Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Olo o Paradoks Pałacu Saskiego
    wanderer o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    Marucha o Kościół w rękach predatora. Dr…
    podpis o Kościół w rękach predatora. Dr…
    bryś o Wolne tematy (54 – …
    Yagiel o Kościół w rękach predatora. Dr…
    podczaszy o Kościół w rękach predatora. Dr…
    Listwa o Traditionis Custodes
    seler o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Traditionis Custodes
    Lily o Wolne tematy (54 – …
    wanderer o Traditionis Custodes
    wanderer o Traditionis Custodes
    gnago o O PRL-u, III RP i gen. Ja…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Mit Komisji Edukacji Narodowej

Posted by Marucha w dniu 2012-10-16 (Wtorek)

Komisja Edukacji Narodowej powstała po to, by odsunąć od polskich dzieci Kościół, który miał w tamtych czasach największy wpływ na wychowanie młodego pokolenia. To był młot na reakcjonistów. Dziś jednak czci się ten dzień jako coroczne święto nauczycieli – przypomina w wykładzie wygłoszonym w Krakowie znany reżyser dokumentalista, Grzegorz Braun.

 

http://www.pch24.pl

Komentarzy 30 do “Mit Komisji Edukacji Narodowej”

  1. Tomek-Kolejarzego said

    Bardzo dobrze się stało, że opublikowano ten wykład.

    Jestem tym bardziej mile zaskoczony faktem, że zrobił to nasz pan Gajowy, nie kryjący swego uwielbienia dla wszystkiego, co państwowe w tym i edukacji. Ja który często nie zgadzam się z poglądami p. Maruchy i toczący z nim jak i z innymi forumowiczami zażarte dyskusje, ze swej strony mogę tylko wyrazić uznanie dla admina, że zdecydował się jednak opublikować niewygodną dla głoszonych przez siebie poglądów wypowiedź.

    Obejrzenie wypowiedzi powinno być obowiązkowe dla wszystkich wielbicieli przymusowej państwowej edukacji. Może wreszcie dotrze do ich zaimpregnowanych na prawdę i logiczne myślenie głów, że ztrute drzewo nie może rodzić dobrych owoców.

    Jeszcze raz podziękowania dla p. Gajowego za świetną publikację.

  2. bluke said

    Zgadzam się z panem Braunem bez żadnych zastrzeżeń. Nic tylko przyklasnąć!

  3. Marucha said

    Re 1:
    Ja, Panie Tomku, mogę nienawidzić konkretne rządy w państwie i pragnąć, aby zawisły na gałęzi (tak, jak to się ma w przypadku III RP).
    Pan natomiast, jak mi się wydaje, nienawidzi samej instytucji państwa jako takiej.

    Pan potępia Komisję Edukacji Narodowej – bo państwowa.
    Ja ją potępiam – bo masońska.
    Na pewno widzi Pan różnicę.

    Pan nie dopuszcza do siebie myśli, iż coś państwowe – szkoła, uczelnia, zakład pracy – może być dobre, skuteczne, na wysokim poziomie. Ja natomiast, w oparciu o fakty, wiem, że tak nie jest. Że do tej pory, po dwudziestu latach, prywatne zakłady nauczania wciąż nie umywają się do państwowych, i to mimo ogólnego upadku poziomu państwowej edukacji w Polsce.

    W Finlandii w ogóle nie ma szkół prywatnych, a poziomem nauczania biją całą resztę świata. W Szwecji są szkoły prywatne, ale bardzo niewiele – i też nie ma problemu. Tzn. problemem jest młodzież imigrancka…

    Pierwsza polska wyższa uczelnia – Akademia Krakowska – była państwowa

  4. marcin_leon said

    polecam ciekawy artykul z 2007, mysle ze nadaje sie na ta strone

    http://www.exile.ru/articles/detail.php?ARTICLE_ID=8575&IBLOCK_ID=35

  5. 25godzina said

    @ 1

    http://tiny.cc/dmowski
    „(…)Naród jest niezbędną treścią moralną państwa, państwo zaś jest niezbędną formą polityczną narodu. Naród może utracić państwo i nie przestaje być narodem, jeżeli nie zerwał nici moralnego związku z tradycją państwową, jeżeli nie zatracił idei narodowo-państwowej, a z nią zarówno świadomego jak nieświadomego, żywiołowego dążenia do odzyskania politycznie samoistnego bytu. Te dążenia odpowiednio do warunków, rozmaite mogą przybierać postacie, w rozmaitych wyrażać się bliskich celach, ale istnieć muszą. Inaczej naród schodzi na poziom szczepu, cofa się niejako do tego, czym był przed rozpoczęciem państwowego życia, przed uformowaniem swej zbiorowej indywidualności, abdykuje z dziejowej roli, a co dalej idzie, musi wejść nie tylko formalnie, lecz moralnie w skład obcego państwa, zespolić się z innym narodem politycznie, by ulegać w następstwie coraz silniejszemu jego wpływowi kulturalnemu, by w końcu zostać przezeń całkowicie zasymilowanym. Bo państwo jest nie tylko organizacją polityczną, ale narodową i kulturalną.(…)

