ze slabo lub bardzo slabo znaja istote tej wlasnie mszy sw, w ktorej kazdy gest, kazda pozycja kaplana i ministrow jest wazna, gdyz odnosi sie do krwawej Ofiary Naszego Pana, tam nie ma rzeczy zbednych, bowiem jest to ta sama Ofiara tylko ze bezkrwawa.

    Bez tego przekazu: czym jest Ofiara Mszy sw, dlaczego i po co jest tak a nie inaczej nie da sie przekazac nauki o niej a tym samym oslabi odpornosc na glosicieli nie tylko ducha soboru, ale hinduizmu – autentycznego – groznego przeciwnika chrzescijanstwa, przed ktorym przestrzegali juz apostolowie: joga, czakry, aury spirytyzm – New Age itp prowadzace do autentycznej, realnej smierci duchowej.
    Kreatywny modernizm jest wciaz glodny nowinek: po tancach wiernych, ksiezy przyszla kolej na taniec biskupow (bo „chrzescijanin tanczy” itp) co bedzie dalej???? – nie jest tez w stanie skutecznie bronic zwlaszcza mlode pokolenie przed nowymi regijnosciami New Age itp, bo niestety odchodzenie „na inny krag” podczas medytacji – laczenia sie z natura, inkarnacja itp prowadza rzeczywiscie do realnych zmian: wyzbycia sie cierpienia, bolu… co stanowi silny argument dla ludzi slabo znajacych nasza religie. Chrystus jest naszym Panem ale szatan jest ksieciem tego swiata. Ksieciem silnym zdolnym do manipulowania czlowiekiem, ktory czyni pozornie rzeczy nadprzyrodzone.

    Podsumowujac – uwazam ze nie powinno sie tracic czasu (sieciowego) na wskazywanie Rzymu, ze oni sa beee! a my cacy! – to grzech pychy, bardzo grozny ale jak najwiecej go poswiecac na poglebianie wiedze o naszej religii i dzielenie sie nia, a w szczegolnosci o mszy swietej az do najdrobniejszych jej szczegolow, gdyz ona jest szczytem naszej Wiary a jednoczesnie orezem przeciwko modernistom – nie dac sie wciagnac do ich szatanskich tancow niszcacych autorytet duszpasterza, przytupow oklaskow, mowienia jezykami…itd. Kto poznal tajemnice mszy swietej nie pojdzie na uczty pod przewodnictwem…

  9. Jan said

    Pan „Pokręć” zdaje się jest typowym wiernym posoborowym. Przybywa ich nieustannie i to też za sprawą ojca manipulatora, przepraszam dyrektora od radia i dzieł przy nim powstałych. Zapominają o jednym, że tu na ziemi trwa walka dwóch obozów, Niepokalanej pod sztandarem Krzyża i kłamcy który w prawdzie nie wytrwał bo prawdy w nim nie było. Nie możliwe dla katolika są postawy neutralne, to oznacza dezercję albo unik i tym samym znalezienie się po stronie przeciwnika. Biada tym co nawet mieczem słowa nie chcą walczyć o Królestwo Boże. Niestety trudno jest wielu po 50-ci letniej tresurze odróżnić prawdziwe światło dla świata od wprowadzonego dla niepoznaki sztucznego, fałszywej imitacji diabelskiej.
    Wg.Św. Tomasza z Akwinu rolą Kapłanów jest zagrzewanie do walki.Ciekawe za jaką cenę sprzedano nam wiarę, chyba za garść srebrników tak jak Pana Naszego Umiłowanego Jezusa Chrystusa.

  10. 25godzina said

    Krótko mówiąc, KK ma być otwarty na wszystkie możliwe strony, tylko nie na swoją własną tożsamość. Nikomu innemu na świecie tego się nie zabrania, a już rabinackie, judaistyczne, trybalistyczne mity i zabobony są stawiane za wzór ultraortodoksji i jakoś NIKT im nie odmawia do tego prawa.

    Dlaczego akurat katolicka ortodoksja jako jedyna jest niszczona i to jednocześnie ze wszystkich możliwych stron z sabotażystami w sutannach włącznie? Gdzie tolerancja? Gdzie frazesy o poszanowaniu praw mniejszości? itd itp

  11. „nie może być żadnych odstępstw od wiary, jaka została określona na II Soborze Watykańskim”

    Czyli wiarę się określa – dziś taką, a jutro inną wedle bieżących potrzeb.
    Jeśli tłumaczenie jest prawidłowe, to w tym zdaniu przyznano, że na II SW określono nową wiarę i tę nową wiarę będzie się teraz ciągle małymi kroczkami modyfikować, aż do pożądanego stanu docelowego.

  12. Psiemislavius said

    Pani Halina jest pełną kwintesencją obsesji antyżydowskiej.

  13. Pokręć said

    @7: jak to, co się stało? Kociokwiku chyba już dostaję. Wiem, wiem, walka na maksa, 2 obozy, oba obrzucają się wzajemnie ekskomunikami, każda ma swoje racje, każdy argument jest jak horoskop – jak odwrócisz kotka ogonkiem, to z argumentu „za” zmienia się w argument „przeciw”. Usiłuję się w tym dziadostwie jakoś odnaleźć i to wszystko. Też bym bardzo chciał, żeby FSSPX nawróciło Kościół na drogę Tradycji i prawdziwej, nieskażonej błędami wiary, ale co ja mogę? Modlić się tylko.
    Jak pójdę do lefebrystów, to od lokalnego proboszcza usłyszę, że narażam się na potepienie i jestem nieposłuszny biskupowi chodząc na nieważne Msze Św, jak pójdę do parafii na Mszę Św, to usłyszę od lefebrystów, że ta Msza Św. była nieważna bo posoborowa i heretycka. Zgadzam się, że heretycka, ale tez obowiązuje mnie posłuszeństwo biskupowi. Mi się Pan Jezus nie objawił ani nie zadzwonił do mnie na telefon mówiąc mi, że mam zlać mojego biskupa i np. jechać do ks. Natanka albo do kaplicy PSSPX. Dlatego najchętniej bym ich wszystkich zamknął o chlebie i wodzie w jednej sali i mają się dogadać. Po tygodniu przestaje dostarczać im chleb a po 2-ch tygodniach odcinam i wodę. Ci, co wyjdą mają mi złożyć wspólne oświadczenie o tym, która Msza Św. jest ważna. Niech oni się kłócą między sobą, ja się za mało znam, żeby rozważyć ciężar gatunkowy argumentów każdej ze stron.

  14. Tralala said

    dla tego francuskiego biskupa, Kosciol zaczal sie od Watykany II – „… doswiadczyli, ze Kosciol sie zaczyna…(…) jestesmy pierwszym pokoleniem kiedy Kosciol jest iniwersalny…”
    http://fr.gloria.tv/?media=343039

    Przyznam sie, ze jak slysze slowa „sobor watykanski II” to mi sie niedobrze robi.

  15. Marucha said

    Re 13:
    Panie Pokręć, ależ niech Pan się słucha swojego biskupa! Jak Panu każe czcić diabła, to też niech Pan to robi. W imię posłuszeństwa. Jezusa nie musi się Pan słuchać, bo co on tam mógł wiedzieć o naszych czasach… biskup Blumensztajn wie lepiej.

    A do prawdy nie dochodzi się metodą zamykania o chlebie i wodzie…

  16. Kudlaty said

    @13

    POSŁUSZEŃSTWO

    KS. RAMA P. COOMARASWAMY

    „Kościół sam się wyniszcza drogą posłuszeństwa… Mistrzowskie posunięcie szatana polega więc na tym aby rozprzestrzeniać zasady rewolucji wewnątrz Kościoła i to pod szyldem autorytetu samego Kościoła… udało mu się nakłonić tych, których obowiązkiem jest bronić i rozszerzać Kościół by potępili tych, którzy bronią katolickiej Wiary”…

    Arcybiskup Lefebvre

    Ci, którzy zaprzeczają, by posoborowi „papieże” oraz „biskupi pozostający z nimi w jedności” byli katolikami zdecydowanie odrzucają autorytet ich władzy. Jednakże dla tych, którzy uważają, że ludzie ci są prawdziwymi papieżami, prawdziwymi Wikariuszami Chrystusa, kwestia ta nie jest tak oczywista. Tak czy inaczej, nie ma wątpliwości, że od większości ludzi wychowanych w wierze wymaga się by w imię „posłuszeństwa” przestrzegali wytycznych wyłożonych przez posoborowych „papieży” oraz zaakceptowali zmiany w doktrynie, kulcie i formie rządu, które zostały zapoczątkowane przez Vaticanum II. Dlatego też sprawą najwyższego znaczenia jest, ażeby katolicy zrozumieli naturę swych powinności odnośnie tej cnoty.

