Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Herbert, czyli skąd się w…
    UZA o Inne aspekty przemysłu co…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (52 – …
    Lily o Inne aspekty przemysłu co…
    Nic do ciebie nie o Sprawowanie władzy nad państwe…
    Lily o Inne aspekty przemysłu co…
    revers o Wolne tematy (52 – …
    Marek o Inne aspekty przemysłu co…
    gnago@o2.pl o Ludzi wybitnie uzdolnionych łą…
    gnago o Śmierć lekarza rodzinnego
    I*** o Herbert, czyli skąd się w…
    bryś o Wolne tematy (52 – …
    bryś o Śmierć lekarza rodzinnego
    Igor Niefiedow o Wolne tematy (52 – …
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Mit o interpretacji Vaticanum II zgodnie z Tradycją – wykład ks. Jana Jenkinsa, FSSPX

Posted by Marucha w dniu 2012-10-10 (Środa)

Po zastanowieniu postanowiłem wygłosić tę konferencję po polsku, zamiast korzystać z pomocy tłumacza.

Istnieje powszechny consensus co do tego, że w ciągu ostatnich czterdziestu lat Kościół katolicki cierpi z powodu tego, co określa się zazwyczaj jako kryzys tożsamości. Nieustannie pogarszają się wskaźniki jego wzrostu i żywotności. Każdy nowy dzień przynosi doniesienia o kolejnych skandalach i co za tym idzie upadek autorytetu Kościoła – w umysłach zwykłych, szeregowych katolików panują ignorancję i błąd. Nawet niekatolicy dostrzegają ten spadek żywotności Kościoła.

Wydaje się stanowić rażący kontrast ze stanem Kościoła bezpośrednio przed soborem. Na powyższych slajdach mogą Państwo zobaczyć rozmaite statystyki, oddające w pewnym stopniu żywotność Kościoła przed i po Vaticanum II.

[Slide 2, Statystyki]

[Slide 3, Statystyki diecezji]

[Slide 4: „W roku 1958 Instytut Gallupa donosił, że trzech na czterech katolików uczestniczy w Mszy świętej niedzielnej. Obecne badania przeprowadzone przez University of Notre Dame wykazały, że w Mszy niedzielnej uczestniczy jedynie jedna czwarta katolików. Jedynie 10% świeckich nauczycieli religii akceptuje katolickie nauczanie dotyczące antykoncepcji. Pięćdziesiąt trzy procent uważa, że można dokonać aborcji i pozostać dobrym katolikiem. Sześćdziesiąt pięć procent wierzy, że katolicy mogą rozwodzić się i zawierać nowe związki małżeńskie. Siedemdziesiąt siedem procent uważa, że można być dobrym katolikiem nie uczestnicząc w niedzielnej Mszy. Według sondażu przeprowadzonego przez New York Times siedemdziesiąt procent wszystkich katolików w grupie wiekowej miedzy osiemnaście a czterdzieści cztery lata uważa, że Eucharystia jest jedynie „symbolicznym wspominaniem” Jezusa.” Pat Buchanan 11 grudnia 2002, Town Hall magazine ]

Co się stało? Co stało się z ową nową wiosną Kościoła , którą przynieść miała soborowa odnowa? Myślę, że niemal wszyscy podzielają odczucia papieża, który w roku 1984, jeszcze jako kard. Ratzinger, powiedział:

[Slide 5: „Z pewnością skutki (II Soboru Watykańskiego] wydają się być w okrutny sposób sprzeczne z oczekiwaniami wszystkich, począwszy od Jana XXIII i Pawła VI: oczekiwano nowej katolickiej jedności, a zamiast staliśmy się świadkami konfliktów które – by posłużyć się słowami Pawła VI – wydają się prowadzić od samokrytyki do autodestrukcji. Oczekiwano nowego entuzjazmu, a tak wielu popadło w zniechęcenie i znudzenie. Oczekiwano wielkiego kroku naprzód, a zamiast tego znaleźliśmy się w obliczu postępującego procesu rozkładu, i to dokonującego się wielkiej mierze pod przykrywką realizacji postanowień soboru, co stało się dla wielu sposobnością do jego dyskredytowania. Rezultat końcowy wydaje się więc być negatywny. Powtarzam w tym miejscu to, co powiedziałem dziesięć lat po zakończeniu prac [przez sobór]: nie ulega wątpliwości, że okres ten był dla Kościoła zdecydowanie niekorzystny”. L’Osservatore Romano (wydanie angielskie) 24 grudnia 1984.]

Jaka jest więc przyczyna tego bezprecedensowego kryzysu w Kościele? Nie ulega wątpliwości, że w pewien sposób źródłem problemu musi być sam sobór, jako że okres powolnego upadku rozpoczyna się czasu, gdy zakończył on swe obrady. W oczywisty sposób problemy, z jakimi mamy obecnie do czynienia, są w jakiś sposób powiązane z soborem, z tym w jaki sposób jest on interpretowany oraz wdrażany w życie. Bujny wzrost życia katolickiego, i to pomimo dwóch wojen światowych, został nagle zahamowany, zastopowany i przeobraził się w bezprecedensowy upadek.

Sam papież w mowie wygłoszonej z okazji świąt Bożego Narodzenia w roku 2005 wspomniał problemy, jakie pojawiły się po soborze i zadał fundamentalne pytanie: dlaczego wdrażanie postanowień soboru napotykało na wielkich obszarach Kościoła takie trudności? W dalszej części swego wystąpienia Benedykt XVI mówił o zderzeniu dwóch sprzecznych interpretacji soboru, z których pierwszą określił jako “hermeneutykę zerwania”, a drugą jako “hermeneutykę ciągłości”. Panujące zamieszanie i kryzys tożsamości katolickiej są wedle papieża skutkiem konfliktu pomiędzy tymi dwoma interpretacjami Vaticanum II. Nasza konferencja będzie więc w znacznej mierze komentarzem tego orędzia Benedykta VI.

Przyjrzyjmy się pokrótce obu “hermeneutykom”, o których mówi papież.

“Hermeneutyka zerwania”

Hermeneutyka braku ciągłości lub też zerwania zdobyła sobie uznanie mass mediów oraz przedstawicieli współczesnej teologii, podkreślających konieczność “aktualizacji” czy “aggiornamento” Kościoła do czasów współczesnych. Przyznają oni, że w pewnych dokumentach sobór potwierdza dawne nauki i praktyki, równocześnie jednak twierdzą, że “teksty Soboru jako takie nie są jeszcze prawdziwym wyrazem ducha Soboru, ale rezultatem kompromisów, które trzeba było zawierać w celu osiągnięcia jednomyślności, cofając się do przeszłości i zachowując wiele elementów przestarzałych i dziś już bezużytecznych. Jednak nie w tych kompromisach miałby się objawiać prawdziwy duch Soboru, ale w dążeniach do tego, co nowe, które są u podstaw tych dokumentów. Właśnie dlatego, że dokumenty są rzekomo jedynie niedoskonałym odzwierciedleniem ducha Soboru i jego nowości, należy śmiało wychodzić poza nie, stwarzając przestrzeń dla nowości, w której wyraża się ponoć najgłębszy, chociaż nadal jeszcze nie do końca określony, zamysł Soboru”.

Interpretacja zerwania kładzie zasadniczy nacisk na to, co jest w soborze nowe, zwłaszcza w odniesieniu do reform przez niego zainicjowanych i jego otwarcia się na świat współczesny. Na tym właśnie, zgodnie z hermeneutyką “zerwania” polega prawdziwa natura soboru i w taki sposób powinien być on interpretowany oraz wdrażany w życie. Sobór nauczał nowych rzeczy, które mają, wedle tej interpretacji, zasadnicze znaczenie dla dalszego istnienia Kościoła w naszych czasach i bez których katolicyzm stałby się “oderwany od rzeczywistości” lub (wedle nich) “niewierny swej misji”.

Logicznie więc rzecz biorąc, dla hermeneutyki “zerwania” problem z jakim zmaga się obecnie Kościół polega na tym, że duch soboru został wyhamowany i zanegowany poprzez przywiązanie do przestarzałych sformułowań dogmatycznych, które czynią Kościół nieprzystającym do naszych czasów, z tego zaś wynika zanik katolickich praktyk religijnych. Aby więc dotrzeć do współczesnego człowieka i zapewnić Kościołowi znaczenie w czasach współczesnych niezbędne jest więc “odważniejsze” wychodzenie poza dokumenty soboru.

Oczywiście owa “hermeneutyka zerwania” opiera się na fundamentalnym błędzie filozoficznym wedle którego prawda podlega nieustannej zmianie, jak również na bardzo poważnych błędach dogmatycznych, o których za moment będziemy mówili. Teraz powiemy jeszcze parę słów na temat “hermeneutyki ciągłości”, która stanowi temat dzisiejszej konferencji.

“Hermneutyka ciągłości”

Z drugiej strony mamy to, co nazywa się obecnie “hermeneutyką ciągłości” i co papież definiuje jako całkowite przeciwieństwo “hermeneutyki zerwania”. Wedle tej interpretacji Ojcowie Soboru nie mieli prawa zmieniać natury Kościoła, a sam sobór starał się raczej wyrazić to samo przesłanie Ewangelii na nowy sposób. Nie ma więc zerwania z przeszłością, ale raczej ciągłość, kontynuacja. Nowe owoce soboru nie mogą być wedle tej interpretacji rozumiane bez odniesienia do przeszłości.

Sobór musi być więc interpretowany jako kontynuacja tego, co Kościół zawsze czynił, jako “rewitalizacja” depozytu wiary dla obecnego pokolenia. Sobór nie zmienił Kościoła w żadnym znaczącym dla niego aspekcie, nadał raczej nowy impuls i dynamikę przesłaniu Ewangelii.

W rzeczywistości, jeśli w można mówić o jakichkolwiek “pozytywnych” owocach soboru, jest tak rzekomo właśnie dzięki owej “hermeneutyce ciągłości”, która do tej pory pracowała wedle papieża “w ukryciu”, by wydać dobre owoce soboru. Według Benedykta XVI owa “ukryta praca” hermeneutyki staje się coraz bardziej widoczna w miarę jak Kościół rozwija się”. “Wszędzie tam jednak, gdzie ta interpretacja stała się drogowskazem w procesie recepcji Soboru, rozwinęło się nowe życie i dojrzały nowe owoce”.

Oczywiście nigdy nie sprecyzowano, na czym miałyby konkretnie polegać owe dobre owoce – nieustannie słyszymy o nich, mówi się nam, że są one bardzo pozytywne – nigdy jednak nie wskazuje się, o co konkretnie chodzi.

Wedle owej hermeneutyki II Sobór Watykański nie poczynił w istocie żadnych zmian w Kościele, że jedynie “dostosował” go do współczesnych warunków, pozostając przy tym wiernym swej misji. Owa “adaptacje” ukazywane są jako “wierne” poprzez wykazywanie ich rzekomej ciągłości z tym, czego Kościół nauczał w przeszłości. Widać to wyraźnie w pracach licznych autorów, usiłujących przedstawiać dokumenty Vaticanum II jako wynik “rozwoju teologicznego”. Wedle tej hermeneutyki jest czymś niemożliwym, by Kościół nauczał czegoś nowego, dlatego używa się wszelkich dostępnych sposobów by obronić “reformy” i przedstawić je w możliwie najlepszym świetle. Stąd hasło tak zwanych konserwatystów najlepiej oddają słowa: “II Sobór Watykański interpretowany zgodnie z Tradycją”. Oznacza to, że sobór powinien być interpretowany w oparciu o Tradycję, albo nawet przedstawiany jako przejaw jej rozwoju.