    zdarzają się często ludzie, którzy, korzystając z dobrodziejstw państwowego bytu, nie rozumieją ich źródła, nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co oni przeciwstawiają państwu, temuż państwu zawdzięczają swe istnienie i bez niego uległoby prędkiej zagładzie. Złorzeczą więc państwu i idei narodowej, a towarzyszą im chętnie żywioły obce, które ze swego stanowiska pragną rozkładu państwa i narodu, bo nie mają z nimi nic wspólnego. Narody posiadające własne państwo, mogą takie poglądy i takie żywioły do czasu lekceważyć, bo rozporządzają przymusem fizycznym na tych, którzy by chcieli się uchylać od służby dla całości. Ale tam, gdzie tego przymusu nie ma, gdzie istnieje tylko przymus na rzecz obcego państwa, zbytnia tolerancja dla poglądów i dążności rozkładowych jest narodowym samobójstwem.(…)”

    http://www.naszdziennik.pl/wp/5064,trylogia-apokaliptyczna-juana-donosa-cortesa.html
    „(…)A co z wolnością? Otóż, wolność już nie istnieje, została zamordowana przez tych, którzy najgłośniej o niej krzyczą, albowiem jedyna prawdziwa wolność to wolność chrześcijańska, wolność w miłości i od grzechu; „wolność” natomiast proklamowana przez siewców rewolucji oznacza „prawo” do szerzenia nienawiści i grzeszenia. Wyczerpane są również wszelkie legalne środki oporu: nietykalność „nietykalnych królów” jest nieustannie gwałcona, „odpowiedzialni” ministrowie konstytucyjni za nic nie odpowiadają, „uprawnione” większości parlamentarne zawsze są pokonywane przez nieuprawnione i niespokojne mniejszości. Nie istnieje już wybór między wolnością a dyktaturą, istnieje tylko wybór pomiędzy dyktaturą rewolucyjną a dyktaturą porządku, dyktaturą „z dołu” a dyktaturą „z góry”: „Ja – mówi Donoso – wybieram tę, która przychodzi z góry, ponieważ pochodzi z rejonów czystszych i jaśniejszych; chodzi o wybór, w końcu, pomiędzy dyktaturą sztyletu i dyktaturą szabli: ja wybieram dyktaturę szabli, gdyż jest bardziej szlachetna„.(…)”

  6. Marucha said

    Re 5:
    Doskonałe cytaty.
    Zwłaszcza ten:
    … ludzie, którzy, korzystając z dobrodziejstw państwowego bytu, nie rozumieją ich źródła, nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co oni przeciwstawiają państwu, temuż państwu zawdzięczają swe istnienie i bez niego uległoby prędkiej zagładzie

  7. Marucha said

    Re 4:
    Czy ktoś ma czas, aby to przetłumaczyć? Bardzo dobry artykuł.

  8. 25godzina said

    @Marucha

    Tym bardziej, że późniejsze wydarzenia potwierdziły przemyślenia Dmowskiego (1904) w 100% – Polskie Państwo Podziemne.

  9. Miet said

    No cóż, KEN niedaleko stoi od „specjalistów” od kultury.
    Natrafiłem na oto taki artykuł:

    http://www.rp.pl/artykul/9157,942316-Gross-trafia-pod-strzechy.html?p=1

    Proszę mi powiedzieć, czy nad Wisłą isnieje jeszcze jakiś uznany oficjalnie twórca kultury, który się nie skurwił – bo po przeczytaniu tego co zapodałem, bardzo już w to wątpię.
    Specjalnie użyłem zwrotu „nad Wisłą” bo Polski praktycznie już nie ma.
    Nawet pod niemiecką okupacją można było bardziej wierzyć, że Polska nie zginęła – AK za takie akty zdrady karała tak jak się karać powinno.
    Teraz lemingi idą do kin i patrzą na te rzygowiny wylewane na nich i udają, że ich to nie dotyczy.
    Gross jest antypolskim sk…synem – ale przynajmniej od samego początku było jasne kim on jest i gdzie tkwią jego korzenie.
    Ten Pasikowki, jeżeli jest Polakiem, to nawet naplucie mu na pysk nie wystarcza aby wyrazić mu swoją pogardę.

    Czy może ktoś napisać coś więcej na temat tego jego obrzydlistwa pod tytułem „Pokłosie”? Ja tego świństwa nie oglądałem i nie mam zamiaru – ale może ktoś przez przypadek to obejrzał?

  10. Marucha said

    Re 8:
    Dokładnie. Państwo Podziemne – a nie Spółka zoo.

  11. pabeloo said

    a co by było, gdyby nie kontrreformacja jezuitów i napływ uciekających innowierców z innych krajów…
    to KEN była próbą ratowania Państwa Polskiego po tym jak kościół od wieków na różne sposoby doił to Państwo.

  12. Tomek-Kolejarz said

    Ad 3

    Nieporozumieniem całkowitym jest Pańskie twierdzenie jakobym nienawidził instytucji państwa jako takiej. Nic bardziej mylnego. Jako konserwatysta jestem całkowicie przekonany, co do konieczności istnienia państwa. Nie wyobrażam sobie anarchii bez policjantów łapiących przestępców, sędziów wydających wyroki, braku armii, która strzeże mieszkańców danego kraju przed podbojem przez sąsiadów etc. Nie jest możliwe wprowadzenie stanu bezpaństwowego, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zachowa z instytucji państwowych choćby armię i siłą wprowadzi swoją władzę, niekoniecznie dobrą. Jako jednak konserwatysta i chrześcijanin uważam w oparciu o historyczne, bezdyskusyjne fakty, ze na tym rola państwa się kończy. Resztę spraw i rzeczy potrzebnych ludziom zapewnią oni sobie sami osobiście lub w ramach korporacji, organizacji i stowarzyszeń, do których w naturalny sposób należą np. parafii, organizacji zawodowych, stowarzyszeń, gmin etc. Przypominam, że przed fałszem twierdzenia jakoby interwencja państwa mogła stanowić remedium na bolączki współczesności przestrzegali kolejni papieże min. Leon XIII w „Rerum Novarum”, o czym uparcie Pan zapomina.