    Według Tanquereya:

    „Posłuszeństwo jest to cnota obyczajowa nadprzyrodzona, która skłania nas do poddawania woli swojej woli prawowitych przełożonych, jako przedstawicieli Boga… Jest najpierw rzeczą oczywistą, że nie ma ani obowiązku ani się godzi być posłusznym przełożonemu, który by rozkazywał coś jawnie przeciwnego prawom Bożym lub kościelnym; w tym wypadku powtórzyć by należało za św. Piotrem: «Więcej trzeba słuchać Boga, aniżeli ludzi»” (Dz. Ap. 5, 29) (1).

    Weźmy pod uwagę trzykrotne zaparcie się Piotra. Wydarzyło się to tuż przed Ukrzyżowaniem naszego Pana, ale długo po tym, jak otrzymał od Chrystusa obietnicę prymatu nad Jego Kościołem. (a)

    Nikt nigdy nie sugerował byśmy w tej kwestii szli za przykładem Apostoła. A nawet po Zmartwychwstaniu, po Zesłaniu Ducha Świętego, Pismo Święte daje nam jeszcze inny przykład, kiedy to nie jest się bezwzględnie zmuszonym zgodzić się z opinią Piotra. W drugim rozdziale Listu do Galatów czytamy jak Paweł upomniał Piotra w sprawie przestrzegania żydowskich zwyczajów. Tak o tym epizodzie mówi św. Cyprian: „Ani też Piotr, którego Pan Bóg uczynił pierwszym i na którym zbudował Swój Kościół nie zachował się wyniośle i arogancko gdy Paweł spierał się z nim na temat obrzezania; nie powiedział, że dzierży prymat i powinien być słuchany”… (Epist. LXXI, n. 3). Św. Augustyn cytując ten ustęp z pracy św. Cypriana dodaje: „Piotr Apostoł, u którego – dzięki posiadaniu tak wyjątkowej łaski – pierwszeństwo wśród Apostołów było tak wzniosłe, gdy w sprawie obrzezania postąpił inaczej niż tego prawda wymagała, napomniany został przez świętego Pawła”. Toteż z przykładu Pisma Świętego widzimy, że nie powinniśmy ani ślepo ani bezwarunkowo podążać za tymi, którzy posiadają autorytet Piotrowy.

    Od czasów Vaticanum II wierni znaleźli się w trudnej sytuacji wyboru pomiędzy wielowiekowym nauczaniem i dyscypliną Kościoła, a poleceniami posoborowej hierarchii. Gdy powstaje taki konflikt, to w niezmiennym nauczaniu Kościoła wierni odnajdują podstawy upoważniające ich do przylgnięcia do tego pierwszego. By wykazać, że tak właśnie jest rozważmy słowa św. Wincentego z Lerynu († 434). Z Encyklopedii Katolickiej (Catholic Encyclopedia) (1908) dowiadujemy się, że nauczał on:

    „…Jeśliby w pewnej części Kościoła miała powstać jakaś nowa nauka, należy wtedy mocno przylgnąć do wiary Kościoła Powszechnego i zakładając, że nowa nauka byłaby takiej natury, iż mogłaby zatruć niemal całość tej ostatniej, jak to uczynił arianizm, to wtedy trzeba trwać przy starożytności; jeżeli nawet tutaj znalazłby się jakiś błąd, to należy stanąć przy soborach powszechnych a przy ich braku, trwać przy tym co w jednomyślności wiary katolickiej wszyscy zawsze, wszędzie, niewzruszenie wyznawali…”.

    I dalej przytoczono słowa Świętego:

    „Wobec tego prawdziwym i szczerym katolikiem jest ten, kto prawdę Bożą, kto Kościół, kto Ciało Chrystusa miłuje, kto nad Boską religię, kto nad wiarę katolicką niczego wyżej nie ceni, ani niczyjej powagi, ani miłości, ani geniuszu, ani wymowy, ani filozofii, lecz gardzi tym wszystkim, i niewzruszenie trwa przy wierze, a postanawia tego tylko się trzymać i w to wierzyć, czego się powszechnie z dawien dawna Kościół trzyma. Prawdziwy katolik, jeśli spostrzeże, że ktoś później jakąś nową i nieznaną naukę zaprowadza, poza wszystkimi albo wbrew wszystkim świętym, to pouczony szczególnie słowami błogosławionego Pawła apostoła, widzi w tym nie religię, lecz pokusę” (Commonitorium adversus haereses, XX).

    Nikt nie powinien też uważać, że takie stanowisko było odosobnione. Papież święty Grzegorz Wielki nauczał w Moralium: (2)

    „Wiedzcie o tym, że nie powinno się nigdy wyrządzać zła z powodu posłuszeństwa, chociaż niekiedy trzeba dla posłuszeństwa zaniechać jakiegoś dobra, którego chciałoby się dokonać”.

    Filozofia scholastyczna uczy, że „prawdziwe posłuszeństwo jest cnotliwą decyzją ducha, wypełnieniem z roztropnością prawego rozkazu”. Alan z Lille, znany teolog scholastyczny XII wieku tak objaśniał ten ustęp:

    „Musisz się strzec byś nie zbłądził w posłuszeństwie. Zauważ, co powinno towarzyszyć posłuszeństwu: jest nim mianowicie – słuszność, tzn. że polecenie jest właściwe. Z tego powodu powiedziano: «wypełnienie z roztropnością prawego rozkazu». Po drugie, co zostało postanowione powinno być uczciwą: tak jak jest powiedziane, «cnotliwą decyzją». Po trzecie, powinno to wypływać z roztropności; dlatego dodane jest: «z roztropnością». Posłuszeństwo, któremu brak roztropności jest z tej przyczyny puste. To któremu brak uczciwości, jest wsteczne, ponieważ ten, który jest szczerze posłuszny lecz z nadmiaru posłuszeństwa, ukazuje duchową pychę. Jeżeli rzeczywiście posłuszeństwu brakuje słuszności, to jest bezprawne i bezpodstawne… Wiemy, że zło nigdy nie powinno być skutkiem posłuszeństwa”… (3).

    Tych samych zasad nauczał św. Bernard w rozprawie naukowej O regule i dyspensie (De praecepto et dispensatione). Omawiając rolę zwierzchnika zauważa, że:

    „Opat nie jest ponad Regułą, ponieważ on sam kiedyś poddał się jej dobrowolnie. Jest tylko jedna potęga nad Regułą…, którą musimy uznać i jest nią reguła Boga… Ten, kto został wybrany opatem jest postawiony jako sędzia, nie nad tradycjami Ojców, ale nad wykroczeniami swych braci, tak by mógł stać na straży reguł i karać przewinienia. Doprawdy, uważam, że te święte przepisy zakonne są raczej powierzone rozwadze i wierności zwierzchników niż podporządkowane ich woli” (4).

    Ponieważ cała władza w ostatniej instancji pochodzi od Boga, to całe posłuszeństwo ostatecznie należne jest Bogu. Jak uczy św. Tomasz z Akwinu: „Niekiedy zaś polecenia przełożonych są sprzeczne z przykazaniami Bożymi. A więc nie we wszystkim należy słuchać przełożonych. Podwładni zaś nie podlegają przełożonym we wszystkim, lecz tylko w odniesieniu do jawnych określonych spraw i gdy takie posłuszeństwo nie sprzeciwiałoby się rozkazowi wyższej władzy” (Summa II-II, Q. 104, Art. 5). Gdzie indziej uczy on, że posłuszeństwo względem zwierzchników obowiązuje tylko wówczas „gdy głoszą nam to co, zostawili Apostołowie” (De Veritate, Q. 14, Art. 10). Wyjaśnia to tak:

    „Władzy niższej trzeba się poddać w miarę jej uległości wobec władzy wyższej. Jeśliby zaś niższy przełożony uchylił się od posłuszeństwa wyższej władzy, nie należy mu w tym ulegać, np. gdy prokonsul nakaże co innego niż Cezar” (Summa, II-II, Q. 69, Art. 3).

