Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    lewarek.pl o W obronie realizmu polity…
    Boydar o List przełożonego generalnego…
    wanderer o Traditionis Custodes
    wanderer o Białoruska biegaczka będzie si…
    bryś o Białoruska biegaczka będzie si…
    Boydar o Traditionis Custodes
    podczaszy o Kościół w rękach predatora. Dr…
    wanderer o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    Olo o Paradoks Pałacu Saskiego
    wanderer o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    Marucha o Kościół w rękach predatora. Dr…
    podpis o Kościół w rękach predatora. Dr…
    bryś o Wolne tematy (54 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Ciągłość czy zerwanie?

Posted by Marucha w dniu 2012-10-12 (Piątek)

Z profesorem Robertem de Mattei, dziekanem studiów historycznych na Uniwersytecie Europejskim w Rzymie, autorem książki Sobór Watykański II – nieopowiedziana historia, rozmawia Valdis Grinsteins.

Wiele osób w Polsce uważa, że o Soborze Watykańskim II się nie dyskutuje, że jest to rodzaj zaakceptowanego już przez wszystkich dogmatu. Jak to wygląda w Rzymie? Kto dyskutuje i na ile autorytatywnie?

– Po znanym już przemówieniu Benedykta XVI do Kurii Rzymskiej wygłoszonym 22 grudnia 2005 roku w Rzymie i w ogóle we Włoszech rozpoczęła się żywa dyskusja – historyczna i teologiczna – na temat Soboru Watykańskiego II. Mogę, na przykład, potwierdzić, ponieważ wiadomość ta ukazała się już na pewnym blogu, że kardynał Walter Brandmüller, emerytowany przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, patronował kilku odbytym w Rzymie i w północnych Włoszech warsztatom poświęconym studiom nad Vaticanum II. Rozmowy te – prowadzone „przy drzwiach zamkniętych” z udziałem ekspertów o różnych poglądach – stały się dobrą okazją do zdjęcia z Vaticanum II welonu „nietykalności” uniemożliwiającego wszelką poważną dyskusję czy dokładniejsze zgłębienie tematu. Dziś sobór nie jest już żadnym „superdogmatem”, ale wydarzeniem historycznym podlegającym ścisłej ocenie historycznej i teologicznej.

Warto przypomnieć, że Sobór Watykański II miał być zgromadzeniem nie dogmatycznym, a pastoralnym. Czy historia Kościoła zna jakieś inne przykłady soborów wyłącznie pastoralnych?

– Odbyło się dwadzieścia jeden soborów uznanych przez Kościół za ekumeniczne, czyli powszechne. Każdy z nich, począwszy od Soboru Nicejskiego, stał się przedmiotem dyskusji historiograficznej. Vaticanum II – odmiennie od poprzednich soborów – stawia przed historykami zagadnienie nowego rodzaju. Sobory wyrażają, pod przewodnictwem papieża i wspólnie z nim, uroczyste Magisterium w materii wiary i moralności, pełnią też rolę najwyższego sędziego i ustawodawcy w odniesieniu do prawa i dyscypliny kościelnej. Sobór Watykański II nie wydał nowych przepisów ani też nie podjął definitywnych postanowień w zakresie wiary i moralności, ale sam siebie sklasyfikował jako duszpasterski. Jan XXIII w przemówieniu inauguracyjnym, wygłoszonym 11 października 1962 roku, mającym stanowić swoistą Magna Carta soboru, wyjaśnił, że sobór zwołano nie w celu potępienia błędów czy sformułowania nowych dogmatów, ale po to, by przedstawić językiem stosownym do nowych czasów niezmienne nauczanie Kościoła.

Wymiar duszpasterski, sam w sobie uboczny i drugorzędny wobec doktrynalnego, stał się de facto nadrzędny, co doprowadziło do rewolucji w stylu, języku i mentalności. A przecież wyrażanie się przy pomocy sformułowań innych niż w przeszłości oznacza dokonanie transformacji kulturowej głębszej, niż to się może wydawać. Styl debaty i sposób, w jaki się ją przedstawia, odbija w istocie sposób bycia i sposób myślenia – styl nadaje im ostateczne znaczenie. Dokonała się rewolucja semantyczna polegająca nie tylko na zmianie znaczenia słów, ale również na unikaniu niektórych terminów i pojęć.

 Czy element owej transformacji języka stanowi rezygnacja przez sobór z potępienia komunizmu?

– Aż do Soboru Watykańskiego II Magisterium Kościoła katolickiego wielokrotnie wypowiadało się na temat komunizmu słowami wyraźnego potępienia. W votach ojców soborowych przekazanych do Rzymu przed rozpoczęciem obrad, komunizm został przedstawiony jako najpoważniejszy błąd zasługujący na potępienie. Były to jednak lata sześćdziesiąte – w świecie wiał „duch optymizmu”. W tym właśnie okresie kształtował się klimat „odwilży” wobec poglądów uprzednio już przez Magisterium potępionych.