    Nienawidzę KEN z podobnego powodu, co Pan – bo było zdominowane przez wrogą cywilizacji łacińskiej (christianitas) masonerię. Jednak w przeciwieństwie do Pana dla mnie bezdyskusyjnym jest również fakt, który Pan uparcie przemilcza lub neguje. Mianowicie chodzi o to, że to protestanci a następnie masoni wpadli na pomysł wprowadzenia przymusowej państwowej edukacji, która wcale nie miała służyć rozpowszechnieniu nauki i oświaty, bo przymusowo to się nie uda zrobić z osła mądrej sowy, ale miała służyć indoktrynacji i wychowaniu posłusznych niewolników. Nikt nigdy w ciagu kilku tysięcy lat historii ludzkości min. ponad tysiąca lat trwania christianitas nie wpadł na pomysł, by edukacja była przymusowa i zdominowana przez państwo. Do czasu powstania KEN żaden koniosraj z ministerstwa nie decydował, czego mają się uczyć uczniowie szkoły parafialnej czy przyklasztornej ani kandydaci na rzemieślników w cechu rzemiosł. O tym, że zatrute drzewo nie wyda dobrych owoców byli przekonani ludzie, przed których mądrością zdaje się także i Pan chyli czoła – chodzi mi o G.K. Chestertona i F. Konecznego.

    Przy tej okazji bardzo prosiłbym o opublikowanie artykułu http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4255/panstwowe-szkolnictwo—chory-twor-protestantyzmu

    Szkolnictwo państwowe, przymusowe, z narzuconą przez państwo formą i treścią nauczania nigdy nie było i nie jest lepsze od innych form oświaty. W USA i Kanadzie, gdzie od ponad pokolenia legalnym jest samodzielne nauczanie w domu, przeprowadzono wiele badań nad wynikami takiej edukacji. Okazało się, że dzieci uczone w domu osiągają zdecydowanie lepsze wyniki na egzaminach, lepiej radzą sobie na studiach i lepiej radzą sobie potem podczas pracy zawodowej. Kwestię uczelni wyższych omówię później.

    Państwowe zakłady pracy dobre nie są. Sam pracuję w zakładzie de facto państwowym i na codzień widzę, że większość spraw mogłaby być lepiej rozwiązana. Poparłbym jedynie istnienie królewszczyzn. W normalnych czasach monarcha miał dobra ziemskie, przedsięwzięcia przemysłowe np. żupy solne, czy prawo koncesjonowania pewnych dziedzin np. wydobycia kopalin po to, aby z dochodów z tychże królewszczyzn miał pieniądze na utrzymanie dworu, armii, policji i sądownictwa, więc nie musiał zanadto pobierać z kieszeni poddanych dużych podatków. Podkreślam fakt, że królewszczyzny przynosiły dochód i nie wymagały dotacji.

    System edukacji w Finlandii jest jedyny w swoim rodzaju. Właścielem szkół jest państwo, które narzuca tylko słowa-klucze, zagadnienia o których trzeba uczniom powiedzieć. Forma i konkretna treść nauczania jest jednak wynikiem nie decyzji koniosrajów z minsterstwa, ale władz szkoły, nauczycieli i rodziców. To rozwiązanie poza nazwą w niczym nie przypomina państwowej edukacji w innych krajach świata.

    Co do uczelni wyższych – oczywiście zgadzam się, że Akademia Krakowska była, ale królewska, nie państwowa. W normalnych czasach to panujący lub Kościół, z czasem inne podmioty prywatne zakładał sobie akademię lub uniwersytet, żeby dostarczały kadr:

    a) panujacemu,
    b) Kościołowi,
    c) społeczeństwu (chodziło o wysoko kwalifikowanych specjalistów z różnych dziedzin np. lekarzy)

    Jednak pierwotnie uczelnie nie były de facto utrzymywane z podatków. Najczęściej nauka była odpłatna, choć różne podmioty fundowały zdolnym a biednym stypendia.

    Róznica pomiędzy moimi a Pańskimi poglądami polega na tym, że ja chcę normalności tzn. żeby panujacy zadbał o to, żeby było komu pilnować porządku i łapać bandytów, żeby można było uzyskać sprawiedliwe wyroki, żeby armia broniła kraju przed najeźdzcami, żeby drogi były jednakowo dostępne dla wszystkich i basta, nic ponadto. O resztę ludzie zadbać potrafią sami, bo żadna władza nie wie lepiej od nich samych, czego potrzebują. Pańskie myślenie zaś jest cały czas skażone kołobłędem opisanym przez Konecznego. Łączy Pan elementy Christianitas z innymi wrogimi naszej cywilizacjami głównie bizantynizmem.