    Jeszcze bardziej dobitniejsze stwierdzenie znajdujemy w sławnym Dialogu między zakonnikiem kluniackim a cystersem:

    „Musimy słuchać naszych przełożonych z całkowitym posłuszeństwem, nawet gdyby się prowadzili niestosownie, tak długo jak mają nad nami władzę i nauczają nas zgodnie z autorytetem prawa boskiego. Jednakże gdyby byli już tak zupełnie zepsuci chyląc się ku moralnej ruinie, że w kierowaniu swoimi podwładnymi nie przestrzegaliby autorytetu boskiego prawa lecz zamiast tego kierowali się własnymi samowolnymi odruchami i kaprysami, niech tedy wolno nam będzie – zgorszonym i urażonym podwładnym mającym baczenie na nakazy boskiego prawa – uciekać od nich jak unikalibyśmy ślepych przywódców, ażeby razem z nimi nie upaść w otchłań wiecznego potępienia… nierozumna służba nie jest miła Bogu, o czym mówi nam Apostoł nakazując «rozumną służbę»” (Rzym. 12, 1) (5).

    A zatem niemądrym byłoby zakładać, że nauczanie Kościoła miałoby być inne, gdyż jak stwierdza Doktor Anielski posłuszeństwo „domaga się nie tylko natychmiastowej gotowości lecz także roztropności” (Komentarz do Listu do Tytusa, 3, 1). Ślepe posłuszeństwo jest tak samo obce Magisterium Kościoła jak ślepa wiara.

    Papież Benedykt XIV w traktacie o Cnocie heroicznej stwierdza wyraźnie:

    „Nie można być posłusznym przełożonemu, który nakazuje coś sprzecznego z prawem boskim. Stosownie do słynnego listu św. Bernarda do mnicha Adama nie można być również posłusznym opatowi, który nakazuje coś sprzecznego z regułą zakonną. Ślepe posłuszeństwo eliminuje roztropność ciała, nie zaś rozwagę ducha jak to szczegółowo pokazuje Suarez”.

    Zasady powyższe dobrze reasumuje współczesny autor, ojciec Vincent McNabb. W swej pracy powstałej na początku obecnego wieku stwierdza:

    „Wszelka władza czy to indywidualna czy też kolektywna musi być usankcjonowana i kontrolowana przez jakąś wyższą osobę lub prawo… wypływa z tego zasada wielkiej doniosłości, którą tak możemy wyrazić: ŻADNA WŁADZA NIE MA PRAWA ROZKAZYWAĆ JEŚLI PRZY TYM SAMA NIE OKAZUJE POSŁUSZEŃSTWA. Innymi słowy, władza może domagać się posłuszeństwa tylko wtedy gdy jej czyn albo rozkaz jest aktem posłuszeństwa” (6).

    ŚWIĘTE „NIEPOSŁUSZEŃSTWO” – HISTORYCZNE PRZYKŁADY „NIEPOSŁUSZEŃSTWA” Z ŻYWOTÓW ŚWIĘTYCH

    Na przestrzeni wieków pojawiały się sytuacje gdy święci bywali zmuszani do nieposłuszeństwa względem swoich zwierzchników. Jeden z takich najwcześniejszych przykładów znajdujemy w starym rzymskim Brewiarzu, a dotyczy on Papieża, św. Marcelego I którego uroczystość obchodzona jest 16 stycznia. Według papieża Mikołaja I, „za panowania cesarzy Dioklecjana i Maksymiana, Marceli – biskup Rzymu, który później stał się sławnym męczennikiem, był tak prześladowany przez pogan, że wszedł do jednej z ich świątyń i zapalił tam kadzidło. Z tego powodu pewna liczba biskupów wszczęła na soborze dochodzenie i Papież przyznał się do upadku” (List do cesarza Michała, 865).

    Inny pisarz, Platina, przekazuje nam więcej szczegółów:

    „Kiedy oprawcy zagrozili papieżowi Marcelemu ogarnęła go trwoga i zapalił bożkom kadzidło oraz oddał im cześć, lecz gdy niedługo potem sobór 180 biskupów zebrał się w Sinuessa, Marceli pojawił się przed zgromadzeniem w worze pokutnym i błagał zgromadzonych o nałożenie pokuty z powodu swej niewierności. Ale nie potępił go żaden z członków soboru; a wszyscy oświadczyli, że św. Piotr zgrzeszył podobnie i swoimi łzami zasłużył na wybaczenie”.

    Bez znaczenia jest fakt, że badacze spierają się na temat ścisłości tej historii. Znajdujemy ją w starszych Brewiarzach Kościoła, które mają na celu raczej nauczenie zasad na przykładach aniżeli zaspokojenie wymagań modernistycznych historyków. Tym niemniej prawdziwość tej historii dopuszcza św. Robert Bellarmin oraz wielki katolicki historyk Baroniusz. I stąd wzięło się popularne średniowieczne powiedzenie, że: „chociaż papież Marceli zapalił kadzidło Jowiszowi to nie znaczy, że wszyscy biskupi powinni robić to samo”.

    Za kolejny przykład może posłużyć przypadek papieża Paschalisa II, który panował w latach 1099 – 1118. Był to okres gdy między Kościołem i państwem srożyła się zaciekła batalia o „inwestyturę” – której sednem było to, kto powinien mianować członków hierarchii (biskupów): Kościół czy cesarz? Była to wówczas szczególnie drażliwa kwestia jako że biskupi Kościoła władali wielkimi obszarami ziemi, których właściciele byli zobowiązani do dostarczania państwu żołnierzy oraz wsparcia w wypadku wojny. Po uporaniu się z wielkimi trudnościami rozstrzygnięto tę kwestię na soborze ekumenicznym za panowania jego poprzednika Grzegorza VII. Kościół miał zachować kontrolę nad ich nominacjami, ale miały być zachowane tradycyjne feudalne obowiązki właścicieli ziem wobec władzy świeckiej.

    Pomimo tego sprawa miała tak wielkie znaczenie, że Henryk V, cesarz Niemiec, faktycznie najechał Włochy i uczynił Papieża swoim więźniem. Przez dwa miesiące Paschalis II był narażony na najstraszniejsze niebezpieczeństwa i okrutne traktowanie. W końcu, pod presją towarzyszy niedoli, biskupów-współwięźniów podpisał z królem traktat dający władcy prawo do mianowania „pierścieniem i pastorałem” – symbolami duchowymi – (zarówno świeckich jak i duchownych) a ponadto Papież darował cesarzowi prawo decydowania między rywalizującymi pretendentami w spornych nominacjach jak również przywilej odrzucania papieskich nominacji. Zrzekał się również na rzecz króla klasztornych ziem i posiadłości. Ten układ dawał w istocie królowi całkowitą kontrolę nad hierarchią Kościoła na ponad połowie europejskiego terytorium. Ponadto Papież złożył przysięgę, że nie będzie się mścił na cesarzu za te czyny i po uwolnieniu nigdy nie odwoła traktatu.

    Po wyjściu z więzienia Papież czuł się związany swoją przysięgą i wzbraniał się przed wycofaniem z tego traktatu. Godfrey, gorliwy opat z Vendôme przeciwstawił jego postępowanie heroicznej stanowczości dawnych męczenników, a szczególnie przykładom świętych Piotra i Pawła. Napisał do Papieża, że „jeśli następca Apostołów zlekceważył ich przykład, to powinien jak najśpieszniej – o ile nie chce utracić ich chwalebnej korony – anulować i naprawić to co zrobił i jak drugi Piotr łzami żalu odpokutować swą winę”. Świecka inwestytura – dodawał – kiedy to świeckim przyznaje się władzę nadawania posiadłości, a co za tym idzie jurysdykcję w sprawach duchowych, jest równoważną zaparciu się wiary, zgubną dla wolności Kościoła i całkowitą, zupełną herezją. Opat z Monte Cassino odmówił, gdy nakazano mu oddać klasztorne ziemie. „Miłuję ciebie” napisał do Papieża „jako mego pana i ojca i nie pragnę mieć nikogo innego za papieża. Ale Pan Bóg powiedział «kto by miłował ojca i matkę więcej niźli mnie, nie jest mnie godzien»… Jeśli chodzi o ten skandaliczny traktat, wymuszony na tobie przemocą i zdradą, to jakże mogę go pochwalić? Albo zaiste, jakże sam mógłbyś go pochwalać…? Twe własne prawa potępiły i ekskomunikowały każdego duchownego, który poddaje się świeckiej inwestyturze”… Inny prałat, arcybiskup Lyonu przekonywał Papieża jeszcze bardziej dosadnymi słowami: „Obmierzły przewodniku, oto kim jesteś, tyran w czasie pokoju, a tchórz przed burzą”. Arcybiskup Vienne, osobisty legat Paschalisa II we Francji zwołał sobór i ogłosił świecką inwestyturę za heretycką oraz przystąpił do nakładania ekskomuniki na Henryka V. Na tymże soborze, trzej kanonizowani później święci – św. Bruno, św. Hugon z Grenoble i św. Godfrey z Amiens, jak również przyszły Papież, Kalikst II – stwierdzili, że jeżeli nie odwoła swego porozumienia z cesarzem to „będziemy zobligowani odmówić ci posłuszeństwa”. Papież przyznał, że zbłądził i naprawił swój błąd. Na kolejnym soborze powiedział: „wyznaję, że zawiodłem i proszę was o modlitwę do Boga by mi wybaczył”.

