Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Marynarka w stanie zapaści

Posted by Marucha w dniu 2012-10-08 (Poniedziałek)

W czerwcu zeszłego roku, w dniu święta Marynarki Wojennej Rzeczpospolitej Polskiej, w Zatoce Gdańskiej odbyła się efektowna parada okrętów. Przed licznie zgromadzoną publicznością przedefilował trzon polskiej floty wojennej. Patrząc na to atrakcyjne widowisko trudno było domyślić się, że przez zaniedbania decydentów nasza flota znajduje się w fatalnym stanie, a dalsze zaniechania doprowadzić mogą do jej zupełnego rozkładu.

Trzecia RP odziedziczyła po PRL dosyć pokaźną flotę, jednakże w nowej rzeczywistości część jednostek okazała się mało przydatna. Nie chodziło tylko o zły stan techniczny niektórych okrętów, ale także o fakt, że część floty stanowiły jednostki desantowe. Odtajniony w 2006 roku „Plan operacji zaczepnej Frontu Nadmorskiego” wskazuje, że jednym z zadań Ludowego Wojska Polskiego było opanowanie terytorium Danii i wysp duńskich, a jednym z elementów ofensywy wyzwalającej robotników i chłopów Zachodu z jarzma kapitalistycznego ucisku miał być desant morski. Stąd też obecność tego typu jednostek w składzie floty PRL, a potem III RP. Jednakże po upadku realnego socjalizmu Wojsko Polskie (w tym marynarka wojenna) otrzymało zadania defensywne i część jednostek była już nieprzydatna w nowej rzeczywistości.

Pierwsze lata Trzeciej Rzeczpospolitej przebiegały pod znakiem wychodzenia z załamania gospodarczego. W siłach zbrojnych okres ten związany był z zmniejszaniem ich liczebności i wycofywaniem części sprzętu. Również MW RP ulegała stopniowej redukcji. O ile zmniejszanie ilości okrętów i redukcje personelu można było uzasadnić kwestiami ekonomicznymi czy technicznymi, to poważnym błędem okazał się brak wizji rozwoju Marynarki Wojennej.

Można odnieść wrażenie, że do dzisiaj za bardzo nie wiadomo, jaki główny cel ma przyświecać istnieniu tej części sił zbrojnych. Symbolem tego jest brak doktryny morskiej. Nie określono, czy MW ma być flotą przybrzeżną (głównym celem byłaby w tym przypadku obrona morskich granic Polski), ekspedycyjną (nastawioną na działania w ramach NATO), czy też flotą łączącą oba te cele (takie rozwiązanie kosztuje najwięcej). Symbolem problemów trapiących tą część polskich sił zbrojnych stał się program budowy korwet „Gawron”.

Założenia planu były ambitne, miało powstać sześć jednostek bazujących na nowoczesnym projekcie MEKO A-100. Jednakże wskutek cięć w programie finansowania, problemów związanych z przemysłem stoczniowym oraz braku woli politycznej stopniowo redukowano ilość jednostek (w końcu MW miała otrzymać jedną korwetę), a ostatecznie program anulowano w 2012 roku po to, aby wskrzesić go i zwodowany kadłub „Gawrona” ukończyć w dużo tańszym (pozbawionym m.in. części kosztownych systemów elektronicznych i uzbrojenia) wariancie okrętu patrolowego.

Fiasko tego programu postawiło polską flotę wojenną w bardzo trudnej sytuacji sprzętowej.

W okresie 1989 – 2012 Marynarka Wojenna otrzymała jeden nowy okręt, a najczęściej wzmacniano ją używanym sprzętem. Efekty można obserwować dzisiaj. Trzon polskiej floty stanowią dwie ex-amerykańskie fregaty rakietowe klasy Olivier Hazard Perry (wiek – 30 lat), jeden okręt podwodny klasy Kilo (liczy 26 lat), cztery ex-norweskie okręty podwodne klasy Kobben (wiek – ponad 40 lat!), dwie korwety rakietowe i trzy kutry rakietowe (średnia wieku – około 20 lat), trzy niszczyciele min i dwanaście trałowców, pięć okrętów transportowo-minowych oraz kilkanaście jednostek pomocniczych.