Decydujący okazał się wpływ pierwszej encykliki Jana XXIII, Pacem in terris, która sprawiała wrażenie, iż Kościół pragnie odwrócić swe stanowisko wobec komunizmu – odwołać wszelkie potępienie, choćby tylko słowne. To wówczas narodziła się watykańska Ostpolitik, czyli polityka otwarcia na wschodnie kraje komunistyczne, której motorem był mons. Agostino Casaroli.

Na Soborze Watykańskim II doszło do starcia między dwiema mniejszościami, z których jedna żądała potępienia komunizmu, druga zaś żądała „dialogu” i „otwarcia” na nowoczesny świat, którego przejawem był również komunizm. Petycja o potępienie komunizmu, złożona 9 października 1965 roku przez 454 ojców soborowych z 86 różnych krajów nie została nawet przekazana komisjom pracującym nad schematem soborowym, co wywołało ogromny ­skandal.

Konstytucja Gaudium et Spes – siedemdziesiąty i ostatni dokument Soboru Watykańskiego II – miała dokonać całkowicie nowego określenia stosunków między Kościołem a światem. Nie zawierała ona jednak jakiejkolwiek formy potępienia komunizmu. Milczenie soboru na temat komunizmu stanowi wprost wstrząsające zaniechanie ze strony tego historycznego zgromadzenia. Dziś winniśmy zadać sobie pytanie, czy rację mieli ci, którzy na soborze demaskowali brutalny ucisk komunistyczny, żądając uroczystego potępienia, czy też ci, którzy wzorem architektów Ostpolitik uważali, że należy osiągnąć jakieś porozumienie czy kompromis z komunizmem, ponieważ komunizm, ich zdaniem, wyrażał pragnienie sprawiedliwości i miał przetrwać wiek lub dwa, czyniąc świat lepszym?

Obrady soborowe stałyby się same w sobie wydarzeniem, od którego rozpocząłby się proces wobec komunizmu analogiczny do tego, czym był proces norymberski dla narodowego socjalizmu. Nawet jeśli nie zamieniłby się on w proces o charakterze karnym ani też proces ex post zwycięzców nad zwyciężonymi, jak Norymberga, to byłby procesem kulturalnym i moralnym, wytoczonym ex ante przez ofiary swym prześladowcom. Za każdym razem, gdy zbierał się sobór powszechny – stwierdził w auli soborowej kardynał Antonio Bacci – zawsze rozwiązywał wielkie problemy swoich czasów i potępiał ówczesne błędy. Sądzę, że milczenie w tej kwestii byłoby niewybaczalnym błędem czy wręcz zbiorowym grzechem. (…) Jest to wielka herezja teoretyczna i praktyczna naszych czasów, i jeśli sobór się tą sprawą nie zajmie, może się wydawać soborem straconym!

Co na ten temat mówi współczesna historiografia?

– Dziś wiemy, że w sierpniu 1962 roku we francuskim miasteczku Metz zawarto tajne porozumienie między kardynałem Tisserantem, przedstawicielem Watykanu, a nowym arcybiskupem prawosławnym Jarosławia, Nikodemem, który – jak udowodniono po otwarciu moskiewskich archiwów – okazał się agentem KGB. Na podstawie tego porozumienia władze kościelne zobowiązały się do przemilczenia przez Sobór Watykański II kwestii komunizmu. Taki warunek postawił Kreml zanim zezwolił na uczestnictwo w soborze obserwatorów patriarchatu moskiewskiego. W tajnym archiwum watykańskim odnalazłem ręczną notatkę Pawła VI potwierdzającą istnienie tego porozumienia. Inne szczególnie interesujące dokumenty zostały opublikowane przez George’a Weigla w wydanym niedawno drugim tomie imponującej biografii Jana Pawła II. Weigel skonfrontował źródła z archiwów KGB, polskiej Służby Bezpieczeństwa i wschodnioniemieckiej Stasi – znalezione przezeń dokumenty ukazują, w jaki sposób komunistyczne władze i tajne służby krajów bloku wschodniego penetrowały Watykan, by wspierać własne interesy i infiltrować najwyższe szczeble katolickiej hierarchii.

Przykład? Kolegium Węgierskie w Rzymie podczas trwania soboru i w latach posoborowych stało się filią tajnych służb z Budapesztu. Wszyscy rektorzy kolegium od roku 1965 do 1987 – pisze Weigel – musieli być zarejestrowanymi i aktywnymi agentami przeszkolonymi do działań dezinformacyjnych czy choćby instalacji „pluskiew”. Polska Służba Bezpieczeństwa z kolei miała dobrze umieszczonego kościelnego współpracownika pod kryptonimem „Jankowski”, czyli księdza Michała Czajkowskiego, biblistę zajmującego się dialogiem żydowsko‑chrześcijańskim. SB według Weigla próbowała nawet wpłynąć na przebieg debaty soborowej w najistotniejszych zagadnieniach katolickiej teologii, jak na przykład rola Maryi w historii zbawienia. Dyrektor IV Departamentu pułkownik Stanisław Morawski wraz z kilkunastoma współpracownikami – samymi ekspertami w dziedzinie mariologii – pracował nad memorandum do ojców soborowych, w którym krytykowano „maksymalistyczne” stanowisko kardynała Wyszyńskiego wobec Najświętszej Maryi Panny, podzielane również przez innych biskupów.