    Jeszcze jeden, ostatni przykład – Roberta Grosseteste’a. Był on doktorem teologii na Oksfordzie, który był wówczas ośrodkiem katolickiego nauczania. Był jednym z najwierniejszych obrońców papiestwa, porównujący Papieża do Słońca oświetlającego świat widzialny. Po tym jak z oporami przyjął biskupstwo Lincoln, został poproszony przez Papieża o wyznaczenie nieobecnego duchownego (nowego siostrzeńca Papieża) na jedną z prebend diecezji – chodziło o sytuację, gdy duchowny otrzymywał dochód z parafii mieszkając jednocześnie w Rzymie. Oto jego odpowiedź:

    „Niemożliwe jest, aby najświętsza Stolica Apostolska, której według Apostoła przekazana została przez Świętego Świętych, Pana Jezusa Chrystusa wszelka władza i moc dla zbudowania moralnego, a nie dla zniszczenia lub nakazania czy też jakiejkolwiek próby uczynienia czegoś zbliżonego do owego rodzaju grzechu, który jest tak obmierzły Jezusowi Chrystusowi, wstrętny, obrzydliwy i szkodliwy dla rodu ludzkiego. Gdyż byłoby to najoczywistszym upadkiem, zepsuciem i nadużyciem jego najświętszej i nieograniczonej władzy… Żaden wierny poddany Stolicy Apostolskiej, żaden człowiek, który nie jest odcięty przez schizmę od Ciała Chrystusa i tejże Stolicy Apostolskiej, nie może podporządkować się mandatom, nakazom albo jakimkolwiek innym przejawom tego rodzaju. Nie, nawet gdyby ich autorem było najwyższe ciało aniołów. Musi on je odrzucić i przeciwstawić się im z całych sił. Z POWODU POSŁUSZEŃSTWA, PRZEZ KTÓRE JESTEM ZWIĄZANY ZE STOLICĄ APOSTOLSKĄ, JAK Z RODZICAMI I Z POWODU MIŁOŚCI JAKĄ ŻYWIĘ DLA ŁĄCZNOŚCI ZE STOLICĄ APOSTOLSKĄ W CIELE CHRYSTUSA JAKO POSŁUSZNY SYN, JESTEM NIEPOSŁUSZNY, OPIERAM SIĘ, PRZECIWSTAWIAM SIĘ. Nie możesz podjąć przeciw mnie żadnego działania, gdyż każde me słowo i czyn nie są buntem, lecz wyrazem synowskiej czci należnej z Bożego nakazu ojcu i matce. Jak powiedziałem, Stolica Apostolska w swej świętości nie może niszczyć, może tylko budować. Tym właśnie jest pełnia władzy; może czynić wszystko dla moralnego zbudowania. Lecz te tak zwane klauzule nie budują, lecz niszczą”… (7).

    Kiedy Papież otrzymał ten list, to według przekazów nie posiadał się ze złości i zagroził, że nakaże swojemu wasalowi królowi Anglii uwięzić biskupa Grosseteste. Jednakże został powstrzymany przez kardynała Gil de Torres, który powiedział: „Nie możecie nic zrobić. To jest prawda. Nie możemy go potępić. To jest katolik i człowiek świątobliwy, lepszy od nas obu. Nie ma sobie równych pośród prałatów. Całe francuskie i angielskie duchowieństwo wie o tym i nasze protesty na nic się nie zdadzą”. Biskup Grosseteste był górą i według tradycji, gdy umarł wszystkie dzwony kościelne w Anglii same się rozdzwoniły. Przez współczesnych uważany był za świętego.

    NIEŚWIĘTE „POSŁUSZEŃSTWO” – PRZYKŁAD MASOŃSKI

    Przechodząc do zakończenia tego rozdziału (b) wielce zajmujące będzie rozważenie kilku masońskich wypowiedzi na temat posłuszeństwa. Według Stałej Instrukcji sporządzonej przez Wielkich Mistrzów masonerii (Alta Vendita) w 1819-20, która wpadła w ręce Kościoła i została opublikowana przez papieża Piusa IX: „musimy skierować naszą uwagę na ideał, który dla człowieka aspirującego do odnowienia całej ludzkości stanowił zawsze przedmiot najwyższej troski. Tym celem jest wyzwolenie Włoch, z czego wyrośnie kiedyś wyzwolenie całego świata, powstanie braterskiej uniwersalnej republiki i światowy pokój”. W dokumencie czytamy jeszcze:

    „Pośród wielu środków zaradczych jakie proponowali co bardziej energiczni członkowie naszej organizacji jest jeden, o którym nie możemy nigdy zapomnieć… Papiestwo miało zawsze decydujący wpływ na losy Italii. Wyposażone wszędzie w oręż, głos, pióro i serce swych niezliczonych biskupów, zakonników, zakonnic oraz wiernych zawsze znajdowało ludzi fanatycznie przygotowanych na ofiary i męczeństwa… W dzisiejszych czasach nie zamierzamy odbudowywać, nawet dla naszej korzyści, tej potęgi, która została chwilowo osłabiona [z powodu upadku państwa kościelnego]. Nasz ostateczny cel jest tym samym jaki miał Wolter i Rewolucja Francuska: całkowite zniszczenie katolicyzmu, a nawet chrześcijaństwa…

    Od tysiąca siedmiuset lat papiestwo stanowi zasadniczą część włoskiej historii… Nie możemy znieść takiego stanu rzeczy; musimy znaleźć remedium na tę sytuację. I oto jest! Papież, ktokolwiek nim będzie, nigdy nie przyłączy się do tajnych stowarzyszeń. Tak więc to tajne stowarzyszenia muszą zrobić pierwszy krok w kierunku Kościoła i Papieża by ich pokonać…

    Zadanie którego wykonania się podejmujemy nie dokona się w dzień, miesiąc czy rok. Może wymagać wielu lat, być może nawet stulecia… Dla zwycięstwa naszej sprawy nie zamierzamy przeciągać na naszą stronę Papieża przez nawrócenie go na nasze zasady albo zrobienie go ich propagatorem… TYM CO MUSIMY ZROBIĆ TO CZEKAĆ, jak Żydzi wyglądający Mesjasza, NA PAPIEŻA ODPOWIEDNIEGO DLA NASZYCH CELÓW. Tylko taki Papież będzie nam większą pomocą w szturmie na Kościół niż małe broszury naszych francuskich braci czy nawet złoto Anglii. A to dlaczego? Ponieważ z takim Papieżem będziemy mogli skutecznie skruszyć skałę, na której Bóg zbudował Swój Kościół… Mały palec następcy Piotra powinien zostać umoczony w intrydze i ten mały palec powinien okazać się skuteczniejszy w tej krucjacie niż wszyscy Urbanowie II i wszyscy św. Bernardowie chrześcijaństwa… Nie mamy wątpliwości, że osiągniemy ten ostateczny cel naszych wysiłków… Zanim będziemy mogli sfabrykować Papieża zgodnego z naszymi życzeniami, musimy stworzyć całe pokolenie godne królestwa, którego oczekujemy. Musimy wykluczyć z naszych rachub ludzi starych i w średnim wieku. Musimy skierować cały wysiłek na zdobycie młodych, a w miarę możności, nawet bardzo młodych… Gdy wasza dobra reputacja ugruntuje się w internatach, szkołach średnich, uniwersytetach i seminariach, gdy zdobędziecie zaufanie zarówno nauczycieli jak i uczniów, pielęgnujcie szczególnie w tych, którzy wkraczają do stanu duchownego pragnienie współpracy z wami… Wasza dobra opinia uczyni młodszych członków świeckiego a nawet zakonnego duchowieństwa chłonnymi na nasze doktryny. W przeciągu kilku lat, to samo młode duchowieństwo z konieczności obejmie odpowiedzialne stanowiska. Będą rządzić, administrować, sądzić i tworzyć radę papieską; niektórzy zostaną wezwani na wybór przyszłego Papieża. Ten Papież, jak większość jego współczesnych, będzie w większym lub mniejszym stopniu pod oddziaływaniem tych włoskich i humanistycznych zasad, które teraz wprowadzamy do publicznego obiegu. Jest to małe ziarnko gorczycy które powierzamy ziemi…