Trzeba przede wszystkim powiedzieć, że owa “interpretacja zgodnie z Tradycją” jest czymś raczej nowym. Wedle słów Ojca świętego aż do naszych czasów działała ona “w ukryciu”. Jest to z pewnością opinia mniejszości, mająca do tej pory bardzo mały wpływ na praktyczne reformy będące następstwem soboru. Jest próbą legitymizacji Vaticanum II poprzez wiązanie go w jakiś sposób z Tradycją Kościoła, stwarza się w ten sposób wrażenie, że stanowi to autentyczną interpretację soboru.

Jak interpretować sobór?

Twierdzenie, że czterdzieści lat po zakończeniu soboru powszechnego, który zamierzał uczynić naukę o wierze i moralności bardziej atrakcyjnymi dla człowieka współczesnego, który miał uczynić wyrazistszym przesłanie Ewangelii, w dalszym ciągu zastanawiamy się nad tym, co tak w istocie zamierzał on powiedzieć, wydaje się być nieco nieszczere. Sam fakt, że papież osobiście mówi o dwóch hermeneutykach jest wyraźnym dowodem na to, że sobór sam sobie stanowi problem. Mętność i niejednoznaczność tekstów soborowych jest sama w sobie wystarczającym dowodem, że Vaticanum II nie wywiązał się ze swego fundamentalnego obowiązku: nauczania prawdy w sposób jasny i jednoznaczny.

W jaki więc sposób mamy interpretować sobór? Czy jest on naprawdę “nowym początkiem Kościoła”, czymś nowym i odmiennym od tego, z czym mieliśmy do czynienia aż do tej pory? A może da się go w jakiś sposób interpretować “zgodnie z Tradycją”, czy taka interpretacja “ciągłości” jest możliwa? Tak właśnie brzmi zasadnicze pytanie, na które mam nadzieję odpowiedzieć podczas tej konferencji: czy II Sobór Watykański może być interpretowany zgodnie z Tradycją?

Jest to pytanie niezwykle istotne i mające wiele praktycznych konsekwencji, zwłaszcza w odniesieniu do naszego stanowiska wobec reform zainicjowanych przez sobór.

Kryteria interpretacji

Co to znaczy “interpretować sobór”? II Sobór Watykański czy raczej dokumenty przez niego promulgowane, to zasadniczo akt prawny nauczycielskiego urzędu Kościoła. Jak każdy akt prawny jest on przedmiotem interpretacji oraz stosowania. Poprzez interpretację rozumiemy zazwyczaj intencję, interpretację samego prawodawcy, czyli to, co zamierza osiągnąć władza promulgująca prawo a także sens tekstu samego prawa. Sobór nie powinien być interpretowany przez osobę prywatną, ale raczej przez władzę promulgującą prawo. W przypadku soboru to sam papież, jako Następca św. Piotra, posiada powszechną władzę nad całym Kościołem, to on jest władzą promulgującą prawo. Sobór powszechny, ze swej definicji, jest zgromadzeniem wszystkich biskupów świata i to papież jako Najwyższy Pasterz posiada władzę zwołania soboru powszechnego oraz promulgowania jego dekretów.

Tak więc by ustalić, jakiej interpretacji soboru powinniśmy się trzymać, musimy ograniczyć się do dekretów papieskich. Oczywiście możemy przytaczać opinie teologów oraz uczestników soboru, mają one jednak znaczenie o tyle, o ile odnoszą się one do aktów samej Stolicy Apostolskiej. Gdy sens tych dekretów jest oczywisty, na ich podstawie możemy również wnioskować, jaka powinna być właściwa interpretacja.

Sobór prowadził swe obrady podczas pontyfikatu dwóch papieży: Jana XXIII, który go zwołał, oraz Pawła VI, który promulgował jego postanowienia. Mamy więc dwa bardzo ważne dokumenty, które mogą stanowić dla nas klucz do interpretacji soboru, dokumenty autorstwa samych papieży. Dzięki nim będziemy mogli poznać autentyczną interpretację Vaticanum II.

Pierwszym jest dokument Jana XXIII z ceremonii otwarcia soboru, mowa, którą wygłosił on do zgromadzonych Ojców, w której podał zasadniczy powód zwołania soboru oraz przedstawił co sobór zamierza przedyskutować i przeprowadzić. Dokument ten nosi tytuł Gaude Mater Ecclesiae i opublikowany został w Aktach Stolicy Apostolskiej 11 października 1962 roku. Służyć więc może za punkt wyjścia, określający czego powinno się spodziewać po dokumentach soboru i jak należy je interpretować.

Drugim dokumentem jest mowa Pawła VI z 7 grudnia 1965, wygłoszona podczas ostatniej sesji generalnej, gdy dokumenty były oficjalnie promulgowane. Jest w niej mowa o tym, co sobór dokonał i w jaki sposób dokumenty jego powinny być wdrażane w życie. Jest to więc interpretacja soboru autorstwa samego papieża z dnia promulgacji dokumentów soborowych.

Możemy również powoływać się na same dokumenty soboru w takim zakresie, w jakim mówią one o ich interpretacji i woli Ojców.

Zwołanie soboru

[Slide 7. Jan XXIII podczas otwarcia soboru: „Obecny sobór jest szczególnym, ogólnoświatowym znakiem obecności Kościoła w jego urzędzie nauczycielskim, wykonywanym ze względu na błędy, potrzeby i wymagania naszych czasów. Punctum saliens tego soboru nie jest więc dyskusja nad którymś z artykułów podstawowej doktryny Kościoła, powtarzającej się w nauczaniu Ojców i Teologów, zarówno dawnych, jak i współczesnych, którą zakładamy jako dobrze znaną i stale obecną przed oczyma ducha.” 11 października 1962 r.]

Przyjrzyjmy się więc słowom papieża wypowiedzianym w dniu zwołania soboru – dostarczy nam to paru ciekawych faktów na temat II Soboru Watykańskiego. Najbardziej niepokojąca jest już pozornie wewnętrznie sprzeczna natura tej mowy. Na samym początku papież stwierdza, że sobór jest “manifestacją urzędu nauczycielskiego Kościoła” a zaledwie kilka ustępów dalej podaje powód jego zwołania, którym “nie jest dyskusja nad którymś z artykułów podstawowej doktryny Kościoła”. Tak więc sobór nie miał intencji dyskutować kwestii doktrynalnych, ponieważ są one ponoć wszystkim “dobrze znane”.

[Slide 8. Lekarstwo miłosierdzia dla godności osoby ludzkiej: „Kościół stale się przeciwstawiał tym błędom. Wielokrotnie nawet potępiał je z największą surowością. Dzisiaj jednakże Oblubienica Chrystusa woli posługiwać się raczej lekarstwem miłosierdzia, aniżeli surowością. Woli wyjść naprzeciw dzisiejszym potrzebom, wskazując raczej na skuteczność swojej nauki, aniżeli występując z potępieniem…

Nie jest tak dlatego, że konieczność odrzucania i czujności wobec błędnych nauk i niebezpiecznych ideologii była dziś mniej paląca niż do tej pory. Jednak wszelki taki błąd jest w tak jawny sposób sprzeczny ze słusznością i dobrem i wywołuje tak fatalne skutki, że ludzi nam współcześni wykazują skłonność do samodzielnego ich potępiania – dotyczy to zwłaszcza sposobu życia odrzucającego Boga oraz Jego prawo, pokładającego nadmierną ufność w postępie technicznym oraz dobrobycie czysto materialnym. Coraz powszechniej rozumiane jest, że godność osoby ludzkiej oraz prawdziwa samorealizacja posiadają zasadnicze znaczenie i ich osiągnięcie warte jest wszelkich wysiłków.” Papież Jan XXIII, Gaude Mater Ecclesiae, 11 października 1962 r.]

Co jeszcze bardziej zdumiewające, papież posuwa się do twierdzenia, że błędy przeszłości nie wymagają już potępienia , że powtarzanie ich nie jest już konieczne. Obecnie, jak mówi błędy te są w tak oczywisty sposób sprzeczne z prawdą, że w jakiś sposób współcześni “wykazują skłonność do samodzielnego ich potępienia”. Wydaje się czymś dziwnym, by heretycy nagle potępili swe własne opinie, taka jest jednak opinia papieża.

Pamiętając, że świat doświadczył niedawno dwóch wojen światowych oraz mordu na blisko 100 milionach ludzi zgładzonych dla urzeczywistnienia idei materialistycznego raju na ziemi, moglibyśmy nawet powiedzieć, że owa opinia Jana XXIII jest nie tylko zbyt optymistyczna, ale że jest czystą iluzją. Kiedy wspomni się o tysiącach męczenników w krajach okupowanych przez reżimy komunistyczne twierdzenie, że “ludzie coraz bardziej przekonują się o najwyższej cenie godności ludzkiej osoby” brzmi co najmniej sarkastycznie. Zignorowanie przez sobór cierpień tak wielu wiernych trudno nazwać postawą duszpasterską.

Kiedy pomyśli się o dominującym na świecie przez ostatnich 50 lat materializmie, o tej “przesadnej ufności w postępie technicznym i dobrobycie wyłącznie materialnym” można by oczekiwać, że sobór powinien pouczyć wiernych o niebezpieczeństwach z tego wynikających. Uznał on to jednak za niepotrzebne, za coś oczywistego. Jeśli ostatnie 40 lat jakie minęły od soboru czegoś nas nauczyły, to właśnie tego, że owe “samodzielne potępienie” nigdy nie stało się faktem.

Tak więc od samego początku możemy zauważyć, że sobór nigdy nie miał intencji nauczania czy definiowania katolickiej prawdy. Wszelkie jego interpretacje, które przypisywałyby mu definiowanie wiary lub formuły dogmatyczne nie byłyby więc autentyczne. Sam sobór nigdy nie pragnął być soborem dogmatycznym, podobnie żadne z jego dekretów nie są wiążące w sumieniu. Potwierdzają to słowa Pawła VI, wypowiedziane podczas zamknięcia soboru, o czym będziemy jeszcze mówili.

Sam papież wyjaśnia, czego potrzeba Kościołowi: nowego entuzjazmu, nowej radości, nowego badania niezmiennej doktryny we współczesnych warunkach. Sobór ten miał zająć się kwestiami duszpasterskimi.

Jest to co prawda dość dziwne i obce samej naturze soboru powszechnego. Normalnie sobór zwoływany jest dlatego, że wśród biskupów mają miejsce jakieś kontrowersje dotyczące nauki wiary. Aby zapewnić powszechność wiary, czyli by Kościół zachowywał i przekazywał prawdziwą wiarę pochodzącą od Apostołów, zwoływane były sobory powszechne, by zdrowie całego Kościoła mogło posłużyć uleczeniu jego chorym członków. Cel wszystkich soborów zawsze dotyczył w jakiś sposób kwestii odnoszących się do życia całego Kościoła, przede wszystkim prawa będącego nauką wiary, jednoczącego ludzi wszystkich ras, wszystkich czasów i krajów.

Z drugiej strony kwestie pastoralne zawsze dotyczą bardzo konkretnych okoliczności, tego jak zastosować prawdy powszechne do szczególnej grupy ludzi. Z tego właśnie powodu Kościół podzielony jest na diecezje, w których biskupi posiadają władzę w stosunku do grupy ludzi powierzonych ich opiece, podobnie jak pasterze w stosunku do trzody. Duszpasterstwo dotyczy trudności z jakimi spotykają się jednostki usiłujące żyć zgodnie z prawem Bożym w swym codziennym życiu, w swym środowisku. Tak więc sam z siebie sobór ekumeniczny może uczynić bardzo niewiele w kwestii duszpasterstwa, ponieważ odnosi się ono do trudności konkretnej diecezji lub ludzi, którzy posiadają swe własne zwyczaje, żyją w określonym środowisku, posiadają swe własne talenty i napotykają na konkretne trudności.