Co stało się przyczyną porażki konserwatystów we wspomnianym sporze między dwiema ­soborowymi mniejszościami: postępową i konserwatywną?

– Moim zdaniem podstawowa przyczyna porażki konserwatystów i źródło słabości współczesnego Kościoła tkwi w utracie charakterystycznej dla myśli chrześcijańskiej wizji teologicznej, która postrzega historię jako niekończącą się aż po kres czasów walkę między dwoma państwami, o których mówi św. Augustyn: Państwem Bożym i państwem szatana. Gdy 12 października 1963 roku biskup Franić, chorwacki ordynariusz Splitu, zaproponował, by do nowego określenia Kościoła pielgrzymującego dodano tradycyjne określeniewalczący, propozycja ta została odrzucona. Wizerunek Kościoła, jaki miał zostać przekazany światu, nie powinien pokazywać walki, potępienia, sporu, ale dialog, pokój, ekumeniczną i braterską współpracę ze wszystkimi ludźmi. Postępowej mniejszości udało się nie tyle zmienić doktrynę Kościoła, co zastąpić hierarchiczny i walczący wizerunek Oblubienicy Chrystusa wizerunkiem demokratycznego zgromadzenia, dialogującego i poddanego biegowi historii. Tymczasem w istocie Kościół, który cierpi w czyśćcu i triumfuje w Raju, na ziemi walczy w imię Chrystusa, i dlatego zwany jest wojującym. Odnalezienie na nowo tego ducha wydaje mi się pilną potrzebą Kościoła naszych czasów.

Jak przedstawia się we Włoszech stan debaty o hermeneutyce ciągłości i hermeneutyce zerwania? Kim są obecnie najwięksi zwolennicy każdej z tych pozycji?

– Najpełniejszym wyrazem „hermeneutyki nieciągłości” jest tak zwana szkoła bolońska, która wydała pięć tomów historii Soboru Watykańskiego II, pod kierownictwem profesorów Giuseppe Alberiga i, obecnie, Alberta Melloniego. Przeciwne wobec niej stanowisko zajmują uczeni wyrażający krytykę i zakłopotanie samym soborem i jego dokumentami. Z ich dzieł należy przypomnieć przede wszystkim pracę Iota unum Romana Ameria, badania teologiczne biskupa Brunera Gherardiniego (Sobór Watykański II – potrzeba debatyChybiony sobórVaticanum II – u źródeł nieporozumienia), a także zatytułowane Sobór Powszechny Watykański II. Sobór pastoralny. Analiza historyczno‑filozoficzno‑teologiczna sympozjum zorganizowane przez franciszkanów Niepokalanej w grudniu 2010 roku pod kierunkiem ojca Serafina Lanzetty – autora pracy Iuxta modum. Nie wolno też zapominać o prośbie skierowanej do Ojca Świętego w roku 2011 przez grono uczonych skupionych wokół profesora Paola Pasqualucciego.

A jakie jest Pana stanowisko w tej kwestii?

– Popierając zgłaszany przez wspomnianych uczonych postulat wyjaśnienia określonych kwestii, oferuję ze swojej strony wkład w to dzieło nie jako teolog, ale jako historyk. Nie podejmuję zatem dyskusji hermeneutycznej o ciągłości lub nieciągłości dokumentów. W moim opracowaniu opisuję fakty i rekonstruuję kontekst, w jakim światło dzienne ujrzały dokumenty soboru. Historyk Kościoła nie może jednak oddzielić wymiaru historycznego od wymiaru teologicznego. Chodzi wszak o dwie związane ze sobą i współzależne płaszczyzny, jak dusza i ciało w osobie ludzkiej. Jeśli więc z faktów historycznych wynikają kwestie teologiczne, historyk nie może tego zignorować, ale winien wskazać te kwestie, motywowany miłością do Kościoła, a nie pragnieniem oczerniania go. Podobnie wszyscy ochrzczeni mają prawo poruszać określone kwestie na płaszczyźnie teologicznej i stawiać uprawnionym władzom kościelnym pytania, choć przecież nie mogą zastąpić najwyższego Magisterium Kościoła definitywnie orzekającego w kwestiach kontrowersyjnych.

Problem związku między kryzysem wiary a Soborem Watykańskim II wymaga odpowiedzi nie tylko na płaszczyźnie hermeneutycznej, ale również – o ile nie przede wszystkim – na płaszczyźnie historycznej. Niezależnie od opinii na temat dokumentów soborowych podstawowym problemem nie jest kwestia ich interpretacji, ale zrozumienia natury historycznego wydarzenia, które odcisnęło swe piętno na wieku dwudziestym i obecnym. By rozwikłać kwestię relacji między Vaticanum II a kryzysem naszych czasów – zanim przejdziemy do hermeneutyki tekstów – należy dokonać historycznej oceny faktów. Dopiero po dokonaniu rekonstrukcji historycznej – nie wcześniej – do dzieła przystępuje teolog czy duszpasterz, by sformułować swoje opinie. Historyk, posiadając umiejętność zrozumienia istoty wydarzenia, stara się wyśledzić przyczyny i skutki w ideach oraz głębokich tendencjach epoki, w tym wypadku epoki Soboru Watykańskiego II.