    Na całej długości ścieżki, którą teraz szkicujemy naszym braciom znajdują się poważne przeszkody do przezwyciężenia i wszelkiego rodzaju trudności do pokonania. Działając z doświadczeniem i mądrością powinniśmy nad nimi zatriumfować. Cel jest tak wspaniały, że dla jego osiągnięcia trzeba rozwinąć wszystkie żagle. Chcecie zrewolucjonizować Italię? Wyszukajcie Papieża odpowiadającego naszemu opisowi. Chcecie założyć królestwo wybranych [tj. masonów] na tronie babilońskiej nierządnicy? NAKŁOŃCIE ZATEM KLER BY KROCZYŁ POD WASZYM SZTANDAREM W PRZEKONANIU, ŻE MASZERUJE POD SZTANDAREM PAPIESKIM. Chcecie by znikły ostatnie ślady tyranii i ucisku? Zarzućcie wasze sieci jak Szymon Bar-Jona. Zarzućcie je raczej w głębie zakrystii, seminariów, zakonów niż mórz, a jeśli nie będziecie przynaglać wydarzeń, to obiecujemy, że sami zbierzecie jeszcze cudowniejszy połów od niego… Poławiacz ryb stał się rybakiem ludzi; wy będziecie łowić przyjaciół u samych stopni Tronu św. Piotra. PLONEM WASZEGO POŁOWU BĘDZIE REWOLUCJA W KAPIE I TIARZE, MASZERUJĄCA POD KRZYŻEM I PAPIESKIM SZTANDAREM; REWOLUCJA POTRZEBUJĄCA TYLKO ISKRY, BY CZTERY STRONY ŚWIATA STANĘŁY W OGNIU. W PRZECIĄGU STU LAT… BISKUPI I KSIĘŻA BĘDĄ UWAŻAĆ, ŻE MASZERUJĄ ZA EMBLEMATEM KLUCZY ŚW. PIOTRA, A W RZECZYWISTOŚCI BĘDĄ PODĄŻAĆ ZA NASZĄ CHORĄGWIĄ… REFORMY ZOSTANĄ WPROWADZONE W IMIĘ POSŁUSZEŃSTWA” (8).

    Przeciętnemu czytelnikowi wszystko to może się wydać zbyt przesadzone, ale co można powiedzieć gdy czołowy mason, Yves Marsoudon (mistrz Najwyższej Rady Francji, rytu szkockiego) wypowiada się w ten sposób:

    „Zmysł uniwersalizmu tak bujnie kwitnący dziś w Rzymie jest bardzo bliski naszemu celowi istnienia… Z całego serca popieramy «Rewolucję Jana XXIII»…”.

    Nie będąc jeszcze tym usatysfakcjonowany, Yves Marsoudon następującymi słowami zadedykował „papieżowi” swoją książkę L’Oecuménisme vu par un franc-maçon de tradition (Ekumenizm widziany oczami tradycyjnego masona):

    „Pamięci Angelo Roncalliego, kapłana, arcybiskupa Messembrii, nuncjusza apostolskiego Paryża, kardynała Kościoła rzymskokatolickiego, patriarchy Wenecji, PAPIEŻA Jana XXIII, KTÓRY RACZYŁ UDZIELIĆ NAM SWEGO BŁOGOSŁAWIEŃSTWA, ZROZUMIENIA I PROTEKCJI”.

    Następnie zadedykował ją:

    „Papieżowi pokoju, ojcu wszystkich chrześcijan, przyjacielowi wszystkich ludzi, Jego czcigodnemu kontynuatorowi, JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚCI PAPIEŻOWI PAWŁOWI VI” (9).

    UWAGI ODNOŚNIE OBECNEJ SYTUACJI W KOŚCIELE

    Współcześni katolicy stają wobec straszliwego dylematu. Jeśli są posłuszni posoborowym „papieżom”, to muszą odstąpić od katolickiej wiary jaka istniała od czasów Chrystusa i Apostołów.

    Z tego co przedstawiono już we wcześniejszych rozdziałach widać wyraźnie, że katolicy muszą udzielić swej intelektualnej akceptacji wszystkiemu co jest zawarte w zwyczajnym Magisterium Kościoła. Wielokrotnie deklarowano, że Vaticanum II stanowi „najwyższą formę zwyczajnego Magisterium”. Encykliki i inne orzeczenia mające związek z wiarą i moralnością (co obejmuje zmiany liturgiczne oraz zmiany w formie Sakramentów) ogłoszone pod egidą papieskiego autorytetu („papieże” wypowiadający się w ramach ich papieskiej funkcji) również wymagają naszej intelektualnej aprobaty. Gdy mowa jest o intelektualnej akceptacji to odnosi się to do posłuszeństwa, ponieważ cnota wymaga, by nasza wola działała w zgodności z naszym rozumem.

    Otóż dokumenty te (Vaticanum II, encykliki, itd.) wyraźnie głoszą nauki sprzeczne z tym co było zawsze autorytatywnie nauczane aż do śmierci papieża Piusa XII. Wobec tego, katolik musi przyjąć fakt, że albo Duch Święty nauczał błędu w przeszłości albo uczy błędu w dzisiejszych czasach albo może zmieniać zdanie na temat prawdy – kwestii mających związek z wiarą i moralnością. Jeżeli posoborowi „papieże” są odpowiedzialni za nauczanie – z domniemanym autorytetem apostolskim – choćby jednego błędu, to musimy wtedy przyjąć, że albo Sam Chrystus uczy błędu (quod absit) albo że posoborowi „papieże” są uzurpatorami nie posiadającymi autorytetu tej władzy.

    Katolicy, którzy poważnie traktują swą wiarę już dawno dostrzegli ten dylemat. Dopracowali się już wielu rozmaitych rozwiązań mających na celu utrzymanie „posłuszeństwa wobec papieskiego autorytetu” (zależy od tego nasze zbawienie) i nie popadnięcie w apostazję. Niektórzy oświadczyli, że mogą przebierać i wybierać co chcą z dokumentów Vaticanum II i innych papieskich wypowiedzi – akceptując te, które pozostają „w zgodności z Tradycją” i odrzucając innowacje (Bractwo Św. Piusa X). Ale takie stanowisko narusza katolicki wymóg okazania intelektualnej akceptacji i posłuszeństwa tym, których uznają za będących „jedną hierarchiczną osobą z Chrystusem”. Inni próbują zanegować magisterialny charakter dokumentów Vaticanum II (oraz encyklik, itd.) albo uczą błędnie, że zwyczajne Magisterium może zawierać błąd (Michael Davies). Jeszcze inni twierdzą, że ich organizacje są zwolnione z posłuszeństwa z powodów historycznych (Zakon św. Jana). Niektórzy udali się do Rzymu i uzyskali pozwolenie na odprawianie tradycyjnej Mszy postanawiając zignorować fakt, że takie pozwolenie jest zawsze zależne od przyjęcia nauczania Vaticanum II oraz Novus Ordo Missae jako równie wartościowej formy kultu (Bractwo Św. Piotra i różni pojedynczy kapłani). W wielkiej obfitości występują też niezliczone pomniejsze odmiany tych stanowisk.

    Zdając sobie sprawę z tego, że nikt nie może nauczać błędu powołując się na autorytet władzy Chrystusa, wielu katolików oświadczyło otwarcie, że posoborowi „papieże” nie posiadają żadnego autorytetu władzy. Niektórzy utrzymują, że Stolica Apostolska jest pusta – co zwykle określane jest jako sedewakantyzm. Takie stanowisko nie jest antypapieskie, lecz raczej zdecydowanie propapieskie. I to z powodu wielkiego poszanowania dla władzy papieskiej stanowisko to natychmiast odrzuca każdego, kto używa papieskiego urzędu do uporczywego głoszenia błędu. Inni, dostrzegając, że posoborowi „papieże” faktycznie zasiadają na tronie Piotrowym, skłaniają się do teorii materialiter/formaliter, która głosi, że są oni papieżami materialnymi ale nie formalnymi, że pomimo zasiadania na tronie Piotra nie mają żadnego autorytetu władzy ale, że gdyby nagle stali się katolikami i głosili prawdziwą naukę to wówczas by go odzyskali. Ci, którzy odrzucają autorytet posoborowych „papieży” są oczywiście zobowiązani do posłuszeństwa nauczaniu Kościoła istniejącemu aż do czasu ich uzurpacji.