Roztropne rządzenie i kierowanie trzodą zgodnie z udzielaną w tym celu łaską Bożą jest powołaniem biskupów.

Widzimy więc, że od samego początku sobór ma charakter rewolucyjny – nawet w tym co dotyczy jego koncepcji. Wszyscy biskupi świata zostali zaproszeni do Rzymu na dyskusje, jednak nie o tym, co jest dla nich wspólne, czyli o wierze, ale o czymś, co łączyło ich w bardzo niewielkim stopniu. Troski duszpasterskie biskupa Warszawy są inne od tych, z jakimi zmagać się musi biskup pracujący w Afryce. Biskup żyjący w systemie komunistycznym napotyka wiele trudności obcych biskupowi pracującemu w kraju misyjnym lub protestanckim, nie mówiąc już o ogromnych różnicach językowych i kulturowych, dzielących rozmaite rasy. Owe znaczne różnice językowe, kulturowe oraz rasowe są jednym z powodów, dla których dokumenty soborowe pozbawione są wszelkiej precyzji, ponieważ każdy z biskupów miał swe własne troski duszpasterskie – stąd dokumenty te wspominają o mającej później powstać komisji, która miałaby wyjaśniać i wdrażać dwuznaczne postanowienia Vaticanum II.

[Slide 9. Nowy cel: Jedność. „Troska Kościoła o krzewienie i obronę prawdy wywodzi się faktu, że według zamiaru Boga, „który chce, żeby wszyscy ludzie byli zbawieni i przyszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 4), ludzie bez pomocy całej nauki objawionej nie mogą osiągnąć pełnej i trwałej jedności, z którą związany jest prawdziwy pokój i wieczne zbawienie. Niestety cała rodzina chrześcijańska jeszcze nie osiągnęła w pełni widzialnej jedności w prawdzie.

Kościół Katolicki bardzo ceni swój obowiązek aktywnego oddziaływania w celu spełniania się wielkiej tajemnicy jedności, o jaką Jezus Chrystus prosił w żarliwej modlitwie Ojca Niebieskiego w przeddzień Swej krwawej Ofiary. Cieszy się Kościół błogim pokojem, wiedząc dobrze, że jest głęboko złączony z ową modlitwą; następnie cieszy się wielce widząc, że modlitwa o jedność przynosi zbawienne owoce także wśród tych, którzy znajdą się poza Nim.”

Jedność według soboru: „Owszem, kiedy rozważy się samą jedność, wymodloną przez Chrystusa dla Kościoła, wydaje się, jakoby jaśniała potrójnym promieniem dobroczynnego światła, zstępującego z niebios: jedności między katolikami, która winna być wzorowo silna; jedności modlitw i gorących pragnień, dzięki którym chrześcijanie odłączeni od Stolicy Apostolskiej pragnęliby połączyć się z nami; jedności wreszcie szacunku i poważania dla Kościoła Katolickiego tych, którzy są wyznawcami religii niechrześcijańskich.” Papież Jan XXIII, Gaude Mater Ecclesiae, 11 października 1962 r.]

Bardzo poważną konsekwencją unikania poruszania wszelkich kwestii doktrynalnych jest poszukiwanie jedności w czym innym, niż doktryna. W swej mowie papież wyznacza soborowi konkretny cel duszpasterski: poszukiwanie jedności. Wypowiada dość zagadkowe słowa: “Niestety cała rodzina chrześcijańska jeszcze nie osiągnęła w pełni widzialnej jedności w prawdzie”. Wiemy jednak z katechizmu, że Kościół katolicki jest już jeden, ponieważ posiada jedną wiarę, jedną doktrynę. Tak więc słowa te albo sugerują, że heretycy są w jakiś sposób częścią “rodziny chrześcijańskiej”, albo też że Kościół w jakiś sposób utracił tę jedność i przestał być w ten sposób jedynym prawdziwym Kościołem. Jeszcze większy niepokój budzi opis tej poszukiwanej jedności jako wypełnienie słów modlitwy Zbawiciela:

“Owszem, kiedy rozważy się samą jedność, wymodloną przez Chrystusa dla Kościoła, wydaje się, jakoby jaśniała potrójnym promieniem dobroczynnego światła, zstępującego z niebios: jedności między katolikami, która winna być wzorowo silna; jedności modlitw i gorących pragnień, dzięki którym chrześcijanie odłączeni od Stolicy Apostolskiej pragnęliby połączyć się z nami; jedności wreszcie szacunku i poważania dla Kościoła Katolickiego tych, którzy sal wyznawcami religii niechrześcijańskich”.

[Slide 10. Katechizm o jedności:

Q 14: Dlaczego mówimy, że Kościół jest jeden?

Odp.: Prawdziwy Kościół jest jeden, ponieważ jego dzieci żyjące w każdym czasie i miejscu zjednoczone są w wyznawaniu tej samej wiary, w tym samym kulcie i tym samym prawie oraz w uczestnictwie w tych samych sakramentach, podlegli tej samej widzialnej głowie, którą jest Biskup Rzymu.
Katecheza św. Piusa X]

Ten “szacunek i poważanie” są tu przedstawiane jako coś nadprzyrodzonego, zbawczego w swej istocie, co potępione jest słowami samego Pisma świętego:

“Quoniam omnes dii Gentium daemonia: Dominus autem caelos fecit”

“Albowiem wszyscy bogowie pogańscy – to czarci, ale Pan niebiosa uczynił” (Ps 95,5).

Również św. Paweł uczy:

“Ale co poganie ofiarują, “czartom ofiarują, a nie Bogu.” Nie chcę zaś, żebyście byli wspólnikami czartów. Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha czartowskiego. Nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu czartowskiego” (1Kor 10,20).

Konkluzja mniejsza: wśród intencji zwołania soboru nie sposób doszukać się “interpretacji zgodnej z Tradycją”.
Naszym celem nie jest jednak ukazywanie wszystkich błędów II Soboru Watykańskiego, wymagałoby to zresztą całego cyklu konferencji. Chcemy się jedynie w tym miejscu przyjrzeć intencji prawodawcy, intencji zwołania soboru, by ustalić, w jaki sposób powinien on być interpretowany.

[Slide 11]

Przedstawmy więc kilka konkluzji jakie możemy wyciągnąć z lektury wspomnianego wyżej dokumentu, wyrażającego intencje Vaticanum II:

1. Sobór nie miał intencji definiowania dogmatów katolickich, ponieważ traktował je jako “dobrze wszystkim znane”. Nie miał również intencji bliższego określania tych dogmatów poprzez potępienie herezji, ponieważ nie było to rzekomo właściwe ze względów duszpasterskich.

2. Sobór pragnął wzbudzić nowy bodziec i entuzjazm w Kościele poprzez wyjaśnianie Ewangelii w nowy sposób, stosowny do potrzeb współczesnego człowieka.

3. Sobór miał zająć się w sposób szczególny poszukiwaniem jedności między chrześcijanami, choć był dość nieprecyzyjny w określeniu, na czym owa jedność miałaby polegać.

Przyjrzyjmy się teraz w kontekście owych intencji wymienionych przez papieża opinii, że sobór powinien być interpretowany “w świetle Tradycji”. Kwestie duszpasterskie dotyczą ludzi żyjących w określonym czasie i określonych warunkach. Na przykład kapłan, posługując się kapłańską roztropnością, będzie pomagał powierzonemu jego opiece wiernemu osiągnąć zbawienie wykorzystując przy tym optymalnie swe zdolności stosownie do warunków, w jakich osoba ta żyje. Skoro okoliczności te ulegną zmianie, inne będą też rady, jakich kapłan ów będzie udzielał. Byłoby na przykład czymś niezwykle nierozsądnym dawać ludziom znajdującym się w związku małżeńskim rady odpowiednie dla siostry zakonnej. Tak więc generalnie powiedzieć trzeba, że warunki duszpasterstwa zmieniają się z pokolenia na pokolenie. Jest to w sposób szczególny prawdziwe obecnie, widzimy bowiem że na przestrzeni zaledwie 40 lat świat zmienił bardziej niż w trakcie wielu stuleci. Warunki, w jakich żyjemy obecnie są całkowicie różne od warunków w latach sześćdziesiątych, kiedy obradował sobór, zwłaszcza w wyniku komputeryzacji i wpływu nowych technologii. Można by nawet twierdzić, że w wyniku tego ogromu zmian jakich byliśmy świadkami na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat, sam sobór wydaje się niemal nie przystający do dzisiejszych czasów.

Czy możemy więc mówić o “interpretacji soboru zgodnie z Tradycją”?

Kiedy mówimy o Tradycji mamy na myśli element Kościoła, który jest niezmienny, a który stanowi część depozytu wiary, otrzymany od Apostołów i przekazywany aż do naszych czasów. Ze swej natury jest on ponadczasowy, wieczny, podobnie jak wieczny jest sam Zbawiciel: ten sam wczoraj, dziś i na wieki (Żyd 13,8).

Tak więc mówienie o interpretacji soboru “zgodnie z Tradycją” jest zasadniczo sprzecznością. Co gorsza, usiłowania nadania soborowi duszpasterskiemu wartości wiecznej czy też “tradycyjnego znaczenia” doprowadziłoby do zredukowania samej Tradycji do czegoś zmiennego i ograniczonego do konkretnych warunków oraz okoliczności. Usiłowanie dogmatyzacji inicjatywy czysto duszpasterskiej doprowadziłoby niechybnie do postrzegania wszelkich dogmatów jedynie jako kwestii troski duszpasterskiej.

Ponieważ zaś sobór pragnął jedynie nadać nowy “impet i entuzjazm” powinien być osądzany na podstawie tego, czy osiągnął owe cele, czy też nie. “Impet” i “entuzjazm” nie są czymś, co można by oceniać w “tradycyjnym sensie”, ocena ta powinna opierać się na owocach. Widzieliśmy już, że “entuzjazm” na który sobór miał nadzieję jest – wedle słów samego papieża – “w okrutny sposób sprzeczny z rezultatami”. Jeśli chcielibyśmy interpretować sobór w tradycyjnym sensie, byłoby to podejście bardzo krytyczne, byłoby ukazaniem, czego kolejne pokolenia nie powinny robić.

Co do trzeciego celu soboru, czyli upragnionej przez niego jedności, nie ma możliwości interpretowania go zgodnie z Tradycją, a to z tego prostego powodu, że owa jedność jest czymś całkowicie sprzecznym z nauczaniem Kościoła katolickiego. Kościół katolicki jest jeden z samej swej natury, jak tego uczy nasz katechizm. Jedność nie jest więc czymś, czego należy poszukiwać, ale cechą, którą Kościół posiada od samego momentu swego ustanowienia przez naszego jedynego Pan i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Tradycja mówi raczej o nawracaniu heretyków do jedynego prawdziwego Kościoła, o głoszeniu Ewangelii poganom w celu doprowadzenia ich do jedności, którą Kościół posiada w swej doktrynie oraz sakramentach. Jedność nie jest czymś, czego Kościół poszukuje, ale raczej czymś czego udziela on tym narodom, które przyjmują jego zbawczą naukę. Mówienie więc o “tradycyjnej interpretacji” owego “poszukiwania jedności” jest nonsensowne i niekatolickie. Ów fundamentalny błąd dotyczący jedności Kościoła ma bardzo dalekosiężne i niezwykle poważne konsekwencje, to jednak będzie musiało być przedmiotem innej konferencji.