Wielu utrzymuje, że współczesny kryzys wiary nie jest wynikiem Soboru Watykańskiego II, tylko nadużyć w interpretacji jego dokumentów…

– Mówi się, że dokumenty soboru zostały zmitologizowane i wyrwane z kontekstu. Jeśli to prawda, to czy odpowiedzialność spada jedynie na autorów tej mitologizacji i wyrwania z kontekstu, czy też spada również na władze, które mogły takiemu działaniu zapobiec, a nie uczyniły tego? Czemu nie powstrzymano niewłaściwej hermeneutyki? Z których diecezji, parafii, seminariów czy akademii papieskich usunięto osoby głoszące błędną hermeneutykę? Przeciwnie – usuwano, dyskryminowano i prześladowano tych, którzy pozostali wierni Tradycji. I nie mówię tu ani o arcybiskupie Lefebvre, ani o biskupie de Castro Mayerze, lecz, na przykład, o ks. Antonio Piolantim, bodaj największym włoskim teologu XX wieku, który został usunięty ze stanowiska rektora Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego. Odmówiono mu purpury kardynalskiej, którą przyznano Yvesowi Congarowi [sic! – admin], zdecydowanie atakującemu żałosną ultramontańską teologię laterańskiej uczelni.

Jako narzędzie korekty niewłaściwej hermeneutyki przedstawiono nam nowy Katechizm. Jednakże przez dwadzieścia lat, jakie minęły od jego promulgacji, błędna hermeneutyka nadal bez przeszkód się rozwijała. Należy zdać sobie sprawę, że jeśli kierujemy się troską o zdjęcie z najwyższych władz kościelnych wszelkiej odpowiedzialności za posoborowe zło, to takie stanowisko tylko pogłębia zło, którego chcielibyśmy uniknąć. Jeśli przyjmiemy, że sobór rzeczywiście zdradzili fałszywi interpretatorzy jego dokumentów, jak zaprzeczyć odpowiedzialności władz kościelnych, które widziały eksplozję zła wynikającego z błędnej hermeneutyki i nie powstrzymały go? Jeżeli fałszywa hermeneutyka występowała i nadal występuje, jeśli odwoływano się do dokumentów soborowych, by czynić co innego, niż zostało w nich ustalone, to kto ponosi za to odpowiedzialność? Czy tylko progresiści, czy również ci, którzy pozwolili, by progresizm rozwijał się w łonie Kościoła i nie interweniowali, czy to w formie potępienia go, czy też choćby powstrzymania?

Jeżeli u źródeł kryzysu wiary nie leży samo wydarzenie w postaci soboru, ale jedynie fałszywa interpretacja jego dokumentów, jak należy ocenić samo wydarzenie w kontekście jego konkretnego kształtu, światopoglądu i psychiki jego uczestników, okoliczności historycznych, w jakich miało ono miejsce czy mitologii, jaka wokół niego narosła? Sobór Watykański II stanowi zwrot w historii Kościoła – nie tylko w interpretacji, ale i w doświadczeniu postępowej teologii. Czyż można zaprzeczyć, że zwrot taki nastąpił, czyżby w epoce posoborowej nie doszło do radykalnych zmian wewnątrz Kościoła? Samo to, że hermeneutyka zerwania, choć fałszywa, uzyskała przewagę nad hermeneutyką ciągłości już podczas soboru, stanowi przecież obiektywny fakt.

Jaka jest więc właściwa zasada hermeneutyki?

– Pierwszą zasadę hermeneutyki wskazuje nam w Ewangelii sam Jezus, mówiąc, że drzewo poznaje się po owocach (Mt 7, 17-20). Dziś klasztory stoją opuszczone, drastycznie spadła liczba powołań, podobnie jak uczestnictwo we Mszy Świętej i przystępowanie do sakramentów; księgarnie, wydawnictwa, prasa i uczelnie katolickie pełnymi garściami rozpowszechniają błędy; ortodoksyjnego katechizmu już się nie naucza, proboszczowie, ba, nawet biskupi buntują się przeciw Ojcu Świętemu; wierni na całym świecie pogrążają się w zamęcie religijnym i moralnym. Nie bez przyczyny Benedykt XVI mówił w homilii w dniu uroczystości Zesłania Ducha Świętego, że żyjemy w wieży Babel.