    Zakończmy uwagą doktrynalną. Posłuszeństwo to cnota moralna. Wiara, Nadzieja i Miłość to cnoty teologiczne. Jako takie posiadają wyższą wartość niż posłuszeństwo. Jest to oczywiście logiczne, ponieważ posłuszeństwo nie jest celem samym w sobie, tylko środkiem do celu. Celem posłuszeństwa jest „zachęcenie” nas do wypełniania nakazów Wiary, a nie odwrotnie. Dawanie posłuchu błędowi albo fałszywej wierze jest apostazją. (Wiara, na co już wcześniej wskazano, posiada dwa aspekty; jednym są dogmaty i nauczanie Kościoła, a drugim jest nasze ich przyjęcie).

    Ks. Rama P. Coomaraswamy, 2001

  17. jowram said

    http://breviarium.blogspot.com/2012_10_01_archive.html

    Msza Gmailowa
    Jak donoszą Masońskie Wieści, w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Belo Jardim w Brazylii, diecezja Pesqueira, proboszcz, o. Gerald de Magela Silva odprawił niedawno Mszę świętą z okazji „Dnia Masonerii”. Na Mszę świętą stawili się członkowie lokalnej loży użytkowników Gmaila (no bo przecież do głowy nam nie przychodzi, że to byli masoni, w dodatku otrzymali Komunię świętą z rąk świeckich żniwiarzy płci obojga) w strojach organizacyjnych.

  18. Pokręć said

    @15: ja po prostu chcę, żeby to g… się już skończyło. jestem całym sercem za Tradycją i nieskażonym, tradycyjnym nauczaniem Kościoła. I bardzo chciałbym, żeby to posoborowcy musieli się ukrywać i znosić ekskomuniki a nie tak, jak jest teraz. Niestety, jak już pisałem – za głupi jestem, żeby rozstrzygnąć co i jak. Niech nasz wszystkich (i mnie też) Bóg ma w Swojej opiece.

  19. Marucha said

    Re 18:
    Panie Pokręć, tak na poważnie…
    Jeśli istotnie nie jest Pan w stanie własnym rozumem zdecydować, gdzie leży prawda, to myślę, że Bóg weźmie to pod uwagę.
    Natomiast jeśli Pan jest w stanie dojrzeć prawdę (a przecież jest Pan!), ale z jakichś powodów idzie po najmniejszej linii oporu, to może być gorzej.
    Taka jest moja opinia.

  20. bardzo. said

    Panie Gajowy, a czy zna Pan definicje Prawdy?
    Bo ja szczerze przyznam sie bez bicia i powiem otwarcie, ze nie.

    Jedynie intuicyjnie czuje wielkosc Tradycji i niepewnosc Nowego.
    Ale coz intuicja mojego skromnego ja moza znaczyc…

  21. TS said

    Panie Marucha
    Już pisałem o dylemacie: która kolejka jest ta ważna. Ja rozumiem Pokręcia, bo jesteśmy, my wierni, jak ten kolejkowicz, przeciągani na obie strony… A przecież nie jesteśmy teologami i nie potrafimy roztrząsać kropek i przecinków… Jest nam ciężko, bo dążymy do zbawienia i szatan mąci w tym ile może. A nas na prawdę g..no obchodzą swary uczonych w piśmie. My chcemy jednoznacznie wiedzieć, która opcja jest dla nas zbawienna i nie prowadzi do niczego.
    U nas Bractwo Kapłańskie Św. Piotra sprawuje Mszę Trydencką raz w miesiącu, do kaplicy Bractwa Piusa X mam 200 km. Jak zatem przestrzegać przykazania, by każdy dzień święty święcić? Z 500 kapłanami na całym świecie nie zawojujecie dla Chrystusa ziemi, KK trzeba naprawiać od środka. Benedykt XVI chce naprawy interpretacji V II, zobaczymy z jakim skutkiem…
    Podobało mi się:
    “Wobec tego prawdziwym i szczerym katolikiem jest ten, kto prawdę Bożą, kto Kościół, kto Ciało Chrystusa miłuje, kto nad Boską religię, kto nad wiarę katolicką niczego wyżej nie ceni, ani niczyjej powagi, ani miłości, ani geniuszu, ani wymowy, ani filozofii, lecz gardzi tym wszystkim, i niewzruszenie trwa przy wierze, a postanawia tego tylko się trzymać i w to wierzyć, czego się powszechnie z dawien dawna Kościół trzyma. Prawdziwy katolik, jeśli spostrzeże, że ktoś później jakąś nową i nieznaną naukę zaprowadza, poza wszystkimi albo wbrew wszystkim świętym, to pouczony szczególnie słowami błogosławionego Pawła apostoła, widzi w tym nie religię, lecz pokusę” (Commonitorium adversus haereses, XX).
    i to odnoszę do obu stron sporu wokół posiadania prawdziwej wiary. Ciekawe, że papież B XVI jest autorytetem na poparcie podstaw nieposłuszeństwa. Jak mamy nie słuchać Papieża, skoro nie można mu wykazać herezji w stosunku do dogmatów?
    Na ostatniej spowiedzi kapłan mi wytłumaczył, że nie jestem fundamentalistą, tylko konserwatystą KK – cokolwiek to by oznaczało (?), ale ja uważam się chyba dalej za fundamentalistę (nie łączyć z terroryzmem). Natomiast kryteriów czystego Tradycjonalisty nie spełniam – bo uważam, że Msza Św. NWO jest ważna i najbardziej dostępna. Porównywałem tłumaczenia podstawowych tekstów – nie różnią się wiele. A wypinanie tyłka do przodu czy do tyłu jest mi obojętne. Osobiście wolę ojczysty język od łaciny. Oczywiście nie wszystko mi się też podoba… w NWO, ale przepraszam za to zawsze Pana Boga. I nie myślę słuchać sporów nad moją wiarą, to od złego pochodzi. I wszystkim wara od moich poglądów. Odpowiem za nie przed Bogiem bez tej waszej pokrętnej „mechanizacji”.

  22. Tralala said

    ad 20
    Szkolna definicja Prawdy:
    1. tozsamosc, A jest A
    2. niesprzeczosc, A nie jest B
    3. ma przyczyne i skutek
    4. celowosc

  23. Józef said

    [TS powiedział/a]
    ” A nas na prawdę g..no obchodzą swary uczonych w piśmie. My chcemy jednoznacznie wiedzieć, która opcja jest dla nas zbawienna i nie prowadzi do niczego”
    Zawsze była jedna opcja czyli katolicka wiara i jedność z papieżem w Kościele.Brakuje w tej regule katolickiej wiary oficjalnych struktur. To nie jest wyznawana wiara naszych ojców. Wiara się nie zgadza i nawet ślepi to widzą. Oazowo gitarowymi mszczynkami nie wyjednamy łask u Boga.To jest wielkie kłamstwo posoborowych nowinkarzy, że uczestnicząc w bluźnierczych spektaklach, wypełniamy niedzielny obowiązek katolika.
    ”Św. Teresa z Avila, doktor Kościoła, kobieta wybitnej orientacji w sprawach duchowych, pisze z właściwą sobie jasnością:„Przeklęta taka wierność, która posuwa się aż do sprzeniewierzenia się prawu Bożemu! Jest to przewrotny obyczaj świata” (Księga życia)”

  24. Marucha said

    Re 20, 22:
    Istnieje definicja prawdy Św. Tomasza z Akwinu.

    Słowo „prawda” może być rozumiane trojako:
    1. Metafizycznie – verum est id, quod est. (Prawdą jest to, co jest.) Prawdziwe jest to, co istnieje. Prawda jest zamienna z bytem. Każda rzecz, o ile istnieje, jest prawdziwa. Prawda jest transcendentalium.
    2. Teoriopoznawczo – verum est adaequatio intellectus et rei. Prawda zachodzi wówczas, jeżeli to co jest w naszym intelekcie jest zgodne z rzeczywistością.
    3. Logicznie – verum est manifestativum et declarativum esse. Wszystko co wskazuje na prawdę, ukazuje ją, prowadzi do niej.

  25. Marucha said

    Re 21:
    Pisze Pan, że nie wie, która droga – wierności Tradycji czy modernizmu – jest słuszna.
    Co więcej, mówi Pan: nie jesteśmy teologami i nie potrafimy roztrząsać kropek i przecinków.