Zamknięcie soboru

Widzimy więc, że od samego początku sobór nie aspirował do rangi soboru doktrynalnego, miał być raczej rodzajem “odnowy” Kościoła stosownie do obecnych czasów. Przyjrzyjmy się teraz mowie wygłoszonej przez Pawła VI do Ojców Soborowych podczas ostatniej sesji plenarnej II Soboru Watykańskiego, w której mówił on o tym, co sobór dokonał. Pomoże nam to odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób mamy interpretować Vaticanum II.

[Slide 12. Zamknięcie soboru: „Wydaje się słuszne odnotowanie w tym miejscu rzeczy następującej: Magisterium Kościoła, chociaż unikało wypowiadania się w formie nadzwyczajnych sentencji dogmatycznych, rozciągnęło swoje nauczanie na pewną ilość kwestii, które dotyczą bezpośrednio sfery świadomości i aktywności człowieka . Doprowadziło to do dialogu. Zachowując wciąż swój nauczycielski autorytet i rangę Magisterium przemówiło głosem przyjaznym, nie wyszukanym, przepełnionym duszpasterską troską i pragnieniem być słyszanym i rozumianym przez każdego człowieka. Powołując się na doświadczenie, odwołując się do uczuć, dodając słowom wdzięku i siły perswazji, Magisterium przemawiało do człowieka dnia dzisiejszego, takiego jakim on jest.

Optymizm: „(…) Trzeba przyznać, że Sobór więcej uwagi poświecił człowiekowi szczęśliwemu niż człowiekowi postrzeganemu jako istota nieszczęśliwa i sposób jaskrawy roztaczał wizję zdecydowanie optymistyczną.”. Papież Paweł VI, 7 grudnia 1965]

Po pierwsze widzimy, iż papież potwierdza, że sobór “nie pragnął realizować się w formie nadzwyczajnych aktów dogmatycznych”, ale raczej “przejść do dialogu” z człowiekiem współczesnym. Jego pragnienie miało stać się “słyszane i rozumiane przez wszystkich”. Jak na ironię owo pragnienie, by być zrozumianym, doprowadziło nas do trwających przez ponad 40 lat poszukiwań właściwego znaczenia soboru. Widzimy więc, że sobór wierny był intencji papieża, który zwołał go nie w tym celu, by definiował jakiekolwiek prawdy dogmatyczne. Raz jeszcze potwierdza to, że żadne interpretacje soboru nie mogą twierdzić, że ma on znamiona nieomylności, albo że miał intencję definiowania czegoś obowiązującego sumienia chrześcijan.

Widzimy w tej mowie również dość naiwny optymizm w stosunku do błędu. Podczas gdy uprzednio cytowany dokument stwierdzał, że “Prawda jest oczywista dla wszystkich” i że minione błędy nie muszą już być potępiane, obecna mowa papieża idzie jeszcze dalej, aż do krańca logicznych konsekwencji tego twierdzenia. Na początek Paweł VI stwierdza:

“(…) Trzeba przyznać, że Sobór więcej uwagi poświecił człowiekowi szczęśliwemu niż człowiekowi postrzeganemu jako istota nieszczęśliwa i sposób jaskrawy roztaczał wizję zdecydowanie optymistyczną.”.

[Slide 13. Nowa Religia: „Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią człowieka, który czyni siebie Bogiem. Co wyniknęło z tego spotkania, z tej konfrontacji? Czy wyniknął wstrząs? Czy wyniknęła walka? Czy wyniknęła anatema? Mogło się tak zdarzyć, ale jednak nie miało to miejsca. (…) Sobór został w pełni przesiąknięty bezgranicznym współczuciem dla świata. Odkrycie potrzeb ludzkich, a są one tym większe, im większy staje się człowiek, przykuło uwagę Soboru i Kościoła. Odkrycie potrzeb ludzkich, pochylenie się nad ranami człowieka – jak Samarytanin – oto jest duchowość współczesnego Kościoła. Wy, współcześni humaniści, którzy odrzucacie transcendencję rzeczy Boskich, uznajcie przynajmniej tę zasługę i doceńcie nasz nowy humanizm, gdyż my bardziej niż ktokolwiek inny wyznajemy kult człowieka.” Papież Paweł VI, 7 grudnia 1965]

Konsekwencje tego optymistycznego poglądu na naturę ludzką były ogromne i dalekosiężne. Nawet “humanizm laicki i bezbożny, który pojawił się w swojej strasznej postaci w pewnym sensie postawił Soborowi wyzwanie” nie został przez niego potępiony. Posługując się słowami samego papieża religia “Boga, który stał się człowiekiem” napotkała na swej drodze religię “człowieka, który uczynił się bogiem”(…) “Jakież tego następstwa? Szok, walka, anatema? – Mogło to mieć miejsce – lecz nie miało. Stara historia o dobrym Samarytaninie okazała się reguła soborowej duchowości. Bezgraniczna sympatia ku człowiekowi bez reszty zawładnęła Soborem”

[Slide 14. Człowiek fenomenalny: „Człowiek całkowicie fenomenalny – jak teraz mawiają – człowiek o swoich niezliczonych aparycjach, zaprezentowany tutaj wobec Zgromadzenia Ojców soborowych – istot ludzkich: duszpasterzy i braci, czułych i kochających, byłby to człowiek tragiczny – ofiara własnych dramatów, człowiek, który nieustannie usiłując wynieść się ponad wszystkich staje się wrażliwy i sztuczny, egoistyczny i okrutny lub niezadowolony z siebie, który śmieje się i płacze; człowiek zmienny, gotowy zagrać każdą rolę, i człowiek zatwardziały – naukowy realista; człowiek taki jaki jest, który myśli, kocha, pracuje, nieustannie oczekujący, ” dorastające dziecko” (Gen,49,22). Byłby to człowiek, do którego powinno się odnosić z pewną czcią ze względu na jego niewinność w dzieciństwie, misterium jego ubóstwa i cierpienie; człowiek indywidualista i społecznik; człowiek wychwalający czas który minął i człowiek pokładający swe nadzieje w przyszłości, grzesznik i człowiek święty, itp.” Papież Paweł VI, 7 grudnia 1965.

„Kiedy Pan Jezus modli się do Ojca, aby Ťwszyscy byli jedno… jako i my jedno jesteśmy (J 17, 21-22), otwierając przed rozumem ludzkim niedostępne perspektywy, daje znać o pewnym podobieństwie między jednością osób boskich a jednością synów Bożych zespolonych w prawdzie i miłości. To podobieństwo ukazuje, że człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego.” Vatican II Gaudium et spes 24,3]

Jeszcze bardziej niepokojące jest jednak, że sobór, porzuciwszy obronę wiary, odwrócił się od Boga i zwrócił ku człowiekowi. Wedle słów samego papieża “my także, bardziej niż ktokolwiek inny, mamy kult człowieka”. Co więcej, owo studium człowieka jest całkowicie pozbawione jakiegokolwiek odniesienia do Boga. Człowiek jest “święty” nie z powodu tego, co uczynił dla niego Bóg, ale raczej “ze względu na jego niewinność w dzieciństwie, misterium jego ubóstwa i poświęcenie w cierpieniu”. Człowiek, wedle dokumentów samego soboru, jest autonomiczny. Jest jedynym stworzeniem, którego Bóg pragnął dla niego samego, które może “odnaleźć się” jedynie poprzez dar z samego siebie. Nawet podobieństwo, jakiego Bóg udziela człowiekowi (czyli łaska) dane jest właśnie w tym celu, by człowiek mógł “odnaleźć samego siebie”.

[Slide 15: „W naszej analizie religijnego znaczenia soboru nie wolno nam pominąć pewnego znaczącego faktu: otóż zaangażował się on głęboko w studiowanie współczesnego świata. Być może nigdy w przeszłości Kościół nie odczuwał takiej potrzeby by poznać, zbliżyć się, zrozumieć, przeniknąć, służyć i ewangelizować społeczeństwo, w którym żyje, by objąć je a nawet podążać za nim, w szybkich i nieustannych zmianach jakim ono podlega. Stanowisko to, będące odpowiedzią na rozdźwięki i podziały pomiędzy Kościołem a społeczeństwem świeckim, których świadkami byliśmy w minionych wiekach, a zwłaszcza w wieku minionym i bieżącym, stanowiło przedmiot stałej i usilnej pracy soboru; i to do tego stopnia, że skłoniło to niektórych ludzi do podejrzeń, że wyrozumiałość i ogromna wrażliwość na świat zewnętrzny, na zmienne wydarzenia, trendy kulturowe, doczesne potrzeby, obcy sposób myślenia (…) mogą wypłynąć na uczestników i akty soboru powszechnego [w taki sposób, że odbędzie się to] kosztem wierności Tradycji i wyrządzić szkodę religijnej orientacji samego soboru. Nie uważamy jednak, by można wysuwać oskarżenia takie wobec soboru, wobec jego prawdziwych i głębokich intencji, jego autentycznych manifestacji.” Papież Paweł VI, 7 grudnia 1965]

Twierdzenia te są tak sprzeczne z wiarą katolicką, że sam papież wspomina o tym, iż “obce sposoby myślenia” oraz “nadmierna wrażliwość na [problemy] świata zewnętrznego” mogą wpłynąć na akty soboru powszechnego, kosztem wierności Tradycji i ze szkodą dla orientacji religijnej samego soboru. Sam papież wyraża opinię, że sugestia taka byłaby błędna, nie podaje jednak żadnego na to żadnego przekonującego dowodu. W rzeczywistości jak to widzieliśmy z poprzednich cytatów, – właśnie z tym mieliśmy do czynienia. Religia “człowieka, który uczynił siebie bogiem” nigdy nie została potępiona, gdyż jest to w istocie religia soboru. Człowiek stał się autonomicznym, stał się jedynym przedmiotem zainteresowania soboru i to do tego stopnia, że kwestie religijne poruszane są w jego dokumentach jedynie o tyle, o ile mają odniesienie do niego.

Cytaty te, do których moglibyśmy dodać wiele innych, powinny wystarczyć by wykazać, że nie da się interpretować słów papieża zgodnie z Tradycją po prostu dlatego, że zmianie uległ cały przedmiot wiary. W całej wspomnianej mowie nie ma nawet jednej wzmianki o Bożym Objawieniu, poza miejscami, w których jest to użyteczne dla rodzaju ludzkiego. Nawet Kościół postrzegany jest jako rodzaj społeczności “zastanawiającej się nad sobą” , jak gdyby był on czymś zagubionym, nie znającym samego siebie i dochodzącym ostatecznie do “głębszej świadomości duchowej”, nie kłopoczącym się nawet tym, by potwierdzać i wyjaśniać swe prawa – jak to przyznaje sam papież. Tak więc sobór, mówiąc ściśle, nie miał w ogóle nic wspólnego z wiarą katolicką. Był on raczej próbą wprowadzenia do Kościoła nowego ideału świeckiego humanizmu.

[Slide 16: „Ludzie zdadzą sobie sprawę, że sobór poświęcił swą uwagę nie tyle prawdom Boskim, co raczej i zasadniczo Kościołowi – jego naturze i składowi, jego ekumenicznemu powołaniu, jego apostolskiej i misyjnej działalności. Społeczność religijna którą jest Kościół usiłowała wypracować refleksję na swój własny temat, by lepiej poznać siebie samego, by lepiej się zdefiniować i w konsekwencji, lepiej wyrazić to, co czuje i co nakazuje. Taka jest prawda. (…) Kościół zgromadził się w głębokiej duchowej świadomości nie po to, by wypracować uczoną analizę psychologii religii ani ze względu na swe własne doświadczenia, ani nawet po to, by potwierdzić i wyjaśnić swe własne prawa.” Papież Paweł VI, 7 grudnia 1965]

Biorąc więc pod uwagę tę mowę Pawła VI, wygłoszoną podczas ostatniej sesji plenarnej, podczas której ratyfikowane i promulgowane zostały dokumenty II Soboru Watykańskiego, należy stwierdzić, że nie ma możliwości interpretacji dokumentów Vaticanum II “zgodnie z Tradycją”.