Jeśli przyczyną tego wszystkiego nie jest „duch Soboru”, który ogarnął Kościół katolicki w ostatnich pięćdziesięciu latach, to skąd się to wzięło? A jeśli te fałszywe owoce nie są owocami soboru, ale jego fałszywej interpretacji, jakie są dobre owoce poprawnej interpretacji soboru? Nie zamierzam zaprzeczać istnieniu wielu dobrych rzeczy we współczesnym Kościele. Jestem wręcz przekonany że, z pomocą łaski, już widoczne są ziarna odrodzenia. Należałoby jednak udowodnić, że te dobre i święte owoce znajdują swoje źródło w duchu soboru, nie zaś w żywotnych siłach Tradycji istniejących przed soborem i do dziś wciąż płynących w żyłach mistycznego ciała Chrystusa, żywiąc je i uświęcając.

Roberto de Mattei – profesor historii nowożytnej na uniwersytetach w Cassino i Rzymie, redaktor naczelny miesięcznika „Radici Cristiane”.

Rozmowa z prof. Roberto de Mattei została opublikowana w 28. nr. dwumiesięcznika „Polonia Christiana”. Magazyn jest dostępny w kioskach, dobrych salonach prasowych oraz na stronach ksiegarnia.piotrskarga.pl i epch.poloniachristiana.pl.

http://www.pch24.pl/ciaglosc-czy-zerwanie-,6577,i.html 

Komentarzy 16 do “Ciągłość czy zerwanie?”

  1. marost said

    Nie rozumiem, przeciez na dzien dzisiejszy to juz nie pojedyncze analizy krytyczne, ale pewnie juz setki tomow takowych i argumentacji jak powyzsza, ktore kraza w postaci papierowej badz to na sieci. Niepodobna by nie docieraly do wladz Kosciola, do hierarchow duszpasterzy… dlaczego wciaz jest tak jak w tym porzekadle – „pies szczeka a karawana idzie dalej” ????. Przeciez to sa ludzie wyksztalceni a zachowuja sie jak oszolomy. Do rzadkosci naleza biskupi, ktorzy zrobia jakis gest w kierunku prawdy o SWII.

  2. Tralala said

    ad1
    Nie rozumiem, ze Pan nie rozumie:)

    Co ich obchodza tony krytyki, czy bolszewie krytyka obchodzila? Czy mondialisci przejmuja sie tym co o nich sie pisze i mowi? Czy europejski kolhoz (kolchoz?) nie slyszy i nie widzi zagrozenia muzulmanskiego? Czy odpowiedzialni za zdrowie zastanawiaja sie nad szczepionkami? Moglabym tak do rana…
    Te dranie chca zniszczenia Kosciola i wydaje im sie, ze nic im w tym nie przeszkodzi. To my, protestujacy, jestesmy tymi szczekajacymi psami, a ich karawana idzie dalej.
    No, ale jak juz wpadnie do tego piekla u swojego celu, to bedzie spokoj!:)

  3. Kudlaty said

    Ks. C. Nitoglia „Infiltracja zydomasonskka w Kosciele Rzymskim”-fragment

    Żydomasoneria zaplanowała skorumpowanie członków Kościoła, a w szczególności duchowieństwa i hierarchii, zaszczepiając im fałszywe zasady, które z chrześcijańskich zachowały jedynie pustą nazwę zupełnie pozbawioną treści (2).

    Innym jednoznacznym i oczywistym faktem (kolejnym świadczącym o spisku przeciw Kościołowi) jest ten, iż dziś niemal wszyscy, również katolicy, należą w taki czy inny sposób do ducha masonerii, nie będąc nawet członkiem jej ciała, to znaczy myślą i rozumują na sposób masoński: opowiadają się za tolerancją, pluralizmem, poszanowaniem dla błędów, liberalną i modernistyczną demokracją, przeciw ekskluzywizmowi. Dziś Benedetto Croce mógłby słuszniej zapytać niż kiedyś Dlaczego nie mielibyśmy nazwać się masonami, a Rahner mógłby ponownie zaproponować nam teorię o Anonimowym masonie (3).

    Oto smutna rzeczywistość: z jednej strony spisek Synagogi przeciwko Kościołowi, a z drugiej wszechogarniający i wszechobecny duch kabalistyczno-masoński, którym oddychamy, podobnie jak otaczającym nas powietrzem. Dużo trudniej jest zdefiniować przyczyny i sposoby jakich użyto by dopiąć celu, a które pod wieloma względami zupełnie nam się wymykają, co do których możemy jedynie snuć domysły, nie mogąc jednak nigdy nabyć pewności. Mimo to nie powinniśmy przymykać oczu na straszliwą rzeczywistość w jakiej przyszło nam żyć, kiedy to nieustannie musimy się troszczyć czy aby nie pomyliliśmy „pola walki” i sztandaru; czy przekonani, iż wojujemy pod Chrystusem, nie walczymy w rzeczywistości pod Lucyferem (4).