    Niemniej jednak dobrze, że się róznimy, bo przynajmniej dyskusja ciekawa.

    Pozdrawiam!

  13. Marucha said

    Re 12:
    To dobrze, że Pan nie żywi niechęci do państwa, jako takiego, gdyż taki wniosek można było wyciągnąć z Pańskich twierdzeń, które sprowadzały się (w moich oczach) do tego, że wszystko co państwowe jest gorsze.

    Szkoły publiczne/państwowe to wcale nie wymysł masonerii. Już w starożytnym Rzymie istniały bowiem akademie finansowane przez państwo. W średniowieczu istniały uniwersytety państwowo-kościelne, których działalność finansowano z podatków
    Akademia Krakowska była oczywiście państwowa – to, co królewskie, było państwowe, jak to w monarchii.

    Nie twierdzę, że szkolnictwo państwowe jest zawsze lepsze od każdego innego. Jest jednak tym, które może dać dostęp do wykształcenia osobom niezamożnym. A o jego poziomie decydują przede wszystkim ludzie – tak jak w Finlandii. W Polsce, i gdzie indziej, jest pełno szkół prywatnych na dennym poziomie.

    Co do zakładów pracy – czy naprawdę prywatne zakłady są zawsze lepsze? Chyba dla właściciela. Nie będę pisał o stosunkach w nich panujących, o zmuszaniu do ponadnormatywnej pracy, marnych pensjach itd. Ten temat jest powszechnie znany,

  14. Marucha said

    Re 11:
    Zaraz zaraz… z jednej strony Kontrreformacja, a z drugiej napływ innowierców do Polski? Napływali po to, aby natknąć się właśnie na kontrreformację?
    Z tym „dojeniem” Polski przez Kościół, to walnął Pan jak łysy o beton. „Dojenie” to ma miejsce TU i TERAZ. I nie przez Kościół.

  15. marta1 said

    Pan Marucha pewnie sie z tej wiesci ucieszy. Jest ona na miare przyznania Pokojowej nagrody Nobla Unii za fantastyczna robote zdegradowania Europy do statusu dziadow i wloczegow. http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/kiko_i_carmen_doktorami_kul-u__39223

  16. Rysio said

    Panie Gajowy – no niechże Pan wreszcie przeczyta chociaż książeczkę pt. ” Biurokracja” Ludwiga von Misesa

    To bardzo mała książeczka – cienka jak zeszyt szkolny.

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/1117/biurokracja

    A tutaj link do pdf w j. angielskim.

    Click to access bureaucracy.pdf

  17. bluke said

    Re 3:
    Nie do końca ma pan rację. W Łodzi najlepsze gimnazja (obecnie ten poziom edukacji interesuje mnie najbardziej) są prywatne. Patrząc na wyniki egzaminów gimnazjalnych z tego (i poprzedniego) roku widać wyraźnie, że wyniki wybitne osiągają niemal wyłącznie szkoły opłacane bezpośrednio przez rodziców.

    Link do wyników wg. szkół: http://www.komisja.pl/pobierz/dla_prasy/gimnazjum/humanistycznalodzkie.pdf

  18. 25godzina said

    @Tomek-Kolejarz
    >Akademia Krakowska była, ale królewska, nie państwowa. W normalnych czasach to panujący lub Kościół, z czasem inne podmioty prywatne zakładał sobie akademię lub uniwersytet, żeby dostarczały kadr

    Królewska czyli państwowa, bo w monarchii wszystko jest państwowe, a jednocześnie własnością monarchy (upraszczając). W państwie narodowym część dóbr jest własnością narodu, a wiec jest własnością prywatną, tyle że właścicielem jest wspólnota, która po kimś część odziedziczyła i dla kogoś coś też zostawi (lub nie).

    Własność państwowa to własność prywatna, problemem jest zarządzanie, odpowiednia lojalna, patriotyczna kadra.

    Nikogo dzisiaj nie obchodzi jak było na prawdę, edukacja jest częścią kształtowania tożsamości narodowej itd itp i tej tzw polityki historycznej. Polacy sa w tej wojnie kompletnie bezbronni.

  19. Marucha said

    Re 15:
    O co Pani Marcie właściwie chodzi?

    Re 17:
    Zastanawiam się, czy pewne sukcesy szkół prywatnych wynikają bardziej z podniesienia się ich poziomu, czy też ze spadku poziomu szkół państwowych…spadku celowo sprokurowanego przez namiestników rządzących Polską.

  20. Tichy said

    Re 12

    Przed nastaniem ery informatyzacji i rozwoju środków przekazu, a także przed wiekiem Oświetlenia nie – państwowa edukacja była czymś naturalnym. Obecnie żyjemy w czasach, w których masy „współrządzą” i w mniejszy bądź większy sposób decydują o obliczu świata (tak, wiem, fasadowo, ale to też jest problem, bo rządzenie z kolei opiera się na manipulowaniu), zatem wycofanie się z państwowej edukacji niczego nie rozwiąże, ponieważ masy ludzi dalej będą narkotyzowane przez media. Nie chodzi tu już nawet o konkretną linię ideologiczną, ale o sam fakt ogłupiania. Kiedyś ludność bez problemu byłaby w stanie zachować tradycję i kulturę bez państwowej edukacji, obecnie społeczeństwo (czy nawet naród) szybko uległoby atrofii. Dla medialnego ogłupiania musi istnieć realna przeciwwaga. Skoro dopuściło się masy do „współrządzenia” (w formie demokracji), to trzeba zadbać o to, że przynajmniej w jakimś niewielkim stopniu dorosły one do rozsądnego myślenia o własnym państwie. Nie da się już chyba inaczej, bo w powrót modelu sprzed wieku Oświetlenia i Rewolucji Francuskiej nie wierzę. Dlatego też mnie się szczególnie podoba ten cytat, ponieważ zgadza się on z moimi obserwacjami:

    Nie istnieje już wybór między wolnością a dyktaturą, istnieje tylko wybór pomiędzy dyktaturą rewolucyjną a dyktaturą porządku, dyktaturą “z dołu” a dyktaturą “z góry”: “Ja – mówi Donoso – wybieram tę, która przychodzi z góry, ponieważ pochodzi z rejonów czystszych i jaśniejszych; chodzi o wybór, w końcu, pomiędzy dyktaturą sztyletu i dyktaturą szabli: ja wybieram dyktaturę szabli, gdyż jest bardziej szlachetna“

    Może tylko bez tej drugiej części. Bo ta druga część to tylko „myk”, którego dokonało w XX w. wielu konserwatystów, a który objawia się między innymi w adoracji Putina i Baćki, szczęśliwie jeszcze nie w adoracji słońc północnokoreańskich. To jest dyskretne schodzenie z pozycji. Świetnie to widać, gdy weźmie się pod uwagę środowisko konserwatyzm.pl, zapatrywania Wielomskiego i jego naukowe czasopismo: „Pro Fide Rege et Lege”. Króla już dawno sobie darowano, bo wiadomo, że jest nie do pomyślenia w czasach demokratyzacji. Darowano sobie już tak naprawdę również wiarę, bo ta również nie jest w stanie legitymizować jakiegokolwiek władcy. Z bardzo prostego powodu: prawdziwie wierzący są już w mniejszości i nic z tym nie da się zrobić, bo wbrew pozorom utrata wiary wcale nie jest uwarunkowana wyłącznie ideologią, ale również technologicznym postępem. Zresztą lud już przyzwyczaił się do własnych prerogatyw demokratycznych i tego, że to on stoi w centrum, a nie Bóg. Władza legitymizowana jest zatem już wyłącznie socjalnymi obiecankami, „prawami człowieka” albo trzymaniem za mordę. Niedobitki konserwatystów trzymają się tego ostatniego, utożsamiając to z Prawem i Porządkiem. Ostatni bastion, dlatego też patrzą tęsknie na Wschód, chociaż nie ma on nic wspólnego z Cywilizacją Łacińską. Także tutaj patrzy się tęsknie na Wschód. Oczywiście Zachód też już zaczął się brać za trzymanie za mordę, zatem można powiedzieć, że lepsze „trzymanie za mordę bez dodatków socjalnych i lewicowej ideologii od „trzymania za mordę z lewicową ideologią”. Ani jedno, ani drugie nie ma jednak nic wspólnego z Cywilizacją, którą utraciliśmy. Nie da się dzisiaj inaczej, bo ani nie nawróci się już ludzi, ani nie odizoluje ich od władzy, a zatem od czegoś, czym powinni zajmować się ludzie z głową na karku, a nie da się odizolować również z powodu powszechności mediów. Zatem totalizacja albo socjalizacja, a najlepiej to i to. A skoro nie można inaczej, to trzeba przynajmniej optować za tym, żeby to „wychowywanie” ludu miało cywilizacyjny, a nie barbarzyński, polor.

    Dziękuję za uwagę.

  21. Tichy said

    Przepraszam za kilka błędów. I oczywiście ‚prof. Wielomskiego’, a nie ‚Wielomskiego’.

  22. Tralala said

    ad 19
    Szkoly prywatne maja mniejszy procent holoty, a wiec i mniejszy problem z nauczaniem. Ataki fizyczne na uczniow, ktorzy maja dobre oceny nie naleza do rzadkosci.

    A co do pana G. Brauna…
    Cenie G. Brauna, ale po wysluchaniu jego wszelkich dostepnych wykladow, sadze, ze zatrzymuje sie gdzies w pol drogi popierajac dzisiejsze KK (owszem, jego zdaniem uszkodzony nieco przez W2). Nie dociera do niego, ze na soborowym kosciele, ktory juz nic nie ma wspolnego z rzymskim Katolickim Kosciolem wszechczasow, nie mozna niczego wartosciowego opierac.
    Braun jest juz dzieckiem tej polskiej inteligencji przywiazanej do Znaku, Wiezi i JP2, nieumiejacej odciac sie od wszelkiego rodzaju herezji.