Nawet Benedykt XVI przyznaje, że ta mowa Pawła VI jest źródłem poważnych problemów w interpretacji soboru. “Paweł VI w przemówieniu zamykającym Sobór wskazał też na inny jeszcze konkretny powód, dla którego hermeneutyka nieciągłości może się wydawać przekonująca”. Co ciekawe jednak w mowie swej obecny papież sam w niezamierzony sposób dostarcza argumentów na rzecz “hermeneutyki zerwania”. Stwierdza, że II Sobór Watykański stworzył nową definicję relacji pomiędzy wiarą Kościoła a elementami współczesnego światopoglądu. Więcej nawet, uczynił “swoją własną”doktrynę o wolności religijnej i w ten sposób “powrócił do najgłębszego dziedzictwa Kościoła”, jak gdyby Kościół utracił to dziedzictwo na dwa tysiące lat.

[Slide 17: „II Sobór Watykański, uznając i przyjmując dekret o wolności religijnej za własną zasadę funkcjonowania współczesnego państwa, odkrył zarazem najgłębsze dziedzictwo Kościoła….II Sobór Watykański ze swą nową definicją stosunku pomiędzy wiarą Kościoła a zasadniczymi elementami myśli współczesnej, zrewidował czy nawet skorygował pewne decyzje historyczne, jednak w tej pozornej nieciągłości zachował i pogłębił jego najskrytszą naturę oraz prawdziwą tożsamość.” Benedykt XVI do kurii rzymskiej 22 grudnia 2005]

Wydawać by się więc mogło, że nawet Benedykt XVI nie jest całkowicie przekonany do “hermeneutyki ciągłości”i konsekwentny w jej obronie. Nie mają więc racji ci, którzy powołują się na papieża dowodząc, że autentyczna interpretacja Vaticanum II to interpretacja “w świetle Tradycji”.

[Slide 18. Nowa hermeneutyka: „Właśnie to połączenie ciągłości i nieciągłości na różnych płaszczyznach jest naturą prawdziwej reformy. W tym procesie odnowy zachowującej ciągłość mieliśmy się nauczyć widzieć w sposób bardziej konkretny niż dawniej, że decyzje Kościoła dotyczące kwestii doraźnych – na przykład pewnych konkretnych form liberalizmu lub prywatnej interpretacji Biblii – musiały siłą rzeczy również mieć charakter doraźny, właśnie dlatego, że odnosiły się do określonej rzeczywistości, która sama w sobie jest zmienna. Trzeba było nauczyć się dostrzegać, że w tego rodzaju decyzjach tylko zasady są elementem trwałym, stanowiąc podłoże decyzji i ich głębokie uzasadnienie. Nie są natomiast równie trwałe konkretne formy, które są uzależnione od sytuacji historycznej, a zatem mogą ulegać zmianom.” Benedykt XVI do kurii rzymskiej 22 grudnia 2005]

Prawdziwa hermeneutyka proponowana przez Benedykta XVI jest czymś całkowicie odmiennym: jest raczej syntezą tych dwóch nurtów interpretacji, usiłujących przeprowadzić reformy będące wola soboru. Zgodnie z tą ideą to właśnie tarcie pomiędzy ciągłością i jej brakiem da nam syntezę, dzięki której Kościół uczyni krok naprzód. Jest to całkowicie heglistowskie i modernistyczne pojmowanie postępu i rozwoju. A co jeszcze bardziej niepokojące, wspomina się również o możliwości reinterpretacji nauki o wolnej interpretacji Pisma św., którą Kościół zdefiniował de fide i w którą wszyscy katolicy zobowiązani są w sumieniu wierzyć, nie mówiąc już o tym, że idea taka sprzeczna jest z samym Pismem św. (2 P 1,20; 3,15). To jednak również mogłoby być tematem osobnej konferencji.

[Slide 19. Prywatna interpretacja Biblii: „Gdyby ktoś wyżej wymienionych ksiąg nie przyjął za święte i kanoniczne w całości i ze wszystkimi częściami, tak jak je Kościół katolicki zwykł czytać i jak się zawierają w starym rozpowszechnionym wydaniu łacińskim, albo gdyby ktoś świadomie i z całą rozwagą wzgardził wyżej wspomnianą Tradycją – niech będzie wyklęty.(…) Ponadto dla powściągnięcia [niektórych] zuchwałych umysłów oświadcza, by nikt, kto polega na własnej roztropności w rzeczach dotyczących wiary i moralności, a wchodzących w skład nauki chrześcijańskiej i kto nagina Pismo św. Do swoich poglądów – nie ośmielił się dawać objaśnień Pisma św. Wbrew sensowi, który utrzymywała i utrzymuje święta Matka Kościół. Rzeczą bowiem Kościoła jest sądzić o prawdziwym sensie i tłumaczeniu Pisma św. “Sobór Trydencki sesja IV

“(…) żadnego z proroctw Pisma nie wykłada się własnym tłumaczeniem. Gdyż proroctwo nie przez wolę ludzką zostało kiedyś przyniesione, ale ludzie święci boży mówili natchnieni Duchem świętym.” 2 list św. Piotra 1,20-21

“I nieskwapliwość Pana naszego uważajcie za zbawienie, jak i najmilszy brat nasz Paweł według danej sobie mądrości do was napisał, jak i we wszystkich listach, w których o tym mówi; są w nich niektóre rzeczy trudne do zrozumienia, co nieuczeni i niestateczni przekręcają, jak i inne Pisma, na swoją własną zgubę.”(ibid. 3,15-16)]

Konkluzja

Przejdźmy więc do konkluzji: ani w dokumentach zwołujących sobór, ani w dokumentach promulgujących jego postanowienia, ani nawet w słowach Benedykta XVI nie sposób znaleźć dowodu przemawiającego za tym, że możliwa jest interpretacja soboru “zgodnie z Tradycją”.

Podobnie możemy powiedzieć, że żadne reformy zainicjowane przez sobór nie stanowią poparcia dla tezy, że Vaticanum II powinien być interpretowany zgodnie z Tradycją. Gdyby sobór był po prostu kontynuacją tego, w co Kościół zawsze wierzył i co praktykował, reformy przez niego zapoczątkowane polegałyby jedynie na stosunkowo niewielkich adaptacjach tego, co istniało do tej pory. Stało się jednak inaczej: zmianie uległo całe życie liturgiczne i duchowe. Wprowadzone zostały praktyki całkowicie obce Kościołowi, a rzeczy które do tej pory potępiał, na przykład spotkania międzyreligijne, są obecnie przez niego popierane. Nie można mówić o ciągłości pomiędzy tym, co było uprzednio potępiane i praktykowaniem tego.

Jedyną interpretacją soboru, z jaką stykaliśmy się przez minionych 40 lat była właśnie hermeneutyka zerwania. Nigdy nie doświadczyliśmy ze strony Rzymu interpretacji innej niż ta właśnie, przynajmniej w praktyce. Wbrew wszystkim deklaracjom, że sobór “zachowuje depozyt wiary”w praktyce widzimy jedynie podkopywanie tej wiary. Są teologowie, którzy chcieliby interpretować dokument Dignitatis humanae o wolności religijnej w tradycyjnym sensie – jednak sam papież interpretował go w sensie nadanym przez spotkania w Asyżu. Samo pojęcie “re-interpretacji”zgodnie z Tradycją jest całkowicie nonsensowne, gdyż nawet najwyższa władza nauczycielska w Kościele interpretuje to jako zerwanie z Tradycją.

Mówi się obecnie o “reformie reformy” w odniesieniu do liturgii, o próbach przywrócenia celebracjom liturgicznym pewnego zmysłu godności, o interpretowaniu nowej Mszy zgodnie z tradycyjnymi normami. Jednak nowa Msza wdrożona została właśnie przez sobór. Samo mówienie o reformie nowej Mszy jest w zasadzie uznaniem, że stanowi ona zerwanie, że jest w jakiś sposób ułomna, daleka od tego, czym być powinna.

Mówiąc krótko, sam fakt, że musimy poszukiwać tradycyjnego rozumienia II Soboru Watykańskiego jest wystarczającym dowodem na to, że stanowił on w życiu Kościoła niezwykle głębokie pęknięcie.

Propozycja, by był on interpretowany w taki sposób, nie znajduje oparcia w żadnych jego dokumentach. Interpretacja taka nigdy nie istniała i nie może istnieć z tego prostego powodu, że sam sobór pragnął odejść od Tradycji, aby dostosować Kościół do współczesnego świata. Interpretowanie jego dokumentów zgodnie z Tradycją wymagałoby bardziej ćwiczenia wyobraźni niż prób właściwego ich odczytania. Taka interpretacja jest w istocie mitem: czymś, co nigdy nie istniało, a jest jedynie produktem imaginacji. Jest wytworem ludzi o wierze zbyt słabej, by pogodzić się z faktem, który należy określić jako największą tragedię dwudziestego wieku.

[Slide 20. Abp. Lefebvre: „A jeżeli w słowach lub czynach, albo też w aktach dykasteriów dałoby się dostrzec jakieś sprzeczności, to wybieramy wówczas to, czego zawsze nauczano i zamykamy uszy na niszczące Kościół nowinki.

Nie można poważnie zmienić lex orandi nie zmieniając jednocześnie lex credenti. Nowej Mszy odpowiada nowy katechizm, nowe kapłaństwo, nowe seminaria i uniwersytety, charyzmatyczny kościół zielonoświątkowy, wszystko to, co jest sprzeczne z katolicką prawowiernością i odwiecznym magisterium. Reforma ta, tkwiąca korzeniami w liberalizmie i protestantyzmie, jest całkowicie zatruta ; z herezji się wywodzi i do herezji prowadzi, nawet jeżeli nie wszystkie jej czyny są formalnie heretyckie. Jest zatem niemożliwe , by świadomy i wierny katolik miał te reformę przyjąć lub poddać się jej w jakikolwiek sposób. Jedyna droga wierności Kościołowi i doktrynie katolickiej, dla dobra naszych dusz, to kategoryczne odrzucenie reformy.

Dlatego tez bez buntu, goryczy ni urazy kontynuujemy nasze dzieło formacji kapłańskiej w świetle odwiecznego magisterium w przekonaniu , że jest to największa przysługa jaką możemy oddać Kościołowi, Papieżowi i przyszłym pokoleniom. Z tej to przyczyny, w oczekiwaniu na chwilę, kiedy prawdziwe światło Tradycji rozproszy ciemności zakrywające niebo nad wiecznym Rzymem (…)”Abp Lefebvre Deklaracja z 21 listopada 1974]

Zarzut: Co Bractwo rozumie poprzez “interpretację w świetle Tradycji”?

Można wysunąć zastrzeżenie, że sam arcybiskup Lefebvre akceptował sobór “w świetle Tradycji”. Należy jednak zauważyć, że nie mówił on “zgodnie z Tradycją” ale “w świetle Tradycji”. To dwie całkowicie różne rzeczy.

“Zgodnie z Tradycją” mogłoby oznaczać akceptację soboru jako elementu Tradycji, czyli uznanie, że sobór jest w jakiś sposób wyrazem tradycyjnej wiary. Jak już powiedzieliśmy, tezy tej nie da się obronić i arcybiskup Lefebvre zawsze odmawiał akceptacji soboru w tym rozumieniu.