    W poprzednim artykule czytaliśmy o planach masońskich (ujawnionych przez Barruela i Crétineau-Joly, a przedstawionych ponownie przez msgr. Delassus w jego dziełach), mówiących o „PAPIEŻU” NA MIARĘ POTRZEB SEKTY, to znaczy przesiąkniętym ich filozofią, o „papieżu”, który, nawet nie będąc członkiem masonerii, należałby jednak do jej ducha, by doprowadzić do końca TRIUMF REWOLUCJI. Aby osiągnąć swój cel masoneria wykształciła pokolenie godne tego wydarzenia poprzez intelektualne i moralne zepsucie młodzieży, począwszy od jak najmłodszego wieku, aby następnie móc jej wpoić niepostrzeżenie masońską mentalność. Szczególnie w seminariach rozwinęła swoją działalność infiltracji i psucia poglądów, świadoma iż pewnego dnia, młodzi seminarzyści zostaną księżmi, biskupami, kardynałami, będą kierować i zarządzać Kościołem, a jako kardynałowie będą wezwani do wyboru Papieża, który jak większość mu współczesnych będzie przesiąknięty zasadami filantropijnymi i naturalistycznymi, a więc będzie odpowiadał interesom sekty.

    DUCHOWIEŃSTWO I WIERNI BĘDĄ MASZEROWAĆ POD MASOŃSKIM SZTANDAREM PRZEKONANI JESZCZE IŻ KROCZĄ POD PAPIESKĄ FLAGĄ.

  4. najnowszy model terminatora said

    Terlikowski książkę napisał o SW II
    http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/duch_planowania_rodziny_unoszacy_sie_nad_kosciolem_24631

  5. Kudlaty said

    Fragment ksiazki R. de Mattei „Krzyzowiec XX wieku” mowiacy o tak popularnym dzis dialogu:

    „Drogą dialogu komunizm uzyskuje sposobność nakłonienia katolickiego
    rozmówcy do przyjęcia heglowskiego relatywizmu:
    osoby, między którymi toczy się dialog, w konfrontacji tezy z antytezą
    podświadomie dążą do syntezy, która je obejmuje i przekracza.
    Postawa ta pozostaje w pełni zgodna z komunizmem. (…)
    Z drugiej strony jednakże – tj. dla katolika – jest fatalna, ponieważ
    katolik, przyjmując taki rodzaj dialogu w ostateczności zaprzecza
    istnieniu prawdy i dobra pojmowanych jako wartości absolutne,
    niezmienne, transcendentne. (…) Nieostrożny rozmówca rozpoczyna
    dialog przekonany, iż może dotrzeć do prawdy, a zatem
    i jedności, poprzez własną próbę przekonania przeciwnika. Potem
    za najważniejszy cel rozmowy zaczyna uważać nie prawdę,
    lecz jedność. W konsekwencji dochodzi do przekonania, iż nie istnieją
    obiektywne prawdy i błędy, zatem by osiągnąć jedność nie
    trzeba przeciwnika przekonywać. W istocie sam siebie przekonuje,
    że jedność może skutecznie umacniać się i postępować jedynie
    poprzez «prawdy względne» i przypuszczenia. W tym momencie,
    całkowicie zaplątanego w sidła irenistycznej utopii, bez reszty
    pochłania go osiągnięcie za wszelką cenę stanu koegzystencji
    z przeciwnikiem.

  6. marost said

    AD2

    Tralala powiedział/a
    ad1
    Nie rozumiem, ze Pan nie rozumie:)

    Z calym szacunkiem do Pani opinii, ale wiem czego nie rozumiem.
    Niewatpliwie, od dziesiatek lat trwa proces przemian w swiecie. Do SWII Kosciol pozostawal oporny (szczelny) na dzialanie mechanizmow dokonujacych przemian.
    Zaistniala wiec potrzeba wlaczenia Kosciola do systemu aby to czego dokonuje sie w swiecie oddzialywalo na wnetrze Kosciola. Stad potrzeba soboru, ktory nie mial zmieniac doktryny ale wypracowac inne metody jej nauczania (J.XXII) – taka byla potrzeba!!! – to jest miejsce w ciele Kosciola, gdzie odpalony zostal lont tej bomby, ktora powoli lecz skutecznie rozwala Kosciol.
    Co to dalo? – widzimy, slyszymy i czujemy.
    Ten proces przeksztalcania swiata, juz teraz wlacznie z Kosciolem od SWII trwa. Nic nie dzieje sie samo z siebie. Ktos tym procesem, kierowal i nadal kieruje.
    Rozne sa podejrzenia: zydzi, masoni, zydomasoni, komuna, zydokomuna, zydomasonokomuna, globalisci, globalisci inaczej czyli altermondialisci… i mozna by tak dlugo, tylko po co? czyz nie jest poki co wazniejsze by wiedziec cos niecos o tym jaki jest ich cel?
    Artysta malarz i kazdy inny tworca najpierw ma jakas wizje dziela zanim sie do jego opracowania zabierze. Nie mam cienia watpliwosci ze ktos, kto rzeczywiscie siedzi u steru ten maszyny przemian ma przed soba jakas partyture, mape, wizje innego czlowieka a poprzez niego jak przez pryzmat widzi swiat.
    I wlasnie tego nie rozumiem i juz hyba nie zrozumiem: czego oni chca?