    W tym momencie dosłownie mną zatrzęsło… KROPEK i PRZECINKÓW????

    Zmiana katolickiej Mszy, bezkrwawej ofiary, na protestancką „ucztę” to jest „kropka”?
    Podważanie Przeistoczenia – to jest „przecinek”?
    Zniszczenie Świętej Liturgii, w której każde słowo, każdy gest był ważny – to może dwukropek?
    A usunięcie ołtarzy z kościołów? A usuwanie albo chowanie tabernakulum gdzieś w niewidoczny kąt?
    Komunia udzielana rękami, przepraszam za wyrażenie, „szafarzy”?
    Teologia powszechnego zbawienia?

    Mógłbym tak ciągnąć niemal bez końca.

  26. Józef said

    Takie posłuszeństwo co to nie kosztuje specjalnego wysiłku, to posłuszeństwo posoborowemu klerowi aż do apostazji.
    http://pl.gloria.tv/?media=343328

  27. Jones said

    15, 19, 25. Panie Gajowy , wczoraj w Rokitnie w Sanktuarium byly „modlitwy” w stylu Robta co Chceta „Woodstok Rokitno”. Oczywiscie Dupa do Tabernakulum Ksieza odprawiaja Satanistyczna msze Nowusa. Ludzie Spiewem Zespolow instrumentalnych z perkusja, krzykami, wrzaskami zdegustowani, zdezorientowani. Ten obraz powinien byc nagrany i puszczony w Internecie.

    A ROKITNO TO TAK PIEKNE SANKTUARIUM!

    Mogla byc to taka Twierdza!

    Okupacja Zydo-Masonerii cala Geba – wszedzie!

  28. Marucha said

    Re 27:
    No cóż, a nasi katolicy wciąż nie wiedzą, którą drogą iść…


    Sanktuarium w Rokitnie

  29. Józef said

    Posoborowy piknik czyli ”Zwyczajny Ryt Rzymski”

  30. Józef said

    Posoborowie Najswietszą Ofiarę Mszy Św traktuje równie powaznie jak wygląda

  31. Pokręć said

    Panie Gajowy, papież zatwierdził ten nieszczęsny NOM. Papież jest najwyższym (po Bogu) autorytetem w Kościele. Nie, żebym był fanem NOM, gdybym miał możliwość uczestniczenia we Mszy Św. przedsoborowej, to bym uczestniczył w takiej, ale wyboru zbyt wielkiego nie mam. Czegoś trzymać się trzeba.
    Poza tym, jeśli NOM jest nieważny i heretycki, to oznacza tylko jedno: żyjemy w czasach apokaliptycznych, kiedy ustała Ofiara i tylko gdzieniegdzie jeszcze coś się tli.

    Formalnie rzecz biorąc, NOM jest ważny. Natomiast czy jest godny? Czy zamiast umacniać wiarę, od niej nie odciąga? – admin

  32. Pokręć said

    Mam świadomość problemów w Kościele. Ks. Natanek opowiadał, jak to w Szczecinie był pogrzeb jakiegoś nadzwyczajnego szafarza. Przyjechał na pogrzeb jego przyjaciel z daleka i poprosił o podniesienie wieka trumny, bo chciał spojrzeć na przyjaciela po raz ostatni. Podniesli. I co zobaczyli? Cała prawa ręka denata była czarna. Jak uschnięta. Dla mnie to znak oczywisty. Szkoda, że nie dla tamtejszego biskupa.

  33. marost said

    AD31.
    wyboru zbyt wielkiego nie mam. Czegoś trzymać się trzeba.
    To jest prawdziwy dylemat dzisiejszego katolika, ktoremu Kosciol uniemozliwil uczestnictwo w bezkrwawej Ofierze na pamiatke meki Panskiej i spotkanie z Chrystusem Eucharystycznym, realnie, substancjalnie obecnym .

    Czegos sie trzymac trzeba…? Novousa? – a moze prawoslawia?
    Czy NOM jest wazny? – pytanie bardzo ogolne – msza wg NOM jest niewatpliwie jakims nabozenstwem przypominajacym msze sw – skoro ksieza nie sa pewni Prawdziwej Obecnosci, to wartosc jej jest watpliwa.
    Ale Jesli?????? posoborowe swiecenia kaplanskie sa wazne (jest ciaglosc apostolska), to pod warunkiem zachowania zwyczajnych warunkow niezbednych do zaistnienia sakramentu, tenze ma miejsce z pozytkiem dla wiernych.

    Dla przykladu czy tzw eucharystia z zastosowaniem I Modlitwy Eucharystycznej gdzie nie ma miejsca wezwanie Ducha swietego moze nie byc watpliwa???. – Jesli odprawia sie bez obecnosci, wsparcia DSw to w jakimze duchu ona sie odprawia?
    I ME jest skopiowana ze mszalu rzymskiego ktorego liturgia zawiera modlitwy Offertorium i tam wlasnie jest wezwanie DSw. a nie w samej ME. NOM wyrzucil offertorium i wraz z nim to wezwanie.

    Jesli nie mam mozliwosci skorzystania ze niedzielnej mszy vg VOM to nie ide w ogole lub co najwyzej ide do Kosciola by pomiedzy „ucztami pod wezwaniem” pomodlic sie przed NS, aby nie narazic sie na uczucie oburzenia i goryczy patrzac na to widowisko. I tak, patrzac na lawki spod ktorych ludzie kosciola usuneli kleczniki, tabernakulum itd trudno opanowac wscieklosc.

    Poza tym, jeśli NOM jest nieważny i heretycki, to oznacza tylko jedno: żyjemy w czasach apokaliptycznych, kiedy ustała Ofiara i tylko gdzieniegdzie jeszcze coś się tli.
    Warto miec na uwadze, ze katolicyzm wraz z prawoslawiem sa jedyna religia na kuli ziemskiej od czasu upadku swiatyni Jerozomimskiej, gdzie odprawia sie kult Boga wyrazony skladana Mu ofiara. Ale czy to docztyczy tez Novusa????

  34. Pokręć said

    Panie Gajowy, skoro NOM jest ważny, to mi nieco ulżyło. Nie dostanę w tyłek od Boga za uczestnictwo we Mszy Św. w parafii. Dostaną ci, co ten NOM zatwierdzili i pocięli z czci oddawanej Bogu. A wiary mi chyba raczej ów NOM nie umniejszy. Myślę, że moja wiara nie bierze się z takiej, czy innej liturgii. Ja po prostu uważam, że mam za zadanie zrobić, co do mnie należy (uczestniczyć we Mszy Św. w tym przypadku). Podobnie mało mnie obchodzi, czy ksiądz dający mi rozgrzeszenie albo podający Komunię Św. jest świątobliwym mnichem, czy rozpustnikiem z dziećmi na boku albo wręcz pedofilem. Owszem, jak mogę wybierać, to wybieram, ale jak nie mogę – to biorę, co jest.

  35. Marucha said

    Re 34:
    Liturgia jest b. ważnym elementem naszej wiary, nie została wymyślona z niczego, lecz każde jej słowo, każdy gest, ma swoje znaczenie. Sączenie modernizmu do dusz wiernych nie musi być widoczne natychmiast, bo to jest proces stopniowy i bezbolesny. Bardzo trudno mu nie ulec…

  36. Tralala said

    Na pocieszenie:

    po polsku – http://www.youtube.com/watch?v=Ti04bTFyFkU

    po lacinie – http://www.youtube.com/watch?v=VjNhyHsgU7Y&feature=related

  37. Tralala said

    O saczeniu sie powoli, powoli skorumpowanych, modernistycznych pojec, mowil ladnie ks. Pfeiffer w swoim lipcowym kazaniu broniacym lefebrowskiego kierunku Bractwa.

    video po angielsku ; http://www.youtube.com/watch?v=4y4JqyN9pbg&feature=plcp

    tekst polski ukaze sie na ZNiepokalana juz pewnie wkrotce

    Korzystanie z poslug posoborowego KK nie jest takie obojetne, z czasem przyzwyczajamy sie do wszystkiego i mowimy „wszystko mi jedno”, a potem….

    Wiem dobrze, ze malo kto ma triedentine obok domu, a tym co maja „to sie dobrze mowi”, aby nie chodzic na NOM. Jezeli przestalibyscie chodzic wszyscy, koscioly bylyby puste, moze wreszcie kler zrozumialby w czym rzecz.