  23. Zbigniew Kozioł said

    Ten poziom, porównanie między prywatnymi a publicznymi. To przecie tak wiele zależy od okoliczności. Nie mam dużego doświadczenia, więc tez trudno mi uogólniać. Uczę nieco w szkole prywatnej w Rosji. Jestem zachwycony tą szkołą i uczniami. Nie obijają się, są żądni wiedzy, bezustannie uczestniczą w jakichś szerszych konkursach, zawodach sportowych czy występach kulturalnych. Ja pomagam kilku w przygotowaniu do olimpiady z fizyki. Warunki jakie stworzono im w szkole pozwalają im na bardzo szeroki, indywidualny, nieskrępowany rozwój. W wielu przypadkach to rzeczywiście wręcz indywidualne podejście do ucznia. Bywa, że zajęcia (duża część zajęć jest nieobowiązkowa) odbywają się nawet z maleńką grupą, a nawet i z jednym uczniem. Szkoła droga nie jest (acz nie na kieszenie przeciętnych rodziców). Uczniowie są spokojni, zdyscyplinowani, bardzo grzeczni i uprzejmi. Ale też wykazują się nieskrępowanie inicjatywą. Z nauczycielami stosunek w dużej mierze partnerski. Po prostu wielka to dla mnie przyjemność zajmowanie się niemi. Będą z nich ludzie dużego formatu. Pytaniem otwartym na jakie nie znam odpowiedzi jest, jak to możliwe? Parę czynników na pewno gra rolę: dyrektorka szkoły – ona jest tego duszą i bynajmniej nie stawia na maksymalny zarobek. Tradycyjne w Rosji poszanowanie dla wiedzy i pęd za nią. Młodzi nie są też tak rozwydrzeni jak gdzie indziej (z wyjątkiem zwykłej chuliganerii, która raczej dostępu do podobnej szkoły nie ma).

  24. pabeloo said

    Re: 14
    Przepraszam, nie miałem czasu na dłuższy wpis i wyraziłem się niepełnowartościowo.

    Właśnie kontrreformacja zablokowała dopływ mas wykształconych innowierców, którzy gdyby przyszli do Rzeczpospolitej budowali by jej bogactwo i potęgę, a zamiast tego wylądowali w Prusach i potęgę tego państwa budowali. Natomiast bractwo jezusowe – w końcu to oni kształcili młodą warstwę szlachecką – przez ponad stulecie doprowadziło do tego, że szlachta polska z rozsądnych ludzi przekształciła się w hołdujących politykierstwu i własnemu widzimisię. Pamiętniki Paska są świetnym tego przykładem.

    A kościół w Polsce posiadając tak potężne własności, od których nie płacił podatku, z którego chociażby można było opłacić armie. Szlachta nie chciała być gorsza i też blokowała wszelkie próby opodatkowania. Zatem to jak najbardziej było dojenie.
    Inna sprawa, że warstwa kupiecka Rzeczpospolitej która składała się w głównej mierze z żydów też się migała od płacenia podatków. Inwestując swoje zarobione pieniądze, zamiast na miejscu w Rzeczpospolitej, w Niderlandach.

    Owszem, powstanie klasztorów w średniowieczu i ich praca wychowawcza były dla Państwa Polskiego jak najbardziej korzystne, ale dopóki były, miały rację bytu. Z chwilą kiedy przestały, straciły rację bytu.
    Dlatego nie walnąłem jak łysy o co tam Pan chce.

    To że tu i teraz Polska jest dojona to wiem doskonale. Nie trzeba mi tego pokazywać. Jest widoczne na każdym kroku.

    A co do walki różnych oświeconych łącznie z braćmi starszymi w wierze z kościołem katolickim.
    Cóż. Oni tę organizację założyli. Posłużyli się nią jak narzędziem do uzyskania celów. Widocznie narzędzie nie jest już potrzebne.

  25. Tomek-Kolejarz said

    Ad 13

    No i widzi Pan sam – ja się mile zdziwiłem no i vice versa.

    Nie neguję faktu istnienia przed KEN szkół państwowych/królewskich. Zgodzę się również, iż pewnie nieraz dokładano do ich utrzymania pieniążki pochodzące z podatków. Jednakże zapomniał Pan dodać, że szkoły państwowe przed wprowadzeniem powszechnego, przymusowego obowiązku szkolnego były odpowiednikami dzisiejszych szkół wyższych ewentualnie pomaturalnych. Dość dobrze znam moje hobby, czyli historię i jakoś zupełnie nie mogę sobie przypomnieć, żeby przed czasami KEN państwo utrzymywało odpowiedniki dzisiejszych szkół podstawowych i średnich, a także by utrzymywało żłobki i przedszkola jak współcześnie.

    Podziwiam Pański spryt, bo bardzo przebiegle unika Pan rzeczowej odpowiedzi na bardzo proste pytanie. Mianowicie czy przed zrealizowaniem XVI wiecznych pomysłów protestantów i późniejszych idei masońskich istniał gdziekolwiek w kręgu cywilizacji łacińskiej system oświaty o następujących cechach:

    1. Przmusowy i powszechny dla wszyskich dzieci w wieku uznanym za szkolny.
    2. Państwowy, czyli zarzadzany przez państwo, które decyduje o formach i treściach nauczania.
    3. Obejmujacy wszystkie szczeble kształcenia od podstawowego wzwyż.
    3. Utrzmywany wyłącznie z podatków, ściąganych na ten cel od ogółu mieszkańców kraju.

    Dla ułatwienia dodam, że jest to z punktu widzenia logiki pytanie do rozstrzygnięcia, więc odpowiedź musi być prostym Tak albo NIE.

    Jeśli tak, to poproszę o konkretne przykłady.

    P.S

    Co do zakładów pracy to gorsze rzeczy niż o prywatnych mogę opowiedzieć o swoim de facto państwowym. Wiem, bo codziennie pewne sprawy odczuwam na własnych czterech literach.