    I teraz… „ONI” – mam w tym momencie na mysli szczegolnie ludzi Kosciola, biskupow z papiezem na czele. Oni musza wiedziec jak od lat nie tylko prosci laicy, ktorzy troszcza sie o losy Kosciola ale rowniez i naukowcy, historycy, postrzegaja SWII – potrzebe jego powolania, przebieg i manipulacje – wokol definicji Kosciola i Wiary, ale rowniez stosunku do takich ideologi i realiow jak komunizm – jakze grozny dla ludzkosci – ale nie dla soboru!!!!?????.

    Dzis, juz w pierwszych dniach Roku Wiary i obchodow rocznicy SWII pojawiaja sie lawiny opracowan, analiz, krytycznych pochodzacych ze srodowisk, ktore dotychczas nie wypowiadaly sie w tym temacie.
    Biskupi, papiez, musza – bo inaczej trudno sobie wyobrazic – te opinie znac. Tymczasem nic nie wskazuje na to aby mieli podjac jakies kroki by wyjsc naprzeciw tym krytykom…. – Dlaczego?.

    Byc moze bylo tak, ze Ojcowie soboru nie przypuszczali albo nie dostali odpowiednich istrukcji, ze technika komunikacji dokona niespotykanego w historii swiata przyspieszenia.
    Ze dalej bedzie panowal nakaz slepego posluszenstwa. Slepego nawet nie tyle z nakazu ile z naturalnej koniecznosci – z braku informacji..itd.
    Biskupi na pewno znaja ta wizje swiata w ktorej budowaniu uczestnicza – ciekawe jaka ona jest?

    Mysle, taka mam nadzieje, ze za pare miesiecy, jesli te krytyki SWII nie oslabna, a wyglada na to ze nie – cos sie zmieni: moze w stosunku ludzi do Kosciola? – moze drgnie cos w samym lonie Kosciola? – ksieza, duszpasterze pojda wraz z ludem? – tylko z ktorym? – to tez pytanie…
    Stawia sie tez pytanie w zwiazku z sugestia Rzymu o przerwanie rozmow z FSSPX…bo moze warto poczekac te pare miesiecy???? – Bog ulituje sie nad swoim ludem i rozwiazanie przyjdzie z GORY!!! – Bo Rzym najwyrazniej stracil Wiare.

  7. Tralala said

    ad 6 Zdaje sobie sprawe z tego, ze Pan to wszystko wie, po prostu z bezsilnosci zazartowalam sobie.
    „I wlasnie tego nie rozumiem i juz chyba nie zrozumiem: czego oni chca?” – a moze chca po prostu panowania Lucyfera?
    „Bog ulituje sie nad swoim ludem i rozwiazanie przyjdzie z GORY!!! – Bo Rzym najwyrazniej stracil Wiare” – otoz to!
    O soborze napisal (chyba tez juz z bezsilnosci) Jerome Bourbon : http://tradinews.blogspot.fr/2012/10/jerome-bourbon-rivarol-les-cinquante.html

    Trudno nie byc pesymista, ale nadzieji tracic nie wolno.

    Pozdrowiam. Tralala

  8. Jan said

    Bez udziału szkół i Kościoła nie osiągniemy celu, takie były głosy masonów.
    Z kolei jeden z biskupów (pomocniczych) przed laty powiedział szczerze krewniakowi a mojemu znajomemu,że wiara przetrwa tylko wśród wiernego ludu.
    Cieszy, że goście gajówki np.6.Marost dobrze rozumieją sprawę co pozwala mniej zorientowanym albo niezdecydowanym ugruntowanie postawy życiowej wobec sprawy najważniejszej po tej stronie Nieba.
    Jest nadzieja jedyna, że przyjdzie pomoc Niepokalanej najświętszej panny Maryi.
    Tak jak miała wizję bł. Anna Katarzyna Emerich. Ona wypędzi Bestię usadowioną w Kościele, która wcześniej wskazywała kolejno duchownym miejsca do niszczenia Kościoła – Domus Dei et Porta Coeli

  9. Jan said

    Ad.8. Przepraszam wszystkich z pośpiechu szybko pisząc napisałem z małej litery
    zamiast tak Najświętszej Panny

  10. robert rzeszut said

    http://www.rumburak.friko.pl/ARTYKULY/religia/obluda/kryzys.php

  11. Tralala said

    ad 10
    Ten artykul to ciezka bzdura. Na koncu : „Nie ulega wątpliwości, że problemy te w dużym stopniu są wynikiem wprowadzenia celibatu — niebiblijnej praktyki, zabraniającej księżom zawierania małżeństw. Tymczasem Biblia, Słowo Boże, wyraźnie mówi, iż chrześcijańscy kaznodzieje mogą się żenić.”

    Wiadomo wszystkim, ze najwiecej tego rodzaju przestepstw ma miejsce w rodzinach, dalej w szkolach i innych skupiskach dzieci, wiecej wsrod pastorow protestantow niz ksiezy katolickich.
    Nie ma to wiec absolutnie nic wspolnego z celibatem.