    Czy nie lepiej zostac w domu i wysluchac Mszy sw na internecie, nawet cichej, z mszalem przed nosem ? i stale tej samej zapisanej na dysku? Przeczytac list i ewangelie na dana niedziele z portalu z kalendarzem liturgicznym, znalezc sobie jakies dobre kazanie i posluchac go jeszcze raz ?

    Nie powinnismy sobie pozwalac na iscie na latwizne, jak parafianie nie beda walczyc o prawdziwa Msze sw, to nie beda jej mieli i basta!

  38. Jan said

    Całe życie składa się z wyborów niestety i z tego będziemy sądzeni. Oby jak najmniej z nas usłyszało – pójdz precz sługo leniwy, gnuśny i nieużyteczny, Nie ma łatwych i gotowych recept.do bezmyślnego automatyznego stosowania Nawet zwierzęta odczuwają niepokój i uciekają, gdy w pobliżu coś złego się dzieje. Nie oczekujmy, że ktoś kiedyś nam wszystko unormuje. Być może niedługo trzeba będzie tak jak w czasach rzymskich zejść do katakumb a może i oddać życie w prześladowaniu resztek wiernych. Przepraszam na powtórzenie brzydkiego a użytego trochę wyżej stwierdzenia „gówno mnie to obchodzi” – tak pisać o tym co jest najważniejszym w życiu dla siebie i bliżnich NIE PRZYSTOI. Św Faustyna miała wizję okrutnego biczowania Pana Jezusa a zaraz po tym w drugiej jakby odsłonie zobaczyła jak czynią to duchowni z jeszcze większą zajadłośią od tych sprzed 200- tys.lat.
    Szukajcie prawdy a prawda was wyzwoli.

  39. marost said

    AD37
    Nie powinnismy sobie pozwalac na iscie na latwizne, jak parafianie nie beda walczyc o prawdziwa Msze sw, to nie beda jej mieli i basta!
    Oczywiscie! . Nie chcac sie powtarzac – dodam tylko to co zreszta kazdy katolik powinien znac:
    sa cztery korzysci (cele uczestnictwa) ze mszy sw.
    -uczczenie i uwielbienie Bozego Majestatu
    -podziekowanie Bogu za dary i laski otrzymane
    -przeprosic, przeblagac Boga za grzechy i niedoskonalosci…
    -prosic o potrzebne laski dla kosciola, dla siebie itd

    Idac na „nielubiana” msze, podczas ktorej uchybienia, zniewagi Boga i NS jawia sie gesto, jakze w takiej atmosferze uzyskac te korzysci?. Po coz wlasciwie przychodzic?

    Ale czlowiek nawet nie koniecznie bardzo wierzacy po pewnym czasie bedzie tesknil – tak z grubsza, poprostu do kosciola ale w glebi jest to tesknota za Bogiem, ktora po pewnym czasie powiedzie go nawet na NOM. Tak jak to bylo z zydami w drodze do Ziemi Obiecanej. Kiedy Mojzesz dlugo nie powracal odlali sobie zlotego cielca by czcic Boga. Czy stali sie poganami??? – takie pytanie mozna sobie stawiac ale oni nie przestali wierzyc – Bog byl im potrzebny oni za nim tesknili, a nie mieli z Bogiem kontaktu, ktorego zapewnial im Mojzesz…

  40. marost said

    AD37
    Chodzic czy nie na NOM podczas braku trydentiny? – to jest jeden problem.
    Birytualizm wydaje mi sie jeszcze gorsza trucizna. Wiele jest ludzi, ktorzy slabo znaja trydentine uwazaja sie z tzw tradycjonalistow i jako tacy sa znani w otoczeniu chodzac rowniez na novusy legitymizuja taka postawe.
    Sa personalizacja sluzenia dwom Bogom dajac swiadectwo ze tak mozna, tak tez jest dobrze: czy wezme komunie sw do ust na kleczaco, czy na reke gesiego itp. W obydwu przypadkach stosunek do Swietosci jest inny – zupelnie jakby chodzilo o innego Boga. Patrzac na to mlodzi wchodzacy w zycie religijne jakie maja wzorce? – jaka bedzie ich duchowosc?

  41. Marucha said

    Re 40:
    Ja osobiście uważam, że lepiej jest spędzić w domu godzinę nad Mszałem, niż iść na nowusa i się denerwować, nie mogąc się skupić.

  42. Józef said

    Panie Pokręć i reszta bi rytualistów. Mnie też się wydawało, że jak raz sobie pojadę do Przeoratu FSSPX na Trydentinę a raz do swojej parafii na NOM i wszystko będzie cacy. Nie może być cacy, bo swoją obecnością będę autoryzował NOM, a tym samym popierał odstępstwo liturgiczne zapowiedziane w Księdze proroka Daniela( ohyda spustoszenia zalegająca miejsca święte)

  43. Tralala said

    ad 40 i 41
    I stad pytanie: jak mozna NOM uznac wogole za msze, jezeli my wszyscy (chyba wszyscy) chodzacy na tridentine, irytujemy sie podczas NOMu, nie mozemy sie skupic, wszystko nam przeszkadza i jest nie tak.
    Czy z przekory, dumy, zarozumialstwa, jak sadza posoborowcy ? Nie,nie i nie!
    Ale czesto z poczucia krzywdy wyrzadzanej Bogu i na koncu nam samym. Ja osobiscie nie potrafie „dotknac” boskosci na tym skundlonym nabozenstwie, a przyznam sie, ze bardzo dawno temu probowalam.

  44. Marucha said

    Re 43:
    Jest sposób na wymuszenie na hierarchach dostępu do Tridentiny. Nazywa się TACA.
    Nie dawać na tacę – zwłaszcza, jeśli ksiądz jest „kreatywny” w duchu posoborowego bezhołowia.

  45. Tralala said

    I dla przypomnienia: Offertorium
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Offertorium

  46. Marucha said

    Re 45:
    Choć to Wikipedia, to zupełnie poprawnie opisuje zmianę charakteru Mszy. Cytuję:

    Offertorium (inaczej Ofiarowanie) – część Mszy Świętej.
    W rycie trydenckim następuje po Credo (wyznaniu wiary).
    W nowym rycie Mszy świętej (po roku 1969) zostaje zastąpione Przygotowaniem darów.

    W mszy trydenckiej offertorium rozpoczyna się wezwaniem Dominus vobiscum, wezwaniem Oremus i antyfoną offertorium. Antyfona ta należy do proprium missae i jej treść jest zmienna. Jest odmawiana głośno przez kapłana, dodatkowo może być śpiewana przez chór. Po antyfonie następuje ofiarowanie chleba i wina, które zostaną przeistoczone podczas Kanonu. Dokonuje się to przez modlitwę Suscipe sancte Pater… (Przyjmij, święty Ojcze…). Kapłan prosi też Ducha Świętego by pobłogosławił tę ofiarę (Veni Sanctificator… – Przyjdź, Poświęcicielu…). Po tych modlitwach następuje Lavabo, czyli obmycie rąk. W mszy uroczystej dokonuje się też okadzenia. Offertorium kończy się modlitwą zwaną sekretą, odmawianą po cichu (stąd jej nazwa).

    W liturgii posoborowej w czasie offertorium można wykonywać śpiew tzw. na ofiarowanie. W nowej liturgii Mszy modlitwy przygotowanie darów oparto na modlitwie żydowskich błogosławieństw, modlitwy te „przypominają swoją formą żydowskie berakoth, modlitwy błogosławieństwa odmawiane przez głowę rodziny na początku uroczystych posiłków, które miały wymiar religijny”.
    ——————–
    Polecam zajrzenie do tego artykułu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Offertorium) i przestudiowanie porównania Offertorium w obu Mszach.
    Kto nie jest ślepy, ten zobaczy.
    Kto nie zobaczy… niech liczy na boskie miłosierdzie dla ubogich w rozumie.

  47. Tralala said

    Szatnaz sakramentami. Czy bp Fellay nie przesadza?
    http://z10.invisionfree.com/Ignis_Ardens/index.php?showtopic=11056

  48. mercadeo said

    KKK 1741 Wyzwolenie i zbawienie. Przez swój chwalebny Krzyż Chrystus wysłużył zbawienie wszystkim ludziom. Wybawił ich z grzechu, który trzymał ich w niewoli; „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1). W Nim uczestniczymy w prawdzie, która czyni nas wolnymi (Por. J 8, 32). Został nam dany Duch Święty – jak naucza Apostoł – „gdzie jest Duch… tam wolność” (2 Kor 3,17). Już teraz chlubimy się „wolnością… dzieci Bożych” (Rz 8, 21).

Sorry, the comment form is closed at this time.