“W świetle Tradycji” oznacza natomiast akceptację soboru w takim zakresie, w jakim pozostaje on w zgodzie z Tradycją , nie oznacza próby interpretowania go zgodnie z Tradycją. “W świetle” odnosi się do podmiotu formalnego quo lub przez który widzimy lub poznajemy coś. Na przykład widzimy dzięki światłu słonecznemu, światło jest w tym przypadku przedmiotem dzięki któremu widzimy. W przypadku wiary przedmiotem formalnym jest Boże Objawienie, zawarte w Tradycji oraz Piśmie św, tworzących razem depozyt wiary. Jako katolicy dzięki światłu wiary wiemy, co nam Bóg objawił. Poznajemy naszą wiarę poprzez Tradycję oraz Pismo św., oraz poprzez orzeczenia Kościoła. W tym, co dotyczy spraw Boskich, wszystko jest na pewien sposób poznawane dzięki światłu Tradycji. Tak więc światło wiary określa w jaki sposób mamy osądzać i przyjmować wszelkie rzeczy dotyczące spraw Boskich.

[Slide 21. Ks. Biskup Fellay: „Istotnie, Kościół przechodzi poważny kryzys, który można przezwyciężyć jedynie na drodze całkowitego powrotu do nieskażonej wiary. Wspólnie ze św. Atanazym wyznajemy, że „ktokolwiek pragnie być zbawiony, musi się przede wszystkim trzymać katolickiej wiary: jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa, z pewnością na wieki zginie” (Quicumque). Dalecy jesteśmy od chęci „zamrożenia”  Tradycji w roku 1962, lecz chcemy patrzeć na II Sobór Watykański oraz na nauczanie posoborowe w świetle Tradycji, którą św. Wincenty z Lerynu definiował jako to, „w co wszędzie, w co zawsze, w co wszyscy wierzyli” (Commonitorium), Tradycji będącej owocem doskonale jednolitego rozwoju, w którym nie ma miejsca na brak ciągłości. W ten właśnie sposób będziemy mogli skutecznie przyczynić się do ewangelizacji, do której wzywa nas Zbawiciel (por. Mt 28, 19-20). Bractwo Kapłańskie św. Piusa X zapewnia Benedykta XVI o woli uczestnictwa w dyskusjach doktrynalnych, które dekret z 21 stycznia br. postrzega jako „niezbędne” jak również o pragnieniu dalszej służby Objawionej Prawdzie. Ta służba jest podstawowym aktem miłosierdzia, jakie należy okazywać wszystkim ludziom, tak chrześcijanom, jak i niechrześcijanom. Bractwo zapewnia również papieża o swych modlitwach, by jego wiara nie osłabła i by mógł umacniać wszystkich swych braci (por. Łk 22, 32). Powierzamy te dyskusje doktrynalne wstawiennictwu Matki Bożej Zawierzenia (Madonna della Fiducia), ufając, że wyprosi nam Ona łaskę wiernego przekazywania tego, co otrzymaliśmy, tradidi quod et accepi (1 Kor 15, 3).” Ks. Biskup Bernard Fellay, 12 marca 2009 r.]

Sam II Sobór Watykański jest faktem historycznym – tak więc akceptacja soboru jako faktu historycznego nie jest problemem. Jest jednak faktem, że sobór ten obiektywnie naucza doktryn sprzecznych z wiarą katolicką. Z tego właśnie powodu światło Tradycji odrzuca te nauki, podobnie musi postąpić każdy katolik. Większość tekstów soborowych jest jednak rozmyślnie dwuznacznych i tak naprawdę trudno nawet domyślić się, co potencjalnie mogą one oznaczać – nie mówiąc już o wewnętrznie sprzecznych twierdzeniach, które można znaleźć we wszystkich tych dokumentach. Nie może być w ogóle mowy o uznaniu ich za kryterium wiary, ponieważ są całkowicie wieloznaczne, całkowicie obcej pewności, jaką daje nam wiara. Gdzie brak jest definicji nie może być przylgnięcia intelektu, brak jest więc formalnego przedmiotu dla cnoty wiary. Tam jednak, gdzie tekst pozwala na ortodoksyjną i jednoznaczną interpretację, można mówić o akceptacji, która jest po prostu powtórzeniem tego, czego Kościół zawsze nauczał.

Jeśli jednak nawet niektóre teksty soboru pozwalają na ortodoksyjną interpretację nie oznacza to, że możemy akceptować sobór. Zupa która została zatruta może zawierać wiele składników, które same w sobie są zdrowe i pożywne, jednak trucizna czyni ją całkowicie niejadalną. Podobnie sobór, przez swe rewolucyjne doktryny, dwuznaczności i brak jasności musi być w całości odrzucony.

Nie chodzi więc o powrót do soboru by odkryć jego “prawdziwą interpretację” lub o usiłowanie naprawienia w jakiś sposób wynikłych z niego nadużyć, poprzez próby pogodzenia ich z Tradycją. Pomysł, który moglibyśmy określić jako “ratowanie” soboru poprzez odkrywanie w nim tradycyjnego nauczania przypomina próbę odnalezienia jakiegoś mitycznego stworzenia. Wszelkie takie próby skazane są na niepowodzenie i są zasadniczo stratą czasu. Jeśli sam sobór nie chciał wyrazić jasno wiary katolickiej, żadne nasze wysiłki tego nie naprawią. Jedynym, co naprawdę trzeba uczynić, to systematyczne potępienie rozpowszechnionych dziś błędów, przezwyciężenie potwornego zamieszania będącego owocem tego właśnie soboru. Taki jest właśnie powód dyskusji doktrynalnych Bractwa z władzami rzymskimi, stanowiących kontynuację dzieła arcybiskupa Lefebvre.

Musimy zrozumieć jedno: dyskusje doktrynalne z Rzymem nie są rodzajem dialogu mającego na celu osiągnięcie jakiegoś konsensusu w kwestii soboru. To absolutnie nie o to chodzi, nie chodzi bowiem o osiągnięcie rozwiązania praktycznego. Chodzi o doktrynę, o depozyt wiary. Dyskusje te są raczej sposobnością, by pokazać władzom rzymskim, całkowicie pogrążonym w bagnie modernizmu i dwuznaczności, błędów będących skutkami soboru, które muszą zostać potępione, o ile Kościół ma odzyskać zdrowie. Tak jak przesłaliśmy do Rzymu naszą krytykę nowej Mszy, wolności religijnej oraz ekumenizmu, które sami możecie sobie przeczytać, tak również mamy obecnie sposobność mówić z nimi bezpośrednio, sposobność, jakiej do tej pory nigdy nie mieliśmy.

II Sobór Watykański, zgodnie ze słowami samego Pawła VI ogłosił, że występuje w służbie rodzaju ludzkiego. A jednak sam Zbawiciel mówi, że człowiek “nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował, albo przy jednym stać będzie, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Mt 6,24). W innym zaś miejscu Pismo św. mówi: “Przyjaźń tego świata jest nieprzyjaciółką Boga”(Jk 4,4). Tak więc sobór, nastawiając się na służbę ludzkości, usiłując stać się przyjacielem współczesnego, świeckiego i ateistycznego społeczeństwa, postawił się po stronie wrogów Boga, a kryzys w Kościele jest po prostu logiczną tego konsekwencją. Może on zostać przezwyciężony jedynie wówczas, gdy Kościół powróci do swego fundamentalnego obowiązku i potępi te błędy, które potępiał już w przeszłości i służyć będzie Bogu troszcząc się o zbawienie powierzonych sobie dusz.

[Slide 22. Ks. Biskup Tissier de Mallerais: -„Jakie jednak praktyczne kroki uważa Ekscelencja za konieczne?
„Będą miały dyskusje teologiczne pomiędzy nami a przedstawicielami Stolicy Apostolskiej – odnośnie doktryny II Soboru Watykańskiego”
Czy możemy jednak oczekiwać wycofanie przez was zastrzeżeń?
„Nie, absolutnie nie. Nie zmieniamy naszego stanowiska, mamy intencję nawrócić Rzym, to jest doprowadzić go do przyjęcia naszego punktu widzenia”. Bp Tissier de Mallerais, wywiad 1 lutego 2009]

Zakończenie

Tak więc, drodzy Przyjaciele, kończę tę konferencję prośbą o modlitwę, by owe dyskusje doktrynalne z Rzymem mogły przynieść jakieś owoce. Patrząc na to po ludzku, nie ma większej nadziei, że cokolwiek z nich wyniknie. Bractwo będzie jednak kontynuowało swą misję niezależnie od ich wyniku, nie prowadziliśmy bowiem walki przez czterdzieści lat po to jedynie, by dojść do jakiegoś sztucznego porozumienia, które zniszczyłoby nie tylko owoce naszej pracy, ale również sam Kościół. Ludzie potrzebują obecnie bardziej niż kiedykolwiek jasności i jednoznaczności, pewne też jest że pewnego dnia Kościół powróci do swej Tradycji zgodnie z obietnicą daną nam przez Chrystusa Pana, że bramy piekielne go nie przemogą. Jak to jednak często bywa w sprawach Bożych, musimy być cierpliwi – jak powiedział Zbawiciel “Czuwajcie i módlcie się”. Proszę was też o szczególną modlitwę w intencji Ojca świętego Benedykta XVI, o tę samą modlitwę której słowa wypowiedział Pan Jezus prosząc za św. Piotra, by nawróciwszy się utwierdzał swoich braci we wierze (Łk 22, 32).

Dziękuję za waszą uwagę i błogosławię.

Post scriptum
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie omówiłem szczegółowo rozmaitych błędów nauczanych w samych dokumentach soborowych, ponieważ przekraczałoby to znacznie ramy przeznaczone czasowe tej konferencji. Potrzebowalibyśmy na to znacznie więcej czasu, być może tematowi temu zostanie poświęcona odrębny wykład. Pragnę jednak gorąco polecić książki jakie wydaliśmy na ten właśnie temat, na przykład książkę o błędach II Soboru Watykańskiego będącą tłumaczeniem z SiSiNoNo, jak również broszurę “Milcząca apostazja” oraz inne pozycje, jakie znajdziecie na zewnątrz tej sali.

ks. Jan Jenkins FSSPX

Nagranie wykładu ks. Jana Jenkinsa dostępne jest w pliku MP3 
Dodano: 2009-04-24 10:05 am
Aktualizacja: 2012-1-06 10:49 pm

Zob. również:

Za: Organizacja Monarchistów Polskich – www.omp.lublin.pl

Zob. także:

http://www.bibula.com

Komentarzy 31 do “Mit o interpretacji Vaticanum II zgodnie z Tradycją – wykład ks. Jana Jenkinsa, FSSPX”

  1. Józef said

    Które nauczanie Kościoła jest prawdziwe?
    Uroczyste wyznanie wiary Soboru Florenckiego stwierdza;
    ‘’Święty Kościół Rzymski(…)mocno wierzy, wyznaje i naucza że to, co się odnosi do Starego Przymierza, prawa mojżeszowego, obejmującego różne obrzędy, ceremonie, ofiary i sakramenty, z tego powodu iż zostały one ustanowione jako figury rzeczy przyszłych, choć były odpowiednie dla kultu Bożego tego czasu, jednak po przyjściu Zbawiciela, które zapowiadały, wygasły, a nastały sakramenty Nowego Przymierza.(…) Wszystkich więc, którzy po tym czasie przestrzegają obrzezania, szabatu oraz innych wymogów starego prawa, Kościół Katolicki ogłasza za odstępców od wiary chrześcijańskiej i niegodnych uczestnictwa w wiecznym zbawieniu, chyba że w przyszłości wyrzekną się swoich błędów”
    Czy;
    Wypowiedź Jana Pawła II z dnia 17 listopada 1980 roku do społeczności żydowskiej w Moguncji;
    ”Pierwszy wymiar tego dialogu a mianowicie spotkanie ludu Bożego nigdy nie odwołanego przez Boga Starego Przymierza z ludem nowego Przymierza jest zarazem dialogiem wewnątrz naszego Kościoła, jakby miedzy pierwsza a druga częścią jego Biblii.(…) Żydzi i chrześcijanie jako synowie Abrahama są wspólnie powołani, by być błogosławieństwem dla świata, razem przyczyniając się do pokoju i sprawiedliwości pomiędzy wszystkimi narodami”

  2. Marucha said

    Re 1:
    Żydzi i chrześcijanie jako synowie Abrahama są wspólnie powołani, by być błogosławieństwem dla świata, razem przyczyniając się do pokoju i sprawiedliwości pomiędzy wszystkimi narodami

    Właśnie widać, do czego są powołani żydowscy synowie Abrahama… nie ma chyba na świecie wojny, zamieszek, rebelii, nie ma żadnej gigantycznej afery gospodarczej bez udziału owych synów.