    Więcej w „konkubinatach”, niż rodzinach. I zapomniała Pani o rabinach, kantorach itd – admin

  12. Tralala said

    Fakt, zapomnialo mi sie napisac.

  13. marost said

    „Deus, venerunt gentes in hereditatem tuam, polluerunt templum sanctum tuum, posuerunt Ierusalem in pomorum custodiam”

    „Boże, przyszli poganie do dziedzictwa Twego, splugawili kościół Twój święty, obrócili Jeruzalem w budkę na chowanie jabłek” (Psalm 78, 1).

  14. Kudlaty said

    Można się zaprzeć wiary wprost i niewprost. Wprost zapiera się człowiek wiary, gdy się bez ogródki wypiera wiary słowami; niewprost zaś zapiera jej się, gdy pełni takie uczynki, które albo ze swej natury albo ze zwyczaju są wyrazem fałszywej religii np. klękanie przed bałwanem, udział w religijnych obrzędach heretyków (communio in sacris cum haereticis vel infidelibus) itp.

    (Bp Konrad Martin, Katolicka nauka obyczajów, Wyznanie wiary – professio fidei).

  15. Kudlaty said

    Ecclesia ibi est, ubi fides vera est.

    (S. Hieronymus, Ecclesiae Doctor).

    ——————-

    Kościół jest tam, gdzie jest prawdziwa wiara.

    (Św. Hieronim, Doktor Kościoła).

  16. marost said

    Uwazam, ze te dwie wizje – masonska i modernistyczna ( w duchu soboru), zbiegaja sie w jednym punkcie – czyz nie chodzi o religie uniwersalna?:

    Biskup diec Du Puy en Velay Mgr. Henri BRINCARD wyjasnia w pewnym wywiadzie:

    Masoneria glosi relatywizm doktrynalny. (…)Oto kilka konsekwencji relatywizmu doktrynalnego:

    Znajomosc Bytu najwyzszego jest znajomoscia do tego stopnia ogolna, ze kazdy czlowiek moze sobie wykreowac boga wedlug wlasnych wyobrazen. ‚Wielki architekt wszechswiata’ – jak to nazywa sie Boga w tradycji masonskiej – to cos nieokreslonego, otwartego na wszystkie pojmowania..
    To „boska przestrzen”,gdzie kazdy moze umiescic wlasna reprezentacje Boga, tak chrzescijanie jak i muzulmanie, animisci czy wierni obojetnie jakiej religii.

    Dla masona ‚wielki architekt wszechswiata’ nie jest bytem w sensie Boga osobowego. Dlatego tez wystarczy zaledwie jakas ‚aktywna wrazliwosc religijna’ , by rozpoznac jego istnienie.

    Taka koncepcja Bytu najwyzszego siedzacego na tronie gdzies w boskiej przestrzeni, zmierza oczywiscie do tego by podkopac fundamenty wiary katolickiej w Boga i sprawic aby stala sie nieslyszalna odpowiedz czlowieka na zawolanie Tego Ktory jawi mu sie jako Ojciec pelen milosci i milosierdzia.

    Kardynal W.Kasper. Byly Przewodniczacy Papieskiej Rady ds. Popierania Jednosci Chrzescijan oswiadcza otwarcie:

    „Stara koncepcja „ekumenizmu powrotu” zostala obecnie zastapiona przez ekumenizm „wspolnej drogi” ktora prowadzi chrzescijan do wspolnoty eklezjalnej rozumianej jako jednosc w roznorodnosci pojednanej (dosl: unité dans la diversité réconciliée) (W.Kasper, La documentation catholique N°22220 du20/02/2000).

    Zatem nawracanie sie heretykow czy schizmatykow nie jest juz ani konieczne ani oczekiwane:

    „Ekumenizm nie wymaga wyrzeczenia sie naszej wlasnej tradycji wiary. Zaden Kosciol nie moze tego wymagac”
    (W.Kasper tamze).
    „Nie mozemy wyrzucic za burte tego co wiodlo nas i wskazywalo droge do dnia dzisiejszego. Co pozwolilo przezyc naszym przodkom w okolicznosciach czesto trudnych. Nie mozemy tez oczekiwac tego od naszych braci i siostr w protestantyzmie i prawoslawiu. Ani my ani oni nie mozemy stac sie niewiernymi” (La dokumentation catholique N° 2298 z 21/09/2003).

    Nowy ekumenizm polega zatem na wykreowaniu i realizacji „przyszlego modelu jednosci poszerzonej” (W.Kasper. La dokumentation catholique N° 2298 z 21/09/2003).
    Pozyskanie widzialnej jednosci w zakresie wiary, sakramentow i urzedu w konsekwencji pozwoliloby na danie tym trzem fundamentom jednosci „jakiejs formy duchowosci odnowionej” (tamze).

    Obrazowo to wyglada to tak:
    http://m-ostrowski.com/index.php?option=com_content&task=view&id=39&Itemid=43

Sorry, the comment form is closed at this time.