Jak widać, większość okrętów (zwłaszcza bojowych) jest już mocno leciwa i potrzebuje albo modernizacji albo wymiany. Wymaga to jednak podjęcia politycznej decyzji, bazującej na realnych możliwościach polskiej gospodarki. W innym przypadku grozi nam sytuacja, że w latach 2015-2018 Marynarka Wojenna RP straci możliwość realizacji zadań operacyjnych, zarówno na szczeblu narodowym, jak i sojuszniczym. Remedium na taki stan rzeczy ma być przedstawiona w marcu br. „Koncepcja Rozwoju Marynarki Wojennej” (projekt dostępny: http://mw.mil.pl/zasoby/archiwum/upload/koncepcja_MW.pdf ).

Dokument ten zakłada, że do 2022 roku marynarka RP otrzyma m.in. po dwa okręty podwodne, okręty obrony wybrzeża i niszczyciele min, a także kilka innych jednostek. Lotnictwo morskie ma zostać doposażone siedmioma śmigłowcami. W tym projekcie (tak, ten dokument wciąż jest projektem!) rozpisano również harmonogram wycofania starych jednostek. Pozytywem jest to, że taki projekt został przedstawiony, a kilka jego elementów wydaje się jak najbardziej realnych. Doposażony będzie Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy Marynarki Wojennej, zakupione mają być śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych. Jednakże poza tym poruszamy się w świecie multimedialnej prezentacji. Ciągle nie ogłoszono przetargów (chociażby na okręty podwodne), nie wiadomo, czym de facto ma być „okręt obrony wybrzeża”, do tego dochodzi zamieszanie wokół „Gawrona” jako okrętu patrolowego.

Z drugiej strony, raczej przesądzone jest wycofanie starych okrętów, a wedle planu, zakup większości nowych jednostek ma nastąpić po 2017 roku. Oby więc nie doszło do sytuacji, że starych okrętów już nie będzie, a w ich miejsce nie pojawią się nowe. Jest to czarny scenariusz, ale należy pamiętać, że w dobie rosnącego zadłużenia kraju marynarka może zostać potraktowana jako instytucja, na której łatwo i szybko można zaoszczędzić niemałe pieniądze.

Brakuje także powiązanego z budżetem zadaniowym harmonogramu rozbudowy floty. W konsekwencji tego stanu rzeczy nastąpić może utrata zdolności bojowej i odstraszania naszej marynarki, a następnie erozja kadr, dla których po prostu zabraknie okrętów. Pamiętać warto, że najcenniejszym kapitałem każdej marynarki wojennej (Polska nie stanowi tu żadnego wyjątku) są jej ludzie, często dysponujący długoletnim doświadczeniem. Okręty można kupić, także używane na rynku wtórnym. Natomiast trudniejszym zadaniem jest wyszkolenie i zgranie ludzi potrafiących je obsługiwać. Jeżeli dla marynarzy i oficerów, którzy obsadzają stopniowo wycofywane jednostki, zabraknie nowych jednostek, będzie oznaczało to faktyczny koniec MW RP jako formacji mogącej realizować jakiekolwiek zadania.

Odbudowa potencjału kadrowego wiązać będzie się z koniecznością poniesienia dodatkowych i niepotrzebnych kosztów, będzie też świadczyła o krótkowzroczności decydentów, którzy poprzez brak spójnej polityki morskiej zaprzepaścić mogą dotychczasowy dorobek cieszącej się chlubną tradycją polskiej marynarki wojennej.

Łukasz Stach
http://www.pch24.pl

Sorry, the comment form is closed at this time.