    Mówienie o „dialogu” katolicko-żydowskim jako „dialogu wewnątrz naszego Kościoła” woła po prostu o pomstę do nieba.

  3. Tralala said

    Cytaty z biskupa Fellaya usprawiedliwiajace sobor :

    „Usprawiedliwiam Sobór – ksiądz François Chazal

    Nieodwołane wypowiedzi Jego Ekselencji Biskupa Bernarda Fellay’a z ostatnich trzech miesięcy. Lipiec 2012

    – 14 kwiecień : ” Błędy Soboru to nie są super herezje. ” (odpowiedź dla trzech biskupów)

    – 15 kwiecień : Cała Tradycja katolickiej Wiary powinna być jedynym kryterium i przewodnikiem do zrozumienia nauk Soboru Watykańskiego II, który, z kolei, oświetla pewne aspekty życia i doktryny Kościoła, które były w nim obecne, lecz jeszcze nie sformułowane. Oświadczenia pochodzące z Watykanu II i późniejszego Magisterium papieskiego odnoszące się do relacji między Kościołem katolickim i niekatolickimi wyznaniami chrześcijańskimi, należy rozumieć w świetle całej Tradycji. ” (Fragment z pisma doktrynalnego Menzingen cytowane publicznie przez księdza Pflüger w szkole St Joseph des Carmes, 05 czerwiec 12)

    -11 maj : ” Papież powiedział, że Sobór powinien być postrzegany w wielkiej Tradycji Kościoła, należy rozumieć go zgodnie z nią. Są to stwierdzenia, z którymi my się zgadzamy w pełni, zupełnie, absolutnie (…)
    Wiele rzeczy, które my potępiliśmy jako pochodzące z Soboru, z Soboru nie są, ale z powszechnego rozumienia go (…) Sobór przedstawia koncepcję wolności religijnej, która w rzeczywistości jest pojęciem bardzo ograniczonym. Bardzo ograniczone pojęcie. Znaczy to, że w naszych dyskusjach z Rzymem powiedziano nam wyraźnie, że posiadanie prawa do błędu, albo do wyboru religii, jest nieprawdą. „(Wywiad z CNS w Menzingen)

    – 08 czerwiec: „W sprawie Soboru – kiedy zapytano mnie:” Czy Watykan II należy do tradycji „, odpowiedziałem:” Chciałbym mieć nadzieję, że tak jest? . „(Wywiad w DICI)

    – 14 lipca: „. Nowości Soboru Watykańskiego II są skażone błędem, mówi deklaracja. Ta sama deklaracja nie odrzuca już Soboru z powodu jego wyraźnych i ukrytych herezji (co oddala nas wyraźnie od deklaracji z 1974 i 1976 ). Przeciwnie, proponuje interpretowanie go w świetle stałego i nieprzerwanego nauczania zamiast mówić o nauczaniu poprzednim, które potępia Soboru Watykański II.

    Aby pozostać objektywnym, należy stwierdzić, że jest to tylko pięć cytatów, zmieszane z propos, które niejasno potępiaja Soboru Watykańskiego II. W przeszłości można jednak znaleźć wiele innych cytatów tego rodzaju.

    A więc, który z tych dwóch bp Fellay’ów jest prawdziwy ?

    Ten, który regularnie wskazuje, że możemy zrozumieć Watykan II w świetle Tradycji, albo że FSSPX może zakceptować 95% tekstu samego Soboru (DICI, maj 18, 2001), lub że uznamy za własne wszystkie Sobory, aż do Soboru Watykańskiego II, co do którego wyrażamy zastrzeżenia (informacja prasowa 15 grudnia 2008, przed zmianami).
    To ten, który w Ameryce, pozwala rozcieńczyć doktrynę w czasopiśmie Angelus, lub nakazał księdzu Kenneth Novak’owie oczyścić portal „sspx.org” i którego rzecznikiem jest DICI, stronka coraz bardziej podobna do portali grup „Eclclesia Dei”.
    Wreszcie czy to ten, który dokonuje stale wysiłków, by oddać całe dzieło arcybiskupa Lefebvre’a w ręce nowego, modernistycznego Rzymu, bez umieszczenia potępienie Soboru Watykańskiego II jako warunek sine qua non, tak jak zrobił to abp Lefebvre po konsekracjach, lecz który, niestety, domaga się tylko wolności protestowania przeciw kilku sprawcom błędów w interpretacji Soboru .

    Ksiądz Francois Chazal, bez praw zastrzeżonych , jeżeli nie zmienicie tekstu. Dokumenty „usprawiedliwiam” i „oskarzam” zakładaja wyraźne rozroznienie między władzą papieża Benedykta XVI i postepowych biskupów, których uznajemy ; a jego obecnym działaniem, które odrzucamy ze względu na Wiarę, tak długo jak trwa ten Kryzys zaczęty przez Sobór. ”

    za : http://zniepokalana.blogspot.fr/2012/09/usprawiedliwiam-sobor-ksiadz-francois.html

  4. AniaK said

    Re 2:

    „Mówienie o “dialogu” katolicko-żydowskim jako “dialogu wewnątrz naszego Kościoła” woła po prostu o pomstę do nieba”

    Niekoniecznie. Nowy testament nie istnieje bez starego testamentu. To zależy jakich Żydów i jakich Chrześcijan mamy na myśli. Zarówno jedni jak i drudzy są z dużej i z małej litery. Czasami zastanawiam się, za kogo Pan Bóg musi się bardziej czerwienić. Co zrobili chrześcijanie z jego Kościołem? To co obecnie dzieje się w Kościele niewiele ma wspólnego z Jego naukami. Z jednej strony Kościół jest rozwalany od wewnątrz,, a z drugiej przez samych chrześcijan (koniecznie z małej litery). Wspólnymi siłami stworzyli jakąś sektę. Pierwsi mają z tego satysfakcję, a drudzy – z powodu małych rozumków – nigdy tego nie zauważą.

    Tuwim na przykład od dziecka był moim ulubionym poetą. On i Jemu podobni walili prawdę pomiędzy oczy mocniej niż nasi romantycy, a cel mieli podobny. A na przykład Marian Hemar tak pisał o sobie:
    „Moja gorąca miłość nie może się pogodzić z inną Polską, tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie.”

  5. AniaK said

  6. AniaK said

    Ostatnio wśród moich koleżanek – mniej lub bardziej ortodoksyjnych katoliczek – pozwoliłam sobie zająć stanowisko w sprawie ślubów kościelnych. One były bardzo oburzone, że niektórzy księża robią takie problemy z tym sakramentem, że potem nie dziwota, że młodzi odsuwają się od Kościoła. Nie widzą na przykład nic złego w tym, że Ich dzieci mieszkając przez wiele lat pod wspólnym dachem ze swoimi partnerami/partnerkami na zasadzie mąż/żona, korzystają ze środków antykoncepcyjnych – ewentualne aborcje to tajemnica rodzinna – stają przed Panem Bogiem i wyznają sobie miłość…. Z rozwodnikiem mającym dwójkę dzieci też bez problemu można wziąć ślub kościelny. Wystarczy tylko odpowiedni papierek ( w poprzednim małżeństwie miał tylko cywilny). Do żadne kłótni nie doszło, bo tak na marginesie to ja Je bardzo lubię, tylko nie zawsze rozumiem. Na koniec wszystkie zgodnie stwierdziłyśmy, że wszystko jest kwestią sumienia 🙂

  7. AniaK said

    A tak na marginesie, to ten rozwodnik to nie jakaś ofiara która poświęciła się dla dzieci (to bym jeszcze jakoś zrozumiała) – dzieci mieszkają z matką – tylko zwykły kobieciarz. A ślub był międzynarodowy. Ech te Polki, jeżdżą po tej Europie i zawracają facetom w głowach.

  8. AniaK said

    Dodam może jeszcze, że ja też nie jestem święta. Trochę grzechów i ja mam na sumieniu. Chodzi mi tylko o to, że powinno się mieć świadomość tego co się robi.

  9. Marucha said

    Re 4:
    Pani Aniu, współcześni żydzi nie mają NIC wspólnego z natchnioną religią Starego Testamentu, z mozaizmem (której zresztą i tak nie byli wierni).
    Dzisiejsi żydzi to Talmud – księga satanistyczna, pełna wściekłej nienawiści do chrześcijan, do Jezusa, do Jego Matki, ekstremalnie rasistowska i szowinistycza.
    Jak można w tych warunkach mówić o „dialogu”? Dialog z satanistami?

    Pyta Pani co zrobili chrześcijanie z jego Kościołem? .
    To nie chrześcijanie zrobili – to im zrobiono. Metodą podstępu i kłamstwa, metodą podszywania się wrogów Kościoła pod kapłanów i biskupów.

  10. Inkwizytor said

    Re: 6

    „Z rozwodnikiem mającym dwójkę dzieci też bez problemu można wziąć ślub kościelny. Wystarczy tylko odpowiedni papierek ( w poprzednim małżeństwie miał tylko cywilny).”

    A jaki jest problem w tym przypadku ? Osoba, ktora miala tylko zwiazek cywilny i jest rozwiedzina, wg prawa kanonicznego Kociola nigdy w malzenstwie nie byla, tylko zyla w konkubinacie. Po spowiedzi moze zawrzec wazny zwiazek malzenski

  11. AniaK said

    „Pani Aniu, współcześni żydzi nie mają NIC wspólnego z natchnioną religią Starego Testamentu”

    Panie Gajowy, a współcześni chrześcijanie jeżeli nie NIC, to niewiele mają wspólnego z religią Nowego Testamentu.

    „Pyta Pani co zrobili chrześcijanie z jego Kościołem?”

    Myślałam, że wystarczająco jasno to wytłumaczyłam :))) Nie zapominajmy tylko, że Bóg nie zabrał, lecz dał człowiekowi rozum. Wymagań od człowieka nie ma aż tak wielkich. Bezmózgowi chrześcijanie chyba nie byli Jego celem. Gdyby ruszyli trochę swoimi mózgami, toby sobie poradzili i z podstępem, i z kłamstwem. Człowiek bez względu na to czy jest chrześcijaninem czy nie – jest człowiekiem. I o tym tez nie powinien zapominać.

  12. AniaK said

    Re:10

    To dla mnie za skomplikowane 🙂

  13. Józef said

    Re9. Fałszywy przechrzta to nic innego jak dywersant sabotujący KK.
    Oto urywek z wizyty papieża Jana Pawła II w judaistycznej neokatechumenalnej sekcie.

  14. Józef said

    W tej sekcie komunikuje się na siedząco do ust konsekrowaną macę.

  15. Józef said

    Pierwsza Komunia Święta po neońsku
    http://pl.gloria.tv/?media=222402

    Zaraz pan TS napisze, że to jakieś „niesprawdzone pomówienie” bez dowodów – admin

  16. Marucha said

    Re 11:
    Kim by nie nie byli współcześni chrześcijanie, talmudyczny judaizm jest im wrogiem i wszelkie brednie o należeniu obu religii do tego samego Kościoła są herezjami.