  26. Marucha said

    Re 25:
    Panie Tomku, wprawdzie Wikipedia to nie autorytet, ale poczytajmy:

    Pierwsze próby wprowadzenia obowiązku szkolnego zawierają przepisy Księstw Weimarskiego (1619 r.), Gotajskiego (1642 r.) i Brandenburgii-Prus (1698 r. i 1717 r.). W kolonii Massachusetts w 1647 roku wprowadzili go dominujący w niej purytanie. W 1683 wydano takie zarządzenie w Księstwie Oleśnickim, przymus szkolny wprowadził „Książęcy oleśnicki statut niemieckich szkół miejskich i wiejskich” (niem. Fuerstlich Oelsnische deutsche Stadt und Landschulordnung). Przymus obejmował dzieci w wieku od 6 do 9 lat.

    W roku 1717 król Prus Fryderyk Wilhelm I Hohenzollern wydał nakaz by wszystkie dzieci w całym kraju uczęszczały do szkół podstawowych. Inne kraje, zwłaszcza habsburskie, próbowały naśladować pruskie rozwiązania w tej dziedzinie. Sama jakość nauczania w podstawowych szkołach pruskich nie była najwyższa, ponieważ nauczycielami byli częstokroć zwykli weterani wojenni, a program składał się z nauki rachunków, pisania i czytania, z odrobina historii, lecz tak jak zalecał filozof Christian Wolff nie chodziło tu by niewielu ludzi posiadało dużą wiedzę, lecz by szerokie rzesze ludności dysponowały podstawowymi umiejętnościami i wiadomościami. Duże zasługi w kontynuowaniu królewskiego planu w Prusach miał teolog Johann Julius Hecker.

    W 1739 w Danii Chrystian VI Oldenburg wprowadził powszechny obowiązek uczęszczania do szkół podstawowych, jednak ten nakaz pozostawał martwą literą.

    Maria Teresa Habsburg wprowadziła obowiązek szkolny w krajach imperium Habsburgów w 1774 roku.
    (….)

    Wszystko działo się wcześniej, niż masońska Rewolucja Francuska, a pierwsze próby – jeszcze przed „Wiekiem Oświecenia”.

    Pomińmy chwilowo źródła idei powszechnego obowiązku nauki – być może są protestanckie, być może masońskie, być może jeszcze jakieś inne…

    Co jest właściwie złego w staraniach, by możliwie szerokie warstwy społeczeństwa posiadało jakąś minimalną bodaj wiedzę?
    Czy lepsze wykształcenie społeczeństwa nie uniemożliwiło by np. klimatycznej hucpy? Nie utrudniło by antyrosyjskiej agitki hasbary albo grabienia majątku narodowego?

  27. Marucha said

    Ad 26:
    Dla kompletności dodam jeszcze z tego samego źródła:

    Przymus szkolny jest krytykowany (edukacja domowa) przez liberałów. Uważają oni, że edukacja nie należy do zadań państwa i nie ma ono prawa zmuszać nikogo do korzystania z państwowego systemu, boją się także skutków ewentualnego masowego „prania mózgów” wynikłego z ujednoliconej scentralizowanej edukacji.

    W USA, w związku z kryzysem w edukacji, widać wyraźnie[potrzebne źródło] tendencję do częściowego powrotu do nauki domowej (homeschooling), najczęściej prowadzonej przez rodziców. Likwidację przymusu edukacji postulował swego czasu w Polsce Rzecznik Praw Ucznia i Rodzica Krzysztof Olędzki.

    Inne zarzuty to negatywny wpływ przymusu szkolnego na niektóre społeczności, na przykład Inuitów czy Aborygenów; w ich przypadku w związku z bardzo rozproszonym osadnictwem i dużymi odległościami od placówek oświatowych przymus szkolny powoduje dezintegrację rodzin.

  28. Zbigniew Kozioł said

    W dyskusji na temat edukacji wkurzają mnie fundamentaliści typu z Korwin-Mikke.

    Zwracam uwagę (też @23), że jakość nauczania i pożytek z niego zależą od okoliczności. Prawnych itp. W przypadku opisanym @23 najpewniej szkoła prywatna ma warunki do służenia dobrym, wręcz znakomitym poziomem. Czy taki poziom oferują inne szkoły w Rosji? Nie wiem. Skąd inąd fama głosi, że powiedzmy tytuł ukończenia uczelni w Rosji można sobie kupić względnie tanio (z tym, że to już raczej nie całkiem prawda, to raczej zmieniło się). Niedawno zaś była duża afera nagłośniona mocno w związku ze szkołą w dużym mieście, chyba w Nowgorodzie. Otóż to była szkoła średnia przy uniwersyteckim ośrodku, prywatna. Uczyli w niej nauczyciele akademiccy. Miała bardzo wysoki poziom. I biurokracja przyczepiła się, z kuriozalnymi wręcz pretensjami: szkoła nie ma prawa zatrudniać nauczycieli uczących na zbyt wysokim poziomie. Sprawa poszła do sądu i szkoła oraz nauczyciele wygrali. To przykład skrajności gdy ingerencja władzy może wiele napsuć (ale tym razem jej się nie udało).