  17. marta1 said

    Pani Ania niech sobie poczyta list swietego Pawla do Galatow,
    a potem zabiera glos w sprawie o ktorej ,jak widac, nie ma ZIELONEGO pojecia.
    http://ruda_parafianin.republika.pl/bit/ga/start.htm

  18. marta1 said

    a tu nowe video z brevarium. http://breviarium.blogspot.com/2012_10_01_archive.html
    Tragedia. Po prostu tra-ge-dia.

  19. z Naszego Dziennika said

    Modlitwa, która ratuje Polskę i świat

    …od nas zależy, czy będziemy wierni temu testamentowi Maryi: „Uczyńcie wszystko, co Mój Syn wam powie”

    Niedziela, 7 października 2012 http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/11810,modlitwa-ktora-ratuje-polske-i-swiat.html

    Dzisiaj we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej na Jasnej Górze odbyły się uroczystości odpustowe ku czci Matki Bożej Różańcowej.

    Eucharystii o godz. 11.00 na szczycie jasnogórskim przewodniczył ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. W uroczystościach wzięli udział członkowie Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej (Zarząd i parafialne Koła) oraz pielgrzymi z różnych stron kraju, zwłaszcza należący do Kół i Róż Różańcowych – w sumie ok. 7 tys. osób.

    Mszę św. koncelebrował: o. Bogumił Schab, obecny dyrektor Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej, i o. Stanisław Turek, tegoroczny rekolekcjonista.

    Słowa powitania w imieniu Jasnej Góry wypowiedział o. Roman Majewski, przeor sanktuarium. – Drogie, piękne róże, które przybyłyście na dzisiejsze święto z całej Polski. Razem z wami trzymając w ręku różaniec, oddajemy Panu Bogu chwałę za dar tej niezwykłej modlitwy, o którą prosi ludzi sama Matka Najświętsza. Matka zawsze kocha swoje dzieci, matce zależy na ich szczęściu, matka o swoje dzieci nie przestaje się troszczyć – mówił do zebranych o. Majewski.

    – Tyle różańców tutaj ludzie każdego dnia poświęcają, z tego sanktuarium w świat i w swoją codzienność i codzienność swoich bliskich zabierają. Tyle Zdrowaś rozbrzmiewa w każdej sekundzie tu i wszędzie tam, gdzie ludzie z różańcem pielgrzymują i z różańcem żyją. Za każdą chwilę spędzoną na Różańcu, na rozważaniu tajemnic naszego zbawienia wam, drodzy pielgrzymi, dzisiaj z serca dziękuję, za wasze apostolstwo różańcowe, za modlitwę, która ratuje Polskę i świat, za waszą troskę o Jasną Górę i mocne więzi z duchową stolicą naszego Narodu – dodał o. Majewski.

    Metropolita częstochowski ks. abp Wacław Depo podkreślił w homilii, że sensem modlitw do Matki Bożej nie jest samo składanie do niej próśb, ale pójście za jej przykładem.

    – Bracia i siostry zjednoczeni w krucjacie różańcowej za Ojczyznę i zjednoczeni w różach i kółkach różańcowych z naszego kraju i poza jego granicami. Wy wszyscy, którzy modlitwą różańcową wypraszacie potrzebne siły i światła dla Kościoła i Ojczyzny, bądźcie pozdrowieni, kiedy spełnia się dzisiaj, jak podkreślam pomimo tych trudów deszczowego dnia, owe Eucharystyczne wychowanie człowieka tej ziemi poprzez przykład Maryi – mówił ks. abp Wacław Depo.

    – W tej ogólnopolskiej pielgrzymce wiary potwierdzamy, że człowieka, który modli się tajemnicami Różańca świętego, nie wolno odłączać od ziemi, z której zanosi swoją modlitwę, od piękna jej krajobrazu, który już swoim wielobarwnym istnieniem mówi o Bogu i woła do Boga. Wśród swoistej mozaiki modlitw ludzkich na naszej ziemi znajdujemy dwa szczególne obrazy bliskości Maryi i uczenia się wraz z Nią tajemnic Chrystusa Jej Syna i Kościoła – to październikowy wieniec różańcowy i majowe wieczorne w Kościołach i przydrożnych kapliczkach śpiewanie Litanii Loretańskiej – mówił do zebranych kaznodzieja.

    Jak podkreślił metropolita częstochowski, właśnie te modlitwy odróżniają nas od narodów Europy i świata. – Odróżnia mocno, ale od nas zależy, czy będziemy wierni temu testamentowi Maryi: „Uczyńcie wszystko, co Mój Syn wam powie” – dodał biskup.

    Mszę św. poprzedziło Nabożeństwo Różańcowe z wystawieniem Najświętszego Sakramentu.

    MM

    Nasz Dziennik

  20. TS said

    re.15
    No… :), a co mają wspólnego neonówki z KK ? Albo inne sekty?

  21. Z zezem said

    Wyjatkowo mi nie po drodze z Sono ,Maran,Witryna,Marta1,Doda i jej Przydupasami!!!
    Dokopac KK a potem zalatwic Tradycjonalistow,czyz nie tak?
    Wyjatkowo zacietrzewiona,parchata judzicielka.

    Moze ta Witryna znajdzie filmik o zarzynaniu czarnego koguta.

  22. Inkwizytor said

    Re: 21

    Ta heretyczka, streczycielka Dimonda miala jeszcze ksywe Ostatnio. Probuje sie uwiarygodnic czyniac tak jak pan napisal

  23. Marucha said

    Re 20:
    Jak to „co mają wspólnego”?
    Neoni są przecież częścią Kościoła Katolickiego i maja zatwierdzone przez Rzym statuty, czym się chlubią.

  24. Józef said

    Re 23 raczej byłego katolickiego, znaczy posoborowego, który powoli przerabiają na synagogę.
    ”Pierwszy wymiar tego dialogu a mianowicie spotkanie ludu Bożego nigdy nie odwołanego przez Boga Starego Przymierza z ludem nowego Przymierza jest zarazem dialogiem wewnątrz naszego Kościoła”(Jan Paweł II)
    http://lusiaoginska.pl/index.php?m=6&p=&id=110

  25. Marucha said

    Re 24:
    Najlepiej jest „walczyć” o powrót Tradycji uczestnicząc w pseudo-mszach nowego rytu, podporządkowując się zjudaizowanej hierarchii, zwalczając tych którzy coś konkretnego robią w tym kierunku (np. Bractwo), wyzywając ich od schizmatyków i heretyków…
    Prawda, panie TS?

  26. marta1 said

    a tu ciekawostka.
    Ksiadz chce lapy poobcinac tym, ktorzy ” osmielaja sie ” krytykowac masonski Watykan 2.
    LEminigi nie moga myslec, lemingi maja isc jak zaczadzone do przepasci.
    http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/lapy_precz_od_vaticanum_ii_39102

  27. marta1 said

    wyglada na to ze biskup Fellay dostanie wkrotce kopniaka na droge …..od swoich wspolbraci.
    „…Latin American Neo-SSPX Priests in an Open Letter Demand Fellay’s Resignation
    „To End This Hell of Deceit, Lack of Doctrinal Clarity, and Lack of Courage in Defense of Tradition…….”
    http://www.traditio.com/comment/com1210.htm

  28. marta1 said

    tu kolejne video z cyrkow odprawianych przez watykanska sekte, ktora pozuje oficjalnie jako kosciol katolicki ku uciesze zadnych rozrywki , zaczadzonych tlumow.

  29. marta1 said

    ciekawa odpwiedz na tzw katolikow otwartych
    „….Kościół ma być prawdziwy, a nie „otwarty” w taki sposób, jak chciałoby tego środowisko „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”. Kościół musi być otwarty, ale w tym sensie, że powstał dla zbawienia całego świata i chce objąć cały świat – pisze Dawid Gospodarek.

    Numer 40 Tygodnika Powszechnego stanowi promocję i prezentację „Kościoła otwartego”. Z okładki bije wielkie życzenie: „Niech żyje Kościół otwarty!”. Podobnie aktualny numer „Znaku” stawia pytanie i zarazem wezwanie – „Katolicy otwarci: Czy Kościół trzeba ratować?”.

    Do hasła „Kościół otwarty” podchodzę z dystansem, ale chyba tylko dlatego, że przejęte zostało przez środowiska „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” czy katolickich (?) sympatyków „Gazety Wyborczej”, które według mnie odbiegają swoją wizją Kościoła i swoją działalnością od tego, czym Kościół jest i jak działać powinien.

    Jednak z drugiej strony nie mogę się też zgodzić z (być może nie celową) sugestią, że jestem katolikiem zamkniętym, członkiem Kościoła przedstawianego jako wspólnota bojąca się konfrontacji, inności, dialogu, etc. To dla mnie dziwne i niezrozumiałe podziały, a sugerowanie, że takie są środowiska, którym daleko do polityki i światopoglądu tzw. „katolików otwartych”, wynika raczej z ich zamknięcia na dialog oraz z braku chęci poznania i zrozumienia braci w wierze (czy aby na pewno braci w wierze?). To podobnie fałszywe i żenujące tworzenie podziałów jak te na „Kościół toruński i łagiewnicki”…

    Piotr Sikora na łamach „Tygodnika Powszechnego” również zaproponował „Credo katolika otwartego”[1]. Cieszę się, że nie chce nim zastąpić katolickich wyznań wiary. Jego credo ma pokazać, na czym polega „otwarty charakter wiary”, bo „istnieje sposób przezywania wiary, dla którego kategoria otwartości jest kategorią fundamentalną”. Z ciekawością zabrałem się za lekturę tego credo, by sprawdzić, czy i jak daleko mi (jestem katolikiem!) do „katolików otwartych”.

    Credo Piotra Sikory jest skonstruowane w formie trzech „wierzę”:

    1. „Szukajcie zawsze Jego oblicza” (PS 105,4).

    Pada subtelne, apofatyczne wyznanie w Trójjedynego Boga, jednak podane w takiej formie, że podpisać pod nim mógłby się nawet świadek Jehowy (odrzucający prawdę o Trójcy Świętej): „Wyznajemy, że Bóg, objawiający się przez Ducha w Chrystusie, nieskończenie przekracza możliwości ludzkiego pojmowania. Wiara zatem jest dla nas otwarciem się człowieka na Tajemnicę, przygodą wiecznego poszukiwania Boga”.

    A czym wiara jest dla katolików? „Kościół katolicki zaś wyznaje, że wiara ta, która jest ‚początkiem ludzkiego zbawienia’, jest cnotą nadprzyrodzoną, przez którą, za natchnieniem i z pomocą łaski Bożej, wierzymy w prawdziwość rzeczy objawionych przez Boga, nie dla ich prawdziwości wewnętrznej, poznanej naturalnym światłem rozumu, lecz z powodu autorytetu samego Boga objawiającego, który się mylić, ani nikogo mylić nie może. (…) Wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co jest zawarte w słowie Bożym spisanym lub przekazanym Tradycją i przez Kościół jest podawane jako przez Boga objawione, czy to w uroczystym orzeczeniu, czy to w zwyczajnym i powszechnym nauczaniu” (Sobór Watykański I, sesja III, rozdział 3)………….”

    http://rebelya.pl/post/2674/gospodarek-otwarci-katolicy-znowu-ratuja-koscio

  30. Tralala said

    ad 27 Marta 1
    „wyglada na to ze biskup Fellay dostanie wkrotce kopniaka na droge …..od swoich wspolbraci” – taka forma wystawia Pani sobie samej swiadectwo.

  31. Marucha said

    Re 30:
    Słuszna uwaga.

Sorry, the comment form is closed at this time.