    Ale ja też jestem za powszechnością uczenia i to na dobrym poziomie, nad dostępnością, a więc nad istnieniem nauczania publicznego. To, że ten poziom nauczania w Polsce systematycznie zniża się wcale nie wynika z publiczności nauczania, a ze zbyt głębokiej ingerencji władz administracyjnych w nauczanie.

    Bardzo proszę mieć ten drobiazg na uwadze. Problem jest dużo szerszy, obejmuje niemal każdy aspekt życia. Tam, gdzie biurokracja przejmuje kontrolę – tam mamy szajs. Ale nie musi to być kontrola nad systemem państwowym. Może przecie biurokracja równie dobrze udupić i system prywatny. I, powtarzam, odnosi sie to nie tylko do nauczania.

  29. Nie mogę się zgodzić z wywodami p. G. Brauna (i dziwię się bardzo zachwytom niektórych komentatorów), który zaleca (wyłącznie?) prywatne szkoły i budowę strzelnic. Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.
    Celem nauczania jest nauczenie kogoś tego co mu będzie lub prawdopodobnie ( z dużym prawdopodobieństwem) będzie przydatne w życiu czy też sprawi mu satysfakcję (np. nauka muzyki, rysunku). Oczywiście nie wszystkiego człowiek jest w stanie się nauczyć. Pewnych rzeczy nie nauczy się nigdy czy to z braku uzdolnień czy np. z braku dostatecznej motywacji lub własnego lenistwa lub braku czasu. Nauczanie najczęściej wiąże się z wysiłkiem i dyscypliną dlatego potrzebny jest nauczyciel z wiedzą i umiejętnością jej przekazania, potrzebne jest sprawdzanie postępów nauki na bieżąco. Ponieważ nauczanie jest prowadzone etapami co jest związane z promocją z niższej klasy do wyższej oraz z niższej szkoły do wyższej a więc jeżeli nie będzie systemu „wolnego słuchacza” to musi być program nauczania a ten program musi ktoś ustalić a jego opanowanie będzie kryterium do przyjęcia na dany stopień nauczania. Programy są z jednej strony za obszerne a z drugiej strony zawierają luki i są światopoglądowo (w takich przedmiotach jak np. historia czy język polski) jednostronnie (lewicowo) ustawione. I tu zaczynają się schody. Szkoła podstawowa obecnie jest obowiązkowa a program nauczania (przedmioty, zakres wiedzy przekazywanej) jest ustalany odgórnie, bezdyskusyjnie z rodzicami uczniów i inaczej chyba być nie może. Poziom nauczania jest dostosowany do średniego poziomu uczniów w szkole, uczniom nie grozi pozostawienie w tej samej klasie na drugi rok, uczniom niesfornym nie grozi wyrzucenie do szkoły specjalnej ani praktycznie nic jeżeli przeszkadzają na lekcjach lub poniewierają nauczycielem. Ma się wrażenie, że szkoła ma tylko za zadanie nauczyć czytać i pisać i może trochę rachować a poza tym służy do tego aby dzieci rodziców pracujących mogły przebywać pod kontrolą szkoły w godzinach pracy a w wyższych klasach (także na studiach) zatrzymać ich aby nie weszli na rynek pracy i nie powiększyli bezrobocia oraz lumpenproletariatu.
    Odnośnie strzelnic to chyba coś nie tak. A może wystarczy szabla i nauka fechtunku ? A może sięgnąć po granaty, miny (zrób to sam) lub broń bakteriologiczną lub chemiczną ? Bzdura, jedna wielka bzdura. A może jakieś kolejne małe powstanko ?

  30. Tomek-Kolejarz said

    Ad 26 i 27

    Znowuż mile mnie Pan zaskakuje! Jestem zdumiony, ale przede wszystkim bardzo wdzięczny, bo choć nie odpowiedział Pan wprost „nie” na zadane przeze mnie w poście 25 pytanie, to jednak napisał Pan rzetelne i zwięzłe uzasadnienie dla takowej odpowiedzi jak i zarazem pogladów prof. Konecznego zawartych w podanym przeze mnie (post 12) artykule jak i poglądów G. Brauna.

    Jasne, że wszystkie pierwsze próby przymusowej oświaty miały miejsce przed rewolucją francuską, ale z przytoczonych przykładów wynika niezbicie, że w krajach zdecydowanie protestanckich. Może więc pora przeczytać Konecznego i opublikować na forum.

    Następna ważna kwestia. Wiek oswiecenia i rewolucja francuska były już wyrazem ugruntowanych wpływów i potęgi masonerii. Logicznym więc jest, że ta długo wcześniej musiała je mieć i powiększać. Rewolucji od podstaw nie zrobi się w 5 minut.

    Nigdy nie twierdziłem, że to źle, aby jak najszersze masy posiadały wiedzę. Ale powiedzmy sobie szczerze – każdemu zupełnie inna zmieści się do głowy i każdemu inna jest potrzebna, a nie jak w szkole przymusowej wszystkim to samo.

    Przed epoką przymusowej oświaty wiedzę upowszechniano inaczej i jakie były skutki? Ano w takiej Polsce nigdy nie brakowało obrońców wiary i ojczyzny. A obecnie to właśnie szkoły państwowe produkują lemingów wierzących min. w globalne ocieplenie.

    W Piśmie Sw. napisano „drzewo poznaje się po owocach”. Zatrute drzewo wydaje zatrute owoce.

    Pozdrawiam!

Sorry, the comment form is closed at this time.